Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Szczelina Jeleniogórska Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Wto 21:07, 18 Lis 2008 Powrót do góry

Szczelina

Pod nazwą „Szczelina” kryje się najbogatszy lub jeden z najbogatszych ujawnionych dotychczas poniemieckiech schowków. To właśnie z tego schowka pochodziły trzy jaja Fabergé, w tym jedno, które najpierw sprzedano na jeleniogórskiej Florze. Później „odnalazło” się ono w rękach romskiej rodziny z Nowej Soli, co doprowadziło do morderstwa, którego tajemnicy nie rozwiązano do dziś. O mordzie i poszukiwaniu m.in. zrabowanego z tego domu jaja Fabergé mówiono w jednej z najpopularniejszych audycji kryminalnych polskiej telewizji. To samo jajo jakiś czas później wystawiono w jednym z londyńskich domów aukcyjnych i sprzedano za sumę poważnie przekraczającą milion funtów.

W tym miejscu, w nieco legendarnej, ale przecież realnie istniejącej „Szczelinie” znaleziono setki innych, niezwykle cennych przedmiotów. Prawdopodobnie do dziś w tym schowku znajduje się duża ilość wielkich obiektów, takich, których nie udało się wynieść w sposób nieujawniający schowka. Nadal więc mogą tam być dwa mercedesy, motocykle BMW Sahara i Zündapp, skrzynie i wielkie tubusy z dziełami sztuki i wiele innych obiektów. Mogą być, bo tak naprawdę nie bardzo wiadomo, czy i w jaki sposób ten schowek był przez ostatnie lata eksploatowany przez swoich odkrywców. Wydaje się jednak, że w ciągu kilku ostatnich lat na rynku nie pojawiło się już nic tak cennego i interesującego jak jaja Fabergé. Być może, bo jest i taka szansa, że schowek został jednak ostatecznie opróżniony, a jego zawartość dawno temu opuściła granice Polski.

„Szczelinę” ujawniono w 1991 roku, w górach, na północny zachód od Jeleniej Góry. Jej odkrywcy po pewnym czasie, o czym pisaliśmy w „NJ” trzy lata temu, zgłosili poprzez Polskie Towarzystwo Eksploracyjne gotowość dogadania się z władzami co do wspólnej eksploatacji tego schowka. Proponowano ujawnienie schowka w zamian za przekazanie 45 procent jego zawartości i rezygnację przez władze z dochodzenia tego, co już ze „Szczeliny” zostało wydobyte. Taką informację PTE przekazało w 1994 roku także premierowi, wraz z wnioskiem o zmianę przepisów dotyczących tego rodzaju znalezisk. Niestety, ani w tamtym czasie, ani później, do żadnych istotnych zmian prawa dotyczącego tych problemów nie doszło. Realnym śladem po kontaktach z władzami jest tylko notatka jednego z ówczesnych ministrów, który na projekcie umowy dotyczącej warunków ujawnienia schowka dopisał - „ten projekt umowy może być przedmiotem negocjacji.” O ile wiadomo, do poważnych rozmów nigdy nie doszło.

Wiadomo natomiast o działaniach służb specjalnych, które prowadziły w tej sprawie dochodzenie, próbując ustalić, gdzie jest ten schowek. W efekcie prowadzonych przed kilkoma laty działań ujawniono w jednym z wrocławskich antykwariatów kilka cennych płócien, wcześniej uważanych za zaginione, ale nawet podjęcie czynności przez prokuratora nie pozwoliło na rozwikłanie zagadki. Jak się zdaje, nigdy też nie ustalono, kto wystawił na sprzedaż obrazy odnalezione w antykwariacie. Jest jednak niemal pewne, że pochodziły one właśnie ze „Szczeliny”, w której znaleziono tego rodzaju dzieła sztuki. Znaleziono tam także, co potwierdzają ludzie, którzy te rzeczy widzieli, piękne i ogromne klejnoty z bursztynu, a także sporej wielkości brylanty. A było tam wiele innych, niezwykle cennych przedmiotów.

Cisza

W sprawie „Szczeliny” od kilku lat panuje prawie zupełna cisza. Co prawda, pojawiały się w tym czasie informacje o podejmowanych przez różne grupy poszukiwawcze próbach dotarcia do tego miejsca, ale chyba nikomu, jak dotychczas, nie udało się ujawnić, gdzie to naprawdę jest. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że wszelkie próby eksploracji, podejmowane pomiędzy Wleniem a Świerzawą, mają na celu właśnie dotarcie do „Szczeliny”. A jest takich prób sporo. Prowadzone tam poszukiwania mają zarówno charakter jedynie terenowej penetracji w poszukiwaniu miejsca - wejścia do podziemia, jak i charakter skomplikowanych badań technicznych, których celem jest odnalezienie przy pomocy sprzętu elektronicznego podziemnej pustki i wejścia do niej.

Po lasach „szaleją” jednak tylko poszukiwacze, którzy przyjeżdżają gdzieś z Polski. Lokalni, jeleniogórscy eksploratorzy pracują w terenie kameralnie, wręcz w tajemnicy, i wypowiadają się na ten temat niezwykle ostrożnie. Pamiętają bowiem niewyjaśnione zabójstwa we Wleniu i Lwówku, ich zdaniem, bezpośrednio związane z poszukiwaniem „Szczeliny”.

Do tego miejsca chce dotrzeć naprawdę wiele osób, które temu celowi poświęcają swoje pieniądze i czas. Choć zapewne wszyscy wierzą, że nadal jeszcze można tam sporo znaleźć, niektórzy eksploratorzy twierdzą, że dziś ich wysiłek ma już tylko sportowy charakter. Ich celem jest bowiem nie tyle znalezienie resztek skarbu, ile odkrycie miejsca, w którym go znaleziono. To jest jak sport, przekonuje jeden z eksploratorów, jak zdobywanie szczytu w Alpach czy Himalajach. Bo to miejsce gdzieś przecież jest, ktoś na pewno w nim już był i nie ma powodów, bym nie odnalazł go także ja. Dla kilku moich znajomych jest to niemal obsesyjny cel, coś jak chęć zdobycia za wszelką cenę Ewerestu. Dla mnie jednak poszukiwanie „Szczeliny” jest jak polowanie - zwierzyna jest przecież w lesie, trzeba ją tylko namierzyć. Najlepiej w ciszy i spokoju.

„Szczelina?”

Kilka tygodni temu w środowisku poszukiwaczy rozeszła się wieść, że jedna z grup eksploratorów dotarła do miejsca, które może być „Szczeliną” lub jest fragmentem tego podziemia. Ujawnione podziemie leży prawie dokładnie tam, gdzie należy się spodziewać „Szczeliny”, i jest ukryte w miejscu, gdzie do dziś zachowały się resztki starych kopalń i kamieniołomów. Właściwie niemożliwych do dokładnego zbadania, ze względu na wielką ilość podziemi i brak jakichkolwiek zabezpieczeń przed runięciem starych chodników i wyrobisk. Można to porównać do sytuacji, jaka panuje w rejonie Świerzawy, Rzeszówka i Gorzdna, gdzie stare wyrobiska i kopalnie mają wiele poziomów, chodników i komór.

W podobnym miejscu, na skraju starego kamieniołomu, podjęto próbę dotarcia do niezwykle interesujących podziemi. Tym ciekawszych, że z dokumentów sporządzonych już po wojnie, które dziś stanowią zasób archiwalny jednego ze starostw, wynika, że podziemia te, przynajmniej w części, były znane już po wojnie, ale ze względu na zagrożenie minami i zawałami zaniechano ich dokładnej penetracji. Zachowane są także ślady tego, że niektóre z nich próbowało w 1946 i 1947 roku penetrować wojsko, w poszukiwaniu magazynów amunicji, podziemnych, przyfrontowych warsztatów naprawczych i innych tego rodzaju urządzeń, które Niemcy przygotowali na linii frontu.

Świadkowie potwierdzają, że już w listopadzie 1944 roku w okolicy pojawiły się jednostki niemieckich saperów, które w oparciu o przymusowych robotników zgromadzonych w kilku podobozach podjęły przygotowania do budowy frontowego zaplecza. Wtedy właśnie miała powstać „Szczelina”, w której grupa oficerów wycofujących się wojsk miała ukryć swój skarb.

W oparciu o zachowaną dokumentację starostwa, a także w oparciu o dokumentację górniczą, pochodzącą sprzed ponad stu lat, grupa jeleniogórskich eksploratorów podjęła kilka miesięcy temu próbę dotarcia do podziemi, które mogłyby być „Szczeliną”. Zlokalizowano kamieniołom, ustalono ewentualną drogę wprowadzania transportów i namierzono miejsce, w którym mogłaby być podziemna hala czy korytarze. Przy dokonywaniu tych ustaleń niezwykle pomocnym okazał się pewien górnik ze Strzegomia, który kategorycznie twierdzi, że niektóre fragmenty starego kamieniołomu nie są naturalną, poeksploatacyjną pozostałością. Człowiek ten pokazał, co budzi jego wątpliwości i jak wysadzano skałę po to, by zasłonić wejście lub wjazd i zawalić jak najwięcej podziemnego wnętrza.

Eksploratorzy, korzystając z tych i innych wskazówek, zaczęli penetrować okolicę, by znaleźć wejście, szyb wentylacyjny lub jego ślad lub cokolwiek innego, co ułatwiłoby dotarcie do wnętrza kamieniołomu. To trwało kilka tygodni - opowiada jeden z nich. Jeździliśmy tam wiele razy w przekonaniu, że gdzieś musi być wejście do podziemia, o którym opowiadała jeszcze w 1949 roku Niemka, mieszkająca w tej okolicy, nieco później brutalnie przez kogoś zamordowana. Wejście do podziemia znaleziono pomiędzy zwałami wielkich głazów. Jest to prawdziwa szczelina (?!!) w skałach, którą rozpoczyna się siedmiometrowy szyb, zakończony kamiennym zwałowiskiem. Z tego miejsca, dwukrotnie skręcając w lewo, poszukiwacze zeszli bardzo stromym skalnym osuwiskiem kilkanaście metrów niżej do miejsca, które okazało się być olbrzymim zawałem odcinającym dalszą drogę.

Jednak po wybraniu kilku głazów pod samym sufitem udało się przejść nieco dalej i wejść do olbrzymiej komory wykutej w skale. Pomieszczenie to ma wysokość ponad czterech metrów, szerokość około sześciu metrów i długość ponad 50 metrów. Praktycznie rzecz biorąc, jest puste, poza zachowanymi torami kolejki wąskotorowej i ułożonymi pomiędzy torami dość dziwnymi kablami. Dziwnymi, bo wyglądają jak nowe, jakby pokryte srebrną folią. Kawałek takiego kabla jest teraz badany.

Hala jest wykuta w skale i kończy się skalną ścianą, ale dwa chodniki odchodzące w bok wykonano z betonu, co prawdopodobnie świadczy o tym, że stosunkowo blisko wychodziły na powierzchnię ziemi. Chodniki kończą się jednak skalnymi zawałami, które mogą być tym samym kamieniem, który jest widoczny na powierzchni, jako odstrzelona ściana kamieniołomu. Zawałami kończą się także cztery inne, boczne korytarzyki, odchodzące od dwóch głównych chodników. Zdaniem eksploratorów te właśnie miejsca są bardzo intrygujące, bo jest jasne, że ktoś w konkretnym celu dokonał tych zawałów. Co do celowej działalności nie ma żadnych wątpliwości, bo otwory po odwiertach, w których umieszczano materiał wybuchowy, są doskonale do dziś widoczne.

Poszukiwacze twierdzą, że zawał, po którym weszli i od którego zaczyna się jeden z końców hali, jest oddalony od ściany kamieniołomu i zwaliska głazów o kilkadziesiąt metrów. Co, ich zdaniem, dowodzi, że tam właśnie, pod tym gigantycznym zawałem dokonano jakiegoś ukrycia. Jest także i taka możliwość, że co najmniej jeden z bocznych korytarzy prowadzi właśnie pod ten zawał. Tego na razie nie udało się ustalić. Jest jednak możliwe, że do podziemi ukrytych pod zawałem prowadzi inne wejście. Albo z już ujawnionej drogi przez zawały do podziemnej komory albo ukryte gdzieś w najbliższej okolicy.

Naprawdę puste?

Badacze twierdzą, że główna komora jest praktycznie pusta i wygląda bardziej na sortownię czy magazyn, obsługiwany kolejką wąskotorową, niż na halę produkcyjną. Być może był to magazyn np. amunicji, którego nigdy nie zapełniono. Do dziś w tym miejscu zachowało się trochę desek, belek i resztek skrzynek, które jednak nie przypominają opakowań po dziełach sztuki. Nie ma tam także śladu po samochodach czy motocyklach. Ale, jak twierdzą, przebywając w tym podziemiu, ma się dziwne uczucie, że choć jest ono wielkie, stanowi tylko fragment czegoś innego, być może znacznie większego. Takie wrażenie rodzi się już w czasie schodzenia po kilkudziesięciometrowym zawale w głąb tego podziemia. Bo przecież musi być jakaś racjonalna odpowiedź na pytanie, po co dokonano aż tak dużych zawałów.

Tam jest tylko pozornie pusto, twierdzi jeden z eksploratorów. To zbyt dobra kryjówka, by rzeczywiście była tam tylko niewykorzystana duża hala. Jego zdaniem właśnie tam należy szukać „Szczeliny”, tyle tylko że gdzieś tuż obok. Ale na pewno bardzo blisko. Niezbyt prawdopodobne wydaje się bowiem to, że jest to „Szczelina”, tylko już całkowicie oczyszczona. Trudno uwierzyć, by ktoś zadał sobie trud tak dokładnego posprzątania po znalezisku. W świetle obecnej wiedzy o tym podziemiu niemożliwe byłoby też wywiezienie z tego miejsca samochodów, a nawet tylko motocykli. Co prawda, są tam jakieś resztki ubrań, blach i desek, ale to nie są np. resztki mundurów.

O tym, że to miejsce nie może być puste, opowiada pewien człowiek, którego ojciec, Niemiec mieszkający w tej okolicy, ze strachu przed innymi Niemcami w 1955 roku spalił wszystkie posiadane dokumenty. Pamięta on, że ojciec kogoś bardzo się bał od momentu, w którym została zamordowana wspomniana Niemka. Podobno było to związane z tym, że widział, jak Niemcy rozstrzeliwali innych Niemców, którzy wcześniej dozorowali roboty prowadzone w okolicznych lasach. Człowiek ten kategorycznie twierdzi, że to podziemie jest „Szczeliną”. Jego zdaniem kamieniołom ukrywa jednak co najmniej trzy wielkie komory, a nie jedną. To, twierdzą eksploratorzy, jest rzeczywiście możliwe. Problem tylko w tym, jak je odnaleźć. - Będziemy szukać, aż znajdziemy - zapewniają...


Marek Chromicz
Nowiny Jeleniogórskie
29 października 2001 r.

Artykuł pochodzi ze strony [link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Wto 23:16, 18 Lis 2008 Powrót do góry

Co kryła szafa pułkownika Lesiaka

Osławiona szafa podpułkownika Jana Lesiaka - symbol nielegalnych działań UOP przeciwko politykom po 1990 r. - zawierała materiały kompromitujące zarówno polityków prawicy, lewicy, jak i służby specjalne.

Lesiak, pracując w Służbie Bezpieczeństwa, zajmował się rozpracowywaniem KOR, m.in. Jacka Kuronia. W UOP karierę zrobił, kierując przez wiele lat tajnym zespołem do zadań specjalnych, działającym przy gabinecie szefa UOP. Szerszej publiczności znany jest od 25 lipca 1997 r., kiedy to UOP na polecenie Zbigniewa Siemiątkowskiego, ówczesnego ministra koordynatora służb specjalnych, komisyjnie sprawdził podręczne archiwum Lesiaka.

- To była wbudowana w ścianę metalowa szafa, wysoka na dwa metry i szeroka na ok. 80 cm. Od dołu do góry była załadowana papierami, ale teczki Jarosława Kaczyńskiego tam nie było - mówi "Rz" Zbigniew Siemiątkowski.

Szafa zawierała jednak prawdziwą bombę. Wśród teczek, zdjęć, luźnych kartek i wycinków prasowych, znaleziono kilkanaście dokumentów, które wstrząsnęły sceną polityczną. UOP zawiadomił prokuraturę, a ta na ich podstawie wszczęła śledztwo w sprawie inwigilacji prawicy, które do dziś budzi emocje. Akta sprawy wciąż czekają na odtajnienie.

Co było w szafie? M.in. trzy notatki z lutego i sierpnia 1993 r., dotyczące ugrupowań prawicowych: PC, RdR i Ruchu III Rzeczypospolitej. Zawierały one propozycje działań, które miały doprowadzić do eliminacji tych partii ze sceny politycznej.

Była tam też fałszywa deklaracja lojalności Jarosława Kaczyńskiego z czasów stanu wojennego. Została ona sprzedana "Nie". Tygodnik ją opublikował, zarzucając Kaczyńskiemu podpisanie lojalki. Kaczyński wytoczył "Nie" proces i go wygrał. Sam Jarosław Kaczyński uważał, że dokument został sfałszowany przez UOP. Także zdaniem Siemiątkowskiego fałszywka została zrobiona nie przez SB, a dopiero w 1992 r.

Jan Lesiak twierdzi natomiast, że dokument znalazł się w szafie, bo jego zespół badał, kto sprzedał fałszywkę "Nie". Ani UOP, ani prokuratura nie ustaliły jednak, kto i kiedy sfałszował lojalkę.

W szafie były także: analiza agenta na temat partii PPS; notatka dotycząca Telegrafu (spółki założonej przez polityków PC); informacje o związkach polityków z aferą Art B; informacja o jednej z działek Mieczysława Wachowskiego, ministra Lecha Wałęsy; zdjęcia ze spotkań Anastazji P. - skandalistki podającej się za dziennikarkę - z politykami; informacje o pieniądzach, które miały trafić z FOZZ do PC; notatki o ustaleniach na temat tzw. moskiewskiej pożyczki i inwestowania pieniędzy PZPR; ślady po poszukiwaniu córki marszałka Sejmu Kerna i plotki na temat tego, kto przekazał Kaczyńskiemu instrukcję 0015 (pozwalała UOP inwigilować polityków).

Znaleziono też materiały z ustalania przez UOP źródeł tygodnika "Wprost", który przy okazji sprawy Oleksego wymieniał kolejnych po "Olinie" domniemanych agentów - "Minima" i "Kata". W szafie Lesiaka były nawet notatki dotyczące... poszukiwań pociągu ze złotem NSDAP.
Anna Marszałek
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Wto 23:59, 18 Lis 2008 Powrót do góry

Polemika ze sławnym artykułem M. Bojko, zamieszczonym w Innych Obliczach Historii w 2004 roku.


„Szczelina”: zagmatwane tropy złotonośnej kury.

Tekst M. Bojki Tajemnica „Szczeliny jeleniogórskiej” („Oblicza Historii” 03/2004) daje wiele do myślenia. Autor opublikował wyjątkowo dokładny opis wyrobiska ze schowkiem, powstały na podstawie relacji jednego lub kilku odkrywców skrytki.
Ma się ona mieścić w skalnym pomieszczeniu na planie prostokąta mierzącego od czterech do pięciu metrów szerokości i prawie piętnaście metrów długości. We wnętrzu znajdują się trzy samochody: „Po lewej, tyłem do wyjazdu, stały dwa, jeden za drugim, mercedesy cabrio [...] Przed tymi samochodami stał jakiś dziwny pojazd z kierownicą i kołem z przodu, a z tyłu mający gąsienice. Ponadto złożono w nim kilka konfesjonałów oraz posągów, a także mnóstwo skrzyń w dwóch rzędach [...] jakieś tuby skórzane i walizki oraz metalowe pojemniki malowane na zielono”. Gdzieś po prawej stoi kilka akumulatorów, a na dnie komory porozrzucane są kable elektryczne.
Marka dwóch samochodów zdaje się nie budzić wątpliwości: Mercedesy to produkowane w latach 1936–1943 kabriolety 170V. Trzeci pojazd byłby włoską konstrukcją firmy Moto Guzzi (tzw. Guzzikrada). Redakcja identyfikuje go jako „Kettenrad” – niemiecki półgąsienicowy ciągnik SD KFZ 2 NSU, ale rozmówca M. Bojki wyraźnie okazał zdziwienie specyficzną konstrukcją, nadmieniając o „kierownicy”, zapewne samochodowej. Ciągnik NSU miał kierownicę motocyklową, poza tym w innym miejscu opisu występują słowa „o samochodach” w odniesieniu do wszystkich trzech pojazdów umieszczonych w wyrobisku.
W zakładaniu schowka musiało więc brać udział co najmniej kilkunastu niemieckich żołnierzy, z których wielu zostało w nim na zawsze. Po prawej stronie wnętrza „oparte o ścianę, wpółsiedząc, znajdowały się dobrze widoczne zwłoki niemieckiego generała [...] Następnie, zaraz na lewo od wejścia, dość nieprzyjemny widok – kilkanaście ciał żołnierzy Wehrmachtu (około 10–12) [...] W pierwszym [samochodzie] na kierownicy było oparte ciało żołnierza Wehrmachtu, z tyłu wyglądało, jakby żołnierz ten spał, był jednak zastrzelony”. Inne zwłoki były widoczne po wojnie na zewnątrz skrytki.
Opis wnętrza skalnej komory nie jest precyzyjny. Autor podzielił go na dwie części. W pierwszej odtwarza wnętrze komory widziane przez braci O. z perspektywy wylotu szybu wentylacyjnego. Początkowo, z obawy przed pułapkami minerskimi, O. nie wchodzili do pomieszczenia. Jego penetracji dokonali dopiero po latach i ówczesne obserwacje składają się na drugi fragment opisu. Wydawałoby się, że obie części opisu powinny się wzajemnie uzupełniać, a tymczasem istnieją między nimi istotne sprzeczności. Co spostrzegli Adam i Jacek O. z wnętrza otworu wentylacyjnego? „Z lewej strony widać było jakby wejście albo wyjście” czyli, co wynika z innego fragmentu tekstu: „sztolnia, którą wprowadzono ładunek i samochody. Następnie, zaraz na lewo od wejścia, dość nieprzyjemny widok – kilkanaście ciał [...]”. Natomiast „na wprost [otworu wentylacyjnego] zdeponowano ładunek [dwa rzędy skrzyń] przykryty plandekami”. Ale w innym miejscu jest mowa o samochodach stojących „w głębi po lewej stronie, w oddali...” Jakiej oddali po lewej stronie? Przecież, a to jest jednoznacznie zawarte w opisach, szyb wentylacyjny ma znajdować się w jednej z dłuższych ścian prostokąta i w pobliżu narożnika, przy którym, w ścianie krótszej, mieści się otwór sztolni wjazdowej. Widok z szybu wentylacyjnego, częściowo zasłonięty skrzyniami, obejmowałby wyłącznie parometrowy odcinek komory w pobliżu wjazdu po lewej stronie, samochody zaś musiały znajdować się na prawo od szybu. Pojazdy zajmowałyby co najmniej dwanaście metrów (mercedes 170V miał ok. 4,30 m dł., Guzzirada lub SD KFZ 2 NSU – ok. 3 m), a więc w piętnastometrowym wnętrzu wyrobiska pozostawało zaledwie około 3 m wolnego miejsca w sąsiedztwie wjazdu. Jest to zdecydowanie za mało na kilkanaście zwłok, chyba że były one złożone w stertę. Lecz, według opisu, zwłoki leżały „bezwładnie”. W żadnym przypadku ponadto samochodów nie mogła dzielić od skrzyń odległość wynosząca „kilka metrów”. Biorąc pod uwagę czterometrową szerokość wnętrza komory oraz szerokość mercedesów wynoszącą 1,60 m, ów dystans nie mógł być większy niż 1–2 m. Można owe sprzeczności skwitować lapidarnym stwierdzeniem: tak czy owak niepodważalny pozostaje fakt, że wzmiankowane w opisie pojazdy mogły zmieścić się we wnętrzu Szczeliny. Owszem, tylko wydawałoby się, że pierwszym oględzinom skalnej komory wypełnionej zwłokami, samochodami i skrzyniami towarzyszyły wyjątkowe emocje („Cały ten widok robił posępne i tragiczne wrażenie.” Braci „paraliżował strach” – podkreśla M. Bojko) i wobec tego trudno zapomnieć lub pomylić główne elementy niezwykłej, ale i nieskomplikowanej sceny. Tym bardziej że znalazcy mieli z nią do czynienia przez długie lata.

Na tym nie koniec wątpliwości. Jak miało wyglądać założenie skrytki? W pierwszej kolejności, co oczywiste, wniesiono by dzieła sztuki, akumulatory i być może materiały minerskie oraz wprowadzono samochody, a następnie przystąpiono do zamknięcia schowka. Autorzy wszystkich publikacji na temat Szczeliny byli przekonani, że użyto w tym celu ładunków wybuchowych. Nie jest to oczywiste. Być może w powietrze wysadzono by zewnętrzny otwór sztolni, choć wtedy należało liczyć się z zagrożeniem dla zmagazynowanych dzieł sztuki w wyniku działania fali uderzeniowej oraz znacznego zapylenia wnętrza komory, o czym w opisie nie ma jednak mowy. Przeciwnie, na mundurze martwego generała jeszcze dzisiaj mają być dobrze widoczne dystynkcje i czerwone lampasy. Być może wylot sztolni znajduje się w na tyle dużej odległości od komory, że eksplozja nie wyrządziła żadnych szkód. Natomiast z pewnością nie zastosowano by materiałów minerskich przy zamknięciu sztolni od strony wnętrza wyrobiska: „Wejście było założone lub zawalone pod sufit kamieniami”. W przypadku eksplozji w otworze sztolni powstałoby gruzowisko, przez które nie byłoby możliwe ujrzenie w głębi „porozpinanych na pewnej wysokości drutów, do których poprzyczepiano ładunki wybuchowe”. Sztolnię zaślepiono by więc specjalnie wymurowaną ścianą. Jeśli zdecydowano się na jej zaminowanie, to prawdopodobnie przynajmniej częściowo użyto by zaprawy murarskiej. Mur musiał być ustabilizowany, ponieważ przypadkowe obsunięcie się któregoś z kamieni, użytych jako budulec, mogło spowodować wybuch i zagrożenie dla zawartości schowka. Charakterystyczna jest wzmianka o rozpięciu przewodów minerskich jedynie do „pewnej wysokości”. Fragment muru ponad nią mógłby zostać zakończony później, po wyjściu – górą – żołnierzy pracujących przy zaminowaniu końcowego odcinka sztolni. To może świadczyć, że ściana zostałaby postawiona już po zaślepieniu wjazdu od zewnątrz i saperzy po wykonaniu swoich prac mieli tylko jedną drogę odwrotu – do wnętrza komory. Dopiero po wejściu do niej wypełniliby lukę w górnej części ściany i umieścili między kamieniami „niewybuchy pocisków artyleryjskich i moździerzowych”.
Prace te mogły być więc czasochłonne. Ilu ludzi było potrzebnych do ich przeprowadzenia w końcowym etapie? Zapewne nie więcej niż trzech–czterech, we wnętrzu sztolni większa ich liczba wzajemnie by sobie przeszkadzała. To dlaczego w komorze podobno znajduje się tak wiele ciał: 10–12 żołnierzy, kierowcy i generała? Poza tym mieli być tam obecni jeszcze dwaj kolejni generałowie, którzy najwyraźniej zdezerterowali (swoje mundury pozostawili w jednym z pojazdów), czyli w momencie zamknięcia ściany sztolni w wyrobisku miało przebywać co najmniej 12–16 osób. W jakim celu? Z opisu można wnioskować, że powierzchnia Szczeliny ma około 60–75 m2. Trzy samochody zajmowałyby co najmniej około 17 m2, konfesjonały, rzeźby i skrzynie – przyjmijmy – drugie tyle. Dla ludzi zostało więc około 30–45 m2 i na każdego z obecnych przypadałoby zaledwie ok. 3 m2. Czyli w skalnym pomieszczeniu panowałby prawdziwy tłok, niewiele mniejszy niż w wypełnionym podczas mszy kościele, gdzie jedna osoba zajmuje około 1,5 m2.
Szczelina i jej otoczenie (z relacji niemieckiego leśniczego wiadomo o ludzkich szczątkach na skalnym zboczu) stałaby się grobem paru drużyn, a może nawet plutonu Wehrmachtu. Jakie wydarzenia miały rozegrać się po zamknięciu schowka? Sceneria przedstawiona w opisie M. Bojki jest sugestywna, ale wiele jej szczegółów wywołuje ogromne zdziwienie. Pozornie wszystko jest jasne: nieznani sprawcy (dwaj generałowie, których mundury pozostały w samochodzie?) zlikwidowali niewygodnych świadków. Tylko w jaki sposób? Sterroryzowali grupę żołnierzy, spędzili ich w jedno miejsce i zastrzelili? Musieliby użyć broni maszynowej, co w ogromnym stopniu zagrażałoby nie tylko starannie ukrytym dziełom sztuki, ale również samym strzelającym (rykoszety w niewielkim, zamkniętym pomieszczeniu). A więc podali żołnierzom truciznę? Potem zastrzelili żołnierza (z trudno wytłumaczalnych przyczyn absurdalnie siedzącego w samochodzie) i generała, spokojnie oczekujących na swoją kolej? A może żołnierz z samochodu i generał należeli do spisku i w ostatnim momencie zostali zdradzeni przez swoich wspólników? W sprawę założenia schowka miało być zamieszanych trzech generałów, z których jeden zginął, a po dwóch przepadł wszelki ślad. Jednak sztab żadnej z niemieckich armii nie zgłosił podczas ostatniej wojny bezprecedensowego w historii wojskowości w XX w. zaginięcia w tym samym dniu aż trzech generałów na tyłach frontu.

Czy zatem należy uznać Szczelinę za legendę? O ile z jak największą nieufnością trzeba odnieść się do opisanych wyżej szczegółów, to opis sposobu zamurowania i zaminowania końcowego odcinka sztolni wydaje się wiarygodny, pozwala nawet na snucie domysłów na temat sposobu przeprowadzenia prac. Nie można jednak zapominać, że jedna blaga powoduje powstanie drugiej. Potwierdzenie tej prawdy znaleźć można w mnogości wersji związanych z zawartością schowka, a zwłaszcza mających z niego pochodzić dzieł sztuki.

Mieczysław Bojko nie jest jedynym autorem publikującym informacje pochodzące od osób, które znały z autopsji Szczelinę. Jej istnienie ujawnił publicznie S. Siorek, choć uczynił to w sposób bardzo lakoniczny. W liście do premiera (opublikowanym w „Exploratorze” 1/1994) pisał o „rozległej sztolni, dobrze ukrytej, zawierającej dzieła sztuki i wyroby ze złota i bursztynu. Część złota została przetopiona, wartościowsze pierścienie i sygnety wywiezione do RFN, zaś bursztyn pocięty na koraliki”. Podkreślił, że grupa znalazców „zwracała się do wojewody jeleniogórskiego z ofertą wskazania sztolni za 45 procent wartości znaleziska” i ostrzegł: „Brak decyzji władz sprzyja dalszej grabieży”. Wiele wskazuje na to, że S. Siorek otrzymał informacje bezpośrednio od osób podających się za odkrywców skrytki. Podczas dochodzenia jesienią 1993 r. policja dysponowała ogólnikowymi danymi o ukrytych w podziemiu samochodach (w jednym z nich miało znajdować się ciało oficera Wehrmachtu) załadowanych dziełami sztuki, pośród których znajdowały się jakieś wyroby bursztynowe, natomiast nie były jej znane inne szczegóły z listu S. Siorka.

W artykule z jesieni 1995 r. (Rembrandt w lochu?, Nowy Detektyw 47/1995) R. Wójcik pisał o „ogromnym ‘depozycie’ ukrytym w podziemnym bunkrze w końcowych tygodniach wojny. Znajdują się w nim głównie dzieła sztuki, obrazy, rzeźby, a także i kosztowności z muzeów Ukrainy i Rosji. Podziemie jest tak obszerne, że stoją tu samochody ciężarowe i wojskowe gaziki z ładunkami wciąż nie rozpoznanymi. Jeden z odkrywców bunkra wszedł sam do jego wnętrza, po linie, przez wąski komin wywietrznika… Za drugim razem, gdy przyszedł ze wspólnikiem, ujrzeli trupy kilkunastu oficerów niemieckich. Jeden, zapewne samobójca, siedział za kierownicą auta z pistoletem w dłoni […]”. Autor nadmienił także o innych szczegółach znanych znalazcom: podobno wydobytym ze schowka „złotym jajku” i szybie wentylacyjnym odkrytym przez jakiegoś gajowego.
List S. Siorka był utrzymany w tonie jeszcze wstrzemięźliwym, w artykule Rembrandt w lochu? pojawił się już wątek „ogromnego depozytu”, a temperatura osiągnęła stan wrzenia w kolejnej publikacji R. Wójcika (Łowcy skarbów, Warszawa 1997, s. 21–26). Autor na prośbę J. Śniecińskiego (wydawcy „Nowego Detektywa”, co, biorąc pod uwagę opublikowanie w tym piśmie Rembrandta w lochu? zapewne nie jest przypadkowym zbiegiem okoliczności) przygotował „Porozumienie wstępne”, które znalazcy zamierzali zawiązać z władzami. Oczekiwali wynagrodzenia (20% ceny aukcyjnej) za wskazanie „szczegółowej lokalizacji znaleziska kultury o wielkiej wartości materialnej (ca jeden miliard dolarów USA [co z grubsza odpowiada co najmniej dwukrotnej, szacunkowej wartości Bursztynowej Komnaty – JL])”. Podobnie jak S. Siorek (a jest to analogia uderzająca), również R. Wójcik, choć dobitniej, przestrzegał w „Porozumieniu”: „O miejscu ukrycia wie zapewne strona niemiecka, bowiem ujawnione ostatnio symptomy na to wskazują. Ponagla to w sposób oczywisty bieg sprawy w obawie przed niekontrolowaną eksploracją ze strony czynników zagranicznych”. Trzeba podkreślić: materiały do obu swoich publikacji autor zebrał w jednym czasie, dając do zrozumienia w Łowcach skarbów, że pochodzą one od osoby, którą teraz M. Bojko określa jako B. „Porozumienie”, ujawnione dopiero w 1997 r., R. Wójcik załączył do artykułu w „Nowym Detektywie” już w 1995 r. Można więc wnioskować, że powstało ono nie później niż w 1995 r., a szczegóły, ówcześnie podane w „Nowym Detektywie”, pochodzą od domniemanych znalazców. Dziwi zatem ich skrajna niezgodność z opisem u M. Bojki (m.in. we wnętrzu schowka samochody ciężarowe, a nie osobowe, znajdujące się w jednym z samochodów zwłoki oficera – samobójcy z pistoletem w dłoni, co – na marginesie – jest szczegółem bardzo wątpliwym itd.). Własnym wkładem R. Wójcika są niejasne i jak z rękawa wysuwane sugestie, że Szczelina może znajdować się w okolicach Książa, Szklarskiej Poręby lub Piechowic.
Tekstem porównywalnym do materiału M. Bojki jest obszerny artykuł M. Chromicza Schowek nie całkiem opróżniony („Nowiny Jeleniogórskie” 23.06.1998). Autor powołał się na informatora – osobę, która była właścicielem „pieczęci myśliwskiej”, wydobytej ze Szczeliny. Od M. Bojki wiadomo, że pieczęć należała wówczas do Waldemara K., mającego towarzyszyć braciom O. podczas oględzin schowka w trakcie pierwszego wejścia do wnętrza schowka. I znów uderzające jest, w jak dużym stopniu opisy skrytki M. Chromicza i M. Bojki, bądź co bądź określone jako pochodzące od jej odkrywców, różnią się od siebie. Między innymi w wersji przekazanej przez Chromicza obok dwóch samochodów (ich marka nie została określona) w komorze stoją dwa motocykle bmw (u Bojki pojazd gąsienicowy). W jednym z samochodów znajdują się zwłoki generała (u Bojki szczątki generała spoczywają pod ścianą). Pośród ukrytych dzieł byłyby „stare książki” (zapewne chodzi o rękopisy: w artykule widnieje zdjęcie jednego z inkunabułów), srebrna zastawa na 200 osób, „kompletna myśliwska komnata”(?) i teczki z rysunkami (są to przedmioty nie występujące u Bojki), a także „ogromne bursztyny” (u Bojki „konfesjonały wyłożone bogato bursztynem”).
I rzecz bardzo istotna: informator M. Chromicza mówił o trzech jajach Fabergé znalezionych przy zwłokach generała. Wcześniej S. Siorek nie wspomniał o żadnym, R. Wójcik pisał o jednym – „złotym”. Natomiast w tekście M. Bojki jest mowa o chyba co najmniej czterech, a na jednej z załączonych fotografii widać piąte (według podpisu „Nie zostało ono znalezione w teczce generała, ale wśród innych wyrobów ze złota”). Co więcej, ani jedno z trzech jaj opisanych przez M. Chromicza nie odpowiada egzemplarzom z tekstu M. Bojki, m.in. różnią się one umieszczonymi wewnątrz drobnymi przedmiotami (u M. Chromicza: złota kareta, mała cerkiew i scena „jakiegoś hołdu”, u M. Bojki tylko jeden przykład – „mniejsze jajko [...] bursztynowe, inkrustowane srebrem w orły cesarskie”). A więc w schowku miano ukryć nie trzy jajka, lecz co najmniej siedem bądź osiem dzieł z warsztatu Fabergé lub jego kręgu? Czy można mieć przekonanie, że w przyszłości ich liczba już się nie zwiększy? Nie sposób wyjaśnić skrajnych rozbieżności w tekstach autorów, którzy korzystali z informacji pochodzących od osób podobno z autopsji znających skrytkę. Czyżby Szczelina od początku była legendą?
Co raz ukazujące się artykuły powodują stopniowe podgrzewanie atmosfery wokół sprawy schowka i dziennikarskie werble brzmią tym głośniej, im bardziej oddala się perspektywa przyznania rządowej nagrody dla jego domniemanych odkrywców. W tekstach S. Siorka i R. Wójcika wprost zawarte było skierowane do rządu przesłanie o zawarcie umowy ze znalazcami. Wystąpili o nią sami zainteresowani w lecie 1995 r., a wobec fiaska rozmów, w kolejnych publikacjach (niezależnie od intencji ich autorów) władze coraz bardziej są kuszone opisami bogactw jakoby ukrytych w Szczelinie. Materiał M. Bojki ma dodatkowe znaczenie. Informacje o wcześniej nieznanych jajkach Fabergé ze Szczeliny, jeśli są prawdziwe, przestały mieć wymiar dyskretnej oferty dla władz. Dzieła już dawno wyniesiono by ze schowka, a rozkwitająca legenda Szczeliny nadawałaby im walor autentyczności. Ta jednak wcale nie musi być oczywista, na co słusznie zwrócił uwagę L. Zwirełło (Jajko w „Szczelinie” albo jak zrodziła się legenda. Afera z jajkiem Fabergé, Odkrywca 5/2003).
Nie da się pominąć zagadnienia lokalizacji głośnego schowka. Wydawałoby się, że w jej określeniu ogromne znaczenie może mieć mapa, wedle M. Bojki znaleziona przy zwłokach generała. Widać na niej ślad krwi. Nie jest to plama, jaka powstałaby, gdyby w momencie śmierci generał pochylał się nad mapą. Krew przesączyła się przez podklejone płótno w formie świadczącej o tym, że mapa, prowizorycznie złożona, mogła być umieszczona w kieszeni bluzy mundurowej. Bardzo zastanawia jednak brak symetrii zacieku: przede wszystkim w środkowym odcinku krew wsiąkła tylko w jeden z arkuszy, podczas gdy drugi pozostał niemal suchy. Mapa była złożona w charakterystyczny sposób, tak aby po wyjęciu jej z kieszeni od razu można było mieć na widoku wybrany fragment. Zdaje się więc istnieć bardzo ścisły związek generalskiej mapy z miejscem, w którym znajduje się Szczelina. Jaki obszar jest na niej przedstawiony? Z nieznanych przyczyn M. Bojko przemilcza tę kwestię.
Na prawym, dolnym (pd.-wsch.) arkuszu widać dwie przecinające się linie kolejowe. Charakterystyczne, że ich przebieg nie został zakłócony rzeźbą terenu, obie poprowadzone są po linii prostej (południowa z fragmentem o nieznacznym odchyleniu). Nie ma zatem wątpliwości (potwierdza to również kolorystyka użyta w oznaczeniu konfiguracji), że teren na tym arkuszu ma ukształtowanie nizinne i, jeśli mapa miałaby przedstawiać okolice Jeleniej Góry, to w rachubę wchodziłby jedynie odległy obszar na północ od Bolesławca, Złotoryi i Jawora. Byłby to region zupełnie inny od rejonu sugerowanego przez M. Bojkę jako lokalizacja Szczeliny.
Podobne wątpliwości można mnożyć niemal w nieskończoność. Nie ma potrzeby. Trafniej jest postawić pytanie zasadnicze: dlaczego od ćwierćwiecza znana skrytka z legendarną zawartością nie została udokumentowana choćby jedną fotografią jej wnętrza?

Mieczysław Bojko już raz wypowiadał się na temat Szczeliny. Joannie Lamparskiej oświadczył („Słowo Polskie” z 17 września 1999 r.): „Kilka lat temu do lokalnych władz zwróciła się grupa ze Strzelina [?! – JL] z informacją o ukrytych dobrach kultury, m.in. o sławnym jajku Fabergé. Pismo, które wysłali, czytało kilkadziesiąt osób, one przekazały informacje kilkudziesięciu następnym. To nie mogło dać eksploratorom poczucia bezpieczeństwa. Potem pismo znalazło się jeszcze w kancelarii premiera, potem u ministra gospodarki leśnej i zasobów naturalnych i tak dalej. A informatorzy chcieli po prostu pięćdziesięciu procent wartości znaleziska. W końcu zrobiło się zamieszanie, zaczęły się przesłuchania, nic nikomu nie udowodniono, a sławne jajo Fabergé zostało wywiezione na Zachód, gdzie zostało sprzedane za siedemdziesiąt tysięcy marek. Wkrótce osiągnęło cenę 5 mln funtów szterlingów”. Wywiad z M. Bojką otrzymał dający do myślenia tytuł: Szukaj złota w polu. Chyba tak...

Jan Lewicki
Zobacz profil autora
Asia1




Dołączył: 27 Mar 2009
Posty: 220 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 11:54, 30 Mar 2009 Powrót do góry

To są fanty ze Szczeliny. Widoczne zdjęcia zamieściłem w prasie kilka lat temu. Fakt jaja Faberge to unikaty wykonano ich około 70, wszystkie opisano. Z listy tej brakuje około 5 pozycji (dane co do dokładnej ilości jaj znajdziecie w sieci, pisze z pamięci nie chce mi się szukać). A więc nie jest to masówka. W Polsce wypłynęły CZTERY. Na fotografii są dwa nieznane jaja, które sfotografowano koło siebie, nie w muzeum tylko na kanapie. Jedno zielone zgodnie z opisem prawdopodobnie pochodzi od samego mistrza. Drugie prawdopodobnie nie jest jajem Faberge, ale pochodzi od któregoś z jego uczniów. Nie jest zgodne z żadnym z opisów w katalogach, wykonane jest z gorszej próby złota i na pewno nie było konserwowane i wystawiane w żadnej z placówek muzealnych od ponad pół wieku.
Kolejne jajo znam tylko z opisów i wiadomo kto je miał. Osoba ta nie sprostowała i nie zaprzeczyła, że była w posiadaniu tego jaja. Czwarte i ostatnie jajo przedstawiła policja w programie 997, na podstawie rysunków wykonanych przez techników kryminalistyki na podstawie zeznań światków. Może przedstawione jajo było tylko prowokacją by sprowokować do mówienia świadków, być może było kolejnym jajem ?
Musicie zdać sobie sprawę że nikomu nie chciałoby się bawić w produkowanie falsyfikatów jajek, mordować świadków, tylko po to by nadać posmak sensacji Szczelinie. Gdyby o to chodziło można by to dokonać prościej.
[link widoczny dla zalogowanych][link widoczny dla zalogowanych][link widoczny dla zalogowanych][link widoczny dla zalogowanych]

Pierwsze jajo załączone powyżej było już prezentowane w książce Kudelskiego, w wersji czarnobiałej. Wtedy złoty krzyżyk nie był jeszcze ułamany.

[link widoczny dla zalogowanych]

Co do mapy to nigdzie w artykule nie napisano, że mapa przedstawia rejon Szczeliny, czy nawet pogórza. Stwierdzono jedynie, że znaleziono ją przy generale. Czemu przy nim i czy była istotna w sprawie ukrywania dzieł sztuki to inna sprawa.

PS Pozdrawiam Cię Lewy, wypaliliśmy swgo czasu nie jedną faje wodną w Walimiu.


Ostatnio zmieniony przez Asia1 dnia Pon 12:10, 30 Mar 2009, w całości zmieniany 6 razy
Zobacz profil autora
Asia1




Dołączył: 27 Mar 2009
Posty: 220 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 13:09, 07 Maj 2009 Powrót do góry

Tak by było trochę weselej. To jest Szczelnia, życze owocnego szukania. Evil or Very Mad

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
WPR
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2008
Posty: 674 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 13:12, 07 Maj 2009 Powrót do góry

hehehe
kolega Asia ma poczucie humoru
Very Happy
Zobacz profil autora
boczek




Dołączył: 19 Lip 2009
Posty: 72 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Wto 15:20, 20 Paź 2009 Powrót do góry

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Wto 15:37, 20 Paź 2009 Powrót do góry

Asia1 napisał:
Tak by było trochę weselej. To jest Szczelnia, życze owocnego szukania. Evil or Very Mad

[link widoczny dla zalogowanych]


ło matko, ale komuś twarz wyżarło Very Happy
menda




Dołączył: 22 Lut 2009
Posty: 219 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ja miejscowy jestem

PostWysłany: Wto 16:44, 20 Paź 2009 Powrót do góry

Asia1 napisał:
Tak by było trochę weselej. To jest Szczelnia, życze owocnego szukania. Evil or Very Mad

[link widoczny dla zalogowanych]

Rudawy?
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Wto 17:07, 20 Paź 2009 Powrót do góry

boczek napisał:
http://www.onet.tv/cien-nazistowskiego-zlota,5363839,5,klip.html#


Wars 98 też występuje Smile
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Nie 15:28, 19 Wrz 2010 Powrót do góry

Informacje o "szczelinie" pochodzą od tego samego autora, co informacje o samochodzie w szybie kopalni uranu: Link!. W kontekście oczywistych bzdur, zawartych w podlinkowanym artykule (co wyszło na tym forum dzięki Austowi), wszelkie informacje o "szczelinie" zaczynają wyglądać bardzo słabo.

Co o tym sądzicie?

Pytam, bo swego czasu wywołało to wielką burzę i rewolucję. Na różnych forach (między innymi Odkrywcy i PS) poświęcono sporo miejsca tematowi "szczeliny", niektórzy byli gotowi sobie nawet zęby zjeść, byleby rozwikłać tą zagadkę/dobrać się do depozytu.
Zobacz profil autora
kondi87




Dołączył: 21 Cze 2010
Posty: 137 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ścięgny

PostWysłany: Nie 23:52, 19 Wrz 2010 Powrót do góry

Mimo tego ze nie jestem ekspertem w dziedzinie eksploracji (dopiero zaczynam przygode;) ) to wypowiem sie na ten temat. Sam artykul czytalem z zapartym tchem, ale od razu wydal mi sie za bardzo sensacyjny, wiec potraktowalem go jako opowiadanie a nie rzetelne informacje. Jesli doslownie wszystkie informacje pochodza od Bojki to mozna to wlozyc miedzy bajki. Jezeli natomiast udaloby sie dotrzec do osob, ktore moglyby cos w tej sprawie powiedziec sensownego to wydaje mi sie ze chociaz czesc z calej opowiesci moze byc prawda. Tzn. samo istnienie depozytu (moze o innej, mniej sensacyjnej zawartosci), sposob jego ukrycia i lokalizacja, tzn. jakis kamieniolom. Jest to mozliwe, aczkolwiek wydaje mi sie ze na o wiele mniejsza skale...
Zobacz profil autora
Szwajcar




Dołączył: 26 Sie 2009
Posty: 210 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/Legnica

PostWysłany: Pon 11:49, 20 Wrz 2010 Powrót do góry

Cholera go tam wie, po tym wszystkim w moich oczach bardzo stracił na wiarygodności, chyba tylko odkrycie lehma świadczy na jego korzyść...
Lehm chyba mistyfikacją nie jest? Jeśli tak to cholernie grubymi nićmi szytą ale i takie mistyfikacje się zdarzały Twisted Evil
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Pon 11:55, 20 Wrz 2010 Powrót do góry

Racja, nie należy zapominać o Lehm-ie. Tylko że to niezupełnie obiekt nieznany. Przed odkryciem "wiadomo było", że jest takie coś we wnętrzu góry Ryszarda. Ale tylko Bojko wiedział, gdzie kopać i się tam dokopał, czym bezsprzecznie udowodnił jego istnienie i chwała Mu za to.
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Śro 18:43, 22 Wrz 2010 Powrót do góry

<center>Sezam Hitlera</center>

Numer: 42/2006 (1244)
Autor: Joanna Lamparska

Skarb III Rzeszy mógł zostać wymyślony przez handlujących kradzionymi antykami byłych funkcjonariuszy bezpieki

Tomiał być hit wśród znalezisk skarbów ukrytych przez III Rzeszę pod koniec II wojny światowej. O odnalezieniu rozległej sztolni na Dolnym Śląsku, w której ukryte były dzieła sztuki oraz wyroby ze złota i z bursztynu, informowali 10 marca 1993 r. w piśmie do premiera RP członkowie Polskiego Towarzystwa Eksploracyjnego z Wrocławia. "Część złota została przetopiona - pisali poszukiwacze - wartościowsze pierścienie i sygnety wywiezione do RFN, zaś bursztyn pocięty na koraliki". W podziemiach miały się znajdować ciała zamordowanych niemieckich żołnierzy, a przy ubranym w generalski mundur mężczyźnie - trzy bezcenne jajka Fabergé z kolekcji rosyjskich carów. Jedno z takich jaj zostało później znalezione u Waldemara Huczki, romskiego wójta z Nowej Soli zamordowanego w bestialski sposób w swoim domu. Zdaniem niektórych poszukiwaczy skarbów, do dzisiaj nie opróżniono skrytki z Dolnego Śląska; inni zaś twierdzą, że hitlerowski sezam, jak nazywane jest domniemane znalezisko w sztolni, w ogóle nie istniał, lecz został wymyślony w celu kamuflażu cennych przedmiotów pochodzących z innych źródeł.

Rembrandt w sztolni
W środowisku poszukiwaczy tajemnicza sztolnia jest znana też jako Szczelina Jeleniogórska, ponieważ eksploratorzy zlokalizowali ją około 20 km od Jeleniej Góry, gdzieś pomiędzy Lubomierzem a Radomierzycami. Pierwsze informacje o szczelinie pochodzą z 1991 r. gdy jej odkrywcy napisali list do wojewody jeleniogórskiego. Proponowali ujawnienie informacji o skarbach w zamian za połowę ich wartości i obietnicę niewszczynania dochodzenia na temat tego, co stało się z dotychczas wydobywanymi przedmiotami. Nie uzyskali odpowiedzi, więc skontaktowali się ze Stanisławem Siorkiem, byłym funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa. Komunistyczne specsłużby już w trakcie II wojny światowej zajmowały się przejmowaniem skarbów ukrytych przez wycofujących się Niemców. Siorek uchodził za eksperta w tej dziedzinie - był członkiem Polskiego Towarzystwa Eksploracyjnego, badaczem wojennych tajemnic Dolnego Śląska. Propozycja trafiła też do Ministerstwa Gospodarki Leśnej i Ministerstwa Kultury.
Oficjalnie żadna z instytucji nie zainteresowała się sprawą. Pojawiła się natomiast seria artykułów o szczelinie, które zawierały kolejne szczegóły odkrycia. Żaden z piszących nie dotarł jednak bezpośrednio do odkrywców. Sensację wywołały więc wspomnienia Mieczysława Bojki, poszukiwacza z Mysłakowic koło Jeleniej Góry, który w 2004 r. opowiedział w magazynie "Oblicza Historii" o swoich kontaktach z osobami, które były w szczelinie. Znalezisko miało zostać odkryte przez przypadek. Po wejściu przez komin wentylacyjny odkrywcy zobaczyli "pomieszczenie szerokie na cztery do pięciu metrów, prawie piętnaście metrów długie, zaraz na lewo od komina, którym weszli, znajdowała się sztolnia, którą wprowadzono ładunek i samochody. Wejście to było założone lub zawalone pod sufit kamieniami, między którymi widać było niewybuchy pocisków artyleryjskich i moździerzowych. (...) Po prawej, w dwóch rzędach, niemal pod sufit, stało mnóstwo skrzyń - mniejszych, większych, płaskich i wysokich, tuby skórzane zawierające obrazy. Były tam też walizki oraz metalowe pojemniki pomalowane na zielono. Po lewej, tyłem do wyjazdu, stały dwa, jeden za drugim, mercedesy cabrio. W pierwszym na kierownicy było oparte ciało żołnierza Wehrmachtu. (...) Zaraz na lewo od wejścia - kilkanaście ciał żołnierzy Wehrmachtu (10-12) należących najprawdopodobniej do oddziałów Schörnera [feldmarszałek, który dowodził zgrupowaniem broniącym tzw. wału sudeckiego; zagradzało ono wojskom sowieckim drogę do Berlina - red.] - wynikało to z naszywek i odznak za udział w kampanii krymskiej. Na końcu komory stało kilka konfesjonałów wyłożonych bogato bursztynem, posągów z marmuru i brązu, które owinięto kocami".

Skarb carów
Najcenniejszym znaleziskiem miały być trzy jaja Fabergé znalezione przy niezidentyfikowanym mężczyźnie w mundurze generała. Zrobione ze złota, inkrustowane kamieniami, kością słoniową i macicą perłową jaja z pracowni Petera Carla Fabergé to niezwykłe dzieła sztuki. Zamawiane przez rosyjskich carów, precyzyjnie wykonane, kryły w sobie różne kunsztowne niespodzianki, na przykład złotą karetę koronacyjną albo kopię pałacu carskiego. Uważa się, że Fabergé i jego jubilerzy wykonali 54 takie jaja, z czego do dziś przetrwało 47. 10 czerwca 1992 r. jedno z jaj Fabergé pojawiło się na aukcji Sotheby's w Nowym Jorku. Klejnot o nazwie Trofeum Miłości kupił anonimowy kolekcjoner za rekordową sumę 3,19 mln USD. Zakup wzbudził w Polsce ogromne zainteresowanie. Od roku Komenda Wojewódzka w Zielonej Górze prowadziła bowiem dochodzenie w sprawie śmierci Waldemara Huczki (ps. Lalek), jednego z najbogatszych Romów w kraju. Morderstwa dokonano 19 czerwca 1991 r., ciało ofiary z poderżniętym gardłem znaleziono dopiero po czterech dniach. W domu zabitego panował niewyobrażalny chaos. Splądrowany sejf, powyciągane w pośpiechu szuflady. Krewni Huczki zeznali, że z willi skradziono m.in biżuterię, obrazy oraz kilkaset tysięcy dolarów. Twierdzili też, że wśród zgromadzonych przez wójta przedmiotów było "złote jajko". Widział je także kolekcjoner z Zielonej Góry, któremu Lalek pokazywał jajo Fabergé w grudniu 1990 r. Już jesienią tego roku Huczko kazał założyć kraty we wszystkich oknach swojej wilii. Znajomi twierdzili, że stał się podejrzliwy i bardzo nerwowy.
W trakcie późniejszego śledztwa okazało się, że jeden z morderców Huczki pokazywał znajomym w 1991 r. "złote jajko wysadzane kamieniami na żółtej stopce". Czy było to jajo skradzione w Nowej Soli? A jeżeli tak, to jaką drogą trafiło do Lalka? Wśród eksploratorów zaczęła krążyć informacja, że wójt kupił klejnot od odkrywców jeleniogórskiej szczeliny. Miało to być to samo jajo, które potem zostało sprzedane na aukcji w Nowym Jorku.

Skarb mniemany?

Koniec II wojny światowej zapisał się w historii Dolnego Śląska jako okres ukrywania przed nadchodzącymi Rosjanami dzieł sztuki i cennych przedmiotów. Günther Grundmann, konserwator prowincji dolnośląskiej, przygotował sieć skrytek, do których wyjeżdżały transporty dóbr kultury z Wrocławia. Podobne akcje ukrywania cennych rzeczy przeprowadzały również oddziały SS i Wehrmachtu.
Opisy Szczeliny Jeleniogórskiej wskazywały, że mogła się tam znajdować taka skrytka, zaś jej zabezpieczeniem zajmowali się żołnierze z armii Schšrnera. Mieczysław Bojko tak opisywał zabezpieczenia skarbów: "Z wnętrza schowka wynoszono coraz to nowe fanty. Obawiano się jednak opróżniania skrzyń, jako że Niemcy mogli tam założyć naciskowy ładunek wybuchowy. Gdy opróżniano skrzynie, obciążano je na zewnątrz podwieszanymi krążkami ołowianymi lub wkładano je do już opróżnionych". Podobno wydobyto ze skrytki "liczne cenne zabytki sztuki rosyjskiej i orientalnej, w tym wiele związanych z religią, np. księgi prawosławne, które miały kartki wykonane z cienkiej blachy srebrnej z dodatkami złota, łączone rzemykami ze skóry, a także sporo ikon, złotych krzyży z kamieniami (...) i wiele innych przedmiotów pochodzących z Rosji".
Zastanawiające, że po odkryciu skarbca na rynku antykwarycznym nie wypłynęły ani te przedmioty, ani nawet ich zdjęcia, oprócz dwóch fotografii jaj Fabergé zrobionych przez anonimowego odkrywcę. - Widziałem zdjęcia kilku przedmiotów, które "pochodziły" ze szczeliny, ale skłaniam się ku temu, że jej istnienie to mistyfikacja - mówi Robert Kudelski, badacz tajemnic II wojny światowej. Jego zdaniem, legenda szczeliny została wymyślona przez przemytników dzieł sztuki. Istnienie tajnego schowka, w którym miały być ukryte skarby, ułatwiło upłynnienie cennych dzieł sztuki, pochodzących z kradzieży lub odnalezionych w kilku innych skrytkach na Dolnym Śląsku. - Na tym terenie działają profesjonalne grupy, które nie dzielą się swoją wiedzą i odkryciami ze środowiskiem polskich eksploratorów. Dysponują za to informacjami i profesjonalnym sprzętem, co świadczy o tym, że za ich działalnością stoją bogaci mocodawcy, których wiedza i doświadczenie wskazują na to, że mogli być członkami komunistycznych służb specjalnych krajów bloku wschodniego - twierdzi Kudelski.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)