Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie budowy Riese Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:00, 30 Sie 2013 Powrót do góry

93,M, kupiec tekstylny, pomocnik stolarza, ur 1922, lat 23, Auschwitz ( 5 dni ), Hirschberg ( 2 dni ), Bunzlau ( 20-06-44do 14-02-45), Dora ( 25-03-45 do 5-04-45 ), Bergen-Belsen ( 14-04-45 do 15-04-45 )
W Koszycach byłem pomocnikiem kupca , wiele handlowałem z wielu żyłem. Nie miałem żadnego majątku. Byłem w getcie w cegielni, po czterech tygodniach załadowali nas tutaj na wagony. W wagonie było ciepło prawie nie do zniesienia , 80 osób jechało w wagonie. Bardzo byliśmy spragnieni a wagony w podróży ani razu nie zostały otwarte. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Przyjechaliśmy wieczorem. Wypędzili nas szybko z wagonów, powiedziano nam, że nasze rzeczy dostaniemy później. Na stacji w osobnej kolejce ustawili mężczyzn i osobno kobiety. Następnie wybrali dzieci, chorych i starców. Zdolnych do pracy zabrali do łaźni. Tu wszyscy rozebraliśmy się zupełnie do naga, depilowali nas, potem nas zdezynfekowali. Po kąpieli popędzili nas do pewnego baraku, gdzie stłoczono wiele osób razem tak, że mogliśmy po prostu usiąść na podłodze, ale nie mogliśmy spać. Przez dwa dni nie dali nam nic do jedzenia. Potem dostaliśmy czarna kawę , trochę chleba i zupę. Byłem w Auschwitz przez pięć dni, następnie trzy dni w Hirschberg. W dniu 20 czerwca 1944 przyszedłem do Bunzlau i byłem tu do 14 lutego 1945. To był najlepszy niemiecki obóz. Zostałem skierowany do warsztatu stolarskiego. Pracowaliśmy tylko 8 godzin dziennie, niedziela była dniem odpoczynku. Dbali o nas żołnierze Wehrmachtu a bicie było zabronione. Jeżeli jakiś kapo kogoś uderzył, był pozbawiany rangi. Jedzenie było wystarczające i z których byli zadowoleni, ci dostawali premię. W obozie była wielka czystość. Kąpiel była obowiązkowa. 14 lutego wybrali nas 400 osób i ruszyliśmy. W tym czasie dyscyplina była już na tyle luźna że kto chciał mógł pozostać. Ale baliśmy się, że Niemcy zabiją tych, którzy pozostaną i tak poszedłem z grupą. Szliśmy przez sześć tygodni, 25 marca dotarliśmy do Dora . W drodze strasznie głodowaliśmy. Chleba nie dostawaliśmy tylko czasem po 0.5 litra kawy. Zbieraliśmy, jeśli znaleźliśmy, surowe kartofle i rzepę, ale wielu zostało zastrzelonych przez Niemców, gdy to zauważyli, że ktoś coś złapał. Cały teren, przez który przechodziliśmy , był już opróżniony, tak że nie mogliśmy wiele znaleźć. Raz był rozdział chleba koło pewnej wsi. Potem okazało się, że od poprzedniego dnia brakuje 200 osób. SS weszli do wsi i znaleźli tam ludzi, ukrywających się w stodołach. Zostali rozstrzelani z karabinów maszynowych. Po drodze bardzo wiele osób zmarło. Kiedy przybyliśmy do Dora , byliśmy zupełnie zaniedbani i zawszeni. Tu mogliśmy się rozebrać, wykąpać i dostaliśmy nową odzież. To było bardzo miłe uczucie, ale rozdzierającego głodu nie złagodziło. W Dora produkowali w podziemnej fabryce V1. Zgłosiłem się do warsztatu ślusarskiego i tam pracowałem jako ślusarz. Tutaj każdy miał straszny los. Był wielki głód. Dziennie układano zmarłych na dwa samochody i wywożono. W dniu 5 kwietnia poprosili tych, którzy czują się chorzy i słabi , aby się zgłosili. Ci, którzy się zgłosili, zostali zastrzeleni na miejscu. Reszta został załadowana wagon, 150 osób stłoczono w wagonie. Ta podróż była najstraszniejsza z całej deportacji. W moim wagonie, gdy przyjechaliśmy do Bergen , ze 150-ciu ludzi pozostało tylko 90 . Podczas podróży byliśmy stale bombardowani. W czasie dziesięciu dni podróży dostaliśmy tylko dwa razy trochę chleba i konserwy. Po przyjeździe nie mogłem wyjść z wagonu. Po drodze widziałem węgierskich robotników z napisem "Jude". W Bergen dyscyplina była już bardzo luźna. SS transportowali nas w dużych grupach. Teraz nas było już znacznie więcej niż strażników. Z głodu przestaliśmy dbać o cokolwiek, włamaliśmy się do magazynów i zabraliśmy jedzenie. 15 kwietnia angielski czołg wjechał na dziedziniec a następnie samochód z głośnikiem i powiedział nam, że nas wyzwolili i polecał po prostu zachować spokój, a wkrótce dostaniemy paczki. Kiedy nabraliśmy trochę siły, poszliśmy do niemieckiej wsi do domów i mogliśmy zabrać tam sobie, co nam było potrzebne. Z dużym zaskoczeniem stwierdziliśmy , że niemieccy rolnicy byli zaopatrzeni w żywność na 10 lat. Każdy domek miał dużo zapraw ( konserw ), boczek, smalec, mąkę , cukier i wszelkiego rodzaju produkty z pola.
97, M, handlarz bydłem, ur. 1899, lat 46, Majdanek ( 18-06-1942 do 10-1942- 3,5 miesiąca), Auschwitz ( 10-1942 do pocz.03-44- 22 m-ce) – Monowitz (pocz.-03-44 do xx-01-45) , Mauthausen( nie przyjeli ich ) , Dora (pocz. 02-45 kilka dni ) , Ellrich ( 02-45 do ca. 15-03-45 ) , Bergen-Belsen( 10 dni do wyzwolenia 15-04-45 ) ……..Ewakuacja została przeprowadzona w najbardziej pośpiesznym trybie, zostaliśmy poderwani w nocy i ludzi poganiali tak, jakby diabeł ich gonił. W tym wymuszonym marszu padło ofiarą wielu więźniów, ale najważniejsze było to, że osiągnęliśmy cel, miejscowość Mikołów. Więc w jedna noc musieliśmy zrobić 80 km.( w rzeczywistości jest to ca 45 km – przyp mój) Po czterech godzinach odpoczynku poszliśmy dalej. Naszym następnym celem były Gleiwitz (35 km). W Gleiwitz byliśmy dwa dni. Potem byliśmy załadowani na wagony, ale przedtem transport został podzielony na dwie części: jedna część pojechała do Buchenwaldu , a druga do Mauthausen. Znalazłem się w tej drugiej grupie, jechaliśmy w otwartych wagonach, 120 mężczyzn w wagonie. Codziennie rano było w każdym wagonie 20-25 zgonów, z powodu zamarznięcia, zduszenia w tłoku, niektórzy z głodu. Dominowało przenikliwe zimno, wagony były otwarte a my źle ubrani. Ponadto z powodu strasznego braku miejsca leżał jeden na drugim tak, że jeden drugiemu zabierał powietrze. Podróż trwała dziewięć dni a do jedzenia w sumie dostaliśmy po kilogramie chleba na głowę! W Mauthausen nie chcieli nas przyjąć , bo zamiast zapowiadanych 6000 dotarło tylko 4500 ludzi. Wierzono zatem w Mauthausen, że wybuchła w naszych szeregach epidemia i że może to być związane z dużą śmiertelnością. W Mauthausen obawiali się rozprzestrzenienia się choroby w obozie, i odmówiono przyjęcia nas . Ten sam los spotkał nas w Sachsenhausen i w Nordhausen. Dotarliśmy wreszcie do Dora, gdzie dotarliśmy w stanie całkowitego wyczerpania. Po kilku dniach w Dora zebrano transport i przesłano nas dalej. Z jednym takim transportem przyszedłem do Ellrich . W Ellrich zostaliśmy zakwaterowani w fabryce, gdzie lepiło się od brudu. Tutaj oraz w sąsiedniej miejscowości Wolfsleben gdzie chodziliśmy do pracy, zostało ulokowanych około 10.000 ludzi, różnych narodowości. Dostawaliśmy dziennie 1 litr zupy, ta zupa była niczym więcej niż ciepłą wodą i nie miała najmniejszej wartości odżywczej. To było dzienne wyżywienie dla człowieka, który musiał wykonywać najtrudniejszą pracę fizyczną! Mianowicie, pracowaliśmy w kamieniołomach, gdzie w ogóle nie było lekkiej pracy. W pewnym tunelu, w którym pracowałem, byliśmy stale spowici gęstą chmurę pyłu i połykaliśmy kurz zamiast chleba. Do tego dochodziły gazy z dynamitu, trudności w oddychaniu i niebezpieczeństwo, które istniało powodu wielu wybuchów. Co nie padło ofiarą głodu, udusiło się w trującym gazie lub w strasznym kurzu. Ludzie umierali jak muchy, dziennie było 250-300 zgonów! Trwało to do połowy marca, kiedy to również ewakuowano Ellrich. Jeździliśmy tam i z powrotem, najwyraźniej nie wiedzieli, gdzie nas skierować, wszędzie panowało najwyższe zamieszanie, które po naszym przyjeździe tylko wzrosło. To odyseja trwała jedenaście dni, aż w końcu doszliśmy do Belsen, gdzie zatrzymaliśmy się dziesięć dni. W Belsen nie było normalnego życia obozowego , jakie mieliśmy możliwość zauważyć w innych obozach, można powiedzieć, że coś było w powietrzu – już wiedzieliśmy, że na wyzwolenie nie trzeba będzie długo czekać. I tak się stało, że pewnego dnia, bez żadnych zewnętrznych oznak przyszli Anglicy; SS-mani zostali usunięci , tylko kilku przywódców bloku (Blockführer ) pozostało na miejscu z białymi opaskami na ramieniu! Ci zostali odprowadzeni przez Anglików tak , że obóz był teraz całkowicie bez Niemców. Anglicy przejęli magazyny, w pierwszej kolejności środków spożywczych i stwierdzili, że zmagazynowany chleb został zatruty a mąka zmieszana z odłamkami szkła. Obóz liczył około 20000 ludzi, wśród których było wielu chorych. Byliśmy wszyscy bardzo zawszeni, tak że wkrótce po wybuchu epidemia tyfusu. Wiele nie można było dla nich zrobić, ponieważ nie było tam leków. Po prostu pomagałem jak mogłem, tzn. próbowałem leczyć tzw. środkami domowymi. O prawdziwej, odpowiedniej pomocy medycznej, ale mogło być mowy. W rezultacie, zaczęło się dosłownie masowe wymieranie. Niestety Anglicy nie przynieśli nam wbrew uwagom tego, czego oczekiwaliśmy od naszych wyzwolicieli. Wyżywienie było niedostateczne, bo te dostawy środków spożywczych które otrzymywaliśmy od Anglików, to było prawie nic i musieliśmy się zdać na ograniczone zapasy żywności - jeżeli były one jadalne - które zostawili Niemcy. Staraliśmy się pomóc w ten sposób, że szukaliśmy żywności w okolicy. W rzeczywistości, nawet udało się zorganizować dostawy żywności w dwa tygodnie, które musieliśmy rozszerzyć jeszcze bardziej, ale Anglicy położyli temu kres i zakazali tego sposobu zdobywania żywności. Anglicy wykazywali mianowicie w sposób zupełnie otwarty sympatie dla Niemców i a zakaz ten wynikał z faktu, że niektórym niemieckim rolnikom nie podobało się , że więźniowie żydowscy zaopatrują się w pożywienie. Rolnicy ci poszli do Anglików ze skargą, że więźniowie z obozu Belsen bezprawnie osiągają żywność. Anglicy zakazali nie tylko wszelkiego rodzaju zaopatrywania się w żywność, ale również zapobiegli, abyśmy sobie sami mogli to załatwić z rolnikami. Że Brytyjczycy sympatyzowali z Niemcami zmiarkowaliśmy, między innymi po sposobie, jak traktowali aresztowanych jeńców niemieckich.
Rozmawiali z nimi w sposób najbardziej sympatyczny, a jeśli ta lub inne grupy więźniów nie pracowały, to angielscy wartownicy zostawiali ich w spokoju, bez jednego słowa popędzania do pracy. Także z dziewczynami i kobietami niemieckimi postępowali angielscy żołnierze i oficerowie w sposób najbardziej przyjazny. Po trzech tygodniach zostaliśmy ostatecznie zabrani do Celle. Tam też warunki żywieniowe były bardzo złe, a jedzenie było słabe i niewystarczające, aby zaspokoić nasz głód. Także w Celle Anglicy zapobiegli temu, ze chcieliśmy samodzielnie zorganizować sobie dostawy jedzenia i nawet, jeżeli ten czy ów załatwił sobie trochę kartofli czy cebuli, to bez litości odebrano mu nawet tą niewielka ilość. Jednocześnie jednak, rozdali czekolady i ciasta Niemkom, a kiedy zadaliśmy skromne pytanie, dlaczego to raczej my nie dostaliśmy czekolady i ciastek, których musi być na pewno znacznie więcej, powiedziano nam, że oni mogą rozdawać swoje rzeczy komu chcą i mówili, że nie możemy im narzucać, komu maja dawać a komu nie. Podczas sześciu tygodni kiedy byliśmy w Celle, dostaliśmy tylko jeden raz amerykańskie paczki z darów dobroczynnych, dano jedną paczkę dla pięciu mężczyzn, podczas gdy wyraźna intencją Amerykanów było , aby jeden człowiek dostał jedną paczkę. Zorientowaliśmy się z tego, że Amerykanie wysłali większą ilość opakowań, podczas gdy my, jak już powiedziałem, tylko raz je dostaliśmy. Poza tym w innych obozach, które zostały wyzwolone przez Amerykanów, codziennie rozdzielano najlepsze rzeczy, podczas gdy my byliśmy traktowani po macoszemu i przeważnie wychodziliśmy z pustymi rękami. Z Celle doszliśmy do Pilzna w Czechach. Tam zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i dostaliśmy dużo do jedzenia i picia. Po dwóch dniach skierowali nas dalej do Pragi, gdzie znaleźliśmy także bardzo życzliwe przyjęcie. Także tam przebywaliśmy dwa dni, stamtąd przyszliśmy do Brna (Brünn), poszliśmy dalej do Bratysławy, gdzie mieliśmy krótki pobyt, i wreszcie stamtąd przyszliśmy do Budapesztu.
108, 2 M,K, dwaj uczniowie ur. 1929 i 1930, lat 16 i 15, uczenica ur 1926, lat 19, Birkenau - Fürstengrube, Dora, Bergen - Belsen, daty nie podane
……. Pod koniec grudnia już Rosjanie bardzo się zbliżyli i dlatego nasza mała grupa wyruszyła stąd. W trzydniowym marszu pieszym wielu ludzi zmarło. Załadowano nas na otwarte wagony w Gleiwitz, po 150 osób w wagonie, było 7 dni tej udręki. Co najmniej połowa z nas umarła z pragnienia i głodu po drodze, gdy przybyliśmy do Dora. Tam ulokowali nas w kwarantannie na trzy tygodnie. Tu dostawaliśmy tylko zupę kleik. Obóz liczył 45000 osób. Później pracowałem w fabryce broni. Byli tam zatrudnieni więźniowie różnych narodowości. Pewnego dnia zdali sobie sprawę, że 45 rosyjskich jeńców wykonuje sabotaż. Przez trzy tygodnie byli zamknięci w ciemnym bunkrze, potem dostali po 25 batów i powiesili ich. Więźniowie musieli się przyglądać egzekucji. Nadzorcy nieludzko nas traktowali. Dostawaliśmy chleb trzy razy w tygodniu i 1 litr zupy dziennie. Czasami były ziemniaki. Kiedy Amerykanie się zbliżali, poszliśmy pieszo do Bergen, gdzie przybyliśmy w kwietniu. Wyżywienie było tam bardzo złe. W dniu 15 kwietnia, kiedy Amerykanie nas wyzwolili , płakałem na ten widok. Teraz już SS zostało zmuszone do pracy przy grzebaniu zwłok. Nas poddano dezynfekcji i zabrano do szpitala w Zelle, byłem tam przez dwa miesiące. Z czeskim transportem ruszyłem do domu, idę do Misticé, tam mam trochę ziemi, chcę pracować, a potem chcę iść do moich krewnych na emigrację do Ameryki.
165,M, doradca gospodarczy, stolarz, ur. 1924, lat 21, Auschwitz, Hirschberg, Bunzlau, Dora, Bergen – Belsen, daty nie podane
Mieszkaliśmy z matką w Nagyidai. Pewnego poranka przyszli do domu żandarmi , wezwali nas do spakowania się, mogliśmy wziąć dla siebie jedzenie na dwa tygodnie żywności i nic więcej. Demkó Péter sędzia miejski powiedział, żeby się przygotować, że do domu już nie wrócimy. Moja matka płakała, próbując wyjaśnić, że mój ojciec i mój dziadek tu mieszkał i zmarł i dlaczego mamy stąd iść. Oczywiście, nie było pomocy. Żandarmi i policjanci natychmiast otoczyli dom. Ucieczka już była niemożliwa. Doprowadziły nas, - około 90 Żydów – na ratusz, tu musieliśmy się rozebrać, żebyśmy nie mogli ukryć jakichś rzeczy. Zabrali nam wszystko : zegarki, portfele ze skóry, odzież. Jeżeli ktoś miał świadectwo zastawne to również zabrali. Odbywało się to w obecności Demkó Pétera, żandarmi wykonywali rozkazy Fogarassy Béla. Trwało to północy. Jeść nie dostaliśmy. Stamtąd zabrali nas do szkoły i tam nas zamknęli. Straż stanęła przed szkołą, do toalety można było iść tylko pod eskortą policjanta. Następnego dnia doprowadzili nas pod eskortą do dworca kolejowego i osobowym pociągiem zawieźli do Koszyc. Po drodze byliśmy stale zagrożeni przez żandarmów z różnych powodów. W Koszycach przejęli nas policjanci i eskortowali nas do dawniejszych żydowskich domów. Żydowski właściciel mieszkania musiał wziąć odpowiedzialność że nie uciekniemy. Byliśmy tam prawie tydzień i pewnej soboty wprowadzono nas do cegielni. Ponownie sprawdzili nasze rzeczy i to co mieliśmy, lub zdobyliśmy- na przykład pościel- odebrali nam. Na strych cegielni spędzono wieczorem dwa tysiące osób . Było ciemno, był pył ceglany. Ludzie zabijali się nawzajem o trochę miejsca, dzieci płakały , kobiety lamentowały, to było straszne . Codziennie nowe transporty przybywały z okolicy. Później sprowadzili też Żydów z Koszyc. Młodzież pracowała na terenie cegielni. Zbudowaliśmy ściany boczne aby mieć bardziej osłonięte miejsce do spania. Moja matka pracowała razem ze mną . Węgierska policja zabrała jedną grupę dziewcząt do prac łopatą w ziemi. Ale łopat nie dali i trzeba było ziemię ładować rękami. Zobaczył to pewien niemiecki sierżant, zatrzymał prace, nakrzyczał na węgierską policję i wydał dziewczętom narzędzia. Dwa tygodnie żyliśmy w cegielni, a następnie pracowaliśmy dwa tygodnie w getcie dla Gestapo. Następnie wróciliśmy do cegielni, ale potem przebywaliśmy tam tylko przez dwa dni, bo podstawili dla nas wagony. Przed wejściem na wagony odebrano nam xxx. Sześćdziesiąt osiem osób jechało w wagonie. W Koszycach wagony odemknięto i przejęli nas Niemcy. Jak tylko przejechaliśmy granicę, Niemcy otworzyli wagony i przyszło dwóch SS, przestraszyli nas wszystkich karabinami maszynowymi i zażądali aby dać im , co mamy: konserwy, skórzane torby, etc zegarki, bo potem oni nas sprawdzą i jeśli u kogoś znajdą coś takiego, to cały wagony zostanie zabity. Wszyscy oddali wszystko. SS na każdej stacji żądali więcej i więcej, i wreszcie zabrali nam skarpetki i buty. Po trzech dniach podróży przybyliśmy do Auschwitz . Do wagonów podeszli więźniowie i wezwali nas do opuszczenia wagonów i pozostawienia bagaży na miejscu. Moja mama padła mi na szyję i zaczęliśmy się całować, czując, że będziemy musieli się pożegnać . Kiedy wysiedliśmy, dr Mengele natychmiast oddzielił kobiety i mężczyzn . Mojej matki już nie widziałem. Poszliśmy do dezynfekcji, obcięli nam włosy, zabrali ubranie, mogłem pozostawić tylko moje buty i pasek, ale inne rzeczy mi zabrali, nawet chusteczkę. Było zimno, dostaliśmy cienką podartą odzież. Bardzo marzliśmy, bo nie poszliśmy do bloku, ale do betonowej łaźni, gdzie były koryta, ale miejsc do leżenia nie było. Woda stale kapała nam z dachu. Dwóch kapo groziło nam, że prześwietlą nasze buty, a jeśli coś znajdą to powieszą. Nic do jedzenia nie dali. O piątej rano wezwali nas na apel. Ten składał się z godzinami trwających tortur, podczas tego musieliśmy stać prosto i nieruchomo oddzieleni od siebie w szyku aż nas policzyli. Staliśmy tak od piątej rano do 14-tej. Był ciepły dzień, ludzie mdleli od gorąca i z głodu, wody nie było. Tych, którzy zemdleli zabrano do bloku, nie widzieliśmy ich już potem. Nie mogliśmy wychodzić do WC, tylko na rozkaz dwa razy dziennie w jednej grupie. W bloku było nas 1200 osób. W ciągu dnia nie dostaliśmy nic do jedzenia, tylko czarna kawę wieczorem, ale też trzeba było o nią walczyć , ponieważ nie wystarczała dla każdego. Spaliśmy na deskach. Starszy blokowi i jego towarzysze łapali jakiegoś więźnia i bili go wszyscy. Nie wiedzieliśmy dlaczego. Ze strachu zbiliśmy się w kupę
, a dopiero później okazało się, że nie było wolno ze sobą rozmawiać, ale oczywiście tego nie powiedzieli , tylko bili tego, który rozmawiał. Następnego dnia ponownie o 5 rano był apel, taki sam jak w poprzednich dniach. Wciąż dostawaliśmy czarną kawę , ale w południe tego dnia był obiad. Sześć osób dostało w garnku jakieś gęste jedzenie , jednak łyżek nam nie dali. Zgłosiłem się jako stolarz i tak zostałem wybrany osobno z rzemieślnikami. Zabrali nas do bloku cygańskiego, gdzie bili nas Cyganie. Nawet dzieci Cyganów miały prawo bić dorosłych ludzi. Apel tutaj to była osobna męka, bo Cyganie nie potrafili liczyć, tak, że musieli dwadzieścia pięć razy zaczynać liczenie, w końcu ledwie staliśmy na nogach. Tutaj po pierwszym apelu , na trzeci dzień po naszym przybyciu, dostaliśmy chleb i marmoladę. Trzy dni później poganiacze bez słowa zaczęli nas bić, bili tych, którzy leżeli na podłodze i krzyczeli , że wszyscy wychodzimy. Musieliśmy iść podwójnym tempem. SS z bronią maszynową stali w dwóch rzędach i bili. Bardzo się baliśmy, bo myśleliśmy, że nas zabierają na egzekucję. Padał deszcz. Potem zobaczyliśmy stację kolejową, potem dowiedziałem się, że w dalszą drogę pojedziemy transportem. Na drogę wydano po pół chleba i po pięć dkg margaryny. Przez dwa dni jechaliśmy w wagonie, a następnie dotarliśmy do Hirschberg. Tam nie było apelu. We włosach wycięli nam 4 centymetrowe paski. Rzeczywiście, to powtarzało się wszędzie, gdziekolwiek byliśmy. W Hirschberg nadali mi mój numer to: 49194-szy. Pracy tu nie było, przebywałem tam przez trzy dni, stamtąd pojechaliśmy w wagonie na Śląsk do Bunzlau. Tam dostaliśmy się do fabryki części do samolotów. Ja wykonywałem prace stolarskie. Wydajność pracy mierzyli stoperem, który nie mógł wyrobić normy, był kierowany na plac transportowy do pracy przy budowie sztolni. Zwykle kończyło się to śmiercią. Miałem niemieckiego majstra. Jeżeli wykonałem normę, nie robił mi krzywdy. Nasze dzienne racje żywnościowe były następujące: o 5 rano dostawaliśmy czarną kawę i 20 dkg chleba, o 9 rano 10 dkg chleba, 3/4 litra zupy w południe, także wieczorem zupa oraz 15 dkg chleba. Możliwości umycia się były wystarczająco dobre. Nasza bielizna teraz się przydała. Nie byliśmy zawszeni. Po czterech miesiącach wyżywienie się pogorszyło, ale byliśmy zadowoleni, ponieważ wiedzieliśmy, że to z powodu zbliżających się Rosjan. Myśleliśmy, że jeśli nie będzie już chleba, to znaczy, że Rosjanie tu przyjdą. 10-02-1945 w południe, wezwano nas z miejsca pracy i mogliśmy pobrać z magazynu odzieży ubrania. Kto był mądry, ubrał się ciepło. Trzysta osób pozostało (osoby starsze, chore, słabe), my reszta wyruszyliśmy 11-02-1945 roku o godzinie drugiej w nocy. Było tak, że tylko w części zaczynaliśmy , ale w międzyczasie Rosjanie podeszli i uznali o 2-giej za konieczne popędzić nas wszystkich , bez liczenia. Wozy SS zostały zapakowane i ruszyliśmy pieszo. Pchając i ciągnąc toczyliśmy wszystkie 10 wózków. W drodze spotkaliśmy uchodźców niemieckich i dowiedzieliśmy się, , że o godzinie ósmej rano Rosjanie byli już w środku miasta. Szliśmy stale sześć tygodni, zawszeni, głodni i w szmatach. Wiele osób zmarło z głodu po drodze, wielu się ukryło, po prostu pozostaliśmy w tyle, nie wiedzieli o nas. Kiedy zauważono, że więcej ludzi pozostało z tyłu, otoczyło nas SS, dwudziestu pięciu chciało uciec z okrążenia. Pierwszym, którego SS złapali, był polski Żyd nazwiskiem Lipschitz. Staliśmy przy ścianie. Błagał, by pozostawić go przy życiu bo ma żonę, dzieci. SS - może mu było żal – strzelił w ścianę po prawej stronie a następnie w jeszcze w prawo. Na to przyszedł kolejny SS i z odległości trzech kroków strzelił mu w brzuch. Ten upadł do przodu, kopiąc. SS podszedł blisko i strzelił mu w głowę. Zginęło wtedy sześć osób i było wielu rannych. Rannych pozostawiono w Gorlitz, był tam obóz kobiecy i obóz męski. Ten drugi to było złe miejsce, byli strasznie zawszeni. Wypoczywaliśmy tam jeden dzień, następnego dnia poszliśmy do Dora. W Dorá pracowałem trzy dni w krematorium. Nosiłem węgiel, doły kopałem ; do tych dołów wrzucali kości zmarłych. Zwłoki były dostarczane samochodami. Fetor był okropny. Nie ważne jak straszna była praca w krematorium, poszedłem tam chętnie do pracy , bo za to było dodatkowo pół litra zupy. W przeciwnym razie strasznie musiałbym głodować. Na czwarty dzień zebrali nas na placu apelowym i grupami załadowali nas do wagonów. Do jednego wagonu kierowali po sto osób. Ani stać ani siedzieć nie było można. Jeden z nas zmarł, ale w innych wagonach ginęło po 10-20 osób. Później zwłoki zostały załadowane na specjalny wagon. Jeden z nas został zastrzelony, ponieważ ktoś krzyczał w ciemności. SS zrobili porządek w ciemności ( oczywiście było zaciemnienie ) w ten sposób, że bili. Tak jechaliśmy sześć dni. Nie dostaliśmy wody, piłem brudną wodę z drenażu blachy dachowej. Po sześciu dniach jazdy przybyliśmy do Bergen-Belsen. Kiedy wysiedliśmy z wagonu, wspieraliśmy się wzajemnie, bo nie mogliśmy już iść dalej z głodu i wyczerpania. Jedzenia nie dali nawet następnego dnia. Więc poszliśmy zaspokoić nasz głód za pomocą kradzieży .Już nie dbaliśmy, ze nas zabijają, bo bardzo chcieliśmy żyć, ponieważ wiedzieliśmy, że wyzwolenie jest blisko. Uczucie głodu było silniejsze nawet od pragnienia życia. Ruszyliśmy do bunkra, było nas koło pięciuset, popychając się nawzajem. SS zaczęli strzelać, ale to nie przyniosło rezultatu bo głód nas oślepiał. Wtedy rzucili na nas granaty, ale ukradłem marchew i wziąłem pod kurtkę. Potem leżałem cztery dni, kiedy przyjechał do obozu pierwszy angielski samochód Czerwonego Krzyża. Było 15-04-1945. Strasznie byliśmy szczęśliwi. Dali jeść. Po dwóch-trzech dniach czuliśmy się lepiej i powoli nasz stan się poprawiał. Byliśmy wolni. Wyruszyliśmy do domu.
208, M, handlarz drewnem ur. 1912,lat 33, Auschwitz, Monowitz, Buna ( 6 m-cy ) , Dora( 02-45 do kon.04-45 ), Bergen – Belsen ( kilka dni do wyzwolenia )
Z Huszt wyruszyliśmy całą 32-osobową rodzina. Po przybyciu do Birkenau - zostawiliśmy torby na wozie, ponieważ powiedzieli, ze je nam przyniosą. Obraz, który zobaczyliśmy po raz pierwszy z muzyką przy selekcji upewnił nas, że dzieci i osoby starsze dożyją niedzieli. Jeszcze mieliśmy nadzieję ... Pognali nas do ogromnej łaźni, gdzie bardzo wielu czekało po dezynfekcji całkowicie wydepilowanych , wymagało to całego dnia tortur, w tym czasie oczywiście nie dostaliśmy nic do jedzenia. Następnie umieszczono nas w zatłoczonym bloku, i należałem do tych szczęśliwców, którzy zostali wysłani do dwóch dniach do Buna, pod eskortą żołnierzy SS. Poszliśmy tam na piechotę. Pracowałem po 12 godzin dziennie, zadanie było ciężkie i poważne, praca w fabryce z żelazem. Wagony musieliśmy za i wyładowywać a żołnierze SS z pejczami w rękach pilnowali, żebyśmy pracowali bez przerwy. Byłem tu 6 miesięcy. Jedzenia było zbyt mało, czarna kawa, zupa, 20 dkg chleba, 2 dkg margaryny czasem dodatek. Mycie i pranie było możliwe. Po sześciu miesiącach skierowali nas do Gleiwitz ; przyszliśmy tam po jednodniowym marszu pieszym. Tam nas załadowali na pociąg, stłoczonych po 140 osób w otwartych wagonach. To były straszne dni, zastanawiam się teraz , jak ja to przetrwałem. Śnieg i deszcz zamarzał na nas, tych , którzy zmarli lub po prostu omdleli wyrzucano z wagonów, żeby było więcej miejsca. Poplecznicy SS po drodze strzelali. Szóstego dnia leżałem nieprzytomny pod kocem, to mnie uratowało od pewnej śmierci. Mój brat myślał , że nie żyję, wyskoczył w biegu z pociągu, na szczęście uciekł. Ja ósmego dnia przyszedłem do siebie, szukałem znajomych , bez skutku. Niestety, było nas coraz mniej w wagonie , był taki dzień, że wyrzucono 60-70 osób, do Dora dostaliśmy 75 dkg chleba i nic więcej, ale w końcu przybyliśmy po 8 dniach. Tu ulokowali nas na kwarantannie , wyżywienie było całkiem dobre. Później pracowałem w fabryce amunicji, która była pod ziemią. Tu produkowali V1 i V2, pracowałem na zmiany 12 godzinne, przemiennie czasami dniówki , czasami zmiany nocne, poza chlebem i zupą tu nie dostawaliśmy niczego innego. Traktowanie było dość dobre, tylko musieliśmy spełniać wymaganą wydajność pracy. Pod koniec kwietnia ruszyliśmy stąd ponownie, po sześciu dniach męczącej podróży przybyliśmy do Bergen-Belsen, gdzie kilka dni potem; 5-05-45 wyzwolili nas Brytyjczycy
209, M, kowal, ur 1909, lat 36, Auschwitz, Bünslau, Dora, Ehrlich, Bergen – Belsen , daty nie podane
Rostok to była mała wioska, gdzie mieszkało tylko 14rodzin żydowskich . Pewnego dnia pojawiła się żandarmeria i kazała nam przygotować się , bo zostaniemy przeniesieni do getta Iza. Bogatsi Żydzi robili wszystko, aby temu zapobiec, ale nie znaleźli posłuchu w ratuszu. Ludność była i tak szczęśliwa z tych przepisów. Nie czuli dla nas żadnej litości. … Pod węgierską eskortą żandarmów dojechaliśmy do Koszyc, a następnie przejęło nas SS . Na stacji kolejowej w Auschwitz rozdzielili nas, dr Mengele przeprowadził selekcję , wzięliśmy kąpiel, dostaliśmy pasiaki, obcięli nam włosy, a następnego dnia wywieźli nas do Bünslau , leżącego około około 120 kilometrów od Breslau. Budowaliśmy umocnienia (Fort ) w fabryce samolotów. Pracowałem tam przez 8 miesięcy. Byliśmy w obozie 1150 więźniów. Traktowanie było dobre, także jedzenie. Dostawaliśmy dziennie 55 dkg chleba dziennie a w południe i wieczorem ciepły posiłek. Kiedy zbliżył się Rosjanie, wybrali 650-ciu i wyruszyliśmy pieszo. Było bardzo zimno, nie dostaliśmy jedzenia, ubrania były cienkie, był mróz i wiele głodowaliśmy . Musieliśmy ciągnąć wozy i dotarliśmy ,około 500 osób , po 6 tygodniach marszu , zmęczeni i wyczerpani do Dora (Nordhausen na), około 150 na trasie zmarło, niektórych z nich zastrzelono. Przez 2 dni byliśmy w Dora i zdezynfekowali nas , ponieważ mieliśmy dużo wszy i 2 po dniach udaliśmy się do 8 km dalej leżącego Ellrich. Tydzień po naszym tam przybyciu zbliżyli się Brytyjczycy , więc załadowano nas na wagony kolejowe, i pojechaliśmy w kierunku Bergen-Belsen. Ujechalismy zaledwie kilka kilometrów i musieliśmy kontynuować naszą podróż na piechotę. W drodze bardzo cierpieliśmy z głodu i pragnienia. Przy wysiadaniu mieliśmy dużo martwych. W każdym wagonie po 40-50-ciu. Po przybyciu do Bergen-Belsen, byliśmy stłoczeni w obozie, nie było koców, leżeliśmy na gołej podłodze, zawszeni . 15-04-1945 wyzwolili nas Anglicy. W pierwszym okresie po wyzwoleniu jedzenie było słabe, ale później zabrali nas do Celle, gdzie umieszczono nas w czystych , schludnych koszarach . Byliśmy tu przyzwoicie karmieni, chorzy zostali zabrani do szpitala. Po 3 tygodniach, kiedy wzmocniliśmy się, wyruszyłem do domu. Na razie jestem w"DEGOB" Szeretetotthoná i chcę jak najszybciej wyjechać do Palestyny, lub do Ameryki.
288,M, pomocnik kupca ur. 1926, lat19, Birkenau,Auschwitz,Buna,Dora,Ravensbruck,
Ludwigslust , daty nie podane
Byliśmy w getto w Maramarossziget , kiedy pewnego rana rozeszła się wieść, że zabierają nas do Węgier do pracy. O dziewiątej już musieliśmy wyruszać. Nie było czasu się pakować, ale jak się później okazało, szkoda było zbyt dużo pakować, tyle co poprzednio, ponieważ polecili zostawić większość bagażu przed wejściem do pociągu, a bagaże miały dotrzeć później. Tak więc nie było nic do jedzenia w wagonie. W Koszycach dali po raz pierwszy jedno wiadro wody. Do Birkenau przybyliśmy o północy. Nie było ciemno, bo z daleka migotały płomienie z krematorium. Byliśmy przygotowani że tam pójdziemy. Chorzy zostali załadowani na ciężarówkę. Kiedy szliśmy dalej, widzieliśmy, że kiedy wyjęli ich z samochodu, zdjęli im ubrania i żywcem wrzucali do ognia. Widziałem to na własne oczy. Więc poszliśmy do Auschwitz , tam do łaźni , skierowali nas do dezynfekcji, ostrzygli, pozbawili włosów na całym ciele i nago musieliśmy iść do odległego o pół kilometra bloku. Był wieczór i było zimno. Oznaczyli nas tatuażem dostałem numer 5734. Skierowali nas do bloku 17A, stąd poszliśmy z transportem do Buny. W Buna pracowałem w fabryce. Nas w fabryce nie bito, tylko tych , którzy byli poza fabryka . Musieliśmy podnosić ciężkie żelazo, kto nie mógł unieść, tego SS bili. Wielu to spotkało przy pracy i wszyscy pomarli. Fabryka była silnie bombardowana. Podczas bombardowania gonili nas do gaszenia pożarów. Wokół nas w każdej sekundzie wybuchały bomby.
Wiele osób wówczas zginęło, w tym Frank Herschel 12 latek z Huszt i Rottenstein , 13 letni mały chłopiec z Nagyszöllös.18-01-45 ewakuowano nas. Wyruszyliśmy pieszo o16-teh po południu i szliśmy do północy następnego dnia. Szliśmy 120 km bez odpoczynku. Kto nie mógł wytrzymać marszu, tego zastrzelili. Przybyliśmy do Gleiwitz. Ulokowali nas w poddaszu domu . Bardzo tolakodtunk. Mogliśmy się wspiąć wąską drabinka na strych i 12 tysięcy osób było razem. Byliśmy bici, wielu z nas zastrzelili każdy próbował się wspiąć. Była tam selekcja, prowadziło ją SS i lekarze z Rzeszy. Kto jej nie przeszedł , tam go zastrzelili na miejscu. Sceny były straszne. Błagali, że jeszcze chcą żyć. Jeden zawodził, że ma dziesięcioro dzieci i błagał, aby go pozostawić przy życiu. Nikogo nie pozostawili. Mnie też wyselekcjonowali, bo chodziłem o lasce, ale odrzuciłem kij i pobiegłem na drugą stronę, więc pozostałem przy życiu. Wsiedliśmy do pociągu . Jednym otwartym wagonem jechało 160 osób . Od pierwszej nocy było dużo martwych. Ginęły w tłoku zdrowe osoby. Wody nie dali. Zakazali wychylania się. Kto wystawił głowę, tego zastrzelili. Próbowaliśmy nabrać śniegu za pomocą menażki opuszczonej na lince, strzelali w rękę. Miałem znajomego z Nagyszöllös nazwiskiem Rosner Gyuri. Ja byłem bardzo chory, ale Rosner Gyuri powiedział, ze mi nie pozwoli umrzeć i odprowadzi mnie do domu do mojego ojca przy życiu. Byłem strasznie spragniony, a Gyuri Rosner zwrócił się do esesmana, aby pozwolił mu podnieść trochę śniegu z nasypu. SS zezwolił a gdy więzień wychylił się z wagonu, został zastrzelony na miejscu, miał 34 lata. Był szczęśliwy, bo wtedy w pociągu wiedział, że jego żona żyje ( tekst niejasny-przyp. mój ). Umarł za mnie . Kiedy jechaliśmy przez Czechy pod mostem, Czesi próbowali nam zrzucić z góry jedzenie. Jednak SS zaczęli strzelać do nich, więc nie mogli. Jedna paczka spadła do naszego wagonu, była tam bułka i trochę mięsa. Ponad połowa moich towarzyszy zmarła w drodze. O wiele więcej osób z narażeniem życia próbowali zebrać trochę śniegu, prawie wszyscy zginęli, zastrzelili ich. Wiele osób oszalało. Byli tacy, którzy wyskoczyli z jadącego pociągu na pewną śmierć. Przybylismy do Dora, gdzie przez dwa tygodnie byliśmy w kwarantannie. Przez trzy dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Potem już tylu miało biegunkę. Praca była w fabryce V-1. Pracowaliśmy w tunelu. Czas pracy był 14 godzin dziennie. Pracowałem na nocne zmiany. Praca rozpoczynała się o 18 wieczorem i trwała do 8-mej rano. Po pracy staliśmy godzinę w kolejce po śniadanie. Jeśli ktoś przez przypadek nie miał czystych butów, nie dostał śniadania. Był taki czas, że nie dostawaliśmy chleba, tylko po trzy kartofle dziennie. Na tym musieliśmy pracować po 14 godzin. Raz zrobili apel o 1-wszej w nocy. Wyszliśmy na apel. Dopiero tam dowiedzieliśmy się, co się dzieje. Stu sześćdziesięciu ludzi zostało powieszonych, bo trzech z nas próbowało uciec w czasie nalotu. Powiedziano nam, że jesteśmy komunistyczną bandą i sabotażystami. Sabotowaliśmy, jak tylko można było. Wszedłem do wagonu, bo wiedziałem, że jeśli usunie się jeden element z gotowego urządzenia, to całość nie będzie działać. Więc byłem w wagonach, na których były załadowane gotowe maszyny , do przewozu. Kiedyś raz złapał mnie SS jak wysiadałem z wagonu. Zarzucił mi że " co ty tam robiłeś , na pewno śpisz!" Ucieszyłem się z tego pomysłu i przyznałem, że spałem. Dostałem 25 uderzeń kijem. Gdyby się dowiedzieli , co tam robiłem, to byłbym nieodwracalnie powieszony. To, że my tak dzielnie sabotowaliśmy, nie było z naszej strony szczególnym bohaterstwem. Wiedzieliśmy, że jesteśmy skazani na śmierć i tak - myśleliśmy, że przynajmniej niektóre uszkodzenia zrobimy naszym katom przed śmiercią. W marcu ewakuowali obóz. Umieścili nas w wagonach. Pierwszym transportem jechali Żydzi i Cyganie. Wiedziałem, że z tego może być problem. Więcej o losie tego transportu nie słyszałem. Zgłosiłem się do chrześcijańskiego transportu, razem z wieloma znajomymi. Wtedy już był tylko tysiąc Żydów. Jechaliśmy w wagonie bez jedzenia przez 12 dni. Raz dziennie można było wyjść z wagonów. Jeśli wtedy udało się znaleźć chwasty między szynami, to je zjadałem. Mieliśmy trzech zmarłych w wagonie. W Ravensbrück kiedy przyjechaliśmy, już ledwie mogłem wyjść. Wspieraliśmy się nawzajem w wagonie. Dali jeden bochenek chleba na 10 osób i po pół litra zupy na głowę. My dotarliśmy tam jako chrześcijanie, ale prawdziwi chrześcijanie poinformowali, że w transporcie jest wielu Żydów. Żydzi musieli się zarejestrować. Powiedziano, że zabierają nas do Szwajcarii. Raportfiihrer stwierdził, że szczęśliwie będzie wymiana Żydów, będziemy w dobrym miejscu w Szwajcarii. Prawdopodobnie. Potem była selekcja, 30 osób pozostało. Umieścili nas na wagonach i zamiast do Szwajcarii zawieźli nas do Ludwigslustu. Obóz był w lesie. Myślałem, że mamy iść do krematorium. Strasznie się bałem , płakałem ze strachu. Ten obóz był obozem zagłady. Leżeliśmy na podłodze, było bardzo brudno, oczywiście w krótkim czasie byliśmy pełni wszy. Tu w największej nędzy zastało nas wyzwolenie. Tu przyszli amerykańscy żołnierze i zwrócili nam wolność.
373,2M, krawiec męski ur. 1899, lat 46, uczeń ur 1929,lat 16. Auschwitz ( 14do16-05-44), Buchenwald (16do26-05-4), Dora ( 26-05-44 do 7-04-45), Infeld ( 7 do 18-04-45)
W Beregszasz mieszkało ok. 6.000 Żydów , byli : przemysłowcami, rzemieślnikami , kupcami , lekarzami, prawnikami , itp. Ja żyłem przyzwoicie z pacy jako krawiec męski. W 1939 warsztaty zostały nam odebrane i musieliśmy pracować w ukryciu, co naturalnie bardzo utrudniało nasze życie. Węgierskie władze wydawały te przepisy według wskazówek dr. Hubay ; burmistrza . Te środki wywoływały wśród ludności żydowskiej wielkie rozgoryczenie, a sytuacja stale się pogarszała. Około 16 kwietnia1944 weszło w życie getto, i żandarmeria wspólnie z policją umieściła nas w cegielni zamku. Oczywiście były też przeszukiwania domów, a następnie wyruszyliśmy w smutna podróż i szliśmy ulicami , a inni stali i cieszyli się że nas deportują. Getto zostało otoczone i zamknięte, było strzeżone przez węgierską żandarmerię i policję. W getcie było 12 000 Żydów, bytujących w bardzo złych warunkach. O wyżywienie musieliśmy sami pomyśleć, nikt nam nie pomagał. Zabierali również do pracy w mieście. Nikt nie podał żadnych informacji o tym, co stanie się z nami. Próbowaliśmy uciec. Pamiętam przypadki śmierci, ale śmierci z przyczyn naturalnych. W getcie była później grabież i żandarmi zabrali nam wszystko. Na początku maja 1944 załadowali nas na wagony. W jednym wagonie jechało 100 osób, dali parę kawałków chleba i trochę wody. Skład pojechał do Koszyc, gdzie przejęli nas Niemcy. W wagonie nie było przypadków śmierci. Uciec nie mogliśmy bo byliśmy zamknięci. Dotarliśmy do Auschwitz 14 maja po podróży pełnej cierpienia. Tam oddzielili kobiety od mężczyzn, także wybrali słabych i chorych. Tę pracę przeprowadził główny lekarz SS, dr Mengele. Inni poszli w drugą stronę a nas zabrali do łaźni, tam ostrzygli nam włosy, wykąpali, dostaliśmy odzież więzienna w paski i zabrali nas do bloku, gdzie spędziliśmy dwa dni. W pierwszym dniu nic nie dostaliśmy do jedzenia, a na drugi dzień było trochę zupy z obierek ziemniaków. Po dwóch dniach załadowali po 55 osób na jeden wagon i wywieźli do Buchenwaldu. Tu nadali nam numery, spędziliśmy tu 10 dni. Było nas około 1000 osób. 10 dni później zabrali nas dalej do Dora. Wyrąbywaliśmy las i na jego miejscu budowaliśmy obóz. Wielu ludzi zginęło od ciężkiej pracy, wielu od pobicia, wielu nierozsądnie zastrzelił komendant grupy roboczej. Spaliśmy na gołej ziemi, tam leżeliśmy i strasznie marzliśmy bo nie było odzieży i w lesie było bardzo zimno a później, gdy bloki były budowane, był wielki głód. Chleba nie było, tylko cięli na 10 osób dziennie jeden zły chleb i po ¾ litra zupy. Potem już bardzo dużo ludzi ginęło. Z tego transportu 1000 osób, przy życiu pozostało 150-200 osób. Kiedy zbliżyli się Rosjanie i obóz został zbombardowany, zostaliśmy następnie załadowani do otwartych wagonów po sto osób i wywiezieni do Bergen-Belsen. Kiedy tam dotarliśmy, panował tam tyfus, dawali tylko 1/10 chleba i po 0.2 litra ciepłej wody. Wody nie było wcale, myc się nie mogliśmy. Byliśmy zawszeni i bardzo cierpieliśmy. Po trzech dniach spędzonych tutaj zabrali nas dalej a następnie zostaliśmy uwolnieni przez Brytyjczyków. Wtedy było już dobrze .
466,M, pomocnik hydraulika, ur 1898, lat 47, Flossenburg ( 10do24-11-44), Mittelbau (obóz Dóra) (do 17-12-44), Nordhausen ( 17-12-44 do 17-01-45 ), Dora ( 17-01-45do5-02-45), Nordhausen ( 5-02-45do 1-04-45), Wansleben ( 1do 14-04-45)
Ogólnie rzecz biorąc, żyłem w średnich warunkach finansowych. Byłem dozorcą i opiekunem domu, w 1943 roku z powodu żydowskiego prawa, odebrano mi tą możliwość. W 1944 roku odebrani mi rower, moje radio, musiałem nosić na ubraniu widoczną żółtą gwiazdę, itp.20-05-44 powołali mnie do obozu pracy przymusowej w Vac. Z Vác zabrali mnie do Magyróvár, stamtąd do cegielni w Óbuda i fabryki w Csepel. Wywieźli mnie z Csepel , w dniu 5 listopada 44 przekroczyliśmy granicę. Tam było stosunkowo dobrze. Z Csepel wyruszyliśmy pieszo. Tydzień szliśmy do Hegyeshalom. Jedzenia dostawaliśmy mało, więc prosiliśmy w okolicznych domach i też dostawaliśmy. Przy Hegyeshalom SS przejęli dzieci w wieku 14-15 lat poszliśmy stamtąd pieszo kolejne 15 km do najbliższej stacji kolejowej po stronie niemieckiej. Tam nas załadowali po 60-70 osób na wagony. Ani wody, ani jedzenia nie dali po drodze. Bardzo cierpieliśmy z pragnienia. Po otwarciu okna w odpowiedzi na prośbą o wodę -strzelali . Jechaliśmy trzy dni, aż dotarliśmy do Flossenburga. Tu we Flossenburgu nas porozdzielali np. Keresztes Fischer i brata. Oni pracowali w biurach, my w warsztatach. Po przybyciu wszystko musieliśmy wyrzucić i musieliśmy odejść z rękami do góry. Umieścili nas w umywalni, tu musieliśmy czekać stojąc do rana. Rano wyszliśmy na podwórze, było bardzo zimno i był śnieg, trzeba było się rozebrać całkowicie do naga i poszliśmy do łaźni. Tam nas ostrzygli i dostaliśmy spodnie i kurtkę , bez bielizny i drewniane chodaki. Cały następny dzień staliśmy na apelu, było zimno i był deszcz. Następnego dnia ponownie zabrali nas do łaźni, musieliśmy stanąć nago , policzono nas i dostaliśmy z przodu numery. Silniejsi dostali jedynkę, potem była dwójka, niezdolni do pracy dostali trójkę. Zostali wybrani mocniejsi i niektórzy z jedynkami i dwójkami zostali wysłani do Nordhausen. Ja dostałem dwójkę. Pracowaliśmy bardzo ciężko w Nordhausen. Robiliśmy tunel i przejścia podziemne. 18 godzin dziennie byliśmy na nogach. Na początku dostawaliśmy trochę żywności, ale później nie dostawaliśmy ani chleba, ani niczego, tylko pół litra zupy. Dziennie chorowało coraz więcej ludzi i w końcu 33-cie komando nazywali legionem śmierci. Dziennie umierało około 50 osób, tak, że cała setka ( grupa ) została rozdzielona pomiędzy firmami, ludzie ginęli głównie z krańcowego wyczerpania, z głodu i zimna. Był brud, wszy i nie można było się umyć. Na jeden kran było tysiąc ludzi. Jeśli w umywalni było jakieś zamieszanie, to staliśmy nago na zimnie a nie mogliśmy się umyć, bo było nas dużo. Widziałem, że sytuacja tutaj jest bardzo zła, rzuciłem na nogę jeden kamień i dostałem się do szpitala. Tak uratowałem życie. Kiedy poszedłem do szpitala, tam oddzielili słabych od silnych. Najsłabszych z bloku muzułmanów zabrali i wywieźli do Nordhausen. Tam ich bili i nie dawali im jedzenia tak, że dziennie ginęło bardzo wiele ludzi, ok. 100-150 osób i gdyby Amerykanie nie pojawili się po 2 tygodniach, to byliby zginęli wszyscy. Był jeden nalot i wszyscy SS uciekli. Stąd z bloku muzułmanów wygonili nas bombami, a następnie gotowaliśmy na wolnym powietrzu przez kilka dni, cztery dni potem policja cywilna zebrała nas razem, którzy nie byli w stanie iść dalej, zostali na miejscu zastrzeleni, pozostałych wywieziono do Wansleben. Tu wyzwolili nas 14-04-45 Amerykanie. Powyższe fakty przedstawiam z własnego doświadczenia.
522,2M, szewcy ur 1925 i 1892, lat,20 i 53, Auschwitz ( 20do24-04-44), Buchenwald ( 27-04-44do10-05-44), Dora ( 14-05-44do 29-12-44), Harzun ( koło Nordhausen ) ( 31-12-44do12-04-45)
Cała ludność żydowska w Nagybereg w 1944 roku składała się z 31 rodzin, byli to kupcy i rolnicy, którzy w większości żyli w dostatku. Część wsi była nazistami. W ostatnim dniu Wielkanocy Künzler Sándor, Holländer Hermann powiedzieli kilku Żydom w świątyni że następnego dnia rano zabierają nas do getta. Powiedzieli to tylko w tajemnicy, żebyśmy mogli się spakować. Następnie informacja została przekazana wszystkim. Na spakowanie dostaliśmy 10 minut, mogliśmy zabrać jedzenie na 15 dni i odzież. Zgromadzono nas przy domu wspólnoty i po południu zabrano trzema niemieckimi ciężarówkami do wielkiej świątyni żydowskiej w Beregszasz. Tutaj byliśmy dwa dni, a potem dostaliśmy polecenie o przeniesieniu. Poszliśmy do getta w cegielni. W getcie było ok. 6000 ludzi. Miejskie getto było w tartaku. Wszyscy leżeli na słomie. Getto zostało otoczone murem z cegły, żandarmi pilnowali z zewnątrz, wewnątrz porządek utrzymywała policja żydowska. Członkowie Rady Żydowskiej: Kesztenbaum, Weisz, syn producenta mydła itp. nie mieli sposobu sprzeciwu wobec tych działań, a nawet uzyskali to, ze każda wieś mogła zabrać ze swoich domów do getta tam pozostawione jedzenie i tą żywnością była zaopatrywana komunalna kuchnia w getcie. Nikogo nie zabierali do pracy na zewnątrz. Pewnego ranka pojawiło się 150 żandarmów, wszyscy działali w porozumieniu z pewnym cywilem, każdy miał w rękach trzy wiadra. Sierżant krzyknął: "To ty śmierdzący Żydzie, chodź tutaj! Do tego jednego wiadra twoi ludzie złożą pieniądze, to drugie będzie na srebra stołowe, a trzecie na złote przedmioty. Czy to jest jasne, czy nie?" Tak, sierżancie ! -odpowiedziałem (H. David), bo byłem przywódcą getta. Sierżant kontynuował: "Otrzymasz pół godziny, ty śmierdzący Żydzie, po pół godziny odbędzie się rewizja i u kogo zostanie znaleziony choćby jeden filler ( grosz), po prostu zostanie zastrzelony jak pies”. Po takim oświadczeniu każdy oddał kolczyki, złote rzeczy, biżuterię a nawet tałesy pomiędzy przedmiotami wykonanymi ze srebra. Moi ludzie byli w porządku, ale byli tacy, dla których własność była cenna, na przykład Hamburger Sándor kupiec skórzany z Beregszasz, który oddał pieniądze, ale potem zabrał je z powrotem. W getcie w tartaku bogatsze kobiety zostały rozebrane do naga i tak były rewidowane. Słyszałem również o kilku przypadkach ucieczki, że nawet policja w Beregszasz pomagała w tym. Było również dozwolone przyjmowanie żywności z zewnątrz. Kiedyś wydano przepis, że mamy iść do pracy do Kecskemét i zaczęli nas załadowywać na wagony. Wyznaczono policję i żandarmów do transportu, my byliśmy dziesiątym transportem. Poszliśmy do wagonu, ale po raz pierwszy powiedzieli , że możemy zabrać tylko jedzenie na 14 dni a pościel, i wszystko, co mieliśmy mamy pozostawić w getcie. Ponownie przeszukali wagony i pozostaliśmy tylko w ubraniu na sobie i z zapasem jedzenia na trzy dni. W wagonie było nas 80-ciu, dostaliśmy trzy wiadra wody ale wiadra do celów WC nie dali. W naszym wagonie nikt nie zmarł i nie wiemy, aby ktoś uciekł. Ja , w.wym. H. David byłem starszym wagonu. W Koszycach otworzyli po raz pierwszy wagony , niemiecki dowódca przemawiał do wszystkich starszych wagonów i powiedział, że jeśli znajdą, że ktoś z wagonu uciekł, to na miejscu przed wagonem zastrzelą starszego wagonu a następnie wszystkich, którzy są wewnątrz wagonu. Tutaj dostaliśmy też wodę. Powiedział także, że jedziemy do Niemiec i żebyśmy się starali pracować, bo kto nie będzie pracował, dostanie kulę w łeb. Należy zauważyć, że porucznik był niemieckim Węgrem. 20 kwietnia dotarliśmy do Auschwitz, to był piątek, otworzyli wagony następnego dnia rano, przyszli do nas czterej polscy więźniowie w pasiakach i nakazali nam wszystkim wyjść z tego miejsca, ale nie brać niczego ze sobą. Wysiedliśmy, ustawili mężczyzn i kobiety w czterech kolejkach i wyruszyliśmy, około 200 metrów dalej stało na skrzyżowaniu dwóch niemieckich lekarzy i po prostu patrzyli na człowieka ; kto wyglądał na ponad 55 lat - nie został przewidziany do pracy, 80% trafiło na lewo i około 20% było zakwalifikowanych do pracy. Ci poszli w prawo. Szeroka droga, którą szliśmy , została obsadzona krzakami, droga była otoczona przez uzbrojonych żołnierzy SS a my kolumna czwórkową weszliśmy do środka. Musieliśmy iść szybko i być razem. Jak poszliśmy w Auschwitz do budynku łaźni, rozebraliśmy się, obcięli nam włosy a następnie poszliśmy do kąpieli, potem dostaliśmy bieliznę i w końcu pasiaki. Po trzech dniach wywieźli nas do Buchenwaldu, w tym transporcie było nas 1100 osób. Na drogę dostaliśmy chleb, margarynę i kiełbasę. Podróż była dość wygodna, mało nas było w wagonie. Po kolejnej kąpieli umieszczono nas w barakach , każdy miał oddzielne łóżko, 600 osób było na bloku. Jeść dostawaliśmy cztery razy dziennie. Tu nie pracowaliśmy, tylko staliśmy na apelu, który trwał trzy godziny dziennie, w czasie których staliśmy na podwórzu. Tu byliśmy około 14 dni i wybrali nas do pracy. 1100 osób posadzili do ciężarówek i pod eskorta SS wywieźli nas do Dora. Po jednodniowej podróży dotarliśmy do Dora, następnie dowództwo SS wybrało 3 baraki, tu byliśmy pierwszymi więźniami żydowskimi. Następnego dnia gdy poszliśmy do mycia SS nas bili po twarzy. Przydzielono nas do pracy. Od baraków do miejsca pracy były 4 km. Praca polegała na tym musieliśmy przygotować sekcje dachu budynku baraku, lub takie gotowe części musieliśmy dostarczać. Nadzorcy bili nas kijami grubości ramienia, mnie jeden też bardzo pobił po głowie. Kilka razy musieliśmy biegać z deskami po 4 km i stale podczas tego bili. Musieliśmy te części transportować wysoko, padał deszcz i droga była śliska, chodaki o drewnianej podeszwie spadały na każdym kroku, ale nie wolno się było zatrzymywać, ani odpocząć, bo wtedy też bili. Jeśli ktoś zemdlał i upadł w błoto, to tam leżał, a kiedy wracaliśmy, na mocy zarządzenia musieliśmy zabrać ciało lub zemdlonego do szpitala. Pierwszego dnia wziąłem 34 osoby, wszystkich którzy zemdleli , byli bici po głowach. Przyszedł tam jeden lekarz, ale my wcześniej próbowaliśmy im pomóc. Wszyscy płakali i wszyscy pytali o śmierć. Na drugi dzień poszliśmy do pracy znowu rano i potem znowu przynieśliśmy 26 osób, trzeciego dnia przynieśliśmy 30 osób a czwartego dnia 14. Tego dnia wieczorem pojawił się dowódca i stwierdził, że dowództwo SS jest zadowolone z pracy Żydów i że bicie nie jest już dalej dozwolone. Oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni, że teraz nie będą nas mogli bić. Piątego dnia otrzymaliśmy inny przydział pracy, do noszenia ciężkich desek z samochodu do baraków oraz do noszenia ziemi i wożenia taczką. Teraz już cieszyliśmy się, że dostaliśmy łatwiejszą pracę, na każdych czterech mężczyzn dali taczkę, dwóch ładowało, jeden nosił a jeden potem woził ziemię biegiem. Dwie godziny później pojawili się żołnierze SS z wilczurami, którzy nie naładowali pełnej taczki, na tych szczuli psa, pies rozrywał ciała a SS bili nas gumowym kablem jak marchewką. Tak nas nastraszyli, że każdy pracował jak automat. Pół godziny później pojawiła się inna grupa SS, którzy bez dalszej zwłoki też zaczął nas bić i kiedy przyszło południe, wszyscy wyglądali jak jeden diabeł. Ludzie mieli tylko 20-25% snu, chcieli umrzeć i po tym mówiliśmy, że nie ma Boga na niebie. Każdy był pokrwawiony, obdarty, z ciałem poszarpanym przez psy, gdybyśmy mieli broń, to strzelilibyśmy sobie w głowę. Gdy zmęczeni weszliśmy do baraku, blokowy nie mógł nas dobrze policzyć, musieliśmy stać trzy godziny a kto był tak zmęczony, że próbował usiąść, został skopany i pobity i następnie później już wiedzieliśmy. Wieczorem przyszło sześciu SS i wybrali 15-20 mężczyzn, żeby na następny dzień rano o 8-mej zgłosili się posprzątać podwórze SS. Już się cieszyliśmy , że przynajmniej niektórzy z nas będzie mogła trochę odpocząć. Zgłosiliśmy się do pracy rano, wyczyściliśmy plac, wyczyściliśmy buty, przynieśli do wyczyszczenia rower dowódcy, potem wyznaczyli jednych z nas, ustawili nas 20 ludzi w szyku i każdy dostał 50 uderzeń gumową pałką, a następnie wróciliśmy, ale leżeliśmy nieprzytomni. Kiedy wieczorem wróciliśmy po pracy, koledzy zobaczyli z przestrachem, że nie możemy siedzieć. Powiedziałem im, że to będą kontynuować następnego dnia. Potem, oczywiście, już nikt nie odważył się zgłosić, ale następnego dnia przyszli SS i ponownie wyznaczyli inne 20 osób, których potraktowali w ten sam sposób, jak tych pierwszych. Potem już nie zabierali nas do czyszczenia, bo było więcej pracy. Wieczorem przyszli SS, wyznaczyli 12 mężczyzn do pracy, ale już ich nie bili. Trwało to od rana, przez dwa tygodnie a potem przestali. Pewnej niedzieli w czasie rozdzielania obiadu przyszło 4 oficerów SS i wybrali starszych więźniów, kazał uklęknąć im na kolanach, ci czterej się śmiali, a potem powiedzieli, żeby położył się na ziemi jak na łóżku a potem miał się toczyć po ziemi. Nieszczęśnik miał 52 lat i SS powiedział , że wszyscy powinniśmy się śmiać, ale my płakaliśmy. Potem wszyscy czterej oficerowie SS zaczęli go bić, gdzie tylko mogli a my musieliśmy się śmiać. Jeden kopnął go w bok żeby szybciej toczył się po ziemi. Ta scena trwała 3 / 4 godziny, a gdy nieszczęśliwy wstał, oficerowie zabrali go śmiejąc się do élesztgetni ( spalenia ?- przyp mój). Prosiliśmy Boga, by nam tak nie zrobili. Pewnego dnia otrzymaliśmy rozkaz, że wszyscy Żydzi mają opuścić obóz i idą do baraków. Zawsze Żydzi byli kierowani do baraków z bałaganem i musieliśmy to poprawić a jeśli to poprawiliśmy, to musieliśmy to pozostawić a Francuzi, Włosi, Serbowie, Cyganie zostawali. Żydzi zawsze byli kierowani do niedokończonych baraków, gdzie byliśmy i spaliśmy w błocie i wodzie. Wielu zginęło, dostało się na rewier, ale tam nie chcieli ich przyjąć, bili ich i oskarżali że tylko symulują i chcą odpocząć. Przydzielili nas do Cyganów, którzy byli kapo, a także niemieccy więźniowie, którzy zostali zwolnieni z więzienia w tym celu. Ci byli dla nas przykrymi aby przez to zapewnić sobie korzyść. Już tak byliśmy osłabieni skutkiem wielu uderzeń, od brudnej pracy , braku odpoczynku , wieczorem nie było gdzie spać, baraku byliśmy tak stłoczeni, ze 160 osób leżało jeden obok drugiego. Później rano nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tłoczyliśmy się na śmierć. Cyganie byli od strony drzwi i jeśli ktoś wyszedł w nocy, to go tak bili, że mdlał . Przy porannym rozdziale jedzenia Cyganie okradali nas z niego i wszystkich bili. Rano wydawali po 0.15 litra kawy i jeżeli ktoś się poskarżył, że nie dostał, to go pobili tak, że padał nieprzytomny. Kiedy szliśmy do pracy, SS też tam przychodzili , gdzie byli poprzedniego dnia, z dnia na dzień sytuacja była coraz gorsza, na chwilę nie było wolno się zatrzymać , gdy zauważyli, że nie pracujemy, zawsze bili całą grupę tak, żeby nie mieli problemu. Cyganie nie zawsze dostawali obiad, my nawet nie dostawaliśmy w południe i wieczorem mieliśmy obiad, były ziemniaki, ale tylko dostawaliśmy po 3-4 kawałki a jeśli ktoś odważył się skarżyć, po raz kolejny został pobity pałką i leżał we własnej krwi. W końcu już było trochę osób, z 1100 osób zostało ledwo 450-460. Ponieważ dr. Farkast z Beregszasz był nieco otyły, więc go bili, że będąc lekarzem tyle oszukuje i kradnie. Tak go bili po uszach i po nogach, że nie mógł wciągnąć butów, ale musiał iść do pracy. Leżał tam nieszczęsny ale lekarzom nie było wolno wyjść, wziąłem go do pracy, gdzie leżał, ale przeszedł SS, zauważył że leży i skopał go tak, że ten miał nos i usta we krwi, a kiedy SS się zmęczył , poszczuł wilczura, ten zerwał mu ubranie, ugryzł go w ramię i rozerwał skórę na szyi, ale SS to bawiło. Wieczorem wzięliśmy dr. Farkasta do domu, obandażowanego, poszliśmy na rewier, ale nie zgodzili się go przyjąć, bo dostali rozkaz, że ten ma następnego dnia stawić się do pracy. Tam został zabrany i tam leżał, na to przyszedł SS i zaczął od nowa to samo. Wkrótce potem ten biedak zmarł , ale należy zauważyć, że pomiędzy SS byli też węgierscy Niemcy ze Szwabii. Stąd potem poszliśmy do pracy do Harzun. Przyszedł rozkaz, że mają zestawiać transporty. Każdy miał wziąć swoje rzeczy i poszliśmy do Hazun. O czwartej rano ustawili nas w szyku, dostaliśmy dobre śniadanie, a następnie szliśmy pieszo 9 km, poszliśmy do pewnego tunelu, gdzie przydzielono nas do pracy. Niemiecki cywilny majster wziął sobie 12 więźniów, dostaliśmy 12 maszyn elektrycznych, pracowały tu dwie wysokie windy. Był wielki pył, niemiecki mistrz pokazał jak radzić sobie z elektryczną maszyną . W godzinę później, zameldował: "Herr Meister, wir gehen auf die Arbeit schon- panie majster idziemy już do roboty". Majster rozpoczął wiercenie w ścianie góry, ustawił przy wszystkich wiertarkach więźniów. Na początku praca szła wolniej, oczywiście, cywilny majster natychmiast bił po gębie. Siłowaliśmy się z maszyna i musieliśmy bardzo dbac aby zbierać siły. Silnik elektryczny ważył 60-65 kg, i po wywierceniu jednego otworu trzeba było przechodzić do drugiego, jak gdyby to ważyło 10 kg i nie mieliśmy siły. Miejsce pracy było 12 m szerokości i 13 m wysokości, w każdej komorze musieliśmy wiercić 60 do 80 otworów ,każdy otwór 3 m w głąb ściany góry. Kiedy otwory były gotowe, wypełniali je ekrazytem , w środku zostawał jeden przewód elektryczny, przewody elektryczne prowadzono na zewnątrz. Na zewnętrznym końcu była izba z małym silnikiem elektrycznym, to musiało być włączone, naciśnięte i ekrazyt wyrzucał dużo kamienia z głębokości tych trzech metrów. Każdy kto mógł, wycofywał się ostrożnie do tyłu , Abo go nie dotknęły kamienie oderwane od sufitu, które ważyły 50-60 kg, Ale w wielu przypadkach kamienie uderzyły w ludzi i dziennie 5-6 osób było kierowane na rewier. Tak to trwało codziennie, aż pewnym wieczorem przyszedł z Ellrich transport i nas zastąpił, a my wyruszyliśmy pieszo do odległego o 9 km Harzun, głodni, spragnieni, z pyłu kamiennego widać było tylko dwoje oczu , więc wyglądaliśmy jak młynarze. Przybyliśmy do Harzun, zatrzymaliśmy się obok wodociągu, poszliśmy, każdy miał się rozebrać. Przemyliśmy się zimną wodą, a następnie dostaliśmy przydział do baraku, 250 osób było w jednym , każdy dostał łóżko piętrowe: było miejsce poniżej i powyżej. Ci, którzy przyszli, otrzymali również koc. Na kolację dostaliśmy po 1 / 2 litra cienkiej zupy, na sześciu ludzi był 1.5 kg-mowy bochenek chleba, 20 dkg margaryny i 20 dkg kiełbasy. Rano o wpół do czwartej wydawali po 0.3 litra kawy, która była gorzka, do tego oczywiście nie było chleba, a potem ustawialiśmy się w szyku i ponownie szliśmy 9 km do tunelu do pracy. Przychodziliśmy o 6 rano i zastępowaliśmy pracowników nocnych. Każdy był przydzielony do nowej lokalizacji, liczenie, zabieraliśmy 60-kg wiertarki elektryczne i rozpoczynaliśmy wiercenia. O wpół do dziesiątej majster mówił: "Pause- przerwa" , pół godziny później znowu pracowaliśmy aż ok. 14-ej przychodził z Ellrich transport, który nas zastępował. Ponownie stawaliśmy w szyku i szliśmy do Harzun, a następnie się myliśmy. W międzyczasie przybył sprzęt do odkażania, na środku dziedzińca musieliśmy się rozebrać do naga, było 8 cm śniegu, wszyscy spakowali swoje ubrania, potem szliśmy do kąpieli , ale tu tylko 80 osób mieściło się a inni musieli czekali na dworze na zimnie. Dostaliśmy koc, założyliśmy buty, potem szliśmy na obiad. Wieczorem o 20-tej dostawaliśmy chleb, cienką zupę , kilka ziemniaków. Kiedy szliśmy spać była 23-cia, w czasie kolacji byliśmy tak zmęczeni, że nie mogliśmy jeść. Następnego dnia, wszystko zaczynało się jeszcze raz od nowa . Któregoś dnia do tunelu przyszło wielu cywilów. W ciemnościach nie wiedzieliśmy co to znaczy. Elektryczność zgasła, mistrz powiedział, że pojawiły się amerykańskie samoloty i zbombardowały okolice tunelu. Mieszkańcy okolicznych wsi przyszli aby się schronić. Wielu z nich tam było , ponieważ inne komory były używane do transportu samolotów, dział i broni. My byliśmy na takiej głębokości, że nawet nie wiedzieliśmy o bombardowaniu. Towarzysze powoli ginęli ,od kamieni codziennie średnio ginęło 5-6 osób, kto był lekko uszkodzony, trafiał na rewier, ale bardzo niewielu z niego wychodziło, nie wiemy co z nimi robili. Ci którzy mieli w ustach złoty ząb, dostawali zastrzyk i i było po wszystkim, lub jeśli pozwalał usunąć te zęby, pozostawał przy życiu jako chory, ale kto nie pozwalał, otrzymywał zastrzyk i umierał. Przy pewnej okazji kupiec z Gulács nazwiskiem Klein, który miał 32 złote zęby, powiedział: "Holländer stary, co mogę zrobić?" Tylko wziąłem w górę wiertarką duży kamień i dostałem przepukliny. Powiedziałem mu: "Słuchaj stary, daj te 32 zęby wyjąć i dać je synowi, możesz przejść na rewier , zadbamy o to, nie będzie problemu, po prostu spokojnie jedź do szpitala i zoperuj się." Zębów jednak nie dał usunąć i dalej pracował, ale co najmniej 15 razy musiał się położyć. Powiedzieliśmy mu: ”Będzie co będzie, niech Bóg was błogosławi i idź na rewier". Na trzeci dzień powiedziałem do syna, żeby zobaczył się z ojcem, ale nie zgodzili się, ponieważ nie był w takim stanie, że mógłby umrzeć, jedyny syn zawsze prosił, ale go odsyłali. Następnie powiedział nam pewien człowiek, nazwiskiem dr. Scharf Lajos, żeby powiedzieć synowi aby odprawił kadisz po ojcu. My o tym wiedzieliśmy wcześniej, że ze względu na złote żeby wyprawiają ludzi na tamten świat. Kto miał złote zęby, ten następnie, na pewno szedł do krematorium. To nie było tutejsze krematorium, zabierali ich do Dora. W dniu 1 marca, przyszedł rozkaz, że po południu o godzinie 14-tej , mamy opuścić obóz. Obiadu nie dostaliśmy bo sytuacja była bardzo napięta. Każdy dostał kawałek chleba i wyruszyliśmy. Szliśmy do wieczora do 20-tej, dotarliśmy do wielkiego lasu, tam poszliśmy spać na Liścach owinąwszy się w koce i rozpaliwszy ognisko. Ci, którzy próbowali uciec, został schwytany przez wilczury i zastrzelony przez SS, i tam pozostawiony, jak padlina. Rano o godzinie piątej ustawili nas w szyku i maszerowaliśmy dalej, drugi raz przeszliśmy jakieś 40 km, i w godzinach wieczornych dotarliśmy do dużej wsi niemieckiej. Tam były duże wiaty i tam nas wepchnęli i spaliśmy jak Rusłan w beczce. Nie mogłem spać w nocy, ponieważ jeden pokładał się na drugiego. Wokół stodoły stało SS którzy każdego, który wyszedł w nocy na zewnątrz zastrzelili na miejscu, tak, że potem nikt nie wychodził. Na trzeci dzień przed południem ustawili nas w szyku o siódmej rano i szliśmy do 22.30 wieczorem. Po drodze było ciemno, gdzie znajdowaliśmy papiery, wkładaliśmy do kieszeni, gdzie była woda, napełnialiśmy pełne butelki a gdy była przerwa, natychmiast z butelki wodę przelewaliśmy do menażki i wrzucaliśmy pół garści soli. Potem dodawaliśmy papier, woda była wystarczająco ciepła, aby stopić w niej sól i jedliśmy i smakowało jak najbardziej pyszne zupy. Powiedziałem mojemu synowi, że to jest dobre. Następnie poszliśmy dalej i dotarliśmy do wioski. Co drugi dzień wieczorem tam gdzie przybyliśmy, sześciu mężczyzn otrzymywało bochenek chleba i cztery ziemniaki , ale nie zostały pozbawione skórki , bo byłoby mniej, jedliśmy je tak jak je dostaliśmy , ale tak też były doskonałe. Na piąty dzień marszu zorientowaliśmy się, że znaleźliśmy się na polu, gdzie spory kawałek terenu był obsiany cebulą, która już zaczęła kiełkować, wszyscy tam weszli i brali cebulę. Kiedy SS zobaczyli, że ludzie zeszli z drogi, zaczęli kolejno zabijać ludzi, zwłoki tam zostały. To nas wystraszyło, pobiegliśmy z powrotem na drogę i poszliśmy dalej. Wieczorem przybyliśmy do wsi, zagnali nas do dużej stodoły, kto miał coś do jedzenia, to jadł , a inni patrzeli. Szóstego dnia wyruszyliśmy o 7-mej rano , o godzinie 11 mieliśmy pół godziny przerwy, po drodze spotkaliśmy polskich cywilnych uchodźców . Kiedy chcieliśmy dostać żywności od ludności cywilnej, gdy szliśmy przez miejscowość a ludziom było nas żal, to bardzo krzyczeli na nas aby z tego nie korzystać. Na siódmy dzień dostaliśmy po bochenku chleba na sześciu i cztery kartofle, potem poszliśmy. Byliśmy już tak osłabieni, że cała grupa zaczęła się chwiać na prawo i lewo ,zachorowała, a następnie ludzie padli. Koledzy brali za ramiona i pomagali iść tym, co padli, ale byliśmy już tacy słabi, że nie mogliśmy kontynuować a SS strzelali do ludzi, którzy już nie byli w stanie iść dalej. Poprosiliśmy, aby zamówić furmanki lub samochody aby słabi mogli na nich odpocząć do następnego dnia. SS kazał mu zdjąć buty i on je zdjął. SS kazał mu iść do przodu 20 kroków , ten poszedł do przodu, nie wolno mu było spojrzeć wstecz i wtedy usłyszałem tylko huk broni. Więzień dostał strzał w głowę, na miejscu pozostało ciało i buty. Tak to szło zawsze, siódmego dnia było 68-miu zabitych na ósmy dzień ponownie, ale teraz więcej ludzi już pozostawało z tyłu, ponownie w dziewiątym dniu, potem pozostawało coraz więcej i tak to szło do wieczora jedenastego dnia, kiedy się rozejrzałem, z 1900 ludzi pozostało 440 osób. Dwunastego dnia o wpół do czwartej rano do szopy weszli cywile, chcieli żebyśmy poszli stamtąd, na to zerwaliśmy się i chcieliśmy ich zabić, ale nie było żadnej broni i nie było jak ich zabić, byliśmy zmęczeni i wyczerpani, wyszliśmy na podwórze, żeby znaleźć jakieś narzędzie do ich zabicia, na to oni powiedzieli, żeby przejść około dwóch kilometrów do innej wioski, tam już odpoczniemy. Kiedy stawaliśmy w szyku wzdłuż drogi, nie widzieliśmy niemieckich żołnierzy, ani pracowników, wszyscy uciekli, nawet dowódcy. Okazało się, że Amerykanie mogą być za górami, bo tu byli tylko cywile. W końcu poszliśmy do wioski, chodziliśmy grupami i zbieraliśmy ziemniaki zasadzone na polu, następnie gotowaliśmy dla wszystkich. Kiedy jedliśmy przybył duży transport amerykańskich ciężkich dział i czołg. Na to wszystko pozostawiliśmy i z radością poszliśmy powoli, bo już nie mogliśmy chodzić. W momencie, gdy doszliśmy do drogi, która była o około 2 km od nas, wyruszyły szybko na nas amerykańskie czołgi, ale potem nas zobaczyli , zaczęli z drogi rzucać paczki , papierosy, z keksami. My to zabraliśmy i dyszeliśmy, widzieliśmy , że ścigają Niemców i posuwali się szybko, dlatego po prostu rzucali, a my napełnialiśmy kieszenie. Potem poszliśmy do innej wsi, leżącego o 2 km dalej Grosswilling. Kiedy tam przybyliśmy, cała wieś była wypełniona ciężkimi amerykańskimi czołgami i działami. Amerykański oficer dwukrotnie nas fotografował. Podzieliliśmy dużą butelkę alkoholu pomiędzy nami ośmiu towarzyszami. Każdy miał wiele cygar, papierosy, czekoladę, ciastka a więc na następny dzień każdy był chory . Następnie zabraliśmy wszystko, co mogliśmy z żywności. Pewnego razu pytaliśmy się u piekarza o chleb, powiedz
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:04, 30 Sie 2013 Powrót do góry

powiedzieli, aby dać bilet. Powiedziałem do niego: "Przepraszam, ale kiedy do nas na Węgry weszli SS i dali mi 10 minut czasu na spakowanie żywności dla moich siedmiu członków mojej rodziny , zapomnieliśmy bilety na stole , tak więc panienko musisz poczekać, aż przywiozę bilety z Węgier do Niemiec, ale z przeproszeniem nie możemy być głodni i jeśli chcesz dać chleb za pieniądze, to zapłacimy , ale jeśli nie, to wyniesiemy cały chleb z tego sklepu. " Następnie wziąłem bochenek chleba i 90 fenigów była cena, ale dałem całą markę. Tak więc dostaliśmy w ten sposób chleb dla 22 osób, nawet wtedy baliśmy się Niemców. Z Grosswilling pojechaliśmy do innej wsi, byliśmy tam 14 dni , potem Czesi zebrali obywateli Czech. My też zgłosiliśmy się przy Czechach, codziennie dostawaliśmy obietnice, ze wkrótce będziemy mogli wyruszyć do domu, ale już nie mogliśmy się doczekać wyjazdu, zebrali nas 35-ciu i 4 lipca wsiedliśmy do pociągu. Przez Pragę, Bratysławę dotarliśmy do Budapesztu. Plany na przyszłość: Teraz wracamy do domu do Nagybereg, trochę się rozejrzymy , co znajdziemy w domu, a następnie, jeśli będzie to możliwe, chcemy dostać się do Ameryki.
613,M, robotnik ur 1928, lat 17, Auschwitz ( poł.-05-44 do pocz.-01-45), Dora ( poł.-01-45 do końiec-02-45), Bergen-Belsen ( pocz-03-45 do 15-03-45)
Rozporządzenie w sprawie utworzenia gett zostało w moim rodzinnym mieście Tecso w Karpathenlandzie wprowadzone w rygorystyczny sposób, niezwłocznie po opublikowaniu rozporządzenia, Żydów skoncentrowano w jednej części miasta, której opuszczanie było zabronione pod najsurowszą karą. Pieniądze i kosztowności zostały nam odebrane, pozostawiono nam tylko jedzenie , więc przynajmniej nie głodowaliśmy. Spędziliśmy w getcie około miesiąca, a następnie zabrano mnie razem z moimi rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa, wraz z pozostałymi Żydami do Auschwitz. Tak stało się w połowie maja 1944 roku. W Auschwitz zostałem oddzielony od rodziny, troje rodzeństwa powinno być żywe, ale co dzieje się z rodzicami i pozostałem rodzeństwem –nie wiem, bo od tego czasu nic nie słychać o nich. Po dwóch dniach, po tym jak została mi zabrana reszta moich rzeczy, poddano mnie kwarantannie, gdzie mieszkałem przez pięć tygodni. Potem zostałem przydzielony do grupy roboczej tzw. Kanadakomando do pracy. Zadaniem tej grupy roboczej było posortowanie i zarządzanie kosztownościami nowo przybyłych więźniów, które zostały przejęte od nich. Miałem w Kanadakommando znacznie lepiej niż inni więźniowie, którzy nie pracowali, bo miałem więcej jedzenia i nie byłem torturowany w taki nieludzki sposób, jak oni / na apelu, itp. /. Pozostałem w Auschwitz do początku stycznia i pracowałem cały czas w Kanada Kommando. Na początku stycznia zakwalifikowano mnie do transportu pracy, który był przeznaczony dla Gliwic. Szliśmy trzy tam dni na piechotę, ale nie zostaliśmy w Gliwicach, bo sytuacja ze względu na częste naloty wydawała się być niepewna. Więc wsiedliśmy do pociągu w Gliwicach i jechaliśmy dwanaście dni, aż doszliśmy do Dora. Tu pracowaliśmy w pewnej fabryce sześć tygodni przy stale pogarszającym się wyżywieniu, więc na końcu prawie nic nie dostawaliśmy do jedzenia. Kiedy zbliżyli się Anglicy, musieliśmy iść dalej i zostaliśmy sprowadzeni do Bergen-Belsen, gdzie w tym czasie było 40 000 więźniów. Po zaledwie trzech dniach Anglicy doszli do Bergen-Belsen i nas wyzwolili. To Anglicy stwierdzili, że chleb , który miał być pomiędzy nami rozdzielony przez Niemców , został zatruty. Tylko szybki przyjazd Anglików uratował nas od pewnej śmierci.
619,M, stolarz ur. 1928, Auschwitz ( 25do28-05-44), Buchenwald ( 31-05-44do8-06-44), Dora (9 do 11-06-44), Harzung ( 12-06-44 do 10-08-44), Ellrich ( 13-08-44 do 12-04-45), Bergen – Belsen(15do20-04-45)
W kwietniu ubiegłego roku zostaliśmy załadowani na wagony z getta w Munkaczu i trzy dni potem przybyliśmy do Auschwitz. Tutaj wkrótce wybrano fachowców i ponownie pojechaliśmy dalej do Buchenwaldu. Po tygodniu zostaliśmy odtransportowani dalej samochodami ciężarowymi do Dora, gdzie przydzielono nas do komanda budowlanego. Praca była bardzo ciężka, niemieccy "kapo" bili nas ciągle, bez żadnego powodu. Dzień w dzień było 10-12 zgonów osób, które nie były w stanie wytrzymać czy to pracy, czy nieożywienia. Dziennie musieliśmy pracować 10-12 godzin a na wyżywienie składała się 1 / 3 chleba i wodnista zupa. Wody nie było wcale , w ten sposób cierpieliśmy przerażające tortury zarówno z głodu jak i pragnienia. Była jedna pralnia, ale nie było wolno pić tej wody. Po dwóch dniach znowu nas przewieźli samochodami ciężarowymi do Harzungen. Pracowaliśmy przy budowie dróg. Praca była znowu bardzo ciężka, ale żołnierze Wehrmachtu traktowali nas po ludzku. Dostawaliśmy codziennie 1 / 3 chleba i trochę zupy . Czas pracy był 10 godzin - po 7 tygodniach poszliśmy do Elrich. W tym obozie zostaliśmy przydzieleni do baraku, gdzie brud i wszy były wszędzie, a 700 osób było pod jednym dachem. Na początku nie było tam żadnych łóżek, potem spaliśmy na drewnianych pryczach. Praca polegała na wykonywaniu robót budowlanych , trzeba było ciągnąć kawałki ciężkiego żelaza i byliśmy ciągle bici, bez powodu. Wyżywienie składało się z kromki chleba i wodnistej zupy, co pociągało za sobą rosnącą ciągle liczbę zgonów, częściowo z powodu niedożywienia, częściowo z powodu biegunki, na porządku dziennym było 20-30 zgonów. Zwłoki były zabierane do krematorium w Dora. Później liczba zgonów piętrzyła się coraz bardziej tak, że spalano ciała w obozie, mianowicie w taki sposób, że kładziono warstwę drewna, na to warstwę zwłok i podkładano ogień. Tu także nie było wody, pragnienie było straszne, tylko wtedy, gdy pracowaliśmy, mogliśmy w pracy się umyć , w obozie było to wykluczone. Stąd poszliśmy do Bergen-Belsen. W jednym wagonie stłoczono razem 120 osób, człowiek nie mógł się ruszyć w ogóle. W drodze dostawaliśmy chleb. Po 6 dniach dotarliśmy na miejsce. Głód był straszny, bo ledwie dostaliśmy coś zupy. Tutaj byliśmy 5 dni, gdy pewnego dnia usłyszeliśmy strzały armatnie i w krótkim czasie weszły angielskie jednostki , który nas natychmiast zdezynfekowały, dostaliśmy najlepsze jedzenie i czystą odzież. Po 4 tygodniach, pojechaliśmy do Zelle, gdzie w pełni wróciliśmy do sił, a następnie z czeskim transportem przyjechaliśmy tutaj.
756,M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 05-44 do 01-45 ), Fürstengrube ( 4 do 15-01-45 ), Dora ( 20-01-45 do 1-03-45 ), Bergen – Belsen (03-45 do 15-04-45 )
W maju przybyliśmy do Auschwitz, wszystko musiało pozostać w wagonie, rozdzielili mnie z rodzicami, posłali na prawo, potem w łaźni nas zdezynfekowali, zupełnie wydepilowali, zagnali nas do jednego bloku, gdzie stłoczyli 1200 ludzi. Stale padał deszcz, my chodziliśmy we więziennej odzieży i drewnianych chodakach, stale marzliśmy, na długich apelach staliśmy przy wybieraniu do pracy. Do listopada nie pracowałem, zawsze byłem zagrożony selekcją, ale szczęśliwie tam nie poszedłem, później wydobywałem kamienie i wyrównywałem teren.W styczniu ewakuowali obóz, nas samochodami zawieźli do Fürstengrube. Tu już długo nie pracowaliśmy , ponieważ Rosjanie bardzo blisko podeszli , za parę tygodni dalej nas przenieśli . Podczas dwóch dni w barakach mieszkaliśmy i w kopalni węgla bardzo ciężko pracowaliśmy. Z końcem stycznia załadowali nas na wagony po 150 osób w jednym wagonie ,było zimno i strasznie marzliśmy, z głodu zginęło bardzo wielu, bo na całą podróż ( 2 tyg.) dostaliśmy po 50 dkg chleba. Przybyliśmy do Dory zniszczeni. Obóz w Dorze by ł bardzo wielki. Co najmniej 20 000 w tym miejscu żyło. Mieszkaliśmy w barakach, stłoczeni jak śledzie. Pod ziemią była fabryka amunicji i tam pracowaliśmy po 12 godzin na nocną lub dzienną zmianę. Wyżywienie dzienne: 25 dkg chleba, czarna zupa, czasami dostawaliśmy margarynę jako dodatek , lub kiełbasę, ale później się pogorszyło. Żołnierze SS stale nas bili ,jeżeli ktoś organizował dla siebie żywność, dostawał 25 batów . Wielu tu zginęło z głodu .Wydajność pracy była wielka a wyżywienie niewielkie, chłopcy nie byli w stanie kontynuować pracy przy takim wyżywieniu i ginęli z głodu. Nie było możliwości się umyć, nie było ogrzewania, bardzo wielu pochłonęła epidemia . Jak Rosjanie podeszli bliżej, zabrano nas do Bergen-Belsen. Tam strasznie głodowaliśmy. W stanie zupełnego wyczerpania 15-04-45 wyzwolili nas Brytyjczycy.
938, M, kuśnierz ur. 1929,lat 16, Auschwitz ( 8 do 16-05-44 ), Fürstengrube ( 16-05-44 do 18-11-45 ), Dora ( 10-12-45 do 03-45 ), Bergen – Belsen ( 10-03-45 do 15-04-45 )
Około 18 listopada cały front rosyjski był już blisko, transportem pracy przenieśli nas do Dora. Podróż trwała 12 dni, cztery dni szliśmy pieszo do Gleiwitz, dotąd nie było jedzenia, tu dostaliśmy po pół chleba. W pieszym marszu wielu zginęło, potem załadowali nas po 140-tu na wagon, nie mogliśmy ani siedzieć, ani stać, wiele osób zmarło. W wagonie umarł też mój brat, także czterech synów w domu. Kiedy przyjechaliśmy do Dora , słyszeliśmy, że było pięć wagonów zmarłych . W Dora w jednym bloku było nas 3000, leżeliśmy na ziemi. Wyżywienie tutaj było, można powiedzieć, zadawalające, ale wiele osób zmarło z powodu tyfusu. w końcu pozostałem z domu sam jeden. Przez cztery tygodnie nie pracowaliśmy, a potem pracowałem przy budowie tunelu, praca nie była bardzo trudna, ale jedzenia było bardzo mało. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, 160 osób było na bloku, pełno młodych chłopaków. Do Bergen-Belsen przyszliśmy po ośmiu dniach, jedzenia nie dostaliśmy a potem cały czas głodowaliśmy. Jednego dnia dali herbatę, drugiego nic, a potem znowu 15 dkg chleba. 15 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie.
Z Bergenbelsen potem dostałem się do odległego o 30 km Cellé, gdzie spędziliśmy dwa dni. Czeskim transportem wyruszyliśmy do domu przez Pragę, stąd następnie już tylko we dwóch doszliśmy do Pilzna. Plany : Na razie jadę do domu i wtedy, gdy będzie okazja, chciałbym wyjechać do Palestyny
1026,M, handlowiec ur. 1924, lat 21, Auschwitz (kon.-05-44, 3 dni), Monovitz ( 4-06-44 do 01-44), Dora ( 01-45 do kon.-03-45)
…….. Tam pracowaliśmy do stycznia 45 , następnie zabrali nas do Dora. W Monowitz na stacji załadowali nas na wagony, po 150 osób w jednym, jedzenia na drogę nie dostaliśmy, tak ,że kiedy dotarliśmy do Dora byliśmy tak wycieńczeni, że poszliśmy na rewier, ale to nie był rewier, tylko barak dla umierających . W jednym bloku było nas 1200 osób, bez słomy, nie dbali o nas i nie dawali jedzenia, byłem tam i leżałem przez pełne 2 miesiące. 1-03-45 wywieziono nas do innego obozu, do leżącego o ok. 18 km od Dora Makarodi. Tam już zabrali nas do pracy. Budowaliśmy kolej 8 km od obozu. Pewnego razu pracowaliśmy 24 godziny. Praca była ciężka i męcząca a SS nas bili i popędzali nas w pracy . Jeśli ktoś padł podczas pracy ze słabości, to SS przyjmowali, że nie chce pracować i bili go na śmierć. Tam pracowaliśmy do końca marca. Kiedy zbliżał się front, załadowali nas na wagony. Jechaliśmy osiem dni, gdy front był tylko o 13 km i już dłużej nie byliśmy w stanie dalej jechać , ponieważ tory były zniszczone, spędzili nas z wagonów i wyprowadzili nas do lasu. Tam, zostaliśmy otoczeni przez SS maszynową i wszyscy zostali zlikwidowani. Miałem kulę w nodze i byłem ranny, ale pozostałem bez ruchu, dopóki SS nie odeszli. Gdy strażnicy się oddalili, wstałem na moje zakrwawione nogi i wtedy zobaczyłem, że pewien polski Żyd też wstaje, który wcale nie otrzymał strzału. Tak więc tylko my dwaj pozostaliśmy przy życiu . 7 dni wędrowaliśmy w lesie, po 7 dniach wyszliśmy 1 / 2 km dalej. Następnie z piwnicy zburzonego domu rozglądaliśmy się, co się dzieje na zewnątrz i czekaliśmy na rozwój sytuacji. Pewnego ranka poszliśmy po wodę w pasiakach więziennych, pojawił się samochód z pięcioramienna gwiazdą , podnieśli na nas rewolwer a my podnieśliśmy ręce. Kiedy się dowiedzieli, ze jesteśmy więźniami, zostaliśmy przez Amerykanów wyzwoleni. Po wyzwoleniu Amerykanie zaprowadzili nas do pierwszego szpitala, kula weszła w jednym miejscu a w innym miejscu wyszła, moja noga była strasznie opuchnięta, leżałem z taką gorączką w szpitalu, że byłem nieprzytomny przez kilka dni. Na miejscu egzekucji, gdzie zostałem ranny w nogę, było nas 1200 ludzi Ukraińców, Francuzów, Belgów i 13 Żydów.
1096,2M,uczeń krawiecki ur. 1929, lat 16, majster piekarstwa ur. 1897, lat 48, Auschwitz ( 18do22-05-44 ), Monowitz ( 22-05-44 do 18-01-45), Gleiwitz ( 20do25-01-45 ), Dora ( 10-13-02-45), Ellrich ( 14-02-45 do 8-04-45), Bergen-Belsen (8do15-04-45).
…… Następnie załadowali nas po 130 do otwartych wagonów. Przy zimnej pogodzie wielu z nas zamarzło, wielu również zginęło z głodu i pragnienia, tak, że z 14 000 osób przybyło tylko 6444 osoby. Zostali też zastrzeleni ci, którzy wysunęli głowy z wagonów lub po prostu wstali. Praktycznie jedynym pokarmem był śnieg, przywiązywaliśmy sznurówkami puste puszki po konserwach do okna , tak, że śnieg tam wchodził. Ta podróż trwała 12 dni, aż dotarliśmy do Dora, ale byliśmy tam tylko 3 dni. Tu odebrali nam wszystkie nasze rzeczy, dali zniszczone ubrania i poszliśmy do Ellrich. W obozie zagłady Ellrich byliśmy trzy miesiące, warunki były straszne, dostawaliśmy tylko 1 l mielonych ziemniaków w zupie, po trzy osoby leżały na pryczy, koców nie mieliśmy. Pracowaliśmy w kopalni, tak ciężką pracę tu wykonywaliśmy, ze dziennie wieczorem przynosiliśmy z pracy po 5-6 zmarłych, którzy się załamali i nie byli w stanie pracować, osłabli, zmarznięci w zniszczonych i niepełnych ubraniach. Mój 22 letni syn też tu zmarł. Dziennie umierało po 300-400 osób. W środku obozu było krematorium, ale oprócz tego był dół, gdzie co tydzień palili po 500-600 osób, a krematorium płonęło całymi dniami. Słyszeliśmy, że byli też szaleni ludzie, którzy jedli ciało ze zwłok, tych również spalono. Widziałem również jak spalano trupy: warstwa drewna warstwa zwłok. Gdy podeszli Brytyjczycy, musieliśmy stąd uciekać, skierowali nas do Bergen-Belsen. Byliśmy tu w sumie osiem tygodni i głodowaliśmy. Dla jego zmniejszenia organizowaliśmy obierki z ziemniaków i z rzepy, ale jeśli na tym węgierscy żołnierze kogoś przyłapali, to zastrzelili. Jedzenia nie dostawaliśmy tu wcale i tu już nie pracowaliśmy. W dniu 15 kwietnia w brytyjska armia nas wyzwoliła, stąd przenieśli nas do Celle, tam spędziliśmy więcej niż sześć tygodni. Następnie stamtąd wyruszyliśmy z czeskim transportem przez Pragę i Bratysławę. plany: Jesteśmy nadal całkowicie zaskoczeni, w każdym razie jedziemy do domu, aby zobaczyć , czy ktoś pozostał.
1110 M, krawiec, ur.1918, lat 27, Auschwitz (28-05-44 do 9-06-44 ), Bunzlau ( 10-06-44 do 10-01-45 ), Dora ( 10 do 20-03-45 ), Bergen-Belsen ( 28-03-45 do 15-04-45)
….. Po siedmiu miesiącach wyruszyliśmy pieszo dalej. Szliśmy pełne dwa miesiące, pokonaliśmy dystans 800-1000 km i musieliśmy ciągnąć wozy z rzeczami SS. W drodze rano była rozdzielana niewielka ilość zupy i rzepa. Wielu ludzi zmarło z głodu, i ci którzy pozostali poza wozami. Po trzech dniach SS zastrzeliło stu ludzi bo kilka osób próbowało ucieczki. Gdy przybyliśmy , 400 osób brakowało, tak wielu zginęło po drodze. Gdy przybyliśmy do Dora przeżyliśmy dwa miesiące cierpień nie do opisania, gdzie pracowaliśmy w tunelu, pod ścisłym nadzorem SS, którzy strzelali do ludzi , czy mieli powód, czy nie. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, dostawaliśmy dziennie po 20 dkg chleba i porcję zupy bez zawartości. Dlatego nie było zaskoczeniem, że codziennie setki osób ginęło z powodu głodu i pragnienia. Ponieważ nie było dostępu do wody, więc nie mogliśmy się umyć i prać, wszyscy dostaliśmy wszy , tym więcej, bo spaliśmy w ubraniach, bo nie dostaliśmy koców i bardzo marzliśmy , więc pomagaliśmy sobie. W największym zimnie, musieliśmy pracować bez butów i kurtki, wiele osób zmarło z zimna. Ci, którzy nie mogli podjąć pracy, zostali rozstrzelani bez litości przez SS. W 10 dni później ponownie załadowano nas do otwartych wagonów, po 130 osób na wagon, była ciężka zima i nie mieliśmy płaszczy i butów. Po 8 dniach dostaliśmy ćwierć bochenka chleba i trochę masła. W transporcie przy wyjeździe było 16.000 ludzi i do Bergen-Belsen dożyła połowa, większość w drodze zginęła. Żeby zmniejszyć nasze cierpienie, zrobiliśmy sobie trochę miejsca w wagonie, bo byśmy nie dożyli wyzwolenia. Po 8 dniach po ciężkich cierpieniach dotarliśmy do Bergen-Belsen. W czasie gdy tam przyjechaliśmy , byliśmy tak słabi , że ledwie mogliśmy stać na nogach . Szczęście, że nie musieliśmy pracować, jednak nic nie dostawaliśmy do jedzenia, czasem dali trochę obierek ziemniaczanych , zjadłem aby uśmierzyć głód. Przez cały dzień leżeliśmy z osłabienia, nie byliśmy w stanie wstać. Mimo to, codziennie od 6 rano musieliśmy stać na apelu , który trwał godzinami. Wielu upadło w czasie apelu , a następnie ich pobito. Setki trupów zalegało w obozie, ale gdy podeszli Amerykanie, zabrali zwłoki i pochowali. 15 kwietnia po południu nagle przybył amerykański samochód w obozie, który ogłosił wyzwolenie obozu. SS-y od razu zebrał Amerykanie natychmiast zatrzymali SS i zabrali ich do pracy. Tu jeszcze odpocząłem 2 pełne tygodnie, otrzymaliśmy najlepszą opiekę, a następnie zabrali nas do Zellé gdzie bardziej wypoczęliśmy . Przy ich pomocy wróciłem przez Czechy. Plany :jak najszybciej chciałbym wyjechać do Palestyny
1133,M, krawiec ur. 1911, lat 34, Auschwitz ( 20 do 22-05-44), Buchenwald ( 23 do 28-05-44), Dora ( 28-05-44 do 8-05-45)
W Beregszasz mieszkało około 10 do 15.000 żydowskich mieszkańców w większości byli to bogatsi rzemieślnicy i kupcy. Ja sam też byłem rzemieślnikiem, z moich zarobków bardzo ładnie żyłem z żoną i małą córeczką. W 1943 zostałem powołany do pracy przymusowej do Mátészalká, stąd wróciłem do domu na jeden dzień urlopu, kiedy już istniało getto w Beregszasz. Stąd, wraz z reszta wywieziono nas 18-05-44. 80 osób było w jednym wagonie, ale wcześniej przeszliśmy przez szczegółową rewizję osobistą- przeszukiwanie ciała. Pociąg był eskortowany przez żandarmów do Kassa (Koszyce ), tam zostaliśmy przejęci przez Niemców. Wody nie dostaliśmy na drogę, jedzenia też było bardzo mało, powiedziano nam, że będziemy w Kecskemét, ale ja, który już miałem złe doświadczenia na Ukrainie, w Koszycach już znałem drogę i wiedziałem, że coś strasznego się teraz stanie. W drodze nikt nie uciekł, w moim wagonie nie było też zgonów. Po trzech dniach przybyliśmy do Auschwitz. Na stacji po ustawieniu nas w kolumnie piątkowej oddzielili mężczyzn od kobiet, następnie poszliśmy do łaźni i obcięcia włosów. Po trzech dniach poszedłem do transportu i wywieziono mnie do Buchenwaldu, ale tu tylko pozostaliśmy trzy dni a następnie poszliśmy do obozu Dora. Jechaliśmy autami cały jeden dzień. Skierowali 80 osób do małego bloku, spaliśmy po dwie osoby na pryczy. Dzienne racje żywnościowe: 1 litr zupy, 1/8 chleba, 2 dkg margaryny. Przez 2-3 dni dostarczaliśmy szyny kolejowe z dworca kolejowego do tunelu, po trzech dniach przydzielono nas do pracy w fabryce samolotów bezzałogowych . To była ciężka praca, jednak po dwóch miesiącach dostałem się do krawców. Pracowało tutaj120 osób, traktowanie było wystarczająco dobre, w warsztacie przerabialiśmy odzież pochodzącą z obozu Auschwitz , tutaj pewnego razu rozpoznałem również ubrania mojej zony i córeczki, na pamiątkę zdjąłem z ubrania jeden guzik. 8-05-45 wyzwolili nas Anglicy. Oni zawieźli nas samochodami do Pilzna, stamtąd czeskim transportem wróciliśmy przez Bratysławę do domu. Plany: Teraz mam zamiar wrócić jeszcze do domu i tam może pracować dla firmy.
1205,M,uczeń ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 2 dni ), Buchenwald ( 6 dni ), Dora ( 9 m-cy), Bergen – Belsen ( 8 dni )
Mieszkaliśmy w Szobránc i żyliśmy w dobrej sytuacji finansowej. Mój ojciec był kupcem. Ledwie Niemcy wkroczyli na Węgry, pognali nas do getta w Użgorodzie ( Ungvar ), skąd po krótkim pobycie zostaliśmy deportowani do Birkenau. W Birkenau zabrali mnie do dezynfekcji , gdzie obcięto mi włosy i zabrano ubranie, w zamian dostałem złą odzież i drewniane chodaki, skierowano mnie do 27-mego bloku obozu (FAZ ?-przyp mój ). Tam nie było apelu, ale tylko dwa dni tam byliśmy i poszliśmy dalej do Buchenwaldu. Tam byliśmy 6 dni a następnie skierowali nas do Dora. W Dora pracowałem w tunelu przy V-1 w Werk-2. Musiałem kontrolować rury i przewody gumowe. W warsztacie raz gotowałem sobie ziemniaki na kuchence elektrycznej, zauważył to kapo i dostałem 25 uderzeń. Przez dwa tygodnie nie mogłem usiąść, ale z pewnością nikt się o ot nie troszczył. Z tamtejszej wielkiej ilości gumowych pasów wyciąłem sobie sznurowadło. To uznano za sabotaż, dostałem 10 uderzeń. Wyżywienie było bardzo złe i później było jeszcze gorzej. W ostatnim czasie już nie dostawaliśmy nic, tylko rano 1 litr zupy i wieczorem 3 ziemniaki i trochę margaryny. Na tym pracowaliśmy cały dzień. Spaliśmy na pryczach, w powszednie dni dwóch pod jednym kocem, w niedziele czterech. W niedziele dzienne i nocne zmiany były przemieniane. Byłem tam do Wielkanocy. Stamtąd wywieźli nas w wagonach, jechaliśmy sześć dni bez jedzenia. Dwóch zmarło, kiedy dotarliśmy do Bergenbelsen. Byliśmy tam 8 dni, potem weszli Anglicy. Chcę wyjechać do Palestyny.
1248,2M, mechanik ur. 1925, lat 20, uczeń technikum radiowego ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 19-05-44 do pocz.-06-44) Dora ( pocz.-06-44 do końca -02-45), Nordhausen (Thüringen) ( Kon.-02-45 do 14-05-45 do wyzwolenia)
Relacja Samuela Stern: W domu było nas sześć osób. Mój ojciec był zamożnym agentem włókienniczym. Cierpieliśmy prześladowania w domu więcej niż w obozie. Gdy przyszło do przeszukiwania domu uznali, że pieniądze , które im oddaliśmy i biżuteria to nie jest wszystko, bo byliśmy dobrze sytuowani. Pod przymusem wykopałem w ogrodzie dół i pokazałem, gdzie jest zakopane złoto itp. Wtedy związali mi ręce za plecami, bili mnie drewnianym trzonkiem od motyki i kolbami karabinów. I zabrali mi wszystko. Tak to się odbywało, trzy do czterech godzin, bez rezultatu. Potem mogłem wrócić z powrotem do getta, z którego zostałem wyprowadzony do tego celu. Nic nie zdradziłem, może jeszcze teraz znajdę coś z tych rzeczy. W getcie ciężko pracowaliśmy . W jedną noc pięciu ludzi musiało rozładować szuflami jeden wagon w deszczu. Byliśmy bardzo bici. Musieliśmy iść do pracy o każdej porze. Nikt nie mógł się ruszyć z miejsca, dopóki nie zakończył pracy. W miejscowości były trzy getta liczące 15.000 Żydów, z czego 12 000 było mieszkańcami .Ogólna populacji liczyła 32.000 dusz. Stosunki między Żydami i nie-Żydami zawsze były złe. W okresie przed gettem strzało krzyżowcy i żandarmi przychodzili nocą do domów, bili Żydów. To samo było w piątkową noc w świątyni. Byli szczególnie nastawieni przeciw bogatym, człowiek nie odważył się przymknąć oka w nocy.
Relacja Karoly Katz: Było nas w domu ośmiu. Mój ojciec był krawcem. Przed wyjazdem, 12-05-44 byliśmy mój ojciec i ja poddani przesłuchaniu. Musieliśmy rozebrać się do naga i bito nas. Pytali, gdzie zostawiliśmy pieniądze, ponieważ oddaliśmy tylko niewielkie kwoty. Nie było tam nikogo, kto nie dostał bicia. Przy drzwiach sali stał jeden , który nas jeszcze dodatkowo kopał. Kto stracił przytomność od bicia, tego cucili i bili dalej. Moje ciało było granatowe od bicia. Jak już powiedziałem, cierpieliśmy w domu dużo, dużo więcej niż w obozach. Przy których znaleźli pieniądze, tych bili bez litości. Do getta mogliśmy wwieźć załadowaną furmankę rzeczy, z getta do wagonów mogliśmy zabrać po 20 kilo bagażu na osobę i żywność. W drodze do stacji zostaliśmy w świątyni poddani rewizji osobistej, zostawili nam tylko walizkę pełną rzeczy. Kobiety były badane z użyciem rękawic gumowych w miejscach intymnych pod kątem ukrytych klejnotów i jak na zewnątrz. Widzieliśmy tutaj także trupy na podwórzu . Było nas w wagonie 80 osób i były trzy zgony po drodze. W innych wagonach , ginęły głównie małe dzieci. Mieliśmy niewiele wody, dostaliśmy ją po drodze tylko raz. Niektórzy z nas wysiedli w Koszycach po wodę, z tego powodu zostali zastrzeleni.
Wyżej wymieniony Samuel Stern kontynuuje: W Birkenau zgłosiliśmy się jako fachowcy, ja jako mechanik, mój towarzysz jako technik elektryk. To było nasze szczęście. Byliśmy w obozie cygańskim w 13-tym baraku. Poszliśmy w transporcie 2500 ludzi do Dora. Było tam 20 000 więźniów wszystkich narodów. Wykonywaliśmy prace ślusarskie i elektroinstalacyjne w zakładach Siemens. Zmiana odzieży do prania była co tydzień, dostawaliśmy czyste koszule , spodenki bieliźniane i ręczniki, z polskimi cywilami wymienialiśmy to na żywność, braliśmy ich używana odzież i dawaliśmy nowe sztuki. Pracowali tam tylko wykwalifikowani pracownicy. Do kładzenia kabli było oddzielne komando, to była bardzo ciężka praca. Pracowaliśmy po 11 godzin dziennie. Traktowanie nie było dobre. Mieliśmy dobrą izbę chorych, ale co trzy miesiące była selekcja muzułmanów i usuwali wyselekcjonowanych słabych, w sumie kilkuset. Dostawaliśmy dziennie po 35 dkg chleba, margarynę i kiełbasę, dwa razy zupę z mięsem, wieczorem dobrą i gęstą zupę tak gęstą, że nie mogliśmy jej podzielić. W piątek wieczorem dawali zupy dietetyczne, słodki grysik, raz nawet z suszonymi gruszkami, lub makaron na słodko, w niedzielę był "gulasz". Dotąd było dobrze. W pewnym nalocie bombowym zginęło 600 więźniów i 30 brytyjskich jeńców wojennych. Od Anglików dostawaliśmy dużo, oni dostawali paczki z domu. Żyliśmy jak panowie, zabiegaliśmy o polską dziewczynę, i pracowaliśmy , że tak powiem, z nudów. Kiedy Rosjanie zbliżyli się, my zostaliśmy ewakuowani. Szliśmy pieszo 80 km , potem weszliśmy do otwartych wagonów, po 150 osób , gdzie byłoby najwyżej miejsce dla 30 osób. Tak podróżowaliśmy 14 dni. 20.000 więźniów ulokowano w 60 pociągów z czego w sumie pozostało przy życiu 3000 osób . Kiedy wyszliśmy byliśmy szkieletami. Siedzieliśmy na zmarłych i żyjący pchali się jeden na drugiego w wagonach. Zmarli musieli być wyrzuceni, to było w naszym stanie siły roboczej jedyna robota. Już próbowali usunąć także mnie, ale obiecałem iść do "pracy" , co oznaczało do wrzucania zwłok. Skutkiem tego zostawili mnie w wagonie. Tak więc jechaliśmy w deszczu, śniegu i burzy. Byliśmy bez płaszczy i bez koszuli. Zabieraliśmy ubrania martwym i sami je ubieraliśmy. jeździliśmy tam i z powrotem, dystans pokonany w ciągu dwóch tygodni mogliśmy zrobić w trzy dni. Moich przyjaciele uważali, że już nie ma sensu starać się przetrwać dalej i wyskakiwali z wagonów w samobójczych zamiarach. Zostali zastrzeleni. Na własne oczy widziałem wiele podobnych przypadków zastrzelenia, gdy który wytknął głowę z wagonu, prosząc ludność cywilną o wodę. Za pomocą puszki po konserwach przymocowanej do sznura, którą obniżaliśmy, łapaliśmy śnieg. Puszka przy tym zanieczyszczała się smarem osiowym od szyn i smarownic, ludzie usiłowali dostać wody a SS strzelali. Niszczyli nam sznurek. To było nie do opisania. Esesmani siedzieli w kabinach hamulcowego wagonu. Pomiędzy tymi, którzy wyskoczyli z wagonu byli też główny sekretarz z Omzsa w Máramarossziget, Rosenkranz Sándor i pewien Kandel. W końcu dotarliśmy do Nordhausen . To był obóz zagłady. 3-4 tygodnie byliśmy zupełnie bez chleba, dostawaliśmy tylko po pół litra zupy, ludzie jedli ziemię, trawę, kwiaty, żaby i obierki ziemniaka. Ludzie spali w ubraniach na betonowej podłodze. 1000 chorych na tyfus w obozie, zostali tam przywiezieni tylko chorzy. Było tam komando „ miejskie gospodarcze”, transportowaliśmy tam lorami w tunelu. Długoletni przestępcy , którzy zostali ustanowieni naszymi przełożonymi, mogli zrobić z nami, co chcieli. Mogli bić kijem niezdolnych do pracy i tak robili. Każdego dnia było 300-400 zgonów z powodu pobicia na śmierć, gruźlicy, głodu i wyczerpania w obozie liczącym około 20 000 więźniów. 4 dni przed wkroczeniem Amerykanów był wielki nalot bombowy, większość ludzi, którzy nie pracowali w komandach straciła życie. Celem nalotu były koszary SS. 90% więźniów zginęło. Ocaleni wybiegli z obozu. Kiedy zostaliśmy zbombardowani ponownie, ukryłem się w bunkrze. Po bombardowaniu zostali uzbrojeni kapo i Hitlerjugend . Zwabili nas z powrotem do obozu i obiecali doprowadzić nas transportem do lepszego obozu. Kiedy tam weszliśmy, ustawili nas pod ściana twarzami do morderców i dali ognia. Ja zostałem trafiony tylko w łokieć i upadłem ranny. Pozostałem leżąc wśród zabitych jako martwy, potem posmarowałem się krwią dla niepoznaki i leżałem pod ciałami innych zabitych , tak spędziłem trzy dni.
Karoly Katz: Kiedy stawiali nas pod ścianą, byłem na końcu długiej kolejki, uciekłem za barak i ukryłem się wśród drzew, obóz rozciągał się pod zalesionym wzgórzem. I wszyscy co przeszliśmy , to było zupełnie bez jednego kawałka pożywienia. Pozostałych kapo pochodzących z rdzennych Niemiec –to byli ciężcy przestępcy, którzy już od 14 lat byli we więzieniu- i postępowali z nami tak haniebnie – pobiliśmy ich razem na śmierć. Polacy odcięli im jeszcze za życia uszy i stopy nożami. W ciągu kilku minut, taki kapo był zabijany. Wśród zamordowanych w odwecie byli też SS-mani, w sumie było to 10-15 ludzi. Leżałem przez 4 tygodnie w szpitalu w Nordhausen na tyfus, chorobę wywołaną przez niedobór witamin / wysypkę / i biegunkę. Następnie zorganizowaliśmy w pięciu auto i pojechaliśmy do Ens przy granicy z Austrią. Tam sprzedaliśmy 8-cylindrowy samochód Forda za 20 puszek konserw. Koło Linzu szliśmy w 800-900 ludzi pieszo 32 km do Mauthausen, potem jechaliśmy tydzień koleją tutaj, także po drodze zupełnie bez jedzenia.
Samuel Stern: Słyszałem, że moi dwaj bracia są w domu.
Karoly Katz: Znalazłem na jednej liście imiona moich sióstr. Najpierw chcemy rozejrzeć się jak wygląda sytuacja w domu.
1280,M, młynarz ur. 1897, lat 48, Auschwitz ( 3 dni), Buchenwald (6 dni), Dora ( 2 m-ce), Harzung ( 26-07-44 do 20-01-45), Nordhausen ( 20-01-45 do 5-02-45), Bergen –Belsen (02-45 do 15-04-45)
Już w Munkaczu również traktowała nas bardzo źle węgierska policja i gestapo. Bili nas. Ja wyruszyłem do getta z żoną i czwórką moich dzieci. W wagonie było 85 osób, wyruszyliśmy w drogę z niewielkim bagażem. Po drodze dostaliśmy wodę dwukrotnie, najpierw w Koszycach, gdzie Niemcy nas przejęli, gdzie dostaliśmy też chleb. Po czterech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Tutaj, oddzielono mnie od rodziny, ale wiem, że wszystkich skierowano do pracy. Po przybyciu do obozu natychmiast zabrali nas do łaźni, zdjęliśmy ubrania, wykąpaliśmy się, obcięli nam włosy, dostaliśmy pasiaki i na trzeci dzień załadowali nas na wagony i wywieźli do Buchenwaldu, po drodze dostaliśmy chleb, kiełbasę i masło. Po przyjeździe do Buchenwaldu ponownie poszliśmy do łaźni, dostaliśmy nową odzież , również w paski i. Tam spędziliśmy osiem dni. Stamtąd poszliśmy potem do Dora. Tutaj już w pierwszych 10 dniach traktowali nas tak źle, że nie da się tego opisać. Po prostu dziennie było 4 – 6 zabitych, ale tylko Żydów. Kiedy my tam przybyliśmy w obozie było ok. 15.000 osób a nas nowoprzybyłych było 900 osób. Tych , którzy pozostali po różnych cierpieniach , przydzielono do jednego chrześcijańskiego więźnia i wtedy już sytuacja była lepsza. Ja przez cały mój pobyt tam pracowałem w jednym tunelu. Tu w Dora jedzenie było zadowalające, obóz był także czysty. Pod koniec lipca przenieśli nas z Dorá do leżącego o 10 km dalej Harzungen. W Harzungen był nowy obóz ale pracodawca pozostał ten sam. Ja dalej pracowałem w tamtejszych tunelach. W Harzungen na trzeci dzień mojego pobytu raniłem się elektryczną wiertnicą, więc dostałem się do szpitala. Tu spędziłem 4 miesiące , to był wystarczający pobyt. W pewnym momencie byłem już bardzo słaby, ale bardzo dbałem o siebie i dlatego tak długo żyłem. Kiedy wróciłem do zdrowia, poszedłem z powrotem do mojej poprzedniej pracy. Z Harzungen potem wybrano 460 słabszych kolegów i poszliśmy pieszo do Nordhausen, a stamtąd następnie do Nergen-belsen. W Nordhausen nie dostaliśmy jedzenia, tutaj już rozpoczął się dla nas prawdziwy horror i już czekał na nas zwiastun śmierci. Ten obóz był jak Belsen. Dostawaliśmy jeść tylko raz dziennie po 0.5 litra zupy i przez czas 10-dniowego tam pobytu chleb był tylko dwa razy. Stąd wywieźli nas pociągiem dalej do Bergen-Belsen. Tutaj następnie czekały nas naprawdę rzeczy okropne. Szalała epidemia i zabierała wiele ofiar. Starałem się znaleźć pracę, bo wiedziałem, że ten, kto pracuje , dostaje trochę zupy z brukwi. I pomagałem nosić zmarłych tak długo dopóki mogłem, ale nie trwało długo i zapadłem na tyfus. Tylko leżałem na bloku. Jedynym rodzajem opieki było tam bicie kijami, ale nie chcieliśmy iść do szpitala, bo stamtąd już nikt nie wracał. W chwili wyzwolenia byłem już bardzo chory. Wtedy mieliśmy już normalne opiekę, jedzenie mieliśmy, było go dość, ale teraz nie mogłem się oprzeć, żeby po długiej rozłące udało się znowu połączyć. Teraz już tylko miałem jedno pragnienie, aby jak najszybciej dostać się do domu i spotkać się z dwójką moich dzieci.
1295,M, ziemianin ur 1914,lat 31, Birkenau ( 20 do 23-04-44), Buchenwald ( 25-04-44 do 3-05-44), Dora ( 4-05-44 do 4-08-44), Ellrich ( 7-08-44 do 2-04-45), Bergen – Belsen ( 9 do 15-04-45)
W połowie kwietnia ubiegłego ( 44 ) roku wyruszyliśmy do getta z 50 kg bagażem wśród pobicia przez żandarmów. Kosztowności i pieniądze zostały nam zabrane już w mieszkaniach. W gminie mieszkało 800 żydowskich rodzin, którzy zazwyczaj byli dobrze sytuowanymi handlowcami lub rzemieślnikami. W getcie policja razem z SS bili nas, bo podejrzewali , że ukryliśmy rzeczy wartościowe. Ulokowali nas w cegielni, Rada Żydowska troszczyła się o zaopatrzenie. W getcie byliśmy trzy tygodnie, a następnie wśród pobić żandarmerii załadowano nas na wagony. Wcześniej odebrano nam cały bagaż, tak, że mieliśmy tylko to, co na sobie. Jechaliśmy w zamkniętych bydlęcych wagonach, ściśnięci po 80 ludzi, myśleliśmy, że się udusimy. W Koszycach przejął nas oddział SS. Jechaliśmy 3 dni i noce aż przybyliśmy do Auschwitz. Pracować nie musieliśmy, przez 3 dni dali nam tylko trochę zupy i chleba. Stąd dalej wywieźli nas wagonami do Buchenwaldu, gdzie dotarliśmy w nocy. Tu nie było dla nas pracy i po 8 dniach ciężarówkami przybyliśmy do Dora. Poszliśmy do pracy do tunelu, bardzo ciężka praca, SS ciągle nas gonili do pracy i bili, bardzo wiele osób zmarło w wyniku pobicia, potem ludzie zupełnie osłabli, dziennie ginęło 20-30 osób . Gdy ktoś po drodze próbował odpocząć, dostawał po 25 uderzeń. O 4 rano była pobudka a o 6-tej wychodziliśmy do pracy, podczas apelu, który trwał 2 godziny, bardzo wielu osłabionych ludzi tam padało. Kiedy przybyliśmy do Dora, było nas 920-tu, po 3 miesiącach tylko 200 osób przeżyło . Po trzech miesiącach poszliśmy pieszo do Ellrich. W tym obozie wykonywaliśmy prace stolarskie i tutaj wiele głodowaliśmy. W miejscu pracy nie mogliśmy narzekać na traktowanie, ale w obozie blokowy był bardzo źle nas traktował. W niedziele, kiedy moglibyśmy odpocząć, zabierał nas do pracy w najostrzejszy ziąb, nawet do noszenia ciężkich kamieni. W wyniku głodu dziennie ginęło 100-150 osób. Wodę osiągaliśmy tylko z wielkim trudem, wszyscy byliśmy brudni i zawszeni. Czterej koledzy zostali powieszeni na naszych oczach, podejrzewali ich o sabotaż. W ostatnich czterech tygodniach dawali już tylko kilogram chleba na tydzień, tak, że setki ludzi ginęły śmiercią głodową. Po 8-miu miesiącach pojechaliśmy koleją do Bergen-Belsen- jechaliśmy 7 dni wśród nieopisanego cierpienia, bo byliśmy tak stłoczeni po 120 osób w wagonie, że nie mogliśmy oddychać. Bardzo wiele osób zginęło już w wagonie ze względu na głód, bo przez całą drogę dostaliśmy tylko raz chleb. Po przyjeździe do Bergen-Belsen nie było pracy, do jedzenia dostaliśmy ledwie coś, tak że tutaj też ludzie ginęli setkami codziennie . To było szczęście, że wkrótce przybyli ratownicy, godne pochwał wojska brytyjskie, którzy nas zaopatrzyli w najlepszą żywność , odpoczęliśmy przez kolejne 2 tygodnie w Zellé. Kiedy się wzmocniliśmy, następnie rozpoczęli podróż do domu i z czeskim transportem przybyliśmy tutaj. Gdyby tylko była możliwość, chciałbym wyjechać do Palestyny.
1297,2M, wyrobnik ur 1914, lat 41,kołodziej ur. 1907, lat 38, Auschwitz ( 19do22-05-44), Buchenwald (23do26-05-44), Dora ( 27-05-44 do 1-06-44), Ellrich ( 2-06-44 do 2-04-45), Bergen –Belsen ( 8 do 17-04-45)
W dniu 15 kwietnia ubiegłego roku ( 44 ) wywieźli nas żandarmi razem z naszymi rodzinami,
wcześniej odebrali nam wszystkie rzeczy wartościowe, załadowali nas na wagony, a następnego dnia przybyliśmy do cegielni w Ungvar ( Użgorod ) , tam zostało stworzone getto. Tu byliśmy tylko 5 dni, następnie zostaliśmy aresztowani, w niektórych przypadkach było to z przyczyn politycznych , ja do dzisiaj nie wiem, na czym polegał mój grzech. Zamknęli nas w cegielni w Ungvar ( Użgorod ) w karnym baraku nr 7. Nie było wolno wychodzić. Dostawałem 15 dkg chleba dziennie i trochę zupy. Byłem w zamknięciu przez około miesiąc, potem załadowano mnie z rodziną na wagon. W zamkniętych bydlęcych wagonach jechało razem stłoczonych 80-90 osób ani siedzieć, ani stać nie było można. Wody również nie można było dostać. Jechaliśmy trzy dni i noce wśród nie do opisanego cierpienia, aż dotarliśmy do Auschwitz. Tu byliśmy tylko trzy dni, a potem poszliśmy dalej z transportem do Buchenwaldu. Jechaliśmy po 60-ciu w wagonie, ale środek wagonu musieliśmy opróżnić dla SS, przez co byliśmy bardzo stłoczeni. W Buchenwaldzie również byliśmy tylko 3 dni i poszliśmy ciężarówkami do Dora, to było ok. 80 km. Kiedy tam dotarliśmy, poprzydzielano nas do bloków, 400 osób było razem w bloku, przyzwoitego miejsca dla wszystkich nie było, ale SS bili i ludzie weszli . Praca polegała na tym, że musieliśmy nosić deski do obozu , półtora kilometra pod górę. Niemieccy kapo zawsze stali obok nas w tej pracy i nie byliśmy pracować tak szybko, żeby nas nie bili. Dziennie chodziliśmy do pracy 30 km i po drodze stale nas bili. Dziennie ginęło co najmniej 50 osób, którzy nie wytrzymali ciężkiej pracy i bardzo wielu zostało zniszczonych w wyniku pobicia. Raca trwała od pobudki wcześnie rano do późnych godzin nocnych, rano nie dostawaliśmy nic do jedzenia, w południe trochę zupy i wieczorem 40 dkg chleba. Dostęp do wady nie był w ogóle możliwy, tak, ze cierpieliśmy nie tylko z głodu, ale i z pragnienia przeżywaliśmy piekielne Meki. W tym obozie cierpieliśmy przez 5 dni a następnie pojechaliśmy ciężarówkami dalej i przybyliśmy do Ellrich , gdzie pracowaliśmy po 12 godzin dziennie i budowaliśmy nowy obóz. Na początku dostaliśmy bardzo dużo bicia, ale potem sytuacja uległa poprawie. Wielu ludzi ginęło dziennie z powodu krańcowego wyczerpania i biegunki, dziennie było ok. 100 zgonów . Krematorium nie nadążało z paleniem zwłok, dlatego zmarłych palono na stosach, polewając smołą. Całą zimę pracowaliśmy w cienkich ubraniach, dostaliśmy do tego jedną cienka pasiastą kurtkę, cierpieliśmy z zimna niewyobrażalnie. Wody nie było, wszyscy byliśmy pełni wszy. Kiedy zbliżyły się oddziały amerykańskie, poszliśmy stad dalej, wagonami. Jechaliśmy 6 dni stłoczeni po 120 osób w wagonie a środek wagonu był opróżniony dla SS. Oczywiście nie byliśmy w stanie znaleźć pracy i był taki wielki hałas, że w konsekwencji, żołnierze nie mogli spać i zastrzelili 2 naszych kolegów w wagonie. Po sześciu dniach strasznego cierpienia przybyliśmy do Bergen-Belsen, gdzie nie dali prawie nic do jedzenia, i byłem już tak osłabiony, że nie mogłem ustać na nogach. Tu cierpieliśmy przez 9 dni, następnie przybyli nasi ratownicy, godne pochwały wojska amerykańskie. Przy ich pomocy dotarliśmy tutaj z czeskim transportem. Mam krewnych w Ameryce , bardzo chcę się wydostać stąd jak najszybciej .
1299,M, zegarmistrz, ur 1907, lat 38, Schlossenburg ( 15 do 30-11-44), Dora ( 5-12-44 do 2-04-45), Bergen – Belsen ( 7 do 15-04-45)
Powołano mnie 27-04-43 do pracy przymusowej do Koszyc Służbowymi łodziami popłynęliśmy do Serbii, gdzie pracowałem w kopalni miedzi w Bor. Dzienny czas pracy był 12 godzin, w pracy nadzorowali nas majstrowie Organizacji Todta, którzy traktowali nas sprawiedliwie. Początkowo nie byliśmy otoczeni ogrodzeniem z drutu , ale później otoczyli obóz gęstym ogrodzeniem z drutu na wniosek ppłk. Muranyi. Tu pracowaliśmy ok. pół roku, było nas 3 000 ludzi. Gdy zbliżyły się tutaj wojska rosyjskie, wyruszyliśmy stąd pieszo w kierunku Węgier. Kiedy dotarliśmy do wsi Cservenka, węgierska straż graniczna przekazała nas SS. Pewnej nocy nagle obudzili nas żołnierze SS i wepchnęli nas wszystkich do pieca cegielni, gdzie pozbawili nas wszystkich przedmiotów wartościowych, węgierscy członkowie stwierdzili, żeby dać im wszystko, żeby nas też nie zniszczyli. Następnie wzięli wiele osób za cegielnię i tam ich zastrzelili .Wkrótce potem wyruszyliśmy pieszo dalej, do jedzenia nie dostaliśmy w ogóle nic. Podczas marszu zdarzyło się, że SS odłączyła połowę grupy, zabrali tych ludzi do lasu i tam ich zastrzelili. Doły też my musieliśmy wykopać. W Baja wprowadzili nas na cmentarz żydowski, żeby nas zniszczyć, na szczęście, węgierski pułkownik (niestety nazwiska nie znam) uratował nas i spowodował, ze w końcu dostaliśmy mały ciepły posiłek i chleb. Kilka dni pojechaliśmy dalej pociągiem do Szentkirályazabadjá. Tu już czekał na nas pułkownik Muranyi, na którego rozkaz poszliśmy dalej do granicy austriackiej, tu już byliśmy tylko pod nadzorem SS. Na drogę dostaliśmy jeden raz ciepłą zupę i chleb. Byliśmy strasznie brudni, wszyscy byliśmy pełni wszy. Jechaliśmy pięć dni aż dotarliśmy do Schlossenburga , gdzie nas zdezynfekowali. Pracy tam nie było, ale SS w bardzo nieludzki sposób nas traktowali bez żadnego powodu z naszej strony. Z 3000 ludzi tu już tylko było 1800 osób, ponad połowę zmarła. Po dwóch tygodniach załadowali nas na wagony i wywieźli nas 400 osób do Dora. Po drodze odmroziłem sobie palce , bo nie mieliśmy ani butów, ani kurtek. Kiedy mój palec już sczerniał, dostałem się na rewier, gdzie było wielu chorych z czyrakami i biegunką . Ja byłem w bloku w pobliżu krematorium i na własne oczy widziałem, że co drugi dzień przynosili tam około 200 do 250 ciał zmarłych z sąsiedniego obozu. Widziałem też , że wszyscy zmarli mieli niebieski brzuch, według lekarzy, oznaczało to, że ich otruto. Byłem nadal na rewierze, kiedy pozostałych z grupy 400 osób zabrali do Nordhausen. Jak dowiedziałem się później, wszyscy tam pomarli, większość z głodu i krańcowego wyczerpania. Z Dora poszliśmy transportem do Bergen-Belsen. Tu pracy nie było, 8 dni głodowaliśmy i marzliśmy aż tu dotarli nasi wyzwoliciele, godne pochwały wojska angielskie . Zawieźli nas do Zelle, gdzie otrzymywaliśmy najlepsze wyżywienie i odpoczywaliśmy przez 2 tygodnie, następnie z czeskim transportem wyruszyliśmy do domu. W przyszłości po prostu chcemy wyjechać do Palestyny.
1352, M, technik dentystyczny ur. 1921, lat 24, Auschwitz ( 27 do 29-05-45), Buna (29-05-44 do 18-01-45), Dora (18do23-01-45), Ellrich (23-01-do 6-04-45), Bergen – Belsen (12 do 15-04-45)
……Z załadowanych do wagonu 140 osób tylko 60 osób przyjechało i tak było we wszystkich wagonach. Wiele osób wyskoczyło z wagonu, w celach samobójstwa, jechaliśmy otwartymi wagonami. W końcu przybyliśmy do Dora, odpoczywaliśmy tam przez pięć dni, a następnie poszliśmy z transportem pieszo do Ellrich, który leżał w odległości 8-10 km. Obóz w Ellrich był strasznie brudny, nie było wody w ogóle, miesiącami nie mogliśmy się rozebrać, nie było koców, nie mogliśmy nawet zdjąć butów, twarzy nie mogliśmy umyć miesiącami. Zawszeni byliśmy całkowicie. O świcie po pobudce musieliśmy stać na apelu od 3-ciej do 5-tej rano, do pracy wyruszaliśmy w 650-ciu, nawet nie dotarliśmy jeszcze na miejsce pracy, kiedy nawet tam na placu apelowym tak wielu ludzi zmarło z krańcowego wyczerpania. Otrzymałem tu przydział jako pisarz komanda, bo nie było tu chrześcijańskiego więźnia, który byłby w stanie pisać w języku niemieckim. Praca trwała po 12 godzin dziennie, nawet po pracy musiałem oglądać wieszanie i jeśli jakaś maszyna w miejscu racy została zatrzymana, od razu było to klasyfikowane jako sabotaż i karane przez powieszenie. Dziennie ginęło około 10-ciu osób a my musieliśmy iść gęsiego i patrzeć na całość . Jedzenie było bardzo złe, bardzo często dostawaliśmy tylko zupę, wiele osób zmarło z powodu tego pożywienia. Na początku kwietnia załadowali nas na wagony i 12-04-45 pojechaliśmy do Bergenbelsen. Przy wyjeździe w wagonie było 100 osób, po drodze zmarło 20%, jedzenia było tak bardzo mało , że ludzie padali jeden po drugim. Przybyliśmy tu 12-go a 15-tego wyzwolili nas Anglicy ale potem byłem tu jeszcze przez trzy tygodnie, bo wybuchła epidemia tyfusu a następnie przeniesiono nas do Cellé, skąd czeskim transportem, przez Pragę i Bratysławę przybyłem do Budapesztu.
1375,M, pomocnik sprzedawcy,ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 20 do 23-04-44), Buchenwald ( 26-04-44 do 10-05-44), Dóra ( 12-05-44 do 30-06-44), Elrich ( 2-07-44 do 2-02-45), Harzung ( 4do18-02-45), Nordhausen (21do24-02-45), Strassford ( 26do28-02-45), Rigendorf (7-03-45 do 12-04-45).
Na początku kwietnia ubiegłego roku pojawiła się w naszym domu żandarmeria , wydali polecenie, żeby się spakować razem w 15 minut, bo przenoszą nas do getta. Mogliśmy zabrać ze sobą bagaż i jedzenie. Wcześniej skupili nas w pewnej szkole, gdzie byliśmy trzy dni a w drodze żandarmi stale nas napastowali. W 3 dni później załadowali nas na wagony i wywieźli do cegielni w Munkaczu. Tutaj leżeliśmy na ziemi cały tydzień, nie było prycz. Było nas 500 osób pod jednym dachem, nie mogliśmy się przemieszczać ze względu na ograniczoną przestrzeń. Kiedy nas wywozili ze wsi, ludność w większej części nam współczuła , niż cieszyła się z tego smutnego widoku. Rzeczywiście, sędziów wsi również deportowali, ponieważ w tym czasie nie chcieli trzymać Żydów na wolności. Każdy musiał w getcie pracować. Musieliśmy nosić po 8 cegieł na raz, podwójnym tempem, musieliśmy przy tym śpiewać pieśni żydowskie, a ciągle byliśmy bici. Pamiętam, że był żołnierz SS nazwiskiem Attavit - był z Várpalánká koło Munkacza, który nas bił do krwi. Ze względu na ciężką prace wszyscy zachorowali i dostaliśmy się do szpitala w Munkaczu, gdzie się nami opiekowali przez dwa tygodnie. Byli też tacy pacjenci, którzy mieli rozbitą głowę i głębokie rany na niej. Było nas około 1200 osób, które dostały się do szpitala ze względu na pobicie. Pierwszy posiłek składał się z 5 dkg. chleba i niewielkiej ilości zupy, w następnych dniach racja chleba została zwiększona do 25 dkg. Wielu osobom udało się uciec z getta, wielu w nim zmarło, zwłaszcza starszych ludzi którzy nie mogli funkcjonować na wyżywieniu otrzymywanym w getcie . W getcie, spędziliśmy 4 tygodnie a następnie załadowali nas na wagony. Do zamkniętego bydlęcego wagonu zatłoczono 100 do 110 osób, można było tylko trochę usiąść i stać, tak byliśmy stłoczeni. Do Kassá nie dostaliśmy ani kropli wody, WC nie było wcale, więc w naszym wagonie zmarło 4 ludzi w tych okolicznościach. Martwe ciała pozostały wewnątrz wagonu aż do momentu przybycia na miejsce , tj przez pełne 3 doby. Jechaliśmy trzy dni i 3 noce wśród nieopisanych cierpień, aż przybyliśmy do Auschwitz. Tutaj lekarz obozowy dr. Mengerle przeprowadził selekcję, część poszła do łaźni, obcinania włosów, następnie przydzielono nas do bloków, w których 500 osób było pod jednym dachem, nie byliśmy w stanie się poruszać. W pierwszy dzień nie otrzymaliśmy zupełnie nic do jedzenia. W Auschwitz nie było pracy, cały dzień staliśmy częściowo na apelu i w kolejce podczas rozdzielania jedzenia. Spędziłem w Auschwitz 3 dni , a następnie załadowano nas na wagony i dostałem się do Buchenwaldu. Jechaliśmy 3 dni, w wagonie umieszczeni byliśmy dość przyzwoicie. Tu nie pracowaliśmy, od pobudki do późnego wieczora staliśmy na apelu albo w kolejce do wydawania jedzenia. 2 tygodnie później zabrali nas dalej do Dora. W tym obozie byliśmy pierwszym żydowskim transportem, było tu pełno więźniów polskich aryjskich i czeskich. Żołnierze SS przyjęli nas jako "verfluchte Juden- przeklętych Żydów". Praca polegał na budowie tunelu. SS i niemieccy kapo nas nadzorowali i nieustannie nas bili, co 10 kroków stali żołnierze SS z dużymi psami szkolnymi do walki i szczuli je na nas tak, ze wielu przy tym zostało pogryzionych. Pracowaliśmy dziennie po 12 godzin, ale na jedzenie tutaj nie narzekaliśmy. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, ca. 500 osób w jednym baraku, spaliśmy na podłodze na siennikach bez koców. Myć i prać absolutnie nie było możliwości, wszyscy byliśmy zawszeni i swędziało nas. Chorych wywożono na rewier, ale żywi stamtąd nie wracali. Byłem w tym obozie przez siedem tygodni, potem załadowano nas na wagony i wywieziono do Elrich. Umieszczono nas w takich barakach, w których przywitała nas ciemność, gdyż nie było okien, leżeliśmy na ziemi przez kilka miesięcy. Praca również polegała na budowie tunelu, cza pracy był 12 godzin dziennie, bardzo dużo bili nas żołnierze SS, bez żadnego do tego powodu. Z obozu do miejsca pracy, musieliśmy codziennie chodzić pieszo ok. 13 km i po drodze nie było wolno powiedzieć ani słowa, bo zastrzelili takich, którzy to zrobili. Tak został zastrzelony jeden z moich kolegów z Beregszasz, ponieważ kiedyś ośmielił się rozmawiać w czasie marszu. Zwłoki bywały zabierane i palone w krematorium w Dora. Pracowaliśmy do godziny 17 po południu, ale gdy dojechał pociąg, to jest od stycznia , gdy do pracy jeździliśmy pociągiem, było jeszcze po północy, bo czasami staliśmy strugach deszczu i czekaliśmy aż przyjechał pociąg, tak, ze kiedy przybyliśmy do obozu, miałem tam tylko jedną godzinę, bo o 3 rano już musieliśmy wstać i iść na plac apelowy i trwało to dwie godziny. W takich strasznych okolicznościach, nie było absolutnie czasu na sen, ciągle byliśmy zmęczeni i wyczerpani. Każdego dnia dostawaliśmy ćwiartkę chleba i trochę zupy, ta druga składała się z czystej wody. Ja byłem w komandzie, składającym się z 30 mężczyzn, po czterech miesiącach pozostało nas tylko czterech. Reszta wszyscy umarli z powodu krańcowego wyczerpania i z głodu. Mycie i pranie nie było możliwe, byliśmy przez cztery miesiące w tej samej bieliźnie, oczywiście, wszyscy cierpieli z powodu wszy i swędzenia. 7 miesięcy cierpieliśmy w tym w obozie, gdy zabrali nas do Harzung, gdzie pracowaliśmy również w tunelu, ale nie w głębi góry, ale pracowaliśmy na zewnątrz. Dzienny czas pracy było 8 godzin, ale tu już mieliśmy dobre traktowanie. 2 tygodnie później zabrali nas pieszo do Nordhausen. Maszerowaliśmy przez trzy dni, na drogę wydali chleb i margarynę. Przybyliśmy do Strassford , nie musieliśmy pracować, dwa dni później poszliśmy stamtąd dalej pieszo. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas zabierają. Raz dziennie wydzielali po kilka kawałków ziemniaka, albo kawałek chleba. Przeżywaliśmy piekielne męki z głodu, strasznie wielu ludzi pozostało w drodze, bo nie byli w stanie dalej iść. Zostali zastrzeleni przez SS bez litości. Jeśli ktoś wyszedł z szyku aby złagodzić głód kawałkiem rzepy z pola, również został zastrzelony przez SS. Po ośmiu dniach takiego cierpienia , odpoczęliśmy w pewnej wiosce, spędziliśmy tam noc. Następnego ranka, zauważyliśmy, że żołnierze SS pozostawili nas samym sobie. Wieczorem tego samego dnia nadeszli nasi wyzwoliciele, godne pochwały wojska amerykańskie, które nas wyzwoliły. Zabrali nas do Rigendorf / koło Magdeburga /, gdzie zostaliśmy wyposażeni w najlepsze jedzenie i odpoczęliśmy przez kilka tygodni. Potem z czeskim transportem wyruszyliśmy w podróż do domu. W przyszłości bardzo chciałbym wyjechać jak najszybciej do Palestyny .
1596, M,producent drewna, ur 1905, lat 40, Auschwitz ( 23 do 25-05-44 ), Bunzlau ( 27-05-44 do 20-01-45 ), Dora (20 do 27-03-45 ), Ellrich ( 28-03-45 do 4-04-45 ), Bergen-Belsen ( 8 do 15-04-45 )
W moim stałym miejscu zamieszkaniaTecso w Karpathenlandzie, miasta ze 12.000 mieszkańców było około 500 rodzin żydowskich, które żyły głównie z handlu co zapewniło im odpowiednie warunki materialne. Trwało to jednak tylko tak długo, dopóki Karpathenland należał do Czechosłowacji, bo wraz z wejściem Węgrów, sytuacja Żydów w Karpathenlandzie uległa szybko pogorszeniu. Przez wycofanie ich z handlu i wprowadzeniu prawa o zezwoleniach na prowadzenie działalności handlowej Żydzi zostali pozbawieni możliwości zarobkowania tak, że teraz mogli tylko wegetować i materialne podstawy ich egzystencji pozostawiono przypadkowi…….. Przede wszystkim odeszliśmy z Bunzlau, ale nie zostaliśmy skierowani do żadnego innego obozu. Oznacza to, że prawdopodobnie nie mieli żadnego planu alternatywnego, albo dlatego, że Rosjanie zbliżyli się bardzo szybko i ewakuowali wszystkie obozy i wszystkie miejsca zostały zupełnie zapełnione. Więc błąkaliśmy się po mroźnej zimie, na którą nie byliśmy odpowiednio zabezpieczeni, z jednego miejsca do drugiego, marzliśmy, głodowaliśmy i niemal załamywaliśmy się z wycieńczenia. Ta przypadkowa wędrówka trwała pełne dwa miesiące , aż w końcu przyszliśmy do celu i zatrzymała się jeszcze. Przyjęli nas ostatecznie w obozie Dora. Jednak nie było zbyt tam wiele miejsca, ale nie musieliśmy pracować, i mogliśmy tam rzeczywiście odpocząć, chociaż jedynie tydzień, bo wtedy zaprowadzono nas do pracy, i to do Elrich. W Elrich, gdzie mieliśmy wykonywać roboty drogowe, celem tej pracy nie było nic innego niż systematyczne wyniszczenie Żydów . Tak więc z transportu Żydów z Birkenau, liczącego 1200 silnych więźniów, w sumie pozostało około 100 żywych osób . W większością byli to chrześcijanie, bo Żydzi, jak już mówiłem, były systematycznie niszczeni przez brutalne traktowanie i głód. Na szczęście, w krótkim okresie czasu i tu front się przybliżył, tak, że spędziłem w tym piekle tylko tydzień. W dniu 4 kwietnia zostaliśmy załadowani na wagony i skierowani do Hamburga. Byliśmy tam dwa dni, ale bez wysiadania z wagonów, a następnie pojechaliśmy do Bergen-Belsen , bez możliwości opuszczania pociągu nawet na chwilę . W tym czasie nie dostaliśmy nic do jedzenia , więc wielu z nas było zagłodzonych. Także od kul naszej eskorty wielu więźniów padła ofiarą, i nasz stan liczebny , kiedy przybyliśmy do Bergen-Belsen, zmniejszył się o około trzydziestu procent. W dniu 15 Kwietnia, więc także po tygodniu, zostaliśmy wyzwoleni przez Brytyjczyków. Ci powołali straż obozową spośród rosyjskich jeńców wojennych, którzy byli w obozie. Rosjanie pozostawili nas na miejsca, gdzie mogliśmy uzyskać żywność. Było to konieczne, ponieważ byliśmy żywieni przez Anglików tylko oszczędnie. Po sześciu tygodniach Brytyjczycy zaprowadzili nas do nas do Celle, gdzie również przebywałem sześć tygodni, a po tym czasie, dostałem możliwość wysyłki do domu
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:06, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1597,M, robotnik rolny ur. 1930,lat 15, Birkenau ( 18do21-05-44), Buchenwald ( 22do29-05-44), Dora ( 30-05-44 do Kon. 03-45)) , Bergen-Belsen ( kon. 03-45 do 15-04-45)
Zápszony, gdzie się urodziłem i stale mieszkałem z moją rodziną , to była wieś licząca około 1000 mieszkańców, z których - jak w większości wiosek w Karpathenlandzie - dziesięć procent stanowili Żydzi, którzy zajmowali się przede wszystkim rolnictwem. W dniu 19 kwietnia 1944, zgodnie z rozporządzeniem węgierskiego rządu, przeprowadzono Żydów ze wsi Zápszony do getta, i zabrano mnie z moją rodzina i innych Żydów do getta najbliższego miasta Beregszász. Tam skoncentrowano około 10.000 Żydów z miasta i okolicznych wsi i w połowie maja zaczęli deportacje Żydów do Birkenau, która została przeprowadzona w trzech transportach. Moja kolejka i mojej rodziny nadeszła 15-05-44. Do dyspozycji było tylko kilka wagonów, więc stłoczyli w wagonach po około stu osób, mężczyzn, kobiet i dzieci. Tak jechaliśmy trzy dni i trzy noce i przybyliśmy na wpół umarli do Birkenau. Najpierw było tak , że rozdzielili rodziny od siebie, więc nawet byłem oddzielony od rodziny, z której tylko mój dwudziestoletni brat został ze mną. Nasz pobyt w Birkenau trwał tylko trzy dni, potem dostaliśmy się do transportu, który odchodził do Buchenwaldu. Również w Buchenwaldzie pozostaliśmy tylko przez krótki czas, tydzień, podczas którego zestawiono nowe transporty. Z jednym z tych transportów poszliśmy mój brat i ja do Dora. W Dora pracowałem przy robotach drogowych. Dzienny czas pracy trwał tutaj 12 godzin, z półgodzinna przerwą na obiad. Na traktowanie w ogólności nie mogę się skarżyć, jedynie wyżywienie było nie tylko niewystarczające ale i złej jakości, tylko chleb dostarczano w wystarczającej ilości było go po 65 dkg na dzień. Mój brat miał nieszczęście wejść w pracy między bufory dwóch wagonów i został dosłownie zmiażdżony. Chociaż został on zabrany do szpitala, ale zmarł tydzień później z powodu odniesionych ran, mimo podjęcia odpowiedniego leczenia, o ile o takim można w ogóle mówić w odniesieniu do szpitala obozowego . Po trzech miesiącach przyszedłem do innego komanda roboczego, gdzie byłem zatrudniony w montażu wodociągów. Tu racje żywieniowe były trochę lepsze, to znaczy co najmniej jadalne, ale nie obfite. W przeciwieństwie do tego przydziały chleba zostały zmniejszone z 65 do 50 dkg. Do tego traktowanie było bardzo złe, zwłaszcza cierpieliśmy od brutalności nadzorujących nas strażników SS, którzy karali nas często bez jakiegokolwiek powodu. Ci ludzie z SS, którzy nie dawali nam odetchnąć tak, że dziennie były 3-4 ofiary z tego powodu, składali się wyłącznie z volksdeutschów z Węgier, Rumunii, Czechosłowacji i Polski. W końcu pracowałem też przy ogrodnictwie i budowie tunelu, gdzie musiałem pracować w nocy. Warunki były wszędzie, w zasadzie te same. Trwało to aż do końca marca, w tym czasie obóz został ewakuowany . Poszedłem do Bergen-Belsen, gdzie strażowanie nad nami zostało przejęte przez żołnierzy węgierskich. W Bergen-Belsen, było około 250 do 300 węgierskich żołnierzy, którzy byli w SS i byli uzbrojeni. Kiedy okazało się, że Anglicy zbliżają się do obozu, większość SS odeszła , a węgierscy żołnierze i komendant obozu pozostał na miejscu. W dniu 15 kwietnia 1945 r. Brytyjczycy wkroczyli do Bergen -Belsen, gdzie ja przebywałem tylko przez sześć tygodni. Potem przyjechałem do Celle, z którego mogłem wyruszyć z czeskim transportem w podróż do domu .
1750, M, pomocnik kupca ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 26-05-44 do 4-06-44), Buchenwald (8do16-06-44), Dora ( 21-06-44 do 22-0-44), Elrich ( 24-08-44 do 3-03-45)
Byłem w Użgorodzie pomocnikiem kupca przypraw. W 1941 roku, kiedy wkroczyli Węgrzy, odebrali nam możliwość działalności gospodarczej. Od tego czasu dostarczaliśmy mięso dla lokalnej społeczności żydowskiej. 10-05-44 razem z rodzicami i trzema siostrami zabrali mnie do getta w Użgorodzie, założonego na terenie tartaku. Getto zostało otoczone przez drewniane ogrodzenie, mieszkaliśmy w barakach i było zbyt mało miejsca, musieliśmy zbudować baraki dla siebie. Z zewnątrz getto było strzeżone przez żandarmów. Był jeden SS Ünterschaarführer, który mieszkał w getcie, i był bardzo zły dla Żydów. Dr Laszlo Mega , burmistrz Użgorodu ,był również bardzo szkodliwy, wydawał coraz bardziej i bardziej szczegółowe przepisy dotyczące Żydów. Mężczyzn wywożono do pracy na 8 godzin , w południe szliśmy na obiad do kuchni komunalnej , która została założona w mieście, a następnie do 18-tej wieczorem budowaliśmy baraki. Kobiety również szły do pracy, dostarczały do niemieckich magazynów rzeczy z żydowskich domów i żywność. Raz podczas pracy sprowadziłem papierosy do sprzedaży, bardzo mnie pobili. Getto było strzeżone przez żandarmów zewnątrz. Byliśmy tam 3600 osób przez 3 tygodnie.20-05-44 zamknęli getto i nie prowadzili nas już do pracy, było więcej strażników i wywoływali nas do bramy w porządku alfabetycznym, żandarmi nie chcieli zezwolić abyśmy zabierali bagaże, ale SS pozwolili. Zabrali nas 2 km dalej na dworzec kolejowy, przy każdej kolejce był jeden żandarm i jeden policjant. W pierwszym transporcie poszło 3600 ludzi. Mój 80-letni ojciec nie był w stanie przenieść ciężkiej paczki z innymi, więc go bardzo pobili. Na stacji kolejowej w Ungvar ( Użgorod) nas załadowali na wagony, po 90 osób w wagonie, wody do Kassa w ogóle dali, mogliśmy dostać wodę dopiero w Polsce. Jechaliśmy w zamkniętych wagonach i kiedy w Koszycach żandarmi przekazali nas SS, ci powiedzieli przez okno, żeby wybrać jednego człowieka jako starszego, a jeśli tylko jednej osoby będzie brakowało po podróży , to go zastrzelą. Po czterech dniach dręczeni pragnieniem i zepsutym powietrzem przybyliśmy wczesnym ranem do Auschwitz, Więźniów w pasiakach weszli do wagonów krzycząc "aussteigen- wysiadać". Nie mogłem się zorientować, kim są, a dopiero później dowiedziałem się, że byli to polscy więźniowie. Bagaże musieliśmy tam zostawić, powiedziano nam, że dojdą do nas w godzinach wieczornych. Powiedzieli także, ze kobiety mają stanąć po prawej stronie, mężczyźni koło wagonów a dzieci i starzy po lewej stronie. Potem przyszedł pewien lekarz SS, który nas oglądał i rozdzielał. Ja pozostałem razem z ojcem, zabrali nas do łaźni, rozebraliśmy się, ostrzygli nas , dostaliśmy pasiaki więzienne i poszliśmy do 22-go bloku. Cały dzień byliśmy w bloku, tam dostaliśmy jedzenie, które było złej jakości i było go mało. Pewnego dnia ustawiono nas w szyku, słowacki sztubowy bardzo nas pobił, dostaliśmy straż SS, którzy zabrali nas na stację, gdzie nas załadowali na wagony. Jechaliśmy po 50 osób w wagonie, jechaliśmy z otwartymi drzwiami. Dostaliśmy prowiant na 2 dni , jeden chleb na trzech, margarynę i salami. Przybyliśmy do Buchenwaldu na trzeci dzień. Wysiedliśmy, natychmiast zabrali nas do łaźni i zdezynfekowali, wprowadzili nas do 55-tego bloku, nadali numery, / 55605 /, a następnie zabrali nas do rejestracji i fotografowania. Tam pozostaliśmy 8 dni, stąd pojechaliśmy do Dora. W Dora jak tylko wysiedliśmy na dworcu kolejowym, SS powiedzieli” "Alle Juden antreten- wszyscy Żydzi wystąpić " Było nas 400 Żydów, zabrali nas do tunelu , pobili nas, myśleliśmy, że nigdy stąd nie wyjdziemy. SS byli ze Szwabii, którzy mówili po węgiersku i bijąc nas ciągle krzyczeli : "należy słuchać Głosu Ludowego i Kuriera Wieczornego" i gdy nas dobrze pobili, szczuli psy na nas. Następnego dnia poszliśmy do pracy, nosiliśmy belki, budowaliśmy baraki, bardzo ciężka praca, SS śmiali się z nas, że my tylko udajemy, podczas pracy stale szczuli na nas w psy, każdego dnia co najmniej 60 osób mdlało i wiele z nich zmarło. Raz zabrali nas około 10 osób, i w strasznym stanie przyprowadzili nas z powrotem, to było jak delirium, byliśmy pobici do krwi. Jednego z chłopaków, najbardziej pobitego zapytali po tym pobiciu, czy przyjmie funkcje kapo, ale pod warunkiem , że będzie bił powierzonych sobie ludzi, tak, jak jego pobili. Biedny, aby ratować swoją skórę, podjął się tego, ale napastował nas tylko przed SS, poza tym był dla nas dobry. Kiedy wracaliśmy późnym wieczorem z ciężkiej pracy, musieliśmy stać 1-2 godziny dziennie na apelu. Pewnego dnia wyszukali 200 osób, w tym mnie i zabrali nas do innego obozu, leżącego w pobliżu Buchenwaldu Harzungen, w godzinę dotarliśmy samochodem na miejsce. W tym 200-osobowym transporcie byłem też razem z moim ojcem. Codziennie ciężarówki zabierały nas do pracy do Elrich, gdzie budowaliśmy podziemne tunele i fabryki. Wieczorem znowu ciężarówki zabierały nas do obozu. O 4 rano była pobudka, dostawaliśmy gorącą czarną kawę, potem był apel, kiedy jeszcze było ciemno i kiedy trochę się rozjaśniało, o 5.30 zabierali nas do pracy. Wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę, do rozkazywania dodano nam starszych, niemieckich więźniów, którzy nas bili i popędzali przez 12 godzin dziennie, w czasie pracy. W południe o 12-tej był obiad, nie mieliśmy naczyń, robiliśmy papierowe torby i rzeźbiliśmy drewniane sztućce, i tak jedliśmy. Dostawaliśmy 0.7 do 0.8 litra dość gęstej zupy ryżowej lub z rzepy. O 19-tej wieczorem kończyliśmy pracę, potem był apel i często wieczorem, w niedzielę była praca, którą musieliśmy wykonać za karę, musieliśmy wybudować łaźnię w obozie, był tam jeden bardzo zły starszy obozu, niemiecki więzień imieniem Franz. Byliśmy 200 osób w jednym bloku, spaliśmy w czystych łóżkach. Potem dostawaliśmy karę, gdy kogoś zapisali w miejscu pracy, lub kiedy ktoś nie posłał prawidłowo łóżka, tacy też byli karani. Wieczorem na kolację dostawaliśmy czarną kawę i bochenek chleba na trzy osoby. Tu pracowaliśmy przez dwa miesiące. 22-08-44 wywieziono nas do Elrich, tam już położenie było o wiele gorsze, dostaliśmy się do brudnych bloków , spaliśmy na podłodze , nie było kuchni i wiele razy przez cały dzień nić nie jedliśmy, pracowaliśmy przy budowie dróg, komendantem obozu był pewien zły SS, który przez cały dzień w tej pracy stał za nami , ciągle nas bił i napędzał. Po 4 tygodniach poszedłem do komanda młodzieżowego, zamiatałem dziedziniec, sprzątałem bloki i wykonywałem dość łatwe prace. Ja już potem miałem łatwiejszą sytuację, mój ojciec pracował w komandzie leśnym, gdzie brygadzistami byli Cyganie, cały dzień bili tych biednych ludzi, ojciec był krańcowo wyczerpany i stracił wagę, wyglądał jak szkielet ale nie chciał iść na rewier, chodził do pracy prawie do samego końca, potem go tam posłali biednego i zmarł trzy dni później. W komando młodzieżowym byłem przez 6 tygodni, potem dostałem się do kuchni, która w tym czasie została utworzona, początkowo w kuchni był zły kapo, ale został później zastąpiony przez innego. Przez cały dzień obierałem ziemniaki w mokrej wilgotnej piwnicy przy otwartych oknach , w podartym ubraniu i bez butów, nogi miałem okręcone szmatami, i wśród stałych krzyków pracowałem do 24-tej w nocy . Potem szedłem do bloku bez okien, gdzie leżałem na podłodze bez koca, tak, ze kiedy była pobudka o świcie, długo musiałem pocierać nogi i ciało, aby wrócić do siebie. Przed świtem szedłem do kuchni, przez dwie godziny musiałem stać na apelu, strasznie cierpiałem z zimna, jeszcze byłem bez koszuli. Mogłem jakoś nadrobić z żywnością, często „organizowałem „ w kuchni, prawdą jest, że często mnie bili , ale nie dbałem już o nic. Gdy pewnego razu jadłem marchew , zauważył to kierownik, spojrzał na moje usta, że jem, a kiedy zobaczył, że ugryzłem marchew, pobił mnie do krwi. Tu pracowałem do początku kwietnia 45. 5-04-45 załadowali nas na wagony, bo już Rosjanie mocno podeszli. W drodze dostaliśmy dwukrotnie po pół chleba i tak jechaliśmy 12 dni. Gdy zezwolono nam wysiąść, staraliśmy się zdobyć obierki ziemniaczane lub szczaw do jedzenia. Po 12 dniach podróży dotarliśmy do Henkel, 12-dniowa podróż była straszna, byliśmy stłoczeni w otwartych wagonach, padał na nas deszcz, ani siedzieć ani stać nie mogliśmy, ludzie deptali się wzajemnie. Ja w drodze bardzo zachorowałem, od noszenia desek, na moim ramieniu wytworzył się ( stan zapalny ?-przyp. mój ) który stale się powiększał tak, ze w czasie podróży jątrzyło się całe ramię. W Erlich już pracowaliśmy dwukrotnie i wielokrotnie usieliśmy być na nowo wiązani, w drodze bardzo gorączkowałem, oprócz moje nogi były opuchnięte od wilgotnej piwnicy i czułem w nich stały rozdzierający ból. Gdy na zranionym ramieniu musiałem nosić deski, wiele razy czułem ból w ramieniu, ale po prostu musiałem dalej kontynuować pracę. Wysiedliśmy u Henkela, zabrali nas do bloku, nie poszliśmy do pracy. Zaraz w pierwszy dzień zabrali nas do łaźni. W lesie była ogromna fabryka samolotów i tam były bloki. Często były duże naloty, tym razem mieliśmy iść do bunkra. W fabryce samolotów już nie pracowałem. W blokach było co najmniej 10.000 więźniów wszystkich narodowości. Torturowany bólem zgłosiłem się do szpitala ze względu na ramie i bóle w nogach, następnego dnia wszyscy dostali nowe numery, ja dostałem nowy numer 138 135, około 600 osób pozostało tam w szpitalu, a resztę wywieziono, tak, że poza szpitalem cały obóz został opróżniony. SS-mani i inni odeszli, pozostał z nami tylko niemiecki sierżant. Powiedział nam, aby wszyscy pozostali w spokoju na miejscu, my tutaj zostajemy a za 2-3 dni przyjdą tu Rosjanie i będziemy wolni. Potem nas zostawił i każdy, kto mógł ustać na nogach poszedł zdobyć coś do jedzenia. Poszliśmy do kuchni ugotować lepszy posiłek , po 4 godzinach obiad był gotowy, i kiedy mieliśmy go jeść , pojawił się na ciężarówce oficer SS i powiedział, że zabiera cały obóz i że chorzy Ida do innego szpitala. Poczekał aż zjemy obiad, a następnie zapakował nas do samochodu i zawiózł nas do Sachsenhausen. Zabrali nas do obozu, z którego zostały usunięte ostatnie transporty kobiet i tam pozostaliśmy w szpitalu. Ciężarówka mogła tylko dwa razy zabrać chorych od Henkela, na pozostałych już nie mieli czasu, więc tam zostali. Byliśmy wśród innych chorych. Wieczorem SS zaczęli wychodzić i rano widzieliśmy, że ostatni SS też opuścił obóz i zamknął bramę za sobą. Starszy obozu wyszedł na podwórze i wrócił z wielka ilością broni, którą tam znalazł. Tego samego dnia w południe zbliżali się w kierunku obozu rosyjscy partyzanci. Następnego dnia już Rosjanie nas wyzwolili , powiedziano nam , aby przejść do koszar SS w pobliżu, otworzyć je i jeść wszystko, co chcemy. Kiedy to nastąpiło, wróciliśmy do obozu a Rosjanie zamknęli bramę , żebyśmy nie wyszli do miasta, bo byliśmy chorzy, a wokół obozu było pole bitwy, tylko kule świstały nad naszymi głowami. Następnego dnia Rosjanie powiedzieli, że kto może stanąć na nogi i przejść do ciężarówki, zostanie odwieziony dalej, bo Niemcy nadal są bardzo blisko obozu i mogą go podpalić. Miałem 40 stopni gorączki i byłem słaby, nie mogłem się ubrać i jeden żydowski chłopiec z Bratysławy pomógł mi się przebrać i opierając się na nim wyruszyłem. Wyszliśmy w czterech, po drodze było wielkie bombardowanie, schowaliśmy się w rowie, a pod wieczór dotarliśmy do pierwszego miasta Bernau. Noc spędziliśmy w Bernau, w piwnicy pewnego domu, a następnego dnia rosyjscy żołnierze zabrali mnie do pewnego domu, usunęli Niemców z pokoju, i powiedzieli, żeby oddali to miejsce tym dzieciom, bo oni już dość spali na podłodze, Niemcy nie zgadzali się i Rosjanie zagrozili im zastrzeleniem. Rosjanie bardzo nam współczuli, że byliśmy tacy chorzy i wydali rozkaz niemieckim kobietom, aby przygotowały nam kolację i przygotowały dla nas najlepsze jedzenie. Następnego dnia ruszyliśmy dalej, po drodze rozerwały mi się rany, poszedłem do rosyjskiego szpitala Czerwonego Krzyża, gdzie mnie obandażowali i potem już ból zmniejszał się trochę, ale nadal cierpiałem na moje nogi. Noc ponownie spędziliśmy w niemieckim domu i o szóstej rano usłyszeliśmy serie z karabinu maszynowego, myśleliśmy, że Niemcy wracają, a biorąc pod uwagę, że byliśmy w niemieckim domu, bardzo się baliśmy. Zaczęliśmy nerwowo się ubierać, byliśmy niespokojni, myśleliśmy , że to nasza ostatnia godzina życia. Wybiegliśmy na podwórko i zobaczyliśmy, że na placu jest wojsko rosyjskie, powiedzieli żebyśmy wracali z powrotem i po 20-tej nie wychodzili na ulicę. Następnego dnia o ósmej rano wyruszyliśmy dalej, po obfitym śniadaniu i szliśmy w kierunku na Oderberg. Szliśmy pieszo cały dzień aż do wieczora, noc spędziliśmy w lesie, rano o 9-tej poszliśmy dalej, na drodze spotkaliśmy ukraińskich więźniów, dołączyliśmy do nich, kiedy ładowali się na rosyjskie samochody, nas też zabrali. Ja nadal byłem w pasiaku, a po południu, kiedy przybyliśmy do pewnego magazynu, Rosjanie dali mi inną odzież i wyrzuciłem pasiak. Wieczór i noc spędziłem z Rosjanami, z nimi jadłem kolację a następnego dnia znów wyruszyliśmy w drogę samochodem. Potem szliśmy dwa dni i przybyliśmy do Küstrin. W Küstrin powiedzieli Rosjanie, że stąd już pojedziemy pociągiem. Czekaliśmy na pociąg dwa dni, jedzenie dostawaliśmy z rosyjskiego dowództwa, dużo jedzenia i po drodze dostawaliśmy nawet surowe ziemniaki. Niestety, nawet regularne pociągi nie kursowały stamtąd i poszliśmy dalej , koło torów i po drodze zobaczyliśmy lokomotywę i poprosiliśmy maszynistę, żeby pozwolił nam usiąść w węglarce i tak jechaliśmy przez cały dzień. Następnego dnia już dostaliśmy się do regularnego pociągu, jechaliśmy w kierunku Polski , do Pozdnam. ( Poznań?-przyp. mój ) Tam wysiedliśmy i dwa dni byliśmy na stacji, byliśmy tacy chudzi i wyglądaliśmy tacy chory, że ci, którzy przechodzili, pytali nas z powodu jakiej choroby tak wyglądamy. Bardzo nam współczuli i nas wspierali. W jednym miejscu popatrzyli na nas i rozmawiali z jednym pracownikiem kolei, żeby nam zapewnił wygodne miejsce do podróży w pociągu. Faktycznie dostaliśmy bilet na drugą klasę kolei i nasza następna stacją były Katowice. Tam wysiedliśmy i zabrali nas do biura Czerwonego Krzyża . Dostaliśmy przepustkę i wysłali nas do domu opieki Czerwonego Krzyża przy ulicy Ferdinánda , gdzie byli więźniowie i deportowani z różnych narodowości. Ja i trzech moich kolegów, którzy również byli z Zakarpacia , byliśmy razem z Czechami i byliśmy tam przez 10 dni. Po 10ciu dniach wyruszyliśmy z czesko-słowackim transportem, zostaliśmy dobrze wyprowiantowani na drogę i przez Kraków pojechaliśmy w kierunku Munkacza, tam wysiadłem i poszedłem do Ungvar ( Użgorodu ). Niestety nie mogłem znaleźć nikogo w domu i z ciężkim sercem patrzyłem na zniszczenia naszego domu, gdzie nawet drzwi i okna zostały zabrane. Kilka dni zatrzymałem się u sąsiada Rusina a następnie poszedłem do szpitala w Użgorodzie, gdzie byłem leczony przez 6 tygodni, potem już bolały mnie plecy i cierpiałem na duży ból głowy. Po sześciu tygodniach zabrali mnie do kliniki w Debreczynie, gdzie byłem leczony przez 6 tygodni, 21-08-45 wyszedłem stamtąd i przybyłem prosto do Budapesztu. Teraz zgłosiłem się do lekarza "DEGOB", który również wyśle mnie do szpitala lub ośrodka żebym zupełnie doszedł do sił. Na ulicy Arena spotkałem trzech moich kuzynów, z których jeden widział, że moja siostra poszła ze zdolnymi do pracy. Bardzo oczekuje , na razie nie mam żadnej wiadomości od niej, następnie chciałbym z nimi wyjechać do Palestyny.
1761,M. rolnik ur. 1927, lat 18, Auschwitz (15do18-05-44), Buchenwald (20do23-05-44), Dora (24-05-44do4-07-4), Harzung ( 5-07-44do16-08-44 ) Elrich (17-08-44do30-03-45), Harzung ( 31-03-45do5-04-45),
Wśród 350 mieszkańców wsi Ósándorfalva, która była położona koło miasta Huszt w Karpatenlandzie było 85 rodzin żydowskich, które zajmowały się głównie rolnictwa i w tym znajdowało się ich źródło utrzymania. Ale gwałtowne pogorszenie sytuacji Żydów w Karpatenlandzie nastąpiło w momencie wprowadzenia w 1940 roku rządów węgierskich. Żydzi w jednej chwili zostali zupełnie pozbawieni praw, odebrano im każdą, nawet najmniejszą możliwość dokonania zakupu. Następnie doszło w 1941 roku do akcji deportacyjnej, którą węgierski rząd przeprowadził z największą bezwzględnością, co dotyczyło bardzo wielu rodzin żydowskich. Wreszcie wyszło koło czasu Wielkanocy 1944 r., rozporządzenie o gettach. W dniu 18 kwietniu tego roku przeprowadzono w moim miejscu urodzenia i stałego zamieszkania Ósándorfalva rozporządzenie o gettach. Poszedłem z moja rodziną, która składała się z rodziców, dwóch sióstr i brata, wraz z innymi Żydami z Ósándorfalva do getta Szeklence, gdzie zostali zebrani Żydzi z okolicznych ośmiu miejscowości, w sumie 5000 osób. W getcie przebywaliśmy około czterech tygodni aż do połowy maja, kiedy zostaliśmy deportowani do Auschwitz. Natychmiast po naszym przyjeździe do Auschwitz zostałem oddzielony od rodziny i od tego nie słyszałem o moich rodzicach i bracie, ale moja siostra jest bezpieczna w domu w Ósándorfalva . W Auschwitz byłem tylko trzy dni, bo 18-05-44 zaliczono mnie do liczącego 1000 osób transportu pracy, , który odszedł do Buchenwaldu. Ale także w Buchenwaldzie mój pobyt nie był dłuższy niż trzy dni, ponieważ tam tylko został zestawiony nowy transport , który natychmiast przekazany dalej, i to do Dora. W Dora pracowałem sześć tygodni i tak samo długo pracowałem w moim następnym obozie w Harzungen. Ale najdłuższy czas spędziłem w Elrich, gdzie pracowałem blisko osiem miesięcy. Głównie były to prace budowlane i w budowie tuneli, tam byłem zatrudniony. Mieliśmy bardzo źle wszędzie, zwłaszcza w Elrich, gdzie praca była najcięższa i mogli jej podołać tylko nieliczni. Dostawaliśmy najskromniejsze posiłki, jakie tylko człowiek może sobie wyobrazić, które nie byłyby wystarczające nawet gdybyśmy mieli do wykonania znacznie lżejsze prace. Możliwości mycia/prania nie mieliśmy w ogóle żadnych, przez osiem miesięcy, kiedy byłem w Elrich nigdy nie otrzymaliśmy zmiany bielizny /prania, własnych rzeczy naturalnie nie mieliśmy, bo zostały nam odebrane znacznie wcześniej. nie byliśmy raz własne prania i nie mieliśmy, oczywiście, który był odeszła od nas dawno temu. Więc lepiliśmy się z brudu i byliśmy strasznie zawszeni. Wkrótce wybuchły różne choroby, a chorych zostawiano na śmierć bez najmniejszej próby doprowadzenia do ich wyzdrowienia. W ciągu ośmiu miesięcy, kiedy byłem w Elrich, dziennie ginęło 100-120 osób, a po ośmiu miesiącach z 1000 mężczyzn, którzy przyjechali do Elrich pozostało przy życiu tylko 100 do 160 osób. Było nas w Elrich 30 Żydów z Ósándorfalva ,którzy pracowali razem, i z tych trzydzieści osób z mojego rodzinnego miasta, tylko ja sam pozostałem przy życiu. Dłużej nie wytrzymałbym także i ja, tak, że było to prawdziwy szczęśliwy przypadek, że z końcem marca zostaliśmy zabrani do Harzung, gdzie byłem do 5-04-45. W tym dniu Harzung został opróżniony, a ludzie w liczbie 2000 osób wyruszyli w pieszy marsz. W najbardziej niesprzyjających okolicznościach, głodni, nękani i pobici przez naszą eskortę, maszerowaliśmy przez tydzień. W tym czasie nasz stan osobowy stopniał z 2000 ludzi do 800 osób: reszta albo padła z głodu lub padła ofiarą SS-manów, którzy bezlitośnie strzelali do tego , kto pokazał tylko ślady zmęczenia.
Trzeba było stale iść - nie tolerowano zatrzymania się nawet na mgnienie oka. Wystarczyło, że ktoś przystanął na drodze, i już miał kulę esesmana w plecach. Nie tylko, że nie dostaliśmy niczego do jedzenia, nie było także żadnej możliwości, aby zdobyć coś do jedzenia. W tym żałosnym stanie, bardziej martwi niż żywi, doszliśmy wreszcie do miejscowości, która, jak sądzę nazywała się Birei , ale wiem, że była w odległości 18 kilometrów od Magdeburga. Tam mieliśmy wreszcie mieć długo oczekiwany odpoczynek.
Faktycznie nasi oprawcy dali nam zgodę na odpoczynek, ale ledwie położyliśmy się na podłodze, - może trwało to około dziesięciu minut - gdy zostaliśmy zaskoczeni przez SS ponownie , którzy nakazali nam dalszy marsz , bo Amerykanie depczą po piętach . Miałem wyraźne poczucie, że dalszy marszu oznaczałoby dla mnie śmierć , bo ja po prostu nie mogłem iść dalej i byłbym zastrzelony po kilku krokach przez SS. Ze śmiałością desperacji próbowałem po raz kolejny zmusić się do marszu: ukryłem się w stogu siana i miałem szczęście. Moja nieobecność nie została zauważona, a kiedy opuściłem stóg następnego ranka dołączyłem po krótkim czasie do amerykańskich żołnierzy. Amerykanie zebrali żydowskich uchodźców, którzy wpadli w ich ręce, i porozdzielali ich do indywidualnych gospodarstw, w których dostaliśmy mnóstwo jedzenia i tu zazwyczaj mieliśmy bardzo dobrze. Ja pozostałem w domu rolnika, w którym Amerykanie mnie zostawili przez trzy miesiące, kiedy pojawiła się szansa na powrót do domu.
1771,M. robotnik ur 1926, lat 19, Auschwitz (06-44), Buchenwald ( 06-44), Dora ( 07-44), Elrich ( 09-44do03-45), Bergen –Belsen ( 03-45do04-45)
Węgierscy żandarmi zabrali nas do getta w Szeklence. Tam też mieliśmy już bardzo ciężko ale nasza rodzina była jeszcze razem. Najpierw odebrali nam tylko pieniądze i złoto, później także inne rzeczy. Obrażaliśmy się o to, w tym czasie myśleliśmy jeszcze, że będziemy tego później potrzebowali. Potem stłoczono nas w wagonach po 100 mężczyzn i wysłano pociągiem. Do Koszyc towarzyszyła nam węgierska żandarmeria, tam przejęli nas Niemcy.
Podróż była straszna, było bardzo gorąco i nie mieliśmy wody. Jak przyjechaliśmy do Auschwitz , dwoje dzieci zmarło z pragnienia. Tu podzielono nas na dwie grupy: zdolnych do pracy i takich do zniszczenia. Pozostałem z całej rodziny zupełnie sam. Zaprowadzili nas do łaźni a potem do bloku. Po sześciu dniach zostaliśmy odtransportowani dalej. Podróż do Buchenwaldu była bardzo zła, było nas 150 w wagonie, trudno było oddychać. W samym Buchenwaldzie, wciąż nie było pracy ; staliśmy tylko po trzy razy dziennie na apelu od jednej do dwóch godzin .Potem przyszliśmy do Dora. Musieliśmy cierpieć z powodu bardzo wielkiej surowości i gruboskórności SS. Także nasza praca była bardzo ciężka, musieliśmy nosić duże, ciężkie płyty ( deski ) na górę. Wstawaliśmy o trzeciej rano i dostawaliśmy po ćwiartce chleba, ale oprócz tego zupełnie nic więcej. Następnym posiłkiem był litr zupy otrzymywany o północy. Bardzo wielu ludzi zmarło, nie byli oni w stanie już znieść głodu. Potem zostaliśmy wykorzystani do kopania. W ciągu jednego dnia, czterech mężczyzn miało wykopać cztery metry na długości, trzy metry szerokości i w głąb trzy metry. To było chyba jeszcze bardziej straszne niż nasza poprzednia praca, ponieważ, jeśli nie wypełniło się swojego zadania, były odpowiednio stosowane surowe kary. Przyszliśmy do Elrich. Tutaj byliśmy na początku w 16.000 mężczyzn, co tydzień dochodziło 2000-3000 ludzi z nowymi transportami. Pracowaliśmy w sztolniach. Nasz kapo był Cyganem, który nadmiar swoich sił wyładowywał na nas. Było tak wielu martwych, że musieli ich spalać w dołach. W ciągu ostatnich sześciu tygodni nie było już chleba w ogóle. Mieliśmy trzystu lub czterystu zmarłych codziennie. Po dziesięciu miesiącach dali nam kilo chleba i załadowali nas na wagony. Na tym jedzeniu objechaliśmy przez dwa tygodnie całe Niemcy wzdłuż i wszerz i wylądowaliśmy w Bergen-Belsen. Zapędzili nas do bliku i zostawili nas na głodno przez 3 dni. SS-mani rozstrzeliwali codziennie kilkaset osób. Ponadto ludzie umierali w sposób "naturalny" z głodu i od tyfusu plamistego. Całe Bergen to był jeden wielki masowy grób. Jak SS uciekało, przekazali władzę nad obozem węgierskim żołnierzom. Ci zachowywali się w sposób najbardziej haniebny, mieli bardzo wiele morderstw na sumieniu. Niemcy mieli zatruty chleb dla nas 60.000 osób w trakcie ewakuacji, był on również dystrybuowany w dniu 15-04-45. Ale to była tylko mała część i zaszkodził tylko najbardziej osłabionym, ja do wziąłem i nie byłem nawet chory od niego. Tego samego dnia po południu nadciągnęło wojsko brytyjskie, które nas wyzwoliło. Już następnego dnia zatroszczyli się o nasze wyżywienie.
1829, M, szewc ur 1924, lat 21,Birkenau (23-05-44 do 3-06-44), Buna (3-06-44 do 01-45), Dora (01-45 do 04-45)
…….. W styczniu musieliśmy uciekać przed Rosjanami. Szliśmy pieszo 60 km do Gleiwitz. Była następna selekcja, teraz wzięli mojego ojca. Trzymali nas tam tydzień, jedzenie było nędzne. Następnie SS zaczęli strzelać i pewnej nocy nagle musieliśmy wejść na wagony. W jednym wagonie upakowali po 150-170 ludzi. Jazda trwała tydzień, podczas którego nie dostaliśmy ani jedzenia ani wody. Każdej nocy mieliśmy co najmniej 6-10 martwych w wagonie. Jeśli ktoś wystawił głowę przez okno, to była pewna śmierć. W Dora przez jeden tydzień szło nam dobrze do momentu , kiedy przydzielili nas do pracy w bunkrach. Otrzymywaliśmy 25 dkg chleba dziennie i litr zupy. Jeśli nie było chleba , dawali nam w zamian po trzy kartofle. Byłem fizycznie tak osłabiony, że dostałem ropowicy. Przyszedłem do szpitala, gdzie operowano mnie bez znieczulenia. Po zabandażowaniu , dostałem dzikiego mięsa, zamiast starego. Musiałem wytrzymać ponadludzki ból. Lekarz był bardzo dobry i robił wszystko, aby mi pomóc i mnie wyleczyć. Więc leżałem na rewierze do mojego wyzwolenia przez Amerykanów. Potem szło nam już wspaniale i dano nam możliwości szybkiego odzyskania sił.
1851,M. uczeń hydraulik, ur. 1928 lat 17. Auschwitz ( 26-04-44 do 17-05-44), Buchenwald (18-05-44 do 20 -07-44), Dora ( 21-07-44 do 25-11-44), Erlich ( 26-11-44 do 28-01-45), Harzungen ( 28-01-45 do 5-04-45)
W miejscowości Husztsófalva położonej w Karpatenlandzie, która w sumie miała 600 mieszkańców, było 70 rodzin żydowskich, którzy lepiej lub gorzej utrzymywali się z drobnego handlu i rzemiosła, Oczywiście Żydzi z Husztsófalva , gdzie się urodziłem i gdzie było miejsce stałego pobytu moje i mojej rodziny , podobnie jak wszystkich Żydów z Karpatenlandu, mieli pod rządami czechosłowackimi o wiele lepiej, a po wkroczeniu Węgier zostali skazani na prawie całkowite bezprawie. Na początku kwietnia 44 zostało przyjęte rozporządzenie o gettach i również Żydzi z mojej miejscowości musieli się przenieść do getta w najbliższej większej miejscowości a więc ja również przeniosłem się z moją rodziną do getta Szeklence, gdzie pozostaliśmy do 23-04-44. W tym dniu została przeprowadzona ewakuacja do Auschwitz, gdzie przybyliśmy 26-04-44. Natychmiast po przyjeździe do Auschwitz, zostałem oddzielony od rodziny, która składała się z rodziców, dwóch sióstr, dwóch braci i babci, ich dalszy los jest mi nieznany. Nie musiałem pracować w Auschwitz, ale miałem czekać, aż będę włączony do transportu pracy. Stało się to dopiero po trzech tygodniach, w czasie których przez większość czasu stałem na apelach i głodowałem. Transport pracy, który został zestawiony po trzech tygodniach, do którego ja również zostałem włączony, składał się z 1000 ludzi i został skierowany do Buchenwaldu. Tam następnie została dokonana selekcja, ponieważ w transporcie znajdowało się także wielu, którzy w Auschwitz zostali uznani za zdolnych do pracy, ale w rzeczywistości nie odpowiadali wymogom, które stawiano ludziom zdolnym do pracy. Ja zostałem uznany za zbyt słabego i poszedłem z jedenastu mężczyznami do szpitala. Nie trwało to długo a z nas dwunastu zostało przy życiu tylko pięciu, siedmiu pozostałych, wszystko młodzi chłopcy od piętnastu do dwudziestu lat, - zmarli z wyczerpania. Nas pięciu ocalałych zatrudniono do pracy w kanałach. Praca miała charakter jednoznacznie wyniszczający, bo strażnicy nie mieli innego zajęcia, jak tylko nas nieustannie napędzać do pracy i oglądać, czy ktoś zatrzymał się w pracy i jeżeli ktoś nawet na mgnienie oka się zatrzymał, to nieszczęsny odczuł nieludzkie bicie SS-manów , czasami bili dotąd, aż więzień oddał ducha. Było nas na początku w sumie 2.000 mężczyzn , gdy poszliśmy do tej pracy , a po dwóch miesiącach , gdy odchodziliśmy z Buchenwaldu, na 2000 osób brakowało około 1000 ludzi, z których wszyscy ulegli brutalności SS. Także w Dora, gdzie przyszliśmy do pracy nie było lepiej. Oficjalnie Dora prawdopodobnie była obozem pracy, ale w mojej opinii była obozem zagłady, ponieważ prace i efekty uboczne były tak ustawione, że musiał człowiek zginąć prędzej czy później. Dojechaliśmy pociągiem do Dora, zaraz kiedy wysiedliśmy z wagonów zaprowadzili nas do tunelu. W tym tunelu stał pociąg z wagonami towarowymi , na który musieliśmy ładować deski. To jeszcze nie byłoby samo w sobie pracą wyniszczającą , nawet jeśli deski były bardzo ciężkie, ale tam byli strażnicy , którzy gonili nas ciągle do pracy i do pośpiechu, i ich słowom towarzyszyły ciosy. Do tego celu używali dużych kawałków drewna i gumowych pałek, którymi nas wściekle bili. Ale to im wciąż nie wystarczało, ponieważ mieli z sobą duże psy, które na nas szczuli, i te złe psy wyrywały ludziom całe kawałki ciała. Po trzech dniach z 1000 mężczyzn, którzy przybyli z Buchenwaldu, pozostało jeszcze tylko 500 osób. To najwyraźniej zdawało się kierownictwu obozu być wystarczającym , potem przyszliśmy do lżejszej pracy, przy której ja pozostałem przez około 4 miesięcy. Moim następnym etapem w pracy było Elrich. Tutaj miałem pracować w kamieniołomach, praca nie była łatwa, ale warunki pracy nie były nieludzkie, tak że można było wytrzymać przez jakiś czas. Pracowałem w sumie około dwóch miesięcy w Elrich a stamtąd poszedłem do Harzungen.
Do Harzungen nie poszedł cały transport, który został wysłany z Elrich, ale zostaliśmy rozdzieleni na kilka miejsc pracy. Praca, do której mnie przydzielono nie była ciężka, ale tym bardziej nieprzyjemna: musiałem wywozić zebrane nieczystości na pola. Po około sześciu tygodniach , zaczęło być w Harzungen niepewne, było wiadomo, że Amerykanie posuwają się naprzód i zbliżają się do obozu. Tak było naprawdę i 5 kwietnia 1945 Harzungen został opróżniony. Ustawiono nas w szyku marszowym i musieliśmy ciągle iść przez straszne osiem dni. Dostaliśmy mianowicie jako prowiant na ten czas nie więcej niż po 50 dkg chleba na osobę, tak że prawie padaliśmy z głodu. W akcie desperacji, rzucaliśmy się na ziemię, wyrywaliśmy trawę i zjadaliśmy. Na szczęście, SS-mani za nami nie byli już tacy bezwzględni dla nas, tak że co najmniej nie potrzebowaliśmy się obawiać ich kul. Po ośmiu dniach wreszcie zostaliśmy otoczeni przez oddziały amerykańskie i wyzwoleni. SS-mani nie byli już w stanie uciec, tak, że wpadli do niewoli Amerykanów.
1852,M. fryzjer, ur. 1927 lat 18. Auschwitz ( 3d06-05-44), Buchenwald (8do15-05-44), Dora ( 16-05-44 do 22-10-44), Nordhausen ( 24-10-44 do 8-04-45),
Mój ojciec był całkiem dobrze prosperującym krawcem w Ungvár. Gdy Niemcy zajęli kraj, mężczyźni z niewielkiej grupy żydowskich mężczyzn, zwłaszcza młodych, zostali przypisani do pracy dla niemieckiej armii a po Wielkanocy już się rozpoczęła się wywózka Żydów z okolicznych wiosek. A Niemców wchodzili do domów żydowskich, kogo znaleźli w mieszkaniu, tego zatrzymali. Wkrótce my także poszliśmy do miejskiego getta, ale ponadto było również getto w cegielni, gdzie skoncentrowano razem Żydów z okolicy. W getcie także zabierali do pracy. Od działania judenratu: dr. Frischgut itd... nie było wymówki. Pewnego razu widziałem żydowskiego policjanta , który zgłosił się do żołnierza SS, nie mógł go dobrze rozumieć, więc żołnierz SS go spoliczkował, potem już nikt się nie zgłaszał z policji. Niektórzy bogaci ludzie starali się ukryć w mieście, ale to się nie udawało, bo detektywi ich zatrzymali, zebrali razem i bardzo ich pobili. Wielu poddano rewizji osobistej, zabrali wszystkie nasze rzeczy wartościowe, a kiedy szliśmy z getta na stacje kolejową zachęcali nas, aby zminimalizować bagaże, ale i tak wnieśliśmy bagaże do wagonów na stacji. Wiele osób temu nie ufało , chcieli zabrać bagaże, gdy żandarmi to zobaczyli, wielu pobili, oficer żandarmerii bił mężczyzn po głowach. My poszliśmy do drugiego transportu, 90 osób stłoczyli w wagonie, w jednym było nawet 120 osób. Przy wyjeździe dostaliśmy wodę, w czasie jazdy już nic. W drodze nikt nie uciekł, jeden człowiek się otruł i umarł. Zawsze słyszałem że mają nas zabrać do Alföld do pracy w rolnictwie. W Kassa przejęli nas Niemcy i po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Zostaliśmy przyjęci przez polskich więźniów w pasiakach, wysiedliśmy, a następnie wybrali i oddzielili od nas słabych, chorych i starych. Kiedy przybyliśmy, zobaczyliśmy duże płonące ognie z kominów, dopiero później dowiedziałem się, że jest to krematorium. Byłem tu z moim bratem, razem poszliśmy do łaźni, tam obcięli nam włosy, dali pasiaki, drewniane chodaki, ale po trzech dniach zabrali nas do transportu pracy i dostaliśmy się do Buchenwaldu. Jechaliśmy dwa dni, na drogę dostaliśmy prowiant po pół chleba i margarynę. W wagonie było po 50 osób, tak dojechaliśmy do Buchenwaldu, na bloku było po 350 osób, na pryczy spało po 6-7 więźniów. Racje były tutaj trochę większe niż w Auschwitz, tu także nie pracowaliśmy, byliśmy tutaj tylko tymczasowo tydzień, potem zabrali nas do Dora. Kiedy przyjechaliśmy , dowiedziałem się od mojego kolegi, że jesteśmy na miejscu , natychmiast potem SS zabrali nas do pokoju strażników i tam bardzo nas pobili. Po tym wstępie zaczęliśmy się bać, co będzie dalej. Warunki zakwaterowania były bardzo słabe, nie było prycz, tylko spaliśmy na siennikach na podłodze, bez koców, dopiero później dostaliśmy także koce. Wyżywienie w porównaniu z pracą było dość słabe, bo na początku pracowaliśmy ciężko przy budowie dróg, a następnie po 12 godzin dziennie pracowaliśmy przy sieci wodociągowej . Wymagali wysokiej wydajności pracy, kto się nie wywiązał z nałożonej pracy, musiał ją kończyć następnego dnia a ponadto dostawał 25 uderzeń .Kto przerwał pracę, natychmiast był wołany i dostawał 25 uderzeń. Apele również trwały po 2-3 godziny. Doglądał nas jeden oficer SS niższej rangi. Pewnego razu zauważył starszego człowieka w ostatnim rzędzie. Oficer miał w rękawie płaszcza zawsze gumową pałkę, stanął przed nim i zaczął go bić tak, że ten upadł, potem bił go dalej leżącego na mokrej, błotnistej ziemi. To się stało na wzgórzu i stary człowiek się stoczył w dół ; oficer zszedł do niego i dalej go kopał, a potem nieszczęsny więzień musiał dalej pracować. Był tu jeden otyły człowiek z Beregszasz, który nie był w stanie poruszać się wystarczająco szybko , podnosić ciężkich kamieni i wrzucać ich do wagonika. Brygadzista wezwał go i powiedział mu, aby podniósł bardzo duży kamień, podczas gdy on kawałkiem listwy bił go po plecach. Grubas powiedział, że nie może podnieść kamienia, brygadzista bardzo go pobił, a następnie w końcu poszedł na rewier , ale nie został przyjęty, jako leniwy który nie chce pracować. Został wysłany do pracy jeszcze raz, a brygadzista mu się przyglądał. Tym razem uderzył go z boku i coś mu złamał. Grubas poszedł ponownie na rewier i po trzech dniach zmarł. Pracowałem tam do końca października, a potem przenieśli nas do Nordhausen. Szliśmy tam pieszo, kiedy przybyliśmy, ulokowali nas 250 osób w małym bloku, każdy leżał na osobnej pryczy, koce też były. Tu pracowaliśmy przy budowie tuneli, robiliśmy odwierty w kamieniu i przy odstrzale. Dużo musieliśmy pracować w złym powietrzu, przy strzelaniu był straszny pył, pracowaliśmy dzień i noc na przemian. Apel też tu był, ale trwał tylko pół godziny, to był mniejszy obóz. Tutaj dostałem zatrucia krwi, poszedłem do szpitala. Tu leżałem do półtora miesiąca, podczas tego czasu wyzdrowiałem. Byłem tu do kwietnia, kiedy amerykańskie wojsko podeszło bliżej, ewakuowali nas. Szliśmy pieszo osiem dni, na drogę każdy dostał pół chleba, potem już nic więcej, jedliśmy to, co znaleźliśmy po drodze. Czasem nawet odważyliśmy się iść do wiosek, gdzie staraliśmy się zdobyć coś do jedzenia, parę kawałków ziemniaków. Ci, którzy pozostawali w tyle i nie byli w stanie dalej iść, byli zabijani strzałem przez SS. Każdy wysilał się, aby nie upaść i iść dalej. Na polu miedzy Bire i Borne 12 kwietnia uwolniły nas oddziały amerykańskie. Amerykanie zabrali nas do miejscowości Borne, byłem tu przez sześć tygodni, a następnie dostałem się do Magdeburga, potem do Stutthof, tutaj też byłem miesiąc, wreszcie przez Lipsk, Pragę i Bratysławę przybyłem do Budapesztu. Plany na przyszłość: Na razie wracam do domu, a później jak najszybciej do Palestyny .
1884, M, student, ur . 1924, lat 21, Auschwitz ( 29-05-44 do 4-06-44 ) , Bunzlau ( 6-06-44 do 10-02-45 ), Gorlitz (14-02-45 ), Dora ( marzec 45 ) , Bergen-Belsen ( 16-04-45 )
Byłem zatrudniony przez wielką firmę jako urzędnik. 15-04-44 przyszedł rozkaz o przesiedleniu Żydów do getta a 22-04- już tam poszliśmy. W miasteczku Tecso pozostawiono kilka ulic na getto. Oczywiście było to o wiele za mało dla tak dużej masy ludzi. Kilka razy szliśmy do pracy dla Niemców. Bardzo wiele wycierpieliśmy od węgierskich żandarmów, którzy nas zupełnie obrabowali. To zwykle było pretekstem do rewizji osobistej.26-05-44 zostaliśmy zapędzeni do piwnicy, tam nam odebrano wszystko i zaraz potem zostaliśmy załadowani na wagony. Po trzydniowej jeździe w zamkniętych wagonach bez wody, dojechaliśmy rano 29-05-44 do Auschwitz. Pierwszym i chyba najstraszniejszym przeżyciem była selekcja. Moja mama poszła ze starymi, wraz z moja 14-tetnią siostrą. Nas, zdolnych do pracy zdezynfekowano, dali nam więzienne pasiaki i popędzili nas do obozu cygańskiego.
Już po pięciu dniach został zorganizowany transport pracy do którego ja również zostałem zaliczony .W Bunzlau było poza nami , przybyszami, 500 Żydów polskich. Mieszkaliśmy w sześciu barakach drewnianych w małym obozie, zatroszczono się o czystość . Zostaliśmy wtedy poprzydzielani do różnych prac. Były prace budowlane, praca w lesie, ja sam byłem w fabryce, która zajmowała się produkcją wyrobów z drewna. Byłem zatrudniony jako ślusarz. Początkowo chcieli nas uczyć nitowania , abyśmy później mogli produkować podzespoły samolotów, ale do tego nie doszło. Zarówno z wyżywienia , jak i traktowania byliśmy bardzo zadowoleni. Nasi nadzorcy byli z lotnictwa i Wehrmachtu. My w ogóle nie mieliśmy z nimi wiele do czynienia. Większość z nas zetknęła się z nimi, gdy kupowali od nas papierosy za chleb. Nasza sytuacja bardzo się nie zmieniła generalnie , tylko pod sam koniec nasza dieta się pogorszyło i jedzenia było mniej. 9-tego lutego Rosjanie byli już tylko 5 lub 6 km od Bunzlau. O trzeciej nad ranem otrzymaliśmy rozkaz wymarszu. Więc odeszliśmy a o 7-mej rano obóz był już w rękach rosyjskich. Ze stałą obietnicą, że nie wpadniemy do rosyjskiej niewoli, udaliśmy się w sześć tygodni trwający marsz pieszy po Niemczech. Żywności nie spełniała minimalnych wymogów, zarówno co do ilości, jak i jakości. Ponieważ nie chcieli nas przyjąć w Buchenwaldzie, musieliśmy iść do Dora, gdzie ostatecznie snas przyjęli. Transport został podzielony, ja pozostałem tam na miejscu jako ślusarz. I dostałem bardzo przygnębiającą pracę: w krematorium. Nosiłem węgiel. Palili tutaj ludzi z Ellrich, Sachsenhausen i Nordhausen, tylko mężczyzn. W ciągu dziesięciu dni Anglicy byli tak blisko, że ewakuację uznano za konieczność. Dali każdemu odchodzącemu więźniowi , 1 kilogramowy bochenek chleba i umieścili 100 mężczyzn w jednym wagonie. Otrzymaliśmy też po konserwie mięsnej, ale Ukraińcy od razu nam je odebrali. Więc jechaliśmy osiem dni i wreszcie przyszliśmy do Bergen-Belsen. Tu zamknęli nas w barakach, i naszym całkowitym pożywieniem było codziennie pół litra zupy. W ostatnim dniu chcieli dać nam zatruty chleb, ale Anglicy przyszli w samą porę. Zatrzymaliśmy się na miejscu na jakiś czas po wyzwoleniu Bergen, ponieważ niestety nie było łatwo o transport do domu. Teraz będę tylko czekać na pierwszą okazję, aby móc wyjechać do Palestyny.

1890.M. krawiec męski, ur. 1915, lat 30, Auschwitz (21do24-05-44), Buchenwald (26-05-44do2-06-44), Dora ( 3-06-44 do 1-04-45), Bergen –Belsen ( 7do15-04-45)
W dniu 18 maja 1944 zostałem z moją rodziną, która składała się z matki i czterech sióstr deportowany przez węgierskich żandarmów do Auschwitz z getta, gdzie zostaliśmy zabrani po wejściu w życie rozporządzenia o gettach na Węgrzech z miejscowości naszego stałego pobytu Irholc, wsi w Karpatenlandzie . Podróż z Munkacza, gdzie byliśmy skoncentrowani, do Auschwitz trwała trzy dni i tą podróż przetrwaliśmy dość dobrze . Natychmiast po przybyciu do Auschwitz zostałem oddzielony od rodziny, dwie siostry według wiarygodnych informacji, wracają do domu całe i zdrowe, ale o mojej mate i dwóch pozostałych siostrach nie mam żadnych informacji. Musiałem w Auschwitz czekać zaledwie trzy dni , aż został zorganizowany mój transport pracy z którym poszedłem do Buchenwaldu. Także w Buchenwaldzie nie pozostałem długo, bo po sześciu dniach była nowa selekcja i dostałem się do nowego transportu pracy z którym doszedłem do Dora. W Dora byłem zatrudniony dwa tygodnie przy pracy w tunelu i miałem tam bardzo źle. Potem zostałem zapytany o moje rzemiosło, a ponieważ byłem męskim krawcem, zostałem przesunięty do warsztatu krawieckiego, gdzie miałem względnie dobrze. Nie musiałem pracować nadmiernie ciężko, byłem zakwaterowany po ludzku , posiłki otrzymywałem w takiej ilości, że nie musiałem głodować. Również traktowanie nie była zbyt surowe. Raz były w obozie były wielkie emocje: pewni rosyjscy jeńcy wojenni, którzy pracowali w tunelu, zostali oskarżeni o popełnienie aktu sabotażu. Osiemnastu Rosjan, którzy wydawali się kierownictwu obozu szczególnie podejrzani; zostali zamknięci w bunkrze, ale trzem z nich udało się uciec z bunkra mimo ścisłej straży i schronić się w obozach, gdzie się ukryli. Spowodowało to wielkie poruszenie. Od razu nałożono blokadę obozu i zarządzono apel generalny. Następnie udało się pochwycić trzech zbiegłych Rosjan, którzy bezzwłocznie zostali rozstrzelani. Do apelu generalnego musieli stanąć wszyscy więźniowie obozu, nawet ciężko chorzy, którzy byli tylko skąpo ubrani i musieli stać godzinami na mrozie i musieli marznąć ( sprawa miała miejsce w lutym). W rezultacie trzydziestu chorych , którzy byli ustawieni na apelu , zmarło tej samej nocy . Apel generalny zakończył się po czterech godzinach wykonaniem wyroku na sześćdziesięciu rosyjskich jeńcach wojennych, z których część rozstrzelano, część powieszono. Na początku kwietnia 1945 front zbliżył się do Dora tak, że obóz został ewakuowany. Oczywiście, więźniów odesłano , a mianowicie do Bergen-Belsen. Podróż trwała sześciu dni i jako prowiant na czas podróży dostaliśmy po pół kilograma chleba i pół konserwy mięsnej (40 dekagramów ). W czasie transportu, z którym poszedłem do Bergen-Belsen, 250 ludzi zginęło z głodu. W Bergen-Belsen musieliśmy czekać tylko osiem dni, ponieważ w dniu 15 kwietnia , wojska brytyjskie wkroczyły do obozu i nas wyzwoliły. Pozostaliśmy jeszcze jakieś sześć tygodni w Bergen-Belsen, gdzie także za czasów angielskich mieliśmy bardzo skąpe wyżywienie. Przez dwa tygodnie dostawaliśmy racje chleba nie większe niż 15 dkg. dziennie ale i później nie dostawaliśmy więcej niż 30 dkg. chleba i 25 dkg konserwy mięsnej dziennie. Musieliśmy polegać na samopomocy. Nasze położenie nie zmieniło się wiele na lepsze, kiedy poszliśmy do Celle. Anglicy zaopatrywali nas mianowicie nie z własnych zapasów, ale po części z zapasów, które pozostawili Niemcy a częściowo musiało nas zaopatrywać miasto Celle. A więc także tam byliśmy zdani na samopomoc. Po dwóch miesiącach w końcu mogłem wyruszyć w podróż do domu.
1912,M, producent wody sodowej, ur. 1926, lat 19, Birkenau (23do28-05-44) , Auschwitz (28-05-44do18-01-45), Dora ( pocz.02-45 do koniec 03-45), Bergen – Belsen( pocz. do 14-04-45)
Pracowałem w domu razem z moim bratem Hermann / patrz jego protokół z ta sama datą / w fabryce wody sodowej należącej do mojego ojca. Było nas 10 osób w rodzinie, siedmiu braci, dwie siostry i matka. Mój brat kierował fabryką. Za rządów Czechów nie było nienawiści do Żydów i Żydzi mieszkali tam w dobrych warunkach. Przez Węgrów zostaliśmy wtedy odsunięci od handlu. Jak weszli Niemcy, skonfiskowali wszystko. Getto, które zostało urządzone w części tamtejszej cegielni, było pod stałym nadzorem żandarmerii polowej , którzy zabrali nam wszystkie pieniądze a z getta nie można było wychodzić. W prześladowaniu Żydów wyróżniał się szczególnie policjant Horvát Béla. Po 60 osób w wagonie jechaliśmy 3 dni do Birkenau. Na Dorego dostaliśmy jedzenie, także wodę. W Birkenau zameldowałem się jako pracownik rolny i zostałem wysłany do Auschwitz. Przygotowywaliśmy nawóz ze śmieci. Na początku bili nas bardzo, wszyscy nowoprzybyli mieli się źle, ale jedzenie było dobre. Obóz liczył 17 000 więźniów, mieszkaliśmy w dwupiętrowych domach, mieliśmy dobre łóżka i panowała czystość. Jedno bombardowanie pociągnęło za sobą wiele ofiar w warsztacie szewskim i w obozie kobiecym. Raz była selekcja spośród zdrowych i zostało wyselekcjonowane 100 osób, musieliśmy maszerować nago koło raportfuhrera, kto mu nie odpowiadał , tego zakrzywiona laską odciągał za szyję w bok. Wśród pacjentów selekcja była dwukrotnie . W styczniu, gdy Rosjanie byli już pod Krakowem, powiedziano nam, że odchodzimy i jak nam pójdzie dobrze, trafimy do transportu. Szliśmy pieszo 70 km. do Gleiwitz, gdzie spotkaliśmy się z ewakuowanymi z innych obozów. Przez trzy dni pozostaliśmy tam i tam też zrobili selekcję. Następnie załadowali nas na wagony po 160 osób i jechaliśmy 12 dni długimi, otwartymi wagonami . Na drogę dostaliśmy po pół bochenka chleba i łyżkę konserwy mięsnej , ale nie mieliśmy wody. Musieliśmy stać i to było prawie nie do wytrzymania. Zmarłych wyrzucaliśmy z wagonów, na stacjach zawsze wykrzykiwano komendę " przynieść zmarłych !" Doszło do tego, że wyrzucano z wagonu żywych ludzi, aby dostać trochę miejsca , przy czym nie wahali się kłuć wzajemnie igłami, z zamiarem zmiękczenia innych. W Dora, dokąd przyszliśmy, pracowaliśmy pod ziemią, w pewnej górze został wywiercony tunel i w nim zbudowali fabryki samolotów. Moim zadaniem było dopasowanie śrub, co było ciężką pracą w świetle faktu, że dostawaliśmy na śniadanie tylko trzy pieczone ziemniaki, nic w południe i wieczorem dostawaliśmy litr wodnistej zupy bez chleba, zupełnie bez zawartości, bo ruch kolejowy a tym samym dopływ żywności został zatrzymany w wyniku zniszczenia linii kolejowej. Ale bicia dostaliśmy dużo. W połowie kwietnia załadowano nas na wagony, 70-ciu ludzi wchodziło do wagonu , przykrytego celtą i eskortowanego przez straż SS. Tak jechaliśmy 6-7 dni, wyposażeni w jeden chleb i jedną puszkę konserwy mięsnej. Jeden z nas zmarł z głodu. W Bergen-Belsen ulokowano nas w koszarach SS i przebywaliśmy tam bez jakiegokolwiek jedzenia, byliśmy zależni od obierek kartoflanych i resztek jedzenia, które nam pozostawiano. A może liczyli, ze 1/10 chleba raz w tygodniu jest wystarczająca? Wielu zginęło z głodu. Potem przekazano nas Anglikom, spędziłem pięć tygodni w szpitalu w Celle. Przez Pilzon, Pragę, poszedłem z transportem do domu. Chcę emigrować do Palestyny.
1939, M, uczeń ur 1927, lat18, Auschwitz ( 18do22-05-44), Buchenwald ( 24 do 31-05-44), Dora 9 2-06-44 do 17-11-44), Erlich ( 17 do 20-11-44), Osterrode ( 20-11-4 do 28-02-45)
Mój ojciec miał kwitnącym biznes autobusowy w Użgorodzie ( Ungvar). Tutaj również , jak wszędzie w kraju, zaczęli nosić żółtą gwiazdę na żarty z Żydów, ale jeszcze przedtem zanim wkroczyli Niemcy były starcia pomiędzy syjonistami i węgierskimi żołnierzami, kiedy syjoniści wracali do domów ze spotkania, zaatakowali ich żołnierze. Po dzikim i antysemickim filmie "Zmiana warty" i po wykładzie ; Żydzi zostali zaatakowani na promenadzie . W kwietniu 44 pojawiły się plakaty, że z ulic Żydzi mają trafić do getta. Dwóm osobom udało się uciec. Jednym z nich był przedsiębiorca Spiegel, jemu się udało ale jego żonie już nie , dlatego złośliwie pobili go. Sześć tygodni prowadziliśmy przypadkowe prace w getcie, a potem zaczęli zestawiać transporty i zaczęły się deportacje Żydów. Nas skierowano do pierwszego transportu, wcześniej przeszliśmy rewizje osobistą, zabrali nam wszystkie bagaże. Do jednego wagonu kierowali po 82 osoby, wodę dostaliśmy już na terytorium Polski. Żandarmi wojskowi, którzy nas eskortowali do Kassa ( Koszyce) strzelali do wagonu. W naszym wagonie jedna para popełniła samobójstwo. Cztery dni potem 18-05-44 przybyliśmy do Auschwitz. Polscy więźniowie wezwali nas do pozostawienia bagażów w wagonach, potem wysiedliśmy, przeprowadzono selekcje, mężczyźni i kobiety poszły osobno, zabrali nas do łaźni. Przed łaźnią byli żołnierze SS mówiący po węgiersku, którzy nas oszukali i zabrali nam pieniądze. Po dezynfekcji zostałem przydzielony do bloku, mieszkaliśmy tam tylko przez dwa dni , dostaliśmy tylko czarna kawę. Stąd przeszliśmy do obozu C, cztery dni później wywieźli nas 900 osób w transporcie. O krematorium wiem tylko ze słyszenia. Nie pracowaliśmy, cały czas staliśmy na apelu. Do Buchenwaldu przybyliśmy w nocy, całą noc byliśmy w łaźni, potem przydzielili nas do bloków. Tu przez cały dzień nie robiliśmy nic, były dziennie dwa apele po pół godziny. Wyżywienie było również całkiem możliwe. Kilka dni później zostałem ponownie zakwalifikowany do transportu pracy i poszedłem do Dora. Tu miałem najcięższą pracę, nosiliśmy części baraków o wadze 98 kilogramów, padali jeden po drugim, nikt nie dostał odpoczynku. Trochę później wykwalifikowani fachowcy poszli do innych komand, tam już było lepiej. Mieszkaliśmy w jednym bloku 870 ludzi , po powrocie z pracy do obozu następował apel, dopiero o 23-ciej do 23.30 mieliśmy czas na odpoczynek. Rano o wpół do czwartej już nas budzili. Sienników nie było przez trzy tygodnie, nie było też wody, ta była w nowych barakach, dopóki budowa nie została jeszcze zakończona , nie było wodociągu . Zmiany bielizny nie dostaliśmy przez sześć tygodni, chodziliśmy w poszarpanej bieliźnie. Podzielono 750 ludzi na dwa bloki, reszta poszła gdzie indziej, mieliśmy już siennik, ale łóżek nie było. Sytuacja stopniowo , nieznacznie poprawiała się. Pewnego specjalistę skórnego z Beregszasz nazwiskiem dr Farkas, SS starała się zabić na siłę, bo był grubas i nie mógł pracować. Nie pozwolili mu iść na rewier. Przez pierwsze dwa tygodnie jeden po drugim dostał dwa razy po 25 uderzeń, a później zmarł. Pewien inżynier z Użgorodu nazwiskiem Zala też został zabity. W Dora pracowałem w innych komandach a 17-11-44 wywieźli mnie do Elrich, który był filią obozu Dora, i stąd zastępowali brakujących tam ludzi. Tu była bardzo niebezpieczna praca, żydowscy więźniowie jeden po drugim uciekali. Wywiercili tu nowy tunel na podziemną fabrykę. Ja też tu pracowałem od trzech dni, potem udało się wrócić do Dora. Tu byłem jako słaby kilka dni, potem skierowali mnie do Osterrode. Tu pracowałem w fabryce części do samolotów, pracując po 12 godzin dziennie. W ostatnim czasie pracowaliśmy na nocne zmiany, w ciągu dnia nie było materiałów, i starali się pracować w nocy. Traktowanie było tu całkiem możliwe, ale jedzenia było bardzo mało , tylko pół litra zupy, chleba 20 dkg, dwa razy w tygodniu pół racji margaryny, albo dostawaliśmy tylko suchy chleb. Wielu ludzi tam bardzo osłabło, wielu umierało z głodu. 28-02-45 ewakuowaliśmy się, maszerowaliśmy tam i z powrotem, bo zawsze przed nami byli albo Amerykanie albo Anglicy, zwykle spaliśmy w lesie, dostawaliśmy tylko po 20 dkg chleba, bez zupy, ani kawy. Na dobę pokonywaliśmy dystans około 35 km. Jeśli to było możliwe, zawsze maszerowaliśmy w nocy, ponieważ nie byliśmy narażeni na ataki samolotów, tak jak w dzień. Tak wychudli i osłabli, ze na 600 osób, które wyruszyły, 80 zachorowało. Wyszli osobno, chorych pozostało tylko 40 . W drugim tygodniu zgłosiłem się jako chory, chorzy szli wolniej, widziałem, jak zastrzelili trzy kobiety. SS Lagerführer szedł ze zdrowymi, z nami został tylko jeden SS i sierżant Wehrmachtu . Ci pokłócili się w dyskusji, czy do nas strzelać, czy nie, SS chciał –Wermacht nie. Każdej nocy ustawiali na nas karabiny maszynowe , my byliśmy ustawieni w dwa szeregi, ale już nie ośmielili się tego zrobić, bo już wtedy 15-04-45-w czasie odpoczynku koło granicy, słyszeliśmy bardzo blisko serie z karabinu maszynowego. Dwóch podoficerów natychmiast nas zawróciło, zostało z nami tylko kilku SS , pół godziny później pojawił się pierwszy amerykański wóz opancerzony. Stąp poszliśmy niezależnie , ja na przykład szedłem przez
Ers- Lessin, a następnie przez Salzwedel, Tangermündé następnie jechałem przez Pragę i wreszcie Bratysławę i dotarłem do Budapesztu. Plany na przyszłość: Słyszałem, że moja siostra już jest w domu, chcę najpierw tam jechać , a następnie razem jechać do Palestyny.
1959,M, rolnik ur. 1922, lat 23, Auschwitz (21 do 24-05-44), Buchenwald ( 26-05-44 do 2-06-44), Dora ( 3-06-44 do 5-08-44), Erlich ( 6-08- 44 do 28-03-45), Bergen – Belsen ( 6t do 15-04-45)
W lutym 1941 r. Żydzi z Karpatenlandu , których warunki życia po wkroczeniu Węgrów pogarszały się z każdym dniem, zostali poproszeni przez władze, aby w określonym terminie przedłożyli dokumenty wymagane do nabycia obywatelstwa węgierskiego. Otrzymaliby oni czasowe zezwolenie na pobyt ważne sześć miesięcy a w tym czasie miało być przyznawane węgierskie obywatelstwo na podstawie przedłożonych dokumentów .Ale w Irhoza, miejscowości mojego urodzenia i stałego zamieszkania, która była wsią liczącą 6000 mieszkańców, wśród których było ok. 2000 dusz żydowskich, mieliśmy łajdackiego notariusza, od którego zależało przekazanie tych niezbędnych dokumentów i który zażądał za to ogromnych sum pieniędzy, których większość Żydów z Irhoza nie była w stanie zgromadzić. Więc tym Żydów, gdy termin minął a nie złożyli wymaganych dokumentów ; w konsekwencji ostemplowano dokumenty jako cudzoziemców. To samo w sobie nie było żadnym nieszczęściem, ale dlatego, że byli tylko Żydami ,zostali potraktowani jak wszyscy inni Żydzi z zagranicy: jako obcy niepożądany element i zostali wyrzuceni. Całość była niczym więcej niż tylko grą słów, która miała na celu zapewnienie władzom węgierskim "podstawy prawnej" dla planowanej deportacji Żydów z Karpatenlandu , ponieważ władze węgierskie dobrze wiedziały, że deportowani nie są w stanie wywiązać się z rozkazu o dokumentach i czy chcą, czy nie chcą, muszą pozostać na terytorium Węgier, ponieważ nie mieli państwa na świecie i dlatego nie mieli nawet fizycznej możliwości, aby uciec z Węgier, ponieważ nie mieli ani dokumentów, ani pieniędzy. Teraz władze węgierskie przystąpiły do działania, powołując się na przepis prawa dla cudzoziemców, którzy kwalifikują się do przymusowego wydalenia i Żydzi z Karpatenlandu , których dokumenty ostemplowano jako cudzoziemców, zostali deportowani na Ukrainę w lipcu1941 roku. Także moi rodzice i siostra moja byli wśród deportowanych, ja i moi dwaj bracia uniknęliśmy deportacji tylko dlatego, że się ukrywaliśmy. Później udało się sprowadzić matkę i siostrę, dla ojca nie było to już możliwe, ponieważ zginął w pogromie Żydów w Delatynie. Notariusz z Irholo, o którym już mówiłem, pociągnął mnie do odpowiedzialności za sprowadzenie z powrotem matki i siostry i nie odpuścił, dopóki nie przeforsował mojego aresztowania. Policjanci zamknęli mnie, ale zostałem zwolniony po dziesięciu dniach, bo przekupiłem komendanta policji miasta Aknaszlatina, gdzie siedziałem w więzieniu, kwotą 50.000 pengo. Aż do pojawienia się rozporządzenia o gettach , nie byliśmy niepokojeni. W dniu 18 -05-1944 zostałem z moją rodziną (matka, siostra i dwóch braci) zabrany do getta w Munkaczu i stąd prosto do Auschwitz. Natychmiast po naszym przybyciu zostałem oddzielony od rodziny, ale matka, siostra i brat, jak ja, uszli z życiem, i już wrócili do
domu, o drugim bracie nic nie słyszałem. W Auschwitz pozostałem tylko trzy dni, a potem poszedłem z transportem pracy do Buchenwaldu, gdzie również pozostałem na krótko - około sześciu dni , bo stamtąd poszedłem do Dora. Tam zostałem już przydzielony do pracy, ale nie była ona w jakiś sposób zorganizowana, czas pracy był ustawiony arbitralnie, i trzeba było nie tylko ciężko pracować , ale byłem też mocno nadużywany. W czasie dwóch dni byliśmy wydani na nieograniczoną brutalność naszych nadzorców, którzy codziennie znęcali się nad 15-16-toma osobami. Szczęściem to straszne traktowanie trwało tylko , jak powiedziałem , dwa dni, po czym zostaliśmy włączeni do regularnej pracy. Dzienny czas pracy był dwanaście godzin i dzienna racja żywieniowa składała się z 50 dkg. chleba i 1 litra zupy. To był na pewno bardzo mało, ale byliśmy zadowoleni, ponieważ przynajmniej nie byliśmy źle traktowani. Po tym jak spędziłem dwa miesiące w Dora, poszedłem do nowego transportu pracy, który był przeznaczony dla Elrich. Ten transport składał się z 500 ludzi, w większości z chrześcijańskich osób cywilnych i jeńców wojennych, więźniów żydowskich było 50-ciu.
Obóz Elrich w tym czasie liczył około 4000 więźniów. Praca była ciężka, a jedzenie było bardzo skąpe. Nie mieliśmy prawie nic do ubrania i śmiertelność powodował nie tylko głód, ale też zimno było przyczyna wielu przypadków śmierci. Kiedy na przykład wychodziliśmy rano do pracy, musieliśmy stać przez około pół godziny przed blokiem. Było bardzo zimno i byliśmy prawie nadzy i było tak, ze kiedy w końcu odmaszerowaliśmy, na placu pozostało około 20 martwych, którzy zamarzli . Obóz został zaplanowany na 8000 więźniów, ale ten stan nigdy nie był kompletny, bo ludzie szybciej ginęli a była możliwość zastępowania ich nowymi. Jednak obóz był zawsze uzupełniany, ponieważ ciągle nadchodziły transporty z innych niemieckich obozów. W ciągu roku pobytu w obozie Elrich, który jak powiedziałem , miał stan 8000 osób , zmarło 9000 ludzi . Ta informacja pochodzi od francuskiego lekarza, który był także internowany w obozie i po wyzwoleniu przekazał mi swoje obserwacje. Kiedy z końcem marca 45 zbliżyły się do Elrich wojska amerykańskie, musieliśmy obóz opuścić i przyszliśmy do Bergen-Belsen. Ta podróż trwała osiem dni, a potem tak samo długo musieliśmy jeszcze czekać w Bergen-Belsen na nasze wyzwolenia, które nastąpiło w dniu 15 kwietnia 1945 roku. Byłem tak fizycznie zdegradowany , że nie byłem zdatny do transportu. Pozostałem dwa miesiące w Bergen-Belsen aż miałem tyle siły, że mogłem wyruszyć w drogę do domu.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:08, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2072,2M, robotnicy budowlani, ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( pocz. -05-44), Buchenwald 9 połowa do koń. -05-44), Dora ( pocz. 06-44 do poł-07-44), Harzung ( poł-07-44 do kon.-08-44), Elrich ( pocz.-09-44 do kon.-03-45), Bergen –Belsen ( 5 do 15-04-45)
Na początku maja 1944 roku , w ramach wykonywania rozporządzenia o gettach na Węgrzech zostaliśmy zabrani z miejsca naszego urodzenia i stałego pobytu Irhoç ; wsi w Karpathenlanfe liczącej 6000 mieszkańców, z czego około jedna trzecia Żydów, z naszymi rodzinami do getta w Munkaczu i stamtąd wprost deportowani do Auschwitz. (Rodzina Samu Kest składała się z rodziców, trzech sióstr i czterech braci, rodzina Gedejlovicsa Izsáka z ojca, brata , jego żony i dziecka. Obaj niezwłocznie po ich przybyciu do Auschwitz zostali oddzieleni od ich rodzin, tylko Samu Kest pozostał z bratem w wieku 17 lat, ale także tego musiał pozostawić w Auschwitz , gdy odszedł z transportem pracy do Buchenwaldu, podczas gdy brat , mechanik pozostał w Auschwitz. Ani o nim, ani o innych członkach rodziny nic więcej nie słyszał. Także Izsák Gedejalovics utrzymuje ,że stracił swoją rodzinę, bo ma doświadczenie, ponieważ po ich rozdzieleniu już więcej o nich nie słyszał.) W Auschwitz, oboje zostali po trzech dniach włączeni do transportu pracy, który poszedł do Buchenwaldu, gdzie także nie pozostali długo. Mianowicie, poszliśmy do kwarantanny, gdzie spędziliśmy dwa tygodnie, a następnie zostaliśmy włączeni do pewnego transportu pracy, który był przeznaczony do Dora. W Dora, musieliśmy wykonywać ciężką pracę, musieliśmy nosić szyny dziesięć metrów długości i ważące cztery cetnary metryczne ( 200 kg ). Jedną taką szynę musiało nieść sześciu ludzi. Przy tym nie było wolno zrobić nic, czym człowiek mógł sobie nieco ulżyć pracę, nie było wolno było nawet położyć czapki więziennej , którą więzień nosił, na ramieniu, na którym niósł szynę. Tak to wszystko zostało urządzone, aby nam pracę jeszcze bardziej uczynić ciężką, i z tym ogromnym brzemieniem na ramieniu musieliśmy biec kłusem całą drogę. Jeśli nie byliśmy wystarczająco szybcy, SS-mani , którzy nas nadzorowali, szczuli na nas duże psy , które były tak wyszkolone , że skakały na nas , gdy więzień zatrzymał się choćby na sekundę, aby złapać oddech. Psy gryzły ludzi głęboko w ciała, wielu z nas uległo pogryzieniu przez te ogromne psy. Także gdy przyjechaliśmy do Harzungen, panujące tam warunki różniły się tylko nieznacznie od tych już opisanych w Dora. Ale najgorsze zdarzyło się w Elrich, gdzie zostaliśmy zabrani. To, ze musieliśmy ciężko pracować i dostawaliśmy tylko niewiele do jedzenia, było mniejszym złem od tego, że przy tych strasznych cierpieniach musieliśmy jeszcze cierpieć od niewypowiedziane brudu, jaki tam panował . Przez pełne siedem miesięcy nie było wymiany ubrania na czyste. Robactwa, szczególnie wszy, było tak wiele, że można je było zeskrobywać z ciała. Możliwości umycia się nie było wcale, ludzie byli utytłani w brudzie. To był prawdziwy cud, że nie wybuchła żadna epidemia chorób, które zniszczyłyby cały obóz, ponieważ nie podjęto żadnych higienicznych środków zapobiegawczych ani nie było leków. Druga katastrofa, wynikająca z tej pierwszej była taka, że prawie wcale nie było można spać w nocy, było bardzo dobrze, jeżeli człowiek przespał jedną godzinę. Należy jednak podkreślić, że nie-żydowscy więźniowie, wśród których byli członkowie różnych narodów, zwłaszcza francuskiego, Polacy i Rosjanie ,cierpieli od takiego samego traktowania, jak Żydzi i w tych samych proporcjach podlegali cierpieniom fizycznym i duchowym, jak więźniowie żydowscy. W końcu marca, miasto Nordhausen które było odległe od naszego obozu tylko o cztery kilometry, padło ofiarą niezwykle intensywnego bombardowania, i zarządzono ewakuacje obozu. Zabrano nas na dworzec kolejowy, i stłoczono w jednym wagonie nie mniej jak 10 osób. Na podróż do Bergen-Belsen - to był nasz cel - która trwała sześć dni i sześć nocy, każdy dostał 80 dkg chleba . Wszyscy głodowali i wielu z nas umarło z głodu każdego dnia były nowe ofiary, wkrótce pociąg został zatrzymany na pewnej stacji i zmarłych wyrzucony z pociągu. Kiedy przyjechaliśmy do Bergen-Belsen , z każdego wagonu wyszło nie 130 osób, które były tam na początku podróży, ale najwyżej 80 mężczyzn, były również takie wagony , które straciły o wiele więcej, niż jedna trzecia stanu. W Bergen-Belsen nie musieliśmy pracować, ale również nie byliśmy w stanie, bo byliśmy całkowicie zdegradowani fizycznie i ledwo staliśmy się na nogach. W całkowitej apatii spędziliśmy jeszcze dalsze dziesięć dni, które musieliśmy odczekać do chwili naszego wyzwolenia i 15-04-45 Brytyjczycy wkroczyli do Bergen-Belsen. Pozostaliśmy jeszcze sześć tygodni w obozie, następnie doprowadzono nas do Celle, gdzie spędziliśmy jeszcze dwa miesiące,
aż mogliśmy z czechosłowackim transportem wyruszyć do Budapesztu .Samu Kest i Izsák Minut Gedajlovics.

2073,M, pomocnik w produkcji walizek, ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 24 do 26-05-44), Buchenwald ( 28 do 30-05-44), Dora ( 1-06-44 do poł 07-44), Erlich( poł.-07-44 do poł-03-45), Bergen ( poł. -03-45 do pocz.-04-45)
Rozporządzenie o gettach wprowadzono w Beregszász w życie pod koniec kwietnia. W getcie tego miasta, w którym się urodziłem i stale mieszkałem, było w tym czasie skoncentrowanych 12 000 Żydów,z czego około 6-7 tysięcy było z samego Beregszász. Po trzech tygodniach rozpoczęły się deportacje Żydów z getta Beregszász ; te zostały dokonane w czterech transportach. Z jednym z tych transportów ja także dostałem się do Auschwitz. Lecz byłem tam tylko dwa dni, ponieważ w tym czasie zostałem włączony do pewnego transportu pracy liczącego 2000 osób. Transport ten poszedł do Buchenwaldu, gdzie również nie pozostaliśmy długo , ale po dwóch dniach poszliśmy do Dora. W Dora byliśmy już przydzieleni do regularnej pracy. Obóz Dora, który wtedy liczył około 8000 więźniów, został rozszerzony w tym czasie. Zostały zbudowane nowe baraki i na tej budowie musieliśmy my, więźniowie nosić deski. To samo w sobie nie byłoby trudnym zadaniem , ale deski musiały być wnoszone pod górę i to w biegu. Popędzano nas w sposób najbardziej nieludzki, który z nas nie mógł nadążyć, został pobity do krwi. To trwało około dwóch tygodni, potem sytuacja poprawiła się, bo zostaliśmy przypisani do różnych zadań, wśród których było kilka o lżejszym charakterze. Ponadto nie było też bicia ani innego znęcania się. Tak pracowałem około trzech tygodni, dopóki nie sformowano nowego transportu pracy, który liczył nie więcej niż 68 ludzi i poszedł do Elrich. Ale nie pracowaliśmy w samym Elrich, ale w Wolfsleben, miejscu pracy które było odległe o osiem kilometrów, skąd nas każdego rana wyprowadzali. Byłem tu wykorzystywany do różnych prac, w tym do wiercenia otworów w tunelu w skale. Tu miałem pracować na dziennej zmianie i to w najbardziej niekorzystnych warunkach pracy. Do ciężkiej pracy dochodziło złe wyżywienie i złe traktowanie. Ze względu na fałszywe oskarżenia zostałem kiedyś ukarany tak mocno, że nie tylko ciężko zachorowałem, ale także dwa na tygodnie na jedno oko nic nie mogłem widzieć. I stałem się niezdolnym do pracy i zostałem wysłany z miejsca pracy w Wolfsleben do Elrich na leczenie. Leczenie trwało kilka tygodni i kiedy się zakończyło i zostałem wyleczony, gdy chciałem powrócić na miejsce pracy, nie było to już możliwe, ponieważ droga była już zablokowana przez amerykańskich żołnierzy, którzy już zajęli całą okolicę. Stąd zaprowadzono nas do Bergen, który został zajęty po dwóch i pół tygodniu przez Anglików. Zostałem pod Anglikami w Bergen jeszcze przez dwa miesiące, gdzie mieliśmy bardzo dobrze. Po tym jak wyzdrowiałem całkowicie, zabrano mnie jeszcze do Celle. Po sześciu tygodniach pobytu w Celle, poszedłem z kolejnym czechosłowackim transportem do Ojczyzny.
2161,M, urzędnik miejski ur. 1906, lat 39, Auschwitz (25do27-05-44 ), Monowitz (27-05-44do27-11-44 ), Dora (6-12-44do7-04-45), Salzwedel (13do14-04-45 )
Środki , które zostały podjęte w stosunku do Żydów mieszkających w tym kraju przez węgierski rząd od czasu inwazji wojsk węgierskich na Karpathenland ; wywołały wśród lokalnej populacji mieszane uczucia. Niemcy i Węgrzy przyjęli te środki nawet z pewnym entuzjazmem, jako według nich nawet niewystarczająco surowe, a nawet można było odczuć pewną radość z cudzego nieszczęścia, podczas gdy autochtoniczna ludność rosyjska i wyrażała ciepłe współczucie dla Żydów i te środki ostro potępiała, przyjmując pogląd, że to, co się dzisiaj stało z Żydami, jutro może się im zdarzyć, ponieważ stanowią oni mniejszość narodową. W getcie Huszt, gdzie skoncentrowano nie tylko Żydów z tego miasta, ale także z całej okolice, panowały całkiem uporządkowane stosunki, co było głównie zasługą Rady Żydowskiej. Ta składała się z najbardziej szanowanych przedstawicieli Żydów z Huszt, jej głównym problemem było zapewnienie, przede wszystkim, zaopatrzenia w żywność. Osiągnęli to w ten sposób, że scentralizowali dostawy żywności żydowskiego pochodzenia i wszystkie osoby przebywające w gettach były równomiernie tym obdzielane. Jedzenie było dostarczane w wystarczającej ilości. Także inne środki, które podjęła Rada Żydowska, były w pełni uzasadnione, uznane przez władze państwowe i miejskie, którzy wspierali Radę Żydowską w jej środkach . Policja i żandarmeria zachowywali się całkiem poprawnie. W dniu 22 maja nastąpiła deportacja do Auschwitz. Wraz z innymi Żydami z getta Huszt poszedłem też i ja w towarzystwie żony i syna do Auschwitz, gdzie od razu po przybyciu oddzielono mnie od obojga. Moja żona pozostała przy życiu, czego mogę wiarygodnie dowieść, ale o losie mojego dziecka nic nie wiem. Musiałem czekać tylko dwa dni, a następnie zabrano nas z transportem pracy do niedaleko leżącego Monowitz, 1200 silnych ludzi i ja do tego transportu zostałem zakwalifikowany. Transport ten był przeznaczony do pracy w fabryce chemicznej. Ale do biura fabryki też byli potrzebni pracownicy, a wśród ludzi wybranych do pracy w biurze byłem również ja. Poszedłem do biura i utrzymałem ten przydział pracy przez cały czas, który pozostał do końca mojego przebywania w Monowitz - sześć miesięcy. I nie mogę narzekać ani na niedostateczne wyżywienie , ani na złe traktowanie. O wydarzeniach w obozie nie jestem poinformowany, ponieważ moja praca tak mnie absorbowała, że nie miałem zupełnie czasu zajmować się sprawami rozgrywającymi się poza biurem. Pewnego dnia przyszedł rozkaz o ewakuacji fabryki, jakimi okolicznościami był spowodowany , nie wiem, ale zakładam , że coraz częściej powtarzające się ataki z powietrza i podejście frontu stworzyło do tego powód. Poszedłem z większym transportem do Dora. Mieliśmy część drogi do celu przebyć częściowo pieszo, częściowo koleją , ten ostatni odcinek oczywiście w otwartych wagonach. Byliśmy tam wystawieni bez żadnej ochrony nie tylko zimno, ale również cierpieliśmy z głodu i pragnienia, jako że nie otrzymaliśmy żywności na drogę i nie byliśmy w jakiś sposób żywieni w trakcie podróży, która trwała dniami . I tak doszło do tego , że zimno, głód i pragnienie spowodowały w naszych szeregach prawdziwe spustoszenie; z 20.000 ludzi, którzy wyszli z Monowitz ; przybyło Dora w sumie 3800 ludzi- reszta zginęła w ciągu dziewięciu dni podróży z Monowitz do celu w Dora . W Dora pracowałem w pewnej fabryce do montażu " broni odwetowej " V 1 i V 2 . Traktowanie nie było na ogół dobre, szczególnie cierpieli od tego Żydzi, którzy otrzymywali ubogi posiłek, ale byli bici w szerokim zakresie. W Dora mieszkaliśmy przez cztery miesiące. Potem załadowano nas na wagony i jechaliśmy sześć dni do Salzwedel, gdzie przybyliśmy, ale już następnego dnia uwolniły nas wojska amerykańskie. Amerykanie powierzyli mi zorganizowanie powrotu do domu, więc pozostałem jeszcze przez trzy i pół miesiąca w Salzwedel
2222, M, ślusarz, ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 20 do 28-05-44), Fallesleben ( 31-05-44 do 15-07-44), Till ( 16-07-44 do 15-09-44), Dörnau ( 16-09-44 do 10-10-44), Dora ( 13-10-44 do 13-04-45), Bergen – Belsen ( 25-04-45 do 14-05-45)
Załadowali mnie na wagon w getcie Mátészalka razem z krewnymi. Podczas podróży jechaliśmy w strasznych mękach, bo wagony były zamknięte, w bydlęcych wagonach zostało stłoczonych po 80 osób , ani siedzieć, ani stać na nie byliśmy w stanie. W drodze nie dostaliśmy jedzenia, wody pitnej nie było wcale, po trzech dniach i trzech nocach strasznych cierpień przybyliśmy do Auschwitz. Tu nastąpiła rutynowa selekcja przeprowadzona przez lekarza obozowego dra Mengerle, część po kąpieli, strzyżeniu dostała w zamian za własne ubrania więzienne pasiaki. Pracy tu nie było wcale, ale po 8-miu dniach wybrali fachowców i zabrali nas transportem kolejowym około 300 osób do Fallersleben, gdzie pracowaliśmy w fabryce amunicji. (05.01)wykonywaliśmy bardzo ciężkie prace w nocy, naszymi nadzorcami byli żołnierze SS, którzy traktowali nas nieludzko. Jeśli nie byli zadowoleni z pracy danej osoby , to powiesili ją tam w miejscu pracy. Dzienny czasu pracy był 12 godzin a racja żywieniowa składała siez 30 dkg chleba i zupy bez zawartości. Tymczasem , po silnym bombardowaniu fabryki, po 6 tygodniach wywieźli nas wagonami do Till. Tu również pracowaliśmy w fabryce amunicji pod surowym nadzorem SS, którzy nas bili bez żadnego powodu. Rygor był wielki, był zakaz mówienia do siebie w pracy, żeby nie przekazywać sobie wzajemnie tajemnic wojskowych . 2 miesiące później, kiedy Amerykanie zbliżyli się, zabrali nas do Dörnau. Stłoczyli w wagonie po 70-60 ludzi, na cztery dni podróży otrzymaliśmy tylko raz chleb. W Dörnau pracowałem przy budowie tunelu, to była bardzo ciężka praca, w warunkach stałego bicia. Bardzo cierpieliśmy z powodu deszczowej pogody, ponieważ nie mieliśmy płaszczy, wielu było bez butów. Stąd po raz kolejny pojechaliśmy w wagonach do Dora. W Dora pracowało nas 40000 w pewnej fabryce amunicji, która została zainstalowana w tunelu (V.1.) To była bardzo ciężka praca, czas pracy był 12 godzin dziennie i dziennie dostawaliśmy raz mały kawałek chleba i po pół litra zupy. Czasami zdarzało się, że zakończeniu pracy następowało o 21 wieczorem, kiedy był nalot, było po północy, kiedy dotarliśmy do obozu a następnego dnia o wpół do 4-tej rano musieliśmy być na placu apelowym. Więc mogliśmy spać tylko kilka godzin. Dziennie było wielu chorych, większość zmarła na gruźlicę, ponieważ w fabryce było mało powietrza. Chorzy byli zwykle zbierani i wywożeni, wkrótce znów powracali, ale potem już umierali a następnie spalali ich wszystkich w krematorium. Pracowałem tutaj, 6 miesięcy, kiedy zbliżyli się Amerykanie , wywieźli nas w wagonach do Bergen-Belsen. Na drogę dostaliśmy pół chleba, 120 ludzi stłoczyli w wagonie towarowym, nie byliśmy się w stanie poruszyć, bez wody, bez powietrza, tak, ze wielu ludzi zginęło tam w wagonach. SS stale nas napastowali, a zwłaszcza zastrzelili wielu ludzi w wagonie, którzy nie byli w stanie wykonać polecenia w wagonie z braku miejsca. Po 12 dniach strasznych cierpień przyjechaliśmy na miejsce. W obozie nie było już pracy dla nas, ale jedzenia nie dostawaliśmy już nic w ogóle. Był wodociąg, ale SS nie pozwalali z niego korzystać, cierpieliśmy piekielne męki z pragnienia, i każdy był zawszony. W rezultacie, wybuchła epidemia tyfusu, setki ludzi ginęło dziennie. Był rewier, ale chorych nie leczono wcale. Zmarłych chowano, większość polewano benzyną i spalano. Nagle w połowie kwietnia pojawiło się w obozie wojsko brytyjskie, które nas wyzwoliło. Oni zadbali o przyzwoite wyżywienie i czystą odzież po dezynfekcji. Stamtąd zabrali nas do Zellé, gdzie dalej wypoczywaliśmy przez cztery tygodnie. Z czeskim transportem wyruszyliśmy w podróż do domu. Plany na przyszłość: emigracja do Palestyny.
2234, M, student ur. 1928, lat 17, Auschwitz (3-06-44do10-06-44 ), Fünfteichen (15-06-44do10-12-44 ), Grossrosen (14-12-44do 4-02-45 ), Buchenwald (15-02-45do18-02-45 ), Dora ( 20-02-45do2-04-45 )
W gettcie Irsava byliśmy 8 dni a następnie przekazano nas do pociągiem do Munkacsa. Byłem z moimi rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa. Spędziliśmy tutaj 6 tygodni. To getto było znacznie gorsze, niż poprzednie. Strasznie głodowaliśmy. Wielu ludzi nie miało miejsca do spania i tak spaliśmy na ziemi. Dla żandarmów getto było ulubioną rozrywką. Pojawiali się, kiedy chcieli i bili, kogo tylko chcieli. Czasami zabierali do rzeki i zmuszali do pływania i zanurzenia się. Młodym chłopakom po tym nic nie było, ale oni robili to też ze starymi i chorymi ludźmi. Pewnego dnia otwarli bramę getta i pognali nas do wagonów jak owce. Twierdzili, że pojedziemy dni i pozostaniemy w kraju, a rodziny nie będą rozdzielane. A potem przybyliśmy do Auschwitz, które nie leżą na Węgrzech, i w pierwszej minucie rozdzielili rodziców, i krewnych. Po 6 dniach przydzielono mnie do transportu i poszliśmy do Fünfteichen. Był to bardzo wielki obóz. Stan osobowy był 6000 więźniów: Rosjan, Polaków, Francuzów i Żydów. Pracowaliśmy w fabryce broni Kruppa, robiliśmy wały do silników samolotów. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia, tylko chleb i zupę. Nasza praca była bardzo ciężka i niemieccy kapo nas bili. Osłabieni głodem ludzie, wybierali z ziemi surową marchew i zjadali śmieci i odpadki. Od tego dostawali czerwonkę, biegunkę i cicho umierali . Byłem tutaj 5 miesięcy, a następnie wyruszyliśmy stąd pieszo dalej. Podróż trwała kilka dni, a dwa razy przez cały czas dostaliśmy czwartą część bochenka chleba na osobę. Przyszliśmy do Grossrosen. To był straszny obóz. Wszy wisiały w ubraniach w grupach, ledwie coś dali jeść i ludzie ginęli w wielkiej liczbie. Jeśli ktoś tam nie przyszedł na przydział obiadu, ponieważ był tak chory i słaby, że nie mógł już stać na nogach, lub jeśli ktoś poprosił o zupę, to był pobity pałką na śmierć. Stamtąd też poszliśmy. Umieścili nas w pociągu i jechaliśmy cztery dni . W 4-tym dniu w godzinach wieczornych pociąg zatrzymał się. Obok nas stał pociąg towarowy. Pomyślałem sobie, że to wszystko jedno, czy umrę, czy mnie zastrzelą podczas próby ucieczki. Przeskoczyłem do tego pociągu i ukryłem się tam. 2 dni jechałem do polskiej granicy. W Csensztohová teraz już byłem tak głodny, że nie mogłem tego znieść, wysiadłem i podszedłem do chłopa, zapytałem o jedzenie a potem spytałem gdzie są partyzanci. Poszedłem według jego wyjaśnień i w lesie spotkałem rosyjskich partyzantów , ubranych w cywilne ubranie. Przyłączyłem się do nich, dostałem białą opaskę z czerwoną gwiazdą i broń i zostałem partyzantem. Była to niesamowita radość! Jeżeli w walce z Niemcami miałem się wystawić się na niebezpieczeństwo, to było ono równe dla obu stron, nie byłem zamknięty, bezradny i zdany na łaskę Niemców, których nienawidzę wszystkich ! W dzień spaliśmy w nocy poszliśmy do lasu. Wysadzaliśmy pociągi i zapobiegaliśmy jakiejkolwiek pracy przeciwnika. Pewnego wieczoru byliśmy na patrolu i nagle zobaczyłem nadchodzących Niemców. My dwaj byliśmy z przodu, rzuciliśmy broń i pobiegliśmy do przodu. Siedmiu z naszych towarzyszy, którzy byli w bunkrze, nie mogło już nic zrobić, i zostali zabici przez Niemców. Wzięto nas do niewoli i wywieziono do Buchenwaldu jako więźniów politycznych . Bili nas przez 2 dni i dlatego, że się przyznaliśmy, wywieźli nas do Dorá. Tu kierowano uciekinierów do ciemnej, podziemnej piwnicy. Dwa razy dziennie otwierali piwnicę. W pierwszym dniu dali nam po 1 litrze zupy i 1/8 bochenka chleba, a po drugie spuścili na nas psy. Gryzły nas 5-8 minut i szarpały, potem zostały komendą odwołane. Gdybyśmy zostali rozerwani na strzępy, byłoby to zbyt proste. Trwało to 2 tygodnie. Kiedy uważali że mam dosyć, zapytali mnie dlaczego byłem w nocy w lesie, czy nie byłem partyzantem? Zawsze mówiłem, że byłem tam przez przypadek, i uciekałem do Rosji. Nie uwierzyli i śledczy SS krzyczał na mnie i kazał podnieść ręce. Podniosłem, a on przestrzelił mi lewy nadgarstek. Choć bardzo mnie bolało, potwierdziłem zaznanie. Wtedy mnie zwolnili z piwnicy i poszedłem do aryjskiego obozu, byłem z Polakami. Przypisano mnie do lekkiej pracy, cały dzień cerowałem pończochy. Raz w tygodniu, stawiałem się w biurze, gdzie potwierdzali , że nie uciekłem. Żywności było też o wiele więcej niż w żydowskim obozie. Po kilku tygodniach cały obóz został rozwiązany. Pojechaliśmy pociągiem, a następnie wysiedliśmy i musieliśmy iść pieszo trzy km do Bergenbelsen. Po drodze spotkaliśmy grupę, którzy przybyli stamtąd, w której było dużo Żydów z Budapesztu. Mówili , że Bergenbelsen jest obozem zagłady, szaleje tyfus, czerwonka, nie można dostać niczego do jedzenia, w obozie są stos zwłok i pokazywali, co się dzieje z ludźmi. Faktycznie wyglądali jak martwi, ich kości grzechotały a na ich twarzach była napisana śmierć. Uciekłem razem z pięcioma kolegami. Uciekliśmy do lasu i przez 3 dni ukrywaliśmy się tam. W czwartym dniu było duże bombardowanie , i nie znalazłem moich znajomych. Biegnąc w dół drogi, wpadłem na amerykański czołg. Oficer, który siedział na nim, zapytał o drogę do Berlina. Pokazałem mu, i pojechaliśmy razem. Stamtąd skierowano mnie do Bergen, gdzie pracowałem w kuchni. Brytyjscy żołnierze gotowali bardzo dobrze. Po pierwsze, wyruszyłem do domu żeby zobaczyć czy wrócił ktoś z rodziny, a następnie powróciłem do Pragi, gdzie znajomy amerykański żołnierz chciał mnie zabrać ze sobą. Dla mnie wszystkim czego chcę, aby wyjechać do Ameryki.
2341,M, uczeń ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 22 do 24-05-44), Mauthausen ( 30-05-44 do 30-08-44), Buchenwald ( 3-09-44 do 4-10-44), Dora ( 8-10-44 do 10-01-45), Salzwedel (23-01-45 do 14-04-45)
W getcie Beregszasz byłem przez 4 tygodnie z moimi rodzicami i braćmi. Następnie załadowano nas na wagony i wywieziono do Auschwitz. Po ostrzyżeniu na łyso i rozebraniu się wprowadzono nas do bloku, gdzie nas ćwiczyli przez dwa dni i nie dali kęsa jedzenia. Potem przyszedłem do Mauthausen, gdzie byłem przez trzy miesiące. Tu nosiliśmy deski i rozładowywaliśmy szyny. Kiedy zakończyliśmy tę pracę, pracowaliśmy w tunelu, w podziemnej fabryce. To była bardzo ciężka praca, ale najgorszy był brak powietrza. Każdy był blady i żółty, i wielu ludzi tam zmarło. W tej kopalni z najsilniejszego zdrowego człowieka w cztery tygodnie robił się szkielet. Gdy wieczorem wychodziliśmy, chwialiśmy się i mieliśmy zawroty głowy od zmiany powietrza. Traktowanie było złe i nieludzkie. Stąd poszliśmy do Buchenwaldu, gdzie byłem jeden miesiąc. Pierwsze dwa tygodnie było dobrze , czyściliśmy kartofle. Drugie dwa tygodnie były bardzo ciężkie, nosiliśmy deski i byliśmy w pracy popędzani biczem. Stąd dostaliśmy się do Dora. Tutaj znów pracowaliśmy w podziemnej fabryce . Przygotowywaliśmy bomby. Dziennie dostawaliśmy 1 litr zupy i trzy kartofle. O 9-tej rano zabieraliśmy się do pracy i pracowaliśmy aż do 21-tej wieczorem. W czasie gdy zakończyliśmy prace były regularnie alarmy lotnicze. Wtedy schodziliśmy do bunkra i była trzecia w nocy, kiedy kładliśmy się na prycze. Wstaliśmy już o piątej rano i staliśmy godzinami na apelu. Pierwsze dwa tygodnie wcale nie dostawaliśmy chleba, potem był jeden na 12-tu. Wiele osób też tu zmarło. Stąd zabrali nas do Salzwedel, szliśmy pieszo 12 dni. Każdego, kto trochę odsunął się na bok szyku lub pochylił się nieco by złagodzić głód-tego zastrzelili. W Salzwedel byliśmy do wyzwolenia. Na koniec już w ogóle się o nas nie troszczyli, jedzenia nie było. Było tak, że zginęlibyśmy wszyscy, gdyby w ostatniej chwili nie zostaliśmy uratowani przez Brytyjczyków, którzy po wyzwoleniu w pełni nas wyposażyli.
2372, M, pracownik polowy ur. 1926, lat 19, Auschwitz (2do9-05-44 ), Monowitz (10-05-44do pocz-01-45 ), Dora ( pocz. 01-45do04-45 ), Bergen – Belsen (7do15-04-45 )
…….. Ja pozostałem w Monowitz do początku stycznia, kiedy front zbliżył się jeszcze bardziej , i obóz został ewakuowany. Przyszedłem do Dora do obozu pracy. Sytuacja tutaj była gorsza niż w fabryce Buna. Mianowicie praca była jeszcze cięższa, było jeszcze mniej żywności /nie dawali prawie nic do jedzenia / a traktowanie było dużo bardziej dotkliwe, a często chłostali ludzi z najbłahszego powodu w sposób najbardziej bezlitosny. Tam też z chorych i niezdolnych do pracy tworzyli transport i także odsyłali ale także nikt nie wiedział co się z tymi ludźmi działo dalej. Po trzech miesiącach został także obóz Dora ewakuowany a teraz doszedłem do Bergen-Belsen. Tu już wiedzieliśmy, że nie będziemy musieli długo czekać na wyzwolenie i rzeczywiście, nastąpiło to w ośmiu dniach i 14-04-45 do Bergen-Belsen weszli Brytyjczycy i nas wyzwolili
2651, M, kupiec ur 1905 lat 40, Auschwitz ( 22-05-44 do 3-06-44), Fallersleben ( 6 do 28-06-44), Tyll ( 30-06-44 do 1-10-44), Dörnau ( 3-10-44 do poł-11-44), Dora ( poł. 11-44 do kon.-12-44),Osterode ( Kon.-12-44 do kon.-04-45)
W drugiej połowie kwietnia 1944 roku Żydzi z Ungvár, miejsca mego urodzenia i stałego zamieszkania , zostali skoncentrowani w odrębnej części miasta, dokąd także ludność żydowska okolicy została sprowadzona. Ja przybyłem do tego getta w dniu 22 kwietnia, i spędziłem tam około czterech tygodni. Wtedy zostałem z moją rodziną, która składała się z żony i dwójki dzieci, moich rodziców, trzech sióstr, szwagra i bratanicy, deportowany do Auschwitz. Natychmiast po opuszczeniu wagonów nastąpiła selekcja, w rezultacie której pozostałem razem tylko ze szwagrem, ale później zostałem także z nim rozdzielony, kiedy ja opuściłem Auschwitz z transportem pracy a on pozostał w Auschwitz. Co działo się z nim dalej, nie wiem, nie wiem również nic o moją żonie, dzieciach i rodzicach . Wiem tylko że niektóre z moich sióstr przeżyły. Po dwunastu dniach został zestawiony transport pracy liczący 300 mężczyzn do którego wliczano wyłącznie pracowników przemysłu metalowego. Byli to głównie Żydzi z Transylwanii ( Siedmiogrodu ), w tym 150 z Nagyvárad. Także ja zostałem wliczony do tego transportu, choć nie byłem metalowcem, ale myślałem, że jakkolwiek sprawa się obróci, dla mnie najważniejsze jest opuszczenie Auschwitz. I to się udało, transport przybył do Fallersleben, gdzie zostaliśmy zatrudnieni w fabryce części do samolotów . W tej fabryce była także produkowana amunicja i także między innymi broń odwetowej "V 1". Warunki pracy i traktowanie więźniów były takie same, jakie mieli inni pracownicy. Zmieniło się to jednak całkowicie , gdy część fabryki, gdzie pracowałem w czasie nalotu została trafiona bombą i została całkowicie zniszczona. Nasza praca fabryka znalazła w ten sposób gwałtowny koniec, ale nie zostaliśmy stamtąd usunięci , ale byliśmy używani do usuwania ruin. Niemniej jednak tak ludzkie traktowanie nas od tego dnia stało się zupełnie odwrotne, to znaczy że stali się dla nas ordynarni i brutalni i bili nas za każdy drobiazg. Ale nawet tam, gdzie nie było najmniejszego powodu do karania, tworzyli takie, tak by mogli nas bić. Ja napisałem o tej zmianie faktu, że robiliśmy w fabryce pracę wykwalifikowaną. Ale teraz wykwalifikowani pracownicy w Niemczech byli szczególnie bardzo poszukiwani w przemyśle wojennym, wzięli także nas i zadali sobie trud, aby nas chronić. Ludzi do usuwania gruzu było wystarczająco dużo, ale nie byliśmy już postrzegani jako wykwalifikowani fachowcy, ale tylko jako żydowscy więźniowie, i dali nam takie same warunki, jakie były powszechne wśród żydowskich więźniów w ogóle. W sumie mieliśmy pracował w fabryce / jako pracownicy wykwalifikowani/ jakieś dziesięć do dwunastu dni, i jeszcze dalsze dziesięć dni byliśmy zajęci uprzątaniem ruin, a potem zostaliśmy odtransportowani dalej. Przyszliśmy do Tyll we Francji w Departamencie Mozeli, w rejonie Nancy. Tam spotkaliśmy 500 węgierskich Żydów, którzy już wcześniej tam zostali przywiezieni z Auschwitz, aby budować obóz. Teraz nas to sprowadzono do prac budowlanych lub do udzielenia pomocy tym pięciuset , ale nie byliśmy w stanie skontaktować się z nimi w ogóle. Traktowanie kierownictwa i strażników było surowe ale nie nieludzkie, bo nie byliśmy chłostani, ale dostawaliśmy bardzo ograniczone racje, więc często głodowaliśmy. Ludność francuska zachowywała się wobec żydowskich więźniów wielkodusznie i ja tego zachowania się nie chciałbym nie docenić. Przede wszystkim umieszczali potajemnie jedzenie dla nas gdzie tylko mogli . Potem zgłosili się do kierownictwa obozu , że chcą nam przysyłać chleb na obiad lub kolację, co zostało odrzucone przez administrację obozu. Ale także w inny sposób ludność chętnie i w każdy możliwy sposób ułatwiała nam życie. Raz pomogli w ucieczce jednemu z naszych towarzyszy niedoli, pewnemu Froimovicsowi z Beregszász, który został deportowany z Zenta do Auschwitz a stamtąd tutaj. Było to tak, że byliśmy wyprowadzani do i z miasta w celu usuwania gruzu. Przy jednej takiej okazji odbyła ucieczka Froimovicsa i chać za zbiegiem zorganizowano prawdziwe polowanie na czarownice, nie byli w stanie go złapać, bo ukryła go ludność miejscowa. Spędziłem trzy miesiące w Tyll i odeszliśmy stamtąd kiedy Paryż padł i Brytyjczycy zbliżyli się także do nas. Ale do transportu, z którym ja poszedłem , nie zostało zabranych tych pięciuset, pozostali oni nadal w Tyll i kiedy zostali oni zabrani i co się z nimi dalej stało , nie wiem nic. Nas doprowadzili do Dernau / między Kolonią i Koblencją /, gdzie mieliśmy budować w pewnym tunelu fabrykę wytwarzającą „V1”. Kierownikiem budowy był inżynier i porucznik SS, który kierował tą pracą już w Fallersleben. Należy żywo podkreślić, że ten porucznik zachował się bardzo przyzwoicie wobec nas już w Fallersleben, nie tylko sam zachowywał się po ludzku, ale też wielokrotnie interweniował u naszych dowódcy, sierżanta SS Schmidta, który był otwartym sadystą i traktował nas z wyrafinowanym okrucieństwem. I nie posunę się za daleko, jeżeli powiem, że zawdzięczamy nasze życie temu porucznikowi, ponieważ w innym przypadku sierżant byłby nas zakatował na śmierć swoim okrucieństwem. Podkreślał on wielokrotnie, że Żydzi mogą sobie życzyć klęski Niemiec ale przez to się i tak nie uwolnimy, bo jak Niemcom pójdzie źle, i gdyby Niemcy mieli ulec, to wytępią wszystkich Żydów, którzy są w ich rękach. Jeżeli więzień utracił w wyniku ciężkiej pracy część zdolności do pracy, otrzymał od inżyniera lżejszy przydział pracy, aby chronić tych, którzy tego wymagali ale to powstrzymywał sierżant Schmidt. Ponieważ inżynier był kierownikiem budowy i Schmidt nie śmiał kwestionować faktu, że mu podlega, wyładowywał swoja złość na tych, którym przydzielono lżejszą pracę. Także ja należałem do tych potrzebujących ochrony a miałem wykonywać roboty budowlane. Ta praca była nadzorowana osobiście przez sierżanta, przy czym bardzo popędzał w pracy, przy czym bił każdego z nas deską po głowie. Cios, który spadł na mnie odczułem tak mocno, ze upadłem na ziemię i zostałem zabrany do szpitala, gdzie zostałem wzięty do leczenia. Byłem jeszcze w szpitalu pod opieką, kiedy trzeba było ewakuować Dernau z powodu zbliżenia się Anglosasów. Z całym transportem więźniów wywieziono też i więźniów znajdujących się w szpitalu, a mianowicie do Dora. W Dora natychmiast zostałem odwieziony do szpitala gdzie byłem półtora miesiąca leczony. Kiedy zostałem zwolniony ze szpitala, dostałem przydział do lekkiej pracy, ale nie trwało to długo, bo po tygodniu Dora została ewakuowana a nas wywieziono stąd do Osterode koło Harzu, gdzie mieliśmy pracować w pewnej fabryce amunicji. W związku z tym także ja byłem brany pod uwagę, i przydzielono mnie do pracy, którą mogłem wykonać w pozycji siedzącej. O wiele łatwiejszą praca przez to nie była, musiałem wrz z innymi pracować po 12 godzin dziennie, chociaż moje obrażenia faktycznie nie jest jeszcze w pełni wyleczone , a mój stan pogarszał się coraz bardziej. Do tego znacząco przyczyniał się fakt, że dostawaliśmy tylko trochę jedzenia. Ale poza tym nie mogliśmy narzekać na traktowanie, które było surowe , ale nie nieludzkie. W ciągu czterech miesięcy, kiedy pracowałem w Osterode w Harzu, mój stan fizyczny pogorszył się do tego stopnia, że nie byłbym w stanie znieść tego dłużej, gdyby się nie zbliżył front. Praca w fabryce została zatrzymana a my wyruszyliśmy w marsz pieszy, którego cel był nam nieznany. Dziennie maszerowaliśmy trzydzieści do czterdziestu kilometrów, przy czym byliśmy popędzani przez eskortę do najwyższego wysiłku. Trwało to przez trzy dni, dopóki nie zostaliśmy w pobliżu Brunswick zaskoczeni przez Amerykanów.
SS starali się im oprzeć, ale tylko aby osłonić swój odwrót, była niewielka strzelanina, po czym SS uciekli i zostaliśmy wyzwoleni przez wojska amerykańskie.
2705,M, pomocnik malarza pokojowego, ur. 1925, lat 20, Auschwitz, Buchenwald, Dora, Harzung, Elrich, Bergen – Belsen
Moja deportacja z getta w Munkaczu nastąpiła w dniu 25 kwietnia 1944 r., mianowicie do Auschwitz, gdzie przybyłem trzy dni później. Przyjechałem do Auschwitz z moją rodziną , która składała się z moich rodziców, dwóch braci, czterech sióstr i ich ośmioro dzieci. Ja oprócz tego miałem trzech braci, którzy byli w getcie, ale nie zostali jeszcze deportowani ponieważ przenieśli się do wojskowej służby pracy, tylko jeden z nich wrócił, pozostali dwaj przepadli w Rosji. Z moich czterech sióstr trzy były zamężne ; wszyscy trzej szwagrowie zostali również powołani do wojskowej służby pracy. Także spośród nich tylko jeden powrócił, jeden zginął a jeden jest zaginiony. Od razu po przybyciu do Auschwitz zostałem od mojej rodziny oddzielony, ale co się stało z rodzicami , rodzeństwem i dziećmi rodzeństwa, nie wiem nic, o od czasu naszego rozdzielenia nie słyszałem o nich. Podobno tylko jedna siostra wróciła do domu. Mój pobyt w Auschwitz była tylko krótkotrwały, bo po zaledwie czterech dniach zostałem zakwalifikowany do transportu pracy , z którym przyszedłem do Buchenwaldu. Także w Buchenwaldzie, pozostałem tylko przez krótki czas. Tam były transporty pracy zestawiane do innych punktów taj jak w Auschwitz i minęły dwa tygodnie, gdy to przegrupowanie zostało zakończone. Potem dostałem się do nowego transportu, który skierowano do Dora . Ja wcześniej nie pracowałem w Auschwitz, ani w Buchenwaldzie, mimo że w trakcie selekcji w Auschwitz zostałem sklasyfikowany jako zdolny do pracy i był w stanie pracować i już dwukrotnie zostałem przydzielony do transportu pracy. Ale także w Dora nie potrzebowałem pracować, bo po czterech dniach poszedłem dalej, mianowicie do Harzung. To było pierwsze miejsce , gdzie przydzielono mnie do pracy. Byłem przydzielony do budownictwa drogowego i prac ładunkowych, przy czym praca nie była lekka ale bardzo ciężka i i wymagała najlepszego stanu fizycznego. Ale utrzymanie tego nie było jednak możliwe, bo otrzymywane racje żywieniowe były bardzo skąpe, tak, że człowiek się cieszył, kiedy nie głodował. Niemniej jednak moja sytuacja była bardziej do zniesienia jak w moim następnym miejscu, w Elrich. Tutaj zostałem przydzielony do obierania kartofli, do pracy, która naprawdę nie była ciężka, ale została uczyniona ciężką, że człowiek musiał głodować. Mianowicie w Elrich nie dostawaliśmy faktycznie prawie nic do jedzenia i człowiek mógł przypisywać tylko szczególnemu szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zdarzenie , że otrzymał kęs chleba. Ale głód nie byłby największym złem , gdybyśmy tylko byli głodni i musieli pracować. Byliśmy nadużywani, a mianowicie przez kapo, który wyróżniał się szczególnie. Bił więźniów z użyciem pejcza, gdy przyszło mu to do głowy, i tak zdarzało się pomiędzy nami, ze ludzie zostali okaleczeni przez kapo na całe życie, jeżeli przeżyli to doświadczenie. Po siedmiu miesiącach obóz został opróżniony , ponieważ Anglicy już w jego bezpośrednim sąsiedztwie, więc poszedłem stamtąd. Zaprowadzili nas do Bergen-Belsen, gdzie było już powszechnie wiadomo, że nie będziemy musieli już długo czekać na wyzwolenie, i rzeczywiście 15-04-45 nadciągnęli do Bergen-Belsen Anglicy.
2804, 2M, uczeń ur 1928 lat 17, i krawiec ur 1925 , lat 20, Birkenau ( 10 do 13-06-44), Dora ( 20-06-44 do 6-04-45), Bergen – Belsen (12 do 15-04-45)
Byliśmy 4 tygodnie w cegielni w Beregszasz , pod dachem, bez ścian. Cały czas pracowaliśmy dla SS, który nas bili i w podły sposób nas traktowali. Potem załadowali nas na wagony i wywieźli nas do Birkenau, gdzie dostaliśmy odzież więzienną. Po trzech dniach wywieźli nas do Buchenwaldu, gdzie nas zarejestrowali , sfotografowali każdego , a następnie przypisali nas do transportu pracy. Przybyliśmy do Dora, gdzie od samego początku traktowali nas strasznie. Nadzorowali nas polscy więźniowie i węgierski SS. Pracowali tu więźniowie róznych narodowości, ale Żydzi byli traktowani najgorzej. Nas przybyło z Buchenwaldu 1000 osób i kiedy w końcu opuściliśmy Dora, przy życiu pozostało 25-ciu. Żydzi na rewier nie mogli iść, nieważna jak byli chorzy. Jeśli u kogoś widzieli w ustach złote zęby, został on zabity. My byliśmy pierwszym żydowskim transportem, który dotarł tutaj. Już pierwszego dnia zginęło 100 ludzi. Zostali pobici na śmierć. Który był starszy lub chudszy, bili tym więcej. Pobudka była o 3.30, godzinami staliśmy na apelu i szliśmy do pracy. Po południu po pracy też mieliśmy apel i często nawet po apelu musieliśmy pracować.
Wieczorem nasi ludzie byli zajęci do 22-giej, 24-tej. Mnie starszy obozu, niemiecki więzień bardzo lubił i byliśmy partnerami , więc nie musiałem więcej robić żadnych ciężkich prac w kopalni. Na początku kwietnia załadowali nas na otwarte wagony, po 110 osób było razem w wagonie, podróż trwała 6 dni – w czasie jazdy nie otrzymywaliśmy ani jedzenia ani wody-i przybyliśmy do Bergen-Belsen. Tutaj po trzech dniach wyzwolili nas Anglicy.
2905, M, młynarz ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 2-05-44 do 20-10-44), Gleiwitz ( 8do11-11-44), Turmalin (2do18-12-44), Buchenwald ( 20do30-12-44), Dora (3-01-do 20-02-45), Stutthof (10-03-45 do 2-05-45).
………. Zabrali nas do obozu C, w jednym bloku było nas 360-ciu, na jednej pryczy spaliśmy po dwóch. Jedzenie było złe i mało- zwykły zestaw obozowy. Pracowałem w komandzie budowlanym, dziennie po 12 godzin. Potem pracowałem w magazynie żelaza. To była bardzo ciężka praca, musieliśmy szybko toczyć żelazne beczki. Jedna beczka żelazna spadła mi na nogę i miałem złamanie, trafiłem do szpitala, gdzie spędziłem kilka dni. Tu w tym magazynie pracowałem ok. 3.5 miesiąca. Na początku października polscy i węgierscy Żydzi wysadzili w powietrze jedno z krematoriów, pracowałem w tej pracy, rozbieraliśmy części żelazne. Cztery martwe ciała zostały znalezione w czasie tej pracy. W drugim krematorium, które już nie pracowało, widzieliśmy dużą salę, która przypominała łaźnię, która również została opisana jako "Badezimmer.” Na ścianach były wieszaki, ubrania musiały być powieszone. Widzieliśmy wielokrotnie, że pozostawione tam ubrania były wyrzucane przez okna na samochód, który tam czekał. Widziałem te rury z których wypuszczali gaz, chłopak , który tam pracował, powiedział, że nie ma gazu. Jednym małym wózkiem dostarczali ciała do pieca . Tu pracowałem 15 dni, potem ładowaliśmy cegły na wagony, tu traktowanie było dość dobre.20-go października poszliśmy do transportu i wywieźli nas. Szliśmy pieszo przez dwa dni, na drogę wydali dosyć prowiantu, przy wyjściu SS zniszczyli jeden szpital i jeden magazyn, przy wymarszu dostaliśmy bardzo dużo jedzenia na drogę. W nocy leżeliśmy w śniegu na wałach, kiedy obudziłem się rano, wielu było zamarzniętych. Przybyliśmy do Gleiwitz, to był duży obóz pracy, byliśmy tu 8-10 dni, wyżywienie było , można powiedzieć , zadawalające. Tu nie pracowaliśmy. Ale stąd również musieliśmy odejść, Armia Czerwona się zbliżyła. Załadowali nas na pociąg po 125 osób w wagonie. SS-mani wrzucili kilka chlebów w kocu i dodali kilka puszek konserwy mięsnej, ale to dostało tylko 4-5 ludzi , kto był sprytny. Wielu zmarło po drodze, na zmarłych siedzieliśmy jak na poduszkach. Z wagonu wyszło nas 96 osób, wszystkich liczył unterschaarführer. Przybyliśmy do obiektu Turmalin , tu byliśmy tylko 10 dni, wykonywaliśmy prace przy budowie tunelu. Praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany nocną i dzienną, na przemian. Jeśli przez przypadek był dzień wolny, musieliśmy iść do cięcia drewna w lesie. W miejscowości nas widzieli, bo tam pracowaliśmy. Dziennie dostawaliśmy po 0.5 kg chleba, 1 litr zupy, dwa razy w tygodniu dostawaliśmy dodatek , ale to było tylko dla ciężko pracujących, w tym mnie między innymi. Około dwóch tygodni później zapytał Buchenwald o pracowników. Następnie wybrano 160 osób i wywieziono do obozu w Buchenwaldzie. Nas ulokowano w pewnej stodole, było z nami około 80-ciu strażników, prawie każdy człowiek miał strażnika. Pracowaliśmy przy naprawie mostu, kiedy skończyliśmy tę pracę, zostaliśmy zabrani do innej. Noc i dzień szliśmy pieszo dwa lub trzy dni, aż dotarliśmy do Dora. Znaleźliśmy się w bloku, nie było jednak dla nas prycz do spania, jednakże dostaliśmy sienniki i koce. Dostawaliśmy dziennie jeden litr zupy i kawę, chleba nie było, dostawaliśmy wystarczającą ilość ziemniaków i 2.5 dkg margaryny .Dostawaliśmy różne przydziały do pracy , czasami szliśmy do robót cywilnych. Traktowanie było dość dobre ; którzy pracowali , tych nie bili. Kiedy zakończyliśmy roboty w Dora, wtedy Stutthof pytał o pracowników, więc do transportu pracy wybrali tak, że znowu 160 pracowników poszliśmy z transportem. Na trzydniową drogę dostaliśmy dosyć prowiantu. Po przybyciu do Stutthof, umieszczono nas w niewielkich barakach, ale wszyscy mieli osobne prycze, jednak było bardzo zimno i spaliśmy po dwóch na jednej pryczy a nawet mieliśmy kołdry. Natomiast było mniejsze wyżywienie: dziennie bochenek chleba był na 15-tu, 0.4 litra zupy, 2.5 dkg margaryny . tu już tak nie pracowaliśmy, zwykle pracowaliśmy w prywatnych miejscach. Na dwa dni przed wejściem Anglików, w dniu 2-05-45 jeden niemiecki kapo uciekł ze strachu. Wtedy my zdecydowaliśmy po rozmowie, że 16 młodych ludzi, w tym czterech Budapesztu ,że przejdziemy na angielską stronę. Właśnie załadowali nas na statek i chcieli nas wywieźć. Przed wypłynięciem statku wyskoczyliśmy i uciekliśmy do wsi. Tu już byli Anglicy, żołnierze zabrali nas zaraz samochodem, dostaliśmy bieliznę, ubrania i jedzenie. Z Anglikami poszliśmy do Neustadt, tamtejszy obóz już był wyzwolony. W Neustadt byłem trzy miesiące, od drugiego maja pełniłem zwykłą służbę wojskową, stamtąd poszliśmy z angielskimi żołnierzami zbierać ukrywających się SS-manów. Byliśmy w Bergen-Belsen i udało się złapać wielu nazistów i również w krótkim czasie nas wysłali. Wyruszyłem do domy z czeskim transportem przez Pragę i Bratysławę. Plany: najpierw jadę do domu, już jeden brat tam jest, potem być może pójdę z nim do Palestyny.
2926, M, uczeń, ur 1025 lat 20, Auschwitz ( 06-44), Buchenwald ( 06-44), Dora ( 07-44 do 03-45), Bergen –Belsen ( 03-45 do 04-45)
Kiedy wyszedł urzędowy dekret o utworzeniu getta, musieliśmy sami ciągnąć druty wokół wspólnego obszaru getta przeznaczonego dla nas. Poza tym byliśmy jeszcze strzeżeni przez węgierską żandarmerię. Było nas około 4000 rodzin, które wiodły tutaj smutna egzystencję. Ale my bylibyśmy już zadowoleni ze wszystkiego, gdyby nie ta straszna niepewność. Po trzech tygodniach musieliśmy iść do pociągu, do którego wsiedliśmy przy pomocy niemieckich oficerów. Do Kassa ( Koszyce ) towarzyszyli nam na Węgry, tam przejęli nas Niemcy. Przy tej okazji dostarczono wodę do wagonów. Kiedy ktoś z nas pokazał się w oknie, został natychmiast zastrzelony. Kiedy opuściliśmy wagony w Auschwitz, zanim mogliśmy się zastanowić, już nas oddzielili na prawo. Zaprowadzono nas do łaźni i dostaliśmy więzienne pasiaki. Po zaledwie czterech dniach odchodził transport, z którym i mnie skierowano do Buchenwaldu. W Buchenwaldzie, spędziliśmy siedem dni, które zostały wykorzystane do zrelaksowania poprzednich przeżyć i do sformowania nowego transportu. Wtedy wysyłano nas samochodami do Dora. Dora to był bardzo duży obóz pracy. Przeprowadzaliśmy tutaj najróżniejsze roboty, takie jak planowanie terenu, budowa dróg, noszenie drewna itp. Traktowanie było poniżej wszelkiej krytyki a ludzie umierali z niedożywienia, ciężkiej pracy, a wielu zostało także zamęczonych na śmierć . Kiedy teren został już zagrożony przez zbliżenie się aliantów, więźniowie zostali zabrani do różnych innych obozów. Ja tam zostałem aż do ostatniego transportu. Ale wtedy również oczekiwał nas ten sam samy smutny los, jak naszych towarzyszy. Do wagonu wsadzono nas po 100 osób i nie zapewnili dla nas na siedem dni podróży ani wody, ani żywności. W związku z tym, umarło tylko w naszym wagonie trzydzieści osób, których SS zabrali i złożyli do innego wagonu, specjalnie opróżnionego dla tego celu. W Bergen-Belsen nadal głodowaliśmy, były ogromne ilości myszy. Szalał tyfus i pochłonął niewyobrażalne masy istnień, tylko część więźniów tam zgromadzonych , mogła to przetrzymać i ujść z życiem. Także rozstrzeliwania były na porządku dziennym. Słyszałem liczby, że w B. w tym czasie było około 180 000 więźniów ( mężczyzn i kobiet ), ale oczywiście nie mogę powiedzieć , czy to prawda czy nie. Faktem jest, że jak ogromny był stan osobowy , tak bardzo niewiele pozostało. Tak więc w obozie tyfusowym pozostało 60.000 ludzi i tylko 10000 więźniom udało się doczekać wyzwolenia. Wyzwolenie miało miejsce w dniu 15 kwietnia i zostało wykonane przez angielską piechotę. Wkrótce byliśmy odpowiednio zaopatrzeni w żywność, ale niestety było jeszcze wiele przypadków zgonów codziennie z powodu tłustych konserw, które zostały rozdane podczas pierwszych dni, i których nie mogły trawić żołądki osadzonych. Mam szczery zamiar udania się do Palestyny, mówię po hebrajsku i mam nadzieję, że to będzie także przydatne dla mnie.
3050, 3M, ślusarz ur. 1924, lat 21, piekarz ur. 1924, lat 21,szewc ur. 1920. lat 25, Auschwitz ( 18-05-44 do 8-06-44), Buchenwald ( 2-06-44 do 10-07-44), Dora ( 12-07-44 do 4-09-44), Harzung ( 16-09-44 do 5-04-45), ,Schwerin ( 2do 4-05-45)
Kövesliget, wspólne miejsce urodzenia i ostatnie miejsce zamieszkania Mozesa Jankovicsa, Bernata Kaufmanna i Salo Salamona, to była duża wieś w Karpatenlandzie i liczyła w czasie, gdy te trzy osoby były tam stałymi mieszkańcami, około 12.000 mieszkańców z czego 3000 stanowili Żydzi. Tak długo, jak Karpatenland należał do Republiki Czechosłowacji, Żydom z Kövesliget powodziło się bardzo dobrze: robili wielki biznes, a także osiągane dochody z dwóch znajdujących się w Kövesliget tartaków pozwalały osiągać możliwości zarobkowania. To się zmieniło jednak za jednym zamachem, kiedy Karpatenland dostał się Węgrom: Żydzi zostali pozbawieni pozwolenia na handel i zamiast tego zostali umieszczeni w obozach pracy. Ale nieliczni Żydzi, którzy pozostali w domu i którzy byli starymi ludźmi, kobietami i dziećmi, którzy byli albo niezdolni do pracy, albo, kiedy już mogli pracować, mieli niewielkie możliwości pracy i dlatego byli w największej potrzebie. Prawie nie do zniesienia stała się sytuacja Żydów po zajęciu Węgier przez Niemców w marcu 1944 r. i już w następnym miesiącu, rząd węgierski wydał dekret o gettach , w których Żydzi na Węgrzech - z wyjątkiem Budapesztu – zostali skoncentrowani w wyznaczonych częściach ustalonych miast w swoich miejscowościach . W wioskach getta nie zostały ustanowione, ale żydowscy mieszkańcy wiosek zostali umieszczeni w getcie najbliższego miasta. Tak stało się z Żydami z Kövesliget i tak zostali wyżej wymienieni zabrani wraz ze swoimi rodzinami do getta w Szeklence. Mozes Jankovics z rodzicami , bratem i dwoma siostrami , Bernat Kaufmann z rodzicami i czterema siostrami i Salo Salamon z rodzicami , trzema braćmi i dwiema siostrami. W getcie Szeklence zostali cztery tygodnie, po czym nastąpiła ich deportacji do Auschwitz. Selekcja, która nastąpiła natychmiast po przybyciu do Auschwitz , pozbawiła trzech wyżej wymienionych członków rodziny. Tylko Salo Salamon pozostał z dwoma z jego braci, ale później utracił to również . Pobyt trzech wyżej wymienionych w Auschwitz trwał trzy tygodnie, po czym zostali przewiezieni do Buchenwaldu. Co się stało z ich krewnymi , nie byli w stanie przez cały czas się dowiedzieć i do dzisiejszego dnia nie wiedzą nic. Trzy tygodniowy pobyt trzech wyżej wspomnianych osób w Auschwitz spowodował takie ich obniżenie wydolności fizycznej, że stracili całkowicie zdolność do pracy. Stanie godzinami na apelu i wyżywienie mniej niż skąpe osłabiły ich tak, że ledwie mogli utrzymać się na nogach. W Auschwitz było znanym faktem , że w tym zakresie nie ma litości i każdy musi stanąć na apelu w każdych warunkach pogodowych , bez względu na to , jak skąpo jest ubrany. Więc Jankovics, Kaufmann i Salamon zostali wysłani do tzw. Erhollungsblock ( blok dla odzyskania sił ) gdzie nie potrzebowali chodzić do pracy i rzeczywiście w pewny stopniu wrócili do sił. Po czterech tygodniach, było z nimi tak daleko, że mogli być zaklasyfikowani do transportu pracy , który odchodził do Dora. W Dora musieli ciężko pracować , mianowicie w tunelu. Mimo, że wyżywienie było wystarczające, ale do tego praca musiała odbywać się bez żadnej przerwy, który tylko na mgnienie oka się zatrzymał, był przez nadzorujących SS karany bez litości. Nikt się nie ośmielał zgłaszać jako chory, bo kto się zgłaszał jako chory, tego droga wiodła z powrotem do Buchenwaldu, gdzie jego następnym przystankiem było krematorium. Jak Jankovics, Kaufmann i Salomon po dwóch miesiącach poszli z Buchenwaldu, dwaj bracia Salamon, którzy byli z nim w Auschwitz i tu z nim przyjechali; pozostali w Buchenwaldzie, co się dalej z nimi działo , Salomon nie wie. Z Dora przyszli Jankovics, Kaufmann Salamon do Harzungen, gdzie byli również zatrudnieni w tunelu. Ich sytuacja pogorszyła się, mimo że nadzoru nie prowadzili tutaj SS-mani, ale żołnierze Wehrmachtu, którzy nigdy nie dopuszczali się nadużyć. Do tego otrzymali więźniowie nowych oprawców w postaci brygadzistów i kapo, którymi byli wyłącznie więźniowie polityczni pochodzący ze rdzennych Niemiec i którzy traktowali pracowników podle. Gdzie tylko zauważyli okazję, bili żydowskich więźniów i nie popuścili, aż więźniowie padali na ziemie we krwi. Głównym problem było po części to , że kapo byli przekupni, więc każdy, kto chciał odpocząć , musiał im dawać swój chleb lub kiełbasę albo margarynę. Każdy, kto tego nie robił, był beznadziejnie na ich łasce i codziennie doświadczał ich gumową pałkę. Mimo, ze nie mieliśmy zastrzeżeń co do zaopatrzenia i zakwaterowania, ilość jedzenia była niewystarczająca choć chroniła przed głodem, a zakwaterowanie było takie, że człowiek mógł wykorzystać te niewiele przyznanych mu godzin na odpoczynek. Troje wymienionych pracowało w Harzungen prawie siedem miesięcy i musieli odejść dopiro wtedy, kiedy zbliżył się front i Harzungen został ewakuowany. Kiedy front się zbliżył- Jankovics, Kaufmann i Salamon – zostali stamtąd zabrani. Umieszczono ich w wagonach po 80 lub 100 osób lub nawet 120 mężczyzn także zapędzono do wagonu. Jazda trwała dwanaście dni i tym razem otrzymaliśmy na drogę: bochenek chleba o wadze 1,20 kg i małą puszkę mięsa, które wystarczały na najwyżej dwa dni bardzo oszczędnego jedzenia . Po pięciu lub sześciu dniach wnętrza wagonów przedstawiały ponury obraz, podłoga pokryta trupami, na których gęsto ściśnięte siedziały wychudzone szkielety, bliskie śmierci głodowej. Każdy wagon miał dziennie co najmniej pięć do sześciu przypadków zgonów, wszystko ofiary głodu . Całymi dniami jechaliśmy wraz ze zwłokami , siedzieliśmy na nich, spaliśmy pomiędzy nimi, a dopiero na piąty lub szósty dzień ciała zostały zabrane z wagonów, gdy przybyliśmy w okolice lasu. W tym lesie zostały wykopane groby i pochowano zmarłych. Następnie podróż była kontynuowana aż do dwunastego dnia, kiedy dalsza podróż była niemożliwa, ponieważ tory kolejowe na trasie były już zniszczone. Wysiedliśmy z wagonów i musieliśmy dalej iść pieszo. Rozpoczęła się tygodniowa wędrówka, która przyniosła nam nowe męki głodowe , nowe tortury i pochłonęła nowe ofiary. Nigdzie nie mogliśmy znaleźć schronienia, ponieważ większość obozów już zniszczona. Był jeszcze jeden obóz, ale panowało tam największe zamieszanie, bo kierownik obozu czuł beznadziejna strach przed Rosjanami, którzy się zbliżali i nie wiedział, co ma zrobić z więźniami. W żadnym przypadku nie mogliśmy się dostać w ręce Rosjan, byliśmy świadkami zbyt wielu okrucieństw, więc zmuszali nas do coraz większego pośpiechu i strzelali bez litości do każdego, kto nie był w stanie nadążyć. Kiedy w końcu dotarliśmy do Schwerin, nasz stan osobowy stopniał do mniej nią połowy, jedni szukali zaginionego brata, inni ojca, ale ludzie stali się już zupełnie apatyczni i uważali swój los za przypieczętowany.
Na szczęście pozostali tylko dwa dni pod terrorem SS, ponieważ pewnego dnia ci bandyci zniknęli bez śladu, a po dwudziestu czterech godzinach byli tam już Rosjanie .
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:09, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3086,M, uczeń ur, 1928,lat 17, Auschwitz ( 24-05-44 do 10-44), Fürstengrube ( 10-44 do 01-45), Dora ( 17-01-45 do 8-4-45), Bergen –Belsen ( 14do15-04-45)
Chociaż opowieść o ostatnim roku jest długa i ktoś mógłby powiedzieć, że takie myśli wynikają tylko z umysłu pisarza, że to wszystko to tylko sam wymysł i nie mogę powiedzieć zbyt wiele o przeszłości bo każde słowo przypomina ukłucie mojego serca, bo jest to historia napisana krwią. Moje cierpienia zaczęły się dawniej, mój ojciec zmarł już 5 lat wcześniej i moja droga dobra matka zarabiała szyciem na nasz chleb powszedni , dla nas dzieci. Było nas siedmioro! Zły los przyniósł nam zniszczenie. Z domu w Zugó musieliśmy iść do getta w cegielni w Munkaczu. Żyliśmy tutaj przez cztery tygodnie, traktowanie było niewymownie złe. Jedzenia już tutaj dostawaliśmy bardzo mało, i przynieśliśmy jedzenie ze swojego domu, mieliśmy na cztery dni. Nagle dostaliśmy rozkaz wymarszu. Zabraliśmy trochę rzeczy, załadowali nas na wagony, po 84 osoby w towarowym wagonie, cel podróży nie był nam znany. Jechaliśmy trzy dni, aż dotarliśmy do Auschwitz w drodze dostaliśmy dwa razy chleb, wody było bardzo mało, to wszystko. Natychmiast oddzielono mnie od matki w Auschwitz, moje dwie biedne małe siostry pozostały z nią. Poszedłem sam, zostałem oddzielony również od moich dwóch starszych sióstr. Jeden z braci był w obozie pracy, był również osobno oddzielony. W Auschwitz nie pracowałem, byłem w bloku młodzieżowym "Jugendliche". Stąd dostałem się do transportu , pełnego młodych ludzi, do leżącej o 50 km od Auschwitz Fürstengrube. Tam była kopalnia węgla kamiennego. Wykonywana praca była bardzo ciężka, było również bardzo zimno, robiliśmy bardzo ciężkie prace murarskie, również bardzo mało było jedzenia, dziennie dostawaliśmy 25 dkg. chleba i litr zupy. Bardzo głodowaliśmy, wielu z nas zginęło z tego powodu, i największy problem był nie tylko z głodem, ale bywaliśmy również strasznie pobici, to również było powodem wielu ofiar. Ci, którzy nie mogli pracować wystarczająco szybko, byli jeszcze strasznie torturowani. Wielu zmarło z powodu choroby, gdyż osłabiony organizm nie mógł wytrzymać chorób, duru brzusznego, szkarlatyny , itp. pochłonęły wielu. Tu był lekarz i rewier , ale nie było lekarstw. Razem było w obozie 1200 ludzi. Kiedy Rosjanie byli już bardzo blisko nas, cały obóz został rozwiązany, tylko rewier tam pozostał, i zostawiliśmy go, przeszliśmy pieszo 120 km potem zostaliśmy umieszczeni na wagonach. Na 12 dni jazdy dostaliśmy w sumie po 1.4 kg chleba. W każdym wagonie upchano po 140 ludzi, wiele miejsca zabierali SS, którzy byli tacy źli, że to się na da opowiedzieć. W drodze zginęła 1/3 ludzi. W naszym wagonie było dziennie 9-10 zgonów. Ludzie padali i umierali z braku miejsca, pragnienia i głodu. Żywi i zmarli jechali razem , ąż dojechaliśmy do Dora. Tu nas zdezynfekowano, to miejsce jest obok Nordhausen. Pierwszy tydzień dostaliśmy przyzwoicie jeść, wielu od tej żywności, której nasze ciała nie mogły przyjmować , zachorowało , dostało biegunki i skierowali nas na kwarantannę, tam dostaliśmy lekarstwa. Gdy wróciliśmy do zdrowia, zabrali nas po trzech tygodniach do pracy. Po dwóch tygodniach, podczas gdy wielu ludzi zginęło, i zostali zabrani, pozostało nas 230 młodych ludzi. Pracowałem w pewnym tunelu pry robotach ślusarskich . Praca nie była ciężka, traktowali nas dobrze, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na pewno żywności było nadal bardzo niewiele. Jeden tydzień pracowałem w tej pracy, kiedy skierowali mnie do transportu, ponieważ Brytyjczycy byli już bardzo blisko - 30 km od nas –jechaliśmy sześć dni w wagonie –na podróż dostaliśmy bochenek chleba i konserwę mięsną. Tak w końcu dotarliśmy do naszego ostatniego przystanku, Bergen-Belsen. Tu nie pracowaliśmy, ale do jedzenia dostawaliśmy równie niewiele. Świadomość, że byliśmy tutaj -co już mi mówiło wielu innych- ; przywraca z mojej pamięci nienawiść, bo zwłoki były na dużej wysokości od podłogi, kości wycieńczonych ludzi były wszędzie, tak wielu tutaj zginęło, że z trudnością mogliśmy rozróżnić żywych od umarłych , cudownym wydarzeniem niewielu ludzi spośród nas zginęło, to prawda, że dzień po naszym przybyciu przyszło z Anglikami wyzwolenie, a następnie, żeby nie dostać zarazy, zostaliśmy usunięci do Zellé. Tutaj przeszedłem do siebie i wróciłem do domu. Nie wiem, co robić, mam nadzieję, że ktoś z mojej rodziny wróci i razem zdecydujemy o naszej przyszłości
3095,M, pracował na farmie drzew, ur. 1928, lat 17, Birkenau ( 15do 18-05-44), Buchenwald (23-05-44do10-06-44), Dora ( 10-06-44do08-44), Harzung (08-44do24-03-45), Bergen –Belsen ( 5do15-03-45)
Mieszkaliśmy w Dolnej Kalocsy, byliśmy bardzo biedni, po śmierci mojego ojca pozostało nas sześciu braci, ja byłem najstarszy poszedłem do pracy. Wszystkich sześciu chłopców, a najmniejszy był w wieku 4 lat, więc matka nie mogła pracować, ponieważ były małe dzieci w domu. W tych byliśmy okolicznościach, kiedy zostaliśmy wprowadzeni do getta Szeklence z Dolnej Kalocsy. Tu następnie odebrali nam te niewiele rzeczy, które mieliśmy ,już ciężko pracowaliśmy , a jeszcze byliśmy poddawani stałym torturom. Byliśmy tam pięć tygodni, kiedy załadowali nas do wagonu osobowego i w 85 osób w wagonie wyruszyliśmy. W drodze nie dostaliśmy wcale wody, a kiedy jeden z towarzyszy był umierający z pragnienia, prosił SS o trochę wody, ten powiedział, że możemy dostać natychmiast kule a nie wodę. Ten biedny zmarł w drodze. Przed Koszycami żandarmi pobili wszystkich w wagonie, a później, kiedy Niemcy przejęli nas, zakatowali na śmierć naszego biednego starszego wagonu. Jechaliśmy przez osiem dni. W takich okolicznościach dotarliśmy do Birkenau. Jak tylko tam przyjechaliśmy , nastąpiło dalsze bicie, wszystkie nasze bagaże zostały zabrane i nie było nawet kawałka chleba dla mnie, gdy wysiadłem z pociągu. Ledwie zauważyłem a już oddzielili chłopców. Nie mogłem się pożegnać z matka, ani z rodzeństwem, nigdy nie słyszałem o nich od tego czasu, nie wiem co się z nimi stało. My poszliśmy do łaźni, ostrzygli nas na łyso, zabrali ubrania, zamiast tego ubrali w pasiaki więzienne, a nawet potem nas torturowali i grozili, że który pozostawi sobie jakieś złoto to zostanie zastrzelony. Nie wiem jak można byłoby to sobie wyobrazić, bo wszystko nam zabrali nawet to co mieliśmy w sobie. Potem zabrali nas do pewnego bliku, gdzie spaliśmy i dopiero następnego dnia dostaliśmy trochę czarnej kawy. Dopiero na trzeci dzień dostaliśmy mały kawałek chleba. Przez trzy dni nie mieliśmy nic do jedzenia. Następnie podeszliśmy do wagonu, po 100 osób, a następnie dostaliśmy bochenek chleba na 32 osoby, kawałek kiełbasy i masła. Pociąg był bardzo zatłoczony i SS grozili nam SS, że tych , którzy odważą się podnieść, zastrzelą. Tak jechaliśmy cztery dni bez jedzenia i wody a następnie ponownie dostaliśmy trochę chleba z margaryną, ale wodę dopiero w Buchenwaldzie. Tutaj byliśmy w kwarantannie przez dwa tygodnie. Nie pracowaliśmy , ale dostawaliśmy bardzo mało do jedzenia. Tu zgromadzono więźniów z różnych narodowości ,byli Czesi, Holendrzy, Grecy dawali mi coś do jedzenia. Po dwóch tygodniach pojechaliśmy samochodami 120 osób , 90 km do Dora. W Dora natychmiast po naszym przybyciu czytali listy z nazwiskami i przydzielali do pracy. To była bardzo ciężka praca, musieliśmy nosić ciężkie deski, codziennie dostawaliśmy ¼ chleba i litr zupy. Pobudka było o godzinie 3 rano, kładliśmy się spać o 23-ciej wieczorem. Minęło pięć tygodni w takim reżimie, było strasznie dużo bicia, spaliśmy na podłodze, jeden koło drugiego, bez wody, nie można było się umyć. Byłem w bloku nr 37. Lager był ogrodzony wokół drutami pod napięciem, ktokolwiek dotknął przewodów, ginął. Jeden z naszych z głodu ukradł kawałek chleba , za karę go bili i torturowali aż umarł. Później stąd dostałem się do 27-mego bloku, tu starszym był pewien wspaniały człowiek, Czech, była woda, jedzenie nawet ładniejsze łóżko, trwało to tylko dwa tygodnie, kiedy skierowali mnie do 122 –go bloku, tutaj znowu spaliśmy na gołej ziemi, ½ kilometra musieliśmy iść po każdą kroplę wody. Po sześciu tygodniach jedzenie uległo poprawie. Kiedy w jakimś bloku była lepsza sytuacja, zabieraliśmy wszystko, potem zabieraliśmy dalej, potem musieliśmy przenosić bloki na zamówienie, tak przenosiliśmy trzy bloki na zamówienie, a następnie z ostatniego wróciłem z transportem do bloku nr 136. Szliśmy 20 km w 1000 osób. Tu dostaliśmy się do nowego obozu, w Harzungen sytuacja była stosunkowo bardziej znośna. My 16-letni chłopcy zostaliśmy jako „dzieci” przydzieleni do prac wewnątrz. Ładowaliśmy chleb, kamienie, itp. W końcu już wszyscy Żydzi, którzy byli wyznaczeni do lekkiej pracy, zostali zabrani do ciężkiej pracy. Wstawaliśmy o 5 rano. Na miejsce pracy docieraliśmy o 5 rano i o godzinie dwudziestej wieczorem wracaliśmy do domu na piechotę. Od naszego miejsca pracy było 5 km. Prowadziliśmy rozładunek. Wyżywienie było bardzo złe i praca bardzo ciężka. Kiedy poszedłem do lekarza i skarżyłem się, że nie mogę podołać pracy, bo nie mam jeszcze 16 lat, lekarz nie wiedział, co ze mną zrobić, ale wysłał mnie do lekarza francuskich jeńców wojennych, gdzie skierowali mnie do łatwiejszej pracy. Ci francuscy jeńcy wojenni byli bardzo dobrzy ludzie, niestety, w końcu byli tak głodni, że wielu z nich zmarło. Kiedy bombardowania już były bardzo silne, otrzymaliśmy rozkaz wymarszu. Dostaliśmy po pół chleba na osobę i pojechaliśmy pociągiem 8 dni do Bergen-Belsen. Myślałem, że nie przeżyje tej drogi. Wagony dla bydła były zamknięte, nie było odrobiny powietrza, mój język przysechł do podniebienia, byłem już tak osłabiony, że nie mogłem dalej wytrzymać. Kiedy przyjechaliśmy całkowicie osłabieni do Bergen Belsen, kolejne 7 km trzeba było iść aż dotarliśmy do obozu. Tutaj funkcje kapo pełnili niemieccy więźniowie, wszyscy mordercy, bandyci, którzy mieli nad nami nadzór i im SS powierzyło zadanie, aby nas zniszczyli. W ciągu kilku dni, gdy już Anglicy byli bardzo blisko, Niemcy uciekli i ci więźniowie też za nimi. My nawet nie wierzyliśmy, że nie wrócą , kiedy Brytyjczycy w dniu 15 kwietnia pojawili się w obozie. Szalała ciężka epidemia tyfusu. W obozie było razem 60 000 ludzi, po 1200 ludzi w jednym bloku. Na dwie godziny przed przybyciem Anglików była rozdzielana zatruta zupa, jeden z tych skazanych morderców ostrzegł nas, że to nie do jedzenia, bo to zatrute, gdy weszli Anglicy, pies próbował tej zupy i chleba, czy naprawdę to jest zatrute, to było bardzo trujące dla psa, który krótko potem się przewrócił. W ostatnich minutach obóz był strzeżony przez 12 SS i 2000 węgierskich żołnierzy, którym powierzono straż nad obozem, gdy inni uciekli. Musieliśmy zabrać zmarłych i pochować, sami byliśmy półżywi. Kiedy obudziłem się rano, było już 200-300 zmarłych, głodni i spragnieni przenosiliśmy naszych zmarłych. ale ginęło o wiele więcej ludzi, niż byliśmy w stanie pochować. Gdy Brytyjczycy przybyli, oni zajęli się przenoszeniem zwłok. My pozostali przy życiu dostaliśmy jedzenie, ale niestety nie byliśmy w stanie trawić dobrych, tłustych konserw mięsnych, ponieważ nasze wnętrzności zupełnie odwykły od normalnego jedzenia , dostałem biegunkę, wiele osób zmarło po wyzwoleniu, mówiono, że było w Belsen 13000 zmarłych. Były takie masy zmarłych ludzi, ze angielska maszyna wierciła doły i chowano w nich ludzi i tu spisano i złożono 800 ludzi. Wiele-wiele takich dołów świadczy o ogromie ludzkiego zła i pracy bez precedensu. Nie wiem co powiedzieć, ze my to wszystko przetrzymaliśmy. Plany na przyszłość: po pierwsze, chcę iść do domu, zobaczyć moja rodzinę, myślę, że mogę znaleźć kogoś ze swoich , jeśli nie , wrócę tu jak najszybciej i postaram się emigrować do Palestyny, bo to jest moje życie.
3114, M, ślusarz ur 1897, lat 48, Flossenburg, Dóra, Bergen -Belsen
5 maja 1944 zgłosiłem się do Vac do jednostki pracy przymusowej 101/20, stamtąd dostałem się na Csepel, gdzie do 29-10-44 pracowałem w fabryce Manfreda Weissa. Na zachowanie załogi w fabryce nie mogę narzekać, ale kapitan Almássy dowódca wszystkich robotników ,bił ludzi tylko dlatego, że byliśmy Żydami.29-10-44- wyruszyliśmy pieszo do Magyaróvár. Nie wiedzieliśmy, że nas wywiozą , dowódca jednostki powiedział, że pozostaniemy i będziemy pracowali w kraju. Do Magyaróvár przybyliśmy 5-11-44 i w dwa dni później wyruszyliśmy w kierunku Hegyeshalom, gdzie przejęło nas wojsko niemieckie . Doszliśmy do Flossenburga 9-11-44. W Mmagyarovar pułkownik wystąpił i powiedział, że nie idziemy jako deportowani , ale będziemy pracować w Niemczech jako robotnicy, z normalną wypłata i wyżywieniem. Kiedy przybyliśmy do Flossenburga, zobaczyłem żołnierzy SS i już wiedziałem , czego się mamy spodziewać . W drodze nas pobito, ciągle nas popędzano podczas gdy szliśmy w śniegu i deszczu, była z nami również jednostka z Bor, którzy byli zupełnie osłabieni, i nie mogli nadążyć, którykolwiek został, tego pobili. We Flossenburgu był obóz koncentracyjny, przybyło nas 1800 osób. Byliśmy otoczeni drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym. Pod jednym dachem mieszkało nas 800 osób. Byliśmy w kwarantannie przez 3 tygodnie, a następnie odesłali nas do Dora. Jechaliśmy w zamkniętych bydlęcych wagonach, dostawaliśmy żywność raz dziennie, zawsze było zimno i dzielili po 30 dkg. chleba. Po przybyciu do Dora już na trzeci dzień poprzydzielali nas do pracy. W pewnym tunelu była wybudowana fabryka V1 i V2, tu pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, podczas gdy byliśmy traktowani w sposób najgorszy z możliwych. Nadzorcami byli polscy Aryjczycy, bili nas za każdy drobiazg. W taki sam sposób zachowywali się wobec nas także starszy blokowy i starszy obozu, którzy obaj byli niemieckim Aryjczykami i więźniami. Wyżywienie było dość przyzwoite przez pierwsze 3-4 tygodnie, ale odtąd było już tylko gorzej, po czterech tygodniach dostawaliśmy chleb tylko raz w tygodniu, a na końcu nie było już nic do jedzenia. W wyniku złego żywienia i ciężkiej pracy wiele osób zmarło, zwłaszcza osób pochodzących z Bor, wszyscy zmarli z krańcowego wyczerpania. W styczniu przybył pewien duży transport z Auschwitz, pełny ludzi, 11 wagonów było wypełnione zwłokami, byli to polscy i węgierscy Żydzi, zwłoki zostały spalone w krematorium. W Dora byliśmy około 4 miesięcy i 5-04-45 pojechaliśmy pociągiem , po 100 osób w towarowym wagonie, przez sześć dni nie dostaliśmy jedzenia. Po przybyciu do Bergen-Belsen byliśmy tacy słabi, że przez kilka następnych dni ludzie marli jak muchy. Leczenia nie było wcale, chorzy leżeli bezsilnie w blokach, wszyscy bez pomocy medycznej. W dniu wyzwolenia było 23 000 zmarłych w obozie, większość z nich zmarła na tyfus plamisty. Ulokowano nas w koszarach, gdzie wszędzie był brud i nieczystości i musieliśmy zrobić porządek. Mieliśmy możliwość utrzymania czystości, najsłabsze było jedzenie, dostawaliśmy jeden raz dziennie trochę chleba i konserwę. Byliśmy tutaj tylko cztery dni, gdy przybyli nasi ratownicy, wspaniali brytyjscy żołnierze, którzy nas wyzwolili. Ci z SS, którzy już nie byli w stanie uciec , wpadli w ręce Anglików, aresztowano również około stu żołnierzy straży. Aresztowali również aryjskich kapo, którzy byli obecni, o co prosiliśmy Anglików. Brytyjczycy pomyśleli najlepszym wyżywieniu, dezynfekcji, potem gdy wybuchła epidemia tyfusu, zdrowych wywieziono do Zelle, tam dostaliśmy czystą odzież , najbardziej pożywne jedzenie. Z Zelle wyruszyliśmy w drogę do domu przez Neustadt, skąd indywidualnie przez Czechy pojechałem dalej do Budapesztu.
3170, M, talmudysta ur. 1925, lat 20, Auschwitz, ( 1 dzień- 25-05-44 )Monowitz, Buna Werke ( 26-05-44 do 18-01-45 ), Dora ( 29-01-45 do 25-03-45 ), Bergen ( 9-04-5 do 14-04-45 )
………..
Tutaj pracowaliśmy w Buna Werke i wykonywaliśmy prace kanalizacyjne i wodociągowe. W tutejszych warunkach mieliśmy dobrze. Praca była z pewnością bardzo ciężka, ale kiedy SS nie byli obecni , to już było dobrze. Do jednego komando było przypisanych po 25 osób, dużo ludzi z Huszt. Zakwaterowanie było przyzwoite, mieliśmy co jeść, nie musieliśmy stać dziennie na apelu .Tak tu biegło nasze życie aż do końca stycznia, podczas gdy , jak już wspomniałem mój ojciec został wywieziony. Następnie w styczniu usunięto cały obóz, z wyjątkiem rewiru, uchodząc przed Rosjanami. Szliśmy pieszo 80 km na zimnie, w deszczu i bez jedzenia. Na drogę wydali po pół chleba i po dawce margaryny. Tak przybyliśmy wieczorem do Gleiwitz. Następnego dnia wyruszyliśmy stamtąd dalej. Tu dostaliśmy kawę, i rano na drogę jeden chleb i 20 dkg kiełbasy. Stamtąd jechaliśmy pociągiem przez 5 dni, po 80-ciu w wagonie, było bardzo ciasno. Ta niewielka ilość jedzenia została szybko zjedzona i bardzo cierpieliśmy z pragnienia i głodu. W naszym cierpieniu zeskrobywaliśmy śnieg z okien wagonu, ale jeśli to widział SS, to nie zezwalał. Jechaliśmy otwartymi wagonami, kiedy jechaliśmy przez Wiedeń, widzieliśmy młode dziewczyny i dzieci w pracy, krzyczeli do nas po węgiersku, ubrani w żółtą gwiazdę. Przyjechaliśmy do Czech, kiedy już nas bardzo nękał głód, ale Czesi wszędzie na placach rzucali nam pakunki z jedzeniem, nie troszcząc się o groźby ze strony SS. Tak więc w końcu po pięciu dniach jazdy przybyliśmy do Lipska. Tutaj dostaliśmy po pół chleba i 5 dkg margaryny, następnie jechaliśmy dalej przez cztery dni, aż dotarliśmy do celu naszej podróży, Dora. Do tego czasu 90% stanu było chorych, 50% ambulansem trzeba było transportować do obozu. Starszy obozu zapewnił nas, że nie musimy natychmiast iść do pracy, a następnie nas zgromadzili. Dostaliśmy chleb, marmoladę, przyzwoite jedzenie, tylko musieliśmy spać na podłodze. Naprawdę przez pięć dni odpoczywaliśmy w obozie, a dopiero potem poszliśmy do pracy. Nasze miejsce pracy było w tunelu. Z wagonów maszyny musieliśmy transportować przez tunel. Tutaj już mieliśmy bardzo mało jedzenia. Dostawaliśmy 1 litr zupy dziennie i 1 / 6 bochenka chleba. Pracowaliśmy tydzień na nocne zmiany i tydzień na nocne zmiany ( może odwrotnie – przyp. mój ). Tak więc tutaj nasze życie całkowicie wypełniała ciężka praca przez cały czas bez przerwy. Pewnego razu byłem tak wyczerpany, że przysnąłem w czasie pracy, dostałem 25 uderzeń kijem. W ciągu ostatnich kilku dni potem już nie pracowaliśmy , bo były tak ciężkie bombardowania, że cywilni mistrzowie nie przyszli do pracy, potem nas załadowali na wagony , dostaliśmy po pudełku konserwy i chleb na drogę. Tu w sumie pracowało 20 000 osób. Wysłano stąd dwa transporty. Dostaliśmy żywności na trzy dni, ale jechaliśmy siedem dni, które drogi, aż dotarliśmy do Bergen Belsen. Po naszym przybyciu spotkaliśmy jednego, który dopiero co wyruszył z obozu rodzinnego w Budapeszcie, mieliśmy iść do jego obozu.
Na stacji stały dwa wagony z rzepą i marchwią, byliśmy bardzo głodni, poszliśmy tam i sami sobie wzięliśmy, w związku z tym zastrzelone zostały dwie osoby. Kiedy weszliśmy do obozu dostaliśmy po 1 / 8 bochenka chleba i po pół litra tzw. zupy, która była faktycznie wodą. Były dni, kiedy wcale nie widzieliśmy chleba. W tym przypadku wielu z nas zostało zastrzelonych , byliśmy tak głodni, że kradli rzepę. Dla niemieckich popleczników kawałek rzepy miał większą wartość niż człowiek. Niemcy szybko oddali nas do dyspozycji Węgrów, którzy przejęli nad nami nadzór. Węgrzy nie byli lepsi od Niemców, nie pozwalali nam wyjść z obozu, jedzenia już wcale nie dostawaliśmy, najwyżej tylko pół litra zupy. W pobliżu byli rosyjscy jeńcy wojenni pomogli nam i dali nam żywność. Byliśmy pod nadzorem Węgrów przez trzy dni i dwóch SS było tam z nami przez cały czas, po prostu zawiesili na przedramieniu białe opaski. Gdy Brytyjczycy przybyli 15-04-45; znaleźli bardzo wielu niepogrzebanych martwych zwłok , tych musieli grzebać Niemcy. Węgierscy żołnierze pozostali i nadal nas nadzorowali. Oni nawet wtedy byli bardzo źli dla nas. Nadal nie otrzymaliśmy nic do jedzenia przez trzy dni. Chleba nie jedliśmy, bo jak się okazało, Niemcy zatruli go na pożegnanie, kiedy wyszliśmy i zabraliśmy sobie trochę jedzenia, przyszli Węgrzy i natychmiast nam to odebrali. Tu byli nie tylko węgierscy Żydzi, ale i bardzo różne narodowości, głównie jeńcy wojenni. Po trzech dniach wreszcie udało się pozbyć Węgrów , zostali obaleni i zabrali ich do pracy, a my zostaliśmy wyzwoleni po roku strasznych cierpień i poniesieniu niepowetowanych strat. Plany na przyszłość: Chcę wyjechać do Palestyny z moim bratem.
3320, M,stolarz ur 1919, lat 36 ,Auschwitz ( 2do6-06-44 ), Hirschberg ( 9do14-06-44 ), Bunzlau ( 15-06-44 do 11-02-45 ), Dora ( 26-03-45 do 2-04-45 ), Bergen – Belsen (9-15-04-45 )
27-05-44 dostałem powołanie do Nagybanya i musiałem się zgłosić 10 km do batalionu, ale w podróży na dworcu kolejowym a Satu Mare ( Szatmari ) zostałem aresztowany i wywieźli mnie do getta. Tego samego dnia 31-05-44 zostaliśmy załadowani na wagony do transportu. Było nas około 3 000 ludzi, po 70 osób w wagonie. Na cały wagon dali dwa bochenki chlena i wiadro wody, jednak o wiadro do celów WC się nie zatroszczyli. Żandarmi eskortowali nas do Koszyc, gdzie skład przejęli Niemcy. Po drodze nikt nie uciekł, w wagonie był jeden zgon. Nie wiedzieliśmy, gdzie faktycznie nas zabierają, rano 4-06-44 przybyliśmy do Auschwitz-Birkenau. Polscy kapo otwarli wagony, wypędzili nas z wagonów, bagaże musieliśmy zostawić, stanęliśmy w szyku piątkowym, następnie była selekcja i kierowali nas na prawo-lewo oddzielając zdolnych do pracy od chorych , starych i dzieci. Po tym zabrali nas do łaźni, obcięli włosy, wydepilowali, po kąpieli dostaliśmy odzież więzienną. Zostaliśmy umieszczeni w obozie C ,w jednym bloku 1500 ludzi leżało na podłodze, bez koca i bez słomy. Tu tylko dwa dni spędziłem, a następnie w tzw. bloku transportowym wybrali 500 osób jako pracowników wykwalifikowanych , w tym mnie i wywieźli do Hirschberg. Wyposażeni w wystarczającą ilość jedzenia, załadowali do każdego wagonu po 50 osób, jechaliśmy trzy dni. Po dojechaniu do bramy natychmiast wygolono nam 4 cm pasek włosów, a następnie umieszczono w 35-osobowych pokojach , po dwóch na jednej pryczy , koc był. Rano na śniadanie było 1 / 2 litra zupy , dziennie po 15-20 dkg chleba, w południe 1 / 2 l zupy, wieczorem jednak nie dostawaliśmy nic do jedzenia. Tu nadal nie pracowaliśmy , wkrótce wybrali 120 stolarzy i dwa dni później przenieśli nas do Bunzlau, który jest ok. 60 km od Hirschberg . Po jednodniowej podróży, poszliśmy na bloki, każdy spał w oddzielnej pryczy. Wykąpaliśmy się, tutaj bardzo dbali o czystość, mieliśmy wiele okazji do mycia . Ilościowo i jakościowo wyżywienie było wystarczające , gotowany posiłek trzy razy dziennie, czarna kawa, chleb. Następnego dnia przydzielili nas do fabryki przerabiającej drewno gdzie pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, zawsze w dzień. Zostaliśmy ocenieni jako wykwalifikowani pracownicy i niemieccy majstrowie traktowali nas przyzwoicie. Mieszkaliśmy na terenie fabryki, zwykle nie można narzekać na traktowanie. Pierwszego czerwca w sobotę po południu, wywieźli nas do miasta, abyśmy wykopali zbiornik na wodę. Towarzyszyło nam 15 kapo, traktowali nas straszne rygorystycznie , jeśli zauważyli , że ktoś odpoczywa, natychmiast go brutalnie pobito. Nie miałem okazji obserwować zachowania się ludności miejscowej miasta, ponieważ podczas pracy nie mogliśmy się przyglądać, jednakże z tego, że zatrzymali się i spojrzeli na nas , można było wywnioskować, widzieliśmy, że podobała im się praca ( tekst niepewny, przyp. mój ). 11-tego lutego 45 przed zajęciem terenu przez Rosjan , zabrali nas do Dora .W 600-osób: Polaków i Rumunów, którym towarzyszyło SS- wyruszyliśmy pieszo ciągnąc 7 wózków z rzeczami SS i żywnością. Pierwsze dwa dni dostaliśmy po 20 dkg chleba i 5 dkg margaryny, a następnie ponownie po 14 dniach dostaliśmy bochenek chleba na sześciu , ale potem znowu był wielki post, zupa z makaronem i kawa, w drodze już nie było innego wyżywienia. Wody nie było, nie można było się myć w ogóle , wkrótce dostaliśmy wszy. Zawsze spaliśmy w stodołach na ziemi, bez słomy, bez koca. Aby szybciej dotrzeć do wsi w nocy, strasznie nas gonili , szliśmy bez zatrzymywania się. Wozy były strasznie ciężkie, ciągnący byli bici, to trwało sześć tygodni. Każdy, kto wyszedł z szyku po coś do zjedzenia na polu i wyszedł z drogi był zabijany strzałem. W wyniku stałego poganiania ciągnących wozy wielu zachorowało na płuca i opłucną, wielu ludzi zginęło przy tym , ale wiele osób dostało fleki i paratyfus. 600 osób wyruszyło a 210 osób przybyło do Dora. Tu znowu wykąpaliśmy się, zdezynfekowano nas i umieścili nas w kinie obozowym ok. 2000 ludzi spało tu na ziemi i słomie bez koców. Po przyjeździe dostaliśmy po 20-25 dkg chleba i raz dziennie zupę, to była normalna, codzienne racja. Osiem dni byliśmy całkowicie bez pracy, a następnie skierowali nas do budowy V1. Dwa dni później jednak zostaliśmy ewakuowani, przypisali nas do transportu 3500 ludzi i wywieźli koleją do Bergenbelsen. Po przybyciu wielu nie mogło być umieszczone w blokach, również wielu ludzi umieszczono na poddaszu, z braku miejsca. Przez trzy dni byliśmy po raz kolejny bez pełnego wyżywienia, ryzykując nasze życie zdobyliśmy trochę marchwi aby złagodzić głód.
Trzy dni później dostaliśmy po bochenku chleba na dwunastu i po 0.2 litra zupy na głowę, więc śmiało możemy powiedzieć, że dziewięć dni głodowaliśmy. Każdego dnia setki osób ginęło z osłabienie i wygłodzenia. Wiedzieliśmy, że w chlebie są bakterie tyfusowe, ale z głodu nie przejmowaliśmy się tym. Mieszkaliśmy tak przez kilka dni a pewnego dnia wcześnie rano usłyszałem komunikat z głośnika w języku angielskim, wszystkie bloki powtarzały : jesteśmy wolni! Brytyjczycy poprosili o cierpliwość, obiecali, że w ciągu 24 godzin brytyjskie wojsko dostarczy żywność. Byliśmy tak osłabieni, że nie byliśmy w stanie wychodzić z bloku, leżeliśmy tylko bez ruchu. Kto był w trochę lepszym stanie, udał się do „ organizowania „. Osiem dni potem już otrzymywaliśmy normalne racje wojskowych dostaw. Szacuje się, że około 20.000 osób było martwych w obozie w chwili wyzwolenia lub zmarło tuż po nim. W trzy tygodnie po wyzwoleniu poszliśmy do Zelle ,gdzie mieszkaliśmy w prywatnym domu. I przez dwa miesiące w które tu spędziliśmy, otrzymywaliśmy racje żywnościowe z obozu, robiliśmy jednak (kintlakás ) , co jest dozwolone. Spędziliśmy tutaj bardzo dobry czas, a następnie powrócił do Bergenbelsen , po rozwiązaniu obozu w Zell. W Bergenbelsen spędziłem 2 miesiące , tu również miałem doskonałą opiekę. Stąd poszliśmy w 200 osób przez Hannover, Kassel, Norymbergę, Pilzno, Pragę. (Spędziliśmy dwa dni w Pradze, w biurze repatriacyjnym Stowarzyszenia Charitas i mieliśmy doskonałe wyżywienie i mieszkanie nawet dali dużo na drogę i przybyłem do Bratysławy i stamtąd do Budapesztu. Plany na przyszłość: chcę się w zawodzie uniezależnić.
3356,M, pracownik fabryki skór, ur 1924, lat 21, lat 24, Auschwitz ( 27do30-05-44), Buchenwald ( 5do9-06-44), Dora (9do15-06-44), Harzung ( 15-06-44 do 1-08-44), Ellrich ( 1-08-44 do 10-04-45), Bergen –Belsen (13 do 15-04-45)
W Irhóc było około 30 Żydów, wszyscy mieliśmy się zgłosić. Poszedłem razem z moimi rodzicami i siedmiorgiem rodzeństwa. Tak zostaliśmy stamtąd wyrzuceni, ze mogliśmy z sobą zabrać tylko jeden tobołek. Chrześcijanie zachowywali się na tyle przyzwoicie do nas, że zabrali nas samochodem na stację. Jednak sierżant żandarmerii nie chciał nas załadowac do wagonu, jeśli nie zapłacimy 2000 pengo , oczywiście, szybko je otrzymał. Tak dotarliśmy do Munkacza, gdzie zabrali nam cały nasz dobytek, który był bardziej cenny, byliśmy bardzo przestraszeni, dlatego daliśmy wszystko bez słowa. Mnie straszliwie pobito, powiedziano mi , że schowałem pieniądze, nie miałem nic ukrytego, ale i tak zostałem pobity tak bardzo, że leżałem przez kilka dni z ciężkim urazem głowy. Po czterech tygodniach załadowali nas na wagony, jechaliśmy po 85osób w wagonie, nie mieliśmy wody przez całą drogę, tylko bochenek chleba w Koszycach. Przyjechaliśmy po trzy-dniowej podróży do Auschwitz. Niezwłocznie oddzielono mnie i mojego brata i zabrali nas ze zdolnymi do pracy , moich rodziców i dzieci skierowano na drugą stronę, nie słyszałem nic od nich, niestety. My byliśmy tylko trzy dni w Auschwitz, gdzie wszyscy widzieliście stale palący się ogień i słyszałem stale straszny lament. Ten krzyk będzie mnie zawsze prześladować , od tego czasu słyszałem o wielu strasznych wypadkach, ale tych krzyków nie mogę zapomnieć, gdzie bym nie poszedł, czego bym nie próbował. Nas po selekcji zaprowadzili do łaźni, gdzie się rozebraliśmy, zabrali nam ubrania, ostrzygli, dostaliśmy pasiaki i natychmiast zostaliśmy skierowani do transportu, dostaliśmy prowiant na drogę. Tak przybyliśmy do Buchenwaldu, gdzie przyjęli nas przyzwoicie. Zdezynfekowali nas ponownie, a następnie wywieźli do Dora, tu już było bardzo złe traktowanie, zabrali nam nawet buty, chodziliśmy boso, potem dostaliśmy drewniane chodaki, bili nas bez powodu. Cały czas, gdy tutaj byliśmy, wierciliśmy tunel, praca później pozostała taka sama, tylko obóz się zmienił. To była fabryka amunicji. Tu pracowali tylko jeńcy wojenni i wykwalifikowani pracownicy. Do jedzenia dostawaliśmy dziennie rano po pół kg chleba i zupę, na obiad nic i wieczorem był litr zupy. Jako dodatek była margaryna i kiełbasa. Później z Dora przenieśli nas do Harzung i Elrich, jak powiedziałem, praca pozostała bez zmian. W obozie były bardzo brudno. Tylko dwa razy przez cały czas dostaliśmy czystą bieliznę, byliśmy całkowicie zawszeni, wiele osób zmarło. Każdego dnia liczba zgonów była od 120 do 130. Najbardziej umierali Francuzi i Belgowie. Większość kolegów zginęła z głodu i od wszy. Kiedy Amerykanie byli już bardzo blisko, rozwiązali cały obóz, i rozpuścili firmy. Na koniec już pracowaliśmy w 50.000 osób w tunelu. Nas było w Ellrich 80 000 gdy nas załadowali na wagony. W wagonie było nas 130 osób, dostaliśmy pół chleba na drogę, i tak wyruszyliśmy. Czterech niemieckich Cyganów którzy byli kapo zajęli prawie pół wagonu, my byliśmy stłoczeni na reszcie powierzchni. Jechaliśmy osiem dni bez wody, o pół chleba i z 130 ludzi, kiedy przyjechaliśmy, pozostało przy życiu już tylko 68 osób. Każdego ranka wyjmowano z wagony masy z martwych . W czasie , gdy dotarliśmy do BergenBelsenbe, Niemców już tam nie było, a dwa dni później zostaliśmy uwolnieni. Kiedy przyjechałem, spałem dwa dni nieprzytomny, a następnie po wyzwoleniu Amerykanie bardzo starannie o nas dbali. Wszystkim naprawdę zależało, ale mimo to, wiele osób zmarło już po wyzwoleniu z powodu doznanych cierpień. Plany na przyszłość: Jak najszybciej do Palestyny.
3427, K, gospodyni domowa, ur 1921,lat 24, Auschwitz(7-07-44do15-11-44 ), Hindenburg( 15-11-44do18-01-45), Dora( 1do15-02-45 ), Bergen – Belsen (15-02-45do15-04-45 )
………….W dniu 18 stycznia ewakuowaliśmy się, a następnie przez 3 dni byłyśmy popędzali nas do Gleiwitz. Było nas 500 osób, z czego 450 stanowiły kobiety i było 50 mężczyzn. Po drodze organizowałyśmy i jadłyśmy. SS którzy nas eskortowali , bili nas kolbami , ale nikogo nie zastrzelili. W Gleiwitz odpoczywaliśmy jedna godzinę, ale ponieważ Rosjanie byli już za nami, załadowali nas na wagony o północy w otwarte wagony, taką liczba osób, ile mogli. Więc jechaliśmy około 10 dni, dwa razy po drodze wydali po pół bochenka chleba. Dotarliśmy do Dora. Tu dali nam bardzo dobre jedzenie. Nie musieliśmy pracować , byłyśmy zmęczone okropnościami podróży. Następnie pojechaliśmy do Bergen-Belsen. Jechaliśmy dwa dni, ale nie dostaliśmy jedzenia. W Bergen-Belsen znalazłyśmy nędzę, brud, wszy, i bezwzględny brak dyscypliny. Dla nas przyzwyczajonych do czystość i porządku w obozie pracy to było niczym więcej niż slumsami. Zaprowadzili nas do zgniłego baraku, który obecnie był pusty, ale kiedyś mieszkali tu żołnierze niemieccy chorzy na gruźlicę. Liczba mieszkańców baraku stale się zmieniała.
1000 osób zostały tam ulokowane , ale ciągle z niego odbierano i dodawano. Pracować nie musieliśmy . Potem dostawaliśmy od 1/8 do 1/12 bochenka chleba. Dodatku nie było i w południe dostawaliśmy po pół litra zupy: buraki gotowane w wodzie. Czasami dali nam do jedzenia mięso, ale później dowiedziałem się, że to ludzkie ciało. Umyć się nie było w ogóle można, woda była zamknięta. Przez dwa miesiące nie mogłam umyć rąk. Nie było leczenia, lekarstwa, nie było żadnego lekarza. Dostałam też tyfus plamisty. Dwustu pięćdziesięciu pozostało przy życiu w bloku, kiedy około 10 maja opuszczałam obóz. Zanim przyszli Anglicy, przez trzy tygodnie nie dostaliśmy niczego do jedzenia, nawet nie było wody. Zbieraliśmy obierki ziemniaczane ze śmietnika i jadłyśmy korzenie. 15 kwietnia zostałyśmy uwolnione i w dniu 10 maja poszłam do Bergen. W Bergen samochodem Czerwonego Krzyża zostałam przewieziona do szpitala i byłam hospitalizowana do 9 sierpnia. Straciłam 35 kg wagi ciała. 10 sierpnia zostałam asystentką dr. Hercz lekarza obozowego i pracowałam tu jako pielęgniarka. Ordynatorem był dr. Horvath . Pracowałam tam do 6-go października i 7-mego października wyruszyłam z transportem i17 października przybyłam do Budapesztu.
3461,M, oficer, ur 1896, lat 49, Flossenburg ( -11-44 do 3-12-44), Dora ( 7-12-44 do 3-04-45), Bergen – Belsen ( 7do15-04-45)
23-05-44 powołano mnie do Gödöllő, tu byłem 5 tygodni. Stamtąd załadowani na wagony pojechaliśmy 28-06-44 do Szonyi. Przed wyjazdem żandarmi nas zrewidowali i zabrali pieniądze, papierosy, biżuterię i wszystkie rzeczy wartościowe. Do Szonyi przybyliśmy 2-06-44 do tamtejszej olejarni i tam wykonywaliśmy bardzo ciężką prace , popędzali nas jak zwierzęta. W niedzielę zamiast odpocząć ,również pracowaliśmy. Pracowaliśmy podczas bombardowania, w dzień i w nocy, bez odpoczynku i bez jedzenia. Tu byliśmy, aż Szonyi zostało całkowicie zbombardowane. Następnie10 września przeniesiono nas do Komárom, tu przeładowywaliśmy szyny z wagonów na barki, dopóki nie zbombardowali również dworca kolejowego i rzecznego w Komarom. Tu też pracowaliśmy dzień i noc, w czasie bombardowania i bez jedzenia. 1-11-44 naziści przekazali nas Niemcom, poszliśmy pieszo z Komarom do Hegyeshalom ok.. 115 km. Tam Niemcy przyjęli nas Niemcy i szliśmy 12 km w deszczu z tobołkami do stacji w Zurndorf, tam załadowali nas na wagony, zrewidowali wagony i pojechaliśmy dalej bez wody i jedzenia, wieczorem 7-11-44 o 20-tej dotarliśmy do Flossenburga. Przy wysiadaniu z wagonów skoczył na mnie jeden SS, zerwał mój płaszcz, i gumową pałka uderzył mnie w głowę , także natychmiast mnie krew zalała a potem straciłem przytommność, kopnięciami zrzucili mnie jakieś 5 metrów. Nie mogłem zawlec się do miejsca, gdzie inni już stali. Tutaj każdy był strasznie pobity, po tych torturach znowu szliśmy 8 km i dotarliśmy do obozu, gdzie na naszych oczach rozgrywał się straszny widok, widziałem zwłoki i żywe trupy, widzieliśmy ludzi, którzy patrzyli z baraków szklistymi oczami, nie chcieliśmy uwierzyć własnym oczom, gdy to zobaczyliśmy. Zabrali nas do baraków, zabrali nam plecaki i tobołki, zrewidowali nas, czy nie mamy jakichś rzeczy wartościowe i wszystko na zabrali. Tutaj poszliśmy do pewnego miejsca nie większego niż dla 300 osób a nas tam umieścili 1500 osób i musieliśmy stać tam całą noc, nie było miejsca. Natychmiast dostaliśmy wszy, utrzymanie czystości nie było możliwe. Następnego dnia rano o godzinie dziewiątej wypędzili nas na deszcz, gdzie wydawali trochę jakiejś cieczy, ale była tak niedobra, że nie mogliśmy tego pić, ci biedacy z Bor, którzy również tam byli, pili to, tak byli głodni. Oczywiście, to wszystko działo się pośród bicia. Potem rozebrali nas do naga, zabrali nam wszystko, nawet buty, stamtąd zabrali nas do łaźni, ponownie nas wydepilowali, i pośród bicia dostaliśmy postrzępione koszule, spodnie, kurtki i drewniane chodaki. Każdej rzeczy towarzyszyło ogromne bicie. Tam wepchnęli nas do 24-tego bloku, gdzie musieliśmy się pomieścić po 2-3 osoby na wąskiej pryczy. Wszyscy musieli wstawać z łóżka w 10 minut, pośród stałego bicia. Leżeliśmy nago i bez koców przy otwartych oknach. Wy żywienie: rano o piątej gorzka kawa, o dziewiątej rano gotowaną polewkę, o szesnastej po południu był bochenek chleba na pięciu, trochę sera, kiełbasy lub margaryny. Tu spędziliśmy straszne cztery tygodnie, stale nas bili, jedliśmy obok zwłok, i byliśmy zarówno głodni, jak i spragnieni. Wreszcie z największą przyjemnością dostałem się 28-11-44 do transportu, na moim czole namalowali T2, to oznaczało pracownik fizyczny do ciężkich prac, 2 / 3 ludzi poszła do grupy robotników fizycznych do lżejszych prac, co się stało z pozostałymi, nie wiem. Kiedy nas już podzielili, zwłaszcza pędzili ludzi z T2, i pewną niedzielę po południu w straszny czas, wśród bicia popędzili nas na stacje kolejową, gdzie dostałem się do transportu 1000 osób. Ponownie musieliśmy iść 8 km, wielu miało zniszczone chodaki i musieli iść z nami boso. Doszliśmy do stacji kolejowej, padał deszcz na nas i załadowali nas do mokrych wagonów. To był cud Boga, żeśmy nie oszaleli.4-12-44 przybyliśmy na dworzec w Mittelbau położonego o 4 km od osławionego obozu Dora. To był wielki obóz, około 20000-25000 więźniów. Tu byli ludzie ze wszystkich narodowości, w jednym baraku było nas 250-280-ciu. Wyżywienie: rano chleb z margaryną, czasem z kiełbasą, czasem z margaryną czasem pasztetowa i czarna kawa, w południe nie było nic, wieczorem zupa. Po jakimś tygodniu poprzydzielali nas do pracy, mogliśmy pracować w kamieniołomie lub kopalni, tam wykonywaliśmy dość ciężkie prace. Oczywiście musieliśmy pracować na zewnątrz w cienkiej lnianej odzieży, nigdzie nie było schronienia. Pracowałem od 7-12-44 do 3-01-45 , potem zachorowałem i z zapaleniem dostałem się na tamtejszy rewier, i byłem operowany, bez narkozy cięli mi prawą nogę, bardzo cierpiałem, stale leżałem w gorączce 39-40 stopni. pomimo tego zawsze pozostałem przy takiej samej wadze. Byłem w szpitalu od 3-go stycznia do 6-go lutego i na pewno nie zostałem zupełnie wyleczony, gdy wypisali mnie ze szpitala. Następnie przydzielili mnie do pracy w Dora i od samego początku bardzo głodowaliśmy, chleb dostawaliśmy raz na dwa-trzy dni, zupy było tylko pół litra, czasem kilka ziemniaków. Wielu z nas było szczęśliwymi, jeśli wyskrobali sobie coś do jedzenia spośród odpadków porzuconych na ziemi. Przy jednej z takich okazji, szukałem czegoś między odpadkami , ujrzał mnie kapo i pobił mnie tak, że byłem na wpół martwy. Tu byłem do 3-04-45, kiedy już Brytyjczycy się zbliżyli , odeszliśmy pieszo. Transport był straszny, pieszy i pociągiem, dużo było zmarłych na drodze, którzy nie byli w stanie dalej znieść tortur. Szliśmy przez cztery dni i mieliśmy tylko pół chleba i po pół konserwy. 7-04-45 wyładowali nas z wagonów i dostaliśmy się do obozu śmierci Bergen-Belsen, gdzie już panował tyfus. Tam po przybyciu dostałem obrzęku na prawej nodze i dostałem się na rewier, byłem tam przez 4 dni po czym zostałem wypisany jako zdrowy mimo, że nie byłem w stanie iść. Tak cierpiałem do szczęśliwego uwolnienia w dniu 15-04-45. Dzień lub dwa przed wyzwoleniem Niemcy stopniowo nas opuścili i oddali nas pod nadzór węgierskich żołnierzy. Ci pozostawieni w obozie używali broni i z pewnością zastrzelili wiele żydowskich kobiet i mężczyzn. Ma dla mnie znaczenia fakt, że Anglicy już po wyzwoleniu pozostawili węgierskich żołnierzy do kontynuowania utrzymania porządku, co ci wykorzystywali w podły sposób. Wiele razy ludzie zostali rozstrzelani w celu ich zastraszenia, znaleziono również innych. Brytyjczycy przekazali nam wszystkim wszelkiego rodzaju żywność, szczególnie konserwy, ale nasze organizmy nie mogły tego strawić i jeden po drugim dostał biegunki. Wtedy bardzo wielu ludzi zmarło, ja straciłem 42 kg wagi , miałem 78 do 80 kg prawidłowej wagi –tak, że też zwątpiłem w to, ze przeżyję. Tutaj byliśmy do 28-04-45, kiedy Brytyjczycy spalili obóz a nas umieszczono w Celle, tam dostaliśmy się do angielskiego szpitala, gdzie pracowali angielscy lekarze i pielęgniarki i ich troskliwej opiece zawdzięczam całkowity powrót do zdrowia. Po 10 dniach przenieśli nas do niemieckiego szpitala pozostającego pod kontrola brytyjska, tam nas żywili bardzo dobrze i po 8-miu tygodniach pobytu wróciliśmy do sił. W Celle podjąłem pracę w biurze rejestrowym, i byłem również członkiem Komitetu Węgierskiego. Tutaj byłem do 27-09-45 i zrobiłem najlepszą rzecz, jaka sobie mogę wyobrazić: z transportem 50 osób wyruszyłem ze stacji kolejowej w Bergen-Belsen i po 3 tygodniach złej podróży przybyłem do Budapesztu. Przede mna wrócili już do Nowego Pesztu moja żona i dwójka dzieci, 16-letni syn i 13-letnią córką, ale niestety nic nie wiem o mojej rodzinie, nawet o braciach, którzy zostali deportowani z Nowego Pesztu. Plany na przyszłość: zupełnie niejasne, chcę ponownie pracować.
3463,M, słuchacz uniwersytetu, ur 1921, lat 24, Flossenburg ( 9-11-44 do 4-12-44), Dora (6-12-44 do 2-04-45),Belsen (8do15-04-45)
15-05-43 zostałem powołany do Aszód, na początku czerwca poszliśmy do Szentkirályszabadjá a w lipcu wywieźli nas do Serbii. ( ) Tu mieszkaliśmy w obozie w Berlinie. (Bor?) Pracowałem w budowanej kopalni miedzi w obozie na powierzchni o nazwie Tagebau. Mieliśmy różne przydziały pracy, elektryk, noszenie szyn, palacz lokomotywy i wiercenie tuneli. Byłem w jednej przyzwoitej grupie 15 ludzi. Trzymali nas w drewnianych barakach i Niemcy zaopatrywali nas w żywność. Przypisani do GH wiele nam kradli tak, że dostawaliśmy bardzo mało . Naszym dowódcą był ppłk Maranyi, był dowódcą wszystkich jednostek i jego nazistowskie przekonania były powszechnie znane, jako taki silnie naciskał podwładnych, aby nas gorzej traktowali . Wynikiem tego było wiele ograniczeń i wszelkiego rodzaju tortur fizycznych i psychicznych, jaki byliśmy poddawani. Łączność pocztowa z krewnymi też była opóźniana, i wkrótce byliśmy tak źle traktowani przez węgierskich strażników, że szukaliśmy ochrony u Niemców. Dzięki przypadkowi nikt nie ucierpiał. 16-09-44 z powodu odwrotu Niemców, my również ruszyliśmy do odwrotu. Szliśmy pieszo przez góry i doszliśmy do Belgradu, stąd przez Titel i Nowy Sad szliśmy dalej pieszo, około 3-10-44 dostaliśmy coś do jedzenia, W Novi Sad odpoczywaliśmy przez dwa dni i kiedy Rosjanie coraz bardziej się zbliżali, zaczęliśmy iść z powrotem w kierunku na Pest. Po opuszczeniu Novi Sadu pozwolono nam już samym zdobywać jedzenie, ponieważ nie dostaliśmy nic i kiedy doszliśmy do szwabskiego Backa, tutaj okazało się, że oni też uciekają przed Rosjanami. W domach pozostawionych bez opieki znaleźliśmy wiele produktów żywnościowych, którymi się dobrze pożywiliśmy. Kiedy dotarliśmy do Cservenká, miejscowi szwabscy SS zatrzymali Węgrów i następnego dnia przekazali ich do nas. Tych następnego dnia zlikwidowali kilkuset za pomocą granatów i broni maszynowej, potem pozostali wyruszyli w kierunku Baja. Wszyscy musieli AM pozostawić bagaże i przez kilka dnie nie dostaliśmy jeść ani pić. W rezultacie, wszyscy byli bardzo osłabieni i za każdym razem, gdy przechodziliśmy przez szwabską wieś, traktowano nas w sposób najbardziej sadystyczny, co przypisano ich rozdrażnieniu, ponieważ musieli uciekać. Wielu ludzi pobito na śmierć, prawie każdego pobito kolbami karabinów, i tym, co mieli w zasięgu ręki. Kto nie mógł wytrzymać tempa marszu , lub po prostu nie spodobał się , bywał natychmiast zastrzelony i tam pozostawał na drodze. Poza tym w drodze doszło do najbardziej brutalnych zabójstw, na przykład na pewnym miejscu wszyscy musieliśmy leżeć na brzuchu, jednych zastrzelili i wyznaczyli dwóch, aby ich pochowali, potem ich zastrzelili i wyznaczyli następnych aby ich pochowali , potem musieli wykopać własny grób i ich również zastrzelili. Potem znowu wzywali osoby dwójkami, aby pochować poprzedników a następnie również musieli kopać własne groby i tak to trwało przez jakiś czas. Kiedy się zmęczyli , zabrano nas dalej. Podczas marszu jechał razem z nami motocykl ze Szwabami w mundurach volksbundu, strzelali w zwarty szyk, zginęło kilka osób i bardzo wielu zostało rannych, ci zostali później zastrzeleni. Po trzech dniach marszu przybyliśmy do Baja, tam przyjął nas bardzo życzliwy węgierski pułkownik SS, który starał się nam pomóc w jak największym stopniu. Kilka dni później załadowali nas na wagony i skierowali do Szentkirályszabadjá, tam mieliśmy zostać zdezynfekowani i po dwóch tygodniach mieliśmy być wypuszczeni na wolność. To było 15-10-44, ale w czasie gdy dotarliśmy do Szentkirályszabadjá, już Szálasi był u władzy, a na nas czekał już stary oddział z Bor. Wszystkich było nas 1800 ludzi ,którzy pozostali ze stanu 3600 osób serbskiego oddziału. Ponownie zaczęła się przemoc , było bardzo kiepskie zakwaterowanie i dostawaliśmy mało jedzenia, również pracowaliśmy kilka dni, byliśmy w łachmanach, boso i mocno osłabieni, wyruszyliśmy w nieznanym kierunku. Po około 8-miu dniach marszu przybyliśmy do Mosonmagyaróvár, a stamtąd następnego dnia przez Hegyeshalmon pod eskortą przyprowadzono nas do granicy z Niemcami. Na niemieckiej granicy przekazano nas niemieckiej żandarmerii i tam załadowano nas na wagony i dali nam też jeść. Wyglądało to tak żałośnie, że byli zszokowani i prawie traktował nas z dobrą wolą.
Granicę przekroczyło nas 2000 ludzi . Ta grupa została zabrana do Flossenburga i tam byliśmy 2 tygodnie w kwarantannie. Następnie podzielili nas na kilka mniejszych grup i skierowali do różnych miejsc w Niemczech. Ja z grupą 500 osób dostałem się do Dora. W Dora po jednodniowym odpoczynku dostałem bardzo zły przydział pracy, musiałem wykonywać pracę na zewnątrz przez 12 godzin jedynie w cienkiej odzieży. Po 10 dniach pewien francuski lekarz skierował mnie do szpitala, gdzie przebywałem przez 5 tygodni, w pełni się wzmocniłem , miałem dobre wyżywienie i wypoczynek. Tymczasem razem z kolegami wywieźli mnie do Nordhausen, ale praca pozostała ta sama i dostałem się do podziemnej fabryki. Tam, jako elektromechanik zostałem przypisany do łatwej pracy na siedząco. Ze względu na stałe bombardowanie jedzenie było bardzo zmieszane i ubogie, częste były przypadki powieszenia więźniów politycznych. Na początku kwietnia 45 , kiedy już Amerykanie byli blisko, nagle załadowali nas na wagony i wyruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy przez sześć dni bez jedzenia i dotarliśmy do Belsen. W drodze wielu zmarło z głodu i wyczerpania, część została pobita na śmierć. W Belsen tydzień później wyzwolili nas Brytyjczycy. Zostaliśmy tam zatrzymani przez dwa tygodnie, było więcej jedzenia i lepsze. 8-05-45 zabrali nas autami do Zelle. Tu ponownie ulokowali nas w obozie, ponieważ znałem angielski, opuściłem obóz i zamieszkałem w prywatnym mieszkaniu. Kilka tygodni później, dostałem pracę jako tłumacz przy brytyjskiej policji i tam byłem do chwili obecnej. Po powrocie do domu znalazłem tam moja matkę. Mojego ojca również wywieziono do Niemiec, i nadal nie ma o nim żadnych wiadomości. W rodzinie kobiety wróciły a większość mężczyzn zaginęła. Planów na przyszłość jeszcze nie mam.
3485,M, handlowiec, ur 1908, lat 37, Flossenburg ( 11-11-44 do 3-12-44), Dora ( 6-12-44 do 3-04-45), Bergen –Belsen (9 do 15-04-45)
30-04-43 powołano mnie do Szentendré, i na początku czerwca dostaliśmy się do jednostki 101/68 w Szentkirályszabadjá.22-07-43 popędzili nas do Ercsi i dostaliśmy się do Bor w Serbii, skąd 17-09-44 wyruszyliśmy z powrotem, w znanej miejscowości Cservenka trzymali nas w tłoku przez noc, do Baja dostaliśmy się 11-10-44.Z Baja zabrali nas 15 października do Szentkirályszabadjá, skąd wyruszyliśmy pieszo 1-11-44 i w Hegyeshalom przekazali nas Niemcom w dniu 7 listopada. Wieczorem 7 października w Cservenka obudzili nas w suszarni do cegieł. Nas najpierw zamknęli, żołnierze SS zaczęli strzelać, ja zostałem wciśnięty na ścianę pieca i temu zawdzięczam ocalenie. Tymczasem SS wraz ze strażnikami splądrowali nas. Przy tym wielu z nas zostało zastrzelonych. Następnie 50-ciu kolegów, potem jeszcze dwudziestu miało stanąć w szyku przed nimi, 10-15 minut po tym było słychać serie z broni maszynowej i wybuchy granatów, z czego wywnioskowaliśmy, że zostali oni zlikwidowani. Tak to trwało do czasu pobudki o 3-ciej rano. Następnie ustawili nas w szyku po 5-6 ciu na dziedzińcu cegielni. Każdy z nas był przygotowany na śmierć, ale tak się nie stało, koło 6- 7 mej rano wyruszyliśmy pieszo pod eskortą młodych żołnierzy SS dalej. Rozumiem, że jedną grupę liczącą 3600 ludzi skierowano do Sombor. W drodze towarzyszył nam motocykl z żołnierzami SS i szwabscy cywile w chłopskim wozie, którzy nas popędzali. W pociągu więcej razy do nas strzelali. Eskortowali nas młodzi żołnierze z SS, którzy byli pijani, ci również do nas strzelali. Jeśli ktoś pochylił się do picia, aby poprawić buty, lub wykonał jakikolwiek innych gest, który nie był związany z marszem, został zastrzelony. Towarzyszący nam dowódca SS , oficer chorwacki, który jechał na koniu wokół maszerujących oddziałów , zakazał SS do nas strzelać. Pomimo tego, ci młodzi żołnierze SS pochodzący z południowego Banatu z Backa , strzelali nam w plecy, gdy dowódca był przodu i strzelali do nas z przodu, gdy on był z tyłu. W tych okolicznościach to zrozumiałe, że z grupy 3600 osób do Szentkirályszabadjá dotarło tylko 2400 ludzi. Moim zdaniem główną przyczyną serbskich aktów okrucieństwa było to, że dowódcą grupy był ppłk Edward Maranyi. Porucznik Pataki został potem kapitanem . Maranyi był wiernym wyznawcą zasady destrukcji Żydów. Głównym katem był kapral Horvát, było też wielu innych, których nazwisk już tak nagle nie mogę sobie przypomnieć. Myślę też, ze kpt. Pataki był przyczyna wypadków w nocy w Cservenka. Z Szentkirályszabadjá kapitan Pataki zabrał nas dalej, w ciągu siedmiu dni marszu doszło do najróżniejszych ekscesów okrucieństwa, jedzenia nie otrzymywaliśmy wcale. W Mosonmagyaróvár spotkaliśmy się z 3-cią jednostką, którzy chętnie by nam pomogli i daliby nam jedzenie i odzież, ale nie doszło do tego z głównie powodu złośliwości Pataki. 7-11-44 przeliczyli nas Niemcy i przestaliśmy być ludźmi, byliśmy tylko numerami. 1-11-44 z Szentkirályszabadja wyruszyło 1500 ludzi, w Mosonmagyaróvár 600 osób dołączono do nas , było nas razem 2100 ludzi. W Zurndorf załadowano nas na wagony , ale nie wiem, czy wszyscy z 2100 ludzi zostali załadowani. 11-11-44 przybyliśmy do Flossenburga. Do Flosenburga dotarliśmy na następny dzień, przed blok wynieśliśmy 15 ciał ludzi, z których część zmarła w drodze z wyczerpania, a część umarła już po przybyciu . Dziennie umierało tam 2-3 ludzi, byłem tam do 3-12-44. Widziałem pewne straszne wydarzenie. Kiedy eskortowali nas z dworca kolejowego Flossenburg do obozu, już było wiele osób cierpiących na biegunkę, jeden z ludzi pozostał na skraju rowu, żołnierz poszczuł psy które rozszarpały człowieka. Tutaj byliśmy do 3 grudnia.3-12-44 wyruszyliśmy do Dora. Po krótkim okresie pracy na wolnym powietrzu dostaliśmy się do tzw. fabryki V1 Savatzky, tu pracowaliśmy 20 000- 25 000 więźniów różnych narodowości. Byliśmy zakwaterowani w drewnianych barakach, byliśmy mniej lub więcej zawszeni, mycie się było możliwe, nawet w barakach w zimnej wodzie, raz w tygodniu kąpiel w łaźni. Dostaliśmy wszy z powodu nowoprzybyłych pracownikow z innych obozów. W marcu mieliśmy silną dezynfekcję. Racje żywieniowe składały się z 1 litra zupy, 35 dkg chleba, 5 dkg margaryny lub 5 dkg kiełbasy. Początkowo tak dostawaliśmy, później stopniowo malała racja margaryny, kiełbasy, chleba i było stale coraz gorzej. Zupa stała się bardziej rozcieńczona, a często dostaliśmy tylko 3/4litra i po 3 kawałki ziemniaka. Oficjalnie był 12-godzinny dzień pracy, ale z uwagi na częste naloty, bywało, że pracowaliśmy i po 16-18 godzin. Po dalszych roszadach dostałem się do komanda transportowego maszyn, to była jedna z najtrudniejszych pozycji. Był tam pewien niemiecki brygadzista więzień, który codziennie podchodził do Żydów i następnie ich dręczył. Ewakuacja obozu odbyła się w dniu 3 kwietnia 45 ,załadowano po 100 osób w otwarte wagony i pojechaliśmy pochyleni , zupełnie bez jedzenia. W ciągu sześciu dni jazdy zginęło wielu ludzi, częściowo w wyniku tłoku, część zastrzelili eskortujący nas żołnierze SS. Ja sam zostałem ranny. Była sobota. Po południu jeden ze współwięźniów, inżynier z Oradea (Nagyvárad) nazwiskiem Rajz oszalał i chciał wyskoczyć z wagonu, to oznaczało pewną śmierć. Chcieliśmy zapobiec temu i przytrzymywaliśmy go za szyję po kolei. Wieczorem jeden z eskortujących nas żołnierzy SS zasnął i upuścił broń z wagonu w czasie jazdy. Gdy pociąg zatrzymał się, komendant transportu wysłuchał raportu, strażnik zeznał, ze szalony człowiek wytrącił mu broń z ręki i to było przyczyna jej utraty. Na to komendant transportu wydał rozkaz, że ten człowiek musi być zastrzelony. Zamiast wyprowadzić tego człowieka z bardzo zatłoczonego wagonu, strażnik strzelił do nas. Ten kolega był na moim ramieniu. Padło na niego kilka strzałów, zmarło pięć osób i były 4 ranne osoby. Na szczęście byłem tylko lekko ranny w ramię. Poważnie rannych rano zabrali do wagonu z psami i tam ich zastrzelili. Potem spośród rannych pozostało tylko dwóch, w tym jeden kolega z Oreadea, który był też tak lekko ranny- i ja. Do poniedziałku rano ukrywaliśmy z kolegą, że też jesteśmy ranni, żeby SS tego nie zauważyli, bo też by nas zabili. Ramię przewiązałem sobie pasem materiału oderwanym z ręcznika. W poniedziałek rano dotarliśmy do Bergen-Belsen, gdzie w środę przyszedłem do lekarza, na szczęście dostałem się do bardzo przyzwoitego francuskiego lekarza, dzięki jego leczeniu wróciłem szybko do zdrowia. Tu zakwaterowali nas w budynku koszar i do wyzwolenia tylko kilka razy dostaliśmy ciepłą zupę, zawierajacą obierki ziemniakow i z obierek rzepy. Tutaj w momencie naszego przyjazdu było już wielkie zamieszanie. Przyjechaliśmy w poniedziałek i w najbliższą niedzielę zostaliśmy uwolnieni. O godzinie trzeciej po południu przybyli Brytyjczycy i zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z faktu, o ile w ogóle byliśmy w stanie sobie zdawać sprawę, ze uszliśmy z życiem. Większość Niemców uciekła, na miejscu pozostał jeden oddział węgierski, który załatwił przekazanie. Kilka dni po naszym wyzwoleniu widzieliśmy żołnierzy SS prowadzonych do pracy pod eskortą, w tym był również ten komendant transportu, który był winien mojej rany. Potem przyszedł do szpitala z zapaleniem płuc. Leżałem tam 13 dni z gorączką 40 stopni Celsjusza. Następnie przeniesiono mnie do Celle najpierw do szpitala angielskiego , a później dostałem się do niemieckiego szpitala, gdzie byłem do 3-07-45. Od września zacząłem czuć się lepiej, 7-10-45 wyruszyłem legalnym transportem do domu, do którego wróciłem 17-10-45. Wróciwszy do domu znalazłem na miejscu moja żonę , dzieci i matkę, czworga mojego rodzeństwa. Brakuje w rodzinie ojca, jego dwóch braci i ich matki ; według mojej wiedzy zostali w Auschwitz. Plany na przyszłość jeszcze się nie pojawiły, teraz chcę pracować w swoim zawodzie .
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 23:15, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Uwagi:
1- Waldenburg – protokół no 716 – miejscowość koło Altenburga, wyzwolona 12-4-45 przez 4th American Mexican Texan Division.- 15 km na SE od Altenburga między Chemnitz a Gera, ok. 50 km na SSE od Lipska.
2- Eulenburg, protokół 585 i 2758- przysiółek 25 km na S od Braunschweig ( jest nazwa ulicy ), 38642 Gosslar, lub 95119 Naila. – na Google maps – eulenburg jest kilka miejsc , w jednym w okolicznych lasach są punktowe regularne ślady podobne do Goczałkowa.
16, K, 6 relacji, ( krawcowa ur 1918, krawcowa ur 1916, studentka ur 1920, fryzjerka ur 1922, gospodyni domowa ur 1905, kierowniczka sklepu ur 1919 , Auschwitz ( ), Torgau ( 26-10-44do wyzwolenia ).
Były 35-40 rodzin żydowskich w Tárkány. Mieszkali głównie sprzedaży owoców. Finansowo były grzywny, a także żył dobrze. Po wkroczeniu Niemców kraju pierwsza zasada antysemitą wyznaczonym wykorzystania żółtych gwiazdek. Po nim, aby Żydzi nie mogli zatrzymać się na ulicy po 6 pm, i inne środki byłyby prawdopodobnie po ale to nie miało znaczenia, więcej, ponieważ żandarmi przyszli pewnego dnia i rzuciła nam się przygotować w 15 minut i wyjść. Możemy przyjąć za dużo żywności jak się dało unieść. Zaprowadzono nas do szkoły. O 2 w nocy ruszyliśmy w kierunku Agárd, a później do getta w Sátoraljaújhely. Żandarmów, którzy traktowali nas najbardziej brutalnie w Tárkány były następujące: podoficer Béla Német, András ciała, József Demeter, Domrádi (który został przeniesiony do Kassa) i Pálfalvi. József Branna rzeźbiarz mieszkał w Tárkány wraz z József Branna senior, który był nauczycielem i dyrektorem szkoły. Ci ludzie nie podżegał przeciw Żydom jeszcze przed wejściem Niemców kraju i wydał długo wykłady dotyczące konieczności eksterminacji Żydów. To oni zaokrąglania Żydów. Żandarmi niech to zrobić, ponieważ wiedzieli, że ich niecierpliwość nas zniszczyć nawet silniejsze niż żandarmów zapał w realizacji swoich Sacred celu. Żandarmi odprowadził nas do getta w Sátoraljaújhely. Getta obejmował niektórych ulicach miasta. Mieszkaliśmy w pokoju dwudziestu nas, z których było ośmioro dzieci i wózki. Getto było otoczone przewody i był strzeżony przez policjantów. Żywności mieliśmy to, co miały w domu. Chrześcijan Tárkány chciałam przynieść nam jedzenie, ale wyżej wymienionej Branna grozi im, aby ich internowany gdyby próbowali. Mieszkaliśmy w getcie przez cztery tygodnie. Pewnego popołudnia żandarmi przeszukali domy i chwycił co jeszcze i doprowadził nas do kolejowego. 75 z crammed one nas do wagonów towarowych. Ludzi, którzy nie mogli dostać się na pociąg, ale bije. Nie było wiadra wody lub do WC w samochodzie. My wzięliśmy z puli nas wyobrażał sobie jak będziemy mogli gotować, a teraz używane jako WC. 22-letnia dziewczynka zmarła w naszym samochodzie. Czasami dali nam wody. W Kassa węgierskiej żandarmerii wstąpił do samochodu i powiedział nam, że zbliżamy słowackiej granicy, dlatego każdy powinien przekazać w swoich kosztowności. On strzelać z jednej złapał na coś ukrywa. Zebrali cenne przedmioty w wiadrze, w tym celu mieli wiadra. Przyjechaliśmy w Birkenau na 11 rano. Więźniów pomógł nam wysiąść pociągu. Chwycili dzieci natychmiast. Jeszcze zanim dostał od niemieckiego żołnierza wszedł do samochodu i powiedział nam, aby zakończyć żywności mieliśmy jeszcze ponieważ oni i tak go wykorzystać. Powiedział młodym, że mają dobre życie, podczas gdy on nie zachęcał do osób starszych. Dr Mengele czekał na nas. Wskazał, z kijem w którym powinniśmy zatrzymać: w prawo lub w lewo. Kiedy dostaliśmy się przestraszył, że członkowie rodziny zostały rozdzielone powiedział nam, że to kwestia pół godziny, a cała rodzina spotka się ponownie. Nie słyszałem nic o nich od tego czasu. Odcięli naszych włosów, zdezynfekowane nas i mamy w bloku. Jesteśmy ustawieni na apele dwa razy dziennie. Jeśli apelu nie było ok, bo na przykład blockfuhrer był pijany, musieliśmy zatrzymać się na kolana nawet na cały dzień w deszczu, w śniegu, w błocie lub w upalny niedz Na każdym apelu dwóch lub trzech osób zemdlała. Kobiety w ciąży były zachęcane do raportu, że dostaną podwójne racje chleba i masła również dostać. Ale gdy zgłosili się okazało się, że cel był inny. Były najbardziej brutalnie prowadzone i wykorzystywane do badań naukowych. Mamy dezynfekowane co dwa tygodnie. Tych czasach musieliśmy stać godzinami bez odzieży i obuwia w toalecie. Nawet deszcz spadł w tym WC. Często zdarzało się, że zostaliśmy nago po dezynfekcje bo ubrania nie zostały zwrócone. Chodziliśmy po objęte koce dla 2-3 tygodnie, aż do następnego dezynfekcje. Raz plotka głosiła, że byli łącząc dobry transport. Młodych, zdrowych kobiet oczekiwano wolontariuszy. Wielu wolontariuszy, ale nie okazało się, że musieli oddać krew minimum pół litra każda. Młoda dziewczyna, która dała trzy czwarte litra, stracił przytomność, gdy jej krew pod uwagę. Oni zauważyli, że w najgorszym byłaby miła zwłok ale nadal brali krew, bo miała dobre krwi, jak mówili. Mamy kilka gotowane trawy pełne kamieni jako pokarm. W rezultacie nasze jelita zostały zniszczone, a nas wszystkich zachorował na biegunkę. ofiar Mortal biegunki wśród naszych najbliższych towarzyszy były żony dr Steier z Munkács, Szerén Gedalovics # # #, Sari Jakobovics i jej siostra Eszter Jakobovics. Możemy pójść do toalety, dwa razy dziennie, rano i wieczorem, w zamkniętych linii, pięć osób w jednej linii. Nawet nie pozwala nam czas, aby skończyć z WC. Nawet ludzie, którzy biegunka może pójść do toalety częściej. Nie było niesamowite nędzy. Trzy lub cztery dni minęło, zanim można było umyć. Często daliśmy nasz chleb się trochę wody do mycia. Spaliśmy na nabrzeżu piętnastu z nas. Gdyby ktoś chciał zmienić miejsce miała przeszkadzać każdego. Obóz został zamknięty przez przewody, które oferuje prosty sposób na popełnienie samobójstwa. Wielu skorzystało z tej możliwości. Zdarzało się, że ludzie z obozu sąsiednich rzucił nam opakowanie żywności. Jeżeli pakiet utknął na druty, i ktoś dotknął jej zmarła. Ale trudno się, jak nie może nawet zbliżyć się przewody, ponieważ od razu strzelać na ciebie. Raz w jakiś sposób zbliżył się do kobiety, przewody i strzał SS w jej usta. Spadł deszcz w bloku. Podczas deszczowej nocy siedzieliśmy całą noc przelewa przez deszcz. Piętnaście z nas pot, ale bez łyżki żywności lub płyty lub innego kawałka sztućce. Wykorzystaliśmy nasze ręce płyn do jedzenia zupy, a także miał się spieszyć, jak potrzebne puli przekazywanej. Obudził nas o 2 w nocy i dał nam kawę. My prosili ich, aby nas snu i powiedział, że wolimy obejść się bez kawy. Nie było dozwolone. Obiad był rozprowadzany na 8 rano, kolacja (chleb z Zulag) na 7 godz. Ludzie zaczęli zawaleniem z powodu głodu. Raz, apelu nie było w porządku, ponieważ kobieta usnęła. Znaleźli ją, wziął ją i strzelił jej. Żona rabina nie chciał uklęknąć w czasie apelu, ponieważ ze względów religijnych. Chcieli ją zmusić, by uklęknąć przy użyciu wybranych metod tortur i cały dzień ćwiczeń fizycznych. Kiedy miał upadek jej nie pytał ironicznie: Zamierzasz uklęknąć? Ona nie uklęknąć, ale zmarł tortur. Niemka nauczyciel Drechsler był Lagerführerin, Niemka wezwała Brunner był Oberrapportführerin i drugi o nazwie Greese był Rapportführerin. Jeśli zauważyli szal, sweter lub składowanie by bili się w połowie martwy. Byliśmy tak sterroryzowani przez nich, że każdy poszedł głupi, gdy weszli w obozie zazwyczaj głośny i chaotyczny. My kolorowe twarze z buraczkami i odcięcia policzki, aby mieć zdrowe i pogodne spojrzenie jak byłaś taka przerażona doprowadzą nas do komór gazowych. Raz, byliśmy kruszenia kamieni, gdy przybył kolejny transport. Niżej podpisany Dóra Terkeltaub świadkami następujące sprawy osobiście: kobieta wyszła z taśmy osób może dlatego, że czuje się chory lub nie mógł chodzić. SS-Aufseherin podszedł do niej i dał cios w tył z haczykowatym klubu. Nieszczęśliwa zaczął biec i został następnie Lagercapo. Złapał ją, zaczął ją pieścić, aby ją z powrotem do kolejki. W międzyczasie przybył Aufseherin, chwycił ją z szyi i uzależniony klub zaczął ciągnąć ją z powrotem do kolejki. Nieszczęśliwa biegł dalej. Aufseherin pociągnął ją do kolejki, wykonane dwie kobiety utrzymać ją i poszedł do polecenia SS i wrócił w towarzystwie SS-Mann. SS-Mann to związane z rąk kobiety, deptali po niej i kopnął ją. Potem zdjął pas i umieścić go na szyi i wyciągnął ją z dala wzdłuż drogi, z bramy, gdzie rzucił ją do rowu. Oni go tam pół godziny, gdy Rappotführerin podszedł do niej i wyciągnął ją gospodarstwa pasa i zwróciła się do SS-manów stojących wokół, by sprawdzić, czy ona żyje. Ona żyje, więc odsunęła ją z powrotem do rowu. Pół godziny później powtórzył tę grę. Być może była wciąż żywa, ponieważ blockfuhrer udał się tam i zabrał jej życie w dwa strzały. Często musieliśmy stać nago Całymi dniami przed dr Mengele, dr Tillo którzy robili selekcje, lub trzeba było uruchomić przed nimi broni z pozycji pionowej, a jeśli odkryli najmniejszy pryszcz na kogoś trafiła wśród osób, które mange. Nie skończy całej porcji chleba, ale próby zapisania strony choć było zabronione. Niemniej jednak staraliśmy. Oczywiście, nie możemy zostawić chleb w obozie, gdzie każdy był głodny i to było naturalne, że można by ukraść od innych. Przygotowaliśmy woreczek z szmatami i przechowywane w nim chleb i przyniósł również do toalety. Jednakże, jeśli złapali kogoś z worka nie bili błędnego pół martwy. Z Camp C przeniesiono nas do obozu Czech, gdzie przebywał przez trzy dni. Pewnego ranka zabrali mnie stamtąd do obozu A. Przyjechaliśmy o godzinie 10 rano i stał w deszczu do 10 godz. Krematorium dziesięć metrów od nas. Nie było duszący dym i zobaczyliśmy wysokie płomienie. 10 wieczorem dotarliśmy do dezynfekcji pomieszczeń. Mieszkaliśmy w pokoju z wybite okno w strasznych projektu do 4 rano. Każdy miał już wielki ból w głowie i uszach. O 4 rano, mamy ubrania i były prowadzone w bloku zimne i brudne, a my nadal bardzo głodny. Tutaj możemy zajmować całości jak gniazda, które zostały wyryte w ścianie, ale jak tylko znaleźć sobie miejsca nie gwizdnął, aby zadzwonić do nas na apel. Staliśmy do 8.30. Na 8.30, wróciliśmy na blok, ale określają na 9,30 wróciliśmy do łazienki, gdzie lekarz wybranych nami. Jeśli nie podoba mu na piersi i brzuchu niektórych, ponieważ nie były na tyle duże, że wyodrębniony je i nie było mowy o ich losie. W południe, skierowano nas z powrotem do bloku. Mamy trochę obiad, pół litra zupy podzielić się wśród dziesięciu z nas. Następnego ranka, po apelu wróciliśmy do bloku i poszedł do dezynfekcji ponownie. Dzień po, mamy ubrania: poszarpane kurtki, sukienki z czerwonym krzyżem na plecach. Potem zaprowadzono nas do czystego bloku, ale nie mógł cieszyć się nim długo, bo nie było innego apelu 15 minut później. Po apelu mieliśmy doprowadzony do wagonów i wywieziono w Torgau. Stało się to około 26 października. Dali nam chleb na drogę, ale nie miał odwagi do ich pobrania, jak wierzyliśmy, były brane pod krematorium. Jechaliśmy trzy dni eskortowany przez żołnierzy SS bez wody, słomy, ani pokrowców. Mieszkaliśmy w trochę lepszych warunkach w Torgau. Mamy łyżkę, miskę, kubek, nóż, ręcznik i mydło. Każdy miał własne łóżko, na dwa koce, a było też ładne łazienki. Czuliśmy się jak królowe. Mieliśmy dzień wolny na odpoczynek i już wydawało się, że dar nieba. Dzień po, mamy białe smocks używać do pracy. Było 11 kobiet z SS-Oberscharführer nas i Węgier. Pracowaliśmy dla roślin amunicji, wykonując pracę ludzi. Zakład był pełen różnych gazów, w konsekwencji, nasze usta i paznokcie stały się niebieskie. Ciągle mieliśmy straszny ból głowy. Otrzymaliśmy 5 sztuk ziemniaków na obiad i pół litra szpinaku. Dostaliśmy po 2 kg chleba raz w tygodniu i nie dzieli się go na dni tygodnia. Wieczorem mierzona chleb centymetrów aby zobaczyć, jak wiele można wciąż jeść, ponieważ mieliśmy do stracenia to ściśle. Jeśli ktoś kiedyś jadł więcej niż dopuszczalna później musiała głodować dni i kiedy otrzymała swoją kolejną porcję ona znowu zjadł za dużo, bo był tak głodny, w wyniku, nie było końca głodu. Również szczury żyły na naszej żywności. Jeśli ktoś znalazł kawałek surowego ziemniaka to samo cenne, jak gdyby znalazła pewne owoce. Kupiliśmy surowego ziemniaka nawet na chleb, i jadł ją kiedyś zjeść jabłko szczęśliwy przeszłości. Jest ona zakazana mówić cywilów w fabryce. Jeżeli złowione robisz tak kara albo grając lub trzymały się na kolację. Musieliśmy chodzić do pracy maszeruje jako żołnierze i jeśli ktoś popełnił błąd w jej kroki wyszła za pobicie. W Torgau były francuski i Włochów. Podzielili ich życia z nami, dali nam również czasopisma, które czytamy naturalnie w tajemnicy. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że dzień wyzwolenia nie było daleko. Jeśli pracowaliśmy w nocy musieliśmy przerwać pracę i przejść do bunkrów z powodu nalotów. Później, nalotów stały się tak częste, że pracowaliśmy w nocy, albo i przebywał w bunkrze w ciągu dnia lub na odwrót. Nie było czasu na sen. My prosili ich, aby nas umiera, ale nie wejdzie do bunkrów po pracy strasznie ciężkie, ale nie wolno nam było. Będą szukaj nas pod łóżka z pochodnią i jeśli znaleźli kogoś, kto nie iść do bunkra cały obóz nie dostać obiad. W ostatnich dniach, kiedy nie było już nic do zrobienia w fabryce, to oni prowadzą nas do otwartego także w nocy i może sprawić nam pola obciążenia i granaty na samochody, a amerykańskie samoloty latają nad naszymi głowami i musieliśmy kłamać w dół cały czas. Nie było nas 250 i 250 pociski były przechowywane przygotował dla nas. Chcieli wykonywać nas na brzeg Elby, ale nie mógł jej przeprowadzenia, jak Rosjanie zbliżyli się do nas z jednej strony od innych Amerykanów. Minęliśmy rano w bunkrze, ponieważ fabryka wybuchła. Podczas następnego ranka byliśmy wyzwoleni. spadochroniarz amerykański przyleciał do nas. My płakali ze szczęścia. Dali nam puszki, czekoladki, ciastka i wszelkiego rodzaju żywności. Dali nam pocałunki. Powieszono w naszej szyi trochę mezuzy kości i amerykański rabin modlił się z nami. Byliśmy przez tydzień w Torgau, skąd udaliśmy się do Eulenburg, gdzie przebywał przez trzy tygodnie. Amerykanie transportowane nas samochodem do Lipska, gdzie organizowane Czech polecenie powrotu Czechów. W ten sposób dotarliśmy do Pragi. Nie potrafię opisać miłość i opieka, które otrzymaliśmy od Czechów w Pradze. Wzięli bagaże z ręki i zaniósł na ulicy i dał nam jeść dużo dobrych rzeczy. Byli tacy, którzy nawet oferowanych mieszkań, a kiedy zaczął się wraz z nami do stacji kolejowej w nocy. Z Pragi dotarliśmy do Budapesztu. Po pierwsze, chcemy wrócić do domu, aby zobaczyć czy ktoś przeżył naszej rodziny, a później chcemy się na emigrację do Palestyny.


Miejscowość , nazwa obozu, ilość relacji źródło degob.hu
26-Gross Rosen -93
2-Wustegiersdorf Głuszyca -51
79-Kraków , Płaszów -51
7-Dornhau Kolce -43
14-Reichenbach Dzierżoniów -42
1-Wolfsberg Włodarz -39
75-Monowitz -35
70-Gleiwitz -34
27-Breslau- Wrocław- Psie Pole i Leśnica -31
59-Weiswasser -29
76-Jaworzno -26
41-Schlesiensee b. Glogau Sława - 21
37-Bunzlau (Bolesławiec w tym Wizów) -21
74-Bunawerke -19
71-Blechhammer Blachownia Śl -18
11-Erlenbusch Olszyniec -17
35-Funfteichen (Miłoczyce) -16
45-Guben Gubin -16
46-Gorlitz Zgorzelec -16
57-Hochweiler Wierzchowice k. Milicza -14
50-Parschnitz -13
81-Waldenburg- Niemcy, k. Altenburga -13
40-Grunberg Zielona Góra - 12
16-Langenbielau sport schule-Bielawa -11
36 -Birnbaumel (Gruszeczka k. Sułowa ) -11
48-Kratzau -11
13-Furstenstein Książ -10
22-Hirschberg Jelenia Góra -10
4-Schottenwerk -9
39 -Christianstadt Krzystkowice - 9
44 -Neustadt Prudnik - 8
53-Trautenau - 8
24-Teplitz-Schonau -F-ka Hertine -bomby, amunicja,-8
8 -Seifenwasser Osówka -7
15-Peterswaldau b.Reichenbach Pieszyce -7
12-Falkenberg =Eule (Sowina ) -6
-Eulenburg -929,2758,=2
43- Neusaltz Nowa Sól -6
61-Holleschau Goleszów -6
34- Dyhernfurth , Brzeg Dolny -5
68-Furstengrube -5
3-Oberwustegiersdorf -4
6-Marzbachtal, lager Lerche- obóz na Soboniu -4
21-Landeshut Kamienna Góra -4
33-Niederoderwitz b. Zittau -4
63-Jawischowitz -4
64-Hindenburg -4
66-Laurahutte -4
18-Brick,Brugg, ( Brzeg? ) -3
54-Brunntal -3 tkalnia
78-Łagisza -3
80-Eulenburg- poza terenem Polski -3
9-Tannhausen -2
19-Mittelsteine (Ścinawka Śr?) - 2
20-Waldenburg -2
28 -Kurzbach -2
38-Bolkenhain Bolków - 2
42-Glogau Głogów - 2
60-Kietlitzleben -2
65-Swietochlowitz -2
67-Eintrachtshutte -2
-Heydebreck -2
77-Janina -2
10-Hausdorf -1
-Metzbach, -1
17-Schweidnitz -1
-Liebau Lubawka -1
23-Alt Lomnitz -1
25-BadKudowa -1
-Markstadt -1
5-Wustewaltersdorf Walim-tylko Krankenhaus -1
29-Trachenberg (Żmigród?) -1
30-Plischkow b. Breslau -1
31-Trezbinitz ( Trzebnica?) -1
32-Sulow ( Sułów?) -1
47-Stettin, Politz -1
49 -Gebhardsdorf -1
51-Reichenburg -1
52 -Reichenau -1
55-Fillertal -1
56 -Morgenstern -1
58 -Schatzlar -1
62-Nussberg -1
69-Charlottengrube -1
-Neuforwerk -1
72-Prschkau O/S Praszka? -1
73-Katowice -1
78-Sassnowitz- -1

Lista obozów i rodzaj pracy, źródło, książka
Aslau Osla
Bad Charlottenbrunn Jedlina Zdrój
Bad Saltzbrunn Szczawno Zdrój
Bad Warmbrunn Cieplice Śl. Zdrój
Blechhammer Blachownia Śl. Ogromny zakład hydrauliki technicznej
Bernsdorf
Bolkenhain Bolków
Birnbeumel Gruszeczka
Breslau Hundsfeld Wrocław Psie Pole
Breslau Lissa Wrocław Leśnica
Brieg-Pampitz Pępice na S od Brzegu, f-ka
Brunnlitz CS
Bunzlau Bolesławiec
Christianstadt Krzystkowice Krupp wybudował fabrykę materiałów wybuchowych Dynamit Nobel AG, 200 Żydów robiło wykopy
Dittersbach
Dornhau Kolce
Dyhernfurth Brzeg Dolny Anorgana tabun, soman,f-ka toksycznych gazów wybudowana przez filię IG Farben, Luranil w 1942.
Erlenbusch Olszyniec
Eule Sowina
Falkenberg Sokolec
Faulbruck Mościsko
Freiburg Świebodzice
Friedland- Mieroszów
Funfteichen- Miłoszyce ( k. Jelcza ), obok f-ka Kruppa, obóz przejął więźniów z Markstadt. Siłownia, fabryka amunicji i dział (1275)
Furstenstein Książ
Gassen Jasień
Gebhardsdorf Giebułtów
Gellenau
Geppersdorf Mielęcice
Glatz Kłodzko
Gorlitz Zgorzelec
Graben Grabina
Graditz Grodziszcze
Graffenort Gorzanów
Graffisch-Rohrsdorf Skarbków
Gross-Rosen 60 000 ludzi
Grunberg Zielona Góra
Guben Gubin
Halbau Iłowa
Hausdorf- Jugowice
Herrental
Hirsberg Jelenia Góra
Hochenelbe CS Vrchlabi 900 kobiet, montaż elektroniki dla samolotów, fabryka samolotów, małe f-ki tekstylne
Hochweiler Wierzchowice k. Milicza
Kaltenbrunn Studzienna
Kaltwasser Zimna k. Głuszycy
Kamenz Kamieniec Ząbkowicki
Kietlitzleben=Kittlitztreben
Kletendorf
Kratzau- Chrastava-CS
Landeshut Kamienna Góra
Langebielau Bielawa
Laerche Modrzew
Liebau Lubawka 550 kobiet,praca w f-ce broni i amunicji, 100 w koncernie lotniczym Heinz Wendt, pewna liczba prace ziemne , przygotowanie pasa startowego dla samolotów.
Liegnitz Legnica
Markstadt siła robocza 4000 młodych ludzi dla zakładu Kruppa ( dla artylerii ) k. Funfteinchen, ( lipiec 1943 ) Jelcz Laskowice?
Marklissa- Leśna
Marzbachtal Dolina Marcowego Potoku
Morchenstern-Smarżowka CS
Mindsteine
Neusalz Nowa Sól
Niski
Nordland 250 kobiet, praca w f-ce części do czołgów
Ober Altstadt CS F-ka lnu Kluge,inna filia obok Sauferwasser( Walim?) 110 kobiet praca w f-ce montażu silników Siemensa,12km do pracy
Ober Lazisk Górne Łaziska duża elektrownia została wybudowana
Oppeln Opole
Parschnitz CS 2500 więźniarek, fabryka tekstylna Haase
Petersdorf
Peterswaldau- Pieszyce F-ka amunicji
Płaszów Kraków-Plaszów
Rauscha Ruszów k. Iłowej
Reichenbach sport schule Dzierżoniów
Salisch
Sauferwasser Osówka
Schamberg
Schatzlar
Trautenau 1000 więźniarek, praca w zakładach elektrycznych AEG
Waldenburg Wałbrzych
Unsdorf 314 kobiet, fabryka masek gazowych
Warmbrunn
Weisswaser CS
Wiesaw



Uwagi końcowe
Powiedziano mi w latach 50-tych, że duży odsetek więźniów pracujących w Riese stanowili węgierscy Żydzi, wobec powyższego uznałem za właściwe spenetrowanie bazy danych degob.hu, ponieważ chciałem sobie wyrobić pogląd na tę sprawę. Ten link wystawił na forum Tropicieli Tajemnic Mr Kapuchy. Baza te nie obejmuje także wszystkich kompleksów, w których węgierscy Żydzi widocznie nie pracowali , jak Kaltwasser ( obóz jeńców rosyjskich ), Wustewaltersdorf ( Włosi, Polacy, Ostarbeiterzy) czy Ludwigsdorf. Z obozów Tannhausen i Hausdorf w bazie są minimalne informacje, co nie pozwala na jakiekolwiek uogólnienia. Prace w Górach Sowich zaczęły się zanim węgierscy Żydzi tu przyjechali, ich historia tutaj zaczyna się dopiero od kwietnia 1944. Ale i tak, syntetyczna informacja z tej bazy zbliża nas do prawdy.
1- Liczebność podobozów Riese
Możemy ustalić liczebność podobozów Riese:
Wolfsberg-3200 internowanych, w marcu 45 po zasadniczej ewakuacji obozu wzrosła do 4500 nowych.
Erlenbusch - 500-600
Wustewaltersdorf - (?)
Wustegiersdorf - 800 do 1400+ 200 kobiet
Oberwustegiersdorf - 500 + 200 kobiet
Dornhau - 250, 600, 1000, 1200, 4000, zapewne pod koniec była tam skoncentrowana większa ilość ludzi
Kaltwasser - (?)
Kaltenbrunn - (?)
Sauferwasser - 800
Marzbachtal - 1500
Lerche - 2000
Tannhausen - (?)
Schottenwerk - 500-1600 osób, zapewne większa liczba pod koniec.
Hausdorf - (?)
Ludwigsdorf - (?) największa liczba baraków w Górach Sowich
Falkenberg, - 1300
Eule, Eulenburg - 3000
Furstenstein - 1000

Przyjmując, że w Walimiu było 2000 osób, w Kaltwasser 1000, w Tannhausen i Hausdorfie po 500 a w Ludwigsdorfie 3000, otrzymujemy w sumie liczbę 25500 więźniów obecnych w rejonie prac w Riese. To nam daje możliwość krytycznego odniesienia się do przekazu, że liczba więźniów w Górach Sowich spadła z dnia na dzień o 20 000 więźniów, którzy prawdopodobnie zostali zasypani. Otóż ci ludzie w większości zostali ewakuowani, co jest poświadczone wieloma relacjami a proces ewakuacji trwał 2 miesiące. Warunki tych ewakuacji były jednak często tożsame z warunkami marszu śmierci a system logistyczny był bliski załamania.

2 Przeznaczenie kompleksów.
W III Rzeszy każde koło musiało się kręcić dla zwycięstwa w ramach jednej machiny i systemu logistycznego. Więźniowie obozów pracy i koncentracyjnych, traktowani jako zasób i aktywa firmy, byli delokalizowani tak, by ich doświadczenia nabyte w pracy mogły zostać wykorzystane natychmiast w innym miejscu, bez dodatkowego treningu nowych pracowników. I tak np. pracownice fabryki lamp radiowych z Reichenbach trafiły do podobnego obiektu Stor 1 w Porta Westphalica. Sądzić należy, iż była to reguła a nie wyjątek. Ten trend utrzymuje się także dziś, nikt nie chce szkolić pracownika, wszyscy pracodawcy są zainteresowani natychmiastowym pozyskaniem wyszkolonego pracownika z rynku pracy. Jest to rezultat nacisku terminów i presji czasu, który wtedy nie był mniejszy niż dzisiaj.
Dlatego można postawić tezę, że powierzchnia kompleksu, zwanego Wolfsberg, miała być wykorzystana w przemyśle paliwowym ( lub broni odwetowych ), ponieważ zostali ewakuowani do Ebensee, gdzie obiekt Zement był przeznaczony do destylacji paliwa i rafinacji olejów ( Anlage A) oraz do budowy Amerika Rakete ( Anlage B ). Ta wersję umacnia polska relacja o dużym zbiorniku we wnętrzu góry. W przypadku realizowania wersji paliwowej budowa bazy paliwowej ze zbiornikami jest koniecznością. Ponadto jest relacja o układaniu rurociągu nieznanego przeznaczenia ( wodociągi były znane ) przez pracowników obozu Marzbachtal. W cytowanej poprzednio książce mówi się o trzy poziomowym kompleksie zawierającym pomieszczenie 30x30m na południowym stoku Włodarza. W dolinie Marcowego Potoku i Zimnej Wody była zarówno droga jak i kolejka wąskotorowa a ponadto duża liczba ludzi ( Marzbachtal i Lerche ) bez widocznych (obecnie ) większych rezultatów w drążeniu podziemi. Domniemanie o zamaskowanych sztolniach w bezludnych dolinach po zachodniej stronie wzgórz może potwierdzać także zeznanie więźnia biorącego udział w maskowaniu ( patrz Kowalski, Kudelski, Rekuć- Tajemnica Riese str. 227/8 ): „ otwory te wiercone były przy trzech wejściach do pieczar, znajdujących się z przeciwnej strony góry, licząc w kierunku Głuszycy „-jeżeli się stoi koło znanych wyrobisk Włodarza i patrzy w kierunku Głuszycy, to po przeciwnej stronie góry jest dolina Marcowego Potoku i dolina Zimnej Wody.
Ten sam profil produkcji planowanej dotyczy kompleksu Gontowa, drążonego przez internowanych w obozie Falkenberg i Eule. Ci też trafili do Ebensee z końcem lutego 45.
W przypadku kompleksu Soboń można zakładać planowanie wykorzystanie jego powierzchni do produkcji elementów elektroniki, sterowania, bądź silników czołgowych. Internowani z obozów Marzbachtal i Lerche zostali bowiem ewakuowani do Litomierzyc ( obiekt Richard ) i Theresienstadt. Taka produkcja nie wymaga drążenia hal o dużych przekrojach, i takie są wyrobiska na Soboniu .
Obóz Wustegiersdorf został ewakuowany głównie w pobliże kompleksów pracujących na potrzeby Luftwaffe ( Ahlem k. Hannoveru, Cravinkel, Ohrdruff). Domyślam się zatem, że podziemia najbliższe obozowi Wustegiersdorf powinny być wykorzystywane dla produkcji samolotów, bądź ich elementów. Jest przekaz, że na terenie zdemontowanej fabryki więźniowie mieszkali, ale nie ma informacji, żeby elementy samolotów były tam produkowane. Z relacji polskich wynika, że produkcja części płaskich skrzydeł w podziemiach już ruszyła, te podziemia nie zostały do tej pory odnalezione. Tym niemniej one na pewno istnieją, w rejonie Głuszycy skoncentrowana była masa ludzi większa niż na Wolfsbergu, a nie widać rezultatów drążenia podziemi porównywalnych kubaturą z obiektem Włodarz. 8 kobiet do wyzwolenia pracowało w fabryce amunicji .
Przeznaczenie obiektu Osówka nie da się wywnioskować z kierunku ewakuacji więźniów. Jedyne 8 relacji pochodzi od więźniów, którzy zostali przekazani do innych podobozów i pozostali na miejscu. Obiekt musiał mieć wysoki priorytet i był przeznaczony do montażu wysokich elementów. ( rakiety ? kolumny destylacyjne?) . Oznaki aktywności ludzkiej w tym obozie są widoczne na zdjęciu lotniczym , wykonanym 20-02-45, istnieje kwestia, co ci ludzie tam robili po ewakuacji zasadniczej obozu, czy to był tylko demontaż urządzeń i torowisk.
Obozy Erlenbusch, Schottenwerk, Dornhau mieściły komanda budujące zaplecze logistyczno transportowe do podziemnych kompleksów i wodociągi, a także transportowali materiały na miejsce budowy ; ludzie ewakuowani stamtąd zostali rozproszeni po różnych miejscach w Rzeszy. W ewakuacjach daje się zauważyć fakt, iż Niemcy utracili już możliwość przewidzenia szybkości przesuwania się frontu w danym miejscu i bywało, że wycofywali więźniów z powrotem przed nadchodzących frontem. W sytuacji kiedy linie kolejowe były narażone na bombardowanie, nazistowski system logistyczny i tak utrzymał się niezwykle długo, nawet jeżeli uwzględni się warunki totalnego terroru panujące w III Rzeszy. Sytuacja na froncie zmieniała się tak szybko, że planowanie działalności przemysłowej stawało się coraz mniej realne.
Obóz Dornhau mieścił ponadto duży rewier , i najwięcej relacji zostawili ci chorzy, niezdolni do marszu, których tam pozostawiono. Okazało się, że ich szansa na przeżycie była większa niż tych ewakuowanych , zdolnych do marszu.
Obóz Ober Wustegiersdorf mieścił komanda produkcyjne fabryki amunicji ( kobiety ) , które pracowały do wyzwolenia i nie były ewakuowane , mężczyzn ewakuowano.
Obóz Furstenstein budował kwaterę dowództwa ze schronami w podziemiach. Ten fakt nie budzi większych wątpliwości. Baza nie zawiera przekazów odnośnie gotowego kompleksu badawczego, opisywanego w polskiej literaturze.
Baza nie pozwala na wyciągnięcie wniosków odnośnie obozów Tannhausen, Hausdorf, Kaltwasser, Wustewaltersdorf, Ludwigsdorf. Nie ma również żadnych relacji z komanda Kaltenbrunn – Studzienno k. Wambierzyc, które także należało do grupy Riese. Także nikt nie wspomina Waldlagrów. Być może Żydzi tam nie pracowali. Tak jak w Kamiennej Górze zachowaly się tylko relacje Włochów.
Można postawić kwestię, czym byłby taki obiekt w którym produkowano by paliwa, rakiety, sterowanie do nich, być może bomby atomowe, samoloty, silniki czołgowe, amunicję…..Na pewno byłby cennym punktem oparcia dla państwa prowadzącego wojnę totalną ze wszystkimi wokół . Dlatego umieszczenie w sąsiedztwie tego obiektu ( Furstenstein ) kwatery dowództwa wydaje się czymś logicznym. Sami więźniowie nie byli zorientowani, że budują schron dla A.H. traktują to jak każdy inny bunkier.
Stan w jakim ten obiekt ( Riese ) zastaliśmy nie jest na pewno stanem końcowym , obiekt miał być rozbudowany. Widziałem w latach 50-tych ( w okolicy Sobonia , ale jeszcze nie zdążyłem tego zlokalizować w terenie ponownie ) kilkanaście wcinek w zboczu na jednym poziomie, w połowie wysokości zbocza, przygotowanych dla komand, które miały tam wejść z materiałami wybuchowymi i rozpocząć drążenie nowych wejść w gołej skale. Liczyłem te wcinki, było na pewno powyżej 10-ciu. Przypisywanie takiemu obiektowi funkcji kwaterowych naczelnego dowództwa bądź schronu w moim mniemaniu nie jest stosowne. Po prostu schematy innych znanych schronów inaczej wyglądają. To są dla mnie głównie obiekty produkcyjne. A więc musiała to być kwatera dowództwa otoczona zgrupowaniem fabryk przemysłu zbrojeniowego i paliwowego.
3 Timing
Najwcześniejsza zachowana data przybycia do obozu Wolfsberg to 15-04-44, w kwietniu 44 przybyły 3 osoby, w maju 44-14 osób, w czerwcu 44-5 osób. Obóz Wolfsberg miał być ewakuowany łącznie z Falkenbergiem. Daty ewakuacji więźniowie podają na :styczeń 45, 15-styczeń 45, ,luty 45, 8 luty 45, 15-02-45, 25-02-45, marzec 45. Nr 2303 podaje koniec marca jako termin ewakuacji do Ebensee, nie mówi dołączeniu jakiejkolwiek grupy do nich, a liczbę więźniów na Wolfsbergu podał jako 4500. Należy przyjąć , ze poza główną grupą 15-02-45 ( Wolfsberg+ Falkenberg ) były również inne , a z końcem marca ostatnia. Zdjęcie lotnicze wykonane 20-02-45 pokazuje, że dachy baraków obozu Wolfsberg nie są białe, co świadczy o tym, że cały obóz jest znowu pełny ludzi i ciepły. Należy rozumieć, ze w obozie tym były koncentrowane grupy z innych podobozów przed ewakuacją, i że ilość ludzi tam bytujących mogła być większa , niż początkowa, np. 4500 . Nawiasem mówiąc obóz Ebensee został wyzwolony o 3 dni wcześniej niż Riese , bo 5-05-45, jak podaje nr 2303.
Najwcześniej do obozu Wustegiersdorf przybyli ludzie w kwietniu 44- 17-go, 22-go i 30-go. Kobiety pracujące w fabryce amunicji ( 10 osób ) przybyły do obozu Wustegiersdorf nieco później, ( 18, 22, 26-07-44 i 16, 19,22-08-44 , xx-10-44 ) widocznie fabryka nie była wcześniej gotowa. Transfery pracowników były już wcześniej. Ewakuacja zaczęła się w styczniu 45 ( 5, 16 ) trwała w lutym 45 ( 6, 14, 15,16,19,25, 26 ) a ostatnia relacja mówi o ewakuacji 15-04-45.
.Najwcześniejsze przyjazdy mężczyzn do obozu Oberwustegiersdorf to 22 i 28-05-44, kobieta ( 1 relacja ) do pracy w fabryce amunicji przybyła 22-08-44 w grupie 200 osób. Komando kobiece ( co najmniej 200 osób ) pracowało w fabryce amunicji i nie było ewakuowane, pracowało do samego końca wojny. Komanda męskie o liczebności około 500 osób przerwały prace przed nadejściem frontu i zostały ewakuowane. Charakter pracy komand męskich był różny: rozładunek wagonów , jak i praca w tunelach. Terminy ewakuacji od 15-01-45, do 15-03-45.
Obóz Schotterwerk był po zasadniczej ewakuacji obozów miejscem , gdzie zgromadzono ca 1600 osób spośród niezdolnych do marszu i to oni ( sformowani w grupy 60-80 osobowe ) rozbierali tory i demontowali maszyny do końca. Nie byli ewakuowani.

Pierwsi więźniowie do obozu Erlenbusch przyszli w maju 1944, ewakuacja nastąpiła w styczniu i lutym 45, daty są podawane następująco : 1-01-45, luty-45 (2 ), 12-02-45, 15-02-45 ( 2), 18-02-45 (2 osoby ). Tym niemniej na zdjęciu lotniczym wykonanym 20—2-45, dachy baraków tego obozu są ciemniejsze, niż ośnieżone dachy sąsiadujących budynków Olszyńca, wnoszę, że puste baraki były wykorzystywane do pomieszczenia innych transportów więźniów, względnie grup demontujących. Kierunek ewakuacji , aczkolwiek prawie zawsze przebiegała ona via Flossenburg, był w wiele zupełnie różnych miejsc ( Offenburg (5 osób), Leonburg, Cravinkel (3), Theresienstadt ( 3), Litomierzyce, Wien, Hamburg, Dresen, Schlossenburg. Najwyraźniej ich ogólno transportowa specjalizacja mogła się przydać w wielu miejscach. Ponieważ żaden z survivorów obozu nie podał, że był zajęty przy demontażu kolejek, zakładam, ze demontaż i ewakuacje segmentów torów robiły grupy , utworzone później , po ewakuacji zasadniczej obozu.
Zakres dokonanego demontażu nie jest mi znany, w roku 1954 i 55 widziałem tory kolejki przed wyrobiskami Walimia i sztolnią Hellmuth/Henryk w Sowinie. Jaką część zdemontowali Rosjanie a potem Polacy po wojnie, nie jest mi wiadome. Na pewno Polacy zdemontowali kolejkę z Sowiny ( koło szybu Gustaw ) do Ludwikowic w roku 1955, która przechodziła nad drogą na konstrukcji stalowej z elementami ceglanymi i żelbetowymi podstawami słupów. W tym czasie rozebrana też została drewniana konstrukcja załadowcza w Ludwikowicach nad torami przy Gontowej , po której został tylko nasyp ziemny przy torach. Była wykonana z grubych desek napuszczonych brązowym impregnatem i od strony wzgórza była rozebrana już wcześniej. Służyła do załadunku na pociąg .
Cement użyty do budowy Riese był pochodzenia lokalnego, ( przynajmniej w części ), dostarczała go Cementownia Goleszów ( k. Ustronia Śl.) zamknięta w 1991 w trakcie transformacji ekonomicznych.

4 Pytania.

Dane w bazie nie zawierają jakichś sensacji. Więźniowie nie używali nazw kompleksów , jak to czynimy obecnie, dla nich były to anonimowe umocnienia, znali tylko nazwy obozów. Liczba więźniów pewnie przekraczała liczbę stałych mieszkańców okolicy.Więzień z Wolfsbergu podaje, że budowali cztery podziemne, wzajemnie ze sobą połączone fabryki . Dla niego fabryka pewnie oznaczała prostą sztolnię z torowiskiem, obok którego stały rzędem maszyny, przy których więźniowie wykonywali swoją pracę stojąc, a z torowiska dostarczano im surowiec i odbierano produkt. Intrygująca jest informacja z obozu Marzbachtal o kładzeniu rurociągu nieznanego przeznaczenia. Gdyby to był rurociąg do bazy paliwowej i udałoby się go namierzyć to byłoby warto poszukać. Druga kwestia, w rejonie Głuszycy skoncentrowano więcej ludzi niż na Włodarzu, a widoczne wyniki w drążeniu tuneli są nieproporcjonalnie małe. Istnieją tam bezludne doliny o stromych zboczach, istniała infrastruktura- kolejka i drogi- istnieją przekazy o podjęciu produkcji części płaskich do samolotów- trzeba poszukać metodami geofizycznymi
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 10:59, 31 Sie 2013 Powrót do góry

Wolfsberg
1503,M, szewc ur 1894, lat 51, Auschwitz ( 5do12-05-44 ), Wolfsberg ( 14do24-05-44 ), Schottenwerk (25-05-44do 8-05-45 )
kilka dni potem w końcu dotarliśmy do Wolfsbergu. Tu pracowałem w lesie, w pobliżu dworca kolejowego. Przydzielono mnie do bardzo ciężkiej pracy fizycznej ,ze względu na duże kamienie miał przy sobie młot. Wymaga to wielkiej siły i nie byłem w stanie tego zrobić, a przy jednej okazji, podczas pracy duży kamień spadł mi na nogę, co spowodowało poważny uraz i udałem się do szpitala. Byłem tam kilka dni, ponieważ nie było wystarczająco dużo miejsca, w rewirze. Umieszczono nas w namiocie , gdzie nie było miejsca do poruszania się, wielu ludzi leżało na wilgotnej ziemi przez kilka dni. Jedzenie było bardzo słabe, więc wiele osób w satnie krańcowego wyczerpania. W Wolfsbergu 10 dni byłem potem przybyłem do Schottenwerku.
1760,M, dekorator okien wystawowych,ur 1924, lat 21, Birkenau ( 3 dni poł. 04-44 ), Wolfsberg (poł.04-44do1-12-44 ) , Wüstewaltersdorf (Lagerkrankenhaus) ( 1-12-44do15-02-45), Schotterwerk (15-02-45do wyzwolenia )
. 24 godziny jechaliśmy do Wolfsbergu. Tam 3500 osób pracowało budując umocnienia i linie kolejowe, kładąc drogi: całość miała być wielką twierdzą. Przez dwa tygodnie pracowałem na budowie drogi, tak samo długo przy budowie kolei, to była bardzo ciężka praca. Musieliśmy biegać pod górę 1200 m , poganiani przez SS, z szynami . 12 m długości szyny były wnoszone do góry przez ośmiu mężczyzn. Szyny były ułożone razem, i zdarzało się, , że jedna ześlizgiwała się i raniła kogoś w głowę. Podczas wnoszenia szyn my przystawaliśmy dla odpoczynku dwa razy na pięć minut. Ponieważ po prostu już nie byłem w stanie tego wytrzymać, uciekłem z komanda, i już nie wróciłem. Znajomy kapo potrzebował mnie przy pile tarczowej na dole, gdzie pracuje jako zawodowiec wedle instrukcji. Pracowaliśmy tam pod nadzorem ludzi z Organizacji Todt. Z tego miałem chleb i było mi dobrze. Trwało to aż do października. Potem przeszedłem do kopania wykopów pod wodociągi. Teraz zaczęło piekło, ubrani w cienkie ubrania pracowaliśmy w śniegu i byliśmy bici. Odmroziłem sobie stopę i 2 listopada załamałem się: przynieśli mnie z pracy do obozu, przyznano mi 3 dni spokoju, po czym skierowano mnie do noszenia worków z cementem. Do miejsca pracy, które było o 6 km od obozu, trzeba było dojść pieszo. Tam nosiliśmy 50-kg worki z cementem na odległość 150 m w szybkim tempie. Nie pracowałem tam długo, do odmrożonej nogi dołączyła obozowa choroba: zapalenie płuc i 15 listopada załamałem się ponownie, zabrali mnie samochodem do obozu. Myślałem że śmierć mnie czeka. Do dnia 1 grudnia byłem chory w zawszonym baraku, na 3500 osób było 20-30 zgonów dziennie, a średnia liczba chorych zawsze była 1000. Jeżeli liczba ta wzrosła, nadwyżka ciężej chorych po selekcji była kierowana do do Auschwitz. Ciężko chorzy byli kierowani do szpitala do Dornhau. Chorzy rokujący pewne wyleczenie, jak np. ja, byli kierowani do Zentralrevier do Wüstewaltersdorf.
1933,M, uczeń ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 05-44 ), Wolfsberg ( 05-44do02-45 ), Ebensee (02-45do05-45 )Po tym czasie doszliśmy do obozu w Wolfsberg. Byliśmy tam 4000 mężczyzn ze wszystkich narodów. Na początku budowaliśmy drogi, potem zostałem przeniesiony do pracy przy tunelu. Nasze jedzenie było czasem mało, czasem jeszcze mniej. Mieliśmy bardzo złych blokowych, którzy bardzo dużo bili. Szczególnym do tego powodem było „ organizowanie „ sobie ziemniaków, a gdy jeszcze mistrz również skarżył się na więźnia, ten bywał bardzo pobity . Zimą cierpieliśmy z zimna tak, że wielu więźniów doznało odmrożeń. W miarę jak front się zbliżał, nasze jedzenie było coraz gorsze. Gdy Rosjanie stali trzydzieści km od Wolfsbergu, odeszliśmy na piechotę dwa dni, potem zostaliśmy załadowani na wagony. Wagony były otwarte, jechaliśmy nim dwa tygodnie do Pilzna… Z 4000 ludzi do Pilzna dotarło 1500 ludzi , i następnie dostali trochę chleba. W Ebensee, mieliśmy kolejny dzień i noc siedzieć na zewnątrz, na śniegu i mrozie . W tym czasie wiele następnych osób zginęło . Kiedy w końcu zostaliśmy umieszczeni w bloku, dostaliśmy polskich blokowych , którzy potrafili zatłuc dwadzieścia do trzydzieści osób dziennie.
1964,2M, szklarz ur 1888 lat 57 i kupiec ur 1923, lat 22, Birkenau ( 30-05-44do2-06-44 ), Wolfsberg ( pocz.06-44do25-11-44 ), Wüstegiersdorf, Krankenhaus (25-11-44dokoniec12-44 ), Wüstegiersdorf ( koniec12-44do16-02-45 ), Bergen – Belsen ( 2do4-03-45 ), Hildesheim (5do28-03-45 ), Hannover - Ahlem ( 30-03-45do 6-04-45-wyzwolenie )
Po kąpieli, strzyżeniu i ubraniu w odzież więzieną, zostaliśmy zarejestrowani, a następnie przygotowani do transportu. W 1000 osób pojechaliśmy do Wolfsbergu , gdzie znaleźliśmy kilku greckich Żydów. Najpierw musieliśmy w lesie wykopać wodociąg. Potem zgłosiłem się jako pomocnik stolarza i musiałem przez 12 godzin ciężko pracować przy wszechstronnych pracach budowlanych , w czasie których byłem poganiany i pobity. Oprócz kilku greckich i nas węgierskich Żydów , w obozie byli Polacy, w sumie było 3000 osób. Oprócz 1/3 lub ¼ chleba dostaliśmy porządny dodatek na chleb, w każdą niedzielę dostawaliśmy torebke z 6 sztukami witaminizowanych cukierków, ufundowany przez Organizację Todt. Pracując w niedziele, otrzymywaliśmy dwie zupy, z tłustym boczkiem, to było dobre . Cztery razy w tygodniu,otrzymywaliśmy dwa lub trzy razy dodatek do chleba. Pościel była tylko raz zmieniana, ale nie każdy dostał się tam, zostaliśmy dwukrotnie zdezynfekowani. Kiedy doszło do drugiego dezynfekcji, byliśmy już zawszeni, ale otrzymaliśmy Antityfus. Dużo pracowaliśmy przy linii kolejowej normalnotorowej i wąskotorowej, było kilka wypadków śmiertelnych. Były dwie selekcje: raz wybrali osoby w podeszłym wieku i chorych, innym razem dzieci w wieku 13-16 lat, ja również dostałem się tam, bo podałem się za 17-latka w celu promowania podczas przyjmowania do pracy . Sprawdzono dane odnotowane w arkuszach kartoteki w Birkenau ale okazało się to prawdą, powiedziałem, że przez kogoś winnego fałszywego stwierdzenia musi być komora. Byłem strasznie podekscytowany, cała sprawa trwała trzy dni. Wiele dzieci, które miały krewnych w obozie płakały, bo teraz odchodzą, inne pocieszały się, że nie mają się wyprowadzić, ale będzie praca w fabryce. - W październiku rozpoczęły się chłody. Chodziliśmy w podartych butach, stopy i twarz zaczęła nam puchnąć z wody pitnej, a 30% więźniów obozu , tj 900 osób, były chore. Przy pracy na pile tarczowej zraniłem się w rękę i zostałem skierowany do Centralnego Szpitala obozu koło Wüsstegiersdorf, tam byli kierowani chorzy , których stan rokował powrót do pracy.
1993,M, stolarz ur 1921, lat 24, Auschwitz ( 2 tyg. ), Wolfsberg (8 m-cy ), Bergen – Belsen (10 tyg. )
Potem zgłosiłem się na ochotnika jako cieśla i zostałem zabrany na Wolfsberg. Nie można od razu dostać pracę w warsztacie, więc pracowałem jako palacz w piecu . Tutaj byłem około 4 tygodni, a następnie przeszedłem do kuźni. Była to bardzo ciężka praca, więc, jako pierwszy próbowałem skorzystać z okazji aby dostać się do stolarni. To się udało. Było tu trzydziestu stolarzy a ich zadaniem było wznieść nowy obóz. Bardzo poganiali nas w pracy, ponieważ była pilna i dużo nas bili. Z tytułu naszej naszej pracy otrzymywaliśmy dwa rzy dziennie chleba, rano kawę, w południe i wieczorem zupę i dobry obiad: groch z makaronem , który jest w wystarczających ilościach. Gdy obóz został ukończony, musieliśmy zrobić prycze . Później zmienił się Schaarführer i nie chciał nam przydzielać chleba dwa razy dziennie. Następnie rozpoczął się głód. Chociaż praca była bardzo pilna, bo prycze były potrzebne, żeby ludzie mieli gdzie spać. Kiedy prycze były gotowe , ja zostałem skierowany do pracy do warsztatu stolarskiego przedsiębiorstwa Dübner. Tu dziennie przez 12 godzin pracowałem jako stolarz i duże, kamienne budynki robiliśmy. Stąd mnie szybko przerzucono, i znów przyszedłem do obozu, jako cieśla obozowy. Pracownicy zachowywali się poprawnie , szczególnie był bardzo dobry majster, od którego często dostawałem chleb. Raz sprzedałem zdemontowany z domu Dübner zamek ( sprawdzić przyp mój ), i za to dostałem 100 uderzeń, więc po tym leżałem w szpitalu przez 2 tygodnie. Gdy przyszli Rosjanie, musieliśmy ewakuować obóz i odeszliśmy , pieszo szliśmy 2 dni. Na podróż dostaliśmy 1 / 3 z chleba i trochę zupy. Marsz zaczęliśmy w około 4000 ludzi. Na trasie odpoczywaliśmy w pewnej stodole, gdzie wielu ludzi zmarło z głodu. Dostaliśmy ćwierć litra zupy dziennie i 1 / 10 bochenka chleba. Przez trzy dni byliśmy tutaj, potem dostaliśmy się do transportu 900 osób. Doszliśmy do Bergen-Belsen.
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Pon 18:52, 02 Wrz 2013 Powrót do góry

Dzięki za tą obszerną i cenną lekturę. Sporo czasu zajmie mi zanim to wszystko przeczytam i przetrawię.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 20:55, 03 Wrz 2013 Powrót do góry

Witam,
Bez pośpiechu. Ale ja to wstawiałem metodą "copy-paste" po kilkanaście stron na raz i złapałem program na tym, że czasami nie przegrał wszystkiego i w tekście na forum jest dziura. Jeżeli zauważycie nieciągłość w tekście, proszę dajcie znać, wyszukam brakujący fragment tekstu i wstawię to. Piszę o tym dlatego, że jeden taki fragment z Wolfsbergu już znalazłem i wstawiłem na końcu zbioru. Myślę, że byłoby sensowne to rozbudowywać o polskie relacje, Żydzi byli w Riese w mniejszości i stanowili do 30% zaangażowanych robotników przymusowych- ale mieli zorganizowaną pomoc prawną i stąd te relacje.Większość była po węgiersku, część po niemiecku i angielsku.
Pozdrawiam
Stary
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Śro 8:38, 04 Wrz 2013 Powrót do góry

Troll,

Z pewnością masz rację. Dla przykładu: Góry Sowie - brakuje relacji tych którzy żyli w najgorszych warunkach i wykonywali najcięższą pracę, zginęli z wycieńczenia jeszcze w obozie lub w marszu śmierci. Do pełnego obrazu niemieckiego okrucieństwa brakuje tej części rzeczywistości.
Pawel.Rodziewicz




Dołączył: 18 Lip 2011
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nuernberg-Erlangen

PostWysłany: Śro 11:25, 04 Wrz 2013 Powrót do góry

no i post Trolla znikl...

kto przeczytal ten przeczytal ... chyba zaczne robic zrzuty ekranu ;-)
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Śro 16:16, 04 Wrz 2013 Powrót do góry

Troll - Wojtek Oki?
BSWolf




Dołączył: 15 Gru 2008
Posty: 745 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 22:49, 04 Wrz 2013 Powrót do góry

Żeby Troll był Wojtkiem OKI od ufoludków, to jest absolutnie niemożliwe !
Zobacz profil autora
Wikary




Dołączył: 01 Wrz 2011
Posty: 55 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 11:56, 05 Wrz 2013 Powrót do góry

[quote="Anonymous"]Troll,

Z pewnością masz rację. Dla przykładu: Góry Sowie - brakuje relacji tych którzy żyli w najgorszych warunkach i wykonywali najcięższą pracę, zginęli z wycieńczenia jeszcze w obozie lub w marszu śmierci. Do pełnego obrazu niemieckiego okrucieństwa brakuje tej części rzeczywistości.[/quote]

Tia, a nikt Ci dziecko drogie jeszcze nie wytłumaczył, że II WŚ to nie jest gra komputerowa i ,że nie da się uzyskać relacji - Twój cytat: "tych .., którzy zginęli" ? No, chyba, ze masz takie możliwości.
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 14:10, 05 Wrz 2013 Powrót do góry

Większość zrozumiała,
administrator off topic
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)