Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie budowy Riese Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:32, 30 Sie 2013 Powrót do góry

. Stu sześćdziesięciu ludzi zostało powieszonych, bo trzech z nas próbowało uciec w czasie nalotu. Powiedziano nam, że jesteśmy komunistyczną bandą i sabotażystami. Sabotowaliśmy, jak tylko można było. Wszedłem do wagonu, bo wiedziałem, że jeśli usunie się jeden element z gotowego urządzenia, to całość nie będzie działać. Więc byłem w wagonach, na których były załadowane gotowe maszyny , do przewozu. Kiedyś raz złapał mnie SS jak wysiadałem z wagonu. Zarzucił mi że " co ty tam robiłeś , na pewno śpisz!" Ucieszyłem się z tego pomysłu i przyznałem, że spałem. Dostałem 25 uderzeń kijem. Gdyby się dowiedzieli , co tam robiłem, to byłbym nieodwracalnie powieszony. To, że my tak dzielnie sabotowaliśmy, nie było z naszej strony szczególnym bohaterstwem. Wiedzieliśmy, że jesteśmy skazani na śmierć i tak - myśleliśmy, że przynajmniej niektóre uszkodzenia zrobimy naszym katom przed śmiercią. W marcu ewakuowali obóz. Umieścili nas w wagonach. Pierwszym transportem jechali Żydzi i Cyganie. Wiedziałem, że z tego może być problem. Więcej o losie tego transportu nie słyszałem. Zgłosiłem się do chrześcijańskiego transportu, razem z wieloma znajomymi. Wtedy już był tylko tysiąc Żydów. Jechaliśmy w wagonie bez jedzenia przez 12 dni. Raz dziennie można było wyjść z wagonów. Jeśli wtedy udało się znaleźć chwasty między szynami, to je zjadałem. Mieliśmy trzech zmarłych w wagonie. W Ravensbrück kiedy przyjechaliśmy, już ledwie mogłem wyjść. Wspieraliśmy się nawzajem w wagonie. Dali jeden bochenek chleba na 10 osób i po pół litra zupy na głowę. My dotarliśmy tam jako chrześcijanie, ale prawdziwi chrześcijanie poinformowali, że w transporcie jest wielu Żydów. Żydzi musieli się zarejestrować. Powiedziano, że zabierają nas do Szwajcarii. Raportfiihrer stwierdził, że szczęśliwie będzie wymiana Żydów, będziemy w dobrym miejscu w Szwajcarii. Prawdopodobnie. Potem była selekcja, 30 osób pozostało. Umieścili nas na wagonach i zamiast do Szwajcarii zawieźli nas do Ludwigslustu. Obóz był w lesie. Myślałem, że mamy iść do krematorium. Strasznie się bałem , płakałem ze strachu. Ten obóz był obozem zagłady. Leżeliśmy na podłodze, było bardzo brudno, oczywiście w krótkim czasie byliśmy pełni wszy. Tu w największej nędzy zastało nas wyzwolenie. Tu przyszli amerykańscy żołnierze i zwrócili nam wolność.
310,2M, szewc ur. 1928 lat 17 i student ur. 1926 lat 19 , Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 8 dni ), Łagisza ( 5 m-cy ), Buna ( 5 m-cy ), Sachsenhausen ( 1 tyg.), Mauthausen ( 5 tyg. ), Wells ( 3 tyg )
Z Munkacza wywieźli mnie drugim transportem. Podróż trwała pięć dni. Byliśmy stłoczeni po 90-ciu w wagonie. W nocy dotarliśmy do Birkenau. Wedle procedury oddzielono grupy (mężczyzn, kobiet i niezdolnych do pracy) i z grupą mężczyzn poszedłem w kierunku łaźni. Po kąpieli i dezynfekcji dostaliśmy siwe pasiaki i ulokowali nas w pewnym bloku. Wśród bicia każdego dnia dowiedzieliśmy się, że ma być apel. Na strasznym chłodzie i wietrze staliśmy trzy godziny na placu apelowym ustawieni w szyku piątkowym . W dwa dni potem przeniesiono nas do Auschwitz, gdzie wytatuowano nam numer. Przebywaliśmy osiem dni w Auschwitz. Tutaj życie było bardziej normalne niż w Birkenau, co dzień było coś do zrobienia,.# # #. Po ośmiu dniach w Auschwitz skierowali nas do Łagiszy. Na samochód załadowali tylu ludzi, że nie mogłem oddychać. W Łagiszy przypisano nas do murarskiej grupy roboczej. Nosiliśmy . To była bardzo ciężka i bardzo zła praca. Podczas pracy na chwilę nie wolno było się zatrzymać i odpocząć, stale nas bili, żebyśmy przyspieszyli. Ledwie co dostaliśmy do jedzenia, organizować nie mogliśmy, ze względu na surowe kary, ewentualnie śmierci. Wiele osób zginęło obozie od ciężkiej pracy, głodu i kapo wiele osób pobili na śmierć. Pod koniec lutego, kiedy Rosjanie podeszli, musieli opróżnić obóz. Tak dostaliśmy się do Buna. Tutaj już sytuacja była bardziej tolerowalna niż w Łagiszy, bo tyle nie bili. Wyżywienie było przyzwoitsze. Praca była nieco łatwiejsza, ponieważ zaliczyli nas do młodzieży. W obozie był #### , była woda i mogliśmy się umyć. Wówczas po selekcji w obozie z przebywających tu około 10 000 osób, wywieźli 1000 osób, które były słabe lub chore. Podobno wywieźli ich do Auschwitz. Po pięciu dniach Rosjanie znowu zbliżyli się i musieli ewakuować obóz. Wyruszyliśmy w marsz pieszo. Szliśmy pieszo trzy dni i trzy noce. Szliśmy pieszo 90 km. Kto nie był w stanie iść dalej, tego zastrzelili. Następnie poszliśmy do Sachsenhausen. W tym obozie dostaliśmy niewiele do jedzenia. To było złe miejsce. Tu ciągle bili nas bez powodu i nie dawali jeść. Kto zachorował szedł do szpitala , a nie było jedzenia, więc tak umierał. Bardzo wielu było zmarłych.
Z Mauthausen ponownie wyruszyliśmy pieszo, szliśmy w szybkim tempie przez trzy dni i przybyliśmy do Wells. Po drodze eskortowali nas żołnierze Wehrmachtu , jak również strzegli nas w Wells. Nasza praca tutaj była straszna, ### cegły nosiliśmy, dziennie było bardzo wielu martwych w obozie . Częściowo z głodu , a po drugie, byli bici na śmierć. Byliśmy tutaj przez trzy tygodnie. Strasznie głodowaliśmy, cały obóz był pełen wszy, nie było wody do picia lub mycia. Gdyby nie przyszli Amerykanie, nie przeżylibyśmy kilku następnych dni.
519, M, szewc ur 1929, lat 16, Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 2 tyg. ), Lagischa ( 2 miesiące ), Buna ( 4 miesiące ), Ranenburg ( 1 tyg. ), Flossenburg ( 4 miesiące )
……. Z Łagiszy skierowali nas do Buna. Tutaj był bardzo zły kapo. 4 miesiące tam byliśmy . Cały czas były prowadzone prace ziemne i z żelazem. Wyżywienie było zadowalające. Dopiero później, kiedy już 1000 osób było w namiocie celtowym ( Zelt ), nie dostawaliśmy nic więcej niż 1 litr wody dziennie zwanej tu zupą. Bardzo nas bili. Pewnego dnia przyszedł rozkaz, że wszyscy muszą opuścić obóz. Lagerführer powiedział, że Rosjanie są o 24 km od nas. Wyruszyliśmy po południu o 16-tej i do następnego dnia o 11-tej w południe zrobiliśmy 65 km. Prawie biegliśmy. Potem zatrzymaliśmy się na 4 godziny i staliśmy w jednym miejscu. To było w styczniu, wielu z nas zamarzło. Potem powiedzieli, że wszyscy wracają do obozu. Wróciliśmy i pół dnia byliśmy tam, a następnie załadowali nas na wagony. Przy wyjściu z obozu SS do nas strzelali. Od 8-mej rano do 12-tej w południe staliśmy w wagonach a potem jechaliśmy 8 dni. Wieczorem dali racje chleba, ale w taki sposób, że każdy został pocięty na głowie - w pełnym znaczeniu tego słowa . W trakcie 8-dniowej jazdy jedzenie dali dwukrotnie. Jeśli człowiek wyszedł z wagonu , natychmiast go zastrzelili . Mimo to, staraliśmy się jakoś zdobyć jedzenie, bo byliśmy bardzo głodni. Ja też kiedyś wysiadłem z pociągu, przyszedł SS, przygotował pistolet do strzału , ale jakoś udało mi się uciec. Przyjechaliśmy do Ranenbrück …….
579,M, czeladnik szewski ur. 1928 , lat 17, Birkenau ( 05-1944, 1 dzień ), Auschwitz ( 1 tydzień ), Łagisza ( 4 m-ce ), Buna ( 1 m-c ), Eintrachtshütte ( 1.5 m-ca ), Mauthausen ( 4 m-ce ), Günskirchen ( kilka dni )
…. Kiedy Rosjanie się zbliżyli zabrali cały obóz do Buna. Tutaj mieliśmy trochę lepiej. Zupa była dwa razy dziennie i dostawaliśmy trochę więcej chleba. Jedynie praca była bardzo ciężka i tu: Kable przeciągaliśmy. Byliśmy w trakcie pracy, kiedy w czasie nalotu fabryka otrzymała trafienie. My obserwowaliśmy nalot, ale schronić się nie mogliśmy, bo byliśmy otoczeni przez druty. Młodych ludzi wywieźli potem do Eintrachtshütté, tu pracowaliśmy w fabryce dział, koło maszyny…..
580,M, uczeń, ur. 1930,lat 15, Auschwitz ( 05-44-1 tyg.), Buna ( 3 m-ce ), Eintrachtshütte ( 2,5 m-cy ), Mauthausen ( 3 m-ce ), Günskirchen ( 4 tyg.)
Kiedy przyszli Niemcy, węgierscy żandarmi zebrali Żydów i doprowadzili nas do getta. Tutaj , porównując z naszymi późniejszymi cierpieniami, mieliśmy stosunkowo dobrze. W maju 1944 bydlęcymi wagonami wywieźli nas do Auschwitz. W jednym wagonie było nas 150 osób. Okna były zamknięte, nie dostaliśmy przez trzy dni ani jeść ani pić. W Auschwitz byliśmy jeden tydzień. W tym czasie jeden raz wydali jeden bochenek chleba na dziesięciu. Potem dostałem się do Buny. Tu nasza praca była bardzo ciężka, nosiłem kable na ramieniu. Pracowaliśmy w fabryce w Eintrachtshütte. Pracowaliśmy w fabryce armat jeden dzień na noc, drugi tydzień na dzienna zmianę. Mauthausen to był obóz koncentracyjny, tu nie pracowaliśmy. Jedzenia było mało i było złe. Bochenek chleba był na 10 osób i jeden raz po pół litra zupy dziennie. Ostatnim przystankiem był Günskirchen W jednej celcie było nas 230 osób, to było tak dużo, że w nocy nie było miejsca, aby usiąść. Dostawaliśmy tylko po pół litra zupy i po 15-tu było na jeden bochenek chleba. Przez cztery tygodnie wcale nie było wody. Nie można było pić ani myć. Wszyscy byliśmy zawszeni. W końcu wyzwolili nas Amerykanie.Kiedy wróciłem z obozu, dostałem też tyfusu. Amerykanie przenieśli cały obóz do Fels. przejął. Tutaj już mieliśmy bardzo dobrze. Poszedłem do szpitala, jestem już całkowicie wyleczony.
1086,M, handlowiec ur. 1914, lat 31, Birkenau, Auschwitz - Monowitz, Buna ( 30-05-44 do 27-01-45 )
Już w Csománfalvá była bardzo silna nienawiść do Żydów. 18.04.1944 zabrali nas do getta Mátészalka dając mało czasu na spakowanie bagażu. Jeszcze tam w Csománfalvá straszliwie nas torturowali, w szczególności kierował tą kampanią lokalny urzędnik podatkowy Molnár József, który prowadził ją wszelkimi dostępnymi środkami. Łącznie dali jedną godzinę na spakowanie, i mogliśmy z sobą zabrać w sumie 50 kg bagażu. W Mátészalka było jeszcze gorzej. Nie sądziłem , że taki obóz na Węgrzech istnieje. Żandarmi traktowali ludzi w nieludzki sposób. Otoczyli nas drewnianym ogrodzeniem i wszystkich bili bez powodu. To że spędziliśmy tutaj sześć tygodni, byłoby wystarczające. Było nas potem w getcie 18 000 . Młodzi byli zabierani do pracy przez żandarmów. Dawali po 15 dkg chleba i zupę. Byli tacy, którzy próbowali ucieczki, którym się szczęśliwie udało. Wiele osób zmarło w getcie. Ja wiem o dwóch przypadkach. Zmarli po brutalnym potraktowaniu przez żandarmów. Do wagonów nie mogliśmy zabrać nawet tych niewiele rzeczy, które mieliśmy z sobą. Mogliśmy zabrać do wagonu tylko zmianę odzieży i niewiele żywności. W wagonie jechało 75 osób. Do Koszyc byliśmy eskortowani przez węgierską żandarmerię. Wodę dostaliśmy. Tu zostaliśmy przejęci przez Niemców, ostrzegli nas, żeby tam wydać wszelkie rzeczy wartościowe, stale nas straszyli i grozili zastrzeleniem, jeśli nie wydamy tam wszystkiego .Tak po trzech dniach przybyliśmy do Birkenau. Z domu wyruszyłem z zoną, dwojgiem dzieci i 75 letnim ojcem. Jak tylko wysiedliśmy z wagonów, wszystko musieliśmy zostawić na polecenie polskich Żydów, którzy nas przyjęli. Następnie, jak dowiedzieliśmy się później, dr Mengele przeprowadził selekcję. Z mojej rodziny tylko ja dostałem się na drugą stronę, o rodzinie od tego czasu nic nie wiem. Stamtąd poszliśmy do łaźni, zdjęliśmy ubrania, dostaliśmy pasiaki, zarejestrowani zostali fachowcy, mówiono, że inni nie muszą. My, którzy zgłosili się do pracy, dostali po 25 dkg chleba. W dwa dni potem poszliśmy z Birkenau do Auschwitz. Tu znowu poszliśmy do łaźni, dostaliśmy nowe ubrania, oczywiście, ponownie w paski, byliśmy tam dwa dni, a potem z Auschwitz dostaliśmy się do leżących o 4 km dalej Monowitz. Tutaj ponownie nas zdezynfekowano. Potem całą noc musieliśmy stać na apelu. To było w sobotę i dopiero jeść dostaliśmy w poniedziałek. Przydzielono nas do obozu namiotowego, ja dostałem się do celty nr 1. Starsi blokowi byli niemieckimi skazanymi bandytami i mordercami, i tak byli oznakowani. Tu pracowali głównie Żydzi i i niektórzy polscy chrześcijanie. W Buna my młodzi pracowaliśmy w pewnym budynku fabrycznym. Praca była bardzo trudna, spawanie. Bicie było na porządku dziennym. Wiele osób pracowało jak niewolnicy cały dzień, a jeśli przypadkowo przeciągnął strunę, to SS natychmiast zaczynało bić i biło więcej, niż ofiara mogła wytrzymać. Przydzielano nam racje 25 dkg chleba, o ile nie została skradziona , i jako dodatek margarynę i kawałek kiełbasy. Wieczorem była tzw. Buna-Suppe -Buna-zupa" z suszoną trawą. Dobra była zupa z rzepy. Tak długo, jak tu byliśmy ; dwa razy była wśród nas selekcja. 10000 ludzi było w obozie. Kto został wybrany szedł do krematorium na zagładę. Trzecia selekcja już nie była prawdziwa, jak dowiedzieliśmy się, wstrzymali palenie . Naprawdę dostali się do „bloku regeneracyjnego".7-01-45 dostałem się do szpitala z obrzękiem głodowym. Tutaj to było prawdziwe cierpienie męczennika. Całkowicie rozebrany , w zimie, byłem przykryty jednym kocem. W ciągu 14 dni, które tam spędziłem, 15 osób zmarło w tym szpitalu. Takie okoliczności panowały do 17-01-45. Następnie Niemcy ewakuowali obóz. Do chorych Niemcy wrócili. Wrzucali do baraku granaty zapalające a następnie liczyli ile nas pozostało, mówili, że też zabierają nas do transportu. Można sobie wyobrazić atmosferę. My byliśmy zupełnie nadzy i myśleliśmy tylko o tym, żeby nas nie zabrali do krematorium. Ale już nie mieli czasu, aby wrócić. Jednak gestapo wróciło z powrotem i zastrzelili 18-tu kolegów , którzy szukali żywności. Przeszliśmy bardzo wiele emocji do 27-01-45. Potem przyszli Rosjanie. Byliśmy tak osłabieni, że przez kilka pierwszych dni, bardzo wiele osób zmarło spośród kolegów. Osłabiony organizm nie mógł trawić jedzenia. Byli tacy, którzy umierali z chlebem w ręce i mięsem w ustach.Plany na przyszłość? Nie wiem jeszcze. Nie wiem co ze sobą zrobić.
1178, M, krawiec ur. 1927, lat 18, Birkenau, Auschwitz, Buna ( 9 m-cy ), Buchenwald, Theresienstadt (05-45)
Jeśli mam opowiedzieć o tych wielu strasznych rzeczach, to mogę opowiadać tydzień , bo mam doświadczenie, ale nie podoba mi się pamiętanie tych okropności.
Już w Aknaszlatiná ( Solotvino ) traktowanie było straszne , część nas Węgrów była w getcie. Potwornie nas torturowali, wszystkie kosztowności zostały nam zabrane a i to jeszcze im nie wystarczyło , mówili, że więcej mamy pod skórą i traktowali nas odpowiednio. Rozebrali nas i tak badali , niestety, nie tylko nas, ale również nasze kobiety i nasze córki. Ten widok również oglądali wyżsi oficerowie. Kiedy dowiedzieliśmy się, że nas wywożą, byliśmy szczęśliwi jadąc gdziekolwiek, byle tylko dalej stąd. Jechaliśmy z Aknaszlatiná po 90 osób w wagonie i tak po trzech dniach podróży dotarliśmy do Birkenau. Po drodze wielu z nas zginęło w wagonie, ponieważ nie dostaliśmy żadnej wody. W Auschwitz wysiedliśmy z pociągu, musieliśmy zostawić wszystkie nasze rzeczy. Kobiety zostały skierowane w prawo, a my trzej bracia i ojciec na lewą stronę. Następnie poszliśmy dalej , niestety mój ojciec został wyselekcjonowany i poszedł oddzielnie od nas. Następnego dnia przeniesiono nas do obozu Auschwitz, tam pozostaliśmy trzy dni. Tu nas wytatuowali i poszliśmy do odległego o 8 km obozu Buna. Musieliśmy kłaść kable. Dźwigaliśmy ciężkie kable na odległość 4 km, plecy do dziś mnie bolą , gdy pomyślę o tym. Jednak obóz był czysty i również dostawaliśmy jedzenie. Tylko krzywdzili tych, którzy nie mogli pracować, bo ich okrutnie bili. Kiedy front podszedł bliżej ; wywieziono nas do Buchenwaldu. Jechaliśmy po 130 osób w małych otwartych wagonach , w styczniowym mrozie. Na drogę dostaliśmy po 50 dkg chleba. Po drodze bardzo wielu spośród nas zginęło. Podróż rozpoczęło 12.000 osób, ale sądzę, że nie przybyło więcej niż 6000. Kiedy wysiedliśmy z wagonów tych , którzy nie mogli iść i usiedli, natychmiast tam przyszedł SS i zastrzelił ich . Oczywiście, wszystko to musiało być tolerowane bez słowa , ponieważ w przeciwnym razie musielibyśmy zostać zabici też, bo oni mieli broń. W Buchenwaldzie skierowali nas do kwarantanny. Tu nie musieliśmy pracować, bo to było obóz rozdzielczy. Na styczniowym zimnie musieliśmy marznąć stojąc po 2-6 godzin na apelu . Wiele nieopisanego cierpienia było tu naszym udziałem. Wielu ludzi zginęło podczas apelu; ci mogli być wyrzuceni z szyku. Krematorium pracowało dzień i noc i nie było w stanie spopielić tylu zmarłych. Później wybrano mnie do 51-szego bloku i skierowano do bloku nr 66 "Jugendliche- młodzieżowego". Pracować nie musieliśmy, wychodzić z bloku też , ale musieliśmy stać na apelu. Tutaj już było trochę lepiej. Jednym z przywódców był Czech , taki był dla nas dobry, że trudno to opisać. Traktował nas jak ojciec swoje dzieci, oczywiście, był skazany, więc możliwości miał ograniczone, ale udało mu się uzyskać trochę jedzenia dla nas. Już zbliżali się Anglicy, kiedy po ośmiu tygodniach nas wywieźli . Tu w Buchenwaldzie było 60.000 osób, należeli do różnych narodowości, wśród nich było 10.000 Żydów, w tym ja. Ani dnia, ani innych terminów nie mogę podać, bo nie byliśmy tutaj jak ludzie, ale żyliśmy jak najbardziej niefortunne zwierzęta . W kwietniu, jak powiedziałem, kiedy zbliżyli się brytyjscy żołnierze ; poszliśmy z Buchenwaldu. Załadowali nas bardzo szybko w Weimarze po 100 osób w wagonie i jechaliśmy 14 dni, ale nigdzie nie chcieli nas przyjąć , doszliśmy do Theresienstadt, gdzie wyzwolili nas Rosjanie.
Plany na przyszłość? Nie wiem. Najpierw chciałbym wiedzieć, czy mogę znaleźć kogoś , kto pozostał przy życiu z mojej rodziny, a potem będę planował , co dalej.
1352, M, technik dentystyczny ur. 1921, lat 24, Auschwitz ( 27 do 29-05-45), Buna (29-05-44 do 18-01-45), Dora (18do23-01-45), Ellrich (23-01-do 6-04-45), Bergen – Belsen (12 do 15-04-45)
Mój ojciec był kupcem, ale ja żyłem z własnego dochodu i to całkiem dobrze. Sześć tygodni byliśmy w getcie Huszt , potem poddano nas dokładnym oględzinom ciała, na stacji przed załadunkiem na wagony były następne oględziny ciała, potem mogliśmy z sobą zabrać trochę ubrań i jedzenia, oczywiście zabrali nam wszystkie rzeczy wartościowe. W wagonach jechało po 90 osób, wody przy wyjeździe nie dali, mówili, że wywożą nas do pracy w Transdanubii, ale w Koszycach już jednak widzieliśmy , że mają zamiar nas wywieźć do Polski. Tutaj przejęli nas Niemcy i eskortowali nas do Auschwitz, gdzie dotarliśmy dwa dni później. Wysiedliśmy, moją rodzinę rozdzielono od razu na stacji i już w dwa dni później poszliśmy z transportem pieszym do Buna. To był obóz pracy, w jednym baraku było nas 220-tu, wszyscy spali w osobnych łóżkach, mieliśmy koce. Wyżywienie było wystarczająco dobre, panowała czystość . Prowadziliśmy transport wagonikami na budowach fabryk, robiliśmy prace murarskie, pracowaliśmy po osiem godzin dziennie. Ogólnie rzecz biorąc, traktowanie nie było to tutaj złe. Wkrótce po zajęciu przez Rosjan Krakowa, musieliśmy się ewakuować i poszliśmy pieszym transportem w zimie w kierunku Gleiwitz. Po drodze wiele osób zginęło, SS brnęli po kolana w śniegu , kto usiadł, lub upadł, nie mógł iść dalej, jego los był już przesądzony. Marsz trwał dwa dni, po drodze wiele osób zginęło, w Gleiwitz załadowano nas na pociąg, upakowano po 140 osób w wagonie, nie mogliśmy stać, nie dostaliśmy ani chleba ani wody, przypadkowo udało mi się i pół chleba zabrałem z obozu ze mną, ale nie mogłem jeść, ponieważ bardzo cierpiałem z pragnienia , oddałem go za małą puszkę konserwy mięsnej aby zbierać śnieg. Z załadowanych do wagonu 140 osób tylko 60 osób przyjechało i tak było we wszystkich wagonach. Wiele osób wyskoczyło z wagonu, w celach samobójstwa, jechaliśmy otwartymi wagonami. W końcu przybyliśmy do Dora, odpoczywaliśmy tam przez pięć dni, a następnie poszliśmy z transportem pieszo do Ellrich, który leżał w odległości 8-10 km. Obóz w Ellrich był strasznie brudny, nie było wody w ogóle, miesiącami nie mogliśmy się rozebrać, nie było koców, nie mogliśmy nawet zdjąć butów, twarzy nie mogliśmy umyć miesiącami. Zawszeni byliśmy całkowicie. O świcie po pobudce musieliśmy stać na apelu od 3-ciej do 5-tej rano, do pracy wyruszaliśmy w 650-ciu, nawet nie dotarliśmy jeszcze na miejsce pracy, kiedy nawet tam na placu apelowym tak wielu ludzi zmarło z krańcowego wyczerpania. Otrzymałem tu przydział jako pisarz komanda, bo nie było tu chrześcijańskiego więźnia, który byłby w stanie pisać w języku niemieckim. Praca trwała po 12 godzin dziennie, nawet po pracy musiałem oglądać wieszanie i jeśli jakaś maszyna w miejscu racy została zatrzymana, od razu było to klasyfikowane jako sabotaż i karane przez powieszenie. Dziennie ginęło około 10-ciu osób a my musieliśmy iść gęsiego i patrzeć na całość . Jedzenie było bardzo złe, bardzo często dostawaliśmy tylko zupę, wiele osób zmarło z powodu tego pożywienia. Na początku kwietnia załadowali nas na wagony i 12-04-45 pojechaliśmy do Bergenbelsen. Przy wyjeździe w wagonie było 100 osób, po drodze zmarło 20%, jedzenia było tak bardzo mało , że ludzie padali jeden po drugim. Przybyliśmy tu 12-go a 15-tego wyzwolili nas Anglicy ale potem byłem tu jeszcze przez trzy tygodnie, bo wybuchła epidemia tyfusu a następnie przeniesiono nas do Cellé, skąd czeskim transportem, przez Pragę i Bratysławę przybyłem do Budapesztu.
1430, M, uczeń, ur. 1927, lat 18, Auschwitz (29-05-44 ;3 dni), Buna (02-06-44 do końca 12-44), Buchenwald (12-44 do 11-04-45)
Mieszkaliśmy w Szerednye , gdzie moi rodzice byli rolnikami. W kwietniu 44, pewnego ranka pojawili się w domach żydowskich Żandarmi i wezwali do wydania pieniędzy i złota i następnie do udania się do getta. Podczas gdy byliśmy w szkole, żandarmi przeszukali domy i znaleźli pieniądze ukryte w pierzynie, które mój ojciec tam schował. Mój ojciec został pobity w szkole , był bardzo słaby i bardzo go skopali. Przez lata był bardzo dobrym notariuszem w miejscowości, w 1943 r. przestał nim być i jego następcą został urzędnik o nazwisku Fehér, który nienawidził Żydów, i słyszałem , że partyzanci go schwytali i stracili. Ze szkoły w Szerednye wywieziono nas do getta Użgorod, byliśmy tam przez 6 tygodni, a następnie załadowali nas na wagony i wywieźli do Auschwitz. Na stacji kolejowej była selekcja, mnie z ojcem razem z mężczyznami skierowano do łaźni, obcięli włosy, dali pasiaki i zabrali do obozu C. Byliśmy tam na 3 dni, następnie zabrali nas z transportem pracy do Buna. W Buna pracowaliśmy na budowach. Praca była bardzo męcząca i ciężka. Jeden z prowadzących budowę SS bardzo bił i pewien kapo z Wehrmachtu zauważył to i udzielił mu nagany. Jedzenia dziennie było 34 dkg. W południe był chleb na obiad i na kolację była zupa, codziennie było trochę dodatku. Pracowaliśmy tam do końca grudnia, a kiedy zbliżył się front , wywieźli do Buchenwaldu. W jednym wagonie jechało 130 osób, gdy wysiedliśmy w Buchenwaldzie, w wagonie pozostało 28 zmarłych. Po drodze prawie nie jedliśmy. Z transportu pozostało 48 % stanu przy wymarszu. Byliśmy stłoczeni tak mocno, że ludzie tratowali się na śmierć. W Buchenwaldzie na bloku było po 1500 osób. Spaliśmy na pryczach bez słomy i jak byliśmy w odzieży i butach, tak kładliśmy się na pryczy. Bardzo cierpiałem . Straciłem 32 kg wagi. Kapo z SS bił bez powodu. Na apelu staliśmy po 2-3 godziny dziennie. Pobudka była o 5 rano, na śniadanie kawa czarna, sześciu dostawało jeden bochenek chleba i 3 / 4 litra zupy. Koców nie było i marzliśmy i wiele osób zmarło ze skrajnego wyczerpania. Nie byliśmy w stanie wyżyć na tamtejszym wyżywieniu. Z 80 000 ludzi przy wyzwoleniu pozostało 21 000 osób. Pewnego ranka przed wyzwoleniem wypędzili nas z bloków na dziedziniec, nie zezwolili nam na wyjscie dalej , staliśmy tam do drugiej w nocy, gdzie nas wypędzili, krzycząc "Juden heraus- Żydzi wychodzić" i przyszedł pewien SS-man zapytał, dlaczego jesteśmy na dziedzińcu , powiedzieliśmy mu, że nas wypędzono. Apel był o 6 rano i policzyli nas a następnie zabrali nas do zupełnie innego baraku. Było nas 6000 w jednym obozie i zawsze stamtąd transportowali ludzi dalej. Również mnie chcieli tam zabrać , ale byłem tak słaby, że nie mogłem iść, powiedziałem, SS-manowi jestem chory, to mnie bardzo pobili. Nie było opieki i czułem się jak żyjący trup. Pobił mnie tak, że nawet teraz jestem niebieski na całym ciele, tylko zastanawiam się, czy będę mógł chodzić.11-04-45Amerykanie po wykonaniu dużego natarcia wyzwolili nas. Jedliśmy tyle , i wszyscy dostali takie paczki, że wielu zachorowało z przejedzenia. Opróżnili obozy z SS i nas zabrali z rewieru i ulokowali chorych w innym miejscu. Byłem tam do maja, a następnie poszedłem do domu i w Pradze ulokowali mnie w szpitalu Czerwonego Krzyża. Chce się wydostać do Palestyny, w tym czasie straciłem ojca i zostałem sam.
1633, 2M, krawcy ur w 1924 i 1928, lat 21 i 17, Birkenau ( 05-44), Buna ( 05-44 do 12-44), Buchenwald (01-45), Halberstadt (02-45 do 03-45)
Po czterech tygodniach w getcie zostaliśmy załadowani na wagony i przyszliśmy do Birkenau. My, bracia trzymaliśmy się razem. Zaprowadzono nas do budynku i po tym, jak dostaliśmy ubrania więzienne, poszliśmy do bloku. To pozwolili nam trzy dni pościć i czwartego dnia dostaliśmy wody z marmoladą. W tym dniu poszliśmy do Auschwitz, gdzie zostaliśmy oznakowani tatuażem. Dali nam na drogę trochę chleba i poszliśmy do Buna. Tu był kolejny wielki obóz barakowy z 10.000 osób. Początkowo wykonywaliśmy taką samą pracę jak inni: kładliśmy kable. Ja oparzyłem rękę smołą i pewien czas nie mogłem chodzić do pracy. Później przyszedłem do warsztatu krawieckiego. Jedzenie było bardzo słabe, otrzymywaliśmy 35 dkg chleba i dwa razy dziennie była zupa. Trzy razy w tygodniu dostawaliśmy podwójną porcję chleba. Kiedy Buna została zagrożona w grudniu przez Rosjan, mieliśmy się odejść. Do Gleiwitz szliśmy na piechotę, tam wsiedliśmy na pociąg po 120 ludzi i pojechaliśmy do Buchenwaldu. Wagony były otwarte, ludzie masowo zamarzali, nie mieliśmy także nic do jedzenia, więc jeszcze trudniej było nam wytrzymywać zimno. W Buchenwaldzie, byliśmy tylko dwa tygodnie. Zupełnie nic tam nie robiliśmy. Dostawaliśmy coś do jedzenia i nie było tak źle. W końcu tych dwóch tygodni zapisaliśmy się do pracy. Znowu jechaliśmy w otwartych wagonach. W ciągu siedmiu dni jazdy dostaliśmy dwa razy po ćwiartce chleba i jeden raz zupę. Mieliśmy codziennie dużą liczbę zgonów, na początku zmarli byli pozostawiani w wagonie, ale potem było ich tak wielu, że trzeba było opróżnić do tego celu dwa ostatnie wagony. Natychmiast po naszym przyjeździe do Halberstadt był nalot. Na 2000 ludzi 270 poszło przy tym do ziemi. Byliśmy tu pierwszymi Żydami. Musieliśmy tu zrobić najcięższą pracę. Ja Mihály, najpierw prałem ubrania zmarłych, a następnie poszedłem do regularnej pracy. Byłem w kilku komandach : karnym komandzie, komandzie szynowym itd. Mieliśmy tu węgierskie SS, było jeszcze gorsze niż Niemcy. Starszy obozu spoglądał na ciebie i mówił : "Ty jeszcze żyjesz!" I w następnej chwili biedak już nie żył, albo go zastrzelił albo zatłukł. Najlepszym sposobem na opisanie warunków jest przedstawienie liczb: Z 1500 ludzi zostało nas tylko trzystu. Potem wyruszyliśmy w pieszy marsz. Nie wiedzieli, gdzie maja nas prowadzić : z jednej strony byli już Amerykanie, z drugiej strony, Rosjanie. Nasza sytuacja była straszna, wiedzieliśmy, że nie ma innego wyjścia, tylko uciekać. Jeden z nas odbiegł na jedną stronę , drugi w drugą i spotkaliśmy się w lesie. Poszliśmy do Volkssturmu. Tam spytali nas , o co faktycznie chodzi. Odpowiedzieliśmy: "Daj nam coś do zjedzenia, to porozmawiamy". I tak to załatwiliśmy. Dali nam cukru i powiedzieliśmy im, że jesteśmy czeskimi mieszańcami i dodaliśmy jeszcze wszystko , co możliwe . Wtedy poszliśmy do obozu cywilnego. Tam spotkaliśmy dwóch węgierskich S.S. Oni przyłączyli się do nas. Szliśmy razem przez czternaście dni, a następnie zostaliśmy uwolnieni przez Rosjan w Gentin. Później byliśmy pod amerykańską okupacją,
po dwóch i pół miesiąca zrobiliśmy niezależny transport i przybyliśmy do Budapesztu, gdzie znaleźliśmy ku naszej wielkiej radości jeszcze jednego brata i siostrę. Teraz chcemy emigrować do Palestyny wszyscy czterej.
1829, M, szewc ur 1924, lat 21,Birkenau (23-05-44 do 3-06-44), Buna (3-06-44 do 01-45), Dora (01-45 do 04-45)
Byliśmy kilka tygodni w getcie Ungvar, nie pamiętam żadnych istotnych wydarzeń z tego czasu. Po naszym przybyciu do Birkenau, nasze pierwsze wrażenie mieliśmy najgorsze z możliwych - zobaczyliśmy płomienie. I nie miałem wątpliwości ani przez chwilę, że mają zamiar nas wszystkich bez wyjątku zniszczyć. Zdezynfekowali nas i uspokoiliśmy się trochę. Dostaliśmy niebiesko-szare pasiaki więzienne i ogolono nam głowy. Po tygodniowym pobycie w Birkenau poszedłem z transportem do Buna . Tu był znowu duży obóz drewnianych baraków, tylko że te tutaj były bardzo czyste. Pracowałem na budowie. Wyżywienie było wystarczające. Potem przeniosłem się do golenia zagazowanych. Byłem w fatalnym stanie i raz zostałem wyselekcjonowany i chcieli mnie zabrać jako muzułmanina. Już byłem w Auschwitz, kiedy mój kierownik zadzwonił, i natychmiast mnie odesłali z powrotem. Jakby cudem mnie wypuścili. Potem byłem tam jeszcze jakiś czas jako blokowy szewc. W styczniu musieliśmy uciekać przed Rosjanami. Szliśmy pieszo 60 km do Gleiwitz. Była następna selekcja, teraz wzięli mojego ojca. Trzymali nas tam tydzień, jedzenie było nędzne. Następnie SS zaczęli strzelać i pewnej nocy nagle musieliśmy wejść na wagony. W jednym wagonie upakowali po 150-170 ludzi. Jazda trwała tydzień, podczas którego nie dostaliśmy ani jedzenia ani wody. Każdej nocy mieliśmy co najmniej 6-10 martwych w wagonie. Jeśli ktoś wystawił głowę przez okno, to była pewna śmierć. W Dora przez jeden tydzień szło nam dobrze do momentu , kiedy przydzielili nas do pracy w bunkrach. Otrzymywaliśmy 25 dkg chleba dziennie i litr zupy. Jeśli nie było chleba , dawali nam w zamian po trzy kartofle. Byłem fizycznie tak osłabiony, że dostałem ropowicy. Przyszedłem do szpitala, gdzie operowano mnie bez znieczulenia. Po zabandażowaniu , dostałem dzikiego mięsa, zamiast starego. Musiałem wytrzymać ponadludzki ból. Lekarz był bardzo dobry i robił wszystko, aby mi pomóc i mnie wyleczyć. Więc leżałem na rewierze do mojego wyzwolenia przez Amerykanów. Potem szło nam już wspaniale i dano nam możliwości szybkiego odzyskania sił.
2026, M, uczeń, ur 1928, lat 17, Buna ( 8 m-cy )
Po przyjeździe do Auschwitz, niezwłocznie na stacji oddzielono mnie od matki i trojga małych braci ale mój ojciec pozostał ze mną. Poszliśmy do Buna. Na początku byłem w bardzo ciężkim komandzie, musieliśmy nosić żelazo, nie byłem w stanie tego robić. Początkowo, w związku z tym powiedziałem w "Arbeitsdienst- urzędzie pracy ", że nie mogę znieść tej ciężkiej pracy i pytałem , czy mogę dostać łatwiejszy przydział. Dali mi. Tutaj jednak był bardzo zły majster, który oświadczył, że nie powinienem być młodym chłopcem, i poszedłem stąd i znowu i dostałem się do ciężkiego komando. Wróciłem więc ponownie do Arbeitsdienstu- urzędu pracy - wreszcie dostałem bardzo dobry lekki przydział. Po raz pierwszy mieszkałem w bloku, który był pełen młodych chłopców razem. Starszy blokowy był niestety bardzo zły , ciągle nas bił. Poszliśmy na skargę do starszego obozu , w wyniku czego dostaliśmy innego starszego blokowego. Otrzymaliśmy bardzo miłego człowieka, który w sposób humanitarny nas traktował. Tu było mi dobrze. Dostawaliśmy po 35 dkg chleba dziennie - trzy razy w tygodniu po 70dkg – poza tym dwa razy dziennie zupa, trochę margaryny i trochę kiełbasy. Byłem tam od sześciu miesięcy, gdy przy pewnej selekcji zabrali mojego ojca i jako muzułmanie zostali straceni. Przez ostatnie miesiące mieliśmy lepiej w pracy, bo dostaliśmy mistrza z Włoch , który był bardzo przyzwoitym człowiekiem, i bardzo mnie kochał. Rosjanie bombardowali Buna codziennie i musieli zabrać nas stąd, i wyruszyliśmy w pieszy marsz. Tylko chorzy pozostali w Buna, którzy po upływie 10 dni od tego momentu -prawie martwych - zostali uwolnieni. My zaczęliśmy się przemieszczać. W drodze jedzenie było bardzo nieregularnie, czasami dostaliśmy chleba, czasem nie. Zazwyczaj po przybyciu na miejsca dostawaliśmy zupę i nic więcej. Po drodze nas bili i kto nie mógł dalej iść, tego zastrzelili. Tak dotarliśmy do Gleiwitz. Tam nas załadowali i jechaliśmy pół dnia i całą noc. Potem ok 3000 osób wysiadło z pociągu i poszliśmy dalej pieszo. Dziennie szliśmy 30- 40 km, odpoczywaliśmy tylko dwa razy. W Langenbillau po raz pierwszy, nie pamiętam nazwy drugiego miasta . W tym drugim wprowadzili nas do piwnicy, gdzie prawie nie było powietrza, tak, że pozostało tam 80 ofiar. W końcu pozostało nas już tylko 400 osób, pozostali zginęli na drogach. Spośród tych, którzy przeżyli ; 100 chorych zostało wziętych do Dörnhau. Ja również byłem jednym z tych chorych. Tu dostawaliśmy dziennie po 1 / 8 bochenka chleba i 3 / 4 litra zupy. Tu wyswobodzili nas Rosjanie .
2268, M, Uczeń ur. 1928,lat 17, Auschwitz ( 1 tyg. ), Fürstengrube ( 4 m-ce ), Buna ( 4 m-ce ) , Bergen – Belsen ( 4 m-ce )
Po około 4 miesiącach zabrali nas dalej do Buna. Tu naszą pracą było noszenie piasku i kamieni przez 12 godzin dziennie. Pracownicy cywilni tu również dość surowo na traktowali, bardzo nas popędzali , ale kar cielesnych nie stosowali. Praca była również bardzo ciężka. Tu tylko raz dziennie dawali jedzenie, trochę zupy i ok. 35 dkg chleba, trochę salami. Mieszkaliśmy tu w drewnianych barakach, ale miejsce było lepsze niż Fürstengrube. Jedynym problemem było to, że była już zima, baraki nie były ogrzewane i było bardzo zimno. Była możliwość utrzymania czystości a więc teg nie można kwestionować. Stamtąd poszliśmy dalej do Bergen-Belsen…
2506, M, rolnik ur. 1911, Auschwitz (3 dni 05-44), Buna (8 m-cy ), Dora ( 4 tyg.) (Nordhausen ( 3 tyg. ) ), Walsleben (2 m-ce)
W Nagygajdos żyło 13 rodzin żydowskich. Byli znanymi rolnikami. Z naszych przychodów mogliśmy żyć beztrosko. Po zajęciu Węgier przez Niemców policja przeniosła nas do getta Ungvar. W getcie żyliśmy stosunkowo dobrze, bo mogliśmy jeszcze przynieść ze wsi jedzenie. W maju zostałem deportowany do Auschwitz z rodzicami i sześciorgiem rodzeństwa. Natychmiast po przyjeździe rozdzielono rodziny i zostałem tylko razem z moim bratem. O lisie moich rodziców, czterech sióstr i brata nie wiem od tego czasu zupełnie nic. W obozach Auschwitz pozostaliśmy tylko trzy dni. Następnie poszliśmy pieszo w kolumnie marszowej o pięciu rzędach do Monowitz, do fabryki Buna. Tutaj musieliśmy ciężko pracować. Było nas 40 mężczyzn i musieliśmy dziennie wyładować i załadować 20 wagonów. W wagonach były deski i ściany baraków. Ja byłem ciągle głodny i chciałem załatwić coś do jedzenia. Ukryłem w butach 15 000 pengo. Dałem jednemu brygadziście 15 pengo, żeby załatwił trochę chleba. Pieniądze wziął, ale nic mi nie dał , ale zameldował sprawę do kapo. Następnie z pracy zostaliśmy odprowadzeni z bratem do kapo. Domagał się wydania wszystkich pieniędzy. Kiedy powiedziałem, że nie mamy pieniędzy , bił nas gumowym wężem , aż byliśmy czarni. Musieli nas natychmiast zabrać do szpitala. Byłem tam cztery tygodnie . W styczniu, kiedy Rosjanie się zbliżyli , poszliśmy do Dora. Tutaj nie pracowałem , gdyż nadal byłem chory i przebywałem przez kolejne cztery tygodnie w szpitalu. Jako chorzy poszliśmy do Nordhausen do bloku odpoczynku. Tam chcieli nas zniszczyć. Głodowaliśmy, bo codziennie dostawaliśmy tylko pół litra zupy. W tym czasie przeżyliśmy olbrzymie ataki lotnicze. Niemcy uciekali przed atakami i tak dotarliśmy do ostatniego przystanku: Walsleben. W Walsleben zostaliśmy wreszcie wyzwoleni przez Amerykanów.
2580, M, uczeń ur. 1929, lat 16,Auschwitz ( 2 dni ), Buna ( 10 m-cy ), Buchenwald (2 m-ce ), Theresienstadt ( 2 m-ce )
11-05-44 przybyliśmy do Auschwitz. Tam oddzielili mnie od matki i od tego czasu nic nie wiem na jej temat. Jak zaczął się nasz pobyt w Auschwitz, przez dwa dni nie dawali nam jedzenia, tylko bili. Po dwóch dniach wreszcie przenieśli nas do Buna. W drodze stale nas bili. Buna był obozem pracy, a ja pracowałem jako ślusarz. Wyżywienie było lepsze niż w Auschwitz: Dostawaliśmy po pół kilograma chleba z dodatkami i dwa razy dziennie zupę i czarną kawę na śniadanie. Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie. Mieliśmy możliwość dostać jedzenie od cywilnej ludności, ale jeśli ktoś został złapany na gorącym uczynku, to był bezlitośnie karany 25-toma uderzeniami kija. Bardziej rygorystycznie traktowali tych, którzy handlowali alkoholem: czekała ich szubienica . Zakwaterowani byliśmy w drewnianych barakach, spaliśmy na słomie, ale był wielki porządek i czystość. Dziesięć miesięcy potem zabrali nas stąd do Buchenwaldu. Tutaj sytuacja już bardzo się pogorszyła. Jedzenia nie było, dużo głodowaliśmy, błoto na podłodze, leżeliśmy w brudzie. Nie musieliśmy pracować, ale godzinami staliśmy na apelu, jak w Auschwitz. Tutaj też szybko zbliżyli się Rosjanie, więc musieliśmy opuścić obóz w Buchenwaldzie . Zabrali nas dalej do Theresienstadt. Tu już wyżywienie było lepsze: dostawaliśmy dziennie po 25 dkg chleba, dwa razy dziennie zupę i ziemniaki, margarynę, cukier, konserwy, itp.. Tutaj nie tylko nie musieliśmy pracować, ale w końcu pozbyliśmy się stałych apeli. W drodze dostaliśmy dużo wszy, ale w Theresienstadt właściwie nas dezynfekowali. Niestety, nie udało się zapobiec epidemii tyfusu plamistego, co spowodowało, że wielu ludzi zmarło. W maju wyzwolili nas Rosjanie .
3169, M, szewc ur. 1927, lat 18, Auschwitz, Monowitz, Buna ( 27-05-44 do 27-01-45 ), Dachau (10-02-45 do 8-05-45)
Zawsze byliśmy ludźmi pracy, mój ojciec miał w domu warsztat szewski i pracowałem z nim w domu. Było nas pięciu braci. W getcie pracowaliśmy, wywożono nas do lasu, nosiliśmy amunicję. Tu dostawaliśmy normalne, wystarczająco duże posiłki a traktowanie było tolerowalne. Nagle, po sześciu tygodniach, przyszedł rozkaz, żeby getto opróżnić, i nas wywieźć, ale oczywiście, że nie został on nam przekazany. Zebrali nas, wywieźli poza teren cegielni, tam wszystkim zrobili przeszukiwanie ciała i wywieźli wszystkich , pozwalając na zabranie niewielkiej ilości jedzenia. To było dzieło węgierskiej żandarmerii we współpracy z gestapo. Mnie tam już w Hust przesłuchiwał z zawiązanymi oczami porucznik i wzywał do oddania złota, ale je nie dałem z tego prostego powodu, że go nie miałem, potem mnie puścili. W wagonie jechało 74 osoby, po drodze strzelali kilka razy do wagonu, na trasie Węgrzy mimo że wszyscy ich prosiliśmy nie dali nam wody; dostaliśmy dopiero w Koszycach, kiedy przejęli nas Niemcy. Tak dotarliśmy do Birkenau, po trzech dniach bolesnej podróży . Jak tylko wysiedliśmy z wagonów; natychmiast oddzielili kobiety od mężczyzn. Tak poszliśmy naprzód do bramy, gdzie stał SS i gestem ręki wskazywał : na prawo albo na lewo. Dopiero później dowiedziałem się, że ten gest decydował o życiu i śmierci. Szedłem sam, oddzielony od rodziców, rodzeństwa i od tego czasu jestem sam! Stamtąd zabrali nas do pewnej łaźni, gdzie rozebraliśmy się, ogolili nas na łyso, zdezynfekowali, a następnie zamiast własnej odzieży dali nam więzienne pasiaki. Na następny dzień nas wytatuowali, byliśmy tu cały dzień, a następnie zabrali nas do Monowitz, gdzie było nasze miejsce pracy. W Monowitz pracowałem w miejscu nazywanym Buna. Po przyjeździe przez dwa dni odpoczywaliśmy, potem stanęliśmy do pracy. Wyżywienie na początku było bardzo złe, potem nieco się poprawiło, ale nadal było bardzo mało. Obóz był czysty, spaliśmy na pryczy po dwóch. Nie miałem szczęścia, bo zawsze mnie kierowali do bardzo złego komando. Bili nas bez powodu.
Kto był w Monowitz, wiedział o bloku 59-tym, który był już znany z niegodziwości. Ja pracowałem jako pomocnik murarza. Naloty były prawie codziennie, ale nie zginęło wielu ludzi w moim komandzie. Takie ciężkie życie miałem do 27-01-45, kiedy dostaliśmy rozkaz wymarszu, ponieważ Rosjanie byli w odległości 50 km; w Krakowie. Stamtąd najpierw wyruszyliśmy na piechotę a potem wsiedliśmy do pociągu. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia tylko przy wymarszu po trzy racje chleba . Podróż trwała 14 dni, w jednym miejscu po drodze dostaliśmy surowe ziemniaki, wielu ludzi umarło z pragnienia. Wyruszyło nas 11 000 ludzi. Po drodze odłączali od nas wagony, bo lokomotywa nie mogła uciągnąć pociągu, był taki długi, ludzie wyszli do lasu, zabrali ich dalej, ale prawdopodobnie ich zabili, salwami w trakcie marszu. Później spotkałem znajomego, jednego z tych , którym udało się uciec i ukrywał się tam w lesie do wyzwolenia i mi powiedział. My po czternastodniowej jeździe dotarliśmy do Dachau. Tu sposób traktowania był całkiem przyzwoity bo już zaczęliśmy widzieć swoją przyszłość w ciemnych barwach, godną straszliwej kary za nieludzkie łajdactwo ( tekst niejasny- przyp. mój ) . Regularnej pracy tu nie było. Był to obóz otoczony naelektryzowanymi drutami. Było nas tutaj 16.000. Oczywiście, wielu ludzi tu zginęło, zwłaszcza ze skrajnego wyczerpania, już w Monowitz umierali ze skrajnego wyczerpania młodzi chłopcy. Tu, w Dachau, dostawaliśmy rano 35 dkg chleba i 2 dkg margaryny, w południe była zupa z buraków.8-05-45 oswobodzili nas Rosjanie, ja niestety nie mogłem być naprawdę szczęśliwy, bo znalazłem się sam na świecie, teraz, kiedy jestem wolnym człowiekiem, zastanawiam się, co się z nami stało. Plany na przyszłość: Chcę wyjechać do Palestyny i tam pracować.
3170, M, talmudysta ur. 1925, lat 20, Auschwitz, ( 1 dzień- 25-05-44 )Monowitz, Buna Werke ( 26-05-44 do 18-01-45 ), Dora ( 29-01-45 do 25-03-45 ), Bergen ( 9-04-5 do 14-04-45 )
Mieszkaliśmy w domu z rodzicami i dziewięciu rodzeństwem. Przed zabraniem do getta, najpierw zebrano nas w świątyni, a kiedy wróciliśmy, już nie mogliśmy w naszym mieszkaniu nic znaleźć. Z getta wywozili nas codziennie do pracy. Nawet tutaj, pracowałem po 12 godzin dziennie. Pakowaliśmy do pudełek ładunki wybuchowe, jeść dostawaliśmy w getcie. Pewnej nocy dowódca getta ogłosił, że rano wyruszamy, oczywiście nie wiedzieliśmy dokąd. Na stacji odebrali nam resztę rzeczy, które jeszcze mieliśmy i zastrzelili tam jednego człowieka, który nie oddał wystarczająco szybko bagażu. Przy wyjeździe było nas w wagonie 115-tu. W Koszycach przejęli nas Niemcy, potem już się domyślaliśmy, dokąd nas zabierają. Tutaj Niemcy przeprowadzili ścisłą rewizję, SS też wiedzieli jak kraść, tak jak węgierscy żandarmi. U kogo znaleźli ukryte złoto, oczywiście je zabrali. Po trzech dniach takiej gorzkiej podróży dotarliśmy do Auschwitz. Oczywiście, w podróży nie dostaliśmy niczego do jedzenia. Jak tylko przyjechaliśmy, natychmiast musieliśmy wysiadać i tam musieliśmy zostawić nasze najmniejsze bagaże. Natychmiast moja rodzina została rozdarta, poszliśmy prosto do łaźni, gdzie wykąpaliśmy się , ogolili nas i zdezynfekowali a następnie dali nam pasiaste ubrania. My pozostaliśmy razem tylko z bratem i ojcem, o losie pozostałych członków rodziny nie wiem nic więcej. Byłem z moim ojcem tylko do września, kiedy nas wywieźli. Byliśmy w Auschwitz w sumie tylko jeden dzień, potem nas wytatuowali i skierowali do transportu. Byliśmy w transporcie tysiąc osób , w tym 300 z nich pochodziło z Huszt. My faktycznie byliśmy w Birkenau, stąd zabrali nas pieszo do Auschwitz, o dwie godziny drogi na piechotę. Po drodze wiele nas bili kolbami karabinów, że ludzie upadali na ziemię, musieliśmy iść podwójnym tempem na dusznym upale. Po przybyciu na miejsce dostaliśmy jedzenie, a następnie pod eskortą SS musieliśmy biec, więc dotarliśmy zmęczeni do obozu Monovitz. Po przybyciu ponownie nas zdezynfekowali a następnego dnia otrzymaliśmy przydziały do komand roboczych. Następnego dnia poszliśmy do pracy.
Tutaj pracowaliśmy w Buna Werke i wykonywaliśmy prace kanalizacyjne i wodociągowe. W tutejszych warunkach mieliśmy dobrze. Praca była z pewnością bardzo ciężka, ale kiedy SS nie byli obecni , to już było dobrze. Do jednego komando było przypisanych po 25 osób, dużo ludzi z Huszt. Zakwaterowanie było przyzwoite, mieliśmy co jeść, nie musieliśmy stać dziennie na apelu .Tak tu biegło nasze życie aż do końca stycznia, podczas gdy , jak już wspomniałem mój ojciec został wywieziony. Następnie w styczniu usunięto cały obóz, z wyjątkiem rewiru, uchodząc przed Rosjanami. Szliśmy pieszo 80 km na zimnie, w deszczu i bez jedzenia. Na drogę wydali po pół chleba i po dawce margaryny. Tak przybyliśmy wieczorem do Gleiwitz. Następnego dnia wyruszyliśmy stamtąd dalej. Tu dostaliśmy kawę, i rano na drogę jeden chleb i 20 dkg kiełbasy. Stamtąd jechaliśmy pociągiem przez 5 dni, po 80-ciu w wagonie, było bardzo ciasno. Ta niewielka ilość jedzenia została szybko zjedzona i bardzo cierpieliśmy z pragnienia i głodu. W naszym cierpieniu zeskrobywaliśmy śnieg z okien wagonu, ale jeśli to widział SS, to nie zezwalał. Jechaliśmy otwartymi wagonami, kiedy jechaliśmy przez Wiedeń, widzieliśmy młode dziewczyny i dzieci w pracy, krzyczeli do nas po węgiersku, ubrani w żółtą gwiazdę. Przyjechaliśmy do Czech, kiedy już nas bardzo nękał głód, ale Czesi wszędzie na placach rzucali nam pakunki z jedzeniem, nie troszcząc się o groźby ze strony SS. Tak więc w końcu po pięciu dniach jazdy przybyliśmy do Lipska. Tutaj dostaliśmy po pół chleba i 5 dkg margaryny, następnie jechaliśmy dalej przez cztery dni, aż dotarliśmy do celu naszej podróży, Dora. Do tego czasu 90% stanu było chorych, 50% ambulansem trzeba było transportować do obozu. Starszy obozu zapewnił nas, że nie musimy natychmiast iść do pracy, a następnie nas zgromadzili. Dostaliśmy chleb, marmoladę, przyzwoite jedzenie, tylko musieliśmy spać na podłodze. Naprawdę przez pięć dni odpoczywaliśmy w obozie, a dopiero potem poszliśmy do pracy. Nasze miejsce pracy było w tunelu. Z wagonów maszyny musieliśmy transportować przez tunel. Tutaj już mieliśmy bardzo mało jedzenia. Dostawaliśmy 1 litr zupy dziennie i 1 / 6 bochenka chleba. Pracowaliśmy tydzień na nocne zmiany i tydzień na nocne zmiany ( może odwrotnie – przyp. mój ). Tak więc tutaj nasze życie całkowicie wypełniała ciężka praca przez cały czas bez przerwy. Pewnego razu byłem tak wyczerpany, że przysnąłem w czasie pracy, dostałem 25 uderzeń kijem. W ciągu ostatnich kilku dni potem już nie pracowaliśmy , bo były tak ciężkie bombardowania, że cywilni mistrzowie nie przyszli do pracy, potem nas załadowali na wagony , dostaliśmy po pudełku konserwy i chleb na drogę. Tu w sumie pracowało 20 000 osób. Wysłano stąd dwa transporty. Dostaliśmy żywności na trzy dni, ale jechaliśmy siedem dni, które drogi, aż dotarliśmy do Bergen Belsen. Po naszym przybyciu spotkaliśmy jednego, który dopiero co wyruszył z obozu rodzinnego w Budapeszcie, mieliśmy iść do jego obozu.
Na stacji stały dwa wagony z rzepą i marchwią, byliśmy bardzo głodni, poszliśmy tam i sami sobie wzięliśmy, w związku z tym zastrzelone zostały dwie osoby. Kiedy weszliśmy do obozu dostaliśmy po 1 / 8 bochenka chleba i po pół litra tzw. zupy, która była faktycznie wodą. Były dni, kiedy wcale nie widzieliśmy chleba. W tym przypadku wielu z nas zostało zastrzelonych , byliśmy tak głodni, że kradli rzepę. Dla niemieckich popleczników kawałek rzepy miał większą wartość niż człowiek. Niemcy szybko oddali nas do dyspozycji Węgrów, którzy przejęli nad nami nadzór. Węgrzy nie byli lepsi od Niemców, nie pozwalali nam wyjść z obozu, jedzenia już wcale nie dostawaliśmy, najwyżej tylko pół litra zupy. W pobliżu byli rosyjscy jeńcy wojenni pomogli nam i dali nam żywność. Byliśmy pod nadzorem Węgrów przez trzy dni i dwóch SS było tam z nami przez cały czas, po prostu zawiesili na przedramieniu białe opaski. Gdy Brytyjczycy przybyli 15-04-45; znaleźli bardzo wielu niepogrzebanych martwych zwłok , tych musieli grzebać Niemcy. Węgierscy żołnierze pozostali i nadal nas nadzorowali. Oni nawet wtedy byli bardzo źli dla nas. Nadal nie otrzymaliśmy nic do jedzenia przez trzy dni. Chleba nie jedliśmy, bo jak się okazało, Niemcy zatruli go na pożegnanie, kiedy wyszliśmy i zabraliśmy sobie trochę jedzenia, przyszli Węgrzy i natychmiast nam to odebrali. Tu byli nie tylko węgierscy Żydzi, ale i bardzo różne narodowości, głównie jeńcy wojenni. Po trzech dniach wreszcie udało się pozbyć Węgrów , zostali obaleni i zabrali ich do pracy, a my zostaliśmy wyzwoleni po roku strasznych cierpień i poniesieniu niepowetowanych strat. Plany na przyszłość: Chcę wyjechać do Palestyny z moim bratem.
3412, M, technik dentystyczny, ur. 1926, lat 19, Auschwitz (12do20-05-44) , Buna (21-05-44do18-01-45 ), Buchenwald (23-01-45do koniec 03-45)
Mieszkałem z rodzicami w Nyíregyháza. Po wkroczeniu Niemców do ojca przyszli żandarmi i zabrali jako komunistę. Ja z moją marką dostaliśmy się do getta w Nyirges odległego o 8 km od Nyíregyháza. Przed wywiezieniem do getta żandarm chciał pobić moją matkę, bo chciała wziąć 2 kołdry i zezwolił tylko na jedną. W getcie byłem 2 tygodnie, gdzie umieszczono nas w stodole do suszenia tytoniu, leżeliśmy na ziemi, żandarmi zachowywali się brutalnie i nas bili. Wyruszyliśmy z drugim transportem, było może 3000 ludzi, powiedzieli nam, że jedziemy do pracy do Koszyc. W Koszycach przejęli nas SS, po trzydniowej podróży w godzinach południowych przybyliśmy do Auschwitz. Przy selekcji ustawiali nas w dwie kolejki; część szła na lewo, druga część na prawo. Matka poszła w lewo i od tego czasu jej nie widziałem. Poszedłem do łaźni, wymienili odzież na więzienny pasiak, ostrzygli włosy i zabrali do obozu cygańskiego. Mieszkaliśmy po ok. 2000 osób w jednym małym bloku, byliśmy tam stłoczeni i prześladowani. Po tygodniu, z końcem maja, dostałem się do Buna, gdzie już nasz los był nieco lepszy, bili nas do krwi i staliśmy dużo na apelu, ale zakwaterowanie było lepsze i żywili nas przyzwoicie. Dostałem się do komanda murarskiego i raz podczas pracy zranił mnie 150-ciu kilogramowy kawał betonu, odniosłem poważne szkody, miałem ogromne otwarte rany na klatce piersiowej. W Buna spotkałem się z ojcem, którego tam również deportowano, był w złym stanie, bardzo słaby i w październiku także go zabrali z muzułmanami. Po wypadku dostałem się do szpitala, gdzie leżałem od 26-10-44 do 18-01-45,kiedy ewakuowali obóz i wymaszerowaliśmy pieszo. Całą noc szliśmy pieszo 2 kilometry do Mikołowa, przybyliśmy o czwartej nad ranem i tam odpoczywaliśmy. Po dwugodzinnym odpoczynku ruszyliśmy dalej i szliśmy do południa następnego dnia do Gleiwitz, uchodząc przed Rosjanami, którzy bardzo silnie posuwali się naprzód. Tu wyselekcjonowali słabych, którzy nie mogli dalej iść lub kuleli i zastrzelili ich. Miałem zranioną nogę w bucie i utykałem, bałem się, że mnie zastrzelą. Ze strachu przed selekcją zrobiłem wielki szum, wśród wywołanej paniki wkradłem się powrotem do zdrowych i tak uszedłem. Potem załadowali nas na wagony i po dwóch dniach przybyliśmy do Buchenwaldu. To było w styczniu. Przyjęli nas z wielkim szumem i biciem od stacji aż do obozu; pozostawiliśmy po drodze wielu martwych. W Buchenwaldzie było upchane 2000 ludzi w jednym bloku. Codziennie rano i wieczorem był apel. Nasze dzienne racje żywnościowe: 20dkg chleba i 1 litr zupy i to było na cały dzień. Nie musieliśmy pracować i większość dnia mijała na staniu na apelu. Byliśmy zawszeni i spaliśmy na deskach bez słomy. Po dwóch tygodniach ulokowali mnie na bloku młodzieżowym. Tam już było bardziej humanitarne traktowanie, choć tam bili nas polscy kapo i SS, ale apel mieliśmy w bloku tylko raz dziennie i staliśmy tylko kilka minut. Sześć tygodni potem była selekcja, wybrali wszystkich chłopców w wieku 16-tu lat , ulokowali ich w innym bloku i tego samego dnia wywieźli do Weimaru, 12 km od Buchenwaldu. Tam załadowali nas na wagony i pojechaliśmy dalej. Po drodze był wielki nalot, pociąg był ostrzeliwany z broni maszynowej i było wielu zabitych i rannych. Gdy przyszła kolejna fala, usunęliśmy ze zwłok kolegi pasiak i wywiesili na zewnątrz wagonu, kiedy wróg spojrzał w dół i zauważył, wstrzymał ogień. W Schwartzenfeld znowu był nalot, tam było wielu zabitych i rannych. Co 4 dni otrzymywaliśmy po kawałku chleba i margarynę. Nasza eskorta SS nosiła czarne koszule i bardzo źle nas traktowali. W Zeitz był również atak lotniczy , kolejni zabici i ranni, oderwane ludzkie głowy, stopy, ręce spadły na sąsiednie drzewa. Nie mogliśmy jechać dalej, bo lokomotywa została uszkodzona. Kontynuowaliśmy naszą podróż na piechotę. Poszliśmy wzdłuż rzeki, kto podbiegł aby się napić , został zastrzelony. Tę noc spędziliśmy na otwartym powietrzu bez koców. Następnego dnia zatrzymaliśmy się w stodole. O świcie usłyszeliśmy duży hałas , zobaczyliśmy , że esesmani wyrzucili broń i uciekli, oberstrumführer popędzał nas dalej. Doszliśmy do krawędzi lasu i zobaczyliśmy pierwsze amerykańskie czołgi. 23-4-45 oswobodzili nas Amerykanie i następnego dnia już byłem w szpitalu. Miałem obustronne zapalenie opłucnej i tyfus plamisty, ważyłem 38 kilogramów. 3 miesięcy później, kiedy wyszedłem ze szpitala, umieszczono mnie w domu prywatnym, w którym według rozkazu Amerykanów dobrze mnie żywili. Dla nas już nie ma miejsca w Nyíregyháza; spróbuję dostać się do Ameryki lub Palestyny.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:34, 30 Sie 2013 Powrót do góry

67. Obóz Monowitz Zakłady Chemiczne Oświęcim
97,101,107,182,208,335,572,613,622,696,708,906,937,1026,1096,1357,1392,1474,1497,1635,1727,1744,1810,1994,2012,2013,2077,2134,2161,2267,2340,2372,2461,2501,2569,2750,
2756,2767,2814,3029,3169,3170,=42
97, M, handlarz bydłem, ur. 1899, lat 46, Majdanek ( 18-06-1942 do 10-1942- 3,5 miesiąca), Auschwitz ( 10-1942 do pocz.03-44- 22 m-ce) – Monowitz (pocz.-03-44 do xx-01-45) , Mauthausen( nie przyjeli ich ) , Dora (pocz. 02-45 kilka dni ) , Ellrich ( 02-45 do ca. 15-03-45 ) , Bergen-Belsen( 10 dni do wyzwolenia 15-04-45 )
Michalove (Nagymihály) było miasteczkiem z 17.000 mieszkańców, mieszkało tu około 900 rodzin żydowskich. Żydzi najczęściej byli kupcami i rzemieślnikami i cieszyli się w większości pewnym bogactwem. W roku 1942 sytuacja Żydów w miasteczku zaczęła się stawać niebezpieczna. Nie zostały podjęte jakieś zasadnicze środki ogólne, ale wszyscy mieli poczucie, że coś jest w powietrzu. Wskazywały na to różne gniewne ataki, gdzie ludność żydowska została narażona na pobicia obraźliwość, łapanki, rewizje domowe, itp. Także w moim przypadku zorganizowała Gwardia Hlinki przeszukiwania domu, w którym znaleźli ubrania, które mi dał na przechowanie pewien czeski urzędnik w czasie jego ucieczki ze Słowacji. Ubrania - trzy walizki - wywieziono i dostałem karę trzech miesięcy więzienia, bo nie zameldowałem, ze mam te ubrania . Tymczasem sytuacja dla Żydów stała się stale trudniejsze do zniesienia i 15 czerwca 1942 ci nieszczęśliwi ludzie zostali wywiezieni. W tym dniu Żydów z Michalovec, a nawet z całej Słowacji skoncentrowano i przywieziono albo do Popradu , a częściowo do Żyliny. Ja przyszedłem do Popradu, gdzie w koszarach zbudowano obozie koncentracyjny. Organem egzekwowania prawa była Gwardia Hlinki . 80-90 osób, mężczyzn, kobiet i dzieci, zostało stłoczone w wagonie bez zapewnienia jakiegokolwiek jedzenia albo wody. W koszarach Poprad pozostaliśmy trzy dni. Potem zaprowadzono nas do stacji, i znowu stłoczono w bydlęcych wagonach w , jeśli to możliwe, jeszcze mniej korzystnych warunkach, ponieważ nasze skromne zapasy żywności zostały już wykorzystane i transport ruszył. Eskortę stanowili członkowie Żelaznej Gwardii i Gwardia Hlinki. Podróż rozpoczęło jakieś 5000 dusz. Jazda trwała trzy dni i dwie noce. Na granicy polsko-słowackiej, transport został przejęty przez SS. W Lublinie pociąg się zatrzymał. Natychmiast po przybyciu na stację Lublin została dokonana selekcja. Do jednej grupy poszli mężczyźni pomiędzy 15-tym i 45-tym rokiem życia, do drugiej mężczyźni poniżej 15-tego i powyżej 45-tego roku życia. Pierwsza grupa wyszła z wagonów. natomiast druga grupa, obejmująca także kobiety w każdym wieku, w sumie około 3000 osób pozostała w wagonach. Wagony te zostały następnie wywiezione i powiedziano nam, że zobaczymy ją po trzech dniach, ale w rzeczywistości nigdy już ich nie ujrzeliśmy i do dnia dzisiejszego nic o nich nie wiemy. Zostaliśmy zdezynfekowani i wykąpani, nasze ubrania zostały nam zabrane i otrzymaliśmy ubrania więzienne. Komando prowadzili SS, tzn. czyli polecenia wydawane były przez SS-manów, ale organem, który nadzorował wykonanie tych rozkazów , byli więźniowie i to polscy Żydzi, którzy prowadzili to z nieubłaganą surowością wobec nas i generalnie przyjęli wobec nas stosunek wyraźnej wrogości. Dowiedzieliśmy się tutaj o tym , że w getcie w Lublinie, ale także w gettach w innych miastach Polski również zostały dokonane selekcje. Mężczyźni pomiędzy 15 i 45 lat zostali usunięci do obozu na Majdanku, wsi o dwa kilometry odległej od Lublina, który stanowił także nasz cel podróży , podczas gdy mężczyźni do lat 15 i po 45 lat, kobiety, osoby ułomne i chore, zostali wywiezieni do Opelo , Meserice, Toschwitz i innych miast, gdzie znajdowały się najwyraźniej obozy zagłady. Osoby internowane w tych obozach były bez wyjątku prowadzone do lasu, gdzie otoczeni przez SS byli likwidowani z broni maszynowej. Następnie zwłoki umieszczano w wykopach, oblewano naftą, a następnie tam podpalano. Do jednego z tych obozów zagłady poszła również moja rodzina: żona i 13-letnia córka i w ten sposób straciły życie . My, po tej selekcji, przeprowadzonej na stacji kolejowej w Lublinie, zostaliśmy zabrani do obozu na Majdanku. Obóz wydawał się być tylko na krótko wcześniej ustanowiony, bo było tam zaledwie kilka domków, w których więźniami byli polscy Żydzi. Powiedziano nam, że będziemy rozbudowywać obóz. Faktycznie wdrożono nas natychmiast po przybyciu do pracy do prac budowlanych , ale budowaliśmy nie tylko baraki, ale także krematorium. To krematorium miało dwa piece, gdzie można było codziennie spalić 450 zwłok . Zewnętrznie, krematorium wyglądało jak cegielnia z dwoma wysokimi kominami. Budowa trwała cztery tygodnie. Nadzór było prowadzony przez polskich i czeskich Żydów. Pod koniec lipca 1942 roku, krematorium zostało oddane do operacji. Byłem w obozie na Majdanku przez trzy i pół miesiąca a ze mną był mój 15-letni syn, Zoltán, z którym razem mieszkaliśmy. W baraku, gdzie mieszkaliśmy było 650-ciu mężczyzn. Leżeliśmy na drewnianych pryczach, nie mieliśmy koców, głód był wielki a praca ciężka. Wyżywienie było następujące: rano trochę herbaty, w południe zupa z pokrzyw, na kolacje była kawa, dzienna racja chleba była 20 dkg i trochę marmolady. Pracowaliśmy po dziesięć i pół godziny dziennie. Nigdy nie byliśmy myci , więc brud był prawie niewiarygodny. Wody prawie nie było, tak, że była traktowana jak największy skarb, szklanka wody była warta rację chleba. Oczywiście w barakach roiło się od robactwa . Wkrótce wybuchły choroby, zwłaszcza tyfus plamisty, które zmiotły z powierzchni wielu więźniów. Śmiertelność była wysoka: codziennie rano w każdym bloku było 15-20 zgonów. Biorąc pod uwagę, że było około trzydziestu bloków, można obliczyć wskaźnik śmiertelności dziennej w obozie. W obozie pracowało dwóch lekarzy (Niemcy), a następnie był szpital. Ten tak zwany "szpital" składał się z małego pokoju, gdzie leżało około trzydziestu osób. Bezpośredni nadzór nad nami prowadzili niemieccy przestępcy, skazani za ciężkie przestępstwa, osoby wielokrotnie karane , które już spędziły znaczną liczbę lat w różnych niemieckich więzieniach. Lagerkommnadant ( komendant obozu ), a także lagerfuher ( dowódca obozu ) i blockfuhrer ( dowódca bloku ) byli z SS. Natomiast lagerälteste ( starszy obozu), Blockälteste ( starszy blokowy ) , Lagerkapo -kapo obozu i lagerschutz ( ochrona obozu ) – wszyscy byli więźniami. Traktowanie oznaczało się skrajna powagą, za najmniejsze spowolnienie tempa pracy były ciężkie kary fizyczne. Ogólne kary były następujące: 1) 25 uderzeń w tylną część ciała, ale ponieważ kara była realizowany przez dwie instytucje, z których każda wymierzała po 25 uderzeń, każdy więzień, który został skazany na "25" ; dostawał faktycznie 50 batów. 2) Körperübrungen( ćwiczenia fizyczne ) więzień był zmuszany do wykonywania najbardziej niesamowitych wygibasów tak długo , aż załamywał się zupełnie. 3) zamkniecie w piwnicy więzienia w ciemnej celi. Wielkim przestępstwem było na przykład przyniesienie przez więźnia cokolwiek chleba z miasta. Były mianowicie komanda, które wychodziły do pracy w mieście. Przy tej okazji zdarzało się, że ten czy ów więzień mógł dostać trochę chleba, zawsze ze strachem i bez większego powodzenia, ponieważ u każdego więźnia przeprowadzano ścisłe oględziny ciała. Jeżeli u więźnia znaleziono chleb- to mogła być nawet nieznaczna ilość-to skazywano go na dwadzieścia pięć uderzeń i uwięzienie w ciemnicy. Cały obóz otoczony był elektrycznymi przewodami wysokiego napięcia. Straże były bardzo surowe. Co pięćdziesiąt kroków stali strażnicy - głównie Ukraińcy i Litwini - i ci strażnicy strzelali do więźnia przy każdym podejrzanym jego ruchu , który zauważyli. Nikt nie odważył się uciekać, bo ucieczka była całkowicie beznadziejna. To SS najwyraźniej wydało się nie dość stosowne i byli niezadowoleni, że strażnicy nie mieli powodu zabijać ludzi. Więc musieli taki powód spowodować i robili to w następujący sposób: SS-man rzucił obiekt do strefy wykluczenia i nakazał więźniowi , aby go przyniósł z powrotem. Gdy więzień tam poszedł, aby wykonać polecenie, bywał natychmiast zastrzelony przez strażnika jak za próbę cieczki. Ten diabelski proces pochłonął oprócz głodu i chorób, także wiele ofiar. Także w pracy w mieście ucieczka była nie do pomyślenia, ponieważ więźniowie byli otoczeni przez kordon strażników, ich każdy ruch był obserwowany i przy najmniejszym ruchu, który wydawał się podejrzany lub nie do przyjęcia, następował strzał do więźnia. Obóz na Majdanku rozciągał się na obszarze jednego kilometra kwadratowego. W moich czasach obóz liczył 25000-26000 więźniów : polskich, czeskich, słowackich oraz niemieckich Żydów .Opuściłem Majdanek, jak powiedziałem, po pobycie trzech i pół miesiąca i stało się to w następujący sposób: Pewnego dnia pojawił się w obozie Oberscharführer ( sierżant ) i powiedział, że potrzebuje rolników do uprawy ziemi na Ukrainie, podkreślając, że potrzebni mu tylko profesjonaliści. Zgłosiło się 8000 mężczyzn, oczywiście, że byli to nie tylko rolnicy, ale ludzie w nadziei, że może spotkać ich coś lepszego lub przynajmniej nic gorszego. Po tygodniu Oberscharführer pojawił się znów w obozie i wybrał 800 ludzi spośród 8000 i następnej nocy pojawili się w naszym bloku ludzie kapo z komendą „ Komando rolników wychodzić”. Zostaliśmy dokładnie sprawdzeni, zabrano nam odzież więzienną , wydano nam odzież cywilna i wywieziono do stacji. Natychmiast weszliśmy do pociągu, jechaliśmy bez przerwy trzy dni i dwie noce. Jako prowiant na drogę wydano każdemu po 20 dkg chleba i na 12 ludzi była jedna konserwa. Kiedy pociąg w końcu się zatrzymał ; okazało się, że nie zostaliśmy zabrani na Ukrainę, ale byliśmy w Auschwitz . Natychmiast po naszym przyjeździe zostaliśmy poprowadzeni przez SS-manów do łaźni i przydzielono nas do bloków, ja poszedłem do bloku 17A. Miejsce było gęsto zaludnione, według mojego szacunku w obozie znajdowało się wtedy ponad 40.000 mężczyzn, z czego około 80% stanowili Polacy, reszta Francuzi, Słowacy i my z Majdanka. Blok, w którym zostałem zakwaterowany był tak napchany, że niektórzy ludzie musieli być przekazani na inny blok. Bloki były częściowo murowane i częściowo zbudowane z drewna i miały następnie jedno piętro i były tak rozmieszczone, że między dwoma blokami ceglanymi był zbudowany blok drewniany. W bloku z cegły, były jeszcze dość znośne warunki czystości, jednak w blokach drewnianych był straszny brud. My zostaliśmy przypisani rzeczywiście do komanda rolniczego i nie robiliśmy nic innego niż praca w gospodarstwie rolnym. Po trzech tygodniach brakowało pielęgniarzy w szpitalu i zostałem usunięty z komando rolniczego i dostałem się jako pielęgniarz chorych do szpitala. Nie była to ciężka praca, pogarszał ją jednak fakt, że lekarze i inne osoby wiodące , będące polskimi chrześcijanami, żywili wściekłą nienawiść do Żydów i organizowali prawdziwe ekscesy przeciwko Żydom. Do karetki, gdzie dr Endres funkcjonował jako lekarz, dostawało się codziennie 700 i 800 osób. Niszczący charakter tych „ szpitali „ był jednoznaczny: każde komando miało dostarczać codziennie pewną liczbę zgonów (liczba ta wahała się pomiędzy 15 i 20), i do tego następnie lekarze adaptowali rodzaj terapii. Wiele też zależało od indywidualnej odporności jednostki, w ogólności można powiedzieć, ze polscy i słowaccy Żydzi trzymali się dość dobrze, w przeciwieństwie do Żydów z Jugosławii i z Europy Zachodniej: (Holandia, Belgii, Włochy, Norwegia), którzy prawie nie mieli odporności i po stosunkowo krótkim czasie umierali od licznych cierpień fizycznych i psychicznych, których tu było w nadmiarze. Już mówiłem, że polscy chrześcijańscy lekarze, którzy przybyli tu z polskimi transportami , przyjęli wyjątkowo wrogą postawę wobec Żydów. Było to widoczne nie tylko w tym, że obrażali więźniów żydowskich w najbardziej agresywny sposób, ale również ich bili, rzucali się na nich z pięściami, przewracali ich na ziemię i deptali ich nogami- jednym słowem, traktowali tych nieszczęsnych ludzi gorzej niż zwierzęta. Zapamiętałem nazwiska tych trzech lekarzy. Byli to ; dr Dim , dr Wassileski i dr Döring (chirurg). Jak się dowiedziałem, te bestie cieszą się najlepszym samopoczuciem, bo włos im nie spadł z głowy. Postępowanie ze słabymi lub chorymi więźniami było następujące: więźniów, którzy pojawiali się na wizyty lekarzy jako słabi, byli także badani i który z nich został zakwalifikowany jako chory, został przewieziony do specjalnego pokoju i potem byli zaprowadzeni do lekarza obozowego ( Lagerarzt ) , celem zatwierdzenia diagnozy. Schorowani / osłabieni byli zestawieni według narodów i jako pierwsi byli Niemcy, potem Polacy , Francuzi, inne narody europejskie , Cyganie, i wreszcie Żydzi. Lekarz obozowy tylko spoglądał na niego i decydował natychmiast bez sprawdzania, kogo kierować do szpitala, a kto musi wrócić do swojego komanda. Kiedy lekarz obozowy rozpatrywał sprawę przedstawionego Żyda, kiedy uznał, że osoba jest jeszcze wystarczająco silna, osoba ta została przekazana do szpitala. Kto wydawał mu się słaby i nie rokował na wyleczenie, zdejmował sprawę z porządku dziennego i tych pacjentów umieszczano w specjalnym pomieszczeniu , stamtąd pojedynczo byli zabierani na salę operacyjną , gdzie ginęli zabijani zastrzykiem. Realizowano to w taki sposób, że chory siadał na krześle i musiał mieć obie ręce z tyłu, gdzie przytrzymywał je nosiciel zwłok. Potem lekarz będący więźniem mówił mu, że pójdzie do szpitala, ale żeby jego choroba nie przenosiła się dalej musza mu dać na razie zastrzyk. Wtedy dawali mu zastrzyk, który powodował natychmiastową śmierć chorego. Żydowski pielęgniarz musiał także pracować jako nosiciel zwłok i ja byłem zobowiązany do takiego wielokrotnego wynoszenia zwłok. Liczba zamordowanych w ten sposób Żydów wahała się codziennie między 80 i 130. ponadto Żydzi w wieku 20-3o lat byli kastrowani i liczba tych nieszczęśników była wiele tysięcy. Poza tym był blok 10-ty , w którym znajdowało się około 500 żydowskich kobiet i dziewcząt. Te Żydówki były wykorzystywane do celów badań medycznych . Był na nich testowany wpływ tego lub innego serum. Była tam kobieta w czwartym miesiącu ciąży, której operacyjnie usunięto płód i przesłano go do Berlina aby tam był wykorzystywany do badań naukowych. Przy takich interwencjach asystował żydowski lekarz więzień, dr Samuel z Kolonii. Z wielu setek więźniów, którzy pojawiali się codziennie na pogotowiu ; spośród żydowskich więźniów kierowano do szpitala najwyżej 5%. Pewnego dnia dostałem się na czarna listę, polski Żyd na mnie doniósł. A stało się to tak : do zmiany opatrunku pacjent mógł pojawić się tylko co czwarty dzień, niezależnie od tego, czy zmiana była konieczna wcześniej , lub nie. Dotrzymywanie tego zarządzenia było bardzo ściśle przestrzegane. Dlatego zrobiłem uwagę pewnemu polskiemu Żydowi , który przychodził prawie codziennie , aby wskazać mu niewłaściwość jego postępowania a gdy on odpowiedział chamstwem na moje słowa powiedziane w dobrej wierze, ostrzegłem go aby się nie podszywał się pod zbyt chorego, gdyż w przeciwnym razie może to mieć najgorsze następstwa. Potem pokazał mnie polskiemu lekarzowi więziennemu, który się ze mną rozmówił, a następnie sporządził sprawozdanie do Departamentu Politycznego. Sekcja polityczna, o której jeszcze powiem coś szczególnego , zamknęła mnie w bunkrze. Byłem narażony na liczne przesłuchania, podczas którego bardzo często bywałem mocno pobity, ale uporczywie twierdziłem, ze temu polskiemu Żydowi nie powiedziałem niczego innego, niż to, że jest niedopuszczalne, aby się pojawiał częściej niż co cztery dni do zdobienia zmian opatrunku. Spędził w bunkrze 25 dni , po czym wróciłem po interwencji starszego obozu, który potrzebował aby mnie wypuścić. Gdyby starszy obozu nie ujął się za mną, na pewno byłbym skazany na karę śmierci, bo zabójstwa w sali operacyjnej były prowadzone z zachowaniem absolutnej tajemnicy i każdy, kto nawet najmniejszą sugestią to wydał, musiał odpokutować śmiercią. Od takiej praktyki sekcja polityczna , o ile wiem , w innym wypadku nie robiłaby żadnego wyjątku. Tu wracam do sekcji politycznej, o której chciałem powiedzieć bardziej szczegółowo. Wydział Polityczny w Auschwitz był najwyższym autorytetem, który musiał mieć władzę nad wszystkim i wszystkimi. Oni stali także nad SS.
Przed Wydział Polityczny człowiek dostawał się w wyniku donosu, który bywał wnoszony nie tyko wobec Żydów, ale i wobec osób nie będących Żydami. Zarzuty i oskarżenia obejmowały w większości komunistyczne lub inne lewicowe sentymenty, sabotaż, szpiegostwo, zdrada, itd. Żydów byli często oskarżani z politycznego sekcji, którzy skądinąd byli bardzo dobrymi i pożytecznymi pracownikami, ale np. zepsuli maszynę, bo ich nie obznajomiono z obsługą. Żyd na próżno dowodził swojej niewinności i odpowiadał, że nie zna obsługi tej maszyny i z tego względu obchodził się z nią nieporadnie- wyrok był zawsze -na śmierć. Realizacja następowała przez strzał w kark (Genickschuss) , a robiono to w taki sposób, że przestępcę najpierw doprowadzano do bunkra. Potem przychodziło dwóch esesmanów, chwytali skazanego za oba ramiona, podnosili go w piwnicy i rzucali nim o ścianę, gdzie "sabotażysta" dostawał śmiertelny strzał w kark. Były dni, w których było kilkaset takich egzekucji. Rekord osiągnięty został z pewnością w dniu, w którym wykonano nie mniej niż 1200 takich wyroków śmierci. Człowiek formalnie brnął przez wąski dziedziniec po kolana w krwi zastrzelonych. Krematorium miało w tym dniu szczególnie wiele do roboty. To prowadzi nas do omówienia sprawy krematorium. W krematorium musieli dziennie spalić 500-600 martwych ciał. Do tego nie wystarczało nosicieli zwłok i musieli się wspomóc praca żydowskich pielęgniarzy chorych. Zwłoki były w ciągu dnia gromadzone w piwnicy szpitala, a pod wieczór załadowano je na samochody i transportowano do krematorium. Po tym wyrzucało się zwłoki tak szybko jak to możliwe z samochodów, których było w tym celu trzy. Następnie ciała były podejmowane indywidualnie do pomieszczenia i tam jak drewno opałowe układane jedno na drugim, do wysokości dwóch metrów. Musieliśmy też koło północy przywieźć z Birkenau trzy do czterech samochodów zwłok kobiet, wśród których było wiele kobiet w zaawansowanej ciąży i dzieci. Ale ciała nie mogły zostać natychmiast skierowane do spalania, ale przedtem musiały zostać przeszukane przez pewnego człowieka. Ten człowiek, Polak, miał za zadanie otworzyć usta każdym zwłokom, a następnie sprawdzić, czy nie znajdują się tam złote zęby. Po tym, jeśli były, miał je usunąć a zwłoki zostały przeniesione do innego dużego holu, w którym zostały ułożone zwłoki przeznaczone do spalania. W tej sali stale znajdowało się 3000-4000 zwłok jeśli nie było więcej ofiar śmiertelnych w ciągu dnia, które krematorium mogło "przerobić", innymi słowy, przepustowość krematorium bywała niewystarczająca! Wszystkie te zwłoki zostały "zmanipulowane", to znaczy, że wszystko było dokładnie sprawdzone, że nie zawierają w sobie żadnych przedmiotów wartościowych w sobie . Pewnego dnia wykorzystałem sposobność, że pełniący tam obowiązki SS-man był przypadkowo nieobecny, i podkradłem się do pewnego pokoju z boku, gdzie podejrzewałem , że może być możliwość umycia się, bo chciałem umyć ręce. Dostałem się do pomieszczenia, w którym przy oknie stałą duża skrzynia. W tej skrzyni były ludzkie głowy! Mogło być ich ze sto. Dlaczego zebrano tam te głowy i jakiemu celowi to miało służyć nie jest mi wiadomym. W innej komorzy były wyrzucone na kupie prochy spalonych ludzi. Szczególny interes był robiony tymi prochami. Jeśli zmarły był chrześcijaninem, o jego śmierci powiadamiano jego członków rodziny. Powiadomienie zawierało informację, że osoba-jak już powiedziałem dotyczyło to osób nie będących Żydami- obywatel Rzeszy lub innych państw zachodniej Europy, zmarł i został skremowany. Pogrążona w żalu rodzina mogła otrzymać popioły po przysłaniu 200 marek. Oczywiście, 200 marek zostały wysłane od razu, po nadejściu pieniędzy sięgali do wielkiego stosu popiołów w komorze popiołowej krematorium, wyjmowali garść popiołu i wysyłali do wdowy, matki lub siostry pomordowanych. Co każde dwa tygodnie oberscharführer Kler organizował selekcję spośród podopiecznych szpitala. Wykonywano to w taki sposób, że przechodzili przed nim kolejno wszyscy więźniowie ze szpitala, on siedział przy stole i wybierał selekcjonowanych chorych. Bez względu na chorobę i stan pacjenta ,czyja twarz mu się nie podobała , kazał wyjść z linii, zdjąć wykres z gorączką i kazał mu iść na bok. Za każdym razem wyselekcjonowali 500-600 mężczyzn. Były oni zawsze wysyłane do Birkenau, gdzie ich zagazowano i spopielono. Pewnego razu- byłem już prawie dwa lata w Auschwitz, pojawili się dwaj urzędnicy Wydziału Politycznego i zażądali ode mnie i innego pielęgniarza podania mojego numeru. Każdy wiedział, co to znaczy: mój kolega i widziałem zbyt wiele, wiedzieliśmy zbyt wiele. Oznaczało to również, że nie mogliśmy opuścić Auschwitz w żadnych okolicznościach i ostatecznie powinniśmy być uciszeni na zawsze. Zgłaszałem się do różnych transportów, które odchodziły z Auschwitz ; wszystko na próżno, zawsze byłem odrzucany. Tu pomógł mi jeden towarzysz niedoli, który pracował w tzw Kanada-komando. To było komando , które więźniom po ich przybyciu na miejsce odbierało ubrania, buty, kosztowności i środki spożywcze. Dał mi dwa złote pierścienie, które dałem mojemu starszemu blokowemu, chrześcijaninowi Polakowi jako łapówkę. Ten Polak umieścił mnie na liście do następnego transportu. Transport składał się z trzydziestu doktorów i pielęgniarzy, którzy zostali zapotrzebowani do Monowitz, miasta leżącego o siedem kilometrów od Auschwitz. To pozwoliło mi uciec z Auschwitz: Po dwudziestu dwóch strasznych miesiącach , byłem w stanie opuścić Auschwitz - uszedłem z życiem! Na początku marca 1944 przybyłem do Monowitz. Ponieważ obóz jeszcze nie był ukończony, a szpital nie został jeszcze zorganizowany, nie byliśmy używani jako lekarze i pielęgniarze ale do innych celów. Otrzymałem przydział do pracy przy linii kolejowej poza miastem, ale nie wolno mi było pracować samemu, tylko musiałem sprawować nadzór. Po trzech miesiącach zostałem przeniesiony jako pielęgniarz w szpitalu w Monowitz do obsługi. Na tym stanowisku pozostałem do ewakuacji szpitala, które odbyło się w styczniu 1945 roku. W tym czasie byłem świadkiem wielu selekcji , w których oddzielano osłabionych pracą lub poważnie chorych więźniów , których zabierano do zagazowania. Ewakuacja została przeprowadzona w najbardziej pośpiesznym trybie, zostaliśmy poderwani w nocy i ludzi poganiali tak, jakby diabeł ich gonił. W tym wymuszonym marszu padło ofiarą wielu więźniów, ale najważniejsze było to, że osiągnęliśmy cel, miejscowość Mikołów. Więc w jedna noc musieliśmy zrobić 80 km.( w rzeczywistości jest to ca 45 km – przyp mój) Po czterech godzinach odpoczynku poszliśmy dalej. Naszym następnym celem były Gleiwitz (35 km). W Gleiwitz byliśmy dwa dni. Potem byliśmy załadowani na wagony, ale przedtem transport został podzielony na dwie części: jedna część pojechała do Buchenwaldu , a druga do Mauthausen. Znalazłem się w tej drugiej grupie, jechaliśmy w otwartych wagonach, 120 mężczyzn w wagonie. Codziennie rano było w każdym wagonie 20-25 zgonów, z powodu zamarznięcia, zduszenia w tłoku, niektórzy z głodu. Dominowało przenikliwe zimno, wagony były otwarte a my źle ubrani. Ponadto z powodu strasznego braku miejsca leżał jeden na drugim tak, że jeden drugiemu zabierał powietrze. Podróż trwała dziewięć dni a do jedzenia w sumie dostaliśmy po kilogramie chleba na głowę! W Mauthausen nie chcieli nas przyjąć , bo zamiast zapowiadanych 6000 dotarło tylko 4500 ludzi. Wierzono zatem w Mauthausen, że wybuchła w naszych szeregach epidemia i że może to być związane z dużą śmiertelnością. W Mauthausen obawiali się rozprzestrzenienia się choroby w obozie, i odmówiono przyjęcia nas . Ten sam los spotkał nas w Sachsenhausen i w Nordhausen. Dotarliśmy wreszcie do Dora, gdzie dotarliśmy w stanie całkowitego wyczerpania. Po kilku dniach w Dora zebrano transport i przesłano nas dalej. Z jednym takim transportem przyszedłem do Ellrich . W Ellrich zostaliśmy zakwaterowani w fabryce, gdzie lepiło się od brudu. Tutaj oraz w sąsiedniej miejscowości Wolfsleben gdzie chodziliśmy do pracy, zostało ulokowanych około 10.000 ludzi, różnych narodowości. Dostawaliśmy dziennie 1 litr zupy, ta zupa była niczym więcej niż ciepłą wodą i nie miała najmniejszej wartości odżywczej. To było dzienne wyżywienie dla człowieka, który musiał wykonywać najtrudniejszą pracę fizyczną! Mianowicie, pracowaliśmy w kamieniołomach, gdzie w ogóle nie było lekkiej pracy. W pewnym tunelu, w którym pracowałem, byliśmy stale spowici gęstą chmurę pyłu i połykaliśmy kurz zamiast chleba. Do tego dochodziły gazy z dynamitu, trudności w oddychaniu i niebezpieczeństwo, które istniało powodu wielu wybuchów. Co nie padło ofiarą głodu, udusiło się w trującym gazie lub w strasznym kurzu. Ludzie umierali jak muchy, dziennie było 250-300 zgonów! Trwało to do połowy marca, kiedy to również ewakuowano Ellrich. Jeździliśmy tam i z powrotem, najwyraźniej nie wiedzieli, gdzie nas skierować, wszędzie panowało najwyższe zamieszanie, które po naszym przyjeździe tylko wzrosło. To odyseja trwała jedenaście dni, aż w końcu doszliśmy do Belsen, gdzie zatrzymaliśmy się dziesięć dni. W Belsen nie było normalnego życia obozowego , jakie mieliśmy możliwość zauważyć w innych obozach, można powiedzieć, że coś było w powietrzu – już wiedzieliśmy, że na wyzwolenie nie trzeba będzie długo czekać. I tak się stało, że pewnego dnia, bez żadnych zewnętrznych oznak przyszli Anglicy; SS-mani zostali usunięci , tylko kilku przywódców bloku (Blockführer ) pozostało na miejscu z białymi opaskami na ramieniu! Ci zostali odprowadzeni przez Anglików tak , że obóz był teraz całkowicie bez Niemców. Anglicy przejęli magazyny, w pierwszej kolejności środków spożywczych i stwierdzili, że zmagazynowany chleb został zatruty a mąka zmieszana z odłamkami szkła. Obóz liczył około 20000 ludzi, wśród których było wielu chorych. Byliśmy wszyscy bardzo zawszeni, tak że wkrótce po wybuchu epidemia tyfusu. Wiele nie można było dla nich zrobić, ponieważ nie było tam leków. Po prostu pomagałem jak mogłem, tzn. próbowałem leczyć tzw. środkami domowymi. O prawdziwej, odpowiedniej pomocy medycznej, ale mogło być mowy. W rezultacie, zaczęło się dosłownie masowe wymieranie. Niestety Anglicy nie przynieśli nam wbrew uwagom tego, czego oczekiwaliśmy od naszych wyzwolicieli. Wyżywienie było niedostateczne, bo te dostawy środków spożywczych które otrzymywaliśmy od Anglików, to było prawie nic i musieliśmy się zdać na ograniczone zapasy żywności - jeżeli były one jadalne - które zostawili Niemcy. Staraliśmy się pomóc w ten sposób, że szukaliśmy żywności w okolicy. W rzeczywistości, nawet udało się zorganizować dostawy żywności w dwa tygodnie, które musieliśmy rozszerzyć jeszcze bardziej, ale Anglicy położyli temu kres i zakazali tego sposobu zdobywania żywności. Anglicy wykazywali mianowicie w sposób zupełnie otwarty sympatie dla Niemców i a zakaz ten wynikał z faktu, że niektórym niemieckim rolnikom nie podobało się , że więźniowie żydowscy zaopatrują się w pożywienie. Rolnicy ci poszli do Anglików ze skargą, że więźniowie z obozu Belsen bezprawnie osiągają żywność. Anglicy zakazali nie tylko wszelkiego rodzaju zaopatrywania się w żywność, ale również zapobiegli, abyśmy sobie sami mogli to załatwić z rolnikami. Że Brytyjczycy sympatyzowali z Niemcami zmiarkowaliśmy, między innymi po sposobie, jak traktowali aresztowanych jeńców niemieckich.
Rozmawiali z nimi w sposób najbardziej sympatyczny, a jeśli ta lub inne grupy więźniów nie pracowały, to angielscy wartownicy zostawiali ich w spokoju, bez jednego słowa popędzania do pracy. Także z dziewczynami i kobietami niemieckimi postępowali angielscy żołnierze i oficerowie w sposób najbardziej przyjazny. Po trzech tygodniach zostaliśmy ostatecznie zabrani do Celle. Tam też warunki żywieniowe były bardzo złe, a jedzenie było słabe i niewystarczające, aby zaspokoić nasz głód. Także w Celle Anglicy zapobiegli temu, ze chcieliśmy samodzielnie zorganizować sobie dostawy jedzenia i nawet, jeżeli ten czy ów załatwił sobie trochę kartofli czy cebuli, to bez litości odebrano mu nawet tą niewielka ilość. Jednocześnie jednak, rozdali czekolady i ciasta Niemkom, a kiedy zadaliśmy skromne pytanie, dlaczego to raczej my nie dostaliśmy czekolady i ciastek, których musi być na pewno znacznie więcej, powiedziano nam, że oni mogą rozdawać swoje rzeczy komu chcą i mówili, że nie możemy im narzucać, komu maja dawać a komu nie. Podczas sześciu tygodni kiedy byliśmy w Celle, dostaliśmy tylko jeden raz amerykańskie paczki z darów dobroczynnych, dano jedną paczkę dla pięciu mężczyzn, podczas gdy wyraźna intencją Amerykanów było , aby jeden człowiek dostał jedną paczkę. Zorientowaliśmy się z tego, że Amerykanie wysłali większą ilość opakowań, podczas gdy my, jak już powiedziałem, tylko raz je dostaliśmy. Poza tym w innych obozach, które zostały wyzwolone przez Amerykanów, codziennie rozdzielano najlepsze rzeczy, podczas gdy my byliśmy traktowani po macoszemu i przeważnie wychodziliśmy z pustymi rękami. Z Celle doszliśmy do Pilzna w Czechach. Tam zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i dostaliśmy dużo do jedzenia i picia. Po dwóch dniach skierowali nas dalej do Pragi, gdzie znaleźliśmy także bardzo życzliwe przyjęcie. Także tam przebywaliśmy dwa dni, stamtąd przyszliśmy do Brna (Brünn), poszliśmy dalej do Bratysławy, gdzie mieliśmy krótki pobyt, i wreszcie stamtąd przyszliśmy do Budapesztu.
101, M, właściciel sklepu spożywczego/kolonialnego, ur 1897, lat 48, Birkenau ( 25-05-44 ), Auschwitz ( 1 dzień ) , Monowitz ( 11 dni ), Gleiwitz ( 07 do 12-44 ), Jaworzno ( 12-44 do 03-45 ).
… Następnie byliśmy 2 dni w Birkenau też bez jedzenia Z Birkenau poszliśmy do Auschwitz pieszo. Tu dostaliśmy trochę zupy. Z Auschwitz poszliśmy na piechotę do Monowitz. Pracowałem w tym obozie: mieszałem cement. Strasznie nas bili. Później przyszliśmy do Gleiwitz …..

107, M, furman, ur. 1899,lat 46, Birkenau ( 2 dni w 05-44 ), Auschwitz ( 1 dzień ), Monowitz –Buna (06-44 do 05-45 )
Żyłem z moją rodziną w Keselymező bez troski . Kiedy przyszli Niemcy musieliśmy odejść do getta w Iza. Później zostaliśmy deportowani z Huszt w zamkniętych wagonach. Byliśmy w wagonie 93 osoby i nawet nie mogliśmy usiąść. Nie mieliśmy nic do jedzenia i nie dali nam wody. Pierwsze dwa dni byłem w Birkenau, a następnie jeden dzień w Auschwitz, pozostały czas spędziłem w Monowitz. Tam pracowałem w fabryce Buna. Był to nowy zakład, w którym produkowano różne rzeczy. W nowo wybudowanym zakładzie produkowano również siarkę. Od 3 lat pracowało tu już wielu Żydów i znalazło śmierć. Przy naszym przyjeździe powiedzieli nam Polacy, że przy wymarszu pracownicy są liczeni, a jeśli kapo na wieczór przyprowadzał mniej osób do domu – jako że po drodze zlikwidował część więźniów - dostał nagrodę za to. Przynosił do domu i dumnie ogłaszał historię jego nagrody. Nas też dużo bili , przy jedzeniu, kąpieli i wszędzie. Nigdzie nie mieliśmy spokoju. Kapo stawali swoimi butami na naszych stopach , i chwytali nas za kołnierz, abyśmy nie upadli , gdy stracimy przytomność a oni dalej ciągnęli za kołnierz i bili jeszcze więcej. Bili nas w żołądek, z boku po biodrach, w czasie snu. W fabryce pracowałem do marca 1945 roku, poszedłem do szpitala z odmrożonymi stopami. Mój syn został zabrany dalej razem ze zdrowymi. Mnie Rosjanie uwolnili w szpitalu. Dostaliśmy od Rosjan chleb, mięso dwa razy dziennie, przydzielili nam cukier i tytoń. Gdy Rosjanie nas uwolnił, byliśmy całą noc jedynie przykryci zniszczonymi kocami . Dostaliśmy od Rosyjskich braci także ubrania . Ucałowali nas z radością i jakiś oficer przychodził do nas codziennie do szpitala, i polecił, aby dali nam jeszcze więcej jedzenia. Lekarze byli bardzo dobrzy i byli szczęśliwi, że mamy się lepiej każdego dnia. Dali nam lekarstwa i witaminy, tak, że jednym słowem uratowali nam życie. Z pomocą naszego Pana Boga i Rosjan wyszliśmy z tego piekła do domu.
182, K, elektryk i mechanik Rumunka , ur. 1913, lat 32, Auschwitz, Janina ( 06-44 do 10-08-44 ), Birkenau ( 10-08-44 do 1-09-44 ), Monowitz (09-44 do 18-01-45 ), Landeshut ( 10-25-02-45 ), Grossrosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ), Landeshut ( 15-03-45 do 05-45 ),
…… Pociąg przyjechał około 11-tej wieczorem do Birkenau. Z pociągu poprosili o wodę młodego człowieka z Polski, ale odpowiedział: "Po co wam woda, gdy będą was palić!" Wiele kobiet zaczęło szlochać, ja też. To były denerwujące minuty. Wszyscy rzucili swoje rzeczy, nikt nie miał odwagi. Wszyscy musieli przejść jeden po drugim przed długą linię koło scharführera Mengele , który tylko skinieniem głowy wskazywał kierunek: w prawo, w lewo, ruch głową oznaczał życie lub śmierć. W wagonie słyszałam już straszny dźwięk płaczu kobiet i dzieci podczas gdy ich gonili biczami. Dowiedzieliśmy się, że było sześć krematoriów, ale nie miały one wystarczająco wiele miejsc aby zabić wszystkich ludzi, dlatego były wykopane doły, tam palono wielkie ognie , a potem wrzucali tam ludzi żywcem . Wtedy gasili światła i włączali syreny, tak , że łatwiej wprowadzali ofiary w błąd. Bardzo się bałyśmy i byłyśmy gotowe na śmierć. Rabin poszedł razem z żona i dziećmi i zmarł z wraz z rodziną . My po raz pierwszy dostałyśmy się do kąpieli. Tutaj dostałam moje pierwsze uderzenie od polskiego kapo, bo odważyłam się poprosić o wodę. Obcięli nam włosy, i wydepilowali nas, wtedy pracowało tu 15 fryzjerów. Cała odzież została zabrana. Nagle zobaczyliśmy stos zostawionych ubrań zostały i w tym poznałam odzież mojej matki , siostry i ubrania dla dzieci. Ogarnęło mnie uczucie nie do opisania, wiedziałam wtedy co to znaczy, że widzę rzeczy moich najbliższych. Po kąpieli otrzymałyśmy odzież więzienną. Umieszczono nas w bloku, gdzie na drewnianych pryczach spało 8 osiem osób koło siebie. Cztery dni później zabrali nas do Auschwitz, a kilka dni potem samochodem zostałyśmy wysyłane do kopalni Janina….
208, M, handlarz drewnem ur. 1912,lat 33, Auschwitz, Monowitz, Buna ( 6 m-cy ) , Dora( 02-45 do kon.04-45 ), Bergen – Belsen ( kilka dni do wyzwolenia )
Z Huszt wyruszyliśmy całą 32-osobową rodzina. Po przybyciu do Birkenau - zostawiliśmy torby na wozie, ponieważ powiedzieli, ze je nam przyniosą. Obraz, który zobaczyliśmy po raz pierwszy z muzyką przy selekcji upewnił nas, że dzieci i osoby starsze dożyją niedzieli. Jeszcze mieliśmy nadzieję ... Pognali nas do ogromnej łaźni, gdzie bardzo wielu czekało po dezynfekcji całkowicie wydepilowanych , wymagało to całego dnia tortur, w tym czasie oczywiście nie dostaliśmy nic do jedzenia. Następnie umieszczono nas w zatłoczonym bloku, i należałem do tych szczęśliwców, którzy zostali wysłani do dwóch dniach do Buna, pod eskortą żołnierzy SS. Poszliśmy tam na piechotę. Pracowałem po 12 godzin dziennie, zadanie było ciężkie i poważne, praca w fabryce z żelazem. Wagony musieliśmy za i wyładowywać a żołnierze SS z pejczami w rękach pilnowali, żebyśmy pracowali bez przerwy. Byłem tu 6 miesięcy. Jedzenia było zbyt mało, czarna kawa, zupa, 20 dkg chleba, 2 dkg margaryny czasem dodatek. Mycie i pranie było możliwe. Po sześciu miesiącach skierowali nas do Gleiwitz ; przyszliśmy tam po jednodniowym marszu pieszym. Tam nas załadowali na pociąg, stłoczonych po 140 osób w otwartych wagonach. To były straszne dni, zastanawiam się teraz , jak ja to przetrwałem. Śnieg i deszcz zamarzał na nas, tych , którzy zmarli lub po prostu omdleli wyrzucano z wagonów, żeby było więcej miejsca. Poplecznicy SS po drodze strzelali. Szóstego dnia leżałem nieprzytomny pod kocem, to mnie uratowało od pewnej śmierci. Mój brat myślał , że nie żyję, wyskoczył w biegu z pociągu, na szczęście uciekł. Ja ósmego dnia przyszedłem do siebie, szukałem znajomych , bez skutku. Niestety, było nas coraz mniej w wagonie , był taki dzień, że wyrzucono 60-70 osób, do Dora dostaliśmy 75 dkg chleba i nic więcej, ale w końcu przybyliśmy po 8 dniach. Tu ulokowali nas na kwarantannie , wyżywienie było całkiem dobre. Później pracowałem w fabryce amunicji, która była pod ziemią. Tu produkowali V1 i V2, pracowałem na zmiany 12 godzinne, przemiennie czasami dniówki , czasami zmiany nocne, poza chlebem i zupą tu nie dostawaliśmy niczego innego. Traktowanie było dość dobre, tylko musieliśmy spełniać wymaganą wydajność pracy. Pod koniec kwietnia ruszyliśmy stąd ponownie, po sześciu dniach męczącej podróży przybyliśmy do Bergen-Belsen, gdzie kilka dni potem; 5-05-45 wyzwolili nas Brytyjczycy.
335,M, urzędnik bądź oficer, ur. 1927,lat 18, Auschwitz ( 2 dni ), Monowitz ( 8 m-cy ), Buchenwald ( 2,5 m-ca )
W dniu 27 kwietnia 1944 zostałem zabrany do getta w Huszt. Po około 4 tygodniach wywieźli nas dalej i 27 maja przybyliśmy do Auschwitz. Stąd dostaliśmy się do Birkenau, ale tu byliśmy tylko 1 dzień. Tu nas poddano selekcji , według mojej wiedzy w wyniku selekcji utworzono kilka transportów, z których pracowników wykwalifikowanych skierowano gdzie indziej. Ja dostałem się do Monowitz. Nasza praca była początkowo bardzo ciężka ; pomagaliśmy przy budowie i tak było do połowy września. Następnie wybrali młodszych, żeby mogli się czegoś nauczyć, robót takich jak ślusarz, murarz lub do innych prac. Ja zostałem murarzem i skierowano mnie do fabryki do odbudowy ruin. Traktowali nas bardzo źle, mistrzowie i "kapo" zawsze nas bili. Czy powód był, czy nie, zawsze nas bili. Jeśli ktoś poszedł nieco dalej do toalety , lub próbował dostać coś do jedzenia, na takiego majster się skarżył, że powoli lub źle pracuje i taki był bity. Dzienne wyżywienie stanowiło ¼ bochenka chleba w południe zupa bez treści - to było w fabryce -to było w fabryce –wieczorem była gęsta polewka , którą dostawaliśmy wymiennie trzy razy w tygodniu z margaryną, serem lub czymś podobnym. Wśród robotników byli przyzwoitsi, od których dostawaliśmy jedzenie ale to było bardzo rzadko, zazwyczaj pracownicy byli wielkimi antysemitami. Zakwaterowanie nie było bardzo złe: spaliśmy po dwóch na pryczy , mieliśmy dwa koce, blok był ogrzewany, więc, na zakwaterowanie nie ma żadnego zarzutu. Bardzo dobrze nas jednak pilnowali , żebyśmy nie mogli uciec. Obóz był otoczony naelektryzowanymi drutami a w fabryce straże też nas pilnowały. We wrześniu i październiku miały miejsce ucieczki, a potem wywieźli wszystkich Polaków i Rosjan. Około 1000 ludzi zostało w obozie. Początkowo było tak, że byli angielscy więźniowie, którzy dali nam jedzenie z kuchni cywilnej , więc dostaliśmy bardzo dobry zamiennik, ale gdy ich sytuacja się pogorszyła ,sami zjadali wyżywienie. 17 stycznia wyszliśmy z Monowitz i poszliśmy do Gleiwitz, gdzie ulokowali nas w otwartych wagonach i wywieźli do Buchenwaldu. Tam skierowali nas do jednego bloku, staliśmy 2-3 godziny aż nas oznaczyli numerami. Tu wcale nie pracowaliśmy, byliśmy w kwarantannie. Często występowało wiele chorób, wiele osób zmarło z biegunki. Na początku każdy dostawał 1/5 bochenka chleba i 1 litr dania z warzyw, później już dostawaliśmy mniej jedzenia. Spaliśmy po pięciu na pryczy bez słomy , ale później zmieniono zakwaterowanie, bo przybyły nowe transporty i było jeszcze gorzej w pokoju. Potem znowu wybrali młodych ludzi i tak dostałem się do "Jugendblocku- bloku młodzieżowego" . Tu również dwukrotnie otrzymaliśmy paczki Czerwonego Krzyża. Raz jedna paczka była na 12 osób, drugi raz na dziewięć osób. Była bardzo dobra. Tu już chodziliśmy do pracy do fabryki, praca trwała od 7-mej rano do 17.30 wieczorem, później do 16-tej, na obiad była ¾ godziny przerwa. Kiedy ewakuowali Bergen, zabrali nas pieszo do Weimaru, stamtąd w grupach po 100 osób pojechaliśmy dalej wagonami, 20-04-45 przybyliśmy do Theresienstadt. Tu krzyknęli, żeby Żydzi wysiadali, myśleliśmy, że chcą nas zabić ale tak się nie stało, zabrali nas do osobnych wagonów. Ja byłem bardzo słaby, ledwie mogłem chodzić, więc zostałem tam nieco, a następnie uderzyłem się w głowę. Dostałem się do szpitala w Theresienstadt, gdzie zastało mnie wyzwolenie.
572, 2M, krawiec ur 1925 lat 20 i krawiec bieliźniany ur. 1920 lat 25, Auschwitz ( 23 do 24-05-44 ), Monovitz ( 24-05-44 do 18-01-45 )
Żydowska populacja Munkacza liczyła wiosną 1944 roku około 16 tysięcy . Byli to głównie rzemieślnicy , kupcy , żyli w dobrej kondycji finansowej. Antyżydowskie przepisy rozpoczęło wydanie przez dr Engelbrechta, ówczesnego burmistrza i jego zastępcy Vásáry; rozporządzenia o noszeniu gwiazdy. Przydzielono mężczyzn do zbudowana muru getta, na początku nie wiedziałem, o co w rzeczywistości chodzi. Pewien człowiek o nazwisku Hönig który był słaby i ukrył się w szafie przed pracą, tam został zastrzelony na miejscu.20-04-44 otrzymaliśmy rozkaz, aby wszyscy przeszli do wyznaczonego mieszkania do getta. Wszystko, co posiadaliśmy mogliśmy zabrać ale oczywiście pieniądze, biżuterię, złoto należało przekazać. W Munkaczu były dwa getta: jedno miejskie i drugie dla ludności z okolic. Z zewnątrz strzegła obozu żandarmeria wojskowa, utrzymanie porządku wewnątrz należało do żydowskiej policji. Również wyżej wymieniony B.L. był policjantem. Członkowie Rady Żydowskiej : Mermelstein, Segesltein i inni. Była kuchnia publiczna, ale karmiła tylko uboższych. Wyżej wymienionego G.S .przydzielono do pracy, transportowali żywność do drugiej części getta, ponadto czyścili drogi. Ale stało się i tak, że zabierano do pracy kobiety.
Częste były przeszukiwania domów, nocą węgierscy żołnierze włamywali się do domu. Około 14 tysięcy Żydów było w getcie, wielu ludzi próbowało uciec, wiem, że było wielu ludzi którym to się udało w taki sposób, że wyszli na ulicę bez gwiazd na ubraniu , a potem nabyli chrześcijańskie dokumenty . W getcie byliśmy pięć tygodni, pewnego ranka pojawił się samochód, z którego wysiedli trzej niemieccy i trzej wojskowi żandarmi i przyszli do bramy głównej, przy drugiej bramie również zatrzymał się samochód i pojawiła się wojskowa żandarmeria. Wkrótce wypędzili ludzi z domów, podczas tego ich pobili. Nie mogliśmy zabrać, co chcieliśmy bo zebrano nas bardzo szybko. Wszystko to działo się w pół godziny, potem przyszli SS, popędzali kolbami. Kto nie mógł uciec, tego po drodze zastrzelili. Zabrali nas do cegielni, AM było dalsze bicie, prawie każdy był pobity. Mieszkaliśmy w małych barakach , tu policja przeszukała nas ponownie ; szukali złota, biżuterii itp. Szybko przydzielono nas do transportów, my poszliśmy do drugiego i załadowali nas na wagony po 80 do 90 osób w wagonie. Do Koszyc ani razu nie otwierali wagonów, tu przejęli nas Niemcy. Wyżej wymieniony B.L. był starszym wagonu. W Koszycach już widzieliśmy, że zabierają nas w kierunku Niemiec. Niemcy przyszli kilka razy do wagonów i rozkazali starszym wagonów, że musimy oddać wszystkie rzeczy wartościowe, w przeciwnym razie zostanie zastrzelony najpierw starszy wagonu a potem wszyscy inni w wagonie. W wagonie nikt po drodze nie zmarł ani nie uciekł, ale to nie było możliwe.
23-05-44 przybyliśmy do Auschwitz, gdzie przyjęli nas polscy więźniowie w pasiakach.
Zładowali bagaże z wagonów przed nami, a następnie oddzielnie poszły kobiety i mężczyźni, a następnie pognali nas do łaźni, gdzie nas pozbawili włosów i wymienili ubrania. Jeszcze jeden dzień spędziliśmy w Auschwitz, a następnie przekazano nas do Monovitz , poszliśmy pieszo. Monovitz był obozem pracy lezącym około 6-7 km od Auschwitz. W Monovitz, pracowaliśmy w fabryce od 7 rano do 13-tej i do 14 tej do 16-po południu, ciągnęliśmy kable, pracowaliśmy jako monterzy elektryczni. W. wym. G.S był słaby, nie był w stanie dobrze pracować, został bardzo pobity. Jedzenie ; można powiedzieć było zadowalające. Przy okazji jednej selekcji oddzielono nas. 18-01-45 ewakuowano obóz. Wszyscy uciekli, my pobiegliśmy do szpitala i pozostaliśmy tam przez jeden dzień . 28-01-45 przybyli Rosjanie . W Krakowie rozdzieliliśmy się. Ja ( B.L. ) pozostałem w Krakowie, spędziłem tam miesiąc, a następnie wrócił Em do Niemiec do Magdeburga. W drodze byłem sam spotkałem i w Serbs pierwszego amerykańskiego żołnierza. Byłem tu przez pięć dni, skierowali mnie do rosyjskiego obozu , cztery i pół tygodnia byłem jeszcze w Dobritz, gdzie był bardzo dobry porządek, a stąd poszedłem do Berlina, a następnie do Pragi i Budapesztu. W. wym. ( G.S ) Z Krakowa poszedłem do Zakopanego, stamtąd sam do Morawskiej Ostrawy, dostałem tu tyfusu, tu następnie uwolnili mnie Rosjanie. a następnie przez Bratysławę wróciłem do domu. 613,M, robotnik ur 1928, lat 17, Auschwitz ( poł.-05-44 do pocz.-01-45), Dora ( poł.-01-45 do końiec-02-45), Bergen-Belsen ( pocz-03-45 do 15-03-45)
Rozporządzenie w sprawie utworzenia gett zostało w moim rodzinnym mieście Tecso w Karpathenlandzie wprowadzone w rygorystyczny sposób, niezwłocznie po opublikowaniu rozporządzenia, Żydów skoncentrowano w jednej części miasta, której opuszczanie było zabronione pod najsurowszą karą. Pieniądze i kosztowności zostały nam odebrane, pozostawiono nam tylko jedzenie , więc przynajmniej nie głodowaliśmy. Spędziliśmy w getcie około miesiąca, a następnie zabrano mnie razem z moimi rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa, wraz z pozostałymi Żydami do Auschwitz. Tak stało się w połowie maja 1944 roku. W Auschwitz zostałem oddzielony od rodziny, troje rodzeństwa powinno być żywe, ale co dzieje się z rodzicami i pozostałem rodzeństwem –nie wiem, bo od tego czasu nic nie słychać o nich. Po dwóch dniach, po tym jak została mi zabrana reszta moich rzeczy, poddano mnie kwarantannie, gdzie mieszkałem przez pięć tygodni. Potem zostałem przydzielony do grupy roboczej tzw. Kanadakomando do pracy. Zadaniem tej grupy roboczej było posortowanie i zarządzanie kosztownościami nowo przybyłych więźniów, które zostały przejęte od nich. Miałem w Kanadakommando znacznie lepiej niż inni więźniowie, którzy nie pracowali, bo miałem więcej jedzenia i nie byłem torturowany w taki nieludzki sposób, jak oni / na apelu, itp. /. Pozostałem w Auschwitz do początku stycznia i pracowałem cały czas w Kanada Kommando. Na początku stycznia zakwalifikowano mnie do transportu pracy, który był przeznaczony dla Gliwic. Szliśmy trzy tam dni na piechotę, ale nie zostaliśmy w Gliwicach, bo sytuacja ze względu na częste naloty wydawała się być niepewna. …
622,2 M, rzeźnik-handlowiec ur. 1923 lat 22 i student ur. 1926 lat 19 ,Birkenau ( 28-05-44 do 1-06-44 ), Monowitz (1-06-44 do 17-01-45 ), Nordhausen (17do22-01-45 ), Blanckenburg ( 22-01-45 do 15-04-45 ), Neustadt ( 15-04-45 do 3-05 45 )
W Felsőripnyicé mieszkało 20 rodzin żydowskich, którzy byli przede wszystkim rolnikami. Mieli dobre warunki życia. Moja sytuacja finansowa była umiarkowana, mój ojciec był nauczycielem. W 1939, gry weszli Węgrzy; zaczęły się działania antyżydowskie, wycofanie pozwolenia na handel przeprowadzone rygorystycznie przez siły bezpieczeństwa. Pobili nas, ludzie z wioski cieszyli się, gdy to zobaczyli, nie mogliśmy nic zrobić. Dr. Sternberger Illés, dr. László Imre, byli członkami Rady Żydowskiej i postępowali bardzo przyzwoicie. Od piątego kwietnia 1944 roku, nosiliśmy żółtą gwiazdę, w dniu 15 kwietnia poszliśmy do getta. Policję lub żandarmerię angażowano celu realizacji zamknięcia ludzi w getcie. Domy były przeszukiwane, podczas tego zabierali jedzenie, ubrania, pieniądze i złoto, zabrali wszystko. Pod eskortą sił bezpieczeństwa weszliśmy do getta, przy tej okazji doszło do przeszukiwania domów, co znaleźli to zostało zabrane. Mogliśmy zabrać z sobą dostatecznie dużo żywności, odzież wierzchnią, dwa komplety bielizny. Co się stało z naszymi innymi rzeczami, nie wiem. Getto zostało otoczone i zamknięte i strzegła je policja, ponadto porządku wewnątrz pilnowała policja żydowska. W Ungvár (Użgorod ) w getcie mieszkało 30.000 Żydów. Były słabe możliwości zatrudnienia, trzeba było budować samemu baraki dla siebie. O wyżywienie troszczyła się Rada działając we własnym zakresie, i tą żywnością byliśmy teraz karmieni. Byliśmy bardzo zdesperowani. My chłopcy wychodziliśmy z getta do pracy, w opuszczonych domach żydowskich zbieraliśmy rzeczy. Od władz pochodziła zachęta, żeby tak z nami postępowali, ponieważ żyjemy w pobliżu granicy, a my jako Żydzi stanowimy zagrożenie dla sytuacji wewnętrznej. Po wojnie oczywiście pozostaliśmy na wolnej stopie. Nie byliśmy jednomyślni. Próbowaliśmy uciec, ale bardzo niewielu się to udało. Było wielu zmarłych z powodu braku higieny i głodu. Byli to głównie starsze kobiety i mężczyźni. W czterech gettach przez postawę władz doszło do ekscesów, grabieży, ponownych badań, pobicia. Na przykład, ktoś po prostu powiedział , że ktoś drugi jest komunistą, brali go do biura i wracał tak pobity, że umierał . Rozporządzenie o deportacji zostało wydane przez niemieckie dowództwo działające w Użgorodzie. Powiedziano nam, że zabierają nas do kontynuowania prac rolnych w kraju, i my tak myśleliśmy w tym czasie. Deportacja do Koszyc (Kassa ) została przeprowadzona przez węgierskie władze według bardziej rygorystycznych procedur , miały miejsce nowe rewizje i przesłuchania i nowe pobicia. Deportowany mógł ze sobą zabrać żywność pozostałą w getcie. W wagonie jechało 90 do 100 osób. W wagonie nie było wody ani wiaderka WC. Pociąg ruszył w kierunku Koszyc. Wagony otwarto w Koszycach, a następnie otwarto tylko na stacji końcowej . Były trzy ofiary śmiertelne. Jedną zastrzelił SS , pozostali ze względu na osłabienie. Siły bezpieczeństwa strzelały w okno w nocy. Węgierska eskorta towarzyszyła nam do Koszyc. W Koszycach (Kassa ), później przeprowadzili nowe badania. Tu wiedzieliśmy już, że jedziemy do Niemiec. Nie próbowaliśmy uciec, bo to było niemożliwe .Transport przybył do Birkenau 28 maja . Kiedy wysiedliśmy z transportu, czekał na nas lekarz obozowy i dokonał selekcji, oddzielił nas od rodziców i młodszych niż 12 lat małego rodzeństwa. Jednego małego brata oddzielili od matki. Zabrali nas wprost do łaźni i dezynfekcji, pozbawili nas włosów, tam już zaczęło się bicie, i zapoznawanie, jak działa obóz koncentracyjny. Wszystko nam zabrali , dostaliśmy pasiaki. Bielizny nie dali. Po kąpieli nie dostaliśmy jedzenia, dopiero w trzecim dniu przed wyjazdem, następnym przystankiem był Auschwitz. Szliśmy pieszo pod eskortą żołnierzy SS, wiele wycierpieliśmy bicia od nich. Musieliśmy iść podwójnym tempem. Już w pierwszych chwilach marszu zginęło kilka osób, zastrzelonych przez SS. Nie mogli znieść tempa. Po przybyciu do Auschwitz poszliśmy do łaźni, a stare ubrania zachowaliśmy sobie. Podczas dwudniowego pobytu nie dostaliśmy w ogóle jedzenia. Potem poszliśmy do Monowitz. W Monowitz już sytuacja była lepsza. Wyżywienie: 25 dkg chleba dziennie 2.5 dkg margaryny i wieczorem zupa . Zupa była wodą, zmieszaną z niewielka ilością warzyw bez soli. Praca była ciężka, nadzór niemieckich kapo też. Przede wszystkim pracowałem przy budowie dróg. Praca była fizycznie ciężka i bili nas , donosili do SS co utrudniało pracę. Z cywilami nie wolno było mówić, jeżeli zauważyli, groziła za to śmierć. Czas pracy wyglądał tak: rano o piątej wychodziliśmy do pracy, i pracowaliśmy do 18.30 wieczorem. W godzinach południowych była jednogodzinna przerwa , ale obiadu nie dostawaliśmy, tylko wypoczywaliśmy. Przygnębiający był fakt, że co 3 miesiące była selekcja, w czasie której oddzielano słabszych kolegów. Nie słyszałem o nich więcej, oczywiście. Mówiono, że poszli do Birkenau do krematorium. W okresie zimowym ze 145 ludzi zmarło 25-ciu , zamarzli. O czystość troszczono się o tyle, że raz na tydzień kąpaliśmy się w łaźni i dostawaliśmy inne ubrania, co trzy miesiące czyste. Naloty również utrudniały nam życie. Przyszli do komanda nowi koledzy. Następnie nasi przyjaciele próbowali zdobyć chleba, czy cokolwiek z żywności, zostali schwytani i powiesili ich.17-01-45 obóz musiał być ewakuowany w związku z atakami Rosjan. Na drogę dostaliśmy jako prowiant jedna dzienna rację, ale podróż trwała 15 dni. Trzy dni szliśmy pieszo bez jedzenia, po trzech dniach załadowali nas w otwarte wagony, do dwudziestotonowego wagonu załadowali po 120-140 osób. W każdym wagonie ulokowali niemieckiego kapo, żeby nas nadzorował. Zajął połowę wagonu, zabrał rzeczywiście dobre koce, ludzie musieli się zmieścić na pozostałej połowie wagonu. W tej sytuacji zginęło ¾ transportu. Było nas na początku 12 000 ludzi, w Nordhausen byliśmy dokładnie liczeni i 4000 nas przyjechało. W drodze raz dostaliśmy chleb, dzienna rację. Żywność: był śnieg i nic innego. Były próby ucieczki ale nie udały się i zostali zastrzeleni. Przejeżdżaliśmy przez wsie i duże miasta. Na początku zmarli byli gromadzeni, na plecenie starszego obozu, w dwóch wagonach , po tym, jak bardzo wzrosła liczba zmarłych, powiedziano, ze zwłoki maja być usuwane natychmiast. Zdarzało się, że martwy człowiek jeszcze żył, ale też go wyrzucali i było więcej miejsca. Polecenia oczywiście były odbierane przez kapo. Zmarłym zabierano buty, ubrania, koce i ewentualnie usuwano złote zęby. Po smutnej podróży przybyliśmy do Nordhausen. Później po dezynfekcji dostaliśmy pierwszy ciepły posiłek, a następnie, chleb, dzienną dawkę. Po pięciu dniach pobytu przydzielono nas do nowego transportu i wyruszyliśmy na budowę podziemnej fabryki. Po przybyciu do Blankenburga musieliśmy najpierw wybudować obóz. Przy budowie urządzenia zostały wdrożone ponieważ chcieli to osiągnąć w krótkim czasie . Pracowaliśmy w trybie trójzmianowym. Szychty przemieniano co tydzień. W miejscu pracy również tak ciężko nas traktowali i tak rygorystyczne narzędzia stosowali, że wielu z nas zmarło. Ciężkie powietrze pod ziemia było nie do zniesienia, i wielu dostało gruźlicy. Po 1-miesięcznym pobycie dzienna racja uległa zmniejszeniu. Rzeczywiście, dostawaliśmy jeden bochenek chleba na dziesięciu i po 0.3 litra wody na dobę. Tutaj już tylko 400 byliśmy w transporcie a po trzech miesiącach zostało 380-ciu. Ponieważ Anglicy dokonali postępu, my znowu musieliśmy uciekać. Ucieczka odbywała się oczywiście pieszo, dziennie posuwaliśmy się średnio 50 km. Prowiant na drogę był jedna dzienna racja. W czasie pięciodniowego marszu dostaliśmy jeden raz chleb i jeden raz ciepły posiłek. Po pięciu dniach marszu zatrzymaliśmy się w stodole , która stała na polu. Do pracy już nie chodziliśmy a nawet mieliśmy zakaz opuszczania stodoły. Wyżywienie: jeden chleb na 15 nawet 20 osób, raz lub dwa razy dali w ciągu trzech dni trochę ciepłej kawy. Brytyjczycy zmusili nas do dalszej ucieczki. Oczywiście, przy tej okazji musieliśmy jeszcze iść podwójnym tempem , co pochłonęło życie towarzyszy. Słabi poszli na wozy, jednak nie przyjechali za nami. Po trzech dniach marszu dotarliśmy do Neustadt. Tam weszliśmy na pokład statku i mieliśmy płynąć do Szwedzkiego Czerwonego Krzyża w Szwecji i przebywać do końca wojny. Za granicą mieliśmy być uwolnieni. W ostatniej chwili jednak, że statek został zbombardowany i z 7000 więźniów wyszło z tego cało 312 osób. Tego samego dnia 3-05-45 wyzwolili nas Brytyjczycy. Wśród 312 osób oczywiście wiele osób zostało rannych, otrzymali oni potem opiekę. Później, wszyscy mieliśmy już dobrze. Powyżej opisujemy własne doświadczenia.
plany: chcemy emigrować do Palestyny.
696,2 M,kelner 1898 , lat 47, furman ur 1896, lat 49, Auschwitz ( 9do11-05-44 ) , Monowitz (12-05-44 do 15-01-45), Gleiwitz ( 18do20-01-45 ), Buchenwald (25-01-45 do 10-02-45 ) Langenstein (15-02-45 do 10-03-45), Magdeburg (15do31-03-45), Sachsenhausen (10do 26-04-45).
……. Po trzech dniach przybyliśmy do Auschwitz. To było rano w drugi dzień Zielonych Świąt. Polscy więźniowie w pasiakach zabrali bagaże, wysiedliśmy, były osobno selekcje dla mężczyzn i kobiet. Poszliśmy do Łaźni, tu zabrali nam wszystkie ubrania, ostrzygli, zdezynfekowali, wszyscy dostali pasiaki, potem posegregowali i policzyli. W łaźni jednorazowo kapało się 500 osób, potem każdy dostał buty. Tu dostaliśmy obiad a następnie zabrali nas pieszo 18 km w deszczu do Monowitz. Uszliśmy parę kroków, kto nie mógł biegać, był bezpośrednio zagrożony zastrzeleniem. Pewien urzędnik z Huszt nazwiskiem Nemes, człowiek otyły, upadł; chcieliśmy mu pomóc, ale tych, którzy to zrobili , bardzo pobili. Monovitz był obozem pracy, skierowali do bloku po 250 osób, każdy spał na osobnej pryczy i miał dwa koce. Racja żywnościowa: litr zupy i ¼ chleba i trochę dodatku na chleb, oprócz tego w fabryce dostawaliśmy zupę. Już przez 3 lata pracowali tu Polacy, budowaliśmy fabrykę. Byliśmy na stacji 18 km stąd i rozładowywaliśmy maszyny, to była bardzo ciężka praca. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy, następnie Rosjanie podeszli i zabrali nas do Gleiwitz. …..
708, M, handlowiec, ur. 1896 , lat 49, Auschwitz ( 2 m-ce ), Monowitz ( 11 m-cy )
W czerwcu 1944 wywieźli nas z getta w Huszt do Auschwitz. Ja wtedy byłem bardzo sprawny , skierowali mnie z młodymi do pracy. Po dwóch dniach zabrali nas do Monowitz. Monowitz jest 10 km od Auschwitz, drogę przeszliśmy pieszo. Pracowaliśmy w fabryce, wszelkiego rodzaju prace wykonywaliśmy, nosiłem cegły, kopaliśmy, budowaliśmy bunkier . Pracę było bardzo trudno wytrzymać bo dzienna racja była tylko 30 dkg chleba i w południe i wieczorem po ¾ litra wody nazywanej tu zupą. Straciłem na wadze z 85 kg na początku do 54 kg. Kapo nas bili bez powodu, jak im się podobało. Zakwaterowanie było wystarczająco dobre i mogliśmy się umyć. Dziennie praca trwała 12 godzin. Na nas dziesięciu ludzi był jeden brygadzista, więc dwóch mogło nas bić, albo kapo albo brygadzista. Karani byliśmy zawsze , ale najczęściej nie wiedzieliśmy , dlaczego. Latem praca była nieco łatwiejsza ale zima było okropnie, bo byliśmy cienko ubrani .We wrześniu zabrali nam kalesony do wymiany , ale nie dali. Bardzo wielu umarło , przyczyną śmierci była głównie razy flegmónia z braku witamin. Pewnego razu SS kazał mi nosić samemu worki z cementem. Odpowiedziałem, że nie mogę samodzielnie nosić . zapytałem, dlaczego mnie to każe robić , skoro widać, że wszystko pracuje ( tekst niejasny-przyp. mój ). Ten powiedział: Jestem przeniesiony do karnego komanda z tego powodu że ośmieliłem się o coś takiego zapytać. Tam doczekałem wyzwolenia , na początku maja ( ? przyp mój ) przyszli Rosjanie.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:35, 30 Sie 2013 Powrót do góry

906,M, uczeń ur. 1931, lat 14, Auschwitz ( 25do 28-05-44 ), Monowitz ( 28-05-44 do 20-12-44 ), Buchenwald ( 3-01-45 do 11-04-45 )
Mieszkaliśmy z rodzicami i bratem bez trosk w Ungvár ( Użgorodzie ). Mój ojciec był mistrzem blacharskim. Kiedy weszli Niemcy, musieliśmy nosić żółte gwiazdy, i wychodzić na ulicę mogliśmy tylko od 6 rano do 18-tej wieczorem. Miesiąc później deportowano nas do getta i ulokowano w cegielni. Spędziliśmy tu 4 tygodnie wśród stałych nadużyć SS . Bili nas i kopali. W końcu maja deportowali nas do Auschwitz. W wagonie jechało 78 osób i w drodze już zmarły 2 osoby . Ta okropna podróż trwała 3 dni. Cierpieliśmy z pragnienia, nie mogliśmy się ruszyć. W Auschwitz osobno zostały pogrupowane kobiety , małe dzieci i osoby starsze. Mnie zaprowadzili do obozu.3 dni później dostałem się do Monowitz. Tutaj mieliśmy stosunkowo dobrze. Pracowałem w komandzie ślusarskim. Wyżywienie wydawali przyzwoite. Spędziłem tutaj ponad 9 miesięcy czasu, tylko ucierpiałem z powodu okrucieństwa stop kapo . Ostatnim przystankiem był Buchenwald. Jechaliśmy tu 1 tydzień pociągiem. Dużo tu musiałem tolerować Polaków, którzy nas bili deskami i drągami. Jedzenie było bardzo trudne do uzyskania. Dostałem ropowicy na nodze i zabrano mnie do szpitala. Udało się i rana zgoiła się tuż przed wyzwoleniem. 11 kwietnia przyszli Amerykanie Potem już było dobrze. Poszliśmy do oddzielnych bloków dla tych samych narodowości i udało mi się wrócić do domu z Czechami.
937, 2M, handlowcy ur. 1904 i 1915, lat 41 i 30, Auschwitz( 27do 29-05-44 ), Monowitz ( 29-05-44 do 25-02-45 )
Żydowska ludność Huszt licząca 6000-7000 osób, najczęściej byli to ludzie biedni, skazani na pracę w rolnictwie. Oczywiście byli też bogaci ludzie. My żyliśmy z handlu hurtowego przyprawami, mieliśmy nasz dom i żyliśmy na przyzwoitym poziomie . Po wkroczeniu Niemców na ludność miasta został nałożony haracz ćwierć miliona pengo. W dniu 18 kwietnia poszliśmy do getta, na podstawie odpowiednich przepisów wydanych przez głównego notariusza miejskiego Bíró Józsefa. W Huszt były trzy getta, jedno dla mieszkańców miasta a dwa dla Żydów z okolicznych wsi .W sumie w tych trzech gettach przebywało około 16 000 ludzi. Od samego początku, zabrali wszystkie ruchomości , ale przede wszystkim bardziej wartościowe rzeczy. Mężczyzn zabierali do pracy, w getcie była publiczna kuchnia. Nie jesteśmy pewni, cz ktoś uciekał z terenu getta, to byłoby bardzo ryzykowne, ponieważ był ściśle strzeżone z zewnątrz przez żandarmerię wojskową. Na działalność Rady Żydowskiej w składzie Lazarovits, etc. zwykle nie było żadnych skarg. Wedle instrukcji SS Rada Żydowska ogłaszała, która część getta idzie do transportu do pociągu. Uprzednio wywieźli nas do cegielni, ale tutaj zabrali nam nawet to, co było pierwotnie wolno ; naziści wykonywali rewizje osobiste, oczywiście, że nie wychodziliśmy bez bicia. W wagonie jechało 78 osób, na starcie dostaliśmy wodę i było WC. W naszym wagonie nie było ofiar śmiertelnych i nie było próby ucieczki naszej wiedzy. W Koszycach, gdzie przejęli nas Niemcy, już widzieliśmy, że nie zabierają nas w dobre miejsce. 27-05-44 dotarliśmy do Auschwitz, stąd zabrali nas do Birkenau, gdzie nas zdezynfekowali, pozbawili włosów, wymienili ubrania a w dwa dni potem poszliśmy z transportem pracy do Monowitz, poszliśmy pieszo. Tu ulokowali nas po 200-200 osób w bloku, spaliśmy po dwóch na pryczy. Wyżywienie było tak ubogie, że dużo musieliśmy głodować, zwłaszcza, że wykonywaliśmy ciężkie roboty ziemne, i jedzenia było rzeczywiście bardzo mało. O szóstej rano już staliśmy na apelu i wychodziliśmy do pracy, pracowaliśmy do godziny 18-tej wieczorem, a potem znowu mieliśmy apel. W październiku w.wym. Heimfeld Miksa trafił do szpitala z obrzękiem nóg, a później w grudniu również Heimfeld Márton. Ja Heimfeld Miksa przebywałem w szpitalu aż do wyzwolenia, do końca stycznia a potem stąd poszedłem do Krakowa i Tarnowa . Heimfeld Márton: uciekłem z transportu w Egerwald, a mianowicie, gdy SS karabiny maszynowe były tam przed transportem. W Egerwaldzie byłem dwanaście dni, dostawałem jeść w polskich domach, spałem w stodołach, w Gliwicach spotkałem potem wojska rosyjskie pod koniec lutego. W Krakowie spotkałem mojego brata. W kwietniu przeszliśmy granicę słowacką.
1026,M, handlowiec ur. 1924, lat 21, Auschwitz (kon.-05-44, 3 dni), Monovitz ( 4-06-44 do 01-44), Dora ( 01-45 do kon.-03-45)
W Kisdobro, małej wiosce gdzie mieszkaliśmy, było tylko 22 rodzin żydowskich. Mieliśmy sklep, restauracje i ziemię i zwykle zaliczaliśmy się do bogatszych mieszkańców. Nawet w 1941 roku, kiedy weszli Węgrzy i zabrali nam wszystko, od tego czasu też handlowałem. Kupowałem po cenie i od razu sprzedawałem. W marcu 1944 przyszli Niemcy i od tego czasu dla Żydów nie było już spokoju. Wyłamali nasze okna, a gdy poszliśmy na ulicę, bili bez powodu. W kwietniu weszło rozporządzenie, że Żydzi powinni nosić charakterystyczne żółte gwiazdy i dopiero po tym pewnego ranka pojawili się żandarmi, to było w kwietniu i wywieźli nas do getta w Użgorod ( Ungvar). Byliśmy tam przez 4 tygodnie, następnie załadowali nas do wagonów i wywieźli do Auschwitz. Na stacji w Auschwitz oprócz moich rodziców wybrali troje małego rodzeństwa. Ja poszedłem na prawą stronę ze zdolnymi do pracy, zabrali nas do łaźni, zostaliśmy poddani normalnej procedurze, i ubrani w pasiastą więzienną odzież dostaliśmy się do pewnego obozu, gdzie trzy dni później przydzielono nas do transportu pracy i zabrano do Monovitz. W Monovitz pracowałem przy budowie fabryki . Zajęli się nami żołnierze SS, z wyjątkiem dwóch-trzech , pozostali bardzo nas bili i popędzali w pracy. Jedzenie do października było dosyć przyzwoite, potem się pogorszyło. Tam pracowaliśmy do stycznia 45 , następnie zabrali nas do Dora. W Monowitz na stacji załadowali nas na wagony, po 150 osób w jednym, jedzenia na drogę nie dostaliśmy, tak ,że kiedy dotarliśmy do Dora byliśmy tak wycieńczeni, że poszliśmy na rewier, ale to nie był rewier, tylko barak dla umierających . W jednym bloku było nas 1200 osób, bez słomy, nie dbali o nas i nie dawali jedzenia, byłem tam i leżałem przez pełne 2 miesiące. 1-03-45 wywieziono nas do innego obozu, do leżącego o ok. 18 km od Dora Makarodi. Tam już zabrali nas do pracy. Budowaliśmy kolej 8 km od obozu. Pewnego razu pracowaliśmy 24 godziny. Praca była ciężka i męcząca a SS nas bili i popędzali nas w pracy . Jeśli ktoś padł podczas pracy ze słabości, to SS przyjmowali, że nie chce pracować i bili go na śmierć. Tam pracowaliśmy do końca marca. Kiedy zbliżał się front, załadowali nas na wagony. Jechaliśmy osiem dni, gdy front był tylko o 13 km i już dłużej nie byliśmy w stanie dalej jechać , ponieważ tory były zniszczone, spędzili nas z wagonów i wyprowadzili nas do lasu. Tam, zostaliśmy otoczeni przez SS maszynową i wszyscy zostali zlikwidowani. Miałem kulę w nodze i byłem ranny, ale pozostałem bez ruchu, dopóki SS nie odeszli. Gdy strażnicy się oddalili, wstałem na moje zakrwawione nogi i wtedy zobaczyłem, że pewien polski Żyd też wstaje, który wcale nie otrzymał strzału. Tak więc tylko my dwaj pozostaliśmy przy życiu . 7 dni wędrowaliśmy w lesie, po 7 dniach wyszliśmy 1 / 2 km dalej. Następnie z piwnicy zburzonego domu rozglądaliśmy się, co się dzieje na zewnątrz i czekaliśmy na rozwój sytuacji. Pewnego ranka poszliśmy po wodę w pasiakach więziennych, pojawił się samochód z pięcioramienna gwiazdą , podnieśli na nas rewolwer a my podnieśliśmy ręce. Kiedy się dowiedzieli, ze jesteśmy więźniami, zostaliśmy przez Amerykanów wyzwoleni. Po wyzwoleniu Amerykanie zaprowadzili nas do pierwszego szpitala, kula weszła w jednym miejscu a w innym miejscu wyszła, moja noga była strasznie opuchnięta, leżałem z taką gorączką w szpitalu, że byłem nieprzytomny przez kilka dni. Na miejscu egzekucji, gdzie zostałem ranny w nogę, było nas 1200 ludzi Ukraińców, Francuzów, Belgów i 13 Żydów.
1096,2M,uczeń krawiecki ur. 1929, lat 16, majster piekarstwa ur. 1897, lat 48, Auschwitz ( 18do22-05-44 ), Monowitz ( 22-05-44 do 18-01-45), Gleiwitz ( 20do25-01-45 ), Dora ( 10-13-02-45), Ellrich ( 14-02-45 do 8-04-45), Bergen-Belsen (8do15-04-45).
… Po trzech dniach podróży w nocy dotarliśmy do Auschwitz, przyjęli nas więźniowie polscy w pasiakach, opuściliśmy wagony , bagaże tam zostały w wagonach, po wyładunku nastąpiła selekcja, wybranych zaprowadzili do dezynfekcji, strzyżenia włosów. W ciągu 4 dni pobytu tutaj stale widzieliśmy płomienie krematorium. Cztery dni potem poszliśmy z transportem do Monowitz, było nas w bloku po 240 osób, na jednej pryczy spał tylko jeden człowiek, wyżywienie było dość przyzwoite. Sposób traktowania był do przyjęcia, pracowaliśmy w fabryce oleju, dzień pracy był 10 godzin. Kiedy Rosjanie podeszli, musieliśmy odejść pieszo do Gleiwitz. Szliśmy pieszo przez dwa tygodnie, na drogę nic nie dali. Kto nie był w stanie nadążyć, tego zastrzelili. Tutaj także byliśmy zaledwie cztery dni, wypoczywaliśmy , ale tylko przy wyruszeniu dali po ¼ chleba i kiełbasę. Następnie załadowali nas po 130 do otwartych wagonów. Przy zimnej pogodzie wielu z nas zamarzło, wielu również zginęło z głodu i pragnienia, tak, że z 14 000 osób przybyło tylko 6444 osoby. Zostali też zastrzeleni ci, którzy wysunęli głowy z wagonów lub po prostu wstali. Praktycznie jedynym pokarmem był śnieg, przywiązywaliśmy sznurówkami puste puszki po konserwach do okna , tak, że śnieg tam wchodził. Ta podróż trwała 12 dni, aż dotarliśmy do Dora….
1357,M, pracownik młyna ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 28do 29-05-44 ), Monowitz ( 29-05-44 do 18-01-45 ),
Mój ojciec miał w Barkaszó dobrze prosperujący sklep z konfekcją. We wsi mieszkało około 25 rodzin żydowskich, głównie bogatszych kupców, rzemieślników/przemysłowców. Po Wielkanocy miały też miejsce ciągłe plotki, że wezmą nas do wsi z powodu zbliżających się Rosjan i Żydów będą traktowani jak zdrajcy. Wkrótce wprowadzili nas do getta w Munkaczu ulokowanego w cegielni, gdzie kompresowi razem Żydów z okolicy. Tutaj w dniu 26 maja załadowali nas na pociąg , po 77 osób w wagonie. W czasie podróży nikt nie zginął z naszego wagonu, nie wiadomo o próbach ucieczki. 28 maja dotarliśmy do Auschwitz, ze stacji w kolumnie piątkowej szliśmy do selekcji, stąd poszliśmy do łaźni, tu nas zdezynfekowali, pozbawili włosów a następnego dnia już poszliśmy do Monowitz. W około 60-cioosobowych blokach stłoczyli nas po 180 osób w bloku , spaliśmy po dwóch na pryczy. Trzy razy w tygodniu dostawaliśmy podwójną rację chleba i w południe i wieczorem po jednej zupie, był dodatek. Cały czas pracowałem w komandzie kablowym, to była ciężka praca, musieliśmy ciągnąć grube kable, czas pracy wynosił 11 godzin, jednak traktowanie w miejscu pracy było bardzo przyzwoite. Z powodu postępu wojsk rosyjskich ponownie poszliśmy do transportu. Chcieliśmy się dostać do Gleiwitz, szliśmy tam pieszo dwa dni, tam nas załadowali na pociąg po 80 osób w wagonie. Jechaliśmy przez pięć dni, ale wtedy już nie mogliśmy jechać dalej. Od tej pory zawsze byliśmy w drodze, prawie pięć miesięcy spaliśmy po szopach, zatrzymywaliśmy się w bunkrach, przy wymarszu było nas około 4000 ludzi i kiedy zostaliśmy wyzwoleni w Raspenau ( Raspenawa w czeskich Sudetach koło worka Turoszowskiego 2, 8 tys mieszkańc. ) 9 maja 1945, już nas tylko 120 osób zostało. Ludzie padali w marszu z zimna, kto pozostał w tyle za kolumną, tego zastrzelili, pewnego dnia zabili tak jednorazowo 130 ludzi. Musieliśmy ciągnąć wóz z rzeczami SS. Wielu zastrzelili, którzy już nie byli w stanie iść dalej. Z Raspenau następnie pociągiem jechaliśmy prawie 200 km do Zsolná ( Żilina? przyp. mój ), wróciliśmy przez Pragę , Bratysławę do Budapesztu.
1392, 3M, 3 ekonom ur. 1925, lat 20, piekarz ur. 1924, lat 21,i bez podanego zawodu ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ), Monowitz ( 8 m-cy ), Dora ( 4 dni ), Ellrich ( 3 m-ce ), Bergen – Belsen ( 5 dni ),
24Maja 1944 zostaliśmy zabrani z getta Iza i doprowadzeni do Auschwitz. Jechaliśmy zamkniętymi wagonami, na drogę rozdali pomiędzy nas 15 bochenków chleba, to był nasz prowiant. Kiedy przyjechaliśmy do Auschwitz dokonali selekcji i oddzielili nas od rodziców. Widzieliśmy, że spalili naszych rodziców. W Auschwitz natychmiast przydzielili nas do murarki. Musieliśmy pracować 12 godziny na dobę. Otrzymywaliśmy na dzień 50 dkg chleba, 1 litr zupy, i na 20 osób był jeden funt margaryny. Byliśmy traktowani bardzo źle, bili nas często, nawet mistrzowie byli dla nas bardzo źli i dostaliśmy od nich wiele ciosów. Należy jednak podkreślić, że położyli bardzo duży nacisk na czystość. Później pracowaliśmy tutaj w pewnej fabryce amunicji, która leżała około 3-4 km od obozu. Mimo, że bicie było zakazane, jednak dostaliśmy dużo bicia. Z Monowitz poprowadzili nas do Gleiwitz, szliśmy pieszo przez 2 dni i jedną noc. Podczas podróży nie dano nam jedzenia. W Gleiwitz zostaliśmy następnie załadowani na wagony i 25-12-44 przy bardzo niskich temperaturach jechaliśmy w otwartych wagonach. Tak jechaliśmy 10 dni. Na 3 dni dali nam po ¼ chleba ale wody nie dali. Kiedy przyjechaliśmy do Dorla, musieliśmy stać na apelu przez cały dzień na świeżym powietrzu. Po 4 dniach zostaliśmy przekazani do Ellrich, cca. 15 km od Dorla. W Ellrich był obóz zagłady i pracowaliśmy tu w tunelu. Praca była bardzo ciężka. Dostawaliśmy dziennie 35 dkg chleba, 1 litr zupy i czarną kawę. Później sytuacja się pogorszyła i przez dwa tygodnie w ogóle chleba nie widziałem. Także traktowanie było tu bardzo złe: bardzo często byliśmy bici. Umieszczono nas w kamiennych barakach, po około 400-500 ludzi w jednym baraku, w największym brudzie, nie mieliśmy możliwości umycia się. Dzienny czas pracy xx godzin, na przemian na dniówki i nocne zmiany. Ponieważ trzeba było ewakuować #### obóz, przetransportowano nas do Bergen-Belsen. Jechaliśmy pociągiem sześć dni i nie dostaliśmy nic ###. 15-04-45 Bergen-Belsen został wyzwolony przez Brytyjczyków.
1474, M, uczeń ślusarski ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 05-44, 4 dni ), Monowice (4-06-44 do 2-01-45), Gleiwitz (styczeń 45-4 dni ), Mauthausen ( 1 tydzień), Ellrich ( 6 dni ), Ginserode (Kon. 01-45 do 28-03-45)…
……… W getcie byliśmy 4 tygodnie, następnie przewieziono nas do Auschwitz. Na stacji w Auschwitz zostałem oddzielony od rodziców zaprowadzony do łaźni, gdzie obcięli mi włosy, dali pasiak i wprowadzili do 17-tego bloku. Cały dzień staliśmy na apelu i byliśmy bardzo głodni, ponieważ niewiele dostaliśmy do jedzenia. 4 dni potem zabrali nas do Monowitz, gdzie pracowałem w warsztacie ślusarskim. Fabryka, gdzie pracowałem, została wybudowana na wielkiej górze, i ja tam mieszkałem ( sprawdzić, Monowice są płaskie jak stół - przyp. mój ), miejsce było czyste i przyzwoite, tylko starszy blokowy SS był zły i często byliśmy bici. W bloku wybudowanym w pewnej fabryce było nas 250-ciu, po dwóch spało na jednej pryczy.
Rano pobudka była o wpół do piątej, dostawaliśmy na śniadanie czarną kawę, o 7-mej szliśmy do pracy, w południe w fabryce dostawaliśmy zupę, była rzadka jak woda, pracowaliśmy do 18-tej wieczorem, potem znowu na kolację była zupa. Z Monowitz zabrali nas do Gleiwitz 2-01-45, tam tylko 4 dni byliśmy i nie musieliśmy pracować…..
1497, M, rolnik, ur 1915, lat 30, Auschwitz ( 23do25-05-44 ), Monowitz ( 28-05-44do2-06-44 ), Buchenwald (10do12-06-44 ), Nordhausen ( 22-06-44do6-7-44 ), Wanzleben ( 10-07-44do13-04-45 )
Z cegielni w Użgorodzie (Ungvár) załadowali nas na wagony w dniu 20 maja ubiegłego roku ( 1944-przyp. mój ). Do wagonu wrzuciliśmy także nasze pakunki z żywnością , gdzie było wciśniętych na śledzia po 70-80 osób. Nie było wody ani toalety ; jazda do Auschwitz trwała 3 dni i trzy noce i była połączona ze strasznymi cierpieniami. Tutaj otoczeni przez SS-manów z nastawionymi bagnetami szliśmy w kolumnie piątkowej i dr. Mengele, lekarz obozowy nas selekcjonował. Następnie poszliśmy do łaźni, ostrzygli nas a następnie umieścili w blokach. Pod jednym dachem było około 250 osób. Natychmiast przydzielili nas do pracy, a mianowicie do prac budowlanych i było bardzo złe traktowanie ; niemieccy majstrowie stale biciem zmuszali nas do szybszej pracy. Apel był codziennie wcześnie rano po pobudce i późno wieczorem . W Auschwitz byłem 2 dni, a następnie zabrali nas na piechotę do Monowitz. Pieszy marsz trwał 3 dni i na drogę wydali po 30 dkg chleba i nic więcej. Wiele osób padło w drodze, kto nie był w stanie ze względu na osłabienie znieść dalszego marszu, był bez litości zastrzelony przez SS. Przybyliśmy do Gleiwitz, spędziliśmy tam jeden dzień . Tu nas załadowali na wagony. W zamkniętych wagonach dla bydła byliśmy po 130 osób, nie byliśmy w stanie się poruszać, strasznie cierpieliśmy. W drodze byliśmy osiem dli i przez cały czas dostaliśmy jeden raz po pół bochenka chleba. Było bardzo ciepło a nie dali jednej kropli wody więc z głodu i pragnienia wiele osób zmarło. Ze 130 osób tylko 50 z nas pozostało w wagonie. Po tygodniu przyjechaliśmy do Buchenwadu. Tu spędziliśmy tylko 2 dni . Po tym wszystkim byliśmy obdarci, dostaliśmy nowe pasiaki i poszliśmy dalej.
W dwa dni potem dotarliśmy do małego miasteczka (niestety nie pamiętam nazwy), mieszkaliśmy w obozie, w drewnianych barakach i chodziliśmy do pracy, budowaliśmy tunel. Wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę fizyczną, majstrowie w pracy ciągle nas popędzali w pracy, ale jedzenia ledwie co dostawaliśmy. Stamtąd zabrali nas do Nordhausen, gdzie zachorowałem i przez dwa tygodnie leżałem chory w szpitalu . Tymczasem zbliżali się Amerykanie i bombardowali obóz tak, że ponad 2000 więźniów zginęło. Następnie ewakuowali obóz i zabrali nas chorych do samochodów ciężarowych i wywieźli do Wanzleben. W tym obozie już byłem wśród całkowicie osłabionych chorych do 9 miesiąca. W połowie kwietnia tego roku (1945- przyp. mój ) , armia amerykańska nas wyzwoliła. Przy ich pomocy doszedłem tak daleko do tego miejsca przez Czechy. W przyszłości chciałbym wyjechać do Palestyny.
1635, M, uczeń, ur. 1929,lat 16, Auschwitz ( 05-44do06-44 ), Monowitz (06-44do12-44 ), Nordhausen (01-45do03-45 )
W naszej wsi mieszkało tylko pięć rodzin żydowskich. W dniu 15 kwietnia wywiozła nas węgierska żandarmeria koleją do getta w Ungvar. Byliśmy tam cztery tygodnie. W tym czasie już mieliśmy bardzo źle. Odebrali nam wszystkie rzeczy wartościowe i kto miał, zabrali mu złoto i pieniądze. Potem poszliśmy do Birkenau. Nie wiedzieliśmy oczywiście, gdzie nas zabierają i myśleliśmy, że do jakiejś pracy. W Birkenau byliśmy dwa dni, tu nas wytatuowano i poszliśmy do Auschwitz. Tu nie dostaliśmy pracy, bardzo dużo staliśmy na apelu. Następnie włączono nas do transportu i poszliśmy do Monowitz. Tu czekał na nas obóz z drewnianymi barakami. Było nas 12.000 więźniów i tutaj przebywaliśmy. Tam była także pewna fabryka żelaza (Eisenfabrik ). Było również komando kablowe ; zostałem tam podzielony i musiałem wiele wycierpieć. Brygadzista bez przerwy bił w pracy, spowodował śmierć bardzo wielu ludzi. Pracowaliśmy tam do zimy, a następnie musieliśmy się ewakuować. Szliśmy dwa dni pieszo do Gleiwitz, gdzie spędziliśmy jeden dzień. Tam zostaliśmy załadowani na otwarte wagony. Był styczeń, przenikliwy mróz. Tak jechaliśmy dziewięć dni. Kiedy wyjeżdżaliśmy było nas 9000 osób, dojechało tylko trzy tysiące, kiedy wysiadaliśmy. Byliśmy w Nordhausen. Tu pracowaliśmy pod ziemią przy budowie tunelu. Wytworzył mi się nowotwór w gardle i zostałem przewieziony do szpitala. Kiedy podchodzili Amerykanie ; nie mogliśmy tutaj zostać , musieliśmy się ewakuować. Do wagonu upakowali po 110 ludzi i w ciągu pięciu dni jazdy nie dostaliśmy ani kawałka jedzenia. Potem zdrowi musieli dalej iść pieszo a my chorzy zostaliśmy w wagonie. Potem S.S. odeszło i zostaliśmy sami. W tym samym dniu po południu o 16-tej już byli Amerykanie. Zawieźli nas do szpitala w Sesen. Dostaliśmy dobre jedzenie, ale byliśmy już odzwyczajeni, że wiele osób wciąż było chore i umierali. Z czeskim transportem wróciliśmy do domu. Ale w domu nie mamy już nikogo więcej i to jest tylko stacja pośrednia w drodze do Palestyny.
1727, M,urzędnik ur. 1924,lat 21, Auschwitz ( 27-05-44do30-06-44 ), Monowitz ( 11-07-44do15-01-45), Gleiwitz, Dornhau ,Buchenwald 15-01-45do17-4-45 ), Theresienstedt (23-0445do8-05-45 )
W Huszt było od 6000 do 7000 żydowskich rodzin i byli oni głównie bogatszymi kupcami, rzemieślnikami , przedsiębiorcami, jednak na pewno była też pewna liczba ubogich wyrobników. Mój ojciec był tutaj kupcem handlującym drewnem, mieliśmy dom i rodzina żyła w wystarczająco przyzwoitych warunkach finansowych. Kiedy Niemcy zajęli kraj ; w 24 godziny po ich przybyciu; została nałożona na Żydów kontrybucja w wysokości pół miliona pengos, dla zapewnienia czego wzięli zakładników, umieścili ich w świątyni żydowskiej, tam ich bardzo zmuszali do ćwiczeń fizycznych i w trakcie ich bili. W dzień po Wielkanocy przenieśli nas do getta, stąd mężczyźni i kobiety wychodziły do pracy do miasta. Członkowie Rady Żydowskiej : Mauskopf, Rosenbaum, Markovic, Lazarovics, etc. próbowali wszystkiego aby napiętą sytuację Żydów - gdyby tylko było można - polepszyć, i to było bardzo trudne, bo otrzymywali za każdym razem nowe polecenia ,coraz bardziej niemożliwe do spełnienia, raz mieli w kilka minut dostarczyć kawę ziarnistą i tego typu podobne Życzenia. W getcie byliśmy około cztery tygodnie, przed deportacją wywieziono nas do cegielni a przedtem dokładnie przeszukano nas , pozwolono zabrać dwie pary butów, trochę bielizny, ubranie i trochę jedzenia. Poszliśmy do drugiego transportu, po załadowaniu na wagony mieliśmy rewizje osobistą, w wagonie jechało 60 osób, nikogo w naszym wagonie nie zabili, dwie kobiety urodziły dzieci po drodze, jedna kobieta zmarła, i inne dziecko zmarło. Przed odjazdem dostaliśmy wodę i chleb. Wagony otwarto w Koszycach, tutaj znowu dostaliśmy wodę, Niemcy przejęli transport. Z kierunku jazdy próbowaliśmy odgadnąć naszą przyszłość i kiedy przybyliśmy do Koszyc, już wiedzieliśmy, że nie wywożą nas do pracy na Węgrzech, jak mówili, ale do Polski. W podróży także Niemcy próbowali nasz przeszukiwać i ostrzegali wcześniej, że każdy musi oddać wszystkie posiadane rzeczy wartościowe. Podróż trwała dwa dni, przybyliśmy do Birkenau w sobotę w południe, więźniowie polscy w pasiakach wezwali nas do opuszczenia wagonów, musieliśmy sformować kolumnę piątkową, osobno kobiety i mężczyźni, potem przechodziliśmy koło SS, który nas kierował i odprowadzano nas grupami w prawo lub lewo. Poszedłem razem z moim ojcem i bratem, ojciec później zmarł w Monowitz. Ze stacji poszliśmy do łaźni, tam nas ostrzygli, zdezynfekowali, ubrano nas w pasiaki więzienne. Skierowali nas do obozu C, do piątego bloku, na pryczy spało osiem osób. Pobudka była o świcie, staliśmy cały dzień na placu apelowym. Rano dostawaliśmy trochę czarnej kawy, była bardzo gorąca i wodnista, musieliśmy się spieszyć, bo nas wciągano do kartoteki a potem przydzielano do pracy. Właśnie usłyszałem o krematorium, ale zapach palonej kości był stale obecny. Wieczorem w Auschwitz ponownie poszliśmy do kąpieli, następnego dnia dostaliśmy tylko odzież, rano znowu ustawili nas w szyku, tu jednak nie pracowaliśmy, tylko staliśmy na apelu. Transporty stale odchodziły, do jednego z nich nas dołączono. 30-06-44 poszliśmy do Monowitz. Tu po dezynfekcji zebrali nas w namiotach celtowych, stamtąd przydzielono nas do komand i podzielono do bloków, w bloku było 180-200 osób, na pryczy spaliśmy po dwóch. Wyżywienie: ¼ chleba, trzy razy w tygodniu dodatek margaryny, marmolady, kiełbasy, w południe w fabryce zupa, wieczorem zupa bardziej zawiesista. Na początku robiliśmy pomocnicze prace budowlane, potem poszliśmy do murarki. Czas pracy w zimie był od 8-mej rano do 16-tej po południu, latem od 7-mej rano do 17.30. Traktowanie nie było najgorsze, apel był tylko raz na dwa tygodnie i to tylko przez pół godziny. Było kilku powieszonych za kradzież, co miało miejsce w czasie nalotu, jak również próby ucieczki, wieszanie naturalnie musieliśmy oglądać.15-01-45 ewakuowaliśmy się pieszo do Gleiwitz, uchodząc przed Rosjanami. Tam spędziliśmy tylko jeden dzień a następnie załadowano nas na wagony, stłoczyli po 90-osób w jednym wagonie. Na drogę dostaliśmy po jednej dawce kiełbasy i chleba. Drogę odbyliśmy w otwartych wagonach, w strasznym ścisku, na zimnie, często jedliśmy po drodze śnieg, tak wielu zginęło, z krańcowego osłabienia, zamarzli, leżeliśmy razem ze zwłokami a ludzie zabijali się nawzajem walcząc o lepsze miejsce. Transport przybył do Dörnhau, tam przyjęli jego część a druga jego część w tym ja, poszliśmy dalej do Buchenwaldu. Tu zdezynfekowali nas ponownie, znów byliśmy w strasznym tłoku, coraz więcej osób przyjeżdżało, już nie było wiadomo, co robić z taką masa ludzi. Tu nie pracowaliśmy, staliśmy jednak na apelu, niedostatecznie ubrani, w drewniakach, złych czapkach. Początkowo dostawaliśmy ¼, potem 1/5 chleba, potem już tylko zupę z rzepy i kawę, bardzo tutaj głodowaliśmy. Potem wystąpiła epidemia biegunki i tyfusu, dużo było odmrożeń nóg i rąk, jednym słowem wszystko, co tylko w takim miejscu być mogło. W połowie kwietnia znowu nas ewakuowali, tym razem uchodząc przed Amerykanami, zabrali nas do Theresienstadt, szliśmy pieszo a potem nas załadowali na wagony. Ci, którzy pozostawali w czasie marszu z tyłu, zostali jeden po drugim zastrzeleni przez SS, tak wielu ludzi straciło życie. Theresienstadt był jeszcze w rękach Niemców, dopiero 8-05-45 został wyzwolony przez Rosjan, a następnie wyżywienie nieco się poprawiło, działał Czerwony Krzyż , przez kilka dni dostawaliśmy dobrą szwajcarską pomoc. Następnie rozpoczęło się zestawianie transportów, ja również dostałem się do jednego, przybyłem do Pragi, tam byłem cały lipiec i stamtąd przyszedłem do Budapesztu. Plany: chcę studiować stomatologię w Budapeszcie, a później wyjechać do Palestyny.
1744,M, handlowiec drewnem ur. 1919,lat 26, Auschwitz ( 28do31-05-44 ), Monowitz ( 1-06-44do28-01-45 )
Mieszkałem w moim własnym domu w Użgorodzie, zajmowałem się wyrębem lasów i handlem drewnem, żyłem dobrze z rodziną. Nagygajdos była wsią, gdzie żyło 110 Żydów stanowiących mniejszość , którzy byli głównie rzemieślnikami , kupcami , rolnikami o różnym poziomie życia, poza bogatszymi byli i biedniejsi. Po wkroczeniu Niemców SS nastawili się na grabież domów żydowskich, nawet wobec kobiet zachowywali się agresywnie, tak, że musiały uciekać do pobliskiego lasu.20-04-44 częściowo na wozach, częściowo pociągiem, wywieźli żydowska ludność wioski do getta w Użgorodzie : mogliśmy zabrać wszystko, co mogliśmy przewieźć. Ulokowali nas w getcie Ungvar mieszczącym się w cegielni, wokół którego ustanowiono strefę zamkniętą oznaczoną czerwonymi flagami, kto próbował przejść, tego zastrzelili żandarmi wojskowi. Utrzymanie porządku w getcie należało do policji żydowskiej. Chociaż wielu ludzi próbowało uciec, niestety, żadna próba ucieczki nie powiodła się. Dr. László, Moskovits etc. członkowie Rady Żydowskiej starali się nam pomóc, jeśli taka możliwość istniała. Bogatszych ludzi żandarmi badali wśród wielkiego bicia . Ówczesnym szefem policji był Fony . Ciągle było słychać, że nie będziemy zabierani poza granice kraju, mieli nas zatrudnić w rolnictwie w Mandoki koło Csap. Przeszukiwania i grabieże w getcie również były na porządku dziennym. Deportacja baraków odbywała się według ogłoszenia z mikrofonu, kto idzie do transportu i kiedy. My poszliśmy do czwartego transportu, mogliśmy zabrać cośmy chcieli, przed wejściem do wagonów nie było rewizji osobistej. W jednym wagonie było nas 85 osób, wodę i wiaderka WC dostaliśmy dopiero w Koszycach, tu pociąg przejęli Niemcy i po raz pierwszy otwarli wagony. Nasz pociąg dołączyli do getta w Munkaczu i słyszeliśmy, że tam byli zabici. Tak długo, jak byliśmy w granicach kraju , myśleliśmy, że pozostaniemy na Węgrzech, jednak kiedy już przybyliśmy do Polski, od razu wybuchła panika.28-05-44 po trzech dniach przybyliśmy do Auschwitz w godzinach wieczornych. Na stacji już czekali na nas polscy więźniowie w pasiakach , podjechali samochody i kazali nam zostawić pakunki. Potem musieliśmy się ustawić w kolumnie piątkowej i tu przeprowadzono selekcję a grupa zdolnych do pracy poszła do łaźni, tu nam obcięli włosy, zabrali ubrania, zdezynfekowali, a następnie wydali więzienne pasiaki.
Noc spędziliśmy w Birkenau, a następnie przeniesiono nas do Auschwitz, gdzie dostałem się do transportu pracy i ponownie poszliśmy do Monowitz. Tu w jednym bloku było nas po 220-250 osób, po dwóch spaliśmy na pryczy. Wyżywienie: rano dostawaliśmy od 12 do 15 dkg chleba, 1 dkg margaryny, wieczorem dostawaliśmy czarną, gorzką, kawę, robiona z liści brzozy ( ? tekst niepewny-przyp. mój ); na obiad dostawaliśmy zupę. budowaliśmy fabrykę, wykonywaliśmy roboty murarskie, dzienny czas pracy był 11 godzin, ja pracowałem przy kablach, pracowałem bardzo ciężko, poza tym niemieccy kapo, jeżeli nie pracowałem wystarczająco szybko, wyznaczali do kary dwudziestu pięciu batów. Był taki nieszczęśnik, który taka karę otrzymał trzy razy na tydzień, musiał być bardzo silny i sprawny, żeby wykonać nałożona pracę. Niemieccy mistrzowie otwarcie twierdzili, że kto nie poradzi sobie z pracą, ten zostanie przerobiony na mydło. Było jedno tzw. „ komando wapienne” w którym dziennie wieczorem, kiedy grupa wracała z powrotem do obozu z pracy , brakowało ok. 50 osób. W październiku , kiedy ziemia była już zamrożona i nie byłem w stanie umieszczać przewodów w ziemi, niemiecki kapo kablowy nazwiskiem #illy wymierzył mi karę 25 uderzeń, przy czym upadłem i zabrali mnie do obozu. Był tu ( w obozowym rewierze ) lekarz z Kolozsvar o nazwisku dr. Lengyel, który ryzykując własne życie dostał dla mnie ze szpitala SS lekarstwo. Dwa tygodnie później poobijane nogi zaczęły puchnąć, w rany wdała się infekcja i zaczęły gnić. Musieli mi operować nogi w czterech miejscach, potem już tak było, że musieli amputować. Przez cały czas, od października do stycznia spędziłem w szpitalu. Niemcy 16-01-45 odeszli z Monowitz, bo zbliżyły się wojska rosyjskie. Pozostał nam w szpitali chleb na jeden dzień i pozostało zaufać losowi. W szpitalu pozostało 1500 chorych , przez 10 dni żyliśmy o jednodniowej racji żywnościowej, pół kilometra od obozu był kopiec z kartoflami, niektórzy ryzykowali, aby zdobyć kilka kawałków kartofli. Tu każdy dzień strzelali do nich, tu już w rzeczywistości był front. Ci, którzy wychodzili po ziemniaki igrali z losem, to stanowczo była niebezpieczna eskapada. Zdolnych do pracy zabrali 60 km dalej do lasu koło Gleiwitz, było ich 14 000 ludzi, tam ich podzielili na trzy części, małe dzieci i starszych wywieźli pociągiem do Buchenwaldu, a innych, którzy byli w stanie chodzić, o ile wiem , zabili, bardzo niewielu ludziom udało się stamtąd uciec. My 1500 zostaliśmy na miejscu, ale kiedy już przyszli Rosjanie, pozostało już tylko pięciuset, inni zginęli od strzału a około 500 osób zmarło od czerwonki. Zwłoki z Monowitz wywożono do Birkenau i tam spalano, 28-01-45 wyzwolili nas Rosjanie, ja pozostałem w szpitalu aż do 9-03-45, potem Rosjanie zabrali mnie do Katowic do obozu zbiorczego, tam byłem do 15-06-45, stamtąd wróciłem do domu z czeskim transportem. Plany na przyszłość: Palestyna
1810, M, ślusarz ur 1927, lat 18,Auschwitz (1do6-05-44 ), Monowitz ( 6-05do31-12-44 ), Sassnowitz (1do18-01-45 ), Mathausen ( 5-02do19-03-45 ), Wels ( 21-03-45do8-04-45 ), Ebensee (11-04-45do5-05-45 )
Z getta miasta Beregszász, gdzie przebywałem z moją rodziną ; zostałem deportowany do Auschwitz pod koniec kwietnia 1944 roku. Tu natychmiast po przybyciu , w wyniku selekcji zostałem oddzielony od mojej rodziny, która składała się z rodziców, trzech sióstr i brata, po selekcji pozostał ze mną tylko mój brat . Zostaliśmy oznakowani tatuażem, otrzymałem numer A-3908, i musieliśmy poczekać pięć lub sześć dni, aż zostaniemy zaliczeni do transportu pracy. Transport poszedł do Monowitz, gdzie praca, wyżywienie i zakwaterowanie byłyby do zniesienia, jeśli by człowiek nie musiał cierpieć nadużyć ze strony starszych blokowych. Ten starszy blokowy był Niemcem z Rzeszy, skazanym przestępcą, którzy już wiele lat spędził w więzieniu i został tu naszym bezpośrednim przełożonym. Nie tylko nas bił i torturował nas w każdy możliwy sposób, ale jego codzienne pobicia doszły do tego stopnia, że wielu z nas straciło zdolność do pracy, więc w końcu sprawa doszła do władz obozowych. Administracja obozowa doprowadziła do dochodzenia, które zakończyło się odwołaniem przestępcy ze stanowiska. Od tego dnia sytuacja stała się nieco bardziej znośna, również przyczynił się do tego fakt, że zostałem przydzielony do prac ślusarskich, więc mogłem pracować w swoim rzemiośle. Jednak ja również musiałem cierpieć tak samo pod moim mistrzem, który był brutalnym facetem i natychmiast bił , jeśli mu się coś nie podobało. W sumie pracowałem około osiem miesięcy w Monowitz, do 31-12-44. Tego dnia poszedłem z bratem do pracy w Sassnowitz, mieliśmy tam pracować w fabryce przy produkcji luf dział obrony przeciwlotniczej…….
1994,M, uczeń ur. 1930, lat 15,Auschwitz, Monowitz ( 05-44do01-45 ), Buchenwald (01-45do05-45 )
Po przybyciu do Auschwitz zdezynfekowali nas i oznakowali tatuażem i po trzech dniach poszliśmy dalej do Monowitz. Tu po dwóch dniach odpoczynku przydzielono mnie do bardzo ciężkiej pracy: musiałem nosić przez cały dzień części żelazne i rury. Na szczęście trwało to tylko przez 2 tygodnie, potem poszedłem do szkoły murarskiej i przez 12 tygodni uczyłem się tego rzemiosła. Tu przydzielono mnie do pewnego niemieckiego kapo, który miał straszną reputację, ponieważ już zabił wielu ludzi i bardzo się go bali. Dla nas był bardzo dobry, czasem nawet zyskaliśmy dodatkowe jedzenie. Cztery razy w tygodniu dostawaliśmy po 35 dkg chleba, trzy razy w tygodniu dostawaliśmy po 70 dkg chleba; dalej 2-2.5 litra zupy, w 1 litrze było pełno tylko wody i trawy. Rozpoczęliśmy pracę o 7 rano i pracowaliśmy do 18-tej wieczorem, przerwa obiadowa trwała godzinę. Kiedy nauczyłem się murarki, zacząłem pracować na budowie i bardzo dobrze mnie traktowali. Mieszkaliśmy w barakach i spaliśmy po trzech na szerokiej pryczy. Myć się mogliśmy, codziennie braliśmy prysznic.26-08-44 był duży nalot, tak,że do 1-09-44 musieliśmy chodzić do jednej fabryki i uprzątać ruiny. Tu pracowaliśmy razem z pracownikami cywilnymi, przed którymi zachowywaliśmy się bardzo dzielnie, ponieważ w pewnym stopniu oni nas prowadzili. Bałem się, że jeśli coś doniosą , to pójdę do "Erziehungslager- obozu wychowawczego " gdzie przez 4-6 tygodni musieli bardzo ciężko pracować. Byliśmy tu do 16-01-45 a kiedy Rosjanie się zbliżali ,poszliśmy pieszo w kierunku Gleiwitz. Na drogę dostaliśmy po trzy czwarte chleba, dwie dawki margaryny i trochę kiełbasy. W Gleiwitz dostaliśmy po 70 dkg chleba i jedną dawkę kiełbasy i na tym podróżowaliśmy otwartymi wagonami przez 5 dni. W jednym wagonie jechało 120-10 osób. Droga była straszna, padał na nas deszcz , zamarzały na nas ubrania. Miejsca nie było, ludzie się tratowali, wielu zginęło po drodze. Wyruszyło nas około 3 000 ludzi, z tego 500 do 600 osób zginęło. Kiedy przyjechaliśmy do Buchenwaldu, wysiedliśmy z pociągu, poszliśmy do obozu, tam dostaliśmy ciepły posiłek, margarynę, chleb. Tu regularnej pracy nie dostaliśmy, czasem szliśmy do sprzątania gruzów. Traktowanie było stosunkowo wystarczająco łagodne. Dziennie dostawaliśmy 1 litr zupy, chleb dostawaliśmy nieregularnie. Wyżywienie było dobre, ale było bardzo mało. Tu zachorowałem, byłem bardzo osłabiony i poszedłem do obozu chorych. Wielokrotnie przydzielali mnie do transportu, ale byłem tak słaby, że zawsze tam zostawałem. Tu zastało mnie wyzwolenie 11-04-45. Amerykanie następnie przetransportowali mnie do szpitala. Później dowiedziałem się, że nasze życie było zagrożone, ponieważ komendant SS z Weimaru wydał rozkaz, że więźniowie z całego obozu mają zostać zlikwidowani. Ale na to nie było już czasu, bo Amerykanie byli już bardzo blisko, komendant obozu w Buchenwaldzie uciekł i tak my uszliśmy pewnej śmierci.
Mój plan jest teraz bardziej, żeby wyemigrować do Palestyny.
2012,M , handlowiec ur. 1923,lat 22, Auschwitz, Birkenau ( 8 dni ), Monowitz ( 7,5 m-cy ), Buchenwald (3 m-ce )
W dniu 20 maja dotarliśmy do Birkenau, gdzie w tym czasie w obozie byłem już w bardzo złym stanie . Wkrótce poczułem się gorzej , jak przyjechałem miałem opuchnięte nogi i skierowali mnie do grupy starych i również prowadzili mnie do krematorium. W trakcie marszu podszedł do mnie SS-man i zapytał mnie, ile mam lat? Ja powiedziałem : dwadzieścia. Potem powiedział : "Jesteś jeszcze młodym chłopcem, możesz nadal pracować!" Inny SS-man zabrał mnie do łaźni , ale w międzyczasie popędzał mnie stale biciem, żebym szedł szybciej. To było błotniste miejsce i moje buty kleiły się w błocie. Oczywiście, mogłem szybciej iść, na co on powiedział wtedy , że mogę iść z powrotem. Ale ja szedłem dalej, jak tylko mogłem. On nadal mnie bił. Miałem z domu jeszcze dwa jabłka, które mu dałem. Potem zmienił się od razu. Zaczął być dla mnie miły i pytał także, czy mam pieniądze albo złoto ze sobą, odpowiedziałem, że niestety takich rzeczy nie mam . W łaźni spotkałem wtedy mojego brata. Moi rodzice i pozostałe rodzeństwo zostało już na stacji wyselekcjonowane i od tego czasu już nic więcej o nich nie słyszałem. Po dezynfekcji, pozostałem przez 2 dni w obozie cygańskim w Birkenau. Także tutaj bardzo ludzi bili ale ja bardzo uważałem, żeby nie dostać . Po dwóch dniach przeprowadzili nas do Auschwitz. Tu nas następnie ulokowali w blokach , a ludzie byli wybierani tutaj dziennie do transportu. Także ja zgłosiłem się jako robotnik i pewnego dnia zostałem wybrany razem z 2000 osobami i doprowadzili nas do Monowitz. Po przybyciu zgłosiłem się jako ślusarz, tu nas najpierw wysłali do pracy przy kablach, która była tak ciężka, że powiedziałem, jeżeli nadal potrwa to tydzień, to zginę. Przez trzy dni pracowałem w komandzie kablowym, ale kiedy potrzebni byli ślusarze, wybrali mnie też. Tu potem miałem lżejszą pracę. Wyżywienie; dostawaliśmy po 35 dkg chleba, w poniedziałek, wtorek i sobotę dostaliśmy podwójną porcję chleba, do tego dostawaliśmy margarynę, albo twaróg, albo kiełbasę, na wieczór był 1 litr zupy, w fabryce też 1 litr zupy, ale to była czysta woda. Cywilni pracownicy nie byli źli, ale nie mieli powodu, żeby się z nami wiązać, ponieważ pracowaliśmy prawidłowo, ponieważ - jak powiedziałem - praca nie była trudna. Sami robotnicy zostawiali nam czasami jedzenie. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach spaliśmy na trzypiętrowych pryczach. Koce mieliśmy. Czystość była utrzymywana bardzo ściśle , każdy dzień była ciepła woda w obozie, więc mogliśmy prac i wykąpać się. Mieliśmy jednego starszego blokowego, który nas wiele razy odkrywał i wypędzał na dziedziniec, gdzie trzeba było czekać godzinami. Każdy, kto popełnił małą nieprawidłowość , bywał zaraz pobity. Czas pracy trwał od 6-tej rano do 16-tej po południu z godzinną przerwą na posiłek. Przez cały styczeń mieliśmy tylko ubrania więzienne i bardzo marzliśmy, a potem przywieźli z Auschwitz cieplejsze ubranie a następnie obóz złagodniał. Baraki posiadały ogrzewanie parowe, ale w wyniku ciągłych bombardowań, ogrzewanie zostało zniszczone i cierpieliśmy częściowo z powodu braku ogrzewania a częściowo z braku wody. W dniu 15 stycznia musieliśmy uciekać, bo Rosjanie byli już o 10 kilometrów. Pieszo pokonaliśmy odległość 80 km do Gleiwitz, na drogę dostaliśmy tylko po ¾ chleba, więc byliśmy bardzo głodni. Wielu ludzi zostało zniszczonych w drodze z głodu lub zamarzli na śmierć. Ci, którzy nie byli w stanie dotrzymać kroku zostali zastrzeleni. Z Monowitz zabrali 10 000 do 12 000 ludzi, według mojego oszacowania, do Gleiwitz nie przyszło więcej , jak 6000-7000 osób. W Gleiwitz nie było dla nas miejsca, wielu z nas spało pod gołym niebem i zamarzli. Jedzenia dla nas nie było. Byliśmy tutaj przez trzy dni i przez ten cały czas wypędzali nas z obozu, nie pozwalali nam usiąść, jednym słowem, byli okrutni dla nas biednych. W Gleiwitz umieścili nas w wagonach, około 100 osób w wagonie, więc nie mieliśmy nawet miejsca aby stać . Ludzie tratowali się wzajemnie, każdego dnia mieliśmy kilka wypadków śmiertelnych. Jechaliśmy przez 9 dni, co drugi dzień dawali nam kawałek chleba, więc żeby złagodzić mękę głodu jedliśmy śnieg. Kiedy jechaliśmy przez Pragę ludność czeska wrzucała nam do wagonów jedzenie. Kiedy to zauważyli SS, zaczęli strzelać na oślep, aż ludzie się rozeszli. W takich warunkach dotarliśmy do Buchenwaldu. Tu nie pracowaliśmy, rozebrali nas, dali nowe ubrania, ale jednocześnie podczas kąpieli wielu ludzi było na zewnątrz w śniegu i zamarzli na śmierć. W Buchenwaldzie, sytuacja była bardzo zła. Musieliśmy tu stać godzinami na apelu. Dziennie dostawaliśmy po 35 dkg. chleba i zupę. Często prowadzili nas do dorywczej pracy i dużo przy tym nas bili. Zakwaterowanie było dużo gorsze niż w Monowitz, spaliśmy po pięciu na pryczy, byliśmy ubłoceni i brudni, nie mogliśmy się porządnie umyć i dostaliśmy wielu wszy. Zaszczepili nas przeciwko durowi brzusznemu i tak uniknęliśmy grypy. Byliśmy strasznie osłabieni i wielu zniszczyło się w starszym wieku. Byliśmy o do połowy kwietnia w Buchenwaldzie, wtedy Amerykanie byli już blisko i odprowadzili nas dalej . Rozpoczęliśmy marsz ponownie, ale wiele chodzić już nie byliśmy w stanie, byliśmy już tak osłabieni. Ci zostali zastrzeleni na drodze. Poszliśmy na piechotę do Weimaru. Tam weszliśmy na wagony i jechaliśmy koleją dwa dni, raz dali nam trochę chleba z margaryną. W międzyczasie zaczęło się okropne bombardowanie tak, że dwa wagony doszczętnie spłonęły i uwięzieni tam zginęli. Stamtąd musieliśmy znowu iść na piechotę, a po drodze wpadliśmy w ręce Anglikom w dniu 3 maja .Mój plan przewiduje wyjazd do Palestyny i tam rozpoczęcie nowego życia.
2013, M, ślusarz ur 1914, lat 31,Auschwitz-Birkenau (8 dni ), Monowitz ( 2-05-44 do 13-01-45, Gleiwitz ( 6 dni ), Dorla ( 2 miesiące ).
Kiedy dotarliśmy do Birkenau, zaprowadzono nas do budynku dezynfekcji, gdzie nas załatwiono i przyszliśmy do bloku nr 7, gdzie spaliśmy na pryczy po dziesięciu. Raz dostaliśmy trochę płynnej zupy, którą trzeba było jeść bez łyżki, wszyscy z jednego naczynia ponieważ nie było talerzy. Po 3 dniach poprowadzono nas na piechotę w największym deszczu do Auschwitz. To było tak straszne, że około 200 padło. Także tutaj nas zdezynfekowali po przybyciu. W największym deszczu i zimnie musieliśmy przejść nago na blok. Tu nas przydzielono, na jednym łóżku spało czterech. Potem nas tatuowali, co trwało do rana. Rano, rozdzielono mokre ubrania i po południu o 16-tej rozdzielono zupę. Następnego dnia zestawili transport. Poszedłem z ostatnim transportem, po około 10 dniach do Monowitz.
Gdy przyszedłem do Monowitz na blok, przez 2 dni musiałem leżeć na gołej ziemi.
Na trzeci dzień wzięli nas do pracy, nosiliśmy żelazo, a na następny dzień zostałem zaliczony do komanda zewnętrznego nr 215, jako mechanik samochodowy i tam pracowałem do 15-01-45. Mieliśmy dobre wyżywienie, otrzymywaliśmy to samo, co mistrzowie a ponadto w fabryce otrzymywaliśmy jeszcze oddzielnie zupę, a wieczorem w obozie jedzenie. Dziennie otrzymywaliśmy 50 dkg chleba, i jeszcze margarynę i kiełbasę tak ,że byłem w stanie dać zbywającą część kolegom. Nasze komando było 15 osobowe. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, spaliśmy na trzy rzędowych łóżkach, mieliśmy po 2 koce, jedwabną narzutę na łóżko, spaliśmy w oddzielnych łóżkach, tak że nawet mieszkanie było bardzo dobre. Traktowanie było także bardzo porządne, przecież wszyscy pozostali zostali na drodze. byliśmy fachowcami. 15-01-45 , kiedy front rosyjski się przybliżył, wieczorem o 7-mej, wymaszerowaliśmy na pieszy marsz 68 km do Gleiwitz. Wyszło 14 000 ludzi a przyszło 7800, pozostali zostali na drodze. Za nami szło 50 ludzi SS i nie pozostawiali nikogo przy życiu, zastrzelili nawet przez pomyłkę 2 strażników z Wehrmachtu…….
2077, M, uczeń na mechanika samochodowego ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 22do27-05-44 ), Monowitz ( 27-05-44do18-01-45 ), Buchenwald ( 30-01-45do16-02-45 ), Orhdruff (17do21-02-45 ), Krahwinkel (21-02-45do8-03-45 ), Buchenwald ( 8-03-45do12-03-45 ), Flossenburg (17do17-03-45 )
Mój ojciec był wytwórcą likieru, mieszkaliśmy zamożnie we własnym domu. Było to jeszcze przed przybyciem Węgrów, kiedy Carpathia wróciła do Węgrów, odebrali nam dostęp do naszej branży i stale żyliśmy coraz gorzej. Pojechałem z rodzicami i dziewięciorgiem braci i sióstr do getta w Munkaczu, niestety, jak dotąd odnalazł się tylko jeden z braci, pomiędzy braćmi była też para bliźniąt, mam nadzieje, że ich też wkrótce zobaczę z powrotem. Koło Wielkanocy Żydzi z okolic Munkacza zostali zebrani w getcie w cegielni, dla Żydów z miasta wyznaczyli getto w obrębie określonych ulic, zazwyczaj tam, gdzie mieszkało dużo Żydów. Pewnej soboty zebrano Żydów z wszystkich ulic ale także z łaźni i przeniesiono ich do świątyni Żydowskiej. Tam musieli rozebrać ogrodzenie i z tego zbudować ogrodzenie getta. Musieli skończyć w jeden dzień. Do getta prawie codziennie przychodziło SS, w takim razie bili ludzi, członków Rady Żydowskiej nie oszczędzono. Ponadto Segelstein w uzupełnieniu do innych członków Rady Żydowskiej funkcjonował przyzwoicie nie było skarg przeciwko niemu. Bili ludzi tyle razy, że pobicia powodowały śmierć, np. był piekarz o nazwisku Jakab i jeden kupiec handlujący warzywami zostali zastrzeleni bo odmówili wydania pieniędzy, kiedy tego zażądano. 17-05-44 wywieźli nas do getta w cegielni, skąd już uprzednio deportowano żydowskich mieszkańców okolicy.19-05-44 wyruszył pierwszy transport z Munkacza, ja poszedłem miedzy innymi. Przy załadunku na wagony bito szczególnie brodatych Żydów, wszyscy byli przeszukiwani i mogliśmy zabrać tylko niezbędne ubrania i żywność dla nas. Załadowano nas po 75 osób do jednego wagonu, wodę i chleb dawała Rada Żydowska, po 9 kg na jeden wagon. O wiaderko WC również starała się Rada Żydowska. Wody już nie dostawaliśmy po drodze, ale gdy padał deszcz, łapaliśmy deszczówkę w wyciągnięte miski. W Koszycach przejęli nas SS. Wiem, że z pociągu ktoś uciekł po drodze; w naszym wagonie nikt nie zmarł, ale w innych tak , również strzelili do wagonu, kiedy dzieci sivalkodtak. Przez całą drogę nie wiedzieliśmy, co się z nami stanie i gdzie zmierzamy. 22-05-44 przybyliśmy do Birkenau, na stacje weszli polscy więźniowie, wyszliśmy z wagonów, bagaże musieliśmy pozostawić w wagonach, potem ustawili nas w kolumnę piątkową ,osobno, więźniowie ostrzegli również, żeby 14-latki mówiły, że mają 18 lat. Mężczyźni i kobiety wybrani do pracy poszli na lewo. Moja matka, siedmiorga rodzeństwa, siostra i ja zostaliśmy skierowani na prawo. Potem mój ojciec był w obozie pracy. Zaprowadzili nas do dezynfekcji, ostrzygli ,wykąpaliśmy się , dali pasiaki. Stąd skierowali nas do obozu cygańskiego, do bloku nr 7, gdzie spało po 6 osób na jednej pryczy. W dwa dni potem wyruszyliśmy w szyku, ale nie wiedzieliśmy, dokąd nas zabierają. W kolumnie piątkowej poszliśmy do Auschwitz, tam ponownie obrobiono i skierowano ponownie do kąpieli. W tym dniu , było nas pięćdziesięciu, zabrali nam pasiaki i dali inną czystą odzież i przydzielili do bloku 17-tego i tu nas wytatuowali. Tam spędziliśmy noc, na następny dzień stanęliśmy w szyku, przydzielili do transportu pracy i zabrali do Monowitz. Drogę 8 km zrobiliśmy oczywiście pieszo. Wybrali chłopców do lat 16 i umieścili ich w oddzielnych barakach. Dostali oni lepsze jedzenie i łatwiejszą pracę. Była tu także szkoła murarzy, gdzie ja się uczyłem przez dwa miesiące, były tu setki chłopców, ale było co najmniej 400 osób, były one wymieniane co dwa miesiące. Był tu jeden kierownik robót, więzień, który nas uczył pracy na budowie. Po dwóch miesiącach, przeniesiono mnie do komando murarskiego, gdzie potem pracowałem. Czas pracy był 10 godzin, z godzinna przerwą na obiad i przed śniadaniem nas liczono. Traktowanie było dość przyzwoite, SS i kapo nie mogli bić. Pewnego razu mówiący po węgiersku SS i ktoś jeszcze uderzył kogoś, ta osoba zgłosiła incydent do komendanta obozu , że osobę uderzono bez powodu i ten SS dostał dwa tygodnie zakazu opuszczania koszar. Dwa razy przez cały czas były selekcje. Komendant nie wydał ludzi, dopiero pod warunkiem, ze wrócą po czterotygodniowym odpoczynku z powrotem. Komendant obozu (nazwisko: Schwartz) przy wyjściu wszystkich stał w bramie i patrzył na ludzi, do pracy mogli iść tylko zdrowi, i tylko ci, którzy mieli buty i ubranie w porządku. Chłopcy ze złą odzieżą byli zawracani do obozu i dostawali lepsze ubrania. 18-01-45 musieliśmy się ewakuować, 12 000 ludzi do Buchenwaldu. Szliśmy od 18 stycznia do 20 stycznia: pokonaliśmy około 100 km do Gleiwitz. Na drogę wydali po trzy czwarte chleba, 9 dkg margaryny, 4 dawki kiełbasy. Załadowali nas w Gleiwitz, po 100 osób w wagonie. Do kolejnych 60 osób zostało skierowane w górę i w dół, czasami do niej ( tekst niejasny, przyp. mój ) , oczywiście, jechaliśmy otwartymi wagonami , ponieważ była zima. Wyruszyło z Gleiwitz cztery tysiące ludzi, przed Breslau otrzymaliśmy rozkaz, że musimy zawrócić, ponieważ partyzanci odcięli drogi, i nie można iść dalej. Tak zawróciliśmy do Gleiwitz, a następnie pojechaliśmy inną drogą, przez Czechosłowację. Po powrocie, dostaliśmy po pół litra zupy, potem już tylko w Pradze dostaliśmy po 30 dkg. chleba i zupę. Po drodze wielu ludzi zmarło z głodu, stratowali się wzajemnie i po 12-dniowej podróży dwa wagony było martwych ciał. W czternastu pracowaliśmy w wagonach dla zmarłych, na stacjach, gdzie staliśmy po 1-2 godziny zbieraliśmy zwłoki i chorych, których umieszczaliśmy w jednym zamkniętym wagonie-szpitalu. Przybyliśmy do Buchenwaldu, tu byliśmy w kwarantannie przez dwa tygodnie, a następnie poszliśmy do Ohrdruff (Bawaria). Byliśmy tam tylko przez cztery dni, a następnie musieliśmy uciekać z obozu. Były to w rzeczywistości koszary, które dopiero później przekształcono w obóz, a potem znowu były potrzebne dla wojska , ale i tak były często bombardowane, i tak szybko zostaliśmy przeniesieni do Krahwinkel. Tu był w lesie obóz w bunkrach ( bunkerlager ) , amunicja była początkowo dostarczana , w pobliżu był kamieniołom. Nie było urządzeń sanitarnych , mycie było niemożliwe. Tu pracowaliśmy w kamieniołomie, nasza praca była bardzo ciężka. Pobudka była o trzeciej rano, dzienna racja: 1/10 chleba i trochę kawy, potem stawaliśmy w szyku do pracy, na miejsce pracy jeździliśmy samochodami ciężarowymi , również z powrotem . W miejscu pracy pracowaliśmy noc i dzień a jeśli ktoś miał szczęście to musiał czekać 10 godzin na samochód, następnie o 10 rano byliśmy w pracy, ale jeśli ktoś się położył, to dopiero o godzinie wpół do czwartej rano. Pracowaliśmy do 18-tej wieczorem, potem znów musieliśmy siadać do samochodu, było tak, że nawet do 24-tej lub 3-ciej rano czekaliśmy. Wierciliśmy tunel , to była bardzo ciężka praca. Stąd jednym transportem poszliśmy do pewnego obozu namiotowego, gdzie pracowaliśmy na trzy zmiany przez 5 dni .Stąd znowu musieliśmy uciekać przed wojskami rosyjskimi, przybyliśmy ponownie do Buchenwaldu, tu znowu byliśmy tylko cztery dni, stąd po pięciodniowej podróży dotarliśmy do Flossenburga. Po drodze było wielu zabitych , samoloty zaatakowały pociąg, zginęło tu wielu SS, ale też SS zastrzelili wielu więźniów, bo gdy był nalot, wszyscy SS wysiedli, w plecakach SS był chleb i papierosy ale oczywiście więźniowie tego nie dostawali i wyjęli z plecaków SS jedzenie i papierosy, kiedy SS to zauważyli, zastrzelili wielu spośród nas. We Flossenburgu byliśmy tylko jeden dzień ; tutaj nas załadowali na wagony. W Schwarzendorf był nalot, podczas nalotu według instrukcji SS wystawiliśmy pasiaki, po drodze już tylko atakowali lokomotywę. Zmieniliśmy sześć razy lokomotywę, za szóstym razem wyszliśmy i dalej szliśmy pieszo. Jak tylko wysiedliśmy, na każdym kroku towarzyszyły nam amerykańskie samoloty. Szliśmy pieszo trzy dni, nasze jedzenie już całkowicie zostało zjedzone, padał deszcz, byliśmy w lesie, całą noc szliśmy w błocie bez odpoczynku. Tu dostaliśmy po 5-6 na wpół gotowanych kartofli , nie mogliśmy ich nawet zjeść i natychmiast poszliśmy dalej. W mieście widzieliśmy stodoły ze słomą, zgłosiliśmy do komendanta transportu, który był obersturmführerem, że już nie możemy iść dalej i chcielibyśmy odpocząć. Następnie wprowadzono nas do pewnej stodoły, to było w sobotę w nocy, wypoczywaliśmy tutaj do poniedziałku do rana. Rano o siódmej ustawili nas w szyku, uszliśmy 1 kilometr od miasta, dotarliśmy do środka lasu, usłyszeliśmy pierwszy strzał. Oberschaarführer wysłał przodem kilku strażników, aby się zorientowali w sytuacji i ustalili, kto to strzelał. W 5 minut później strażnik wrócił i stwierdził, że Amerykanie są tutaj. Z jednej strony byliśmy zadowoleni z tego ale baliśmy się, bo usłyszeliśmy polecenia : "Więźniowie do lasu ! Strażnicy zająć stanowiska!" czekaliśmy, czekaliśmy , na drodze zauważyliśmy pierwszy amerykański czołg, za nim drugi i ciężarówkę, SS odprowadzali z powrotem Amerykanie. Było to 23 kwietnia.
Dostałem w lesie w rękę i głowę rany od noża , nawet teraz nie wiem, skąd to pochodziło.
Następnie wróciliśmy do miasta, obandażowali mi to Amerykanie; mieliśmy dobre traktowanie i doskonałe leczenie. Medycy pracowali dzień i noc i każdy starał się pomóc. Po czterech tygodniach z czeskim transportem poszedłem do Pragi, tu spędziłem około 2 tygodni, potem przez Brunn ( Brno ) przyjechałem tu , do Budapesztu. Plany: Chciałbym nauczyć się zawodu, a następnie przenieść się do Pragi, może później emigrować.
2134, M, student ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 2 do 17-06-44 ), Lagischa ( 22-06-44 do 15-09-44 ), Monowitz ( 20-09-44 do 19-01-45 ), Buchenwald (3-02-45 do 7-03-45 ), Speichlingen ( 15-03-45 do 15-04-45 ), Allach ( 17 do 29-04-45 )
……. Obóz został rozwiązany i poszliśmy dalej. Starszych skierowali do kopalni węgla w Jaworznie, młodych do Monowitz. Mnie tam skierowali. Pracowałem jako ślusarz, a wewnątrz warsztatu, w którym nie było mi zimno. To miało wielkie znaczenie. Pracowałem z cywilami , którzy byli dla mnie dość przyzwoici, więc miałem tutaj dobrze. W dniu 20 stycznia Monowitz przechwycili Rosjanie, ale nas tam nie pozostawili. Jeden dzień wcześniej nas zabrali. Pierwsze 120 km to szliśmy pieszo, ale potem dostaliśmy się do otwartych wagonów, w których jechaliśmy w styczniu przez 10 dni. ……
2161,M, urzędnik miejski ur. 1906, lat 39, Auschwitz (25do27-05-44 ), Monowitz (27-05-44do27-11-44 ), Dora (6-12-44do7-04-45), Salzwedel (13do14-04-45 )
Środki , które zostały podjęte w stosunku do Żydów mieszkających w tym kraju przez węgierski rząd od czasu inwazji wojsk węgierskich na Karpathenland ; wywołały wśród lokalnej populacji mieszane uczucia. Niemcy i Węgrzy przyjęli te środki nawet z pewnym entuzjazmem, jako według nich nawet niewystarczająco surowe, a nawet można było odczuć pewną radość z cudzego nieszczęścia, podczas gdy autochtoniczna ludność rosyjska i wyrażała ciepłe współczucie dla Żydów i te środki ostro potępiała, przyjmując pogląd, że to, co się dzisiaj stało z Żydami, jutro może się im zdarzyć, ponieważ stanowią oni mniejszość narodową. W getcie Huszt, gdzie skoncentrowano nie tylko Żydów z tego miasta, ale także z całej okolice, panowały całkiem uporządkowane stosunki, co było głównie zasługą Rady Żydowskiej. Ta składała się z najbardziej szanowanych przedstawicieli Żydów z Huszt, jej głównym problemem było zapewnienie, przede wszystkim, zaopatrzenia w żywność. Osiągnęli to w ten sposób, że scentralizowali dostawy żywności żydowskiego pochodzenia i wszystkie osoby przebywające w gettach były równomiernie tym obdzielane. Jedzenie było dostarczane w wystarczającej ilości. Także inne środki, które podjęła Rada Żydowska, były w pełni uzasadnione, uznane przez władze państwowe i miejskie, którzy wspierali Radę Żydowską w jej środkach . Policja i żandarmeria zachowywali się całkiem poprawnie. W dniu 22 maja nastąpiła deportacja do Auschwitz. Wraz z innymi Żydami z getta Huszt poszedłem też i ja w towarzystwie żony i syna do Auschwitz, gdzie od razu po przybyciu oddzielono mnie od obojga. Moja żona pozostała przy życiu, czego mogę wiarygodnie dowieść, ale o losie mojego dziecka nic nie wiem. Musiałem czekać tylko dwa dni, a następnie zabrano nas z transportem pracy do niedaleko leżącego Monowitz, 1200 silnych ludzi i ja do tego transportu zostałem zakwalifikowany. Transport ten był przeznaczony do pracy w fabryce chemicznej. Ale do biura fabryki też byli potrzebni pracownicy, a wśród ludzi wybranych do pracy w biurze byłem również ja. Poszedłem do biura i utrzymałem ten przydział pracy przez cały czas, który pozostał do końca mojego przebywania w Monowitz - sześć miesięcy. I nie mogę narzekać ani na niedostateczne wyżywienie , ani na złe traktowanie. O wydarzeniach w obozie nie jestem poinformowany, ponieważ moja praca tak mnie absorbowała, że nie miałem zupełnie czasu zajmować się sprawami rozgrywającymi się poza biurem. Pewnego dnia przyszedł rozkaz o ewakuacji fabryki, jakimi okolicznościami był spowodowany , nie wiem, ale zakładam , że coraz częściej powtarzające się ataki z powietrza i podejście frontu stworzyło do tego powód. Poszedłem z większym transportem do Dora. Mieliśmy część drogi do celu przebyć częściowo pieszo, częściowo koleją , ten ostatni odcinek oczywiście w otwartych wagonach. Byliśmy tam wystawieni bez żadnej ochrony nie tylko zimno, ale również cierpieliśmy z głodu i pragnienia, jako że nie otrzymaliśmy żywności na drogę i nie byliśmy w jakiś sposób żywieni w trakcie podróży, która trwała dniami . I tak doszło do tego , że zimno, głód i pragnienie spowodowały w naszych szeregach prawdziwe spustoszenie; z 20.000 ludzi, którzy wyszli z Monowitz ; przybyło Dora w sumie 3800 ludzi- reszta zginęła w ciągu dziewięciu dni podróży z Monowitz do celu w Dora . W Dora pracowałem w pewnej fabryce do montażu " broni odwetowej " V 1 i V 2 . Traktowanie nie było na ogół dobre, szczególnie cierpieli od tego Żydzi, którzy otrzymywali ubogi posiłek, ale byli bici w szerokim zakresie. W Dora mieszkaliśmy przez cztery miesiące. Potem załadowano nas na wagony i jechaliśmy sześć dni do Salzwedel, gdzie przybyliśmy, ale już następnego dnia uwolniły nas wojska amerykańskie. Amerykanie powierzyli mi zorganizowanie powrotu do domu, więc pozostałem jeszcze przez trzy i pół miesiąca w Salzwedel.
2267, 3M, wożnica ur.1921, lat 24, rzeźnik ur.1915, lat 30,blacharz ur. 1928, Auschwitz ( 9 miesięcy ), Monowitz ( 3 miesiące ), Gleiwitz ( 2 dni ), Dorla ( 3 dni ), Blankenburg (2 miesiące ), Halbstadt ( 4 tygodnie ).
Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, ulokowano nas w 6-tym bloku. Dziennie dostawaliśmy po 1/3 bochenka chleba i 1 litr zupy. To były stałe racje. Pracowałem w grupie roboczej budującej drogi, to była bardzo ciężka praca po 10 godzin dziennie. Traktowanie było bardzo złe, kapo bardzo nas bili w bardzo popędzali w pracy. Od cywilów mogliśmy dostać coś do jedzenia ale tylko na zasadzie wymiany. Kto został aresztowany, został zastrzelony albo powieszony- w najlepszym przypadku dostawał do 150 uderzeń kijem. W każdą sobotę i niedzielę wieszali do 4-5 osób. Wieszanie prowadził starszy obozu, stał w otoczeniu uzbrojonych żołnierzy SS. Odczytywał, z jakiego powodu dana osoba jest wieszana. Przy wieszaniu musieliśmy być obecni .Stąd skierowano nas po 9 miesiącach do Monowitz. Tu pracowaliśmy w warsztacie, ale praca tutaj nie była zbyt trudna. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Dostawaliśmy ćwiartkę chleba i pół litra zupy, a dwa razy w tygodniu dostawaliśmy jako dodatek, bochenek chleba na dwóch. Margaryna była codziennie, tylko raz w tygodniu jej nie było. Majstrowie złorzeczyli Żydom i bardzo nas bili. Mieszkało nas 350 osób w 44-tym bloku i na pryczy spało po sześć osób. Blok był ogrzewany, ale częste bombardowania zepsuły ogrzewanie i było bardzo zimno i tym bardziej, że nie było ciepłej odzieży. W obozie można się było myć. Stąd potem musieliśmy uciekać przed Rosjanami i poszliśmy dalej do Gleiwitz. 19 stycznia przybyliśmy tu a w dniu 20 stycznia zmarł z wyczerpania . Mój ojciec był chory (również mówi L.) i przez 5 km prowadziłem go za ramię do obozu. ania mój ojciec ( mówi L). Musieliśmy iść noc i dzień w śniegu głębokim po kostki 80 km. Szliśmy pieszo 14 dni i w tym czasie nie dostaliśmy nic więcej niż pół bochenka chleba. Na wieczór dotarliśmy do Dorla i położyliśmy się na śniegu, tak byliśmy wyczerpani. W Gleiwitz zabrali nas na pociąg, załadowali nas po 160-170 ludzi - do otwartych wagonów. Przez całe 14 dni nie otrzymaliśmy coś innego niż 3x45dkg chleba, tak że śnieg jedliśmy z głodu. Z 12 000 osób 5 000 przybyło do Dorla; pozostali zmarli w drodze, częściowo z powodu głodu, częściowo dlatego, że zostali zastrzeleni. ……
2340,M, handlowiec, ur. 1914, lat 31, Auschwitz ( 5do20-05-44 ), Monowitz (22-05-44do20-01-45 )
Mieszkałem w Budapeszcie i, między innymi, transportowałem dla wojska niemieckiego różne artykuły techniczne . Po wkroczeniu Niemcy w oparciu o wcześniej przygotowane wykazy zbierali dziennikarzy, prawników i Żydów odgrywających wiodącą rolę w życiu gospodarczym. 24-04-44 mnie też szukali w domu, ale mnie tam nie znaleźli, kiedy wracałem do domu , powiadomili mnie o tym sąsiedzi, ja znalazłem lepszą ucieczkę , do domu wypoczynkowego w Alsógöd . Tu jednak nie miałem dużo szczęścia, bo kiedy tam przyjechałem, w ratuszy już czekał dla mnie nakaz aresztowania. Następnego dnia 25-04-44 zostałem zabrany do Budapesztu do domu przesłuchań na ulicy Moson i 26-go już mnie zabrali do obozu internowania w Nagykanizsa. Byłem bardzo smutny, chciałem uniknąć Niemiec, w dniu następnym 28-go chciałem uciekać do partyzantów Tito , ale SS w ostatniej chwili temu zapobiegli. 28-04-44 w Nagykanizsa załadowali nas na wagony i przez Komárom i dolinę Wagu wywieźli mnie do Birkenau. Po zwykłej selekcji w Birkenau poszedłem do krematorium, pracowałem tu przez 2 tygodnie, ale po dwóch tygodniach udało mi się dostać do pewnego transportu pracy, aby stamtąd ujść gdziekolwiek. O doświadczonych okropnościach z krematorium w Auschwitz nie chcę w niniejszym protokole opowiadać szczegółowo, ponieważ powstała międzynarodowa komisja ds. tamtejszych więźniów, pod przewodnictwem profesora uniwersytetu w Atenach, który obecnie mieszka w Paryżu i pracuje jako konsul. Międzynarodowy Komitet został utworzony z osobnych komitetów narodowych i Węgrzy mnie wybrany na prezydenta swojego komitetu. Ryciny, zapisy i notatki, teksty własne dr. Mengele są w naszym posiadaniu dotyczące Birkenau i tych , którzy zginęli w 1944 roku od maja do października. Ponadto, kawałek mydła, które ofiara miała w ręce, zanim została przewieziona do krematorium. Ma być umieszczone na międzynarodowym kongresie w Budapeszcie, w którym grecki prezydent chce wziąć udział, a dochód ma służyć pomocy deportowanym. 20-05-44 wraz z transportem, gdzie się narzuciłem, zabrano nas do Monowitz. Dostałem się do komando z 20-toma innymi, budowaliśmy bunkry. Pewnego razu, podczas pracy pewien SS uderzył mnie w twarz, ze wściekłością mu oddałem, więc zostałem ukarany 4x16 godzinami w bunkrze i przy bunkrach pracować. Tam dostałem dwustronnego zapalenia płuc i opłucnej. Pewnego razu wymiotowałem w pracy krwią i upadłem, zabrali mnie do szpitala i w trzy dni później wyrzucili mnie, żeby „ zabić „. Po wyjściu ze szpitala przypisano mnie do 26-tego komando i zostałem tutaj brygadzistą. Pracowaliśmy w fabrykach Buna, kładliśmy podziemne rurociągi, przydzielono do mnie 25 pracowników. Powiedziałem, żeby się nie przesilali i pracowali tylko wtedy, gdy widzi ich SS. Pewien nadzorca SS i kierownik fabryki zauważyli , że pracownicy przypisani do mnie nie pracują i gdy ich pociągnięto do odpowiedzialności, ze strachu powiedzieli, że powiedziałem im ,żeby nie pracowali. Dlatego też chcieli mnie powiesić, ale raportführer nazwiskiem Rakaz powiedział, że szkoda mnie powiesić, potem torturowano mnie bardziej, umieszczono mnie w karnym komandzie kablowym. Tu była inna praca każdego dnia i inna grupa ją wykonywała, bo to była strasznie ciężka praca, ale ja byłem tu przydzielony codziennie i za sobą miałem kapo z Hamburga, który był zabójcą a jego numer więźnia był 71703, podczas pracy chodził z gumową pałka i stale bił. W ramach kary dostawałem tylko jeden obiad na dwa dni. Łamałem głowę, w jaki sposób stąd wyjść, bo jeszcze parę dni, a nie byłbym w stanie dalej funkcjonować. Przyszło mi na myśl, żeby zjeść zamarzniętej marchwi , co powodowało chorobę, udało się również dostać silne zapalenie jelit, poszedłem ponownie do szpitala, byłem ważony i masa ciała była 42kg. Przy pewnej selekcji wykonywanej w szpitalu osobiście przez dr. Mengele, uciekłem przed gazem, bo w czasie selekcji był wielki nalot, i w związku z tym wszyscy poszli. W 8 dni pózniej ze szpitala ponownie skierowali mnie na blok 26-ty. W największym śniegu i zimnie, musieliśmy nosić żelazo i stal niedostatecznie ubrani i bez jakiejkolwiek izolacji. Palce mi przymarzały do zamrożonego żelaza. W dzień Bożego Narodzenia poszliśmy na stację, mieliśmy rozładować jeden wagon z rura
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:39, 30 Sie 2013 Powrót do góry

z rurami. Podczas rozładunku jedna duża rura stalowa upadła mi na nogę. Moja lewa noga stała się całkowicie niezdolna do użytku. Ponownie dostałem się do szpitala. Dr. Lengyel , lekarz z Kolozsvár (Cluj ) pozszywał rany, traktował mnie bardzo uprzejmie i dbał o mnie, aby rana nie zainfekowała się . Byłem tak chory i słaby, że nie mogłem wstać z łóżka. 16-01-45 doszło ponownie do selekcji, którą również osobiście prowadził dr. Mengele. Już usunęli złote zęby, ale na szczęście front zbliżył się tak, że 2 dni później, 18 stycznia, Niemcy wycofali się. Zdrowych natychmiast zabrali, a 171 chorych i 90 kg chleba zostało w bloku. Głód był tak wielki, że prawie jeden był gotów zabić drugiego o kawałek chleba.19-01-45 mieliśmy bardzo silny nalot, w wyniku czego tylko 64 osoby pozostały ze 171 ludzi, niektórzy padli, pozostali oszaleli ze strachu i paniki. W dniu 20 stycznia, Rosjanie nas wyzwolili . po wyzwoleniu skierowano nas do Auschwitz, tam w bloku 10-tym zostałem starszym bloku. Rosjanie mianowali mnie na to stanowisko, ponieważ byli świadomi, że gdy głód odbiera ludziom rozum, i chcieliby innym odebrać kawałek chleba, ja będę w stanie to powstrzymać i zapewnić porządek. Później skierowali mnie do rosyjskiego dowództwa i tak mnie polubili, że nie chcieli mnie zwolnić. W obozach było więźniów zebranych tam z okolicy. Po kilku tygodniach w Auschwitz Rosjanie przenieśli mnie do Katowic , gdzie zostałem dowódcą 7-mego bloku. Tam zachorowałem na tyfus plamisty i jako chory poszedłem do Csernowitz. W Csernowitz zostałem inspektorem węgierskiej grupy. Wydawałem obozową gazetę, organizowałem koncerty i wykłady. W uznaniu zasług otrzymałem pochwalne pismo od Rosjan. W sierpniu, kiedy opuściłem obóz, zyskałem dużo dobrych przyjaciół, wróciłem do domu. Po przybyciu do Budapesztu dowiedziałem się od mojej żony, że kiedy byłem w drodze, otrzymałem licencję na przeszukiwanie samochodem obozu po obozie, w jednym miejscu znalazłem swoje własne dokumenty, nie musiałem już dalej szukać. Teraz zaczynam pracę w swoim zawodzie i w międzyczasie będę szukać kontaktu do kolegów, z którymi mogę dyskutować na temat kongresu.
2372, M, pracownik polowy ur. 1926, lat 19, Auschwitz (2do9-05-44 ), Monowitz (10-05-44do pocz-01-45 ), Dora ( pocz. 01-45do04-45 ), Bergen – Belsen (7do15-04-45 )
Z mojej rodzinnej gminy Patkanyóc, małej wioski w Karpatenlandzie, gdzie się urodziłem i gdzie było moje miejsce stałego pobytu; zostałem w połowie kwietnia 1944 r. przeniesiony do getta miasta Ungvar. To samo stało się z moją rodziną, która składała się z moich rodziców, siedmiu sióstr i dwóch braci i z pozostałymi kilkoma Żydami ze wsi. W końcu maja nastąpiła deportacja do Auschwitz, gdzie zostałem oddzielony od rodziny,
tylko mój ojciec, którego uznano za zdolnego do pracy, jak ja, trzymaliśmy się razem. Pozostałych członków już nigdy nie widziałem. W Auschwitz pozostałem z ojcem przez osiem dni, a potem poszliśmy z większym transportem pracy do fabryki IG Farben Buna do Monowitz, leżących o 6 km od Auschwitz. Przydzielono mnie z moim ojcem do pracy w warsztacie ślusarskim , a tym samym należeliśmy do "preferowanych ". A było tak : fabryka w rzeczywistości nie została jeszcze całkowicie zakończona i wciąż wiele więcej się budowało. Większa część więźniów była zajęta praca na budowach i miała bardzo źle, bo praca była bardzo ciężka / noszenie worków cementu itp. / a wyżywienie było niewystarczające. Nieważne jak silny człowiek był, to wkrótce stał się "muzułmaninem " /, to było obozowe określenie dla osób krańcowo wyczerpanych, niezdolnych do pracy i chorych i byli narażeni na los raczej niepewny. Niewielu więźniów mogło pracować w rzeczywistej fabryce a więc w warsztacie, w którym praca także była ciężka i nadzór był ostry ale człowieka tak nie obdzierali ze skóry, jak na budowie. Jednak również przy pracy w warsztatach po jakimś czasie człowiek musiał to odczuć, ponieważ jedzenie było dalece niewystarczające w stosunku do wymaganej wydajności. Było to też nieszczęście dla mego ojca, który nie mógł utrzymać tej pracy i w wyniku tego utraciłem go najprawdopodobniej na zawsze. Mianowicie po kilku miesiącach wyselekcjonowano niezdolnych do pracy i uformowano z nich - a było ich ok. 300- osobny transport i odesłano ich z fabryki. Dokąd poszedł ten transport i co się z nimi stało- nie wiem. Niestety, mój ojciec był także w tym transporcie i nie słyszałem o nim od tego czasu. Ja pozostałem w Monowitz do początku stycznia, kiedy front zbliżył się jeszcze bardziej , i obóz został ewakuowany. Przyszedł do Dora do obozu pracy. Sytuacja tutaj była gorsza niż w fabryce Buna. Mianowicie praca była jeszcze cięższa, było jeszcze mniej żywności /nie dawali prawie nic do jedzenia / a traktowanie było dużo bardziej dotkliwe, a często chłostali ludzi z najbłahszego powodu w sposób najbardziej bezlitosny. Tam też z chorych i niezdolnych do pracy tworzyli transport i także odsyłali ale także nikt nie wiedział co się z tymi ludźmi działo dalej. Po trzech miesiącach został także obóz Dora ewakuowany a teraz doszedłem do Bergen-Belsen. Tu już wiedzieliśmy, że nie będziemy musieli długo czekać na wyzwolenie i rzeczywiście, nastąpiło to w ośmiu dniach i 14-04-45 do Bergen-Belsen weszli Brytyjczycy i nas wyzwolili.
2461,M, pedikiurzysta ur. 1902, lat 43, Auschwitz (15do18-06-44 ), Monowitz (19-06-44do 27-01-45 )
Pod koniec maja 1944 z Budapesztu dołączyłem do Jaszbereny. W masie przesłano nas stamtąd do Budapesztu w celu dokonania przeglądu w szpitalu garnizonowym. Kiedy 12-tego czerwca chcieliśmy ponownie zgłosić się do Jászberény, w Hatvan chcieliśmy wyjść, ale obozowi żandarmi wprowadzili nas do getta Hatvan, które było obok dworca kolejowego i zamknęli nas w pewnym magazynie. Przeszukiwano nas i zabrano nam wiele rzeczy. Następnego dnia na dworcu kolejowym w Hatvan załadowano nas , resztę ludzi z getta Hatvan do pociągu z napisem „ obóz „ składającego się z 54 wagonów, który po drodze zabierał także grupy z innych gett i po dwóch dniach jazdy około 3000 ludzi przybyło do Auschwitz. W Auschwitz na dworcu kolejowym była selekcja, osoby starsze, dzieci zostały skierowane w lewo, zdolni do pracy kobiety i mężczyźni poszli na prawo, do łaźni, dostaliśmy pasiaki, wytatuowali nas i zabrali do bloku, gdzie byłem tylko dwa dni. Po dwóch dniach poszliśmy pieszo z Auschwitz – z transportem 200 osób- do leżącego o 16 km dalej Monowitz. Odpoczywaliśmy przez dwa dni, potem przydzielili nas do pracy. Mnie skierowali do komanda zewnętrznego. Wykonywaliśmy prace ziemne, tamy i wały przeciwpowodziowe.
W straży byli Polacy a kapo byli Cyganie, którzy traktowali nas jak najgorzej. Bez powodu nas bili, stojąc za naszymi plecami popędzali nas w pracy . Nie było wolno zatrzymać się nawet na minutę. Tu pracowaliśmy do września. We wrześniu przydzielono mnie do 41-szego komando i poszedłem z jedną grupą do fabryki gumy Buna , druga część pracowała w fabryce IG Farben, około 9000 więźniów, pracowali z polskimi cywilami i rosyjskimi więźniami. I tu pracowałem aż do grudnia i tak osłabłem że ważyłem 44 kg, zaczęli mi drętwieć ręce i nogi i pewnego dnia w pracy zrobiło mi się ciemno przed oczami i zabrali mnie do szpitala. Wtedy dostałem na ciele olbrzymiego furunkulust ( wrzód? ), który musieli wyciąć. Tego dnia, gdy cięto mi ranę, zdrowych zabrali z Monowitz, a około 170 chorych zostało w szpitalu. Tam czekaliśmy na wyzwolenie. 27-01-45 Rosjanie nas wyzwolili. Na wyzwolenie czekaliśmy więc na bloku, tam, gdzie nas zostawili, przez 10 dni, nikt nam nie przeszkadzał, nie mieliśmy siły wyjść, byliśmy nieomal w transie, o jedzenia dla nas nikt się nie troszczył, wody do picia nie było. SS z wyjątkiem dziesięciu wszyscy uciekli , ci byli o kawałek drogi od nas i nie troszczyli się o nas. Osiemnastu chorych wyszło z obozu i powlokło się do kuchni w poszukiwaniu jedzenia, bo groziła nam już śmierć głodowa. Przyszło 3 SS , zobaczyli rabunek i zastrzelili wszystkich 18-tu. Po wyzwoleniu Rosjanie zebrali Niemców i kazali im pochować zmarłych, kilka dni oni gotowali dla nas, a następnie dostawaliśmy wyżywienie od Rosjan. Gotowane jedzenie było dobre, tłuste, dawali na słodycze, co sprawiło, że dostałem niewielkiej biegunki. Kilka tygodni później przenieśli nas do Auschwitz. Kto mógł chodzić, poszedł na własnych nogach, który był chory, załadowano go na ciężarówki. Tam też dostawaliśmy bardzo dobre jedzenie, było dużo miodu , palinka ( wódka ) także, żebyśmy się wzmocnili. Z Auschwitz po kilku tygodniach zabrali nas do Katowic, tam byliśmy przez 4 tygodnie, a następnie stamtąd pojechaliśmy do Csernowitz. Tam już byliśmy pod ręką Amerykanów, jedliśmy dużo mięsa i konserwy, spotykaliśmy się też z lokalną ludnością żydowską, która nas wspomagała raczej w naturze niż pieniędzmi. Wybieraliśmy się do domu, i tam potem nie wiedzieli z życzliwości , co z nami zrobić . Gdy przez 1 tydzień leżałem w szpitalu, miałem gorączkę. Ale w wyniki dobrego leczenia w ciągu kilku dni wyzdrowiałem.5-09-45 skierowali nas do transportu i przyjechałem do Budapesztu
. Znalazłem moją żonę w domu, to jest prawda że nie ma starego mieszkania, ale zostaliśmy przy życiu i ważne jest, że jesteśmy razem. Ledwo mnie poznała, bo jestem dużo chudszy i z braku witamin straciłem wszystkie zęby. Kilka dni odpoczynku, i na powrót biorę się do pracy , żeby zapomnieć , że przeszedłem przez tak wiele cierpień .
2501,M, kupiec ur. 1892, lat 53, Auschwitz ( 28do30-05-44 ), Monovitz (30-05do22-06-44 ), Warschau (25-06-44do18-07-44 ), Dachau (25-07-44do pocz.04-45), Theresienstadt (8-04-45do8-05-45 )
W dniu 25 maja 1944 zostałem wraz z moją rodziną, składającą się z żony, pięciu córek i syna; z getta Huszt – miejsca mojego urodzenia i stałego pobytu -deportowany do Auschwitz. Tylko mój syn był w Auschwitz razem ze mną, żona i córki przyszły do obozu kobiecego i z nich tylko dwie córki uznano za zdolne do pracy podczas gdy moja żonę i trzy córki według wiarygodnych informacji, zagazowano. Moje dwie uznane za zdolne do pracy córki pozostały przy życiu tak jak ja i mój syn. Po dwóch dniach przyszedłem z większym transportem pracy do Monowitz. Przez dwa lub trzy tygodnie kiedy byłem w Monowitz, nie musiałem robić żadnych ciężkich prac, także jedzenie było od biedy wystarczające, tak, że człowiek nie musiał się głodzić. Traktowanie nie było jednakowe, było w niektórych miejscach bardzo ciężkie i związane z karą, w innych miejscach ludzkie. Moim następnym przystankiem była Warszawa, gdzie w przybliżeniu panowały takie same warunki pracy i życia jak w Monowitz: nie za ciężka praca, wyżywienie, które chroniło nie tylko od głodu, ale i od rękoczynów, kiedy strażnikom coś się nie spodobało. Także tutaj spędziłem około trzech tygodni. Dotychczas nasza sytuacja była na ogół do zniesienia, nasz prawdziwy czas niedoli rozpoczął się dopiero teraz podczas transportu z Warszawy. Tragedia zaczęła się podczas załadowywania do wagonów. Tragedia zaczęła się podczas załadowywania do wagonów. Byliśmy zaganiani do bydlęcych wagonów gorzej niż zwierzęta, jechaliśmy po osiemdziesięciu, dziewięćdziesięciu, stu ludzi w jednym wagonie i jeszcze dopychali więźniów. Następnie wagony zostały hermetycznie zamknięte i zostaliśmy pozostawieni własnemu losowi. Sytuacja była straszna: tak wielu ludzi stłoczono w ograniczonej przestrzeni, nawet nie było powietrza do oddychania, w skwarze letniego dnia bez kropli wody i oczywiście bez kawałka chleba. Powietrze było tak gęste, ze że nieomal można by było je chwycić ręką i panował taki smród, że już samo to mogło pomieszać zmysły. W ciągu sześciu dni tej podróży zmarła co najmniej połowa transportu: padli nie tylko z głodu i pragnienie, duża część została zaduszona, bo po prostu nie mieli dosyć powietrza. Kiedy osiągnęliśmy cel naszego przeznaczenia, Dachau, było nas już tylko trzystu. Bez brania pod uwagę naszego stanu ; zabrali nas wprost do pracy, która polegała na kopaniu okopów. Ta praca sama w sobie nie była trudna, ale biorąc pod uwagę nasz stan, mogliśmy tylko z największym wysiłkiem być postawieni do pracy, ponieważ w wyniki kilkudniowych nieludzkich warunków, ledwie mogliśmy się utrzymać na nogach. Wyżywienie otrzymywane w Dachau, jakościowo i ilościowo nie były obliczone na powstrzymanie dalszej utraty naszych sił, bo było go mało i było złe. Tak więc mój stan zaczął się szybko pogarszać i w końcu wyglądałem jak szkielet. Siedem miesięcy wlokłem się tak do czasu ewakuacji Dachau i zostałem wywieziony razem z innymi więźniami. Przyszliśmy do Theresienstadt, gdzie w porównaniu do Dachau był prawdziwy raj. Tak trwałem a po czterech tygodniach Rosjanie przynieśli nam wyzwolenie.
2569,M,handlowiec ur. 1924, lat 21, Auschwitz (2 tyg ), Monowitz ( 14-05-44do18-01-45 ), Buchenwald (18-01-45do11-04-45 )
W Auschwitz byliśmy tylko 2 dni , potem zostaliśmy przeniesieni do Monowitz. Tu przydzielono mnie do pracy do 52-go komanda kablowego. Praca była bardzo ciężka. Zaczynaliśmy o 5 rano i pracowaliśmy do 18-tej wieczorem. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba, 1 litr zupy w południe i 1 litr zupy wieczorem, ale była to tylko czysta woda i dziennie i dostawaliśmy po 2,5dkg margaryny. Następnie skierowali mnie do 176-tego komando, gdzie byłem "Bankoszande". Tu praca już nie była taka ciężka, ponieważ był tu dobry niemiecko-żydowski kapo, którzy nie popędzał w pracy. Tylko majster był bardzo zły, bo gdyby nie kapo, to biłby nas więcej. Mieszkaliśmy w namiotach celtowych, po 1500 osób w jednej celcie, spaliśmy na pryczach po 12 osób na jednej pryczy. Była umywalnia, tak że można się było umyć. W zimie bardzo marzliśmy, bo nie było ubrań i butów a ogrzewać się nie mogliśmy. Potem było 12 000 Żydów w Monowitz. Co dwa tygodnie przychodził dr Mengele, robili blokadę baraku i przeprowadzali selekcję ludzi. Czuliśmy się jak zwykli kryminaliści, którzy są zamknięci, pozbawieni nazwiska , mamy numery, jak więźniowie. W Monowitz dziennie ginęło wedle szacunków z krańcowego wyczerpania, ciężkiej pracy i złego żywienia od 200 do 300 ludzi. Około 18-01-45 10000 ludzi zdrowych poszło dalej a w Monowitz pozostało ok. 800 osób chorych. Tych chorych wyzwolono 27-010-45. Jednakże my poszliśmy pieszo do Glelwitzig. To było około 70 km os Monowitz. Kto nie mógł dalej iść, tego zastrzelili po drodze. Szacuje się, że liczba ofiar , zabitych w trakcie marszu pieszego, który trwał całą noc i cały dzień na około 1000 osób. W Gleiwitz odpoczywaliśmy przez 2 dni. Tutaj też była selekcja. Słabych i chorych natychmiast zastrzelono na miejscu. Tu dostaliśmy trochę chleba i salami, a następnie załadowali nas na wagony. Do jednego otwartego wagonu wcisnęli po 150-160 osób i strasznie marzliśmy. Po drodze nie dostaliśmy nic do jedzenia, choć jechaliśmy 2 tygodnie. Czasem dali trochę zupy, to było całe nasze jedzenie. SS-mani byli w wagonach. W przybliżeniu z 10000 może 3000 żywych osób przybyło do Buchenwaldu . Codziennie rano pociąg zatrzymywał się, a następnie oberschaarführer dawał rozkaz do wydania tych, którzy zginęli w tym czasie. Dziennie ginęło 500-600 osób. Buchenwald nas zdezynfekowali i dali zupę. Potem zabrali nas do bloku, gdzie było zimno i nie było nic, był całkowicie pusty. Tutaj leżeliśmy na gołej ziemi, bez koców i słomy. Cały blok był pełen wszy i wielu dostało tyfusu plamistego. My również wkrótce dostaliśmy wszy. W Buchenwaldzie było 70.000 osób, z których dziennie marło około 2000 do 2500 osób. Tutaj nie było regularnej pracy, codziennie wybierano 200-300 osób, którzy zabierali do prac dorywczych. Nie mogliśmy chodzić do pracy , byliśmy bardzo osłabieni. Dostawaliśmy około 15dkg chleba i 3 / 4 litra zupy dziennie. Traktowanie było bardzo złe, 3-4 godzin dziennie staliśmy na apelu, na zimnie w śniegu i wietrze a był taki blokowy, - nie pamiętam nazwiska, wysoki Niemiec , czarny człowiek - który był bardzo przykry dla nas, dużo nas bił. Potem przyszliśmy do innego bloku, gdzie było trochę lepiej .5-04-45 kiedy obóz miał być opróżniany, ogłosili z mikrofonu, że wyłącznie Żydzi mają stanąć na apelu. Ponieważ Żydzi nie chcieli wystąpić, dołączyli wszystkich. Wiedzieliśmy już, że Amerykanie są blisko i że wyzwolenie jest tylko kwestią dni, ale wiedzieliśmy też, że chcą nas wyprowadzić po to, aby nas zgładzić. Następnego dnia znów nakazali apel, zebrali około 4000 Żydów i zabrali ich. Później rozmawiałem z kolegą, który był w tej grupie i powiedział mi, że z grupy zostało usuniętych 12 mężczyzn i kopali groby a potem cały transport zastrzelili, ale później ci grabarze zostali wyzwoleni i tej kolega był jednym z tych 12-tu. Następnego dnia zabrali następne transporty, ale nie tylko Żydów, ale też Rosjan i inne narodowości i z nimi również postąpili w podobny sposób. Ja miałem szczęście, że mieszkałem w bloku nr 66 i dlatego byliśmy ostatni w kolejce. My już staliśmy na apelu, kiedy zawrócono nas do bloku po alarmie przeciwlotniczym. Czekaliśmy tam przez 2 godziny i gdy alarm został odwołany, Amerykanie już tam byli na miejscu i 11-04-45 zostaliśmy wyzwoleni. Niemieccy SS zostali schwytani i później zastrzeleni. W Buchenwaldzie zostało wyzwolonych około 22.000 osób, z czego ok. 2000-3000 było Żydami. Kiedy już nie było tam Niemców, zbyt późno przyszedł tam rozkaz, że cały obóz ma być zgładzony. Przez tydzień byliśmy jeszcze tan na blokach, a następnie Amerykanie wprowadzili nas do koszar SS i tam, kto był chory, był leczony, a kto był słaby, dostawał dobre jedzenie , ubrania, itp. Nawet po w amerykańskim wyzwoleniu jeszcze ginęło dziennie 200 do 300 osób. Kiedy stamtąd wyszedłem – z czeskim transportem - jeszcze tam było ok. 2000 Węgrów, ale nie wszyscy z nich byli Żydami. Następnie wywieźli nas do kolejnego obozu, ale nie wiem gdzie to było. Obóz Buchenwald został całkowicie opróżniony, ponieważ musieli tam internować niemieckich nazistów. Około 4-08-45 wyruszyłem z Buchenwaldu przez Pragę, Bratysławę przyszedłem do domu. Przyjęcie w Pradze i na Węgrzech było bardzo przyzwoite. Mój plan na przyszłość,: wyemigrować do Palestyny.
2750, M, robotnik ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 06-44-2 tyg), Monowitz (07-44 do 02-45 ) , Flossenburg ( 2 tyg. ), Leonberg ( 4 tyg ) , Ganacka ( kilka dni ), daty nie podane
W kwietniu zebrali Żydów z Terebesfehérpatak i doprowadzili nas do getta w Mátészalka. Byliśmy tutaj przez 6 tygodni. Musieliśmy dużo pracować, żandarmi nie pozwalali nawet na chwilę się zatrzymać. Każdy, kto nie miał na ubraniu gwiazdy lub znaleziono inne małe uchybienie, był bezlitośnie bity. W czerwcu załadowano nas na wagony i po dwóch dniach wywieziono nas do Auschwitz. Tu oddzielono mnie od rodziców i rodzeństwa, poszedłem do kąpieli, pozbawili mnie włosów i wytatuowali. 2 tygodnie potem poszedłem z transportem do Monowitz. Pracowałem jako cieśla w Zakładach Buna. Początkowo traktowanie było jeszcze całkiem normalne, ale z dnia na dzień coraz bardziej nas głodzili i bili, natomiast wymagali ogromnej wydajności pracy. Wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania lub zamarzli. Przeżyłem tu zimę i w lutym poszliśmy pieszo do Flossenburga . Po drodze ludzie ginęli tysiącami. Kiedy przyjechaliśmy, zamknęli nas tam w barakach i musieliśmy tam być zamknięci przez cały dzień. Nie pracowaliśmy i do drewnianego baraku wiał wiatr. Oczywiście nie było ogrzewania. Osłabione organizmy nie mogły więc się oprzeć. Duża liczba osób zmarła. Dwa tygodnie byliśmy we Flossenburgu a potem wywieźli nas do Leonberg. Pracowaliśmy w fabryce samolotów Messerschmidta. Tutaj traktowanie było nieco bardziej łagodne ale pracowaliśmy w podziemnej fabryce bez powietrza i ciężko pracowaliśmy i praca wymagała ofiar. Po 4 tygodniach poszliśmy do wioski Ganacka, gdzie pracowaliśmy przez kilka dni przy budowie lotniska. Tu nas wyzwolili Amerykanie . Chcę jak najszybciej iść do Palestyny.
2756,M, monter elektryczny ur. 1924, lat 21,Auschwitz, Monowitz, Oranienburg, Flossenburg, Poking, daty nie podane.
W marcu 1944, kiedy Niemcy zajęli Węgry ; po prostu zatrzymałem się w Budapeszcie . Chciałem wrócić do domu, aby zobaczyć moich rodziców w Körösmező . Ponieważ Żydom nie było wolno podróżować, w drodze nie miałem gwiazdy na ubraniu. Detektywi kontrolowali w pociągu i wywieziono mnie do getta w Mátészalka. W getcie w Mátészalka pracowałem jako funkcjonariusz policji żydowskiej. My dbaliśmy i dobieraliśmy ludzi idących do pracy. Staliśmy na straży, aby ktoś nie mógł wejść do getta. My policja mieliśmy wolne wyjście z getta. Głównym powodem cierpienia w getcie było to, że nie dostawaliśmy przyzwoitych posiłków i spanie nie było możliwe ze względu na przeludnienie. Na początku czerwca zostaliśmy deportowani do Auschwitz. Kilka dni później poszedłem z transportem pracy do Monowitz. Ja tu pracowałem jako monter elektryk. Miałem szczęście być przydzielonym do takiego komanda, gdzie nie bili. My musieliśmy dbać o silniki, ale prowadziliśmy sabotaż. Uszkadzaliśmy motory, oprócz tego cewki, następnie przenosiliśmy z powrotem motor na miejsce, zamiast motor montować i uruchamiać na miejscu pracy. Jedzenie było odpowiednie ale palenia nie było dosyć, bo dawali chleb albo papierosy. W styczniu nas wywieźli, bo Rosjanie się zbliżali. Jechaliśmy przez 11 dni w otwartych wagonach , bez chleba i wody. Każdego dnia ginęło 4-do 6 osób, Żydów i chrześcijan. Po prostu wyrzucaliśmy ich z wagonów na pole. Przyjechaliśmy do Oranienburga. Poszliśmy do kwarantanny potem do łaźni i zdezynfekowali nam ubrania. W dniu przyjęcia staliśmy cały dzień w śniegu na zewnątrz na apelu, czekaliśmy kiedy dadzą coś do jedzenia. Po czterech tygodniach poszliśmy do Flossenburga. To był obóz koncentracyjny, było bardzo wielu więźniów. Pracy nie było, my jeszcze pracowaliśmy w kilku kamieniołomach. Następnie zaprowadzili nas do kwarantanny. Nie dali nam jedzenia i cały dzień staliśmy nago w błocie i śniegu . Ciągle nas bili i przepędzali z jednego miejsca do drugiego. W końcu poszliśmy do bloku. To zależało od czystego szczęścia, co to był za blok. W złych blokach cały dzień musieli stać na zimnie i jeszcze chodzić do pracy. Dziękuję Bogu, że znalazłem dobry blok, było ze ma pełno Czechów, dostałem paczki od nich. Ja czyściłem pokoje. Pewnego razu wzięli mnie na badania lekarskie i niestety zabrali mnie do transportu. Poszliśmy do pewnego , bardzo złego obozu w Pocking. W Pocking przedtem stacjonował Wehrmacht ale kiedy miasto zbombardowano, nas tam zabrali. Cały obóz to był tylko jeden blok i kuchnia. Bardzo cierpieliśmy , bo nie mieliśmy łóżek przez 6 tygodni, spaliśmy na gołej ziemi. Praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy na lotnisku, gdzie prowadziliśmy betonowanie. Z miejsca pracy dzień w dzień zabierali takich ludzi, którzy już nie byli w stanie chodzić, albo byli tak pobici, że byli na wpół żywi. Ci nieszczęśnicy , jeśli nie umarli od razu, zabierali ich do jednego pokoju, i dostawali tylko połowę racji żywieniowej innych. Szpital nie istniał , mimo że był jeden lekarz, ale nie było lekarstw. Dzienne wyżywienie było 15 dkg chleba i jeden raz dziennie zupa. Zupa była gotowana z obierek kartoflanych bez soli i tłuszczu. Posiłek trzeba było dostać bardzo ciężko, bo kiedy stanęliśmy w kolejce, zaczynali nas bić, było wielkie zamieszanie i w końcu dostawaliśmy mniej niż połowę racji. Pocking wyzwolono 2-05-45 i natychmiast poszliśmy na Słowację, gdzie wciągnął nie jeden do partyzantów. Wyruszyliśmy w kierunku Pragi, gdzie w końcu walczyliśmy z Niemcami Tu wtedy jeszcze była okupacja niemiecka. Od Czechów dostaliśmy karabiny i granaty Broń ta była już od dawna ukrywana przez Czechów. Utworzono grupy, zawsze staraliśmy się unikać linii frontu, walczyć przeciw Niemcom. Wielu z nas zginęło, ale nadal będziemy czuć wdzięczność za to co nam dali. Kiedy Pragę wyzwolono, wróciliśmy do miasta razem z wyzwalającym wojskiem. Zgromadzili rodziny niemieckie i dobytek nazistów rozdzielili pomiędzy tych, którzy wrócili z obozów koncentracyjnych. Ja jako stary syjonista chcę wyemigrować do Palestyny.
2767,M, nauczyciel ur 1894, lat 51, miejsce urodzenia: Majdan. Auschwitz, Monowitz, daty nie podane.
Droga krzyżowa moja i mojej rodziny zaczęła się już w 1939 roku. Mieszkałem z żoną i pięciorgiem dzieci na Śląsku. Kiedy przyszli Niemcy i już mieli z całego miasta usuwać Żydów, wróciłem z moją rodziną do domu na Majdan. Żyliśmy tu do 1941 roku, kiedy zostaliśmy stąd wydaleni, ale nie tylko my, będący polskiego pochodzenia, ale zabrano całą ludność żydowską miasteczka , także tych , którzy posiadali obywatelstwo węgierskie. Cały rok trwały wędrówki, były wielkie emocje. Po wielkich perypetiach udało się wrócić na miejsce ale mieliśmy tylko dwa lata względnego spokoju, bo gdy Niemcy tu przyszli, dołączyli nas do innych w getcie. Tutaj w Nagyszőllős już rozpoczął się głód, byliśmy bardzo ubodzy , rodzina była duża i nie mieliśmy dochodów. Tylko się umyliśmy, kiedy całą naszą rodzinę pewnego dnia załadowani na wagon, było nas po 65 osób w wagonie i skierowaliśmy ku naszemu przeznaczeniu. W wagonie nie było ani wody ani WC, tu już tak żyliśmy jak zwierzęta, w strasznym lęku przed śmiercią. Byliśmy ciągle torturowani przez Niemców, żądali złota i rzeczy wartościowych, grozili nam i nie wierzyli nam, gdy mówiliśmy, że naprawdę nic nie mamy. W ten sposób jadąc trzy dni, dotarliśmy do Auschwitz. W pociągu musieliśmy zostawić wszystkich nasze rzeczy. Jak tylko wysiedliśmy , natychmiast oddzielili mnie od mojej rodziny, nie mogliśmy się pożegnać. Mnie skierowano razem z moimi dwoma synami, moja żona poszła oddzielnie w lewo z dwoma córkami, 8-mio- i 14-letnią i odkąd się dowiedziałem co to znaczy, to jest już pewne, że ich już nie ma. Z pięciorga dzieci została mi tylko córka. Niestety synowie zostali natychmiast ode mnie odłączeni, tak doszło nas trzech. Już w Auschwitz bardzo nas bili. Wprowadzili nas do bloku, gdzie nam zabrali ubrania, ostrzygli, zdezynfekowali, poszliśmy do kąpieli, wytatuowali, wydali nam pasiaki i od razu przydzielili mnie do transportu. Tak dostałem się do Monowitz, który leży koło Auschwitz. Tu pracowałem na budowach, praca była bardzo ciężka, bili bez żadnego powodu. Byłem w strasznym stanie umysłu, gdy miałem pomyśleć o podobnym losie mojej rodziny, i nawet nie byłem w stanie pomyśleć o jeszcze gorszym losie, jaki ich spotkał z ręki niemieckich łotrów. Dowódca komanda był potworem, słyszałem, że wielu takich było w Niemczech, nie mogę sobie przypomnieć jego nazwy, tylko miało oznaczenie "157" . Dostawaliśmy bardzo mało do jedzenia, 35 dkg chleba i dwa razy zupę, wiele osób zginęło, a zwłaszcza w ciągu ostatnich dni, większość zmarła z głodu , ale także wiele osób zginęło od przerażającego traktowania. Przed naszymi oczami powiesili raz sześciu naszych współwięźniów. Kiedy w styczniu Rosjanie byli już bardzo blisko, SS ewakuowali obóz,
tylko my pozostaliśmy w szpitalu. I pozostawili tam żywność na trzy dni, którą zjedliśmy w pół godziny . W Monowitz byli nie tylko Żydzi, bo tu w rzeczywistości był obóz więzienny . Plany: teraz znalazła się moja córka, chciałbym, żeby moi synowie też się znaleźli bo, niestety na pewno już nie mogę liczyć, że moja żona i dwie małoletnie dziewczynki żyją i chcę się dostać z nimi jak najszybciej do Palestyny. Ja podzieliłem los żydowski w Europie, chciałbym aby moi następcy, jeśli ich w ogóle będę miał , byli od tego wolni. Moje życie już teraz nie ma większego znaczenia, tak naprawdę cofa się do przeszłości, i zajmę się więcej tym w życiu, co może zapewnić lepszą przyszłość dla mojej córki.
2814,M, uczeń ur. 1928, lat 17, Birkenau, Auschwitz (18do22-05-44 ), Monowitz ( 23-05-44do27-01-45 )
Kiedy deportowano nas z getta w Huszt, szliśmy według numerów na przypisanych w getcie: 1, 2, 3 i liczba 9. Całe getto zostało podzielone na odrębne części, które oznaczono tymi numerami i nie wolno było przejść z jednej części do drugiej. Poszedłem do 9-tej części getta, która była po prostu ulicą Réthy. Z getta wszyscy najpierw szliśmy do cegielni nazywanej Dawidowicza. Tam spędziliśmy jeden dzień, przeszukano nasz bagaż i po sprawdzeniu bagaż na wozach wrócił do miasta. Z cegielni poszliśmy na piechotę do stacji, gdzie już czekały na nas wagony. Było nas w wagonie 79 osób. Około 2 dni i 2 nice trwała jazda do Birkenau. Po drodze był jeden przypadek śmiertelny, to była kobieta, która urodziła dziecko, nie było lekarza, oboje zmarli. Kiedy przybyliśmy do Birkenau, na stacji leżały rzeczy pozostawione z poprzedniego transportu. Nas potraktowano tak samo, kiedy wysiedliśmy z wagonu zostaliśmy pouczeni, aby każdy powinien zostawić tam swoje rzeczy. My przesuwaliśmy się do przodu i przy wejściu do obozu stał SS i kierował tłumem na prawo i na lewo. Osoby starsze, chore, słabe, dzieci zostali wysłani w lewo, zdolni do pracy w prawo. W międzyczasie mój ojciec szukał mojej matki i zobaczył, że SS zakrzywionym kijem pociągnął ją za szyje w stronę bramy. My byliśmy w kolejce i stanęliśmy w drodze do obozu. W międzyczasie przybył samochód z wysokim rangą oficerem, którego pierwsze słowo było, że "bliźniacy wystąp". Nie widziałem , żeby się ktoś zgłosił, bo stałem na końcu długiej kolejki. Ruszyliśmy ponownie przybyliśmy do łaźni. Tam zabrali nas do dużego bloku, gdzie wszyscy musieliśmy się rozebrać, bielizna i koszule zostały złożone, tam stali fryzjerzy, którzy pozbawili nas włosów, następnie w grupach po 100 osób szliśmy do łaźni. Tu zabrali nam cokolwiek jeszcze mieliśmy i umieścili nas pod prysznicami. Po krótkim prysznicu rozmazali nam na głowach i pod pachami jakiś środek dezynfekujący i poprowadzili do chłodnego pomieszczenia, gdzie każdy dostał spodnie, koszulę, pasiak wykonany z cienkiego materiału a każdy mógł zachować własne buty. Stamtąd zabrali nas do bloku 27-mego. Tutaj spaliśmy na pryczach bez koców. Na takiej pryczy, gdzie pięć osób byłoby za dużo , spaliśmy po 12-tu. Blok był projektowany na 500 osób, nas mieszkało tam 1200 ludzi. W dzień przyjazdu nie dostaliśmy nic do jedzenia. Następnego dnia rano przed piątą poszliśmy w szyku pod nadzorem do WC następnie z powrotem wróciliśmy do bloku. Następnie wypuścili nas ok. godziny 10-tej. Potem ustawili nas w szyku na apelu i staliśmy aż do wieczora i następnie wróciliśmy do bloku. Następny dzień był taki sam, z tą różnicą, że po apelu dostaliśmy po pół łyżki mielonego mięsa i jedną piątą chleba. Tego dnia wprowadzili nas do innego obozu i tam zostaliśmy oznakowani tatuażem. To trwało do późnego popołudnia i potem przeniesiono nas z Birkenau do Auschwitz. Odległość pomiędzy tymi dwoma obozami była ok. 2 km. Gdy przybyliśmy do Auschwitz, w obozie przydzielili nam zupę, która zjedliśmy z talerza bez łyżki. Potem znowu poszliśmy do łaźni, gdzie nasze ubrania zostały zabrane ponownie, a po kąpieli - to był już wieczór – skierowali nas zupełnie nago do szóstego bloku. Noc spędziliśmy nago, mieliśmy jeden koc na trzech i tak spaliśmy na pryczy. Następnego dnia po pobudce dostaliśmy odzież, potem czarną kawę i wtedy byliśmy szczęśliwi, że dostaliśmy chleb. Po wydaniu kawy staliśmy na apelu , skąd zabrali nas pieszo do Monowitz bez zawracania do bloku . Dystans był 5-8 km. Chleb, niestety, pozostał w Auschwitz. W Monovitz jak tylko nas przejęli, ponownie poszliśmy do łaźni i zostaliśmy zdezynfekowani. Ponieważ nie było gazu do dezynfekcji odzieży, w nocy leżeliśmy nago na gołej podłodze cementowej. Rano, wydali nam odzież , a następnie poszliśmy do namiotu celtowego, gdzie po raz pierwszy dostaliśmy chleb i margarynę.
Tu spędziliśmy cały dzień i tylko raz staliśmy na apelu. Następnego dnia zostaliśmy przydzieleni do komand i dostaliśmy jednego nadzorcę robót. I przez cały dzień robiłem wykopy lub nosiłem cement. Wykopaliśmy pięć metrów poniżej poziomu gruntu w celu zainstalowania tam rur wodociągowych , po czym rury zostały pokryte cementem i ponownie zasypane piaskiem. Dziennie pracowaliśmy po 10 godzin. Z celty przenieśli nas do bloku 50-tego, gdzie już dostawaliśmy normalne jedzenie. Rankiem dostawaliśmy 25 dkg. chleba, 2 dkg. margaryny i czarną kawę. W południe dostawaliśmy obiad w miejscu pracy i była to talerz zupy z chwastów. Na obiad była przerwa ¾ godziny. Kolację wydawano dopiero, gdy zgłosiliśmy, że po powrocie z fabryki jesteśmy umyci i buty są wyczyszczone. Na kolację było 3 / 4 litra zupy, a potem dawali czarną kawę. Przez pierwsze 3 miesiące to było bardzo złe miejsce, ze względu na to, że kapo i stale nas wszystkich bił za każdy drobiazg. Np. jeśli ktoś po zakończeniu kopania nie oczyścił łopaty z gliny i na drogę spadło trochę gruntu z łopaty, to wystarczyło, aby nas bić. Majster był Niemcem, który w obozie narzekał na nas , że nie pracujemy wystarczająco, dlatego kapo nas bił, ponieważ był odpowiedzialny za wykonaną pracę. Fabryka, gdzie pracowaliśmy , nazywała się „ Buna”. W fabryce działało więcej firm. Ja pracowałem w spółce „##ui i Pitrov „. Po dwóch miesiącach z mojego komanda uciekło dwóch młodych ludzi, chrześcijan z Polski, dlatego kapo zabrał nas do bunkra apotem dostaliśmy żydowskiego kapo, z którym już mieliśmy dobrze. Trwało to do 8-mego listopada. Potem zachorowałem, dostałem ropni na nogach, które były operowane trzy razy i tak leżałem w szpitalu do 18 stycznia. Wtedy zaczęła się ewakuacji obozu, bo zbliżał się front, poszedł z nimi mój ojciec a my pozostaliśmy z chorymi w szpitalu. Przez 10 dni nie mieliśmy nic do jedzenia, bo Niemcy uciekli w międzyczasie a Rosjanie jeszcze nie przyszli. Ci, którzy mogli chodzić, szli do kuchni, aby znaleźć trochę zmarzniętych ziemniaków i marchwi i tak to jedliśmy. Cierpieliśmy bardzo w wielkim zimnie, nigdzie nie było okien, bo wszystkie były rozbite od wybuchów bomb i wszyscy mieli odmrożone ręce i nogi. Gdy wyszły transporty, w szpitali pozostało około 900 chorych i do wyzwolenia dożyło już tylko 600 osób. Bezpośrednio po wyzwoleniu 200 osób zmarło z powodu biegunki. 27-01-5 przyszli Rosjanie; tego dnia nie dostaliśmy jedzenia, jednak na następny dzień już każdy miał pożywienie. Przydzielono do nas polskie kobiety i one gotowały i nas uratowały. Byłem już w połowie martwy, kiedy przyszli Rosjanie ; miałem gorączkę powyżej 40 ° C. Jedna z kobiet karmiła mnie małą łyżeczką. Po dwóch tygodniach zabrali nas z Monowitz do lepszego szpitala i tam opiekowali się nami przez cały maj. Podczas tego odwiedziły nas osoby z Czeskiego Czerwonego Krzyża i zabrali nas transportem do Pragi. Nas było ok. 80-ciu, których zabrał czeski Czerwony Krzyż; inni mieli być transportowani do domu przez Rosjan. Z Pragi również zabrali nas w Tatry, byliśmy tam na wakacjach przez 2 tygodnie, następnie z powrotem do Pragi i tak dotarliśmy do Budapesztu. W tej chwili mam zamiar wrócić do domu, bo moja mama jest w domu i omówię z nią mój plan na przyszłość. Zdecydowałem się iść do Palestyny.
3029,M. elektryk ur 1914, lat 31,Auschwitz ( 22do30-05-44 ), Monowitz (31-5-44 do 18-1-45), Gleiwitz (21-1-45 do 22-1-45), Buchenwald (2.2.-45do 1-4-45), Flossenburg (15do19-4-45), Dachau (27do29-4-45)
…… Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Mengele prowadził selekcję, z osób starszych, chorych, dzieci, matek z dziećmi tworzył osobną grupę, druga grupa była zdolnych do pracy. Ja byłem w tej grupie i dopiero później dowiedziałem się, ze drugą grupę, która stanowiła większość transportu , spotkał straszny los. Łaźnia, dezynfekcja, usunięcie włosów, potem zabrali nam wszelką odzież i wydali starą letnia odzież i tak poszliśmy na blok. Tu spędziłem osiem dni, i przez ten czas stale torturowali nas staniem na apelu. Z transportem pracy dostałem się do obozu pracy Monowiz. Pracowałem przy kablach, praca była ciężka, ale także warunki życia były tolerowalne. W styczniu, kiedy front rosyjski podszedł bliżej w dniach 18 i następnie rozpoczęli ewakuację obozu, dla nas zaczęła się prawdziwa Kalwaria. Po trzech dniach pieszego marszu przybyliśmy do Gleiwitz…..
3169,M, szewc ur. 1927,lat18, Auschwitz, Monowitz, Buna (27-05-44do27-01-45 ), Dachau (10-02-45do8-05-45 )
Zawsze byliśmy ludźmi pracy, mój ojciec miał w domu warsztat szewski, ja pracowałem z nim w domu. Było nas pięciu braci. W getcie też pracowaliśmy, wywozili nas do lasu, ładowaliśmy amunicję. Tu było normalnie, dostawaliśmy dosyć jedzenia a traktowanie było także tolerowalne. Pewnego razu w sześć tygodni po wprowadzeniu do getta dostaliśmy rozkaz ,że getto ma być opróżnione i nas wywożą , ale oczywiście nie przekazano nam gdzie. Zebrali nas , wywieźli do cegielni, zrobili tam wszystkim rewizje osobistą i wszyscy zostali wywiezieni, mogliśmy zostawić sobie tylko trochę jedzenia. Zrobili to węgierscy żandarmi we współpracy z gestapo. Mnie już w Huszt badał -z zawiązanymi oczyma- porucznik i wzywał do wydania złota, ale nie dałem z prostego powodu, bo go nie miałem, potem mnie wypuścili. W jednym wagonie jechało nas 74 osoby, po drodze strzelali do wagonu, Węgrzy mimo próśb nie dali nam wody, dopiero dostaliśmy w Koszycach, kiedy Niemcy nas przejęli. I tak po trzech dniach gorzkiej podróży dotarliśmy do Birkenau. Jak tylko wysiedliśmy z wagonów, natychmiast oddzielili kobiety do mężczyzn. Tak posuwaliśmy się do przodu aż do bramy , gdzie stał oficer SS, który gestem ręki kierował w prawo lub w lewo. Dopiero później dowiedziałem się, że ten gest oznaczał wybór pomiędzy życiem a śmiercią. Szedłem sam, oddzielony od rodziców i rodzeństwa, i od tego czasu jestem sam! Stąd poszliśmy do łaźni, gdzie nas rozebrali, pozbawili włosów, zdezynfekowali, a następnie zamiast własnej odzieży dali nam więzienne pasiaki. W następnym dniu nas tatuowali i byliśmy tu kolejny dzień. Stąd dostaliśmy się do Monowitz na miejsce pracy. W Monowitz pracowałem w Buna. Dwa dni po przyjeździe dostaliśmy na odpoczynek, potem stanęliśmy do pracy. Wyżywienie na początku było bardzo złe e, potem trochę się poprawiło, ale nadal było bardzo mało. Obóz był czysty, spaliśmy po dwóch na jednej pryczy. Nie miałem szczęścia, bo zawsze mnie kierowali do bardzo złego komando. Bili nas bez powodu. Kto był w Monowitz, ten wiedział o bloku nr 59, który był znany z niegodziwości. Ja pracowałem jako pomocnik murarza, naloty były prawie codziennie, ale w naszej grupie roboczej ( komando ) nie zginęło wiele osób. Tak biegło nasze ciężkie życie aż do 27-01-45, kiedy otrzymaliśmy rozkaz opuszczenia miejsca, ponieważ Rosjanie byli już w odległym o 50 km Krakowie. Wyruszyliśmy stamtąd najpierw pieszo, potem pojechaliśmy pociągiem. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia, tylko przy wyruszeniu dali nam po trzy racje chleba. Jazda trwała 14 dni, w jednym miejscu dostaliśmy surowe ziemniaki, wielu ludzi umarło z pragnienia. Wyruszyliśmy w 11 000 osób. Po drodze przyłączali do naszego pociągu wagony i w końcu lokomotywa nie była w stanie uciągnąć pociągu, taki był długi. Zabrali ludzi do lasu ale nie prowadzili ich dalej ale zabili ich z broni maszynowej, prawdopodobnie po selekcji tych, którzy mogli chodzić. Później spotkałem znajomego, który był z nimi i udało mu się uciec i ukrywał się w lesie do wyzwolenia, tak mi powiedział. Po czternastu dniach jazdy dotarliśmy do Dachau. Tu traktowanie było znośne i było lepiej, bo już zaczęliśmy widzieć swoja przyszłość w ciemnych barwach, godna kara za straszliwe i nieludzkie łajdactwo. Regularnej pracy tu nie było. Był to obóz otoczony naelektryzowanymi drutami. Było nas tutaj 16.000 ludzi. Oczywiście, wielu ludzi tu zginęło, zwłaszcza z krańcowego wyczerpania, już w Monowitz ginęli z krańcowego wyczerpania młodzi chłopcy. Tu w Dachau rano dostawaliśmy 35 dkg chleba i 2 dkg margaryny, w południe była zupa z rzepy. 8-05-5 uwolnili nas Rosjanie, ja niestety nie mogłem być naprawdę szczęśliwy, ponieważ znalazłem się sam na świecie, teraz, ponieważ jestem wolnym człowiekiem, tak naprawdę, chcę wyjechać do Palestyny i tam pracować.

68- Obóz Krakau Plaschow Kraków Płaszów
27,84,92,105,117,151,188,207,216,220,242,303,481,776,935,936,953,958,1066,1129,1255,
1259,1422,1579,1653,1774,1782,1798,1882,1888,1990,2023,2041,2076,2088,2329,2373,
2487,2583,2584,2703,2940,3093,3145,3271,3352,3394,3429,3453,3529,3548,=51

27,K, urzędniczka, ur 1911.lat 34,Birkenau (6-06-44 – 1 tyg. ), Krakau-Plaschow ( 15-06-44 2 m-ce),Birkenau (18-08-44 do 23-10-44) Kaufering ( 25-10-44 do 25-04-45), Bucher ( 1-5-45 do 21-05-45)
Od 1-09-1943 do 17.04.1944 pracowałam w sekretariacie w biurze rejestru posiadaczy ziemskich w obrębie Pesztu. Kiedy 6-04-44 wydano rozporządzenie o przymusie noszenia przez Żydów na ubraniu żółtej gwiazdy, musiałam opuścić swoją pracę w trybie natychmiastowym, jednakże lokalna żandarmeria odmówiła wydania zezwolenia na podróż. Miałam już być przemycona na wozie w nocy do Pesztu, ale bałem się, że się to wyda i natychmiast zostanę internowana jak to było na porządku dziennym w tym czasie. Siedziałam w moim pokoju zamknięta przez cały tydzień, czekając na legalne zezwolenie na podróż. Tymczasem żandarmeria nie chciał dać zezwolenia , a miała na celu internowanie mnie w Monor. Następnie przez protekcje dostałam zezwolenie.17-04-44 wróciłam do domu, do mojego rodzinnego miasta Komárom (Komarno ). Około 6000 mieszkańców miasta to byli Żydzi, przede wszystkim kupcy, którzy żyli w bardzo solidnej sytuacji finansowej. Ledwo wróciłam do domu, krótko potem nakazano się przenieść do getta. Moja matka była wdową wojenną, mieliśmy nadzieję, że będziemy uprzywilejowane. Niestety, tak nie było i początku maja 44 musiałam się przenieść z miasta. Przenieśli nas jak uchodźców z miasta tj na taką ulicę, gdzie nie obowiązywały regulacje z getta. Mieszkałam tam zaledwie przez 2 dni, a następnie musiałam się przenieść, teraz już zostałam wyznaczona do getta. Następne rozporządzenia wydane przez władze węgierskie były realizowane przez żandarmerię. W getcie, żyliśmy całkiem normalnie, ok. 1 tydzień. Ja i dwoje moich rodzeństwa pracowaliśmy
u lokalnego producenta tytoniu w przekonaniu, pracownicy zakładów wojskowych nie będą wywożeni z kraju. 8-06-44 o 5 rano wyszłam z moimi braćmi do fabryki, gdy pojawiła się policja, twierdząc, że getto jest zablokowane i nie możemy iść do pracy. Ogłosili, że możemy zabrać na osobę 50-kg bagażu ; w tym jedzenia na 15 dni i wywożą nas do Niemiec do pracy. Pojawili się już po godzinie, nie było za dużo czasu na przygotowania , co najmniej połowa rzeczy zostały. Dom tak jak wstałam z łóżka i opuściłam go został natychmiast zaplombowanych przez władze. Pod eskortą żandarmerii poszliśmy z bagażami na podwórze, gdzie oddelegowani przez urząd miasta funkcjonariusze skontrolowali bagaż i odebrali nam kilka pozostałych sztuk biżuterii, pieniądze i wszystkie dokumenty. W małym pokoju znajdującym się obok biura zostaliśmy rozebrani i poddani ponownemu przeszukaniem . Kiedy poprosiłam urzędnika zajmującego się śledztwem / o nazwisku Kossányi / żeby mi pozostawili przynajmniej dokumenty wskazujące, że mój ojciec zginął w pierwszej wojnie światowej, to stwierdził, że " tam gdzie idziecie, już wam pism nie trzeba... ". Po badaniu, zabrali nas ciężarówką gdzie zostało zapakowanych ok. 60 ludzi i wywieziono do fortecy Komarom do fortu Igmándi . Takiego strasznego miejsca , jak w tej twierdzy nie było nigdzie indziej podczas całego 1 roku mojej deportacji. Zebrano tutaj 80 000 do 100 000 ludzi, wszyscy z Budapesztu lub z jego sąsiedztwa. Zwolniono nawet Żydów z domu dla umysłowo chorych i również ze szpitali, i tam ich wszystkich stłoczono. Ten fort to było straszne miejsce. Wąskimi i ciemnymi schodami ślimakowymi można było tylko zejść do podziemnych kazamat, leżeliśmy pomiędzy robactwem na wilgotnej ziemi niemal na szczycie wzgórza z tyłu. Była wspólna kuchnia, gdzie codziennie dostawaliśmy trochę zupy. Wiele osób popełniło samobójstwo, pamiętaj, dwa nazwiska / Fried Miksa i Elbert Ignácné / nie wiem, czy tam umarli. Dostęp do wody był prawie niemożliwy, tak wielu było ludzi stojących w kolejce. Podobny był dostęp do WC. Aby się umyć, chodziliśmy do Dunaju pod nadzorem żandarmów wcześnie rano. Już tak cierpieliśmy w forcie 4 dni, kiedy zaczął się załadunek na wagony. Nie było już innej możliwości tylko wejść do wagonu, bo gdyby taka sytuacja potrwała kilka dni , to ludzie tam zaczęliby ginąć masowo. W każdym wagonie stłoczono 70 do 80 osób. Nie było nawet tyle miejsca, aby usiąść na podłodze i tak ludzie na przemian znajdowali miejsce. Nie był możliwy dostęp do wody i WC, tylko w ostateczności wysiadaliśmy na stacji do tego celu. Wagon otwarto po raz pierwszy w Koszycach, dokąd eskortowała nas żandarmeria. W Koszycach przejęli nas niemieccy wojskowi, którzy zajęli wagony. Dokąd nas wiozą, nikt nie wiedział. 3 dni i 3 noce tłukliśmy się w wagonach, jechaliśmy tunelem i w górę i w dół, i tak byliśmy zdenerwowani, że byliśmy przekonani, że wagon się po prostu z nami przewróci. Po drodze żołnierze SS pukali w nocy prawie na każdej stacji w okno i żądali wydania biżuterii , pieniędzy, bielizny które mieliśmy bo inaczej grozili bronią. W tym przypadku, oczywiście, zabrali wszystko co mogli i wydaliśmy to z okna. Jechaliśmy przez 3 dni i 3 noce w takim strasznym położeniu i w końcu 6-06-44 przybyliśmy do Birkenau. Wszyscy, którzy wyszli z wagonów byli trupio bladzi i zestresowani nie tylko męczącą jazdą ale i głodem, bo nie odważyliśmy się jeść i pozostawiliśmy to na potem, bo sądziliśmy , że Niemcy nie będą mieli żywności do nas. Gdy wagon został otwarty, pojawili się ubrani w pasiaki mężczyźni, którzy powiedzieli, że każdy tobołek musi pozostać w wagonie i idziemy tylko z tym, co mamy na sobie. Widzieliśmy, że bagaże są ładowane na ciężarówki i naturalnie nigdy więcej ich nie widzieliśmy. Przed obozem ustawili nas w kolumnę o pięciu rzędach , szeregi niemieckich SS z nastawionymi bagnetami były koło nas. Pamiętam, że dr Mengele, lekarza obozowy wykonywał selekcję i odpowiednio kierował kolejka i dwojga mojego rodzeństwa i mnie skierował na lewo. Czwarty brat, który także był młody / 30 lat / wraz z matką został wysłany w prawo. Myślę że to dlatego, ponieważ mój brat zdecydowanie prowadził i pomagał iść biednej matce. Wtedy myślałem, że później będę z pewnością razem z rodziną, ale niestety czekałam na próżno, aż po dzień dzisiejszy. Co się z nimi stało, nie wiem. Potem rozmawiałam ze świadkami, którzy pracowali w pobliżu krematorium i oni jednogłośnie powiedzieli , że ci, którzy tego dnia szli na prawo, byli kierowani do komory gazowej, a następnie spaleni w krematorium. Po selekcji zabrali nas do ogromnego pomieszczenia, gdzie w kolejce rozbierałyśmy się przed SS do naga i zostawiałyśmy ubrania na ławce, zostawiano nam tylko buty. Obcinali nam włosy na łyso i brałyśmy prysznic. Potem zamiast ubrań wydali nam szmaty, czy pasowały na nas, czy nie. To był okropny widok, wielu łysych ludzi w szmatach. Potem wprowadzili nas do zupełnie pustych baraków, gdzie ulokowali ok. 400 kobiet, jednak nie było dość miejsca, aby usiąść. Z jednego garnka wszyscy popijali zupę a wieczorem dostaliśmy po kawałku chleba i trochę margaryny i dżem. Nie musieliśmy pracować, cały dzień mijał na tym, że staliśmy w kolumnie piątkowej, był to tzw. apel dla policzenia liczby więźniów. Musieliśmy stać godzinami bez ruchu, na największym upale , ulewnym deszczu, o trzeciej nad ranem musiałyśmy stanąć w ciągu pięciu minut w szyku przed barakiem , bez czapek i ubrane. Około godziny 8-mej rano był rozdział posiłku na cały dzień, i znowu potem o 17-tej następnie był apel do ok. 20-tej wieczorem, potem jeszcze dostawaliśmy mały kawałek chleba a przede wszystkim trochę margaryny. W Birkenau byliśmy jeden tydzień , gdy nagle ponownie zwołali apel, a następnie była selekcja i natychmiast załadowali nas na wagony , ale gdzie nas zabierają, nikt nie wiedział. W wagonie znowu było zbyt ciasno, nie było miejsca dla nas i upał był straszny. Z pragnienia cierpiałyśmy bardziej niż z głodu. Jechaliśmy przez 2 dni i 2 noce, kiedy wysiedliśmy w Krakau-Plasov .Odległy o około godzinę marszu od stacji l leżał ten olbrzymi obszar obozu w Krakau. W tym celu cmentarz żydowski został zaorany przez Niemców, a na tym terenie zbudowano liczne drewniane baraki. Często zdarza się, że chodziliśmy koło nagrobków a nawet szkieletów. Tutaj wykonywaliśmy pracę przymusową bez celu i be pomyślunku. Nosiliśmy ogromne kamienie i cegły w górę wzgórza i w dół. Praca rozpoczynała się według planu o 5 rano a już o trzeciej nad ranem staliśmy na apelu. Kto nie mógł znieść ciężkiej pracy, tego majstrowie, tzw. "kapo" , którzy w większości byli bandytami, bili pejczami. Oni zawsze chodzili z batem. Były też prace, przy których formowano łańcuch, i wzajemnie podawaliśmy sobie mniejsze lub większym kamienie czy cegły. Praca ta była prowadzona od wczesnych godzin porannych do późnej nocy, czy było gorąco, czy ulewny deszcz, nie liczyło się nic. Posiłki były zawsze takie same, czyli czarna gorzka kawa rano, w południe zupa była zawsze z krup jęczmiennych ok. pół litra. Następnie zapomniałam napisać, że były takie komanda, że pracowały przez kilka tygodni łopatami i kilofami w dolnej części wzgórza. Ja też robiłam przez 3 dni ciężką wytężoną pracę a potem zachorowałam i do tygodnia leżałam chora. Byłem w Krakau przez 2 miesiące. Nagle pewnego dnia był apel i znowu nas załadowali na wagony. Słyszałam, że wojska rosyjskie zbliżają się do Krakowa, więc dlatego załadowali nas na wagony tak nagle. Powiedzieli nam, że jedziemy w stronę Berlin, do bardzo dobrego obozu. W jednym wagonie jechało po 130 osób, bez wody i możliwości korzystania z WC. Był straszny upał i nie było miejsca. Byliśmy wszyscy już blisko uduszenia się, miałam zapalenie oskrzeli, nie mogłam oddychać. W końcu po trzech dniach jazdy wysiedliśmy z pociągu, to była noc a my z największym przerażeniem stwierdziłyśmy, że ponownie znaleźliśmy się w Birkenau. Wtedy pomyślałam, że to ostatnie godziny. Potem tortury rozpoczęły się od nowa: po raz kolejny była selekcja, łaźnia, ponownie obcięli nasze włosy całkowicie na łyso. Tu skierowali nas do obozu B, gdzie ulokowali nas w barakach. Na jedną pryczę przypadało po 8-10 osób, więc ledwie się mieściliśmy. Wyżywienie było jak zwykle i stale mieliśmy apele. Pod koniec września rozpoczęła się deszczowa pogoda i staliśmy w strugach deszczu. Mimo to nie było wolno iść do baraków, ale w ciągu dnia szukaliśmy schronienia przed deszczem w ogromnej WC. Płaszczy nie dostaliśmy nawet pod koniec października, byliśmy w cienkiej odzieży, wielu ludzi bez butów, boso, łysi stali cały dzień na świeżym powietrzu czekając, by w końcu zostali wpuszczeni do baraków. W końcu 23-10-44 opuściliśmy ten straszny Birkenau i po 2 dniach podróży dotarliśmy do Kaufering / Bawaria. Był to obóz pracy, ale w kilka dni później, wybuchł tyfus plamisty, a następnie byliśmy w kwarantannie przez 2 miesiące. Tym razem chodziliśmy tylko do sprzątania śniegu. Tyfus plamisty niestety spowodował wielka śmiertelność wśród mężczyzn, wśród kobiet w nieznacznym stopniu. Tzn. kobiety miały większą siłę do życia, myły się po otwarciu łaźni nawet późnym wieczorem, ale mężczyźni po ciężkiej pracy nie robili tego regularnie, a więc na pewno był to powód druzgocącej ich epidemii. Widziałam na własne oczy, jak dziennie zabierali po 30-40 zmarłych, których zakopywały w lesie przeznaczone do tego grupy robocze. Kiedy kwarantanna się skończyła, my też zaczęłyśmy pracować. Miałam taką pracę przez wiele dni, że kopałyśmy rów wzdłuż torów kolejowych. Płaszczy nie mieliśmy, tylko pasiak i cienką kurtkę w paski. Czasami zabierali nas samochodem do miasta i z 7-mioma moimi koleżankami wypełniałyśmy samochód drewnem lub węglem, a były dni , że trzeba było przejść dystans 20-30 km. Strażnicy traktowali nas dość poprawnie, ci byli pracownikami tzw. Organizacji Todta. Generalnie mężczyźni podlegali znacznie bardziej rygorystycznemu traktowani niż my.25-04-45 stwierdzili, że idziemy do Tyrolu, który był ze 120 km. Następnego dnia rano wyruszaliśmy i komendant obozu wygłosił przy wyjściu mowę do nas. Powiedział, żebyśmy się jak najszybciej starali dotrzeć w Tyrolu, bo tam przejmie nas szwajcarski Czerwony Krzyż i wkrótce możemy iść do domu. W związku z tym zmobilizowałyśmy wszystkie siły i szłyśmy wiele kilometrów. Jednakże po dwóch dniach pieszego marszu, kiedy przeszłyśmy prawie 180 km, żywność się skończyła, a my byłyśmy całkowicie wyczerpane, ponieważ spędziłyśmy noce na świeżym powietrzu, wszystko zamarzło, rano obudziliśmy się ze zmarzniętymi członkami, powiedziałyśmy przywódcom, że nie jesteśmy w stanie dalej iść, żeby przynajmniej można spędzić noc pod dachem. Szef to obiecał i wkrótce zabrał nas do rosyjskiego obozu, gdzie byli tylko rosyjscy jeńców, chrześcijanie. Tu dostaliśmy puste pokoje, gdzie spędziliśmy wiele czasu leżąc pod kocami pod osłoną nocy. Tego samego dnia dostaliśmy również smaczną zupę i chleb. Następnego dnia, tj. 30-04-45 znowu nas zebrali i wezwali nas do dalszej drogi do Tyrolu. Jak się później dowiedziałam od jednej koleżanki, która rozmawiała z jednym żołnierzem SS, powiedział jej aby iść jak najwolniej, bo jeżeli dotrzemy do Tyrolu, to mają nas bić. Słyszałem również później, że Berlin wydał rozkaż aby wszystkich więźniów zebrać w Tyrolu i tam przed nadejściem Amerykanów zlikwidować. W tych okolicznościach zadeklarowaliśmy kierownictwu, że bez jedzenia dalej nie jesteśmy w stanie iść, a jeśli mamy umrzeć, to można zatrzymać się w jednym miejscu i nie idziemy dalej. Wkrótce wydano komendę, że wszyscy wracają z powrotem na miejsce. Teraz już wiedziałyśmy, że nadchodzi długo oczekiwane wyzwolenie, tym bardziej, ze było słychać blisko wystrzały armatnie i wybuchy bomb. Następnej nocy przyjechali żołnierze amerykańscy, 1-05-45 na bramie obozu ustawiono białą flagę. Od tego czasu mieliśmy oczywiście bardzo dobrze, amerykańscy żołnierze dali nam dobre rzeczy i spaliśmy cały dzień. 21-05-45 ciężarówkami zabrali nas do Garmisch-Partenkirchen a stamtąd przez Pilzno, Pragę i Bratysławę podróżowaliśmy do domu
84,2K,modystka,ur.1920, lat 25 i krawcowa ur. 1918, lat 27, Auschwitz( połowa-05-44, 2 dni ) , Krakau (koniec-05-44do koniec 07-44 ), Auschwitz ( 1 m-c ) , Neustadt ( 08-44 do 20-01-45 ) , Grossrosen (01-45, 3 tyg. ) , Mathausen ( 3 dni ) , Bergen – Belsen (poł-04-45 )
…… Po dwóch dniach pojechaliśmy w krótka podróż do Krakau. W wagonie było po 50 osób. Nasza praca polegała na noszeniu dużych ilości desek, to była ciężka praca dla mężczyzn. Kto nie mógł pracować wystarczająco szybko, był popędzany biciem przez nadzorców. Za każdy dzień takiej ciężkiej pracy dostawaliśmy 25 dkg chleba, czasem trochę kawy rano, w południe zupę z trawy zawierającej ziarna piasku, ale to tylko kosztem dużego nacisku o dostęp do niej. Czasem wieczorem dostaliśmy trochę zupy grysikowej, jeśli coś zostało. Prycze były piętrowe, bez koców, chociaż potem dostaliśmy jeden koc, ale też bardzo cienki. Na apelu staliśmy godzinami, w cienkiej odzieży, aż znaleźli człowieka, którego brakowało. Jeśli było nam zimno i chciałyśmy się ogrzać, byłyśmy brutalnie bite gumowymi pałkami przez nadzór SS. Zdarzyło się , że musiałyśmy pracować nawet a nocy, jeśli kierownictwo tak zarządziło. Średnio co miesiąc była selekcja. W Krakau nie było krematorium , tylko słyszałam od Polaków w Auschwitz, że zmarli byli spalani. Widziałam ( BF ) jednak w Krakau , jak spalano zwłoki w dołach . Najpierw wrzucili zwłoki , polali benzyna i tak były spalane. Z Krakau do Auschwitz wróciliśmy w trudnej sytuacji. 150 osób znalazło się w jednym wagonie. Podróż trwała dwa dni. Wiele udusiło się w strasznym cieple, jechaliśmy bez jedzenia i wody, tylko ci którzy mieli polskich przyjaciół, mogli otrzymać trochę chleba. rzeczywistości ludzie mdleli z głodu. Po powrocie do Auschwitz poszliśmy do łaźni, kolejny raz nasze włosy zostały obcięte, tu nas również wytatuowano. Przydzielili nas do obozu B, ……
92, K. krawcowa ur 1926, lat 19, Auschwitz( 30-05-44 do 4—6-44 ), Kraków ( 4-06-44 do 4-09-44 ), Neustadt ( 4-09-44 do 10-01-45), Bergen – Belsen ( 11-01-45 do 25-03-45 ) , Bergen, Zelle ( 26-03-45 do 15-05-45 )
… Kilkaset z nas trafiło z KL Auschwitz do Krakau. Tu poszłam do pracy do szycia w pewnym polskim obozie ( tak w oryginale – przyp. mój. ) Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, w sposób ciągły na zmiany dzienną i nocną. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia i bardzo dużo głodowaliśmy. Tutaj, niestety, byliśmy bardzo zawszeni, bo z jednej strony, nie mogłyśmy się umyć ; z drugiej strony naprawiałyśmy zawszoną odzież żołnierzy, tak że obóz był strasznie zawszony. Chodziłyśmy dużo na miejsce pracy z pewnością bardzo byłyśmy bardzo wygłodzone. Stąd skierowali nas do Neustadt. …..
105.2K, krawcowe ur 1924, lat 21 i 21, Auschwitz , Krakau ( 05-44 do 08-4), Auschwitz ( 4 tyg. ), Leipzig ( 9 m-cy ), Theresienstadt ( 6 tyg. )
Mieszkaliśmy w małej miejscowości, byliśmy biednymi ludźmi żyjącymi z pracy, byliśmy tam jedyną rodziną, która tam mieszkała. I nic nie wiedzieliśmy o wydarzeniach politycznych. Kiedy żandarmi kazali iść do getta, zostawiliśmy wszystko w domu tak, jak to było. Zabrali nas do cegielni w Munkaczu, wolno było zabrać z sobą to, co chcieliśmy. Żandarmi nas strasznie popędzali i kto nie nadążał, tego pobili. Załadunek na wagony był bardzo stresujący. Wtedy było już widać, że robili z nas głupców mówiąc, że zostaniemy na Węgrzech i będziemy pracować w rolnictwie na innych terenach. Ale gdybyśmy w to nie wierzyli, byłoby uciekło wielu samotnych mężczyzn i kobiet na zewnątrz. Poganiali nas do wagonów ,potem godzinami staliśmy głodni i spragnieni w palącym słońcu. W jednym wagonie jechało 80 osób, wody ani wiaderka WC nie było. Było bardzo gorąco, jechaliśmy w zamkniętych wagonach, bardzo się baliśmy tego, co nasz czeka. Do Auschwitz przybyliśmy wcześnie rano. Na stacji przyjęli nas polscy więźniowie i żołnierze SS. Musieliśmy szybko zeskoczyć z wagonów i zostawić w wagonach cały bagaż. Chwilę później już byliśmy po selekcji i zdolni do pracy poszli do łaźni. Tu trzeba się było całkowicie rozebrać, zabrali nam wszystkie ubrania. Wydepilowali nas, ogolili na łyso, a następnie wykąpałyśmy się. Po kąpieli dostaliśmy poszarpane ubrania, bez bielizny, i zostaliśmy stłoczeni w jednym baraku. Przez dwa dni byliśmy tutaj, gdy po raz pierwszy dali jedzenie. Ale o wiele bardziej niż głód i zmęczenie , dręczyło nas pytanie, co stało się tymi członkami naszych rodzin, którzy byli w drugiej grupie. Dwa dni później przenieśli nas do Krakau, gdzie pracowałyśmy od maja do sierpnia. 350 osób mieszkało w małym bloku; po 4 osoby spały na małej pryczy. Tu nas traktowali strasznie źle, stale nas bili. Wyżywienie było bardzo złe i mało, raz dziennie trochę zupy i chleba. Czas pracy był 12 godzin. Musieliśmy nosić bardzo ciężkie deski i belki, potem pracowaliśmy w kamieniołomie, gdzie musieliśmy nosić kamienie. Najgorsze było to, że jeśli ktoś zatrzymał się na chwilę aby odpocząć od ciężkiej pracy, szczuli nas psami i összemartak nas. Byłyśmy tak przerażone świadomością, że istniejemy obok tych potworów ,że nie śmiałyśmy nawet spojrzeć w ich kierunku. Teraz już nie byłyśmy w stanie chodzić ze słabości, bardzo głodowałyśmy. Następnie los nas dwojga poprawił się nieco, bo skierowali nas do pewnego magazynu z odzieżą. Gdy tam udało się zdobyć jakąś sztukę odzieży, zamieniłyśmy to na jedzenie. W Leipzig musiałam robić tą samą pracę , ale traktowanie było znacznie lepsze. Tam już nie bili stale, dopiero gdy były poważne powody . Ogólna karą było zamykanie na 24 godziny do ciemnego bunkra i nie dostawało się ani jeść ani pić. Gdyby zobaczyli że kobieta rozmawia z mężczyzna, to karą było obcięcie jej włosów. Wolno było chodzić tylko w kombinezonie, gdyby ktoś ubrał sukienkę lub cokolwiek innego, był zamykany w bunkrze. Kiedy zbliżali się Brytyjczycy, zebrali nas i wyruszyliśmy. Szliśmy pieszo 16 dni a wszędzie towarzyszyła nam śmierć.
Byliśmy już tak osłabione, że z nas wszystkich zostały tylko kości i skóry . Po drodze było trudno o coś do jedzenia. Jedliśmy to, co udało nam się zdobyć od chłopów, surowe ziemniaki, marchew, ślimaki , jedliśmy trawę. Wielu ludzi zginęło w drodze, kto trochę został , tego zastrzelili. Cały czas byliśmy pod gołym niebem, spaliśmy na gołej ziemi, ale tylko kilka godzin w nocy. Następnego dnia rano ponownie zaczynaliśmy ten straszny marsz. Kiedy w końcu przybyliśmy do Theresienstadt, ci który przeżyli , byli również pół-martwi. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że jeszcze kiedyś będziemy ludźmi. Zaledwie kilka dni tam byliśmy, kiedy przyszli Rosjanie i skończyło się nasze cierpienie
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:40, 30 Sie 2013 Powrót do góry

117,K, uczennica ur 1929,lat 16, Birkenau ( 20-05-44 do 15-06-44 ), Krakau – Plasov ( 20-06-44 do 25-08-44 ), Birkenau ( 30-08-44 do 20-09-44 ), Neustadt ( 23-09-44 do 10-01-45 ), Bergen – Belsen ( 15-01-45 do 20-05-45 )
……. Po trzech tygodniach była selekcja i wywieźli nas pociągiem do Krakau-Plasov. Tu mieliśmy bardzo ciężką pracę i bez sensu, bo transportowaliśmy w górę i w dół wzgórza ogromne cięte kamienie i cegły. . Ponadto wybieraliśmy łopatą grunt na górze od wczesnego ranka do późnego wieczora pod nadzorem kapo, którzy trzymali stale bicze w ręce i mieli możliwość nas bić. Pracowałyśmy stale od 5 rano do 19-tej wieczorem. Nawet w deszcz, w najgorętsze dni, wszyscy byłyśmy ubrane w cienką odzież bez płaszczy. Przy tym odkryto ludzkie kości, bo ten ogromny teren był przedtem cmentarzem w Krakau a Niemcy go zaorali i na tym miejscu zbudowali obóz. Jedzenia było bardzo mało, zawsze dawali tę samą zupę, grysikową. Kiedy wojska rosyjskie zbliżyły się; nagle w ciągu jednej godzinie załadowali nas na wagony . Podróż była jeszcze straszniejsza, bo do Birkenau jechało w jednym wagonie po 135 osób. Upał był wielki, nie mieliśmy wody, znowu nie było toalety i zupełnie bez jedzenia w tych okolicznościach jechaliśmy 2 dni i 2 noce. Powiedzieli nam, że teraz mamy iść do lepszego obozu, kiedy z największym przerażeniem znalazłyśmy się znowu w Birkenau….
151.K. ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 05-44 do Kon.06-44 ), Karakau (08-44do 08-44 ), Auschwitz ( 09-44 ), Leipzig (10-44 do 04-45 )
W Miszkolcu mieszkało 12.000 Żydów, głównie z handlu i rzemiosła. Byli na ogół zamożni, biednych było niewielu. Mój ojciec był urzędnikiem w cegielni i żyliśmy zupełnie przyzwoicie z jego wynagrodzenia. Po wkroczeniu Niemców pierwszym środkiem była żółta gwiazda. Kiedy to przeczytałam w gazecie, czułam, że wolałabym się zabić, jak nosić żółty gwiazdy. To było straszne, jakby miałoby się chodzić piętnowanym. Następnie 6 kwietnia, wzięłam żółtą gwiazdę , wyszłam na ulicę, widziałem, że inni Żydzi ze chodzą ze strachem i ludzie patrzą na mnie ze smutkiem. Potem włożyłam żółte gwiazdy i nawet nosiłam z dumą .W Miskolcu był pewien właściciel sklepu spożywczego nazwiskiem Szabó
Gyula, który źle mówił o Żydach, był wielkim nazistą. Wiem to dlatego, ponieważ kupowaliśmy tam. Żandarmi i policjanci wprowadzali w życie środki. W pierwszej kolejności skoncentrowali nas na ulicy Arany János. Nasz dom był oddzielony płotem z cienkiej deski od Gestapo. Tutaj było pierwszym straszne doświadczenie: Pewnego popołudnia siedziałam w drzwiach, zobaczyłam od razu, że ktoś z Gestapo wypycha kogoś na ogródek. To była obok stojąca villa jakiegoś Żyda, zajmowana przez Gestapo. Tutaj była katownia. Wtedy zauważyłem, głuchym łoskotem, słyszałem straszne krzyki, zwierzęce wycie, szlochanie człowieka w nadgarstek i płacz, mój Boże, ja umrę, pomocy, pomocy! Zerkałam ponad ogrodzeniem , widziałam, że dwóch policjantów eskortuje na placu starszego mężczyznę , rzucili go na środek placu, a następnie wyszedł wysoki mężczyzna, to był Węgier, agent gestapo. Wskazał gumową pałka w ręku na drugiego człowieka, który teraz został zawołany i było tak samo, słyszałam krzyki. Pytano o złoto i pieniądze, które zarobił. Niefortunny krzyczał, że nie ma nic, ale został pobity na śmierć. Ten człowiek, który został wezwany miał grunty orne i sklep w Miskolcu. W ten sposób zmarł też dr. Rolländer, adwokat. To było straszne, słyszeć te krzyki, często przyprowadzali również młode kobiety i ich ręce zostały pobite na czarno do przegubu. Miałam bliską znajomą o nazwisku Rosenberg; zabrali ją wraz z mężem , to już była stara kobieta, lamentując powiedziała, że nic nie ma bo wszystko oddała, ale była również pobita, wyrzucono ja na dwór. Tam nadal płakała i biedna lamentowała. Policjant poszedł tam z nią , kopał ja i był gruboskórny. Och! To nie powinno być zapomniane. Wiele osób popełniło samobójstwo. Rozumiałam, ze jednak zostali skazani, byłam bardzo wielka optymistką. Nie chciałam wierzyć tym, którzy powiedzieli, że załadują nas na wagony i wywiozą. I nawet nie myślałam , że jest to możliwe, przez tyle okropności przeszliśmy, na przykład transport ludzi wagonami dla bydła. To był nieludzki pomysł. Z ulicy Arany János poszliśmy jeszcze do getta w cegielni. Nie było toalety, ale wykopali głębokie dziury i na tym była deska. Było tu wielu ludzi. Wstyd wychodzić przed ludzi, tylko wieczorem wychodziliśmy , ale przyzwyczaiłam się po 2-3 dniach. Było gorąco, był wszędzie gruby pył ceglany, nie było wody, nie mogliśmy się umyć, byliśmy bici przez żandarmów absolutnie bez żadnego powodu. Przychodzili żandarmi, wypędzali niektórych ludzi do pracy , podczas tego ich bili. Żandarmi zachowywali się okropnie. W cztery dni później wszyscy mężczyźni pomaszerowali do Ilosvár , nigdy nie zapomnę popołudnia, kiedy wszyscy płakali i żegnaliśmy się. Moja biedna matka również pożegnała się z ojcem, jak gdyby czuła, że już nigdy się nie zobaczą. Wszyscy troje płakaliśmy. Miałam też młodszego brata, o którym nic nie wiem. Mam nadzieję, że żyje, bo był na tyle silny, chciałbym go bardzo zobaczyć. Załadowano nas na wagony w dwa dni później. 60 osób znalazło się w wagonie. Zapytaliśmy żandarmów gdzie nas wiozą ; niektóre z nich powiedzieli , że do Hortobágy, inni mówili , że jedziemy na roboty do Niemiec. Nawet wtedy spoglądaliśmy w przyszłość z ufnością, bo myśleliśmy, że jeśli będziemy pracować, to nie będziemy przymierać głodem. Pewnego ranka powiedziano nam w baraku, że każdy może zabrać sobą tyle, ile może unieść w ręku. Oczywiście, każdy wziął swoje najlepsze rzeczy i jedzenie. Pamiętam, że musieliśmy się wspinać na wielka górę, nawet wtedy byli tam oficerowie SS i żandarmi, stara kobieta upadła na drodze, żandarmi bili ją kolbami, Niemcy bili nas pałkami i popychali nas. Do wagonu wcisnęli 85 osób. Nie można było nawet usiąść. Razem byli mężczyźni, kobiety i dzieci. Prawie w każdym wagonie były 1-2 zgony. Do południa zostaliśmy w wagonach, które były zamknięte, dopiero wieczorem wyszliśmy z wagonu na stacji. Tam nas posortowali i zostawili nas całą noc. Potem dostaliśmy wody rano. Cierpieliśmy z tego powodu, że był to mały wagon, a nawet okna były zadrutowane. Tak dojechaliśmy do Koszyc. Tam otworzyli wagony, poszliśmy do WC i przyszli żandarmi, który zbierali rzeczy wartościowe, pieniądze , futra. W jednym wagonie znaleźli torebkę, była wypełniona podartymi setkami, odłączyli cały wagon i wszystkich zastrzelili. To powiedział mi jeden przyzwoitszy żandarm, który to widział, i któremu ta rzecz też się nie podobała. Ten żandarm w cegielni przynosił nam czereśnie. On także powiedział, że Węgrzy będą musieli drogo zapłacić za traktowanie Żydów. Potem wagony zostały w Koszycach zamknięte i zostały otwarte dopiero w Auschwitz. Kiedy przekroczyliśmy granicę, zrobił się wielki płacz, ja nie mogłam płakać, miałam ściśnięte gardło i nie mogłam płakać przez cały czas mojego życia obozowego. Po raz pierwszy płakałam teraz tutaj po przybyciu do Budapesztu. Było straszne uczucie, prawie fizyczny ból, który człowieka dusi w gardle. Przez 3 dni nie dali wody i małe dzieci płakały. Moja biedna matka! Z nią już nie rozmawiałam. Zawsze tylko trzymałyśmy się za ręce i poklepałam ją. Kiedy przybyliśmy do Auschwitz, poczułam się gorzej i moja mama powiedziała z rozpaczą: " Teraz będziesz chora, kiedy już dojechaliśmy" i wreszcie otworzyli wagony. Wszędzie widzieliśmy uzbrojonych SS i ubranych w pasiaki polskich więźniów. Ci ostatni pomogli nam wysiąść z wagonów. Zapytaliśmy, co stanie się bagażem , powiedzieli nam, żeby go tam po prostu zostawić , a potem się odnajdzie. Oni rozładowywali bagaż z wagonów na jedno miejsce. Musieliśmy ustawić się w kolejce. Moja matka, oczywiście, ściśle trzymała się ze mną. Mojemu małemu bratu pewien SS dał dużego klapsa i ustawił razem z dziećmi w jego wieku. Była też jedna dziewczyna, która do mnie przylgnęła. Kiedy wysiedliśmy, zobaczyliśmy wielki obóz. Baraki wyglądały na schludne i czyste. Były otoczone gęsto naelektryzowanymi drutami na betonowych słupach. Nie mogłem zrozumieć tych drutów elektrycznych, powiedziano nam, że nie należy ich dotykać, ponieważ są one pod napięciem 10 000 Volt. Widziałam, że kobiety z SS kierowały pałkami oddzielnie małe dzieci i osoby stare . Po węgiersku spytałam i powiedziano mi : "Można to zrobić dla siebie!- ( tekst niejasny, przyp. mój )" Okropny strach zacisnął mi serce, nie znałam takiego uczucia i tak trzymałam się mojej matki! "Nie da się tego opowiedzieć. Wtedy moją matkę oddzielili ode mnie. Tutaj nie miło znaczenia, czy ktoś jest młody, czy stary, bo moja matka miała tylko 44 lat, ale kiedy zobaczyli, że ktoś trzyma się razem, to ich zaraz rozdzielali : tortura. Widziałem, że wszyscy są oddzielani od krewnych. Wtedy mnie zostawili ze znajoma a matkę ustawili po drugiej stronie. Wtedy przyjęłam to tak łatwo, to było nieodpowiedzialne , nie wiem co to było ze mną, ale nie spojrzałam wstecz . Poszliśmy do obozu i w jednym bloku zobaczyłam 3-4 łyse dziewczyny, obdarte, brudne. Potem trzecia dziewczyna w białej chustce stanęła pośród nich i zaczęła je bić kijem, do czasu aż się rozeszły. Pomyślałem wtedy, że ten obóz może być całkiem normalny, a tutaj trzymają szalonych. Krzyczały do nas polskie dziewczyny, żeby zjeść wszystko, bo wszystko zostanie zabrane. My nie myślałyśmy o jedzeniu, byliśmy spragnieni , bo przez 3 dni nie piliśmy wody. Rzuciliśmy im jedzenie. Następnie pierwszym doświadczeniem było, ze nas capnęli, zabrali do łaźni, gdzie wszystkie byłyśmy przed SS nago , obcięli nam wszystkie włosy . Potem skierowali nas do dezynfekcji, dostaliśmy złe ubrania i duże holenderskie chodaki. W Auschwitz był straszny upał, człowiek miał zaschnięte gardło, ale w nocy było zimno. Ja mieszkałam w obozie cygańskim, gdzie w małym pokoju przebywało nas 240 osób. Nie było dachu, tylko kilka desek i brudna podłoga . Nie było wody, ani możliwości umycia się. To nie był jeszcze dokończony obóz. Mieszkaliśmy tu straszne sześć tygodni. Był brudny potok, było WC, gdzie się myliśmy i piliśmy wodę, choć było to zabronione, ale nie dostawaliśmy wody pitnej. Wyżywienie było straszne, pełne piasku i drobnego żwiru w nim, smakowało jak zgniłe buraki i było zrobione z buraków. Nikt nie mógł tego jeść. Ja zbierałam to od wszystkich, którzy to zostawili, bo chciałam być silna i wytrzymać obóz. Myślałem, że bez tego za 2-3 miesiące w ogóle nie byłabym w stanie funkcjonować. Nie wierzyłam, że z ludźmi można postępować jak z małymi dziećmi. Pobudka była nad ranem , kiedy jeszcze były widoczne gwiazdy, o godzinie drugiej, trzeciej stałyśmy na apelu w pięciu rzędach, gdzie nas liczono. Trwało to najkrócej 4 godziny. Stać musieliśmy w odległościach 1 m od siebie, było bardzo zimno, nie było wolno stać blisko siebie, aby się wzajemnie nie ogrzewać, i bardzo cierpiałam, bo każdy miał biegunkę i nie można było wyjść. W obozie byłam bardzo lubiana, bo zawsze byłam w dobrym nastroju i mogłam każdego pocieszać, nie tylko siebie. Wszyscy myśleli, że jestem szczęśliwa, ale ja byłam nieszczęśliwa, ponieważ kochałam wolność i straszne było żyć tak w zamknięciu. Kochałem spacerować, wędrować, kręcić się , ja bardzo lubiłam być w tłumie. Ale to był straszny efekt dla mnie być w tłumie wielu nieszczęsnych. Nigdy nie myślałem o sobie, gdybym miał tylko jeden kęs, rozdzieliła bym wszystko. Kiedy dostaliśmy się do Krakau, sprzątałam w S. D. i dostawałam miskę kaszy jęczmiennej, przysięgam, że oddałam ją innym, przeżyłam tylko z tego, co pozostało w misce. Raz dostałam bułki z szynka i masłem od Polaka i oddałam kobiecie, której dziecko było chore. Dla Polaków było wszystko , wiele kobiet w obozie oddawało się Polakom w zamian za jedzenie .Robią to na całym świecie, byłoby więcej głodowania gdybym tego nie robiła. Między Polakami byli również przyzwoici, ale byli tez tacy, którzy domagali się, żeby kobieta oddała się za kawałek chleba. W Krakau wtedy widziałam, jak żołnierz SS użył przemocy wobec 14-letniej dziewczynki. Był ogromny skandal, byłam w świadkiem , zeznał, że nic nie widziałam , bo inaczej dziewczynka została by pobita na śmierć. Obóz był usytuowany na wolnym polu do poruszania się, a ja pracowałam w komandzie, które nosiło w koszach drewno do piekarni. Kiedy przynosiliśmy drewno, brałam wiązkę drewna i wychodząc, chwytałam z półki 1-2 chleby dla kolegów i sama jadłam. Kiedy robiłam to po raz pierwszy, nie czułam błędu, bo nie zabierałam tego nikomu, tylko Niemcom. Ciekawe, że w obozie rzadko myślałam o mojej mamie, przypomniałam sobie, że nie bolało mnie, kiedy wiele razy uderzyłam się w głowę i byłam na to obojętna. Później zdaliśmy sobie sprawę, że do wielu produktów spożywczych dodawano bromu, byliśmy oszołomieni i nie w ogóle nie mieliśmy siły. Nosiliśmy ogromne, 30 kg kamienie na sobie, oczywiście, musiałyśmy biegać z nimi, potem kopaliśmy szańce i wiele razy wykopaliśmy trumny, na starym cmentarzu żydowskim widzieliśmy szkielety. W Krakau załadowali mnie na wagon i pół dnia staliśmy w strasznym cieple w wagonie. Przyszedł rozkaz, aby usunąć cały obóz, bo Rosjanie byli już o 30 km i teraz do każdego wagonu węgierskich dziewczyn dodali również po 40 polskich kobiet. Wcześniej wielu z nas zastrzelili. W Krakau również spalano zwłoki, wykopali dół, położyli deski, na tym zwłoki , polewali benzyną i to było krematorium. Był straszny zapach, gdy się paliło i spalali. Dół był położony na małej górce. W wagonie było 140 osób i 2-3 godzinna drogę zrobiliśmy w dwa dni, bo musieliśmy jechać okrężną drogą aby uniknąć frontu. Potem przybyliśmy do Auschwitz. Tam wszystkie 6000 kobiet rozebrało się do naga i w szyku szłyśmy do łaźni. Wtedy nawet nie dbaliśmy , że patrzyli na nas SS. A gdy nastał wieczór i już widzieli, że nie mogą wykąpać nas wszystkich wtedy 1000 kobiet, w tym mnie wprowadzili do baraku, 1000 nagich młodych dziewcząt. Nie zapomnę tej strasznej nocy, było zimno, padał deszcz, byłyśmy mokre i na gołej, mokrej ziemi nagie kucałyśmy a potem marzłyśmy. Wielu ludzi było w złym stanie, bo nie piliśmy wody przez 3 dni . Po niekończącej się nocy w końcu zaczęło świtać. Rano zabrali nas do łaźni i po 2-miesiącach znowu obcięli nam włosy o 1 1 / 2 cm. Tych włosów było mi bardziej żal, niż starych, bo samo sobie robiłam trochę odmiany. Wyglądałam jak mały chłopak uczeń. Po kąpieli ustawili nas w szyk piątkowy. Stałam w pierwszej piątce i podszedł jeden SS, który coś poszeptał z Niemkami i nas dwadzieścia zabrali do jednego bloku. Tam dali nam chleb, masło, salami, dżem. My dalej nawet nic nie podejrzewałyśmy, ale dziewczyny , które tam były , wkradły się do nas i powiedziały nam, że będą musiały pracować w komorach gazowych . Oznaczało to, że, niestety, nie pożyjemy więcej niż kilka tygodni, ale do tego czasu będziemy się mieć dobrze, ale potem też przyjdzie na nas kolejka. Wszyscy byli w panice i płakali a ja się uśmiechałam. W jednym transporcie zabierali 40 do 50 osób do komory gazowej. Byli wśród nich tacy, którzy nawet nie wiedzieli , gdzie są prowadzeni. Dano im kawałek chleba i margarynę, najpierw prowadzono ich do łaźni, mieli się rozebrać a następnie w kilka minut potem puszczali na nich gaz , który ich zabił. Drzwi były przykręcone, średnio trwało to 3-4 minuty, aż uspokoili się na śmierć. Było słychać straszne krzyki. Nigdy nie słyszałam jeszcze takich zdesperowanych dźwięków. Mamo, moje dziecko, mój Boże, umieramy, pomocy! Czekali 20 minut, potem otwierali drzwi i polscy mężczyźni w maskach gazowych wchodzili i wydobywali ciała. Ładowali na jedna ciężarówkę. Widziałam wywożonych umarłych, sine twarze, wytrzeszczone oczy, zaciśnięte kurczowo ręce. Widziałam matki z dziećmi, które były nierozerwalnie ze sobą związane. Potem musiałyśmy iść do zmarłych i rozebrać ich z ubrania i zabieraliśmy je na magazyn, w którym były sortowane. Były to ubrania w których tu przyjechali. Eskortowali nas niemieccy SS. Pracowałam w komorze gazowej przez dwa tygodnie, potem udało mi się uciec, kiedy połączyliśmy się z mijanym transportem. Poszliśmy do obozu B2. Pewnego dnia widziałam moją matkę w sąsiedztwie obozu „C”. Wyglądała źle i na zniszczoną. Zawsze rozmawiałam z nią przez druty, choć było to zabronione. Zawsze krzyknęłyśmy do siebie po kilka słów. Pewnego rana rozmawiałam z nią jeszcze raz i miałam kawałek chleba, chciałem jej dać i powiedziałam : "Podejdź bliżej mamo, bo chcę ci dać kawałek chleba", a gdy poszłam do drutu i dałam jej chleb, moja suknia została złapana na drucie kolczastym , poprosiłam mamę, by pomogła rozwikłać, matka zobaczył strażnik i natychmiast ją zastrzelił. Otrzymała strzał w skroń. Biedna , spojrzała na mnie dwoma pięknymi oczami ze zdziwieniem , kiedy upadła , a ostatnim ruchem podała mi chleb pod drutem, nawet wtedy pomyślała o mnie. Zemdlałem dopiero w tym momencie , kiedy doszłam do bloku. Miotałam straszne przekleństwa przeciwko Bogu, drwiłam i sprzeciwiałam się. Biłam głową w ścianę i zachowywałam się jak szaleniec a potem popadłam w apatię. Tylko siedziałam na zimnej ziemi i nie zależało mi na niczym. Później skierowali nas do Leipzig i pracowałyśmy w fabryce. Dużo głodowaliśmy i cierpieliśmy z zimna. Oberschaarführer był bardzo zły dla nas. Pracowaliśmy po 12 godzin na dobę , raz na noc, raz na dzienna zmianę. Jeśli wracaliśmy po nocnej zmianie nad ranem do domu, Lagerführer zostawiał nas bez powodu na 2-3 godziny na zimnie. Był kwiecień. Wtedy już czuło się w powietrzu , że Amerykanie nadchodzą. W fabryce już nie było materiału. Pewien chłopiec z Holandii powiedział, że jeśli po południu o 18-tej zawyją syreny, oznacza to, że Amerykanie są tutaj. Po południu ryknęły syreny. Następnego dnia o 14-tej ustawiłyśmy się na apelu, słońce pięknie świeciło , Oberschaarführer stanął na wzgórzu i wygłosił przemówienie. Stwierdził on, że wojska amerykańskie osiągnęły Lipsk i będziemy wolni. Niestety, on musi odejść, nie może pozostać z nami, ale życzy nam wszystkiego najlepszego, żebyśmy utrzymali obóz w czystym stanie, dopóki nie wyruszymy w podróż i żeby utrzymać więzy koleżeńskie. Wszyscy płakali, szlochali, były łzy radości i przyszło kierownictwo fabryki podziękować za pomoc i naszą pracę. Od dzisiaj możemy przejąć zarząd, będziemy wolni, mamy posiłki z fabryki, nie jesteśmy już więźniami. I przyszła wielka chmura, która przesłoniła słońce grzmotami i błyskawicami. Oberschaarführer dostał telefon i kiedy wrócił, powiedział nam, że musimy opuścić obóz w towarzystwie żołnierzy SS. Każdy mógł wziąć jeden koc i rzepy z kopca, dostaliśmy 1 godzinę czasu na przygotowanie. To był nagły straszny zwrot w sytuacji. Podczas rozdzielanie obiadu i chleba wybuchła panika. Ludzie wzajemnie się bili i tratowali. Godzinę później staliśmy w szyku. Tymczasem zaczęło się bombardowanie i dopiero o 22-giej wieczorem wyruszyliśmy z żołnierzami SS. Szliśmy całą noc i następnego dnia przybyliśmy do Wurzen, gdzie wprowadzili nas na duży plac. Mówili, że będziemy tutaj nocować. Przyszedł duży nalot. Wtedy powiedziałam, że nie pójdę dalej, raczej niech mnie zastrzelą, ale teraz uciekam. Tymczasem samolot zaczął nas ostrzeliwać z broni maszynowej i zniknęłam w bałaganie . Następnego dnia rano transport wyruszył a my pozostaliśmy tutaj. Było bardzo trudno ukryć się w odzieży więziennej, z głębokim czerwonym krzyżem na plecach. My pewnego pięknego dnia poszliśmy do willi, powiedzieliśmy, że jesteśmy węgierskimi uchodźcami i chorymi i żeby pozwolili nam odpocząć w słomie. Poszliśmy do stodoły, ale pół godziny później przynieśli nam jedzenie. Cztery dni później przyszli Amerykanie. Wypalony w Auschwitz numer w żaden sposób nie pozwalał mi na uwolnienie się od niego. Właśnie kupiłam sobie odznakę żydowska i noszę ja z wielka dumą.
188, M, uczeń ur.1931, lat 14, Birkenau (4 dni), Płaszów (2 miesiące), Gross-Rosen(5 dni), Gorlitz (do wyzwolenia 6-05-45).
Było nas sześć osób : rodzice, siostra, dwóch braci i ja. Moją siostrę odnalazłem po powrocie w domu , po rodzicach i braciach nie ma śladu. W domu mieliśmy sklep spożywczy. Biznes był dobry. W miejscowości na 1500-1600 ludności było około 1000 Żydów, reszta Rusinów. W 1940 wielu Żydów zostało deportowanych, żaden nie wrócił. W 1942 roku odebrano działalność handlową i biznesową Żydom, tylko kilka osób odzyskało je z powrotem. Większość Żydów była kupcami, gdy ktoś potrzebował siły roboczej , to zatrudniali się jako rolnicy. Kiedy mieliśmy iść do getta, poszliśmy bez żadnej eskorty na pociąg. Nie było przeszukiwań domów, ale pieniądze, złoto, zboże mąka i ziemniaki zostały zajęte wedle uznania. Mogliśmy z sobą zabrać po 50 kg bagażu, ale nie było ważenia , bo nie było dokładnej wagi. Co wzięliśmy to nam pozostawiono. W podróży byliśmy dwa dni i zrobiliśmy jakieś 250 km. W getcie ulokowano mnie na drugim podwórzu i nie chodziłem do pracy. Dostawaliśmy dziennie 1 litr zupy i 1/6 chleba na głowę. Przed deportacją doszło do przeszukiwania, pozostawiono nam jedzenie i parę sztuk odzieży ; nic więcej. W wagonie jechało 80 ludzi, kto sobie przyniósł wodę to miał, inni nie mieli. W drodze do stacji znalazłem garnek, który zabrałem ze sobą. Na każdy wagon było dwóch komisarzy do wody.
Zdarzało się, że w wagonie chorowały dzieci i osoby starsze. W Birkenau mężczyźni zostali oddzieleni od kobiet , ja zostałem razem z ojcem i bratem. Poszliśmy do 27-go bloku, gdzie przez dwa dni nie otrzymaliśmy chleba. Potem poszliśmy do transportu, na drogę wydali chleb, kiełbasę i margarynę. Po 50-ciu w wagonie jechaliśmy pół dnia do Krakau. Płaszów był wielkim obozem, gdzie byli internowani Niemcy, Polacy, Żydzi i Rosjanie. Polacy, którzy już byli lata w obozie, mieli z wcześniejszych czasów pieniądze, żeby sobie kupić chleba. Za marmoladę, także za papierosy, dawali nam słodką kawę, surową kapustę lub kalarepę, które kradliśmy z samochodów dostawczych. Od naszych strażników, ( straż powierzono polskim i rumuńskim żołnierzom) dostawaliśmy czasem coś do jedzenia. Ci żołnierze byli dla nas dobrzy. Musieliśmy budować baraki, nosić kamienie i cegły, co było bardzo ciężką pracą. Niemiecki kierownik budowy, niemieccy cywile i policja obozowa bardzo nas bili. Jedzenie było wystarczające, ale jednostronne. Praca była w leżącym po sąsiedzku obozie SS. Wszyscy do wieku 15 lat uczyli się murarki, na piersiach nosiliśmy literę M. Po dwumiesięcznym pobycie pojechaliśmy z transportem, 75 ludzi w wagonie, 3 dni do Gross-Rosen. Tam operowano mi czyrak, który utworzył się w okolicy stawu biodrowego, nie mogłem siedzieć po cięciu, ale było dobrze. Gross-Rosen był bardzo dużym obozem, byli tam niemieccy i polscy lekarze. Dalej pojechałem z transportem do Gorlitz, było bardzo źle, 50 ludzi w wagonie, 80 dkg chleba i 2 porcje margaryny na 2 dni. Po przybyciu na miejsce znaleźliśmy pusty obóz, nas było 250-ciu, później doszło 400 Polaków i Węgrów z Funfteichen. Dopóki było nas 250, dostawaliśmy to samo jedzenie co SS. Dziennie bochenek chleba na 3 ludzi, 3 razy litr zupy, kawa tak słodka jak w domu, dwie łyżki do zupy marmolady, półkilowa kostka margaryny na czterech. Jak przyszło tych 400 osób, skończyło się dobre życie. Tam były w sąsiedztwie dwa obozy. Jak potem przyszło dalszych 500 ludzi z Auschwitz, wyżywienie jeszcze się pogorszyło. Kiedy Rosjanie się zbliżyli, zostaliśmy skierowani do położonego 25 km Rennensdorf, kiedy Rosjanie się potem wycofali, wróciliśmy do Gorlitz inną drogą. Kto nie był zdolny do marszu, był dobijany strzałem, wielu tak zginęło. W Rennendorf mieliśmy tylko jeden kocioł i gotowanie żywności szło z tego powodu bardzo wolno, pierwsze osoby dostawały jeść o 10-tej, a ostatni dostawali jedzenie o północy. Po powrocie do Gorlitz starsi obozowy i blokowi zorganizowali kartofle, żeby poprawić nasz stan. Magazyn obozowy był prawie pusty. Lagerfuhrer był bardzo zły, jego następca był tylko trzy tygodnie i Rosjanie znowu podeszli. Wygłosił do nas przemowę: „Kto chce iść ze mną do Amerykanów, niech się zgłosi. Kto chce być pod Rosjanami, może zostać tutaj, w takim wypadku niczego nie mogę gwarantować”. Nikt się nie zgłosił. Jak to mówił, stał przy swoim stole. Rozkaz był śmieszny. SS odeszło jeszcze tego samego dnia. Tydzień przed Świętem Wielkanocy mój ojciec i brat zostali zabrani na blok dla rekonwalescentów. Ojciec zmarł przed świętem, w wieku 55 lat z powodu wrzodu żołądka, brat miał ciało pokryte wrzodami prawdopodobnie z powodu awitaminozy, zmarł po święcie, obaj są tam pochowani. Z wkroczeniem Rosjan poszliśmy mieszkać do miasta, KB był także w mieście. U tych 150-ciu, którzy pozostali w obozie rozwinął się tyfus, już pod Niemcami byliśmy zawszeni. Przy przybyciu do Gorlitz dostaliśmy koszule i byliśmy w tym czasie 8 miesięcy 5razy dezynfekowani, ale koszul nie zmienialiśmy. Od rosyjskiego komendanta otrzymaliśmy dokumenty na podróż do domu na 12 osób wspólnie. Szliśmy 25 km częściowo pieszo, częściowo na dachu wagonu, częściowo w wagonie. Chciałbym jeszcze zauważyć, że Rosjanie się bardzo dobrze zaopiekowali chorymi w obozie i wszystkimi innymi, mieli dla nich jajka , cukier itp. Przez 3 tygodnie mogliśmy swobodnie plądrować i robiliśmy z tego zezwolenia dobry użytek. Postaraliśmy się o odzież, zegarek dla każdego i żywność na podróż. Wziąłem sobie parę okazałych butów, wartą 6000 pengo, niestety ukradziono mi je i mam teraz tylko jedną parę pantofli. Przez Pragę, Bratysławę Galanta wróciłem do domu. O mojej mamie nie wiem, niestety, zupełnie nic. które Leżę teraz krzyżem na zapalenie opłucnej, co prawdopodobnie było spowodowane wiatrem i pogodą , na które byłem narażony w czasie podróż na dachach wagonów, gdzie padło bardzo często i było bardzo zimno . Nie mam gorączki, ale odciągają mi wodę z płuc.
207,K, gospodyni domowa ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 2 dni ) , Krakau ( 2m-ce ),Auschwitz ( 4 tyg.), Bergen-Belsen ( 3 m-ce do 01-45 ), Aschersleben( 01-45 do ),
Zajmowaliśmy się handlem tekstyliami w Vásárosnamény. W kwietniu 1944 po wkroczeniu Niemców nakazali Żydom nosić żółte gwiazdy. Następnie stale wychodziły jakieś nowe rozporządzenia, więc nie mieliśmy chwili spokojnego życia. Mojemu ojcu odebrano sklep, wartościowe rzeczy itp. musieliśmy oddać. Pewnego dnia wyszło rozporządzenie, że Żydzi mają iść do getta. Zapakowaliśmy co było najbardziej potrzebne a następnie poszliśmy do getta. Byliśmy tam przez 4 tygodnie, a następnie załadowali nas na wagony i wywieźli do Auschwitz. Na stacji była selekcja, starsi i dzieci poszli w lewo, w prawo skierowali młodych ludzi, podczas gdy chorzy zostali poinformowani, że samochód przyjedzie po nich. Nas zabrali do łaźni, zabrali odzież, ostrzygli włosy, a następnego dnia wywieźli z transportem pracy do Krakau. W Krakau przez 2 miesiące pracowałam w kamieniołomach. Dzień pracy wynosił 14 godzin i tak nas bili pałkami ze zbrojonej gumy, że prawie traciliśmy czucie. Jedzenia było mało i niedobre. Po dwóch miesiącach wywieźli nas z powrotem do Auschwitz, tam byliśmy 4 tygodnie. Tu nie musieliśmy pracować i całymi dniami staliśmy na apelu. Każdy był bez odzieży wierzchniej, w cienkim obszarpanym pasiaku staliśmy godzinami w szyku na placu. Czy padał deszcz, czy był upał nie do zniesienia. Jedzenia było mało i niedobre. Z Auschwitz dostaliśmy się do Bergen-Belsen. Tu nie musieliśmy pracować. Mieszkaliśmy w celtach. To było straszne miejsce. Nadzorczyni stale nas biła. Nie było miejsca do spania, leżałyśmy na gołej ziemi. Wyżywienie było bardzo słabe. Tam byliśmy przez 3 miesiące. W styczniu 195 z Bergen-Belsen poszliśmy do Aschersleben. Tam pracowaliśmy w pewnej fabryce samolotów. Pracowaliśmy na dwie zmiany. Jako wyżywienie dziennie dostawaliśmy po 20 dkg chleba, pół litra zupy i czarna kawa i na tym mieliśmy pracować po 12 godzin dziennie. W pracy musieliśmy nosić czarne okulary. Pewnej nocy, gdy byłam w pracy, przysnęłam przy spawaniu i padłam na kolana. Nie wolno nam było tam zostać i szłam z gorączką 40 stopni. Pewnego popołudnia ustawili nas w szyku i został wydany rozkaz wymarszu. Chodziliśmy dziennie po 50 km, szliśmy dzień i noc, zawsze byłyśmy popędzane przez SS, nie jadłyśmy przez 3 dni, a ludzie po prostu padali po drodze. Trwało to przez trzy dni, potem niemiecka straż pozostała. Otrzymaliśmy niemiecką policję, którzy nas jeszcze popędzali przez dwa tygodnie, nagle oni też zostali. Byliśmy już bardzo osłabione, ponieważ nie było już w ogóle chleba i tylko żywiłyśmy się roślinami znajdowanymi po drodze. Byłyśmy w Düben koło Berlina, gdy nas wyzwolili Rosjanie. W sierpniu 1944, kiedy pracowałam w Krakau, widziałem, że sprowadzili wielu polskich Żydów, ale wykopali dla nich dół, następnie zabili ich salwami i spalili w tym dole.
216, 2K, uczennica ur. 1926, lat 19, i gospodyni domowa ur 1920, lat 25, Auschwitz ( 3 dni ), Plasow ( 4 m-ce ), Auschwitz ( 12-44, 1 m-c ), Friedenberg ( 4 m-ce ), Kratzau ( 2 m-ce do końca 05-45 )
Na początku maja 1944 roku przywieziono nas do getta w Munkaczu, gdzie przebywaliśmy przez miesiąc. Potem zostaliśmy zabrani przez Auschwitz, gdzie byliśmy trzy dni, do Plasow w Krakau. Tam mieszkaliśmy przez cztery miesiące. W grudniu 44 przyszliśmy z powrotem na jeden miesiąc do Auschwitz. Stamtąd udaliśmy się w dwudniową podróż do Friedenberg; tam byliśmy przez cztery miesiące. Następnie ewakuowali nas w Sudety , gdzie zostaliśmy uwolnieni po dwóch miesiącach w końcu maja w Kratzau. W getcie mieliśmy jedzenie, były także koszerne potrawy, ale niewiele. W wagonie jechało 95 osób, wiaderka WC nie było, wodę dali tylko raz na stacji. Byłam razem z moja rodziną. Chcę zauważyć, że w getcie tylko mężczyźni pracowali, a przy tym byli bici. Wszystkie cenne przedmioty zostały odebrane. Pierwsze dni w Auschwitz były całkiem dobre, dostaliśmy jedzenie. Następnie wszyscy bez selekcji poszli do Plasow. Podróż trwała tylko dwie godziny , było nas w wagonie 50 osób i mieliśmy chleb. Praca w Plasow była bardzo, bardzo ciężka: roboty budowlane. Musieliśmy przeciągać długie deski na szczyt góry, chcieliśmy pracować w trójkę, ale Niemcy pozwalali tylko po dwie osoby. Wiedzieliśmy, że długo tak nie wytrzymamy. Dostawaliśmy dziennie po 1/4 chleba i dwa razy na tydzień był dodatek. Kto poza tym pracował przy kolei, dostawał od współczujących Polaków pieniądze, za które mógł wtedy coś kupić i pomóc sobie w ten sposób. Kiedy praca nie szła dość szybko, dostawaliśmy od nadzorcy, kapo i SS bicie, które było przekazywane na niższe szczeble. Przychodzili też do obozu niemieccy cywile, mieli z sobą psy i szczuli je na nas a one się na nas rzucały i gryzły. Kapo i Niemcy pobili nas wiele razy. Zdarzyło się, że dziewczyna ciągnąc belkę na górę spadła i zetknęła się z naładowanymi elektrycznie drutem weszła z nim w kontakt i zmarła. Po powrocie do Auschwitz zostaliśmy wytatuowani. W Feldenberg pracowaliśmy w fabryce amunicji, to było do zniesienia, jedzenie było dobre i obfite, bo fabryka miała swoje własne pola. Pracowaliśmy tam na zmiany dzienną i nocną. Majstrowie byli bardzo uporządkowani , komendant obozu był surowy. Następnie przyszedł marsz do Kratzau, w dwóch etapach. Ci, którzy nie mogli chodzić, dostali się na ten czas na furmankę. Noc spędziliśmy na zewnątrz. W Kratzau mieliśmy źle. Znowu w fabryce amunicji, 1000 kobiet, byłyśmy brudne, zawszone i bez możliwości do umycia się i prania. Myłyśmy się, kiedy poszłyśmy do fabryki. Gdyby nas przyłapali, byłaby kara na apelu. "Wy świńska bando, czy nie wstydzicie się kapać przed mężczyznami." Pod koniec naszego pobytu przychodziło tam coraz więcej więźniów i potem dostawaliśmy tylko po 1/10 chleba na osobę, jedliśmy trawę i obierki ziemniaczane. Kiedy zauważyliśmy, ze Rosjanie są blisko, dyscyplina skończyła się i nie było już pracy. Dyrektor fabryki przyszedł do nas i powiedział. "Cóż, dzieci, dziś jest ostatni dzień, jutro, przyjdą Rosjanie. Wiele się nacierpieliście." Potem przyszła wolność. Byliśmy tylko przez krótki czas pod czeskim nadzorem. Tutaj znalazłam tylko jednego brata i wujka. W Kratzau dostałam stały ból nerek, który trwa do dziś, bo często chodziłam mokrymi stopami w złych drewniakach.Rosjanie przetransportowali mnie do Morawskiej Ostrawy, gdzie spędziłam miesiąc w szpitalu.
220, K, ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 19do22-06-44 ), Plassow (25-06-44do końca 08-44 ), Birkenau (koniec 08-44 do 02-09-44), Marktleben ( 6-09-44 do13-04-45 ), Theresienstadt ( 25-04-45 do 8-06-45)
W listopadzie 1944 poszliśmy z wizytą do krewnych w Ipolyság. Moi rodzice i czwórka rodzeństwa zostali w domu w Szeklencén, stamtąd ich wywieziono. Mój ojciec był nauczycielem wiary, poza tym mieliśmy też ziemię i sklep i żyliśmy na dość dobrym poziomie. Po wkroczeniu Węgrów, dostęp do działalności handlowej został nam odebrany. Po wkroczeniu Niemców już nie mogłam wrócić do domu i nie wiedziałam, co się dzieje z moimi krewnymi. W getcie w Ipolyság było około 6000 Żydów. Ogłosili w mieście, że w pół godziny mamy iść do getta. Mogliśmy zabrać ze sobą wszystko, co mogliśmy udźwignąć, jedzenie, ubranie itp. Dziewczęta zostały wywiezione na wieś, do prac rolniczych w sumie 17 dni byłam poza gettem. Była również wspólna kuchnia, o wewnętrzny porządek troszczyła się żydowska policja, żandarmeria i policjanci pilnowali getta z zewnątrz . Prezes Sądu Najwyższego wydał postanowienia, które były najbardziej ściśle przestrzegane. Ogłoszono, że wszyscy mają przekazać biżuterię, pieniądze, srebra stołowe a kto tego nie zrobi, zostanie surowo ukarany. Zabrali również rzeczy wartościowe, ale mało i miały miejsce przeszukiwania domów. Ale nawet wtedy nie byli zadowoleni z wyniku i aresztowali osoby i przesłuchiwali w najbardziej brutalny sposób, dopóki nie powiedzieli , gdzie umieścili pieniądze i biżuterię. Pewnego 75-letniego rzemieślnika nazwiskiem Polgar pobili na śmierć podczas przesłuchań. Kobiety były rozbierane, wiązano im ręce i nogi i bito je dopóki mogły mówić. Gdy straciły przytomność, dawali im odpocząć i znowu je bili. Kobietę o nazwisku Preierné bili całą noc aż do południa następnego dnia. Koło Zesłania Ducha świętego wróciliśmy z pracy do domu ale już nie wypuszczali z getta a nawet po tych , którzy nie wrócili jeszcze do domu poszli do okolicznych wiosek. Nie wiedzieliśmy, co to znaczy.7-06-44 o godzinie 4 rano obudzili nas i dali pół godziny czasu na to, abyśmy stanęli w szyku gotowi do wymarszu. O 8 rano w centrum miasta ustawiliśmy się w kolumnę marszową o pięciu rzędach , a następnie wywieziono nas poza miasto do szkoły rolniczej. Byliśmy tam do 10 rano następnego dnia , a następnie wyruszyliśmy do getta, jednakże wcześniej wszystkich rozebrano i zabrano pozostałe pieniądze, biżuterię, paczki żywnościowe nam pozostawiono. W szkole rolniczej było nas upchanych na poddaszu trzy tysiące, potem starych załadowali na wozy a my ruszyliśmy pieszo do Illéspusztá, gdzie dotarliśmy wieczorem. Tu w jednej stodole stłoczyli 4000 ludzi, było ciemno i tylko z wielkim trudem można było znaleźć trochę miejsca. Cztery dni pozostaliśmy w Illéspusztá, w tym czasie mogliśmy tylko usiąść, ścisk był nie do zniesienia. Tu też była kuchnia. Stąd dostaliśmy się do Balassagyarmat ,a następnie z tego getta załadowali nas na wagony. W naszym wagonie było 69 ludzi, nie dostaliśmy ani wody ani wiadra WC. W naszym wagonie nikt nie zmarł ale słyszałem , ze było kilka przypadków w innych wagonach. Węgierscy żandarmi zapytali, czy mamy jakieś ukryte kosztowności czy pieniądze i wezwali do ich natychmiastowego oddania, ponieważ ukrycie ich i tak to się nie uda . Także były próby ucieczki. W Koszycach przyszli żandarmi i powiedzieli, że jedziemy do Niemiec do pracy i kto będzie przyzwoicie pracował, będzie przyzwoicie traktowany. Potem na dwóch-trzech stacjach dali wodę.19-06-44 przybyliśmy do Auschwitz. Na stacji przyjęli nas więźniowie w pasiakach i SS, a następnie rozdzielono mężczyzn i kobiety. Poszłam oddzielnie, krzyknęłam, że też chcę iść ze starymi, opowiedziano mi, że za pół godziny się zobaczymy. Potem poszliśmy do łaźni, idąc w tym kierunku zobaczyliśmy grupę kobiet, które już były ostrzyżone, to był straszny widok. W łaźni się rozebrałyśmy, pozbawili nas włosów, zabrali nasze ubrania i zamiast nich dostałyśmy postrzępione szmaty, odebrali nam buty i w zamian dali drewniane chodaki . Dostałyśmy przydział do obozu cygańskiego, nie było miejsca, barak nie był na to gotowy, nawet nie spędziłyśmy tam nocy. Następnie wieczorem wprowadzili nas do na wpół gotowego baraku, w siódmym bloku nie było miejsca do spania na 1300 osób, mogliśmy tylko siedzieć lub stać. Cała robotą tutaj było stanie na apelu. Musiałyśmy się ustawić w szyku piątkowym i stałyśmy tak godzinami. Na trzeci dzień po badaniu lekarskim przydzielano do transportu. ładowano nas na wagony po 50osób, na drogę każdy dostał jeden chleb, salami i margarynę. 25-06-44 przybyliśmy do Plassow, gdzie był obóz pracy. Do jednego bloku kierowali po 500 osób, tu już dostaliśmy nieco lepsze miejsca do spania, mieliśmy prycze i trzy osoby dostawały po dwa koce. Dostawaliśmy zupę z kaszy jęczmiennej , ¼ chleba i rano czarna kawę, chleb wydawali wieczorem bez dodatku. Pracowałam w grupie roboczej w kamieniołomie i na budowie, musieliśmy nosić 2-3 km kamienie 30-40 kg. Nie było wody. Rano o piątej już staliśmy na apelu, o 7-mej w komandzie przydzielano pracę ; przerwa na obiad była od 12-tej do 14-tej, praca trwała do 18-tej. Praca zawsze była przydzielana gdzie indziej, ale zawsze była bardzo ciężka. Byliśmy tutaj siedem tygodni a potem wywieźli cały obóz, bo front już się zbliżył do nas. Cztery dni jechaliśmy z powrotem do Auschwitz, wielu zmarło z pragnienia po drodze do straszliwym tłoku, jechaliśmy po 130 osób w wagonie. Po drodze wcale nie dostawaliśmy jedzenia. Nawet w obozie były przewidziane małe racje chleba, polskie kobiety za pieniądze brały wodę, a potem się to zmieniło. Przybyliśmy do Birkenau, gdzie ponownie była selekcja, oddzielono osoby starsze, chore i słabe; zdolnych do pracy ustawiono oddzielnie. W łaźni na nowo obcięli nam włosy, które już odrosły. Stałyśmy nagie przez całą noc, a następnego dnia nas wytatuowali. Potem dostałyśmy przewiewną odzież i zabrali nas 1500 osób do bloku 14-tego, do obozu B2. Jedzenie było nieco bardziej przyzwoite i nie pracowałyśmy. Z drugiej strony, pobudka była już o 2-giej w nocy i stałyśmy na apelu do 8-mej rano, kiedy już były chłodne, jesienne dni a zawsze rano , kiedy było zimno, wychodziliśmy z bloku na zewnątrz. Z zupą dostawałyśmy brom. Cały dzień tylko lődörögtünk bez celu, staliśmy na podwórzu lub spaliśmy. Po obiedzie zawsze była blokada baraku i trwała do 17-tej a następnie był kolejny apel. Krematorium było ogrodzone płotem żelaznym i kocami i stale było widać dym i zawsze był w powietrzu zapach spalonych kości. Tu byliśmy pięć tygodni. 2-09-44 znowu był apel i potem zabrali nas do pracy, ale nie wiedzieliśmy dokąd. Skierowali nas do obozu G , tam nosiliśmy kołdry, wróciłyśmy wieczorem. Przed kuchnią widziałyśmy pewien transport, do którego nadal brakowało 20 kobiet, nas tam także przydzielili. Skierowali nas do obozu A , po kąpieli tam zostałyśmy na noc, rano potem dostaliśmy nowe ubrania, potem przyszła Niemka i wydała polecenie, ze się mamy rozebrać, musieliśmy wrócić do obozu. Potem odzyskaliśmy stare ubrania i skierowali nas do 13-tego bloku. To już był obóz pracy. Następnego dnia ponownie wzięłyśmy kąpiel, a następnie załadowali nas na wagony. Na drogę dostałyśmy po bochenku chleba, margarynę, pasztetową, wiadro kawy i wody też. Jechałyśmy cztery dni pod eskortą SS; w wagonie było po 55 osób. O północy przybyliśmy do Markleberg; tam też był obóz pracy i nie był jeszcze stary. Po wyjściu z wagonów skierowano po 10 osób do jednego pokoju, każdy dostał koc i oddzielna pryczę a nawet talerze, kubki, łyżki również dostaliśmy. W południe dostaliśmy zupę z kaszy jęczmiennej, wieczorem ponownie dali nam gotowany posiłek i 1/5 chleba. Apel był tylko rano. Trzy dni odpoczywaliśmy a potem przydzielili nas do fabryki broni, gdzie pracowaliśmy na automatycznych maszynach, czas pracy trwał po 12 godzin dziennie na zmiany dzienną i nocną, przemiennie. Pobudka była o 4-tej rano, następnie był apel, o szóstej rano wyruszaliśmy do pracy. Pracowaliśmy razem z Rosjanami, Polakami, Holendrami, Francuzami; Niemcy byli majstrami, nie było wolno się kontaktować z innymi więźniami i cywilnymi pracownicami niemieckimi, ci, którzy z nimi rozmawiali, byli surowo karani. Kogo przyłapali na rozmowie, temu za karę obcinali włosy. 10-04-45 już widzieliśmy, Ze SS się pakuje i przygotowuje do wymarszu. Po południu wszyscy wrócili z fabryki i oberschaarführer wygłosił mowę, że niestety opuszcza obóz ale my zostajemy w fabryce i i nie będzie żadnych problemów, jeśli nadal będziemy pracować normalnie. Kiedy mówił, że potem wracamy na Węgry bardzo płakaliśmy. Tymczasem został wezwany do telefonu i kiedy wrócił, poinformował, ze więźniowie muszą opuścić obóz, z powodu zbliżających się wojsk amerykańskich, ale Rosjanie też byli tylko o 4 km. Opróżniłyśmy magazyn, wzięłyśmy ubrania i wyruszyłyśmy. Szpital został ewakuowany. Właśnie w tym czasie byłam mocno osłabiona, leżałam w szpitalu, z chorym sercem ledwie łapałam powietrze. Szliśmy pieszo 16 dni, na drogę dostaliśmy ¼ chleba, potem już jedliśmy tylko trawę po drodze. Na trzeci dzień przybyliśmy na pewne pole, bardo marliśmy leżąc na ziemi. Wtedy nadeszło wielkie bombardowanie, byliśmy na zewnątrz a SS strzelali do nas z tyłu, bo się położyliśmy, ale wielu osobom udało się uciec. Rano poszliśmy ponownie dalej, początkowo szliśmy w dzień i w nocy, po przyjściu do lasu wypoczywaliśmy tylko jakieś pół godziny. Jedliśmy pokrzywy, szczaw, surowe ziemniaki, ale potem już było święto, bo przez całą drogę dostaliśmy tylko dwie kromki chleba i kawę do tego. Potem już tylko maszerowaliśmy w ciągu dnia, a w nocy odpoczywaliśmy w lesie. Kiedy wychodziliśmy, było nas 1500 osób, do Theresienstadt dotarło tylko 680 osób, inni zostali po drodze lub stali się ofiarami bombardowania. Przed Dresden był duży nalot w ciągu dnia, tu zginęło 12 z nas. Idąc dalej 25-04-45 dotarliśmy do Theresienstadt. Tu nas wyzwolili Rosjanie 7-05-45 i tu dostaliśmy ¼ chleba i słodka kawę, cieszyliśmy się i pocałowaliśmy ich. W Theresienstadt było wówczas 56.000 Żydów w getcie, słyszeliśmy, że gdyby kuchnia nie dotarła w ciągu 2-3 dni, to wojska rosyjskie wydały by nas wszystkich na śmierć. 8-06-45 poszłam stąd, potem była wielka epidemia tyfusu, a wielu zmarło. Nie spodziewałam się tego , ale transportem przez Pragę, Bratysławę bez uszczerbku przybyłam do Budapesztu.
242,4K,uczennica ur. 1929, lat 16,kapeluszniczka ur.1928, lat 17, gospodyni domowa ur. 1921, lat 24, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz, Krakau, Auschwitz, Kratzau
Pod koniec marca wyszukiwane były wszystkie domy Żydów. Zabierano rzeczy wartościowe , najbardziej brutalnie nas traktowano. Kilka dni potem zgromadzono mężczyzn i internowano bardzo wielu. Żyliśmy w stałym horrorze, na porządku dziennym było, że wyłamywali nam okna, wrzucali kamienie. W maju musieliśmy pójść do getta, w tym celu kilka ulic zostało wyznaczone w Nagysurány. My mieszkaliśmy w okolicy, przeszliśmy pieszo 12 km z tobołkami po50 kg. i do wyznaczonego domu przyszliśmy bardzo zmęczeni. Mnóstwo ludzi było tam stłoczonych. Zakazano kontaktu z chrześcijanami w jakiejkolwiek formie. Z jednej strony w getcie mieszkaliśmy my, z drugiej strony chrześcijanie. Strzegli nas cywilni funkcjonariusze policji. Powszechnie uważało się, że zabiorą nas do pracy gdzieś w kraju i że nie będziemy narażeni na szwank. Jedna rodzina uciekła, nie wiem co się z nimi stało. I tak to wyglądało; w czwartym tygodniu przyszli do nas żandarmi, zabrali od nas wiele rzeczy, dowiedzieliśmy się, że mamy zabrać z sobą żywność, bo pójdziemy dalej. Pozostawiliśmy rzeczy i wyruszyliśmy do klasztoru-twierdzy. Mieszkaliśmy w podziemiu, w dusznej , stęchłej dziurze. Umyć się nie było możliwe. Rano dostawaliśmy czarną kawę, trochę zupy i 4 dkg chleba. O to troszczyła się Rada Żydowska. Spaliśmy na ziemi, przez okres 10 dni przebywaliśmy w warunkach wielkich ograniczeń. Na początku maja wcisnęli nas do pociągu, po 70-80 osób wcisnęli do wagonu. Na drogę wydano po jednym chlebie na osobę. W Koszycach przejęli nas SS i tam dostaliśmy wodę. Pociąg pędził dalej do Auschwitz. Po przybyciu wypędzili nas kijami, osoby starsze, chorych, matki z dziećmi poszły w lewo, młodych poinstruowano, aby poszli w prawo. Dalej to szło kolejno: łaźnia, dezynfekcja, odebranie naszych dobrych ubrań, wydanie w zamian drewnianych sabotów. Po takiej metamorfozie nie poznałam rodzonej siostry. Po 1000 osób przyszło do jednego zatłoczonego bloku, byłam tak zmęczona i tak potrzebowałam odpoczynku po dwóch tygodniach tortur, że prawie oszołomiona padłam na miejsce. Usiedliśmy jeden na drugim, jak sardynki, przysiadałyśmy. Po pobudce o trzeciej rano musiałyśmy stać na apelu. W cienkich ubraniach stałyśmy drżące długo aż do świtu. Ten czas płynął powoli. Po południu ponownie to samo. Była selekcja i to było stresujące. Jedzenie było złe i mało : czarna kawa, zupa z pokrzywy, wieczorem chleb z dodatkiem, tylko to mieliśmy do jedzenia. Po dwóch tygodniach dostałam się do transportu i wywieźli mnie do Krakau. Pracowałam w kamieniołomach, bardzo nas bili. Obóz był rozległy, wielki z dużą ilością więźniów. Czas pracy wynosił 12 godzin dziennie. Komendant SS jeździł na białym koniu, towarzyszył mu pies gończy, gdy komendant zobaczył, że ktoś przystanął tylko chwile i przestał pracować, szczuł psa. Dzienna racja żywieniowa: czarna kawa, zupa, i chleb dwa razy w tygodniu z dodatkiem, margaryna lub dżem. Po dwóch miesiącach zbliżył się front i zabrali nas z powrotem do Auschwitz. Tu ponownie obcięli nam włosy i zdezynfekowali. Przebywaliśmy tu przez sześć tygodni w tym czasie nie pracowałyśmy, a następnie wywieźli nas z transportem do Kratzau. Pracowałam w fabryce broni po 12 godzin dziennie na zmiany dzienna i nocna, przemiennie. Oprócz prac to było bardzo dobre miejsce. Obóz był czysty i schludny, była także możliwość umycia się. Jedzenia tutaj było zbyt mało . Zupa, 20 dkg chleba, dodatek, czarna kawa. Tu byłam dziewięć miesięcy. 9-05-45 Rosjanie nas wyzwolili.
303,K, ur. 1929, lat 16, Auschwitz (koniec-05-44, 2 tyg.), Krakau ( 3m-ce), Auschwitz (6tyg.), Maklenberg (8m-cy), Teresin (5tyg)
Przybyłam do Birkenau z końce maja 44 pierwszym transportem z Munkacza. Skierowali mnie do obozu A, tu byłam dwa tygodnie. W ciągu tych dwóch tygodni nie robiliśmy nic innego niż stanie po 5-6 godzin na dobę na apelu. Dwa tygodnie później, zabrali tysiąc ludzi do pociągu i dostarczyli do Krakau. Tu w ciągu kilku pierwszych dni miała być wykonana straszna #. Nie wiem z jakiego powodu zostało zastrzelonych tysiące ludzi w lesie w pobliżu obozu, ale trzeba było wykopać doły. Najpierw na to kładliśmy grube belki, na to ustawiali oni ich i zestrzeliwali ich do dołu. Musieliśmy do końca to oglądać. Kiedy dół był pełen trupów, wylewano na to jakiś płyn i podpalano. Gdy tysiąc ludzi zostało zlikwidowane, przychodził następny transport. Tą pracę musiałam robić przez dwa tygodnie. Na początku bałam się strasznie, że mnie taż zabiją, ale później przyzwyczaiłem się do tego, i całkiem odrętwiałam i nie interesowało mnie, czy umrę, czy nie. Potem nosiliśmy na sobie dużo drewna, przewoziliśmy ciężkie kamienie, po 12 godzin dziennie. Stale nas bili, zmuszając do szybszej pracy, nie było wolno zrobić sobie jednej minuty przerwy. Od ciężkiej pracy spuchła mi noga i bolało mnie ramię. Strażnikami w obozie byli oficerowie SS, którzy ze swoimi biczami wchodzili nawet do WC i tam też bili. Po trzymiesięcznym pobycie tam; załadowali po 130 osób na wagony i wywieźli nas z powrotem do Auschwitz. Tu nas rozebrali i powiedziano nam, ze słabi z transportu pójdą wprost do krematorium. Ale na szczęście mi się to nie przytrafiło, ubrałam się ponownie i ulokowano mnie w obozie B. Na szczęście pracy nie było przez cały czas naszego pobytu tutaj. Po sześciu tygodniach ponownie przypisano mnie do wychodzącego transportu, tak dostałam się do Makleeberg. Makleeberg należał do Auschwitz. Tu nie zabijano w krematorium, ale tam przekazywano i stale nam tym grożono, a jeden raz tak zrobiono z matką i jej dzieckiem, że odesłano ich z powrotem do Auschwitz. Nikt nie powinien być zgłaszany jako chory, ponieważ ci, którzy byli po kilka dni w szpitalu byli zabierani do Auschwitz. Praca była ciężka, to było praca dla mężczyzn. Pracowaliśmy w fabryce samolotów po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocna z cotygodniowym ich odwróceniem. Poza ciężką pracą musieliśmy stać po 6-7 godzin dziennie na apelu , stale poobijani, jeżeli zdaniem nadzorczyni nie staliśmy prosto, miała zły humor lub ochotę aby nas pobić. Minimalne wykroczenie było karane jak straszne przestępstwo. Godzinami stałyśmy w cienkiej odzieży na zimnie, lub obcinali jej włosy albo nie dali nosić chustki na głowie w zimie. Wielu zmarło w obozie. Były one potem w jakiś sposób zabierane do krematorium w Auschwitz. W osiem miesięcy potem, niespodziewanie pewnego dnia, oberscharführer zebrał nas i oświadczył, że jesteśmy wolni, możemy robić co chcemy, pozostaniemy sami, ponieważ musi odejść ale żebyśmy nie zapominali, że on był dobry dla nas. Bardzo się cieszyliśmy, ale za wcześnie. Ledwie usłyszałyśmy słowa oberscharführera, zawołano go do telefonu, kilka minut później wrócił i ogłosił, że wkrótce cały obóz wyrusza w kierunku wnętrza Niemiec. Płakaliśmy na próżno, prosiliśmy ale pozostał nieugięty. Wyruszyliśmy na piechotę, włóczyliśmy się bez celu tam i z powrotem. Dziennie pokonywaliśmy dystans 30-40 km, droga była straszna. Szliśmy pięć dni i pięć nocy bez jedzenia i picia. Spędzaliśmy noce na świeżym powietrzu, która nie mogła znieść tempa, była zastrzelona. Droga była pełna wycofujących się niemieckich żołnierzy ,uciekających ludności cywilnej o dlatego stale byliśmy bombardowani. Pięć dni później dotarliśmy na farmę, gdzie odpoczęliśmy dwa dni, potem poszliśmy dalej . Pozostać z tyłu nie było można, bo trzech Niemców szło za mami i zabijało maruderów. Po 16 dniach przybyliśmy do Teresina. Zdezynfekowali nas tutaj, ale ponownie dostaliśmy wszy bo ulokowali nas w brudnych blokach. Dostaliśmy jeść, pracy nie było, byliśmy bezczynni, z tyfusem, głodni leżeliśmy cały dzień na blokach. Dziennie było bardzo wielu zmarłych. Tak to trwało aż do 8-05-45, kiedy Rosjanie nas wyzwolili.
481, M, uczeń, ur 1930, lat 15, Auschwitz (1 do 15-05-44 ) ,Płaszów ( 17-05-44 do 19-08-44), Gross-Rosen ( 21-08-44 do 21-09-44 ), Reichenbach ( 24-09-44 do 3-05-45)….
Poszliśmy do kąpieli i przydzielono nas do baraków, a po tygodniu pojechaliśmy pociągiem do Polski, do obozu zwanego Plaschow. I tu spędziłem trzy miesiące. Żywności tu było tak mało, nadzorcy byli tak żli i okrutni, że każdego dnia pobili na śmierć niektórych ludzi. Stąd zabrali nas do Niemiec, do Grossrosen. ….
776,K,krawcowa, ur. 1923, lat 22, Auschwitz (05-44, 6tyg.), Krakau (3m-ce), Bergen-Belsen (3m-ce) Rochlitz ( 4m-ce) Krasnitz (5tyg. ,do 15-04-45),
W maju 1944 ewakuowano nas z getta,. 78 osób było w wagonie. Kiedy przyjechaliśmy do Auschwitz, zdezynfekowano nas, ogolili nasze włosy i dostaliśmy nowe ubrania. - Tutaj mieliśmy pracować przy kamieniach, praca była dość ciężka. Po 6 tygodniach poszliśmy do Krakau. Robiliśmy tu różne roboty. Prace ziemne, nosiliśmy kamienie i cegły, itp. Ale jedzenie nie było złe dostawaliśmy 25 dkg chleba i zupy. Jeśli było mało, dostawaliśmy jeszcze raz, więc nie głodowaliśmy. Ulokowali nas w bardzo dużym pomieszczeniu, około 200-300 osób było w pokoju, więc nasze mieszkanie nie było niewygodne. Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie i obchodzili się z nami również dość dobrze. Po 3 miesiącach odprowadzono nas do Bergen-Belsen. Tu było bardzo wielu ludzi i dużo głodowaliśmy. Na początku ulokowali nas w celtach, potem mieszkaliśmy w barakach. Spaliśmy na pryczach po dwie. Raz w tygodniu prowadzili nas do łaźni, więc mogliśmy utrzymać czystość. Nie pracowałyśmy przez 3 miesiące. Potem umieścili nas w Rochlitz w fabryce amunicji. Nie dostaliśmy nic do jedzenia i dużo głodowaliśmy. Pracowaliśmy na 3 zmiany po 8 godzin dziennie / z wyjątkiem niedziel. Nasze mieszkanie było tutaj znacznie lepsze, niż w Bergen-Belsen. Ulokowali nas tu w barakach, każda miała osobne łóżko. Następnie dostaliśmy się do Krasnitz. Tu było bardzo źle: wiele nas bili i nie dawali jedzenia. Mieliśmy tutaj bardzo ciężka pracę przy kamieniach. Miejsce pracy było odległe o 10 km od obozu a nasze zakwaterowanie również było bardzo złe. Jak Rosjanie się zbliżyli, musieliśmy uciekać stąd w połowie kwietnia. Przez 3-4 tygodnie chodziliśmy pieszo po około 25-30 km na dobę.
Po drodze nie dostawaliśmy jedzenia, tak że wielu umierało z głodu. To była prawdziwa ulga, kiedy w maju zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan.
935, 5K, 2krawcowe,3 gopodynie domowe, ur 1926, 1924, 1925, 1927, 1919, lat 19, 21, 20, 18,26, Auschwitz (15do29-06-44), Krakau (2-07-44do15-08-44), Auschwitz (18-08-44do30-09-44), Kratzau (30-09-44do9-05-45)
W Csornok mieszkały tylko dwie rodziny żydowskie, w Komjátin 15, głównie byli to całkiem dobrzy handlowcy. Po wkroczeniu Niemców w ciągu dwóch tygodni poszliśmy do getta w Nagysurány. Mogliśmy zabrać bagaż o wadze 50 kg na osobę. Tutaj spędziliśmy w obszarze w obrębie murów getta tylko półtora tygodnia. Ojciec w.wym. Deutsch Ilony został wezwany do ratusza, tutaj ludzie gestapo bardzo bili ludzi. Każdego dnia były przeszukiwania domów, mężczyźni byli zabierani do pracy w rolnictwie, kobiety również, nie wierzyliśmy , że nas wywiozą. Na pracę członków Rady Żydowskiej: König, Dr. Krausz i innych nie mogliśmy się skarżyć. Pewnego ranka o wpół do piątej przyszli do domów żandarmi, otrzymaliśmy polecenie szybkiego spakowania się, ale upewniali nas, ze szkoda byłoby coś zabierać, bo i tak wrócimy, i tak straciliśmy wszystkie rzeczy. Po południu nas załadowali do wagonów, po 50-osób było w wagonie. Pojechaliśmy do Komárom, byliśmy tam tydzień w klasztorze twierdzy, tu wtedy załadowali po 85 osób w jednym wagonie, dostaliśmy wodę i wiadro WC. Jeszcze wtedy myśleliśmy, że po prostu pojedziemy do pracy. W Koszycach otwarto wagony po raz pierwszy i Niemcy przejęli pociąg. Po trzech dniach podróży 15-06-44 dotarliśmy do Auschwitz. Wsiedliśmy, poddali nas selekcji, poszliśmy do dezynfekcji, ostrzygli nam włosy, zabrali ubrania i w zamian dali szarą odzież więzienną. Skierowali nas do obozu cygańskiego, gdzie spędziliśmy trzy dni, ale cały czas nie widzieliśmy wody. Wzięli nas stąd i po dwóch dniach podróży przybyliśmy do Krakau. Na drogę dostaliśmy po ¼ chleba i dodatek. Po przyjeździe umieszczono na bloku 400 osób, spaliśmy po cztery na jednej pryczy. Tu robiliśmy ciężką pracę w kamieniołomie, nadzorcy nas bili, wyżywienie było bardzo słabe, apel był dwa razy dziennie. Krematorium było w Krakau, zmarłych palili w dołach, ponieważ potem krematorium już nie działało. W połowie sierpnia poszliśmy z powrotem do Auschwitz, gdzie spędziłyśmy sześć tygodni. W tym czasie jedynie okazjonalnie pracowałyśmy, a następnie dostałyśmy się do pewnego transportu pracy do Kratzau . Tu pracowaliśmy w fabryce, dzień roboczy trwał 12 godzin. Wyżywienie i zakwaterowanie było tutaj nieco bardziej humanitarne, tylko po dwie spałyśmy na pryczy. Byłyśmy tu aż do wyzwolenia, które nastąpiło 9-05-45, potem kilka tygodni spędziłyśmy w mieści i z czeskim transportem przez Pragę przyszliśmy do Budapesztu.
936, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27do31-05-44 ), Płaszów (31-05-44 do 10-08-44), Gross-Rosen (14do21-08-44), Gorlitz/ Zittau (10-09-44 do 8-05-45).
W Kalocsa mieszkało tylko 20 rodzin żydowskich najczęściej średniozamożnych rolników. Mieszkałem na moich rodziców, mój ojciec był blacharzem, mieliśmy dom, ziemię i żyliśmy całkiem dobrze. W kwietniu 1944 zebrali Żydów i zabrali ich do szkoły, skąd szybko poszliśmy do getta w Szeklencé . Tu natychmiast zostaliśmy poddani dokładnej rewizji osobistej i osoba mogła zabrać z sobą rzeczy o wadze 50 kg może z sobą. Ludzie z Gestapo często przychodzili do getta, jeśli ktoś szybko nie zdjął czapki, to bili zaraz biczem, lub nożem obcinali pejsy. Getto było na terenie miejscowości, ale było wokoło ogrodzony, strzeżone przez żandarmów a o utrzymanie porządku dbali żydowscy policjanci, także była wspólnotowa kuchnia . Mężczyzn wywożono do pracy, kobiety wyłącznie do sprzątania. O ile wiem, nie było ucieczek, zanim nas załadowali na wagony po raz kolejny była dokładna rewizja osobista. Ogłosili w dzień poprzedzający, aby się spakować i następnego dnia wyruszamy, myśleliśmy, że zabiorą nas do pracy w kraju, bo tak się mówiło, w jednym wagonie jechało 78 osób, wodę dostaliśmy dopiero w Koszycach, gdzie Niemcy przejęli skład. Tutaj już widzieliśmy, że zabierają nas w kierunku Polski. W naszym wagonie nie było zgonów ani próby ucieczki. 27-go maja na wieczór dotarliśmy do Auschwitz, przyjęli nas polscy więźniowie w pasiakach, musieliśmy wysiąść i zostawić bagaże w wagonach , mężczyźni i kobiety zostali oddzieleni, a następnie zabrali nas do dezynfekcji, strzyżenia, depilowania i zabrano nam naszą odzież , w zamian wydano więzienne pasiaki. Trzy dni później wywieziono nas do pracy do Plaschow. Wszystkich 16 letnich chłopców przydzielili jako uczniów murarskich. Tu była bardzo ciężka praca, młodzi chłopcy musieli pracować jeszcze bardziej, pracowaliśmy od 7-mej rano do 21-wszej wieczorem, budowaliśmy obóz. Wyżywienie: 1 / 4 chleba, zupa i czarna kawa. W baraku byliśmy 500 osób, pięciu z nas leżało na szerokiej pryczy. Przy pracy bardzo nas bili SS, Lagerführer miał dwa ogromne psy, jeśli coś nie było zrobione na tyle dobrze, tylko szczuł te dwie bestie na nas. Dwie osoby oszalały , słyszałem, że je otruto. Nie było krematorium, zwłoki polewali benzyną i spalali. Rano i wieczorem był apel . Gdy Armia Czerwona zbliżyła się, poszliśmy stąd do Grossrosen, podróż trwała cztery dni, dali 1 / 4 chleba, mamy trochę twarogu na drogę, jednak nie dostaliśmy wody , 75 –ciu było w wagonie. Grossrosen był tylko obozem rozdzielczym , spędziliśmy tam tylko tydzień, codziennym zajęciem było tylko stanie na apelu. W tydzień później przydzielili nas do transportu i w ten sposób dostałem się do Görlitz (koło Zittau). Tu najpierw pracowałem w fabryce amunicji , czas pracy był 12-godzin na dzień, potem, gdy front się zbliżał, kopaliśmy system rowów. Było wiele nalotów, maszyny leciały bardzo nisko, wiele osób zginęło z powodu bombardowania. Z innmi transportami było nas ok. 1200 osób, ale przeżyło tylko ok. 600, wyżywienie było bardzo ubogie i mało, wielu ludzi zmarło z głodu i od pobicia. Gdy zbliżyło się rosyjskie wojsko musieliśmy pospiesznie uciekać, chodziliśmy przez trzy tygodnie, po drodze bardzo głodowaliśmy i bardzo wielu ludzi zmarło z głodu ale wielu zabito strzałem, tych , którzy nie byli w stanie dalej iść i pozostawali w tyle. Były dni, kiedy nic nie jedliśmy , a czasami dostawaliśmy tylko po kilka kawałków ziemniaków. Ponaszej podróży powrotnej do Görlitz, przebywaliśmy tu do 8-go maja - dnia wyzwolenia. Wyruszyliśmy pieszo z dworca kolejowego, a następnie pociągiem i pieszo w razie jego braku. Przez Pragę, Bratysławę dojechałem do domu. Plany na przyszłość : chcę podróżować do Gyor, tam jest mój brat, moi rodzice jeszcze nie wrócili . Chcę doskonale mówić po hebrajsku ,a potem chciałbym wyjechać do Palestyny.
953, K, 2 relacje, krawcowe ur 1921 i 1925, lat 24 i 21, Auschwitz ( 15 do 23-06-44 i 15-08 do 15-09-44 ), Płaszów (23-06-44 do 12-08-44 ) , Gebhardtsdorf (16-08-44 do 17-02-45 ), St. Georgenthal ( 17-02-45 do 8-05-45 )
W dniu 12 Czerwca 1941 musieliśmy wraz z naszymi rodzinami udać się z miejsc naszego urodzenia i stałego pobytu-do getta Komárom. W tym getcie skoncentrowano 10.000 Żydów nie tylko z Komárom, ale również pochodzących z okolicznych wiosek. Już po trzech dniach nastapiła deportacja. Na podróż do Auschwitz, która miała trwać trzy dni, otrzymaliśmy po dwa kilogramy chleba, nic więcej, wody nie dali, co było czymś szczególnym w tym czasie - to był szczyt lata – podróż była nieprzerwanym łańcuchem cierpień. W Auschwitz byliśmy według zwykłych procedur ostrzyżeni, okąpani i tak oddzieleni od naszych rodzin. W Auschwitz pozostałyśmy tylko 8 dni i z transportem 2500 więźniare, wyłącznie węgierskich Żydówek, dotarłyśmy do Płaszowa, miejsca wygnania Żydów z Krakowa. Praca, którą musieliśmy zrobić, nie mogła być uznana za łatwą nawet dla mężczyzn . Bardzo cierpiałyśmy , bo nie tylko praca była bardzo trudna, ale jedzenie bardzo słabe i mało a traktowanie brutalne . Te tygodnie pracowaliśmy w Płaszowie potem poszłyśmy z powrotem do Auschwitz, a następnie czekałyśmy na przydział do nowego transportu pracy. Po miesiącu, ten przydział nastąpił i poszłyśmy z transportem 200 więźniarek do wsi Gebhardtdorf do pracy w fabryce części do samolotów. Jedzenie, zakwaterowanie i traktowanie było dopuszczalne, tylko pod koniec jedzenia było mniej, ze względu na napływ nowych więźniów. Po pięciu miesiącach poszły śmy dalej, najpierw do St.Georgental ( Czechy na S od Żytawy ) gdzie mieliśmy do budowy głównie szańce ale również pracowałyśmy w fabryce śrub. Nie była to zbyt ciężka praca, także na traktowanie nie mogłyśmy narzekać. W St Georgental zostałyśmy aż do wyzwolenia obozu przez Rosjan w dniu 5 Maja; nastąpiło to po opuszczeniu przez Niemców i nas obozu. Tydzień po wyzwoleniu, byliśmy w stanie rozpocząć podróż do domu. S.S. przyjechała do Auschwitz z matką, od której została oddzielona od razu po przyjeździe. Od tamtej pory nic nie słyszała o niej. Ojca zabrali Niemcy z mieszkania w miesiącu czerwcu a mianowicie do Győr do tamtejszego więzienia. W tym czasie około 80 Żydów wywieziono z domów. Mężczyźni i kobiety, jeśli człowiek nie został odnaleziony, to następnie została zabierana z jego miejsca kobieta. Co się z tymi mężczyznami i kobietami stało , nigdy nie dowiedzieliśmy. Członkowie rodziny, którzy przybyli do Auschwitz z V. H. to byli rodzice, siostra i brat.
Siostra pozostała z nią, a także spokojnie z nią powróciła. Od rodziców i brata została oddzielona w Auschwitz i od tego czasu nic nie słyszała o nich.
958, uczennica ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( pocz do poł. 05-44), Plaszow ( poł.05-44do koń.-07-44), Auschwitz ( Kon.07-44do pocz.08-44), Oederan (pocz.08-44 do poł.03-45), Theresienstadt ( poł.03-45 do 8-05-45)
W miejscu mojego urodzenia i stałego pobytu Dunaszerdahely, dużej gminie, mieszkało 10.000 dusz, z których połowę stanowili Żydzi. Ci w większości zajmowali się handlem i rzemiosłem i na ogół żyli w dostatku. Rozporządzenie o gettach weszło w życie w Dunaszerdahely w kwietniu 1944 roku w taki sposób, że najpierw wyznaczono pięć mniejszych ulic, gdzie Żydzi mieli mieszkać. Z pięciu ulic zostały później trzy, a na końcu wszyscy Żydzi musieli się zebrać w świątyni, która została ustanowiona jako jedyne miejsce ich zamieszkania. Miesce byłoby niewystarczające dla samych tylko Żydów z Dunaszerdahely, potem musieliśmy zauważyć, że skoncentrowano w świątyni nie tylko Żydów z miejscowości, ale też z całej okolicy i wszyscy musieliśmy się pomieścić. Więc był straszny brak miejsca, który czynił stały tam pobyt bardzo męczącym. Pewnego ranka ukazał się w świątyni niemiecki oficer i ogłosił, że Żydzi będą stamtąd zabrani gdzie indziej. Rzeczywiście krótko potem zostaliśmy załadowani na wagony , jechaliśmy trzy dni i dwie noce, aż dotarliśmy do Auschwitz. Moja rodzina była ze mną; składała się z mojej matki, - mój ojciec już wcześniej był zaangażowany do prac serwisowych dla wojska - brata, siostry i babci. Natychmiast po przybyciu do Auschwitz zdolni do pracy zostali oddzieleni od niezdolnych do pracy . Ja poszłam ze zdolnymi do pracy a babcia i matka z moim obojgiem rodzeństwa ,13 letnim bratem i 9-letnią siostrą, poszli gdzie indziej. Co się z nimi stało i czy jeszcze żyją, nie jestem w stanie do dzisiaj na pewno powiedzieć. Już po pięciu dniach zostałam zakwalifikowana do transportu pracy, który składał się z 5 000 wyłącznie kobiet więźniarek. Przed odjazdem transportu musiałyśmy stać całą noc na apelu, był ulewny deszcz, więc przemoczyłyśmy się do kości i zmarzłyśmy okropnie. Cierpiałyśmy nie tylko fizycznie, ale także duchowo, bo nam mówili, ze przygotowują nas nie do pracy, tylko do zagazowania a potem do spalenia. Opanował nas nie do przezwyciężenia strach przed śmiercią, co było bardzo zrozumiałe, gdyż wyraźnie widziałyśmy płomienie z unoszące się z kominów krematorium. Musiałyśmy stać na apelu przez całą noc dlatego, żeby mogli zebrać pełne 5000 dziewcząt i kobiet do transportu, to po prostu zajęło tyle czasu. Odetchnęłyśmy z ulgą, kiedy już siedziałyśmy w wagonach i pociąg opuścił Auschwitz. Po czterech godzinach pociąg zatrzymał się w Plassov, na przedmieściu Krakau, stanowiącym getto tego miasta, które było otoczone naelektryzowanymi drutami. Tu spędziłam straszne 6 tygodni. Praca była ciężka i bezsensowna, ponieważ służyła jedynie do tego, aby nas dręczyć a jedzenie było nie do zjedzenia. Poza tym mieszkałyśmy w stałym zagrożeniu i byłyśmy bite batem lub w inny sposób znęcano się nad nami poważnie. Pewnego dnia gdy prowadzono nas do pracy , zauważyła
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:42, 30 Sie 2013 Powrót do góry

zauważyłam na otwartym polu płonący stos. Widziałam, jak około 5-6 osób, najwyraźniej rodzina, bo znajdowały się tam również dzieci była przeszukiwana a następnie wepchnięta w płomienie. Kiedy wracaliśmy z pracy tą samą drogą, stos się już wypalił, a na zwęglone ciała zostały rozrzucone trociny. Kiedy do Krakau zbliżali się już Rosjanie, i huk armat był coraz wyraźniejszy, zabrano nas z Plassov. Załadowano nas na wagony po 130 osób w wagonie. Podczas jazdy zatrzymywaliśmy się wielokrotnie na otwartej drodze, co tylko miało na celu wystawienie nas na upalne promienie słoneczne, aby powiększyć nasze cierpienie z pragnienia. Oczywiście na podróż ani jedzenia, ani wody nie dostaliśmy. I tak się stało, że na przejechanie drogi, którą w odwrotnym kierunku pokonaliśmy w cztery godziny, teraz potrzebowaliśmy pełne trzy dni. Tak więc ponownie przybyłyśmy do Auschwitz, gdzie spędziłyśmy 5 tygodni bez pracy, głodując i stojąc na apelu. Po tym czasie ponownie przydzielono mnie do transportu roboczego, który tym razem poszedł do Oederan koło Chemnitz, gdzie znajdowała się fabryka nabojów. Sytuacja byłaby racjonalnie dopuszczalna, gdyby nie dawali jeść tak mało. Tym bardziej i ciężej musieliśmy pracować. Także miejscowość tę dotykały częste naloty. Spędziłam pełne siedem miesięcy w Oederan i poprowadzili nas dalej dopiero, gdy Anglicy byli już o dziesięć kilometrów od miejscowości. Zaprowadzono nas do Theresienstadt, gdzie w dniu 8 maja zostaliśmy uwolnieni przez Rosjan.
1066,K,uczennica, ur.1930,lat15,Auschwitz( 10-06-44 do 11-07-44 ) , Krakau-Plaszov( 13-07-44 do 10-01-45 ), Neustadt ( 16-01-45 do 10-04-45 ) , Gross-Rosen ( 18do25-04-45 ) ,Mauthausen ( 27-04-45do2-05-45 ) ,Bergen-Belsen (4do8-05-45 )
Mnie załadowali na wagon w cegielni w Munkaczu i jechaliśmy 3 dni i noce aż przybyliśmy do Auschwitz. Jazda była nie do opisania torturą, ponieważ byliśmy 80 uczniów w zamkniętym wagonie dla bydła, który był tak przepełniony, że nie mogliśmy się ruszyć, a ponadto, upał był ogromny. Kiedy przyjechaliśmy ; dr. Mengele lekarz obozowy prowadził selekcję i po lewej stronie ustawiał młodszych, a starszych i młode matki z dziećmi po prawej stronie, i ci byli kierowani do krematorium. Potem poszliśmy do kąpieli, strzyżenia włosów i przydzielono nas na blok. Pracy dla nas nie było , przez cały dzień stałyśmy na apelu i godzinami w kolejce po trochę kawy i zupy bez zawartości , które otrzymywaliśmy. Po 4 tygodniach zdolne do pracy zostały wybrane i załadowane do transportu pracy . Była pogoda, najgorętsze lato, 130 osób zostało stłoczonych jak śledzie i zamknięte w wagonach dla bydła, myśleliśmy, że toniemy w wodzie, aż dotarliśmy. Nie byliśmy w stanie ani siedzieć, ani stać, byliśmy się w stanie tylko z wielką trudnością przesunąć. Jechaliśmy przez 3 dni, aż dotarliśmy do Krakowa-Plaszowa. To był ogromny obóz, który został zbudowany na miejscu starego cmentarza żydowskiego , / Niemcy zaorali cmentarz na obóz/. Natychmiast przydzielili nas do dużego komanda noszącego kamienie i cegły od rana do nocy, pod górę i pracowaliśmy pod nadzorem polskich chrześcijańskich kapo, który bili nas biczami. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, jedzenie było bardzo słabe, zawsze dawali grysikową zupę i chleb 25 dag. Ponadto cierpiałam z głodu. W Płaszowie byłam 6 miesięcy. Kiedy zbliżyły się wojska rosyjskie, potem nagle nas załadowali na wagony i następnie powróciłam do Auschwitz.
1129,K, krawcowa ur.1927 , lat 18, Auschwitz (6do8-05-44), Krakau ( 10-05-44do15-08-44), Auschwitz ( 18-08-44do 7-09-44), Markleeberg ( 10-09-44 do 25-03-45 )
Było nas siedmioro braci. Ojciec zajmował się handlem węglem, mieszkaliśmy we własnym domu, żyliśmy dostatnio. W naszej wiosce mieszkało dwadzieścia rodzin żydowskich. Kiedy dowiedzieliśmy się, że w okolicznych wsiach zbierają Żydów; staraliśmy się ukryć i ulokować pieniądze i ubrania. W dniu 13 kwietnia przyszli do nas wcześnie rano żandarmi i powiedzieli, żebyśmy zabrali jedzenie na 4 tygodnie, odzieży nie pozwolili nam zabrać z sobą. Mieliśmy być gotowi za pół godziny. Przed ratuszem rewidowali bagaże i jeżeli znaleźli pieniądze albo biżuterię, to ja konfiskowali. Na wozach zostaliśmy zabrani do getta w Munkaczu. Przy wejściu do getta obcięli Żydom brody i pejsy. Kiedy szliśmy przez bramę, Niemcy wszystkich bili. Kiedy byliśmy w środku, zabrali 6 mężczyzn i powiedzieli wszystkim, żeby ci, którzy nadal ukrywają rzeczy wartościowe ; teraz je oddali, w przeciwnym razie tych sześciu mężczyzn zostanie zastrzelonych natychmiast. Wtedy wszyscy oddali wszystko co miało jakąkolwiek wartość, sprawdzili nam nasze bagaże i odebrali nam nawet jedzenie. Więc nie mieliśmy żadnych innych środków spożywczych, jak to, co dostaliśmy w zbiorowej kuchni Rady Żydowskiej. W getcie stale trwały przesłuchania i bili mężczyzn. Mieszkaliśmy pod gołym niebem a gdy spadł deszcz, leżeliśmy na ziemi w błocie. Bardzo marzliśmy, bo było jeszcze zimno w kwietniu tego roku. Jedna z kar przewidzianych dla Żyda była taka, ze musiał z cegłami w obu rękach iść do stawu w cegielni i stać tak godzinami. Przy załadunku na wagony nas bili. Na drogę nie dostaliśmy ani jedzenia ani picia. W jednym wagonie jechało 75 osób. Jeśli dziecko płakało w wagonie, Niemcy rzucali kamieniami . Jechaliśmy trzy dni. Ani razu nie otwarli wagonów. Natychmiast po opuszczeniu wagonów w Auschwitz przeprowadzono selekcję. Oddzielono rodziców i krewnych. Powiedziano mi, że za dwa tygodnie znowu się spotkamy. Poszliśmy do łaźni, zabrali mi wszystko, a zamiast ubrania dali mi szmaty w paski. Kilka dni później wybrali mnie do pewnego transportu i tak dostałam się do Krakau. Obóz w Krakowie był zróżnicowany. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach. Praca była bardzo ciężka. Musieliśmy nosić ciężkie belki i deski. Pracowaliśmy po 10 godzin dziennie. Przed i po pracy był trwający 1-2 godziny apel. Bardzo nas bili i wiele cierpieliśmy z głodu.
Tylko to było tu dobre, że czystość tutaj można było utrzymać, codziennie można było się kąpać i można było napić się dobrej , czystej wody , co również oznaczało bardzo dużo. Kiedy podeszli Rosjanie, zabrali nas z powrotem do Auschwitz. Jechaliśmy trzy dni, w tym czasie dostaliśmy 1 / 4 chleba, bez wody. Podczas gdy stale bombardowano linię kolejową , nie wierzyliśmy , że przeżyjemy w wagonach. Po przyjeździe do Auschwitz odebrali nam ciepłe ubrania, które dostaliśmy w Krakau i dali w zamian postrzępione pasiaki. Byłam w Auschwitz przez trzy tygodnie. Bardzo marzłam na apelu w cienkiej odzieży. Rano pobudka była o wpół do trzeciej, byliśmy jeszcze oszołomione snem. Tu też dużo nas bili. Stąd zabrali nas do Markleeberg. Obóz był otoczony płotem z drutów. Mieszkaliśmy w barakach. Pracowałam w fabryce maszyn, dziennie po 12 godzin. Praca była ciężka na stojąco. Dzienne wyżywienie to ¼ chleba i 1 litr zupy bez zawartości. Wiele głodowaliśmy i wielu zmarło z krańcowego wyczerpania. Kiedy Amerykanie się zbliżali , Überschaarführer powiedział, że opuszczają nas i przejmujemy fabrykę, dopóki nie zostanie uwolnieni. Potem przyszedł jeden SS powiedział, że wyruszamy i wszyscy mają być za godzinę gotowi do wymarszu. Wiele osób uciekło. Ja pozostałam z grupą. 6 dni szliśmy pieszo dzień i noc. Po drodze nic nie dostawaliśmy do jedzenia, jedliśmy surowe obierki ziemniaczane, gotowaliśmy pokrzywy. Popędzali nas i bili, żebyśmy szli jak najszybciej. To była paniczna ucieczka. W końcu dotarliśmy do Theresienstadt, tam już dostaliśmy jedzenie i odpoczywaliśmy, aż przyszli Rosjanie i wyzwolili nas.
1255, M,uczeń, ur 1926, lat19, Birkenau (23do2705-44 ), Płaszów (koniec 05-44 do poł-08-44), Gross-Rosen ( 15-08-44 do 1-09-44), Reichenbach ( 1-09-44 do 8-05-45, do wyzwolenia).
O ojczyźnie i getcie patrz relację mojej siostry Sylwester Nelly z tej samej daty. Z Birkenau trafiliśmy tylko 150 Żydów węgierskich do Płaszowa. Ciężko pracowaliśmy w obozie przy kładzeniu szyn i przy fortyfikacjach, źli ludzie z SS bardzo nas bili. W obozie było 30 000 więźniów, Polaków, chrześcijan i Żydów.
Polacy chodzili do pracy do miasta, gdzie mieli relacje, bo po części stamtąd pochodzili. Doszli do pieniędzy i mieli dosyć jedzenia, jedzenie obozowe pozostawiali nam, więc także nie mieliśmy za mało. Polacy którzy uciekli, bywali łapani i rozstrzeliwani. Często mieliśmy nocne apele, musieliśmy stać całą noc. W połowie sierpnia Węgrzy zostali przesłani do Gross-Rosen, tam jechaliśmy 3 dni bez jedzenia po 80-90 w wagonie…….
1259,2K, gospodyni domowa ur. 1926, lat17 i krawcowa ur. 1927, lat 16, Birkenau (27-05-44do pocz.-07-44 ) , Krakkau – Plasow ( pocz.-07-44do pocz.-10-44 ), Neustadt ( pocz.-10-44 do pocz. 01-45), Grossrosen ( pocz.-01-45do poł.-01-45 ) , Bergen – Belsen ( poł.-01-45 do 14-04-45 )
Byliśmy w domu 13 osób , ojciec był leśniczym. Stosunki między 30 Żydami i 70 chrześcijanami we wsi były dobre. W 1941 jedna rodzina została deportowana. Większość Żydów zajmowała się ziemią , każdy miał pola. Nie było u nas bogatych . Zostawili nam dwie godziny czasu spakowanie się do getta do Munkacsa jechaliśmy wozem i pociągiem. Mój brat został w getcie pobity. W Birkenau dostałam się z siostrą do obozu A. W Plasow pracowałam w komandzie budowlanym : Rozbieraliśmy górę. 5 osób miało dziennie załadować 5-6 wagoników kopalnianych . Przy noszeniu desek byłyśmy szczute psami, które gryzły po nogach. Do jedzenia dostawałyśmy gotowaną zieloną trawę z wody i 40 dkg chleba. W baraku gdzie deszcz padał do środka, były może 500 kobiety, w całym obozie było 20.000, Węgrów 3000, razem z mężczyznami. Było mało wody, myłyśmy się i prałyśmy w tajemnicy. Praca trwała 12 godzin dziennie. Następnie poszliśmy z transportem do Neustadt , jechaliśmy dwa dni. ….
1422,K, gospodyni domowa ur. 1925, lat 20, Birkenau (kon. 04-44, 10 dni), Krakau – Plasow (pocz.05-44do poł.06-44), Birkenau( poł.06-44do poł.07-44), Augsburg (poł.07-44do pocz.04-45), Mühldorf (pocz. do poł.04-45), Tutzing ( wyzwolenie 26-04-45)
Zobacz także protokół z moim bratem # # # z tego samego dnia, w którym opowiada dołączył do naszego ojca i jak musieli iść do więzienia po Raab. Ja zostałam razem z moją bliźniaczą siostrą, jednym bratem i naszą matką i przyszliśmy później do getta w Komarno, ale tylko na trzy dni, to znaczy, że pozostałyśmy w naszym mieszkaniu, które znalazło się w granicach getta. Do klasztornej twierdzy, gdzie zostali skoncentrowani Żydzi z sąsiedztwa zostaliśmy zabrani na rewizję osobistą z przeszukaniem ciała. Mój najstarszy brat jeszcze w domu przeniósł się do służby pracy, reszta z nas pojechała po 75 osób w wagonie w trzy dniową podróż do Birkenau. Piątkami pomaszerowaliśmy do obozu, a kiedy zostałam oddzielona od matki i siostry, myślałam, że silniejsi zostali wysłani do pracy, a z nimi będziemy mogli zobaczyć się później. Przyszliśmy do obozu D. W pierwszych dniach zmarła dziewczynka, muszę podkreślić, że zmarła śmiercią naturalną. Było nas 120 osób w małym baraku, bytowałyśmy na gołej ziemi, tj. ze względu na brak miejsca stałyśmy, ze tak powiem, na jednej nodze. Od rana aż do południa staliśmy na apelu, gdzie prawie zamarzałyśmy na śmierć, tak było zimno rankiem. Prawie byłyśmy zemdlone, kiedy już znowu miałyśmy stanąć w szeregu. Dzienna racja składał się z błota zmieszanego z trawą w zupie i kawałka chleba. Tydzień tam byliśmy, potem zaprowadzili nas do łaźni, dostaliśmy szare ubrania i poszliśmy z transportem do Krakau. W Plasow musieliśmy wykonywać ciężkie roboty ziemne, pracowałyśmy kilofami i ładowałyśmy na wagoniki kopalniane i byłyśmy traktowane bardzo źle: bili nas stale i szczuli na nas psy, za złą pracę grożono nam dziesiątkowaniem. Po tygodniu takiej pracy, poszłam do magazynu z kołdrami do łóżka, tam było dobrze, jedzenie było złe, zupy: gotowane z trawy lub jęczmienia. Tylko sześć tygodni spędziliśmy tam , potem został Krakau opróżniony. Przyszliśmy z powrotem do Auschwitz. Tam nie musiałyśmy robić nic innego, poza staniem na apelu od pobudki o drugiej rano do 10-tej rano: to było w obozie B 2. Przed wysyłką do Augsburga była selekcja i przyszliśmy znowu do obozu pracy. W Augsburgu, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie w fabryce amunicji. Wyżywienie było tam złej jakości i mało, codziennie był bałagan z WC i niedostatek żywności. Te dziewięć miesięcy, które tu spędziłam, były monotonne, bez żadnych niezwykłych wydarzeń. Jednej dziewczynie przycięli włosy, bo - była trochę szalona – kiedy była niepilnowana w jednym mgnieniu oka wybiegła na ulicę. Front zbliżał się stale, Augsburg miał być ogłoszony miastem otwartym, i poszliśmy na transport. Jechałyśmy 4 dni w zamkniętym wagonie, było nas w wagonie po 100 osób, wydano nam tylko po małym kawałku chleba i salami, to było straszne. W Kaufering nas nie przyjęli z powodu przepełnienia i jeszcze dodali po 20 na wagon, więc było nas teraz po 120 i pojechaliśmy do Mühldorf, jechaliśmy sześć dni, pociąg zatrzymywał się czasami. Mężczyźni wykonywali tu strasznie ciężka pracę przy cemencie, byli w przerażającym stanie, my miałyśmy tu znośnie. Mówiło się, że mężczyźni zostali rozstrzelani podczas gdy ponownie uciekaliśmy przed Amerykanami. Przemieszczali nas tu i tam bez celu. Nasz pociąg został dołączony do pociągu wojskowego. Przeżyliśmy nalot samolotów atakujących z niskiego pułapu, w którym straciła życie jedna kobieta w sąsiednim wagonie, trafiona kulą z broni maszynowej. Następnie wyskoczyłyśmy z wagonu, każdy z nas troszczył się o swoje życie, to było straszne. Niebezpieczeństwo znowu nadciągnęło , ale umieściliśmy więzienne pasiaki na podłodze w wagonach towarowych, jako znak rozpoznawczy. Samoloty leciały tak nisko, że niemal muskały wagony, od deszczu pocisków byliśmy całkowicie oszołomieni. Ja wskoczyłam pod wagon. Jedna ranna pociskiem została zabrana przez jej siostrę pod wagon, to było straszne, musieli usłyszeć płacz. Gdy niebezpieczeństwo minęło, pojechaliśmy dalej. Nagle słychać było krzyki, że Amerykanie są na miejscu. Część dziewcząt wyszła z wagonów. SS pobiegli za nimi i przywiedli je z powrotem. Wiele zostało przy tym zastrzelonych. Nie można było nawet wystawić głowy z wagonu, bo również do takich strzelali. Kolejna noc przyniosła wyzwolenie, przejął nas Czerwony Krzyż. Odpoczęłam 4 tygodnie i przybrałam w tym czasie na wadze 6 kilogramów. Tutaj odnalazłam mojego brata. Chcemy wrócić domu, a następnie do Palestyny
1579,M, kupiec ur .1922, lat 23, Auschwitz ( 05-44, 3 dni), Krakau (4-06-44do 4-08-44), Leipzig (10-08-44do 3-03-45), Berdin ( 5-03-45 do 30-04-45), Theresienstadt ( 7do8-05-45)
W Nagyalmás mieszkało tylko 72 rodzin żydowskich. Mieliśmy sklep, który nam odebrano w 1943 roku. Lokalni żandarmi byli bardzo źli. Żydów bito, nie odważali się wyjść na ulicę. Żandarmi przychodzili do naszych mieszkań, żądali pieniędzy i złota niejeden Żyd zginął w wyniku pobicia i nadużyć. 11 kwietnia wcześnie rano przyszła żandarmeria wojskowa, nie mogliśmy zabrać z sobą bagaży i zabrali nas w szorstki sposób do getta w Munkaczu. W getcie poszliśmy do pracy do noszenia cegieł. Z zewnątrz obozu strzegli żandarmi i często przychodzili SS, którzy wszystkich mężczyzn bili bez powodu. Wyżywienie pochodziło ze wspólnej kuchni i żywności wystarczało dla każdego. Po trzech tygodniach załadowali nas na wagony po 85 osób w wagonie, dla wszystkich wydali 25 chlebów jednak wody nie dali a kto się o nią pytał, pobili. Do Kassa ( Koszyce ) jechaliśmy pod eskorta wojskowych żandarmów, tam przekazali nas SS i tam dostarczono do wagonów wodę. Po 3 dniach przybyliśmy do Auschwitz. Bagaże musieliśmy pozostawić w wagonie, na stacji była selekcja, po kąpieli dostałem się do obozu A. Po trzech dniach dostałem się z pierwszym transportem roboczym do Krakau. Tam pracowaliśmy na stacji i mieszkaliśmy w obozie. Nadzorowało nas SS. Musieliśmy dużo pracować, a jedzenie było bardzo słabe. Czas pracy był od siódmej rano do wieczora. Dostawaliśmy kawę rano i wieczorem, w południe był 1 litr zupy i na 2 dni po 30 dg. chleba. Byliśmy głodni i też bardzo cierpieliśmy od gruboskórności SS. Na początku sierpnia z Krakau dostaliśmy się do Leipzig. Chodziliśmy do pracy w fabryce amunicji. Tam już traktowanie było lepsze, jak i wyżywienie. Dziennie dostawaliśmy po 25 dkg chleba i w południe i wieczorem zupę. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie na dwie zmiany. Naloty były częste i dlatego mieliśmy mało snu. Podczas nalotu chowaliśmy się do bunkra. Tu pracowaliśmy do początku marca 1945 a następnie zabrali nas do Berdin. W Berdin porządkowaliśmy ruiny po nalotach bombowych, oczyszczaliśmy i nosiliśmy kamienie i cegły. Praca była ciężka i żmudna. Musieliśmy nosić cegły w tempie dwukrotnie szybszym, kto pracował wolniej, tego pobili. Każdego dnia rano i wieczorem musieliśmy stać po dwie godziny na apelu. Pracowaliśmy tam do końca kwietnia. Na początku maja wywieziono nas do Theresienstadt. Dostaliśmy się tam w dniu 7 maja, a następnego dnia wyzwolili nas Rosjanie.
1653,K, uczennica ur. 1928, lat 16, Auschwitz ( 3 dni ), Krakow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 5 tyg.), Bunzlau( 2 tyg. ), Grunberg ( 5 m-cy ), Guben ( 5 dni ), Bergen-Belsen ( 3 m-ce )
Przyszłam do Auschwitz w końcu maja 44 . Zostałam oddzielona od matki, której już nie widziałam. Umieszczono nas w baraku, gdzie spałyśmy w pryczach po 14-cie. Przez 3 dni byłyśmy prawie bez jedzenia. Po trzech dniach zabrali nas do Krakau. Po pierwsze nosiłyśmy deski, potem pracowałyśmy łopatami, a potem wybierałyśmy i nosiłyśmy kamienie. Dziennie dostawałyśmy tylko zupę z kaszy jęczmiennej i 1 / 4 bochenka chleba. Mieszkałyśmy w drewnianych barakach, spałyśmy na pryczach po dwie. Musiałyśmy pracować po 12 godzin dziennie. Jeśli ktoś zatrzymał się na chwilę w pracy, to po prostu na miejscu go zastrzelili. Dwa razy na dobę był apel , więc musiałyśmy stanąć na 2-3 godziny do policzenia stanu. Mycie było prawie niemożliwe, więc szybko dostałyśmy wszy, a jednocześnie barak był pełen pluskiew. Po trzech miesiącach zabrali nas z powrotem do Auschwitz. …
1774,K, Auschwitz ( koniec 05-44, 3 dni ), Kraków ( 2 -06-44 do 16-08-44 ), Auschwitz ( 15-08-44 do 15-09-44 ), Bunzlau ( 20-09-44 do 2-12-44 ), Grunberg ( 11-12-44 do 09-03-45 ), Bergen-Belsen ( 14-03-45 do 15-04-45 )
W Bilka żyło około 300 rodzin żydowskich. Mieliśmy sklep handlu farbami, a gdy nastali w 194 roku Węgrzy, działalność nasza została zabroniona i od tej pory byliśmy w stanie handlować tylko nielegalnie. W 1943 mój ojciec stracił życie w tragicznym wypadku, przebywałam tu z mamą i siedmiorgiem rodzeństwa. O świcie 10 kwietnia przybyli do domów żydowskich żandarmi i dali kilka minut na spakowanie się. Przewieziono nas do cegielni Ilosva, gotowaliśmy sobie sami, jedzenie przynosili nam bardziej patriotycznie nastawieni chrześcijańscy znajomi. Byliśmy tam przez 1 tydzień, następnie przewieziono nas do getta Beregszasz, które również znajdowało się w cegielni. Mężczyźni chodzili do pracy, kamienie nosili, żandarmeria wojskowa kontrolowała getto, SS pojawiali się tylko raz dziennie, ale również zachowywali się bardziej obraźliwe dla kobiet niż dla mężczyzn. Tu wyżywienie było dostarczane z kuchni. 22-05-44 z drugim transportem , liczącym około 3500 ludzi, zostałem przewieziony na stacje, po drodze żandarmi i SS byli bardzo gruboskórni i przy załadunku na wagony ludzie starsi, którzy nie byli w stanie zrobić kroku, byli bici. W jednym wagonie było nas 75-80 osób, wszędzie dali po 1 wiadrze wody i pod eskorta węgierskiej żandarmerii wyruszyliśmy w kierunku Kassa ( Koszyc ). Woda szybko się skończyła, pytaliśmy na próżno, nie otrzymaliśmy żadnej więcej. W Kassa otwarto wagony, przekazano skład SS , oni już zadysponowali wodę do wagonów i pojechaliśmy do Auschwitz. Jazda trwała 3 dni. O świcie dotarliśmy do Auschwitz. Na stacji była selekcja, mama poszła z czworga małego rodzeństwa w lewo, ja zostałam z dwoma młodymi braćmi po prawej stronie i poszłam z kobietami zdolnymi do pracy. Zabrali mnie do kąpieli, ostrzygli mi włosy, odzież i buty zostały mi zabrane i zastąpione innymi i przewieziono nas do bloku, w którym spędziłam 3 dni. Płakałam po mojej matce bardzo, słowackie dziewczyny powiedziały mi na to, żeby przyjrzeć się krematorium, tam na niebie jest moja matka. Po 3 dniach z Auschwitz wywieźli nas do Krakau. W Krakau nosiłyśmy kamienie. Mieszkaliśmy w obozie, gdzie było około 30.000 różnych więźniów, byliśmy za naelektryzowanymi drutami. Obóz został zbudowany w górach. Pracowaliśmy po 8 godzin dziennie, oddziały SS nas pilnowały i jeśli ktoś zatrzymał się na chwilę, był bity. Jedzenie dostarczali nam Polacy, dostawałam bardzo mało jedzenia , i stale głodowałyśmy. W Krakau pracowałam przez 3 miesiące i przewieziono nas z powrotem do Auschwitz w połowie sierpnia, i umieszczono w 10 tym bloku obozu czeskiego…….
1782, M, drukarz, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 05-44do 06-44), Krakau (06-44 do 09-44 ), Grossrosen (09-44 ), Sonnenberg (10-44 ), Buchenwald (10-44 ), Ohrdruf (10-44 do 12-44 ), Sachsenhausen (12-44 ), Bombemkommando Berlin (12-44 do 01-45 ), Bergen – Belsen (01-45 ), Brenner-Fargo (01-45 do 03-45 ) , Bergen – Belsen (04-45 )
W dniu 19 Kwietnia 1944 pojechałem pociągiem do Mátészalka, oczywiście pod nadzorem węgierskiej żandarmerii. W małym pokoju ulokowano 52 osoby. Wstawaliśmy o wpół do piątej i szliśmy do pracy. Jeśli SS i policji coś nie pasowało, to nas bili.
Jeden z ulubionych kar naszych nadzorców było wiązanie na dwie godziny. Nieco później zostałem powołany na funkcjonariusza policji. To było we wtorek, pamiętam bardzo dobrze, musiałem ustawiać w szyku kobiety i mężczyzn. Musieli się rozebrać do naga i zabrali im wszystko z wyjątkiem jednego koca i niewielkiej ilości jedzenia. SS stał z biczem obok z pejczem do konnej jazdy i bił tych nieszczęsnych ludzi. Następnie poszliśmy na stacje kolejową. Powiedziano nam, że pojedziemy do Kisvárda i Nyiregyhaza. Żandarmeria wezwała ponownie, aby oddać wszystko złoto i pieniądze i oznajmili, że u kogo to jeszcze znajdą, to ta osoba zostanie zabita. W Koszycach przejęli nas Niemców i tak zaczął się dla nas nowy świat o wiele gorszy. Nie dostaliśmy zupełnie więcej wody. Ci z nas, którzy nadal posiadali rzeczy wartościowe, po prostu musieli się strzec, aby przestępstwo się nie wydało.
W Auschwitz nastąpiła selekcja, a ja zostałam z moimi braćmi. Mengele sam ustawiał nas w 5 rzędów. Przyjechaliśmy na miejsce. Tam po raz pierwszy zobaczyłem płomienie I usłyszałem straszne krzyki. Zapytałem o to kobietę Słowaczkę, ale nie była skłonna mi odpowiedzieć. Potem zaprowadzono nas do łaźni. Trzeba było się całkowicie rozebrać do naga. Buty i szelki do spodni człowiek mógł zachować, ale dobre buty zwykle tam pozostawały i bywały zastąpiony przez drewniaki. Dostaliśmy ubrania więzienne w szerokie paski. Nie było żadnej wody do picia. Poza tym SS stojący na zewnątrz przywitał nas : ". Są te żydowskie psy" i wycięli nas mocno biczem . To była jedenasta w nocy. Poszliśmy do bloku. Mnie nie dawały spokoju te płomienie, które widziałem I te krzyki, które słyszałem I powtórnie spytałem tą Słowaczkę o to; tym razem powiedziała mi prawdę o krematorium. Nasz blok był położony bardzo w stosunku do komór gazowych. Wstaliśmy o wpół do szóstej i dostaliśmy czarną kawę, i odbył się apel. Poza tym, wydawali zupę, dziesięć dkg chleba i dwa dkg margaryny dziennie. Jedzenie było rozdzielane tak, że raz dostawaliśmy je w południe a następnego dnia wieczorem. Woda była całkowicie niezdatna do picia, więc jej nie piliśmy. Mój brat był chory na epilepsję i było widać , że nie jest to zdrowy człowiek. Chcieli go wysłać do krematorium, ja bardzo prosiłem o niego i powiedziałem, , że jeśli on nie ma ataku to może bardzo dobrze pracować i przez pewien czas udawało się go uchronić przed transportem . Odbyła się selekcja do transportu, i do bloku na tysiąc osób upakowali nas trzy tysiące pięćset osób. W nocy nagle musieliśmy się natychmiast wynieść . Jak dotarliśmy do stacji, mieliśmy już 72 martwych. Potem staliśmy tam bezczynnie godzinami. Około godziny siódmej wydano każdemu prowiant: po 25 dkg chleba, 2 dkg margaryny i 5 dkg kiełbasy. W Krakau czekało na nas ukraińskie SS. Widzieliśmy, że w obozie były kobiety i mężczyźni-i mieliśmy nadzieję, że tu będzie lepiej. Poprowadzono nas na plac apelowy. Musieliśmy stać tam godzinami, ponieważ wtedy zostały zapisane dane każdego więźnia. Słońce na nas świeciło , nie dostaliśmy kropli wody .To był duży obóz, w którym 24 000 kobiet i mężczyzn prowadziło smutne życie. Żydzi polscy uświadomili nam, żebyśmy w żaden sposób nie wychodzili z bloku na drogę, ponieważ w takich przypadkach SS reaguje szybko i strzela do takiego przestępcy. Ledwo weszliśmy do naszego baraku , kiedy przyszli SS i krzyknęli: " Dlaczego te "żydowskie świnie nie pracują ? Poszliśmy na apel i zostali wybrani wykwalifikowani pracownicy, zgłosiłem się także jako drukarz. Na następny dzień padła komenda " komanda robocze wystąp !" .Wtedy musieliśmy się ponownie zjawić na placu apelowym. Prowadzący mnie SS zapytał mnie ponownie;. czy znam mój fach naprawdę, bo jeśli nie to będę rozstrzelany. Tego dnia robiliśmy jeszcze wspólne zadania. Nosiliśmy elementy baraków na górę. Była to strasznie ciężka i żmudna praca i jej wynikiem było , że z 350 osób, które zaczęło pracować rankiem, wróciło z powrotem do bloku tylko 130 w godzinach wieczornych. SS wyżywali się na Żydach. Ustawiali ludzi w rzędach i strzelali . Mój brat był bardzo słaby. Pewnego razu lekarz chciał przynieść mu kawę. SS-man na to nie pozwolił i powiedział, że on przyniesie jego własną. Mój brat wypił kawę i umarł. Nikt nie wątpił ani na chwilę, że został on otruty . Ja także, gdy „ zorganizowałem „ pierwszy raz chleb, też otrzymałem moje pierwsze 25 razy batem. Potem poszedłem do drukarni, gdzie pracowało 1200 ludzi. Wkrótce przydzielono mnie do tajnej pracy. Był pokój, w którym pracowało dwóch najwyższych trzech więźniów. Byliśmy pod nadzorem gestapo. Zabroniono nam ściśle wynosić na zewnątrz nawet najmniejszego skrawka papieru i powiedzieć choćby sylabę o naszej pracy ; to by nas kosztowało głowy. Drukowaliśmy tam ulotki np. te , że to i to miasto ma być natychmiast ewakuowane, a jeśli będzie dalej stawiało opór, to nastąpi atak niemiecki bombami fosforowymi. Jeśli Polacy w Warszawie nie zaprzestaną oporu to wszyscy Polacy w Niemczech zostaną straceni. Pewnego razu Hauptstrumführer obozu zebrał wszystkich o trzeciej po południu na niespodziewany apel. Wybrano 48 chłopców do Organizacji Todt do kopania rowów. Z 48 osób tylko 7 pozostało. We wrześniu Rosjanie byli już bardzo blisko. SS rozstrzelał wszystkich Żydów na stanowiskach kierowniczych, ponieważ, ich zdaniem zbyt dużo wiedzieli. Nas załadowano na wagony i wywieźli nas do Gross-Rosen.
1798,K, gospodyni domowa i rolniczka, ur. 1921, lat 24, Birkenau ( pocz.-05-44, 3 dni), Plasow (pocz.-05-44do pocz.-07-44), Birkenau ( pocz.07- do pocz.10-44), Bergen – Belsen ( pocz.-10-44do pocz.-11-4), Magdeburg (pocz.11-44do 3-05-45), Plau ( ok. 4-05-45 )
W rodzinie było nas troje: mama, siostra i ja. W miejscowości mieszkało obok siebie 300 rodzin chrześcijańskich i 19 rodzin żydowskich, także relacje między dwoma były w ostatnim czasie dość złe. Żydzi żyli na średnim poziomie standardu życia, każdy miał swój kawałek pola, a wielu uprawiało rzemiosło, po wkroczeniu Węgrów ich sytuacja niepokojąco i znacznie się pogorszyła, więc musieli liczyć na pomoc żydowskiego biura pomocy. Notariusze i żandarmi byli bardzo źli. 8 dni przed wyjazdem do getta, ukryłam się ale potem dobrowolnie się zgłosiłam, musiałam znieść wielkie bicie. Oczywiście musieliśmy w ostatnim czasie nosić żółtą gwiazdę. Jeszcze zanim nas przenieśli do getta, zabrano nas wszystkich z domu i nikt więcej tam nie pozostał. Jeszcze na wozie w którym pojechaliśmy do getta, matkę, siostrę i mnie pobili tylko dlatego, że się ukryłyśmy. W getcie, musieliśmy nosić cegły. Mężczyźni byli bardzo bici. Nam, „ukaranym”, nie było wolno nic przynieść z domu. Do Birkenau w jednym wagonie jechało do 70 osób, skąd po krótkim pobycie pojechałyśmy dalej do Plasov, od matki i siostry zostałam oddzielona w Birkenau. W Plasow poszłam go budowlanej grupy roboczej, gdzie wykonywałam ciężka prace przy ładowaniu łopatą. Kobiety były tam bite na śmierć, niektóre zostały tak pogryzione przez psy, że trafiły do szpitala. Jedzenie nie było tu dobre, ale w ilości wystarczającej. Musieliśmy także przenosić deski. W całym obozie było 25.000 ludzi, wielu z niewiedzy dotknęło przewodów elektrycznych i umarło. Usłyszeliśmy wystrzały armatnie z frontu, Rosjanie się zbliżali. Jeden transport z 8000 Węgrami poszedł do Birkenau, gdzie poszliśmy do obozu B-2 i tylko bardzo mało pracowaliśmy. Mieszkaliśmy tam razem w barakach, jedliśmy wspólnie z kilku misek i stałyśmy długo na apelach. W Bergen-Belsen, gdzie wylądowaliśmy, leżeliśmy na ziemi w wodzie, było wielu chorych. Nie było pracy. Potem pojechaliśmy dalej do Magdeburga, gdzie robiliśmy bardzo ciężka pracę w fabryce bomb, byłam zatrudniony w szlifierni. Jedzenie było dobre, dostawaliśmy jedna trzecią bochenka chleba dziennie. Co miesiąc była wymiana ubrania na wyprane. Traktowanie w obozie było bardzo surowe, w każdy niedzielny poranek mieliśmy od 8-10 godziny karny marsz, na zorganizowane jednej marchwi karali człowieka 25-cioma uderzeniami. Kiedy Amerykanie się zbliżyli , poszliśmy na transport. Od13 kwietnia do 1 maja byliśmy w drodze i zatrzymaliśmy się tylko jedną noc na odpoczynek, w dzień robiliśmy 30-35 km na piechotę, bez jedzenia. Cały czas byliśmy na nogach, chorych załadowano na wóz, ale został zbombardowany i oni zostali zabici. Z 4000 ludzi, którzy wymaszerowaliśmy z Magdeburga, tylko 480 uszło z życiem, inni zostali zabici w wyniku walki między Amerykanami i Niemcami. W Plau w końcu zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan. W Prenzlau odpoczywaliśmy przez dwa i pół miesiąca.
Tu nie znalazłam nikogo , dwaj moi bracia są w Rosji. Po pierwsze, rozejrzeć się w domu, a następnie emigrować.
1882, M, pracownik polowy ur. 1887, lat 58, Kraków (05-08-44), Gross-Rosen (08-44), Gorlitz (08-12-44), Zittau (12-44 do 05-45).
W kwietniu poszliśmy do getta Mátészalka, gdzie od węgierskiej żandarmerii dużo wycierpieliśmy. Ale mieliśmy jeszcze coś z domu do jedzenia i w ostateczności musieliśmy to jakoś znieść. Jednak kiedy porównamy to z późniejszymi cierpienia i to stosunkowo nie było tak źle. W Auschwitz pozostałem z moim synem także po selekcji. Po czterech dniach przetransportowano nas dalej. Poszliśmy do Krakau. Tu czeka nas wielki obóz, gdzie pracowało ponad 20.000 kobiet i mężczyzn. Byliśmy zajęci budowie nowych baraków. Zarówno jedzenie jak i traktowanie było ludzkie. W sierpniu zabrali nas na zachód, do Gross-Rosen……
1888,K, krawcowa ur.1925, lat 20, Auschwitz (06-44), Krakau ( 07-44 do 09-44 ), Auschwitz (09-44 ), Neustadt ( 10-44 do 12-44 ), Grossrosen ( 01-44 ), Mauthausen (01-44 ), Bergen – Belsen (02-44 do 04-44 )
W Ukrainie Karpackiej deportacje rozpoczęły się w 1940 roku, gdy obszar został zajęty przez Węgrów. Nawet z naszej wsi deportowano ludzi. Mieszkałam w tym czasie tylko z moją dziewięcioletnią siostrą, byliśmy osieroconymi dziećmi. Utrzymywałam nas obie lepiej lub gorzej z szycia. Mieszkaliśmy w naszym małym domku, który odziedziczyliśmy po naszych rodzicach . Żandarmi nie chcieli nas zatrzymywać razem z innymi ludźmi, ale sędzia wsi podkreślił, że należy nas również prowadzić, więc my także musiałyśmy odejść. Byliśmy stłoczeni w wagonach, aż przyjechaliśmy na miejsce dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w Kamieńcu-Podolskim, Zostaliśmy wyprowadzeni na otwartym pole i Ukraińcy strzelali w nieuzbrojony tłum. Złapałam moją siostrę za rękę i pobiegłam z nią. Szłyśmy od wioski do wioski stale dalej. W miejscowości Klus mieszkaliśmy przez dwa tygodnie. Kiedy w końcu doszłyśmy do granicy węgierskiej aresztowali nas żołnierze. Byliśmy razem z kilkoma innymi Żydami i wojskowi powiedzieli nam że nas rozstrzelają. Byliśmy uwięzieni w podziemiach koszar. Później wysłali nas z innymi osobami do Polski i wypuścili na wolność. Uciekliśmy na Węgry. Mój starszy brat wrócił do domu z prac serwisowych. Ja nie śmiałam zatrzymać się w wiosce, gdzie wszyscy mnie znali. Małą siostrę zostawiłam z bratem. Zabrali dziecko po raz drugi. Uciekła, tym razem zupełnie sama i poszła do kuzynki w innej wiosce, skąd następnie została deportowana. A ja poszłam do Abolyszántó, ponieważ nikt mnie tam nie znał .Tak mieszkałam aż do okupacji niemieckiej. Zabrali mnie do getta w cegielni w Koszycach. Przydzielono mnie do kuchni, co oznaczało, że przynajmniej będę mogła dostać trochę więcej tzw. zupy. Po dwóch tygodniach zebrali nas wszystkich i stłoczyli w wagonach. W jednym wagonie jechało 75 osób, trudno było oddychać, wody nie dostaliśmy przez cały czas. Jedna kobieta w wyniku emocji i fizycznego cierpienia została doprowadzona do takiego stanu, ze w drodze zmarła. Pozostała z nami w zamkniętym wagonie aż wysiedliśmy. W Auschwitz była selekcja.Ludzie byli strasznie zdesperowani, kiedy ich rozdzielano . Byliśmy tam całe dwa dni, kiedy wysłali nas dalej z transportem. Przyszliśmy do mieszanego obozu (kobiety i mężczyźni ) w Krakau. Nasza praca była bardzo ciężka, mieliśmy przenosić ciężkie przedmioty, takie jak łóżka, drewno i tak dalej. Do tej pracy dostawaliśmy niewystarczające jedzenie, dawali nam gotowaną trawę. Do pracy napędzano nas za pomocą wyszkolonych psów, wiele osób również zastrzelili , jak tam oficerom SS tylko pasowało. Z końcem listopada wróciliśmy do Auschwitz…..
1990,K, uczennica ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ), Plaschow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 1 m-c ), Gebhardsdorf ( 8 m-cy ), Georgenthal ( 2 m-ce )
Poszłam do Auschwitz z rodzicami, tam była selekcja i od tego czasu nie widziałam rodziców. Nie musieliśmy pracować, ale jedzenia dostaliśmy tylko tyle, żeby nie umrzeć z głodu. Po trzech dniach zabrali nas do Plaschow. Tutaj już musieliśmy pracować, praca była bardzo ciężka. Musieliśmy budować ulice, nosiliśmy deski i kamienie . Pracę zaczynaliśmy o 8 rano i pracowaliśmy do 18 wieczorem. Pobudka była o 6 rano, ale jeszcze przed wyjściem był apel a następnie szliśmy do pracy. Z godzinna przerwą na obiad pracowaliśmy do godziny 18-tej. Dwa kilogramy chleba dostawał jeden człowiek i dodatki, poza tym było pół litra zupy i czasami kawa w godzinach wieczornych. Ci z nas, którzy pracowali w komandach zewnętrznych mogli dostać lepsze rzeczy, ponieważ mogli oni czasami zdobyć żywność , ale my nie mogliśmy. Mieszkaliśmy w barakach bardzo wygodnie, można było normalnie się umyć, ale nie było mydła. Traktowanie było bardzo złe, gdy szliśmy do pracy często nas bili, ale w miejscu pracy często biły nas kobiety SS. Po trzech miesiącach wróciliśmy do Auschwitz.
2023, M,rolnik ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 3 dni ), Krakau (3 miesiące), Gross-Rosen(4 dni ), Gorlitz (ok. 8 miesięcy ).
W Auschwitz (Birkenau), byliśmy tylko 3 dni. Wybrali nas, młodych i silnych i oddzielili od starych ludzi. Nas dalej zabrali do Krakau Tu pracowałem na budowie po 12 godzin dziennie. Nasza sytuacja była znacznie lepsza niż w Birkenau. W godzinach porannych dostawaliśmy zupę , ćwierć bochenka chleba, trochę margaryny, kiełbasę, w południe dawali zupę i ponownie wieczorem zupa . Był tam starszy obozu o czeskim nazwisku, który ciągle szczuł na nas psy i często nas bił. Mieszkaliśmy w barakach, było nas 120 osób w pokoju , spaliśmy po dwóch na pryczy. Po trzech miesiącach poszliśmy do Grossrosen, gdzie byliśmy tylko 4 dni….
2041, K, gospodyni domowa. ur. 1925, lat 20. Auschwitz ( 25-27-05-44 ), Plasov ( 29-05-44 do 25-07-44 ), Krakau ( 28-07-44 do 29-08-44 ) , Auschwitz ( 1-09-44 do 6-10-44 ) , Bunzlau ( 8-10-44 do 15-12-44 ), Grunberg (17-12-44 do 15-02-45 ), Bergen-Belsen ( 1-03-45 do 15-04-45 )
Mój ojciec był szewcem , pracował i mieszkał we własnym domu, ja byłam na utrzymaniu i pod opieką swojego ojca. W Kovácsrét , małej miejscowości mieszkało tylko osiem rodzin żydowskich, handlowców, rolników, najczęściej ludzi biednych. W dzień po Wielkanocy zaczęli zbierać Żydów, a następnie zabrali nas do świątyni, stąd do Ilosvár , gdzie byliśmy trzy dni. Myśleliśmy, że będzie to getto, ale potem wywieźli nas pociągiem do getta w Munkaczu, getto było w cegielni. Była tu wspólna kuchnia, obiad nosiliśmy my , Niemcy jeśli znaleźli jakiś drobiazg , jeśli na przykład danie nie było wystarczająco czyste, bili nas. Dostałam także dwa silne ciosy w głowę.
Niemiecki oficer używał kotła do mycia naczyń do prania wszystkich pięknych rzeczy, na przykład pięknego swetra z angory. Cztery tygodnie byliśmy w getcie, a następnie poszłam z rodzicami do pierwszego transportu. Przed wyjazdem poddano nas szczegółowej rewizji osobistej, zabrali nam wszystkie wartościowe rzeczy, zostawili trochę bielizny i żywności , które mogliśmy zabrać z sobą. Ja na przykład miałam pięć sukienek , które próbowałam uratować, ale na próżno. Było nas w wagonie 70 osób, wodę dostaliśmy przy wyjeździe, Niemcy przejęli nas w Koszycach, nie wiedzieliśmy, co się z nami stanie i gdzie nas zabierają. Po trzech dniach przybyliśmy do Auschwitz. Kiedy wysiedliśmy na stacji była selekcja, a następnie zabrali zdolnych do pracy do dezynfekcji, tam pozbawili nas włosów i wydali inne ubrania. Zostałyśmy skierowane do obozu A, spałyśmy na pryczy po 15 osób. Wyżywienie: czarna kawa gorzka, czwarta część bochenka chleba, zupa, dodatki. Tego dnia nawet nie dostałyśmy jedzenia , i w dwa dni później wywieziono nas do Plasov. Tu pracowałyśmy przy wyrównywaniu terenu, czas pracy wynosił około 11 godzin dziennie . Rano i wieczorem były jednogodzinne apele , wyżywienie tak, jak w Auschwitz. SS-mani byli z psami, jeśli ktoś nie pracował wystarczająco, łatwo szczuli nas na psy. W jednym przypadku pies pogryzł nogę dziewczynie, która w wyniku tych niefortunnych obrażeń zmarł a w szpitalu. Dwa miesiące tu przepracowałam, potem przewieźli mnie do Krakau gdzie ładowałam na wagony żelazo i pracowałam po 10 godzin na dobę. Była to bardzo ciężka praca, i wyżywienie było porównywalnie bardzo małe i słabe. Po miesiącu zabrali mnie stąd, z powrotem do Auschwitz, powiedziano nam , że wracamy na Węgry, i będziemy tam pracować. Ale oczywiście, wywieziono nas do Auschwitz, gdzie spędziłam tym razem pięć tygodni. ….
2076,2K, uczennice ur 1925, 1929,lat 20, 16, Auschwitz ( 28do31-05-44 ), Krakkó (1-06-44 do 25-08-44 ), Auschwitz (26-08-44 do 27-09-44 ), Neustadt (29-09-44 do 19-01-45 ), Grossrosen ( 28-01-45 do 28-02-45 ), Mathausen ( 2do9-03-45 ), Bergen – Belsen (11-03-45 do 15-04-45 )
Mieszkaliśmy w Sárdikon, koło Nagyrákóc; gdzie było jeszcze tylko pięć rodzin żydowskich . Mój ojciec miał kwitnący dom towarowy, poza tym mieliśmy dom, ziemię, żyliśmy bardzo dostatnio. Po Wielkanocy przyszła żandarmeria, wprowadzili nas do Ölyvös, tu spędziliśmy jedna noc, stąd zabrali nas do Ilosvár i dalej do Munkácza. W getcie mieszczącym się w cegielni w Munkaczu byliśmy trzy tygodnie, stąd załadowali nas do pierwszego transportu, 70 osób było w wagonie. Przy wyjeździe dostałyśmy wodę, mogłyśmy zabrać ze sobą tylko kilka rzeczy. Po drodze nie nikt nie uciekł, w naszym wagonie nie było zgonów. Myśleliśmy w drodze do Kassa, że wiozą nas do prac w gospodarstwie rolnym. 23-05-44 wieczorem dotarliśmy do Auschwitz, tam natychmiast przeprowadzili selekcję, wprowadzili do łaźni, ostrzygli nas i wydali szarą odzież a następnie ulokowali nas w obozie cygańskim. Spędziliśmy tu tylko trzy dni, nawet pod łóżkami nie było miejsca, Wywieźli nas wówczas do Krakau. W ciągu trzech miesięcy pracowałyśmy łopatą, ładowaliśmy na wagoniki, kopali, nosiłyśmy deski, wybierałyśmy szuflą, wykonywałyśmy ciężką pracę jak dla mężczyźni przez 10 godzin dziennie. Musiałyśmy biec z ciężkimi kamieniami i deskami ; bo inaczej kapo bił. Naszym pożywieniem była ćwiartka chleba rano, zupa w południe, wieczorem był dodatek. Po trzech miesiącach front się zbliżył , więc pospiesznie z powrotem wywieźli nas do Auschwitz. …..
2088, K, 4 relacje, dwie krawcowe ur. 1920, 1925, lat 25 i 20, gospodyni domowa ur 1923, lat 22, uczennica ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 17-05-44 do 14-08-44),Plaschov ( 18-08-44 do 2-11-44 ), Auschwitz ( 5-11-44 do 10-12-44 ), Guben (15-12-44 do 15-03-45), Bergen-Belsen ( 1-15-04-45)…..
W Berzská Roztoka mieszkało kilka rodzin żydowskich. Byli rolnikami , biednymi ludźmi, którzy pracowali od rana do nocy, aby utrzymać rodziny w jakiś sposób z dnia na dzień.. Kiedy weszli Niemcy , na święto Wielkanocy żandarmi zebrali wszystkich i w pół godziny później poszliśmy do getta do Munkacza. Na zawsze opuściliśmy nasze domy , a wkrótce również rodziców. 3 tygodnie byliśmy w getcie, a następnie zamkniętymi wagonami wywieźli nas do Auschwitz. Byliśmy tu 3 miesiące , zamknięci i stłoczeni w barakach, 14-ście osób spało na jednej pryczy. Nic nie zrobiłyśmy przez cały dzień, tylko stałyśmy na apelu przez kilka godzin na zewnątrz. Następnie przydzielili nas do transportu pracy i przyszliśmy do Krakau. Mieszkaliśmy obok miasta w Plaschow. Nosiłyśmy wodę i budowałyśmy bloki. Traktowanie było bardzo złe i dostawaliśmy mało jedzenia. W listopadzie znowu zabrali nas z powrotem do Auschwitz…..
2329, K. uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz (1 dzień ), Płaszów ( 4 m-ce ), Auschwitz (1 m-c ), Neustad t( 4 m-ce ), Gross-Rosen ( 4 tyg. ), Mauthausen ( 5 dni ), Bergen-Belsen (3 m-ce )
W Szilcén żyło 50 rodzin żydowskich i zabrali nas do getta Munkacz, gdzie żandarmi postępowali z nami okrutnie. Byliśmy tu jeden miesiąc i przez ten czas nie pracowaliśmy wcale . Wyszliśmy z domu z rodzicami i małymi braćmi. Nagle przyszło polecenie aby się spakować i wyjść na plac, więc pewnego dnia stanęliśmy gotowi do wymarszu a żandarmi około nas napastowali , bili, a nawet kontynuowali okrucieństwa na kwaterze . W naszym wagonie jechało 70 osób. Po trzydniowej podróży przyjechaliśmy do Auschwitz. Wody nie dostaliśmy przez cała drogę i byliśmy strasznie spragnieni. W Auschwitz następnie odebrali nam resztę naszych rzeczy i młodzi i zdrowych, poszli w prawo a słabi , starsi , matki z dziećmi w lewo. Więc zostałam sama. Zabrali mnie do innych młodych ludzi do łaźni, całkowicie rozebraliśmy się , ostrzygli nas, zdezynfekowali , dali długą suknię, kto miał również dobre buty, musiał je zdjąć i dostał miejscowe drewniaki. Na następny dzień wieczorem już wywieźli nas z transportem do Plassow. W wagonie jechało nas po 50 osób. Na drogę wydali po pół chleba, trochę salami i margarynę. Kiedy wysiadłyśmy; ponownie odbył się apel. Spisali nasze dane i zaprowadzili do bloków. Przez dwa tygodnie pracowałyśmy łopatą, następnie zostałyśmy przydzielone do pracy w ogrodzie. Po czterech miesiącach, usłyszałyśmy przez megafon, żeby się stawić na apelu i tam dowiedzieliśmy się, że mamy iść dalej. Tutaj posiłki były bardzo słabe. Dostawaliśmy po 1 / 4 bochenka chleba, zupa z kaszy jęczmiennej w południe i czarna kawa rano, to było całe nasze jedzenie. Tutaj już bardzo głodowałyśmy. Na początku byłam w szwalnia, i myślałam, że ja tam zostanę, ale później wzięli mnie do innych. Powrót do Auschwitz był straszny. Było strasznie gorąco i jechałyśmy zamknięte po sto osób w wagonie. Dostałyśmy 1 / 3 bochenka chleba na całą trzydniową podróż, podczas gdy SS nas bili. …….
2373, 4K, trzy szwaczki ur 1927, 1925,1921. lat 18, 20,24 i ilustrator mebli ur.1928 ,lat 17, Auschwitz ( 3-5-05-44 i 23-08 do 20-09-44 ) , Kraków ( 7-05-44 do 21-09-44 ) , Bunzlau ( 23-09-44 do 8-12-44 ), Grunberg (10-12-44 do 10-02-45 ), Guben (17do24-02-45 ), Bergen-Belsen ( 17-03-45 do 15-04-45 )
Na początku maja zostałyśmy deportowane do Auschwitz z getta z Munkács-, gdzie zostałyśmy przeniesione na podstawie rozporządzenia węgierskiego rządu, z miejsca naszego urodzenia i stałego pobytu Ilosva. Pierwszą z klęsk , które dotknęły nas w Auschwitz natychmiast po przyjeździe, było to, że oderwali nas od innych członków rodziny, z którą przyszliśmy do Auschwitz : od matki, dwóch sióstr i dwóch braci. Zabrali ich na zawsze, bo od tego czasu nie słyszałyśmy nic więcej o nich. Więc chciałyśmy, żeby cztery z nas były przynajmniej razem co nie zawsze było to łatwe, ale udało nam za każdym razem. Już po o dwóch dniach poszłyśmy z Auschwitz transportem pracy, do Krakau.
W Krakau pracowałyśmy najpierw w kamieniołomach, a następnie w różnych innych miejscach, ale za każdym razem praca, którą trzeba było zrobić , była ciężka. Było to dla nas chyba jeszcze trudniejsze nie tylko dlatego, że byłyśmy używane do ciężkiej pracy fizycznej, ale dlatego, że je zbyt mało spałyśmy i jadłyśmy bardzo mało. Praca trwała codziennie przez co najmniej dziesięć godzin, a spać mogłyśmy dziennie nie więcej niż pięć godzin, jeżeli strażniczka znalazła kogoś śpiącego po tym czasie, dana osoba była karana w najokrutniejszy sposób. Tzw. jedzenie , które otrzymywałyśmy, było zupełnie niejadalne, więc, przy naszej ciężkiej pracy i tych naszych . dziennie otrzymywanych dwudziestu dkg. chleba bardzo szybko wygłodzone, ale mieliśmy szczęście, że nasi chrześcijańscy współwięźniowie ulitowali się nad nami , i jakoś wsunęli coś do jedzenia. Musiałyśmy wytrzymać trzy i pół miesiąca w tym obozie, po czym zabrano nas z powrotem do Auschwitz……
2487,2K, uczennica ur 1932, lat 13,gospodyni domowa ur.1901. lat 44, Auschwitz-Birkenau (10do19-06-44), Krakau ( 22-06-44 do 22-09-44), Auschwitz-Birkenau (25-09-44do 11-44), Rochlitz ( 16-11-44do10-01-45), Kalf (14-01-45 do 1-04-45)
6-06-44 wyruszyliśmy z getta w Oradea (Nagyvárad ) , gdzie byłam z mężem, synem i moją córką i gdzie cierpieliśmy przez miesiąc do Auschwitz. Byliśmy 75 osób w wagonie, na cztery dni podróży wydali tylko kawałek chleba i zamknęli wagony. Po drodze mogły być otwierane tylko przez żandarmów, kiedy przychodzili nas okraść. Do Koszyc rabowali nas ok. sześć razy. W Kassa ( Koszyce ) zostaliśmy przejęci przez Niemców i odtąd oni już zaangażowali się aby nas rabować. 10 czerwca dotarliśmy do Auschwitz. Po przybyciu na stacje kobiety SS przy opuszczaniu wagonów nie pozwoliły nam zabrać naszych rzeczy z nami mówiąc, że będą one następnie przyniesione, co oczywiście było tylko obietnicą. Selekcje prowadził Mengele, osobno mężczyzn, osobno kobiety. Ani nie mogłam się pożegnać z mężem i synem. Wprowadzono nas do łaźni, gdzie rozebrałyśmy się, mężczyźni obcięli nam włosy i dostałyśmy postrzępione ubrania , bez bielizny, nie była dozwolona nawet chusteczka na gołej głowie. Zabrali nas do obozu C, gdzie ulokowali nas tysiąc w baraku 13-tym. Na jednej drewnianej pryczy, na której nawet nie było słomy, spało nas po 16-osób. Rano o czwartej rozpoczynał się apel, który trwał 2-3 godziny, w godzinach popołudniowych również był kilkugodzinny apel. W kilka dni później przeniesiono nas do baraku zbiorczego nr 1, gdzie życie było jeszcze gorsze. Nie było wolno patrzeć przez okno i przez 3 dni nie dawali wody. Pragnienie mojej małej córki zaspakajałam kapiącą wodą deszczową. Pewnej nocy o 02:30 żołnierze SS wpadli do nas, jeden strzelił w powietrze, tworząc jeszcze większą panikę i nakazał nam natychmiast się ubrać. Jedna z moich współtowarzyszek z nerwów oszalała. Transport 5000 osób poszedł do Krakau. Stłoczono nas ponownie w wagonach i głodując jechaliśmy przez 3 dni. W obozie Krakau –Plasow było około 20.000 więźniów różnych narodowości, głównie zebrano polskich więźniów . Tu pracowałyśmy na budowach, ciężkie kamienie nosiliśmy od 7 rano do 18 po południu, wyżywienie było bardzo słabe i prawie niejadalne. Przed pracą i po jej zakończeniu byliśmy torturowani apelami. 12-letnia córka robiła taką samą pracę jak osoby dorosłe. Traktowanie było nie do zniesienia: byliśmy bici i szczuci psami w trakcie pracy przez SS-manów. Po trzech miesiącach poszliśmy z powrotem do Auschwitz. Kiedy stłoczyli po 135 osób w wagonie, zapieczętowali wagony i jechałyśmy bez jedzenia i wody przez 3 dni. Wróciłyśmy do Auschwitz w fatalnym stanie . Tu znowu powtórzyło się obcinanie włosów, dezynfekcja, kąpiel, zabrano nam ubrania z Krakau. O 4 po południu zostaliśmy rozebrani do naga, ale ubrania dostaliśmy dopiero następnego dnia i przez ten czas byliśmy w nocy i potem chodziliśmy po otwartym baraku zupełnie nadzy . Tu już nie pracowaliśmy, całymi dniami staliśmy na apelu. Z nowym transportem pracy poszliśmy jeszcze do Rochlitz, na szkolenie do fabryki samolotów, a stamtąd do Kalf, również do fabryki samolotów. Tutaj następnie od stycznia do kwietnia pracowaliśmy zawsze na nocną zmianę, nie widzieliśmy światła dziennego , nie dostawaliśmy powietrza. Praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy koło ciężkich maszyn, doszło do wielu wypadków. Małe 12 letnie dziewczynki stały przy maszynach rewolwerowych, gdzie robiły tą samą pracę jak reszta pracowników. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, 1-04-45 ewakuowano pieszo nas wszystkich, pod eskortą kobiet SS i szliśmy 4 tygodnie bez jedzenia i wody , w drewniakach, był taki dzień, w którym przeszłyśmy 63 km. W drodze jedliśmy surowy owies i jęczmień, jeśli znaleźliśmy surowe ziemniaki, to było święto. Wody nie mogliśmy zabrać. Noce spędzaliśmy w stajniach . Kobiety z SS także upokarzały w brutalny sposób mężczyzn. Grubymi pałkami biły nieszczęsne, całkowicie wycieńczone kobiety , często na śmierć. Ja także dostałam w głowę jeden raz pałka, ale na szczęście wkrótce się obudziłam. W nocy z 28 kwietnia dowódca SS i jego towarzysze uciekli a kobiety z SS pozostawiły nas.30-04-45 w Ehrwald (Tirol) zostałyśmy otoczone przez Amerykanów w końcu wyzwolone. Amerykanie zapewnili całej tej nieszczęsnej grupie , którą znaleźli w stanie krańcowo wyczerpanym, byliśmy boso, bo nasze buty zużyły się w drodze, piękne i dobre wyposażenie a wszystkie chore i słabe, otrzymały właściwą opiekę medyczną.
Na razie czekam na powrót męża i syna, potem mogę się zajmować planami na przyszłość.
2583, K, gospodyni domowa ur.1924, lat 21, Auschwitz (3 m-ce), Krakau ( 3 m-ce) , Auschwitz ( 5 tyg.), Guben ( 5 miesięcy ), Bergen-Belsen ( 2 miesiące )…
Kiedy przyjechaliśmy do Auschwitz , moi rodzice i dzieci trafiły do budynku. Dziewczęta, które tam były powiedziały mi, że to komory gazowe, i tam ich zabijali . Od razu zabrali mnie do pracy, nosiliśmy wodę i różne prace wykonaliśmy. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia. Nasze mieszkanie było straszne. Nie tylko dlatego, że na pryczy spałyśmy po 15 osób, ale także dlatego, że podczas deszczu, przez otwór w dachu leciała woda , a my wszystkie byłyśmy całe mokre. Po 3 miesiącach była selekcja i wywieźli nas do Krakau. Tu już robiliśmy poważną i bardzo ciężką pracę. Przypisali nas do komanda budowlanego. Wyżywienie było tu bardzo ubogie, dostawałyśmy szpinak, który był niejadalny, jedną szóstą bochenka chleba i rano kawę. W baraku dostawałyśmy dużo bicia. Pracowałyśmy od szóstej rano do 19-tej wieczorem. Miejsce pracy było odległe o 2-3 km od obozu. Po 3 miesiącach zabrali nas z powrotem do Auschwitz. ……
2584, M, szewc ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ),Plaschov ( 11 tygodni ), Gross-Rosen (4 dni ), Bolkenheim ( 6 miesięcy ), Dornhau (3 tygodnie do 8-05-45).
Kiedy dotarliśmy do Auschwitz, oddzielono mnie od matki, której już nie widziałem. Byłem w Auschwitz tylko trzy dni, a następnie przeniesiono mnie do Plaschow, gdzie dostałem przydział do pracy na budowie. Pracowałem dziesięć godzin dziennie. Muszę powiedzieć, że dostawaliśmy tu bardzo dobre posiłki dziennie ćwiartka chleba, dwa razy w tygodniu po pół chleba, czasami 30 dkg. marmolady i zupa z kaszy jęczmiennej z mięsem, wszystkiego dosyć. Traktowanie również było bardzo przyzwoite. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach po sześćdziesiąt osób w dużym pokoju , po dwunastu spaliśmy na dużej szerokiej pryczy. Z Płaszowa uszliśmy do Gross-Rosen. ….
2703,4K, urzędniczka ur.1921, lat 24,2 kobiety bez podanego zawodu ur. 1916 lat 27 i 1923, lat 22, szwaczka ur 1919 lat 26, urzędniczka Auschwitz, Krakau, Auschwitz, Ravensbrück, Neustadt ( w Niemczech ), pozostałe bez Krakau.
Siostry Laura, Rosa i Helen Simon zostały w dniu 22 maja 1944 z getta z Beregszász, gdzie przetransportowano je z miejsca urodzenia i stałego zamieszkania Nagymuzsaly,-wsi w Karpathenlandzie-, wywiezione do Auschwitz. Czwarta siostra, Sara Simon w dniu 4 czerwca 1944 została deportowana do Auschwitz z getta Mátészalka. Z trzema siostrami znajdowali się także rodzice, ale natychmiast po przybyciu w trakcie selekcji zostali oddzieleni i poszli na lewą stronę, czyli na "złą" stronę, tj. na stronę, gdzie szli wybrani na śmierć, więc należy się spodziewać że musieli zostać zagazowani. Do rodziny Simon należeli również dwaj bracia czterech sióstr, ale nie poszli oni ani do getta ani do Auschwitz, ponieważ obaj byli zaangażowani do wojskowej służby pracy i jeden miał być w niewoli rosyjskiej a drugi gdzieś na Węgrzech , ale o żadnym z nich nie było wiadomości, tak że nie jest jeszcze pewne, czy przeżyli. Laura, Rosa i Helen Simon, nawet po selekcji pozostały w Auschwitz do czasu ewakuacji obozu. Jednak Sára Simon została w dwa dni po ich przybyciu do Auschwitz zakwalifikowana do transportu pracy , z którym poszła do Krakau. Obóz pracy, do którego szedł transport, znajdował się w Plaszow, przedmieściu Krakau a Sara Simon została włączona do budowlanej grupy roboczej. Dziewczyny musiały bardzo ciężko pracować i były do pracy- która nawet dla silnych mężczyzn nie byłaby łatwa-popędzane biczami. Kiedy przy przenoszeniu kamienia lub olbrzymiej deski, która ważyła tyle, że nie można było jej nieść wystarczająco szybko z jednego punktu do drugiego, osoba była wychłostana niemiłosiernie i było to zupełnie obojętne, czy to była młoda dziewczyna czy też matka kilkoro dzieci. Jedzenie było tak niedobre, że można go było jeść tylko z niechęcią, a nawet i te nędzne racje nie były wystarczające. Odnosiło się wrażenie, ze ta praca w Plaszow i wszystko, co było z nią związane, służy wyłącznie temu, aby całkowicie osłabić fizycznie więźniarki. Po trzech miesiącach u większości więźniarek ten cel został osiągnięty i transport, który składała się z 4500 węgierskich Żydówek wrócił do Auschwitz. Natychmiast po powrocie do Auschwitz przeprowadzono selekcję. Oczywistym słabe i niezdolne do pracy zostały wybrane i zagazowane tej samej nocy: nie mniej niż trzy tysiące osiemset! Pozostałe 700 poszły do obozu B i tam były zestawiane w nowe transporty pracy , które odchodziły co pewien czas do obozów pracy. Sára Simon także miała być zakwalifikowana do takiego transportu pracy, ale od tego czasu dowiedziała się, że jej trzy siostry pracowały w tkalni w Auschwitz . Postarała się, żeby ją także przydzielono do tej tkalni. Po Plaszow było dla Sary Simon wyjątkowe, że mogła być z siostrami, co ułatwiało jej sytuację o tyle, że mogła odpocząć w pracy. Choć w tkalni ciężko pracowała, ale jej tak nie popędzali, a zwłaszcza nie była tak nieludzko traktowana, jak w Plaszow, a przede wszystkim nie była bita. Jedzenie było jadalne i było podawany w ilości , która co najmniej chroniła przed śmiercią głodową. Cztery siostry Simon pracowały w tkalni aż do jej zamknięcia w dniu 18 stycznia 1945 r., ponieważ Auschwitz został ewakuowany. Siostry Simon wraz ze wszystkimi więźniami zdolnymi do pracy i marszu musiały opuścić Auschwitz. Musiały najpierw przejść pieszo około 100 km. Przed nami szli więźniowie mężczyźni i wszyscy byli popędzani do najwyższego pośpiechu, być może mężczyźni jeszcze w większym stopniu, niż my. Ci, którzy nie byli w stanie wytrzymać wymaganego tempa marszu, byli bez słowa ostrzeżenia zabijani strzałem. Wielu mężczyzn więźniów musiało się w ten sposób pożegnać z życiem, przez całą drogę widzieliśmy na każdym niemal kroku po obu stronach drogi zabitych w pasiakach więziennych. Szczególnie bolesnym był dla nas brak odzieży, zwłaszcza złe obuwie. My jeszcze w Auschwitz zaoszczędziłyśmy chleb z naszych skromnych racji i za to kupiłyśmy sobie buty, ale nie byłyśmy w stanie cieszyć się długo z naszego osiągnięcia, bo nasze buty zostały nam odebrane przez nadzorczynię już po wyjściu z pracy i musiałyśmy wracać boso z tkalni do obozu w najtrudniejszych warunkach zimowych. Ponieważ już wtedy wiedziałam, że będziemy w najbliższej przyszłości musieli odejść z Auschwitz, chcieliśmy za wszelką cenę ponownie dostać buty do marszu, abyśmy nie musiały iść pieszo boso. Ponownie odejmowałyśmy sobie chleb od ust i wolałyśmy głodować, żebyśmy tylko były w stanie kupić sobie buty, ale niestety mogłyśmy dostać tylko lekkie półbuty. W tym teraz miałyśmy pokonać sto kilometrów w czasie mroźnej zimy i w głębokim śniegu! Musiałyśmy wiele wycierpieć i przybyłyśmy do celu naszej podróży, Ravensbrück, bardziej martwe niż żywe. Ravensbrück w tym czasie już był przepełniony. Bloki były tak zatłoczone, że nawet przy największym upychaniu więźniów nie byli w stanie zmieścić nas w blokach. Dlatego też utworzyli baraki z namiotów ( celty ), które miały być naszym domem. Nie musieliśmy pracować w Ravensbrück i byłyśmy w stanie w ciągu trzech tygodni trochę odpocząć, chociaż byłyśmy karmione bardzo słabo, ale przynajmniej mogłyśmy odpocząć i byłyśmy bardzo szczęśliwe, że nas nie popędzają ani na nas nie polują. Ten spokój trwał, jak powiedziałam, trzy tygodnie, a po tym czasie zostałyśmy zakwalifikowane do transportu pracy, który poszedł do Neustadt.( W Niemczech, przyp. mój ) Pracowałyśmy tam w fabryce samolotów w znośnych warunkach, ale prace trwały nie dłużej niż sześć tygodni, ponieważ po tym czasie operacji fabryki z powodu braku materiału musiała być zatrzymana tak, że po tym czasie więźniowie już nie pracowali. Nie wykorzystywali nas także do żadnej innej pracy, więc spędzaliśmy cały dzień w obozie. Na początku nie zdawałyśmy sobie z tego sprawy, ale potem zaczęliśmy podejrzewać, że teraz do naszego wyzwolenia może nie być daleko. Pewnego dnia obóz został zamknięty, nikt nie mógł opuścić obozu i komendant obozu założyła białą opaskę. Wtedy już wiedzieliśmy. Wkrótce wypuszczono niemieckich więźniów politycznych na wolność, w tym samym czasie opuścili obóz strażnicy SS. Zostaliśmy bez nadzoru, ale my również nie wychodziliśmy z obozu. Musieliśmy czekać dwa dni, aż Rosjanie przyjechali i wyzwolili nas w Neustadt .
2940 K,gospodyni domowa ur 1928, lat 17,Auschwitz (18-05-44do21-05-44 ), Płaszów ( 23-05-44do24-08-44 ), Breslau (2-09-44do10-02-45 ), Bergen – Belsen (20-02-45 do15-04-45 )
We wsi Kotaj w pobliżu Nyíregyháza na 5000 mieszkańców żyło tu 28 rodzin żydowskich ; byli to głównie rzemieślnicy, zazwyczaj żyli dostatniej. Mieszkałam z rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa, mój ojciec był mistrzem krawieckim. Po wkroczeniu do nas Niemców zmuszono nas do noszenia wyróżniających żółtych gwiazdek, ale mieliśmy swobodę ruchu. W przeciwieństwie do tego , chrześcijanie zachowywali się bardzo przyzwoicie wobec nas, zawsze bardzo mi pomogli. W kwietniu dowiedzieliśmy się, że zabierają nas do getta i razem z Żydami z pobliskich gmin trafiliśmy do getta w Nyiregyhaza i byliśmy spakowani. Pewnego dnia pojawiła się żandarmeria i zabrali nas do świątyni żydowskiej, tu spędziliśmy noc, a następnie z wozami wyruszyliśmy w kierunku świątyni w Nyiregyhaza. Spędziliśmy tu jedną noc, a następnego dnia poszliśmy do getta w Nyíregyháza. W tym momencie policja zadbała o nas, traktowali nas bardzo dobrze, również wyposażyli w żywność, byliśmy tu do 2 tygodni, kiedy to również wozami wywieziono nas do Nyirjespusztá. Tu już nadzorowali nas żandarmi, dostarczyli nam jedzenie, ale często przychodzili z niemiecką kontrolą, która nas traktowała bardzo surowo, za najmniejszy drobiazg napastowali człowieka. Po tygodniu załadowali grupę ok. 2000 ludzi, to był pierwszy transport, było nas 65 osób w wagonie. Każdy mógł zabrać ze sobą to, co chciał, na 3-dniowa podróż dostaliśmy jeden raz chleb i dali małe wiadro z wodą i WC. Przy załadunku Niemcy nas popędzali i bili. Przyjechaliśmy do Auschwitz w południe, natychmiast wysiedliśmy z wagonów, oddzielono mnie od mojej rodziny, ale pozostałam razem z jedną siostrą. Następnie wprowadzili nas do obozu C , w jednym baraku było nas 1000, stąd zostaliśmy wybrani jako młodzi i zdrowi i zabrali nas do Plassow koło Krakau. Tam nas złapali do prac budowlanych , pracowaliśmy pod bardzo ścisłym nadzorem ,za każdy drobiazg nas bili, raz dziennie dostawaliśmy niejadalną potrawę warzywną i po 20 dkg. chleba. Tu mieszkaliśmy w barakach , był bardzo duży brud, umyć się nie było można, gdyż czas na to nie pozwalał, no i oczywiście wszyscy byliśmy zawszeni. 3 miesięcy później powróciliśmy do Auschwitz, gdzie ponownie poddali nas selekcji…..
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:44, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3093,K, gospodyni domowa, ur.1928, lat 17, Auschwitz( 3-06-44, 1 dzień), Krakau ( 3 tyg ), Auschwitz ( 8 dni ), Leipzig ( 9 m-cy ), Fürstenwald ( 8-05-45 )
Pracowałam w Sátoraljaújhely, kiedy zabierali do getta, a więc moja rodzina została rozdarta. Traktowali nas bardzo źle tutaj w getcie, bili nas , każdego dnia wyszukiwali "skarbów". Tu już moje życie było bardzo smutne, bez rodziców. Załadowali nas po 120 osób w wagonie, był taki ścisk, że nie było miejsca aby stać. Najpierw węgierscy żandarmi bili nas i torturowali w drodze do Kassa ( Koszyce ), kiedy przejęli nas Niemcy, zebrali nas po czym odebrali nam wszystko, co tylko znaleźli a potem wepchnęli nas do pociągu i zamknęli nas. Po takiej gorzkiej pięciodniowej podróży przybyliśmy do Auschwitz. Dla mnie nie było tu więcej smutnych faktów, nie podlegaliśmy tu selekcji, jak inni, natychmiast zaliczyli nas do grupy zdolnej do pracy , obcięli nam włosy, długo staliśmy nago na zimnie, potem nas zdezynfekowali, wzięliśmy kąpiel , wieczorem dali nam jakąś jednolitą odzież i o północy załadowali nas na wagony i wywieźli do Krakau. Podróż trwała jeden dzień. Tu dostaliśmy po przyjeździe po 20 dkg. chleba i 1 litr zupy dziennie. Praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy na budowie , stale nas popędzali, bili i grozili zastrzeleniem. W wielu wypadkach spełnili groźby w przypadkach, gdy osoba zatrzymała się w pracy choć na chwilę w ciągu dnia. Kiedy tutaj również zbliżył się front, ponownie wsiedliśmy do wagonów, po 140 osób teraz jechało w wagonie, głodni i spragnieni. Gdy dojechaliśmy, w wagonie było 40 zabitych, SS S strzelali do nas po drodze. Tak jeszcze raz przyjechaliśmy do Auschwitz. Tu w czasie naszego pobytu wcale nie pracowaliśmy, ale także nie dostawaliśmy jedzenia , 20 dkg chleba dziennie, tylko to było w ciągu 8 dni do jedzenia, bo tylko ci dostawali tu jedzenie, którzy tu mieszkali. Ja byłam całkowicie osłabiona. Po ośmiu dniach wywieźli nas do Leipzig , gdzie pracowaliśmy w fabryce amunicji. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie w fabryce i kiedy wracałyśmy do domu, kontynuowałyśmy pracę na budowie, czy padał deszcz czy nie. Było bardzo wiele alarmów lotniczych , był również taki dzień, kiedy wcale prawie nie zasnęliśmy. Tak mieszkaliśmy tu pełnych dziewięć miesięcy , kiedy i tu zbliżył się front. Już wtedy byliśmy w fatalnym stanie, bo traktowali nas niewymownie źle , nawet do WC nie mogłyśmy swobodnie wychodzić. Jedzenie i tak małe, było pomniejszane przez to, ze oficjalnie było również nam kradzione przez niemieckie kierownictwo. Przy tak wielu nalotach było także wiele ofiar wśród nas. Tak tu żyliśmy a potem wyruszyliśmy w podróż ku wyzwoleniu. Ja po czternastu dniach pieszego marszu zostałam w Fürstenwald. Poszłam do gospodarstwa rolnego i pracował u rolnika z własnej woli przez 3 tygodnie, to był bardzo dobry, przyzwoity człowiek, potem szybko przyszli Rosjanie, i tak udało mi się wrócić do domu i teraz mam nadzieję, że może znaleźć kogoś, kto przeżył w mojej rodzinie. Po drodze spotkałam mojego siostrzeńca, a teraz tu jesteśmy razem .Plany: rozejrzeć się w domu i jeśli nie można będzie znaleźć nikogo w domu, następnie z moim siostrzeńcem wyruszyć do Palestyny.
3145,K, gospodyni domowa ur 1905, lat 40, Auschwitz ( 1 tyg), Kraków ( 6 tyg. ),Auschwitz ( 7 tyg ), Visau-Bunzlau ( 4 miesiące), Sportschule ( 2 miesiące), Langenbielau ( 2,5 miesiąca)
W Ipolyság getto wyznaczono na kilku wąskich uliczkach. Tutaj zebrano wszystkich Żydów z miasta i okolicy. 10-12 osób tłoczyło się w małym pokoju, nie można było wychodzić , byliśmy skazani na oczekiwanie. Przynieśliśmy sobie tutaj paczki ile chcieliśmy ale następnie, przy okazji stałych rewizji osobistych , stopniowo zabrali nam wszystko. W getcie był tzw. pokój przesłuchań, w którym detektywi w gumowych rękawicach i z batami na psy przesłuchiwali bogatszych ludzi, aby powiedzieli, gdzie maja swoje Reczy wartościowe. Tak więc w tym pokoju torturowali ludzi fizycznie i okaleczali duchowo i upokarzali ludzi , którzy chcieli stamtąd wyjść. Pewien człowiek, imieniem Polgár Ignác zmarł po pobiciu. Zwłaszcza lekarze i farmaceuci , ale także wielu innych popełniło samobójstwo. Ludzie byli w strasznym stanie umysłu, czuli, że czekają tylko na śmierć. Byliśmy tu trzy tygodnie, potem wywieźli nas do Illéspusztá. Tu przejęli nas Niemcy, bili nas i torturowali przez 6 dni, potem odebrali wszystkim, cokolwiek im zostało i załadowali nas na wagony. Jechaliśmy trzy dni i dotarliśmy do Auschwitz. Tu obawy ludzi znalazły potwierdzenie. Rozdzielili rodziny, zabili chorych, dzieci i starców w komorach gazowych. Tych, którzy dawali nadzieję na wykorzystanie, zatrudniali i korzystali z ich pracy w różnych obozach pracy, gdzie przez wiele miesięcy pracowali, jak bydło , dopóki była w nich odrobina siły: kiedy byli słabi, zostali zamordowani, jak zwierzęta, które się zużyły i nie można już z nich korzystać. Skierowali nas do kąpieli, dali złej jakości odzież, bieliznę i nawet chusteczki były zabronione. Po 1 tygodniu z transportem przybyłam do Krakau , gdzie pracowaliśmy po 12 godzin dziennie w kamieniołomie. Wielkie głazy musieliśmy nosić, jednocześnie stale mieliśmy w pamięci, że musimy pracować szybko, bo w każdej chwili mogliśmy zostać pobici biczem. W pracy nie posługiwali się słowami, ale biczami. Wydaje mi się, że wierzyli, że człowiek nie rozumie ani słowa. Lagerführer chodził z psem koło ludzi. Tam spędziłam całe sześć tygodni, zawsze dostawałyśmy zupę z kaszy jęczmiennej, oprócz tego bochenek chleba na 5 osób. Więcej razy przyszło do nas mięso. Ale Lagerführer rzucił mięso swoim dwudziestu psom, my nigdy go nie spróbowaliśmy. Stąd ponownie powróciłam do Auschwitz. …….
3271, M, rolnik,ur.1899, lat 46, Auschwitz (25-05-44 do 2-06-44), Gross-Rosen (5-19-06-44), Krakau (22-06-44 do 25-09-44), Gorlitz (29-09-44 do 8-05-45)…
W moim miejscu urodzenia , Felsőapsa, dużej wsi z około 7000 do 8000 mieszkańców w Karpathenlandzie, mieszkało 120 rodzin żydowskich z liczbą dusz około 600 Żydów. W Felsőapsa zajmowli się głównie rolnictwem lub pracowali jako rzemieślnicy i żyli na ogół w ubogich warunkach. Bogatych Żydów było w Felsőapsa może dwóch lub trzech. Takie same warunki panowały w moim stałym miejscu zamieszkania Nagybocskó , z tą tylko różnicą, że tu Żydzi znajdowali zatrudnienie w wielkiej fabryce Klotild. W dniach 20 lub 25 kwietnia 1944 r., gdy byłem z żoną i pięciorgiem dzieci; przeniesiono nas do Mátészalka, gdzie wszyscy Żydzi byli koncentrowani wokół miasta. Po kilku tygodniach deportowano nas do Auschwitz. Zaraz po przyjeździe w selekcji straciłem żonę i czworo dzieci, pozostałem tylko jednego syna w wieku 20 lat. Co się stało z innymi, nie wiem, bo zaginęli , i niestety, zachodzi obawa, że już nie żyją. My tylko kilka dni przebywaliśmy w Auschwitz, więc zażyliśmy sobie wyrobić właściwy pogląd na temat warunków tu panujących . Transport pracy, do którego zostaliśmy z synem włączeni, przybył do Gross-Rosen, gdzie nosiliśmy deski i wykonywaliśmy podobne prace. Do jedzenia dostawaliśmy prawie nic, raz na trzy dni kawałek chleba. Częściej i mocniej byliśmy bici z niespotykaną dotąd brutalnością ; wymłócono młodych i starych . Jednakże dostaliśmy wreszcie długo oczekiwany chleb, który był spleśniały i ledwo nadawał się do spożycia przez ludzi. Toteż powitaliśmy z radością fakt włączenia nas po dwóch tygodniach do transportu pracy, który wyjechał z Gross-Rosen, ponieważ myśleliśmy, że gdzie indziej może być tylko lepiej. Niestety wyszło na to, że się łudziliśmy - co po raz kolejny udowodniło prawdziwość przysłowia : " Na lepsze zmienia się rzadko" Doszliśmy mianowicie do Krakau lub jego przedmieścia Plaszow, gdzie skoncentrowano nie tylko krakowskich Żydów, ale także działał także jako obóz pracy, czy raczej lepiej, jako obóz zagłady. Nas następnie zatrudniono przy pracach budowlanych, gdzie , choć praca była ciężka, ale nie było tak źle, ale mieliśmy też robić coś innego, co zresztą nie było trudne, ale budziło w nas wielka odrazę i obrzydzenie. W Płaszowie w dzień i w nocy palono zwłoki , były to ciała nieszczęśników, które codziennie przywożono codziennie z miasta, w którym byli skazani na śmierć a następnie postawieni pod murem i zastrzeleni. Byli to nie tylko Żydzi. ale także chrześcijanie , w większości Polacy. Naszym zadaniem było zbudowanie stosów do spalania, na które musieliśmy położyć ciała. Każdy dzień samochody przywoziły nowe ofiary z miasta, jednym razem piętnaście, innym razem dwadzieścia ciał, ale były też transporty z 30 lub 35 zwłokami . Zapach spalonego ciała było czuć w całym obozie, tak że miałem kłopoty z żołądkiem i nawet w warunkach niedoboru żywności ledwie mogłem coś przełknąć. Żywność była ogólnie bardzo deficytowa, zwłaszcza chleb. W tym względzie, jak w każdej innej relacji, pracownicy mieli jednak lepiej, a mianowicie były w obozie różne pokoje warsztatowe : szewc, krawiec, drukarnia, itp. i rzemieślnicy spośród więźniów byli używani do pracy w tych pokojach i musieli pracować tylko tam. Dlatego mieli lepiej i mieli szerszy dostęp do żywności. Dla chorych był rewier, ale stwierdzili że tylko w skrajnych przypadkach można się do niego dostać. Trzeba było mieć co najmniej 39 stopni gorączki, w przeciwnym wypadku nie więzień nie był uważany za chorego. Spędziliśmy trzy miesiące w Płaszowie, po czym; najwyraźniej w związku z wydarzeniami na froncie, zostaliśmy wywiezieni dalej. Przyszliśmy z synem do Görlitz, gdzie mieliśmy ciężko pracować w fabryce amunicji. …..
3352,2K. uczennica ur. 1930, lat 15, krawcowa ur. 1928,lat 17, Munkács (10-04-44do16-05-44), Auschwitz (19do22-05-44), Krakau (22-05-44do25-08-44), Auschwitz (25-08-44do15-10-44), Bergen – Belsen (19-10-44do19-01-45), Leipzig (4-01-45do10-04-45), Theresienstadt (25-04-45do8-05-45)
Mieszkaliśmy z rodzicami w naszym domu w Szolyva, trzech braci i nas dwie. Wszyscy pracowaliśmy, mój ojciec pracował w fabryce. Gdy po Wielkanocy żandarmi nas zebrali i wśród bicia zaprowadzili nas do cegielni w Munkaczu, gdzie poza niegodziwymi żandarmami przychodzili tylko trzej tamtejsi SS. Baliśmy się tak, że nie mogliśmy mówić. Już tu byliśmy bardzo głodni, bo z domu tylko trochę jedzenia zabraliśmy. Nie pracowaliśmy , po sześciu tygodniach nagle w niedzielę przydzielili nas do transportu, załadowali nas na wagony i wyruszyliśmy na niepewne. Jechaliśmy trzy dni w Kassa ( Koszyce ) przejęli nas od Węgrów Niemcy, Węgrzy nie dali nam kropli wody, gdy prosiliśmy , po prostu odpowiadali gruboskórnie. Jechaliśmy po 70-ciu w wagonie i cierpieliśmy z pragnienia a zwłaszcza rodzice cierpieli strasznie, gdy nie mogli dać wody płaczącym dzieciom. Tak dotarliśmy po trzech strasznych dniach podróży do Auschwitz. Tu od razu oddzielili nas od rodziny, tylko my dwie trzymałyśmy się razem. Zaprowadzili nas do łaźni, gdzie ostrzygli nas całkowicie i zdezynfekowali, w zamian za nasze wydali nam szarą odzież i wprowadzili do obozu A. Spędziliśmy tutaj trzy dni, dostaliśmy jedzenie, po trzech dniach otrzymaliśmy rozkaz wyruszenia i po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do Krakau, nasza grupa była 1000 osobowa. Kiedy wysiedliśmy z pociągu , zabrali nas na plac apelowy, gdzie rejestrowali nas Polacy i umieścili w barakach. Dostaliśmy przyzwoicie zjeść, ale nie jedliśmy bo nam nie smakowało, później, kiedy już nie było, z chęcią byśmy to zjedli. Pracowaliśmy na budowie, praca była bardzo ciężka, jeżeli nie nosiliśmy desek wystarczająco szybko, psy napędzały nas do szybszej pracy. Pracowaliśmy tu trzy miesiące, kiedy już Rosjanie zbliżali się bardzo, opróżnili cały obóz i tak wróciłyśmy do Auschwitz. Tu też zajmowałyśmy się noszeniem cegieł. Jeszcze były gwiazdy na niebie, kiedy wychodziłyśmy stać na apel a jeśli ktoś w trakcie trwającego wiele godzin apelu usiadł, to go bardzo pobili. Tak pracowaliśmy tu jak niewolnicy sześć tygodni, kiedy skierowali nas do nowego transportu i po czterech dniach podróży przybyliśmy do Bergen-Belsen. Na drogę dostaliśmy jedzenie. Jak tylko dotarliśmy , dostaliśmy oddzielnie każdy jeden koc, menażki, łyżki i umieszczono nas w namiotach . Na początku gotowali dość przyzwoicie, ale pod koniec dawali po prostu w wodzie gotowaną rzepę. Tu wszyscy byli chorzy, i cierpieli na biegunkę, strasznie źle wyglądali, byliśmy tylko skóra i kości. Byliśmy tutaj przez trzy miesiące, a następnie zostaliśmy przewiezieni i po dwóch dniach podróży dotarliśmy do Leipzig. Prowiant na podróż nam dali. Przydzielili nas do pracy w pewnej fabryce samolotów. Początkowo codziennie dostawaliśmy 1 / 2 kg chleba, później już mniej, jak poczułyśmy się lepiej. Traktowanie było bardzo surowe, dowódca SS utrzymywał żelazną dyscyplinę , co się objawiało tym, że w zimie było nam bardzo zimno, a jeśli kogoś zobaczyli , że wziął koc, to za karę cały dzień był wystawiony koło naelektryzowanych drutów , głodny i spragniony. Inną ulubioną karą było zamknięcie w bunkrze, oczywiście, także bez jedzenia i picia. Potem, gdy Amerykanie byli już bardzo blisko, dostaliśmy rozkaz o wyruszeniu . Szliśmy pieszo szesnaście dni. Ile wycierpieliśmy po drodze , trudno opisać, dostaliśmy wszy, jedliśmy bardzo mało, dwa- trzy kawałki ziemniaka w trzy dni. W ten sposób wielu ludzi pozostawiliśmy z tyłu. Zaczęliśmy w 1500 osób i 700 osób przybyło. Jednak jeśli złapali uciekinierów, nie zostali oni zahamowani, każdy mógł iść tam, gdzie widział , w drodze nie byli szczególnie surowi dla nas. Spaliśmy w lesie, często padał deszcz a my po prostu byłyśmy w cienkiej odzieży , bez kurtek przemakały nam ubrania, a następnie wysychały na ciele na otwartym wietrze. Była to bardzo trudna do zniesienia podróż, kiedy dotarliśmy do Theresienstadt, byłyśmy już bardzo słabe, ale potem tam doszliśmy do siebie, dostaliśmy jeść. Przyjęli nas Czesi, którzy przejęli obóz po odejściu Niemców z SS z obawy, trzymali nas w kwarantannie aż przyszli Rosjanie. Wyżywienie było rzeczywiście słabe, bo nie mieli nic do jedzenia , a po wyzwoleniu, sytuacja nie uległa tu bardzo poprawie w tym zakresie. Plany na przyszłość obejmują : szukamy braci, mamy nadzieję, że przynajmniej on ma rodzinę. Nie odchodzimy z Szolyva, nie mamy tam żadnych interesów, jeśli przyjdzie nasz brat, idziemy z nim do Palestyny, chcemy pracować, jeśli wiemy, że budujemy własny dom, mamy nadzieję, że nie będzie tam takiego okrucieństwa jak to robiono z nami.
3394, K,uczennica ur.1930, lat 15, Auschwitz ( 17-24-06-44 ), Kraków- Płaszów (27-06 do 10-08-44 ), Auschwitz ( 15-08-do 10-09-44 ), Grünberg ( 13-09-44 do 25-01-45 ), Guben ( 31-01-45 do 10-02-45 ), Bergen – Belsen ( 24-02-45 do 15-04-45 )
W maju 1944 pojawili się w naszym mieszkaniu policjanci i zażądali , abyśmy się spakowali, bo za godzinę wyruszamy do getta, gdzie skoncentrowano ok. 14 000 Żydów. W getcie nie było regularnej pracy, jedzenie dostawaliśmy częściowo z komunalnej kuchni a częściowo jedliśmy to, co sami zabraliśmy z domu. Po ok. 4 tygodniach, zabrali nas do cegielni, gdzie sytuacja była dużo gorsza. Spaliśmy na podłodze w otwartym pomieszczeniu, części z nas towarzyszyły stałe pobicia przez część żandarmów . W tydzień później załadowano nas do wagonów i poszliśmy jako ostatni, trzeci transport . W jednym zamkniętym wagonie dla bydła jechało nas 85 osób, do Kassa ( Koszyce ) eskortowali nas żandarmi, tam przejęli nas niemieccy wojskowi. W wagonach zostaliśmy zupełnie splądrowani przez żandarmów, odebrali nam wszystkie rzeczy wartościowe. Po przybyciu do Auschwitz była selekcja, zdezynfekowali nas, obcięli nam włosy i przydzielili nas do obozu B-2, gdzie w małym pomieszczeniu stłoczyli 200 osób , stłoczonych na ziemi jak zapomniany bagaż. 200 osób jadło z pięciu misek, jedzenie było niejadalne. Nie mieliśmy pracy, całymi dniami staliśmy bez ruchu na apelu. Woda nie była do osiągnięcia, cierpieliśmy straszne męki z pragnienia, w strasznym brudzie, który nas otaczał. Tydzień później ponownie była selekcja , przy tej okazji wybrano 1000 kobiet zdolnych do pracy i dalej przetransportowano nas do Krakau-Plasow. Zanim nas załadowali na wagony, stałyśmy tam cały dzień na deszczu bez odzieży w kolejce do kąpieli, dopóki nie przyszła na nas kolejka. Droga pociągiem trwała 4-5 godzin. Po przybyciu znalazłyśmy się w ogromnym obozie, ulokowanym na miejscu zlikwidowanego żydowskiego cmentarza, umieścili nas w drewnianych barakach po 55 osób w baraku. Wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę fizyczną, kapo ( polscy aryjczycy ) traktowali nas w najokrutniejszy sposób, bili nas w przy pracy gumowymi pałkami. Nosiłyśmy kamienie i cegły, wybierałyśmy ziemię, pracowałyśmy od 6 rano do 19-tej wieczorem z półgodzinną przerwą na obiad. Pobudka była o 5 rano , potem był apel, który odbywał się z największą surowością , zawsze mogli pobić ludzi. Jako posiłek stale dostawaliśmy zupę z kaszy jęczmiennej , poza tym codziennie 20 dkg. chleba i 2-3 dkg. margaryny, lub dżemu. Kiedy front się zbliżył, zabrali nas dalej. Pojechałyśmy po 130 osób w zamkniętym wagonie, bez wody i żywności, myśleliśmy że zginiemy tam z braku powietrza. W dwa dni po podróży widzieliśmy horror, że po raz kolejny zawrócili nas do Auschwitz……
3429,K, gospodyni domowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz (12do21-06-44 ), Krakau (21-06-44 do7-08-44 ), Auschwitz (7-08-44do 7-09-44 ), Neustadt ( 7-09-44 do 19-01-45 ), Gross-Rosen ( 19-01-45 do 7-02-45 ), Mauthausen ( 7do16-02-45 ), Bergen-Belsen (16-02-45do15-04-45 )
Przebywałam w Hatvan tu i dostałam się z pierwszym transportem do Auschwitz. W Auschwitz było strasznie. Sześćdziesiąt cztery jechałyśmy w wagonie, na drogę dostałyśmy bardzo przyzwoity prowiant. W Kassa ( Koszyce ) , przejęli nas Niemcy i traktowali nas odpowiednio. O świcie dotarliśmy do Auschwitz. Tu Polacy natychmiast ostrzegli, żeby matki z dziećmi przekazywały dzieci osobom starszym. Tu nas zdezynfekowali i każdego wydepilowali. Wydali każdemu więzienną odzież i wprowadzili 500 osób do małego bloku, gdzie dostaliśmy do jedzenia coś zupełnie niemożliwego. Blokowa nas pobiła i stale straszyła krematorium. Pewnego wieczoru staliśmy na apelu , wybrali młodszych i silniejszych i tak poszłam do Krakowa. To miejsce było straszne. Byłam tu razem z Polakami, co samo w sobie było straszne. Byli także tutaj z nami więźniowie polityczni, którzy zostali straceni na naszych oczach. W Krakau pracowałam w kamieniołomach, kamienie nosiliśmy do góry, a druga grupa takie same kamienie nosiła w dół. 7 sierpnia musieliśmy być ewakuowani, a następnie wróciłyśmy do obozu w Auschwitz. …..
3453, K, tkaczka ur 1922, lat 23, Auschwitz (5 do 8-06-44 ),Krakau ( 8-06-44 do 18-08-44 ), Auschwitz ( 21-08-44 do 25-09-44), Guben ( 27-09-44 do 10-02-45), Bergen-Belsen ( 27-02-45 do 15-04-45)….
Mój ojciec był właścicielem młyna, mieszkałam z rodzicami i braćmi w bardzo dobrych warunkach . W Csenger mieszkało przed nadejściem Niemców 100 rodzin żydowskich, głównie kupców i rzemieślników, było również kilku bogatych właścicieli ziemskich. 17-0-44 zabrali ich do getta w Mátészalka. Sprasowano tu szacunkowo 10.000 ludności żydowskiej. Getto znajdowało się w wyznaczonych ulicach, była publiczna kuchnia, pościel, odzież, bieliznę, żywność, wszystko było wolno wnosić do getta. Rada Żydowska nie mogła temu przeciwdziałać. Generalnie ciągle słyszeliśmy, że przynosząc się do Niemiec do pracy, rodziny będą razem. W pierwszej połowie czerwca rozpoczęto transporty deportacyjne. Były cztery transporty, my jechaliśmy ostatnim, liczył ok. 3000 osób. W dniu 2 czerwca załadowali nas do pociągu, w naszym wagonie jechało 75 osób, wodę przy wyjeździe zapewniła do wagonów Rada Żydowska. Jeden internowany wylewał wiadro WC przez okno i został zastrzelony przez pewnego SS-mana. 5-06-44 dotarliśmy do Auschwitz-Birkenau. Natychmiast na stacji przeprowadzono pierwsza selekcję, oddzielnie skierowano na prawo i lewo osoby starsze i chore i zdolnych do pracy. Zdezynfekowali nas, obcięli włosów, wydepilowali, po zmianie ubrania zostaliśmy ubrani w cienką odzież, staliśmy od 19-tej wieczorem do 6-tej rano na zewnątrz, w strugach deszczu. Następnie umieścili nas w obozie B, który był obozem pracy , ale trzy dni później wywieźli nas do Krakau. Umieszczono nas 1000 kobiet, w drewnianych barakach, na pryczach, bez sienników , koc jednak miałyśmy. Jedzenie było znane z innych ubogich obozów. Naszą pracą było noszenie kamieni i napełnianie wagoników, czas pracy był 12 godzin dziennie. Polscy kapo i SS traktowali nas w sposób bardzo przykry. Zabrali nas z powrotem do Auschwitz, a następnie opróżnili cały obóz, załadowali nas na wagony po 130 osób w wagonie. Jechaliśmy trzy dni bez jedzenia, bez wody an drodze. 21 sierpnia po raz kolejny byliśmy w Auschwitz, również zostałyśmy umieszczone w obozie B. …….
3529,K, krawcowa ur. 1921, lat 24, Auschwitz ( 2 m-ce ), Krakau-Plaszov ( 3 m-ce ), Bergen-Belsen ( 7 tyg. ) , Unterlüss ( 8 m-cy )
18 kwietnia 1944 poszliśmy z krewnymi do getta, do czego zostaliśmy zmuszeni przez żandarmerię. Zabraliśmy z sobą odzież i jedzenie. Nie musieliśmy pracować, o nasze wyżywienie troszczyliśmy się sami. 4 tygodniu byliśmy w getcie a potem załadowali nas na wagony. Wcześniej, siły bezpieczeństwa zabrały nam wiele rzeczy, wśród pobicia. W zamkniętym wagonie dla bydła jechało po 75 osób, nie było można się ruszyć, to była straszna sytuacja. Przez całą drogę nie byliśmy w stanie zdobyć wody i korzystanie z WC nie było możliwe. Po czterech dniach i nocach takiego cierpienia przybyliśmy na miejsce przeznaczenia - do Auschwitz. Przy wysiadaniu mężczyźni w pasiakach powiedzieli, ze musimy zostawić rzeczy w wagonach. Ustawiono nas w pięć rzędów i lekarz obozowy dr Mengele przeprowadził selekcję i słabsi, osoby starsze, i matki z dziećmi poszły w prawo, a my, młodzi ludzie poszliśmy w lewo. Potem zaprowadzili nas do łaźni, gdzie nas całkowicie pozbawili włosów i odebrali nasze ubrania, wydali nam zniszczoną odzież zamiast naszej ,mogliśmy zostawić sobie tylko nasze buty. Dostałam się do obozu A. Wprowadzili nas do dużego pustego pomieszczenia, gdzie stłoczyli 3000 osób i tam byliśmy zamknięci przez 3 dni. Na trzeci dzień w nocy nas załadowali na pociąg i przewieźli do Krakau-Plaszov w wagonach. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia i cierpieliśmy straszliwe męki z głodu. Po dwóch dniach przybyliśmy do Krakau-Plaszov, obóz był wybudowany na wielkim obszarze, zlikwidowano w tym celu cmentarz żydowski i często niszczono nagrobki i szkielety. Ulokowano nas w drewnianych barakach, wszędzie byli polscy liderzy. Jedzenia było bardzo mało i było niejadalne. W jednym bloku było nas 300 osób i na jednej pryczy spało nas po trzy osoby. Wykonywałyśmy bardzo ciężkie prace fizyczne. Ogromne przycięte kamienie musiałyśmy nosić na górę, a następnego dnia zabierać z powrotem, bez żadnego powodu, tylko, żeby nas wszystkich torturować. Ponadto ładowałyśmy węgiel łopatą i woziłyśmy wagonikami kopalnianymi. W pracy nadzorowali nas polscy aryjczycy i żołnierze SS którzy stale trzymali bicze w ręce i mieli duże psy i w ten sposób kontrolowali naszą pracę. Pracowaliśmy od 6 rano do 19-tej wieczorem, ubrani w cienką odzież, niezależnie od pogody. Potem tam była bardzo deszczowa pogoda, nie do opisania tortura, ponieważ pogoda była słynna. Ponadto pracowaliśmy w mokrej odzieży na otwartej przestrzeni, większość już nie miała butów. W rezultacie oczywiście wiele osób było chorych, wielu miało owrzodzenia. Na rewier było bardzo trudno się dostać, najczęściej tylko przez protekcję. Po pobudce staliśmy godzinami na apelu aż nas policzyli a gdy wieczorem śmiertelnie zmęczeni chcieliśmy trochę odpocząć, zamiast tego ponownie był apel, potem rozdział zupy, co również trwało godziny i była kolejka prze umywalnią, bo nie było czasu, aby umyć się rano, tak , że robiliśmy to zawsze w nocy, i kładłyśmy się zmęczone na kilka godzin, bo o 3 rano już była pobudka. Na początku sierpnia przed zbliżeniem się frontu nagle załadowano nas do pociągu, wciśnięto po 150 osób do zamkniętego wagonu i wyruszyliśmy bez wody i jedzenia. W wagonie była straszna sytuacja z powodu przepełnienia, nie mieliśmy powietrza, myślałam, że wszyscy tam umrzemy. Po czterech dniach strasznego cierpienia wysiedliśmy, na 150 ludzi, 130 osób wyniesiono zemdlonych z wagonu. W największym szoku znaleźliśmy się ponownie w Auschwitz. Ponownie zaczęły się tortury, depilacja, włosy obcięto nam na łyso i ulokowali nas w „ obozie czeskim „. Przyszłam do 11-tego baraku. Natychmiast nas wytatuowali, spisano dokładne dane osobowe. Przydzielono nas do noszenia kamieni, zaczynaliśmy od świtu, na apelu staliśmy godzinami, ubrany w cienką odzież, z łysą głowę, w deszczu i wietrze. Niestety byliśmy blisko krematorium, często mieliśmy straszny widok, jak z przychodzących transportów prowadzono do komór gazowych osoby starsze i dzieci. Ja też byłam dwa razy wyselekcjonowana, byłam już tak słabej kondycji, na szczęście, transporty, które zostały przypisane do krematorium w ostatniej chwili zostały przekwalifikowane i otrzymałam przydział do transportu pracy i tak uszłam z życiem. Dwa miesiące później załadowano nas ponownie na wagony i dostałam się do Bergen-Belsen. Ten transport również pierwotnie był przypisany do komory gazowej, ale następnego dnia, z jakichś nieznanych powodów zabrali nas dalej. W Bergen-Belsen ulokowano nas w obozie namiotowym i byliśmy pierwszym węgierskim transportem. Byli tu już więźniowie polscy. To był tzw. "Sonder-lager- obóz specjalny", gdzie zarówno zakwaterowanie jak i wyżywienie, biorąc pod uwagę okoliczności, były dość przyzwoite. Pracować nie musiałyśmy, cały dzień stałyśmy na apelu i po jedzenie stałyśmy w kolejce. Byłam tam przez 7 tygodni, a gdy już lekko się wzmocniłam, zgłosiłam się do transportu pracy. Tak więc przyszłam do Unterlüss, który jest o 35 km od Bergen . W Unterlüss pracowałam od czwartej rano do godziny dwudziestej drugiej w nocy. Pracowałam również w fabryce, przez pewien czas przy budowie dróg, robiliśmy również wycinkę drzew w tym samym czasie, kobiety SS traktowały nas w najokrutniejszy sposób, i biły nas bez powodu. Jedzenie było w absolutnym minimum, wiele głodowałyśmy. Byłyśmy w ogromnym bloku 500 osób pod jednym dachem, tak że w końcu tutaj nie cierpiałyśmy od przeludnienia. Jednak w nocy zamykali w drzwi, było straszne zimno, ogrzewanie nie było zapewnione. Byłyśmy w cienkim pasiaku, bez płaszczy pracowałyśmy w największej zimie, torturowani w nie do opisania sposób. Na cztery dni przed wyzwoleniem uciekł schaarführer i nadzorczynie, zostawili nas zupełnie, pozostał w obozie tylko szef kuchni obozowej. Wtedy już w ostatnie dni nie jadłam zupełnie nic. Po (dwóch ?-przyp. mój ) dniach przyszli do obozu niemieccy strażnicy z rozkazem wymarszu. My nie chcieliśmy tego zrobić, ponieważ wiedzieliśmy, że już nasi wybawiciele są dość blisko , mimo to musieliśmy już tego dnia wyruszyć w kierunku Bergen-Belsen. Dwie koleżanki próbowały uciec, ale zostały złapane i niestety,
zastrzelone tam na miejscu. Zabrali nas samochodami do Bergen-Belsen do ‘obozu śmierci” gdzie panowały warunki nie do opisania. W szczególności, były tam wszędzie góry zwłok, stale po nich deptaliśmy. Stłoczyli nas w jednym bloku razem z chorymi na tyfus. Używali nas do usuwania zwłok zmarłych, które nie chciały, grożono im zastrzeleniem. Zapewnienie wyżywienia nikogo nie obchodziło. Podzielili jednak chleb , ale był zatruty, wiele osób zmarło od tego. Cały obóz był chory na tyfus, wszy się na nas roiły, utrzymanie czystości nie było możliwe. Setki ludzi ginęły codziennie. Lekarstw nie było wcale. To było szczęście, że w kilka dni później przybyły wojaka brytyjskie, które nas wyzwoliły, bo inaczej nikt nie pozostałby przy życiu. Brytyjczycy natychmiast rozpoczęli prace ratownicze, dużo chorych przewieziono do szpitali, gdzie otrzymali staranną opiekę pielęgniarską. Podjęli również działania dezynfekcyjne tak, że w kilka dni później wszy zniknęły. W Bergen-Belsen zostałam aż do końca października, gdzie mieszkałam w normalnych ludzkich warunkach. Z rumuńskim transportem 1200 osób przybyłam do Budapesztu, przez Czechy.
W przyszłości chcę emigrować jak najszybciej do Ameryki gdzie mam krewnych.
3548 2K, gospodyni domowa ur. 1902, lat 43, i krawcowa ur 1922, lat 23, Auschwitz (9-06-44 do 19-06-44), Płaszów ( 20-06-44 do 14-08-44 ) , Auschwitz ( 15-08-44 do 30-09-44 ),Wisau ( 2-10-44 do 2-12-44), Langenbielau ( 4-12-44 do 14-02-45), Parschnitz ( 27-02-45 do 9-05-45)
Wkrótce po wydaniu krajowego przepisu dotyczącego deportacji Żydów, przewieziono Żydów z Aszód do getta w Rákoscsaba. Tym usunięciem zajmował się przewodniczący Rady Żydowskiej, Vas László. Wszyscy (rodziny) jechały na osobnych wozach, zabraliśmy tak wiele rzeczy z nami, ile mieściło się na wózkach, żywność była w ilości wystarczającej. W getcie Rákoscsaba panowały straszne warunki. Getto było na polu Cygana Mortona. Trzy rodziny były lokowane w małym mieszkaniu, więc 10-12 osób musiało przebywać w małym pokoju. Dowódcą getta był Jeszenszky ,urzędnik podatkowy i nie możemy powiedzieć, że był wyraźnie do pro-żydowski. Ja, wyżej wymieniona Gabriella Stern wykonywałam prace biurowe przy Radzie Żydowskiej getta, a tym samym miałam okazję do dość głębokiego wglądu w sprawy. Z ludnością miejscową nie było wolno wchodzić w kontakt. O kuchni publicznej nie pomyślano, każdy gotował na własną rękę, bilety na jedzenie zostały podzielone między nami dopiero w ostatnich dniach, więc wiele już nie pomogły. Strażnicy wojskowej policji zachowywali się paskudnie. Wśród odwiedzających getto był ubrany w biały strój urzędnik finansowy, który przy załadunku na wagony wygłaszał podjudzające mowy i zachęcał żołnierzy tylko do bicia. Wszelkie wiadomości okazały się nieprecyzyjne, najczęstszym domysłem było, że wywiozą nas do Niemiec. W pierwszych dniach czerwca rozpoczęła się wywózka z getta. W jednym transporcie jechali Żydzi z Aszód, Rákoscsaba, Rákosliget i Pécel . Załadowali nas po 75 osób w wagonie i wywieźli nas do cukrowni w Hatvan, gdzie spędziliśmy dwa dni. Po przyjeździe na miejsce policja i oficerowie niemieccy przeszukiwali nasze plecaki i zabierali, co im się podobało . Tutaj cały czas byliśmy na wolnym powietrzu, 6-06-44 załadowali nas na wagony .Cały obóz wyruszył jednocześnie i ruszyły niekończące się pociągi z Zydami z Hatvan, Sátoraljaújhely, Aszód, Gyöngyös i Rákoscsaba i okolic. Tu także skierowali po 75 osób do wagonu. Po drodze przychodzili co pięć minut Niemcy i stale straszyli. Staruszka, która była już umierający , kiedy w Hatvan włożyli ją do wagonu, zmarła, nasze pytanie aby zabrać zwłoki pozostało bez odzewu, jechaliśmy ze zmarła aż do Auschwitz. Nastrój był przygnębiający, co zrozumiałe, wszyscy bez wyjątku byliśmy przygotowani na śmierć, nie wiedzieliśmy, co się z nami stanie. W Kassa, gdzie Niemcy przejęli pociąg zostaliśmy pozbawieni nawet małych wartościowych obiektów. 9-06-44 przybyliśmy do Auschwitz-Birkenau. Pamiętam następujące kobiety z Aszód, z którym przybyłam i nadal trzymałyśmy się z sobą: Herschkovics Béláné 34 lata, Menczelesz Magda 30, Reiner Márta 30, Sárkány Lenke 22, Vándor Kató 20 i Szebenyi Ágnes 30 lat .W Auschwitz ulokowano nas w tzw. "obozie cygańskim" tam byliśmy dziesięć dni, a potem wywieźli nas razem do Plaszov. Odbyło się to w dniu 19 czerwca , przyjechało nas ok. 700 osób. Spędziłyśmy tu sześć tygodni życia , to było straszne. Aryjscy kapo bili nas tutaj biczami. Wielokrotnie przywożono do obozu złapanych partyzantów, na których egzekucje patrzyliśmy o świcie. Przydzielono mnie do pracy , jednak całkowicie pozbawionej sensu, nieproduktywnej pracy, polegającej na tym, że nosiliśmy kamienie z góry, ale następnego dnia te same kamienie musieli nosić z powrotem, więc było to tylko w celu aby nas zamęczać. Lagerkommandant, ubrany na biało, który zawsze miał białego konia, raz zobaczył jednego z naszych towarzyszy, gdy rozmawiał z brygadzistką, co oczywiście było surowo zabronione. Krzyczał na niego , dlaczego nie pracuje szybciej i następnie poszczuł na nieszczęśnika psa. Pies poszarpał mu rękę a także ugryzł w piersi. Była to straszna scena dosłownie zamarłyśmy. Nasze warunki życia były takie, że nie pozwalały na rozwinięcie się poczucia koleżeństwa. Ból, w tym ból fizyczny i psychiczny całkowicie otępił umysły ludzi, nie byliśmy normalni, i miałem szczęście, , że do jedzenia dodawano brom, tak, że stale byliśmy otępiali. Tutaj jeszcze byłam przez sześć tygodni razem z wcześniej wymienionymi kobietami , a następnie oddzielili od nas Herschkovics Belana, Menczelesz Reiner Magda i Marta - nie wiem, co się z nimi stało - po raz kolejny powróciłyśmy do Auschwitz. Przed zbliżeniem się wojsk rosyjskich opróżniono cały obóz. Po powrocie zostałyśmy umieszczone w obozie B. 2. W tym czasie byliśmy już w bardzo zniszczonym stanie, na podstawie opinii lekarza wykonano selekcje i dużą liczbę ludzi wybrano, wiedziałam ze skierowano ich do gazu. ….


69. Uwagi końcowe
Powiedziano mi w latach 50-tych, że duży odsetek więźniów pracujących w Riese stanowili węgierscy Żydzi, wobec powyższego uznałem za właściwe spenetrowanie bazy danych degob.hu. Baza te nie obejmuje także wszystkich kompleksów, w których węgierscy Żydzi widocznie nie pracowali , jak Kaltwasser ( obóz jeńców rosyjskich ), Wustewaltersdorf ( Włosi, Polacy, Ostarbeiterzy) czy Ludwigsdorf i Kaltenbrunn. Z obozów Tannhausen i Hausdorf w bazie są minimalne informacje, co nie pozwala na jakiekolwiek uogólnienia. Prace w Górach Sowich zaczęły się zanim węgierscy Żydzi tu przyjechali, ich historia tutaj zaczyna się dopiero od kwietnia 1944. Ale i tak, syntetyczna informacja z tej bazy zbliża nas do prawdy.
1-Liczebność podobozów Riese
Możemy ustalić liczebność podobozów Riese:
Wolfsberg-3200 internowanych, w marcu 45 po zasadniczej ewakuacji obozu wzrosła do 4500 nowych.
Erlenbusch - 500-600
Wustewaltersdorf - (?)
Wustegiersdorf - 800 do 1400+ 200 kobiet
Oberwustegiersdorf - 500 + 200 kobiet
Dornhau - 250, 600, 1000, 1200, 4000, zapewne pod koniec była tam skoncentrowana większa ilość ludzi
Kaltwasser - ( ? )
Kaltenbrunn ( Studzienno) ( ? )
Sauferwasser - 800
Marzbachtal - 1500
Lerche - 2000
Tannhausen - (?)
Schottenwerk - 500-1600 osób, zapewne większa liczba pod koniec.
Hausdorf - (?)
Ludwigsdorf - (?)
Falkenberg, - 1300
Eule, Eulenburg - 3000
Furstenstein - 1000
Przyjmując, że w Walimiu było 2000 osób, w Kaltwasser 1000, w Tannhausen i Hausdorfie po 500 a w Ludwigsdorfie 3000, otrzymujemy w sumie liczbę 25500 więźniów obecnych w rejonie prac w Riese. Jeden z więźniów ( na nieznanej mi podstawie ) podał , że w okolicy było 40 obozów z 15000 ludzi. To nam daje możliwość krytycznego odniesienia się do przekazu, że liczba więźniów w Górach Sowich spadła z dnia na dzień o 20 000 więźniów, którzy prawdopodobnie zostali zasypani. Otóż ci ludzie w większości zostali ewakuowani, co jest poświadczone wieloma relacjami a proces ewakuacji trwał 2 miesiące, a w rzeczy samej więźniowie ci byli przemieszczani z miejsca na miejsce aż do momentu dojścia do nich linii frontu. Warunki tych ewakuacji były często tożsame z warunkami marszu śmierci a system logistyczny był bliski załamania. Jak na warunki wojenne system ten działał i tak niezwykle długo.
2 Przeznaczenie kompleksów.
W III Rzeszy każde koło musiało się kręcić dla zwycięstwa w ramach jednej machiny i systemu logistycznego. Więźniowie obozów pracy i koncentracyjnych, traktowani jako zasób i aktywa firmy, byli delokalizowani tak, by ich doświadczenia nabyte w pracy mogły zostać wykorzystane natychmiast w innym miejscu, bez dodatkowego treningu nowych pracowników. I tak np. pracownice fabryki lamp radiowych z Reichenbach trafiły do podobnego obiektu Stor 1 w Porta Westphalica. Sądzić należy, iż była to reguła a nie wyjątek. Ten trend utrzymuje się także dziś, nikt nie chce szkolić pracownika, wszyscy pracodawcy są zainteresowani natychmiastowym pozyskaniem wyszkolonego pracownika z rynku pracy. Jest to rezultat nacisku terminów i presji czasu, który wtedy nie był mniejszy niż dzisiaj.
Dlatego można postawić tezę, że powierzchnia kompleksu, zwanego Wolfsberg, miała być wykorzystana w przemyśle paliwowym ( lub broni odwetowych ), ponieważ zostali ewakuowani do Ebensee, gdzie obiekt Zement był przeznaczony do destylacji paliwa i rafinacji olejów ( Anlage A) oraz do budowy Amerika Rakete ( Anlage B ). Ta wersję umacnia polska relacja o dużym zbiorniku we wnętrzu góry. W przypadku realizowania wersji paliwowej budowa bazy paliwowej ze zbiornikami jest koniecznością. Ponadto jest relacja o układaniu rurociągu nieznanego przeznaczenia ( wodociągi były znane ) przez pracowników obozu Marzbachtal. W cytowanej poprzednio książce mówi się o trzy poziomowym kompleksie zawierającym pomieszczenie 30x30m na południowym stoku Włodarza. W dolinie Marcowego Potoku i Zimnej Wody była zarówno droga jak i kolejka wąskotorowa a ponadto duża liczba ludzi ( Marzbachtal i Lerche ) bez widocznych (obecnie ) większych rezultatów w drążeniu podziemi. Domniemanie o zamaskowanych sztolniach w bezludnych dolinach po zachodniej stronie wzgórz może potwierdzać także zeznanie więźnia biorącego udział w maskowaniu ( patrz Kowalski, Kudelski, Rekuć- Tajemnica Riese str. 227/8 ): „ otwory te wiercone były przy trzech wejściach do pieczar, znajdujących się z przeciwnej strony góry, licząc w kierunku Głuszycy „-jeżeli się stoi koło znanych wyrobisk Włodarza i patrzy w kierunku Głuszycy, to po przeciwnej stronie góry jest dolina Marcowego Potoku i dolina Zimnej Wody.
Ten sam profil produkcji planowanej dotyczy kompleksu Gontowa, drążonego przez internowanych w obozach Falkenberg i Eule. A tamtejsi ludzi widzieli tam więźniów aż do początku maja 45. Ci też trafili do Ebensee z końcem lutego 45. Zastanawiająca jest dysproporcja pomiędzy ilościa pracujących w Sokolcu więźniów, a ilością i kubaturą znanych wyrobisk
W przypadku kompleksu Soboń można zakładać planowanie wykorzystanie jego powierzchni do produkcji elementów elektroniki, sterowania, bądź silników czołgowych. Internowani z obozów Marzbachtal i Lerche zostali bowiem ewakuowani do Litomierzyc ( obiekt Richard ) i Theresienstadt. Taka produkcja nie wymaga drążenia hal o dużych przekrojach, i takie są wyrobiska na Soboniu .
Obóz Wustegiersdorf został ewakuowany głównie w pobliże kompleksów pracujących na potrzeby Luftwaffe ( Ahlem k. Hannoveru, Cravinkel, Ohrdruff). Domyślam się zatem, że podziemia najbliższe obozowi Wustegiersdorf powinny być wykorzystywane dla produkcji samolotów, bądź ich elementów. Jest przekaz, że na terenie zdemontowanej fabryki więźniowie mieszkali, ale nie ma informacji, żeby elementy samolotów były tam produkowane. Z relacji polskich wynika, że produkcja części płaskich skrzydeł w podziemiach już ruszyła, te podziemia nie zostały do tej pory odnalezione. Tym niemniej one na pewno istnieją, w rejonie Głuszycy skoncentrowana była masa ludzi większa niż na Wolfsbergu, a nie widać rezultatów drążenia podziemi porównywalnych kubaturą z obiektem Włodarz. 8 kobiet do wyzwolenia pracowało w fabryce amunicji .
Przeznaczenie obiektu Osówka nie da się wywnioskować z kierunku ewakuacji więźniów. Jedyne 8 relacji pochodzi od więźniów, którzy zostali przekazani do innych podobozów i pozostali na miejscu. Obiekt musiał mieć wysoki priorytet i był przeznaczony do montażu wysokich elementów. ( rakiety ? kolumny destylacyjne?) . Oznaki aktywności ludzkiej w tym obozie są widoczne na zdjęciu lotniczym , wykonanym 20-02-45, istnieje kwestia, co ci ludzie tam robili po ewakuacji zasadniczej obozu, czy to był tylko demontaż urządzeń i torowisk.
Obozy Erlenbusch, Schottenwerk, Dornhau mieściły komanda budujące zaplecze logistyczno transportowe do podziemnych kompleksów i wodociągi, a także transportowali materiały na miejsce budowy ; ludzie ewakuowani stamtąd zostali rozproszeni po różnych miejscach w Rzeszy. W ewakuacjach daje się zauważyć fakt, iż Niemcy utracili już możliwość przewidzenia szybkości przesuwania się frontu w danym miejscu i bywało, że wycofywali więźniów z powrotem przed nadchodzących frontem. W sytuacji kiedy linie kolejowe były narażone na bombardowanie, nazistowski system logistyczny i tak utrzymał się niezwykle długo, nawet jeżeli uwzględni się warunki totalnego terroru panujące w III Rzeszy. Sytuacja na froncie zmieniała się tak szybko, że planowanie działalności przemysłowej stawało się coraz mniej realne.
Obóz Dornhau mieścił ponadto duży rewir , i najwięcej relacji zostawili ci chorzy, niezdolni do marszu, których tam pozostawiono. Okazało się, że ich szansa na przeżycie jest większa niż tych ewakuowanych , zdolnych do marszu.
Obóz Ober Wustegiersdorf mieścił komanda produkcyjne fabryki amunicji ( kobiety ) , które pracowały do wyzwolenia i nie były ewakuowane , mężczyzn ewakuowano.
Obóz Furstenstein budował kwaterę dowództwa ze schronami w podziemiach. Ten fakt nie budzi większych wątpliwości. Baza nie zawiera przekazów odnośnie gotowego kompleksu badawczego, opisywanego w polskiej literaturze. Tym niemniej znane tamtejsz podziemia SA za duże jak na schron dla 300 osób, a za małe jak na ilość więźniów, którzy tam pracowali.
Baza nie pozwala na wyciągnięcie wniosków odnośnie obozów Tannhausen, Hausdorf, Kaltwasser, Wustewaltersdorf, Ludwigsdorf.Nie ma również żadnych relacji z komanda Kaltenbrunn – Studzienno k. Wambierzyc, które także należalo do grupy Riese. Także nikt nie wspomina Waldlagrów. Być może Żydzi tam nie pracowali. Tak jak w Kamiennej Górze zachowaly się tylko relacje Włochów.
Można postawić kwestię, czym byłby taki obiekt w którym produkowano by paliwa, rakiety, sterowanie do nich, być może bomby atomowe, samoloty, silniki czołgowe, amunicję…..Na pewno byłby cennym punktem oparcia dla państwa prowadzącego wojnę totalną ze wszystkimi wokół . Dlatego umieszczenie w sąsiedztwie tego obiektu ( Furstenstein ) kwatery dowództwa wydaje się czymś logicznym. Sami więźniowie nie byli zorientowani, że budują schron dla A.H. traktują to jak każdy inny bunkier. Wydaje się , że pod koniec wojni nazis nie mogąc odzyskać panowania w powietrzu, postanowili skoncentrować produkcje wojenną w kilku ośrodkach łatwiejszych do obrony i twierdza Alpejska i obiekt Riese miały być jednymi z nich. To, że one nie nabrały bardziej realnego wymiaru było tylko kwestia braku czasu, którego nazis już nie mieli.
Stan w jakim ten obiekt ( Riese ) zastaliśmy nie jest na pewno stanem końcowym , obiekt miał być rozbudowany. Widziałem w latach 50-tych ( w okolicy Sobonia , ale jeszcze nie zdążyłem tego zlokalizować w terenie ponownie ) kilkanaście wcinek w zboczu na jednym poziomie, w połowie wysokości zbocza, przygotowanych dla komand, które miały tam wejść z materiałami wybuchowymi i rozpocząć drążenie nowych wejść w gołej skale. Liczyłem te wcinki, było na pewno powyżej 10-ciu. Przypisywanie takiemu obiektowi funkcji kwaterowych naczelnego dowództwa bądź schronu w moim mniemaniu nie jest stosowne. Po prostu schematy innych znanych schronów inaczej wyglądają. To są dla mnie głównie obiekty produkcyjne. A więc musiała to być kwatera dowództwa otoczona zgrupowaniem fabryk przemysłu zbrojeniowego i paliwowego.
3 Timing
Najwcześniejsza zachowana data przybycia do obozu Wolfsberg to 15-04-44, w kwietniu 44 przybyły 3 osoby, w maju 44-14 osób, w czerwcu 44-5 osób. Obóz Wolfsberg miał być ewakuowany łącznie z Falkenbergiem. Daty ewakuacji więźniowie podają na :styczeń 45, 15-styczeń 45, ,luty 45, 8 luty 45, 15-02-45, 25-02-45, marzec 45. Nr 2303 podaje koniec marca jako termin ewakuacji do Ebensee, nie mówi dołączeniu jakiejkolwiek grupy do nich, a liczbę więźniów na Wolfsbergu podał jako 4500. Należy przyjąć , ze poza główną grupą 15-02-45 ( Wolfsberg+ Falkenberg ) były również inne , a z końcem marca ostatnia. Zdjęcie lotnicze wykonane 20-02-45 pokazuje, że dachy baraków obozu Wolfsberg nie są białe, co świadczy o tym, że cały obóz jest znowu pełny ludzi i ciepły. Należy rozumieć, ze w obozie tym były koncentrowane grupy z innych podobozów przed ewakuacją, i że ilość ludzi tam bytujących mogła być większa , niż początkowa, np. 4500 . Nawiasem mówiąc obóz Ebensee został wyzwolony o 3 dni wcześniej niż Riese , bo 5-05-45, jak podaje nr 2303.
Najwcześniej do obozu Wustegiersdorf przybyli ludzie w kwietniu 44- 17-go, 22-go i 30-go. Kobiety pracujące w fabryce amunicji ( 10 osób ) przybyły do obozu Wustegiersdorf nieco później, ( 18, 22, 26-07-44 i 16, 19,22-08-44 , xx-10-44 ) widocznie fabryka nie była wcześniej gotowa. Transfery pracowników były już wcześniej. Ewakuacja zaczęła się w styczniu 45 ( 5, 16 ) trwała w lutym 45 ( 6, 14, 15,16,19,25, 26 ) a ostatnia relacja mówi o ewakuacji 15-04-45.
Najwcześniejsze przyjazdy mężczyzn do obozu Oberwustegiersdorf to 22 i 28-05-44, kobieta ( 1 relacja ) do pracy w fabryce amunicji przybyła 22-08-44 w grupie 200 osób. Komando kobiece ( co najmniej 200 osób ) pracowało w fabryce amunicji i nie było ewakuowane, pracowało do samego końca wojny. Komanda męskie o liczebności około 500 osób przerwały prace przed nadejściem frontu i zostały ewakuowane. Charakter pracy komand męskich był różny: rozładunek wagonów , jak i praca w tunelach. Terminy ewakuacji od 15-01-45, do 15-03-45.
Obóz Schottenwerk był po zasadniczej ewakuacji obozów był miejscem , gdzie zgromadzono ca 1600 osób spośród niezdolnych do marszu i to oni ( sformowani w grupy 60-80 osobowe ) rozbierali tory i demontowali maszyny do końca. Nie byli ewakuowani.

Pierwsi więźniowie do obozu Erlenbusch przyszli w maju 1944, ewakuacja nastąpiła w styczniu i lutym 45, daty są podawane następująco : 1-01-45, luty-45 (2 ), 12-02-45, 15-02-45 ( 2), 18-02-45 (2 osoby ). Tym niemniej na zdjęciu lotniczym wykonanym 20—2-45, dachy baraków tego obozu są ciemniejsze, niż ośnieżone dachy sąsiadujących budynków Olszyńca, wnoszę, że puste baraki były wykorzystywane do pomieszczenia innych transportów więźniów, względnie grup demontujących. Kierunek ewakuacji , aczkolwiek prawie zawsze przebiegała ona via Flossenburg, był w wiele zupełnie różnych miejsc ( Offenburg (5 osób), Leonburg, Cravinkel (3), Theresienstadt ( 3), Litomierzyce, Wien, Hamburg, Dresen, Schlossenburg. Najwyraźniej ich ogólno transportowa specjalizacja mogła się przydać w wielu miejscach. Ponieważ żaden z survivorów obozu nie podał, że był zajęty przy demontażu kolejek, zakładam, ze demontaż i ewakuacje segmentów torów robiły grupy , utworzone później , po ewakuacji zasadniczej obozu.
Zakres dokonanego demontażu nie jest mi znany, w roku 1954 i 55 widziałem tory kolejki przed wyrobiskami Walimia ( dochodziły do dopiero co rozpoczętej czwartej sztolni, od strony miasta ) i sztolnią Hellmuth/Henryk w Sowinie. Jaką część zdemontowali Rosjanie a potem Polacy po wojnie, nie jest mi wiadome. Na pewno Polacy zdemontowali kolejkę z Sowiny ( koło szybu Gustaw ) do Ludwikowic w roku 1954/5, która przechodziła nad drogą na konstrukcji stalowej z elementami ceglanymi i żelbetowymi podstawami słupów. Nie jest jasne, do czego służyła w czasie wojny, skoro eksploatacja węgla już tam została zaniechana. W tym czasie rozebrana też została drewniana konstrukcja załadowcza w Ludwikowicach nad torami przy Gontowej , po której został tylko nasyp ziemny przy torach. Była wykonana z grubych desek napuszczonych brązowym impregnatem.
Cement użyty do budowy Riese był pochodzenia lokalnego, ( przynajmniej w części ), dostarczała go Cementownia Goleszów ( k. Ustronia Śl.) zamknięta w 1991 w trakcie transformacji ekonomicznych. Znalazłem w 1954 w składach cementu na Osówce ( drewniane domki- magazyny z papowanym dachem ) tysiące tych worków z Cementowni Goleszów. Jeszcze wszystkie nie były całkowicie stwardniałe i znajdowały użytkowników.
Pytania.
Dane w bazie nie zawierają jakichś sensacji. Więźniowie nie używali nazw kompleksów , jak to czynimy obecnie, nie znali tajnych planów, byli celowo dezinformowani, dla nich były to anonimowe umocnienia, znali tylko nazwy obozów. Liczba więźniów pewnie przekraczała liczbę stałych mieszkańców okolicy.Więzień z Wolfsbergu podaje, że budowali cztery podziemne, wzajemnie ze sobą połączone fabryki . Dla niego fabryka pewnie oznaczała prostą sztolnię z torowiskiem, obok którego stały rzędem maszyny, przy których więźniowie wykonywali swoją pracę stojąc, a z torowiska dostarczano im surowiec i odbierano produkt. Intrygująca jest informacja z obozu Marzbachtal o kładzeniu rurociągu nieznanego przeznaczenia. Gdyby to był rurociąg do bazy paliwowej i udałoby się go namierzyć to byłoby warto poszukać. Druga kwestia, w rejonie Głuszycy skoncentrowano więcej ludzi niż na Włodarzu, a widoczne wyniki w drążeniu tuneli są nieproporcjonalnie małe. Istnieją tam bezludne doliny o stromych zboczach, istniała infrastruktura- kolejka i drogi- istnieją przekazy o podjęciu produkcji części płaskich do samolotów- trzeba poszukać metodami geofizycznymi. Pewnie, że większość internowanych pracowała przy budowie tej infrastruktury i utrzymaniu ruchu na niej, ale nie wszyscy. Wydaje się celowe połączenie informacji zawarej w relacji węgierskiej, z relacjami polskimi w jedna całość, a także ponowić próby dotarcia do źródeł niemieckich i rosyjskich.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:45, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Obozy w Niemczech
Ohrdruff
196, 731,757,855,857,858,1788,2100,3251,3253,3269,3474,3510, 3469,
196, M, uczeń ur. 1921, lat 24, daty nie podane, Buna ( 9 miesięcy ), Gleiwitz ( 18-01-45 ), Buchenwald( 27-01-45- 6 tyg.) , Crawinkel, Ohrdruff, Buchenwald, Weimar, Flossenburg, Stamsred.
…….. Przyjechaliśmy do Buchenwaldu i tu byliśmy w kwarantannie przez sześć tygodni. Stąd poszliśmy dalej pieszo zmęczeni , kontynuowaliśmy naszą podróż całkowicie osłabieni do Krahvinkl, Ordruf, a następnie z powrotem w kierunku Buchenwaldu. Po drodze bardzo wieli zastrzelili tych , którzy pozostawali w tyle i nie mogli nadążyć za nami. W Weimarze nas ponownie załadowali na pociąg, ale amerykańskie samoloty znalazły pociąg i było bardzo dużo ofiar nalotów bombowych. Kto pozostał, musiał iść dalej pieszo, szliśmy osiem dni do Flossenburga. Tu wybrali Żydów i załadowali nas na pociąg, ale amerykańskie samoloty uszkodziły lokomotywę i znowu musieliśmy iść dalej pieszo. Potem już trzy dni w ogóle nie dostawaliśmy jedzenia, po prostu już tylko szliśmy dalej i co 10 metrów pozostawialiśmy ciała poległych kolegów. W końcu 5-05-45 w pewnym lesie na drodze dogoniły nas oddziały amerykańskie i uwolniły.
731.M.oficer ur. 1921, lat 24, Oranienburg (1do24-12-44), Ohrdruff (25-12-44do10-01-45), Buchenwald
4-06-44 dołączyłem do służby pracy w Hangony. Pracowaliśmy w różnych miejscach po 1-2 tygodnie , naprawialiśmy linie kolejowe, budowaliśmy lotnisko, ładowaliśmy wagony kolejowe, etc. Warunki były na przemian dobre i złe. 13-11-44 nasz oddział został wysłany do Budapesztu. Spałem jedną noc w domu, i prawdopodobnie na skutek donosu przyszli naziści i zostałem zabrany z domu do cegielni. W cegielni kolejno nas rewidowali, aż całkowicie splądrowali. Sprawdzali nawet najmniejsze kieszenie, przeglądali i wszystko zostało zabrane. Jeśli ktoś poszedł do toalety w cegielni, bili go kolbami. Następnego dnia wsadzili nas na pociąg i bezpośrednio zawieźli do Berlin-Oranienburg .W Oranienburgu zabrali nam ubrania, tu już nie mieliśmy niczego i wydali nam płócienne pasiaki. Pracowaliśmy w fabryce amunicji. Obóz był daleko od miejsca pracy i drogę tam i z powrotem musieliśmy pokonać codziennie. Jeśli ktoś nie mógł iść wystarczająco szybko, był bity. Apel było rano, potem 8 godzin pracy. Wtedy już były stale wielkie bombardowania, ale my mieliśmy również pracować w czasie alarmu. Raz uciekł jeden mężczyzna, musieliśmy za karę leżeć trzy godziny na gołej ziemi na otwartej przestrzeni. Potem dostałem zapalenia nerek.25-12-44 zabrali nas do Ordruf / Turyngia /. Tu w dużych koszarach było 10 ogromnych baraków. My w tym zawszonym baraku musieliśmy leżeć na zakrwawionej słomie. To był barak dla umierających. Ludzie umierali jeden po drugim . W fabryce, w której pracowaliśmy , podczas pracy stale nas bili. Jedzenia było bardzo mało i wszyscy całkowicie osłabli. Moja choroba nerek, której nabawiłem się w Oranienburgu była już wtedy zupełnie nie do zniesienia, zupełnie osłabłem i stałem się "muzułmaninem". Z transportem chorych, 10-01-45 dostałem się do Buchenwaldu. Wiele osób zginęło w wagonie. Do tego przyczyniła się również eskorta SS, którzy bili bezbronnych ludzi. Raz kopnął mnie SS tak, że wyleciałem z wagonu. Niestety, musiałem się wspinać z powrotem. SS rzekomo dostali rozkaz, że cały transport ma być zlikwidowany. Jednak wtedy już im się bardzo spieszyło i po prostu uciekli i zostawili nas w wagonach, bez jedzenia. Kto wiedział, wysiadł z wagonu i brał trawę z pola, czy ślimaki i jadł. Właśnie tak staliśmy głodując, gdy dotarli do nas Amerykanie.
757, M, robotnik ur 1911, lat 34,Auschwitz ( 15do19-04-44 ), Wustegiersdorf ( 25-04-44 do 10-02-45 ), Flossenburg ( 15 do 28-02-45 ), Krahvinkel (2 do 24-03-45), Ohrdruff ( 26-03-45 do 4-04-45), Buchenwald (7-11-04-45 ).
…… Po dwóch tygodniach dostałem się do Kravinkel. Spaliśmy w namiotach ( celtach ), w milionach wszy, pluskiew, które były w naszych pryczach, gdzie się kładliśmy po 10 0sób. byliśmy zawszeni, epidemia szalała w obozie, ludzie umierali jeden po drugim. Pracowałem w kopalni 12 godzin, na zmiany dzienną i nocna przemiennie. Kiedy wróciliśmy do obozu zmęczeni, nie zostawili nas spać, szliśmy do fabryki pod eskortą żołnierzy SS, którzy nas bili, jeżeli ktoś przypadkowo wyszedł z szyku, i szczuli psami, które rozdzierały do krwi ciała ich nieszczęsnych ofiar. Ciągle strzelali ale SS mani- węgierscy Niemcy ze Szwabii- nie pozostawali w tyle za Niemcami pod względem okrucieństwa. Przestrzelili mi ramię. Dostawaliśmy chleb i zupę. Wegetowaliśmy. Trzy tygodnie potem przewieźli mnie do Ordruff do szpitala. Tu próbowano leczyć ranę postrzałową, po 4 dniach wyruszyliśmy dalej do Buchenwaldu……..
855,M, nauczyciel religii, kantor, ur. 1908, lat 37, Flossenburg ( pocz.11-44, 3 tyg.), Ohrdruf (pocz.12-44do połowa 03-45), Buchenwald ( do 11-04-45-wyzwolenie)
25.06.1942 przenieśli mnie do Szentend , jednostka: 101/16. W dwa dni później wywieźli nas do Szentkirályszabadjá. Tam budowaliśmy lotnisko w najgorszych warunkach. Bardzo dużo wycierpieliśmy . Dowódca jednostki, porucznik Sachs był złoczyńcą a załoga prowadziła jednostkę w jego stylu. Badania i bicie było na porządku dziennym.
7-01-1943 wróciłem do domu na trzy miesiące urlopu, a 1-04-43 dołączyłem do jednostki 101/32 w Gödöllő. Poszliśmy do Szentkirályzsbad a stąd 25-04-43 rozmieszczono nas w Borba. Pierwszym dowódcą jednostki był kpt. Balogh, który traktował nas całkiem przyzwoicie, jedzenie nie było zadowalające, ale można było kupić. Ludność serbska w szczególności zachowywała się w stosunku do nas przyzwoicie. Potem dowódcą jednostki został ppłk Muranyi Ede, który natychmiast ogłosił, że powinniśmy być przygotowani na najgorsze. Był zdolny do podłości ponad wyobrażenie, torturował żołnierzy pracy na śmierć, kiedyś ja też prze 5 godzin byłem związany. Tymczasem wykonywaliśmy najtrudniejsze prace , pracowaliśmy w kopalni miedzi, kopaliśmy tunele. W końcu 06-44 ruszyliśmy na piechotę, nie wiedzieliśmy gdzie. W drodze Niemcy zapewniali wyżywienie, dość przyzwoite. Jednak już z jedzeniem było strasznie. Nie dostaliśmy nic do jedzenia do tygodnia. Zbieraliśmy z ziemi marchew i ziemniaki ale przy tym tak strasznie bili, że człowiek mógł również stracić życie. Novi Sad, Hadikfalva ... Straszne stacje naszej drogi krzyżowej. Cały czas spędzaliśmy pod gołym niebem, chociaż noce były już bardzo przyjemne. Przez całą drogę nie podejmowano żadnych humanitarnych środków w celu złagodzenia naszego cierpienia. Młodzi mężczyźni ze szwabskiej SS coraz bardziej zmniejszali nasze szeregi. Tak dotarliśmy do Cservenká w miesiącu sierpniu 1944. Ulokowali nas w pewnej cegielni. Było tak, że na następny dzień wyruszyliśmy dalej. Pod wieczór węgierska straż wycofała się . Jakoś czułem, że coś wisi w powietrzu. Była straszna presja na ludzi. W cegielni zostaliśmy otoczeni przez żołnierzy SS z pistoletami maszynowymi. W grupach po 500 osób gonili nas, jak zwierzęta. Gnali nas na otoczonym kamiennym murem dziedzińcu. Wszyscy mieliśmy poczucie, że to nasza ostatnia godzina. SS wezwał nas , abyśmy odmówili naszą ostatnią modlitwę. Rozpoczęły się nieludzkie tortury, broń mieli załadowaną. Rano wyruszyliśmy w kierunku Zombor , kierowani przez SS. Musieliśmy szybko maszerować w kolumnie marszowej o pięciu rzędach, kto nie mógł znieść tempa, był bity i bity. Potem w dwóch rzędach musieliśmy maszerować w rowach, a następnie ponownie w pięciu rzędach. Kolumna się zmniejszała, zmarły setki ludzi. Nikt nie wiedział, kiedy przyjdzie jego kolej. Do Zombor przybyliśmy na początku października, tam dostaliśmy trochę chleba. Poszliśmy dalej do Mohácsa, tam SS przekazało nas armii węgierskiej. Było to 14 października. Poszliśmy do zamkniętych wagonów dla bydła i wywieźli nas do Szentkirályszabadjá, skąd potem ok. 18-10-44 wyruszyliśmy pieszo przez Bakony w kierunku Austrii. Pod Zünndorf przekroczyliśmy granicę, gdzie SS nas policzyli i przejęli nas. Tam wreszcie dostaliśmy jeść. W drodze tak samo było jedzenie. We Flossenburgu czekali już na nas młodzi mężczyźni z SS z pejczami i psami. Traktowanie było wtedy możliwe. Z Flossenburga po krótkim czasie wyruszyła grupa robocza do Ohrdruf. Ja sam poszedłem z nimi. W Ohrdruf dostałem się pod administrację Buchenwaldu. To był prawdziwy obóz zagłady. Z czterystu kolegów, z którymi mieszkałem w baraku ; po czterech tygodniach pozostało pięciu. W grudniu przyszedłem do biura, jako urzędnik. To znacznie poprawiło moją sytuację, a nawet miałem okazję pomagać innym. Pod koniec lutego 1945 poszliśmy następnie do leżącego koło Ohrdruf obozu w bunkrach Krahwinkel; budowaliśmy podziemne bunkry wśród straszliwego głodu , cierpień i tortur. Po sześciu tygodniach ewakuowali nas stąd, poszliśmy pieszo do Buchenwaldu, szliśmy non stop 32 godziny bez jedzenia, w drodze według szacunków zastrzelili ok. 1800 osób. Martwi leżeli jak kawałki drewna. W Buchenwaldzie Amerykanie wyzwolili nas 11-04-45.
857, M, handlowiec ur. 1902, lat 43, Oranienburg( 10-12-44-przybycie, ), Saxenhausen ( 3 tyg. kwarantanna w zakładach Henkla), Ordruf (do połowy01-45 ), Buchenwald ( poł.01-45 do poł. 04-45), Flossenburg ( -5 dni ), Dachau ( kilka dni, po 1-05-45-wyzwolenie)
10-05-44 przeniesiono mnie do 9-tego batalionu pomocniczego w Vac. Stamtąd sprowadzono nas do Budapesztu w końca maja do stoczni Óbudai . Następnie po 10 dniach znalazłem się w oddziale GK 502 na Mester nr 70, gdzie następnie zostałem przydzielony do oddziałów pracy obronnej. Mieszkałem w koszarach Albrechta, gdzie 29-11-44 otoczyła nas straż i zabrali nas wszystkich na dworzec klejowy Józsefváros. Z powodu braku wagonów zawrócono nas z powrotem do koszar Albrechta, skąd na następny dzień poszliśmy do Tattersaal. Po tym wszystkim, pierwszego grudnia załadowali nas na wagony na stacji Józsefváros. Na stacji przejęła nas żandarmeria wojskowa, która zaczęła od tego, że pobili nas kolbami w wagonach . Podróż do Hegyeshalom trwała trzy dni, w czasie których nie dostaliśmy ani jeść, ani pić. Kolej żądała 100-200 pengos za butelkę wody. Żandarmom daliśmy zegarki i inne rzeczy wartościowe, ponieważ obiecywali , że w związku z tym zdobędziemy wodę, ale pozostaliśmy tylko z obietnicami. Z głodu tak nie cierpieliśmy, ale brak wody był nie do zniesienia . W Hegyeshalom przejęli nas SS. Poszliśmy do Zünndorf, gdzie spędziliśmy 24 godziny, ale w końcu pociąg ruszył wioząc nas tysiące, które jeszcze nie podejrzewały swojego niefortunnego losu . 12.10.1944 w ciemną noc dojechaliśmy do stacji w Oranienburgu pod Berlinem. Stąd zabrano nas natychmiast do Saxenhausen. Pomocnicy SS już czekali z biczami i psami. Już w drodze było 6 lub 8 zabitych. W Saxenhausen w dniu przyjazdu pozbawiono nas wszystkiego. Następnego dnia rano poszliśmy w mroźny dzień bez bielizny i w drewnianych chodakach do odległych o 10-12 km zakładów Henkel , gdzie przez 3 tygodnie byliśmy rzekomo na kwarantannie. Po kwarantannie połowa grupy, ok. 1500 osób załadowali na wagony przy pomocy uderzeń batów i wywieźli koło Ordruf . Tu rzeczywiście rozpoczęła się dla nas Golgota. Praca była potwornie ciężka. Roboty drogowe, produkcja żużla, wylesianie, w Krahwinkel ładowaliśmy na wagony 200 kg bomby. Pracowałem tu przez 8 dni, a następnie wywieziono mnie na produkcję żużla. Potem już rozeszła się informacja, że tamtejszy kierownik komanda roboczego dziennie bije na śmierć po kilku więźniów. Pewnego razu nas pięciu na mróz wybrał i wymierzył nam po 25 uderzeń . Ciężarówka zabrała nas do obozu, z nas pięciu tylko ja pozostałem przy życiu. Tak zginął Földes Jakab kupiec artykułów kolonialnych z Budapesztu. Żydowski lekarz zarejestrował mnie do opieki na rewierze i bo następnego dnia rozpoczęło się dochodzenie z inicjatywy Lagerschreibera ( pisarza obozowego ). Leżałem na rewierze 10-12 dni, cały czarny ( posiniaczony ) z tyłu i na nogach. Przyszło 2-3 oficerów SS do obozu na dochodzenie , pokazali mnie oficerom i rzekomo podjęto środki w celu wyeliminowania śmiertelnych pobić, de facto, jednak nadal trwały. Ale w każdym razie sierżant, który tak postępował, kiedy następnym razem poszedłem do pracy, poszedł już do pracy na kolei w Krahwinkel. Pamiętam .... pewnego dnia , dokładnie pamiętam datę, to było 31-12-44 ; poszedłem do pracy kulejąc. Na bramie złapał mnie SS Reportführer. Nie wiem, dlaczego wybrał mnie, może nie podobał mu się mój sposób chodzenia , może mój nos, tego nigdy nie było wiadomo. Złapał mnie i zabrał mnie do kuchni. Wcisnął mi w usta wąż , którym najpierw podano wodę a potem ciepły posiłek. Był a Ohrdruff jeden tzw. barak umierających. Tu byli niezdolni do pracy i ci, którzy zachorowali. Kierownikiem bloku był niejaki Schwimmer Mihály, sierżant pochodzenia węgierskiego. W tym bloku stale mieszkało 600-800 osób. Tu były najgorsze warunki, nikt nie miał jakiejkolwiek pomocy medycznej, leżeliśmy na gołej ziemi, lub na słomie rzuconej na nią. Kiedy odnotowano liczbę zmarłych wynoszącą piętnastu, dwudziestu ludzi dziennie; Schwimmer Mihály który, jak powiedziałem, był szefem baraku, powiedział; tylko tylu? Nie był zadowolony z wyniku. Na początku stycznia 45 jeden z lekarzy SS pochodzenia węgierskiego podobno był w Buchenwaldzie i wyraził pogląd, że ludzie nie powinni być bici na śmierć, ale pozostawieni w spokoju dla odpoczynku , aby mogli pracować. Słyszałem, że z jego inicjatywy 10 stycznia załadowano na wagony 1200 osób, w tym mnie, i przewieziono do obozu w Buchenwaldzie. Nawet przy dość humanitarnym traktowaniu z tej grupy pewnego dnia 80-85 osób już nie żyło. Przybyliśmy do Buchenwaldu, wyglądaliśmy jak szkielety, kiedy szliśmy w kierunku obozu, taki był widok, że młodzi mężczyźni z SS będący na podwórzu również się wzdrygali. Według ich własnych powiedzenia , ludzie w takim stanie jeszcze nie przybywali do Buchenwaldu. Umieszczono nas w baraku dla inwalidów. Nawet po dwóch miesiącach byłem również w takim stanie, że kiedy mnie pokazali podczas kontroli jednemu lekarzowi z SS i dowiedział się, że przyszedłem z Ohrdruff , od razu dostałem przedłużenie czasu wypoczynku jeszcze dalej. Posiłki dla ozdrowieńców były minimalne. Było pewne: niewielu wyzdrowieje, wielu umrze. Około połowy kwietnia zbliżyli się Amerykanie i szybko Buchenwald zaczął szybko być opróżniany. Poszliśmy pieszo do Weimaru. Już przy pierwszych 50-ciu krokach od bramy widziałem strzelanie. To stało się potem normą…W Weimarze weszliśmy do otwartych wagonów. Jechaliśmy pięć dni i pięć nocy do Tachau. To były chyba najgorsze pięć dni z całego okresu deportacji, mimo że przeszłem wiele. Byliśmy bez jedzenia i wody , ale to nie wyraża wszystkiego. Tak czy inaczej, sytuacja była nie do opisania i godna współczucia. Z Tachau drogę do leżącego o 30 do 40 kilometrów Flossenburga przeszliśmy pieszo . Kto nie mógł znieść tempa, był bez litości zabijany strzałem. We Flossenburgu byłem tylko 3 lub 4 dni. Tu przeżyliśmy gorzkie rozczarowanie. Pewnego dnia SS zniknęli, na barakach były białe flagi, w celu utrzymania porządku przejęliśmy policje i myśleliśmy, że to już koniec naszego cierpienia. Ale nie. Ku największemu rozczarowaniu, z baraków zniknęły białe flagi i SS wrócili. To było 19-04-45. Wtedy już byłem zupełnie zawszony, nawet zrzuciłem koszulę, bo roiło się na niej od wszy na centymetr grubo. Ledwie zaczęli rozdzielać na obiad zupę i chleb, gdy wypędzili wszystkich na plac apelowy i natychmiast ruszyliśmy, nawet niektórzy nie dostali jedzenia. Pięć tysięcy tak zwanych zapracowujących się na śmierć, gonili z Flossenburga do Dachau. Odległość jest 200-220 km, ale gonili nas ciągle około 400 km przez góry i po ścieżkach leśnych aby unikać zbliżających się Amerykanów. W ciągu ośmiu dni zastrzelili trzy tysiące moich kolegów, tych słynnych zapracowujących się na śmierć. Pierwsze dwa dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Na trzeci dzień dali nam trochę chleba. W ostatni dzień przyznali po półtora chleba, ale wtedy byliśmy już w takim stanie, że nie mogliśmy jeść. Do Dachau dotarliśmy na wieczór 27-04-45. W ciągu ostatnich 24 godzin przeszliśmy 64 km. W drodze byliśmy nieludzko traktowani. W wioskach, wszędzie tam, gdzie szliśmy, ludzie wystawiali kilka wiader wody, SS jednak nie pozwalali ani na chwilę się zatrzymać i rozpuścić szyk. Braliśmy menażkami wodę z rowów, na drodze wszędzie leżało wielu martwych. Kiedy przybyłem do Dachau, straciłem przytomność. Koło tygodnia leżałem z wysoka gorączką 40-41 stopni. Dostałem się do szpitala obozowego. Kilka dni później, na początku maja wyzwolili nas Amerykanie. Był to piękny moment. Niestety, leżałem z wysoką gorączką , chory na tyfus . W szpitalu od amerykańskich lekarzy otrzymałem w najbardziej ostrożny sposób najlepszą opiekę . Pomysł emigracji mnie nie dotyczy.
858, M, kuśnierz, ur. 1921, lat 24, Oranienburg (20do28-11-44), Sachsenhausen (30-11-44do7-12-44), Buchenwald (9do10-12-44), Ordruf (12-12-44do10-04-45), Theresienstadt (17-04-45do 4-05-45)
W październiku 44 dołączyłem do obozu pracy w Nagybánya, gdzie chodziliśmy do pracy przy kolei. Potem dostałem się do Szeged a stamtąd statkiem przyszedłem do Serbii. W drodze nie dostaliśmy nic do jedzenia, tak że bardzo cierpieliśmy z głodu. W Cservenka armia węgierska przekazała nas SS, gdzie ci drudzy w cegielni stracili 1500 osób. W Serbii pracowaliśmy w Bor w kopalni miedzi. W pracy dbała o ludzi Organizacja Todt, którzy traktowali nas w sposób humanitarny. W obozie nazistowscy dowódcy ppłk. Pataky i por. Karányi nas bili i za każdy drobiazg wymierzano nam po 25 uderzeń. Tu chodziliśmy do pracy także w niedziele i kiedy był dzień wolny, a także cierpieliśmy w obozie. Tu robiliśmy przez 8 godzin dziennie ciężką prace fizyczna a jedzenie było bardzo złe, prawie niejadalne. Tu cierpieliśmy przez 16 miesięcy, gdy pod koniec listopada tego roku wyruszyliśmy stąd pieszo. W drodze bez powodu nas napastowali. Jedzenia wcale nie rozdzielali, strasznie cierpieliśmy z głodu, jedliśmy, co znaleźliśmy na ziemi: trawę, ślimaki, marchew. Kto pozostawał , tego SS zastrzelili. Pogoda już była zimowa, było bardzo zimno, szliśmy w jednym cienkim ubraniu, większość bez butów, ponieważ dobre buty nam odebrali. W drodze ludzie padali stosami. Wśród takiego cierpienia po 3 miesiącach przybyliśmy wreszcie do Oranienburga. Ty zabrali nam wszystkie ubrania, dokumenty i po dezynfekcji wydali nam cywilne ubranie i drewniane chodaki zamiast butów. Po tygodniu załadowali nas na wagony i przewieźli do Sachsenhausen. W tym obozie nie było pracy tak, że po tygodniu pojechaliśmy dalej w wagonach do Bauchenwaldu. Tutaj spędziliśmy tylko jedną noc i wylądowaliśmy w Ordruf. Miejsce było dość przyzwoite, mieszkaliśmy w drewnianych barakach. Dziennie dostawaliśmy po 25 dkg chleba i trochę zupy z rzepy. Praca polegała na budowie tuneli, była bardzo ciężka, pod nadzorem SS, który nas bili z powodu naszej słabości, bo nie mogliśmy pracować dość szybko i byli przekonani, że nie chcemy. Pamiętam, że raz powiesili dwóch kolegów, bo chcieli uciec. – zmusili nas do obserwowania wieszania, którzy nie chcieli, za karę nie dostali jeść przez dwa dni. Dziennie ginęło po 20-30 ludzi, z krańcowego wyczerpania i głodu. Droga do miejsca pracy była 12 km i dziennie pracowaliśmy po 8 godzin. Po pobudce już o 3 rano ustawialiśmy się na apelu, godzinami i staliśmy bez ruchu aż nas policzyli, podczas największej zimy w cienkim ubraniu w większości bez butów i szliśmy do pracy o szóstej rano. Choć woda była, ale nie mogliśmy się umyć, bo nie było czasu, gdy wróciliśmy z pracy, był zaraz kolejny apel, potem staliśmy w kolejce godzinami po zupę bez zawartości, tak, że to co zostało z nocy wykorzystywaliśmy na spanie. Zimno było nie do opisania , bloki nie były ogrzewane. Kiedy przyszliśmy było nas 8000, kiedy odchodziliśmy, było nas nie więcej niż 2000, pozostali zginęli z głodu i krańcowego wyczerpania. Po 4 miesiącach pieszo zabrali nas do Teresienstadt. Marsz znowu spowodował nie do opisania cierpienie, jedzenia nie dostawaliśmy wcale z głodu jedliśmy to, co znaleźliśmy na drodze, trawę, rzepę, ślimaki, kiedy zobaczyliśmy konia, wszyscy biegli aby wyciąć kawałek, jedliśmy na surowo. Z głodu byliśmy tacy słabi, że ledwie się ciągnęliśmy a kto został trochę z tyłu, tego już żołnierze zastrzelili. Po tygodniu tego strasznego cierpienia przybyliśmy.
Tutaj nas natychmiast zdezynfekowali i dali trochę chleba i zupę bez zawartości. Pracy na szczęście nie było i w obozie traktowali nas humanitarnie. W tym roku na początku maja, pewnego dnia, nagle pojawił się w obozie oddział wojsk rosyjskich, którzy zadbali o najlepsze wyżywienie i odpoczywaliśmy przez 2 miesiące, aż nieco się wzmocniliśmy. Potem przez Pragę i Bratysławę przyjechałem tutaj. Chciałbym wyjechać do Palestyny jak najszybciej.
1788, rzeźnik ur, 1911,lat 34, Flossenburg ( 14 dni ), Ohrdruff ( 5 m-cy ) , Buchenwald ( 1 tyg.)
25-11-42 przeniesiono mnie do Tattersall, stąd do Vac, Pestszentlőrinc, potem dostałem się do Szentkirályszabadjá. Z Szentkirályszabadjá dostałem się pociągiem do Bor. Z Bor do obozu w Berlinie. Ja przypadkowo trafiłem dobrze, bo pracowałem jako rzeźnik. W kuchni też pracowałem, ale praca była straszna, bo koło kuchni był "margaryna-bar", tak nazywana jadalnia, w której były wymierzane kary wiązania . Musiałem oglądać i słuchać cierpienia moich towarzyszy, którzy byli nieludzko karani. Kary były straszne. Jeśli któryś z niemieckich majstrów się poskarżył, za każdy drobiazg, to potem osoba była dwukrotnie w ciągu dwóch godzin karana wiązaniem .Przy wymierzaniu kary wiązania zawsze był obecny lekarz. Pewnego razu aresztowali kilku chłopców podejrzanych o przygotowywanie ucieczki i zamknęli ich w piwnicy na ziemniaki i co noc zabierali ich do wiązania . To wiązanie było zawsze straszne, ale to zmieniało się w tych ramach procedury, która wykonywali. Był taki, który naprawdę ich zaciskał. Kapral Horvath tak ich ciągnął, ze ich nogi nie dotykały ziemi, obracali się w powietrzu. Często było noszenie cegieł w obozie, wtedy każdy musiał wziąć jeden stosik cegieł. To tak obowiązywało wszystkich, że śpiący pracownicy musieli wstać w nocy aby nosić przez godzinę cegły a potem mogli wrócić do odpoczynku. Kto się nie ruszał przyzwoicie lub próbował odpocząć chwilę, tego prowadzący straż nazwiskiem Juhász brutalnie pobił. Niektórzy chłopcy próbowali uciec, większość ich zamknięto w piwnicy na kartofle , ale dwóch głównych winowajców pułkownik Maranyi stracił. Tam było SS, Wehrmacht, Organizacji Todt i my też musieliśmy się wycofać. Maranyi wygłosił przemówienie, w którym objawił perspektywę, że jeśli będziemy pracować pilnie dla wielkiego sojusznika , Niemiec, to może będziemy mieli swoje miejsce pod słońcem. Kiedy miała miejsce egzekucja dwóch skazanych, jeden nich pomachał nam na pożegnanie. Dlatego dostał karę dwa razy w ciągu dwóch godzin wiązania i 25 batów. Po egzekucji dwóch „głównych winowajców” zajęli się jedenastoma chłopcami zamkniętymi w pomieszczeniu na kartofle. Dostawali połowę posiłku i byli całkowicie odcięci od świata zewnętrznego i dziennie zabierali ich na kilka godzin do kary wiązania. Zanim odeszliśmy stąd, załadowali ich na samochód i wywieźli. Słyszałem później w pomieszczeniu na kartofle, jak majster powiedział przyjacielowi, że wykopali groby i kolejno ustawili tych jedenastu chłopców i ich rozstrzeliwali. Jeden z chłopaków, który był wewnątrz biura a nawet był rzeczywiście jego prawdziwą prawą ręka ; narysował Maranyi i kobietę. Rysunek tej kobiety z podpułkownikiem nawet mi przekazał. Miał tych karykatur cały album, z czarnymi literami. Chciałem to wysłać do domu z listem, ale zostało to znalezione z rysunkami. Maranyi skazał go na 120 godzin wiązania i co drugi dzień po 25 kijów. Widziałem przy pewnej okazji, jak wymierzali taka karę 25 kijów. Wepchnęli w postawie leżącej trzy osoby na trzy znajdujące się obok siebie ławki i kapral Horvath ich bił. Bił ich tak silnie, ze wili się pod ciosami. Ramię miał tak wykręcone, jak gimnastyk, ale dawał radę. Mógł również jakoś zająć się większą liczbą tak wiązanych. Jeden raz kapral Horvath objął dowództwo po podpułkowniku. Więcej nie widzieliśmy. Każdej niedzieli około 50-60 osób było karanych wiązaniem w barze margarynowym. Wisieli jak bielizna na sznurze. Było tak, że bito ich gdy tak wisieli. Naturalnie uregulowano ich pozycję tak, ze ledwie dotykali czubkami nóg ziemi, tak, że obracali się w powietrzu. Ja miałem szczęście, nigdy mnie nie wiązali w ten sposób, i byłem w ostatnich dniach w rzeźni. Załączone zdjęcie przedstawia obóz w Berlinie. Poszliśmy pieszo i najpierw skierowaliśmy się do Serbii. W drodze został zastrzelony mój przyjaciel Wintergrün Lajos. Podobno s podporucznik go zastrzelił. Podobno nie wolno było iść na pole kukurydzy, ale mój biedny mój przyjaciel poszedł na krawędzi drogi i tam dostał strzał w brzuch. Poszliśmy dalej. Pewien strażnik SS zastrzelił chłopaka, bo ten nie mógł już iść dalej i usiadł. Kazał mu wstać, ale ten nie mógł. Aby go przestraszyć, SS man wystrzelił nad jego głową co najmniej 10 kul. Następnie wziął chłopca , podniósł pistolet do głowy wystrzelił w głowę , zabijając go a następnie wrzucił go do rowu. Od czasu do czasu odpoczywaliśmy. W takim przypadku schodziliśmy z drogi i wypoczywaliśmy na krawędzi rowu. Ten sam dowódca straży powiedział w czasie odpoczynku, żeby jeszcze nie iść tą drogą. Ale początek kolumny nawet tego nie słyszał i jak zwykle poszedł do krawędzi rowu. Sierżant tam poszedł i zastrzelił 15-6 chłopaków. Przybyliśmy do Cservenká. Tam spaliśmy w pewnym chlewie. O świcie usłyszałem donośny krzyk, natychmiast naciągnąłem buty ,” auf, auf" , pojechaliśmy na poddasze cegielni. Stamtąd, usłyszeliśmy strasznie donośne strzały pistoletowe , odgłosy wybuchu granatu ręcznego i podszedł pewien dowódca straży, krzyczał na wszystkich, aby oddali rzeczy wartościowe, bo kto nie odda, a po przeszukaniu coś znajdą, to z takim będzie bardzo źle. W tym samym czasie zabierali ze strych w grupach 50-cioosobowych. Ja też dostałem się do takiej grupy. Pytał mnie jeden chłopak z Węgier, jak wysłać wiadomość do zony, powiedział, że nie ma informacji od nich już od początku wojny, i że wie, że jego rodzina została wywieziona. Zapytany o to, czy ma jeszcze do oddania jakąś rzecz wartościową, oddał obrączkę. W tej chwili niemiecki SS przybył na koniu i zarządził rewizję osobistą. Myślałem, że dół, w którym były zastrzelone ofiary jest już pełny i poprowadzą nas gdzie indziej, ale tak się nie stało. Pobili nas po głowie i plecach i wyruszyliśmy. Na ulicy musieliśmy położyć się w rowie, podczas gdy inne grupy były połączone. Potem wyruszyliśmy w kierunku Zombor. Po drodze czterem chłopcom dali łopaty i zaprowadzili ich do kukurydzy, żeby tam zakopali martwe ciało. Po zakończeniu, zostali zwolnieni. Po pół godzinie zapytano o taką samą liczbę mężczyzn. Stawiło się tylko trzech. Szukali czwartego. Pozostałym trzem powiedzieli , żeby poszukali czwartego. Tak więc wszyscy czterej wchodzili na pole kukurydzy i rozstrzeliwali ich . Potem znowu, cztery osoby zostały poproszone, którzy ich pogrzebali , a następnie brali już grupy po dwadzieścia osób. W tym czasie musieliśmy się położyć na ziemi z pochylonymi głowami, aby nie widzieć co się dzieje. Potem przyjechał jeden SS na koniu. Jeden z chłopców, Farkas Bandi, ofiarny kolega wystąpił z szeregu, podszedł do konnego SS i powiedział mu, że tu nas zabijają , a my jesteśmy pracownikami , a nie grasującymi partyzantami, jak podobno mówią o nas węgierscy strażnicy. Ten konny SS wstrzymał dalsze zabijanie a nawet obiecał, że nie będzie nas tak gnębić, jak przedtem. Naprawdę poszliśmy do Bajá w zwolnionym tempie. Jednak było polecenie, że kto pozostanie z tyłu, tego zastrzelą. Przed Bajá pewien SS rzucił mi Kolbe kukurydzy, po którą się pochyliłem. Głodni towarzysze oczywiście też chcieli dostać i zrobił się tumult, a mnie złamali ramię. Tak skończył się dobry czas. Czułem, że już nie mogę iść dalej. Mobilizowałem się , aby nie zostawać z tyłu, bo wiedziałem, że to oznacza śmierć. Jeden kolega, który wcześniej zwilżył czapkę małą ilością wody w kałuży, nałożył mi na głowę mokrą czapkę, to było dobre, nieco łagodziło ból. Ciągnęliśmy długo do Bajá. W Bajá powołano setników, którzy byli Żydami. Społeczność Baja traktowała nas bardzo dobrze. Burmistrz otworzył żydowskie domy i dał nam ubrania. Byliśmy pod patronatem pułkownika, bo nikt nie chciał przejąć. Pracownicy przymusowi z Szeged po próbie ucieczki zostali ukarani dwudniowym odebraniem chleba i nic nie dostaliśmy. Zdobyliśmy również żywe cielę, ja oferowałem się jako kucharz, ręka bardzo mnie bolała, ale byłem bardzo głodny i myślałem, że mogę sobie pomóc w ten sposób. Mimo bólu ręki zabiłem cielę. Następnego dnia wyruszyliśmy z Baja na prom. Po drugiej stronie załadowali nas na wagony i wywieźli do Szentkirályszabadjá. Tam ponownie gotowałem jedzenie, po 0.4-0.5 litra gęstego jedzenia dla chłopców, którzy byli już całkowicie zrujnowani. Jedzenie było dość tłuste i po prostu spowodowało straszną biegunkę tak , że bardzo osłabliśmy. Kapral Horvath zastrzelił tu jednego chłopaka, który wyskoczył poza ogrodzenie po ziemniaki. Kuchnia była poza obozem, od razu rano kucharze musieli wychodzić. Raz poszedłem trochę później niż inni, więc pobił mnie strażnik przy bramie tak , że nie mogłem iść do kuchni przez dwa dni . Poszliśmy dalej. W drodze w każdej setce było po dwóch kucharzy, którzy gotowali po drodze. W Mosonmagyaróvár przeszliśmy w ręce Niemców. Stąd pociągiem osobowym pojechaliśmy do Flossenburga, gdzie byliśmy w kwarantannie 14 dni. W pewnej wiosce pozostała osłabiona część oddziału jako chorzy , wielu z nich zmarło. Byliśmy całkowicie pozbawieni odzieży, dali nam spodnie we więzienne pasy, kurtkę i koszule, ponadto drewniaki lub kapcie. Po 14 dniach pojechaliśmy pociągiem dalej. Ohrdruf. Kiedy przybyliśmy , zabrali nas na miejsce obozu , gdzie siedziba nie była jeszcze całkowicie gotowa. Popędzili nas do pewnego baraku, gdzie następnego dnia określono naszą przydatność do pracy. Ja zostałem sklasyfikowany jako przydatny do pracy. Dziennie szliśmy do miejsca pracy 11 km pieszo. Pobudka była o 4-tek rano, potem był apel a następnie wydawali czarną kawę i chleb na cały dzień, co oczywiście natychmiast było zjedzone. O 7-mej wyruszaliśmy na miejsce pracy. Ładowaliśmy wagoniki kopalniane, prowadziliśmy odstrzał i podobne czynności i nasza praca była strasznie ciężka i prowadziliśmy ją pod stałym nadzorem SS. Bez względu na to jak było zimno ; musieliśmy pracować w krótkich kurtkach i bez rękawic. Po pracy wracaliśmy do domu w całkowitych ciemnościach, gdzie dostawaliśmy zupę z rzepy, przygotowaną w południe, która był po prostu wodą i w nocy , kiedy ją dostaliśmy, była już skwaśniała. Jedliśmy to z obrzydzeniem, ale oczywiście zjedliśmy. Wieczorem, kiedy wracałem do domu, byłem tak wyczerpany, że w odzieży spałem na podłodze, dostałem wszy. Pewnego razu musieliśmy kopać dół. Kiedy skończyliśmy, ale ja byłem jeszcze wewnątrz dołu, rozpoczął się duży nalot. To tak rozwścieczyło SS , że pobili mnie tak trzonkiem łopaty, że nie mogłem wydostać się z dołu. (Zwykle z okazji nalotów SS zachowywali się tak, jakbyśmy to my przynajmniej przygotowywali te bomby na nich.) Jednak widziałem 50-ciu słabych ludzi przed wypuszczeniem do domu z miejsca pracy. Dołączyłem do nich, ale SS z tyłu lufą karabinu uderzał w nerki. Znosiłem to z zaciśniętymi zębami i dalej szedłem z tymi pięćdziesięcioma. Następnego dnia jeden z kolegów szedł do szpitala, kupiłem od niego ubranie, aby uniknąć tego, że SS mnie poznają i będą bić w kółko. I w taki sposób tego uniknąłem. W tydzień później dostałem zakażenia krwi. W Boże Narodzenie polski lekarz wykonał operację na nodze i na moim ramieniu. Operacja była bardzo udana i byłem tam do 7 lutego w szpitalu. 8 lutego wyszedłem ze szpitala. Nie mogłem stanąć na nogach, byłem tak słaby, straciłem na wadze do 42 kg, ale musiałem iść do pracy. Na tydzień przed wyzwoleniem, kiedy Amerykanie byli już bardzo blisko, ustawili nas na samochodach. Miałem szczęście i udało mi się wspiąć na jeden z samochodów. Kto nie znalazł tam miejsca – tak chorzy jak i zdrowi - szli na piechotę. Dostaliśmy prowiant na 5 dni. Następnego dnia przyjechałem już do Buchenwaldu, pozostali szli pieszo 10 dni o pięciodniowym prowiancie. Bardzo wiele osób zmarło po drodze. W Buchenwaldzie moi koledzy, którzy szli pieszo byli już w takim stanie, że gdy stanęli podczas kąpieli pod prysznicem, wielu padło pod strumieniem wody i wielu zginęło. Ulokowali nas w drewnianych barakach, gdzie stłoczyli nas setkami, więc spać w nim nie mogliśmy. Tu już byłem bardzo słaby, ważyłem 42 kg, tak, że nie mogłem postąpić kroku. Przed wyzwoleniem zabrali nas do transportu. Ogłoszono, że mają się zgłosić sami Żydzi. Ja się nie zgłosiłem, ani następnego, ani trzeciego dnia. Potem już wszystkich wypędzali do wyjścia i kogo wywieźli, nic o nich już nie było wiadomo. Pewnego razu, kiedy już siłą wypędzali z baraków, poszedłem w kierunku placu apelowego. Przed szpitalem zobaczyłem dwóch martwych, położyłem się obok nich. Myślałem, że lepiej będzie, jak mnie tu zastrzelą, bo iść dalej już i tak nie mam siły. Kiedy transporty przeszły, wróciłem do baraku. Następnego dnia jakoś poczułem się silniejszy. Kiedy zaczęli wyganiać, pomyślałem, niech to się wszystko skończy i poszedłem na plac apelowy. Tam już pewien SS mnie przydzielał, kiedy zobaczyłem Cygana, który należał do mojego baraku. Powiedziałem, że wolałbym iść do znajomych z baraku. Powiedział, że to bez różnicy, bo i tak wszyscy idą. Kiedy wychodziliśmy, po dwóch krokach zmieniłem zamiar i podszedłem z Cyganem. Inni poszli dalej. 5 minut później odwołali wymarsz. Zostaliśmy tam i następnego dnia wyzwolili nas Amerykanie. Pierwotnie było tam 51.000 ludzi, z tego 30 000 wywieźli i na miejscu zostało wyzwolonych tylko 21.000 ludzi. Byłem w tak złym stanie, że poszedłem do amerykańskiego szpitala. Na szczęście, nie dostałem biegunki, na którą cierpiał niemal każdy. Tam też zmarło wiele osób. Opiekowałem się czterema osobami, które nie mogły jeść, więc jadłem ich racje żywnościowe również. Tydzień później zajmowałem się całą halą. Potem szpital zniknął i umieścili mnie w węgierskich barakach , gdzie w 3 dni później zostałem starszym pokoju, a więc w ten sposób miałem trochę lepiej. Na obszarze obozu było 50 wagonów ziemniaków, które były dostępne i ja je gotowałem od rana do wieczora. Rozmawiałem ze starszymi baraków, żeby tych, którzy wychodzą ze szpitala, wysyłać do mnie i ja im dam jeść. Raz poszedłem do kuchni, gdzie rosyjscy jeńców wojenni gotowali i ubijali świnię. Widziałam, że jelita z tłuszczem wyrzucali razem. Wziąłem cztery osoby z mojego pokoju i zabraliśmy ich odpady jelit. W krótkim czasie miska została wypełniona tłuszczem i oczywiście cały tłuszcz, także używałem do gotowania jedzenia. Dostałem się też do magazynu odzieżowego. Udało się w pełni ubrać około 25 osób. Kiedy usłyszałem, że wielu ludzi wyrusza do domu i można iść w sposób niezależny, zebraliśmy się razem osiem osób i ruszyliśmy do domu. Przejść nie było można, ponieważ była na granicy pełna blokada, nie chcąc ryzykować życiu, więc poszliśmy do obozu w Wells. Z Wells wkrótce wyruszyłem z transportem. Niestety było to ustalone i zabrali nas z Wells do Dornach, gdzie przejęli nas Rosjanie i poszliśmy na piechotę. W miejscowości Kilb pewnego ranka poszedłem sam. Po długim czasie przybyłem na miejsce. Przez cały czas te niezliczone cierpienia dały mi pomysł i siłę , że mogłem wrócić do domu, aby być z moją rodziną znów razem. Wróciłem do domu przez całe to piekło. Ale nie mogłem znaleźć nikogo w domu. Moja żona i córka zostały zabrane z Rákoskeresztúr do Auschwitz i nic o nich nie wiadomo.
2100,M, uczeń elektryk, ur. 1929, lat 16,Sachsenhausen (14-12-44, 1 dzień), Oranienburg (4 dni), Ohrdruf (20-12-44do20-03-45 ;3 m-ce), Krahwinkel ( 20-03-45 do 27-03-45, 1 tyg.), Buchenwald (4 dni), Flossenburg (1 tyg.), Dachau (1 tyg.)
Pracowałem w oddziale nr 101/603 na terenie placu Bethlen w świątyni, ale uciekłem stąd , bo przyszedł rozkaz, że nasza jednostka ma wyruszyć do Niemiec. Ukryłem się w Budzie u znajomych z chrześcijańskimi dokumentami, ale zgłoszono ich jako ukrywających się Żydów, przyszli detektywi i wywieźli wszystkich, których tam znaleźli. Mnie zabrali do domu nazistów Miklosa Horty’ego, wyprowadzili mnie, dali dwa razy w twarz, nadal utrzymywałem, że jestem chrześcijaninem. Kiedy to sprawdzali skłamałem, że jestem mieszańcem pół krwi żydowskiej. Potem przeniesiono mnie do koszar wojskowych i nadal przesłuchiwano, następnie wprowadzono do koszar Albrechta, teraz już jako Żyda, wywieziono razem z innymi na stację Józsefváros i wyruszyliśmy. Podczas tego jeden raz dostaliśmy jedzenie, potem znowu nic, dopiero przed wyjazdem, zanim zostaliśmy załadowani na wagony kolejowe, dostaliśmy zły chleb. Jechaliśmy 12 dni po 80 osób w wagonie. 14 grudnia dotarliśmy do Sachsenhausen. Tam wszystko, cokolwiek wywieziono, zostało dezynfekowane, a następnego dnia wyruszyliśmy do Oranienburga, do fabryki samolotów Henkel. Pędzili nas po drodze podwójnym tempem, biegliśmy boso po śniegu, mimo, że w Sachsenhausen wydali takie drewniane chodaki, ale nie byliśmy w stanie w tym chodzić i wzięliśmy je do ręki. W Oranienburgu pierwszego dnia nie dostaliśmy nic do jedzenia dopiero na drugi dzień. Po czterech dniach poszliśmy dalej, dostaliśmy się do Ohrdruf. Tam ja, jako nieletni, mogłem pozostać w obozie, nie musiałem wychodzić.
Później zostałem człowiekiem do czarnej roboty Lagerführera i pewnego kapo. Potem już żyłem dobrze, mieszkałem w osobnym bloku, miałem dobrze. Koło 20-03-45 przenieśli nas do Krahwinkel. Byłem tam przez tydzień. Obóz był w bunkrze. Ja pozostałem w domu inżyniera obozowego, co było wielkim szczęściem, bo tam były bardzo złe komanda. Stamtąd ruszyliśmy pieszo do Buchenwaldu ze straszną prędkością. Wielu zginęło w drodze, który nie mógł iść, został zastrzelony. Byliśmy tam przez cztery dni. Mieszkałem w warsztacie stolarskim i znowu udawałem chrześcijanina, bo słyszałem że megafon krzyczał, że "wszyscy Żydzi stanąć w szyku!", Więc pomyślałem, że z tego może być tylko problem i poszedłem do chrześcijan. Po czterech dniach poszliśmy dalej do Flossenburga. Pewnego dnia weszliśmy do wagonu, ale zbombardowano lokomotywę, więc musieliśmy iść dalej pieszo . We Flossenburgu byliśmy tydzień. Wojska, które nas wyzwalały były już całkiem blisko. Żołnierze SS uciekli ;szczęśliwie wystawiliśmy białą flagę i czekaliśmy , ale w tym samym dniu SS wrócili z powrotem i zabrali nas dalej. Następnie wyruszyliśmy do Dachau. Odległość była 320 km , pokonaliśmy ją w 8 dni. 13.000 osób wyruszyło, 1800 osób przyjechało. Kto nie mógł iść, który chciał nabrać wody, schylił się po trochę obierków ziemniaczanych , został zastrzelony. Stale za sobą słyszeliśmy strzały i drżeliśmy ze strachu. Wiele osób oszalało. Oczywiście były one zabijane. Markovits właściciel przedsiębiorstwa budowlanego został zastrzelony na tej drodze. Widziałem jak jeden SS strzelił z pistoletu chłopcu w oczy. Stało się tak ze względu na to, że niefortunnie wyskoczył z szyku do kopca z burakami, SS szybko tam poszedł i uderzył go, ale kolejny SS go zastrzelił. Strzał przypadkowo trafił innego SS, który zginął na miejscu. Dlatego też z zemsty wydłubali mu oczy. To nie był Niemiec tylko węgierski SS ( Węgier niemieckiego pochodzenia ), którzy byli gorsi od Niemców. Na drodze były tam dzieci polskich Cyganów. Poprosili transportführera, aby mogli przynieść rzepę i rozprowadzić wśród dzieci. Zezwolili na to , ale to, co przynieśliśmy SS zabrali dla innych a dzieci zastrzelili. My Węgrzy zawsze byliśmy razem, kiedy wyruszyliśmy , było nas 2000 osób, było nas dwunastu, którzy przybyliśmy. W końcu przybyliśmy do Dachau. Bezpośrednio przed przyjazdem każdy dostał 2 x 2 kg chleba. Zjedliśmy go natychmiast, ale nikt nie był w stanie zjeść na jeden raz więcej niż ½ kg chleba, bo nikt nie miał czasu na jedzenie. To, co pozostało, odebrano nam w Dachau na bramie obozu. W Dachau tak się stało, że przez trzy dni nie dostaliśmy nic do jedzenia, a kiedy już dali, były to obierki ziemniaczane. Mnie na krok od obozu uderzyli kolbą w głowę tak, że upadłem. Potem byłem już słaby i chory i okropnie całą drogę starałem się uniknąć uderzenia, bo wiedziałem, że to byłby mój koniec. Poszedłem na rewier i zmierzyli u mnie gorączkę 40,8 stopnia. Potem już leżałem chory do czasu aż Amerykanie przyszli. Miałem tyfus, ropiejące obie nogi i biegunkę. Ważyłem 29 kg. Zabrali mnie do amerykańskiego szpitala i wyleczyli. Byli bardzo dobrzy dla mnie. Było wśród nich wielu Żydów i Czarnych i ci byli dla nas najlepsi. Później w St. Ottilien dostałem się do szpitala SS. Tam leczyli mnie dalej młodzi niemieccy lekarze, byli bardzo mili, ale myślę, że bali się Amerykanów, bo wiedzieli, co nam zrobili. Dali mi szczepionki i lekarstwa, miałem puls 120-130. Po wyleczeniu, wróciłem do domu w indywidualny sposób. Tutaj znalazłem moją siostrę. Babcię naziści zamordowali w szpitalu na ulicy Maros. Mama chce iść do Ameryki Południowej.
3251, M, handlowiec ur. 1921, lat 24, Sachsenhausen ( 4 dni ), Ordruf ( 3 m-ce ), Buchenwald ( 1 m-c ) , Dachau ( 1 m-c )
W dniu 14 maja 1943 roku powołali mnie do Domony, po czym zabrali nasna budowę lotniska w Szentkirályszabadjá. 20-06-43 wyruszyliśmy z Ercsi do Borba. Tu budowaliśmy vizmag # # itógát (wodną wieżę ciśnień?- przyp mój ). Traktowali nas w nieludzki sposób. Były takie kikötések ( metody wiązania ludzi), w których w nieformalny sposób zabijali ludzi, którzy zostali skazani tylko na 10-15 lat. Wszystkim tym kierował podpułkownik o nazwisku Marányi Ede. 17-09-44 wyruszyliśmy następnie z Borba. Jedzenie mieliśmy tylko takie, które dostaliśmy od ludności serbskiej. Całą drogę szliśmy pieszo. Na Węgrzech również nie dostaliśmy nic. Koło Cservenká przekazali nas SS, niestety bardzo wielu kolegów tu zlikwidowali. Z Cservenká do Zombor była bardzo zła droga, zastrzelili wielu ludzi. Następnie z Zombor poszliśmy dalej pieszo do Bezdán. Do jedzenia mieliśmy tylko to, co podnieśliśmy z ziemi po drodze. Z Bezdán zabrali nas na Mohács. W Moháczu byliśmy około 5 dni, tu nas załadowali na wagony i zabrali do Szentkirályszabadjá. W Szentkirályszabadjá odpoczywaliśmy przez 2 dni, stąd poszliśmy pieszo do Hegyeshalmon przez Zürndorf. Tu załadowali nas na wagony i wywieźli nas do Sachsenhausen. W Sachenhausen rozdzielano miejsca, ja dostałem się do Ordruf, ale ze względu na moje nogi skierowano mnie do bloku dla zregenerowania się. Tu już nie pracowałem, opieki medycznej nie było, dopiero po wyzwoleniu , otrzymałem ją od Amerykanów. Mieszkaliśmy w stajni, nie było odzieży i strasznie marzłem. Jedzenie było bardzo słabe, dziennie na bloku było 15-20 martwych. Tu przez cały czas leżałem chory i pod koniec grudnia zostałem z innymi chorymi przeniesiony do Buchenwaldu. Tu również dostałem się do bloku regeneracyjnego, gdzie byłem trzy tygodnie, potem przeniesiono nas do bloku transportowego. Tu byłem tylko tydzień, potem zabrali nas z Buchenwaldu do Dachau. Jedzenia w drodze nie dostawaliśmy wcale. Pewien SS-Unterschaarführer wchodził w nocy do wagonu i zabijał strzałem po 10-12 przypadkowych osób, to nic dla niego nie znaczyło. Podróż trwała od 28 marca do 27 kwietnia. Potem przybyliśmy do Dachau. W Dachau natychmiast otrzymaliśmy pomoc medyczną, bo wtedy byliśmy już więźniami w obozie. 29-04-45 zjawili się w obozie Amerykanie, od których dostaliśmy już normalne jedzenie i udzielili nam opieki medycznej. W końcu po wyzwoleniu poszedłem na rewier, jeden miesiąc byłem w Dachau, stąd dostałem się do St.-Ottilien, w końcu byłem w Landsberg. Stąd zabrali mnie do koszar Funka w Monachium, a następnie poszedłem do domu. W dniu 18-09-45 przybyłem do Budapesztu.
3253, M, pracownik szwalni ur. 1923, lat 22, Ordruf (15-12-44do10-01-45 ), Buchenwald ( 11-01-45do 6-04-45)
17-04-44 powołali mnie do Jaszbereny i po dwóch dniach zwolnili. 6-06-44 ponownie dołączyłem jeszcze raz po ogłoszeniach na plakatach, ale ponownie zwolnili mnie 13-06-44. Potem dołączyłem do Jaszbereny i wywieźli nas do Pusztamizsé. Tu byłem trzy tygodnie. Potem zrobili wśród nas selekcje i zabrali nas do Pesztu, do Eló. Wraz z grupą pracowników budowlanych i cieśli dostałem się potem do Nagymaros i tu byłem cały październik. W październiku zabrali nas ponownie do Budapesztu do magazynu Eló i tu byłem do 30-11-44. 30-tego listopada otoczyli nas kordonem. Z kwatery w Eló poszliśmy pieszo na dworzec kolejowy Józsefváros. Tu załadowali po 70 osób w jednym wagonie i po jednym dniu podróży przybyliśmy na nasze miejsce przeznaczenia, Ordruf. W drodze dość dużo głodowaliśmy. W Ordruf zajmowaliśmy się budową kolei. To był jeden z najgorszych obozów w Niemczech. Stale byliśmy bici, prawie bez jedzenia, odzieży nie było. Pobudka była rano o czwartej, apel od 4-tej do 7-mej, o siódmej wychodziliśmy na miejsce pracy, które było położone o 7 km od obozu. Pracowaliśmy od 8-mej rano do 16-tej po południu , praca była bardzo ciężka, stale byliśmy popędzani biciem. O 16-tej po południu ustawialiśmy się w szyku i ruszaliśmy z pracy do domu, znowu 7 kilometrów. Gdy dotarliśmy do obozu o 17.45 był wieczorny apel, który trwał często do 19-tej czy 20-tej. Potem dostawaliśmy kolację. Dziennie była to ćwiartka chleba, margaryna, marmolada i 1 litr zupy. 10-01-45 przyszedłem do Buchenwaldu. Szedłem z transportem 2000 do 3000 ludzi. W Buchenwaldzie byłem już tak słaby, że poszedłem do bloku dla regeneracji sił bo już nie byłem w stanie chodzić. W Buchenwaldzie życie było całkiem monotonne. W dniu 6-04-45 otoczyli nas kordonem i do transportu poszło ok. 1600-2000 ludzi, zabrali nas do Dachau. Droga trwała 22 dni i była straszna. Z 2000 ludzi, którzy wyruszyli, przybyło ok. 400 osób. Ludzi tych po części pobito na śmierć a w części wymarli z głodu lub chorób. Dotarlismy tam rano 28-04 -45, a już po południu 29-tego kwietnia byli tam Amerykanie. W Dachau zabrali mnie do amerykańskiego rewieru, tu byłem do 10-07-45. dziesiątego lipca Amerykanie zabrali mnie wraz z transportem do klasztoru w St.-Ottilien, gdzie był również szpital. Tu byłem do 22-09-45, kiedy zgłosiłem się w drogę powrotną do domu. W dniu 7 października przybyłem do Budapesztu.
3269, M, cert. nauczyciel muzyki ur. 1908, lat 37, Sachsenhausen ( 12do14-12-44), Fabryka Hänkel ( 14do17-12-44), Ohrdruff ( 3 m-ce ), Krahvinkel ( 1 m-c), Buchenwald ( 2 do 4-04-45, 2 dni), München ( 1-05-45- 1 dzień)
W 1942 roku poszedłem do zamku ; do 7-go wejścia do centrum. Był tam oddział Vacott, dr. Kovácsházy Arpád był tam dowódcą oddziału. On mnie wpędził w kłopoty, bo to był przyzwoity oddział, z którego masa ludzi była wysyłana na urlopy. Często od 50 do 60 osób. Wybrany z pięciu, oddział wyruszył do Polski. Byłem tam do 24 sierpnia. Jak wróciłem do domu, byłem chory. Byłem bardzo słaby i dostałem poważne krwawienia z żołądka. Umieścili mnie w małym szpitali na Zakarpaciu w Técső. Tu cierpieli chorzy w najstraszniejszych s okolicznościach. Pielęgniarze kradli ubogie wyżywienie przydzielone chorym , nie dawali lekarstw, leczenia nie było absolutnie . Kiedy leżałem w szpitalu, oddział był wtedy w Polsce, pracował w Majdangeri i wykonywał roboty drogowe. Kiedy wyszedłem ze szpitala, nie byli w stanie określić dokładnie, gdzie znajduje się jednostka a droga była ciężka, więc wysłali mnie do Pesztu a następnie do Vac. Tu dostałem nowy przydział pracy, poszedłem do personelu sprzątającego do koszar Marii Theresii w Peszcie. Pracowałem w jednostce prac budowlanych do 29-11-44. Dwudziestego dziewiątego listopada przyszli naziści i zabrali nas na Józsefváros, gdzie załadowali nas na wagony, po 96 osób w wagonie. Jechaliśmy przez 13 dni i na ten czas łącznie dostaliśmy 1 kg. chleba. Obiecali też dżem, ale ponieważ okazał się bardzo smaczny, inni pomyśleli o nim. Celem naszej podróży był Sachsenhausen. W Sachsenhausen SS otworzyli wagony i wielkim biciem popędzali nas przy wysiadaniu. Po takim zachęceniu każdy wyskakiwał z wagonu zostawiając bagaż. Potem dla samej rozrywki każdy dostał po głowie. Kiedy już wszyscy opuścili pociąg, wprowadzono nas do obozu. W obozie odebrano nam zupełnie wszystko, co pozostawili nam naziści, dostaliśmy cienka letnią odzież, z wielkim trudem udało nam się ujść cało. Byliśmy tu dwa dni i poszliśmy już do fabryki Hänkel. W fabryce zostaliśmy poddani kwarantannie, ale tutaj po raz pierwszy dostaliśmy jedzenie. Po trzech dniach wywieźli nas do Ohrdruff. Skierowali nas do komanda roboczego i przydzielili do wylesiania . Ale poza tym mieliśmy również transportować kamień i wykonywaliśmy też inne podobne prace. Tu bardzo wiele cierpieliśmy , ponieważ nie było sposobu utrzymania higieny osobistej. 5 miesięcy chodziliśmy w tej samej bieliźnie, oczywiście, byliśmy całkowicie zawszeni. Dziennie dostawaliśmy regularnie wodnistą zupę. Chorzy byli kierowani do rewiru, ale ci nie dostawali dodatków. Dodatek wydzielali raz w tygodniu, łyżeczką od kawy. Dziennie bili i policzkowali ludzi, zwłaszcza przy okazji apelu, co oczywiście odbywało się kosztem okresu odpoczynku, który trwał 4-5 godzin. Te pobicia często pozostawiały po sobie najpoważniejsze następstwa. Raz dostałem takiego kopniaka w dolną część nogi, że nie zagoiło się to w ciągu dwóch miesięcy, przy braku bandaży i leczenia. Na rewier nie szedłem, bo chorzy byli dwa-trzy razy w tygodniu odtransportowywani do szpitala, skąd nigdy nie wracali. Zaciskałem żeby i choćby kosztem największego cierpienia chodziłem dalej do pracy. Nikt nie troszczył się o innych i o nic, żyliśmy jak zwierzęta. Jako, że Ohrdruff przekształcono w koszary, wywieźli nas stąd i skierowali do Krahvinkel do obozu w bunkrach. To był wcześniej magazyn bomb Luftwaffe. Poszliśmy do pracy na budowie , do prac fortyfikacyjnych. Tu według mnie pracowało 12 000 więźniów, razem z bardzo dużą liczbę ludności zmuszonej do pracy. Ci więźniowie, którzy opuścili miejsce pracy bez zezwolenia, lub organizowali jedzenie z kuchni, byli kolejno wieszani w godzinach wieczornych. 1 kwietnia 45 front był już bardzo blisko do obozu, którego dowódca zarządził ewakuację. Ruszyliśmy na piechotę, i poszliśmy do Buchenwaldu. Spędziliśmy tutaj zaledwie dwa dni. My chorzy byliśmy w Buchenwaldzie w jednym bloku, który został całkowicie zawszony, jeść dostawaliśmy tylko raz, po pobudce o 4-tej rani dawali nam po 0,05 litra zupy. 4-04-45 utworzyli z nas transport i wysłali z Weimaru do Tachau przy granicy z Czechosłowacją. Ponieważ nie mogliśmy zostać tutaj zakwaterowani , wyruszyliśmy ponownie w długi marsz pieszy do München. Po 28 dniach marszu pieszego przybyliśmy na miejsce, gdzie na początku maja 45 nas wyzwolono. Po drodze wielu zginęło. Na całą trasę dostaliśmy po pół kilograma chleba , jeden raz. Kto był zmęczony lub usiadł, tego naturalnie zastrzelili. Nie byliśmy w stanie znieść nieustannych tortur od wszy, które w ciepłe słoneczne dni szybko się rozmnożyły i zrzucaliśmy koszule, żeby się pozbyć tych pasożytów. Ja 4-05-45 ważyłem 40 kg i leżałem chory na tyfus. Amerykanie przenieśli mnie z # # # 10 tygodnie leżałem. Wyżywienie i opieka pielęgniarska była najlepsza , tak ,że przy wyjściu ze szpitala ważyłem powyżej 73 kg. Z czeskim transportem poszedłem do domu. Chciałbym wyemigrować i także nadal uczyć.
3469, M, cholewkarz, ur.1926, lat 17, Flossenburg (5do12-10-44), Ordruf (18-10-44do 10-02-45), Bergen – Belsen (14-02-45 do 30-04-45)
23-05-4x dołączyłem do obowiązkowej służby pracy w Budapeszcie, insbrucki obóz Bor M 578. Stąd wywożono do Bor, gdzie mieliśmy strasznie źle. W granicach Węgier dowódcą jednostki był pewien dr. Nagy József, który stale wiązał ludzi, kradł jedzenie, mieszkaliśmy w zapluskwionych barakach w złym stanie, spaliśmy bez siennika jak zwierzęta. Część pracowała przy budowie kolei, pozostali w kopalni, przy najgorszym z możliwych traktowaniu. Zvranek Béla kradł nam jedzenie (jest już skazany na 15 lat pracy przymusowej ), Szűcs-sierżant, Sándor- żołnierz, Tusory-kapral; ci specjalnie byli sadystami i stale nas bili. Dowódca całości w Bor, pułkownik Maranyi stwierdził, że Żydzi będą tylko na cmentarzu. Węgierscy funkcjonariusze straży, którzy chcieli nas zniszczyć, przekazali nas SS jako żydowskich partyzantów, na naszych kurtkach były duże żółte gwiazdy , wymalowane olejną farbą z przodu i z tyłu. Pewnej nocy zastrzelili 1000-1600 osób. W Bor byłem do 20-09-44, potem poszliśmy pieszo do Baja. Pokonaliśmy dystans 1000 km ,jedzenia nie dostawaliśmy wcale, jedliśmy liście, rzepę, wody nie dostaliśmy. W ciągu dnia upał był straszny, ale w nocy było zimno, doświadczaliśmy również strasznych tortur z powodu pogody. Po drodze SS ustawiało po 10 osób i strzelali do nich bez litości. Kiedy już opuściliśmy Banat, ludność uczestniczyła w morderstwie. W Baja najpierw nie chcieli nas przyjąć, bo nie mógł komenderować nami Węgier. Wywieźli nas do żydowskiej świątyni w Baja, tam przejęło nas dowództwo węgierskie i wywieźli nas do Szentkirályszabadjá i tam pracowaliśmy na terenie lotniska, zupełnie w łachmanach i bez butów, byliśmy w ciągłym deszczu, mieszkaliśmy w takich barakach, gdzie przenikał deszcz, wiele osób było chorych na czerwonkę. Poważnnie chorzy zostali zabrani z nami , szliśmy pieszo do Flossenburga. Chorzy wszyscy zginęli w czasie podróży i z 5600 ludzi tylko 100 osób pozostałych przy życiu wśród nas. We Flossenburgu zostaliśmy poddani kwarantannie przez tydzień. Stąd zabrali nas dalej do Ohrdruff ,gdzie zbudowano tunel pod najgorszym traktowaniem. Niemieccy kapo stale nas bili. Osłabionych zabrali do Bergen-Belsen. Codziennie dostawaliśmy racje żywnościowe : po pół litra zupy i ¼ bochenka chleba, okropnie byliśmy zagłodzeni. Ulokowali nas w drewnianych barakach, to było zimne miejsce, stale byliśmy bez koców. Gdy zachorowałem na tyfus plamisty, też mnie zabrali do Bergen-Belsen. Tu już potem było strasznie dużo chorych i dziennie ludzie gięli setkami, z głodu i od tyfusu. Tu w ogóle nie było żywności, raz na tydzień dali mały kawałek chleba. W naszym baraku dziennie było 20-25 martwych, wśród których tam leżeliśmy cały dzień, niepogrzebanymi. Nie było absolutnie żadnego leczenia, więc ludzie nie zdrowieli. 30-04-45 pojawili się brytyjscy żołnierze, którzy nas wyzwolili. Ja przebywałem tam przez kilka tygodni, aż się wzmocniłem i z rumuńskim i węgierskim transportem przybyłem do Budapesztu, przez Czechy
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:46, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3474,M, kucharz ur 1927, lat 18,Auschwitz ( 28do30-04-44 ), Wustegiersdorf ( 1-05-44 do 26-02-45 ), Flossenburg ( 28-02-45 do 2-03-45 ), Ohrdruff ( 4do6-03-45 ), Buchenwaldu ( 1do4-04-45 ), Flossenburg ( 8do20-04-45 ), Dachau (24do27-04-45 ).
….. Obóz we Flossenburgu był wielki , w obozie byli więźniowie różnych narodowości, wielu jeńców wojennych. Natychmiast po przybyciu zostaliśmy zdezynfekowani, dostaliśmy pasiaki i dopiero drewniaki. Pracy tu nie było , umieścili nas w bloku kwarantanny , a dwa dni później wywieziono nas do Ordruf , wybrano pracowników przemysłu metalowego i żelaza . Pomieścili nas ogromnym namiocie obozowym i w podziemnych barakach. Tu nie pracowaliśmy i po kilku dniach przyjechaliśmy wagonami do Buchenwaldu. Jechalismy po 80-90 osób w zamkniętych wagonach dla bydła , ale gdy drzwi były otwarte, sytuacja była zupełnie wystarczająca. W Buchenwaldzie, policja obozu po biła gumowymi pałkami ludzi. Znaleźliśmy się w fabryce stolarki, było nas tam ok. 2000 ludzi leżących na podłodze , podczas gdy jedzenie było dość słabe . Kilka dni później powróciliśmy do Flossenburga, i zostaliśmy zakwaterowani w fabryce samolotów. Stopniowo zbliżał się front, nasze wyżywienie było coraz słabsze i zostaliśmy wysłani do Dachau. Wysiedliśmy z pociągu w Zeis, ponieważ w wyniku nalotu samolotu uszkodzona została lokomotywa , jak również zniszczone wagony z żywnością. Nasz pociąg był oznakowany od góry wagonów w paski i prawdopodobnie w związku z tym nie było poważnych obrażeń i zabitych wśród naszych ludzi. Po przejściu pieszo 20 km , załadowali nas ponownie do wagonów na małej stacji. Podróżowaliśmy 2 tygodnie, byliśmy też 2-3 dni na stacjach ze względu na stałe naloty. Po przyjeździe do Dachau, zostaliśmy podzieleni na różne baraki, spalismy na gołych pryczach. Na wyżywienie nie mogę narzekać, a trzy dni później przybyli do nas wyzwoliciele, amerykańscy żołnierze. 27-04-45 rano strażnicy już opuścili obóz, a my zostaliśmy wyzwoleni. Po wyzwoleniu pozostawałem nadal w Dachau, gdzie mieliśmy zakwaterowanie i najlepsze wyżywienie od Amerykanów. Chorych wywieziono do Tyrolu. Kilka tygodni później, rozpocząłem indywidualnie podróż do domu, przez Austrię. W Dachau nie pozostało już więcej niż 15-tu Żydów reszta w tym czasie była już odtransportowana lub rozpoczęli podróż na piechotę, tj. indywidualnie.
3510, M, szewc ur. 1927,lat 18, Auschwitz (7-04-44do15-10-44 ?), Oranienburg (23-10do7-10-44 ?), Sachsenhausen (7do9-10-44 ), Ordruf (11-10-44do11-02-45 ), Krawinkel (11-02-45do11-03-45 0, Buchenwald (17do23-03-45 ), Flossenburg (22-27-04-45 )
W Veléte mieszkało 100 rodzin żydowskich, handlowców, kupców, zamożnych ludzi. Pod koniec marca 1944 zarządzono, że musimy przenieść się do getta. Ludność nas nie żałowała, ale oczekiwali, że wszyscy zostaniemy zniszczeni. W tym czasie Josef Biró był naszym notariuszem i wydawał wszystkie antyżydowskie zarządzenia. On również określił położenie getta. Ta część miasta składała się z najbrudniejszych uliczek. Ludzie mogli wnieść do getta wszystko, wtedy nie było żadnego ograniczenia. Ruch ludzi był kontrolowany przez żandarmerię. O ósmej rano przyszli do każdego domu z poleceniem: "w południe, wszyscy muszą być spakowani i na drodze" Getto było monitorowane przez żandarmerię, która często popełniała okrucieństwa, bijąc ludzi. Posiłki dostawaliśmy z gminy żydowskiej, policja jednak miała pewną regulację, na podstawie której można było wyjść z getta, i ci byli odpowiedzialni za zapewnienie środków spożywczych. Później przynosili sami chrześcijanie żywność do getta. Życie w getcie trwało 4 tygodnie, w czasie których wyprowadzali młodych do pracy na zewnątrz, o pozostałych nie troszczyli się wcale. Praca dla nich była w lesie. Były tam przechowywane bomby i amunicja . Na pytanie, dlaczego getto odpowiadało dzielnej węgierskiej żandarmerii, którzy sprowadzili nas do pracy z całego kraju odpowiedź jest taka, że to jest dużo łatwiej załatwić , jeśli mieli nas wszystkich w jednym miejscu. Tak myśleliśmy wtedy, bo gdybyśmy wiedzieli gdzie nas zaprowadzą; nikt z nas nie odszedłby dobrowolnie. Las był wystarczająco duży abyśmy się mogli tam ukryć, i ni gdyby nas więcej nie widzieli. Mimo to, kilku miało inną opinię i nie poszli do getta a wielu z nas także zniknęła z getta. Żandarmi popełniali różne okrucieństwa głównie z ludźmi prowadzonymi do pracy, i bili ich, ale robili to również w getcie. Były również rewizje, głównie w ostatnim czasie. Po 4 tygodniach skoncentrowali nas w Huszt i tam też załadowano nas na wagony. Czułem, że to się dobrze nie skończy, nie podobało mi się to, że byliśmy coraz bardziej skoncentrowani i zawsze w większych miastach. Niestety, miałem tylko pewne złe przeczucia i nie mogłem się bronić. Huszt to była już nasza druga miejscowość koncentracji. Poszliśmy mianowicie z Veléte do getta w Iza, z getta Iza poszliśmy do Huszt, sprowadzono tu także inne mniejsze getta. W Huszt była już duża masa ludzi tak, że kiedy przyszła kolejka do załadunku na wagony, cała grupa nie mogła iść razem. Poprowadzono nas dalej w trzech transportach, my poszliśmy z trzecim . W jednym wagonie umieścili po 60 osób i na tak wielu ludzi dali tylko po 20 bochenków chleba. Woda nie była dostępna, ale dali nam na nasze życzenie. Przed wejściem do pociągu było wielkie i dokładne przeszukiwanie, z silnymi uderzeniami, chodziło odebranie nam naszych stosunkowo dobrze ukrytych rzeczy wartościowych , pieniędzy i lepszych ubrań na zamówienie. Tu były nadużywane głównie kobiety. Po naszym wejściu drzwi wagonu zostały zamknięte i otwarto je dopiero w Koszycach. W Koszycach przejęli nas Niemcy. Dostaliśmy wody, ale za wysoką cenę. Odebrali nam te kilka rzeczy, które nam pozostały po przeszukiwaniach. Teraz nie mieliśmy nic więcej, prócz odzieży. Np. Niemice zawołał do wagonu i poprosił o sweter od jednego z naszych towarzyszy. "Po co ci on - powiedział – i bez niego możesz wejść do komory gazowej, gdzie wszystko się spali" . Było do pomyślenia, ze po tym nastroje się zmieniały. Byliśmy potwornie zdesperowani, nasze ręce zaciskały się z niemożności, ale wszystko to na próżno. Wieczorem dotarliśmy do Auschwitz. Niektórzy modlili się na próżno prosząc o cud, żeby lokomotywa zawiodła, czy cokolwiek się stało ale na próżno. Dotarliśmy! Do pociągu weszli więźniowie, jak się później okazało, z „ Kanady”. Ci więźniowie uświadomili nas, że nie możemy zabrać bagaży z nami, można było tylko zatrzymać tylko określone ubranie na sobie. Wyszliśmy. W bramie obozu stali Niemcy, rozdzielili kobiety od mężczyzn i natychmiast poszliśmy do dezynfekcji. Po dezynfekcji, ulokowali nas w obozie cygańskim. Kiedy zobaczyłem krematorium, pomyślałem, że to duża fabryka, potem zapytałem miejscowych pracowników, to byli Polacy i odpowiedzieli , że jest to "piekarnia". Wtedy jeszcze w to wierzyłem . W obozie cygańskim mieliśmy strasznie źle. Bili nas, dużo głodowaliśmy , ale jeszcze nie musieliśmy chodzić do pracy. Byliśmy razem z Cyganami, którzy w stosunku do nas czuli się na lepszej pozycji, wyżej postawieni i w konsekwencji traktowali nas z wyższością. Kazano nam wykonywać ich polecenia a w przypadku, kiedy polecenie nie zostało wykonane w pełni lub nie byli zadowoleni z wyników, to mogliśmy od nich dostać po uszach. Po pięciu tygodniach przeprowadzono nas do obozu D. Przy tym przesiedleniu zostaliśmy wytatuowani. Selekcji już nie było. Gdy przeprowadziliśmy się, posłali transport z obozu cygańskiego do właściwych Niemiec. Równocześnie były selekcje do pracy i temu muszę zawdzięczać, że ja poszedłem do obozu D. Po tatuowaniu holenderski kapo wybierał pracowników do warsztatu szewskiego. Tu był mój ojciec i ja też jakoś przyszedłem tutaj. W bloku. 21- szym był warsztat. Pracowaliśmy dla Niemców, ale także pracowaliśmy dla więźniów. Tutaj po raz pierwszy poczułem , że ten wielki komin fabryczny – to krematorium! Mianowicie chodziłem raz na dobę do krematorium odbierać buty. Z zewnątrz wyglądało to naprawdę tak, jak duża fabryka. Tu był pokój do rozbierania się, z żelazną wagą , był wyposażony w wieszaki na których były numery. Tu ludzie mieli zostawiać ubrania. Całość wyglądała tak, jakby ofiary rzeczywiście miały iść do kąpieli a komora gazowa miała charakter umywalni. Kto tutaj wszedł, nie był w stanie przewidzieć, że wprowadzono go tutaj w celu jego egzekucji. Te numery na wieszakach służyły do tego , aby osoba nie zapomniała, gdzie powiesiła swoja odzież. Wszystkie drzwi budynku były wykonane z żelaza. To przeniesienie z obozu C do obozu D miało dla mnie wiele zalet. Dostawałem schludniejsze i większą ilość pożywienia, ćwiartkę chleba, kawę i zupę. Nie byliśmy bici, nie rzucali się na nas, traktowali nas bardzo po ludzku. Musieliśmy tylko uważać na to, co mówimy, bo politykowanie było zakazane i każdy, z którego ust usłyszeliśmy takie uwagi był karany zawsze i bez wyjątku surową karą. Nasz starszy blokowy , 27-letni chłopak, polski chrześcijanin słuchał w tajemnicy angielskiego radio, za co zakończył swoje życie na szubienicy. Wielu starało się uciec przy okazji pracy ale jeżeli to wykryli, złapali człowieka i sprowadzili go z powrotem, to wieszali. 15-10-44 wyszliśmy z obozu i poszliśmy do Oranienburga do zakładów Henkel. Byliśmy tu pierwszy grupą żydowską, innymi, którzy pracowali tu już od dłuższego czasu, byli rosyjscy jeńcy wojenni. Tym tutaj także nie szło dobrze, byli także źle traktowani, jedzenia ledwie co dostali. Musieliśmy nie tylko pracować, my mieszkaliśmy w fabryce, gdzie montowali samoloty, w nieogrzewanym pomieszczeniu. Zamiast pracować marnowaliśmy czas stojąc na apelach. Naszym następnym przystankiem był Sachsenhausen. Tu też nie było więcej pracy, dlatego też po 2-dniowy pobycie zostaliśmy wysłani do Ordruf. W Ordruf jeszcze wtedy nie było gotowego obozu mimo, ze baraki rzeczywiście stały, nasza pracą było zakończenie budowy obozu. Zbudowaliśmy jeszcze baraki i objęliśmy całość ogrodzeniem. To było straszne miejsce. Codziennie ludzie ginęli masowo. Były tylko dwa rodzaje śmierci: kula SS lub z głodu! Ponadto przybyli tu ludzie z Bor w strasznym stanie. Przydzielono mnie do kuchni i w związku z tym szło mi stosunkowo dobrze. Pewnego dnia wybierali do nowego transportu i tak poszedłem do Krawinkel.
Wyruszyło nas w drogę 1300 ludzi i szliśmy pieszo. Krahwinkel był chyba najgorszym miejscem w ciągu całej deportacji. Mieszkaliśmy pod ziemią i musieliśmy bardzo ciężko pracować. Z tego miejsca wyszliśmy ponownie i poszliśmy pieszo dalej. Dlaczego?
Prawdopodobnie ze względu na bliskość frontu. Jak zebrali nas w Buchwaldzie to z 1300 ludzi pozostało tylko 400 osób przy życiu. W Buchenwaldzie już nie pracowaliśmy, mieliśmy nadzieję, że z wojny jesteśmy wyłączeni. W każdym baraku były po dwa aparaty radiowe. Dlaczego? Nie wiem, wystarczyło, że były i zawsze słuchałem zagranicznych wiadomości i tak wiedzieliśmy, jak blisko jest front. To właśnie z powodu zbliżenia się frontu przekazali część obozu do Flossenburga. Przetransportowanie reszty było niemożliwe ze względu na krótki czas. Na szczęście tutaj w tym ostatnim obozie nie byliśmy długo, tylko 4-5 dni i nagle przyszli wyzwoliciele. Naszymi wyzwolicielami byli Brytyjczycy, ale ja przeszedłem koło Pilzna do Rosjan ; w ten sposób miałem nadzieje wrócić szybciej do domu. Przyszedłem; ale od razu chcę iść do Palestyny!

Krahvinkel
196,757 ,855,1671,2100,3269,3510,
196, M, uczeń ur. 1921, lat 24, daty nie podane, Buna ( 9 miesięcy ), Gleiwitz ( 18-01-45 ), Buchenwald( 27-01-45- 6 tyg.) , Crawinkel, Ohrdruff, Buchenwald, Weimar, Flossenburg, Stamsred.
…….. Przyjechaliśmy do Buchenwaldu i tu byliśmy w kwarantannie przez sześć tygodni. Stąd poszliśmy dalej pieszo zmęczeni , kontynuowaliśmy naszą podróż całkowicie osłabieni do Krahvinkl, Ordruf, a następnie z powrotem w kierunku Buchenwaldu. Po drodze bardzo wieli zastrzelili tych , którzy pozostawali w tyle i nie mogli nadążyć za nami.
757, M, robotnik ur 1911, lat 34,Auschwitz ( 15do19-04-44 ), Wustegiersdorf ( 25-04-44 do 10-02-45 ), Flossenburg ( 15 do 28-02-45 ), Krahvinkel (2 do 24-03-45), Ohrdruff ( 26-03-45 do 4-04-45), Buchenwald (7-11-04-45 ).
…. Po dwóch tygodniach dostałem się do Kravinkel. Spaliśmy w namiotach ( celtach ), w milionach wszy, pluskiew, które były w naszych pryczach, gdzie się kładliśmy po 10 0sób. byliśmy zawszeni, epidemia szalała w obozie, ludzie umierali jeden po drugim. Pracowałem w kopalni 12 godzin, na zmiany dzienną i nocna przemiennie. Kiedy wróciliśmy do obozu zmęczeni, nie zostawili nas spać, szliśmy do fabryki pod eskortą żołnierzy SS, którzy nas bili, jeżeli ktoś przypadkowo wyszedł z szyku, i szczuli psami, które rozdzierały do krwi ciała ich nieszczęsnych ofiar. Ciągle strzelali ale SS mani- węgierscy Niemcy ze Szwabii- nie pozostawali w tyle za Niemcami pod względem okrucieństwa. Przestrzelili mi ramię. Dostawaliśmy chleb i zupę. Wegetowaliśmy. Trzy tygodnie potem przewieźli mnie do Ordruff do szpitala. …..
855,M, nauczyciel religii, kantor, ur. 1908, lat 37, Flossenburg ( pocz.11-44, 3 tyg.), Ohrdruf (pocz.12-44do połowa 03-45), Buchenwald ( do 11-04-45-wyzwolenie)
…… Pod koniec lutego 1945 poszliśmy następnie do leżącego koło Ohrdruf obozu w bunkrach Krahwinkel; budowaliśmy podziemne bunkry wśród straszliwego głodu , cierpień i tortur. Po sześciu tygodniach ewakuowali nas stąd, poszliśmy pieszo do Buchenwaldu, szliśmy non stop 32 godziny bez jedzenia, w drodze według szacunków zastrzelili ok. 1800 osób. Martwi leżeli jak kawałki drewna. W Buchenwaldzie Amerykanie wyzwolili nas 11-04-45.
1671, M, meblarz ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 3 dni ), Dornhau ( 9 miesięcy), Flossenburg ( 2-3 tygodnie ), Krahvinkel ( ca 3 tygodnie ), Buchenwald (5-6 dni ), Theresienstat ( 3 dni ). …..Dwa tygodnie później przenieśli nas stąd do Krahwinkel. Tutaj przydzielono nas do prac przy budowie kolei, co nie było tak trudne, tyle ,że strasznie nas popędzali. Jeść prawie nic nie dostawaliśmy i straszliwie osłabliśmy . Rano dostawaliśmy po 10 dkg chleba i 0,4 litra zupy – która była czystą wodą - w południe około 2 dkg margaryny i 15 dkg chleba, wieczorem 0, 8 litra zupy która również była prawie bez zawartości. Wstawaliśmy dziennie o trzeciej rano i szliśmy do bramy, gdzie staliśmy zupełnie bez sensu do 5,30-6,00 godz rano. Następnie szliśmy do pracy a o 19-20 wieczorem, byliśmy z powrotem na miejscu . Mieszkaliśmy w bunkrach, setki ludzi w bunkrze, który był wystarczająco duży, aby mieć dużo miejsca i słomy, które zostały dodane do łóżka. Zakwaterowanie nie było tak złe. Gdy Brytyjczycy się zbliżyli , musieliśmy uciekać z tego miejsca i tak przyszliśmy do Buchenwaldu. Po drodze było bardzo dużo zastrzelonych, którzy z wyczerpania nie byli w stanie chodzić. W Buchenwaldzie byliśmy tylko 5-6 dni, ale byliśmy bardzo głodni , bo żywność nie została nam wydana. Tu zakwaterowano nas kilka tysięcy ludzi w warsztatach stolarskich, oczywiście, leżeliśmy jedni na drugich, bo nie było miejsca. Kilka dni później i stąd musieliśmy pójść dalej i tak dostałem się do Theresienstadt. …
2100,M, uczeń elektryk, ur. 1929, lat 16,Sachsenhausen (14-12-44, 1 dzień), Oranienburg (4 dni), Ohrdruf (20-12-44do20-03-45 ;3 m-ce), Krahwinkel ( 20-03-45 do 27-03-45, 1 tyg.), Buchenwald (4 dni), Flossenburg (1 tyg.), Dachau (1 tyg.)
….. Koło 20-03-45 przenieśli nas do Krahwinkel. Byłem tam przez tydzień. Obóz był w bunkrze. Ja pozostałem w domu inżyniera obozowego, co było wielkim szczęściem, bo tam były bardzo złe komanda. Stamtąd ruszyliśmy pieszo do Buchenwaldu ze straszną prędkością. Wielu zginęło w drodze, który nie mógł iść, został zastrzelony. Byliśmy tam przez cztery dni. Mieszkałem w warsztacie stolarskim i znowu udawałem chrześcijanina, bo słyszałem że megafon krzyczał, że "wszyscy Żydzi stanąć w szyku”…..
3269, M, cert. nauczyciel muzyki ur. 1908, lat 37, Sachsenhausen ( 12do14-12-44), Fabryka Hänkel ( 14do17-12-44), Ohrdruff ( 3 m-ce ), Krahvinkel ( 1 m-c), Buchenwald ( 2 do 4-04-45, 2 dni), München ( 1-05-45- 1 dzień)
….. Jako, że Ohrdruff przekształcono w koszary, wywieźli nas stąd i skierowali do Krahvinkel do obozu w bunkrach. To był wcześniej magazyn bomb Luftwaffe. Poszliśmy do pracy na budowie , do prac fortyfikacyjnych. Tu według mnie pracowało 12 000 więźniów, razem z bardzo dużą liczbę ludności zmuszonej do pracy. Ci więźniowie, którzy opuścili miejsce pracy bez zezwolenia, lub organizowali jedzenie z kuchni, byli kolejno wieszani w godzinach wieczornych. 1 kwietnia 45 front był już bardzo blisko do obozu, którego dowódca zarządził ewakuację. Ruszyliśmy na piechotę, i poszliśmy do Buchenwaldu…
3510, M, szewc ur. 1927,lat 18, Auschwitz (7-04-44do15-10-44 ?), Oranienburg (23-10do7-10-44 ?), Sachsenhausen (7do9-10-44 ), Ordruf (11-10-44do11-02-45 ), Krawinkel (11-02-45do11-03-45 0, Buchenwald (17do23-03-45 ), Flossenburg (22-27-04-45 )
……. Pewnego dnia wybierali do nowego transportu i tak poszedłem do Krawinkel.
Wyruszyło nas w drogę 1300 ludzi i szliśmy pieszo. Krahwinkel był chyba najgorszym miejscem w ciągu całej deportacji. Mieszkaliśmy pod ziemią i musieliśmy bardzo ciężko pracować. Z tego miejsca wyszliśmy ponownie i poszliśmy pieszo dalej. Dlaczego?
Prawdopodobnie ze względu na bliskość frontu. Jak zebrali nas w Buchwaldzie to z 1300 ludzi pozostało tylko 400 osób przy życiu. W Buchenwaldzie już nie pracowaliśmy, mieliśmy nadzieję, że z wojny jesteśmy wyłączeni. W każdym baraku były po dwa aparaty radiowe….

Waldlager
334,1918,1948,1952,2141,3131,1502,3546
334, M,sprzedawca butów ur. 1890, lat 55, Auschwitz ( 4 dni ), Varsó (15-05-44 do 28-07-44 ), Dachau ( 4-5 dni ), Waldlager ( k. 9 m-cy )
Wyszedłem na ulicę czwartek po święcie Pesach i wtedy zobaczyłem plakaty obwieszczające o koncentracji Żydów. Już w niedzielę rano nas też zabrali. Było to 15 kwietnia. Mogliśmy z sobą zabrać pościel i jedzenie, wszystko inne nam zabrali. Przez około 3-4 tygodnie tłoczyliśmy się w getcie Użhorod ( Ungvar ), kiedy nas załadowali na wagony. Mówili, że jedziemy do porządkowania ruin koło Kisvárda. Kiedy szliśmy do wagonów bili nas, i kto nie był w stanie nadążyć z bagażem, temu go zabrali i nigdy nie oddali z powrotem. W wagonie jechało ok. 100 osób. 1 cały dzień staliśmy jeszcze w Użgorodzie (Ungvár ) , sama droga trwała 2 dni. Podczas całej drogi nie dostaliśmy ani jedzenia, ani wody. Następnie w Kassa ( Koszyce ) przekazali nas Niemcom. Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, oddzielono mnie od mojej 40 letniej żony i trójki małych dzieci: 8 lat, 6 lat i 5 lat. Nie widziałem ich od tego czasu. Byłem tylko 4 dni w Auschwitz, potem przyjechałem do Warszawy. Pracowałem w cegielni, praca była dość ciężka, poza tym byli dla nas bardzo ordynarni i stale nas bili. Najłagodniejszymi określeniami były "Hund", "Drecksack" ( pies i worek z łajnem ). Zakwaterowanie było dobre. Spaliśmy w oddzielnych łóżkach , jednak posiłki były bardzo złe i bardzo mało: trochę zupy i 1 / 4 bochenka chleba. Pewnego dnia zapytano nas, kto może iść pieszo 120 kilometrów, bo kto nie może, pojedzie dalej pociągiem. Kilka osób stwierdziło, że nie wytrzymają marszu i zostali oddzieleni i jak dowiedzieliśmy się później, nie posłali ich do pociągu , ale zostali straceni. W ten sposób stracono, między innymi, dr. Ledvai ,lekarza z Użgorodu. My poszliśmy pieszo 100 km, po drodze nie dali nam wody. Kto wyszedł z szyku się napić, tego zastrzelili. Po czterech dniach przybyliśmy do Kutna, tu nas załadowali na wagony. W wagonie jechało po 100 osób, podróżowaliśmy 4 dni. W tym czasie tylko raz dostaliśmy jeść , ¼ bochenka chleba, trochę margaryny i konserwę mięsną, ale ani kropli wody nie dostaliśmy do wagonu. Był tam pewien bardzo przykry i surowy kapo, który nas bił. Ta droga była straszna nie do opisania. Więcej niż sto osób zmarło z głodu lub od pobicia na śmierć, bo stale nas karcili , bili i głodzili. Byli tak surowi, że nie zezwalali na załatwianie naszych potrzeb fizjologicznych. Kiedy dotarliśmy do Dachau po 4 dniach, dostaliśmy czarną kawę. Mogę powiedzieć, że dawno mi tak coś smakowało. W Dachau spędziliśmy tylko 4-5 dni, stamtąd zabrali nas dalej do Waldlager ( obozu leśnego). Tu od wpół do czwartej rano do 19-tej wieczorem wykonywaliśmy prace przy betonowaniu. Miejsce pracy było odległe od obozu o 4-5 km. Praca była bardzo ciężka, a poza tym ciągle nas bili. Początkowo mieszkaliśmy w namiotach, później umieszczono nas w bunkrach . Długo leżeliśmy na pryczach, słoma pod spodem nigdy nie była zmieniana, było tak brudno, że zawsze mieliśmy wszy. Ogólnie rzecz biorąc, brud tu był okropny. Wyżywienie było bardzo złe, wiele musieliśmy głodować. Wtedy, kiedy ja tam byłem, w takich strasznych warunkach w obozie było około 300 400 osób. Pewnego dnia - o ile dobrze pamiętam to było na wtorek –prowadzili nas do wagonu, aby przenieść nas dalej. Nagle rozeszła się wieść, że Amerykanie są tutaj. Wtedy każdy oczywiście pobiegł tam , gdzie uznał za najlepsze. Nie minęło 10 minut, kiedy podbiegli do nas żołnierze SS – wtedy już wiedzieliśmy, ze nowiny były fałszywe- i który był postrzegany jako uciekający , tego zastrzelili aby go zatrzymać. Tu również wielu z nas zginęło. Głodnych i spragnionych załadowano nas na wagony, gdzie byliśmy od wtorku do następnego poniedziałku, gdziekolwiek nas chcieli przewieźć. W końcu wyzwolili nas Amerykanie . Z zapaleniem płuc dostałem się najpierw do szpitala w Andorf, a później do szpitala w Seeshaupt.
1918, M, ogrodnik, ur. 1909, lat 36, Dachau ( 25do30-11-44), Waldlager ( 30-11-44do2-05-45)
W dniu 25-11-1942 dołączyłem do jednostki w Püspökladány, która prowadziła prace w różnych miejscach. Ostatnim miejscem pracy na Węgrzech było Sajókaza. Tutaj przez cały 1944 rok kopaliśmy okopy i rowy przeciwczołgowe. Podczas tego byliśmy w marszu, cały czas pracowaliśmy w ruchu, budowaliśmy mosty, etc. Każdy strażnik brutalnie nas traktował. Sierżant nazwiskiem Karolyi, który był nauczycielem gdzieś koło Pesztu, zachowywał się wobec nas bardzo niegrzecznie. Z końcem 11-44 zostaliśmy przeniesieni i przez Hegyeshalmon przeszliśmy granicę do Dachau. Na granicy przekazali nas Niemcom z SS. Do Dachau jechaliśmy pociągiem , w wagonie było po 65 osób. Jeść dali nam trochę, ale wody do picia nie dali. Bardzo od tego cierpieliśmy, bo w wagonie było bardzo ciepło i wielu źle się czuło. Po przybyciu do Dachau leżeliśmy tam 4 dni w pewnym baraku na słomie. Wyżywienie było bardzo ubogie i mało. Pracować nie musieliśmy. Następnego dnia nas ostrzygli, wszystkim odebrano odzież, później wydano inne ubrania i po czterech dniach wywieziono nas pociągiem do Waldlager ( obozu leśnego ), gdzie byliśmy do wyzwolenia. Nosiliśmy cement, cegły, bloki cementowe, to była ciężka praca fizyczna. Pracowaliśmy ciągle od siódmej rano do 19-tej wieczorem. Tylko w południe była jedna godzina przerwy. Tu bardzo wiele głodowaliśmy, bo jedzenia dawali niewiele i wszyscy byliśmy bardzo słabi. Oczywiście, zaczęły się rozprzestrzeniać różne choroby , a wielu zginęło z powodu krańcowego wyczerpania. W jednym namiocie celtowym było nas 50-ciu i codziennie było 4-5 martwych. Niemieccy SS bardzo nas bili i gonili do pracy i podczas tego wielu zastrzelili i pobili na śmierć. Jeśli go nie zabiła kula, to go dobili biciem. Niestety nie pamiętam już nazwisk. Nastrój był bardzo gorzki i zdesperowany. Dni mijały jednostajnie i czekaliśmy na wyzwolenie. Nastąpiło ono 2-05-45, kiedy pojawił się pierwszy amerykański samochód. Od tego czasu traktowani byliśmy już dobrze. Początkowo mieszkaliśmy w obozie i musieliśmy pracować, ale dzięki wstawiennictwu amerykańskiego rabina nie pracowaliśmy dłużej. W niniejszej relacji oddałem własne doświadczenia.
1948, M, handlowiec ur. 1908, lat 37, Auschwitz-Birkenau ( 16-06-44do18-01-45), Grossrosen (21do24-01-45), Dachau (1do25-02-45), Waldlager ( 26-02-45do22-04-45)
Kiedy 12- 06-44 byłem w Hatvan w drodze pociągiem do Jaszbereny w sprawie likwidacji należności , weszli żandarmi węgierscy i niemieccy SS. Pobili mnie, wszystko mi odebrali i wprowadzili do tamtejszego getta. Następnego dnia już nas załadowali na wagony i nie tylko nie zadbali o nasze wyżywienie na drogę, ale także odebrali nam to jedzenie, które z sobą mielismy. W Kassá ( Koszyce ) przekazali nas Niemcom i dalej jechaliśmy do #### Auschwitz. Potem poszliśmy z powrotem do obozu , uzupełnili naszą liczbę do 360 osób i zabrali nas do Auschwitz. Tu rozebrali nas do naga i zamknęli w łaźni. Znów czuliśmy śmierć w gardle i byliśmy już na wpół szaleni ze strachu. Po dezynfekcji nie dostaliśmy ubrań z powrotem , tylko dali nam jeden koc i tak doprowadzili do pewnego bloku. Wielu tu doznało odmrożeń. Skierowali nas do bloku kwarantanny a potem wyznaczali do gup roboczych. Zostałem przypisany do miejsca pracy , gdzie sortowałem przez 8 dni bagaże. Stąd dostałem się jeszcze do innego komanda, w którym pracowało nas 25 osób, maszynami wybieraliśmy kamienie z wody i ładowaliśmy i woziliśmy wagonikami. Nasza praca była bardzo ciężka i strasznie cierpieliśmy z głodu. 18-01-45 ewakuowaliśmy się. Następnie poszliśmy pieszo do Grossrosen. Drogę 120-km odbyliśmy w ciągu w ciągu 3 nocy/ dniami odpoczywaliśmy ! / Kto nie był w stanie znieść wyczerpującego marszu i trochę został z tyłu, od był zabijany strzałem. Mnóstwo ludzi tam zostało: Z naszej grupy 4000 ludzi ; do Grossrosen doszło tylko 2500 osób. Byliśmy zupełnie wyczerpani, wszystko porzuciliśmy dla ratowania naszego życia. Dwa dni później, ponownie wyruszyliśmy. W jednym wagonie stłoczyli po 120 ludzi, jednego na drugim. Przeszliśmy niewypowiedziane cierpienia w ciągu 8 dni, aż doszliśmy do Dachau. Ze 120 osób dożyło jedynie 80 osób. W Dachau była kąpiel, dezynfekcja, usuwanie włosów i skierowali nas na blok kwarantanny, gdzie na przestrzeni 5x6m było do 420 ludzi. Po 3-4 leżało na drewnianej pryczy. Wyżywienie: jeden litr zupy, która początkowo była dopuszczalna a następnie została rozcieńczona wodą, 20 dkg chleba i 3 dkg margaryny. Po 24 dniach 1200 ludzi zostało zabrane z transportem, : 200 do Mühldorf, 1000 osób do Waldlager. Tam też ja przyjechałem . Załadowali nas na wagony i następnego dnia dotarliśmy na miejsce. bunkry Umieścili nas w bunkrach. Następnego dnia dostałem się do komanda nocnego , co oznaczało, że przez całą noc mam nosić 50-ciokilogramowe worki cementu. Tu rzeczywiście budowali podziemną fabrykę. Tak pracowałem przez trzy noce, a następnie przenieśli mnie do innej pracy na dziennej zmianie. Do i z pracy musiałem pokonać 15 km dziennie, i to w cienkiej odzieży i w i drewniakach , które utykały w śniegu i błocie, i to było strasznie trudne. Ponadto, również zmagałem się z głodem . 10-03-45 o9.30 rano upadłem w trakcie ciężkiej pracy , a potem SS-Kommandoführer przydzielił mnie na miejsce, gdzie wiał największy wiatr i śnieg, gdzie niczym nie byłem chroniony, i musiałem tam pozostać do godzin popołudniowych. Gdy wróciłem z powrotem, moja noga była spuchnięta, brzuch, twarz, ramię, były opuchnięte tak, że strach było patrzeć na mnie. Miałem obrzęki. Dwa tygodnie leżałem na rewierze, tam dostałem biegunki, która mnie jeszcze bardziej osłabiła. 22-04-45 dostaliśmy rozkaz: zabierają się wszyscy, którzy mogą stanąć na nogi. Koledzy mi pomogli na stacji, tam nas załadowali na wagony po 100 osób do wagonu i wyruszyliśmy bez jedzenia. Po trzech dniach jazdy w wagonach ,w pobliżu dworca w Poing, otrzymaliśmy zawiadomienie od SS , że nie jesteśmy już więźniami, stwierdzili, że jesteśmy wolni i każdy może iść tam, gdzie chce. Nie ma słów aby opisać naszą radość. Wszyscy opuścili wagon i wyruszyli na piechotę. Nie mogłem iść, bo moje nogi były nadal bardzo spuchnięte. Nie czekałem jednak długo, i usłyszałem wielką strzelaninę, ludzie Wermachtu pędzili z powrotem ludzi. Tak zastrzelili wiele osób , również strzelali niektórzy SS. Byliśmy razem w wagonie i skierowaliśmy się w kierunku granicy szwajcarskiej. Ponownie zabrali wszystkich na trzy dni bez jedzenia, w trzecim dniu 26-04-45 transport zatrzymał się na śniegu , ponieważ ze względu na postęp armii USA nie mógł iść dalej. Wycofaliśmy się na dworzec kolejowy Seeshoft, gdzie następnego dnia, 29-04-45 wydany w zeszłym miesiącu na w końcu Amerykanie nas uwolnili. Niestety już było 46 zmarłych w wagonie. Ja sam wyszedłem na pół umarły. Zadbano od razu , żebym dostał zastrzyki, i samochodem przewieziono mnie do miejscowego szpitala. W pociągu obrzęki się zmniejszyły. Później otrzymałem dobrą opiekę w Andorf i w szpitalu w Monachium. Byłem tak osłabiony, że musieli mnie karmić, ważyłem 44 kg wobec poprzedniej wagi 78 kg. Mimo że od wyzwolenia przybrałem już 28 kg, ciągle jestem bardzo słaby i bardzo musze się oszczędzić
1952,M, kelner ur 1895, Birkenau ( 8 do 15-07-44 ), Mühldorf ( 19-07-44 do 10-08-44 ), Waldlager ( 10-08-44 do 26-04-45 )
30-06-44 zostaliśmy aresztowani przez żandarmów na służbie w Csepel, pomimo faktu, że miałem legitymację ważną dla fabryk zbrojeniowych. Legitymacje natychmiast podarli, pozbawili mnie pieniędzy i obrączki i zabrali do koszar Andrassy. Następnie przetransportowano mnie tramwajem przez most kolejowy do cegielni Budakalász. W drodze żandarmi pobili mnie kolbami karabinów. Zagrozili mi zastrzeleniem, jeśli tylko odważyłbym się ruszyć. W Budakalász spędziliśmy tylko kilka dni. Potem w obozie było około 25 000 do 30 000 internowanych. Załadowali nas do transportu 3500 osób, po 70 osób jechało w wagonie w niemożliwych warunkach , kobiety, młodzież, osoby starsze i dzieci razem. Cierpieliśmy z pragnienia przez całą drogę. My mężczyźni nie piliśmy wcale, zostawiliśmy wodę dla dzieci , kobiet i starców. Wiele starszych kobiet zemdlało, zachorowało i musieliśmy zrezygnować z możliwości ocucenia ich wodą. Po czterech dniach jazdy przybyliśmy do Birkenau. Byłem zupełnie bez bagażu, ale kto miał rzeczy, musiał je zostawić w wagonie. Przyjęli nas niemieccy oficerowie SS. Natychmiast zobaczyłem krematorium. Dzień i noc, paliło się i dymiło. Pewien chłopak, polski Żyd wyjaśnił mi wszystko. I wtedy zobaczyłem na własne oczy, że masy trupów leżą obok baraków i zabierają je do spalania. Zdrowi poszli na prawo do pracy, niezdolni do pracy poszli na lewo do zniszczenia. Po kilku dniach dostałem się do transportu pracy idącego do Mühldorf, dostałem się do pracy na Hauptbaustellé- tu zależnie od szczęścia dostaliśmy się do łatwiejszej lub cięższej pracy, gdzie mniej lub więcej bili. Ja tu w Mühldorf dostałem dobry przydział. Skierowano mnie do Waldlager ( obozu leśnego ) gdzie kilka dni później przydzielono mnie do noszenia cementu. Nosiliśmy do mieszarki betonu 50-ciokilogramowe worki cementu, bez przerwy od wpół do siódmej rano do 18.30 wieczorem, z półgodzinną przerwą na obiad. Na obiad dostawaliśmy "zupę Todta". Ktokolwiek przy pracy zatrzymał się choć tylko na chwilę , był atakowany kijami i łopatami przez ludzi z OT. Niezapomnianym dniem był dla mnie 11-12-44. Wtedy byłem już bardzo wyczerpany pracą i padłem z workiem cementu na plecach. Z worka wysypał się cement i z tego powodu pobiło mnie dwóch ludzi z OT, jeden kijem, drugi łopatą. Zabrali mnie nieprzytomnego na noszach i zawieźli na rewier. Wtedy moje nogi były już spuchnięte do podwójnej objętości. Leczył mnie węgierski lekarz dr Bencze, jego całym wyposażeniem medycznym były nóż, szczypce, puder i papier cementowy .Tak operował odmrożone palce i leczył wszystkie choroby. Z zasługującym na szacunek sercem i duchem walczył o uzdrowienie. Mnie też operował, chociaż miałem jeszcze zapalenie na nodze. Z ponownie operowanymi nogami 26-04-45 wyruszyliśmy z obozu leśnego . Po drodze, na kilka godzin przed wyzwoleniem 400 z nas zastrzeliło SS. W Tutzing wreszcie zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów. Mnie zabrali do szpitala Feldafing, skąd wyszedłem dopiero 19-08-45. Moja początkowa waga ciała wynosiła 84 kg. Straciłem 44 kg, przy Amerykanach przybrałem na wadze do ponad 61 kilogramów. Do domu wróciłem indywidualnie. Według moich obliczeń w Feldafing było 5000 Żydów węgierskich.
2141,2M, karczmarz ur 1906 i handlowiec ur 1909, Dachau ( 11 do 14-11-44 ), Mühldorf - Waldlager ( 14-11-44 do 2-05-45 )
Razem z moja jednostka służby pracy nr 104/2 z Hajmáskér deportowali nas przez Hegyeshalom i Zurndorf do Dachau. Do Hegyeshalom towarzyszyli nam węgierscy strażnicy, tam przekazano nas Niemcom . Do Dachau przybyło nas 194 osoby , gdzie spędziliśmy 5 dni. Splądrowano nam wszystko, obcięli nam włosy i zdezynfekowano nas. Dostaliśmy stosunkowo przyzwoite wyżywienie. Z transportem pracy dostaliśmy się do Mühldorf Waldlager. Budowaliśmy podziemną fabrykę samolotów. Pracowaliśmy na zmiany nocna i dzienną. My nosiliśmy cement na 37 szczebli wysoko. Dziennie musieliśmy przenieść po 300-400 worków z cementem. Pracowaliśmy po 12 godzin i staliśmy po 4 godziny na apelu dziennie . Na początku czterech dostawało jeden bochenek chleba, od stycznia było 6 lub 8 osób na bochenek. W marcu był już czas, że nie widzieliśmy chleba przez 3-4 dni. Poza tym dostawaliśmy zupę z rzepy i zupę „ bunkrową „ z ziarna sorgo. Traktowanie było straszne, stale nas bili. Ludzie z OT byli sadystami, w rezultacie spośród 194 osób przeżyło tylko 42. SS wydali rozkaz, aby nas oblać ropą naftową i podpalić. Do uciekających mieli strzelać aby zabić. Ten rozkaz wskazali również żydowscy lekarze po wyzwoleniu, ale w końcu nie wprowadzono go w czyn. Dzięki temu pozostaliśmy przy życiu, co po wyzwoleniu potwierdzili węgierscy lekarze. Nas po wyzwoleniu skierowano do Feldafing. Stamtąd z rumuńskim transportem dostałem się do domu. W Feldafing ciągle było ok. 1000 osób z Węgier: najczęściej kobiety z Budapesztu.
3131,M, karczmarz ur 1910, Dachau ( 9do12-11-44 ), Mühdorf -Waldlager ( 15-11-44 do 26-04-45 )
Mieliśmy dobrze prosperującą restaurację w Budapeszcie. W lipcu 1940 roku dołączyłem do pomocniczej jednostki Tápiószelére w Nagykata . Po sześciu miesiącach zostałem zdemobilizowany i kiedy wróciłem do domu, otrzymałem zezwolenie na prowadzenie karczmy. W 1942-gim skierowano mnie do Marcali a następnie stamtąd do Hajmáskér. Chociaż miałem restaurację, otrzymałem inne zadanie. Aż do 30-10-44 byłem kucharzem oficerów i załogi w Hajmáskér. Miałem bardzo dobrze, byłem wolny i mogłem jeść tyle, ile chciałem.30-10-44 jednostka otrzymała rozkaz, ze maja nas przemieścić w kierunku Austrii, powiedziano nam, że będziemy pracować w Hegyeshalom. W Hegyeshalom przekazali nas Niemcom i załadowali na wagony w Zurndrof. Po trzech dniach jazdy dotarliśmy do Dachau, tam byliśmy na kwarantannie 4-5 dni, zabrali nam odzież, ostrzygli włosy i nadali numery. Z Dachau w 12-11-44 wywieźli nas transportem pracy 1080 osób do Mühldorf. Tam dostałem się do obozu leśnego ( Waldlager ), który był o 5 km od stacji kolejowej, gdzie pod ziemią budowaliśmy fabryki, pracowaliśmy nosząc cement, dla firmy Polenski i Zöllner. Rano pobudka była o wpół do czwartej, apel do wpół do siódmej, dostawaliśmy kawę i szliśmy do pracy. Miejsce pracy było odległe od obozu o 4 km, szliśmy tą drogą codziennie pod eskortą SS, kto zostawał w tyle, tego bili aż był pół martwy, kiedy wracaliśmy do domu, dostawaliśmy 1 litr zupy i bochenek chleba na ośmiu. Wiele głodowaliśmy i cierpieliśmy z zimna. Były również wśród nas dwunastoletnie dzieci, które również w dwójkę nosiły cement, oczywiście, nie mogli tego wytrzymać , i wkrótce zmarły. Polscy kapo kierowali pracą, jeśli ktoś nie chciał pracować, bili kolbami po głowie. Nasz stan osobowy był zawsze 1000 osób, ofiary były ciągle zastępowane nowym uzupełnieniem. Pracowali tam również więźniowie innych narodowości, w szczególności Włosi byli dla nas bardzo dobrzy, francuscy aryjczycy już mniej. Mieszkaliśmy w podziemnych blokach. W jednym takim bloku mieściło się 300 ludzi. 26-04-45 ustawili nas w szyku, chorych zostawiono na miejscu a nas zabrali do Tyrolu, koło Seeshaupt w Bawarii. 29 kwietnia otwarli w Monachium wagony i powiedzieli , że "alles frei- wszyscy są wolni". Każdy mógł iść gdziekolwiek chciał, bo w Monachium ogłoszono , że opór nie będzie kontynuowany. My poszliśmy w kierunku lasu, następnie SS nas zebrali i zaatakowali nas salwami, tak ze 300 rannych i zabitych tam zostało. Wyzwolili nas Amerykanie 30-04-45 na brzegu jeziora Seeshaupt. Amerykanie przewieźli chorych do lazaretu , pozostałych umieścili w Feldafing w obozie dla powracających .Tam zachorowałem i wywieźli mnie do Postlinhof. Byłem w szpitalu przez 2 miesiące i po odzyskaniu sił byłem w amerykańskim obozie w kuchni, pracowałem jako kucharz. 23 sierpnia wyruszyłem do domu z rumuńskim transportem i 22-09-45 przybyłem do Budapesztu. Teraz próbuję odzyskać moją firmę i kontynuować pracę w restauracji.
3502, M, krawiec ur 1924,lat 21, Auschwitz ( 2-05-44 dwa tyg. ), Warsau ( sześć m-cy,), Mühldorf ( 5 m-cy ), Dachau ( 2 tyg. ), Waldlager ( 3 tyg. ), München ( 29-04-45 )
Kiedy wprowadzili nas do Użgorodu ( Ungvar ) , nie było gdzie spać, było zimno, prawie nie zostawili nam żadnej rzeczy, po jedzenie chodziliśmy do wspólnej kuchni, gdzie gotowali dla wszystkich, tu już bardzo głodowaliśmy. Jeżeli dostaliśmy żywność, musieliśmy walczyć o jedzenie . Przyjechałem z rodzicami i z sześciorgiem rodzeństwa wyszliśmy z domu. Młodzi ludzie jak ja, z pierwszym transportem opuścili dom, więc nie wiem nic o losie mojej rodziny, bo jeszcze z nikim nie rozmawiałem. Załadowali nas na wagony i przybyliśmy do Auschwitz, poszedłem z młodymi ludźmi zdolnymi do pracy. Zabrali mi wszystkie rzeczy, poszliśmy do łaźni, odebrali ubranie, w zamian wydali pasiak więzienny, a następnie skierowali do bloku. Nawet tutaj potem obszukiwali nas za kosztownościami, choć nic nie zostało z moich rzeczy. W Auschwitz byliśmy przez dwa tygodnie, cały dzień nie pracowaliśmy tyko staliśmy na niekończącym się apelu, w południe dostawaliśmy jedną miskę zupy ( bez łyżek ) na pięciu, nie było miejsca do spania. W jednym bloku było nas bardzo dużo, na jednej pryczy spało po sześć osób, dostaliśmy się do Birkenau, zgłosiłem się do pracy, już po trzech dniach dostałem jeść, ale traktowanie było straszne, bardzo nas bili. Nie pozwalali wychodzić do WC, w związku z tym musieliśmy wytrzymać straszne pałkowanie. Przez trzy dni byliśmy tutaj potem przenieśli nas do Warszawy, gdzie natychmiast poprzydzielali nas do grup po 150 osób na jeden blok, a następnego dnia poszliśmy do pracy. Pracowaliśmy przy noszeniu cegły. Tu nas SS strasznie bili, nie można było rozmawiać razem, nie mówiąc już ludności cywilnej. Jedzenia jednak była bardzo mało. Warszawa miała tylko jedną zaletę, że obóz był czysty. Kiedy już zbliżyli się Rosjanie, odeszliśmy na piechotę150 km, na drogę nie dostaliśmy nic do picia, raz zbliżyliśmy się do wody, ale nie było wolno pić z niej, powiedziano nam, ze możemy tylko oglądać, a kto nie wytrzymał już pragnienia i wskoczył do wody, wyciągnęły ich psy, powiedzieli, ze taki będzie los każdego, kto zechce się napić wody. Oczywiście zastrzelili tych nieszczęśliwych ludzi. Potem nas załadowali na wagony, jechaliśmy po 20-tu w wagonie, na całą drogę dali tylko trochę chleba i nic innego, nie jedliśmy, nie piliśmy i tylko mogliśmy po prostu siedzieć cały czas, jeśli ktoś wstał i odważył się poprosić o wodę, SS. natychmiast rzucali bagnetem. Kiedy dojechaliśmy tak do Dachau, z transportu liczącego przy wyjeździe w sumie 3000 ludzi, przy życiu pozostała tylko połowa. Z wagonów wyrzucili masę zmarłych. Bardzo wiele zdrowych osób także zastrzelili w drodze . Po przybyciu do Dachau wprowadzono nas do bloku, poszliśmy do łaźni, dostaliśmy ubrania, jedzenie i zobaczyli, że wszyscy przybyli w złym stanie, więc byliśmy tu jeszcze dwa tygodnie. Potem poszliśmy do transportu. Wywieźli nas z transportem do Mühldorf. Stąd dostaliśmy się do obozu leśnego (Waldlager ). Kiedy tam przybyliśmy, nie było gdzie spać, wiec spaliśmy w namiotach na gołej ziemi, nie dostawaliśmy jedzenia, nie było szpitala, jeżeli coś dostaliśmy, wszyscy nas atakowali. Głód był bardzo wielki. Następnie później dostawaliśmy jedzenie i tu prowadziliśmy betonowanie. Była to bardzo ciężka praca. Przez cały dzień nosiliśmy worki z cementem. Byliśmy tu dwa tygodnie, a następnie przeniesiono nas do Mühldorf. Tutaj już było trochę lepiej, mieszkaliśmy w barakach, każdy miał koc i jedzenie było lepsze. Ale musieliśmy bardzo ciężko pracować, na dzienna i nocna zmianę. Na nocnej zmianie pracownicy ginęli masowo. Było strasznie zimno. Tam pracowaliśmy dla Organizacji Todta, przy pracy nas okrutnie bili, aby w ten sposób stymulować nas do szybszej pracy. Zachorowałem, ale nie ośmieliłem się zgłosić jako chory , bo bałem się że zabiorą mnie do krematorium w Dachau. Więc pracowałem dalej , oczywiście nie poszedłem do pracy i kapo mnie brutalnie pobił, więc zgłosiłem się, myślałem, że moja sprawa jest tak jak wszystkie inne i tak poszedłem do bloku dla odzyskania sił, dostałem pięć dni wolnego w tym bloku. Pięć dni później lekarz przyszedł, zbadał mnie i już byłem uznany za inwalidę i byłem już ogrodzony, ale zdołałem uciec przed pewną śmiercią stojącą przed mną, uciekłem stamtąd i poszedłem do pracy głodny i chory i kontynuowałem wysiłek całą siłą woli. Kiedy potem już zbliżyli się Amerykanie i Rosjanie, poszliśmy do transportu, poszły do niego trzy tysiące, po sto osób wyruszyło w jednym wagonie. Dostaliśmy po kilogramie chleba na sześć dni, bardzo byliśmy spragnieni ale nie pozwalali pić wodę z deszczu. Odzieży nie było, została całkowicie zniszczona w ciężkiej pracy. W pociągu wielu z nas zostało zastrzelonych przez SS. Zanim dotarliśmy w Monachium, pewien zawiadowca stacji powiedział nam, że możemy jechać tam, gdzie chcemy, bo teraz jest już pokój. Tak więc wysiedliśmy z wagonów, pobiegliśmy po żywność, nagle usłyszeliśmy strzały i zaczęli nas zawracać do wagonów, dostaliśmy jedzenie, w czasie, kiedy strzelali do nas SS, dowiedzieliśmy się, że wszystko to było podstępem. To było dobre, aby zniszczyć nawet więcej z nas. Mnie tak uderzyli kolbą, że leżałem w szpitalu trzy dni. Odebrali nam chleb, który nam tu dali tylko ze względu na oszustwo, można sobie wyobrazić co czuliśmy, jak jechaliśmy dalej. Następnego dnia, już bardzo blisko do granicy ze Szwajcarią, Amerykanie zbombardowali lokomotywę, więc nie mogliśmy jechać naprzód po bombardowaniu, tu również wielu zginęło .Tu w miejscowości o nazwie Zessrat potem wyzwolili nas Amerykanie, a następnie przewieźli do Monachium. Tu dostałem się do szpitala, gdzie jeszcze bardziej zachorowałem od dużej ilości dobrego jedzenia, którym Amerykanie nas zaopatrywali, miałem jeszcze chore nerki i od siedzenia i głodu , jak znaleziono później, dostałem gruźlicy kości. Byłem tu dwa tygodnie, a następnie doprowadzono mnie do Schwabing, do bardzo dobrego szpitala, gdzie zostałem całkowicie wyleczony. Stamtąd przenieśli mnie do szpitala w Degendorf, gdzie opiekowali się mną dalej a stamtąd wracam do domu. Plany na przyszłość: Wszystkie moje myśli to odszukać moich rodziców, rodzeństwo, nie mogę bez nich żyć. Mój ojciec miał tylko 57 lat, moja matka była zaledwie w wieku 45 lat! Potem chcę wyjechać do Palestyny.
3546, M, oficer ( urzędnik ) d/s technicznych ur. 1910, lat 35, Dachau ( 7do14-11-44 ), Mettenheim -Waldlager (14-11-44 do 2-05-45 )
26 maja 1942 wszedłem do jednostki służby pracy w Marcali. Z Marcali 1 lipca przenieśli nas do Hajmáskér. W Hajmáskér pierwsze trzy miesiące były nieludzko ciężkie i oficerowie traktowali nas strasznie brutalnie, jak barany. Wydobywaliśmy kamienie używane przy budowie tamtejszego kościoła garnizonowego. Poza pracą dla obozu, musieliśmy wykonywać niezbędne prace na rzecz kierownictwa budowy. Czas pracy w pierwszym okresie trwał od 7 rano do 7 wieczorem, następnie pracowaliśmy już tylko 10 godzin dziennie. Na początku wyżywienie było bardzo złe i takie też było zakwaterowanie. Kwaterowaliśmy w stajni w takim boksie gdzie trzyma się konie , leżało tam na słomie 12 osób , tak że przez pierwsze 3 miesiące, nie mogłem się ruszyć. We wrześniu potem miało miejsce pewne złagodzenie. Potem wyżywienie było trochę bardziej znośne. Następnie przewieziono nas do innego obozu, gdzie już spaliśmy na pryczach i wszystkich traktowano znośnie. Porucznik Csóka István był dowódcą oddziału i w tym czasie zachowywał się odpowiednio. Lotnik Karáncsonyi János zachowywał się w stosunku do nas bardzo brzydko i bardzo często karał ludzi tak, że po wymierzeniu kary padli i musieliśmy ich odbierać. To samo robił lotnik Molnár. Do 1 listopada 1944 byliśmy w Hajmáskér. Stąd zabrali nas pieszo do Moson-Magyaróvárra i w Hegyeshalmon przekazali nas SS, którzy zabrali nas do Zurndorf. Tu umieszczono nas w pociągu i przewieziono do Dachau. Jechaliśmy trzy dni i 3 noce. Po drodze nie dostaliśmy przez dwa dni jedzenia, trzeciego dnia dali trochę lury , margarynę i chleb. Potem zamknęli wagony, w każdym wagonie stanął jeden strażnik z nastawionym bagnetem. Na stacji kolejowej Zurndorf węgierskojęzyczni chłopcy z SS (młodzi mężczyźni w wieku 16-18 lat) przejęli od nas zegarki i rzeczy wartościowe. W dniu 7 listopada przed południem dotarliśmy do Dachau. Od Hegyeshalom do Zundorf cały czas bili ludzi, tak że bardzo wielu ludzi po drodze padło, których wtedy zabraliśmy z nami. Po przyjeździe do Dachau wysiedliśmy z pociągu i tam czekał już na nas oddział SS. Było nas ok. 2000 ludzi, zabrali nas do Dachau. Rozebraliśmy się do naga, ostrzygli nas, poszliśmy do łaźni, skąd już wyszliśmy ubrani w nową odzież. To było wszystko, tylko nie odzież. W bloku ulokowali nas po 400 osób. Na jednej pryczy, mogącej pomieścić dwóch ludzi, leżało nas 4-5 osób. Na jednego przypadało 30 cm miejsca. Rano dostaliśmy jakąś lurę, mówili, że to czarna kawa, oczywiście była gorzka, i jeden bochenek chleba na pięciu i jakiś dodatek. Koło piątej-szóstej dostaliśmy po litrze zupy, która bardziej przypominała błoto, niż zupę. Nie musieliśmy pracować. Tak żyliśmy przez tydzień. Potem poszliśmy na badania lekarskie. Zdolni do pracy dostali przydział do pracy, chorzy dostali inny przydział, nie wiem jaki. Ja ze zdrowymi dostałem się pociągiem do Waldlager ( obozu leśnego ). Było nas 800 ludzi. Po całym dniu podróży dotarliśmy na miejsce . Było odległe od Dachau o 86 km. Kiedy tu przybyliśmy już tu zastaliśmy żydowskich robotników , którzy zostali tu sprowadzeni z innych obozów koncentracyjnych. Tu przeszliśmy przez tzw. dezynfekcję. Ten brudny pokój kąpielowy do którego nas wprowadzili można było nazwać wszystkim, tylko nie łaźnią, zupełnie do naga rozebraliśmy się i brali nas w grupach po 15 osób, ale pierwsza grupa 15 musiała czekać, aż wszyscy zostaną zdezynfekowani. W międzyczasie, oczywiście, ludzie czekali nago. Minęło 4-5 godzin. Potem wprowadzili nas do tekturowych celt, gdzie w normalnych warunkach można by było umieścić 15 osób a nas wtłoczyli po 45-46 osób na mokrą zgniłą słomę, z otwartą pokrywą i bez ogrzewania. W odniesieniu do higieny mogę tylko powiedzieć, że bielizna, którą otrzymaliśmy w dniu 7 listopada 1944 została wymieniona 28-01-45. Nie było WC, myć się nie było można wcale. Jeśli woda była, kapo bili nas na śmierć, jeśli nie było wody, też był problem. Pamiętam pierwsze wrażenie, kiedy weszliśmy do obozu. Szliśmy po kolana w błocie pomiędzy blokami, przy których cygańskie domki wyglądałyby jak pałace, i widzieliśmy 25-30 zwłok rzuconych w błoto, które nie mogły ważyć więcej jak 35-40 kg, tak były wychudzone. Następnego dnia już ustawili nas do pracy. O wpół do czwartej rano była pobudka, o czwartej było śniadanie, które składało się z czarnej wody. Następnie starszy blokowy prowadził nas na apel firmy i tu staliśmy do dziesięć minut po szóstej, w śniegu i błocie. Oczywiście, jeśli stan osobowy został błędnie policzony, czy później ktoś przyszedł, został pobity tak, że był na pół-martwy. Następnie kwadrans po szóstej wyruszaliśmy na miejsce pracy, przychodziliśmy tam o siódmej rano i pracowaliśmy tam od 7-mej rano do 19-tej wieczorem, druga grupa pracowała od 19-tej do 7-mej rano. Stworzyliśmy ogromną konstrukcje żelbetonową o grubości 15-16 cm. Praca polegała na noszeniu cementu, dziennie od 250 do 300 worków i powrót do ludzi, którzy musieli ładować. W normalnych warunkach całkowicie zdrowy człowiek mógłby wytrzymać w tej pracy maksymalnie do 3 miesięcy. Tu następnie dostawaliśmy bicie od ludzi z OT , którzy niemiłosiernie bili ludzi jak bydło, więc wiele osób zostało pobitych do krwi. W pracy nie było wolno mówić do siebie wzajemnie. Nadzorcami w pracy też byli ludzie z OT. Kto nie wykonywał przepisanej wydajności pracy był bity na śmierć. Tak więc nie byliśmy ludźmi , którzy mogliby pomóc sobie samym, a co dopiero sobie wzajemnie. Nie byliśmy w stanie okazać koleżeńskiego ducha, bo dostawaliśmy tak mało jedzenia, że nie mogłoby ono zaspokoić nawet niewielkich potrzeb osób chorych. Ponadto o koleżeństwie będzie jeszcze później mowa. Kiedy wyszliśmy z pracy o 19 wieczorem, musieliśmy jeszcze stać na apelu ponownie. Następowało liczenie stanu osobowego firmy. Często trwało to 2-3-4 godziny . Nie mogłem spać, ponieważ leżało się plecami jeden na drugim, jak śledzie. Ponadto spaliśmy na zgniłej słomie, a następnie każdy człowiek miał zapalenie pęcherza moczowego iw nocy musieliśmy iść 5-6 razy, więc nie mogło to być snem. Byli tam razem z nami Francuzi, Włosi i Rosjanie . Rosjanie traktowali nas w sposób względnie kulturalny, Francuzi już otrzymywali paczki Czerwonego Krzyża, ale my nie byliśmy uważani za ludzi. Jedliśmy wszy, nie byliśmy nawet uważani za kogoś innego niż zwierzęta. Skalę terroru psychicznego oddaje fakt, ze nie tylko nie byliśmy w stanie myśleć o sabotażu, ale byliśmy tylko na poziomie zwierzęcego instynktu . Byliśmy tam koło Mühldorf trzy lub cztery razy zbombardowani. W czasie nalotu Niemcy chowali się w bunkrach a my tam zostawaliśmy na miejscu. Włosi zostali dopuszczeni do bunkrów, ale jeńcy Francuzi, którzy byli z nami, dzielili ten sam los, jak my. O świecie zewnętrznym dowiadywaliśmy się dopiero później, zwłaszcza od lekarzy, którzy poinformowali nas o nowinach wojennych. Ale może chcieli zrobić wrażenie i te plotki nie były prawdziwe i chcieli nam tylko dodać ducha, zwłaszcza chorym. Śmiertelność była straszna. Według pewnego dokumentu medycznego było 2115 martwych , z czego 1.900 Żydów węgierskich. Szczególnie nas, Żydów węgierskich, traktowali w najbardziej barbarzyński, najbardziej okropny sposób. Byliśmy tu do 2 maja. Dopiero w ostatnich dwóch dniach można było zauważyć u SS, że wojna jest przegrana i ich siła opadła. Wcześniej jednak tego u nich nie dostrzegaliśmy. Jeden transport liczący ok. 2500 osób został wywieziony pociągiem, ok. 400 do 500 osób zostało na miejscu na rewierze pod opieką węgierskich lekarzy. Chorzy pozostawali bez żadnego leczenia. Ja na przykład miałem operację wrzodu. Nie było absolutnie żadnej sterylizacji, nóż nie mógł być wygotowany. Tymi nożyczkami lub nożem, którymi pół godziny wcześniej był operowany chory, były wykonywane następne cięcia. Bez dezynfekcji, na brudnej pryczy. Rany opatrywano papierem z worków cementowych, skradzionym w miejscu pracy. Ewakuacja mogła objąć ok. 3000 osób. Transport 2500 zabrano do Point, gdzie według mojej wiedzy doczekali wyzwolenia, przynajmniej ci, których SS zostawili przy życiu. Później zabrali ich do Feldafing. My chorzy tam pozostaliśmy i tam czekaliśmy na przyjście Amerykanów. Był rozkaz, żeby 2-05-45 rano wszystkie bloki mają być polane naftą, wszystkich naziści mają zamknąć i z karabinów maszynowych żołnierze maja nas zastrzelić. To polecenie nie zostało wykonane, bo 10 km dalej stali już Amerykanie i bali się ich. W ogóle rozkaz został wydany przez Lagerführera, którzy rzekomo wykonał polecenie Himmlera. Lagerführer skądinąd był mordercą-nożownikiem , który wykorzystał sytuacje polityczną i dostał trochę władzy . Był pewien Hauptschaarführer, który był dowódcą rewieru i zachowywał się całkiem przyzwoicie. Lagerführer uciekł, SS częściowo uciekli , druga część z nich została schwytana przez żołnierzy amerykańskich. Po wyzwoleniu dostaliśmy się do Exbergbe i tam byliśmy w szpitalu, a Amerykanie troszczyli się o nas . Byliśmy tam do 1-08-45. Tutaj dowiedziałem się, gdzie jest moja żona i poszedłem tam do Kerstenhausen. Byliśmy tam razem do 15 października, a następnie wyruszyliśmy z transportem do domu. Zrobię jeszcze jedną- dwie uwagi.: W obozie 80% ludzi zmarło z krańcowego wyczerpania, , bo ludzie byli tak osłabieni, przez wszy, z przepracowania itp, że 22-23 lat młodzi, silni ludzie umierali tam nie tylko z krańcowego wyczerpania, ale i na zapalenie płuc także. Umierali tacy ludzie, których przy normalnych warunkach leczenia byliby wyzdrowieli. Zgodnie z tym, co powiedziałem powyżej, że poczucie koleżeństwa podlegało ewolucji, powiem o koleżeństwie. Naszymi kapo i starszymi blokowymi byli głównie Polacy i Grecy. Węgierskich Żydów, którzy dostali się później na te pozycje było bardzo mało. Starsi blokowi otrzymali taką władze, że stali się panami życia i śmierci i nadużywali władzy w najbardziej drastyczny sposób. Wiele razy zdarzało się na rannym apelu, na którym liczono stan osobowy przy wychodzeniu do pracy, że jeżeli ktoś się spóźnił lub nie mógł tam być o czasie, bywał pobity przez starszego blokowego w najbardziej nieludzki sposób a nawet tak, że więcej osób zostało pobitych na śmierć. Było tak, że już o 6.10 ustawiali nas na apelu, nawet jeżeli Rapportführer pojawiał się o 6.40, to musieliśmy tam stać na ekstremalne zimnie, śniegu, wietrze, a całe liczenie nie trwało dłużej niż 10 minut. Kapo w miejscu pracy traktowali nas w najbardziej barbarzyński sposób, jeśli ludzie OT nie gonili, więc oni nas gonili . Robili to w tym celu, aby zachować pozycję i z tym związane świadczenia. Kradli do 60% jedzenia , robili to w ten sposób, że nam wydawali płynną część jedzenia a gęstą, bardziej pożywną część jedzenia zachowywali dla siebie i swoich znajomych, którzy mogli dostawać kolację 4-5 razy, podczas kiedy my dostawaliśmy ledwie 1 litr przepisowej dawki. Ponadto w trakcie marszu do pracy stale nas poganiali "Los!" i który pozostał w tyle grupy, był bity na śmierć. Między innymi, mój brat był w pracy tak pobity, że doznał udaru mózgu, miał sparaliżowaną prawą rękę i prawą nogę i był niemy. Leżał na rewierze od 25-12-44 do 25-04-45 i potem zmarł. To spowodował majster. Kapo dostali rozkaz od Rapportführera dotyczący kwestii okrucieństwa, ale wdrożyli go w znacznie bardziej drastycznej i znacznie bardziej silnej formie. Robiono na przykład tak, że starszy blokowy razem z kapo obiecali x porcji zupy za złoty dobytek współwięźniom, a gdy ci spodziewali się że posiłek nie będzie kosztem innych i kiedy domagali się poszanowania innych, bili go aż był na wpół martwy. Albo wyjmowali zmarłym na rewierze złote zęby i handlowali nimi w najbrudniejszy sposób. Najgorsze były doświadczenia z rewieru. Reviercapo nie zgłaszał od razu śmierci ludzi wyższych władzom , aby zwłoki zostały przeniesione, ale leżały przez kilka dni, ze względu na zupę , chleb i dodatek, który odzyskiwał i zachowywał dla siebie. Kiedy to zauważyłem, rozmawiałem z pewnym lekarzem, że kolega zmarł. To usłyszał pewien inny lekarz , który zaczął na mnie wściekle naskakiwać, żebym w przyszłości nie ośmielał się mówić czegokolwiek na temat znajomego lekarza. Do tego miał prawo tylko starszy blokowy. Kiedy blokowy dowiedział się o tym, co powiedziałem, zawołał mnie do siebie i uderzył mnie trzy razy w twarz tak, ze upadłem. Dał takie wyjaśnienie, że czasami nie podaje liczby wcześniej przed apelem, tylko dlatego, że ma prawo do powiadomienia, gdy ktoś umarł. Taka była tendencja, żeby z powodu racji żywieniowych tych zmarłych ich zarejestrować jako żywych i racje zjeść lub sprzedać ciężko chorym żydowskim więźniom za pieniądze. Zdarzyło się, że jeden blokowy zabrał opium od Greków. Było wiele przypadków złamań, ale on zrobił, że opium zostało zastąpione przez czarną kawę i sprzedawał to za chleb. Mimo, że dodawał odrobinę opium dla zapachu,
ale nie przyniosło to skutku, a nawet wielu ludzi zmarło w wyniku tego . W najbardziej nieprzyzwoity sposób spekulował żywnością, nie wspominając o tym, że jeżeli rozdzielał racje żywnościowe, to wydzielał tylko jedna trzecią a pozostała część została skradziona. Wszyscy starsi ambulatorium i kapo tak robili. Kradli chorym buty a jeśli mieli przyzwoite ubrania, to również kradli im ubrania. Jeżeli na przykład taki chory , któremu ukradli na rewierze kurtkę i odzież , wychodził w połowie lutego , to następnego dnia był już martwy z tego powodu, że zamarzł. Kapo szewców robił tak, że buty w dobrym stanie przekazane do naprawy wymieniał na złe , a jeśli ktoś coś mówił, to bardzo go pobił, a jedzenie, które kapo otrzymywał za dobre buty oczywiście zjadł.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:47, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Ebensee
3,40,53,62,70,75,91,96,176,203,225,231,295,308,372,518,536,539,595,596,647,666,685,694,749,755,798,838,920,945,981,1116,1172,1275,1301,1304,1370,1378, 1383,1394,1424,1502,
1548,1636,1658,1698,1810,1854,1910,1933,2197,2200,2211,2272,2564,2701,2733, 2758,
2891,2907,2957,3141,3312,3335,3479,3486,3550,=67
3, M, robotnik fabryczny ur. 1925, lat 20, Auschwitz( 15do20-05-44 ), Wolfsberg(20-05-44 do 15-02-45 ), Ebensee (3-03-45 do 5-04-45 ), Wels ( 5-04-45 do 12-04-45 ), Ebensee ( 12-04-45 do 7-06-5 )
Nie zawiera informacji o Ebensee
40,M, piekarz, ur 1918 lat 27, Auschwitz ( 20do23-05-44), Mauthausen (24do29-05-44), Melk ( 30-05-44 do 1-04-45), Ebensee ( 1-04-45 do 6-05-45)
…..Z Auschwitz do Mauthausen jechaliśmy pociągiem pod eskortą SS i wieźli nas w pozycji siedzącej. Na całą drogę dostaliśmy po ¼ kilograma chleba i po ok. 4 dkg margaryny. Podróż z Auschwit do Mauthausen trwała 3 dni. Wody nie dostaliśmy, po przyjeździe do Mauthausen czekali na nas żołnierze z trupimi czaszkami , z których znaczną część stanowili węgierscy i rumuńscy Niemcy w młodym wieku, którzy znali również język węgierski, niektórzy popychali nas bronią i musieliśmy iść w szyku do słynnego obozu w Mauthausen, otoczonego kamiennymi murami. Nikomu nie było wolno oglądać się za siebie do tyłu. Po przybyciu ponownie nas zdezynfekowano, odebrano nam stare ubrania cywilne i dostaliśmy pasiaste więzienne koszule i spodnie. Na kwaterze byliśmy jak śledzie, głowami przy nogach innych a hiszpańscy kapo pakowali nas przy pomocy gumowych pałek tak, że w pokoju o wymiarach 6x4metry umieścili nas 400 osób. Racje żywnościowe: 12 dkg chleba rano, 12 dkg chleba wieczorem i do tego dawali czarną kawę. W południe dostawaliśmy mieszaną sałatkę i danie z suszonej marchwi. Tu musieliśmy pracować. Byliśmy tu pięć dni. W dużym obozie Mauthausen zestawiali transporty i wywozili nas dalej. Ja z bratem i 600 osobami dostałem się do Melk. Tam również przyjęli nas SS i bili nas gumowymi pałkami i kolbami- tak nas prowadzili do obozu. Tu już znaleźliśmy rówieśników z Francji, Grecji i Hiszpanii, którzy byli tam już wcześniej. Praca polegała na wierceniu otworów w piaskowcu w sztolniach. W górach piaskowcowych wierciliśmy młotami parowymi i budowaliśmy takie tunele. Powietrze w tunelu było strasznie ciężkie. Stale w tunelach używali materiałów wybuchowych, co przyczyniało się do tego, że wewnątrz było bardzo złe powietrze. Przydzielono nas do pracy na trzy zmiany, ranna, popołudniową i nocną, dziennie pracowaliśmy po 14 godzin. Poza tym były komanda, gdzie pracowali cały dzień. Byliśmy karani, jeżeli ktoś nie wywiercił przepisanej normy, dostawał 25 uderzeń od policji obozowej. Przy kim znaleźli łyżkę z ( zaostrzonym ? przyp. mój ) trzonkiem, żeby można było krajać chleb, też dostawał 25 uderzeń. Jeśli w drodze do pracy pytał o coś cywilów, również został pobity. Pobudka była o 4-tej rano. Kwadrans później trzeba było stanąć w kolejce po śniadanie, dostawaliśmy 12 dkg. ciemnego chleba i trochę wodnistego czarnego płynu. W bloku było razem 600 ludzi. Od czwartej rano do wpół do siódmej staliśmy na apelu, dopóki nie zostaliśmy policzeni , obok z gumowymi pałkami stali starszy blokowy i kapo, kto odważył się drgnąć lub powiedzieć głośno jedno słowo, to bili po głowach na niebiesko ( siniaki ). Połykając śniadanie, już musieliśmy stać w szyku komandami na apelu. Potem o 8-mej zjawiał się osławiony komendant SS obozu i jemu starszy obozu składał sprawozdanie i podawał stan osobowy. Na apelu musieliśmy stać z gołymi głowami, bez względu na to , czy padał deszcz, czy wiał wiatr. Dopóki komendant obozu nie przeszedł wszystkich komand, jakieś 3000-4000 ludzi, musieliśmy stać nieruchomo. Często trwało to do 4 godzin, zależnie od tego, jak bardzo komendant był pijany. Komendant był alkoholikiem. Do pracy jeździliśmy bydlęcymi wagonami, po 100-120 ludzi w wagonie, z założonymi rękami, siedząc i bez ruchu. Często się zdarzało że czekaliśmy w podartych ubraniach przy barierze na deszczu i burzy aż spóźniony pociąg przybędzie . Jednakże te opóźnienia nie mogły wpłynąć na ilość wykonanej pracy. Także tempo pracy było zupełnie nieludzkie, wśród stałego bicia. Bili tym, co mieli w rękach: łopatą, pałką gumową, batem na psy, deską, czy prętem żelaznym, czymkolwiek. Podczas gdy jeszcze mieliśmy rezerwy witamin, mogliśmy więcej. Pierwsze zachorowania w obozie były na czerwonkę. W szpitalu nie dostawaliśmy żadnych lekarstw. Do szpitala zabierali tylko takich kolegów, którzy nie mogli się utrzymać na własnych nogach. W wyniku czerwonki zginęło około 60% obozu, straty uzupełniono transportami nowych robotników zdolnych do pracy. Tu dzienny czas pracy wynosił 10-12 godzin. Transport do pracy odbywał się wagonami po 100-120 osób w wagonie i tak samo wracaliśmy. Transport pociągiem był zazwyczaj nieregularny i musieliśmy na pociąg czekać po 2-3 godziny w deszczu lub śniegu. Po przybyciu do obozu musieliśmy stać na apelu. Tu trzeba było czekać na osławionego komendanta, który przychodził do sprawdzania wszystkich komand, zwykle trwało to 2-3 godziny. Zależało to też od tego, ile wypił alkoholu, jeśli mniej , to był wcześniej, jeśli więcej, to był później. Jeżeli przypadkowo jeden więzień się zawieruszył, to komando stało na placu apelowym aż SS i gestapo go znalazło. Jeżeli trwało to 3 dni, to musieliśmy stać na zewnątrz trzy dni ; dzień i noc. Jeśli znaleźli danego więźnia, pierwsze trzy dni stali pomiędzy drutami, tam nie mogli się swobodnie poruszać, bo SS patrzyli i kto się poruszył, tego bili kolbą w głowę. Następnie przenosili do głównego obozu w Mauthausen na sąd wojenny. Pewnego razu, celem zastraszenia, komendant obozu kazał powiesić na naszych oczach na placu apelowym pewnego Rosjanina, który uciekł i którego znaleziono po 2 dniach. Do jesieni mnie i mojemu bratu szło dość dobrze, potem brat dostał zapalenia płuc i poszedł do szpitala. Oczywiście w szpitalu go nie leczyli, nie dostawali ani lekarstw ani jedzenia, nawet tyle ile więźniom pracującym tak, że barat osłabł i stracił na wadze. Potem po dwóch miesiącach dostał zapalenia w nodze, wyszedł z zapalenia płuc ale nie mógł opuścić szpitala ze względu na nogi. Później, kiedy wyleczył nogi, był tak słaby, że nie nie miał siły opuścić szpitala. Dalej pozostał w szpitalu. Ja też dostałem się do szpitala, bo zardzewiały gwóźdź przebił mi stopę. Leżałem z nim przez trzy tygodnie. Nie chciałem już tam pozostawać dłużej, mimo, że moja stopa nie była wygojona, ale bałem się tam zostać, bo nazywaliśmy szpital przedsionkiem krematorium. Kto się dostał do szpitala i nie wyzdrowiał w ciągu 2-3 tygodni, tego wywozili do krematorium. W grudniu w wielkim zimnie , chodziliśmy w drewnianych chodakach i boso po wodzie i dziurach do miejsca pracy . Palce były narażone w drewniakach , tak 50-60% odmroziło palce. Wyżywienie było z dnia na dzień bardziej ubogie, a praca z dnia na dzień trudniejsza i dyscyplina surowsza. Później dostawaliśmy już tylko po 0,7 litra zupy na obiad, składającej się z wody i obierek kartoflanych. Zgonów w moim transporcie było 78, z Mauthausen przyjechało nas 700 a tylko 25-ciu przeżyło. Zgony były głównie z krańcowego wyczerpania. Po apelu, koło godziny 20-21-szej był czas na mycie, na blok był jeden kran z wodą i
kto mógł dostać trochę wody, umył się, a kto nie –bo robiło się późno - nie mył się , tylko na drugi lub trzeci dzień. Zdarzało się, że szliśmy spać o 21-22 a o 23-ciej przychodził fryzjer nas golić. Sami nie mogliśmy się golić, tylko blokowy fryzjer i często trwało to do pobudki o 3-ciej i o czwartej znowu zabierali nas do pracy. W Auschwitz zdarzało się, że całe transporty, które przybyły pociągiem – nawet nie wybrano zdolnych do pracy-rozbierali ich do naga i zabierano ich prosto do komory gazowej. Słyszeliśmy wielkie lamenty i płacze dzieci kiedy przybył transport, który został wzięty prosto do komory gazowej. W obozie w powietrzu stale był obecny swąd palonych kości. Krematorium dymiło dzień i noc i ledwie nadążało z paleniem zwłok. Był taki czas, że przyszedł lekarz SS, oglądał więźniów rozebranych do naga i jeśli było na nim trochę ciała, kierował go w lewo, ale jeśli był chudy - nawet gdyby był zdrowy – zabierał go do krematorium. Każdy piątek wozili samochodem zwłoki z Melk do Mauthausen, bo w Melk nie było krematorium. Później stan obozu powiększył się i naturalnie śmiertelność też wzrosła, tak, że nie wozili już samochodem zwłok do Mauthausen, tylko zostali zmuszeni do budowy krematorium w Melk. Tam potem kremacja trwała całą dobę. W szpitalu pacjenci byli często traktowani z powodu surowicy , że natychmiast cierpieli , lub pielęgniarz bił dwu lub trzech z nich, więc dostałem się na kilka dni do krematorium. Zwłoki jeszcze oddychały, kiedy przychodził oprawca z SS i szczypcami usuwał złote zęby z ust ludzi i dostarczał do siedziby komendanta obozu SS. Był taki kapo, który został w obozie wybrany jako kapo karnego komanda. Był to rdzenny Niemiec z Rzeszy, urodzony w Lipsku, w cywilu był kasiarzem i został skazany za morderstwo. Tak dostał się do komendanta obozu koncentracyjnego. Kogo chcieli ukarać, przydzielali do tego komando. Kapo był sadystą, okrutna bestią, szczególnie w stosunku do słabych ludzi. Jeśli dołączono słabego człowieka, to ciosami pięści lub gumowej pałki zabijał go w ciągu dwóch dni. Zabił samymi pięściami około 20-25 Żydów. Kiedy bił na miejscu pracy, odnosiliśmy poszkodowanych do szpitala, gdzie po kilku godzinach umierali. Każdego dnia, jak dochodziliśmy do bramy, sturmführer SS mówił z uśmiechem: "no człowieku, ilu Żydów zostało pobitych na śmierć?" W tym komandzie pracowałem przez 5 miesięcy, po pięciu miesiącach zardzewiały gwóźdź przebił mi stopę i poszedłem do szpitala ale nie otrzymałem żadnego leczenia. Poszedłem do pracy przy budowie tuneli, jeżeli wiertarka pneumatyczną nie wyprodukował 2 m3 piasku, to dostawał 25 uderzeń w tyłek. Na przykład, jeśli trzech więźniów razem montowali żelazna łukową część obudowy chodnika ważącą 300-400 kg i potrzebowali czwartego towarzysza do pomocy, wtedy wszystkich czterech bito kolbami. Zdarzyło mi się kiedyś, że widziałem trzech słabych kolegów niosących na ramionach metalową część obudowy łukowej i upadli pod jej ciężarem i poszedłem im pomóc. Zobaczył jeden nadzorca z SS , że pomagam kolegom i uderzył mnie kolba w ramię tak, że nie mogłem unieść ręki przez 2 miesiące. Potem Rosjanie zaczęli się zbliżać do Melk. Zakończenie pracy nastąpiło na dwa tygodnie przed likwidacją obozu, potem już tylko pozostawaliśmy w obrębie obozu. Słyszeliśmy rosyjskie armaty, myśleliśmy, że tam nastąpi nasze uwolnienie. Rosjanie przyszli do Losdorf, ok. 10-12 km od obozu. Potem komendant obozu otrzymał nagły rozkaz, żeby wywiózł ze szpitala wszystkich chorych do Mauthausen. Potem pożegnaliśmy się z bratem , który także, jako pacjent poszedł do Mauthausen. Zdrowych wywieziono do Ebensee. Jeden transport poszedł do Linzu. Dostaliśmy ¼ chleba, co wynosiło 33 dkg chleba i pięć dkg. margaryny. Poszliśmy pieszo popędzani 120 km do Linzu. Marsz trwał 3 dni. Sporo z nas zmarło po drodze. Po drodze do jedzenia dostaliśmy po 3 szt sucharów i raz zimną czarną kawę. Dwa inne transporty dotarły pociągami do Ebensee, bo nie było czasu na transport drogą wodną. Pociąg wyruszył jako trzeci transport z Melk, następnie 20 silnych rosyjskich jeńców obezwładniło dwóch żołnierzy eskorty SS , odebrano im broń, inni aresztowani i dwudziestu Rosjan w biegu wyskoczyło z pociągu. Prawdopodobnie uciekli do Rosjan. Kiedy transport odtarł do Ebensee w ramach kary z każdego wagonu co dziesiąta osoba miała zostać zabrana, osoby te zebrano razem a kapitan zorganizował dla nich egzekucję. Ostatni sąd zdecydował, żeby ich nie rozstrzeliwać. Do Ebensee sprowadzili ludzi z obozów z całej Austrii. Jak Rosjanie podeszli wcześniej, zabrano nas z powrotem do obozu w Górnej Austrii. W Ebensee, zebraliśmy się z różnych obozów. Potem głodzili nas całkowicie. Praca była ciężka w dwóch kopalniach. W jednym z kamieniołomów musieliśmy wychodzić po 94 schodach. Nawet schodzenie i wychodzenie zabierało zbyt wiele siły i jeden człowiek w cywilu stale pracował na 2 dni. Chorzy, którzy nie mogli iść na schody, byli przenoszeni w ramionach. Był tam potem osławiony blok nr 23 dla odzyskania sił, który został powołany przez SS. Tam byli nieszczęśni więźniowie, którzy nie mogli już pracować. Tu bez łóżek ulokowano trzy do czterech razy więcej ludzi ponad ilość , która by się tam mieściła . Jedzenia nie dawali i tak codziennie rano były tam stosy martwych a starszy blokowy przyczyniał się do śmierci tych, którzy nie umarli. Uderzał 2-3 razy w głowę i umierali. Potem szedł do innych zwłok. Ludzie byli tak bardzo osłabieni głodem, że ( na własne oczy widziałem ) kiedy rozmawiało z sobą dwóch braci , jeden w trakcie mówienia tylko zamknął oczy i umarł. Ludzie mieli zawroty głowy z głodu w obozie, kiedy mieli dostęp do trawy, to natychmiast ją zjedli. W miejscu pracy żuli czarny węgiel z udręki. Ale trawa i kamienie nie wystarczały. Zdarzyło się na 23-cim bloku pewnego rana, że pewien współwięzień wyciął kawałek ciała ze zwłok sąsiedniego współwięźnia i zjadł. Taki był wielki głód. W ostatnich dniach pracowaliśmy. Na dwa dni przed wyzwoleniem ciężko pracowaliśmy ale wiedzieliśmy, że Amerykanie idą. mimo wszystko SS nie powstrzymali prac. Dwa dni przed wyzwoleniem SS-mani w większości uciekli z obozu, i już tylko kilku było widać. Komendant obozu i rapportführer przychodzili i odchodzili z obozu. Następnie przekazali straże Wehrmachtowi. 1 dzień przed wyzwoleniem ustawili nas na placu apelowym i komendant obozu powiedział, że byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy poszli do tunelu, ponieważ istnieje obawa, że jeśli Amerykanie wkroczą , to będą prowadzone duże bombardowania i każdy z nas może zginąć od amerykańskie bomby. Myśli, że byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy byli w kopalni. Ale dowiedzieliśmy się, że kopalnia jest wypełniona materiałami wybuchowymi, a zamiarem komendanta obozu było wysadzić wejście do kopalni, po naszym wejściu do tunelu .Kiedy nas wyzwolono, detonowano ten materiał. Dzień wyzwolenia był 6 maja, o godzinie szesnastej pojawili się Anglicy, zobaczyłem pierwszy amerykański czołg. Strażnicy ze straży Wehrmachtu podeszli do nich i oddali broń Amerykanom. Po wyzwoleniu wszystkie grupy etniczne rozmieszczono oddzielnie z własnymi flagami, płakaliśmy i wiwatowaliśmy na część amerykańskich wyzwolicieli. Plany na przyszłość: Chciałbym usłyszeć wiadomości o mojej żonie i rodzinie i z nimi chcę iść do Palestyny.
53,2M,talmudysta ur. 1926, lat 19, bez zawodu ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 2 tyg.), Mauthausen ( 1 tyg.), Melk ( 1 rok ) , Ebensee ( do wyzwolenia )
…… Stąd z transportem dostałem się do Mauthausen. Od południa do samego rana jechaliśmy w wagoni W bloku było więcej miejsca niż w przeszłości i dali jeść dość przyzwoicie. e. Poszliśmy do dezynfekcji dostaliśmy inna odzież , a następnie zabrali nas do bloku. W bloku było więcej miejsca niż w przeszłości i dali jeść dość przyzwoicie. Tam spędziliśmy osiem stosunkowo znośnych dni. Do Melk jechaliśmy po 50 –ciu w wagonie. Tam dwa dni nie dawali jeść, jedliśmy tylko to, co jeszcze mieliśmy z Mauthausen. Ciągle staliśmy na apelu. Potem dali coś, ale nie mogłem tego zjeść, tylko zjadłem chleb. Początkowo codziennie dostawaliśmy po 1 / 2 kg chleba. To było całe nasze jedzenie, bo obiadu nie jedliśmy. Nikt nie jadł od transportu. Pracowaliśmy na zmiany dzienna i nocną, przemieniane co tydzień. Nosiliśmy materiały budowlane. Było ciężko a kapo bardzo nas bili. Podczas pracy nie można było zatrzymać się na minutę. Do pracy jeździliśmy pociągiem, codziennie jechaliśmy 70 km tam i z powrotem. Drogę z wagonu 1 km musieliśmy pokonywać podwójnym tempem. Na nogach potem już nosiliśmy drewniane chodaki. Kto nie mógł w chodakach nadążyć , tego pobili, wielu na śmierć, tak zginęli koledzy Frisch Jenő,
Farkas Vilmos, Neumann Henrik. Po pracy był apel przez dwie godziny, dopiero wtedy dostawaliśmy jeść. We wrześniu wyżywienie poprawiło się ale praca nadal była strasznie ciężka. Musieliśmy pracować stojąc w wodzie. Wielu z nas zapadło na gruźlicę. Musieliśmy pracować do 19-tej wieczorem, jednak wiele razy musieliśmy czekać do 23-ciej aż przyszedł pociąg. Przybyliśmy po wyjeździe i tak często na piechotę szliśmy do obozu. Po naszym przyjeździe apel trwał 2-3 godziny. Jeśli brakowało na apelu choć jednego człowieka, musieliśmy tam stać wszyscy przez cały dzień. Z Melk wywieźli nas do Ebensee przed zbliżającymi się Rosjanami. Jechaliśmy pół dnia, 105 osób było w wagonie. Wielu zginęło w drodze, w szczególności z pragnienia. Do Ebensee przybyliśmy o północy. Po dezynfekcji o 8-mej rano skierowali nas na bloki. W dezynfekcji było strasznie zimno, znowu zmarło wiele osób. W Ebensee mieliśmy bardzo źle. Praca była bardzo ciężka, mieszaliśmy cement i ładowaliśmy łopatą piasek. Do miejsca pracy musieliśmy chodzić pieszo 3 km. W południe dostawaliśmy trochę zupy z bierek ziemniaków. Było dużo transportów. W każdym bloku umierało codziennie co najmniej 200 osób. Na rewierze leżało na każdej pryczy po czterech ludzi a dwie pod łóżkiem. Bili nas cały dzień i dręczyli apelami. Na apelu musieli stać też chorzy. Przed przybyciem Amerykanów wygłosił przemówienie obersturmfuhrer. Powiedział, ze mamy być przekazani Amerykanom. Starszy blokowy ( pochodzenia żydowskiego ) powiedział, że już przygotowali nasze numery do śmierci w komorze gazowej, ale nie było już czasu ponieważ zarówno SS natychmiast uciekli oraz Amerykanie w ciągu dwóch godzin weszli. Amerykanie otworzyli bramy, a my wypadliśmy do miasta. Później umieścili nas w szpitalu SS, gdzie dzięki znakomitemu wyżywieniu bardzo szybko wróciłem do normy. Z Ebensee transportem przyjechałem do Budapesztu.
62.M. szewc ur. 1894,lat 51, Auschwitz ( 5 dni ) Mauthausen ( 3 dni do 30-04-44), Melk (1-05-44 do 5-06-44), Ebensee
Z getta w Huszt dostałem się do Auschwitz. Po pięciodniowym tam pobycie wywieźli mnie do Mauthausen , gdzie spędziłem 3 dni, i stamtąd ok. 30-04-44 wywieźli mnie do Melk do pewnego obozu pracy. Tu pracowaliśmy pod nadzorem ukraińskich i polskich kapo. Pobudka była o trzeciej nad ranem, ale miało również miejsce, że wstawaliśmy o już wpół do drugiej. Nosiliśmy ciężkie drągi, wiele razy padałem pod ich ciężarem. Nie było można się zatrzymać w pracy nawet na jedna minutę, bo w przeciwnym wypadku gumowa pałka świstała nad nami. W drodze do pracy stale byliśmy w strachu, bo to był jeden z tych, który stanowił zagrożenie. Nie było takiego dnia, żeby kogoś nie pobił na śmierć. Markovits Kálmán, mieszkaniec Huszt przez 3 miesiące w najbardziej zimnej pogodzie chodził boso, bo SS zabrali mu buty a nie dali innych zamian. Nie pozostał przy życiu. Miejsce pracy znajdowało się ok. 5 km od obozu, wyruszaliśmy rano kwadrans przed siódmą, pracę kończyliśmy o 18-tej wieczorem, po czym zmęczeni i głodni wracaliśmy do domu około godziny 21 wieczorem. Jedzenia było bardzo mało i było złej jakości. W Melk byliśmy od 1-05-44 do 5-06-44. Stąd częściowo łodzią a potem kilka kilometrów pieszo przez Linz poszliśmy do Ebensee. Podróż trwała 3 dni, na cały czas dostaliśmy jedną ósmą chleba i jeden raz 1 / 2 l zupy. Noce spędzaliśmy pod gołym niebem i spędzili nas do stodoły. Na miejsce dotarliśmy wieczorem czwartego dnia i już następnego dnia rano stawaliśmy do pracy. Miejsce pracy było odległe od obozu w Ebensee o 80 km, gdzie pracowaliśmy w zbombardowanej stacji kolejowej w śniegu , deszczu i błocie. Do miejsca pracy jeździliśmy pociągiem. W pracy byliśmy pod nadzorem ukraińskiego kapo. Ci nas bili. Rano wyruszaliśmy o wpół do trzeciej nad ranem po czarnej kawie i dostawaliśmy o 14.30 miskę zupy, tak, że wieczorem po powrocie do domu byliśmy tak głodni, że jedliśmy trawę. Jeśli jest to zauważyli żołnierze S.S., to bili nas kolbami. Ja musiałem mieszać piasek nie zatrzymując się ani na chwilę, moja ręka była spuchnięta i niebieska w czasie całej pracy. Z powodu ciężkiej pracy i złego traktowania rozpoczęliśmy pracę w 30 osób a przeżyły dwie. Rabin z Huszt nazwiskiem Grünwald i ja. Kiedy zbliżali się Amerykanie, komendant obozu chciał nas zabrać z obozu do Sach, aby nas zniszczyć. Byli tam więźniowie różnych narodowości, z którymi rozmawialiśmy, czy sprzeciwią się Niemcom. Jednak na to Niemcy nie mieli już czasu. Po wyzwoleniu nagle dostaliśmy dobre pożywienie i wielu dostało rozstroju jelit i to spowodowało także duże spustoszenie wśród nas. 5 tygodni byliśmy w rękach Amerykanów, a gdy byłem w pełni sprawny, wyruszyłem w podróż do domu. Dystans pokonałem częściowo pieszo, częściowo autem i dalej pociągiem, przez Linz, Brno, Bratysławę do Budapesztu. Otrzymałem informacje z Huszt , że nie ma jakiejś wielkiej gościnności i powitania powracających Żydów. Do naszego mieszkania trudno w ogóle wrócić. Obecnie używam kuchni lokalnej organizacji dobroczynnej i słyszałem, że decyzja o zwrocie mojego domu napotka na duże trudności. Jedyna na to rada będzie emigracja do Palestyny.
70,M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz (15do30-07-44), Mauthausen (30-07-44do7-08-44), Melk ( 7-08-44 do 5-05-45), Ebensee ( 5do15-05-45)
….. W Auschwitz wysiedliśmy i zabrano oddzielnie osoby starsze, kobiety i mężczyzn 40 lat . Więcej z nimi nie rozmawialiśmy. My poszliśmy do dezynfekcji, ostrzygli nas i wykąpaliśmy się, dostaliśmy odzież w paski. W Auschwitz byliśmy 5 dni. Nie musieliśmy pracować. Tu tylko poznaliśmy kary na apelu. W Mauthausen 1 tydzień byliśmy zamknięci w bloku, a następnie poszliśmy z transportem do Melk. W Melk wierciliśmy w jednej górze tunele i tam przygotowywaliśmy fabrykę. To była bardzo ciężka praca, pracowaliśmy po 10-12 godzin na dobę na trzy zmiany. Jedzenia dostawaliśmy bardzo niewiele . Kto dopuścił się drobnych błędów, dostawał 85 kijów. Wielu bardzo osłabło, bo praca była bardzo ciężka. Kto był słaby, tego zabierano do szpitala i nie wracał. Dezynfekcja była co 2 tygodnie. W zimie ginęło codziennie 30 do 50 ludzi. Polecenia kapo i dowódców komand musiały być akceptowane , w przeciwnym wypadku nas bili. Kto w pracy przystanął choćby na chwilę, tego bardzo pobili. Codziennie musieliśmy stać na apelu po 2-3 godziny. Z Melk dostałem się do Ebensee. Tam bardzo ciężko pracowałem w kopalni. Tu dawali jeszcze mniej jedzenia niż w Melk. Każdego dnia budziłem się o 3 rano, 3 godziny chodziliśmy pieszo do pracy, a następnie od 6 rano do 18 po południu pracowaliśmy. Po trzech godzinach marszu wracaliśmy do domu, więc byliśmy w obozie co najmniej o 21-szej. Potem koło 22-giej dostawaliśmy 1/10 chleba i trochę dżemu. Potem był apel i szliśmy spać. Koło 15 maja przybyli Amerykanie i nas wyzwolili. Potem było już dobrze, mamy co jeść i w co się ubierać.
75,M, szklarz ur. 1917, lat 28, Auschwitz-Birkenau (19-04-44 do )- , Mauthausen, Melk, Ebensee( do 5-05-45)
1-10-1940 zostałem powołany do służby pracy ,poszedłem na rumuńską część Koszyc, należałem do węgierskiej części obszaru dopóki 28-02-44 nie zostałem zdemobilizowany. W domu byłem do 19-04-44. Stąd zabrali mnie do Munkacza do cegielni, tam było getto, razem z moją mamą i bratem. 19-02-44 wcześnie rano pojawili się żandarmi i delegaci notariusza / urzędnik nazwiskiem Mackó Gézá / którzy wdali rozkaz aby się natychmiast spakować i przenieść do getta. Mogliśmy z sobą zabrać pakunki po 50 kg na osobę i żywność. Najpierw zebrano nas w wiejskiej szkole, następnie wywieźli wozami do cegielni w Munkaczu. W getcie było około 7000 Żydów którzy zostali zamknięci koło policji. Zakwaterowanie było w niemożliwych warunkach, miejsce musiał każdy sam sobie zrobić, i było tak małe, że w łóżku było ledwie po pół osoby. Wyżywienie było bardzo ubogie; dostawaliśmy ze wspólnej kuchni dziennie trochę zupy bez zawartości .Każdy mężczyzna musiał pracować, a kobiety powyżej 15 lat , które musiały nosić cegły i kamienie na budowie, a mężczyźni kopali rowy i doły. Ta praca była wykonywana z inicjatywy niemieckich oddziałów SS i była prowadzona pod nadzorem policji od 5 rano do 19 wieczorem. Jeżeli przewidziana praca nie została dokończona w danym dniu, to robotnicy musieli pracować dalej przez całą noc aż do rana. Traktowanie było bardzo surowe, ponieważ żołnierz SS podczas pracy bili i popędzali do pracy. Często występowały także zgony, zwłaszcza pomiędzy chorymi. Rzeczy przyniesione do getta i dokumenty zabrali nam żandarmów, grozili nawet zastrzeleniem , jeśli nie oddamy wszystkiego. Po ok. 4 tygodniach życia w getcie, pewnego dnia wcześnie rano pojawiła się żandarmeria wojskowa wraz z niemieckimi oficerami i wydano rozkaz, aby wyruszyć natychmiast, bo będziemy wsiadali na wagony. W wagonie tłoczyło się 70 osób, miejsca było tak niewiele, że prawie nie było można stać. Wodę dali dopiero w Koszycach , wiadra WC wcale nie dostaliśmy. Pociąg pojechał do Koszyc w eskorcie węgierskich żandarmów, w Koszycach przejęli nas niemieccy SS. Nie mieliśmy pojęcia, dokąd nas przenoszą, w getcie powiedziano nam, że będziemy pracować około Debrecen i Backa, więc mieliśmy pozostawać w kraju, ale kiedy przejęli nas żołnierze SS w Koszycach, wiedzieliśmy już , że to nieprawda. Od Koszyc SS ciągłym molestowaniem przez noc zmuszał nas do wydania wszystkiego, co przedstawia wartość, także ubrania , grozili, że inaczej zaczną strzelać. Oczywiście staraliśmy się spełnić ich prośbę od razu, choć już było trudni znaleźć coś wartościowego. Jechaliśmy trzy dni i trzy noce w strasznych warunkach , kiedy dotarliśmy do Birkenau. Na stacji byli żołnierze SS z bagnetami stojący w jednym rzędzie. Ustawiono nas w szyku dziesiątkowym, oddzielono kobiety od mężczyzn. Dzieci w wieku do 15 lat, poszły ze starszymi, 15 lat lub starsze z młodzieżą. Potem była selekcja, dokonywał jej lekarz obozowy dr Mengele, z gwizdkiem, który po lewej stronie ustawiał młodszych, podczas gdy osoby starsze i dzieci po prawej stronie. Z tymi ostatnimi nie wiem co się stało, według świadków, w tym samym dniu zabrali ich do krematorium. Wtedy w grupie wybranych 1000 mężczyzn natychmiast wyruszyłem pod eskortą uzbrojonych strażników SS i poszliśmy ok. 2 km, poszliśmy do lasu i widziałem głębokie doły i płonące ognie. Na własne oczy widziałem zwłoki wrzucane do dołów. Ten widok zmroził nas jeszcze bardziej dlatego, bo wszystko to wydarzyło się w nocy. Nawet wszyscy z nas musieli biec do ognia, więc byliśmy przekonani, że prowadzą nas w ogień. Potem poszliśmy do łaźni, wcześniej wszystko nam odebrali, zostawiliśmy również odzież. Obcięto nam włosy i po kąpieli dostaliśmy pasiastą odzież i obszarpana bieliznę. Kto miał dobre buty, zostały mu odebrane i w zamian otrzymał drewniane chodaki. Ulokowano nas w blokach, stłoczono po 500-600 osób, nie było łóżek, mokrzy, nie mogliśmy usiąść na brudnych miejscach w zamęcie. Od trzeciej rano musieliśmy stać na apelu w szyku piątkowym, trwało to godzinami, bez ruchu, dopiero potem dostawaliśmy śniadanie, około siódmej, 0,05 l czarnej kawy. Na obiad dostawaliśmy pół litra rzepy gotowanej w wodzie. Wieczorem o 17-tej ponownie był apel, trwał ok. 3 godziny, późnym wieczorem dostawaliśmy po 10 dkg chleba, trochę tłuszczu lub dżemu. Pracować tu nie musieliśmy, cały dzień były apele i staliśmy po jedzenie w kolejce. Po tygodniu zestawiono transport i wywieziono nas wagonami do Mauthausen. Tu ulokowali nas również w blokach , bili nas a jedzenia było równie mało jak w Birkenau. Nie musieliśmy pracować, ale wkrótce potem osoby w wieku poniżej 20 lat zostały wybrane i przewiezione do Melk, gdzie przydzielono nas do bardzo ciężkiej pracy, do betonowania, pod nadzorem kierownika robót SS. Tutaj również mieliśmy dużo bicia a jedzenie było jeszcze gorsze i mniej niż przedtem. Dostawaliśmy ten sam obiad każdego dnia, czyli gotowane w wodzie rzepy. Wiele osób tam zmarło w miejscu pracy, częściowo z powodu ciężkiej pracy, częściowo z krańcowego wyczerpania. Czas pracy trwał od czwartej rano do 17-tej po południu. Stąd wagonami dostaliśmy się do Ebensee. Jechaliśmy 4 dni, na podróż dostaliśmy po 25 dkg chleba, nic więcej. W każdym wagonie stłoczyli ca. od 100 do 110 osób, więc droga odbyła się w strasznych cierpieniach, bo nie było wystarczająco dużo miejsca, żeby usiąść. Ebensee był konkretnie "obozem zagłady" i miał krematorium. Było otoczony przez ogromne góry i w dole góry był duży obóz, było w nim więcej niż 30 000 ludzi. Tu przypisano nas do betonowania i kiedy dowiedzieli się, że Żydzi są wśród nas- bo Aryjczycy również byli wśród nas - to SS-mani i majstrowie bili nas aż do śmierci. Chorych zabierano jednakże na rewier ale nikt żywy stamtąd nie wracał. Jedzenia prawie wcale nie dostawaliśmy, czasem z wielkim trudem dostaliśmy trochę obierek ziemniaczanych, ale to było już wielkie szczęście, więc często trawą próbowaliśmy zaspokoić głód nie do zniesienia. Dziennie ginęło 600-800 ludzi co było wynikiem pobicia i krańcowego wyczerpania. 4-05-45 stojąc na apelu zorientowaliśmy się, że mieli plan aby wprowadzić nas do niedaleko od obozu położonego tunelu i tam zastrzelić. Komendant obozu powiedział nam, że amerykańscy żołnierze już się zbliżają i tam będziemy bezpieczni. My w to nie uwierzyliśmy i stwierdziliśmy, że zostajemy na miejscu, wolimy być zabici w blokach. Wtedy SS ustąpiło, chociaż większość z nich już uciekła. Tej nocy przyszło dzielne wojsko amerykańskie, które nas uwolniło. Wojsko amerykańskie znalazło koło krematorium od 4000 do 5000 zwłok i tylko ludzi wychudłych do kości, więc nie wiedzieli co z nimi zrobić. Podjęli natychmiastowe działanie, zapewnili przyzwoite wyżywienie i ok. 3 tygodnie później rozpoczęli transporty do domu samochodami ciężarowymi.
91,M, lat 30, kupiec, ur 1915,lat 30, Auschwitz ( 15do20-05-44 ), Wolfsberg (25-05-44do15-02-45 ), Ebensee ( 03-45do1-05-45 )
……. . Z początkowej liczby 4300 osób tylko 2000 osiągnęło nasz cel. Do tego czasu zbliżyły się wojska USA . Cztery godziny przed ich przybyciem komendant obozu ustawił nas w kolejkę i kazał się ukryć ( w tunelu ), gdyż nieprzyjaciel się zbliża. Zamierzał wysadzić w powietrze cały obóz. Zostaliśmy poinformowani przez chrześcijańskich kapo na temat ich zamiarów i powiedzieliśmy, że jeżeli chcą nas zabić, to powinni nas zastrzelić, ale do tunelu nie pójdziemy. Słysząc to, dowódca anulował swój plan i zachęcał nas , aby czekać na amerykańskich żołnierzy. Po południu amerykańskie czołgi rzeczywiście przyjechały.
96,M,handlowiec, ur 1904, lat 41, Auschwitz ( 16do23-04-44), Mauthausen (23do30-04-44), Melk (30-04-44do 23-04-45), Ebensee (23-04-45 do 7-05-45)
W Körösmező mieszkało 1200 Żydów. Byli to głównie handlowcy i rzemieślnicy. Lekarzy było dwóch . Wszyscy pracowaliśmy i przyzwoicie zarabialiśmy na życie. W 1942 roku rozpoczęły się antyżydowskich działania. Odebrali nam warsztaty i sklepy i pozostawili bardzo mało możliwości pracy. 10-03-44 żandarmi przyszli do mieszkania , zebrali nas i w pięć minut musieliśmy opuścić dom i wszystkie nasze rzeczy tam zostały. Zebrali nas na cmentarzu i mieszkaliśmy tam 4 dni. Potem wywieźli nas do Mátészalka. Z pozostałej ludności niewielu nam współczuło, większość była zadowolona z tego. W Mátészalka 16.000 ludzi było w getcie. Na podwórzu przebywało 700-740 ludzi ale spaliśmy na strychu, w magazynie, wszędzie, gdzie było miejsce. Dziennie dostawaliśmy po 10 dkg chleba i czasem trochę ziemniaków. Getto wokół było ogrodzone, żandarmi strzegli je z zewnątrz a wewnątrz byli policjanci żydowscy. W getcie byli martwi, umierali z przyczyn naturalnych. W Mátészalka byliśmy ok. 3 tygodnie. Pewnego ranka przyszła wiadomość, że odchodzimy. Zabrali nas na cmentarz, a następnie żandarmi powiedzieli aby wszystko pozostawić i żadnych pakunków nie było nam wolno zabrać. Pieniądze i złoto zgromadzone oddzielnie. Pieniędzy było tyle, że zbierali grabiami. Ludzie byli bici, nawet osoby starsze. Kobietom i dzieciom zabierali płaszcze. W wagonie byliśmy 75 osób, potem wagon zamknięto. Wodę dostaliśmy po raz pierwszy w Koszycach od pracowników służby pracy. Tu przejęli nas Niemcy. Po przyjeździe do Auschwitz wagon został otwarty i musieliśmy zostawić te kilka rzeczy które jeszcze mieliśmy. Kobiety i mężczyzn ustawiono osobno i zostaliśmy ponownie posortowani według zdolności do pracy. To co stało się z innymi, nie wiem. Starcy i kobiety z dziećmi nie wróciły jeszcze z powrotem. Poszliśmy do dezynfekcji, tam nas ostrzygli i dostaliśmy odzież w paski. Stąd poszliśmy do obozu i dopiero następnego dnia dostaliśmy jedzenie. Byliśmy tutaj przez tydzień. Było nas tysiąc osób w bloku, gdzie było miejsca na 200 osób. Stamtąd poszliśmy do Mauthausen. Tam nas zarejestrowali, nadali numery i ja poszedłem do Melk. W Melk początkowo pracowałem przy budowie dróg, potem dostałem się do fabryki do warsztatu stolarskiego. Fabryka została wkrótce zbombardowana, musiałem iść do pracy na kolei. Tutaj dziennie dostawaliśmy po10 dkg. chleba. W południe dostawaliśmy 0,2 litra słonej wody z łupinami ziemniaczanymi nazywanej zupą. W Melk dziennie średnio ginęło 25 osób. Apel mieliśmy po południu, jeżeli pracowaliśmy rano albo apel był rano, jeśli pracowaliśmy po południu. Zawsze za każdy drobiazg nas wszystkich bito. Jeśli, na przykład założyliśmy papier na plecy ( pod ubranie ) z powodu ekstremalnego zimna, to byliśmy strasznie pobici. Albo pasek na głowie nie był na tyle dobrze zrobiony i dostawało się 25 uderzeń. Kto miał 39-40 stopni gorączki, też musiał iść do pracy, zmarłych w drodze zabieraliśmy do obozu wieczorem niosąc na ramionach. Pracowaliśmy po 10 godzin dziennie. Bombardowanie nie było okazją do ukrycia, nie było ukrycia i pewnego razu było 300 Żydów zabitych i 500 rannych. Stamtąd zabrali nas , gdy podeszły do nas wojska wyzwoleńcze i poszliśmy w dniu 23 kwietnia do Ebensee. W Ebensee chodziliśmy do pracy w miejscu odległym o 40 km od obozu, musieliśmy naprawiać zbombardowana kolej.
Do pracy jeździliśmy w wagonach dla bydła, po 120-150 osób stłoczonych w jednym wagonie, praktycznie nie można było tego znieść. W tym miejscu można liczyć średnio 500 zgonów dziennie. Niestety, wiele więcej. Ludzie ginęli jak muchy. Tu pracowało około 16 000- 17 000 ludzi. Wyżywienie było tu najgorsze- jeśli w ogóle było. Udręczeni ludzie jedli trawę , jak bydło i żuli jak kanapki z margaryną. Ewentualnie obierki ziemniaczane były kradzione, lub znalezione surowe ziemniaki i tak jedliśmy. Bytowaliśmy jak zwierzęta, w każdym względzie. Leżeliśmy w trójkę na jednym miejscu, tak, że się gnietliśmy wzajemnie. 7-05-45 przyszły wyzwoleńcze wojska amerykańskie i od tego czasu mieliśmy już dobrze. To wiem z mojego własnego doświadczenia.

176, M, uczeń ur 1927, lat 18, Birkenau ( 1 tyg.), Mauthausen ( 2 tyg.), Melk ( 8 m-cy ), Ebensee ( 1.5 m-ca)
Mieszkałem z rodzicami w Podolóc koło Munkacza , mój ojciec zajmował się budową dróg. We wsi mieszkało siedem rodzin żydowskich, zajmujących się rolnictwem, wszyscy biedni ludzie. Mieliśmy trochę ziemi, zazwyczaj ojca poszukiwali do pracy , mieliśmy się całkiem dobrze. Chodziłem do rosyjskiego gimnazjum. Po wkroczeniu Niemców żandarmi zaczęli grabież Żydów. Zabrali nam wszystko wśród okrucieństwa i pobicia. Następnie poszliśmy do getta z pakunkami po 50 kg na osobę. Jedzenie tam było to, co zabraliśmy z sobą. Getta strzegli żandarmi ale nas nie bili. Mieszkaliśmy tam sześć tygodni. Wyruszyliśmy trema transportami, my poszliśmy ostatnim z nich. Z Izá do Huszt szliśmy pieszo (sześć kilometrów) pod eskortą żołnierzy węgierskich. W Huszt żandarmi odebrali nam cały bagaż przed załadowaniem na wagony , a żołnierze niemieccy, zażądali, aby wydać pozostałe rzeczy wartościowe. Mój ojciec miał dobrą odzież, więc zwłaszcza on był podejrzany, że ma pieniądze i złoto. Ciężko pobity w trakcie badania ale nie znaleźli nic, bo już nic nie było . Wtedy zabrali wszystkie szczoteczki do zębów i pasty do zębów także. W wagonie jechało po 60 osób. Do celów WC były używane wiadra. Wodę dali jeden raz w ciągu całej drogi. bezpośrednio przed Auschwitz. Podróż była straszna, było ciepło , ścisk i złe powietrze. Do jedzenia mieliśmy to , co z sobą zabraliśmy. Po trzech dniach podróży przybyliśmy do Birkenau. W wagonie zabrali nam każdy kawałek chleba, który nam pozostał. Oficer SS selekcjonował kobiety, mężczyzn, osoby starsze i chorych. Zostałem oddzielony od rodziców i już nic o nich nie wiem. Udało mi się pozostać z bratem. Zabrali nas do dezynfekcji , gdzie nas ostrzygli i odebrali nam ubrania. Zachowaliśmy tylko paski i obuwie. Wydali nam więzienne ubrania i czapki potem dostaliśmy się do bloku nr 11. Po dwóch dniach dostałem się do innego bloku, gdzie były prycze. Na jednej spaliśmy po 10 osób. Leżeliśmy na przemian nogami do głów. Wieczorem dostaliśmy kawę i jeden bochenek chleba na 10 osób, do tego trochę margaryny, rano i w południe dali zupę. Najgorsze były godzinami trwające apele. Musieliśmy stać godzinami, aż nas policzyli. Tam uczono nas jak pozdrawiać spotkanych SS,: "Mützen ab, auf Mützen- czapki z głów, czapki na głowy”. Po dziennym apelu, gdzie staliśmy w szyku piątkowym zostaliśmy podzieleni na setki i załadowani na wagony pod eskortą uzbrojonych SS. W wagonie jechało pięćdziesiąt osób i jechało z nami dwóch SS. W wagonie był pulchny prawnik z Nagybanya ( Baja Mare ) i SS obrali go za cel kpin, że „ najadłeś się gęsiego mięsa to teraz będziesz pracował „ i kopali go po brzuchu i tak przez pół godziny, tak, ze nieszczęśnik płakał z bólu i oczywiście padł . Na następnej stacji przyszli SS i tortury rozpoczęły się ponownie. Robili tak całą drogę i wybierali sobie tylko po jednym nieszczęśniku. Na cała drogę dostaliśmy po ¼ chleba . Wody nie dali. Przyjechaliśmy do Mauthausen. Poszliśmy do łaźni, potem jeszcze na bloki. Otrzymaliśmy numery i odtąd nie wzywali nas po imieniu, ale byliśmy tylko numerami. Numery musieliśmy naszyć na ubrania. Jeżeli były wątpliwości co do czytelności tego numeru przy oglądaniu z zewnątrz, to taki był pobity. Poza tym znajdowali wszystkie możliwe i niemożliwe powody aby nas pobić.
Wiecznie trwały apele, uczyli nas wykonywania komend w szyku, na prawo, na lewo, czapki z głów, nałożyć czapki , itp. Do jedzenia dostawaliśmy dziennie jeden litr zupy z suszonych jarzyn (Dörrgemüse). Nie byliśmy w stanie tego jeść, bo wtedy byliśmy przyzwyczajeni do dobrego domowego jedzenia i Dörrgemüse została uznana za gorzką i niejadalną. Kto miał dobre buty, w Mauthausen mu je odbierali. Kto nie chciał dać, tego pobili. W zamian dawali drewniane chodaki. Po dwóch tygodniach nas załadowali na wagony i w półtora dnia potem przybyliśmy do Melk. Tam czekał na nas komendant obozu. Zabrali nas na placu apelowym, gdzie wszystkich przydzielono do pracy przymusowej. Zgłosiłem się do załadunku drewna. Poszedłem do bloku nr 6, tam starszym blokowym był niemiecki Cygan i pewien szewc był kapo. Kapo szewc natychmiast zaczął patrzeć po butach i kto miał jeszcze wystarczająco dobre, temu je ściągnął. Pewien chłopak z Nyíregyháza nazwiskiem Braun miał dobre buty. Kapo- szewc kazał mu je ściągnąć i oddać. On nie chciał. Na to kapo szewc spoliczkował Brauna i pobił go. Sprowadził starszego blokowego, kapo był z drugiej strony , i na miejscu pobili go bykowcami do tego stopnia, że był na wpół umarły. Myśleliśmy, że tu będzie lepiej, bo nam zostawili dwa dni na wypoczynek. Na treci dzień przydzielili mnie do komanda roboczego "Seigler & Russ ". Musieliśmy kopać kanały wodne długości sześciu metrów, szerokości 50 cm i głębokości 1 metra. Co 6 metrów stał człowiek i musiał wykonać przewidziana dla niego ilość pracy w ciągu dnia. W pierwsze dni mogliśmy zrobić nawet więcej i bardzo się staraliśmy zrobić jeszcze więcej. Na trzeci dzień, oczywiście praca już nie szła tak dobrze, więc kierownik budowy poskarżył się kapo, ze mniej pracujemy i zasugerował, że powinni nas pobić. Tak zachęcony kapo-Cygan wziął kawałek drewna, ustawił ludzi w szyku i wszystkich pobił. Matyovits, Żyd z Huszt został uderzony w ramię i miał złamane kości. Ja dostałem uderzenie , upadłem i zacząłem płakać z bólu. Mój brat powiedział, żebym nie płakał bo kapo wróci i mnie zabije. Wrócił, zapytał, dlaczego płaczę, nie odważyłem się odpowiedzieć, bałem się go - mój brat odpowiedział za mnie - że nie mogę wytrzymać uderzenia. Wtedy byłem chłopcem, niestety. Powiedział, żeby wieczorem zarejestrować się do listy na bloku. Zgłosiłem się i następnie dostałem pół chleba i pół konserwy mięsnej. Nadal też wykazywał dobrą wolę, jeśli bił innych, mnie tylko trochę. Jeden z kolegów przy okazji wyjścia do WC- mogło się to odbyć tylko gdy kapo mu zezwolił-- przypadkowo dostał sie do takiego miejsca, w którym kobieta była w pobliżu. Zobaczył to kierownik robót, obwinił kapów, którzy z zemsty pobili kolegów a następnie wrzucili kurtki do kanału, w którym stała woda na metr wysoko. My je wyciągnęliśmy i położyli do wyschnięcia w ciągu dnia. Później dostałem się do innego komando, ponieważ nowy kapo znalazł nas za zbyt młodych i słabych. Mój brat był ze mną, poszliśmy dalej 34 kilometry. Kierownik zatrudnienia był dobrym człowiekiem. Ogłosił, żeby zgłosili się 16-latkowie. Miałem ukończone 16 lat, ale zgłosiłem się i powiedziałem, że mam 15 lat. Dostaliśmy lekkie łopaty i narzędzia i zawsze mieliśmy łatwe prace. Inni – w tym mój brat Feri- bardzo ciężko pracowali, podkłady kolejowe i szyny musieli układać. Przez dwa tygodnie tam byliśmy . Płakałem, kiedy komando zostało rozwiązane, mieliśmy tam tak dobrze. Dostaliśmy się do bloku nr 7. Tu starszym blokowym był niemiecki skazaniec. Był oznakowany na ubraniu zielonym trójkątem- wiedzieliśmy, że jeżeli wierzchołek trójkąta skierowany jest w górę, to jest skazany za rozbój , rabunek i inne sprawy a jeżeli w dół to jest skazanym zabójcą. Nasz starszy blokowy miał skierowany wierzchołkiem w dół. Praca polegała na ładowaniu węgla, pracowałem z bratem. Każdego wieczoru, kiedy wracaliśmy z pracy do domu było sprawdzanie wszy. Oczywiście wszyscy mieliśmy wszy, bo nie mogliśmy się umyć wodą, mycie nie było w ogóle możliwe. Obawialiśmy się tego sprawdzana wszy i staraliśmy się ich pozbyć z ubrania w każdej wolnej chwili. Były również zawszone. Tak się bałam, żeby nie znaleźli żadnej u mnie. U kogo znaleźli gnidy, tego za bardzo nie bili ale ten , u kogo znaleźli wszy, wychodził pobity, że był na wpół martwy. Jeden kolega, Aaron Neumann chłopiec z Szolyva, został pobity bykowcami bo znaleźli u niego wszy i każdy cios rozdzierał mu skórę i płynęła krew. Widok był okropny, płacz i nie dostał obiadu. Zostałem przydzielony do innego komanda roboczego, brat był w innym. W tym komandzie był pewien znajomy z Voloc, który pracował w biurze i tak udało mi się zdobyć trochę protekcji. Później zostałem przeniesiony do innego komanda, gdzie był dobry kapo. Byłem tam przez cztery tygodnie, miałem tam dość dobrze. Stąd dostałem się do złego komando, byłem tam tydzień. Betonowaliśmy tunele. Kapo był Niemiec, który mieszkał na Węgrzech, był kelnerem w Budapeszcie nazywał się Reiter Wilhelm. Raz zaginął jeden chłopak i rozpoczęli poszukiwania i został przypadkowo złapany podczas przechodzenia koło przewodu wysokiego napięcia. Zmarł na miejscu. Stosowany przedtem w stosunku do nas ton został złagodzony, bo blokowi i kapo byli w strachu i stali się łagodniejsi, bo Rosjanie się zbliżali. Tylko pewnego razu nagle przestaliśmy pracować w nocy, bo Rosjanie byli o 40 km ( byli wtedy we Wiedniu). Następnego dnia nie było już nie tylko nocnej zmiany , ale nie poszliśmy do grup roboczych , tylko zostało wybrane 100 osób, z obowiązkiem pozostania na miejscu. Byliśmy tam jeszcze dwa tygodnie i czekaliśmy w nadziei na Rosjan. Powiedziano, ze pójdziemy do transportu , bardzo się bałem , że rozdzielą mnie z bratem, przeniosłem się do jego bloku. Tam starszym blokowym był Rosjanin. Później załadowali nas na statek i przewieźli do Linzu. Było nas na statku 600. Ani leżeć ani siedzieć, ani stać na nie było można. Jeśli człowiek stał nieco skośnie, to pchał drugiego i stale były bijatyki. Raz w południe dostaliśmy litr zupy i raz wieczorem pół litra. Chleba nie dostaliśmy. Po czterech dniach, wyszliśmy ze statku w Linzu. Wydali po pół kilograma chleba, trochę margaryny i powiedzieli, że to są racje na dwa dni, bo pójdziemy pieszo dwa dni. Byliśmy głodni, bo oczywiście zjedliśmy to na jeden raz . Ruszyliśmy i po 33 kilometrach doszliśmy do Wells. Tam zakwaterowali nas w pewnej stodole. Następnego dnia szliśmy 15 kilometrów. Jedzenia nie dali i ludzie zaczęli padać. Wtedy wydali paczkę herbatników na trzy osoby, wypadło po 10 kawałków na osobę. Tak szliśmy 10 km do wieczora. Potem dostaliśmy kawę i po 10 dkg chleba. Następnego dnia dostaliśmy 1/6 chleba i na tym szliśmy ciągle 25 km, nie odpoczęliśmy nawet przez pół godziny. Wody nie dali, było bardzo ciepło. Szliśmy koło strumienia, ktoś pochylił się i sięgnął do niej menażka , ujrzał to SS i uderzył kolbą „przestępcę”, wodę wylał. Nikt nie mógł pić. Przybyliśmy do Gmunden. Tam każdy dostał po menażce wody. Był to obiad. Leżeliśmy na dziedzińcu fabryki na świeżym powietrzu. W nocy usłyszałem strzały, zerknąłem pomiędzy SS i zobaczyłem, że oberschaarführer strzelił strażnikowi w nogę , bo strażnicy zasnęli. Krzyknął do niego, że podczas gdy on śpi, więźniowie uciekają. Naprawdę uciekło dwóch Rosjan ale ich zastrzelili. Szliśmy w kierunku Ebensee. Kto upadł na drodze, tego komendant obozu brał na wóz. Wtedy oczywiście wielu padło i komendant obozu zarządził, ze kto nie może dalej iść, będzie bity. W Ebensee zabrali nas do krematorium i tam czekaliśmy do 12 w nocy. Bardzo się baliśmy, że nas spalą. O trzeciej w nocy dostaliśmy się do łaźni. Tam nago musieliśmy czekać w kolejce. SS odebrał nam wszystko , co mieliśmy, na przykład papierosy. Dostaliśmy się do 18-tego bloku. Tutaj był hiszpański starszy blokowy. Pracy nie było, tylko co drugi dzień szliśmy do odgruzowania. Potem przydzielili nas do innego bloku, w którym wszyscy pracowali. Nie bardzo pracowaliśmy, bo czuliśmy, że wojna się skończyła. Majstrowie również mówili, że Amerykanie się zbliżają. Pewnego dnia na apelu komendant obozu powiedział nam, że może być tak, że Amerykanie przejma nas w ciągu kilku godzin, jeśli nie zrobimy nic złego; oni nas opuszczają . Byliśmy szczęśliwi, ponieważ widzieliśmy, że SS się pakują. Byliśmy trzy dni bez nadzoru, tylko na obrzeżach obozu byli starzy SS, młodych nie było. Potem przyszli Amerykanie i byliśmy wolni. Chcielibyśmy wyemigrować do Palestyny, to pierwsza opcja.
203,M, stolarz ur 1925, lat 20, Auschwitz (20-05-44 do22-05-45 ), Wolfsberg (25-05-44do koniec -01-45 ), Ebensee ( koniec 02do5-05-45)
20-05-44 przybyłem do Auschwitz. Bezpośrednio po przybyciu zostałem oddzielony od rodziców i rodzeństwa. Pogonili nas do łaźni, gdzie zostaliśmy całkowicie wydepilowani, odebrali nam odzież, w zamian dostaliśmy więzienne pasiaki. Po dwóch dniach dostaliśmy się nas do Wolfsbergu. Tutaj mieszkaliśmy w namiotach; traktowanie było dość dobre. Pracowaliśmy przy budowie baraków przez 12 godzin dziennie: to było dość wyczerpujące. Pilnowali nas żołnierze Wermachtu i traktowali nas dość humanitarnie. Wyżywienie było zadowalające: czarna kawa, gęsta zupa, 30 dag chleba i kilka dodatków (margaryna z dżemem) dwa razy w tygodniu. Podczas naszego tam pobytu ( osiem miesięcy ) wszystkie dni wydawały się jednakowe: czekamy na wielki moment wyzwolenia, ale było ono opóźnione. Wyruszyliśmy pod koniec stycznia. Po marszu przez cztery tygodnie znaleźliśmy się w Ebensee. Byliśmy bardzo zmęczeni długą , uciążliwą podróżą. Noce spędzaliśmy pod gołym niebem, nie mieliśmy dostać coś do jedzenia, wielu z nas umarło. Był taki dzień, w którym padło 40 do 50 osób po drodze, którzy nie mogli znieść szybkiego tempa marszu , zostali zastrzeleni. W takich okolicznościach przybyliśmy do Ebensee bardzo osłabieni. Na początku nie pracowałem, bo byłem bardzo słaby. Później wierciłem tunele, 12 godzin dziennie przemiennie na nocną i dzienną zmianę. To była brudna robota w błocie i pyle. Kiedy wracałem do domu nie można było się umyć, bo był wielki niedostatek wody. Wszy, pluskwy i pchły całkowicie opanowały nasze ubrania. Szalała epidemia tyfusu, ale także wiele osób zmarło z powodu krańcowego wyczerpania. Pewnej nocy rosyjscy jeńcy podzielili mięso zwłok i ugotowali. Bardzo wielu ludzi tak przetrwało głód. Ogólnie rzecz biorąc, na podwórzu obozu gromadziły się cały kopce zwłok. Obóz był na pół umarły. W ostatniej chwili wiele osób zostało zabitych przez esesmanów, zostali zabici ci, którzy jako chorzy zostali zabrani na rewier i nie wracali z powrotem. 5-05-45 wyzwolili nas Amerykanie. Chciałbym wyjechać do Palestyny.
225,M, lekarz ur 1900, Lat 45, Auschwitz ( 12-06-44 do 15-06-44 , 3 dni ) , Mauthausen ( 4 dni ), Melk ( do początku 04-45 ), Ebensee ( do 6-05-45)
Zostałem wysłany do sanatorium płucnego w Mátra kiedy pojawił się znany porucznik węgierskich żandarmów, nazwiskiem Zöldi który dokonał przeglądu dokumentów i znalazł je w porządku. 2 dni później przyszło czterech żołnierzy SS, którzy kazali mi się spakować bez żadnego uzasadnienia i zabrali mi wszystkie dokumenty. Wśród bicia i kopania zabrali mnie do auta i zawieźli do obozu zbiorczego Hatvan. Stąd po 2 dniach, razem z 3000 towarzyszami niedoli po 5 dniach przerażającej podróży dotarliśmy do Auschwitz, gdzie przy pierwszej selekcji zostałem wybrany na prawo. Lekarzy za pomocą sztuczki ustawiano oddzielnie, że mogliby się dostać do szpitala, więc cały ich sprzęt po kąpieli był odzyskiwany i przekazywany dalej. Oczywiście, nie zobaczyliśmy go już . W Auschwitz byłem tylko 3 dni, stąd w 8 000 ludzi dostaliśmy się do Mauthausen. Kiedy wsiadaliśmy i wysiadaliśmy z wagonu, żołnierze SS nas bili. W Mauthausen godzinami staliśmy na deszczu do kąpieli, potem przydzielili nas do bloków, gdzie nas stłoczyli jak śledzie. Byliśmy tu przez 4 dni, potem wywieźli nas do Melk. W tym obozie wykonywaliśmy bardzo ciężkie prace. Częściowo pchaliśmy ciężkie żelazne wagoniki kopalniane, wybieraliśmy urobek i ładowaliśmy do, najcięższa była praca górników, musieliśmy prowadzić wiercenie bez przerwy, a kto nie pracował bez przerwy, tego już bili. Pierwszego dnia dostałem 75 kijów, bo nie ładowałem gliniastej gleby na tyle dobrze, także potem kolega lekarz (dr. Mandel z Tirgu Mures (Marosvásárhely)-specjalista chorób serca) skierował mnie na rewier jako chorego, ze stanem serca stanowiącym zagrożenie życia. Tą ciężką pracę wykonywałem przez 5 tygodni, wśród stałego bicia. Po pięciu tygodniach zachorowałem na zapalenie płuc i leżałem 3 tygodnie. Potem znowu stanąłem do pracy. Kiedy pewnej nocy żołnierz SS zapytał mnie w pracy , jak się czuję - a było zimno, - odpowiedziałem, że byłoby dobrze, gdybym miał taki płaszcz, jak on. Potem główny kapo bił mnie gumową pałka i kijem przez pięć godzin . podczas tego padłem i straciłem przytomność i skierowali mnie na rewier ze złamaniem lewego ramienia, tam założyli mi gips. Leżałem na rewierze 8 dni. Potem byłem używany jako lekarz. Byłem specjalistą chorób płuc na cały rewier. Potem dostałem chorych, 120 pacjentów z ciężkim zapaleniem płuc. Nie dostałem żadnego lekarstwa dla ciężko chorych na zapalenie płuc, dostałem tylko trochę leków nasercowych, więc zmarło ok. 40-50% chorych, choć przy właściwym stanie leczenia ginęłoby nieco ponad 6%. Wyżywienie było najbardziej niedoskonałe, robotnikom wykonującym ciężka pracę fizyczną wymagająca 4000 kalorii dawano nie więcej niż 1800 kalorii. Według rozporządzenia Wehrmachu więźniowie mieli otrzymywać takie samo wyżywienie, jak Wehrmacht. Rozumiem, że największa część żywności była kradziona z diety przez ludzi od komendanta obozy do ostatniego kapo. Konsekwencją braków w wyżywieniu był fakt, że chorzy tracili odporność prawie do zera, co powodowało, że tylu ludzi ginęło. A więc nawet, gdyby wydano wystarczającą ilość medykamentów ( których nie było ) , nie osiągnięto by lepszego efektu terapeutycznego , niż w warunkach domowych. Latem 1944 roku najwięcej ludzi umarło na czerwonkę, dur rzekomy i biegunki .Pomimo wielokrotnych próśb o niezbędny eleudront, sierżant nazwiskiem Musikant go nie wydawał, w wyniku czego bardzo duża część moich kolegów zginęła, a kiedy w końcu dał eleudront i było można podać skuteczna dawkę, to śmiertelność od razu spadła. Było bardzo dużo przypadków ropnego zapalenia tkanki łącznej, / flegmona /, które miały miejsce, ale tylko w formie, która nigdy nie była widziana u chorych lub podczas operacji. Zapuszczenie to było konsekwencją diety i stanu układu nerwowego, tak że bardzo wysoki odsetek tych chorych zmarło. Od jesieni byliśmy ubrani w cienka odzież w paski, często się przeziębialiśmy, katar często przechodził w zapalenie płuc, które miało poważne konsekwencje. W czasie zimy , przed świtem, gdy ciała były tak wycieńczone, zaczęły pojawiać się przypadki niewydolności serca, w których 80% chorych umierało, ponieważ nie mogliśmy wobec braku lekarstw udzielić niezbędnego leczenia –na niewydolność serca zmarła znaczna część moich kolegów. Według statystyk przez ponad 10 miesięcy, na 8000 więźniów zmarło 6000 więźniów obozu Melk. Byłem w obozie w Melk do początku kwietnia 45, kiedy ewakuowali obóz i zabrali nas do Ebensee. Wcisnęli nas na dno barki, 4 tygodnie jechaliśmy w wielkim cieple. Wiele osób zemdlało w czasie podróży, niektóre z nich nie żyją. Do Linzu płynęliśmy barką, stamtąd poszliśmy pieszo 90 km do Ebensee, musieliśmy iść 3 dni , głodni i spragnieni. Większość kolegów, którzy padli po drodze- zastrzelono, część zabrały dalej przejeżdżające auta ciężarowe. W Ebensee dostawaliśmy stale przez 4 tygodnie zupę z obierek ziemniaczanych, tu również dostałem biegunki i dostałem się do szpitala, przez 4 dni leżałem nagi pod jednym kocem. Na biegunkę było chorych 120 osób, dziennie było 15 do 20 zgonów. Na jednej pryczy leżały 4 osoby. Lezący obok zmarłego musiał z nim spędzić całą noc. Zwłoki zabierano dopiero rano. Zupę jadły cztery osoby z jednego talerza. Łyżkę dostałem tylko od czasu do czasu. Możliwości utrzymania czystości były minimalne. W łóżkach chorych na biegunkę były stale zabrudzenia, poprawienie sytuacji było prawie niemożliwe. W chwili wyzwolenia z początkowej wagi ciała 90 kg miałem 45 i byłem w tak złym stanie, że nie mogłem chodzić i amerykańscy żołnierze przewieźli mnie do szpitala wojskowego w Goisern, gdzie w 6 tygodni udało mi się przybrać 14 kg wagi. Traktowanie było pierwszej klasy. Przyczynili się do tego mieszczanie z Goisern, na czele z burmistrzem / antyfaszysta nazywany Bronnen/ , który przyczynili się do zaopatrzenia w żywność. Ponadto duża część kolegów dostała odzież i obuwie. Mimo, że mógłbym w szpitalu spędzić jeszcze dłuższy czas, tęsknota za domem mnie popędzała i dwa tygodnie przed ostatnim rumuńskim transportem wyjechałem amerykańskim autem ciężarowym do Melk, a stamtąd rosyjskim autem do Wiener-Neustadt, gdzie po dezynfekcji i po badaniu medycznym wsiadłem na pociąg osobowy przyjechałem do Budapesztu.
231, krawiec ur 1925 lat 20, Auschwitz, Mauthausen, Lojblpass, Mauthausen, Melk, Ebensee
W Munkaczu przed wyruszeniem odebrano nam nawet jedzenie, i bez jedzenia i wody zamknięto nas po 80 osób w jednym wagonie. W tym transporcie było 3000 osób. Podróż trwała trzy dni i trzy noce. Przed południem dotarliśmy do Birkenau. Na stacji w ciągu kilku minut z transportu wybrano trzy grupy: osoby starsze, dzieci i matki z małymi dziećmi tworzyli pierwszą; z pozostałych mężczyźni byli w drugiej i kobiety w grupie trzeciej. Zdolnych do pracy zabrali do łaźni a stąd do bloków. Jedzenie dostaliśmy dopiero nastepnego dnia, długo staliśmy na apelu i bez powodu nas bili. Pięciu jadło z jednej miski bez sztućców jakieś zupełnie niejadalne ciekłe pożywienie. Na szczęście po kilku dniach zostałem zakwalifikowany do transportu pracy i przewieziony do piekła Auschwitz. Dostałem się do Mauthausen. Kilka dni po moim przybyciu tutaj dostałem się do szpitala i sześć tygodni tu leżałem. Nie było złych rzeczy do zrobienia. Chociaż nie dostałem tyle jeść , ale nie musiałem pracować i traktowanie nie było złe. W szpitalu sześć tygodni później było zaledwie 15 Żydów .Gdy również zastawiali transport jugosłowiański, jugosłowiańskich więźniów politycznych i potem Jugosłowian było o 15 mniej niż złożony wniosek, 15 Żydów zostało również do niego dodane. Wywieźli nas do Lojblpass na granicy jugosłowiańskiej. Ten obóz miał stan osobowy ok. 700 do 800 ludzi, gdzie byliśmy jedynymi Żydami. Na początku traktowali nas inaczej, ale później różnica ta zniknęła i byliśmy traktowani dokładnie tak samo, jak inni. Praca polegała na budowie dróg, nie była zbyt ciężka i dostawaliśmy przyzwoicie jeść. Spędziłem tu wszystkiego trzy tygodnie, bo zbliżył się front i wywieźli nas z powrotem do Mauthausen. Trzy tygodnie później byłem w obozie Mauthausen. Tu mieliśmy bardzo źle. Kapo stale nas bili, czy mieli powód, czy nie, to było zupełnie bez różnicy. Jedzenia nie dostawaliśmy dużo, bo nie pracowaliśmy a niemiecka teoria żywieniowa głosiła, że kto nie pracuje, ten nie je. Po trzech tygodniach wywieźli nas do jednego z okolicznych w stosunku do Mauthausen obozów, do Melk. Tu już musieliśmy pracować, ale jedzenie nie było lepsze. Przy ciężkiej pracy budowy dróg dostawaliśmy po pół litra zupy i kawałek chleba dziennie . Dwa tygodnie później, na szczęście dostałem się do krawiectwa. Tu było lepiej o tyle, że nie musiałem pracować na zewnątrz w zimnie i tak życie było znośniejsze. Kiedy zbliżył się front, wyruszyliśmy pieszo w kierunku Ebensee. Wyruszyło 2400 ludzi, 1800 dotarło do Ebensee. Pozostali albo zamarzli na 120 kilometrowej trasie marszu albo nie byli w stanie wytrzymać 8-miodniowego marszu bez jedzenia i zostali zastrzeleni przez Niemców. W Ebensee sytuacja była o wiele gorsza. Musieliśmy pracować, nosić kamienie, bez jedzenia, kapo nas bili. Gdyby Amerykanie przyszli tydzień później, nie bylibyśmy w stanie przetrwać.
295,M nie podano zawodu, ur 1898, lat 47, Auschwitz ( 5 dni ), Mauthausen ( 5 dni ), Melk ( 8 miesięcy ), Ebensee ( 3 tygodnie )
Z Mátészalka jechaliśmy pierwszym transportem, podróż trwała trzy dni. Głodni i spragnieni siedzieliśmy w wagonie. Przed wyjazdem odebrano nam nie tylko ubrania i inne przedmioty wartościowe, ale także żywność. Pod wieczór dotarliśmy do Birkenau, ale noc spędziliśmy w wagonie i dopiero następnego dnia rano wysiedliśmy z wagonów. W Birkenau byłem tylko cztery dni. Po czterech dniach poszliśmy do wagonów i wywieziono nas do Mauthausen. Podróż trwała trzy dni. W drodze eskortował nas Wehrmacht. Zachowywali się bardzo przyzwoicie, płakali, kiedy patrzyli na nas i dzielili się z nami chlebem. Wehrmacht był kierowany przez oficera SS, który był strasznie okrutny. W Mauthausen szwedzcy SS przyjęli grupę. Popędzali nas do szybkiego tempa, stale strzelali z pistoletów. Obóz był na szczycie wzgórza, otoczone murami z kamienia. Obok obozu mieszkali przeszkoleni strażnicy z psami W bloku stłoczono tak wielu ludzi , że ledwie można było oddychać. Spać można było tylko na boku. Ale nawet jeśli byłoby więcej miejsca, nie moglibyśmy zasnąć, bo byliśmy tak pobici, że nie mogliśmy się ruszyć. Dalsze życie w Mauthausen było takie samo. Podczas mojego tu pobytu cztery lub pięć dni, byłem ciągle pobity i szczuli na nas psy. Jedzenia dostawaliśmy ledwo co, nie wolno było pić wody. Przyjechaliśmy z Auschwitz w sumie dwa tysiące osób, z tego tysiąc na drugi dzień (zgodnie z ABC pierwszy tysiąc osób) wyprowadzili poza bramę, nie wiem gdzie. W barakach obok nas umieszczono węgierskich więźniów politycznych, mieli już nieco lepiej, niż my. Po pięciu dniach znowu załadowali nas na wagony i wywieźli do Melk. Byliśmy pierwszym transportem, który przyszedł do tego obozu. Wybrali starszych blokowych i kapo. Robotników przydzielono do grup roboczych. Wyżywienie było niejadalne. Nie dostaliśmy wody do picia i do mycia, myliśmy się poranną czarną kawą. Budowaliśmy drogę, wybieraliśmy, ładowaliśmy grunt, wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę. Później przeszedłem do tartaku. Tu praca nie była łatwa. Potem kapo traktowali nas w miejscu pracy w sposób humanitarny. Cywilni majstrowie byli Austriakami i zachowywali się bardzo przyzwoicie. Byliśmy na bieżąco informowani o tym, co dzieje się w pobliżu w sprawach wojny. Byliśmy w tym obozie przez osiem miesięcy. W ostatnim tygodniu pobytu stale bombardowali obóz. Zbombardowana została fabryka i wtedy użyli nas do odgruzowania. Z Melk następnie dostaliśmy się do Ebensee. W Ebensee przyjęcie było straszne. W bramie wisiało czterech powieszonych więźniów, później się dowiedziałem, że ich wszystkich powiesili za zupełne drobiazgi. Wyżywienie było bardzo słabe. Dostawaliśmy bochenek chleba na dziewięciu i nie pracowaliśmy, kto pracował, dostawał 1/6 chleba i pół litra zupy. Zabójstwa były na porządku dziennym. Średnia dzienna wynosiła 250 do 300 zabitych. Krematorium nie było w stanie podołać pracy , a więc wykopali oddzielne doły i tu pochowano nie spalone zwłoki. Ludzie byli torturowani na śmierć, bici i kopani chorzy i słabsi tym bardziej. Pracowaliśmy także w czasach, kiedy wychodziliśmy do odgruzowywania. Rozpoczynali nas gonić od wczesnego rana, człowiek nie wiedział jak stać, bo wszystko, co robiliśmy było złe, i za wszystko było pobicie. Na szczęście, cały mój pobyt w Ebensee trwał tylko trzy tygodnie. Gdyby jednak Amerykanie nie byli nas wtedy wyzwolili, nie bylibyśmy w stanie kontynuować wysiłku nawet przez kilka dni dłużej.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:49, 30 Sie 2013 Powrót do góry

308,M, lekarz, ur 1922, lat23, Birkenau (30-06-44 do 15-09-44), Mauthausen (20-09-44do2-01-45), Melk ( 2-01-45do15-04-45), Ebensee (22-04-45do6-05-45)
18-06-44 zostałem zabrany z mieszkania przez dwóch detektywów Svábhegy do hotelu Lomnica , w którym zostałem przesłuchany w sprawie anonimowego listu przez Endre László, który był przedstawicielem rządu w sprawach żydowskich. List zawierał pogróżki. Przesłuchanie trwało dwie i pół godziny, a następnie przeniesiono mnie do małego pomieszczenia Svábhegy Majestic gdzie mieszkało nas sześćdziesięciu w pokoju 2x4 m, przez trzy dni. Potem bez dalszych przesłuchań internowano mnie w obozie na ulicy Rökk Szilárd. Kilka dni później dostałem się razem z dwustu innymi osobami do cegielni w Kecskemét, gdzie zabrano nam wszystkie dokumenty i rzeczy wartościowe. Potem następnego dnia załadowano nas po sześćdziesięciu na wagony i po trzech dniach strasznej podróży 30-06-44 przybyłem do Birkenau. W Birkenau po normalnej selekcji i kąpieli dostałem się do bloku kwarantanny, gdzie byłem dwa tygodnie, było nas tam około 850 osób, w większości lekarzy, farmaceutów, adwokatów, a mieszkaliśmy w baraku, który pierwotnie był stajnią, spaliśmy na betonowej podłodze, którą później przykryto deskami. Przypomnijmy, że w tym czasie w baraku zginęło 32 diabetyków, pomimo faktu, że ratująca życie insulina była przywieziono w węgierskich transportach w dużych ilościach i była dostępna szpitalu obozowym . Oni nie dostali insuliny. Po dwóch tygodniach dostałem się do szpitala obozowego jako pielęgniarz. W szpitalu Żydzi i Cyganie byli do 2-08-44, kiedy wieczorem pojawiło się przed szpitalem więcej aut ciężarowych i wywieziono wszystkich cygańskich chorych : starszych, z gruźlicą, z kiłą wrodzona i wygłodzone dzieci. W tym samym czasie usunięto również całą resztę obozu cygańskiego i jak słyszałem z wiarygodnego źródła wszystkich ich w liczbie 3540 zagazowano. Osławiony Mengele interesował się badaniem dziedziczenia –w związku z tym specjalnie traktował bliźnięta. Wśród Cyganów były również trzy pary bliźniąt, z których jedna w szpitalu a dwie w obozowym przedszkolu (Kindergarten ). Te dzieci 02-08-44 w południe dr. Mengele powierzył pieczy dr. Rabinovitscha, głównego lekarza obozu cygańskiego i wieczorem przyjechał po nich specjalny samochód. Na trzeci przybył do szpitala dr. Mengele, był bardzo zły i wziął za cel lekarzy dzieci Cyganów. Obwiniał ich, ze chorzy nie są dokładnie badani, nie dba się o nich, lekarze są zainteresowani wyłącznie dodatkowymi racjami żywnościowymi i groził ciężkimi represjami w tej dziedzinie, ponieważ jest to łatwe do odkrycia , ze u jednej pary cygańskich bliźniąt stwierdzono zmiany gruźlicze i nie udokumentowano tego w historii choroby. Na to obwinieni lekarze wykazali, że te zmiany u dzieci zostały profesjonalnie zarejestrowane a Mengele wyciągał wnioski z protokołu sekcji zwłok zagazowanych dzieci. (Gdy przybyły transporty; pierwszym pytaniem Mengele było , czy jest między nami patolog i powtarzał te kwestię aż przyjechał dr. Görög Dénest patolog szpitala publicznego w Szombathely.) Na podstawie dwóch lub trzech bardzo krótkich rozmów, które miałem z Mengelé, zgadzam się z poglądem lekarzy całego szpitala, że Mengele był przypadkiem neurologicznym. Prawdopodobnie była to depresja maniakalna spowodowana tyfusem i miał obsesję na tle starej znanej teorii selekcji eugenicznej i badał ja praktycznie. W szpitalu spędziłem około sześciu tygodni , byłem jednym z tak zwanych zastępców przewodniczącego bloku i w tym charakterze miałem pod kontrolą 600 chłopców w wieku 14 do 18 lat. W pierwszych dniach września Mengele zlecił wykonane wśród nich selekcji, podczas której oddzielono około 60 % stanu i zostali zamknięci w oddzielnym bloku, ich ostateczny los nie jest mi znany, ponieważ ja również opuściłem Birkenau. Jestem jednak przekonany, ze poszli do krematorium. W połowie września z transportem liczącym około 2000 osób dostałem się do Mauthausen. Na początku umieszczono nas w 21-szym bloku, gdzie starszy blokowy wraz z innymi „znaczniejszymi „ za najmniejszy drobiazg bili powodując obrażenia ciała za pomocą rąk, nóg, pałki, krzesła lub dowolnego narzędzia, które było pod ręką. Nie było takiego przypadku, żeby się nam na przykład pewnego wieczora udało iść spać bez bicia. Na jednej pryczy spało 3-4 osoby. Stamtąd, na skutek znęcania się i niedożywienia wkrótce przyszedłem do szpitala, gdzie traktowanie nie było lepsze. Jako lekarz doznałem ulgi i byłem jednym z niewielu, którzy opuścili szpital wyleczeni, ponieważ zdecydowana większość osób opuszczających szpital była co najmniej tak chora lub nawet w gorszym stanie jak opuszczali szpital niż kiedy byli tam przyjmowani. Nie byłem tego świadkiem, ale wiele moich tamtejszych znajomych mówiło mi o selekcjach. W takim przypadku lekarz więzień lub lekarz SS wybierał takich więźniów, którzy cierpieli na choroby przewlekłe ciała czy organów i następnie sugerowano im, że pójdą od obozu dla rekonwalescentów a następnie kierowano ich zwykle do komory gazowej. „Wyleczonych” chorych zabrano do łaźni w Mauthausen, gdzie wzięliśmy gorący prysznic a następnie krótko zimny prysznic. Następnie nago i bez butów przez półtorej godziny staliśmy przed łaźnią na kamiennym dziedzińcu. Drewniane baraki były jeszcze nieogrzewane, i tak pozostaliśmy w jednej koszuli do następnego rana, kiedy ubraliśmy się lepiej lub gorzej. Butów nie dostałem w ciągu całego czterotygodniowego okresu, kiedy tam byłem, tylko koło wyjścia z baraku stało kilka par drewnianych chodaków, brał je, kto wychodził z baraku. 2-01-45 dostałem się z grupą 500 więźniów do Melk. Praca polegała na wierceniu otworów w górze z piaskowca w której Niemcy chcieli umieścić fabryki łożysk kulkowych. Obóz istniał około jeden rok, wydrążyliśmy 8-9 km tuneli o szerokości 12 m i wysokości 15 m, tunele wiercili ludzie deportowani ściągnięci z całej Europy. W tym samym czasie w obozie o średnim stanie osobowym 10-12 tys. ludzi, było 13500 zgonów, z czego zdecydowana większość z powodu niewystarczającego wyżywienia, zbyt ciężkiej pracy, niepotrzebnych tortur i szykanowania. ( Nocne apele trwające 3-4 godziny bez dostatecznego ubrania) Gdy pod koniec marca Rosjanie zagrozili Melk, zapadła decyzja o ewakuacji obozu. Z moją grupą odbyłem pierwszą część trasy na pokładzie barki. Około 800 ludzi stłoczono w barce i tak przez trzy dni płynęliśmy do Linzu. W tym czasie wolno było wejść na pokład tylko na posiłek . Z Linzu poszliśmy pieszo do Ebensee. Ebensee mógł pomieścić około 18 tysięcy osób i w dniu naszego tam przybycia 18 tysięcy osób tam mieszkało. Dzienne racje żywieniowe były jak niżej: 150 dkg czarnego i niejadalnego chleba i pół litra zupy, która była gotowana z obierek ziemniaków, ( dla niemieckich żołnierzy ) i mówiono, ze dodawano do niej również mięso. To jednak było albo kradzione w kuchni, albo „organizowali „ je starsi blokowi. Tak więc w czasie kiedy tam byłem przez 3 tygodnie ; nie znalazłem tam ani razu jednego strzępa mięsa. Śmiertelność w obozie była tysiąckrotnie większa, niż śmiertelność w przybliżeniu takiego samego miasteczka, w którym mieszkały dzieci, kobiety i starcy, podczas kiedy tutaj mieszkali tylko młodzi, w pełni zdolni do pracy mężczyźni. Miało miejsce więcej razy, że więźniowie umierali na bloku i następnego dnia rano zabierano okaleczone ciała zmarłych ( wycięte mięso ). Ja wiem tylko o jednym takim przypadku. Nie był takiego materiału, którego by ktoś nie próbował jeść przez jakiś czas w obozie. Najbardziej brutalne bicie strażników nie mogło powstrzymać ludzi na przykład przed jedzeniem trawy lucerny. Bardzo popularny był węgiel brunatny, z którego nadmierne korzystanie spowodowało kilka zgonów, rzeczywiście , powodował stagnacje jelit, co wywoływało śmierć. Ślimaki i dziki…( vadsóskát) jadłem sam. Obóz w Ebensee był najstraszniejszy, wiem tylko ze słyszenia, bo do pracy nie wychodziłem. Tam dziesiątego dnia z zapaleniem ( phlegmone -które nie jest jeszcze całkowicie wyleczone do dzisiaj ) dostałem się w Ebensee do szpitala. W tym czasie, ośmiu leżało na piętrowej pryczy a dwóch innych leżało pod łóżkiem. Mimo to, wciąż nie można było pomieścić wszystkich, pozostali leżeli na środku pokoju na rzuconych kocach , lub leżeli na podłodze drewnianej i nie było rzadkim przypadkiem, że chory umierał po 3-4 dniach leżenia w szpitalu bez podania nazwiska, łóżko dostawał ktoś inny i nikt się nie spytał, co się stało z poprzednikiem. Z tego stanu wyzwoliły nas 6-05-45 wojska amerykańskie. Mimo największych wysiłków nie udało się w ciągu dwóch tygodni zmniejszyć śmiertelności, więźniowie byli w tak zdegradowanym, wyczerpanym i osłabionym stanie. Do czasu kiedy wyleczyłem się brałem udział w reorganizacji działu przeciwgruźliczego szpitala. Szczególnie szokujący był dla mnie los w przeważającej części 15-16 lat żydowskich chłopców. Ci po powrocie z obozu, byli już tam zakażeni gruźlicą i czułem, że byliby oni nieuchronnie skazani na śmierć w ciągu 1-2 lat. Zostawienie tych chłopców , nie byłoby w porządku.
372,M,szewc, ur 1910, lat 35, Auschwitz ( 20do25-05-44), Mauthausen (25do31-05-44), Melk (31-05-44do 12-04-45), Ebensee (12-04-45do5-05-45)
W Volóc mieszkało około 280 Żydów, głównie pracowników, robotników, ubogich ludzi. W ostatnim czasie praktycznie wszyscy zostali zniszczeni. 3-4 rodziny miały sklepy, zostały im również odebrane, licencje na warsztaty wycofane. Ja też tak chodziłem i zostałem zmuszony po pójścia do obcych do pracy na dniówkę. 8-08-40 zostałem powołany i do 28-12-40 byłem w obozie pracy. 25-03-41 znowu mnie powołali i 17-09-41 ponownie zdemobilizowali.
20-10-42 znowu tam poszedłem i wróciłem do domu 17-03-44 a 15-04-44 wywieziono mnie do getta. Wszystko zostało skonfiskowane podczas przeszukania domów, mogliśmy zabrać z sobą tylko kilka , najbardziej niezbędnych rzeczy, trochę bielizny i trochę jedzenia. Pieniądze nam odebrano. Najpierw musieliśmy się oznaczyć żółtym szlakiem, a potem nosiliśmy na sobie żółte gwiazdki. Następnie zgodnie z dekretami Mákocsi’ ego odebrano Żydom Karpackim warsztaty, domy, krótko mówiąc zajęto im wszystko. Nie mogliśmy się bronić przed tymi środkami. Warsztaty odebrane Żydom, zostały oddane innym ludziom , pochodzenia krajowego. Było inne 10-20 procent populacji, które było zadowolone z tych środków i wnioskowała o ziemie i domy należące do Żydów. Nie widziałem takich, którzy nie słuchali. W Volóc; małej wiosce, każdy żydowski mężczyzna był powołany, w domach zostali tylko osoby starsze- i również ja tylko przypadkowo wróciłem do domu żywy, mój brat tam zmarł- i ja tak mogę wyjaśnić ,że te wszystkie wydarzenia odbyły się bez oporu. RADA Żydowska nie odgrywała tak dużej roli, żeby była w stanie tak naprawdę coś zrobić. W 1941 deportowano część Żydów do Polski, którzy byli następnie przeniesieni na granicę i ci nie wrócili. Byli to ci , którzy nie mieli w porządku obywatelstwa węgierskiego lub nie byli w stanie uzyskać na czas odpowiednich dokumentów. Reszta z nas zebrała pieniądze i biedniejsi ludzie też zaczęli się starać o świadectwo obywatelstwa. Niektórzy dostali, ale większość nie, ja na przykład nie- a wydałem wiele pieniędzy. 16-04-44 miało początek getto. Jak już wspomniałem, wszystkie domy zostały przeszukane i wszystko nam zabrano. W Munkaczu getto było w cegielni, było pilnowane z zewnątrz przez żandarmów. 4-osobowa rodzina miała tak mało miejsca, że ledwo mogła się ruszyć. Nie ulokowano nas w budynku, ale byliśmy na terenie cegielni, gdzie był tylko dach a my z pozostawionych tam cegieł zrobiliśmy ściany. W przeciwnym razie leżelibyśmy na ziemi. Żydzi z miasta byli w getcie miejskim Munkacza, Żydzi z okolicy byli w obozie zbiorczym. Nas ze strony Kalovits było około 8000, w drugim obozie było 13 000 ludzi. W całym getcie o ile wiem, było zamknięte ok. 20 000 ludzi. Policja strzegła getto z zewnątrz, Żydzi utrzymywali porządek wewnątrz ale poza nami jeszcze stale mieszkało tu 3 Niemców i także policjantów , których celu nie powierzono Żydom. Wyżywienie dostawaliśmy w Munkaczu z komunalnej kuchni, ponadto gotowaliśmy razem to, co sami przynieśliśmy. Musieliśmy pracować, budowaliśmy baraki, nosiliśmy cegły itp. Pamiętam, że był przypadek śmierci. Policjanci stale dokonywali na nas grabieży, zwłaszcza zabierano pieniądze i biżuterię. Wiem o dwóch osobach, które uciekły, spotkałem ich później w Auschwitz. Wszystkie inne rzeczy zostały przez nas utracone. Żeby się uwiarygodnić, kiedy wywozili nas i byliśmy już w pociągu , powiedzieli nam , że jedziemy do pracy w Transdanubii. Byli tacy, którzy wierzyli, byli tacy, którzy nie uwierzyli. 15-05-44 załadowali nas na wagony. My jechaliśmy w 83 osoby w wagonie, ale były też wagony, gdzie jechało ich po 100 do 110 osób. Wody i wiadra WC nie dali. Ponieważ okno było zamknięte, był brak powietrza. Pojechaliśmy w kierunku na Koszyce. Podróż trwała długo, 2,5 dnia a zazwyczaj pociąg pokonywał tę trasę w 3-4 godziny. W Koszycach Niemcy zastąpili Węgrów. Kiedy nas przejęli, dali nam trochę chleba, dziesięciu dostało wspólną rację. Tutaj dali również wodę . Był przypadek śmierci w pociągu ale nie w naszym wagonie. Kiedy zobaczyliśmy Niemców, już wiedzieliśmy, gdzie nas wiozą. Potem już nie było możliwości ucieczki, zostaliśmy zamknięci. Pociąg przyjechał do Auschwitz 20-05-44 o 20 –tej wieczorem, i było tak, że nie mogliśmy wysiąść, bo musieli przyjąć pociąg, który pierwszy przyjechał. Nasze wagony zostały otwarte dopiero rano pomiędzy 10 i 10.30. Natychmiast rozłączono rodziny i zostało wybranych 450 mężczyzn i 450 kobiet zdolnych do pracy. Wyruszyliśmy w 3500 osób a tylko 900 znalazło się w obozie, reszta poszła do komina. Wiem na pewno, że do obozu poszły najsilniejsze młode kobiety i mężczyźni do 50 lat będący w dobrej kondycji. Nas zabrali do łaźni , pozostałych do komory gazowej. Wiem to na pewno. W łaźni nas ostrzygli, zdezynfekowali i dali odzież w paski. Przy wprowadzaniu do łaźni widzieliśmy ogień, w którym palili ludzi. Były wykopane doły i tam palili tych, których nie zdołali spalić w piecach, i nas tam prowadzili, więc wszyscy myśleli, że nas prowadzą wprost do ognia. Jedni się modlili, inni płakali lub strasznie krzyczeli. Kiedy byliśmy ostrzyżeni, przed kąpielą zgasły światła i kazali wszystkim wyjść z pokoju, rozebrać, i wszyscy mieli wrócić z powrotem; baliśmy się wychodzić, bo była strzelanina a jednak musiałem iść całkiem nagi i poszliśmy do łazienki. Po kąpieli zabrali nas na blok i przez cały dzień staliśmy w błocie. O 16-tej dostaliśmy mały obiad, wiadro jedzenia na dziesięciu ludzi razem, bez łyżek. Następnie wprowadzili nas do bloku, gdzie było wielkie błoto .Padał na nas deszcz, warunki były straszne, 12 z nas spało na pryczy , bez koca, bez słomy. Tu nie musieliśmy pracować. Nazajutrz rano wyszliśmy i staliśmy cały czas do nocy. Trwało to przez 4 dni, a następnie załadowali nas na wagony i pojechaliśmy do Mauthausen. Po dwóch dniach podróży dotarliśmy na miejsce, przyjęcie było takie, że do wagonu wszedł jeden SS i powiedział, że po trzech dniach ani jeden człowiek nie pozostanie przy życiu. Bicie towarzyszyło nam na całej drodze do obozu, gdzie zostaliśmy ponownie poddani dezynfekcji i ulokowali nas w jednym bloku, 500 osób w jednym pomieszczeniu. Do jedzenia dostaliśmy suszona rzepę i mieszaną z kapustą. Tam nie można było się umyć. Lokalizacja była bardzo zła, i byliśmy stłoczeni jak śledzie, leżeliśmy na przemian głowami i stopami tak, że nikt praktycznie nie był w stanie zasnąć. Stąd poszliśmy do Melk, gdzie zaraz pobudka była o trzeciej nad ranem, do 6.30 był apel , a następnie pojechaliśmy do pracy pociągiem. Wracaliśmy o 17.30-18.00 i zanim wydali kolacje to było 21.30. Każdego dnia było coś niezwykłego , co nie pozwalało nam spać: golenie, sprawdzanie wszy, kary itp. Dostawaliśmy chleb i wysuszone płatki jarzyn np. rzepy (dörrgeműze). We wielkiej górze budowaliśmy tunele i potem w tunelu zbudowaliśmy fabrykę. Była to bardzo ciężka praca. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, budowaliśmy struktury z żelaznych szyn . Nosiliśmy ciężkie żelazne części, usuwaliśmy grunt, pracowaliśmy łopatami cały dzień. Pracowaliśmy tylko w dzień, ale były takie miejsca, gdzie pracowaliśmy na trzy zmiany. Myć się nie było można, ani mydła ani bielizny nie wydali. W jednej bieliźnie chodziliśmy 6-7 miesięcy, aż
Się cała podarła. Nie było czasu na higienę osobistą ale nie było to dozwolone a więc oczywiście w krótkim czasie zostaliśmy zawszeni. Cały obóz był otoczony drutami pod napięciem elektrycznym. Było dużo pobić na śmierć. Do pracy musieliśmy chodzić bez butów, i dostaliśmy stanów zapalnych na nogach ponieważ bardzo wielu miało otarcia skóry i zakażenia. Była biegunka i krwawe zapalenie jelit niszczyły ludzi. Na początku w całym obozie tygodniowo ginęło 30 do 40 ludzi, w końcu po 70-80 dziennie. Brakowało odzieży i obuwia. Bardzo cierpieliśmy z zimna w zimie. Tu nie musieli robić selekcji, bo wielu ginęło i bez tego. Słabi ludzie także musieli chodzić do pracy, tak ze wieczorem przynosiliśmy ich martwych do domu. W pracy i w tamtejszym bloku też stale nas bili. W miejscu pracy bili stale przy chodzeniu, bo ludzie już nie mogli chodzić w drewnianych chodakach lub nadzy z zimna na drobnych kamykach. Jeżeli ktoś dostał się na rewier i tam leżał to go pobili zamiast leczyć i bardzo dużo ludzi tam zginęło. Tak czy inaczej lekarz medycyny tam był, tylko nie miał czym leczyć. Jedzenia było mało i każdy był bardzo słaby. Takie życie trwało do 12-04-45 a potem wywieźli nas do Ebensee, bo zbliżali się Rosjanie. Y jechaliśmy trzecim transportem, podróżowaliśmy po 100 osób w wagonie i jechaliśmy 2 dni. W drodze nie dostaliśmy jedzenia. Po przybyciu do Ebensee nas zdezynfekowali , wszystko nam zostało odebrane, co kto miał, czy jeden papieros czy worek na chleb, ewentualnie chusteczkę do nosa, i to zostało odebrane. Umieścili nas w bloku, gdzie spaliśmy po 3-4 osoby na jednym miejscu do spania. Jeden ( 1 kg ) chleb dostawało 9 osób. Rano dostawaliśmy trochę czarnej kawy i w południe trochę zupy z obierek ziemniaczanych. Byli tacy, którzy zostali przydzieleni do pracy 8 godzin na zmiany i budowali tunele. Ja poszedłem do odgruzowywania. Budziliśmy się o 3-ciej rano i jechaliśmy pociągiem 45 km po 100 do 110 osób w wagonie i o 22-giej wieczorem wracaliśmy do domu. Tak to trwało do wyzwolenia, 5-05-45 wyzwolili nas Amerykanie a potem już wszyscy mieli co jeść i z tego powodu wielu ludzi zachorowało ponownie, bo jelita odwykły już od jedzenia. Plany na przyszłość: Jak najszybciej chcę wyjechać do Palestyny .

518,M, uczeń krawiecki ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 8 dni ), Mauthausen ( 8 dni), Melk, Ebensee
Mieszkałem z rodzicami we wsi Kuzmino, mój ojciec był krawcem, ale już trzy lata temu, został powołany do pracy przymusowej. Wkrótce po wkroczeniu Niemców na Węgry zebrali nas razem i wprowadzili do getta w Munkaczu. Byliśmy tam przez miesiąc i podczas tego czasu budowaliśmy ceglane baraki. Żandarmi tam nie bili nas, ale SS-mani przyszli do getta i wszystko nam zabrali. Pewnego dnia zgromadzili nas, wprowadzili na wagony i pojechaliśmy do Auschwitz. W drodze raz- dwa razy dziennie dawali wodę , mieliśmy też jedzenie, które z sobą zabraliśmy. W wagonie były 73 osoby. Po przyjeździe musieliśmy zostawić wszystko w wagonie. Oddzielono mnie od matki i zostałem z moim bratem, który miał 18 lat. Potem oddzielili mojego brata i teraz słyszałem, ze umarł. Zabrali nas do łaźni, gdzie nas ostrzygli, wydepilowali ciało i odebrali ubranie, mogliśmy zatrzymać tylko buty i pasy. Wieczorem o 22-giej wprowadzili nas do bloku. Po pobudce był apel, potem dostaliśmy kawę , miskę kawy dostało razem sześć osób. Skierowali mnie do innego bloku, gdzie dostałem obiad. Byłem tam przez 8 dni. Pracy nie było tylko staliśmy na apelu przez cały dzień. Przy okazji jednej selekcji zostałem wybrany i wywieźli mnie do Mauthausen. Tam po kąpieli dostaliśmy bieliznę i jedzenie. Mieszkaliśmy w bloku i w ogóle miejsce było do zniesienia. Mogliśmy się umyć, tylko musieliśmy stać w kolejce. 8 dni potem poszliśmy dalej do Melk. W Melk w sobotę zostawaliśmy na bloku, w niedzielę nie szliśmy do pracy i rozpoczynaliśmy prace w poniedziałek rano. Pracowałem kopiąc rowy, potem budowaliśmy baraki. Odmroziłem nogi, bo miałem dziurawe buty. Buty naprawiałem co noc, ale niewiele to pomagało. Jedzenie było dość dobre, 1 litr zupy i 1 / 2 kg chleba dziennie. Oczywiście, to było bardzo mało, tak że bardzo byłem wygłodzony. Wielu zmarło od głodu i bicia. SS bardzo nas bili, uzasadniając to tylko tym, że jesteśmy Żydami. Ja zostałem pobity wiele razy. Był wielki brud i byliśmy silnie zawszeni. Było wielu chorych, szczególnie silnie niszczyła ludzi biegunka. Chorzy byli przeważeni na rewier, ale nikt nigdy stamtąd nie wracał. Z Melk zabrali nas do Ebensee. Po kąpieli zabrali nas do bloku i następnego dnia rano szliśmy do pracy. Pracowałem przy łamaniu kamienia. To była bardzo ciężka praca, musieliśmy nosić kamienie. SS nas bił, abyśmy to robili szybciej. Już nie mogłem iść dalej , upadłem pobity podczas popędzania. Na revier nie chciałem iść, bo tam dawali jeszcze mniej jedzenia. Byłem tam przez 3 tygodnie. Pewnego razu tylko praca stanęła na 2 dni i następnie weszło wojsko amerykańskie. Z czeskim transportem przyszedłem tutaj. Chcę najpierw wracać do domu, bo słyszałem teraz, że moja mama jest w domu.
536, M, lekarz ur 1909, lat 36, Auschwitz (2do5-06-44), Mauthausen (6do9-06-44), Melk ( 10-06-44do13-04-45), Ebensee (14-04-45do5-05-45)
Rzeczywiście moje stałe miejsce zamieszkania było w Budapeszcie, gdzie pracowałem jako lekarz. W dniu 1 kwietnia 1942 wysłano mnie. Przyjąłem miejscowość Koltó jako punkt stałego pobytu, skąd leczyłem w okolicznych miejscowościach- a było ich 8. Pracował dla największej satysfakcji przełożonych, także cieszyłem się już pewną popularnością wśród ludzi, tak że sprowadziłem także moja żonę z Budapesztu do Koltó. Pewnego pięknego dnia - było to 23 maja 1944 - pojawiła się w moim mieszkaniu i policja zabrała mnie bez żadnego uzasadnienia do getta Nagybánya. Byłem tam wraz z innymi Żydami z tego miasta i jego okolic przez tydzień. Następnie rozpoczęli deportacje Żydów do Auschwitz. Podróż trwała trzy dni. Zaraz po moim przyjeździe, mnie i moją żonę poddano selekcji, oddzielono mnie od mojej żony i ja nie słyszałem nic o niej od tamtej pory, więc nawet nie wiem, czy w ogóle jeszcze żyje. W Auschwitz byłem przez trzy dni. Tzw. jedzenie, które było bliżej nieokreśloną cieczą z takim właśnie wyglądem i właśnie takim smakiem, jak w nocniku. Także w moim następnym miejscu przeznaczenia, w Mauthausen, gdzie otrzymałem numer, spędziłem nie więcej niż trzy dni. Najpierw stamtąd zostałem wysłany do obozu pracy , a mianowicie do Melk. Transport pracy, z którym wyruszyłem liczył 7000 ludzi . W obozie w Melk było już przedtem 1000 mężczyzn, którzy z wyglądy byli w stanie budzącym litość, co nie może dalej dziwić , jeżeli weźmie się pod uwagę, że przy bardzo skąpym wyżywieniu musieli wykonywać najcięższą pracę. Prace polegały na budowie sztolni. Nie zostałem wybrany do pracy i zachorowałem na infekcję nerek. Więc przyszedłem do szpitala, gdzie byłem leczony, a następnie, gdy byłem już na drodze do wyzdrowienia, pracowałem jako lekarz . 13-04-45 r. Melk został ewakuowany i doszliśmy do Ebensee, gdzie ewakuowano większość obozów, które były na austriackiej ziemi. Było tam skupione około 20.000 ludzi. Sytuacja tam panująca był a nie do opisania. Głód i choroby wymiatały tych nieszczęśliwych ludzi, pozbawionych wyczerpaniem jakiejkolwiek odporności. Poza tym pobicia i znęcania się powodowały, że każdego dnia ginęło co najmniej 200 osób. W dniu 5-05-45 wkraczający Amerykanie położyli temu kres.
539,M, technik dentystyczny, ur1927, lat 19, Birkernau ( 23-09-44do25-10-44 ), Charlottengrube ( 25-10-44do31-1-45 ), Mauthausen ( 01-45do15-03-45 ), Amstetten ( 03-45do15-04-45 ), Ebensee ( do 6-05-45 )
…… W połowie marca zabrali nas do Amstetten. Tu była bombardowana wielokrotnie bardzo ważna stacja kolejowa. Tę musieliśmy odbudowywać. Właśnie skończyliśmy , kiedy zbliżyli się Rosjanie i obóz ewakuowano. Deportowali nas do Ebensee. To było piekło piekieł, najstraszniejsze miejsce. Tu dziennie dostawaliśmy po 6 dkg chleba.
W nim były trociny, trochę ziemi i coś złego z czarnej listy. W południe dostawaliśmy 1 litr zupy, to była tylko woda i pływały w niej obierki. Ziemniaki były zjadane przez SS, obierki zostały nam dane. Byliśmy już szczęśliwi, gdy dostaliśmy te obierki, bo i to było za mało. Były dwa rodzaje pracy. Jedna grupa budowała fabrykę w podziemnych tunelach, inna grupa budowała dworzec kolejowy Altnangó Puchheim. Musiałem wstać o 3 rano i o północy w ulewnym deszczu wracaliśmy do domu. Nigdy nasze ubrania nie mogły wyschnąć, mokrzy musieliśmy się kłaść w trójkę na pół metrze szerokości pryczy. Prycze były trzypiętrowe, na wszystkich było dziewięciu. Cały czas od Mauthausen nie było zmiany ubrań. Po ulewach, opadach śniegu odzież wierzchnia była zniszczona i poszarpana, bez koszuli, w drewnianych chodakach. Z miejsca pracy dziennie przynosiliśmy po 3-4 zmarłych. Krematorium nie nadążało z paleniem zwłok. Pewnego dnia już nie mogliśmy iść do pracy, bo już zbliżali się Amerykanie. Lagerführer zabrał nas wszystkich na placu apelowym i wygłosił do nas przemówienie które tłumacz przetłumaczył na wszystkie języki europejskie. Mówił, że zbliża się armia amerykańska dla naszego wyzwolenia i spodziewa się nalotów bombowych i chce nas uratować od walki. Uważał, że po taki cierpieniu warto dożyć wyzwolenia. Dlatego ukryje nas w podziemnych fabrykach. Ostrzegali nas poprzedniego dnia przybyli żołnierze Wehrmachtu, którzy byli Austriakami, że chcą nas oszukać i w podziemiach wykończyć nas w ostatniej chwili. Ale Wehrmacht którzy byli z nami zalecali wzniecenie buntu. Wtedy już większość żołnierzy SS była na froncie, pozostało tylko kilku wyższych stopniem . Po przemówieniu zadeklarowaliśmy jednogłośnie, że chcemy tu pozostać. Więc nie wiedzieli co zrobić, bo zobaczyli, że bunt może wybuchnąć w każdej chwili. Stwierdzili , że jeśli zachowamy spokój i zachowamy się odpowiedzialnie, to wkrótce możemy spodziewać się Amerykanów. Wkrótce zniknęła z SS, tylko Wehrmachtu tam pozostał. Już były przygotowane inne flagi narodowe i angielskie napisy. Tak czekaliśmy z niecierpliwością i szczęśliwi przez trzy dni na Amerykanów. Na trzeci dzień, 6 maja, otworzyli bramę i wjechał pierwszy amerykański czołg. W elektrycznych ogrodzeniach nie było już prądu. Przerwali przewody i rozbroili Wehrmacht, którzy szczęśliwie oddali broń. Potem nas oswobodzili. Bardzo chcę wyemigrować do Stanów Zjednoczonych do mojego wujka.
595,M, handlowiec ur. 1902, lat 43, Auschwitz ( 24do30-05-44), Mauthausen (1do4-06-44), Ebensee (6-06-44do5-05-45)
Z getta w Koszycach trafiłem do Auschwitz. Tu oddzielone mnie od mojej żony i dwojga małych dzieci. Jak się później tam dowiedziałem, tego samego dnia zostali zabici w komorach gazowych, a następnie spaleni. Mając to na uwadze poszedłem kilka dni później z Auschwitz do Mauthausen, a stamtąd następnie do Ebensee. Ebensee był ogromnym obozem zagłady. Więźniowie budowali tu podziemne tunele i my też tam musieliśmy pracować. Pracowaliśmy na trzy : od 7do 15-tej, od 15-tej do 23-ciej i od 23-ciej do 7-mej rano. Najgorsza była praca na nocnej zmianie, ponieważ natychmiast potem musieli stać na apelu. Po obiedzie normalnie wypoczywaliśmy aż do pracy wieczorem. Jednakże, nie mogłem spać, ponieważ do baraku stale przychodzili i wychodzili, często baraki były czyszczone, oczywiście, tylko aby nas torturować a następnie bez względu na to, kiedy to było, musieliśmy wyjść na zewnątrz. Bili nas w okrutny sposób ; czy powód był, czy nie, także przy pracy. W większości bili w głowę pałką gumową, a kiedy wszyscy byli już całkowicie osłabieni, nie musieli dużo kogoś bić , aby umarł. Poza pobiciem większość z nas ginęła z powodu krańcowego wyczerpania. Dzienne racje były następujące: na obiad była cienka zupa zupełnie bez tłuszczu i bez soli w której tylko czasem pływał płatek rzepy. Rano dostawaliśmy litra czarnej kawy. Ponadto dostawaliśmy jedną trzecia bochenka chleba, ale później była tylko jedna ósma. Potwornie głodowaliśmy. Jedliśmy obierki ziemniaczane i liście. W obozie było dużo chorych na tyfus ,tak, że choć woda była, nie było wolno jej pić. W tej strasznej sytuacji 5-05-45 wyzwolili nas Amerykanie.
596,M, pracownik fabryki drewna ur. 1923, lat 22, Auschwitz (24-05-44do5-06-44), Falkenberg (6-06-44do28-08-44), Ebensee (12-10-44do5-05-45)
Z getta w Koszycach wywieźli nas prosto do Auschwitz. Po przybyciu na miejsce więźniowie w pasiakach wsiedli do pociągu i bardzo szybko nas z niego usunęli. Powiedziano nam, żeby bagaże po prostu tam zostawić i one później do nas dotrą. Koło stacji dokonano selekcji i oddzielono osoby starsze, chore i ciężarne , matki z małymi dziećmi i ci poszli z jedną grupą a zdolni do pracy poszli z inną grupa. Kiedy członkowie rodzin chcieli się pożegnać, powiedziano nam, że już w niedziele spotkamy się ze sobą. Niestety, to nigdy nie nastąpiło. Nas zabrali do łaźni, gdzie musieliśmy się rozebrać do naga, ostrzyżono nas i wykąpaliśmy się. Po gorącej kąpieli nie dostaliśmy ręczników, ale tak na mokro, musieliśmy stać nago przez wiele godzin w zimnym pomieszczeniu, aż w końcu dostaliśmy ubranie, ale nie nasze, ale postrzępione więzienne. Potem zagnali nas do pewnego baraku, gdzie było już tak dużo ludzi, że miejsce było tylko na ziemi i musiałem spędzić noc siedząc na podłodze. Następnego dnia rano musieliśmy stać na apelu od 3.30 do 8-mej rano. Potem dostaliśmy gorącej kawy. Później musieliśmy stać w kolejce po obiad, i wtedy nie mogłem tego jeść, taki był niedobry. Później się przyzwyczaiłem. Po południu ponownie był apel. Kilka dni później, zostałem zakwalifikowany do transportu pracy i wywieziony pociągiem do Falkenbergu. Był to mały obóz, 80 km od Breslau. Tylko żydowscy mężczyźni tu pracowali. Budowaliśmy tunele. Pracowaliśmy po 8 godzin dziennie, a rano przed pracą był 2 godziny apel. Traktowanie nie było tu bardzo złe , ale jedzenia było bardzo mało i złej jakości. Pod koniec sierpnia 44 trzy tysiące ludzi odeszło z Falkenbergu . Szliśmy pieszo przez 6 tygodni i cztery dni jechaliśmy otwartymi wagonami . Jakie to spowodowało spustoszenie wśród nas po drodze wystarczy powiedzieć, że do obozu Ebensee przybyło tylko 200 osób . W Ebensee był wielki obóz. Było w nim 30 000 mężczyzn różnych narodowości. Był to obóz zagłady. Strasznie tu bili ludzi. Prowadziliśmy tu rozmaite prace zewnętrzne, praca trwała 10 godzin, 2 godziny przed pracą był apel. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, spaliśmy po czterech na jednej pryczy. Oczywiście, nie było miejsca dla 4 osób, więc nigdy nie mogłem odpocząć. Jedzenie było coraz mniej każdego dnia. Było na porządku dziennym, że SS-man kogoś pobił na śmierć. Każdego dnia, było wielu martwych. Większość ginęła z krańcowego wyczerpania. Najtrudniejsze prace były przy budowie tunelu. Kto tu pracował przez 3-4 tygodnie, ten nie był w stanie kontynuować pracy. 5-05-1945 zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów. Teraz, gdy się wzmocniłem, przyjechałem do domu, zadbam o moje sprawy w domu i chcę wyemigrować do Palestyny.
647,M, furman ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 7do12-05-44 ), Erlenbusch ( 10-05-44 do pocz. 10-44), Wolfsberg, ( pocz. 10-44 do pocz. 01-45 ), Ebensee ( 10-01-45 do pocz. 05-45 ).
W miejscowości mojego zamieszkania, Kövesliget w Karpathenlandzie było około 300 Żydów w większości robotników , ludzi ubogich. Zaraz po wydaniu rozporządzenia o gettach , zostałem wraz z innymi Żydami z Kövesliget wywieziony do getta w Szeklence, gdzie mieszkaliśmy przez cztery tygodnie i przez władze w zasadzie nie byliśmy molestowani. W dniu 8-04-44 zabrano nas do getta i po czterech tygodniach zostaliśmy stamtąd wyprowadzeni. Musieliśmy najpierw iść pieszo 7 km do stacji kolejowej Száldobos i tam zostaliśmy załadowani na wagony. W jednym wagonie jechało razem osiemdziesiąt osób, mężczyzn, kobiet i dzieci. Tak jechaliśmy przez 3 dni, dręczeni głodem i pragnieniem. ponieważ ta niewielka ilość produktów żywnościowych , które zabraliśmy do getta, już dawno została zużyta a prowiantu na wyjazd nie dostaliśmy. Przez cały czas nie było wolno opuścić wagonu, nawet dla załatwienia potrzeb naturalnych a w wagonie nie było WC.
Wreszcie dotarliśmy do Auschwitz. Natychmiast po przybyciu do Auschwitz poddano nas zwykłym procedurom: ogolono nam włosy i pozostawiono tylko cienki pasek włosów, byliśmy się kąpać, musieliśmy oddać nasza odzież i w zamian otrzymaliśmy odzież więzienna. Wówczas przypisano nas do poszczególnych bloków. Blok w którym mieszkałem miał jako starszego blokowego pewnego chrześcijanina Polaka, który był podłym człowiekiem i postępował z nami pospolicie i brutalnie. Cały dzień mijał na tym, że godzinami staliśmy na apelu, bez względu na to, czy padał deszcz czy śnieg. Na szczęście nie pozostałem długo w Auschwitz, ponieważ już po pięciu dniach zostałem zakwalifikowany do transportu pracy i załadowany na wagon. Podróż trwała dwa dni, a jej celem było Erlenbusch. W Erlenbush obóz początkowo mieścił się w namiotach . Następnie doprowadzono nas do pracy. Prace polegały na budowie budynku stacji. Praca trwała dwanaście godzin dziennie i nie mogę się skarżyć sposób, w jaki nas traktowano. Było dosyć surowe , ale nie nieludzkie, a jedzenie było odpowiednie i warunki zadawalające. Mieliśmy również możliwość utrzymania na bieżąco w czystości. Ja pracowałem w Erlenbusch do października, a potem zostałem przekazany z transportem pracy na Wolfsberg. Także w Wolfsbergu człowiek musiał pracować równie ciężko, ale tutaj zostałem dotkliwie pobity. Tutaj musiał człowiek przewidywać celowe niszczenie więźniów: w ciągu dwu dni , kiedy tam pracowałem , większość ludzi z mojego transportu doświadczyło takiej brutalności strażników, że po tym czasie tylko czterech lub pięciu z nich pozostało przy życiu. Pracowałem tak przez dwa dni, po tym czasie zachorowałem i musiałem być zabrany do szpitala. Po krótkim czasie znowu byłem zdolny do pracy, ale wróciłem teraz do pracy w innej firmie w których traktowanie nie było już tak nieludzkie. Pracowałem tam przez trzy miesiące, aż front się zbliżył: musieliśmy iść dalej. Cała drogę musieliśmy straszliwie cierpieć z powodu zimna, bo ubrani byliśmy nad wyraz skąpo. Dotarliśmy wreszcie do wioski, której nazwy nie pamiętam, i zajęliśmy tam kwaterę. Tak więc, nasz stan nie poprawił się, potem cierpieliśmy z zimna tutaj , jak również w czasie marszu, ale także z głodu i pragnienia. Szliśmy dwa tygodnie, zanim doszliśmy do stacji kolejowej, gdzie zostaliśmy załadowani na wagony. Podróż trwała cztery dni. Znów musieliśmy bardzo cierpieć z powodu zimna, ponieważ wagony, w których jechaliśmy były otwarte, więc wszyscy byli narażeni na pogodę , szczególnie na lodowaty wiatr. Wielu z nas odmroziło ręce i nogi. Po czterech dniach dotarliśmy w końcu do celu naszej podróży: Ebensee. W Ebensee zostaliśmy najpierw poddani dezynfekcji, a następnie poszliśmy do bloku. W moim bloku, który był obliczony na mniejszą liczbę mieszkańców, ulokowano 700 osób tak, że trudno było przejść, a co dopiero leżeć lub spać. Do jedzenia dostawaliśmy czarny chleb, poznałem konsekwencje tej przyjemności, mam chorobę żołądka do dzisiaj. Aby określić warunki, jakie panowały w obozie w Ebensee, wystarczy zauważyć, że dziennie było tam 20-30 zgonów , a po trzech tygodniach, które spędziłem w Ebensee, z 3500 ludzi, z którymi tam przybyłem, przy życiu pozostały tylko jeszcze 300 osób. Na początku maja Amerykanie weszli do Ebensee i wyzwolili nas. Większość z nas była tak bardzo chora i słaba, że nie nadawała się do transportu i musiała tam jeszcze pozostać jeszcze cztery do sześciu tygodni, zanim mogli podjąć podróż do domu.
666,M, księgowy ur 1899, lat 46, Birkenau ( 06-44, 1 tyg.), Mauthausen (5-6 dni), Melk (06-44do 13-04-45), Ebensee (18-04-45 do 5-05-45)
Dr Hanzséros, lekarz w getcie Użgorod ( Ungvar) szantażował Żydów i chciał minimum 5000 pengo ; inaczej nie był chętny do umieszczenia kogoś w szpitalu. Mój wujek, chorujący 76 letni człowiek zaproponował mu 3000 , Hanzséros pieniądze zwrócił i odmówił przyjęcia do szpitala. Burmistrz Megay umieszczał Żydów w błocie cegielni, a nie jak wcześniej wspominał na jednej z ulic wyznaczonych dla getta. W czerwcu deportowano nas do Birkenau. Tu dostaliśmy się na 4 dni do kwarantanny. Razem z moim synem dostaliśmy się do Mauthausen. Tu również spędziliśmy tylko kilka dni. Droga była straszna. Kiedy z dworca kolejowego Mauthausen szliśmy do obozu, pewien żydowski kupiec z Użgorodu przewrócił się, SS przyszedł do niego i kopał go, aż ten w końcu zmarł. Pod koniec czerwca załadowali nas na wagony i wysłali do Melk. Jest on położony o 80 kilometrów od Wiednia koło Dunaju. Obóz w Melk został zbudowany przez więźniów. Komendant obozu był bardzo dzikim człowiekiem. Więźniów traktował bardzo źle i bił ich. Podobnie napastował Francuzów, Serbów i więźniów innych narodowości, tak jak Żydów. Nie czynił żadnych wyjątków. Początkowo jedzenie nie było zł. Praca była bardzo ciężka. Pracowałem przy budowie tuneli. Mieszkaliśmy w ceglanych budynkach i barakach. Budynki były dość czyste. Ale ponieważ nie dostaliśmy ubrania i bielizny, wystarczyło to do rozpowszechniania się wszy. Nie ułatwiali utrzymania czystości, nie dali ręczników, wręcz przeciwnie, jeśli u kogoś taki znaleźli , to go odbierali. Ja byłem pierwotnie na 6-tym bloku , później zmieniono to ostatecznie na siódmy. Starszym blokowym był Niemiec imieniem Fritz, ten zabił bardzo wielu Żydów. Między innymi, cały blok musiał oglądać wieszanie pewnego Żyda z Baia Mare (Nagybánya) nazwiskiem Wintraub. W związku z tym żadnej kary nie otrzymał nikt z kierownictwa obozu. Pracę podzielono pomiędzy trzy zmiany, nocną, dzienna i popołudniową. Najwięcej ludzi ginęło podczas wychodzenia do pracy i podczas przychodzenia z pracy. W deszczu , zimnie , bez ubrania, musieli stać godzinami, aż wyjdziemy z pracy, to samo stało się kiedy wychodziliśmy na miejsce pracy. 14-07-44 przy okazji brytyjskiego nalotu mój syn dostał drobnymi odłamkami z tyłu i nie był w stanie uzyskać pomocy medycznej. Również w innych przypadkach komendant obozu wykazał swoje sadystyczne usposobienie, bo mój syn był położony na ziemi, aby go zawieźć do szpital w Mauthausen. Słaby i drżący z zimna i gorączki poszedłem tam i nałożyłem mu mały płaszcz , więc komendant obozu chciał strzelać. Krzyczał, że to nie jest sanatorium. Mój biedny syn zmarł godzinę później. Z miejsca pracy co dzień ze zmiany przynosili po 5-6 martwych. Bywało tak, że chorych wydalano ze szpitala zanim się wygoili/wyleczyli. Odpoczynek nie istniał, jeśli ktoś wyszedł ze szpitala rano, to po południu już musiał iść do pracy. Znam przypadek, że w szpitalu leżał chory z Francji, i choć był jeszcze przy życiu, położyli go ze zmarłymi. Płakał biedak, ze nie chce umierać, bo ma rodzinę, ale go tam zostawili. Chory jednak wrócił do łóżka, i dostał obiad, bo przynoszący obiad nie wiedział, co z nim zrobili, a nawet zjadł kolację. Zmarł następnego dnia. Miało miejsce, że uciekło 2-3 więźniów z Rosji i jeśli złapali jednego z nich to egzekucji dokonywali w ten sposób, że dwaj inni Rosjanie musieli go bić pałkami aż uciekinier zmarł. Warto zauważyć, że w Melk więźniowie zbudowali krematorium. W obozie w Melk prze krótki okres komendantem bloku (Blockfürhrer ) był żołnierz z Wiednia nazwiskiem Strasser. Zachowywał się bardzo przyzwoicie wobec nas, wszyscy więźniowie byli mu wdzięczni. Pewnego razu , gdy byłem chory i nie wolno mi było iść do szpitala, przyniósł mi lekarstwa z zewnątrz za własne pieniądze. I pomógł wielu innych więźniom. Gdy ewakuowaliśmy się pieszo z Melk do Ebensee, dostawaliśmy tylko po 10 dkg chleba dziennie. Strasser nas wspierał, w tym mnie, dał mi chleb, margarynę i ostrzegał , żebym nie ośmielił się usiąść, bo wtedy SS strzela. W połowie kwietnia dotarliśmy do Ebensee. Wyżywienie było okropne. Dawali nam gotowane obierki ziemniaczane, ale my dostawaliśmy wodę, bo obierki zjedli kapo. Podawano codziennie 10 dkg chleba. Tu był również mój brat, rozmawiałem z nim nawet w dniu 23 kwietnia, skarżył mi się, że codziennie bardziej słabnie z głodu. 25 kwietnia poszedłem do jego bloku aby z nim rozmawiać. Obok towarzysz powiedział mi, że byli razem w pracy na nocnej zmianie. Mój brat miał skarżył mu się wcześnie rano i poprosił go o kawałek chleba, w celu złagodzenia głodu, ponieważ uznał, że upada. Ale jego towarzysz nie miał chleba i nie mógł mu dać. O 8 rano wrócili do domu, poszedł do szpitala, a niestety nie został uwzględniony i umarł. Niestety, mój biedny brat, członek mojej rodziny również stał się ofiarą śmierci głodowej .Praca tutaj była jeszcze gorsza niż w Melk. Zrobilismy tunele w kamiennej górze. W Ebensee były dwa bloki dla odzyskiwania sił, nr 23 i nr 26. W bloku nr 23 nie było ani prycz ani słomy, chorzy ludzie leżeli na deskach na ziemi. Stan osobowy bloku wynosił 280-300 osób. Dobowa liczba wystawianych zmarłych wynosiła 40-50 osób. Pewnego wieczoru przyszedł do bloku Lagerführer i policzyć zmarłych, było tylko 20. Z oburzeniem wszczął wielki hałas, dlaczego jest taka mała liczba trupów. Ostrzegł starszego blokowego, żeby ze względu na małą liczbę zmarłych wysłać na następny dzień połowę do pracy a połowę do krematorium. Starszy blokowy zatroszczył się, aby rano zamiast 20 zmarłych było 35. W 26-tym bloku w ciągu ostatnich kilku tygodni miały miejsce przypadki że z wielkiego głodu znajdowano zwłoki z brakującymi częściami ud. Niestety, więźniowie jedli ludzkie ciała. Jedli węgiel, kit z okna, to także przyczyniło się do choroby. Ja jadłem liście. Wyjąłem złote zęby i za 14 gramów złota dostałem 1 kg chleba. Na dzień przed wyzwoleniem na spotkaniu pod przewodnictwem SS Lagerführera zaproponowano i postanowiono przeprowadzić więźniów do tuneli i zabić gazem . Podjęto decyzje, że wysadzą ekrazytem wlot tunelu w powietrze tak, aby dopiero po latach prawda mogła wyjść na jaw, że wewnątrz są martwe ciała. Podjęto decyzję, że jeśli więźniowie będą się opierać, zostaną otoczeni przez # # #( brak jednej linijki tekstu –przyp. mój ). To zdradził nam jeden z SS-manów wtedy w sobotę rano i powiedział, że jeśli zaczną nasz szyk apelowy ostrzeliwać z broni maszynowej, on przetnie druty, abyśmy mogli uciec. O wpół do dziesiątej na miejsce przyszedł rozkaz, że wszyscy maja się ustawiać na placu apelowym. Tu Lagerführer mówił więźniom słodkie słówka. Powiedział, że wojna się jeszcze nie skończyła, nadal jesteśmy w niebezpieczeństwie, może Amerykanie czy Rosjanie nas zbombardują, a jeśli dotrwaliśmy do teraz, byłaby szkoda teraz umrzeć. Zalecił on, że zabiera nas do tunelu, ponieważ jest odporny na bomby. Na to starsi blokowi podnieśli krzyk, że jeżeli musimy umrzeć, to chcemy umrzeć tutaj. Na to komendant obozu wezwał starszych blokowych do zapewnienia porządku. Oni to obiecali i komendant obozu i wszyscy SS zniknęli. Tego samego dnia po południu przybyły amerykańskie czołgi.
685,M, piekarz, ur 1920, lat 25, Auschwitz ( 15-05-44 do 21-05-44), Mauthausen ( 26-05-44, kilka dni ), Melk ( 06-44 , dziewięć m-cy ), Ebensee
15 maja przybyłem do Auschwitz z moimi rodzicami i braćmi. Oddzielono nas od siebie, mnie ustawił po prawej stronie wysoki blondyn niemiecki, jak dowiedziałem się później, dr. Mengele. Po dezynfekcji, całkowicie wydepilowany , otrzymałem odzież w paski , drewniane chodaki również. W sumie sześć dni, spędziłem w Auschwitz, w bloku ludzie byli bardzo stłoczeni, ale na szczęście ten stan rzeczy nie trwał długo. Po pięciu dniach podróży przybyłem do Mauthausen. Transport był duży, 130 osób zostało zapakowanych w jednym wagonie. Na drogę dostaliśmy chleb margarynę. Był wielki brak wody, bo na stacjach nie dawali nam jej. W Mauthausen była dalsza selekcja, skierowano mnie do innego transportu do Melk. Po następnych pięciu dniach podróży , dotarliśmy w końcu na miejsce. Pracowałem w wojskowych zakładach na 12-godzinne zmiany dzienną i nocną. Pracowałem też jako ślusarz, tunel wierciłem ponad 9 miesięcy, w rzeczywistości zbudowaliśmy tutaj zakłady wojskowe odporne na bombardowania. Traktowanie było okropne, ciągle nas popędzano i bito, a więc również ze względu na wielkość pracy osłabliśmy. Na początku jedzenia było więcej, później niej. Dostawaliśmy po 25 dkg chleba, czarna kawę, czasem dodatki, ale z czasem te zostały usunięte. Kto szedł na rewier , żywy nie wracał. Nie było ciepłej odzieży, tak wielu ludzi zamarzło z zimna, drewniane chodaki nie zapewniały ochrony , gdy szliśmy na miejsce pracy, kiedy utykaliśmy w śniegu, i nie byliśmy w stanie wyciągnąć chodaka, bili nas bykowcami. My upokorzeni na ciele i duszy, udręczeni kontynuowaliśmy naszą drogę krzyżową. Pod koniec stycznia w ogromnym nalocie zginęło 1500 osób. Z powodu głodu i tyfusu wiele skrajnie wyczerpanych osób zmarło. Ponad połowa z nas zmarła. Można się było umyć, tylko nie było czasu. Kiedy wracaliśmy z pracy do domu byliśmy tak wyczerpani, że padaliśmy na pryczę. W związku z tym dostaliśmy wszy , byliśmy brudni , więc choroba jest bardziej niszczyła osłabionych ludzi pracujących fizycznie. Tak minęło 9 miesięcy. Do Linzu płynęliśmy barka, dalej do Ebensee szliśmy pieszo. To było piekło. Mieszkaliśmy w zatłoczonym baraku. Tłoczyliśmy się na śmierć. Początkowo dostawaliśmy zupy bez zawartości i po 10 dkg chleba, potem nie było i tego. Byliśmy szaleni z głodu, jedliśmy węgiel, a Rosjanie uciekli w nocy ze zwłok wycięli kawałki mięsa, gotowali i spożywali. Bardzo wielu z nas także z głodu uciekało się do tego. Chorzy byli torturowani, dziennie ginęło 50 osób, kiedy otworzyliśmy okna byliśmy bezradni i wystawieni na kaprysy pogody. Po raz pierwszy, ci którzy nie chodzili do pracy, bo byli za słabi, zostali skierowani żywi do krematorium. Nie wierzyliśmy, że to przeżyjemy. Kiedy pewnego rana komendant obozu uciekł, wiedzieliśmy, ze nadchodzi chwila wyzwolenia.5-05-45 wyzwolili nas Amerykanie .Płakaliśmy z radości , całował ręce, bo nastała chwila wolności. Bolało nas, że wielu niewinnych ludzi tego nie doczekało.
694,M, uczeń skórnika, ur 1926, lat 19, Auschwitz (15do19-04-44), Mauthausen (22do30-04-44), Melk (1-05-44do5-05-45), Ebensee ( 5do31-05-45)
W Koszycach mieszkało około 12.000 Żydów, głównie kupców i rzemieślników, którzy zwykle mieszkali w dobrych miejskich warunkach. Moi rodzice byli dobrze prosperujący kupcami handlujący garnkami. Po wkroczeniu Niemców bogatsi Żydzi zostali zebrani razem. Kilka godzin później żydowska ludność w mieście musiała wyłożyć ponad milion pengo. W mieście były dwa getta: jedno miejskie i drugie w cegielni, gdzie byli Żydzi z okolicy, w obu było ok. 16 000 ludzi. Była kuchnia komunalna i żydowscy policjanci pilnowali porządku, z zewnątrz było strzeżone przez wojskową żandarmerię. Komendantem getta był Szoó Tibor. Nie było trudno uciec z getta, ja też próbowałem, Ele niestety nie udało mi się, zostałem ujety w mieście, chciałem uciec do granicy słowackiej. Bratu udało się ukryć i tam pozostał. Mężczyzn wyprowadzano do pracy. Słyszeliśmy wiele o samobójstwach. Mówiło się, że pójdziemy do pracy na Kenyérmező ( chlebowe pole ), Nawet dla uspokojenia poszli tak daleko, że na wagonach przyklejono takie nalepki z tekstem: "szczęśliwie dotarliśmy na Kenyérmező." Potem nagle zebrali ludzi, wszystko im odebrali, załadowali do wagonów i wywieźli z cegielni. W wagonie było po 75 osób, wody i żywności było mało, także rzucili trochę odzieży z nami. Do słowackiej granicy eskortowali nas Węgry, tu przejęli skład Niemcy, przyszli i zapytali, kto wyrzucił list, bo jeśli nie powiemy, to natychmiast nas rozstrzelają. Ponadto w dalszym postępowaniu natychmiast odebrali nam wszystkie pozostałe rzeczy wartościowe. Według mojej wiedzy nikt nie próbował uciec.15-04-44 rano dotarliśmy do Auschwitz. Bagaże musieliśmy tam zostawić, wysiedliśmy, osobno ustawili mężczyzn i kobiety, potem poszliśmy do łaźni i ostrzygli nas. Było jeszcze zimno i na miejsce zabranej odzieży dostaliśmy postrzępiona i letnią. Byłem w Auschwitz tylko cztery dni. Potem przydzielali do transportu i pytali, kto ma jaki zawód, myśleliśmy, że to może być coś dobrego i też się zgłosiłem jako szklarz, tak dostałem się do Mauthausen ale byłem tam tylko tydzień. Mauthausen było obozem dystrybucji, po ośmiu dniach wywieźli mnie z transportem pracy do Melk. Jechaliśmy jeden dzień pociągiem osobowym, pod eskortą starych żołnierzy z Wehrmachtu. W Melk w tym czasie był mały obóz, byli tam Francuzi, Grecy, razem z nami Węgrami było nas 3 000 ludzi. Praca była bardzo ciężka, wybudowaliśmy podziemną fabrykę, dzienny czas pracy: 8-12 godzin. Wyżywienie na początku było ość zadawalające, natomiast bardzo nas bili. Do pracy i z powrotem jeździliśmy pociągiem, trwało to po dwie godziny, bo zawsze musieliśmy czekać na kolejne grupy. Zimą dziennie ginęło około 75 ludzi, bez butów, w chodakach osłabione organizmy wkrótce umierały. Wkrótce zbliżyła się Armia Czerwona i ewakuowano nas czterema transportami, najpierw słabych w szpitalu , tych do Mauthausen, następnie znowu słabi , kolejny, do którego ja też zostałem włączony jechał pociągiem do Ebensee. Po przybyciu skierowano 1000 ludzi do jednego bloku, leżeliśmy na ziemi. Słabi ludzie, którzy byli regularnie bici, ponadto lamentowali całą noc, płakali, śmierć znajdowała tu obfite żniwo 150 osób ginęło dziennie, ale wiele osób także zginęło na rewierze, starszy blokowy również pobił wielu ludzi na śmierć, którzy się tam dostali, już został skazany na śmierć . Wyżywienie było najgorsze z możliwych: 1/9-ta bochenka chleba, 1 litr wodnistej niesolonej zupy, ugotowanej z obierek ziemniaczanych.3-05-45 wyzwoliło nas wojsko amerykańskie, następnie z transportem dostałem się do Linzu, następnie zdezynfekowano nas w Pilźnie i przez Pragę wróciłem do domu. Plany na przyszłość: teraz na razie jadę do domu, chcę o tym porozmawiać z moim bratem, który jest już w domu.
749,M, uczeń ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 25do27-04-44), Wolfsberg (29-04-44do01-45), Ebensee ( 01-45do5-05-45)
W Beregkövesd mieszkało 80 rodzin żydowskich , którzy w większości byli dobrze prosperującymi handlowcami, rzemieślnikami, rolnikami, ale było też wielu ubogich rolników. Moi rodzice mieli 20 ha gruntów, gospodarstwo i dom.
Na początku kwietnia 44 w każdym żydowskim domu pojawiła się policja, zamknięto domy , mogliśmy z sobą zabrać trochę jedzenia, ubrania, bieliznę i zapędzono nas do na lokalnej żydowskiej świątyni. Spędziliśmy tam dzień i noc, a następnie załadowali nas na wagony i wprowadzili do getta Beregszasz. Zebrano w tamtejszym getcie około 4000 Żydów, nie mogliśmy się skarżyć na działanie Rady Żydowskiej. Ulokowano nas w barakach, z zewnątrz pilnowali nas żandarmi i policja żydowskiej utrzymywała porządek wewnątrz. Często przychodzili żandarmi przeszukiwać dom, a następnie zbierali pieniądze, złoto, zegarki i inne cenne rzeczy. Regularnie wywożono nas do pracy na zewnątrz, praca wewnątrz getta była wykonywana tylko sporadycznie. Łatwo byłoby można uciec i też chciałem spróbować ucieczki, ale ze względu na moich rodziców zrezygnowałem z początkowego planu. Już spędziłem trzy tygodnie w getcie, kiedy przyszedł rozkaz, że musimy być spakowani w dwie godziny. Szliśmy pieszo trzy kilometry , na bagażach mieliśmy napisać adres, mówili, że je wyślą do nas, ale nie zrobili tego, pozostawili nam tylko ubranie i żywność. Do każdego wagonu skierowali po 71 osób, dali po 80 dkg chleba, ale wodę dostaliśmy dopiero w Koszycach, gdy pociąg został przejęty przez Niemców. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas wiozą, po prostu założyć, że jedziemy do Niemiec. 25-04-44 rano dotarliśmy do Auschwitz, tu na stacji przyjęli nas polscy więźniowie w pasiakach. Po wyjściu z pociągu oddzielono mężczyzn od kobiet, potem poszliśmy do łaźni, tam nas ostrzygli, zdezynfekowali, w miejsce dobrych ubrań wydali nam pasiaki. Ja dostałem się do obozu A, w bloku było nas 1000 ludzi.
Dwa dni potem wydano prowiant na drogę, załadowano nas na wagony po 50-ciu i zabrano na Wolfsberg. Tu pracowaliśmy na stanowiskach pracowników budowlanych, przy rozplanowywaniu , to była ciężka praca, po 12 godzin dziennie, wcześniej belki nosiliśmy na wzgórze. Niemieccy majstrowie bardzo bili. Zaopatrzenie: 1 / 3 chleba, 1 litr zupy na obiad, potem zupa bardziej zawiesista. Apel mieliśmy w drodze do pracy i przed wieczorem apel był również . Po 400 było w bloku, dwóch mężczyzn na pryczy.
Kiedy wojska rosyjskie podeszły, wynieśliśmy się do Ebensee. Wyruszyliśmy i szliśmy pieszo półtora dnia, 4000 nas upakowano na noc w dużej stodole , w pierwszych dwóch dniach nie było żywności, na trzeci dzień dostaliśmy 1 / 4 chleba i 0,2 litra zupy. W stodole 150 osób zmarło z głodu, a częściowo z zimna i krańcowego wyczerpania, wykopaliśmy duży dół i tam wrzuciliśmy trupy. Sześć dni i sześć nocy jechaliśmy otwartymi wagonami w największym zimnie . Na całą drogę dostaliśmy półtora kilograma chleba i jedną konserwę na pięciu, strasznie głodowaliśmy po drodze. Tamtejsza ludność czeska wrzucała nam chleb do wagonów, ludzie skakali po niego, na to wielu z nas zastrzelili. Kiedy dojechaliśmy do Ebensee , były dwa wagony pełne zwłok. Po przybyciu do Ebensee chorzy pozostali w wagonach, potem przyjechały wozy i załadowali ich na nie jak drewno do koszyka. Dowiedzieliśmy się, że cały transport został przewieziona do krematorium, tam zostali wybrani silniejsi i słabi. Do jednego bloku przydzielono 700 osób, skierowali nas do pracy, pracowaliśmy przy kopaniu tunelu, to była bardzo ciężka praca. Przy takiej ciężkiej pracy wyżywienie było tylko litr zupy i 1/6 bochenka chleba podczas gdy SS strasznie bił kijami, więc nic dziwnego, że z około 4000 ludzi, którzy wyszli z Wolfsbergu, tylko ok. 400 pozostało. 1-05-45 zbliżyły się oddziały amerykańskie i Niemcy chcieli abyśmy weszli do tunelu, który został wydrążony. SS potem uciekli, 5-05-45 już tam były oddziały amerykańskie, które nas wyzwoliły. Potem przebywaliśmy tam przez dwa tygodnie: w tym czasie we wszystko byliśmy dobrze zaopatrywani przez żołnierzy amerykańskich, a następnie zawieźli nas samochodami do Pilzna, skąd czeskim transportem kontynuowaliśmy podróż przez Pragę, Bratysławę do Budapesztu.
755,M, talmudysta ur 1924, lat 21, Auschwitz (21do24-04-44 ), Dörnau (25-04-44do23-05-44 ), Wustegiersdorf ( 24-05-44do6-06-44), Wolfsberg (kilka miesięcy ), Ebensee ( kilka tygodni )
Latem i wczesną jesienią 1941 roku większość Żydów na Węgrzech, którzy nie mogli udowodnić ich obywatelstwa węgierskiego, została deportowana przez władze węgierskie na Ukrainę. Szczególnie ostrymi byli wobec Żydów z Górnych Węgier i Karpatenlandu, którzy jako ortodoksyjni Żydzi, byli identyfikowani jako tacy nawet przez ich strój . Tutaj, władze robiły wszystko, aby utrudnić tym Żydom uzyskiwanie świadectwa obywatelstwa, jeżeli nie całkowicie je uniemożliwić. Nawet ja, który mieszkałem wtedy w Nyírbátor, miejscu mego urodzenia, zostałem zabrany z moją rodziną do granicy. W ostatniej chwili – byliśmy już koło granicy – przyszedł rozkaz przewodniczącego wyższego sądu, na podstawie którego nie wyprowadzono nas przez granicę, ale zostaliśmy sprowadzeni z powrotem do Nyírbátor. Moi rodzice zostali w Nyírbátor podczas gdy ja przeniosłem się do Budapesztu, gdzie mogłem żyć bez przeszkód ponad rok. Jednak w tym okresie stale były organizowane ataki na napływowych Żydów, zatrzymywano ich i wysłano do obozów koncentracyjnych, których było w Budapeszcie pięć a na prowincji na Węgrzech dwa. Wreszcie i ja zostałem w taki sposób w grudniu 1942 r. zatrzymany. I początkowo przeniesiono mnie do aresztu policyjnego, gdzie mieszkałem przez dziesięć dni, a następnie doprowadzono mnie do obozu koncentracyjnego w Gerany. Byłem tam czternaście miesięcy. Węgierska policja bardzo ściśle nas nadzorowała w Gerany ale nigdy nie doszło do aktów okrucieństwa. Ludzi ulokowano w sposób humanitarny, mieli wiele możliwości utrzymania czystości, mogli korespondować ze światem zewnętrznym / oczywiście pod ścisłą cenzurą / i od czasu do czasu mogli przyjmować wizyty członków rodziny. Internowani byli zaopatrywani wystarczająco przez Narodowy Fundusz Pomocy węgierskich Żydow. Kiedy Niemcy wkroczyli do Budapesztu, zostaliśmy przejęci przez żandarmerię polową , której pierwszym zadaniem było zburzenie domu modlitwy Żydów w obozie. Musieliśmy Gwiazdy Dawida paznokciami zniszczyć na złom, a kto czynił jeszcze jakieś nieśmiałe próby żeby użyć przy tym narzędzi , został pobity do krwi. Zwoje Tory i książeczki do nabożeństwa zostały spalone przez węgierską żandarmerię polową na oczach Żydów pośród największych zniewag i przeklinania Żydów. Zostaliśmy zmuszeni do tego, aby nasze paczki żywnościowe, które 19-03-44 miały nam zostać wysłane, zostały przekazane do Ortsvon Garany; węgierska policja dozwoliła również na to samo w przypadku naszych paczek z ubraniami, a wartość paczek musiała być przestrzegana. Obóz Garany składał się z dwóch części, znane jako dolny i górny obóz. W dolnej części obozu, byli chrześcijanie, którzy zostali zatrzymani za różne przestępstwa : spekulację cenami , unikanie pracy, włóczęgostwo, ciężkie przestępstwa, którzy po odbyciu wyroku zostali skazani przez sąd, jako szkodnicy wspólnoty narodowej na internowanie, etc. W górnej części obozu umieszczono Żydów , ich jedyną winą było to, że nie mogli oni wykazać ich obywatelstwa węgierskiego, i dlatego zostali uznani za bezpaństwowców, ale wśród więźniów znajdowali się i zagraniczni Żydzi. Pewnego dnia przyszła niemiecka komisja i zadysponowała, że ci ciężcy przestępcy z dolnego obozu maja być pomieszczeni w górnym obozie. Żydzi patrzyli, jak brudni i całkowicie zawszeni przestępcy zajmują ich kwatery i śpią w ich sąsiedztwie. W dniu 14 kwietnia 1944 została nam zabrana reszta naszych rzeczy i musieliśmy maszerować 35 km do Sátoraljaújhely. Tam zostaliśmy załadowani na wagony razem z Żydami z tego miasta lub raczej stłoczeni jak bydło w wagonach bydlęcych i pociąg pojechał do Auschwitz. W pierwszą noc po przyjeździe do Auschwitz, po kąpieli wydano nam zamiast naszych ubrań cywilnych więzienne pasiaki, około 22.30 poszliśmy do bloku. Po drodze były w zasięgu wzroku ognie płonące w lesie. Baliśmy się, że nas prowadzą do lasu , aby nas tam spalić. Tak się nie stało, ale kilka metrów od ognia skręciliśmy łukiem w prawo. Kiedy dotarliśmy w pobliżu ognia, usłyszeliśmy z lasu, nieszczęśliwe kwilenie dzieci, ale czy dzieci były tam palone, nie potrafię powiedzieć. Byłem tylko trzy dni w Auschwitz, a następnie zostałem dołączony do transportu pracy, skierowanego do Dörnau, małej miejscowości w pobliżu Wrocławia, gdzie był obóz dla mężczyzn w którym było około 1000 więźniów. Pracowaliśmy w kamieniołomie. Dzień pracy trwał dwanaście godzin, a praca była bardzo ciężka i niezdrowa. Najbardziej jednak musieliśmy cierpieć przez okrucieństwo komendanta obozu, który zawsze wymyślił coś, aby mógł nakładać najcięższe kary. Fakt, że jedzenie było całkowicie niewystarczające, był sam przez się zrozumiały. Potem , kiedy spędziłem cztery tygodnie w Dörnau wybrano 40 mężczyzn z nas, w tym mnie i poszliśmy do Wüstegiersdorf. Tu nasza sytuacja była o wiele lepsza, bo przede wszystkim było dużo lepsze zaopatrzenie, a także komendant obozu był oficerem wybitnie sprawiedliwym, która zatroszczył się, aby traktowani byliśmy w sposób humanitarny. W W Wüstegiersdorf pracowałem tylko dwa tygodnie, a potem do przeszedłem do Wolfsbergu , gdzie byłem zatrudniony przy budowie pewnego tunelu. Mogę powiedzieć, że traktowanie było ogólnie niezłe, mieliśmy jedzenia tak dużo, że nie głodowaliśmy. Tutaj również nie było tolerowane molestowanie człowieka przez strażników ; jeżeli wykonał wymaganą pracę, nie był molestowany. Już po kilka miesięcy mojej pracy w Wolfsberg, ucierpiałem wypadku: nieszczęśliwie zostałem uderzony w głowę i ciężko ranny przez kamień, który był o 25 kg za ciężki dla mnie . Zabrano mnie do szpitala i byłem operowany. Operacja zakończyła się pomyślnie i czułem się jak cudem wracam do życia, po tym, jak przez siedem tygodni byłem w szpitalu. W czasie mojej choroby zdałem sobie sprawę z faktu, o którym wiadomość pomimo nerwowości wkrótce rozeszła się szeroko, że front zbliżył się i prawdopodobne jest opuszczenie Wolfsbergu. Tak się rzeczywiście stało: Wolfsberg ewakuowano a więźniowie szpitala zdolni do marszu zostali wybrani i do transportu włączeni; ja też poszedłem z transportem, co dla mnie stało się dla mnie łańcuchem niewypowiedzianego cierpienia. Pierwszy nocleg miał miejsce w miejscowości Schoenberg, jak pamiętam. Tam mieliśmy pozostać, aż zostanie podjęta decyzja, dokąd w rzeczy samej nas chcą zabrać, ponieważ tego nikt wtedy nie wiedział. Tak więc zajęliśmy kwaterę w Schoenberg. Ta „kwatera” mieściła się w szopie z desek, która mogła pomieścić co najwyżej 500-600 ludzi. Nas było 4300 ludzi i musieliśmy się wszyscy zmieścić w tej szopie. Tam był tłok nie do opisania, byliśmy upakowani tak, że już nikt więcej nie był w stanie wejść i kiedy wewnątrz nie było już nawet miejsc stojących, byliśmy uderzeniami i innymi gwałtownymi środkami zmuszani do wepchania się do wewnątrz. Wreszcie byliśmy 4300 ludzi wewnątrz, ale wkrótce powietrze było takie, że z trudem było można złapać oddech. Następnego ranka, naliczyliśmy nie mniej niż 96 zgonów, wszyscy zostali zaduszeni w naszej stodole. W tym miejscowości spędziliśmy dziesięć strasznych dni! W tym czasie dostawaliśmy ledwie coś do zjedzenia tak, że ze słabości prawie padaliśmy. Poza tym mieliśmy braki w odzieży i poważnie cierpieliśmy z zimna. Spać nie było można, ale nawet, gdyby taka możliwość była, to ludzie nie śmieli zasypiać , bo kto zasnął, ten następnego dnia rano był zamarznięty. W końcu wyszliśmy po 10-ciu dniach, szliśmy 18,5 km, aż przyszliśmy do sudeckiego miasteczka, którego nazwy już nie pamiętam. Tam jednak nie zostaliśmy, lecz załadowano nas na wagony i jechaliśmy półtora dnia do Pilzna. Tam mieliśmy szczęście, zostaliśmy zauważeni przez czeskich robotników, którzy się natychmiast zatroszczyli o jedzenie dla nas. To było naprawdę wzruszające, w jaki sposób robotnicy nas przyjęli, co było bardzo istotne przy spadającej wadze ciała, bo narażali swoje życie. Byliśmy mianowicie bardzo silnie strzeżeni przez SS, którzy na każdą zauważona przez siebie próbę zbliżenia się odpowiadali strzałami. Wielu z nas zawdzięcza swoje życie dzielnym czeskim robotnikom ponieważ wielu było już blisko śmierci głodowej. Po kilku dniach podróży, dotarliśmy w końcu do Ebensee. Wagony przedstawiały straszny widok: w każdym wagonie podłoga była pokryta trupami. Spośród 4300 ludzi, którzy wyruszyli z Wolfsbergu, ledwie 3000 osiągnęło Ebensee, pozostali zginęli z głodu, zaduszeni, zamarzli lub zostali zastrzeleni przez SS. W Ebensee następnie zostaliśmy poddani dezynfekcji. To również zostało wykorzystane jako okazja od zmniejszenia naszej liczebności, najwyraźniej byliśmy bardziej liczni niż się spodziewano lub oczekiwano w Ebensee. Zrobiono to w następujący sposób: miejsce dezynfekcji zostało ulokowane w krematorium a przed nim był wolny plac. Na tym placu człowiek musiał czekać, aż przyjdzie jego kolejka. Teraz brali do dezynfekcji tylko po pięćdziesięciu, ale sama dezynfekcja przebiegała tak wolno, że wszyscy musieliśmy czekać na otwartym polu. Większość z nas była tak wyczerpana, że nie byli w stanie zwalczyć chęci zasypiania, położyli się, zasnęli i prawie bez wyjątku zamarzli, co było postrzegane przez SS z uśmiechem wyrażającym zadowolenie z siebie i rodzajem radości, jak gdyby ich trick osiągnął cel. Zakwaterowano nas w dwóch blokach. Po tygodniu- w czasie którego nie stało się nic, co mogłoby nas uczynić godnymi kary- pojawił się starszy blokowy i zaczął nas bić grubym kijem, który był niemal drągiem, i którego nie był w stanie nieść jedną ręką. To trwało tak długo, aż kilku martwych padło na podłogę. Tę procedurę powtarzano od tej pory codziennie. Również prowadzili nas do pracy i to do kamieniołomu, w którym musieliśmy bardzo ciężko pracować. Odniosłem wrażenie, ze tutaj nie praca była ważna, ale to, żeby nas jak najszybciej wyprawić na tamten świat, do czego zatroszczono się też, aby jedzenia było bardzo mało i złej jakości. W związku z tym Ebensee może być jednoznacznie określony jako obóz zagłady. W końcu zachorowałem na czerwonkę i zostałem przewieziony do szpitala, gdzie pozostawałem aż do wyzwolenia, aż do czasu mojego transportu powrotnego na Węgry.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:50, 30 Sie 2013 Powrót do góry

798 M, rolnik ur. 1926, lat 19, Auschwitz 920-05-44do5-07-44), Mauthausen (8do20-07-44), Ebensee (21-07-44do5-05-45)
20-04-44 żandarmi wydali przepis, że możemy zabrać bagaże po 50 kg w tym żywność i również kosztowności i po 2 godzinach wyruszyliśmy do getta. Jechaliśmy 1 dzień w zamkniętych wagonach. Ulokowali nas w getcie w cegielni, spaliśmy na ziemi na słomie, było tak mało miejsca, że ledwo mogliśmy się ruszyć. Została stworzona kuchnia komunalna, ale każdy miał jedzenie z domu. Zarówno mężczyźni, jak kobiety musieli iść do pracy, która polegała na noszeniu cegieł i transport wagonikami kopalnianymi. Byliśmy zamknięci wokół pilnowali nas żandarmi, którzy powiedzieli , że pozostaniemy na Węgrzech i pójdziemy w kraju do pracy. Byliśmy w getcie około 4 tygodnie a następnie wydali rozkaz do wejścia na wagony. Wszystkie nasze kosztowności zostały nam zabrane już w getcie, ubrania nie było zbyt wiele, więc mieliśmy w wagonie ledwie tobołek. W zamkniętych wagonach stłoczono po 80-100 osób, ani siedzieć, ani stać nie mogliśmy. Woda nie dostaliśmy w ogóle. Już w pociągu zmarło wielu ludzi, zwłaszcza chorych i starszych. Transport poszedł do Koszyć, gdzie przejęli nas SS. Jechaliśmy przez 3 dni i noce, aż dotarliśmy do Auschwitz. Tu po opisywanej przez wielu selekcji poszliśmy do łaźni, ostrzygli nas a następnie przydzielono nas na bloki. Nie było dla nas pracy. Kiedy przyjechaliśmy, starszy obozu powiedział, żeby wydać natychmiast kosztowności, nawet jeżeli ukryliśmy je w naszych butach, bo inaczej nas zastrzelą. Kilku ludzi coś jeszcze mieli i oddali. W jednym bloku było stłoczonych 800-1000 ludzi, było tak mało miejsca, że nie mogliśmy się ruszyć. Po pobudce już staliśmy na apelu, który trwał godzinami, aż nas policzyli. W Auschwitz byłem półtora miesiąca , kiedy do mającego odejść transportu brakowało jeszcze 30 ludzi, ja się też zakwalifikowałem do transportu. Jechaliśmy przez 3 dni do Mauthausen. W obozie stłoczono nas 500 osób w jednym miejscu, jak śledzie, spać mogliśmy tylko na podłodze, tak było mało miejsca. Wyżywienie było bardzo słabe, strasznie głodowaliśmy. Tu nie było pracy, dwa razy dziennie od rana musieliśmy stać godzinami na apelu. W Mauthausen byłem ok. 1 tydzień, zanim poszliśmy dalej, wszystkim nadali numery więźnia, które naszyliśmy na kurtkę. Po pół dniowej podróży przyjechaliśmy do Ebensee. W obozie musieliśmy wykonywać bardzo ciężka pracę fizyczną. Byli tacy, którzy wykonywali prace górnicze, ja pracowałem przy budowie tunelu, głęboko we wnętrzu góry. Przy pracy dziennie były poważne wypadki, że duże kamienie spadały na ludzi, którzy natychmiast ginęli w straszny sposób. Pamiętam ,że na kolegę -miał może20 lat - spadł kamień wagi 20 cetnarów, kolega zginął tam na miejscu. Majstrami byli aryjscy Polacy, bardzo byliśmy wykorzystywani w pracy. Praca była prowadzona na dwie zmiany. Dzienna zmiana trwała od 7-mej rano do 18-tej wieczorem, nocna od 18-tej wieczorem do 7-mej rano. Jedzenia było bardzo mało, zwłaszcza chleba, więc bardzo cierpieliśmy z głodu. Słabi szli na rewier, ale stamtąd nikt już nie wracał. Zmarłych palono w krematorium. Pewnego ranka musieliśmy ponownie stanąć na apelu, przy tej okazji wystąpił komendant bloku i stwierdził, że wojska amerykańskie są tylko o 10 km od Ebensee. Do czasu ich przybycia mieliśmy wszyscy wejść do tunelu. Mogło nas być koło 25 000 , bo skupili tam także więźniów z sąsiednich obozów. My stwierdziliśmy, że tam nie pójdziemy, raczej będziemy na nich czekać wewnątrz bloków. W rzeczywistości, dowiedzieliśmy się, że w sąsiednim obozie już zniszczono za pomocą gazu może 500 osób. Jednak udało nam się pozostać w barakach i 2 dni później przybyli nasi zbawcy, wojsko amerykańskie. Pozostawaliśmy przez 3 tygodnie w Linzu pod ich opieka pielęgniarską i odpoczywaliśmy, a potem przyjechaliśmy tutaj przez Czechy. W przyszłości jak najszybciej chciałbym wyjechać do Palestyny.
838,M, majster w tartaku ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 23do 31-05-44), Mauthausen ( 2-06-44do25-08-44), Ebensee (26-08-44do25-04-45), Mathausen (25-04-45do5-05-45)
W Rachó mieszkało ok. 3000 Żydów. Pracowałem w tartaku , byłem tam majstrem drzewiarzem. Żandarmi zabrali nas na wozie do Mátészalka. Pozwolono nam zabrać ze sobą, co mamy, ale po drodze wszystkim nam odebrane, zostawili nam tylko jedzenie. W Mátészalka na początku mieszkaliśmy w domach, ale później ludzie z Raho musieli iść na cmentarz i tam dla nas zbudowano namioty. Rada Żydowska zaopatrywała nas w jedzenie, ale nie można było dobrze żyć. Z posiadaną żywnością postępowaliśmy oszczędnie, chcieliśmy, aby starczyło na dłużej. Mieliśmy to co nam zostało z domu, i to jedliśmy. Obóz był otoczony kordonem żandarmów i był pilnowany przez żołnierzy SS. Stale przeszukiwali wszystkich i jeśli znaleźli gdzieś pieniądze, to bili. Ja mógłbym się zatrzymać w tartaku i ukryć, ale nie chciałem opuścić żony i dzieci. Przy załadowaniu na wagony nie mogliśmy z sobą zabrać niczego. W naszym wagonie jechało75 osób . Była to straszna podróż. Było bardzo gorąco i bardzo byliśmy spragnieni . Wieczorem dotarliśmy do Auschwitz, ale wysiedliśmy dopiero rano. Musieliśmy szybko wysiąść i natychmiast zostaliśmy poddano selekcji. Poszliśmy do łaźni, gdzie wszystko nam zabrano, obcięto nam włosy, zdezynfekowano nas, następnie dostaliśmy pasiaki. Byłem tylko kilka dni w Auschwitz. Było straszne zimno na porannym apelu. SS bili grubymi kijami. Stąd dostałem się do Mauthausen. Potem nie było tam wielu, kobiet nie było tam wcale. Mieszkaliśmy w kamiennych budynkach i sytuacja była tu relatywnie lepsza niż w Auschwitz. Nie pracowałem, tu też bili , ale nie musieliśmy się tak zawsze bać selekcji. Wyżywienie i cały system, apel były takie same, jak w Auschwitz. Pojechaliśmy stąd pociągiem do Ebensee. Obóz był pół godziny jazdy od miejsca pracy. Kiedyś było duże błoto na drodze i musieliśmy iść przez dużą kałużę błota i tak musieliśmy przejść przez wzgórze. Odtąd już baliśmy się rano i wieczorem, bo popędzali ludzi w górę i w dół a byliśmy w drewnianych chodakach, można się było pośliznąć i ludzie padali. Kto upadł, był bity i kopany przez SS. Gdy docieraliśmy na miejsce pracy, byliśmy zlani potem. Pracowaliśmy w kamieniołomie, bardzo ciężko pracowaliśmy, nosiliśmy kamienie. Czas pracy był 10 godzin. Wieczorem, kiedy wracaliśmy do domu, czasami nawet musieliśmy pracować wokół obozu. Wyżywienie było bardzo słabe i wiele osób zginęło z krańcowego wyczerpania lub z głodu. Szczególnie ludzie z miasta bardzo źle znosili tę pracę. Byłem przyzwyczajony do pracy fizycznej, ale całkowicie zrujnowałem zdrowie i osłabłem. Nie mogłem dalej pracować. Nie było nic złego ze mną, ale spuchły mi nogi od złego odżywiania.
Przywieźli mnie z powrotem do szpitala w Mauthausen i pozostał tam aż do przybycia Amerykanów.
920, M, handlarz winem, ur 1920, lat 25, Deutschkreutz ( 09-44do12-44), Kopháza ( 12-44do15-03-45), Mauthausen ( 16-03-45 do 04-45), Ebensee ( 10do15-04-45), Günskirchen (15-04-45do 5-05-45)
Jako handlarz winem żyłem dobrze z tego dochodu. 14-05-42 zostałem powołany do przymusowej pracy w Domony , spędziłem tutaj rok i w 05-43 zabrali mnie stąd do Szentkirályszabadjá a od maja następnie do Bor. W kopalni miedzi w Bor pracowałem przez rok ponadto przez pół roku w tunelu. Był tu taki pułkownik nazwiskiem Maranyi pochodzący ze Szwabii który kazał ludzi wiązać na 4-6 godzin, a nawet było 120 godzin, dziennie po 10 uderzeń a w dni nieparzyste po 25 uderzeń. Ja też dostałem przy jakiejś okazji karę 22 godzin wiązania, ale już po 12-tu godzinach byłem nieprzytomny. Innym razem ukarano mnie pięcioma dniami karceru o 5 dkg chleba i szklance wody. Praca była strasznie ciężka, pył miedzi osiadał na płucach, chleb i całe jedzenie było słodkie od pyłu miedzi. Wody było po kostki, boso w zimnym powietrzu nocy, bez ubrania, wszystko sprzedaliśmy za żywność, gotowaną w wodzie kapustę. Były dwie egzekucje, dziesięć osób chciało uciec, pozostałych ośmiu zamknięto na dobę z jedzeniem w magazynie kartofli, po powrocie nie wiem , co się z nimi stało, zniknęli. Z końcem lipca wróciłem do Budapesztu. Po dojściu do władzy Szálasi’ego, 15 października naziści wywieźli mojego ojca do KISOK, dobrowolnie poszedłem z nim do Valkó, gdzie kopaliśmy szańce przez cztery tygodnie. Tu zabrali ojcu pieniądze, zegarek, hitlerowcy zabrali mi wszystkie pieniądze i kosztowności. Po powrocie poszliśmy do kamieniołomów, ojcu udało się stąd uciec, na apelu ja go zastąpiłem i tak dostałem się do Deutschkreutz. Tu także kopaliśmy szańce pod eskortą żandarmów i strażników, było bardzo zimno, wiele osób odmroziło stopy, wiele kobiet również zmarło na czerwonkę, dziennie ginęło około 2000 do 3000 osób, nie dostałem się do kopania grobów. Stąd skierowali mnie do Kopházá do kuchni SS, byłem tam do końca marca, wielu tu zmarło również na tyfus co zwłaszcza było powodowane przez wiele wszy. Z powrotem przyszedłem do Mauthausen, spędziłem tutaj tylko jeden i pół miesiąca, jeden bochenek chleba dostawało 15-16 osób i zupę z rzepy. Wyruszyliśmy stąd po 63 osoby na wozie i po 4 dniowej podróży przybyliśmy do Ebensee. Byliśmy tam tylko pięć dni, ale potem przyszliśmy do Günskirchen ; tu zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów, 5-05-45. Jedzenie było tu bardzo słabe, wiele osób zginęło, a raczej mężczyzn – z głodu i z krańcowego wyczerpania.
Potem dostałem się do szpitala koło Linzu, a następnie do obozu Freidenwarten, stąd przyjechałem transportem do Wienerneustad i stąd do domu do Budapesztu.
945,M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz (05-44, 4 dni), Mauthausen ( pocz. czerwca, 5 dni), Ebensee ( 10-06-44do5-05-45)
W kwietniu 44 poszliśmy do cegielni w Munkaczu. W cegielni mężczyźni 16-50 lat chodzili do pracy. Węgierscy żandarmi i esesmani byli brutalni i napastowali nas. Jedzenie dostawaliśmy z kuchni. Otrzymaliśmy po 20 dkg chleba dziennie i po 0.4 litra zupy. Byliśmy tam 4 tygodnie, potem nas załadowali na wagony, w każdym jechało po 70 osób, każda osoba otrzymała dziennie 20 dkg. chleba, w każdym wagonie było 1 wiadro z wodą i węgierscy żandarmi eskortowali nas do Koszyc. Tam przekazano nas SS i wywieziono nas do Auschwitz. W Auschwitz wysiedliśmy na stacji, poszliśmy do łaźni, dostaliśmy pasiaki więzienne i poszliśmy do pewnego obozu, gdzie byłem 5 dni. 5 dni później pojechaliśmy transportem pracy do Mauthausen. W Mauthausen nadano nam numer więźnia, byliśmy tam przez 5 dni i wywieźli nas do obozu pracy w Ebensee. Wykonywaliśmy bardzo ciężkie prace w sztolni. Chodziliśmy do pracy na trzy zmiany i SS bardzo bili. Wyżywienie było 50 dkg chleba i litr zupy, później dostawaliśmy już tylko po 10 dkg chleba. Miejsce pracy było o 1 km od obozu. Obóz również był bardzo zły, zawsze padał deszcz i budziliśmy się wiele razy mokrzy i musieliśmy iść do pracy na mokro w największe zimno w zimie . Pilnowali nas polscy kapo i strażnicy SS. Pracowaliśmy tam wyzwolenia. W ostatnich dniach przed wyzwoleniem chcieli nas zabrać do sztolni i zagazować. Nie udało się, bo Amerykanie byli już bardzo blisko. 3 maja niemieccy strażnicy zniknęli a 2 dni później w dniu 5 maja wyzwolili nas Amerykanie. Plany na przyszłość: emigracja do Palestyny.
981,M , bednarz ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 27do29-05-44 ), Wolfsberg ( 2-06-44do8-02-45 ), Ebensee ( 4-03-45do8-05-45 )
W Beregardó mieszkało około 250 do 300 rodzin żydowskich. Byli w większości rolnikami. Mieszkałem z rodzicami i 2-ma siostrami. Mieliśmy ziemię i winogrona, z których mogliśmy zyć beztrosko. Po wkroczeniu Niemców zabrali nas do getta w Beregszász. Ja stąd uciekłem po mojej deportacji 16-05-44 i schowałem się w innym miejscu. Potem rodzinę zabrali. Ja zostałem wkrótce po tym , jak ktoś mnie rozpoznał w Borsava zaciągnięty przez 2 żandarmów do Tiszaújlak . Tu przekazano mnie żandarmerii, która przekazała mnie dalej do getta w Nagyszőlős. Z końcem maja 44 deportowano mnie stad do Auschwitz. Tutaj byłem tylko dwa dni. Po opuszczeniu wagonów była selekcja, dezynfekcja, zabrali mi moje rzeczy i umieścili na bloku.2-06-44 przybyłem do Wolfsbergu, to był obóz pracy. Najpierw pracowałem przy tunelu przez pierwszy miesiąc. Później kamienie nosiliśmy i wierciliśmy za olejem. Kuchnia SS była moim miejscem pracy przez 2 miesiące. Tutaj była stosunkowo dobra praca. 8 lutego poszliśmy pieszo do Ebensee. Szliśmy przez 10 dni. W Schoenberg 3000 ludzi spało w otwartej stodole przez 10 dni. Stąd pędzili nas 19 km do Trautenau . Tutaj, w końcu załadowano nas na wagony. Dostaliśmy chleb i kilową konserwe mięsna na pięciu. Kiedy przybyliśmy do Ebensee było zimno i padał śnieg. Przyjechaliśmy w piątek rano i do niedzieli rano byliśmy na mrozie na zewnątrz. Jeść nie dostaliśmy nic. Z 3000 osób 700 ludzi zamarzło tu na zewnątrz. Byliśmy całkowicie pokryci przez padający śnieg, a ponieważ w wagonie nie mogliśmy spać, wielu ludzi się położyło, zasnęli i zamarzli we śnie.Tymczasem był alarm lotniczy, zgasły światła i Niemcy strzelali do nas w ciemności . Następnie nas zdezynfekowali , a później zabrano nam ubrania. Mieliśmy tylko jedną cienka koszulę i spodnie. Bez kurtki, staliśmy boso w śniegu. W kamieniołomach w Ebensee pracowało 20.000 różnych narodowości. Dziennie dostawaliśmy po 10 dkg chleba i pół litra zupy. Z naszej nędzy wyzwolili nas Anglicy 6-05-45. Z mojej rodziny tylko jedna siostra przeżyła. Teraz moim jedynym pragnieniem jest wydostać się do Palestyny.
1116,M, woźnica, ur. 1924,lat 21, Auschwitz ( 05-44, 3 dni), Melk (2-06-44do10-10-44), Amstetten(16do29-10-44),Ebensee (5-11-44do pocz.-05-45)
Z getta w Huszt wywieźli nas do Auschwitz. Po trzech dniach z transportem pracy poszliśmy do Mauthausen. Po naszym przyjeździe przez dwa dni nie dali nam jedzenia, zastrzelili trzy osoby, a trzeciego dnia, dali trochę żywności i poszliśmy dalej, do Melk. W Melk wierciliśmy góry, była to bardzo ciężka praca, dużo bili i dawali mało jedzenia. Codziennie dostawaliśmy po 10 dkg. chleba i pół litra zupy. Miejsce pracy było odległe o 8 km. od obozu. Jechaliśmy 5 km koleją, wciśniętych 250 osób w wagonie, a potem szliśmy 3 km pieszo przez góry. Pewnego dnia zbombardowali nas, wiele osób zginęło, między innymi i ja zostałem ranny, dostałem odłamkiem bomby. W Melk pracowaliśmy przez 5 miesięcy, a następnie zabrali nas 20 października do leżącego o 80 km Amstetten. W Amstetten pracowałem na stacji kolejowej. O 3 rano była pobudka, dostawaliśmy trochę czarnej kawy, a następnie szliśmy do pracy. Mogliśmy spać tylko 3 godziny. Bardzo głodowaliśmy , dostawaliśmy tylko 10 dkg. chleba i 1 / 4 litra zupy, byliśmy zawszeni i spaliśmy na cemencie Czasami na stacji udało nam się uzyskać surowe ziemniaki lub kukurydzę, lub obierki ziemniaczane, ale zdarzało się, że z wielkiego głodu jedliśmy piasek lub drobne kamyki. Pracowałem tam przez 2 tygodnie. Stąd zabrali nas do Ebensee , szliśmy pieszo 4 dni, a następnie załadowali nas na wagony i tak jechaliśmy dalej. Byliśmy stłoczeni w wagonie po 90 osób. Przez całą drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia, ani napić się wody. Do czasu kiedy wysiedliśmy z wagonów, więcej niż połowa zginęła. Po przybyciu do Ebensee odebrali nam nasze pasiaki i w zamian wydali jeszcze gorsze. Następnego dnia dostaliśmy 25 dkg. chleba i trochę margaryny. Odpoczywaliśmy przez 2 dni, następnie poszliśmy do pracy. Pobudka była o 3–ciej rano, a następnie wywożono nas do pracy 8 km dalej , bez butów, a droga była po bombardowaniu pełna odłamków dachówek i drobnych kawałków , było zimno a SS popędzali kolbami i bardzo bili. Spaliśmy trochę do rana, chociaż była to jeszcze noc, gdy dostawaliśmy 0,2 litra czarnej kawy na śniadanie, ale była ona dobra tylko po to, aby rozgrzać trochę ręce, a potem szliśmy do pracy. Ręce mieliśmy tak zesztywniale, że nie mogliśmy utrzymać łopaty w ręce. Jeśli ktoś, w tym również ja, został wzięty na rewier, to już następnego dnia wracał do pracy . dwa dni przed wyzwoleniem było już ze mną tak źle, że nie mogłem się ruszać, bałam się, że mnie zabiją, więc zawlokłem się na podwórze , położyłem wśród umarłych, i tam czekałem na swój los. Inni już tyle wycierpieli z głodu, że jedli ludzkie mięso, ja też wyciąłem kawałek i zaniosłem tam, gdzie leżałem z martwymi. Zawsze w nocy przynosili mi jedzenie, kiedy strażnicy nie mogli widzieć. Na początku maja wyzwolili nas Amerykanie. Otworzyli magazyn z żywnością a my byliśmy tak głodni, że nawet mąkę zjedliśmy zmieszana z małą ilością wody. 2 dni później dostałem już normalną żywność. Jadłem wszystko, aby wydobrzeć. Po wyzwoleniu więźniowie zabili 25 SS i innych starszych blokowych. Komendanta obozu Amerykanie oddali więźniom , którzy go trochę torturowali za wiele cierpień, a następnie stracili.
1172,M, robotnik ur. 1905, lat 40, Auschwitz ( 05-44), Mauthausen (06-44), Melk ( 06-44do04-45) , Ebensee (04-45 do 05-45)
Naszym pierwszym przystankiem było getto w Munkaczu, które faktycznie nie było żadnym gettem , ale lokalną cegielnią z barakami. Ledwie tam przyjechaliśmy, a już zaczęli nas badać. Odebrano nam rzeczy. O nasze wyżywienie troszczyła się komunalna kuchnia, która została powołana przez Radę Żydowską. Po czterech tygodniach załadowano nas na wagony. W wagonie jechało po 80 osób, co spowodowało, że po przybyciu do Auschwitz mieliśmy dwa zgony. Natychmiast nas rozłączono, a następnie poprowadzono nas do łaźni. Tam dali nam odzież w paski , a potem poszliśmy do bloku. W Auschwitz byliśmy trzy lub cztery dni, gdy przydzielili nas już do transportu. W Mauthausen, byliśmy tylko dwa dni, w czasie których zostaliśmy ponownie poddani dezynfekcji. Stamtąd zabrali nas do Melk. To był wielki obóz koncentracyjny, w którym przebywali więźniowie wszystkich narodów. Wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę, dźwigaliśmy części żelazne i temu podobne. Traktowanie było przerażające. Raz zostałem tak pobity, że złamali mi rękę. Gdy Melk był zagrożony , przeprowadzili nas do Ebensee. Tam zostali spędzeni zewsząd ludzie , którzy nie powinni byli wpaść w ręce wyzwolicieli. Dziękuję Bogu, że im się nie udało i po krótkim pobycie w Ebensee zostaliśmy uwolnieni. Jak już żyliśmy wśród Amerykanów, było nam bardzo dobrze. I przyszedł z czeskim transportem do Pragi i stamtąd tu. Nie mam nikogo i nie wiem, od czego mam zacząć, myślę, że jedynym rozwiązaniem dla mnie jest wyjazd do Palestny.
1275, M , uczeń ur 1928, lat 17, Birkenau ( 7do9-05-44 ), Dyhernfurth b. Breslau (9-05-44 do pocz. 08-44), Funfteichen ( pocz. 08-44 do poł. 01-45), Wustegiersdorf ( poł. 01-45, 2 dni ), Eule ( poł. 01-45 do koniec 02-45 ), Wolfsberg ( koniec 02-45, 2 dni ), Ebensee ( 03-45 do wyzwolenia 3-05-45 ).
Było nas sześcioro rodzeństwa i rodzice. Ojciec już nie żył jedenaście lat , chodziliśmy do winnic na pracę za dniówkę, robiliśmy prace polowe. Z chrześcijanami byliśmy dobrze. Kiedy nosiliśmy żółte gwiazdy, mogliśmy chodzić po ulicach do 19-tej wieczorem. Przy przeszukiwaniach odchodzili od nas z pustymi rękami, byliśmy ubogimi ludźmi. Do getta zabraliśmy rzeczy do jedzenia i odzież. W getcie, mieszkaliśmy w małych pomieszczeniach, 70 osób w jednym spało na ziemi. Jedzenie mieliśmy. Getto zostało opróżnione czterema transportami kolejowymi, do każdego w ostatniej chwili dodano inwalidów, gdy byliśmy już w transporcie. Pilnowała nas żandarmeria, policji i Niemcy. Zawsze żandarm chodził wraz z żydowskim policjantem i przy wejściu do getta stała straż. Chodziliśmy do miasta spisywać inwentarz. Przy wejściu na wagony byliśmy tak pobici , ale nie mogliśmy zabrać wielu rzeczy. W wagonie było nas 65 osób. Mieliśmy trochę wody, dwóch starszych ludzi popełniło samobójstwo, jeden został zastrzelony w trakcie próby ucieczki. Z Birkenau, po 3 dniach pojechaliśmy w 300 do Dyhernfurth W tym czasie w Dyhernfurth było 5000 jeńców wszystkich narodów, Czechów, Rosjan, chrześcijan, Żydów. My pracowaliśmy w fabryce gazu , powietrze było takie złe, że co godzinę pracy było pięć minut przerwy. Było wiele przypadków choroby, wielu zmarło. Często zdarzało się, że wybuchał aparat ciśnieniowy, co kosztowało okoliczne bydło utratę wzroku. Pracowaliśmy przez dziewięć godzin dziennie. Z drugiej strony, mieliśmy dobre jedzenie: 80 dkg chleba, rano i wieczorem zupę, kawę i chleb na obiad. O 9 –tej dostawaliśmy 5 dkg kiełbasy ichleba posmarowana masłem. Co dwa tygodnie była wymiana bielizny ; do miejsca pracy chodziliśmy 1.5 km na piechotę. Jeżeli zostaliśmy zmoczeni przez deszcz, to mogliśmy się ogrzać w bloku. Pewien Rosjanin został powieszony za próbę ucieczki, niemiecki Zägeuner uciekł i przez niego musieliśmy stać dwie godziny na apelu dopóki bezskuteczne poszukiwania nie zostały przerwane. Były rozgrywki piłkarskie, a orkiestra grała przy wyruszaniu do pracy, w niedzielę były najlepsze piosenki, uczyliśmy się piosenek do pracy , teksty zostały przetłumaczony przez naszych tłumaczy. Chorzy bywali przenoszeni do Gross-Rosen i na ogół po dwóch tygodniach, po wyzdrowieniu wracali z powrotem. Potem my, Żydzi, zostaliśmy stamtąd usunięci. Przez dwie godziny jechaliśmy pociągiem do Fünfteichen gdzie pracowaliśmy w elektrowni, w fabrykach amunicji i dział. Dano mi do zrozumienia, żebym się zgłosił do prac stolarskich. Tam szło mi lepiej. Za otrzymane bony premiowe mogłem kupić w stołówce, papierosy dżem, kapustę i kompot. Pracowaliśmy na dwie zmiany po 11 godzin każda. Do dziennej racji chleba wynoszącej 50 dkg dziennie otrzymywaliśmy dodatek młodzieżowy 20 dkg a w soboty dobrą zupę z kapusty w stołówce, też jako dodatek młodzieżowy. Z fabryki otrzymywaliśmy na obiad pół litra zupy grysikowej. Ze względu na brak materiału, nie było wiele pracy. Od cywilnych mistrzów dostaliśmy na koce i ubrania, skarpety żywność i pieniędzy. Potrzebne ubrania załatwialiśmy w ten sposób, że zapisywaliśmy się do izby chorych i otrzymywaliśmy odzież zastępującą zużyte ubrania. I tak robiliśmy często. Mieliśmy po trzy koce, które przeszły dezynfekcje, byliśmy także w stanie się je zdezynfekować. Więc poszły z nami. Za pieniądze kupowaliśmy w kantynie. Kiedy Rosjanie podeszli bliżej ; przez cztery dni jechaliśmy pociągiem do Wüstegiersdorf. Pół chleba i kawałek kiełbasy otrzymane na drogę wkrótce zjedliśmy. Byliśmy głodni. Po przyjeździe otrzymaliśmy po dezynfekcji czyste ubrania, i wszyscy, także i my wybrani 25 chorych – także ja byłem wśród nich z chorą stopą – udaliśmy się następnego dnia dalej. My dojechaliśmy po 5-6 godzinnej jeździe samochodem do Eule, inni poszli do innego obozu. W Eule byli tylko Żydzi , w liczbie 3000 . Musieliśmy przy drążeniu tunelu ładować łopatami ciężką, mokrą glinę na wagoniki kolejki. Byliśmy bici. Dostawaliśmy ¾ litra wodnistej zupy, ćwiartkę lub trzecią część chleba i trochę margaryny do tego. Spaliśmy na gołych deskach pryczy, w sześciu na jednej i dostaliśmy wszy. Pod koniec było już mniej pracy i było mniej majstrów, więc staliśmy się leniwi, i dlatego obił nas komendant obozu. Nie było tu izby chorych, chorych wywożono w wagonach. Były częste selekcje, 35 –ciu słabych wywieziono. W końcu zwinięto cały obóz. Szliśmy pieszo jeden dzień i jedną noc na Wolfsberg. To był większy obóz. Wolfsberg i Eule, razem 5000 ludzi maszerowały dwa dni i nocy na piechotę, nocami zatrzymaliśmy się na 2-3 godziny na odpoczynek i dostawaliśmy dziewiątą część chleba. We Friedland wszystkich ulokowano w jednej stodole, jednego na drugim. W ścisku ponad 300 osób zostało zgniecione. Następnego dnia po południu poszliśmyliśmy dalej . Przez trzy następne dni szliśmy w dużym śniegu, dowódca komanda zastrzelił dużo tych , którzy nie byli w stanie iść dalej, dwa razy staliśmy na 10 minutowy odpoczynek, w pierwszym dniu pokonaliśmy dystans 39 km , szliśmy również w nocy. Musieliśmy pchać wózek SS, ale byliśmy używani także jako kucharze i członkowie „ Scheisskommando”, ponieważ mieliśmy jeszcze trochę sił w piersiach , gdyż zajmowaliśmy poprzednio uprzywilejowaną pozycję w obozie. Powyższe komando, jak sama nazwa wskazuje, czyściło toalety. Byli zatrudnieni w obozie i wiele mogli zorganizować. Po południu o trzeciej dotarliśmy do celu. Byliśmy bardzo słabi. Setkami udaliśmy się do dezynfekcji. Całą noc staliśmy na zewnątrz z przodu w śniegu przed krematorium aż w kolejce doszliśmy do dezynfekcji. Kiedy byliśmy gotowi; złamaliśmy się pod wpływem ciepłej wody i zabrali nas do szpitala. Wielu poszło tam z biegunką, bo jedli po drodze śnieg. Mieliśmy opuchnięte nogi, trzy dni tam byłem . Potem poszliśmy do pracy, do tunelu i do kamieniołomu. Było bardzo źle, dostawaliśmy wiele bicia. Była komenda : „Wszyscy Żydzi wystąpić przed udaniem się do pracy!” Byliśmy bici pałkami drewnianymi i gumowymi.. Wielu zginęło na miejscu, wielu miało opuchnięte nogi i zapalenie płuc. Moje komando liczyło 250 ludzi, w pracy było tylko 190, inni zginęli na placu lub na drodze. Pracowaliśmy 10 godzin dziennie na zmiany . Dostawaliśmy jedną szóstą bochenka złego chleba i jeden litr zupy . Ze złego chleba dostawaliśmy biegunkę, staraliśmy się ją zatrzymać używając węgla. Nastąpiło coś przeciwnego; 5-6 dniowe zaparcia okazały się często śmiertelne. W zimie marzliśmy w naszych cienkich ubraniach , których nie mieliśmy czym uzupełnić. Bloki nie były ogrzewane, a powietrze było bardzo źle. Miałem gorączke 39 stopni. Później pomogła mi krew, którą dostałem od Amerykanów z dużych butli. Mieliśmy wszy. Starszy blokowy, pochodzący z Niemiec kryminalista, oznaczony zielonym winklem ( oznaczenie przestępcy kryminalnego ) zabił 50 Żydów dziennie. Obcasem buta następował na ofiarę w okolicy serca, wykańczał wieczorem tych ludzi. Morderca był mały, ale silny. Każdy dzień przychodził komendant obozu i kapo revieru. Na revier wchodził lekarz SS z psem. Każdego , kto nie był w łóżku „na baczność”, pies gryzł w uszy i nos. Opieki nie było. Po 4-5 dniach później, każdy był tak ugryziony . Młodszych zostawiali w spokoju, nawet dawali im drugą porcję, a starsi „ zdechną i tak „ . Krematorium było usytuowane w odległości 5 km od revieru. Leżały tam stosy ciał, nawet je tam nosiłem , ponieważ na tym polegała moja służba na revierze. Od zwłok rozchodził się wielki fetor. Leżały one ułożone w krematorium warstwami aż po sufit. Jeszcze wieczorem starszy blokowy był zajęty wymierzaniem kijów - w nocy przybyły amerykańskie czołgi. Starszy blokowy wyłączył bezpieczniki na zasilaniu , więc cały obóz był w ciemności. Następnego dnia włamaliśmy się do piekarni, kto mógł, ciągnął na plac apelowy. Serbscy więźniowie zabili kolbami karabinów starszych blokowych . Starszy obozowy nr 1, który był starszym, dobrym człowiekiem, powiesił starszego obozowego nr 2. Od otrzymanej dobrej żywności byłem bardzo chory, i wielu umarło , lub oszaleli przez nagłą radość, chodzili tam i z powrotem, śpiewali, całowali jeden drugiego, i rozsypywali żywność. Pozostaliśmy tam jeszcze cztery tygodnie .Dostałem się do Czeskich Budziejovic i przyjechałem tu z transportem stamtąd. Wiem, że w domu jest tylko jedna siostra i brat. Chcę nauczyć się zawodu.
1301,3M, , uczniowie ur 1924, 1927 i 1928, lat 21, 18 i 17 Auschwitz ( 2 dni ), Wolfsberg ( 11 m-cy), Ebensee ( niewiele miesięcy )
Z getta w Beregszasz wywieźli nas do Auschwitz. Tam przy wysiadaniu z wagonów , natychmiast oddzielili rodziny, tylko mnie (Jacob Hollander), udało się pozostać razem z moim ojcem. Zabrali nas do łaźni gdzie ostrzygli nam włosy, zdezynfekowali nam ciała i odebrali nam nasze ubrania i wszelkie inne pozostałe nasze rzeczy. Wyciągnęli nas w złych ubraniach i drewnianych chodakach następnie do 11 bloku. Byliśmy tutaj przez dwa dni i prawie przez cały czas staliśmy na apelu. Na cały dzień dostaliśmy po 0,2 l kawy, nic więcej.
Z transportem dostaliśmy się na Wolfsberg. Tam w lesie robiliśmy drogę, wybudowaliśmy baraki, nosiliśmy szyny. W namiotach celtowych spaliśmy , jeść dawali dość przyzwoicie. SS nie było, więc nie bili, Wehrmacht nigdy nas nie bił. Tu 11 miesięcy żyliśmy . Kiedy Rosjanie podeszli bliżej do nas, wyruszyliśmy bez jedzenia. W pierwszą noc byliśmy w wielkiej stodole , było nas cztery tysiące, nie mieliśmy nic do jedzenia. Rano dostaliśmy po 10 dkg chleba i szliśmy przez cały dzień . Padał śnieg. Co dziesięć kroków zabierali kogoś zabitego i wrzucali na wóz, a następnie gdzieś zabrali. Nie widziałem ich więcej ani o nich nie słyszałem. Wieczorem przyszliśmy do jakiejś stodoły. Przez dwa dni wcale nie dostaliśmy jedzenia, trzeciego dnia dostaliśmy po 10 dkg. chleba i 0.3 litra kawy. Wody nie dostawaliśmy i nie było wolno iść po wodę. Jedliśmy śnieg, bo już był wtedy. Ale dlatego kapo i również starszy blokowy bili nas. Dwa dni potem ponownie dostaliśmy po 25 dkg. chleba. Szliśmy cały dzień na tym pokarmie. Wreszcie przyszliśmy na dworzec kolejowy, wydano jeden chleb i konserwę na pięciu . Umieszczono nas w otwartych bydlęcych wagonach po 70-80 ludzi w wagonie. Padał na nas śnieg . Mieliśmy tylko jeden koc, ale nawet gdybyśmy mieli więcej, i tak nie można było usiąść, taki był tłok. Nie dostaliśmy jeść znowu przez cztery dni, a potem znowu po 1 / 4 bochenka chleba. Dziennie ginęło 10-15 osób, leżeli oni w wagonach pomiędzy nami. Tak jechaliśmy 8 dni. Przybyliśmy do Ebensee. Było tutaj razem 25.000 więźniów. Nasz obóz żydowski liczył 4 000 ludzi. W końcu, kiedy nas wyzwolili, pozostało z nich przy życiu 300 osób. Nie mogliśmy spać, ponieważ nie było dosyć miejsca. Staliśmy na dużym podwórzu przez dwa dni i dwie noce głodni i spragnieni. Wielu z nas pobili na śmierć gumowymi pałkami wzmocnionymi drutem. Nie namęczyli się zbytnio, żeby zabić tych ludzi, głównie z tego powodu, że dostawali oni tylko po 10 dkg chleba. Oprócz bicia, głodu , również wiele osób także zmarło od mrozu. Nie mieliśmy wody. W bloku było łącznie 1000 osób , w bloku dla regeneracji sił 500 . Odebrali nam koce, spaliśmy na podłodze, wszyscy siedzieli na gołej ziemi na deskach . Było strasznie zimno, dorośli mężczyźni płakali. Weszła SS i zdjęli okna i drzwi, odrzucili je tak, że przez puste otwory , wiatr i deszcz wnikał całą zimę. Dostawaliśmy chleb taki jak błoto, starzy ludzie nie mogli tego jeść, my młodzi jedliśmy. Wszyscy byliśmy chorzy, mieliśmy rany od odmrożeń. Nie było żadnej opieki medycznej. Żyjącego kładli wśród umarłych. kiedy wydawało się, że nie przetrwa długo. Codziennie rano było 60 do 80 zmarłych. Wywozili ich wozami. Jeśli ktoś miał złote zęby, starszy blokowy się przyglądał, w nocy go bił na śmierć i wyjmował te złote zęby. Jeśli ktoś stał w drzwiach i patrzył, to go też pobił tak, że mu się na głowie odbił drewniany chodak. Każdej nocy pojawiało się dwóch SS z dwoma dużymi psami. Psy szkolono aby nas złapać. Ciągnęły za rękę albo nogę na podwórze i tam gryzły. Czasami zagryzły człowieka na śmierć. W tzw. szpitalu na jednej pryczy leżało po czterech chorych a przed pryczą zawsze leżało dwóch. Jeśli ktoś płakał , że coś go boli, to sztubowy lub blokowy go bił. Do jedzenia był jeden chleb na 9 osób i miska kawy na czterech. Herbata była lepsza, ale zarówno herbatę jak kawę otrzymywaliśmy już zimną. Ziemniaki były podawane SS, obierki ziemniaczane były dla nas. Byliśmy szczęśliwi, gdy znaleźliśmy obierki ziemniaczane. Po dwa-trzy razy dziennie był alarm przeciwlotniczy, bez widocznych podchodzących samolotów wroga. W takim wypadku musieliśmy biec do tuneli i przy tej okazji SS gumowymi pałkami strasznie bili ludzi na śmierć. Kiedy zbliżyli się Amerykanie, był apel całego obozu i komendant (Stubenführer ) ogłosił, że przy następnym alarmie lotniczym wszyscy biegną do tunelu. Po powrocie do obozu pewien czeski pisarz ( o którym skądinąd nie wiedzieliśmy, że jest Czechem) powiedział nam, żeby tam nie iść , bo tam chcą zabić wszystkich. Więc oczywiście nikt nie poszedł. Wehrmacht walczył z SS, ponieważ Wehrmachtu nie chciał nas zabić. Pewnego wieczoru mój ojciec (Holländer Jakab) otrzymał cios w ramie drewnianym chodakiem. To było bardzo bolesne dla niego, dałem mu kolację, poczuł się nieco lepiej. Później poprosił mnie ,żeby go przeprowadzić, bo nie mógł iść, wziąłem go i pomagałem, ale ja też byłem zbyt słaby, nie mogłem go nieść,- i spadł. Pobił nas sztubowy. Mój ojciec był ledwo żywy. Rano na "Auf" on już nie mógł wstać i iść . Apel trwał 10 minut, kiedy wróciłem, już nie żył. 5-05-45 o 22 wieczorem weszli Amerykanie i nas wyzwolili
1304,M, producent bielizny, ur 1923, lat 22, Birkenau ( 2 dni ), Plaschau ( 3 m-ce), Mauthausen ( 10 dni ), Melk ( kilka m-cy ) , Ebensee ( kilka m-cy )
Z getta w Huszt wysłali nas do obozu w Birkenau. Tam zabrali nas do dezynfekcji, obcięli nam włosy i całe owłosienie na ciele. Starszy blokowy- to był niemiecki Cugan- chciał zabrać moje buty. Nie pozwoliłem mu, na to on mnie uderzył, ja mu oddałem , uderzył moją głową w okno, silnie krwawiłem, rozpoczęła się powszechna bijatyka , chłopcy też wzięli udział w niej. Na koniec, oczywiście, zabrali moje buty. Kolacja nie była wystarczająca, więc wzięliśmy wiadro starszego blokowego, w którym jego jedzenie było , przynieśliśmy i zjedliśmy. Ponieważ nikt z nas nie wychodził, oddali nas. Po dwóch dniach dostałem się do transportu. Wywieźli mnie do Płaszowa w Polsce. Tam był duży zakład krawiecki, gdzie miałem bardzo dobrze. Wszyscy byli Żydami, kierownictwo także. Było czysto, kąpaliśmy się a jedzenie też było przyzwoite i dosyć. Za dobrą pracę dostawaliśmy premię, 15 papierosów tygodniowo. Tam byłem przez trzy miesiące. Kiedy zbliżali się Rosjanie ,umieścili nas w wagonach -po 90 osób w wagonie – i wywieźli do Mauthausen. Przy przyjeździe do Mauthausen rozebraliśmy się i każdy, u kogo coś znaleźli (np. pieniądze, papierosy, dwie koszule czy sweter) został mocno pobity. Poszliśmy do łaźni, gdzie oczywiście zabrali nam wszystkie ubrania. Kiedy wyszliśmy po kąpieli na otwarte powietrze, staliśmy nago w nocy do 5 godziny rano. Jeść nie dostaliśmy. O piątej rano dostaliśmy koszulę i spodnie i tak ubrani musieliśmy pójść podwójnym tempem 1 km do bloku. W jednym bloku było więcej niż 1200 osób. Leżeliśmy na cemencie jeden obok drugiego jak śledzie. Jeśli ktoś coś mówił, to blokowy wpadał z nogami na jednego z nas , tratował i bił, jak tylko mógł. Było bardzo ciepło, okna były zamknięte i był zakaz wychodzenia na świeże powietrze. Rano było 50 martwych i 30-40 rannych. Byliśmy prawie uduszeni, myśleliśmy, że już stąd nie wyjdziemy. Rano, kiedy szliśmy do mycia wydawali również kawę. Mówili do nas, że my tu przyjechaliśmy, żeby przeżyć, ale żeby umrzeć. Na apelu musieliśmy stać bez ruchu cały dień aż do obiadu. Niektórych przydzielili do sprzątania WC. Nie dali do tego żadnych narzędzi i trzeba było ręcznie brać brud i kupy nawozu z latryn. Kobiety i dzieci też musiały wykonywać tę pracę. Zabrali nas dalej i po dwudniowym marszu przyszliśmy do Melk. Tam pracowaliśmy w kamieniołomie. Jedzenie było dość dobre i bicie również tylko ten dostał, który zasłużył. Na przykład, kto uciekł lub nie był na apelu. To ostatnie było wielkim grzechem , ponieważ mogło to spowodować, że wszyscy musieli stać na apelu przez kilka godzin. Przyszła zima, nie mieliśmy ubrań ani butów. Do pracy i z powrotem jeździliśmy pociągiem. Pewnego razu kiedy mieliśmy wracać z pracy do obozu , o 21 wieczorem , pociąg nie przyszedł. Staliśmy tam do trzeciej w nocy na nasypie. Wiał wiatr i padał śnieg. Na tym miejscu zginęło 200 osób. Gdyby pozwolili nam iść pieszo, nie mielibyśmy żadnych kłopotów w obozie. Kiedy podeszli Rosjanie, ewakuowali nas drogą pieszą. Osiem dni szliśmy noc i dzień bez jedzenia. Przyszliśmy do pewnej niemieckiej wsi, zatrzymaliśmy się przed budynkiem władz. Zebrali się mieszkańcy wsi, dziewczyny, kobiety, pięcioro dzieci miało również kije i nim nas pobili krzycząc:” to są Żydzi, z którymi prowadzimy wojnę”. Nasi strażnicy SS rżeli z zabawy na ten widok. Po tym musieliśmy się położyć głowami w błocie, a następnie szczuli nas psami, żądnymi krwi. Czyje głowy nie były w błocie, tego zwierzęta gryzły. Tak szliśmy do Ebensee. Ebensee był najgorszym obozem na świecie . Tam wszyscy pracowali w kamieniołomie. Musieliśmy wchodzić podwójnym tempem pod górę na kilka tysięcy stopni schodów. Musieliśmy pracować przy transporcie wagonikami kopalnianymi. Dzienna racja była 10 dkg. Chleba i ½ litra zupy z obierek ziemniaczanych. Jeśli ktoś zachorował, wyrzucali go na rewier, gdzie na jednym łóżku leżały cztery osoby. Łóżko było tak wąskie, że byłoby niezbyt szerokie dla jednego człowieka. Chorzy leżeli na przemian głowa do nóg. Na rewierze dawali połowę tego jedzenia, które otrzymywali zdrowi. Ja raz spadłem ze zbocza góry i zupełnie rozbiłem łokieć. Potem dostałem się na rewier. Leżałem nieprzytomny przez pięć dni, kiedy się obudziłem , zobaczyłem że jestem w trupiarni. Lekaż z Nagybanya (Baia Mare) nazwiskiem Weiss zabrał mnie stamtąd na rewier , po zastrzykach doszedłem do siebie. Tutaj leżałem tak długo, aż weszli Amerykanie. Pomiędzy nami, ludźmi z Mármaros była wielka solidarność i przyjaźń .Jeden drugiemu pomagał w pracy. Jeśli ktoś wcześniej zakończył nałożoną na ten dzień pracę , następnie szedł pomagać innym, żeby ta praca też została zakończona. Nikt z nas nie byłby poświęcił się dla innego a SS karała pobiciem wszystkie oznaki przyjaźni. Jeśli ktoś za kradzież dostał 25 uderzeń, to zanim został pobity to inni już szli kraść dalej. Jeśli ktoś za karę nie dostał jeść, dawaliśmy mu z naszego jedzenia. Jeśli był umarły do pochowania to zawijaliśmy go do pochówku tylko umytego. Rabinów również mieliśmy. 5-05-45 weszli Amerykanie, a następnie już wszyscy mieli dobrze. Jeśli w dole zostały znalezione zwłoki więźniów, to schwytani SS musieli ich odkopać, umyć i przyzwoicie pogrzebać a więźniowie biegli do nich, bili ich i krzyczeli: "los, Arbeit, Arbeit!”. Na rewierze teraz już właściwie leczyli chorych. Pracowali tam żydowscy lekarze z Ameryki. Zapytałem jednego dlaczego nie został w domu grając na pianinie i mogąc dobrze żyć, więc powiedział, że jest szczęśliwy, jeśli może pomóc nieszczęśliwym braciom. Po dwóch tygodniach zabrali nas transportem do Budapesztu. Chciałbym wyjechać do Palestyny.

1370,M, student ur. 1926, lat 19, Auschwitz (21do26-05-44), Ébensee (27-05-44do6-05-45)
W cegielni w Munkaczu załadowali nas na wagony. Jechaliśmy trzy dni i noc. W zamkniętych wagonach dla bydła było stłoczonych po 80 do 100 ludzi, dostać wody przez cały czas nie byliśmy w stanie. Była to nie do opisania tortura. WC również nie było . Po przyjeździe do Auschwitz była następnie selekcja, poszliśmy do łaźni, obcięto nam włosy i po 5 dniach zostali wybrani zdolni do pracy i wagonami zostali przewiezieni dalej, do Ebensee. Teraz jechaliśmy w bardziej normalnych okolicznościach, byliśmy po 50 osób w wagonie, a na drogę wydano chleb i masło. Przyjechaliśmy po pół dniowej podróży. W Ebensee ulokowali nas w drewnianych barakach, w jednym baraku było nas 1000 osób, nikt nie miał miejsca, aby przejść. Natychmiast przydzielono nas do pracy następnego dnia. Pracowałem w kopalni, nosiłem bardzo ciężkie szyny i żelaza, ciężka praca fizyczna. Dzień pracy trwał 8 godzin, pracę wykonywaliśmy pod surowym nadzorem SS, którzy nas bili gumowymi pałkami. Ja w pracy doznałem poważnego wypadku. Pewnej nocy, gdy poszedłem do pracy, musiałem połączyć wagony i doznałem urazu kiedy włożyłem palec pomiędzy dwa wagony, musieli mi to operować. Pół roku leżałem w szpitalu. Na rewierze byli żydowscy lekarze, którzy traktowali nas przyzwoicie. Niestety, lekarstwa nie były dostępne, tak że tylko dziennie opatrywani mi rany, nie było leczenia. Również bardzo cierpieliśmy z głodu, bo dzienna racja była 1/6 chleba i zupa bez zawartości a zatem nie było niczym dziwnym, że byliśmy całkowicie osłabieni , zwłaszcza chorzy. Na rewierze było bardzo wielu chorych, większość z powodu wygłodzenia, pobicia, z powodu osłabienia a prawie wszyscy zginęli. 4 osoby leżały w jednym łóżku, nie było lekarstw , w wyniku braku pomocy dziennie ginęły setki osób . Przyjechaliśmy w 1500 osób i po 5 tygodniach zmarło 1000 ludzi. Chociaż w Ebensee było krematorium, ale zdołali dziennie spalić tylko część, wykopali wiele dołów dla wielu zwłok. Kiedy podeszli Amerykanie Lagerfügrer chciał zabrać 18 000 więźniów do tunelu , na szczęście zapobiegł temu więzień Czech. Tego samego dnia usłyszeliśmy potężna eksplozję, a potem okazało się, że tunel był pod nią. Wkrótce potem weszli nasi zbawiciele, wspaniałe amerykańskie wojsko, którzy dostarczyli nam najlepsze jedzenie i odpoczywaliśmy przez 2-3 tygodnie, w ramach najbardziej starannej opieki. Z czeskim transportem wyruszyłem w podróż do domu. Gdyby to było możliwe, bardzo chciałbym wyjechać do Palestyny.
1378,M, robotnik rolny ur 1925, lat 20, Auschwitz (24do29-05-44 ), Wolfsberg ( 3-06-44do15-01-45 ), Ebensee ( 3-02-45do5-05-45 )
W moim miejscu urodzenia i zamieszkania Hanak, wsi niedaleko Munkacza, mieszkało około pięćdziesięciu do sześćdziesięciu rodzin żydowskich, najczęściej ludzi biednych, którzy pod rządami czechosłowackimi wszyscy potrafili zarobić na życie, ale pod rządami węgierskimi jedynie z trudem musieli walczyć o swoje istnienie. Po opublikowaniu rozporządzenia o gettach na Węgrzech, Żydów z Hanak na początku kwietnia 1944 r. wywieziono do getta w Munkaczu. Byłem razem z rodziną, która składała się z rodziców i trzech sióstr w wieku 22, 19 i 14 lat. Po pięciotygodniowym pobycie w getcie zostałem razem z rodziną i innymi Żydami z getta Munkacz deportowany do Auschwitz. Natychmiast po przybyciu do Auschwitz zostałem oddzielony od rodziny, co się z nią od tamtej pory stało , nie wiem. Zostałem przydzielony do transportu , a następnie musiałem czekać jeszcze pięć dni, dopóki transport roboczy nie został zestawiony. Transport składał się z 3000 ludzi i był przeznaczony dla Wolfsbergu. W Wolfsbergu, który leży 17 km od Wrocławia ,pracowałem przy budowie tuneli. W transporcie zupełnie nie było ani jednego wyuczonego górnika sztolniowego i nikt nie zadał sobie trudu, aby pokazać nam pracę lub zagrożenia w tej pracy. Więc nic dziwnego, że każdego dnia mają miejsce liczne wypadki przy pracy, tak nieproporcjonalna liczba zgonów wśród nas była tym większa, że opieka lekarska sprowadzała się do pierwszej pomocy i nie było odpowiedniego leczenia na rewirze . W czasie siedmiu miesięcy, kiedy pracowałem w Wolfsbergu , z powodu wypadków przy pracy zmarło około 400 do 500 więźniów. Kiedy front się zbliżył musieliśmy odejść, bo prace w konsekwencji zostały zatrzymane . W największym zimnie, słabo odziani i niedożywieni zostaliśmy zmuszeni do marszu. Ponieważ w małej części Niemiec, która była jeszcze wolna nie było dla nas pracy, zatem nie było dla nas sposobu wykorzystania, zdecydowano się nas zniszczyć. Po tym wskazano przynajmniej formalnie cel marszu . Szliśmy i szliśmy, polowano na nas i nie dostawaliśmy nic do jedzenia, aż w końcu zatrzymaliśmy się po upływie pięciu dni w stodole, w której zostaliśmy zakwaterowani. Ponieważ w stodole było przenikliwe zimno i nic nie dostaliśmy tutaj do jedzenia; bo chcieli nas zniszczyć głodem i zimnem. W rzeczy samej było wiele zgonów. Twierdzę bez przesady, że w trakcie marszu z Wolfsberg do Ebensee - bo to był nasz cel - w ciągu dwóch tygodni, że w wyniku tego zmarło 1500 osób. Kiedy przybyliśmy do Ebensee, "zdrowi" musieli iść dalej podczas gdy chorzy zostali zabrani do krematorium, gdzie, jak nam powiedziano, znajdowały się urządzenia do dezynfekcji , ale również stacja pogotowia lekarskiego. Ponieważ było bardzo wielu chorych i nie wszyscy znaleźli miejsce w krematorium , pozostali koczowali na otwartym placu pod gołym niebem przed krematorium w czasie największej burzy ,gdzie nieszczęśnicy nie długo czekali na śmierć a większość z nich zamarzła na śmierć do rana następnego dnia . Przez cały okres mojego pobytu w Ebensee nie robili niczego innego, poza ekspediowaniem żywych więźniów na śmierć. Ilość zwłok narastała tak szybko, że krematorium nie mogło sobie poradzić z pracą. Tak też się stało, że kiedy Amerykanie weszli do Ebensee, zastali duża liczba zwłok niespopielonych . Amerykanie umieścili zmarłych na samochodzie i pojechali z nimi do miasta aby pokazać ludności , w jaki barbarzyński sposób Niemcy postępowali z ludźmi. Ja po wyzwoleniu pozostałem jeszcze dwa lub trzy tygodnie w Ebensee, aby dojść do sił, a następnie z czeskim transportem pojechałem w podróż do domu. Podczas podróży zachorowałem na tyfus w Linzu. Po zaledwie dwóch i pół tygodniach zgłosiłem się do kontynuowania podróży, choć nie byłem w pełni wyleczony, bo nie mogłem już znieść tęsknoty za domem. Przyjechałem z transportem do Melk, a następnie do Wienerneustadt , stamtąd poszedłem pieszo do Bratysławy (100 km) i z Bratysławy do Budapesztu.
1383,M, uczeń ur. 1930, lat 15, Auschwitz 9 21do27-05-44), Mauthausen ( 29-05-44do1-06-44), Ebensee ( 2-06-44d0 0cz.-10-44),Mauthausen ( 6 tyg), Schwechat ( poł.11-44do20-03-45), Mauthausen ( 7 dni ), Günskirchen ( 10-04-45 do 5-05-45)
21-04-44 przyjechałem z moją rodziną, która składała się z moich rodziców i brata w wieku szesnastu lat, do getta miejscowości mojego urodzenia i stałego pobytu : Ungvar. Mieszkaliśmy w getcie na akceptowalnych warunkach przez około cztery tygodnie, po czym nastąpiła deportacja do Auschwitz. Pierwszym ciosem , który uderzył mnie bardzo mocno było oddzielenie od rodziny, co nastąpiło bezpośrednio po przybyciu do Auschwitz. Przyjmowałem następne zdarzenia zupełnie apatycznie, domyślałem się, że już rodziny nigdy więcej nie zobaczę. Niestety, moje obawy się sprawdziły, bo nie tylko już nie widziałem się z moją rodziną, ale również do dziś nic nie wiem, co się z nimi stało. W Auschwitz nie pozostałem długo, bo już po sześciu dniach zostałem wybrany do pracy i włączony do transportu pracy liczącego 2000 więźniów płci męskiej, który wyjechał do Mauthausen. Ale także w Mauthausen, ( gdzie w czasie mojego cierpienia byłem dwukrotnie), mój pobyt nie trwał długo: już po trzech dniach uformowano transport i ponownie włączono mnie do innego transportu pracy liczącego 1000 ludzi. Z tym transportem przyjechałem do Ebensee, gdzie były budowane betonowe pozycje. Praca była bardzo ciężka, zwłaszcza dla mnie, w tym czasie ledwie miałem trzynaście i pół roku. Jednak zawsze z chłopakami w moim wieku postępowano nie tak rygorystyczne, jak z dorosłymi, którzy byli napędzani uderzeniami do pracy. Jedzenie było bardzo skąpe i prawie nie wystarczyło, aby zaspokoić głód. Pracowałem pełne cztery miesiące w Ebensee i następnie zostałem zawrócony do Mauthausen. Tym razem też nie musiałem pracować w Mauthausen, Mauthausen jak Auschwitz, nie był najwyraźniej obozem pracy, ale raczej obozem rozdzielczym, gdzie transporty pracy były formowane. Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł wrócić do pracy, bo życie w Mauthausen, gdzie człowiek był traktowany jak skazaniec, było nieprzerwanym łańcuchu cierpienia. Tak przeszło całe sześć tygodni zanim ponownie przydzielono mnie do transportu pracy. W tym transporcie wymieszano młodzież i osoby starsze. Przed przeprowadzeniem na miejsce rzeczywistej pracy, zaprowadzono nas do Wiener Neustadt, gdzie została przeprowadzona selekcja. Starszych oddzielono i pozostali w Wiener Neustadt, co się z nimi stało, nie wiem. Muszę podkreślić, że przy tym byli zajęci wyłącznie więźniowie chrześcijańscy, którzy byli członkami różnych narodów. Młodsi - wszyscy chłopcy poniżej szesnastego roku – przyszli do Schwechat koło Wiednia, gdzie mieliśmy pracować w fabryce samolotów. Traktowanie nie było bardzo złe, ale trzeba było pracować dużo i ciężko i dostawało się bardzo mało do jedzenia. Ale byliśmy zakwaterowani przyzwoicie i i mieliśmy możliwość aby się umyć. Po spędzeniu tutaj pracując cztery miesiące j, zostaliśmy ewakuowani ze Schwechat przed zbliżającym się Rosjanami, prace przerwano i przywieźli nas do Mauthausen. Te siedem dni , które potem nastąpiły były najbardziej straszne z całego mojego doświadczenia. Musieliśmy bez przerwy maszerować, nawet jeden raz nie odpoczęliśmy porządnie. Przez trzy dni nie otrzymaliśmy zupełnie żywności i tylko od czasu do czasu kawałek chleba. Trzeba było wykonywać nadludzkich wysiłków i przy tym cały czas byliśmy popędzani przez eskortę. Nie ośmielaliśmy się okazywać zmęczenia, bo kto nie był w stanie iść, został zastrzelony. W pierwszych trzech dniach marszu mieliśmy 200 zgonów! Wszyscy żydowscy więźniowie z Mauthausen zostali skoncentrowani i w czasie tygodnia w postaci trzech transportów przeprowadzeni do Gunskirchen, gdzie zostali uwolnieni po około trzech tygodniach przez Amerykanów. Po wyzwoleniu zachorowałem na tyfus i dwa miesiące leżałem w szpitalu Hörsching z chorymi kolanami. Po moim powrocie do zdrowia, wróciłem z czeskim transportem do domu.
1394, M, robotnik rolny ur. 1923, lat 22, Auschwitz (2 dni ), Wolfsberg G ( 14 m-cy ), Ebensee ( 2 m-ce )
W maju ubiegłego roku, doszliśmy do Auschwitz . W tym czasie ulokowano w baraku około 2000 osób . Tutaj, byłem tylko dwa dni po czym przetransportowali mnie na Wolfsberg. Tutaj zostałem przydzielony do pracy przy wodociągach . Mieszkaliśmy w namiotach, tzw celtach po 30 osób w namiocie. Jedzenie było bardzo słabe i mało, otrzymywaliśmy codziennie zupę i czarną kawę i kawałek chleba. Byliśmy bardzo źle traktowani, nawet pracownicy cywilni byli dla nas źli, bili nas często. Czas pracy wynosił 12 godzin dziennie, pracowaliśmy na dzienną i nocną zmianę. Raz na cztery tygodnie byliśmy zdezynfekowani. Po 14 miesiącach wywieziono nas do Ebensee. Mamy tu codziennie tylko zupę - często z obierek kartofli - i 10 dkg chleba. Przy tym musieliśmy wykonywać wyjątkowo ciężkie prace w tunelu, osiem godzin dziennie na trzy zmiany. Było tam może 44 000 ludzi, z czego każdego dnia ginęło 450-500 osób. Większość z nich zmarła z głodu, lub po prostu byli pobici na śmierć. Mieszkaliśmy w barakach. Spaliśmy po 4 osoby na jednej pryczy. Warunki, traktowanie, jedzenie, wszystko tu było dużo, znacznie gorsze niż w Wolfsbergu. Ebensee był prawdziwym obozem śmierci. W dniu 5 maja w końcu przybyli Amerykanie, którzy nas wyzwolili.

1424,M, robotnik dniówkowy, ur 1929, lat 16, Birkenau, Mauthausen, Ebensee, Mathausen, Wienschwechat, Mauthausen, Floridsdorf, Günskirchen
Było nas w domu pięcioro rodzeństwa i rodzice. Mieliśmy dom i żyliśmy pracy w polu. Z chrześcijanami byliśmy w dobrych stosunkach. Już w 1943 roku byliśmy wszyscy Żydzi bici przez policję bez żadnego powodu. Na ulicę wychodziliśmy z żółtą gwiazdą na piersiach, tylko w ciągu dnia. Odebrano nam wszystkie kosztowności, złote serce i 6 złotych pierścieni. Do getta jechaliśmy 12 km wynajętym samochodem. Szef Gestapo w getcie zawsze bił. Mieliśmy z sobą odzież, dwa koce i mieszkaliśmy w stajni, gdzie spaliśmy na deskach. Jeść mieliśmy mało. Spośród 17.000 dusz w getcie mieliśmy dużo pracy w tartaku. Getto było otoczone drewnianym ogrodzeniem. Przy wsiadaniu do wagonów bardzo nas bili, w wagonie było 60 osób. W naszym wagonie z pragnienia zmarło 3-4 mężczyzn, w innych wagonach więcej. Nie mieliśmy wody. W Birkenau zostałem sam i został zabrany do obozu transportowego. Jako prowiant na dwa dni mieliśmy pół kilo chleba i 10 dkg margaryny. Byliśmy 50 osób w wagonie, w całości 3000 osób. W Mauthausen, dostaliśmy blaszany numer rejestracyjny do ręki, a następnie poszliśmy do Ebensee, gdzie byliśmy zatrudnieni przy budowie tunelu. Były wysadzane za pomocą dynamitu a my pomagaliśmy przy łamaniu kamienia. Nie było takiego, który by nie był choć trochę pobity, byliśmy bici pałkami z gumy do krwi i dostawaliśmy haka w podbródek. Każdego dnia było 10-15 zgonów. W pracy wielu mdlało , każdego dnia przynosili z pracy do obozu chorych . Ciężko chorych odsyłano z Ebensee do Mauthausen . Na placu apelowym byli ustawieni do wymierzenia kary 25 batów, za niewystarczającą wydajność pracy itp. Biło SS i Niemcy z Rzeszy i polscy kapo. Niemcy z Rzeszy byli oznaczeni zielonym trójkątem, Polacy zielonym i czerwonym trójkątem. Baraki były w lesie. Dostawaliśmy 1/3 kg chleba i dwa razy w tygodniu po 5 dkg margaryny, raz w tygodniu konserwę mięsną , marmoladę i ser. Dwa razy dziennie był apel, każdy trwał godzinę. Wróciliśmy do Mauthausen. Starsi nosili kamienie, my nie pracowaliśmy. Dostaliśmy świeże ubrania, koszule i majtki. Nie mieliśmy obuwia skórzanego, bo zostało już nam zabrane przez kapo w poprzednich obozach a drewniane chodaki były złe. Przez Flordidsdorf doszliśmy do Schwechat koło Wiednia. Pracowałem w fabryce samolotów, zgłosiłem się jako ślusarz i piłowałem pilnikiem. Pracowaliśmy codziennie po 12,5 godzin, przerwa na obiad nie była wliczana do czasu pracy. Dowódca komanda i kapo byli źli, a wieczorem zawsze były "wypłacane " kary, 25 batów. Dostawaliśmy raz dziennie zupę, dwa razy w tygodniu była wieczorem jeszcze jedna zupa, po 50 dkg chleba , margaryna i mięso w puszkach zamiennie, raz na tydzień marmolada. Dowódca komanda złapał jednego majstra na tym, jak dawał chleb więźniowi, i majster sam poszedł do obozu jako więzień. Byłem w grupie 350 mężczyzn, z których większość stanowili Rosjanie i Polacy, Żydów było tylko trochę, mieszkaliśmy w fabryce. Nie mieliśmy czasu, aby się umyć i dostaliśmy wszy. Raz na dwa miesiące była wymiana ubrania na świeże . Pewnego razu fabryka została mocno zbombardowana. Jeńcy wojenni zostali zabrani i ponownie wdrożeni do pracy. Po ponownym wdrożeniu pracowaliśmy dla innych fabryk samolotów w okolicy, do pracy jechaliśmy samochodem 10-12 km albo szliśmy pieszo. Jedna fabryka nazywała się Mödling, druga była we Floridsdorf, nazwa pierwszej była Heitfeld. Słyszeliśmy ogień artylerii, front podchodził bliżej. Tak było jeden tydzień, potem musieliśmy szybko odejść. Cztery obozy w okolicy szły razem : Floridsdorf , Heitfeld, Mödling i Wiener Neustadt, codziennie pokonywaliśmy 40 km, spaliśmy na wolnym powietrzu na deszczu i nie mieliśmy co jeść. Trwało to 8 dni, ludzie osłabli, kto upadł tego zastrzelili. Także mnie kula drasnęła w szyję, sam sobie obwiązałem. Bardzo bolało i krwawiło, ale było dobrze, miałem czysty Fetzeh do obwiązania. Od soboty do wtorku rano dostaliśmy tylko po pół bochenka chleba, nie dostaliśmy wody. Było nas 1600 ludzi, więcej niż połowa zginęła. W Mauthausen, poprowadzono nas do obozu namiotowego ( celty ), dali mało jedzenia i było zimno. Byłem bardzo słaby. Następnie poszliśmy z transportem do Gunskirchen, jego historia jest powszechnie znana. Zachorowałem na tyfus i leżałem chory przez 6 tygodni w Wels. 5 razy dziennie dostawaliśmy tam jeść, zregenerowałem tam siły, tam spędziłem całe trzy i pół miesiąca. Z pewnym transportem przybyłem tutaj. W drodze do Gunskirchen znalazłem mojego brata, oprócz niego nie mam nikogo innego. Rękami ze słabości nie mogę jeszcze teraz poruszać dobrze. Chcę wrócić do domu i iść do pracy.
1502,M, rzeźnik, ur 1902, lat 43, Auschwitz (20do23-05-44), Mauthausen ( 25-05-44do25-07-44), Melk ( 26-07-44do 20-04-45), Ebensee ( 22-04-45do5-05-45)
W getcie w Munkaczu załadowano nas na wagony i po podróży trwającej 3 dni i noce dotarliśmy do Auschwitz. Jechaliśmy w zamkniętych wagonach dla bydła , w wagonie było stłoczonych 80-90 ludzi, w największym upale nie dostaliśmy wody i WC nie były dostępne. Wszyscy przeżywaliśmy ohydne męki. Po przybyciu do Auschwitz następnie była selekcja, kąpiel i obcięli nam włosy na łyso. W zamian za naszą własną odzież wydali nam pasiaki i natychmiast przydzielili do bloków. Pracy nie mieliśmy, cały dzień staliśmy na apelu, od świtu do późnej nocy, ale ustawialiśmy się w kolejce po niewielki posiłek, który rozdzielali raz na dobę. Po trzech dniach wybrali wykwalifikowanych pracowników i wywieźli do Mauthausen. W transporcie było 1000 ludzi. Jechaliśmy półtorej dnia w zamkniętych wagonach dla bydła. Po przybyciu do Mauthausen ulokowali nas w drewnianych barakach, stłoczono wiele osób razem, nie mogliśmy się ruszyć z powodu wąskiej przestrzeni. Dzienna racja: ¼ bochenka chleba i pół litra zupy bez zawartości. Tu nie pracowaliśmy, cały dzień staliśmy na apelu, i jeden dzień minął, zanim dokładnie spisali nasze dane. Po dwóch miesiącach dostaliśmy się do Melk. Jechaliśmy tam pół dnia pociągiem pasażerskim. Praca polegała na budowie tuneli, chociaż praca była bardzo ciężka, ale brygadzista traktował nas po ludzku. Czas pracy był osiem godzin. W pracy bardzo osłabliśmy, ale tych wyleczyli na rewierze. Zmarłych palono w krematorium. Po 9-ciu miesiącach dostałem się do Ebensee. Tu także od razu zabrali nas do pracy, na stacji kolejowej. W tym obozie bardzo wiele cierpieliśmy z głodu, bo jedzenia było tylko 10 dkg chleba dziennie i 3 / 4 litra zupy bez zawartości. W rezultacie, wiele osób zachorowało i zmarł z powodu krańcowego wyczerpania. Było nas w sumie w obozie ok. 18.000 ludzi , ale dziennie ginęło co najmniej 500-600 osób. Był to rezultat głodu. Miejsca było bardzo mało, na pryczach leżeliśmy z trudem ze względu na bardzo wąskie miejsce. Miejsca było bardzo mało, na pryczach leżeliśmy z trudem ze względu na bardzo wąskie miejsce. Tu spędziłem ok. 14 dni, kiedy nagle pojawiło się 5 maja w obozie zwycięskie wojsko amerykańskie, któremu zawdzięczamy wyzwolenie. Tutaj przyszedłem przy pomocy przez Czechy.
1548,M, krawiec 1924, lat 21, Auschwitz (18do28-05-44), Mauthausen (29-05-44do6-06-44), Melk (6-06-44do14-04-45), Ebensee (14-04-45do5-05-45)
W dniu 15-05-44 , po wprowadzeniu na Węgrzech w życie rozporządzenia o gettach, zostałem wywieziony z miejsca naszego stałego pobytu Alsóverecke z moją rodziną, która składała się z rodziców, brata i czterech sióstr do getta Munkacs, a stamtąd deportowany do Auschwitz. Pierwszym środkiem, który mocno mnie ugodził w Auschwitz, była selekcja, która okradła mnie z mamy i sióstr, o których oddzielony od tego czasu nie słyszałem nic więcej. O dwóch siostrach mówiono mi jeszcze Auschwitz, ze zostały przydzielone do transportu pracy, ale gdzie zostały wywiezione i co się z nimi później stało, nikt nie był w stanie mi powiedzieć. Ze mną zostali w Auschwitz mój ojciec, który miał 54 lata i 18-letni brat. Dziesięć dni musieliśmy czekać w Auschwitz, aż znaleźliśmy się w transporcie pracy, który, jak się wkrótce okazało , wyjechał do Mauthausen. W Mauthausen, pracowaliśmy tak samo mało, jak w Auschwitz. Był to dla mnie stan nie do zniesienia z dwóch powodów: po pierwsze bezczynność sprawiała mi ból a po drugie warunki w obozie Mauthausen były nie do zniesienia, więc miałem gorące pragnienie ,aby jak najszybciej, jak to możliwe , uciec stamtąd. Wystarczy wspomnieć o jednej rzeczy: w pomieszczeniu , w którym przebywaliśmy , było miejsca na 400 osób, a nas było 1.000 ludzi. Wreszcie został zorganizowany długo oczekiwany transport pracy, z którym i my, ojciec, brat i ja poszliśmy z Mauthausen po tym , jak spędziliśmy tam osiem lub dziewięć dni. Transport pracy przyszedł do Melk, a mój brat i ja mieliśmy szczęście. Mianowicie zostaliśmy przeznaczeni do pracy w Amstetten, gdzie mieliśmy być zatrudnieni w pewnej stolarni. Codziennie jeździliśmy pociągiem 40 km do Amstetten do pracy w stolarni, gdzie także dostawaliśmy jedzenie a wieczorem wracaliśmy z powrotem do Melk pociągiem do obozu. Mój ojciec pracował w głębienia szybu. Nie mieliśmy źle, bo praca nie była trudna, majster pod którego nadzorem pracowaliśmy, traktował nas przyzwoicie, a jedzenie było odpowiednie. Również na warunki w obozie Melk nie słyszeliśmy żadnych zastrzeżeń. Kiedy po dziesięciu miesiącach Melk został ewakuowany , oczywiście musieliśmy opuścić miejsca pracy. Doszliśmy do Ebensee, gdzie my, ja i brat byliśmy zatrudnieni przy budowie linii kolejowej, a ojciec pracował w kamieniołomach. Mówiło się wtedy wiele o zbliżającej się ewakuacji i w rzeczywistości po przepracowaniu tam niespełna trzech tygodni weszli Amerykanie i nas wyzwolili. Ale dopiero po pięciu tygodniach po wyzwoleniu udało nam się opuścić Ebensee, bo do tego czasu nie było transportu.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:51, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1636,M, piekarz, ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 06-44), Mauthausen ( 06-44), Ebensee (06-44do 05-45)
W naszej wsi było tylko siedem rodzin żydowskich, ale nawet, że naszych chrześcijańskich sąsiadów też nie było wielu. Oni byli bardzo szczęśliwi, kiedy nas wyprowadzali i mówili wszyscy , że nie wrócimy tu i tak. Niestety, prawie całkowicie mieli rację. Na początku przyszliśmy mianowicie do cegielni i musieliśmy jeszcze zbudować ściany miejskiego getta. Później pracowałem w kuchni. Przed wyjazdem zabrali nas wszystkich. Zostawili nam jeden koc i jedzenie, wszystko inne nam zabrano. Tak wyposażeni, zostaliśmy załadowani na wagony i jechaliśmy cztery dni. Przybyłem wraz z rodzicami i młodszym bratem do Auschwitz. Wszyscy troje musieli iść na lewą stronę, tylko ja przeżyłem. Poszliśmy do łaźni , potem do nowego bloku. Nie było nawet łóżek. Już po trzech dniach poszliśmy dalej z transportem. W Mauthausen, musieliśmy znowu iść do łaźni, nawet włosy ogolili nam po raz drugi. Podzielili naszą grupę na trzy bloki. Osiem dni siedzieliśmy wokół bloku a następnie dostaliśmy numery A, B, C. Ja byłem w transporcie A i poszedłem do Ebensee. Tutaj w sumie 30.000 osób pracowało w lesie, w kamieniołomie. Ludzie obsługiwali wiertarki , potem ładowali kamienie na wagoniki kopalniane. Kiedy mieli do kogoś zastrzeżenia w pracy, zapisywali jego numer a wieczorem dostawał człowiek dwadzieścia piec uderzeń. Za osiem godzin wytężonej pracy, otrzymaliśmy następujące racje: 3 / 4 litra zupy z obierek ziemniaków, chleba 15 dkg, i 1 / 2 litra kawy. Im bliżej wyzwolenia, tym więcej ludzi marło z głodu. Tuż przedtem SS uciekli i otrzymaliśmy strażników cywilnych. Ci zawsze pocieszali nas, że to już nie potrwa długo. W dniu 5-05-45 o 16-tej po południu byliśmy wolni.
1658,M, piekarz ur 1924, lat 21, Auschwitz( 1 tyg), Mauthausen ( 1 tyg.), Ebensee ( 11.5 m-cy )
Po przybyciu do Auschwitz zaczęli od tego, że dostaliśmy coś do jedzenia, ale więcej nas bili. Na początku codziennie staliśmy na apelu po 3-4 godziny. Z jednego obozu przenieśli mnie do drugiego , stamtąd do drugiego obozu, a następnie do trzeciego a stąd wywieźli mnie do Mauthausen. Tu przez 6 dni dostawaliśmy jedzenie, które nie nadawało się do jedzenia, przy czym stale nas bili. Stąd wkrótce dostałem się do transportu i dostałem się do Ebensee. W transporcie było około 2000 osób. Do tej pory nie było tu Żydów, tylko Rosjanie, Polacy, Niemcy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie. Kiedy tu przyjechaliśmy, nie było więcej spokoju, nie pozostawili w spokoju Żydów. Zawsze nas bili , ale to i tak nie byłby największy problem. Problem było, że 2-3 osoby musiały dźwigać drewnianą belkę ważącą wiele cetnarów a kto nie mógł temu podołać, tego bili na śmierć. Dziękuję Bogu za to że nigdy nie dostałem się do tego rodzaju rzeczy, bo bardzo dbałem o siebie. Jeden dzień potem wybierali młodych i starszych. Starszych zabrali do ciężkiej pracy a mnie postawili do pracy w tunelu, i tu pracowałem w firmie Holzmann Polenský około 8 miesięcy. Stąd w ostatnich miesiącach zostałem przeniesiony do innych firm, co jest osobną historią. Zdarzyło się że ja w firmie Holzmann Polenský byłem w dobrych stosunkach z jednym z majstrów, który obiecał dać mi trochę kartofli za 5 papierosów . Ja nie miałem papierosów, więc poprosiłem jednego z pięciu jeńców rosyjskich o pożyczenie papierosów , ten poszedł do obozu i wrócił z nimi. Jednakże SS-kommandeführer zobaczył, że Rosjanin przyniósł mi papierosy i spytał go, dlaczego dał mi papierosy i kto jest właścicielem papierosa? Ten powiedział, że Ivan Juda- tak nazywałem się w obozie- wziął papierosa. Więc kommandeführer przyszedł do mnie i zapytał, czy palę, czy nie. Oczywiście, zaprzeczyłem. Ja wtedy pracowałem na pierwszej zmianie od 7 rano do 15-tej , podczas tego był alarm lotniczy, tak, że cała sprawa nie była kontynuowana w godzinach porannych, i kommandeführer nie wrócił do mnie. Następnego dnia obercapo i kommandeführer zabrali mnie z tunelu i przesłuchali i mnie i Rosjanina. Oczywiście, wszystkiemu zaprzeczyłem. Natychmiast potem dostałem 25 uderzeń, biło mnie trzech SS. Kiedy zobaczyłem, że to poważna sprawa i muszą zostać podjęte jakieś decyzje, powiedziałem, że jeden z majstrów obiecał mi za pięć papierosów trzy kilogramy ziemniaków. Więc znowu dostałem 25 uderzeń, bo nie powiedziałem prawdy natychmiast. Następnie przywieziono majstra na gestapo. Tu musiałem mu powtórzyć w jego obecności, że chciał papierosa ode mnie a ja chciałem dostać za to ziemniaki. Majster następnie został skazany na 4 tygodnie. Reszta majstrów, gdy usłyszeli o sprawie, chcieli mnie pobić na śmierć, ponieważ koledzy zostali poproszeni o naświetlenie, ja zwróciłem się do pisarza blokowego, że moja sytuacja stała się nie do utrzymania, żeby mnie przeniósł do innej firmy. Więc potem przez ostatnie 3 miesiące pracowałem dla spółki Universal, gdzie pracowałem przez cały czas aż do wyzwolenia. Porządek dzienny przewidywał pobudkę o 5 rano, potem dostawaliśmy kawę, po czym wychodziliśmy na apel i stąd do pracy. O 12-tej w południe dostawaliśmy po 2 kromki chleba, które smarowaliśmy margaryną. Kiedy doszliśmy do obozu, rozdzielano o 16-tej po południu zupę a następnie ponownie o godzinie osiemnastej był apel a gdy było już po wszystkim, dostawaliśmy kolację. Bochenek chleba wydawano dla 3 osób, a do tego dostawaliśmy trochę ciasta lub margaryny i trochę kawy. Takie wyżywienie było przez około 4 miesiące. Potem został wprowadzony inny porządek. Rano dostawaliśmy jeszcze kawę ,chleba w południe już niedostawaliśmy , wieczór, kiedy przychodziliśmy do obozu dostawaliśmy trochę zupy jak pomyje, w której często nie było nawet 3 łyżek obierek ziemniaczanych i tak byliśmy do godziny 18-tej. Następnie szliśmy na apel, potem rozdzielali bochenek chleba na sześciu i taki porządek było aż do wyzwolenia. Leżeliśmy na słomie na oddzielnych pryczach. Później przyszły dodatkowe transporty, od 2000 do 3000 osób dziennie, tak że w końcu było już około 45 000-50 000 ludzi w obozie. Dziennie ginęło 1000-2000 internowanych , częściowo z powodu tyfusu, częściowo marli z głodu, ale także dużo umierało od pobicia. Gdy weszliśmy do baraku, starszy sztubowy bił nas jeśli łóżko było nie w porządku. Wielu polskich Żydów zostało zabitych przez starszego blokowego. Kiedyś przez dwa dni byłem w jednym z bloków dla regeneracji sił. Blokowy chciał wysłać kogoś do pracy. Człowiek ten został skierowany do bloku dla regeneracji sił i on nie chciał iść do pracy. Był w pomieszczeniu jeden Żyd z Kisvárda nazwiskiem Adler, który mi powiedział, że blokowy pobił nieszczęśnika na śmierć i zabrali go do krematorium. Cały czas sytuacja była bardzo zła, wszyscy Żydzi byli obwiniani. Był bardzo zły deszczowy czas, stale padał deszcz. I tak musieliśmy iść na plac apelowy, a jeśli kogoś brakowało, to potem wiele razy musieliśmy stać aż do północy na placu apelowym w deszczu. Wielu ludzi zginęło z tego powodu, że nie n mogli chodzić w drewnianych chodakach, ludzie starsi padali a SS po nich deptali. Kiedy weszli Amerykanie, SS musieli pokazać doły, gdzie co najmniej 5000 osób zostało zabitych i pogrzebanych.W naszym transporcie przyszło do Ebensee 2000 osób , ale wyzwolenia – 08-05-45 – dożyło już tylko niewielu.
1698,M, uczeń ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 2do8-06-44), Falkenberg ( 11-06-44do10-09-44), Mauthausen (16do17-09-44), Ebensee (20-09-44do 12-05-45)
W cegielni w Koszycach załadowano nas na wagony. W podróży straszliwej cierpieliśmy , bo po 80 osób było stłoczone w zamkniętym wagonie dla bydła, nie mogliśmy się ruszyć, wody nie dostaliśmy przez całą drogę, niesłychanie cierpieliśmy od upału, 3 dni i noce jechaliśmy do Auschwitz. Tu następnie była selekcja, poszliśmy do łaźni, obcięli nam włosy i przydzielili do bloków. Natychmiast poszliśmy do pracy, a mianowicie pracowaliśmy przy budowie dróg. Nosiliśmy bardzo ciężkie kamienie. Przy pracy bardzo źle nas traktowali, stale nas bili bez powodu. Mnie na przykład pobili za to, że nie byłem w stanie podnieść ważącego 100-120 kg kamienia. 6 dni później załadowano nas na wagony i wywieziono na Falkenberg. I tu pracowaliśmy na budowie, na początku nie było źle, ale w ostatnich dwóch miesiącach sytuacja się pogorszyła. W pracy rygor stał się jeszcze większy, a głód potęgował się z dnia na dzień. Każdy otrzymywał tylko kromkę chleba, w wyniku czego większość osób całkowicie osłabła i starsi zmarli. Chociaż był w obozie rewier, ale lekarstw nie było wcale, więc nie można było leczyć. Z Falkenbergu poszliśmy pieszo do innego obozu, oddalonego o ok. 8 km. W tym obozie było ok.2000 jeńców, kontynuowaliśmy marsz razem 3000 ludzi w kierunku Mauthausen. Już ledwie mogliśmy chodzić, wiele osób zostało po drodze. Żywności w ogóle nie rozdzielano, ludzie umierali z głodu jak muchy. W takich okolicznościach nie było zaskoczeniem, że w momencie , gdy doszliśmy do Mauthausen, z 3000 tylko 1500 przetrwało, na następny dzień po przybyciu do Mauthausen padło jeszcze 300 osób z nich, bo staliśmy tam przez cały dzień na wielkim deszcz i w zimnie, całkowicie osłabieni. W tym obozie byliśmy tylko jeden dzień, stąd wyruszyliśmy do Ebensee. Tu pracowaliśmy przy budowie tuneli pod nadzorem SS, którzy zawsze byli w stanie za każdy drobiazg wymierzyć nam po 25 kijów. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, a jedzenie było w tak małej ilości, że myślałem, że wszyscy tam zginiemy w wyniku straszliwego głodu. Torturowani głodem jedliśmy śnieg. Zmarłych palono w krematorium, ale ostatni był już tyle zwłok, że zostali pochowani w masowym grobie wykopanym przez nas. Pracę tę musieli wykonać chorzy z revieru. Pod koniec kwietnia Lagerführer szczerze powiedział nam w oczy, że istnieje plan, że zostaniemy zlikwidowani. Wkrótce potem spotkaliśmy żołnierzy amerykańskich, którym zawdzięczamy nasze życie. Z ich pomocą przejechałem przez Republikę Czeską , potem przyjechałem tutaj . Plany na przyszłość: chciałbym wyjechać do Palestyny, tak szybko jak to możliwe.
1810, M, ślusarz ur 1927, lat 18,Auschwitz (1do6-05-44 ), Monowitz ( 6-05do31-12-44 ), Sassnowitz (1do18-01-45 ), Mathausen ( 5-02do19-03-45 ), Wels ( 21-03-45do8-04-45 ), Ebensee (11-04-45do5-05-45 )
…… Tak też się stało, że spośród 900 mężczyzn, którzy wyszli z Sassnowitz, tylko 500 było przy życiu , kiedy osiągnęliśmy Mauthausen, cel naszej podróży. W Mauthausen nie musieliśmy pracować, ale zatroszczyli się w inny sposób, żebyśmy stracili siły. Ponieważ w Mauthausen nie było nic do roboty, pozostało nam noszenie kamieni, ale nie dla jakiegoś konkretnego celu, ale kamienie, z których każdy ważył ok. 50 kg, musieliśmy najpierw zanieść do określonego miejsca, a następnie z powrotem do pierwotnej lokalizacji. Ponieważ przy tym byliśmy również bardzo słabo zaopatrywani, nie można zaprzeczyć, ze celem tej pracy było nasze powolne, systematyczne wyniszczenie. U mojego brata ten pożądany skutek wystąpił wkrótce, zachorował tak ciężko, że musiał zostać zabrany na rewier. Co się z nim dalej stało , nie wiem, bo po sześciu tygodniach przyszło zapotrzebowanie na prace porządkowe i zostałem zaliczony do tego transportu i musiałem brata pozostawić w Mauthausen. Moim nowym miejscem pracy było Wels, gdzie byłem zajęty przy pracach porządkowych na kolei. Praca byłaby do zniesienia , chociaż była ciężka, gdyby wyżywienie nie było tak słabe a poza tym prawie nie mogliśmy spać. Szliśmy mianowicie o wpół do pierwszej w nocy do pracy, przy czym do pracy byliśmy budzeni o 22-giej wieczorem. Potem pracowaliśmy przez całą noc aż do 09:30 rano i przychodziliśmy do obozu po godzinie 12-tej w południe. Tu pozostawiali nas tylko w bardzo rzadkich przypadkach w spokoju, bo ledwie się położyliśmy , musieliśmy wstawać i ustawiać się na apelu. Ten apel trwał kilka godzin, najczęściej do wieczora. Także tutaj miałem szczęście, bo po dwóch i pół tygodnia front znowu się zbliżył.
Wels zostało opróżnione, a my zostaliśmy zabrani , a mianowicie do Ebensee. Tutaj, najpierw musiałem pracować w kamieniołomach, ale byłem tak wyczerpany, że po tygodniu całkowicie się załamałem. Przeniesiono mnie do tzw. bloku dla regeneracji sił, w którym nie trzeba było pracować, ale tu jeszcze mniej dostawałem jeść niż reszta. Pracujący otrzymywali półtorakilogramowy bochenek chleba na sześć osób, w okresie przebywania na bloku regeneracyjnym tę samą ilość chleba dostawało dziewięciu mężczyzn. Tutaj jednoznacznie rządził głód, który wkrótce przyjął takie formy, że ludzie nieomal odchodzili od zmysłów i w tym stanie jedli mięso ludzkie. Widziałem na własne oczy , że więźniowie wycięli mięśnie z nóg zmarłego współwięźnia i spożyli je. Sprawa została wniesiono do przeprowadzenia dochodzenia, ale sprawcy nie udało się ustalić. W dniu 5 maja wojska amerykańskie wkroczyły w Ebensee. Byłem wolny, ale byłem tak słaby, że nie mógłbym przetrwać transportu do domu.Dlatego pozostałem dwa miesiące w Ebensee, aż wzmocniłem się do tego stopnia, że mogłem wyruszyć w podróż do domu
1854,M, rolnik, ur. 1927, lat18, Auschwitz (20do22-05-44), Mauthausen (25-05-44do8-06-44), Melk ( 906-44do 10-04-45), Ebensee ( 11-04-45do 5-05-45)
W małej wiosce Podolóc mieszkało tylko siedem rodzin żydowskich, głównie rolników. Mój ojciec był kupcem, mieliśmy dom i grunt, żyliśmy w bardzo dobrych warunkach. Po Wielkanocy zabrano nas samochodem do Getta Iza a stamtąd do Huszt i tam zostaliśmy załadowani na wagony. W Huszt wszystko nam odebrano, sierżant żandarmów bił nas pałka, w wagonie było nas 70 osób, przy wyjeździe nie dano nam wody. Powiedziano nam, że zabierają nas do Niemiec, żandarmi nawet zapewniali, że nikt nie będzie zamierzał wracać stamtąd. Jeszcze w drodze bili nas Niemcy, którzy przejęli transport od Koszyc, szczególnie osoby dobrze ubrane w skórzaną odzież. Po trzech dniach jazdy przybyliśmy do Auschwitz, bezpośrednio na stacji poddano nas selekcji , z grupą zdolnych do pracy poszedłem do łaźni, tu obcięto nam włosy, wydano pasiaki i ulokowano w obozie cygańskim. 1200 osób było w bloku, Cyganie nas bili , mogliśmy tylko usiąść na ziemi, o miejscu do leżenia mogliśmy tylko pomarzyć. Tu spędziłem dwa dni, a następnie transportem dostaliśmy się do Mauthausen. Nasza podróż trwała trzy dni, w podróży jedzenia nie widzieliśmy, wody też nie, w wagonie jechało nas 80 osób. W Mauthausen byliśmy tylko w kwarantannie, stąd dalszym transportem pojechaliśmy do Melk. Jazda była dość przyzwoita, dostaliśmy prowiant. Sześć tysięcy ludzi pracowało tu przy budowie podziemnej fabryki, wierciliśmy tunel w zboczu góry. Nasza praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy na trzy zmiany. Dziennie w pracy ginęło około 30 ludzi, często padali na ziemię, poza tym kapo bili po głowie. Tutaj też zmarł mój brat na zapalenie płuc. Na początku kwietnia już zbliżało się wojsko rosyjskie i musieliśmy się ewakuować, wywieźli nas pociągiem do Ebensee. Tutaj był straszny głód, dostawaliśmy dziennie tylko siedem dkg, chleba i jeden litr czystej letniej wody, wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania spowodowanego głodem. Byłem tutaj około miesiąca, ale to znaczy , że więcej niż całe 10 miesięcy byłem w Melk .5-05-45 wyzwolili nas Anglicy, potem usłyszeliśmy , że tego samego dnia rano Niemcy chcieli zabrać nas do wejścia do tunelu i tam wszystkich chcieli zabić. Stąd przez Linz dostałem się do Pragi i Czech, stamtąd z czeskim transportem przyjechałem do Budapesztu. Plany na przyszłość: Mój ojciec jest już w domu, idę do niego teraz, potem chciałbym wyemigrować do Palestyny
1910,M, pomocnik handlu drewnem, ur. 1926,lat 19, Birkenau ( 21do26-05-44), Mauthausen ( kon.05-44 ,4 dni), Melk 9 pocz. 06-44 do –pocz.04-45), Ebensee ( pocz.04-45 do 6-05-45)
Pracowałem z moim ojcem, który handlował drewnem, w rodzinie było nas sześć osób. Z 25 rodzin w miejscowości byliśmy jedyna rodziną Żydów. Relacje z chrześcijanami mieliśmy dobre. Mieliśmy też karczmę i sklep tytoniowy ; licencje na nie zostały cofnięte w 1941 roku przez władze węgierskie. Potem były częste przeszukiwania domu, przy czym znajdowano środki spożywcze. Przed Wielkanocą przyszedł nakaz noszenia żółtej gwiazdy i pięć tygodni później zostaliśmy powiadomieni z trzydniowym wyprzedzeniem o naszych przenosinach do getta. 60 km do Munkacza pokonaliśmy w jeden dzień, potem włączono nas w większą lokalną społeczność żydowską. Zbudowaliśmy kanał drenażowy poza getto i wykopaliśmy wychodek. Przy kontroli baraków węgierska policja nas biła. W tej cegielni byli też trzymani od trzech lat więźniowie, którzy wykonywali bezsensowną pracę: przenosili cegły z jednego miejsca, na drugie, przez dwie godziny. Do transportu wzięliśmy z sobą koce i ubrania i poszliśmy po 70 osób do wagonu. Słyszeliśmy, że zostajemy i będziemy pracować na Węgrzech, ale za Koszycami już widzieliśmy, że wiozą nas do Polski. Kiedy usłyszeliśmy po przyjeździe do Birkenau, że mamy wszystko pozostawić w wagonie, szybko przebraliśmy się do innych ubrań. Pozostaliśmy razem z ojcem i bratem , z łaźni widziałem moją siostrę, która była już ogolona i miałem nadzieję, że ją jeszcze spotkam w łaźni. Oczywiście tak się nie stało i poszliśmy do obozu cygańskiego. Niedługo tam byliśmy; poszliśmy na transport i odjechaliśmy, tym razem po 50 osób w wagonie i z przewidzianym prowiantem. W środku wagonu siedział towarzyszący nam Wehrmacht, musieliśmy pozostawić wolną przestrzeń na 1 m odległości od drzwi po obu stronach. Kiedy w nocy SS nas nie widział, robili nam więcej miejsca, w dzień nie mogli się na to odważyć, oczywiście. W Mauthausen nasze numery zostały nam naszyte na odzież i te wykonane z blachy wciśnięto nam do ręki i te nosiliśmy na ramieniu. Tam spaliśmy w czwórkę na jednym sienniku, a w piątym dniu wróciliśmy częściowym transportem do Melk, w liczbie 500 osób. Było tam 500 Francuzów i Greków, chrześcijan. Co dwa do czterech tygodni nadchodził tam transport, więc po pewnym czasie stan osobowy wzrósł do 12.000. Mieszkaliśmy w trzy kondygnacyjnych barakach, każdy miał osobne łóżko z dwoma kocami, można było się umyć. Co dwa miesiące była wymiana bielizny, co dwa tygodnie szliśmy do kąpieli i byliśmy dezynfekowani. Byliśmy zatrudnieni przy budowie tuneli o długości 1-2 km w górach z tunelu do pozostałych prowadziło 15 przejść. Cywile budowali tam struktury, w których miała powstać tam podziemna fabryka. Przez cztery miesiące pracowałem na wiertarce, potem betonowałem. Prace były starannie nadzorowane przez inżynierów ze Styrii ( Steiermark) i przez nich napędzani , kto wykonał wymaganą ilość pracy , dostawał premię, kto nie- zawiadamiali kierownika obozu, który wymierzał karę 25 uderzeń batem . Pracowaliśmy w systemie trzyzmianowym po osiem godzin dziennie. Chodziliśmy do i z pracy w szyku piątkowym, pod zbrojną eskortą. Półtora kilometra szliśmy pieszo i jechaliśmy pociągiem cztery kilometry. Kiedy szliśmy pewnego razu do pracy na nocną zmianę, dwóch Rosjan w drodze zdjęło chodaki i uciekli do pobliskiego lasu. Zostali tam zastrzeleni a my musieliśmy usiąść i czekać aż komendant obozu ukarze odpowiedzialne straże. Przy budowie lokalnego krematorium było zatrudnionych 30 murarzy. Racje żywnościowe: 50 dkg chleba, margaryna, marmolada i salami jako dodatek z serem na przemian i sztuczny miód. Za premię mógł człowiek kupić papierosy, później regularnie dostawaliśmy po 10 papierosów tygodniowo. Jednego papierosa, można było wymienić za 25 dkg chleba , dwa papierosy nawet na kilogram chleba. Bardzo trudno było się dostać na rewier dla chorych, głównie szli tam chorzy biegunką, zostali oni odtransportowani do Mauthausen i potem, jak słyszałem , do Dachau. Chorych i zmarłych z powodu braku miejsca zabierano wyłącznie do Mauthausen, nasz rewier dla chorych, o pojemności 300 chorych , został później powiększony. Zdarzyło się, że ludzie, którzy już nie mogli znieść zimna i wszystkiego innego , rzucali się pod pociąg ekspresowy w trakcie oczekiwania na stacji na pociąg do pracy . Wtedy zarządzono, że mamy oczekiwać na nasz pociąg poza terenem stacji kolejowej. Ale pod koniec, przed Wielkanocą, przed ewakuacją, kierownik robót powiedział przy okazji samobójstwa pewnego Litwina, że teraz naprawdę nie jest to warte wysiłku, nawiasem mówiąc ten kierownik był jednym z gorszych znanych mi ludzi. W czasie pewnego dużego ataku lotniczego zginęło w obozie 500 osób :Francuzów, Żydów i innych i zostali spopieleni w Mauthausen. Następnie ewakuowano nas : 2000 osoby chore i słabe wysłano koleją do Mauthausen. W drugim transporcie poszli ci, których stan zdrowia komendant obozu ocenił jako jeszcze możliwy do przywrócenia. Niezdolni do marszu popłynęli statkiem do Ebensee, wypłynęli wcześniej przed nami i dotarli później niż zdrowi, którzy jechali w trzecim transporcie . Podczas podróży uciekło 22 Rosjan przy pomocy broni, odebranej naszym strażnikom. W chwili naszego przybycia stan osobowy w Ebensee był w sumie 12 000 ludzi, a liczba ta wzrosła później do 18.000. Także tam pracowałem przy budowie tunelu, tym razem w kamieniołomie. Jedzenie było bardzo słabe: dostawaliśmy 12 dkg chleba bez dodatku, rano 0.3 litra kawy, na obiad obierki ziemniaków gotowane w wodzie a wieczorem pół litra zupy, przy takim wyżywieniu praca była bardzo ciężka a do tego jeszcze zły starszy blokowy dużo nas bił. Spaliśmy po trzech na żelaznym łóżku i dostaliśmy wszy, wielka ilość ludzi uniemożliwiała pranie. Każdego dnia były publiczne egzekucje za pomocą powieszenia w przypadku kradzieży i sabotażu, zostaliśmy zaskoczeni powieszeniem naszych czterech ludzi. Pewnego dnia komendant obozu prze tłumaczy poinformował nas, że będziemy dziś lub jutro wolni i oferował nam schronienie w tunelu przed nadchodzącym nalotem. Pochodzący z Luksemburga kierownik obozu który znał inne intencje poradził nam odmówić. Następnego dnia tunel wyleciał w powietrze ; w tym dniu przybyli Amerykanie. Było niedzielne popołudnie, gdy amerykańskie czołgi przyjechał po południu, na dzień przedtem widziałem już wiszące białe flagi, rano zostaliśmy przekazani Volkssturmowi. Po trzech tygodniach rekonwalescencji pojechałem z czeskim transportem przez Budziejowice, Pragę, Bratysławę tutaj. Czworo rodzeństwa jest razem , spotkałem brata w drodze do domu, jeden był ze mną, siostra czeka w domu. Rodziców nie ma.
1933,M, uczeń ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 05-44 ), Wolfsberg ( 05-44do02-45 ), Ebensee (02-45do05-45 )
W kwietniu zawieziono nas do getta Szeklence. My młodzi robiliśmy różne lekkie roboty. Kiedy nas żandarmi widzieli na ulicy / oczywiście wewnątrz getta / to nas pobili. Zanim nas wywieźli, zebrali nas na placu, gdzie stała woda, i zabrali nam tam większość naszych rzeczy. Kiedy nasz pociąg wjechał na stacje w Birkenau zaraz słyszałem nawoływanie, , że bagaże mają zostać w pociągu. Byliśmy witani uderzeniami. Ja zostałem oddzielony od mojej rodziny, nie wiem, czy ktoś z nich przeżył, czy nie. Po kąpieli ubraliśmy więzienne pasiaki i poszliśmy do bloku. Nie dano nic do jedzenia, ale już dwa razy byłem bity w ciągu kilku godzin. Ja i wszyscy moi koledzy mieli w ciągu tych ośmiu dni, które tam spędziliśmy , tylko głód, bicie i stanie na apelu. Po tym czasie doszliśmy do obozu w Wolfsberg. Byliśmy tam 4000 mężczyzn ze wszystkich narodów. Na początku budowaliśmy drogi, potem zostaliśmy przeniesieni do pracy przy tunelu. Nasze jedzenie było czasem mało, czasem jeszcze mniej. Mieliśmy bardzo złego blokowego , który bardzo dużo nas bił. Szczególnym do tego powodem było „ organizowanie „ sobie ziemniaków, a gdy jeszcze mistrz również skarżył się na więźnia, ten bywał bardzo pobity . Zimą cierpieliśmy z zimna tak, że wielu więźniów doznało odmrożeń. W miarę jak front się zbliżał, nasze jedzenie było coraz gorsze. Gdy Rosjanie stali trzydzieści km od Wolfsbergu, odeszliśmy na piechotę dwa dni, potem zostaliśmy załadowani na wagony. Wagony były otwarte, jechaliśmy nim dwa tygodnie do Pilzna To nie jest do opisania, jak cierpieliśmy w tym czasie. Nasze ciala nie miały już żadnej odporności, głodowaliśmy i na nasze wychudzone ciala spokojnie opadał śnieg. Z 4000 ludzi do Pilzna dotarło 1500 ludzi i następnie dostaliśmy trochę chleba. W Ebensee, mieliśmy kolejny dzień i noc siedzieć na zewnątrz, na śniegu. W tym czasie wiele następnych osób zginęło . Kiedy w końcu zostaliśmy umieszczeni w bloku, dostaliśmy polskiego starszego blokowego , którzy potrafili zatłuc dwadzieścia do trzydzieści osób dziennie. Przydzielono nas do rozmaitych prac, z których wszystkie były równie ciężkie. Ja musiałem nosić żelazne szyny . Nasz S.S. majster był bardzo dzikim człowiekiem. Jeśli ktoś nie pracował, jak on chciał - a to było niemal niemożliwe - bił go bez litości. Raz dostałem takie uderzenie, że w miejscu, gdzie mnie pobili, utworzył się stan zapalny. Więc przyszedłem do izby chorych. Tam człowiek dostawał dziennie 11 dkg chleba i 1 / 2 l zupy. Było tam w sumie dwóch lekarzy, ale również bez pomocy medycznej i lekarstw. Było nas tam 1000 ludzi, a tamtejszy starszy blokowy był straszny. On bił nawet nieuleczalnie chorych. Średnio dziennie ginęło 70-80 ludzi, na dwóch małych pryczach spało osiem osób, po dwóch na łóżku i po dwóch pod łóżkiem. Apel dla chorych odbywał się w pomieszczeniu ale brali w nim udział tylko ci, którzy leżeli na łóżkach. Ci, którzy leżeli pod łóżkami , musieli iść na apel na zewnątrz. Kiedy Amerykanie wyzwolili nas w maju, w końcu uzyskałem właściwe lecenie i opiekę. Operowano mnie i wyzdrowiałem.
2197,M, kupiec ur.1826, lat 19, Auschwitz ( 05-44do06-44), Mauthausen ( 06-440, Ebensee ( 07-44do05-45)
Do 1944 roku w Ignice mieszkało 30 rodzin żydowskich. To byli prawie zawsze ludzie zamożni, rzemieślnicy i kupcy. O chrześcijańskich mieszkańcach wsi najlepiej powiedzieć, że naprawdę starali się nam w każdy sposób być pomocnym. Następnie trzymali nas w getcie Munkacz. Życie tu w cegielni było bardzo ciężkie, musieliśmy znieść wiele, ale mogliśmy być z rodzinami. Głodowaliśmy i musieliśmy znosić wiele złego traktowania ze strony SS. Przeszukiwali nas i musieliśmy oddać nasze kosztowności, jako, że było tak głośno, że te rzeczy zostały przez nas nabyte w drodze oszustwa. ( Pozostanie to tajemnicą, czy naprawdę takie było ich przekonanie, czy tylko wygodny pretekst. ) Następnie zostaliśmy załadowani na wagony i musieliśmy odejść. W Auschwitz czekało na nas prawdziwe nieszczęście. Moja matka poszła z dziewięciorgiem dzieci do komory gazowej . W tym czasie mój ociec jeszcze żył, pracował przez trzy miesiące, a gdy był już dość zniszczony, też wysłali go do gazu. Ponadto mój brat został też uznany za nadającego się do pracy. W łaźni trzeba było oddać nasze ubrania, buty i szelki zostały oficjalnie dozwolone. Ale piękne buty zawsze pozostawały w łaźni i człowiek dostawał w zamian drewniane chodaki. Auschwitz był tylko obozem dystrybucyjnym, nie mieliśmy pracy. Apele, które trwały całymi dniami, były gorsze od pracy, bo często byliśmy karani przy tej okazji. Za co, często nawet kaci nie wiedzieli . Po niedługim czasie wywieziono nas do Mauthausen, gdzie przebywaliśmy przez trzy dni, ponieważ był to w rzeczywistości obóz zbiorczy. Przyszliśmy do Ebensee. Ebensee naprawdę nie był obozem zagłady, ale rezultaty mówiły co innego. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach. 9000 ludzi pracowało w kopalni kamienia, to była naprawdę ciężka praca, jeśli pracowaliśmy na nocnej zmianie, to pozostawili nas tak, że nie było czasu na sen w ciągu dnia. Tu także apel był dwa razy dziennie, karą było 25-50 uderzeń kijem. Spośród 3000 osób w mojej grupie tylko 20 pozostało przy życiu. Ciągle nadchodziły nowe transporty i nowi zajmowali miejsce zmarłych, niemniej jednak załoga obozu była zawsze mniejsza. Pod koniec kwietnia zachorowałem i przyszedłem do izby chorych. Tam były relacje między przestrzenią a ludźmi bardzo straszne. W jednym łóżku leżało czterech chorych a dwóch pacjentów pod łóżkiem. Dostawaliśmy to samo mizerne wyżywienie, jak zdrowi , tak że człowiek tylko z dużym trudem przychodził do siebie. S.S. doszło w swojej nieludzkości do tego stopnia, że zabijali chorych tak samo jak tych , którzy nie byli jeszcze przykuci do łóżka, bo całkiem zdrowych w tym czasie już nie było. Kiedy wyzwolili nas Amerykanie, zajęło dwa dni, aż nadeszły dostawy żywność i leków, ale potem było wszystko. Nie wiem, jakie są możliwości aby wyjechać do Palestyny, ale jestem zdeterminowany do podjęcia pierwszej okazji i emigrować.
2200,M, piekarz, ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 05-44do06-44), Mauthausen (06-44), Melk (06-44do04-45), Ebensee (04-45do05-45)
Byłem zatrudniony w Raho w moim zawodzie. Jak już powstało getto; ukryłem się w lesie z dwoma innymi chłopcami. Ale na nasze nieszczęście znaleźli nas żandarmi. Pobili nas i doprowadzili nas do Mátészalka, gdzie już w getcie mieszkali inni Żydzi. Tam natychmiast odebrali nam nasze rzeczy. Tam mieszkaliśmy kilka tygodni narażeni na kaprysy węgierskiej policji. Potem załadowali nas na wagony. Policja stała z boku i każdy z nich uderzał kolbą broni przechodzących ludzi. Podróż była straszna, bo w jednym wagonie było 75 osób z bagażami i o miejsce było bardzo trudno. Pewna kobieta zmarła po drodze ale została zabrana dopiero jak my opuściliśmy pociąg. W Auschwitz oddzielili mężczyzn od kobiet, potem te grupy znowu podzielili na młodych i starych . Nikt nie pytał o wiek, ocena była tylko po wyglądzie. Jeśli jednak młoda dziewczyna tuliła się do matki, to zazwyczaj bez słowa była wysyłana ze starymi. Jednak tu i ówdzie bywała ona odrywana od matki i nawet jeśli wolałyby wybrać wspólną śmierć, na nic się to nie zdało. Zdolnych do pracy zabrano do łaźni, tam się okapaliśmy. Ogolili nam głowy i dali nam niebiesko-szare pasiaki i takież czapki i drewniane chodaki # # #, Czapki trzeba było zdjąć gdy rozmawiało się z kapo lub SS.
Zatrzymali nas tylko przez krótki czas i jak transport A szedł do Mauthausen, ja też poszedłem. Tu spędziliśmy osiem dni w namiotach ( celtach ). To był zły brudny obóz i Żydzi byli tu traktowani dużo gorzej niż więźniowie polityczni. Wysłali nas do Melk, gdzie pracowaliśmy w podziemnej fabryce amunicji. Praca była bardzo ciężka, a poza tym byliśmy cały czas w wodzie. Mieszkaliśmy w barakach. Jedzenie nie było wystarczające, aby chronić przed śmiercią głodową, wielu ludzi zmarło z głodu. Traktowanie było poniżej wszelkiej krytyki ; bili nas za najmniejsze drobiazgi. W Melk zawsze było 8000 mężczyzn, zmarli byli zastępowani nowymi transportami. W kwietniu, wysłali nas statkiem i popłynęliśmy do Linz. Stamtąd szliśmy pieszo sześć dni, przyszliśmy do obozu koncentracyjnego Ebensee. Tu nasze położenie było o wiele gorsze niż w Melk, bo praca była cięższa w kopalni kamienia a jedzenia jednak było mniej. Byliśmy tu więźniowie z różnych narodów. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, ale były przepełnione. Był rewier, ale także tu było zbyt wiele osób niż byłoby to konieczne. Lekarstw nie było prawie wcale, więc jeśli ktoś był poważnie chory, był skazany na śmierć. W dniu 5 maja przyszedł długo oczekiwany dzień - wkroczyli żołnierze amerykańscy. Na początku byli całkiem przyzwoici , opiekowali się nami, ale wkrótce potem zostawili opiekę, byliśmy bardzo rozczarowani, po takich wielkich obietnicach , doświadczyć takiej obojętności .
2211,M, rzeźnik, ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( pocz. 05-44, 1 tyg), Mauthausen ( 1 tyg), Ebensee ( 4 m-ce), Mauthausen ( 6 tyg), Florendsdorf ( 3 dni ), Haidfeld ( 5 m-cy), Mődlingen ( 2 dni), Mauthasuen ( 2 tyg), Günskirchen ( 8 dni)
Mátészalka spędziłem trzy tygodnie w getcie, tu nie pracowaliśmy , ale traktowanie było niewymownie złe. Szczególnie dwóch SS manów nas torturowało , bili nas wszystkich bez żadnego powodu. Zebrali nas w dniu 1 maja i stłoczono w wagonie po 75 osób i wywieziono nas z Mátészalka, cel nie był jeszcze znany. Wyruszyliśmy stamtąd: moja matka, która była wdową, siostry i mój brat i ja. Po trzech dniach strasznej podróży przybyliśmy do Auschwitz. Tu natychmiast była selekcja, oddzielili mnie od matki i sióstr, zabrali do łaźni, ostrzygli, wydali pasiaki i zabrali do obozu cygańskiego. Po tygodniu strasznego pobytu tutaj poszedłem do transportu. Załadowali nas na wagony i wywieźli do Mauthausen. Tutaj dostaliśmy numer. Czterech z nas spało w jednym łóżku, choć dostaliśmy tutaj chleb, ale był spleśniały. Stąd ponownie pojechaliśmy pociągiem i dojechaliśmy do Ebensee. Przez cztery miesiące pracowałem w tamtejszej kopalni kamienia, przybyło nas tutaj 500osób. Praca była bardzo ciężka. 1800 osób pracowało tu w sumie. Jedzenie dostawaliśmy. My młodzież dostawaliśmy stosunkowo lżejszą pracę, i kiedy nadchodziła zima, powiedziano nam w obozie, że poniżej 16 lat chłopcy nie mają pracy i rzeczywiście wróciliśmy do Mauthausen. Kiedy byliśmy w połowie drogi do Mauthausen nastąpiło bombardowanie pociągu i dwóch chłopców zginęło w pociągu, nie kontynuowaliśmy jazdy , zostaliśmy wtedy zabrani przez samochody do Mauthausen. Tu znowu poszliśmy do łaźni, zdezynfekowali nas, a następnie naprawdę nie musieliśmy pracować przez sześć tygodni, ale przez cały dzień musieliśmy stać na zewnątrz, czy padało, czy nie, czy był mróz, czy śnieg, byliśmy poza blokiem. Po sześciu tygodniach załadowali nas na wagony. Jechaliśmy dwa i pół dnia bez jedzenia i wody, były straszne naloty w Wiedniu, we Florensdorf trzy dni pracowaliśmy w fabryce, a następnie ponownie wywieziono nas samochodem dalej, i tak przyjechaliśmy do Haidfeld. W tamtejszej fabryce samolotów pracowaliśmy w warsztatach naprawczych. Fabryka ta była również dwukrotnie zbombardowana w czasie naszego pobytu. Tutaj traktowano nas właściwie, jedzenie również dostawaliśmy, a zakwaterowanie było przyzwoite. Praca nie była ciężka. Majstrowie byli cywilami, nie było komendantów bloków z SS i to było szczęście. Gdy Rosjanie podeszli , zebrali nas i więźniowie wyruszyli stąd w pieszy marsz. Po przejściu 40 km przyszliśmy do Mödlingen. Tu odpoczywaliśmy i dopiero następnego dnia poszliśmy dalej. Maszerowaliśmy przez osiem dni, tylko raz dostaliśmy jeść na 3 dni, 1 / 4 chleba i trochę zupy. W drodze jedliśmy trawę. Wyruszyło 2200 i przybyło w Mauthausen 1200 osób . Jeśli ktoś po drodze wyszedł z szyku, natychmiast został zastrzelony. Nas żydowskich chłopców było tylko trzydziestu, tylko jeden zmarł w drodze, inni byli z różnych krajów, ale także byli tzw. jeńcy. W Mauthausen zostaliśmy na dwa tygodnie po raz kolejny i w tym czasie wiele wycierpieliśmy. Bochenek chleba był na 12 osób i dostawaliśmy pół naczynia okropnej zupy. Nie mogę powiedzieć, żeby nas tu traktowali w sposób nieludzki. Za najmniejsze drobiazgi, lub bez, zastrzelili człowieka. Kiedy doszliśmy do obozu było tam 22000 osób. W międzyczasie rozpoczęła się ewakuacja obozu i dwa tygodnie potem przyszła na nas kolej. Tak dostaliśmy się jeszcze do Gunzkirchen. W Gunzkirchen już potem zginęła duża liczba ludzi. Fakt, że ludzie przeżyli, teraz uważam za niemożliwy. Tutaj ja też dostałem tyfusu. Po wyzwoleniu organizm od roku głodzony i mocno osłabiony nie mógł przyjmować normalnych posiłków. Poważnie zachorowałem, ale zostałem uratowany dzięki starannej opiece. Dostałem dziesięć butelek krwi i tak ocalałem. Jeden rok trwały te straszne rzeczy. Przyjechaliśmy do Auschwitz na początku maja, dokładnie rok później wyzwolili nas Amerykanie. Plany na przyszłość: jeszcze nie mogę mówić o przyszłości , ale mam wielką nadzieję, że dowiem się coś o rodzeństwie i z nimi będzie dobrze wyjechać do Palestyny.

2272,M. kandydat na rabina, ur. 1923, lat 22, Birkenau ( 25do29-05-44), Buchenwald ( 1do11-06-44), Dorla (11do14-06-44), Harzung (14-06-44do10-09-44), Ellrich ( 10-09-4do27-01-45), Dorla (27-01-45do16-03-45), Nordhausen (16-03-45do1-04-45),Ebensee ( 4do6-05-45)
Rankiem dnia 26 maja dotarliśmy do Birkenau. Natychmiast wysiedliśmy z wszystkich wagonów i ustawiono osobno kobiety i oddzielnie mężczyzn . Potem wybrano zdolnych do pracy, gdzie zaliczono również mnie. Oberschaarführer zapytał mnie, ile mam lat, na co odpowiedziałem, że urodziłem się w 1923-cim i mówiłem, że mam tu brata bliźniaka , dostałem dokument, że mają nas nie rozdzielać. Potem zaprowadzili nas do łaźni, gdzie najpierw obcięli nam włosy, zabrali wszystkie rzeczy i po kąpieli dostaliśmy odzież w paski. Kiedy byliśmy rozebrani w łaźni, przyszły dwie lekarki z SS i wybrały 15 osób, że są one słabe. Co się z nimi stało, nie wiem. Z łaźni zabrali nas do obozu, gdzie wszyscy staliśmy na apelu przed blokiem do po południu. W międzyczasie, wybrani zostali pracownicy kwalifikowani i poetm poszliśmy do 11-tego bloku. Zarejestrowali nas , potem mnie i 12 innych mężczyzn ustawili z transportem marmaroskim, bo nie mieli wystarczającej liczby. Następnie oddzielili mnie od brata bliźniaka –bez względu na dokument- bardzo gorzko płakałem i prosiłem , żeby nas nie rozdzielali, na co dostałem w twarz i poszliśmy dalej. Ja dostałem się do 21-bloku a brat bliźniak pozostał w bloku nr 19. Próbowałem wszystkiego aby być razem, ale niestety nie powiodło się. Co się stało z nim i krewnymi, których w dniu przyjazdu wybrali oddzielnie, nie wiem. Dostaliśmy jeść dopiero następnego dnia. Po kilku dniach dostałem się do transportu i wywieźli mnie do Buchenwaldu. Dostaliśmy żywność na drogę. Dotarliśmy o 3-ciej nad ranem, od razu wprowadzono nas do kąpieli , zdezynfekowali nas a następnie wprowadzono nas do 62-go bloku. Spaliśmy w łóżkach , mieliśmy koce i dobre traktowanie , odpoczywaliśmy około 10 dni. W dniu naszego przyjazdu przygotowane zostały nasze dane do protokołu indywidualnie. Dwa dni później, każdy był również oddzielnie fotografowany. Następnie w 200-osobowych grupach transportowano nas do Dorlá. Jak tylko przyjechałem bezpośrednio wprowadzono nas do łaźni, gdzie zostaliśmy zdezynfekowani a 2 dni później już zostaliśmy przydzieleni do pracy. Mnie przydzielono do budowy baraków. Tutaj mieliśmy bardzo złe traktowanie. Kapo stale nas bili. Wody nie dostawaliśmy , ponieważ nie było wolno. Wielu padło w pracy z powodu wielkiego pragnienia. Tych zabrali przed blok i tam leżeli, ale ich samych nie ruszali. Kilka dni później, pewnego wieczoru, była selekcja i dostałem się do transportu ; wywieźli nas do Harzungen. Tutaj było zakwaterowanie , a miejsce prace było w Wolfleben. Jeździliśmy tam ciężarówką i było odległe od Harzungen o 20 minut jazdy. Tutaj zostaliśmy przydzieleni do budowy dróg i pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Traktowanie tutaj było dosyć dobre, ale nie w miejscu pracy. Majstrowie byli dość złymi ludźmi, nieustannie grozili nam, że zgłoszą raport do komendanta robót SS, że całe komando jest leniwe, nie pracuje i że nie wyrabia normy. Główny majster zgłosił do kapo, że już nie może nas znieść. W tym dniu, straż była zła, a jeden z nich szczególnie powiedział mi, że jestem bardzo leniwy i przeniosą mnie do pracy do grupy transportującej piasek. Ta praca była tak ciężka, że w końcu się załamałem i zabrali mnie do bloku, gdzie pozostałem. Nie badając sprawy powiedzieli: "Żydzi nie chcą pracować" i następnego dnia wróciłem do pracy. W tym dniu szef straży ciągle mnie obserwował i kiedy zauważył, że bawię się łopatą ; uderzył mnie kijem w głowę tak, ze zapuchły mi od tego oczy. Brygadzista również wziął udział w biciu. Po południu przyszedł do pracy kapo i wybrał słabych robotników żydowskich i grubą pałką gumową wymierzył im po 25 uderzeń. Gdy zakończył swoje działanie zapytał brygadzistę, kto jeszcze tego potrzebuje. Brygadzista wybrał mnie i mojego kolegę i my też dostaliśmy po 25 uderzeń. Przez kilka miesięcy nie mogłem ani siedzieć ani leżeć . Jednak do pracy musiałem chodzić. Potem zaprzestałem prac budowlanych i poszliśmy do Wolfleben. Tu zostaliśmy zatrudnieni do rozładunku wagonów. W międzyczasie zostaliśmy przeniesieni z Harzungen do Ellrich i tu była kwatera. Stamtąd jeździliśmy pociągiem do starego miejsca pracy i droga tam i z powrotem trwała ok. 30 minut. Pobudka była o 3 nad ranem, nie było czasu na śniadanie, a czasem wieczorem musieliśmy czekać po 2-3 godzin aż przyjedzie pociąg, i zmęczeni przyjeżdżaliśmy ok. 23-ciej do naszej kwatery. Po kolacji i myciu się od czasu przybycia do pobudki nie pozostawało więcej czasu na sen niż dwie godziny. Później pracowaliśmy przy ciągnięciu kabli. Tu potem zachorowałem i nie mogłem chodzić. Na to majster przyczepił się do mnie, jak pies, zabrał mnie do lekarza i przez całą drogę krzyczał na mnie, że Żydzi nie chcą pracować i symulują. Lekarz po zbadaniu stwierdził, że jestem chory i dał mi jeden dzień dla odpoczynku, następnego dnia ponownie poszedłem pracy . Pewnego razu przewróciłem się, gdy wyładowywaliśmy z wagonu kolejowego schody, i mistrz uderzył mnie w twarz do krwi, krzyczał na mnie , kazał położyć się na ziemi i strasznie mnie pobił . Przyjaciel powiedział mi, żeby się nie kłaść na mokrej ziemi, bo znowu się zaziębię więc wstałem. Na to majster krzyknął, żebym się znowu położył, na co ja odkrzyknąłem, że nie chce ponownie się zaziębić i być zgłoszony do chorych. Następnie zostałem wysłany do drewnianego pokoju, gdzie przyszedł kierownik i majster .Majster wyjaśnił kierownikowi, ze uderzył mnie w twarz bo pracowałem bardzo leniwie. Kierownikowi jednakże chłopcy powiedzieli, jak wygląda sytuacja ze mną. I znów wróciłem do pracy i przyszedł do mnie kierownik i powiedział, że symuluję. Widziałem, że bardzo mnie żałuje, ale nie chciałem zaakceptować jego punktu widzenia. Widząc to powiedział, że to jest dla niego problem, ponieważ mistrz mu też zagraża, że nie pracujemy prawidłowo i chce na nim to wymusić. Ten kierownik był więźniem , niemieckim Cyganem. Wtedy zastosowałem się do jego rady, ponownie upadłem w czasie pracy i jako słaby dostałem się przed lekarza. Master także przyszedł ze mną do lekarza. Zaraz potem przyszło tu dwóch inspektorów pracy ( także więźniów) , którzy byli w naszej grupie. Lekarz mnie zbadał i był oburzony, że można w ten sposób traktować słabego człowieka, którzy już wcześniej był chory. Po badaniu, pod eskortą SS poszedłem do kierownika robót, który powiedział: "właściwy do krematorium". Zapisał mój numer i wysłał do odpoczynku do wieczora , w jadalni. Wieczorem zabrali mnie stąd do kwatery a potem pod eskortą na rewier. Lekarz nie był w stanie określić, co mi jest, bo nie chciałem o tym rozmawiać. Gorączki nie miałem i dostałem dwa dni wolnego. Potem dostałem się do transportu niezdolnych do pracy i od 1 stycznia komisja wybrała nas jako słabych do pracy w pozycji siedzącej. W dniu 27 stycznia przenieśli mnie wraz z grupa 90-ciu osób do obozu Dorla. Tam ponownie dostałem się na rewier na cztery tygodnie, a potem przydzielono mnie do obozowej grupy roboczej, która wykonywała czyszczenie obozu. Ten przydział trwał tylko przez krótki czas, a potem dostałem się do grupy roboczej „ Altverwärtung”, gdzie stare ubrania i kości sprasowywaliśmy na prasie i wysyłaliśmy do fabryki. Pewnego dnia wysiadła tutaj komisja wyższej rangi i zapytali mnie, co się ze mną dzieje, powiedziałem, że jestem bardzo słaby i nie mogę chodzić. Komitet ten zasugerował, że to jest konieczne, aby mnie zabrać do takiego obozu, gdzie byliby zebrani w jednym miejscu wszyscy tacy chorzy, jak ja. Niestety tak się nie stało, dostałem się do jeszcze gorszego obozu w Nordhausen. Tu mieszkaliśmy w pewnym garażu, gdzie absolutnie nic nie było i tak na cementowych kamieniach leżeliśmy lub siedzieliśmy. Pracy nam tu nie przydzielono. Dzienne racje: 20 dkg chleba i 0.7 l zupy z obierek ziemniaczanych. Jeśli do chleba dali mały dodatek, to zupy wydawali po 0.3 l zamiast 0.7 litra. Ci, którym przypisano obowiązki sztubowych, stal trzymali w ręce kij, chodzili i bili nas. Cokolwiek zrobiliśmy, było to to powodem, aby nas bić, więc liczba ofiar śmiertelnych była dziennie 70 do 80 osób. Teraz już front bardziej się zbliżył i były stałe naloty. Przy okazji jednego z dużych nalotów dwa bloki doznały bezpośredniego trafienia i było bardzo wiele ofiar. Kiedy zagrożenie się nieco uspokoiło, próbowaliśmy uciec, ale się nie udało i musieliśmy wrócić. Następnego ranka znowu był poważny nalot, i uciekliśmy do wsi, zwanej Leinbach. Po drodze strażnik dał nam chleb i powiedział, żeby uciekać, gdzie nas oczy poniosą. We wsi ludność niemiecka zachowywała się bardzo przyzwoicie wobec nas. W Leinbach byliśmy10 dni bez eskorty. Na dziesiąty dzień spotkał się z nami SS unterschaarführer, który nas rozpoznał mimo cywilnych ubrań, bo wszyscy byliśmy łysi. Wywieźli nas jednym transportem do zbombardowanego dworca kolejowego, i musieliśmy tutaj pracować . Mieszkaliśmy w wagonach i byliśmy dość dobrze traktowani. Więcej organizowaliśmy, niż pracowaliśmy. 4-05-45 przewieźli nas do Ebensee, gdzie już nie pracowaliśmy i 6-05-45 w tym samym miejscu wyzwolili nas Amerykanie. Mój plan na przyszłość : jak najszybciej wydostać się do Palestyny.
2564,M,uczeń ur. 1927,lat 18, Auschwitz-Birkenau (4do6-06-44), Mauthausen (1do2 dni), Ebensee (ok. 1 rok)
Kiedy przyjechaliśmy do Auschwitz, przyjęli nas bardzo źle i ciągle byliśmy bici. Następnie dostałem się do bloku, gdzie było stłoczonych 1000 osób. Upał był straszny, ani siedzieć ani stać nie było można. Dwa dni potem dostaliśmy się do obozu dystrybucji, gdzie również dostaliśmy okropne wyżywienie. Dostaliśmy więcej bicia niż jedzenia. Stamtąd przybyliśmy do Mauthausen. Tu byliśmy tylko 1-2 dni, ale sytuacja była taka sama jak w Auschwitz. Może zakwaterowanie było jeszcze gorsze, bo tutaj nie można było nawet stanąć. Racje żywnościowe były wszędzie jednakowo złe. Codziennie wydawali po ¾ litra zupy, chleb wydawali niesystematycznie i często był kradziony. Stąd dostaliśmy się do Ebensee. Tutaj były wszystkie rodzaje pracy, pracowaliśmy w kopalniach, przy torach kolejowych, tunelach , itp. Wszędzie napędzali do szalonego pośpiechu. Na początku, jedzenie było dość dobre. Dawali mi dziennie 30 dkg chleba, 1 litr zupy, czasem też mięso, później, gdy sytuacja na froncie uległa zmianie i Amerykanie już niebezpiecznie się zbliżyli, dostałem się jeszcze do bloku dla regeneracji sił. ponieważ złamałem okulary i nie widziałem. Biorąc pod uwagę, że nie byłem poważnie chory, nie zaliczyli mnie do wymagających rewieru. Tu tylko leżałem, ale przez sześć tygodni przed wyzwoleniem sytuacja była tragiczna. SS formalnie szalało, bili, mordowali. Oczywiście, SS wydali polecenie aby starsi blokowi również zabijali, abyśmy żyli w ciągłym niepokoju i nigdy nie mogli wiedzieć, czy ktoś podchodzący do łóżka nie zamierza nas pobić. Byliśmy bardzo osłabieni i wystarczało kopnięcie lub cios aby zabić człowieka. Myć się nie mogliśmy, więc po pewnym czasie zostaliśmy zupełnie zawszeni i stale nas swędziało. Ale zabijanie było na porządku dziennym nie tylko w naszym 23 –cim bloku, ale wszędzie. Później było jeszcze większe spustoszenie, bo nie było już gdzie ich zakwaterować w obozach i wszystkich skoncentrowano w Ebensee. Jednakże Ebensee był stosunkowo niewielkim obozem i nie można tu było pomieścić tak wielu ludzi. Oczywiście, musieli zrobić miejsce dla transportów, w związku z tym zabili część nas i część ludzi z transportów. Później nie było już co jeść. Czasem do chleba dodawali coś jakby słomę i było tylko po 10 dkg. Na przykład zdarzyło się, że pewien Rosjanin z głodu jadł ciało zabitego człowieka . W tym czasie skierowano do nas mojego brata w fatalnym stanie. Przenieśli mnie do chorych z infekcją i gorączką a gdy wróciłem na rewier, już tam nie mogłem znaleźć mojego brata. Ok. 2000 osób zmarło, z których większość pobili na śmierć blokowi. Leków dla chorych nie było, jedzenia chorym nie dawano, więc się całkowicie wyniszczyli. Pewnej nocy prawie sam nie stałem się ofiarą pobicia. Czterech z nas spało w wąskim łóżku, było to miejscem stałej bijatyki. Z takiej okazji zawsze korzystał starszy blokowy aby nas pobić i osobno wymierzyć po 25 uderzeń. Na oddziale zakaźnym w wyniku strasznej sytuacji całkowicie osłabłem i po wyzwoleniu znaleziono mnie na wpół martwego. 6-05-45 wyzwolili nas Amerykanie.
2701,M, krawiec męski ur 1907, lat 38, Auschwitz ( ), Wolfsberg ( ), Ebensee ( ) dat pobytu nie podano,
W moim miejscu urodzenia i stałego pobytu Nagyrákót, gminie w Karpathenlandzie z liczbą ludności około 700 dusz, mieszkało 80 rodzin żydowskich, które przeważnie stale musiały się troszczyć o swój byt. Potem wyszło rozporządzenie o gettach , co oznaczało, że 16-04, dzień po naszych świętach wielkanocnych poszliśmy z innymi Żydami z Nagyrákót , z moją żoną, matką, dwiema siostrami i bratem do getta w Munkaczu, a stamtąd większym transportem zostaliśmy deportowani do Auschwitz. W Auschwitz zostałem oddzielony od żony, matki i siostry, pozostał ze mną tylko mój brat. Co się stało z moja matką ; nie wiem, bo od czasu naszego rozdzielenia już o niej nie słyszałem, moja żona i siostry powinny były pozostać przy życiu, a nawet mają już znajdować się bezpiecznie w domu. Po zaledwie cztero dniowym pobycie w Auschwitz ja i mój brat dostaliśmy się do transportu pracy, który składał się z 700 węgierskich Żydów, jadących do Wolfsbergu / koło Wrocławia do obozu pracy. Po naszym przyjeździe do Wolfsberg nie przewidziano mnie do pracy, bo cierpiałem /i cierpię jeszcze / na wrzód żołądka, dlatego zostałem natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie byłem leczony. Leczenie trwało sześć tygodni a jak trochę po tym czasie odzyskałem siły, zostałem przydzielony do pracowni krawieckiej, pracowałem dla organizacji Todt i pod ich nadzorem. To było dla mnie prawdziwe szczęście, po pierwsze dlatego, że mogłem pracować w swoim rzemiośle, tak że ja w mojej pracy nie miałem dużych trudności, podczas gdy inni więźniowie musieli pracować w tunelach, a oprócz tego, że praca była o wiele trudniejsza, nie byli do niej przyzwyczajeni, tak że każdego dnia w wyniku wypadków przy pracy traciło życie wielu ludzi. Co więcej, górnicy byli w tunelu pod nadzorem SS, których ona traktuje w sposób najbardziej brutalny, a traktowanie , które mnie spotkało od ludzi Organizacji Todt, nie pozostawia nic do życzenia. Także zaopatrzenie w żywność, które otrzymywaliśmy w pracowni krawieckiej mieliśmy o jeden stopień lepsze niż oni, więc mój pobyt osiem miesięcy spędzonych w Wolfsbergu, oceniam stosunkowo dobrze. W połowie stycznia 1945 roku musieliśmy opuścić Wolfsberg ponieważ front przybliżył się w bezpośrednie sąsiedztwo tego miejsca. A więc musieliśmy odejść i to pieszo. To nie był żaden marsz, ale bieg, wyścigi i polowania, tak , że człowiek nie był w stanie nawet na chwilę odsapnąć. SS-mani byli jak diabli za nami , a gdy tylko spostrzegli że ktoś zatrzymał się, zaraz wyciągali rewolwer i zastrzelili człowieka. Tak więc wielu więźniów zostało zabitych, w tym mój brat, który zatrzymał się z wyczerpania i został zastrzelony na moich oczach. Faktycznie do tej pory nie znałem SS naprawdę bo, jak już wspomniałem, w Wolfsbergu pracowałem pod nadzorem Organizacji Todt i Wehrmachtu ; już słyszałem wiele ich przemocy i brutalności, ale nigdy bym nie sądził, że jest możliwe to co teraz zobaczyłem. To już nie byli ludzie, to były dzikie zwierzęta: nie pozwolili mi nawet zamknąć oczu mojego brata. Po takim pościgu przez siedem dni doszliśmy i byliśmy w rodzaju stodoły w szczerym polu, która miała dach, ale nie miała ścian. W tej stodole byliśmy zatrzymani, to była nasza kwatera. Znaleźliśmy się w bezprecedensowym stanie zdewastowania, który nie bardzo się poprawiał się z czasem bo byliśmy głodni. Tylko co czwarty dzień dostawaliśmy po 0.2 litra zupy i 10 dkg chleba na osobę. W ciągu tych dwunastu dni które spędziliśmy w stodole, wielu poddało się z głodu, ale wielu z nich nie było w ogóle już w stanie głodować, z uwagi na wcześniej poniesione wysiłki. Stąd poszliśmy dalej w znacznie zmniejszonym składzie, niż przyszliśmy. Szliśmy jeszcze przez dwanaście dni, aż doszliśmy do stacji, której nazwy już nie pamiętam. Tam zostaliśmy załadowani na wagony i zaczęliśmy głodową podróż, która trwała około dwóch tygodni. Nasze „posiłki” w trakcie podróży, otrzymywaliśmy co czwartego dnia xxx część lub dziesięć xxx czy piętnaście # # #. Ale to było wszystko! W osłabionej kondycji, w której byliśmy, wielu nie mogło już wytrzymać , i wciągu osiemnastu dni podróży ponownie było wiele przypadków śmiertelnych. Wreszcie dotarliśmy w Ebensee, naszego celu. Dopiero wtedy zobaczyliśmy , jak obfite żniwo zebrała śmierć: z 6000 mężczyzn którzy rozpoczęli marsz, do Ebensee dotarło tylko 2000 ludzi, to jest co trzeci przyjechał! Reszty naszego zniszczenia dokonała praca, która została nam przydzielona: to była najcięższa, najbardziej niezdrowa praca, którą dostaliśmy do wykonania w tunelu, przy czym karmiono nas w następujący sposób: rano dostawaliśmy trochę gorzkiej herbaty i pół litra zupy wieczorem i dziesięć dekagramów chleba. Oczywiście, nie można było wykonać wymaganej nadmiernej pracy , na co SS tylko czekało ze śmiercionośną kulą, aplikowaną na miejscu. W ciągu dziesięciu tygodni spędzonych w Ebensee aż do wyzwolenia , zmarło około 2000 więźniów, którzy przybyli żywi do Ebensee , około 1700 ludzi padło pod kulami SS. W nocy z 4 Maja strażnicy z SS odeszli, a rankiem następnego dnia Amerykanie weszli do Ebensee i nas wyzwolili.
2733,2M, i, cieśla ur 1928 lat 17 i uczeń ur 1929, lat16, Birkenau ( 3 dni ), Wolfsberg (9 miesięcy) , Ebensee ,dat pobytu nie podano,
W Sztrabicso mieszkało 60 rodzin żydowskich. Zajmowali się rzemiosłem i rolnictwem i najczęściej byli biednymi ludźmi. Po wkroczeniu Niemców cała ludność żydowska wioski
została zabrana przez żandarmów do getta w Munkaczu. Żandarmi traktowali nas haniebnie , zwłaszcza najgorzej zachowywał się pewien żandarm nazwiskiem Zucker z Nagylucskó, cała drogę nas bił. W getcie Munkacz panowały straszne porządki. Był tam, między innymi, węgierski policjant, który stale nas wykorzystywał. Również musieliśmy znosić wiele nadużyć ze strony Gestapo. Załadowano nas na wagony w połowie maja i wywieziono do Birkenau. Podróż trwała 3 dni, podczas których ani wody, ani jedzenia nie dostaliśmy. Szczególnie osoby starsze i dzieci bardzo cierpiały. W Birkenau spędziłem tylko trzy dni. Następnie przydzielono mnie do transportu pracy i wywieziono do Wolfsbergu. W Wolfsbergu były stosunkowo dobre warunki, dostawaliśmy normalne posiłki, ale praca była ciężka. Całymi dniami dźwigaliśmy cement. 8-miu chłopców musiało przenieść1500 worków na dobę , w pracy bardzo popędzali. Spędziliśmy tu 9 miesięcy, następnie dostaliśmy się do Ebensee. W Ebensee kapo wiele chłopców pobili na śmierć. Dopiero dwa dni po moim przyjeździe dostaliśmy jedzenie. Dopiero , gdy weszliśmy do bloku, zaczęliśmy dostawać posiłki : dziennie 1 litr zupy, 30 dkg chleba i 3-4 dkg kiełbasy. Bardzo ucierpieliśmy przez polskich starszych blokowych, którzy zabili więcej naszych towarzyszy. Spaliśmy na gołej podłodze przy otwartym oknie, która jest stale wilgotna, ponieważ zarzucona śniegiem. Rano poszliśmy do umywalni ale tylko o 16-tej po południu było wolno. Musieliśmy stać boso na śniegu. Po powrocie do bloku, dostaliśmy trochę zupy i chleb. Oczywiście mogli nas bić, bo w Ebensee nic się nie działo bez bicia. Dziennie było 40-50 ofiar śmiertelnych . Pamiętam, że raz wywieziono 56 zabitych . Amerykanie nas wyzwolili. Chcę jak najszybciej emigrować do Palestyny.
2758,M, pomocnik handlowca, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 dni 05-44), Eulenburg( 05-44 do 12-44), Wolfsberg ( 12-44 do xx), Ebensee ( do 5-45),
W Szolyva liczba Żydów wynosiła 300-400 osób. W większości należeli do klasy średniej. My mieliśmy sklep z delikatesami ,zapewnił nam beztroskie życie. Po wkroczeniu Niemców do wioski przyszli żandarmi i zabrali wszystkich Żydów do naszej świątyni w Szolyva. Mogliśmy z sobą zabrać 50kg odzieży i żywności dla nas. Noc spędziliśmy w świątyni. Następnego dnia poszliśmy na piechotę na dworzec, tam nas załadowali na pociąg i zabrali do Munkacza do getta w cegielni. W getcie mieliśmy straszne życie, głodowaliśmy i nie było miejsca, gdzie moglibyśmy się położyć. W maju deportowali nas do Auschwitz. Po przyjeździe rozdzielonych rodziny. Tylko 3 dni spędziłem tutaj. Potem umieścili nas po 50-ciu w wagonie i przetransportowali do Eulenburga. W wagonie było 25-ciu po jednej stronie i 25 po drugiej stronie. Musieliśmy siedzieć bez ruchu, nie wolno było przechodzić na drugą stronę wagonu. Kiedy poprosiliśmy o wodę, to bili. Każdego, kto wstał, bili pałkami gumowymi i kolbami karabinów. Eulenburg był obozem pracy , w którym w dzień po naszym przyjeździe już pracowaliśmy . Budowaliśmy kolej. Na pewnej górze ścinaliśmy ziemię, wyrównywaliśmy teren i do wagoników kopalnianych nosiliśmy ziemię i piasek. To bardzo ciężka praca. Zaopatrzenie było dobre, dostawaliśmy na śniadanie kawę, 40 dkg chleba, 20 dkg miodu lub 3 dkg masła i 2 litry zupy. W grudniu przyszliśmy na Wolfsberg gdzie również pracowaliśmy przy budowie kolei. Praca była ciężka, ale zaopatrzenie było do przyjęcia. Mieszkaliśmy w blokach, to było stosunkowo czyste miejsce. Ebensee był ostatnim przystankiem. Trudno opisać okropności które tam przeszliśmy. Pracowaliśmy 12 godzin dziennie w tunelu. Ładowaliśmy kamienie na wagoniki kopalniane. Podczas pracy byliśmy stale atakowani przez kapo SS, którzy bez powodu bili nas gumowymi pałkami. Racja żywieniowa: jedną trzecią chleba i zupa raz dziennie. Kawy nie było. Chleb był niemal niejadalny, twardy i zachował się jak glina, i tak już zostało. Zupy były gotowane z obierek ziemniaczanych . To naprawdę były posiłki, które mogły być spożywane tylko przez więźniów na skraju śmierci głodowej , tak jak my. Spaliśmy na pryczach po 4 osoby. Bardzo ucierpieliśmy od bicia przez starszych blokowych. Ponad 2000 Żydów zginęło tutaj. W końcu w maju Amerykanie nas wyswobodzili. Teraz chcę iść do Ziemi Świętej.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:52, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2891,2M,stolarz ur.1926, lat 19,krawiec męski ur. 1921, lat 24, Auschwitz (4do9-06-44), Mauthausen (14do18-06-44), Ebensee (20-06-44do5-05-45)
Simon Erbst został razem z rodziną, składającą się z rodziców, dwóch braci i trzech sióstr, zabrany z Barnabas, małej wioski w której żyło 30 rodzin żydowskich, najczęściej ludzi ubogich ; do getta Mátészalka a stamtąd na początku czerwca zostali deportowani do Auschwitz. O swojej rodzinie, z którą natychmiast po przyjeździe do Auschwitz został oddzielony w trakcie selekcji- nic nie wie i uważa ich z zaginionych . Mátyás Ingber mieszkał stale w Nyirvaja i podróżował w celu odwiedzenie swoich rodziców na Wielkanoc do miejsca swoich narodzin do Körösmezö. Ponieważ teraz wyszło rozporządzenie rządu węgierskiego o gettach , nie mógł już jechać do swojego miejsca stałego pobytu Nyirvaja, ale został przewieziony razem ze swoją rodziną: rodzicami, dwiema siostrami i ciotką do getta w Mátészalka, skąd , podobnie jak Simon Erbst zostali deportowani do Auschwitz. Także on został oddzielony od rodziny, ale brakuje tylko jego rodziców i ciotki, a siostry bezpiecznie wróciły. W Auschwitz obaj wyżej wymienieni pozostali tylko przez 5 dni, potem poszli z transportem pracy do Mauthausen. Ale w Mauthausen trzymali nas tylko czasowo / cztery dni / a ostatecznie zabrali do Ebensee, gdzie mieliśmy przebywać prawie rok. Tutaj byliśmy zmuszeni do pracy przy budowie podziemnej fabryki . Praca była tak ciężka, że nie czuliśmy się do niej dopasowani, a ponieważ nie pracowaliśmy tu w celu samozniszczenia, ale dla prawdziwych prac budowlanych, które z powodu nieodpowiedniego doboru siły roboczej raczej byłyby hamowane , niż przyspieszane; wyraziliśmy kierownictwu budowy nasze pragnienie, abyśmy zostali przeniesieni do innego bloku, w którym dostalibyśmy lżejszą pracę. Rzeczywiście praca w nowym miejscu nie była taka ciężka, ale była bardziej niebezpieczna, głównie dlatego, że prowadziliśmy strzelanie materiałami wybuchowymi i przy tym wywiązywały się toksyczne gazy , przez co ginęło każdego dnia co najmniej od sześciu do siedmiu więźniów. Traktowanie było bardzo rygorystyczne, dość często byliśmy karani, a karą zawsze była chłosta, ale nie było prawie nigdy że ludzie byli karani bez powodu. Pewnego dnia Mátyás Ingber skończył pracę o pięć minut wcześniej niż powinien, i wieczorem w związku z tym przesłuchiwał go komendant obozu. Ten pozostawił mu wolny wybór: czy chce dostać kulę lub dwa razy po dwadzieścia pięć uderzeń. Ingber wybrał tą drugą i otrzymał karę dwadzieścia pięć uderzeń bykowcem a po dwóch tygodniach następne 25. Uderzenia były tak poważne, że Ingber zachorował na nerki i musiał zostać zabrany do szpitala. Po tym jak został przywrócony do pewnego stopnia do zdrowia, został ponownie zaplanowany do pracy. Było to już zimą, i Ingber był bez butów; więc musiał chodzić w listopadzie do pracy boso, ale dostał zapalenia i w ten sposób po raz kolejny stał się niezdolny do pracy. Jego przyjęcie do szpitala okazało się konieczne, i tam przebywał do wyzwolenia. Także Simon Erbst zachorował i dostał się do szpitala, gdzie chorzy nie byli jednak leczeni. Pobytu w szpitalu miał tylko jedną dobra stronę, że nie trzeba było chodzić do pracy, więc można było odpocząć, ale choroby wyleczyć nie mógł, ponieważ pomocy lekarskiej ani leczenia, jak już powiedzieliśmy, nie było. W bloku szpitala gdzie leżał Erbst; codziennie umierało 80-90 chorych , z których większość przy odpowiednim leczeniu byłaby mogła być uratowana. Także Erbst już nie opuścił szpitala aż Ebensee w dniu 5-05-45 został wyzwolony przez wojska amerykańskie.
2907,M, słuchacz uniwersytetu, ur 1923, lat 22, Birkenau ( 31-05-44do 20-06-44), Auschwitz (20-06-44do28-01-45), Mauthausen ( 15do25-02-45), Ebensee (27-02-45do6-05-45)
17-04-44 ukończyłem pracę przymusową w Jászladány i Kerekudvarpusztán . W obozie pracy przymusowej mieliśmy dobrze dopóki do jednostki nie przyszedł Csíkszereda z Jászladány. Kiedy jechaliśmy przez Nagyváros (Oradea ), na tamtejszej stacji kolejowej żandarmi wysadzili nas z pociągu i zawieźli do getta. Do ostatniej chwili mieliśmy nadzieję, ze uda się tego uniknąć, ale nadzieje nie spełniły się i wywieźli nas ostatnim transportem, liczącym 2000 ludzi do Birkenau. Jechaliśmy 4 dni , po 82 osoby w dużym ciepłym wagonie, na cała drogę dali tylko jedno wiadro z wodą. W Birkenau przyszedłem do obozu cygańskiego, wyżywienie było bardzo złe, ale nie musieliśmy chodzić do pracy. Stamtąd zabrali nas po ponad 20 dniach później do Auschwitz, gdzie mieliśmy stosunkowo dobrze. Jednak było wielu takich , którzy musieli robić bardzo ciężką pracę, a żywności dostawali niewiele. Później także mnie przydzielili do pracy. W grudniu dostałem zapalenia płuc i z gorączką od 40 do 41 stopni pracowałem na zewnątrz. Stąd, pod koniec stycznia 1945 roku, gdy Rosjanie się zbliżali, cały obóz wywieźli do Mauthausen, transportem, który jechał dwa tygodnie w straszliwych okolicznościach. Przez całą drogę jechaliśmy otwartymi wagonami i szliśmy pieszo, 70% transportu zmarło. Koców nie było, ludzie jeszcze żyli, gdy ich pozbawiono odzieży, a później nagie trupy, wyrzucano z wagonów. Większość ludzi zmarła z głodu i zamarzła. W trakcie pieszego marszu, kto nie miał siły dalej iść, tego zastrzelili. Ebensee był jednym z najgorszych obozów koncentracyjnych w kraju, Dostawaliśmy 8 dkg chleba i 3 / 4 litra wodnistej zupy, w której były tylko 3-4 gotowane obierki ziemniaków, same ziemniaki były dostarczane do kuchni SS. Odzież mieliśmy tylko cienka płócienną, bielizny nie mieliśmy, zniszczone chodaki i bez skarpet. Praca była bardzo ciężka, pracowałem w kopalni kamienia, którzy osłabli i ze zmęczenia nie byli w stanie podołać pracy, często byli bici na śmierć, tak aby nie mogli już wyzdrowieć i umierali. W szpitalu warunki były straszne, było dużo zapaleń, na jednym łóżku leżały 4 osoby, bandaży nie było, łóżka były zabrudzone ropą i moczem, 80% wszystkich, którzy tam przyszli umierało. 3 tygodnie przed wyzwoleniem zgłosiłem się jako zdrowy, mimo że ledwo stałem na nogach, wyszedłem do obozu i kiedy zabrali nas do pracy, ukryłem się, aby uniknąć konieczności wychodzenia. Jeszcze na dwa dni przed wyzwoleniem ludzie chodzili do pracy, następnego dnia SS ubrali cywilne ubrania i zniknęli z otoczenia obozu, przechwyciliśmy komendanta obozu i pobiliśmy na śmierć prowadzącego szpital, następnego dnia pojawili się Amerykanie, przejęli kierowanie obozem i wyżywienie. Chorych umieszczono w domach wakacyjnych w pobliżu Ischl i w szpitalach. Amerykańskie racje żywnościowe były najwyższej jakości i tak zadawalające, że w krótkim czasie przybrałem na wadze 25 kg, pod koniec wojny ważyłem 48 kg, ale był więzień o cieńszej kości, który ważył 35 kg przy wzroście 174 cm. Potem czekaliśmy w Gojsen na transport do domu, ale ponieważ ten długo nie przychodził, postanowiliśmy z przyjacielem przekroczyć granicę. W Gojsen wsiedliśmy na pociąg, zmieniając go trzy razy w ciągu 3 dni dotarliśmy do Feldring, stamtąd poszliśmy pieszo 20 km przez góry i musieliśmy przejść drogę 70 km w lesie, w ciągu 1 .5 dni. W St. Gotthard wsiedliśmy do pociągu i wróciliśmy do domu. Plany na przyszłość: Skończyć uniwersytet i wykonane i wyjechać do Indii Wschodnich.
2957,M, handlowiec ur. 1908, lat 37, Auschwitz (16do19-05-44), Melk ( 21-05-44do29-04-45), Ebensee (3do6-05-45)
10-04-44 zebrali nas wszystkich i zabrali do getta. Mężczyźni pracowali, przygotowywaliśmy namioty. Następnie badali tych, których wzięli. Wyruszyłem z żoną i pięciorgiem dzieci. Jechaliśmy po 84 osoby w wagonie, ta straszna podróż trwała trzy dni. Jak tylko przybyliśmy do Auschwitz, natychmiast rozdzielili rodziny. Więcej ich nie widziałem i niestety nadal nie wiem nic o nich. Ja poszedłem oddzielnie, wykąpaliśmy się, dostaliśmy pasiaki i na trzeci dzień zabrali nas do Melk. Tu rzeczywiście dostawaliśmy bardzo mało do jedzenia, kapo bili, a praca była ciężka. Wykopaliśmy tunele dla pomieszczenia fabryki. Na każdy dzień była przewidziana wydajność pracy, kto tego nie wykonał, tego człowieka bili na śmierć. Tak bardzo wielu z nas umarło. Prawda, że ludzie nie tylko ze względu na złe traktowanie po prostu umarli, byli tacy 20 letni mężczyźni, który zmarli z krańcowego wyczerpania , czy od tyfusu. Obóz był czysty o to Niemcy naprawdę dbali. Pewnego razu zginęło od bomb 400 osób w czasie nalotu lotniczego. Takie było tu nasze życie i poważna praca aż do 29-04-45, kiedy front był już bardzo blisko, już Wiedeń był również zdobyty, kiedy zabrali nas transportem dalej. Ludzie popłynęli statkiem, pojechali pociągiem lub odeszli pieszo. My pojechaliśmy pociągiem i po jednodniowej podróży przybyliśmy do Ebensee. Tu jeszcze bardziej głodowaliśmy niż kiedykolwiek wcześniej, ale na szczęście nie trwało to długo. Do jedzenia dostawaliśmy tylko obierki ziemniaczane. Dziennie dostawaliśmy 10 dkg chleba dziennie. Tu już nie pracowaliśmy, tylko głodowaliśmy, i tylko coraz trudniej było czekać na wyzwolenie . Jeden dzień potem zobaczyliśmy, że Niemcy też uciekli od nas, byliśmy 24 godzin bez straży, kiedy weszli Amerykanie. W końcu po całym roku nas wyzwolili. Już było bardzo wielu chorych, ale Amerykanie bardzo starannie dbali o nas, już mało z nas umarło , ale do wyzwolenia 200 osób marło w Ebensee dziennie. Plany na przyszłość: Nie wiem, co robić, miałem żonę, pięcioro dzieci, a teraz nie mam nic i nikogo, nie będzie łatwo pozostać tak na całe życie, może upłynąć długi czas, zanim będę mógł myśleć i sformułować plany, teraz jeszcze poszukuję, może ktoś z mojej rodziny pozostał, ale niestety obawiam się, że tylko usypiam się a w rzeczy samej nie mam nikogo.
3141,M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 3 dni ), Ebensee ( 20-06-44do 6-05-45)
Z getta w Huszt pojechałem do Auschwitz trzecim transportem. Pozostałem z moim ojcem, trzy dni później poszedłem do transportu jadącego do Mauthausen, tu wszyscy dostali numery i pojechaliśmy dalej do Ebensee. Pracowaliśmy w kopalni kamienia, wierciliśmy tunele i pomagaliśmy w budowie podziemnej fabryki. Wierciliśmy za pomocą 80 kg wiertarek. Musieliśmy wiercić otwory wyżej i wyżej, musieliśmy trzymać wiertarki wysoko często przez 8 godzin bez przerwy. Może to brzmi nieprawdopodobnie, ale za nami stali SS i tylko gdy ludzie pracowali, pozostawali przy życiu. Od straszliwego wysiłku sztywniały nam ręce, jeśli tylko na chwilę odpoczęliśmy , już nas bili. Nadzorowali nas niemieccy i polscy kapo i torturowali nas w dowolny sposób . Oprócz głodu i praca w znacznym stopniu przyczyniła się do tego, że tak wielu ludzi zmarło. Ponieważ ludzie umierali masowo, chorzy, którzy zwykle dostawali tylko trochę żywności i mogli leżeć na ciepłym łóżku, nikogo nie obchodzili. Pod koniec dnia było 400 do 500 zmarłych. Mój ojciec zmarł na moich oczach, na dwie godziny przed wyzwoleniem .W pierwszym roku choć niewiele, ale dostawaliśmy jeść regularnie i ludzie mieli również pracę i starali się wytrwać. Jednak potem w ostatnich miesiącach , zupa już była bardzo wodnista i chleba dostawaliśmy ledwie co. Cały rok byliśmy bez wymiany bielizny. Co druga niedziela po południu było wolne, i wtedy kto miał siłę i czas, robił pranie, dla mnie i dla ojca, bo myślałem, że to przyjemne uczucie czystej bielizny będzie miało wpływ na odświeżenie i pomoże nam przetrwać. Ale nie ważne jak dobra była dyscyplina, głodu nie mogliśmy znieść. Amerykanie wyzwolili nas 6 maja. Zabrali mnie do Linz, gdzie dostałem tyfus. Teraz znowu dowiedziałem się, że moja matka wróciła do domu, chcę tam iść.
3312, M, stolarz ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27-04-44do1-05-44 ), Dornhau ( 11-05-44 do 1-07-44 i po raz drugi od 1-10-44 do 31-03-45 ) , Seifenwasser (1-07-44 do 1-10-44) , Ebensee( 3-04-45 do 8-05-45).
Byliśmy stałymi mieszkańcami Munkacza, kiedy Niemcy weszli, natychmiast zorganizowali w pierwszy sobotę czarna Sobotę. Kiedy się modliliśmy, wpadł do świątyni, zniszczyli ołtarz, ławki, ludzi wewnątrz pobili do krwi wielu zginęło od ciosów, dużo zostało zastrzelonych , podczas tych nieludzkich czynów ciągle krzyczeli: "Gdzie jest twój Bóg" w ten sposób szydzili z nas, bezbronnych. Potem zrobiliśmy getto, a stamtąd po czterech tygodniach zabrali nas do cegielni, drogą policja wybierała osoby w wieku 16 do 100 lat , których potem bili aż umarli, lub byli prawie nieżywi. Gdziekolwiek szliśmy; droga była pełna trupów. Wzięli jeden tałes i krzyknęli: "ukryli taki drogi materiał, zamiast dać to do fabryk, żeby z tego zrobili najdroższe materiały dla nas." Bici i torturowani w ten sposób, gdziekolwiek byliśmy, ludzie krwawili, wielu z rozbitą głową, miedzy innymi mój ojciec też. Potem policzyli nas do transportu i w pewną sobotę po południu wsiedliśmy do wagonów, ale wyruszyliśmy dopiero w niedzielę o szóstej rano na niepewną podróż, skąd teraz wrócili tylko nieliczni spośród wielu tysięcy ludzi. Wyruszyłem z domu z rodzicami, bratem , jedną siostrą i jednym trzyletnim dzieckiem. Byliśmy 75 osób w wagonie, przynieśliśmy tam nasze rzeczy, ale ciągle w drodze gestapo torturowało nas o pieniądze i złoto. Przyjechaliśmy do Auschwitz po trzy-dniowej podróży. Potem nie mogliśmy już wziąć dalej naszych rzeczy, już więcej nie widziałem mojej matki, moja matka, mój brat, moja siostra i moja mała siostra poszła do niekończącej się kolejki prosto do krematorium, ja zostałem z ojcem. Wprowadzono nas do baraku, gdzie rozebraliśmy się do naga, wprowadzili nas do łaźni i w zamian za nasze ubrania wydali nam odzież więzienną, a następnie ustawili nas w szyku i wprowadzone do bloku. Było bardzo zimno, padał deszcz, który odczuwaliśmy nawet w bloku , tak , że nawet nie poczułem , że nie jesteśmy na otwartej przestrzeni, po łaźni bardzo marzliśmy, w bardzo cienkiej więziennej odzieży, tak spędziliśmy noc stojąc, rano dostaliśmy trochę pasztetu i czarną kawę, na obiad była jedna miska dla sześciu, dali jak zwierzętom ,gęsty gulasz musieliśmy jeść bez łyżki, tak to trwało trzy dni, a następnie wywieźli nas na stację . Na drogę wydali po pół chleba i salami. Po dwóch dniach podróży przybyliśmy do Dörnhau. Przyjęcie było bardzo straszne, kiedy przyjechaliśmy ludzie SS zaraz nas pobili, ale nie tylko szeregowi ludzie , ale ich dowódca pomagał im strasznie brutalnie. Zakwaterowali nas w dużym żydowskim obozie, a następnie podzielili nas na grupy i następnego dnia wywieźli nas do pracy i rozpoczęliśmy pracę bici w trakcie pracy przez SS. SS-mani bili nas na co dzień, bez powodu, zwłaszcza krwiożerczy był SS-man o nazwisku Wolf , po jego dwudziestu pięciu uderzeniach większość nie żyła, a każdy mdlał. Więc było pełne dwa miesiące ciągłej naszej niewoli tutaj . Raz, kiedy mojego ojca chcieli ukarać, zgłosiłem się na ochotnika kiedy czytali jego numer do ukarania. Trzy razy zemdlałem podczas bicia, ale przetrwałem. Pewnego razu , gdy potrzebna była nowa grupa, zawieziono nas do Saufenwasser. To był mały obóz, nie było kuchni na miejscu , ale dostawał jedzenie z Dörnhau , ale obóz był lepszy w inny sposób, dopóki pracowałem, a mój ojciec nie był chory, a potem go zabrali do transportu, nie chciałem go zostawiać samego , i udało mi się dostać do chorych . Po dezynfekcji , razem ze 100 chorymi wróciłem do Dörnhau. Tu mój ojciec zmarł, pogrzebałem go w dole razem ze 180 martwymi , tak wyglądała ostatnia droga mojego najbliższego krewnego , mogłem mu wykopać grób, tego , co czułem, nie da się opowiedzieć, kiedy o tym myślę, nie chciało mi się żyć dalej . Później, kapo Farkas było przykro i przeniósł mnie na stolarnię, gdzie miałem lepszą robotę i Lageralteste mnie poparł, byłem tam do kwietnia , a następnie przyprowadzili mnie również do Ebensee. To był taki obóz jak Auschwitz, byliśmy tu otoczeni drutami pod napięciem i krematorium w nim działało . Było tutaj 29 bloków. Ale istniała różnica między Auschwitz i Ebensee, tu tylko martwi byli kremowani , a nie jak tam, także żywi. I tu pracowałem w kopalni kamienia, jedzenie było bardzo złe, zupa z brukwi lub trawy, lub pokrzywy, litr dziennie i 1 / 8 czasem 1 / 10 bochenka chleba. Tu bardzo wiele osób zmarło .Bardzo oczekiwaliśmy na wyzwolenie , czekałem na wyzwolicieli, a gdy rzeczywiście przyszli Anglicy, nasza radość była niewypowiedziana . Byłem tam jeszcze po wyzwoleniu, bo zachorowałem, przewieziono mnie do sanatorium, gdzie o mnie starannie dbali. Teraz wróciłem, i dopiero teraz dowiedziałem się , że nie mam nikogo, nie wiedziałem, co im się stało w Auschwitz, nie wiedziałem również , że zabrano ich do krematorium, moja niewinna rodzina została zniszczona bez litości a w nas po tych wszystkich cierpieniach nie było takiego nieludzkiego poczucia zemsty przeciwko nim, takiego, na jakie słusznie zasłużyli. Tam w Ebensee był jeden SS, który zawsze traktował nas bardzo dobrze i wiedzieliśmy , że to był tylko przymus SS, tego my uratowaliśmy w odzieży więziennej. Teraz już wiem, nie ma miejsca dla mnie w domu, teraz wracam do Pragi, gdzie mam krewnych, mam tam wujka i tam spróbuję żyć dalej.
3335,M, lat 33, adwokat sądowy, ur 1912, Auschwitz (20do23-05-44 ), Dyhernfurth ( 26-05-44 do 20-09-44 ) , Fünfteichen (21-09-44 do 01-45 ),Wolfsberg (5-01-45 do 15-02-45 ) , Brunau (18-26-02-45 ) , Ebensee ( 3-03-45 do 5-05-45 ).
Deportacje skoncentrowanych Żydów z Munkacza ( mojego miejsca urodzenia i stałego zamieszkania ) i okolicy nie odbyły z getta, ale z cegielni, gdzie stopniowo zebrano około 10.000 Żydów, a także Żydzi z samego miasta Munkacz zostali tam zabrani. Odbyło się to w ten sposób, że o szóstej rano węgierscy żandarmi, węgierska policja pomocnicza i SS, wkroczyli do getta, wpadli do domów i wypędzili Żydów na zewnątrz domów pejczami . Trudno było coś wziąć, najwyżej coś, co już było spakowane, wszystko inne musiało zostać. Na ulicach stała policja pomocnicza, nie należeli oni do organizacji lokalnej Munkacza, ale zostali zebrani z innych miast prowincji, byli uzbrojeni w grube kije i bili nimi Żydów. Przy tym nie rozróżniali między mężczyznami, kobietami i dziećmi, ani nawet matek karmiących , które nosiły niemowlęta na rękach. Wielu mężczyznom rozbili głowy tak, że ci pozostali leżąc w kałuży krwi. Pędzono tych ludzi w takim pospiechu, ze nawet ci nieliczni , którzy zdołali zabrać jakiś dobytek z sobą, wyrzucali tobołki aby nie być wystawionym na taka karę, ponieważ mogli zobaczyć na własne oczy, co się dzieje z tymi, którzy nie mogli nadążyć, taki nieszczęsny człowiek był tak dotkliwie pobity, że oddał ducha po krótkim czasie. W ten sposób zostało zabitych wiele osób na krótkiej, około dwóch kilometrów liczącej drodze od getta do cegielni, w tym Géza Schönfeld, hurtowa sprzedaż rowerów, gramofonów i części samochodowych i księgowy Márton Weiss. Całą drogę formalnie ludzie brodzili we krwi, i nie waham się stwierdzić, że przez cały czas mojej deportacji w Niemczech nie byłem świadkiem takich okrutnych scen jak to miało miejsce tutaj. Przed moimi oczami widzę następujący epizod: na drodze stało niemowlę, którego matka najwyraźniej upadła nieprzytomna lub została zabita. Znana mi 20-letnia dziewczyna chciała wziąć dziecko, podszedł do niej SS-man , powstrzymał ją uderzeniami a butem nastąpił na główkę dziecka. Niewiele lepsze były warunki w samej cegielni. Obelgi i pobicia były na porządku dziennym. Najbardziej nieludzko postępował funkcjonariusz policji pomocniczej z Sárospatak nazwiskiem Németi, który opracował następującą metodę w celu dręczenia Żydów: codziennie rano kazał mężczyznom między 18 a 60 rokiem życia wykonywać ćwiczenia gimnastyczne (głębokie przysiady wiele razy rzędu, żabie skoki, itp.) W międzyczasie, kazał swoim ofiarom przykucnąć na podłodze, przechodził wzdłuż szeregu i bił grubym knyplem po głowach nieszczęśników z których wielu uderzył tak mocno, że padali nieprzytomni. Pewnego dnia wezwał rabinów do zgłoszenia się. Piętnastu rabinów odpowiedziało na to wezwanie, a gdy wszyscy byli razem, zostali zmuszeni do podpisania dokumentu, w którym stwierdzono, że Żydzi używają do wypieku chleba wielkanocnego krwi chrześcijańskiej. Oczywiście, początkowo rabini nie chcieli umieścić swoich nazwisk pod tą potwornością, ale przez bicie i tortury zostali oni zmuszeni do podpisania tego. Potem zostali odprowadzeni , a następnego dnia wysłali do nich lekarzy. Lekarze zobaczyli straszny widok: piętnastu rabinów stali po szyję w stosie odchodów świń, w którym ich zagrzebano. Całe ciało każdego człowieka było pokryte gęstą krwią , a większość z nich była głęboko nieprzytomna, ci byli poza możliwością pomocy. Mimo to lekarze podjęli pomoc dla nieszczęśników, aby mogli być zdatni do transportu, bo ich deportacja była nieunikniona. Lekarze robili, co mogli, i rzeczywiście, wszystkich piętnastu załadowano do pociągu, choć byli w stanie opłakanym ; rezultat jazdy był łatwy do przewidzenia: żaden z tak okrutnie torturowanych nie osiągnął Auschwitz żywy ... Szczególnie popularnym sportem wśród SS-manów było to, że bili do krwi młodych mężczyzn i młode dziewczęta a potem tych biednych, krwawiących z ran i cierpiących największy ból zmuszali do odbycia stosunku płciowego.

Anna Grünberger z narzeczonym o chrześcijańskim nazwisku József Kocsis, który stale zamieszkiwał w Nyíregyháza zostali przywiązani do konia. Następnie koń był wprowadzony w galop i ci dwoje byli wleczeni przez kilku kilometrów. Ten młody człowiek musiał cierpieć tą karę , ponieważ został oskarżony, że ukrył swoja narzeczona przy sobie. Kobiety były wiązane w najbardziej nieprawdopodobnych wykrzywienie tułowia z głową w dół i stopami ku górze, i musiały śpiewać węgierskie pieśni ludowe, aż traciły przytomność. Wielu młodych chłopców bito tak długo, jak długo było w nich życie , gdy zemdleli doprowadzano tych nieszczęśliwych ludzi do świadomości, a następnie tak długo bili aż w końcu ci oddali ducha. Wśród ofiar tej brutalności, był również mój dobry przyjaciel, kupiec galanteryjny z Munkacza nazwiskiem Fischer. Duchowym ojcem tych wszystkich zbrodni, z których większość wystąpiła na jego wyraźne polecenie, był komendant obozu Márton Zöldi, były oficer węgierskiej żandarmerii, który odegrał aktywną rolę w pogromach Żydów i Serbów w Ujvidék (Novisad) w styczniu 1942 roku, i z tego powodu węgierski sąd wojskowy skazał go na śmierć. Ale Zöldiemu udało się uciec z aresztu i uciekł do Niemiec, skąd wrócił po zajęciu Węgier przez Niemców w mundurze SS-oberschaarfuhrera do Budapesztu. Ten człowiek teraz w cegielni w Munkaczu był dla ponad 10.000 Żydów komendantem obozu koncentracyjnego! Gdybym chciał opisać wszystkie zbrodnie, które były wykonane na bezpośredni jego rozkaz, lub przynajmniej były popełnione przez popleczników Zöldiego pod jego wpływem, zajęło by to całą półkę, dlatego podałem tylko niewielką próbkę aby zobrazować to cierpienie, na które byli narażeni Żydzi skoncentrowani w cegielni w Munkaczu do czasu ich deportacji. Nic więc dziwnego, ze wielu przyjęło deportację praktycznie z zadowoleniem, bo choć prowadziła ona w nieznane, ale w każdym wypadku dalej od tego krwawego psa Zöldi. Kiedy na mnie przyszła kolej, ja również zostałem deportowany do Auschwitz, także moja rodzina ( żona i syn). Po dwóch dniach dotarliśmy do Auschwitz, po wyjściu z wagonów oddzielono mnie od żony i syna i od tamtego czasu więcej ich nie widziałem i nic o nich nie słyszałem. Postanowiłem aby wykorzystać każdy dostępny sposób do opuszczenia Auschwitz, bo miałem wrażenie, że nie będę w stanie długo znieść tego życia z jego niszczącymi nerwy nocami, jego niekończącymi się apelami, biciem i głodem , ale po prostu nie wiedziałem jak to zrobić. Z pomocą przyszedł mi przypadek: w trzecim dniu mojego pobytu w Auschwitz szukali pracowników wykwalifikowanych do obozu pracy, ja bez wahania zgłosiłem się jako cieśla. I rzeczywiście zostałem zakwalifikowany do liczącego 500 osób transportu pracy i z nim poszedłem do Dyhernfurth. Ta miejscowość leży w pobliżu Breslau , a my byliśmy zajęci przy budowie. Teraz okazało bez znaczenia , że zgłosiłem się do transportu jako stolarz nie będąc nim, bo tu nikt nie zapytał, czy mam takie kwalifikacje , czy nie. To tylko było istotne, żeby człowiek mógł przynieść worek cementu o wadze 50 kg lub podobny ciężar z jednego miejsca do drugiego, ponieważ to była moja praca. Przy czym należało z ładunkiem jak najszybciej się przemieszczać, w przeciwnym wypadku człowiek był bity w pierwszym rzędzie przez SS-manów, którzy nie mieli poczucia humoru. Co przeoczyło SS, było zauważone przez kapo, którzy nie ustępowali SS-manom w brutalności, choć byli to też więźniowie, jednak chrześcijańscy Polacy. Praca, była dla nas taka ciężka nie z powodu, że wymagała ona niezwykłej siły fizycznej, której nie mieliśmy, ale również dlatego, że jedzenie było bardzo złe i mało. To musiało spowodować w krótkim czasie pierwsze ofiary, po których wkrótce nastąpiło wiele innych. Z mojego kręgu znajomych zmarł w Dyhernfurth inżynier Sebok Benedek, pracownicy banków Artur Gottesmann, urzędnik József Fenyves, syn adwokata, wszyscy trzej z Munkácsa.
Prawie cztery miesiące byłem w Dyhernfurt, kiedy pewnego dnia, w dniu 20 września przyszedł rozkaz, że wszyscy żydowscy więźniowie mają być stąd zabrani. Więc poszliśmy również stąd i przyszliśmy, mianowicie do Fünfteichen. Także to miejsce jest w okolicach Breslau, a nasze miejsce pracy było znowu na budowie, gdzie pracowałem jako stolarz.
Także tutaj musieliśmy bardzo # # # # # # pracować, tylko niezbędnych### Dyhernfurth ,ale jedzenie jest nie tylko # # #, ale także było trochę lepsze. Także # # # było traktowanie bardziej humanitarne, nawet jeśli także tutaj było dość surowe.
Tutaj jednak doszedł nowy czynnik: zimno, od którego wiele cierpieliśmy, bo nasze ubrania nadawały się tylko do okrycia naszej nagości ,ale ogrzać nas nie mogły. Na nasze nieszczęście , zima na Śląsku, była wtedy sroga. 3 stycznia 45 odszedłem z transportem pracy z Fünfteichen mianowicie na Wolfsberg. Był to bezsprzecznie obóz żydowskich więźniów , w liczbie 3500, bez wyjątku Żydów. Starsi blokowi i kapo byli też żydowskimi więźniami, ale byli to wyłącznie polscy Żydzi, którzy postępowali z nami bardzo surowo. Ludzie pracowali w tunelu i na dzienne i nocne zmiany, które były odmieniane co dwa tygodnie na przemian. Dzień pracy miał dwanaście godzin, które musiały zostać przepracowane . Do ciężkiej pracy doszło skąpe wyżywienie, które ledwie mogło być jeszcze uznane za takowe; jednak najgorsze było podłe traktowanie, które niewątpliwie opracowano dla naszej zagłady, na równi z pracą i wyżywieniem. Położenie było tak desperackie, że więźniowie gdzie tylko poszli , starali się przygotować dobrowolnie koniec swojego życie , tak że ilość prób samobójczych się nasilała z dnia na dzień .Chcę opisać tragedie pewnego młodego człowieka, który nazwiska już nie pamiętam i który pewnego dnia odebrał sobie życie wieszając się. Po tym wzmocniono pilnowanie więźniów tak że nie można było szukać ucieczki w ten sposób. Jeżeli człowiek był chory, szedł do szpitala, ale nie miał z tego wiele, ponieważ nie było tam lekarstw w ogóle, a sprzęt medyczny był w bardzo ograniczonej ilości, tak, że operacje musiały być wykonywane scyzorykiem. W obozie Wolfsberg codziennie umierało co najmniej dwudziestu więźniów . Prawdopodobnie prędzej czy później cały obóz zostałby zużyty w ten sposób, gdyby Rosjanie nie zbliżyli się do Wolfsbergu tak szybko, my odeszliśmy dopiero w ostatniej godzinie, gdy już słychać było huk artylerii rosyjskiej. Następnie maszerowaliśmy dwa dni, bez chleba czy wody do picia. Ale również wtedy dostaliśmy tylko 10 dekagramów chleba , to było jedzenie na dalsze dwa dni. Trudności piętrzyły się z każdym krokiem, ludzie padali tak, że człowiek przestał zwracać uwagi na zwłoki. A jak mieliśmy się zachowywać, skoro na naszych oczach w trakcie trzech-czterech dni marszu zmarło trzysta a może nawet ### ludzi? Ostatecznie nocowaliśmy w Brunau, w miasteczku w Sudetach o 8 km od starej czechosłowackiej granicy. Zaprowadzili nas do stajni, odpowiadającej rozmiarem dla 1000 lub najwyżej 1500 osób, nas wtłoczyli ponad 3500 do środka i wszyscy musieli tam stać. Rozpoczęła się zajadła walka o miejsce, w której zwycięzca nie różnił się wiele od pokonanego. Ostatecznie ludzie stali w ścisku. Jak to wyszło, okazało się następnego dnia rano, 50 więźniów było uduszonych . W tej okropnej stodole, która była bardziej jak kostnica niż kwatera, byliśmy osiem dni i przez cały ten czas otrzymaliśmy tylko około dziesięciu dkg końskiego mięsa, ale chleba nie dostaliśmy .Po ośmiu dniach zostaliśmy załadowani na wagony i zabrani przez terytorium Czechosłowacji do Ebensee. Całą drogę jechaliśmy w otwartych wagonach, co to oznacza, można łatwo ocenić, jeśli weźmie się pod uwagę, ze był luty a nasza odzież była niedostateczna w najwyższym stopniu. Marzliśmy tam przez tydzień, ile trwała podróż, w najbardziej przerażający sposób, i prawie tak samo cierpieliśmy z głodu i pragnienia. Nasze wyżywienie w drodze stanowiło 20-do25 dkg chleba, którą jednakże wydawano nie codziennie a co drugi dzień. Największe cierpienie sprawiało nam jednak pragnienie, bo wody nie dostawaliśmy wcale, braliśmy trochę śniegu dla siebie. Więźniowie zamknięci w wagonach zdobywali śnieg z narażeniem życia, bo kto został na tym złapany, dostawał śmiertelny strzał i komu udało się przemycić odrobinę śniegu do wagonu traktował to największy skarb z odrobiną chleba i w pewnej mierze gasił tym pragnienie. W dniu 3 Marca, w końcu dotarliśmy do naszego miejsca przeznaczenia do Ebensee. Znowu staliśmy się ofiarami, bo wielu z nas w czasie jazdy zamarzło. Teraz, natychmiast po przybyciu dali nam maksymalna sposobność aby zamarznąć i zrobili to w następujący sposób: po naszym przybyciu powiedzieli, że musimy iść do dezynfekcji. Poprowadzili nas do dezynfekcji po raz kolejny ale w bardzo małych grupach , a pozostali musieli czekać na zewnątrz, aż tamci wrócą, nawet chorzy, których mieliśmy więcej niż zwykle , zostali doprowadzeni do tego pomieszczenia. Już w pierwszym dniu wielu z nas zamarzło, ale kiedy dezynfekcja została zakończona, cały plac obozowy przed komorą dezynfekcyjna był usłany ciałami zmarłych, więcej niż połowa transportu, którzy jako żywi przybyli do Ebensee, znaleźli tu śmierć z zimna, również moi znajomych adwokat dr György Szalai z Kassa (Koszyce ) i prawnik dr Dezső Fuchs z Beregszász (Beregovo). Ci, którzy przeżyli transport, poszli do osobnego bloku, w którym spędziliśmy 10 dni w kwarantannie. Po tym okresie poddano nas – było nas 2000 osób – selekcji , podzielili nas na trzy grupy: nadających się do ciężkiej pracy , nadających się do pracy lekkiej, nienadających się. Nienadający się poszli do 26-tego bloku, gdzie zostały zebrane wszystkie osoby niezdolne do pracy . Starszym bloku był chrześcijanin Polak, który niezdolnych nadużywał tak , ze po krótkim czasie zginęli. Za swoje zbrodnie nie otrzymał żadnej kary, najwyraźniej został wybrany dla niezdolnych do pracy ten rodzaj systematycznej eksterminacji, bo był tańszy, niż gazowanie. Rzeczywiście starania starszego blokowego zakończyły się sukcesem: dziennie było 26 –tym bloku ### pięćdziesięciu martwych . W sumie w żadnym obozie deportacyjnym, w którym byłem do tej pory trzymany ;kwestia żydowska nie objawiła się tak ostro , jak tu w Ebensee. Rozróżnianie pomiędzy Żydami i chrześcijanami , tj. pomiędzy więźniami żydowskimi i chrześcijańskimi było prowadzone ze skrupulatną dokładnością i to rozróżnienie rozciągało się także na chorych, i był rewier dla chrześcijan i osobny rewier dla żydowskich chorych. Uzyskanie dostępu do tego ostatniego było równoznaczne ze śmiercią, bo tam w ogóle nie byli leczeni tak , że prędzej czy później chory umierał. Po dokonaniu selekcji u każdego sprawdzano, czy ma złote zęby. Pewnego dnia znaleziono u młodego człowieka, nazwiskiem Goldstein z Brod (koło Ilosva) w teczce złoty ząb, który sobie młody człowiek najwyraźniej wyrwał z jamy ustnej, aby dostać za niego jakieś jedzenie. Te diabły tego biedaka najpierw pobili do krwi a potem powiesili. Ten sam los spotkał młodego człowieka z Ökörmező - nie pamiętam dokładnie jego nazwiska, ale myślę, że nazywał się Weiss- z powodu tego samego "przestępstwa". W przeciwieństwie do starszego obozu I nazwiskiem Markus, który zachowywał się stosunkowo przyzwoicie , starszy obozu II; Austriak nazwiskiem Lorenz, był skończona kanalią. Ten Lorenz, były ciężki przestępca była zwierzęco okrutny i codziennie wymyślał inny brutalny wulgaryzm, którym mógł nas dręczyć. Pewnego dnia zgubił ołówek; naturalnie natychmiast oskarżył więźniów żydowskich , że mu ukradli ołówek. Kara polegała na tym, że osiemdziesiąt nas – których trzeba było wybrać , stało zupełnie nago w lutym na mrozie - każdy z nich dostawał na niemal całkowicie wyczerpane nagie ciało od ośmiu do dziesięciu uderzeń. Więźniów w tym czasie było 12.000, z czego 1000 stanowili Żydzi, poza tym pozostali jeńcy to byli chrześcijańscy Polacy, Francuzi i Rosjanie. Żydzi nie mogli, gdyby nawet chcieli objąć dowolnej funkcji żadnej rangi ponieważ, jak już zauważyłem poprzednio, w obozie Ebensee panował szczególnie silny , a jeszcze więcej niż w innych obozach ugruntowany duch antysemicki. Zostałem skierowany do pracy w tunelu i tam prowadziliśmy odstrzały skał, nosiliśmy kamienie, odtransportowywaliśmy urobek kamienny i wykonywaliśmy prace przy betonowaniu, także robiliśmy wszelkie ciężkie prace. Traktowanie było bardzo surowe, ponieważ SS-mani, którzy nadzorowali prace napędzali nas do pracy i gdy tempo pracy malało, natychmiast nas bili. Wyżywienie nie pozostawało w żadnej relacji do wymaganej pracy, i było zupełnie niewystarczające, składała się z piętnastu dekagramów chleba i zupy, która była tylko ciepłą wodą, w której pływało kilka obierek kartofli. To było wszystko, co dostaliśmy do jedzenia przez cały dzień! Każdego dnia wielu więźniów padało przy pracy z osłabienia i nie byli już w większości przypadków w stanie wstać. Piece krematoryjne były stale w ruchu, spopielały dziennie co najmniej dwieście zwłok. Zwłoki po części były dostarczane z miejsc pracy, częściowo przez starszych blokowych, którzy prawie wszyscy byli obywatelami niemieckimi z Rzeszy i przestępcami i traktowali więźniów w sposób najbardziej nieludzki, wydawali się kierować wprost ambicją dostarczenia jak największej ilości materiału do spalania w piecach krematoryjnych . W dniu wyzwolenia- to było 5 maja 1945 - wszyscy zostali wezwani na apel, a przywódcą obozu porucznik SS poinformował nas, że wkrótce będą tu Amerykanie i wszyscy powinniśmy pójść do tunelu i tam pozostać , ponieważ on "nie bierze za nas odpowiedzialności „. My wcześniej widzieliśmy się z brygadzistami (Czechami ), którzy zrobili uwagę, że przed wyzwoleniem jeszcze zrobią nam coś złego, prawdopodobnie zbiorą w tunelu i tam zniszczą ogniem z karabinów maszynowych. Czeski majster dał nam zatem taka radę, że gdyby wydano rozkaz wejścia do tunelu, należy odmówić jego wykonania, możemy to zrobić bez większego ryzyka, bo od tego czasu do wyzwolenia nie będzie już daleko. Ale my także w ostatnich dniach odczuwaliśmy inne powietrze i nie można było ukryć, że w obozie panuje pewne zmieszanie. SS-mani okazali pewne wahanie i nie wykazali zbytniego pośpiechu w realizacji wydanego rozkazu. Tak więc chórem odpowiedzieliśmy na enuncjacje komendanta obozu, że nie pójdziemy do tunelu: nie musiał się o nas martwić i mógł spokojnie nas zostawić Amerykanom. Po kilku godzinach Ebensee zajęli amerykańscy żołnierze. Poza żoną i dzieckiem straciłem jeszcze matkę, trzech braci, dwie siostry, brata i bratanka tak że z całej dziesięcioosobowej rodziny, ja sam pozostałem przy życiu.
3479 ,M, uczeń ur 1930,lat 15, Auschwitz ( 5do8-06-44 ), Falkenberg ( 10-06-44 do końca 12-44), Wolfsberg( 1 tydzień ) , Ebensee ( 4 miesiące ) .
Wprowadzili nas do cegielni w Koszycach. To było getto, tutaj zebrali Żydów. Mój ojciec był tutaj kucharzem. To było 26 kwietnia ubiegłego roku. Byliśmy tutaj 6 tygodni, a pojechaliśmy ostatnim transportem. Przed nami poszły trzy transpory. W naszym transporcie było 3500 osób. Dotarliśmy do Auschwitz . Podróż była bardzo zła, bo byliśmy w 70 osób w wagonie i było tam wiele naszych bagaży. Pojechałem z rodzicami. Kiedy przyjechaliśmy, ustawili nas w szyku , oddzielnie wybierali kobiety i mężczyzn i wyszliśmy ze stacji w kolumnie. Tu czekał na nas oficer SS, myślę, że był to dr. Mengele - który oddzielał słabych i silnych. Moja matka i moi bracia i siostry zostali skierowani na lewo, ja zostałem z ojcem do dnia 10 marca . (Potem mój ojciec umarł z wyczerpania), tylko dwa dni byliśmy w Auschwitz. Jeść nie dostaliśmy , tylko mały kawałek chleba i trochę zupy. 4 dni po przybyciu do Auschwitz , po południu, załadowali nas do wagonów i otrzymaliśmy po 1/3 bochenka chleba, 5 dkg margaryny, około 5 dkg salami. W każdnym wagonie było 50 ludzi i 2 ludzi z SS, którzy nas pilnowali. Do Falkenbergu przybyło 400 ludzi, tam wtedy był tylko jeden blok i celty. My budowaliśmy te baraki i całą resztę, która tam jest. Najpierw pracowałem przy budowie kolejki i układaliśmy szyny . Później zostaliśmy podzieleni na grupy, pracujące dla różnych firm: do wyrębu lasu, pracy w kopalniach kamienia, wykonywanie dróg, itp. Jedzenie właściwie było wystarczające ,traktowanie dopuszczalne. Ja pracowałem w kopalni. Górnicy pracowali 8 godzin dziennie, pozostali 12 godzin dziennie. Majstrowie zachowywali się bardzo przyzwoicie. Do końca grudnia byłem tu razem z moim ojcem. Wtedy już można było słyszeć wystrzały z armat i poważnie mogliśmy myśleć o bliskim wyzwoleniu, poszliśmy pieszo na Wolfsberg. Jednego dnia szło na Wolfsberg 800-1000 ludzi. W obozie Wolfsberg byliśmy 1 tydzień, po czym oba obozy połączyły się i razem pieszo poszliśmy dalej. Następną noc spędziliśmy w Schonberg, gdzie 3000 ludzi nocowało w pewnej stodole. Oczywiście, wypoczynek był niemożliwy. Każdego dnia wiele osób umierało, głównie z powodu odmrożeń. Na drugi dzień rozdzielono nas i ulokowano w dwu stodołach. Byliśmy tu przez 10 dni. Dziewiątego dnia część więźniów poszło oddzielnie, nie wiem gdzie , a my poszliśmy dalej i jechaliśmy jeszcze tydzień. Wsiedliśmy do wagonów towarowych otwartych, śnieg padał, wiatr wiał. Około tygodnia jechaliśmy w wagonach. W końcu dotarliśmy do Ebensee. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili było to, że zostaliśmy zdezynfekowani , zabrali wszystko, co mieliśmy , wydali tylko cienkie pasiaki,( spodnie i koszulkę ) i drewniane chodaki. Przez trzy tygodnie byliśmy na kwarantannie . Wielu zginęło w trakcie kwarantanny, dużo zadeptali na śmierć w tłoku. Znaleźliśmy się w baraku, ale było tam tak wielu ludzi, że nie było gdzie usiąść, ani spać. Tu również zmarł mój ojciec z krańcowego wyczerpania. Po trzech tygodniach przebywania w kwarantannie, podzielono nas na trzy części: zdolny do ciężkiej pracy , zdolny do lekkiej pracy i do grupy niezdolnych do pracy. Mój ojciec był już bardzo słaby i zostaliśmy skierowani do bloku nr 26, w którym był polski starszy blokowy, który bardzo nas bił. To był najgorszy blok. Ja również byłem bardzo słaby, ważyłem tylko 25 kilogramów i mogłem tylko wtedy dostać się do pracy, jeśli kogoś brakowało i potrzebowali wymiany. Wyżywienie było na początku wystarczające . Dostawaliśmy trochę gęstej zupy i ćwierć kilograma chleba z trocinami. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień i w końcu nie otrzymywaliśmy nic więcej ponad pół litra wody z obierkami ziemniaczanymi , gdy szło dobrze. Stan obozu był 40 000 ludzi; dziennie umierało 800-1000 osób. Na revierze i w szpitalu była bardzo zła sytuacja. Nikt nie chciał iść do szpitala, bo jedzenie było jeszcze gorsze, chorzy dostawali połowę racji żywnościowej lub dwie trzecie dziennej racji. Każdego dnia czekaliśmy na wyzwolenie i było to bardzo trudne. W końcu pewnego wieczoru, przyszła nowina, że pokazały się amerykańskie czołgi. To było 5-05-45. Natychmiast dostaliśmy papierosy, żywność, ciepłe rzeczy i szybko zaczęło się poprawiać zaopatrzenie. Tej nocy dostałem zapalenia płuc , tak, że nie mogłem wstać rano i skierowano mnie do revieru. Do tej pory tam byłem. Około 3-4 tygodni temu wyruszyłem indywidualnie i 24 października 1945 przybyłem do Budapesztu.
3486,M, urzędnik bankowy ur 1900, lat 45 , Auschwitz ( 5do 2-05-44 ), Wolfsberg ( 2-05-44 do 15-02-45 ), Ebense ( 1-03-45 do 6-05-45 )
16-04-44 złąpali mnie Niemcy w Baja i doprowadzili do obozu zbiorczego w do Topolya. Stamtąd pojechaliśmy do Auschwitz w dniu 28 kwietnia, w zamkniętym wagonie było 60 osób i na drogę dostaliśmy po 1 kg chleba i dostaliśmy wodę dwa razy. 1-05-44 przybyliśmy do Auschwitz, wysiedliśmy z wagonów, bagaże mieliśmy zostawić w wagonie, a następnie zostaliśmy poddani selekcji a zdolnych do pracy poprowadzili do łaźni. Tu oddaliśmy wszystko co mieliśmy, ubrali nas w pasiak obozowy i otrzymaliśmy po 1 szt. chleba i 1 szklance margaryny i w 1500 osób pojechaliśmy na Wolfsberg, na który przybyliśmy z rana. Pierwszy dzień spędziliśmy na odpoczynku, do pracy poszliśmy następnego dnia rano. Miejsce pracy było oddalone o 4 km od obozu, gdzie gdzie budowaliśmy kolejkę wąskotorową. Tu zostaliśmy umieszczeni w namiotach ( celtach ), zaopatrzenie otrzymywane: 70 dkg chleba dziennie, w południe zupa, zupa wieczorem ponownie i 3,5 dkg masła lub 8 dkg salami, lub 12,5 dkg sera. Jedzenie nasze różniło się w bardzo niewielkim stopniu od wyżywienia pracowników niemieckich. Traktowanie było zwykle bardzo dobre, strażnikami byli starzy ludzie z Wehrmachtu, których później zastąpiło SS . Strażnikami byli Węgrzy niemieckiego pochodzenia, którzy traktowali nas w sposób wysoce obraźliwy, podczas gdy majstrowie w większości objawiali godne zachowanie wobec nas. Czas pracy wynosił 12 godzin z 1 godziną przerwy. Po około 3 miesięcy pracy fizycznej w Organizacji Todt dostałem pozycję pisarza z przyznanym mi zupełnie wyjątkowym traktowaniem. Szefowie bez wyjątku w najlepszy sposób traktowali mnie z jedzeniem, papierosami. Później, gdy przejęli szefostwo zaopatrzenia, zarządzałem aprowizacją; nie tylko dla 3200 osób żydowskiego obozu, ale również dla 170 strażników , dla 1500 ludzi pracowników OT i dla 300 ludzi włoskiego obozu . Warto wspomnieć, że zarządzaniem Lagerführera powierzono mi też zarządzanie pensjami . Koledzy, którzy pracowali fizycznie, byli źle wyposażeni w odzież zimową , bo zima przyszła bardzo wcześnie i tak bardzo wielu ludzi zachorowało. W obozie, składającym się z około 3200 osób internowanych ; stale było 800 chorych w szpitalu. W lekarstwa były one źle wyposażone, ale lekarze żydowscy byli tak dobrzy , że dziennie liczba zmarłych nie była większa niż 6-8 osób.15 lutego, kiedy Rosjanie zbliżyli się ; szpital tam pozostał , a obóz -3000 osób ewakuowano drogą pieszą i po dwóch dniach przybyliśmy do Schomberg , gdzie umieszczono nas w dwóch ogromnych stodołach . W trakcie marszu ok. 100 osób zmarło z powodu osłabienia, a trzy osoby zostały zastrzelone. W Schomberg wyżywienie mimo opieki łagodnego dowódcy SS była bardzo słabe. Dostaliśmy trochę zupy i chleba ale do 24 godzin od chwili przybycia na miejsce nie dostaliśmy nic do jedzenia. Szacuje liczbę zmarłych tam osób na około 200 . Stamtąd udaliśmy się w końca lutego do Trautenau. W ciągu 10-godzinnego marszu 20 osób zmarło. Tu załadowali nas na otwarte wagony dla bydła i wywieźli do Ebensse. Po drodze zmarło ok 300 osób. Po drodze śnieg padał przez ostatnie 24 godziny i wypełniał otwarty wagon. Do Ebensee przybyliśmy ze zwłokami zmarłych i musieliśmy je załadować na samochody ciężarowe, które wywiozły je do krematorium. Tych, którzy nie mogli chodzić, załadowano oczywiście bez wyjątku na te samochody, gdzie ( wrzucano ich na samochody ) zmarli. Zdrowi również szli do krematorium, gdzie musieli czekać 24 godziny na otwartym powietrzu bez jedzenia i wody aż dostana się do dezynfekcji. Po dezynfekcji zebrali ludzi w czterech barakach i w kilka dni potem dokonali selekcji pod kątem przydatności ludzi do pracy. Niezdolnych do pracy skierowali do jednego baraku, gdzie niemal wszyscy wyginęli. Ciężko chorych funkcyjni bloku (głównie pospolici kryminaliści) pobili na śmierć. Miało miejsce, że przychodził jeden ze strażników SS z dużym psem wilczurem i szczuł psa na chorego leżącego na ziemi, tu dzienną liczbę zgonów szacowano na 200. Kilka dni później byliśmy w pracy; czas pracy był 12 godzin dziennie, racje żywieniowe były następujące: rano dostawaliśmy 0.3-0.4 litra kawy bez cukru, w południe był 1 litr zupy, w której szczęściarze znajdywali pływające obierki ziemniaków. Te obierki były odpadkami z kuchni SS i z tego była zupa. Wieczorem dostawaliśmy po 16 dkg chleba i po 0.4-0.5 litra zupy. Na takim wyżywieniu i przy ciężkiej pracy , niedługo można było sobie poradzić, ci, którzy dostali się do szpitala umierali w ciągu kilku dni. Opieki nie było, w łóżku leżało po czterech chorych i pod łóżkiem jeszcze dwóch. Jeżeli ciężko chory pacjent zbyt długo umierał, rozbierali go do naga i kierowali na łóżko bez koców do nieogrzewanego pokoju, gdzie w przeciągu kilku godzin umierał, leżąc nagi na gołych deskach bez możliwości przykrycia się. Kto jeszcze był w stanie , choćby był na pół umarły; chodził do pracy, bo sami lekarze zniechęcali wszystkich do chodzenia do szpitala. W miejscu pracy traktowanie było najczęściej złe, więźniowie byli traktowani w nieludzki sposób przez nadzorców. Tacy jak ja ostatniego dnia roboczego byli w stanie iść po schodach w dół lub w górę tylko na czworakach . Oczywiście, powodowało to słabą wydajność pracy i z tego powodu byliśmy mocno napastowani . W dniu 5 maja, kiedy przybyli Amerykanie, ledwo mogłem się wlec podpierając w baraku szpitalnym, gdzie wciąż leżało po czterech chorych na łóżku, a także na ziemi, ale byliśmy dobrze zaopatrzeni w żywność i lekarstwa. Po kilku tygodniach pobytu w szpitalu, Amerykanie utworzyli obóz namiotowy, gdzie każdy mógł spać w osobnym łóżku, oczywiście, nie było pościeli , leżeliśmy na deskach i mieliśmy koce. Liczba zgonów w ciągu kilku pierwszych dni była bardzo duża , ale potem stopniowo malała. Po ośmiu tygodniach leczenia obóz Ebensee został rozwiązany, nas chorych skierowano do Gojsen, gdzie były przyzwoite łóżka, i po kilku dniach podstawowa żywność i opieka medyczna była bez zarzutu. 4 miesiące spędziłem w szpitalu w Gojsen, z czego ostatnie 3 miesiące, jako rekonwalescent karmiony w szpitalu. Nie byłem zupełnie zdrowy a już znowu pracowałem. Kiedy dostałem się do szpitala ważyłem 35 kg, moja normalna waga była 75 kg. Należy również zauważyć, ze na dzień przed wyzwoleniem kierownictwo obozu SS wezwało obóz , że w przypadku zagrożenia z powietrza należy maszerować do jaskiń wykutych w zboczu góry , ale tego polecenia nie wykonaliśmy, bo żywiliśmy podejrzenia, że tam nas chcą zniszczyć. Ze szpitala w Gojsen dwa tygodnie temu dostałem się do Linzu, skąd po tygodniowym pobycie w tamtejszym szpitalu, z rumuńskim transportem załadowano mnie na pociąg i po 5-ciudniowej podróży dotarłem do Budafok dziś rano. Nic nie wiem o mojej rodzinie, zonie, 15-letniej córce, 7-mioletnim synu, byli w getcie w Baja w lipcu i dostali się do Auschwitz. Plany na przyszłość: W przeszłości byłem szefem Węgierskiego Banku Kredytowego w Baja, mam zamiar zarejestrować się do pracy w banku.
3550,M,prawnik, ur1908, lat 37, Auschwitz (14do18-06-44), Mauthausen (20do25-06-44), Melk ( 25-06-44do 13-04-45),Ebensee ( 19-04-45do 6-05-45)
Wyżej wymieniony był członkiem dawnej Rady Żydowskiej , obecnie również przewodniczącym społeczności, on i osoba o nazwisku Simon z Balassagyarmat, wrócili, z żydowskimi mężczyznami którzy zostali deportowani, tamten wrócił z pracy przymusowej lub jako jeniec wojenny. Liczba Żydów w Balassagyarmat wznosiła 2400, były w nim reprezentowane wszystkie segmenty społeczeństwa z wyjątkiem chłopstwa. W odpowiednim stosunku byli intelektualiści, handlowców, rzemieślnicy , przedsiębiorcy, itp… Zajmowali dobre środkowe miejsce pod względem statusu materialnego, nie było ani bardzo bogatych, ani zupełnie bez własności. Z ludnością chrześcijańska żyli w harmonijnym porozumieniu, Strzałokrzyżowcy nie byli tu poważną stroną, może z wyjątkiem niektórych chłopców, klasa średnia okazywała wahania w stosunku do nazistów. Urzędnicy byli tacy, jak gdzie indziej. O otwartym antysemityzmie nie można mówić, wszystkie urzędy we wszystkich sprawach sympatyzowały z Żydami. Separacja miała charakter bardziej społeczny i zaczęła się dopiero w ostatnich latach, w 1939, 1940 roku. Ludność przyjęła wkroczenie Niemców z zaskoczeniem, ale potem, kiedy już obowiązywało noszenie gwiazdy, władze zaczęły zmieniać kurs i również zaczęły się zmieniać nastroje społeczne. Było to przede wszystkim dlatego, że było tutaj i gestapo i dowództwo żandarmerii. W bezpośrednim sąsiedztwie Balassagyarmat był jeden niepewny korpus niemieckich Węgrów, który obejmował Niemiecki Węgierski Legion, i ci rozpoczęli indywidualne działania, chodzili do domów żydowskich, domagali się pieniędzy, biżuterii i jeśli tego nie wydano, zabierano ich z domów do aresztu ochronnego. Po wprowadzeniu obowiązku noszenia gwiazdy przez osoby pochodzenia żydowskiego, wielu ludzi wyrażało współczucie zwłaszcza dla ludzi starszych, rzemieślników, żałowali Żydów i nalegali, żeby nie wstydzić się noszenia gwiazdy. Nie pamiętam, żeby wystąpiły lokalnie jakieś poważne akty wrogości, , nie było żadnych zniewag ani wypowiedzi , władze lokalne nikogo z własnej inicjatywy nie internowały. Pod koniec kwietnia, kiedy już musieliśmy nosić gwiazdy, policja sprawdzała na ulicy sposób przyszycia gwiazdy, w taki sposób żandarmeria zapoczątkowała aresztowania, niektórzy z nich jednak zostali zwolnieni, inni , być może 10-15 osób zostało internowanych ale byli to głównie ci, przeciwko którym już z jakiegoś powodu toczyły się postępowania administracyjne. W pierwszym tygodniu maja 1944 do 10-go musieliśmy się przenieść do getta. Poprzedzały to wiadomości, które władze nonszalancko propagowały, , że tylko niektóre ulice będą zasiedlane Żydami, a potem, jak już powiedzieliśmy - w niektórych dzielnicach - i ostatecznie wydano rozporządzenie w formie plakatu, w którym wyznaczono bardzo małą część miasta w sumie dwie i pół ulicy , gdzie ulokowano Żydów, a także niewielki obszar, prawie jeden blok, aby pomieścić wiejskich Żydów. Do 10-05-44 już wszyscy musieli być w getcie, mogliśmy zabrać z domu, cośmy chcieli. W trakcie wcześniejszych negocjacji, władze, zwłaszcza policja nie wykazały zrozumienia dla faktu, że Żydzi z getta są bardzo stłoczeni na miejscu. Szczęśliwe były takie rodziny, które miały dla siebie jeden pokój, ale było i tak, że trzy, cztery rodziny i 15-20 osób było stłoczonych w pokoju 6x6 m, niezależnie od płci. Lekarze uznali jednomyślnie getto za obszar grożący wybuchem epidemii, zwłaszcza że były ogniska tyfusu plamistego i wiem, że dr. Kenessey Albert dyrektor szpitala przesłał również memorandum do gminy do sub-prefekta, w którym sprzeciwił się takiej skali stłoczenia w imię interesu publicznego ludności. Urzędy następnie twierdziły, że są pod naciskiem Niemców i w ogóle nie było zrozumienia. Tak więc, na przykład. nie wolno było wpuścić na teren getta wody gazowanej i wody mineralnej, choć lekarze ostrzegali wszystkich przed wodą surową. Getto było strzeżone kilka dni przez policje, a potem przez sprowadzoną żandarmerię. Musieliśmy zadbać o zakwaterowanie dla strażników, których kordonem getto było otoczone i np. lekarz mógł przejść do drugiego getta aby leczyć ciężko chorych tylko w eskorcie żandarmów z nastawionymi bagnetami. Do apteki też mogliśmy iść tylko raz dziennie. O nasze wyżywienie nikt się nie troszczył, władze dopuściły dopiero po długich pertraktacjach, żeby dla dzieci i osób starszych można było umieścić dwie krowy w getcie, pod eskortą żandarmów z bagnetami. Po godzinie dziesiątej jeden człowiek mógł iść z koszykiem na targ aby kupić niezbędne warzywa. Zwykle mieszkańcy getta zachowywali się w sposób bardzo zdyscyplinowany, bardzo rzadko zdarzało się, że z powodu napięcia nerwowego wybuchały mniejsze kłótnie ale nie przekraczały charakteru zwykłych kłótni domowych. Atak miał miejsce tylko raz. Skład Rady Żydowskiej był następujący: prezes Lázár Mihály, Sándor Dezső i Pál, dr. Hajdú Ferenc, dr. Léván Imre, Weltner Jakab. Była to pierwsza Rada Żydowska, ale później była jeszcze jedna: Jónás Emil, dr. Zilczer György, Deutsch József naczelny rabin, i Révész Márton. Rada była krytykowana w działaniu , ale respektowana. Niektórzy próbowali uciec, ale bez rezultatu, przyprowadzali ich z powrotem, organizacji nie było, ale być nie mogło, bo gdyby była najmniejsza grupa, siły bezpieczeństwa by interweniowały. Żydowska policja utrzymywała porządek wewnętrzny, zagranicznego władza nie. Stworzyliśmy wspólną kuchnię , finansowaną przez najzamożniejszych. Policja miejska i komenda żandarmerii sprawdzała ogólna czystość i zawsze narzekali ale nie przedstawili sposobu wywozu śmieci. W drugiej połowie maja były w getcie trzy lub cztery rejestracje, co spowodowało, że wszyscy zdrowi mężczyźni w wieku 16-48 lat zostali zabrani do pracy, w getcie pozostały dzieci w wieku poniżej 16 lat, 48 lat dla mężczyzn i kobiet poza chorymi. Jednak kobiety również zabrano do pracy, poszły w większych grupach i przypisano je do prac rolnych i wydawało się, że władze chciały je uratować od deportacji, ale musiały zostać zabrane z powrotem z powodu otrzymanych rozkazów , nie byliśmy w stanie ustalić, kto dał rozkaz. W ostatnich dniach maja przybyła komisja śledcza do Gyarmat, w celu odkrycia ukrytego mienia żydowskiego. Ta komisja dosłownie "znokautowała" niektóre osoby, żeby się dowiedzieć, gdzie ukrywali złoto lub inne kosztowności. Ludzie byli w pewnej piwnicy bici przez 4-5 osób przez kilka dni i nocy aż zemdleli. Tak więc, na przykład dr. Hajdu Ferenc dostał takie bicie, że odbili mu nerki i do Auschwitz dojechał już pół martwy. Dr. Hegedüs Tibort również został pobity i kiedy wyszedł, nie można go było rozpoznać. Przy tym bili bez względu na płeć ani wiek, na przykład duże bicie dostała żona Kertész Miklós i też mający powyżej 70 lat Mühlrath Mor, również podobnie potraktowano będącego w wieku powyżej 70 lat Strausz Emila. Grożono również Radzie Żydowskiej, że jeśli nie zostanie zebrana do pewnego czasu pewna ilość złota, to kobiety i dzieci zostaną wzięci jako zakładnicy. Nawet obrączki odebrali wszystkim, po czym później je zwrócili, zęby im dać dobrowolnie. Komisja ta badała przez cały czas, może przestała działać na jeden dzień przed załadunkiem na wagony. Na początku czerwca w nocy zapukali żandarmi do każdego domu i wręczyli informację na wydrukowanej kartce papieru , że wszyscy w ciągu 30 minut opuszczamy getto, można było zabrać po 50 kg bagażu na osobę. Przed wyjściem z getta przejrzano wszystkie bagaże i każdy miał rewizje osobistą z przeszukiwaniem ciała. Odebrano pozostałe zegarki, portfele, wieczne pióra, noże, wartościowszą odzież i część jedzenia. Dla pewności przeszukiwania u kobiet prowadziły kobiety. Przeszukiwania ciała prowadziła żandarmeria, protokoły prowadzili ludzie miejscowi , żandarmi podczas oględzin ciała używali ostrych słów, ale nie bili. W getcie miejskim lokalna policja zachowywała się w sposób humanitarny, jednak oficerowie policji byli bardzo źli, a żandarmeria była najbardziej paskudna. W Nyírjespusztá gdzie nas wywieziono, zostaliśmy umieszczeni w dwóch dużych wiatach do suszenia tytoniu 2000-2500-osób, z czego około1850 było z miasta a 700-800 ze wsi, bez pracowników przymusowych. Chorzy zostali zabrani ciężarowymi samochodami. Kiedy stamtąd odchodziliśmy, ulice były zupełnie puste i poza kilkoma obraźliwymi uwagami młodzieży, ludzie stali w oknach i płakali. W dniu 10 maja zostali wyprowadzeni Żydzi ze wsi, w niektórych wioskach i niektóre rodziny wyraźnie protestowały, na przykład dr. Lőwy Adolf lekarz okręgowy z Mohora tak przybył, że każdy z wioski wiózł jeden mebel, na osobnym wozie, bo chcieli mu pomóc. W getcie Nyírjespuszta nikogo nie obchodziło zakwaterowanie ani wyżywienie, możliwości przyrządzania posiłków też nie było, stodoły były zagrożone pożarem, nie było wolno rozpalać ognia, tylko wykonano dwie otwarte latryny, gdzie mężczyźni i kobiety nie były oddzielone, ale w ogóle mogliśmy z nich korzystać. Przez kilka dni nic się nie działo, potem dostaliśmy stos słomy do spania. Przez pierwsze kilka dni załoga żandarmów odnosiła się do nas surowo, później komendant getta, porucznik żandarmerii nazwiskiem Tamássy nie zezwolił miejscowemu dowódcy żandarmów na czynienie przykrości, więc dwa lub trzy dni potem traktowanie polepszyło się. Niemieckie gestapo przychodziło aby sprawdzić getto, przypadkowo jak byłem ich przewodnikiem i tłumaczem. Jednakże byli oburzeni sposobem w jaki Żydzi zostali tutaj ulokowani. Władze odrzuciły separację latryn i urządzenie ambulatorium i kuchni. Mimo tego Żydzi tam także byli zdyscyplinowani i nie utracili ducha. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, co z nami zrobią i dokąd nas wiozą. 10 czerwca o godzinie 11 rano otrzymaliśmy polecenie, aby sporządzić listę tych, którzy pozostawili w miejskim getcie lepsze podstawowe przedmioty codziennego użytku, aby w asyście żandarmerii mogli tam iść i przynieść potrzebne rzeczy. W południe ustawili ludzi w szyku i o 12.30 w gęstym kordonie sił bezpieczeństwa weszliśmy do getta , powiedzieli nam, że około 13.30 wsiadamy na wagony i wyjeżdżamy w nieznane miejsce. Była ulotka dla mieszkańców getta mówiąca, co można przynieść ze sobą, np.. jedno ubranie dla młodych zdolnych do pracy, jedno ubranie do chodzenia i trzy komplety bielizny , dla j kobiet jeden komplet bielizny więcej i nieograniczoną ilość suchego prowiantu. W jednym transporcie wywieźli ok. 2800 osób, w tym była ludność miejska Balassagyarmat i Żydzi z powiatu Balassagyarmat i ok. 100 z Losonc także. Kolejna część objęła ludzi z Losonc ,Illéspusztáról (również obok Gyarmat), załadowano także na wagony mieszkańców getta Ipolyság. Chorych i starych ludzi dowieziono do dworca kolejowego wozami, inni poszli na piechotę. Średnio umieszczano po 70 osób w wagonie, ale był wagon, w którym tylko jechało 68 osób- bez względu na płeć i wiek. Rada Żydowska rozdzielała wszystkim pozostałe konserwy, suchy gulasz, chleb, mąkę, więc każdy miał dość jedzenia. Biorąc pod uwagę, że była fala upałów, poprosiłem Óriás Oszkára, przedstawiciela policji, który kierował załadunkiem na wagony , aby do wszystkich wagonów podać wody w wystarczającej ilości, ale odmówił naszej prośbie, jednak podpułkownik żandarmerii Korpánszky, który słyszał tę rozmowę, skrytykował funkcjonariusza policji i nakazał natychmiast przenieść wody do wszystkich wagonów. Na to załoga żandarmów chciała do tego zatrudnić Żydów, ale potem wzięli do noszenia wody chłopów. Wagony zostały oczywiście zamknięte i zaplombowane. Czasami ciepło powodowało omdlenia, szczególnie u osób starszych, dzieci dobrze znosiły podróż i bawiły się dobrze. Słyszałem co najmniej 15 sprawozdań, że jedna lub dwie osoby zmarły w wagonie i co najmniej taka sama liczba oszalała, na przykład Winter Ármin, ponadto też wdowa Himler Dezsőné . Nie jest mi wiadomo, czy komuś udało się uciec po drodze. W Koszycach zostaliśmy przejęci przez Niemców, jeszcze tutaj przeszliśmy rewizje osobistą i węgierski sierżant żandarmerii chodził po pociągu i zabrał drobne przedmioty wartościowe, które jeszcze pozostały. Niemcy po drodze traktowali nas bardzo poprawnie. Węgrzy do końca nie zdradzili miejsca docelowego naszej podróży, w przeciwieństwie do Niemców zachęcali nas, że w Niemczech wszyscy pójdą do pracy, rodziny pozostaną razem, osoby starsze dostaną łatwiejszą pracę a młodzi pójdą do cięższych prac fizycznych i w perspektywie mieliśmy mieć to, że jeżeli ktoś będzie prawidłowo pracował, to nie będzie powodu do narzekań. 14-06-1944 o świcie przybyliśmy do Auschwitz-Birkenau. Natychmiast po przyjeździe wysiedliśmy z wagonów, bagaże musieliśmy tam w wagonach pozostawić, więźniowie, którzy nas przyjmowali mówili nam, ze bagaż pojedzie za nami samochodem, i tak samo musimy oddzielić mężczyzn i kobiety, ponieważ każdy będzie poddany badaniu lekarskiemu, ale w ciągu kilku godzin spotkamy się z sobą. Od tej chwili, nigdy już nie widziałem żony. Oddzielili mężczyzn, potem spośród mężczyzn tych zdrowych w wieku od 16 do 60 lat, ja też tam poszedłem, ale innych wśród nich byli chorzy nikt już więcej nie widział i istnieje duże prawdopodobieństwo, że poszli do komór gazowych. W przeciwnym razie krematorium znam tylko ze słyszenia, nie dostałem się blisko do niego. Po naszym przybyciu ogólne wrażenie było dobre, młodzi ludzie spacerowali, cała sprawa nie wydawała się niebezpieczna. Mężczyźni - pod nadzorem - nie wydawali się ani smutni, ani nie sprawiali wrażenia, że coś się stało. Tu w Birkenau byłem jeszcze razem z 25-cioma osobami z Balassagyarmat, inni najczęściej byli z Siedmiogrodu . po trzech dniach skierowali nas stąd do Mauthausen, gdzie byłem razem z Żydami z Siedmiogrodu i Węgier. Pozostałem pośród 19 osób z Balassagyarmat: Weisz Muki, Révész Márton, Engel László, dr. Pásztor Béla, Krausz Lipót, Kohn Jakab, dwóch Kleinów, inny Weisz a innych nazwisk już nie pamiętam. Z tych 19-tu dwie osoby przeżyły. 25-07-44 wywieźli nas do Melk. Wyruszyliśmy w 2000 osób, w Melk było już ok. 5000 osób. Był to obóz na około 8000 ludzi , było tu ok. 20% Żydów węgierskich, pozostali to Rosjanie, Włosi, Polacy, Grecy, Holendrzy i Francuzi. Obóz Melk był na skraju miasta, umieszczony w starych koszarach saperów, które zostały przekształcone w obóz. Na początku strzegło nas Luftwaffe, potem już byliśmy w areszcie SS. 10 km od miejscowości Melk w górze musieliśmy budować podziemne fabryki, najpierw górę musieliśmy wydrążyć i wylać cementem, tu budowaliśmy cztery zakłady. Rzeczywisty czas pracy wynosił 8 godzin, 4 godziny zajmowało nam dojście do miejsca pracy i powrót do obozu, Ok. 4 godziny dziennie zajmowały różne praktyki dyscyplinarne i apele, ok. 4 godziny dziennie zajmowały różne praktyki dyscyplinarne i apele, 8 godzin pozostawało na sen, ale trzeba było się myć, golić i dezynfekować i to okradało nas z czasu snu. Praca była bardzo męcząca, nawet najsilniejszy mężczyzna, który był przyzwyczajony w domu również do ciężkiej pracy fizycznej - zwłaszcza przy bardzo skąpym wyżywieniu - nie był w stanie wytrzymać ponad trzy miesiące . I tak się stało, że spośród tych 19 osób, z którymi przybyłem razem tutaj, z którymi zaczynałem pracę, tylko dwóch z nich pozostało przy życiu, ale ja tylko dlatego mogłem uciec, bo po pięciu tygodniach nie musiałem już wykonywać pracy fizycznej, zostałem pisarzem blokowym. Komendantem obozu był Julius Ludolf Obersturmführer, którego widywałem po kilka razy dziennie, ale nigdy nie był trzeźwy. Bił ręcznie na śmierć tych nieszczęsnych ludzi. SS-mani spośród starszych Austriaków, pomagali nam, gdy tylko mogli, niestety, to było bardzo rzadko. Niemieccy SS-mani bez wyjątku, każdego dnia i bili ludzi na śmierć. Starsi blokowi z dwoma wyjątkami wszyscy byli zawodowymi przestępcami, w tym wiedeński kasiarz nazwiskiem Schwartz który był w Europie najbardziej wykwalifikowanym włamywaczem do sejfów bankowych. Moim starszym blokowym był pewien specjalista od włamań przez rozbiórkę ścian nazwiskiem Rudi Ulmann, który był jednym z najbardziej sprawiedliwy starszych blokowych, koleżeńskie uczucia miał w pełni rozwinięte, według niego , został skazany na 10 lat więzienia i zabrali go do SS i obiecali, że jeżeli będzie pełnił służbę przez wymagany okres , otrzyma amnestię. Między innymi służył na Majdanku a następnie wrócił po sześciu miesiącach pracy, ponieważ, jak mi powiedział- jego umysł nie był w stanie tolerować tego okrucieństwa, które na rozkaz musieli tam wykonywać i raczej wolał odsiedzieć dziesięć lat. Zawodowych przestępców kierowano też na inne funkcje w obozie np. kapo, kapo pisarzy, kąpielowy było wielokrotnym mordercą. Tych niewielu wyrzutków szantażowało więźniów i bili ich a niektórzy bardziej sprawiedliwi starsi blokowi i pisarze musieli wykonywać sztuczki magiczne, aby uratować osoby od śmiertelnego pobicia . Pisarze blokowi wszyscy byli więźniami politycznymi, za takich uznani zostali również węgierscy Żydzi, którzy z jednym czy dwoma wyjątkami byli bardzo popularni pomiędzy więźniami i uratowali wiele istnień ludzkich. Rácz Pál z Ungvár ( Użgorod ); Radó István z Kalocsa; dr. Fellner Ferenc lekarz z Budapesztu; Fischer Sándor z Szatmár ( Satu Mare ) i oficer marynarki; Paul Ferenc uratowali życie co najmniej pięćdziesięciu ludzi ryzykując własnym życiem. Przy pewnej okazji była w szpitalu rewizja i kiedy okazało się , że stan personelu szpitala różni się o 8 osób od stanu spodziewanego, Lagerführer zarządził, że osiem osób jest do egzekucji , bo chciał mieć prostą sytuację. Dr Hermann Hoffstädt adwokat z Berlina, który był starszym obozowym i który co najmniej 1000 osób uratował - niezależnie od ich narodowości i religii - przy pomocy Rácz Pál, Fischer Sándor i mnie w nocy przemyciliśmy do szpitala osiem ciał , A ośmiu zdrowszych mężczyzn ukradl
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:58, 30 Sie 2013 Powrót do góry

ukradliśmy z trupy ośmiu zgłosiliśmy do komendanta szpitala, co oznaczało, że egzekucja została wykonana. Najczęstszą przyczyna zgonu w szpitalu było to ,że na łóżku o szerokości 70 cm leżało czterech chorych cierpiących na zapalenie płuc i czerwonkę i gdzie początkowo nie było innych lekarstw jak nadmanganian potasu i maść koloru brązowego- a dostać do szpitala mogli tylko ci, którzy mieli gorączkę co najmniej 39,5 stopni. Ci, co mieli 39,4 stopnie, musieli jeszcze chodzić do pacy i jeśli ktoś padł z powodu gorączki, bywał następnie pobity przez SS na śmierć na oczach wszystkich, jako sabotażysta. Pomiędzy wieloma okrutnymi SS był główny lekarz szpitala , Austriak o pseudonimie „Muzykant”, SDG, który wspomagał pisarzy blokowych w ratowaniu ludzkiego życia, niestety nie znam jego prawdziwego nazwiska. Stan osobowy obozu w Melk był 7500 więźniów, później w lutym 1945 liczba ta wzrosła do 10 000 ludzi i w ciągu 11-tu miesięcy istnienia obozu ; w obozie spalono 13500 ludzi. Kiedy około 10 kwietnia obóz został ewakuowany, w szpitalu było 2800 ludzi i niektórych jeszcze wywieziono, o których ledwo można byłoby sądzić, że 10% z nich pozostanie przy życiu. W Melk przy ewakuacji wszyscy pisarze przez fizyczne wyszukiwania wieczorami ,dokładnie prowadzili zapisy śmiertelności i listy chorych i obie musieli spalić. Tutejsze wyżywienie, to zupełnie odrębna sprawa, był czas, kiedy mówiono, ze jest smaczne i także nie było bardzo mało, ale potem nadszedł taki czas , że na cały dzień dostawaliśmy miskę z gotowanych liści. Chleba było czasem dziennie po 40 dkg., ale potem zmniejszył się do 10 dkg. Chleb oczywiście nie był przygotowywany z mąki zbóż. Kiedy jedzenie było dobre, również zupa była na śniadanie, na obiad była zupa i mięso, wieczorem poza chlebem dostawaliśmy margarynę i salami. Według lekarza jednak nawet w najlepszym czasie nie dostawaliśmy ilości kalorii wystarczającej przy tak ciężkiej pracy .W pewnym czasie były ucieczki, głównie Rosjan. Uciekinierzy zawsze byli chwytani i byli karani pobiciem na śmierć. Obozu i miejsca pracy strzegły wyszkolone psy. Zdarzało się nierzadko, szczególnie w czasie po wymianie przed przybyciem dalszych pracowników ; że więźniowie musieli w takich przypadkach, jako, że stan obozu był mniejszy , pracować 24 godziny na dobę, bez snu. Gdyby ktoś to zgłosił do lágerführera, dostalibyśmy baty. Zdarzyło się potem, że ze stanu liczbowego bloku zaginął jeden człowiek, za karę musieliśmy stać całą noc na apelu. Ludzie chodzili do pracy w zimie boso, w śniegu lub deszczu w najlepszym razie w drewnianych chodakach. Jeżeli niewygodny chodak przylepił się i utknął w mokrym śniegu lub błocie, niefortunny więzień dostawał 25 do 75 uderzeń.13-04-45 wywieźli nas z Melk do Ebensee. Przybyło nas tam około 4000 osób , ja szedłem z 20-ką osób . Część drogi szliśmy pieszo , częściowo barką, w niewyobrażalnie złych warunkach, trzy dni na barce i pieszo przez taki sam okres. W Ebensee na miejscu przeznaczonym dla 6000 osób stłoczono 18 000 więźniów.Tu wszyscy spali po trzy osoby na łóżku o szerokości 70 cm, i liczba zgonów była dziennie taka duża, że ja leżałem koło zwłok następne cztery dni, bo nie było w tym samym czasie ludzi i czasu żeby przewieźć zwłok. Tu byłem razem z dwoma ludźmi z Balassagyarmat, jeden nazywał się Simon a drugi Schultz. W Ebensee widziałem po raz pierwszy ludzi jedzących ludzkie mięso. Jedli Grecy, kiedy to zgłoszono, że w nocy jedli ludzkie mięso Lagerführer odpowiedział, że: "Doch eine Schweinerei,
die sind schon nicht Menschen! - Przecież to jest jakieś świństwo , to już nie są ludzie !" .
Również po tym nie było śladów. Tu również widziałem węgierskich lekarzy, którzy paśli się , jak krowy, taki był tutaj wielki głód. Przez 16 dni naszym pożywieniem było 0.7 litra zupy zrobionej z 5 dkg obierek ziemniaczanych, wrzuconych do wrzącej wody ( ziemniaki dostawała ludność ) i co drugi dzień po 9 dkg chleba. Ale ja również nie musiałem pracować . Inni wykonywali tę samą pracę jak w Melk, budowali podziemne magazyny, pokryte cementem. W tym bloku, gdzie ja byłem, w dniu 20 kwietnia było nas około 950 więźniów , a stan osobowy bloku do 6-05-45, do wyzwolenia, obniżył się do ok. 400 osób, pozostali zginęli. 6-05-45 przybyły pierwsze amerykańskie czołgi. Kiedy amerykańscy żołnierze wkroczyli, reszta Niemców oczywiście uciekła . Trzy dni panował wielki bałagan, obóz był pozostawiony bez nadzoru, więc wprowadziliśmy nasze własne straże. Splądrowali różne magazyny, a potem było już wystarczająco dużo żywności. Niektórzy amerykańscy żołnierze obserwowali lincze, w mojej obecności pięćdziesiąt osób zostało pobitych na śmierć z personelu bloków i spośród kapo. Z tych pięćdziesięciu Węgrzy byli pojedynczy, pozostali pochodzili z Polski, Francji i innych narodowości. Trwało to trzy dni, następnie więźniowie utworzyli kierownictwo obozu zgodnie z zasadą etniczną i przejeli kontrolę nad obozem. Wiele należy zawdzięczać dr. Neuhauser György lekarzowi z Pesztu, który był prezydentem Komitetu Węgierskiego, tłumaczem był dr. Fellner. Ja byłem wiceprezesem komitetu węgierskiego, Radó István był prezydent Komitetu Rumuńskiego . Wkrótce rozpoczęło się zestawianie tych transportów. 23 czerwca opuściłem obóz, przy pomocy Amerykanów i Rosjan, byłem w Budapeszcie już 28-06-45. Rosjanie dali środki transportu i żywność jako uchodźcom. Amerykanie zebrali transport rumuński liczący ok. 300 osób, nas Węgrów było tu ok. 30 osób, połączyli nas z transportem rumuńskim i zabrali do Melk, tam przekazali nas rosyjskiemu dowództwu, ci powiedzieli nam, ze zabierają nas do Wiener Neustadt, tam będzie obóz przejściowy dla różnych narodowości. Powiedziałem, ze już nie chcę iść do obozu i opinia była, aby uciekać. Jak wspomniano powyżej, dostaliśmy od nich jedzenie i wtedy odeszliśmy od nich w cztery osoby jako uchodźcy: Schulhof Imre, dr. Wittmann István lekarz z Budapesztu i Schainer Sándor sprzedawca z białego okręgu. Weszliśmy do pewnego rosyjskiego pociągu szpitalnego , zgłosiliśmy się do kierownika pociągu, który dostarczył nam żywności i przyjechaliśmy z nimi do Szolnok a stamtąd normalnie dojechaliśmy do Budapesztu.

Dora
9,24,74,81,87,93,97,108,165,208,209,288,373,466,522,613,619,756,938,1026,1096,1110,
1133,1205,1248,1280,1295,1297,1299,1352,1375,1596,1597,1750,1761,1771,1829,1851,
1852,1884,1890,1912,1939,1959,2072,2073,2161,2222,2234,2341,2372,2651,2705,2804,
2905,2926,3050,3086,3095,3114,3170,3320,3356,3427, 3461,3463,3485=67.

9,M, wyrobnik, ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 dni ), Buchenwald ( 3 dni ), Dora ( 3 m-ce), Elrich ( 6 m-cy), Nordhausen ( 3-4 tyg.), Theresienstadt
We wsi Csicser w pobliżu Użgorodu, mieszkało dziewięć rodzin żydowskich ok. 47 osób, wśród nich byli sklepikarz, woźnice, wyrobnicy. Mieliśmy normalne środki utrzymania, byli tacy, co mieli dom, nikt nie posiadał znacznego majątku. Ja mieszkałem z rodzicami, mieliśmy mieszkanie, dwie krowy, bogactwa nie mieliśmy. Kiedy wkroczyli Niemcy, wprowadzili zakaz podróżowania , tak że nie mogliśmy iść do pracy. Poza tym, były rewizje domowe. Antyżydowskie zarządzenia wydawał Sztaskó Győző główny sędzia. Żandarmami , którzy w trakcie przeszukiwania domów byli szorstcy i najbardziej grozili byli: Ádám Antal, Simon i Polc (imion tych dwóch ostatnich nie znam), tylko żandarm nazwiskiem Nagy zachowywał się po ludzku. U chrześcijańskich znajomych zostawiliśmy na przechowanie walizkę pełna ubrań i innych przedmiotów wartościowych. 18-05-44 skierowali nas do getta w Ungvar, znajdującego się w lokalnej cegielni. W getcie była czerwona flaga oznaczająca wyjście. Getta strzegła policja i żandarmeria. Każdy, kto przekroczył granicę oznaczoną czerwoną flagą, był zastrzelony. Dwóch Żydów zostało zastrzelonych. W getcie było około 10.000 ludzi . Getto znajdowało się w suszarni cegielni, byliśmy bardzo stłoczeni, więc już tam dostaliśmy wszy i innych chorób. O nasze wyżywienie w getcie troszczyła się kuchnia komunalna, oczywiście było bardzo ubogie. Młodzi ludzie, w tym ja, zostali zabrani do pracy. Zbudowaliśmy baraki, barak nr 7 służył jako barak karny. Mój ojciec też tutaj był, nigdy nie dowiedziałem się, z jakiego powodu. Policjanci zachowywali się bardzo poprawnie.
Kto dał im trochę pieniędzy na palinkę ( alkohol ), mógł iść do miasta na zakupy, oczywiście, bez gwiazdy. W ten sposób można byłoby uciec, ale nie chciałem odrzucać moich rodziców. Były zgony w getcie, najczęściej umierali tacy, którzy już byli chorzy w domu lub ze starości ; zmarł tam na przykład Herskovics Márton ,osoba w wieku powyżej 80, mieszkaniec Csicser. Od czasu do czasu w biurze kapitana policji zamykali bogatych i on ich bił aż oddali wszystkie swoje kosztowności. Pod koniec maja wyruszyliśmy do getta. Ja pojechałem z drugim transportem, byłem w wagonie z rodzicami. W wagonie było dziewięćdziesiąt jeden osób. Jedzenie zabraliśmy z sobą. W wagonie było wiadro z wodą. Nie mieliśmy wiadra WC , ale dostaliśmy jedno dla siebie. Skład wyruszył w kierunku Sátoraljaújhely. Na pierwszym przystanku (nie wiem, które to było miasto) można było wysiąść i iść do toalety. Nie udało się uciec. Do Koszyc pociąg jechał w eskorcie żandarmów, Niemcy przejęli transport w Koszycach. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że wywożą nas z kraju. Niemcy traktowali nas znacznie lepiej niż żandarmi. W Auschwitz przyjęli nas więźniowie z Niemiec, Polski i Słowacji. Po pierwsze, oddzielono mężczyzn od kobiet i ja poszedłem z moim ojcem i 13-letnim bratem. Później oddzielono mnie od nich i odtąd nic o nich nie wiem. Mnie zabrali do dezynfekcji, obcięcia włosów i wydali mi odzież więzienną. Skierowali mnie do 19-tego bloku, tam było 500 osób na przestrzeni dwadzieścia metrów ( długość ) na 4 metry szerokości . Pracowałem nosząc kamienie, następnego dnia sprzątałem toalety. Na trzeci dzień poszukiwali wykwalifikowanych pracowników. Ja nie byłem wykwalifikowanym pracownikiem ,i tak wywieziono mnie wagonem do Buchenwaldu. Nadali mi numer (55851). W Buchenwaldzie nie pracowaliśmy, jedzenie tam było dobre. Bardzo dużo musieliśmy stać w szyku na apelu. Z Buchenwaldu wywieźli nas samochodami jednym transportem do Dora. Tam mieliśmy jeden zły tydzień , mocno nas bili. Ale kiedy zobaczyli, że dobrze pracujemy, już więcej nie bili. Nasza praca polegała na tym , że rozładowywaliśmy pełne ciężarówki, którymi były dostarczane niezbędne materiały do budowy baraków , później już tylko dostarczaliśmy ciężarówki. W Elrich spędziłem sześć miesięcy. Tam jeden kapo Cygan mocno bił Żydów. W obozie było 64 Żydów.Z Elrich poszliśmy do pracy w Wolfleben. Ja pracowałem boso przy łamaniu kamienia, silnie przemarzłem i dostałem wysokiej gorączki. Tak skierowali mnie do bloku dla regeneracji sił. Z tego bloku poszedł transport, między innymi ja, do Nordhausen. W Nordhausenben było nieco lepsze wyżywienie, zupa z ziemniaków i zupy z marchwi przemiennie, ale chleba było mniej niż w Elrich. Leżeliśmy na nagich kamieniach, była duża śmiertelność, zwłaszcza z powodu biegunki i krańcowego wyczerpania. Wśród nich był jeden z moich znajomych Schlanger Vilmos , mieszkaniec Nagykapos. Po pierwszym bombardowaniu Nordhausen wykorzystaliśmy okazję do ucieczki, rozproszyliśmy się. Poszedłem do najbliższej wsi, nie znam nazwy miejscowości. W tej wsi na wieży była już wywieszona biała flaga. Mówili, żeby nie wychodzić na ulicę, ale byłem głodny, a więc oczywiście poszedłem poszukać jedzenia. Niemiecki cywil z opaską złapał mnie na ulicy i przekazał policji. Ciągnęli mnie z jednej wsi do drugiej, a na końcu siedziałem trzy dni zamknięty w więzieniu w Halle. Stąd wyruszyliśmy z transportem i w węglarkach jechaliśmy przez trzy tygodnie, aż dotarliśmy doTheresienstandt. Z Theresienstadt indywidualnie dostałem się do Pragi, skąd wyruszyłem 11 czerwca i przybyłem siedemnastego do Budapesztu.
24,M,uczeń ur.1929, lat 16, Auschwitz, Buchenwald,Dora
Ketergyén to wieś odległo o 5 km od miasta Ungvár. We wsi mieszkały tylko dwie rodziny żydowskie, wszystkiego dziesięcioro ludzi, którzy byli dość zamożni. W dniu 15 kwietnia obie rodziny zostały zabrane do getta w Ungvár przez policję, która zebrała Żydów z okolicy Ungvár, a następnie przetransportowała ich do getta w mieście. Pozwolono wziąć tylko najpotrzebniejszą odzież i jedzenie. Biżuteria i kamienie szlachetne zostały skonfiskowane a meble, ubrania i całe gospodarstwo domowe musiało być pozostawione. W getcie było około 14.000 Żydów z Ungvár i okolicznych wiosek. Getto składało się z cegielni i pewnej liczby baraków i namiotów ( celt ). Poza tym był tam też tzw. blok karny, w którym przebywali ludzie niepożądani oraz ludzie na których doniesiono do władz. Wyżywienie składało się z czarnej kawy na śniadanie (ale tylko dla dzieci), pół litra zupy na obiad i tyle samo zupy na wieczór. Przydział chleba na dzień wynosił po 20 dkg. Obowiązku regularnej pracy nie było, ale sporadycznie organy porządkowe wywoziły młodych ludzi do prac dorywczych , na przykład musieli załadowywać rzeczy pozostawione w mieszkaniach żydowskich i pomagać chrześcijańskim mieszkańcom w relokacji. Granice getta zostały oznaczone niepozornymi czerwonymi flagami, których przekroczenie skutkowało natychmiastowym zastrzeleniem. Tak stało się z trzema osobami, w tym starą kobietą, którzy z niedbałości przekroczyli granicę i zostali zastrzeleni przez policję bez żadnego zawołania lub uprzedniego ostrzeżenia. Porządek był utrzymywany przez policje państwową i stworzona do tego celu żydowska policję, żandarmeria nie była tu widziana. Próby ucieczki nie były podejmowane. Po około trzech tygodniach więźniowie bloku karnego zostali wyprowadzeni, uzupełnieni przez więźniów z innych baraków, załadowani do wagonów zamkniętych kolejowych i deportowani. Był to pierwszy transport deportowanych i w nim znalazłem się również ja. Podróż trwała trzy do czterech dni. Podczas całego czasu wagony były zamknięte, nawet zakratowane okna były jeszcze zabite drewnianymi listwami, żadna ucieczka nie była możliwa. Po naszym przybyciu do Auschwitz SS posłało tamtejszą żydowską policję do wagonów, aby nas stamtąd wypędzili. Nasz ubogi bagaż pozostał w wagonach, nam powiedziano, ze bagaże zostaną nam przekazane na miejscu docelowym. Oczywiście tych rzeczy już więcej nie zobaczyliśmy. Ledwo wypuścili nas z wagonów, natychmiast dokonali selekcji. Przez selekcję oddzielili zdolnych i niezdolnych do pracy ; kobiety i dzieci. Osoby niezdolne do pracy, kobiety i dzieci zostały zabrane i nikt ich nigdy więcej nie widział. Zdolnym do pracy odebrali odzież, pozostali tylko w butach. Potem poszli do łaźni się wykąpać, dostali więzienną odzież i zabrano ich do bloków. Po trzech dniach wywieziono nas stamtąd do Buchenwaldu, a cztery dni później do Dora. W Dora mieliśmy najpoważniejsze prace do wykonania. Nadzór nad nami prowadził więzień, ale nie był Żydem, ale najwyraźniej został internowany z przyczyn politycznych. Jego zadaniem było zadręczenie na śmierć jak największej ilości Żydów ; im więcej Żydów padło, tym większą zasługę miał nadzorca, otrzymywał nagrodę za brutalność, a może nawet nadzieję na uwolnienie. Tak więc trzymali nas przy niedostatku żywności w pracy , która sama z odpowiednią ilość jedzenia byłaby ciężka. Kto nie nadążał w pracy, był bity do krwi, bity pejczem i w najgorszy sposób nadużywany. W rezultacie dziennie na 100 osób ; od ośmiu do dziesięciu załamywało się i prawdopodobnie wkrótce potem oddało ducha, ponieważ nikt ich więcej nie widział. Spędziłem jedenaście miesięcy w obozie. To, że byłem tak długo w jednym i tym samym obozie, wynika z mojej młodości, bo na ogół młodzi Żydzi w moim wieku nie byli wysłani dalej. Mój ojciec, z którym razem pracowałem dwa miesiące, został po tym czasie odesłany do Elrich. Zgłosiłem się na ochotnika, aby przejść z nim, ale to nie zostało uwzględnione i zostałem w obozie Dora. Z ojcem do dzisiaj nie miałem kontaktu i nie wiem, co się z nim stało. Kiedy Anglicy zbliżyli się do obozu ,zabrano nas do Bergen-Belsen,
który został zajęty po pięciu dniach przez Brytyjczyków.
74,M, uczeń ur. 1927,lat 18, Birkenau ( 20-04-45 ), Buna ( 07-44 do 15-01-45 ), Dora ( 02-45 do 04-45 )
Mieszkałem z rodzicami i trójką rodzeństwa w Użgorodzie ( Ungvár ). Mój ojciec miał fabrykę obuwia, i handlował obuwiem. Mój ojciec miał dwa domy, grunty i żyliśmy bardzo zamożnie. Ja kończyłem siódma klasę gimnazjum do ósmej już nie mogłem. Mam nadzieję, że następnie skończę liceum. W końcu kwietnia pojawiły się w Użgorodzie ( Ungvár ) plakaty, wzywające Żydów do pozostania w domu, dopóki nie zostaną wysłani do getta. Trwało to 6-7 dni, według ulic. Z ogrodu widzieliśmy na pola i widzieliśmy, jak strasznie biją żandarmi wiejskich Żydów, których pędzili do getta w Użgorodzie. Żydzi z Użhorodu zostali przewiezieni do miejscowej cegielni i magazynu drewna . Wszystko mogliśmy zabrać z wyjątkiem pieniędzy, biżuterii, złota. Już tam , na otwartym dziedzińcu rozebrali nas i przeszukiwali nas. Ja uciekłem i ukrywałem się ok. 2 tygodnie. Jednak kiedy zobaczyłem, że życie w getcie jest stosunkowo normalne, dostają również jedzenie, zgłosiłem się i bez żadnych problemów znalazłem się w getcie. Stało się tak głównie dlatego, że powiedziano nam, że zostanie wybudowane normalne stałe getto i Żydzi z Ungvár tam będą mogli mieszkać i pracować. Pomyślałem wówczas, że w takich okolicznościach zostanę z moimi rodzicami i braćmi. Cegielni pilnowali węgierscy policjanci. Bardzo wielu ludzi stłoczono w ciasnej przestrzeni. Członkowie Rady Żydowskiej wychodzili stąd do opuszczonych żydowskich domów i przynosili jedzenie i gotowano potrawy we wspólnej kuchni. Wtedy każdy miał jedzenie, fakt, że było przynoszone z domu. Bogatych Żydów żołnierze SS zabrali i bili ich gumowymi pałkami w stopy. W ten sposób zmuszali ich do przyznania się, gdzie schowali kosztowności. Pewien właściciel ziemski Grünwald został z przesłuchania z powrotem przyniesiony na noszach. Kupiec tekstylny nazwiskiem Friedmann został tak pobity, że zmarł w kilka godzin po przesłuchaniu. Nagle załadowano nas na wagony Pewnego ranka mikrofon wezwał ludzi, aby natychmiast udali się do strefy gromadzenia i nie zabierali wielu rzeczy z sobą. Na bramie cegielni stała policja z Użgorodu i strasznie bili ludzi, aby przechodzili jak najszybciej. Setki ludzi przekazano do SS-manów i jeśli członek rodziny z setki chciał pozostać z rodziną, to również był bity kijem. 80 osób było w wagonie. Nie było wody, nie zostały dostarczone wiadra WC. Cierpieliśmy bardzo z gorąca, pragnienia od smrodu. Gdyby ktoś chciał usiąść, trzeba było zabrać nogi spod niego ponieważ nie było miejsca, aby je tam trzymać. Bagaże zajmowały również bardzo dużo miejsca, pozwolili nam je zabrać, aby zwiększyć nasze cierpienia. Tylko raz w ciągu trzech dni podróży w Koszycach otworzyli wagony, a następnie dali trochę wody, ale nie mogliśmy się wydostać. Po przybyciu do Birkenau bardzo szybko musieliśmy wyjść z wagonów. Powiedziano mi, żeby bagaże po prostu tam zostawić a potem po nie wrócimy. Selekcja trwała chwilę. Kiedy się zorientowałem, już byłem w oddzielnej grupie , razem z tatą i jednym bratem. Krzyki i rozpacz rozdzielanych rodzin była rozdzierająca serce. Była taka młoda kobieta, która dobrowolnie poszła do grupy, aby zostać przydzielona do dziecka. Nas selekcjonerzy zabrali do łaźni, musieliśmy się zupełnie rozebrać i wszystko nam zabrali. Potem zaczęliśmy żałować, że zabraliśmy tak wiele rzeczy z nami do wagonu, pościel, koce, itp., które tylko były obciążeniem. Po kąpieli dostaliśmy pasiaki. Następnie wprowadzili nas do pewnego baraku, w który nabili 1000 osób , prawie nas wbili , ponieważ w przeciwnym wypadku byśmy nie weszli. Przez dwa dni nie dostaliśmy nic do jedzenia, tylko tam byliśmy niespokojni w baraku. Schaarführer czasem przyszedł a ponieważ nie mogliśmy mu zrobić wystarczająco dużo miejsca , żeby mógł chodzić po baraku, bił nas pałka gumową, żeby mu nie stać na drodze. Później było już 500 osób w baraku i codzienne dostawaliśmy do jedzenia 1 / 4 litra zupy i kawałek chleba. Byliśmy tu dwa tygodnie, nie mieliśmy nic do roboty, tu było bardzo źle. W sąsiednim baraku mieszkali niemieccy Cyganie. Pewnej nocy usłyszeliśmy straszny lament. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że cały obóz, ca. 10.000 Cyganów poszedł do komory gazowej. Potem już było trochę więcej miejsca dla nas. Stąd zabrali nas do Auschwitz, gdzie w barakach teraz były piętrowe prycze. Czterech z nas spało na pryczy szerokości 1,5 m, co nie było bardzo wygodne, ale to było o wiele lepiej niż kucanie przez całą noc. Mieszkałem w bloku 17 A razem z Ukraińcami. Przeliczali nas ze dwadzieścia razy dziennie, ale nadal nie byliśmy rekrutowani. Żyliśmy całkowicie pognębieni płonącym nad nami krematorium, które prawie bez przerwy jak nieubłagany Moloch pochłaniało swoje ofiary. Ciągle było czuć zapach spalonego ciała, a to było coś strasznego i miało wpływ na każdego. Zabrali nas na piechotę do Buna, to było zaledwie 11 km od Auschwitz, ale wtedy byliśmy już jednak bardzo słabi, więc marsz w gorący dzień był dla nas bardzo trudny. Dwa ogromne namioty zbudowano tu dla nas koło "Appel-Platzu", gdzie mieszkaliśmy aż do grudnia. Dopiero wtedy, gdy dwóch z nas zamarzło, podzielono nas potem na bloki. Początkowo praca w Bunie była strasznie ciężka. Zwykle nowi byli przypisywani do ciężkiej pracy, bo później już nie mogli jej zrobić . Kłądliśmy kable i musieliśmy wykonywać wykopy. Mój ojciec miał wysokie ciśnienie krwi i w ogóle nie wolno mu było wstać. Zemdlał kilka razy na pierwszy dzień. Kiedy zobaczyli, że naprawdę nie potrafi znieść pracy w gorącym słońcu, został przewieziony do szpitala, a stamtąd dostał się do warsztatu szewskiego. Do prac ziemnych wychodziliśmy o 4-tej rano i pracowaliśmy do 16-tej po południu. Często nas dręczyli i wysyłali po pracy do dezynfekcji. Stąd o godzinie 24-tej w nocy wracaliśmy do bloku a o 4 rano następnego dnia ponownie musieliśmy wstać. Po pewnym czasie dostałem się do warsztatu ślusarskiego. Mój ojciec był już od 20 lat członkiem partii komunistycznej. Tam w Buna była organizacja komunistyczna, której gałęzie sięgały dość daleko, przeglądałem czasopisma niemieckie tak, że od tych komunistów dostawałem oddzielnie codziennie 1 litr zupy i porcję chleba. Tu w warsztacie tylko mímeltem pracę, bo kapo był komunistą i traktowali mnie bardzo dobrze. Z perspektywy czasu na pytanie, czy byli tam jacyś znajomi z domu, lub inne towarzystwo, z którym bliżej przyjaźniliśmy się ; mam następującą odpowiedź. Przyjaźń? Taka rzecz nigdy nie postała w naszych umysłach. Nie myśleliśmy w ogóle w ten sposób, nasze mózgi były używane bardziej do tego , ile dekagramów chleba można by zyskać, żeby chociaż w najmniejszym stopniu poprawić nasze nieszczęśliwe życie. Niemcy próbowali zabić nam duszę, staliśmy się zazdrosnymi , samolubnymi , dzikimi zwierzętami , nie było w nas żadnych ludzkich uczuć i myśli, odczuwaliśmy tylko strach. Żyliśmy tylko mechanicznie, z dnia na dzień. Pewnego dnia, wezwali mnie do baraku ojca. Do czasu, gdy tam przyszedłem już nie żył; z niewydolności serca. Potem po raz pierwszy od dłuższego czasu płakałem. Stale dostawałem tylko czarna kawę i zupę, pewnego razu nagle opuchły mi nogi tak, że nie mogłem na nie stanąć. Buna- zupa; to było coś strasznego. Nie była to sama woda, ale było tam też coś, co nadawało zupie nieprzyjemny smak. Dostałem się do szpitala , w którym udało mi się przedłużyć do dwóch miesięcy, mając na uwadze, że tam były relacje z komunistami. Wyżywienie tutaj była nieco lepsze, a poza tym byli ludzie, którzy nie mogli jeść i rozdzielano między nami ich racje. Kiedy wyszedłem ze szpitala, już był listopad i nie dostałem starego ciepłego ubrania. Dopiero pod koniec grudnia dostałem ciepłe ubranie i strasznie cierpiałem z zimna, miałem stale kaszel . W tym czasie wyżywienie uległo pogorszeniu, bywało, że nie dostaliśmy chleba przez 1-2 dni. Zaczęli bombardować fabrykę. Podczas tego przysypało nas na pięć dni w pewnej piwnicy, 45 moich kolegów zmarło , bo byli trochę dalej ode mnie i dach zawalił się na nich. Natychmiast po bombardowaniu musieliśmy rozpocząć czyszczenie gruzu i staraliśmy się nadrobić braki. Jednakże kiedy takie naloty miały miejsce ; po tym nie dostawaliśmy ciepłego posiłku cały dzień i bloki całkowicie wystygły, spaliśmy przy wybitych oknach. Byliśmy słabi, źle odżywieni, cierpiący i musieliśmy iść dalej. Pewnego ranka, musieliśmy się zawinąć w dwa koce i wyruszyliśmy. Waga koców nie mogła być większa niż 3-4 kilogramy, jednakże w naszym statusie szliśmy w wielkim cierpieniu. Co najmniej 200 osób przetrwałoby, gdyby nie musieli nieść koców. Po półtoradniowym marszu przybyliśmy do Gleiwitz. Tu powolni musieli iść dwukrotnie szybciej przed SS, bo kto wydawał się słabszy, tego zabijali uderzeniami kolby po drodze. Wielu kolegom zabrali buty i musieli chodzić boso, ale tylko do stacji kolejowej. Wcisnęli grupy po 150-200 osób w wagonie. To było coś strasznego, nie było gdzie stanąć, dwie nogi nie mieściły się na ziemi. Jechaliśmy w ten sposób przez 10 dni, więc staliśmy , wisząc w powietrzu, w otwartych wagonach , na mrozie, w tym czasie tylko dwa razy dostaliśmy po 20 dkg chleba. Od 18 stycznia do końca stycznia to była straszna podróż po 15O-ciu , na zimnie, jadąc w otwartych wagonach . Początkowo umarłych zbierano w dwóch oddzielnych wagonach, które zostały dołączone do składu pociągu, lecz później było tak, że jak tylko zauważyli, że ktoś zamarzł, to po prostu wyrzucano ich z wagonów. Zdarzało się, że ktoś jeszcze nie umarł całkowicie, ale już został wyrzucony, ponieważ byli szczęśliwi, że było o wiele więcej miejsca. Podczas tej straszliwej podróży na jednej stacji byłem świadkiem następującego zdarzenia :. Jedną z tych nieszczęśników w wagonie zaczął krzyczeć, że "Wody, wody!" Nie mogę już znieść pragnienia! " Towarzyszący im żołnierz SS powiedział: "Więc, chcesz wody?" Ustawił ramię nalewaka , którym napełniano wodą zbiorniki lokomotyw parowych na stacji , ponad tym wagonem i otworzył zawór. W ciągu kilku minut wylał na ten wagon taka masę wody, że wagon został do połowy wypełniony wodą. W pół godziny wszystko zamarzło w wodzie. Kto chciał przejść, został zastrzelony. Wyglądało to jak galareta w puszkach .Cały wagon z ludźmi zamarzł i oni umarli. Wyłączyli ten wagon ze składu i zepchnęli go na bocznicę, pojechaliśmy dalej. Tego widoku nigdy nie zapomnę. W czasie kiedy dotarliśmy do Dora miałem odmrożone obie nogi. Zostałem leżący w omdleniu w wagonie i leżałem nieprzytomny przez dwa dni w szpitalu. W jedną z moich nóg wdała się zgorzel i trzeba było operować mój duży palec. Z drugiej nogi po prostu odpadł kawałek ciała po rozmrożeniu. Piekielnie mnie bolało. Jako wyżywienie był tylko chleb i trochę zupy. Byłem bardzo osłabiony. Kiedy rany już się poprawiły i zacząłem chodzić, dostałem w obu nogach zakrzepowego zapalenia żył, które musiały być operowane. Operacje zostały wykonane bez znieczulenia. Interesujące rzeczy opowiedział mi jeden z lekarzy, z którym nieraz rozmawiałem. Więzień kierownik szpitala skarżył się kierownictwu, że nie ma dobrego chirurga w szpitalu, a byłoby to najbardziej potrzebne. Ten natychmiast zadzwonił do Paryża, tam poszli natychmiast na uniwersytet do kampusu dwóch słynnych lekarzy, ich mieszkania zostały przeszukane i już było dwóch doskonałych chirurgów. To francuscy chirurdzy powiedzieli następnie tamtejszemu lekarzowi. Nagle zauważyliśmy , że wszystkich wywieźli z obozu. Pewnego dnia lżej chorych też zabrano. Pozostałem tam tylko ja bo nie mogłem chodzić. Straży szpitala został wydany rozkaz, aby nas zabić, jednak wtedy już bardzo się spieszyli i tam nas zostawili. Tydzień zostawili nas całkowicie samym sobie. Kto mógł się poruszać, poszedł do opuszczonej wsi i przyniósł nam trochę żywności.12 kwietnia ukazali się Amerykanie. Kiedy zobaczyliśmy pierwszy amerykański samochód przez okno, wszyscy wstali z łóżek i tak ich powitaliśmy.
81,M. mechanik precyzyjny ur 1925 lat 20, Auschwitz, Fallersleben, Tille (Francja), Dernau, Dora, Nordhausen, Bergen - Belsen,,Zelle
W 1941 roku wywieziono moich rodziców ; od tej pory nic o nich nie wiem. Poszedłem do domu razem z siostra na wakacje wielkanocne- pracowałem w warsztacie mechanicznym w Budapeszcie- i tam zastało mnie wkroczenie Niemców na Węgry. Wkrótce byli u nas żandarmi, zaprowadzili nas do wiejskiej szkoły, następnie do Bustyaházá a stamtąd do getta w Mátészalka. Byliśmy tam przez sześć tygodni. Ja zostałem policjantem, dziennie musiałem po 12 godzin stać na posterunku. Sześć tygodni potem żandarmi zgromadzili nas - musieliśmy wszystko tam zostawić - i eskortowali nas do stacji. Musieliśmy tam wsiąść do wagonów. 75 osób było w wagonie. Woda była w wagonie. Nie było wiadra do celów WC. Byłem starszym wagonu, mogłem po drodze pójść trzy razy po wodę i przyniosłem tyle, ile w wagonie było trzeba. Mieliśmy jedzenie to, które zrobiliśmy sobie sami, a nawet żandarmeria także przemycała nam pożywienie. Przybyliśmy do Auschwitz. Musieliśmy szybko wysiąść z wagonów i pozostawić tam nasze bagaże, przyjęli nas więźniowie i SS. W ciągu kilku minut oddzielono kobiety, mężczyzn, starców, młodych ludzi. Nas młodych i zdolnych do pracy w szyku piątkowym skierowali do dezynfekcji. Tu obcięli nam włosy, zabrali ubrania, a po kąpieli skierowali na bloki. W bloku było nas dwa tysiące ludzi. Dwa dni potem dostaliśmy jedzenie, do tego czasu nie dali nic. Wybrali specjalistów, ja jako mechanik precyzyjny poszedłem do Fallersleben. Tam czekała na nas kawa i ciepły posiłek. Dostaliśmy czyste łóżka i nowe koce. Myśleliśmy, że jesteśmy w Ameryce tak dobrze mieliśmy. Zostaliśmy przydzieleni do produkcji V1. Było tam 300 Żydów, wiele produkowaliśmy, dziennie fabrykę opuszczało 100 V1. Nauczyłem się całej strukturyV1. Wiem, jak rozebrać na części i ponownie złożyć całość. Mistrzowie nie rozumieli tej pracy tak dobrze, jak my więźniowie. To był powód, że mieliśmy tak dobrze. To dobre życie nie trwało długo, ponieważ z Fallesleben skierowali nas do Tille we Francji. Tam również musieliśmy pracować w fabryce, ale fabryka została zbombardowana, więc użyli nas do budowy baraków. Był to bardzo zły los. Pracowaliśmy od 4.30 rano do 21 wieczorem, kopaliśmy w ziemi, budowaliśmy baraki, nosiliśmy kamienie. Dostawaliśmy 1 litr zupy raz dziennie z 5-6-ma ziarnami fasoli, bochenek chleba był na sześciu i dostawaliśmy do tego trochę masła. Dziennie również trzydziestu upadało z głodu. Ilość pracy do zrobienia była założona, jeśli nie zdążyliśmy jej zrobić w ciągu dnia, to musieliśmy to robić dalej w nocy, nawet w deszczu aż to zrobiliśmy. Nasze buty nam zabrali, chodziliśmy do pracy boso, do noszenia kamieni. Jeden z chłopaków uciekł. Dwóch najlepszych przyjaciół - mnie i jeszcze jednego chłopaka – za karę straszliwie torturowali. Nie mogłem się ruszać jeszcze przez tydzień potem, byliśmy na wpół martwi od bicia. Pozostali zostali ukarani w ten sposób, że przez 48 godzin nie dostali jeść. Dwa miesiące później otrzymaliśmy znak życia od naszego zbiegłego przyjaciela. Dołączył do partyzantów, wysłał paczki i listy do nas. Kto zemdlał w pracy, musiał być przyniesiony do rewieru, ale nie mogliśmy mu dać wody bo to już było zabronione. Naloty były na porządku dziennym i tak dostaliśmy się stamtąd do Dernau. Mieszkaliśmy w bunkrze, gdzie ze ścian i dachu spływała woda. Nasza praca była bardzo ciężka. Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie, stojąc, z trzy kilogramowym młotkiem. To było rzeźbienie w betonie. Wiele osób zachorowało , ale nie było lekarza w komandzie. Inżynier wezwał dla nas na pomoc francuskiego lekarza. Ten więcej niż 30% dał blok dla regeneracji sił , tak że do pracy chodziło tylko 100 osób na pełny stan komanda 300 więźniów. Francuzi byli dobrzy dla nas wszyscy, także cywile. Z powodu stałych ataków z powietrza, nie mogliśmy chodzić do pracy, więc zabrali nas do innego obozu. Przez tydzień jeździliśmy tam i z powrotem pociągiem towarowym , a po tygodniu dostaliśmy się do Dora . Dora była największą fabryką V1 i V2 całych Niemczech. Dowiedziałem się wszystkich tajemnic dotyczących produkcji V1 i znam każdą jej część. Tutaj nawet majstrowie nie rozumieli tak jej struktury i my byliśmy ekspertami. Inżynierowie sprawdzali naszą wiedzę i regularnie nas egzaminowali. Kiedy zobaczyli, że wiemy o V1 i V2 tyle co oni sami, nam zlecali robotę a majstrowie byli zajęci tylko tym, ze nadzorowali, czy pracujemy. Nie wiedzieli o mnie, że jestem Żydem, myśleli, że jestem tylko więźniem. V1 w trakcie montażu przechodził na taśmie montażowej przez odpowiednio 45 stanowisk. Jedno na osiem minut. Ja wykonywałem testy urządzenia sterującego. To było ostatnie, 45-te stanowisko na taśmie montażowej. Kiedy byłem gotowy z pracą, inżynier kontroli technicznej przybił pieczęć, że "fertig- gotowe", a następnie ja jednym ruchem psułem urządzenie. Inżynier kontroli (Czech), był tego świadomy, ale nic nie powiedział, przyjmował to milcząco . Majster też wiedział o sabotażu, ale go nie wstrzymał. Gotowe złe aparaty były starannie zawijane w słomę i papier, aby w żadnym wypadku coś nie było nie tak i wyruszały na miejsce przeznaczenia na lotnisku . Zawsze okazywało się , że aparaty są złe. Co to jest za błąd, nie mogli ustalić, ponieważ nie byli specjalistami (inżynierami tylko my byliśmy w fabryce). Gdy pilot ustawił samolot i włączył, samolot utrzymywał się do minuty kilka metrów na wysokości a potem spadał do punktu wyjścia. Niesprawne maszyny wracały do fabryki. Tu ponownie kierowano urządzenie na początek linii produkcyjnej. Badali go na wszystkich stanowiskach i w końcu trafiał znowu do mnie do kontroli aparatu sterującego. Tutaj ja w większości ponownie psułem maszynę, tak, że z nowa pieczątka „ gotowe „ wysyłano ją na lotnisko. Tak to kontynuowaliśmy przez 7 miesięcy. W tym czasie prawie milion aparatów wyszło z fabryki. Co najmniej 60% produkcji zepsułem. Moim pomocnikiem w tej pracy był mój przyjaciel Kahán Dávid, którego przeszkoliłem do kontroli i z wielką protekcją i po ukończeniu udało się go na tym miejscu zatrudnić. Oprócz wyżej opisanego był też inny sposób sabotażu. Na przykład, sabotaż w czasie regeneracji. Maszyny, jak wspomniałem już wcześniej, były prowadzone z jednego stanowiska do drugiego za pomocą przenośnika łańcuchowego. Argumentowałem, że nie mogę w ciągu 8-miu minut zakończyć pracy z maszyną, bo aparat sterujący jest zły i powinien być wymieniony. Na przykład nie jest ustawiony w pozycji zerowej, tak, ze skrzydła nie są ustawione pod prostym katem w stosunku do kadłuba. Mechanizm sterujący miał się ustawić w pozycji zerowej w prawo lub lewo w 18.5 sekundy, jeżeli zabierało to więcej czasu, to trzeba było wymienić mechanizm. Zabierało to 30 minut zamiast ośmiu. W tym czasie przenośnik łańcuchowy nie mógł się posuwać i prace na taśmie zostały zatrzymane. Złe mechanizmy sterujące zostawiałem a dobre wymieniałem i powodowałem tylko stratę czasu. Majster, który wiedział, że robię sabotaż, nie tylko nie mówił o tym z solidarności, ale również dlatego, że często nie rozumiał co robię. Zgłosiłem, że urządzenie należy rozbudować i powinno być wyposażone w torpedo, tym razem majstra nie było w pracy, poszedł odpocząć do swojego pokoju. W tym przypadku mogłem działać swobodnie i psułem co mogłem. Wystarczyło odpowiednio przekłuć małą gumową rurkę lub inne drobiazgi, a maszyna była już bezużyteczna. Nad naprawieniem powstałych uszkodzeń pracowali 15 dni w fabryce. Oczywiście nigdy nie mogli znaleźć problemu, mogłem to znaleźć tylko ja na 45-tym stanowisku, maszyny i tak zawsze wracały do mnie. Była to nie tylko strata czasu dobra do tego, aby spowolnić tempo niemieckiej produkcji wojennej, ale pozwalała także więźniom odpocząć. W czasie gdy łańcuch stał, mogli opuścić taśmę montażową i napić się wody, co inaczej było zakazane, ponieważ nie mogliby opuścić miejsca pracy-a w czasie tych wymuszonych przerw w pracy mogli ze sobą rozmawiać, w ogóle pójście do WC było pod ścisłą kontrolą i trzeba było tam chodzić z cedułą uprawniającą- tym razem było to dozwolone. Zdarzało się , że zamieniałem przewody elektryczne manometru tak, że kierunek na prawo-prowadziłem w lewo i kierunek w lewo prowadziłem w prawo. Taka maszyna przy testach obracała się wokoło, nie szła ani w prawo ani w lewo i pracowała, dopóki było do niej powietrze. Maszyny te zostały zabrane z taśmy montażowej , i przesłane po raz pierwszy do Halle, gdzie zostały rozebrane, a cała produkcja rozpoczęła się od początku. Miało miejsce także czasami, że tak zepsute maszyny, otrzymały znak kontroli technicznej "Fertig- gotowe" i zostały zwolnione z fabryki. Próby fabryczne na lotniskach nie były wykonywane w każdej maszynie, tylko robiono próby statystyczne, częściowe -"Stichprobe" . Nie było więc możliwości, aby takie złe maszyny użyć na lotnisku. Takie maszyny zdejmowali, rozbijały się a potem tylko mogły być używane jako złom. Wystąpił również brak materiałów. Później ochronny nos i brzuch zbiornika paliwa V1 budowano z drewna malowanego na srebrny kolor zamiast metalowych , z napisem "Vorsicht, nicht einfassen- uwaga, nie załączać". Naturalnie taki sabotaż był grą o życie. Podpisaliśmy oświadczenie, że każda maszyna jest bez zarzutu, pod groźbą utraty naszego życia, połowa z nas miała zostać powieszona gdyby wykryto jakieś błędy i nie tylko ten , kto to zrobił, ale całe stanowisko pracy. Wyżsi oficerowie lotnictwa przyjeżdżali do nas do fabryki co drugą noc, aby dowiedzieć się wszystkiego. Oni już tylko mieli do czynienia z gotowymi maszynami i nawet nie badali tajników struktury maszyny , oni chcieli wiedzieć, jak to mają odpalić, innych rzeczy do zrobienia w maszynie nie było. Jeden wielki nalot wysadził obóz. Połączenie kolejowe zostało przerwane, wysyłka zatrzymała się, nie było pracy. Esesmani strzegli nas bez wydawania jedzenia. Nastąpiła jakaś domowej roboty rewolucja a my z całym obozem wyruszyliśmy w drogę i zostaliśmy zabrani do Bergen. Jechaliśmy sześć dni i nocy. Jedzenia nie dostaliśmy. Było nas po 105 osób w otwartym wagonie. W każdym wagonie było od 20 do 25 martwych . Głównie z głodu. Na każdej stacji chowano zmarłych. Ci, którzy jeszcze żyli , ale wyglądali, że nie będą w stanie kontynuować dalej, dostawali od SS strzał w głowę i chowano ich z innymi .SS pozostawili transport w Bergen-Belsen Przejęli nas węgierscy żołnierze. Strzegli nas przez trzy dni. Traktowali nas dobrze, jeść dawali normalnie i pozwalali zabrać to co im zostało z kuchni. Po trzech dniach przekazali nas Anglikom. Anglicy z samochodów rzucali nam czekoladę, papierosy, konserwy, chleb. W tydzień potem zwolnili nas z obozu do cywilnych domów i tam wspaniale zaopatrzyli we wszystko, czego potrzebowaliśmy . Po trzech tygodniach odpoczynku tutaj, przewieźli nas samochodami do Pilzna, z którego pojechałem dalej pociągiem do Budapesztu . Chciałbym pojechać do Anglii lub Ameryki i dostać się do pracy w swoim zawodzie. Będę szczęśliwy aby zastosować moja wiedzę zawodową (produkcja) dla amerykańskiego przemysłu wojennego. Jeśli dostanę jakąś oficjalną pomoc Zachodu , to myślę, że na to zasługuję ze względu na prowadzenie sabotażu . Mój adres: ………
87,3M, szewc ur. 1897 lat 48, szewc ur. 1898 lat 47, krawiec ur. 1909, lat 36, Auschwitz, Buchenwald, Dora, Bergen – Belsen
Wszystkie trzej mieszkaliśmy w Szeklencé. W 1944 roku, wkrótce po wkroczeniu Niemców w połowie kwietnia chcieli nas zabrać do getta Mátészalka. Miejscowi członkowie Rady Żydowskiej poszli do ratuszado Szabados Péter lokalnego sędziego i notariusza, żeby nie iść do getta w Mátészalka ale zostać w getcie w Szeklencé. Taki skierowali wniosek. Koło 20 kwietnia pojawiła się węgierska żandarmeria i żołnierz SS i wezwali nas, abyśmy każdy w kwadrans przygotowali bagaże o masie 50 kg, bo zabierają nas do getta. Biżuterię zabrali dwa dni wcześniej. Podczas wyruszenia nadmiar bagaży zostały za nami na ogrodzie i tak poszliśmy szybko dalej do getta , nie biorąc z sobą ani odrobiny jedzenia. Pewien porucznik z Huszt, który szedł z nami, powiedział, abyśmy pożegnali się z Węgrami , ponieważ już ich nigdy nie ujrzymy. Getto zostało otoczone przez karabiny maszynowe. Było wiele płaczu, bo wszyscy myśleli, że to przygotowują do naszej eksterminacji. Jeden z nas udał się tam i zwrócił się do żandarmów, co chcą nam Niemcy zrobić, na to dostał odpowiedź, że nikt z nas nie może uciec, to nie będzie problemu. W getcie wszyscy byli żywieni na koszt państwa. Byliśmy w getcie 1 miesiąc , a następnie nas przeszukano i poszliśmy pieszo do leżącego o 8 km dalej Száldobos. Po drodze eskortowali nas węgierscy żandarmi, którzy nie patrzyli , czy ktoś jest stary, , czy jest dzieckiem, każdego bili, czasami ręka , czasami kolbami karabinów. Pojechaliśmy do Koszyc, 80 osób było w wagonie. Do granicy nie dostaliśmy ani jeść ani pić, w Koszycach przejęli nas SS, którzy zamknęli drzwi i zadrutowali okna i powiedzieli , że będziemy pracować i zapłacą nam. Podróż trwała dwa dni. Po przyjeździe do Auschwitz , na stacji przyjął nas dr. Mengele. Starych i dzieci skierowali w lewo, nas ustawili i posłali w prawo. Ostrzygli nas, ubrali w pasiaste ubrania i umieścili nas w obozie. Byliśmy tam 3 dni. Jedzenie było bardzo złe. Z Auschwitz poszliśmy z transportem pracy do Buchenwaldu. Byliśmy tam przez 5 dni , nadali nam numery a potem skierowali do Dora / koło Nordhausen /. Tutaj nas posortowali, silniejsi poszli do pracy do firmy Sach a słabszych przypisano do lżejszej pracy. My wszyscy trzej dostaliśmy się do cięższej pracy. Pobudka była o trzeciej rano, potem ustawiali nas w szyku, dostawaliśmy czarną kawę, a następnie wyruszaliśmy pod nadzorem żołnierzy SS i psów policyjnych do pracy. Po drodze jeśli ktoś tylko trochę wyszedł z szyku, SS szczuli psy i tacy byli bici. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Na miejscu pracy w południe dostawaliśmy czarną kawę, 20 dkg. chleba, 2 1 / 2 dkg. margaryny lub trochę kiełbasy i o 21 wieczorem, kiedy wracaliśmy z pracy do domu , dostawaliśmy 1 litr zupy. Zanim rozpoczęliśmy pracę w firmie Sach było nas 1000 osób, w wyniku złego traktowania i wielu niedostatków bardzo wielu ludzi zginęło, tak, że 250 pozostaliśmy. Pracowaliśmy pod nadzorem polskich kapo i SS którzy patrolowali wzdłuż granicy obszaru gdzie pracowaliśmy i jeśli ktoś zatrzymał się w pracy choć na chwilę, był bity gumową pałką. Tu pracowaliśmy od końca maja 1944 do początku kwietnia 1945. Kiedy podeszli Anglicy, załadowali nas do wagonów, każdy dostał po pół chleba i pół konserwy i ruszyliśmy do Bergen-Belsen. W wagonie było po 100 osób. W drodze dostawaliśmy raz dziennie po 0.3 litra zupy. Wiele głodowaliśmy. W każdym wagonie zginęło 20-30 osób. Kiedy dotarliśmy, po prostu ich wyrzucili. Kiedy do Bergen-Belsen przybyli Anglicy , byliśmy już tak zagłodzeni, że zginęlibyśmy wszyscy w ciągu następnych 1-2 dni. Po wyzwoleniu dzicy Rosjanie i partyzanci pobili kapo na śmierć, ale byli i tacy, którym z wielkiego gniewu odcięto ręce i nogi. Każdy z nas starał się zemścić na nich. W końcu musieli ich pogrzebać żołnierze SS w eskorcie brytyjskiej straży. Po wyzwoleniu Anglicy przewieźli nas autami co Celle, gdzie przez 7 tygodni byliśmy dobrze żywieni i po odpoczynku wyruszyliśmy do domu
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)