Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie budowy Riese Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:00, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1572,K, gospodyni domowa, ur 1927, lat18, Birkenau(29-05-44 do 1-01-45 ), Breslau(2 do 16-01-45 ), Gross-Rosen( poł. do koniec-01-45 ), Mauthausen(5 do 10-02-45 ) , Bergen-Belsen ( 20-02-45 do 14-04-45 )
…… Spośród 120 kobiet, które poszły do tego dalszego transportu ;zostały zabite w ten sposób trzydzieści. Również w Gross Rosen, nie pracowałyśmy, ale nie jadłyśmy niesolonego jedzenia, i dawali nam tylko chleb. Dwa tygodnie byłam tam w sprzątaniu pokojów i jako takie, dostawałyśmy dodatek raz w tygodniu . Nasze blokowe były dobre. Spaliśmy na ziemi. Było wiele transportów, w tym wielu z nich było z Węgier. Z Gross-Rosen jechaliśmy 4 dni w otwartych wagonach do Mauthausen, gdybyśmy tam jechały jakieś pół godziny dłużej, wszystkie byłybyśmy martwe. W wagonie było nas 100 osób , prawie każdy mówił od rzeczy; jedzenia mieliśmy bardzo mało, było zimno, padał deszcz i śnieg, wody pitnej nie mieliśmy wcale, ani kropli. - Gdy przyszłyśmy do Mauthausen, byłyśmy dezynfekowane i do tej procedury musiałyśmy rozebrać koszulę i majtki i biec na blok, gdzie mieliśmy na następny dzień dostać ubrania. Także tam byłam w grupie sprzątającej pokoje, nawet tam leżeliśmy na ziemi. Aby do wody byłam w stanie zbliżyć się rzadko, tak wielki był tłum. Pracować nie musiałyśmy. Ponownie poszłam do transportu: Dwa dni i dwie noce stałyśmy w jednym punkcie, narażone na ataki z powietrza ; nie mieliśmy nic do jedzenia. Jechaliśmy w sumie 10 dni i tyle nocy, w wagonach osobowych. Było kilka ofiar śmiertelnych, było niewiele do jedzenia. - W Bergen-Belsen pracowałem trzy dni w grupie noszącej drewno. 4 razy dziennie musieliśmy iść 4 km w jednym kierunku, i tyleż z powrotem z ciężkim ładunkiem drewna na plecach. Od ciężkiej pracy uciekłam do innego bloku, w którym miałam znajomą , która była tam w grupie sprzątającej, i nie musiałam iść do siłowej pracy. Dziewczyny poszły do pracy. Spaliśmy na ziemi i nie było wody ani do picia i do mycia. W ciągu trzech tygodni otrzymaliśmy raz jedną dwunastą bochenka chleba, poza tym dostawaliśmy dziennie po pół litra zupy, ale nic więcej. Dla chleba, dostaliśmy bardzo mało margaryny, na tyle, aby posmarować jedną kromkę. Z tyfusem leżałam trzy tygodnie jeszcze za niemieckich rządów i tydzień za Angielskich . Dwa tygodnie później byłam w Zelle, gdzie spotkałam się z ciotką i kuzynem, a następny tydzień w Hillersleben , gdzie pojechałam. Tam dostałam dobre jedzenie. Dla indywidualnych tras powrotów do domu , otrzymałyśmy odpowiednie dokumenty uprawniające. Z naszej rodziny, z wyjątkiem nas trzech brakowało wszystkich. Chcielibyśmy emigrować do Palestyny.
1608, K, gospodyni domowa, ur 1927, lat 18, Auschwitz (06-44do08-44-3 m-ce ), Hundsfeld (11-44 1 m-c ), Grossrosen ( 12-44 1 m-c ), Mauthausen (01-45 1 m-c ), Bergen – Belsen (28-01-45do15-04-45 )
Mój ojciec pracował w warsztacie szewskim i z tego mieliśmy codzienny chleb, byliśmy biedni ludzie, więc nas tak nie napastowali. Bogatsi Żydzi byli już bardziej wystawieni na prześladowanie. Węgierscy żandarmi wchodzili do mieszkania, domagali się pieniędzy, rzeczy wartościowych i który nie przyznał się, że ukrył rzeczy wartościowe, to go pobili tak, że był na wpół martwy. Wyłamali okna i bogatsi Żydzi nie odważyli się wyjść na ulicę, bo byli napastowani bez powodu. 12-04-44 we wczesnych godzinach rannych przyszli żandarmi i wezwali aby się natychmiast przygotować, bo pójdziemy do getta w Nagyszőlős, nie dali nam wystarczająco dużo czasu, spakowaliśmy trochę rzeczy i żywność tak, że nie mogliśmy nim zastąpić słabego jedzenia z kuchni publicznej. Mężczyzn zabierali z getta do pracy ; wynosili rzeczy z domów żydowskich . W końcu maja załadowali nas na wagony, w każdym jechało po 80 ludzi, mieliśmy mało wody, jedzenia nie dostaliśmy i jechaliśmy bardzo cierpiąc przez 3 dni. Byliśmy stłoczeni, powietrze było nie do zniesienia a żandarmi nie pozwalali, aby podejść do okna, jeśli ktoś tam zauważyli to natychmiast strzelali, dzieci płakały ze strachu i jechaliśmy dalej. Byliśmy zadowoleni, że dojechaliśmy do Koszyc, bo tam żandarmi przekazali nas Niemcom i dostaliśmy choć łyk powietrza i trochę wody. Po trzech dniach dotarliśmy do Auschwitz. Na stacji przy wielkim krzyku SS przeprowadzili selekcję, popędzali i niepokoili kolejkę ludzi, nie słyszeliśmy niczego innego , tylko „los, los- naprzód, naprzód „, byliśmy tak przestraszeni, że nie śmieliśmy nawet się rozejrzeć, tylko szliśmy, i bili tych, którzy nie szli prosto w szyku. Zabrali nas do łaźni i prawie po 3 dniach dusznego powietrza ; pod prysznicem prawie było dobrze, czuliśmy się śmiertelnie zmęczeni, pozbawiono nas włosów, wydali inną odzież, już była noc, kiedy dostaliśmy się do cygańskiego obozu. Ledwo zasnęliśmy i spaliśmy 1 godziną a już była pobudka, jeszcze były wszystkie gwiazdy na niebie, była zima, marzliśmy w cienkiej odzieży, bieliznę dostali tylko niektórzy, ja nie dostałam, tak staliśmy tam 3 godziny, po południu apel był znowu. Selekcja była zawsze w południe, kogo wybrali, szedł do innego bloku. Po miesiącu przydzielono mnie do transportu pracy i przeniesiono w Birkenau do obozu A. stamtąd już chodziłam do pracy w komandzie zewnętrznym. W deszczu i błocie, głodni i pobici, stale pracowaliśmy wśród wrzasków, po 1 miesiącu przenieśli mnie do obozu B, stąd również wychodziłam do pracy w komandzie zewnętrznym. w obozie jeszcze bardziej głodowałam, a byłam już zupełnie bosa, bo miałam złe buty, szliśmy do pracy szybko. Kiedy szłyśmy do pracy a przychodziły transporty, widziałam , że niebo było czerwone od płomieni z krematorium, które zostały wyselekcjonowane z bloku, już nie wracały. Na początku listopada poszłyśmy z transportem pracy do Hundsfeld, tam byłam w komandzie Neumanna, sprzątałam u Niemców, traktowanie było dobre, tylko jedzenia było mało, obóz był czysty i schludny. W grudniu zabrali nas z Hundsfeld do Grossrosen, szliśmy pieszo dwie noce i dwa dni, było bardzo zimno, padał śnieg, marzliśmy po drodze, był brak odzieży, kto nie mógł iść dalej , tego zastrzelili. Kiedy tam dotarliśmy, było tam już więcej ludzi, nas też wzięli. Była tam bardzo zła sytuacja, do pracy nie chodziliśmy , tylko 2 godziny dziennie w bardzo niskich temperaturach musieliśmy stać na apelu. Dziennie na pięć osób był bochenek chleba, rano i wieczorem była czarna kawa, innych ciepłych posiłków nie dostawałyśmy. Tam byłyśmy 1 miesiąc. Koło 20 stycznia zabrali nas z Gross-Rosen do Mauthausen. Tam było jedno krematorium, pewien SS przeprowadzał selekcje. Chorzy nie byli leczeni, ale o ile wiem, byli zabierani do krematorium, bo od tego czasu więcej ich nie widzieliśmy. Tam przez miesiąc bardzo głodowałyśmy, ponieważ tu nie dostawałyśmy nawet chleba, tylko zupę w południe i wieczorem czarną kawę. Kiedy Brytyjczycy podeszli, przewieźli nas z Mauthausen do Bergen-Belsen. W Bergen-Belsen obóz był w środku dużego lasu, było tam co najmniej 60 000 więźniów, i deportowani też tam byli, chodziliśmy do lasu nosić drewno, eskortowały nas kobiety SS z psami, która nie wzięła wystarczająco dużo drewna; poszarpali ja za włosy i bardzo pobili. Bardzo głodowałyśmy , w ostatnich dniach widzieliśmy chleb wcale a tylko raz w południe była zupa, wszy roiły się na nas. Nie było wody i nie mogłyśmy się umyć. Kobiety SS były bardziej okrutne dla nas niż mężczyźni. W dniu 15-04-45 wyzwolili nas Brytyjczycy. Skarżyliśmy się na nasze kierownictwo i Brytyjczycy powiedzieli, że z tymi, którzy byli dla nas źli, możemy zrobić, co chcemy. My im trochę nagadałyśmy. Ci z nas kogo szarpali za włosy, to jej dobrze poszarpali włosy, drugiej obcięli włosy, trzecią rozebrali i oprowadzili trzy razy wokół obozu, ja musiałem mu powiedzieć, żeby tak zrobili bo ja też byłam deportowana i ja też tak szłam. Anglicy natychmiast po wyzwoleniu nas zdezynfekowali, wydali czyste, przyzwoite ubrania, byliśmy strasznie głodni, bardzo byłyśmy osłabione z głodu, dostaliśmy dużo jedzenia i zabrali nas do Bergen, chorych zabrali do szpitala, zdrowi poszli do czystych baraków. Poczułam się znowu człowiekiem. Dobrze że nas uwolnili, bo już myślałam, że to wielkie cierpienie, które przypadło mi w udziale, nigdy się nie skończy. Po kilku tygodniach pobytu w Bergen poszliśmy do Celle, a stamtąd Anglicy przetransportowali nas do domu przez Bratysławę ( Komárom/Komárno) .
1656,K. gospodyni domowa, ur.1918,lat 17, Auschwitz( 22-05-44 do 28-07-44 ) , Breslau(28-07-44 do 22-01-45 ) , Grossrosen( 27-01-45 do 6-02-45 ) , Mathausen( 11 do 13-02-45 ) , Bergen – Belsen ( 24-02-5 do 16-04-45 )
….. W dniu 22 stycznia podeszli Rosjanie, a następnie odeszłyśmy pieszo, szłyśmy 5 dni o porcji chleba. Kto nie był w stanie znieść marszu, ginął od strzału. Było około 300 zmarłych, częściowo z powodu głodu i częściowo zginęli przez mróz. Doprowadzili nas do Grossrosen , miejsca, gdzie okropnie głodowaliśmy. Rano dostawałyśmy po 0.25 litra zupy i ćwiartkę chleba i wieczorem około 22 do 24-tej trochę zupy. Po 10 dniach po wywieźli nas dalej do Mauthausen. Jechałyśmy po 150 osób w otwartym wagonie, więc nie miałyśmy miejsca do siedzenia. Jedzenie dostałyśmy tylko raz na pięć dni podróży. Po drodze wiele osób zginęło, którzy zostali wyrzuceni z wagonów. Stąd po 2 dniach byłyśmy przewiezione dalej do Bergen-Belsen. Jechaliśmy przez 11 dni w zamkniętych wagonach. Raz dziennie dostawałyśmy rację chleba, i dodali trochę masła lub salami. Przez ostatnie 4 dni nie było nic do jedzenia. W Bergen-Belsen umieścili nas w pustych , brudnych barakach na gołej ziemi, bez słomy, koców nie dali. 1500 osób zostało tu upakowanych, mogliśmy tylko usiąść. W niektórych z bloków były prycze , spałyśmy po cztery na , ale również leżeli pod pryczami. Niektórzy ludzie poszli tutaj do pracy. Ja poszłam do pracy, 3 dni nosiłam drewno z lasu. Dziennie dostawaliśmy trochę zupy, , a nawet przez pierwsze dwa tygodnie dostawaliśmy chleba, później już nie. Wszyscy byli zawszeni, szalała epidemia tyfusu, nie było leczenia, ale jeszcze więcej dostaliśmy bicia. W dniu 16 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie.
1666,K, uczennica ur. 1926, lat 17, Auschwitz( 6 m-cy ) , Hochweiler( 4 m-cy ) , Gross-Rosen ( 2 tyg. ),Bergen-Belsen ( ok. 4 m-ce )
….. Tak dotarliśmy do Grossrosen. Dostaliśmy po 25 dkg chleba jako obiad o godzinie 24 w nocy i trochę zupy. Pracować nie musielismy . Leżałyśmy na gołej ziemi, bo nie było innego miejsca. Bardzo dużo musiałyśmy stać na apelu, chorzy także musieli przyjść. Raz pewnej nocy zebrali nas na apel i powiedział nam, że poprowadzą nas dalej. Załadowali nas na wagony, w drodze doznałyśmy ataku bombowego, a wtedy Blockführerin wyskoczyła z pociągu, ale nam zabroniła opuszczać wagony. Kiedy zobaczyliśmy, że bombardowanie zaczyna przybierać poważny kształt, nie przejmowaliśmy się zakazem, wyskoczyłyśmy z wagonów i pobiegłyśmy do miasta. To było szczęście, bo ci, którzy zostają w pociągu , wszyscy zginęli. Trzy wagony otrzymały bezpośrednie trafienie, i było 85 zabitych . Po nalocie Blockführerin rozpoczęła poszukiwania, jak nas znalazła , dostaliśmy straszne bicie. Kiedy dotarliśmy do Bergen-Belsen, zabrano nam wszystko , pozostawiając jedynie cienkiej koszuli . Dziennie przez dwie godziny staliśmy na apelu, i bardzo marzliśmy. Jeśli kogoś brakowało, to musieliśmy godzinami klęczeć w brudzie i błocie na deszczu. Raz dziennie dostawaliśmy po 18 dkg chleba. Tu był straszny brud, mnóstwo ludzi leżało chorych na tyfus, roiło się od wszy, wiele osób zmarło. W każdym pokoju było dziennie ok. 10-20 osób. Leżeliśmy na gołej ziemi, ale nie było można się ruszyć, bo nie było miejsca, aby siedzieć spokojnie. Pracować nie musieliśmy, ale traktowali nas jak psy , ciągle bili i później już nie dawali jedzenia. Ostatecznie 15 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie.
1706,2K, krawcowa ur. 1921, lat 24, nauczycielka ur. 1913, lat 32, Auschwitz ( 1-06-44 do 23-10-44 ) , Birnbäumel(25-10-44 do 23-01-45 ) , Grossrosen( 4 do 8-02-45 ) , Bergen – Belsen (12-02-45 do 15-04-45 )
20-04-1944 zostały wprowadzone do getta Użhorod gdzie było stłoczonych 14.000 Żydów. … W końcu dotarłyśmy do Grossrosen , ale 4 dni później wywieziono nas jeszcze dalej. Pewnej nocy biciem wpędzili nas na otwarte wagony bitą i bez jedzenia ponownie ruszyliśmy dalej. Jechałyśmy otwartymi wagonami przez 4 dni , był ulewny deszcz, jedzenie dali tylko w ostatnim dniu. W zamachu bombowym W Weimarze przeszłyśmy bombardowanie . Na 2000 osób, było 20 ofiar.
Przyszlismy do Bergen-Belsen. Pracowaliśmy w kuchni. Praca była bardzo wyczerpująca, stale pracowaliśmy od pobudki o 3-ciej nad ranem do 22 wieczorem, czasem dłużej, czasem nie było czasu na sen. I personel kuchenny dostawał za to o 3 zupy więcej . W kwietniu oboje zachorowałyśmy : dostałyśmy tyfus. Następnie już nie widziałyśmy chleba przez 3 tygodnie, w ostatnim tygodniu zamknęli wodę . Byliśmy w fatalnym stanie , gdy 15-04-45 Amerykanie nas wyzwolili.
Czekam w domu na męża , a następnie chcemy razem wyjechać do Palestyny.
1748, M, technik-elektryk, ur 1901, lat 44, Auschwitz (8-07-4 do 18-01-45 ) , Gross-Rosen ( 24do26-01-45) , Dachau (30-01-45 do 20-04-45 ) , Mittenwald ( )
……18-01-1945 Rosjanie zbliżył się do obozu i nagle ewakuowali obóz. Mężczyźni i kobiety szli pieszo ok. 100 km w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych , mając niewiele czasu na odpoczynek. Kto upadł na drodze, lub zmęczył się i usiadł, tego dzielni członkowie niemieckiego narodu , żołnierze SS, zabijali strzałem. Trzydzieści procent bezbronnych jeńców zostało w ten sposób zabitych. Załadowali nas do otwartych wagonów i przetransportowali nas bez jedzenia do Grossrosen. Na drodze zginęło do 50% ludzi w wyniku pozbawienia . Dwa dni później wzięli nas do Dachau , gdzie przybyliśmy w stanie zupełnego wyczerpania. Poszliśmy do kąpieli i dali odzież. Leżeliśmy wyczerpani i spaliśmy przez tydzień, pozostali ludzie powoli umierali. Żywności było mało i była zła. Pracować nie musieliśmy, bo byliśmy chorzy. W 3 tygodnie później wybrali z nas 1000 osób, stosunkowo silniejszych ludzi, którzy zostali zabrani do pracy w fabryce cementu w Mühldorf. Nas słabszych przenieśli do innego bloku, w którym każdy dzień dostawaliśmy jedzenie. 21-04-45 załadowali na wagony około 2500 Żydów i wyruszyliśmy stąd w kierunku na Tyrol , jechaliśmy przez 6 dni w warunkach pozbawienia do Scefeldig / Austria /. Kiedy poszliśmy do miasta powiedziano nam, że:.. "Der Krieg ist aus und ihr seid frei- wojna jest skończona a wy jesteście wolni", ale to nie była prawda i SS i mieszkańcy miasta dali nam miejsca i śmiertelnie zmęczeni ludzie musieli przejść przez wysokie góry , 6 km od wsi Nösorn , w czasie sztormowej pogody. Setki zwłok naszych ludzi zostały na tej drodze, ze względu na wpływ wzgórza na i tak już osłabione trudem organizmy. Następnego dnia wróciliśmy ponownie do Scefeldig. Stąd zabrali nas pociągiem w pobliżu. 12 km od granicy austriacko-niemieckiej. Byliśmy tam, nad brzegiem rzeki musieliśmy obozować pomiędzy kamieniami w dużym śniegu. Ci złoczyńcy z SS nadal nas pilnowali. Na szczęście w ciemnościach nocy SS uciekli, a my rozproszyliśmy się po stodołach na sianie. Nazajutrz rano ruszyliśmy dalej do 1.5 km odległej miejscowości Mittenwald. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że SS mieli nas wykończyć w rzece. Mieszkańcy Mittenwald dali nam jeść i powiedzieli, że Amerykanie i Brytyjczycy są już Garmischpartenkirchen. Po południu z największym naszym udziałem w wypędzeniu złoczyńców niemieckich z Mittenwald i tak byliśmy zmuszeni kontynuować podróż w kierunku Klais ( tekst niejasny-przyp. mój ). Tymczasem, wycofujące się niemieckie straże tylne zalecały wycofać się w góry, niemieckie tylne straże starały się uciec od brytyjski placówek. Spędziliśmy jedną noc w górach w niemieckiej straży tylnej , w trakcie były utarczki. Amerykanie przybyli w następny dzień rano. Gdy pojawili się na drodze 500 m od nas, pobiegliśmy do ich i powitaliśmy ich ze łzami w oczach , bo to byli nasi zbawcy.
1757, K, szwaczka , ur 1922, lat 23, Birkenau( koniec 05-44 do koniec-08-44 ) , Langbielau b. Reichenbach ( koniec-08-44 do połowa -09-44 ) , Breslau-Hundsfeld ( połowa-09-44 do koniec-01-45 ), Grossrosen ( koniec-01-45 do pocz. -02-45 ) , Mathausen ( pocz. 02-45-3 dni ), Bergen – Belsen ( poł. 02-45- 1 tyg ), Unterlüss ( koniec-02-45 do 12-04-45, Bergen – Belsen ( 12 do 14-04-45 ).
… Pod koniec stycznia poszliśmy na transport, szłyśmy na piechotę cztery dni i trzy noce bez przerwy na odpoczynek i jedzenie, "silne" musiał ciągnąć wóz, przy czym dziewczyny przewracały się , jak muchy i zostały zastrzelone. Spakowany chleb stwardniał na mrozie i nie mogliśmy go wziąść tak, że jadłyśmy dżem ze śniegiem, smakowało, jak lody. Na 1300 osób mieliśmy 100 zgonów. Wóz z chorymi pozostał na miejscu , znaleźliśmy ich później w Bergen-Belsen. W Gross-Rosen miałem szczęście, otrzymałam przydział do pracy w obozie, mogę za to podziękować starszemu obozowemu , któremu się spodobałam. Byłyśmy razem z 12 kobietami z burdelu, które nie chciały z nami i mieszkać pod jednym dachem, bo były obywatelkami Niemiec ( pochodziły z rdzennych Niemiec ). Zebrałam się na odwagę, aby powiedzieć im w twarz, że na pewno coś musiały popełnić w Rzeszy Niemieckiej, że przenieśli je tutaj, na co odpowiedziały , że one tylko nie chcą mieszkać razem z ( takimi ) klejnotami ( , jak my –przyp. mój ). Były ciągłe apele, poza tym nic nie było tu do roboty. Mężczyźni wyglądali na osoby w bardzo złym stanie . Na początku lutego znaleźliśmy się ponownie w otwartych wagonach, gdzie stłoczone nas po 120 osób w jednym. Ja znalazłam się pod niemiecką, które przyniosły nam koce Zigeuenerdecken. W każdym z wagonów był jeden strażnik. Padał na nas śnieg i jechałyśmy trzy dni. ……
1759,2K, szwaczka ur. 1925 i krojczyni ur 1924, lat 20 i 21, Birkenau(07-44 do pocz.-01-45 ), Breslau(pocz. do koniec 01-45 ), Grossrosen( 02-45, 1 tyg. ), Mauthausen(poł.-02-45, 1 tyg. ) , Bergen – Belsen ( pocz.-03-45 do 14-05-45 )
….. Potem odeszłyśmy z pieszym transportem. To była zima, śnieg sięgał nam często do kolan, koce, które na sobie nosiłyśmy zmarzły na twardo. Trzy dni i trzy noce byliśmy w marszu i spałyśmy tylko jedną nocw stodole. Na całym szlaku raz dostałyśmy kromkę chleba z dżemem, z wyjątkiem racji , którą wydali nam przy wymarszu. Wielu padło w drodze z zimna lub zostało zastrzelonych. Trzeba było ciągnąć w pełni załadowaną chorymi przyczepę samochodową, w pewnym momencie już nie było można i wezwali chorych, aby zeszli. To zaproszenie spełniły tylko dwie osoby , a resztę w liczbie około 40 rozstrzelali. To byli ludzie z odmrożonymi stopami, którzy leżeli zmieszani na przyczepie, kiedy ich wyrzucili. Kiedy rzucali je w dół, aby je zabić; krzyczały. Przed przybyciem do Gross-Rosen, stałyśmy całą noc bez nadzoru w wiosce. Strażniczki poszły teraz do domów aby się rozgrzać i być może przespać się. W Gross-Rosen leżałyśmy w czwórkę na wąskiej pryczy, wiele spało na ziemi. Stamtąd też zostałyśmy ewakuowane. Przez pięć dni jechałyśmy w otwartych wagonach do Mauthausen, a dwa dni byłyśmy zupełnie bez jedzenia. W jednym wagonie , było upchane do siebie do 80 osób. Byli tacy, którzy oszaleli. W każdym wagonie były dwa posterunki straży. Z senności ludzie pokładali się na drugich i chwiali się tam i sam, w zależności od ruchu pociągu, były przy tym krzyki. Strażnicy chcieli strzelać. Dużo mówili szaleni , mówiąc: "Otwórzcie drzwi, bo chcę wyjść!" Dziewczyna ze złamana stopą siedziała na podłodze. Powiedziała, że za swoją złotą obrączkę chce dostać tylko kulę w brzuch. Nie była już w stanie znieść głodu i zmęczenia. W wagonie zmarła starsza kobieta. Wody mieliśmy mało, która została przyniesiona, więc w tłumie połowa została rozlana. W Mauthausen zostałyśmy zdezynfekowane i tam leżałyśmy wprost na podłodze przez następny tydzień. Po trzy z nas dostawały bardzo mały czarny bochenek chleba, zupa, to była czysta woda. Stamtąd jechałyśmy 10 dni w wagonach osobowych do Bergen-Belsen. Prowiant wydali na drogę tylko na trzy dni. Długo stałyśmy w jednym miejscu w czasie bombardowania. Na jednej stacji poszliśmy ze strażnikami do ko kopca z ziemniakami i znalazłyśmy ziemniaki i zabrałyśmy je surowe. Ale nie starczyło dla każdej z nas, wiele umarło z głodu. Z ziemi wygrzebałyśmy korzenie i jadłyśmy je. W Bergen-Belsen było nas w bloku 500 osób, leżałyśmy jedna na drugiej. Trzy razy dziennie szłyśmy do odległego lasu zbierać liście do kamuflażu ( w oryg. dekoracji ozdobnej ) pojazdów wojskowych , który zrobiliśmy w ostatnich dwóch tygodniach przed wyzwoleniem. Z głodu i zimna, byliśmy słabi i chorzy, a na koniec cały obóz dostał tyfusu . Nie było nic dziwnego w tym , że wszy się rozprzestrzeniły ponieważ dniami byliśmy bez wody i nie mieliśmy urządzeń sanitarnych. Nawet w inny sposób, nie było łatwo się myć, ponieważ było nas bardzo wiele. Ci, którzy chcieli się umyć, musieli wstawać o północy i stanąć w kolejce. W naszym bloku było codziennie 20 zgonów , gdy wyszliśmy na zewnątrz, to potykaliśmy się o trupy. Zwłoki były ciągnięte za nogi na kupę zmarłych . Węgrzy ( żołnierze ) byli grabarzami i dostali rozkaz, że po odejściu Niemców mają strzelać do każdego, kto się zbliży do kuchni. Po przybyciu Anglików leżałyśmy jeszcze chore w bloku przez dwa tygodnie, potem zostaliśmy odwiezieni do szpitala w Bergen, gdzie przebywałyśmy przez 6 tygodni. Przez Zella, Hanower, Pilzno i Pragę, poszliśmy z transportem do Budapesztu. Rodzice i dziewięciu rodzeństwa brakuje, wiemy tylko o dwóch wujach . W końcu pojedziemy z naszym wujkiem do Palestyny
1781,K,krawcowa, ur. 1918, lat 27, Auschwitz ( 20-05-44 do 16-11-44 ), Hochweiler (12-44 do 01-44 ), Gross-Rosen (01-44, 10 dni ), Mauthausen ( 3 dni ), Bergen-Belsen ( do 14-04-45 )
Mieszkaliśmy z rodzicami w Kisapsán, gdzie rodzice zajmowali się gospodarowaniem na roli. W marcu 1944 Niemcy rozpoczęli po wkroczeniu prześladowania Żydów. Najpierw nakazali Żydom nosić charakterystyczne żółte gwiazdki. W wiosce mieszkało tylko 20 do 25 rodzin żydowskich, a byli tacy, którzy później po wydaniu tego przepisu wyszli na ulicę bez gwiazd i zostali pobici i pokrwawieni wrócili do domu. Gospodarstwa zostały nam odebrane, na Wielkanoc już zabrali również krowy. Urzędnik był bardzo zły, nie lubił Żydów i sierżant z Sziget i żandarm z Szilágy bardzo obrażali i bili Żydów. W dniu 10-04-44 , w pierwszy dzień po Wielkanocy, zebral nas i zabrali do szkoły; byliśmy tam 2 dni, a następnie wywieźli nas do getta w Mátészalka. Cmentarz znajdował się w getcie, w getcie zebrali tysiące ludzi…. Z Hochweiler poszliśmy do Grossrosen. Poszliśmy tam na piechotę. Marsz trwał 12 dni, na drogę dostaliśmy po 2 surowe marchwie i raz dostaliśmy ciepłą zupę. W Grossrosen byliśmy tylko 10 dni, ale w tym czasie poważnie ucierpiałyśmy. Pobudka była o świcie, wchodził SS i otwierał drzwi, okna i bił wszystkich , nie czekając nawet aż wstaniemy z łóżka i bito nas tam tak, że sytuacja była gorsza niż Auschwitz. Wyruszyliśmy w 1000 osób, a po 10 dniach było nas 570 osób, już po drodze zmarło wiele osób. Z Grossrosen po 10 dniach zabrali nas do Mauthausen. Pojechaliśmy pociągiem, podróż trwała 5 dni, przez 2 dni nic nie jedliśmy i dopiero trzeciego dnia dali chleba i margaryny. Przez 3 dni byłyśmy w Mauthausen a potem wywieziono nas do Bergen-Belsen . Do Bergen-Belsen przybyliśmy w lutym, umieścili nas tam w bloku 1300 osób, z których być może zostało tylko 200 kobiet. 2 dni nie dali jedzenia, czułyśmy się osłabione i mdlałyśmy z głodu. Była duża epidemia tyfusu, dziennie ginęło 40 do 50 więźniów. Zachorowałam na tyfus. 15-04-45 wyzwolili nas Anglicy. Ja nie mogłam już jeść, przyszłam do siebie w szpitalu w Bergen. Dziewczyny mówiły, że Brytyjczycy po wyzwoleniu wysypali nas na proszek, który spowodował , że wszy w pół godziny wyginęły. 6 tygodniu byłam w szpitalu w Bergen, stamtąd zostałyśmy zabrane do Celle, gdzie spędziłam 3 tygodnie. Kiedy wyruszyl czeski transport, ciężarówki zabrały nas do Pilzna, a następnie pociągiem pojechałyśmy do domu. Na razie chcę iść do domu w Kisapsára i czekać, może ktoś z krewnych wróci do domu.
1782, M, drukarz, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 05-44do 06-44), Krakau (06-44 do 09-44 ), Grossrosen (09-44 ), Sonnenberg (10-44 ), Buchenwald (10-44 ), Ohrdruf (10-44 do 12-44 ), Sachsenhausen (12-44 ), Bombemkommando Berlin (12-44 do 01-45 ), Bergen – Belsen (01-45 ), Brenner-Fargo (01-45 do 03-45 ) , Bergen – Belsen (04-45 )
W dniu 19 Kwietnia 1944 pojechałem pociągiem do Mátészalka, oczywiście pod nadzorem węgierskiej żandarmerii. …… Nas załadowano na wagony i wywieźli nas do Gross-Rosen. Musieliśmy się rozebrać na placu apelowym naga i staliśmy tam od czwartej po południu do trzeciej rano. Na szczęście przyszedł Hauptstrumführer i wyjaśnił, że tak nie można postępować z ludźmi i mogliśmy wrócić do naszego bloku. Po raz pierwszy wstaliśmy o trzeciej, dostaliśmy 0.2 litra zupy i staliśmy tak aż do wieczornego apelu. Dla odmiany robiliśmy ćwiczenia sportowe. Później zaczęliśmy wyrównywać teren. Wielu zostało zastrzelonych a pobitych nawet więcej. Potem pojechaliśmy pociągiem do innego obozu w Sonnenberg. Spędziliśmy tam trzy i pół dnia, w czasie których nie dostaliśmy ani jedzenia, ani picia, otrzymaliśmy tylko bicie. Potem poprowadzili nas do Euchenwalde. Tutaj musieliśmy jeszcze jeden dzień pościć , a następnie dali nam trochę jedzenia. Zostaliśmy wynajęci do opróżnienia Truen. Ja zostałem brygadzistą. Dostałem bardzo dziwne i paskudne zadanie, które jednak musiałem wypełnić, jeżeli nie chciałem, żeby mnie zastrzelili. Mianowicie, jeżeli mijaliśmy określonych funkcjonariuszy SS (Arbeitsführer lub podobny) musiałem meldować, że: ". Idzie pięćdziesiąt brudnych , śmierdzących przeklętych żydowskich świń" Oprócz naszej pracy każdego dnia mieliśmy 2-3 godziny apel. Dalej poszliśmy do Ohrdruf. Gdy tam przyszliśmy, nie było tam obozu , my wybudowaliśmy pierwszy. Było nas 3000 mężczyzn i 1000 Hitlerjugend dla nadzorowania nas. Ci bili nas tak, że przewracałem się za każdym razem , gdy mnie zaczęli bić. całym obozie nie było ambulatorium ( rewieru ). Nie było innego wyjścia, człowiek musiał albo żyć albo umrzeć. Później w pewnej stajni zorganizowano szpital, ale nie było żadnych medykamentów ani opatrunków. Także do jedzenia chorzy nie mieli niczego. Tak więc się działo, że obóz był coraz mniejszy. Później ładowaliśmy bomby na pociągi. Raz jedna wybuchła, mieliśmy trzech zabitych. W grudniu wysłali nas do Sachsenhausen. Tam szło nam już dużo lepiej. Byliśmy tam cztery tygodnie, kiedy skierowali nas do Berlina. W Berlinie mieszkaliśmy na Alexanderplatz. Naszą formacje określano jako grupa bombowa Berlin. Natychmiast zostaliśmy zaangażowani do pracy, usuwaliśmy bomby zegarowe. Chcieliśmy przedtem trochę popraktykować i nasze życzenie zostało uwzględnione. Ale to nadal było bardzo niebezpieczne, bo bomby często były głęboko w ziemi i mogło się zdarzyć, że kiedy do takiej przyjechaliśmy, to czas do wybuchu już upłynął. Ale na szczęście nigdy nic nam się nie stało. Po trzech tygodniach wróciliśmy do Sachsenhausen, a stamtąd prosto do Bergen-Belsen. To już był czas, gdy byliśmy już bardzo brudni i musieliśmy zrobić porządek. Zawsze byliśmy w 30, 40 cm głębokości błocie. Cały obóz miał być gotowy w ciągu trzech dni. Dostalismy pół litra zupy w południe, a wieczorem 0.5 litra zupy i 15 dkg chleba. Ale ponieważ często przychodziliśmy później z pracy, nie było już więcej żywności i trzeba było się kłaść spać na głodnego. Po 18-tu dniach poszliśmy do Brenner Fargo. Było nas 3500 ludzi, którzy pracowali tutaj w stoczni. Obóz w przeciwieństwie do BB był bardzo czysty. Mieliśmy sierżanta ( Unterscharführer ) Rebls , który nas za zupełne drobiazgi karał 25 uderzeniami lub więził w bunkrze. Byliśmy tam trzymani jako Żydzi, lecz byli tam też więźniowie polityczni. Rebls był fanatycznym antysemitą. Pewnego razu na apelu musieli się zgłosić wszyscy Żydzi. My także poszliśmy. Rebls był zupełnie wytrącony z równowagi, że w jego obozie jest tylu Żydów.. Nasz Lageraelteste ( starszy obozu ) był dobrym człowiekiem i aby nam pomóc , powiedział że jesteśmy mieszańcami. Rebls wysłał nas z powrotem do Bergen-Belsen. Przyjechaliśmy do bloku, który już w chwili naszego przybycia był pełen zmarłych. Teraz zaczęliśmy mieć apele o trzeciej rano i musieliśmy stać na zewnątrz do drugiej po południu. Ludzie zaczynali chorować i umierali, nie było dla nich pomocy. Także ja osłabłem tak, że nie mogłem chodzić i zachorowałem na tyfus. Niemniej jednak SS zażądał , żebyśmy wynosili zmarłych . Kiedy Anglicy wyzwolili obóz w dniu 15 kwietnia 45, ważyłem 42 kg i miałem 41,7 stopni gorączki. Jak pojawi się możliwość , chcę dość szybko z kolegą jechać do Palestyny bo nikt w mojej rodzinie nie pozostał przy życiu.
1856,2K, gospodyni domowa ur. 1920 i sklepowa ur 1922, lar 25 i i 23, Auschwitz (27-05-44do 27-10-44 ), Birnbäumel (1-11-44 do 21-01-45 ), Grossrosen ( 22-01-45 do 2-02-45 ), Bergen – Belsen ( 8-02-45 do 1504-45 )
…… W dniu 21 stycznia, gdy Rosjanie zbliżyli się do obozu ; został on ewakuowany, ruszyliśmy oczywiście na piechotę, maszerując przez 12 dni. Dziennie dostawałyśmy do jedzenia po 4-5 kawałków ziemniaków, to był cały nasz posiłek, chleba nie widziałyśmy przez całą drogę. Kto nie mógł iść, został zastrzelony, wiele osób zginęło w ten sposób. Spaliśmy w stodołach, deptaliśmy się wzajemnie w strasznym ścisku. W końcu przybyliśmy do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, gdzie spędziłyśmy tydzień, a następnie cały obóz został ewakuowany, bo Rosjan się tam zbliżali. Pojechaliśmy w lutym przez sześć dni w otwartych wagonach, padał deszcz, przeżyliśmy bombardowanie na dworcu w Weimarze.
1882, M, pracownik polowy ur. 1887, lat 58, Kraków (05-08-44), Gross-Rosen (08-44), Gorlitz (08-12-44), Zittau (12-44 do 05-45).
….W sierpniu zabrali nas na zachód, do Gross-Rosen. Tu nasza sytuacja była bardzo dużo gorsza. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia i byliśmy traktowani w najbardziej bestialski i sposób na szczęście trwało to tylko cztery dni. Wysyłali nas transportem do Görlitz. …
1888,K, krawcowa ur.1925, lat 20, Auschwitz (06-44), Krakau ( 07-44 do 09-44 ), Auschwitz (09-44 ), Neustadt ( 10-44 do 12-44 ), Grossrosen ( 01-44 ), Mauthausen (01-44 ), Bergen – Belsen (02-44 do 04-44 )
W -Ukraina Karpackiej deportacje rozpoczęły się w 1940 roku, gdy obszar został zajęty przez Węgrów. Nawet z naszej wsi deportowano ludzi. Mieszkałam w tym czasie tylko z moją dziewięcioletnią siostra, byliśmy osieroconymi dziećmi. Utrzymywałam nas obie z szycia. Mieszkaliśmy w naszym małym domku, który odziedziczyliśmy po naszych rodzicach . Żandarmi nas nie zatrzymali razem z innymi ludźmi, ale sędzia wsi podkreślił, że należy nas również prowadzić, więc my także musiałyśmy odejść. ….. W styczniu wrzuciłyśmy nasze rzeczy na wagon, który potem musiałyśmy ciągnąć. Teraz rozpoczęło się nowe doświadczenie dla nas. Przez cały dzień szłyśmy niemal bez przerwy, w nocy można było odpocząć. Po dziewięciu dniach dotarłyśmy do Gross-Rosen. Tam byliśmy dwa tygodnie. Tutaj były przygotowywane transporty do różnych obozów i nie było pracy. Jeść dostawaliśmy bardzo mało, wiele dziewcząt zmarło tutaj z trudów marszu. Potem wydali nam prowiant na trzy dni i powtórnie załadowali nas na wagony. Na tym jedzeniu , jechałyśmy dziesięć dni do Mauthausen. W drodze było wiele zgonów, ludzie nie mogli już wytrzymać głodu. W Mauthausen było strasznie brudno. Mieliśmy bardzo złego starszego blokowego, który bardzo dużo nas bił , i to wszelkiego rodzaju obiektami. Dostaliśmy trochę jedzenia na drogę i musieliśmy iść dalej. Po dziesięciodniowej jeździe pociągiem przybyliśmy do Bergen-Belsen. To było straszne miejsce. Brud i insekty w niewyobrażalnej ilości. Tu nie było zupełnie żadnego zatrudnienia poza dwukrotnym w ciągu dnia staniem na apelu, w którym musiał uczestniczyć każdy, czy była zdrowa czy chora. Jak tam dotarłyśmy, dostałyśmy do niewielkiej ilości zupy przynajmniej dwa razy po parę dkg chleba, ale potem już było tylko 0.2 litra zupy na dzień. 15 kwietnia 45 w wyniku wejścia Brytyjczyków ; ponownie staliśmy się ludźmi. Niestety dostałam zapalenia płuc i musiałam leżeć sześć tygodni w szpitalu. Potem poszłam z czeskim transportem . Raz zatrzymałem się w Pradze i potem poszłam do Budapesztu. Myślę, że będzie dla mnie najlepiej, jak osiedlę się w Palestynie.
1948,M, handlowiec, ur.1908, lat 37, Auschwitz-Birkenau (15-06-44 do 18-01-45 ), Grossrosen (21do24-01-45 ), Dachau (1do25-02-45 ), Waldlager ( 26-02-45 do 22-04-45)
……. 18-01-45 ewakuowaliśmy się. Następnie poszliśmy pieszo do Grossrosen. Drogę 120-km odbyliśmy w ciągu w ciągu 3 nocy/ dniami odpoczywaliśmy ! / Kto nie był w stanie znieść wyczerpującego marszu i trochę został z tyłu, od był zabijany strzałem. Mnóstwo ludzi tam zostało: Z naszej grupy 4000 ludzi ; do Grossrosen doszło tylko 2500 osób. Byliśmy zupełnie wyczerpani, wszystko porzuciliśmy dla ratowania naszego życia. Dwa dni później, ponownie wyruszyliśmy. W jednym wagonie stłoczyli po 120 ludzi, jednego na drugim. Przeszliśmy niewypowiedziane cierpienia w ciągu 8 dni, aż doszliśmy do Dachau. Ze 120 osób dożyło jedynie 80 osób. W Dachau była kąpiel, dezynfekcja, usuwanie włosów i skierowali nas na blok kwarantanny, gdzie na przestrzeni 5x6m było do 420 ludzi. Po 3-4 leżało na drewnianej pryczy. Wyżywienie: jeden litr zupy, która początkowo była dopuszczalna a następnie została rozcieńczona wodą, 20 dkg chleba i 3 dkg margaryny. Po 24 dniach 1200 ludzi zostało zabrane z transportem, : 200 do Mühldorf, 1000 osób do Waldlager. Tam też ja przyjechałem . Załadowali nas na wagony i następnego dnia dotarliśmy na miejsce. bunkry Umieścili nas w bunkrach. Następnego dnia dostałem się do komanda nocnego , co oznaczało, że przez całą noc mam nosić 50-ciokilogramowe worki cementu. Tu rzeczywiście budowali podziemną fabrykę. Tak pracowałem przez trzy noce, a następnie przenieśli mnie do innej pracy na dziennej zmianie. Do i z pracy musiałem pokonać 15 km dziennie, i to w cienkiej odzieży i w i drewniakach , które utykały w śniegu i błocie, i to było strasznie trudne. Ponadto, również zmagałem się z głodem . 10-03-45 o9.30 rano upadłem w trakcie ciężkiej pracy , a potem SS-Kommandoführer przydzielił mnie na miejsce, gdzie wiał największy wiatr i śnieg, gdzie niczym nie byłem chroniony, i musiałem tam pozostać do godzin popołudniowych. Gdy wróciłem z powrotem, moja noga była spuchnięta, brzuch, twarz, ramię, były opuchnięte tak, że strach było patrzeć na mnie. Miałem obrzęki. Dwa tygodnie leżałem na rewierze, tam dostałem biegunki, która mnie jeszcze bardziej osłabiła. 22-04-45 dostaliśmy rozkaz: zabierają się wszyscy, którzy mogą stanąć na nogi. Koledzy mi pomogli na stacji, tam nas załadowali na wagony po 100 osób do wagonu i wyruszyliśmy bez jedzenia. Po trzech dniach jazdy w wagonach ,w pobliżu dworca w Poing, otrzymaliśmy zawiadomienie od SS , że nie jesteśmy już więźniami, stwierdzili, że jesteśmy wolni i każdy może iść tam, gdzie chce. Nie ma słów aby opisać naszą radość. Wszyscy opuścili wagon i wyruszyli na piechotę. Nie mogłem iść, bo moje nogi były nadal bardzo spuchnięte. Nie czekałem jednak długo, i usłyszałem wielką strzelaninę, ludzie Wermachtu pędzili z powrotem ludzi. Tak zastrzelili wiele osób , również strzelali niektórzy SS. Byliśmy razem w wagonie i skierowaliśmy się w kierunku granicy szwajcarskiej. Ponownie zabrali wszystkich na trzy dni bez jedzenia, w trzecim dniu 26-04-45 transport zatrzymał się na śniegu , ponieważ ze względu na postęp armii USA nie mógł iść dalej. Wycofaliśmy się na dworzec kolejowy Seeshoft, gdzie następnego dnia, 29-04-45 wydany w zeszłym miesiącu na w końcu Amerykanie nas uwolnili. Niestety już było 46 zmarłych w wagonie. Ja sam wyszedłem na pół umarły. Zadbano od razu , żebym dostał zastrzyki, i samochodem przewieziono mnie do miejscowego szpitala. W pociągu obrzęki się zmniejszyły. Później otrzymałem dobrą opiekę w Andorf i w szpitalu w Monachium. Byłem tak osłabiony, że musieli mnie karmić, ważyłem 44 kg wobec poprzedniej wagi 78 kg. Mimo że od wyzwolenia przybrałem już 28 kg, ciągle jestem bardzo słaby i bardzo musze się oszczędzić
1958,K, zawód nie podany, ur 1911, lat 34, Auschwitz ( 20-05-44 do 22-11-44 ), Hundsfeld (25-11-44 do pocz.-02-45 ), Grossrosen ( 12 do 26-02-45 ), Mathausen (28-02-45 do 2-03-45 ), Bergen – Belsen ( 4-03-45 do 15-04-45 )
W Mezőkaszony, miejscowości mojego stałego pobytu, wsi w Karpathenlandzie, było 300 rodzin żydowskich, którzy po opublikowaniu rozporządzenia o gettach na Węgrzech zostali zabrani do getta w najbliższym dużym mieście Beregszász. Moja najbliższa rodzina, z którą przyszłam do getta, składała się z męża i dwójki dzieci, dziewczynki dziewięcioletniej chłopca w wieku siedmiu lat. Mój mąż otrzymał , jeszcze podczas naszego pobytu w getcie, powołanie do pracy w sektorze zbrojeniowym , dla której poszedł do Ungvar . Jego ojciec zmarł ze stresu, związanego z pobytem w getcie. Co się stało z moim mężem, nie wiem, ale powinien on być, jak już zostało tutaj powiedziane, już bezpiecznie być w domu. ……. Kiedy front się zbliżył , obóz ewakuowano i poprowadzono nas do Gross-Rosen. Po drodze, którą musieliśmy przejść pieszo, rozegrały się wstrząsające tragedie. Chore - w liczbie około osiemdziesięciu – zostały bez względu na ich stan położone na wozy rolników, i naturalnie leżała jedna chora na drugiej. Wóz miał być ciągnięty przez więźniarki. Po okresie ciągnięcia wozu przez jeden dzień i jedną noc bez przerwy, dalej już Mie byłyśmy w stanie ciągnąć: nie miałyśmy po prostu siły, żeby dalej ciągnąć wóz z osiemdziesięcioma osobami. Potem nasz starszy obozu, również żydowski więzień, poszedł do komendanta obozu, pewnego SS-Oberscharführera z prośbą, żeby pozwolił, żeby konie ten wóz ciągnęły dalej, a nie więźniarki. Ten oświadczył, że więźniarki nie są już potrzebne do ciągnięcia wozu. Wóz pozostał na miejscu a chore, które były prawie wszystkie w bardzo ciężkim stanie, po prostu pozostawiono własnemu losowi. Do jedzenia nie miałyśmy prawie nic i tak w drodze coraz więcej osób się załamywało, ponieważ ze zmęczenia i wyczerpania nie były w stanie dalej iść. Nie mogłyśmy sobie wzajemnie pomóc, ponieważ byłyśmy tak słabe, że baliśmy się, że jeśli się schylimy, to nie będziemy w stanie się podnieść z powrotem. Dlatego szłyśmy dalej i parzyłyśmy z przerażeniem , jak komendant obozu pozbawiał życia jednym uderzeniem kolby w głowę te osoby, które padły ze zmęczenia do rowu przydrożnego. Wioskę Hundsfeld opuściło 1400 kobiet i dziewcząt ; a nasz cel Gross-Rosen osiągnęło nie więcej niż 850! W Gross-Rosen mieszkaliśmy dwa tygodnie, najprawdopodobniej w celu podreperowania stanu, bo nie musiałyśmy pracować. Po dwóch tygodniach zostałyśmy załadowane na otwarte wagony i wywiezione do Mauthausen. Tam natychmiast odebrali nam odzież i poprowadzili do odwszenia. Naszych ubrań nam nie oddali, ale zamiast tego otrzymał każdy z nas męska koszulę i męskie spodenki, w tej prezentacji mieliśmy apel! Nieuniknioną konsekwencją było to, że wielu z nas dostało zapalenie płuc i ciężkiego przeziębienia, bo apel trwał kilka godzin i tam przypisywali nas do bloku, który mogliśmy znaleźć dopiero po apelu. Po dwóch dniach poprowadzono nas z Mauthausen do Bergen-Belsen. Tutaj naszym zadaniem było przynoszenie drewna z lasu do krematorium. Każdy z nas został zmuszony przez ciosy i uderzenia, do najcięższego obciążenia, które nie mogły przenosić swojego ładunku, zostały zastrzelone. Pewnego dnia zachorowałam na tyfus, ale nie zameldowałam się jako chora, bo nie chciałam iść do szpitala. Więc wolałam pracować z 40 stopniową gorączkią aż upadłam i musiałam zostać przetransportowana do szpitala. Mój strach przed szpitalem był aż nadto zasadny, ponieważ panowały tam wręcz straszne warunki, a przede wszystkim straszny brud. Poza tym było tyle robactwa, że jeden człowiek nie był w stanie tego zwalczyć. Człowiek mógł tylko ocierać wszy z różnych części ciała, nawet pełzały po twarzy, nawet jedząc obiad trzeba było uważać, żeby wszy nie wpełzły w otwarte usta przy połykaniu żywności. Pragnęłam śmierci ze sto razy i pozostałam przy życiu, i może właśnie dlatego przetrwałam , podczas gdy wiele innych osób, miały wielki strach przed śmiercią a umarły w kilka chwil. Przez sześć tygodni znosiłam te wszystkie cierpienia, kiedy dnia 15 kwietnia wreszcie Brytyjczycy weszli do Bergen-Belsen. Byłem jeszcze chora, kiedy nastąpiło nasze uwolnienie. Dostałyśmy prawidłowe jedzenie, i to spowodowało śmierć wielu, bo większość chorych głodowała i rzucili się na chleb i produkty spożywczych, których ich organizm oczywiście nie mógł stolerować. Większość chorych , którzy byli już w drodze do wyzdrowienia, zmarli w rezultacie tego. Po naszym uwolnieniu , gdy w przewidywalnej przyszłości miałyśmy podróż do domu ; przyszłam do Celle, gdzie również przebywałam sześć tygodni, aż tak się wzmocniłam, że mogłam zacząć podróż do domu .
2007, M, rzeźnik , ur 1917, lat 28, Auschwitz ( 5 miesięcy ), Funfteichen ( 20-05-44 do 20-01-45), Gross-Rosen ( 2 tyg), Mauthausen ( 3 tygodnie ), Kinsburg ( 3 tygodnie).
….. W szpitalu byłem od 4-10-44 do 26-11-44. Potem dowiedzieliśmy się, że chorzy są wywożeni do Gross-Rosen do krematorium. …... Więc skierowali nas do Gross-Rosen, szliśmy pieszo około dwóch tygodni. Marsz rozpoczęło 5000 osób, ale tylko 3000 tam dotarło , inni w części umarli z głodu, w części zostali zastrzeleni- ci którzy nie byli w stanie iść dalej. W drodze nie dali nic do jedzenia. Przed wymarszem otrzymaliśmy po pół chleba, trochę margaryny, wędliny i paczkę tytoniu. W Gross-Rosen byliśmy około 2 tygodnie. Regularnej pracy tu nie robiliśmy , co dzień czekaliśmy na transport dalej. Stamtąd poszliśmy dalej do Mauthausen…..
2023, M,rolnik ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 3 dni ), Krakau (3 miesiące), Gross-Rosen(4 dni ), Gorlitz (ok. 8 miesięcy ).
…... Po trzech miesiącach poszliśmy do Grossrosen, gdzie byliśmy tylko 4 dni. Tu tylko nas porozdzielali, nas skierowali do Görlitz…..
2067,K, księgowa ur. 1909, lat 36, Auschwitz (22-05-44 do 20-11-44 ), Birnbäumel ( 27-11-44 do 20-01-45), Grosrosen (31-01-45 do 8-02-45 ), Bergen – Belsen ( 13-02-45 do 15-04-45)
W 1941 roku, Żydzi, którzy nie mieli kontroli nad statusem ich obywatelstwa, zostali zadeklarowani jako cudzoziemcy, bez względu na fakt, że mieszkał tu i urodził się jego ojciec, dziadek. Oczywiście, do innych krajów nie byli przyjmowani, a więc stali się bezdomnymi Żydami. Ja również należałam do tej kategorii. …… Szłyśmy pieszo przez 11 dni, i tylko raz w tym czasie otrzymaliśmy ciepłą zupę. Kto nie był w stanie dalej iść, był zabijany strzałem. Przy wymarszu zabili 90 chorych kobiet. Po przybyciu do Grosrosen zabrali nasze koce i ubrania. 2 dni byłyśmy zupełnie nagie. Byliśmy tu 1 tydzień a potem dostałyśmy długą koszulę i cienką kurtkę i siedziałyśmy w otwartych wagonach. 4 dni i 4 noce jechaliśmy, nie jesteśmy w stanie opisać naszych cierpień. W końcu dotarliśmy do Bergen-Belsen. Tu był niewyobrażalny brud . Wszy wisiały na nas w gronach . Wody nie można było dostać. Był tyfus, z 40 stopni gorączki również musiałam stać na apelu przez wiele godzin. Stale upadałam. Ojciec Blockälteste zatrudnił nas , a więc usunięto nas z szyku i zatrudniono do czyszczenia WC. To uratowało mi życie, bo nie musiałam więcej stać godzinami bez przerwy. Dostałam też trochę więcej jedzenia. Nie jadłem przez kilka dni, ale raczej chleba, bo musiałam otrzymać w zamian za niego pół szklanki wody, tak byłam torturowana pragnieniem. Kiedy Brytyjczycy nas wyzwolili i zaczęłam jeść dobre tłuste pokarmy, dostałam taką biegunkę, że prawie umarłam. Moje nogi i dolna część ciała były tak spuchnięte, że nie mogłam się ruszyć, byłam wypełniona wodą. Spotkałam brata, który był lekarzem, i byłam pod dobrą opieką, dostawałam każdy lek. Ostatecznie po dwóch miesiącach usunęli wodę, trochę podleczyli i wróciłam do domu .Moi znajomi zmarli na tyfus. Więc nikt nie pozostał. Jeden z braci żyje i wie, że w przeciwnym wypadku unieszkodliwiłabym siebie i moje życie, które jest tylko cierpieniem i mnie dręczy.
2071,5K, 3krawcowe, 2 bez podanego zawodu, ur 1923, 1923,1924,1925, nie podano, lat 22, 22,21, 20, nie podano, Auschwitz (28-05-44 do 11-09-44 ), Breslau (14-09-44 do 13-01-45 ), Grossrosen ( 16 do 30-01-45 ), Mathausen ( 3 do 7 -02-45 ), Bergen – Belsen (11-02-45 do 15-04-45 )
Kiedy w połowie kwietnia 1944 r. na Węgrzech zaczęło obowiązywać rozporządzenie o gettach, zostaliśmy wraz z innymi Żydami zabrani z naszego miejsca urodzenia i stałego zamieszkania, do getta w Nagyszöllös, małego miasteczka w Karpathenlandzie z 14 000 mieszkańców . W tym getcie zebrano nie tylko Żydów z Nagyszöllös, którzy liczyli 3000 dusz, ale całą okoliczną społeczność żydowska , która liczyła ponad 10 000 Żydów . …. Musiałyśmy iść pieszo trzy dni i trzy noce w przenikliwym zimnie, i przez cały czas bez jedzenia. Wiele z nas zamarzło lub padło z głodu, a kiedy dotarłyśmy na miejsce przeznaczenia, Gross Rosen, mieliśmy około sześćdziesięciu zmarłych; poza tym było o wiele więcej osób chorych , i kwestia dalszej pracy nie wchodziła w rachubę. Kiedy przybyłyśmy do Gross Rosen w rzeczywistości jedynie 700 więźniarek było jeszcze w stanie dalej pracować, ale nie mieliśmy tu w ogóle pracować , ale najwyraźniej miałyśmy pozostać dwa tygodnie w Gross Rosen dla regeneracji sił, ale tam się nikt o nas w ogóle nie troszczył. Z Gross-Rosen, doszliśmy do Mauthausen, gdzie trzymali nas przez cztery dni i w końcu wyekspediowali do Bergen-Belsen. Drogę zrobiliśmy nie na piechotę, ale jechaliśmy pociągiem, ale mimo to mieliśmy wiele ofiar śmiertelnych. Jechałyśmy w otwartych wagonach i faktycznie nie było żadnej ochrony przed wielkim zimnem miesiąca lutego, niezależnie od tego, że byłyśmy tak słabefizycznie, że nie miałyśmy już prawie żadnej odporności. Dostaliśmy też cały czas, prawie nic lub bardzo niewiele do jedzenia, tak że głód pochłonął wiele ofiar. W Bergen-Belsen naszym jedynym zadaniem było przenoszenie zwłok, co musieliśmy robić cały dzień, bo tam ich były masy. Ofiary padły od niesamowitego brudu, chorób, nie wspominając o całkowitym braku jedzenia. W Bergen-Belsen umierało około 1500 osób dziennie, ale ta liczba podaje raczej wielkość za niską, niż za wysoką. W ciągu dziewięciu tygodni kiedy tam byliśmy, stosy zwłok piętrzyły się jak wieże , bo nawet przy bardzo wytężonej pracy w transporcie zwłok; nie mogliśmy nadążyć za śmiertelnością. W dniu 15 kwietnia Bergen - Belsen w końcu został uwolniony przez Brytyjczyków. Poszliśmy do Celle, gdzie przez trzynaście tygodni regenerowaliśmy siły ; byśmy wreszcie mogły rozpocząć podróż do domu.
2076,2K, uczennice ur 1925, 1929,lat 20, 16, Auschwitz ( 28do31-05-44 ), Krakkó (1-06-44 do 25-08-44 ), Auschwitz (26-08-44 do 27-09-44 ), Neustadt (29-09-44 do 19-01-45 ), Grossrosen ( 28-01-45 do 28-02-45 ), Mathausen ( 2do9-03-45 ), Bergen – Belsen (11-03-45 do 15-04-45 )
Mieszkaliśmy w Sárdikon, koło Nagyrákóc; gdzie było jeszcze tylko pięć rodzin żydowskich . Mój ojciec miał kwitnący dom towarowy, poza tym mieliśmy dom, ziemię, żyliśmy bardzo dostatnio. ….. Potem już oczekiwaliśmy, że inwazja rosyjskiego wojska nastąpi z dnia na dzień, w dniu 19 stycznia miałyśmy być spakowane szybko i wyruszyłyśmy na piechotę. Na drogę dostałyśmy trzy osoby czterokilogramowy bochenek chleba, dodatki. Jechał z nami wóz, gdzie umieściliśmy tych , którzy zachorowali na drodze, w innym wozie wieziono jedzenie dla uczestnikow. Pierwszą noc spaliśmy w stodole 400 osób, nie można było nawet stanąć, nie mówiąc już o leżeniu , były płacze i krzyki. Blockführer bił po twarzach na lewo i prawo, ale ostatecznie wywieziono jakieś kobiety, tak by pasowało. Noce spędzaliśmy w stodołach , było strasznie zimno i potem wyruszaliśmy dalej rano, ale bardzo powoli szliśmy do przodu . Przez całą drogę tylko raz dostałyśmy chleb, w końcu po 9 dniach przybyłyśmy do Grossrosen. To byłyśmy przez cztery tygodnie, i już nas nie przydzielano do pracy, tylko stałyśmy na apelu. Po 4 tygodniach ponownie nas zabrali, poszliśmy do Mauthausen, gdzie spędziliśmy tylko tydzień. Tu zabrali nam całą odzież, przez jeden dzień nie mogłyśmy nawet ubrać, potem wydali nam ponownie tylko sukienki, i wyruszyłyśmy w drogę do Bergen-Belsen. Tu przydzielili nas do pracy, pracowałyśmy przez trzy tygodnie, nosiłyśmy śmieci z kuchni. To było o tyle lepiej , że dostawałyśmy obiad podwójnie, co nam było bardzo potrzebne , ze względu na to, że w Bergen-Belsen wyżywienie było gorsze i mniej niż gdziekolwiek. Chleb dawali tylko jeden tydzień, a potem nie widziałyśmy już chleba. Przydzielili nas do prac w lesie, nosiliśmy drewno do spalania zwłok. Kobiety również nosiły pasiaki, bo się bali, żeby nie uciekły. Było bardzo zimno i marzliśmy. Z powodu bardzo kiepskiego żywienia i małej ilości pożywienia bardzo byłyśmy osłabione, zachorowałyśmy , dostałyśmy duru brzusznego. Kiedy w dniu 15 kwietnia Anglicy nas wyzwolili, leżałam na rewierze, zostałyśmy zabrane do przyzwoitego szpitala, gdzie nas wyleczyli. Potem poszłam ze zdrowymi do obozu a następnie czeskim transportem wróciliśmy do domu, przez Pragę i Bratysławę .Plany na przyszłość: Na razie jedziemy do domu, potem chcemy pojechać do Ameryki.
2114,M, monter wodociągowy, ur. 1917, lat28, Auschwitz (16-06-44do18-01-45 ), Grossrosen (22do 24-01-45 ), Dachau (29-01-45do21-02-45 ), Mühldorf ( 21-02-45 do 26-04-45)
……. 18 stycznia 45 rozpoczęły się ewakuacje piesze. Pieszo gnali nas do # roszlau, gdzie nas załadowali na wagony. Do Grossrosen przybyliśmy kilka dni później, to była powierzchnia magazynowa. Tu po 2 dniach ponownie poszliśmy do pociągu. Upchali po 120 osób w otwartym wagonie, gdzie spędziliśmy 5 dni bez jedzenia i wody. W każdym wagonie było 20 do 30 martwych. W Dachau zostaliśmy poddani kwarantannie przez 3 tygodnie. Tu zginęło wiele osób spośród nas. Jedzenie było kradzione. Kapo byli niemieccy kryminaliści, oznakowani na ubraniu jako bandyci, bili nas pałkami kopali i policzkowali. 3 tygodnie później poszliśmy do transportu, powiedziano mi, że idziemy pracować w fabryce aluminium. Skierowali nas do Mühldorf. Tu najbardziej cierpieliśmy w czasie całej mojej deportacji. Chodziliśmy w najgorszych szmatach, miliony wszy roiło się na nas. Wybuchła epidemia tyfusu plamistego i nie było lekarstw. Kto się zgłaszał jako chory, przypieczętowywał swój los. Chorzy byli bici, dopóki ich nie zabili. Kto dostał się na rewier , uprzednio usuwali mu złote zęby, lub jeśli został pozbawiony wartości ( tekst niejasny-przyp. mój ). Za jeden złoty ząb dawali jedną apirynę. Jednak nie było leczenia, a 80%chorych na rewierze zginęło. W Mühldorf porządek dnia był jak niżej : pobudka o 4 rano, dostawaliśmy pustą czarną gorzka kawę. Potem o 7 –mej rano staliśmy na apelu, a ciosy i kopnięcia były na porządku dziennym. Wielu z nas wyszło stamtąd z poważnymi konsekwencjami nadużyć w traktowaniu. Następnie, szliśmy na miejsce pracy. Cały dzień dźwigaliśmy ciężkie worki z cementem. Majstrowie Organizacji Todta bili nas kijami cały dzień. Kto nie mógł dźwigać worków z cementem wciskali mu głowę do cementu, albo po prostu zrzucali z rusztowania. W południe dostawaliśmy tylko 0.3 litra zupy, pracowaliśmy do 18-tej wieczorem. Wieczorem dawali 30 dkg chleba i 1.5 dkg masła lub sera i 0.5 litra zupy. W ciągu ostatnich kilku dni, dali tylko 10 dkg chleba, ale zdarzało się, że nie widzieliśmy chleba w ciągu 2-3 dni. 26-04-45 ewakuowali obóz. Powiedziano mi, że jedziemy do Tyrolu do innego obozu, z powodu zbliżających się Amerykanów. Niektórzy próbowali uciekać, ale zostali zastrzeleni. Tak zginął mój kolega nazwiskiem Schwarz Béla . Nas załadowali na wagony i przez 5 dni przepychali nas z jednej stacji do drugiej. SS zaczęli uciekać. 28-04-45 w Poing Transportführer nas rozpuścił. Powiedział, że jesteśmy wolni, każdy może tam, gdzie chce , jest koniec wojny. Było nas 2000 ludzi część mężczyzn, część kobiet. Rozproszyli się do najbliższej wsi i lasów. Pół godziny później wojsko i SS zebrało nas ponownie. Transportführer uciekł. Ponad 300 osób spośród nas zostało zastrzelonych a nas ponownie zamknęli w wagonach. Prowadzenie objął inny Transportführer . Otwarcie oświadczył nam: "To jest wasza ostatnia droga, nigdy nie będziecie wolni i w tych wagonach zginiecie". 30 kwietnia w Seehof amerykańskie samoloty zaatakowały pociąg i ostrzelali wagony. Myśleli , że to żołnierze. Na stacji, było działo artylerii przeciwlotniczej, które strzelało do samolotów i dlatego my też dostaliśmy salwę. Ponad 100 zginęło a 600 zostało rannych. Z Seehof skierowali nas do Tutzáng, gdzie następnego ranka Amerykanie nas wyzwolili. W chwili wyzwolenia ważyłem 39 kilogramów i nie miałem już dość siły, aby być w stanie stanąć na nogi. Wtedy już 5 dni nie jedliśmy i gdyby ten stan trwał jeszcze przez 5 dni, cały transport zostałby zniszczony. Z Amerykanami mieliśmy bardzo dobrze. Z Feldafing skierowali nas do Hitler Jugendheim. Kiedy poszłam było tam około. 1000 węgierskich Żydów . Wyruszyłem z czeskim transportem , ale do domu przyjechałem sam.
2152, K, krawcowa ur 1926, lat 17, Auschwitz ( 22-05-44 do 25-07-44), Reichenbach ( 26-07-44 do 20-08-44) , Hundsfeld ( 22-08-44 do 20-02-45), Gross-Rosen ( 24-02-45 do 10-04-45 ), Mauthausen ( 12-19-04-45), Bergen-Belsen ( 27-04-45 do 5-05-45).
……. Stąd wyruszyliśmy w drogę dalej do Gross-Rosen.W najcięższej zimie wyruszyliśmy w drogę pieszo. Na drodze, wiele osób zginęło, lub zamarzło, najbardziej było to spowodowane brakiem płaszczy i tym, że mieliśmy tylko cienkie ubrania. W transporcie było również 106 chorych, którzy w ogóle byli niezdatni do marszu, tych zabrano na wóz, , nie wiem gdzie są. SS stale nas popędzali, była to dla nas straszna tortura, wszyscy byliśmy całkowicie wyczerpani, ledwo staliśmy na nogach. Na drogę - 4 dni - została rozdzielona Racja żywnościowa: po 1/5-bochenka chleba i nic więcej. Jedliśmy śnieg aby zagłuszyć głód. Po 4 dniach cierpień nie do opisania przyszliśmy do Gross-Rosen. Tu w ogóle nie pracowaliśmy. Pewnego ranka przyszedł do baraku Unterschaarführer i bez żadnego powodu pobił nas do krwi. Tu był wielki głód. Racja dzienna: 1/4-bochenka chleba i po 0,3 litra zupy bez zawartości.
Wszyscy o12 –tej w nocy, zostali przydzieleni. Wiele z nas było chorych, wiele osób cierpiących na odmrożenie kończyn, ale większość z nich zmarła ze względu na krańcowe wyczerpanie , głód ponadto od gruźlicy . Na rewie re nie było lekarstw, nie mogli pomóc wielu chorym. Umieszczono nas w drewnianych barakach po 200 do 400 ludzi pod jednym dachem, trudno było się ruszyć . Wiele zwlok spalono w krematorium. Z Gross-Rosen otwartymi wagonami wywieźli nas dalej do Mauthausen. ……
2181,K, buchalterka, ur. 1920, lat 25, Auschwitz (28-05-44 do 12-10-44 ), Weisswasser ( 13-10-44 do poł.-01-45 ), Grossrosen ( 15do22-01-45 ), Horneburg ( 23-01-45 do 20-03-45 ), Neugame (21do31-03-45 ), Bergen – Belsen (1do15-04-45 )
Z getta Ungvar, miejscowości mojego stałego zamieszkania, w którym zebrano nie tylko Żydów z tego miasta, ale z całego bezpośredniego sąsiedztwa , zostałam z rodzicami i trójką braci z naszej rodziny w dniu 28 maja 1944 deportowana do Auschwitz . ….. Musiałam spędzić w obozie B / III pełne cztery tygodnie, aż ostatecznie zostałam zabrana z transportem pracy z Auschwitz. Pierwszym miejscem pracy była Weisswasser w Górnych Łużycach, gdzie pracowałam w fabryce Philips radio. Nie mogę narzekać ani na zakwaterowanie ani na traktowanie a jedzenia było tyle, że nie musiałyśmy głodować. Poza tym praca nie była szczególnie ciężka, także nie byliśmy do pracy napędzani. W połowie stycznia 1945 r. miejscowość ewakuowano przed Rosjanami i musiałyśmy odejść. Szliśmy trzy dni do Senftenberg, gdzie nas załadowali na wagony i wywiezieni do Gross Rosen. Tu nie pracowaliśmy, Gross Rosen to był obóz rozdielczy, gdzie następował przydział do poszczególnych obozów pracy. Mój przydział do pracy nastąpił w ciągu tygodnia i mój transport poszedł do Horneburg koło Hamburga. W Horneburgu znów musiałam pracować dla firmy Philips. Relacje były prawie takie same, jak w Weisswasser: praca niezbyt ciężka, jedzenia na pół wystarczająco, zakwaterowanie odpowiednie, traktowali po ludzku. Pracowałam osiem tygodni w Horneburgu , także ta miejscowość musiała zostać ewakuowana i zostałyśmy stąd zabrane. Zabrali nas do Neugame, obozu koncentracyjnego najgorszego rodzaju. Prawie nie dawali jedzenia, sypali karami jak w Auschwitz i im więcej więźniów zginęło, tym bardziej było zadowolone kierownictwo obozu. Po dziesięciu dniach przeprowadzono nasz transport do Bergen-Belsen. W Bergen-Belsen był horror i udręka , największa w całym czasie mojej deportacji. Warunki jakie tam znalazłam były na granicy nie do pomyślenia horroru . Przede wszystkim Bergen-Belsen był wyraźnym gniazdem tyfusu . O chorych nikt się nie troszczył, pozostawiono ich ich własnemu losowi i to był czysty przypadek, że ktoś wyzdrowiał. Jednakże, inne choroby szalały w obozie, my również byłyśmy leczone na tyfus. Środków zapobiegawczych w ogóle nie było ani śladu, ale wszędzie był brud, tak, że rozwinęło się wiele chorób zakaźnych. Jeszcze więcej ofiar niż choroby powodował głód ; bo o regularnym jedzeniu więźniowie w ogóle nie mogli mówić. Ile osób dziennie ginęło- nie wiem, ale z mojego bloku, w którym było 900 internowanych; dziennie wynoszono od dwudziestu do trzydziestu zwłok, którzy zmarli od głodowego tyfusu. Ponieważ w Bergen-Belsen nie było krematorium a nie można było nadążyć z grzebaniem zwłok , bo codziennie więcej internowanych umierało, dlatego w obozie piętrzyły się góry zwłok. Ja też zachorowałam w tyfusu, ale cudem wyzdrowiałam , a także zadziwiające jest to, ze przetrwałam tydzień w tym w tym najstraszniejszym ze wszystkich obozów, bez utraty mojego umysłu. Gdy Brytyjczycy przyszli do obozu, okazało się że pozostawiony chleb był zatruty. Fakt, że nie zostaliśmy wszyscy otruci, jak to Niemcy zaplanowali, możemy zawdzięczać tylko zaskakująco szybkiemu zajęciu Bergen-Belsen przez Brytyjczyków
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:01, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2195,K, uczennica ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( 27-05-44 do 27-10-44 ), Breslau-Hundsfeld ( 2-11-44do15-01-45 ), Gross-Rosen ( 18-01-45 do 3-02-45 ), Buchenwald ( 7do12-02-45 ), Mauthausen ( 16do20-02-45 ), Bergen-Belsen (1-03-45 do 15-04-45)
Moi rodzice i mój brat poszli do getta, a następnie po 4 tygodniach do Oświęcimia. Do pracy wybrali mnie razem z moja matką. I tu byłam 5 miesięcy. Również spotkałem się z moim bratem, ale dzieliły nas naelektryzowane druty i tylko kilka słów krzyknęliśmy do siebie . Naprawdę był w rozpaczy, że pozostał taki sam. Po kilku dniach go wywieźli i nigdy więcej go nie widziałam. Z transportem dostałam się do Breslau-Hundsfeld, gdzie pracowałyśmy w fabryce broni. Nasza praca nie była szczególnie ciężka, ale dostawaliśmy bardzo mało żywności. Traktowanie było bardzo złe, byliśmy bici, i zawsze tylko mówili do nas w brutalny sposób, nie ważne jak bardzo się staraliśmy. Potem ruszyłyśmy w drogę, 3 dni i 3 noce w marszu, nic do jedzenia w tym czasie nie dostaliśmy. W końcu podnosiłyśmy śnieg z drogi i zaspakajaliśmy głód i pragnienie. Szalała straszna zamieć, jeden człowiek ledwie widział drugiego. W drewniakach było trudno iść w głębokim śniegu, i kto nie mógł dalej iść , siadał na brzegu rowu. Każdy wiedział, co go czeka tym razem; każdy kto już nie mógł wytrzymać tempa był zabijany strzałem. Ale większość z nas już tego nie żałowała. Przez cały czas ani razu nie odpoczywaliśmy, 3 noce, 3 dni spędziliśmy na zewnątrz na mrozie. Gdy Niemcy byli zmęczeni, szli do przydrożnej karczmy, a my staliśmy na zewnątrz, na podwórzu ,to zajmowało 2 godziny. W tym czasie musieliśmy gromadzić siły na dalszą drogę. Nie należy zatem dziwić, że nasz stan zmniejszył się bardzo, bardzo wielu ludzi zmarło. Przybyłyśmy do Gross-Rosen, tam byliśmy 2 tygodnie. Tutaj cały dzień musiałam stać na apelu, i wszyscy traktowali nas bardzo źle. Wreszcie dostałyśmy ciepłe ubranie (bo dotąd mieliśmy cienką letnią sukienkę i w tej zrobiliśmy już długą podróż) i zabrali nas w otwartych wagonach do obozu w Buchenwaldzie. Podróż trwała 4 dni, bardzo cierpiałyśmy w tym czasie. Byliśmy stłoczeni tak, że nie mogłyśmy nawet stanąć, nie mówiąc już o siedzeniu, chociaż nie miałyśmy nic do jedzenia, ani nie miałyśmy wody, myśleliśmy, że utonęłyśmy , nie mogłyśmy tego znieść. Przyjechaliśmy i natychmiast wysłali nas do Mauthausen. Byliśmy tu na 3 dni. Zdezynfekowali nas a potem zabrali nasze ciepłe ubrania, koce, wszystko , co dostałyśmy mniej niż tydzień temu. Stałyśmy w męskiej koszuli i męskich spodniach , zanim Nan oddali nasze ubrania i ruszyliśmy ponownie. Jechaliśmy dalej pociągiem ale po drodze były stale straszne bombardowania, na przykład przed Norymbergą staliśmy 2 dni . Wtedy oczywiście nie dostaliśmy nic do jedzenia. 30 metrów od nas spadły bomby wszystko stanęło w płomieniach, ale nie mogliśmy wyjść z wagonów, które zostały zablokowane z zewnątrz. Jechaliśmy przez Czechy i dostawaliśmy od Czechów chleb i cebulę. Od Niemców nigdy nie dostałam czegokolwiek. Do Bergen-Belsen przybyłam z gorączką i leżałam chora przez długi czas. Bardzo osłabłam, i do tej pory nie wróciłam do sił. To był straszny obóz. Tylko przez pierwsze 3 tygodnie był chleb, a potem była już tylko zupa. Brud był okropny, wszystkie byłyśmy zawszone, nie było wody. Wybuchła epidemia tyfusu, dla powstrzymania której nie podjęto jakiegokolwiek środka zaradczego. Moja mama też była chora na tyfus i zmarła 5 dni po wyzwoleniu. Tak zostałam sama na świecie. Za Brytyjczyków w ciągu 2 dni brud zniknął z obozu, dwa dni potem nie było w obozie pojedynczej wszy. Okazało się, że gdyby Niemcy chcieli, to mogli zrobić tak, aby wiele osób mogło pozostać przy życiu. W Bergen byłam do teraz i wróciłam z czeskim transportem . Nie wiem co będzie, nie wiem co się ze mną stanie.
2202,K, pomoc domowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( ), Hunsfeld (08-44do 01-45 ), Grossrosen (01-45, 8 dni ), Mathausen ( kilka dni ), Bergen – Belsen ( do 15-04-45)
Byłam zatrudniona jako służąca w Koszycach. Wkrótce po inwazji Niemców na Węgry, rozsypało się moje królestwo w pył. Byłam tam sama i tak poszłam do getta w cegielni i tak z niego wyszłam….. W styczniu otrzymałyśmy rozkaz dalszego marszu. Szliśmy przez trzy dni i jedną noc. Jako całkowite wyżywienie na ten czas dostałyśmy po dwadzieścia dkg chleba. W rezultacie, wiele przewróciło się z głodu a inne zostały zastrzelone. W Gross-Rosen, celu naszej wędrówki, poszłam do izby chorych, bo moje nogi zostały całkowicie odmrożone. Po ośmiu dniach zostałam zwolniona z tamtąd i natychmiast wysłana do Mauthausen. Tu spędziłam kilka dni w kwarantannie i ponownie poszliśmy . To był najgorszy obóz z wyjątkiem Auschwitz. Tylko ktoś, kto to widział, może sobie wyobrazić, co to było. Nieograniczony brud a tym samym straszne ilości wszy. Szalała epidemia tyfusu i jej ofiary szły w tysiące zmarłych. Należałam do komanda zewnętrznego i musiałam pogrzebać zwłoki, które w większości już zaczęły się rozkładać. Później zachorowałam sama. Oczywiście, nie było żadnej opieki i pomocy. Jeśli ktoś umarł, to po prostu umarł . Ten masowy grób już nie miał żadnego znaczenia, nawet sami byliśmy jedni do drugich już dość obojętni, choć przecież docierało do nas, co się dzieje wokół nas. Jak 15 kwietnia zostaliśmy uwolnieni przez Anglików, poszłam do szpitala i byłam już traktowana normalnie. Jeśli chodzi o moją przyszłość, nie podjęłam jeszcze decyzji, ale uważam, że najlepiej będzie pozostać za granicą.
2212,K, nauczycielka, ur. 1911, lat 34, Auschwitz-Birkenau (24-05-44do 20-09-44 ), Kurzbach (1-10-44 do 20-01-45 ), Grossrosen ( 30-01-45 do 10-02-45 ), Bergen – Belsen (10-02-45 do 15-04-45 )
….. Mnie dr Mengele uznał za zdolną do transportu tak, że z obozu skierowano mnie wprost do tzw Buna. Przywieziono tu uzbrojoną straż, chciałem wrócić do mojej małej siostry, wtedy Lagerführer wystrzelił w powietrze, nie spotkałam go już potem . W Buná było tu więcej selekcji , tu ponownie Mengele mnie wybrał. Musiałyśmy maszerować nago przed nimi, zwłaszcza sprawdzali świerzb. Tu już było wybranych 200 kobiet, 50 poszło z powrotem. Poszłyśmy do kąpieli , ubrałyśmy się, ponownie był apel, bo dla Niemców to było ważne i staliśmy na apelu głównie rano i wieczorem także na zimnie. Następnie dostaliśmy czarną kawę, a potem upchali nas razem w pokoju , gdzie nie mogłyśmy nawet usiąść. Dwa dni spędziliśmy w takiej sytuacji tragicznej, nie dostałyśmy jeść ani pić, a o dostęp do WC musiałyśmy walczyć. Dwa dni potem przyjechały wagony, na wagony załadowali nas w nocy, wydali prowiant na drogę, dostaliśmy chleb z margaryną, a następnie po dwóch dniach złej jazdy – po 100osób stłoczono w wagonie - dotarliśmy do Trachenberg; tu transport został podzielony na dwie części , nas skierowano do sąsiedniego Kurzbach. Pierwszy dzień zostawili nam na odpoczynek i następnego dnia poszliśmy do pracy. Miałyśmy okopy do wykopania, nie było to bardzo złe miejsce, ale dostawałyśmy bardzo mało do jedzenia. Praca była bardzo nietypowa i trudna. Z góry określono pracę do wykonania, jeśli nie była wykonana , to dalej pracowałyśmy . Tutaj byłam pod nadzorem Werhmachtu . Praca była wykonywana aż do stycznia, a następnie została zatrzymana i skierowano nas do noszenia drewna w lesie . Ta praca z kolei była bardzo ciężka. Nie miałyśmy zwykłych butów, nosiłyśmy drewniaki. Często cztery kobiety musiały nieść takie ciężkie drewno, że nawet pięciu mężczyzn nie mogło tego zrobić. Na szczęście, że tam pracowali francuscy jeńcy wojenni i czasem również pomagali. Musiałyśmy dźwigać drewno na dystansie 8 km, był również przypadek, że pomogli chłopi w lesie, ale musiałam zadbać, aby to nie zostało zauważone. Wieczorem kobiety lądowały rozbite na łóżkach . Przy tym bardzo wielu upadło. Bardzo dużo było chorych w szpitalu i i mieli opiekę pielęgniarską. Ta ogromna praca trwała aż podeszli Rosjanie, a następnie w dniu 20 stycznia otrzymaliśmy rozkaz opuszczenia terenu. Niestety, bardzo mało jedzenia wydali na drogę, bo już magazyny były puste i tak szliśmy pieszo do dziesięciu dni. Raz w drodze dali gorące jedzenie i jeden raz chleb. Poza tym po drodze znajdowaliśmy i jedliśmy surową rzepę i to, co z przechowywanych zbiorów zostało na polu oraz odpady. Dziennie szłyśmy pieszo 12-14 godzin, raz szłyśmy nieprzerwanie przez 24 godziny, ponieważ komendant nie mógł dostać zakwaterowania, śmiertelnie zmęczone weszłyśmy do otwartej stodoły, ja nawet nie patrzyłam, gdzie nas przyprowadzili, ale się położyłam. Więc przyjechaliśmy zupełnie zniechęcone, śmiertelnie zmęczone po dziesięciu dniach wędrówki do Grossrosen. Tu z powodu wielu tutaj zgromadzonych, spałyśmy po cztery z nas na pryczy, cztery razy dziennie stałyśmy na apelu. Te dziesięć dni, zamiast odpoczynkiem, były prawdziwą męką. Tam załadowali nas ponownie na otwarte wagony, było nas 3000 ludzi, wydali trochę żywności , około 30 dkg chleba i 5 dkg margaryny i w zimowym mrozie jechaliśmy 5 nocy i 6 dni do Weimaru. Tu w otwartych wagonach doznałyśmy strasznego bombardowania, strażnicy nie pozwolili nam wyjść, więc bardzo wiele osób zmarło na stacji i wiele z nas było rannych, wzięliśmy ich z nami do Bergen. W Belsen Bergen pod pretekstem dezynfekcji ponownie pozbawili nas odzieży, a zamiast naszego wydali nam zawszone ubrania, do tej pory nie byłyśmy zawszone, ale te ubrania były naprawdę zawszone. Przez czterdzieści osiem godzin nie dostaliśmy nic do jedzenia. 72 osób mieszkało w małym pomieszczeniu. W nocy spałyśmy jak sardynki w puszce tak obliczono miejsce. Staramy się, na próżno się umyć ;to było niemożliwe z powodu przepełnienia. Leżałyśmy na gołej ziemi. Kiedy wybuchła epidemia tyfusu; w takich okolicznościach nie można było uniknąć tej choroby. W moim pokoju przy życiu pozostało 18 kobiet. Taki też był stosunek w całym obozie. Przez trzy tygodni nie dostawaliśmy już chleba . W ostatnich dniach wodociąg został zbombardowany i nie było wody. Ludzie pili wodę z basenu, gdzie wyprali swoją odzież chorzy na biegunkę i ci dostali wysokiej gorączki od tej wody. Więc oczywiście rozprzestrzeniały się choroby, był głód, wszy, świerzb również miał swój udział. To był cud, że wyszłam stąd żywa. Dziennie umierało wiele osób, nie było komu ich zabrać, tak, że kiedy w dniu 15 kwietnia zostaliśmy wyzwoleni, były już góry martwych . Brytyjczycy użyli do ich noszenia Niemców, a nas przeniesiono do innego obozu w Belsen, a ten spalili. W ten sposób udało mi się uniknąć pewnej śmierci, to prawda, że byłam poważnie chora i nadal mam ślady, ale opieka mi pomogła. Nie mam opracowanych planów na przyszłość, chcę wyjechać do Palestyny, ale będę również gromadzić informacje jaka jest sytuacja w domu, czy ktoś jeszcze przeżył i mam nadzieję, że odnajdę moją siostrę.
2234, M, student ur. 1928, lat 17, Auschwitz (3-06-44do10-06-44 ), Fünfteichen (15-06-44do10-12-44 ), Grossrosen (14-12-44do 4-02-45 ), Buchenwald (15-02-45do18-02-45 ), Dora ( 20-02-45do2-04-45 )
…… Byłem tutaj 5 miesięcy, a następnie wyruszyliśmy stąd pieszo dalej. Podróż trwała kilka dni, a dwa razy przez cały czas dostaliśmy czwartą część bochenka chleba na osobę. Przyszliśmy do Grossrosen. To był straszny obóz. Wszy wisiały w ubraniach w grupach, ledwie coś dali jeść i ludzie ginęli w wielkiej liczbie. Jeśli ktoś tam nie przyszedł na przydział obiadu, ponieważ był tak chory i słaby, że nie mógł już stać na nogach, lub jeśli ktoś poprosił o zupę, to był pobity pałką na śmierć. Stamtąd też poszlismy. Umieścili nas w pociągu i jechaliśmy cztery dni . W 4-tym dniu w godzinach wieczornych pociąg zatrzymał się. Obok nas stał pociąg towarowy. Pomyślałem sobie, że to wszystko jedno, czy umrę, czy mnie zastrzelą podczas próby ucieczki. Przeskoczyłem do tego pociągu i ukryłem się tam. 2 dni jechałem do polskiej granicy. W Csensztohová teraz już byłem tak głodny, że nie mogłem tego znieść, wysiadłem i podszedłem do chłopa, zapytałem o jedzenie a potem spytałem gdzie są partyzanci. Poszedłem według jego wyjaśnień i w lesie spotkałem rosyjskich partyzantów , ubranych w cywilne ubranie. Przyłączyłem się do nich, dostałem białą opaskę z czerwoną gwiazdą i broń i zostałem partyzantem. Była to niesamowita radość! Jeżeli w walce z Niemcami miałem się wystawić się na niebezpieczeństo, to było ono równe dla obu stron, nie byłem zamknięty, bezradny i zdany na łaskę Niemców, których nienawidzę wszystkich ! W dzień spaliśmy w nocy poszliśmy do lasu. Wysadzaliśmy pociągi i zapobiegaliśmy jakiejkolwiek pracy przeciwnika. Pewnego wieczoru byliśmy na patrolu i nagle zobaczyłem nadchodzących Niemców. My dwaj byliśmy z przodu, rzuciliśmy broń i pobiegliśmy do przodu. Siedmiu z naszych towarzyszy, którzy byli w bunkrze, nie mogło już nic zrobić, i zostali zabici przez Niemców. Wzięto nas do niewoli i wywieziono do Buchenwaldu jako więźniów politycznych …
2278,K, gospodyni domowa, ur.1927,lat 18, Auschwitz (20-05-44 do 20-10-44 ), Kurzbach ( 23-10-44 do 20-01-45 ), Gross-Rosen ( 27-01-45 do 10-02-45 ), Bergen-Belsen (15-02-45 do 15-04-45 )
….. Kiedy już bardzo zbliżył się front jest bardzo musiałyśmy stąd pilnie odejść. Wyruszyłyśmy stąd i maszerowałyśmy przez 8 dni. Na drogę dostałyśmy bardzo niewiele jedzenia. Noce spędzałyśmy w stodołach i było tak zimno, że nasze stopy przymarzały do drewniaków. Komendant obozu był przyzwoitym człowiekiem i starał się o żywność dla nas. Po długim marszu w końcu przybyłyśmy do Grossrosen . Tu już dostałyśmy się do nowoczesnego obozu, który był kiedyś obozem-aresztem wojskowym dla aryjczyków. Tu nie musiałyśmy pracować, ale stałyśmy tym więcej na apelu. Tutaj też było krematorium, ale tylko zmarłych palono. Dzienna racja żywieniowa: ćwiartka chleba i 2 talerze zupy. Tu było wystarczająco dobrze, bo od tu przebywających w polskiej , węgierskiej i francuskiej odzieży więźniów mogliśmy dostać żywności. W dniu 10 lutego, wyruszyliśmy stąd i w otwartych wagonach zostałyśmy przewiezione do Bergen-Belsen. Podróż trwała 5 dni. Po drodze mieliśmy duży nalot bombowy w pobliżu Buchenwaldu, gdzie stacja została zbombardowana. Na szczęście my byłyśmy na otwartym torze i tak było tylko kilku zabitych i rannych. Tu ja też zostałam ranna, odłamek utkwił mi w nodze. Niestety byli między nami tacy, którym bomba złamała nogę. To było jak pole bitwy. Ranni pozostali w wagonie i jazdę kontynuowano przez kolejne 2 dni. Po drodze kilku rannych zmarło z posocznicy. To była niedziela kiedy dotarliśmy do Bergen-Belsen. Zdrowi poszli pieszo z dworca, rannych transportowano samochodem do kąpieli. Tam znowu wszystko nam odebrali, po kąpieli chorych ze mną włącznie odwieźli do szpitala . W szpitalu bardzo mało dbali o nas, bo było zbyt wielu ludzi, mnie 4 dni później zaczęła boleć noga. Tu pracowaliśmy w fabryce -tkalni. Po wyjściu ze szpitala dostałam tyfusu i leżałam w bloku, gdzie nikogo nie obchodziło, że miałam 40 ° gorączki, musiałam stać na apelu. I nie mogłam jeść, chciałam wody, ale było zamknięte, więc nie miałam nic. Coraz więcej osób miało tyfus i ok. 100 osób ginęło dziennie w bloku, w którym przebywało ok. 800-1000 ludzi. Gdyby tylko trochę później nastąpiło nasze wyzwolenie, może nikt z nas nie pozostałby przy życiu. Wokół były stale bombardowania, w dzień i w nocy wyły syreny i więźniowie stale mówili, że moment wyzwolenia się zbliża , ale nie byliśmy w stanie w to uwierzyć. Pewnego popołudnia, o niczym nie wiedząc, przyszli Brytyjczycy, zabrali nas i wysłali do innego obozu w Bergen i to było wyzwolenie. Moje plany na przyszłość jeszcze nie powstały.
2284,M, ślusarz, ur. 1927, lat 18, Auschwitz (5do19-06-44 ), Jaworzno (19-06-44do21-01-45 ), Gross-Rosen ( 12do26-02-45 ), Dachau ( 1-03-45 do 5-05-45 )
….. Kiedy front zbliżył się bardzo, pewnego dnia o godzinie 21 wieczorem, wyruszyliśmy na piechotę. Szliśmy całą noc aż do godziny 11-tej następnego dnia i przeszliśmy 50 km , i odpoczywaliśmy w pewnym obozie do 17-tej. Byliśmy głodni i spragnieni. Po południu wyruszyliśmy; tamtejsi mieszkańcy stali tam i śmiali się z nas. Dla SS była gorąca herbata i papierosy. Szliśmy całą noc, 50 km, aż dotarliśmy do stacji, gdzie byliśmy trzymani w magazynie. Kiedy wyruszyliśmy z Jaworzna było nas 3700 i 700 osób zmarło w drodze, bo kto nie mógł dalej iść, tego SS-mani zastrzelili. Potem już bardzo cierpieliśmy z głodu. Miejsce w magazynie , w którym nas trzymali mogło być łącznej pojemności na 1000 osób a nas 3000 osób tam zostały upchane. Straszne rzeczy zostały popełnione przez ludzi przeciwko sobie. Gdy którykolwiek z nich dowiedział się, że ktoś ma jeszcze nieco chleba, to osoba ta została objęta kocami, a następnie uduszona, i w taki sposób chleb został mu zabrany. Takich przypadków było ok. 500 w trakcie marszu. Rano dostaliśmy jeszcze trochę zupy i pomaszerowaliśmy dalej. Stale po drodze strzelali do ludzi, aż wreszcie przybyliśmy do Blechhammer , gdzie ludzie włamali się do magazynu , gdzie trzymali chleb. SS nie tolerowali tego długo i i zaczął do nas strzelać z karabinów maszynowych. Wiele osób zostało rannych, a wiele zabili. Stamtąd szliśmy jeszcze dalej przez ok. 3 tygodnie, aż dotarliśmy do Grossrosen. Tutaj spędziliśmy około 2 tygodnie. Ledwo co dostawaliśmy tutaj do jedzenia. Na cały dzień dostawaliśmy 1 talerz zupy cały dzień i 10 dkg chleba. To wcale nie pracowaliśmy. 26 lutego 45 zostaliśmy wywiezieni do Dachau. Byliśmy tutaj do wyzwolenia. Tutaj nie było normalnej pracy, czasem tylko kilka osób zostało wybranych do usuwania gruzu. Silne ataki były na kilka dni przed wyzwoleniem. W dniu 5 maja Brytyjski front się przebił do nas. Niektórym ludziom - w tym jednemu z kierownictwa obozu – udało się uciec, ale nadal wielu zostało złapanych przez Brytyjczyków. Takie było wyzwolenie.
2329, K. uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz(1 dzień ), Płaszów( 4 m-ce ), Auschwitz(1 m-c ), Neustadt( 4 m-ce ), Gross-Rosen( 4 tyg. ), Mauthausen( 5 dni ), Bergen-Belsen (3 m-ce )
W Szilcén żyło 50 rodzin żydowskich i zabrali nas do getta Mukaczewo, gdzie żandarmi postępowali z nami okrutnie. Byliśmy tu miesięcy i przez ten czas nie działa na wszystko. ….. Na drogę dostaliśmy dość . Dziewięć dni szłyśmy pieszo, było bardzo zimno. Butów nie było kurtek też, strasznie marzliśmy, spaliśmy w nocy w stajni. Było tak zimno, że nie mogliśmy utrzymać chleba bo zdrętwiały nam palce. Tak do Grossrosen przybyłyśmy po wielu cierpieniach. Trzy tygodnie tutaj nie musiałyśmy pracować. Mieszkałyśmy w blokach . Zimno było tu nadal. Tu już dużo głodowałyśmy a następnie zabrali nas jeszcze dalej. Gdy jechaliśmy do Mauthausen; były groźne burze śnieżne i padał deszcz. Na drogę wydali tylko chleb. Jechaliśmy przez pięć dni, zmoczeni i wyziębieni i tacy też przyjechaliśmy. Okąpałyśmy się tutaj, dali nam czystą bieliznę, ulokowali w bloku na ziemi. Nasze ubrania wzięli do dezynfekcji , a zamiast tego dali jeszcze bardziej brudne. Dawali nam bardzo zły niesolony chleb, zupa też była niesolona, nie można było tego jeść. Dodatek była mały. Kiedy wyruszyliśmy stamtąd po pięciu dniach "odpoczynku" ; na drogę wydali każdemu chleb, kiełbasę i margarynę. Dziewięć lub dziesięć dni jechaliśmy wygodnie pociągiem osobowym. Na 10 dni, otrzymaliśmy po pół bochenka chleba. My nic nie jadłyśmy przez trzy dni. Długo staliśmy po drodze na jednej stacji, bo pociąg został zbombardowany i nie mogliśmy jechać dalej. Wysiadłyśmy i w inny sposób dotarłyśmy tak jak było planowane do Bergen Belsen. Po przyjeździe wprowadzili nas do otwartego baraku, tam byliśmy półtora dnia. Następnie dostaliśmy się po 220 do jednego bloku. Również tutaj, spaliśmy na podłodze. Spotkałam się z moim bratem, z którym się nie widziałam od rozpoczęcia. Tutaj, niestety, był wielki brud, więc byłyśmy zawszone i ledwo dostałyśmy coś do jedzenia. Nie było chleba przez trzy tygodnie , jedliśmy tylko marchew. Już bardzo głodowaliśmy, gdy przyszli Brytyjczycy. Kiedy się zbliżali węgierskim żołnierzom Niemcy powierzyli funkcję naszych strażników i to było najbardziej bolesne, że oni widząc, że nadchodzi angielski wyzwoliciel strzelali do dwóch dziewczyn i ranili również innych. Nagle usłyszeliśmy wielki szum, Niemcy nadal strzelali i wszedł pierwszy brytyjski czołg, zapewnili nas, że już nadchodzą. Oprawcy okrutnie potraktował nas w ostatniej chwili, bili nas, i gdyby wyzwoliciel przyszedł o dwa, trzy dni później , nie sądzę, żeby ktoś przeżył. Później stwierdzili że 8000 zatrutych bochenków chleba czekało na podział, to był także jeden z powodów masowej zagłady. Straszny obraz otworzył oczy Liberatorom , tylko trupy leżały wszędzie, nieuprzątnięte, ponieważ żyjący nie mieli już ani odrobiny siły . Brytyjczycy przejęli leczenie i tak udało mi się pozostać przy życiu.
2344,M, mechanik ur. 1920, lat 25, Birkenau ( 4do14-06-44 ), Auschwitz ( 15-06-44 do 10-02-45 ), Grossrosen (14do16-02-44 ), Dachau (22-02-45 do 14-03-45 ), Amfing (15-03-45 do 20-04-45 )
W Tiszaújlak mieszkało 220 rodzin żydowskich. Tych, którzy zajmowali się rzemiosłem i handlem zabrano kiedy przyłączano nas do Węgier, a więc byli to w większości biedni ludzie. W kwietniu zebrali nas i wywieźli do getta w Nagyszőlős. ……….. Byliśmy tutaj do lutego, kiedy zabrali nas na piechotę do Grossrosen. Szliśmy przez 3 dni i który nie był w stanie dalej iść, został zastrzelony. W ciągu dnia trochę odpoczywaliśmy na krawędzi drogi, w nocy szliśmy bez przerwy. W Grossrosen wprowadzili nas do obozu, gdzie nie było miejsca, gdzie moglibyśmy usiąść. Tu raz dostaliśmy ćwiartkę chleba, po prostu ją zjadłem. Zostaliśmy tu przez 3 dni, ale nie dali nic więcej do jedzenia.
Załadowali nas na wagony i jechaliśmy przez 6 dni . W tym czasie dostaliśmy po 1 kg chleba i ludzie byli coraz wyraźniej osłabieni. Wielu z nich zmarło . Ci zmarli albo z głodu, albo byli chorzy , nie mogli się ruszyć i ich zduszono, ponieważ byliśmy tak stłoczeni, że nieświadomie tłoczyliśmy się na siebie, ja musiałem się dusić, i nie było powietrza. Przyjechaliśmy do Dachau, tam byliśmy w kwarantannie 3 tygodnie. Tu nie pracowaliśmy, więc dostawaliśmy jeszcze mniej jedzenia. Zawsze dostawaliśmy małe racje , a jeszcze mniejsze też były! Stamtąd pewnego dnia pojechaliśmy pociągiem i skierowali nas do pewnego obozu leśnego ( Waldlager ) koło Amfing. Traktowanie było bardzo złe, dostawaliśmy bardzo mało jedzenia. Rano dostawaliśmy trochę chleba, pół litra zupy w południe i wieczorem też pół litra zupy. Chleb jedliśmy rano i następnego dnia rano dostawaliśmy dwie zupy na czczo. W czasie dnia roboczego nie wolno nam było wyjść poza stację, gdzie przenosiliśmy worki produktów , które były przewożone w zbombardowanych wagonach. W workach były sól, cukier i warzywa , ale nie wolno było zjeść ani odrobiny. Kiedy Amerykanie zbliżyli się, zebrali nas i wyruszyliśmy stąd ; szliśmy do Szwajcarii. Na tej drodze uwolnili nas żołnierze amerykańscy. Do tej pory leżałem w Pilźnie chory na tyfus. Tutaj dowiedziałem się, że moi rodzice i dziewięcioro rodzeństwa zginęli w obozach w Niemczech. Jak będę trochę silniejszy, chcę jechać bezpośrednio do Palestyny, nie chcę tu zostać.
2366,K, krawcowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz (21-05-4 do 25-07-44 ), Hundsfeld (25-07-44 do 4-01-45 ), Grossrosen ( 7do21-01-45 ), Mathausen ( 26-01-45 do 2-02-45 ), Bergen – Belsen ( 12-02-45 do 15-04-45 )
W Benedikt mieszkało 40 rodzin żydowskich, głównie rolników , rzemieślników , kupców. Ojciec miał dobrze prosperujący klep spożywczy, tawernę, kiosk z wyrobami tytoniowymi mogliśmy żyć dość dobrze . Po wkroczeniu Niemców, dzień po dniu przeszukiwali za biżuterią , pieniędzmi , itp.. a po Wielkanocy wyprowadzono nas do getta w Munkaczu mieszcząceo się w tamtejszej cegielni……... Pracowaliśmy tu do 4 stycznia, gdy wojska rosyjskie podeszły, poszłyśmy do Grossrosen. Nasza podróż trwała trzy dni, na drogę nie dali nic. Szłyśmy pieszo dzień i noc, dotarłyśmy na miejsce o siódmej. Ulokowali nas po trzy na jednej pryczy, ale tutaj byłyśmy tylko do 21 stycznia. W tym czasie nie pracowałyśmy , po raz kolejny front się zbliżył ; zabrali nas dalej. Jechaliśmy przez pięć dni w otwartych wagonach, po 160 osób w wagonie, stał jeden drugiemu na nogach, deptaliśmy się, wielu z nas umarło. W czasie jazdy praktycznie nie dostałyśmy żywności, wody nie było, nie wolno nam było wyjść z wagonów. To była straszna podróż, ale w końcu przybyłyśmy do Mauthausen, nie było nigdzie dla nas miejsca, uciekałyśmy z miejsca na miejsce, nigdzie nie można było zostać ; następnie ulokowali nas na ziemi. Byliśmy tutaj przez tydzień, nie pracowaliśmy, wyżywienie było najgorsze z możliwych. Ten obóz był w rzeczy samej obozem dla mężczyzn, my tam byłyśmy tylko dla odpoczynku, a następnie, w dniu 2 lutego poszłyśmy dalej . Jechaliśmy przez dziesięć dni, po 60 osób w wagonie, przez ostatnie cztery dni naszej podróży nie było już nic do jedzenia, kiedy dotarliśmy do Bergenbelsen ; byłyśmy tak słabe, że ledwo mogliśmy chodzić. Byłyśmy brudne i zawszone, wszy mogłyśmy zamiatać, wielu zachorowało na tyfus. Cały czas byłam z moją siostrą, tutaj zmarła na tyfus osiem dni przed przybyciem Brytyjczyków. Prawdziwe stosie trupów leżały wszędzie, trupy były wszędzie, na ulicy, w blokach , wszy były wszędzie. Kto pracował, był w stanie uzyskać przynajmniej trochę rzepy ; byliśmy szczęśliwi, jeśli zdobyliśmy trochę obierek z rzepy. Był brak wody, nie mogłyśmy się umyć , poza tym rzeczywiście siedziałyśmy ze zmarłymi trzy dni. Nikt nie miał siły aby usunąć zmarłych. Nie mogliśmy uniknąć tyfusu, wiele osób zmarło na tyfus. Leżałam tu w szpitalu do lipca ; tymczasem w dniu 15 kwietnia obóz Bergenbelsen został wyzwolony przez wojska brytyjskie . Plany: Na razie przyszłość jest zupełnie niewiadoma, potem może wchodzić w grę wyjazd do Palestyny.
2460,M, kowal miedzi, ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 25-05-44 do 18-01-45 ), Grossrosen ( 01-45, 2 dni ), Dachau ( 26-01-45 do 20-02-45 ), Kaufering (03-45-1 m-c )
Mieszkałem z rodzicami we wsi Ladomoc , 18 marca przyszli Niemcy ;19-tego w moim domu pojawili się żandarmi i doprowadzili mnie do Sátoraljaújhely jako zakładnika. . 18-tego stycznia 45 , gdy Rosjanie byli pobliżu Auschwitz, zabrali nas do Grossrosen. Pieszo szliśmy do Lesslau 2 dni i 2 noce, ale na drogę dostaliśmy po 2 bochenki chleba, 1 kg. konserwy i 3 / 4 margaryny. W Lesslau nas załadowali na wagony i przyjechaliśmy do Grossrosen. Tu byliśmy tylko 2 dni, w drugim dniu raz dostaliśmy ciepłą zupę, a następnie ponownie załadowali nas na wagony i wywieźli do Dachau. Podróż trwała 6 dni, byliśmy głodni i spragnieni, a jedzenie , które dostaliśmy w Auschwitz, było już dawno zjedzone. Podróż była straszna, po 130 –tu stłoczyli w wagonie. Kiedy wysiedliśmy w Dachau, w naszym wagonie było 31 umarłych. Na te 130 osób w wagonie była jedna trzecia Żydów polskich; ci byli tak gwałtowni, że zajęli dla siebie najlepsze miejsca, innych kopali i w związku z tym było 31 ofiar śmiertelnych . W Dachau umieszczono nas w bloku kwarantanny, byliśmy tam przez 3 tygodnie, a następnie wybrano 800 silniejszych ludzi obciążenia i przewieziono do Mühldorf. W Mühldorf pozostało 200 ludzi z transportu, był 1 dzień odpoczynku, a następnego dnia zabrali nas do mieszania cementu w pewnej fabryce samolotów. Praca była ciężka, jedzenia było mało i z tego powodu ludzie umierali. Kiedy zachorowałem , dostałem gorączki 39 ° i dostałem się na rewier. Tego wieczora wywieźli do Kaufering 1000 osób chorych, którzy byli na tym rewierze. W Kaufering byliśmy 3 tygodnie, byliśmy zawszeni, brudni, zmarły setki ludzi . Średnio dziennie ginęło 40 -50 ludzi. Z tego transportu 1000 ludzi pozostało 200 osób żywych . Po trzech tygodniach z rewiru przeniesiono mnie do obozu czwartego, po trzech dniach do obozu pierwszego , tam byłem tylko 4 godziny, a następnie wywieziono nas na stację , załadowano na wagony i wywieziono w kierunku Türkheim. Zatrzymaliśmy się pomiędzy dwoma stacjami , ponieważ stacja była bombardowana. Mieliśmy też nalot, wyskoczyliśmy z wagonów, poszliśmy do lasu, ja wdrapałem się na szczyt drzewa. Stamtąd obserwowałem wszystko. Słyszałem dużo wystrzałów z armat, SS uciekali. Na szczycie drzewa spędziłem całą noc. Pod drzewami tylko piszczały golyok ( tekst niejasny-przyp mój ). Rano zszedłem z drzewa i poszedłem w kierunku głównej drogi. Widziałem jak niemieccy żołnierze SS uciekali w ciężarówce ; Amerykanie strzelali z karabinu maszynowego i całe auto stanęło w płomieniach . Pół godziny później zobaczyłem amerykański czołg i pobiegłem do niego, powiedziałem, kim jestem, wzięli mnie do czołgu i zabrali do Landsberg. W Landsbergu Amerykanie umieścili mnie w mieszkaniu, dali żywności, czekolady, papierosy . Dostałem tyfusu po 6-ciu tygodniach pobytu tam i zabrali mnie do lazaretu w Holshansen gdzie również po 6 tygodniach starannej opieki, mogłem czeskim transportem wyruszyć w podróż do domu. Kilka dni zostanę w Budapeszcie, a potem wrócę do domu do mojej wsi, czy znajdę moją rodzinę .????????
2584, M, szewc ur 1930, lat 15,Auschwitz ( 3 dni ),Płaszowa ( 11 tygodni ), Gross-Rosen (4 dni ), Bolkenheim ( 6 miesięcy ), Dornhau spędził (3 tygodnie do 8-05-45).
…. Z Płaszowa uszliśmy do Gross-Rosen. Tutaj sytuacja uległa pogorszeniu. Żywności było teraz o wiele mniej i było coraz gorzej. Dziennie otrzymywaliśmy jedną czwartą bochenka chleba z margaryną, tochę zupy i nic więcej. Stąd po 4 dniach dostaliśmy się do Bolkenheim. …..
2587,2K, gospodynie domowe, ur 1911,1916, lat 34 i 29, Auschwitz ( ), Hochweile ( ), Grossrosen ( ), Bergen – Belsen ( )
……. Wtedy pewnej soboty, oni powiedzieli: "zabieramy się stąd”, i dali nam po dwa buraki pastewne i wyruszyłyśmy w drogę. Przeszłyśmy cztery dni na dwóch burakach pastewnych i nie wydano nic do jedzenia. Tak dotarliśmy do Sreelap ( Sprawdzić Środa Śl?-przyp mój ). Tutaj była wojskowa kuchnia, gdzie bardzo nas żałowali i dali trochę zupy z kaszy jęczmiennej. Stąd poszłyśmy dalej do Grossrosen , po pas w śniegu, ale tutaj Rosjanie byli już bardzo blisko. Musieliśmy również ciągnąć dwa wozy przez 12 dni, w których był niemiecki sprzęt i bagaże eskorty, a nas popędzali jak zwierzęta. Czasami od ludności cywilnej dostaliśmy coś do zjedzenia a w godzinach wieczornych, gdy odpoczywałyśmy w stajni, kradłyśmy buraki pastewne. Nie mieliśmy wody, więc jadłyśmy z pragnienia śnieg. Kto nie mógł chodzić, od razu był zastrzelony. Tak dotarłyśmy do Grossrosen. Tutaj sytuacja była bardzo zła, bardzo złe były nadzorczynie, dużo nas biły. Byliśmy tutaj 12 dni. W południe dostałyśmy kapuśniak i 20 dkg chleba. Załadowali nas tu na otwarte wagony po 80 osób w wagonie, wśród strasznego deszczu. Ginęłyśmy . Jechałyśmy przez cztery dni bez jedzenia i picia. W drodze dużo zmarło, ale również przeszłyśmy bombardowanie w którym również były ofiary poza śmiercią głodową. Tak dotarliśmy do Bergen-Belsen. To był obóz zagłady. Obóz był tak brudny i zawszony, że jest to nie do opisania. Leżałyśmy na ziemi, sto ludzi w pokoju 6 x 4 m. Panował tyfus, dziennie w bloku ginęło co najmniej 20 osób. My te zwłoki wynosiliśmy, układali w sterty i tak leżały , bez pochówku 2-3 tygodnie. Przenikliwe smród był. O chorych nikt się nie troszczył, lekarstwa były niedostępne. W dniu 15 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie .
2605,M. tokarz żelazny ur 1909, lat 36, Birkenau ( 30-06-44do7-07-44 ), Auschwitz (7-07-44do18-01-45 ), Grossrosen (21do23-01-45 ), Dachau (29-01-45 do 20-04-45 ), Mittenwald-Seefeld ( 30-04-45 )
Do 1939 roku, gdy obowiązywało dotychczasowe prawo dla Żydów; pracowałem w Budapeszcie w spółce tam zarejestrowanej; jako jej kierownik. Następnie poszedłem do Fabryki Maszyn w Kecskemét jako uczeń tokarz. I nie był to obóz pracy, ponieważ pracował w fabryce amunicji i został zapisany jako pracownik przemysłu zbrojeniowego. Jako tokarz uczeń musiałem zmniejszyć potrzeby i żyłem z niewielkiego dochodu, dopóki Niemcy nie doszli do Węgier. Potem opuściłem fabrykę, bo nie chciałem się dostać na plakaty i pojawiłem się w Budapeszcie. Rozejrzałem się i znalazłem się w sytuacji i nastroju, i doszedłem do przekonania, że będzie lepiej na wsi i wróciłem do Kecskemét. Tam podjąłem się pracy dla obrony, udałem się na Izsák, które administracyjnie należy do Kecskemét. Byłem tu ok. 6 dni i na wniosek żandarmerii przyszedłem z moją żoną do jednej z cegielni w Kecskemét. W jednym wagonie ścisnęli po 56 mężczyzn . Na drogę wydali chleb i dżem. Deportacja w Kecskemét kierował kapitan Zöldi, znany z szorstkiego i brutalnego sposobu jej przeprowadzania. Do Koszyc wyruszyliśmy pociągiem, tam przejęli nas Niemcy, w drodze bardzo cierpieliśmy z głodu a wodę dostaliśmy za ciężkie sumy pieniędzy.
Pociąg przyjechał do Birkenau. Jak wyszliśmy, natychmiast oddzielono kobiety od mężczyzn, starców od młodych ludzi. Potem kąpiel, strzyżenie. Tego wieczoru wysłuchaliśmy informacji, bezpłatnego wykładu, który powiedział nam, że jesteśmy w obozie koncentracyjnym, a kto ma buty, biżuterię lub złote zęby w ustach , to powinien to wydać, w przeciwnym razie będzie to stanowiło problem. Oto, co się wydarzyło.
W jednym baraku było nas 1000-1200 ludzi, był to był tzw. barak rzemieślników. Ze względu na zawody w ciągu 2 tygodni poszliśmy na transport do Auschwitz.
W Auschwitz 3 tygodnie byliśmy w kwarantannie, potem poszedłem do pracy, a bardzo ciężkie prace robiliśmy. Były różne prace masowe : rozładunek wagonów, roboty ziemne, budowa dróg, etc. Po trzech tygodniach skierowano mnie do komando rzemieślników, gdzie miałem przyzwoite rzeczy do zrobienia. Pracowałem jako hydraulik do końca stycznia. O okresie tym nie mogę powiedzieć nic szczególnego, bo traktowali nas najlepiej w całym obozie. W dniu 18 stycznia wyruszyłem z transportem ; do którego również mnie przydzielono ; w kierunku Grossrosen,. Podróż trwała 3 dni, w czasie których jechaliśmy w zamkniętych wagonach. Na trzeci dzień otwarli wagony w Grossrosen. Tu spędziłem dwa dni, podczas których nas pobili . Stąd zaledwie 2 dni później ewakuacja była kontynuowana przez Żydów, około. 2000 osób pojechała do Dachau, reszta nie wiem, gdzie poszła.
Sto osób zostało wtłoczone na wagon, w którym byliśmy z takimi ograniczeniami , że nie mogliśmy tego znieść . Jedzenie było dość minimalne ; byłoby to wystarczające na jeden dzień ale myśmy jechali w długą podróż do 6 dni. Gdy przybyliśmy do celu tylko 68 osób żyło , 32 zginęły w otwartym wagonie .
W Dachau ja nie pracowałem, cały czas byłem w obozie kwarantanny, gdzie jedyną moją pracą było tępienie wszy. Tam wszyscy mieliśmy tyfus ,a na rewier szedł tylko ten, kto był bardzo chory. Tu w kwarantannie dziennie ginęło od 40 do 50 osób. Gazowania w tym czasie już według mojej wiedzy nie robili, tylko palono zmarłych .
Z Dachau 20 kwietnia przynieśli nas dalej w Alpy, ale dalej do Seefeld ( sprawdzić nazwę , przyp. mój ) już nie przyszliśmy. W Mitterwald po 10 dniach - 30 kwietnia - wojska amerykańskie nas wyzwoliły. Od tej pory było dobrze.
2657, M,tapicer samochodowy, ur.1913, lat 32 , Birkenau ( 3do6-07-44), Auschwitz ( 6-07-44 do 18-01-45 ), Grossrosen ( 3-02-45), Bolkenhain ( 13-02-45 ), Hirschberg ( 10 dni ), Buchenwald ( 9 dni ), Krahwinkel ( 2 tygodnie ), Buchenwald ( 11-04-45 )
… W dniu 18.01.1945. ewakuowali obóz. Tych, którzy pozostali, byli w dobrej sytuacji, bo Rosjanie wkrótce ich zwolnili. Po dwudniowym marszu pieszym dotarliśmy do Loslau. W drodze ci, którzy nie poruszali się dość szybko, zostali zastrzeleni. To bardzo zmniejszyło nasze szeregi. W Loslau wsiedliśmy do pociągu i po półtoradniowej podróży przyjechaliśmy do Grossrosen. Tu było zebranych strasznie dużo osób z ewakuowanych , znajdujących się w pobliżu obozów, a ludzie byli stłoczeni. Nie mogliśmy ani leżeć, ani stać, ani siedzieć. Oczywiście, spać się nie dało. Często budzili w nocy o drugiej na zupę. Racja była 1/3 litra zupy na człowieka. Chleb był , ale rzadko. Należy również zauważyć, że wielu z więźniów z Grossrosen było w bardzo złym stanie. Tych słabych codziennie ginęło 60-80 osób, byli zabijani zastrzykiem, potem wynoszono ich na śnieg i później zabierano ich do krematorium. Lekarze zabijali zastrzykiem, ale nie wiem czym. Zabijani widzieli siebie. Czułem, że w Grossrosen wybuchnie epidemia tyfusu, w związku z tym zgłosiłem się jako ślusarz do Bolkenheim……
2925,K, gospodyni domowa, ur. 1917, lat 28, Auschwitz (06-44do12-44 ), Breslau ( 01-45 ), Grossrosen (01-45 ), Mauthausen ( 02-45 ), Bergen – Belsen (02-45do04-45 )
Węgierska żandarmeria odstawiła nas do getta w Técsö. Mój mąż został bardzo pobity już po drodze ; zupełnie bez powodu. Bardzo brzydko zachowywali się chrześcijanie w naszej wiosce. Gdy moje dzieci były w drodze ; nie wstydzili się dorosłych kobiet i rzucali w nie kamieniami , więc po pierwsze musiałam trzymać dom zamknięty po pierwszym takim upokorzeniu, a po drugie, musiałam unikać ewentualnych urazów. W Técsö zostaliśmy całkowicie splądrowani. ……… Ogólnie rzecz biorąc, była nawet zasada, że wytatuowani nie idą do komory gazowej, ale naturalnie nie było to prawdą. W styczniu przyszłyśmy do pewnej fabryki amunicji. Umieścili nas w małym obozie tylko na 1200 kobiet. Nasze życie w ciągu tych dwóch tygodni było tutaj bardzo spokojne. Potem ruszyłyśmy do marszu i szłyśmy pieszo cztery dni i cztery noce bez przerwy, aż doszliśmy do Gross Rosen. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia, staraliśmy się nasycić śniegiem. Wielu ludzi zamarzło na śmierć na drodze, bo byliśmy bardzo mizernie ubrane. Byliśmy boso i musiałyśmy sami ciągnąć duży wóz który był załadowany pakietami Niemców. W Gross-Rosen byliśmy tylko dwa tygodnie. Tu też niemiecki bestie wymyśliły dla nas dodatkowy ból. Skąpy obiad był wydawany w nocy . Przed dalszą wyprawą otrzymaliśmy dwanaście osób jeden bochenek chleba, a następnie umieścili sto osób w otwartym wagonie. Bez niczego do jedzenia lub picia jechaliśmy sześć dni……
2945,M, uczeń, ur. 1930, lat 15, Auschwitz (25-05-44 do 16-01-45 ), Babitz (17-01-45 do 1-02-45 ), Grossrosen (4do28-02-45 ), Buchenwald ( 1-03-45do 6-04-45 ), Dachau ( 27do29-04-45 )
…… W tym roku w połowie stycznia, z powodu zbliżenia się frontu ewakuowali obóz. O ile mi wiadomo to tylko chorzy tam pozostali. 20.000 ludzi wyruszyło stąd do Gross-Rosen. 3 dni szliśmy pieszo i pół dnia jechaliśmy w otwartym wagonie, aż dotarliśmy na miejsce . Szliśmy w nie do opisania cierpieniu. Kto w drodze nie wytrzymał tempa, tego zabijali strzałem. Piekielnie cierpieliśmy z głodu, bo przez cały czas nie dostaliśmy nic innego, poza jednym chlebem i margaryną. W Gross Rosen nie było pracy , byliśmy kwarantannie przez 3 tygodnie. W barakach nie było miejsca dla nas , tam na świeżym powietrzu stale leżeliśmy. Chociaż był rewier, ale prawie nie było lekarstw, nie było sposobu, aby się wyleczyć, więc każdego dnia setki ludzi ginęło od biegunki i w wyniku krańcowego wyczerpania. Po 3 tygodniach dostaliśmy się do Buchenwaldu, gdzie mieszkaliśmy w drewnianych barakach. Praca nie było, wyżywienie było minimalne. Tutaj też było wiele ofiar tyfusu i biegunki. Traktowanie było bardzo złe, niemieccy starsi blokowi stale nas napastowali bez powodu. Około 4 tygodni później znowu poszliśmy dalej i dostaliśmy się do Dachau. Jechaliśmy w otwartych wagonach, po 40-50-ciu w wagonie , później dodali 40- tu, nie można było nawet się ruszyć . Na podróż w ogóle nie dostaliśmy żadnej żywności, więc bardzo cierpieliśmy także z głodu . Potem linie kolejowe były zbombardowane prawie wszędzie, na pewnej stacji staliśmy 5-6 dni. W drodze wielu zmarło, rozładowano ich dopiero po przybyciu do Dachau. Po 3 tygodniowej podróży przybyliśmy do Dachau. Tu nas natychmiast wprowadzono na rewier, bo prawie każdy był chory. 2 dni później przyszli nasi zbawiciele, amerykańscy żołnierze, którzy nas wyzwolili . Duża część esesmanów została zastrzelona. Dostaliśmy najlepsze jedzenie, zdezynfekowali nas i zatrzymaliśmy się tam jeszcze kilka miesięcy na rekonwalescencję , aż byłem w stanie węgierskim transportem wyruszyć do domu. 9 dni jechaliśmy przez Czechy. Czeska ludność w podróży dawała nam jedzenie, ubranie, zachowywali się w stosunku do nas w sposób wzruszający. Plany na przyszłość : Chcę jak najszybciej emigrować do Ameryki do moich krewnych.
3105,M, ślusarz narzędziowiec, ur 1924, lat 21, Auschwitz (4-06-44do18-01-45 ), Grossrosen (21-01-45do15-02-45 ), Flossenburg ( 19-02-45do14-03-45 ), Poking (18-03-45do5-05-45 )
1-04-1944 dołączyłem do szkoły kadetów w Oradea, po 4 tygodniach wprowadzono mnie do getta. Tam w getcie znalazłem już moich rodziców i siostry, jedzenie było całkiem zwyczajne. Getto leżało w najpiękniejszym miejscu w mieście, ale byliśmy bardzo stłoczeni, bo byliśmy 10 osób w bardzo małym pokoju i tuż obok siebie byliśmy na ziemi. ……. 18 stycznia obudziliśmy się pewnej nocy i usłyszeliśmy bombardowania i strzelania z bliska, odgłosy katiusz i rozeszła się wiadomość, że Rosjanie są blisko. W międzyczasie było bombardowanie bombowych, a rano zaczęły krążyć plotki o ewakuowacji, bo Rosjanie są blisko. Wszyscy musieli w kolejce przejść przez kuchnię , każda osoba otrzymała po 2 chleby, 1 / 2 kostki margaryny i 1 konserwę mięsną. Ustawili nas w pięciu rzędach i wyruszyliśmy pieszym transportem. Mimo zimy byliśmy ubrani tylko w spodnie cienka kurtkę , bieliznę i szliśmy w drewniakach. Pierwsze 5 km szliśmy dość normalnie, ale szliśmy dalej , nie byliśmy jeszcze tak zmęczeni, po ok. 5-ciu km zaczęli zostawać w tyle kalecy i ranni z fabryki. Ci, którzy zostali z tyłu, wszyscy zostali zabici były strzałem w głowę przez SS. Później nasze tempo spadło , byli również bardziej rygorystyczni, gdyby ktoś chciał trochę odpocząć, lub nieco wyszedł z linii, to go zastrzelili. Więc szliśmy 2 dni i 1 noc, tylko o jeden raz odpoczywaliśmy przez 5 godzin na zewnątrz na śniegu i lodzie w polu. Kiedy opuszczaliśmy teren po odpoczynku, było jeszcze trudniej iść, niż poprzednio. Tej nocy, gdy szliśmy przez las, zaatakowało nas ok. 20 polskich partyzantów. Nie obserwowałem SS lub innych, każdy został zastrzelony, tak że bardzo wielu ludzi zginęło, to był las śmierci . Stąd potem poszliśmy dalej i rozpowszechniła się plotka, że jest tylko 1 km od dworca kolejowego i mamy jeszcze tyle do zrobienia. Ale to nie było nawet w pobliżu, szliśmy jeszcze 20 km. Ostatnie 3 km musieli mnie nieść znajomi, miałem już wizje i mówiłem do siebie. W końcu dotarliśmy na dworzec. Tutaj połowa otrzymała transport. Załadowali nas do pociągu po 60 osób w otwartym wagonie. Padał śnieg, było bardzo zimno, w drodze ludzie bardzo marzli w wagonie, jechaliśmy noc i dzień. Dotarliśmy do Grossrosen. To był obóz na wzgórzu, to był koszmar obozu, myślałem, że gorsze już nie istnieją. W jednym bloku było nas 1100 osób, Niestety dostałem się do bloku, gdzie było 40 więźniów z rdzennych Niemiec, oznakowanych zielonymi trójkątami. Byli kryminalistami ; my , więźniowie polityczni , mieliśmy czerwony znak na odzieży. Tych 40 niemieckich więźniów bardzo źle nas traktowało ; przeklinali i drwili z nas Żydów, zajmowali pół bloku, siedzieli wygodnie, dostawali tyle jedzenia , ile chcieli, my dostawaliśmy śniadanie o godzinie 12 w nocy, to było 0.25 litra cienkiej zupy , o godzinie 10 rano dostawaliśmy ciepły obiad, kapuśniak i wieczorem ¼ bochenka chleba. Wybuchła epidemia tyfusu plamistego, tu co rano ginęło ok. 100 więźniów , martwi leżeli na bloku wyrzuceni na inne zwłoki wcześniej zmarłych . Mieliśmy transportować zwłoki do krematorium, 2 niosło zabitego w noszach, strasznie były śliskie drogi . W jednym miejscu droga była bardzo stroma, ledwo mogliśmy po prostu zejść, byliśmy słabi . 3 tygodnie później o świcie była duża strzelanina po której dowództwo wydało wszystkim polecenie ustawieniu się w szyku przed bramą. Byliśmy strasznie osłabieni, Każdy był tylko jak szkielet, tylko Niemcy z Rzeszy byli w dobrej kondycji. Otrzymali komendę nad nami, mieli polecenie żeby dbali o nas, obiecali im, że cały transport przybędzie na miejsce, umieścili ich swobodnie, więc bili nas całą drogę. Oni także pomagali SS-manom strzelać do ludzi. Przed opuszczeniem Grossrosen dali nam po bochenku chleba i jednej puszce mięsnej na osobę, po prostu zjedliśmy połowę od razu. Trzy osoby zostały dodane do pozostałych. 1.5 chleba i 1.5 puszki. Zachowałem bochenek chleba, połowa była przyjaciela i pół puszki. Po drodze było straszne zdarzenie. Pewny węgierski Żyda wyszedł z szyku, na co SS strzelił mu w głowę, ale on nie umarł od razu, jego twarz była pokryte krwią , wyciągnął szybko jedzenie i zaczął jeść. Zjadł kilka kęsów i upadł. Było też inne zdarzenie. Pewien człowiek nie mógł iść dalej, wyciągnął szybko jedzenie i zaczął jeść, żeby zjeść wszystko, zanim SS przyjdzie do niego. Noc spędziliśmy we wsi, zakwaterowano nas w dużej stodole. Tutaj można było dopasować najwyżej 1000 osób, ale cały pozostała reszta transportu się też pchała do środka i niektórzy wspięli się na kilka belek, SS zestrzelili ich stamtąd. Mojemu koledze bandyci zabrali chleb. Tych morderców i sabotażystów były ręce niemieckie. Miałem też trochę chleba, który również chcieli zabrać mnie, ale biłem , gryzłem , bo wiedziałem, że moje życie zależy od niego. Później znikli w tłumie, gdzie śmiertelnie przygnębieni ludzie zostali ulokowani. Potem splądrowali zmarłych. Kiedy splądrowali zmarłych, również wymacali mój chleb, rzucił się na mnie siedmiu i zabrali mi mój chleb. Następnego dnia wyruszyliśmy i szliśmy cały dzień, głodni i spragnieni, nie było nic do jedzenia. Myśleliśmy, że nigdy nie dotrzemy do końca drogi, kiedy dotarliśmy na stację, załadowali nas na pociąg po 100 osób w otwartym wagonie, we wszystkich wagonach było po dwóch niemieckich więźniow z rdzennych Niemiec i po dwóch SS, którzy zajmowali prawie połowę wagonu. Bili nas przez całą drogę. 5-6 osób zostało pobitych na śmierć, nie licząc tych, których zadeptano na śmierć, bo upadli pod ciężarem tłumu i nie wyszli stamtąd żywi. Pewnej nocy belgijski chrześcijanin nie znalazł nigdzie miejsca, ponieważ wszyscy byliśmy zaniepokojeni bo SS bardzo bili, wszystko wokół się kotłowało , tylko przeszkadzało mi, ja leżałem, dwóch SS stanęli nad nim i tam został pobity na śmierć kolbami na mnie, ten mężczyzna z Belgii. Byłem również osłabiony, i tak znalazłem się pod tłumem poniżej, martwy był na mnie i około 10 innych osób. Od 22 wieczór do 9-tej rano zmagałem się z moimi współtowarzyszami , aż byłem w stanie się oswobodzić . Tak jechaliśmy 3 dni bez jedzenia i picia, ja nawet dzisiaj nie mogę uwierzyć jak mogłem przetrwać 4 dni, ponieważ pewnego dnia musieliśmy iść pieszo. Dotarliśmy do Flossenburga o godzinie osiemnastej wieczorem, gdzie poszliśmy do kwarantanny. Byliśmy tam ok. 10 dni, tu nas bili, jednak rano dostawaliśmy kawę z mlekiem, w południe był gulasz , wieczorem, 1 / 4 chleba i margarynę, ale gdy byliśmy tam cały dzień staliśmy na apelach . Byliśmy tam od 8 rano do 12 w południu i po obiedzie 7 godzin. To było pod koniec lutego, to były największe chłody. Całe nasze ubrania to była kurtka, spodnie i staliśmy w drewniakach bez bielizny. Tu bardzo źle się czułem, miałem straszny kaszel, myślałem, że zaraziłem się gruźlicą. Na jednej pryczy spało po 4-5 osób. Stąd następnie przeniesiono nas do wielkiego obozu. Dostałem się do takiego bloku, w którym komendantem bloku był okrutny Niemiec ze rdzennej Rzeszy, który miał 5-6 popleczników. Rano już o siódmej wypędzono nas na zewnątrz i byliśmy tam do 20 wieczorem. O godzinie 20 wieczorem zabierali nas do otwartej umywalni, na zimnie mieliśmy się rozebrać do naga i myć się. Nie było się w co wytrzeć , więc tak na mokro musieliśmy wracać do pokoju, który był ok. 6 x 6 m . Tu było nas 150-ciu, tu nas bardzo bili gumowymi rurami. Następnie nas przetransportowali stąd, dali przyzwoite koszule , byliśmy w sumie 400 osób, dostaliśmy duże płaszcze, sweter, koszulę, skarpety, nawet rękawiczki. Powiedziano mi , że idziemy do dobrego miejsca, do fabryki samolotów. Jechaliśmy w zamkniętych wagonach, byliśmy po 50-ciu w wagonie, piec był tam również, jechało z nami dwóch Rumunów, którzy byli z nami i „ organizowali „ . Jechaliśmy przez 4 dni, codziennie dostawaliśmy do jedzenia 1 / 4 chleba, 5 dkg sera i 5 dkg margaryny. Doszliśmy do zbombardowanego obozu, był tylko jeden nienaruszony pokój, zrobiony z drewna. Nie było jedzenia, trzeba było czekać 3 dni, aż jedzenie przybyło z Flossenburga, ale wody nadal nie mieliśmy , ponieważ nie było jej w obozie. Następnego dnia wywieziono nas na miejsce pracy, było to lotnisko, budowaliśmy tam drogi i linie kolejowe . Miejsce pracy było odległe o 12 km od obozu. Najcięższą pracą było podniesienie ciężkiej szyny, wybieranie ziemi i kopanie. Po trech dniach dotarło do nas jedzenie, pierwszy dzień dostaliśmy po 50 dkg chleba i 1 / 4 litra ciepłej kapusty. Po drugim dniu nie dostaliśmy chleba tylko 1 / 2 litra zupy ziemniaczanej i tak było przez dwa tygodnie, nie było już chleba w ogóle. Mycie się nie było możliwe, woda była tylko do gotowania i była dowożona z odległości 5 km , mieliśmy tak wiele wszy, że nie da się opowiedzieć. Kiedy tu przyszliśmy, mieliśmy ok. 10 cm wysokości słomy , na której spaliśmy . Przez 8 tygodni słoma nie została zmieniona. Praca była strasznie ciężka i jedzenia było tak mało, że co wieczór po pracy przynosiliśmy do obozu 10-15 osób na wpół umarłych. Kierowano ich na rewier, do szpitala, który był straszniejszy od obozu. Większość poszła tam z biegunką, to była epidemia, kto raz tam trafił, rzadko stamtąd wracał. Nie było lekarstw jednak większym problemem był brud. Około 3 tygodni przed wyzwoleniem byłem już bardzo osłabiony i później dowiedziałem się, że mam tyfus plamisty. Nie mogłem chodzić przez pierwszy tydzień, nie mogłem wychodzić , złapali mnie, oskarżyli o sabotaż i każdego ranka za pomocą bicia gumową rurą zmuszali mnie do wyjścia , aż zemdlałem Trwało to przez 3 tygodnie, schudłem do 39 kg. Ostatecznie w dniu 5 maja weszli Amerykanie. Wszędzie tam, gdzie pojawili się Amerykanie, dostaliśmy wszystkie rodzaje żywności na raz , konserwy mięsne i bardzo tłuste potrawy, tak, że osłabione organizmy nie wytrzymały tego i wiele osób zmarło z tego powodu. Ja zostałem skierowany do amerykańskiego szpitala polowego, który był o 6 km od Poking, gdzie większość pacjentów stanowili ranni amerykańscy żołnierze. Tam moje życie było niemal rajskie, po prostu czego moje oczy i usta chciały ; wszystko dostałem. Byłem tam przez tydzień, trochę poczułem się mocniejszy, a następnie przewieziono nie do węgierskiego szpitala w Neuhaus, gdzie naczelnym lekarz był bardzo miły, narodowości węgierskiej , który odkrył, że mam tyfus plamisty. Jeden tydzień leżałem z wysoka gorączka; 41 do 41.5 stopnia a potem zaczęło się dziać lepiej, ale miałem wielkie bóle. Tutaj przybrałem 5 kg na wadze, przeniesiono mnie do z Passau, gdzie również był węgierski szpital , nie było już leczenia bo potrzebowałem tylko dobrego odżywiania. Tu już Niemcy dostarczali żywność , której było za mało. Po 1.5 miesiąca okazało się, że jest problem i wysłali mnie na płuca do Homberg, 3 km od Passau, było to głównie węgierskie sanatorium płucne. Tutaj stwierdzili następnie, że nie mam gruźlicy, jestem po prostu bardzo osłabiony spadkiem wagi ciała. Tu byłem do 9 września. Mimo, że byłem już całkiem zdrowy, ale czułem się słaby. Po przybyciu do domu znalazłem mojego brata, który był w służbie pracy w Polsce na linii frontu, o innych moich bliskich nie wiem nic. Na razie chcę iść do domu, potem ewentualnie emigracja do Palestyny.
3125,K, zawód nie podany, ur.1925,lat 20, Auschwitz (21-05-4do15-11-44 ), Breslau (15-11-44do2-02-45 ), Grossrosen (12-02-45 do 5-03-45 ), Mathausen ( 5-03-45do2-04-45 ), Bergen – Belsen ( 6do15-04-45 )
W Beregsárrét , moim miejscu urodzenia i stałego zamieszkania, dość sporej gminie w Karpathenlandzie, w pobliżu miasta Munkacs, mieszkało około 35 rodzin żydowskich, i tak długo, jak Karpathenland należał do Czechosłowacji ; wiodło im się bardzo dobrze. Wraz z przybyciem Węgrów, jednak sytuacja pogorszyła się z dnia na dzień. Jednym z pierwszych działań rządu węgierskiego było w rzeczywistości pozbawienie Żydów z Karpathenlandu zezwolenia na prowadzenie działalności: Żydzi z Beregsárrét byli głównie kupcami , zostali przez to zarządzenie pozbawieni źródła utrzymania i w wyniku mogli się tylko kiepsko utrzymywać. Potem wydano rozporządzenie o gettach : w dniu 16 Kwietnia 1944 zostałam z moją rodziną, która składała się z rodziców, czterech braci i dwóch sióstr wywieziona do getta w Munkacs, gdzie byliśmy nieco ponad miesiąc. Następnie nastąpiła deportacja do Auschwitz. W dniu 21-05-944 przyjechałam z moją rodziną do Auschwitz……. Ruszyłyśmy do marszu i szłyśmy półtora tygodnia, podczas których niemal zginęłyśmy z głodu. Nie dostaliśmy bowiem przy wymarszu niczego poza 30 dkg chleba, i miałyśmy na tym żyć jedenaście dni! Cierpieliśmy nie tylko głód, ale pragnienie i rzucałyśmy się w rozpaczy na śnieg i jedliśmy go i piłyśmy. Ostatecznie w stanie zupełnego wyczerpania dotarłyśmy do Gross-Rosen. To nie był obóz pracy, ale obóz zagłady, który z zewnątrz wyglądał prawie tak, jak Auschwitz. Ku naszemu nieprzyjemnemu zaskoczeniu spotkaliśmy tutaj lekarza obozu w Auschwitz, dr Mengele, który tutaj wykonywał taką samą funkcję jak w Auschwitz: decydował o życiu i śmierci. My również po naszym przyjeździe do Gross Rosen byliśmy przedmiotem selekcji, której dokonał dr Mengele. Ci, którzy mieli odmrożone stopy lub cierpiały na choroby w ostrej fazie, co mogło być zauważone z zewnątrz, poszły na "złą" stronę, co oznaczało do gazyfikacji. Oczywiście, Gross Rosen miał komorę gazową i krematorium, dokąd z naszego transportu poszło 15 więźniów. Po trzech tygodniach poszliśmy dalej. Załadowano nas na wagony i doszłyśmy do Mauthausen, gdzie mieszkaliśmy przez cztery tygodnie bez pracy. Kiedy ewakuowali Mauthausen, odprowadzili nas dalej i to do Bergen-Belsen. Belsen.Bergen przekroczył w okropnościach wszystko , w czym wcześniej brałam udział i byłam świadkiem. Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, że przydzielili nas do pracy w lesie przy noszeniu drewna, tak, że nie wszystkie straszne rzeczy, które rozgrywały się w obozie musiałyśmy oglądać, ale nawet to, co widzieliśmy było wystarczająco straszne. Bergen-Belsen był jeszcze straszniejszy niż Auschwitz i Gross Rosen, bo tam przynajmniej oszczędzono nam widoku tak wielu zabitych. Ale tu widzieliśmy i na każdym kroku potykaliśmy się o nic innego, wyłącznie o zwłoki. Kostnica była pełna już dawno przepełniona, zmarli leżeli wszędzie wokoło , więc prawie potykaliśmy się o nich na każdym kroku. Choroby szalały w obozie, nikt wcale się o chorych nie troszczył, ale pozostawiono przypadkowi, kto umrze a kto wyzdrowieje. Ja też zachorowałam na tyfus plamisty, z którego wyzdrowiałam , ale w następstwie musiałam cierpieć tak bardzo, że gdy ostatecznie Bergen-Belsen został wyzwolony przez Brytyjczyków, zabrali mnie do szpitala, gdzie pozostawałam jeszcze przez dziewięć tygodni, aż byłam gotowa do powrotu do domu.
3183,M.rolnik, ur. 1915, lat 30, Auschwitz (10-05-44do24-12-4 ), Gross-Rosen (1do24-01-45 ), Flossenburg (1do26-02-45 ), Amsbach (1do23-03-45 ), Hersbach ( 25do28-03-45 ), Flossenburg ( 1do23-04-45 )
24-12-1942 Zgłosiłem się na wezwanie do Nagybánya do 10/7 jednostki służby pracy . Stąd 27-12-42 przekroczyliśmy granicę i poszliśmy do Rosji, na brzeg Don, stąd skierowano nas 1500 km stąd , szliśmy pieszo do Korostenia, gdzie wszyscy robotnicy przymusowi zachorowali na tyfus plamisty i według mojej wiedzy, z 55.000 ludzi, których wysłano do pracy nad Don, tylko 7000 pozostało przy życiu. 2-02-1944 skierowano mnie z powrotem do Mohácsa, gdzie byliśmy w ramach kwarantanny do 27-02-44. Posiadający nad nami komendę porucznik Pomázy zastrzelił w naszej obecności współwięźnia , ponieważ ten zabrał 3 szt. znalezionych surowych ziemniaków. Ogólnie strażnicy traktowali nas nieludzki sposób, ciągle nas bili. Bili również kijami i grubymi pałkami chorych na tyfus plamisty. Do jedzenia dostawaliśmy dziennie 2.5 dkg mięsa i 15 dkg chleba, otrzymała również codziennie miskę zupy, która została przygotowana z obierek ziemniaczanych. Ulokowali nas 4000 ludzi we wiacie przeznaczonej do suszenia tytoniu. Po niemiecki inwazji wydali nas do getta Tirgu Mures, skąd 2-05-1944 dostałem się do Auschwitz. ……. Z Auschwitz dostałem się do Gross-Rosen, gdzie mogę powiedzieć, od piątej rano do dwudziestej wieczorem cały czas staliśmy na apelu i o północy dostawaliśmy po pół litra zupy zrobionej z mąki , zupełnie bez soli i po 1 / 4 bochenka chleba. Według mojej wiedzy,30 % moich towarzyszy zginęło w obozie.Traktowanie było najgorsze, bo niemieccy capó mieli za zadanie zabić jak najwięcej Żydów i bili nas wielkimi pałkami. Z Gross-rosen wywieźli nas do Flossenburga. Tu przypisali nas do palenia ognisk. Ponieważ krematorium już nie pracowało, więc kopano doły głębokie na 2 metry i tam układano warstwę drewna i warstwę zwłok na przemian i w ogromnych ogniskach spalano zwłoki. W tej strasznej pracy byłem tylko jeden dzień i i całkowicie zniszczony fizycznie i nerwowo dostałem się na rewier. Po wyzdrowieniu dostałem się do Ansbach, był to zupełnie nowy obóz, ok. 380 osób tam dotarło. W obozie ze względu na brak żywności zginęło 60% współwięźniów. Brak było możliwości umycia się a leczenie nie było możliwe. Ponieważ zbliżył się front, zabrali nas dalej, pociągiem pojechaliśmy do Hersbach, gdzie zaraz, w dniu mego przybycia ujrzałem straszny widok. W obozie było 700 zmarłych, z których niektórzy byli ofiarami bombardowania, ale większość, jak usłyszałem, została zabita w wyniku egzekucji. Tutaj jedzenie było dość przyzwoite, a mimo to śmiertelność w tym obozie była najwyższa, ponieważ ludzie ginęli przy najcięższych pracach fizycznych . Pracowałem przy budowie tunelu, w twardej skale, a osłabione organizmy nie mogły kontynuować tej ciężkiej pracy fizycznej . Było tu ok. 8000 więźniów różnych narodowości, ale wśród nich było wielu Żydów węgierskich. Z Hersbach powróciłem znowu do Flossenburga, w całkowicie osłabionym stanie zdrowia, mimo tego poszedłem do pracy przy wycince lasów. Z powodu zbliżenia się wojsk amerykańskich, przemieszczali nas w kierunku Dachau , idąc tak , byłem już krańcowo wyczerpany. Widząc innych kolegów zastrzelonych po drodze wiedziałem, że jeszcze tylko kilka minut i mój los będzie taki sam. Zauważyłem mały most, gdzie udało mi się schować i byłem tam półtora dnia w środku ulewy, aż w końcu poszedłem do Neunburg, gdzie esesmani mnie schwytali i zatrzymali z grupą innych uciekinierów i mieli nas prowadzić do lasu w celu egzekucji. Słuchając rady jednego z kolegów ukryłem się w ułożonej słomie a następnego ranka w wyniku pojawienia się wojsk amerykańskich zostaliśmy wyzwoleni. 2 miesiące leżałem w szpitalu, gdzie opiekowali się mną starannie, więc mam zamiar rozpocząć całkowicie nowe życie w ochronie zdrowia. Jestem za ideą utworzenia państwa żydowskiego i jestem gotów nawet o to walczyć, jeśli będę mógł , bo to jest coś co jest cenne w tym świecie.
3271, M, rolnik,ur.1899, lat 46, Auschwitz (25-05-44 do 2-06-44), Gross-Rosen (5-19-06-44), Krakau (22-06-44 do 25-09-44), Gorlitz (29-09-44 do 8-05-45)………... My tylko kilka dni przebywaliśmy w Auschwitz, więc zażyliśmy sobie wyrobić właściwy pogląd na temat warunków tu panujących . Transport pracy, do którego zostaliśmy z synem włączeni, przybył do Gross-Rosen, gdzie nosiliśmy deski i wykonywaliśmy podobne prace. Do jedzenia dostawaliśmy prawie nic, raz na trzy dni kawałek chleba. Częściej i mocniej byliśmy bici z niespotykaną dotąd brutalnością ; wymłócono młodych i starych . Jednakże dostaliśmy wreszcie długo oczekiwany chleb, który był spleśniały i ledwo nadawał się do spożycia przez ludzi. Toteż powitaliśmy z radością fakt włączenia nas po dwóch tygodniach do transportu pracy, który wyjechał z Gross-Rosen, ponieważ myśleliśmy, że gdzie indziej może być tylko lepiej……
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:03, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3273, K, szwaczka ur 1926, Auschwitz (25-05-44 do 13-06-44), Langenbielau ( 15-06-44 do 13-07-44 ), Breslau ( 14-07-44 do 10-01-45), Gross-Rosen ( 15-01-45 do 12-02-45), Mauthausen ( 16-18-02-45), Bergen-Belsen ( 22-02-45 do 15-04-45)
……. Prace przerwano, a my zostałyśmy odesłane z Wrocławia, a nikt nie wiedział, gdzie nas prowadzą. Mianowicie popędzano nas tylko do przodu jak zwierzęta, którym nie dawano jedzenia. Nawet bardziej niż z głodu, musiałyśmy cierpieć z powodu zimna, w stosunku do których zupełnie nie byłyśmy chronione. Wynik był taki, że wiele z nas zamarzło na śmierć. Kto z wycieńczenia, lub z powodu zesztywnienia członków od zimna nie był w stanie iść dalej , był zabijany strzałem przez SS-manów. Kiedy wymaszerowałyśmy z Wrocławia było nas 1000 osób, a gdy dotarłyśmy po pięciu dniach marszu do Gross-Rosen, nie liczyłyśmy więcej niż 600 osób, a reszta musiała pożegnać się z życiem w czasie marszu. Kiedy wreszcie całkowicie wyczerpani przybyliśmy do Rosen , na początku myśleliśmy, że tam trochę dadzą nam odpocząć. Byliśmy jednak rozczarowane, bo ledwie poszłyśmy poszukać jakiegoś bloku, jak zostałyśmy wezwane na apel. Przy tym, gdy przybyłyśmy do obozu, słowem nie wspomniano o apelu, więc w najlepszej wierze, poszłyśmy do bloku , a teraz powiedziano, że świadomie naruszłyśmy polecenia, więc należy nas ukarać. Kara było taka, że obili nas dużymi kijami i tak ścigali do bloku. Wiele z nas krwawiło z kilku ran, kiedy wreszcie wezwali do apelu. Po tym preludium już domyśliłyśmy się, co nas czeka w Gross-Rosen, a rzeczywistość przekroczyła nasze obawy, bo byłyśmy karane bardzo często i bardzo tęgo. Nadzorcy z Gross-Rosen okrucieństwem może nawet przewyższali swoich odpowiedników z Breslau. Byliśmy zajęci tzw pracami obozowymi, przez co rozumie się, że nie mogłyśmy usiąść na chwilę. Musiałyśmy w sposób nieprzerwany pracować od 5 rano do 12 tej wieczorem, a dopiero potem dostłyśmy jedzenie. "Jedzenie " istniało tu w formie ciepłej wody, którą nazywali tutaj zupą , i 20 dekagramów chleba. Znów front się zbliżył i ponowie musiałyśmy ruszyć dalej i prawdopodobnir tym razem bez ustalonego celu. ……
3285,M. uczeń, ur. 1927, lat 18, Birkenau ( 1-06-44do6-07-44 ), Auschwitz ( 6-07-44do18-01-45 ), Grossrosen (22do26-01-45 ), Sachsenhausen ( 31-01-45do 15-02-45 ), Mathausen ( ), Gusen I i II ( 22-03-45do22-04-45 ), Mauthausen (22do24-04-45 ), Gunskirchen ( 27-04-45do5-05-45 )
…….. Gdy zbliżył się front rosyjski, również nas stąd zabrali , a doszliśmy do Grossrosen. Wydali prowiant na podróż bardzo przyzwoity. Wszyscy dostali po 2 bochenki chleba, jedną konserwę i kawałek margaryny. W trzech transportach wyruszyło stąd 14000 osób. Strażnicy z przodu zostali zawróceni przez SS . Ledwie rozpoczęliśmy marsz, kiedy zastrzelili jednego kolegę, bo nie mógł iść biedak. Potem zastrzelili wielu z nas po drodze, bo nie mogli znieść marszu. Czasami strzelili również w szyk, tak zginęli trzej koledzy. Stale maszerowaliśmy tylko w nocy w dzień odpoczywaliśmy. Zazwyczaj kwaterowaliśmy w stajniach i stodołach. Tak szliśmy pieszo przez 2 dni, a potem byłem jeszcze z moim tatą, który nie bardzo mógł iść pieszo. Wspierałem go z wszystkich sił i zabrałem tobołek. 2 dni później w Loslau zostaliśmy umieszczeni w otwartych wagonach i tak jechaliśmy w największym zimnie i mrozie i po 1.5 dniach dotarliśmy do Grossrosen. Tu byliśmy stale w kwarantannie i wszystkie włosy nam ostrzygli tak, jak Birkenau. Byliśmy tu razem więźniami , Niemcami z Rzeszy, którzy izolowali się od nas, zajmowali dziesięć razy tyle miejsca, ile zajmowali Żydzi, spali wygodnie i stale nas bili .Po czterech dniach w Grossrosen załadowali nas na wagony i znów głodni i spragnieni pojechaliśmy dalej do Sachsenhausen. Podróż trwała 5 dni. W wagonach jechaliśmy dość przyzwoicie , w wagonach była słoma, i przyzwoicie mogliśmy siedzieć, pod eskortą SS węgierskich Niemców ze Szwabii , w wagonie był piec , żeby się ogrzać paliliśmy słomę, na której siedzieliśmy. To nie byłby problem, gdyby nas głód nie nękał. Po przybyciu do Sachsenhausen zabrali nas prosto do dezynfekcji i zabrali ponownie wszystkie nasze rzeczy. Było to szczególnie bolesne dla nas, bo dostaliśmy w Auschwitz nowe ubrania, a tu tylko teraz dostaliśmy rzeczy po kolegach przekształcone w szmaty. Tutaj byliśmy w sumie 2 tygodnie i w tym czasie staliśmy tylko na apelu długie godziny nawet w razie złej pogody. O biciu nie zapomnieli. Nie przydzielili nas tu do pracy . Przyszedł do nas transport tych, którzy przeszli w tym samym czasie Grossrosen co my , później się dowiedziałem, w jakich okropnych byli warunkach i jak nieliczni z nich zostali przy zyciu. Wspomniano o transporcie 6000 osób , którzy jechali 8 dni, wyruszyli w podróż bez jedzenia i picia a prawie wszyscy z nich odmrozili dłonie i stopy. W wagonie byli tak stłoczeni razem że dosłownie zabijali siebie nawzajem. W tym czasie przybyło do Sachsenhausen w 6000 ludzi, w przybliżeniu 1000 osób przeżyło . Później z tego 1000 wiele osób jeszcze zmarło .Ponieważ przybyło tu wiele osób nie byli w stanie zapewnić przybyszom z Żydami włącznie pracy tutaj w Mauthausen. Po przyjeździe do Mauthausen była selekcja i wyselekcjonowali co najmniej 3 / 4 osób i niestety wszyscy poszli do komina. Spośród nas wyselekcjonowano 500 starych i chorych ludzi, potem : zabrali ich najpierw do łaźni, gdzie zimą musieli się wykąpać w zimnej wodzie, a następnie stali nago na zewnątrz przez 1.5 godziny, a następnie powtórzyli procedurę. Potem ludzie padali jak muchy. Spośród łącznie 500 osób przeżyło 7. Ci, którzy pozostali, niezmiennie mieszkali w kwarantannie. Był to obóz rozdzielczy. 22 marca wraz z moim ojcem dostaliśmy się do transportu. Uwolniliśmy się od Mauthausen. Jeszcze tego samego dnia po 6-ciokilometrowym marszu przybyliśmy do Gusen I, w którym rozdzielono mnie z ojcem, o których nie mam żadnych wiadomości. Dostałem się do Gusen I / II, .Gusen II był szybko zbudowanym obozem, w którym nie było ani wody, ani toalety. W tym ostatnim załatwialiśmy się do beczki. To jest miejsce, które nazywaliśmy obozem zagłady. Tu zostaliśmy poprzydzielani do komand, ja dostałem się do komanda prowadzącego betonowanie, w którym pracowałem 12 godzin dziennie. W pracy stałem cały czas, musiałem ciągle łopatą rozkładać beton jak dywan, grubości 2 m. To była strasznie ciężka praca. Ale decydujące było bardzo słabe wyżywienie. O 3-ciej rano była pobudka , rozdzielono śniadanie, a następnie nas liczyli, potem liczyli ponownie i wagonami jechaliśmy do pracy. O 5 rano byliśmy już na miejscu pracy . Jazda trwała 10 minut. Pracowaliśmy do 17-tej po południu, a następnie przez 1 godzinę mieliśmy apel , a następnie ponownie ładowali nas na wagony i wracaliśmy do obozu, gdzie z wielkim trudem dostawaliśmy trochę wody do mycia, o19-tej szliśmy do obozu. Po przybyciu był podział kolacji, co trwało 30 minut. Następnie wszyscy byli sprawdzani, czy jest ktoś na ma na sobie podwójna bieliznę i jeżeli znaleźli, to bili takiego gumowymi pałkami. Trzy razy w tygodniu golili nas brzytwą, co było straszne, ponieważ używana do tego brzytwa była zupełnie tępa . Raz lub dwa razy w tygodniu zabierali nas do łaźni, gdzie szliśmy zupełnie nadzy, także w najgorszych warunkach pogodowych. Zaczynaliśmy od kąpieli w ciepłej wodzie, a potem była już zimna, bez żadnego przejścia. Kto się wyłamywał z procedury, tego bili. Dezynfekcję prowadzili tak, że gdy wróciliśmy z fabryki, bezpośrednio wprowadzali nas do kąpieli, zdejmowaliśmy ubrania, a następnie kąpaliśmy się nago i szliśmy do bloku. Dostawaliśmy obiad, a następnie szliśmy spać. O pierwszej w nocy w Blokkältester budzi nas, krzycząc : "aufstehen alles- wszyscy wstać", a kto nie obudził się w tej chwili i nie stał nago na zimnie, tego pobił. Największa przyjemność polegała na szoku po trafieniu pałką gumową. Potem rozpoczynała się dystrybucja odzieży, ubrania szyto na podstawie naszego numeru . To zwykle trwało do rana i byliśmy kompletnie wybici ze snu. Średnio odpoczywaliśmy dziennie po 3 godziny, w wyniku czego , przysypialiśmy w pracy. Jeśli to zauważyli to karali dwudziestu pięcioma uderzeniami. Wielu ludzi spośród nas tu zginęło . Dziennie było ok. 30 zgonów, większość zmarła w wyniku pobicia. Jeśli ktoś ze względu na całkowite wyczerpanie był niezdolny do pracy, tego kapo bił aż do śmierci. Kiedy pewnego razu więzień rosyjski zanurzył manierkę w kotle , niemiecki zöldvinklis ( oznakowany jako skazany bandyta i zabójca zielonym trójkątem na ubraniu ) , powołany tu jako kapo ; najpierw wszedł na jego szyje i tańczył a następnie bił go deska z pryczy tak długo, aż więzień zmarł. Jeśli ktoś spóźnił się na apel , chwytało go dwóch starszych sztubowych (Stubältester ) i wpychali go do beczki z wodą i osoby się topiły . Następnie zapisywali ich nazwiska na klatce piersiowej. Zdarzało się, że człowiek jeszcze żył i porzucali go przed nami na placu apelowym, bo kiedy nas liczyli należał do nas, bo SS-mani musieli policzyć wszystkich żywych ludzi . Jeżeli ktoś dostał zapalenia jelit, kierowali go do szpitala, ale nie było tam żadnego leczenia, nawet i nie było nawet niczego do jedzenia i wszyscy tam umierali . Byli ludzie, którzy mieli mniejsze obrażenia i dostawali od 2 do 5 dni czasu wolnego na odpoczynek i powrót do sił. Tym bardzo zazdroszczono , ponieważ dostawali to samo jedzenie , jak my i nie musieli ciężko pracować po 12 godzin dziennie. Ja też pragnął znaleźć się w takiej sytuacji . Pewnego razu musiałem przejść przez zupełnie ciemny tunel i wpadłem do dołu, skąd zabrali mnie nieprzytomnego do lekarza , który wypisał mi czas wolny na bloku dla ozdrowieńców. Oczywiście, byłem bardzo zadowolony z tego. Następnego dnia biuro pisarza (Schreiber ), poszukiwało wśród nas ozdrowieńców , takich, którzy podejmą pracę. Zgłosiło się 12-tu. Większość z nich nie miało naprawdę poważnych kłopotów. Ja również zgłosiłem się dobrowolnie, mimo że nie mogłem ruszać ręką. .A Schreiber napisał nasze imiona i po południu ponownie nas przepytał i posłał nas do bloku. W tym samym czasie z bloku ozdrowieńców usuwali też jednak w taki sposób, że rozebranych do naga kładli na łóżku po 4 osoby. Następnie osoby te szły na apel zupełnie nago w zimie i zabierali ich na śmierć. Ja dostałem się w międzyczasie do innego bloku i kiedy usłyszałem o tym strasznym wypadku, byłem zadowolony, że nie zostałem tam. Po dniu pracy kazali wszystkich Żydów ustawić w szyku. Nie mogliśmy sobie wyobrazić, co nas teraz czeka . Zwykle uważało się, że pójdziemy do krematorium. Dostaliśmy się do jednego transportu i wywieźli nas do Mauthausen, gdzie byliśmy zakwaterowani w obozie namiotów celtowych. Kiedy stąd wyruszaliśmy, Niemcy zabrali nasze buty, które nie były nam już potrzebne. Oczywiście, nie mogliśmy myśleć o tym inaczej niż, że wysyłają nas do komina. Przybyliśmy do Mauthausen w jednej cienkiej koszuli . Tutaj każdy starał się o ubranie i buty dla siebie. Wiele rzeczy było zabierane zmarłym. Tu spędziliśmy w sumie 2 dni, a celem było zebranie Żydów i następnie ich zagłada. 27-04-45 dotarliśmy po trzech dniach pieszego marszu do Günskirchen. Tu nikt nie pracował, było wszędzie straszne błoto, cały dzień pozostaliśmy w bloku. Jedynym sposobem skorzystania z toalety było ustawienie się w kolejce, wodę mogliśmy osiągnąć, jeśli o nią walczyliśmy , zupełnie nie było można się tu pomieścić, wszyscy byliśmy strasznie zawszeni. Początkowo był każdy dzień przez co najmniej 6 zmarłych i z dnia na dzień następował wzrost liczby zgonów. Do kawy dodawali arsenu , aby osłabione organizmy jak najszybciej doprowadzić do śmierci. Nawet kawa była zatem użyta do walki i kto jej pił więcej, tym więcej było w nim trucizny. Potem byliśmy już w takim stanie, że nie mieliśmy perspektywy utrzymania życia przez dłuższy czas. Na szczęście 05 maja przyjechali tutaj amerykańscy czołgiści i oswobodzili nas. Kiedy Amerykanie przybyli SS porzucili broń i uciekli. Po wyzwolenia przez Amerykanów więźniowie niemieccy czyścili obóz. Nas następnie zabrali samochodem do Hörsching, gdzie część ulokowali w obozie, a część została umieszczona w szpitalu. Ja poszedłem do szpitala z tyfusem, , biegunką i zapaleniem jamy ustnej. Spędziłam 2 miesiące w szpitalu. Stamtąd przesyłali mnie transportami z jednego obozu do drugiego, tylko nie chcieli mnie zabrać do domu . Potem przejęli nas w Dornach Rosjan , poszliśmy na piechotę do Kilonii, gdzie stacjonowali rosyjscy żołnierze a my rozdzieliliśmy się dobrowolnie na część, która poszła na Węgry i do Rumunii. Nami opiekowali się przez 2 miesiące, następnie dostaliśmy dokumenty, z którym byliśmy w stanie wrócić do domu. Cały czas mieliśmy dobrą opiekę. Plany: po pierwsze idę do domu, aby się rozejrzeć, aby zobaczyć, co jest w domu lub na Ludoviká, a następnie, chciałbyś zapisać się na studia wychowania fizycznego.
3314,M, steward, ur. 1901, lat 44, Auschwitz (17-06-44 do 17-01-45 ), Gross-Rosen ( 21-01-45 do 8-02-45 ), Buchenwald ( 11-02-45 do 10-03-45 ), Bissingen ( 14do31-03-45 ), Allach ( 25-03-45 do 22-04-45 )
W mojej miejscowości mieszkało sumie tylko osiem rodzin żydowskich. Mieszkaliśmy w dość dobrych warunkach życia z moja żoną i moim małym synem . Niestety, nie mogłem odnaleźć mojej rodziny i od Auschwitz nie mam od nich wiadomości. ……… Dniu 17 stycznia nastąpiła ewakuacja obozu, poszliśmy pieszo w transporcie 3000 więźniów. Wzdłuż całej drogi leżały trupy 900 osób , którzy zginęli. W ciągu dwóch dni przeszliśmy 100 km, następnie załadowali nas na wagony , oczywiście - bo była zima - otwarte wagony, po ok. 70-ciu w wagonie. Droga prowadząca do stacji kolejowej była wyłożona zwłokami, kto wyszedł z szyku , to go zastrzelili poplecznicy SS. W styczniu przyjechałem do Grossrosen. Przybyło nas 2100 ludzi; strasznie źle umieszczono nas tutaj, na bloku umieszczono nas 1000 osób , dla 500 osób byłoby zbyt mało miejsca, można było po prostu siedzieć na podłodze, nie było łóżek. Wyżywienie było bardzo słabe, dostawaliśmy trochę ciepłej wody zawierającej trochę rzepy, 20 dkg chleba, dodatku nie było. W Grossrosen nie pracowałem a wkrótce potem, w dniu 8 lutego ponownie zbliżył się front rosyjski i ponownie poszliśmy dalej. W podróży byliśmy mniej więcej trzy dni; potem przybyliśmy do Buchenwaldu. Tam spędziłem najgorsze dni mojego życia. W Grossrosen transport przy wymarszu liczył 3000 ludzi, po drodze z powodu nalotów - jak otwarli wagony - około 80-90 osób było zmarłych . Pod wieczór dotarliśmy, ale zdezynfekowali nas dopiero rano. Miałem tam dużo chorych przyjaciół i znajomych, chciałem zostać z nimi, czekaliśmy od następnego ranka do późnego popołudnia. Zgłosiłem się do oficera SS, mówiąc, że ja mam czas czekać trzy dni, ale jest tutaj30 chorych osób które pływają po raz pierwszy, i błagałem , abyśmy oni mogli iść do kąpieli w pierwszej kolejności , aby najszybciej mogli przejść do regularnych bloków i dostać coś do jedzenia. Oficer SS uznał to za prawidłowe i rozsądne , i wydał rozkaz, że żydowscy policjanci mogą podjąć stosowne środki. Oni następnie przekazywali swoje polecenia, mówiąc, że mogę to zrobić. Poprosiłem 2-3 chłopaków, aby mi pomogli ustawić 30 chorych w kolejce możliwie jak najszybciej. Ale wszystkie moje wysiłki spełzły na niczym, bo ostatniej nocy po serii nalotów akwedukt był uszkodzony. Trzy i pół dnia byliśmy zupełnie nadzy zanim rury zostały naprawione i ostatecznie tam poszliśmy. W tym czasie było wielu zmarłych, ze zmarłymi siedzieliśmy trzy i pół dnia ;był to najgorszy czas , jaki spędziłem tutaj. Po dezynfekcja i kąpieli umieszczono nas w kinie. Osiem strasznych dni siedzieliśmy w ciasnej przestrzeni. Latem mieliśmy flanelowe, w zimie dostaliśmy krótkie letnie koszulki , nie mieliśmy innego ubrania, poza krótkimi spodenkami i kurtką. Osiem dni później dotarliśmy na blok, gdzie leżeliśmy w strasznym ścisku , że wszyscy byli w przekonaniu, że stąd już nie pójdziemy dalej. Apel trwał tu trzy godziny, staliśmy godzinami na zimnie , na apelu również bardzo cierpieliśmy . Nie mieliśmy już siły do pracy, nawet nie mieliśmy siły się umyć. Chciałem się jak najszybciej stąd wyrwać i zgłosiłem się z dziesięcioma stolarzami , a następnie zabrali nas do Bissingen na granicy szwajcarskiej. Tu nas umieścili w dużym łóżku, ale praca była straszna. Pracowaliśmy po kolana w błocie, a poza tym cieśle rozładowywali także wagony. Dzienny czas pracy był od 12 do 13 godzin, mężczyźni OT nadzorowali pracę, i ci , którzy chcieli pracować wydajnie, musieli się mocno starać. W porównaniu z pracą jedzenie było dość słabe. W Bissingen również byliśmy zagrożeni , przenieśli nas dalej do Allach koło Monachium. Ponownie, 3000 ludzi poszło z transportem, po 70 osób w wagonie, po drodze prawie w każdym wagonie zginęło od 9 do 12 osób ze skrajnego wyczerpania. Warunki w wagonach były straszne. Przybyliśmy do Allach w najgorszym stanie tak, że z każdego bloku przeniesiono na rewier co najmniej jedną trzecia stanu osobowego, gdzie prawie wszyscy zginęli. 22-04-45 sytuacja była tak, że zdecydowali się ewakuować cały obóz, wyruszyliśmy pociągiem, osiem dni bez przerwy krążyliśmy wokół Monachium, po 50-60 km tam i z powrotem. 28 kwietnia na dwa dni przed naszym uwolnieniem ; otrzymałem paczkę szwajcarskiego Czerwonego Krzyża. Byłem tu kapo pociągu , miałem się zająć dystrybucją paczek. Poprosiłem o zgodę na rozmowę z szefem Czerwonego Krzyża, zapytałem go, kiedy będzie koniec wojny, mówili, że to już jest koniec ,i że już nie możemy być zlikwidowani. W dniu 30 kwietnia, później , już po wyzwoleniu w Monachium odczytali dekret Himmlera, że wszyscy oficerowie SS i osoby towarzyszące proszone są o załatwienie sprawy powierzonych im więźniów tak, żeby żywe nie dostały się w ręce wroga. Niestety, ten rozkaz był bardzo gorliwie spełniany w wielu transportach . Po wyzwoleniu transportu Amerykanie zabrali nas do Staltach, stąd do obozu Steina , do Buchberg, zawsze do obozów. W tym ostatnim, wiele osób dostało jeszcze tyfusu , w tym ja. Dostałem się do szpitala w Ferrenwald, a następnie z powrotem do obozu Buchberg . Potem poszedłem do Ebenhausen na własny koszt, do pięknego kurortu , w którym spędziłem siedem tygodni. I tu było już wszystko dobrze, więc postanowiłem po prostu wyruszyć legalnym węgierskim transportem do domu. Wyruszyło 1200 osób w tym około 300-aryjczyków i przez Monachium, Pilzno, Pragę , Bratysławę przybyłem do Budapesztu. plany: po powrocie rodziny do domu zdecydujemy co robić.
3334,M, ślusarz maszynowy ur. 1915, lat 30, Auschwitz ( 26do29-05-44 ), Markstädt (1-06-44do21-01-45 ), Gross-Rosen ( 23-01-45do2-02-45 ), Flossenburg ( 4do24-02-45 ), Plauen-Lengenfeld ( 26-02-45do 13-04-45 )
…… Zabrali nas do Gross-Rosen, gdzie nie pracowaliśmy. Do tego nie dostaliśmy nic do jedzenia. Gross-Rosen był w rzeczy samej niewielkim obozem, w którym było miejsce dla 3000 lub co najwyżej dla 4000 osób. Ale teraz zebrano tutaj 30.000 lub nawet 40.000 więźniów z innych ewakuowanych z obozów, których oczywiście nie można było pomieścić. Kiedy jednak mieli do czynienia z Żydami, nic nie było niemożliwe: nawet najbardziej nieludzkie warunki , jakie nie byłyby stosowane dla zwierząt, były dla żydowskich więźniów wystarczająco dobre. Tak więc i tu stłoczyli ludzi tak, że ledwo mogli się poruszać, nie mogli nawet dobrze oddychać, nie dali im nic do jedzenia i nie było żadnej możliwości umycia się. Nie trwało długo, a cały obóz był cały zabrudzony i zawszony. Więźniów nie bito w Gross-Rosen - to byłoby zbyt kłopotliwe - ale znacznie łatwiej: po prostu ich zabijali. Tacy nieszczęśnicy dostawali jeden cios, który musiał być śmiertelny, gdyby nieszczęśnik nie umarł od razu, ale został tylko ogłuszony, miałby więcej do powiedzenia, a jak już był martwy, to nie mówił jak i kiedy do wycierpiał. Ile osób ginęło co dzień w obozie, oczywiście, ni mam takiej wiedzy , wiem tylko, że z bloku, gdzie "mieszkałem", było usuwane każdej nocy po pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, ale czasami osiemdziesiąt zwłok. Jeżeli powiedziałem wcześniej, że Markstädt był z wszystkich obozów deportacji prawdziwym rajem, to Gross-Rosen było prawdziwym piekłem. Dzięki Bogu, Rosjanie zbliżali się szybko, do Gross-Rosen, więc byłem w tym piekle tylko dziesięć dni. Moim następnym przystankiem był Flossenburg. Tu dali nam dobrze zjeść, ale odrobina żywność nie mogła nas zadowolić, tak ilościowo jak i jakościowo. Ale nie trzeba było iść do pracy - ale traktowanie było nieludzkie. Bicie było powszechne, mimo że więźniowie nie dawali po temu najmniejszego powodu, i to był bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności, jeśli ktoś uszedł jeden dzień bez bicia. Ja zostałem tutaj do dnia 24 lutego, a następnie poszedłem do pracy w Plauen. Zostałem wybrany jako pracownik wykwalifikowany w Plauen, gdzie miałem pracować w zakładzie optycznym. Cały obóz składał się tu z 50 mężczyzn i mieliśmy tutaj całkiem nieźle. Praca nie sprawiała mi żadnych kłopotów, jedzenia było mało, ale ta odrobina była pyszna, doskonałe kwatery i traktowali człowieka po ludzku, jeśli zrobił swoją robotę. Można byłoby się pogodzić ze swoim losem w jakiś sposób, gdyby nie częste naloty i gdyby nie było jeszcze częstszych ostrzeżeń przed nalotem. Podczas nalotu nie wolno nam było opuścić fabryki, gdzie byliśmy całkowicie bez ochrony przed bombami. Podczas pewnego ataku została podpalona, i spłonęła teraz całkowicie . Co się stało z chorymi i innymi więźniami , których znalazłem po moim powrocie do obozu, nie wiem, bo wtedy nie miałem ufności żeby wyjść z lasu nie więcej .Nie mogłem nigdzie iść, ponieważ o posiadanie miasta wciąż toczono krwawe walki . Dopiero gdy umilkła artyleria i karabiny, przygotowałem się do opuszczenia lasu. I powoli zbliżałem się do miasta, które było już zajęte przez Amerykanów. W mieście rozpoznałem francuskiego więźnia, którego znalazłem w obozie po moim powrocie z lasu , któremu udało się uciec z płonącego obozu. Ten człowiek powiedział mi, że obóz nie został podpalony , jak podejrzewałem, przez SS, która zajmowała okoliczne góry, ale został spalony przez ludność miasta Lengenfeld i że każdy, kto próbował uciec z płonącego obozu był zabijany strzałem. Pozostałem jeszcze około trzech miesięcy w Lengenfeld dopóki nie było możliwości transportu i mogłem zacząć podróż do domu.
3338,M,inż. chemik ur. 1913, lat 33, Auschwitz (15-06-44do18-01-45 ), Grossrosen ( 28do30-01-45 ), Dachau ( 5-02-45 do 26-04-45 )
Byłem zatrudniony w fabryce Chinoin i razem z żoną i małym dzieckiem mogłem żyć na przyzwoitym poziomie.1944 cywilnej dochodów. …… W dniu 18 stycznia wyruszyliśmy na ewakuację, częściowo na piechotę, częściowo pociągiem, zrobiliśmy bardzo długą drogę . W dwie noce przeszliśmy do Lesslau . Kto pozostał z tyłu na drodze, osłabł, wyszedł z szyku lub tylko dla zabawy, tego zastrzelili kaci z SS. W Lesslau załadowali nas na wagony po 120 osób w otwartym wagonie z prowiantem tylko na jeden dzień. Duża liczba ludzi zmarła w drodze ; umarli nie byli usuwani z wagonów, siedzieliśmy wśród martwych ludzi. Innych zabili uderzeniem żeby dostać trochę miejsca w wagonie. W wagonie było 30 zmarłych. Marsz zaczęliśmy w 1700 osób, z których tylko 1000 przyszły do Grossrosen. Na początku zginęło200 osób, a później liczba zawsze malała. Było nas 140 w bloku, tu również nas pobili, leżeliśmy na ziemi w strasznym ścisku. Rzeczywiście o odrobinę wolnego miejsca ludzie zabijali się nawzajem. Potem po dwóch dniach wywieźli nas do Dachau w transporcie było 1700 osób, w wagonie po 120 osób, był wielki tłok. To był najgorszy sposób deportacji ! Jechaliśmy w otwartych wagonach pięć dni, przez cztery dni nie dostaliśmy jedzenia. Po przybyciu do Dachau skierowali do jednego pokoju 400-500 osób, prycze były trzypiętrowe z siennikami, bez koców. Dzienna racja żywności: chleba 20 dkg, zupa talerz dziennie, 4 dkg salami lub 2 dkg margaryny. Było dużo chorych na tyfus tutaj, ja też zachorowałem, szybko dostałem się na rewier. Starałem się stąd wydostać, bo wiedziałem, że pobyt na rewierze prowadzi do śmierci. Chcieli kupić krwi, ale nie zgodziłem się, zostałem zwolniony z rewieru. Następnie, przydzielono mnie do pracy w Instytucie Hygienicznym, na tym miejscu byłem tylko do 23 kwietnia, poszedłem na kolej, ale ponieważ stałem dwa dni, ta praca mi uciekła. Wyruszyliśmy w 1200 osób do Tyrolu, do Seefeld, ale jednego dnia wróciliśmy do Seefeld, a drugiego dnia wróciliśmy do Scharnitz, tam utknęliśmy na brzegu rzeki. Podobno tu chcieli wszystkich Żydów zabić, ale gdy strażnik odszedł, a następnie wrócił ; wielu ludzi uciekł, ale potem poszliśmy do Mittenwald. Tu wylądowaliśmy na zboczu wzgórza i czekaliśmy w chatce. 1 maja nas wyswobodzili Amerykanie. Potem poszliśmy do Kleis , stamtąd do Garmischpartenkirchen gdzie byłem do końca września. Na początku mieszkałem w obozie, a później na zewnątrz . Dawałem lekcje języka angielskiego i z tego żyłem. Szukałem żony , i tak wróciłem do domu, przez Pilzno, Pragę, Bratysławę .Plany: Na razie zostanę tu, ale jak najszybciej będę chciał wyemigrować do Ameryki.
3399,K, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz (2-06-44 do 25-11-44 ), Birnbaumel ( 5-12-44 do 3-02-45 ), Grossrosen ( 15do22-02-45 ), Buchenwald (29-02do31-03-45 ), Mathausen (1do3-03-45 ), Bergen – Belsen (5-03-45 do 15-04-45 )
Przeszłam właśnie z pierwszej klasy do drugiej klasy VI-tego gimnazjum w Kolzsváron , kiedy skierowali nas do getta. Mój ojciec handlował drewnem. …… Niedługo potem, trzeba było stąd iść z tego powodu, że ewakuowali obóz; pieszo poszłyśmy do Grossrosen. Szłyśmy w strasznym zimnie, śnieg był taki, że samochody S. S. utknęły, więc musieliśmy oczyścić drogę, żeby samochody mogły jechać dalej. Dziennie szłyśmy po 28 km , moja biedna matka mogła w drodze więcej niż ja, bardzo wielu ludzi zginęło w drodze, w nocy spaliśmy w stodołach, w końcu tam dotarliśmy. Byliśmy tutaj tydzień, w tym czasie policzono nas i pojechaliśmy dalej w wagonach i ostatecznie wylądowałyśmy w Bergen Belsen. W podróży spędziliśmy dwa dni w Buchenwaldzie i Mauthausen. W Buchenwaldzie przeszłyśmy straszliwe bombardowanie, nasz wagon nastolatków padł ofiarą wybuchu. W innych wagonach też było wiele ofiar. Obiecali nam , że pójdziemy do innego obozu i zamiast tego zabrali nas do Bergen-Belsen, gdzie dopiero na drugi dzień dostaliśmy po 0.1 litra zupy i wszystkie po 1 / 4 chleba, potem przyszły cztery tygodnie, kiedy nie dostawaliśmy chleba; nic, tylko trochę zupy. W ciągu czterech tygodni moja mama zachorowała. Biedactwo dwa dni leżała w strasznej gorączce i zmarła. Co to oznaczało dla nas, nie muszę wam mówić, ale również nie wiedziałam . Pewnego razu, kiedy chciałam przynieść wody dla mojej chorej matki, SS strzelił mi w ramię. Po śmierci naszej matki wynieśliśmy ją do zmarłych. Moja siostra zachorowała, teraz wszystkie byłyśmy zupełnie słabe , nie byłyśmy w stanie pomagać sobie nawzajem, byłyśmy zawszone strasznie, ale także byłyśmy brudne i nie można było się umyć . Moja siostra dostała biegunki i później, kiedy Brytyjczycy nas uwolnili - zapalenia płuc, które w ciągu 28 dni ją zabiło, a druga siostra dostała również zatrucia krwi, ale dziękuję Bogu, wyzdrowiała. Takie smutne było dla nas wyzwolenie. Teraz jak wróciliśmy do domu, przypadkowo spotkałyśmy w Pradze bardzo wyszczuplałego naszego kochanego ojca plany: Nie wiemy jeszcze, co zrobimy.
3429,K, gospodyni domowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz (12do21-06-44 ), Krakau (21-06-44 do7-08-44 ), Auschwitz (7-08-44do 7-09-44 ), Neustadt ( 7-09-44 do 19-01-45 ), Gross-Rosen ( 19-01-45 do 7-02-45 ), Mauthausen ( 7do16-02-45 ), Bergen-Belsen (16-02-45do15-04-45 )
….. W dniu 19 stycznia otrzymałyśmy dużo jedzenia i wyruszyłyśmy ku Grossrosen. Dziesięć dni szłyśmy pieszo , 400 osób. Śmierci nie było w ogóle, tylko mała dziewczynka zmarła na tyfus. Po drodze spałyśmy na sianie na poddaszu w stajniach i stodołach w nocy, rano i wieczorem dostawałyśmy gorącą czarną kawę i ciepłej wody , żeby nie marzły i kierownictwo traktowało nas bardzo po ludzku. Tylko jedno było straszne: na drogach tam, gdzie byliśmy widzieliśmy, że wszędzie leżały zwłoki ludzi po poprzednich transportach , którzy zmarli na trasie, lub zostali zabici. W Grossrosen byliśmy tylko kilka dni. To był obóz dla mężczyzn, gdzie kobiet nie było. Tu został otwarty magazyn, skąd dostałyśmy najpiękniejsze ubrania dla kobiet i najbardziej wystawne jedzenie. Po kilku dniach otwartymi wagonami węglarkami wywieźli nas i skierowali do Bergen-Belsen. W Weimarze stałyśmy przez 24 godziny, ponieważ szyny zostały zupełnie zbombardowane . Stąd następnie skierowanonas do Mauthausen. Zostałyśmy dezynfekowane, a 17 lutego dostałyśmy cienkie męskie spodnie i cienka koszulę z nici i w tym byłyśmy do czterech dni. Czterysta osób zostało ulokowanych w pokoju, gdzie 180 osób mogło by mieć trudności z pomieszczeniem. Byliśmy tam tylko przez kilka dni. Następnie załadowali nas do wagonów osobowych, dali nam dużo jedzenia i zabrali nas do Bergen-Belsen. Podczas przejazdu przez Norymbergę przeżyłyśmy wielkie bombardowanie i od dnia 23 lutego do 27 lutego nie dostaliśmy żadnej żywności i wody. Przyjechaliśmy z mnóstwem martwych. Doszliśmy do Bergen-Belsen. Tu ulokowali nas w bloku, gdzie dwa dni później dostałyśmy wszy. Dostałyśmy tylko trochę zupy z rzepy, której nie mogłyśmy jeść. Tyfus plamisty dostał prawie co drugi człowiek . Nie dostaliśmy tyle wody, aby napełnić usta. Od tygodni nie mogliśmy się umyć. Nie mogłyśmy spać a blokowa nas biła i codziennie co najmniej 40 zwłok wynoszono z bloku i składano przed blokami. Utworzyły się prawdziwe góry trupów. Chodziłem przez umarłych, nie było toalety lub innych obiektów sanitarnych. Sytuacja była gorsza niż w Auschwitz. W Auschwitz przynajmniej zniszczyli człowieka gazem i spalili od razu , człowiek nie cierpiał tak samo. Tutaj jednak zostawili ludzi na śmierć głodową i zniszczyli wśród najgorszego cierpienia , zwłaszcza mężczyzn. W dniu 15 kwietnia obóz został wyzwolony ale już 80% więźniów nie żyło. Nie dostałyśmy już chleba przez trzy tygodnie i ostatniego dnia, 14 kwietnia dostaliśmy pół kilo chleba, który- jak stwierdzili później Amerykanów - został zatruty. Po wyzwoleniu ludzie zaczęli umierać , ponieważ objedli się tłustym , dobrym jedzeniem. Ja też byłam strasznie osłabiona. Po wyzwoleniu przez Amerykanów chorzy zostali przeniesieni do szpitala wojskowego w Bergen, gdzie każdy został zdezynfekowany, tak aby w ciągu kilku dni nie było wszy a zdrowi byli stopniowo zwalniani. Potem wszyscy poszli do Bergen, chorzy pojechali na rekonwalescencję do Szwecji . Przez dwa tygodnie również dano nam swobodę rabunku. Ubrałyśmy się i potem powoli zaczęłam się ubierać odpowiednio, były prezentacje były popołudnia z kulturą, odbywały się koncerty. Amerykańskie straże zostały, żywność uległa poprawie, nawet również były organizowane dla nas popołudnia taneczne. W dniu 7 października wyruszyliśmy z Bergen-Belsen, gdzie przybrałam 20 kg na wadze. Tymczasem tu spotkałam się z moim bratem i teraz z transportem wracamy do domu. W dniu 17 października przyjechałam do Budapesztu.
3503, M,szewc, ur 1923,lat 22, Birkenau ( 6 tygodni ), Brug/Breslau ( 3 tygodnie), Gross-Rosen ( 2 tygodnie), Reichenbach ( 6 miesięcy ), Dachau ( 2 miesiące ), Garmisch Partenkirchen( 1-05-45)
……. Stąd po trzech tygodniach przyszliśmy do Gross-Rosen.
Również tutaj pojechaliśmy pociągiem po pięćdziesięciu w wagonie, ale na podróż nie dali nam nic do jedzenia. Jechaliśmy jedną noc i jeden dzień . Gdy przyjechaliśmy, dostaliśmy zupę bez zawartości. Tu na bloku mieszkało po 300 osób. Było nas w sumie 10.000. Z miejscami do spania było dość dobrze. Jedzenie było całkiem przyzwoite, ale bardzo nas pobili , tu nie pracowaliśmy . Potem stąd wywieźli nas transportem do Reichenbach. ……
3587,M, handlowiec, ur. 1913, lat 23, Auschwitz (14-06-44 do 18-01-45 ), Grossrosen (23-01-45do7-02-45 ), Buchenwald ( 11-02-45do3-03-45 ), Bissingen (8-03-45do8-04-45 ), Allach ( 12-04-45do1-05-45 )
………. Wieczorem 18-tego 6000 ludzi wyruszyło z obozu, byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że to jest początek końca, byłem pełen nadziei, że wkrótce nastąpi dzień wyzwolenia. Na drogę przyznano po 3 kg chleba na osobę, 25 kg margaryny i 1 kg konserwy mięsnej. Koło godziny 18-tej wyszliśmy z bramy, przeszliśmy 1500metrów i znowu nas zamknęli. Czekaliśmy w drugim obozie na tamtejszych mężczyzn i kobiety. Staliśmy tu do 22-giej , podczas tego obserwowaliśmy wozy SS załadowane najważniejszymi przedmiotami, szczególnie żywnością i odzieżą. Kiedy zebrało się 30 000- 35 000 ludzi, tłum ruszył. Kolumnę otaczali SS mani rozstawieni co 10 metrów. Oczywiście trzymali w rękach karabiny, pistolety maszynowe i rewolwery. Było -15 stopni, ziemia była zmarznięta w wielu miejscach i śliska, ale większość drogi pokrywało 20-25 cm dziewiczego śniegu. Kierunek nie był nam znany , wiedzieliśmy tylko , że idziemy tam, gdzie grupa udała się rano i że możemy już iść a część została otoczona przez Rosjan. Później dowiedziałem się, że grupę, która wyszła rano, pędzono w kierunku Gleiwitz, gdzie w lesie, z wyjątkiem kilku, zastrzelono ich z broni maszynowej w lesie. Noc w drodze była straszna. Wielki chłód, niedostępny teren, cisza , w ciemności nocy trudniej było iść, byli ludzie, którzy nie mieli wystarczających sił na taką drogę, niektórzy myśleli, że najlepiej byłoby iść spać teraz. Nocne milczenie zakłócały co pół minuty strzały, każdy strzał oznaczał śmierć więźnia. Kto tylko trochę wyszedł z szyku, pozostał w tyle, bądź nie mógł dalej iść, był zabijany na miejscu strzałem. Tak odpadli jeden po drugim moi najlepsi przyjaciele. Ten smutny pochód trwał do 11.30 następnego dnia bez odpoczynku. W południe w końcu dostaliśmy zgodę na nasze potrzeby, mogliśmy usiąść i zjeść. Ja mimo że uważam się za dobrego turystę, byłem po 48 kilometrach dość zmęczony. Byłem zupełnie jak niedźwiedź. Znalazłem sterty krowiego nawozu, nie dbałem o nieprzyjemny zapach i czystość, było tu trochę ciepło i miękko, spałem jak zabity 3 godziny. O 15.30 wstałem i poszedłem dalej, w taki sam sposób postępowałem. W nocy z 19 tego stycznia na 20-tego rosyjskie samoloty atakowały cele w okolicy . Podczas marszu około 3 nas ranem widzieliśmy w pewnej odległości pożary wzniecone świecami Stalina ( katiuszami ). Koło pewnego lasu słyszeliśmy strzały ostrzegawcze. Podobno mała grupa partyzantów zaatakowała naszą eskortę SS. Druga noc była straszna, nie tylko ze względu na to, że trudności w drodze zmęczyły nas duchowo, ale również fizycznie zostaliśmy całkowicie rozbici. Nie wiedzieliśmy, ile dni będziemy musieli iść pieszo, ale byliśmy świadomi tego, że nikt z tego nie jest wyłączony. Trudności typowe na drodze spowodowały, że padło nie mniej niż 5 SS. To prawda, że nieśli bagaż, broń i nie otrzymywali zmian. Rzeczy więźniom nie dali ciągnąć, bo nie było wiadomo, co i kiedy ###
w ciemności. 20 stycznia w południe , po przejściu 48 km dotarliśmy do pewnej stacji , gdzie szczęśliwie zostało potwierdzone, że dalej nie musimy chodzić, ale pojedziemy pociągiem. Na dworcu kolejowym leżało co najmniej 35-40 świeżych zwłok zastrzelonych więźniów, każdy krwawił. Wyglądali strasznie. 20-go po południu nas załadowali do pociągu, w otwartych wagonach jechało po 65 osób, jechaliśmy od 20-go do 23-go, 3 dni i trzy noce. Zjedliśmy prowiant z Auschwitz. Było -15 stopni, padał stale śnieg i marzliśmy w węglarkach. Oczywiście nasze potrzeby musieliśmy załatwiać w wagonie, bo wagony były zamknięte. Do Gross-Rosen przybyliśmy w niedzielę 23-stycznia rano. Gross-Rosen był obozem pracy. Obóz leżał na wzgórzu, podczas gdy jedna jego część była usytuowana w dolinie. Tu było pełno więźniów –chrześcijan, to było przyzwoicie czyste miejsce, były ciepłe pokoje, łąźnia i kuchnia zostały tu usytuowane. W części na wzgórzu panowały straszne warunki. Wydawało się, że już wcześniej przewidywano ewakuację obozów na Śląsku do tego miejsca, ponieważ chcieli tu zbudować 40 bloków, ale one jeszcze nie są gotowe. Jeden blok nie miał okien, drzwi i wiele rzeczywiście nie miało dachu. Ja zostałem umieszczony w bloku leżącym najwyżej. Po około 1400 osób umieszczono do tych 40-tu bloków. Byli wśród nich Żydzi z wszelkimi obywatelstwami i chrześcijanie. Pomiędzy więźniami był tak ogromny antysemityzm, że więźniowie chrześcijańscy stale bili Żydów. I nigdy nie zdarzył się wypadek, żeby interweniował wyznaczony starszy blokowy , gdy aryjczycy nas bili. Nie mogliśmy nawet leżeć spokojnie na podłodze, musieliśmy siedzieć ścieśnieni na gołej podłodze , podczas kiedy oni leżeli wygodnie na słomie. 24-go stycznia przybyli z Auschwitz trzej kapo . Kapo z trzech najcięższych i najgorszych komand. Jeden nazywał się z Stephan , drugiego nazywano Petterson, trzeci był kapo we Flusskiesdess ( komando kopiące piasek w rzece- przyp. mój ). Komu pozostało coś z prowiantu wydanego w Auschwitz, po prostu wyrywali mu to z rąk a kto nie chciał oddać to go pobili z każdej strony , kijem i rękami. Tak zostaliśmy całkowicie bez jedzenia. Obozowa kuchnia zwykle przygotowywała jedzenie dla 3 000 do 4 000 ludzi. Teraz liczba ta wzrosła do 20 000 do 25 000 ludzi a w następnych 2-3 dniach jeszcze przyszło więcej i stan osobowy osiągnął 60 000 do 70 000 więźniów i stale płynął strumień nowych uchodźców. Tak więc 25-tego stycznia o godzinie 0.30 w nocy dostaliśmy po raz pierwszy po 0.3 litra zupy. W bloku więzień dostał maksymalnie 0.5 litra zupy. W każdym bloku było stłoczone 1000do 1500 ludzi. Zupę wlewano do 50-ciolitrowych kociołków i jeden taki kociołek był przeznaczony dla 15-tu więźniów. Kocioł niosły dwie osoby. Zawsze musiało się zgłosić 10 do 50 osób, które nosiły kocioł z kuchni, która była usytuowana w niższej części obozu. Odległość pomiędzy kuchnią a blokiem wynosiła 700-800 metrów. Droga była w terenie najgorszym z możliwych, błoto po szyję, śnieg po kolana i teren miejscami nachylony. Jedzenie dostawaliśmy codziennie pomiędzy pierwszą a trzecią w nocy. Odbywało się to w następujący sposób: trzech kapo krzyknęli "Ételhordás-do noszenia jedzenia" i w tej samej chwili wszyscy trzej biegiem zaczęli bić grubymi kijami śpiących ludzi tak długo, dopóki nie zgłosiło się 40-50 ochotników. Nie było żadnego powodu, żeby ludzi bić, niejednego martwego po tym znaleziono. Za każdym razem zgłaszałem się na ochotnika, mimo, że noszenie kotła było ciężkie, było to 50 litrów zupy, dla mnie 25 kg wagi a oprócz tego było bardzo zimno i był śnieg. Trudność transportu zwiększana była przez nachylenie terenu, i ciemności. Ja mimo ciemności podejmowałem się tego zadania bo miałem w kieszeni 1 litrowy kubek i podczas takiej podróży co najmniej 2-3 razy ciągnąłem z niego i piłem w czasie drogi. Z każdego bloku codziennie wynoszono zwłoki 3- 35 więźniów przed blok, tu wyznaczeni więźniowie zdejmowali z nich ubranie i nagie zwłoki leżały na ziemi przed blokiem cały dzień. O pogrzebie nie było mowy. Tu doświadczyliśmy w rzeczywistości, że dowództwo niemieckie musi już mieć spore kłopoty, bo do tej pory każdy tydzień wszyscy w bloku byli dezynfekowani a zmiany bielizny były według planu; tutaj nie było to do pomyślenia. Tak więc nie zależało im już na przeciwdziałaniu epidemii tyfusu. Tu choć był rewier, to , jak się dowiedziałem, wszyscy chorzy więźniowie byli uśmiercani zastrzykami.
29 stycznia trzej kapo opracowali nowe łajdactwo. Wszyscy byliśmy przeszukiwani i zabierali wszystko, co mieliśmy w kieszeni i kto oprócz więziennej kurtki miał sweter lub kamizelkę, usuwali z niego. Ja szczęśliwie tego uniknąłem, bo wyskoczyłem przez okno.
Stale przychodziły nowe pogłoski, ze Rosjanie są już blisko, otaczają nas i już nie możemy uciec, ale niestety , były dalekie od rzeczywistości. Siódmego lutego ustawili nasze bloki w szyku i nagle około 4000 więźniów wyszło z obozu. Na drogę wydali po 70 dkg. chleba i 15 dkg margaryny. Jak wychodziliśmy z obozu, było słychać dość dobrze odgłosy wystrzałów armatnich. Tu znów nas załadowali do pociągu, po ok. 70-ciu na jeden wagon. Oczywiście były to otwarte wagony. Teraz już od dwóch tygodni nie myliśmy się, ani wymieniali bielizny, stale leżeliśmy w brudzie i byliśmy zarośnięci. W podróży byliśmy 4 dni i 4 noce, wagony były zamknięte od zewnątrz, jedyną różnicą było to, że było zimniej niż przedtem, poprzednio każdy miał po 2 koce, teraz dwóch miało jeden koc. 10-tego lutego w południe dotarliśmy do Weimaru. Oczywiście teraz już straciłem 10-12 kilogramów. Jedzenie otrzymane w Gross-Rosen zjadłem już 3 dni temu i byłem głodny. Nie trzeba dodawać, że z zimna i głodu mieliśmy już tak zniszczone nerwy, że ludzie rozmawiając denerwowali się do tego stopnia, że rzucali się na siebie z krzykiem, zrywali odzież i bili się. Na dworzec kolejowy w Weimarze pociąg przybył o 11-tej rano i pojechał dalej. Pół godziny później usłyszeliśmy syreny sygnalizujące aliancki nalot. Minęło niecałe dziesięć minut i na wysokości około 2000 metrów pojawiły się alianckie bombowce i na ok. 1500 metrach myśliwce. Był zimny słoneczny dzień i aluminiowe konstrukcje samolotów pięknie lśniły w słońcu , że zapominaliśmy o naszej nędzy i wzmagało poczucie siły i nadzieje , że być może nadszedł już czas wyzwolenia i ten atak zmieni status skazanych niewolników. Maszyny nie wychodziły poza dworzec kolejowy, ale stale atakowały schodząc w dół , krążąc po okręgu
Kiedy dwie maszyny będąc na wysokości ca 400 m skierowały się na nas, wyciągnęliśmy biały znacznik linii i w tej chwili ucierpieliśmy od deszczu bomb różnej wielkości, był ogłuszający huk. Pierwsza bomba trafiła bezpośrednio w wagon koło mnie. W ciągu kilku sekund cała stacja była spowita w dym i płomienie. W powietrzu fruwał piasek, części wagonów i wraku lokomotywy. Wyskoczyliśmy z wagonów, ja ukryłem się pod wagonem.
Ten atak trwał godzinę i niestety pochłoną wiele ofiar spośród więźniów. Biorąc pod uwagę, że niemal wszystkie tory były zniszczone, przeniesiono nas na odległy o ok. 800 metrów zespół bocznic. Stąd o 19.30 wyruszyliśmy pociągiem do Buchenwaldu. Tu już było po 110 ludzi w jednym wagonie, naturalnie razem z rannymi, był straszny płacz po drodze. Buchenwald leży o 8 km od Weimaru ale o 1200 metrów powyżej, przyjechaliśmy wieczorem o 11.15. Wszystkich upchnięto w pomieszczeniu w takim ścisku, że nie byliśmy się w stanie ruszyć. Rozglądając się zauważyłem, że pokój ten był wykorzystywany w celach kąpielowych. Natychmiast pomyślałem o komorze gazowej, bo tam też ludzie byli tak upychani. Próbowałem się jakoś wydostać, ale się nie udało. Nerwowość osiągnęła szczyt, chrześcijańscy więźniowie bili i kopali Żydów. Rano o wpół do siódmej skierowali nas na otwarty teren otoczony drutem kolczastym, gdzie czekaliśmy na możliwość pójścia do łaźni.
Do 19-tej wieczorem staliśmy głodni i spragnieni na zimnie, rannych i słabych zabrali do komory gazowej. O19.30 skierowali nas do łaźni, tu przeszliśmy prze pokój, gdzie odebrali nam każdy kawałek ubioru, z paskami i butami włącznie, które pozostawiono nam w Auschwitz. Tu pożegnałem się z moja odzieżą i butami z Pesztu. W pewnej chwili ukradłem okulary, wiedziałem, że później można je będzie dość dobrze wykorzystać. Później poszliśmy do innego pokoju, gdzie trzeba było otworzyć usta, świecili w nie latarkami. Musieliśmy podnieść nasze ramiona w górę, a nawet wszyscy będąc nadzy musieli się głęboko pochylić i sprawdzali w odbytnicy, czy nie ukrywamy jakichś kosztowności. Ostrzygli nas ponownie. W niedzielę wieczorem o godzinie 23, upchali nas 380-400 nagich ludzi w pomieszczeniu o szerokości 6 m i długości 20 m . Potem stwierdzili , że :” wieża ciśnień została trafiona, teraz czekamy na wodę, w chwili obecnej nie ma kąpieli”. Potem zamknęli drzwi. Straszne sceny miały miejsce . Przez prawie miesiąc nie spaliśmy , bo byliśmy śmiertelnie udręczeni. Zamknęli nagich głodujących ludzi na pełne 4 dni, byliśmy tak blisko siebie, że prawie oddychaliśmy sobie w usta. Oczywiście dosłownie nie pomyślano o żadnych naszych potrzebach. Zużywaliśmy tyle powietrza, że rano 5% więźniów było uduszone lub zmarło z głodu. Ci położyli się na ziemi lub siedzieli. 12-tu przebywało cały dzień zamkniętych w ten sam sposób, co oczywiście spowodowało jeszcze więcej ofiar. Trzeba było największej samodyscypliny ,aby nie stracić panowania nad sobą, aby nie złamać się czy wpaść we wściekłość. Wiele osób dostało histerycznych drgawek i pogorszył się ich stan duchowy.
Wiedziałem, że wzburzenie prowadzi do szaleństwa nie tylko dlatego, że byłem w kilku miejscach. Był już niewyobrażalny brud i smród, jak również 400 osób załatwiało tutaj swoje potrzeby, trupy leżały w tym, a my tam siedzieliśmy. W końcu tego wieczora rzeczywiście poszliśmy do kąpieli. Po kąpieli dostaliśmy drewniane chodaki, więzienne spodnie i więzienną kurtkę w pasy. Śnieg padał bardzo mocno i cierpieliśmy z zimna. PO 128 godzinach głodowania w końcu dostaliśmy po 20 dkg chleba i 1 litr zupy kartoflanej, a następnie wprowadzono nas do baraku w budowie bez okien i drzwi, gdzie musieliśmy leżeć na cementowej podłodze bez koców. Tu było kiepsko. Po 13-tu dniach były takie zamiecie i było tak zimno, ze całkowicie zastygliśmy i oni też widzieli, że nie możemy tam zostać i zawieźli nas do pomieszczeń kina w obozie Buchenwald. Tam znajdowały się gęsto ławki i upchano tam 3500 ludzi. 14 lutego musieliśmy podawać nasze dane do biura, ja powiedziałem , że jestem stolarzem. Dostałam też nowy numer: 127 032. W kinie przebywałem do dnia 20, codziennie dostawaliśmy do jedzenia po 15 dkg chleba i 3 / 4 litra zupy. Żeby dostać posiłek, musieliśmy przejść w szyku pieszo w otwartym terenie co najmniej 3 godziny a potem znowu na obiad. Tutaj jeden tydzień spałem siedząc na ławce, w wyniku czego bolały mnie miejscowo plecy, i znowu straci lek ok. 8 kg wagi. 21 lutego zabrali nas z kina i ulokowali w baraku nr 62. Umieszczono nas tam ok. 1500 osób. Około 1000 ludzi dostało tam miejsce do spania, ja jako węgierski Żyd oczywiście nie dostałem. Należy zauważyć, że nie zetknąłem się z SS podczas cały czas mojego pobytu w Buchenwaldzie- poza apelami. Ale starsi blokowi nie różnili się wiele od nich. Pechowo w 62 bloku starszym blokowym był najokrutniejszy niemiecki bandyta i zabójca, który był pełen nienawiści do Żydów. W 62 bloku każdy dostał jeden koc, blokowy nie pozwalał go zabierać na apel, a jak wróciłem na blok, już go nie znalazłem. Apel trwał półtorej godziny, ale wieczorem blokowy stale wygłaszał antysemickie mowy , trwające półtorej godziny, nawet w zimne dni. Pewnej nocy doszło do uszu starszego blokowego, że istnieje wśród więźniów organizacja, która ma na celu w decydującym momencie wojny przede wszystkim wyeliminować starszych blokowych. Blokowy powiedział : „Wy brudni, nędzni Żydzi, czy wy myślicie, że Niemcy nawet , gdyby przegrali wojnę nie mają dość siły, żeby was wykończyć? Tak czy owak, żywi stąd nie wyjdziecie.” I od tego dnia 2-giego marca cały 62 blok miał co noc apele trwające po 1.5 godziny , na których staliśmy prawie nago na zimnie.
Drugiego marca poszukiwali stolarzy i ja też zostałem skierowany do nich. Nie mogliśmy się doczekać, żeby uciec z tego obozu , mimo że wiedziałem, że z tym wyzwoleniem jest coraz gorzej. Od kilku miesięcy czekałem, że w marcu już przyjdzie ciepło, niestety nie przyszło, szalała wciąż okrutna zima. Trzeciego marca wyruszyliśmy w południe, oczywiście podczas tego worek zrobiony ze szmat z moimi rzeczami został mi odebrany i dostałem w policzek. Od 18-tego stycznia nie spałem w łóżku, stale na twardym miejscu spałem. Od głodowania straciłem dużo wagi ciała. Z 85 kilogramów straciłem co najmniej 30 kg. Moje ciało było już zdegradowane, na wszystkich chrząstkach miałem już odleżyny. W zamkniętym wagonie jechało nas 70 rzemieślników. We wszystkich wagonach było po trzech SS eskorty. W moim wagonie był jeden rumuński SS , jeden ukraiński i jeden ze Szwabii. Ci byli dogodnie usytuowani w środku wagonu. Po lewej i po prawej stronie mieli po 35 więźniów. Te 3 SS mieli surowy rozkaz, że do końca drogi mamy siedzieć na miejscu. To było dla mnie katastrofalne. Siedzenie na twardej podłodze na uszkodzonych pośladkach było nie do zniesienia i odczuwałem rozdzierający ból. W jedną noc nie mogłem już znieść siedzenia i wstałem. Zauważył to ukraiński SS i przez 5 minut w ciemności bił mnie klamrą od paska.
Na szczęście trzymałem przed sobą kij, którym się osłaniałem i udawałem jęki w odpowiednim momencie korzystając z ciemności. Następnego ranka zdziwił się i daremne szukał pobitej osoby. Codziennie dostawaliśmy raz jedzenie, zaskakująco dużo, pół kilograma chleba, 5 dkg mięsa, 5 dkg margaryny. Gdziekolwiek przejechaliśmy widzieliśmy wszystkie spalone wioski, miasta i stacje kolejowe. 8-03-45 przyjechaliśmy do Bissingen. Niestety zima szalała i śniegu było 20 cm. Z Bissingen było do Francji 80 km, do Szwajcarii 100 km. Przed obozem była góra wysokości 700 metrów i na niej wspaniała rezydencja zamkowa. Podobno w tym czasie były tam apartamenty Petaine’a. W pbozie panowały zupełnie prymitywne warunki, składał się w sumie z czterech bloków, w których mieszkało z nami 1200 więźniów.
Była tylko jedna umywalnia, i jedna barak kuchenny. Mieszkańcami obozu byli polscy Żydzi i węgierscy Cyganie. Cyganie ci zostali wydani przez Szalasiego w listopadzie 1944 roku.
Bloki były ogrzewane i było to miejsce dość przyzwoite. Roczne np. Lagerführer # # lt SS.
Podczas zimy w tym obozie szalała straszna epidemia tyfusu, która tylko w lutym pochłonęła 1500 ofiar. Po przybyciu na miejsce natychmiast oddzielono różnych rzemieślników.
Wyżywienie było najgorsze z możliwych i choć w magazynie było 12 000 bochenków chleba , co dzień wydawali nam tylko po 15 dkg. Chleb był jak czysta glina i był pokryty błotem (sártenger ). Dostaliśmy 3 wolne dni aby się zregenerować po trudach drogi. 12 marca , w poniedziałek, przydzielono nas do pracy . Miejsce pracy było odległe od obozu o 800 m. Po drodze grunt był tak ilasty, że wszystkim spadały z nóg drewniaki. Tu po raz pierwszy spotkaliśmy mężczyzn z Organizacji Todta. Do miejsca pracy eskortowali nas SS z psami. Tam przejęli nas ludzie z OT i skierowali do pracy. Dużo bardziej efektywnie używali nas niż SS i nie tylko nami kierowali, ale także wykonywaliśmy najtrudniejsze zadania. Z daleka wydawało się , że jakąś niechęć czuli do SS. Musieliśmy wykonywać bardzo ciężką pracę fizyczną : rozładunek wagonów, drewna, szyn, kamienia , kotłów i przenoszenie ciężkich materiałów. Niemcy położyli do ziemi ogromne rury i z lokalnej ziemi chcieli wyodrębnić benzynę i ropę naftowa. Pracowaliśmy tu już od około 3 miesięcy i nie mogliśmy wyprodukować ani litra. Tu już czułem, że moje siły się wyczerpują i obiekt o wadze 10 kg mogę podnieść tylko z największym wysiłkiem. Od stania bolały mnie nogi. Wreszcie w dniu 14-03-45 przyszła pełnej mocy długo oczekiwana wiosna. Żywiłem stałe obawy w tym względzie, że nie będzie można długo na takim wyżywieniu i przy tak ciężkiej pracy fizycznej i przy tak pogarszającej się kondycji fizycznej funkcjonować w tym miejscu. 15-03-45 zauważyłem rano, że moja noga jest strasznie spuchnięta, wieczorem obrzęk doszedł do mojego kolana. Wieczorem poszedłem na rewier, gdzie pewnie polski aptekarz (który tam był główny lekarzem ) znalazł, że moje serce i nerki nie pracują prawidłowo i powodują obrzęk kończyn. Rano 16-03-45 dostałem się na rewier . To było całkiem czyste i dobre miejsce . Spędziłem trzy dni na rewierze, następnie dostał się ponownie do pracy .Należy wspomnieć, że podczas mojego pobytu w Bissingen co minutę wyły syreny i alianckie samoloty na wysokości 200-300 metrów kuloodporne i bez asysty samolotów ochrony, wchodziły i pozostawały w granicach Niemiec, jak chciały. Były dni, że syreny wyły tylko raz, nie mogli nas wypuszczać. Teraz widziałem, że to nie może potrwać długo, tylko czy ja przeżyję? Należy również zauważyć, że na każdy dźwięk syreny „ bohaterowie „ z SS chowali się do swojego bunkra i z uwagi na odłamki nie odważali się wyjść. My musieliśmy kontynuować prace. Po całym dniu pracy 20-01-45 ponownie skierowali mnie na rewier. Ale teraz już miałem taki ból w tylnej części ciała, że nie mogłem siedzieć ani leżeć ani się wyprostować. O kulach jeszcze przez 3 dni chodziłem, ale wyniknął nieprzyjemny problem w związku z pozostaniem w szpitalu. Ostryollal leczyć. Pojawiła się i stale wypływała krew i ropa. Ten ropowiczy guz musiał być operowany ale nie chciał się tego podjąć aptekarz- lekarz. Tę Wielkanoc spędziłem w szpitalu. Pogoda zmieniła się znowu i deszcz i zimny wiatr został zastąpiony przez przyjemne wiosenne dni. 5-04-45 nie byłem w stanie zrobić nic z sobą i wyszedłem w największych bólach z rewiru i dostałem dwa dni wolnego dla polepszenia stanu. W dniu 7-04-45 usłyszeliśmy, że przy granicy ze Szwajcarią alianci podjęli działania i zaczęliśmy znowu mieć nadzieję, że teraz nie będą mogli zabrać nas do transportu, ale że alianci nas otoczą i zostaniemy wyzwoleni. Niestety tak się nie stało. Ósmego kwietnia wszyscy chorzy więźniowie z obozu zostali wprowadzeni na otwarte wagony węglarki , które otwartą górę miały zadrutowana drutem kolczastym, w zwykły sposób załadowali po 70-75 ludzi do wagonu, tylko że teraz straciłem zupełnie na wadze, byłem już słaby i poważnie chory. Na szczęście ten czas był o wiele lepszy po drodze nie było deszczu, bo ze względu na zardzewiały rut kolczasty nie mogłem się rozciągnąć. Było wielu takich, którzy byli już tak osłabieni, że zmarli, gdy usiedli w wagonie bez ruchu. W jednym wagonie po czterech dniach i czterech nocach podróży, było przeciętnie po 20-22 zmarłych. Czułem ból nie do zniesienia, stale z rany płynęła krew i ropa a guz już urósł do rozmiarów mniejszego melona. Ani siedzieć, ani stać, ani uklęknąć w jednym miejscu nie mogłem dłużej niż 5 minut, ale nie mogłem się ruszyć z powodu miejsca. Dotknięcie rany powodowało piekielny ból. Ale musiałem znosić nie tylko dzikich towarzyszy, którzy nie zachowywali stałego miejsca i w każdej chwili przy wstrząsach znosiłem kopnięcia . Poza tym starszy wagonu był szorstkim i złośliwym niemieckim aryjczykiem, który nigdy nie był kapo, czy majstrem, był zwykłym więźniem i teraz cierpieliśmy od jego manii okazywania władzy , bo stale bił słabych i chorych ludzi. Racja żywnościowa w drodze była ¾ kg chleba i 5 dkg marmolady, ale starszy wagonu w zmowie z SS kradli prawie wszystko. Rankiem 11-04-45 ogarnęły mnie nudności, Culem, że spóźnia mi się tętno, miałem trudności z oddychaniem i pogorszyła mi się zdolność widzenia, obraz mi pociemniał, czułem, że nie mogę tak zostać w tym rozmieszczeniu, bo nie wytrzymam pół godziny. Wysiliłem się i rozciągnąłem siatkę nad głową do tego stopnia, że mogłem wychylić głowę, nie dbałem o nic innego, miałem świeże powietrze. Następnie przez piętnaście minut wstrząsał mną konwulsyjny płacz, ale potem było mi lżej. O północy wstrząsną wagonem głośny hałas, wywołany tym, że zdesperowani ludzie w sytuacji nie do zniesienia zaczęli się kopać i walczyć pomiędzy sobą. Jeden z SS usłyszał hałas, otworzył drzwi wagonu i spytał pierwszego więźnia, co jest powodem tego hałasu. Więzień odpowiedział, że nie wie, a ten zastrzelił go na miejscu. Kolejne dwie osoby musiały zabrać ciało do wagonu. Przed południem zobaczyliśmy się, że był to 16-letni Cygan. Wreszcie na 12-tą przybyliśmy do Allach. Dwadzieścia procent więźniów z wagonów nie była w stanie ustać na własnych nogach. Nie wiem, co się z nimi stało, prawdopodobnie zostali zabici. Obóz w Allach był położony w odległości ok. 2 km od stacji, dla mnie to była strasznie długa droga, ledwo się ciągnąłem. Teraz wszystkie osoby słabe jak ja, zostały umieszczone na całkowicie ogrodzonym terenie. Tu poznałem po raz pierwszy Węgrów, ale głównie Żydów z Oradea, którzy niemal wszyscy byli na stanowiskach kierowniczych. . W tej części obozu byli tylko 3-SS, którzy zachowywali się całkiem normalnie. Już bardzo odczuwaliśmy, że koniec wojny jest bliski. Nękał nas straszny głód. W jednym miejscu znalazłem zielone liście szpinaku, a w ustronnym, brudnym miejscu znalazłem surowe ziemniaki. Nie dbałem o konsekwencje, zacząłem je jeść razem z zabrudzonymi skórkami. 14-04-45 w końcu w sobotę wieczorem mieliśmy ustawić się w kolejce po jedzenie. Do kolejki zgłosił się rzeczywiście wielki tłum. W małym pokoju dali mi 5 dkg kiełbasy, 15 dkg chleba i natychmiast musiałem przechodzić dalej do ciemnego dużego pokoju. Wtedy w ciemności rzuciło się na mnie co najmniej dziesięć osób, przycisnęli mnie do ziemi, zabrali mi jedzenie z rąk, strącili okulary , nie mogłem ich odnaleźć. Nie tylko po czterech dniach głodówki musiałem dalej głodować, ale jeszcze bardzo pobili mnie w ranę. W ciemności w pokoju zaatakowali mnie Ukraińcy.
15 –tego w niedzielę w końcu ranę obejrzał węgierski lekarz, który natychmiast zorganizował kąpiel, ogolili całe moje ciało i natychmiast zabrali na salę operacyjną. Dwóch lekarzy wykonywało operację, potem opatrzyli mi ranę i już po godzinie poczułem się dużo lepiej.
Zostałem umieszczony w rewierze nr dwa obozu w Allach , gdzie na łóżku leżały dwie osoby Miałem już wtedy nie więcej niż 42 kilogramów, zmarszczki, rany, czyraki i ciało pokryte roztoczami. Codziennie wydzielano nam po ¾ litra i po 10 dkg chleba. Ja trzymałem się razem z Żydami z Oradea, którzy mieli znacznie lepsze rzeczy, ponieważ Żydzi z Oradea mieli przydziały pracy w kuchni, skąd zawsze wysłano im jedzenie. Ja nie odważyłem się nawet pomyśleć , aby ich o to zapytać. Potem nas 19-tu dostało się na rewier numer jeden.
Ten rewier został nastepnie zbudowany. Spaliśmy bez materacy na dwupiętrowych drewnianych pryczach. Jedyną pościela był koc. Nie było okien, temperatura 7-6 stopni ciepła, miałem już mało sił żywotnych, tygodniami miałem anemię a z powodu kończyny ledwie nie umarłem. Ten rewier to nie był szpital, nie było lekarstw. Dziennie w koło południa o godzinie pierwszej przychodził lekarz, który został poproszony aby wysłuchać skarg, ale z braku lekarstw niestety nie mógł pomóc. Tutaj wielu chorych zmieniało się codziennie, wielu umierało, przychodzili nowi. W trudnej sytuacji ze starej rany rozprzestrzeniło się jątrzenie, po obu stronach ciała pojawiły się wrzody, z których stale sączyła się ropa i krew. Lekarz prawie codziennie nacinał mi nowe , robił to bez znieczulenia i lekarstw. Lekarz skarżył się, że nóż nie tnie dobrze, nie wspominając, że zostawiali ranę otwartą ze względu na brak nici chirurgicznych nie mogli jej zaszyć. Kiedy byłem już w takim stanie, że mogłem leżeć na twardym drewnie tylko na brzuchu, dostałem takich wrzodów nawet na uszach. Trwało to aż do 27-04-45, kiedy w minutę rozeszła się nowa wiadomość, że Amerykanie są już tylko o 20 km, już tylko 10 km, już tylko 2 km. 30-04-45 SS uciekli z obozu, więźniowie ustawili białą flagę i również przejęli straż. O godzinie 23 wieczorem powietrze zatrzęsło się od wystrzałów armatnich. Na prawo od nas w odległości 400 m były ustawione działa przeciwlotnicze SS a w takiej samej odległości na lewo od nas stały amerykańskie armaty. Ci ostatni rozpoczęli szalony ostrzał pozycji SS. Oczywiście ci im odpowiadali ogniem. W każdej minucie sądziliśmy , że trafią w rewier. Oba rewiery otrzymały bezpośrednie trafienia pociskami, ściany rozpadły się na całej długości, ciśnienie powietrza rzuciło mnie pod łóżko i 3 cm od mojej głowy upadł 12 centymetrowy odłamek. Ale włos mi nie spadł a głowy. Niestety było bardzo wiele ofiar. Dr Béla Molnár , naczelny lekarz z Oradea zginął z roztrzaskana głową. Szczerze go opłakiwałem, nie tylko dlatego, że był dobrym lekarzem, ale także jako człowiek był również doskonały. Dla wielu rzeczy potoczyły się później w inny sposób, jeżeli pozostali przy życiu. Najpierw pochowano zmarłych więźniów. Ich grób jest w Allach. W końcu o świcie w dniu 1-05-45 o wpół do szóstej , pojawili się Amerykańscy żołnierze, przyjęliśmy ich ze łzami w oczach, z radością i wdzięcznością .Ja byłem taki chory, że jż nie byłem w stanie wstać i nie mogłem w pełni doświadczyć radości wyzwolenia. Następnie już epidemia tyfusu wybuchła w obozie, ja byłem pełen wszy. Amerykanie oglądali wychudzone szkielety jak horror, przysłali sędziów, i natychmiast fotografowali umieszczone przed blokami zwłoki więźniów. Amerykanie natychmiast chcieli pomóc dostawami żywności, ale nie z własnej winy spowodowali poważne kłopoty. Każdy litr zupy miał po 10 dkg tłuszczu lub boczku, oprócz tego każdgo wieczora osobno dawali po 10 dkg margaryny. Nie mieli pojęcia, że już od wielu miesięcy, więźniowie nie tylko nie jedli tłustych potraw, ale nie otrzymywali minimum pożywienia.
Z tego powodu, już następnego dnia nastąpił gwałtowny efekt tłustego posiłku. Biegunki dostali wszyscy, łącznie ze mną, i nawet bardzo niewielka liczba więźniów, którzy pozostali, również zachorowała. Niewiele brakowało, abym w następnych kilku dniach zmarł. Tłusty posiłek zabrał dwóch moich pozostałych przyjaciół z Auschwitz, którzy tam zmarli. Ta biegunka nas wykrwawiła. Ja dostałem ją jak inni. Kiedy Amerykanie zorientowali się, były już setki ofiar. Teraz byłem w niemożliwej sytuacji. Miałem świeże, otwarte rany i do tego straszną biegunkę, twarde łóżko, na zimnie bez ubrania, sytuacja była prawie nie do zniesienia! Od drugiego do szóstego maja byłem w śniegu. Zaniesiono mnie do pokoju, gdzie mogłem załatwić swoje potrzeby. Pokój był pełen zawszonych chorych z biegunką, których rokowania według lekarzy były najgorsze . Większość z tych chorych nie była w stanie zejść z łóżka aby załatwić swoje potrzeby. Beczka już pierwszego dnia była pełna, nikt jej nie wyciągnął i już w kilka dni cały pokój pływał w nieczystościach. Byliśmy świadomi że śmierć jest tak blisko, że jest niemal namacalna. Trzeba tylko zapaść w sen, i nie obudzić się już. Wieczorem trzeciego maja jeden z lekarzy, którzy zauważyli że jestem nieprzytomny, powiedział, że mogę umrzeć do jutrzejszego rana. To orzeczenie było równe śmierci. Byłem również świadomy, że jeśli zostanę tutaj, to też zginę. Nie chciałem, żeby mnie jutro rano wynieśli do umierających. Zebrałem wszystkie siły i zszedłem z pryczy, zobaczyłem niedaleko ode mnie, że trzy kobiety piorą bieliznę. Poszedłem tam z dużą trudnością i poprosiłem te kobiety , żeby ze względu na to, że moje ręce przez 4 tygodnie nie dotknęły wody, byłem strasznie zarośnięty i na ubraniu roiły się wszy, nie zechciały by mi dać trochę ciepłej wody, żebym się mógł umyć. Podczas naszej rozmowy jedna kobieta, którą znałem z Pesztu powiedziała mi, że muszę trzymać się tak, aby nie wpaść razem. Kiedy po pół roku spojrzałem w lustro, zobaczyłem nieznajomego , 65 latka, który stracił 35 kg wagi , obcego , obrzydliwego człowieka. I cierpiałem przez 10 dni od tej wykrwawiającej choroby, ale silna konstrukcja ciała to wytrzymała. 1 maja ponownie dostałem się do innego rewieru. Tu już otrzymałem bardziej humanitarne traktowanie, zwłaszcza dzięki uprzejmości lekarzy: dr. Wirtmanna z Pesztu i dr. Gara z Oradea. Cierpiałem od ran przez cztery tygodnie, podczas kiedy moja temperatura ciała wynosiła 35,6 stopni rano , a wieczorem dochodziła do 38,8 stopni. 21 maja zachorowałem na tyfus plamisty . Zdecydowanie wciąż szalała epidemia tyfusu, ale na szczęście pochłonęła tylko 10% chorych. 25 maja poszedłem z Czechami do domu, z ciężkim sercem myślałem, jak będzie sytuacja w domu. 4 – czerwca wpadłem przez tyfus. Zabrali mnie do głównego szpitala w Dachau amerykańskim samochodem Czerwonego Krzyża, który odwoził najsłabszych chorych, którzy nie mogli chodzić. Obsługiwani byliśmy przez węgierskie pielęgniarki i leczeni przez wysokiej rangi lekarzy Wehrmachtu i musze powiedzieć, ze oprócz 1-2 węgierskich lekarzy byli znacznie bardziej humanitarni, jak nasi..
10-czerwca, kiedy zacząłem się już wzmacniać, stwierdzono u mnie inną chorobę: za[Alenie jelit. Zamiast przybrać na wadze ponownie spadłem do 45 kg. Po dwóch tygodniach ścisłej diety zdrowotnej znowu mogłem jeść wszystko i taki miałem apetyt, że nie troszcząc się o amerykańskich żołnierzy straży, poszedłem do szpitala, aby zdobyć jedzenie. 19-tego czerwca przewieziono mnie do innego szpitala, który nie był tak wygodny jak poprzedni, ale jedzenie było dobre. 28 czerwca nie byłem już zdany na opiekę i wyszedłem ze szpitala. Tu spotkałem dwie damy z Pesztu, które pracowały w biurze dla amerykańskiej centrali. Każdego wieczoru otrzymywałem od nich chleb, masło, jaja. W kuchni spotykałem się też z przyjaciółmi z Budapesztu, którzy dzielili się ze mną jedzeniem. Teraz już moim celem był powrót do domu. Aby to zrobić, musiałem się jeszcze bardo wzmocnić. Na początku lipca pojechałem do Monachium, aby wykupić indywidualny paszport na podróż. Niestety urzędowo nie byłem w stanie tego załatwić. Monachium przedstawiało straszny widok, ale mnie to sprawiło satysfakcję. W mieście nie pozostał jeden nienaruszony dom. Podróż do Monachium nie uszła mi bezkarnie. Z wycieczki wróciłem ze słabszymi nogami i ponownie musiałem się położyć na tydzień z po
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:09, 30 Sie 2013 Powrót do góry

z powodu zapalenia stawów. Na początku sierpnia umieścili w obozie koncentracyjnym w Dachau 12 000 jeńców wojennych z Węgier, którzy przybyli obdarci i byli raczej w złym stanie. Mieli własną odzież i buty, nie ostrzygli ich i nie pobili. Nie mogli porównywać swojej sytuacji do naszej. Jednak każdy byłby przysiągł, że prywatnie byli przyjaciółmi Żydów, a do opuszczenia kraju zmusili ich tylko Niemcy i naziści. Więźniów z SS do tej pory umieszczono w obozach koncentracyjnych i byli zatrudniani do lekkich prac fizycznych w godzinach od 8 rano do 17 po południu. Kary fizyczne uderzeniem kijów nie są stosowane, mają swoje ubrania, nawet, jeżeli zwrócili się do amerykańskich żołnierzy o papierosy, dali im. Kiedy wyjaśniłem amerykańskim żołnierzom, jak strasznie ci młodzi ludzie z SS nas traktowali i że są teraz w stosunkowo korzystnej sytuacji ; żołnierz odpowiedział: "My jesteśmy wolni ludzie ludzie, nie wiem o złym traktowaniu" 7 sierpnia wziąłem prowiant z 15-tego bloku. Po krótkim okresie sześciu tygodni moja waga ciała wzrosła do 44 kilogramów i 21 sierpnia, postanowiłem spróbować wrócić do domu.
W dniu 21 sierpnia w południe z koszar Funk w Monachium wyruszyło do domu 500 obywateli Rumunii i Węgier. Pechowo na 21 samochodów wsiadłem do samochodu, który na trasie złapał defekt i miałem w Pilźnie pełny dzień opóźnienia. Stamtąd udaliśmy się pociągiem do Pragi. I nie może pozostać niezauważone humanitarne zachowanie Czechów, każdego człowieka z osobna i wszystkich razem a także "ludzi" w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa. Na dworcu w Pradze odkryliśmy 3 SS-manów jedną kobietę z SS. Byli więźniowie pobili wszystkie cztery osoby nie do poznania. "Odważni" i "bohaterscy" przedstawiciele narodu niemieckiego, którzy z narzędziami zabijania w rękach tak „chwalebnie „ i "odważnie" występowali przeciwko bezbronnym więźniom, teraz i zachowywali się jak tchórze, i teraz wszędzie znosili upokorzenia. 26 sierpnia dotarliśmy do Bratysławy, gdzie podczas wysiadania z pociągu utraciłem moją torbę, płaszcz i dokumenty. O godzinie 0.20 tego samego wieczoru mój pociąg zatrzymał się w Budapeszcie, i 27-05-45 , w poniedziałek o godzinie 13-tej ; po 431 dniach nieobecności ; w południe dotarłem do Budapesztu. Poszedłem prosto do domu. Po drodze widziałem rezultaty destrukcyjnej pracy nazistów i Niemców. Znalazłem moje mieszkania, sklep został splądrowany, mój brat został pobity na śmierć na Ukrainie, moja siostra była ofiarą hitlerowskiego terroru , moją matkę, która straciła brata, znalazłem ciężko chorą w szpitalu Rocha .Wśród osób dla mnie wartościowych; uratowała się żona wśród okoliczności zagrażających życiu.W 1945 wszystko zlikwidowałem. 16 grudnia wypłynąłem do Palestyny ku lepszej przyszłości.
W protokole do uwierzytelnienia danych chciałbym wspomnieć kilka nazwisk, część osób żyje , ale niestety są i tacy, którzy od tego czasu zmarli: Spronz József, Weisz Miklós, Fábián Zoltán, László Károly, Gelb Zoltán, dr. Sebő István, Sebő György, dr. Bruck Miklós, dr. Wittmann István, dr. Wirtmann Bela , Armin Schwarz mieszkaniec Budapesztu,Acél István , Pető Lászlóné, Grisz Károly, Kun László. Mieszkaniec Székesfehérvár. Moizes Izsó
Novi Sad, Fischer József i jego syn z Szabolcs, László Fein, dr. Gara István, dr. Molnár Béla, dr. Sándor Jenő i jego syn, dr. Bársony István mieszkaniec Oradea.
Podsumowanie- obóz Gross Rosen
Gross-Rosen jest wymieniany jako obóz zbiorczy/ rozdzielczy bądź przejściowy internowanych z /do Reichenbach, Langenbielau, Peterswaldau, Landeshut, Breslau, Brieg, Hirschberg, Kurzbach, Markstadt, Trachenberg, , Funfteichen, Birnbaumel, Bolkenhein, Neustadt, Gorlitz, Hochweiler, Weiswasser, Gleiwitz, Blechhammer,Monowitz, Jaworzno, Janina. Rownież końcowa ewakuacja obozu w Auschwitz/ Birkenau/Monowitz była prowadzona częściowo via Gross-Rosen.

41 . Obóz Breslau Wrocław Psie Pole i Leśnica
73,104,126,306,380,457,480,1067,1106,1330,1399,1400,1466,1518,1572,1608,1630,1656,
1757,1759,1958,2071,2152,2195,2202,2366,2925,2940,3125,3273,=30
73,M, ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 4 dni ) Erlenbusch (4 miesiące ), Hausdorf ( 6 tygodni ), Schweidnitz (3 tygodnie ), Breslau-(3 miesiące ), Flossenburg (3-m-ce ), Wien (1mc ), Hamburg (1mc), Dresden ( 2 m-ce), Theresienstadt- do wyzwolenia.
……. Z Amerykanami zabrali nas do Breslau. Nie było pracy z powodu ciągłych bombardowań, to nie było warte pracy. Rano, Rano o 4-tej była pobudka i apel dla policzenia stanu. Jeśli nie padało i nie było złej pogody, apel trwał godzinami, i mówiono, że powinien zostać przedłużony. Codziennie na osobę było pół litra zupy, 1 kg chleba na dwunastu – raz na tydzień do 10 dni - trochę kiełbasy. Ja tu trochę przyszedłem do siebie , bo nie było pracy. Kiedy Rosjanie byli coraz bliżej od nas, wyruszyliśmy w kierunku Flossenburga. Poszliśmy pieszo. Po drodze mój tata był bardzo słaby, ledwo mógł iść. Ci, którzy nie mogli już iść, byli ciągnięci za szyję i nogi, dopóki żyli. Potem tam zostawiali na drodze. Dlatego musieli nas odłączyc od towarzyszamy. Wlokłem tak trzy osoby. Mój tata nie pozwolił się przeciągnąć na drodze - krzyknąłem, prosiłem, żeby go tak nie traktowali. Chcieli go dobić strzałem. Prosiłem, żeby tego nie robili. I powiedzieli mi, że musi umrzeć, bo nie może iść dalej. I obiecałem go wziąć plecy. Jakoś ułaskawili go i poszliśmy dalej. Trzy kilometry przed Flossenburgiem powiedział: "Jestem chory Sulikám " - w domu zawsze nazywali mnie Sulikám - Wziąłem go na plecy i poszedłem dalej, ale byłem w stanie go nieść tylko pół kilometra. I byłem już zbyt słaby, ponieważ jedzenie dawałem mojemu ojcu tak, aby lepiej sprostać marszowi. Niemcy powiedzieli , żebym się tak nie dręczył " Du machst dich auch kaput – doprowadzisz do śmierci także siebie". Ja tylko starałem się utrzymywać, ale nie mogłem. Zdjęto mi go pleców i zabrał ok.. 20 kroków. Zastrzelili go. Nawet powiedział: "Smai Jíszroél.” Zabili go strzałem w głowę. Pozwolili mi pozostać przy ciele ojca przez 5 minut. Płakałem i opłakiwałem, - a następnie poszedłem do Flossenburga. We Flossenburgu pracowałem w krematorium. Pracowało tam dwunastu młodych chłopców jak ja. Przywożono sześciu zmarłych i sześciu wkładaliśmy w ogień. Otwieraliśmy właz pieca wrzucaliśmy zwłoki. Podczas spalania zwłoki nieco puchły - jak w przypadku spalania papieru - członkami były w ruchu, a następnie całe ciało obejmował ogień. To nie do oglądania. Przyzwyczaiłem się. W piecu mieściło się 36-ciał. Pewnego dnia spaliliśmy również 300 zwłok. Spaliłem jednego mojego przyjaciela z Ökörmezőn, Joela Landaua. Na obiedzie byliśmy jeszcze razem przy stole, twierdził , że jest słaby. Zachęcałem go do wytrwania , gdyż fronty nadchodza ito nie może trwać długo, aż nas uwolnią. Następnie udałem się do toalety, kiedy wróciłem, leżał martwy na podłodze. Wrzuciłem go w ogień, ale nie chciałem patrzeć na palenie. Palenie transportu trwalo dwie i pół godziny. Zapach był okropny. Co dwanaście dni piec odstawiano do czyszczenia z popiołu po spaleniu. W tym czasie piec był jeszcze strasznie gorący i pełny dymu. Tu musieliśmy oczyszczać piec z popiołów naszych braci, przyjaciół . Zwykle było dość jedzenia w krematiorium, ale nie mogłem jeść, byłem raczej słaby. Z Flossenburga dostałem się do Wiednia . Po drodze spotkaliśmy węgierskich żołnierzy Strzałokrzyżowców , którzy ubrani byli w uniformy SS. Zapytaliśmy ich o wodę . Nie dali nam. We Wiedniu umieszczono nas o 2 km od miasta w pasterskiej szopie. Pracowaliśmy w lesie. Codziennie dostawaliśmy bochenek chleba na dziesięciu - był to mały chleb żołnierski - i 1 litr zupy. Kilka tygodni później przybyliśmy do Hamburga, gdzie pracowaliśmy w lesie i mieliśmy takie same racje żywnościowe . Z Hamburga przyszliśmy do Dresden, gdzie pracowaliśmy przez osiem tygodni. Porządkowalismy ruiny stacji, wyżywienie było bardzo słabe. Podczas pracy zostaliśmy ofiarami ataków bombowych. Było 34 zabitych ,ja byłem ciężko ranny z 35-cioma innymi. Leżałem sześć tygodni, pojechałem do szpitala SS , gdzie dobre rzeczy były i dostawałem takie same racje , jak ranni przywiezieni z frontu przez SS. Stamtąd udaliśmy się na piechotę doTheresienstadt. Umieścili nas w getcie. Pracy nie było. Dostawaliśmy bochenek chleba na czterech i dwukrotnie zupę na dzień. Pewnego dnia do bramy przyszedł rosyjski kapitan. Cieszyłem się, były ogromne emocje. Powiedziałem mu, że tu są Żydzi, przyszedł do nas. Znam rosyjski ,i zacząłem krzyczeć, że jesteśmy głodni, żeby dali jedzenie. Dali mi jeść, otworzyli bramy, byliśmy wolni.
104, K, gospodyni domowa ur. 1922, Auschwitz (20-05-44do20-12-44 ), Breslau (20-12-44do5-01-45 ), Grossrosen (10do24-01-45 ), Mathausen (25-01-45do12-02-45 ), Bergen – Belsen (15-02-45do15-04-45 )
W Nagyszöllös Żydzi zwykle zajmowali się handlem, rzemiosłem, przemysłem, ale wśród nich byli lekarze i prawnicy. Mieszkaliśmy w dobrych warunkach, ale każdy pracował uczciwie. W 1942 roku rozpoczęły się działania antyżydowskie. Odebrali nam warsztaty, sklepy i domy. 16-04-44 żandarmi weszli do domów, zażądali wydania biżuterii, pieniędzy i rzeczy wartościowych, zabrali mi nawet moje najbardziej ulubione i z małymi tobołkami wprowadzili nas do getta. Getto było w środku miasta , otoczono je od zewnątrz ogrodzeniem z desek, było ono strzeżone przez żandarmów, oraz wybrano żydowskich mężczyzn w celu utrzymania porządku. Tak więc, ucieczka była prawie niemożliwa. Bardzo cienko karmiono nas z zewnątrz. Była śmiertelność. Musieliśmy pracować, brali nas do stosunkowo ciężkiej pracy. Przywieziono tu również Żydów z okolicznych wsi i byliśmy bardzo stłoczeni. Żandarmi ustawicznie nas grabili, zabrali nawet nasze pozostałe kilka rzeczy, stale szukali pieniędzy. Ósmego maja- to była sobota- załadowali nas na pociąg, po 83 osoby w wagonie, ciasnota była nie do zniesienia, praktycznie z trudnością mogliśmy stać koło siebie, tak było ciasno. Wodę dostaliśmy dopiero po wielkim płaczu, jechaliśmy kilka dni. Po pierwsze gdy przyjechaliśmy do Auschwitz oddzielili nas od ojca, oderwali mnie od matki i więcej ich nie widziałam. Potem zabrali nas do łaźni, gdzie ostrzygli nas na łyso, zdezynfekowali i w zamian za moje rzeczy wydali mi poszarpany pasiak więzienny. Potem zabrali nas do pewnego obozu. W bloku było 1000 osób. Na początku byliśmy w obozie cygańskim. Tu pracowałam przy czyszczeniu toalet lub przy pracach obozowych, bo nie było wolno swobodnie wychodzić z obozu. Następnie rozpoczęły się transporty i poszłam do innego obozu. Poszliśmy do pracy na wieś, kopaliśmy rowy przeciwpancerne 3 metry głębokości i 3 metry szerokości. Same musiałyśmy usunąć ziemie, wyrzucanie piasku z 3 metrów głębokości to bardo ciężka praca. Później budowaliśmy drogi i robiliśmy to przez całe lato. Wyżywienie było bardzo słabe, bardzo mało chleba dawali i dodatek był dwukrotnie w ciągu tygodnia. Zima była bardzo mroźna, był mróz, opady i jeszcze musieliśmy chodzić do pracy. Ubrania były bardzo niekompletne. Później zima się wzmogła a nas zabrali do demontażu krematorium. Wtedy już było słychać, że zbliżają się Rosjanie, w związku z tym podjęli decyzje o ukryciu krematorium. Poza tym były również dwa doły, w których grzebali po spaleniu. Tak pracowaliśmy do połowy zimy. Selekcje były w obozie codziennie. Po selekcji chorych i słabych zabierali ich nagich na samochód i wywozili do krematorium. Wybrali silniejszych i z transportem poszliśmy do pracy. Mnie zabrali do Breslau. Tu pracowałam przez dwa tygodnie na zewnątrz na zimnie, potem znowu usłyszeliśmy, że nadchodzą Rosjanie. Tak więc odeszliśmy pieszo i szliśmy przez 4 dni i 4 noce i byliśmy popędzani prawie do biegu przez cały czas. Przy wyruszaniu z Breslau tego dnia ciągnęli z innego obozu wozy z ludźmi, którzy mieli poodmrażane kończyny i nie mogli chodzić. My wtedy mieliśmy ciągnąć te wozy, jak szliśmy. Był też wóz z rzeczami komendanta, też go ciągnęliśmy. Szliśmy w bardzo wielkim zimnie. W jedna noc była tka zamieć, że nie mogliśmy już dalej iść i po drodze zostało wiele osób. Wiele osób zginęło, ktokolwiek nie był w stanie dalej iść i usiadł na śniegu, tego strażnicy zabijali strzałem i wrzucali do rowu łopatą, tutaj powoli pokrywał ich śnieg. I tak szliśmy całymi dniami. Pewnego wieczoru dotarliśmy do wsi i straż zostawiła nas siedzących w śniegu, na mrozie , a oni udali się na kolację do karczmy . Płakaliśmy całą noc, krzycząc na mrozie aby Dobry Bóg nie zapomniał o naszym cierpieniu - tak cierpieliśmy. O świcie poszliśmy dalej. Szliśmy jeden dzień zupełnie bez jedzenia, ale także bardzo wielu ludzi ucierpiała, większość z nich już nie żyje. Z wielkim trudem dotarliśmy do Gross-Rosen. Byliśmy tam przez 2 tygodnie, nie musieliśmy pracować, ale do jedzenia też raczej nic nie było. Po dwóch tygodniach wyruszyliśmy stąd ponownie i skierowali nas do Mauthausen. Tutaj załadowali nas na wagony i przez dwa dni i dwie noce jechaliśmy w najgorszych możliwych do pomyślenia warunkach. Potarliśmy do pewneo obozu, gdzie już po przybyciu zobaczyliśmy, że miejsce jest już rozdzielone, więc trzeba było zawrócić. Po drodze przeżyliśmy straszne bombardowanie, staliśmy i długo nie mogliśmy ruszyć dalej. Byliśmy 3-4 dni w drodze. W końcu wyruszyliśmy i z wielkim trudem dotarliśmy do Bergen-Belsen, zawszonego obozu. Tam zmarła większość ludzi, wszy ich prawie zjadły. Tu musiałyśmy się czyścić w pewnym bloku przez cały dzień. Na początku dostawałyśmy jedzenie, a potem było tylko po pół litra zupy z brukwi i chleb był jeden raz na 3 tygodnie. Potem dwukilogramowy bochenek chleba dzielili na 8 lub 10 osób i żyliśmy tylko rzepą. To był obóz głodowy, gdzie wielu ludzi z głodu zachorowało i zmarło.
Szalał tyfus. Nie mogliśmy się umyć, nie było wody. Nie było prycz w blokach i spaliśmy na gołej ziemi a wszy roiły się na nas. Dziennie w bloku ginęło po 20 osób. Tak ludzie ginęli. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że dają zatruty chleb, ale na szczęście zjawili się Brytyjczycy i przygotowany zatruty chleb został zakopany ale gdyby Brytyjczycy przyszli jeden dzień później, nie pozostałaby w obozie ani jeden żywy Żyd. Tak więc uszliśmy z życiem .Było to w dniu 7 maja kiedy przyszło wyzwolenie. Niestety, mojej mamy nie mogłam nigdzie znaleźć, jakkolwiek dobrze bym jej nie szukała. Powyższe prezentuje moje własne doświadczenia.
126, 2K, gospodynie domowe, ur 1919 i 1927, Auschwitz ( ), Breslau (10-44 ), Bergen – Belsen ( ) daty nie podane
Mieszkaliśmy w małej wiosce Dolna Pásztejen . Ojciec był szewcem, my dwie prowadziłyśmy dom i trochę pomagałyśmy sobie obrabiając kawałek ziemi. …. W październiku poszłam do Breslau. Tu ulokowali nas w stodołach, spaliśmy na słomie. Później już myłyśmy się w zwierzęcych poidłach. Poszarpane, brudne, nie byłyśmy zainteresowane niczym innym, tylko codzienną racją jedzenia i byłyśmy szczęśliwe, gdy wieczorem mogłyśmy się położyć na naszym brudnym barłogu. Wykonywałyśmy roboty ziemne . Najczęściej musiałyśmy się przekopać przez 30 cm zamarzniętej ziemi, co jest bardzo dużym wymaganiem fizycznej pracy dla kobiet.
Wyżywienie było początkowo podobnie jak w Auschwitz, ale później się pogorszyło i ostatecznie nie dostawałyśmy jeść regularnie. Najmniejszą karą było 25 uderzeń. Nie były one jednak skąpo rozdzielane. Kiedy Rosjanie zbliżali się, odeszłyśmy stąd. Szłyśmy pieszo przez pięć tygodni. Marsz ten był tak straszny, że nie da się opisać. Kto nie mógł dalej iść tego zastrzelili. Po drodze biedni towarzysze padali i umierali. Wyruszyło 1000 osób, do Bergen-Belen przyszło 400 osób . Bergen-Belsen to był obóz zjaw. Straciłam połowę na wadze, połowa ludzi była w malignie. Dziennie woziłam na wózku zwłoki do krematorium. Tu mieszkaliśmy w tak zatłoczonym bloku, że nie mogliśmy siadać, mogliśmy jedynie kucać. Woda była zamknięta, brud był straszny, byliśmy całkowicie zawszeni. Przez trzy tygodnie nie dostaliśmy chleba, tylko 1 / 2 litra wodnistej zupy. 20-25 osób w bloku dziennie ginęło. Wielu umarło z głodu, wielu ludzi zginęło od tyfusu . Stąd chcieli nas wziąć jeszcze dalej, jednak nie mieli już czasu na dalsze tortury, bo weszli Anglicy i uwolnili cierpiących od oprawców.
306,K. kosmetyczka,ur.1926,lat 25, Auschwitz ( 5-06-44 do- ) , Hundsfeldt ( ) , Gross-Rosen ( ) , Mauthausen ( ), Bergen-Belsen ( ) , Unterluss ( ) , Bergen-Belsen ( ) , Zelle ( -do 6-05-45 ).
…...W Auschwitz byłam pół roku, następnie dostałam się do Hundsfeld gdzie byłam "starszym blokowym" dla grupy pięćset ludzi .W obozie była bardzo zła nadzorczyni, która była w stanie trzymać biedne dziewczyny z obozu na obozowej ulicy godzinami bez kurtek , po pracy, bez żadnego powodu. Pracownicy nocnej zmiany także nie mogli odpocząć w dzień w o bozie, ale także pracowali. Pamiętam, straszną rzecz. # # z transportem przyjechał wagon, w którym były tylko dziewczynki z odmrożonymi rękami i nogami. Były one wrzucane do wozów , które mieliśmy ciągnąć przez noc. Ciągnęłyśmy wozy około 20 km, następnie SS zastrzelili wszystkie. W Hundsfeld byłam około czterech tygodni. Następnie pieszo odeszłyśmy stamtąd dalej do Grossrosen
380, 2K, zawód nie podany,ur 1913 i 1922, Auschwitz ( 8 m-cy ), Hundsfeld ( 2 m-ce ), Gross-Rosen (5 dni ), Mauthausen ( 2 dni ), Bergen-Belsen ( 3 m-ce )
….. 18-01-45, kiedy ewakuowali obóz, nas również wywieziono. W ten sposób dostałam się do Hundsfeld. Tu pracowaliśmy dwa miesiące. Było tam dość przyzwoicie. Pracowaliśmy w fabryce amunicji.
Z Hundsfeld dostaliśmy się do Grossrosen. Przyszliśmy to po pięciodniowym marszu. Byliśmy tu tylko kilka dni. Stąd przenieśli nas dalej do Mauthausen. Jechałyśmy otwartymi wagonami sześć dni w największym zimnie. Jedzenia dostaliśmy tylko na dwa dni. Czwartego dnia o godzinie 23-ciej wieczorem zatrzymaliśmy się na pewnej stacji. Z wagonów usunęli słabych i wyglądających słabo i na stacji ich zastrzelili i tam zostawili. W Mauthausen byliśmy tylko kilka dni. Stąd też poszliśmy dalej. Teraz jechaliśmy 11 dni do Bergen-Belsen i po drodze poprzednie sceny się powtórzyły. Nie wiem, jak wiele osób rozstrzelano, ale było to wielu ludzi, wszystkie skąpane w krwi. Po przybyciu do Bergenbelsen przypisano nas do pracy. Pracowałyśmy w Holzkomando ( grupa nosząca drewno ) i dziennie chodziłyśmy 24 km do miejsca pracy i powrotem , bez jedzenia że pozwoli nam się spotkać. Sama praca była bardzo trudna. Ludzie ginęli jak muchy. W obozie był tyfus, wszy, brud. Nie było wody, nie było jedzenia, nie było lekarstw, nic.
Ostatnie dni nie pracowałyśmy , tylko leżeliśmy w baraku i czekaliśmy kiedy przyjdzie na nas kolejka aby umrzeć.15 -04-45 kiedy Brytyjczycy przybyli do obozu, znaleźli w obozie góry umarłych a jeszcze żywi ludzie też już byli na pół umarli.
457, 3K, uczeń ur. 1926 lat 19,, kapelusznik ur. 1921lat 24 i urzędnik ur 1917 lat 26, Auschwitz, Hundsfeld, Gross-Rosen, Bergen-Belsen, Mauthausen, daty nie podane.
….. Zdezynfekowali nas, wydali cywilne ubrania i pojechaliśmy transportem kolejowym do Hunsfeld, pod eskortą SS-manów. Na drogę dostaliśmy czarną kawę, chleb i margarynę. Obóz w Hundsfeld był mały , dopiero później został zaludniony, można się było umyć a sam obóz był bardzo czysty i schludny. Spaliśmy w oddzielnych łóżkach, nie tak jak w Auschwitz. Pracowaliśmy w fabryce broni po 11 godzin dziennie.
Wymagali dużo i ciężkiej pracy. To było mile widziane, potraktował nas w sposób humanitarny, jedzenie było przyzwoite, choć ilość była niewielka. 30 dkg chleba, czarna kawa, zupa, dodatek na chleb .Tu nie musieliśmy umierać z głodu, chorych było mało. W szczególności, kradzież była karana: Kobiety SS odcinały włosy kobiecie , jeśli przyłapali ją na "organizowaniu". Przy wielkiej wydajności pracy, przy stałej pracy fizycznej, naprawdę miałyśmy apetyt jak wilk i nie cofałyśmy się wstecz, kiedy można było w jakiś sposób zdobyć jedzenie. W ten sposób mijały dni i tygodnie, byliśmy tutaj sześć miesięcy. Rosjanie byli bardzo blisko, więc nas stąd zabrali dalej. W styczniu w końcu wyruszyłyśmy pieszo do Gross-Rosen. Na drogę nie dostaliśmy prowiantu, jedliśmy śnieg podczas marszu. Traktowali nas bardzo źle po drodze, wiedzieli, że koniec jest blisko, więc chcieli się zemścić na nas wszystkich . Kto nie mógł nadążyć, został zastrzelony. Wiele osób zmarło w drodze. Nie mogę zapomnieć tego obrazu. Po trzech dniach przybyliśmy na miejsce. Tu nie pracowaliśmy, czas płynął bardzo powoli i okropności były na porządku dziennym. Jedzenie było gotowane bez soli, nie można go było jeść. Dostawaliśmy tylko zupę i chleb. Byłyśmy w bardzo złym stanie. Po trzech tygodniach pognali nas stąd dalej. Wcześniej spalili wszystkie swoje pisma, aby nie wpadły w ręce Rosjan. Jechałyśmy otwartymi wagonami, bardzo padał śnieg, strasznie marzłyśmy przez cały czas. Po 130 kobiet było stłoczonych w wagonie, po czterech dniach jazdy , 30% zmarło i zwariowało. Jeść dostaliśmy dwa razy. W mizernym stanie przybyłyśmy do Mauthausen, tam nas zdezynfekowali, bardzo mocno byłyśmy napastowane przez chłopców SS. Po dwóch lub trzech dni odpoczynku, wagony osobowe i po 10 dniowej jeździe przybyliśmy do Bergen-Belsen. Na drogę dali tylko trochę chleba i margaryny, w końcu dotarliśmy. Lager był wielki. W bloku było stłoczone 700 kobiet. Nie było w ogóle wody, piłyśmy brudną wodę z kałuży, wielu chorych leżało na pryczach , wielu ludzi zmarło z głodu. Nosiłam gałęzie z lasu, cztery razy dziennie miałam iść, dziennie chodziłam 8 km po powrocie była godzinna przerwa. Kiedy stałam na apelu , nadzorca uderzył mnie mocno w głowę kijem tak, że musiałem iść do lekarza. Później zachorowałam na tyfus. Ludzie padali jak muchy. Brytyjski Komitet stwierdził, że chleb był zainfekowany bakteriami tyfusu, i temu można przypisać wysoką śmiertelność. 15-04-45 Brytyjczycy nas wyzwolili. Byłyśmy przytłoczone nieopisana tkliwością. Ja również zostałam przewieziona do szpitala i próbowali nadrobić miłość moich rodziców. Wracamy teraz do domu, przyszłość nie została jeszcze ustalona.
480,M, krawiec ur 1925, lat 20, Auschwitz (3-30-05-44), Breslau ( 2-06-do 5-07-44), Reichenbach (8-07-44 do 20-01-45), Dornhau ( 23-01-45 do wyzwolenia)
….. Zostałem wybrany do pracy i przyszedłem do Wrocławia. Tu obóz zbudowaliśmy , a pięć tygodni potem udaliśmy się do Reichenbach. ….
1067,K. gospodyni domowa ur.1925, lat 20, Auschwitz ( 21-05-44 do 10-01-45 ) , Hundsfeld ( 11-01-45do1-02-45 ) , Gross – Rosen ( 3do4-02-45 ), Mauthausen ( 9do10-02-45 ), Bergen – Belsen (12-02-45do 24-04-45 )
……. Byłam w Auschwitz, aż do początku stycznia tego roku, kiedy wojska rosyjskie się zbliżały, to ewakuowali obóz, nas wytypowali do transportu. Jechaliśmy pociągiem, na drogę wydali poszarpane ubrania , największa zimowa pogoda byłyśmy bez kurtek i większość nie miała butów. Byliśmy zamknięte po 50 osób w wagonach dla bydła, strasznie cierpiałyśmy z zimna, zmarznięte członki ciała owinęłyśmy w worki papierowe, ale nie bardzo były przydatne. Na szczęście podróż trwała tylko jeden dzień , aż dotarliśmy do Hundsfeld, w którym przydzielono mnie do pracy na nocną zmianę w fabryce amunicji. Nocna zmiana była ciężka, pod nadzorem Aufseherinek, od 18-tej wieczór do - 6-tej rano pracowaliśmy , pół godziny przerwy na obiad. Zupa, która była w ten dzień miała bardzo dobry smak, tylko mało, tu również bardzo głodowalismy. Byłam tu 3 tygodnie, następnie zabrali nas pieszo do Gross-Rosen……
1106,K, gospodyni domowa,ur.1924, lat 21, Auschwitz (10-04-44do24-05-44 ), Breslau (27-05-44do20-12-44 ), Grossrosen ( 15do23-01-45 ), Mauthausen (30-01-45do3-02-45 ), Bergen – Belsen (15-02-34do5-03-45 ) , Neustadt ( 7-03-45do7-04-45 ) , Domazslic ( 17do19-04-45 )
… Tu zostałam poddana kwarantannie przez okres 6 tygodni, a następnie była selekcja zdolnych do pracy i wywieziono nas do Breslau, gdzie ulokowali nas w domach mieszkalnych. Posiłki nie były złe, po prostu było bardzo mało. Natychmiast przydzielono nas do pracy, a mianowicie do fabryki amunicji. Zwykle praca nie była ciężka, ale nas przydzielili na nocna zmianę, to nas gnębiło. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie i nadzorca, żołnierz SS traktował nas nieludzko. Wymagane prace musiały być dokładnie wykonane, w przeciwnym razie bili nas. Bardzo cierpiałyśmy z głodu, ludzie byli zupełnie osłabieni, a nawet były ofiary epidemii sarlach. W największym śniegu , lodzie , nawet chorzy również musieli iść do pracy, często z gorączką 40 stopni, ponieważ starszy obozu nie zezwalał na pozostanie chorych w obozie. Byłam w Breslau 7 miesięcy, a następnie wyruszyłyśmy stąd pieszo, pokonałyśmy dystans 400 km. Jedzenia nie rozdzielano wszystkim, dlatego na 1000 osób pozostała tylko połowa w momencie , gdy dotarliśmy na miejsce. Inni zmarli w wyniku głodu. Chorzy jechali na wozach , które musieliśmy ciągnąć. Kto choć trochę został z tyłu, bo nie był w stanie nadążyć z wyczerpania za kolumna, to był bez litości zabijany strzałem przez SS. W największej zimie wyruszyłyśmy w cienkiej odzieży, bez płaszczy i pończoch, większość nie miała butów. Marzliśmy bardzo z zimna. Noce spędzaliśmy na zewnątrz na świeżym powietrzu, dlatego wielu ludzi zamarzło po drodze. Byli tacy, którzy siedzieli na podłodze, i tak zamarzli. Jeśli któraś wyszła z kolumny marszowej o pięciu rzędach, biły ją gumowymi pałkami kobiety SS. Wielu chodziło w drewniakach, które, jeśli utknęła w śniegu i nie mogła w nich iść, musiała je zdjąć i dalej iść boso, po lodzie i śniegu, bo jeżeli pozostała z tego powodu za kolumna to ją zastrzelili. Po 4 tygodniach ( to trasa najwyżej na kilka dni, sprawdzić-przyp. mój ) ) nie do opisania cierpieniach , całkowicie wyczerpani trafiłyśmy do Gross- Rosen…….
1330,K , handlowiec ur. 1921, lat 24, Auschwitz -Birkenau ( 9-07-44do-poł.10-44 ), Breslau-Hundsfeld ( poł.10-44do23-01-45 ), Grossrosen ( 2 tyg. ), Mauthausen ( 2 tyg. ok.poł. 03-45 ) , Bergen-Belsen (do15-04-45 )
5-07-1944 zostałam aresztowana. W rzeczywistości, mieszkałam na chrześcijańskich dokumentach, ktoś ze znających sprawę wygadał się gdzieś, gdzie nie trzeba, oskarżyli mnie i w rezultacie aresztowali. …… Raz w październiku Mengele wybierał do pracy cywilnej. 250 kobiet szukali do pracy cywilnej. Powiedziano mi, że to dobry transport, do którego potrzebują niewiele osób . Do tej grupy udało mi się dostać z moja siostrą. Następnie z obozu C przeniesiono nas do obozu A do baraku transportowego.
Jeden tydzień byliśmy w tym bloku jak prawdziwi więźniowie. Wychodziliśmy tylko na apel i dozwolone było WC. Zdarzyło się raz, że w obozie A znalazła się jedna z dwóch bliskich krewnych. Udało jej się uciec z baraku transportowego i poszła do baraku, gdzie była jej krewna. Na apelu jej brakowało. Musieliśmy stać kilka godzin a potem uklęknąć. Późnym wieczorem pognali nas do bloku. W kompletnej ciemności ze świecą w ręku starsi bloku domagali się, aby powiedzieć im , gdzie uciekła współwięźniarka. Zagrozili, że wszystkie pójdziemy do krematorium. W tej strasznej, przerażającej ciemności i ciszy, która nastąpiła to zagrożenie było nie do zniesienia. Jakoś miałam wrażenie, że jest to rzeczywiste zagrożenie i możemy być tam posłane. Nie zabrali nas do krematorium, znaleźli tę więźniarkę. To było bardzo proste, ponieważ na apelu tego bloku, gdzie uciekła wyliczenia wykazały, że jest tam jeszcze jedna osoba. Nie, nie mogłyśmy uciec z Auschwitz, uciec z pola widzenia. Po tygodniu nas w końcu załadowali na wagony, wydali racje prowiantu i poszłyśmy. Dwa dni później przyjechałyśmy do Breslau Hundsfeld, gdzie była fabryka. O obozie mogłyśmy mówić niemal tak samo dobrze. Mieszkaliśmy w piętrowym budynku, były na parterze cztery pokoje, cztery na piętrze. Wyglądało to jak mały ośrodek. Tak się nam wydawało , zwłaszcza po Auschwitz. Fabryka przyzwoicie dbała o nas. Fabryka była zupełnie nowoczesna, było centralne ogrzewanie. Pracowaliśmy jedenaście godzin dziennie. Wyżywienie było również całkiem przyzwoite w tych okolicznościach. Byliśmy bardzo źle wyposażone tylko w ubrania. Miałyśmy tylko nasze pasiaki. 16-12-44 dostłyśmy krótkie pończochy ale chodziłyśmy boso. Otrzymaliśmy również małe kabaty, ale nie chusty.
Nagle rozeszła się wieść, że musimy iść, bo Rosjanie nadchodzą. Wtedy zaczęła się prawdziwa droga krzyżowa . Wyruszyłyśmy pieszo 23-01-45 w podróż 60-km. Szłyśmy pieszo pięć dni bez jedzenia przy 15-20 stopniach mrozu wśród strasznych śnieżyc. Podczas podróży dostałyśmy raz łyżkę dżemu i po 1/8 chleba. Wyruszyłyśmy w 1500 osób, po drodze
zostało 180 do 200 osób. Kto nie mógł kontynuować marszu i upadł, po prostu przekraczaliśmy go. Te biedne stworzenia nie były zastrzelone, szkoda byłoby amunicji, zamarzły w kilka godzin i tak. Rzucali na nie po parę łopat śniegu……
1359, 2K, gospodyni domowa ur.1927,lat18,koronczarka ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 7-05-44do30-11-44 ), Hunsfeld (1do26-12-44 ), Grossrosen ( 2do20-01-45 ), Mauthausen(30-01-45do15-04-45 )
……W grudniu skierowali mnie do transportu i po 1 dniowej po podróży wywieźli mnie do Hundsfeld / koło Breslau / . Tutaj już nasza sytuacja była trochę lepsza, bo obóz był mały, dostawy jedzenia były z fabryki i tak naturalnie dostawy były lepsze. Jednak byliśmy tu tylko dwa tygodnie, a następnie wojska rosyjskie się zbliżyły i skierowano nas znowu transportem do Grossrosen. Odległość tę pokonałyśmy idąc pieszo przez trzy dni, była duża zamieć, było strasznie zimno w tym czasie , musiałyśmy pchać duże wozy z rzeczami organów nadzoru. Na jedną noc zatrzymaliśmy się w komorze, bardzo słabe i chore zostały zabrane na samochód, ale jak słyszałam, niektóre zostały zastrzelone i tam natychmiast pochowane w śniegu. Miałyśmy też pomagać chorym. Byłyśmy bardzo osłabione, posiłków nie dostawałyśmy, nie byłyśmy w stanie ciągnąć wozów i wozów z chorymi , tam byłyśmy zmuszone do opuszczenia chorych, i gonili nas dalej. Byliśmy już bardzo powolne, nie mogłyśmy iść dalej, nie dbałyśmy czy nas zastrzelą natychmiast. W końcu współczuli nam też, a ponieważ nie byłyśmy daleko od celu, użyli sań konnych. Kobiety z SS strzelały z zimną krwią do skrajnie osłabionych kobiet , które po drode upadły na ziemię, kiedy wyruszałyśmy było nas 1200 osób , a do czasu , kiedy tu dotarłyśmy, nasz stan osobowy obniżył się do 700 osób. Obóz Gross-Rosen był obozem męskim, tu dostałyśmy odzież ,odpoczywałyśmy 2 tygodnie, a potem poszliśmy dalej do Mauthausen. …..
1399, K, uczennica, ur 1928,lat 17, Auschwitz ( 5 m-cy ), Breslau (3 m-ce ), Gross-Rosen (2 tyg. ), Mauthausen (5 dni ), Bergen-Belsen (3 m-ce )
…. Po pięciu miesiącach zabrali nas do transportu. Dostaliśmy na drogę chleb , margaryny i trochę salami. Trzy dni i noce jechaliśmy do Breslau. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji po 12 godzin dziennie na zmiany dzienną i nocną, przemieniane co tydzień. Tutaj już dostawaliśmy do jedzenia mniej: 1 / 5 chleba , raz dziennie zupa i trochę margaryny. Tutaj także miałam złe traktowanie, nadzorczyni nas biła. To była bardzo ciężka praca, a pracownicy byli bardzo źle wychowani, karcili nas i złorzeczyli Żydom. Stamtąd wyruszyliśmy w styczniu, w największe mrozy. Nie dostałyśmy nic do jedzenia ani do picia. Musiałyśmy iść pieszo, który nie był w stanie dalej iść, tego zastrzelili. Szliśmy bez przerwy, tak dotarliśmy do Grossrosen. ……
1400,K. krawcowa bielizny ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 4m-ce ), Hochweiler ( 3 m-ce ),Breslau (2 tyg ), Gross-Rosen ( 4 tyg ), Bergen – Belsen (3 m-ce )
…….Gdy musieliśmy opróżnić obóz, zabrali nas do Breslau. Szliśmy pieszo dwa dni i 2 noce. Nie dostaliśmy prowiantu na drogę, tylko 2 rzepy, więc wszędzie tam, gdzie byłyśmy, trzeba było "organizować". Strażnicy pozwolili nam i traktowali nas bardzo dobrze. Niestety, wielu ludzi zmarło w drodze, tych, którzy nie mogli dużo chodzić –umieścili na wozie i już nigdy ich nie widziałam. Wyruszyliśmy w 1000 osób, a tylko 30 osób przyjechało .Co stało się z innymi, nie wiem; zbyt wiele osób uciekło. Szliśmy po kolana w śniegu , droga była bardzo zła. W Breslau byłyśmy tylko 2 tygodnie. Pracowaliśmy w fabryce amunicji, ale także musiałyśmy odejść stąd. Poszłyśmy do Grossrosen….
1466.2K. zawodu nie podano, ur 1925 i1924, lat 20,21, Auschwitz( ), Breslau( ), Grossrosen( ), Mauthausen( ), Bergen – Belsen ( ) daty nie podane
.. . Z końcem grudnia załadowali nas na wagony i przewieźli do Breslau. Tam byłyśmy dwa tygodnie. Pracować nie musiałyśmy, ale gdy front się zbliżył, musiałyśmy iść dalej. W największym zimnie, bez butów i ciepłej odzieży szłyśmy dzień i noc do Gross-Rosen. Tutaj spędziliśmy tylko dwa tygodnie, potem przewieźli nas w otwartych wagonach do Mauthausen. …..
1518,K, Krawcowa ur. 1926,lat 19, Auschwitz (22-05-44 do 20-11-44), Hundsfeld (22-11-44 do 5-01-45), Gross-Rosen (8 do 22-01-45), Mauthausen ( 24-01-45 do 15-02-45) , Bergen-Belsen (14-03-45 do 15-04-45 )
Mój ojciec był woźnicą, było nas siedmioro rodzeństwa, bardzo trudno było utrzymać rodzinę. Po Wielkanocy w 1944 roku dostaliśmy się do getta w Nagyszőlős ,najpierw byliśmy w świątyni a potem w getcie, byliśmy tam cztery tygodnie. Potem znowu zabrali nas do świątyni, stamtąd poszliśmy do pociągu, po 80 osób było w jednym wagonie. Nikt nie umarł w drodze, nie wiem o próbach ucieczki. Przy wyjeździe dostaliśmy wodę i wiaderko do celów WC, żandarmi w Koszycach przekazali nas Niemcom. Po drodze, jeszcze nie wiedzieliśmy , dokąd rzeczywiście nas zabierają. Po czterech dniach , w południe , dotarliśmy do Auschwitz. Na stacji polski więzień ubrany w pasiak powiedział nam, ze bagaże tam zostają a my mamy szybko wysiadać. Potem nas ustawili, osobno kobiety i mężczyzn, następnie po oddzieleniu nas od krewnych poszliśmy do łaźni, obcięli nam włosy, zdezynfekowali, wydali zniszczoną odzież i zostałyśmy wprowadzone do obozu cygańskiego w bloku było 1000 osób i na pryczy spało 10 osób. Tu nie pracowaliśmy, stąd dostałam się do obozu C, a następnie do B.2, tu przydzielono mnie do pracy, pracowałam w magazynie odzieżowym. Jeśli tylko mogłam, starałam się zdobyć trochę odzieży, nawet mogłam także organizować ją dla innych, za odzież mogłam zawsze zdobyć coś do jedzenia, która mogłam także wspomóc znajomych. Przy okazji pewnej selekcji dostałam się do transportu i poszłam do Hundsfeld. Podróż trwała dwa dni, jechaliśmy w wagonie 50 osób , na drogę dostałyśmy jeden bochenek chleba, margarynę. Pracowałam w fabryce amunicji w Hundsfeld, czas pracy był 12 godzin dziennie. Tutaj traktowanie było zadawalające, pracowałam przez dwa miesiące, a następnie po raz kolejny wyruszyłyśmy na piechotę. Przez trzy dni szłyśmy w największym zimnie, w śniegu, marzliśmy dzień i noc, spaliśmy w stajniach, na drogę nie było nic i zjadaliśmy, co mogliśmy znaleźć w drodze. W Grossrosenben byliśmy dwa tygodnie, tylko tymczasowo, stamtąd poszliśmy dalej do Mauthausen, gdzie również przebywałyśmy tylko tymczasowo około dwóch tygodni. Mauthausen to było złe miejsce, chleb był spleśniały, niejadalny i spałyśmy po cztery na jednej pryczy. Wkrótce poszliśmy do
Bergenbelsen, droga trwała tydzień, po drodze pociąg kilka razy atakowały samoloty. Nie mogliśmy jechać do przodu, wiele staliśmy, często jeździliśmy w przód i w tył, tak dostaliśmy się do Czech. Tu ludność miejscowa dawała do wagonu chleb i pomagała jak mogła, ale mimo to tak wiele osób zmarło w drodze z głodu. W Bergen-Belsen w czasie naszego jedno-miesięcznego pobytu nie pracowaliśmy, byliśmy strasznie stłoczone, roiło się od wszy, przez 4 tygodnie nie widziałam kawałka chleba, była epidemia tyfusu. Do Bergen-Belsen byłam jeszcze z moja siostrą, przed wyzwoleniem zmarła tu na dur brzuszny, epidemia tyfusu dosięgła także i mnie. 15-04-45 wyzwolili nas Anglicy, a następnie przeniesiono nas do Bergen, a następnie do Cellé, stąd potem z czeskim transportem przyszłam do Budapesztu.
Plany na przyszłość: Na razie jadę do domu; później i chciałabym wyjechać do Palestyny.
1572,K, gospodyni domowa, ur 1927, lat18, Birkenau(29-05-44 do 1-01-45 ), Breslau(2 do 16-01-45 ), Gross-Rosen( poł. do koniec-01-45 ), Mauthausen(5 do 10-02-45 ) , Bergen-Belsen ( 20-02-45 do 14-04-45 )
…… Następnie poszliśmy do transportu i dostaliśmy się do Breslau, gdzie mieliśmy pracować w fabryce amunicji, jeśli będą materiały. Przed nadejściem Rosjan zabrali nas dalej , przez 3 dni i 3 noce szliśmy pieszo, jedną noc był odpoczynek w stajni, i raz dostałyśmy ósmą część bochenka chleba i trochę marmolady. W drodze musiałyśmy pchać wóz towarowy z rzeczami SS i chorymi, przy czym bardzo nas bili i płakałyśmy. Wielu zostało zastrzelonych. Spośród 120 kobiet, które poszły do tego dalszego transportu ;zostały zabite w ten sposób trzydzieści….
.1608, K, gospodyni domowa, ur 1927, lat 18, Auschwitz (06-44do08-44-3 m-ce ), Hundsfeld (11-44 1 m-c ), Grossrosen ( 12-44 1 m-c ), Mauthausen (01-45 1 m-c ), Bergen – Belsen (28-01-45do15-04-45 )
…… Na początku listopada poszłyśmy z transportem pracy do Hundsfeld, tam byłam w komandzie Neumanna, sprzątałam u Niemców, traktowanie było dobre, tylko jedzenia było mało, obóz był czysty i schludny. W grudniu zabrali nas z Hundsfeld do Grossrosen, szliśmy pieszo dwie noce i dwa dni, było bardzo zimno, padał śnieg, marzliśmy po drodze, był brak odzieży, kto nie mógł iść dalej , tego zastrzelili…….
1630,M,robotnik ur 1922,lat 23,Birkenau ( 21-05-44 ) Auschwitz ( 21do22-05-44 ), Javorzno ( 22-05-44do18-01-45 ), Blechhammer (22do28-01-45 ), Breslau (pocz. do poł.-02-45 ), Dachau (kon.-02-45 do 30-04-45 do wzwolenia )
Pracowałem w Bereznik w firmie pozyskującej drewno w lesie. Tam złamałem nogę i zostałem przewieziony do szpitala do Munkacza i przyszedłem bardzo chory do domu: noga była bardzo źle zrośnięta. Poza ojcem, który był żydowskim nauczycielem , miałem siostrę i brata. Spośród 600-700 rodzin na wsi tylko 17 było żydowskich w tym wiele bardzo biedne. Większość utrzymywała się z handlu , tylko dwóch lub trzech Żydów było robotnikami. Obie grupy ludności żyły dobrze ze sobą a od 1941/42 chrześcijanie wspierali potrzebujących Żydów chlebem. Po usunięciu z handlu zaczęło się ciężkie życie dla osób tym dotkniętych ,wszystko opierało się na pracy przy drewnie; pod reżimem węgierskim musieli później pracować dla wojska……..Rosjanie nie było daleko a my zostaliśmy załadowani na wagony do Breslau. Podczas podróży wielu zginęło, siedzieliśmy na martwych i nie mieliśmy nic do jedzenia. W Breslau poddano nas dezynfekcji, dostaliśmy 1/5 do 1/6 bochenka chleba, z wyjątkiem łatwiejszych prac w obozie w czasie naszego dwutygodniowego tu pobytu nie mieliśmy nic do roboty. Jazda do Dachau trwała 6-8 dni; dostaliśmy jedną ósmą chleba i trochę margaryny .W drodze znowu wielu zmarło. Przemroziłem sobie bardzo nogi w miejscu starego złamania i przyszedłem w Dachau do szpitala, gdzie leżałem aż do wyzwolenia. Dwa tygodnie po przybyciu Amerykanów poszedłem sam w drogę do domu i po trzech tygodniach przyszedłem przez Pilzno, Pragę i Bratysławę tutaj. Chcę iść do domu, gdzie jedna z moich sióstr ma już być.
1656,K. gospodyni domowa, ur.1918,lat 17, Auschwitz( 22-05-44 do 28-07-44 ) , Breslau(28-07-44 do 22-01-45 ) , Grossrosen( 27-01-45 do 6-02-45 ) , Mathausen( 11 do 13-02-45 ) , Bergen – Belsen ( 24-02-5 do 16-04-45 )
…… Pewnego dnia wybrane zostały silniejsze i tak dostałam się do Breslau. Tu skierowali mnie do pracy w fabryce amunicji. W fabryce traktowali nas normalnie, a tylko Oberschaarführer i nadzorczynie były złe i niegrzeczne do nas. Mieszkałyśmy dobrze w normalnych warunkach. Mieszkałyśmy w domach po 24 osoby na dużej sali , która mogła być ogrzewana w zimie, a spaliśmy w oddzielnych łóżkach. Jedzenia było bardzo mało. Rano dostawaliśmy wodnistą gorzką czarną kawę, talerz jedzenia w południe, czasem 5-6 gotowanych ziemniaków w łupinach, wieczorem jedna piąta chleba, 2 dkg margaryny, czasem salami, ser, lub bardzo rzadko trochę zupy. Cała praca była łatwa. W dniu 22 stycznia podeszli Rosjanie, a następnie odeszłyśmy pieszo, szłyśmy 5 dni o porcji chleba. Kto nie był w stanie znieść marszu, ginął od strzału. Było około 300 zmarłych, częściowo z powodu głodu i częściowo zginęli przez mróz. Doprowadzili nas do Grossrosen , miejsca, gdzie okropnie głodowaliśmy. …..
1757, K, szwaczka , ur 1922, lat 23, Birkenau( koniec 05-44 do koniec-08-44 ) , Langbielau b. Reichenbach ( koniec-08-44 do połowa -09-44 ) , Breslau-Hundsfeld ( połowa-09-44 do koniec-01-45 ), Grossrosen ( koniec-01-45 do pocz. -02-45 ) , Mathausen ( pocz. 02-45-3 dni ), Bergen – Belsen ( poł. 02-45- 1 tyg ), Unterlüss ( koniec-02-45 do 12-04-45, Bergen – Belsen ( 12 do 14-04-45 ).
….. Dwa tygodnie później pojechaliśmy transportem do Breslau, to było straszne. Dwa dni jechaliśmy 60 km otwartymi wagonami pod strażą SS, tylko na drugi dzień mieliśmy żywność, ukradliśmy rzepy z pola. Obóz w Breslau okazał się bardzo porządny i czysty, mieszkałyśmy w budynku z kamienia i mielismy możliwość umycia się. Przyszłam do pracy w krawiectwie, gdzie nic mi nie brakowało i mógłbym jeszcze pomóc innym. Tu już byłam sama, musiałam zostawić moje siostryw Langbielau. Tu była fabryka amunicji, gdzie pracowali po 11 godzin dziennie . Skradzione ziemniaki ukrywali w lufach dział, a która przy tym została złapana, obcięli jej włosy. Byłam tak ubrana jak cywil, to było dobre, ale martwiłąm się o moje siostry. Francuscy i czescy jeńcy wojenni podawali dziewczętom pomoc. Około Bożego Narodzenia, Wrocław został zbombardowany, ale nam nic się nie stało. Pod koniec stycznia poszliśmy na transport, szłyśmy na piechotę cztery dni i trzy noce bez przerwy na odpoczynek i jedzenie, "silne" musiał ciągnąć wóz, przy czym dziewczyny przewracały się , jak muchy i zostały zastrzelone. Spakowany chleb stwardniał na mrozie i nie mogliśmy go wziąść tak, że jadłyśmy dżem ze śniegiem, smakowało, jak lody. Na 1300 osób mieliśmy 100 zgonów. Wóz z chorymi pozostał na miejscu , znaleźliśmy ich później w Bergen-Belsen. ……
1759,2K, szwaczka ur. 1925 i krojczyni ur 1924, lat 20 i 21, Birkenau(07-44 do pocz.-01-45 ), Breslau(pocz. do koniec 01-45 ), Grossrosen( 02-45, 1 tyg. ), Mauthausen(poł.-02-45, 1 tyg. ) , Bergen – Belsen ( pocz.-03-45 do 14-05-45 )
….. Następnie transport przybył do Breslau. Nie była już przewidziana praca w fabryce, bo Rosjanie byli coraz bliżej, a zamiast tego transportowaliśmy żelazo i ołów na wagoniki i trzeba było się szarpać. Zaledwie dwa tygodnie tam pozostałyśmy. Potem odeszłyśmy z pieszym transportem. To była zima, śnieg sięgał nam często do kolan, koce, które na sobie nosiłyśmy zmarzły na twardo. Trzy dni i trzy noce byliśmy w marszu i spałyśmy tylko jedną nocw stodole. Na całym szlaku raz dostałyśmy kromkę chleba z dżemem, z wyjątkiem racji , którą wydali nam przy wymarszu. Wielu padło w drodze z zimna lub zostało zastrzelonych. Trzeba było ciągnąć w pełni załadowaną chorymi przyczepę samochodową, w pewnym momencie już nie było można i wezwali chorych, aby zeszli. To zaproszenie spełniły tylko dwie osoby , a resztę w liczbie około 40 rozstrzelali. To byli ludzie z odmrożonymi stopami, którzy leżeli zmieszani na przyczepie, kiedy ich wyrzucili. Kiedy rzucali je w dół, aby je zabić; krzyczały. Przed przybyciem do Gross-Rosen, stałyśmy całą noc bez nadzoru w wiosce. Strażniczki poszły teraz do domów aby się rozgrzać i być może przespać się. …..
1958,K, zawód nie podany, ur 1911, lat 34, Auschwitz ( 20-05-44 do 22-11-44 ), Hinzfeld (25-11-44 do pocz.-02-45 ), Grossrosen ( 12 do 26-02-45 ), Mathausen (28-02-45 do 2-03-45 ), Bergen – Belsen ( 4-03-45 do 15-04-45 )
…… Po sześciu miesiącach całkowitego pobytu poszłam do transportu pracy z Auschwitz i to do Hundsfeld. W Hundsfeld pracowałam w fabryce amunicji. Praca była dosyć ciężka ale można sobie było poradzić, traktowanie i zakwaterowanie było stosunkowo dobre, tylko wyżywienie było bardzo skąpe i nie było w związku z wielkością pracy, którą od nas wymagano. Hundsfeld , nawiasem mówiąc, był to obóz pracy wyłącznie dla kobiet i był zamieszkany przez 1500 więźniarek. Kiedy front się zbliżył , obóz ewakuowano i poprowadzono nas do Gross-Rosen. Po drodze, którą musieliśmy przejść pieszo, rozegrały się wstrząsające tragedie. Chore - w liczbie około osiemdziesięciu – zostały bez względu na ich stan położone na wozy rolników, i naturalnie leżała jedna chora na drugiej. Wóz miał być ciągnięty przez więźniarki. Po okresie ciągnięcia wozu przez jeden dzień i jedną noc bez przerwy, dalej już Mie byłyśmy w stanie ciągnąć: nie miałyśmy po prostu siły, żeby dalej ciągnąć wóz z osiemdziesięcioma osobami. Potem nasz starszy obozu, również żydowski więzień, poszedł do komendanta obozu, pewnego SS-Oberscharführera z prośbą, żeby pozwolił, żeby konie ten wóz ciągnęły dalej, a nie więźniarki. Ten oświadczył, że więźniarki nie są już potrzebne do ciągnięcia wozu. Wóz pozostał na miejscu a chore, które były prawie wszystkie w bardzo ciężkim stanie, po prostu pozostawiono własnemu losowi. Do jedzenia nie miałyśmy prawie nic i tak w drodze coraz więcej osób się załamywało, ponieważ ze zmęczenia i wyczerpania nie były w stanie dalej iść. Nie mogłyśmy sobie wzajemnie pomóc, ponieważ byłyśmy tak słabe, że baliśmy się, że jeśli się schylimy, to nie będziemy w stanie się podnieść z powrotem. Dlatego szłyśmy dalej i parzyłyśmy z przerażeniem , jak komendant obozu pozbawiał życia jednym uderzeniem kolby w głowę te osoby, które padły ze zmęczenia do rowu przydrożnego. Wioskę Hundsfeld opuściło 1400 kobiet i dziewcząt ; a nasz cel Gross-Rosen osiągnęło nie więcej niż 850! …..
2071,5K, 3krawcowe, 2 bez podanego zawodu, ur 1923, 1923,1924,1925, nie podano, lat 22, 22,21, 20, nie podano, Auschwitz (28-05-44 do 11-09-44 ), Breslau (14-09-44 do 13-01-45 ), Grossrosen ( 16 do 30-01-45 ), Mathausen ( 3 do 7 -02-45 ), Bergen – Belsen (11-02-45 do 15-04-45 )
…… W pierwszej połowie września 1944 r. zostały ostatecznie wprowadzone do transportu pracy, który był przeznaczony do Breslau. Tam mieliśmy pracować w fabryce amunicji. Praca była ciężka, szczególnie dlatego, że była dla nas zupełnie obca, jedzenie było skąpe i nie przystawało w żadnej mierze do ilości pracy, którą mieliśmy do wykonania, ale za to traktowanie nie było zbyt surowe. Istniała okoliczność , że prace wykonywane przez nas były ważne, więc chcieli chronić nas jako siłę roboczą. Sytuacja zmieniła się jednak, kiedy zbliżył się front. Władze obozowe najwyraźniej wiedziały, że nie będziemy w fabryce pracowały długo tak, że nie będziemy już uznawane jako siła robocza ; zaczęliśmy być traktowane mniej przyjaźnie, a pewnego dnia przestałyśmy pracować w fabryce amunicji i zostałyśmy zabrane stamtąd. Musiałyśmy iść pieszo trzy dni i trzy noce w przenikliwym zimnie, i przez cały czas bez jedzenia. Wiele z nas zamarzło lub padło z głodu, a kiedy dotarłyśmy na miejsce przeznaczenia, Gross Rosen, mieliśmy około sześćdziesięciu zmarłych; poza tym było o wiele więcej osób chorych , i kwestia dalszej pracy nie wchodziła w rachubę. Kiedy przybyłyśmy do Gross Rosen w rzeczywistości jedynie 700 więźniarek było jeszcze w stanie dalej pracować, ale nie mieliśmy tu w ogóle pracować , ale najwyraźniej miałyśmy pozostać dwa tygodnie w Gross Rosen dla regeneracji sił, ale tam się nikt o nas w ogóle nie troszczył…
2152, K, krawcowa ur 1926, lat 17, Auschwitz ( 22-05-44 do 25-07-44), Reichenbach ( 26-07-44 do 20-08-44) , Hundsfeld ( 22-08-44 do 20-02-45), Gross-Rosen ( 24-02-45 do 10-04-45 ), Mauthausen ( 12-19-04-45), Bergen-Belsen ( 27-04-45 do 5-05-45).
….. Stąd pojechałyśmy wagonami do Hundsfel. Na drogę nie dostałyśmy nic do jedzenia, strasznie cierpiałyśmy z powodu głodu, jadłyśmy ślimaki i rzepa. Po dwóch dniach dotarłyśmy na mijsce. Natychmiast przydzielono nas do pracy, część do fabryki a część do kopania okopów. Była ostra zima, byłyśmy boso, bo buty nie były pprzydzielone, a zamiast tego dostałyśmy drewniaki, które były uciążliwe w drodze, ponieważ śnieg przyklejał się do podeszwy i nie byłyśmy w stanie zrobić jeszcze jednego kroku. Codziennie dostawalyśmy rację żywnościową wynosząca 1/5 bochenka chleba i zupę bez zawartości. Wiele osób było chorych na przeziębienie i osłabione głodem ciało straciło odporność , więc bardzo wielu z nas umarło. Rygor był wielki. Jeżeli ktoś próbował „ organizować” trochę węgla ponieważ nie mógł znieść zimna, to Aufseherin kazała tej osobie stać bez płaszcza na zewnątrz, przeważnie na zimnie i w śniegu i obcięli jej włosy. Magazyny odzieżowe były pełne cieplych rzeczy, ale nie były dla nas dostępne. Był rewier, ale nie było lekarstw, dlatech wszyscy chorzy umierali bez pomocy. Stąd wyruszyliśmy w drogę dalej do Gross-Rosen.W najcięższej zimie wyruszyliśmy w drogę pieszo. Na drodze, wiele osób zginęło, lub zamarzło, najbardziej było to spowodowane brakiem płaszczy i tym, że mieliśmy tylko cienkie ubrania. W transporcie było również 106 chorych, którzy w ogóle byli niezdatni do marszu, tych zabrano na wóz, , nie wiem gdzie są. SS stale nas popędzali, była to dla nas straszna tortura, wszyscy byliśmy całkowicie wyczerpani, ledwo staliśmy na nogach. Na drogę - 4 dni - została rozdzielona Racja żywnościowa: po 1/5-bochenka chleba i nic więcej. Jedliśmy śnieg aby zagłuszyć głód. Po 4 dniach cierpień nie do opisania przyszliśmy do Gross-Rosen.
2195,K, uczennica ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( 27-05-44 do 27-10-44 ), Breslau-Hundsfeld ( 2-11-44do15-01-45 ), Gross-Rosen ( 18-01-45 do 3-02-45 ), Buchenwald ( 7do12-02-45 ), Mauthausen ( 16do20-02-45 ), Bergen-Belsen (1-03-45 do 15-04-45)
…. Z transportem dostałam się do Breslau-Hundsfeld, gdzie pracowałyśmy w fabryce broni. Nasza praca nie była szczególnie ciężka, ale dostawaliśmy bardzo mało żywności. Traktowanie było bardzo złe, byliśmy bici, i zawsze tylko mówili do nas w brutalny sposób, nie ważne jak bardzo się staraliśmy. Potem ruszyłyśmy w drogę, 3 dni i 3 noce w marszu, nic do jedzenia w tym czasie nie dostaliśmy. W końcu podnosiłyśmy śnieg z drogi i zaspakajaliśmy głód i pragnienie. Szalała straszna zamieć, jeden człowiek ledwie widział drugiego. W drewniakach było trudno iść w głębokim śniegu, i kto nie mógł dalej iść , siadał na brzegu rowu. Każdy wiedział, co go czeka tym razem; każdy kto już nie mógł wytrzymać tempa był zabijany strzałem. Ale większość z nas już tego nie żałowała. Przez cały czas ani razu nie odpoczywaliśmy, 3 noce, 3 dni spędziliśmy na zewnątrz na mrozie. Gdy Niemcy byli zmęczeni, szli do przydrożnej karczmy, a my staliśmy na zewnątrz, na podwórzu ,to zajmowało 2 godziny. W tym czasie musieliśmy gromadzić siły na dalszą drogę. Nie należy zatem dziwić, że nasz stan zmniejszył się bardzo, bardzo wielu ludzi zmarło. …..
2202,K, pomoc domowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( ), Hunsfeld (08-44do 01-45 ), Grossrosen (01-45, 8 dni ), Mathausen ( kilka dni ), Bergen – Belsen ( do 15-04-45)
….. W sierpniu pojechaliśmy z transportem do Hundsfeld, w okolicy Breslau. Byliśmy tutaj 1500 kobiet w kamiennych barakach. Pracowaliśmy na dwie zmiany po dwanaście godzin dziennie w lokalnej fabryce amunicji. W styczniu otrzymałyśmy rozkaz dalszego marszu. Szliśmy przez trzy dni i jedną noc. Jako całkowite wyżywienie na ten czas dostałyśmy po dwadzieścia dkg chleba. W rezultacie, wiele przewróciło się z głodu a inne zostały zastrzelone. W Gross-Rosen, celu naszej wędrówki, poszłam do izby chorych, bo moje nogi zostały całkowicie odmrożone…..
2366,K, krawcowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz (21-05-4 do 25-07-44 ), Hundsfeld (25-07-44 do 4-01-45 ), Grossrosen ( 7do21-01-45 ), Mathausen ( 26-01-45 do 2-02-45 ), Bergen – Belsen ( 12-02-45 do 15-04-45 )
…… W ciągu dwóch miesięcy trzy razy była selekcja, 25 lipca zostałam wybrana i z transportem pracy wyjechałam do Hundsfeld. Tu było nas w bloku po 24 osoby , to był raczej pokój, każdy miał oddzielne łóżko i po 2 koce. Wyżywienie tutaj było do przyjęcia. Pracowałyśmy w fabryce amunicji po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną. Traktowanie było bardzo ludzkie. Pracowaliśmy tu do 4 stycznia, gdy wojska rosyjskie podeszły, poszłyśmy do Grossrosen. Nasza podróż trwała trzy dni, na drogę nie dali nic. Szłyśmy pieszo dzień i noc, dotarłyśmy na miejsce o siódmej. …..
2925,K, gospodyni domowa, ur. 1917, lat 28, Auschwitz (06-44do12-44 ), Breslau ( 01-45 ), Grossrosen (01-45 ), Mauthausen ( 02-45 ), Bergen – Belsen (02-45do04-45 )
… W styczniu przyszłyśmy do pewnej fabryki amunicji. Umieścili nas w małym obozie tylko na 1200 kobiet. Nasze życie w ciągu tych dwóch tygodni było tutaj bardzo spokojne. Potem ruszyłyśmy do marszu i szłyśmy pieszo cztery dni i cztery noce bez przerwy, aż doszliśmy do Gross Rosen. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia, staraliśmy się nasycić śniegiem. Wielu ludzi zamarzło na śmierć na drodze, bo byliśmy bardzo mizernie ubrane. Byliśmy boso i musiałyśmy sami ciągnąć duży wóz który był załadowany pakietami Niemców….
2940 K,gospodyni domowa ur 1928, Auschwitz (18-05-44do21-05-44 ), Płaszów ( 23-05-44do24-08-44 ), Breslau (2-09-44do10-02-45 ), Bergen – Belsen (20-02-45 do15-04-45 )wieś We wsi Kotaj w pobliżu Nyíregyháza na 5000 mieszkańców żyło tu 28 rodzin żydowskich ; byli to głównie rzemieślnicy, zazwyczaj żyli dostatniej. Mieszkałam z rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa, mój ojciec był mistrzem krawieckim. Po wkroczeniu do nas Niemców zmuszono nas do noszenia wyróżniających żółtych gwiazdek, ale mieliśmy swobodę ruchu. W przeciwieństwie do tego , chrześcijanie zachowywali się bardzo przyzwoicie wobec nas, zawsze bardzo mi pomogli…. Byliśmy tam przez 5 tygodni, potem zostałyśmy wywiezione do Breslau, pracowałyśmy tam w fabryce amunicji, tu już miejsce było lepsze. Mieszkałyśmy w przyzwoitych budynkach z kamienia ( cegły ) , mieszkałyśmy w pokoju po 24 osoby, co tydzień wymieniano ubrania na czyste, można się było umyć, dziennie dostawaliśmy kawę rano, w południe zupę , wieczorem była zupa lub kawa i chleb z dodatkiem. Kiedy Rosjanie zbliżyli się ;musiałyśmy uciekać na piechotę dalej i wywieźli nas do Bergenbelsen. Ta podróż trwała 10 dni, przez 4 dni w ogóle nie dostałyśmy nic zjeść , w inne dni po kawałku chleba. Po przybyciu skierowali nas do jednego baraku i ponownie dostaliśmy wszy. Zachorowałyśmy na dur brzuszny razem z moją siostrą, która zmarła na tę chorobę ; mieliśmy tam złe traktowanie a po ok. 2 miesiącach wyzwolili nas Brytyjczycy. Anglicy chorych przewieźli do szpitala, zdrowych ulokowali w normalnych domach i żywili nas dobrze. Około 2 miesięcy później, byłam już zdrowa i wyszłam ze szpitala i czekałam na transport do domu. Biorąc pod uwagę, że z przyczyn technicznych nie mogli nawet uruchomić transportu , wyruszyłam z małą grupą ludzi. Po powrocie do domu spotkałam się z trzema braćmi o innym rodzeństwie nie wiem nic. Na razie jestem w domu, zależy od rozwoju sytuacji tutaj, czy zdecyduje się na emigrację do Ameryki.
3125,K, zawód nie podany, ur.1925,lat 20, Auschwitz (21-05-4do15-11-44 ), Breslau (15-11-44do2-02-45 ), Grossrosen (12-02-45 do 5-03-45 ), Mathausen ( 5-03-45do2-04-45 ), Bergen – Belsen ( 6do15-04-45 )
……. Tak więc nas też dołączono do pewnego większego transportu pracy, który poszedł do Breslau. W Breslau pracowaliśmy w fabryce amunicji, w najtrudniejszych warunkach pracy. Nie tylko praca wymagała zaangażowania naszej całej siły, ale także dostawałyśmy za mało jedzenia, a nawet nie miałyśmy możliwości odpowiedniego wypoczynku po ciężkiej pracy. Jeśli sytuacja mimo wszystko była do pewnego stopnia nadal znośna, to można było przypisać tylko faktowi, że traktowanie było na pół ludzkie. Cóż, jeśli nadzorczynie z SS były surowe dla nas, -tak , biły nas także niekiedy, ale to nie było bez powodu, bezpodstawne i ślepe młócenie, ale kara była wymierzana tylko wtedy, gdy ktoś z nas miał naprawdę zawinił. Pracowaliśmy w Breslau dwa i pół miesiąca i wyszliśmy stamtąd dopiero wtedy, gdy walki już zbliżył się do miasta tak, że fabryka została ewakuowana, a my musiałyśmy odejść. Ruszyłyśmy do marszu i szłyśmy półtora tygodnia, podczas których niemal zginęłyśmy z głodu. Nie dostaliśmy bowiem przy wymarszu niczego poza 30 dkg chleba, i miałyśmy na tym żyć jedenaście dni! Cierpieliśmy nie tylko głód, ale pragnienie i rzucałyśmy się w rozpaczy na śnieg i jedliśmy go i piłyśmy. Ostatecznie w stanie zupełnego wyczerpania dotarłyśmy do Gross-Rosen. …..
3273, K, szwaczka ur 1926, Auschwitz (25-05-44 do 13-06-44), Langenbielau ( 15-06-44 do 13-07-44 ), Breslau ( 14-07-44 do 10-01-45), Gross-Rosen ( 15-01-45 do 12-02-45), Mauthausen ( 16-18-02-45), Bergen-Belsen ( 22-02-45 do 15-04-45)
….. We Wrocławiu pracowałam w fabryce amunicji. Praca, którą tu miałam do zrobienia była ciężka, a pogarszał ją jeszcze sposób traktowania, a mianowicie system kar. Bo ciągle byłyśmy tu karane, czy powód istniał, czy też nie. Drobiazgi były rozdmuchiwane do rozmiarów zbrodni, a jak już nic nic złego nie zrobiłyśmy, to takie „przestępstwo „ zostało zymyślone. Tym strażniczki zajmowały się z zamiłowaniem, do tego były niewyczerpane w wymyślaniu najbardziej absurdalnych kłamstw, i w oka mgnieniu karały więźniów. Te strażniczki były o wiele bardziej okrutne niż mężczyzni strażnicy i były szczególnie chętnie do karania nas. Kara polegała na tym, że albo włosy obcinali albo nie więźniarka nie otrzymywała żywności lub była zamknięta w bunkrze lub nawet pobita do krwi. Kary były zawsze w gestii strażniczek, i nie chodziło tu o żadne racje, ale o to, że one chciały nas karać. Pół roku pracowałam w fabryce amunicji Wrocławiu, dopóki praca była możliwa, ponieważ walki toczyły się teraz bliżej. Prace przerwano, a my zostałyśmy odesłane z Wrocławia, a nikt nie wiedział, gdzie nas prowadzą. Mianowicie popędzano nas tylko do przodu jak zwierzęta, którym nie dawano jedzenia. Nawet bardziej niż z głodu, musiałyśmy cierpieć z powodu zimna, w stosunku do których zupełnie nie byłyśmy chronione. Wynik był taki, że wiele z nas zamarzło na śmierć. Kto z wycieńczenia, lub z powodu zesztywnienia członków od zimna nie był w stanie iść dalej , był zabijany strzałem przez SS-manów. Kiedy wymaszerowałyśmy z Wrocławia było nas 1000 osób, a gdy dotarłyśmy po pięciu dniach marszu do Gross-Rosen, nie liczyłyśmy więcej niż 600 osób, a reszta musiała pożegnać się z życiem w czasie marszu……
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:10, 30 Sie 2013 Powrót do góry

42. Obóz Markstadt
3334,=1
3334,M, ślusarz maszynowy ur. 1915, lat 30, Auschwitz ( 26do29-05-44 ), Markstädt (1-06-44do21-01-45 ), Gross-Rosen ( 23-01-45do2-02-45 ), Flossenburg ( 4do24-02-45 ), Plauen-Lengenfeld ( 26-02-45do 13-04-45 )
……. Więc odszedłem z Auschwitz i to do Markstädt koło Breslau. Mam niewiele do zrelacjonowania z pobytu w Markstädt, choć prawie trwało to osiem miesięcy. Miałem się całkiem dobrze, tak mogę to jeszcze opisać , że Markstädt gdzie miałem pracować w fabryce broni, w porównaniu do późniejszych obozów, wspominam jako raj. Praca nie przedstawiała dla mnie jako wykwalifikowanego mechanik maszynowego zbytniej trudności, podobnie traktowanie, również nie-żydowskich pracowników nie traktowano lepiej. W pracy nie napastowano człowieka, i kto się z zakładanej wydajności pracy wywiązywał, nie musiał się niczego z innej strony obawiać. Kary lub temu podobne nie były znane w ogóle. Jedzenie było takie, że można było się nim cieszyć, a ilość była dostateczna. Zakwaterowanie miało zapewnione tyle słońca i snu, tak aby można było porządnie wypocząć po pracy. Była również możliwość utrzymania czystości i możliwość umycia się. Już na początku nowego roku podejrzewaliśmy, że nie pozostaniemy długo w Markstädt bo mogliśmy stwierdzić z wielu oznak, że walki co dzień przybliżają się. Kiedy front był nie dalej niż około dziesięć do piętnastu kilometrów od miejscowości, dostaliśmy rozkaz ewakuacji obozu, i poszliśmy stamtąd. Zabrali nas do Gross-Rosen, gdzie nie pracowaliśmy…..
43. Obóz Kurzbach
2212,2278,=2
2212,K, nauczycielka, ur. 1911, lat 34, Auschwitz-Birkenau (24-05-44do 20-09-44 ), Kurzbach (1-10-44 do 20-01-45 ), Grossrosen ( 30-01-45 do 10-02-45 ), Bergen – Belsen (10-02-45 do 15-04-45 )
…… Tu już było wybranych 200 kobiet, 50 poszło z powrotem. Poszłyśmy do kąpieli , ubrałyśmy się, ponownie był apel, bo dla Niemców to było ważne i staliśmy na apelu głównie rano i wieczorem także na zimnie. Następnie dostaliśmy czarną kawę, a potem upchali nas razem w pokoju , gdzie nie mogłyśmy nawet usiąść. Dwa dni spędziliśmy w takiej sytuacji tragicznej, nie dostałyśmy jeść ani pić, a o dostęp do WC musiałyśmy walczyć. Dwa dni potem przyjechały wagony, na wagony załadowali nas w nocy, wydali prowiant na drogę, dostaliśmy chleb z margaryną, a następnie po dwóch dniach złej jazdy – po 100osób stłoczono w wagonie - dotarliśmy do Trachenberg; tu transport został podzielony na dwie części , nas skierowano do sąsiedniego Kurzbach. Pierwszy dzień zostawili nam na odpoczynek i następnego dnia poszliśmy do pracy. Miałyśmy okopy do wykopania, nie było to bardzo złe miejsce, ale dostawałyśmy bardzo mało do jedzenia. Praca była bardzo nietypowa i trudna. Z góry określono pracę do wykonania, jeśli nie była wykonana , to dalej pracowałyśmy . Tutaj byłam pod nadzorem Werhmachtu . Praca była wykonywana aż do stycznia, a następnie została zatrzymana i skierowano nas do noszenia drewna w lesie . Ta praca z kolei była bardzo ciężka. Nie miałyśmy zwykłych butów, nosiłyśmy drewniaki. Często cztery kobiety musiały nieść takie ciężkie drewno, że nawet pięciu mężczyzn nie mogło tego zrobić. Na szczęście, że tam pracowali francuscy jeńcy wojenni i czasem również pomagali. Musiałyśmy dźwigać drewno na dystansie 8 km, był również przypadek, że pomogli chłopi w lesie, ale musiałam zadbać, aby to nie zostało zauważone. Wieczorem kobiety lądowały rozbite na łóżkach . Przy tym bardzo wielu upadło. Bardzo dużo było chorych w szpitalu i i mieli opiekę pielęgniarską. Ta ogromna praca trwała aż podeszli Rosjanie, a następnie w dniu 20 stycznia otrzymaliśmy rozkaz opuszczenia terenu. Niestety, bardzo mało jedzenia wydali na drogę, bo już magazyny były puste i tak szliśmy pieszo do dziesięciu dni. Raz w drodze dali gorące jedzenie i jeden raz chleb. Poza tym po drodze znajdowaliśmy i jedliśmy surową rzepę i to, co z przechowywanych zbiorów zostało na polu oraz odpady. Dziennie szłyśmy pieszo 12-14 godzin, raz szłyśmy nieprzerwanie przez 24 godziny, ponieważ komendant nie mógł dostać zakwaterowania, śmiertelnie zmęczone weszłyśmy do otwartej stodoły, ja nawet nie patrzyłam, gdzie nas przyprowadzili, ale się położyłam. Więc przyjechaliśmy zupełnie zniechęcone, śmiertelnie zmęczone po dziesięciu dniach wędrówki do Grossrosen…..
2278,K, gospodyni domowa, ur.1927,lat 18, Auschwitz (20-05-44 do 20-10-44 ), Kurzbach ( 23-10-44 do 20-01-45 ), Gross-Rosen ( 27-01-45 do 10-02-45 ), Bergen-Belsen (15-02-45 do 15-04-45 )
…… Jednak, gdy likwidowali cały obóz C; dostałem się także do transportu. Na dwa dni przed wyjazdem poszliśmy do kąpieli, w której po raz kolejny wszystko nam zabrali i wydali długi płaszcz i sukienkę i pociągiem osobowym pojechaliśmy do Kurzbach. Tu po raz pierwszy spotkała nas miła niespodzianka, bo skierowali nas do czystego, przyzwoitego bloku, gdzie spałyśmy na pryczach j, ale każdy miał osobny siennik. Wyżywienie było tu znacznie lepsze. Dostawaliśmy herbatę na śniadanie, na obiad talerz gęstej zupy, wieczorem 1/3 bochenka chleba i zawsze był jakiś dodatek. Traktowanie było tutaj dobrze tolerowane. Po dniu odpoczynku ruszyliśmy do pracy. Miejsce pracy leżało 1 km od obozu. Praca była dość ciężka, kopaliśmy rowy przeciwczołgowe w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych w zimie tak długo, aż wszystkie byłyśmy całkowicie przemarznięte i nie byłyśmy w stanie dalej pracować kilofem. Wtedy ta praca była wykonywana przez Francuzów, a my zostałyśmy zatrudnione do noszenia drągów. Dziennie pracowałyśmy po ok. 9-10 godzin. Kiedy już bardzo zbliżył się front jest bardzo musiałyśmy stąd pilnie odejść. Wyruszyłyśmy stąd i maszerowałyśmy przez 8 dni. Na drogę dostałyśmy bardzo niewiele jedzenia. Noce spędzałyśmy w stodołach i było tak zimno, że nasze stopy przymarzały do drewniaków. Komendant obozu był przyzwoitym człowiekiem i starał się o żywność dla nas. Po długim marszu w końcu przybyłyśmy do Grossrosen ……
44. Obóz Trachenberg Żmigród
1519,=1
1519,K,krawcowa ur. 1928 ,lat17, Auschwitz(28-05-44 do 20-11-44 ), Hamburg( 23-11-44 do 30-12-44 ), Trachenberg( 2-01-45 do 5-02-45 ), Gross-Rosen( 8-02-45 do 2-03-45 ), Bergen-Belsen ( 5-03-45 do 15-04-45 ) .
… Po dwóch miesiącach dostaliśmy się do Trachenberg tu były wykonywane takie same prace ( kopanie rowów przeciwczołgowych –przyp. mój ), wyżywienie było jednak o wiele gorsze niż w poprzednim miejscu zatrudnienia, i miejsce pracy było jeszcze bardziej oddalone od obozu , o ok. 10 km. Obiad i kolacje dostawaliśmy razem o czwartej po południu. Oberschaarführer był bardzo zły, przyspieszał pracę, jeśli ktoś nie miał odpowiedniej wydajności, nie dawał jedzenia. Z Trachenberg dostaliśmy się do Grossrosen, tu jednakże nie pracowaliśmy, tylko wtedy poszliśmy do pracy, kiedy mieliśmy rozbierać krematoria na części. Na dziedzińcu obozu była sterta zwłok, tych już nie byli w stanie spalić, obozu był teraz rzeczywiście pusty. Kiedy zbliżyli się Rosjanie , pojechaliśmy stąd do Bergenbelsen. Był to jeden z najgorszych obozów, nie było jedzenia, wybuchła epidemia tyfusu, leżałem ze zmarłymi, raz chcieli mnie wywieźć razem ze zwłokami , bo wyglądałem jak trup, na szczęście mój kolega współwięzień powiedział, że jeszcze żyję, więc potem poszedłem na rewier. Leżałem tutaj aż do wyzwolenia przez Brytyjczyków, które miało miejsce w dniu 15 kwietnia, potem Brytyjczycy zabrali mnie do Bergen, potem do Cellé , gdzie spędziłem kilka dni i stąd wyruszyłem w drogę do domu z czeskim transportem. Plany na przyszłość : Chciałbym teraz wrócić do domu i później jak najszybciej to będzie możliwe, jechać do Palestyny.
45. Obóz Plischkau
1511,=1
1511, K,uczennica, ur 1928, lat 17, Birkenau (22-05-44 do koniec 11-44 ), Plischkau b. Breslau (koniec-11-44 do koniec 01-45 ), Grünberg ( połowa -02-45 do połowa -03-45) . Wyzwolenie druga połowa kwietnia 45.
……… Poszliśmy do transportu 2000 osób do Plischkau gdzie znalazłyśmy się w opuszczonym obozie. Mieszkaliśmy tam w chatach krytych strzechą i budowaliśmy rowy przeciwczołgowe. Chociaż mieliśmy zimowe ubrania, ale marzłyśmy w pracy i w domu. Dziennie czas pracy był dziewięć i pół godziny, 2 godziny trwał apel , do pracy szliśmy 4 km na piechotę. Byliśmy tam pod nadzorem Wehrmachtu. Do jedzenia mieliśmy 30 dag chleba, margaryny i dodatek. Chore otrzymywały raz dziennie mleko, a zdrowi raz w tygodniu. W obozie były także Polaki i Słowaczki. Traktowanie do przyjęcia. Umyć się można było tylko w pierwszym okresie nielegalnie, potajemnie, później zatwierdzone przez wstawiennictwo lekarza. Rosjanie zbliżyli się i nagle poszliśmy do transportu. Na drogę dostałyśmy bochenek chleba i margaryne, co kto złapał, bo był wielki bałagan przy rozdziale. Ponadto, każda miała koc. W codziennym marszu pokonywałyśmy po 20-25 km i wiele osób się załamało ; były one prowadzone do lasu i tam rozstrzelane. Wehrmacht egzekwował rozkazy SS. Przez trzy tygodnie, dostałyśmy tylko dwa razy ziemniaki gotowane w naczyniu, każdy dostał trzy kawałki. Raz ludzie chcieli nam dać pół litra mleka, ale SS nas odpędzili, i dostalyśmy bicie , kiedy poprosiłyśmy o coś. Noce spędzałyśmy w stodołach , w ciągu dnia zatrzymywaliśmy się dwa razy na odpoczynek po dziesięć minut. Prowadziły nas kobiety z SS . Przyszłyśmy do Grünberg, dostałyśmy trochę chleba i pół litra zupy…….
46. Obóz Sulow Sułów
2008,=1
2008,K, gospodyni domowa ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 7 m-cy ), Sulow (5,5 m-cy )
W Auschwit oddzielono mnie od moich rodziców, których od tamtej pory nie widziałam .Zabrali nas do dezynfekcji, ostrzygli nas i dali nam więzienną odzież. Nie musieliśmy pracować, ale godzinami stałyśmy na apelach , cały dzień w największym deszczu, wietrze, zimnie, rano i wieczorem. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba dziennie , pół litra zupy i trochę margaryny. Blokowa nam kradła dużo, to sukienka, spódnice i wzięła jedwabne kołdry. Stale rzucało się nam w oczy, że poszliśmy do kina i jedliśmy gęsinę, a my długo cierpiałyśmy ( tekst niejasny- przyp. mój ). Dlatego też Polacy i Słowacy byli dla nas tak przykrymi. Ciągle grozili , że możemy też pójść do krematorium, skoro rodzice już tam zginęli. Pod koniec listopada, cały obóz został wysłany do Sulow. Tam przez cały dzień kopaliśmy rowy przeciwpancerne. O wpół do piątej był apel, o siódmej wychodziliśmy na miejsce pracy i pracowaliśmy do 16-tej po południu. Potem znowu był apel, potem jeszcze dostawaliśmy trzy czwarte litra zupy, 35 dkg chleba (który nigdy nie miał 35 dkg), z odrobiną margaryny lub kiełbasy. Praca była bardzo ciężka. Zimą pracowaliśmy na mrozie w drewniakach, więc było bardzo zimno. Mieszkaliśmy w lesie w drewnianych barakach, spałyśmy przez 4 miesiące na ziemi. Nie było elektryczności, nie było ognia. Gdybyśmy wycinali drzewa na opał, ale jeśli w nocy wracałyśmy do domu zmęczone i nie miałyśmy juz siły i chęci do cięcia drzewa i było nam zimno. Umyć się nie mogłyśmy, nie było wody, nie było mydła, dzięki czemu niektóre z nas dostały wszy. Gdy Rosjanie zbliżyli się do obozu musieliśmy go opróżnić, chorych w szpitalu zastrzelili, nas pędzili dalej 3 dni i 3 noce, bez jedzenia i picia. Kto nie mógł chodzić, bywał zastrzelony od razu, i pogrzebany na miejscu. Wyruszyło około 800 osób , przy życiu pozostało około 100 osób. 7-05-45 spotkaliśmy się z Rosjanami i zostaliśmy uwolnione.
47. Obóz Birnbäumel Gruszeczka k. Sułowa
408,1003,1017,1095,1261,1706,1856,2067,2565,3399,3591,=11
408, K, zawód nie podany, ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 6 m-cy ), Birnbäuml (4 m-ce )
W ciągu sześciu miesięcy, kiedy byłam w Birkenau; nie pracowałam w ogóle, ale to może było jeszcze bardziej przerażające, niż praca. Leżałyśmy cały dzień na pryczach i myślałyśmy, kiedy będzie selekcja i czy w końcu zakwalifikują nas do transportu pracy. Czasem nosiłyśmy kamienie. Ja zawsze uciekałam przed selekcja i miałam szczęście, ponieważ nigdy nie zostałam odkryta. W październiku w końcu udało mi się dostać do transportu. Wywieźli nas do Birnbäumel. To już był obóz pracy. Pobudka tu była o godzinie 5-ej, potem szliśmy do pracy. Kopaliśmy szańce w zmarzniętej ziemi zimą. Byłam chora, odmroziłam palce, jeden mi amputowano. Początkowo w obozie było na 1000, po 4 miesiącach nasza liczba spadła do 700 osób. Reszta zamarzła, zachorowała w obozie lub zmarła na biegunkę. Gdy Rosjanie zbliżył się do obozu ; ewakuowaliśmy się. Przed ewakuacja zostały zastrzelone te, o których myśleli , że nie będą zdolne do pieszego marszu potem. Wyruszyliśmy w marsz pieszy , po drodze stale do nas strzelali , zdecydowałam się uciec i tak zrobiłam. Kilka dni później spotkałam Rosjan, którzy przewieźli mnie do szpitala, bo byłam w bardzo złym stanie.
1003,K, gospodyni domowa ur.1915, lat 30,Auschwitz ( 26-05-44 do 26-11-44 ), Birnbäumel (26-11-44 do 20-02-45 ), Gross-Rosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ),Bergen-Belsen (21-03-45 do 22-05-45 ),Bergen ( 23do30-05-45 ) , Zelle ( 30-05-45 do 7-07-45 )
….. Z Auschwitz pojechaliśmy do Birnbäumel. Tam zostaliśmy umieszczone w zimnym bloku , całą noc padał na nas deszcz i rano ubrania na nas zamarzły. Wcześnie rano była pobudka następnie musiałyśmy stać na apelu, a następnie poszłyśmy na miejsce pracy. Łopaty i kilofy wzięliśmy z sobą. Musieliśmy kopać doły 5 metrów. Ziemia była tak zmarznięta, że podkładaliśmy ogień aby grunt stracił nieco na twardości żebyśmy mogli zacząć energiczna prace kilofem. Trwało to 3 miesiące. Kto nie pracował jak należy; Oberschafführer szczuł na niego psy. Obiad przywozili na miejsce pracy. Na obiad dostawaliśmy gotowane ziemniaki w mundurkach, ale nasze ręce były tak zamrożone, że nie mogłam ich obrać z łupiny i jadłam z łupiną. Stąd poszliśmy do Grossrosen. Szłyśmy przez 13 dni, na drogę wcale nie wydali prowiantu. Szłyśmy po kolana w śniegu, noce spędzałyśmy w stajniach , w których leżały razem konie i krowy. Kto nie był w stanie dalej iść, tego od razu zastrzelili. Po przyjeździe tutaj rano musieliśmy stanąć na apelu…
1017, K, krawcowa,ur 1927, lat 18, Auschwitz (05-44 do 10-44 ), Birnbäumel (10-44 do 01-45 ),
Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, wysiedliśmy z wagonów, ja zostałem z dwoma małymi siostrami , rodzice zostali od nas oddzieleni, nie widziałam ich od tamtego czasu. Natychmiast przydzielono mnie do pracy, pracowałam w krematorium, i tam nosiłam drewno. Często widziałam, jak prowadzili ludzi do komór gazowych. Prosili nas o pomoc, ale nie byliśmy w stanie pomóc tym biednym ludziom. Nie mogłem pomóc swojej własnej siostrze, która została wyselekcjonowana , a później zabrana do gazu. Traktowanie było straszne, byliśmy bici. Wyżywienie było oburzające :było trochę gorzkiej czarnej kawy rano, w południe dostawaliśmy zupę bez zawartości, wieczorem także dawali czarną kawę, trochę chleba, margaryny, lub kiełbasy. Mieszkałyśmy w drewnianych barakach, spałyśmy po 15, na pryczy. W październiku zostały wybrane silniejsze i powiedzieli nam, że jedziemy do wielkiej pracy. Załadowali nas na wagony i przewieźli do Birnbäumel. Z Auschwitz wysłano nas ponad 1000 osób . Zatrudnili nas do kopania szańców. Byliśmy w środku lasu w baraku, w którym mieszkaliśmy. Drewniane baraki były cienkie, więc wieczorem szliśmy spać, a rano wszystko było zamarznięte. 50 nas mieszkało w takim baraku. Pracowaliśmy po 10-12 godzin dziennie, czasem było - 38 stopni Celsjusza, a my byłyśmy bez ubrań zimowych, strasznie marzliśmy. Dostawaliśmy po 30 dkg chleba dziennie i trochę dżemu lub kiełbasy, rano dostawałyśmy gorzką czarną kawę, w południe kartoflankę i wieczorem ponownie trochę czarnej kawy. To było nasze wyżywienie. Gdy Rosjanie zbliżył się ; wyruszyliśmy stąd pieszo dalej. Szliśmy 36 km pieszo, kiedy stwierdziłam, ze nie mogę iść dalej dalej i wraz z trzema znajomymi kobietami uciekłyśmy Niemcom. W dniu 23 stycznia uciekłyśmy od Niemców a Rosjanie już tam byli 25-01-45 i wyzwolili nas.
1095,2K,krawcowe ur.1923,lat 22 i 1922, lat 23, Auschwitz ( 20-05-44do20-10-44 ), Birnbäumel ( 22-10-44do20-02-45 ), Grossrosen ( 5do13-03-45 ), Bergen – Belsen ( 15-03-45do15-04-45 )
….. W październiku ewakuowali obóz C zostałyśmy skierowane do obozu A dla dezynfekcji a następnie ruszyłyśmy do Birnbaumel. / koło Breslau /. Na dwudniowa podróż wydano chleb, margarynę , kiełbasę i pojechaliśmy pociągiem osobowym. Gdy przybyłyśmy, ulokowali nas w nowych barakach, my dalej rozbudowywałyśmy obóz. Było już bardzo zimno tym czasie, 50 z nas mieszkało w małym baraku, leżałyśmy na ziemi na sienniku. Wyżywienie było całkiem normalne. Kopaliśmy okopy łopatami, jednak przed rozpoczęciem dnia pracy mieliśmy apel i znowu w godzinach wieczornych staliśmy na apelu. Kto nie mógł znieść ciężkiej pracy, nie dostawał obiadu, chorych z gorączką również nadzorujące posyłały do pracy. Na początku marca poszłyśmy do Grossenrosen, szłyśmy pieszo 14 dni, dostawaliśmy tylko mielone ziemniaki i marchew , jednak chleba nie dostaliśmy w ogóle. Kto nie mógł dalej iść, tego zabili strzałem. 17-letnia dziewczyna nie mogła dalej iść, matka płakała z rozpaczy, i chciała zostać zastrzelona, a następnie wniosek ten został spełniony…..
1261,K, uczennica ur.1930, lat 15, Birkenau( 23-05-44 do koniec-08-44 ), Birnbäumel ( koniec-08-44 do pocz. 01-45 ), Grossrosen ( koniec-01-45-8dni ), Bergen – Belsen (pocz.-02-45 do 14-04-45 )
….. W Birkenau, poszłam do obozu C w baraku 8-mym, w bloku dla dzieci. Zostałam wyselekcjonowana. Przy tych selekcjach uciekłam trzy razy. Najpierw złapała mnie nadzorczymi, biła mnie, potem zrobiła to samo komendantka bloku, aż wreszcie dobra blokowa pomogła mi pobiec do swoich znajomych w kuchni, gdzie mnie vergarg ( przechowali ?-przyp mój ). Wyselekcjonowali mnie nie z powodu fizycznej słabości, ale ze względu na to, że byłam mała. Nie wszystkie wyselekcjonowane wiedziały, wiedział, gdzie idą, niektórzy sądzili, że będzie w "bloku dla regeneracji sił ", ponieważ były one słabe. Jeden dzień i jedną noc jechaliśmy do Birnbäumel. Pobudka była o 4 –tej rano, do 6-tej staliśmy na apelu, potem szliśmy pieszo 4 km do miejsca pracy, gdzie kopaliśmy okopy/rowy. Kto nie pracował, nie dostawał obiadu. Spałyśmy po dwie na pryczy z siennikiem w 50-ciu namiotach celtowych, każda z nas miała koc. Dostawaliśmy po 25 dkg chleba, margarynę i dodatek, i raz dziennie zupę, dwa razy w tygodniu także wieczorem. Mieliśmy płaszcze i rękawiczki, ale ogrzewanie nie było wystarczające. Przed Rosjanami odeszliśmy z transportem, 12 dni szłyśmy na piechotę. Po drodze jedliśmy tylko mąkę i buraki cukrowe, nie było chleba. Stale uchodziliśmy przed Rosjanami, nigdy nie zdarzyło się, żeby udało nam się zjeść coś ciepłego. Niezdolne do dalszego marszu pozostawały po prostu na drodze, był tylko jeden wypadek zastrzelenia. Noce spędzaliśmy w ten sposób, że połowa spala w stodole, a druga połowa była w marszu. Dwukrotnie w ciągu dnia zatrzymywaliśmy się na pół godziny na odpoczynek. Bardzo osłabione dotarłyśmy do Gross Rosen, …..
1706,2K, krawcowa ur. 1921, lat 24, nauczycielka ur. 1913, lat 32, Auschwitz ( 1-06-44 do 23-10-44 ) , Birnbäumel(25-10-44 do 23-01-45 ) , Grossrosen( 4 do 8-02-45 ) , Bergen – Belsen (12-02-45 do 15-04-45 )
… 23-10-44 dostałyśmy się do transportu. Zabrali nas do obozu pracy Birnbäumel. Tu ponowie nas zdezynfekowali i wszystko nam zabrali. Odebrali nam chustki na głowy, ponownie nas ostrzygli. Dali nam skarpetki zamiast rajstop. Pracowałyśmy dla Organizacji Todta: kopałyśmy szańce. O trzeciej nad ranem i wieczorem był trzygodzinny apel , a potem ciężka praca.
23-01-45 zostałyśmy ewakuowane z powodu podejścia Rosjan. Wyruszyłyśmy stąd pieszo bez jedzenia. Psy popędzały nas na drodze i kto pozostawał w tyle, tego zastrzelili SS. Marsz trwał 12 dni, noce spędzałyśmy w sufnik. Po 80 km dostaliśmy po raz pierwszy trochę pożywienia, po drodze wybierałyśmy marchew i jadły. Bardzo trudno było iść z odmrożonymi nogami i rzeczywiście wielu ludzi zostało na drodze, tych bez wyjątku czekała kula.
W końcu dotarłyśmy do Grossrosen ….
1856,2K, gospodyni domowa ur. 1920 i sklepowa ur 1922, lar 25 i i 23, Auschwitz (27-05-44do 27-10-44 ), Birnbäumel (1-11-44 do 21-01-45 ), Grossrosen ( 22-01-45 do 2-02-45 ), Bergen – Belsen ( 8-02-45 do 1504-45 )
Mój ojciec, który był dobrym kupcem produktów, juz zmarł kilka lat temu. Z jedną z sióstr prowadziłyśmy sklep „ dom mody” , i tam pracowałyśmy. Działalność szła nam bardzo dobrze, mogłyśmy utrzymać na bardzo dobrym poziomie cała rodzinę. Populacja Żydów w Huszt liczyła 6000 osób zamieszkujących w mieście, duża część Żydów była rzemieślnikami, kupcem, z których wielu żyła na dość dobrym poziomie .Tu jak wszędzie w kraju, antyżydowskie działania rozpoczął przepis o noszeniu przez Żydów gwiazd na ubraniu, i wkrótce znalazłyśmy się w getcie. ….. Pod koniec października selekcje stały się bardzo częste, nawet po kilka razy na dobę, w końcu dostałyśmy się do transportu i przewieziono nas do Birnbäumel, w pobliżu Breslau. Podróż trwała dwa dni, jechaliśmy pociągiem osobowym, po przybyciu umieścili nas w namiotach celtowych. Mieszkaliśmy tu w zimie, do końca stycznia. Wykonywałyśmy tu ciężkie prace przy kopaniu szańców, dzienny czas pracy był 10 godzin po apelu, potem znowu apel po pracy, więc byliśmy w ten sposób na nogach po 14 godzin dziennie. Strzegli nas żołnierze Wehrmachtu, traktowanie było wystarczająco dobre. Jedzenie nie było złe, ale mało. Ubrania były bardzo niekompletne, dopiero później otrzymywałyśmy suplementację , jednak już wiele osób miało odmrożenia na rękach i nogach. W dniu 21 stycznia, gdy Rosjanie zbliżyli się do obozu ; został on ewakuowany, ruszyliśmy oczywiście na piechotę, maszerując przez 12 dni. Dziennie dostawałyśmy do jedzenia po 4-5 kawałków ziemniaków, to był cały nasz posiłek, chleba nie widziałyśmy przez całą drogę. Kto nie mógł iść, został zastrzelony, wiele osób zginęło w ten sposób. Spaliśmy w stodołach, deptaliśmy się wzajemnie w strasznym ścisku. W końcu przybyliśmy do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, gdzie spędziłyśmy tydzień, a następnie cały obóz został ewakuowany, bo Rosjan się tam zbliżali. Pojechaliśmy w lutym przez sześć dni w otwartych wagonach, padał deszcz, przeżyliśmy bombardowanie na dworcu w Weimarze. Byliśmy właśnie tutaj, SS uciekli i opuścili nas, nie wiedzieliśmy co to znaczy. Wielu zginęło w węglarkach , wielu z nas zostało rannych, zwłaszcza mężczyzn, ze względu na to poszliśmy do innych wagonów bliżej zbombardowanego budynku i przenieśli nas do innego obozu. W ciągu sześciu dni, raz wydali nam chleb i margarynę. Po przybyciu do Bergenbelsen przez pierwsze dwa dni nie dostaliśmy nic do jedzenia, potem wprowadzili nas do pewnego bloku, w którym było nas 130 osób w pokoju o wymiarach ok. 6 m. długości, nie było łóżek, koców lub słomy; leżałyśmy wprost na ziemi, wszystko było pełne wszy, nawet w ziemi i wszy wspinały się na mury. Trzy dni leżałyśmy obok zmarłych , wiele osób zginęło tu, w naszym pokoju ze 130 osób tylko o 12-13 ludzi przeżyło. Głód przybrał straszne rozmiary, dostaliśmy 1 / 8 na chleba, zupę, wreszcie, w dniu 15 kwietnia wyzwolili nas Brytyjczycy. Przebywałam tu do dnia 2 maja, a następnie przeniesiono mnie do Bergen i tutaj byliśmy do 8 lipca. W Bergen 17 maja zmarła moja trzecia siostra, z którymi byliśmy jeszcze razem w Auschwizt. Czeskim transportem przyjechałyśmy przez Pilzno, Pragę, Bratysławę do Budapesztu. Plany na przyszłość: chcę emigrować do Palestyny, ale najpierw chcę się nieco rozejrzeć się w domu w Huszt.
2067,K, księgowa ur. 1909, lat 36, Auschwitz (22-05-44 do 20-11-44 ), Birnbäumel ( 27-11-44 do 20-01-45), Grosrosen (31-01-45 do 8-02-45 ), Bergen – Belsen ( 13-02-45 do 15-04-45)
.. Zostałam wybrana do transportu i skierowano nas do Birnbäumel . Tutaj były kobiety, kopały szańce. Jedzenia dostawałyśmy niewiele, traktowanie było umiarkowane. W dniu 20 stycznia 45 ruszyliśmy stąd na piechotę. Dostałyśmy po łyżeczce cukru i bochenku chleba. Szłyśmy pieszo przez 11 dni, i tylko raz w tym czasie otrzymaliśmy ciepłą zupę. Kto nie był w stanie dalej iść, był zabijany strzałem. Przy wymarszu zabili 90 chorych kobiet. Po przybyciu do Grosrosen zabrali nasze koce i ubrania..
2565,K. gospodyni domowa ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 05-44do08-44 ), Birnbäumel ( 08-44do02-45 ), Bergen – Belsen ( 02-45do15-04-45 )
Po przybyciu do Auschwitz oddzielono mnie od krewnych i nigdy więcej ich nie widziałam . Wprowadzono mnie do kąpieli, wszystko mi zabrali, a następnie skierowali do obozu C. Dużo głodowałam, zachorowałam, byłam zniszczona z powodu tego, że jedzenie było tak okropne, że nie mogłam go jeść. Na apelu staliśmy godzinami, ubrani w cienka odzież, na deszczu, a jeśli kogoś brakowało, to musiałyśmy klęczeć. Pamiętam, że raz w piątek klęczałyśmy do północy. W sierpniu nas załadowali na wagony i wywieźli do Birnbäumel . Tutaj pracowałyśmy przy kopaniu szańców. Nasza praca była bardzo ciężka i było nam strasznie zimno. Kwatery nie były ogrzewany, nie miałyśmy ciepłej odzieży; było nam bardzo zimno. Miałyśmy odmrożenia stóp i dłoni. Było bardzo mało jedzenia ; dostawałyśmy ćwiartkę chleba, 3 / 4 litra zupy, trochę margaryny i czasem trochę dżemu. Pracowaliśmy od 7 –mej rano do 16 po południu, ale od 5 do 7 rano był apel . Traktowanie było bardzo złe, dużo nas bili. Gdy zbliżył się front, w lutym poszliśmy dalej. 11 dni szliśmy pieszo po kolana w śniegu, głodni i spragnieni. Tylko trzy razy w ciągu tych 11 dni dostaliśmy ziemniaki w skórkach. Wiele osób nie było w stanie dalej iść, upadały z wycieńczenia i głodu, żołnierze SS zastrzelili ja na miejscu. Wiele osób uciekło. Tak przybyłyśmy do Bergen-Belsen. Tu cierpieliśmy bardziej niż gdziekolwiek. W małym zamkniętym pomieszczeniu było nas pięćdziesiąt osób, nie tylko nie można było leżeć, ale nie było miejsca żeby siedzieć. Siedziałyśmy na zmianę. Dostałyśmy po 1 / 7 chleba i trochę zupy z rzepy, była strasznie mdła. Brud był nie do opisania, wszędzie było pełno wszy, nie było wody, nie mogłyśmy się umyć, była epidemia. Apele były dziennie. Moja biedna matka i szwagierka zmarły na tyfus. 15-04-45 zostałyśmy wyzwolone przez Amerykanów.
3399,K, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz (2-06-44 do 25-11-44 ), Birnbaumel ( 5-12-44 do 3-02-45 ), Grossrosen ( 15do22-02-45 ), Buchenwald (29-02do31-03-45 ), Mathausen (1do3-03-45 ), Bergen – Belsen (5-03-45 do 15-04-45 )
… Przy innej okazji, gdy był wybór do transportu, zostałyśmy uwzględnione w transporcie, nie było nic do zrobienia, jechaliśmy pociągiem z moją rodziną, dwa tygodnie podróżowałyśmy w otwartym wagonie, spragnieni, głodni, w ulewnym deszczu. Na drogę wydali chleb, margarynę i kiełbasę. Drogą byłyśmy strasznie wygłodzone. Tak dotarliśmy do Birnbaumel , gdzie już było lepiej, nie było stałego nacisku na człowieka, nie było krematorium! Kiedy przyjechaliśmy, zadali pytanie , kto obejmie przywództwo, moja siostra się zgłosiła, mnie wybrano na kapo. Pracowałyśmy przy niższej temperaturze niż -32 stopni zimna, mieszkaliśmy w namiotach, leżałyśmy na siennikach miałyśmy koc. Mama nie mogła pracować, więc moja siostra zadbała, aby Szla do pracy z nam, ale otrzymała przydział wewnętrzny. Niedługo potem, trzeba było stąd iść z tego powodu, że ewakuowali obóz; pieszo poszłyśmy do Grossrosen. Szłyśmy w strasznym zimnie, śnieg był taki, że samochody S. S. utknęły, więc musieliśmy oczyścić drogę, żeby samochody mogły jechać dalej. Dziennie szłyśmy po 28 km , moja biedna matka mogła w drodze więcej niż ja, bardzo wielu ludzi zginęło w drodze, w nocy spaliśmy w stodołach, w końcu tam dotarliśmy. …..
3591,K. gospodyni domowa, ur 1904, lat 41, Auschwitz ( ), Birnbaumel (22-10-44 do 20-01-45 ),
…. 22 października z transportem dostałam się do Birnbäumel. Tam pracowałam przy kopaniu szańców do 20-01-45. Potem przyszło powiadomienie o przesunięciu , bo Rosjanie nadchodzili. Przez 4 dni szliśmy pieszo bez przerwy, głodni i spragnieni, zatrzymywaliśmy się w stajniach. Do tej pory wielu ludzi uciekło, bo polscy pracownicy - z którymi byliśmy w Birnbäumel - powiedzieli nam, że Rosjanie będą tu jutro. Nie miałam innego wyboru, byliśmy odważni a po 4 dniach jęliśmy śnieg i byliśmy prawie nadzy i schowaliśmy się w komórce. Następnego dnia tam Rosjanie nas wyzwolili. Czeskim transportem udało się wrócić do domu.

48. Obóz Hochweiler Wierzchowice
374,961,1134,1220,1390,1400,1441,1444,1666,1781,2027,2040,2587,=13

374,K, gospodyni domowa ur.1926, lat19, Birkenau ( 4,5 m-ca ), Hochweiler ( 3 m-ce), Grosrosen ( 10 dni ), Bergen-Belsen ( 4 m-ce ),
…..Po pięciu miesiącach po wywieźli cały barak do Hochweiler. Tutaj już mieliśmy iść do pracy. Przez trzy miesiące wycinaliśmy drzewa . To był bardzo zły obóz . Pracowaliśmy w tkanych z cienkiego włókna ubraniach podczas zimnej pogody. Tu moja siostra zachorowała i umarła. Dostawałyśmy dziennie po 20 dkg chleba i trochę zupy. W obozie były w sumie 1000 osoby , po 100 osób mieszkało w jednym baraku. Po trzech miesiącach nagle musiałyśmy ewakuować się z obozu, a następnie wyruszyć na piechotę. Szłyśmy pieszo przez dwa tygodnie bez przerwy . Po drodze ledwie co dali jeść, byliśmy bardzo głodni. Jeśli poszliśmy do domów prosić o jedzenie , strażnicy SS bili nas na śmierć . Z 1000- ca osób przybyły do Grossrosena 634 osoby, inni zmali lub zostali zastrzeleni…..
961,K. gospodyni domowa, ur 1919, lat 26, Birkenau (20-05-44do20-10-44 ), Hochweiler ( kon.-10-44do Kon. 01-45 ), Bergen-Belsen ( 23-01-45 do 16-04-45 )
……. Potem poszłyśmy do transportu, 1040 dziewczyn do Hochweiler. My byłyśmy pierwszym transportem w nowym obozie , który był zlokalizowany w starej cegielni. Spałyśmy na pryczach z siennikami, każda z nas miała po 2 koce, jeden cienki i jeden gruby. Musiałyśmy kopać szańce, wstawałyśmy rano o 6-tej, pracowałyśmy do 18-tej wieczorem, dziennie musiałyśmy przejść pieszo 2x 7 km. W październiku i listopadzie kopałyśmy rowy od 2,5 do 3 metrów głębokie , później 60-70 cm głębokie rowy na kable. Kto był za słaby, pozostawał do wykonania prac wewnętrznych w obozie. Dostawaliśmy ćwiartkę chleba, 3x tydzień kiełbasę, 3x margarynę albo marmoladę, na początku dostawałyśmy dobra , gęstą zupę z kartoflami i mięsem, później już tylko raz dziennie zupę z zielonego…(?- przyp. mój ). W czasie półgodzinnej przerwy w południe gotowałyśmy sobie tzw. zupę chlebową, w której były także organizowane z kuchni kartofle i marchewki, nadzorujący nas SS-mani nic nie mówili. Co 10 dni każda mogła się umyć w ciepłej wodzie , mieliśmy prysznice. Na rewierze leżało stale po 80 chorych, czasem więcej. Zatrudnili 3 żydowskie lekarki. Od komendanta obozu dostałyśmy materiał, z którego mogłyśmy sobie zrobić swetry, rękawice i ochraniacze na uszy. Płaszcze zimowe dostałyśmy w obozie, ale na kwaterach było zimno mimo ogrzewania. Wiele miało odmrożenia na dłoniach i stopach. Rosjanie się zbliżali, słyszeliśmy strzały artyleryjskie. Poszłyśmy dalej i w ciągu 3 dni pokonałyśmy 120 km. W jednym dniu przeszłyśmy 36 km do pewnego portu, w innym 16-18 km, a potem jak się zatrzymywaliśmy, spaliśmy przez całą noc. Często maszerowałyśmy całą noc, raz nawet trzy noce z rzędu, apotem odpoczywaliśmy przez 10-12 godzin w nocy. Chorzy zostali zabrani autami do Gross-Rosen. Przy wymarszu dostałyśmy buraki cukrowe. Na 9 dni dostaliśmy 4 razy zupę i raz bochenek chleba. Niektórzy z nas domagali się więcej chleba i taki dostali, SS nie wzbraniało tego bardzo ściśle. W Bergen-Belsen pracowaliśmy w komando noszącym zwłoki, od nas było tam 5 dziewczyn. Owinięte w koc, nieśliśmy je do kostnicy. Za to dostawaliśmy podwójna zupę. Na początku dostawałyśmy 1/6 chleba, potem co trzeci dzień, i zupę z rzepy. Po 6-ciu tygodniach zachorowałam na tyfus. Byłam bardzo zawszona. Przyszłam do siebie bez żadnej opieki. Po powrocie do zdrowia już nie pracowałam, byłam za słaba. Byłam tam do 8-07-45 pod dobrą opieką Anglików. Z czeskim transportem wróciłam tutaj. Wcześniej nie byłam w stanie jechać, byłam za słaba. W dniu wyzwolenia odnalazłam w Bergen-Belsen moja siostrę, już wcześniej słyszałyśmy o sobie. Teraz chcę najpierw wrócić do domu
1134,4K,gospodynie domowe ur,1914, 1915, 1918, 1922, lat 31, 30, 27, 23, Auschwitz ( 23-05-44do2-10-44 ), Grossrosen ( 10do30-10-44 ), Hochweiler ( 2-11-44do20-01-45 ), Bergen – Belsen ( 15-02-45do15-04-45 )
…… Przybyłyśmy, byłyśmy tam trzy tygodnie, tam nie pracowałyśmy, następnie dostałyśmy się do Hochweiler. Pracowaliśmy w lesie, zimą, robiłyśmy wieńce z gałęzi sosnowych do maskowania wozów bojowych ponadto kopaliśmy szańce. Dzień pracy wynosił 12 godzin, jedzenie jak w innych obozach. Kiedy Brytyjczycy podeszli, wywieźli nas do Bergenbelsen. Przez pięć dni jechaliśmy otwartymi wagonami głodni i spragnieni, po drodze byliśmy obiektem nalotu bombowego, było wielu rannych i zabici. Na podróż było przewidziane tylko trochę chleba, ale po przybyciu do Bergenbelsen - jeśli to możliwe – więcej głodowaliśmy . Chleba nie widziałyśmy przez 3-4 tygodnie, dziennie dostawałyśmy po 1 / 2 litra zupy bez zawartości , która była zupełnie niejadalna. Cały blok zachorował na tyfus, dziennie ginęło ok. 50 osób. Próbowaliśmy zdobyć trochę jedzenia i obierka ziemniaczane i „ organizowałyśmy „ rzepę, ale SS nas bardzo pobili . 15 kwietnia wyzwolili nas armia brytyjska, na jeden dzień przedtem Niemcy uciekli, myśleliśmy, że teraz już nie ma nikogo, pobiegłyśmy do kuchni po jedzenie, ale wrócił szef kuchni i do nas strzelał. Stamtąd poszliśmy na krótko do Bergen, gdzie spędziliśmy cztery tygodnie, a potem poszliśmy do Cellé tu przebywaliśmy cztery tygodnie. i czeskim transportem przyjechać samochodem do Pilsen , a następnie wrócić do domu pociągiem. plany: wszyscy chcą wyemigrować do Palestyny.
1220,K,gospodyni domowa ur. 1910, lat 35, Auschwitz ( 20-05-44do 20-10-44 ), Hochweiler ( 10-11-44 do 01-45 ), Grossrosen ( 10do19-01-45 ), Bergen – Belsen ( 22-01-45 do 15-04-45 )
….. W Październiku selekcje były bardzo częste, po selekcji skierowali nas do transportu i wywieźli do Hochweiler pociągiem osobowym. Kiedy przyjechalsmy, całą zimę kopaliśmy system rowów , musiał mieć 2-5 metrów, to była bardzo ciężka praca. Chleba prawdopodobnie byłoby wystarczająco dużo , ale zupa była niejadalna. Po trzech miesiącach znowu poszliśmy do transportu , bo wojska rosyjskie zbliżały się i poszliśmy pieszo , pokonaliśmy dystans 120 km , zawsze spaliśmy w stodołach. Dziewięć dni nie dostałyśmy jedzenia, tylko raz dostałyśmy czwartą część chleba i trochę marchwi. …..
1390,K. siodlarka (? ) , ur.1924, lat 21, Auschwitz ( 5 m-cy ), Hochweiler ( 4 m-ce ), Grossrosen ( 2 tyg. ), Bergen – Belsen ( 4 m-ce )
…… Kiedyś zostałyśmy poderwane ze snu w nocy i zostałyśmy wyselekcjonowane. Zdrowych wybrali do pracy, a my wciąż byłyśmy ze słabymi ,ja tam zostałam zaliczona do słabych. Musiałyśmy się spodziewać, że zabiorą nas do krematorium i zabiją i płakałyśmy . Kiedy jednak wydali nam buty, bielizna, ubrania i dali gorącej kawy, już wiedzieliśmy , że będziemy pojedziemy dalej. Od 4 –tej do 8 –mej rano mieliśmy apel, o ósmej poprowadzili nas do stacji. Tu dostaliśmy po 25 dkg margaryny i po 1 / 2 bochenka chleba i załadowali nas do wagonów. Po przyjeździe do Hochweiler tak nas popędzali, że z dworca do cegielni - - gdzie nasz obóz- musieli biec. Tu dostałyśmy w końcu gorącą kawę, mogłyśmy położyć się znowu - mimo że był ogromny brud – dostałyśmy koc i odpoczywałyśmy do 7 –mej następnego dnia. Rankiem dostaliśmy po 1/5 bochenka chleba i w południe zupę bez zawartość. Obóz był odległy o i 6 km od miejsca pracy. Tu kopałyśmy okopy/ rowy przeciwczołgowe. Praca była bardzo ciężka i byłyśmy bardzo popędzane. Dzienny czas pracy był 10 godzin. Dostaliśmy tu buty i ubrania i już była zima- po 2-3 swetry. To było w styczniu, kiedy nas stamtąd zabrali do transportu. Na drogę dostałyśmy surowe rzepy i z tym "jedzeniem " szliśmy 4 dni pieszo. Po drodze zupełnie nie otrzymywaliśmy jakiegokolwiek jedzenia. W końcu dotarliśmy do wsi, gdzie dostałyśmy zupę z ryżu. Z Hochweiler wyszło 900 kobiet, podczas gdy tam dotarliśmy, pozostało tylko 720-cia osób. Co się stało z innymi, nie wiem, w większości kobiety były bardzo słabe i wyczerpane, tak że – jak nam powiedzieli - zastrzelili je. Tego jednak moimi własnymi oczyma nie widziałam. W dniu siódmym marszu dostałyśmy po całym bochenku chleba, w dniu dziewiątym doszliśmy do Breslau. Tu mieszkałyśmy w cukrowni. Obóz był bardzo zły, tutaj był ogromny brud. Na szczęście, odpoczywałyśmy tu tylko jeden dzień. Pamiętam, że dostałyśmy tam po południu bardzo dobrą zupa ziemniaczana , która nam bardzo smakowała. Po następnych dwóch dniach trafiłyśmy do Gross-Rosen…..
1400,K. krawcowa bielizny ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 4m-ce ), Hochweiler ( 3 m-ce ),Breslau (2 tyg ), Gross-Rosen ( 4 tyg ), Bergen – Belsen (3 m-ce )
…. Następnie wybrane zostały silniejsze i wywiezione do pracy w Hochweiler. Pociągiem osobowym jechałyśmy od 8 rano do 11 w nocy. Rankiem obudziliśmy się o 4 rano, mieliśmy apel i poszłyśmy do kopania szańców. Dziennie chodziliśmy po 12 km bardzo trudną drogą, bo obóz był na wzgórzu. Traktowanie było dobre, bo starzy niemieccy żołnierze byli z nami. Tutaj pięknie nas odziali, dali buty, jedzenie było bardzo dobre, traktowali nas bardzo po ludzku. Pracowaliśmy w okopach aż do grudnia, a następnie poszłyśmy do pracy w lesie. Przez cały dzień byliśmy na zimnie ognia nie paliliśmy na zewnątrz. Tak pracowałam do stycznia. Pracowałam po 12 godzin dziennie, pół godziny trwała przerwa na obiad. Tysiąc osób mieszkało w cegielni, na pryczy leżałyśmy po dwie. Wczesnym rankiem dostawaliśmy słodką czarną kawę, o wpół do dwunastej już dostawaliśmy obiad: mięso z ziemniakami i papryką, 1 / 3 chleba, dwa dodatki były dziennie. Gdy musieliśmy opróżnić obóz, zabrali nas do Breslau. Szliśmy pieszo dwa dni i 2 noce. Nie dostaliśmy prowiantu na drogę, tylko 2 rzepy, więc wszędzie tam, gdzie byłyśmy, trzeba było "organizować". Strażnicy pozwolili nam i traktowali nas bardzo dobrze. Niestety, wielu ludzi zmarło w drodze, tych, którzy nie mogli dużo chodzić –umieścili na wozie i już nigdy ich nie widziałam. Wyruszyliśmy w 1000 osób, a tylko 30 osób przyjechało .Co stało się z innymi, nie wiem; zbyt wiele osób uciekło. Szliśmy po kolana w śniegu , droga była bardzo zła…..
1441,K, krawcowa ur. 1922, lat 23, Auschwitz-Birkenau( 20-06-44 do 28-10-44 ), Hochweiler( 29-10-44 do 01-45 ), Grossrosen ( 5 dni ), Bergen - Belsen( do 15-04-45 ),
…… Z transportem liczącym tysiąc osób poszłam do Hochweiler. Tam pracowałyśmy przy szańcach . Praca była ciężka, jedzenia było mało. Czas pracy był 12 godzin dziennie i przy tym otrzymywaliśmy jako wyżywienie: rano kawę, lunch, w południe nic, wieczorem po pracy pół litra zupy i 30 dkg chleba, chleba i 2 dkg margaryny lub marmolady. W styczniu nieoczekiwanie nastąpiła ewakuacja. I wszystkie musiałyśmy stamtąd odejść. Szłyśmy bez jedzenia. Szłyśmy pieszo 14 dni. W ciągu tych 14 dni dostaliśmy tylko raz zupę i raz chleb. Przy wymarszu dostałyśmy na osobę po surowej rzepie. Na 14 dni! Po dniach marszu dotarliśmy w końcu do Gross-Rosen. …
1444,3K, gospodynie domowe ur. 1917, 1922, 1924, lat 28, 23, 21, Auschwitz-Birkenau (poł.-06-44 do 20-08-44 ) , Hochweiler(21-08-44 do kon.-11-44 ), Grossrosen( 11 dni ), Bergen - Belsen( do 15-04-45 )
Nie zawiera szczegółów dot obozu Hochweiler. ( przyp. mój )
1666,K, uczennica ur. 1926, lat 17, Auschwitz( 6 m-cy ) , Hochweiler( 4 m-cy ) , Gross-Rosen ( 2 tyg. ),Bergen-Belsen ( ok. 4 m-ce )
…… Potem znowu mnie wybrali, dali kawałek chleba i margaryny na drogę. Przyjechaliśmy do Hochweiler. Tu przypisali nas do pracy przy szańcach. Był deszcz, wiatr, mróz, a my zawsze musieliśmy pracować. Wychodziliśmy do pracy o 6.30 i przychodziliśmy o godzinie 17-tej. Dostawaliśmy 30 dkg chleba dziennie, margarynę i zupę raz dziennie. Mieszkaliśmy na poddaszu cegielni, po 2-3 w kobieta spały na pryczy , ale strasznie marzłyśmy w zimie. Miejsce pracy było bardzo daleko od kwatery tak, że codziennie musieliśmy chodzić po 15 km pieszo. Przy pracy nas popędzali, nie mogłyśmy odpocząć przez chwilę i Blockführerin tu nas bardzo biła. W obozie było nas tysiąc. Umyć się mogłam tylko w ten sposób, że oddałam racje margaryny , to dostałam trochę ciepłej wody. Pewnego dnia przyszła Blockführerin z poleceniem, że każdy powinien być w ciągu 2 godzin na podwórku, będzie apel. Następnie wyruszyłyśmy ponownie, nie dostaliśmy nic do jedzenia na drogę, i szłyśmy pieszo przez cztery tygodnie bez przerwy. Po drodze, raz dali bochenek chleba i raz trochę zupy. Wielu ludzi zmarło z głodu w drodze, i zastrzelili wiele, bo nie mogły chodzić, i wiele zamarzło. Tak dotarliśmy do Grossrosen. ……
1781,K,krawcowa, ur. 1918, lat 27, Auschwitz ( 20-05-44 do 16-11-44 ), Hochweiler (12-44 do 01-44 ), Gross-Rosen (01-44, 10 dni ), Mauthausen ( 3 dni ), Bergen-Belsen ( do 14-04-45 )
……. Z Auschwitz w listopadzie poszłam z transportem pracy do Hochweiler. Tam nosiłam drewno z lasu. Na miejsce pracy szłyśmy co dzień 9 km, bardzo ciężkie drągi musieliśmy nosić, a jeśli wzięłam dwie sztuki drzewa na ramiona, to SS uważał, że to za mało i dołożył mi na to jeszcze jeden, myślałem wiele razy, że załamię się pod tym ciężarem. Wyżywienie było słabe. Cztery osoby dostawaly bochenek chleba, co drugi dzień po 2 dkg margaryny i w południe 3 / 4 litra zupy. Lagerführerin SS była dla nas dobra, popędzała w pracy, ale nie biła, tylko powiedziała, że jeśli chcesz wrócić do domu, to musisz pracować . Starszy obozu był już gorszy, było z nim dużo kłopotów. Tam byliśmy 3 miesiące. Z Hochweiler poszliśmy do Grossrosen. Poszliśmy tam na piechotę. Marsz trwał 12 dni, na drogę dostaliśmy po 2 surowe marchwie i raz dostaliśmy ciepłą zupę. W Grossrosen byliśmy tylko 10 dni, ale w tym czasie poważnie ucierpiałyśmy. Pobudka była o świcie, wchodził SS i otwierał drzwi, okna i bił wszystkich , nie czekając nawet aż wstaniemy z łóżka i bito nas tam tak, że sytuacja była gorsza niż Auschwitz. Wyruszyliśmy w 1000 osób, a po 10 dniach było nas 570 osób, już po drodze zmarło wiele osób…..
2027,K, uczennica ur. 1927, lat 16, Auschwitz ( 3 m-ce ), Hochweile (ok. 5 m-cy ), Bergen – Belsen (4 m-ce )
Kiedy przyjechałam do Auschwitz, zapytano mnie, ile mam lat. Powiedziałam, że nie mam jeszcze 16 lat. Odpowiedziano mi że mam się udać do bloku dziecięcego, gdzie były dzieci w wieku 12-16 lat. Ta tutaj przyszłam. Nie musiałam pracować, była ciągła blokada baraku, codziennie dostawaliśmy po ćwierć chleba, zupę i dodatek na chleb. Czasami dostałam bicie. Np. mój kuzyn był moim sąsiadem w bloku, który był w kuchni i kiedyś też tam poszłam. Jeśli zauważyli to dostałam bicie. Sześć do ośmiu razy była selekcja, ja tam byłam, ale zawsze pozostałam na miejscu. Po trzech miesiącach zabrali mnie do pracy do Hochweiler. Tu kopaliśmy i pracowali w lesie. Pracowaliśmy od 7 rano do 18 po południu , na obiad była godzinna przerwa. Praca była dość ciężka. Dostawaliśmy ćwiartkę chleba i pół litra zupy, również czasem był dodatek na chleb. Byłam kapo, tak ,że dostawałam nieco więcej jedzenia. Mieszkaliśmy w fabryce w okresie zimowym, nie było okien, nie było ogrzewania, a jeśli grzałyśmy, to zimno wchodziło przez okna. Miejsce pracy było bardzo daleko od miejsca zakwaterowania, szliśmy codziennie 12 km pieszo. Butów nie było ,bardzo marzłyśmy i stopy miałyśmy odmrożone. Gdy Rosjanie się zbliżyli, musieliśmy uciekać i na piechotę wyruszyliśmy do Gross-Rosen. Po drodze wiele osób zmarło ze skrajnego wyczerpania, nie byli w stanie dalej iść, nie dostali nic do jedzenia. Gdy byliśmy około ok. 4 km przed Grossrosen, ja byłam już w takim stanie, że myślałem, że to koniec, nie mogłam iść dalej, również miałam zmarznięte nogi, nie miałam butów, miałam szmaty na nogach, które umożliwiały mi jakoś chodzenie. Tu odpoczywaliśmy , a następnie Blockführerin poszła do jednego domu po coś ciepłego do picia. Ja również skorzystałam z tej okazji i podbiegłam do niemieckiego domu , a tam dostałam trochę gorącej kawy. Trochę się pobudziłam i mogłam iść dalej do Grossrosen. Tu tydzień odpoczywaliśmy , a stamtąd pojechaliśmy dalej do Bergen-Belsen. Tutaj było bardzo źle, była epidemia tyfusu, było dużo wszy, nie było żywności, leżałyśmy jedna na drugiej na gołej ziemi bez koców. Tylu ludzi ginęło, że często zdarzało się, że rano kiedy się obudziłam, wszyscy koło mnie leżeli umarli . Nie musieliśmy pracować, ale traktowanie było bardzo złe: byliśmy bici. Nie można było się myć, nie było wody, więc, prawie wszystkie zachorowałyśmy na tyfus. Opieki medycznej nie było, chorzy tam leżeli i nikt nie troszczył się o nich. Ja też leżałam chora w kwietniu, gdy Amerykanie nas wyzwolili. Mój plan jest teraz bardziej, żeby - ponieważ nie mam nikogo w domu - wyemigrować do Palestyny.
2040,4K, trzy zawód nie podany ur 1920, 1922 i 1923, lat 25, 23, i 22 lata i krawcowa ur 1913, lat 32, Auschwitz (pocz.-04-44 do pocz. 09-44 ), Hochweiler ( pocz.-09-44 do koniec -01-45 ), Bergen – Belsen (pocz. 02-45 do 15-04-45 )
…. Po pięciu miesiącach, cztery powyższe osoby zostały zaklasyfikowane zgodnie z wynikami selekcji do transportu : pani Lajos Goldner do Hochweiler, a trzy pozostałe do Mühlhausen. W Hochweiler pani Lajos Goldner pracowała przy pracach leśnych. Choć praca była ciężka, więźniowie nie narzekają, ponieważ jedzenie było nawpół wystarczające, kwatery odpowiednie, a traktowanie chociaż surowe, ale nie nieludzkie. Praca w Hochweiler trwała pięć miesięcy, a następnie więźniom kazano maszerować. Marsz trwał dziewięć dni i doprowadził więźniów do Bergen-Belsen, więźniowie strasznie cierpieli podczas marszu, zwłaszcza od przenikliwego zimna w styczniu, tym bardziej, że musieli chodzić boso. Piroska Goldner ,Fani Kraus i Berta Moskovics pracowały w Mühlhausen (Turyngia) w fabryce części do samolotów. Także one się nie skarżą, pomimo bardzo ciężkiej pracy, ponieważ wyżywienie, zakwaterowanie i traktowanie biorąc pod uwagę sytuację, były odpowiednie. Po czterech miesiącach musiały opuścić swoje miejsce pracy i także zostały skierowane do Bergen-Belsen . Zaraz po ich przybyciu do Bergen-Belsen wszystkie cztery ciężko zachorowały, pani Lajos Goldner cierpiała na tyfus brzuszny. Jakimś cudem zostały przy życiu, ponieważ u wszystkich czterech nie było mowy o pomocy medycznej i lekarstwach. Po zajęciu Bergen-Belsen przez Brytyjczyków, co nastąpiło w dniu15 kwietnia 45, musiały wszystkie cztery pozostać przez kilka tygodni w obozie, ponieważ nie nadawały się do transportu. Potem przybyły do Celle, gdzie pozostały również sześć tygodni, aż wreszcie mogły wyruszyć w podróż do domu.
2587,2K, gospodynie domowe, ur 1911,1916, lat 34 i 29, Auschwitz ( ), Hochweile ( ), Grossrosen ( ), Bergen – Belsen ( )
…. Pewnego dnia przyszedł pewien cywil i dr. Mengele. Wybierali nas do transportu. My nie wiedziałyśmy, do czego nas wybierają, myśleliśmy, że zabierają nas do krematorium. Płakałyśmy i byłyśmy bardzo zdesperowane. Potem znowu poszłyśmy do łaźni i czekałyśmy 2 dni. Spaliśmy na zewnątrz w deszczu, czekając na wagony. Potem nas załadowali na wagony a następnie zabrali nas do Hochweiler. Dotarliśmy tam po dwóch dniach podróży. Przyjechaliśmy w nocy i także bardzo się bałyśmy, bo stale na nas krzyczeli: "los, los!" Szliśmy pieszo 5 km ;wokół był las. Wszyscy myśleli, że idziemy na stracenie. Widzieliśmy fabrykę, która wyglądała jak krematorium. Ten strach trwał aż dostałyśmy talerze i sztućce. Potem uspokoiłyśmy się nieco. Następnie dali nam drewniaki i poszłyśmy do pracy: szańce kopać. Do pracy wychodziłyśmy o 7 rano i wracałyśmy o 17-tej wieczorem. Pracowałyśmy w największym śniegu i zimnie. Po obiedzie zbierałyśmy się razem i płakałyśmy z zimna. Dziesięć km szłyśmy codziennie rano i dziesięć wieczorem. Była to bardzo ciężka praca. Rano dostawałyśmy czarna kawę, po południu o 13-tej był obiad, : zupa ziemniaczana a wieczorem dostawaliśmy 2 dkg margaryny , herbatę, 20 dkg chleba i czasem dżem. Wtedy pewnej soboty, oni powiedzieli: "zabieramy się stąd”, i dali nam po dwa buraki pastewne i wyruszyłyśmy w drogę. Przeszłyśmy cztery dni na dwóch burakach pastewnych i nie wydano nic do jedzenia. Tak dotarliśmy do Breslau. Tutaj była wojskowa kuchnia, gdzie bardzo nas żałowali i dali trochę zupy z kaszy jęczmiennej. Stąd poszłyśmy dalej do Grossrosen , po pas w śniegu, ale tutaj Rosjanie byli już bardzo blisko. Musieliśmy również ciągnąć dwa wozy przez 12 dni, w których był niemiecki sprzęt i bagaże eskorty, a nas popędzali jak zwierzęta. Czasami od ludności cywilnej dostaliśmy coś do zjedzenia a w godzinach wieczornych, gdy odpoczywałyśmy w stajni, kradłyśmy buraki pastewne. Nie mieliśmy wody, więc jadłyśmy z pragnienia śnieg. Kto nie mógł chodzić, od razu był zastrzelony. Tak dotarłyśmy do Grossrosen. …..
49. Obóz Neustadt Prudnik
84, 92,117,367,1066,1259,1888,2076,2329,3429,=10
 Neustadt w Prudniku (IX 1944 — I 1945) — praca w fabryce włókienniczej, w tkalni, firma: Schlesische Feinweberei AG, 399 więźniarek (30 XII 1944).
84,2K,modystka,ur.1920, lat 25 i krawcowa ur. 1918, lat 27, Auschwitz( połowa-05-44, 2 dni ) , Krakkó (koniec-05-44do koniec 07-44 ), Auschwitz ( 1 m-c ) , Neustadt ( 08-44 do 20-01-45 ) , Grossrosen (01-45, 3 tyg. ) , Mathausen ( 3 dni ) , Bergen – Belsen (poł-04-45 )
Około 8000 Żydów mieszkało tu : kupców, różnych rzemieślników, w większości w dobrej sytuacji materialnej, którzy żyli na średnim poziomie . My, ( FB ) mieliśmy gospodarstwo i dom. Ja, ( MF ) miałam część domu i grunta. Antyżydowskie działania rozpoczęła się od wystawienia ludzi w swoich mieszkaniach na przeszukiwania przez żandarmów, co było na porządku dziennym. Kierownictwo policji wydało rygorystyczne przepisy i zleciło ich egzekwowanie żandarmerii. Odkryliśmy, że zachowanie ludności nie-Żydów, jeśli nie łagodne, jest obojętne. Po przeszukiwaniach społeczność żydowska oddała ogromne sumy pieniędzy, biżuterii i rzeczy wartościowych Gestapo. Po pierwszym dniu po Wielkanocy, w połowie kwietnia, skierowali nas do getta w Koszycach. Getto było zlokalizowanie poza miastem, na terenie cegielni. …. Przyjechaliśmy o zmroku, po trzydniowej podróży do Auschwitz. Pierwszymi , którzy nas przyjęli, byli więźniowie w pasiakach i ludzie z SS, powiedziano nam, żeby po prostu zostawić bagaże na wagonie, a potem to odbierzemy. Potem przyszliśmy do selekcji, oddzielili mężczyzn i kobiety, młodych ludzi skierowali w prawo chorzy , matki, dzieci, starcy poszli w lewo. Poszliśmy do kąpieli, zabrali nasze ubrania, bieliznę i całkowicie wydepilowali, ostrzygli na łyso. W zamian dostaliśmy cienka odzież i drewniaki do chodzenia. Były takie, który dostały wielkie buty męskie, pończoch oczywiście nie dostaliśmy. Zachęcili nas, że zobaczymy się w niedzielę z naszymi krewnymi. Nas skierowali w Birkenau do obozu A, tam byłyśmy dwa dni. Leżałyśmy na pryczy po 12-cie osób, był straszny ścisk. Apel napełniał nasze życie najwyższą goryczą. Budzili nas o 3 rano, ustawialiśmy się w szyku i musieli stać godzinami, narażone na warunki pogodowe, aż w końcu nas dokładnie policzyli. Po dwóch dniach pojechaliśmy w krótka podróż do Krakau. W wagonie było po 50 osób. Nasza praca polegała na noszeniu dużych ilości desek, to była ciężka praca dla mężczyzn. Kto nie mógł pracować wystarczająco szybko, był popędzany biciem przez nadzorców. Za każdy dzień takiej ciężkiej pracy dostawaliśmy 25 dkg chleba, czasem trochę kawy rano, w południe zupę z trawy zawierającej ziarna piasku, ale to tylko kosztem dużego nacisku o dostęp do niej. Czasem wieczorem dostaliśmy trochę zupy grysikowej, jeśli coś zostało. Prycze były piętrowe, bez koców, chociaż potem dostaliśmy jeden koc, ale też bardzo cienki. Na apelu staliśmy godzinami, w cienkiej odzieży, aż znaleźli człowieka, którego brakowało. Jeśli było nam zimno i chciałyśmy się ogrzać, byłyśmy brutalnie bite gumowymi pałkami przez nadzór SS. Zdarzyło się , że musiałyśmy pracować nawet a nocy, jeśli kierownictwo tak zarządziło. Średnio co miesiąc była selekcja. W Krakau nie było krematorium , tylko słyszałam od Polaków w Auschwitz, że zmarli byli spalani. Widziałam ( BF ) jednak w Krakau , jak spalano zwłoki w dołach . Najpierw wrzucili zwłoki , polali benzyna i tak były spalane. Z Krakau do Auschwitz wróciliśmy w trudnej sytuacji. 150 osób znalazło się w jednym wagonie. Podróż trwała dwa dni. Wiele udusiło się w strasznym cieple, jechaliśmy bez jedzenia i wody, tylko ci którzy mieli polskich przyjaciół, mogli otrzymać trochę chleba. rzeczywistości ludzie mdleli z głodu. Po powrocie do Auschwitz poszliśmy do łaźni, kolejny raz nasze włosy zostały obcięte, tu nas również wytatuowano. Przydzielili nas do obozu B, w bloku umieszczono tysiąc osób, po 12 osób leżało na jednej pryczy. Tutaj również dużo głodowałyśmy , dostawałyśmy po 1 / 4 chleba, 0,2 l zupy, czasem trochę miodu, marmolady. Apel mieliśmy raz dziennie ; staliśmy tam po 2-3 godziny. Tu nie pracowaliśmy, ale to było jeszcze gorzej. Z końcem września zakwalifikowali nas ,załadowali na wagony, i po trwającej całą nic podróży dotarliśmy do Neustadt. Na drogę dali kawę i chleb. Transport liczył 400 osób . Dostałyśmy się do tkalni, ja pracowałam w kuchni, więc wyżywienie było zadowalające. Codziennie dostawałyśmy po 1/3 bochenka chleba i margarynę. Byliśmy ogrodzeni wokół, ale nie mieszkaliśmy w obozie, ale ulokowali nas w większym budynku. Tutaj już były bardziej ludzkie warunki, prycze z siennikami ze słomy , leżałyśmy na kocach. W dniu 20 stycznia, Rosjanie zbliżyli się , szybko ustawili nas w szyku i wyruszylismy. Po dziewięciu dniach marszu przyszliśmy do Grossrosen. Dziennie szliśmy po 20-30 km, ale jedzenia było tak mało ( na drogę wydali bardzo mało chleba i margaryny ) , że jadłyśmy śnieg po drodze dla złagodzenia tego głodu. Spaliśmy w stodołach, otwartych budynkach ; gdy mogłyśmy usiąść na śniegu, byłam bardzo szczęśliwa. …….
92, K. krawcowa ur 1926, lat 19, Auschwitz( 30-05-44 do 4—6-44 ), Kraków ( 4-06-44 do 4-09-44 ), Neustadt ( 4-09-44 do 10-01-45), Bergen – Belsen ( 11-01-45 do 25-03-45 ) , Bergen, Zelle ( 26-03-45 do 15-05-45 )
W Nagykallo żyło ok. 250 rodzin żydowskich, którzy chętnie zajmowali sie handlem, byli rzemieślnikami, ale byli wśród nich lekarze, prawnicy i inżynierowie. Wszyscy żyli w przyzwoitej sytuacji finansowej. W 1942 roku rozpoczęły się antyżydowskie działania ; zwłaszcza przez przejecie warsztatów i sklepów. 19 kwietnia 1944 zabrali nas do getta. ….. . Stąd skierowali nas do Neustadt. Tu byłam bardzo chora i przez 7 tygodni leżałam. Później pracowałam w kuchni, ale dostałam zatrucia krwi. Ale , na szczęście wyleczyłam się. Później pracowałam w fabryce razem z 400 moimi koleżankami. Dostawaliśmy niewiele do jedzenia, a praca była ciężka. Wtedy przyszliśmy do Bergen-Belsen. 9 dni musiałyśmy przejść pieszo 200 km, to była trudna rzecz. Tu już nie pracowałyśmy , ale przez 3 tygodnie nie dostawałyśmy jedzenia. Jedliśmy trawę i piłyśmy słoną wodę. Wiele osób dostało tyfus. Blokowa na przykład zabraniała iść po wodę, a jeśli ktoś poszedł po wodę , to został pobity. Każdego dnia w bloku ginęło 10-15 osób i łącznie w obozie co najmniej 300 osób. Z tego obozu przynajmniej ja wróciłam do domu . Nie wiem niestety , co z moją rodziną, , moja siostrę zabrali do innego transportu. To wiem z mojego własnego doświadczenia.
117,K, uczennica ur 1929,lat 16, Birkenau ( 20-05-44 do 15-06-44 ), Kraków – Plaszów ( 20-06-44 do 25-08-44 ), Birkenau ( 30-08-44 do 20-09-44 ), Neustadt ( 23-09-44 do 10-01-45 ), Bergen – Belsen ( 15-01-45 do 20-05-45 )
…… Pewnego dnia 20 września , nagle zwołali apel, słabsze zostały wybrane ponownie, a silniejsze poszły do transportu. Potem przyszłyśmy do Neustadt. 1 dzień jechaliśmy pociągiem. Przydzielili nas do pracy w fabryce tekstylnej odzieżowej Traktowanie było całkiem wystarczające, jedzenie również. Pracowałam od piątej rano do 15,30 –tej po południu , druga zmiana była od 15,30 do północy. Z Neustadt poszliśmy do Bergen-Belsen, gdzie przybyliśmy w dniu 15 stycznia. Pracować nie musieliśmy, apele były cały dzień, i cierpieliśmy z niewyobrażalnego zimna , bo nie miałyśmy kurtek i odzież była cienka. Jedzenia było tak mało, że dziennie z krańcowego wyczerpania ginęło 20-25 osób. Kiedy oddziały amerykańskie nas wyzwoliły, z 500 osób pozostało tylko 200 z nas. Na przykład, znajoma dziewczyna, który nie miała żadnych problemów wieczorem, następnego dnia rano leżała martwa na pryczy. 20-maja po południu zauważyłyśmy żołnierzy amerykańskich, którzy przybyli do obozu,( błąd w dacie, inne podaja 15-04-45 jako datę wyzwolenia obozu), którzy uwolnili nas , dali pożywienie i odzież. Następnie przenieśli nas do Bergen, a później do Zelle- a stamtąd wyruszyłam z transportem w drogę do domu przez Pilzno.
367, K, uczennica ur 1930, lat 15,Auschwitz, Plasso, Neustadt ( pocz. 09-44 do 01-45 ), Bergen – Belsen
Mieszkaliśmy z mamą i 5 małego rodzeństwa w Beregkomlóson. Mój ojciec został w 1942 roku wywieziony na Ukrainę i uznany za zaginionego. Ojciec był nauczycielem w żydowskiej szkole w Beregkomlós. W kwietniu 1944 skierowano nas do getta w Munkaczu. Żandarmi i esesmani byli bardzo niegrzeczni. Stale dbałam o czystość w getcie a oni sprzeciwiali się prawdzie i zawsze coś znaleźli, ale dlaczego tak bili Żydów. 3 tygodnie byliśmy w getcie, a następnie załadowali nas na wagony. Było nas w wagonie 70 osób. Jedzenia i picia nie dali. Drzwi były zamknięte i zaplombowane, a okna zostały pokryte siatką. Nie wyglądało , że jesteśmy wolni, ale jeśli ktoś wyglądał, żandarmi rzucali w niego kamieniami. Do Koszyc jechaliśmy pod eskortą żandarmów węgierskich , a następnie przekazali nas żołnierzom SS. 3 dni później przyjechaliśmy do Auschwitz. Po naszym przyjeździe na stacji dr. Mengele prowadził selekcję. Ja wtedy miałam 13 lat. Moja mama zapytała, czy mogę z nią zostać, powiedziano, że tak. Stałam obok mojej matki a następnie niemiecki SS pokazał kijem, twierdząc, że należymy do prawej strony. My z prawej strony poszliśmy do kąpieli, ostrzyżono nam włosy, zabrano nam ubrania bieliznę i dostaliśmy zły strój, który był za długi i nie wiedziałam gdzie jest przód a gdzie tył. Byłam przez 3 dni, 2 dni w pewnym obozie, nie jadłam w ogóle przez dwa dni, cały dzień stałyśmy na apelu i spałam na podłodze, bez koców. Bardzo marzłam. Pobudka była o 3 rano, a następnie ponownie staliśmy na apelu, nawet wszystkie gwiazdy było widać na niebie i był bardzo fajny poranek.
Z Auschwitz zabrali nas po 3 dniach do Plassow koło Krakowa. To było złe miejsce. Przydzielono nas do budowy dróg, noszenia kamieni, transportu wagonikami. Rano o piątej była pobudka ,o godzinie szóstej zabieraliśmy się do pracy. Eskortowali nas SS z psami, byli dla nas niegrzeczni i źli, często bili nas bez powodu. W południe dostawaliśmy w miejscu pracy po 1 litrze zupy z buraków lub kapuśniak i wieczorem po 25 dkg chleba. Obóz był brudny i zawszony, utrzymanie czystości nie było możliwe. Nie miałyśmy odzieży, byłyśmy w fatalnym stanie. Tu pracowałyśmy do połowy sierpnia, potem wróciłyśmy do Auschwitz.
W Auschwitz dostałam się do obozu B2. Tam również nie pracowałam, ale znowu godzinami stałyśmy na apelu, po apelu siedzieliśmy na podwórku, ponieważ było dozwolone wrócić do bloku tylko na noc. Każdy tydzień byłyśmy dezynfekowane. Na początku września dostałam się do Neustadt na Górnym Śląsku. Pracowałam w tkalni. To było dobre miejsce.
Jedzenia było dosyć, baraki były czyste. Wszyscy spali w oddzielnych łóżkach i co tydzień była zmiana bielizny. Pracowaliśmy po 9,5 godziny. Pracowałem tam do stycznia 1945. W styczniu zabrali nas do Bergen-Belsen. Skierowali mnie do bloku II do kuchni. Nie pracowaliśmy, barak był brudny, byłyśmy zawszone a sztubowa nas biła. Strasznie głodowałyśmy. Raz dziennie dostawałyśmy zupę z rzepy a 3 razy na tydzień po 20 dkg chleba. W marcu już w ogóle chleba nie widzieliśmy. Na trzy dni przed wyzwolenie zamknęli wodę i byliśmy zmuszeni do picia brudnej wody z bagna. Bardzo wiele osób zmarło na tyfus niestety też dostałam tę nieprzyjemną chorobę, miałam wysoką gorączkę. Rankiem 15 kwietnia nawet Niemcy nas nie liczyli i Brytyjczycy już nas wyzwolili po południu. Wszyscy byliśmy bardzo głodni, znaleźliśmy się w strasznym stanie. Otworzyli magazyn z żywnością i każdy brał, co chciał. Tego żołądek nie wytrzymał. Po wyzwoleniu, wielu zginęło. Wiele osób zmarło z powodu niewydolności jelit. Po wyzwoleniu dostałam się do szpitala w Bergen, tam 4 tygodnie leczyli mnie na tyfus, a następnie po powrocie do zdrowia również przebywałam przez 2 tygodnie w Celle. Stąd angielskie auto ciężarowe zabrało mnie do Pilzna, a następnie przez Bratysławę dotarłam tutaj. W Budapeszcie zostanę 2-3 dni, a następnie chcę wrócić do domu w Beregkomlós. Moja matka i pięciorga rodzeństwa została w Auschwitz i już wiem, że poszli do gazu, ale mój ojciec, który był uznany za zaginionego w tym czasie na Ukrainie, być może się odnajdzie. W przeciwnym wypadku otrzymałem obietnicę od "DEGOB" , że dostane miejsce w domu dla dziewcząt w Budapeszcie a następnie sprowadzą mnie do Palestyny, tak szybko jak to możliwe.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:11, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1066,K,uczennica, ur.1930,lat15,Auschwitz( 10-06-44 do 11-07-44 ) , Krakau-Plaszov( 13-07-44 do 10-01-45 ), Neustadt ( 16-01-45 do 10-04-45 ) , Gross-Rosen ( 18do25-04-45 ) ,Mauthausen ( 27-04-45do2-05-45 ) ,Bergen-Belsen (4do8-05-45 )
….. Wkrótce zabrali nas w wagonach do Neustadt . Pracowałam tam w fabryce jeden miesiąc , praca była bardzo ciężka a nadzorczynie i Oberschafführer traktowali nas bardzo nie po ludzku. Stale byłyśmy zagrożone, że jeśli nie będziemy pracować dobrze, to wywiozą nas do Auschwitz. Pracowaliśmy po 9 godzin dziennie, dostawałyśmy bardzo ubogie wyżywienie. W Neustadt byłam 3 miesiące, potem poszliśmy dalej pieszo, w ciągu ośmiu dni do Gross-Rosen.Na drogę wydano prowiant, chorych załadowano na wozy, które trzeba było ciągnąć. Kiedy dotarłam do Bergen-Belsen, tam tych chorych nie spotkaliśmy. Po 8 dniach marszu dotarliśmy na miejsce ……
1259,2K, gospodyni domowa ur. 1926, lat17 i krawcowa ur. 1927, lat 16, Birkenau (27-05-44do pocz.-07-44 ) , Krakkau – Plasow ( pocz.-07-44do pocz.-10-44 ), Neustadt ( pocz.-10-44 do pocz. 01-45), Grossrosen ( pocz.-01-45do poł.-01-45 ) , Bergen – Belsen ( poł.-01-45 do 14-04-45 )
…… Następnie poszliśmy z transportem do Neustadt , jechaliśmy dwa dni. Tam pracowałyśmy w przędzalni lnu, codziennie po 12 godzin. Dostawałyśmy 60 dkg chleba z margaryna i dodatek i dobre zupy. Było nas 400 Węgierek, pracowałyśmy na dwie zmiany. Rosjanie się zbliżali i zaczęliśmy marsz, szłyśmy pieszo dwa tygodnie , dziennie pokonywałyśmy dystans 20-25 km. Chorzy jechali wozem, odpoczywaliśmy w nocy w oborach i stajniach. …..
1888,K, krawcowa ur.1925, lat 20, Auschwitz (06-44), Krakau ( 07-44 do 09-44 ), Auschwitz (09-44 ), Neustadt ( 10-44 do 12-44 ), Grossrosen ( 01-44 ), Mauthausen (01-44 ), Bergen – Belsen (02-44 do 04-44 )
….. Po czterech tygodniach, podczas których nie musiałyśmy iść do pracy, przyszedł pewien fabrykant, który szukał pracowników- kobiet. Dostałyśmy dobre ubranie i poszłyśmy. Teraz byłyśmy zatrudnione w Neustadt w przędzalni. Był to mały "obóz", który mieścił się w dwupiętrowym budynku. W styczniu wrzuciłyśmy nasze rzeczy na wagon, który potem musiałyśmy ciągnąć. Teraz rozpoczęło się nowe doświadczenie dla nas. Przez cały dzień szłyśmy niemal bez przerwy, w nocy można było odpocząć. Po dziewięciu dniach dotarłyśmy do Gross-Rosen……
2076,2K, uczennice ur 1925, 1929,lat 20, 16, Auschwitz ( 28do31-05-44 ), Krakkó (1-06-44 do 25-08-44 ), Auschwitz (26-08-44 do 27-09-44 ), Neustadt (29-09-44 do 19-01-45 ), Grossrosen ( 28-01-45 do 28-02-45 ), Mathausen ( 2do9-03-45 ), Bergen – Belsen (11-03-45 do 15-04-45 )
….. Po czterech tygodniach dostałyśmy się do transportu pracy i wywieźli nas do Neustadt. Tutaj pracowałyśmy do dnia 19 stycznia w fabryce tkackiej, na dzienne i nocne zmiany na przemian , czas pracy był 9 godzin dziennie. Wyżywienie było lepsze niż w Auschwitz, również zakwaterowanie, spaliśmy w oddzielnych łóżkach, jadalnia była również , do kąpieli chodziłyśmy co tydzień, dostaliśmy czyste ubrania i bieliznę. Tutaj była dzienna racja chleba 60 dkg, 5 dkg margaryny, salami, zupa była lepsza. Potem już oczekiwaliśmy, że inwazja rosyjskiego wojska nastąpi z dnia na dzień, w dniu 19 stycznia miałyśmy być spakowane szybko i wyruszyłyśmy na piechotę. Na drogę dostałyśmy trzy osoby czterokilogramowy bochenek chleba, dodatki. Jechał z nami wóz, gdzie umieściliśmy tych , którzy zachorowali na drodze, w innym wozie wieziono jedzenie dla uczestnikow. Pierwszą noc spaliśmy w stodole 400 osób, nie można było nawet stanąć, nie mówiąc już o leżeniu , były płacze i krzyki. Blockführer bił po twarzach na lewo i prawo, ale ostatecznie wywieziono jakieś kobiety, tak by pasowało. Noce spędzaliśmy w stodołach , było strasznie zimno i potem wyruszaliśmy dalej rano, ale bardzo powoli szliśmy do przodu . Przez całą drogę tylko raz dostałyśmy chleb, w końcu po 9 dniach przybyłyśmy do Grossrosen. …..
2329, K. uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz(1 dzień ), Płaszów( 4 m-ce ), Auschwitz(1 m-c ), Neustadt( 4 m-ce ), Gross-Rosen( 4 tyg. ), Mauthausen( 5 dni ), Bergen-Belsen (3 m-ce )
…… Przy jednej z następnych selekcji dostałam się do transportu potem poszłam do Neustadt. Tam było bardzo dobrze. Musiałam pracować, ale nigdy nie mieliśmy źle, traktowanie było zawsze głównym-( tekst niejasny, przyp. mój ). Przyzwoicie mieszkałyśmy i jadły, pracowałyśmy w tkalni . Miałyśmy toaletę. Co tydzień była czysta bielizna. To stosunkowo dobre życie trwało tylko cztery miesiące, pewnego wieczora dostaliśmy rozkaz o ewakuacji. Na drogę dostaliśmy dość . Dziewięć dni szłyśmy pieszo, było bardzo zimno. Butów nie było kurtek też, strasznie marzliśmy, spaliśmy w nocy w stajni. Było tak zimno, że nie mogliśmy utrzymać chleba bo zdrętwiały nam palce. Tak do Grossrosen przybyłyśmy po wielu cierpieniach. ……
3429,K, gospodyni domowa, ur. 1924, lat 21, Auschwitz (12do21-06-44 ), Krakau (21-06-44 do7-08-44 ), Auschwitz (7-08-44do 7-09-44 ), Neustadt ( 7-09-44 do 19-01-45 ), Gross-Rosen ( 19-01-45 do 7-02-45 ), Mauthausen ( 7do16-02-45 ), Bergen-Belsen (16-02-45do15-04-45 )
…. Wytatuowali nas tutaj, i tutaj znowu poszłyśmy z transportem , którym 7 września zabrali mnie do Neustadt . Traktowali nas tutaj bardzo ładnie, mieszkałyśmy w kamienicy, gdzie było centralne ogrzewanie, w łazienka, w każdym tygodniu kto inny był zobowiązany do ogrzewania, ubrania były prane osobno, w każdym tygodniu dostawałyśmy je czyste. Pracowałyśmy w tkalni , wyżywienie nie było takie, jak w innych obozach. Dostawałyśmy 60 dkg chleba dziennie, 5 dkg margaryny, i dwa razy w tygodniu salami. Byli cywilni pracownicy w fabryce, od których stale dostawaliśmy jedzenie, ciasta, orzechy. Były takie dziewczyny, które miały swoje tajemnice , i w związku z tym dostawały ubrania. Pracownicy cywilni wiedzieli , że Niemcy przegrały wojnę, a nawet powitali nas prasowymi nowinami n/t wojny. Obie byłyśmy komunistami. W dniu 19 stycznia otrzymałyśmy dużo jedzenia i wyruszyłyśmy ku Grossrosen. Dziesięć dni szłyśmy pieszo , 400 osób. Śmierci nie było w ogóle, tylko mała dziewczynka zmarła na tyfus. Po drodze spałyśmy na sianie na poddaszu w stajniach i stodołach w nocy, rano i wieczorem dostawałyśmy gorącą czarną kawę i ciepłej wody , żeby nie marzły i kierownictwo traktowało nas bardzo po ludzku. Tylko jedno było straszne: na drogach tam, gdzie byliśmy widzieliśmy, że wszędzie leżały zwłoki ludzi po poprzednich transportach , którzy zmarli na trasie, lub zostali zabici. …..
50. Obóz Golleschau Goleszów
2367,2423,3039,3531,=4
 Golleschau w Goleszowie (VII 1942 — I 1945) praca w cementowni SS, firma: Ostdeutsche Baustoffwerke GmbH-Goleschauer Portland Zement AG, 1008 więźniów (17 I 1945).
Cementownia Goleszów została zamknięta w 1991.

2367, M, szewc, ur 1916, lat 29, Auschwitz (06-44 do 2-06-44 ), Goleso ( 2-06-44 do 19-01-45), Sachsenhausen ( 23do29-01-45 ), Bergen-Belsen (2-02-45 do 15-04-45 ).
W maju 1944 r., gdy inni zostali już wywiezieni z getta, wspomniałem na rok 1941 , kiedy byłem na froncie rosyjskim jako żołnierz i widziałem, jak ich wyprowadzają z Polski i to, co zrobili z tymi nieszczęśnikami- postanowiłem, że nie zamierzam przez to przejść. Kiedy usłyszałem, że następnego dnia w getcie Iza będziemy załadowywani do transportu, uciekłem w nocy przed tym. Pięciu z nas uciekło do pobliskiego lasu, nawet wtedy wielu Żydów uciekło łącznie z getta. Udało się mi ukrywać w lesie przez kilka tygodni, gdy załatwiłem chrześcijańskie dokumenty ; poszedłem do Huszt, tu na moje nieszczęście poznała mnie pewna kobieta i wydała. Wprowadzono nas do śledczych. Tutaj wcale nie dostaliśmy jedzenia , a następnie związanych po pięćdziesięciu z Huszt wprowadzono nas do kontrwywiadu w Nyíregyháza; tu detektywi strasznie nas pobili batami na psy. Byliśmy tu dwa tygodnie, potem już nie było Żydów w Nyíregyháza. Stąd zabrali nas do Debreczyn, tu Żydzi mieli podobny los, następnie załadowali nas na wagony i wywieźli do Auschwitz. Byliśmy 90-ciu w wagonie, w wagon zdołaliśmy tylko dostać wodę w zamian za odzież, czy też uzyskać trochę jedzenia. W Koszycach przejęli nas Niemcy, eskorta żandarmerii wojskowej. W dwa dni później przybyliśmy do Auschwitz, natychmiast poszliśmy do kąpieli, tam pozbawiono nas włosów, wydepilowano, dostaliśmy więzienną odzież, ja tu spędziłem tylko jeden dzień, a potem przewieźli mnie ciężarowym autem do Goleszowa, około 90 km od Auschwitz. Przybyłem tutaj, cały obóz to był jeden blok na 1100 osób, każdy miał osobne łóżko i koc. Wyżywienie tutaj było dość przyzwoite, jednak bardzo mało w stosunku do wymaganej pracy. Pracowałem w kamieniołomie , dzienny czas pracy 12 godzin. Traktowanie było bardzo złe, bili każdego, kto był pod ręką. Tutaj też próbowałem uciec, w pewne sobotnie popołudnie, poszedłem po wodę, a następnie utknąłem. Niestety, nie udało się, nie spodziewałem się, że jest tak ścisła kontrola, w tym dniu mnie złapali. Kto tylko do mnie podszedł, to mnie bił, potem byłem zamknięty przez trzy dni. Podczas trzech dni jadłem tylko raz, nie otworzyli mi drzwi, to były straszne dni. Cela była tylko dopasowana na jednego człowieka. Po trzech dniach, zostałem wezwany w celu przesłuchania, było nas trzech, których złapano przy próbie ucieczki, tutaj nas skierowano. Dwanaście dni nadal byliśmy w zamknięciu, dostawaliśmy jeść raz dziennie, ale zawsze w innym czasie. Gdy 12 dni minęło, dwóch zwolnili , trzeci został powieszony, ponieważ uciekł 30 km. Oczywiście powieszenie musiał oglądać cały obóz. Byliśmy tutaj do 19-01-45, potem poszliśmy do Sachsenhausen , szliśmy cztery dni pieszo, na drogę trzech z nas dostało jeden bochenek chleba, nic więcej. Którzy zostali w drodze, to był ich koniec. W Sachsenhausen byliśmy tylko 5 dni, tu nas poddali kontroli, który był słabszy był kierowany do Bergenbelsen. Podróż trwała trzy dni i przybyliśmy do Bergenbelsen, natychmiast w drugim dniu znalazł się w warsztacie szewskim, taki przydział oznaczał, że nie musiałem już być tak głodny, jak każdy inny. Nie chciałem zobaczyć jak najwięcej, mogę tylko powiedzieć, że zginęły tu tysiące i tysiące ludzi z głodu, brudu, duru brzuszny, prawdziwe stosy trupów były wszędzie. Tu spotkałem się z moim bratem i siostrą. W dniu 15 kwietnia wyzwolili nas Anglicy, ale byłem tu dłużej aż do 8 lipca, potem czeskim transportem przez Pragę, Bratysławę dotarłem do Budapesztu. plany: Na razie wrócę do domu później być może do Palestyny.
2423, M, pomocnik kapelusznika ur 1916, lat 29, Auschwitz ( 4do20-06-44 ) ,Holleschau ( 23-06-44 do 19-01-45), Brunn ( 25-01-45 do 28-04-45 )
Byłem w pracy przymusowej i po okresie 13 miesięcy służby byłem w drodze do domu moich rodziców w Parkany. Wtedy Żydzi zaczęli przenosić się do getta. Gdy gromadzili Żydów ze wsi, wiedzieliśmy, że to jest przygotowywane przeciwko nam i potem ukryliśmy wiele rzeczy wartościowych i również daliśmy chrześcijanom cenne rzeczy do ukrycia . Przenieśli nas do getta Levice . Żandarmi byli dość szorstcy , ale nie byliśmy zdziwieni, bo tego się spodziewaliśmy. W Levicach do getta zostały wyznaczone niektóre ulice. Wszystko można było tam wziąć, co chcieliśmy. Byliśmy tam zaledwie tydzień, gdy całe getto wprowadzono do fabryki tytoniu. W dwóch małych pokojach przebywało ok. 2500 ludzi. Tutaj już tylko mogliśmy zabrać z sobą mały koszyk z jedzeniem i trochę odzieży dla nas. Większość ludności cieszyła się, że nas spotkał taki los. Był oddzielny pokój przesłuchań, gdzie ubrani po cywilnemu detektywi z Pesztu strasznie bili bogatych ludzi, zmuszając do przyznania się , gdzie i co ukryli z rzeczy wartościowych. Kto zemdlał, tego cucili wodą i dalej bili. W fabryce tytoniu załadowano nas na wagony. Było nas 63 w wagonie. Jednorazowo wydali po 15 dkg chleba. Wody nie dali. W Koszycach przejęli nas Niemcy.
Do Auschwitz dojechaliśmy pod wieczór. Polscy więźniowie wskoczyli na wagon i spędzili nas z nich . W kilka minut zostałem oddzielony od rodziny. Lekarz spytał mnie, czy jestem zdrowy . Powiedziałem, że tak, dał znak i musiałem iść z grupą. Skierowali nas do łaźni, rozebraliśmy się, ostrzygli nas, po kąpieli dostaliśmy odzież więzienną. Przez całą noc staliśmy na zimnym betonie i rano o 4-tej skierowali nas do bloku. Tam nakłaniano ponownie, żeby oddać wszystko, bo będą robić zdjęcia rentgenowskie i jeżeli człowiek coś połknął, to zostanie to wykazane i taki zostanie zastrzelony. Wtedy ku ogólnemu zaskoczeniu prawie wszyscy coś oddali. W bloku było nas tysiąc, jeden na drugim, siedzieliśmy na podłodze w cienkiej lnianej odzieży. Dwa i pół tygodnia byłem w Auschwitz. Cały czas po prostu staliśmy na apelu, do wydawania obiadu stałem w kolejce, oczywiście SS nas bili. Z transportem pracy skierowali mnie do Holleschau. Mieszkaliśmy w budynku cementowni, ok. 1000 osób. Tam już dostaliśmy koce i każdy miał osobną pryczę. Traktowanie było jednak straszne. Za najmniejszy drobiazg była kara 25 uderzeń pałką. Zimą wiele osób zmarło od krańcowego wyczerpania i biegunki. Kiedy zaczęli dawać danie z suszonych jarzyn, było na tydzień 8 do 10 zmarłych. Pracowałem w kamieniołomie .Musiałem urabiać kamienie i ładować je na wagonik. Z fabryki do kamieniołomu było 4/3 godziny drogi i to musieliśmy dziennie przejść. Pracowaliśmy też w nocy i w deszczu. Nadzorca miał gruby kij i czasami bił wszystkich. Raz pobił pięciu więźniów, ponieważ zobaczył, że wszyscy więźniowie maja krwawe paski. Ale to nie służyło do niczego. Był sadystą. Pewien człowiek, którego ten pobił po żołądku, następnego dnia rano zmarł. Racja żywnościowa: rano i wieczorem czarna gorzka kawa, na obiad 0.25 litra zupy bez zawartości i 25 dkg chleba. Wszyscy, którzy mieli takie życie byli całkowicie osłabieni i stracili na wadze. Ja byłem chory, i z powodu słabości nie mogłem chodzić. Kiedy musieliśmy uciekać przed Rosjanami, byliśmy zamknięci przez trzy dni w izbie chorych , wszyscy bez jedzenia. Myśleliśmy, że tam zostaniemy i przyjdą Rosjanie. Niestety, chorzy zostali załadowani na wagon. Było nas w wagonie siedemdziesięciu. Jechaliśmy przez sześć dni i nie dostaliśmy nic do jedzenia i picia. Zawieźli nas do małego szpitala koło Brna i leżałem tutaj przez 3 miesiące. Do tego czasu wyzwolili mnie Rosjanie.
3039, M,inżynier operacyjny ur 1911.lat 34.Auschwitz ( 28-06-44do 1-07-44 ), Golleschau( 2-07-44 do 18-01-45 ), Sachsenhausen ( 01-44-2dni), Ravensbruck ( 26-01-45 do 10-03-45 ), Sachsenhausen ( 12-03-45 do 18-04-45 ).
Byłem inżynierem prowadzącym fabrykę cementu Beucsini Cement Co w Selyp, chodziłem do fabryki i byłem jako niezbędny oficer byłem zwolniony z konieczności deportacji. 23-06-44 pojawił się w fabryce kapitan żandarmerii nazwiskiem Kiss celem kontroli. Zostałem zatrzymany i umieszczony na posterunku policji w Miszkolcu, a po dwóch następnych dniach przewieziono mnie do cegielni w Kecskemét. W dniu przyjazdu załadowano mnie na wagon do transportu razem z będącymi tam 3000 ludzi, w wagonie było 75 ludzi. Zostałem wyznaczony jako starszy wagonu i powiedziano mi również, że życiem odpowiem za to, jeżeli ktoś ucieknie z wagonu. Razem byliśmy starzy i dzieci. Byli wśród tych starsi, którzy obawiali się i emocje były szalone. W transporcie był Perl Gyula właściciel fabryki chleba i Fábián Béla przedstawiciel parlamentarny. Na drogę dostaliśmy jedno wiadro wody. W dniu 28 czerwca dojechaliśmy do Auschwitz. Na dworcu polscy więźniowie otwarli drzwi, polecili zostawić bagaże i kazali szybko wysiadać z wagonów. Rozpoczęła się selekcja. Osoby w podeszłym wieku i dzieci zostały pozostawione, młodsze, zdolne do pracy kobiety i mężczyźni szli piątkami na prawą stronę. Następnie skierowano nas do łaźni. Tam zabrali nam ubrania, ostrzygli włosy i we więziennych pasiakach zaprowadzili nas na bloki. Następnego dnia szukali wykwalifikowanych pracowników, zgłosiłem się na ochotnika, ale z emocji zapomniałem, do jakiego wydziału się zapisałem. Później pojawił się Oberschaarfürer i szukał pracowników do pracy przy betonie, więc poszedłem i powiedziałem , ze jestem technikiem od produkcji cementu. Wybrani zostaliśmy przeniesieni do innego bloku a stąd 150 osób wywieziono samochodem ciężarowym z Auschwitz do Golleschau, odległego o 60 km . W Goleszowie dostałem się do obozu, gdzie byli więźniowie różnych narodowości a potem było około 1000 więźniów , w tym ok. 400 pochodzenia żydowskiego. Obóz mieścił się na dziedzińcu fabryki cementu, w starym , 2-piętrowym budynku, do którego należał niewielki dziedziniec. Obóz był otoczony płotem z drutu kolczastego, okna były pokryte siatką. Byliśmy pod nadzorem SS, którzy mieszkali w oddzielnym bloku. Kuchnia i jadalnia były na parterze, łóżka zajmowały I i II piętro. Spaliśmy obok siebie na drewnianych pryczach. Byłem w laboratorium, pracowałem jako praktykant pod nadzorem SS i w mojej racji żywnościowej zawsze był dodatek. Wszystkie moje wysiłki i starania były skierowane ku temu, aby pomóc moim pobratymcom, Żydom węgierskim, ale był to na próżno, ze względu na ciągłe zmniejszanie racji żywności, a ciężka praca w szybkim tempie zmniejszała ich liczbę. Inni pracowali w kamieniołomach i najłatwiejszą pracą była ta z użyciem łopaty do węgla. Dzienna racja żywnościowa: bochenek 2.80 kg chleba na 12 osób, kapuśniak w południe, wieczorem czarna kawa, trochę margaryny lub kiełbasy. Po sześciu tygodniach, wywieziono z powrotem jako muzułmanów 150 osób. Później ci nie byli odwożeni do Auschwitz, ale umierali z głodu i wycieńczenia w Krankenhaus. Doktorów było tu trzech, polski chirurg, Czech i francuski lekarz , z pochodzenia węgierski Żyd. Ten ostatni był w kontaktach z pacjentami najbardziej dobroduszny. Ja jako robotnik wykwalifikowany miałem tu szereg preferencji i jeżeli ktoś się zwrócił do mnie o pomoc, to także im pomagałem. 18-01-45, kiedy rosyjski front się zbliżył, ewakuowali obóz, 200 chorych zostało, 800 osób wyruszyło na ewakuację. Powiedziano, że 200 chorymi zajmie się gestapo , czy to prawda nie wiem. ( patrz poprzednia relacja-przyp. mój ) Na podróż dostaliśmy racje chleba i margaryny. Wygłodzeni ludzie pochłonęli od razu tę niewielką ilość jedzenia a więc przez 5 dni pozostawali bez jedzenia. Szliśmy pieszo 2 dni, pierwszego dnia 15-tu, drugiego dnia 20-tu , kolegów zostało zastrzelonych ponieważ nie byli w stanie dalej iść. 2 dni później załadowali nas na otwarte wagony i tak nadal kontynuowaliśmy podróż. Jechaliśmy głodni i zdrętwiali z zimna, wielu zamarzło po drodze. Ludzie mieli tak zniszczone nerwy, że deptali się na śmierć. Dostaliśmy się do Sachsenhausen koło Berlina, do fabryki samolotów Hanckel. 2 dni później, a transport zakwalifikowano ludzi do transportu i wywieziono do Rawensbrück. W Rawensbrück trafiłem do obozu, który był w lesie o pół godziny drogi do stacji. W jednym bloku ulokowano nas 300 osób. Obok był ogromny obóz dla kobiet, w których było 30 000-40 000 kobiet. Ogrodzenia były z drutami pod napięciem. W bloku były 4-piętrowe prycze i czterech leżało jeden nad drugim. Kilka dni później pracowałem w fabryce części samochodowych jako wydawca, a później, kiedy fabrykę zamknięto, poszedłem do kopanie szańców z innymi. Każdego dnia szliśmy 3 godziny do miejsca pracy wyposażeni w narzędzia. Przenieśli nas do innego brudnego bloku, gdzie bardzo zawszyliśmy się. Ja zawsze dbałem o czystość a tu nie mogłem uniknąć zawszenia.
Przed południem umywalnia była otwarta , ale był to wyścig i niewiele osób mogło dostać się do wody; w ciągu dnia zawsze była zamknięta. Od czasu do czasu byliśmy zabierani przez SS w największe zimno, zamieć, nago do kąpieli, a po kąpieli i dezynfekcji wracaliśmy w ten sam sposób do bloku, niosąc swoje ubrania nago. Można było za sztukę odzieży otrzymać trochę żywności dla siebie i to było przedmiotem wymiany. Niemiecki kapo, w przeszłości rzeźbiarz, był starszym, który zabierał nam większość naszej żywności i oczywiście dużo więcej głodowaliśmy z tego powodu. Po pięciu tygodniach pobytu tam; front znowu się przybliżył i 3500 więźniów przewieziono do Sachsenhausen, gdzie w ciągu 2 dni przydzielono nas do pracy. Pracowaliśmy w zakładzie klinkieru, odległym od obozu o 4 km, gdzie robiliśmy granaty. Tam, kwatery były dużo lepsze od poprzedniej lokalizacji, ale słabsze wyżywienie. Na początek ci co pracowali dużo, otrzymywali tzw. porcję, która składała się z 2 cienkich kromek chleba z plasterkami kiełbasy. W południe dostawaliśmy po 0.7 l zupy, wieczorem o 18-tej wieczorem chleb i margarynę. Praca była ciężka, a jedzenie było już tak ograniczone, że na dwa bochenki chleba przypadało 15-tu ludzi i dla każdego był tylko cienki plasterek chleba. W marcu były duże bombardowania i pewnego razu fabryka została całkowicie zniszczona bombardowaniem; ponad 700 więźniów padło ofiarą nalotu, oprócz wielu rannych. 18-04-45 ponownie nas ewakuowali. 30 000 do 40 000 więźniów maszerowało na piechotę w kierunku Schwerin. To był straszny marsz, nie było przyzwoitych butów, na jednej nodze miałem drewniany chodak rozmiaru 42 a na drugiej nodze rozmiaru 50 i tak szedłem 500 km pod eskortą SS. Po drodze nie było jedzenia, a kto nie był w stanie znieść dalszego marszu, tego zastrzelili. Maszerowaliśmy w różnych kierunkach. W końcu po 2 tygodniach marszu dostaliśmy po 5 gotowanych kartofli i raz dali konserwę mięsną na 100 ludzi, każdy dostał ugryźć. Przed wyzwoleniem znalazł nas szwajcarski Czerwony Krzyż ; kiedy już byliśmy w piątym tygodniu tego marszu śmierci i wydał paczki z Czerwonego Krzyża, raz jedną na czterech, drugi raz jedną na pięciu. Żywność ta , zbyt mała dla wygłodniałych ludzi, jednak uratowała nas od śmierci głodowej. Potem znowu kilka dni nie mieliśmy nic do jedzenia. Staraliśmy się utrzymać własną siłę , wiedzieliśmy, że ten stan rzeczy nie może trwać już długo. Po drodze wybieraliśmy pokrzywy i ślimaki , gotowali i były pochłaniane przez głodnych. Tymczasem, jak szliśmy, amerykańskie samoloty zbombardowały stanowisko karabinów maszynowych i zastrzeliły konie, a my odcinaliśmy mięso zwierząt, i chociaż SS odpędzili nas kolbami od zwierząt ; udało się uzyskać kawałek surowego mięsa . SS wydzielał nam ziemniaki z wozów, my byliśmy szczęśliwi, że dostaliśmy kilka surowych ziemniaków, cierpieliśmy tak bardzo, że śmierć byłaby dla nas jedynym wybawieniem. Po Peciu tygodniach pieszego marszu przybyliśmy do Schwerin, gdzie nas 2-05-45 wyzwolili Amerykanie. W Schwerin pozostaliśmy przez 4 tygodnie. Choć żywili nas Amerykanie, ale byliśmy tak głodni, że dla odmiany gotowaliśmy dla siebie. Dostaliśmy niemieckie wojskowe ubrania i buty, a kiedy zobaczył, że nie podejmuje się żadnych działań kierunku repatriacji, próbowaliśmy własnymi siłami wrócić do domów. Po 4 tygodniach dostaliśmy wóz i konia i poszliśmy. Przybyliśmy do Kschimitz, które było zajęte przez wojska rosyjskie, zabrali konie a następnie Rosjanie wsadzili nas na ciężarówki i wywieźli do Rostocku. Tam stwierdzili, ze przyszliśmy w złe miejsce ponieważ tam był rosyjski obóz zbiorczy i wywieźli nas do Güstrow, gdzie był ogromny obóz zbiorczy i tam pozostaliśmy. Z Güstrow kilka dni później zabrali 100-osobową grupę w tym mnie do Viersen , gdzie spędziliśmy około 5 miesięcy. Chcieliśmy jechać do domu i wiele razy nalegaliśmy na to , aby nam zapewnili transport do domu, i tłumaczyliśmy , że byliśmy więźniami politycznych i chcieliśmy ,żeby rozróżniali pomiędzy nami a dobrowolnymi kandydatami do pracy. Mimo że zostało to obiecane, jeszcze to nie nastąpiło.11-09-45 z Viesrsen wyruszyła do domu grupa 160 osób ,składająca się z żołnierzy, mężczyzn, kobiet, osób starszych, dzieci, pomiędzy którymi było 10 węgierskich Żydów. Przynajmniej powiedziano nam, że idziemy do domu. Po drodze okazało się, że nie do domu, ale wywożą nas do Rosji. Kiedy się o tym przekonałem, z dwoma znajomymi koleżankami zmieniliśmy transport i przy pomocy Czerwonego Krzyża w Warszawie rozpocząłem swoją podróż, teraz naprawdę w domu.18-09-45 szczęśliwie dotarłem do domu w godzinach wieczornych. Zważywszy, że większość więźniów również chce wrócić do domu chciałbym prosić o interwencję, bo nie jestem pewny co się stanie z innymi moimi towarzyszami zatrzymanymi w drodze powrotnej do kraju. Mój plan jest nadal niepewny, chciałbym kontynuować moją pracę jako inżynier w cementowni Beucsini , mimo, że praca jest prowadzona, ale jeszcze nie wiem czy to będzie możliwe, bo warunki są dzisiaj bardzo niewielkie .
3531, M, cukiernik ur, 1926, lat 19, Auschwitz (10do16-08-44 ), Birkenau (16do23-08-44 ), Golleschau ( 23-08-44 do 19-01-45), Oranienburg ( 2tygodnie ) , Sachsenhausen (2 tygodnie), Flossenburg( 1miesiąc).
W lipcu 1944 r zostałem złapany na ulicy w Budapeszcie, skontrolowany , ale wobec braku dostatecznych dowodów, wprowadza się do aresztu. Stamtąd skierowali mnie do obozu internowania Sárvár, gdzie przebywałem ok. 1 miesiąc. W miejscu internowania było tam już około 2000 Żydów, miejsce było dość tolerowalne, nie było obowiązku pracy i na jedzenie nie narzekaliśmy. Z drugiej strony, węgierska policja traktowała nas jak najgorzej, byli podoficerowie, którzy bili i kopali ludzi. W pierwszym tygodniu sierpnia wyruszyliśmy z transportem, pod eskortą żołnierzy SS. Ładowała nas na bydlęce wagony SS i policja węgierska, jechaliśmy po 60-ciu w zamkniętym wagonie, wydano jedzenie na całą drogę, na osobę było po 30 dkg chleba i po 4 dkg konserwy mięsnej. Wody nie mieliśmy przez całą drogę, ze względu na brak toalety musieliśmy się załatwiać w wagonie. Na granicy z Czechami do wagonu wsiadł jeden SS i pozbawił nas wszystkich rzeczy wartościowych.
Straszny wpływ na nas miał widok, jak kobieta ze złożonymi rękami i z płaczem prosi SS mana o krople wody, ale nie było litości. Podróż do Auschwitz trwała prawie tydzień, bo na niektórych stacjach pociąg również wielokrotnie stał w ciągu dnia z nami w wagonie. Nasze bagaże musieliśmy zostawić w opuszczanym wagonie, powiedziano nam, że będą transportowane do kwater za nami samochodem . Ustawiono kobiety i mężczyzn w dwie osobne kolejki i ruszyliśmy w kierunku obozu. Na skrzyżowaniu wysoki rangą oficer niemiecki wysyłał na lewo osoby starsze, również matki z dziećmi, a ludzi młodszych i silniejszych kierował na prawą stronę, tych prowadzili do kąpieli. Przed kąpielą SS napastowało ludzi wzywając do oddania wszelkich ukrytych rzeczy wartościowych . Następnie wprowadzili nas do kąpieli, gdzie trzeba się było rozebrać, można było zostawić tylko pas i buty. Ale potem to zmienili i zamiast naszych dali nam drewniane chodaki. Przed kąpielą nas wydepilowali, następnie zdezynfekowali w czymś, co przypominało kąpiel w parafinie, następnie wydali bieliznę i ubiór wierzchni, w postaci pasiaka więziennego. Wprowadzono nas do dużej Sali, gdzie spotkaliśmy kobiety spośród swoich bliskich , które zostały uznane za nadające się do pracy. Również ostrzyżone na łyso tylko w odzieży wierzchniej i butach, były ubrane w szmaty i wyglądały jak ostatnie nędzarki. Próbowaliśmy rozmawiać z naszymi krewnymi , ale tzw. "Lager-Schutz- ochrona obozu " , którą stanowili siedzący już w obozie od 3-4 lat niemieccy i polscy więźniowie, którzy byli więźniami politycznymi lub byłymi przestępcami ; pobili nas batem. Umieszczono nas w drewnianych barakach, gdzie na 600 miejscach upchano 3000 ludzi. Starsi więźniowie, którzy od dawno byli w Auschwitz, często mówili o krematorium , nie można nawet było w to uwierzyć, ale niestety później dowiedziałem się, że to była prawda. Regularnej pracy nie było, ale słabsi nerwowo starali się pracować jak najszybciej, aby dostać skierowanie do pracy. Po badaniu lekarskim zostałem uznany za odpowiedniego i wkrótce poszedłem do pracy. Zgłosiłem się na ochotnika do pracy do Goleszowa, leżącego o 60 km od Birkenau, dostałem się do cementowni, która miała własny kamieniołom, w którym produkowali kamień, surowiec dla siebie . Dostałem się do czwartego komanda, które pracowało w kamieniołomie. Przez pierwsze 3 tygodnie nie pracowaliśmy, byliśmy w kwarantannie, pomimo tego w sześć dni później sto osób zostało zabranych do pracy i więcej do wylesiania. Po dwóch tygodniach pracy wybrane zostały 32 osoby, które zostały przydzielone do pracy w kamieniołomie.
Na początku nie wyglądało to na trudną pracę , ale później ze względu na słabe wyżywienie , nie można było tam pracować. Naszym dziennym wyżywieniem było 20 dkg chleba, 0.2 litra ciepłej wody, która była nazywana czarną kawą. W południe dostawaliśmy litr zupy z dobrze znanych suszonych buraków, nie było tam kartofli ani tłuszczu. Do chleba dostawaliśmy po 2 dkg margaryny lub salami. Natomiast o 3-ciej rano była pobudka, o wpół do czwartej wyruszaliśmy na miejsce pracy i szliśmy tam godzinę. Szliśmy niemożliwą trasą, w wyniku czego ucierpiało wiele rąk i nóg. Pracę kończyliśmy o wpół do drugiej po południu, po powrocie do obozu natychmiast był rozdzielany obiad. Po obiedzie odpoczywaliśmy przez dwie godziny, a potem był apel, który nie trwał długo, ale do rozdziału kolacji musieliśmy pozostawać na podwórzu, co trwało zawsze do późna w nocy. W pokoju chorych byli polsko-żydowscy lekarze, aby wszystkim chorym pomagać, ile mieli możliwości. W każdym pokoju były trzypiętrowe prycze, na których spało po 1-2 osoby na jednej pryczy. Dostaliśmy po dwa koce, kąpiel była raz w tygodniu, co dwa tygodnie była zmiana bielizny. W ciepłe lato dali bieliznę zimową, a przed zimą byliśmy w lekkiej odzieży. Kiedy pogoda była letnia, to chociaż nasza praca była ciężka ; było to znośne, ale gdy przyszła jesień, nastały ulewne deszcze a my byliśmy tylko w koszuli i małym kabacie i w drewnianych butach, w których trzeba było pracować pod gołym niebem, cierpieliśmy straszne męki. Urabialiśmy kamienie i ładowaliśmy na wagoniki. 30 robotników musiało załadować cztery wagony. W każdym wagonie mieściły się 3 koleby materiału. Jeżeli nie mogliśmy tej ilości materiału wydobyć, byliśmy narażeni na 25 kijów. Praca była strasznie trudna, bo każdy człowiek musiał urabiać i ładować. Kiedy spadł pierwszy śnieg, myślałem, że w końcu uda się pozbyć tej kopalni kamienia, lecz zawsze wymagano od nas większej wydajności . Za pierwszym razem nie dostałem rękawic, a następnie dostałem zniszczone. W tym roku 17 stycznia było w obozie wielkie zamieszanie. Myśleliśmy, że przybyli nasi wybawiciele. Następnego dnia obóz został rozwiązany, dali nam po 2 koce na osobę. Wydano po 80 dkg chleba i 25 dkg margaryny i wyruszyliśmy. Szliśmy pieszo 60 km w zamieci śnieżnej w drewnianych chodakach, na wagony załadowali nas w Loslau. 100 osób stłoczono jednym zamkniętym wagonie, co wywołało kłótnie i pobicia pomiędzy ludźmi. Żołnierze SS znajdowali przyjemność w tym, że jeżeli rzucili tym ludziom kawałek chleba, to zabijali się wzajemnie, walcząc o niego w wagonie .W Oranienburgu nas wyładowali. Znaleziono w wagonie zdeptany umarłych, których mieliśmy wyciągnąć z wagonów, wśród uderzeń biczem i głośnych przekleństw.
Przez dwa następne tygodnie stale staliśmy na apelu, a jeśli nie uzgodnili naszej liczby, to często przez wiele godzin musieliśmy stać nieruchomo, wśród bicia. Dziennie rano i wieczorem po trzy godziny tak trzeba było stać. Po około dwóch tygodniach załadowali nas na wagony, co trwało pół dnia, 1500 ludzi poszło do Sachsenhausen, gdzie tylko przez krótki czas byliśmy. Stąd wyruszyliśmy po kilka dniach do Flossenburga. Myśleliśmy, że wreszcie pozbyliśmy się cierpień. Przydzielili nas do bloku, po czterech leżało na pryczy. Następnie potem natychmiast był apel, który poprzedzał wypędzenie nas z hałasem z bloku kwarantanny na plac gdzie było błoto i morze wody. Apel trwał minimum dwie godziny, w przypadku błędu w liczeniu czas był niepewny. Ciągle był ulewny deszcz, obóz był położony na dużej wysokości. Po tygodniu nas zdezynfekowali, przy każdej takiej okazji zabierali odzież . Był luty, minus 10 stopni poniżej zera, a my byliśmy w małych kurtkach i spodniach , moje buty były w tak złym stanie, że dostałem drewniane chodaki. Ponadto niektórym z nas przydzielono koszulki a nawet bieliznę. Natomiast czapki nie otrzymał nikt. Więcej niż cztery osoby leżały na pryczy, koc był na cztery osoby. Trwało to przez dwa tygodnie, w połowie lutego przydzielono nas – 100 ludzi- do bloku nr 2, tzn do bloku pracowników. Transporty przychodziły prawie codziennie. Racje żywnościowe stawały się coraz mniejsze, w końcu, nie dostaliśmy nic więcej, niż codziennie 10 dkg chleba i dodatek 1 do 2 dkg margaryny, litr zupy w południe, zwany gorącą woda. Ja wkrótce zostałem skierowany do budowy baraków.
Przy pewnej okazji, otrzymałem uderzenie drewniana listwą w nogi od pracownika, ta rana spowodowała zapalenie. Mimo tego , że byłem chory, musiałem dalej pracować z ropiejącymi i spuchniętymi nogami. Jednak nie mogłem tak długo pracować, dostałem się na rewier, gdzie przecięli ranę. Jednemu młodemu węgierskiemu lekarzowi zawdzięczam, że nie wydał mnie do najbliższego transportu pracy, i spędziłem swój czas na rewierze. Z końcem marca były wielkie emocje w obozie. Wybrali wszystkich Żydów z rewiru, z bloków, z wszystkich miejsc pracy, do których byli przydzieleni – niezależnie od ich obywatelstwa. Byli tacy chorzy, którzy mieli otwarte rany, i nie byli zdatni. Po 3 km pieszego marszu załadowano nas na wagony, pociąg ruszył bez ostrzeżenia. Transport wyruszył w kierunku Dachau. W połowie drogi zaatakował nas angielski samolot, który ostrzelał najpierw lokomotywę. Pewnie angielski pilot myślał, że w zamkniętych wagonach są Niemcy i ostrzelał skład pociągu z karabinu maszynowego. SS wyskoczyli z wagonów, my nie mogliśmy, wystawiliśmy pasiak na znak, że Żydzi są obecni w wagonach. Jednak niestety, kiedy już zrozumiał, było wielu zabitych i rannych. Nikt nie dbał już o nas, byliśmy bez jedzenia, wody i koców na otwartym terenie. SS zauważyli, że próbujemy dostać się do paczek, w wyniku czego zaczęli do nas strzelać, jak do psów. Z transportu ludzkich wraków wybrali tych, którzy byli w stanie stać na nogach i pieszo doprowadzili ich do drogi. Gdy zobaczyli, że ledwo stoimy na nogach ze słabości , załadowali nas na wagony, wepchali 60 osób do zamkniętych wagonów dla bydła, w tym poważnie rannych i wyruszyliśmy. Po jednym dniu podróży zatrzymali transport i stwierdzili, że niezdolni do marszu będą zastrzeleni. Więc kto jest tylko mógł, próbował przyłączyć się do transportu pieszego. Nie szliśmy dalej niż 20 km, gdy dostaliśmy samochód , który zabrał nas do Neuburga. Przyjechaliśmy w nocy w ulewnym deszczu. Następnego dnia rano, wywieźli nas do lasu, gdzie spędziliśmy cały dzień.
Po południu z pewnego domu sprowadzili wóz z workami ziemniaków gotowanych dla nas.
Ludzie głodowali, od ośmiu dni jedli tylko trawę, jedli odpadki, lub kilka kawałków surowych ziemniaków, które oprawcy dali i bez żadnej dyscypliny rzucili się na wóz. Wtedy SS bez uprzedzenia zaczęli strzelać do nas z broni maszynowej. Zginęli ludzie, było wielu zabitych i wielu rannych ludzi. Ja również otrzymałem postrzał. Później rozkazali nam położyć się płasko na ziemi, byliśmy w polu ostrzału broni maszynowej, wywoływali po 10 ludzi i rozdzielali po 3-5 ziemniaków, żeby złagodzić potworny głód. W międzyczasie w strugach deszczu leżeli obok nas nieopatrzeni ranni, wokół nas leżeli martwi, w tych strasznych okolicznościach znaleźliśmy sie rano. Dalej poszliśmy pieszo, co - jak okazało się niebawem- było tylko wyrachowaną torturą , bo wieczorem dotarliśmy z powrotem do tego samego miejsca, skąd wyruszyliśmy. Na noc umieścili nas w pewnej stodole, 400 osób było pod jednym dachem. Jedzenie nie zostało rozdzielone, ale kto był w stanie chodzić, mógł dostać się trochę żywności. Ranni cierpieli na biegunkę, i byli zależni od kolegów. SS w ogóle nie przejmowała się żywnością dla nas. 5 dni później zmuszono nas do wejścia na samochody i zostaliśmy wywiezieni pod pretekstem, że przeniosą nas do innego obozu. W amerykańskim protokole z zeznań z Neuburga znalazło się stwierdzenie, że SS wywiozło tych nieszczęsnych ludzi nie do obozu, ale zostali oni zastrzeleni z broni maszynowej. To samo zrobili ponad tysiącowi ludzi, którzy zostali ranni w wagonach, byli chorzy, tak, że przy życiu pozostało ok. 150 osób. Nieszczęsne ofiary zostały pochowane w masowym grobie w lesie koło Neuburga przez amerykańskich żołnierzy rękami ludzi SS. 23-04-45 o godzinie 9-tej rano wyzwolili nas Amerykanie. Tych SS-ów, którzy próbowali uciec, Amerykanie zastrzelili bez litości. Ja z tyfusem zostałem skierowany do szpitala w Neuburgu, gdzie wróciłem do zdrowia. W przyszłości mam zamiar wyemigrować, według mojej wiedzy, mój ojciec jest w Belgii, przede wszystkim chcę się z nim spotkać. Stamtąd chciałbym wyjechać do Ameryki lub Anglii, gdzie chciałbym zacząć nowe życie. Jestem młody, przede mną całe życie. Niestety moja matka zginęła w Auschwitz, nie mam żadnych krewnych w kraju, wszystko czego chcę to fundament rodziny.

51. Obóz Jawischowitz Jawiszowice
26,30,346,1232,=4
 Jawischowitz w Jawiszowicach (VIII 1942 — I 1945) — praca w kopalni „Brzeszcze-Jawischowitz” przy wydobyciu węgla oraz pracach budowlanych na powierzchni, firma: Reichswerke Hermann Göring, 1988 więźniów (17 I 1945).
26, M, piekarz ur. 1928 , lat 17, Auschwitz (10do14-05-44 ), Jawischwitz (do 14-02-45 ), Buchenwald ( do 13-04-45 )
W Aknaszlatiná żyło ok 5000 Żydów. Najczęściej byli rzemieślnikami , przemysłowcami i handlowcami. Mieszkaliśmy w dobrym sytuacji finansowej, miałem wszystko, pracowałem jako piekarz cały czas. W połowie kwietnia 1944 żandarmi zabrali mnie do getta, pośród bicia i znęcania się. Uprzednio Węgrzy i żandarmi podczas przeszukiwania zabrali nam wszystko.
W getcie nie było jedzenia i tak samo chowaliśmy się przed żandarmami. Bicie było na porządku dziennym, ale bardziej walczyli. Załadowali nas do wagonów pod koniec kwietnia, od 70 do 75 byliśmy w wagonie. Wody nie dali , tylko po raz pierwszy w Koszycach, zamknęli nas , nigdzie nie było wentylacji. Tak więc, gdy przyjechaliśmy, byli wśród nas martwi. Po przyjeździe do Auschwitz wyszliśmy z wagonu następnego dnia. Ustawili nas na dwa kierunki, nas skierowali do łaźni, rozebrali, ostrzygli, i w końcu wydali podarte pasiaki, w które się ubraliśmy. Stamtąd zabrali nas do obozu i tam w jednym pokoju ulokowali razem po 150 więźniów. Pracowałem w kopalni węgla kamiennego. To była okropnie ciężka praca, zwłaszcza, że to co jedliśmy, było skwaśniałe i niejadalne i ok. 10 gramów chleba dziennie.
Moim zadaniem było ładowanie węgla łopatą w kopalni na małe wagoniki. Praca trwała 12 godzin na nocną lub dzienną zmianę. Wiele musieliśmy stać na apelach, bez względu na śnieg i deszcz. Dziennie umierało po 3-4 osoby spośród nas. Bili nas często pałkami gumowymi do utraty przytomności. Karę często wymierzali w ten sposób, że prowadzili do ciemnego pokoju, pobili i tam zostawiali i zamykali. Każdego tygodnia raz była selekcja, wybierali i wywozili słabych.To wiem z mojego własnego doświadczenia. Warto zauważyć, że nie pamiętam więcej, ponieważ wcześniej brom dodawali do żywności, a żyliśmy w bardzo nudnym świecie. Plany na przyszłość: jeśli się nieco wzmocnię w duszy, chcę iść do Palestyny.
30, M, uczeń gimnazjalny, ur. 1926, lat 19, Birkenau (27-05-44 ), Auschwitz ( 05-44do06-44 ), Javisovic (06-44do 12-44 ), Buchenwald ( 4 dni), Ohrdruff (12-44do02-45 ), Nor (02-45 do 04-45 ), Buchenwald ( 2 dni ), Dachau ( koniec 04-45 )
Mieszkałem z ojcem i braćmi w Użgorodzie (Ungvár ). Moja matka zmarła dawno temu. Mój ojciec pracował jako krawiec dla brytyjskiego gentlemana, jeden brat był kierowcą, inni zajmowali się wulkanizacją kauczuku, wszystko wyglądało dobrze, żyliśmy bez problemu. Kiedy Niemcy weszli, była ogromna wrzawa w mieście. Oczywiście wiedzieliśmy , że będzie źle z Żydami. Z okolicznych wsi wywieziono Żydów do getta i wiedzieliśmy, że my też jesteśmy w kolejce. Zaczęliśmy się pakować. Władze wielokrotnie prosiły nas o pieniądze, obiecując nam pomóc, my żądane kwoty uiściliśmy, oczywiście, nie pomogło to nic. Wreszcie nas także wprowadzono do cegielni. Wtedy byli tacy chrześcijanie, którzy wysyłali paczki do getta. Dr Laszlo, przewodniczący żydowskiego zarządu na próżno walczył o nas, niczego nie mógł osiągnąć. W getcie byliśmy dwa tygodnie z małą ilością jedzenia i odzieży w szopie. Getto zostało zamknięte wokół, czerwonymi flagami oznaczono granice i zastrzelili wiele osób, które wykroczyły poza nie. 5 tygodni byliśmy w getcie, niektórzy młodzi chłopcy chodzili do pracy i na obiad w ogólnodostępnej kuchni. Kilka osób uciekło z getta, w tym mój przyjaciel: Weisz Bandi. Kto został schwytany przez gestapowców, w getcie bez gwiazdy na sobie, został pobity do krwi. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas zabiorą , ale wiedziałem, że siedem bloków z Użgorod zabrali już do Koszyc. Na podróż dostaliśmy po kilogramie chleba i trochę suszonych owoców, jeśli dobrze pamiętam, była to gruszka. Policja była obecna przy deportacji. Zanim wyruszyliśmy przeprowadzono badania i odebrano nam pieniądze i rzeczy wartościowe i zagrożono, że osoby, u których zostaną znalezione w Koszycach pieniądze i biżuteria, zostaną zastrzelone. Byliśmy 75 osób w wagonie. Pewien człowiek nazwiskiem Lieber, który mimo zakazu wyglądał z pociągu, został zastrzelony. W Koszycach zostaliśmy przekazani Niemcom i zabrali nam pozostałe rzeczy. Transport dotarł do Birkenau , gdzie Żydów polscy żydowskiego pochodzenia więźniowie otworzyli wagony i wygonili nas bez bagażów. Jedna z kobiet SS kierowała mężczyzn do drugiej kolejki, następnie każda kolejka szła do SS, którzy nas sortowali: młodych mężczyzn skierowali na prawo, starych mężczyzn na lewo. Młode dziewczyny na lewo ( błąd – przyp. mój ) i starszych kobiet i matek z dziećmi w lewo. Niestety, tu wiele młodych dziewcząt oddzielali, także dzieci , rodzeństwo też zabierali. W Birkenau po kąpieli otrzymaliśmy odzież i pojechaliśmy do Auschwitz. Tu znowu poszliśmy do łaźni, dostaliśmy koce i poszliśmy spać do bloku. Poszedłem z transportem do Jawiszowic razem z ojcem i bratem. Tu w kopalni węgla kamiennego wykonywaliśmy ciężką pracę przez 8 godzin dziennie przy ubogim wyżywieniu. Blockführer był tak przykry, że często na zimnie od 4 rano do 11 byliśmy na apelu. Do Buchenwaldu jechaliśmy otwartymi wagonami przez 4 dni w śniegu. Na końcu drogi jeden dzień i jedną noc szliśmy, i którzy nie mogli dalej iść, byli zabijani strzałem przez Lagerführera. Byliśmy w kwarantannie, pewnej nocy mojego brata zabrali do Ohrdruff , dwa dni później mnie przenieśli także , a więc ponownie byliśmy razem. Po jednomiesięcznym wspólnym pobycie mój brat poszedł z pewnym transportem. Ojca musieliśmy zostawić chorego w Buchenwaldzie, miał dwa wrzody, które powinny zostać przecięte, mówił mi, że ma iść do szpitala, niestety nie wiemy z bratem nic od tego czasu i nie mogłem nic zrobić. Po czterech dniach pieszego marszu przyszliśmy do Norlager. Tu dowiedzieliśmy się, że Anglicy są już w Weimarze, i próbowaliśmy uciec do lasu, ale Hitlerjugend strzelali za nami i urządzili straszną rzeź. Udało m się uciec z powrotem i zostałem skierowany do szpitala z raną twarzy. Zanim przyszli Anglicy, zabrali nas z powrotem do Buchenwaldu. Tu spaliśmy tylko dwie noce , potem nas załadowali na wagony i spędziliśmy straszne 21 dni w wagonach. Dziennie był bochenek chleba na 10 osób, po trzech dniach już nic. Jeżeli ktoś uciekł, nie dali nam wody. Wielu ludzi próbowało uciec, ale zostali złapani przez SS. Tu strzelał jeden SS i dlatego Niemcy mieli jeden wagon, gdzie było 60-ciu zabitych. Przybyliśmy do Dachau a w dwa dni potem oswobodzili nas Anglicy.
Potem dostaliśmy dużo jedzenia , ale w puszkach. Ja potem z tyfusem potem poszedłem do szpitala. Kiedy byłem trochę silniejszy , chciałem się dostać do transportu do domu, ale nadal byłem za słaby, tylko dwa tygodnie później mogłem zacząć podróżować. Teraz jadę do domu , ale jeśli nikogo nie będę mógł znaleźć, to wrócę i będę się starał o emigrację.
346,M, piekarz, ur 1926, lat 19, Auschwitz (12-05-44, 3 dni ), Jawiszowice (15-05-44 do 20-01-45 ), Buchenwald ( ), Rimsdorf ( ), Theresienstadt ( )
Mieszkałem z rodzicami w Munkaczu, gdzie byłem zatrudniony w zastępstwie w sklepie z pieczywem. W kwietniu wydano rozporządzenie, że Żydzi mają być przeniesieni do getta.
Najważniejsze rzeczy zabraliśmy z sobą do cegielni. Tam zostaliśmy zatrudnieni do noszenia cegieł i innych drobnych prac. Podczas gdy żandarmeria wojskowa i SS bili nas przy tym. 9 maja poszliśmy ostatnim transportem do Auschwitz. 3-dniowa jazda była bardzo zła. W wagonie było nas 80-ciu, byliśmy głodni i spragnieni. Do Koszyc była z nami węgierska żandarmeria, a stamtąd jechaliśmy pod eskortą niemieckich SS. Po drodze byliśmy stale nękani żądaniami o pieniądze i złoto. Po przybyciu do Auschwitz, na stacji musieliśmy wysiąść w kilka minut. Instrukcja została wydana że osoby do 16 lat życia stoją osobno. Zabrali mnie do kąpieli, pozbawili włosów dali pasiastą odzież i po trzech dniach wywieziono nas do Jawiszowic. Tam pracował w kopalni węgla kamiennego. Ładowałem węgiel łopatą przez cały dzień, nie wolno nam było zatrzymać się nawet na minutę. Jeśli ze zmęczenia ktoś się nieco zatrzymał; polski kapo, który był bardzo zły , już bił. Stale chodził z biczem w ręku. Na szychtę musieliśmy wyrobić 15 q . ( kwintali?- przyp. mój ). Była to bardzo ciężka praca. Pewnego razu kapo nie był zadowolony z mojej pracy i rzucił mi 6-kilkgramową lampa w twarz. Miałem zawroty głowy. Całodzienne jedzenie: rano ¼ chleba, 1 litr zupy w południe i wieczorem jedna piąta chleba. Obóz był tolerowalny, 2 km od miejsca pracy. Wielu ludzi zginęło, a bardzo wielu ludzi osłabło od pracy i złego traktowania. Pracowałem tu do stycznia 1945. Pewnego dnia, kiedy do Jawiszowic zbliżył się front, 20 koło stycznia, pewnej nocy obudzili nas biczami i jeszcze w nocy wyruszyliśmy na piechotę. Przybyliśmy do lasu, zgonili razem wielu wśród wielkiego zgiełku, położyliśmy się i spaliśmy przez krótki czas, a potem ponownie zaczęli budzić uderzeniami batów. A potem marzliśmy w nocy. W styczniu była wielka zimna. Następnego dnia przyszliśmy na stację, weszliśmy na wagony , które były pełne śniegu i nie pozwolili na wyrzucenie śniegu. Byliśmy po 70-ciu w wagonie , dostaliśmy na 2-dni po 1/3-bochenka chleba, jak zjadłem , to z głodu i pragnienia jadłem śnieg. Tak przybyliśmy do Buchenwaldu. Kiedy tam przybyliśmy, było wielu martwych. Tam dostaliśmy po 1/5 chleba i 1 litr zupy. W Buchenwald nie musieliśmy pracować, w krótkim czasie poszliśmy z transportem pracy do Rimsdorf. Obóz był położony o 3-4 km od fabryki benzyny Zeitswerk, gdzie pracowaliśmy. Ranko o 3 była pobudka, potem do wpół do szóstej staliśmy na apelu i szliśmy do pracy. Późnym wieczorem wracaliśmy po pracy do obozu . Po drodze w obu kierunkach SS bardzo nas bili. W miejscu pracy nadzorował nas Wermacht . Pracowali tam więźniowie włoscy, francuscy i amerykańscy. To była ciężka praca. Strasznie wyglądaliśmy, została z nas tylko skóra i kości bo jedzenie było bardzo złe. Czystości nie było możliwe utrzymać i byliśmy bardzo zawszeni. Gdy zbliżył się front, wydali po 4 gotowane ziemniaki rozpoczęliśmy pieszy marsz. W drodze jedliśmy pokrzywy i liście szczawiu. Jeden dzień jechaliśmy pociągiem, a następnie nas zbombardowano i dalej poszliśmy pieszo, pozostawiając za sobą wielu zabitych .Kto pozostał o 2-3 kroki, tego zastrzelili. Po ośmiu dniach pieszego marszu, pod koniec kwietnia przyszliśmy do Theresienstadt.Tam już mogliśmy trochę odpocząć po naszej męczącej drodze. Tu już mniej głodowaliśmy. 9 maja Rosjanie nas wyzwolili. W Theresienstadt szalała wielka epidemia tyfusu, niestety ja też zachorowałem. Byłem w rosyjskim szpitalu. Po wyzdrowieniu wyruszyłem przez Pragę do Budapesztu. Spędziłem 3 dni w Pradze, Republika Czeska była bardzo gościnna. Wyposażono nas we wszystko. Byłem 2 dni w Bratysławie, tam również byłem bardzo dobrze przyjęty. Mój plan teraz to wrócić do domu i znaleźć moją rodzinę ; jeżeli nie będę mógł znaleźć nikogo w domu, to możliwe, że wyemigruję do Palestyny.
1232,3M.robotnik ur 1927,lat 18, ślusarz ur. 1927,lat 18, szewc ur 1929, lat 16, Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 2 dni ), Javisovice ( 25-05-44 do 18-01-45 ), Buchenwald ( dwaj ostatnio wymienieni do wyzwolenia, pierwszy wymieniony ostatnie cztery dni przed wyzwoleniem 11-04-45 ), Ohrdruf ( 2 dni ) , Krähwinkel ( 2 miesiace , potem w tamtejszym obozie celtowym do 1 -04-45 )
Raporty cytowanych powyżej, a mianowicie:
Bernat Pasternak: O sytuacji w Felsoisó i miejscowego getta patrz protokół z moją siostrą Gizi Pasternak, sporządzony w dniu 17 08. 1.945-cie
Feig Judy: Jesteśmy z Rumunii. Od 1938 roku mój ojciec i ja mieszkaliśmy w Borsa, gdzie pracowaliśmy . Poszliśmy do getta Felsovisó.
Dávid Genut: Było nas ośmioro w rodzinie. Ojciec był woźnicą, wszyscy pracowali. Z Alsóvisó Felsovisó doszliśmy do getta. / Zobacz Gizi Pasternak /
B. P: Byliśmy razem w trójkę w Birkenau. Dwa dni po przyjeździe zarejestrowaliśmy się do pracy na roli i przyszliśmy do Auschwitz. Tam zostaliśmy wytatuowani i po dwóch następnych dniach przesłani do Jawiszowic do kopalni węgla kamiennego. Pracowaliśmy na 350 m głębokości. Codziennie od spadających kamieni i głazów było 5 ofiar śmiertelnych. Pracując gołymi rękami lub z ostrzem miałem, leżąc na brzuchu, zrobić miejsce do ( pieczenia? Tekst niejasny, przyp. mój ) , trzymając przy tym górniczą lampę. Pracowaliśmy po dwanaście godzin, całą prace robiliśmy przesuwając się na kolanach, w złym powietrzu.
Musieliśmy pracować nawet ze spuchniętymi, czy ropiejącymi kolanami. W pracy byliśmy bardzo bici przez polskich cywilów. Czyje rany były do wyleczenia w ciągu 2-3 dni, był trzymany w Krankenbau ( ambulatorium ), pozostali byli rozbierani do naga i jak psy wrzucani na samochody i wywożeni do odległego o 10 km Birkenau. Na pożegnanie otrzymywali uderzenie od starszych obozu, oni płakali a my z nimi. Taki transport odchodził co tydzień i taki transport zabierał 5-10, 20 , czasem 80 mężczyzn, którzy zostali zabrani z rewieru. Ja miałem urazy na ręce i czole, ale nie ważyłem się zgłaszać na rewier. Nasze wyżywienie: chleb 50 dkg. ; my pracownicy dołowi 5 dkg margaryny, dużo kiełbasy i litr dobrej zupy. Później te racje były coraz gorsze i zupa często kwaśniała w cieple ,więc wielu z nas miało jeszcze biegunkę. Ci, którzy nie pracowali przy urabianiu węgla należeli do komanda szybowego (Schachtkommando ) i pracowali łopatą. Ich racja wynosiła 40 dkg chleba i połowę naszej racji margaryny i dodatku. W obozie panowała czystość , każdy miał swoje łóżko. Myć mogliśmy się tak często, jak chcieliśmy, często się zdarzało, że wymienialiśmy się z pracującymi na kopalni cywilami: za koszule można było dostać pół litra wódki, które w kuchni mogliśmy przehandlować za 20 - 30 litrów zupy. Nawet np. słoninę można było w ten sposób wnieść do obozu. Każdego dnia trzeba się było kąpać. Nasze mydła, według naszego starszego blokowego, który był już w więzieniu od dziesięciu lat, zostały zrobione z ludzkich kości. Ten starszy blokowy nazywał się Franz Schulter, którego wiarogodność, jak zauważyliśmy była połowiczna. To było żółte mydło o wadze 25 dkg, które w stanie wysuszonym było czarne. Co dziesięć dni dostawaliśmy kawałek, którym byliśmy się w stanie smarować , zmydlić tłuste plamy i zmyć cały brud z pianą. Mieliśmy po dwa odzienia: jedno do pracy a drugie do obozu. Wielu więźniów miało przez protekcję jeszcze oprócz tego ubrania cywilne z magazynu w Birkenau. Te kupowaliśmy od nich i sprzedawaliśmy je Polakom, a SS smarowaliśmy tytoniem, który mieliśmy od Polaków, więc przymykali oko. Pochodzący z Rzeszy niemieccy kapo byli surowsi od SS. Byli to przestępcy, który z liczącego 2000 mężczyzn obozu zrobili obóz karny. My zostaliśmy stąd ewakuowani do Buchenwaldu. Dystans 80 km pokonaliśmy w ciągu 24 godzin, potem mieliśmy 2 godziny, odpoczynku. W czasie tego marszu zastrzelili 300 ludzi. Komendant był bardzo zły, kto tylko trochę został z tyłu, tracił życie. Prosiliśmy cywilów o wodę, przynieśli kawy, ale komendant kazał wylać. Na drogę, którą odbyliśmy w wagonach, dostaliśmy po pół bochenka chleba, pół k kilograma margaryny i 25 dkg cukru na głowę. Jechaliśmy w otwartych wagonach bez płaszczy. Wagony były pełne śniegu. Do osiemdziesięciu mężczyzn wepchnęli do małego wagon, nie mogliśmy się nawet obrócić, jeden leżał na drugim . Kto wstał ; został zastrzelony. Trzy dni i dwie noce tak jechaliśmy. Nasze potrzeby mogliśmy załatwić tylko do skorupy lub na szmatkę. Płakaliśmy jak małe dzieci, wielu z nas zamarzło lub odmroziło sobie stopy. Ja , Dawid Genut mam je odmrożone do tej pory. W wagonie dostaliśmy tylko po 1/3 bochenka chleba, nic więcej. W co drugim wagonie stał jeden SS w kabinie hamulcowego, chłopiec u nas wstał przy zmianie pozycji , został zastrzelony. Te straże SS były zmieniane co półtorej godziny ze względu na duże zimno.
B.P. W Buchenwaldzie zatrzymaliśmy się tylko na dwa dni. Z Ohrdruf, gdzie byliśmy tylko zarejestrowani, poszliśmy dalej do o20 km odległego Krähwinkel. Mieszkaliśmy tam w lesie, w podziemnych bunkrach, gdzie było mokro i dzień i noc paliło się tam światło elektryczne. Jeden tydzień chodziliśmy tam i z powrotem pieszo po 15 km dziennie, w zimie, jak samochody z powodu wysokiego śniegu nie mogły jechać. Później byliśmy zabierani samochodami do pracy - przez tydzień. W obozie było 200 takich samochodów ciężarowych, ale ten sposób transportu był za drogi dla Żydów. Następnie używaliśmy kolejki wąskotorowej, gdzie często zdarzało się, że pełna lora zaczęła się kołysać i wywróciła się powodując wiele wypadków śmiertelnych. Kiedyś w taki sposób 12 mężczyzn znalazło się w wodzie, a dwie zginęły. Mokrzy musieliśmy iść od razu do pracy. Pracowaliśmy w podziemnej kopalni. Dużymi wiertarkami robiliśmy otwory na materiał wybuchowy, jedno z wyrobisk miało już 800 metrów głębokości. To była bardzo ciężka praca. Od spadających głazów wielu z nas zginęło. Jedzenie było bardzo złe, byliśmy bardzo bici. Zwyczajowa tytulatura była: "Ty gnoju, ty przeklęty Żydzie , wy bolszewicy!". Wielu zginęło z wyczerpania. W bunkrach było bardzo zimno i nie były ogrzewane, a my mieszkaliśmy w lesie. Lekarz miał manię do każdej najmniejszej rany używać noża, baliśmy się szukać jego pomocy , ponieważ był zawsze z nożem w ręku. Kiedy wzrosła liczba wypadków śmiertelnych podczas transportu lorami kolejki , przyszliśmy do obozu celtowego, oddalonego od miejsca pracy tylko o 3 km. W jednym namiocie celtowym było nas 200, wszy nas formalnie zjadały. Tyfus szalał. Pozostaliśmy tam przez trzy tygodnie . Kiedy Amerykanie się zbliżyli, odeszliśmy pieszo do odległego o 100 km Buchenwaldu. Wymarsz był pierwszego kwietnia. Trzy dni i trzy noce byliśmy w drodze, o jednym chlebie , i dwóch godzinach odpoczynku. Wielu zostało zastrzelonych na drodze. W Buchenwaldzie, spotkałem znowu moich kolegów, kilka dni później byliśmy wolni.
J.F.i D.G.: Pracowaliśmy przez trzy tygodnie w krematorium obozu w Buchenwaldzie. Musieliśmy nosić węgiel do piwnicy z samochodów. Na dziedzińcu krematorium był dół głęboki na pięć metrów. Dziedziniec był pełen nieszczęśników, którzy byli przeznaczeni do zniszczenia, w ciasnocie pchał jeden drugiego do tego dołu czy chciał czy nie, a z tyłu pomagali mordercy z SS. Poniżej stali ich kompani, którzy dołączali z szczękami biednych ofiar żelazny hak do ich ust. Na nim wisieli na dole w dużej piwnicy jak mięso na ścianie w sklepie u rzeźnika, a następnie bito pałkami gumowymi zbrojonymi drutem wiszące ofiary. Słyszeliśmy straszny krzyk i płacz. Gdyby Amerykanie nie przyszli na czas, przyszłaby kolejka również na nas, bo pracownicy krematorium tylko przez trzy miesiące pozostawali przy życiu. Również my byliśmy bardzo bici. Pracowaliśmy na zmiany dzienną i nocną. Spaliśmy w barakach stłoczeni jeden na drugim, po dziesięciu na jednej pryczy. Wielu dostało biegunki od wielu uderzeń, i biliśmy się wzajemnie o odrobinę miejsca na pryczy. Kto nie chciał pozostać na pryczy, musiał siedzieć na zimnie na dworze. Wielu takich "śpiących " uduszono. Spośród 90.000 internowanych każdego dnia było dwa do trzech tysięcy zgonów, uzupełnienia przychodziły stale. My w krematorium dostawaliśmy dobre wyżywienie. Ofiary były pytane przed śmiercią o nazwisko, numer, itp.; wszystko było zapisywane. Spalanie odbywało się na rusztach , które były wprowadzane do pieców i trwało 15 minut.
Popiół spadał do stojących poniżej małych pudełek, każde pudełko było opisane danymi ofiary. Te małe pudełka jeszcze dzisiaj tam stoją. W sumie pracowało tam 40 osób, przy tym 10 ładowało węgiel łopatą. Mieliśmy w jaskini niedźwiedzia . W okresie Niemców wciąż jeszcze czuli stały grunt pod nogami, każdego dnia słyszeliśmy po , dwa, trzy razy, jak głośnik wywołuje skazanego według numeru z karnej listy. Dana osoba musiała się zgłosić do bramy obozu i była odprowadzana przez strażników obozowych do bunkra, gdzie był rzucany niedźwiedziowi na pożarcie. Bunkier z niedźwiedziem był poza obozem, nie było nic słychać . Czerwony Krzyż przeznaczał dla nas po cztery paczki w miesiącu na głowę. Z tego otrzymaliśmy tylko jedną, ale tylko nie Żydzi. Żydzi nie dostali nic. My mieliśmy szczęście bo byliśmy wśród Ukraińców i dostaliśmy paczkę: makaron, ciastka, konserwy, cukier, masło, czekolada, fasola. Potem, kiedy Amerykanie przybyli, odkryli przywłaszczone paczki Czerwonego Krzyża w obozie SS. Co więcej, wykonali co najmniej dwieście zdjęć z życia obozu. Obóz był w lesie. Francuski więzień miał możliwość wysłuchać z mikrofonu przychodzącego rozkazu, według którego obóz wraz z więźniami winien być spalony. Poinformował swoich przyjaciół. Francuz wspiął się na drabinie do okna i przez nie zastrzelił Lagerführera. Ktoś usiadł wtedy do mikrofonu i odpowiedział na żądanie, że obóz już się pali. Wtedy inny Francuz przeciął przewody wysokiego napięcia, przy tym poświęcił swoje życie. Wreszcie udało się wyłączyć zasilanie elektryczne. Jeńcy rosyjscy zabrali z najbliższej wielkiej fabryki amunicji broń i po sześciogodzinnej walce przemogli SS. Zdarzało się, że SS strzelali do innych SS, aby nie wpadli w nasze ręce. 300 SS, którzy byli dobrze z niedźwiedziem i rzucali mu ludzi, i bawili się z nim, uciekli do swojego bunkra, potem zwierzę zostało wypuszczone, zamknęli się tam i tam pozostali, oczekując na dalszy rozwój wypadków. Niedźwiedź został zastrzelony. Wszyscy strażnicy dostali się do naszej niewoli , również zostali pobici przez dzieci. Wziąłem sobie jeden zegarek i jeden srebrny pierścień, przy czym przy zdejmowaniu wygiąłem mu palec do tyłu i złamałem. Mój kolega nabył złoty pierścień. Amerykanie woleli jeszcze nie pojawiać się. Pobiegliśmy do nich. Później w drodze powrotnej do domu , spotkaliśmy transport SS. Rosjanie powiedzieli, że pójdą na Syberię. Od niezwykle dobrej żywności, którą dostaliśmy, wielu zachorowało i 10 000 zmarło. Leżałem plackiem chory na tyfus. Cztery tygodnie po wyzwoleniu poszliśmy z transportem i przez Pragę przyszliśmy tutaj. W Wimar byliśmy razem z rosyjskimi jeńcami wojennymi, wszyscy uzbrojeni. Szliśmy do mieszkań w mieście, biliśmy cywilów, wyrzuciliśmy chleb z piekarni, wyłamaliśmy okno i niszczyliśmy wszystko, ludzie bali się nas i uciekali, gdy wchodziliśmy na podwórze. Dla wszystkich internowanych nieśliśmy motory i rowery. Było nas 40000 ludzi.Po pierwsze, chcemy wrócić do domu, siostry tam są. Wszyscy moi koledzy nie są obecni.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:13, 30 Sie 2013 Powrót do góry

tak, że z dobytku nic nie pozostało. W cegielni była policja żydowska , kontaktu ze światem zewnętrznym nie było w ogóle, poczta funkcjonowała, ale była cenzurowana. Byliśmy w cegielni przez osiem dni, a następnie wszystkich załadowano na wagony. W jednym wagonie jechało 60 do 80 ludzi, oczywiście wagony były starannie zamknięte.
Chrześcijańskie społeczeństwo patrzyło całkowicie obojętnie na sprawę Żydów. Byli chrześcijanie, którzy próbowali przemycić jedzenie, kilka takich przypadków miało miejsce. Siły bezpieczeństwa zachowywały się w najgorszy możliwy sposób, zwłaszcza wobec kobiet.
Żandarmi pochodzili z gór. Noszenie żółtej gwiazdy było bardzo surowo przestrzegane.
Było 4-5 takich rodzin, które były wolne od obowiązku noszenia żółtej gwiazdy, głównie powodu otrzymania medalu na wojnie, lub inwalidztwa wojennego. Niemcy wkroczyły w dniu 20 marca do Székesfehérvár. Wojsko niemieckie szantażowało ludność żydowską. Z siedziby Zadunajskiego SS były kierowane do Żydów wymagania dostarczenia pięknych perskich dywanów i mebli itd.. Stawiano nowe wymagania co dzień. Kiedyś chcieli zestaw 12 kompletów sztućców, czasami 50000 pengő i miało to być załatwione w ciągu kilku godzin, w przeciwnym razie mieli zastrzelić członków władz żydowskich. Członkami Zarządu Żydowskiego byli: Szegő Miklós, Rosenberg Pál, innych nazwisk nie pamiętam. Byli przy tym Niemcy z Gestapo, ale nie wiem ilu. 05 kwietnia 100 prominentnych Żydów zostało wprowadzone do policji, między nimi był ojciec mojej macochy , zostali postawieni w stan oskarżenia i uznani za niepożądany element dawnego reżimu, później wydano wniosek ich internowania, więc zostali wysłani do Budapesztu na ulicę Mosonyi, a potem byli w Sárvár , a stamtąd skierowano ich do Auschwitz. Ograniczenia były takie, żeby nie wychodzić z domu do 7 rano i po 19 wieczorem, potem te granice czasowe przesunięto na 6 rano i 18-tą wieczorem. Razem w pokoju były po 3-4-osoby. Były plotki, że nas zabiorą do pracy albo do cukrowni w Hatvan lub na Wyżynę. Nie przyszło nam na myśl, że będziemy deportowani lub wysyłani na granicę. Chociaż już słyszałem o losach Żydów z Transylwanii i Górnych Węgier, ale nie wierzyłem w to. Dlatego nie było ucieczek z Székesfehérvár. W Székesfehérvár było inaczej niż w Mor, Csákvár,, Seregélyes, Erd, Kápolnásnyék, Iváncsa i Żydów z Adony. U młodzieży żydowskiej była na ogół wysoka chęć do pracy, prawie każdy chłopiec był w pracy. Podejmowali pracę gońców, ponieważ wielu miało zadania administracyjne w żydowskich zarządach. Ponadto Niemcy również musiały pracować, co było obowiązkowe. Bogatsze i intelektualne warstwy Żydów darzyły uczuciem małych Żydów, zniknęły we wszystkim różnice materialne i społeczne. Zarząd Żydowski robił wszystko co możliwe było niczego nie realizowano z egoistycznych pobudek , ale wszystko dla społeczności. W cegielni też, kto chciał pozostać z rodziną, poszedł do pracy w cegielni. ale te (ok. 10-12) natychmiast zabrane osobno. Z Fehérvár wyruszył jeden transport. Załadowano nas na wagony w dniu 14 czerwca i 17 czerwca dotarliśmy do Auschwitz. Kiedy w Koszycach przejęli nas Niemcy, zaczynaliśmy się domyślać, że kierują nas za granicę. Podróż była dość straszna. Wody nie dali. Jedliśmy to, co mieliśmy z sobą. Był taki przypadek, że Niemcy zastrzelili człowieka, który oszalał w drodze. Żandarmi asystowali dość brutalnie przy załadunku na wagony. Załadunek Żydów był powszechnie w dość bierny sposób przyjmowany przez ludność chrześcijańską, tylko kilka osób to oglądało cały czas. W Auschwitz otworzyli wagony, więźniowie, polscy Żydzi przyszli do nas, wysiedliśmy , ale stało się to tak szybko, że praktycznie nie zdążyliśmy się pożegnać z naszymi bliskimi. Pierwsze wrażenie było takie, że czuliśmy straszny smród, zapach spalonego mięsa. Następnie przechodziliśmy piątkami wzdłuż, przed dr. Mengele który przeprowadzał selekcję, a następnie szliśmy do dezynfekcji. Całkowicie musieliśmy się rozebrać, pozbawili nas włosów, dostaliśmy więzienne pasiaki, i wprowadzili nas do tzw. obozu cygańskiego. Szacuję, że połowa naszego transportu została skierowana do gazu. Oddzielnie wybierano techników, inżynierów, ludzi młodych. Ja zostałem skierowany do takiego bloku, gdzie było pełno młodych ludzi w wieku 12-17 lat. To było 17 czerwca a18 tego już wybuchła epidemia sarlach i odry. Spaliśmy na betonie, higieniczne warunki zupełnie nie były zachowane, więc epidemia się bardzo szybko. Wody nie mieliśmy, ani do mycia, ani do picia i kto zachorował, był nago ładowany na samochód i wywożony. Szacuję, że 250 osób zostało straconych w ten sposób. Jednak, kiedy oficjalnie ogłoszono stan epidemii, zdezynfekowano nas i musieliśmy iść raz jeszcze do kąpieli, tak, że po ok. 2 tygodni epidemia została zwalczona. Nie musieliśmy pracować, ale wyżywienie było taka, że nie mogliśmy pracować. Według obliczeń nie dostawaliśmy więcej niż 900-1000 kcal dziennie. Może Niemcy dawali więcej, ale reszta została skradziona. Osiem tygodni byliśmy w obozie cygańskim podczas gdy stale i mocno nas bili. Osiem tygodni później przyszła komisja selekcyjna i szukali 50 ludzi do huty żelaza. Każdy chciał dostać się do transportu, bo wiedział, że może być tylko lepiej, jeśli wydostanie się stąd. Była ogromna przepychanka. Na szczęście dostałem się do transportu natychmiast załadowali nas do samochodu i natychmiast wywieziono nas do Eintrachtshütté, koło Kattowitz. Stało się to 15 sierpnia. To był mały obóz położony w odległości 40 km od Auschwitz, zaledwie 1400 osób. Kiedy tam dotarliśmy, już byli tu żydowscy więźniowie. Przydzielili nas do tamtejszej fabryki dział. Ja byłem kolo tokarki, na której już pracował francuski pracownik cywilny, który pomagał średnio wykwalifikowanym, i zawdzięczam mu to, że nie musialem iść do pracy na zewnątrz, gzie było dużo gorzej. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na dzienną i nocną zmianę. Bicia nie dostałem dużo, po prostu musiałem uważać, żeby człowieka nie oskarżyli o sabotaż. Wiele osób, zwłaszcza polskich i rosyjskich Aryjczyków, uciekło z obozu, nie byli w stanie ich zatrzymać, za co Lagerführer dostał po nosie od góry. Wtedy to dwóch węgierskich Żydów próbowało uciec, ale zostali schwytani i powieszono ich w naszej obecności. Pobudka była rano o 4.45, o 5.30 był apel przed pracą, a następnie szliśmy do fabryki. Rozpoczynaliśmy pracę i pomiędzy 9.30 i 10-tą była przerwa. Potem dostawaliśmy po 20 dkg chleba i 14.30 był obiad. O godzinie 18-tej kończyliśmy pracę a następnie był raport w obozie. Miejsce pracy nie było daleko, może 200 do 300 metrów od obozu. Jednakże było komando, które tramwajem jeździło do Kattowitz, odległych o ok. 4-5 km. Od maszyny nie było można daleko uciec, ponieważ wydajność była założona, więc nie było czasu na rozmowy. Pierwszym nadzorcą był brygadzista -więzień , który zazwyczaj był polskim aryjczykiem, potem był niemiecki majster, który był cywilem i najczęściej bardzo okrutnym , a następnie był Kommandoführer, który był w SS i mieliśmy także kapo, który także był więźniem. Jeśli wydajność pracy nie została osiągnięta, taki był oskarżany o sabotaż i dostawał kije od 25 do 50. Nieuleczalni chorzy byli zabierani do Auschwitz, gdzie byli wysyłani do gazu. Warunki zdrowotne były wystarczająco dobre. Niestety, kilku chłopaków dostało gruźlicy z powodu złego powietrza w fabryce i ci też zostali odesłani do KL Auschwitz. Zakwaterowanie było dobre, mieliśmy sienniki, po dwa koce i prycze. Byli tam cywile Polacy i cywile Francuzi, nie bardzo mogliśmy z nimi rozmawiać ale tak naprawdę nie śmieli z nami dyskutować, bo bali się kary. Racje żywnościowe nie-żydowskich pracowników nie były tak dobre jak nasze, ale z kolei mogli otrzymywać listy i paczki z domu. Od francuskich pracowników przenikały do nas czasem wiadomości, nie dokładne ale nieco znaliśmy sytuacje wojskową. Tu pracowaliśmy do 20 stycznia. Potem podeszli Rosjanie. Poprzednio dwa tygodnie temu usłyszeliśmy strzały, ale nie było żadnego ostrzeżenia. Szliśmy cztery km do najbliższej stacji. 1400 osób zostało zabranych do Mauthausen. Rozdzielono zawartość magazynów, ale nie było tego wiele. Jechaliśmy przez sześć dni. Dostaliśmy po 1.2 kg chleba na 6 dni i margarynę . Jedliśmy najbardziej śnieg po drodze, ponieważ wody nie było. Po sześciu dniach przybyliśmy do Mauthausen. W nocy wysiedliśmy; ludzie byli bardzo zmęczeni drogą i strasznie zmarznięci. Obóz znajdował się o sześć kilometrów od stacji, ale wielu nie było w stanie wytrzymać tych 6 km. Ci tam pozostali i również zmarli. Ludzi ustawiono w szyku i starsi blokowi wezwali Żydów do wystąpienia naprzód. Następnie tłum pobił ich na śmierć. Bito ich nawet po śmierci. Tutaj był wielki antysemityzm. Nie było zbyt wielu Żydów w obozie, ale tak ich pobili, że nie widziałem czegoś takiego w innym obozie! Bicie na śmierć było na porządku dziennym. Ponadto niemiecki starszy blokowy jako aryjczyk dostawał podwójną dawkę jedzenia a Żydzi tylko połowę jego dawki. Na początku lutego o 5 rano wygonił nas nagich z bloku i musieliśmy stać na zewnątrz przez całą noc. Ponadto zabrali mnie do Sonderkommando do pracy w krematorium na jedną noc. 11 lutego była kolejna komisja selekcyjna i szukali tokarzy w żelazie. Następnie ustawili nas i poszliśmy do transportu. Były nas setki ludzi. Myśleliśmy, że skierują nas do lepszego obozu. Następnie trafiliśmy do Saksonii do Gröditz, 60 km od Drezna również do fabryka armat. Tu więźniami byli tylko Rosjanie. Komendant obozu był patologicznym sadystą, który wymyślał nieprawdopodobne rzeczy. Ludzie byli bici, a następnie ich spodnie rozebrane i cieszył się oglądaniem hurkákat pobitych. Chorych na tyfus wypędzili do pracy , itp. Tu znowu pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Tu już raczej mieliśmy inny stosunek niemieckich pracowników cywilnych bardziej i byli ludzie, którzy nie byli nazistami. Na przykład był taki Niemiec, który dawał mi chleb codziennie. Ludzie byli zawszeni, ponieważ nie mogli myć prawidłowo, i tak się stało, że nie było wody przez kilka dni i pewnego dnia w obozie było 2% zmarłych. Nasze kwatery były w budynkach na terenie fabryki. Jedzenie zawierało ok. 1300 kalorii dziennie, ale to była bardzo ciężka praca. Byłem w bardzo dobrych warunkach z niemieckim pracownikiem, od którego otrzymywałem informacje, tak, ze tu już więcej………że Niemcy przegrają wojnę, ale był zbyt przerażony i nie odważył się nic robić, bo na podwórku było pełno żołnierzy gestapo. Tutaj pośród części kapo, których wszyscy byli rdzennymi Niemcami z Rzeszy. był wielki antysemityzm. 16 kwietnia Gröditz musieliśmy również opuścić ze względu na to , że Amerykanie się zbliżyli. Samochodami służbowymi zostaliśmy przewiezieni do Drezna, a stamtąd poszliśmy dalej na piechotę. Wyruszyło osiemset osób, ale tylko 400 osób przyjechało. Musieliśmy iść pieszo150 km. Ludzie ginęli albo od strzałów albo z głodu. W większości nie otrzymywaliśmy nic więcej po drodze każdego dnia, jak 4 kawałki ziemniaka gotowanego, ale było też dni, że nie dostaliśmy nic. Szliśmy przez osiem dni. Obliczaliśmy, że około. 40 SS eskortowało grupę. Do Theresienstadt przybyliśmy w dniu 24 kwietnia. To było getto a nie obóz. Tutaj czuliśmy się dużo lepiej, sytuacja wyglądała znacznie lepiej, nadzorcy byli Żydami, jedzenie poprawiło się i byliśmy tu do 10 maja, kiedy przyszli Rosjanie. W momencie wyzwoleniu ważyłem 38 kilogramów. Ponadto, cały czas w Terezinie byłem w kwarantannie, ponieważ była wielka epidemia tyfusu plamistego, więc nie mogłem wyjść z getta. Rosjanie otworzyli niemiecki magazyn żywności, z którego mogliśmy brać jak chcieliśmy. 16 czerwca i poszedłem do domu z pewnym transportem a 22 czerwca przybył do Budapesztu.

55. Obóz Kattowitz
3045,=1
 Sonderkommando Kattowitz w Katowicach (I 1944 — I 1945) — budowa schronu i baraku dla G
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:17, 30 Sie 2013 Powrót do góry

52. Obóz Hindenburg Zabrze
361,1522,3142,3303,3427,=5
 Hindenburg w Zabrzu (VIII 1944 — I 1945) — praca w hucie „Donnersmark” przy produkcji uzbrojenia i amunicji , firma: Vereinigte Oberschlesische Hüttenwerke AG, 50 więźniów (17 I 1945) i 470 więźniarek (30 XII 1944).
361.K, krawcowa ur. 1924, lat 21, Auschwitz (06-44do-09-44 ), Hindenburg ( 09-44do01-45 ), Bergen – Belsen ( 01-45do04-45 )
W połowie czerwca 1944 wracałam do domu z pracy ulicą po 17-tej. Na ulicy była łapanka, poszukiwali Żydów pozostających na ulicy po 17-tej. Policjant zobaczył oznaczenie gwiazdą i natychmiast aresztował mnie i zabrał mnie na policję. Pamiętam, że miało to miejsce we wtorek, a następnego dnia już mnie wywieźli na ulicę Mosonyi na przesłuchanie. Stąd w sobotę wzięli mnie na Sárvár. 2 dni potem mnie deportowali z Sárvár. Skierowali mnie do Auschwitz, gdzie po selekcji, kąpieli i dezynfekcji umieszczono mnie w obozie C. I byłam tu przez cztery nieszczęśliwe dni . Po selekcji zostałam przeniesiona do obozu czeskiego. I natychmiast dostałam się do warsztatu gdzie pracowałam jako szwaczka, ale niestety tylko przez dwa tygodnie pracowałam tutaj , zachorowałam i dostałam gorączki 40 stopni i zostałam zabrana do szpitala. Coś było nie tak z moim żołądkiem i leżałam tu 3 tygodnie. Racje żywnościowe dostawałam szpitalne, z leków tylko były tabletki z węglem aktywnym. Następnie z wielkim trudem udało mu się powrócić do szycia. Tam naprawiałam odzież więzienną. We wrześniu poszłam z transportem do Hindenburga. Pracowaliśmy w fabryce amunicji. Praca była bardzo ciężka: robiliśmy duże bomby . Bardzo cierpiałam z zimna. Wyżywienie było bardzo słabe biorąc pod uwagę, jak ciężko musieliśmy pracować. Moim ostatnim przystankiem był Bergen Belsen, był to obóz zagłady. Byłam bardzo zawszona i miałam tyfus plamisty. W końcu w dniu 15 kwietnia 45 wyzwolili nas Anglicy. Od tej daty otrzymywaliśmy najlepsze posiłki. Na początku nie mogłam trawić tylu dobrych tłustych posiłków po takiej wielkiej głodówce. Teraz chciałabym wdrożyć mój stary plan i wyemigrować do Palestyny.
1522,K, sprzedawczyni galanterii, ur . 1016,lat 29, Auschwitz ( 23-05-44 do 25-11-44 ), Hindenburg ( 26-11-44 do 15-01-45 ), Bergen – Belsen ( 30-01-45 do 15-04-45 )
Doprowadzili nas do getta Beregszasz, tam byliśmy przez cztery tygodnie, potem z trzecim transportem nas wywieźli, było to w dniu 21 maja, po 60 osób było w wagonie, po drodze w wagonie nikt nie zginął, nie wiem o próbach ucieczki. W Koszycach, gdy pociąg został przejęty przez Niemców – już widzieliśmy że, niestety, zabierają nas w kierunku Polski. W Koszycach , Niemcy zwrócili się o nasze pieniądze w, ale ja zebrane pieniądze w wagonie spaliłam. W dwa dni potem przybyliśmy po południu do Auschwitz, nas stacji natychmiast oddzielili krewnych , a następnie poszłyśmy do łaźni ,zdezynfekowali nas i stąd skierowali do obozu C, w jednym bloku było ko. 1000 osób i na jednej pryczy spało po 13-14 osób. Tu tylko wokół bloku pracowaliśmy, a następnie przeniesiono mnie do obozu czeskiego, tu pracowałem w warsztacie krawieckim. Wyżywienie było tu całkiem dobre w porównaniu do innych, były również lepsze kwatery, tutaj na jednej pryczy spało tylko 7-8 osób. Tylko rano musieliśmy stać na apelu. Pod koniec listopada zostałam przypisana do transportu i przewieziona do Hindenburga. Jeden dzień jechaliśmy samochodem ciężarowym. Po przybyciu tutaj każdy dostał osobne łóżko , 55 dkg chleba dziennej racji żywieniowej pokarmowej, do tego margarynę i dosyć zupy. Pracowaliśmy w fabryce broni, wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę, dzień pracy był 12-godzinny, traktowanie było zadowalające. Do 15 stycznia pracowaliśmy tutaj, a następnie ponownie ze względu na zbliżenie się Rosjan dostałam się do transportu. Wyruszyliśmy pieszo , szliśmy trzy dni, musieliśmy iść bardzo szybko, szczególnie wśród mężczyzn było wielu bardzo osłabionych , z tych wielu zastrzelili. Po drodze zawsze zatrzymywaliśmy się w ; w drodze do jedzenia nie było w ogóle. W obozie Dora zatrzymaliśmy się przez cztery dni, stąd poszliśmy do Bergenbelsen, przyjechałyśmy tam po dwu dniowej podróży . W tamtejszym obozie były miliony wszy, była epidemia tyfusu, głód, niedostatek wody. 15 kwietnia wyzwolili nas Anglicy, W Bergenbelsen przeszłyśmy sześć tygodni, a potem przez Bratysławę wyruszyłyśmy do domu. Teraz wracam do domu może pójdziemy do Palestyny.
3142,K. gospodyni domowa, ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 6m-cy ), Hindenburg ( 3m-ce ), Bergen – Belsen ( 1.5m-ca )
Było mas 11 braci i sióstr w domu. Zanim Niemcy zajęli Węgry, matka zmarła, trzech braci skierowano do pracy przymusowej ona Ukrainę. W siedem osób poszliśmy do getta w do Nagyszőllős, poza ojcem i siostrą było troje małych dzieci. Okoliczni Żydzi zostali tu zebrani, a było nas tak wielu, że nie mieściliśmy się w wyznaczonych domach. Na podwórku wybudowaliśmy z desek małe pomieszczenie, w którym zamieszkiwała cała rodzina. Ojciec został zabrany do świątyni żydowskiej , gdzie był śledczy, nie było go tutaj przez kilka dni i nie dostawał w tym czasie jeść i bardzo często był bardzo bity. Po 4 tygodniach zostaliśmy załadowani na wagony i wywiezieni do Auschwitz. Tu wszystkich poddano selekcji i wprowadzili mnie do bloku. Byłam w Auschwitz 6 miesięcy, pracowałam dla Wehrmachtu, przy budowie bunkra. Nasza praca była ciężka, ale jedzenie dostawaliśmy stosunkowo wystarczające. Jesienią po 3 dniach pieszego marszu wsadzili nas na wagony i jechaliśmy otwartymi wagonami przez 11 dni. Droga była straszna. Nie dostaliśmy do jedzenia, w ulewnym deszczu, na chwilę nie pozwolili nam wyjść z wagonów. Myśleliśmy, że już nie wyjdziemy z tego strasznego pociągu. Przybyliśmy do Hindenburga. Pracowaliśmy w fabryce broni pod nadzorem SS. Dziennie dostawaliśmy rację chleba i 1 litr zupy . Stąd skierowali nas do Bergenbelsen, szliśmy pieszo przez dwa tygodnie. Ta podróż była bardzo trudna, było zimno i ziemia była tak śliska, że stale się przewracałyśmy. W Bergenbelsen potem zaczął się prawdziwy, intensywny głód, który doprowadzał mnie do szału. Straszny brud czynił nasze życie bardziej trudne, nie można było się myć, byliśmy ubrudzeni. Oczywiście, cały obóz był zawszony i w związku z tym wybuchła epidemia tyfusu. Prawie wszyscy zachorowaliśmy, ja też i bardzo wielu ludzi zmarło z powodu tyfusu i w wyniku głodu. Tu mnie w dniu 15 kwietnia wyzwolono. Teraz mam zamiar wrócić do domu, ponieważ moich trzech braci przeżyło i czekali na nas w domu
3303.K, , gospodyni domowa, ur. 1925, lat 20 Auschwitz ( 6m-cy ),Hindenburg ( 3m-ce ),Mauthausen ( 1 tyg.), Bergen-Belsen ( 10m tyg.)
Po przybyciu do Auschwitz, zdezynfekowali nas, ostrzygli nam włosy, potem dostałam się do obozu C, gdzie po 6 tygodniach zrobili nam tatuaż. Po wytatuowaniu przyszłam do obozu B. Tu robiliśmy prace na wolnym powietrzu, kopaliśmy łopatą. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. traktowanie było jak najgorsze ; dużo nas bili. Wyżywienie bardzo monotonne. Codziennie dostawaliśmy trochę zupy, ćwiartkę chleba i dwa razy w tygodniu dodatek. Spałyśmy po dziesięć osób na jednej pryczy. Po upływie sześciu miesięcy, silniejsze zostały wybrane i zabrali nas do Hindenburga. Pracowaliśmy tu w fabryce amunicji po 12 godzin dziennie. Tu byliśmy na pewno w lepszej sytuacji, niż w Auschwitz, pracownicy zachowywali się bardzo przyzwoicie. Dziennie dostawaliśmy tu tylko zupę z rzepy. Jeśli pracowało się na nocna zmianę to dawali dwa razy, a jeżeli na dzienną zmianę to tylko raz dziennie. Ponadto otrzymaliśmy po ćwiartce chleba i dwa razy w tygodniu dodatek. We wtorki zawsze był chleb z masłem i na trochę dżemu, w piątek tak samo. Traktowanie było tu o wiele lepsze - jak już wspomniałam – niż w Auschwitz. Mieszkaliśmy w barakach, bardzo przyzwoicie , można było się myć , zawsze miałyśmy czystą bieliznę, można się było kąpać codziennie, dzień i noc było ogrzewanie. Gdy Rosjanie się zbliżyli, musieliśmy odejść na piechotę. Szliśmy trzy dni, który nie mógł chodzić, tego zastrzelili. Było nas 500 osób. Kiedy dotarliśmy do Mauthausen, odpoczywaliśmy przez tydzień. Tu również było bardzo dobrze, ale wkrótce kontynuowaliśmy transport do Bergen-Belsen. To był najgorszy obóz zagłady, chciałabym powiedzieć, że tu było gorzej niż w Auschwitz. Był straszny brud, miałyśmy pełno wszy. Nie dostawałyśmy jedzenia przez cztery tygodnie nie widzieliśmy chleba w ogóle. Była epidemia tyfusu , leżałyśmy chore, brudne i zawszone na ziemi, nie było leczenia, byliśmy w fatalnym stanie. Dziennie z bloku wynosili ok 15 zmarłych . W końcu 15 kwietnia 1945 wyzwolili nas Amerykanie.
3427, K, gospodyni domowa, ur 1921,lat 24, Auschwitz(7-07-44do15-11-44 ), Hindenburg( 15-11-44do18-01-45), Dora( 1do15-02-45 ), Bergen – Belsen (15-02-45do15-04-45 )
W maju ubiegłego roku zabrali nas do getta, gdzie byliśmy traktowani bardzo źle, zwłaszcza przez żandarmów. W niedzielę rano o 7 rano stwierdzili, że wyruszamy i dali nam 10 minut czasu na spakowanie. Oczywiście nic nie było nam wolno zabrać. Staliśmy na dziedzińcu ; był ogromny nalot i nie pozwolili nam wejść do mieszkania , ani nie mogliśmy zejść do piwnic. Stałam tam koło mojego małego syna, pomiędzy spadającymi fragmentami. Około 1 po południu wywołali imię ojca i spytali go, gdzie ma biżuterię. Był przesłuchiwany i bity pałkami gumowymi żeby powiedział, gdzie umieścił te rzeczy. Następnie sierżant żandarmerii powiedział: "Teraz was zabierają, jedźcie i nie wracajcie!" Załadowano nas na wagony i zabrali wszystkich i wywieźli nas do cegielni, gdzie warunki były straszne, a stamtąd przez 3 dni i 3 noce jechaliśmy do Auschwitz. Podróż była straszna, były groźby, bez wody, wśród strzelaniny. Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, pierwszą rzeczą, jaką zrobili, to zabrano mi małego 3.5 rocznego synka i nigdy więcej go nie widziałam. Oddzielono mnie od rodziny, poszłam sama na lewą stronę, ale skierowano mnie do obozu C. Byłam tam trzy dni aż po kolejnej selekcji przenieśli mnie do obozu czeskiego, gdzie dwa dni później dostałam się do szycia. Jedzenie było bardzo ograniczone, ale 240 kobiet, które pracowały w szwalni, miały okazję do zorganizowania czegoś. Jeżeli wydajność nie była wystarczająca, biegaliśmy po podwórku w największym deszczu w drewnianych chodakach, w dół do rowu, w rowie i po kolana w błocie; podczas tego bili nas kijami. Nie wolno było wychodzić do toalety ;rano o godzinie 9 zamykali nas w szwalni do 20 wieczorem i nawet nie przejmować się tym , jeśli ktoś zachorował. 15 listopada spomiędzy szwaczek wybierali 50 kobiet pod warunkiem, że musi być wysoka i piękna. Rozchodziły się plotki, że wywożą do wojskowego domu publicznego. Jednak tak się nie stało, ale przeniesiono nas z FKL, ubrane w pasiaki na samochód i w eskorcie uzbrojonych esesmanów, po jeździe przez dobre pół dnia przyjechałyśmy do Hindenburg. Przez sześciu miesięcy wykonywałyśmy roboty zewnętrzne, praca polegała na rozładunku piasku, przy 40 stopni zimna, bez rękawiczek , szalika i pończoch. 30 osób musiało rozładować dziewięć wagonów dziennie. Potem przyszłyśmy do huty żelaza Oberhutten. Wykonywałyśmy ciężką pracę fizyczną i w stosunku do tego dostawałyśmy głodowe wyżywienie. O wyżywienie dbała fabryka. Pracownicy cywilni zachowywał się przyzwoicie, choć rozmowa była zakazana – a który został zna tym przyłapany otrzymywał 25 uderzeń - ale mimo to, rozmawialiśmy . Miałam dwie rzeczy do opanowania. Jedną był wysoki SS, a drugi otwarty socjalista. Nie wierzyli w zwycięstwo Niemiec. W pomieszczeniach mieszkalnych było bardzo miło, gorąca kąpiel każdego dnia była obowiązkowa. Spaliśmy w oddzielnych łóżkach. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie na przemian na zmiany dzienną i nocną. Rano dostawaliśmy czarną kawę, w południe litr dobrej zupy i wieczorem, dostaliśmy bochenek chleba na sześciu i jakiś dodatek. Dodatkowo dwa razy w tygodniu dostawaliśmy po pół chleba i jeszcze coś. W dniu 18 stycznia ewakuowaliśmy się, a następnie przez 3 dni byłyśmy popędzali nas do Gleiwitz. Było nas 500 osób, z czego 450 stanowiły kobiety i było 50 mężczyzn. Po drodze organizowałyśmy i jadłyśmy. SS którzy nas eskortowali , bili nas kolbami , ale nikogo nie zastrzelili. W gleiwitz odpoczywaliśmy jedna godzinę, ale ponieważ Rosjanie byli już za nami, załadowali nas na wagony o północy w otwarte wagony, taką liczba osób, ile mogli. Więc jechaliśmy około 10 dni, dwa razy po drodze wydali po pół bochenka chleba. Dotarliśmy do Dora. Jesteśmy dali nam bardzo dobre jedzenie. Nie musieliśmy pracować , byłyśmy zmęczone okropnościami podróży. Następnie pojechaliśmy do Bergen-Belsen. Jechaliśmy dwa dni, ale nie dostaliśmy jedzenia. W Bergen-Belsen znalazłyśmy nędzę, brud, wszy, i bezwzględny brak dyscypliny. Dla nas przyzwyczajonych do czystość i porządku w obozie pracy to było niczym więcej niż slumsami. Zaprowadzili nas do zgniłego baraku, który obecnie był pusty, ale kiedyś mieszkali tu żołnierze niemieccy chorzy na gruźlicę. Liczba mieszkańców baraku stale się zmieniała.
1000 osób zostały tam ulokowane , ale ciągle z niego odbierano i dodawano. Pracować nie musieliśmy . Potem dostawaliśmy od 1/8 do 1/12 bochenka chleba. Dodatku nie było i w południe dostawaliśmy po pół litra zupy: buraki gotowane w wodzie. Czasami dali nam do jedzenia mięso, ale później dowiedziałem się, że to ludzkie ciało. Umyć się nie było w ogóle można, woda była zamknięta. Przez dwa miesiące nie mogłam umyć rąk. Nie było leczenia, lekarstwa, nie było żadnego lekarza. Dostałam też tyfus plamisty. Dwustu pięćdziesięciu pozostało przy życiu w bloku, kiedy około 10 maja opuszczałam obóz. Zanim przyszli Anglicy, przez trzy tygodnie nie dostaliśmy niczego do jedzenia, nawet nie było wody. Zbieraliśmy obierki ziemniaczane ze śmietnika i jadłyśmy korzenie. 15 kwietnia zostałyśmy uwolnione i w dniu 10 maja poszłam do Bergen. W Bergen samochodem Czerwonego Krzyża zostałam przewieziona do szpitala i byłam hospitalizowana do 9 sierpnia. Straciłam 35 kg wagi ciała. 10 sierpnia zostałam asystentką dr. Hercz lekarza obozowego i pracowałam tu jako pielęgniarka. Ordynatorem był dr. Horvath . Pracowałam tam do 6-go października i 7-mego października wyruszyłam z transportem i17 października przybyłam do Budapesztu.

53. Obóz Laurahutte Huta Laura Siemianowice
275,2228,2695,3080,=4
 Laurahütte w Siemianowicach (IV 1944 — I 1945) — praca w hucie „Laura” przy produkcji dział przeciwlotniczych, firma: Berghütte - Königs und Bismarckhütte, 937 więźniów (17 I 1945).
275, M, szewc ur 1927, lat 16, Birkenau ( ), Auschwitz ( ), Buna ( ), Laura-Hütte ( ), Mauthausen ( ), Gusen ( ) ,Gröditz ( ), Leitmeric ( ) daty nie podanr
Nie jest łatwo mówić o tych rzeczach, przez które przeszliśmy, o rzeczach , które już zdarzyły się w getcie, nie chcę też dużo historii, wystarczy, że już jestem w domu, w getcie byli dla nas tak źli, że byliśmy szczęśliwi, jeżeli los pozwolił nam uniknąć losu towarzyszy.
27-04-44 wyszliśmy z getta w Huszt. W wagonie jechało 90 osób w tym moja mama i ośmioro rodzeństwa. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Birkenau. Tu była selekcja, mamę i dzieci zabrali do „ komina „ czyli do "gazu" , nas zabrali do dezynfekcji, kąpieli i ubrali w więzienne pasiaki. Następnego dnia rano staliśmy na apelu od 8 rano do 18 po południu . Ale tutaj byłem z moim ojcem, trzeciego dnia nas wytatuowali, i pod eskortą uzbrojonych żołnierzy SS zabrali nas jako więźniów do KL Auschwitz. Tu po raz kolejny nas zdezynfekowali , następnego dnia już poszliśmy pieszo do tamtejszego obozu Buna . Tam naszyli na płaszczach numery i następnego dnia poszliśmy do pracy. Praca polegała na tym, ze nosiliśmy 50-kilogramowe worki, w największym deszczu, więc w tydzień dostałem zapalenia płuc i dostałem się do szpitala. Mój ojciec odwiedził mnie tutaj. Byłem chory pięć tygodni. Kiedy wyszedłem ; ledwie stałem na nogach, tak byłem osłabiony. Po pięciu dniach nas 30 osób wywieziono do fabryki armat. Od tamtej pory już nigdy nie słyszałem o moim ojcu. Tutaj w Laura Hütte spędziłem trzy dni, a następnie 15-01-45- pamiętam tę datę załadowali nas na wagony ponownie, bo Rosjanie byli zaledwie 8 km stamtąd. Słyszeliśmy strzały i musieliśmy dalej kontynuować ten horror. Byliśmy dziewięćdziesięciu w wagonie, był taki tłok ,że ludzie umierali na stojąco. Dziennie umierało cztery osoby. Tak dotarliśmy do Mauthausen. Tutaj ponownie nas zdezynfekowali , a poplecznicy SS pobili nas kijami, przez dłuższy czas staliśmy na zewnątrz, na mrozie zimą. Tu bardzo się baliśmy, żeby zamiast do kąpieli nie zabrali nas do komory gazowej. Dostaliśmy koszule i spodnie i więcej niż dwie godziny staliśmy na zewnątrz na straszliwym mrozie……i może pozostało nas 150-ciu , a inni tam zamarzli. Ale to był cel tych oprawców, bo to był obóz zagłady. W bloku dostaliśmy zupę, który nie trzymał menażki dobrze ( tekst niejasny- przyp. mój ) był od razu zestrzelony. Potem przyszli czescy urzędnicy i spisali nasze dane. Następnie ubrali nas w cywilne ubrania i skierowali nas do Gusen. Było jeszcze strasznie zimno. W Gusen na placu apelowym nas policzyli i skierowali do kwarantanny. Byliśmy tutaj przez cztery tygodnie. W tym czasie wielu z nas zmarło. Kto dostał biegunki, temu umieszczali głowę w beczce, aż się utopił. Potem niemiecki Blockführer raportował ilu więźniów zmarło. Stąd ponownie poszliśmy do transportu . Po 14 dniach strasznej podróży – dostaliśmy żywności tylko na trzy dni – nasz pociąg był zbombardowany dwa razy – przybyliśmy do Grödnitz koło Rissa .
Tu także był bardzo zły obóz. Dotarliśmy tam w nocy ,przyjechaliśmy koło 24-tej, dostaliśmy kawę. Nie dostaliśmy łóżka, pobili nas, leżeliśmy na ziemi, całkowicie zawszeni , mieliśmy bardzo źle! Była tam fabryka uzbrojenia. W święto Wielkanocy nie pracowaliśmy przez trzy dni. Będzie to zawsze niezapomniana Wielkanoc. W ciągu tych trzech dni zostaliśmy zamknięci od niedzieli wieczorem do środy. Potem zostaliśmy wysłani prosto do pracy, nie dostaliśmy nic do jedzenia i pracowaliśmy tak zataczając się z głodu. Zapomniałem dodać jeszcze, chcąc zwrócić uwagę na uroczystości, że również oblali nas zimną wodą, oczywiście wiele osób zmarło. Po Wielkanocy zaczęły się wielkie bombardowania, my więźniowie byliśmy pozostaliśmy zgonieni w fabryce, bardzo wielu zginęło. Te naloty były straszne. Oczywiście, niemieccy majstrowie ukrywali się. Był jeden majster, któremu zawdzięczam moje życie, bardzo po ludzku mnie traktował, nazywali go Krischma, był komunistą, chciał mnie również ukryć, gdy zabierali nas dalej, ale nie powiodło się. 9-04-45 gdy Amerykanie się zbliżyli , ponownie zabrali nas na samochody , przybyliśmy do Drezna . tu wszystkie mosty były już wysadzone, miasto leżało w gruzach , więc musieliśmy kontynuować podróż na piechotę. Szliśmy pieszo czternaście dni, nie dostaliśmy nic do jedzenia. Jeśli ktoś usiadł na drodze, bo nie mógł już iść ,zastrzelili go Ellógott Wehrmachtu. Pewnego razu położyliśmy się w 300 osób rano tylko 50 z nas pozostało. SS chciał w ostatniej chwili wywieźć do komory gazowej i krematorium do czterdziestu tysięcy Żydów. Każdy SS powinien być wyeliminowany, powinni zostać zniesieni z powierzchni ziemi, to nie byli ludzie, to były najstraszniejsze dzikie zwierzęta. Do Leitmerice przybyliśmy 26-04- 1945 a następnie nie dali nam nic do jedzenia przez trzy dni, w obozie chcieli dać jedzenie ale SS nie dozwolili. Tu zostało siedemdziesięciu dziewięciu Żydów. Pod eskortą wyznaczonych SS, (w czarnych koszulach!) przynieśli nas do Theresien (4 km) .Tutaj wprowadzono nas do getta, z głodu nie mogliśmy już chodzić i było dziewięciu –jedenastu takich, którzy tu zginęli. Tu dowiedzieliśmy się, że pewien SS, który uciekł do Szwajcarii poinformował, że dostali rozkaz, aby w litomierzyckim krematorium spalić wszystkich Żydów z Theresienstadt do 10-04-45. Podjęli środki, że obóz został przejęty przez Szwajcarski Czerwony Krzyż . Rosjanie stale bombardowali litomierzycki komin i 10-05-45 Rosjanie zajęli teren i oswobodzili nas.
2228,M, uczeń ur 1928, lat 17, Auschwitz (10-05-44do 1-06-44 ), Laurahütte (5-06-44do4-01-45 ), Gusen (10-01-45 do 1-03-45 ), Hannover (4-03-45 do 1-04-45 ), Bergen – Belsen ( 5do15-04-45 )
Mój ojciec był biednym człowiekiem, rolnikiem. Kiedy przyszli Niemcy, już nie mogliśmy się dalej rozwijać, po następnej regulacji już nie wiedzieliśmy co robić. Dzień po tym, jak wyszło rozporządzenie wprowadzili nas do getta. Wszystkich Żydów z okolicy i z miasta Użgorod (Ungvár ) stłoczono w tym getcie, było tutaj około 15 000 ludzi i 4 tygodnie byliśmy tutaj, w tym czasie nie dostarczali żywności. Węgierska żandarmeria zachowywała się niegodnie, w szczególności kobiety i małe dzieci były torturowane. Gdy doprowadzili nas do stacji; nawet po odebraniu ostatniego grosza bili nas batami. Zostaliśmy deportowani z Ojczyzny i wywieźli nas do Auschwitz. Tam oddzielili mnie od rodziców i pozostałem sam. Po 3 tygodniach zostałem wybrany do pracy , skierowali mnie do Laurahütte. Tu bardzo cierpieliśmy. Jedzenia dostawaliśmy bardzo mało ale ciągle nas bili. Pracowaliśmy w kopalni, 12 godzin dziennie, ale ja zostałem przydzielony na nocną zmianę. Było jeszcze gorzej i jeszcze trudniej. Wieczorem, kiedy szedłem do pracy, dostawałem ćwierć bochenka chleba i litr zupy i zjadałem to od razu, i pracowałem przez całą noc, a następnego dnia rano nie miałem nic, dopiero wieczorem. Ponadto, ludzie byli bardzo osłabieni, a ci, którzy nie mogli pracować, zostali wykończeni. Wiele osób zmarło. Kiedy Rosjanie zaczęli zbliżać się, załadowali nas na wagony kolejowe, po 90 osób w wagonie, bez żywności, bez wody. Nie było powietrza, płuca zniszczone pracą w kopalni nie mogły oddychać, byliśmy prawie uduszeni. Gdy przybyliśmy do Gusen, duża część ludzi już nie żyła. W Gusen również bardzo cierpieliśmy. Nie pracowaliśmy, byliśmy w bloku. Czyśmy siedzieli, czyśmy stali, zawsze było źle. Bili nas SS i wielu ludzi pobili na śmierć. Ja też kiedyś dostałem cios w głowę żelaznym prętem tak, że przez 6 godzin leżałem nieprzytomny. Po kilku tygodniach zabrali nas do Hanoweru. Remontowaliśmy zniszczone fabryki. Pracowaliśmy w nocy, ciągle czekaliśmy na śmierć, ponieważ były stałe bombardowania. W całym mieście już nie było jednej nienaruszonej fabryki. Jedzenia było tu więcej, ale starszy blokowy kradł i sprzedawał za złoto. W tym czasie stale padał deszcz i było zimno ale my musieliśmy pracować stabilnie.
Kto padł , tego zastrzelili. Stąd również musieliśmy odejść. Poszliśmy na piechotę, bez jedzenia cały dzień i noc. Niemcy jechali na rowerach obok nas i musieliśmy dostosować się do tempa. Kto nie był w stanie , tego zastrzelili. Liczby mówią za mnie: wyruszyliśmy w 500 osób a 24 więźniów przyszło do Bergenbelsen. W Bergenbelsen był najgorszy czas. Przez te 10 dni, które spędziliśmy tu do wyzwolenia ; dwa razy dziennie dostawaliśmy po 0.2 litra zupy i jeden raz dziennie był bochenek chleba na 12-tu. Chleb został zatruty, ale racja chleba na osobę była tak niewielka, że osoba, nie mogła umrzeć od tego. Jednak wszyscy mieli biegunkę i byli bardzo chorzy. Było nas 1500 w bloku i nie mogliśmy ani siedzieć, ani stać.
W każdym bloku było co najmniej 50 ofiar śmiertelnych, które były dziennie stamtąd wywożone . Gdy Anglicy nas wyzwolili, wszyscy mieli już tyfus, wysypkę i wysoką gorączkę. Ja leżałem półprzytomny w gorączce , więc nie wiem wystarczająco dużo o naszych wyzwolicielach. Jeśli to możliwe, chciałbym emigrować.
2695, M, ślusarz mechanik, ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 05-44 ), Laurahütte ( 2-06-44 do koniec 02-45 ), Mauthausen ( 1 noc ), Gusen ( 4 dni ), Hannover ( 2-03-45 do 15-04-45 ), Bergen – Belsen ( 3 dni ), Theresienstadt ( 21-04-45 do 8-05-45 )
Około 20 marca 1944, aresztowano mnie w Felsőgöd. Żandarm Eszes zabrał mnie ze sobą z mojej kwatery. Mężczyzna ten został przeniesiony po wkroczeniu Niemców z Gödöllő do Felsőgöd, najwyraźniej aby dbać o sprawy polityczne. Oczywiście to aresztowanie to była moja strata. Na początku zabrali mnie do siedziby policji krajowej w Felsőgöd gdzie dali mi lanie, a następnie zaprowadzono mnie do baraków włóczęgów w Budapeszcie. Tutaj gestapowcy i ci z policji pobili mnie na nowo, opierając się na tej podstawie, że jestem Żydem, nic innego nie byli w stanie mi zarzucić. Szef sekcji, człowiekiem o niezwykłym okrucieństwie , pobił nas trzonkiem od miotły. Potem poszliśmy do obozu koncentracyjnego w Garany, kilka dni później do Sátoraljaújhely, a stąd wyruszyliśmy do Auschwitz. Ta straszna podróż trwała 11 dni . Nie wydali nam wody, a węgierscy żandarmi ze szkoły policji krajowej w Ungvar zachowywali się wobec nas zaciekle, jak dzikie bestie.
W Birkenau wygonili nas z pociągu, zabrali nasze bagaże, zachowaliśmy ubrania , które mieliśmy na sobie , ale nie na długo, bo w dużym baraku, gdzie wszystkie nasze włosy zostały usunięte, wzięli wszystkie nasze cywilne ubrania i wydali nam odzież więźniarską. Będąc ciągle w naszej bieliźnie przegonili nas do łaźni, gdzie spędziliśmy pół nocy. W nocy między 23 a 24-tą musieliśmy opuścić budynek, bo chcieli nas policzyć. Na rozkaz SS musieliśmy ciągle biegać wokoło ogromnego podwórka. Tymczasem obserwowaliśmy gigantyczne płomienie ognia i słyszeliśmy krzyki i wrzaski kobiet. Myślę, że to możliwe, że były palone są na otwartych ogniach . Ulokowano nas w ogromnym baraku, gdzie leżeliśmy na pryczach z gołymi deskami. W jednym budynku było około 1500 mężczyzn, po 3-4 z nas spało na jednej pryczy. Rankiem dostaliśmy nasze ubrania, 600 z nas zostało wprowadzone do samochodów ciężarowych i zabrano nas do Auschwitz. Tutaj umieścili nas w jednopiętrowym baraku i byt był nieco lepszy. Traktowanie nie było takie złe i jedzenie jadalne. Wtedy odbyła się selekcja zgodnie z zawodami. Na początku czerwca około 500 z nas przeniesiono do Laurahütte, do pracy w dużej fabryce , która okazała się być fabryka dział przeciwlotniczych najnowszego typu. Praca okazała się męcząca i wymagająca dużej odpowiedzialności ale traktowanie było dopuszczalne tutaj także. Nasi strażnicy z Wehrmachtu zabezpieczali dal nas chleb ze smalcem .I my również mogliśmy uzyskać żywność. Pewien majster z Wiednia nazwiskiem Wirst, często pozwalał mi zabierać część jego własnego przedpołudniowego jedzenia. W lutym, gdy Rosjanie się zbliżali, obóz musiał zostać opróżniony. Zostaliśmy wprowadzeni do pociągu a 14 dni później dotarliśmy do Mauthausen. Zdezynfekowali nas, zabrali naszą odzież i w zamian wydali nam nowe cywilne ubrania. Tej samej nocy ruszyliśmy w drogę do Gusen. Szlismy w śniegu tu po kostki, tam po kolana. Po czterech dniach kwarantanny w Gusen ponownie była selekcja przed transportem do Hanoweru. Tu dalej pracowaliśmy w fabryce firmy HANOMAG, która produkowała działa przeciwlotnicze działające na zasadzie elektrycznej . Ja zostałem przydzielony do montażu, ale byłem tam tylko jeden tydzień, bo zachorowałem i byłem tak osłabiony, że pozostałem w lazarecie do końca. Kiedy Anglicy postępowali naprzód musieliśmy uchodzić, oficer straży oświadczył, że zdolni do marszu powinni iść a pozostali mieli zostać. Ten ostatnich było około 150 i już uwierzyliśmy że staliśmy się wolni. Ponieważ nie dano nam kęsa jedzenia poprosiliśmy tych naszych towarzyszy, którzy mogli się poruszać, aby poszli dostać coś do jedzenia. Poszli do kuchni i dostali się tam ale niektórzy strażnicy wrócili , i zabił za pomocą pistoletów maszynowych wszystkich ,których zastali w kuchni, na podwórzu i w magazynie. Około 40 z nas straciło życie w ten sposób i musieliśmy ich pochować w ogromny dole na podwórzu. Rano, zupełnie niespodziewanie pojawiły się dwie ciężarówki i zabrali nas do Bergen-Belsen. Był to obóz zagłady, przeznaczony tylko dla jeńców osłabionych i niezdolnych do pracy. Życie tutaj było straszne poza możliwością opisu. Wszyscy cierpieli z powodu biegunek, a ludzie tracili już krew. Dzienna śmiertelność wynosiła 700-800 ludzi, leżeliśmy na gołej ziemi. Najgorszy w tym wszystkim był jeszcze niesamowity terroryzm popełniany prze naszych cygańskich nadzorców. Bili nas bez najmniejszego powodu, kradli i sprzedawali naszą żywność w obozie specjalnym. Niestety tutaj stałem się kaleką : jeden Cygan uderzył mnie w środek moich pleców deską z pryczy i leżałem przez sześć tygodni w gipsie i bandażach. Potem przenieśli mnie do specjalnego obozu, zdając sobie sprawę, że mój pobyt tutaj może oznaczać dla nie ten sam los, który spotkał moich poprzedników. Z obozu specjalnego zabrano mnie do Theresienstadt, gdzie dotarłem dnia 21 kwietnia. Dostałem się do szpitala i otrzymałem leczenie. Kiedy rozwinął mi się wewnątrz guz, zostałem poddany raczej ciężkiej operacji.Rosjanie uwolnili nas tutaj 8 maja.
3080, M, handlarz tekstyliami, ur. 1910. lat 35, Birkenau-Auschwitz ( 22 do 26-05-44 ) , Laurahütte ( 30-05-44 do 4-01-45 ), Gusen ( ? do 15-01-45 ), Hanomag ( 21-01-45 do 28-03-45 ), Bergen – Belsen ( 31-03-45 do 15-04-45 )
Z Munkacza, miejsca mojego urodzenia i stałego pobytu zostałem w dniu 19-05-44 deportowany do Birkenau. Tu od razu po moim przyjeździe zostałem oddzielony od mojej rodziny (żona, trójka dzieci, matka i siostra) i od tego czasu już ich nie widziałem ani nie słyszałem. Zostałem uznany za nadającego się do pracy i już po dwóch dniach przewieziono mnie do Auschwitz, gdzie po dwóch następnych dniach włączono mnie do transportu pracy.
Transport ten, który składał się z 700 ludzi, została wysłany do Laurahütte do pracy w pewnej hucie, gdzie wytwarzano lufy dział, ale i same działa. Ciężka praca, jaką tu musieliśmy wykonywać, była kompensowana przez zdecydowanie humanitarne traktowanie, które tu otrzymaliśmy. Należy tu zaznaczyć, że spółka akcyjna, dla której pracowaliśmy, miała interes w tym, abyśmy nie tracili siły fizycznej i zachowali ją w stanie nienaruszonym jako pracownicy. Na przykład nikt więźnia nie karał arbitralnie natychmiast, ale aby ustalić, czy dany więzień na karę naprawdę zasłużył, czy nie; konieczne było sporządzenie relacji, relacja trafiała do Auschwitz, stamtąd zgłaszano sprawę do Berlina, i tylko tam ustalali rodzaj zakres nałożonej kary, tylko potem Laurahütte otrzymywała odpowiednie porozumienia i kara mogła być przeprowadzone. Jednak były też tak zwane "indywidualne działania" SS, których nie można było uniknąć, oczywiście, ale esesmani nie odważyli się jeszcze, aby sobie poradzić z więźniami jak im się podoba i dlatego trzymali się tylko do pewnego stopnia w tle i sami nie karcili , ale używali do tego celu kapo, którzy zwykle byli ciężkimi przestępcami, pochodzącymi z Rzeszy Niemieckiej i którzy zostali tu sprowadzeni z różnych więzień aby prowadzić natychmiastowy nadzór nad więźniami żydowskimi. Ci "BV" (Berufsverbrecher- przestępca ), jak ich nazywano w ogóle, by w rękach SS powolnym narzędziem, mając nadzieję na poprawę własnej sytuacji. Ale ogólnie nasza sytuacja była lepsza niż w innych obozach, gdzie SS mieli i korzystali ze swobody działania i nikt nie zamierzał pociągać SS-mana do odpowiedzialności , gdy karał żydowskiego więźnia na śmierć. Z tego samego powodu również w traktowaniu na ogół postępowali po ludzku, dotyczyło to także opieki medycznej: nie było w interesie korporacji, żeby pracownik był chory, gdyż przez to tylko traciłaby pracowników. Już po tym jak przepracowałem w Hucie Laura siedem miesięcy ; front podszedł tak blisko, że praca w fabryce została zatrzymana i miejscowość została ewakuowana. My zostaliśmy załadowani na wagony i w ciągu dwóch dni przybyliśmy do Mauthausen. Byliśmy transportowani gorzej niż zwierzęta, ponieważ byliśmy stłoczeni w wagonach i przez cały czas nie dostaliśmy ani razu kropli wody. Kto nie był dobrej budowy ciała, zmarł w drodze z głodu i pragnienia, i kiedy dotarliśmy do Mauthausen, mieliśmy 37 zgonów. Zrozumiałe, że okazało się, że ci co przeżyli tę straszną podróż – w ilości około 900 ludzi – byli w opłakanym stanie, co uczyniło odpoczynek bardzo potrzebnym. Ale nie było o tym mowy, ale w Mauthausen sobie nami w ogóle głowy niw zawracali, tylko pojechaliśmy prosto do leżącego o 8-10 km dalej Gusen. Ale nawet wtedy nie wolno było nam nawet mruknąć, ale gonili nas z krzykiem i bili w łaźni. Po kąpieli nie wolno nam się było ubrać, ale zostaliśmy nago- to był styczeń –i tak biegliśmy do baraków odległych o jeden kilometr, w których zostały przydzielone nam mieszkania. Podczas ośmiu dni pobytu w Gusen wyszukiwali najbardziej absurdalne i okrutne zarządzenia, aby nam uprzykrzyć życie. Aby pokazać tylko jeden przykład.: Po zachodzie słońca, nie mogliśmy pójść do toalety! Powód: Żeby w nocy nie nanieść do baraku śniegu na butach. Kto ten zakaz przekroczył, był na miejscu bity do utraty życia. Po ośmiu dniach przeprowadzili selekcję: z 900 ludzi wybrali 350 zdolnych do pracy i z wybranych utworzyli jeden transport. Reszta pozostała w Gusen, ich dalszy los nie jest mi znany. Również w tej podróży, która nastąpiła natychmiast po selekcji, musieliśmy bardzo cierpieć z głodu, chociaż dostaliśmy prowiant na podróż ale było to nie więcej jak półtora kilograma chleba, a podróż trwała pięć całych dni , podczas których nie dostaliśmy ani jeść ani pić. Więc na koniec podróży byli pojedynczy zmarli. Koledzy zmarli z głodu i pragnienia. Poszliśmy do pracy w zakładach Hanomag- Werke , znanej fabryki opon do samochodów, ale teraz nie te były tam produkowane, ale działa. Sytuacja tutaj była rozpaczliwa : dużo ciężkiej pracy i - jeść mało, prawie nic. Głód znowu spowodował wiele ofiar. W dodatku panował nie do opisania brud, ubrania nie były w ogóle zmieniane, i wkrótce roiło się od robactwa. Jak zbliżył się front – wytrzymałem dwa miesiące w tym piekle - musieliśmy ponownie iść dalej , dopiero teraz zauważyłem, że wielu z nas już nie żyje, ale nie mogę dokładnie określić ich liczby. Osoby chore i słabe zostały zatrzymane i nas po tym, jak kilku z nas zostało zastrzelonych, wsadzili na samochód i przekazali do Bergen-Belsen. Potem musieliśmy iść pieszo. Marsz trwał dwa dni i nie dali nic do jedzenia. Ponieważ wszyscy byliśmy w stanie bardzo osłabionym, nie trzeba było zbyt wiele, żeby to ten , to tamten przewrócił się ze zmęczenia. Natychmiast był na miejscu SS-man, a niefortunni zastrzeleni. Po raz kolejny staliśmy się mniej ważni, kiedy przyjechaliśmy w Bergen-Belsen. Utknęliśmy tam w zupełnie zawszonym baraku, przez dwa dni nie dostaliśmy zupełnie nic do jedzenia a także później bardzo mało do zjedzeniu, ale nie musieliśmy tu długo cierpieć, bo po kilku dniach zostaliśmy wyzwoleni przez Brytyjczyków.

54. Eintrachtshutte Huta Zgoda Świętochłowice
Eintrachthütte w Świętochłowicach (V 1943 — I 1945) — praca w hucie „Eintracht”, przy produkcji dział przeciwlotniczych, firma: Berghütte-OSMAG i Ost-Maschinenbau, 1297 więźniów (17 I 1945).

579,580, 991,2006,3359,3547,=6
579,M, czeladnik szewski ur. 1928 , lat 17, Birkenau ( 05-1944, 1 dzień ), Auschwitz ( 1 tydzień ), Łagisza ( 4 m-ce ), Buna ( 1 m-c ), Eintrachtshütte ( 1.5 m-ca ), Mauthausen ( 4 m-ce ), Günskirchen ( kilka dni )
…….. Młodych ludzi wywieźli potem do Eintrachtshütté, tu pracowaliśmy w fabryce dział,
koło maszyny. Już słyszeliśmy rosyjski ostrzał, gdy nagle wywieźli nas do Mauthausen….
580,M, uczeń, ur. 1930,lat 15, Auschwitz ( 05-44-1 tyg.), Buna ( 3 m-ce ), Eintrachtshütte ( 2,5 m-cy ), Mauthausen ( 3 m-ce ), Günskirchen ( 4 tyg.)
…. Pracowaliśmy w fabryce w Eintrachtshütte. Pracowaliśmy w fabryce armat jeden dzień na noc, drugi tydzień na dzienna zmianę……
991, M, 2 relacje, ( uczeń ur. 1929, lat 16 i czeladnik ślusarski ur. 1928 ) Auschwitz ( 30-05-44 do 13-06-44 ), Eintrachtshütte ( 18-06-44 do 25-01-45 ), Mauthausen ( 29-01-45 do 20-04-45 ), Günskirchen ( 25-04-45 do 4-05-45 )
Hochmann Tibor: mój ojciec był mistrzem ślusarskim , z tego miał zarobek i utrzymanie.
Fried Jenő : mój ojciec był fryzjerem, nie zawsze wystarczyło, żeby było na nasze utrzymanie.
Liczebność ludności żydowskiej Munkácza szacowano na około 14000 ludzi. Gdy opublikowano zarządzenie o gettach węgierska żandarmeria biciem zapędziła Żydów do getta w cegielni. Był tu pewien szwabski SS nazwiskiem Sefcsik , który najpierw wszystkich uchodźców w barakach bił, a potem ludziom kazał podrzucać cegły. Ludzie mieli robić ćwiczenia robili sportowe , trzymając w rękach dwie cegły, a czasami trzy godziny "Nieder-auf- padnij powstań " mieli robić. W szczególności było jego ofiarami wielu starszych mężczyzn, których zmuszał do biegania z dwoma cegłami trzymanymi w rękach albo przesuwania po ziemi. Wiele osób nie mogło tego wytrzymać , upadli na noszach przewieziono ich do Czerwonego Krzyża. Wiele osób próbowało uciec, byli tacy, którym się nie udało. Kiedy szliśmy do cegielni, było wielkie bicie. Chrześcijańskie dzieci pociągały za plecaki i pakunki. 72-05-44 załadowano nas na wagony po 75 osób w wagonie. Mówili, że jedziemy do wykonywana prac rolnych w Hortobágy. Nie możemy być pewni, czy ktoś uciekł po drodze, w naszym wagonie nikt nie umarł. W Koszycach po raz pierwszy otwarli wagony , tu dostaliśmy wodę i tu przejęło nas SS. Przybyliśmy do Auschwitz na trzeci dzień; polscy więźniowie powiedzieli nam, że bagaże mają poczekać spokojnie w wagonach i zostaną zabrane później, następnie wysiedliśmy, ustawili oddzielnie dla kobiet i mężczyzn, następnie zabrali nas do dezynfekcji. Tu obcięli nam włosy, a potem prawie trzy godziny staliśmy w strugach deszczu. Skierowali nas do jednego z baraków w obozie cygańskim. W jednym było 1000 ludzi, nie było łóżek, żwir i cegły służyły za poduszki. Staliśmy na apelu tylko raz dziennie. Wymieniony wyżej Hochman Tibor został wyselekcjonowany razem z 250 chłopcami , z Birkenau, został wprowadzony do bloku dziecięcego, a następnego dnia przewieziono ich do krematorium. Wprowadzono ich jak do kąpieli, wszyscy powiesili ubranie na ponumerowanych wieszakach, również było tu lustro. Przyszli SS, płakali, beczeli; SS wybrali 50 –ciu z powrotem, wywieziono ich do Auschwitz, Byli tam 12 dni i wywieziono ich do Eintrachtshütte. Tam w jednym baraku było 300 osób, w jednym pokoju 70-ciu, każdy miał osobne łóżko i dwa koce. Wyżywienie było można powiedzieć zadawalające. Pracowaliśmy w fabryce części do samolotów, pracowaliśmy na tokarce po 12 godzin dziennie na dwie zmiany .Pewnego razu wziąłem do fabryki papierosy, chciałem wymienić z jednym majstrem na chleb, ale miałem pecha i złapał mnie SS. 24 godziny stałem między drutami elektrycznymi. Całe rano byłem …( gémberedve). Potem wprowadzili mnie do bunkra, tutaj stałem po kolana w wodzie do 20 wieczorem. Stąd prosto poszedłem do szpitala, gdzie leżałem przez trzy tygodnie. Zbliżył się front rosyjski, tak więc 29-01-45 wywieźli nas do Mauthausen. Na sześć dni podróży nie było nic do jedzenia , praktycznie jedliśmy tylko śnieg na drodze. Wielu zginęło w wagonach kolejowych mój ojciec zmarł w drodze do obozu. / Hochmann / . W Mauthausen po dezynfekcji skierowali nas do drugiego obozu, następnie do trzeciego, tu byliśmy w obozie celtowym ;tu było dużo pracowników przymusowych z nami. Zwłoki ofiar leżały na zewnątrz na podwórzu . Tibor Hochmann : byłem też tak osłabiony, że już praktycznie mogłem się spodziewać zaliczenia do trupów, leżałem tam wśród trupów, w dniu 4 maja, kiedy Amerykanie przybyli i w ostatniej chwili zauważyli, że się ruszam i szybko zostałem zabrany do szpitala w Hörsching. Stamtąd poszliśmy przez Linz, Melk i Wienerneustadt, Bratysławę do Budapesztu. Plany na przyszłość: teraz do domu a następnie w najbliższym czasie idziemy do Palestyny.
2006,M, ślusarz, ur. 1898, lat 47, Auschwitz ( 5-06-44 do 12-06-44 ), Schwentlechovitz ( 14-06-44 do 9-02-45 ), Mauthausen ( 15-02-45 do 10-03-45 ), Gusen I ( 10-03-45 do 4-05-45 ).
.W 1940-tym wydano prawo antyżydowskie, kiedy weszli Węgrzy ; i odebrali nam młocarnie, grunty sklepy/lokale , gorzelnie, w skrócie, to co mieliśmy – zostało nam zabrane. Te rzeczy były robione w prefekturze. W Vica mieszkały trzy rodziny żydowskie, 3 bogatsze i jedna uboga. W 1944-tym, gdy Niemcy weszli do Węgier, trzeciego maja o 5-tej rano przyszli żandarmi i wydali rozkaz żeby do 20 minut się spakować, ponieważ będą nas przewozić. Żywności , ubrania nie wolno było zabrać ze sobą. Apartament, sprzęty, odzieży, wszystko trzeba było tam zostawić. Żandarmi zabrali złoty zegarek, biżuterię, pieniądze. Następnego dnia przybyliśmy do cegielni Szamosújvár . Tu zaczęły się przesłuchania, podczas tego żandarmi nas pobili. Był tam tez pewien detektyw z Budapesztu , który nas przypalał rozpalonym żelazem i zmuszał do wydania biżuterii i pieniędzy. W przypadku zatrzymania, pobicia wznawiano następnego dnia. Aby uniknąć nieporozumień, powiedziałem, ze wymagają wydania moich własnych pieniędzy i biżuterii. Byliśmy potwornie stłoczeni i słabo wyposażenie w jedzenie. 14 dni tu spędziliśmy i poszliśmy do getta Cluj ( Kolozsvár ). Siedzieliśmy tam przez 4 dni i centrala wezwała, żeby nas przemieszczono w kierunku Dunaju, i tam będziemy mieć dobrze. Później okazało się zabierają nas w zupełnie inne miejsce. Pewnego ranka załadowali nas na wagony – po 60 osób w wagonie - i wyruszyliśmy. Ani jeść, ani pić w wagonie nie dali. Żandarmi tak długo nas bili, aż zostawiliśmy tam tobołki, które zabraliśmy z sobą z getta.5-06-44 dotarliśmy do Auschwitz-Birkenau. Po przybyciu na miejsce , moja rodzina została rozdzielona, poszliśmy do łaźni, gdzie nas ostrzygli, zdezynfekowali, własne ubrania zostały nam zabrane, a ubrano nas w pasiastą odzież. Z kąpieli poszliśmy do baraku i tam nas ulokowali. Cały dzień przeszedł na tym , że byliśmy bici przez nadzorców. Jedzenia nie dali. Kilka dni później pojawiły się wszy, a następnie je zjedliśmy. Około tygodnia później wyruszyliśmy pieszo do znajdujących się o 50 km od Auschwitz Schwentlechovitz. Przez dwa dni popędzali nas biciem i strzelaniem, ale jeść nie dali. Po przybyciu do Schwentlechovitz zakwaterowali nas w barakach. Natychmiast stanęliśmy do pracy. Obóz był obok fabryki dział, gdzie zabraliśmy się do pracy. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną, przemieniane co dwa tygodnie. Stale byliśmy bici, i strasznie poganiani przy pracy .Do jedzenia dawali buraki pastewne lub zgniłe kartofle. Miałem tutaj jeszcze jedno straszne doświadczenie. Powiesili pięcioro chłopców z Pesztu , bo chcieli uciec. Musieliśmy na to patrzeć . I nigdy tego nie zapomnę. Na początku lutego pod presją Rosjan musieliśmy iść dalej do Mauthausen. W drodze znowu było zabijanie. Po przybyciu do Mauthausen ulokowali nas na kwarantannie, gdzie spędziliśmy 3 tygodnie. Byliśmy w złym stanie, stale napastowani i wygłodzeni. Zawszeni byliśmy strasznie i z tego powodu również cierpieliśmy. Z Mauthausen zabrali nas do Gusen-1 , tam chodziliśmy do pracy. Pracowaliśmy w fabryce broni po 12 godzin dziennie, w bardzo złych warunkach. Jak wszędzie i tu nas bardzo poganiali przy pracy biciem. Jeśli coś poszło nie tak, to karali nas 25-cioma uderzeniami kija. Tutaj już bardzo osłabliśmy, bo to była ciężka praca fizyczna a dostawaliśmy tylko po 10 dkg. chleba i po 0.5 litra zupy i rano i pustą gorzką , czarna kawę. Oczywiście, byliśmy bardzo zrujnowani. Tutaj już wszy zakażały nas dosłownie a wszyscy je jedli. W Gusen miało miejsce smutne wydarzenie, chłopak zwany Vicei został powieszony, powodu kradzieży pemzlit, bo chciał kupić jedzenie. Ten dzieciak był zbyt słaby od głodu. Ten smutny stan trwał aż do 4-05-45, gdy wyzwolili nas Brytyjczycy i Amerykanie. Od tej pory było już dobrze. Powyżej opisałem moje własne doświadczenie .
3359,M, krawiec, ur 1924, Auschwitz-Birkenau ( 18 do 22-05-44 ), Swintochlowitz ( 22-05-44 do 20-01-45 ), Mauthausen ( 25-01-45 do 28-02-45 ) , Gusen I ( 28-02-45 do 3-05-45 ).
Z Ublyá do Nagyberezna wywieźli nas samochodami, stamtąd do Ungvár (Użgorod ) zabrali nas pociągiem. Start był dobry, ale można powiedzieć, że rezultat zły. W Użgorodzie pracowaliśmy w cegielni, ja dostałem się do bloku karnego jako politycznie niepewny, do dziś nie wiem dlaczego. Stąd nie mogliśmy wyjść cały dzień, byliśmy w areszcie żandarmów. Było tu razem dwadzieścia rodzin, naszych ludzi. Dostawaliśmy jeść dwa razy dziennie. Byliśmy tutaj przez cztery tygodnie, a potem nas, skazanych w pierwszym bloku dołączyli do transportu i ruszyliśmy z naszymi rodzinami .Jechali moi rodzice, mój brat wyszedł z żoną i małym synkiem i ja. Byliśmy w wagonie 85 osób i w drodze nie dostaliśmy jeść a pić tylko raz, a podróż trwała cztery dni. W Kassa ( Koszyce ) przejęli nas Niemcy. Tak dotarliśmy do Birkenau, gdzie natychmiast usunięto nas z wagonów, oddzielono od naszych rodziców, żonę szwagra, małego synka, pozostaliśmy razem w dwóch z moim bratem. Wprowadzili nas do bloku, gdzie zdjęto nam ubrania i zabrano wszystkie rzeczy, co jest poszliśmy do łaźni, dezynfekcji, ostrzygli nas i otrzymaliśmy więzienne pasiaki, a następnie przeniesiono z Birkenau do Auschwitz. Przyjechaliśmy tam wczesnym wieczorem, pogoda była straszna, musieliśmy tak stać w zimnym deszczu aż do rana . Rano wprowadzili do bloku, dali coś do jedzenia, wytatuowali, a następnie skierowali nas do transportu. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia. W Swientochlowitz jeden miesiąc pracowałem przy kanalizacji, to była bardzo ciężka praca. Cztery razy dziennie bili . Kapo byli straszni , SS również. Po miesiącu ciężkiej pracy, poszedłem do fabryki amunicji, wykonywaliśmy tu działa. Tutaj mieliśmy mniej pracy, ale musiałem pracować bardzo dokładnie, bo jeśli był błąd 0.1 mm, to dostawaliśmy po 25 kijów. Pracowali tu tylko Żydzi. W czasie naszego ośmiomiesięcznego pobytu tutaj dostawaliśmy bardzo mało jedzenia, i nigdy nie było dodatków. Gdy Rosjanie byli już bardzo blisko, ewakuowano cały obóz, podróż trwała osiem dni. Na całą drogę wydali po 1 kg chleba i 1 / 4 margaryny, 30 dkg/na osobę konserwy mięsnej i poszliśmy , 1400 ludzi. Jechaliśmy otwartymi wagonami , i marzliśmy na styczniowym zimnie. Nie potrzebuję dodawać, że po dwóch dniach nie mieliśmy już ani kęsa jedzenia i do końca podróży już nic nie dostaliśmy. Od 80 do 100 osób jechało w wagonie. Po drodze wielu ludzi zmarło z głodu i zimna. W Mauthausen już tylko 800 osób pozostało przy życiu. Pozostałe 600 osób zostało zastrzelonych w części przez SS. Dotarliśmy tam pod wieczór, a następnie musieliśmy przejść pieszo 5 km od stacji do obozu. Dostaliśmy tu po 20 dkg chleba i poszliśmy do łaźni. Tu następnie przeżyliśmy prawdziwy koszmar. Na zewnątrz był mróz i musiałem się rozebrać do naga i tak czekaliśmy każdy jeden po drugim na swoja kolejkę, to samo się powtórzyło, gdy byliśmy gotowi po kąpieli, ponownie musieliśmy stać nago przez wiele godzin w chłodną noc w styczniu, aż wszyscy byli gotowi i dopiero wtedy zabrali nas do obozu. W łaźni zginęły cztery osoby, ale w sposób "naturalny", ale jeszcze więcej nas bito. W obozie przydzielili nas do bloku, , ale wciąż byliśmy nadzy. Pięć osób przypadało na jedną wąską pryczę, oczywiście nie było miejsca ani na stanie, ani na leżenie, w wyniku tego zdesperowani ludzie kłócili się ze sobą, następnie często przychodzili SS i rozwiązywali sytuację na swój sposób. Prawda, że dzięki temu na jednym miejscu zamiast pięciu osób pozostawały trzy, bo pozostałych dwóch pobili na śmierć, nie była to dla nich taka ciężka praca, ponieważ byli już śmiertelnie znużeni i znudzeni straszną podróżą. Następnego dnia na placu apelowym dostaliśmy drewniane chodaki, ale byliśmy wciąż nadzy i tak staliśmy godzinami. W takiej sytuacji było oczywiste, że w czasie, kiedy SS nas liczyli, ludzie padali martwi jak muchy jesienią. W nocy nie leżeliśmy, tylko siedzieliśmy ściśle przytuleni do siebie całą noc przez cały miesiąc. Można sobie wyobrazić, jak wielkie były emocje wśród śmiertelnie udręczonych ludzi, że zwracali się przeciwko sobie, większość ludzi nawet nie panowała nad tym, co robią, ale tylko zastanawiałem się, że nie objawili się ludzie z charakterem, że szkodzimy sami sobie, że nie zrobiliśmy porządku, a mieliśmy wszelkie powody do całkowitej katastrofy. Po miesiącu przebywania w obozie kwarantanny - kwarantanna została zniesiona , dostaliśmy trochę odzieży i nas kilku nielicznych, którzy cudem przetrwali to wszystko została przydzielona do transportu i skierowana do Gusen-I. Do tego czasu było nas już tylko 300 osób. Mojego brata skierowano do innej grupy i jak się dowiedziałem od przewoźnika, zmarł na drodze do Wiednia. Tu w Gusen-1 wykonywaliśmy bardzo ciężkie prace, nosiliśmy ciężkie elementy żelazne. Kapos tutaj nie byli lepsi i bardzo nas pobili i w tym wielu na śmierć, w skrócie, był to łańcuch okropności o którym mogę mówić, ale nie wszystko można powiedzieć i może to zrozumieć tylko osoba , która tu była i widziała to, co mogły zrobić z nas te kreatury, być może ktoś inny mógłby uznać ten pogląd za przesadzony. Później w Gusen-I skierowano mnie do fabryki, gdzie pracowałem jako majster wiertaczy. Dziennie musieliśmy wywiercić 600 otworów, przy tym 2 wiertła mogły się złamać, jeśli złamaliśmy więcej niż dozwolone, więc za to przestępstwo jest karali nas 25 uderzeniami. Za wszelką cenę chcieli zwiększyć wydajność pracy i bili po plecach podczas pracy, ja też dostałem dwadzieścia pięć uderzeń bardzo wiele razy. Ale nie tylko Niemcy w fabryce, nasza sytuacja w bloku też była nie do zniesienia, nie można było utrzymać czystości, oczywiście byliśmy zawszeni. A cały czas nie było zmiany bielizny i jeżeli znaleźli wesz to karali pięcioma uderzeniami za sztukę. oczywiście, dostawałem to zbyt często, ponieważ nie znalazłby się taki człowiek, któryby nie był zawszony w takich okolicznościach. Byli tu już ludzie tak słabi, że nie wytrzymywali pięciu uderzeń, każdy dzień wynosili zmarłych z bloku. Gdy pracowaliśmy na nocna zmianę dostawaliśmy jeść tylko raz dziennie pół litra zupy i 1 / 4 kg chleba, a musieliśmy pracować po 12 godzin w fabryce i na dwie godziny przed i dwie godziny po pracy musieliśmy stać na apelu na zimowym mrozie. Wiele razy, gdy wracaliśmy rano do bloku i w nocy był alarm, musieliśmy zejść do bunkra, więc nie spaliśmy bardzo wiele razy. W takim przypadku, poganiali nas karabinami i musieliśmy tam biec, wiele osób zmarło w czasie tego biegu! Na trzy tygodnie przed wyzwoleniem, byłem już tak chory, tak że nie mogłem iść w ogóle, zostałem skierowany na rewier. Byłem tam osiem dni i wróciłem do zdrowia, następnie usunęli zdolnych do pracy a chorych zabrali do komory gazowej, miałem szczęście. W bloku 31 i w obok stojącym 32 był rewier, usłyszeliśmy straszne opłakiwania chorych a w następny dzień widzieliśmy jak SS prowadziło biednych więźniów do krematorium! Wtedy zniszczyli800 osób! Nie wszyscy byli Żydami, tylko 300, reszta to byli Polacy, Hiszpanie i Francuzi, a nawet byli wśród nich Włosi . W ostatnich trzech tygodniach dostawaliśmy tylko po 1 / 20 bochenka chleba i 1 / 2 litra wodnistej zupy. W końcu byliśmy już u kresu wytrzymałości , kiedy pojawiły się prawdziwi Amerykanie i ich ambulanse. Co to była za przyjemność dla nas, nie da się tego opowiedzieć, odzyskaliśmy dawne siły, wspięliśmy się na dachy i czekaliśmy na nich, płakaliśmy i całowaliśmy się z sobą w naszej radości, gdy dowiedzieliśmy się tu w prawdziwej niewoli; że znowu jesteśmy wolni! Dużo straciliśmy , rodziców, rodzeństwa, żony, dzieci, całe życie . Plany? Ja nie wiem co zrobimy, mam swój zawód i w każdym razie chcę żyć, gdzie jest szacunek do pracowników i gdzie nie nigdy nie będę podlegać niewolnictwu, gdybym mógł, wybrałbym Palestynę!
3547, M, uczeń, ur. 1928, lat 16,Auschwitz ( 17-06-44 do 15-08-44 ), Eintrachtshütte ( 15-08-44 do 22-01-45 ), Mauthausen ( 22-01-45 do 11-02-45 ), Gröditz ( 11-02-45 do 16-04-45 ), Theresienstadt ( 16-04-45do 10-05-45 )
Getto Székesfehérvár nie zostało ogłoszone gettem, zostały wybrane domy, a mianowicie na ulicy Kígyó , Ybl Miklós, wzdłuż ulic na terenie Horthy Miklós i na ulicy Jókai nr domu 10. 30 maja umieszczono nas razem. Tak byliśmy tylko 6 dni. Akcja przemieszczenia została przeprowadzona przy pomocy policji. Podczas przemieszczenia bogatszych w szczególności kobiety bywały brutalnie pobite. Innych specjalnych aktów wrogości nie było. Sześć dni potem mogliśmy spakować i zabrać z sobą 50 kg bagaż. Żandarmi jednak wszystko przeszukali. Pozostały dwie pary butów, najważniejsze ubrania, ale wszystkie zegary, papier, ołówki, pióra, zostały zabrane. Umieścili nas w wiatach bez ścian na terenie cegielni, pamiętam, że 1800 osób było z Fehérvár i 800 z terenów wiejskich. Jedzenie było zupełnie słabe, prawie tylko jedliśmy to, co zrobiliśmy sami. Musieliśmy zamknąć w pokoju nasze meble, później zostały zabrane do świątyni żydowskiej, która spłonęła, niektóre zostały ukradzione, tak, że z dobytku nic nie pozostało. W cegielni była policja żydowska , kontaktu ze światem zewnętrznym nie było w ogóle, poczta funkcjonowała, ale była cenzurowana. Byliśmy w cegielni przez osiem dni, a następnie wszystkich załadowano na wagony. W jednym wagonie jechało 60 do 80 ludzi, oczywiście wagony były starannie zamknięte.
Chrześcijańskie społeczeństwo patrzyło całkowicie obojętnie na sprawę Żydów. Byli chrześcijanie, którzy próbowali przemycić jedzenie, kilka takich przypadków miało miejsce. Siły bezpieczeństwa zachowywały się w najgorszy możliwy sposób, zwłaszcza wobec kobiet.
Żandarmi pochodzili z gór. Noszenie żółtej gwiazdy było bardzo surowo przestrzegane.
Było 4-5 takich rodzin, które były wolne od obowiązku noszenia żółtej gwiazdy, głównie powodu otrzymania medalu na wojnie, lub inwalidztwa wojennego. Niemcy wkroczyły w dniu 20 marca do Székesfehérvár. Wojsko niemieckie szantażowało ludność żydowską. Z siedziby Zadunajskiego SS były kierowane do Żydów wymagania dostarczenia pięknych perskich dywanów i mebli itd.. Stawiano nowe wymagania co dzień. Kiedyś chcieli zestaw 12 kompletów sztućców, czasami 50000 pengő i miało to być załatwione w ciągu kilku godzin, w przeciwnym razie mieli zastrzelić członków władz żydowskich. Członkami Zarządu Żydowskiego byli: Szegő Miklós, Rosenberg Pál, innych nazwisk nie pamiętam. Byli przy tym Niemcy z Gestapo, ale nie wiem ilu. 05 kwietnia 100 prominentnych Żydów zostało wprowadzone do policji, między nimi był ojciec mojej macochy , zostali postawieni w stan oskarżenia i uznani za niepożądany element dawnego reżimu, później wydano wniosek ich internowania, więc zostali wysłani do Budapesztu na ulicę Mosonyi, a potem byli w Sárvár , a stamtąd skierowano ich do Auschwitz. Ograniczenia były takie, żeby nie wychodzić z domu do 7 rano i po 19 wieczorem, potem te granice czasowe przesunięto na 6 rano i 18-tą wieczorem. Razem w pokoju były po 3-4-osoby. Były plotki, że nas zabiorą do pracy albo do cukrowni w Hatvan lub na Wyżynę. Nie przyszło nam na myśl, że będziemy deportowani lub wysyłani na granicę. Chociaż już słyszałem o losach Żydów z Transylwanii i Górnych Węgier, ale nie wierzyłem w to. Dlatego nie było ucieczek z Székesfehérvár. W Székesfehérvár było inaczej niż w Mor, Csákvár,, Seregélyes, Erd, Kápolnásnyék, Iváncsa i Żydów z Adony. U młodzieży żydowskiej była na ogół wysoka chęć do pracy, prawie każdy chłopiec był w pracy. Podejmowali pracę gońców, ponieważ wielu miało zadania administracyjne w żydowskich zarządach. Ponadto Niemcy również musiały pracować, co było obowiązkowe. Bogatsze i intelektualne warstwy Żydów darzyły uczuciem małych Żydów, zniknęły we wszystkim różnice materialne i społeczne. Zarząd Żydowski robił wszystko co możliwe było niczego nie realizowano z egoistycznych pobudek , ale wszystko dla społeczności. W cegielni też, kto chciał pozostać z rodziną, poszedł do pracy w cegielni. ale te (ok. 10-12) natychmiast zabrane osobno. Z Fehérvár wyruszył jeden transport. Załadowano nas na wagony w dniu 14 czerwca i 17 czerwca dotarliśmy do Auschwitz. Kiedy w Koszycach przejęli nas Niemcy, zaczynaliśmy się domyślać, że kierują nas za granicę. Podróż była dość straszna. Wody nie dali. Jedliśmy to, co mieliśmy z sobą. Był taki przypadek, że Niemcy zastrzelili człowieka, który oszalał w drodze. Żandarmi asystowali dość brutalnie przy załadunku na wagony. Załadunek Żydów był powszechnie w dość bierny sposób przyjmowany przez ludność chrześcijańską, tylko kilka osób to oglądało cały czas. W Auschwitz otworzyli wagony, więźniowie, polscy Żydzi przyszli do nas, wysiedliśmy , ale stało się to tak szybko, że praktycznie nie zdążyliśmy się pożegnać z naszymi bliskimi. Pierwsze wrażenie było takie, że czuliśmy straszny smród, zapach spalonego mięsa. Następnie przechodziliśmy piątkami wzdłuż, przed dr. Mengele który przeprowadzał selekcję, a następnie szliśmy do dezynfekcji. Całkowicie musieliśmy się rozebrać, pozbawili nas włosów, dostaliśmy więzienne pasiaki, i wprowadzili nas do tzw. obozu cygańskiego. Szacuję, że połowa naszego transportu została skierowana do gazu. Oddzielnie wybierano techników, inżynierów, ludzi młodych. Ja zostałem skierowany do takiego bloku, gdzie było pełno młodych ludzi w wieku 12-17 lat. To było 17 czerwca a18 tego już wybuchła epidemia sarlach i odry. Spaliśmy na betonie, higieniczne warunki zupełnie nie były zachowane, więc epidemia się bardzo szybko. Wody nie mieliśmy, ani do mycia, ani do picia i kto zachorował, był nago ładowany na samochód i wywożony. Szacuję, że 250 osób zostało straconych w ten sposób. Jednak, kiedy oficjalnie ogłoszono stan epidemii, zdezynfekowano nas i musieliśmy iść raz jeszcze do kąpieli, tak, że po ok. 2 tygodni epidemia została zwalczona. Nie musieliśmy pracować, ale wyżywienie było taka, że nie mogliśmy pracować. Według obliczeń nie dostawaliśmy więcej niż 900-1000 kcal dziennie. Może Niemcy dawali więcej, ale reszta została skradziona. Osiem tygodni byliśmy w obozie cygańskim podczas gdy stale i mocno nas bili. Osiem tygodni później przyszła komisja selekcyjna i szukali 50 ludzi do huty żelaza. Każdy chciał dostać się do transportu, bo wiedział, że może być tylko lepiej, jeśli wydostanie się stąd. Była ogromna przepychanka. Na szczęście dostałem się do transportu natychmiast załadowali nas do samochodu i natychmiast wywieziono nas do Eintrachtshütté, koło Kattowitz. Stało się to 15 sierpnia. To był mały obóz położony w odległości 40 km od Auschwitz, zaledwie 1400 osób. Kiedy tam dotarliśmy, już byli tu żydowscy więźniowie. Przydzielili nas do tamtejszej fabryki dział. Ja byłem kolo tokarki, na której już pracował francuski pracownik cywilny, który pomagał średnio wykwalifikowanym, i zawdzięczam mu to, że nie musialem iść do pracy na zewnątrz, gzie było dużo gorzej. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na dzienną i nocną zmianę. Bicia nie dostałem dużo, po prostu musiałem uważać, żeby człowieka nie oskarżyli o sabotaż. Wiele osób, zwłaszcza polskich i rosyjskich Aryjczyków, uciekło z obozu, nie byli w stanie ich zatrzymać, za co Lagerführer dostał po nosie od góry. Wtedy to dwóch węgierskich Żydów próbowało uciec, ale zostali schwytani i powieszono ich w naszej obecności. Pobudka była rano o 4.45, o 5.30 był apel przed pracą, a następnie szliśmy do fabryki. Rozpoczynaliśmy pracę i pomiędzy 9.30 i 10-tą była przerwa. Potem dostawaliśmy po 20 dkg chleba i 14.30 był obiad. O godzinie 18-tej kończyliśmy pracę a następnie był raport w obozie. Miejsce pracy nie było daleko, może 200 do 300 metrów od obozu. Jednakże było komando, które tramwajem jeździło do Kattowitz, odległych o ok. 4-5 km. Od maszyny nie było można daleko uciec, ponieważ wydajność była założona, więc nie było czasu na rozmowy. Pierwszym nadzorcą był brygadzista -więzień , który zazwyczaj był polskim aryjczykiem, potem był niemiecki majster, który był cywilem i najczęściej bardzo okrutnym , a następnie był Kommandoführer, który był w SS i mieliśmy także kapo, który także był więźniem. Jeśli wydajność pracy nie została osiągnięta, taki był oskarżany o sabotaż i dostawał kije od 25 do 50. Nieuleczalni chorzy byli zabierani do Auschwitz, gdzie byli wysyłani do gazu. Warunki zdrowotne były wystarczająco dobre. Niestety, kilku chłopaków dostało gruźlicy z powodu złego powietrza w fabryce i ci też zostali odesłani do KL Auschwitz. Zakwaterowanie było dobre, mieliśmy sienniki, po dwa koce i prycze. Byli tam cywile Polacy i cywile Francuzi, nie bardzo mogliśmy z nimi rozmawiać ale tak naprawdę nie śmieli z nami dyskutować, bo bali się kary. Racje żywnościowe nie-żydowskich pracowników nie były tak dobre jak nasze, ale z kolei mogli otrzymywać listy i paczki z domu. Od francuskich pracowników przenikały do nas czasem wiadomości, nie dokładne ale nieco znaliśmy sytuacje wojskową. Tu pracowaliśmy do 20 stycznia. Potem podeszli Rosjanie. Poprzednio dwa tygodnie temu usłyszeliśmy strzały, ale nie było żadnego ostrzeżenia. Szliśmy cztery km do najbliższej stacji. 1400 osób zostało zabranych do Mauthausen. Rozdzielono zawartość magazynów, ale nie było tego wiele. Jechaliśmy przez sześć dni. Dostaliśmy po 1.2 kg chleba na 6 dni i margarynę . Jedliśmy najbardziej śnieg po drodze, ponieważ wody nie było. Po sześciu dniach przybyliśmy do Mauthausen. W nocy wysiedliśmy; ludzie byli bardzo zmęczeni drogą i strasznie zmarznięci. Obóz znajdował się o sześć kilometrów od stacji, ale wielu nie było w stanie wytrzymać tych 6 km. Ci tam pozostali i również zmarli. Ludzi ustawiono w szyku i starsi blokowi wezwali Żydów do wystąpienia naprzód. Następnie tłum pobił ich na śmierć. Bito ich nawet po śmierci. Tutaj był wielki antysemityzm. Nie było zbyt wielu Żydów w obozie, ale tak ich pobili, że nie widziałem czegoś takiego w innym obozie! Bicie na śmierć było na porządku dziennym. Ponadto niemiecki starszy blokowy jako aryjczyk dostawał podwójną dawkę jedzenia a Żydzi tylko połowę jego dawki. Na początku lutego o 5 rano wygonił nas nagich z bloku i musieliśmy stać na zewnątrz przez całą noc. Ponadto zabrali mnie do Sonderkommando do pracy w krematorium na jedną noc. 11 lutego była kolejna komisja selekcyjna i szukali tokarzy w żelazie. Następnie ustawili nas i poszliśmy do transportu. Były nas setki ludzi. Myśleliśmy, że skierują nas do lepszego obozu. Następnie trafiliśmy do Saksonii do Gröditz, 60 km od Drezna również do fabryka armat. Tu więźniami byli tylko Rosjanie. Komendant obozu był patologicznym sadystą, który wymyślał nieprawdopodobne rzeczy. Ludzie byli bici, a następnie ich spodnie rozebrane i cieszył się oglądaniem hurkákat pobitych. Chorych na tyfus wypędzili do pracy , itp. Tu znowu pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Tu już raczej mieliśmy inny stosunek niemieckich pracowników cywilnych bardziej i byli ludzie, którzy nie byli nazistami. Na przykład był taki Niemiec, który dawał mi chleb codziennie. Ludzie byli zawszeni, ponieważ nie mogli myć prawidłowo, i tak się stało, że nie było wody przez kilka dni i pewnego dnia w obozie było 2% zmarłych. Nasze kwatery były w budynkach na terenie fabryki. Jedzenie zawierało ok. 1300 kalorii dziennie, ale to była bardzo ciężka praca. Byłem w bardzo dobrych warunkach z niemieckim pracownikiem, od którego otrzymywałem informacje, tak, ze tu już więcej………że Niemcy przegrają wojnę, ale był zbyt przerażony i nie odważył się nic robić, bo na podwórku było pełno żołnierzy gestapo. Tutaj pośród części kapo, których wszyscy byli rdzennymi Niemcami z Rzeszy. był wielki antysemityzm. 16 kwietnia Gröditz musieliśmy również opuścić ze względu na to , że Amerykanie się zbliżyli. Samochodami służbowymi zostaliśmy przewiezieni do Drezna, a stamtąd poszliśmy dalej na piechotę. Wyruszyło osiemset osób, ale tylko 400 osób przyjechało. Musieliśmy iść pieszo150 km. Ludzie ginęli albo od strzałów albo z głodu. W większości nie otrzymywaliśmy nic więcej po drodze każdego dnia, jak 4 kawałki ziemniaka gotowanego, ale było też dni, że nie dostaliśmy nic. Szliśmy przez osiem dni. Obliczaliśmy, że około. 40 SS eskortowało grupę. Do Theresienstadt przybyliśmy w dniu 24 kwietnia. To było getto a nie obóz. Tutaj czuliśmy się dużo lepiej, sytuacja wyglądała znacznie lepiej, nadzorcy byli Żydami, jedzenie poprawiło się i byliśmy tu do 10 maja, kiedy przyszli Rosjanie. W momencie wyzwoleniu ważyłem 38 kilogramów. Ponadto, cały czas w Terezinie byłem w kwarantannie, ponieważ była wielka epidemia tyfusu plamistego, więc nie mogłem wyjść z getta. Rosjanie otworzyli niemiecki magazyn żywności, z którego mogliśmy brać jak chcieliśmy. 16 czerwca i poszedłem do domu z pewnym transportem a 22 czerwca przybył do Budapesztu.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:18, 30 Sie 2013 Powrót do góry

55. Obóz Kattowitz
3045,=1
 Sonderkommando Kattowitz w Katowicach (I 1944 — I 1945) — budowa schronu i baraku dla Gestapo, 10 więźniów.
3045,K, właścicielka salonu odzieżowego, ur 1890, lat 55, Auschwitz (20-05-44do 26-01-45 ), Kattowitz ( 28-01-45 do 10-02-45 ), Csernovitz ( 20do28-02-45 ), Szluchs ( 30-03-45do 10-08-45 )
Po wkroczeniu Niemców 3-go kwietniu ; dwóch pomocników SS przyszło do mojego mieszkania i stwierdzili , że chcą mnie przesłuchać na podstawie skargi, aby ją potwierdzić lub wykluczyć. Potem znowu dwie godziny później byłam w domu. Nie zabrałam niczego, więc nie miałam nawet szczoteczki do zębów. Zabrali mnie na policje na ulicy Zrínyi ;byłam tu w słynnej celi 200. Pięć razy zabierali mnie o 8-mej rano do Svábhegy. Niemniej oskarżenie przeciwko mnie było: szpiegostwo. Rzeczywiście jako właścicielka salonu wytwarzającego ubiory dla kobiet , wraz z kilkoma innymi kolegami; byłam co najmniej cztery razy w roku w Londynie, Paryżu, i te miejsca były wpisane do mojego paszportu i te przedstawione mi dane obciążały mnie. W Svábhegy tylko mnie przesłuchiwali , ale potem zabrali mnie na dwa dni do Kistarcsa, stamtąd przwieźli na Dworzec Wschodni. Stąd pojechaliśmy pociągiem pospiesznym trzy osoby pod nadzorem SS. Zabrali nas do zamku Lantzensdorf koło Wiednia . Tu, w tym pięknym starym zamku przez chwilę byłam razem z prominentnymi węgierskimi więźniami politycznymi: gr. Sigray Antallal gr. Apponyi Alberttel gr. Szapáry, Parragi Györgydziennikarzem, Lajos Istvánnal, etc. Traktowano nas tu surowo. Czasem jeden oficer SS / ci ludzie byli w Wiedniu / sprowadzał mięso dla nas. Byliśmy tutaj przez pięć tygodni, a potem pewien SS o nazwisku Fritz powiedział nam, że możemy być wolni. Następnego ranka godzinie 5-ej wsiedliśmy w autobus. W drugiej połowie parku były jakieś baraki, o tym nie wiedzieliśmy. Stąd wyprowadzili 30 pań, wyglądały na osoby z Pesztu. Kiedy siedziałam pośród tych trzydziestu kobiet; zapytałam , gdzie idziemy, wtedy dołączyłam do nich. Kiedy zobaczyliśmy w Wiedniu, do której stacji nas prowadzą, wiedziałyśmy już, że nie zamierzają nas zabrać do domu. Wsiedliśmy do pociągu osobowego, gdzie każdy wagon był otoczony drutem. Więc pojechaliśmy do Auschwiz-Birkenbau, gdzie dotarliśmy o 20-tej wieczorem. Po drodze zwróciłam się do jednego z policjantów z zapytaniem o możliwość dostania wody, ale nie powiedział gdzie. Na stacji w Birkenbau czekało na nas co najmniej 20-25 SS Pragnę zauważyć, że prawie wszystkie mówili po węgiersku i byli węgierskimi Niemcami. Wzywali, że kto ma biżuterię, niech oddaje, bo Niemcy zabiorą wszystko i tak. Kobiety z Pesztu nie miały już biżuterii. Wprowadzili nas do dużego pomieszczenia i kazali się położyć na ziemi, następnego dnia rano miałyśmy iść do łaźni, dostać nowe ubrania i przydział do pracy i nie bać się niczego.
Tu spałyśmy na ziemi a rano przyszły po nas kobiety ze Słowacji, które mówiły po węgiersku. Wprowadzili nas do dużej sali , wszyscy rozebrani do naga. Dr König oraz dr Schuster obserwował nas, nikt nie został wybrany do gazu. Potem nas ostrzygli, wydepilowali, zabrali nam wszystko, nawet okulary, dostaliśmy pasiastą odzież, bez bielizny, nawet w tym czasie w tej odzieży było zimno. W maju również spadł deszcz ze śniegiem, było strasznie zimno i bardzo cierpiałam ze względu na skrajności klimatyczne w Auschwitz. Dostałam jeden męski but numer 44 a na drugą nogę damski but na wysokim obcasie. Wszyscy mieli takie dwa rodzaje obuwia, dzięki teorii Goebbelsa. Jak tutaj mówiono; Hitler powiedział Goebbelsowi, żeby sobie przypomniał o jego końskiej stopie – dopóki Żydzi nie zoperują Panu nogi - dajemy wszystkim więźniom takie dziwne buty. W rezultacie, niejednakowe buty wykrzywiały mi biodra. W obozie było w jednym bloku około 1200osób , po osiem osób na pryczę. Do teraz nie przydzielono mnie do pracy, mimo że zgłosiłam się kilka razy do warsztatu krawieckiego. Dostawałam od starszego blokowego dużo bicia, bez żadnego konkretnego powodu. W wyniku tego zabiegu nie słyszałam dobrze na prawe ucho. Wcześnie o 3.30 była pobudka a potem stałyśmy co najmniej dwie godziny na apelu, podobnie po południu. Na jednym apelu pojawiła się pewna garbata Włoszka. Ta biedaczka przedstawiała groteskowy widok! Ubrali ją dla żartu w sukienkę do ziemi w taki sposób, aby uwydatnić jej garb. W ten sposób stworzyli na apelu tragikomiczny okropny spektakl kosztem tej biednej łysej, garbatej kobiety! W ciągu dnia ukrywałyśmy się; staraliśmy się być niewidzialne. Bardzo cierpiałam z zimna, wiele głodowałam. Wyżywienie: zupa z pokrzyw lub buraków, chleb, jadłam to 7-8-10 miesięcy. Schudłam 36 kg. Również podczas tego czasu leżałam w szpitalu na szkarlatynę, błonicę, dur brzuszny. Selekcja była co 5-6 tygodni. Dr Mengele i jego pomocnik, Dr König i niesławnej pamięci Ena Friedmann przeprowadzali selekcje. Po wyleczeniu wreszcie udało się dostać do szwalni . Kobieta z SS bardzo pochwaliła moją wiedzę. Tak dość dobrze tu było, dziennie się mogłam okąpać, dostawałam gotowane ziemniaki, mój pokój był ciepły. W warsztacie krawieckim dostałam się do wiązania? (kötödébe), tu udawało się bardzo dużo bielizny zorganizować, jednakże nigdy nie dla siebie. 15 listopada przyszła do mnie żydowska lekarka i ostrzegła, że szukają i że lekarz kierujący pomoże mi trafić do szpitala. W dniu 15 stycznia do szpitala, gdy się obudziłam ktoś krzyknął : "Wir sind frei Kinder, die Deutschen sind davon- dzieci, jesteśmy wolne, Niemcy odchodzą" Ludzie wtargnęli do różnych magazynów, wszystkie organizowały dużo żywności, jak tylko mogły. Nie wiedziałam o tym i jak się obudziłam, dostałam tylko chleb. 24-01-45 pojawił się w szpitalu jeden SS i wykrzyknął że "antreten Juden!- Żydzi wystąp!" Wielkie emocje, dezorientacja, starszy blokowy wyjaśnił, że to, co możemy, zabieramy ze sobą, koce, itp. Poszliśmy pieszo do Auschwitz, 300 chorych , którzy wyszli z łóżek na zimno. O zachodzie słońca przyszliśmy do Auschwitz, tu w odległości kilku kroków pojawiło się 10 niemieckich żołnierzy Wehrmachtu i tych, którzy nie mogli iść, były chore, zemdlały, zostały zastrzelone, więc mimo słabości starałam się zebrać wszystkie siły i udało się. Ci, którzy szli powoli lub z tyłu, również zostali zastrzeleni. Trwało to 20 minut, w tym czasie zastrzelili może ze sto osób. W Auschwitz w tym czasie również panował wielki chaos, każdy magazyn był otwarty, wszyscy nieśli dobre rzeczy, mięso, smakołyki, etc. Oczywiście każdy miał silną biegunkę. 26 stycznia na godzinie 6 rano przed blokiem pojawiło się dziesięciu żołnierzy rosyjskich ubranych na biało. Tych 1500 kobiet prowadziło na górę i całowały z obu stron. Wtedy, oczywiście, wyżywienie było już bardzo dobre, dostaliśmy mięso, kompoty. Po wyzwoleniu byłam tu przez dwa tygodnie, potem Rosjanie zabrali nas do Kattowitz. Tu także byliśmy w obozie, wyżywienie było bardzo dobre, mieszkaliśmy w małym pokoju. Byli tam mężczyźni i kobiety wszystkich narodowości, Holendrzy, Niemcy, etc. Mieliśmy swobodę wychodzenia do miasta ale później otrzymaliśmy rozkaz, że nie powinno się iść do miasta, bo wyzwoleni wiele tarháltak ( ujawniają ? –przyp mój ). Rosjanie wywieźli nas do Csernowitz. Tu było nas 20 000 ludzi, byliśmy również umieszczeni w obozach. Ludności cywilna dobrze zachowała się wobec nas, nie tylko żywność, ale również dali wiele pieniędzy więźniom. Z Chernovitz skierowali nas na Białoruś , do miasta o nazwie Szluchs w prowincji Mińsk, gdzie po raz kolejny zostaliśmy umieszczeni w obozach. Tu można było spotkać deportowanych ze wszystkich narodów, w tym również 1000 żołnierzy węgierskich, w tym trzech oficerów węgierskich , którzy zadeklarowali się jako partyzanci. Spędziłam tutaj około 3-4 miesięcy. Kuchnia, dzięki kierownictwu węgierskiego oficera, oferowała w pełni ,co mogło być dostarczone w obozie.
Na stole panowała czystość i porządek, były talerze i sztućce. Załadowali nas do wagonów po 40 osób w wagonie i wyruszyliśmy razem ze stoma tymi deklarowanymi partyzantami. Szesnaście dni jechaliśmy przez Rumunię. W Arad na stacji przyniesiono do pociągu 2000 sztuk jaj. W Yassin przydzielono pieniądze. inne rumuńskie stacje wyposażone były także w różnego rodzaju dobra. Panie z lokalnych stacji, także zajęły się dystrybucją żywności pochodzącym z różnych stron Węgrom, ale stwierdziły, że tylko żołnierze otrzymają żywność, a deportowani Żydzi nie powinni dostać nic za darmo .Tak udało się dobrze głodny osiągnąć Budapeszt. Plany na przyszłość: Chcę, odebrać moje mieszkanie i sklep razem, i mogę zacząć pracę, na razie pozostanę tu.

56. Obóz Furstengrube Wesoła k. Mysłowic
108,660,756,938,2268,3086 =6
 Fürstengrube w Wesołej koło Mysłowic (IX 1943 — I 1945) — praca w kopalni „Fürsten” przy wydobyciu węgla i budowie nowej kopalni, firma: Fürstengrube GmbH, 1283 więźniów (17 I 1945).
108, 2 M,K, dwaj uczniowie ur. 1929 i 1930, lat 16 i 15, uczenica ur 1926, lat 19, Birkenau - Fürstengrube, Dora, Bergen - Belsen, daty nie podane
Z rodzicami i rodzeństwem przybyliśmy do Birkenau razem, rozdzielono nas, zostali oni wysłani do grupy starych ludzi. Ktoś szepnął mi , żeby powiedzieć, że mam18 lat. Usłuchałem tej rady. Zaprowadzili mnie do kąpieli i depilacji, po czym umieścili w baraku, gdzie było 1000 osób. Trzy dni później samochodami zabrali nas z Auschwitz do odległego o 35 km Fürstengrube . Nasze buty zostały zabrane po naszym przyjeździe, w zamian otrzymaliśmy drewniane chodaki. Był to obóz karny, 1300 osób tam pracowało. Pracowaliśmy w kopalni węgla po 12 godziny na dobę, 250 metrów pod ziemią. Pył węglowy pokrył całe nasze ciało , oddech był czarny. Po przyjeździe 8 osób chciało uciec, przyłapali ich i powiesili. Pewnego dnia, kiedy byliśmy eskortowani do kopalni, kolega z grupy chciał uciec. Cały dzień musiał trzymać ręce do góry, musiał stać jak kołek, podczas gdy SS bili go kolbami i pałkami. Jeśli ktoś płakał, to był jeszcze bardziej torturowany. Trwało to do wieczora. Wyżywienie: 35 dkg chleba i 1 litr zupy na dzień. Pod koniec grudnia już Rosjanie bardzo się zbliżyli i dlatego nasza mała grupa wyruszyła stąd. W trzydniowym marszu pieszym wielu ludzi zmarło. Załadowano nas na otwarte wagony w Gleiwitz, po 150 osób w wagonie, było 7 dni tej udręki. Co najmniej połowa z nas umarła z pragnienia i głodu po drodze, gdy przybyliśmy do Dora. Tam ulokowali nas w kwarantannie na trzy tygodnie. Tu dostawaliśmy tylko zupę kleik. Obóz liczył 45000 osób. Później pracowałem w fabryce broni. Byli tam zatrudnieni więźniowie różnych narodowości. Pewnego dnia zdali sobie sprawę, że 45 rosyjskich jeńców wykonuje sabotaż. Przez trzy tygodnie byli zamknięci w ciemnym bunkrze, potem dostali po 25 batów i powiesili ich. Więźniowie musieli się przyglądać egzekucji. Nadzorcy nieludzko nas traktowali. Dostawaliśmy chleb trzy razy w tygodniu i 1 litr zupy dziennie. Czasami były ziemniaki. Kiedy Amerykanie się zbliżali, poszliśmy pieszo do Bergen, gdzie przybyliśmy w kwietniu. Wyżywienie było tam bardzo złe. W dniu 15 kwietnia, kiedy Amerykanie nas wyzwolili , płakaliśmy na ten widok. Teraz już SS zostało zmuszone do pracy przy grzebaniu zwłok. Nas poddano dezynfekcji i zabrano do szpitala w Zelle, byłem tam przez dwa miesiące. Z czeskim transportem ruszyłem do domu, idę do Misticé, tam mam trochę ziemi, chcę pracować, a potem chcę iść do moich krewnych na emigrację do Ameryki.
660, M, stolarz ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 05-44 -1 tydzień ), Fürstengrube ( koniec 05-44 do 15-01-45 ), Dora (Nordhausen) ( 01-45 ), Osterode/Harz ( 01-do6- 04-45 )
W Bilka byłem dobrze prosperującym cieślą. W marcu 1944 na ulicy zatrzymali mnie żandarmi. Zostałem zabrany do koszar Beregszasz i tam zatrzymany. Sierżant plutonu nazwiskiem Virtás Szecsi poważnie mnie zranił. Stamtąd zabrali nas do getta, a następnie na początku czerwca z moją rodziną wywieziono nas do Auschwitz. 1 tydzień byłem w Auschwitz i poszedłem z transportem do Fürstengrube. W Fürstengrube pracowałem w kopalni węgla, to było bardzo złe miejsce. Codziennie rano dostawaliśmy po 25 batów tylko dlatego, że byliśmy Żydami. Kaiser-Wilhelm-niemiecki Obercapo był nie do zniesienia.
Schmiedt József był komendantem obozu i dyrygował wymierzaniem kar. Polski kapo nazwiskiem Bárána i pomagał kary wprowadzać w życie i dodawał coś, czego nie było w rozkazie. Przywieźliśmy w jednej beczce az betakarta ( bombka? –przyp mój ), kiedy to zobaczył, prawie się udusił , a następnie zrezygnował . Dzienna racja żywieniowa: 35 dkg chleba, 2.5 dkg margaryny, trzy razy w tygodniu 2.5 dkg mięsa i niejadalna zielona zupa w południe, bez soli i tłuszczu. Do naszej grupy przydzielono 100 osób, przeżyło 12 osób. Raz przybył transport 16-17 letnich chłopców, przeżyło ich 45-ciu. 15-01-45 obóz ewakuowano i przewieziono do Dora / Nordhausen /. Kiedy przyjechaliśmy do Dora, wyselekcjonowali słabszych , i zostali przewiezieni do krematorium. Zabrali mnie do pracy do krematorium, wiedziałem, że ci, którzy pracują w krematorium, już nie mieszkają po 3 miesiącach i po 3 miesiącach czeka mnie śmierć. Jeden tydzień przed upływem terminu 3 miesięcy uciekłem z obozu, , i na ochotnika zgłosiłem się jako chrześcijanin , czeski więzień , pod innym numerem. Nowy numer to 13421. Zostałem jako aryjczyk wysłany do lepszego obozu Ostorode w Górach Harzu. To było straszne w Dora oglądać cierpienia ludzi , których niszczono w krematorium. Kiedy brali wciąż żywych ludzi, głodzili ich przez kilka dni, a kiedy oni niemal umierali z głodu, umieszczali ich w małych wagonach, a jeszcze inni zabierali je do swoich wagonów w krematorium, zamykali drzwi, z drugiej strony wagonik wychodził pusty. Wtedy wkładali do tych małych wagoników znowu nowe ofiary. Strasznie krzyczeli ci nieszczęśliwi, a następnie dodatkowo ich również mocno bili i grozili nam, że jeśli będziemy o tym z kimś mówić, to nas powieszą. W Ostorode / Harz pracowałem w fabryce po 12 godzin dziennie w warsztacie ślusarskim, tam wyżywienie było dość przyzwoite, codziennie dostawaliśmy po 2 kg chleba na osiem osób, 2.5 dkg margaryny, 1 litr zupy i dwa razy w tygodniu było mięso. Zupa była bardzo zła, ale traktowanie dobre. Musiałem dużo pracować, ale nie bili. W dniu 06-04-45 zbliżyli się Amerykanie, zabrali nas pieszo w kierunku Bergen-Belsen, prowadzili nas pieszo przez 3 dni, podczas gdy Amerykanie tam przerwali drogę, więc zabrali nas do obozu zagłady Salzweder, tam front też był blisko, ponownie nas zmusili do marszu , w ciągu kilku dni nie dostaliśmy żadnego posiłku.18-04-45 podczas marszu wyzwolili nas Amerykanie. Byliśmy pod strażą , przechwycili nas Amerykanie, czterech SS zostało zabitych. Po wyzwoleniu pozostałem tam z Amerykańską policją i pomagałem aresztować SS. Był między Amerykanami pewien niemiecki porucznik z Berlina Treitl Heinrich, który był w amerykańskiej armii porucznikiem i od chwili, kiedy się poznaliśmy, pracowaliśmy razem. Kiedy udało się znaleźć i złapać jakiegoś SS-mana wśród więźniów, znajdujących się w obozach koncentracyjnych , Amerykanie go natychmiast zastrzelili. Z Amerykanami przebywałem przez 6 tygodni, potem poszli w kierunku Japonii, ja też chciałem się zabrać, ale tęsknota gnała mnie do domu, chciałem zobaczyć, co się stało z moimi rodzicami i braćmi, i tak poszedłem do Pragi. Spędziłem kilka dni w Pradze, zostałem tam ciepło przyjęty. Teraz pozostanę w Budapeszcie przez 2-3 dni, potem pójdę do Bilké do domu. Poczekaj na moją rodzinę, czy jeden lub drugi wróci do domu, a potem chcę pojechać do Ameryki jako legionista.
756,M, uczeń ur. 28, lat 17, Auschwitz ( 05-44 do 01-45 ), Fürstengrube ( 4 do 15-01-45 ), Dora ( 20-01-45 do 1-03-45 ), Bergen – Belsen (03-45 do 15-04-45 )
…w styczniu ewakuowali obóz, nas samochodami zawieźli do Furstengrube. Tu już długo nie pracowaliśmy , ponieważ Rosjanie bardzo blisko podeszli , za parę tygodni dalej nas przenieśli . Podczas dwóch dni w barakach mieszkaliśmy i w kopalni węgla bardzo ciężko pracowaliśmy. Z końcem stycznia załadowali nas na wagony po 150 osób w jednym wagonie ,było zimno i strasznie marzliśmy, z głodu zginęło bardzo wielu, bo na całą podróz ( 2 tyg.) dostaliśmy po 50 dkg chleba. Przybyliśmy do Dory zniszczeni. Obóz w Dorze by ł bardzo wielki. Co najmniej 20 000 w tym miejscu żyło. Mieszkaliśmy w barakach, stłoczeni jak śledzie. Pod ziemią była fabryka amunicji i tam pracowaliśmy po 12 godzin na nocną lub dzienną zmianę. Wyżywienie dzienne: 25 dkg chleba, czarna zupa, czasami dostawaliśmy margarynę jako dodatek , lub kiełbasę, ale później się pogorszyło. Żołnierze SS stale nas bili ,jeżeli ktoś organizował dla siebie żywność, dostawał 25 batów . Wielu tu zginęło z głodu …nie było możliwości się umyć, nie było ogrzewania, bardzo wieli pochłonęła epidemia ..jak Rosjanie podeszli bliżej, zabrano nas do Bergen-Belsen. Tam strasznie głodowaliśmy. 15-04-45 wyzwolili nas Brytyjczycy.
938, M, kuśnierz ur. 1929,lat 16, Auschwitz ( 8 do 16-05-44 ), Fürstengrube ( 16-05-44 do 18-11-45 ), Dora ( 10-12-45 do 03-45 ), Bergen – Belsen ( 10-03-45 do 15-04-45 )
W Havasmező żyło 150 rodzin żydowskich, przeważnie zajmowali się handlem, najczęściej należeli do dobrze sytuowanych osób. Rodzice mieli gospodarkę, sklep kuśnierski , własny dom i żyliśmy w całkiem dobrych warunkach materialnych. Było nas siedmiu braci. Naszą drogę krzyżową rozpoczęło rozporządzenie o noszeniu gwiazdy. Następnego dnia po Wielkanocy, wywieziono nas pociągiem do getta Felsővisó, zostawiliśmy wszystko, co posiadaliśmy . Około 500 rodzin było w getcie, domy zostały scalone, strzegli nas żandarmi i żydowscy policjanci. Chciałem uciec, ale rodzina chciała trzymać się razem, więc zrezygnowaliśmy z rodzeństwem. Operacja przeciwko członkom żydowskiego zarządu nie miała żadnego usprawiedliwienia. Słyszeliśmy tylko ogólne pogłoski, że przeniosą nas do pracy w kraju. Po rewizji osobistej, kiedy pozbawiono nas niemal wszystkich rzeczy, załadowano nas na wagony po 80 osób do wagonu, dali wodę. W Koszycach po raz pierwszy wagony zostały otwarte , zostaliśmy przejęci przez Niemców. W naszym wagonie nikt nie zginął, ani nie próbował uciec, ale w Koszycach ktoś wysiadł po wodę i nie wrócił, słyszeliśmy później, że został schwytany i rozstrzelany przez żandarmów. W Koszycach już wiedzieliśmy, że wiozą nas w kierunku Polski. Drzwi były z takim napisem: "Baderaum- Łaźnia". Płakaliśmy bardzo i beczeliśmy bo nawet w chwili naszego przybycia widzieliśmy kominy krematorium i wiedzieliśmy, co tu jest w rzeczywistości. Zgłosiliśmy, że chcemy iść do pracy, całowaliśmy ręce i stopy Schaarführera, beczeliśmy ,zwolnił 25 chłopców, ale inni zostali w środku. Kiedy wyszedłem z krematorium, zakwalifikowali mnie do transportu i poszliśmy do Fürstengrube, tu pracowałem w kopalni węgla kamiennego, nosiłem cegły, nosiłem węgiel na wagon. Pracowaliśmy na trzy ośmiogodzinne zmiany. Racje żywnościowe dzienne były : 35 dkg chleba, 1 litr zupy. 1200 ludzi było w obozie, to była czysty obóz, ale bili za bardzo drobne dyscyplinarne wykroczenia. Było wielu muzułmanów, słabszych, którzy nie mogli pracować, starsi ludzie mieli bardzo ciężko, nie mogli znieść pracy. Oczywiście apele były codziennie. Około 18 listopada cały front rosyjski był już blisko, transportem pracy przenieśli nas do Dora. Podróż trwała 12 dni, cztery dni szliśmy pieszo do Gleiwitz, dotąd nie było jedzenia, tu dostaliśmy po pół chleba. W pieszym marszu wielu zginęło, potem załadowali nas po 140-tu na wagon, nie mogliśmy ani siedzieć, ani stać, wiele osób zmarło. W wagonie umarł też mój brat, także czterech synów w domu. Kiedy przyjechaliśmy do Dora , słyszeliśmy, że było pięć wagonów zmarłych . W Dora w jednym bloku było nas 3000, leżeliśmy na ziemi. Wyżywienie tutaj było, można powiedzieć, zadawalające, ale wiele osób zmarło z powodu tyfusu. w końcu pozostałem z domu sam jeden. Pezez cztery tygodnie nie pracowaliśmy, a potem pracowałem przy budowie tunelu, praca nie była bardzo trudna, ale jedzenia było bardzo mało. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, 160 osób było na bloku, pełno młodych chłopaków. Do Bergen-Belsen przyszliśmy po ośmiu dniach, jedzenia nie dostaliśmy a potem cały czas głodowaliśmy. Jednego dnia dali herbatę, drugiego nic, a potem znowu 15 dkg chleba. 15 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie.
Z Bergenbelsen potem dostałem się do odległego o 30 km Cellé, gdzie spędziliśmy dwa dni. Czeskim transportem wyruszyliśmy do domu przez Pragę, stąd następnie już tylko we dwóch doszliśmy do Pilzna. Plany : Na razie jadę do domu i wtedy, gdy będzie okazja, chciałbym wyjechać do Palestyny.
2268, M, Uczeń ur. 1928,lat 17, Auschwitz ( 1 tyg. ), Fürstengrube ( 4 m-ce ), Buna ( 4 m-ce ) , Bergen – Belsen ( 4 m-ce )
Doszliśmy do Auschwitz, gdzie przebywałem około 1 tygodnia. W tym czasie nie musiałem pracować, ale dwa razy dziennie staliśmy godzinami na apelu. Po tygodniu dostałem się do transportu, wywieźli nas do Fürstengrube. Tu pracowałem po 8 godzin dziennie w kopalni węgla kamiennego. Cywilni majstrowie byli bardzo przykrymi, często się skarżyli do SS, że nie chcemy pracować. Za karę nie dostawaliśmy przez tydzień jedzenia. Wyżywienie dzienne obejmowało trochę zupy i po 30 dkg chleba z margaryną. Traktowanie w obozie nie było lepsze niż w fabryce. Byli Capo, którzy bili nas w obozie. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, prycze były trzypiętrowe, po dwóch spało na jednej pryczy. Możliwość prania było całkiem normalna, byliśmy w stanie regularnie się myć. Po około 4 miesiącach zabrali nas dalej do Buna. Tu naszą pracą było noszenie piasku i kamieni przez 12 godzin dziennie. Pracownicy cywilni tu również dość surowo na traktowali, bardzo nas popędzali , ale kar cielesnych nie stosowali. Praca była również bardzo ciężka. Tu tylko raz dziennie dawali jedzenie, trochę zupy i ok. 35 dkg chleba, trochę salami. Mieszkaliśmy tu w drewnianych barakach, ale miejsce było lepsze niż Fürstengrube. Jedynym problemem było to, że była już zima, baraki nie były ogrzewane i było bardzo zimno. Była możliwość utrzymania czystości a więc teg nie można kwestionować. Stamtąd poszliśmy dalej do Bergen-Belsen. Tu choć nie musiałem pracować, ale nie dostaliśmy nic do jedzenia ani myć się nie mogliśmy, więc wszyscy byliśmy zawszeni. Wybuchła epidemia tyfusu plamistego w której wiele osób zmarło. Jeden raz dziennie wydawali ciepłą wodę nazywaną zupą, to było całe jedzenie. Tutaj leżeliśmy na gołej ziemi w błocie i brudzie. Byliśmy bardzo głodni, więc szliśmy „organizować” rzepę. Oczywiście, trzeba było robić to bardzo ostrożnie, bo kogo złapali, tego zastrzelili. 15 kwietnia w końcu uwolnili nas Anglicy.
3086,M, uczeń ur, 1928,lat 17, Auschwitz ( 24-05-44 do 10-44), Fürstengrube ( 10-44 do 01-45), Dora ( 17-01-45 do 8-4-45), Bergen –Belsen ( 14do15-04-45)
Chociaż opowieść o ostatnim roku jest długa i ktoś mógłby powiedzieć, że takie myśli wynikają tylko z umysłu pisarza, że to wszystko to tylko sam wymysł i nie mogę powiedzieć zbyt wiele o przeszłości bo każde słowo przypomina ukłucie mojego serca, bo jest to historia napisana krwią. Moje cierpienia zaczęły się dawniej, mój ojciec zmarł już 5 lat wcześniej i moja droga dobra matka zarabiała szyciem na nasz chleb powszedni , dla nas dzieci. Było nas siedmioro! Zły los przyniósł nam zniszczenie. Z domu w Zugó musieliśmy iść do getta w cegielni w Munkaczu. Żyliśmy tutaj przez cztery tygodnie, traktowanie było niewymownie złe. Jedzenia już tutaj dostawaliśmy bardzo mało, i przynieśliśmy jedzenie ze swojego domu, mieliśmy na cztery dni. Nagle dostaliśmy rozkaz wymarszu. Zabraliśmy trochę rzeczy, załadowali nas na wagony, po 84 osoby w towarowym wagonie, cel podróży nie był nam znany. Jechaliśmy trzy dni, aż dotarliśmy do Auschwitz w drodze dostaliśmy dwa razy chleb, wody było bardzo mało, to wszystko. Natychmiast oddzielono mnie od matki w Auschwitz, moje dwie biedne małe siostry pozostały z nią. Poszedłem sam, zostałem oddzielony również od moich dwóch starszych sióstr. Jeden z braci był w obozie pracy, był również osobno oddzielony. W Auschwitz nie pracowałem, byłem w bloku młodzieżowym "Jugendliche". Stąd dostałem się do transportu , pełnego młodych ludzi, do leżącej o 50 km od Auschwitz Fürstengrube. Tam była kopalnia węgla kamiennego. Wykonywana praca była bardzo ciężka, było również bardzo zimno, robiliśmy bardzo ciężkie prace murarskie, również bardzo mało było jedzenia, dziennie dostawaliśmy 25 dkg. chleba i litr zupy. Bardzo głodowaliśmy, wielu z nas zginęło z tego powodu, i największy problem był nie tylko z głodem, ale bywaliśmy również strasznie pobici, to również było powodem wielu ofiar. Ci, którzy nie mogli pracować wystarczająco szybko, byli jeszcze strasznie torturowani. Wielu zmarło z powodu choroby, gdyż osłabiony organizm nie mógł wytrzymać chorób, duru brzusznego, szkarlatyny , itp. pochłonęły wielu. Tu był lekarz i rewier , ale nie było lekarstw. Razem było w obozie 1200 ludzi. Kiedy Rosjanie byli już bardzo blisko nas, cały obóz został rozwiązany, tylko rewier tam pozostał, i zostawiliśmy go, przeszliśmy pieszo 120 km potem zostaliśmy umieszczeni na wagonach. Na 12 dni jazdy dostaliśmy w sumie po 1.4 kg chleba. W każdym wagonie upchano po 140 ludzi, wiele miejsca zabierali SS, którzy byli tacy źli, że to się na da opowiedzieć. W drodze zginęła 1/3 ludzi. W naszym wagonie było dziennie 9-10 zgonów. Ludzie padali i umierali z braku miejsca, pragnienia i głodu. Żywi i zmarli jechali razem , ąż dojechaliśmy do Dora. Tu nas zdezynfekowano, to miejsce jest obok Nordhausen. Pierwszy tydzień dostaliśmy przyzwoicie jeść, wielu od tej żywności, której nasze ciała nie mogły przyjmować , zachorowało , dostało biegunki i skierowali nas na kwarantannę, tam dostaliśmy lekarstwa. Gdy wróciliśmy do zdrowia, zabrali nas po trzech tygodniach do pracy. Po dwóch tygodniach, podczas gdy wielu ludzi zginęło, i zostali zabrani, pozostało nas 230 młodych ludzi. Pracowałem w pewnym tunelu pry robotach ślusarskich . Praca nie była ciężka, traktowali nas dobrze, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na pewno żywności było nadal bardzo niewiele. Jeden tydzień pracowałem w tej pracy, kiedy skierowali mnie do transportu, ponieważ Brytyjczycy byli już bardzo blisko - 30 km od nas –jechaliśmy sześć dni w wagonie –na podróż dostaliśmy bochenek chleba i konserwę mięsną. Tak w końcu dotarliśmy do naszego ostatniego przystanku, Bergen-Belsen. Tu nie pracowaliśmy, ale do jedzenia dostawaliśmy równie niewiele. Świadomość, że byliśmy tutaj -co już mi mówiło wielu innych- ; przywraca z mojej pamięci nienawiść, bo zwłoki były na dużej wysokości od podłogi, kości wycieńczonych ludzi były wszędzie, tak wielu tutaj zginęło, że z trudnością mogliśmy rozróżnić żywych od umarłych , cudownym wydarzeniem niewielu ludzi spośród nas zginęło, to prawda, że dzień po naszym przybyciu przyszło z Anglikami wyzwolenie, a następnie, żeby nie dostać zarazy, zostaliśmy usunięci do Zellé. Tutaj przeszedłem do siebie i wróciłem do domu. Nie wiem, co robić, mam nadzieję, że ktoś z mojej rodziny wróci i razem zdecydujemy o naszej przyszłości

57. Obóz Charlottengrube Rydułtowy
539=1
 Charlottegrube w Rydułtowach (IX 1944 — I 1945) — praca w kopalni „Charlotte” przy wydobyciu węgla i rozbudowie kopalni, firma: Hermann Göring Werke, 833 więźniów (17 I 1945).
539,M, technik dentystyczny, ur1927, lat 19, Birkernau ( 23-09-44do25-10-44 ), Charlottengrube ( 25-10-44do31-1-45 ), Mauthausen ( 01-45do15-03-45 ), Amstetten ( 03-45do15-04-45 ), Ebensee ( do 6-05-45 )
Z Hlohovec (Galgóc ) deportacje rozpoczęły się już w 1942 roku,. Pierwsze transporty objęły wszystkich mężczyzn i kobiety w wieku 16-40 lat, którzy nie mieli rodzin. W drugim transporcie wywieziono pary bezdzietne. Trzeci transport objął wszystkie rodziny, z wyjątkiem tych, którzy odgrywali ważną gospodarczo rolę. Oczywiście z tą grupą zabrano dzieci i ludzi starych . Tak więc zostałem w domu z moim ojcem, który był technikiem dentystycznym, i jako ważna ekonomicznie cała rodzina została objęta ochroną . Od tych, którzy pozostali, zaczęto żądać dużych pieniędzy za możliwość dalszego pobytu, wprowadzono karty. Zrobiono to w celu zmniejszenia żydowskiego kapitału. Najpierw dostaliśmy żółtą kartę, później powinniśmy dostać czerwoną pieczęć. Następnie ważność żółtej karty minęła i musieliśmy ją zastąpić białym zezwoleniem na pracę. Co miesiąc ojciec musiał płacić za licencję na wykonywanie pracy. Następnie były już inne ograniczenia, z których wszystkie realizowała Gwardia Hlinki. Na ulicę można było wujść tylko po 8 rano i do 18 wieczorem. Nie można było uczestniczyć w miejscach publicznych: parkach, kina, kawiarnie były zakazane. Musieliśmy nosić żółte gwiazdy. 18 września 1944 ,w piątek po południu z moimi rodzicami, bratem i dwoma małymi siostrami zostaliśmy zabrani na Szered. W sobotę rano pociąg nas już wiózł w kierunku Birkenau. Ojciec zachęcał nas w drodze, aby nie bać się pracy, ponieważ będziemy pracować, z Bożą pomocą i dobrą wolą znowu będziemy wolni. Pociąg zatrzymał się w Birkenau. Drzwi otworzyły się i zobaczyłem ludzi z kanadakomando. Byli to deportowani, którzy kończyli ewakuacji wagonów.
Rozdzielili nas, mój tata przyszedł na prawo, a dwóch młodszych braci i moja matka poszli na lewą stronę z małymi siostrami. Pięciu z nas dostało miskę jedzenia i nie było łyżki. Pierwszy tydzień nie jadłem nic, bo mi się nie podobało i bardzo się dziwiłem, że inni byliby zjedli nawet dziesięć razy więcej. Później byliśmy już tak wygłodzeni, że zjadaliśmy wszystko. Tu dowiedziałem się po raz pierwszy w moim życiu, co to jest głód. Pewnego razu był tu kierownik kopalni węgla kamiennego Charlottengrube. Ja z moim ojcem też zostaliśmy zakwalifikowani do transportu pracy, pojechaliśmy samochodem do Charlottengrube. Tutaj nie było obozu, trzeba go było zbudować. Tutaj część więźniów pracowała w kopalni, a inne grupy robocze budowały obóz. Mojego ojca i mnie skierowali do kopalni węgla kamiennego. Straszne wrażenie na mnie zrobiły ciągłe ciemności. Kiedy zjechaliśmy do kopalni, nieśliśmy lampy karbidowe. Pojechaliśmy windą na drugi poziom, dwudziestu ludzi na raz. Byliśmy 500 metrów pod ziemią. Tam było bardzo ciepło, a całość wyglądała jak podziemne miasto. Ciągle przejeżdżały wagoniki napędzane energią elektryczną. Nas również wsadzili do takiego pociągu. To mi się wydawało ciekawe, podobało mi się. Przyszedł nadsztygar ( obersztajger ) i wyjaśnił, żeby uważać i nie dotykać naszymi głowami przewodu z prądem, bo tam jest podłączone wysokie napięcie zasilania, i nie wystawiać rąk z pociągu, bo w węglu tylko wąskie chodniki są wyryte. Około 3 / 4 godziny jechaliśmy. Doszliśmy do miejsca, gdzie czekaliśmy na cywilnych majstrów. Do każdego mistrza przydzielono po 2-3 więźniów i tak stale pracowali. Nasza praca polegała na tym, że przez 8 godzin ładowaliśmy węgiel łopata do zsuwni. Stamtąd węgiel dostawał się na gumową taśmę i spadał do wagonika. W ten sposób węgiel docierał do windy a stamtąd na powierzchnię. Było to jedno z najtrudniejszych miejsc pracy. Mój ojciec w pracy miał wypadek i został ranny i został umieszczony w tzw. obozie chorych, gdzie dostał zapalenia. Skierowali go do szpitala, gdzie 7-12-44 zmarł. Zostałem tu zupełnie sam na świecie. Skierowali mnie do szpitala na dwa tygodnie. Tu trochę odzyskałem siły, bo już wiele nie byłem w stanie zrobić. Potem poszedłem do kuchni, do obierania ziemniaków. Ta radość nie trwała jednak długo. .Już teraz wiele osób zmarło z powodu ciężkiej pracy i słabego wyżywienia a Lagerführer, który wcześniej był w Lublinie, pozostawił w kuchni tylko pięciu, a reszta miała wrócić do kopalni. Dostawaliśmy fatalne jedzenie. Całą zimę jedliśmy zamarzniętą kalarepę. Gdy Armia Czerwona się zbliżyła ; ewakuowali obóz. Wyruszyliśmy pieszo do miasta Loslov. Tam nas upakowali po 120 ludzi w jednym wagonie; kto miał szczęście albo siłę, był na górze. Kto był na dole udusił się lub zamarzł. Cała drogę nie dostaliśmy jedzenia. Na szczęście w Czechach przeszliśmy przez Ostrawę Morawską , gdzie moi rodacy z wielka miłością nam pomogli. Mimo, że SS ciągle do nich strzelali , bohaterskie czeskie kobiety i czescy kolejarze rzucali dla nas obiad i przekąski . Czesi zyskali miłość wszystkich więźniów. W lutym dostaliśmy się do Mauthausen. Przez dwa dni i dwie noce staliśmy na dworze na zimnie , czekając w kolejce do łaźni. Tu dali nam kiełbasę a następnie dowiedzieliśmy się, że została zrobiona z ciał więźniów rosyjskich. Gdy już dotarliśmy do baraków wybranych Rosjan; ci więcej nie powrócili. Ja później rozmawiałem z takimi, którzy tam pracowali, gdy z rosyjskiego mięsa przygotowano kiełbasę. W połowie marca zabrali nas do Amstetten. Tu była bombardowana wielokrotnie bardzo ważna stacja kolejowa. Tę musieliśmy odbudowywać. Właśnie skończyliśmy , kiedy zbliżyli się Rosjanie i obóz ewakuowano. Deportowali nas do Ebensee. To było piekło piekieł, najstraszniejsze miejsce. Tu dziennie dostawaliśmy po 6 dkg chleba.
W nim były trociny, trochę ziemi i coś złego z czarnej listy. W południe dostawaliśmy 1 litr zupy, to była tylko woda i pływały w niej obierki. Ziemniaki były zjadane przez SS, obierki zostały nam dane. Byliśmy już szczęśliwi, gdy dostaliśmy te obierki, bo i to było za mało. Były dwa rodzaje pracy. Jedna grupa budowała fabrykę w podziemnych tunelach, inna grupa budowała dworzec kolejowy Altnangó Puchheim. Musiałem wstać o 3 rano i o północy w ulewnym deszczu wracaliśmy do domu. Nigdy nasze ubrania nie mogły wyschnąć, mokrzy musieliśmy się kłaść w trójkę na pół metrze szerokości pryczy. Prycze były trzypiętrowe, na wszystkich było dziewięciu. Cały czas od Mauthausen nie było zmiany ubrań. Po ulewach, opadach śniegu odzież wierzchnia była zniszczona i poszarpana, bez koszuli, w drewnianych chodakach. Z miejsca pracy dziennie przynosiliśmy po 3-4 zmarłych. Krematorium nie nadążało z paleniem zwłok. Pewnego dnia już nie mogliśmy iść do pracy, bo już zbliżali się Amerykanie. Lagerführer zabrał nas wszystkich na placu apelowym i wygłosił do nas przemówienie które tłumacz przetłumaczył na wszystkie języki europejskie. Mówił, że zbliża się armia amerykańska dla naszego wyzwolenia i spodziewa się nalotów bombowych i chce nas uratować od walki. Uważał, że po taki cierpieniu warto dożyć wyzwolenia. Dlatego ukryje nas w podziemnych fabrykach. Ostrzegali nas poprzedniego dnia przybyli żołnierze Wehrmachtu, którzy byli Austriakami, że chcą nas oszukać i w podziemiach wykończyć nas w ostatniej chwili. Ale Wehrmacht którzy byli z nami zalecali wzniecenie buntu. Wtedy już większość żołnierzy SS była na froncie, pozostało tylko kilku wyższych stopniem . Po przemówieniu zadeklarowaliśmy jednogłośnie, że chcemy tu pozostać. Więc nie wiedzieli co zrobić, bo zobaczyli, że bunt może wybuchnąć w każdej chwili. Stwierdzili , że jeśli zachowamy spokój i zachowamy się odpowiedzialnie, to wkrótce możemy spodziewać się Amerykanów. Wkrótce zniknęła z SS, tylko Wehrmachtu tam pozostał. Już były przygotowane inne flagi narodowe i angielskie napisy. Tak czekaliśmy z niecierpliwością i szczęśliwi przez trzy dni na Amerykanów. Na trzeci dzień, 6 maja, otworzyli bramę i wjechał pierwszy amerykański czołg. W elektrycznych ogrodzeniach nie było już prądu. Przerwali przewody i rozbroili Wehrmacht, którzy szczęśliwie oddali broń. Potem nas oswobodzili. Bardzo chcę wyemigrować do Stanów Zjednoczonych do mojego wujka.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:19, 30 Sie 2013 Powrót do góry

58. Obozy Gleiwitz Gliwice
33,45,48,54,101,108,196,388,613,676,696,830,846,1096,1349,1474,1538,1611,1830,2013,
2019,2150,2163,2267,2377, 2378,2389,2432,2505,2524,2905,3029, 3146,3255,3316,=35
 Gleiwitz I w Gliwicach (III 1944 — I 1945) naprawa taboru kolejowego, firma: Reichsbahnausbesserungswerk, 1336 więźniów (17 I 1945).
 Gleiwitz II ( Steigern –Carbochem)w Gliwicach (V 1944 — I 1945) praca przy produkcji sadzy (kobiety), naprawa i konserwacja maszyn, rozbudowa fabryki (mężczyźni), firma: Deutsche Gasrusswerke GmbH, 740 więźniów (17 I 1945) i 371 więźniarek (30 XII 1944). Był ewakuowany o 1 dzień później niż pozostałe gliwickie obozy-22-01-1945.
 Gleiwitz III w Gliwicach (VII 1944 — I 1945) — praca w Glewitzer Hütte przy remoncie hal a następnie przy produkcji broni, amunicji i kół kolejowych, firma : Zieleniewski-Maschinen und Waggonbau GmbH, Krakau, 609 więźniów (17 I 1945).
 Gleiwitz IV w Gliwicach (VI 1944 — I 1945) — praca przy rozbudowie koszar oraz przy naprawie i przeróbce samochodów wojskowych, 444 więźniów (17 I 1945).

33,2M, technik dentystyczny ur. 1926 lat 19 i zegarmistrz ur. 1924, lat 21,Birkenau, Auschwitz, Buna, Gleiwitz, Buchenwald, daty nie podane
W dniu 23 Kwietnia 1944 r., Żydzi z górniczego miasta Aknaszlatina, w którym się urodziliśmy i którego dotąd nigdy nie opuszczaliśmy , zostaliśmy skoncentrowani w getcie.
Na terenie, gdzie powstało getto, była szkoła żandarmerii, a to miało dla Żydów konsekwencję, że byli pod stałym nadzorem żandarmerii i że komendantem getta, został mianowany osławiony ze swej surowości komendant żandarmerii w Aknaszlatina. Wkrótce został przyjęty szereg rozporządzeń i nieludzkich środków, z których prawdopodobnie najtrudniejsze było wydane po to, żeby Żydzi nie śmieli się pokazać na ulicy .Więc siedzieli całymi dniami stłoczeni ciasno w niezdrowych mieszkaniach , głodni, niewielkie zapasy, które jeszcze posiadali , zostały szybko wyczerpane, nabycie nowych było niemożliwe, jeżeli pokazali się na ulicy i zostali przyłapani, byli bici do krwi. Tak mieszkali Żydzi w rozpaczliwej sytuacji do 20 maja 44. W tym dniu zostali wszyscy wypędzeni na otwartą przestrzeń, mężczyźni i kobiety osobno zostali całkowicie splądrowani, całkowicie rozebrani i wychłostani. Pobicia były dziełem żandarmów i przedstawicieli społeczności . Następnego dnia zostaliśmy wygonieni na inne pole, i stamtąd popędzeni do stacji. Ludzie musieli biec, a osoby starsze i chore, które nie mogły chodzić, były bite pejczem bez litości. W każdym wagonie było wepchniętych 90 osób, dwa wiadra wody, i trzy bochenki chleba. Następnie wagony zostały zamknięte, a okna wyposażone w gęste druciane siatki. W wagonach jechali razem mężczyźni, kobiety i dzieci. W Koszycach do wagonów przyszli żandarmi, przeprowadzali oględziny ciała i zabrali Żydom ostatnie wartościowe rzeczy, jeżeli znaleźli u jednego czy drugiego jeszcze jakąś ukrytą rzecz , wtedy bili i uderzali kolbami.
24-05-44 dotarliśmy do Birkenau, i natychmiast po przyjeździe została przeprowadzona selekcja. Najpierw mężczyźni zostali od kobiet i dzieci. Następnie lekarz obozowy dr Mengele, który był ubrany w mundur oberscharführera ( sierżanta ) SS, podzielił mężczyzn na dwie grupy, ale podział był dość arbitralny, ponieważ dr Mengele posyłał na lewo bądź na prawo , jak mu przyszło do głowy. Los jednej grupy, która została szybko zabrana pozostaje nieznana mi do dziś, druga grupa, do której i ja należałem, poszła do kąpieli, została ubrana w więzienną odzież, i następnego wieczora zostaliśmy zaprowadzeni do Auschwitz. Tu zostaliśmy wytatuowani (A- 6698).Również pobyt w Auschwitz był krótki: Po dwu dniach zostaliśmy skierowani dalej do zakładu Buna, 7 km od obozu Auschwitz, gdzie pracowaliśmy na instalacji fabrycznej (Fabrilsanlage ) . Na tej fabryce pracowało około 12 000 więźniów. To była bardzo ciężka praca, którą musieliśmy wykonać; dziennie musieliśmy wykonać wykop objętości 7 m3 i nosić worki z cementem 50 kg. Należy to rozumieć, że dzienne pensum na jedną osobę było 7m3 i worki 50 kg każdy człowiek musiał nosić. Kto tego nie był w stanie wykonać, jego los był przypieczętowany: komora gazowa i krematorium. Wkrótce zwłoki pojawiły się w takiej masie, że krematorium nie było w stanie ich spopielić, były palone na stosach. W Buna byłem do 18-01-45, w tym dniu zostałem przydzielony do grupy, która jeszcze wymaszerowała na noc . Był siarczysty mróz a my byliśmy źle ubrani. Musieliśmy maszerować w drewniakach dzień i noc. Celem były odległe o 70 km Gleiwitz , które osiągnęliśmy 20-01-45. W ciągu całego marszu nie dostaliśmy ani chleba, ani kropli wody, szliśmy w przenikliwym wietrze i mrozie, spaliśmy na śniegu , mając niewielkie możliwości okrycia się. Ale już następnego dnia 21-01-45 poszliśmy dalej. Zostaliśmy załadowani na otwarte wagony, po 130-150 ludzi musiało znaleźć miejsce w jednym wagonie . Tym razem też nie dostaliśmy ani chleba, ani innej żywności i marzliśmy przeraźliwie. I nic dziwnego, że ponad połowa transportu zginęła, bardziej z głodu i pragnienia, niż od ostrej choroby. Potworne cierpienie uczyniło ludzi obłąkanymi, wystąpił nawet przypadek ludożerstwa, jeden z więźniów odgryzł towarzyszowi niedoli i zjadł ucho. Zmarli byli usuwani z wagonu w czasie jazdy. To nie uszło uwagi naszych strażników, i na następnej stacji opróżniono 2 wagony, w których zwłoki zostały ułożone jedne na drugich i tak były transportowane. 26 stycznia dotarliśmy do Buchenwaldu, gzie w baraku, zdolnym do pomieszczenia ledwo połowy, ulokowano 2000 ludzi. Rozdzielanie posiłku było- najwyraźniej celowo –tak niezorganizowane, że z głodu trochę mocniejsi więźniowie dosłownie tratowali się, aby się dostać do jedzenia. Jedzenie w Buchenwaldzie rozdzielano raz na 24 godziny i było następujące: 20 dkg chleba, z obfitym dodatkiem trocin z piły, 2 dkg margaryny ,i ¾ tak zwanej zupy, która była niczym więcej, jak czystą wodą. Wieczorem musieliśmy stać na apelu3 godziny bez ruchu , na wielkim zimnie, zupełnie bez celu. Także i w Buchenwaldzie było krematorium, dzienna liczba zmarłych wynosiła średnio 5000 więźniów. Z 90 000 więźniów, którzy tam trafili , do wyzwolenia obozu przez Amerykanów 11 -04-45, dożyło tylko jeszcze 22 000 internowanych. Brat Józsefa Kaufmanna, który podał powyższe informacje; Mátyás Kaufmann, był w tych samych obozach co jego brat, i na ogół podzielił jego los. W uzupełnieniu relacji Józsefa podaje on, jak niżej: : 10 Kwietnia, młodzi Żydzi z Aknaszlatina zostali wykorzystani przez Niemców do pracy. Mnie również zabrali.
Zaprowadzono nas do lasu, gdzie karczowali#
Strona z zakończeniem relacji zaginęła .
45, M,uczeń ślusarski ur. 1927, lat 18, Auschwitz, Gleiwitz, Gross-Rosen, Bolkenhain, Hirschberg, Reichenau, Buchenwald, Weimar, Dachau. daty nie podane,
Gdy Niemcy zajęli Budapeszt, przez przypadek tam byłem. Na szczęście przy pomocy chrześcijańskich dokumentów wróciłem do domu do Turzo. Nas , Żydów zatrudniano w rolnictwie, nie cierpieli na deficyt. Pod koniec kwietnia o brzasku żandarmi przyszli do naszych mieszkań, kto miał pieniądze, złoto i klejnoty miał to oddać. Spakowaliśmy żywność, koce, ubrania i musieliśmy iść do świątyni. Spędziliśmy tutaj dzień, potem załadowaliśmy bagaże na wozy bagażowe i skierowali nas do getta w Nagyszőllős. Getto obejmowało dwie ulice. Było otoczone płotami i strzeżone przez żandarmów. To była powszechna opinia, że w ramach odwetu w Ameryce wielu chrześcijan zostało zamknięte w wyznaczonej części miasta i rozpocznie się wymiana w celu uwolnienia Żydów i chrześcijan. Sędzia Turzo nazwiskiem Hajduk László, znał sytuację finansową Żydów i był szpiegiem żandarmów. Na podstawie doniesień wszczęto nowe badania i przesłuchania; poszukiwano pieniędzy , papierów wartościowych i kosztowności. Oczywiście stosowano najbardziej poważne środki fizycznego znęcania się. Mnie i czterem moim towarzyszom udało się uciec po przekupieniu strażnika żandarmów. W pobliżu dostaliśmy się do niewoli u Niemców, bardzo nas pobili i oddali nas w ręce żandarmów. Naszą grupę dołączyli do pierwszego transportu idącego z Mátészalka do Birkenau. Było nas po 85 osób w wagonie, dostaliśmy żywność i wodę. W jednym wagonie żołnierze SS trzymali zmarłych. W Auschwitz, po selekcji poszliśmy do kąpieli, zostaliśmy ostrzyżeni, zabrali nam nasze ubrania i wydali więzienne pasiaki. Przez pierwszy tydzień mieszkałem w obozie cygańskim ale później, jako wykwalifikowany ślusarz pracowałem w fabryce amunicji Auschwitz. Po 12 godzin na dzienną i nocną zmianę. W pracy było strasznie. Mieszkałem w starych polskich koszarach , w dobrych warunkach. Wyżywienie obejmowało : kawę, 30 dkg chleba, zupę , margarynę , potrawę z warzyw. W fabryce 1200 osób pracowało przez 9 miesięcy. W styczniu poszliśmy pieszo do Gleiwitz z powodu podejścia Rosjan; stąd zabrali nas dalej do Gross-Rosen, gdzie traktowanie było bardzo złe. Później skierowano mnie wraz z wieloma innymi współwięźniami do Bolkeau , jako pracowników wykwalifikowanych .Tam odebrano nam wszystko. Stąd w lutym do Hirschberg następnie do Reichenau, a następnie dostałem się do obozu w Buchenwaldzie. Strasznie marzliśmy i głodowaliśmy. W wagonach wiele osób zmarło. Pozostałych przy życiu skierowano do Weimaru. Później ruszyliśmy do Flossenburga w drodze wielu ludzi stało się ofiarami nalotów bombowych. Tam również przebywaliśmy krótko, a następnie wyruszyliśmy do Dachau i po drodze zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów.
48, 2M, zawody nie podane, obaj ur. 1925, lat 20, Birkenau, Auschwitz, Gleiwitz I, Blechhammer, Gross-Rosen, Buchenwald, Bissingen, Allach, Sprachingen, Iffeldorf, daty nie podane.
Wywieziono mnie trzecim transportem z getta Munkacs. Po trzech dniach jazdy dotarliśmy do Birkenau. Już koło pociągu rozdzielono mnie z rodzicami i rodzeństwem i nie wiem, co się z nimi stało. Zabrali nas do łaźni, potem dali odzież więzienną i wytatuowali numer. Po trzech dniach pobytu w Birkenau, wybrali ślusarzy i ok. 4000 osób przenieśli do Auschwitz. Bardzo się obawiałem , że będziemy wybrani do transportu do krematorium. Od trzeciej rano do 6-tej staliśmy na apelu, dopóki nie wyruszyliśmy w kierunku Auschwitz. Padało, było strasznie stać w cienkich roboczych sztywnych ubraniach przez cały dzień. Przebywałem w Auschwitz przez trzy tygodnie. To było w ramach kwarantanny ;przez trzy tygodnie w ogóle nie pracowaliśmy , i to nie było takie złe miejsce jak Birkenau. Po trzech tygodniach zabrali nas do obozu w Gleiwitz. To nie był obóz zagłady ale obóz pracy ale co miesiąc selekcjonowali muzułmanów i wywozili do Birkenau do krematorium. Przede wszystkim obaj pracowaliśmy w komandzie zewnętrznym, jeden z nas w kilka dni później , ponieważ miał mniej niż 18 lat, został przydzielony do pracy w kuchni SS, i dzięki temu obaj przeżyliśmy. Ponieważ jedzenia było bardzo mało w obozie w Gleiwitz, ci, którzy byli w kuchni, mieli dobrą sytuację, bo jedli, co chcieli, a ponadto oczywiście nie musieli się obawiać selekcji, ani śmiertelnych mąk Lagerführera nazwiskiem Maul. Kapo był niemiecki aryjczyk, który jednak nigdy nikogo nie pobił. Jednak bardziej straszna była praca w komandzie zewnętrznym. Lagerführer nie mógł wysyłać zdrowych , nieuszkodzonych Żydów do krematorium, a był szczęśliwy, gdy mógł ich wysłać jak najwięcej. Jego regularną niedzielną rozrywką było usytuowanie 30-40 zdrowych, silnych Żydów na ławce i tam ich bili chłopcy z SS tak długo, aż ci nie upadli. Stale odwiedzał obóz, i wszczynał wiele tortur. Miało miejsce zdarzenie, że zmusił ludzi aby biegli w kierunku drucianego ogrodzenia, jakby chcieli uciec, a następnie straż SS ich zastrzeliła. Stale chodził w towarzystwie psa i często go szczuł, aby poszarpał tego czy innego więźnia. Przez 8 miesięcy mieszkaliśmy w obozie, gdy nagle musieliśmy opuścić obóz, bo podeszli Rosjanie . 1300 zdrowych mężczyzn wyruszył na piechotę. Te 1300 ludzi przybyło tam w komplecie następnego dnia do Blechhammer, i tam pozostaliśmy. Jednakże następnego dnia dołączyły do nas dwa transporty idące w kierunku obozu Blechhammer , bo baliśmy się tam pozostać. Następnego dnia 4000 ludzi wyruszyło dalej i po kilku dniach marszu pozostało z nich przy życiu ok. 2000 ludzi. Pozostali albo zamarzli, bo ciągle wiał śnieg i maszerowaliśmy w cienkich ubraniach bez butów, albo pozostali w tyle ze zmęczenia i głodu/ bo przez dzień nie dostaliśmy jedzenia / i takich rozstrzeliwali niemiłosiernie. Wielu do śmierci doprowadziła nagła biegunka, i ci padali dziennie. Po kilku dniach marszu dotarliśmy do obozu zagłady Gross-Rosen. Jak dotąd był to najokropniejszy obóz. Podczas naszego przyjmowania po obu stron bramy stali kapo z SS z dużymi pałkami i pobili nas. Zagnali nas do ciemnej , dusznej piwnicy, gdzie było pełno szczurów. SS-mani z nożami w ręku ciągle chodzili między nami i ludzi w ciemności kłuli nożem .Jedzenia nie dostaliśmy teraz nic, byliśmy bezradni. Następnego dnia opuściliśmy piwnicę i skierowali nas do otwartych baraków. Tam było straszne zimno, a może było nawet gorzej niż było w piwnicy. Następnego dnia rano dostaliśmy po raz pierwszy gorzką czarną kawę, i na obiad dali wodnistą niejadalną zupę, jednakże o północy obudzili nas aby mogli rozdzielić obiad przewidziany na następny dzień. W obozie Gross-Rosen było również krematorium, ale nie było komór gazowych i tylko bili ludzi na śmierć i tak spalali .Za minimalne wykroczenie była chłosta i pobicie na śmierć. Na apelu trwającym 4-5 godzin musieliśmy czujnie stać bez ruchu, kto się poruszył na centymetr, ten był natychmiast bity po głowie , że ewentualnie więzień ginął na miejscu. Na szczęście w tym piekle byłem tylko 4 dni, inaczej raczej bym nie przeżył. Rosjanie bardzo szybko się zbliżali, dlatego załadowali nas na wagony i przenieśli do Buchenwaldu, gdzie jednak również spędziliśmy tylko jeden dzień. Od tego czasu stale byliśmy na drodze ucieczki. Najdłużej mogliśmy pozostać w jednym miejscu może 3 tygodnie, bo musieliśmy się ewakuować albo z powodu Rosjan, albo wojsk amerykańskich.
Najgorsze było Allach, gdzie więźniowie z głodu piekli i zjadali różne części ciała zmarłych więźniów, lub zjadano zabite koty. Gdy sobie z tego zdali sprawę, zostało to najbardziej surowo zabronione, ale wszystko na próżno. Z Allach transport do 4000 osób udał się do granicy szwajcarskiej, w celu doprowadzenia nas do obozu zagłady w Tyrolu.
Spotkaliśmy jednak po drodze armię amerykańską, która nas wyzwoliła. Do tego czasu jednak nasz stan osobowy zmniejszył się do 2000 ludzi, bo pociąg stale był atakowany z powietrza przy czym wiele osób zginęło, a po drugie, prawie przez tydzień nie dostaliśmy żadnego jedzenia.
54, M,stolarz ur.1926, lat 19, daty nie podane Birkenau ( 24-05-44 do 27-05-44 ), Auschwitz ( 27-05-44 do10-06-44 ) , Fürstengrube (10-06-44 do 8 dni ) ,Gleiwitz, Dora (Nordhausen), Bergen-Belsen.
18 kwietnia 1944 zgłosiliśmy się do Banku w Munkaczu i Schubert Sándor ; żandarm z Bilke, wezwał miejscowych Żydów żeby w ciągu 2 godzin przygotowali najbardziej istotne rzeczy, ponieważ przenoszą nas do getta. Na początku byliśmy tam zebrani w żydowskiej świątyni, a następnie zabrali nas do getta w Beregszasz, gdzie dotarliśmy w nocy po godzinie 23-ciej. Bardzo źle spędziliśmy noc, na dworcu w czasie wietrznej pogody . W getcie byliśmy pięć tygodni. Z powodu grubych nadużyć żandarmów wiele ucierpieliśmy.20-05-44 załadowali nas na wagony po 80 osób w wagonie , wydali po 1 kg chleba na osobę, w każdym wagonie było wiadro z wodą, i tak wyruszyliśmy pociągiem w kierunku na Koszyce. Na czwarty dzień dotarliśmy do Birkenau. Po zwykłej selekcji zostaliśmy z moim 16-letnim bratem skierowani do grupy zdolnych do pracy. Innych krewnych już od tego czasu nie widziałem. Pozbawionych odzieży , ostrzygli nam włosy, ubrali w strój więzienny i umieścili nas w obozie. Byliśmy tu 3 dni, następnie nas wytatuowali i pieszo poszliśmy do Auschwitz . Byliśmy tutaj przez 2 tygodnie. Spaliśmy po cztery osoby na pryczy. Na trzeci dzień rano wybrali 100 osób i transportem do "Fürstengrube" umieszczono nas w obozie, gdzie już było wciśniętych 1200 osób . Pracowaliśmy w pewnej kopalni węgla, która była 4 km głębokości i długości 6 km, poza tym jedzenie było takie słabe, że padaliśmy ze zmęczenia. Blockmeister był taki, jeśli ktoś spojrzał na niego i nie podobał mu, to tak go pobił, że więzień zachorował na następny dzień, a na trzeci był w krematorium. Z tych 100 osób, które ze mną zaczęły, przeżyło tylko pięć. Dzienna racja żywności była po 25 dkg chleba i 1 litr zupy. 8 godzin dziennie pracowaliśmy w kopalni. Czas pracy był od czwartej rana do wpół do 13.30 po południu. Pewnego dnia, gdy Rosjanie już podeszli, po wyjściu z kopalni nie zastaliśmy tam drugiej zmiany, ale znaleźliśmy się przed żołnierzami SS, którzy nie poprowadzili nas z powrotem do obozu, ale wyruszyliśmy pieszo i szliśmy 200 km, ( rzeczywista odległość kopalni Wesoła od Gliwic jest rzędu 40 km.-przyp. mój ) podczas gdy wielu padło ze zmęczenia. Kto nie mógł kontynuować marszu , tego zastrzelili. Dali nam po 70 dkg chleba i szliśmy pieszo w styczniu na mrozie mijając pola pokryte śniegiem. Pragnienie gasiliśmy śniegiem. Do Gleiwitz szliśmy pieszo, dalszą podróż odbyliśmy w wagonach. Po 150 osób jechało w wagonie. Jechaliśmy przez 8 dni, głodni i spragnieni, tak,że gdy dotarliśmy do Dora / Nordhausen / z 10 000 zdrowych ludzi przy życiu pozostało już tylko 4 000. W podróży zwłoki były usuwane przez SS z wagonów, ale przez ostatnie 4 dni, zwłoki jechały razem z nami. Umieszczono nas w obozie Dora, wybudowanym w środku lasu, gdzie było 20 000 osób. Tu każdy z nas dostał po pół chleba, 10 dkg margaryny i 5 dkg dżemu. W obozie była oddzielna grupę, w której była cała młodzież , mnie też tam zaliczyli, byłem tutaj cztery tygodnie, moja sytuacja była całkiem przyzwoita, nie musiałem pracować. Cztery tygodnie potem poszedłem do drugiego obozu, tam miałem znowu straszny los, wzięli nas do tunelu, gdzie w fabryce samolotów musiałem pracować 12 godzin dziennie a dostawy jedzenia, po licznych nalotach bombowych były całkowicie niepewne, to było straszne ile osób zginęło z głodu. Kiedy podeszli Amerykanie ; załadowali nas na wagony i wywieźli nas w kierunku Bergen-Belsen. Na drogę wydali po 1 kg chleba i jednej konserwie mięsnej, 100 osób było w wagonie. Jechaliśmy przez 6 dni, podczas których wcale nie dostaliśmy wody . W czasie, gdy pociągi dotarły do miejsca przeznaczenia, wiele osób już zmarło. Kiedy już przybyliśmy do Bergen-Belsen ; obóz był tak przepełniony, że mogli nas ulokować tylko w koszarach. Wtedy już była taka sytuacje, że nie troszczyli się o jedzenie dla nas. Z głodu musieliśmy iść kraść. Jeżeli SS zauważyli kogoś przy tym, został zastrzelony natychmiast.
Mnie też raz złapali, ale wtedy SS nie miał z sobą broni, tylko mnie uderzył grubym kijem tak, ze padłem na wpół martwy, ale udało mi się zdobyć cztery rzepy. Z głodu i zmęczenia byłem już tak zdrętwiały, ze dbałem już o straszliwe ciosy. Wielu ludzi, którzy tu cierpieli tak wiele, ujawniali swój charakter, i jeden z kolegów, który był w pobliżu oszalał i rozcinał ciała kolegów i zaczął jeść ich wątrobę. Przybycie Anglików temu zapobiegło. Ten człowiek w tym samym dniu umarł. Po krótkim pobycie w Bergen-Belsen przyszło wyzwolenie Amerykanów
którzy wkrótce zabrali chorych do szpitala, a następnie dostaliśmy dobre odżywianie i wkrótce udałem się do domu .
101, M, właściciel sklepu spożywczego/kolonialnego, ur 1897, lat 48, Birkenau ( 25-05-44 ), Auschwitz ( 1 dzień ) , Monowitz ( 11 dni ), Gleiwitz ( 07 do 12-44 ), Jaworzno ( 12-44 do 03-45 ).
W Keselymező mieszkało 80 żydowskich rodzin: dusz 425. We wsi mieszkali także niektórzy bogaci Żydzi, ale większość z nich była uboga. Ja miałem swój własny domu i byłem bez trosk. Kiedy Niemcy przyszli do nas, wszystkich mieszkańców zabrano. Przyjechaliśmy do oddalonego o 3 km Iza do getta , i słyszeliśmy , że nasze domy zostały splądrowane. Mogłem nawet dostać pozwolenie do 2 godzin iść do domu i znalazłem mój dom zupełnie pusty. Ludzie z wioski wszystko wynieśli. W getcie Iza było 5000 do 6000 ludzi z 30-tu okolicznych wiosek. Getto było strzeżone przez węgierską żandarmerię. Niemcy również przychodzili do getta i kontrolowali porządek. Był wiele razy przeszukiwany dom i w trakcie tego zabrano nam bardzo wiele rzeczy. Z Iza zostaliśmy zmuszeni do przejścia pieszo do Huszt i tam odebrali nam resztę rzeczy, które jeszcze mieliśmy. Wyciągnęli od nas i nie zwrócili nam nawet dokumentów. Przez całą drogę nas bili. W Huszt załadowali nas na wagony. W naszym było 80 ludzi ale często było do 90-ciu. Nie mieliśmy jedzenia ani wody. Nawet W.C. wiaderka nam nie dali. Musieliśmy całą drogę stać. W Koszycach przekazali nas Niemcom. Od razu domagali się pieniędzy, okularów, grozili nam rychłą śmiercią, jeżeli wszystkiego nie oddamy. Daliśmy im dużo pieniędzy. Ostatnie 2 dni w wagonie nic nie jedliśmy. Następnie byliśmy 2 dni w Birkenau też bez jedzenia Z Birkenau poszliśmy do Auschwitz pieszo. Tu dostaliśmy trochę zupy. Z Auschwitz poszliśmy na piechotę do Monowitz. Pracowałem w tym obozie: mieszałem cement. Strasznie nas bili. Później przyszliśmy do Gleiwitz tam praca była bardzo ciężka: mieliśmy różne materiały budowlane za i wyładowywać. Wyżywienie było złe i mało, musieliśmy znosić wiele bicia. Niemieccy więźniowie byli straszni, bili nas bez powodu gumowymi pałkami. W Jaworznie byliśmy przez 21 dni pod kwarantanną ( blokad baraku ) . Potem zachorowałem i wyzwolili nas Rosjanie w trakcie, jak leżałem w szpitalu. Traktowali nas dobrze.
108, 2 M,K, dwaj uczniowie ur. 1929 i 1930, lat 16 i 15, uczenica ur 1926, lat 19, Birkenau - Fürstengrube, Dora, Bergen - Belsen, daty nie podane
…….. Pod koniec grudnia już Rosjanie bardzo się zbliżyli i dlatego nasza mała grupa wyruszyła stąd. W trzydniowym marszu pieszym wielu ludzi zmarło. Załadowano nas na otwarte wagony w Gleiwitz, po 150 osób w wagonie, było 7 dni tej udręki. Co najmniej połowa z nas umarła z pragnienia i głodu po drodze, gdy przybyliśmy do Dora. …
196, M, uczeń ur 1921, lat 24, daty nie podane, Buna ( 9 miesięcy ), Gleiwitz ( 18-01-45 ), Buchenwald, Crawinkel, Ohrdruff, Buchenwald, Weimar, Flossenburg, Stamsred.
Żyłem z moją rodziną w Munkaczu. Mój ojciec miał tartak i obróbkę drewna, żyliśmy w dobrobycie. W 1939 roku ukończyłem szkołę średnią a ponieważ od tego czasu Żydzi nie byli w stanie uczyć się dalej, pomagałem ojcu na miejscu. Wedle mojej świadomości społecznej byłem syjonistą, jak przyszli Niemcy do Węgier, ci jako polityczni przestępcy zostali aresztowani, mówili, że jestem internowany ze względu na kwestie związane z syjonizmem lub komunizmem. Byłem więc traktowany w obozie internowania, więźniowie polityczni byli traktowani zwykle jako przestępcy, byli bici i przesłuchiwani. Sześć tygodni byłem internowany. W międzyczasie, stale wprowadzano nowe osoby więźniów politycznych które na szczęście miały dużo jedzenia. Załadowano nas na wagony, dawano jedzenie w drodze i wywieziono do Niemiec. Zanim wyruszyliśmy, pozwolili nam na podkreślenie getta gdzie są krewni, a dostarcza ich do wagonu i będziemy podróżowali razem. Ja jednak nie zwróciłem się do rodziny, bo my wyruszyliśmy znacznie wcześniej niż getto, i myślałem, że każdy dzień, którego nie muszą spędzać w Niemczech, jest dniem zyskanym, i miałem nadzieje, że w tym czasie stanie się coś szczęśliwego albo w polityce, albo na wojnie. Niestety, żaden cud nie pomógł Żydom, i nie widziałem rodziny od tego czasu. W Birkenau po przyjeździe dokonano selekcji, następnie poszliśmy do łaźni, gdzie nas o strzyżono, okąpaliśmy się, nasze ubrania zostały zabrane i zastąpione starymi , dobrze obdartymi pasiakami. Stąd skierowano nas do pobliskich Monovitz, gdzie pracowałem w fabryce Buna należącej do IG Farbenindustrie. I mieszkałem tu przez 9 miesięcy. Pracowałem w kotłowni, było gorąco, musiałem rozładowywać popiół i ładować do wagoników. Dziennie po 12-14 godzin musiałem ładować gorący spalony węgiel łopatą. To było piekło. To nie do pomyślenia, jaka to jest straszna praca. Przebywałem w groźnym cieple, pyle węglowym, wilgoci, toksycznych gazach, pyłem węglowym miałem oblepione całe ciało. Nie mogłem mieć chwili odpoczynku w pracy, czy wyjść na minutę na świeże powietrze, czy przemówić słowo. Praca była bardzo męcząca i upał był męczący. Ponadto cierpiałem bardzo również dlatego, że nie mogłem się przyzwoicie umyć, a skóra stale mnie swędziała z uwagi na wilgoć i pył węglowy obecne na niej. Ubrania nie mogłem zmienić przez trzy miesiące i musiałem chodzić ciągle spocony w brudnym ubraniu. IG nie pozwalała stać na apelu, bo wtedy nie można by było wystarczająco dobrze pracować. Wyżywienie było bardzo złe, 25 dkg chleba, do tego 2 dkg kiełbasy lub margaryny i 1 litr zupy wieczorem, bez tłuszczu i soli a wszystko to bez smaku. Wielu ludzi dostawało biegunki i po 2-3 dniach umierali z całkowitego wyczerpania. Stamtąd nas w dniu 18-01-45 wywieźli, po części wagonami, a drogę do Gleiwitz odbyliśmy pieszo. Szliśmy pieszo trzy dni i wielu ludzi zamarzło po drodze. Każdy już był słaby, byliśmy w zimie w cienkiej odzieży, już dużo przeszliśmy pieszo. W Gleiwitz już nie było dla nas miejsca, kapo próbowali przy użycia bicia pałkami gumowymi zmieścić więcej ludzi w barakach na terenie obozu , które mogły pomieścić po 200-300 osób . Przy tym wiele osób zabili, bo potem nie musieli już dużo bić, żebyśmy padli.
Natychmiast ich zabrali i było już więcej miejsca. Tu przy przeprowadzaniu selekcji wybrani na śmierć zbuntowali się, ale przy pomocy karabinów maszynowych zabili ich wszystkich od razu. Wtedy zaczęli opróżniać obóz i ładowali nas na wagony po 130 osób w otwartym wagonie. Było strasznie zimno i wielu zamarzło po drodze. Zmarli jechali z nami, nie wolno na było ich wyrzucić z wagonów. Jechaliśmy przez dziewięć dni w strasznym tłoku, nawet ledwo było miejsce , aby stać. W tym czasie raz dostaliśmy kawałek chleba i trochę kiełbasy. Wody nie dali i byliśmy bardzo spragnieni. Tymczasem spadł śnieg i było już na nas 7-8 cm śniegu, jedliśmy go zamiast wody. Przyjechaliśmy do Buchenwaldu i tu byliśmy w kwarantannie przez sześć tygodni. Stąd poszliśmy dalej pieszo zmęczeni , kontynuowaliśmy naszą podróż całkowicie osłabieni do Krahvinkl, Ordruf, a następnie z powrotem w kierunku Buchenwaldu. Po drodze bardzo wieli zastrzelili tych , którzy pozostawali w tyle i nie mogli nadążyć za nami. W Weimarze nas ponownie załadowali na pociąg, ale amerykańskie samoloty znalazły pociąg i było bardzo dużo ofiar nalotów bombowych. Kto pozostał, musiał iść dalej pieszo, szliśmy osiem dni do Flossenburga. Tu wybrali Żydów i załadowali nas na pociąg, ale amerykańskie samoloty uszkodziły lokomotywę i znowu musieliśmy iść dalej pieszo. Potem już trzy dni w ogóle nie dostawaliśmy jedzenia, po prostu już tylko szliśmy dalej i co 10 metrów pozostawialiśmy ciała poległych kolegów. W końcu 5-05-45 w pewnym lesie na drodze dogoniły nas oddziały amerykańskie i uwolniły.
388, 2M, mechanicy samochodowi,ur 1927, 1924, lat 18 i 21, daty nie podane, Auschwitz, Gleiwitz, Gross-Rosen, Buchenwald, Schonenberg, Sachsenhausen.
W kwietniu ubiegłego roku żandarmi przyszli do naszego mieszkania z nakazem, aby się natychmiast pakować , bo przenoszą nas do getta .Zabrali nas z bagażem i ulokowali nas w pustych domach, umieścili tam tylu ludzi, że było nam ciężko się poruszać. Po czterech tygodniach załadowali nas na wagony już bez bagażu, bo go już nam odebrali żandarmi i pozbawili nas przedmiotów wartościowych , pośród bicia. W zamkniętych wagonach upchnęli po 100-110 osób; strasznie cierpieliśmy. W Koszycach przejęli nas SS i splądrowali nam jeszcze tę resztę, która nam została. Jechaliśmy trzy dni i trzy noce, aż dojechaliśmy do Auschwitz. Po standardowej selekcji, kąpieli, strzyżeniu włosów skierowali nas do bloków. Tu nie było pracy, cały dzień byliśmy na placu apelowym i staliśmy ustawieni w szyku. # tygodnie później wywieźli nas do Gleiwitz, gdzie pracowaliśmy w fabryce wagonów, wykonywaliśmy bardzo ciężką pracę po 12 godzin na dobę, nasza dzienna racja żywnościowa była 20 dkg chleba i ¾ litra zupy bez zawartości. Przy pracy SS i kapo bardzo nas bili. Mnie na przykład pobił, bo chwilę odpocząłem w pracy, zawołał mnie do lasu i dostałem 25 uderzeń tak, że nie mogłem spać przez 3 dni. To nas stale osłabiało i pewnego dnia najsłabsi chorzy zostali poddani selekcji i wywiezieni do Birkenau do krematorium. Tak wielu ich było pomiędzy nami, że ich zabrali zamiast silnych do Birkenau. Byłem w Gleiwitz 10 miesięcy ,kiedy rosyjskie wojska zbliżyły się ; ewakuowano obóz, 1500 osób wyruszyło na piechotę, w styczniu, w najcięższej zimie , bez kurtek. Na drogę dostaliśmy bochenek chleba i margarynę. W pierwszym dniu przeszliśmy 45 km. Noc spędziliśmy na zewnątrz na otwartej przestrzeni, cierpieliśmy niewypowiedziane z zimna. Wody nie dostaliśmy wcale, udręczeni jedliśmy śnieg, ale to nie było dozwolone. Kto wyszedł z szyku , został zastrzelony przez SS.
Niezliczona liczba zginęła w drodze, ponieważ, kiedy przybyliśmy do Gross-Rosen, z 1500 ludzi przeżyło tylko 300 osób. Codziennie było 100-200 zmarłych. Po przybyciu do Gross-Rosen spędziliśmy tam tylko jedna noc, ulokowali nas na zimnym betonie, leżeliśmy na podłodze. Następnego dnia wyruszyliśmy dalej w wagonach do Buchenwaldu, na drogę wydali 3/4 racji chleba. Do otwartych wagonów dla bydła załadowali po 100 osób, w wagonach było po pół wagonu śniegu, ponieważ nie było innego wyjścia, usiedliśmy na śniegu i tak cierpieliśmy po drodze. Kiedy wysiedliśmy, musieliśmy kolejne 2 km dalej przenieść zmarłych, którzy zostali wzięci prosto do krematorium w Buchenwaldzie,
W ulewnym deszczu, Musieliśmy czekać 2 dni w otwartym baraku na zimnie, gdzie nie mogliśmy usiąść, bo był wypełniony kamieniami, dopóki nie zabrali pierwszego transportu do dezynfekcji. W obozie pracowaliśmy przy noszeniu kamieni, racja dzienna była ¾ litra zupy bez zawartości, chleba nie dostawaliśmy codziennie. Głód był wielki, wiele osób ginęło każdego dnia ze skrajnego wyczerpania. Mimo, że chorzy byli na rewierze, ale nie było absolutnie żadnych lekarstw. Średnio dziennie umierało 50-60 osób. Stąd znowu wyruszyliśmy dalej i przybyliśmy do Schönenberg. Tu zostaliśmy przydzieleni do prac przy budowie drogi i bez żadnego powodu byliśmy bici przez SS. Codziennie dostawaliśmy zaledwie kromkę chleba dziennie, wody w ogóle nie było, więc umyć się nie mogliśmy. Przez 10 tygodni byliśmy w tej samej koszuli, więc nic dziwnego, że każdy był pełen wszy. PO 10 tygodniach w końcu poszliśmy do kąpieli. Jak tylko szedłem ulicą zauważyłem obierki rzepy leżące na ziemi . Wyszedłem z szyku i podniosłem je. Zauważył to Unterschaarführer i powiedział, żeby się do niego zgłosić w godzinach wieczornych. Kara polegała na tym, że otrzymałem 10 uderzeń gumową pałka, i jeszcze tego dnia wieczorem miałem wykonywać ćwiczenia sportowe. Przez następne 2-3 dni musiałem wykonywać ciężką prace wożąc kamienie i piasek. Gdy podeszli Amerykanie, nagle pewnego dnia ustawili nas w szyku i wyruszyliśmy w pieszy marsz. Z głodu i osłabienia nie mogłem już dalej iść, ale dowiedziałem się, że Amerykanie już są niedaleko i jeszcze raz zebrali wszystkich i pociągnęliśmy dalej. Od 18-tej wieczór do 6 rano przeszliśmy 40 km i dostaliśmy tylko po 14 dkg chleba. Po jednodniowym wypoczynku znowu ruszyliśmy dalej i doszliśmy do Sachsenhausen. Tu spędziliśmy 3 dni , ale podeszli Rosjanie i znowu musieliśmy iść kilka dni bez jedzenia. Całkowicie osłabionych, znaleźli nas Amerykanie koło Hamburga w Schwering. Wojsko amerykańskie dało nam od razu najlepsze jedzenie, czyste ubrania i opiekę pielęgniarską, odpoczywaliśmy kilka tygodni. Z ich pomocą poszliśmy dalej, do Czech.
Plany: jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, jak najszybciej chcę emigrować do Palestyny.
613,M, robotnik ur 1928, lat 17, Auschwitz ( poł.-05-44 do pocz.-01-45), Dora ( poł.-01-45 do końiec-02-45), Bergen-Belsen ( pocz-03-45 do 15-03-45)
…... Na początku stycznia zakwalifikowano mnie do transportu pracy, który był przeznaczony dla Gliwic. Szliśmy trzy tam dni na piechotę, ale nie zostaliśmy w Gliwicach, bo sytuacja ze względu na częste naloty wydawała się być niepewna. Więc wsiedliśmy do pociągu w Gliwicach i jechaliśmy dwanaście dni, aż doszliśmy do Dora. ……
676, M, student, ur. 1924, lat 21,Auschwitz (27do31-05-44 ), Gleiwitz (3-06-44 do 28-10-44 ) Dachau ( 20-11-44 do 29-04-45 ).
W cegielni w Użgorodzie ( Ungvar ) załadowano nas na wagony i pojechaliśmy do Auschwitz. Kiedy wysiedliśmy, lekarz obozowy przeprowadził selekcję i część poszła do kąpieli, strzyżenia włosów, potem przydzielili nas do bloków. Pracy nie było, cały dzień staliśmy na apelu i w kolejce po jedzenie. Po czterech dniach wybrano silniejszych i ciężarówkami wywieziono do Gleiwitz. Tu pracowaliśmy w fabryce amunicji, robiliśmy sadzę do pocisków. Zwykle robiliśmy ciężką pracę, dzienny czas pracy był 12 godzin. Racja żywnościowa była po 30 dkg chleba i trochę zupy bez zawartości dziennie. Bardzo byliśmy osłabieni, ale na rewier nie mogliśmy iść, tam byli kierowani tylko ciężko chorzy, wśród których co dwa tygodnie była robiona selekcja i wywozili ich do Auschwitz do krematorium. Przez 5 miesięcy pracowałem w Gleiwitz, gdy zbliżyły się wojska rosyjskie, zabrali nas na piechotę do Dachau. Po drodze strasznie cierpieliśmy, ponieważ szliśmy w ekstremalnym zimnie , maszerować musieliśmy w śniegu bez płaszczów i w drewnianych chodakach, które tak przyklejały się do śniegu, że nie byliśmy w stanie dalej iść. Kto trochę został z tyłu, tego zastrzelili SS. Również mój biedny ojciec został zastrzelony po drodze przez SS, ponieważ nie był w stanie dalej iść, ten straszny obraz ciągle mam przed oczami. Na drogę wydali po bochenku chleba i trochę margaryny. Tak byliśmy karmieni przez 3 tygodnie. Pewnego razu, kiedy maszerowaliśmy przez las, partyzanci zaatakowali idących przodem SS. Była silna strzelanina i kilku SS zostało zabitych. Kiedy strzały ucichły i partyzanci zniknęli, SS zwrócili się przeciwko nam. Strzelanina była niebezpieczna i wielu ludzi leżało na ziemi w śniegu czekając na jej zakończenie. Kiedy stanęliśmy na nogi znowu zobaczyliśmy w przerażeniu, że co najmniej 3000 osób padło tego ofiarą. Po trzech tygodniach przybyliśmy do Dachau w stanie zupełnie osłabionym. Pracowaliśmy przy usuwaniu gruzu. Jechaliśmy jeden dzień pociągiem do Monachium. W pracy był wielki rygor, na przykład nie wolno było ludności cywilnej dać nam chleba. Pracowałem tam, gdzie została podpisana znana Konwencja Monachijska. Potem już nie szliśmy do pracy, ponieważ linia kolejowa została zbombardowana a poza tym byliśmy już zupełnie osłabieni ze względu na nasze ubogie wyżywienie. Dziennie dostawaliśmy tylko jedną kromkę chleba i trochę zupy. Wtedy zachorowałem i z tyfusem dostałem się na rewier. Było tak wielu chorych, że spaliśmy po trzech na pryczy a lekarstw nie było wcale. W rezultacie w ciągu trzech miesięcy około. 18000 osób zmarło, głównie z krańcowego wyczerpania i od tyfusu plamistego. Chociaż było krematorium w Dachau, ale martwych było tak wiele, że w konsekwencji wykopali doły i tam wrzucali zwłoki. Jak się później okazało, został w Berlinie ( luka w odbitce-przyp. mój ) . Na szczęście, plan ten mogli tylko częściowo zrealizować, bo 4000 więźniów rosyjskich i 2000 niemieckich więźniów aryjczyków koło Dachau pewnego dnia zabili SS. W południe 29-04-45 nagle zauważyłem , że pojawiły się białe flagi i wkrótce pojawiło się wojsko amerykańskie, którzy natychmiast się zajęli tym, żeby chorzy dostali dobrą dietę, dostaliśmy najlepsze jedzenie i zostaliśmy zdezynfekowani i doznaliśmy najbardziej staranne opieki . Odpoczywaliśmy tu cały miesiąc a potem wyruszyliśmy z czeskim transportem i przybyliśmy tutaj. Jeśli chodzi o plany na przyszłość, chciałbym na jak najszybciej emigrować do Palestyny.
696,2 M,kelner 1898 , lat 47, furman ur 1896, lat 49, Auschwitz ( 9do11-05-44 ) , Monowitz (12-05-44 do 15-01-45), Gleiwitz ( 18do20-01-45 ), Buchenwald (25-01-45 do 10-02-45 ) Langenstein (15-02-45 do 10-03-45), Magdeburg (15do31-03-45), Sachsenhausen (10do 26-04-45).
W Hust mieszkało około 6000 Żydów; głównie kupców i rzemieślników, którzy mieszkali dość zamożnie. Nie mogliśmy narzekać, ale potem wkroczyli Węgrzy, usunęli nas z branż, poza tym sytuacja znacznie się pogorszyła, ponieważ już zbyt wielu Żydów aresztowano razem, a po wejściu Niemców, po Wielkanocy, w końcu wszystkich zapędzono do getta, ogrodzono teren płotem z desek i nie wolno było opuszczać getta. W Hust były dwa getta: jeno miejskie, drugie dla okolicznej ludności, było tu około 3000 ludzi. Urzędnik, sędzia József, był znanym antysemitą, spieszył się najbardziej do deportacji. Najpierw wprowadzali nas do ratusza, rozbieraliśmy się, zabierali nam biżuterię, pieniądze, dokumenty, a następnie wprowadzali nas do getta. Była kuchnia publiczna, która również rozprowadzała żywność , ale też gotowaliśmy dla siebie. Getta strzegli żandarmi; utrzymanie porządku wewnętrznego należało do policji żydowskiej. Rada Żydowska: Lazarovits Dávid , Mauskopf László, dalej Neufeld nie byli w stanie przeciwdziałać operacjom przeciwko nam. Niemcy nakazali przypisać mężczyzn do pracy poza gettem. Mówiono, że w ogóle jesteśmy w getcie, ponieważ jesteśmy niewiarygodni i będziemy następnie wysłani do pracy do Transdanubii. Kilka tygodni później, wprowadzili nas do getta w cegielni , tam zabrali wszystkie nasze rzeczy , które jeszcze mieliśmy, zostawili nam tylko po kilka sztuk bielizny, odzież i jedzenie, każdy musiał dać pieniądze, biżuterię, złoto, bo kto tego nie zrobił , był zagrożony zastrzeleniem. Pewien handlowiec o nazwisku Winkler został pobity przez węgierskich żołnierzy, a gdy już był na wpół martwy, został zastrzelony. Po krótkim czasie załadowano nas do wagonów po 100 osób w jednym wagonie, przy wyruszeniu dostaliśmy wiadro wody do picia i wiadro dla celów WC. W naszym wagonie nikt nie umarł i nikt nie próbował uciec.
Żandarmi wyznaczyli starszych wagonów i zagrozili, że jeżeli nie oddamy pozostałych pieniędzy i biżuterii, to ich zastrzelą. Żandarmi towarzyszyli nam do Koszyc, tam przejęli nas Niemcy. Po trzech dniach przybyliśmy do Auschwitz. To było rano w drugi dzień Zielonych Świąt. Polscy więźniowie w pasiakach zabrali bagaże, wysiedliśmy, były osobno selekcje dla mężczyzn i kobiet. Poszliśmy do Łaźni, tu zabrali nam wszystkie ubrania, ostrzygli, zdezynfekowali, wszyscy dostali pasiaki, potem posegregowali i policzyli. W łaźni jednorazowo kapało się 500 osób, potem każdy dostał buty. Tu dostaliśmy obiad a następnie zabrali nas pieszo 18 km w deszczu do Monowitz. Uszliśmy parę kroków, kto nie mógł biegać, był bezpośrednio zagrożony zastrzeleniem. Pewien urzędnik z Huszt nazwiskiem Nemes, człowiek otyły, upadł; chcieliśmy mu pomóc, ale tych, którzy to zrobili , bardzo pobili. Monovitz był obozem pracy, skierowali do bloku po 250 osób, każdy spał na osobnej pryczy i miał dwa koce. Racja żywnościowa: litr zupy i ¼ chleba i trochę dodatku na chleb, oprócz tego w fabryce dostawaliśmy zupę. Już przez 3 lata pracowali tu Polacy, budowaliśmy fabrykę. Byliśmy na stacji 18 km stąd i rozładowywaliśmy maszyny, to była bardzo ciężka praca. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy, następnie Rosjanie podeszli i zabrali nas do Gleiwitz. Tu tylko jedną noc spędziliśmy w styczniu , dostaliśmy ¼ chleba i dodatek i ruszyliśmy stąd do Buchenwaldu. Jechaliśmy osiem dni otwartymi wagonami węglarkami, 120 osób w wagonie, ludzie stali w ścisku tratując się wzajemnie. Na jednej stacji wysiedliśmy z wagonów, było 330 zmarłych w transporcie. Raz na 24 godziny dostawaliśmy po kromce chleba, ale wody nie dostaliśmy wcale. Kiedy chcieliśmy ugasić pragnienie śniegiem, zastrzelili człowieka. Przybyliśmy do Buchenwaldu, całą noc staliśmy na zewnątrz, ; rano poszliśmy do łaźni, potem ulokowali nas na bloku, po 1000 w jednym bloku, 16-tu na jednej pryczy, oczywiście, mogliśmy tylko siedzieć. Wielu ludzi umarło tu z głodu, ponieważ dostawaliśmy tylko codziennie po 1/8 chleba i zupę. Mówiliśmy pomiędzy sobą, że musimy się stąd wydostać, bo jeżeli zostaniemy tu długo to umrzemy z głodu. Zgłosiliśmy się do pewnego transportu i pociągiem zabrali nas do Langenstein (koło Berlina). Tu było bardzo dużo rosyjskich jeńców, przydzielono ich do budowy tunelu . To była bardzo ciężka praca, pracowaliśmy na zmiany dzienną i nocną. Wyżywienie: 1/8 chleba i wodnista zupa, przy takiej ilości kalorii pracowaliśmy dziennie po 12 godzin. Byliśmy tutaj przez trzy tygodnie, a następnie otrzymaliśmy polecenie, że potrzebnych jest 180 osób w Magdeburgu. Z naszego bliku tylko tylu tam pojechało pociągiem. Pociąg został zaatakowany przez samolot, zginęło 150 osób, SS ewakuowali się z pociągu i nie otwarli wagonów, ale wtedy, kiedy wielu z nich został zastrzelonych , otworzyli jeden z wagonów i my wysiedliśmy, kiedy pilot zobaczył pasiaki, maszyna odleciała. Zebrali żywych i kontynuowaliśmy naszą podróż ponownie do Magdeburga, legerälteste zapewnił zwykłe świadczenia. Pracowaliśmy tu trzy miesiące, cegły oczyszczaliśmy . Wielkanoc zastała nas tutaj, ale brytyjscy żołnierze się zbliżali , SS szybko nas zostawił, powiedzieli, że kto chce iść z nimi, niech idzie. Wcześniej całkowicie opróżniliśmy opuszczony magazyn obozu i cieszyliśmy się jedzeniem, bo byliśmy go długo pozbawieni. Było wielu chorych po nadużyciu jedzenia. Volkssturm zabrał nas dalej na boisko do piłki nożnej i osobno kobiety. Brytyjczycy myśleli, że jesteśmy wrogami, podeszli od strony kobiet, które były w cywilnych ubraniach. Potem zrozumieli, że jesteśmy więźniami, ale było już 300 zabitych. Inni byli także ranni , np. wyżej wymieniony Herskovics Mór. Przez dwa tygodnie chodziliśmy tam i z powrotem zupełnie bez celu, z jednej wioski do drugiej. W jednej wiosce, kobiety kwaterowały w pewnym magazynie, my byliśmy na poddaszu i czekaliśmy na rozkaż, gdzie mamy iść. Sześćset osób pozostało razem , czterystoma udało się uciec. W jednej wsi była gorzelnia, tutaj odpoczywaliśmy, potem poszliśmy alej i wkrótce przybyliśmy do Sachsenhausen. Trzy dni potem przyszedł raz Lagerführer i powiedział, że kto może iść , pójdzie dalej. Było tu skoncentrowanych 50 000 więźniów, mój brat chciał iść , ale ja nie chciałem i pozostaliśmy tam w Sachsenhausen.
Ponieważ SS odeszło, pracownicy przymusowi dostali się do magazynów, i wzięli chleb, margarynę , salami było w bród. W blok trafiły dwa granaty, w.wym. Herskovics Lázár został ranny. 26 kwietnia zostaliśmy wyzwoleni przez Armię Czerwoną i wezwali nas do wyjścia, bo jeśli Niemcy wiedzą, że jesteśmy tam, to będą strzelać. Poszliśmy stąd do Schmachtenhagen, 6 km od Sachsenhausen, gdzie byliśmy pięć tygodni i tu wydobrzałem.
Tu szło nam dobrze, byli tu Francuzi, Włosi, Polacy. Rozporządzeniem rosyjskiego dowództwa skierowali nas do Hänigdorf , tu było bardzo dobrze, spędziliśmy tu trzy tygodnie , stąd ruszyliśmy transportem do Pragi , stąd przez Bratysławę dotarliśmy do Budapesztu.Plany na przyszłość: Czterej bracia są w Ameryce, chcemy również tam wyjść.
830, M, mechanik samochodowy, ur 1922, lat 23, Auschwitz ( 28-05-45 do 18-01-45 ), Gleiwitz (1 dzien ), Sachsenhausen (10-02-45 do 20-03-45), Schwerin, ( kwiecień, do wyzwolenia)
Byłem pracownikiem przymusowym w Oradea ( Nagyváros ) . Na początku marca 1944 uciekłem z jednostki i na stacji kolejowej w Eszenyi zostałem aresztowany przez żandarmów i wywieziony do getta. Stamtąd w dniu 3 maja deportowano mnie do Auschwitz. W trzy dni potem przyjechaliśmy do Auschwitz, na stacji poszedłem razem ze zdolnymi do pracy, i wkrótce przydzielono mnie do tamtejszego warsztatu ciągników, gdzie pracowałem przez 8 miesięcy. 18-01-1945 ewakuowali obóz. Potem zabrali nas na pieszy marsz, szliśmy 60 km. Szliśmy noc i dzień w 0.5 metrowym śniegu, potem załadowali nas na wagony, po 160-170 w wagonie, nie mogliśmy się nawet ruszać i wyruszyliśmy. To był tzw. transport śmierci. Przybyliśmy do Gleiwitz, tam umieścili nas w jednym obozie koncentracyjnym Gleiwitz-2, tu przeprowadzili selekcję i z 4000 mężczyzn ,1600 z nich pobili na śmierć na tamtejszym podwórzu ludzie z obozu Birkenau grubymi drągami. Pozostałych przeniesiono do innego obozu, który był bliżej dworca kolejowego. Do czasu, kiedy się obudziliśmy rano, znowu było dużo słychać. O 10-tej rano przyjechały do nas dwa samochody ciężarowe z SS, którzy zaczęli do nas strzelać i zabili około 500 osób pozostałych umieścili w wagonach tak, że było tylko tyle miejsca, żebyśmy mogli usiąść. Jechaliśmy 12 dni, przejechaliśmy całe Czechy. Jeszcze w Auschwitz dostaliśmy po bochenku chleba i 4 dawki margaryny. Pożywialiśmy się tym jakiś czas, a potem już wcale nie pozostało jedzenia. Ludzie zaczęli bardzo umierać, wiele osób zostało stratowanych na śmierć w wagonach, bo nie mogli się poruszać, a wagony były zatłoczone. Wieczorem zatrzymaliśmy się na pewnej stacji, poszliśmy 20 km, pchaliśmy wagon, i tak tam staliśmy i zrobione to było tak, aby jak najwięcej ludzi zginęło. Kolejno wyrzucaliśmy zmarłych tak, aby byli w kilku miejscach.
W Pardubicach dokonał przeglądu w wagonach i gdzie widział leżących chorych polecił ich wyładować i zastrzelił ich. Już przez pięć dni wcale nic nie jedliśmy i byłe m szczęśliwy, że jeden SS dał trochę śniegu, żeby przynajmniej złagodzić pragnienie. Przyjechaliśmy głodni i śmiertelnie wyczerpani do Sachsenhausen. Wtedy w wagonie było już po 40-50 osób. Wprowadzono nas do bloku kwarantanny, bez drzwi i okien, całkowicie nieogrzewanego , w pokoju było zimno, przez dwa tygodnie dostawaliśmy całkiem przyzwoite jedzenie, tylko okropnie marzliśmy, bo nie mieliśmy koców a wdmuchiwało zimno. Niewielu z nas przetrwało, tylko, kto był bardzo silnej budowy. 2 tygodnie później zostaliśmy przydzieleni do pracy, umieścili nas w normalnym obozie i pracowaliśmy w fabryce samolotów Hänkel , położonej w odległości 4 km od tego obozu. Tam byliśmy aż do ewakuacji. Ostatnie 3 tygodnie bardzo głodowaliśmy, Jeden bochenek był dzielony na 8-miu ludzi, w południe była wodnista zupa. Tam byliśmy od 30 marca do 20 kwietnia. Pewnego dnia każdy dostał bochenek chleba i pół margaryny i wyruszyliśmy pieszo, z powodu zbliżającego się frontu. Jedzenie wydane na drogę szybko się skończyło i jedliśmy surowe kartofle i inną zieleniną znajdowaną po drodze. Po kilku dniach marszu oswobodzili nas Amerykanie w Schwerin. Od Amerykanów dostaliśmy dużo jedzenia, i wszyscy zachorowali z tego, bo zjedliśmy dużo i było nam ciężko od przesytu, nie mogliśmy już tak jeść, tak byliśmy zagłodzeni. W Schwerin byliśmy jeszcze 3 tygodnie, a następnie zabrali nas samochodami do Lübeck. Wszędzie otrzymywaliśmy dobrą opiekę. Na początku czerwca pojechaliśmy z czeskim transportem do Pragi, tak spędziliśmy kilka tygodni, na każdej głównej stacji uroczyście nas witali, a w Pradze mimo ze dali nam bilety na jedzenie, gdzie po prostu zwróciliśmy się o jedzenie, mimo, że bilety się skończyły, wszystko dostawaliśmy wszędzie bez biletu. Co więcej, od Czechów otrzymaliśmy pieniądze i ubrania.
846, M, talmudysta ur. 1928 lat 17, Birkenau ( 3 dni ), Auschwitz ( 8 miesięcy ), Gleiwitz ( 2 dni ), Nordhausen-Dora ( ok. 3 miesiące ), Bergen-Belsen ( 1 tydzień).
Z getta w Técső wywieźli nas wagonami do Birkenau. Tam skierowali mnie do 21-szegobloku. Położyliśmy się na pryczach . Rano obudziliśmy się i poszliśmy do wspólnego W.C. Dali trochę kawy, byliśmy bardzo głodni, bo nie jedliśmy poprzedniego dnia nic. Wybierali wykwalifikowanych pracowników, na przykład majstrów budowlanych, do prac rolnych , itp. Zgłosiłem się do prac rolnych . Zrobili transport i zabrali nas do bloku 10-tego. Przez dwa dni nic nie jedliśmy, dopiero we wieczór następnego dnia dali chleb. Dostałem się do Auschwitz, gdzie przebywałem przez 8 miesięcy. Kwarantannę odbyłem w bloku 6-A. Stamtąd mnie i moich przyjaciół zabrali do małego obozu, gdzie przeżyliśmy żydowski Nowy Rok. Robiliśmy prace rolnicze, koszenie, młócenie. Jedzenie dostawaliśmy przyzwoite, ale na tą pracę nie było wystarczające. Schorowanych zabierali dla poprawienia sił (Schonung ), a stamtąd zabrali mnie w lepsze miejsce. Tu musiałem budować bunkry. Tu w pracy miałem lepiej, bo mogłem „ organizować „. Byłem tam w ostatnim transporcie. Kiedy podeszli Rosjanie, odeszliśmy pieszo do Gleiwitz. Kto nie mógł nadążyć, tego zastrzelili. W Gleiwitz byliśmy przez dwa dni. Tam był okropny ścisk, bo nas przyszło 7 000 ludzi, z obozu Buna inne 7 000 ludzi, a w obozie było miejsce na 1000 ludzi. Kapo po prostu wyrzucali Żydów przez okno. Bili nas. Jedzenia nie dali a na dodatek było strasznie zimno.
Na otwarty wagon ładowali po 140 ludzi. Ledwie mogliśmy stać, nie było miejsca. Połowa moich kolegów zginęła w drodze. Nie było tylu zgonów z głodu- wydali na drogę po 40 dkg chleba- ale z tego powodu, że udusili się w ciasnocie. Umarli byli wyrzucani z wagonów, kto jeszcze zupełnie nie umarł, tego dobijał strzałem strażnik i potem był wyrzucany. Po siedmiu dniach drogi dotarliśmy do Nordhausen, gdzie ulokowali nas w obozie Dora. Moja pracą było zamiatanie ulic. To był szczęśliwy przydział pracy, ponieważ podczas ,gdy większości kolegów było bardzo źle, było w mojej mocy aby „ organizować „.Jasne, że tylko obierki ziemniaczane, ale potem już nie było większego skarbu. Kiedy Amerykanie podeszli, ewakuowali nas. Na drogę wydali po pół chleba i pół konserwy. Przez sześć dni jechaliśmy w otwartych wagonach po sto ludzi. Jeździliśmy po Niemczech tam i z powrotem, w końcu nas zładowali w Bergen-Belsen. Byliśmy tam przez tydzień, zagłodzeni, w bardzo złej sytuacji, aż
15 kwietnia wyzwolili nas Anglicy.
1096,2M,uczeń krawiecki ur. 1929, lat 16, majster piekarstwa ur. 1897, lat 48, Auschwitz ( 18do22-05-44 ), Monowitz ( 22-05-44 do 18-01-45), Gleiwitz ( 20do25-01-45 ), Dora ( 10-13-02-45), Ellrich ( 14-02-45 do 8-04-45), Bergen-Belsen (8do15-04-45).
W Aknaszlatiná ( Solotvino ) mieszkało ok. 1.800 Żydów, którzy byli w większości bogatymi rzemieślnikami/przemysłowcami , kupcami , ale wielu z nich było biednymi woźnicami i robotnikami rolnymi. Wyżej wymieniony H.B. miał dobrze prosperującą piekarnię i własny dom. Kilka dni po wkroczeniu Niemców żandarmi wyznaczyli ulice getta , które było w środku wsi, a mieszkaliśmy na terenie kopalni soli. Tydzień później pewien podporucznik ostrzegł nas w języku węgierskim, aby nie przekraczać granic getta, w przeciwnym wypadku będą strzelać. Operacja przeciwko członkom Rady Żydowskiej (Salamon, Gelbermann , etc) odbyła się bez żadnego sprzeciwu. Getto zostało otoczone przez żandarmerię, o utrzymanie porządku wewnętrznego dbali żydowscy policjanci. Mężczyzn wywieziono do pracy, tu bardzo ich bito. Pewnego dnia otrzymaliśmy rozkaż, żeby się spakować, ale najpierw zebrano mieszkańców getta w pewnym ogrodzie, tu ich w kolejce bardzo pobito. Każdy musiał tam zostawić swoje bagaże, powiedziano nam, że to zostanie wysłane za nami. Stamtąd poszliśmy na lotnisko, tu nastąpiło dokładniejsze przeszukiwanie ciała, podczas tego bili nas i utraciliśmy wszystko, i trzeba było leżeć na brzuchu, żeby nie widzieć, co robią w sąsiedztwie. Na lotnisku nas następnie załadowano na wagony, po 86 osób w wagonie. Wody do picia ani wiadra do celów toalety nie dostaliśmy. Do Koszyc ( Kassa ) eskortowali nas żandarmi, tam przejęli nas Niemcy. Powiedzieli nam, że zabieraja nas do pracy do Hortobágy. Po trzech dniach podróży w nocy dotarliśmy do Auschwitz, przyjęli nas więźniowie polscy w pasiakach, opuściliśmy wagony , bagaże tam zostały w wagonach, po wyładunku nastąpiła selekcja, wybranych zaprowadzili do dezynfekcji, strzyżenia włosów. W ciągu 4 dni pobytu tutaj stale widzieliśmy płomienie krematorium. Cztery dni potem poszliśmy z transportem do Monowitz, było nas w bloku po 240 osób, na jednej pryczy spał tylko jeden człowiek, wyżywienie było dość przyzwoite. Sposób traktowania był do przyjęcia, pracowaliśmy w fabryce oleju, dzień pracy był 10 godzin. Kiedy Rosjanie podeszli, musieliśmy odejść pieszo do Gleiwitz. Szliśmy pieszo przez dwa tygodnie, na drogę nic nie dali. Kto nie był w stanie nadążyć, tego zastrzelili. Tutaj także byliśmy zaledwie cztery dni, wypoczywaliśmy , ale tylko przy wyruszeniu dali po ¼ chleba i kiełbasę. Następnie załadowali nas po 130 do otwartych wagonów. Przy zimnej pogodzie wielu z nas zamarzło, wielu również zginęło z głodu i pragnienia, tak, że z 14 000 osób przybyło tylko 6444 osoby. Zostali też zastrzeleni ci, którzy wysunęli głowy z wagonów lub po prostu wstali. Praktycznie jedynym pokarmem był śnieg, przywiązywaliśmy sznurówkami puste puszki po konserwach do okna , tak, że śnieg tam wchodził. Ta podróż trwała 12 dni, aż dotarliśmy do Dora, ale byliśmy tam tylko 3 dni. Tu odebrali nam wszystkie nasze rzeczy, dali zniszczone ubrania i poszliśmy do Elrich. W obozie zagłady Ellrich byliśmy trzy miesiące, warunki były straszne, dostawaliśmy tylko 1 l mielonych ziemniaków w zupie, po trzy osoby leżały na pryczy, koców nie mieliśmy. Pracowaliśmy w kopalni, tak ciężką pracę tu wykonywaliśmy, ze dziennie wieczorem przynosiliśmy z pracy po 5-6 zmarłych, którzy się załamali i nie byli w stanie pracować, osłabli, zmarznięci w zniszczonych i niepełnych ubraniach. Mój 22 letni syn też tu zmarł. Dziennie umierało po 300-400 osób. W środku obozu było krematorium, ale oprócz tego był dół, gdzie co tydzień palili po 500-600 osób, a krematorium płonęło całymi dniami. Słyszeliśmy, że byli też szaleni ludzie, którzy jedli ciało ze zwłok, te również spalono. Widziałem również jak spalano trupy: warstwa drewna warstwa zwłok. Gdy podeszli Brytyjczycy, musieliśmy stąd uciekać, skierowali nas do Bergen-Belsen. Byliśmy tu w sumie osiem tygodni i głodowaliśmy. Dla jego zmniejszenia organizowaliśmy obierki z ziemniaków i z rzepy, ale jeśli na tym węgierscy żołnierze kogoś przyłapali, to zastrzelili. Jedzenia nie dostawaliśmy tu wcale i tu już nie pracowaliśmy. W dniu 15 kwietnia w brytyjska armia nas wyzwoliła, stąd przenieśli nas do Celle, tam spędziliśmy więcej niż sześć tygodni.Następnie stamtąd wyruszyliśmy z czeskim transportem przez Pragę i Bratysławę. plany: Jesteśmy nadal całkowicie zaskoczeni, w każdym razie jedziemy do domu, aby zobaczyć , czy ktoś pozostał.
1349,M.ślusarz ur. 1926, lat19, Birkenau-Auschwitz ( 4 tyg. ), Gleiwitz ( 8 m-cy ), Gross-Rosen ( 1 dzień ), Buchenwald ( 02-45 do 11-04-45 )
….. Po czterech tygodniach zostałem jeszcze wysłany z transportem do Gleiwitz odległych o 40 km od Auschwitz. Pracowałem w fabryce wagonów. Praca była bardzo ciężka, już dwa tygodnie później byliśmy wyniszczeni. Pracowaliśmy po 11 godzin w nocy. Do jedzenia dostawaliśmy rano po 1 / 6 bochenka chleba, to samo wieczorem. W południe dostawaliśmy 1 l. zupy. Trudno to sobie wyobrazić jak ciężkie to było życie . Ci , którzy chcieli uciec i zostali schwytani, byli strasznie torturowani . W karaniu wynaleźli niewiarygodne tortury. Traktowanie było bardzo surowe. W obozie jedną z zalet była absolutna czystość ; bo inaczej mógłby rywalizować z najgorszym obozem. Do pracy chodziliśmy bez butów, mówili, że buty są zużyte. Gdy Rosjanie się zbliżali i rozpoczęli ofensywę w Krakowie , my wyruszyliśmy z Gleiwitz. Szliśmy pieszo do Grossrosen przez trzy tygodnie. Wyruszyło nas 1650 osób a zaledwie 300 przybyło i nie wiem , co się stało z innymi. Wielu zastrzelili po drodze tych, którzy wyszli z szyku marszowego. Dostawali strzał w głowę i zostawali pokryci śniegiem. W drodze nie dostawaliśmy więcej niż trzy ziemniaki dziennie. Wodę trudno było dostać , ale nie wolno było podnosić śniegu na drodze do mycia. Pewnego razu ósmego dnia marszu przyszliśmy do opuszczonego zamku gdzie mieliśmy nocować, 18-letni współwięzień wyszedł na taras, bo chciał się przemyć i w tym momencie, dostał od dołu śmiertelny strzał . Po wielu zmiennych kolejach losu i cierpieniach po całym marszu dotarliśmy do Gross-Rosen, miejsca dystrybucji, a stamtąd skierowali nas do Buchenwaldu…
1474, M, uczeń ślusarski ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 05-44, 4 dni ), Monowice (4-06-44 do 2-01-45), Gleiwitz (styczeń 45-4 dni ), Mauthausen ( 1 tydzień), Ellrich ( 6 dni ), Ginserode (Kon. 01-45 do 28-03-45)…
Mieszkałem w Użgorodzie (Ungvár ), gdzie pracowałem jako czeladnik ślusarski w pewnej fabryce. W dniu lub koło 10-tego kwietnia 44 o świcie pojawili się policjanci, zebrali nas, pozwolili każdemu zabrać pakunek 50 kg i zabrali nas do getta. Mój ojciec miał sklep spożywczy w Użgorodzie, jednak został wywieziony w 1941. W getcie byliśmy 4 tygodnie, następnie przewieziono nas do Auschwitz. Na stacji w Auschwitz zostałem oddzielony od rodziców zaprowadzony do łaźni, gdzie obcięli mi włosy, dali pasiak i wprowadzili do 17-tego bloku. Cały dzień staliśmy na apelu i byliśmy bardzo głodni, ponieważ niewiele dostaliśmy do jedzenia. 4 dni potem zabrali nas do Monowitz, gdzie pracowałem w warsztacie ślusarskim. Fabryka, gdzie pracowałem, została wybudowana na wielkiej górze, i ja tam mieszkałem ( sprawdzić, Monowice są płaskie jak stół - przyp. mój ), miejsce było czyste i przyzwoite, tylko starszy blokowy SS był zły i często byliśmy bici. W bloku wybudowanym w pewnej fabryce było nas 250-ciu, po dwóch spało na jednej pryczy.
Rano pobudka była o wpół do piątej, dostawaliśmy na śniadanie czarną kawę, o 7-mej szliśmy do pracy, w południe w fabryce dostawaliśmy zupę, była rzadka jak woda, pracowaliśmy do 18-tej wieczorem, potem znowu na kolację była zupa. Z Monowitz zabrali nas do Gleiwitz 2-01-45, tam tylko 4 dni byliśmy i nie musieliśmy pracować, SS nas bili i prze te 4 dni wiele od nich ucierpieliśmy. Tę drogę odbyliśmy pieszo, 70 km szliśmy noc i dzień, na zimnie i śniegu, marzliśmy w niekompletnej odzieży i wielu zginęło po drodze. Potem z Gleiwitz ruszyliśmy dalej w drogę 6 dni do Mauthausen, tam byliśmy tylko 6 dni i poszliśmy dalej do Ellrich, tam byliśmy tylko kilka dni, przeciągali nas z jednego obozu do drugiego, aż przyszliśmy do Ginserode i tam zostaliśmy przez 3 miesiące. Tam pracowaliśmy w kamieniołomach, bardzo dużo musiałem pracować, ale jedzenie i traktowanie były do zniesienia. Rano pobudka była o piątej ,dziennie dostawaliśmy po 30 dkg chleba, 4 dkg margaryny, w południe i wieczorem była zupa i trzy razy w tygodniu było mięso. Pod koniec marca cały transport wyruszył ponownie, po dwóch dniach wraz z trzema kolegami uciekliśmy w czwórkę do lasu .Ukrywaliśmy się 4 dni, nie jedliśmy, mogliśmy dostać tylko wody, piątego dnia zostaliśmy schwytani przez Niemców, powiedzieliśmy im, że pozostaliśmy z tyłu , bo nie mogliśmy iść ze słabości. Ci Niemcy byli w odwrocie, nas zabrali do pewnego domu, gdzie wypoczęliśmy, i poszliśmy z nimi naprzeciw Amerykanom. Ledwie uszliśmy chwilę, wywiązała się wielka strzelanina, Niemcy powoli pozostawiali nas, w końcu już tylko jeden pozostał z nami, ale kiedy już byli tak blisko, że można ich było zobaczyć, nawet ten SS ukrył się w piwnicy pewnego domu. Amerykanom powiedzieliśmy, że szkoda, że do nas nie doszli, kiedy byliśmy w lesie, dali nam sporo konserw, czekolady i papierosów, tam pozostaliśmy we wsi przez 4 tygodnie, trochę przybraliśmy na wadze i wyruszyliśmy w drogę do domu. Teraz wracam do domu do Użhorodu, bo słyszałem, że dwóch członków naszej rodziny, ojciec i jeden z braci są już w domu.
1538,M, ślusarz ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 5-05-44 do 5-06-44 ) , Gleiwitz ( 5-06-44 do 20-01-45 ), Gross-Rosen ( 20-01-45 do 2-02-45 ), Buchenwald ( 28-02-45 do 2-06-45 ( 14-04-45) )
W Bártházi mieszkalo tylko 8 rodzin żydowskich ,robotników, rolników, ludzi żyjących biednie z dziennych zarobków. … Stamtąd zabrali mnie jako ślusarza do transportu i wywieźli mnie do Gleiwitz. Pracowałem tu w fabryce wagonów, praca była bardzo ciężka, miejsce pracy było o 2 km od obozu, czas pracy po 12 godzin dziennie. Musiałem bardzo ciężko pracować, a niemieccy kapo mnie bili , nawet po zakończeniu pracy , po godzinie osiemnastej wieczorem i po 11 godzinach pracy w fabryce, musiałem pracować w obozie dla SS: dziedziniec, itp. musiał być w porządku. Wyżywienie było tu bardzo słabe, wszystko było kradzione przez SS, było bardzo mało jedzenia, a przede wszystkim racje chleba były bardzo małe. Pewnego razu uciekło z obozu12 osób , dwóch z nich schwytali i powiesili. Każdy musiał przyglądać się wieszaniu. Bardzo często byliśmy karani biciem kijami, wymierzanie kary odbywało się w niedziele. Byłem przez kilka tygodni Vorarbeiterem ( robotnikiem przodowym ) , po to, żebym musiał pracować jeszcze lepiej. Pewnego razu poskarżyłem się, że chłopcy nie bardzo przyzwoicie pracują ; ponieważ ich nie pobiłem, skończyło się na karze dla mnie , w wyniku czego poszedłem na śledzionę na rewier i leżałem sześć dni. Na dni przed transportem musieli operować mi ramię więc chirurg zrobił operację ręki i poszedłem. Trzeba było się ewakuować, ponieważ Rosjanie rzeczywiście się zbliżyli . Szliśmy pieszo miesiąc, zawsze nocowaliśmy w stodołach, byłem prawie nagi, bo wyszedłem z revieru, co więcej, chcieli mnie zostawić, ale ja nie chciałem zostać, ale poszedłem niekompletnie wyposażony, ponieważ domyślałem się, że jeśli tam zostanę, to z tego może być tylko problem . Na drogę wydali po pół chleba, 1 / 4 margaryny, 1 łyżkę marmolady i trzy dni potem znowu dostaliśmy małą rację chleba, bardzo rzadko było trochę zupy, ale dlaczego mieliśmy narażać życie?. Co 3-4 dni od dostawaliśmy trzy lub cztery kawałki ziemniaków. Tych, którzy pozostawali za kolumna bił kapo, i jeśli się przewrócili , to natychmiast byli zabijani strzałem przez SS . Zamarzło wielu ludzi po drodze, z Gleiwitz wyszło 1200 osób a do czasu , kiedy przybyliśmy do Buchenwaldu, może w sumie przeżyło z nas tylko 20 osób. Po drodze Lagerführer powiedział do kapo: "co to jest, tylko tylu zabili?” Szliśmy kolumną o pięciu rzędach w głębokim śniegu w normalnym wojskowym krokiem, kto nie mógł tak iść aby utrzymać się z nami, był bardzo pobity. W obozie Grossrosen byliśmy przez dwa dni …..
1611, M, uczeń, ur 1929, lat 16, Auschwitz (05-44 do 18-01-45), Gleiwitz ( 2 tygodnie ), Oranienburg ( 2 tygodnie ), Flossenburg ( 3 miesiące)….
Rodzice i 5 rodzeństwa zostali deportowani w maju 1944 z getta w Nagyszőlős do Auschwitz . Po przyjeździe była selekcja. Ja pozostałem tylko z ojcem, mama z małymi braćmi poszła w lewo. Wraz z moim ojcem dostałem się do 22-go bloku. Na początku wykonywaliśmy prace murarskie, później dostałem się do budynku krematorium. Gdy przywozili transporty węgierskie, najpierw brali ich do kąpieli, tu ich gazowali a potem windą kierowali do krematorium. Wszystko to widziałem na własne oczy. Każdego dnia przychodził transport, widziałem selekcję, oraz to, że od razu oddzielali osoby starsze, chorzy, kobiety i dzieci i kierowali do gazu. Nie lubię o tym rozmawiać, bo te wspomnienia są straszne. Krematorium zostało zamknięte w połowie listopada. Potem już tylko muzułmanów gazowali i palili. Skierowali nas z transportem do Gleiwitz. Był wielki śnieg i marzliśmy w pewnym zimnym baraku. Jedzenia dostaliśmy mało. Tu była selekcja. Powiedziano mi, że tych starych ludzi zabierają do sanatorium, ale to nie była prawda. Zabrali tych biedaków i spalili ich. W Gleiwitz były urządzenia do gazowania i krematorium. W lutym poszliśmy do Oranienburga. Zima była mroźna a my mieszkaliśmy w baraku. Jedzenia nie dawali, boleśnie głodowaliśmy, ostatnim przystankiem był Flossenburg. Skierowali mnie do bloku młodzieżowego, gdzie nie pracowałem. Tutaj spotkałem ojca. Gdy Amerykanie zbliżyli się, wzięli mnie do transportu i skierowali do Neuburga, gdzie zostałem wyzwolony przez Amerykanów.Niestety, nic nie wiem o moim ojcu i tak zostałem sam w wielkim świecie.
1830, M, krawiec ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 05do06-44), Gleiwitz ( 06-44 do 01-45), Buchenwald ( 01do03-45),
Mojego ojca zabrali do wojska w roku 1942, był na Ukrainie i zaginął w odwrocie, ja prowadziłem nasze warsztaty na jego miejscu. Szło nam bardzo dobrze i mogłem utrzymać matkę i rodzeństwo. 18-04-44 zebrano nas w świątyni, stamtąd wywieziono nas do getta Szeklence. Po czterech tygodniach musieliśmy wszyscy wyjść na otwarte pole. Tam badała nas policja i musieliśmy wszystko oddać żandarmom. Cóż więc pozostało, mieliśmy jeszcze iść do stacji. W wagonie było strasznie gorąco i duszno. Podczas jazdy jedno dziecko przyszło na świat. Po przybyciu do Auschwitz, oddzielono mnie od matki i pięciorga młodszych braci. Potem przyszliśmy do dużego baraku, gdzie mieliśmy się całkowicie rozebrać, mogliśmy zachować tylko buty. Dostaliśmy pasiaki i poszliśmy do naszego bloku. Kiedy poszukiwali ślusarzy zgłosiłem się, chociaż nie miałem o tym pojęcia. W Auschwitz musiałem czekać 3 tygodnie razem z 500 ślusarzami na transport do Gleiwitz. Przyszliśmy do Gleiwitz.Już na drugi dzień poszliśmy do pracy w fabryce wagonów. Mieszkaliśmy w małych barakach, przy każdym była mała umywalnia, więc zawsze mieliśmy możliwość utrzymania czystości. Jedzenie składało się z 60 dkg chleba, litra zupy, 2x dodatek i 2x kawa. Kiedy zrobiło się zimno dali nam po płaszczu i buty. Cywi
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:22, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Cywile, z którymi pracowaliśmy, byli przyzwoici. Mnie osobiście przynosili niemal codziennie chleb, sacharynę i kiełbasę. Więc mogę naprawdę powiedzieć, ze mi w Gleiwitz szło bardzo dobrze, jednakże miałem wielkie szczęście. 11-01-45 nasi przełożeni uznali, że czas ewakuować obóz, musieliśmy odejść pieszo. 200 chorych zebrano na 6 wozów z uwagą, że będą dalej transportowani. Później dowiedzieliśmy, że zostali zabici granatami. Osiągnęliśmy Gross-Rosen. Tu musieliśmy leżeć na gołej ziemi, koców nie mieliśmy. Kto się jeszcze był w stanie taszczyć dalej, wlazł na strych, żeby przynieść łóżko. Tak zrobił mój wujek. SS zrzucili go ze strychu na dół, wziąłem go do szpitala. Po dwóch dniach Gross-Rosen było wyzwolone, mam nadzieję, że mój wujek przeżył, ale zupełnie nic o nim nie wiem. Zostaliśmy wepchani do wagonów po 80-100 osób w wagonie i przyszła straszna jazda do Buchenwaldu. Tam nas natychmiast zabrali do dezynfekcji i ulokowali po 2000 ludzi w jednym baraku. Mieliśmy dziennie 8-10 zgonów, co było jeszcze skutkiem podróży. Nie dali nam żadnej pracy, ale to było bardziej niekorzystna sytuacja, bo nie dostawaliśmy jedzenia a czas mijał bardzo powoli.
Wśród 75 000 więźniów, którzy byli wówczas w obozie tylko 8000 Żydów. W dniu 20 marca kierownictwo obozu dostało rozkaz , że wszyscy Żydzi musza opuścić Buchenwald. Pojechałem z pierwszym transportem , który składał się z 1500 osób . Już nie mieliśmy butów na nogach. W ciągu pierwszych czterech dni dostawaliśmy jeszcze jako posiłek po 10 dkg chleba, ale potem się z tego wycofali i musieliśmy sami sobie coś znaleźć. Jedliśmy, co mogliśmy znaleźć na polach, łąkach i w ogóle po drodze. Ale nawet to było bardzo trudne, ponieważ każdy na tym przyłapany bywał całkiem po prostu zastrzelony. Potem SS wymyślili nową rozrywkę, "fünfieren-piątkowanie ". Umieszczono nas w rzędzie, a potem liczy się jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Na kogo wypadła piątka, był tracony bez uprzedzenia. Na mnie też wypadło , że mają mnie zastrzelić ale SS-man mnie przeprosił i poszukał sobie innej ofiary. Po trzech tygodniach ukryłem się. Myślałem, że to jest zupełnie to samo: jeśli znajdą mnie tu, to mnie zastrzelą. Jeżeli pójdę dalej, wiedziałem, że prędzej czy później również mnie zastrzelą, bo nie będę mógł iść dalej. Miałem bardzo dużo szczęścia. W innym czasie zwykle , gdy transport został wyznaczony do dalszego marszu, SS szli z psami i szukali , czy nikt nie pozostał na miejscu. Tym razem nie udało im tak zrobić , jakby przez zrządzenie Boskie. Kiedy tak szedłem wzdłuż drogi zauważyłem kobietę. Zawołała mnie do siebie i przetrzymała w swoim domu. Po trzech dniach nadciągnęła amerykańska straż przednia i znowu byłem wolnym człowiekiem. Nie wiem jak i jakie są możliwości, wiem tylko jedno: muszę i pojadę do Palestyny.
2013, M, ślusarz ur 1914, lat 31,Auschwitz-Birkenau (8 dni ), Monowitz ( 2-05-44 do 13-01-45, Gleiwitz ( 6 dni ), Dorla ( 2 miesiące ).
Kiedy dotarliśmy do Birkenau, zaprowadzono nas do budynku dezynfekcji, gdzie nas załatwiono i przyszliśmy do bloku nr 7, gdzie spaliśmy na pryczy po dziesięciu. Raz dostaliśmy trochę płynnej zupy, którą trzeba było jeść bez łyżki, wszyscy z jednego naczynia ponieważ nie było talerzy. Po 3 dniach poprowadzono nas na piechotę w największym deszczu do Auschwitz. To było tak straszne, że około 200 padło. Także tutaj nas zdezynfekowali po przybyciu. W największym deszczu i zimnie musieliśmy przejść nago na blok. Tu nas przydzielono, na jednym łóżku spało czterech. Potem nas tatuowali, co trwało do rana. Rano, rozdzielono mokre ubrania i po południu o 16-tej rozdzielono zupę. Następnego dnia zestawili transport. Poszedłem z ostatnim transportem, po około 10 dniach do Monowitz.
Gdy przyszedłem do Monowitz na blok, przez 2 dni musiałem leżeć na gołej ziemi.
Na trzeci dzień wzięli nas do pracy, nosiliśmy żelazo, a na następny dzień zostałem zaliczony do komanda zewnętrznego nr 215, jako mechanik samochodowy i tam pracowałem do 15-01-45. Mieliśmy dobre wyżywienie, otrzymywaliśmy to samo, co mistrzowie a ponadto w fabryce otrzymywaliśmy jeszcze oddzielnie zupę, a wieczorem w obozie jedzenie. Dziennie otrzymywaliśmy 50 dkg chleba, i jeszcze margarynę i kiełbasę tak ,że byłem w stanie dać zbywającą część kolegom. Nasze komando było 15 osobowe. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach, spaliśmy na trzy rzędowych łóżkach, mieliśmy po 2 koce, jedwabną narzutę na łóżko, spaliśmy w oddzielnych łóżkach, tak że nawet mieszkanie było bardzo dobre. Traktowanie było także bardzo porządne, przecież wszyscy pozostali zostali na drodze. byliśmy fachowcami. 15-01-45 , kiedy front rosyjski się przybliżył, wieczorem o 7-mej, wymaszerowaliśmy na pieszy marsz 68 km do Gleiwitz. Wyszło 14 000 ludzi a przyszło 7800, pozostali zostali na drodze. Za nami szło 50 ludzi SS i nie pozostawiali nikogo przy życiu, zastrzelili nawet przez pomyłkę 2 strażników z Wehrmachtu. Do Gleiwitz przyszliśmy w nocy, w zimnym deszczu, nie mieliśmy ani jedzenia, ani mieszkania. Podczas 6 dni otrzymaliśmy tylko dwukrotnie 30 dkg chleba i zupełnie nic prócz tego. W Gliwicach nas załadowano na wagony, wysłano 3 transporty,( ja pojechałem z trzecim,) które odpowiednio były kierowane do Nordhausen lub Dorla. Było nas w wagonie 130, jechaliśmy 14 dni. Podczas tego czasu dostaliśmy tylko po pół chleba, 10 dkg margaryny i 5 dkg kiełbasy, ale wody nie dostaliśmy. Kto się wychylił na zewnątrz po śnieg, został zastrzelony. Na jednej stacji zapytaliśmy się chłopców, gdzie można dostać trochę wody. Pozwolono im na to , a kiedy wysiedli i pobiegli do źródła, zastrzelili 180 osób. Dziennie w wagonie było 25-30 zgonów. Kiedy dotarliśmy do Dorla , było 7 wagonów zwłok, i trwało dwa dni aż zostały przewiezione do krematorium. Kto jeszcze żył, ale nie mógł chodzić, musiał być wyrzucony z wagonu, i został również zastrzelony. To był wieczór, kiedy dotarliśmy do Dorla, tu nas zdezynfekowali i ulokowali po 2000 ludzi na bloku, gdzie mieliśmy się położyć na gołej ziemi. Ludzie dostawali trochę zupy, ale nie mogliśmy się do tego dostać więc byliśmy bardzo głodni , tam był kompletny bałagan, w końcu kotły zostały przewrócone i tylko niewielu dostało jedzenie. Policja obozowa biła ludzi gumowymi pałkami. Pracowałem w Dorla jako maszynista. Dzień pracy wynosił 12 godzin, częściowo w dzień, częściowo na nocnej zmianie. Jedzenie było bardzo słabe, dostawaliśmy trzy czwarte w litra zupy z rzepy, co drugi, trzeci dzień zgniłe ziemniaki , chleb nie był dostępny. Majstrowie byli z nami na dobrej stopie ,tylko kapo i policja w obozie byli źli dla nas. Tu leżeliśmy po 4 w łóżku, tak że nawet to nie było właściwe. Możliwości utrzymania czystości nie było, toteż dostaliśmy wszy. Wielu z nas uległo osłabieniu ze względu na wiek i z rewieru codziennie zabierano 200-300 osób do krematorium. Kiedy Amerykanie przybliżali się , załadowali nas do pociągu - po 160 w jednym wagonie! – do otwartych wagonów. W każdym samochodzie było 8 SS.
Dostaliśmy po pół bochenka chleba i konserwę na drogę. Tak jechaliśmy 7 dni. Kiedy esesmani raz zasnęli , skorzystałem z okazji i z sześcioma towarzyszami wyskoczyliśmy. Załatwiłem sobie niemiecką odzież i podawałem się za Niemca. Tak doszliśmy do okolic Hanoweru. Tu znowu załatwiliśmy sobie cywilna odzież i przeszmuglowaliśmy się na stronę angielską. Tu byliśmy 8 dni w więzieniu, dopóki nie wyjaśniliśmy, kim jesteśmy,
a następnie podawaliśmy się Anglikom za partyzantów.
2019, M, szewc ur.1902, lat 43,Auschwitz-Birkenau ( 05-44 do 18-01-45), Gleiwitz ( 3 dni ), Buchenwald (1 tydzień), Halberstadt ( 6 tygodni ), Magdeburg ( 6 tygodni).
Przybyliśmy do Birkenau, gdzie nas poddano selekcji. Ja poszedłem na prawo, żona i 5 dzieci zostali po lewej stronie. Najstarszy miał 17 lat, najmłodszy 9 lat. Następnego dnia widziałem nawet córkę 17 lat, innych jednakże więcej nie widziałem. Zabrali nas do łaźni, zdezynfekowali nas i umieścili nas w bloku, gdzie mieszkali Cyganie. Bili nas tak, jak tylko mogli. Jedzenia nie dostaliśmy, dopiero po południu następnego dnia. Wtedy dostaliśmy trochę chleba i zupę. Potem ulokowali nas w innym bloku, gdzie dalej nas bili. Tu spędziliśmy półtora dnia, potem znowu zabrali nas do trzeciego bloku, gdzie nas wytatuowali. Stamtąd przeniesiono nas do Auschwitz, gdzie przebywaliśmy tylko jeden i pół dnia. W końcu umieścili nas w Monowitz, tu potem pracowałem przez 8 miesięcy. Byłem w zewnętrznym komandzie budowlanym. Przez pierwsze 4 miesiące była bardzo ciężka praca, jedzenie było bardzo słabe. Pozostałe 4 miesiące pracowałem w naprawczym warsztacie s, gdzie inżynierom, urzędnikom , a nawet strażnikom naprawiałem buty. To znacznie poprawiło moją sytuację, bo miałem więcej chleba, marmolady, miodu i masła, tak że już nie głodowałem. 18-01-45 już nie poszliśmy więcej do pracy i ruszyliśmy na piechotę do Gleiwitz, który jest tylko o 70 km. Szliśmy na mrozie przez największe śniegi. Kto nie mógł dalej iść czy się zatrzymał , był zabijany strzałem przez SS. Dotarliśmy do Gleiwitz. Spaliśmy na zewnątrz w śnieżną noc, bo to nie było w zamkniętym pomieszczeniu. Nie dostaliśmy żadnego jedzenia. Następnego dnia po południu wyruszyliśmy dalej, przy wymarszu dostaliśmy trochę chleba i trochę salami, załadowano nas, około 1000 osób na otwarte wagony i zabrali nas przez Protektorat do Buchenwaldu. Po drodze nie dostaliśmy jedzenia, trochę chleba wydali tylko raz. Jednak to było poruszając, jak zachowywali się mieszkańcy Pragi w stosunku do nas. Kiedy jechaliśmy przez Pragę, wrzucali chleb, bułki, jedzenie do wagonów. Jechaliśmy dalej bez jedzenia i wody. Pięć dni trwała ta straszna podróż. Nie było takiego człowieka, który by nie miał odmrożeń. Ja również odmroziłem rękę i nogę a 20-25% ludzi zamarzło po drodze. Kiedy dotarliśmy do Buchenwaldu, ponownie skierowali nas do dezynfekcji, a następnie umieszczono nas w blokach . Strasznie byliśmy stłoczeni. Siedmiu spało na pryczy o szerokości półtora metra. Przebywaliśmy tu około tygodnia, kiedy wywieźli nas do Halbstadt. Po drodze, pomiędzy Magdeburgiem i Halbstadt był alarm przeciwlotniczy pociąg zatrzymał się. Zapytaliśmy strażników, czy wypuszczą nas na pole. Nie wolno było się, ale wyszliśmy sami. Zaatakował nas samolot, było 30% rannych i 68 zabitych. W Halbstadt pracowaliśmy w podziemnych tunelach Hermann Goering Werke
# # #, strasznie ciężka praca, jeden posiłek dziennie. Dostawaliśmy około # # 2 # chleba i ciepłą wodę zwaną zupą.. # # # Sytuacja była tak straszna, że 50-60 osób dziennie ginęło; w części ze względu na # # # a częściowo ich pobili na śmierć. # # # Za śmiertelne pobicia byli odpowiedzialni w części także niemieccy majstrowie, nie tylko SS. # # # Tu pracowałem 6 tygodni, a następnie przeniesione do nas - 130 osób – do Magdeburga. Tu nosiliśmy cegły i kamienie i uprzątaliśmy ruiny. Żywność była nieco lepsza niż w Halbstadt, praca była o wiele łatwiejsze, ale bardzo nas bili. W niektórych piwnicach– gdzie oczywiście nie wolno było wejść –zorientowaliśmy się, że były ziemniaki gotowane, lub niewielka ilość marmolady i syropów. Mimo, że było to brudne, z piaskiem, zostało zjedzone. Byliśmy tak bardzo głodni, tak, że nic nam nie przeszkadzało. Oczywiście, większość ludzi wkrótce z brudnych naczyń dostała biegunki. Ja również byłem tak osłabiony, że ostatnie dwa tygodnie stale chorowałem i nie szedłem do pracy przez kilka dni. Myć się nie było możliwe, tak że wkrótce wszyscy byliśmy zawszeni. Dwunastego czy trzynastego kwietnia Volkssturm potem gonił razem wszystkich cudzoziemców z Magdeburga. Z Magdeburga doszliśmy do pewnej areny sportowej, poza Łabą, gdzie zrobiliśmy przerwę. Ten punkt był w pobliżu frontu tak, że byliśmy tu zaledwie 10 minut, gdy pocisk rozbił pośród nas, tak że pozostało dużo zabitych i rannych. To sprawiło, ze wszyscy ukryli się w okolicznych domkach letniskowych. Też byłem 2 dni w ukryciu, kiedy wrócił Volkssturm i i dalej błądziliśmy po drogach, nikt nie wiedział gdzie idziemy. Tak doszliśmy do Burg, w którym czekaliśmy pod nadzorem Volkssturmu aż rano czwartego maja 45 doszli nas Rosjanie.
2150, M, uczeń ur.1928, lat 17, Auschwitz ( 22-05-44 do 15-01-45), Gleiwitz (8do20-01-45), Oranienburg (26-01-45 do 7-02-45), Flossenburg ( 9-02-45 do 20-04-45).
W getcie w Munkaczu byłem 4 tygodnie, tam pracy nie było, ale policja zawsze nas biła, w szczególności urządzali w sobotę tzw. "czarną sobotą ", a SS i policja strzelała wzdłuż kolejki niewinnych ludzi. Getto zostało wyznaczone wzdłuż pewnych ulic. Po 4 tygodniach zabrali nas do cegielni, gdzie cierpieliśmy 2 dni. Traktowanie było najbardziej bezwzględne ; ludzie w wieku 60 lat wykonywali ćwiczenia fizyczne. Pozbawili nas wszystkich przedmiotów wartościowych, dokumentów i pieniędzy, a wszystkiemu temu towarzyszyło bicie. Dwa dni potem załadowali nas na wagony i 3 dni i noce jechaliśmy do Auschwitz, podróż była straszną torturą, bo w wagonie stłoczono w bydlęcych wagonach, 80-100 ludzi, jeden siedział na drugim, a jeszcze mieliśmy bagaż. Woda była nieosiągalna przez całą drogę, strasznie byliśmy spragnieni ,a wiele pozostałych kosztowności wyrzucono z wagonów za kroplę wody. SS plądrowali nas stale i stale byliśmy zagrożeni zastrzeleniem , jeśli nie oddało się wszystkich kosztowności. Byli tacy, którzy popełnili samobójstwo w wagonie, bo nie mogli znieść cierpienia. Po przybyciu do Auschwitz lekarz obozowy dr Mengele przeprowadził selekcję, w trakcie której na lewą stronę kierował młodszych, osoby starsze i bardzo małe dzieci, rodzice ustawiał po prawej stronie. Potem poszliśmy do łaźni, gdzie nasze ubrania zostały zabrane i mogliśmy zachować tylko buty, wydali nam pasiaki więzienne, nasze włosy odcięto nam całkiem na łyso. Tobołki zostały w wagonie , już nie wróciliśmy po nie. Po pierwsze przydzielono mnie do obozu A , gdzie byłem 4 dni. Nie było pracy, tysiąc ludzi stłoczono w baraku, prycze były połamane, mogliśmy tylko leżeć w nocy na ziemi. Wkrótce była selekcja, przy tej okazji oddzielili dzieci poniżej 16 lat, i tak złapali mnie. Powiedzieli nam, że spotkamy się z rodzicami i wyprowadzili nas. Umieścili nas w zamkniętym bloku i w tym samym dniu przeniesiono nas do obozu "D" , gdzie nas zdezynfekowali po raz kolejny , a następnie z powrotem poszliśmy do obozu " A". Kilka dni później wszyscy zachorowali na szkarlatynę, i dlatego byliśmy poddani kwarantannie przez 7 tygodni. Później dostaliśmy się do tzw. "Obozu cygańskiego". W połowie bloku byliśmy my, a w drugiej połowie Cyganie. W nocy rodziny Cyganów umieścili na ciężarówkach i wywieziono ich do komory gazowej. We wrześniu była ponownie selekcja, wybrali chłopców do 16 lat i powiedzieli , że przewożą nas do innego obozu. Nawet w nocy była "blok sperre- blokada baraku", przy tej okazji wybrali młodych chłopców, moich kolegów, ja i jeszcze kilku nie zostaliśmy zaliczeni do tej grupy, w sumie to był tylko przypadek, zabrali ich nagich na ciężarówki i prosto do krematorium. Ten sam los spotkał także chorych z rewieru, ta selekcja odbyła się po dwóch tygodniach. Była tzw. „ bramka piłkarska „, deska przybita na pewnej wysokości i trzeba było tamtędy przejść. Kto nie dostawał do deski, był za niski, był ustawiany oddzielnie, oddzielali również znacznie powyżej średnie wzrostu. Tych niskiego wzrostu zamknęli w pewnym bloku i wybrali z nas tych, którzy mogli pracować. Ci niskiego wzrostu byli zamknięci cały dzień na bloku, następnej nocy zabrali ich do komory gazowej. My zamknięci na bloku podnieśliśmy straszny lament , płacz, modlitwy, wszyscy mieliśmy to okropnego uczucia, ponieważ nie mogliśmy pomóc tym nieszczęsnym. Oni wiedzieli co ich czeka, bo to już była druga selekcja. Panicznie baliśmy się stałych selekcji, a wkrótce miała miejsce trzecia telelekcja. Pewnego dnia musieliśmy stanąć na apelu, wśród ulewnego deszczu, a następnie wszystkich , w tym t mnie, popędzili do 13-tego bloku, tzw. "bloku śmierci". Z 300 osób -25 osób, w tym ja pozostało przy życiu, reszta poszła do komory gazowej i krematorium z tego miejsca. Dostałem się także do jednej z celi śmierci.
Pod nadzorem Gestapo z bronią maszynową poszliśmy w kierunku krematorium. Pierwszy transport już był w komorze gazowej, uprzednio rozebrany do naga. Kiedy przyszła kolejka na nas, wszedł kierownik obozu i wezwał aby iść naprzód. Było nas koło dwustu. Po kilku sekundach krzyknął: "Alles anziehen- ubierać się wszyscy." W rzeczywistości uszliśmy z życiem stamtąd. Następnie poszliśmy z powrotem do bloku, gdzie poddano nas kwarantannie, ponieważ wszyscy mieli jeszcze szkarlatynę. Tydzień później wróciliśmy do obozu "D", gdzie trzeba było pracować. Po pierwsze kopcowaliśmy ziemniaki, następnie wybrano z 20 chłopców i zapisano do kuchni . Na traktowanie nie narzekaliśmy , było całkiem przyzwoite. Każdy wieczór musieliśmy stać na apelu, godzinami bez ruchu, tak wielki był rygor, jeżeli stan osobowy został błędnie policzony, to staliśmy na zewnątrz do północy. Po ośmiu miesiącach, kiedy już bardzo zbliżył się front rosyjski, rozpoczęła się ewakuacja obozu. Krematorium Niemcy wysadzili w powietrze. Nas kilku, wszystko młodzi ludzie, też tam byliśmy , nie wiedzieliśmy co będzie dalej, wyruszyliśmy stamtąd pieszo, poszliśmy do Gleiwitz. Na drogę dostaliśmy chleb i masło. Pieszy marsz odbywał się w nieopisanym cierpieniu ponieważ była to najostrzejsza zima, bardzo marzliśmy. Wielu ludzi pozostało na drodze, którzy byli już w stanie dalej iść, prawdopodobnie zginęli w drodze. Po dwóch daniach strasznych cierpień dotarliśmy do Gleiwitz. Tu niemiecki kapo odebrał nam przyzwoite ubrania i wydał nam pasiaki więzienne. Następnie kontynuowaliśmy marsz pieszo, aż dotarliśmy do Gleiwitz II. W obozie spędziliśmy noc a w następny dzień nas załadowali na wagony. Jechaliśmy otwartymi wagonami dla bydła, w największe mrozy, po 130 osób upakowano razem w wagonie, nie było miejsca , nie dostaliśmy żadnego jedzenia. Jeden dzień i jedną noc byliśmy ciągle w wagonie. Następnego dnia SS wrzucili do wagonu kilka kawałków chleba, wszyscy byli zgłodniali, tłum rzucił się na chleb, dlatego też jeden złapał 3 kawałki a inny ani jednego. W strasznym tumulcie bardzo wielu ludzi zginęło, ludzie pchali się do chleba z taka siłą, że się wzajemnie tratowali i zadeptywali. 8 dni tak cierpieliśmy niewymownie, co trzeci dzień, wrzucano chleb do wagonu , co zawsze powodowało od 10 do 20 zabitych, w strasznych okoliczności opisanych powyżej. 8 dni później, w końcu przybyliśmy do Oranienburga. W tym obozie byliśmy około 8 dni, w największej zimie leżeliśmy na ziemi w nieogrzewanym pomieszczeniu, prycz nie było. Bardzo głodowaliśmy bo codziennie dostawaliśmy tylko mały kawałek chleba. Tydzień później załadowali nas na wagony i zabrali do Flossenburga. Godzinami staliśmy od rana na apelu na srogim mrozie w cienkiej odzieży, bez płaszczy i czapek. Na początku nie pracowaliśmy , a później pracowaliśmy w kamieniołomach. Była to bardzo ciężka praca fizyczna, wykonywana pod nadzorem SS, którzy traktowali nas bardzo brutalnie i bili bez powodu. Wiele wypadków miało miejsce przez cały czas, ponieważ ludzie nosili duże kamienie, a byli już zupełnie osłabieni, ledwie mogłem wykonywać tę ciężką pracę, było wiele zgonów dziennie. Wszyscy byliśmy zawszeni, ponieważ możliwości utrzymania czystości były niewielkie, bielizny nie mogliśmy zmieniać, miesiącami chodziliśmy w tej samej bieliźnie i odzieży. Pod koniec kwietnia, wszyscy żydowscy więźniowie - ponieważ byliśmy wśród Aryjczyków – zostali wezwani do "antreten- wystąpienia " i wyruszyliśmy stąd w pieszy marsz. Szliśmy ok. 20 minut, potem załadowali nas na wagony. Przejechaliśmy zaledwie kilka kilometrów , kiedy pociąg zaatakowały karabiny maszynowe. SS wyskoczyli z wagonów a Amerykanie najwyraźniej uważali , że w wagonach są żołnierze niemieccy i jeszcze więcej ostrzeliwali wagony z karabinów maszynowych. Wielu z nas stało się ofiara ataku, ale SS też wiele osób zginęło. Potem pokazaliśmy w desperacji nasze ubrania w paski, wskazując, że wagonach są więźniowie i to odniosło skutek. 4 pociągi zostały zniszczone, a zatem nie mogliśmy już jechać i tak byliśmy zmuszeni wysiąść. SS oświadczyli, że ludzie , którzy mogą chodzić, mają wystąpić naprzód. Wiele osób usunęło się na bok, bo uznało, że nie będzie w stanie chodzić, tych w szyku zastrzelili SS. Szliśmy pieszo 4 dni wśród niewypowiedzianych cierpień, z głodu jedliśmy surowe ziemniaki, ponadto trawę, ślimaki, rzepak. Wielu ludzi pozostało na drogach, umierali jak muchy. Tymczasem ciągle szliśmy w ulewnym deszczu, dlatego też wprowadzono nas do lasu. Amerykanie jeszcze byli w przekonaniu, że mają do czynienia z Niemcami i ostrzeliwali nas, i nawet bardzo wielu z nas stało się ofiarami ataku. Potem znowu kontynuowaliśmy marsz w największym zimnie i śniegu, tych , którzy zalegli na drodze, SS-mani zastrzelili bez miłosierdzia, tak zginęło ¾ moich kolegów. Było to szczęście dla nas i pozostaliśmy przy życiu dlatego, że wojska amerykańskie podczas marszu dogoniły nas i uratowały nam życie.
Zawieźli nas do obozu na odpoczynek, gdzie otrzymaliśmy staranną opiekę i jedzenie, po dezynfekcji otrzymaliśmy czyste, schludne ubrania. Chorzy zostali umieszczeni w szpitalach. SS mieli zabrać zmarłych i godnie pochować , jednego po drugim. Przez Czechy przyszedłem tutaj . Plany na przyszłość :emigracji do Palestyny.
2163, M, pomocnik handlowy, ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 26do28-05-44), Gleiwitz ( 29-05-44 do 19-01-45), Oranienburg ( 30-01-45 do 4-02-45), Muhldorf ( pocz. 03 do pocz. 05-45)
Po raz pierwszy zostaliśmy z moją rodziną, która składała się z rodziców, dwóch sióstr i brata , wywiezieni w roku 1941 do Galicji ; w ramach akcji deportacji, jaką rząd węgierski podjął w Karpathenlandzie. Byliśmy przepędzani z jednego miasta do drugiego w najbardziej brutalny sposób, przy czym zostały także pominięte nawet najbardziej prymitywne zasady człowieczeństwa. Pierwszym galicyjskim miasteczkiem , gdzie się zatrzymaliśmy ,było Tluste, gdzie spędziliśmy pięć tygodni. Oczywiście, że nie zaprzestaliśmy podczas tego czasu wszelkich wysiłków, aby wrócić do domu, krążyła plotka, że podobno po pięciu tygodniach będzie można powrócić. Wyruszyliśmy z Tluste i poszliśmy do Nadwornej i tam musiałem opuścić rodzinę, ponieważ dalsza trasa była ciężka, przejście było niebezpieczne i musiało być potajemne, nie chciałem narażać, zwłaszcza rodziców, na trudy takiego przedsięwzięcia. Wyruszyłem zatem sam, ale miałem pecha, bo na granicy węgierskiej zostałem przechwycony przez węgierskich żandarmów i przekazany policji. Ci przekazali mnie KEOKH / urząd państwowy dla cudzoziemców /, ci internowali mnie w obozie koncentracyjnych w Ricse. Po czterech miesiącach w obozie zebrała się komisji policji, która badała przypadek każdego więźnia i pewną ich liczbę wypuszczała na wolność. Byli to więźniowie, którzy w oczach Komisji, nie byli "niebezpieczni dla państwa", prawdziwym jednak powodem do zwolnienia, jednak było to, że pięć żydowskich obozów koncentracyjnego w Budapeszcie były już przepełnione, i musiały być tworzone nowe miejsca internowania. Zwolnienie z obozu koncentracyjnego Ricse rozumiano nie jako absolutną uwolnienie, ja pozostawałem nadal pod kontrola policji, miałem się raz w miesiącu meldować do KEOKH. Moje dwie siostry powróciły później na Węgry, ale ani rodziców ani brat nie, oni zniknęli i już od tej pory ani o nich nie słyszałem ani nie wiem, czy nadal żyją. Druga deportacja odbyła się w maju 1944 r., już po tym, jak moje obie siostry wróciły, na początku kwietnia wyszło rozporządzenie o gettach na Węgrzech i zostaliśmy zabrani z miejscowości naszego urodzenia i stałego zamieszkania Ötvösfalva do getta najbliższego dużego miasta Huszt. Z tego getta poszliśmy razem z innymi zebranymi tam Żydami 26-tego maja 1944 do Auschwitz. Jeszcze nie byliśmy załadowani na wagony, kiedy zrobili selekcję, w której straciłem moje obie siostry, bo nie widziałem ich od tamtego czasu, a także nie wiem do dziś, co się z nimi stało. Już po dwóch dniach po przybyciu, został zorganizowany transport, z którym przyjechałem do Gleiwitz. Moim miejscem pracy w Gleiwitz była fabryka sadzy gazowej. Praca była 12-godzinna w trybie dwuzmianowym, z godzinną przerwą na obiad. Praca była nie tyle ciężka, co nieprzyjemna, bo człowiek był cały pokryty tą sadzą, której trudno się było pozbyć. Do pracy nikt nie napędzał, ale każdy był świadomy, aby się jak najlepiej starać. Dlatego ja na sposób traktowania nie mogę się skarżyć, majster mimo że bardzo surowy, nigdy nie był niesprawiedliwy. Mieszkanie było bez zarzutu. Wyżywienie nie było wystarczające , ale człowiek przynajmniej nie głodował. Generalnie muszę stwierdzić, że w porównaniu z tym, co było później, w Gleiwitz wiodło mi się dobrze. Pracowałem w tej fabryce sadzy gazowej (Gasrussfabrik) w Gleiwitz ( potem Carbochem, przyp. mój ) do chwili ewakuacji tego miasta 19-01-45. Tego dnia odchodziliśmy z Gleiwitz i zostaliśmy załadowani na wagony i jechaliśmy 11 dni, przy czym doznaliśmy największej niedoli i cierpienia. Mianowicie przez cały czas nie otrzymaliśmy nic do jedzenia, wobec czego 75% transportu zmarło z głodu. Kiedy na jedenasty dzień tej strasznej podróży przybyliśmy do Oranienburga, z 10 000 ludzi, którzy wsiedli w Gleiwitz, zostało żywych 2794, reszta umarła z głodu. W Oranienburgu trzymali nas 5 dni, podczas których nie musieliśmy pracować. Także w następnym obozie, do którego przyszliśmy ( Flossenburg ) , nie musieliśmy pracować, ale traktowanie było bardzo złe, przy czym ucierpieli szczególnie Żydzi, pewnie nie-żydowscy więźniowie również pracowali bez rękawic, ale nie byli w tak dramatycznej sytuacji jak Żydzi , a zwłaszcza nie tak pobici , co przytrafiało się Żydom , niestety, zbyt często. Pobyt we Flossenburgu trwał 2 tygodnie. Następnym przystankiem był Muhldorf, gdzie usuwaliśmy gruzy po bombardowaniu i zabieraliśmy złom do wykorzystania. Przy nalotach, które tam zdarzały się często, nie wolno nam było iść do schronów, w czasie jednego z ciężkich nalotów skierowanego przeciwko stacji kolejowej, na której pracowaliśmy nie mając schronienia , ze 100 ludzi naszej grupy 30 zostało zabitych a dalszych ponad 30 ciężko poranionych, między innymi ja. Zabrano mnie do szpitala obozowego, gdzie byłem 12 dni, do przybycia Amerykanów, którzy mnie przenieśli do szpitala miejskiego, gdzie w ciągu 2,5 miesiąca wyleczyłem rany. Zaraz po moim wyleczeniu wyruszyłem w podróż do domu.
2267, 3M, wożnica ur.1921, lat 24, rzeźnik ur.1915, lat 30,blacharz ur. 1928, Auschwitz ( 9 miesięcy ), Monowitz ( 3 miesiące ), Gleiwitz ( 2 dni ), Dorla ( 3 dni ), Blankenburg (2 miesiące ), Halbstadt ( 4 tygodnie ).
Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, ulokowano nas w 6-tym bloku. Dziennie dostawaliśmy po 1/3 bochenka chleba i 1 litr zupy. To były stałe racje. Pracowałem w grupie roboczej budującej drogi, to była bardzo ciężka praca po 10 godzin dziennie. Traktowanie było bardzo złe, kapo bardzo nas bili w bardzo popędzali w pracy. Od cywilów mogliśmy dostać coś do jedzenia ale tylko na zasadzie wymiany. Kto został aresztowany, został zastrzelony albo powieszony- w najlepszym przypadku dostawał do 150 uderzeń kijem. W każdą sobotę i niedzielę wieszali do 4-5 osób. Wieszanie prowadził starszy obozu, stał w otoczeniu uzbrojonych żołnierzy SS. Odczytywał, z jakiego powodu dana osoba jest wieszana. Przy wieszaniu musieliśmy być obecni .Stąd skierowano nas po 9 miesiącach do Monowitz. Tu pracowaliśmy w warsztacie, ale praca tutaj nie była zbyt trudna. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Dostawaliśmy ćwiartkę chleba i pół litra zupy, a dwa razy w tygodniu dostawaliśmy jako dodatek, bochenek chleba na dwóch. Margaryna była codziennie, tylko raz w tygodniu jej nie było. Majstrowie złorzeczyli Żydom i bardzo nas bili. Mieszkało nas 350 osób w 44-tym bloku i na pryczy spało po sześć osób. Blok był ogrzewany, ale częste bombardowania zepsuły ogrzewanie i było bardzo zimno i tym bardziej, że nie było ciepłej odzieży. W obozie można się było myć. Stąd potem musieliśmy uciekać przed Rosjanami i poszliśmy dalej do Gleiwitz. 19 stycznia przybyliśmy tu a w dniu 20 stycznia zmarł z wyczerp Mój ojciec był chory (również mówi L.) i przez 5 km prowadziłem go za ramię do obozu. ania mój ojciec ( mówi L). Musieliśmy iść noc i dzień w śniegu głębokim po kostki 80 km. Szliśmy pieszo 14 dni i w tym czasie nie dostaliśmy nic więcej niż pół bochenka chleba. Na wieczór dotarliśmy do Dorla i położyliśmy się na śniegu, tak byliśmy wyczerpani. W Gleiwitz zabrali nas na pociąg, załadowali nas po 160-170 ludzi - do otwartych wagonów. Przez całe 14 dni nie otrzymaliśmy coś innego niż 3x45dkg chleba, tak że śnieg jedliśmy z głodu. Z 12 000 osób 5 000 przybyło do Dorla; pozostali zmarli w drodze, częściowo z powodu głodu, częściowo dlatego, że zostali zastrzeleni. Stąd po 3 dniach poszliśmy dalej do Blankenburg. Tu budowaliśmy nowy obóz i przez dwa tygodnie dostawaliśmy po 1/3 bochenka chleba i 1 litr zupy. Później była już tylko 1 / 12 bochenka chleba. Tu pracowaliśmy w tunelach, wyrobiska zostały zbudowane na magazyn amunicji. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie na dzienną i nocną zmianę. Traktowanie było bardzo złe, SS bardzo nas bili. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach po 130-150-ciu w jednym pomieszczeniu, leżeliśmy po dwóch w wąskim miejscu w strasznym brudzie. Coraz bardziej byliśmy zawszeni, bo nie mogliśmy się myć. Przez dwa miesiące byliśmy tutaj i zabrali nas stąd dalej do Halbstadt. Żyliśmy tutaj przez 4 tygodnie w stodole , leżeliśmy na ziemi na słomie, ale brud był straszny. Dostawaliśmy 1/12 bochenka chleba i pół litra zupy wody zwanej zupą. Nie musieliśmy pracować, my mimo to przyłączyliśmy się do pracy, żebyśmy mogli dostać chociaż trochę rzepy, chociaż było ryzyko, że jeżeli nas przyłapią to zastrzelą. Kiedy podeszli Anglicy; musieliśmy iść dalej. 1 kwietnia przy wymarszu dostaliśmy bochenek chleba na 5 dni. Strasznie głodowaliśmy , wielu ludzi zmarło z głodu. Kto nie mógł chodzić, zostali rozstrzelani przez SS. Poszliśmy do
Neustadt a potem zabrali nas na statek i powiedzieli że przekażą nas do Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, ale kłamali , ponieważ statek był zaminowany. 12000 więźniów było na pokładzie. Statek był stale bombardowany i 4 bomby spadły na niego. Ja wskoczyłem do wody z wysokości 15 metrów, a wcześniej wyrzuciłem deskę, przytuliłem się do niej i tak dotarłem do brzegu. Pół godziny później tam już byli Amerykanie. Inni pasażerowie statku zginęli. Teraz naszym celem jest emigracja do Palestyny.
2377, M, fryzjer ur. 1904, lat 41,urodzony we Frankfurcie nad Menem, aresztowany 10-11-38, Buchenwald (10-11-38do15-02-42 ), Theresienstadt ( 02-43 ), okolice Berlina (poł.-02-43 ), Auschwitz ( ) , Gleiwitz ( do końca 01-45), Blechhammer ( koniec 01-45, pojedyncze dni do wyzwolenia )..
W dniu 9 Listopada 1938 została podpalona synagoga we Frankfurcie, Żydzi uciekli ze swoich domów i zebrano ich w hali poczty w liczbie 1000 osób. Tam zostali zmuszeni do wykonywania „ćwiczeń sportowych „od godziny pierwszej po południu do pierwszej po północy, pod nadzorem SS i policji, którzy nie zachowywali się lepiej. Aresztowano mnie następnego dnia 10 listopada i pobito na posterunku policji , po tym wywieziono mnie do Buchenwaldu. Tam staliśmy jeden dzień bez jedzenia i picia, potem poszliśmy do podziurawionego baraku, z którego przez dwa dni nikt nie śmiał się wychylić, wszyscy robili w spodnie, niektóry dostali krwawienia z jelit, inni oszaleli. Byli tacy, którzy z rozpaczy rzucili się na przewody elektryczne. Prze tydzień leżeliśmy w błocie i nie mogliśmy się nawet umyć z braku wody. W obozie byli w tym czasie tylko mężczyźni, było kilka kategorii więźniów: byli polityczni Żydzi, byli homoseksualiści i byli więźniowie, byli Żydzi z akcji antyżydowskich, jak np. akcja z czerwca 38, którzy w jej wyniku zostali aresztowani i sprowadzeni do obozu. Raz zostałem przyłapany na paleniu papierosa, związali mi ręce i nogi i powiesili na drzewie, pół godziny tam wisiałem. Większość umierała w wyniku tej tortury. Ale nie brakowało rodzajów kar. Np. przywiązywali człowieka do kozła ( bloku ) i człowiek był bity z obu stron rzemieniami przez jednego lub drugiego SS- mana na przemian, przy czym grała muzyka. Przy tej okazji człowiek dostawał 10-25 uderzeń. Inny rodzaj kary był taki: człowiek z wyciągniętymi ramionami był przywiązywany do ramy okna w taki sposób, że musiał stać tylko na palcach , ludzie musieli tak stać godzinami i znosić ponadto bicie. Po wykonaniu kary uszkodzona skóra została pomalowana jodyną, następnego dnia człowiek słyszał, że ma iść do pracy w kamieniołomie. To była tamtejsza najczęstsza praca. W pracy ludzie byli bici aż padli, kto nie umierał sam, dostawał kulę. Kopnięcia i uderzenia kolbą spadały na ofiary, które nie wiedziały, za co je biją. To był czysty sadyzm. Wielu zostało zastrzelonych w trakcie rzekomej "ucieczki". Choroby nie istniały. Ale doszło do nich nieuchronnie, lekarstw nie było, kiedy było trzeba operować, robiono to bez narkozy. Często mówiono: "Operacja przebiegła dobrze, pacjent jest martwy". Kiedy pewnego razu jeden więzień uciekł, musieliśmy stać 18 godzin na placu apelowym, był wtedy mróz 20 stopni, a my byliśmy bez rękawic, bez płaszczy i bez szalików. Żydzi nie mieli zimowych ubrań, nie było kieszeni w ubraniach, w których mogliby chronić ręce. Ten apel kosztował 40 istnień ludzkich, ponad 100 osób miało odmrożone palce, a nawet nogi. Zimno doprowadziło również do wielu innych zgonów z powodu zapalenia płuc. Ponadto, byłem chory, dostałem coś podobnego do biegunki, ale nie chciałem być chory i zmuszałem się po prostu siłą swojej woli. Nasza dieta składała ćwiartki chleba, dwukrotnie dostawaliśmy cienką zupę i wieczorem kawałek kiełbasy lub sera, czasem trochę syropu. Gdybym nie był w domu tak wielkim sportowcem, to bym nie zniósł w życiu w obozie. W 1942 nagle mnie zwolnili, pod warunkiem, że wyemigruję w ciągu kwartału. W okresie przed którym powinienem mieć papiery na wyjazd w ręku, pracowałem we Frankfurcie jako jedyny fryzjer dla społeczności żydowskiej; aryjscy fryzjerzy nie śmieli już obsługiwać Żydów. Niestety nie byłem w stanie załatwić papierów do końca tego okresu , ponieważ dokumenty zostały gdzieś przeniesione i tam porastały kurzem. W marcu 1943 roku zostałem ponownie zatrzymany, co oznaczało , że przyszedłem do domu żydowskich starców( tekst niejasny – przyp. mój ) . Tam świadczyłem wyżej wymieniona pracę. Frankfurt był już wolny od Żydów, tylko małżeństwa mieszane były tam nadal. Z tego domu zostałem ostatecznie wysłany do Theresienstadt, gdzie również pracowałem jako fryzjer i byłem źle traktowany i bity. Nie mogłem wyżyć na przydzielonych mi racjach żywnościowych. Brałem zabronione napiwki w postaci cukru, mięsa itp. i pomagałem sobie w ten sposób. W Theresienstadt nie było bezpośredniego obowiązku świadczenia pracy, ale ci, którzy nie pracowali musieli głodować z braku żywności, przechodziły przez to osoby starsze, oprócz Czechów, którzy mogli się utrzymać ze swoich paczek. Ale niemieccy Żydzi umierali z głodu. Wszystko było zapchlone, zawszone, zapluskwione. Te kazamaty były stale gazowane. To były brudne kazamaty wybudowane pod ziemią i rosła na nich trawa, brakowało nich powietrzu, a pobyt tam był pożywką dla gruźlicy, która rozwinęła się na wiele sposobów. Kiedy człowiek został poddany odwszeniu, po 2-3 dniowym pobycie tam znowu był pełen robactwa. Niemieccy Żydzi tam niemal wszyscy wymarli z głodu, mogę przysiąc. Racje żywieniowe były następujące: codziennie jedna czwarta chleba= 20 dkg,na tydzień 10 dkg cukru i 6 dkg margaryny. W południe była cienka zupa kminkowa, ćwierć litra i kluski z odrobiną sosu. Kto pracował, dostawał niewielki dodatek, ale to było wszystko. Z Theresienstadt przydzielono mnie do Berlina do budowy baraków. Tam to było gorzej niż w obozach koncentracyjnych. Mieszkaliśmy w barakach awaryjnych i mieliśmy od wczesnego ranka do późnej nocy, bez przerwy w ciemności ciężko pracować, przy czym byliśmy bici. Przeziębienia były bardzo pospolite. Zaprowadzono nas do Birkenau, gdzie zgłosiłem się jako tokarz specjalny ale nie miałem o tym zawodzie najmniejszego wyobrażenia. Ta decyzja to był mój łut szczęścia, dzięki któremu przeżyłem. Zostaliśmy przygotowani do pracy w Gleiwitz, gdzie także musiałem pracować, ale podczas pracy miałem spokój, choć człowiek mógł być bity tylko na osobności. Tuż przed wejściem Rosjan obóz Gleiwitz został ewakuowany , poszliśmy wspólnym transportem z innymi obozami do Blechhammer. Tam na baraki spadły pociski, to było w ostatnim momencie przed wyzwoleniem i to pociągnęło za sobą setki ofiar. Kiedy już pod komenda Rosjan maszerowaliśmy do Częstochowy, Niemcy jeszcze strzelali z lasów, Rosjanie odpowiadali z pistoletów maszynowych. Z Częstochowy doszedłem do Bukaresztu, z którego jestem teraz na drodze do dawnego domu, potem nie udało mi się już wyjść do Palestyny razem z moimi kolegami, gdzie są moi rodzice i rodzeństwo.Teraz chcę spróbować na Zachodzie.
2378, M, student ur 1919, lat 26, Amsterdam, Buchenwald ( pocz. 06-44 do 1-08-44), Theresienstadt (pocz. 08-44 do koniec 09-44 ), Birkenau ( koniec 09-44 do poł. 10-44) Gleiwitz-3 (połowa 10-44 do poł. 01-45 ), Blechhammer ( połowa 01-45 koniec 01-45).
Ja wywodzę się z mieszanego małżeństwa, moja mama jest ewangeliczką , ojciec Żydem, jestem zatem mieszańcem. W 1934 roku moi rodzice musieli się rozwieść z powodu ustaw norymberskich, ja zostałem z moim ojcem. Był chirurgiem w szpitalu w Berlinie, ale już nie mógł praktykować, więc sam wziął byka za rogi: w kwietniu 1939 popłynął do Szanghaju jako ładowacz węgla. Ja pozostałem sam ale troszczyła się o mnie moja mama, o ile mogła.
Nie wolno mi było z nią mieszkać, jako że byłem w 75 Żydem% , i tylko 25% miałem krwi aryjskiej , więc było to niedozwolone. Ja mógłbym być przypisany do matki. Ale mój ojciec nie chciał bo chciał, żebym ja, jako Żyd mógł jechać do Anglii. Jako student szkoły ( żydowskiego gimnazjum ) w Berlinie, która trwała do 1941, czyniłem dobre postępy i nauczyciel miał mi umożliwić pożądane studia w dziedzinie chemii . Jeszcze za czasów, gdy chodziłem do szkoły, rozpoczęły się deportacje. Mojej matce nie udało się przedstawić mnie jako mieszańca i tak aby uciec przed deportacją , musiałem podać, że mój ojciec nie żyje. Do tej pory pomagało mi, że jeszcze byłem niepełnoletni, matka jeszcze żyła, i byłem jakby pod jej opieką i to mnie chroniło przed natychmiastową deportacją. Po zakazie chodzenia do szkoły musiałem iść do pracy, pracowaliśmy w firmie produkującą armaturę i urządzenia, gdzie montowaliśmy zawory do butli do sprężonego dwutlenku węgla. Butle były używane do wyposażania pontonów. W dniu 27 lutego 1943 roku aresztowano nas wszystkich. To była wielka akcja, w czasie której samochody SS przyjeżdżały do wszystkich przedsiębiorstw dużych i małych i zatrzymywały ludzi. Ja zostałem zatrzymany w szpitalu , gdzie leżałem z powodu wad zastawek serca. W małej Sali balowej , gdzie zostaliśmy zabrani, wysyłali pełnych Żydów wprost do Polski i Rygi ,o Auschwitz wtedy nikt nie wiedział. Przypadki mieszańców badano i decydowano o deportacji do Theresienstadt, gdy rodzic Aryjczyk już zmarł. Od mojego ojca przyszła w ciągu pół roku informacja, że otworzył sklep spożywczy, jest ponownie w dobrym towarzystwie i znakomicie mu się powodzi. Musiałem naturalnie pozostać przy tym, że zmarł, to ratowało mnie przed deportacją. Jako Żyd z aryjskim rodzicem zostałem po ośmiu dniach zwolniony. Przeszło sporo czasu, mieszkałem w żydowskim domu nie robiąc nic. Często byliśmy wzywani z uprzedzeniem do transportu dzieci, ale to nie czyniło większej różnicy. Brakowało pełnej liczby, i musiał chodzić jeden do drugiego na jego miejsce. Byłem używany do usuwania skutków nalotów, przy czym był system Gestapo, że przemieszczali nas nieustannie z miejsca na miejsce, aby uniemożliwić nawiązanie jakichkolwiek stosunków. Na tydzień mieliśmy 3 kg chleba, ćwierć funta masła, 30 dkg margaryny, mięso, jajka, to nie było dla Żydów. Moja matka nie przejmował się mną wiele i robiła tylko to, co uważała za swój obowiązek, takie jej zachowanie już przyczyniło się do rozwodu, jej nowy narzeczony i ich rodzice mieli możliwości aby coś zrobić dla mnie. Jej ojciec był członkiem partii i mógł robić wiele rzeczy dla mnie. Po dniu pracy byłem jeszcze w szpitalu żydowskim , zrobili mi prześwietlenie serca i moich zastawek ,w konsekwencji dostałem dyfterytu. Zarobiłem 129 marek miesięcznie, co było wtedy dużo dla młodego człowieka. Żydzi musieli dokonać potrąceń z ich dochodów 15%. Komunistyczna polerownia ( tekst niejasny- przyp. mój ) zadzwoniła do mnie zapraszając na obiad, pozwoliło mi to oderwać się od pracy, udało mi się zostać w domu, ponieważ moja praca była zbyt ciężka. Podjąłem pewien środek zaradczy i udałem się dla wypoczynku do Wannsee. Mimo, ze pracowałem dziennie tylko 10 godzin, mogłem w tej polerowni dostać dodatek dla długo pracujących . 75 marek musiałem płacić miesięcznie w szpitalu za zakwaterowanie i wyżywienie i nie mogłem dopuścić do utraty pracy . Dyrektor mnie wskazał i aresztowali mnie, dopiero wyszedłem po 19-tu dniach. Byłem tam, skąd transporty zbiorcze odjeżdżały na wschód. W następny dzień spotkałem znajomego, który razem z innymi uciekł z wagonu, w ten sposób, że razem z kolegami przepiłował piłką do żelaza deski wagonu. Aby zagłuszyć dźwięk piły , inni śpiewali. Siedmiu chłopców wyskoczyło jeden po drugim na rannej szarówce. Z tym znajomym pojechałem potem do Holandii. Przy przekraczaniu granicy strzelali na nami i jego ranili. Kupiliśmy w Holandii mundury Hitlerjugend i paradowaliśmy w nich przed nimi. Ponieważ grunt pod nogami było za gorący, udaliśmy się do Szwajcarii, gdzie nas aresztowali w dniu moich urodzin w Konstancji i wysłali sześć kart identyfikacyjnych do Berlina. Przyjechaliśmy do Stuttgartu do obozu ochronnego. Tu każdego dnia były wydawane i egzekwowane wyroki śmierci. my jako podejrzani o szpiegostwo zostaliśmy wysłani do Buchenwaldu. Tam leżałem chory na czerwonkę. Stamtąd poszedłem przez Belin i Theresienstadt do Birkenau. Tam byliśmy w obozie cygańskim, gdzie każdego dnia była blokada baraku i trwały selekcje. Byliśmy następnie przesyłani do Gleiwitz, gdzie mieliśmy do wykonania prace transportowe, prace porządkowe na lotnisku, oprócz tego na tokarce, nie mogłem pracować jako kalifaktor. Po ewakuacji z Gleiwitz, zabrano nas do Blechhammer, którą osiągnęliśmy po 75 km długich objazdach , zawsze na piechotę. Stąd, wielu zostało zabranych przez wycofujące się SS, tylko pojedynczy pozostawieni SS mani mieli utrzymać w szachu przy placu apelowym 30 000 ludzi. Wielu ludzi zostało wprowadzonych na linię ognia i oczywiście zostali zastrzeleni przez Rosjan ,którzy nie mogli już wiedzieć , kim my jesteśmy Po wyzwoleniu, ruszyliśmy w drogę i przez Polskę, Słowację, przyszliśmy do Bukaresztu. Teraz chcę wrócić do Niemiec.

2389, M, kuśnierz ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 28-05-44 do 2-06-44 ), Jaworzno ( 3-06-44 do 11-11-44), Gleiwitz-3 ( 13-11-44 do 20-12-44 ), Blechhammer ( 22-12-44 do 12-01-45 ), Heydebreck ( 13-01-45 do 29-01-45 ).
Pracowałem jako niewykwalifikowany pracownik u mistrza kuśnierskiego w Munkacs i własne rzeczy robiłem sobie. Mój ojciec był mistrzem krawieckim i także żył ze swoich dziennych zarobków. 05 kwietnia 1944 zostałem aresztowany jako komunista, trzy dni trzymali mnie w kontrwywiadzie; następnie dostałem się do więzienia cegielni Munkacs. Najpierw zarzucono nam, że dom ojca - choć mój ojciec był człowiekiem prostym , rzemieślnikiem - regularnie zajmuje się komunistyczną doktryną; staraliśmy się poza umiejętnościami ze szkoły zdobyć szerszą wiedzę . W tych dniach, które minęły we więzieniu, rano o 9-tej wyprowadzano nas na ćwiczenia sportowe, co oznaczało, że dwóch pomocników SS wszystkich nadzorowanych więźniów pobiło w różny sposób, każdego po 10 minut. Walili jednego po drugim. Trwało to dwie godziny, po dwóch godzinach ponownie ustawialiśmy się w kolejce i następnie szliśmy do więzienia. Część więźniów była nieprzytomna, już nie była w stanie znieść tego sportu. Był tu jeden wyższy funkcjonariusz, przygnębiający człowiek, stale sprowadzał do więzienia gości. Po przyjściu do więzienia byliśmy zmęczeni, wyczerpani , poszyliśmy się i chcieliśmy odpocząć, ale w10 minut później ktoś przyszedł ponownie, tym razem Oroszy węgierski policjant śledczy i porucznik SS nazwiskiem Hans, ci lub inni byli tutaj stałymi gośćmi i przyprowadzali z sobą nowych przyjaciół. Byliśmy im przedstawiani, zawsze pod warunkiem, musieliśmy stać na baczność, patrzyli w nasze twarze, i zaszczycali nas uderzeniem lufy rewolweru. Innych pytali, dlaczego tutaj jesteśmy. Jeden z więźniów powiedział, że jest tutaj niewinny i nic nie wie, więc odpowiedzieli: "Stalin zadzwonił do ciebie, jaka jest sytuacja wojskowa?" Zapytali mnie, jak się nazywa żona Stalina. Nie mogłem nic odpowiedzieć na to i nic nie powiedzieli , tylko zaczęli mnie walić. Podporucznik SS , którego nazywali Hans, w nowej kurtce bił mnie po uszach i szyi tak długo, aż upadłem nieprzytomny. Jeden z moich kolegów mnie podniósł ale ponownie musiałem stanąć na baczność i znowu odpowiadać na pytania, które przebiegle zadawali, np.. gdzie są partyzanci, jak tam dojść i podobne kwestie. Tak to szło dzień po dniu, codziennie był „ sport”, co godzinę inni goście , detektywi, żandarmi, lub SS, każda wizyta powodowała osobne cierpienia. Na kilka dni przed ewakuacją więzienia miały miejsce tortury na wielką skalę. Kto z cegielni został tam skierowany, musiał wziąć po dwie cegły do każdej ręki. W cegielni był duży ( meder ) stała w nim woda, w tej kałuży nas wytarzano, na gwizdek musieliśmy położyć dwie cegły trzymane w ręku, podczas gdy oni brzegu obserwowali, jak sprostaliśmy poleceniu. Kto ich zdaniem nie zrobił tego prawidłowo, musiał mieć osobno „sport „ , w uzupełnieniu do tego , były z cegłami wszelkiego rodzaju ćwiczenia wykonywane. Po upływie pewnego czasu połowa więzienia została zwinięta. Ci do tam jeszcze przebywali, musieli pomagać ludziom wracającym do więzienia. Kilka dni później, jeden z szefów Rady Żydowskiej ( Judenratu ) z Munkacza,- Segelstein- pojawił się w towarzystwie pułkownika SS , wyprowadzono nas na podwórze, badano nas, kto jest z Munkacza, jakie są nasze przestępstwa, następnie wybrali 60 osób, w tym mnie. W cegielni były osobne grupy robocze, tym, którzy wyszli z aresztu, przypisano odrębno budowę latryny. Prace te trwały tak długo, dopóki nas nie wywieźli. 23 maja wyruszyliśmy z pierwszym transportem. Podróż trwała pięć dni przy wyruszeniu dostaliśmy tylko niewiele wody. Starszy wagonu powiedział, że ci którzy mają więcej chleba, powinni to rozdzielić. W szczególności nasz wagon był dobrze wyposażony, ale wody tu bardzo brakowało. Dostalismy wodę w Koszycach ( Kassa ) i później w Krakau. W Koszycach przejęli nas SS, zapytaliśmy, gdzie nas prowadzą , powiedział, że "do dobrego miejsca, do Auschwitz". Byliśmy zadowoleni, że nas nie wiozą do Polski, bo myśleliśmy, że to w Niemczech. Do Birkenau dotarliśmy o świcie, staliśmy tu do 22 wieczorem, myśleliśmy, że jeszcze nie jesteśmy na miejscu. Transporty były tutaj wszędzie, między innymi holenderski, również z Theresienstadt, jeden pytał drugiego, gdzie my faktycznie jesteśmy. Daleko od dworca zobaczyliśmy duży komin, płonący ogień, iskry wypadały z komina, ale nikt nie potrafił odpowiedzieć, co to znaczy. O 22-girj wieczorem pociąg ruszył, po 10 minutach byliśmy na miejscu, otwarto wagony, SS zawołali : "alles heraus- wszyscy wysiadają", widzieliśmy odzianych w więzienne pasiaki, pomogli nam się rozładować, mówili po niemiecku i jidysz . Zapytaliśmy co tu mamy robić, nie chcieli powiedzieć, powiedzieli, że wszystkie bagaże zostają i będą zabrane dla nas później. Pomagali wynieść pakunki, zabrali od nas dwóch chorych . Wyszliśmy z pociągu, szliśmy pięć minut, na skrzyżowaniu stał z kijem w ręku SS oberschaarführer, zapytał mnie, ile mam lat, czy mogę iść 5 km. Kobiety szły osobno, ponadto nas mężczyzn rozdzielono i posortowano osobno tych , którzy mieli odpowiedni wiek. Staliśmy tam około dwóch godzin, aż zakończyła się selekcja. a następnie ruszamy wraz ze strażnikami. Szliśmy pieszo 3 km, aż w końcu przybyliśmy do baraków, tu wszyscy musieli się rozebrać, było strzyżenie obcinanie włosów. Fryzjerzy byli polskimi Żydami, najpierw nie chcieli zdradzić, ze są Żydami. Podczas obcinania włosów był alarm, zaczęli krzyczeć, wybiegliśmy z baraku, jednak był to tylko sposób na torturę, żebyśmy nadzy zaczęli biegać w deszczu pomiędzy barakami ,a oni nas popędzali i bili, już nie wiedzieliśmy, gdzie uciekać od tego bicia . Była wielka panika. Zagnano nas do innego baraku, tu w końcu obcięli nam włosy, następnie poszliśmy do łaźni. W łaźni zabrali nam wszystko, cokolwiek z małych przedmiotów jeszcze mieliśmy, każdy został dokładnie sprawdzony oddzielnie, czy coś jeszcze ma, sprawdzano również usta, czy tam nie schowaliśmy biżuterii, pognali nas do kąpieli ale nie bardzo kąpaliśmy się , wszyscy byliśmy strasznie spragnieni, kiedy zobaczyliśmy wodę, chcieliśmy się napić. Krzyczeli, że nie wolno pić wody, bo jest szkodliwa dla zdrowia, po raz kolejny nas popędzali i bili , aby skłonić do kąpieli. Potem dostaliśmy więzienne pasiaki, w innym pomieszczeniu dostaliśmy bieliznę i buty. Wprowadzili nas do osuszenia, byliśmy tam dziesięć minut, ludzie tu wpadli, krewni nie poznawali kobiet ze swojej rodziny. Każda kobieta była w stosunku rodzinnym z niektórymi ludźmi, ale nie rozpoznawali siebie nawzajem, więc przywoływali siebie: "Gdzie jest mój brat, och nie wiem gdzie jest Piri, Manci?" Wielki płacz, patrzyliśmy na siebie ze zdumieniem, horror. W godzinę później wypędzili ludzi na plac, musieliśmy stać w szyku o pięciu rzędach, czekaliśmy jakieś trzy godziny, dopóki na nas przyszła kolejka i przydzielili nas do bloku. W bloku spotkaliśmy znajomych, którzy już tam byli kilka dni, jednak nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, co my tutaj mamy robić, tylko obcy odpowiedział , że też jest tutaj ale nie wie co z nami będzie. O ósmej rano wiedzieliśmy już, kiedy wypędzili nas z bloku, znowu stanęliśmy w szyku i pewien starszy blokowy z Munkacza, o nazwisku Ormos który pojawił się jako tłumacz, zalecał zarejestrowanie się do swojej grupy zawodowej, a nawet jeśli nie ma zawodu, można zalogować się , wystarczy , że ma się jakiekolwiek pojęcie . W ciągu dnia zawsze byliśmy poza barakami w kolejce, posortowani według różnych zawodów, zawsze nas liczono, kolejne apele, komendy "abtreten-rozejść się" itd. Powtarzało się to stale, tak, że nie można było odpocząć, podczas kiedy nawet nie dal jeść. O godzinie piętnastej kolejna komenda "Antreten-stanąć w szeregu", z 24-tego bloku wszyscy wychodzą na ulewny deszcz i w cienkim pasiaku czekaliśmy trzy godziny na komendę wymarszu dokądś. Po trzech godzinach w końcu przyszedł rozkaz, że idziemy do Auschwitz.
Każdy był w wielkim strachu, już nie mogliśmy stać, wielu ludzi zachorowało, było nam zimno, byliśmy głodni, nie wiedzieliśmy, że Auschwitz to blisko, myśleliśmy, że to bardzo daleko. Ruszyliśmy, po drodze wielu ludzi pozostawało z tyłu , bito ich bardzo kolbami. W ( utárokban ) leżało dużo chleba i pozostałej żywności, oni to wyrzucali z transportów. Doszliśmy do Auschwitz, znowu poszliśmy do łaźni, po kąpieli ulokowali nas w różnych blokach. Wszyscy znużeni położyli się na wąskich pryczach, spało po 4-5 często 6-ciu na pryczy, ale byliśmy szczęśliwi , że jakiekolwiek one są, ale w końcu jesteśmy w pokoju i łóżku. W nocy ponownie komenda „Aufstehen-powstać", wszyscy ustawili się w szeregu, potem as wytatuowali, tak że przez całą noc i cały dzień stale byliśmy zajęci sprawa naszego zatrudnienia. Byliśmy tutaj przez cztery dni, a następnie wszyscy zostali skierowani ze specjalna oddzielną nazwą i numerem do samochodu , zabrał nas pewien Lagerführer, mówili, że to Lagerführer obozu w Jaworznie. Dwie ciężarówki wywiozły250 osób. Po przybyciu do Jaworzna była nowa kąpiel i umieszczona nas na 10-tym bloku. Tutaj, bloki były bardzo przyjazne, mówili, że tutaj, to będzie dobrze. Pocieszaliśmy się, że wkrótce będziemy wolni. Kapo o nazwisku Steg że są tacy, którzy zostali deportowani w 1942 roku jak on, i już został tutaj kapo w Jaworznie. To było bardzo pocieszające, że dzięki Bogu zabrali nas tutaj a nie zostaliśmy od razu zabrani do krematorium, ponieważ byliśmy natychmiast zabrani do transportu, i nie było selekcji. Dotarliśmy na dzień przed Zielonymi Świątkami , tak , że już w następny dzień byliśmy w obozie, potem były dwa dni Świąt i jeden dzień odpoczynku. Przyszli kapo, wybrali ludzi, kto gdzie jest, zebrali dokładne dane, kto ma jaki zawód i przypisane do pracowników miejsca pracy, przedsiębiorstwa i kopalnie. W pierwszym dniu skierowali mnie do firmy Holzmann. Na drugi dzień już tam nie poszedłem, tam była bardzo ciężka praca, poszedłem do firmy Pomosmark, tutaj także praca była ciężka i jeszcze udało mi się wybrać firmę, niestety trzeciego dnia wpadłem w najgorsze komando w Jaworznie, Montan, pracujące przy torach kolejowych. Praca była bardzo ciężka, tak wielu ludzi z pracy poczuli się źle, stale pracowaliśmy pod nadzorem strażników, którzy nas nieustannie obserwowali. Kto nie był w ciągłym ruchu, natychmiast go bili dużym kijem i przydzielali do pracy szczególnie trudnej. Sam musiałem załadować i przesunąć wagonik i jeśli nie chciałem , to zostałem pobity. Wieczorem okropnie zmęczeni wróciliśmy do domu. Byłem w rozpaczy, płakałem, bałem się, że nie będę w stanie podołać, byłem zaskoczony i nie wiedziałem, co robić. Po jedzeniu poszedłem do Stega, zapoznałem się z nim, powiedziałem mu , kto jest moim ojcem, wiedziałem ,że chodził z moim ojcem do szkoły. Przyjął mnie bardzo życzliwie, pocieszał, żeby się nie bać, poszedłem pracować do firmy Feine do pracy do bloku. Następnego dnia już poszedłem i zgłosiłem się do komanda , gdzie było już przydzielonych innych 14-tu chłopców z Munkacza, nazywanego „ transport-koloną „. Pierwszy dzień poszliśmy do pracy i nie było takiej pracy, której nie bylibyśmy w stanie zrobić, mielismy jeszcze więcej siły i nie było takiego, który by nas ostrzegł, że powinniśmy chronić swoje siły, pracowaliśmy z wielką ambicją, Steg powiedział, że mamy dobrze pracować a po skończeniu pracy odpocząć. Nasza praca polegała na tym, że transportowaliśmy wszystkie rodzaje otrzymanych materiałów do różnych miejsc. Po kilku dniach już bardzo narzekaliśmy do kapo, że praca jest bardzo ciężka, nie możemy sobie poradzić, i wreszcie inny przydział , do transportu kamienia. Pracowaliśmy z kilkoma polskimi młodymi ludźmi, więc oni już naprawdę lazsáltak, oni byli tu już od kilku lat i sabotowali, aby wolniej i wolniej, iść do pracy. Mówili ,że dostajemy za mało jedzenia i żeby oszczędzać siły, i nieludzkie jest wymaganie od nas tego, czego i tak nie jesteśmy w stanie wykonać. Trwało to kilka dni, aż pewien majster, który był Niemcem, zgłosił, że obserwując nasz transport, nasz sposób pracy wygląda jak sabotaż. Całe komando zostało zgłoszone do kapo. Następnie przekazano nas do starszego brygadzisty imieniem Paul , który nie był złym człowiekiem, ale był bardzo surowy, prace musiały być wykonane dokładnie. W pierwszych dniach szło nam bardzo dobrze, ale później, gdy nie widział wydajności pracy, ciągle narzekał. Ale my również narzekaliśmy, że nie możemy odpocząć, a kapo na to odpowiedział, że wszędzie muszą pracować i na to on nie może nic poradzić. Przez trzy miesiące pracowałem w firmie, przy różnych robotach, po trzech miesiącach kapo Steg zmienił firmę, bo znalazł bardzo dobrego człowieka, który zrobił wiele dobrego dla swoich ludzi. On następnie dostał się do kopalni z kolegami, oni poskarżyli się, On był dobrym człowiekiem, a więc musi teraz pracować tak jak reszta więźniów . ( tekst niejasny-przyp. mój ) Unikałem potem firmy, gdzie brygadzista Paul bardzo źle traktował osoby przekazane od kapo i tych, którzy poskarżyli się przeciwko niemu w tym czasie. Następnie przyszedłem do "Raumkommando", byłem tam przez dwa tygodnie i transportowałem cement. Tu bardzo bili więźniów, ale na szczęście dostałem się do innej firmy, firmy Rumpel. Był tu brygadzista o imieniu Alex, który postawił sobie określony cel, bo nie było takiego dnia, żeby mnie przynajmniej kilka razy nie uderzył, ciągle byłem bity i nie usunęli mnie z firmy tylko dlatego, że firma mnie potrzebowała. Majster nie pozwalał im na usuwanie z firmy. Byłem z tą firmą przez trzy miesiące, a następnie zgłosiłem się do kopalni. W sumie byłem tu cztery dni i nie mogłem pracować. Pod wieczór wróciłem do domu, musiałem zarejestrować nazwisko i numer, a w następny dzień wywieźli nas potem do Gleiwitz. Tu w ciągu czterech tygodni tylko częściowo pracowałem, robiłem prace obozowe, w kuchni itp. Nie chciałem się ponownie dostać do transportu , tak długo pracowałem tutaj, aż nastąpiła ofensywa. Potem zabrali nas do transportu, po drodze zostałem z tyłu w niemieckim gospodarstwie i tam czekałem na wyzwolenie. Dziesięć dni później, udało mi się doczekać do wyzwolenia, które przez Rosjan zostało dokonane 29 stycznia. Potem poszedłem do Blechhammer , chciałem odpocząć kilka tygodni, byłem bardzo osłabiony. Cztery tygodnie później pojechałem do Gleiwitz, tu zgłosiłem się Rosjanom jako tłumacz, spędził tutaj trzy miesiące , leżałem w szpitalu przez miesiąc, przez dwa miesiące pracowałem jako tłumacz w rosyjskiej komendanturze. Po trzech miesiącach zacząłem się czuć się człowiek, teraz było już bardzo niewielu ludzi w obozie, postanowiłem, że odchodził do domu. Rosjanie jednak nie chcieli mnie wypuścić , powiedziałem im, żeby mnie po prostu zostawili. Poszedłem do Sosnowca, tu w szpitalu spotkałem się z ludźmi z naszego obozu i tam ich zostawiłem, przyszedłem do Krakowa, tu spędziłem sześć tygodni, a następnie wyruszyłem przez Czechy, Bohumin, Bratysławę i przyjechałem do Budapesztu. Byłem już w domu, niestety, nie mogłem znaleźć nikogo w domu,więc postanowiłem, żeby jak najszybciej zostawić kraj i pójść do Palestyny
2432, M, piekarz i cukiernik z Hamburga,ur 1923, lat 22, Theresienstadt (06-42do09-44 ), Birkenau (09-44-14 dni ), Gleiwitz-3 ( 10-44 do 19-01-45 ), Blechhammer ( potem do wyzwolenia 01-45 )
Mój ojciec został aresztowany jako komunista w 1934 roku i wywieziony do Buchenwaldu, w 1939 roku otrzymaliśmy informację, że zmarł, akt zgonu to była jedyna informacji na ten temat, w przeciwnym razie nic byśmy o nim nie wiedzieli. Żydzi pracujący w przemyśle spożywczym stracili swobodę działania, musieli iść na przymusowe roboty. Ja się tym zająłem i nauczyłem się spawania. W 1942 zostałem deportowany do Theresienstadt, moja mame i siostrę w lutym 1943 deportowano na wschód. W Theresienstadt panował wielki brud, szalał tyfus brzuszny, pierwsze 4 tygodnie pracowałem przy noszeniu zwłok. Dziennie było 200-300 zmarłych. Starsi ludzie umierali przede wszystkim z głodu, byli wszyscy grzebani w ziemi, na początku nie było tutaj krematorium Nadchodziły transporty, i bagaż po odpowiednich przeszukiwaniach był częściowo zwalniany. Mężczyźni i kobiety mieszkali razem. Do pracy mężczyźni byli przydzielani do koszar, albo rozdzielani pomiędzy rolnikami do pomocy, albo produkowali sztuczny papier celofanowy zawierający mikę. Po mojej pracy w kostnicy , zostałem wysłany do małej fortecy do pracy w rolnictwie, gdzie resztę grupy stanowili czescy więźniowie polityczni. Byliśmy pod nadzorem SS, Byliśmy często bici, SS biło aż ludzie leżeli na ziemi. Później mieliśmy już lepiej, mogliśmy nawet zabierać jarzyny powrotem do getta, w drodze powrotnej podlegaliśmy zawsze czeskiej kontroli. Z Theresienstadt zostaliśmy we wrześniu 44 przetransportowani do Birkenau, a stamtąd do Gleiwitz-3. W Gliwicach pracowałem na tokarce, jak i moi koledzy, dlatego podaliśmy na protokole takie same daty. Wspólnie zostaliśmy ewakuowani do Blechhammer i wyzwoleni tam przez Rosjan. Kiedy przyszedłem z Blechhammer, ważyłem 49 kg, początkowo miałem 74 kg, ale szybko przybrałem na wadze i teraz mam 63 kg.W związku z przyszłości, moje oczy skupiły się na wujku i ciotce w Nowym Jorku, którzy w 1932 roku tam wyemigrowali
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:24, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2505,M, Täschner ( wyroby ze skóry, czy damskie torby? –przyp mój )z Bratysławy,ur. 1926, lat 19.Auschwitz (09-44-pojedyncze dni) , Gleiwitz ( 10-44 do 01-45 ), Blechhammer ( 01-45 ).
U nas na Słowacji deportacje zaczęły się już w 1942 roku.Mieszkałem z rodzicami i rodzeństwem 21 / 2 lat w Szered w obozie. Moi dwaj bracia zostali w międzyczasie deportowani, na mojego ojca i mnie przyszła kolej we wrześniu 1944. Przyszliśmy do Auschwitz, gdzie mnie oddzielono od mojego ojca i od tego czasu wszelki ślad po nim zaginął .W październiku 44 poszedłem z transportem do obozu pracy Gleiwitz. Pracowaliśmy w fabryce wagonów. Robota była dość ciężka. Pracowaliśmy na dwie zmiany.
Dzienna zmiana jeszcze uchodziła, bo dostawaliśmy jeść i mogliśmy się w nocy wyspać, nocna zmiana była paskudna, bo nie dostawaliśmy jedzenia a w dzień nie mogliśmy spać. W ostatnim tygodniu miałem zmianę nocną i SS przyłapał mnie na paleniu tytoniu.
Uderzył mnie kolbą w tyłek tak, że ledwie mogłem się poruszać a nogi mi spuchły zupełnie, od tych strasznych ciosów. Wyzdrowiałem dopiero latem. W ogóle w Gleiwitz dostaliśmy więcej razów niż jedzenia. Kapo nas źle traktowali z powodu każdej drobnostki. Jak się zaczęła rosyjska ofensywa, obóz został ewakuowany. Poprowadzili nas do Blechhammer.
Kiedy tu przybyliśmy front ponownie się zbliżył i SS poprowadzili większość więźniów dalej. My byliśmy słabi i chorzy, więc mogliśmy pozostać. Przed rozstaniem SS rozstrzelało około 800 osób spośród pozostających na miejscu więźniów. Tydzień później przyszli Rosjanie i dal nam długo oczekiwaną wolność.
2524, M,uczeń ur 1919, lat 16, Auschwitz ( 27-05-44 do 17-01-45), Gleiwitz ( 19do26-01-45), Buchenwald (10-02-45 do 7-04-45), Theresienstadt ( do 8-05-45).
Gdy przyjechaliśmy do Auschwitz, na stacji oddzielili mnie od matki , dwóch moich braci i jednej siostry. Pozostałem z ojcem i wujkiem. Zabrali nas do łaźni, gdzie wszystkie nasze rzeczy zostały zabrane, ostrzygli nam włosy, i po kąpieli dostaliśmy więzienne pasiaki. Stąd poszliśmy do bloku, gie przez całe 3 dni nie dostaliśmy jedzenia, ani nawet wody. Na trzeci dzień nas wytatuowali ( stało się to w Birkenau, to miejsce jest bardzo blisko Auschwitz ). Kiedy wróciliśmy do Auschwitz, ponownie poszliśmy do kąpieli, tam zabrali nasze ubrania a po dezynfekcji wydali nam inne ubrania. Ulokowali nas na piętrze w bloku. Jeden tydzień byliśmy w kwarantannie, a w końcu po tygodniu pojawili się oficerowie SS i oni przydzielali nas do różnego rodzaju działalności rolniczej. Z moim wujkiem ojcem zostaliśmy skierowani do „ komando Mühlsfuhrers " . Pracowaliśmy od siódmej rano do 19-tej wieczorem. Potem zostaliśmy przydzieleni do grupy, gdzie były sortowane rzeczy pochodzące z węgierskich transportów. Kierownictwo było bardzo złe, stale złorzeczyli Żydom i często bili ludzi bez powodu. Wyżywienie było dość dobre na osobę za dzień było 35 dkg chleba, oprócz tego dostawaliśmy 70 dkg chleba dwa razy w tygodniu jako dodatek. Ponadto trzy razy w tygodniu było po 5 dkg margaryny, pięć razy było salami, raz twaróg i dwa razy dżem. Dostawaliśmy 1 litr zupy w południe i wieczorem, dawali czarna kawę. Dwa razy w tygodniu dostawaliśmy mleko. Bloki były czyste, każdy leżał na łóżku i mieliśmy po 2 koce. Wszy tu nikt nie miał. W każdą niedzielę była zmiana ubrania, kto miał brudne ubranie, ten wymieniał. Niedziela była dniem wolnym i przez cały dzień potem odpoczywaliśmy. Apel mieliśmy dopiero wieczorem, który czasami trwał do godziny. Nas raz poddano selekcji , dokonano tego w ten sposób, że wieczorem po apelu cały obóz musiał stanąć nago w szyku przed blokiem, każdy musiał przejść przez łaźnię, gdzie było obecnych kilku wysokich rangą oficerów i lekarz SS. Rapportfürhrer Klausen stał przy bramie z zakrzywionym kijem, a kto został wyselekcjonowany , tego uderzył krzywym kijem i pociągnął nim za szyję, zapisał numer, byli oni umieszczeni w oddzielnym bloku, dali im więcej chleba, co ich skłoniło po błędnego przypuszczenia, że nie idą do krematorium , ale przenoszą ich do innego obozu. 2 dni potem w obozie pojawiły się samochody i pojechały z nimi do komory gazowej. Następnego dnia zostali zabrani chorzy ze szpitala i też poszli z dymem. Jeszcze bardziej niezwykle postąpił pewien unterschaarführer SS nazwiskiem Kaduk, klasyfikowany jako jeden z najgorszych ludzi w obozie. Kiedy zastępował starego Lagerführera ( zamiast niego dostaliśmy nowego nazwiskiem Hessler ); sytuacja uległa pewnej poprawie. Ten Hessler nakazał żeby ci, którzy wyglądają słabo, dostawali więcej zupy. Żydzi dostali żółty znaczek, który kiedyś miał znaczenie polityczne, powyżej którego był ledwo widoczny żółty pasek. W listopadzie, w obawie przed rosyjską ofensywą, krematoria i komory gazowe zostały rozebrane. Wtedy już panował całkowity porządek w obozie. Było już wtedy dozwolone, że Żydzi mogą odwiedzić kino w obozie, a także wziął udział w koncertach. Bicie było zakazane, w skrócie, sytuacja poprawiła się znacznie. W styczniu rozpoczęła się rosyjska ofensywa na drugi dzień Auschwitz już był blisko frontu. Potem przyszedł rozkaz, że musimy opuścić Auschwitz. Na drogę każdy dostał trzy czwarte chleba, jedną puszkę 1 kg konserwy mięsnej i 12 dkg margaryny. Więc ruszyliśmy i szliśmy pieszo do Gleiwitz. Tu nas bardzo źle umieszczono. Były tu w sumie 4 bloki, spośród tych którzy się nie zmieścili i leżeli pod gołym niebem, wielu zamarzło z powodu zimna. Traktowanie tutaj było również straszne, ludzie byli bici na śmierć. Podczas pobytu tutaj nikt nie pracował, ale jeść też nie dostaliśmy. Po 5 dniach otrzymaliśmy raz po ok. 15 dkg chleba i kilka plasterków salami. Potem załadowali nas na otwarte wagony. Wepchnęli po 130 osób do jednego wagonu , tak nie było miejsca aby stać, stąpaliśmy jeden po drugim. Na drogę nie wydali prowiantu, dopiero kiedy jechaliśmy przez Czechy, na stacjach w Czechach miejscowa ludność wrzucała pakunki z jedzeniem do wagonów. Tak dostaliśmy jedzenie. W tym czasie głód był tak wielki, że zjadaliśmy wzajemnie sobie śnieg z pleców. W końcu w koszmarnej zamieci śnieżnej 10 lutego przybyliśmy do obozu w Buchenwaldzie. Przez cały dzień staliśmy przed łaźnią ponieważ dezynfekcja szła bardzo powoli. Większość z nas przyjechała chora, biegunkę miała bardzo wysoka liczba - epidemia. Ludzie ginęli od niej tysiącami. W blokach - które były prostymi drewnianymi klockami - było straszne zimno. Dzienna racja żywieniowa: 28 dkg chleba i 1 litr zupy. Po przybyciu tutaj w drugim tygodniu oddzielono ode mnie mojego ojca i wujka, zabrali ich do transportu do Erik, ja zostałem skierowany do bloku dziecięcego. Tu nie pracowaliśmy, żyliśmy w podgrzewanym bloku i już sytuacja była nieco lepsza niż w innym bloku. Kiedy zbliżyli się Amerykanie, nastąpił całkowity upadek porządku w obozie i ledwo dostaliśmy coś do jedzenia. Pewnego wieczoru zamiast wezwania na apel, mikrofon powiedział, że wszyscy Żydzi mają stanąć w szyku na placu apelowym. Apel ten nie był przestrzegany i SS sama zagnała Żydów do pomieszczenia i zamknęła ich. Stamtąd przewieziono nas do nieznanego miejsca. W bloku dziecięcym starszym blokowym był pewien Czech, który mieścił nas z wielkim nakładem trudu w kancelarii obozowej , żeby chrześcijanie mogli odczytać. Następnego dnia staliśmy się wmieszać do transportu i załadować się na wagony. Przez pierwsze dni podróży mieliśmy jedzenie. Kiedy zabrakło żywności, jedliśmy trawę i liście. Ucieszyłem się, gdy znalazłem ślimaka i mogłem go zjeść. Liczba osób dziennie malała. Po 3 tygodniach podróży dotarliśmy w czeskiej wsi, gdzie Czesi, przekazali dowódcy chleb, ziemniaki, i to, co mogli i zostały one podzielone pomiędzy nas. Tydzień przebywaliśmy tu na stacji. Gotowaliśmy sobie i tak sobie radziliśmy. Front rosyjski zbliżył się bardziej, na naszej drodze stała linia frontu, dotarliśmy do innej wsi, gdzie już przyszła wiadomość o kapitulacji . Wieczorem po 4 tygodniach podróży przyjechaliśmy pociągiem parowym do Theresienstad. Czesi byli dla nas dobrzy i bardzo serdeczni. Przekonaliśmy się, że wojna się skończyła. Do tej pory, tysiące wszy roiły się na nas. Umieścili nas w osobnym bloku do dezynfekcji. Po dezynfekcji dostaliśmy cywilne ubrania i dobre jedzenie. W międzyczasie Rosjanie przybyli, poszliśmy do bloku i udaliśmy się do Niemców. Odebrano im wszelką żywność i obuwie. Niestety, tłuste, dobre jedzenie - które już uciekło z naszych żołądków – dostaliśmy biegunkę i ja z gorączką do 40 stopni , osłabiony dostałem się do szpitala. Tymczasem w mieście wybuchła od wielu wszy epidemia tyfusu. Tak wyglądało wyzwolenie 8 maja 1945. Mój plan na przyszłość : jak najszybciej wydostać się do Palestyny
2905, M, młynarz ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 2-05-44 do 20-10-44), Gleiwitz ( 8do11-11-44), Turmalin (2do18-12-44), Buchenwald ( 20do30-12-44), Dora (3-01-do 20-02-45), Stutthof (10-03-45 do 2-05-45).
Pracowałem z ojcem w młynie. Żyliśmy z dużym trudem z dziennego zarobku w domu. Krótko po wejściu Niemców , Strzałokrzyżowcy w towarzystwie żołnierzy niemieckich przeszukiwali kolejno żydowskie domy i poszukali biżuterii i kosztowności . Moja matka nie chciała oddać biżuterii, więc pobili ją kolbami. Po Wielkanocy wprowadzono nas do getta.
Do tego celu wyznaczono niektóre ulice , w getcie stłoczono ok. 16.000 Żydów z okolicy. Żandarmi dzień i noc szukali i żądali biżuterii , pieniędzy; kto nie był w stanie wypełnić ich woli; był bity. Wielu ludzi otruło się w getcie, 2-3 uciekło, rozumiem. Rosenberg z Rady Żydowskiej starali się jak najlepiej układać sprawy getta. Była również kuchnia publiczna. Mężczyzn wywożono do pracy, ja też chodziłem do pracy, meble z opuszczonych domów żydowskich zabieraliśmy do świątyni. Słyszeliśmy, że tylko kilka dni będziemy w getcie, a następnie wszyscy wrócimy do swego mieszkania. Pewnego dnia żandarmi i detektywi otoczyli getto i dali pół godziny czasu na spakowanie, i nas wywieźli. Ubranie mogliśmy zabrać tylko te, które akurat mieliśmy na sobie, ja przypadkowo miałem na sobie dobre ubranie, też musiałem je zostawić. Można było zapakować niewielką ilość chleba ( ½ kg ). Załadowali nas na pociąg, w jednym wielkim wagonie jechało 160 osób, wyruszyliśmy, na następnej stacji po ok. 20 osób zostało zabranych i przeniesionych do innego wagonu.
Zmarły cztery dzieci i jeśli dobrze pamiętam sześciu dorosłych ,otruli się. Jeden chłopak nazwiskiem Hoffmann wyskoczył przez okno, słyszałem, że dzięki Bogu, udało mu się uciec. Woda przy wyjeździe nie dostaliśmy. W Koszycach już widzieliśmy, że przewożą nas do Niemiec. Niemcy stale pojawiali się w wagonach, pytali o biżuterię i pieniądze. W trzy dni później dotarliśmy do Auschwitz 5 maja. Polscy więźniowie w pasiakach powiedzieli nam, że bagaże pozostają w wagonach, i zostaną później dostarczone, ze sobą mogliśmy zabrać tylko chleb. Ustawiliśmy się w kolejce, osoby starsze i chorzy poszli na lewo, nas zdolnych do pracy odprowadzali w prawo. Stąd zabrali nas do łaźni, obcięli nam włosy. Czekaliśmy godzinami na ubrania, w końcu dostaliśmy pasiaki więzienne. Zabrali nas do obozu C, w jednym bloku było nas 360-ciu, na jednej pryczy spaliśmy po dwóch. Jedzenie było złe i mało- zwykły zestaw obozowy. Pracowałem w komandzie budowlanym, dziennie po 12 godzin. Potem pracowałem w magazynie żelaza. To była bardzo ciężka praca, musieliśmy szybko toczyć żelazne beczki. Jedna beczka żelazna spadła mi na nogę i miałem złamanie, trafiłem do szpitala, gdzie spędziłem kilka dni. Tu w tym magazynie pracowałem ok. 3.5 miesiąca. Na początku października polscy i węgierscy Żydzi wysadzili w powietrze jedno z krematoriów, pracowałem w tej pracy, rozbieraliśmy części żelazne. Cztery martwe ciała zostały znalezione w czasie tej pracy. W drugim krematorium, które już nie pracowało, widzieliśmy dużą salę, która przypominała łaźnię, która również została opisana jako "Badezimmer.” Na ścianach były wieszaki, ubrania musiały być powieszone. Widzieliśmy wielokrotnie, że pozostawione tam ubrania były wyrzucane przez okna na samochód, który tam czekał. Widziałem te rury z których wypuszczali gaz, chłopak , który tam pracował, powiedział, że nie ma gazu. Jednym małym wózkiem dostarczali ciała do pieca . Tu pracowałem 15 dni, potem ładowaliśmy cegły na wagony, tu traktowanie było dość dobre.20-go października poszliśmy do transportu i wywieźli nas. Szliśmy pieszo przez dwa dni, na drogę wydali dosyć prowiantu, przy wyjściu SS zniszczyli jeden szpital i jeden magazyn, przy wymarszu dostaliśmy bardzo dużo jedzenia na drogę. W nocy leżeliśmy w śniegu na wałach, kiedy obudziłem się rano, wielu było zamarzniętych. Przybyliśmy do Gleiwitz, to był duży obóz pracy, byliśmy tu 8-10 dni, wyżywienie było , można powiedzieć , zadawalające. Tu nie pracowaliśmy. Ale stąd również musieliśmy odejść, Armia Czerwona się zbliżyła. Załadowali nas na pociąg po 125 osób w wagonie. SS-mani wrzucili kilka chlebów w kocu i dodali kilka puszek konserwy mięsnej, ale to dostało tylko 4-5 ludzi , kto był sprytny. Wielu zmarło po drodze, na zmarłych siedzieliśmy jak na poduszkach. Z wagonu wyszło nas 96 osób, wszystkich liczył unterschaarführer. Przybyliśmy do obiektu Turmalin , tu byliśmy tylko 10 dni, wykonywaliśmy prace przy budowie tunelu. Praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany nocną i dzienną, na przemian. Jeśli przez przypadek był dzień wolny, musieliśmy iść do cięcia drewna w lesie. W miejscowości nas widzieli, bo tam pracowaliśmy. Dziennie dostawaliśmy po 0.5 kg chleba, 1 litr zupy, dwa razy w tygodniu dostawaliśmy dodatek , ale to było tylko dla ciężko pracujących, w tym mnie między innymi. Około dwóch tygodni później zapytał Buchenwald o pracowników. Następnie wybrano 160 osób i wywieziono do obozu w Buchenwaldzie. Nas ulokowano w pewnej stodole, było z nami około 80-ciu strażników, prawie każdy człowiek miał strażnika. Pracowaliśmy przy naprawie mostu, kiedy skończyliśmy tę pracę, zostaliśmy zabrani do innej. Noc i dzień szliśmy pieszo dwa lub trzy dni, aż dotarliśmy do Dora. Znaleźliśmy się w bloku, nie było jednak dla nas prycz do spania, jednakże dostaliśmy sienniki i koce. Dostawaliśmy dziennie jeden litr zupy i kawę, chleba nie było, dostawaliśmy wystarczającą ilość ziemniaków i 2.5 dkg margaryny .Dostawaliśmy różne przydziały do pracy , czasami szliśmy do robót cywilnych. Traktowanie było dość dobre ; którzy pracowali , tych nie bili. Kiedy zakończyliśmy roboty w Dora, wtedy Stutthof pytał o pracowników, więc do transportu pracy wybrali tak, że znowu 160 pracowników poszliśmy z transportem. Na trzydniową drogę dostaliśmy dosyć prowiantu. Po przybyciu do Stutthof, umieszczono nas w niewielkich barakach, ale wszyscy mieli osobne prycze, jednak było bardzo zimno i spaliśmy po dwóch na jednej pryczy a nawet mieliśmy kołdry. Natomiast było mniejsze wyżywienie: dziennie bochenek chleba był na 15-tu, 0.4 litra zupy, 2.5 dkg margaryny . tu już tak nie pracowaliśmy, zwykle pracowaliśmy w prywatnych miejscach. Na dwa dni przed wejściem Anglików, w dniu 2-05-45 jeden niemiecki kapo uciekł ze strachu. Wtedy my zdecydowaliśmy po rozmowie, że 16 młodych ludzi, w tym czterech Budapesztu ,że przejdziemy na angielską stronę. Właśnie załadowali nas na statek i chcieli nas wywieźć. Przed wypłynięciem statku wyskoczyliśmy i uciekliśmy do wsi. Tu już byli Anglicy, żołnierze zabrali nas zaraz samochodem, dostaliśmy bieliznę, ubrania i jedzenie. Z Anglikami poszliśmy do Neustadt, tamtejszy obóz już był wyzwolony. W Neustadt byłem trzy miesiące, od drugiego maja pełniłem zwykłą służbę wojskową, stamtąd poszliśmy z angielskimi żołnierzami zbierać ukrywających się SS-manów. Byliśmy w Bergen-Belsen i udało się złapać wielu nazistów i również w krótkim czasie nas wysłali. Wyruszyłem do domy z czeskim transportem przez Pragę i Bratysławę. Plany: najpierw jadę do domu, już jeden brat tam jest, potem być może pójdę z nim do Palestyny.
3029,M. elektryk ur 1914, lat 31,Auschwitz ( 22do30-05-44 ), Monowitz (31-5-44 do 18-1-45), Gleiwitz (21-1-45 do 22-1-45), Buchenwald (2.2.-45do 1-4-45), Flossenburg (15do19-4-45), Dachau (27do29-4-45)
W dniu 4 maja ubiegłego roku chodziłem po ulicy bez gwiazdy, detektywi mnie aresztowali,
Zabrali na przesłuchanie a następnie do obozu internowania Sárvár. W dniu 19 maja wyruszyłem z dużym transportem do Niemiec. W waginie znalazło się 80 osób, poruszać się nie mogliśmy, wagony zostały zamknięte, a my jechaliśmy bez wody i jedzenia przez 3 dni. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Mengele prowadził selekcję, z osób starszych, chorych, dzieci, matek z dziećmi tworzył osobną grupę, druga grupa była zdolnych do pracy. Ja byłem w tej grupie i dopiero później dowiedziałem się, ze drugą grupę, która stanowiła większość transportu , spotkał straszny los. Łaźnia, dezynfekcja, usunięcie włosów, potem zabrali nam wszelką odzież i wydali starą letnia odzież i tak poszliśmy na blok. Tu spędziłem osiem dni, i przez ten czas stale torturowali nas staniem na apelu. Z transportem pracy dostałem się do obozu pracy Monowiz. Pracowałem przy kablach, praca była ciężka, ale także warunki życia były tolerowalne. W styczniu, kiedy front rosyjski podszedł bliżej w dniach 18 i następnie rozpoczęli ewakuację obozu, dla nas zaczęła się prawdziwa Kalwaria. Po trzech dniach pieszego marszu przybyliśmy do Gleiwitz. Następnego dnia poszliśmy dalej do Buchenwaldu. Podróż trwała 11 dni w nie do opisania okolicznościach. Jechaliśmy w otwartych wagonach ,w zamieci śnieżnej i letnich podartych ubraniach, bez koców. A najgorsze było to, że nie mieliśmy ani jedzenia ani wody. Tylko raz w ciągu 11 dni otrzymaliśmy żywność od Czerwonego Krzyża w Republice Czeskiej w Pradze. Liczba ofiar rosła, jechaliśmy ze zmarłymi dalej. W Buchenwaldzie mieszkaliśmy w obozie kwarantanny przez dwa miesiące. Po ośmiu skierowali na jedną drewnianą pryczę , był brud, kurz i wszędzie wszy. Tu wiele młodych osób zmarło z całkowitego wyczerpania. Pierwszego kwietnia usunęli nas z tego obozu. Pojechaliśmy 10 dni otwartymi wagonami a potem 4 dni szliśmy pieszo, ponownie bez jedzenia. Kolejno ludzie padali z głodu. We Flossenburgu spędziliśmy 4 dni , a następnie ten obóz ewakuowano i wyruszyliśmy w jeszcze bardziej straszną drogę. Do Dachau szliśmy w prawdziwym „ marszu śmierci „. Strażnikom już nie wystarczało, że padają ze skrajnego wyczerpania setki osób dziennie i zastosowali bardziej radykalne środki : karabiny maszynowe i zaatakowali nas bronią maszynową. Z dziesiątków tysięcy ludzi , którzy poszli z transportem 27-04-45 przybyło do Dachau około 2000 ludzi, prawie wszyscy skrajnie wyczerpani. Na szczęście dwa dni później, w dniu 29 kwietnia wyzwoliły nas wojska amerykańskie, wszystkich dobrze wyposażyli, otrzymaliśmy dobrą opiekę, i tak uratowali nam życie.
3146,M, krawiec męski ur.1895, lat 50, Monowitz (31-05-44 do 8-06-44), Gleiwitz ( 11-06-44 do 19-01-45), Blechhammer ( 21-25-01-45)
W Keselymező, małej wiosce w Karpathenlandzie z około 800 mieszkańców, było 80 żydowskich rodzin, wszyscy ubodzy ludzie, którzy także wtedy, kiedy Karpathenland należał do Czechosłowacji, także utrzymywali egzystencję z trudem , ale po wejściu Węgier, zostali obrabowani z jakiejkolwiek możliwości utrzymania się. Po wydaniu rozporządzenia o gettach, zostaliśmy wyzuci z ojcowizny i musieliśmy w końcu odejść z domu. Żydzi z Keselymező zostali w dniu 24 Kwietnia 1944 r. zabrani do getta w Izsa, gdzie i ja przyjechałem z moją rodziną, która składała się z żony, trzech synów i czterech córek. W tym getcie byli nie tylko Żydzi z Izsa, ale także zostali skoncentrowani żydowscy mieszkańcy 30-40 okolicznych miejscowości, około 30.000 dusz. Większego zakresu przemocy w getcie nie było, każdego dnia, pewna liczba ludzi, wybranych szła do Ruszt, najbliższego miasta, gdzie musieli pracować dla Niemców. Niedostatku żywności w getcie nie było a to ze względu na fakt, że kilku odważnych mężczyzn, którzy przybyli z terenu , uciekali z getta w nocy, odwiedzali ich dawne domy i przynosili stamtąd żywność. Jednak nie mogli się pozwolić na tym przyłapać, bo w przeciwnym wypadku zostaliby pobici przez policję do krwi. Ogólnie rzecz biorąc, mieszkańcy getta nie byli nękani przez policję, którzy bili tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę był winny lub nie od razu rozpocząć pracę. Wymarsz do pracy zwykle trochę się przeciągał, bo ludzie nie szli do pracy chętnie, ale nie dlatego, żeby się bał pracować, ale dlatego, że nikt nie wiedział, czy z pracy wróci z powrotem. Tak minęło około pięć tygodni, aż pewnego dnia komendant straży ogłosił, że wychodzimy stamtąd. Skoro zauważył, że wielu z nas kupuje jedzenie, musiał przyjąć, że mamy fundusze. Był rzeczywiście uprawniony do odebrania nam pieniądze, ale on chciał nam okazać swoją łaskę, jeślibyśmy mu sprawę ułatwili. Więc jeżeli nie chcemy mu oddać wszystkich pieniędzy, to możemy dać mu 1200 pengo po czym on się powstrzyma od jakichkolwiek dalszych działań. Zebraliśmy tę sumę na drodze składki i wręczyliśmy ją komendantowi straży, który nas eskortował ze swoimi ludźmi do cegielni w Huszt. Tam zostało nam odebrane wszystko, cokolwiek ktoś jeszcze posiadał i następnie zostaliśmy załadowani na wagony. Nasza trasa wiodła do Auschwitz, gdzie dojechaliśmy po trzech dniach. Ledwie wyszliśmy z pociągu, już zostaliśmy poddani selekcji w wyniku której straciłem całą rodzinę z wyjątkiem szesnastoletniego syna, z którym natychmiast dalej wyruszyliśmy do Monowitz. Losy mojej rodziny jest mi nieznany. Mam nadzieję, że moje dwie córki , które uznano za zdolne do pracy i poszły do obozu pracy ; pozostały przy życiu, żona i małoletnie dzieci, według wszelkiego prawdopodobieństwa zostały zagazowane. Ja i mój syn, jak już wspominaliśmy, zostaliśmy wprost skierowani do Monowitz, 7-8 km od Auschwitz, do pracy w fabryce syntetycznego kauczuku Buna. Mnie jednakże zatrzymano w rezerwie, miałem nie pracować a oczekiwać na przydział do komanda roboczego. Trwało to 8 dni i zostałem zabrany do Gleiwitz z transportem, podczas gdy mój syn został w Monowicach. W Gliwicach musiałem pracować na początku na lotnisku, a potem w fabryce wagonów. W porównaniu z ciężką pracą, którą miałem do wykonania, dzienne racje wyżywienia były mizerne i były podawane tylko jeden raz w ciągu dnia. Bardzo cierpieliśmy z głodu, ale najgorsze było nieludzkie obchodzenie się z nami. Najgorzej byliśmy traktowani, i ciągle byliśmy bici , kiedy wpadały nasze organa nadzorcze, przed, w trakcie i po pracy. Nadzorcami byli więźniowie reichsdojcze, oznakowani albo jako polityczni albo oznaczeni na zielono na ubraniu więźniowie, którzy dopuścili się ciężkich przestępstw, brutalni faceci, którzy mogli z nami robić, co chcieli. O, teraz czy był powód lub nie – ci spadali na nas jak szaleni i wściekle nas bili . Za zupełnie niewielkie sprawy człowiek dostawał dwadzieścia pięć razów biczem. Kto miał do piętnastu minut spóźnienia do pracy lub przyszedł piętnaście minut później do obozu, został zastrzelony. Kiedy więzień zachorował, szedł do szpitala, gdzie był obsługiwany przez więźniów –lekarzy. Ci- przeważnie francuscy i holenderscy Żydzi- niewiele mogli pomóc z uwagi na brak środków medycznych. Odwiedzanie chorych było ściśle zabronione, kto został na tym przyłapany, był bity do krwi.Kiedy zbliżył się front rosyjski, zarządzono ewakuację miasta, i wymaszerowaliśmy. Po dwóch dniach dotarliśmy do Blechhammer. Tam byli koncentrowani więźniowie z całej liczby obozów, które zostały opuszczone , tak ,że wtedy w Blechhammer znajdowało się około 7000 więźniów. Kiedy wychodziłem po półtora dnia na apel, zdałem sobie sprawę, że nie ma już zwykłej dyscypliny i precyzji , wydawało się że Niemcy chodzili w wielkim pośpiechu i nie tracili czasu dla przeprowadzenia szczegółowej kontroli. Ten fakt postanowiłem wykorzystać i jak wszyscy wymaszerowali, ja zostałem a ze mną około 1800 więźniów. Ukryliśmy się w obozie, rak dobrze jak każdy mógł i czekaliśmy na Rosjan, ale taka prosta sprawa nie była, bo w czasie marszu doszło do SS-manów, że wielu więźniów nie przyszło i prawdopodobnie są ukryci w obozie. Wrócili się do obozu aby nas zabrać z sobą ale już się nie odważyli i tak zaczęli ostrzeliwać/bombardować obóz. Tymczasem jednak rosyjscy strzelcy nadciągnęli, a ponieważ podejrzewali, że w obozie jeszcze jest SS, także wzięli obóz pod ostrzał. Zostaliśmy wzięci w dwa ognie i wielu ludzi zginęło. Dopiero po czterech dniach Rosjanie wkroczyli do Blechhammer i nas wyzwolili.
3255,M,inżynier mechanik, ur. 1909, lat 34, Gleiwitz 2 miesiące,
W sierpniu 1942 zostałem zatrzymany w Budapeszcie ze świątyni pry ulicy Rombach na Csörgő. Tu byliśmy do 15-grudnia. Stąd mnie usunięto i przeniesiono nas do 482/K grupy stuosobowej, do specjalnej pracy przymusowej w Sárospatak.28-01-1943 wywieziono nas do Ossindorf koło Soleńska. Poszło nas 550-ciu. Tu mieliśmy pracować dla Niemców jako pracownicy przymusowi. Dowódcą grupy stu był porucznik nazwiskiem Brozorat, który traktował nas bardzo źle. Bił nas do krwi a także niesłusznie pozwalał na to Niemcom. Tu byliśmy przez3 miesiące, pracowaliśmy w kopalni torfu, # 0 dkg chleba dziennie, oprócz zupy bez zawartości , którą często przywłaszczano. Wielu zmarło z głodu. Po trzech miesiącach przyszedł czas na jednostkę 482/K i wycofano nas do Korostenia. Pracowaliśmy w Satriscin koło Korostenia, gdzie wybudowaliśmy pomnik a następnie zrobiliśmy bunkry i wieżę widokową, a stąd następnie 10 osób zostało wysłane do szpitala obozu nr 116. W szpitalu dostawaliśmy racje żywnościowe. Tu było bardzo dobrze. Dowódcą był dr Fekete József, porucznik i świetny lekarz- i tam nas trzymali. Niestety dowództwo wojskowe nie zezwoliło na to aby pobyt kontynuować i w 6 osób uciekliśmy stamtąd. Poszliśmy do Dubna .Poszliśmy do polskich partyzantów i byliśmy tam około 5 miesięcy. Niestety Niemcy całkowicie nas rozbili AK, że tylko nas dwóch zostało. Potem znowu uciekłem , ale Niemcy mnie złapali. Potem wywieźli mnie do Gleiwitz, gdzie na stacji pracowałem przez 4 miesiące , a potem znowu uciekliśmy. Następnie poszliśmy na Słowację i zarejestrowali nas w szpitalu 11 tej jednostki jako chorych z Nagybicsén. Tu znowu uciekliśmy i tu do 5-05-45 byłem w brygadzie partyzantów czechosłowackich w Zurován. Tu robiliśmy robotę partyzancką, tak wysadzaliśmy , aby uniemożliwić niemiecki odwrót,itp. %-go maja byliśmy koło Nagybicsén.
Stamtąd poszliśmy dalej z Armią Czerwoną do Hollesow, i tutaj oddali nas do NKWD .
Pracowaliśmy dla GPU, i w naszej pracy wykrywaliśmy SS, którzy przebrali się w mundury żołnierzy. W ten sposób przyszliśmy do Zittau, Ołomuńca i Auschwitz. Z Auschwitz zostałem zwolniony 25-go sierpnia i dostałem zezwolenie na podróż do domu. Po drodze trochę odpoczywałem ze zmęczenia i do Budapesztu dotarłem 17-go września.
3316,M, krawiec męski,ur.1925, lat 20, Auschwitz ( 25-05-44 do 30-06-44), Gleiwitz (2-07-44 do 26-12-44,Jaworzno ( 29-12-44 do 12-01-45), Blechhammer (24do28-01-45).
W moim miejscu urodzenia i ostatniego miejsca zamieszkania: Taracköz, dużej wsi w Karpanthenlandzie, mieszkało około 800 rodzin żydowskich, którym, dopóki Karpathenland należał do Czechosłowacji, wiodło się całkiem dobrze, i byli nawet wśród nich bogaci ludzie, właściciele ziemscy, handlowcy, itd. Ale to natychmiast zmieniło po zajęciu przez Węgrów Karpathenlandu: ziemianom odebrano dobra, żydowskim handlowcom odebrano koncesje handlową i zostali usunięci z biznesu a Żydzi z Taracköz modli teraz mieli problem, jak w swoich małych firmach utrzymać pracowników. Potem wyszło w połowie kwietnia 1944 roku rozporządzenie o gettach: 21 kwietnia Żydzi z Taracköz wraz z moją rodziną zostali zabrani , tak jak inni Żydzi, do getta Mátészalka. Przeprowadzka została wykonana przez węgierskich żandarmów, którzy zachowali się doskonale całą drogę. Ale jak tylko dotarliśmy Mátészalka, gdy zmienili swoje zachowanie i zaczęli nas bić : mężczyzn, kobiety i dzieci, młodych i starych ludzi - nikt nie otrzymał pardonu! Policjanci bili nas nie tylko kijami, ale i biczami , które mieli splecione z zabranych od Żydów filakterii. Instytucje użyteczności publicznej nie funkcjonowały wcale, chociaż Rada Żydowska starała się zapewnić aprowizację getta, bo ludzie , którzy nie mieli zapasów żywności , musieli cierpieć głód i na próżno zwracali się do Rady Żydowskiej, który wprawdzie coś dawał, ale to była tylko odrobina. Pozostaliśmy cztery tygodnie w getcie Mátészalka a potem nastąpiła deportacja. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Birkenau. Natychmiast po wyjściu z wagonów dokonano selekcji która oddzieliła mnie od mojej rodziny, składającej się z rodziców i dwóch braci. Podobno tylko mój ojciec przeżył i jest w drodze do domu. W przeciwieństwie do tego matka i dwaj bracia zniknęli bez śladu. Miałem też siostrę, która była w Budapeszcie, kiedy rozporządzenie o getcie weszło w życie ,podobno żyje, ale nie udało mi się ustalić nic pewnego. Po trzydniowym pobycie w Birkenau przeniesiono mnie do Auschwitz, w którym nie miałem nic do zrobienia, tylko czekać, aż zostanę włączony do transportu pracy. To trwało sześć tygodni, podczas których wiele głodowałem , dużo stałem na apelu i musiałem znosić dużo ciosów i kar. Później przetransportowano nas do Gleiwitz, gdzie pracowałem w fabryce wagonów. Praca ta była nie tylko ciężka, ale i brudna i musiałem zrobić swoje. Jedzenie byłoby może wystarczające, gdybyśmy w ogóle nie pracowali, albo nie tak ciężko, ale w zaistniałych okolicznościach jedzenie było zupełnie niewystarczające. Otrzymywaliśmy 3 x w tygodniu 350 g chleba, w pozostałe dni po 200g chleba, który nawiasem mówiąc był bardzo złej jakości, litr zupy z czerwonych buraków i 2,5 dkg margaryny. Ale ani ciężka praca, ani niewystarczające zaopatrzenie były najgorsze, najgorsze było okrutne, surowe i nieludzkie traktowanie. Wszystkiemu towarzyszyło bicie: byliśmy bici w 3 kilometrowej drodze z obozu na miejsce pracy, podczas marszu, kiedy SS uznało, że za wolno maszerujemy, kiedy nasza wydajność pracy była niższa niż oczekiwano, w czasie powrotu z pracy za brak porządku, kiedy człowiek chce, zawsze coś znajdzie. W fabryce wagonów pracowało poza 1500 jeńcami także więźniowie z Polski, jeńcy wojenni z Rosji i pracownicy cywilni, ale nikt nie śmiał i nie mógł kontaktować się z więźniami. Obowiązywała bardzo surowa dyscyplina pracy, która zwyrodniała w zbyt daleko idące prześladowanie ludzi. Tak się stało kiedyś, przed przesunięciem zmiany, że przy wymarszu dziesięciu więźniów pozostało w tyle o kilka kroków. SS wskazał tych dziesięciu ludzi, z których czterech było Francuzów a sześciu Żydów i zarzucił im ,że chcieli uciec. Wszystkich dziesięciu powieszono. Komendantem obozu był sierżant SS w wieku 18-lat i jaki był młody, tak bestialsko sobie z nami poczynał : z najdrobniejszych rzeczy robił zbrodnie stanu dla których orzekał najbardziej okrutne kary. Na przykład podczas kontroli ubikacji stwierdził, że leże nie całkowicie wygładzone, albo człowiek stał na apelu nie tak nieruchomy, jak posąg, i wymierzał natychmiast po 25 uderzeń. Po sześciu miesiącach front przyszedł tak blisko, że musieliśmy odejść z Gleiwitz dalej. Podobno mieliśmy iść do Blechhammer, ale prowadzili nas przez 3 dni do Jaworzna , tam byliśmy tylko 2 tygodnie i nie pracowaliśmy , i wiedzieliśmy ,że pobyt był tylko tymczasowy. Faktycznie w ciągu 3 dni zostaliśmy zmobilizowani do powrotu i 12 dni szliśmy do Blechhammer. Wyglądało to bardzo źle. Stwierdziliśmy na pewno, że z 21 000 więźniów, którzy przebywali w czterech obozach w Gleiwitz brakuje co najmniej 2000 , i zostali oni po drodze zastrzeleni Mieliśmy krzepiącą pewność, że nie będziemy musieli długo czekać na nasze wyzwolenie, bo wiedzieliśmy, że Rosjanie już nie byli daleko. Nasze założenia zostały wzmocnione przez fakt, że SS, który towarzyszyli nam tutaj, nie odważyli się już wejść do obozu, jednakże zabrali się za ostrzeliwanie obozu z zewnątrz i rzucanie granatów ręcznych ,co naturalnie pociągnęło ofiary. Także dostaliśmy się w pole ostrzału bliskiego frontu, bo Rosjanie i Anglicy podejrzewali, że w obozie są jeszcze Niemcy i bombardowali nas. Ponieśliśmy ciężkie straty. Z 19 000 więźniów, którzy przybyli do Blechhammer, w momencie wyzwolenia przez Rosjan żyło jedynie 6000. Ranni i chorzy zostali przekazani przez Rosjan do opieki szpitalnej. Także i ja byłem chory i przyszedłem do szpitala wojskowego, gdzie przebywałem trzy i pół miesiąca do czasu mogłem wracać do domu
Podsumowanie obozu Gleiwitz.
W Gleiwitz istniały cztery obozy, mieszczące 21 000 ludzi. Jeden z nich, prawdopodobnie Gleiwitz-3 był na przedłużeniu ulicy Robotniczej i zajmował obszar 300mx300m pomiędzy GZUTem i Wydziałem Energetycznym Politechniki Śląskiej na Konarskiego. Baraki były murowane a teren był skanalizowany. Więźniowie podają następujące rodzaje prac, które wykonywali: praca na tokarce w fabryce wagonów ( większość ), przy wagonach, praca na stacji kolejowej przy za i wyładunku materiałów budowlanych, prace transportowe przy miejscowym lotnisku, praca w fabryce sadzy ( aktywny wypełniacz do kauczuku , sam kauczuk syntetyczny na bazie butadienu był produkowany w Zakładach Chemicznych Buna w Auschwitz , synteza butadienu oparta była o acetylen, otrzymywany z karbidu, produkowanego w Zakładach Azotowych a Chorzowie), praca w fabryce amunicji. Obóz , w którym mieszkali pracownicy Carbochemu ( produkcja sadzy aktywnej do produkcji opon ) mieścił się przy ulicy Pszczyńskiej we wschodniej części miasta, dzisiaj jest to mały park z tablicą pamiątkową, po obozie nie ma obecnie śladu . Poza tym Gliwice były ważnym węzłem kolejowym , tu trafiali więźniowie z Auschwitz, Jaworzna w trakcie pieszego marszu ewakuacyjnego, w ucieczce przed frontem. Relacja nr 2013 opisuje transport pieszy Monowice- Gliwice w styczniu 45 roku, z 14 000 więźniów do Gliwic doszło 7800. Więźniowie byli stąd przekazywani do : Buchenwaldu ( 7 relacji ), Blechhammer ( 7 relacji ), Dora i obiekt Turmalin (6 relacji), Gross-Rosen ( 4 ), Oranienburg ( 2) i pojedyncze relacje z Dachau, Sachsenhausen, Mauthausen.
Relacje z bazy degob.hu podają najwcześniejszy czas przyjazdu do Gleiwitz na maj 44 ( 3, 29ty), potem 06-44 ( 3 relacje ), i w następnych miesiącach. Najwięcej jest jednak relacji ze stycznia 45, (13). Świadczy to o znacznym spiętrzeniu się w tym miejscu dużych grup ludzi, którzy musieli być szybko rozdysponowani, co wymaga zaplecza i wysiłku logistycznego. Internowani podają następujące daty ewakuacji w styczniu: 18, 19, 20, 22, 26. Ostatnia liczba jest niepewna, to już po zajęciu Gliwic przez Rosjan. Daty są bardzo skupione, to musi potwierdzać spiętrzenie ludzi do transportu w tym miejscu i czasie, ewakuacje były robione w ostatniej chwili, a niespodziewane przerwanie frontu przez Rosjan skomplikowało Niemcom sytuację.
59. Obóz Blechhammer Blachownia Śląska-Sławięcice 32,48,453,567,1055,1630,1648,1685,1831,2377,2378,2389,2432,2505,2955,2973.3146,
3316,3633=19
 Blechhammer w Sławięcicach koło Blachowni Śląskiej (IV 1944 — I 1945) — budowa zakładów chemicznych, firma: O/S Hydrierwerke AG, 3958 więźniów (17 I 1945) i 157 więźniarek (30 XII 1944).
32,M ,rolnik, ur 1927,lat 18, Birkenau 3dni, Auschwitz 10 dni, Jaworzno 7 miesięcy, Blechhammer , Buchenwald.
Novoszielica, moje miejsce urodzenia i stałego zamieszkania, to mała wioska w pobliżu miasta Ungvar. Te kilka rodzin żydowskich, które tam żyły, w dniu 8 kwietnia 44 zostały wywiezione do getta w Ungvar, gdzie zebrano nie tylko Żydów z tylko tego miasta, ale również z okolicznych wsi, w sumie 25.000 osób. Getto było w rzeczywistości wyznaczone na terenie dużej cegielni, która była całkowicie nieprzydatne dla celów mieszkalnych. Nie było nic do jedzenia. Ta niewielka ilość jedzenia, którą ludzie z sobą zabrali szybko się wyczerpała i ludzie głodowali . Tylko ci, którzy byli wychodzili do pracy poza getto byli się w stanie zaopatrzyć w pewnym stopniu, ale to także było tak mało, że nie mogli zaoszczędzić nawet dla swoich bliskich w getcie . Ich praca polegała na tym, że przenosili do magazynu i tam układali ubrania i przedmioty wartościowe, które Żydzi musieli pozostawić w swoich domach w trakcie ich przenoszenia do getta .Kiedy głód w getcie wzrósł do tego stopnia, że ludzie zaczęli padać na ulicy, postanowiono, że jedzenie znalezione przez żydowskich pracowników w żydowskich domach poza gettem zostanie zabrane do getta. Porządku i bezpieczeństwa w getcie strzegła policja, która postępowała przy tym z największą brutalnością. Szczególnie ostro postępowali w stosunku do bogatych Żydów, który dręczył ją najbardziej wyrafinowanymi torturami inkwizycji ; od których chcieli dowiedzieć się, gdzie ci ukryli swoje złoto. Stosowali tortury w stosunku do mężczyzn i kobiet, bez różnicy. To wyżej wymieniony widział na własne oczy w swoim getcie, z innych wiadomości zorientował się, że tak postępowano nie tylko w Ungvar, ale także w innych gettach Karpathenlandu. Z końcem maja getto zostało opróżnione, Żydzi zostali załadowani na wagony po128 osób w wagonie i przewiezieni do Birkenau. Tutaj natychmiast po przyjeździe rozdzielono rodziny. Wyżej wymienionemu wytatuowano numer (A-11 184), pozostał w Birkenau tylko trzy dni, a stamtąd poszedł do Auschwitz. Tutaj oddzielono go od brata i od tamtego czasu nic o nim nie wie. W Auschwitz nie był długo ale po dziesięciu dniach poszedł dalej i to do Jaworzna. Zaraz po przybyciu do transportu do Jaworzna więźniowie musieli zdąć odzież i otrzymaliśmy odzież, tj łachmany, którymi ledwie mogliśmy przykryć naszą nagość, i drewniaki. Musieliśmy ciężko pracować przy kolei, i otrzymywaliśmy jedzenie bardzo skąpe i złej jakości. W szerokim zakresie stosowano kary fizyczne, który każdy więzień musiał odczuć na sobie. W Jaworznie byłem 7 miesięcy. Potem musiałem pracować w kopalni węgla kamiennego, gdzie praca była jeszcze cięższa. Tu miałem wypadek, przy którym rozdarłem 3 palce u prawej ręki. W wybuchu straciłem dwa palce u prawej nogi. W styczniu 45 naloty zniszczyły kopalnię zupełnie więc wszystkie prace tutaj zostały odwołane i musieliśmy maszerować dalej. To był wymuszony marsz trwający 8 dni, gdzie wymuszano na nas tempo marszu poganiając jak zwierzęta, w najbrutalniejszy sposób. Kto nie mógł dalej iść i pozostawał z tyłu , był zabijany, zarówno chorzy, jak osłabli z głodu czy pragnienia .Te 8 dni pochłonęły nie mniej niż 3000 ofiar z naszego transportu. Ostatecznie osiągnęliśmy Blechhammer, gdzie panowała duża konsternacja. Tam przebywaliśmy 5 dni bez jakiejkolwiek straży i ochrony i już myśleliśmy o ucieczce, gdy nagle pojawiło się Gestapo , otoczyło nasz obóz, i zaczęli ostrzeliwać obóz z zewnątrz ( drand ) . Wielu nieszczęsnych kolegów zginęło w płomieniach . Reszta została zebrana przez SS i przygotowana do marszu. Maszerowaliśmy 3 tygodnie, ciągle otoczeni przez naszych dręczycieli, którzy szerzyli spustoszenie w naszych szeregach. Niewiele brakowało a byliby zabili wszystkich, do ostatniego człowieka. Także niewielu z nas pozostało, z 5500, którzy wyruszyli z Blechhammer, do Gross-Rosen dotarło ( w strasznym stanie, ale jeszcze żywych ) 810 wszystkiego. W Gross-Rosen zostaliśmy załadowani na wagony (150-200 ludzi w wagonie ) i pojechaliśmy do Buchenwaldu. W następstwie marszu do Gross-Rosen w trakcie podróży wielu zginęło i nie pozostało wielu żywych. W obozie w Buchenwaldzie nie było w ogóle miejsca. Przygotowano namioty celtowe, w których nie tylko my ale i inni nowoprzybyli obozowali. Więźniowie przybywali do obozu i wszyscy oni musieli zostać ulokowani. Do tych namiotów celtowych wtłoczono tyle ludzi ile było fizycznie możliwe, około 5000. Rezultat był taki, że ludzie leżeli jedni pod drugimi i wiele setek ludzi się udusiło z braku powietrza. Byliśmy w Buchenwaldzie od 2do11-04-45 kiedy wyzwolili nas Amerykanie.
Z 70 000 internowanych ( stan w dniu przybycia ) do wyzwolenie pozostało nie więcej niż 20 000 żywych
48,2 M,zawody nie podane obaj ur. 1925; lat 20, 20, Birkenau, Auschwitz, Gleiwitz I, Blechhammer, Gross-Rosen, Buchenwald, Bissingen, Allach, Sprachingen, Iffeldorf, daty nie podane.
1300 zdrowych mężczyzn wyruszył na piechotę. Te 1300 ludzi przybyło tam w komplecie następnego dnia do Blechhammer, i tam pozostaliśmy. Jednakże następnego dnia dołączyły do nas dwa transporty idące w kierunku obozu Blechhammer , bo baliśmy się tam pozostać. Następnego dnia 4000 ludzi wyruszyło dalej i po kilku dniach marszu pozostało z nich przy życiu ok. 2000 ludzi. Pozostali albo zamarzli, bo ciągle wiał śnieg i maszerowaliśmy w cienkich ubraniach bez butów, albo pozostali w tyle ze zmęczenia i głodu/ bo przez dzień nie dostaliśmy jedzenia / i takich rozstrzeliwali niemiłosiernie. Wielu do śmierci doprowadziła nagła biegunka, i ci padali dziennie. Po kilku dniach marszu dotarliśmy do obozu zagłady Gross-Rosen. Jak dotąd był to najokropniejszy obóz.
453, M, rzeźnik, ur. 1928,lat 17, Auschwitz, Jaworzno, Blechhammer, daty nie podane
…… W Blechhammer w pobliżu Breslau, uciekliśmy do lasu przy pomocy Polaków i przebywaliśmy w lesie w bardzo osłabionym stanie przez 5 dni, kiedy Rosjanie wyzwolili nas w dniu 18 marca. Znaleziono mnie w takim stanie , że natychmiast przewieźli mnie samochodem do szpitala. Trwało to kilka tygodni, aż się pozbierałem i czechosłowackim transportem przyjechałem do Budapesztu……
567, M, handlowiec, ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 15do22-05-44 ) , Jaworzno ( 22-05-44 do 13-02-45 ), Blechhammer ( 16-03-45 do 1-04-45 ).
W Munkaczu w 1944-tym mieszkało około 1600 Żydów, zwykle byli to dobrze prosperujący handlowcy i przemysłowcy. My żyliśmy na dość dobrym poziomie, mieliśmy dom i grunt. W tym czasie były ogólne wyszukiwania, ludzie gestapo włamywali się do domów ludności żydowskiej i rabowali. Dr Engelbrecht ; ówczesny burmistrz, wydał przepisy. Komendantem getta został Katrics. Po Wielkanocy ogłosił, że pójdziemy do getta. W Munkaczu były dwa getta: jedno było miejskie a w drugim zebrano Żydów z okolicy, w sumie około 14 tysięcy ludzi. Żandarmi strzegli getto z zewnątrz a żydowscy policjanci utrzymywali porządek wewnątrz. Niemcy bardzo nas bili , podobnie jak węgierscy żandarmi, zabili krawca Honiga, ponieważ ukrywał się w szafie, jak również zastrzelili handlowca owocami Weisza . Te rewizje w domach były dość częste, również zabierano ostatnie rzeczy wartościowe. Była kuchnia publiczna, ale tu przyznawano żywność wyłącznie do dla ludzi ubogich, kto mógł, żywił się samodzielnie. Nie mogliśmy się skarżyć na działania członków Rady Żydowskiej :Segelsteina, Oscar Kleina, Kaluscha. Nastroje były bardzo optymistyczne, ponieważ wojska rosyjskie się zbliżyły. Po czterech tygodniach wywieźli nas do cegielni, tam było w sumie około 40 tysięcy osób. Codziennie rano mężczyźni do 40 lat musieli wychodzić na plac i robili ćwiczenia sportowe. Trzy dni później załadowano nas na pociąg po 83 osoby w wagonie. Ja dostałem się do pierwszego transportu. Pociąg był pod eskortą żandarmów do Koszyc ( Kassa ) , tam pociąg przejęli Niemcy. W moim wagonie nie było przypadku śmierci, myślę że to było w innych. Było wiele przypadków, że strzelali do wagonów. W Koszycach dostaliśmy wodę, tam po raz pierwszy otwarli wagony i żydowscy robotnicy przymusowi z Sátoraljaújhely dali nam wodę w związku z czym bardzo ich pobili. Po trzech dniach podróży przyjechaliśmy do Auschwitz. Wysiedliśmy, mężczyźni i kobiety zostali oddzieleni, potem poszliśmy do łaźni, gdzie nas ostrzygli, zabrali ubrania i w zamian dostaliśmy pasiaki. Dostaliśmy się na 17-ty blok, gdzie było około 800 osób w wielkim ścisku . W Auschwitz spędziłem zaledwie w osiem dni, a następnie wybrali silniejszych ludzi i wywieźli do pobliskiej kopalni węgla w Jaworznie. W drodze samochód był eskortowany przez SS. Tutaj po dezynfekcji jeden dzień odpoczywaliśmy a potem poszliśmy do w kopalni, gdzie pracowaliśmy po 8 godzin dziennie. Nasza praca jest bardzo ciężka, pracowaliśmy 300 m pod ziemią, używaliśmy materiałów wybuchowych, a więc praca była nie tylko ciężka, ale i niebezpieczna, tak że dzień w dzień 40-50 osób ginęło. Pracowałem w sztolni Rudolf, pracowało tutaj również wielu angielskich jeńców. Każdego ranka pobudka była o trzeciej, o czwartej szliśmy do pracy, było to o 4 km od obozu. W szybie zjeżdżaliśmy windą do sztolni i dalej szliśmy pieszo 10-12 km zą przybyliśmy na miejsce. Pracowaliśmy 8 godzin aż do 15-tej, następnie wracaliśmy, jak byliśmy w obozie, to już była 19-ta wieczór. Tu pracowaliśmy do połowy lutego, a następnie 4 000 ludzi zabrali do Blechhammer, w pobliżu Wrocławia. Poszliśmy stąd na piechotę, szliśmy pieszo trzy dni i trzy noce, to była odległość około 250 km. Nie było jedzenia, ani wody , tak że jedliśmy śnieg, kto padł ze słabości lub odmrożonej nogi , tego SS zastrzeliło . Był z nami jeden wóz, na który zwłoki były wrzucane. Było ich tak dużo, że ledwie nas przyszło 160-ciu.W Blechhammer byliśmy do połowy kwietnia. To był bez wątpienia obóz zagłady. Rosjanie byli tylko o 60 km. Kiedy już nie było w ogrodzeniu napięcia elektrycznego , wspięliśmy się na druty kolczaste. Polacy wrzucali granaty ręczne do baraków. Polacy zrobili w ścianie wielką dziurę i nożem wywalczyliśmy sobie drogę . Następnie uciekliśmy do pobliskiego lasu, koło 20 km dalej zobaczyłem stojącego człowieka , myślałem, że to Niemiec lub partyzant, ale dowiedziałem się, że to było dwóch byłych więźniów z obozu. Potem poszedłem jeszcze dalej jakieś 10 km, cały dzień ukrywałem się w lesie, pod wieczór zaryzykowałem i zapytałem spotkanego niemieckiego żołnierza, gdzie się dostać do Oppeln. Polski chłopiec został z tyłu. Z obozowego magazynu zabrałem trochę chleba, trochę margaryny i miodu do jedzenia. Oppeln było zbombardowane. Naprzeciwko mnie jechały dwa samochody pełne żołnierzy, zatrzymali mnie, skierowali na mnie swój pistolet i zapytał, czy jestem Żydem, oczywiście, odpowiedziałem "nie", powiedziałem, że jestem Polakiem. Spytali także, skąd pochodzę odpowiedziałem, by pozwolił mi iść do obozu. Potem spotkałem się z Niemką, doprowadziła mnie do domu, gdzie ukrywałem się przez dwa tygodnie. Pojawili się wkrótce na pierwszą noc żołnierze niemieccy, myślałem, że to po mnie, ale na szczęście moje obawy były bezpodstawne.8-05-45 przyjechało wojsko rosyjskie. Wyruszyłem do domu przez Pragę i Bratysławę. Plany: Palestyna
1055,M,robotnik ur.1925, lat 20, Birkenau ( 05-44 ) , Auschwitz (06-44), Jaworzno ( 06do11-44), Blechhammer ( 11do12-44), Buchenwald ( 01do02-45), Dachau ( 04do05-34 ),
Byliśmy dziewięciu braci i sióstr. Moi rodzice mieli fabrykę likieru, którą przejęli od nas Węgrzy w 1940 roku i pola. Mieszkałem z bratem w Koszycach, gdzie byłem pracownikiem fabryki. Na święta poszedłem do Ricska, a stamtąd do Máramarossziget. Tam poszedłem do getta. Po czterech tygodniach zostaliśmy załadowani na wagony. Spośród 95 osób zmarło w trakcie podróży trzech. W Birkenau była selekcja i poszliśmy do kąpieli. Dostaliśmy ubrania więzienia, a mianowicie: koszula, spodnie, surdut i jedną parę pantofli. Następnie udaliśmy się do bloku i na drugi dzień do Auschwitz. Ponieważ pogoda była bardzo zła, nie było przejścia, wiele osób zmarło z niezwykłego zimna. Byliśmy oznakowani tatuażem i dostaliśmy nieco jedzenia. Żydzi, którzy byli tu już przez pewien czas powiedzieli nam, że tutaj jest obóz zagłady , więc byliśmy bardzo zadowoleni, kiedy usłyszeliśmy, że możemy iść dalej. Natychmiast zostaliśmy załadowani na przyczepę traktora i pojechaliśmy do Jaworzna. Obóz był położony w lesie i składał się z piętnastu bloków na 3500-4000 osób. Pracowaliśmy w miejscowych kopalniach węgla kamiennego. Czas pracy wynosił 8 godzin na trzy kolejne zmiany. Każdy z nas miał własną z dwoma kocami. O utrzymanie czystości się zatroszczono, mogliśmy się kąpać codziennie, co drugi tydzień dostawaliśmy świeża pościel. Nasza żywność składa się z kawy, litra zupy, 50 dkg chleba, dwa dag margaryny, dwa-trzy dkg kiełbasy i raz w tygodniu trochę marmolady. Wobec naszej ciężkiej pracy było to za mało i ja zawsze zorganizowałem zawsze coś do tego. Pewnego dnia niespodziewanie zostaliśmy wezwani z powrotem z pracy. Byliśmy bardzo zaskoczeni i przypuszczaliśmy że coś wisi w powietrzu. Najpierw dostaliśmy nasze zwykłe racje, a potem rozdzielono chleb i margarynę. Każdy otrzymał pięć kg chleba i 1 kg margaryny. Potem nam powiedziano, że następnego dnia pójdziemy dalej. O jedenastej w nocy przyszli S.S. i musieliśmy wymaszerować natychmiast. Kto pozostał w tyle, tego zastrzelili. Następnego dnia zostaliśmy do południa w zabudowaniach pewnej fabryki w Bytomiu. Potem zawsze odpoczywaliśmy w nocy pod gołym niebem pięć do sześciu godzin, aż doszliśmy do Blechhammer. Przyszliśmy o godzinie trzeciej i w godzinę później usłyszeliśmy: wracamy do Jaworzna. Wyjaśniliśmy, że wolimy być raczej na miejscu rozstrzelani niż teraz wracać. Obiecali nam jedzenie, ale ja, mimo ,że byłem już bardzo wygłodzony, ponieważ żywności zabrakło już dawno temu ; zostałem na miejscu. Na wieczór nie było już tam żadnych S.S. i byliśmy bardzo zadowoleni. Rankiem udaliśmy się do obozu i mieszkaliśmy tam przez cztery dni w spokoju. Ale w czwartym dniu, pojawiły się dwa samochody z niemieckim Wehrmachtem. Zatrzymali 780 osób, a my musieliśmy iść na piechotę do szkoły. Tam zostawili tylko dwóch strażników, inni odjechali. Po trzech tygodniach doszliśmy do Gross-Rosen. Stąd również właśnie rozpoczęli się ewakuować. Dali nam pół bochenka chleba i pół litra zupy i umieścili nas na wagonie. Na tej diecie, jechaliśmy przez osiem dni i dotarliśmy do Buchenwaldu. Wysłano nas do 55-tego bloku jako chorych. Zostaliśmy tam przez trzy tygodnie, spaliśmy na podłodze, i dostawaliśmy jedynie bardzo mało jedzenia. Potem poszliśmy do innego bloku, gdzie znowu nie było żadnej pracy i sytuacja także nie lepsza. Byliśmy tam przez cztery tygodnie, kiedy z mikrofonu usłyszeliśmy i ogłoszeni: "wszyscy stanąć w szeregu" Ponieważ byliśmy przerażeni, schowaliśmy się . Było to możliwe dlatego , że w obozie było 74.000 osób i nie można było tak szybko się zorientować, że kogoś brakuje. Potem zwołali apel tylko dla Żydów. Nie poszliśmy. Kiedy następnego dnia więźniowie szli po jedzenie, wszyscy nasi ludzie pozostali w bloku i zablokowali wejście. Wolałem powstrzymać się od jedzenia i głodować. Ale następnego dnia nasz obóz został otoczony i musieliśmy bez żadnego rozróżniania według narodowości ustawić się na apelu. Następnie 110 ludzi zostało skierowano do Weimaru. Kto nie mógł nadążyć, tego zastrzelili. Tam nas załadowali na wagony. Jechaliśmy w wagonach pełne cztery tygodnie i dawali nam co trzeci, czwarty dzień dziesięć dni dkg chleba, nic więcej. Jak staliśmy w Pilźnie, była w sąsiedztwie dworca jakaś uroczystość i było tam wielu ludzi. Kiedy zobaczyli, że w wagonach są deportowani więźniowie, wszyscy pobiegli do domu przynieść jedzenie. Przynieśli masę najlepszych rzeczy. Potem zaczęli je wrzucać do wagonów. S.S. wystrzelili w tłum. Ale im to wcale nie przeszkadzało. Jak S.S. zobaczył że wszystko na próżno, zbierali rzeczy z obietnicą przekazania ich do nas. Przyszły razem dwa wagony chleba, oprócz tego konserwy, sardynki , owoce, czekolada, ser i inne delikatesy .Dostaliśmy z tego dwa razy po 25 dkg chleba, raz po 5-6 dkg sera. Resztę zjedli SS. Następnie wyruszyliśmy w drogę do Dachau. Przyjechaliśmy o drugiej w nocy do Dachau. W Weimarze do wagonu załadowano 75 mężczyzn, tu wysiadło 27 osób. Poszliśmy pieszo do obozu.O drugiej po południu byliśmy już uwolnieni przez Amerykanów.
1630,M,robotnik ur 1922,lat 23,Birkenau ( 21-05-44 ) Auschwitz ( 21do22-05-44 ), Jaworzno ( 22-05-44do18-01-45 ), Blechhammer (22do28-01-45 ), Breslau (pocz. do poł.-02-45 ), Dachau (kon.-02-45 do 30-04-45 do wzwolenia )
….. Po czterech dniach marszu dotarliśmy do Blechhammer. W ciągu dnia były dwa lub trzy przerwy w marszu po 10 minut. Do jedzenia dostaliśmy tylko dwa razy po pół litra zupy. Po drodze pozostawiliśmy wielu martwych, z 4000 ludzi , którzy rozpoczynali marsz, bardzo niewielu przyszło do Belchhammer . Tam byliśmy w barakach. Rosjanie nie było daleko a my zostaliśmy załadowani na wagony do Breslau. Podczas podróży wielu zginęło, siedzieliśmy na martwych i nie mieliśmy nic do jedzenia……
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:25, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1648,M, Auschwitz (22-30-05-44) , Jaworzno ( 30-05-44 do 28-01-45), Blechhammer ( 4-02-45 do 9-05-45).
Jak tylko dotarliśmy do Birkenau i wyszliśmy z wagonów, kazano nam stanąć oddzielnie kobiety i mężczyźni oddzielnie. Potem oddzielono ludzi starszych i młodzież obojga płci . Ja poszedłem ze zdolnymi do pracy. Nas zabrali do jednego bloku, tam musieliśmy się zupełnie rozebrać, i tak poszliśmy do łaźni. Pozostały tam wszystkie nasze rzeczy i ubrania.
Mogliśmy zachować tylko buty, jednakże zostały poddane przeglądowi, że nic tam nie jest ukryte. W łaźni nas pozbawili włosów, wykąpaliśmy się a potem dostaliśmy odzież więzienną: koszule, spodnie i czapkę. Po kąpieli poszliśmy do bloku, natychmiast dostaliśmy zupę, w ten sposób, że jedną menażkę bez łyżek dzieliło 5 osób. Spaliśmy na piętrowych pryczach, po 12 mężczyzn na jednej. W bloku mieściło się 1100 ludzi. Po rozdzieleniu z rodzina myślałem, że jeszcze spotkam się z krewnymi. Następnego dnia dowiedziałem się od młodego człowieka , polskiego Żyda - który był tu już w przeszłości - że wszyscy starzy ludzie i młodzież zostali przewiezieni do krematorium. Wtedy zauważyłem, płonące kominy i bałem się, że możemy się tam znaleźć. Następnego dnia wybierano spośród nas ludzi do zawodów, zabrano nas do pewnego bloku , gdzie nas tatuowano . Tu byliśmy dwa dni, po czym zabrano nas do Auschwitz. Tu były wybudowane z cegły piętrowe domy, i tu zostaliśmy ulokowani. Każdy miał oddzielą pryczę, siennik i koc. Dostaliśmy tutaj jedzenia tyle, ile prosiliśmy. Jedzenie odbieraliśmy i sami doprawialiśmy ( tekst niepewny - przyp. mój ). Pracować nie musieliśmy. Tak mieszkaliśmy tu przez jeden tydzień, ponownie wzięliśmy kąpiel, tam nas przeliczyli, potem autami ( po 50 osób w aucie ) wywieźli nas do Jaworzna, gdzie dotarliśmy tego samego dnia. Tutaj ponownie poszliśmy do łaźni i zdezynfekowali nas. Trzy dni nie musieliśmy pracować, a potem przydzielili nas do pracy. Zostałem przydzielony do noszenia cegły. Pobudka było o wpół do czwartej, potem dostawaliśmy śniadanie i był apel, który trwał od 6 do 8 rano a także był po południu od 18-20. Nasz starszy blokowy był dość przyzwoitym człowiekiem, ale był taki starszy blokowy, który sprzedawał przydziałową zupę za papierosy. Nas nie bili, bo byliśmy młodzi, ale innych więcej. Wymiana odzieży następowała co tydzień, i kto miał zużytą, mógł ja wymienić. Był na to położony duży nacisk i jeżeli ktoś nie zmieniał ubrania a starszy blokowy zauważył, że odzież jest dziurawa, to taki był karany. Jak już wspomniałem wiele osób starszych było pobite i dziennie było z tego powodu 20-30 osób martwych. Kapo eskortował nas na miejsce pracy, w pracy na każdym kroku był jeden kapo i brygadzista. Jeżeli człowiek zatrzymał choć na chwilę, to zaraz go bili. Dwa razy w tygodniu szliśmy do kąpieli, w tym samym czasie nasze ubrania były dezynfekowane i dostawaliśmy świeżą bieliznę. Codziennie musieliśmy się umyć do pasa w obozie. W każdą sobotę było badanie lekarskie, następnie sprawdzali, czy ma wszy, jeżeli tak, brali ubranie do dezynfekcji a człowieka do łaźni. Pewnej nocy przyszedł rozkaz, że wszystko pakujemy , ponieważ musimy stąd odejść . Wtedy już front rosyjski był coraz bliżej. Wydali cały przydział chleba i poszliśmy na noc. Pierwszy dzień szliśmy powoli. Ale już następnego dnia popędzali nas. Kto pozostał jeden krok z tyłu, tego zastrzelili. Z Jaworzna wyruszyło 4 000 ludzi, doszło 1000 osób. W drodze nie dostaliśmy nic do jedzenia i nie mogliśmy nawet spać. Tak przybyliśmy po tylu cierpieniach do Blechhammer. Tutaj pracowałem jako ślusarz. Wyżywienie było tu dość dobre i mistrz był przyzwoitym człowiekiem. Tak to trwało aż do 9-tego maja, kiedy przyszli Rosjanie i nas wyzwolili. Naturalnie niemieccy SS już przedtem od nas uciekli.Mam zamiar czekać na mojego brata. Z ojcem już rozmawiałem i powiedział, że pójdziemy do Palestyny.
1685,M, hydraulik, dekarz ur. 1911, lat 34, Auschwitz ( 2do7-06-44 ) Jaworzno ( 10-06-44 do 11-01-45), Blechhammer (12-01-45 do 14-05-45),
Z getta Użgorod dostałem się do Auschwitz. Po przyjeździe poszliśmy do łaźni i wszystkie rzeczy mi zabrano, i co jest najbardziej bolesne, oddzielono mnie od mojej żony i małych dzieci. Następnego dnia zostałem wybrany do silnych, zdrowych mężczyzn i dostałem się do transportu, który kilka dni później wywieźli do Jaworzna. W Jaworznie pracowałem kopalni węgla , 450 m głęboko pod ziemią. Praca była bardzo ciężka , a traktowanie okrutne . Nie było takiego dnia, żeby obyło się bez martwych. Większość kolegów została pobita na śmierć . Często występowały jednak wypadki w kopalni, ponieważ nie podejmowali odpowiedniego działania na rzecz ochrony górników, jako że dla Niemców życie więźnia było bezwartościowe, i zwiększałoby to nakłady na tę czy ową sztolnię. Obóz był położony o3 km od kopalni. Na początku chodziliśmy do pracy przykuci, potem ciężarówką. Ja i moja grupa stale pracowała na noc, i szliśmy do pracy, wraz z poganianie jedną godzinę. Nawet w samej kopalni musieliśmy iść pieszo 4,5 km, zanim rozpoczęliśmy ciężką pracę. Wysyłali nas często bez lampy, i wiele razy zdarzało się, że w ciemności więzień złamał kręgosłup. W styczniu dostałem się do pewnego komanda zagłady. To było jeszcze gorsze, niż to co było w górnictwie. Kładliśmy szyny i górę kamienia woziliśmy. W pracy bili od rana do nocy. Kto przepracował w tym komandzie 4-6 tygodni, był całkowicie osłabionym "muzułmaninem " i był zabierany do Auschwitz, do komory gazowej. Na szczęście zostałem 11-01-45 zawrócony do obozu. W nocy był wielki nalot i siedmiu kolegów zginęło. Następnego dnia wyruszył cały obóz, było nas 3600 więźniów, przeszliśmy przez Katowice, gdzie nawet 1000 więźniów dołączyło do nas. Kiedy dotarliśmy do Blechhammer, po drodze 2000 osób zostało zastrzelonych przez esesmanów. Kto wydawało się nieco słaby, pomylił się i zszedł z drogi lub został z tyłu, tego zastrzelili. W Blechhammer już była bardzo luźna dyscyplina, bo Rosjanie byli bardzo blisko. Pierwszego dnia, kiedy tam dotarliśmy, głodni więźniowie włamali się do magazynu, a kiedy to zostało zauważone przez SS, zostali zastrzeleni z broni maszynowej z wieży strażniczej, gdy tylko wyszli z chlebem na śnieg.
Następnego dnia SS zabrali z sobą 1500 osób a przed odejściem jeszcze spalili jeszcze trzy baraki. 14 stycznia przyszli Rosjanie i nas wyzwolili.
1831,M, elektrotechnik ur.1927, lat 18, Birkenau ( 05-44), Jaworzno (05-44 do 01-44), Blechhammer ( 01do04-45).
W getcie Tecso, gdzie zostałem zabrany w kwietniu, byli bardzo źli żandarmi. Tak bili nas na każdym kroku nie patrząc, czy osoba była starsza czy młoda. Po czterech tygodniach zabrano nas całkowicie okradzionych do stacji. Stłoczyli nas na wagonach tak, że prawie nie było miejsca. Władze nie zapewniły ani wody, ani żywności. Ponieważ my także nic już nie mieliśmy; trzy dni musieliśmy cierpieć z głodu i pragnienia, zarówno dzieci jak i kobiety i osoby starsze bez wyjątku. Transport deportowanych przybył do Birkenau, w Auschwitz czekali na nas esesmani , podzielili transport na grupy. Tym razem miałem szczęście , bo mogłem pozostać razem z moim ojcem. Musieliśmy jeszcze zostawić w łaźni nasze ostatnie rzeczy i ubrania, które mieliśmy na sobie. W 21 w bloku, do którego nas wysłali, oddzielili mnie już od ojca, nie mogłem cieszyć się długi czas z jego obecności. Miałem iść do Auschwitz. Wytatuowali mnie jako wykwalifikowanego fachowca i wysłali mnie do Jaworzna. Nowoprzybyli byli testowani i już następnego dnia trafiłem do pewnego warsztatu. Jako fachowiec miałem tu zupełnie dobrze i jedzenia było dosyć. Ale zwykli więźniowie byli źle traktowani i bardzo cierpieli z głodu. Już mi minęły około dwa miesiące, kiedy mnie chciał wyrzucić z warsztatu pewien kapo, zupełnie bezzasadnie. Ten czyn był niejako ukoronowaniem jego dotychczasowego postępowania. Ja nie chciałem, żeby mi inni pomagali, wziąłem się na odwagę i poszedłem do SS. Słyszałem, że kapo za ten czyn został bezzwłocznie rozstrzelany. W czasie dużego bombardowania, została zniszczona nasza kuchnia, ponadto były dwa…. silnie uszkodzone, było 120 ofiar i 14-15 rannych. Następnego dnia około północy pomaszerowaliśmy dalej. Jak przechodziliśmy przez bramę, to liczba zabitych już była 15. SS zaczęło strzelać .Szliśmy całą noc i wylądowaliśmy tymczasem w Gleiwitz. Przez cały dzień leżeliśmy w spokoju, ale o 10tej wieczorem przyszedł rozkaz, że musimy natychmiast opuścić miejscowość albo zostaniemy na miejscu zastrzeleni. Nie było wyboru, poszliśmy razem dalej. Tej nocy z 3000 ludzi było 700 zabitych przez SS. Po pięciu strasznych nocach przyszliśmy całkowicie wyczerpani do Blechhammer. Przez pierwszy miesiąc nie mieli dla nas żadnej pracy. Wyżywienie było odpowiednie do tego. Raz na dobę dostawaliśmy talerz zupy i 30 dkg chleba. W drugim miesiącu zaczęliśmy budować tory kolejowe. Praca była bardzo męcząca, komandofuhrer był zły i musieliśmy cierpieć z powodu jego nadużyć. Bardzo wielu ludzi zginęło, ponieważ ludzie byli już tak osłabieni, że już nie byli w stanie wytrzymać więcej głodu i nieludzkiego traktowania. Tuż przed wejściem Rosjan zostaliśmy ewakuowani. Także i ja zostałem uznany za zdolnego do marszu, ale chociaż groziło mi rozstrzelanie, zostałem na miejscu. Byliśmy 1800 ludzi. Po tym jak otrzymaliśmy żywność na 8 dni, nie otrzymaliśmy już nic więcej. Poszliśmy i otworzyliśmy jeden magazyn. Zauważyło to SS i otoczyło nas. Przeżyło nas to 500 spośród tych okrążonych. Następnego dnia weszli już pierwsi rosyjscy żołnierze i byliśmy znowu wolnymi ludźmi.
2377, M, fryzjer ur. 1904, lat 41,urodzony we Frankfurcie nad Menem, aresztowany 10-11-38, Buchenwald (10-11-38do15-02-42 ), Theresienstadt ( 02-43 ), okolice Berlina (poł.-02-43 ), Auschwitz ( ) , Gleiwitz ( do końca 01-45), Blechhammer ( koniec 01-45, pojedyncze dni do wyzwolenia )..
… Tuż przed wejściem Rosjan obóz Gleiwitz został ewakuowany , poszliśmy wspólnym transportem z innymi obozami do Blechhammer. Tam na baraki spadły pociski, to było w ostatnim momencie przed wyzwoleniem i to pociągnęło za sobą setki ofiar. Kiedy już pod komenda Rosjan maszerowaliśmy do Częstochowy, Niemcy jeszcze strzelali z lasów, Rosjanie odpowiadali z pistoletów maszynowych. Z Częstochowy doszedłem do Bukaresztu, z którego jestem teraz na drodze do dawnego domu, potem nie udało mi się już wyjść do Palestyny razem z moimi kolegami, gdzie są moi rodzice i rodzeństwo. Teraz chcę spróbować na Zachodzie.
2378, M, student ur 1919, lat 26, Amsterdam, Buchenwald ( pocz. 06-44 do 1-08-44), Theresienstadt (pocz. 08-44 do koniec 09-44 ), Birkenau ( koniec 09-44 do poł. 10-44) Gleiwitz-3 (połowa 10-44 do poł. 01-45 ), Blechhammer ( połowa 01-45 koniec 01-45).
…… Po ewakuacji z Gleiwitz, zabrano nas do Blechhammer, którą osiągnęliśmy po 75 km długich objazdach , zawsze na piechotę. Stąd, wielu zostało zabranych przez wycofujące się SS, tylko pojedynczy pozostawieni SS mani mieli utrzymać w szachu przy placu apelowym 30 000 ludzi. Wielu ludzi zostało wprowadzonych na linię ognia i oczywiście zostali zastrzeleni przez Rosjan ,którzy nie mogli już wiedzieć , kim my jesteśmy Po wyzwoleniu, ruszyliśmy w drogę i przez Polskę, Słowację, przyszliśmy do Bukaresztu. Teraz chcę wrócić do Niemiec.
2389, M, kuśnierz ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 28-05-44 do 2-06-44 ), Jaworzno ( 3-06-44 do 11-11-44), Gleiwitz-3 ( 13-11-44 do 20-12-44 ), Blechhammer ( 22-12-44 do 12-01-45 ), Heydebreck ( 13-01-45 do 29-01-45 ).
……… Nie chciałem się ponownie dostać do transportu , tak długo pracowałem tutaj, aż nastąpiła ofensywa. Potem zabrali nas do transportu, po drodze zostałem z tyłu w niemieckim gospodarstwie i tam czekałem na wyzwolenie. Dziesięć dni później, udało mi się doczekać do wyzwolenia, które przez Rosjan zostało dokonane 29 stycznia. Potem poszedłem do Blechhammer , chciałem odpocząć kilka tygodni, byłem bardzo osłabiony. Cztery tygodnie później pojechałem do Gleiwitz, tu zgłosiłem się Rosjanom jako tłumacz, spędził tutaj trzy miesiące , leżałem w szpitalu przez miesiąc, przez dwa miesiące pracowałem jako tłumacz w rosyjskiej komendanturze. Po trzech miesiącach zacząłem się czuć się człowiek, teraz było już bardzo niewielu ludzi w obozie, postanowiłem, że odchodził do domu. Rosjanie jednak nie chcieli mnie wypuścić , powiedziałem im, żeby mnie po prostu zostawili. Poszedłem do Sosnowca, tu w szpitalu spotkałem się z ludźmi z naszego obozu i tam ich zostawiłem, przyszedłem do Krakowa, tu spędziłem sześć tygodni, a następnie wyruszyłem przez Czechy, Bohumin, Bratysławę i przyjechałem do Budapesztu. Byłem już w domu, niestety, nie mogłem znaleźć nikogo w domu, więc postanowiłem, żeby jak najszybciej zostawić kraj i pójść do Palestyny
2432, M, piekarz i cukiernik z Hamburga,ur 1923, lat 22, Theresienstadt (06-42do09-44 ), Birkenau (09-44-14 dni ), Gleiwitz-3 ( 10-44 do 19-01-45 ), Blechhammer ( potem do wyzwolenia 01-45 )
….. W Gliwicach pracowałem na tokarce, jak i moi koledzy, dlatego podaliśmy na protokole takie same daty. Wspólnie zostaliśmy ewakuowani do Blechhammer i wyzwoleni tam przez Rosjan. Kiedy przyszedłem z Blechhammer, ważyłem 49 kg, początkowo miałem 74 kg, ale szybko przybrałem na wadze i teraz mam 63 kg.W związku z przyszłości, moje oczy skupiły się na wujku i ciotce w Nowym Jorku, którzy w 1932 roku tam wyemigrowali .
2505,M, Täschner ( wyroby ze skóry, czy damskie torby? –przyp mój )z Bratysławy,ur. 1926, lat 19.Auschwitz (09-44-pojedyncze dni) , Gleiwitz ( 10-44 do 01-45 ), Blechhammer ( 01-45 ).
… W ogóle w Gleiwitz dostaliśmy więcej razów niż jedzenia. Kapo nas źle traktowali z powodu każdej drobnostki. Jak się zaczęła rosyjska ofensywa, obóz został ewakuowany. Poprowadzili nas do Blechhammer.
Kiedy tu przybyliśmy front ponownie się zbliżył i SS poprowadzili większość więźniów dalej. My byliśmy słabi i chorzy, więc mogliśmy pozostać. Przed rozstaniem SS rozstrzelało około 800 osób spośród pozostających na miejscu więźniów. Tydzień później przyszli Rosjanie i dal nam długo oczekiwaną wolność.
2955,M, ślusarz ur 1928, lat 17, Auschwitz-Birkenau (3 tygodnie ), Jaworzno (7 miesięcy), Blechhammer (2 miesiące).
Kiedy z getta wprowadzono nas do cegielni w Munkaczu, staraliśmy się teraz wydostać jak najszybciej, bo traktowali nas w sposób nie do opisania niegodziwy. Żandarmi, policjanci , wraz z SS poszukiwali rzeczy wartościowe i stale szantażowali ludzi. Jeśli ktoś natychmiast nie wywiązał się z ich wolą , natychmiast zaczynali bić ofiarę, i każdy, który przy takiej okazji narażał swoja głowę i przyszedł na pomoc nieszczęsnemu człowiekowi, otrzymywał również swój udział, jeśli kobieta lub dziecko chciała chronić niewinnego ojca, męża, traktowali ich jak wszystkich innych. Tak było w cegielni na każdym kroku, że mieliśmy tylko kilka małych rzeczy, a jednak ciągle byliśmy torturowani. Tak, jak już mówiłem, byliśmy szczęśliwi, gdy byliśmy stłoczeni w wagonie, ponieważ czuliśmy, że gdzie indziej nie może być gorzej. W wagonie jechało 90 osób, dostaliśmy wodę na drogę i przy jednej okazji wystawiliśmy miskę aby zebrać deszczówkę. Nie mogę zapomnieć, ze towarzyszył anm głód i pragnienie, a jeden SS przychodził , żeby od nas coś wyciągnąć. Po trzech bolesnych dniach podróży przybyliśmy do Auschwitz. Tu musieliśmy opuścić pociąg pozostawiając wszystkie nasze rzeczy , moja babcia , mama i piękna16-letnia siostra poszły razem w lewo ze starymi, z inną siostra spotkałem się w łaźni w Birkenau , chciałem tam iść porozmawiać , bo usłyszałem swoje imię, ale na początku nie poznałem jej, kiedy się zorientowałem, nogi mi przyrosły do ziemi, tak byłem zaszokowany tym, co zobaczyłem, biedna była łysa tak jak wszyscy tutaj. Od tego czasu nie widziałem jej . Właśnie słyszałem od kogoś, że ona może co najmniej podziękować Bogu. Wtedy mnie też wprowadzili do łaźni, ostrzygli, wykąpali, zdezynfekowali, zabrali ubranie , zamiast tego dali pasiaki, całą noc staliśmy nadzy na zewnątrz ;w godzinach porannych ubraliśmy się. Byliśmy trzy tygodnie w Birkenau i w tym okresie czasu nie pracowaliśmy wcale, jedyną naszą czynnością było stanie na apelu i to było przygnębiające. Nikt tu nie był w stanie jeść, bo tu jedzenie było niejadalne, przygotowane z trawy. Później przyszliśmy do obozu, wytatuowali nas, wybrali do transportu i po trzech tygodniach wywieźli autem do Jaworzna. Rano dostaliśmy po 20 dkg chleba, to było na cały dzień. Pracowaliśmy od 6-tej rano do 18-tej wieczorem. Rano budziliśmy się o 4-tej , kiedy wracaliśmy wieczorem, dostawaliśmy zupę, to było całe nasze jedzenie. Dwie osoby zabierały jeden villanyoszlopot i zawsze nosiły po dwa worki cementu, była to strasznie ciężka praca, gdybym szedł powoli z dużym obciążeniem a SS zobaczyli, to bardzo bili. Wieczorem byliśmy tak bardzo zmęczeni tą strasznie ciężką pracą, że praktycznie nie poznawaliśmy kolegów po powrocie do domu, jedliśmy trochę zupy i padaliśmy na pryczę jak martwy, aby jutro kontynuować to, co zostawiliśmy dzisiaj. Tutaj bardzo wielu ludzi zginęło, wielu zamarzło. Kto zachorował, tego wywozili do Birkenau, oczywiście, prosto do komina. Po siedmiu miesiącach, kiedy zobaczyli, że Rosjanie są już bardzo blisko, zabrali nas z pracy, ale kuchnia była już wtedy zbombardowana, tak, że dostaliśmy po pół dawki zupy, chcieliśmy się położyć, ale przyszedł rozkaz, aby natychmiast zabrać wszelkie koce i wychodzimy. Słabi spośród nas nie mogli wyjść i już przy bramie zaczęli strzelać. Wyszliśmy w środę wieczorem, śmiertelnie zmęczeni po pracy i szliśmy głodni i spragnieni aż do piątku włącznie. Tam Niemcy dowiedzieli się, że nie można iść dalej, bo są rosyjscy partyzanci i zmieniliśmy kierunek i wprowadzili nas prosto do lasu. Tutaj śnieg był tak wysoki, że nie mogliśmy postępować na szlaku całkowicie nieprzetartym, oczywiście było to bardzo trudne, nie tylko ze względu na trudności terenowe, ale także z tego powodu , że z głodu i zmęczenia ledwie byliśmy w stanie się ciągnąć. W obozie w Jaworznie wyruszyło nas 4000 osób, w lesie było 2000 zabitych, bo SS zaczął strzelać do nas a ludzie padali jak kłosy zboża w czasie koszenia przez chłopów. Coraz mniej ludzi pozostawało, nie było to ze strony SS żadne bohaterstwo, bo byliśmy tak słabi, że jeden SS mógł sobie z łatwością poradzić z setką ludzi, i tak robili. Znowu nie dostaliśmy nic do jedzenia przez cztery dni, przeszliśmy 250 km, potem wydostaliśmy się z lasu, widzieliśmy, że bardzo mało osób pozostało. W możliwym stanie kontynuowaliśmy marsz aż do niedzieli po południu, kiedy dotarliśmy do obozu Blechammer. Jak byliśmy tutaj dowiedzieliśmy się, że Rosjanie zbliżają się do tego obozu także. Był to bardzo duży obóz. Kiedy tylko rozłożyliśmy się, tamtejszych starych więźniów zabrali do lasu, żeby prawdopodobnie wszystkich tam rozstrzelać. Nas, którzy niedawno przybyliśmy z obozu w Jaworznie, zostawili "na odpoczynek". W tym momencie, było już tylko 700 osób z tych 4000, które wyszły z obozu w Jaworznie. Tu następnie znaleźliśmy 2000 osób, którzy też ukryli się wśród więźniów Blechhammer. Wielu spotkało tu swoich krewnych , a ponieważ Niemcy opuścili nas, staraliśmy się znaleźć 700 komfortowych miejsc pracy w wielkim obozie, bo teraz mieliśmy dużo miejsca. W obozie byli ludzie wszystkich narodowości, nie tylko Żydzi. Nagle pojawili się ponownie SS, stali wokół obozu i strzelali do obozu z karabinów maszynowych , rzucali granaty i zapalili baraki, # # #Trudno opisać, co się działo. Czuliśmy się bezradni, dusiliśmy się otoczeni rzez płomienie, i nie było szans na przetrwanie, po poplecznicy niemieccy jeszcze tam stali na zewnątrz i pilnowali , żeby ludzie się spalili i nie pozwalali uciec, żeby ludzie zginęli. Ja byłem w baraku w tej samej sytuacji. Mimo że miałem dość siły, czekał aż SS odejdzie, potem wyłamałem okno i wyskoczyłem. Miałem spalone włosy i palące się ubranie, płonęliśmy jak żywe pochodnie, skoczyliśmy w głęboki śnieg i tak staraliśmy się ugasić ogień na nas. Tak więc zostaliśmy w trójkę w jednym z trzydziestu baraków; jedyni zostawieni wewnątrz ludzie. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać i rozważać, co będziemy teraz robić, bo byliśmy zamknięci za wysokim ogrodzeniem betonowym, który w górnej części miał zainstalowane drutu pod napięciem, co uniemożliwiało wspięcie się na płot i ucieczkę w ten sposób. Następnie postanowił pójść do miejsca koło jednego z baraków i tam rozbić beton u podstawy ściany. Nasz plan wykonaliśmy po ponad dwóch godzinach upartej i mozolnej pracy, wykonaliśmy otwór, którym nam trzem udało się uciec, nie wiem nic na temat losu innych. Ten obóz Blechhammer sam był w lesie, tak, że kiedy wyszliśmy, byliśmy w lesie. Szliśmy pieszo około kilometra, kiedy zauważyłem, że ktoś krzyczy głośno, ale szybko uspokoiliśmy się, gdy zorientowaliśmy się, że to mowa rosyjskich partyzantów. Kiedy nas zobaczył, wystrzelił w powietrze i zapytał, kim jesteśmy. Powiedzieliśmy, że jesteśmy Żydami , więźniami, którzy teraz wyswobodzili się ze szponów śmierci Niemców. Znałem język czeski i tak udało mi się ich zrozumieć. Pytali , co było z nami, słuchali, ale nie byli zaskoczeni, , powiedziano mi, że wszyscy wiedzą, że Niemcy będą musieli zapłacić dwukrotnie z te prześladowania biednych ludzi, które popełnili. Następnie dopuszczono nas do tych rosyjskich partyzantów. Ale nie mogli dać nam żywności, ponieważ nie mieli i sami jedli liście. Niemcom udało się otoczyć nas, więc po raz kolejny byliśmy w wielkim niebezpieczeństwie, nie odważyliśmy się wyjść. Naszą trójką na drzewie mieszkaliśmy cały tydzień. Oczywiście nie trzeba nawet mówić jak bardzo byliśmy osłabieni. Przy wielu emocjach i głodzie na pewno więcej energii zużywa się na przetrwanie. Gdy bezpośrednie zagrożenie minęło, odważyliśmy się zejść z drzewa, dostaliśmy zjeść, powoli doszliśmy do siebie, a dwa tygodnie później pojawili się Rosjanie. Kiedy mieszkaliśmy na drzewie, w sąsiedztwie byli partyzanci, po tygodniu zapytaliśmy, że chcielibyśmy z nimi zostać, i zostaliśmy, to byli dobrzy ludzie, koleżeńscy, dzielili się z nami jedzeniem, razem byliśmy w tarapatach, z nadzieją, że zniszczymy rodziny Niemców, jak oni nam. Ubrali nas w rosyjskie mundury i tak w ciągu dwóch tygodni, po trudnej sytuacji Rosjanie nas wyzwolili. Tak zostałem tymczasowo rosyjskim partyzantem! Tymczasem po dwóch tygodniach my już również pomagaliśmy im w ich niebezpiecznej pracy. W niemieckich mundurach udało się oszukać SS, my je nosiliśmy, w nich mogliśmy przeniknąć tajemnice wojskowe SS ( tekst niejasny- przyp. mój ), stale obserwowaliśmy drogi, tysiące niebezpieczeństw nam tu groziło, ale nie baliśmy się, ponieważ tu już byliśmy z ludźmi. W dwa tygodnie później , już po wyzwoleniu, ogarnęła nas tęsknota za domem, powiedzieliśmy partyzantom, że ich zostawiamy, pożegnaliśmy się i zostawiliśmy ich. Poszliśmy do miasta Grosstrelitz. Tam byliśmy chwilę, wzięliśmy żywność dla siebie, wzmocniliśmy się, rosyjskie pismo wszędzie nam ułatwiało sytuację a następnie ruszyliśmy i wróciliśmy do Jaworzna. Byliśmy jeszcze w trójkę razem, wiele cierpień przeszliśmy razem. Weszliśmy do obozu i tam spotkaliśmy się z polskim młodym człowiekiem( dosłownie : facetem ), który swego czasu uciekł z obozu a my potem ze względu na jego ucieczkę byliśmy ukarani przez cały dzień, ale Niemcy nie byli w stanie go znaleźć. Teraz tu znowu go spotkaliśmy w mundurze polskiego żołnierza. Powiedział nam, że dostał się do obozu, bo na polskiej chrześcijańskiej stronie przemycał Żydów przez węgierską granicę, w związku z tym było naturalne, ze rozumiał działanie sąsiada, że pozwolił Niemcom go zabrać do obozu, ( tekst niejasny-przyp. mój ) a teraz wrócił w to samo miejsce, w którym tyle wycierpiał jako więzień i podjął w miejscowym obozie przywództwo, otrzymał 4000 jeńców niemieckich i poprosił nas, by tam zostać i mu pomóc. Ale byliśmy już bardzo niecierpliwi, chcieliśmy już wracać do domu, dlatego zostawiliśmy go; z satysfakcją przyjęliśmy, że ktoś rozumie nasze cierpienia. Na pożegnanie polski przyjaciel powiedział: "Chłopaki, jestem mężczyzną po pięcioletnim pobycie w obozie, w tym pięcioletnim okresie Niemcy dokładnie mnie nauczyli jak radzić sobie z więźniami. " Rozdzieliliśmy się i kontynuowaliśmy naszą podróż do domu, spotkałem w drodze wujka i razem szliśmy do Krakowa, tam wspólnie spotkaliśmy 13-toletniego bratanka. Teraz jeszcze chciałbym znaleźć moją siostrę i jeśli oni również będą tego chcieli, wyjechać do Palestyny. Tyle cierpienia jest za mną, długo nie mogłem w to uwierzyć ; chcę się cieszyć pokojem w ojczyźnie, gdzie moją pracę zawsze docenią i nie będę musiał cierpieć lub nie będę musiał być tolerowany jako obcy. ( tekst niejasny-przyp. mój )
2973, M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz (06-44 ) , Jaworzno ( 06-44 do 11-44 ) Blechhammer ( 12-44 ) Buchenwald ( 12-44 do 04-45 )
……… Rosjanie byli już bardzo blisko miejscowości , gdy nagle odbyły się dwa kolejnych apele. Rozdzielali chleb i salami, a potem natychmiast ruszyliśmy pieszo w kierunku Blechhammer. Droga była już udręką. Kto z zimna i niewystarczającego pożywienia nie był w stanie iść dalej, tego po prostu zastrzelili. Do Blechhammer przychodziło wielu więźniów z innych obozów, które już zostały ewakuowane. Także tutaj żyliśmy na bardzo ubogiej diecie. Potem znowu do wagonu i trwająca więcej dni jazda do Buchenwaldu. Był tu przede wszystkim nieznośny głód; chleb dawali z rzadka i inne dania były zupełnie bez zawartości. Pracy nie mieliśmy zupełnie, ale nie byliśmy również w stanie zrobić cokolwiek. Kiedy w końcu 11-04-45 uwolnili nas Amerykanie, wiodło nam się znakomicie. Już mocno postanowiłem, że wyjadę do Ameryki, albo jeszcze lepiej do Palestyny.
3146,M, krawiec męski ur.1895, lat 50, Monowitz (31-05-44 do 8-06-44), Gleiwitz ( 11-06-44 do 19-01-45), Blechhammer ( 21-25-01-45)
…..Kiedy zbliżył się front rosyjski, zarządzono ewakuację miasta, i wymaszerowaliśmy. Po dwóch dniach dotarliśmy do Blechhammer. Tam byli koncentrowani więźniowie z całej liczby obozów, które zostały opuszczone , tak ,że wtedy w Blechhammer znajdowało się około 7000 więźniów. Kiedy wychodziłem po półtora dnia na apel, zdałem sobie sprawę, że nie ma już zwykłej dyscypliny i precyzji , wydawało się że Niemcy chodzili w wielkim pośpiechu i nie tracili czasu dla przeprowadzenia szczegółowej kontroli. Ten fakt postanowiłem wykorzystać i jak wszyscy wymaszerowali, ja zostałem a ze mną około 1800 więźniów. Ukryliśmy się w obozie, rak dobrze jak każdy mógł i czekaliśmy na Rosjan, ale taka prosta sprawa nie była, bo w czasie marszu doszło do SS-manów, że wielu więźniów nie przyszło i prawdopodobnie są ukryci w obozie. Wrócili się do obozu aby nas zabrać z sobą ale już się nie odważyli i tak zaczęli ostrzeliwać/bombardować obóz. Tymczasem jednak rosyjscy strzelcy nadciągnęli, a ponieważ podejrzewali, że w obozie jeszcze jest SS, także wzięli obóz pod ostrzał. Zostaliśmy wzięci w dwa ognie i wielu ludzi zginęło. Dopiero po czterech dniach Rosjanie wkroczyli do Blechhammer i nas wyzwolili.
3633,M, przedsiębiorca, ur 1909, lat 36, Mauthausen(11-44. ok. 10 dni ) ,Birkenau (7-12-44 do ) ,Jaworzno ( do 18-01-45 ), Blechhammer ( 24-01- 45 do wyzwolenia )
….. W obozie Jaworzno było około 3500 więźniów do 18-01-45, kiedy niespodziewanie późnym wieczorem zebrano nas i pozostawiając w szpitalu około trzystu osób opuściliśmy obóz idąc pieszo w kierunku Wrocławia . Maszerowaliśmy sześć dni i sześć nocy; nic nie dostaliśmy do jedzenia i odpoczynek był tylko dwa razy, kiedy dotarliśmy do Blechhammer. W Blechhammer już byli zebrani wszyscy ci, którzy wyruszyli z Kattowitz, Gleiwitz, Monowitz, Sosnowitz, Auschwitz i Birkenau. Ponadto był tu obóz angielskich jeńców wojennych i więźniów francuskich więc w obozie Blechhammer było stłoczonych 35000 ludzi. Sześć dni marszu całkowicie nas wyczerpały i dotarliśmy do Blechhammer tak strasznie zmorzeni głodem, że zupełnie pozbawiło ich to charakteru i nie licząc się z ryzykiem rozebrali skład żywności, aby dostać kęs chleba. Na to Niemcy odpowiedzieli salwami i rzucili na nas ręczne granaty, tak, że już natychmiast dużo ludzi zginęło w tej chwili. Wybuchły formalnie zamieszki, bo więźniowie byli zdecydowani na wszystko i część baraków została spalona. Obóz był ogromny, był otoczony murem betonowym o grubości 15 cm i na górze drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym. Cały obóz leżał w środku wielkiego lasu. Teraz już było słychać odgłosy walki w lesie, tak że Rosjanie już nie mogli być daleko, to dodało niektórym z nas odwagę i wyrwali betonową ścianę i uciekli z obozu. Widzieliśmy , że SS strzelali z wież strażniczych do ludzi i masę zabili. Rosjanie jednak podchodzili coraz bliżej i młodzi ludzie z SS uciekli i jeszcze przedtem żołnierz odprowadzili 35 000 ludzi, a ci , którzy bezpiecznie pozostali na miejscu , temu faktowi zawdzięczają to, że przeżyli. Szacuje się, że z 35 000 ludzi zginęło tak 4000 do 5000 ludzi. Inni uciekli i po wkroczeniu Rosjan rozproszyli się we wszystkich kierunkach. Należy pamiętać, że w Blechhammer byli także ci, którzy po ewakuacji z Auschwitz, Birkenau i innych okolicznych obozów zostali wysłani do Breslau, ale kiedy Rosjanie odcięli drogi do Breslau, skoncentrowano ich w Blechhamer. Z grupy 3500 osób, która wyszła z Jaworzna, w Blechhammer pozostało przy życiu 1700. Z Blechhammer przez Kraków wyruszyłem na Wegry.
Podsumowanie obozu Blechhammer.
Baza degob.hu nie pokrywa budowy kombinatu, znanego po wojnie jako Kombinat Koksochemiczny Blachownia Śląska ani jego eksploatacji w czasie wojny, ani normalnej działalności obozu Blechhammer, wybudowanego dla tego olbrzymiego zakładu przeróbki smoły , gazu i paliw, hydrauliki technicznej, gdzie budowano m.in. instalację do produkcji 85% H2O2 przez utlenienie pochodnej antrachinonu. Niniejsze informacje pokrywają tylko czas po ewakuacji zasadniczego obozu Blechhammer do wyzwolenia, tj ostatni miesiąc działań wojennych w tym terenie, kiedy Rosjanie dokonali zaskakującego zagonu odcinającego Śląski region przemysłowy i kiedy do opróżnionego obozu weszły ewakuowane w gorączkowym tempie następne grupy ewakuacyjne z Jaworzna ( 4 000 ludzi- 3000 strat w marszu ), Gliwic( 4 obozy łącznie 21 000 ludzi- 2000 strat w marszu )… W obozie skoncentrowano ( 7 000, 19 000, 30 000 ) więźniów. Relacje więźniów są rozbieżne, ponieważ liczba internowanych nie była stała, był to wtedy punkt przejściowy do dalszej ewakuacji pociągiem, lub pieszo do Gross-Roren, w warunkach marszu śmierci. Ilu z tych więźniów przeżyło, nie jestem w stanie na podstawie materiałow z tej bazy ustalić. Jedna relacja ( nr 32) podaje, że z grupy 5500 ewakuowanych drogą pieszą do Gross-Rosen doszło 810 osób żywych. Ewakuacje stamtąd odbywały się grupami , ostatnia grupy opisuje dramatyczne sceny z egzekucjami setek więźniów przez SS, którzy pozostali w obozie wbrew rozkazowi, obrzucanie obozu granatami i jego ostrzelanie przez SS , stosowanie żywych tarcz z więźniów przez SS , 4 dni walk, wreszcie bombardowanie obozu przez Rosjan i Anglików przed wyzwoleniem obozu. Widoczne są gorączkowe ruchy SS, niestabilność sytuacji, widocznie front posunął się do przodu szybciej , niż Niemcy przewidywali. Niektórym więźniom w tej fazie udało się wyrwać z obozu, jest relacja ze spotkaniem w lesie partyzantów radzieckich przerzuconych na tyły niemieckiego frontu, ( byli bez zapasów jedzenia ).
Zachowało się 10 relacji osób , które zostały w Blechhammer wbrew rozkazowi i przeżyły.
Zachowały się tylko 3 relacje osób ewakuowanych, jeden ( nr 1630) pociągiem do Breslau (28-01-45), drugi ( nr 32) ewakuowany drogą pieszą , szli do Gross-Rosen 3 tygodnie, z 5500 osób doszło 810 żywych, styczeń 45. Trzeci ewakuowany ( 1055) pieszo szedł 3 tygodnie do Gross-Rosen w grupie 780 osób, dokładnej daty nie podaje, styczeń, 45, tym czasie w Gross-Rosen miało być 74 000 osób. Większość więźniów obozu Blechhammer w tym czasie ( styczeń 45 ) musieli stanowić osoby z obozów Gliwice, Jaworzno i pracujące w śląskich zakładach przemysłowych.
Niemcy oddali Kraków 19-01-45,. Rosyjski zagon pancerny obszedł miasta Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego od północy i przerwał front niemiecki. Manewr ten zaczęto realizować od 22-01-45, w tym dniu opanowali Tarnowskie Góry , 23-01-45 Rosjanie zdobyli Gliwice, utknęli na linii Kanału Gliwickiego. Na północnej flance GOP, natarcie 1 Frontu Ukraińskiego , rozpoczęte 12-01-45, doprowadziło w kilkudniowej bitwie pancernej do przerwania frontu niemieckiego. Jaworzno Rosjanie zdobyli 23-01-45. 27-01-45 zajęto Mysłowice. 28-01-45 Niemcy utracili Górnośląski Okręg Przemysłowy, linia frontu przesunęła się na Żory, Rybnik, Racibórz, walki przeniosły się w rejon Bielska i Czechowic. W kierunku na Żory wycofywały się grupy rozbitego wojska niemieckiego, które w dużej części utraciły już ciężki sprzęt. W ciągu kilku następnych dni wojska rosyjskie osiągnęły brzego Odry w kilku punktach.
W czasie wojny Zakłady Koksochemiczne Zdzieszowice, Blachownia ( Blechhammer North ) i Azoty ( Blechhammer South lub Heydebreck ) pracowały jako jeden kompleks. Zdzieszowice dostawały prąd via HT line z Blachowni, a dawały koks dla Blachowni i gaz dla Azotów. Blachownia Uwodarniała węgiel metodą Bergiusa, wodór otrzymywała ze zgazowania koksu, destylacja produktu, gazy rozdzielała metodą kriogeniczną Lindego otrzymując metan, etan, propan i butany, przekazywała te gazy do Azotów, dawała prąd via HT Line dla Azotów.W Azotach prowadzili produkcję gazu syntezowego, amoniaku, metanolu, oktanu, wybudowali budynki dla produkcji H2o2 stężonego ,samej instalacji nie zdążyli. Po wojnie Rosjanie demontowali te zakłady. W latach 50-tych funkcjonowało nad Odrą w Koźlu koło Kędzierzyna największe złomowisko, jakie widziałem w życiu.

60. Obóz Heidebreck Kędzierzyn
2389, M, kuśnierz ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 28-05-44 do 2-06-44 ), Jaworzno ( 3-06-44 do 11-11-44), Gleiwitz-3 ( 13-11-44 do 20-12-44 ), Blechhammer ( 22-12-44 do 12-01-45 ), Heydebreck ( 13-01-45 do 29-01-45 ). Nie zawiera szczegółów odnośnie obozu.
2808,K uczennica, ur1929, lat 16, Auschwitz ( 09-44), Neuforwerk ( 12-09-44 do 10-01-45), Heydebreck (26-02-45 do 30-03-45),Theresienstadt ( ) Halle ( )
Po wkroczeniu Niemców w kilka dni później wywieźli nas do getta Beregszasz, czterech rodzeństwa, rodziców i mnie, całą naszą rodzinę. Po czterech dniach załadowali nas na wagony i usunęli do Auschwitz, gdzie oddzielono mnie od mojej rodziny i dostałam się do obozu C. Przebywałam razem z jedną z moich sióstr , wszyscy w Auschwitz żyli bez nadziei i pocieszenia w strasznie ponurych nastrojach . Spędziłyśmy tu miesiąc. Dziennie stałyśmy godzinami na apelu, resztę dnia spędzałyśmy leżąc na pryczy, w oczekiwaniu na posiłek, który był złej jakości i mało, drżąc przed selekcją. Moja siostra była mała, słabą biedną dziewczyną, a każda kolejna selekcja był dla nas udręką. Ukrywałam ją jak mogłam, i kilka razy się udało ale pewnego dnia nie było już ucieczki .Lekarz wskazał laską. I ruch ten zadecydował o jej życiu: tego samego dnia poszła do komory gazowej. Mnie we wrześniu wywieźli na Górny Śląsk do Neuforwerk . tu kopaliśmy rowy przeciwczołgowe, 3.5 metra głębokie. Było strasznie zimno, i musieliśmy pracować tam cały dzień. Ale traktowanie było dobre, a to wiele znaczy. Do jedzenia dostawałyśmy ziemniaki, więc zagłodzone nie byłyśmy. Wyruszyłyśmy stąd w styczniu, i szłyśmy pieszo sześć gorzkich tygodni, droga była bardzo ciężka. Musiałyśmy iść cały dzień, a jeść dostawałyśmy ledwo co. Tu było jeszcze zimno nie do zniesienia, miałyśmy niewiele odzieży i cienką. Z dnia na dzień było coraz ciężej. Każdego ranka pytali, kto jest słaby lub chory. Kto zgłosił, natychmiast został zastrzelony. Te dziewczyny które się zgłaszały , bardzo dobrze wiedziały że czeka je śmierć, ale wtedy było im już wszystko jedno. Przybyliśmy do Heydebreck, gdzie spędziliśmy 4 tygodnie. Tu nie pracowałyśmy, poza apelem nie było żadnej pracy. Codziennie dostawałyśmy po 10 dkg chleba i zupę, która była jak ciepła woda, w której pływało kilka plasterków buraka. Pod koniec marca ponownie wyruszyliśmy w drogę pieszo. Miejscem przeznaczenia było Theresienstadt. Ta droga była straszna. Szłyśmy przez 3 tygodnie, byłyśmy okrutnie traktowane, jak zwierzęta , ledwie coś dostawałyśmy jeszcze do jedzenia. Wyruszało 1600 młodych ludzi i wyszkolonych pracowników i kilka miesięcy życia obozowego było za nami. Koleżanki ginęły w szyku. Przed Halle spędzałyśmy noc w lesie. Esesmani uciekli, a rano, gdy się obudziłam, widzieliśmy wokół amerykańskie czołgi. Byliśmy wolni

61. Obóz Prschkau
3205,K, gospodyni domowa ur 1912, lat 33, Auschwitz(pocz.08-4do18-01-45 ), Prschkau( 21-01-45do poł.-03-45 ), Zwodau (3 tyg. ) Volary- Las Czeski ( 3-05-45 )
20-03-44 wzięli mnie na gestapo z mojego domu w Andrassy , gdzie pracowałam jako tłumacz w piwnicy hotelu Astoria. Chcieli mnie zmusić do donoszenia obiecywali mi na dzień, 100 (pengot – przyp mój )i obiecali pełne wyżywienie za szpiegostwo, ale nie chciałam zdradzić moich braci i sióstr. Dali mi dwa dni na refleksję. Oczywiście nie podjęłam współpracy. Zagrozili , że będę musiała przejść przez wiele rzeczy. Ja stwierdziłam, że to mi się nie zdarzy , bo będę trzymana w więzieniu ( tekst niejasny-przyp. mój ). Gestapo odpowiedziało , że "nawet nie będziesz mogła umrzeć, kiedy będziesz chciała!" Zabrali mnie do centrali na ulicy Zrínyi, gdzie zamknięto mnie na 6 tygodni. Było nas 18-ście w celi nr 200. Spałyśmy nagie na podłodze. Rano i na kolacje dostawałyśmy zupę kminkową , dostawałyśmy kawałek chleba a na obiad trochę stęchłej żywności, której nie można było jeść mimo że byłyśmy głodne. Byłam bardzo chora, przez trzy tygodnie miałam krwawienie. Po sześciu tygodniach wywieźli mnie do Budy na ulicę Gyorskocsi do Trybunału Pestvideki. Tutaj znowu spędziłam sześć tygodni w nieco lepszych warunkach. Tutaj wyżywienie było przyzwoite, dostawaliśmy paczki i przesyłki pieniężne. Stamtąd wielokrotnie zabierano mnie na Svábhegy Melinda. Tu stale mi grozili, pytali gdzie dzieci. Znowu i znowu mnie nagabywali, aby być szpiegiem. Zawsze miałem tę samą odpowiedź: "Nie zobowiązuje się!" Od wielkiego stresu zachorowałam, miałam 39 stopni gorączki, a kiedy wyzdrowiałam , zabrali mnie na Kistarcsá. W Kistarcsá dzięki Omzsának, mieliśmy przyzwoite wyżywienie i dobre traktowanie i część z nas została deportowana do Auschwitz na początku sierpnia . Przyszłam do obozu C. Nosiłam wiadra i robiłam najbrudniejsze roboty. Potem założyłam komando szewskie .Naprawiałyśmy buty. Powiedziałem, że wiem, jak podzelować buty, ale nie miałam pojęcia o tym. Zebrałam 30 dziewcząt, które robiły przy tym i zgłosiłam się do nich. Kobieta z przemysłu artystycznego sprawdzała naprawione buty przed oddaniem. Udało się a potem pracowałyśmy na przemian w różnych blokach. Wszędzie dostawaliśmy dodatki.
W ten sposób mogłam uratować życie 30 dziewczynek i ułatwić ich los.18-01-45 pociągiem wywieźli nas do Prschkau / Górny Śląsk /. Tu wykonywałyśmy rowy przeciwczołgowe. Musiałyśmy je kopać na głębokość 4.5 metra. Pracowałyśmy bez odzieży i obuwia roboczego na zewnątrz ma 21 stopniowym mrozie, na śniegu i deszczu . Strasznie głodowałyśmy. Kiedy front się zbliżał, zabrali nas dalej o 1500 km. Średnio dziennie szliśmy po 32 km prawie nagie. Gonili nas z bronią w ręku przez cały kraj; sparaliżowane odmrożeniami na nogach. Wyruszyło nas 2000 osób, a dziennie ginęło 35-40 osób. Nieszczęsne umierały z głodu. Ostatnim przystankiem było Zwodau . To już nie pracowałyśmy. Wszystkie zachorowałyśmy. Ważyłyśmy po 26-30 kilogramów. Front się zbliżył i popędzili nas stąd dalej. W końcu 3-05-45 amerykańska dywizja oswobodziła nas w miejscowości Volary / Las Czeski /. Ja jako obywatel belgijski, teraz chcę wrócić do Belgii. Z całej mojej wielkiej rodziny w domu znalazłam tylko mojego małego brata. Właśnie dostałam wiadomość, że mój mąż jest już w domu w Brukseli.

62. Obóz Janina Libiąż
-182,2510,=2
 Janinagrube w Libiążu (IX 1943 — I 1945) — praca w kopalni „Janina” przy wydobyciu węgla, firma: Fürstengrube GmbH, 853 więźniów (17 I 1945).
182, K, elektryk i mechanik Rumunka , ur. 1913, lat 32, Auschwitz ( 05-44do06-44), Janina ( 06-44 do 10-08-44 ), Birkenau ( 10-08-44 do 1-09-44 ), Monowitz (09-44 do 18-01-45 ), Landeshut ( 10do25-02-45 ), Grossrosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ), Landeshut ( 15-03-45 do 05-45 ),
…… Cztery dni później zabrali nas do Auschwitz, a kilka dni potem samochodem zostalyśmy wysyłane do kopalni Janina. Tu w kopalni węgla pracowałyśmy łopatami, ładując po 15 kg węgla na łopacie. Głód i zimno wzmagał nasze cierpienia. 10-08-1944. zostalam zabrana do Birkenau jako elektryk ……
2510, M , szewc ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 21 do 24-05-44 ), Janina ( 25-05-44 do 12-01-45 ), Mauthausen ( 17-01-45 do 27-02-45 ), Schlossenburg ( 03-45-1 tyg. ), Blatting ( 8-03-45 do 2-05-45 )
Lyuta to niewielka wioska w pobliżu Użgorodu , gdzie wszystkiego mieszkało dwie żydowskie rodziny. Ja pracowałem tam jako szewc. Sędzia wsi mnie kochał, bo pracowałem z nim od lat jako szewc. Kiedy Żydzi musieli się wycofać do getta , te dwie rodziny pozostały na miejscu, wszystko robili, żeby te dwie rodziny też tam poszły, ale nalegali zwłaszcza na mnie. Po wkroczeniu Niemców Kálin Miklós z innymi mieszkańcami o nazistowskich sympatiach przyszli do mnie i innych rodzin żydowskich i całkowicie nas okradziono , tego samego dnia w godzinach wieczornych przyszedł jeden żandarm, zabrał nas do szkoły, a stamtąd następnego dnia rano do cegielni w Ungvar ( Użgorodzie ). W cegielni byliśmy 4 tygodnie, około 18-05-44 załadowali nas na wagony, i wywieźli do Auschwitz. W Auschwitz byłem 3 dni, dostałem pasiak, drewniane chodaki, ostrzygli mi włosy, wytatuowali , po trzech dniach przydzielili do transportu pracy i wywieźli ciężarowymi autami do odległej o 40 do 45 km od Auschwitz Yanina. Tam pracowaliśmy w pewnej kopalni węgla po 8 godzin dziennie. W kopalni pracowaliśmy wspólnie z polską ludności cywilną. Kapo SS stale nas popędzali i bili i nie było wolno przystanąć nawet na minutę. Obóz był o 1 km od miejsca pracy. Dzienna racja wynosiła 0.5 kg chleba , 1.5 litra zupy, obok chleba była margaryna. Często otrzymywaliśmy chleb od cywilnych robotników, gdy SS-mani zobaczyli, wtedy bili. Bardzo osłabliśmy przy bardzo ciężkiej pracy, a liczba zgonów była bardzo wysoka. Często były selekcje , wybierali słabych, zabierali do Buba a stamtąd do Auschwitz. Ja też dwa razy byłem słaby, ale oba razy uciekłem do zdrowych. Wiele osób zgłaszało się jako słabe, ponieważ nie mogły już znieść pobytu i woleli być wybrani na śmierć. Dwóch polskich więźniów wielokrotnie dał mi chleb, bo bardzo mi współczuli. W styczniu , kiedy Rosjanie zbliżyli się, pieszo zabrali nas do Auschwitz. Stamtąd wróciliśmy w 3 dni, a następnie załadowali nas na wagony i jechaliśmy 8 dni w środku zimy, otwartymi węglarkami jechaliśmy bez jedzenia i tylko wtedy, gdy jechaliśmy przez Czechosłowację dostaliśmy trochę chleba aż osiągnęliśmy Mauthausen. W Mauthausen byliśmy 2 tygodnie, nie byliśmy zobowiązani do pracy, ale tym więcej nas bili. Umieścili 1400 ludzi w jednym bloku, nie było miejsca, po czterech spało na jednej pryczy, a kto nie miał miejsca, spał na podłodze. Raz na 2 dni dostawaliśmy po 20 g chleba i dziennie litr wody nazywaną zupą. Wiele osób zginęło, pobitych bez powodu. Z Mauthausen wywieźli nas do Schlossenburga , w tym obozie było bardzo źle, bili nas batem, front stale się zbliżał, w tydzień później również zabrali nas do Blatting / Grossbajer / . Robiliśmy lotnisko w Blatting, mieszkaliśmy w obozie odległym o 8 km. Drogę zawsze musieliśmy pokonywać na piechotę, narzędzia musieliśmy zawsze zabierać z sobą. Oprócz ciężkiej pracy mieliśmy złe traktowanie. Każmy dostawał przydział pracy na dany dzień, jeżeli nie skończył, to w tym dniu nie dostawał jedzenia. Na miejsce pracy szliśmy w największym śniegu, w obozie było najgorzej, koców nie było, często marzliśmy z zimna. Prace rozpoczynała grupa 500 osób, a pozostało zaledwie 10. Jeśli wielu ludzi zginęło, zawsze mieli nowy transport, ale nie mogli tak pracować długo. Przed przybyciem Amerykanów, ponownie wyruszyliśmy stąd pieszo. Było nas 400 osób, znaleźliśmy konia na drodze, niedawno zabitego, a my już 3 dni nie jedliśmy, wycięliśmy kawałki mięsa, i tak jedliśmy na surowo. Wielu chłopców wyprowadzili poza wieś i zastrzelili. Kiedyś próbowałem uciec, i dostałem kulą w nogę i zawdzięczam im to, że nadal kuleję. Przybyliśmy do lasu i tam każdy chciał znowu uciekać. Wszyscy dostali kulę, część z nas odniosła rany, wielu z nas było zabitych. Leżałem nieprzytomny i ledwie żywy. SS-mani , którzy tam zostali, myśleli, że jesteśmy martwi.
Uciekliśmy do niemieckich cywilów, opatrzyli nam rany. Tej nocy Amerykanie przybyli i natychmiast robili zdjęcia, wszyscy poszli do szpitala w Blatting. 13 osób pozostało przy życiu, reszta stała się ofiarami niemieckiego SS.
63 . Obóz Lagischa Łagisza
310,519,579,2134,=4
 Lagischa w Łagiszy (IX 1943 — IX 1944) — budowa elektrowni cieplnej „Walter”, firma: Energie-Versorgung Oberschlesien AG, około 1000 więźniów.
310,2M, szewc ur. 1928 lat 17 i student ur. 1926 lat 19 , Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 8 dni ), Łagisza ( 5 m-cy ), Buna ( 5 m-cy ), Sachsenhausen ( 1 tyg.), Mauthausen ( 5 tyg. ), Wells ( 3 tyg )
…. Po ośmiu dniach w Auschwitz skierowali nas do Łagiszy. Na samochód załadowali tylu ludzi, że nie mogłem oddychać. W Łagiszy przypisano nas do murarskiej grupy roboczej. Nosiliśmy . To była bardzo ciężka i bardzo zła praca. Podczas pracy na chwilę nie wolno było się zatrzymać i odpocząć, stale nas bili, żebyśmy przyspieszyli. Ledwie co dostaliśmy do jedzenia, organizować nie mogliśmy, ze względu na surowe kary, ewentualnie śmierci. Wiele osób zginęło obozie od ciężkiej pracy, głodu i kapo wiele osób pobili na śmierć. Pod koniec lutego, kiedy Rosjanie podeszli, musieli opróżnić obóz. Tak dostaliśmy się do Buna. …..
519, M, szewc ur 1929, lat 16, Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 2 tyg. ), Lagischa ( 2 miesiące ), Buna ( 4 miesiące ), Ranenburg ( 1 tyg. ), Flossenburg ( 4 miesiące )
Mieszkałem z rodzicami i moimi braćmi w Beregszasz ; ojciec był szewcem , ja byłem jego uczniem. Wkrótce po wkroczeniu Niemców, żandarmów pognali nas do getta, które było w cegielni w Beregszasz. Tu odwiedzili nas dwa razy żandarmi : pieniądze, złoto, zegarki, wszystko było nam odebrane. Byli tacy, którzy jeszcze ukrywali swoje pieniądze, u których jeszcze znaleźli , tych pobili. Byliśmy tam miesiąc, gdy ogłoszono, że następnego dnia o 13-tej wyruszamy stąd. Zaprowadził nas do wagonów. Zrewidowali nas dokładnie jeszcze raz, tak że nic nie można było zabrać. Siedmiu ludzi dostawało codziennie 2 –kilogramowy bochenek chleba, wodę dostaliśmy dopiero w Koszycach. W wagonie było wciśniętych 96 ludzi, jechaliśmy cały czas stojąc. Pewnego południa przyjechaliśmy do Birkenau. Bezpośrednio po wyjściu z wagonu oddzielono mnie od mojego ojca i matki. Ale mojego ojca wkrótce pewien SS uderzył krzywym kijem z tyłu i mój ojciec upadł. Miał 69 lat, wiem co się z nim stało , widziałem w Birkenau co się działo z tymi prowadzonymi „ na drugą stronę’. Rozebrali ich do naga, dali im mydło, poprowadzili jak do łaźni, wprowadzili ich do pięknej umywalni i tam zagazowali. Kilka minut później otwierali klapę i zwłoki wpadały do wagoników, którymi zabierali je do krematorium. Widziałem to na własne oczy. Widziałem również, że bardzo małe dzieci chwytali za nogi, i po prostu uderzali o ścianę. Poszliśmy do Auschwitz, który jest bezpośrednio obok Birkenau, gdzie w łaźni musieliśmy stać nago w kolejce, , a jeśli ktoś powiedział słowo, to dostawał 25 uderzeń pałką gumową. Nasze włosy zostały obcięte, całe ciało wydepilowane, ubrania zostały zabrane, mogliśmy zachować tylko buty i paski i dostaliśmy odzież więzienną. Trzy dni staliśmy na otwartym terenie, nie wolno nam nawet było iść do bloku i nie dostawaliśmy jedzenia. Widzieliśmy pięć kominów ,z których buchały wyższe niż 3 m płomienie , mówili, że tam palą zwłoki. Nie mogłem w to uwierzyć, myślałem, że to piekarnia, ale potem zwróciłem uwagę na straszny zapach rozprzestrzeniający się w powietrzu i wtedy już wiedziałem, że to prawda. Na apelu musieliśmy stać od 2-giej do 6-tej, spadł grad, ale musieliśmy stać nieruchomo. Rozpoczęliśmy pieszy marsz do bloku, który był położony o 7 km od poprzedniego. Po przybyciu do bloku spytaliśmy tych, co tam już byli, czy jest jedzenie, bo byliśmy już bardzo głodni, powiedzieli, że dają. Ogólnie rzecz biorąc, porządki w bloku były dość znośne. Byliśmy tam dwa tygodnie, stąd zabrali nas do obozu zwanego Lagischa. Zabrali nas autem, to była mała ciężarówka, stłoczyli 150 osób. Po drodze strzelali do nas SS i jednego chłopaka zabili. W Łagiszy głównie robiliśmy roboty ziemne . Był tam bardzo chudy chłopak z Beregszasz, Rosner Jenő. Wezwali go SS, pobili kolbami, tak że trudno mu było wstać, a następnie kazali mu stanąć na krawędzi 25-metrowej głębokości wykopu, powiedzieli , że ma stanąć na baczność, na skraju rowu. Następnie strzelili do niego, odwrócił się w powietrzu i spadł w dół. Pewnego dnia wezwali nas na apel i ustawili 40 osób w osobnej linii. Policzyli nas, my mogliśmy wrócić do bloku ale im nie było wolno, a następnie ich zastrzelili. Nigdy nie mogłem dowiedzieć się, dlaczego i dlaczego czterdziestu. Z Łagiszy skierowali nas do Buna. Tutaj był bardzo zły kapo. 4 miesiące tam byliśmy . Cały czas były prowadzone prace ziemne i z żelazem. Wyżywienie było zadowalające. Dopiero później, kiedy już 1000 osób było w namiocie celtowym ( Zelt ), nie dostawaliśmy nic więcej niż 1 litr wody dziennie zwanej tu zupą. Bardzo nas bili. Pewnego dnia przyszedł rozkaz, że wszyscy muszą opuścić obóz. Lagerführer powiedział, że Rosjanie są o 24 km od nas. Wyruszyliśmy po południu o 16-tej i do następnego dnia o 11-tej w południe zrobiliśmy 65 km. Prawie biegliśmy. Potem zatrzymaliśmy się na 4 godziny i staliśmy w jednym miejscu. To było w styczniu, wielu z nas zamarzło. Potem powiedzieli, że wszyscy wracają do obozu. Wróciliśmy i pół dnia byliśmy tam, a następnie załadowali nas na wagony. Przy wyjściu z obozu SS do nas strzelali. Od 8-mej rano do 12-tej w południe staliśmy w wagonach a potem jechaliśmy 8 dni. Wieczorem dali racje chleba, ale w taki sposób, że każdy został pocięty na głowie - w pełnym znaczeniu tego słowa . W trakcie 8-dniowej jazdy jedzenie dali dwukrotnie. Jeśli człowiek wyszedł z wagonu , natychmiast go zastrzelili . Mimo to, staraliśmy się jakoś zdobyć jedzenie, bo byliśmy bardzo głodni. Ja też kiedyś wysiadłem z pociągu, przyszedł SS, przygotował pistolet do strzału , ale jakoś udało mi się uciec. Przyjechaliśmy do Ranenbrück . Tam rano dali po 20 dkg chleba i o 16-tej dostaliśmy obiad. Na obiad były zamrożone rzepy. To było całe wyżywienie. Apele były od5 do 7 rano i wieczorem od 21 do 23-ciej. Jeden z chłopców chciał dostać chleb dwa razy i zobaczył to blokowy ; grubą gumową pałką pobił go na śmierć. Byliśmy tam przez tydzień. Pracy nie tylko było , tylko musieliśmy stać na zewnątrz na apelu do obiadu a następnie od obiadu do wieczornego apelu. Stąd dostaliśmy się do Flossenburga , gdzie byliśmy bardzo biedni. Rano dawali czarną kawę, na obiad była zupa z buraków, wieczorem 15 dkg chleba. Bardzo nas bili. Dziennie na bloku umierało po 3-4 ludzi od pobicia . Byliśmy tam cztery miesiące. Pewnego dnia, nagle zaczęli ryczeć że "Żydzi wystąpić!". Musieliśmy stanąć na apelu, uszeregowali nas w kolejce, zabrali nas na dworzec kolejowy i bez jakiejkolwiek żywności i przygotowania załadowali nas na wagony. Jechaliśmy przez cztery dni, dwóch zmarło po drodze. Zabrali nas do lasu, gdzie byliśmy przez 4 dni. Jedzenia nie dostaliśmy nic, dopiero czwartego dnia dali trochę gotowanych kartofli. Tam był jeden mój znajomy z Beregszasz, Markovics Jenő. On , jak przywieźli ziemniaki, pobiegł do wozu i wziął sam trzy kawałki. Widział to SS i strzelił mu w usta. Ten nie umarł od razu, walczył nawet o czwarty, umarł od kolejnego strzału . Pewnego wieczoru zaprowadzili nas do pewnej stodoły, gdzie się zatrzymaliśmy. Następnego dnia skierowaliśmy się do innej stodoły, gdzie esesmani usłyszeli , że Amerykanie idą i wszyscy zniknęli. Ale w okolicy jednak było pełno SS. 28 młodych ludzi ukryło się w lesie, w obawie przed dalszym zmuszaniem do marszu naprzód. Przyszedł jeden SS , zobaczył ich i oświadczył, że " żaden Żyd nie może żyć dłużej " i wszystkich rozstrzelali. Tymczasem przybyli Amerykanie i zastali nas płaczących przy kopaniu 28-miu osobnych grobów, gdy były już gotowe, wykopali z nami 29-ty i zastrzelili jednego SS mówiąc, że "teraz nie może żyć SS". ( tekst niepewny-przyp. mój )
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:27, 30 Sie 2013 Powrót do góry

579,M, czeladnik szewski ur. 1928 , lat 17, Birkenau ( 05-1944, 1 dzień ), Auschwitz ( 1 tydzień ), Łagisza ( 4 m-ce ), Buna ( 1 m-c ), Eintrachtshütte ( 1.5 m-ca ), Mauthausen ( 4 m-ce ), Günskirchen ( kilka dni )
Lohó to była mała wioska pomiędzy górami, gdzie w sumie mieszkało 7 rodzin żydowskich.
Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej żandarmeria węgierska zebrała wszystkich Żydów, i zabrali nas do szkoły w Lohó. Stąd na wozach dostarczyli nas do getta Munkacs. Getto mieściło się w cegielni. Tu byliśmy bardzo biedni, bo jedzenia już tu nie dostawaliśmy i było dwóch Niemców, którzy nas stale napastowali. W maju 44 deportowali nas do Auschwitz. Tutaj nas młodych i dzieci chcieli zabrać do krematorium. Kiedy Niemcy nie widzieli, uciekłem z tej grupy i stanąłem w grupie zdolnych do pracy. Kiedy była następna selekcja , stanąłem na palcach, aby wydać się większym i tak dostałem się do transportu pracy. I tak skierowali mnie do obozu pracy Lagischa. Tu przez cztery dni nie dostaliśmy chleba, tylko po pół litra zupy z rzepy. Pracowaliśmy na budowie pewnej fabryki. Praca była bardzo ciężka. Pracowaliśmy łopatami i nosiliśmy 50-cio kilogramowe worki z cementem na plecach. Kiedy Rosjanie się zbliżyli zabrali cały obóz do Buna. Tutaj mieliśmy trochę lepiej. Zupa była dwa razy dziennie i dostawaliśmy trochę więcej chleba. Jedynie praca była bardzo ciężka i tu: Kable przeciągaliśmy. Byliśmy w trakcie pracy, kiedy w czasie nalotu fabryka otrzymała trafienie. My obserwowaliśmy nalot, ale schronić się nie mogliśmy, bo byliśmy otoczeni przez druty. Młodych ludzi wywieźli potem do Eintrachtshütté, tu pracowaliśmy w fabryce dział, koło maszyny. Już słyszeliśmy rosyjski ostrzał, gdy nagle wywieźli nas do Mauthausen. Po drodze przez sześć dni nie dostaliśmy jedzenia. W jednym bloku mieszkaliśmy po 450-ciu. Tu nie mieliśmy pracy. Komendant był przykrym człowiekiem. Stale bił Żydów, a także kradł chleb i sprzedawał go za papierosy. W nocy nie było miejsca w bloku, oczywiście, dzieci krzyczały. Wtedy komendant wystawiał na zewnątrz za karę. Staliśmy na zewnątrz w zimie, często boso, za karę aż do rana. Dwóch strażników nas strzegło. Pewnego dnia zebrali tylko Żydów i wywieźli nas do Gunskirchen. To była najgorsza sytuacja. W strasznym brudzie wszyscy dostaliśmy wszy. Nie było miejsca do siedzenia lub stania, często staliśmy na deszczu na zewnątrz. Stłoczyli 2500 ludzi w jednym bloku i nie dali jeść w ogóle. Dziennie ginęło po 400-500 ludzi . Byli po prostu wyrzucani do dziury. Wody nie było. Amerykański Czerwony Krzyż wysyłał dla nas paczki, ale większość została skradziona przez Niemców . Otwierali paczki i wybierali najlepsze kawałki.
W końcu 5-05-45 przyszli do mnie wyzwoliciele : Amerykanie.
2134, M, student ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 2 do 17-06-44 ), Lagischa ( 22-06-44 do 15-09-44 ), Monowitz ( 20-09-44 do 19-01-45 ), Buchenwald (3-02-45 do 7-03-45 ), Speichlingen ( 15-03-45 do 15-04-45 ), Allach ( 17 do 29-04-45 )
Moi rodzice i moje rodzeństwo zostali razem przetransportowani do getta Mátészalka, gdzie przebywaliśmy ok 4 tygodnie. Traktowanie było straszne i okrutne, gorsze, niż później w Niemczech, i jest to święta prawda. Ludzie byli tak bici , jak zwierzęta. Jeśli człowiek natychmiast nie uchylił kapelusza przed żandarmem lub nazistowskim młodzikiem, to przed upływem godziny był przywiązany do drzewa. ( tekst niejasny-przyp mój )
Załadowali nas na wagony i wywieźli do Auschwitz. Byliśmy kierowani przed lekarza, wysokiej rangi oficera SS, który jednych ludzi, którzy przechodzili koło niego, kierował na lewo a drugich popychał kijem na prawo. I tak skierował moich rodziców do komory gazowej , a mnie do transportu pracy. Przede wszystkim zostaliśmy poddani kwarantannie przez 2 tygodnie, następnie zabrali nas do Lagischa. Pracowaliśmy przy budowie elektrowni.
Praca była wytężona i ciężka, i bardzo mało jedzenia. Jeden bochenek chleba na przykład, otrzymywało 8 osób. Poza tym była tylko zupa zawsze bez zawartości i czarna kawa. Bili nas i źle nas traktowali, a wynik był zawsze: ludzie byli tolerowani tak długo ,jak mogli pracować , a następnie mieli cicho umrzeć. Obóz został rozwiązany i poszliśmy dalej. Starszych skierowali do kopalni węgla w Jaworznie, młodych do Monowitz. Mnie tam skierowali. Pracowałem jako ślusarz, a wewnątrz warsztatu, w którym nie było mi zimno. To miało wielkie znaczenie. Pracowałem z cywilami , którzy byli dla mnie dość przyzwoici, więc miałem tutaj dobrze. W dniu 20 stycznia Monowitz przechwycili Rosjanie, ale nas tam nie pozostawili. Jeden dzień wcześniej nas zabrali. Pierwsze 120 km to szliśmy pieszo, ale potem dostaliśmy się do otwartych wagonów, w których jechaliśmy w styczniu przez 10 dni. Zimno było nie do zniesienia, dziennie w wagonie było po 7-8 zmarłych. Ciała były usuwane po drodze. Na wieli, bardzo wielu wciąż czekają matki, żony, dzieci. Kiedy jechaliśmy przez Pragę, dostaliśmy tu pierwszy i ostatni raz podczas podróży gorącej zupy. W Weimarze staliśmy dwa dni w pociągu. W Buchenwaldzie dostaliśmy jeden raz na 24 godziny jedzenie. Stamtąd pojechaliśmy pociągiem do Speichlingen. Na siedmiodniową jazdę dostaliśmy prowiant na 3 dni. Potem był dziw nad dziwy, już SS-mani nie mieli nic do jedzenia. Od cywilów dostaliśmy trochę surowych kartofli, z którymi sobie poradziliśmy. W Speichlingen byliśmy wyznaczeni do budowy podziemnej fabryki i to my kopaliśmy doły. Była to strasznie ciężka praca i ledwie co dali jeść, jeden bochenek chleba był na 10 osób i 3 / 4 litra zupy. Bardzo tu osłabliśmy, do tej pory radziłem sobie całkiem dobrze i miałem siłę woli. Ale teraz nie mogłem już utrzymać się na nogach. Z transportem chorych wysłano mnie do Allach. Tu były dwa obozy, jeden dla chrześcijan a drugi dla Żydów. Najpierw przez przypadek przyszedłem do chrześcijańskiego obozu, ale później przeszedłem do drugiego, a więc miałem okazję sprawdzić jak wiele Żydzi musieli cierpieć, jak wiele gorzej ich traktowali . Żydzi dostawali o połowę mniej żywności jak Aryjczycy. Tu nas wyzwolili Amerykanie, za co im będziemy dozgonnie wdzięczni.

64 . Obóz Sassnowitz Sosnowiec
1810,=1
 Sosnowitz (I) w Sosnowcu (VIII 1943 — II 1944) — remont biurowca, 100 więźniów.
 Sosnowitz (II) w Sosnowcu (V 1944 — I 1945) — praca w hucie w odlewni luf do dział przeciwlotniczych oraz przy produkcji pocisków, firma: Berghütte-Ost-Maschinenbau GmbH, 863 więźniów (17 I 1945).
1810, M, ślusarz ur 1927, lat 18,Auschwitz (1do6-05-44 ), Monowitz ( 6-05do31-12-44 ), Sassnowitz (1do18-01-45 ), Mathausen ( 5-02do19-03-45 ), Wels ( 21-03-45do8-04-45 ), Ebensee (11-04-45do5-05-45 )
Z getta miasta Beregszász, gdzie przebywałem z moją rodziną ; zostałem deportowany do Auschwitz pod koniec kwietnia 1944 roku. Tu natychmiast po przybyciu , w wyniku selekcji zostałem oddzielony od mojej rodziny, która składała się z rodziców, trzech sióstr i brata, po selekcji pozostał ze mną tylko mój brat . Zostaliśmy oznakowani tatuażem, otrzymałem numer A-3908, i musieliśmy poczekać pięć lub sześć dni, aż zostaniemy zaliczeni do transportu pracy. Transport poszedł do Monowitz, gdzie praca, wyżywienie i zakwaterowanie byłyby do zniesienia, jeśli by człowiek nie musiał cierpieć nadużyć ze strony starszych blokowych. Ten starszy blokowy był Niemcem z Rzeszy, skazanym przestępcą, którzy już wiele lat spędził w więzieniu i został tu naszym bezpośrednim przełożonym. Nie tylko nas bił i torturował nas w każdy możliwy sposób, ale jego codzienne pobicia doszły do tego stopnia, że wielu z nas straciło zdolność do pracy, więc w końcu sprawa doszła do władz obozowych. Administracja obozowa doprowadziła do dochodzenia, które zakończyło się odwołaniem przestępcy ze stanowiska. Od tego dnia sytuacja stała się nieco bardziej znośna, również przyczynił się do tego fakt, że zostałem przydzielony do prac ślusarskich, więc mogłem pracować w swoim rzemiośle. Jednak ja również musiałem cierpieć tak samo pod moim mistrzem, który był brutalnym facetem i natychmiast bił , jeśli mu się coś nie podobało. W sumie pracowałem około osiem miesięcy w Monowitz, do 31-12-44. Tego dnia poszedłem z bratem do pracy w Sassnowitz, mieliśmy tam pracować w fabryce przy produkcji luf dział obrony przeciwlotniczej. Praca była bardzo ciężka , ponieważ wymagała wielkiej siły fizycznej. Mimo, że praca trwała tylko po osiem godzin dziennie, ale te osiem godzin dziennie należało przepracować bez chwili przerwy, tak że prawie nie miałem czasu, aby złapać oddech. Tej pracy nie musieliśmy znosić zbyt długo, po siedemnastu dniach front zbliżył się tak bardzo, że miejscowość została ewakuowana, i praca w fabryce musiała zostać zatrzymana. Wyruszyliśmy w pieszy marsz i szliśmy 10 dni; po tym czasie załadowano nas na wagony i przez sześć dni jechaliśmy pociągiem. Na te szesnaście dni mieliśmy , jak zauważyłem, jak przepis: 1 kg chleba, 20 dkg margaryny i ziemniaków, ale nie dostawaliśmy tych ziemniaki codziennie, ale podczas tych szesnastu dni każdy człowiek otrzymał trzy razy po trzy kartofle. Naturalnie głodowaliśmy, ponieważ podczas marszu i podczas jazdy nie było możliwe dostać coś do jedzenia. Kto nie posiadał szczególnie dobrej konstytucji słabł z głodu , zwłaszcza, że również do tej pory nie byliśmy karmieni zbyt obficie. Tak też się stało, że spośród 900 mężczyzn, którzy wyszli z Sassnowitz, tylko 500 było przy życiu , kiedy osiągnęliśmy Mauthausen, cel naszej podróży. W Mauthausen nie musieliśmy pracować, ale zatroszczyli się w inny sposób, żebyśmy stracili siły. Ponieważ w Mauthausen nie było nic do roboty, pozostało nam noszenie kamieni, ale nie dla jakiegoś konkretnego celu, ale kamienie, z których każdy ważył ok. 50 kg, musieliśmy najpierw zanieść do określonego miejsca, a następnie z powrotem do pierwotnej lokalizacji. Ponieważ przy tym byliśmy również bardzo słabo zaopatrywani, nie można zaprzeczyć, ze celem tej pracy było nasze powolne, systematyczne wyniszczenie. U mojego brata ten pożądany skutek wystąpił wkrótce, zachorował tak ciężko, że musiał zostać zabrany na rewier. Co się z nim dalej stało , nie wiem, bo po sześciu tygodniach przyszło zapotrzebowanie na prace porządkowe i zostałem zaliczony do tego transportu i musiałem brata pozostawić w Mauthausen. Moim nowym miejscem pracy było Wels, gdzie byłem zajęty przy pracach porządkowych na kolei. Praca byłaby do zniesienia , chociaż była ciężka, gdyby wyżywienie nie było tak słabe a poza tym prawie nie mogliśmy spać. Szliśmy mianowicie o wpół do pierwszej w nocy do pracy, przy czym do pracy byliśmy budzeni o 22-giej wieczorem. Potem pracowaliśmy przez całą noc aż do 09:30 rano i przychodziliśmy do obozu po godzinie 12-tej w południe. Tu pozostawiali nas tylko w bardzo rzadkich przypadkach w spokoju, bo ledwie się położyliśmy , musieliśmy wstawać i ustawiać się na apelu. Ten apel trwał kilka godzin, najczęściej do wieczora. Także tutaj miałem szczęście, bo po dwóch i pół tygodnia front znowu się zbliżył.
Wels zostało opróżnione, a my zostaliśmy zabrani , a mianowicie do Ebensee. Tutaj, najpierw musiałem pracować w kamieniołomach, ale byłem tak wyczerpany, że po tygodniu całkowicie się załamałem. Przeniesiono mnie do tzw. bloku dla regeneracji sił, w którym nie trzeba było pracować, ale tu jeszcze mniej dostawałem jeść niż reszta. Pracujący otrzymywali półtorakilogramowy bochenek chleba na sześć osób, w okresie przebywania na bloku regeneracyjnym tę samą ilość chleba dostawało dziewięciu mężczyzn. Tutaj jednoznacznie rządził głód, który wkrótce przyjął takie formy, że ludzie nieomal odchodzili od zmysłów i w tym stanie jedli mięso ludzkie. Widziałem na własne oczy , że więźniowie wycięli mięśnie z nóg zmarłego współwięźnia i spożyli je. Sprawa została wniesiono do przeprowadzenia dochodzenia, ale sprawcy nie udało się ustalić. W dniu 5 maja wojska amerykańskie wkroczyły w Ebensee. Byłem wolny, ale byłem tak słaby, że nie mógłbym przetrwać transportu do domu.Dlatego pozostałem dwa miesiące w Ebensee, aż wzmocniłem się do tego stopnia, że mogłem wyruszyć w podróż do domu

64 . Obóz Jaworzno
32,101,189,453,567,574,848,994,1055,1540,1630,1648,1685,1729,1831,1853,2171,2284,
2338,2389,2585,2955,2973,3305,3316,3633,=26
 Neu-Dachs w Jaworznie (VI 1943 — I 1945) — praca w jaworznickich kopalniach węgla kamiennego, oraz przy budowie elektrowni „Wilhelm”, firma: Energie Versorgung Oberschlesien AG, 3664 więźniów (17 I 1945).
32,M ,rolnik, ur 1927,lat 18, Birkenau 3dni, Auschwitz 10 dni, Jaworzno 7 miesięcy, Blechhammer , Buchenwald.
… W Auschwitz nie był długo ale po dziesięciu dniach poszedł dalej i to do Jaworzna. Zaraz po przybyciu do transportu do Jaworzna więźniowie musieli zdąć odzież i otrzymaliśmy odzież, tj łachmany, którymi ledwie mogliśmy przykryć naszą nagość, i drewniaki. Musieliśmy ciężko pracować przy kolei, i otrzymywaliśmy jedzenie bardzo skąpe i złej jakości. W szerokim zakresie stosowano kary fizyczne, który każdy więzień musiał odczuć na sobie. W Jaworznie byłem 7 miesięcy. Potem musiałem pracować w kopalni węgla kamiennego, gdzie praca była jeszcze cięższa. Tu miałem wypadek, przy którym rozdarłem 3 palce u prawej ręki. W wybuchu straciłem dwa palce u prawej nogi. W styczniu 45 naloty zniszczyły kopalnię zupełnie więc wszystkie prace tutaj zostały odwołane i musieliśmy maszerować dalej. To był wymuszony marsz trwający 8 dni, gdzie wymuszano na nas tempo marszu poganiając jak zwierzęta, w najbrutalniejszy sposób. Kto nie mógł dalej iść i pozostawał z tyłu , był zabijany, zarówno chorzy, jak osłabli z głodu czy pragnienia .Te 8 dni pochłonęły nie mniej niż 3000 ofiar z naszego transportu. Ostatecznie osiągnęliśmy Blechhammer, gdzie panowała duża konsternacja…
101, M, właściciel sklepu spożywczego/kolonialnego, ur 1897, lat 48, Birkenau ( 25-05-44 ), Auschwitz ( 1 dzień ) , Monowitz ( 11 dni ), Gleiwitz ( 07 do 12-44 ), Jaworzno ( 12-44 do 03-45 ).
…. W Jaworznie byliśmy przez 21 dni pod kwarantanną ( blokad baraku ) . Potem zachorowałem i wyzwolili nas Rosjanie w trakcie, jak leżałem w szpitalu. Traktowali nas dobrze.
189,M, zawód nie podany , ur.1924, lat 21, Birkenau ( 2 dni ), Auschwitz ( 2 tyg. ), Javozsnó ( 8 m-cy ), Buchenwald ( 4 dni
Z Beregszász zostaliśmy zabrani z II-gą grupą. W tym transporcie poszło około 3 000 ludzi, stłoczono w wagonie po 80-90 osób. Nie dostaliśmy ani wody ani wiadra dla celów WC, wszystkie środki spożywcze zabrano nam w Beregszasz, zostało nam tylko to, co mieliśmy z sobą. Podróż do Birkenau trwała cztery dni. W Koszycach ( Kassa ) przejęli nas Niemcy, a następnie dostaliśmy wody, pociąg stał przez kilka godzin, a następnie w szybkim tempie pociąg opuścił terytorium Węgier. W naszym wagonie nie było martwych , ale w reszcie pociągu byli. Po przybyciu do Birkenau wysiedliśmy z pociągu i szybko oddzielono zdolnych do pracy od niezdolnych do pracy, i w ten sposób wyruszyły oddzielne transporty. Ja dostałem się do transportu mężczyzn zdolnych do pracy. Ze stacji skierowano mnie do łaźni, potem jeszcze dostałem odzież więzienną w paski, następnie skierowano mnie do bloku. W Birkenau byłem tylko dwa dni. Po dwóch dniach skierowali mnie do Auschwitz, do bloku 6a. W tym bloku mieszkało razem 160 osób, spaliśmy po dwóch na jednej pryczy. Podczas mojego dwutygodniowego pobytu tutaj nie musiałem pracować. Całymi dniami staliśmy na apelu i w kolejkach czekaliśmy na dystrybucje jedzenia. Czekaliśmy na przydział do transportu pracy. W końcu po dwóch tygodniach przydzielono mnie do transportu jadącego do Jaworzna. Do Jaworzna wywieziono nas autami. Ten obóz leżał ok. 50 km od Auschwitz. Nas było 2000 ludzi, po przybyciu na miejscu zastaliśmy już 4000 ludzi w obozie, więc stan obozu był 6 000 więźniów. Pracowaliśmy w kopalni węgla , podzieleni na trzy zmiany. Praca była bardzo ciężka i bardzo niezdrowa. Było wielu takich , którzy zmarli nagle w czasie pracy bo nie byli w stanie wytrzymać stałego bicia i popędzania przez kapo. Nikt się nie przejmował tymi, co padli, tam ich zostawiali leżących w jednym miejscu. Wielu Żydów zostało zamęczonych przez kapo na śmierć. Pamiętam przypadek chłopca z Beregszasz, który był już bardzo słaby i niezdolny do pracy, jakiej kapo zażądał, więc tego nieszczęsnego bił , aż ten nie mógł już wstać z ziemi, potem dał znak i SS go zastrzelił. Kapo zawsze chodził między nami z grubym kijem, który był stale i na każdym używany , wystarczyło, Jeśli ktoś nie pospieszył się do pociągu, który woził nas do miejsca pracy, czy też nie wysiadł z pociągu na tyle szybko, lub jeśli ktoś nie mógł podnieść ciężaru 35 kilogramów łopaty z ładunkiem węgla i załadować jej bez strat. Wyżywienie było był bardzo słabe. Racja żywnościowa obejmowała zupę i 30 dkg chleba. Wydawano to raz dziennie i przez resztę dnia musieliśmy głodować. 17-01-45 nagle ewakuowali obóz, bo Rosjanie zbliżali się z dużymi siłami. Wyruszyliśmy stąd pieszo i po dwóch dniach przybyliśmy do Blechhammer. Po dniu odpoczynku tutaj ruszyliśmy stąd dalej i po 6-7 tygodniach marszu dotarliśmy w głąb Niemiec, bez wypoczynku i posiłków. Kto opóźniał marsz, szedł wolno, został zastrzelony. Tak więc z 4000 osób, które wyruszyły, na początku marca przybyło do Buchenwaldu 50-60 osób. Moja noga była strasznie opuchnięta i została uszkodzona, więc umieszczono mnie w szpitalu w Buchenwald . Moi koledzy już nie mieli tyle szczęścia, ponieważ przeniesiono ich transportem do obozu w Buchenwaldzie. Cztery dniu później zostałem wyzwolony przez wojska amerykańskie. W obozie w Buchenwaldzie był już wtedy tylko szpital, resztę więźniów Niemcy na dzień przed wyzwoleniem zabrali dalej.
453, M, rzeźnik, ur. 1928,lat 17, Auschwitz, Jaworzno, Blechhammer, daty nie podane
W Kőrösmező mój ojciec miał sklep mięsny. W marcu 1944 po wkroczeniu Niemców ojcu odebrano tę własność. Z jednej okazji, Żydzi ubili czarne cielę, doniesiono to do żandarmów, cielę zostało zabrane, zabrali ojca i mnie do ratusza i tam zostaliśmy pobici tak, że chorowaliśmy przez dwa tygodnie. Napadli nas w małej poczekalni żandarmi Németh István i Kovács Károly. Urzędnik był dobrym człowiekiem, nie był świadom wydarzenia, bo zamknęli nas w pomieszczeniu i tam pobili. W kwietniu po Wielkanocy Żydzi musieli opuścić getto Mátészalka. Mój ojciec był razem z siedemnastoma Żydami trzymany w budynku szkoły w Kőrösmező, i dopiero wtedy, gdy nas załadowali na wagony, zabrali ich prosto na dworzec. Ślady pobicia można było zobaczyć na nich wszystkich. Z getta chodziliśmy do zbierania kartofli na polach i przynosiłem również dla nas. Około 20-05-44 zabrali nas na dworzec w Mátészalka, skierowali do każdego wagony po 80 osób i wywieźli do Auschwitz. Droga była bardzo zła, byliśmy stłoczeni, wody nie dostaliśmy , drzwi były zamknięte/ zaplombowane, okna zakratowane i nawet nie mogliśmy wyglądać . Tylko w Koszycach (Kassa ) mogliśmy tylko trochę odetchnąć, bo kiedy żandarmeria przekazywała nas Niemcom, otworzyli drzwi i pozwolił robotnikom , którzy tam pracowali na dostarczenie nam wody. Zawsze w podróży zażądali pieniędzy, biżuterii i tak groźna była ich postawa, że oddaliśmy wszystko, co mieliśmy , aby po prostu zostawili nas w spokoju. W 3.5 dnia później przybyliśmy do Auschwitz. Na stacji w Auschwitz zrobili selekcję, skierowali mnie na prawo i poszedłem do łaźni i ubrani w pasiaste ubrania poszliśmy do obozu A. Przez 3 tygodnie nosiłem węgiel do krematorium. Widziałem, że tym nieszczęsnym dawali mydło i ręcznik i zabierali ich do drzwi komory gazowej, drzwi były pokryte blachą żelazną , powyżej drzwi były metalowe puszki, do których wkładali torebki papierowe, które były wypełnione gazem; i tak z pryszniców płynął gaz, który ich zabijał. Zwłoki zabierali na wagonik, który szynami jechał do krematorium. Tam ich kładli na taka łopatę, jaka piekarz używa do pieczenia chleba. 3 tygodnie potem ostrzegł mnie jeden polski Żyd, że jeśli nie dostałem numeru , żeby wydostać się stąd, bo po trzech miesiącach zrobią mi tak samo. Więc uciekłem do innego obozu i stamtąd poszedłem z transportem pracy do Jaworzna. W Jaworznie pracowałem przy węglu , była to bardzo ciężka praca, ciągle musieliśmy stać w wodzie i dostałem dużo bicia. Czas pracy był to 8 godzin dziennie. Racja żywieniowa była 30 dkg chleba, 1 litr zupy, czasami dostaliśmy trochę margaryny i kiełbasy. W tej pracy byłem przez 3 tygodnie. Kiedyś, gdy pracowałem , spadł mi na nogę duży kawał węgla i poszedłem na rewier. Po wyleczeniu dostałem przydział do innej pracy, ładowałem wagony. I nie mogłem tam pozostać, ponieważ byłem strasznie bity przez SS. Uciekłem z tego komanda, w którym się trząsłem ze strachu bo jeśli coś zauważyli to wsadzali do bunkra i karali 25-cioma uderzeniami, ale na szczęście udało mi się dostać do innego komanda i pracowałem jako ślusarz na budowie. I tu pracowałem aż do listopada. Raz podczas pracy zmuszali nas do biegu a ja wtedy byłem już tak bardzo osłabiony, że nie mogłem nadążyć za innymi, bardzo mnie pobili, wypadło mi kilka zębów i zranili mnie w usta. Zachorowałem i skierowali mnie na rewier. Po wyzdrowieniu poszedłem pracować na kopalnię, to było bardzo złe miejsce, dużo tu wycierpiałem do końca stycznia. W styczniu 1945 ewakuowali obóz Jaworzno i wyruszyliśmy w pieszy marsz. Wyruszyło 5 000 ludzi, popędzali nas noc i dzień. Jedzenia nie dali. Kto pozostawał lub choćby tylko patrzył wstecz, już go zastrzelili. Bardzo cierpieliśmy i nasza liczba malała. Kiedy przybyliśmy w pobliże Breslau, było nas już tylko 2000 ludzi. W Blechhammer w pobliżu Breslau, uciekliśmy do lasu przy pomocy Polaków i przebywaliśmy w lesie w bardzo osłabionym stanie przez 5 dni, kiedy Rosjanie wyzwolili nas w dniu 18 marca. Znaleziono mnie w takim stanie , że natychmiast przewieźli mnie samochodem do szpitala. Trwało to kilka tygodni, aż się pozbierałem i czechosłowackim transportem przyjechałem do Budapesztu.W Pradze dzięki uprzejmości Czeskiego Czerwonego Krzyża spędziłem kilka tygodni i przybyłem wczoraj.
567, M, handlowiec, ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 15do22-05-44 ) , Jaworzno ( 22-05-44 do 13-02-45 ), Blechhammer ( 16-03-45 do 1-04-45 ).
….. Tu pracowaliśmy do połowy lutego, a następnie 4 000 ludzi zabrali do Blechhammer, w pobliżu Wrocławia. Poszliśmy stąd na piechotę, szliśmy pieszo trzy dni i trzy noce, to była odległość około 250 km. Nie było jedzenia, ani wody , tak że jedliśmy śnieg, kto padł ze słabości lub odmrożonej nogi , tego SS zastrzeliło . Był z nami jeden wóz, na który zwłoki były wrzucane. Było ich tak dużo, że ledwie nas przyszło 160-ciu.W Blechhammer byliśmy do połowy kwietnia. To był bez wątpienia obóz zagłady. Rosjanie byli tylko o 60 km. Kiedy już nie było w ogrodzeniu napięcia elektrycznego , wspięliśmy się na druty kolczaste. Polacy wrzucali granaty ręczne do baraków. Polacy zrobili w ścianie wielką dziurę i nożem wywalczyliśmy sobie drogę . Następnie uciekliśmy do pobliskiego lasu, koło 20 km dalej zobaczyłem stojącego człowieka , myślałem, że to Niemiec lub partyzant, ale dowiedziałem się, że to było dwóch byłych więźniów z obozu. Potem poszedłem jeszcze dalej jakieś 10 km, cały dzień ukrywałem się w lesie, pod wieczór zaryzykowałem i zapytałem spotkanego niemieckiego żołnierza, gdzie się dostać do Oppeln. Polski chłopiec został z tyłu. Z obozowego magazynu zabrałem trochę chleba, trochę margaryny i miodu do jedzenia. Oppeln było zbombardowane. Naprzeciwko mnie jechały dwa samochody pełne żołnierzy, zatrzymali mnie, skierowali na mnie swój pistolet i zapytał, czy jestem Żydem, oczywiście, odpowiedziałem "nie", powiedziałem, że jestem Polakiem. Spytali także, skąd pochodzę odpowiedziałem, by pozwolił mi iść do obozu. Potem spotkałem się z Niemką, doprowadziła mnie do domu, gdzie ukrywałem się przez dwa tygodnie. Pojawili się wkrótce na pierwszą noc żołnierze niemieccy, myślałem, że to po mnie, ale na szczęście moje obawy były bezpodstawne.8-05-45 przyjechało wojsko rosyjskie. Wyruszyłem do domu przez Pragę i Bratysławę. Plany: Palestyna
574, 2M, czeladnik szewski ur. 1927, lat 18 i stolarz ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 20do22-05-44 ), Javozsno ( 22-05-44 do 18-01-45 ), Buchenwald ( 28-01-45 do 12-04-45 )
W Użgorodzie ludność żydowska była szacowana na około 14 tysięcy, którzy byli po większej części przedsiębiorcami , handlowcami , rzemieślnikami i w większości żyli w dobrych warunkach materialnych. Ojciec wymienionego wyżej F. V. był kupcem handlującym mlekiem , miał sklep i dom, podczas gdy ojciec M.B. był szewcem i również miał dom i sklep i obie rodziny żyły w zamożności. Po wkroczeniu Niemców burmistrzem był dr. Megay, który miał reputację antysemity. Żydów bili węgierscy żołnierze i żandarmi.17-04-44 Żydzi musieli się przenieść do getta, które zostało ustanowione w określonych ulicach miasta. Mężczyźni zostali użyci do sprzątania ruin, kobiety do sprzątania.
W getcie była kuchnia publiczna. Wszystkie domy były kolejno rewidowane, kosztowności, cenne przedmioty, ubrania były zabierane. Policja, gestapowcy, utrzymywali porządek zewnętrzny, żydowscy policjanci byli na miejscu. Według naszej wiedzy, nie było prób ucieczki z getta. Rewidowaniu mienia rodzin towarzyszyło bicie, dozwolono zabranie 50-kilogramowego bagażu na osobę. Słyszeliśmy pogłoski, że nas zabierają do pracy w rolnictwie do Hatvan, 18-05-44 załadowano nas na wagony w Szolnok . Dzień wcześniej ogłosili przez mikrofon, z którą grupą mamy wyruszyć. My poszliśmy z drugim transportem. Po 75-80 osób było w wagonie, wody przy wyjeździe nam nie dali, ale potem w Koszycach, gdzie po raz pierwszy otwarto wagony, dostaliśmy wody. Tutaj przejęli nas Niemcy , do tego punktu pociąg eskortowali żandarmi. W wagonach Niemcy odebrali nam tę niewielka część rzeczy, którą pozostawili nam Węgrzy. W naszym wagonie nikt nie umarł i nie uciekł . 20-05-44 rano dotarliśmy do Auschwitz. Polscy więźniowie byli w odzieży w paski , kazali nam zostawić wszystko i wysiąść z wagonu. Ustawiono nas w kolejce, rozdzielono kobiety i mężczyzn, potem także oddzielono osoby zdolne do pracy od osób starszych, dzieci, chorych. Wzięliśmy kąpiel, ogolili nas, zabrali nasze ubrania i wymienić go na pasiaki. W Auschwitz byliśmy tylko dwa dni, następnie przenieśli nas w deszczu do leżącego o 16 km dalej Jaworzna. Tu pracowaliśmy w kopalni, praca była bardzo trudna, zawsze poganiali nas, gdy nie mogliśmy uzyskać wymaganej ilości, bili. Pracowaliśmy po osiem godzin dziennie i tę ciężką pracę musieliśmy zrobić za 25 dkg chleba i niewielką ilość zupy wiele głodowaliśmy i osłabliśmy. Umieścili nas w blokach, po 2500 w jednym bloku, na pryczy spaliśmy po dwóch. 18-01-45 zbliżyła się Armia Czerwona, musieliśmy uciekać, wyruszyliśmy stąd na piechotę. Szliśmy pieszo 250 km, bardzo wielu zginęło, było bardzo zimno, tylko raz w ciągu dwóch dni dali nam kawę, wodę. Jeżeli ktoś z zimna i głodu osłabł, upadł, został zastrzelony przez SS. Po dziesięciodniowym marszu pieszym przybyliśmy do Buchenwaldu, gdzie po raz pierwszy zabrali nas do kwarantanny, a następnie wprowadzili do innego obozu. Pracowaliśmy tutaj w rolnictwie, tu nas bardzo bili, natomiast mało dawali jeść, najpierw 20, następnie 15 dkg chleba.21-04-45 wyzwolili na amerykańscy żołnierze, a następnie przeniesiono nas do Mittenwald, gdzie poddano nas kwarantannie.Wkrótce wyruszyliśmy w pierwszej grupie czeskiej przez Pilzno, Pragę , Bratysławę do Budapesztu. Nasze plany : Palestyna, może Ameryka.
848,M, piekarz ur 1926, lat 19, Birkenau (3 dni ), Auschwitz ( 2 tyg.), Javozno (ok. 6 m-cy ), Buchenwald ( 3 m-ce )
Mieszkałem razem z moja matką, która była wdową w Alsóvereckén. Żyliśmy skromnie, mój brat i ja utrzymywaliśmy rodzinę. Wkrótce po wkroczeniu Niemców zabrali nas do getta w Munkaczu. Kiedy powstało getto, załadowali nas na wagon i wywieźli i zostałem tam z innymi trzema piekarzami, bo byliśmy tam potrzebni do pracy. Później jednak przyszli żandarmi i zostaliśmy zabrani do cegielni a następnie w wagonach do Birkenau. W Birkenau poszliśmy do łaźni, ostrzygli włosy, wydepilowali ciało, zabrali ubranie i w zamian wydali więzienny pasiak. Spędziłem tam 3 dni, a następnie poszedłem do Auschwitz, gdzie byłem dwa tygodnie. Z Auschwitz poszedłem z transportem do Jaworzna, gdzie pracowałem w kopalni węgla. To była bardzo ciężka pracy, musiałem brać i nosić szyny na wzgórze. Pracę nadzorowali niemieccy pracownicy cywilni, którzy nas bili. Pracowaliśmy ile mieliśmy siły, oni pracy nie wyjaśnili tylko stwierdzali, że nie pracujemy dobrze . W takim przypadku po prostu znowu nas bili. Wielu kolegów pobili na śmierć. Raz dziennie, pod wieczór, dostawaliśmy jedzenie: 20 dkg chleba i 1 litr zupy. Na takim wyżywieniu musieliśmy ciężko pracować przez cały dzień. Bardzo osłabliśmy. Ale jeśli ktoś nie mógł wykonać założonej normy pracy, to go pobili , a nawet majster zgłaszał w obozie szefowi komanda, że ktoś nie pracuje dobrze, i takiego jeszcze pobili oddzielnie. Kiedy wracaliśmy do domu z pracy nie dostawaliśmy natychmiast jeść, ale bawili się z nami ponownie, ustawiali nas, bo nie sprawiliśmy się dobrze. Apel trwał godzinami, po kilka razy dziennie. Jedynie zakwaterowanie było dość przyzwoite. W dniu 3 stycznia zabrali nas stamtąd, bo Rosjanie się zbliżali. Szliśmy pieszo przez 4 tygodnie bez chleba, tylko czasami były ziemniaki . Po drodze wielu z moich przyjaciół zmarło , ponieważ nie mogli już iść dalej , zostali zastrzeleni. Tak zmarł mój przyjaciel Starkmann Jóska miał 19 lat. Przyjechaliśmy do Buchenwaldu, gdzie byliśmy trzy miesiące. Tam mniej chleba dawali. Pracy nie było, ale byliśmy już tak słabi , że nie byliśmy w stanie , tylko leżeliśmy w obozie. Jedzenia było bardzo niewiele, w końcu przez 4 dni nie dawali nic, tylko jeden litr wody rano, co miało zastąpić zupę. Każdego dnia zabierali martwych. Utrzymanie czystości nie było możliwe, dostaliśmy wszy, a wkrótce wybuchła epidemia tyfusu. 11 kwietnia podeszli Amerykanie. O 11.30 SS chcieli nas zabrać dalej , ale my nie chcieliśmy iść . Wiedziałem, że nie wytrzymam marszu , powiedziałem, że nieważne gdzie mnie zastrzelą, wolę zostać tu . 12-04-45 już tam byli Amerykanie i nas wyzwolili. Płakałem z radości.
994, M, handlowiec ur, 1905, Auschwitz ( 22 do 26-05-44 ) , Javozsno ( 26-05-44 do 01-45 ), Buchenwald ( 28-01-45 do 31-01-45 ), Bergaelser ( 3-02-45 do 20-04-45 )
W Munkaczu mieszkało ok. 14000 ludności żydowskiej, najczęściej prowadzili miejski tryb życia byli dobrymi kupcami , rzemieślnikami , itp. Ja też jestem bogatym człowiekiem, mam sklep i dwa domy . Rada Żydowska w składzie Jakobovits, Meiseln. etc. odbierali na każdym kroku polecenia , które były niemożliwe do spełnienia. Wkrótce po wkroczeniu Niemców urzędnicy miejscy szli od mieszkania do mieszkania i odbierali całe złoto i srebra stołowe, komendant policji nie był policjantem konnym, ale ich zdaniem wkrótce miał ten status osiągnąć. W Munkaczu były dwa getta, jedno dla mieszczan, drugie dla okolicy. Wyznaczony do mieszkania w pierwszym getcie mógł zabrać ze sobą to, co chciał i mógł zabrać. W getcie nie pracowaliśmy , po prostu robiliśmy dorywcze roboty, zawsze słyszałem, że wezmą nas do pracy w gospodarstwach rolnych w Hortobágy. Niemcy często przychodzili do getta na rabunek, przychodził Niemiec po pieniądze, jeśli osoba nie chciała dać pieniędzy, była zastrzelona przez Niemca na miejscu / niestety nie pamiętam nazwiska /. Słyszałem że było wiele prób ucieczki , choć getto było pilnie strzeżone przez żandarmów, a porządek wewnętrzny utrzymywali żydowscy policjanci na miejscu. Pewnego dnia dowiedziałem się następnego ranka załadują nas na wagony. Po drodze zostaliśmy strasznie pobici i zmieszani przez SS, siedmiokilometrowa droga z cegielni to była dla nas prawdziwa droga krzyżowa. Mieszkaliśmy w suszarni cegielni, codziennie od 3000 do 4000 było ludzi ładowanych na wagony, moja rodziny, poszła do ostatniego transportu. Mężczyźni byli tu zmuszani do wszelkiego rodzaju „ ćwiczeń sportowych „ z zastosowaniem cegieł, oczywiście połączonych z dalszym biciem. Skierowali do jednego wagonu po 70-80 osób, wydali nam pozostałe zapasy jedzenia z kuchni publicznej, jednak wody nie dostaliśmy. W Koszycach , gdzie po raz pierwszy otwarli wagony, dali potem wodę, a transport został przejęty od żandarmów przez niemiecki SS. Po drodze, kilka razy poszukiwali biżuterii i pieniędzy. Nie wiem o próbie ucieczki z naszego wagonu, również nikt nie zmarł. Ale w innych wagonach były przypadki śmiertelne. W Koszycach już widzieliśmy , że niestety jedziemy do Polski. Trzy dni potem przyjechaliśmy do Birkenau, w dniu przyjazdu widzieliśmy dymiące kominy poczułem zapach spalonego mięsa i kości. Na stacji przyjęli nas więźniowie w pasiakach, kazali nam zostawić bagaże w wagonach, nie mogliśmy nawet zabrać ze sobą chleba. Poszliśmy do łaźni, tam nas ostrzygli , wydepilowali włosy, zabrali ubranie cywilne i zastąpili je pasiakiem. W jednym bloku było nas 500 osób, spaliśmy po pięciu na jednej pryczy, pod jednym kocem, bez siennika. Dwa lub trzy dni, praktycznie nic nie dostaliśmy do jedzenia. Pewien inżynier z Munkacza, nazwiskiem Ormos zapytał, kto chce pracować jako wykwalifikowany fachowiec, żeby się zgłaszać, ja się zgłosiłem jako stolarz, więc poszedł do Auschwitz, gdzie mnie oznakowano tatuażem, czemu towarzyszyło bicie. Spędziłem tam dwa dni, a potem zabrano do Jaworzna 500 osób przypisanych do tej pracy według listy. Drogę przeszliśmy pieszo, umieszczono nas w blokach po 150 osób, każdy dostał osobną pryczę. Wyżywienie było, można powiedzieć zadawalające. Pracowaliśmy w kopalni węgla na głębokości 430 metrów, zjeżdżaliśmy windą 260 m, resztę drogi szliśmy na piechotę. Pobudka była o 4 rano, a następnie dzielili racje chleba i czarnej kawy, stawaliśmy w kolumnie marszowej o 6-ciu rzędach, na miejsce pracy eskortowali nas SS, i bili nas po drodze. Prace rozpoczynały się dopiero o 7 rano, to była bardzo ciężka praca, ładowanie węgla łopatą, wiercenie w węglu i kamieniu, zawsze głębiej i głębiej. Niemieccy kapo bardzo nas tu bili. Słabszych wywieźli stąd w październiku, my pracowaliśmy do połowy stycznia, 21 stycznia, przed wkroczeniem Rosjan wywieźli nas do Buchenwaldu. Cztery dni szliśmy pieszo, przez całą drogę nie dali ani jeść ani pić, pragnienie i głód gasiliśmy śniegiem . Wiele osób zmarło w drodze, kto upadł ,został zastrzelony. Tu było również wiele kobiet, ale również spały na zewnątrz na śniegu pod otwartym niebem. Cztery dni potem załadowano nas na węglarki. Ta jazda trwała cztery dni, wielu ludzi zamarzło zanim przybyliśmy do Buchenwaldu, gdzie spędziliśmy tylko 2-3 dni. Stamtąd jednak chcieli nas zabrać do kopalni soli, ale ukryłem się a następnego dnia, gdy poszukiwali do pracy , zgłosiłem się i zabrali mnie do innego bloku. Wyżywienie i zakwaterowanie było tu nieco lepsze. Czekaliśmy na transport, który już wkrótce miał wyruszyć do Bergaelster / Turyngia /. Drogę odbyliśmy w zamkniętych wagonach po 30 osób, jazda trwała tylko jeden dzień. Wszyscy więźniowie tego obozu byli: Amerykanami, Czechami, etc. Pomimo faktu, że obóz był nowy; był bardzo duży brud, strasznie dużo wszy, nigdy nie było wymiany ubrań, odzież nosiliśmy przez trzy miesiące. Wyżywienie składało się z : 40 dkg chleba, 3 / 4 litra zupy. Pracowałem przy okablowaniu, to była ciężka i niebezpieczna praca, w dodatku bardzo bili osłabionych ludzi. Stąd musieliśmy uciekać przed Amerykanami , stale maszerowaliśmy lasem. Czuliśmy, że oni chcą nas zniszczyć, próbowałem kilka razy ucieczki , ale złapał mnie Volkssturm, a następnie dostarczał do transportu. W Kandebach uciekło 150 osób w tym ja byłem jedynym Węgrem, pozostali to byli Polacy i inne narodowości, ale po raz kolejny niemieccy żandarmi aresztowali nas i umieścili w obozie. Tutaj dostaliśmy przyzwoite wyżywienie, poszliśmy do kąpieli, dostaliśmy ubrania i na początku maja uwolnili nas Rosjanie. Stąd następnie wyruszyliśmy w podróż do domu pieszo i przez Pragę, Bratysławę przybyliśmy do Budapesztu. Plany: na razie wracam do domu do Munkacza, potem z moimi bliskimi chcę wyemigrować do Ameryki.
1055,M,robotnik ur.1925, lat 20, Birkenau ( 05-44 ) , Auschwitz (06-44), Jaworzno ( 06do11-44), Blechhammer ( 11do12-44), Buchenwald ( 01do02-45), Dachau ( 04do05-34 ),
………. Żydzi, którzy byli tu już przez pewien czas powiedzieli nam, że tutaj jest obóz zagłady , więc byliśmy bardzo zadowoleni, kiedy usłyszeliśmy, że możemy iść dalej. Natychmiast zostaliśmy załadowani na przyczepę traktora i pojechaliśmy do Jaworzna. Obóz był położony w lesie i składał się z piętnastu bloków na 3500-4000 osób. Pracowaliśmy w miejscowych kopalniach węgla kamiennego. Czas pracy wynosił 8 godzin na trzy kolejne zmiany. Każdy z nas miał własną z dwoma kocami. O utrzymanie czystości się zatroszczono, mogliśmy się kąpać codziennie, co drugi tydzień dostawaliśmy świeża pościel. Nasza żywność składa się z kawy, litra zupy, 50 dkg chleba, dwa dag margaryny, dwa-trzy dkg kiełbasy i raz w tygodniu trochę marmolady. Wobec naszej ciężkiej pracy było to za mało i ja zawsze zorganizowałem zawsze coś do tego. Pewnego dnia niespodziewanie zostaliśmy wezwani z powrotem z pracy. Byliśmy bardzo zaskoczeni i przypuszczaliśmy że coś wisi w powietrzu. Najpierw dostaliśmy nasze zwykłe racje, a potem rozdzielono chleb i margarynę. Każdy otrzymał pięć kg chleba i 1 kg margaryny. Potem nam powiedziano, że następnego dnia pójdziemy dalej. O jedenastej w nocy przyszli S.S. i musieliśmy wymaszerować natychmiast. Kto pozostał w tyle, tego zastrzelili. Następnego dnia zostaliśmy do południa w zabudowaniach pewnej fabryki w Bytomiu. Potem zawsze odpoczywaliśmy w nocy pod gołym niebem pięć do sześciu godzin, aż doszliśmy do Blechhammer. Przyszliśmy o godzinie trzeciej i w godzinę później usłyszeliśmy: wracamy do Jaworzna. Wyjaśniliśmy, że wolimy być raczej na miejscu rozstrzelani niż teraz wracać. Obiecali nam jedzenie, ale ja, mimo ,że byłem już bardzo wygłodzony, ponieważ żywności zabrakło już dawno temu ; zostałem na miejscu. Na wieczór nie było już tam żadnych S.S. i byliśmy bardzo zadowoleni. Rankiem udaliśmy się do obozu i mieszkaliśmy tam przez cztery dni w spokoju. Ale w czwartym dniu, pojawiły się dwa samochody z niemieckim Wehrmachtem. Zatrzymali 780 osób, a my musieliśmy iść na piechotę do szkoły. Tam zostawili tylko dwóch strażników, inni odjechali. Po trzech tygodniach doszliśmy do Gross-Rosen…..
1540, M, handlowiec, ur. 1905, lat 40, Auschwitz, ( 2 do 6-05-44 )Javozsno ( 7-05-44 do 02-45 )
Miałem w Munkaczu kwitnący sklep tekstylny; z tego dochodu żyłem dobrze z rodziną .
Do getta przyszliśmy procesją, pchani kolbami karabinów eskortujących nas żandarmów. Z getta mieszczącego się w cegielni poszliśmy do załadowania nas na wagony. Do jednego wagonu wpędzono po 70 osób. Przy wyjeździe dali trochę wody, w naszym wagonie nikt nie uciekła ani nie było zgonów. Myśleliśmy, że praca dla nas będzie w kraju, ale na słowackiej granicy już widzieliśmy, że to nie jest prawda. Po przejechaniu Koszyc Niemcy trzykrotnie przetrząsali pociąg w poszukiwaniu pieniędzy i rzeczy wartościowych. Po trzydniowej podróży; w dniu 2-05-44 przybyliśmy do Auschwitz. Natychmiast po przyjeździe pojawili się polscy więźniowie w pasiakach i powiedzieli nam, żeby szybko wysiąść i zostawić bagaże w wagonach bo zostaną one później dostarczone. Tu oddzielili kobiety od mężczyzn i słabszych od zdolnych do pracy, oddzielnie poszliśmy do łaźni, obcięli nam włosy, dostaliśmy pasiaki więzienne i wprowadzono nas do obozu A, ale tutaj byliśmy tylko trzy dni, a następnie przeniesiono nas do Jaworzna. Tu pracowałem w kopalni węgla , 360 metrów pod ziemią, ładowaliśmy węgiel, a jeśli nie mogliśmy pracować wystarczająco szybko, aby utrzymać tempo pracy, kapo nas bili. Nie byłem w stanie pracować wystarczająco szybko , aby tą ciężką kopalnianą pracę zrobić i po trzech tygodniach zachorowałem i dostałem się do szpitala, gdzie również spędziłem trzy tygodnie. Po wyjściu ze szpitala dostałem przydział do innego komanda, pracowałem w budownictwie, wybieraniu , itp. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, Pobudka była o godzinie 4 rano potem apel, o 7 rano już musieliśmy być w miejscu pracy, wieczorem ponownie apel . Wyżywienie: 20 dkg chleba, czarna kawa, na tym byliśmy cały dzień, wieczorem o 19-tej dostawaliśmy zupę i godzinę później był chleb i dodatek. Dwa tygodnie przed nadejściem Rosjan, w dniu 10 lutego 1945 ponownie zachorowałem, leżałem w lokalnym szpitalu w Jaworznie, a gdy przyszli Rosjanie, przeniesiono mnie do Auschwitz i w tamtejszym szpitalu byłem trzy miesiące. Potem dostałem się również do Kattowitz, ale wróciłem, bo tam nie było przyzwoitego szpitala, tak dostałem się do szpitala w Krakowie i tu byłem do końca czerwca. Przez Tarnów, Mezőlabor, Hommoná przyszedłem do Budapesztu.Plany na przyszłość : na razie jestem całkowicie bez pomysłu.
1630,M,robotnik ur 1922,lat 23,Birkenau ( 21-05-44 ) Auschwitz ( 21do22-05-44 ), Javorzno ( 22-05-44do18-01-45 ), Blechhammer (22do28-01-45 ), Breslau (pocz. do poł.-02-45 ), Dachau (kon.-02-45 do 30-04-45 do wzwolenia )
……. W Auschwitz powitała nas jako pierwszy węgierski transport orkiestra, otrzymaliśmy tatuaże, a dwa dni później już wysłano nas do Jaworzna, które było odległe stamtąd o 40 km. Tam pracowałem w ciężkim komando zewnętrznym przy budowaniu torów kolejowych ;. dostaliśmy od SS wiele bicia. Chodzić mogliśmy tylko razem, popędzani kolbami karabinów. Praca trwała 12 godzin, apel był rano i wieczorem. Do jedzenia było 30 dkg chleba, margaryna lub kiełbasy i po 0.12 litra zupy na obiad. Co dwa tygodnie nasze ubrania były dezynfekowane i kąpaliśmy się. Zimą mieliśmy pół- a latem ciężkie drewniaki do chodzenia. W torbie każdy przynosił potajemnie po jednym kawałku węgla do ogrzewania baraku, gdyby to zostało zauważone, musielibyśmy to oddać SS i dostalibyśmy bicie. W sierpniu zostałem "muzułmaninem" i poszedłem do szpitala. Spędziłem tam 5 tygodni, gdzie operowano mi pośladki, gdzie mianowicie po ciężkim pobiciu przez esesmana knyplem i rany mi się źle zrastały i były miejscowe opuchnięcia. Później pracowałem w elektrowni, przy ciężkiej pracy ale w lepszych warunkach, oprócz żydowskiego kapo nie było tam SS. W styczniu na kuchnię spadły bomby i było 15 osób zabitych, w tym kapo kuchni , pozostałe ofiary to byli wyłącznie Polacy. Następnego dnia opuściliśmy obóz. Po czterech dniach marszu dotarliśmy do Blechhammer……
1648,M, Auschwitz (22-30-05-44) , Jaworzno ( 30-05-44 do 28-01-45), Blechhammer ( 4-02-45 do 9-05-45).
……. Tak mieszkaliśmy tu przez jeden tydzień, ponownie wzięliśmy kąpiel, tam nas przeliczyli, potem autami ( po 50 osób w aucie ) wywieźli nas do Jaworzna, gdzie dotarliśmy tego samego dnia. Tutaj ponownie poszliśmy do łaźni i zdezynfekowali nas. Trzy dni nie musieliśmy pracować, a potem przydzielili nas do pracy. Zostałem przydzielony do noszenia cegły. Pobudka było o wpół do czwartej, potem dostawaliśmy śniadanie i był apel, który trwał od 6 do 8 rano a także był po południu od 18-20. Nasz starszy blokowy był dość przyzwoitym człowiekiem, ale był taki starszy blokowy, który sprzedawał przydziałową zupę za papierosy. Nas nie bili, bo byliśmy młodzi, ale innych więcej. Wymiana odzieży następowała co tydzień, i kto miał zużytą, mógł ja wymienić. Był na to położony duży nacisk i jeżeli ktoś nie zmieniał ubrania a starszy blokowy zauważył, że odzież jest dziurawa, to taki był karany. Jak już wspomniałem wiele osób starszych było pobite i dziennie było z tego powodu 20-30 osób martwych. Kapo eskortował nas na miejsce pracy, w pracy na każdym kroku był jeden kapo i brygadzista. Jeżeli człowiek zatrzymał choć na chwilę, to zaraz go bili. Dwa razy w tygodniu szliśmy do kąpieli, w tym samym czasie nasze ubrania były dezynfekowane i dostawaliśmy świeżą bieliznę. Codziennie musieliśmy się umyć do pasa w obozie. W każdą sobotę było badanie lekarskie, następnie sprawdzali, czy ma wszy, jeżeli tak, brali ubranie do dezynfekcji a człowieka do łaźni. Pewnej nocy przyszedł rozkaz, że wszystko pakujemy , ponieważ musimy stąd odejść . Wtedy już front rosyjski był coraz bliżej. Wydali cały przydział chleba i poszliśmy na noc. Pierwszy dzień szliśmy powoli. Ale już następnego dnia popędzali nas. Kto pozostał jeden krok z tyłu, tego zastrzelili. Z Jaworzna wyruszyło 4 000 ludzi, doszło 1000 osób. W drodze nie dostaliśmy nic do jedzenia i nie mogliśmy nawet spać. Tak przybyliśmy po tylu cierpieniach do Blechhammer……
1685,M, hydraulik, dekarz ur. 1911, lat 34, Auschwitz ( 2do7-06-44 ) Jaworzno ( 10-06-44 do 11-01-45), Blechhammer (12-01-45 do 14-05-45),
…… Następnego dnia zostałem wybrany do silnych, zdrowych mężczyzn i dostałem się do transportu, który kilka dni później wywieźli do Jaworzna. W Jaworznie pracowałem kopalni węgla , 450 m głęboko pod ziemią. Praca była bardzo ciężka , a traktowanie okrutne . Nie było takiego dnia, żeby obyło się bez martwych. Większość kolegów została pobita na śmierć . Często występowały jednak wypadki w kopalni, ponieważ nie podejmowali odpowiedniego działania na rzecz ochrony górników, jako że dla Niemców życie więźnia było bezwartościowe, i zwiększałoby to nakłady na tę czy ową sztolnię. Obóz był położony o3 km od kopalni. Na początku chodziliśmy do pracy przykuci, potem ciężarówką. Ja i moja grupa stale pracowała na noc, i szliśmy do pracy, wraz z poganianiem jedną godzinę. Nawet w samej kopalni musieliśmy iść pieszo 4,5 km, zanim rozpoczęliśmy ciężką pracę. Wysyłali nas często bez lampy, i wiele razy zdarzało się, że w ciemności więzień złamał kręgosłup. W styczniu dostałem się do pewnego komanda zagłady. To było jeszcze gorsze, niż to co było w górnictwie. Kładliśmy szyny i górę kamienia woziliśmy. W pracy bili od rana do nocy. Kto przepracował w tym komandzie 4-6 tygodni, był całkowicie osłabionym "muzułmaninem " i był zabierany do Auschwitz, do komory gazowej. Na szczęście zostałem 11-01-45 zawrócony do obozu. W nocy był wielki nalot i siedmiu kolegów zginęło. Następnego dnia wyruszył cały obóz, było nas 3600 więźniów, przeszliśmy przez Katowice, gdzie nawet 1000 więźniów dołączyło do nas. Kiedy dotarliśmy do Blechhammer, po drodze 2000 osób zostało zastrzelonych przez esesmanów. Kto wydawało się nieco słaby, pomylił się i zszedł z drogi lub został z tyłu, tego zastrzelili. …..
1729,M, szewc, ur. 1925, Auschwitz ( 20 do 24-04-44 ), Jawozano ( 25-04-44 do 16-01-45 ) , Buchenwald ( 20-01-45 do 2-05-45 ), Mathausen ( 2 do 8-05-45 )
Przed okresem getta w Tarackközön mieszkało 130 rodzin żydowskich ,byli rzemieślnikami, zamożnymi kupcami i rolnikami. Mój ojciec był szewcem i z dochodów osiąganych w warsztacie rodzina żyła dostatnio. Po wkroczeniu Niemców chodzili od drzwi do drzwi, odbierali rzeczy wartościowe , pieniądze a następnie po Wielkanocy zostaliśmy wprowadzeni do getta w Mátészalka. Odzież wzięliśmy z sobą ,jednak o jedzenie nie byliśmy w stanie zadbać, to było tuż po Wielkanocy. Zgromadzili nas na dziedzińcu świątyni żydowskiej w Mátészalka, byliśmy tu osiem dni pod gołym niebem, padał deszcz, leżeliśmy na ziemi, osiem dni potem poszliśmy do miejskiego getta. Stamtąd zabierali młodych mężczyzn i dziewczęta do pracy, przy pracy zostali bardzo pobici przez żandarmów, zwłaszcza przy budowie baraków , w tym i innych przypadkach Niemcy im w tym pomagali. Generalnie zawsze słyszeliśmy , że mają nas zabrać do pracy w ojczyźnie, gdzie Niemcy już wywieźli 200 młodych ludzi, ale potem odwołali to wszystko, bo wszystkich wywieźli z getta. Byliśmy pierwszym transportem, który wyruszył z Mátészalka, ale najpierw z poszliśmy z powrotem na cmentarz, tam żandarmi przeglądali , bagaże miały być zgromadzone w jednym miejscu, mężczyźni i kobiety z dziećmi oddzielnie . Przy oględzinach ciała wszystko zabrali , przy czym tu bardzo bili. Załadowali nas po 70 osób w wagonie, dali chleb , ale wodę po raz pierwszy dostaliśmy dopiero w Koszycach , tu otwarli wagony i transport przejęli Niemcy. Wyjeżdżając z Koszyc już widzieliśmy, że zabierają nas w kierunku Polski. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Bagaże pozostawiliśmy w wagonach na polecenie polskich więźniów w pasiakach a następnie, kiedy wysiedliśmy, poddano nas selekcji, poszliśmy do łaźni, obcięli nam włosy i rzucono nam więzienne pasiaki. Umieszczono nas w 14-tym bloku, po 300 osób w jednym, na pryczy spaliśmy w szóstkę. Po trzech dniach przeniesiono nas z transportem do Jaworzna, gdzie po przybyciu po raz kolejny poszliśmy do łaźni a po badaniach lekarskich przydzielono nas do pracy. Umieszczono nas w pokojach po 50-60-ciu, ale spaliśmy w oddzielnych łóżkach. Byłem na stałe przypisany do pracy w nocy, wychodziłem do pracy o 20-tej wieczorem a wracałem o 8-mej rano, rano dostawałem zupę, chleb i kawę, byłem na tym do 18-tej wieczór , wieczorem dostawałem ćwiartkę chleba i dodatek. Zaraz następnego dnia po moim przyjeździe zostałem przydzielony do pracy w kopalni węgla, byłem hamulcowym pociągów kopalnianych, łączyłem wagoniki . Kto nie pracował wystarczająco szybko, był bity kijem przez Niemców. Koło wszystkich więźniów pracowało dwóch polskich pracowników cywilnych. Od ciężkich warunków pracy w kopalni i od metanu wielu bardzo osłabło a następnie zostali zabrani z powrotem do Auschwitz. W miesiącu styczniu, kiedy Rosjanie byli już w Auschwitz, wszyscy musieliśmy się spakować, wzięliśmy koce, tego ściśle wymagali, którzy tego zaniedbali , byli bici przez SS , którzy także strzelali w okna, aby nie pozostało coś nienaruszonego dla Rosjan. Ustawieni w szyku widzieli, że wiele osób pozostało na revierze .Także wśród nich byli ci, którzy mogli maszerować i uciekać a pozostali z innymi wewnątrz i aby wszyscy pozostali w przyszłości, nawet po transportach z Auschwitz powiedzieli, że cały obóz w Jaworznie został podpalony przez SS .( tekst niejasny-przyp. mój ). Wyruszyliśmy pieszo do Buchenwaldu, cztery doby szliśmy noc i dzień. Na drogę mieliśmy coś do zjedzenia, ponieważ magazyn obozu w Jaworznie został opróżniony. Spaliśmy na otwartym powietrzu w zimie, w rowach, na gołej ziemi, samoloty bombardowały nad głową, musieliśmy spać na śniegu. Było bardzo zimno, leżeliśmy w mokrym śniegu, ludzie marzli i ginęli. Przybyliśmy do Buchenwaldu; na początku były tam różne narodowości: Czesi, Francuzi, Polacy, Żydzi, aryjczycy, ale potem postanowili, że wszyscy Żydzi mają zostać przeniesieni do małego obozu. Ten obóz został otoczony drutami pod napięciem ,tu nas w nocy zebrali i przetransportowali do tego obozu. Byliśmy strasznie stłoczeni, leżeliśmy na deskach, bez koców. Wyżywienie: trochę zupy o dziesiątej rano, potem już nie było chleba. Natomiast nie pracowaliśmy , staliśmy jednak na apelach rano i po południu po 2-3 godziny. Byłem tutaj siedem tygodni, potem poszliśmy z transportem do Mauthausen. Po przejściu kilku kilometrów załadowali nas do wagonów, po 60-ciu w wagonie; w podróży były silne naloty bombowe, nasze wagony również zostały trafione, mieliśmy dwóch rannych w wagonie, byli też spaleni więźniowie. Otworzyli nam drzwi wagonu, chcieliśmy uciec do pobliskiego lasu, chcieliśmy się ukryć, niestety nie udało się , ponieważ SS strzelali za nami. SS-mani nas zebrali i znowu zapędzili do wagonów, ale potem po prostu poszliśmy pieszo do Mauthausen. Szliśmy pieszo trzy tygodnie, zawsze tylko lasami, nigdy normalną drogą, w śniegu, wodzie i błocie. Na cały dzień dostawaliśmy tylko po jednej dziesiątej chleba, później już tylko jedną piętnastą i nic innego, bardzo głodowaliśmy, widzieliśmy już wyraźnie, że chcą nas wyniszczyć. Jeśli ktoś wyszedł z szyku aby coś uszczknąć z drogi, małe ziemniaki, które znajdowaliśmy na polu, albo chciał zaczerpnąć wody łyżką, był od razu zestrzelony. Po bombardowaniu wyruszyliśmy w 800 ludzi, kiedy już przybyliśmy do Mauthausen; tylko 130 z nas było przy życiu. Wtedy już wszędzie wokół nas byli Amerykanie, nas jednak nie mogli uwolnić, bo byliśmy z SS głęboko w lesie i ciągle szliśmy i byliśmy strzeżeni i nie szliśmy normalnymi drogami. Wreszcie 2-05-45 dotarliśmy do Mauthausen, na trzeci dzień później, 05-05-45 już widziałem pierwsze amerykańskie czołgi. Ja już poszedłem do łaźni, po przybyciu zachorowałem i dostałem się na rewier, leżałem tutaj aż do 8-05-45 , aż Amerykanie zabrali mnie do amerykańskiego szpitala wojskowego w Lnzu. Tu zostałem dobrze wyposażony w każdy możliwy sposób,ale niestety nie mogłem się długo cieszyć dużą ilością pysznego jedzenia. Leżałem w Linzu do końca miesiąca czerwca, a potem poszedłem z czeskim transportem do Budapesztu przez Bratysławę.
1831,M, elektrotechnik ur.1927, lat 18, Birkenau ( 05-44), Jaworzno (05-44 do 01-44), Blechhammer ( 01do04-45).
….. Wytatuowali mnie jako wykwalifikowanego fachowca i wysłali mnie do Jaworzna. Nowoprzybyli byli testowani i już następnego dnia trafiłem do pewnego warsztatu. Jako fachowiec miałem tu zupełnie dobrze i jedzenia było dosyć. Ale zwykli więźniowie byli źle traktowani i bardzo cierpieli z głodu. Już mi minęły około dwa miesiące, kiedy mnie chciał wyrzucić z warsztatu pewien kapo, zupełnie bezzasadnie. Ten czyn był niejako ukoronowaniem jego dotychczasowego postępowania. Ja nie chciałem, żeby mi inni pomagali, wziąłem się na odwagę i poszedłem do SS. Słyszałem, że kapo za ten czyn został bezzwłocznie rozstrzelany. W czasie dużego bombardowania, została zniszczona nasza kuchnia, ponadto były dwa…. silnie uszkodzone, było 120 ofiar i 14-15 rannych. Następnego dnia około północy pomaszerowaliśmy dalej. Jak przechodziliśmy przez bramę, to liczba zabitych już była 15. SS zaczęło strzelać .Szliśmy całą noc i wylądowaliśmy tymczasem w Gleiwitz. …...
1853, M, komiwojażer, ur 1891, lat 54, Auschwitz( 23-05-44 do 1-06-44 ), Javozsno ( 1-06-44 do 6-07-44 ), Auschwitz ( 7 do 18-07-44 ), Sachsenhausen (18-07-44 do 21-04-45 )
Byłem dobrym biznesmenem , mieszkałem z moją rodziną w domu, który był chyba najpiękniejszym domem w mieście, ten apartament spodobał się gestapo, już 2 kwietnia przyszli do mojego mieszkania, a następnie zabrali wszystkie dokumenty do siebie. Getto Munkacs ! Tak, dużo mogę powiedzieć o tym! Pewnego ranka o wpół do piątej gestapowcy i policjant weszli do mieszkania, już tam zaczęli nas bić, moja żona powiedziała, żeby nie bili, wtedy ją pobili. W getcie miejskim była Rada Żydowska, jako jej członek został powołany pewien człowiek z Munkacza, nazwiskiem Segelstein, którego wielu już przedtem oskarżało o stronniczość. Miejskie getto w kilka tygodni później przeniesiono do obozu zbiorczego w cegielni, gdzie byliśmy stale narażeni na najgorsze nadużycia. Był tu jeden policjant śledczy Zöldy, ustawiał mężczyzn, brał i podnosił im tałes i mówił, że: "Widzisz śmierdzący Żydzie, zamiast te tkaniny wysłać do zakładów włókienniczych, i zrobić coś użytecznego, chcieli sprawę spalić" ( tekst niejasny-przyp. mój ). Wszyscy byli pobici do krwi. Było to 18 maja, 20-tego załadowali nas na wagony, było to w sobotę, ale następnego dnia rano ruszyliśmy. 78 osób było w wagonie, wody nie dali , wiadra do celów toaletowych nie dostaliśmy. Na stacji przyszedł niemiecki komendant, zabrał moja żonę i córkę do innego wagonu, puścili je z powrotem pod koniec naszej podróży. W Koszycach (Kassa) , Niemcy przejęli transport, dotąd towarzyszyła nam żandarmeria wojskowa. 23 maja przybyliśmy do Auschwitz i Birkenau, wieczorem było ciemno, wysiedliśmy, natychmiast ustawili nas w kolejkę, osobno dla kobiet i mężczyzn. Następnie nas, mężczyzn zdolnych do pracy wprowadzili do łaźni, tam pozbawili włosów, zdezynfekowali, następnie umieszczono nas w bloku B 21, po 600 osób, po ośmiu spało na pryczy. Gdy pytali i rejestrowali wykwalifikowanych pracowników, w godzinę się zgłosiłem, ponieważ wcześniej byłem rzeczywiście zegarmistrzem . Następnie umieszczono nas w bloku nr 4 i już 24-tego po południu ruszyłem do Auschwitz. Tu znowu kolejna kąpiel i dezynfekcja , następnie całą noc zupełnie nadzy znużeni wędrowaliśmy, aż w końcu przydzielili nas do bloku 17 / a. Tutaj dostaliśmy więzienne pasiaki, buty nam pozostawiono, , ja byłem wtedy jeszcze bardzo otyły i spodnie były dla mnie bardzo wąskie, starszy blokowy powiedział, że są tylko dwa wyjścia: albo schudnąć, albo iść do krematorium. Polska urzędnik rozporządził, że buty nie powinny stać w nocy luzem, więc położyłem moje buty pod głowę, ale rano stwierdziłem, że zostały skradzione. Kiedy zażądałem , aby znaleźć złodzieja, ten aryjski urzędnik walnął mnie tak, że zalałem się krwią. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak wygląda życie w obozie, próbowałem się ugodzić, a on mnie bił nadal. Niestety jedyną parę dobrych butów, którą chciałem zachować za wszelką cenę, odebrano mi w kilka dni. Przez dziewięć dni kiedy tam byliśmy; nie robiłem niczego innego, tylko staliśmy na apelu, nawet wykwalifikowani. Wyżywienie było bardzo słabe i mało. Widziałem dymiące kominy krematoriów Birkenau, i nawet w nocy słyszałem piski. 1 lipca zakwalifikowano mnie do transportu pracowników i przewieziono nas do Jaworzna. Tu zbudowano jeden z największych w Polsce zakładów elektrotechnicznych. Obóz był położony 3 km od miejsca pracy, w drodze nas popędzali, budziliśmy się o trzeciej nad ranem, dostawaliśmy trochę czarnej kawy i po apelu szliśmy do pracy. Pracowałem razem z Kendi Jenő z Koszyc, nosiliśmy ciężkie 70-80 kg elementy żelazne , w ciągu dnia nie wolno było usiąść ani na chwilę, polski kapo stale mnie bił. Praca do której zostałem przypisany była taka, że jednej niedzieli poszliśmy do regularnej pracy, w następna niedzielę pracowaliśmy w obozie. Pewnej niedzieli po południu, kiedy pracowaliśmy tylko koło obozu, było nas w pracy ok. 100 osób, kapo stał koło 50-ciu i patrzył, żebyśmy się nie zatrzymali ani na chwilę. Ja stałem na górze i stamtąd rzucałem ziemie w dół. Pracowałem już trzy godziny na dużej wysokości bez przerwy, nagle zasłabłem, przyszedł kapo i zaraz zaczął mnie bić, bo myślał, że udaję. Był tam wśród więźniów jeden francuski lekarz, który zaczął mnie cucić i w końcu odzyskałem przytomność a następnie poszedłem na rewier, jednak oni nie chcieli się mną zajmować. Poprosiłem o kroplę wody, ale nawet tego mi odmówiono. Był pewien SS, który chodził z myśliwskim psem i po pracy , kiedy wracaliśmy do domu, szczuł na nas psa i bił ludzi .O pierwszej po południu był obiad, ludzie pracowali w różnych miejscach, i mogli być o kilometry od placu apelowego, gdzie obiad był rozprowadzany. Jeżeli kogoś brakowało na południowym apelu, musieliśmy klęczeć; czas przewidziany na obiad był tylko 10-15 minut i ledwie zdążyliśmy. Jedzenie było niejadalne, niezależnie jak byłem głodny, nie mogłem tego jeść a często dlatego, że było za gorące i nie miałem już na to czasu. Chodzilismy w drewniakach, przy marszu bolały nogi, rozbiłem drewniak, a później dałem pięć dziennych dawek chleba za parę butów. I pracowałem tu przez pięć tygodni, a potem przyszedł pewien Schaarführer z Sachsenhausen , szukał wykwalifikowanych pracowników i wszystkich godzinami egzaminował. Dwudziestu trzech pomyślnie przeszło badania i w dniu 6 lipca wyruszyliśmy, jednak szybko zabrali nam dobre ubrania, w wydali najbardziej postrzępiona odzież i zniszczone obuwie . Dla mnie , otyłego człowieka, wydali bardzo ciasną kurtkę i spodnie, nie mogłem podnieść nogi, a kiedy dotarliśmy do samochodu, którym zostaliśmy ponownie przeniesieni do KL Auschwitz, widziałem, że samochód ma bardzo wysoki stopień , poprosiłem kolegów o pomoc przy wsiadaniu. Schaarführer to zobaczył i od razu zaczął kopać, SS rzucili mnie, jak worek, 16 nas było jeden na drugim tak, że nie mogliśmy nawet ruszyć głowami, więc gdy przyjechaliśmy, zdejmowali nas na wpół-omdlałych. W Auschwitz umieścili nas na kwarantannie na 11-tym bunkerbloku, tu był pewien okropny Schaarführer. Byliśmy tam 16 godzin, następnego dnia przyjechało jeszcze 13-tu inżynierów. Co wieczór była wolna jedna godzinę, aby przejść do obozu. Pewnego razu Schaarführer zapytał pewnego inżyniera z Komárom o nazwisko, ta osoba powiedziała , że "inżynier Krausz", to była nieodpowiednie dla niego odpowiedź, pobił człowieka do krwi i powiedział, że powinien powiedzieć : „więzień, inż. Krausz”. Wkrótce znowu wzięto nas do dezynfekcji, dostaliśmy czyste nowe ubrania, bieliznę i drewniaki. Na drogę wydali chleb, margarynę, kiełbasę i 16 godzin jechaliśmy do Niemiec i jeszcze 32 godziny, stłoczeni w małej niszy ; podczas gdy pociąg szybko wyruszył do Sachsenhausen. Spędziliśmy jeden dzień w Berlinie, wieczorem o 20-tej przybyliśmy do Oranienburga a następnie pojechaliśmy do Sachsenhausen. To był raj w porównaniu do Auschwitz! Ulokowali nas w bloku kwarantanny nr 14. Traktowanie było tolerowalne. Poddali nas badaniom lekarskim. Po ośmiu dniach umieścili nas zegarmistrzów w bloku nr 41 , obok innych zegarmistrzów. Pierwszego sierpnia zegarmistrzowie poszli do pracy, pracowaliśmy od 6 rano do 18-tej wieczorem. Minimum 12 godzin tygodniowo musieliśmy przygotowywać ( tekst niejasny-przyp. mój ). W lutym już zmniejszyli racje więźniom, półtorakilogramowy bochenek podzielono na 7 osób, raz dziennie dostawaliśmy 1 litr zupy, rano czarna kawę. 10-04-45 Sachsenhausen otrzymało silne bombardowanie, urząd również został trafiony, a także 60-blok był trafiony. Tego dnia rosyjski chłopiec - który został zatrzymany przy kradzieży chleba - został powieszony na placu apelowym. Ciało wisiało na szubienicy przez 5 godzin z napisem " plunderer-grabieżca" . W nocy 21-04-45 obudzili nas i musieliśmy się ewakuować. Szedłem w grupie 500 osób, na drogę wydano prowiant: chleb i 25 dkg kiełbasy. Szliśmy pieszo czternaście dni; przeszliśmy 250 km, jeden z naszych kolegów osłabł ipoczuł się źle, strzelił do niego SS ale ten nadal żył, umieścili go w dole. Medyk widział , że ten jeszcze żyje , wziął pistolet i zastrzelił go, tak go pochowali. Setki martwych leżało po rowach, wszystkie zwłoki miały dziurę w głowie od strzału. Trzech francuskich braci (Żydów) ukryło się w stodole, rano, przed wyjściem policzyli ludzi i zobaczyli, że trzech brakuje. SS sprawdzali słomę bagnetami, jeden dźgnął francuskiego więźnia w udo, widziałem na własne oczy, gdy dwaj bracia ramię w ramię z trzecim bratem, który był we krwi, zostali pobici przez SS, pozostawiono ich aby wykrwawili się na śmierć, a następnie wrzucono do dołu i pogrzebano. Dwa razy po drodze dostaliśmy paczki z Czerwonego Krzyża, na pięciu była jedna amerykańska paczka. Samochody Czerwonego Krzyża przyjechały do nas i rozprowadzali paczki. W dniu 2 maja, doszliśmy w nocy do pewnego lasu, niemiecki pracownik przyszedł z wiadomością, że rano mamy przejść jeszcze 8 km, a tam już zostaniemy przekazani Czerwonemu Krzyżowi. Łatwo sobie wyobrazić , jak bardzo byliśmy zadowoleni z tego, widzieliśmy też , że kobiety idą bez eskorty SS-manów same. Rano wyszliśmy o szóstej, już ledwie szliśmy, ale to się nie sprawdziło. Znowu zatrzymaliśmy się pod gołym niebem, w drodze Niemcy (cywile) chcieli dać nam wody, oczywiście, SS nie pozwolił. W nocy 3 maja po marszu pieszym przez 14 dni zaczęła mi dokuczać przepuklina, którą miałem jeszcze od Jaworzna – byłem tak osłabiony, że koledzy mnie opuścili, wróciłem do Parchin, ja następnie tyrałem 2 kilometry, tam opuściłem grupę i ellógtam 5-6 km. W dniu 4 maja skierowałem się do pierwszego amerykańskiego żołnierza. Następnie wzięli mnie do wolnego obozu namiotowego, do koszar Hitlera, następnie zgłosiłem się jako chory do szpitala. Miałem wtedy 52 kg, byłem całkowicie osłabiony, leżałem tam do 28 czerwca, a następnie przeniesiono mnie do Lubeki a stąd do Trawenmünde . Tutaj był 549 szpital polowy , przyznano mi status uchodźcy, wróciłem do Lubeki, tu następnie byłem do 1 lipca, stąd czeskim transportem przyjechałem do Budapesztu przez Pragę i Bratysławę. Plany: na razie wracam do Munkacza, czekam na moją rodzinę.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:28, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2171,M, rolnik ur 1901, lat 44, Birkenau ( poł.-05-44 – 3 dni), Auschwitz ( kon. 05-44 -8 dni ), Jaworzno ( koniec 05-44 do koniec 01-45 ) . Wyzwolenie w Katowicach, koniec-01-45.
Miałem żonę , czworo dzieci i własną ziemię. Żyliśmy w dobrych warunkach ze swoich dochodów. Powierzchnia obsadzona winoroślą miała 150 ha. 200 miejscowych Żydów żyło w dobrych stosunkach z chrześcijanami. Ale już w 1941 roku wielu Żydów zostało deportowanych. Musieliśmy nosić żółte gwiazdy w tym samym czasie wprowadzili nam godzinę policyjną i ostateczne odebrano wolność po zamknięciu do getta. Nie pozwolono nam niczego zabrać. Do załadunku do wagonów nie przytrafiło mi się nic specjalnego. Pojechaliśmy dalej po 70-ciu w wagonie bez zaopatrzenia w wodę pitną, także w Koszycach ( Kassa ) , gdzie przekazano nas Niemcom, nie udało się nam jej dostać. Ciągle jeszcze wierzyliśmy, że jedziemy do pracy gdzieś na Węgrzech, , ale wkrótce zdaliśmy sobie sprawę, że wyjechaliśmy za granicę. W naszym wagonie cztery osoby zmarły po drodze, podobnie było w innych wagonach. W Birkenau natychmiast zostałem oddzielony od mojej rodziny i 14-letniego syna, zgłosiłem się jako robotnik rolny i zostałem wysłany do Auschwitz do obozu. Stamtąd poszedłem z transportem 3000 ludzi do Jaworzna. W codziennej 12-godzinnej pracy musiałem nosić worki z cementem i kopać szańce. Każdego dnia było bicie, wielu straciło życie i tak było we wszystkich grupach roboczych. Średnia dzienna zgonów wyniosła do dziesięciu w całym obozie i po 3-4 licząc w jednym komandzie. Zdarzało się, że nadzorujący w pracy SS-man kogoś odwołał w bok, zapytał go: "Dlaczego jesteś taki słaby w pracy" i po prostu go zastrzelił. Dwa lub trzy razy doszło do selekcji, w jej wyniku za każdym razem zabierano transport 500-600 osób w dużych samochodach ciężarowych. Selekcje prowadził niemiecki profesor z Auschwitz i pędzili chorych i słabych na auta, bijąc ludzi gumowymi pałkami po głowie. Złe traktowanie przez SS to był nasz główny problem: mnie połamał jeden uderzeniem kolby żebra, a inny jeden palec. Ale także niemieccy kapo przyczyniali się w części do zabójstwa, i nigdy nie było dnia, żeby nie zabili uderzeniami przynajmniej jednego. W największym zimnie byliśmy bez płaszczy, co oprócz pracy powodowało załamania i odmrożenia palców u rąk i nóg. W takim stanie, z odmrożonymi na czarno z zimna palcami u nóg i rąk poszedłem prawie pod koniec okresu przebywania w obozie do szpitala w Katowicach.
Palce zostały amputowane. W szpitalu miałem nieco lepiej, sam fakt, że nie bywałem pobity, był wielką ulgą. Wyzwoleniem nie byłem zaskoczony. Kiedy wróciłem tutaj, nie znalazłem nikogo z mojej rodziny. I nadal czuję się chory, najpierw chcę wyzdrowieć wrócić do domu. Dla kogo mam pracować?
2284,M, ślusarz, ur. 1927, lat 18, Auschwitz (5do19-06-44 ), Jaworzno (19-06-44do21-01-45 ), Gross-Rosen ( 12do26-02-45 ), Dachau ( 1-03-45 do 5-05-45 )
…… Z Auschwitz zabrali nas samochodem, 60 osób zostało wprowadzone na samochód i nie mogliśmy się nawet ruszyć. Padał deszcz i wiał silny wiatr. Wszyscy musieliśmy się ścieśnić. Tak jechaliśmy 3 godziny, aż dotarliśmy do Jaworzna. Jak tylko wysiedliśmy z samochodu, zabrali nam to co znaleźli (noże, łyżki) i wprowadzili do dezynfekcji. Stąd, mimo złej pogody , poprowadzili nas nago do bloku i tam dostaliśmy odzież, która była bardziej zużyta, niż poprzednia odzież. Potem każdy dostał trochę herbaty. Ja jeszcze miałem buty z domu i gdy zobaczył mnie w nich kapo, wziął je ode mnie i powiedział mi, że da mi za nie pół bochenka chleba, ale pozostało to tylko obietnicą. Oprócz mnie było jeszcze kilku chłopaków, którzy też chodzili w butach z domu ; zostali poproszeni o ich przekazanie, a ponieważ tego nie zrobili , to siłą zdjął im je z nóg. Następnego dnia rano poszliśmy do pracy i przez cały dzień wycinaliśmy drzewa. Następnie, jako pracownicy wykwalifikowani nosiliśmy cegły , przy czym pracowałem przez 4 dni. Ta praca była bardzo ciężka, zjadła mi skórę z dłoni, oczy mnie bolały strasznie od dużej ilości kurzu i czułem, że nie będzie mnie stać na długi pobyt w tej pracy, i udało mi się dostać do innego komanda. Tutaj było trochę lepiej. Nosiłem na budowie zaprawę cementową w drewnianym pojemniku. W tym komando było tak, że czasami była to bardzo ciężka praca, a czasem było łatwiej, i można było spędzać wolny czas. Później jeszcze w tym samym miejscu dostałem się do narzędziowni gdzie miałem wydawać narzędzia. Tutaj już nie musiałem pracować, siedziałem przez cały dzień, tylko musiałem wydawać narzędzia i je rejestrować. Dopóki byłem na tym stanowisku, zebrałem się i odzyskał swą dawną siłę. Potem musiałem stąd odejść, bo zniknął jeden młotek i tak wyrzucono mnie stąd. Potem pracowałem w tym komandzie , ale moje stanowisko nie było już tak wygodne. Kiedy front zbliżył się bardzo, pewnego dnia o godzinie 21 wieczorem, wyruszyliśmy na piechotę. Szliśmy całą noc aż do godziny 11-tej następnego dnia i przeszliśmy 50 km , i odpoczywaliśmy w pewnym obozie do 17-tej. Byliśmy głodni i spragnieni. Po południu wyruszyliśmy; tamtejsi mieszkańcy stali tam i śmiali się z nas. Dla SS była gorąca herbata i papierosy. Szliśmy całą noc, 50 km, aż dotarliśmy do stacji, gdzie byliśmy trzymani w magazynie. Kiedy wyruszyliśmy z Jaworzna było nas 3700 i 700 osób zmarło w drodze, bo kto nie mógł dalej iść, tego SS-mani zastrzelili. ……
2338,M, technik tekstylny ur. 1924,lat 21, Auschwitz ( 19 do 26-05-44 ), Jaworzno ( 27-05 44 do 20-01-45 )
Mieszkałem z rodzicami w Budapeszcie na Węgrzech z moimi rodzicami i pracowałem w fabryce włókienniczej jako technik. Po wprowadzeniu nakazu noszenia odróżniającej żółtej gwiazdy w kwietniu 1944, około 20-tego , kiedy wracałem do domu z pracy ; na ulicy zatrzymał mnie jeden nazista i grzebał ołówkiem po mojej żółtej gwieździe na kurtce , twierdził , że żółta gwiazda nie jest dobrze przyszyta i na tej podstawie zabrał mnie na ulicę Moson do domu przesłuchań. Tam przebywałem dwa tygodnie, leżałem w piwnicy w wodzie i kiedy wyruszyłem stąd z pewnym transportem, zabrali nas do obozu internowania Sarvar. Mieszkaliśmy w fabryce jedwabiu, spaliśmy na słomie na strychu, było nas wielu i byliśmy stłoczeni. Raz dziennie dostawaliśmy po18 dkg chleba, w południe po 1 / 2 litra fasoli, lub ziemniaków albo gulaszu z kapusty . W obozie strzegły nas policja i żandarmeria wojskowa
Trzymali nas tam około 10 000 ludzi, wieczorem ledwie znajdowaliśmy miejsce aby się pomieścić. Kto chciał pracować , mógł to robić wewnątrz obozu. Zamiatanie, czyszczenie toalety itd.. pół godziny na dobę był czas spaceru. Strażowanie powierzono policji ; żandarmi byli jedni z lepszych i bardzo źli. W tydzień później w obozie internowania Sarvar sformowano dwa transporty, w jednym z transporcie było 1000 osób i 300 zostało z innym. Powiedziano mi, że grupa 300 pójdzie do Niemiec i uspokajano, że komunikacja będzie przez administracje policji i że 1000 osobowy transport pozostanie w kraju i będą rozpatrywane kwestie sprawiedliwości. Ja dostałem się do transportu 1000 osobowego i zabrali nas do Szombathely, tam połączyli nas z naszymi rodzinami, liczba wzrosła do 2500 ludzi, zostaliśmy przejęci przez SS, załadowali nas na wagony, nie dali jeść i pić na drogę i wywieźli nas do Auschwitz. Przyjechaliśmy w nocy, wysiedliśmy dopiero rano, bagaż pozostawiliśmy, po wyjściu z wagonów uszeregowali nas piątkami, polscy więźniowie szepnęli do nas że wszyscy mają mówić, że jesteśmy zdrowi, żołnierz SS zapytał mnie, jaki jest mój zawód, posortowali nas, ci na prawo, ci na lewo. Osoby starsze, chore oraz dzieci poszły na lewo. Kilka osób zgłosiło się jako ślusarze. Po selekcji poszliśmy do łaźni, tam się rozebraliśmy, zostaliśmy tylko w butach, ostrzygli nam włosy, po kąpieli wprowadzili nas do bloku, pierwszą noc tam spędziliśmy. Następnego dnia od rana do nocy staliśmy na dziedzińcu w strugach deszczu, pod wieczór zabrali nas z Birkenau do Auschwitz. Poszliśmy tam pieszo i umieścili nas na szóstym bloku. Potem dostaliśmy się do innego bloku, gdzie przydzielono nas do transportu i ciężarowymi autami wywieziono do Jaworzna. Znaleźlismy się w znajdującym się w budowie obozie Jaworzno, który był jeszcze gorszym miejscem, niż Auschwitz, więźniami byli tam Polacy, niemieccy kapo byli strażnikami, który byli najbardziej brutalni. Oprócz tego był węgierskojęzyczny francuski kapo, którego traktowanie było tolerowalne. Jeden kapo, nazwiskiem Ritzigesin był Żydem ; został on zmuszony aby nas źle traktować, tak aby ocalić życie przed SS. Budowaliśmy instalację elektryczną ( elektrownię -przyp. mój ) i tygodniami nosiliśmy w rękach cegły i ciężkie worki z cementem.
Później pracowałem jeszcze u Siemensa, gdzie byłem wydawcą narzędzi. Tu miałem o tyle lepiej,że byłem w zamkniętym pomieszczeniu i nie musiałem marznąć w zimie, ale pod względem wyżywienia było tak samo. Dzienna racja żywieniowa składała się z: rano gorzka kawa lub herbata, 40 dkg chleba, raz w tygodniu 50 dkg i w południe 1 litr zupy. Czasem dostaliśmy trochę margaryny lub kiełbasy. W styczniu1945 , kiedy Rosjanie zbliżył się, ruszyliśmy na piechotę transportem 3500 ludzi. Szliśmy 3 dni i 3 noce odpoczywając po 5 minut w stałych odstępach czasu. Jedzenia nie dostaliśmy, niektórzy z nas uratowali kawałek chleba i jedliśmy. Otaczało nas około 200-250-ciu strażników SS. Wszystkie rzeczy były na wozach, które musieliśmy pchać. Byliśmy bardzo zmęczeni, głodni, wyczerpani i cierpieliśmy z zimna, szliśmy pieszo w półmetrowym śniegu. Miałem plan ucieczki i tylko czekałem na odpowiedni moment. Sytuacja była trudna, bo z tyłu szło 5 SS-manów którzy zabijali i za nimi wóz w którym leżały zwłoki. Po trzech dniach odpoczywaliśmy w pewnej wiosce. W jednej stodole było stłoczonych 3000 osób, tj. tyle ile pozostało przy życiu, ok. 500 już zginęło. Było nas tak wielu , że nie mogliśmy usiąść, napieraliśmy na siebie plecami. Ludzie zabijali się nawzajem o trochę miejsca i kawałek chleba, duże napięcie nerwowe i zmęczenie wyczerpało siły ludzi. Nigdy nie zapomnę tej nocy. Rano ruszyliśmy dalej. wielu ludzi nie mogło dalej iść i zostali z tyłu, ale także ich zastrzelili. Teraz było martwych tyle, żeby nie brali ich na wóz, ale zostawali leżąc na drodze. O zmierzchu tego wieczoru poszedłem na krawędź szyku i nagle rzuciłem się do rowu, zauważyli to SS, jeden kopnął mnie trzy razy i myślał, że umarłem. Myślałem, że mnie tam zostawili i że więcej szkód nie poniosę. Wstałem i nagle usłyszałem trzask karabinu maszynowego i poczułem strzał w ucho, który urwał mi kawałek ciała z niego, strzał w ramiona i dostałem jeszcze jeden w nogę. Jeszcze nie czułem dużego bólu , ale straszne zmęczenie i znużenie a jedynym moim pragnieniem było dostać się do ciepłego miejsca. Oderwałem część koszuli i obandażowałem rany, a następnie powoli powlokłem się dalej. Po drodze spotkałem dwóch żołnierzy Wermachtu, którzy tam biegli. Poszedłem do najbliższego domu, gdzie znalazłem parę, mężczyzna był w mundurze Wermachtu i żona, kobieta polskiego pochodzenia. Kobieta dała mi kolacje a ja jadłem, w tym czasie wywiązała się miedzy nimi kłótnia, ponieważ mężczyzna chciał mnie odprowadzić, a jego zona nie pozwoliła , koniec był taki, że żołnierz pogonił mnie kolbą na ulicę. Poszedłem do innego domu, ból mnie torturował, nie mogłem znaleźć nikogo w mieszkaniu, usiadłem i tylko raz wszedł mieszkaniec, który był Polakiem. Ochronili mnie, zobaczyli, że mam na sobie pasiak więzienny , dali przyzwoite cywilne ubranie, dali jedzenie, i było widać, że bardzo się bali i zachęcali aby iść dalej i pokazali drogę do miejsca, gdzie się udać. Powlokłem się dalej a rany zaczęły krwawić ponownie, każdy krok sprawiał mi ból, poszedłem do miejsca, gdzie żyli Polacy elnémesedett. Poszedłem do dużego domu, myślałem, że może ktoś się ulituje i przetrzyma tam dłuższy czas , ale wszyscy byli bardzo mili, dali jeść i odpocząć na chwilę, ale nikt mnie nie przechował. Wieczorem pojechałem z jedną kobietą siedząc na sankach , przyszliśmy do dużego lasu, wjechali w środek, tam mnie zostawiła i kazała iść tam do najbliższego domu , bo byliśmy już bardzo blisko do frontu. Wtedy już mogłem się wlec tylko na czworakach, miałem tylko jeden but, a drugą nogę miałem owiniętą szmatami bo powodu innych odmrożeń, nie mogłem na nią wdziać buta. Brnąłem tak , gdy spotkałem człowieka, na którego ubraniu był już polski symbol "P" -Polak, stamtąd do frontu było 2-3 km. Ten człowiek wprowadził mnie do Klubu Polskiego, tam dostałem żywności, a następnie przewieziono mnie do pobliskiej szkoły, gdzie w stodole leżałem na słomie i natychmiast zasnąłem śmiertelnie wyczerpany. Obudziłem się rano, usłyszałem tętent koni przez okno, poszedłem do okna, zobaczyłem kawalerzystę rosyjskiego zwiadu. Zacząłem skakać na jednej nodze przy oknie, żeby mnie zauważył, ale niestety nie usłyszał i pojechał dalej. Wtedy już miałem duży ubytek krwi i strasznie się obawiałem śmierci. Bardzo już byłem wykrwawiony. Kiedy więcej zacząłem zaglądać przez okno , zobaczyłem również, że Rosjanie nadchodzą jeden po drugim, niektórzy na koniach, inni pieszo. Wybiłem okno i Rosjanie mnie zobaczyli. To było 31-01-1945. Rosyjscy wyzwoliciele zabrali mnie do Beuten ( Bytom ) do wojskowego punktu zbiorczego, w którym byłem przez 2 dni. Stamtąd pojechałem samochodem w kierunku na Kelet ( Kalety ) do pewnej wioski, a następnie ulokowano mnie w rosyjskim szpitalu wojskowym w Polskiej Częstochowie, gdzie leżałem razem z rannymi żołnierzami rosyjskimi , byłem tam przez 2 miesiące, w tym czasie otrzymywałem najlepsze leczenie, opiekę oraz wyżywienie w taki sam sposób jak Rosjanie. Z końcem marca w Częstochowie został założony szpital dla węgierskich więźniów , prowadzony przez rosyjskich lekarzy i pielęgniarki, ja tam zostałem skierowany na leczenie, tam byłem leczony przez 1.5 miesiąca. Strzały spowodowały u mnie wielkie zniszczenia. Jedna kula urwała kawałek ucha, a druga kula przeszła przez nogę i uszkodził nerwy w mojej ręce i jestem całkowicie niezdolny do pracy, nie mogę używać mojego prawego ramienia. Jestem chromy na nogi. 20-05-45 poszedłem do obozu zbiorczego, przyszedłem do życia wśród węgierskich deportowanych, tam czekałem z innymi przez 2 miesiące , żeby transport był jeszcze większy. Pod koniec lipca Rosjanie wywieźli nas do Katowic, byliśmy tam 2 tygodnie, tu spotkaliśmy się z węgierskim transportem który już 7 tygodni oczekiwał na pociąg , stamtąd wyruszyliśmy. Z Katowic zabrali nas do Csernowitz, byliśmy tam 2 tygodnie, a następnie przewieziono nas na Białoruś, gdzie dostawaliśmy bardzo dobre wyżywienie. Mieszkaliśmy w przyzwoitym czystym obozie, gotowali nam tłuste posiłki i każdy w krótkim czasie przytył 25 kg. Wszystko było bardzo dobre, brakowało tylko owoców, więc pomagaliśmy sobie tak, że dostawaliśmy tytoń i wymienialiśmy go na owoce. 22-go sierpnia poszliśmy do wagonów, byliśmy wygodnie ulokowani po 35-ciu w wagonie, na podróż dostaliśmy zimne dania, ale było dużo i przez Rumunie pojechaliśmy do domu. Na razie jestem chory i całkowicie niezdolny do pracy, a nawet lekarze mówią, że zajmie to bardzo długo, aż wrócę do zdrowia. Jeżeli wrócę do zdrowia, chcę iść do poprzedniej pracy z powrotem, pójdę do pracy w fabryce włókienniczej
2389, M, kuśnierz ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 28-05-44 do 2-06-44 ), Jaworzno ( 3-06-44 do 11-11-44), Gleiwitz-3 ( 13-11-44 do 20-12-44 ), Blechhammer ( 22-12-44 do 12-01-45 ), Heydebreck ( 13-01-45 do 29-01-45 ).
……… Byliśmy tutaj przez cztery dni, a następnie wszyscy zostali skierowani ze specjalna oddzielną nazwą i numerem do samochodu , zabrał nas pewien Lagerführer, mówili, że to Lagerführer obozu w Jaworznie. Dwie ciężarówki wywiozły250 osób. Po przybyciu do Jaworzna była nowa kąpiel i umieszczona nas na 10-tym bloku. Tutaj, bloki były bardzo przyjazne, mówili, że tutaj, to będzie dobrze. Pocieszaliśmy się, że wkrótce będziemy wolni. Kapo o nazwisku Steg że są tacy, którzy zostali deportowani w 1942 roku jak on, i już został tutaj kapo w Jaworznie. To było bardzo pocieszające, że dzięki Bogu zabrali nas tutaj a nie zostaliśmy od razu zabrani do krematorium, ponieważ byliśmy natychmiast zabrani do transportu, i nie było selekcji. Dotarliśmy na dzień przed Zielonymi Świątkami , tak , że już w następny dzień byliśmy w obozie, potem były dwa dni Świąt i jeden dzień odpoczynku. Przyszli kapo, wybrali ludzi, kto gdzie jest, zebrali dokładne dane, kto ma jaki zawód i przypisane do pracowników miejsca pracy, przedsiębiorstwa i kopalnie. W pierwszym dniu skierowali mnie do firmy Holzmann. Na drugi dzień już tam nie poszedłem, tam była bardzo ciężka praca, poszedłem do firmy Pomosmark, tutaj także praca była ciężka i jeszcze udało mi się wybrać firmę, niestety trzeciego dnia wpadłem w najgorsze komando w Jaworznie, Montan, pracujące przy torach kolejowych. Praca była bardzo ciężka, tak wielu ludzi z pracy poczuli się źle, stale pracowaliśmy pod nadzorem strażników, którzy nas nieustannie obserwowali. Kto nie był w ciągłym ruchu, natychmiast go bili dużym kijem i przydzielali do pracy szczególnie trudnej. Sam musiałem załadować i przesunąć wagonik i jeśli nie chciałem , to zostałem pobity. Wieczorem okropnie zmęczeni wróciliśmy do domu. Byłem w rozpaczy, płakałem, bałem się, że nie będę w stanie podołać, byłem zaskoczony i nie wiedziałem, co robić. Po jedzeniu poszedłem do Stega, zapoznałem się z nim, powiedziałem mu , kto jest moim ojcem, wiedziałem ,że chodził z moim ojcem do szkoły. Przyjął mnie bardzo życzliwie, pocieszał, żeby się nie bać, poszedłem pracować do firmy Feine do pracy do bloku. Następnego dnia już poszedłem i zgłosiłem się do komanda , gdzie było już przydzielonych innych 14-tu chłopców z Munkacza, nazywanego „ transport-koloną „. Pierwszy dzień poszliśmy do pracy i nie było takiej pracy, której nie bylibyśmy w stanie zrobić, mielismy jeszcze więcej siły i nie było takiego, który by nas ostrzegł, że powinniśmy chronić swoje siły, pracowaliśmy z wielką ambicją, Steg powiedział, że mamy dobrze pracować a po skończeniu pracy odpocząć. Nasza praca polegała na tym, że transportowaliśmy wszystkie rodzaje otrzymanych materiałów do różnych miejsc. Po kilku dniach już bardzo narzekaliśmy do kapo, że praca jest bardzo ciężka, nie możemy sobie poradzić, i wreszcie inny przydział , do transportu kamienia. Pracowaliśmy z kilkoma polskimi młodymi ludźmi, więc oni już naprawdę lazsáltak, oni byli tu już od kilku lat i sabotowali, aby wolniej i wolniej, iść do pracy. Mówili ,że dostajemy za mało jedzenia i żeby oszczędzać siły, i nieludzkie jest wymaganie od nas tego, czego i tak nie jesteśmy w stanie wykonać. Trwało to kilka dni, aż pewien majster, który był Niemcem, zgłosił, że obserwując nasz transport, nasz sposób pracy wygląda jak sabotaż. Całe komando zostało zgłoszone do kapo. Następnie przekazano nas do starszego brygadzisty imieniem Paul , który nie był złym człowiekiem, ale był bardzo surowy, prace musiały być wykonane dokładnie. W pierwszych dniach szło nam bardzo dobrze, ale później, gdy nie widział wydajności pracy, ciągle narzekał. Ale my również narzekaliśmy, że nie możemy odpocząć, a kapo na to odpowiedział, że wszędzie muszą pracować i na to on nie może nic poradzić. Przez trzy miesiące pracowałem w firmie, przy różnych robotach, po trzech miesiącach kapo Steg zmienił firmę, bo znalazł bardzo dobrego człowieka, który zrobił wiele dobrego dla swoich ludzi. On następnie dostał się do kopalni z kolegami, oni poskarżyli się, On był dobrym człowiekiem, a więc musi teraz pracować tak jak reszta więźniów . ( tekst niejasny-przyp. mój ) Unikałem potem firmy, gdzie brygadzista Paul bardzo źle traktował osoby przekazane od kapo i tych, którzy poskarżyli się przeciwko niemu w tym czasie. Następnie przyszedłem do "Raumkommando", byłem tam przez dwa tygodnie i transportowałem cement. Tu bardzo bili więźniów, ale na szczęście dostałem się do innej firmy, firmy Rumpel. Był tu brygadzista o imieniu Alex, który postawił sobie określony cel, bo nie było takiego dnia, żeby mnie przynajmniej kilka razy nie uderzył, ciągle byłem bity i nie usunęli mnie z firmy tylko dlatego, że firma mnie potrzebowała. Majster nie pozwalał im na usuwanie z firmy. Byłem z tą firmą przez trzy miesiące, a następnie zgłosiłem się do kopalni. W sumie byłem tu cztery dni i nie mogłem pracować. Pod wieczór wróciłem do domu, musiałem zarejestrować nazwisko i numer, a w następny dzień wywieźli nas potem do Gleiwitz. ….
2585,M, kierowca ur. 1912, lat 33, Auschwitz ( 2 tyg. ), Javozno ( 7 m-cy )
Kiedy dotarliśmy do Birkenau, zabrali nas do łaźni, rozebraliśmy się i czekaliśmy 2-3 godziny tak, ze już bała 23-cia w nocy, zanim się wykąpaliśmy . Stąd poszliśmy do w połowie niewykończonych baraków, w których musieliśmy stać całą noc, ponieważ nie było miejsca do spania. Rano, potem zabrali nas stąd, ponownie czekaliśmy godzinami przed blokiem, pytali nas o zawody. Od soboty rano do niedzieli wieczorem byliśmy w siódmym bloku, następnie przeniesiono nas do Auschwitz. W Auschwitz wprowadzili nas do pewnego bloku i tam ponownie przydzielali wykwalifikowanych pracowników. Stąd poszliśmy do 17-tego bloku i byłem tam 11 dni. 11 potem 101 osób zostało zabranych samochodem do Jaworzna. Tu pracowałem przez 10 dni w grupie roboczej a po 10 dniach 15 osób w tym ja – poszliśmy pracować do nowej kopalni węgla „ Richardsgrube”- tak tę kopalnię nazywano. Pracowałem tu przez cały czas. Mieszkałem w jedenastym bloku. Rano dostawaliśmy herbatę bez cukru, w południe litr zupy, wieczorem tylko herbata, 1/3 czasem 1/5 bochenka chleba i margarynę, lub kiełbasę. My dostawaliśmy tylko 28 dkg chleba dziennie i dostawaliśmy jedną więcej dawkę margaryny i zupy nawet większe dawki, bo pracowaliśmy w kopalni węgla kamiennego. Każdy miał oddzielne łóżko, dwa koce, i było ogrzewanie w barakach zimą. Czystość była wielka, ponieważ w barakach były oddzielne umywalnie, a poza tym byliśmy kąpani w kopalni w łaźni. Co dwa tygodnie nas dezynfekowali i dostawaliśmy czystą bieliznę. Pracowaliśmy po 8 godzin dziennie, na nocne i dzienne zmiany na przemian . W dniu 14 stycznia zbombardowali kuchnię i 15 stycznia w miejscu pracy otrzymaliśmy rozkaz -o 18 wieczorem – że wszyscy wracają natychmiast do swoich kwater. Tu potem już był wielki chaos. Mówili, że będą nas wycofywali dalej ale nikt nie wiedział dokąd. O trzeciej nad ranem wyruszyliśmy w kierunku Gleiwitz. W drodze już były utarczki pomiędzy partyzantami i SS. Następnie wydano rozkaz strzelać do nas aby zabić. Także do nas strzelali, ja zostałem ranny w dniu 19 stycznia. Z 3500 ludzi tylko 1000 osób pozostało przy życiu . Ja następnie ranny zostałem zabrany do szpitala w Blechhammer.
Następnego dnia przyszli Rosjanie i nas wyzwolili.
2955,M, ślusarz ur 1928, lat 17, Auschwitz-Birkenau (3 tygodnie ), Jaworzno (7 miesięcy), Blechhammer (2 miesiące).
……. Później przyszliśmy do obozu, wytatuowali nas, wybrali do transportu i po trzech tygodniach wywieźli autem do Jaworzna. Rano dostaliśmy po 20 dkg chleba, to było na cały dzień. Pracowaliśmy od 6-tej rano do 18-tej wieczorem. Rano budziliśmy się o 4-tej , kiedy wracaliśmy wieczorem, dostawaliśmy zupę, to było całe nasze jedzenie. Dwie osoby zabierały jeden villanyoszlopot i zawsze nosiły po dwa worki cementu, była to strasznie ciężka praca, gdybym szedł powoli z dużym obciążeniem a SS zobaczyli, to bardzo bili. Wieczorem byliśmy tak bardzo zmęczeni tą strasznie ciężką pracą, że praktycznie nie poznawaliśmy kolegów po powrocie do domu, jedliśmy trochę zupy i padaliśmy na pryczę jak martwy, aby jutro kontynuować to, co zostawiliśmy dzisiaj. Tutaj bardzo wielu ludzi zginęło, wielu zamarzło. Kto zachorował, tego wywozili do Birkenau, oczywiście, prosto do komina. Po siedmiu miesiącach, kiedy zobaczyli, że Rosjanie są już bardzo blisko, zabrali nas z pracy, ale kuchnia była już wtedy zbombardowana, tak, że dostaliśmy po pół dawki zupy, chcieliśmy się położyć, ale przyszedł rozkaz, aby natychmiast zabrać wszelkie koce i wychodzimy. Słabi spośród nas nie mogli wyjść i już przy bramie zaczęli strzelać. Wyszliśmy w środę wieczorem, śmiertelnie zmęczeni po pracy i szliśmy głodni i spragnieni aż do piątku włącznie. Tam Niemcy dowiedzieli się, że nie można iść dalej, bo są rosyjscy partyzanci i zmieniliśmy kierunek i wprowadzili nas prosto do lasu. Tutaj śnieg był tak wysoki, że nie mogliśmy postępować na szlaku całkowicie nieprzetartym, oczywiście było to bardzo trudne, nie tylko ze względu na trudności terenowe, ale także z tego powodu , że z głodu i zmęczenia ledwie byliśmy w stanie się ciągnąć. W obozie w Jaworznie wyruszyło nas 4000 osób, w lesie było 2000 zabitych, bo SS zaczął strzelać do nas a ludzie padali jak kłosy zboża w czasie koszenia przez chłopów. Coraz mniej ludzi pozostawało, nie było to ze strony SS żadne bohaterstwo, bo byliśmy tak słabi, że jeden SS mógł sobie z łatwością poradzić z setką ludzi, i tak robili. Znowu nie dostaliśmy nic do jedzenia przez cztery dni, przeszliśmy 250 km, potem wydostaliśmy się z lasu, widzieliśmy, że bardzo mało osób pozostało. W możliwym stanie kontynuowaliśmy marsz aż do niedzieli po południu, kiedy dotarliśmy do obozu Blechammer. Jak byliśmy tutaj dowiedzieliśmy się, że Rosjanie zbliżają się do tego obozu także. Był to bardzo duży obóz. Kiedy tylko rozłożyliśmy się, tamtejszych starych więźniów zabrali do lasu, żeby prawdopodobnie wszystkich tam rozstrzelać. Nas, którzy niedawno przybyliśmy z obozu w Jaworznie, zostawili "na odpoczynek". W tym momencie, było już tylko 700 osób z tych 4000, które wyszły z obozu w Jaworznie……
2973, M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz (06-44 ) , Jaworzno ( 06-44 do 11-44 ) Blechhammer ( 12-44 ) Buchenwald ( 12-44 do 04-45 )
Gdy nie mogli znaleźć w Munkczu lepszego miejsca na getto dla Żydów, wysłali nas do lokalnej cegielni. To było w kwietniu 1944 roku, czyli tuż po inwazji niemieckiej. Chciałem uciec. To było już wszystko przygotowane i omówione z funkcjonariuszem policji. Powinien dostać 1000 pengö i mnie za to wyprowadzić. Ale kiedy przyszedłem do bramy, podszedł do nas inny strażnik, który zapytał, gdzie idę. Byłem bardzo przejęty i stwierdziłem , że wezwano mnie tutaj i ten strażnik miał mnie odprowadzić, ale ten wyjaśnił, że oferowałem mu 1000 pengö za ucieczkę i on oczywiście nie jest skłonny do tego . Za karę zaprowadzono mnie do tzw. więźniów , którzy byli trzymani oddzielnie. Tu bito nas dzień w dzień, jeść codziennie, do jedzenia dostawaliśmy tylko dwa małe kawałki chleba. Żyliśmy dłużej w tej niepewności, pozostaliśmy tam do ostatniego transportu. Przybyliśmy do Birkenau, szybko przeszliśmy selekcję, i zdrowych wysłali do łaźni. Ponieważ najwyraźniej nawet jeszcze nie wiedzieli, do którego bloku należy nas przypisać, zostawili nas stojących na otwartym terenie około dwunastu godzin. Potem przyszliśmy do Auschwitz, gdzie spędziliśmy tydzień biernie siedząc koło bloku. Apel zamiast dwa razy dziennie, mieliśmy tylko jeden raz, ale bardzo nieprzyjemną przerwę. Po tygodniu wysłali nas do Jaworzna. Tu pracowałem przez pięć miesięcy, na głębokości 500 m pod ziemią w kopalni węgla kamiennego. Do tego dochodziło, że na górze stale padał deszcz, więc często musieliśmy pracować mokrzy w dusznym powietrzu, ale to miało mniejsze znaczenie wobec ciosów kapo i SS, które nas dobijały. Z 4500 więźniów zginęło tutaj nieszczęśliwie 2000. Rosjanie byli już bardzo blisko miejscowości , gdy nagle odbyły się dwa kolejnych apele. Rozdzielali chleb i salami, a potem natychmiast ruszyliśmy pieszo w kierunku Blechhammer. Droga była już udręką. Kto z zimna i niewystarczającego pożywienia nie był w stanie iść dalej, tego po prostu zastrzelili. Do Blechhammer przychodziło wielu więźniów z innych obozów, które już zostały ewakuowane. Także tutaj żyliśmy na bardzo ubogiej diecie. Potem znowu do wagonu i trwająca więcej dni jazda do Buchenwaldu. Był tu przede wszystkim nieznośny głód; chleb dawali z rzadka i inne dania były zupełnie bez zawartości. Pracy nie mieliśmy zupełnie, ale nie byliśmy również w stanie zrobić cokolwiek. Kiedy w końcu 11-04-45 uwolnili nas Amerykanie, wiodło nam się znakomicie. Już mocno postanowiłem, że wyjadę do Ameryki, albo jeszcze lepiej do Palestyny.
3305,M.uczeń ur. 1930,lat 15, Auschwitz ( 2 tyg. ), Birkenau ( 3 dni ), Javozsna (około 5 m-cy )
Z Munkacza drugim transportem wywieźli do Auschwitz około 3000 osób. W czasie gdy przybyliśmy z Munkacza do Birkenau, SS-mani przez całą drogę strzelali i zabili około 20 osób. W kilka minut przyszli do wagonów i zapytali , kto ma pieniądze, kosztowności lub złoto. Wody nam w drodze nie dali , więc wymienialiśmy mydło i inne rzeczy za wodę od Polaków. Kiedy przybyliśmy do Birkenau, wysiedliśmy , powiedziano nam , że nikt nie może zabierać bagażu. Wtedy rozdzielono mnie z moją matką i od tamtej pory nie wiem co się z nimi stało. Ja byłem z moim ojcem, bratem i trzymaliśmy się razem ze szwagrem. Następnie zabrali nas do bloku, gdzie już czekali na nas polscy fryzjerzy, którzy nas ostrzygli i poszliśmy do łaźni. Następnie wydali czapki i więzienną odzież. Stąd wprowadzili nas do baraku. Rano był apel i wszyscy się zgłaszali , którzy chcieli iść do wykwalifikowanej pracy. Następnie wykwalifikowani pracownicy poszli do pewnego baraku a wśród wybranych był mój ojciec. Ja z bratem zgłosiliśmy się jako ślusarze. Następnie przeniesiono nas do Auschwitz. Tu przez dwa tygodnie nie musieliśmy pracować, ale niektórzy zostali zabrani do kuchni i obierali ziemniaki i czekali na transport. Tu nas wytatuowali. Mój brat nie dostał się do tej grupy , co ja , więc nas rozdzielili. Tu znowu poszliśmy do kąpieli, zostaliśmy przejęci przez SS, wsiedliśmy na samochód i wywieźli nas do Jaworzna. Było nas ok. 150-ciu, Jaworzno leży ok. 40 km od Auschwitz. Po przyjeździe znowu skierowali nas do kąpieli. Dostaliśmy jeden dzień na odpoczynek a następnie dali nam pracę łatwą dla młodzieży, a bardzo ciężką dla osób starszych. Mnie np. zabrali do wiórów. Następnego dnia poprzydzielali nas do różnych firm. Ja dostałem się do grupy roboczej budującej baraki i uprzątającej. Kapo był Polakiem, który bardzo nas bił, jeżeli zobaczył kogoś odpoczywającego parę minut. Potem już strasznie byłem hőségek. Mieszkaliśmy po 25-ciu w jednym baraku, każdy miał osobne łóżko. Wyżywienie było bardzo złe. Rano dostawaliśmy po 40 dkg chleba, do tego dawali trochę margaryny lub miodu, pół litra kawy. Na tym jedzeniu szliśmy 3 km do elektrowni, tam pracowaliśmy do wpół do pierwszej po południu, potem był obiad. Na obiad dostawaliśmy czystą wodę, czasami pływało w tym trochę kapusty i na tym pracowaliśmy do 19-tej. Potem wracaliśmy do obozu i dostawaliśmy pół litra kawy. Pracownicy cywilni bardzo nas popędzali, nie traktowali nas dobrze. Często były naloty. Chciałbym powiedzieć, że co drugi dzień był nalot. W takim przypadku odprowadzali nas do koszar a pracownicy cywilni mogli iść do schronów/ bunkrów. W grudni w czasie pewnego nalotu został zniszczony obozowy magazyn z odzieżą . Następnego dnia poszliśmy do pracy i po powrocie wieczorem pomyślałem, że możemy nie dostać chleba, bo tam był przechowywany, ale jednak przywieźli chleb z Auschwitz i dostaliśmy po półtora litra zupy. Tak poszliśmy do łóżka i nie wolno było wyjść. Późnym wieczorem przyszedł następnie rozkaz, aby ogłosić natychmiast alarm i od razu wyjść. Około 3000 ludzi rozpoczęło pieszy marsz. Na drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia. Dziennie musieliśmy iść pieszo 25-30 km. Chorzy tam zostali w Jaworznie. Przez Gleiwitz przeszliśmy ale innych nie pamiętam. Po drodze dostaliśmy trochę zupy , ale nic poza tym. Chociaż SS stale do nas strzelali, tak, że wpadłem do rowu i tam pozostałem. To mi się zdarzyło w Warsesowitz .Potem poszedłem do pewnego polskiego domu , tu jednak mnie nie wpuszczono, bo byłem Żydem. Potem poszedłem do szkoły, gdzie było bardzo zimno i odmroziłem palec u nogi. Następnego dnia rano przyszedł Rosjanin z karabinem i złapał mnie , że jestem Niemcem. Potem pokazałem więzienny pasiak, żeby zobaczył, że nie jestem Niemcem. Wtedy natychmiast dostałem przyzwoite jedzenie. Następnie wędrowałem od jednego domu do drugiego, jednak w ostatnim domu nie mogłem już iść, a potem tam zacząłem leczyć odmrożone nogi . Kiedy częściowo doszedłem do siebie, dostałem się do polskiego szpitala w Selec, i tu byłem 3 tygodnie. Potem wsiadłem do pociągu, i przez Katowice, Kraków , Tarnopol przyjechałem do Gravoruszki. Tu sprawdzili moje dokumenty i kazali mi iść do rosyjskiego sztabu. Stąd wysłali mnie do Lamberg i tu mi dali pismo, aby jechać do Berdicsev. Tu dostałem przyzwoite jedzenie i całkowicie swobodnie mogłem się poruszać. Wyruszyliśmy do domu w 74 osoby i ósmego września przybyłem do Budapesztu. Teraz chciałbym wrócić do domu i rozejrzeć się w Munkaczu ; i od tego zależą dalsze plany.
3316,M, krawiec męski,ur.1925, lat 20, Auschwitz ( 25-05-44 do 30-06-44), Gleiwitz (2-07-44 do 26-12-44,Jaworzno ( 29-12-44 do 12-01-45), Blechhammer (24do28-01-45).
….. Po sześciu miesiącach front przyszedł tak blisko, że musieliśmy odejść z Gleiwitz dalej. Podobno mieliśmy iść do Blechhammer, ale prowadzili nas przez 3 dni do Jaworzna , tam byliśmy tylko 2 tygodnie i nie pracowaliśmy , i wiedzieliśmy ,że pobyt był tylko tymczasowy. Faktycznie w ciągu 3 dni zostaliśmy zmobilizowani do powrotu i 12 dni szliśmy do Blechhammer…….
3633,M, przedsiębiorca, ur 1909, lat 36, Mauthausen(11-44. ok. 10 dni ) ,Birkenau (7-12-44 do ) ,Jaworzno ( do 18-01-45 ), Blechhammer ( 24-01- 45 do wyzwolenia )
Relacja podana przez Takács Géza , lat 36 ,miejsce zamieszkania Acs, wyznania rzymskokatolickiego, matka Żydówka. Po powrocie z obozu Jaworzno, gdzie był deportowany; podał swoje doświadczenia następująco:
Jestem przedsiębiorcą, mieszkam w Ácson z żoną, pięcioletnią córką od 1938 roku, kiedy Węgrzy wkroczyli do Karpatenlandu, węgierskie władze, w szczególności kontrwywiad były często uciążliwe, ponieważ byliśmy znani z postępowej orientacji . Ja byłem kilkakrotnie aresztowany, kilka razy byłem wezwany przez kontrwywiad do Komárom. W listopadzie 1944 roku byłem na polowaniu z firmą, usiedliśmy razem po polowaniu do kolacji, podczas tego rozmawialiśmy o wydarzeniach politycznych . Wyraziłem tam pogląd, że po wojnie Niemcy nie będą miały większego znaczenia w układzie o powojennym ładzie w Europie a Czechosłowacja będzie większa i silniejsza niż w 1933 roku. W firmie był obecny urzędnik miejski Kiss Lajos , z powodu tych wypowiedzi, żandarmi zabrali mnie do siedziby kontrwywiadu w Komarom gdzie w pewnym pomieszczeniu, zostało już zebranych około 15 Żydów z różnych części Csalloköz w tym Feldmár Gyula i Feldmár Imre i jego siostra Feldmár Erzsébet mieszkańców Koborgazi. Ludzie kontrwywiadu z pułkownikiem Fosváth na czele, ale przede wszystkim dr. Agh Vilmos porucznik rezerwy, (który zgodnie z moją wiedzą był nauczycielem prawa na Uniwersytecie w Budapeszcie), major Simon i pewien dzielny podoficer nazwiskiem Pinnyei zabrali nas do przesłuchania. Przesłuchanie rozpoczęło się tym, że podpułkownik Fosváth mocno uderzył nas wszystkich, a następnie przekazał do podkomendnych . W trakcie przesłuchań potęgowały się tortury. Najpierw pobito nas tam dużym grubym paskiem, gdy to nie pomogło, przywiązano do stołka i pobito po stopach gumowymi pałkami. Potem obniżono położenie stołka linami tak, że stopy znalazły się w wodzie, po moczeniu nóg w wodzie ponownie zaczęto nas bić po stopach gumowymi pałkami a potem przypiekać ognistym żelazem , a następnie prasować gorącym żelazkiem przez mokrą tkaninę. Feldmár Bözsit był w obecności wszystkich ludzi rozebrany do naga, zanurzony wannie z wodą, a następnie postawiony o tylko 1-2 cm od silnie rozgrzanego pieca i tam został obracany. Gyula Feldmár został przywiązany liną za penisa i powieszony i kołysany we framudze . Kiedy ktoś zemdlał, był zabierany na korytarz, tam go oblali wodą , a następnie ponownie gorącym żelazem przypiekali mu podeszwy i wbijali igły pod paznokciami. Mnie ustawili nago na gorącej kuchni i tam kazali tańczyć. Były to barbarzyńskie metody tortur, głównie dr. Agh Williams miał sadystyczne skłonności, trwało to dwa dni, a potem - z powodu ran i bólu, nie byliśmy w stanie chodzić – zabrano nas na noszach do więzienia w Komárom. Następnego dnia dwóch żandarmów i dr. Csanyi, porucznik rezerwy , zabrał wyżej wymienionych trzech Feldmártów i mnie z powrotem do siedziby kontrwywiadu. Doprowadzili nas przed lekarza wojskowego , który nie badał nawet ciała mimo , ze rany nas paliły i tam podali ludziom z SS że wytrzymaliśmy więcej, niż most na Dunaju. SS-mani zabrali nas do Sopron, gdzie na stacji kolejowej przekazali Feldmártów do siedziby gestapo a mnie zabrali do więzienia. Spędziliśmy jeden dzień w Sopron, następnie grupe pięciuset osób, w tym mnie, załadowano na wagony na stacji kolejowej w Sopron. Na stacji załadowywali też na wagony inne transporty z Sopron i więźniów z Sarvar.
Feldmártowie również przyszli z tą grupą. Transport został przewieziony do Mauthausen w Górnej Austrii. Mauthausen był ogromnym obozem , zbudowanym w wysokich około 2000 m. górach , stały tam kamienne 8-10 piętrowe budynki, w którym wedle mojej wiedzy pracowało około 3 mln pracowników, których częścią byli Żydzi węgierscy a w części przywleczeni tutaj więźniowie ze różnych krajów Europy. Cały obóz zajmował około 40 kilometrów kwadratowych powierzchni i obejmował cztery różne kompleksy obozów. Był jeden obóz zbiorczy, gdzie koncentrowano nowych i pozostawali pod obserwacją przez 14 dni. Stamtąd ludzi kierowali do obozów pracy, gdzie zostali zebrani ludzie pracujący w różnych zakładach przemysłowych. Był jeden obóz dla dzieci, gdzie zostało zebrane około 100.000 dzieci. Należały do nich dzieci węgierskie zabrane tam z domu poprawczego w Aszód . Wreszcie, był tzw. obóz muzułmański, w którym ludzie zdegradowani fizycznie i całkowicie osłabieni pracą czekali na swoje przeznaczenie, które doprowadziło ich do komór gazowych. Obok obozu były ogromne zakłady przemysłowe. Były tu ogromne instalacje Zakładów Steyer,a także zakłady przemysłowe Göringa zajmujące ogromną powierzchnię. Te zakłady budowano pod ziemią bezpośrednio poniżej obozu, ale w taki sposób, że statki na Dunaju i pociągi miały bezpośredni dostęp i połączenie do zakładów przemysłowych. Oprócz tych zakładów przemysłowych , były w pobliskich górach ogromne kamieniołomy, zakłady cementowe, i górskie kamieniołomy kredy, gdzie było zatrudnionych wiele setek pracowników. Po przybyciu do Mauthausen zaprowadzili nas do łaźni, wcześniej odebrali nam całą odzież i dokumenty a następnie usunęli nam owłosienie . Po kąpieli dostaliśmy bieliznę, ja na przykład dostałem kobiece majtki i białą trykotową koszulkę bez rękawów. Tak więc, w połowie ubranych pognali nas w dwóch gigantycznych kolejkach i po obejrzeniu ,w znacznej liczbie wzięli nas do pewnego bloku, gdzie w jednym pokoju było nas 480-ciu. W takim pokoju w normalnych okolicznościach mieszkało 120 osób, ale my 480-ciu byliśmy stłoczeni, bez łóżek, upakowani jak śledzie na gołej podłodze, a na 4 osoby dali jeden koc. Starszy blokowy był niemieckim kryminalistą; zapytał, czy są Rosjanie, wstało dwóch i on na naszych oczach pobił ich na miejscu na śmierć. Z tym poszliśmy spać. Następnego dnia nas zarejestrowali, dostaliśmy numery wydrukowane na małych kawałkach blachy, ja miałem numer był 111128, wtedy wydali nam ubrania więzienne. 7 dni byliśmy w obozie zbiorczym Mauthausen, w tym czasie nie chodziliśmy do pracy. Pozostawać w bloku nie było wolno, koniecznie musieliśmy przebywać na zewnątrz na dziedzińcu. Dwa dni potem zestawili grupę 1200 ludzi, wśród nich było 500 węgierskich Żydów , załadowano nas na wagony i wywieziono nas do Birkenau. W Birkenau ponownie poszliśmy do łaźni, tutaj dali nam nowe numery, przeszliśmy tatuaż, dostałem numer 202.259. Po kąpieli ulokowali nas w jednym z budynków koszar, gdzie ulokowali nas w umywalni, gdzie leżeliśmy na betonowej podłodze bez jedzenia jedną noc i jeszcze dwa dni. Po dwóch dniach wszystkich porozdzielali po całej firmie nas czterdziestu pięciu skierowali do Jaworzna. Ja pracowałem koło pewnego inżyniera na budowie i robiłem rysunki i robiłem prace obozowe. W Jaworznie wykonano instalację ogromnej siłowni elektrycznej koło baraków, poza tym chcieli naokoło obozu zmienić posterunki straży , które zostały zbudowane z drewna tak, że ściany kabiny chcieli zbudować z dwóch warstw desek ,a warstwę pomiędzy nimi wypełnić művatta ( wełną mineralną? – przyp. mój ), żeby w zimie na posterunku było cieplej. Prace te jednak nie zostały ukończone, ponieważ przyszedł czas rosyjskiego wyzwolenia. Należy również zauważyć, że w obozie Mauthausen, który był największym niemieckim obozem koncentracyjnym, również działały komory gazowe i krematoria. Według mojej wiedzy pracowało tu 10 komór gazowych krematoriów. W czasie mojego pobytu w Mauthausen miałem przydział do przynoszenia jedzenia i tak następnego dnia jechałem koło krematorium. Widziałam jak ogromne przenośniki, które były napędzane energia elektryczną, dostarczały zwłoki do krematoriów , które pracowały dzień i noc. Z doświadczenia w Birkenau muszę jeszcze wspomnieć, że koło łaźni był obóz starszych kobiet i dzieci, w tym również małe dzieci. Po naszym przybyciu do Birkenau, gdy wędrowałem po łaźni szukając wody w tym obozie i otworzyłem jedno pomieszczenie, w którym stwierdziłem około 40 par, którzy mieszkali razem z 3 –miesięcznymi niemowlętami w oddzielnym pomieszczeniu. Mężczyzna pracował jako mistrz łazienny w łaźni. Było to w dniu 7-12-44, kiedy dotarliśmy do Birkenau. Powiedział, że pochodzi z Ungvár i dał papierosa i czarna kawę. Przed wyjazdem z Mauthausen odebrali nam odzież więzienną i otrzymaliśmy różne wojskowe ubrania. Te zostały nam odebrane w Jaworznie a także wszystko to, co zorganizowaliśmy w drodze i ponownie ubrali nas w więzienną odzież. Mnie przydzielono do prac obozowych i nie dostałem ubrania więziennego, miałem ubranie cywilne kroju więziennego, na środku prostokątny pas potwierdzał, że jestem więźniem, ponadto dodatkowo na spodniach był czerwony pasek. W obozie Jaworzno było około 3500 więźniów do 18-01-45, kiedy niespodziewanie późnym wieczorem zebrano nas i pozostawiając w szpitalu około trzystu osób opuściliśmy obóz idąc pieszo w kierunku Wrocławia . Maszerowaliśmy sześć dni i sześć nocy; nic nie dostaliśmy do jedzenia i odpoczynek był tylko dwa razy, kiedy dotarliśmy do Blechhammer. W Blechhammer już byli zebrani wszyscy ci, którzy wyruszyli z Kattowitz, Gleiwitz, Monowitz, Sosnowitz, Auschwitz i Birkenau. Ponadto był tu obóz angielskich jeńców wojennych i więźniów francuskich więc w obozie Blechhammer było stłoczonych 35000 ludzi. Sześć dni marszu całkowicie nas wyczerpały i dotarliśmy do Blechhammer tak strasznie zmorzeni głodem, że zupełnie pozbawiło ich to charakteru i nie licząc się z ryzykiem rozebrali skład żywności, aby dostać kęs chleba. Na to Niemcy odpowiedzieli salwami i rzucili na nas ręczne granaty, tak, że już natychmiast dużo ludzi zginęło w tej chwili. Wybuchły formalnie zamieszki, bo więźniowie byli zdecydowani na wszystko i część baraków została spalona. Obóz był ogromny, był otoczony murem betonowym o grubości 15 cm i na górze drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym. Cały obóz leżał w środku wielkiego lasu. Teraz już było słychać odgłosy walki w lesie, tak że Rosjanie już nie mogli być daleko, to dodało niektórym z nas odwagę i wyrwali betonową ścianę i uciekli z obozu. Widzieliśmy , że SS strzelali z wież strażniczych do ludzi i masę zabili. Rosjanie jednak podchodzili coraz bliżej i młodzi ludzie z SS uciekli i jeszcze przedtem żołnierz odprowadzili 35 000 ludzi, a ci , którzy bezpiecznie pozostali na miejscu , temu faktowi zawdzięczają to, że przeżyli. Szacuje się, że z 35 000 ludzi zginęło tak 4000 do 5000 ludzi. Inni uciekli i po wkroczeniu Rosjan rozproszyli się we wszystkich kierunkach. Należy pamiętać, że w Blechhammer byli także ci, którzy po ewakuacji z Auschwitz, Birkenau i innych okolicznych obozów zostali wysłani do Breslau, ale kiedy Rosjanie odcięli drogi do Breslau, skoncentrowano ich w Blechhamer. Z grupy 3500 osób, która wyszła z Jaworzna, w Blechhammer pozostało przy życiu 1700. Z Blechhammer przez Kraków wyruszyłem na Wegry.
65 . Obóz Bunawerke Zakłady Chemiczne Oświęcim
33,74,196,275,310,519,579,580,1086,1178,1352,1430,1633,1829,2026,2268,2506,2580,
3169,3170,3412,=21
 Monowitz (Buna) w Monowicach koło Oświęcimia, X 1942 - I 1945 (zatrudnienie od IV 1941), budowa kombinatu chemicznego, firma: IG Farbenindustrie AG, 10223 więźniów (17 I 1945).
33,2M, technik dentystyczny ur. 1926 lat 19 i zegarmistrz ur. 1924, lat 21,Birkenau- Auschwitz ( 24-05-44 dwa dni ) , Buna ( 26-05-44do 18-01-45 ) , Gleiwitz (20do21-01-45 ) , Buchenwald,
…….Również pobyt w Auschwitz był krótki: Po dwu dniach zostaliśmy skierowani dalej do zakładu Buna, 7 km od obozu Auschwitz, gdzie pracowaliśmy na instalacji fabrycznej (Fabrilsanlage ) . Na tej fabryce pracowało około 12 000 więźniów. To była bardzo ciężka praca, którą musieliśmy wykonać; dziennie musieliśmy wykonać wykop objętości 7 m3 i nosić worki z cementem 50 kg. Należy to rozumieć, że dzienne pensum na jedną osobę było 7m3 i worki 50 kg każdy człowiek musiał nosić. Kto tego nie był w stanie wykonać, jego los był przypieczętowany: komora gazowa i krematorium. Wkrótce zwłoki pojawiły się w takiej masie, że krematorium nie było w stanie ich spopielić, były palone na stosach. W Buna byłem do 18-01-45, w tym dniu zostałem przydzielony do grupy, która jeszcze wymaszerowała na noc . Był siarczysty mróz a my byliśmy źle ubrani. Musieliśmy maszerować w drewniakach dzień i noc. Celem były odległe o 70 km Gleiwitz , które osiągnęliśmy 20-01-45. W ciągu całego marszu nie dostaliśmy ani chleba, ani kropli wody, szliśmy w przenikliwym wietrze i mrozie, spaliśmy na śniegu , mając niewielkie możliwości okrycia się. Ale już następnego dnia 21-01-45 poszliśmy dalej…..
74,M, uczeń ur. 1927,lat 18, Birkenau ( 20-04-45 ), Buna ( 07-44 do 15-01-45 ), Dora ( 02-45 do 04-45 )
Mieszkałem z rodzicami i trójką rodzeństwa w Użgorodzie ( Ungvár ). Mój ojciec miał fabrykę obuwia, i handlował obuwiem. Mój ojciec miał dwa domy, grunty i żyliśmy bardzo zamożnie. Ja kończyłem siódma klasę gimnazjum do ósmej już nie mogłem. Mam nadzieję, że następnie skończę liceum. W końcu kwietnia pojawiły się w Użgorodzie ( Ungvár ) plakaty, wzywające Żydów do pozostania w domu, dopóki nie zostaną wysłani do getta. Trwało to 6-7 dni, według ulic. Z ogrodu widzieliśmy na pola i widzieliśmy, jak strasznie biją żandarmi wiejskich Żydów, których pędzili do getta w Użgorodzie. Żydzi z Użhorodu zostali przewiezieni do miejscowej cegielni i magazynu drewna . Wszystko mogliśmy zabrać z wyjątkiem pieniędzy, biżuterii, złota. Już tam , na otwartym dziedzińcu rozebrali nas i przeszukiwali nas. Ja uciekłem i ukrywałem się ok. 2 tygodnie. Jednak kiedy zobaczyłem, że życie w getcie jest stosunkowo normalne, dostają również jedzenie, zgłosiłem się i bez żadnych problemów znalazłem się w getcie. Stało się tak głównie dlatego, że powiedziano nam, że zostanie wybudowane normalne stałe getto i Żydzi z Ungvár tam będą mogli mieszkać i pracować. Pomyślałem wówczas, że w takich okolicznościach zostanę z moimi rodzicami i braćmi. Cegielni pilnowali węgierscy policjanci. Bardzo wielu ludzi stłoczono w ciasnej przestrzeni. Członkowie Rady Żydowskiej wychodzili stąd do opuszczonych żydowskich domów i przynosili jedzenie i gotowano potrawy we wspólnej kuchni. Wtedy każdy miał jedzenie, fakt, że było przynoszone z domu. Bogatych Żydów żołnierze SS zabrali i bili ich gumowymi pałkami w stopy. W ten sposób zmuszali ich do przyznania się, gdzie schowali kosztowności. Pewien właściciel ziemski Grünwald został z przesłuchania z powrotem przyniesiony na noszach. Kupiec tekstylny nazwiskiem Friedmann został tak pobity, że zmarł w kilka godzin po przesłuchaniu. Nagle załadowano nas na wagony Pewnego ranka mikrofon wezwał ludzi, aby natychmiast udali się do strefy gromadzenia i nie zabierali wielu rzeczy z sobą. Na bramie cegielni stała policja z Użgorodu i strasznie bili ludzi, aby przechodzili jak najszybciej. Setki ludzi przekazano do SS-manów i jeśli członek rodziny z setki chciał pozostać z rodziną, to również był bity kijem. 80 osób było w wagonie. Nie było wody, nie zostały dostarczone wiadra WC. Cierpieliśmy bardzo z gorąca, pragnienia od smrodu. Gdyby ktoś chciał usiąść, trzeba było zabrać nogi spod niego ponieważ nie było miejsca, aby je tam trzymać. Bagaże zajmowały również bardzo dużo miejsca, pozwolili nam je zabrać, aby zwiększyć nasze cierpienia. Tylko raz w ciągu trzech dni podróży w Koszycach otworzyli wagony, a następnie dali trochę wody, ale nie mogliśmy się wydostać. Po przybyciu do Birkenau bardzo szybko musieliśmy wyjść z wagonów. Powiedziano mi, żeby bagaże po prostu tam zostawić a potem po nie wrócimy. Selekcja trwała chwilę. Kiedy się zorientowałem, już byłem w oddzielnej grupie , razem z tatą i jednym bratem. Krzyki i rozpacz rozdzielanych rodzin była rozdzierająca serce. Była taka młoda kobieta, która dobrowolnie poszła do grupy, aby zostać przydzielona do dziecka. Nas selekcjonerzy zabrali do łaźni, musieliśmy się zupełnie rozebrać i wszystko nam zabrali. Potem zaczęliśmy żałować, że zabraliśmy tak wiele rzeczy z nami do wagonu, pościel, koce, itp., które tylko były obciążeniem. Po kąpieli dostaliśmy pasiaki. Następnie wprowadzili nas do pewnego baraku, w który nabili 1000 osób , prawie nas wbili , ponieważ w przeciwnym wypadku byśmy nie weszli. Przez dwa dni nie dostaliśmy nic do jedzenia, tylko tam byliśmy niespokojni w baraku. Schaarführer czasem przyszedł a ponieważ nie mogliśmy mu zrobić wystarczająco dużo miejsca , żeby mógł chodzić po baraku, bił nas pałka gumową, żeby mu nie stać na drodze. Później było już 500 osób w baraku i codzienne dostawaliśmy do jedzenia 1 / 4 litra zupy i kawałek chleba. Byliśmy tu dwa tygodnie, nie mieliśmy nic do roboty, tu było bardzo źle. W sąsiednim baraku mieszkali niemieccy Cyganie. Pewnej nocy usłyszeliśmy straszny lament. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że cały obóz, ca. 10.000 Cyganów poszedł do komory gazowej. Potem już było trochę więcej miejsca dla nas. Stąd zabrali nas do Auschwitz, gdzie w barakach teraz były piętrowe prycze. Czterech z nas spało na pryczy szerokości 1,5 m, co nie było bardzo wygodne, ale to było o wiele lepiej niż kucanie przez całą noc. Mieszkałem w bloku 17 A razem z Ukraińcami. Przeliczali nas ze dwadzieścia razy dziennie, ale nadal nie byliśmy rekrutowani. Żyliśmy całkowicie pognębieni płonącym nad nami krematorium, które prawie bez przerwy jak nieubłagany Moloch pochłaniało swoje ofiary. Ciągle było czuć zapach spalonego ciała, a to było coś strasznego i miało wpływ na każdego. Zabrali nas na piechotę do Buna, to było zaledwie 11 km od Auschwitz, ale wtedy byliśmy już jednak bardzo słabi, więc marsz w gorący dzień był dla nas bardzo trudny. Dwa ogromne namioty zbudowano tu dla nas koło "Appel-Platzu", gdzie mieszkaliśmy aż do grudnia. Dopiero wtedy, gdy dwóch z nas zamarzło, podzielono nas potem na bloki. Początkowo praca w Bunie była strasznie ciężka. Zwykle nowi byli przypisywani do ciężkiej pracy, bo później już nie mogli jej zrobić . Kłądliśmy kable i musieliśmy wykonywać wykopy. Mój ojciec miał wysokie ciśnienie krwi i w ogóle nie wolno mu było wstać. Zemdlał kilka razy na pierwszy dzień. Kiedy zobaczyli, że naprawdę nie potrafi znieść pracy w gorącym słońcu, został przewieziony do szpitala, a stamtąd dostał się do warsztatu szewskiego. Do prac ziemnych wychodziliśmy o 4-tej rano i pracowaliśmy do 16-tej po południu. Często nas dręczyli i wysyłali po pracy do dezynfekcji. Stąd o godzinie 24-tej w nocy wracaliśmy do bloku a o 4 rano następnego dnia ponownie musieliśmy wstać. Po pewnym czasie dostałem się do warsztatu ślusarskiego. Mój ojciec był już od 20 lat członkiem partii komunistycznej. Tam w Buna była organizacja komunistyczna, której gałęzie sięgały dość daleko, przeglądałem czasopisma niemieckie tak, że od tych komunistów dostawałem oddzielnie codziennie 1 litr zupy i porcję chleba. Tu w warsztacie tylko mímeltem pracę, bo kapo był komunistą i traktowali mnie bardzo dobrze. Z perspektywy czasu na pytanie, czy byli tam jacyś znajomi z domu, lub inne towarzystwo, z którym bliżej przyjaźniliśmy się ; mam następującą odpowiedź. Przyjaźń? Taka rzecz nigdy nie postała w naszych umysłach. Nie myśleliśmy w ogóle w ten sposób, nasze mózgi były używane bardziej do tego , ile dekagramów chleba można by zyskać, żeby chociaż w najmniejszym stopniu poprawić nasze nieszczęśliwe życie. Niemcy próbowali zabić nam duszę, staliśmy się zazdrosnymi , samolubnymi , dzikimi zwierzętami , nie było w nas żadnych ludzkich uczuć i myśli, odczuwaliśmy tylko strach. Żyliśmy tylko mechanicznie, z dnia na dzień. Pewnego dnia, wezwali mnie do baraku ojca. Do czasu, gdy tam przyszedłem już nie żył; z niewydolności serca. Potem po raz pierwszy od dłuższego czasu płakałem. Stale dostawałem tylko czarna kawę i zupę, pewnego razu nagle opuchły mi nogi tak, że nie mogłem na nie stanąć. Buna- zupa; to było coś strasznego. Nie była to sama woda, ale było tam też coś, co nadawało zupie nieprzyjemny smak. Dostałem się do szpitala , w którym udało mi się przedłużyć do dwóch miesięcy, mając na uwadze, że tam były relacje z komunistami. Wyżywienie tutaj była nieco lepsze, a poza tym byli ludzie, którzy nie mogli jeść i rozdzielano między nami ich racje. Kiedy wyszedłem ze szpitala, już był listopad i nie dostałem starego ciepłego ubrania. Dopiero pod koniec grudnia dostałem ciepłe ubranie i strasznie cierpiałem z zimna, miałem stale kaszel . W tym czasie wyżywienie uległo pogorszeniu, bywało, że nie dostaliśmy chleba przez 1-2 dni. Zaczęli bombardować fabrykę. Podczas tego przysypało nas na pięć dni w pewnej piwnicy, 45 moich kolegów zmarło , bo byli trochę dalej ode mnie i dach zawalił się na nich. Natychmiast po bombardowaniu musieliśmy rozpocząć czyszczenie gruzu i staraliśmy się nadrobić braki. Jednakże kiedy takie naloty miały miejsce ; po tym nie dostawaliśmy ciepłego posiłku cały dzień i bloki całkowicie wystygły, spaliśmy przy wybitych oknach. Byliśmy słabi, źle odżywieni, cierpiący i musieliśmy iść dalej. Pewnego ranka, musieliśmy się zawinąć w dwa koce i wyruszyliśmy. Waga koców nie mogła być większa niż 3-4 kilogramy, jednakże w naszym statusie szliśmy w wielkim cierpieniu. Co najmniej 200 osób przetrwałoby, gdyby nie musieli nieść koców. Po półtoradniowym marszu przybyliśmy do Gleiwitz. Tu powolni musieli iść dwukrotnie szybciej przed SS, bo kto wydawał się słabszy, tego zabijali uderzeniami kolby po drodze. Wielu kolegom zabrali buty i musieli chodzić boso, ale tylko do stacji kolejowej. Wcisnęli grupy po 150-200 osób w wagonie. To było coś strasznego, nie było gdzie stanąć, dwie nogi nie mieściły się na ziemi. Jechaliśmy w ten sposób przez 10 dni, więc staliśmy , wisząc w powietrzu, w otwartych wagonach , na mrozie, w tym czasie tylko dwa razy dostaliśmy po 20 dkg chleba. Od 18 stycznia do końca stycznia to była straszna podróż po 15O-ciu , na zimnie, jadąc w otwartych wagonach . Początkowo umarłych zbierano w dwóch oddzielnych wagonach, które zostały dołączone do składu pociągu, lecz później było tak, że jak tylko zauważyli, że ktoś zamarzł, to po prostu wyrzucano ich z wagonów. Zdarzało się, że ktoś jeszcze nie umarł całkowicie, ale już został wyrzucony, ponieważ byli szczęśliwi, że było o wiele więcej miejsca. Podczas tej straszliwej podróży na jednej stacji byłem świadkiem następującego zdarzenia :. Jedną z tych nieszczęśników w wagonie zaczął krzyczeć, że "Wody, wody!" Nie mogę już znieść pragnienia! " Towarzyszący im żołnierz SS powiedział: "Więc, chcesz wody?" Ustawił ramię nalewaka , którym napełniano wodą zbiorniki lokomotyw parowych na stacji , ponad tym wagonem i otworzył zawór. W ciągu kilku minut wylał na ten wagon taka masę wody, że wagon został do połowy wypełniony wodą. W pół godziny wszystko zamarzło w wodzie. Kto chciał przejść, został zastrzelony. Wyglądało to jak galareta w puszkach .Cały wagon z ludźmi zamarzł i oni umarli. Wyłączyli ten wagon ze składu i zepchnęli go na bocznicę, pojechaliśmy dalej. Tego widoku nigdy nie zapomnę. W czasie kiedy dotarliśmy do Dora miałem odmrożone obie nogi. Zostałem leżący w omdleniu w wagonie i leżałem nieprzytomny przez dwa dni w szpitalu. W jedną z moich nóg wdała się zgorzel i trzeba było operować mój duży palec. Z drugiej nogi po prostu odpadł kawałek ciała po rozmrożeniu. Piekielnie mnie bolało. Jako wyżywienie był tylko chleb i trochę zupy. Byłem bardzo osłabiony. Kiedy rany już się poprawiły i zacząłem chodzić, dostałem w obu nogach zakrzepowego zapalenia żył, które musiały być operowane. Operacje zostały wykonane bez znieczulenia. Interesujące rzeczy opowiedział mi jeden z lekarzy, z którym nieraz rozmawiałem. Więzień kierownik szpitala skarżył się kierownictwu, że nie ma dobrego chirurga w szpitalu, a byłoby to najbardziej potrzebne. Ten natychmiast zadzwonił do Paryża, tam poszli natychmiast na uniwersytet do kampusu dwóch słynnych lekarzy, ich mieszkania zostały przeszukane i już było dwóch doskonałych chirurgów. To francuscy chirurdzy powiedzieli następnie tamtejszemu lekarzowi. Nagle zauważyliśmy , że wszystkich wywieźli z obozu. Pewnego dnia lżej chorych też zabrano. Pozostałem tam tylko ja bo nie mogłem chodzić. Straży szpitala został wydany rozkaz, aby nas zabić, jednak wtedy już bardzo się spieszyli i tam nas zostawili. Tydzień zostawili nas całkowicie samym sobie. Kto mógł się poruszać, poszedł do opuszczonej wsi i przyniósł nam trochę żywności.12 kwietnia ukazali się Amerykanie. Kiedy zobaczyliśmy pierwszy amerykański samochód przez okno, wszyscy wstali z łóżek i tak ich powitaliśmy.
196, M, uczeń ur 1921, lat 24, daty nie podane, Buna ( 9 miesięcy ), Gleiwitz ( 18-01-45 ), Buchenwald, Crawinkel, Ohrdruff, Buchenwald, Weimar, Flossenburg, Stamsred.
….. Stąd skierowano nas do pobliskich Monovitz, gdzie pracowałem w fabryce Buna należącej do IG Farbenindustrie. I mieszkałem tu przez 9 miesięcy. Pracowałem w kotłowni, było gorąco, musiałem rozładowywać popiół i ładować do wagoników. Dziennie po 12-14 godzin musiałem ładować gorący spalony węgiel łopatą. To było piekło. To nie do pomyślenia, jaka to jest straszna praca. Przebywałem w groźnym cieple, pyle węglowym, wilgoci, toksycznych gazach, pyłem węglowym miałem oblepione całe ciało. Nie mogłem mieć chwili odpoczynku w pracy, czy wyjść na minutę na świeże powietrze, czy przemówić słowo. Praca była bardzo męcząca i upał był męczący. Ponadto cierpiałem bardzo również dlatego, że nie mogłem się przyzwoicie umyć, a skóra stale mnie swędziała z uwagi na wilgoć i pył węglowy obecne na niej. Ubrania nie mogłem zmienić przez trzy miesiące i musiałem chodzić ciągle spocony w brudnym ubraniu. IG nie pozwalała stać na apelu, bo wtedy nie można by było wystarczająco dobrze pracować. Wyżywienie było bardzo złe, 25 dkg chleba, do tego 2 dkg kiełbasy lub margaryny i 1 litr zupy wieczorem, bez tłuszczu i soli a wszystko to bez smaku. Wielu ludzi dostawało biegunki i po 2-3 dniach umierali z całkowitego wyczerpania. Stamtąd nas w dniu 18-01-45 wywieźli, po części wagonami, a drogę do Gleiwitz odbyliśmy pieszo. Szliśmy pieszo trzy dni i wielu ludzi zamarzło po drodze. Każdy już był słaby, byliśmy w zimie w cienkiej odzieży, już dużo przeszliśmy pieszo…..
275, M, szewc ur 1927, lat 16, Birkenau ( ), Auschwitz ( ), Buna ( ), Laura-Hütte ( ), Mauthausen ( ), Gusen ( ) ,Gröditz ( ), Leitmeric ( ) daty nie podane
….. Ale tutaj byłem z moim ojcem, trzeciego dnia nas wytatuowali, i pod eskortą uzbrojonych żołnierzy SS zabrali nas jako więźniów do KL Auschwitz. Tu po raz kolejny nas zdezynfekowali , następnego dnia już poszliśmy pieszo do tamtejszego obozu Buna . Tam naszyli na płaszczach numery i następnego dnia poszliśmy do pracy. Praca polegała na tym, ze nosiliśmy 50-kilogramowe worki, w największym deszczu, więc w tydzień dostałem zapalenia płuc i dostałem się do szpitala. Mój ojciec odwiedził mnie tutaj. Byłem chory pięć tygodni. Kiedy wyszedłem ; ledwie stałem na nogach, tak byłem osłabiony. Po pięciu dniach nas 30 osób wywieziono do fabryki armat. Od tamtej pory już nigdy nie słyszałem o moim ojcu. …..
288,M, pomocnik kupca ur. 1926, lat19, Birkenau,Auschwitz,Buna,Dora,Ravensbruck,
Ludwigslust , daty nie podane
Byliśmy w getto w Maramarossziget , kiedy pewnego rana rozeszła się wieść, że zabierają nas do Węgier do pracy. O dziewiątej już musieliśmy wyruszać. Nie było czasu się pakować, ale jak się później okazało, szkoda było zbyt dużo pakować, tyle co poprzednio, ponieważ polecili zostawić większość bagażu przed wejściem do pociągu, a bagaże miały dotrzeć później. Tak więc nie było nic do jedzenia w wagonie. W Koszycach dali po raz pierwszy jedno wiadro wody. Do Birkenau przybyliśmy o północy. Nie było ciemno, bo z daleka migotały płomienie z krematorium. Byliśmy przygotowani że tam pójdziemy. Chorzy zostali załadowani na ciężarówkę. Kiedy szliśmy dalej, widzieliśmy, że kiedy wyjęli ich z samochodu, zdjęli im ubrania i żywcem wrzucali do ognia. Widziałem to na własne oczy. Więc poszliśmy do Auschwitz , tam do łaźni , skierowali nas do dezynfekcji, ostrzygli, pozbawili włosów na całym ciele i nago musieliśmy iść do odległego o pół kilometra bloku. Był wieczór i było zimno. Oznaczyli nas tatuażem dostałem numer 5734. Skierowali nas do bloku 17A, stąd poszliśmy z transportem do Buny. W Buna pracowałem w fabryce. Nas w fabryce nie bito, tylko tych , którzy byli poza fabryka . Musieliśmy podnosić ciężkie żelazo, kto nie mógł unieść, tego SS bili. Wielu to spotkało przy pracy i wszyscy pomarli. Fabryka była silnie bombardowana. Podczas bombardowania gonili nas do gaszenia pożarów. Wokół nas w każdej sekundzie wybuchały bomby.
Wiele osób wówczas zginęło, w tym Frank Herschel 12 latek z Huszt i Rottenstein , 13 letni mały chłopiec z Nagyszöllös.18-01-45 ewakuowano nas. Wyruszyliśmy pieszo o16-teh po południu i szliśmy do północy następnego dnia. Szliśmy 120 km bez odpoczynku. Kto nie mógł wytrzymać marszu, tego zastrzelili. Przybyliśmy do Gleiwitz. Ulokowali nas w poddaszu domu . Bardzo tolakodtunk. Mogliśmy się wspiąć wąską drabinka na strych i 12 tysięcy osób było razem. Byliśmy bici, wielu z nas zastrzelili każdy próbował się wspiąć. Była tam selekcja, prowadziło ją SS i lekarze z Rzeszy. Kto jej nie przeszedł , tam go zastrzelili na miejscu. Sceny były straszne. Błagali, że jeszcze chcą żyć. Jeden zawodził, że ma dziesięcioro dzieci i błagał, aby go pozostawić przy życiu. Nikogo nie pozostawili. Mnie też wyselekcjonowali, bo chodziłem o lasce, ale odrzuciłem kij i pobiegłem na drugą stronę, więc pozostałem przy życiu. Wsiedliśmy do pociągu . Jednym otwartym wagonem jechało 160 osób . Od pierwszej nocy było dużo martwych. Ginęły w tłoku zdrowe osoby. Wody nie dali. Zakazali wychylania się. Kto wystawił głowę, tego zastrzelili. Próbowaliśmy nabrać śniegu za pomocą menażki opuszczonej na lince, strzelali w rękę. Miałem znajomego z Nagyszöllös nazwiskiem Rosner Gyuri. Ja byłem bardzo chory, ale Rosner Gyuri powiedział, ze mi nie pozwoli umrzeć i odprowadzi mnie do domu do mojego ojca przy życiu. Byłem strasznie spragniony, a Gyuri Rosner zwrócił się do esesmana, aby pozwolił mu podnieść trochę śniegu z nasypu. SS zezwolił a gdy więzień wychylił się z wagonu, został zastrzelony na miejscu, miał 34 lata. Był szczęśliwy, bo wtedy w pociągu wiedział, że jego żona żyje ( tekst niejasny-przyp. mój ). Umarł za mnie . Kiedy jechaliśmy przez Czechy pod mostem, Czesi próbowali nam zrzucić z góry jedzenie. Jednak SS zaczęli strzelać do nich, więc nie mogli. Jedna paczka spadła do naszego wagonu, była tam bułka i trochę mięsa. Ponad połowa moich towarzyszy zmarła w drodze. O wiele więcej osób z narażeniem życia próbowali zebrać trochę śniegu, prawie wszyscy zginęli, zastrzelili ich. Wiele osób oszalało. Byli tacy, którzy wyskoczyli z jadącego pociągu na pewną śmierć. Przybylismy do Dora, gdzie przez dwa tygodnie byliśmy w kwarantannie. Przez trzy dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Potem już tylu miało biegunkę. Praca była w fabryce V-1. Pracowaliśmy w tunelu. Czas pracy był 14 godzin dziennie. Pracowałem na nocne zmiany. Praca rozpoczynała się o 18 wieczorem i trwała do 8-mej rano. Po pracy staliśmy godzinę w kolejce po śniadanie. Jeśli ktoś przez przypadek nie miał czystych butów, nie dostał śniadania. Był taki czas, że nie dostawaliśmy chleba, tylko po trzy kartofle dziennie. Na tym musieliśmy pracować po 14 godzin. Raz zrobili apel o 1-wszej w nocy. Wyszliśmy na apel. Dopiero tam dowiedzieliśmy się, co się dzieje. Stu sześćdziesięciu ludzi zosta
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)