Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie budowy Riese Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:27, 30 Sie 2013 Powrót do góry

16.- Obóz Reichenbach Dzierżoniów
11,283,309,418,480,481,782,894,1013,1024,1065,1076,1090,1100,1185,1255,1389,1431,
1448,1678,1728,1860,2010,2011,2050,2152,2270,2307,2409,2450,2499,2620,2718,2719, 2824, 2912,3109,3166,3180,3229,3357, 3503, 3512, 3645=45
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
45 relacji, 67 osób
A1- Płeć
M- 8 osób
K- 59 osób
B- wiek survivorów w roku 1945
Mężczyźni Kobiety
Do 20 lat=, 5 osób=15, 2x19, 2x20 lat 36 osób=15, 8x16, 7x17, 6x18, 5x19, 9x20 lat
21 do 30 lat= , 2 osoby=22, 23 lat 23 osoby=6x21, 22, 5x23, 24, 4x25, 2x26, 2x28, 2x29lat
31 do 40 lat=, 1 osoba=32 lat 0
Powyżej 40 lat=, 0 0

D- zawód internowanych
Mężczyżni Kobiety
Rzemiosło 4 osoby=krawiec, 16 osób=8 krawcowych, 2 fryzjerki,2 parasolniczki,
stolarz,szewc, garbarz technik dentystyczny,zegarmistrz,kapeluszniczka,drogistka
Handel- 1=były kupiec 0
Uczący się- 2 13 uczennic
Prac. umysłowi - 0 1 osoba= nauczycielk-malarka
Gospodyni domowa 0 28
Bez podanego zawodu- 1 1
D-standing rodziny przed aresztowaniem
11- W moim mieście, prawie wszystkie rodziny żydowskie były dobrze sytuowane, częściowo jako handlowcy, częściowo jako właściciele ziemscy
283- W Munkaczu mieszkało około 16 tysięcy rodzin żydowskich, głównie handlowców i rzemieślników
309- Nasi rodzice mieszkali w Koszycach, nasz ojciec był zastępcą dyrektora w fabryce dywanów,my obie chodziłyśmy do gimnazjum
418-W Koszycach mieszkało ok. 5-6 tysięcy rodzin żydowskich.. Głównie zajmowali się handlem i przemysłem. Większość z nich była zamożna, ale oczywiście była również dość duża liczba ubogich. Mieszkaliśmy beztrosko, mieliśmy dobre warunki finansowe. Kiedy należeliśmy do państwa czeskiego, mieliśmy równe prawa z chrześcijanami , ale zaraz po inwazji Węgrów zaczęły się prześladowania Żydów . Już w 1942 roku,właścicieli żydowskiego przemysłu w 80% wywłaszczono. 19 marca 1944 przyszli Niemcy. Wkrótce potem musieliśmy iść do getta
480- W Lipeckiej Polanie mieszkało 55 rodzin żydowskich. Mój ojciec był biedny. W ogóle, wszyscy Żydzi byli biedni, a większość kopaczami byli
1076- Mieszkałam w Hust z moim ojcem, który był majstrem w piwnicy win .
1100- Mieszkałyśmy w Hust z naszą matką i braćmi, mieliśmy mały kawałek ziemi i z tego żyliśmy.…
1448- Byliśmy pięciorgiem rodzeństwa….. Mój ojciec był mechanikiem,…. ojciec pracował bardzo ciężko
1728- W Raho mieszkało ok. 1200 żydowskich rodzin, głównie kupców, rzemieślników, przewożących drewno, zarówno zamożniejszych , jak i biedniejszych ludzi. Mieszkałam w naszym domu z ojcem , który zajmował się handlem drewnem, również mogliśmy skorzystać z dochodu z działalności gospodarczej.
2450- Kiedy przyszli Niemcy do Węgier na wiosnę 1944 roku wiedzieliśmy już, że przyszły złe dni dla Żydów. Jeśli chodzi o biżuterię, pieniądze, częściowo zostały zakopane i częściowo umieszczone u chrześcijańskich znajomych. Naturalnie, ubrań i sprzętów nie ukrywaliśmy
3503- W Koszycach pracowałem jako szewc, gdy zostałem zabrany do obozu pracy.
3645-3 lipca1944-go, kiedy jako majster w fabryce mydła- gdzie pracowałam dla fabryk zbrojeniowych - wróciłam do domu,
Na dwanaście osób, kóre wyraziły opinię n/t standingu społeczności żydowskiej, 4 sugerują , że ich wyraziciel należał do uboższych sfer społeczności żydowskiej. 5 osób należało do bogatszych rodzin. Większość społeczności żydowskiej uchodziła za ludzi zamożnych, handlowcow, rzemieślników, przedsiębiorców, urzędników . Byli też ubożsi.
E- data przybycia do obozu
Mężczyźni Kobiety
Czerwiec-44: = 1 osoba=12-06-44 6 osób= 7x1, 30x3, bez podania dnia x 2 osoby
Lipiec 44: = 0 5 osób=17-tego x2, 20x1, 26x2 osoby
Sierpień 44 = 0 19 osób=2x2,3x2,6x1,20x4, 25x1,27x4,29x1, dnia nie podano x4
Wrzesień 44: = 4 osoby=1x1,17x2,24x1 8 osób=1x2, 3x5, 30x1 osób
Grudzień 44 = 1 osoba=15-12-44
Nieokreślony: = Mężczyźni-2 osoby 6-7 m-cy, 6 m-cy ) Kobiety 20 osób= 9m-cyx1, 8 m-cyx2, 7 m-cyx2, 6 m-cyx5, 5m-cyx1, 1m-cx1, 5 tyg.x1, dnia nie podano x7 osób
Pierwsze przyjazdy zanotowano w czerwcu 44, maksimum w sierpniu i w lecie 44, pojedyncze osoby aż do grudnia 44. Duża liczba kobiet określiła czas przebywania tylko w miesiącach.
F- data ewakuacji z obozu
Sierpień 44 = 1 kobieta została przekazana do Breslau-Hundsfeld
Listopad 44 = 2 kobiety ewakuowane do Parschnitz z fabryki samolotów (3357 )- bez podanego dnia.
Styczeń 45 = 5 kobiet=8x2-ewakuowane do Salzwedel, (10x1, -ewakuowane do Pforta (15x1, bez podania dnia x1osoba ewakuowane do Parschnitz-Kratzau )
Luty 45 = 17 kobiet= (pocz. x1- ewakuacja do Parschnitz-Kratzau ), ( 10x2- ewakuacja do Bergen-Belsen ), ( 16x3,17x1- ewakuacja do Pforta-Fallersleben-Salzwedel ) (18x1-ewakuacja do Trautenau, Pforta-Fallersleben, Salzwedel ),(19x2-ewakuacja do Pforta-Salzwedel ),(20x4-ewakuacja do Pforta-Fallersleben-Salzwedel ),( 22x1, -ewakuacja do Trautenau-Pforta-Fallersleben-Salzwedel ),( bez datyx2 osoby-ewakuacja do Porta, Fallersleben-Salzwedel )
marzec 45 = 3 kobiety= ( pocz.x2-ewakuacja do Porta-Fallersleben-Salzwedel ), (20x1- ewakuacja do Porta-Fallersleben-Salzwedel),
Bez podania daty ewakuowano 13 kobiet, z czego do Pforta 8, do Kratzau- 3, do Bergen-Belsen-1, do Salzwedel-1 osobę.
Pozostawiono na miejscu = 15 kobiet pozostało na miejscu.
Mężczyźni: 4 osoby, w tym część chorych i nieletni pozostawiono na miejscu do wyzwolenia, 2 osoby przekazano do Dornhau 10-tego i 20-tego01-45, dwie osoby po 6-ciu i 6-7 m-cach przewieziono do Dachau.
Reasumując, zakłady w Reichenbach , jako leżące na powierzchni, zostały ewakuowane, gdy oceniono, że nie są do utrzymania, w tym czasie jeszcze kontynuowano prace w podziemnym obiekcie Riese . Kiedy w Reichenbach zbombardowano tamtejszą fabrykę samolotów, w listopadzie 44, załogę ewakuowano przez Parschnitz do Kratzau( 3357 ).
W styczniu 45 były 2 ewakuacje. Jedna z nich ( 418 i 2450- 8-go lub 10-stycznia 45 ) poszła do Pforta. Ewakuowane były pracownice fabryki Telefunkena. Druga ( 1448 i 2409 –15-1-45 ) poszła do Parschnitz i Kratzau. W transporcie tym uczestniczyli ; pracownice fabryki Hagenuck tajnych aparatów, 800 pracownic fabryki samolotów Telefunkena ! i 1200 pracowników Telefunken.
W lutym 45 były prawdopodobnie trzy ewakuacje. Na początku miesiąca poszła ewakuacja do Parschnitz-Kratzau (1076 ). Ewakuowano zbombardowana fabrykę. Druga ewakuacja poszła 10-02-45 do Bergen-Belsen ( 2620 ). Był to transport chorych z fabryki samolotów. Trzecia ewakuacja ( 1860,2011,2050,2307,2824,3108, 3645 datowana na 16 do 22 luty ) poszła do Trautenau-Pforta-Fallersleben-Salzwedel. Uczestniczyli w niej wszyscy więźniowie, ok. 1000 osób pracujący dla Telefunkena (fabryka telefonów, lamp radiowych i elektrycznych).
W marcu 45 były prawdopodobnie dwa transporty. Pierwszy wyruszył na początku marca ( 894 ) do Porta, Fallersleben, Salzwedel. Ewakuacji podlegały pracownice fabryki amunicji ( pewnie część ). Następny (relacja 1185- 20-03-45 ) wyruszył do Pforta-Fallersleben- Salzwedel. Była to pracownica fabryki radiowej Telefunkena. Być może pomyliła datę, ale nie ma możliwości weryfikacji.
Ale ewakuacje nie objęły wszystkich pracowników. Na miejscu pozostała zmniejszona załoga febryki radiowej Philipsa, która przy mniejszonej załodze pracowała jeszcze 1.5 m-ca , do wyzwolenia ( 2499). W fabryce części do dział zawrócono 37 kobiet, które pozostały na miejscu do wyzwolenia ( relacja 1024). Pracownice ze zbombardowanej fabryki modułów radiowych ( 1728 ) pozostały do wyzwolenia na miejscu, kopiąc okopy. Na miejscu pozostała chora (1431 ) z fabryki radiowej Hagenuck. Pracownica fabryki broni ( 1100 ) podała, że na 3 dni przed wyzwoleniem Niemcy ich zamknęli i opuścili obóz. Na miejscu pozostały pracownice ( 283 ) fabryki radiowej i amunicji ( 1013 ). Pracownica ( 2307 ) części do samolotów uważała, że wyzwolili ich Amerykanie.
Wśród mężczyzn pozostali pracownicy kamieniołomu ( 1090 ), kopiący okopy (1255 ) i nieletni, pracujący na budowie i przy okopach, pozostawiony przez SS ( 481 ). Pracownik ( 1065 ) fabryki, pracujący na budowie i przy kopaniu okopów podał, że dwukrotnie odchodziły transporty chorych do Dachau. Relacje 11 i 3503 podają jaki był los tych chorych.Kobieta z fabryki części samolotowych ( 2620 ) z transportem chorych została wywieziona w połowie lutego do Bergen-Belsen. Pracownicy ( 1065) kopiący okopy i ( 480 ) budujący obóz i kanał zostali przeniesieni do Dornhau ( 10-tego i 20-tego stycznia 45 ) i 480 był zatrudniony w kopalni przy obrywce kamieni. Tam doczekali wyzwolenia.
G- zadania
11-M. W Reichenbach pracowałem na pewnej dużej budowie z deskowaniami, cegłami , betonem, żelazem itp. Praca była dla nas bardzo ciężka , pracowaliśmy pod nadzorem „kapo” (Arbeiteführer)
480-M. Tu byliśmy sześć miesięcy, także zbudowaliśmy obóz, a następnie zrobiliśmy kanał.
481-M. pojechaliśmy do Reichenbach. Obóz nie był jeszcze gotowy, i kończyliśmy budowę.
1065-M. To był wielki Lager i były wśród nich starsze osoby i kobiety, którzy pracowali z nami, a mianowicie system rowów wykopaliśmy.
1090-M. Tu wykonywaliśmy bardzo ciężka pracę w kopalni / kamieniołomie.
1255-M. Było w sumie 1000 Polaków i Węgrów, wielu pracowało w fabryce, ja pracowałem na budowie i kopałem także okopy, 12 godzin dziennie.
3503-M. w obozie był wielki rygor i panowała żelazna dyscyplina . Tu przydzielono nas do pracy w firmie budowlanej Zill & Knebich. Budowaliśmy tu baraki z żużla i cegły. Metoda ta jest bardzo praktyczna, ponieważ było to bardzo lekkie, a domy z cegły zostały szybko zbudowane.

283-K. Pracowałyśmy w fabryce radiowej , stale na nocnej zmianie, przez osiem dni, od szóstej wieczorem do godziny szóstej trzydzieści rano pod bardzo ścisłym nadzorem.
309-K. Do Reichenbach dostałyśmy się do fabryki Telefunken gdzie z życia obozowego spędziłyśmy najlepsze dni.
418-K. poszłyśmy do Reichenbach / Oberschlesien / . Tu był to 12-godzinny czas pracy w fabryce. Pracowaliśmy jeden tydzień na noc, kolejny tydzień na dzienną zmianę.
782-K. Tu dostałyśmy się do fabryki radiowej ale praca była bardzo trudna. Pracowałam po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną.
894-K. Pracowałyśmy po 12 godzin dziennie w fabryce amunicji
1013-K. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji. Pracowałem po 12 godzin dziennie, czas pracy wynosił 12 godzin dziennie i pracowaliśmy na zmiany dzienną i nocna na przemian.
1024-K. Produkowałyśmy części do dział , pracowałyśmy na dwie zmianyk tydzień na dniówki, następny tydzień na nocki.
1076-K. Słuchałyśmy również radio w fabryce.
1100-K. Udaliśmy się do pracy, najpierw prace ziemne były prowadzone. Było to bardzo trudne zadanie. Do 3 miesiecy wybierałyśmy , pracę przy wodociągach i wykonywanie bunkra. Bardzo byliśmy głodne. Później skierowali nas do fabryki broni,
1185-K. Transport przybył do Reichenbach do pracy w fabryce lamp radiowych Telefunkena.
1389-K. Tu pracowałyśmy w fabryce od 6 rano, do 18 wieczorem z półgodzinną przerwa na obiad. ..Tu również byli francuscy, belgijscy i polscy jeńcy wojenni,
1431-K. Poszłam do pracy do fabryki radiowej Haggenuck. Pracowałyśmy na dwie zmiany, przemieniane po tygodni z dziennej na nocną i odwrotnie.
1448-K. Pracowałyśmy w zakładzie o nazwie Hagenuck i robiłyśmy tajne aparaty. Praca była łatwa i przyjema, pracę wykonywałyśmy siedząc. Nie musiałyśmy pracować długo, jedzenie było bardzo dobre. Jedząc słuchałyśmy radio, nikt nas nie krzywdził. Kiedy front się zbliżył, było nalot ale nasz zakład nie poniósł szkody, ale fabryka opla po drugiej stronie ulicy została zniszczona.
1678-K. pracowałyśmy w fabryce Telefunkena.
1728-K. Pracowałam w fabryce modułow radiowych. Czas pracy był 12 godzin dziennie, na zmiane nocną i dzienna , przemiennie. Fabryka została zbombardowana, a następnie, kopaliśmy rowy
1860-K. W Reichenbach przydzielono nas do pracy w fabryce lamp radiowych , pracowałyśmy po 12 godzin dziennie na 2 zmiany. … Później przeniesiono mnie z obozu pracy do obozu koncentracyjnego , …. Pracowaliśmy tam do końca lutego.
2010-K. Tam pracowaliśmy w fabryce Telefunkena po 12 godzin na dobę, tydzień na zmiane nocną, 1 tydzień na zmiane dzienną.
2011-K. Tutaj dostaliśmy pracę w fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmianę dzienna i nocną, przemiennie.
2050-K. Tutaj w fabryce telefonów robiliśmy lampy radiowe i elektryczne. Pracowałyśmy w dwóch grupach po 12 godzin.
2152-K. Tu część pracowała w fabryce radiowej, , inna część pracowała w fabryce amunicji. W tej ostatniej grupie , wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę i panowała duża surowość. Kobiety z SS, tzw. Aufseherin ( nadzorczynie ) , którzy byli z nami w trakcie pracy ; stale nas napastowaly. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie
2270-K. Tu pracowałyśmy w fabryce, robiłyśmy części do samolotów.
…W fabryce pracowałyśmy na zmiany dzienne i nocne, po 12 godzin dziennie, na przemian, to była bardzo ciężka praca.
2307-K. Tu pracowałyśmy w radiowej fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin i byliśmy przypisani na dzienne i nocne zmiany.
2409-K. Pracowałyśmy w pewnej fabryce samolotów / Telefunkena! / …. Na tym stanowisku pracy 30 żydowskich dziewcząt pracowało .
2450-K. Pracowałam 12 godzin dziennie w fabryce Telefunkena.
2499-K. gdzie zostaliśmy zatrudnieni w radiowej fabryce Philipsa. …Praca nie była trudna, i była tu utrzymywana dość ścisła dyscyplina, ale w pracy nie byłyśmy popędzane i nie wymagano od nas nadludzkich osiągów
2620-K. Poszliśmy do pracy w fabryce samolotów, w fabryce nie było źle, ale w obozie było bardzo źle…. Pracowaliśmy dziennie po 12 godzin,
2718-K. pracowałyśmy w fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie,
2719-K. Pracowałyśmy w radiowej fabryce Telefunkena.
2824-K. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy . Fabryka dawała nam świadczenia, i byliśmy zadowoleni. Majstrowie starali się być dobrzy dla nas i pomagali nam, mimo że było to im zabronione.
2912-K. Pracowaliśmy w fabryce Telefunkena, robiliśmy lampy radiowe, dziennie pracowałyśmy po 12 godzin.
3109-K. Kiedy Rosjanie zbliżali się do nas , przesunęli nas do Reichenbach, gdzie ponownie pracował z Flechnerem w podobnych okolicznościach. ( tkalnia –przyp. mój )
3166-K. 6 tygodni pracowałam w fabryce radiowej Hagenuck ,tu traktowanie było wystarczająco dobre, , …. Stąd przeniesiono mnie do innego pobliskiego obozu, do Szkoly Sportowej, Sportschule. Tutaj szkoliły nas i praktykowały rygor niemieckie nadzorczynie z SS. …. Byłyśmy tam do 15 lutego. W ciągu ostatnich kilku dni bardzo zbombardowali fabrykę, nie można było kontynuować pracy.
3229-K. Tu w fabryce Telefunken pracowałyśmy po 12 godzin dziennie, pod nadzorem kobiet z SS.
3357-K.To był przyzwoity, czysty obóz ; do miejsca pracy w fabryce samolotów miałyśmy do pieszego przejścia odległość 8 km. Majstrami byli przyzwoici cywile. Pracowali tu holenderscy jeńcy mężczyzni i kobiety żydowskie . Jedzenie było bardzo ograniczone, to prawda, że dostawaliśmy go tyle, co cywile. Gdy zbombardowali fabrykę, zabrali nas do Parschnitz.
3645-K. Po przyjeździe do Reichenbach umieścili nas w fabryce Telefunkena. Były tam dwa obozy, jeden mniejszy w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki, było tam 300 Holenderek i 60 węgierskich Żydówek, ten drugi obóz był poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), ale tutaj byli nie tylko ci, którzy pracowali w fabryce Telefunkena, ale także ci, którzy pracowali w fabrykach Schiling, Hageneck Lehmann , byli również mężczyźni, którzy mieli łysy pasek na głowie.
Reasumując, były tam fabryki produkujące elementy mechaniczne, elektryczne ( Telefunken ) i radiowe /nawigacyjne do samolotów. Była fabryka broni, produkująca części do dział. W Waldenburgu były instalacje paliwowe. Byłoby logiczne w takim sąsiedztwie umieścić montownię gotowych samolotów, zwłaszcza, że Wielka Sowa ma długi, płaski grzbiet. Logiczniejsze niż transport masy części dalej. Była tu również fabryka amunicji i przeniesiona tkalnia.
G-1 –droga do pracy
782-K. Miejsce pracy było odległe o 4 km od obozu. ( fabryka radiowa )
1013-K. Miejsce pracy było odległe o 3-4 km od naszego obozu. ( fabryka amunicji )
1431-K. Do pracy z obozu szłyśmy 7-8 km,( fabryka radiowa Hagenuck )
2152-K. codzienie do pracy chodziłyśmy pieszo 12 km, (fabryka amunicji )
2270-K. Obóz był obok fabryki, ( fabryka części samolotów )
2450-K. Obóz leżał o 2 godziny drogi od fabryki . Po dniu ciężkiej pracy jeszcze musieliśmy iść dwie godziny . ( fabryka Telefunkena )
2620-K. co dzień robiliśmy pieszo drogę 8 km do fabryki . ( fabryka samolotów )
2824-K. Na początku mieszkaliśmy w barakach należących do fabryki,( części samolotów-przyp. mój ) które były w pobliżu fabryki. Później przeniesiono nas do kwatery mieszczącej się w Szkole Sportowej , która leżała 7 km. od fabryki. …Tutejsza Kommandoführerin, nazwiskiem Schneider która …
3357-K. do miejsca pracy w fabryce samolotów miałyśmy do pieszego przejścia odległość 8 km.
3645-K. Były tam dwa obozy, jeden mniejszy w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki,… ten drugi obóz był poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), ….Czas pracy był od 6 rano do 18.30 wieczorem, w tym godzinny marsz do i z fabryki.

H- najemca
309-K, 1185-K, 1678-K, 2010-K, 2011-K, 2307-K, 2409-K, 2450-K, 2718-K, 2719-K, 2912-K, 3229-K. Telefunken,
1431-K. Haggenuck,1448-K, 3166-K. Hagenuck
1448-K. Opel
2499-K. Philips
3109-K. Flechner- ( nazwisko dyrektora tkalni )
3503-M. Zill & Knebich. ( firma budowlana )
3645-K. Telefunken, Schiling, Hageneck ,Lehmann

I- wyżywienie
11-M. Jedzenie było bardzo złe i bardzo mało. Raz dziennie otrzymywaliśmy po pół litra zupy i po 20 dkg chleba .
283-K. . Zupy, które były gotowane w ciągu dnia, w nocy zawsze były już skwaśniałe i tak to jedliśmy w nocy, z głodu.
309-K. Nam się udało, zostałyśmy włączone do jednego z najlepszych transportów. Był to mały transport sto osób. Do Reichenbach dostałyśmy się do fabryki Telefunken gdzie z życia obozowego spędziłyśmy najlepsze dni. Praca była czysta, traktowane byłyśmy w sposób humanitarny, jedzenie było zadowalające.
418-K. Racje żywieniowe: zupa bez zawartości i 20 dkg chleba
480-M. Wyżywienie: 30 dkg chleba, zupa z brukwii i trochę margaryny
481-M. Jedzenia było bardzo mało, (lat 15)
782-K. Posiłki były bardzo słabe i mało . Dziennie dostawałyśmy po ćwierć bochenka chleba i trochę obierek ziemniaczanych lub lub marchwi. To było całe nasze wyżywienie, przy tym nie mogłyśmy zdobyć żywności.
1013-K. Pierwsze 2 dni były dostałyśmy dosyć jedzenia, a potem sytuacja się pogorszyła: na śniadanie dostawałyśmy czarną kawę lub zupę, 1 / 4 bochenka chleba, z dodatkiem kiełbasy lub margaryny, lub dżemu , na obiad ziemniaki
1065-M. Dzienna racja żywieniowa wynosiła 15 dkg chleba i zupa bez zawartości.
1076-K. Dostaliśmy zupę i chleb, i każdy dostał porcelanowe naczynia: miskę, kubek, talerz, sztućce dla siebie. Wyżywienie było przyzwoite, każdy dziennie dostawał 1 / 4 chleba, każdy dzień było coś na dodatek, a dwa razy dziennie była zupa. W fabryce, gdzie pracowałyśmy, otrzymywałyśmy przydziały cywilne. Majstrowie byli dla nas dobrzy , nie bili. Słuchałyśmy również radio w fabryce. O 10,30 była przerwa na posilek pół godziny, obiad mieliśmy dopiero o11,30. Dyrektor zawsze doglądał żeby dawali nam przyzwoite posiłki. Było czysto.
1100-K. Bardzo byliśmy głodne.
1185-K. Jedzenie mogło być lepsze ale i tak było wystarczające i głodu nie cierpiałyśmy ( Telefunken )
1255-M. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba, w niedziele pół, 2x zupę, margarynę i dodatek, zupa na obiad była bardzo dobra. Sprzedawaliśmy koszule niemieckim cywilom za tytoń, a tytoń zamienialiśmy z Polakami na jedzenie. …Otrzymaliśmy także pomoc od jeńców włoskich, francuskich, i holenderskich. ( praca w fabryce i przy okopach )
1389-K. Wyżywienie było tu lepsze niż w Birkenau, często dostawałyśmy kawę, czasem trochę mięsa i chleb.Tu również byli francuscy, belgijscy i polscy jeńcy wojenni, od których dostawałyśmy czasem trochę jedzenia ( zbombardowana fabryka )
1431-K. Jedzenie było bardzo słabe, dziennie kżdy dostawał 20 dkg chleba, później już tylko 15, 0,9 litra zupy, początkowo każdy dostawał trochę dodatku, później to zostało odwołane. ( fabryka radiowa Haggenuck )
1448-K. jedzenie było bardzo dobre. Jedząc słuchałyśmy radio, nikt nas nie krzywdził. Kiedy front się zbliżył, było nalot ale nasz zakład nie poniósł szkody, ale fabryka opla po drugiej stronie ulicy została zniszczona ( fabryka tajnych aparatów Hagenuck )
1728-K. Na początku wyżywienie było zadowalające, ale później ciągle było jeszcze gorzej i mniej ( fabryka modulów radiowych, po zbombardowaniu fabryki kopały okopy )
1860-K. wyżywienie było tolerowalne
2010-K. Praca w fabryce była bardzo dobra, od pracowników cywilnych dostawałyśmy coś do zjedzenia, ale gorzej byłyśmy traktowane w obozie, …Kiedy przyjechałyśmy, dostawałyśmy w obozie całkiem dobre posiłki. Kiedy przybyliśmy, dostawalyśmy dwa razy dziennie zupę, potem już tylko raz - ćwierć bochenka chleba, 1 łyżkę cukru, lub dżem. ( Telefunken )
2011-K. Dziennie dostawaliśmy około 25 dkg chleba , jakiś dodatek, i w południe dostawałiśmy trochę zuy i wieczorem trochę zupy ( Telefunken )
2152-K. otrzymywałyśmy po 1 / 4 bochenka chleba i zupę bez zawartości.
2270-K. Posiłki były takie jak w Auschwitz. Talerzy i sztućców nie dali, w dwunastu z ( kociołka ? –przyp mój ) lábasból jedliśmy , nie było łyżek. Mogłyśmy się umyć, , ale do mycia musiałyśmy używać tego samego kociołka , z którego jadłyśmy .( fabryka części do samolotów )
2307-K . Kobiety (2 ), ( Telefunken ) które wyraziły się bardzo negatywnie o obozie –słowem nie wspomniały o jedzeniu, widocznie nie miały powodu do skarg.-przyp. mój.
2409-K. Pracowałyśmy w pewnej fabryce samolotów / Telefunkena! / Rano dostawałyśmy zupę, obiad jedliśmy w fabryce, wieczorem dostawałyśmy 34 dkg chleba i margarynę lub dżem albo kvraglit. W każdą niedzielę dostawałyśmy po pół chleba.
2450-K. Brygadziści w fabryce byli w dużej mierze komunistami i byli bardzo dobrzy dla nas. Przynosili chleb, owoce, a nawet od jednego dostałam pończochy. …. Jedzenia było mało, każdy tracił na wadze. ( Telefunken )
2499-K. Jedzenie mogłoby być bardziej obfite, żebyśmy nie musiały głodować, ( radiowa fabryka Philipsa).
2620-K. Wyżywienie było bardzo słabe. Rano dostawaliśmy czarna kawę, w południe w fabryce dostawałyśmy po 3 / 4 litra zupy, a wieczorem po powrocie do domu znowu dostałyśmy po pół litra zupy i 25 dkg chleba. ( podkomendna pani Schneider )
2718-K. jedzenia dostawałyśmy bardzo mało . (Telefunken )
2719-K. ale mielismy stosunkowo dobrze. Dostawaliśmy po 30dkg chleba i dwa razy dziennie gotowane, ciepłe jedzenie. (Telefunken )
2824-K. Fabryka dawała nam świadczenia, i byliśmy zadowoleni. Majstrowie starali się być dobrzy dla nas i pomagali nam, mimo że było to im zabronione ( podkomendna pani Schneider )
3166-K. pracowałam w fabryce radiowej Hagenuck ,tu …. dostawaliśmy także dosyć jedzenia.
3180-K. Dawali nam tutaj dwa razy dziennie kawy, zupy i chleba
3229-K. Jedzenia dostawaliśmy bardzo mało i złej jakości. Pracownicy cywilni mieli zabronione rozmawiać z nami, ale byli oni bardzo mili , a czasem także dostaliśmy od nich jedzenie, a nawet byli tacy, którzy …( tekst niejasny-przyp. mój )
3357-K. . Jedzenie było bardzo ograniczone, to prawda, że dostawaliśmy go tyle, co cywile.( fabryka części samolotowych )
3503-M. Mimo to, jeśli człowiek jest głodny, to nic nie jest łatwe, czego doświadczyliśmy na własnej skórze. Polacy , którzy tam pracowali dobrowolnie , dawali nam jedzenie, …. (Zill&Knebich )
3645-K. Na początku zaopatrzenie w żywność nie było złe, ale potem gwałtownie się pogorszyło. Początkowo zupa była w południe i wieczorem plus 300 g chleba i dżem, później tylko zupa raz dziennie i mniej chleba , bez dodatków….. Czasami w przerwie spotykałyśmy mężczyzn. Ponieważ nie wolno było rozmawiać z nimi, podczas mycia rąk umieszczali mały pakunek obok kranu wodą i gestem dawali sygnał, żeby wziąć, był tam chleb albo inne pożywienie. ( Telefunken )

J- zakwaterowanie
283-K. Umieszczono nas w kamiennych barakach-fabryka radiowa
782-K. Najpierw mieszkaliśmy w środku miasta, a później umieścili nas w barakach, ok. 1000 kobiet. Czystość/ mycie było bardzo surowo wymagane. Miejsce było ładne, ale było strasznie zimno, bo to nie mieliśmy ubrań na zimno, chodziłyśmy na zimnie w łachmanach i drewniakach ( fabryka radiowa )
894-K. Mieszkałyśmy w nieogrzewanych barakach, spałyśmy na małych pryczach, był rozkaz , aby tylko jedna osoba leżała pod kocem na pryczy .( fabryka amunicji )
1013-K. Zakwaterowanie było bardzo dobre, spałyśmy w oddzielnych pryczach. W Reichenbach ponownie dostałyśmy ubrania i drewniaki … Również higienę osobistą mogłyśmy utrzymać, dotąd była również okazja, że czasem w fabryce otrzymywałyśmy ciepłą kąpiel. .( fabryka amunicji )
1024-K. Obóz był nieogrzewany, było nam bardzo zimno.( pracownica zbombardowanej fabryki częśći do dział, zatrudniona przy kopaniu okopów)
1065-M. To był wielki Lager i były wśród nich starsze osoby i kobiety, którzy pracowali z nami, a mianowicie system rowów wykopaliśmy.
1076-K. Co tydzień była wymiana odzieży, mieliśmy mydło, proszek do prania i ciepłą kąpiel raz w tygodniu w fabryce. W lutym rozpoczęła się duże ataki lotnicze. Także fabryka została zbombardowana
1100-K. Wprowadziliśmy się do bloku, w pierwszą noc spaliśmy na deskach , a później dostałyśmy koce i sienniki. Udaliśmy się do pracy, najpierw prace ziemne były prowadzone. …. Do 3 miesiecy wybierałyśmy , pracę przy wodociągach i wykonywanie bunkra. …Później skierowali nas do fabryki broni, było łatwiej, … Umywalnia była normalna i były wymiany odzieży, więc miejsce było czyste, nie miałyśmy wszy.
1255-M. Potem pojechaliśmy do Reichenbach, gdzie trafiliśmy do nowego obozu, było ich tam kilka…., ja pracowałem na budowie i kopałem także okopy, …. Były wymiany bielizny i odzieży do prania i odwszenia. …. Odzieży zimowej nie dostaliśmy. Do ogrzewania organizowaliśmy drewno z budowy.
1389-K. Nasze mieszkanie było całkiem dobre: zostałyśmy umieszczone w kamiennych domach , byłyśmy po 39 osób w pokoju, każda na osobnej pryczy. Czułyśmy się bardzo wygodnie w Reichenbach. Po 8 miesiącach fabryka została zbombardowana, więc zostałyśmy przeniesione do Kratzau. ( fabryka )
1431-K. Obóz był ładny i czysty, dobrze strzeżony i nie byłyśmy zawszone.( Haggenuck )
1448-K. Tu zorganizowane były pokoje, każdy miał oddzielną pryczę. Wszędzie panowała wysoka czystość i oczekiwano, że tak będzie utrzymywane. Pracowałyśmy w zakładzie o nazwie Hagenuck i robiłyśmy tajne aparaty.Kiedy front się zbliżył, było nalot ale nasz zakład nie poniósł szkody, ale fabryka opla po drugiej stronie ulicy została zniszczona. Dziękuję Bogu, że zakończyliśmy pracę przed zbliżaniem się frontu, zanim bombardowania zaczęły następować częściej. Fabryka została ewakuowana, my także ruszyłyśmy w drogę
1728-K. Obóz Reichenbach był zupełnie nowym obózem, panowała tu czystość, spaliśmy w oddzielnych pryczach , miałyśmy koce. …. Pracowałam w fabryce modułow radiowych. …. Fabryka została zbombardowana, a następnie, kopaliśmy rowy , …
1860-K. W Reichenbach przydzielono nas do pracy w fabryce lamp radiowych , …. Później przeniesiono mnie z obozu pracy do obozu koncentracyjnego .Pracowaliśmy tam do końca lutego.
2010-K. W zimie, w największe mrozy miałyśmy tylko 1 koc, każda spała w oddzielnym łóżku, trzeba się było rozebrać, nie można się było ogrzać tak, że było bardzo zimno. Sprawdzano i która leżała w łóżku, i nie była rozebrana, była karana. ( Telefunken )
2011-K. W jednym pokoju mieszkało nas czterdzieści , wszystkie w oddzielnych łóżkach. Mogliśmy się ogrzać tylko węglem pochodzącym z fabryki, było bardzo zimno. Na szczęście pracowałam w ciepłym miejscu w zakładzie pracy, więc przynajmniej w pracy nie było zimno. Myliśmy się i płukali najczęściej w fabryce, ponieważ w obozie nie było wody, aby umyć się i wysuszyć ubrania. ( Telefunken )
2270-K. Obóz był bardzo zły , bo niemiecki więzień był starszym obozu Lageralteste,…. ….Obóz był obok fabryki, gdzie mieszkałyśmy w kamiennych barakach, po sto osób na bloku, po dwie na pryczy. Kocy lub ręczników nie dano nam , w , zimie nie wolno się było ubrać w ciepłą odzież, była za to kara. W fabryce było również zimno , ale - powtarzam – nie wolno było chodzić w ciepłej odzieży.( fabryka części do samolotów-podkomendna pani Schneider )
2499-K. Ani mieszkanie , ani traktowanie nie było wyróżniające się od innych. (Philips )
2620-K. Poszliśmy do pracy w fabryce samolotów, w fabryce nie było źle, ale w obozie było bardzo źle. Kommandoführerin pani Schneider była dla nas bardzo zła. Mieszkaliśmy w nieogrzewanych barakach, miałyśmy po jednym kocu , i było nam bardzo zimno. … Wiele razy byliśmy bez butów i owijaliśmy nogi szmatami i tak szłyśmy, pończochy dostałyśmy dopiero w grudniu.
2824-K. Na początku mieszkaliśmy w barakach należących do fabryki, które były w pobliżu fabryki. Później przeniesiono nas do kwatery mieszczącej się w Szkole Sportowej , która leżała 7 km. od fabryki. … Tutejsza Kommandoführerin, nazwiskiem Schneider która… Zima była bardzo ciężka. Większość z nas nie miała butów i chodziliśmy boso do fabryki. Kiedy zbliżył się front rosyjski, czyli około 15 lutego, musiałyśmy opuścić miasto.
3166-K. pracowałam w fabryce radiowej Hagenuck ….. Stąd przeniesiono mnie do innego pobliskiego obozu, do Szkoły Sportowej, Sportschule. …. Byłyśmy tam do 15 lutego. W ciągu ostatnich kilku dni bardzo zbombardowali fabrykę, nie można było kontynuować pracy.
3357-K. do miejsca pracy w fabryce samolotów miałyśmy do pieszego przejścia odległość 8 km. Majstrami byli przyzwoici cywile. Pracowali tu holenderscy jeńcy mężczyzni i kobiety żydowskie . …Gdy zbombardowali fabrykę, zabrali nas do Parschnitz. Na miejscu pozostali tylko ci, który pracowali przy porządkowaniu ruin.
3503-M. Budowaliśmy tu baraki z żużla i cegły. Metoda ta jest bardzo praktyczna, ponieważ było to bardzo lekkie, a domy z cegły zostały szybko zbudowane
3645-K. umieścili nas w fabryce Telefunkena. Były tam dwa obozy, jeden mniejszy w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki, było tam 300 Holenderek i 60 węgierskich Żydówek, ten drugi obóz był poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), ale tutaj byli nie tylko ci, którzy pracowali w fabryce Telefunkena, ale także ci, którzy pracowali w fabrykach Schiling, Hageneck Lehmann , byli również mężczyźni, którzy mieli łysy pasek na głowie. Spałyśmy po dwie na jednej pryczy, były strasznie wąskie prycze. Z końcem lutego ze względu na postęp wojsk rosyjskich miasto stało się strefą działań wojennych Praca w fabryce została zatrzymana i znów podjęta Ulice były zatłoczone karawanami Niemców uciekających na zachód. 18 lutego 1945 wszyscy więźniowie pracujący dla Telefunkena zostali ewakuowani drogą pieszą. W przybliżeniu 1000 osób, …

K- traktowanie
11-M. pracowaliśmy pod nadzorem „kapo” (Arbeiteführer), którzy nas bardzo bili ( budowa )
309-K… traktowane byłyśmy w sposób humanitarny, ( Telefunken )
418-K. Kto nie pracował wystarczająco był bity, posądzany o sabotaż i odcinali jej włosy. Do dnia ewakuacji obozu 15 dziewczyn ukarano obcięciem włosów , kommandoführer był wielkim sadystą. Nawet w zimie nie dostałyśmy butów , ja chodziłam boso. Gdy zachorowała, pracowałam dalej, bo , bałam się zgłosić jako chora. Na nocnej zmianie Aufseherin ( nadzorczyni ) nie pozwalała nawet korzystać z ubikacji.
480-M. Nasi strażnicy stale nas bili bez powodu. ( budowal obóz i kanał )
481-M. . Co dwa tygodnie była selekcja i kto wyglądał źle, był chudszy niż średnia, był wysyłany do gazu. Było tu 45 chłopców w moim wieku, a raz oświadczyli , że ponieważ nie pracujemy najwiecj , musimy iść do gazu , ponieważ nie jesteśm wystarczająco przydatni. Zabrali 43 moich kolegów.Ja byłem przyjacielem pewnego SS- mana , który był w stanie mnie jeszcze tu zostawić . ( lat 15, budowa )
782-K. . Majstrowie fabryki byli bardzo surowi dla nas, ale nie byli oni szorstcy ani niegrzeczni. Bardziej byłyśmy torturowane w obozie. Była pewna Kommandoführerin ( komendantka komanda ), która zawsze karcąc nas stale twierdziła, że nadajemy się tylko do gazu , a rodziców już tak czy owak już nie ma….. Kolonnenführerin ( komendantka kolumny ) dla zabawy biła te, które nie mogły iść wystarczająco szybko tych 4 km drogi do pracy. ( fabryka radiowa )
894-K. . Jeżeli zauważyli, że dwie osoby lezą na pryczy, lub znaleźli u kogoś nóż lub łyżkę to taka osoba była bita batem i obcinali jej włosy .( amunicja )
1024-K. W pracy byłyśmy bardzo popędzane przez SS, a Aufsäherin ( nadzorczynie ) były złe ( części do dział ).
1065-M. Praca była nadzorowana przez kapo posługujących się językiem polskim , którzy traktowali nas przyzwoicie.
1076-K. Majstrowie byli dla nas dobrzy , nie bili. Słuchałyśmy również radio w fabryce. O 10,30 była przerwa na posilek pół godziny, obiad mieliśmy dopiero o11,30. Dyrektor zawsze doglądał żeby dawali nam przyzwoite posiłki.
1090-M. Mistrzami byli niemieccy SS-mani . Bili nas i gonili do większej produkcji.(kamieniołom )
1100-K. Kommandoführerin i inni SS bardzo nas bili.
1185-K. W ogólności nie możemy się skarżyć, ponieważ praca, którą trzeba było wykonać, nie była trudna, nie wymagano od nas zbyt dużej wydajności pracy ….Obchodzili się z nami jak z pracownikami i nie było żadnego bicia, im ządnych niesłusznych kar. Były byśmy bardzo rade, gdybyśmy tu mogły spędzić cały czas naszej deportacji , ale front się zbliżył i musiałyśmy iść dalej. ( lampy radiowe Telefunken )
1255-M. ja pracowałem na budowie i kopałem także okopy, 12 godzin dziennie. Polsko-żydowski starszy obozu chronił słabych Zydów węgierskich przy robocie. …Sprzedawaliśmy koszule niemieckim cywilom za tytoń, a tytoń zamienialiśmy z Polakami na jedzenie. Jeden raz więzień został na tym przyłapany i bardzo obity.
1389-K. Czułyśmy się bardzo wygodnie w Reichenbach.
1431-K. . Do pracy z obozu szłyśmy 7-8 km, krzyczeli na nas po drodze, kto wypadł z szyku, tego bili. Butów nie było, chodziłyśmy w kapciach, często były opady śniegu, nie mogłyśmy normalnie chodzić, a SS nie pozwalali go strząsnąć. Przychodziłyśmy zziębniete do fabryki, nie pozwalali ogrzać rąk, natychmiast musiałyśmy iść do pracy. Jeżeli poskarżyłyśmy się kobietom z SS, to jedyne, co mówiły, to : „ umieraj „.Pewnej nocy pracowałam przy wielkiej maszynie, miałam gorączkę czułam się chora ale bałam się zgłosić jako chora. Podczas pracy jakoś przysnęłam i mechanizm złapał mój sweter, to było zupełnie nowe zdarzenie dla mnie. Następnie moja siostra, która pracowała w pobliżu , zatrzymala maszynę, przy czym została ranna. Została zabrana do ambulansu, a gdyby natychmiast nie zatrzymała maszyny, to by mnie ten mechanizm przeciął. ( fabryka radiowa Hagenuck )
1448-K. Pracowałyśmy w zakładzie o nazwie Hagenuck i robiłyśmy tajne aparaty. Praca była łatwa i przyjemna, pracę wykonywałyśmy siedząc. Nie musiałyśmy pracować długo, jedzenie było bardzo dobre. Jedząc słuchałyśmy radio, nikt nas nie krzywdził.
1860-K. Traktowanie i wyżywienie było tolerowalne. Później przeniesiono mnie z obozu pracy do obozu koncentracyjnego , tam już było bardzo źle, SS-mani nas ciągle bili. ( lampy radiowe )
2010-K. Praca w fabryce była bardzo dobra, od pracowników cywilnych dostawałyśmy coś do zjedzenia, ale gorzej byłyśmy traktowane w obozie, gdzie Aufseherinek ( nadzorczynie ) były bardzo przykre i biły nas bez powodu. Każdego dnia był podwójny apel, niedzielę trzy razy i staliśmy tam godzinami. ( lampy radiowe Telefunken )
2050-K. W fabryce nie pracowało się dobrze, do WC można było wyjśc tyko za biletem. Każdego ranka rozdzielano te żetony i każdy otrzymywał na 12 godzin 2 sztuki. Jeżeli w rozdziale brakowało kilku, to nie dzieliliśmy się z resztą. Byliśmy stale obserwowani w naszej pracy, a jeśli ktoś wyprodukował mniej niż był powinien, to był karany. Taka karą było obcięcie włosów, lub 2 dni bunkra bez jedzenia. Była taka Kommandoführerin SS nazwiskiem Schneider, była straszne zła. Przechadzała się wśród nas stale z biczem w ręku , a jeśli ktoś po prostu przechodził , i nie zauważył jej , to również został pobity. ( lampy radiowe i elektryczne )
2152-K. w fabryce amunicji. W tej ostatniej grupie , wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę i panowała duża surowość. Kobiety z SS, tzw. Aufseherin ( nadzorczynie ) , którzy byli z nami w trakcie pracy ; stale nas napastowały.
2270-K. robiłyśmy części do samolotów. Majster - z którym pracowałam - było bardzo miły dla nas, nie pozwalał, żebyśmy zbyt dużo pracowały, ale jeśli nadzorczyni z SS-Kobieta - Pani Schneider - Aufseherinek zauważyła, że ze soba rozmawiamy, biła nas do krwi. ….Obóz był bardzo zły , bo niemiecki więzień był starszym obozu Lageralteste, który za byle co nas karał. Najbardziej łagodną karą było odebranie chleba przez 3 dni. Obóz był obok fabryki, gdzie mieszkałyśmy w kamiennych barakach, po sto osób na bloku, po dwie na pryczy
2307-K. Komendantka SS, była sadystycznego usposobienii i postępowała z nami bardzo okrutnie. Zawsze twierdziła, że nigdy nie wyjdziemy stąd żywi. Nigdy nie wypuściła z rąk bicza i biła nas , gdzie byśmy byli. Ci którzy pracowali w nocy, nie spali w ciągu dnia, pracowali przy sprzątaniu. Naloty były częste, wówczas wypędzała nas na dziedziniec i często stałyśmy tam długo,drżąć z zimna w cienkiej sukni, bez snu. ( radiowa fabryka Telefunkena )
2450-K. …. w fabryce Telefunkena. Obóz leżał o 2 godziny drogi od fabryki …. Brygadziści w fabryce byli w dużej mierze komunistami i byli bardzo dobrzy dla nas. Przynosili chleb, owoce, a nawet od jednego dostałam pończochy. Traktowanie w obozie nie było takie złe, ale bicie każdy dostał.
2499-K. …. w radiowej fabryce Philipsa. Ani mieszkanie , ani traktowanie nie było wyróżniające się od innych. Praca nie była trudna, i była tu utrzymywana dość ścisła dyscyplina, ale w pracy nie byłyśmy popędzane i nie wymagano od nas nadludzkich osiągów.
2620-K. fabryce samolotów, w fabryce nie było źle, ale w obozie było bardzo źle. Kommandoführerin pani Schneider była dla nas bardzo zła
2718-K. ….. w fabryce Telefunkena. …Traktowanie było bardzo surowe i niesprawiedliwe, byłyśmy wszystkie karane za najmniejszy drobiazg. Bili nas do krwi jeżeli zauważyli, ze mamy mały nóż, a później nie mogłyśmy rozdzielać chleba.
2719-K. w radiowej fabryce Telefunkena. SS nas tu nadzorowało , ale mielismy stosunkowo dobrze.
2824-K. Fabryka dawała nam świadczenia, i byliśmy zadowoleni. Majstrowie starali się być dobrzy dla nas i pomagali nam, mimo że było to im zabronione. Kobiety z SS były dla nas gorsze . Te za najmniejszy drobiazg słały sprawozdania do Kommandoführerin , wyrok w sprawie był ogłoszony na apelu , i osoba , której skierowana skarga dotyczyła , miala obcięte włosy, lub bywala wysłana do pracy przymusowej . Na początku mieszkaliśmy w barakach należących do fabryki, które były w pobliżu fabryki. Później przeniesiono nas do kwatery mieszczącej się w Szkole Sportowej , która leżała 7 km. od fabryki. ….Tutejsza Kommandoführerin, nazwiskiem Schneider która został powołana , traktowała nas bardzo źle. Karała nas surowo za byle co.
2912-K. Nadzorczynie SS biły nas przy każdej okazji i były szczęsliwe, jeżeli mogły zobaczyć nasze cierpienie ( lampy radiowe Telefunken )
3166-K. fabryce radiowej Hagenuck ,tu traktowanie było wystarczająco dobre, , dostawaliśmy także dosyć jedzenia. Stąd przeniesiono mnie do innego pobliskiego obozu, do Szkoly Sportowej, Sportschule. Tutaj szkoliły nas i praktykowały rygor niemieckie nadzorczynie z SS. Jeśli znalazły u kogoś kawałek chleba lub włókno buraków , które dostał od pracowników cywilnych lub francuskich jeńców wojennych, którym było żal więźniarki, to odcinały jej włosy i prawie pobiły na śmierć.
3229-K. Pracownicy cywilni mieli zabronione rozmawiać z nami, ale byli oni bardzo mili , a czasem także dostaliśmy od nich jedzenie, a nawet byli tacy, którzy …( tekst niejasny-przyp. mój ) ( Telefunken )
3357-K. … gdzie przyjęli nas bardzo ładnie, to prawda, że później to co dobre, odeszło w przeszłość.To był przyzwoity, czysty obóz ; do miejsca pracy w fabryce samolotów miałyśmy do pieszego przejścia odległość 8 km. Majstrami byli przyzwoici cywile. Pracowali tu holenderscy jeńcy mężczyzni i kobiety żydowskich . Jedzenie było bardzo ograniczone, to prawda, że dostawaliśmy go tyle, co cywile. Gdy zbombardowali fabrykę, zabrali nas do Parschnitz.
3503-M. Polacy , którzy tam pracowali dobrowolnie dawali nam jedzenie, ale jeśli ktoś został na tym przyłapany przez SS to bardzo pobili. ( budowa, Zill&Knebich )
3645-K. Mimo, że traktowanie było znacznie bardziej ludzkie niż w Auschwitz, jednak byliśmy w pracy bici
Reasumując, jasne jest , że to reżim wymagał określonego zachowania wobec więźniow i osoby bardziej indoktrynowane, bądź dbałe o karierę zachowywały śię w sposób bardziej bezwzględny. Również kapo mogli być w przymusowej sytuacji, był to sposób na przeżycie. Na 35 relacji 5 więźniarek żle wspomina komendantkę komanda panią Schneider. Więcej więźniarek żle wspomina nadzorczynie SS. Traktowanie w fabryce przez pracowników było lepsze.

L- opieka medyczna
M- śmiertelność w obozie
11-M. Były liczne ofiary głodu, głównie w wyniku niedożywienia i biegunki. ( uczestnik 400 osobowego transportu chorych do Dachau)
481-M. Co dwa tygodnie była selekcja i kto wyglądał źle, był chudszy niż średnia, był wysyłany do gazu. Było tu 45 chłopców w moim wieku, a raz oświadczyli , że ponieważ nie pracujemy najwiecj , musimy iść do gazu , ponieważ nie jesteśmy wystarczająco przydatni. Zabrali 43 moich kolegów.Ja byłem przyjacielem pewnego SS- mana , który był w stanie mnie jeszcze tu zostawić . ( 15 lat )
1065-M. Był wielki głód i wielu ludzi zginęło z krańcowego wyczerpania. Chorych wywożono do Dachau jednakże tych z obozu na stacji, wrzucili do żelaznych wagonów, tak że w momencie załadowania do wagonów byli już w większości zmarli.
1255-M. Dwa transporty chorych po 100 osób poszły do Dachau, słyszałem od więżnia, który tam był.
1431-K. Jeżeli poskarżyłyśmy się kobietom z SS, to jedyne, co mówiły, to : „ umieraj „.Pewnej nocy pracowałam przy wielkiej maszynie, miałam gorączkę czułam się chora ale bałam się zgłosić jako chora. Podczas pracy jakoś przysnęłam i mechanizm złapał mój sweter, to było zupełnie nowe zdarzenie dla mnie. Następnie moja siostra, która pracowała w pobliżu , zatrzymala maszynę, przy czym została ranna. Została zabrana do ambulansu, a gdyby natychmiast nie zatrzymała maszyny, to by mnie ten mechanizm przeciął.
2270-K. Ponieważ nie było ręczników, nie mogłyśmy się osuszyć, i musiałyśmy w zimie chodzić mokre na zewnątrz. Wiele osób zachorowało i zmarło z tego powodu. Gdy zbliżyli się Amerykanie, Niemcy uciekli.
3503-M. Tu wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania, z ciężkiej pracy wielu z niedostatku. Jakoś my Węgrzy nie potrafiliśmy przetrwać. Ale najdziwniejsze było to, że kobiety mogły przetrwać o wiele lepiej niż my, na 100 zmarłych mężczyzn, tylko jedna kobieta zmarła i na 100 węgierskich ofiar przypadał jeden lub dwa zgony wśród Polaków.
Reasumując, wiarygodną informacje podaje 3503, wg którego wśród kobirt były tylko pojedyncze przypadki zgonów. Jest bardzo prawdopodobne, że kobiety w Reichenbach nie podlegały aż takiemu brutalnemu traktowaniu jak mężczyźni , co skutkowało znacznie wiekszą śmiertelnością wśród nich, sięgającą kilkudziesięciu procent stanu.

N- przekazanie do innego obozu
11-M.przyszedł z Brzegu , gdzie pracował przy budowie lotniska.
480-M.przysedł z Breslau, gdzie budował obóz, do prac budowlanych . 2-01-45 przekazany do obozu Dörnau . Pracowaliśmy w kopalni, obcinaliśmy kamienie ( obrywka przyp. mój )- do wyzwolenia
1065-M. Przyszedł z Dyhernfurth 14-05-44. Przekazany 10-01-45 do Dornhau.
2152-K. Przekazana do Breslau-Hundsfeld 22-08-44.
3503-M. Przybył z Brzegu-Pępice, gdzie budował schrony dla samolotów na lotnisku. Wywieziony do Dachau.

O- liczebność obozu
782-K. Najpierw mieszkaliśmy w środku miasta, a później umieścili nas w barakach, ok. 1000 kobiet. (fabryka radiowa )
1255-M. Potem pojechaliśmy do Reichenbach, gdzie trafiliśmy do nowego obozu, było ich tam kilka. Było w sumie 1000 Polaków i Węgrów, wielu pracowało w fabryce, ja pracowałem na budowie i kopałem także okopy, 12 godzin dziennie.
1389-K. Tu również byli francuscy, belgijscy i polscy jeńcy wojenni, od których dostawalyśmy czasem trochę jedzenia. Nasze mieszkanie było całkiem dobre: zostałyśmy umieszczone w ( 14 – odczytałem przez lupę z oryginału-sprawdzić-przyp mój ) kamiennych domach , byłyśmy po 39 osób w pokoju, każda na osobnej pryczy. Czułyśmy się bardzo wygodnie w Reichenbach
2010-K. Szłyśmy w 1000 osób, ( ewakuacja fabryki Telefunken )
2270-K. Obóz był obok fabryki, gdzie mieszkałyśmy w kamiennych barakach, po sto osób na bloku, po dwie na pryczy.( fabryka części do samolotów )
2409-K. Na tym stanowisku pracy 30 żydowskich dziewcząt pracowało . W styczniu, kiedy już dalej nie pracowałyśmy, Telefunken z jednego miejsca wziął wziął 1200 ludzi i nas 800 osób i poszliśmy pieszo dalej przez kolejne 5 dni. ( fabryka samolotów Telefunkena – układy elektryczne dla samolotów ? przyp. mój )
2499-K. Po siedmiu miesiącach praca się zmniejszyla , najwyraźniej z powodu braku paliwa i zmniejszono liczbę więźniarek, które pracowały w fabryce a pozostałe zabrano z Reichenbach, wśród zabranych więźniarek była też moja siostra, która dotąd była ze mną. I pracowałam jeszcze przez około półtora miesiąca w fabryce w Reichenbach ( fabryka radiowa Philips )
2719-K. Pracowałyśmy w radiowej fabryce Telefunkena. Było nas 1000 osób ( w czasie ewakuacji –przyp. mój ),
3645-K. Były tam dwa obozy, jeden mniejszy w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki, było tam 300 Holenderek i 60 węgierskich Żydówek, ten drugi obóz był poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), ale tutaj byli nie tylko ci, którzy pracowali w fabryce Telefunkena, ale także ci, którzy pracowali w fabrykach Schiling, Hageneck Lehmann , byli również mężczyźni, którzy mieli łysy pasek na głowie.18 lutego 1945 wszyscy więźniowie pracujący dla Telefunkena zostali ewakuowani drogą pieszą. W przybliżeniu 1000 osób, wszystko kobiety, szłyśmy cztery dni do Trutnova,
P- wyzwolenie i przeżywalność
11-M. (wywieziony jako chory do Dachau.) W rezultacie, gdy znaleźliśmy się w Dachau, z 400 osób przybyło tylko 200-tu.( Stamtąd wywieziony do Killen w Tyrolu i wyzwolony przez Amerykanów.)
480-M. Stamtąd poszliśmy do obozu Dörnau . Pracowaliśmy w kopalni obcinaliśmy kamienie ( obrywka przyp. mój ) , a codziennie otrzymywaliśmy 18 dkg chleba i pół litra zupy z brukwii i rano czarną kawę. Dziennie 150 osób marło z głodu. Wyzwolili nas Rosjanie .
481-M. Było tu 45 chłopców w moim wieku, a raz oświadczyli , że ponieważ nie pracujemy najwiecj , musimy iść do gazu , ponieważ nie jesteśmy wystarczająco przydatni. Zabrali 43 moich kolegów. Ja byłem przyjacielem pewnego SS- mana , który był w stanie mnie jeszcze tu zostawić . Tu zostałem wyzwolony przez Rosjan. Lat 15- pozostawiony na miejscu.
1065-M. Wyzwolenia doczekał w Dornhau. ( kopał system rowów )
1090-M. Dwóch pracowników kamieniołomów pozostawionych na miejscu do wyzwolenia 8-05-45.
1255-M. Pracował na budowie i kopał okopy, pozostał na miejscu. W ostatniej chwili przed wyzwoleniem zwołano apel, straże odeszły na 5 godzin przed wejściem Rosjan, o 8-mej rano widzieliśmy jeszcze straże, o 3-ciej po południu weszli Rosjanie.
3503-M. Pracownik budowlany firmy Zill&Knebich, ewakuowany jako chory do Dachau ( 2 miesiące ), i Garmisch Partenkirchen ( 1-05-45)
283K. 09-05-1945 kiedy się obudziliśmy, na bramie obozu była zatknięta biała flaga, a następnie dowiedziałyśmy się jesteśmy oswobodzone. SS również wycofali się ostatniej nocy i uciekli, pozostawiając nas samych.( pracowała na nocnej zmianie w fabryce radiowej ).
309-K. ewakuowane w lutym via Trautenau do Porta, Fallersleben, Salzwedel. ( pracownice fabryki radiowej Telefunkena )
418-K. ewakuowane 8-01-45 via Trautenau do Porta , Salzwedel , wyzwolone 14-04-45 przez Amerykanów. Pracownice fabryki.
782-K.Ewakuowana via Trautenau do Porta , Fallersleben, Salzwedel . Pracownica fabryki radiowej ).
1185-K. 2 pracownice fabryki radiowej Telefunkena, ewakuowane na pocz. 03-45 ) via Parschnitz do Porta ( pocz. 03-45 do 2-04-45- fabryka Philipsa 7 pieter pod ziemią ), Fallersleben (2-8-04-45), Salzwedel (8-14-04-45)…
1678-K. Pracownice fabryki radiowej , ewakuowane do Porta, Fallersleben, Salzwedel , tam wyzwolone 15-04-45 przez Amerykanów.
1860-K. Pracownica fabryki lamp radiowych , przeniesiona potem do obozu koncentracyjnego, ewakuowana 17-02-45 via Trautenau ( 02-45, 3 dni) do Pforta ( 23-02-45 do 4-03-45), Fallersleben ( 03-45, 3 dni), Salzwedel ( 16-03-45 do 14-04-45). tam wyzwolona 14-04-45 przez Amerykanów. ….Następnego dnia poszłyśmy już do pracy, pracowałyśmy na siódmym piętrze pod ziemią w fabryce lamp radiowych Hammerwerke, aby przejść do fabryki, odległej o 3 km od obozu, musiałyśmy przejść przez dużą górę. Tam pracowałyśmy przez 4 tygodnie, a następnie wywieźli nas do Fallersleben. W Fallersleben byłyśmy 3 dni, następnie przeniesiono nas dalej do Salzwedel, gdzie kilka dni później, w dniu 14 kwietnia 1945 wyzwolili nas Amerykanie. Unterschaarführer powiedział, że otrzymał rozkaz , aby nas zlikwidować, ale go nie wykonał.
2010-K. Pracownica fabryki Telefunkena ewakuowana via Parschnitz ( 3 dni) do Pforta ( 2 tygodnie ), Fallersleben (3 dni), Salzwedel (3-4 dni). …W Reichenbach pracowaliśmy w fabryce Telefunkena ….. Tam( w Pforta ) również pracowałyśmy w fabryce Telefunkena umieszczoną pod ziemią. ….. Kiedy Anglicy podeszli, musiałyśmy stąd uciekać, poszliśmy pieszo do Fallersleben. Szłyśmy do 2-3 dni. Tu umieścili nas w zbombardowanej fabryce. Nie musiałyśmy pracować, ale były stałe naloty. Tu też była komora gazowa, i kiedy to zobaczyły polskie dziewczyny, zaczęły krzyczeć. Kommandführer również zapytał , o co chodzi? Powiedziałyśmy mu o naszych doświadczeniach z Auschwitz, nie chciał wierzyć. Stąd musieliśmy szybko uciekac i zabrali nas dalej do Salzwedel. Tutaj również byliśmy 3-4 dni, ale już było bardzo blisko do Amerykanów. Pewnego pięknego dnia Niemcy uciekli i 14-04-45 zostałyśmy wyzwolone przez Amerykanów.
2011-K. Pracownice fabryki Telefunkena ewakuowane 02-45 via Trautenau do Pforta ( 02-03-45), Fallersleben ( ok. 8 dni ), Salzwedel ( ok. 8 dni do 11-04-45). .. Kiedy Rosjanie zbliżyli się, musiałyśmy odejść pieszo do Trautenau 140 km. Ci, którzy nie mogli chodzić, byli zabierani do wagonu lub pociągu i tak zabierani dalej. Potem weszliśmy do otwartych wagonów i jechaliśmy przez sześć dni, na mrozie i o głodzie. W Trautenau dali nam po bochenku chleba, a następnie w Bergen-Belsen na stacji, dali po pół bochenka chleba. Dotarliśmy do Pfortá. .. Tam pracowaliśmy w podziemnej fabryce, w bardzo złym powietrzu.. Tu byliśmy jeszcze lepiej strzeżeni, niż w Reichenbach. .. Pracownicy w fabryce zachowywali się właściwie w stosunku do nas. Kiedy linia frontu się zbliżyła, nastąpiły stałe bombardowania fabryki, umieścili nas w pociągu i przewieźli do Fallersleben. Byliśmy tutaj przez 8 dni, ale nie pracowaliśmy. ... Około 8 dni później musieliśmy uciekać dalej. ..dostaliśmy się do Salzwedel. ..Tutaj też byłyśmy tylko 8 dni, kiedy Amerykanie nas wyzwolili 11-04-45.
2050-K. Pracownice w fabryce telefonów robiły lampy radiowe i elektryczne,ewakuowane z Reichenbach 20-02-45 via Trautenau ( 24-28-02-45 ) do Pforta ( 2-03-45 do 3-04-45 ), Fallersleben ( 5-10-04-45), Salzwedel ( 11-14-04-45). …Tak dotarliśmy do Trautenau. ..a potem załadowali nas na wagony..Między nami nie było przypadków zgonów , ale w wagonach, w których jechali mężczyźni, dziennie umierało po kilku i byli oni wyrzucani z wagonów po drodze. … dotarłyśmy do Pforta …Tu pracowałyśmy przez miesiąc w fabryce, wybudowanej całkowicie w skale w której zupełnie nie było świeżego powietrza. Tu robiłyśmy lampy radiowe i elektryczne. Wiele z nas nabawiło się gruźlicy. ... 3 kwietnia zostałyśmy stąd przeniesione dalej. .… Przyjechaliśmy do Fallersleben , gdzie natychmiast chcieli przekazywać nam straszne emocje dotyczące tamtejszego bunkra. Jednak obawiałam się, że to jest jakaś komora gazowa, zaczęłam płakać i krzyczeć, bo uświadomiłam sobie, ze jestem sama i że rodzice już są zniszczeni. Aufseherin zaczęła nas bić aby zmusić do pójścia do bunkra, ale wbrew temu biciu, my nie poszłyśmy. … a cztery dni później również musieliśmy uciekać bo Rosjanie podeszli.. dotarliśmy do Salzwedel. Po 5 dniach pobytu tutaj wyzwolili nas Amerykanie. W drodze do domu w Pradze, zobaczyłam dwie nadzorczynie SS , które traktowały nas tak okrutnie w Fallersleben. Złapali je i oddali Rosjanom obie. Obie zaprzeczyły, że to nie były one,a my przypomniałyśmy zapamiętane wypadki z nimi związane i już oczywiście nie mogły uciec. Rosjanie zabrali je do dalszego badania w jednej sukience , tak, jak postępowali z nami.
2307-K. Pracownice radiowej fabryki Telefunkena ewakuowane 19-02-45 via Trautenau ( 23-02-45 do 2-03-45) do Porta ( 10-03-45 do 8-04-45), Salzwedel ( 10-14-04-45) Przybyłyśmy do Porta. Tu pracowałyśmy przez 4 tygodnie w fabryce broni o nazwie Hammerwerk . Było tu strasznie zimno, a powietrze było nasycone gazem i duszące. ..Pod koniec marca zostałyśmy zabrane do Salzwedel . Tu zostałam wyzwolona w kilka dni później przez Amerykanów.
2409-K . Pracownica fabryki samolotów / Telefunkena! / Na tym stanowisku pracy 30 żydowskich dziewcząt pracowało . W styczniu, kiedy już dalej nie pracowałyśmy, Telefunken z jednego miejsca wziął wziął 1200 ludzi i nas 800 osób i poszliśmy pieszo dalej .. do Parschnitz… przez 4 tygodnie kopałyśmy okopy. Stamtąd zabrali nas, załadowali na otwarte wagony i .. pojechaliśmy do Kratzau .Tam ponownie pracowałyśmy w fabryce ….amunicji. Obóz był brudny , byliśmy zawszeni. Karali nas bardzo, wyglądałyśmy okropnie, byliśmy takie chude, że jest to niewiarygodne. .. Byliśmy tutaj aż do wyzwolenia. Gdy Rosjanie tu przyszli 8-05-45, nasi oprawcy z SS już uciekli.
2450-K. Pracownica fabryki Telefunkena ewakuowana 10-01-45 do Pforta ( 12-01-45 do 6-02-45), Salzwedel ( 9-02-45 do 10-02-45)... przyszliśmy do Pforta, koło Hannoveru. To był mały obóz , było tam ok. 1000 kobiet . Tu już nie pracowałam, bo z krańcowego wyczerpania dostalam się na rewier. Następnie zabrali mnie do Salzwedel. Tam wyzwolili mnie Amerykanie
2718-K.Pracownica w fabryce Telefunkena. Kiedy już naloty bombowe stały się bardzo częste i nie miały pracy, została ewakuowana via Parschnitz do Porta gdzie pracowały w podziemnej fabryce i produkowały lampy radiowe.Fabryka była zupełnie nowa i fabrycznie czysta tylko ani trochę powietrza tu nie było. Niemcy o tym wiedzieli, i dlatego wysłali tutaj żydowskich pracowników. Niemieccy pracownicy i aryjczycy poza kilkoma majstrami, tu nie pracowali, ale i tak zawsze byli wymieniani. Po powrocie do obozu w nocy, chwialiśmy się od świeżego powietrza. .. Po 4 tygodniach pojechaliśmy pociągiem do Fallersleben i kilka dni tam byliśmy. Nasz pobyt tam jednak stał się niemożliwy z powodu stałych nalotów bombowych. Poszłyśmy do Salzwedel, gdzie po kilku dniach wyzwoliła nas armia amerykańska.
2719-K. Pracownice radiowej fabryki Telefunkena , ewakuowane w połowie lutego via Trautenau, do Porta. Miejsce pracy było w podziemnej fabryce. …. Pomagałyśmy przy budowie naszej fabryki , która wciąż nie została całkowicie wykończona. Eszystko było całkowicie nowe i błyszczące, lecz było ciemno i nie było powietrza. Brak światła i powietrza był straszny. Stale czułam, że przy następnym oddechu się uduszę. Po 5 tygodniach pojechałyśmy do Fallersleben. .. Byliśmy tam przez 5 dni, a następnie ponownie nas zaladowali na wagony , następnego dnia przybyliśmy do Salzwedel. ... Było już tutaj wiele osób, kiedy przyjechaliśmy, i nie było miejsca ani słomy dla nas, więc spaliśmy na gołej ziemi. W ostatnich dniach, nie było chleba ani wody, dostawaliśmy suszone ziemniaki. Brud nie do pomyślenia. Niemcy chcieli spalić obóz razem z nami , ale było tu ok.150 francuskich jeńców wojennych, którzy mieli odwagę i uratowali nam życie. ..
2824-K. Pracownice fabryki , mieszkające najpierw w barakach w pobliżu fabryki, potem przeniesione do Sporschule , ewakuowane 16-02-45 via Trautenau ( 23-02-45 do 2-03-45), Pforta ( 6-03-45 do 6-04-45), Fallersleben ( 7-10-04-45 ), Salzwedel ( 11-14-04-45).
Kiedy zbliżył się front rosyjski, czyli około 15 lutego, musiałyśmy opuścić miasto. Poprzedniego dnia, był potężny nalot bombowy na fabrykę, ale nikt z nas nie został ranny… przyjechałyśmy do Pfortá . Tu pracowałyśmy w fabryce, która została zbudowana głęboko we wnętrzu góry , około 8 pięter w głąb wzgórza . W fabryce zostały umieszczone różne cenne maszyny. Tu pracowaliśmy w ich fabryce. Praca była taka sama jak w poprzednim zakładzie…
2912-K. Pracownica fabryki Telefunkena, robiła lampy radiowe, ewakuowana via Trautenau ( 5 dni) do Pforta ( 4 tygodnie) .Pracowałyśmy w podziemnej fabryce. .. W fabryce nie było powietrza, prawie się dusiliśmy. Tu robiliśmy lampy radiowe. Po 4 tygodniach poszłyśmy pieszo do Fallersleben. Przez 5 dni byliśmy w zbombardowanym budynku fabryki, a następnie pojechaliśmy . do Salzwedel ( tydzień ). W dniu 14 -04-1945 wyzwolili nas tam Amerykanie.
3180-K. W Reichenbach do do 22-02-45, ewakuowana via Trautenau ( 26-02-45 do 28-02-45) do Pforta ( 7-03-45 do 7-04-45), Fallersleben ( 8-11-04-45 ), Salzwedel ( 12-14-04-45)…
3229-K. Pracownice fabryki Telefunken, ewakuowane do Porta, Fallersleben, Salzwedel ( 1 miesiąc). Tu wszędzie spędziliśmy tylko 1-2 dni .W końcu przyjechałyśmy do Salzwedel. Tu już nie musiałyśmy pracować i tu słyszeliśmy, że Amerykanie są już bardzo blisko. W tym czasie Francuzi już nas żywili , ze względu na ich zależności z Oberschaarführer. 14-04-45 zostałyśmy wyzwolone. Niemcy w ostatni dzień próbowali podpalić obóz, ale francuscy więźniowie wkroczyli do akcji i uniknęliśmy masakry.
3645-K. Pracownica fabryki Telefunkena, pracowała tylko na dniówki, mieszkająca w Sportschule, ewakuowana 18-02-45 via Trautenau ( 22-02-45 do 26-02-45) do Pforta ( 3-03-45 do 1-04-45), Fallersleben ( 2-7-04-45 ), Salzwedel ( 8-14-04-45).
Z końcem lutego ze względu na postęp wojsk rosyjskich miasto stało się strefą działań wojennych Praca w fabryce została zatrzymana i znów podjęta Ulice były zatłoczone karawanami Niemców uciekających na zachód. 18 lutego 1945 wszyscy więźniowie pracujący dla Telefunkena zostali ewakuowani drogą pieszą. W przybliżeniu 1000 osób, wszystko kobiety, szłyśmy cztery dni do Trutnova, wszystko, co dostałyśmy na drogę, to był 1,20 bochenek chleba. Pierwszy nocleg spędziłyśmy w pomieszczeniu kopalni w Nowej Rudzie ( Neurode ) drugi w wiejskiej stodole Braunau , a trzecią noc w Niederadelsbach, pięknym małym miasteczku. Tam spotkałyśmy obóz jeńców francuskich, byli wśród nich Anglicy, … dowiedzieliśmy o stanie działań wojennych . Przez całą drogę spotkaliśmy grupy niemieckich uchodźców, którzy uciekali w tym samym, co my kierunku, to był bardzo ciekawy obraz. Wszystkie pociągi jechały na zachód i wiozły żołnierzy z bronią . Więźniowie byli zabierani w tym samym kierunku, wszędzie gdzie byliśmy .. Wieczorem czwartego dnia doszliśmy do Trautenau w Sudetach. Ulokowano nas w fabryce zbrojeniowej zniszczonej bombardowaniem i przez 4 dni nie pozwalano nam wyjść…22 -02-45 , w szczycie zimy, załadowali nas do otwartych węglarek. ... Od pociągu odczepili kilka wagonów , gdzie byli mężczyźni, te zostały wysłane w pobliże Bergen-Belsen. Stało się to wieczorem, myślałyśmy, że przyjechałyśmy na miejsce, wszyscy szykowali się do wyjścia, lecz w międzyczasie się dowiedziałam, że nie wysiadamy i ponownie zaczęła się walka o miejsce to była straszna noc! Na jednej ze stacji spotkaliśmy węgierską osobistość ( szarża). Zaczęłyśmy rozmawiać z nim, zadowoleni, że wreszcie zobaczyliśmy Węgrów, on sam nie wiedział, gdzie nas wiozą, może do Danii-powiedział. Nie reagował na nasze opinie na temat, co się z nami stanie. Pytany o wydarzenia polityczne w domu , o ministra , etc. Skomentował : „ No cóż, Szalasi „ . Potem rozmowa dotyczyła już tylko Transdanubii , ale nie był w stanie nic powiedzieć. Po drodze tylko z przyjemnością oglądałam rozmiar zniszczenia bombami w niemieckich miastach. Po 6 dniach dotarłyśmy do Porta Westphalica. Stało się to w dniu 3-03-45. Byłyśmy bardzo zmęczone trudami podróży. Przemaszerowałyśmy przez miasto a potem po stoku góry. Droga zdała się nie kończyć. Byłyśmy prawie na szczycie a jeszcze nie widziałyśmy obozu. Na dodatek zaskoczył nas nalot i musiałyśmy stać pod drzewami. Po nalocie przyszłyśmy do nowo uruchomionego obozu, zbudowanego specjalnie dla nas . Zajęłyśmy miejsca do spania, oczywiście po walkach, spałyśmy po dwie osoby na wąskiej pryczy. Na początku wyglądało to dobrze, dostałyśmy koce, miski, kubki, łyżki ale brakowało jedzenia. Później zaczęła pracować kuchnia, ale szwankowało zaopatrzenie w wodę. Kiedy gotowali jedzenie, nie było wody do mycia toaleta była zamknięta. Możliwość wykąpania się była w czasie dwa razy po pół godziny dziennie, dlatego mycie się było krytyczne. Nie każdy tam pracował, niewielu pracowników było tutaj potrzebnych. Pracowałyśmy we wnętrzu góry w fabryce podobnej do tej Telefunkena w Reichenbach. Fabryka była pod szczytem, w miejscu całkowicie odpornym na bomby. Cała fabryka była bardzo interesująca wejście było jak do kolejowej jaskini, w każdym rozebranym kamiennym urwisku góry zostało umieszczone miejsce pracy i tam też były pomieszczenia produkcyjne w szczelinach skał. Cały kompleks był 7 pięter w głąb góry Większość maszyn była Philipsa , co powodowało, że ludzie pracujący z nami byli zadowoleni. Moja praca polegała na tym, że poszłam na miejsce pracy , siedzieliśmy 1 godzinę, podczas gdy w zasadzie nie robiłyśmy nic tylko rozmawiałyśmy.Nie mieli już surowca do produkcji. Brygadziści kazali nam udawać, że pracujemy. Prace odbywały się również na trzy zmiany, zmiana nocna mieszkała w fabryce. Bardzo młode dziewczęta dniami i nocami były pod ziemią, nie wiedziałyśmy, kiedy jest dzień, a kiedy jest noc. Były bardzo naiwne , w wieku 14-17 lat dziewczynki, były bardzo dumne z faktu, że były w najlepszym w Niemczech obozie pracy. Było interesujące, że rękawy ubrań były w różnych kolorach i zostały na nich namalowane żółtek krzyże. Pracowali z nami Holendrzy, Belgowie i Francuzi ( Aryjczycy )... Przy przyjęciu do pracy był sprawdzany wzrok i zdolności manualne, pracownicy byli kierowani do pracy zgodnie z wynikami testu. Trzy dni po rozpoczęciu pracy z wielkim impetem znowu przestałyśmy pracować. W tym miejscu było tak mało żywności, że jadłyśmy obierki ziemniaczane .
Z obozu już więcej nie wyszłyśmy, widać było to, że w każdej chwili możemy być ewakuowani. Ta chwila nadeszła 1 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną. Wyruszyłyśmy w około 1000 osób, z czego połowa Żydów holenderskich i trochę Holendrów, Francuzów, Belgijskich aryjczyków, a pozostali to były węgierskie Żydówki. Załadowali nas do wagonów stosunkowo dość wygodnie, po 60 osób jechaliśmy w wagonie, jednak nie dostaliśmy jedzenia na podróż , która trwała całe dwa dni. 3 kwietnia przybyłyśmy do Fallersleben. Nie wyładowali jednak całego transportu, wpro
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:37, 30 Sie 2013 Powrót do góry

, wprowadzone zostało z wagonów tylko 333 osoby, w sposób całkowicie przypadkowy, kto pozostaje wewnątrz wagonów a kto wyjdzie. Kiedy przyjechaliśmy, pognali nas do bunkra, gdzie prowadził mały korytarz. Nagle tłum zaczął płynąć do tyłu, wszyscy ogarnięci strasznym strachem, wszyscy starali się wrócić. Wybuchła straszna panika. Okazało się wkrótce, że wiele osób przeraziło się na widok białych kafelek korytarza ,co upodabniało to miejsce do komór gazowych. SS natychmiast zrozumiał o co chodzi i uspokajał tłum. W obozie Fallersleben spędziłyśmy tylko 5 dni w stosunkowo dobrych warunkach. Obóz był w zbombardowanej fabryce samochodów, w pomieszczeniach na parterze budynku. W obozie węgierskich Żydów znajdowało sie ok. 100 więźniów politycznych, po części Węgrów i Jugosłowian. Ponadto, posiłki były wystarczająco dobre a do największych korzyści należało to, że zawsze była ciepła i zimna woda i centralne ogrzewanie działało , więc główną rozrywką było mycie , kąpiel, pranie w przeciwnym razie nie było tu wiele więcej do roboty. Tylko stare chodziły do pracy w fabryce i częściowo do odgruzowywania. Pięć dni po tym musiałyśmy się zapakować, ale tak szybko i niespodziewanie to się stało, że nawet SS-mani nie zostali poinformowani. Myślę, że gdybyśmy tam więcej jadły , i tam pozostały, to wyzwolenie może przyszło wcześniej. Wtedy wielkie zamieszanie było wszędzie. Ponownie wyruszyłyśmy było nas 1500 osób ; dwa dni później dotarliśmy do Salzwedel. Warunki były paskudne, brud był wszędzie, toalety i umywalnie nie były w rzeczywistości dostępne. Kwatery i wyżywienie były bardzo złe. Każdy leżał w innym kącie , ludzie zawszeni i cisi.. Na szczęście nie trwało to długo, ponieważ w dniu 14 kwietnia wojska amerykańskie nas wyzwoliły. W naszym obozie było 1500 nowych , ale byli to Francuzi, Włosi, Polacy, więźniowie z całej Europy. Po wyzwoleniu było wielkie zamieszanie. Po pierwsze, funkcjonariuszki SS, jakby znikły jedna po drugiej w cywilnych ubraniach. Lágerfhürer pozostał aż do ostatniej chwili i coś w żydowskim piśmie starsi obozowi napisali, że zawsze traktował Żydów dobrze. Grupy więźniów rzuciły się do miasta i po raz pierwszy kuchnia SS została splądrowana, wszystko co tam mieli zgromadzone do jedzenia i picia trafiło, do naszego żołądka. Amerykanie umieścili nas w szkole pilotów , w pięknym miejscu, ja jednak chciałam mieszkać poza obozem, tak, że ze znajoma dziewczyną mieszkałyśmy w mieście aż do 18 czerwca.
2499-K. Pracownica radiowej fabryki Philipsa , w Reichenbach od 25-08-44, po siedmiu miesiącach praca się zmniejszyła , najwyraźniej z powodu braku paliwa i zmniejszono liczbę więźniarek, które pracowały w fabryce a pozostałe zabrano z Reichenbach, wśród zabranych więźniarek była też moja siostra, która dotąd była ze mną. I pracowałam jeszcze przez około półtora miesiąca w fabryce w Reichenbach , 8 maja 45 zostałam wyzwolona przez Rosjan. (8-05-45).
1076-K. W Reichenbach pracowałyśmy w fabryce. Słuchałyśmy również radio w fabryce. Dyrektor zawsze doglądał żeby dawali nam przyzwoite posiłki. Było czysto. W lutym rozpoczęła się duże ataki lotnicze. Także fabryka została zbombardowana. Ewakuowana z początkiem 02-45) via Parschnitz ( pocz. 02-45 do koniec 03-45) do Kratzau ( koniec 03-45 do 8-05-45 )….
1389-K. Pracownice fabryki…Tu również byli francuscy, belgijscy i polscy jeńcy wojenni, od których dostawałyśmy czasem trochę jedzenia. Nasze mieszkanie było całkiem dobre: zostałyśmy umieszczone w kamiennych domach , byłyśmy po 39 osób w pokoju, każda na osobnej pryczy. Czułyśmy się bardzo wygodnie w Reichenbach. Po 8 miesiącach fabryka została zbombardowana, więc zostałyśmy przeniesione do Kratzau. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji ….9-05-45 zostałyśmy wyswobodzone przez Rosjan
1431-K. Pracownica fabryki radiowej Haggenuck, pozostawiona na miejscu. Obóz był ładny i czysty, dobrze strzeżony i nie byłyśmy zawszone. 8 maja front już bardzo się zbliżył, kobiety z SS, każda już była ubrana w cywilne ubranie i tam pozostały. Pewnego dnia obudziłyśmy się i stwierdzilyśmy, że nie ma strażników. Poszłyśmy do miasta, skąd już większość mieszkańców uciekła. Weszłyśmy do domów, do 3 dni weszli Rosjanie i wyzwolili nas.
1448-K. Pracownica fabryki radiowej Haggenuck, gdzie robiły tajne aparaty, ewakuowana z Reichenbach (15-01-45) via Parschnitz ( 21-01-45 do -26-02-45), Kratzau ( 28-02-45 do 8-05-45)… Pracowałyśmy w zakładzie o nazwie Hagenuck . Praca była łatwa i przyjemna, pracę wykonywałyśmy siedząc. …Jedząc słuchałyśmy radio, nikt nas nie krzywdził. Kiedy front się zbliżył, było nalot ale nasz zakład nie poniósł szkody, ale fabryka opla po drugiej stronie ulicy została zniszczona. Dziękuję Bogu, że zakończyliśmy pracę przed zbliżaniem się frontu, zanim bombardowania zaczęły następować częściej. Fabryka została ewakuowana, my także ruszyłyśmy w drogę. Szłyśmy pieszo do sześciu dni. .. Tak więc, poszłyśmy do Parschnitz. … Cały dzień kopałyśmy rowy …Po czterech tygodniach pojawił się tutaj dr Mengele i przeprowadzil selekcję. … Po jednodniowej podróży wagonami dostałyśmy się do Kratzau. … Pracowałyśmy w fabryce razem z włoskimi i francuskimi jeńcami, którzy nas stale podtrzymywali na duchu. Ci ludzie byli dobrzy dla nas na sposób koleżeński, nawet nie potrafię opisać, ile im zawdzięcamy, że w dobrym stanie dotrwałyśmy do wyzwolenia.
1728-K. Pracowałam w fabryce modułow radiowych….Fabryka została zbombardowana, a następnie, kopaliśmy rowy …. 8-05-45 wyzwolili nas Rosjanie
3166-K. Pracownica fabryki radiowej Hagenuck, przeniesiona do Sportschule. W ciągu ostatnich kilku dni (15 lutego ) bardzo zbombardowali fabrykę, nie można było kontynuować pracy. Opuściliśmy obóz i szliśmy pieszo 8 dni do Parschnitz. Byliśmy tutaj 6 tygodni, kopaliśmy szańce . …. dojechaliśmy do Kratzau /Chrastavá (5 tygodni ).. … Pracowałyśmy w pewnej fabryce broni, .. Musiałyśmy nosić do pieca żelazne części. Ręce i nogi były pełne ran oparzeniowych, rany po wypadku, bo trzeba było ciągle wkładać do pieca ognistego części żelazne. ... 9 maja oswobodzili nas Rosjanie.
2270-K. Pracownica fabryki części do samolotów. Pozostawiona na miejscu do wyzwolenia. …Obóz był obok fabryki, gdzie mieszkałyśmy w kamiennych barakach, po sto osób na bloku,
2620-K. Pracownice fabryki samolotów , ewakuowane jako chore 10-02-45 do Bergen-Belsen ( 14-02-45 do 15-04-45). Tam było bardzo brudno, były wszy , i w obozie był tyfus. Kiedy poczulam się lepiej, poszłam z moją siostrą Rozi do pracy do przędzalni. …W fabryce pracowało1000 kobiet, do pracy szłyśmy pod eskortą SS i z ukraińskimi kapo z psami. Dzienna racja był chleba 25 dkg. W połowie marca przestałam chodzic do pracy w fabryce, potem był tam już duży zamęt, tysiące ludzi przychodzily transportami ze wszystkich stron w ucieczce przed frontami, już nie dostawaliśmy dziennej racji chleba, tylko po pół litra zupy i zamiast chleba nieco surowej marchwi. Byliśmy słabi z głodu. Na początku kwietnia wybuchła wielka epidemia tyfusu… Ostatnie kilka dni nie było wody , nie było można się umyć, było więcej wszy. Wiedzieliśmy, że ten wielki bałagan, oznacza całkowity upadek. W jednym przypadku, przypisano mnie do kuchni do noszenia kotła , poszliśmy obok strażnicy, i strażnicy z węgierskiego SS na wieży strażniczej śpiewali „Darumadár fenn az égen hazafelé szálldogál.” (granica może być w Szwabii), „Nie bój się, tylko śpiewaj, wkrótce będzie można iść do domu. „. To nieoczekiwane oświadczenie wywołało radość na naszych twarzach, po tym, co przeszliśmy, nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić, że możemy jeszcze być wolnymi ludźmi. W dniu 15 kwietnia 1945 zostaliśmy wyzwoleni przez wojska brytyjskie…
3357-K. Pracownice fabryki samolotów ewakuowane w listopadzie 44. Na miejscu pozostali tylko ci, który pracował przy porządkowaniu ruin. W Parschnitz ( xx-12-44 do xx-02-45) wybieraliśmy ( ziemię ) łopatami . Następnie , pewnego razu ponownie przeprowadzono selekcje i przeniesiono nas do Kratzau ( xx-02-45 do 8-05-45).. Pracowałam w fabryce czołgów, to była bardzo ciężka praca. Tu przenosiłyśmy części żelazne , w zakładzie pracowały tylko Żydówki , ale byli też mężczyźni chrześcijanie jeńcy wojenni. Kiedy w środku miasta byli Rosjanie ; pojawili się dwaj SS i chcieli wysadzić w powietrze cały obóz. Dwie do trzech godzin przed wyzwoleniem francuscy jeńcy z wielką przytomnościa umysłu aresztowali ich. ..
894-K. Ewakuowana 20-03-45 via Parschnitz do Porta ( 6do20-04-45), Fallersleben ( 23do29-04-45), Salzwedel ( 2do8-05-45). Pracownica fabryki amunicji.
1013-K. Pozostawiona na miejscu pracownica fabryki amunicji . Wyzwolona w Reichenbach 8-05-45.
2152-K. Pracownica fabryki amunicji w Reichenbach ( 26-07-44 do 20-08-44) przeniesiona do Breslau Hundsfeld ( 22-08-44 do 20-02-45- część pracowała w fabryce, część kopała okopy), stamtąd via Gross-Rosen ( 24-02-45 do 10-04-45 ), Mauthausen ( 12-19-04-45), Bergen-Belsen ( 27-04-45 do 5-05-45)….Pamiętam, że raz jedna Czeszka chciała dać nam coś do jedzenia, ale esesmani nie mogli zezwolić. Dwie koleżanki próbowały uciec, ale SS-mani zauważyli to i , postrzelili je poważnie w nogi. … Leżałyśmy ( w Bergen-Belsen –przyp. mój ) w barakach na gołej ziemi, każda była pełen brudu i atakowana przez wszy. Każdego dnia setki osób ginęło w tych blokach, wiele osób z powodu tyfusu plamistego, ale większość wwyniku głodu. Zmarli leżeli niepogrzebani tydzień w bloku i na ulicach obozu. Całkowicie osłabionych , w jednym cienkim ubraniu, zabrali nas do pracy, tylko tzw. „blok ozdrowieńców” chorzy pozostali w obozie. Praca polegała na cięciu drzewa w lesie i jego noszeniu do obozu. …Pewnego dnia na początku maja nagle pojawił się w obozie samochód z angielskimi żołnierzami i przestałyśmy cierpieć.
1024-K.Pięć osób. Produkowałyśmy części do dział .W grudniu, fabryka została zbombardowana i od tej pory zabrali nas do prac fortyfikacyjnych. Kiedy front się zbliżał, Niemcy chcieli , żeby zanim pójdziemy do Brytyjczyków, żeby oni także mogli uciec do brytyjskiej niewoli, lecz fabryka nie pozwalała na to , więc nas 37 zawrócili i zostałyśmy tam i na początku kwietnia zostałyśmy wywolone przez Rosjan ( tekst niejasny, przyp. mój )
1100-K. Relacje dwóch kobiet pozostawionych na miejscu do wyzwolenia. najpierw prace ziemne były prowadzone. Do 3 miesiecy wybierałyśmy , pracę przy wodociągach i wykonywanie bunkra. Później skierowali nas do fabryki broni, było łatwiej, W dniu 9 maja przyszli Rosjanie. Trzy dni przedem Niemcy zamknęli i opuścili nas. Byłyśmy bardzo przestraszone , bo powiedziano nam, że prawdopodobnie będziemy spaleni razem z obozem. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje na zewnątrz. Nagle włoski jeniec wojenny, który pracował tam w fabryce u nas ; przyniósł wiadomość, że przybyli Rosjanie.

3109-K.Pracownica tkalni , przeniesionej z Langenbielau , po pięciu tygodniach przewieziona z Reichenbach do Bergen – Belsen pociągiem, doąd jechały przez 2 tygodnie, tam była do wyzwolenia 15-04-45 .
Reasumując, najwięcej relacji ( 20 ) pochodzi od kobiet, zatrudnionych w fabryce Telefunkena.Tym niemniej musiały wykonywać rożnorodne prace w różnych zespołach : produkcja lamp radiowych i elektrycznych, modułów łączności radiowej i układów elektrycznych samolotów W zasadzie Telefunken ewakuował wszystkie pracownice, wzięte z co najmniej dwóch miejsc. Tym niemniej ( 283 ) pozostała na miejscu do wyzwolenia. Głównym kierunkiem ewakuacji był podziemny kompleks w Pforta koło Hannoveru. Stanowił on zespół fabryk wojennych , gdzie kobiety produkowały lampy radiowe, dla 2824 praca była taka sama jak w Reichenbach, część musiała udawać, że pracuje , bo nie było surowca. Nie było wentylacji i częściowo zasilania. Pracownice produkujące układy elektryczne ( 2409 ) samolotów zostały ewakuowane via Parschnitz. ( kopały tam okopy ) do Kratzau ( do fabryki amunicji ) .
Fabryka radiowa Philipsa w Reichenbach zmniejszyła moc produkcyjną swojej fabryki i większość swoich pracownic ewakuowała, mniejsza częśc pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Z fabryki Hagenuck jest 6 relacji, jest to najbardziej chwalona przez więźniarki fabryka. Fabryka produkowała moduły radiowe ( tajne aparaty ), pewnie systemy sterowania , kontroli lotu lub komunikacji radiowej. Fabryka była ewakuowania 15-01-45 i 15-02-45 , główny kierunek Parszchnitz- Kratzau ale 1431 i 1728 pozostały na miejscu, ta druga kopała okopy. W Kratzau kobiety pracowaly w fabryce broni przy przeróbce plastycznej części metalowych na gorąco . 3166 potwierdza, że fabryka Hagenuck w Reichenbach została zbombardowana.
Z fabryki samolotów są trzy relacje. W listopadzie 44 ewakuowano część pracownic via Parschnitz do fabryki czołgów w Kratzau. 10-02-45 wywieziono osoby chore do Bergen-Belsen. 3357 na miejscu pozostawiono tylko osoby porządkujące ruiny. A 2270 , mieszkająca obok fabryki pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Z fabryki amunicji w Reichenbach są trzy relacje. Jedna pracownica została w sierpniu 44 przekazana do Breslau- Hundsfeld, druga zostala 30-03-45 ewakuowana do Porta Fallesleben Salzwedel, a trzecia pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Dwie relacje pochodzą z fabryki broni, ( części do dział ) która została zbombardowana. Personel został ewaluowany ale 37 kobiet zostało na miejscu ( 1024- pięć osób ). 1100 ( 2 kobiety ) pozostały na miejscu, poprzednio wykonywały prace ziemne, przy wodociągach , bunkrze a potem w fabryce broni.
Pracownicy tkalni (3109 ), przeniesionej tu z Langenbielau , zostały przewiezione pociągiem do Bergen-Belsen, gdzie doczekała wyzwolenia
Q- zapis dot obozu Reichenbach
11,M, były kupiec ur 1913, lat 32, Birkenau ( 4-5 tyg ), Brick ( 3 miesiące , od 1-06-44 do 1-8 września 44 ) , Gross-Rosen ( 14 dni ) , Reichenbach (6-7 miesięcy), Dachau ( 2 miesiące ) , Killen, daty nie podane,poza 4-05-44 do 1-05-45
W moim mieście, prawie wszystkie rodziny żydowskie były dobrze sytuowane, częściowo jako handlowcy, częściowo jako właściciele ziemscy……Kiedy staliśmy piątkami przed dr. Mengele, lekarzem obozowym, on dokonywał selekcji i ustawiał nas, młodych ludzi po lewej stronie, a oddzielał osoby starsze i matki z małymi dziećmi na prawą stronę.
….. Pewnego dnia znowu była selekcja, słabsze osoby tu pozostały i nie wiem co się z nimi stało, a nas silniejszych ok. 500 ludzi zabrano do transportu. W Birkenau byłem około 4-5 tygodni, potem pojechaliśmy pociągiem do Brick (w pobliżu czeskiej granicy). W Brick dostaliśmy się do bardzo ciężkiej pracy, całymi dniami musieliśmy się mordować z ciężkimi zelazami. Jedzenie było bardzo słabe. Tutaj byłem ok. 3 miesiące, potem z powrotem załadowali nas na wagomy i pojechaliśmy do Grossrosen. To był olbrzymi obóz koncentracyjny, nie wiem ile osób tam mogło być, ale to były dziesiątki tysięcy. Pracy tu nie było, tylko nieprzerwanie dzień w dzień staliśmy na apelu. Jedzenie było bardzo dobre, ale bardzo mało, więc tu również cierpieliśmy wielki głód. W tym obozie byłem 14 dni, potem przyszedłem do Reichenbach. W Reichenbach pracowałem na pewnej dużej budowie z deskowaniami, cegłami , betonem, żelazem itp. Praca była dla nas bardzo ciężka , pracowaliśmy pod nadzorem „kapo” (Arbeiteführer) , którzy nas bardzo bili. Wszyscy cierpieliśmy z zimna,była mokra jesienna pogoda i chociaż mieliśmy płaszcze, nie wolno było ubierać płaszcza w trakcie pracy. Jedzenie było bardzo złe i bardzo mało. Raz dziennie otrzymywaliśmy po pół litra zupy i po 20 dkg chleba . Nawet jeśli padał deszcz, prace musiały być wykonane. Były liczne ofiary głodu, głównie w wyniku niedożywienia i biegunki. Tu byłem może 6-7 miesięcy, a potem zostaliśmy przetransportowani w wagonach do Dachau. Jechaliśmy około 6 dni, na podróż dostaliśmy trochę chleba, ale wody nie mogliśmy dostać. W jednym wagonie upchnięto ok. 100-110 ludzi. Nic już nie mieliśmy do jedzenia , a także bardzo cierpieliśmy z pragnienia, były w pociągu liczne ofiary , ze względu na głód i uduszenie. Ponadto, niektórzy mężczyźni, bez żadnego powodu, zostali zastrzeleni przez SS-manów. W rezultacie, gdy znaleźliśmy się w Dachau, z 400 osób przybyło tylko 200-tu Ciała zostały usunięte przez żołnierzy SS. Po 6 dniach jazdy dotarliśmy do Dachau. Tu nie było pracy, dziennie staliśmy godzinami na apelu. Wymierzanie kary bicia kijami było tu na porządku dziennym. W tym obozie dzień w dzień umierali ludzie z powodu niedożywienia. W Dachau byłem około 2 miesięcy, pewnego ranka nagle nas załadowali na wagony. Jechaliśmy jeden dzień , chcieli doprowadzić nas do Tyrolu. To się nie udało z powodu wysadzenia mostu na trasie , więc nie mogliśmy kontynuować jazdy. Więc wylądowaliśmy w Killen, gdzie zostaliśmy. Tu uwolnili nas żołnierze amerykańscy od naszych strasznych mąk. Ci rozdali nam żywność pierwszj klasy i wkrótce wyruszyliśmy do domu z Hille ciężarówkami , przez Czechosłowację.
283, K, krawcowa ur 1919, lat 26, Auschwitz ( 23-05-44 do 18-08-44) , Reichenbach ( 20-08-4 do 9-05-45 )
W Munkaczu mieszkało około 16 tysięcy rodzin żydowskich, głównie handlowców i rzemieślników…. Staliśmy piątkami przed dr Mengele , lekarzem obozowym, który prowadził selekcję. Młodszych ustawiał z lewej strony, osoby starsze i młode matki z dziećmi oddzielał przy dźwiękach przeboju. …
Po trzech i pół miesiąca zostałyśmy pewnego dnia wybrane przez pewnego cywila, jak się później dowiedziałam, był to fabrykant, stałyśmy nago na zewnątrz na otwartej przestrzeni, badano ręce i siłę. Potem zamknięto nas na bloku i tam trzymano nas przez dwa tygodnie. Byłyśmy przekonane, że zamierzaja nas zniszczyć , bo nie mogłyśmy sobie wyobrazić, dlaczego trzymają nas tak długo, a dwa tygodnie później zabrali nas do transportu . Wcześniej wykąpałyśmy się i dostałyśmy inne ubrania, głowy zostały sprawdzone. Następnie nas załadowali do pociągu, po ok. 50 w wagonie, więc miejsca było dosyć, na drogę dostałyśmy po 1/3 bochenka cheba i trochę tłuszczu. Podróż trwała jeden dzień i noc i przybyłyśmy do Reichenbach, 20-08-1944. Umieszczono nas w kamiennych barakach , na początku wyżywienie było wystarczające ale później bardzo się pogorszyło . Pracowałyśmy w fabryce radiowej , stale na nocnej zmianie, przez osiem dni, od szóstej wieczorem do godziny szóstej trzydzieści rano pod bardzo ścisłym nadzorem. Zupy, które były gotowane w ciągu dnia, w nocy zawsze były już skwaśniałe i tak to jedliśmy w nocy, z głodu. Bloki nie były ogrzewane w ciągu dnia, więc mieszkałyśmy w czasie największych mrozów w nieogrzewanych blokach. W południe był apel , trwający 15-20 minut w celu policzenia stanu osobowego. 09-05-1945 kiedy się obudziliśmy, na bramie obozu była zatknięta biała flaga, a następnie dowiedziałyśmy się jesteśmy oswobodzone. SS również wycofali się ostatniej nocy i uciekli, pozostawiając nas samych . Z uwagi na to, że transport był opóźniony, niektóre osoby poszły pieszo. Po dwóch dniach chodzenia dotarłyśmy do granicy z Czechami, a stamtąd pociągiem przez tutaj. Mam krewnych w Ameryce, chciałbym wyjechać tam jak najszybciej.
309, 2K, dwie uczennice gimnazjalne ur 1929, lat 16 i 1927, lat 18, Birkenau, Reichbach , Trautenau, Porta, Fallersleben, Salzwedel, daty nie podane
Nasi rodzice mieszkali w Koszycach, nasz ojciec był zastępcą dyrektora w fabryce dywanów,my obie chodziłyśmy do gimnazjum. …... Pragnieniem wszystkich było dostać się do transportu. Nam się udało, zostałyśmy włączone do jednego z najlepszych transportów. Był to mały transport sto osób. Do Reichenbach dostałyśmy się do fabryki Telefunken gdzie z życia obozowego spędziłyśmy najlepsze dni. Praca była czysta, traktowane byłyśmy w sposób humanitarny, jedzenie było zadowalające. Rosjanie się zbliżali i trzeba było iść stamtąd. Płakałyśmy, bo nie wiedziałyśmy czego się możemy spodziewać . Ruszyłyśmy na piechotę w lutym. Droga była straszna. Musieliśmy się wspinać się na wysoką górę, a kto upadł na drodze, został zastrzelony. Na drogę dostałyśmy po bochenku chleba, który był przewidziany na sześć dni. Oczywiście, że nie dotrwał i największą część podróży głodowałyśmy. Nie dostałyśmy też wody przez całą drogę, tak, że ludzie walczyli o dostęp do każdej kałuży .W Trautenau gdzie w końcu doszłyśmy , był to najgorszy obóz. Brud, głód, i wyniszczające choroby. Tak więc byłyśmy winne temu, że nawet nie moglyśmy się ustawić w kolejce na obiad, czy po chleb. Trzy dni później kontynuowałyśmy podróż w otwartych wagonach. Byłyśmy w drodze w najgorsze burze i grad . Na droge dostałyśmy mało żywności, tak że w momencie , gdy przybyliśmy do Belsenbergen, nie byłyśmy w stanie iść dalej i dostałyśmy po pół chleba. W Porta - tam, gdzie dotarliśmy – był zupełnie nowy obóz. Miły, czysty, ale głód był straszny. Pracowałyśmy w podziemnej fabryce amunicji . Byłyśmy tu niespełna cztery tygodnie, kiedy musiałyśmy się wycofać. Pojechaliśmy wagonami do Fallersleben. Podróż w wagonie była stosunkowo najlepsza, bo tylko sześćdziesiąt osób w było w wagonie. Do Fallersleben przybyliśmy w strugach deszczu, ale wyładowano tylko jedna trzecia transportu, inne pojechały dalej. Ci- ponieważ każdy obóz już był zatłoczony- wysadzili most w powietrze.. Wiem to na pewno,bo w końcu znalazłam zwłoki. W Fallersleben byłyśmy w strachu bo , kiedy przyjechaliśmy, to właśnie było zagrożenie nalotem i do bunkra byliśmy napędzane, i myśleliśmy, że to komora gazowa. Udręczeni nerwowo już nie byłyśmy w stanie sobie wyobrazić, że coś się dzieje dla ochrony naszego życia a nie cos przeciwko naszemu życiu. To była wielka radość w Fallerleben , była to kafel kowana łazienka z prysznicem. Oczywiście korzystałyśmy z kąpieli. Cztery dni później jednak zostałyśmy przeniesione dalej, prybyliśmy do Salzwedel, który był naszym ostatnim przystankiem. Widok, który zobaczyliśmy po przybyciu był straszny . Kobiety w pasiakach, starzy, młodzi, twarze sczerniałe z głodu , przyszli do nas z płaczem. Jednak w Salzwedel usłyszałam, że wojna się kończy. Obok obozu był obóz francuski. Chłopcy z francuskiego obozu dziennie podchodzili do bramy naszego obozu, i przesyłali dla nas informacje zachęcające nas do wytrwania. Wreszcie przyszedł czas, że Niemcy opuścili obóz i przyszli Francuzi. Przejęli władzę. Co do uchodźców, uciekli do Salzwedel po wyzwoleniu. Niemcy przygotowywali nas do transportu statkiem w Hanowerze, na szczęście, wagony, które mieli dostarczyć, nie przybyły. Przybyli amerykańscy żołnierze i otworzyli bramy obozu. Każdy kto mógł, poszedł do miasta, żeby odetchnąć powietrzem wolności. Amerykanie przenieśli nasz obóz w pobliże Salzwedel do baraków lotniczych . W pokoju było 5-6 osób, łazienka, WC, był piękny park, było dobre wyżywienie , widzieliśmy cały teren naokoło. Później powoli zaczęły się transporty do domu. Pierwszy francuski, Belgowie, Holendrzy, wrócili do domu. Następnie Czesi. Z czeskim transportem mogliśmy się zabrać do domu.
418, 2K, fryzjerka krawcowa, obie ur 1922, lat 23 i 23, Auschwitz ( 20-05-44 do 20-08-44), Reichenbach ( 20-08-44 do 8-01-45 , Porta ( 15-02-45 do 15-03-45 ), Salzwedel ( 14-04-45).
W Koszycach mieszkało ok. 5-6 tysięcy rodzin żydowskich.. Głównie zajmowali się handlem i przemysłem. Większość z nich była zamożna, ale oczywiście była również dość duża liczba ubogich. Mieszkaliśmy beztrosko, mieliśmy dobre warunki finansowe. Kiedy należeliśmy do państwa czeskiego, mieliśmy równe prawa z chrześcijanami , ale zaraz po inwazji Węgrów zaczęły się prześladowania Żydów . Już w 1942 roku,właścicieli żydowskiego przemysłu w 80% wywłaszczono. 19 marca 1944 przyszli Niemcy. Wkrótce potem musieliśmy iść do getta…….
W sierpniu z transportem pracy poszłyśmy do Reichenbach / Oberschlesien / . Tu był to 12-godzinny czas pracy w fabryce. Pracowaliśmy jeden tydzień na noc, kolejny tydzień na dzienną zmianę. Racje żywieniowe: zupa bez zawartości i 20 dkg chleba. Kto nie pracował wystarczająco był bity, posądzany o sabotaż i odcinali jej włosy. Do dnia ewakuacji obozu 15 dziewczyn ukarano obcięciem włosów , kommandoführer był wielkim sadystą. Nawet w zimie nie dostałyśmy butów , ja chodziłam boso. Gdy zachorowała, pracowałam dalej, bo , bałam się zgłosić jako chora. Na nocnej zmianie Aufseherin ( nadzorczyni ) nie pozwalała nawet korzystać z ubikacji. W styczniu Rosjanie podeszli i zostalyśmy ewakuowane z obozu. Szliśmy pieszo przez tydzień, dali nam po pół chleba. Kilometrami musiałyśmy wspinać się na góry. Bardzo szybko musieliśmy iść ponieważ byłyśmy popędzane. Po przybyciu do Trautenau przez dwa dninie dostaliśmy żywności. Drogę dostałyśmy po bochenku chleba i jedną konserwę mięsną na pięć osób. Wtedy załadowaliśmy na otwarte wagony węglarki. Jechaliśmy tydzień do Porta, w tym czasie nie dostaliśmy nic do jedzenia.W Porta w pobliżu Hamburga i obok granicy z Holandią, dopiero dwa dni później dostałyśmy : słąbą zupę i 1/16 bochenka chleba. Pracowałyśmy po 8 godzin dziennie w fabryce radiowej pod ziemią. Dwa razy dziennie musiałyśmy przejść drogę 8-km do i z fabryki, która prowadziła przez górę. Spędziłyśmy tu tylko cztery tygodnie . Przed nadejściem Amerykanów ewakuowano nas do Fallersleben, skąd natychmiast przewieziono do Salzwedel. Tutaj bardzo wiele głodowaliśmy. Nie można było utrzymać czystości, mydło nie było znane. W tydzień później wyzwoliły nas wojska amerykańskie. Teraz wszyscy staramy się wyjść jak najszybciej do Palestyny.
480,M, krawiec ur 1925, lat 20, Auschwitz (3-30-05-44), Breslau ( 2-06-do 5-07-44), Reichenbach (8-07-44 do 20-01-45), Dornhau ( 23-01-45 do wyzwolenia)
W Lipeckiej Polanie mieszkało 55 rodzin żydowskich. Mój ojciec był biedny. W ogóle, wszyscy Żydzi byli biedni, a większość kopaczami byli . ….Zostałem wybrany do pracy i przyszedłem do Wrocławia. Tu obóz zbudowaliśmy , a pięć tygodni potem udaliśmy się do Reichenbach. Tu byliśmy sześć miesięcy, także zbudowaliśmy obóz, a następnie zrobiliśmy kanał. Pracowaliśmy w największym zimnie i wiele osób zmarło od mrozu i od krańcowego wyczerpania ( w starszym wieku ). Nasi strażnicy stale nas bili bez powodu. Pracowaliśmy od 4.30 rano do 20 wieczorem, potem apel. Wyżywienie: 30 dkg chleba, zupa z brukwii i trochę margaryny. Stamtąd poszliśmy do obozu Dörnau . Pracowaliśmy w kopalni obcinaliśmy kamienie ( obrywka przyp. mój ) , a codziennie otrzymywaliśmy 18 dkg chleba i pół litra zupy z brukwii i rano czarną kawę. Dziennie 150 osób marło z głodu. Wyzwolili nas Rosjanie .
481, M, uczeń, ur 1930, lat 15, Auschwitz (1 do 15-05-44 ) ,Płaszów ( 17-05-44 do 19-08-44), Gross-Rosen ( 21-08-44 do 21-09-44 ), Reichenbach ( 24-09-44 do 3-05-45)….
W kwietniu wprowadziliśmy się do getta. …. Kiedy przyjechaliśmy do Auschwitz, zostałem oddzielony od rodziców. Poszliśmy do kąpieli i przydzielono nas do baraków, a po tygodniu pojechaliśmy pociągiem do Polski, do obozu zwanego Plaschow. I tu spędziłem trzy miesiące. Żywności tu było tak mało, nadzorcy byli tak żli i okrutni, że każdego dnia pobili na śmierć niektórych ludzi. Stąd zabrali nas do Niemiec, do Grossrosen. Podróż trwała tydzień. Połowa ludzi zginęła w wagonach, ani kropli wody nie dostaliśmy przez cały czas, ani jedzenia i nie było czym oddychać. Kiedy w końcu wyszliśmy z wagonów, nie mogliśmy utrzymać się na nogach, mieliśmy zawroty głowy od świeżego powietrza. Wprowadzono nas do obozu, ale nie wolno było się położyć ani usiąść. Przez całą noc musieliśmy stać na podwórku. Była to kara za to, że w plecaku niektórych ludzi znaleziono modlitewnik. Nie pracowaliśmy , ale cały czas byliśmy bici. Po czterech tygodniach pojechaliśmy do Reichenbach. Obóz nie był jeszcze gotowy, i kończyliśmy budowę. Jedzenia było bardzo mało, a traktowanie było bardzo złe. Co dwa tygodnie była selekcja i kto wyglądał źle, był chudszy niż średnia, był wysyłany do gazu. Było tu 45 chłopców w moim wieku, a raz oświadczyli , że ponieważ nie pracujemy najwiecj , musimy iść do gazu , ponieważ nie jesteśm wystarczająco przydatni. Zabrali 43 moich kolegów.Ja byłem przyjacielem pewnego SS- mana , który był w stanie mnie jeszcze tu zostawić . Tu zostałem wyzwolony przez Rosjan.
782, K, gospodyni domowa, ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 25-05-44- 2 miesiące), Reichenbach ( 5 miesięcy , ), Porta ( 1 miesiąc ), Fallersleben (1 tydzień ), Salzwedel ( 1 tydzień)….
Przybyłam do Auschwitz 25-05-44. Przez 2 miesiące nie zrobiłam nic, tylko staliśmy godzinami dwa razy dziennie na apelu -„Zehlapell” , bez względu na pogodę. Potem przez 2 dni jechaliśmy do Reichenbach. Tu dostałyśmy się do fabryki radiowej ale praca była bardzo trudna. Pracowałam po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną. Majstrowie fabryki byli bardzo surowi dla nas, ale nie byli oni szorstcy ani niegrzeczni. Bardziej byłyśmy torturowane w obozie. Była pewna Kommandoführerin ( komendantka komanda ), która zawsze karcąc nas stale twierdziła, że nadajemy się tylko do gazu , a rodziców już tak czy owak już nie ma. Posiłki były bardzo słabe i mało . Dziennie dostawałyśmy po ćwierć bochenka chleba i trochę obierek ziemniaczanych lub lub marchwi. To było całe nasze wyżywienie, przy tym nie mogłyśmy zdobyć żywności. Najpierw mieszkaliśmy w środku miasta, a później umieścili nas w barakach, ok. 1000 kobiet. Czystość/ mycie było bardzo surowo wymagane. Miejsce było ładne, ale było strasznie zimno, bo to nie mieliśmy ubrań na zimno, chodziłyśmy na zimnie w łachmanach i drewniakach . Miejsce pracy było odległe o 4 km od obozu. Kolonnenführerin ( komendantka kolumny ) dla zabawy biła te, które nie mogły iść wystarczająco szybko tych 4 km drogi do pracy. Kiedy Rosjanie byli zaledwie o 7 km , wyruszyłyśmy w drogę i dystans ok. 100 km musiałyśmy przejść w 4 dni. Bochenek chleba i konserwa była na pięć osób na drogę i nic więcej nie dostałyśmy, wody nie dali, więc piłyśmy brudna wodę z rowu. W obozie Trautenau po drodze, spędziliśmy 3 dni. Pierwszego dnia za karę nie dostałyśmy jeść, bo byłyśmy „źle wychowane”. Dwie dziewczyny zostaly zastrzelone na drodze, ponieważ nie mogły iść. Następnego ranka, w końcu dostałyśmy nieco gorącej wody nazywanej tu zupą, w południe i 1 / 12 z chleba, wieczorem była znowu „zupa”, lub czarna ( kawa? – przyp mój ). Z Trautenau węglarkami wywieźli nas w największym zimnie. W wagonie było nas po 75-osób, tak że nie mogłyśmy się nawet poruszać, tak jechałyśmy do 6 dni. Na podróż dostałyśmy po bochenku chleba , trochę margaryny i po 2 łyżki cukru. Czasami dawali nieco wody. W ten sposób dostałyśmy się do Porta, gdzie znowu pracowałyśmy w fabryce, w której robiłyśmy instalacje elektryczne do samolotów. Codziennie dostawałyśmy pół litra zupy, która była bardzo wodnista, jedną ósma bochenka chleba i trochę margaryny lub miodu. W fabryce było bardzo złe traktowanie. Pracowałyśmy na głębokości 6-ciu pięter pod ziemią, i musiałyśmy chodzić po górach i pokonywać dystans 3,5 km rano i wieczorem. Mieszkałyśmy tam w drewnianych barakach, i kiedy tu dotarłyśmy, przez pół dnia nie otrzymałyśmy jedzenia. Stąd przyszłyśmy do Fallersleben, gdzie nie robiłyśmy nic przez tydzień, a także spędzilyśmy 1 tydzień w Salzwedel. Z Fallersleben do Salzwedel jechaliśmy pociągiem jeden dzień, było strasznie ciasno, byłyśmy po 140 w wagonie. Tu następnie zostałyśmy oswobodzone.
894, K, technik dentystyczny, ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 12-06-do 26-08-44) Reichenbach (29-08-44 do20-03-45) Parschnitz ( 25-30-03-45),Porta ( 6-20-04-45), Fallersleben ( 23-29-04-45), Salzwedel ( 2-8-05-45)…

4 dni potem dotarliśmy do Auschwitz, dr Mengele i dr .- Jeżeli Tylo – lekarze obozowi prowadzili naszą selekcję. – Młodszych ustawiali po lewej stronie, osoby starsze i młode matki z dziećmi ustawiali po prawej stronie….. Po dziesięciu tygodniach zostałyśmy zabrane dalej do Reichenbach .Pracowałyśmy po 12 godzin dziennie w fabryce amunicji.- Mieszkałyśmy w nieogrzewanych barakach, spałyśmy na małych pryczach, był rozkaz , aby tylko jedna osoba leżała pod kocem na pryczy . Jeżeli zauważyli, że dwie osoby lezą na pryczy, lub znaleźli u kogoś nóż lub łyżkę to taka osoba była bita batem i obcinali jej włosy . W Reichenbach spędziłam 7-8 miesięcy, a następnie wyruszyliśmy stąd pieszo dalej , w 150-kilometrową podróż. Jako wyżywienie na 5 dni drogi otrzymalyśmy 1,5 kg chleba.Noce spędziłyśmy w stajni . SS bili nas po drodze. 5 dni szliśmy pieszo głodni i zupełnie osłabione przybyłyśmy do Parschnitz .-
W tym obozie przez dwa dni, nie dostałyśmy nic do jedzenia, w dwa dni potem rozdzielili po kilowym chlebie na sześć osób i na szczęście tu nie musieliśmy pracować, , bo ja nie byłam w stanie a wszyscy byliśmy zupełnie bezradni . 5 dni później załadowano nas na małe wagony węglarki po 65 osób na wagon, był marzec, śnieg, lód i deszcz , jechałyśmy w cienkich sukienkach i miałyśmy koc. Jechałyśmy przez sześć dni i nocy i strasznie cierpiałyśmy . W końcu dojechałyśmy do Porta i wysiadłyśmy . Tu przez dwa dni nie dostałyśmy nic do jedzenia.
I pracowałam tu przez dwa tygodnie, w podziemiach kopalni , szłyśmy sześć pięter w dół do podziemi kopalni – zupełnie nie było powietrza, pracowałyśmy po 12 godzin dziennie, jeden tydzień na nocną zmianę, drugi tydzień na dzienną zmianę. Dziennie szliśmy godzinę do miejsca pracy , droga była kamienista, butów nie było .
Dostawałyśmy talerz zupy i jedną ósma kilowego bochenka chleba . To był wielki głód, i większość z nas była zupełnie osłabiona .- Stale byłyśmy pod ścisłym nadzorem i były ciągle apele, gdzie nas rozliczano. Kommandóführer ( komendant komanda ) był jawnym sadysta zawsze miał z soba kij i bił nas bez powodu .
Dwa tygodnie później załadowali nas do wagonów i zabrali do Fallersleben . Tu również nie dali nam jeść przez dwa dni . 6 dni później przenieśli nas do Salzwedel .
Byliśmy tutaj przez tydzień, podczas gdy przybyli amerykańscy żołnierze, którzy nas wyzwolili od naszych cierpień .- Troszczyli się o nas, dali najlepsze jedzenie i czyste dezynfekowane ubrania , a następnie czeskim transportem przybyłam do Budapesztu.
1013, K,gospodyni domowa, ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 22-05-44 do 20-08-44), Reichenbach ( 20-08-44 do 8-05-45).
….. Dwudziestego sierpnia nasz transport, w którym byłam pomiędzy 200-ma kobietami wyruszył do Reichenbach. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji. Pracowałem po 12 godzin dziennie, czas pracy wynosił 12 godzin dziennie i pracowaliśmy na zmiany dzienną i nocna na przemian. Pierwsze 2 dni były dostałyśmy dosyć jedzenia, a potem sytuacja się pogorszyła: na śniadanie dostawałyśmy czarną kawę lub zupę, 1 / 4 bochenka chleba, z dodatkiem kiełbasy lub margaryny, lub dżemu , na obiad ziemniaki. Zakwaterowanie było bardzo dobre, spałyśmy w oddzielnych pryczach. W Reichenbach ponownie dostałyśmy ubrania i drewniaki i od pracowników fabryki mogłyśmy również uzyskać pewną wymianę żywności. Miejsce pracy było odległe o 3-4 km od naszego obozu. Również higienę osobistą mogłyśmy utrzymać, dotąd była również okazja, że czasem w fabryce otrzymywałyśmy ciepłą kąpiel. 8 maja 45, po wkroczeniu Rosjan zostałyśmy wyzwolone.
1024, 5K, gospodynie domowe ur: 1920, 1924, 2x 1925, 1928, lat : 25, 21, 2x20, i 17, Auschwitz ( 28-05-44 do 20-08-44), Reichenbach ( 3-09-44 do 04-45 wyzwolenie).
16-04-44 zostaliśmy zabrani do getta, Hust byliśmy tam przez 4 tygodnie, a następnie załadowali nas do wagonów i pojechaliśmy do Auschwitz. ….. W obozie ciągle były selekcje, a następnie słabsze były wybierane i przewożone do krematorium. W sierpniu 44 z transportem pracy dostałam się do Reichenbach. Produkowałyśmy części do dział , pracowałyśmy na dwie zmiany tydzień na dniówki, następny tydzień na nocki. W pracy byłyśmy bardzo popędzane przez SS, a Aufsäherin ( nadzorczynie ) były złe. W grudniu, fabryka została zbombardowana i od tej pory zabrali nas do prac fortyfikacyjnych. Był to zły czas, było zimno, ziemia była zamarznięta, ubiory nie były wystarczające, nie było płaszczy,pracowałyśmy ubrane w sukienki z cienkiego włókna. Obóz był nieogrzewany, było nam bardzo zimno. Pobudka była o 4 rano. Było jeszcze zupełnie ciemno, gdy ustawiano nas w szyku przed wyruszeniem do pracy. Kiedy front się zbliżał, Niemcy chcieli , żeby zanim pójdziemy do Brytyjczyków, żeby oni także mogli uciec do brytyjskiej niewoli, lecz fabryka nie pozwalała na to , więc nas 37 zawrócili i zostałyśmy tam i na początku kwietnia zostałyśmy wywolone przez Rosjan ( tekst niejasny, przyp. mój ) . Po wyzwoleniu poszłyśmy 24 godziny po domach i zdobyliśmy ubrania i żywność dla nas. W 4 dni potem, wyruszyłyśmy w pieszą podróż 150 km, szłyśmy kilka tygodni, ponieważ zawsze zatrzymywałyśmy się się na jednym miejscu przez kilka dni aby odpocząć, w końcu wsiadłyśmy do pociągu dotarliśmy do Budapesztu.
1065,M, stolarz, ur 1922, lat 23, Auschwitz ( 10do 11-05-44 ) , Dyhernfurth ( 14-05-44do 10-06-44 ) , Reichenberg ( 12-06-44 do 10-01-45 ) , Dornhau ( 11-01-45 do 4-05-45 ) ,
Byłem tu przez 4 tygodnie , a następnie jeszcze raz załadowano nas na wagony i pojechaliśmy do Reichenberg ( czy nie Reichenbach- Reichenberg może oznaczać Liberec w Czechach przyp mój - ). Jechaliśmy 2 dni. To był wielki Lager i były wśród nich starsze osoby i kobiety, którzy pracowali z nami, a mianowicie system rowów wykopaliśmy. Praca była nadzorowana przez kapo posługujących się językiem polskim , którzy traktowali nas przyzwoicie. Praca była bardzo trudna i zaczynaliśmy wcześnie o 6-tej rano i trwała do do 18-tej wieczorem. Dzienna racja żywieniowa wynosiła 15 dkg chleba i zupa bez zawartości. Był wielki głód i wielu ludzi zginęło z krańcowego wyczerpania. Chorych wywożono do Dachau jednakże tych z obozu na stacji, wrzucili do żelaznych wagonów, tak że w momencie załadowania do wagonów byli już w większości zmarli. Wagony były otwarte, dostali po 15 dkg. chleba, więc na pewno nie wyszli z życiem. Tu byłem już siedem miesięcy, a następnie wzięli nas do ciężarówek i zawieźli do Dörnhau.
1076, K, gospodyni domowa ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 26-05-44 do koniec 08-44), Reichenbach (1-09-pocz. 02-45), Parschnitz ( pocz. 02-45 do koniec 03-45), Kratzau ( koniec 03-45 do 8-05-45 )….
Mieszkałam w Hust z moim ojcem, który był majstrem w piwnicy win . Moja matka zmarła około 3 lata temu. …..I pewnego ranka przyszła Aufseherin ( nadzorczyni ) i zestawili transport. Poszliśmy w osiemdziesiąt osób, pozostawiając rodzeństwo razem. W wagonach osobowych pojechałyśmy do Reichenbach. Na stacji dostałyśmy chleb, margarynę i kiełbasę. W nocy przybyliśmy do obozu, poszliśmy spać na pryczach, nie było siennika. Apel był o 6 rano. Dostaliśmy zupę i chleb, i każdy dostał porcelanowe naczynia: miskę, kubek, talerz, sztućce dla siebie. Wyżywienie było przyzwoite, każdy dziennie dostawał 1 / 4 chleba, każdy dzień było coś na dodatek, a dwa razy dziennie była zupa. W fabryce, gdzie pracowałyśmy, otrzymywałyśmy przydziały cywilne. Majstrowie byli dla nas dobrzy , nie bili. Słuchałyśmy również radio w fabryce. O 10,30 była przerwa na posilek pół godziny, obiad mieliśmy dopiero o11,30. Dyrektor zawsze doglądał żeby dawali nam przyzwoite posiłki. Było czysto. Co tydzień była wymiana odzieży, mieliśmy mydło, proszek do prania i ciepłą kąpiel raz w tygodniu w fabryce. W lutym rozpoczęła się duże ataki lotnicze. Także fabryka została zbombardowana. Było bardzo wielu rannych, ale tylko Niemcy byli ranni, zdumiewający przypadek , żaden Żyd nie został poszkodowany. Oczywiście, że Niemcy patrzyli z zabobonnym szacunkiem i z zazdrością. Zostałyśmy stąd ewakuowane do Parschnitz. Szłyśmy przez pięć dni w lutym. Był wielki śnieg ,wspięliśmy się na wysokie góry. Byłyśmy bardzo głodne, na drogę dostałyśmy bochenek chleba i nic więcej. Dotarliśmy do brudnego obozu, w którym wyżywienie było bardzo złe, dostawałyśmy tylko gotowane obierki ziemniaczane i jedną ósmą bochenka chleba na osobę. 5 tygodni kopaliśmy rowy i fortyfikacje. Serbski SS zawsze zachęcał nas, żebyśmy się trzymały, że to tak zbyt długo nie potrwa , i potrwa tylko kilka tygodni. Jeden raz powiedział, żeby pracowac powoli i zwracać uwagę tylko na nadzorcę. Niestety nadzorcy zmieniali się tak ,że za każdym razem musieliśmy być ostrożne. Czasami nadzorcy bili nas kolbami, kiedy nie pracowałyśmy tak, jak chcieli . Pewnego dnia pojawił się dr. Mengele. Gdy go zobaczyła, czułyśmy się okropnie, sądziliśmy, że teraz z pewnością musimy umrzeć. Zrobił selekcję, ale nie wybrał wielu ludzi dosiebie. Poszłyśmy do Kratzau. Przez trzy dni jechałyśmy w otwartym wagonie , spadł na nas deszcz i śnieg. Kommandoführer przyjął nas bardzo źle, bił mocno. Dostawaliśmy regularnie przyzwoite wyżywienie, rano otrzymywałyśmy zupę i 1 / 6 bochenka chleba. Niedzielny obiad zawsze był dobry,z grochem i ziemniakami. Kierownik zakładu troszczył się o to, żeby przyzwoicie dla nas gotować. Nie mogłyśmy „ organizować”. Było tam wielu francuskich jeńców wojennych . Byli bardzo ładni i byli dobrzy dla nas. Mówili nam , że to potrwa jeszcz tyko kilka dni. Otrzymaliśmy paczki Czerwonego Krzyża, kostki cukru, ser, pastę z sardynek. Pewnego razu, gdy dziewczyny przyszły do domu z fabryki , Francuzi powiedzieli, że już nie muszą pracować. Tak więc, gdy Kommandoführer powiedział, żeby wystąpiła zmiana, przewidziana do pracy tej nocy,, dziewczyny nie chciały iść. Zostały pobite gumowymi paskami. Następne zmiany zostały jednakże zawrócone i nie trzeba było iść do pracy. Stało się to w dniu 6 kwietnia. W tym dniu o 8-mej rano przyszli SS i chcieli wysadzić obóz. Wtedy obóz został zamknięty nie wychodziliśmy do pracy , ale byliśmy strzeżeni przez Francuzów, żeby się nikt do obozu nie zbliżał. Przyszedł dyrektor zakładu i wygłosił mowę. Powiedział, że zawsze był zadowolony z nas i teraz chce utrzymania porządku w ostatniej chwili. Tak czekaliśmy na wyzwolenie, w dniu 9 kwietnia wkroczyli Rosjanie.( czy nie pomyliła się o miesiąc?-przyp. mój )
1090,2M, garbarz ur 1925, lat 20 i bez podanego zawodu ur 1926, lat 19,Auschwitz ( 22-05-44 do 5-07-44), Brug ( 10-07-44 do 20-08-44), Gross-Rosen (31-08-44 do 15-09-44), Reichenbach ( 17-09-44 do 8-05-45).
Stamtąd jechaliśmy 2 dni załadowani do wagonów do Reichenbach. Tu wykonywaliśmy bardzo ciężka pracę w kopalni / kamieniołomie. Początkowo nawet jedzenie było dobre, ale potem dostawalismy gotowane obierki ziemniaczane. Mistrzami byli niemieccy SS-mani . Bili nas i gonili do większej produkcji. Wieczorem wracaliśmy śmiertelnie zmęczeni. W maju już usłyszeliśmy zbliżajace się wyzwolenie. Niemcy uciekli zostawiając nas i tak znaleźliśmy u Rosjan.
1100, 2K, gospodynie domowe, ur 1920, lat 25 i ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 3 miesiące ), Reichenbach ( 9 miesiecy ).
Mieszkałyśmy w Hust z naszą matkąi braćmi, mieliśmy mały kawałek ziemi i z tego żyliśmy.… W tym przypadku, najczęściej selekcję prowadził dr Mengele. Męczył nas i w końcu powiedział, że w koncu nie będziemy żałować, jak poprowadzą nas do gazu i po prostu odejdziemy, tylko przeszłyśmy i podpisałyśmy się do transportu. Jechaliśmy po 65 osób w wagonie osobowym. Przyjechaliśmy w nocy, bardzo się bałyśmy, lecz później nasz strach złagodniał, bo dostaliśmy zjeść coś normalnego. Wprowadziliśmy się do bloku, w pierwszą noc spaliśmy na deskach , a później dostałyśmy koce i sienniki. Udaliśmy się do pracy, najpierw prace ziemne były prowadzone. Było to bardzo trudne zadanie. Do 3 miesiecy wybierałyśmy , pracę przy wodociągach i wykonywanie bunkra. Bardzo byliśmy głodne. Później skierowali nas do fabryki broni, było łatwiej, bo nie byliśmy torturowane. Umywalnia była normalna i były wymiany odzieży, więc miejsce było czyste, nie zmiałyśmy wszy. Częsta była biegunka , stale była marchew ( tekst niejasny , przyp, mój ) . Kommandoführerin i inni SS bardzo nas bili. Jedna z nas / Giselle / zachorowała, i inne poszły odwiedzić rewier. Nie wolno było, ale staraliśmy się. Jeden z SS jest pobity i zobaczył, że daleko elhallatszottak ciosów ( tekst niejasny-przyp. mój ). W dniu 9 maja przyszli Rosjanie. Trzy dni przedem Niemcy zamknęli i opuścili nas. Byłyśmy bardzo przestraszone , bo powiedziano nam, że prawdopodobnie będziemy spaleni razem z obozem. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje na zewnątrz. Nagle włoski jeniec wojenny, który pracował tam w fabryce u nas ; przyniósł wiadomość, że przybyli Rosjanie. Wyszłyśmy na miasto, otrzymałyśmy żywność, odzież, pod wieczór rosyjski oficer przyszedł do obozu i wygłosił przemówienie, żebyśmy się nie martwiły, i że teraz jesteśmy wolni.
1185, 2K, zegarmistrz ur 1919, lat 26, i krawcowa ur 1926,lat 19, (4-06-44 do 15-07-44), Reichenbach ( 17-07-44 do pocz. 03-45 ), Porta ( pocz. 03-45 do 2-04-45 ), Fallersleben (2-8-04-45), Salzwedel (8-14-04-45)…
Stale mieszkałyśmy w miejscowościach Técsö i Ungvár i 27 maja i 4 czerwca zostałyśmy przywiezione do Auschwitz. … poszłyśmy do transportu pracy, który obejmował oprócz nas jeszcze 154 kobiety i dziewczęta . Transport przybył do Reichenbach do pracy w fabryce lamp radiowych Telefunkena. W ogólności nie możemy się skarżyć, ponieważ praca, którą trzeba było wykonać, nie była trudna, nie wymagano od nas zbyt dużej wydajności pracy Jedzenie mogło być lesze ale i tak było wystarczające i głou nie cierpiałyśmy. Obchodzili się z nami jak z pracownikami i nie było żadnego bicia, im ządnych niesłusznych kar. Były byśmy bardzo rade, gdybyśmy tu mogły spędzić cały czas naszej deportacji , ale front się zbliżył i musiałyśmy iść dalej. I tak po 7,5 miesięcznej pracy w Reichenbach musiałyśmy iść pieszo do miejscowości Parschnitz. Droga biegła przez górzysty teren, dziennie pokonywałyśmy w najtrudniejszych okolicznościach dystans 30 km, marsz trwał 4 dni, na droge dostałyśmy przepisane na głowe 1,5 kg chleba, 5 łyżek cukru, 10 dkg margaryny. W Parschnitz załadowali nas na otwarte wagony węglarki, jechaliśmy 7 tygodni, nie tylko w zimnie, ale i cierpieliśmy głód. Poza tym prawie nie było możliwości utrzymać higieny. Ostatecznie przyjechałyśmy do Porta koło Hannoweru, naszym miejscem pracy była fabryka Philipsa, mieszcząca się 7 pięter pod ziemią, którą tam ulokowano ze względu na nasilające się , niemal codzienne naloty,
Traktowanie, na początku znośne,ale pogarszało się z dnia na dzień. Sama praca nie była ciężka, ale wyżywienie było złe i całkowicie niewystarczające. Do tego musiałyśmy odbywać dziennie przemarsze, bo nasze miejsce pracy było oddalone od obozu o 7,5 km, czyli dziennie musiałyśmy iść 15 km. Poza tym naloty się nasilały i stały się nie do zniesienia , kiedy front się zbliżył, musiałyśmy odejść, po czterech tygodniach pracy w Porta. Dotarliśmy Fallersleben, gdzie nie było pracy. Powiedziano nam, że przywieziono tutaj dla odpoczynku. Faktycznie spędziłyśmy w Fallersleben sześć dni bez jakiejkolwiek konieczności pracy , a potem załadowano nas na wagony, upchnięto po 160 osób w wagonie. Brak miejsca był straszny, ledwo mogliśmy oddychać. Ponadto nie dostaliśmy niczego do jedzenia, i na podstawie tego, jak również ze sposobu traktowania nas i innych okoliczności, doszłyśmy do wniosku, że nie wiozą nas już do pracy, ale do obozu zagłady. Nasze obawy się sprawdziły, bo doszliśmy do Salzwedel, gdzie wprawdzie nie zostałyśmy zniszczone, ale później znaleziono list napisany przez esesmana tego obozu do jego matki, który najwyraźniej zapomniał wysłać w pośpiechu do adreatki, i w tym liście stwierdził, że Żydzi z obozu Salzwedel mają zostać zniszczeni punktualnie o dwunastej w nocy. On sam zamierzał ubrać cywilne ubranie i uciec. Sposób naszego zniszczenia nie został w liście określony, ale dowiedziałyśmy się się od internowanych w obozie francuskich jeńców, że dzień wcześniej odcięli elektryczną linię, bo w przeciwnym razie zostałybyśmy zabite przez prąd elektryczny. Tylko szybkiemu przybyciu wojsk amerykańskich zawdzięczamy to, że administracja obozu czas nie zdołała wykonać ich szatańskiego planu. Przybycie Amerykanów było nie tylko szybkie, ale również zupełnie nieoczekiwane, tak, że straż SS nie miała czasu, aby uciec, i wszyscy ludzie SS w związku z tym, znaleźli się w niewoli amerykańskiej. Byłyśmy w takim stanie, że choć chciałyśmy wracać do domu, ale nie mieliśmy możliwośći. Dlatego musiałyśmy pozostać kilka tygodni w Salzwedel, spędziłyśmy ten czas już nie w obozie, ale w mieście. Chcialyśmy, aby już móc wrócić do domu, ale znowu nie było transportu. Przebywałyśmy w sumie dziesięć tygodni w Salzwedel, potem mogłyśmy rozpocząć długo oczekiwaną podróż do domu.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:39, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1255, M,uczeń, ur 1926, lat19, Birkenau (23do2705-44 ), Płaszów (koniec 05-44 do poł-08-44), Gross-Rosen ( 15-08-44 do 1-09-44), Reichenbach ( 1-09-44 do 8-05-45, do wyzwolenia).
… Z Birkenau trafiliśmy tylko 150 Żydów węgierskich do Płaszowa. Ciężko pracowaliśmy w obozie przy kładzeniu szyn i przy fortyfikacjach, żli ludzie z SS bardzo nas bili. W obozie było 30 000 więźniów, Polaków, chrześcijan i Żydów.
Polacy chodzili do pracy do miasta, gdzie mieli relacje, bo po części stamtąd pochodzili. Doszli do pieniędzy i mieli dosyć jedzenia, jedzenie obozowe pozostwiali nam, więc także nie mieliśmy za mało. Polacy którzy uciekli, bywali łapani i rozstrzeliwani. Często mieliśmy nocne apele, musieliśmy stać całą noc. W połowie sierpnia Węgrzy zostali przesłani do Gross-Rosen, tam jechaliśmy 3 dni bez jedzenia po 80-90 w wagonie. W Gross-Rosen nie pracowaliśmy, jedzenie dostawaliśmy dobre, ale mało. Spaliśmy na podłodze na słomie bez przykrycia. Przymuszani biciem, musieliśmy się uczyć śpiewać niemieckie piosenki, niemiecki kapo nam wykładał: : „ oto przychodzimy, nowe śpiewaki”. Potem pojechaliśmy do Reichenbach, gdzie trafiliśmy do nowego obozu, było ich tam kilka. Było w sumie 1000 Polaków i Węgrów, wielu pracowało w fabryce, ja pracowałem na budowie i kopałem także okopy, 12 godzin dziennie. Polsko-żydowski starszy obozu chronił słabych Zydów węgierskich przy robocie. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba, w niedziele pół, 2x zupę, margarynę i dodatek, zupa na obiad była bardzo dobra. Sprzedawaliśmy koszule niemieckim cywilom za tytoń, a tytoń zamienialiśmy z Polakami na jedzenie. Jeden raz więzień został na tym przyłapany i bardzo obity. Były wymiany bielizny i odzieży do prania i odwszenia. Dwa transporty chorych po 100 osób poszły do Dachau, słyszałem od więżnia, który tam był. Otrzymaliśmy także pomoc od jeńców włoskich, francuskich, i holenderskich. Odzieży zimowej nie dostaliśmy. Do ogrzewania organizowaliśmy drewno z budowy. W ostatniej chwili przed wyzwoleniem zwołano apel, straże odeszły na 5 godzin przed wejścim Rosjan, o 8-mej rano widzieliśmy jeszcze straże, o 3-ciej po południu weszli Rosjanie. Z bólem stóp w kiepskim stanie poszedłem do szpitala. Zostalismy dobrze zaopatrzeni i leceni przez budapeszteńskich lekarzy. Dwa tygodnie spędziłem w szpitalu, na trzeci tydzień poszedłem do transportu i przybyłem tutaj. Z siostrą i ojcem chcę wyjechać o Ameryki.
1389, 2K, gospodynie domowe, ur 1916 , i ur 1921, lat 29 i 24, Birkenau (8 tygodni), Reichenbach ( 8 miesięcy ), Kratzau ( 10 tygodni )….
…. Po ośmiu tygodniach zostałyśmy wybrane ponownie, poszłyśmy do kąpieli, potem dali nam inną odzież i znowu wróciłyśmy do obozu. Tu czekał już na nas szef pewnej wielkiej fabryki z Reichenbach, który wybrał 75 kobiet. Osoby te dostały po ćwiartce chleba, trochę kiełbasy i margaryny i z tą osobą poszły do pociągu. W Reichenbach także byłyśmy w obozie. Tu pracowałyśmy w fabryce od 6 rano, do 18 wieczorem z półgodzinną przerwa na obiad. Wyżywienie było tu lepsze niż w Birkenau, często dostawałyśmy kawę, czasem trochę mięsa i chleb.Tu również byli francuscy, belgijscy i polscy jeńcy wojenni, od których dostawałyśmy czasem trochę jedzenia. Nasze mieszkanie było całkiem dobre: zostałyśmy umieszczone w ( 14 – odczytałem przez lupę z oryginału-sprawdzić-przyp mój ) kamiennych domach , byłyśmy po 39 osób w pokoju, każda na osobnej pryczy. Czułyśmy się bardzo wygodnie w Reichenbach. Po 8 miesiącach fabryka została zbombardowana, więc zostałyśmy przeniesione do Kratzau. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji 12-14 godzin na dobę. Wyżywienie tutaj było trochę gorsze niż w Reichenbach i byłyśmy bardzo żle traktowane przez żołnierzy SS i byłyśmy często bite. Zrobiłyśmy tu też sabotaż, wypełniłyśmy bomby kamieniami. Na szczęście, uszło to uwadze Abwehry i wojska, chociaż to był prawdziwy sabotaż, za który dostałybyśmy kulkę .9-05-45 zostałyśmy wyswobodzone przez Rosjan.
1431,K, gospodyni domowa ur 1917, lat 28, Auschwitz (27-05-44 do 26-09-44 ), Reichenbach ( 30-09-44 do 8-05-45 )
We wrześniu zostałam przydzielona do transportu i wywieziono mnie do Reichenbach. Podróż trwała 4 dni. Tu byłam z moją siostrą. Poszłam do pracy do fabryki radiowej Haggenuck. Pracowałyśmy na dwie zmiany, przemieniane po tygodni z dziennej na nocną i odwrotnie. Do pracy z obozu szłyśmy 7-8 km, krzyczeli na nas po drodze, kto wypadł z szyku, tego bili. Butów nie było, chodziłyśmy w kapciach, często były opady śniegu, nie mogłyśmy normalnie chodzić, a SS nie pozwalali go strząsnąć. Przychodziłyśmy zziębniete do fabryki, nie pozwalali ogrzać rąk, natychmiast musiałyśmy iść do pracy. Jeżeli poskarżyłyśmy się kobietom z SS, to jedyne, co mówiły, to : „ umieraj „.Pewnej nocy pracowałam przy wielkiej maszynie, miałam gorączkę czułam się chora ale bałam się zgłosić jako chora. Podczas pracy jakoś przysnęłam i mechanizm złapał mój sweter, to było zupełnie nowe zdarzenie dla mnie. Następnie moja siostra, która pracowała w pobliżu , zatrzymala maszynę, przy czym została ranna. Została zabrana do ambulansu, a gdyby natychmiast nie zatrzymała maszyny, to by mnie ten mechanizm przeciął. Jedzenie było bardzo słabe, dziennie kżdy dostawał 20 dkg chleba, później już tylko 15, 0,9 litra zupy, początkowo każdy dostawał trochę dodatku, później to zostało odwołane. Obóz był ładny i czysty, dobrze strzeżony i nie byłyśmy zawszone. 8 maja front już bardzo się zbliżył, kobiety z SS, każda już była ubrana w cywilne ubranie i tam pozostały. Pewnego dnia obudziłyśmy się i stwierdzilyśmy, ze nie ma strażników. Poszłyśmy do miasta, skąd już większość mieszkańców uciekła. Weszłyśmy do domów, do 3 dni weszli Rosjanie i wyzwolili nas. Pozostalyśmy 5-6 tygodni w mieście, i tam „ organizowałyśmy „ dla siebie jedzenie. Żyłyśmy dobrze i gdy odpoczęłyśmy, wyruszyłyśmy na piechotę. Tymczasem spędziłyśmy kilka dni w niemieckich domach, gdzie gotowałyśmy dla siebie i wypoczywałyśmy. Z braku witamin dostalyśmy ropiejących pryszczy i po drodze dostalyśmy maść od lekarza. Nasza droga prowadziła przez Pragę, gdzie spędziłyśmy z siostrą kilka dni. Czesi byli niezmiernie gościnni, nie tylko wyposażyli nas we wszystko, ale nawet poslali do kina, tak, że zapomniałyśmy o naszych cierpieniach. Dalej poszłyśmy do Budapesztu, teraz korzystamy z gościnności DEGOB w domu Arena . Niestety utracilyśmy rodziców i staramy się o pomoc DEGOBw wyemigrowaniu do Palestyny.
1448, K,gospodyni domowa ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 3 miesiące ), Reichenbach ( 08-44 do 15-01-45), Parschnitz ( 21-01-45 do -26-02-45), Kratzau ( 28-02-45 do 8-05-45)…
Byliśmy pięciorgiem rodzeństwa….. Mój ojciec był mechanikiem,…. ojciec pracował bardzo ciężko, … Pojechaliśmy pociągiem osobowym, na drogę dostałyśmy jedzenie, a następnie dotarłyśmy do pięknego, nowo wybudowanego obozu wReichenbach. Tu zorganizowane były pokoje, każdy miał oddzielną pryczę. Wszędzie panowała wysoka czystość i oczekiwano, że tak będzie utrzymywane. Pracowałyśmy w zakładzie o nazwie Hagenuck i robiłyśmy tajne aparaty. Praca była łatwa i przyjema, pracę wykonywałyśmy siedząc. Nie musiałyśmy pracować długo, jedzenie było bardzo dobre. Jedząc słuchałyśmy radio, nikt nas nie krzywdził. Kiedy front się zbliżył, było nalot ale nasz zakład nie poniósł szkody, ale fabryka opla po drugiej stronie ulicy została zniszczona. Dziękuję Bogu, że zakończyliśmy pracę przed zbliżaniem się frontu, zanim bombardowania zaczęły następować częściej. Fabryka została ewakuowana, my także ruszyłyśmy w drogę. Szłyśmy pieszo do sześciu dni. Ta droga była straszna, było bardzo zimno, szłyśmy w strasznej zamieci, drogą do eskortowali nas SS-mani. Dwa razy po drodze dostałyśmy gorący posiłek i raz dostałyśmy bochenek chleba. Tak więc, poszłyśmy do Parschnitz. Ten następny obóz już był bardzo zły. Dostawałyśmy 1 / 2 chleba i w południe 1 litr zupy, ale musiałyśmy wiele pracować. Cały dzień kopałyśmy rowy . My 20 przyzwoitych zabranych tu z Huszt dziewcząt pomagałyśmy sobie w tarapatach, a także wspierałyśmy się wzajemnie w odniesieniu do umiejętności. Po czterech tygodniach pojawił się tutaj dr Mengele i przeprowadzil selekcję. Nie mogę opisać co czułam, kiedy zobaczyłam to zwierzą ubrane w skórę pięknego człowieka, który skinieniem ręki posłał setki tysięcy, a może o wiele więcej osób na śmierć. Dzięki Bogu tu już nie był tak wybredny , odpowiadałyśmy wymaganiom i poszłyśmy do transportu. Po jednodniowej podróży wagonami dostałyśmy się do Kratzau. Wszystkie nasze rzeczy zostały zabrane do dezynfekcji i po prostu zostawili nas w jednej sukni. Tu znowu wyżywienie było dobre, ale praca ciężka. Pracowałyśmy w fabryce razem z włoskimi i francuskimi jeńcami, którzy nas stale podtrzymywali na duchu. Ci ludzie byli dobrzy dla nas na sposób koleżeński, nawet nie potrafię opisać, ile im zawdzięcamy, że w dobrym stanie dotrwałyśmy do wyzwolenia.
1678, K, dwie relacje, parasolniczki ur 1922 i 1924, lat 23 i 21, Auschwitz, Reichenbach, Porta, Fallersleben, Salzwedel( koniec 03-45 do 15-04-45 ), daty nie podane,…
….. Tam zakwalifikowano nas do transportu, który zawiózł nas do Reichenbach. Byłyśmy tu w obozie barakowym , i pracowałyśmy w fabryce Telefunkena. Nie byłyśmy tam długo i musiałyśmy iść dalej. Najpierw szłyśmy pieszo sto km . Następnie jechałyśmy sześć dni i cztery noce w otwartym wagonie. To było tak straszne, że prosiłyśmy ludzi SS , żeby nas zastrzelili. Ale oczywiście oni tego w tym przypadku nie zrobili, bo ci ludzie popełniali zabójstwo tylko wtedy, gdy mieli na to ochotę, a nie wtedy, gdyby to miało oznaczać zwolnienie z męki. Następnie przybyłyśmy do Porta, do zupełnie nowego obozu. Trzymali nas tu trzy dni bez jedzenia, a potem przydzielili do pracy. Tu pracowałyśmy w podziemnej fabryce amunicji. Także tutaj nasz pobyt trwał tylko cztery tygodnie i musieliśmy iść dalej. Tu mieszkałyśmy w fabryce. Tu była okazja do mycia się i nie było nam na ogół żle. Nadzorczyni często biła, ale nie było to nie do zniesienia. Większości z nas brakowało świeżego powietrza, bo byliśmy wewnątrz budynku , nawet na apel nigdy nie wychodziłyśmy na zewnątrz. W końcu marca pojechałyśmy do Salzwedel. Tu już nie było pracy, i już czułyśmy, ze nastąpią zmainny. S.S. był nerwowy i już nie czepiali się nas tak bardzo. Mimo to rzekomo chcieli nas spalić prądem elektryczym, ale uniemożliwili to francuscy więźniowie, odcinając dopływ wody i energii elektrycznej. W dniu 15 Kwietniu zostałyśmy wyzwolone przez Amerykanów, po tym ciężkim roku . Obóz został natychmiast spalony a nas umieszczono w koszarach. Ponieważ nie znaleźliśmy żadnych krewnych w domu, chcemy wkrótce wyjechać do Palestyny. Ponieważ mamy w ręku zawód ( rzemiosło ) , mamy nadzieję, że tam zbudujemy swoją egzystencję.
1728, K, węgierski, kapeluszniczka ur 1925, lat 20, Auschwitz (16-05-44 do 29-08-44), Reichenbach (1-09-44 do 8-05-45).
W Raho mieszkało ok. 1200 żydowskich rodzin, głównie kupców, rzemieślników, przewożących drewno, zarówno zamożniejszych , jak i biedniejszych ludzi. Mieszkałam w naszym domu z ojcem , który zajmował się handlem drewnem, również mogliśmy skorzystać z dochodu z działalności gospodarczej.
…… Po zakwalifikowaniu do transportu wywieziono mnie do Reichenbach. Podróż trwała dwa dni, otrzymałam na droge pół chleba i dodatek, byliśmy 65 osób w wagonie osobowym. Obóz Reichenbach był zupełnie nowym obózem, panowała tu czystość, spaliśmy w oddzielnych pryczach , miałyśmy koce. Na początku wyżywienie było zadowalające, ale później ciągle było jeszcze gorzej i mniej. Pracowałam w fabryce modułow radiowych. Czas pracy był 12 godzin dziennie, na zmiane nocną i dzienna , przemiennie. Fabryka została zbombardowana, a następnie, kopaliśmy rowy , a nadzorcy nas bardzo bili. 8-05-45 wyzwolili nas Rosjanie i wyruszyliśmy do domu na piechotę, około 150 km do Oppeln, przez Kraków, Homonnái doszliśmy do Budapesztu
1860, K, gospodyni domowa ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 27-05-44 do 15-07-44), Reichenbach (20-07-44 do 17-02-45), Trautenau ( 02-45, 3 dni), Pforta ( 23-02-45 do 4-03-45), Fallersleben ( 03-45, 3 dni), Salzwedel ( 16-03-45 do 14-04-45).
….. Kiedy była selekcja, byłam słaba, ale wtedy dr Mengele, przypominam sobie, spojrzał mi w oczy, skinął ręka i zakwalifikowali mnie do transportu. Na drugi dzień poszłyśmy do kąpieli, po dezynfekcji zwrócono znowu te same ubrania i zabrano na dworzec kolejowy, gdzie załadowano transport pracy do wagonów i wywieziono do Reichenbach. W Reichenbach przydzielono nas do pracy w fabryce lamp radiowych , pracowałyśmy po 12 godzin dziennie na 2 zmiany. Traktowanie i wyżywienie było tolerowalne. Później przeniesiono mnie z obozu pracy do obozu koncentracyjnego , tam już było bardzo źle, SS-mani nas ciągle bili. Pracowaliśmy tam do końca lutego. Gdy zbliżył się front, pieszo poszliśmy stamtąd, na drogę dostaliśmy po bochenku chleba i szliśmy 4 dni i noce, raz trochę odpoczęliśmy, gdy przybyliśmy do Trautenau byliśmy bardziej umarli, niż żywi. Bez jedzenia byłyśmy 32 godziny. Kiedy przybyliśmy, pierwszy dzień nie dostaliśmy nic do jedzenia ,na następny dzień dostaliśmy bochenek chleba na ośiem osób i trochę gorącej zupy, która była jak woda z 3-ma gotowanymi ziemniakami. Byliśmy tam 3 dni a potem załadowali nas do otwartych węglarek i w połowie lutego,wieziono w opadach śniegu, na zimnie i wietrze, wszyscy zmarzli, byłyśmy bez płaszczy i kocy i drżeliśmy z wielkiego zimna. Po sześciu dniach tej strasznej podróży przybyłyśmy do Porta w pobliżu Hanoweru. Tam wprowadziłyśmy się do nowo wybudowanego obozu , otrzymaliśmy koce, naczynia, była wysoka czystość , ale niestety, jedzenia tam nie dostaliśmy. Na początku jeden bochenek chleba był na 10 osób, potem jeden na 6-osób. Następnego dnia poszłyśmy już do pracy, pracowałyśmy na siódmym piętrze pod ziemią w fabryce lamp radiowych Hammerwerke, aby przejść do fabryki, odległej o 3 km od obozu, musiałyśmy przejść przez dużą górę. Tam pracowałyśmy przez 4 tygodnie, a następnie wywieźli nas do Fallersleben. W Fallersleben byłyśmy 3 dni, następnie przeniesiono nas dalej do Salzwedel, gdzie kilka dni później, w dniu 14 kwietnia 1945 wyzwolili nas Amerykanie. Unterschaarführer powiedział, że otrzymał rozkaz , aby nas zlikwidować, ale go nie wykonał.
2010, K, uczennica, ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 05-11-44), Reichenbach ( 1 miesiąc), Parschnitz ( 3 dni), Pforta ( 2 tygodnie ), Fallersleben (3 dni), Salzwedel (3-4 dni).
….. W obozie spędziam 3 tygodnie, a następnie zabrano mnie do Brzezinki. Tutaj pakowałam i sortowałam rzeczy i widziałam, jak przychodza transporty i idą prosto do krematorium. I pracowałam tam przez całe lato. Tutaj rozmawiałam z chłopcem, który powiedział mi, że jutro całe komando zostanie zabite. Ludzie ci pracowali w Sonderkommandó, co oznaczało, że palili zwłoki w krematorium. Ten chłopak powiedział mi, że coś przygotowują . Rzeczywiście, następnego dnia wybuchł bunt, rozbroili strażników i zabrali broń, i kilku SS-manów również zastrzelili. Byłyśmy w trakcie pracy, gdy nagle wpadł włoski żydowski chłopie, który uciekł pomiędzy drutami elektrycznymi i poprosił go, aby go ukryć. My strasznie baliśmy się konsekwencji. Nagle capo nazwiskiem Katz, którzy widział chłopca ; zapytał, jak on się tu dostał . Chłopca wyciągnął ze schronienia SS nazwiskiem Wünsche, który chłopca zabrał. Słyszałam, że później został zastrzelony z całym komando. Pracownicy krematorium (Sonderkommando) bywali zabijani strzałem średnio cztery razy w roku, stale zmieniali tam ludzi. Nie był w stanie mówić o okropnościach, które tam się działy. W listopadzie, 100 osób ( w tym ja ) zostało wyznaczone , i następnie zapbrane do Reichenbach. Tam pracowaliśmy w fabryce Telefunkena po 12 godzin na dobę, tydzień na zmiane nocną, 1 tydzień na zmiane dzienną. Praca w fabryce była bardzo dobra, od pracowników cywilnych dostawałyśmy coś do zjedzenia, ale gorzej byłyśmy traktowane w obozie, gdzie Aufseherinek ( nadzorczynie ) były bardzo przykre i biły nas bez powodu. Każdego dnia był podwójnym apel, niedzielę trzy razy i staliśmy tam godzinami. Kiedy przyjechałyśmy, dostawałyśmy w obozie całkiem dobre posiłki. Kiedy przybyliśmy, dostawalyśmy dwa razy dziennie zupę, potem już tylko raz - ćwierć bochenka chleba, 1 łyżkę cukru, lub dżem. W zimie, w największe mrozy miałyśmy tylko 1 koc, każda spała w oddzielnym łóżku, trzeba się było rozebrać, nie można się było ogrzać tak, że było bardzo zimno. Sprawdzano i która leżała w łóżku, i nie była rozebrana, była karana. Gdy podeszli Rosjanie, zabrali nas dalej. Poszliśmy pieszo 150 km . Przez tydzień byliśmy o bochenku chleba, bez wody, kawy nie dali , i nie dali jedzenia. Po drodze wiele osób zginęło , ponieważ nie byli w stanie dalej iść. Mówili, że zostaną one zabrane do szpitala, ale to nieprawda, pewnie je rozstrzelali. Szłyśmy w 1000 osób, spaliśmy w stajni, był straszny tłok. Kiedy przyjechaliśmy do Parschnitz, odpoczywałyśmy przez 3 dni. Nie dostaliśmy nic do jedzenia tylko trochę cienkiej zupy i gotowane obierki z ziemniaków. Wzięli nas do otwartych wagonów, był wielki śnieg, 70 osób w wagonie, tak że nie było miejsca. Na drogę dostałyśmy bochenek chleba i jedną konserwę na pięciu. Tak podróżowałyśmy 6-7 dni. Na stacji Bergen-Belsen dali jeszcze po pół chleba z margaryną i pojechałyśmy dalej. W Pfortá przybyłyśmy do nowego obozu, gdzie była także wysoka czystość. Potem zaczęliśmy sami tworzyć kuchnię, bo gdy kuchnia nie była gotowa, nie otrzymywaliśmy żywności. Tam również pracowałyśmy w fabryce Telefunkena umieszczoną pod ziemią. Przez cały dzień było bardzo źle, było duszące powietrze, dostawałyśmy bardzo małe wyżywienie : 1 / 16 bochenka chleba i trochę margaryny. Dostawalyśmy też zupę, ale to była czysta woda. W obozie był bardzo zły Kommandführer, który nas źle traktował. Kiedy Anglicy podeszli, musiałyśmy stąd uciekać, poszliśmy pieszo do Fallersleben. Szłyśmy do 2-3 dni. Tu umieścili nas w zbombardowanej fabryce. Nie musiałyśmy pracować, ale były stałe naloty. Tu też była komora gazowa, i kiedy to zobaczyły polskie dziewczyny, zaczęły krzyczeć. Kommandführer również zapytal , o co chodzi? Powiedziałyśmy mu o naszych doświadczeń z Auschwitz, nie chciał wierzyć. Stąd musieliśmy szybko uciekac i zabrali nas dalej do Salzwedel. Tutaj również byliśmy 3-4 dni, ale już było bardzo blisko do Amerykanów. Pewnego pięknego dnia Niemcy uciekli i 14-04-45 zostałyśmy wyzwolone przez Amerykanów.
2011,2K, gospodyni domowa ur 1925, lat 20, i uczennica , ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 05-05-44) , Reichenbach ( 06-44 do 02-45), Pforta ( 02-03-45), Fallersleben ( ok. 8 dni ), Salzwedel ( ok. 8 dni).
… Pewnego dnia wybrano młodszych i zabrano nas do Reichenbach. Był to pierwszy transport, który trafił tu z Auschwitz. Tutaj dostaliśmy pracę w fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmianę dzienna i nocną, przemiennie. Traktowanie w fabryce było dobre, ale więcej cierpieliśmy w obozie. Dziennie dostawaliśmy około 25 dkg chleba , jakiś dodatek, i w południe dostawałyśmy trochę zupy i wieczorem trochę zupy. Bardzo pilnowali nas w pracy, aby nie rozmawiać. W jednym pokoju mieszkało nas czterdzieści , wszystkie w oddzielnych łóżkach. Mogliśmy się ogrzać tylko węglem pochodzącym z fabryki, było bardzo zimno. Na szczęście pracowałam w ciepłym miejscu w zakładzie pracy, więc przynajmniej w pracy nie było zimno. Myliśmy się i płukali najczęściej w fabryce, ponieważ w obozie nie było wody, aby umyć się i wysuszyć ubrania. Kiedy Rosjanie zbliżyli się, musiałyśmy odejść pieszo do Trautenau , 140 km. Ci, którzy nie mogli chodzić, byli zabierani do wagonu lub pociągu i tak zabierani dalej. Potem weszliśmy do otwartych wagonów i jechaliśmy przez sześć dni, na mrozie i o głodzie. W Trautenau dali nam po bochenku chleba, a następnie w Bergen-Belsen na stacji, dali po pół bochenka chleba. To było całe jedzenie po drodze. Dotarliśmy do Pfortá. Tu dostaliśmy się do nowego obozu. Tak długo, jak nie było jeszcze kuchni, nie dostawaliśmy żywności. Tam pracowaliśmy w podziemnej fabryce, w bardzo złym powietrzu. Raz na dzień dostawałyśmy zupę, ok.15 dkg chleba, z niewielkim dodatkiem. Tu byliśmy jeszcze lepiej strzeżeni, niż w Reichenbach. Tych, którzy „ organizowali”, byli bici. Fabryka leżała w odległości 4 km od obozu i musieliśmy iść przez górę. Każdy, kto włożył ręce do kieszeni po drodze, był bity. Pracownicy w fabryce zachowywali się właściwie w stosunku do nas. Kiedy linia frontu się zbliżyła, nastąpiły stałe bombardowania fabryki, umieścili nas w pociągu i przewieźli do Fallersleben. Byliśmy tutaj przez 8 dni, ale nie pracowaliśmy. W południe dostawaliśmy trochę zupy, wieczorem kawałek chleba i trochę margaryny. Około 8 dni później musieliśmy ciekać dalej. Zamknęli nas po 150 osób w wagonie, bez wody, na drogę dali tylko trochę chleba. Tak dostaliśmy się do Salzwedel. Tu spałyśmy na gołej ziemi, następnego dnia dostaliśmy zupę i chleb dwa razy dziennie. Tutaj też byłyśmy tylko 8 dni, kiedy Amerykanie nas wyzwolili 11-04-45.
2050, 4K, uczennica ur 1930, lat 15, gospodyni domowa ur 1924, lat 21, 2 krawcowe ur 1927, lat 18, Auschwitz (27-05-44 do 26-08-44), Reichenbach (27-08-44 do 20-02-45), Trautenau ( 24-28-02-45 ), Pforta ( 2-03-45 do 3-04-45 ), Fallersleben ( 5-10-04-45), Salzwedel ( 11-14-04-45).
…..Stąd natychmiast dostaliśmy się się do transportu przy okazji wyboru , było dużo rozdzielonych rodzeństwa i zabrali nas do Reichenbach. Tutaj w fabryce telefonów robiliśmy lampy radiowe i elektryczne. Pracowałyśmy w dwóch grupach po 12 godzin. Jedzenie tutaj było bardzo ograniczone. Zupa była wydawana raz na dzień, ale pracując na nocnej zmianie, w nocy również dostawałyśmy zupę. Dziennie dostawałyśmy ćwiartke chleba i trochę margaryny. W fabryce nie pracowało się dobrze, do WC można było wyjśc tyko za biletem. Każdego ranka rozdzielano te żetony i każdy otrzymywał na 12 godzin 2 sztuki. Jeżeli w rozdziale brakowało kilku, to nie dzieliliśmy się z resztą. Byliśmy stale obserwowani w naszej pracy, a jeśli ktoś wyprodukował mniej niż był powinien, to był karany. Taka karą było obcięcie włosów, lub 2 dni bunkra bez jedzenia. Była taka Kommandoführerin SS nazwiskiem Schneider, była straszne zła. Przechadzała się wśród nas stale z biczem w ręku , a jeśli ktoś po prostu przechodził , i nie zauważył jej , to również został pobity. Tu pracowaliśmy tak długo, aż front się zbliżył i musieliśmy uciekać. Szliśmy pieszo przez cztery dni bez jedzenia i picia, odpoczywaliśmy na śniegu, i pili brudną wodę z kałuż. PO drodze bardzo wiele osób zachorowało i zostawiliśmy je na drodze. Tak dotarliśmy do Trautenau. Tu zostałyśmy umieszczone w pewnym zawszonym obozie. Dali nam do jedzenia trochę gotowanych obierek ziemniaczanych w wodzie. Tu odpoczywałyśmy przez cztery dni , a potem załadowali nas na wagony, do dwóch brudnych wagonów, ciągle padał na nas śnieg lub deszcz. Tak jechaliśmy w tłoku przez 6 dni. Po drodze przeżyłyśmy bombardowania. Między nami nie było przypadków zgonów , ale w wagonach, w których jechali mężczyźni, dziennie umierało po kilku i byli oni wyrzucani z wagonów po drodze. Po tej strasznej drodze dotarłyśmy do PForta brudne od węglarek , ale, niestety, nadal pozostałyśmy brudne , bo tutaj nie było wody , więc nie mogłyśmy się umyć. Tu pracowałyśmy przez miesiąc w fabryce, wybudowanej całkowicie w skale w której zupełnie nie było świeżego powietrza. Tu robiłyśmy lampy radiowe i elektryczne. Wiele z nas nabawiło się gruźlicy. Biorąc pod uwagę, że tak mało dostawałyśmy jedzenia, śmieci, szukaliśmy czegoś do jedzenia w śmieciach . Jeśli udało się znaleźć obierki ziemniaków, byliśmy już szczęśliwe. Przez trzy dni dostawaliśmy bochenek chleba na 16 osób i trochę czegoś ciepłego w kolorze czarnym. 3 kwietnia zostałyśmy stąd przeniesione dalej. Podróżowałyśmy w zamkniętych wagonach w strasznym cieple. Porcję chleba wydano jako jedzenie na dwa dni. Przyjechaliśmy do Fallersleben , gdzie natychmiast chcieli przekazywać nam straszne emocje dotyczące tamtejszego bunkra. Jednak obawiałam się, że to jest jakaś komora gazowa, zaczęłam płakać i krzyczeć, bo uświadomiłam sobie, ze jestem sama i że rodzice już są zniszczeni. Aufseherin zaczęła nas bić aby zmusić do pójścia do bunkra, ale wbrew temu biciu, my nie poszłyśmy. Potem zostaliśmy poproszeni , że kto ma 2 suknie i obuwia, żeby jedną pare oddać. Dopiero następnego dnia dali nam trochę zupy do jedzenia, a cztery dni później również musieliśmy uciekać boRosjanie podeszli. Znowu załadowali nas do wagonów po 120 osób w wagonie, a po dwóch dniach drogi bez jedzenia , dotarliśmy do Salzwedel. Po 5 dniach pobytu tutaj wyzwolili nas Amerykanie. W drodze do domu w Pradze, zobaczyłam dwie nadzorczynie SS , które traktowały nas tak okrutnie w Fallersleben. Złapali je i oddali Rosjanom obie. Obie zaprzeczyły, że to nie były one,a my przypomniałyśmy zapamiętane wypadki z nimi związane i już oczywiście nie mógły uciec. Rosjanie zabrali je do dalszego badani, w jednej sukience , tak, jak postępowali z nami.
2152, K, krawcowa ur 1926, lat 17, Auschwitz ( 22-05-44 do 25-07-44), Reichenbach ( 26-07-44 do 20-08-44) , Hundsfeld ( 22-08-44 do 20-02-45), Gross-Rosen ( 24-02-45 do 10-04-45 ), Mauthausen ( 12-19-04-45), Bergen-Belsen ( 27-04-45 do 5-05-45).
…… Dwa miesiące później silniejsze zostały zakwalifikowane do transportu pracy i załadowane na wagony. W zamkniętych wagonach rozmieszczono 60-70 osób, które jechały w strasznym zimnie (mimo zatorów), na drogę przydzielono po 1/3-bochenka chleba i salami. Po ok. 2 dniach dotarliśmy do Reichenbach. Tu część pracowała w fabryce radiowej, , inna część pracowała w fabryce amunicji. W tej ostatniej grupie , wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę i panowała duża surowość. Kobiety z SS, tzw. Aufseherin ( nadzorczynie ) , którzy byli z nami w trakcie pracy ; stale nas napastowaly. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie i otrzymywałyśmy po 1 / 4 bochenka chleba i zupę bez zawartości. Z dnia na dzień koleżanki czuły się gorzej , w większości z powodu opuchniętych nóg, bo codzienie do pracy chodziłyśmy pieszo 12 km, w największym zimnie i deszczu , wiele było bez butów. Stąd pojechałyśmy wagonami do Hundsfeld. Na drogę nie dostałyśmy nic do jedzenia, strasznie cierpiałyśmy z powodu głodu, jadłyśmy ślimaki i rzepa. Po dwóch dniach dotarłyśmy na mijsce. Natychmiast przydzielono nas do pracy, część do fabryki a część do kopania okopów. Była ostra zima, byłyśmy boso, bo buty nie były pprzydzielone, a zamiast tego dostałyśmy drewniaki, które były uciążliwe w drodze, ponieważ śnieg przyklejał się do podeszwy i nie byłyśmy w stanie zrobić jeszcze jednego kroku. Codziennie dostawalyśmy rację żywnościową wynosząca 1/5 bochenka chleba i zupę bez zawartości. Wiele osób było chorych na przeziębienie i osłabione głodem ciało straciło odporność , więc bardzo wielu z nas umarło. Rygor był wielki. Jeżeli ktoś próbował „ organizować” trochę węgla ponieważ nie mógł znieść zimna, to Aufseherin kazała tej osobie stać bez płaszcza na zewnątrz, przeważnie na zimnie i w śniegu i obcięli jej włosy. Magazyny odzieżowe były pełne cieplych rzeczy, ale nie były dla nas dostępne. Był rewier, ale nie było lekarstw, dlatech wszyscy chorzy umierali bez pomocy. Stąd wyruszyliśmy w drogę dalej do Gross-Rosen.W najcięższej zimie wyruszyliśmy w drogę pieszo. Na drodze, wiele osób zginęło, lub zamarzło, najbardziej było to spowodowane brakiem płaszczy i tym, że mieliśmy tylko cienkie ubrania. W transporcie było również 106 chorych, którzy w ogóle byli niezdatni do marszu, tych zabrano na wóz, , nie wiem gdzie są. SS stale nas popędzali, była to dla nas straszna tortura, wszyscy byliśmy całkowicie wyczerpani, ledwo staliśmy na nogach. Na drogę - 4 dni - została rozdzielona Racja żywnościowa: po 1/5-bochenka chleba i nic więcej. Jedliśmy śnieg aby zagłuszyć głód. Po 4 dniach cierpień nie do opisania przyszliśmy do Gross-Rosen. Tu w ogóle nie pracowaliśmy. Pewnego ranka przyszedł do baraku Unterschaarführer i bez żadnego powodu pobił nas do krwi. Tu był wielki głód. Racja dzienna: ¼-bochenka chleba i po 0,3 litra zupy bez zawartości.
Wszyscy o12 –tej w nocy, zostali przydzieleni. Wiele z nas było chorych, wiele osób cierpiących na odmrożenie kończyn, ale większość z nich zmarła ze względu na krańcowe wyczerpanie , głód ponadto od gruźlicy . Na rewierze nie było lekarstw, nie mogli pomóc wielu chorym. Umieszczono nas w drewnianych barakach po 200 do 400 ludzi pod jednym dachem, trudno było się ruszyć . Wiele zwlok spalono w krematorium. Z Gross-Rosen otwartymi wagonami wywieźli nas dalej do Mauthausen. Podróż była straszna ze względu na to, że deszcz spadł na otwartye wagony , a większość z nas nie miala płaszczy. Rapportfuhrer stale nas bil bez powodu. W obozie mimo wielkiego głodu nie byliśmy w stanie jeść zupy , to było jak pomyje. Chleb był podobny do tego ,specjalnie gorzki, więc nie mogliśmy go jeść. W sytuacji nie do opisania, wielu ludzi zmarło z głodu i krańcowego wyczerpania. Nasza odzież została nam odebrana, dano nam inną, pełną wszy. Z myciem się były trudności, bo umywalnie były stale zamkniete. Po pięciu dniach w obozie załadowano nas na wagony i przeniesiono do Bergen-Belsen. Podróż trwała 10 dni, na drogę wydano jedzenie. Wiele osób zginęło w wagonie z powodu głodu. Z wielkim trudem udało się nam raz dostać po kilka surowych ziemniaków. Pamiętam, że raz jedna Czeszka chciała dać nam coś do jedzenia, ale esesmani nie mogli zezwolić. Dwie koleżanki próbowały uciec, ale SS-mani zauważyli to i , postrzelili je poważnie w nogi. Po przybyciu do Bergen-Belsen, przez trzy dni nie dostaliśmy kawałka chleba, tylko pół litra zupy, przygotowanej z buraków. Jedliśmy z głodu obierki ziemniaczane znalezione na śmietniku.Leżałyśmy w barakach na gołej ziemi, każda była pełen brudu i atakowana przez wszy. Każdego dnia setki osób ginęło w tych blokach, wiele osób z powodu tyfusu plamistego, ale większość wwyniku głodu. Zmarli leżeli niepogrzebani tydzień w bloku i na ulicach obozu. Całkowicie osłabionych , w jednym cienkim ubraniu, zabrali nas do pracy, tylko tzw. „blok ozdrowieńców” chorzy pozostali w obozie. Praca polegała na cięciu rdzewa w lesie i jego noszeniu do obozu. Była to bardzo ciężka praca fizyczna dostawaliśmy po pół litra zupy bez zawartości , a ponadto SS stale nas popędzali w pracy. Pewnego dnia na początku maja nagle pojawił się w obozie samochód z angielskimi żołnierzami i przestałyśmy cierpieć. Natychmiast poddano nas dezynfekcji, dostałyśmy czyste ubrania i najlepsze jedzenie. Po zjedzeniu chleba zachorowałam, a więc nie jadłam wiele chleba, ale po kilku dniach wywieziono mnie do Bergen, gdzie odpoczywałam przez 3 tygodnie, gdy się wzmocniliśmy wyruszyłyśmy z Zele do domu. Czeskim transportem przybyłam tak daleko.
2270, K,gospodyni domowa , ur 1926, lat 19, Auschwitz (27-05-44 do 6-08-44), Reichenbach (6-08-44 do 8-05-45)
…. 6 sierpnia zabrali nas dalej do Reichenbach. Tu pracowałyśmy w fabryce, robiłyśmy części do samolotów. Majster - z którym pracowałam - było bardzo miły dla nas, nie pozwalał, żebyśmy zbyt dużo pracowały, ale jeśli nadzorczyni z SS-Kobieta - Pani Schneider - Aufseherinek zauważyła, że ze soba rozmawiamy, biła nas do krwi. Rano dostawałyśmy trochę margaryny i bochenek chleba na dwanaście osób, w południe dostawalyśmy trochę zupy , wieczorem dostawałyśmy zupe lub margarynę. W fabryce pracowałyśmy na zmiany dzienne i nocne, po 12 godzin dziennie, na przemian, to była bardzo ciężka praca. Obóz był bardzo zły , bo niemiecki więzień był starszym obozu Lageralteste, który za byle co nas karał. Najbardziej łagodną karą było odebranie chleba przez 3 dni. Obóz był obok fabryki, gdzie mieszkałyśmy w kamiennych barakach, po sto osób na bloku, po dwie na pryczy. Kocy lub ręczników nie dano nam , w , zimie nie wolno się było ubrać w ciepłą odzież, była za to kara. W fabryce było również zimno , ale - powtarzam – nie wolno było chodzić w cieplej odzieży.Posiłki były takie jak w Auschwitz. Talerzy i sztućców nie dali, w dwunastu z ( kociołka ? –przyp mój ) lábasból jedliśmy , nie było łyżek. Mogłyśmy się umyć, , ale do mycia musiałyśmy używać tego samego kociołka , z którego jadłyśmy. Ponieważ nie było ręczników, nie mogłyśmy się osuszyć, i musiałyśmy w zimie chodzić mokre na zewnątrz. Wiele osób zachorowało i zmarło z tego powodu. Gdy zbliżyli się Amerykanie, Niemcy uciekli. Myśleliśmy, że jesteśmy już wyzwolone , ale zauważyliśmy, że niektórzySS z powrotem przyszli. Niestety, niektóre z naszych dziewczyn zostały zastrzelone. Wreszcie w dniu 8 maja Amerykanie przyszli i nas wyzwolili . Natychmiast otworzyli magazyny odzieży i żywności i zapewnili nam wszystko.
To było innne miasto Reichenbach, lub nie wie, że to byli Rosjanie, a nie Amerykanie-przyp. mój.
2307, 2K, gospodynie domowe, obie ur 1924, lat 21 i lat 21, Auschwitz (28-05-44 do 28-07-44), Reichenbach ( 3-08-44 do 19-02-45 ), Trautenau ( 23-02-45 do 2-03-45), Porta ( 10-03-45 do 8-04-45), Salzwedel ( 10-14-04-45).
… . Tu spędziliśmy 8 tygodni. Następnie z transportem skierowano nas do Reichenbach. Tu pracowałyśmy w radiowej fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin i byliśmy przypisani na dzienne i nocne zmiany. Komendantka SS, była sadystycznego usposobienii i postępowała z nami bardzo okrutnie. Zawsze twierdziła, że nigdy nie wyjdziemy stąd żywi. Nigdy nie wypuściła z rąk bicza i biła nas , gdzie byśmy byli. Ci którzy pracowali w nocy, nie spali w ciągu dnia, pracowali przy sprzątaniu. Naloty były częste, wówczas wypędzała nas na dziedziniec i często stałyśmy tam długo,drżąć z zimna w cienkiej sukni, bez snu. W lutym oeszłyśmy stąd pieszo, szłyśmy 4 dni, codziennie szłyśmy 28-30 km. Pierwszą noc spędziłyśmy w garażu, był tak przepełniony, że tratowaliśmy się wzajemnie i nie mogłam spać ani minuty. Drugiej w nocy, byliśmy już bardzo zmęczone, zamknęli nas w ciemnej stodole. Nic nie widziałyśmy, ani wewnątrz, ani na zewnętrznie wiedzieliśmy w którą stronę iść, a następnie obijaliśmy się o siebie. Słowa nie wolno było powiedzieć, ponieważ komendantka miala bat i biła. Tak dotarłyśmy do Trautenau, gdzie spędziliśmy 8 dni. Dziennie dostawałyśmy jeden bochenek chleba na 16 kobiet i tak byłyśmy głodne i słabe, że przez cały dzień leżałyśmy i nie mogłyśmy się poruszyć. Kobiety węgierskie, które długo głodowały ,wyglądały strasznie, kości zrobiły się cienkie i większość dostala gruźlicym co w tych okolicznościach nie jest zaskakujące. Otrzymalyśmy rozkaz wyjazdu. Owartymi wagonami jechałyśmy 8 dni, w lutym na mrozie, w śniegu , deszczu i na wietrze. Było nas bardzo zimno, płakałyśmy i prosiłyśmy strażniczki, żeby nas szybciej zabiły. Przybyłyśmy do Porta. Tu pracowałyśmy przez 4 tygodnie w abryce broni o nazwie Hammerwerk . Było tu strasznie zimno, a powietrze było nasycone gazem i duszące. 12 kobiet dostawało jeden bochenek chleba, ale nie odważyłam się zjeść to wszystko na raz, ponieważ wiedzieliśmy, że stąd trzeba będzie odejść , i nie mamy innego sposobu, aby uchronić się od śmierci z głodu . Ale w końcu nie mieliśmy już chleba i wygrzebywałyśmy obierki kartoflane ze śmieci, jeśli nie widzieli, bo nie było to dozwolone. Pod koniec marca zostałyśmy zabrane do Salzwedel i poszliśmy stąd. Tu zostałam wyzwolona w kilka dni później przez Amerykanów. Nie mam już braci, sióstr i rodziców. Moim jedynym pragnieniem jest udać się do Palestyny i tam pracować, żeby w końcu mieć dom, skąd nie będę tak haniebnie wyrzucona.
2409, K, gospodyni domowa ur 1926, lat 19,Auschwitz (3,5 miesiąca), Reichenbach ( 08-44 do 01-45), Parschnitz ( 4 tygodnie), Kratzau ( do 8-05-45 ).
Po 3 1 / 2 miesiącach wybrano 200 kobiet do transportu i wywieziono nas do Reichenbach. Tu było dość dobrze. Pracowałyśmy w pewnej fabryce samolotów / Telefunkena! / Rano dostawałyśmy zupę, obiad jedliśmy w fabryce wieczorem dostawalyśmy 34 dkg chleba i margarynę lub dżem albo kvraglit. W każdą niedzielę dostawałyśmy po pół chleba i nie pracowałyśmy. Na tym stanowisku pracy 30 żydowskich dziewcząt pracowało . W styczniu, kiedy już dalej nie pracowałyśmy, Telefunken z jednego miejsca wziął wziął 1200 ludzi i nas 800 osób i poszliśmy pieszo dalej przez kolejne 5 dni. Na drogę dostałyśmy po bochenku chleba 1 kg i margarynę, oczywiście, byłyśmy głodne. Było bardzo zimno, spadł śnieg. Na trzeci dzień dotarłyśmy do gospodarstwa, w którym dostałyśmy rzepę i czarną kawę na śniadanie i trzy gotowane ziemniaki. Stamtąd poszliśmy dalej do Parschnitz. W Parschnitz było bardzo źle. Tylko rano dostałyśmy 15 dkg chleba i czarną kawę, na obiad dostaliśmy 1 / 2 l zupy, która w rzeczywistości zawierała tylko wodę i pływały w niej kawałki ziemniaków, bez soli i zupełnie bez tłuszczu. Wieczorem dostawałyśmy po trzy gotowane ziemniaki i 0,1 litra zupy. Na takim wyżywieniu przez 4 tygodnie okpałyśmy okopy. Stamtąd zabrali nas, załadowali na otwarte wagony i w wielkim zimnie, śniegu pojechaliśmy do Kratzau .Tam ponownie pracowałyśmy w fabryce , 8 godzin dziennie . Do jedzenia dawali tylko po 1 / 10 bochenka chleba, zupa czasem była, czasem nie było zupy, tylko dawali czarną kawę, a potem dawali 1 / 8 chleba. Wieczorem, po pracy dawali po 5 kartofli, sos lub zupę. Pracowaliśmy w fabryce amunicji. Obozu był brudny , byliśmy zawszeni. Karali nas bardzo, wyglądałyśmy okropnie, byliśmy takie chude, że jest to niewiarygodne. Nadzorczynie z S.S. były bardzo przykre. Biły i biły , a najmniejsze tzw przestępstwo zabierały również posiłki. Byliśmy tutaj aż do wyzwolenia. Gdy Rosjanie tu przyszli V.8. nasi oprawcy z SS już uciekli. O planach na przyszłośc nie mogę jeszcze mówić, niestety, wciąż o nikim nie słyszałam, a jednak nadzieję, że znajdziemy kogoś, z kim będzie można podjąć decyzję co zrobić .????????
2450, K, gospodyni domowa ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 28-05-44 do 5-06-44 ), Reichenbach ( 7-06-44 do 10-01-45), Pforta ( 12-01-45 do 6-02-45), Salzwedel ( 9-02-45 do 10-02-45).
Kiedy przyszli Niemcy do Węgier na wiosnę 1944 roku wiedzieliśmy już, że przyszły złe dni dla Żydów. Jeśli chodzi o biżuterię, pieniądze, częściowo zostały zakopane i częściowo umieszczone u chrześcijańskich znajomych. Naturalnie, ubrań i sprzętów nie ukrywaliśmy …. Z transportem pracy przyszliśmy do Reichenbach. To był obóz pracy. Pracowałam 12 godzin dziennie w fabryce Telefunkena. Obóz leżał o 2 godziny drogi od fabryki . Po dniu ciężkiej pracy jeszcze musieliśmy iść dwie godziny . Po drodze SS popędzali nas. Sabot mi strasznie uszkodził nogę i bardzo trudno było mi chodzić. Brygadziści w fabryce byli w dużej mierze komunistami i byli bardzo dobrzy dla nas. Przynosili chleb, owoce, a nawet od jednego dostałam pończochy. Traktowanie w obozie nie było takie złe, ale bicie każdy dostał. Jedzenia było mało, każdy tracił na wadze. Stąd przyszliśmy do Pforta, koło Hannoveru. To był mały obóz , było tam ok. 1000 kobiet . Tu już nie pracowałam, bo z krańcowego wyczerpania dostalam się na rewier. Następnie zabrali mnie do Salzwedel. Tam wyzwolili mnie Amerykanie
.????????
2499-K. zawodu nie podano, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 23-05-44 do 23-08-44), Reichenbach ( 25-08-44 do 8-05-45).
Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz ze mną była moja rodzina: rodzice, dwie siostry i trzech braci. …. Po trzech miesiącach w końcu zebrano transport 200 kobiet i dziewcząt , do którego i ja zostałam włączona. Ten transport pracy zabrał nas do Reichenbach, gdzie zostaliśmy zatrudnieni w radiowej fabryce Philipsa. Ani mieszkanie , ani traktowanie nie było wyróżniające się od innych. Praca nie była trudna, i była tu utrzymywana dość ścisła dyscyplina, ale w pracy nie byłyśmy popędzane i nie wymagano od nas nadludzkich osiągów. Jedzenie mogłoby być bardziej obfite, żebyśmy nie musialy głodować, a także mieliśmy możliwośc utrzymania czystość. Po siedmiu miesiącach praca się zmniejszyla , najwyraźniej z powodu braku paliwa i zmniejszono liczbę więźniarek, które pracowały w fabryce a pozostałe zabrano z Reichenbach, wśród zabranych więźniarek była też moja siostra, która dotąd była ze mną. I pracowałam jeszcze przez około półtora miesiąca w fabryce w Reichenbach , 8 maja zostałam wyzwolona przez Rosjan
2620, K, 2 relacje, gospodynie domowe ur 1920 i 1022, lat 25 i 23, Auschwitz ( 25-05-44 do 27-07-44 ), Reichenbach ( 2-08-44 do 10-02-45), Bergen-Belsen ( 14-02-45 do 15-04-45).
Nasi rodzice mieszkali w Tecso. Mieli sklep wielobranżowy a my pomagaliśmy w sklepie. ……25 lipca przyszliśmy z transportem pracy do Reichenbach. Poszliśmy do pracy w fabryce samolotów, w fabryce nie było źle, ale w obozie było bardzo źle. Kommandoführerin pani Schneider była dla nas bardzo zła. Mieszkaliśmy w nieogrzewanych barakach, miałyśmy po jednym kocu , i było nam bardzo zimno. Wyżywienie było bardzo słabe. Rano dostawaliśmy czarna kawę, w południe w fabryce dostawalyśmy po 3 / 4 litra zupy, a wieczorem po powrocie do domu znowu dostałyśmy po pół litra zupy i 25 dkg chleba. Pracowaliśmy dziennie po 12 godzin, co dzień robiliśmy pieszo drogę 8 km do fabryki . Wiele razy byliśmy bez butów i owijaliśmy nogi szmatami i tak szłyśmy, pończochy dostałyśmy dopiero w grudniu. W styczniu dostalam zapalenia kości i leżałam na rewierze 5 tygodni. W lutym z transportem chorych wywieźli mnie do Bergen-Belsen. Tam było bardzo brudno, były wszy , i w obozie był tyfus. Kiedy poczulam się lepiej, poszłam z moją siostrą Rozi do pracy do przędzalni. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, a przedtem staliśmy 3 godziny na apelu. W fabryce pracowało1000 kobiet, do pracy szłyśmy pod eskortą SS i z ukraińskimi kapo z psami. Dzienna racja był chleba 25 dkg. W połowie marca przestałam chodzic do pracy w fabryce, potem był tam już duży zamęt, tysiące ludzi przychodzily transportami ze wszystkich stron w ucieczce przed frontami, już nie dostawaliśmy dziennej racji chleba, tylko po pół litra zupy i zamiast chleba nieco surowej marchwi. Byliśmy słabi z głodu. Na początku kwietnia wybuchła wielka epidemia tyfusu i mówili, że zwłoki leżały na brudnej słomie została umieszczona na ścianie a w blokach roilo się od wszy. Ostatnie kilka dni nie było wody , nie było można się umyć, było więcej wszy. Wiedzieliśmy, że ten wielki bałagan, oznacza całkowity upadek. W jednym przypadku, w przypisano mnie do kuchni do noszenia kotła , poszliśmy obok strażnicy, i strażnicy z węgierskiego SS na wieży strażniczej śpiewali „Darumadár fenn az égen hazafelé szálldogál.” (granica może być w Szwabii), „Nie bój się, tylko śpiewaj, wkrótce będzie można iść do domu. „. To nieoczekiwane oświadczenie wywołało radość na naszych twarzach, po tym, co przeszliśmy, nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić, że możemy jeszcze być wolnymi ludźmi. W dniu 15 kwietnia 1945 zostaliśmy wyzwoleni przez wojska brytyjskie. Po wyzwoleniu Brytyjczycy przenieśli nas do czystych koszar w Bergen, a następnie w kilka tygodni potem poszliśmy do Cellé i czechosłowackim transportem do Budapesztu. Tutaj staraliśmy się znaleźć miejsce, do domu, bez rodziców nie chcieliśmy iść, i nie ma nadziei dla nas w życiu jeszcze raz.
2718, K, drogista, ur 1017, lat 28, daty nie podane, Auschwitz, Reichenbach, Porta, Fallersleben, Salzwedel
…. Stąd przyszliśmy z transportem pracy do Reichenbach, pracowałyśmy w fabryce Telefunkena. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, jedzenia dostawałyśmy bardzo mało . Traktowanie było bardzo surowe i niesprawiedliwe, byłyśmy wszystkie karane za najmniejszy drobiazg. Bili nas do krwi jeżeli zauważyli, ze mamy mały nóż, a później nie mogłyśmy rozdzielać chleba. Kiedy już naloty bombowe stały się bardzo częste i nie miałyśmy pracy, wyruszyłyśmy dalej na piechotę. Poszłyśmy do Parschnitz . Droga była bardzo ciężka, na co dzień zrobiliśmy 30 km , i przez tydzień nie dostaliśmy prawie nic do jedzenia, a jeśli tak, to tylko obierki kartoflane gotowane w wodzie. W Parschwitz umieścili nas w otwartych weglarkach i jechaliśmy dalej przez 5 dni. Padał na nas deszcz i śnieg, wiatr wiał, a my prawie zamarzłyśmy . Bardzo cierpiałyśmy i osłabłyśmy fizycznie. Tak przybylyśmy do Porta gdzie pracowałyśmy w podziemnej fabryce, następnie w fabryce produkowałyśmy lampy radiowe. To było straszne miejsce. Szliśmy przez górę i w dół do fabryki , a jak tam przyszliśmy, byliśmy już zmęczeni i nie było czym oddychać. Fabryka była zupełnie nowa i fabrycznie czysta tylko ani trochę powietrza tu nie było. Niemcy o tym wiedzieli, i dlatego wysłali tutaj żydowskich pracowników. Niemieccy pracownicy i aryjczycy poza kilkoma majstrami, tu nie pracowali, ale i tak zawsze byli wymieniani. Po powrocie do obozu w nocy, chwialiśmy się od świeżego powietrza. Jedzenia dostawaliśmy bardzo mało. Po 4 tygodniach pojechaliśmy pociągiem do Fallersleben i kilka dni tam byliśmy. Nasz pobyt tam jednak stał się niemożliwy z powodu stałych nalotów bombowych. Poszłyśmy do Salzwedel, gdzie po kilku dniach wyzwoliła nas armia amerykańska.
2719,2K, krawcowa ur 1926, lat 17, i student ur 1927 lat 18, daty nie podane, Auschwitz, Reichenbach, Porta, Fallersleben, Salzwedel.
…… W grudniu, gdy nie było już transportów, a wszelki ślad zaginął po zagładzie ludzi, a ludzie, którzy zostali zmuszeni do pomocy w krematorium - spaleni, nas skierowano tutaj, do Reichenbach. Pracowałyśmy w radiowej fabryce Telefunkena. SS nas tu nadzorowało , ale mielismy stosunkowo dobrze. Dostawaliśmy po 30dkg chleba i dwa razy dziennie gotowane, ciepłe jedzenie. W połowie lutego, musieliśmy stąd odejść na piechote pokonaliśmy 150 km. Na cały czas dali nam po kilogramie chleba. Podróż trwała 4 dni , noc spędziliśmy w budynku szkolnym. Było nas 1000 osób , i byliśmy zawsze kwaterowane na małej przestrzeni, że nie mogliśmy siedzieć i z dznia na dzień budziliśmy się bardziej zmęczeni i rozbici. Przybylismy do Trautenau i byliśmy tu 3 dni. Tu nie dostaliśmy kawałka chleba, tylko trochę ciepłej wody z gotowanymi obierkami z katofli. Tutaj dostałyśmy się do otwartych wagonów i tak jechalyśmy przez 7 dni. Tymczasem były naloty na sieci kolejowe i jeździliśmy tam i z powrotem, nie wiedząc gdzie jedziemy. To była straszna podróż.Zabrali nas do Bergenbelsen i myśleliśmy, że to jest koniec drogi, mogliśmy tu zostać tylko jedną noc, i mogliśmy się zrelaksować na ziemi. Tu nas nie wpuścili. Przez 24 godziny byliśmy w pociągu, i znowu wyruszyliśmy. Przybyliśmy do Portá i tam pozostałyśmy. Był to nowy obóz. Dziennie dostawalyśmy wodnistą zupe i 10 dkg chleba, ale musiałyśmy pracować 12 godzin bez przerwy. Miejsce pracy było w podziemnej fabryce. Idąc do fabryki musiałyśmy przejść przez wysoka górę , miałyśmy zniszczone sandały i szłyśmy boso. Słabe ciała nie mogły tego wytrzymać, dziewczęta mdlały jedna po drugiej , było to wywolane niedostatkiem.. Pomagałyśmy przy budowie naszej fabryki , która wciąż nie została całkowicie wykończona. Eszystko było całkowicie nowe i błyszczące, lecz było ciemno i nie było powietrza. Brak światła i powietrza był straszn. Stale czułam, że przy następnym oddechu się uduszę. Po 5 tygodniach pojechałyśmy do Fallersleben. Podróż trwała dwa dni. W ciągu dwóch dni raz dali coś przekąsić, nie dostaliśmy ani kropli wody, nie wolno nam było iść do toalety. Kiedy przyjechaliśmy, nie dostaliśmy nic do jedzenia również pierwszego dnia, i myśleliśmy, że umrzemy z głodu. Następnego dnia w koncu dostaliśmy zupę ichleb. Byliśmy tam przez 5 dni, a następnie ponownie nas zaladowali na wagony , następnego dnia przybyliśmy do Salzwedel. Pierwszego dnia nie dostaliśmy nic do jedzenia, a następnego pięć dkg chleba i talerz zupy. Było już tutaj wiele osób, kiedy przyjechaliśmy, i nie było miejsca ani słomy dla nas, więc spaliśmy na gołej ziemi. W ostatnich dniach, nie było chleba ani wody, dostawaliśmy suszone ziemniaki. Brud nie do pomyślenia. Niemcy chcieli spalić obóz razem z nami , ale było tu ok.150 francuskich jeńców wojennych, którzy mieli odwagę i uratowali nam życie. Rodzice, dwóch młodszych braci, brat, siostra i dwoje małych dzieci zginęli w Auschwitz. Jedyne pragnienie uciec do Palestyny.
2824, 3K, fryzjerka ur. 1925, lat 20, gospodyni domowa ur. 1926, lat 19, uczennica ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 25-05-44 do 29-06-44 ), Reichenbach ( 30-06-44 do 16-02-45), Trautenau ( 23-02-45 do 2-03-45), Pforta ( 6-03-45 do 6-04-45), Fallersleben ( 7-10-04-45 ), Salzwedel ( 11-14-04-45).
…… Oznaczało to, że każdy miał stanąć w kolejce przed blokiem i dr.Mengele, Grez, Drechslerka i nawet kilka kobiet SS wybierało z nich osoby do transportu , lub do krematorium. Do krematorium zostali wybierani bladzi, z niedowagą i nadmiernie otyli. I tak przekazanie do obozu „C” znaczyło, że możemy być przeznaczeni do pracy i w grupie 150 osób pojechałam z transportem do Reichenbach. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy . Fabryka dawała nam świadczenia, i byliśmy zadowoleni. Majstrowie starali się być dobrzy dla nas i pomagali nam, mimo że było to im zabronione. Kobiety z SS były dla nas gorsze . Te za najmniejszy drobiazg słały sprawozdania do Kommandoführerin , wyrok w sprawie był ogłoszony na apelu , i osoba , której skierowana skarga dotyczyła , miala obcięte włosy, lub bywala wysłana do pracy przymusowej . Na początku mieszkaliśmy w barakach należących do fabryki, które były w pobliżu fabryki. Później przeniesiono nas do kwatery mieszczącej się w Szkole Sportowej , która leżała 7 km. od fabryki. Tu już byli inni więźniowie. Tutejsza Kommandoführerin, nazwiskiem Schneider która został powołana , traktowała nas bardzo źle. Karała nas surowo za byle co. Zima była bardzo ciężka. Większość z nas nie miała butów i chodziliśmy boso do fabryki. Kiedy zbliżył się front rosyjski, czyli około 15 lutego, musiałyśmy opuścić miasto. Poprzedniego dnia, był potężny nalot bombowy na fabrykę, ale nikt z nas nie został ranny. Po tygodniu pieszego marszu odpoczęłyśmy w Trautenau , a stamtąd pojechalyśmy otwartymi wagonami do Pforta. W podróży ciągle padał śnieg . Jechałyśmy w małych wagonach węglarkach stłoczone po 65 osób w wagonie. Brudne, przyjechałyśmy do Pfortá . Tu pracowałyśmy w fabryce, która została zbudowana głęboko we wnętrzu góry , około 8 pięter w głąb wzgórza . W fabryce zostały umieszczone różne cenne maszyny. Tu pracowaliśmy w ich fabryce. Praca była taka sama jak w poprzednim zakładzie. Miejscowi majstrowie stale dostarczali nam na bieżąco informacje , które również również odpowiadały rzeczywistości. Gdy Brytyjczycy przybyli, już nie było zaskoczeniem, ponieważ byliśmy wcześniej poinformowani. Natomiast pobliskie miasto było nieustannie bombardowane, nas nagle przeniesioną stą. Było nas około 1000 podczas wymarszu i po kilku godzinach oddzielono 400-osób , nas wywieźli do Fallersleben. O innych nie słyszałam. Kiedy przyjechaliśmy do Fallersleben, byliśmy bardzo wyczerpani. Fabryka, w której mieszkaliśmy , była bardzo nowoczesna, ale została całkowicie zniszczona bombardowaniem. Tu nie pracowaliśmy . Stąd w kilka dni później, z tymi , którzy już tu byli wcześniej, poszliśmy do Salzwedel, gdzie w kilka dni później przybyli Amerykanie. Ten dzień pozostanie dla nas niezapomniany. Amerykanie przy pomocy francuskich jeńców wojennych, bardzo nam pomogli . SS-mani, którzy byli z nami, otrzymali rozkaz, aby podpalić w ostatniej chwili obóz . One nie chcieli tego zrobić i w ostatniej chwili próbowali uciec. To jednak nie udało, wszyscy zostali aresztowani i zabrani w Komendantury. Mamy przyznaną wolność rabunku. Chorych w trybie natychmiastowym zabrali do szpitala, w kilka dni później przenieśli nas do koszar lotniska. Byliśmy tu 2 dni. Stąd wyruszyliśmy pierwszym czeskim transportem. Transport 200-250 osób poszedł samochodami do Pragi. Nasz plan na przyszłość, zamieszkać Pradze i tam pracować.
2912, K,uczennica ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 4 tygodnie ), Reichenbach ( 7 miesięcy), Trautenau ( 5 dni), Pforta ( 4 tygodnie), Fallersleben ( 5 dni ), Salzwedel ( 1 tydzień)
… Potem poszłam z transportem do Reichenbach. Pracowaliśmy w fabryce Telefunkena, robiliśmy lampy radiowe, dziennie pracowałyśmy po 12 godzin. Cała zime przechodzilyśmy w drewnianych chodakach bez pończoch. Nadzorczynie SS biły nas przy każdej okazji i były szczęsliwe, jeżeli mogły zobaczyć nasze cierpienie. Kiedy zbliżyly się wojska rosyjskie, musiałyśmy opuścić obóz. Szłyśmy pieszo tydzień. Jedzenie dostaliśmy dwa razy, nieco chleba. Tych, którzy nie mogli iść, popędzali biczem , jeżeli nie był w stanie nawet wtedy, lub jeśli upadł, zastrzelili go. Wielu było zmarłych, gdy przybyliśmy do Trautenau. Tu byliśmy 5 dni, przez cały czas nie otrzymaliśmy czegokolwiek innego niż trochę zupy. Byłyśmy całkowicie rozbite, wyglądałyśmy jak szkielety, gdy wsadzono nas w węglarki i opuściłyśmy Trautenau. Był luty i jechałyśmy tydzień. Byłyśmy tak stłoczone, że trudno było stać w miejscu, strasznie marzliśmy, było zimno, deszcz spadł na nas i śnieg. Tak dotarliśmy do Porta. Pracowałyśmy w podziemnej fabryce. Droga do fabryki prowadziła przez wzgórze i nie wytrzymywałyśmy tempa, osłabłyśmy z głodu. W fabryce nie było powietrza, prawie się dusiliśmy. Tu robiliśmy lampy radiowe. Po 4 tygodniach poszłyśmy pieszo do Fallersleben. Nie miałyśmy nawet pończoch. Przez 5 dni byliśmy w zbombardowanym budynku fabryki, a następnie pojechaliśmy pociągiem po 120 osób w wagonie do Salzwedel. Jechaliśmy z zamkniętymi drzwiami, nie było odrobiny powietrza i na skutek tego kobiety ginęły. W dniu 14 -04-1945 wyzwolili nas Amerykanie. Byli bardzo dobrzy dla nas i pomagali nam we wszystkim.
3109, K,gospodyni domowa, ur 1916, lat 29, Auschwitz (10-07-44 do 10-10-44) , Langenbillau ( 5 miesięcy ), Reichenbach ( 5 tygodni ) , Bergen – Belsen (do 15-04-45 )
Kiedy Rosjanie zbliżali się do nas , przesunęli nas do Reichenbach, gdzie ponownie pracował z Flechnerem w podobnych okolicznościach. Kiedy sytuacja była już zbyt niebezpieczna, załadowali nas na wagony i jechaliśmy dwa tygodnie ; dotarłyśmy do obozu zagłady Bergenbelsen.
3166, K, krawcowa ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 2 miesiące ), Reichenbach ( 7 miesięcy), Parschnitz ( 6 tygodni), Chrastava (5 tygodni ).
….Poszłam z transportem do Reichenbach. 6 tygodni pracowałam w fabryce radiowej Hagenuck ,tu traktowanie było wystarczająco dobre, , dostawaliśmy także dosyć jedzenia. Stąd przeniesiono mnie do innego pobliskiego obozu, do Szkoly Sportowej, Sportschule. Tutaj szkoliły nas i praktykowały rygor niemieckie nadzorczynie z SS. Jeśli znalazły u kogoś kawałek chleba lub włókno buraków , które dostał od pracowników cywilnych lub francuskich jeńców wojennych, którym było żal więźniarki, to odcinali jej włosy i prawie pobili na śmierć. Byłyśmy tam do 15 lutego. W ciągu ostatnich kilku dni bardzo zbombardowali fabrykę, nie można było kontynuować pracy. Opuściliśmy obóz i szliśmy pieszo 8 dni do Parschnitz. Byliśmy tutaj 6 tygodni, kopaliśmy szańce . Każdego dnia dostawaliśmy zupę, 15 dkg chleba i po 3 ziemniaki. To była bardzo ciężka praca i bardzo marzlismy. Często zdarzało się, że kazali nam usunąć rękawice i bez nich musieliśmy pracować, ręce wszystkich były pełne ran. Siedzieliśmy w otwartych wagonach i jechaliśmy do Kratzau /Chrastavá. Po drodze zawsze padał śnieg, myśleliśmy, że nie przeżyjemy tej straszliwej podróży . Pracowałyśmy w pewnej fabryce broni, 12 godzin dziennie. Musiałyśmy nosić do pieca żelazne części. Ręce i nogi były pełne ran oparzeniowych, rany po wypadku, bo trzeba było ciągle wkładać do pieca ognistego części żelazne. Dostawalismy tutaj bardzo mało jedzenia, trochę chleba i wieczna zupa z rzepy. Jeśli czyjeś łóżko nie było całkiem ładnie zaścielone , lub zrobił inny błąd, to był pozbawiany zupy. Gdybyśmy nie byli bardzo czyste, obcięli by nam nasze włosy, ale toalety zostały zamknięte na stałe, tak aby było jak najmniej. Wydzielali chleb rano, musiałyśmy stać w długich kolejkach godzinami, a wiele osób załamał się z głodu i osłabienia. Następnie były one bite tak , że wiele z nich zmarło. 9 maja oswobodzili nas Rosjanie. Chcę jak najszybciej wyjechać do Palestyny.
3180, K, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 26-05-44 do 26-07-44 ), Reichenbach ( 26-07-44 do 22-02-45), Trautenau ( 26-02-45 do 28-02-45), Pforta ( 7-03-45 do 7-04-45), Fallersleben ( 8-11-04-45 ), Salzwedel ( 12-14-04-45)…
… Po dwóch miesiącach zostałam razem z z 93 dziewczynami zabrana do Reichenbach, gdzie dostałyśmy mieszkanie w przyzwoitym budynku, było nas 60 osób w pokoju i każdy miał osobne łóżko. Dawali nam tutaj dwa razy dziennie kawy, zupy i chleba. Następnego dnia poprzydzielali nas do pracy i musiałyśmy ciężko pracować, ale traktowanie było stosunkowo dobre. Tu pracowałyśmy siedem dni ( chyba miesięcy-przyp. mój ), a następnie SS uciekli i zabrali nas z sobą jak Rosjanie się zbliżyli . Po 4 –dniowym pieszym przemarszu znaleźliśmy się w Frankenau i tak dostaliśmy w czasie jazdy tylko chleba. Był to obóz przejściowy, gdzie byłyśmy tylko trzy dni, potem załadowano nas na wagony i przyszłyśmy do Porta. Po miesiącu wywieziono nas do Fallersleben, gdzie również przebywałyśmy trzy dni, po tym czasie zabrano nas do Salzwedel i po 2 dniach zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan. Niektórzy z SS również pozostali tutaj nadal. Zostałyśmy przeniesione do innego budynku, dostarczyli nam mnóstwo wszystko i pozostałyśmy tam przez 3 miesiące. Chorych przeniesiono do szpitala. Po powrocie do domu nie spotkałam nikogo z rodziny, spotkałam tylko mojego wujek, na razie chcę tu jeszcze zostać.
3229, 3K, uczennice ur 1923, 1927, 1928, lat 22, 18, 17, Auschwitz ( 3 miesiące ), Reichenbach ( 6 miesięcy), Salzwedel ( 1 miesiąc)
….. Wreszcie pewnego dnia, nas 32-osoby przenieśli do obozu pracy Reichenbach . Tu w fabryce Telefunken pracowałyśmy po 12 godzin dziennie, pod nadzorem kobiet z SS. Jedzenia dostawaliśmy bardzo mało i złej jakości. Pracownicy cywilni mieli zabronione rozmawiać z nami, ale byli oni bardzo mili , a czasem także dostaliśmy od nich jedzenie, a nawet byli tacy, którzy …( tekst niejasny-przyp. mój ) . Kiedy Rosjanie byli już 8 kilometrów od nas , musieliśmy odejść pieszo 125 do 130 km w 6 dni . Kto nie był w stanie kontynuowac marszu, był zabijany strzałem. Na drogę dostałyśmy po bochenku chleba, masło i cukier. Przez ostatnich 72 godzin nie otrzymaliśmy nic. Następnie udaliśmy się do różnych obozów . Pojechaliśmy do Porta, Fallersleben, Salzwedel. Tu wszędzie spędziliśmy tylko 1-2 dni .W końcu przyjechałyśmy do Salzwedel. Tu już nie musiałyśmy pracować i tu słyszeliśmy, że Amerykanie są już bardzo blisko. W tym czasie Francuzi już nas żywili , ze względu na ich zależności z Oberschaarführer. 14-04-45 zostalyśmy wyzwolone. Niemcy w ostatni dzień próbowali podpalić obóz, ale francuscy więźniowie wkroczyli do akcji i uniknęliśmy masakry.Po wyzwoleniu przeniesiono nas do pewnych koszar. Później Amerykanów zastąpili Brytyjczycy i Rosjanie, ale poszliśmy do strefy angielskiej do Bergen-Belsen. Dostaliśmy bardzo mało i złe posiłki. Obiad był zazwyczaj niejadalny i stale dostawaliśmy konserwy mięsne. Miałyśmy możliwość zakupu , ale wolałyśmy , aby zobaczyć rzecz przed zjedzeniem . Bergen-Belsen był ostatnim naszym etapem. 6 października 45 przybyłyśmy do Budapesztu indywidualnie.
3357, 2K, gospodynie domowe ur 1922 i 1925, lat 23 i 20, Auschwitz ( 18-05-44 do 30-07-44 ), Reichenbach ( xx-08-44 do xx-11-44), Parschnitz ( xx-12-44 do xx-02-45), Kratzau ( xx-02-45 do 8-05-45).
…… Rozpoczęły się niekończące się apele , selekcje w ciągłym strachu. W przypadku selekcji my podchodziliśmy w pięciu rzędach , a dr Mengele lub Grez, ładna blondynka będąca potworem chciwym krwi dokonywali selekcji, wybranych nigdy więcej nie onaleziono. Pewnej nocy, gdy poszłam do łazienki, zobaczyłam Grez, która właśnie skończyła służbę, bez słowa strzelała do nas, na szczęście nie trafiła, pobiegłam z powrotem, oczywiście, bałam się wyjść więcej. Po selekcjach nastąpiły kwalifikacje do transportów, przy takich kwalifikacjach udało mi się dostać wraz z 65 kobietami do transportu, a co najważniejsze byłam tam z moją siostrą, bo zawsze najbardziej się bałam, , że oddzielą nas od siebie.Tak więc wyruszyłyśmy ze strasznego Auschwitz, gdzie przeżyłyśmy tak wiele takich strasznych wypadków, że nadal nie jesteśmy w stanie o nich rozmawiać. Na podróż dostałyśmy racje żywności, porcję chleba, kawałek kiełbasy i margaryny. Jechaliśmy pasażerskim pociągiem półtora dnia. I tak potem przybyłyśmy do Reichenbach, gdzie przyjęli nas bardzo ładnie, to prawda, że później to co dobre, odeszło w przeszłość.To był przyzwoity, czysty obóz ; do miejsca pracy w fabryce samolotów miałyśmy do pieszego przejścia odległość 8 km. Majstrami byli przyzwoici cywile. Pracowali tu holenderscy jeńcy mężczyzni i kobiety żydowskich . Jedzenie było bardzo ograniczone, to prawda, że dostawaliśmy go tyle, co cywile. Gdy zbombardowali fabrykę, zabrali nas do Parschnitz. Na miejscu pozostali tylko ci, który pracował przy porządkowaniu ruin. Tu wybieraliśmy ( ziemię ) łopatami , SS traktowali nas okropnie. Musiałyśmy pracować w zimie bez płaszczy, kopaliśmy głębokie doły i tam rzucili nas do pracy. Wiele osób tu zginęło , po części z głodu, wielu na tyfus. I pracowałyśmy dla francuskiej kobiety , wszystkim rano i w południe przynosili jedzenie, po wyzwoleniu więźniarki były tak dobre w języku francuskim, , że nie można nawet powiedzieć. Włosi także. Następnie , pewnego razu ponownie przeprowadzono selekcje i przeniesiono nas do Kratzau. Tutaj na szczęście nie byliśmy już długo. Była w Komandzie niebezpieczna kobieta , która zamęczała nas na śmierć. Pracowałam w fabryce czołgów, to była bardzo ciężka praca. Tu przenosiłyśmy części żelazne , w zakładzie pracowały tylko Żydówki , ale byli też mężczyźni chrześcijanie jeńcy wojenni. Kiedy w środku miasta byli Rosjanie ; pojawili się dwaj SS i chcieli wysadzić w powietrze cały obóz. Dwie do trzech godzin przed wyzwoleniem francuscy jeńcy z wielką przytomnościa umysłu aresztowali ich. To była bardzo dobra francuska kobieta więzień, później dowiedzieliśmy się, że ona zawsze kłopoty brała na siebie. Była niewymownie dobra, do końca życia nigdy jej nie zapomnimy, bo przywróciła nam wiarę w dobroć człowieka, i zobaczyliśmy, że nie każdy jest potworem, dobrzy też istnieją, oczywiście Niemcy nieprzypadkowo znajdowali takiego, który by nie przejawial człowieczeństwa wobec nas.
Moje plany: nie wiem, co robić.
3503, M,szewc, ur 1923,lat 22, Birkenau ( 6 tygodni ), Brug/Breslau ( 3 tygodnie), Gross-Rosen ( 2 tygodnie), Reichenbach ( 6 miesięcy ), Dachau ( 2 miesiące ), Garmisch Partenkirchen( 1-05-45)
W Koszycach pracowałem jako szewc, gdy zostałem zabrany do obozu pracy. …… Po sześciu tygodniach w trzysta osób dostaliśmy się do transportu. Wywieźli nas pociągiem, jechaliśmy po pięćdziesięciu w wagonie, pojechaliśmy do Brugg ( Brzeg-Pępice ). Otrzymaliśmy jedzenie, dotarliśmy po dwóch dniach podróży na miejsce. Ze stacji kolejowej musieliśmy iść jeszcze osiem kilometrów do obozu, wielu ludzi zginęło na tej drodze, ponieważ w ciągu ostatnich sześciu tygodni bardzo nas wszystkich męczyli. Tu każdych sześciu więźniów mieszkało w oddzielnym pomiezczeniu, więc to było inne mieszkanie. Trzy razy dziennie dostawaliśmy zupy i trzy razy dziennie był dodatek. Pracowaliśmy dla Luftwaffe i opiekowała się nami Wehrmacht. Praca była dość ciężka, pracowaliśmy na lotnisku, przygotowywaliśmy schrony dla maszyn pod ziemią. Tu nigdy nie bili , tylko zachęcali do pracy. W okresie, gdy Niemcy uciekali z Leningradu, przyszło do nas kilka pociągów z cementem , i trzeba było dalej pracować , nawet po zakończeniu naszego wymiaru czasu pracy, aż do zakończenia rozładunku. Było nas kilku , którzy pracowali w sposób ciągły przez trzy dni po 24 godzin dziennie. Każdy, kto z wyczerpania nie był w stanie kontynuować wysiłku , był karany odebraniem jedzenia tego dnia. Stąd po trzech tygodniach przyszliśmy do Gross-Rosen.
Również tutaj pojechaliśmy pociągiem po pięćdziesięciu w wagonie, ale na podróż nie dali nam nic do jedzenia. Jechaliśmy jedną noc i jeden dzień . Gdy przyjechaliśmy, dostaliśmy zupę bez zawartości. Tu na bloku mieszkało po 300 osób. Było nas w sumie 10.000. Z miejscami do spania było dość dobrze. Jedzenie było całkiem przyzwoity, ale bardzo nas pobili , tu nie pracowaliśmy . Potem stąd wywieźli nas transportem do Reichenbach. Stamtąd ( z G-R – przyp. mój ) pojechaliśmy w trzystu, na drogę dostaliśmy jedzenie. Jechaliśmy trzy dni, bardzo stłoczeni. Upakowali nas w wagonie jak cegły, nie mogliśmy się tam ruszyć. Na początku dostaliśmy bardzo dobry posiłek , w obozie był wielki ry
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:42, 30 Sie 2013 Powrót do góry

rygor i panowała żelazna dyscyplina . Tu przydzielono nas do pracy w firmie budowlanej Zill & Knebich. Budowaliśmy tu baraki z żużla i cegły. Metoda ta jest bardzo praktyczna, ponieważ było to bardzo lekkie, a domy z cegły zostały szybko zbudowane. Mimo to, jeśli człowiek jest głodny, to nic nie jest łatwe, czego doświadczyliśmy na własnej skórze. Polacy , którzy tam pracowali dobrowolnie dawali nam jedzenie, ale jeśli ktoś został na tym przyłapany przez SS to bardzo pobili. Tu wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania, z ciężkiej pracy wielu z niedostatku. Jakoś my Węgrzy nie potrafiliśmy przetrwać. Ale najdziwniejsze było to, że kobiety mogły przetrwać o wiele lepiej , niż my, na 100 zmarłych mężczyzn, tylko jedna kobieta zmarła i na 100 węgierskich ofiar przypadał jeden lub dwa zgony wśród Polaków. Zimą często zdarzało się, że obudziliśmy się się o 4.30 rano, nie było prądu , ubieraliśmy się w ciemnościach, wody do mycia nie było przez cztery tygodnie. Była wielka zamieć, ludzie spadali z drogi, a potem byli zabijani strzałem przez SS i naszych zmarłych mamy wszędzie. Żywi chcieli ich ponieśc dalej, ale nie było nam wolno. Wtedy zachorowałem , nogi mi spuchły, było straszne zimno i kiedyś wróciłem z pracy na pół zamrożony i przemoczony, zarządzili nam „ćwiczenia sportowe”, a następnie dwa razy poszliśmy do pracy, już tak mnie bolało , że zgłosiłem się jako chory. Powiedziano mi, że mogę iść do pracy i skierowali do lekarza w pracy. Strasznie cierpiałem i i następnego dnia rano przewróciłem się na apelu z wielkiego bólu, następnie zaprowadzono mnie na rewier. Byłem tam przez osiem dni. Tu nacięli mi (? tekst niejasny- przyp mój ) stopy. Revier był strasznie kiepski po prostu roiło się od wszy, wszędzie gdziekolwiek spojrzałem, nie zostałem wyleczony w momencie usunięcia mnie stamtąd, wróciłem dwa razy do pracy, ponownie skarżyłem się na nogi, więc dostałem Schonungot ( czas na wyzdrowienie ? –przym mój ) . Upadłem w czasie, kiedy Rosjanie już bardzo podeszli, byli o 20 km od nas , kiedy ja, razem z innymi chorymi zostałem załadowany na pociąg, w wagonie było po 140-tu chorych , na droge dostaliśmy chleb, wagony były otwarte, ludzie byli w takim stanie, że padali, ale nie mogłem wstać aby ich nie zgnieść w tłoku. Po drodze SS strzelali do wagonu, nie dostaliśmy wody, jechaliśmy przez osiem dni, wielu chorych piło własny mocz! Jechaliśmy przez Czechy, Czesi rzucali nam chleb , ale SS powiedział, żeby im dali, a oni rozdzielone pomiędzy nami , więc oczywiście nigdy tego nie dostaliśmy. Ósmego dnia po strasznej podróży dotarliśmy do Dachau, wtedy ze 430 osób, które rozpoczęły podróż, przyjechało tylko 130. Wagony były pełne pół martwy, i leżeli razem ze zwłokami na zimnie. – W Dachau natychmiast wprowadzono nas do kąpieli, odbyło się to rano, gdy nie kąpali się inni, z wielkiego pragnienia zaczęli pić gorącą wodę z wanny , od ciepłej wody wielu zmarło, ponieważ dostali biegunki, a następnie szybko nas obsłużyli, bo już nas wielu nie było. Rano nas poddali dezynfekcji i odwszeniu, a następnie wprowadzone do bloku kwarantanny, gdzie były osoby chore. Stąd każdego dnia wynosili 50-60 zmarłych. W tym bloku była mieszanina wszystkich narodowości . Większość ludzi zmarła z głodu. Na dwadzieścia cztery godziny dostawaliśmy po 12 dkg chleba i zupę. Nagle przyszedł rozkaz, by zabrać nas do transportu, był marzec, ale było bardzo zimno i padał śnieg, trzeba było rozebrać przed budynkiem do kąpieli, zostawiliśmy tam nasza odzież i poszliśmy do ciepłej kąpieli, po tej gorącej kąpieli, jak wyszliśmy nadzy i poszliśmy do bloku 100-metrów, zmarło 60 osób spośród kąpielowiczów, ale transport nie odszedł. Byliśmy tam dodatkowo osiem dni, kiedy transport wyruszył , jechaliśmy wagonami Pullmanna po 70-osób w wagonie, w ostatniej chwili dostaliśmy jedzenie. Przez dwa dni zatrzymaliśmy się na stacji kolejowej, otrzymaliśmy pakiet pomocy belgijskiego Czerwonego Krzyża, ten pakiet uratował wiele ludzkich iistnień. Odczekaliśmy dwa dni, potem znowu dwa dni jechaliśmy i w pewnej wiosce kierownik pociągu powiedział nam, że jesteśmy wolni, ludzie się rozbiegli. Oczywiście, SS zaczęli strzelać do nas, wskutek czego z 1700 osób zginęło 400 ludzi. Następnie przenieśliśmy się na wzgórze do stajni, gdzie wielu ludzi zginęło, jeszcze raz, który nie byli w stanie iść dalej i zostali zastrzeleni przez SS-manów. Wielu ludzi zamarzło na drodze. Spędziliśmy noc w stajni, a następnie z mieliśmy wrócić na wagony , którymi mieliśmy być przekazani Amerykanom. Oczywiście, to też był podstęp, w czasie, gdy wracaliśmy, wagonów już nie tam było, więc załadowali nas do otwartych wagonów i zabrali transportu dalej. Przejechaliśmy zaledwie kilka kilometrów, kiedy otworzyli wagony i zaczęli prowadzić nas prosto do wody, tam Niemcy otoczyli nas karabinami maszynowymi i chcieli nas wszystkich wykończyć , poza życiem nie mieliśmy już nic innego, to nie było dla nich trudne zadanie, zaczęliśmy prosić żonę kierownika transportu żeby tego nie robili, i zaczęliśmy się powoływać się na to, aby pomyśleli o konsekwencjach, i naprawdę nas nie zastrzelili, opuścili nas na śniegu, wiele osób zginęło tam rano, ale wtedy Niemców już nie było. - Takie było wyzwolenie!
Plany na przyszłość: Chcę wiedzieć, co się stało z moją rodziną, mieszkaliśmy w domu z rodzicami oraz dziewięciorga rodzeństwo, zostali oni zbrani z getta izai. Następnie, jak najszybciej chciałbym pójść do Palestyny.
3512, K, uczennica , ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 16-07-44 do 6-10-44 ), Ronneburg ( 3-11-44 do 2-02-45), Pforta ( 21-02-45 do 1-04-45), Fallersleben ( 1-4-04-45 ), Salzwedel ( 8-14-04-45).- pracowała razem z transportem z Reichenbach w Porta.
…… Ponieważ wyżywienie było przyzwoite, byliśmy w stanie pracować normalnie, co spowodowało pełną satysfakcję, i dlatego, jako dobrych robotników przeniesiono nas do Porta. W Porta pracowałysmy w podziemnej fabryce i mieszkaliśmy tam przez miesiąc ponieważ jeszcze bloki nie były przygotowane, co 24 godziny dostawaliśmy jedzenie i pracowaliśmy stale na nocne zmiany. Wszystko można znieść , ale najgorsze było to, że pracowałyśmy 12 metrów pod ziemią ale dozwolone było tylko na pół godziny wyjść na powietrze. Racja chleba była o połowę mniejsza od cywilów mieszkających w meście. Po ukończeniu budowy bloków mogłyśmy mieszkać na otwartym powietrzu, oznaczało to wielką ulgę. Wtedy przybył inny był transport z Reichenbach , więc nie mieliśmy dużo pracy . Gdy Amerykanie się zbliżyli , zabrali nas do Fallersleben. W Fallersleben nie musiałyśmy pracować, spałyśmy cały dzień, przez cały tydzień tu byliśmy, nie było tak okropnie. Po tygodniu przenieśli nas dalej do Salzwedel, bardzo cierpiałyśmy , ponieważ w małym wagonie stłoczono nas 116 osób. Wagon był typu całkowicie zamkniętego , bez okien, drzwi były zamknięte. Dali nam trochę jedzenia na drogę, ale wszystkim się nie dostało. Holendrzy mieli wszystko, my nic, oczywiście głód był wielki. W Salzwedel dwa dni później dostaliśmy chleb, ale później już nie . Nie było wody i nie było dostaw energii elektrycznej. My domyśliliśmy się dlaczego. W mieście miało wielu Francuzów, którzy mieli swobodę działania. Wśród nich byli także Żydzi, którzy przynosili nam suchą żywność, ryż, suszone ziemniaki i marki, papierosy marnowali dla Niemców. 14 kwietnia zostaliśmy wyzwoleni bez żadnych problemów, miasto poddało się bez walki, a nasi Niemcy już zniknęli. Wiedzieliśmy, że dwóch pozostało wewnątrz, z których szef kuchni był najgorszy, ale pozostał, bo już nie mógł zniknąć. Zastrzelili go później, bo chcieli uciec. Po wyzwoleniu mieliśmy swobodę wyjścia do miasta. Mieszkaliśmy w koszarach i dostawałyśmy żywność. Zostałyśmy przekazane pod jurysdykcje angielską , a następnie z brytyjskiej do Rosjan, że będziemy zwolnieni do domów. Rosjanie zwrócili się do Anglików z pytaniem, czy zostałyśmy zwolnione, czy nie?, ale także w ich rękach otrzymywałyśmy świadczenia. Wreszcie dowiedzieliśmy się, że transporty odchodzą z Bergen i wyruszyliśmy Niestety, moi krewni nie żyją, okazało się, że jestem sierotą, jestem teraz z moim kuzynem, też pełnym sierotą i nie mamy ani ojca ani matki . Jesteśmy sami, chcemy pojechać do Ameryki, gdzie mieszka wujek.
3645, K, nauczycielka, malarka, ur, 1920, lat 25,Auschwitz ( 9-07-44 do 13-12-44 ), Reichenbach (15-12-44 do 18-02-45), Trautenau ( 22-02-45 do 26-02-45), Pforta ( 3-03-45 do 1-04-45), Fallersleben ( 2-7-04-45 ), Salzwedel ( 8-14-04-45).
3 lipca1944-go, kiedy jako majster w fabryce mydła- gdzie pracowałam dla fabryk zbrojeniowych - wróciłam do domu, drogą od przystanku tramwajowego, Soroksári nieszczęściem było to, że wpadłam w ramiona csillagosokat żandarmów nerwów….Zostałam przekazana do obozu czeskiego do 16 baraku. Miałam szczęście w tym względzie. Tydzień później dostałam się do biura i przeżyłam tam niemal cały mój pobyt w Auschwitz . Naszym zadaniem było prowadzenie administracji w obozie czeskim, wprowadzaliśmy numery i nazwiska dokładnie według listy transportowej. Poza tym, kiedy przybył nowy transport, gdy tatuowali im numery, byliśmy przy tym obecni i wprowadzaliśmy je do ksiąg. Musieliśmy prowadzić wykazy osób z transportu, który nie poszli do pracy , ale zostali wyselekcjonowani do krematorium do listy, oni to nazywali : „ Liste der Sonderbehandlung – lista osób do specjalnego traktowania „ .Była księga, jak to nazywano: „Nummerbuch- księga numerów „, w której zawarte były numery wszystkich więźniów. Obok numeru było następne pole, w które wprowadzaliśmy dane , w jakim więzień jest obozie, na którym bloku, jeżeli osoba poszła do transportu, na liście obok numeru wprowadzaliśmy literę „T „. Jeśli poszła do gazu , to było „SB”. Pod koniec listopada, pewnego razu komendant obozu Krammer rozkazał krzycząc, że takie oznaczenie powinno zniknąć z ksiąg. Znak został zastąpiony prostym krzyżem, zmarły w normalny sposób, obok numeru. W drugiej połowie listopada do naszego biura przeniesiono biuro FKL, kiedy dwa obozy zostały połączone . Następnie po tym unikałam biura. Była to bardzo nieprzyjemna sytuacja, gdyż byłam „verfügbar- do dyspozycji” byłam więźniem bez przydziału do żadnej grupy roboczej ( Commando). Stało się ono bardzo ciepłą posadą. Nigdy nie chciałem się dostać się do komanda zewnętrznego (Aussenkommando ). Każdego ranka, po apelu nawet w całkowitej ciemności wy prowadzali ludzi z obozu. Pewnego pięknego dnia wkrótce potem dostałam się do transportu, który jako wybierany przez ludzi cywilnych, zapowiadał się szczególnie korzystnie.
Zgłosiłam się na ochotnika i wyruszyliśmy w sto osób do Reichenbach, w dniu 13 grudnia. W wagonie jechało pięćdziesiąt jeden osób, byłam razem z 50-cioma dziewczynami z Brzezinki i pięćdziesięcioma innymi, wybranymi z obozu czeskiego, dostaliśmy jedzenie na dwa dni. Po przyjeździe do Reichenbach umieścili nas w fabryce Telefunkena. Były tam dwa obozy, jeden mniejszy w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki, było tam 300 Holenderek i 60 węgierskich Żydówek, ten drugi obóz był poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), ale tutaj byli nie tylko ci, którzy pracowali w fabryce Telefunkena, ale także ci, którzy pracowali w fabrykach Schiling, Hageneck Lehmann , byli również mężczyźni, którzy mieli łysy pasek na głowie.
Na początku zaopatrzenie w żywność nie było złe, ale potem gwałtownie się pogorszyło. Początkowo zupa była w południe i wieczorem plus 300 g chleba i dżem, później tylko zupa raz dziennie i mniej chleba , bez dodatków. Czas pracy był od 6 rano do 18.30 wieczorem, w tym godzinny marsz do i z fabryki. Praca była 2 zmianowa, ja pracowałam tylko na dniówki. Mimo, że traktowanie było znacznie bardziej ludzkie niż w Auschwitz, jednak byliśmy w pracy bici. Czasami w przerwie spotykałyśmy mężczyzn. Ponieważ nie wolno było rozmawiać z nimi, podczas mycia rąk umieszczali mały pakunek obok kranu wodą i gestem dawali sygnał, żeby wziąć, był tam chleb albo inne pożywienie. Współpracowałyśmy również z cywilami , to było miłe, bo byłyśmy w stanie się dowiedzieć, co się dzieje w świecie zewnętrznym. Nie mogłabym powiedzieć, że kobiety trzymały się razem, to było bardziej typowe dla mężczyzn. Było wiele kłótni pomiędzy kobietami, kradły sobie wzajemnie koce i chowały pod siennikiem. Spałyśmy po dwie na jednej pryczy, były strasznie wąskie prycze. Z końcem lutego ze względu na postęp wojsk rosyjskich miasto stało się strefą działań wojennych Praca w fabryce została zatrzymana i znów podjęta Ulice były zatłoczone karawanami Niemców uciekających na zachód. 18 lutego 1945 wszyscy więźniowie pracujący dla Telefunkena zostali ewakuowani drogą pieszą. W przybliżeniu 1000 osób, wszystko kobiety, szłyśmy cztery dni do Trutnova, wszystko, co dostałyśmy na drogę, to był 1,20 bochenek chleba. Pierwszy nocleg spędziłyśmy w pomieszczeniu kopalni w Nowej Rudzie ( Neurode ) drugi w wiejskiej stodole Braunau , a trzecią noc w Niederadelsbach, pięknym małym miasteczku. Tam spotkałyśmy obóz jeńców francuskich, byli wśród nich Anglicy, byli dla nas bardzo mili, rozdzielili pomiędzy nas obiad. Wiele się od nich dowiedzieliśmy o stanie działań wojennych . Przez całą drogę spotkaliśmy grupy niemieckich uchodźców, którzy uciekali w tym samym, co my kierunku, to był bardzo ciekawy obraz. Wszystkie pociągi jechały na zachód i wiozły żołnierzy z bronią . Więźniowie byli zabierani w tym samym kierunku, wszędzie gdzie byliśmy .Jeńcy rosyjscy mieli wymalowane duże SU na plecach. Wieczorem czwartego dnia doszliśmy do Trautenau w Sudetach. Ulokowano nas w fabryce zbrojeniowej zniszczonej bombardowaniem i przez 4 dni nie pozwalano nam wyjść. To był brudny, obrzydliwy obóz rojący się od wszy. Tu więźniowie z Polski byli na różnych pozycjach, również w kuchni. Tutaj dostałam najmniejszą porcję żywności w ciągu całego mojego życia obozowego, pół litra brudnej, wodnistej zupy z niewielką ilością obierek ziemniaczanych. Po południu dostałyśmy po 50 g chleba i 3-4 kawałki ziemniaka na wieczór. To było wszystko. Następnie zaczęłyśmy transportową część naszej ucieczki. 22 -02-45 , w szczycie zimy, załadowali nas do otwartych węglarek. W pierwsze dni pogoda była dość miła, dlatego nie uważałyśmy za tragiczne, że nie mamy dachu nad głową, ale później zrobiło się bardzo zimno, padał śnieg i deszcz. W jednej węglarce stłoczyli nas 60, wszystko pokryło się sadzą i brudem, o myciu nie było mowy. Podczas nocy były ciągłe walki o miejsce , rozgrywały się straszne sceny, wiele osób chciało wyskoczyć z wagonu. Od pociągu odczepili kilka wagonów , gdzie byli mężczyźni, te zostały wysłane w pobliże Bergen-Belsen. Stało się to wieczorem, myślałyśmy, że przyjechałyśmy na miejsce, wszyscy szykowali się do wyjścia, lecz w międzyczasie się dowiedziałam, że nie wysiadamy i ponownie zaczęła się walka o miejsce to była straszna noc! Na jednej ze stacji spotkaliśmy węgierską osobistość ( szarża). Zaczęłyśmy rozmawiać z nim, zadowoleni, że wreszcie zobaczyliśmy Węgrów, on sam nie wiedział, gdzie nas wiozą, może do Danii-powiedział. Nie reagował na nasze opinie na temat, co się z nami stanie. Pytany o wydarzenia polityczne w domu , o ministra , etc. Skomentował : „ No cóż, Szalasi „ . Potem rozmowa dotyczyła już tylko Transdanubii , ale nie był w stanie nic powiedzieć. Po drodze tylko z przyjemnością oglądałam rozmiar zniszczenia bombami w niemieckich miastach. Po 6 dniach dotarłyśmy do Porta Westphalica. Stało się to w dniu 3-03-45. Byłyśmy bardzo zmęczone trudami podróży. Przemaszerowałyśmy przez miasto a potem po stoku góry. Droga zdała się nie kończyć. Byłyśmy prawie na szczycie a jeszcze nie widziałyśmy obozu. Na dodatek zaskoczył nas nalot i musiałyśmy stać pod drzewami. Po nalocie przyszłyśmy do nowo uruchomionego obozu, zbudowanego specjalnie dla nas . Zajęłyśmy miejsca do spania, oczywiście po walkach, spałyśmy po dwie osoby na wąskiej pryczy. Na początku wyglądało to dobrze, dostałyśmy koce, miski, kubki, łyżki ale brakowało jedzenia. Później zaczęła pracować kuchnia, ale szwankowało zaopatrzenie w wodę. Kiedy gotowali jedzenie, nie było wody do mycia toaleta była zamknięta. Możliwość wykąpania się była w czasie dwa razy po pół godziny dziennie, dlatego mycie się było krytyczne. Nie każdy tam pracował, niewielu pracowników było tutaj potrzebnych. Pracowałyśmy we wnętrzu góry w fabryce podobnej do tej Telefunkena w Reichenbach.Fabryka była pod szczytem, w miejscu całkowicie odpornym na bomby. Cała fabryka była bardzo interesująca wejście było jak do kolejowej jaskini, w każdym rozebranym kamiennym urwisku góry zostało umieszczone miejsce pracy i tam też były pomieszczenia produkcyjne w szczelinach skał. Cały kompleks był 7 pięter w głąb góry ( patrz STOR I wg Witkowskiego- przyp. mój ). Większość maszyn była Philipsa , co powodowało, że ludzie pracujący z nami byli zadowoleni. Moja praca polegała na tym, że poszłam na miejsce pracy , siedzieliśmy 1 godzinę, podczas gdy w zasadzie nie robiłyśmy nic tylko rozmawiałyśmy.Nie mieli już surowca do produkcji. Brygadziści kazali nam udawać, że pracujemy. Prace odbywały się również na trzy zmiany, zmiana nocna mieszkała w fabryce. Bardzo młode dziewczęta dniami i nocami były pod ziemią, nie wiedziałyśmy, kiedy jest dzień, a kiedy jest noc. Były bardzo naiwne , w wieku 14-17 lat dziewczynki, były bardzo dumne z faktu, że były w najlepszym w Niemczech obozie pracy. Było interesujące, że rękawy ubrań były w różnych kolorach i zostały na nich namalowane żółtek krzyże. Pracowali z nami Holendrzy, Belgowie i Francuzi ( Aryjczycy ) oznaczeni X-em na plecach. My miałyśmy żółty + i nie było innej różnicy. Przy przyjęciu do pracy był sprawdzany wzrok i zdolności manualne, pracownicy byli kierowani do pracy zgodnie z wynikami testu. Trzy dni po rozpoczęciu pracy z wielkim impetem znowu przestałyśmy pracować. W tym miejscu było tak mało żywności, że jadłyśmy obierki ziemniaczane .
Z obozu już więcej nie wyszłyśmy, widać było to, że w każdej chwili możemy być ewakuowani. Ta chwila nadeszła 1 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną. Wyruszyłyśmy w około 1000 osób, z czego połowa Żydów holenderskich i trochę Holendrów, Francuzów, Belgijskich aryjczyków, a pozostali to były węgierskie Żydówki. Załadowali nas do wagonów stosunkowo dość wygodnie, po 60 osób jechaliśmy w wagonie, jednak nie dostaliśmy jedzenia na podróż , która trwała całe dwa dni. 3 kwietnia przybyłyśmy do Fallersleben. Nie wyładowali jednak całego transportu, wprowadzone zostało z wagonów tylko 333 osoby, w sposób całkowicie przypadkowy, kto pozostaje wewnątrz wagonów a kto wyjdzie. Kiedy przyjechaliśmy, pognali nas do bunkra, gdzie prowadził mały korytarz. Nagle tłum zaczął płynąć do tyłu, wszyscy ogarnięci strasznym strachem, wszyscy starali się wrócić. Wybuchła straszna panika. Okazało się wkrótce, że wiele osób przeraziło się na widok białych kafelek korytarza ,co upodabniało to miejsce do komór gazowych. SS natychmiast zrozumiał o co chodzi i uspokajał tłum. W obozie Fallersleben spędziłyśmy tylko 5 dni w stosunkowo dobrych warunkach. Obóz był w zbombardowanej fabryce samochodów, w pomieszczeniach na parterze budynku. W obozie węgierskich Żydów znajdowalo sie ok. 100 więźniów politycznych, po części Węgrów i Jugosłowian. Ponadto, posiłki były wystarczająco dobre a do największych korzyści należało to, że zawsze była ciepła i zimna woda i centralne ogrzewanie działało , więc główną rozrywką było mycie , kąpiel, pranie w przeciwnym razie nie było tu wiele więcej do roboty. Tylko stare chodziły do pracy w fabryce i częściowo do odgruzowywania. Pięć dni po tym musiałyśmy się zapakować, ale tak szybko i niespodziewanie to się stało, że nawet SS-mani nie zostali poinformowani. Myślę, że gdybyśmy tam więcej jadły , i tam pozostały, to wyzwolenie może przyszło wcześniej. Wtedy wielkie zamieszanie było wszędzie. Ponownie wyruszyłyśmy było nas 1500 osób ; dwa dni później dotarliśmy do Salzwedel. Warunki były paskudne, brud był wszędzie, toalety i umywalnie nie były w rzeczywistości dostępne. Kwatery i wyżywienie były bardzo złe. Każdy leżał w innym kącie , ludzie zawszeni i cisi.. Na szczęście nie trwało to długo, ponieważ w dniu 14 kwietnia wojska amerykańskie nas wyzwoliły. W naszym obozie było 1500 nowych , ale byli to Francuzi, Włosi, Polacy, więźniowie z całej Europy. Po wyzwoleniu było wielkie zamieszanie. Po pierwsze, funkcjonariuszki SS, jakby znikły jedna po drugiej w cywilnych ubraniach. Lágerfhürer pozostał aż do ostatniej chwili i coś w żydowskim piśmie starsi obozowi napisali, że zawsze traktował Żydów dobrze. Grupy więźniów rzuciły się do miasta i po raz pierwszy kuchnia SS została splądrowana, wszystko co tam mieli zgromadzone do jedzenia i picia trafiło, do naszego żołądka. Amerykanie umieścili nas w szkole pilotów , w pięknym miejscu, ja jednak chciałam mieszkać poza obozem, tak, że ze znajoma dziewczyną mieszkałyśmy w mieście aż do 18 czerwca. Pojechałyśmy w trójke indywidualnie przez całe Niemcy, przez Norymbergę , Regensburg i koło Dunaju, pociągów i samochodem podróżowałyśmy przez 18 dni i przez Sopron ,Wiedeń przybyłyśmy do Budapesztu.
Plany na przyszłość? Na razie chcę tu pracować .
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:43, 30 Sie 2013 Powrót do góry

17-Obóz Langenbielau Bielawa
924,1757,1857,1887,1998,2236,3108,3109,3145,3273,3548,=11
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
11
A1- Płeć
M- 2 osoby
K- 10 osób
B- wiek survivorów w roku 1945 Mężczyźni Kobiety
Do 20 lat=, 2 osoby=15 i 19 lat 3 osoby=16, 19, 20 lat
21 do 30 lat= , 0 5 osób=22, 2x23, 25, 29 lat
31 do 40 lat=, 0 1 osoba=40 lat
41 do 50 lat=, 0 1 osoba=43 lat
Powyżej 50 lat=, 0 0

C- zawód internowanych Mężczyźni Kobiety
Rzemiosło – 1 osoba= czeladnik stolarski, 4 osoby=2x szwaczka, 2x krawcowa
Uczący się- 1 osoba= uczeń, 15 letnie dziecko, 1 osoba, lat 16
Prac. umysłowi - 0 1 osoba= urzędniczka
Inne- 0 4 osoby= gospodynie domowe

D-standing rodziny przed aresztowaniem
924- Mieszkałem z rodzicami Munkaczu, mój ojciec był stolarzem.
1757- Kiedy mój ojciec został wycofany przez Węgrów z handlu produktami , pracowaliśmy z trójką rodzeństwa i aby utrzymać dom ; musieliśmy dużo pracować, ale zarobiliśmy na nasze utrzymanie.
1857- Ojciec miał warsztat szewski i mieszkaliśmy w naszym domu w Ungvár , zarobki normalnie byłyby w stanie utrzymać rodzinę
1887- W naszej miejscowości ( Ucas ) były bardzo antysemickie nastroje.
2336- W Rosztoka mieszkało tylko siedem rodzin żydowskich, zabrano nas, podobnie jak Żydów z innych małych miejscowości do Munkacsa
3109- W Budafok pierwotnie mieszkało 250 Żydów
E- data przybycia do obozu
Czerwiec-44: = 2 osoby=15-tego-przekazana do Breslau i bez podanego dnia
Sierpień 44: = 3 osoby= 24-tego, koniec m-ca i bez podanego dnia
Wrzesień 44: = 1 osoba=25-tego
Październik = 1 osoba, 11-tego, przekazana do Reichenbach
Listopad 44 = 1 osoba, z Auschwitz przyszło 15 letnie dziecko
Grudzień 44 = 3 osoby= 2x4-tego, i bez podania dnia
Styczeń 45: = 1 osoba, bez podania dnia przyszła do Sportschule
F- data ewakuacji z obozu
Lipiec 44 = 1 osoba(3273 ) 14 lipca przekazana z fabryki radiowej do Breslau, do
fabryki amunicji
Wrzesień 44 = 1 osoba (1757 ) w połowie miesiąca przekazana z fabryki radiowej do
Hundsfeld do fabryki amunicji
styczeń 45 = 1 osoba ( 3108) 19-01-45 ewakuowana została droga pieszą do Parschnitz fabryka części samolotowych. Część kobiet trafiła stąd do Goerlitz, gdzie poszły do zakładu produkcji wojennej i kopały szańce.
luty 45 = 2 osoby ( 3548 ) 14-02-45 ewakuowano fabrykę broni Lehmana pieszo do Parschnitz, tam kobiety kopały szańce.
marzec-45 = 1 osoba ( 1857 ) –1-03-45 mała fabryka szwalnicza została ewakuowana do Parschnitz drogą pieszą.
Pozostawiono na miejscu = 5 osób,: ( 924)-jako chory- pracowal razem z 300 osobami w fabryce, (1887)-15-latek, pracujący w tkalni, prawdopodobnie w Peterswaldau, mieszkający w obozie Langenbielau razem z ponad 1000 kobiet i francuskimi jeńcami, ( 1998 ) pracownica fabryki amunicji w Langenbielau, mieszkająca w obozie gdzie było 1200 kobiet, (2236 ), pracującą w fabryce, która wspomina, że mieszkala w budynku podzielonym na pokoje po 300 kobiet i dobrze wspomina kierownika obozu, ( 3145) –pracownica fabryki samolotów, mieszkająca w Sportschule, pozostawiona jako chora,
Reasumując: 19-01-45 ewakuowano fabrykę części samolotowych, 14-02-45 ewakuowano fabryke broni Lehmana, 1-03-45 ewakuowano małą fabrykę szwalniczą,10-03-45 przeniesiono do Reichenbach ( 3109 ) fabrykę tkalniczą, skąd 14-4-45 wywieziono ich pociągiem do Bergen-Belsen. Na miejscu pozostawiono fabrykę amunicji , która pracowała do końca, oraz chorych i nieletniego 15-latka
G- zadania
924- Stamtąd poszliśmy do Sportschule Langenbilau, przydzielono nas do pracy w fabryce
1757- Dostałyśmy się do Langbielau do fabryki radiowej, gdzie przez 10-11 godzin dziennie wykonywałyśmy lekką pracę w czystych warunkach.
1857- Tu przydzielono mnie do pracy w małej fabryce szwalniczej.
1887- Codziennie chodziliśmy szesnaście kilometrów do pracy i z pracy w pewnej tkalni. Praca sama w sobie nie była trudna, ale musieliśmy stać cały dzień.
1998- Następnego dnia zabrali nas zaraz do pracy w fabryce amunicji. Sześciu tygodni pracowaliśmy w fabryce amunicji, … Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z ¾ godzinną przerwą na obiad .
2236- Pracowałyśmy w pewnej fabryce.
3108- Z następnego transportu dziewcząt z Auschwitz, który tu przyszedł, wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. Ta wieś jest oddalona od Peterswaldau 15 km i zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz.( części samolotowe i amunicja-przyp mój ) Miałyśmy tu więcej zmartwienia niż w Peterswaldau, nie tylko te 20, którym już szło lepiej, kiedy nie musiały tak ciężko pracować jak większość, ale też pozostałe. Wszyscy przypisywali te okoliczności temu, że fabryka w Langenbielau jeszcze nie pracuje i to są trudności rozruchowe, które należy przezwyciężyć.
3109-. Poszłam do pracy w tkalni. Codziennie szłyśmy pieszo 12 km do pracy, 1 / 2 godziny jechałyśmy pociągiem. Praca była wykonywana na dwie zmiany, ja byłam na stałe przypisana do zmiany nocnej. W większości pracowałyśmy w fabryce - tkalni, musiałyśmy wykonywać ciężkie prace,
3145- poszliśmy na Górny Śląsk, do Sportschule…. Pracowałyśmy w fabryce samolotów, ….. W marcu poszłyśmy do Langenbielau.
3273- W Langenbielau pracowałam w fabryce radiowej.
3548- Stąd wkrótce dostałyśmy się do Langenbielau, gdzie otrzymałyśmy przydział do pracy w ….. fabryce broni Lehmana.
G-1 –droga do pracy
1757- Codziennie szłyśmy pieszo cztery km do pracy i tyle samo stamtąd z powrotem do obozu. ( praca w fabryce radiowej –przyp. mój )
1887- W listopadzie poszliśmy do LangeBillau. Byli tu ponad 1000 kobiet i jeszcze francuscy jeńcy. Codziennie chodziliśmy szesnaście kilometrów do pracy i z pracy w pewnej tkalni.
3108- wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. Ta wieś jest oddalona od Peterswaldau 15 km i zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz.
3109-. Poszłam do pracy w tkalni. Codziennie szłyśmy pieszo 12 km do pracy, 1 / 2 godziny jechałyśmy pociągiem.
3145- poszliśmy na Górny Śląsk, do Sportschule. Do miejsca pracy najczęściej musiałyśmy iść na piechotę, było to około 8 km. Pracowałyśmy w fabryce samolotów,
3548- Stąd wkrótce dostałyśmy się do Langenbielau, gdzie otrzymałyśmy przydział do pracy w odległej o 7 km fabryce broni Lehmana.
H- najemca
I- wyżywienie
924- Wyżywienie było dość przyzwoite, dostawaliśmy półtora kilograma chleba na czterech.( Sportschule, praca w fabryce -)rzyp. mój )
1857- praca w małej fabryce szwalniczej. Wyżywienie i traktowanie były stosunkowo całkiem normalne.
1887- Racja obozowa składała się z 3 / 4 litra zupy, 12 dkg chleba, który później został zmniejszony do ośmiu dekagramów. W południe w fabryce dostawaliśmy zupę. ( praca w tkalni –przyp. mój )
1998- Dzienna racja żywnościowa była 1/6 bochenka chleba i zupa i dwa razy w tygodniu, dwadzieścia pięć z nas otrzymywało ćwierć kilograma margaryny. ( praca w fabryce amunicji-przyp. mój )
2236-Pracowałyśmy w pewnej fabryce. Było nawet dozwolone iść do miasta na zakupy. Wymieniliśmy w ogóle nasze rzeczy na pieniądze, a za to, kupowaliśmy dla nas to , co było bardzo pilnie potrzebne. Komendant obozu był życzliwym człowiekiem, często przynosił nam nawet żywność sam.
3108- Do tego dochodziły niedostatki zywności,….. -praca w fabryce części do samolotow.
3109- dzienna racja żywieniowa obejmowała 0,3 litra zupy i 20 dkg chleba. ( praca w tkalni-przyp. mój )
3145- Pracowałyśmy w fabryce samolotów, …, jedzenie ledwie coś tam dostałyśmy.
3273- pracowałam w fabryce radiowej. …… i jedzenia mało, ale ogólnie sytuacja była tolerowaln i nie było konkretnego powodu aby się skarżyć.
3548- nie skomentowała wyżywienia, widocznie było wystarczające-praca w fabryce broni Lehmana
Prawdopodobnie było więcej obozów o różnych standardach.
J- zakwaterowanie
924-. Każdy miał oddzielne łóżko, przyzwoity koc. Było tu czysto, mieliśmy też możliwość do prania. Co dwa tygodnie byliśmy dezynfekowani i w każda niedzielę rano mieliśmy odwszenie. Nie mieliśmy wszy, bo nikt nie odważył się zaniedbać siebie, bo bał się pobicia. … Bloki były ogrzewane, pomieszczenia w fabryce też …..
, ale tylko nas 300 –tu pracowało w fabryce , reszta pracowała na zewnątrz ( praca w fabryce broni-przyp. mój )
1998- Tutaj było bardzo zimno, bo baraki, w których mieszkaliśmy były bardzo zimne , każdy miał tylko koc, który w zimie nie wystarczał. Mimo, że otrzymałam kabat, ale nie miałam butów…Na podwórku była umywalnia, mogłyśmy się umyć w zimnej wodzie, ale mimo to byli tacy, którzy dostali wszy. Bieliznę mogłyśmy zmienić tylko w ten sposób, że po jej zdjęciu i wypraniu chodziłyśmy bez niej, aż wyschła. ( fabryka amunicji –przyp. mój )
2236- Obóz składał się z budynku w stylu koszarowym, który został podzielony na pokoje. W każdym pokoju mieszkało trzydziestu kobiet. Pracowałyśmy w pewnej fabryce
3109- Mieszkałyśmy w drewnianych barakach.- (praca w tkalni, przyp. mój )
Prawdopodobnie było więcej obozów o różnych standardach.
K- traktowanie
924- Stamtąd poszliśmy do Sportschule Langenbilau, przydzielono nas do pracy w fabryce. Starszy obozu był Żydem. Nie było niesprawiedliwości, bez powodu nie bił , ale tego, który zasłużył , to pobił. SS byli bardzo źli , bardzo nas bili , ale nie wracali do obozu, mogli bić tylko w pracy. Pracowaliśmy w fabryce broni…Jeśli ktoś nie pracowały na tyle, lub, jeśli przysnął na nocnej zmianie, był bity. Operowali mi wyrostek. Leżałem w szpitalu miejskim, gdzie traktowano mnie jak normalnego cywila. Jeden więzień raz chciał uciec, został złapany i powieszony.
1857- Tu przydzielono mnie do pracy w małej fabryce szwalniczej. …. traktowanie były stosunkowo całkiem normalne.
1887- Za karę były obcinane włosy, ( prac w tkalni, lat 15 )
1998-Miałam bardzo złego majstra, który bardzo popędzał mnie w pracy…..Traktowanie było przykre, jeśli np. ktoś ukradł ziemniaki, to następnie Kommandführer – był bardzo złym człowiekiem – wyprowadzał cały obóz na podwórko - ok. 1200 osób - i klęczeliśmy godzinami w śniegu ( praca w fabryce amunicji-przyp. mój )
2236- Komendant obozu był życzliwym człowiekiem, często przynosił nam nawet żywność sam. Jak już wiedziałyśmy, że Rosjanie są blisko, mieliśmy odwagę i mówiłyśmy zupełnie otwarcie. Miałyśmy już zamówione czerwone ręczniki do odbioru . ( praca w fabryce-przyp. mój )
3108-, traktowanie stało się z dnia na dzień gorsze, po raz pierwszy zdarzyło się, że zostałyśmy uderzone, po części przez zapalczywego majstra, sadystycznie usposobionego, ale też i przez nadzorczynie, które nas wychłostały zupełnie bez powodu, tylko aby tym sprawić sobie radość. Jeszcze większy był kłopot, gdy brakło materiału, lub surowca i właściwie nie było nic do roboty. To im nie przeszkadzało ządać od nas, żebyśmy pracowały, jakby uważali, że trzeba nas stymulować do pracy..
Więc musiał człowiek wysilić swoją inwencję i udawać, zę pracuje, i to ciężko pracuje, ciągle się ruszać, żeby SS stojące za naszymi plecami nie musialo nas popedzać (fabryka części samolotowych-przyp. mój )
3109- Kierownictwo fabryki haniebnie nas traktowało. Dyrektor Flechner i naczelny majster krzywdzili nas , gdzie mogli. Stale nas torturowali, podchodzili i atakowali nas. To było okropne, stale czułyśmy się zagrożone. Nigdy wcześniej nie widziałam maszyny tkackiej, i kiedy w drugim dniu mojej pracy efekt nie był doskonały, naczelny majster groził odesłaniem na powrót do Auschwitz. Było to straszne cierpienie psychiczne. Kiedy Rosjanie zbliżali się do nas , przesunęli nas do Reichenbach, gdzie ponownie pracował z Flechnerem w podobnych okolicznościach. ( praca w tkalni –przyp. mój )
3145-… poszliśmy … do Sportschule… Pracowałyśmy w fabryce samolotów, traktowanie było bardzo złe
3273- W Langenbielau pracowałam w fabryce radiowej. ….. ale ogólnie sytuacja była tolerowalna i nie było konkretnego powodu aby się skarżyć.
L- opieka medyczna
924- Było tu czysto, mieliśmy też możliwość do prania. Co dwa tygodnie byliśmy dezynfekowani i w każda niedzielę rano mieliśmy odwszenie. Nie mieliśmy wszy, bo nikt nie odważył się zaniedbać siebie, bo bał się pobicia. ….Bloki były ogrzewane, pomieszczenia w fabryce też …. Operowali mi wyrostek. Leżałem w szpitalu miejskim, gdzie traktowano mnie jak normalnego cywila. …Wiele z nas było chorych. …. Było dużo odmrożeń, ponieważ było zimno, ale tylko nas 300 –tu pracowało w fabryce , reszta pracowała na zewnątrz.
1757- Choć zachorowałam i spuchły mi nogi, nie mogłam iść do ambulatorium.( fabryka radiowa )
M- śmiertelność w obozie
924-…. reszta pracowała na zewnątrz. Wielu z nich zmarło. Była to połowa mieszkańców obozu . ( Mężczyzna, praca w fabryce )
Nie ma komentarzy n/t śmiertelności wśród kobiet , które stanowiły tam większość.
N- przekazanie do innego obozu
1757-Przekazana z fabryki radiowej do fabryki amunicji w Breslau –Hundsfeld w połowie 09-44.
3273-Przekazana z fabryki radiowej do fabryki amunicji w Breslau 13-07-44.
O- liczebność obozu
924- ale tylko nas 300 –tu pracowało w fabryce , reszta pracowała na zewnątrz. ( mężczyzna )
1887- Było tu ponad 1000 kobiet i jeszcze francuscy jeńcy.
1998-. Po sześciu tygodniach pięćdziesiąt osób zostało skierowanych do drugiej fabryki w Langenbillau. … to następnie Kommandführer .. wyprowadzał cały obóz na podwórko - ok. 1200 osób - …( fabryka amunicji –przyp. mój ).
2236-. Obóz składał się z budynku w stylu koszarowym, który został podzielony na pokoje. W każdym pokoju mieszkało trzydzieści kobiet. Pracowałyśmy w pewnej fabryce
3108- Ten transport, który liczył 800 kobiet i dziewcząt, był przeznaczony do Peterswaldau … Znajdowały się tam fabryka amunicji i fabryka części do samolotów. .. przeprowadzono selekcję celem wybrania inteligentniejszych osób do wykorzystania w pracy specjalnej. Pomiędzy 20 wybranymi osobami byłam i ja. .. W wyniku kursu zostaliśmy albo przeznaczeni do pomocy inżynierom, albo poszliśmy do biura, do pracy biurowej. Pozostałe 780 zostało przeznaczone do pracy w tej fabryce, gdzie sztancowały części na tłoczni ( wycinały z blachy na prasie ) ,lub wykonywały pracę na innych wydziałach fabryki. …….
Z następnego transportu dziewcząt z Auschwitz, który tu przyszedł, wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. … zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz.
3109- Po przyjeździe do obozu Langenbilau zostałyśmy tutaj ok. 1400 kobiet, węgierskich, polskich, słowackich i greckich Żydówek. Nasz numer zespołu roboczego był 60. ( tkalnia )
P- wyzwolenie i przeżywalność
924-mężczyzna, pozostawiony na miejscu jako chory.
Q- zapis dot obozu Langenbielau.
924, M, czeladnik stolarski ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 5 tyg ), Brick koło Breslau ( 5 tyg ), Gross-Rosen ( 2 tyg ), SportSchule Langenbilau ( 9 m-cy )
Mieszkałem z rodzicami Munkaczu, mój ojciec był stolarzem. ….. Pewnego razu wybrał 300 osób - w tym mnie - i wywieźli nas do pracy. Pojechaliśmy w wagonach do Brzegu. Po przybyciu dostaliśmy się do małych baraków po 6 osób było w baraku. Każdy otrzymał specjalny materac, poduszki, koce, ręczniki, mydło, sztućce, kubki, a następnie przydzielony do pracy. I pracowałem jako stolarz. Nie gonili mnie w pracy i nie byłem bity. Starszym obozu ( Lageralteste) faktycznie był żydowski lekarz o nazwisku dr Stern z Pesztu . Trzy razy dziennie wydawali nam normalną zupę , dostawaliśmy po 1 / 2 kg chleba, margarynę i kiełbasę. Można było sobie dodać, gdyż ziemniaki były na podwórku i nikt nie mówił, kiedy poszedł po nie. 5 tygodni potem cały obozie przewieziono do Gross-Rosen. Wagonami pojechaliśmy. Kiedy przyjechaliśmy; zostaliśmy przejęci przez SS i zostali przewiezieni do bloku, w którym starszym blokowym był polski chrześcijan. Bardzo nas bił . A jedzenie było raz lepsze, raz gorsze, ale nadal nie wystarczające. Leżeliśmy na ziemi na słomie. Nie pracowaliśmy, nie robiliśmy nic przez cały dzień, bicia, raporty, apele wypełniały nam dzień. Mycie się było wymagane. Nie byliśmy zawszeni. Stamtąd poszliśmy do Sportschule Langenbilau, przydzielono nas do pracy w fabryce. Starszy obozu był Żydem. Nie było niesprawiedliwości, bez powodu nie bił , ale tego, który zasłużył , to pobił. SS byli bardzo źli , bardzo nas bili , ale nie wracali do obozu, mogli bić tylko w pracy. Pracowaliśmy w fabryce broni. Pracowałem na maszynie, to nie było trudne. Każdy miał oddzielne łóżko, przyzwoity koc. Było tu czysto, mieliśmy też możliwość do prania. Co dwa tygodnie byliśmy dezynfekowani i w każda niedzielę rano mieliśmy odwszenie. Nie mieliśmy wszy, bo nikt nie odważył się zaniedbać siebie, bo bał się pobicia. Wyżywienie było dość przyzwoite, dostawaliśmy Bloki były ogrzewane, pomieszczenia w fabryce też półtora kilograma chleba na czterech. Jeśli ktoś nie pracowały na tyle, lub, jeśli przysnął na nocnej zmianie, był bity. Operowali mi wyrostek. Leżałem w szpitalu miejskim, gdzie traktowano mnie jak normalnego cywila. Jeden więzień raz chciał uciec, został złapany i powieszony. Wiele z nas było chorych. Wiele osób było bardzo osłabionych, bo choć jedzenie było stosunkowo normalne, to praca bardzo ciężka. Było dużo odmrożeń, ponieważ było zimno.
, ale tylko nas 300 –tu pracowało w fabryce , reszta pracowała na zewnątrz. Wielu z nich zmarło. Była to połowa mieszkańców obozu . W dniu 8 maja , przyszli Rosjanie i wyzwolili nas . Chcę emigrować do Palestyny.
1757, K, szwaczka , ur 1922, lat 23, Birkenau( koniec 05-44 do koniec-08-44 ) , Langbielau b. Reichenbach ( koniec-08-44 do połowa -09-44 ) , Breslau-Hundsfeld ( połowa-09-44 do koniec-01-45 ), Grossrosen ( koniec-01-45 do pocz. -02-45 ) , Mathausen ( pocz. 02-45-3 dni ), Bergen – Belsen ( poł. 02-45- 1 tyg ), Unterlüss ( koniec-02-45 do 12-04-45, Bergen – Belsen ( 12 do 14-04-45 ).
Kiedy mój ojciec został wycofany przez Węgrów z handlu produktami , pracowaliśmy z trójką rodzeństwa i aby utrzymać dom ; musieliśmy dużo pracować, ale zarobiliśmy na nasze utrzymanie. …… Trzy i pół miesiąca tak tu spędziłam. Dwa razy były selekcje, to było bardzo ekscytujące. Dostałyśmy się do Langbielau do fabryki radiowej, gdzie przez 10-11 godzin dziennie wykonywałyśmy lekką pracę w czystych warunkach. Codziennie szłyśmy pieszo cztery km do pracy i tyle samo stamtąd z powrotem do obozu. Jedzenie było dobre. Choć zachorowałam i spuchły mi nogi, nie mogłam iść do ambulatorium. Dwa tygodnie później pojechaliśmy transportem do Wrocławia, to było straszne. Dwa dni jechaliśmy 60 km otwartymi wagonami pod strażą SS, tylko na drugi dzień mieliśmy żywność, ukradliśmy rzepy z pola. Obóz we Wrocławiu okazał się bardzo porządny i czysty, mieszkałyśmy w budynku z kamienia i mielismy możliwość umycia się. Przyszłam do pracy w krawiectwie, gdzie nic mi nie brakowało i mógłbym jeszcze pomóc innym. Tu już byłam sama, musiałam zostawić moje siostry w Langbielau. Tu była fabryka amunicji, gdzie pracowali po 11 godzin dziennie . Skradzione ziemniaki ukrywali w lufach dział, a która przy tym została złapana, obcinali jej włosy. Byłam tak ubrana jak cywil, to było dobre, ale martwiłąm się o moje siostry. Francuscy i czescy jeńcy wojenni podawali dziewczętom pomoc. Około Bożego Narodzenia, Wrocław został zbombardowany, ale nam nic się nie stało. Pod koniec stycznia poszliśmy na transport, szłyśmy na piechotę cztery dni i trzy noce bez przerwy na odpoczynek i jedzenie, „silne” musiał ciągnąć wóz, przy czym dziewczyny przewracały się , jak muchy i zostały zastrzelone. Spakowany chleb stwardniał na mrozie i nie mogliśmy go wziąść tak, że jadłyśmy dżem ze śniegiem, smakowało, jak lody. Na 1300 osób mieliśmy 100 zgonów. Wóz z chorymi pozostał na miejscu , znaleźliśmy ich później w Bergen-Belsen. W Gross-Rosen miałem szczęście, otrzymałam przydział do pracy w obozie, mogę za to podziękować starszemu obozowemu , któremu się spodobałam. Byłyśmy razem z 12 kobietami z burdelu, które nie chciały z nami i mieszkać pod jednym dachem, bo były obywatelkami Niemiec ( pochodziły z rdzennych Niemiec ). Zebrałam się na odwagę, aby powiedzieć im w twarz, że na pewno coś musiały popełnić w Rzeszy Niemieckiej, że przenieśli je tutaj, na co odpowiedziały , że one tylko nie chcą mieszkać razem z ( takimi ) klejnotami ( , jak my –przyp. mój ). Były ciągłe apele, poza tym nic nie było tu do roboty. Mężczyźni wyglądali na osoby w bardzo złym stanie . Na początku lutego znaleźliśmy się ponownie w otwartych wagonach, gdzie stłoczone nas po 120 osób w jednym. I znalazł się pod niemiecką, które przyniosły nam koce Zigeuenerdecken. W każdym z wagonów był jeden strażnik. Padał na nas śnieg i jechałyśmy trzy dni. Buchwald okazał się zapełniony, i pojechaliśmy dalej, całą noc do Mauthausen. Pod pozorem dezynfekcji odebrali nam nasze dobre rzeczy. Następnie udaliśmy się 10 dni w pociągu osobowym do Bergen-Belsen. Zarówno my, jak i Niemcy mieli niewiele do jedzenia, na tą podróż. W Norymberdze, staliśmy trzy dni z powodu nalotów bombowych. Bomby padały 30 metrów od nas. Wielu, którzy zginęli w drodze, zostały zabrane z wagonu. W Bergen-Belsen, odkryliśmy wiele wszy. Zgłosiłam się od razu do pracy natychmiast ,chciałam tylko jakoś pozbyć się wszy , zostałam wysłana do Unterlüss. Tam było nas 500-osób. SS były bardzo złe, a także zła była żywność, a często nie dostawałyśmy chleba. Kopałyśmy szańce, ścinałyśmy rzewa, budowałyśmy kolejke wąskotorową. Zabrano nam wszystkie nasze dobre rzeczy ,które miałyśmy do ubierania, i dostaliśmy drewniane buty, w których nie mogłyśmy chodzić a bardzo w nich marzłyśmy. Musiałam ciężko pracować, miałam wszy, a na dodatek dostałam wiele bicia. Unterlüss został ewakuowany i wróciliśmy do Bergen-Belsen. Odmówiłyśmy pieszego marszu , kobiety SS uciekły, po czym zostalyśmy przewiezione do Bergen-Belsen samochodami pracowników cywilnych fabryki. Jedna dziewczyna została zastrzelona za próbę ucieczki. Prze pierwsze dwa dni nie dostałyśmy w Bergen-Belsen chleba, i upłynęły trzy tygodnie, zanim jakis dostałysmy. Leżały tam góry ciał, bo krematorium nie pracowało z braku drewna opalowego. Dwa dni później przyszli Anglicy i poszłam do pracy w domu dziecka. Tam dostałam tyfusu plamistego i byłam chora przez 18 dni. Trzy i pół miesiąca byłem jeszcze w kwarantannie. Przez Pilzno i Pragę przyszlam tutaj. Teraz chcę iśc do Munkacsa, brakuje mi rodziców i dwóch rodzeństwa. Chcę żyć, żyć spokojnie i nie chcę dużo: nauczył mnie obóz.
1857,K, krawcowa, ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 23-05-44 do 23-09-44 ), Langenbillau ( 25-09-44 do 1-03-45 ), Parschnitz ( 15-03-45 do 9-05-45 )
Ojciec miał warsztat szewski i mieszkaliśmy w naszym domu w Ungvár , zarobki normalnie byłyby w stanie utrzymać rodzinę….W końcu sierpnia wybrano mnie do transportu, ale straciłam ten transport i pozostałam w obozie A i tutaj spędziłam kilka dni, a następnie udaliśmy się pod koniec września do Langenbillau (60 km od Breslau ). Po półtoradniowej podróży , po 50 osób w wagonie i odpowiednio wyposażone w jedzenie na drogę - dotarliśmy. Tu przydzielono mnie do pracy w małej fabryce szwalniczej. Wyżywienie i traktowanie były stosunkowo całkiem normalne. Byłam w obozie Langenbillau do pierwszego marca, a potem ruszyłyśmy pieszo do Parschnitz. Szłyśmy około 120 kilometrów, na drogę dostałyśmy po dwa chleby, ćwiartkę margaryny, w drodze byłyśmy pod eskortą węgierskich żołnierzy , na których nie mogłyśmy się skarżyć. Po drodze było można dość łatwo uciec, i 15 z nas tak zrobiło. Przybyłyśmy do tego obozu przejściowego , znajdującego się w wiejskim obszarze Sudetów, skąd wybierano do dalszego transportu. Niestety, na nieszczęście my również tam pozostałyśmy, nie było już czasu aby nas przenieśli. Tysiąc ludzi było w jednym bloku, na jednej pryczy spały dwie osoby. ale wyżywienie było już tak, jak w Auschwitz, 10-15 dkg chleba, więc dużo głodowaliśmy tutaj i wielu ludzi zmarło z głodu, a gdyby jeszcze dwa tygodnie takiego życia, i nie przeżyła bym. Robiłyśmy trudną pracę przy szańcach, wszystkie te prace zostały wykonane w terenie leśnym, popędzani przez SS, jeśli zatrzymaliśmy się, od razu bili. Tu wyzwolili nas Rosjanie 9 maja. Do końca maja leżałam w szpitalu wTrautenau, potem poszłam , między innymi do Ziliny , z czeskim transportem, a następnie zostawiam transport i pojechałam sama do Budapesztu.
Plany na przyszłość: Palestyna!
1887, M, uczeń, ur. 1930, lat 15, Auschwitz ( 15-05-44 do 11-44 ) , Langenbillau ( 11-44 do 9-05-45 ) w bazie błąd- określony jako chłopak, ale zapisany jako uczennica, w każdym razie dziecko-przyp. mój)
W naszej miejscowości ( Ucas ) były bardzo antysemickie nastroje. ….Jako, że zostałem w czasie apelu wyselekcjonowany ; poszedłem do grupy słabych. Zawieziono nas do krematorium, i siedzieliśmy całą noc w przedpokoju komory gazowej, oczywiście zamkniętej. Następnego dnia rano trzeba było stanąć razem ze „zdolnymi do życia „ do apelu, po jego zakończeniu pobiegliśmy z grupa z powrotem na blok. Tak więc moje życie zostało uratowane. Cierpieliśmy wielki głód w Auschwitz, przyznane racje były bardzo małe, i jeszcze w drodze kary mogły zostać odebrane. Staliśmy rano i w południe na apelu, w międzyczasie staliśmy kolejno wokół pryczy lub staliśmy na podwórku, bo nigdy nie dostałem pracy. W listopadzie poszliśmy do LangeBillau. Byli tu ponad 1000 kobiet i jeszcze francuscy jeńcy. Codziennie chodziliśmy szesnaście kilometrów do pracy i z pracy w pewnej tkalni. Praca sama w sobie nie była trudna, ale musieliśmy stać cały dzień. Za karę były obcinane włosy, odbierane dodatki lub temu podobne. Racja obozowa składała się z 3 / 4 litra zupy, 12 dkg chleba, który później został zmniejszony do ośmiu dekagramów. W południe w fabryce dostawaliśmy zupę. 8-05-45 , w dniu , w którym właściwie było już zawieszenie broni, zostaliśmy wyzwoleni. Chciałbym jechać do ciotki w Palestynie, ponieważ nikt tutaj mi nie pozostał .
1998, K, uczennica, ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 6 dni ) , Peterswaldau ( 6 tyg ) , Langenbilau ( 11 m-cy )
…… Potem ustawili nas w kolejce zgodnie z listą i po 50-osób , w tym mnie ,umieścili w każdym wagonie. Jechaliśmy przez trzy dni do Peterswaldau. Na drogę dali coś do jedzenia, ale bardzo niewiele. Następnego dnia zabrali nas zaraz do pracy w fabryce amunicji. Sześciu tygodni pracowaliśmy w fabryce amunicji, bardzo mało dostawaliśmy jedzenia, traktowali nas bardzo surowo. Pracownicy byli bardzo wrogo nastawieni , popędzali nas w pracy i często na nas donosili. Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z ¾ godzinną przerwą na obiad . Wyżywienie było dość znośne, spaliśmy po dwie osoby na szerokiej pryczy, koce były znośne. Z utrzymaniem czystości były pewne kłopoty. Tylko w ten sposób mogliśmy się umyć, że robiliśmy to rano przez 10 minut , a później ukradkiem jedli. Po sześciu tygodniach pięćdziesiąt osób zostało skierowanych do drugiej fabryki w Langenbillau. Tutaj było bardzo zimno, bo baraki, w których mieszkaliśmy były bardzo zimne , każdy miał tylko koc, który w zimie nie wystarczał. Mimo, że otrzymałam kabat, ale nie miałam butów. Dzienna racja żywnościowa była 1/6 bochenka chleba i zupa i dwa razy w tygodniu, dwadzieścia pięć z nas otrzymywało ćwierć kilograma margaryny. Miałm bardzo złego majstra, który bardzo popędzał mnie w pracy. Tutaj także pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem. Na podwórku była umywalnia, mogłyśmy się umyć w zimnej wodzie, ale mimo to byli tacy, którzy dostali wszy. Bieliznę mogłyśmy zmienić tylko w ten sposób, że po jej zdjęciu i wypraniu chodziłyśmy bez niej, aż wyschła. Traktowanie było przykre, jeśli np. ktoś ukradł ziemniaki, to następnie Kommandführer – był bardzo złym człowiekiem – wyprowadzał cały obóz na podwórko - ok. 1200 osób - i klęczeliśmy godzinami w śniegu. Pracowaliśmy tam do 0-05-45 a następnie zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan.
2236, K, gospodyni domowa ur.1923, lat 22, Auschwitz ( 05-44 do 06-44 ), Essen ( 06-44 do 12-44 ) , Langenbillau ( 12-44 do 05-44 )
W Rosztoka mieszkało tylko siedem rodzin żydowskich, zabrano nas, podobnie jak Żydów z innych małych miejscowości do Munkacsa. …. W lipcu zostały wysłane do Essen. Byliśmy w obozie, gdzie były tylko kobiety. Uprzątałyśmy gruzy fabryk i domów zniszczonych przez bomby. Dostawałyśmy zupę z brukwi, a raz dziennie kawałek chleba z margaryną jako dodatek. Strażniczki byli tak bestialskie , że mam wątpliwości, że one były normalne. Jeżeli zrobiłyśmy naszą pracę nie tak, jak one chciały - nie oznacza to, że byliśmy leniwi – biły nas grubymi kijami . Jednak jeszcze bardziej przerażające, były wyszkolone psy, które stale na nas patrzyły. One mogły zagryźć dziewczynę tak, że ją zupełnie zniekształciły , ale nigdy nie zdarzyło się, żeby jadły mięso ofiary. Po zrobieniu „powinności” zostawiały zwłoki leżące. To życie, musieliśmy wytrzymać do grudnia. Następnie zostały przeniesione do Lange Billau. Obóz składał się z budynku w stylu koszarowym, który został podzielony na pokoje. W każdym pokoju mieszkało trzydziestu kobiet. Pracowałyśmy w pewnej fabryce. Było nawet dozwolone iść do miasta na zakupy. Wymieniliśmy w ogóle nasze rzeczy na pieniądze, a za to, kupowaliśmy dla nas to , co było bardzo pilnie potrzebne. Komendant obozu był życzliwym człowiekiem, często przynosił nam nawet żywność sam. Jak już wiedziałyśmy, że Rosjanie są blisko, mieliśmy odwagę i mówiłyśmy zupełnie otwarcie. Miałyśmy już zamówione czerwone ręczniki do odbioru . Kiedy 8 maja zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan, zostałyśmy zakwaterowane w niemieckich domach prywatnych i mieszkałyśmy bardzo komfortowo, dopóki nie mogłyśmy wrócić do domu.
3108, K, urzędniczka ur 1920, lat 25, Auschwitz (18do22-05-44), Peterswaldau, (26-05-44 do 23-08-44 ) Langenbielau (24-08-44 do 19-01-45), Parschnitz ( 26-01-45 do 2-03-45), Gorlitz ( 4-03-45 do 7-05-45)
…… Po czterech dniach wyjechałam do pracy z transportem z Auschwitz.Ten transport, który liczył 800 kobiet i dziewcząt, był przeznaczony do Peterswaldau na Górnym Śląsku ( w pobliżu granicy śląsko-morawskiej ). Znajdowały się tam fabryka amunicji i fabryka części do samolotów. Bezpośrednio po przybyciu na miejsce przeprowadzono selekcję celem wybrania inteligentniejszych osób do wykorzystania w pracy specjalnej. Pomiędzy 20 wybranymi osobami byłam i ja. Faktycznie poszliśmy do pewnej szkoły,tam odbyłyśmy kurs z inżynierami i technikami. W wyniku kursu zostaliśmy albo przeznaczeni do pomocy inżynierom, albo poszliśmy do biura, do pracy biurowej. Pozostałe 780 zostało przeznaczone do pracy w tej fabryce, gdzie sztancowały części na tłoczni ( wycinały z blachy na prasie ) ,lub wykonywały pracę na innych wydziałach fabryki. Miałyśmy w Peterswaldau stosunkowo dobrze, ponieważ wyżywienie było wystarczające, i mieszkałyśmy też w godziwych warunkach. Wszędzie panowały wymogi męczącej czystości i zatroszczono się o to, żebyśmy miały wystarczające możliwości oczyszczenia się. Po trzech miesiącach front podszedł tak blisko, że zakład musiał być przeniesiony.
Z następnego transportu dziewcząt z Auschwitz, który tu przyszedł, wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. Ta wieś jest oddalona od Peterswaldau 15 km i zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz. Miałyśmy tu więcej zmartwienia niż w Peterswaldau, nie tylko te 20, którym już szło lepiej, kiedy nie musiały tak ciężko pracować jak większość, ale też pozostałe. Wszyscy przypisywali te okoliczności temu, że fabryka w Langenbielau jeszcze nie pracuje i to są trudności rozruchowe, które należy przezwyciężyć.
Skutkiem tego pogorszyła się nasza kondycja fizyczna, czego nie mogliśmy skompensować wypoczynkiem. Przy tym praca stał się nie tylko cięższa niż w Peterswaldau, ponieważ zakład jeszcze nie pracował normalnie i z tego powodu praca szła niezgodnie z systemem.
Do tego dochodziły niedostatki zywności, traktowanie stało się z dnia na dzień gorsze, po raz pierwszy zdarzyło się, że zostałyśmy uderzone, po części przez zapalczywego majstra, sadystycznie usposobionego, ale też i przez nadzorczynie, które nas wychłostały zupełnie bez powodu, tylko aby tym sprawić sobie radość. Jeszcze większy był kłopot, gdy brakło materiału, lub surowca i właściwie nie było nic do roboty. To im nie przeszkadzało ządać od nas, żebyśmy pracowały, jakby uważali, że trzeba nas stymulować do pracy..
Więc musiał człowiek wysilić swoją inwencję i udawać, zę pracuje, i to ciężko pracuje, ciągle się ruszać, żeby SS stojące za naszymi plecami nie musialo nas popedzać. Blisko 5 miesięcy pracowałyśmy w Langenbielau, ale także i tu front się przybliżył, i miejscowość trzeba było ewakuować. Ustawili nas do marszu i szliśmy 7 dni przez śląskie góry , przez teren niezmiernie trudny do przejścia. Ale akurat to był nasz łut szczęścia, że z nami szli ciągle walcząc z burzą i śniegiem ludzie z SS , nasz personel towarzyszący, którzy byli volksdeutschami z Węgier, którzy mówili z nami po węgiersku , tylko ciężko posuwali się do przodu bo musieli iść w pełnym uzbrojeniu. Dlatego byli stale zajęci sobą i nie mieli czasu nas popędzać i pobudzć. Także jedzenia dostaliśmy trochę, którym się nie nasyciliśmy, ale nikt nie głodował. Największą rzeczą było, że żadna ofiara nie padła od kuli SS, jak to było robione podczas innych przymusowych marszów. Także mieliśmy doświadczyć, że przy takich przyspieszonych przemarszach wyżywienie internowanych nie ma żadnego znaczenia i z powodu głodu wielu ginie.Tu mieliśmy szczęście, że ani SS się nie naprzykrzało, ani nie musieliśmy ginąć z głodu. Ostatecznie doszliśmy do obozu Parschnitz, który był zasadniczo obozem przejściowym, w którym było 1200 internowanych.Tutaj mieliśmy bardzo żle, nawet jeśli tylko miał niewiele pracy, bo codziennie wybierali około 200 więźniów do kopania szańców, ale można było się zmusić do tej pracy. Ale był przede wszystkim brud, od którego musieliśmy strasznie cierpieć . Mieszkaliśmy whali dużej fabryki, gdzie aż roiło się od pluskiew, wszy i pcheł . Mieliśmy niewiele okazji do mycia się, a jedzenie było skąpe i niemal niejadalne. Poza tym bili za każdy drobiazg: np. kiedy buty nie były związane lub gdy nie stało się porządnie w kolejce lub wyszliśmy pół minuty po wyznaczonym terminie do pralni, itp. Było wiele chorób w obozie, chociaż nie został ogłoszony stan epidemii, najczęściej były to zwykłe choroby zimowe (zapalenie płuc, inne przeziębienia). Leczenie w Parschnitz było bardzo słabe, nawiasem mówiąc,nie było to dla nas żadne novum, tak samo było i w innych, wcześniej wyienionych obozach . Byliśmy pod opieką lekarki z Koszyc , która codziennie otrzymywała szczegółowe wskazówki. Więc również codziennie było określone, między innymi, jaki może być poziom absencji może być. Liczba ta nie mogła zostać przekroczona w żadnej sytuacji. Powodowało to często,że chory musiał wychodzić do pracy ze zdrowymi prze ukończeniem leczena. A jednak we wszystkich innych okolicznych obozach była niższa śmiertelność, niż w Parschnitz , gdzie w obozie umierało co najmniej 2-3 więźniowie dziennie. Odgrywał tu rolę taki czynnik, że byliśmy już bardzo wyczerpani i organizmy nie posiadały już adnej odporności, otrzymywaliśmy także coraz mniej jedzenia im dłużej byliśmy w obozie, więc w dosłownym tego słowa znaczeniu umieraliśmy z głodu. Po pięciu tygodniach w obozie komisja dokonała selekcji spośród naszych szeregach tych, które wydawały się jeszcze zdolne do pracy, wyboru dokonano bez badań lekarskich, ale wyłącznie na podstawie zewnętrznego wyglądu. Kto tylko miał wszystkie członki całe , został zakwalifikowany do transportu, którego liczba wzrosła do 300 osób, i transport został przygotowany. Przyjechałam z tym transportem do Görlitz, gdzie miałam pracować w zakładzie produkcji wojennej. Również tutaj w pierwszej kolejności została dokonana selekcja , ponieważ do pracy w zakładzie produkcji wojennej poszli tylko ci, którzy już pracowali w podobnym zakładzie. Reszta była wykorzystywana do kopania szańców ( rowów przeciwczołgowych, okopów, itp.). Nie były tu dobrze, ale Parschnitz wydawał się nam teraz w porównaniu do Görlitz jak prawdziwy dom wypoczynkowy. Mimo, że musieliśmy tam głodować , ale nie byłyśmy tak strasznie brudne i nie byłyśmy bite. Tak musiałyśmy wytrzymać jeszcze dwa miesiące , bo w dniu 7maja 45 zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan.
3109, K,gospodyni domowa, ur 1916, lat 29, Auschwitz (10-07-44 do 10-10-44) , Langenbillau ( 5 miesięcy do ok.10-03-45 ), Reichenbach ( 5 tygodni do ok. 14-4-45 ) , Bergen – Belsen (do 15-04-45 )
W Budafok pierwotnie mieszkało 250 Żydów. …... W październiku załadowano nas na wagony i przetransportowano do Langenbilau. Po przyjeździe do obozu Langenbilau zostałyśmy tutaj ok. 1400 kobiet, węgierskich, polskich, słowackich i greckich Żydówek. Nasz numer zespołu roboczego był 60. Mieszkałyśmy w drewnianych barakach. Poszłam do pracy w tkalni. Codziennie szłyśmy pieszo 12 km do pracy, 1 / 2 godziny jechałyśmy pociągiem. Praca była wykonywana na dwie zmiany, ja byłam na stałe przypisana do zmiany nocnej. W większości pracowałyśmy w fabryce - tkalni, musiałyśmy wykonywać ciężkie prace, dzienna racja żywieniowa obejmowała 0,3 litra zupy i 20 dkg chleba. Kierownictwo fabryki haniebnie nas traktowało. Dyrektor Flechner i naczelny majster krzywdzili nas , gdzie mogli. Stale nas torturowali, podchodzili i atakowali nas. To było okropne, stale czułyśmy się zagrożone. Nigdy wcześniej nie widziałam maszyny tkackiej, i kiedy w drugim dniu mojej pracy efekt nie był doskonały, naczelny majster groził odesłaniem na powrót do Auschwitz. Było to straszne cierpienie psychiczne. Kiedy Rosjanie zbliżali się do nas , przesunęli nas do Reichenbach, gdzie ponownie pracował z Flechnerem w podobnych okolicznościach. Kiedy sytuacja była już zbyt niebezpieczna, załadowali nas na wagony i jechaliśmy dwa tygodnie ; dotarłyśmy do obozu zagłady Bergenbelsen. Pragnę zauważyć, że na drogę dostałyśmy tylko dwa bochenki chleba. Dotarliśmy tam głodni i wyczerpani. Uratowałam życie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Udało mi się dostać do aryjskiego bloku, gdzie znalazłam pewnego osieroconego chłopca, wzięłam go jako swoje dziecko. Dlatego udało mi się tam pozostać, gdy z Bergen ewakuowano lub zabierano Żydów. 15 kwietnia wyzwolili nas Anglicy. Oni zaangażowali się, aby uratować więźniów, którzy znajdowali się w strasznym stanie, słabi i chorzy, ale niestety, nawet po wyzwoleniu tysiące ludzi umierało. Rumuńskim transportem wróciłam do domu i nie mogę znaleźć ani jednego Żyda pochodzącego z Budafok, który by przeżył.
3145,K, gospodyni domowa ur 1905, lat 40, Auschwitz ( 1 tyg), Kraków ( 6 tyg. ),Auschwitz ( 7 tyg ), Visau-Bunzlau ( 4 miesiące), Sportschule ( 2 miesiące), Langenbielau ( 2,5 miesiąca)
….. Jechaliśmy trzy dni i dotarliśmy do Auschwitz. Tu obawy ludzi znalazły potwierdzenie. Rozdzielili rodziny, zabili chorych, dzieci i starców w komorach gazowych. Tych, którzy dawali nadzieję na wykorzystanie, zatrudniali i korzystali z ich pracy w różnych obozach pracy, gdzie przez wiele miesięcy pracowali, jak bydło , dopóki była w nich odrobina siły: kiedy byli słabi, zostali zamordowani, jak zwierzęta, które się zużyły i nie można już z nich korzystać. Skierowali nas do kąpieli, dali złej jakości odzież, bieliznę i nawet chusteczki były zabronione. Po 1 tygodniu z transportem przybyłam do Krakowa, , gdzie pracowaliśmy po 12 godzin dziennie w kamieniołomie. Wielkie głazy musieliśmy nosić, jednocześnie stale mieliśmy w pamięci, że musimy pracować szybko, bo w każdej chwili mogliśmy zostać pobici biczem. W pracy nie posługiwali się słowami, ale biczami. Wydaje mi się, że wierzyli, że człowiek nie rozumie ani słowa. Lagerführer chodził z psem koło ludzi. Tam spędziłam całe sześć tygodni, zawsze dostawałyśmy gerstlit ( grysik?- przyp. mój ), oprócz tego bochenek chleba na 5 osób. Więcej razy przyszlo do nas mięso. Ale Lagerführer rzucił mięso swoim dwudziestu psom, my nigdy go nie spróbowaliśmy. Stąd ponownie powróciłam do Auschwitz. Nie pracowałam, ale budziłam się o świcie, aby godzinami stać na apelu. Po 6-ciu tygodniach ponownie wybran mnie do transportu , do Bunzlau Wiesau . Miałyśmy bardzo ciężką pracę w fabryce o nazwie Küppercz, ale traktowanie było wystarczająco dobre. Jedzenia było bardzo mało. Po 4 miesiącach poszliśmy na Górny Śląsk, do Sportschule. Do miejsca pracy najczęściej musiałyśmy iść na piechotę, było to około 8 km. Pracowałyśmy w fabryce samolotów, traktowanie było bardzo złe, jedzenie ledwie coś tam dostałyśmy. W marcu poszłyśmy do Langenbielau. Zachorowałam, dostałam biegunkę. Kiedy szłam do WC, dostałam przynajmniej 6-8 klapsów od nadzorczyń SS. Zwykle wszystkie byłyśmy obite i traktowali nas bardzo źle. Byłam tam dwa tygodnie, wciąż był mróz, a ja nie miałam butów i chodziłam boso . Tu zostałam wyzwolona przez Rosjan 8 maja. Nie mam więcej planów, chciałabym odnaleźć rodzinę i odpocząć psychicznie, aby zapomnieć o tych wszystkich okropnościach.
3273, K, szwaczka ur 1926, lat 19, Auschwitz (25-05-44 do 13-06-44), Langenbielau ( 15-06-44 do 13-07-44 ), Breslau ( 14-07-44 do 10-01-45), Gross-Rosen ( 15-01-45 do 12-02-45), Mauthausen ( 16-18-02-45), Bergen-Belsen ( 22-02-45 do 15-04-45)
…… Po trzech tygodniach, zaklasyfikowano mnie do transportu , którym zawieziona zostałam do pracy w Langenbielau. W Langenbielau pracowałam w fabryce radiowej. Praca była ciężka i jedzenia mało, ale ogólnie sytuacja była tolerowaln i nie było konkretnego powodu aby się skarżyć. Po czterech tygodniach poszłam z Langenbielau dalej , a mianowicie do Breslau. We Wrocławiu pracowałam w fabryce amunicji. Praca, którą tu miałam do zrobienia była ciężka, a pogarszał ją jeszcze sposób traktowania, a mianowicie system kar. Bo ciągle byłyśmy tu karane, czy powód istniał, czy też nie. Drobiazgi były rozdmuchiwane do rozmiarów zbrodni, a jak już nic nic złego nie zrobiłyśmy, to takie „przestępstwo „ zostało zymyślone. Tym strażniczki zajmowały się z zamiłowaniem, do tego były niewyczerpane w wymyślaniu najbardziej absurdalnych kłamstw, i w oka mgnieniu karały więźniów. Te strażniczki były o wiele bardziej okrutne niż mężczyzni strażnicy i były szczególnie chętnie do karania nas. Kara polegała na tym, że albo włosy obcinali albo nie więźniarka nie otrzymywała żywności lub była zamknięta w bunkrze lub nawet pobita do krwi. Kary były zawsze w gestii strażniczek, i nie chodziło tu o żadne racje, ale o to, że one chciały nas karać. Pół roku pracowałam w fabryce amunicji Wrocławiu, dopóki praca była możliwa, ponieważ walki toczyły się teraz bliżej. Prace przerwano, a my zostałyśmy odesłane z Wrocławia, a nikt nie wiedział, gdzie nas prowadzą. Mianowicie popędzano nas tylko do przodu jak zwierzęta, którym nie dawano jedzenia. Nawet bardziej niż z głodu, musiałyśmy cierpieć z powodu zimna, w stosunku do których zupełnie nie byłyśmy chronione. Wynik był taki, że wiele z nas zamarzło na śmierć. Kto z wycieńczenia, lub z powodu zesztywnienia członków od zimna nie był w stanie iść dalej , był zabijany strzałem przez SS-manów. Kiedy wymaszerowałyśmy z Wrocławia było nas 1000 osób, a gdy dotarłyśmy po pięciu dniach marszu do Gross-Rosen, nie liczyłyśmy więcej niż 600 osób, a reszta musiała pożegnać się z życiem w czasie marszu. Kiedy wreszcie całkowicie wyczerpani przybyliśmy do Rosen , na początku myśleliśmy, że tam trochę dadzą nam odpocząć. Byliśmy jednak rozczarowane, bo ledwie poszłyśmy poszukać jakiegoś bloku, jak zostałyśmy wezwane na apel. Przy tym, gdy przybyłyśmy do obozu, słowem nie wspomniano o apelu, więc w najlepszej wierze, poszłyśmy do bloku , a teraz powiedziano, że świadomie naruszłyśmy polecenia, więc należy nas ukarać. Kara było taka, że obili nas dużymi kijami i tak ścigali do bloku. Wiele z nas krwawiło z kilku ran, kiedy wreszcie wezwali do apelu. Po tym preludium już domyśliłyśmy się, co nas czeka w Gross-Rosen, a rzeczywistość przekroczyła nasze obawy, bo byłyśmy karane bardzo często i bardzo tęgo. Nadzorcy z Gross-Rosen okrucieństwem może nawet przewyższali swoich odpowiedników z Breslau. Byliśmy zajęci tzw pracami obozowymi, przez co rozumie się, że nie mogłyśmy usiąść na chwilę. Musiałyśmy w sposób nieprzerwany pracować od 5 rano do 12 tej wieczorem, a dopiero potem dostłyśmy jedzenie. „Jedzenie „ istniało tu w formie ciepłej wody, którą nazywali tutaj zupą , i 20 dekagramów chleba. Znów front się zbliżył i ponowie musiałyśmy ruszyć dalej i prawdopodobnir tym razem bez ustalonego celu. Po części pieszo, częściowo w bydlęcych wagonach, w końcu doszedłyśmy do Mauthausen, gdzie jednak nie mogłyśmy zostać, i już po dwóch dniach musiałyśmy iść dalej. Naszym ostatnim przystankiem był Bergen-Belsen, najstraszliwszy ze wszystkich poprzednich obozów. Przez trzy tygodnie nie dostałyśmy kęsa chleba, ale co dzień tylko po pół litra zupy z brukwii, która była niczym innym,jak ciepłą wodą. Obóz ogarnęły epidemie, które pochłonęły tysiące ofiar. Wszędzie, gdziekolwiek człowiek spojrzał lub zrobil krok, leżały zwłoki w takielj ilości, że z czasem ludzie na to otępieli. To był prawdziwy cud, że uszłam z życiem, bo też zachorował na tyfus, ale jednak wyzdrowialam. Zachorowałam na krótko przed wyzwoleniem, po przybyciu Brytyjczyków byłam jeszcze przez trzy tygodnie w obozie, aż byłam w stanie podjąć podróż do domu.
3548 ,2K, gospodyni domowa ur 1902, lat 43, i krawcowa ur 1922, lat 23, Auschwitz (9-06-44 do 19-06-44), Płaszów ( 20-06-44 do 14-08-44 ) , Auschwitz ( 15-08-44 do 30-09-44 ),Wisau ( 2-10-44 do 2-12-44), Langenbielau ( 4-12-44 do 14-02-45), Parschnitz ( 27-02-45 do 9-05-45)
….. W Auschwitz ulokowano nas w tzw „obozie cygańskim” tam byliśmy dziesięć dni, a potem wywieźli nas razem do Płaszowa. Odbyło się to w dniu 19 czerwca , przyjechało nas ok. 700 osób. Spędziłyśmy tu sześć tygodni życia , to było straszne. Aryjscy kapo bili nas tutaj biczami. Wielokrotnie przywożono do obozu złapanych partyzantów, na których egzekucje patrzyliśmy o świcie. Przydzielono mnie do pracy , jednak całkowicie pozbawionej sensu, nieproduktywnej pracy, polegającej na tym, że nosiliśmy kamienie z góry, ale następnego dnia te same kamienie musieli nosić z powrotem, więc było to tylko w celu aby nas zamęczać. Lagerkommandant, ubrany na biało, który zawsze miał białego konia, raz zobaczył jednego z naszych towarzyszy, gdy rozmawiał z brygadzistką, co oczywiście było surowo zabronione. Krzyczał na niego , dlaczego nie pracuje szybciej i następnie poszczuł na nieszczęśnika psa. Pies poszarpal mu ręke a także ugryzł w piersi. Była to straszna scena dosłownie zamarłyśmy. Nasze warunki życia były takie, że nie pozwalały na rozwinięcie się poczucia koleżeństwa. Ból, w tym ból fizyczny i psychiczny całkowicie otępił umysły ludzi, nie byliśmy normalni, i miałem szczęście, , że do jedzenia dodawano brom, tak, że stale byliśmy otępiali. Tutaj jeszcze byłam przez sześć tygodni razem z wcześniej wymienionymi kobietami , a następnie oddzielili od nas Herschkovics Belana, Menczelesz Reiner Magda i Marta - nie wiem, co się z nimi stało - po raz kolejny powróciłyśmy do Auschwitz. Przed zbliżeniem się wojsk rosyjskich opróżniono cały obóz. Po powrocie zostałyśmy umieszczone w obozie B. 2. W tym czasie byliśmy już w bardzo zniszczonym stanie, na podstawie opinii lekarza wykonano selekcje i dużą liczbę ludzi wybrano, wiedziałam ze skierowano ich do gazu. W czasie sześciu tygodni podczas pobytu tutaj, tylko sporadycznie wykonywałam jakąś pracę, np. nosiłam kamienie. O 3 rano była pobudka, a o 8 rano był apel. Krematorium było widoczne z daleka, zawsze gęsty , ciężki dym wypełniał powietrze. Po sześciu tygodniach, z końcem września zostałyśmy wywiezione do pracy. Jak podano wyżej wyruszyliśmy razem z kobietami z Aszód, ale były w innym wagonie, w moim wagonie jechała tylko Szebenyi Agnes, a innienie wiem, gdzie je wywieźli, a później słyszałam, że do obozu koło Lipska. W wagonie było 70-80 kobiet, dwa dni jechałyśmy do Wisau. Przybyło nas do obozu 400 kobiet z Węgier , to był bardzo mały obóz, tylko my tam byliśmy wtedy. Wszelkie prace zewnętrzne została tutaj wykonane, pracowałyśmy po 12 godzin dziennie . Stąd wkrótce dostałyśmy się do Langenbielau, gdzie otrzymałyśmy przydział do pracy w odległej o 7 km fabryce broni Lehmana. Po trzech miesiącach wyruszyliśmy stąd pieszo i zabrali nas do sudeckiej wsi Parschnitz. Przyszłyśmy tu w strasznym stanie , który się jeszcze pogorszył w brudnym, zawszonym miejscu. Byliśmy głodni i zbyt słabi, żeby stale wykonywać ciężka pracę przy szańcach były jednak osoby mające więcej szczęścia, którzy pracowali tylko w fabrykach. Wreszcie, w dniu 9 maja Rosjanie nas wyzwolili. Po wyzwoleniu sytuacja zmieniła się bardzo, Rosjanie traktowali nas bardzo dobrze i bardzo poprawnie . Byłyśmy wolne, każdy mógł iść tam, gdzie chciał. Wiedziałam, że prawie każdy w tym obozie wraca już do domu. Wkrótce masa ludzi wyruszyla stąd transportami .Tu już nie widziałam kobiet z Aszód. Wróciłam do domu indywidualnie z dziesięcioma osobami. Chcieliśmy, przejść do Brna, a potem przez Morawską Ostrawę, rosyjskim samochodem dotarłam do Martin, i wreszcie dotarłam do Budapesztu.
Plany na przyszłość : oczekuję powrotu męża i ojca. To jest nasze życie.
Podsumowanie obozu Langenbielau.
Zachowały się 9 relacje 10-ciu kobiet, jedna relacja młodego mężczyzny i relacja 15-letniego chłopca. Relacje wskazują na więcej niż jeden obóz. Obóz liczył 1200 osób. Pracowały w fabryce samolotów ( części tłoczone z blachy ) do której chodziłe ze Sportschule 8 km a fabryka była odległa od podobnej w Peterswaldau o 15 km. Poza tym pracowały w fabryce radiowej i fabryce broni Lehmanna, króra była odległa 7 km od Langenbielau. Z tych osób które pracowały w fabryce samolotów, jedna poszła via Czechy do Gorlitz do podobnej fabryki, a druga zachorowała i była w szpitalu, dwie pozostałe zostały w Parschnitz do wyzwolenia.. Osoba z fabryki radiowej poszła do Breslau do fabryki amunicji. Kobiety przyjechały do Langenbielau 15-06-44, 24-08-44, 4-12-44. Ewakuacje do Parschnitz były 19-01-45 i 14-02-45. Domniemywam, że różne fabryki organizowały ewakuację w osobnych grupach.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:44, 30 Sie 2013 Powrót do góry

18-Obóz Peterswaldau Pieszyce
1998,2298,2336,2768,3108,=5
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
5
A1- Płeć
M- 0
K- 7 osób
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=, 3 osoby= 16, 17, 18 lat
21 do 30 lat= , 4 osoby=21,22,25,28 lat
Powyżej 30 lat=, 0
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 3 osoby- fryzjerka, krawcowa i rzemieślnik zdobiący wyroby skórzane.
Nie pracujące zawodowo- 2 osoby- gospodynie domowe
Uczący się- 1 osoba- uczennica
Prac. umysłowi - 1 osoba- urzędniczka
D-standing rodziny przed aresztowaniem
2298- Mieszkaliśmy w Neuhäsel = Érsekújvár, pracowałam jako fryzjer. Ojciec jeździł handlując drobnymi towarami galanteryjnymi na targach. Przez Węgrów został pozbawiony tego sposobu zarobkowania. Najwięcej Żydów mieszkało w dobrych warunkach, byli w liczbie, 4000, w porównaniu do 18.000 chrześcijańskich mieszkańców, którzy już w momencie zaangażowania się Węgier ujawnili się jako bardzo nienawidzący Żydów, bili Żydów w tym czasie, było to w 1938 roku i wybijali okna. Krewni nasi z Brno, Ołomuniec i Bratysławy w 1942 roku zostali deportowani do Lublina.
2336- (RS) Na mocy antyżydowskiego prawa, w 1941 roku mój ojciec został usunięty z interesu- handlu hurtowego weglem. Mój mąż nie mógł dostać żadnego towaru….. (WE) mojemu ojcu również odebrano sklep na mocy prawa antyżydowskiego. Później ich zabili
3108-Z desygnowanej dla Żydów i mojej dzielnicy urodzenia i stałego pobytu Beregszász wyszłam z rodzicami, dwiema siostrami i rodziną siostry w dniu 28 Kwietnia 1944 , w tydzień lub dziesięć dni po wydaniu na Węgrzech rozporządzenia o gettach..
E- data przybycia do obozu
Maj 44 : = 1 osoba=26-05-44
Sierpień 44 = 3 osoby= 2x5-tego, 1xpołowa08-44
Nieokreślony: = 3 osoby
F- data ewakuacji z obozu
Sierpień 44 = 2 osoby przekazane do Langenbielau ( 23-08-44 p i po sześciu tygodniach bez daty )
luty 45 = 2 osoby z tkalni Hansefabrik, ewakuowane 28-02-45
Pozostawiono na miejscu = 3 osoby z fabryki amunicji , której personel nie został ewakuowany
G- zadania
1998- Następnego dnia zabrali nas zaraz do pracy w fabryce amunicji…. Sześć tygodni pracowaliśmy w fabryce amunicji,… Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z ¾ godzinną przerwą na obiad …. Po sześciu tygodniach pięćdziesiąt osób zostało skierowanych do drugiej fabryki w Langenbillau.
2298-. W fabryce robiliśmy bomby, 12.5 godziny na dobę stałam przy maszynie. … Cynkownia była pełna gazu, a praca była szkodliwa dla zdrowia.
2336- …była to tkalnia, a nazwa fabryki Hansefabrik. To było stosunkowo dobre miejsce, chociaż praca była tak ciężka.
2768-. Natychmiast dostałyśmy nakrycie głowy,… i koszule flanelowe ( konieczne przy materiałach wybuchowych, bo się nie elektryzują- przyp mój ), …. Czas pracy wynosił 14 godzin.
3108- Ten transport, który liczył 800 kobiet i dziewcząt, był przeznaczony do Peterswaldau na Górnym Śląsku ( w pobliżu granicy śląsko-morawskiej ). Znajdowały się tam fabryka amunicji i fabryka części do samolotów. Bezpośrednio po przybyciu na miejsce przeprowadzono selekcję celem wybrania inteligentniejszych osób do wykorzystania w pracy specjalnej. Pomiędzy 20 wybranymi osobami byłam i ja. Faktycznie poszliśmy do pewnej szkoły,tam odbyłyśmy kurs z inżynierami i technikami. W wyniku kursu zostaliśmy albo przeznaczeni do pomocy inżynierom, albo poszliśmy do biura, do pracy biurowej. Pozostałe 780 zostało przeznaczone do pracy w tej fabryce, gdzie sztancowały części na tłoczni ( wycinały z blachy na prasie ) ,lub wykonywały pracę na innych wydziałach fabryki… Po trzech miesiącach front podszedł tak blisko, że zakład musiał być przeniesiony.
Reasumując, były w Peterswaldau 3 możliwości: praca w fabryce amunicji, części do samolotów i tkalni Hansefabrik. Ta ostatnia została ewakuowana 28-02-45, osoby z produkcji amunicji pozostaly na miejscu, produkcję częśli do samolotow przekazano do Langenbielau.
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I- wyżywienie
1998- Wyżywienie było dość znośne,( f-ka amunicji )
2298- Dostawałyśmy po 30 dkg chleba bez dodatku i zupę z rzepy, byliśmy głodni. ( f-ka amunicji )
2336- Jedzenie było wystarczająco dobre w jakości, ale bardzo mało,
2768- Jedzenie było na początku przyzwoite, ale jej stan pogorszył się z czasem.
3108- Miałyśmy w Peterswaldau stosunkowo dobrze, ponieważ wyżywienie było wystarczające ( części samolotowe )
J- zakwaterowanie
1998- spaliśmy po dwie osoby na szerokiej pryczy, koce były znośne. Z utrzymaniem czystości były pewne kłopoty. Tylko w ten sposób mogliśmy się umyć, że robiliśmy to rano przez 10 minut ,(f-ka amunicji )
2298- Bloki nie były ogrzewane w zimie. … Bardzo późno dostałyśmy zimowe ubrania, już byłyśmy na wpół zamarznięte. Miałyśmy drewniane buty. (f-ka amunicji )
2336- Mieszkaliśmy w fabryce30 osób, gdzie pracowałyśmy, była to tkalnia
3108- Miałyśmy w Peterswaldau stosunkowo dobrze, ponieważ wyżywienie było wystarczające, i mieszkałyśmy też w godziwych warunkach. Wszędzie panowały wymogi męczącej czystości i zatroszczono się o to, żebyśmy miały wystarczające możliwości umycia się.
K- traktowanie
1998-, traktowali nas bardzo surowo. Pracownicy byli bardzo wrogo nastawieni , popędzali nas w pracy i często na nas donosili. ,(f-ka amunicji )
2298-. Pewnej dziewczynie, która w pracy zrobiła wiele „braków”, obcięli włosy i wymierzyli karę kijami. Oberscharfuhrer, który był złym człowiekiem, posłyszał nas raz, kiedy rozmawiałyśmy w drodze do domu, musiałyśmy stać jedną godzinę po apelu. … W drodze do fabryki, towarzyszyły nam kobiety z SS. Mistrzowie byli różni, byli dobrzy i źli. Jeden bił kobiety i z każdym drobiazgiem biegał do SS . ,(f-ka amunicji )
2336- To było stosunkowo dobre miejsce, chociaż praca była tak ciężka. Oczywiście, Niemcom nie wolno było z nami rozmawiać i byliśmy pod nadzorem aufseherin ( nadzorczyń ) …. Koce, które w Peterswaldau otrzymałyśmy jako dar od fabrykanta ( na ewakuację ), lokalny Oberschaarführer wziął od nas ( W Passlitz ) więc musieliśmy okrywać się cienkim kabatem. ( tkalnia )
2768- Tutaj nas traktowali bardzo przyzwoicie ,(f-ka amunicji )
3108-Miałyśmy w Peterswaldau stosunkowo dobrze, ( części samolotowe )
L- opieka medyczna
2298- Na dzień przed wyzwoleniem, SS odeszło po tym, jak zabrano chorych w samochodach. ( fabryka amunicji, zakład nie został ewakuowany )
2768- Na rewierze umieszczano dopiero w ostateczności, jeżeli już ktoś padł. Dostalam bólów żołądka, chorobą tak byłam torturowana, że z bólu zemdlałam , a następnie zostałam zabrana do szpitala (fabryka amunicji),
M- śmiertelność w obozie
N- przekazanie do innego obozu
1998- Po sześciu tygodniach pięćdziesiąt osób zostało skierowanych do drugiej fabryki w Langenbillau.( z fabryki amunicji )
3108- Z następnego transportu dziewcząt z Auschwitz, który tu przyszedł, wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. Ta wieś jest oddalona od Peterswaldau 15 km i zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz. Miałyśmy tu więcej zmartwienia niż w Peterswaldau, nie tylko te 20, którym już szło lepiej, kiedy nie musiały tak ciężko pracować jak większość, ale też pozostałe. ( części samolotów )
O- liczebność obozu
2298- Peterswaldau. Trzy lub cztery dni jechaliśmy do obozu, który leżał o 60 km od Wrocławia, gdzie byliśmy w sumie 1000-1200 osób. ( f-ka amunicji )
2336- Mieszkaliśmy w fabryce30 osób, gdzie pracowałyśmy, była to tkalnia, a nazwa fabryki Hansefabrik.
3108-Ten transport, który liczył 800 kobiet i dziewcząt, był przeznaczony do Peterswaldau na Górnym Śląsku ( w pobliżu granicy śląsko-morawskiej ). Znajdowały się tam fabryka amunicji i fabryka części do samolotów ( osoba z produkcji części do samolotów )
P- wyzwolenie i przeżywalność
Tylko pracownice tkalni Hansefabrik zostały ewakuowane pieszo przez Góry Sowie do Passlitz, gdzie kopały szańce, potem część z nich przewieziono do Gorlitz z tym samym zadaniem i 8 maja wyzwolili ich Rosjanie , SS w przeddzień uciekli.
Q- zapis dot obozu Peterswaldau.
1998, K, uczennica ur 1929, lat 16, Auschwitz (6 dni ) , Peterswaldau ( 6 tygodni ), Langenbielau ( 11 miesięcy)…
.. Potem ustawili nas w kolejce zgodnie z listą i po 50-osób , w tym mnie ,umieścili w każdym wagonie. Jechaliśmy przez trzy dni do Peterswaldau. Na drogę dali coś do jedzenia, ale bardzo niewiele. Następnego dnia zabrali nas zaraz do pracy w fabryce amunicji. Sześć tygodni pracowaliśmy w fabryce amunicji, bardzo mało dostawaliśmy jedzenia, traktowali nas bardzo surowo. Pracownicy byli bardzo wrogo nastawieni , popędzali nas w pracy i często na nas donosili. Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z ¾ godzinną przerwą na obiad . Wyżywienie było dość znośne, spaliśmy po dwie osoby na szerokiej pryczy, koce były znośne. Z utrzymaniem czystości były pewne kłopoty. Tylko w ten sposób mogliśmy się umyć, że robiliśmy to rano przez 10 minut , a później ukradkiem jedli. Po sześciu tygodniach pięćdziesiąt osób zostało skierowanych do drugiej fabryki w Langenbillau.
2298, K, fryzjerka ur 1924, lat 21, Birkenau ( 15-06-44 do poł. 08-44), Peterswaldau ( poł. 08-44 do wyzwolenia 8-05-45)
Mieszkaliśmy w Neuhäsel = Érsekújvár, pracowałam jako fryzjer. Ojciec jeździł handlując drobnymi towarami galanteryjnymi na targach. Przez Węgrów został pozbawiony tego sposobu zarobkowania. Najwięcej Żydów mieszkało w dobrych warunkach, byli w liczbie, 4000, w porównaniu do 18.000 chrześcijańskich mieszkańców, którzy już w momencie zaangażowania się Węgier ujawnili się jako bardzo nienawidzący Żydów, bili Żydów w tym czasie, było to w 1938 roku i wybijali okna. Krewni nasi z Brno, Ołomuniec i Bratysławy w 1942 roku zostali deportowani do Lublina. …W końcu doszło do wyboru transportu, pojechaliśmy pociągiem osobowym do Peterswaldau. Trzy lub cztery dni jechaliśmy do obozu, który leżał o 60 km od Wrocławia, gdzie byliśmy w sumie 1000-1200 osób. W fabryce robiliśmy bomby, 12.5 godziny na dobę stałam przy maszynie. Stale były kobiety z SS za nami i biły nas, jedną dziewczynę pobiły kiedyś tak bardzo, że cała spuchła. Cynkownia była pełna gazu, a praca była szkodliwa dla zdrowia. Dur brzuszny pojawiał się bardzo często, i nie było wody pitnej. Dostawałyśmy po 30 dkg chleba bez dodatku i zupę z rzepy, byliśmy głodni. Bloki nie były ogrzewane w zimie. Pewnej dziewczynie, która w pracy zrobiła wiele „braków”, obcięli włosy i wymierzyli karę kijami. Oberscharfuhrer, który był złym człowiekiem, posłyszał nas raz, kiedy rozmawiałyśmy w drodze do domu, musiałyśmy stać jedną godzinę po apelu. Bardzo późno dostałyśmy zimowe ubrania, już byłyśmy na wpół zamarznięte. Miałyśmy drewniane buty. W drodze do fabryki, towarzyszyły nam kobiety z SS. Mistrzowie byli różni, byli dobrzy i źli. Jeden bił kobiety i z każdym drobiazgiem biegał do SS . Od francuskich jeńców dowiedzieliśmy się, co się dzieje w świecie. Na dzień przed wyzwoleniem, SS odeszło po tym, jak zabrano chorych w samochodach. Potem przyszli Rosjanie. Wielu z nas miało tyfus lub inną chorobę, byliśmy chorzy, słabi i wychudzeni. Zauważyłam, że moje dziąsła ciągle krwawią. Dwa tygodnie później byłam już w drodze do domu, podróżowałam pieszo i koleją przez Nachod, Kuti, Brno i Galanta w 10 dni wróciłam do domu. Przybyłam tu i brakuje mi rodziców, dziadków, wujków i wszystkich Tangen. Z moim bratem, którego tu spotkałam, najpierw udamy się do Rumunii, a stamtąd do Palestyny.
2336, 2K, gospodyni domowa ur 1917, lat 28 i rzemieślnik zdobienia wyrobów skórzanych ur 1928, lat 17, Auschwitz (10-07-44 do 2-08-44), Peterswaldau (5-08-44 do 28-02-45), Passlitz ( 8-03-45 do 2-04-45), Gorlitz ( 8-04-45 do 8-05-45).
RS) Na mocy antyżydowskiego prawa, w 1941 roku mój ojciec został usunięty z interesu- handlu hurtowego weglem. Mój mąż nie mógł dostać żadnego towaru….. (WE) mojemu ojcu również odebrano sklep na mocy prawa antyżydowskiego. Później ich zabili. …… Po kąpieli skierowano nas do obozu B. III, gdzie były prycze ale kocy nie było i czasem padał deszcz . Był taki okres że przez 3 kolejne dni byliśmy w pokoju, na podłodze było pełno wody tak, że trzy dni i trzy noce staliśmy w strugach deszczu. Pobudka była o 2-3 nad ranem i rano stałyśmy godzinami na apelu. Angażowali nas do stania całymi dniami na apelach . Wszyscy byliśmy dość zamroczeni, jest pewne, że dodawano bromu ( środka uspokajającego )do żywności i wydawało nam się , że odczuwamy jego zapach. Tak czy inaczej , jedzenie było bardzo złe, prawie zupełnie niejadalne , na początku byliśmy w stanie zjeść tylko kilka dekagramów chleba . Stale twierdzili, że chorych ma nie być i wszyscy muszą stać na apelu , bo to jest święta zasada, a każdy, kto to narusza , choćby ze względu na chorobe, będzie kierowany do komory gazowej. Początkowo nie traktowaliśmy tego poważnie. Czasami jednak w powietrzu czułam bardzo dziwny zapach, taki jak przy spalaniu wełny i nocami w obozie niedaleko widać było silny ogień. Były takie noce , że w obozie słyszeliśmy ogromne wrzaski. Wtedy już uwierzyłyśmy, że jest w obozie coś, w co początkowo nie byliśmy w stanie uwierzyć. Obóz był pełen niemieckich SS i kobiet z SS-. Zaobserwowaliśmy, że większość rozumie język węgierski . Te kobiety były bardzo niegrzeczne i były dla nas znacznie gorsze, niż Niemcy. Za najmniejszą błahostke biły nas i kopały i popychały. Ogólnie rzecz biorąc, było to takie miejsce , że każdy był szczęśliwy, jeśli mógł wydostać się z Auschwitz. Selekcje były codziennie i nie mógłyśmy wiedzieć, dokąd mamy być zabrani. Czy do pracy lub w inne miejsce. Selekcje prowadził Dr Mengele . Musieliśmy stać nago na zewnątrz na dziedzińcu, a SS-mani szli śmiejąc się z nas. Spędziliśmy trzy tygodnie w Auschwitz, potem udałyśmy się się do transportu. Dostałyśmy ubrania, buty, i pociąg pasażerski zawiózł as do małej miejscowości na Dolnym Śląsku, Peterswaldau. Mieszkaliśmy w fabryce30 osób, gdzie pracowałyśmy, była to tkalnia, a nazwa fabryki Hansefabrik. To było stosunkowo dobre miejsce, chociaż praca była tak ciężka. Oczywiście, Niemcom nie wolno było z nami rozmawiać i byliśmy pod nadzorem aufseherin ( nadzorczyń ) . Jedzenie było wystarczająco dobre w jakości, ale bardzo mało, biorąc pod uwagę również, że wykonywałyśmy ciężką pracę fizyczną. Ewakuowano nas stąd pod koniec lutego i szliśmy pieszo do Paslitz, mniej więcej. 120 km. Droga przez góry Eulengebirge ( Góry Sowie ) była straszna. Zamieć śnieżna, bez noclegu, deszcz, śnieg, zimno, miałyśmyzłe buty, a my ciągle dziwiliśmy się, że możemy iść w ten sposób. Przyszłyśmy do Paslitz i umieszczono nas w obozie, który były przewidziany pierwotnie tylko jako obóz przejściowy, ale pozostałyśmy tam przez 3 tygodnie. To było straszne brudne, brzydkie miejsce pełne wszy i bez jasnych opcji. Wyżywienie było minimalne, zaledwie tyle, aby nie umrzeć z głodu. Wiele z głodu. W ogóle, kobiety SS były bardzo dzikie i surowe, oberschaarführer nie raz, na naszych oczach kopał młode dziewczęta. Wysłano nas do kopania szańcówi jak już mówiłam posiłki były tak bardzo małe, że nawet ludzie z Organizacji Todt również zdenerwowali się na widok naszego wyżywienia. Sytuacjabyła tak straszna, że te kobiety, które były tam długo, wyglądały jak skóra i kości. Wszystko było używane, aby nasze życie było coraz trudniejsze. Pewnego dnia wszystkie nasze ubrania i koce zostały zabrane do dezynfekcji i byłyśmy całkowicie nago w zimnym obozie spędziłyśmy półtora dnia. Koce, które w Peterswaldau otrzymałyśmy jako dar od fabrykanta, lokalny Oberschaarführer wziął od nas więc musieliśmy okrywać się cienkim kabatem. Czasami padał deszcz, a następnie na mokro okrywałyśmy się płaszczem. 2 kwietnia zostałyśmy przez innego niemieckiego oficera wyselekcjonowane i otwartymi wagonami przewiezione do Görlitz. W Görlitz złapali nas do pracy przy szańcach. Chodziłyśmy 16 km codziennie do pracy i raczej była to ciężka praca fizyczna, nadzorcy czasem strzelali. Lager był czysty. Żywności jednak było strasznie mało. Początkowo bochenek chleba był na 6 osób, później bochenek chleba był na 10-ciu. Na obiad dostawałyśmy 1 litr zupy, która zawsze była przygotowywana z rzepy lub buraków i była bez soli i tłuszczu. My dużo głodowałyśmy , i nie wiedziałyśmy, kiedy będzie koniec naszych cierpień. W dniu 6 maja, kierownictwo uciekło z obozu. Wcześniej chcieli nas ewakuować dalej, ale my nie poszłyśmy. Wszystkie byłyśmy bez jedzenia, ponieważ zabrali wszystko. Musieliśmy błagać p żywność . 8 maja Rosjanie przyszli i wyzwolili nas . Ta relacja jest z własnego doświadczenia .
2768, 2K, gospodyni domowa ur 1923,lat 22 i krawcowa ur 1927 , lat 18 , Auschwitz, Peterswaldau ( do wyzwolenia ), daty nie podane,
Mieszkaliśmy w Beregszasz z rodzicami i dziewięciu braci. … Starszy blokowy powiedział nam o okropnościach Auschwitz, o komorach gazowych, o krematórium, tak, że kiedy po raz pierwszy otrzymałam przydzial do transportu pracy, wątpiłam, czy to dobry pomysł, bo obawialam się, że zabiorą nas do gazu. Polska dziewczyna dotknęła drutów elektrycznych na naszych oczach i umarła. Tu to było codziennym sposobem samobójstwa. Po przyjściu transportu natychmiast nas załadowano na wagony i po pięciodniowej podróży przybyliśmy do Peterswaldau. Tutaj nas traktowali bardzo przyzwoicie. Natychmiast dostałyśmy nakrycie głowy, bo było nam bardzo zimno w ostrzyżone głowy i koszule flanelowe, zostaliśmy wprowadzeni do czystego obozu i czuliśmy, że po Auschwitz przybyłyśmy ponownie wśród ludzi. Pracowaliśmy w fabryce amunicji, ja na wielkiej maszynie pracowałam od od 6 rano do 8 wieczorem. Czas pracy wynosił 14 godzin. Jedzenie było na początku przyzwoite, ale jej stan pogorszył się z czasem. Na rewierze umieszczano dopiero w ostateczności, jeżeli już ktoś padł. Dostalam bólów żołądka, choroba jest tak torturowany, że z bólu zemdlałam , a następnie zostałam zabrana do szpitala. Czas do maja przeszedł nam we względnie bezpiecznych okolicznościach , czekaliśmy na wyzwolenie, bo już chciałyśmy usłyszeć coś o naszej rodzinie, 8-05-45 przyszli Rosjanie i wyzwolili nas. Więc nam dwom cudem udalo się przetrwać, o innych członkach rodziny do dzisiejszego dnia , niestety nie wiem nic.
3108, K, urzędniczka ur 1920, lat 25, Auschwitz (18do22-05-44), Peterswaldau, (26-05-44 do 23-08-44 ) Langenbielau (24-08-44 do 19-01-45), Parschnitz ( 26-01-45 do 2-03-45), Gorlitz ( 4-03-45 do 7-05-45)
Z desygnowanej dla Żydów i mojej dzielnicy urodzenia i stałego pobytu Beregszász wyszłam z rodzicami, dwiema siostrami i rodziną siostry w dniu 28 Kwietnia 1944 , w tydzień lub dziesięć dni po wydaniu na Węgrzech rozporządzenia o gettach… Po czterech dniach wyjechałam do pracy z transportem z Auschwitz.Ten transport, który liczył 800 kobiet i dziewcząt, był przeznaczony do Peterswaldau na Górnym Śląsku ( w pobliżu granicy śląsko-morawskiej ). Znajdowały się tam fabryka amunicji i fabryka części do samolotów. Bezpośrednio po przybyciu na miejsce przeprowadzono selekcję celem wybrania inteligentniejszych osób do wykorzystania w pracy specjalnej. Pomiędzy 20 wybranymi osobami byłam i ja. Faktycznie poszliśmy do pewnej szkoły,tam odbyłyśmy kurs z inżynierami i technikami. W wyniku kursu zostaliśmy albo przeznaczeni do pomocy inżynierom, albo poszliśmy do biura, do pracy biurowej. Pozostałe 780 zostało przeznaczone do pracy w tej fabryce, gdzie sztancowały części na tłoczni ( wycinały z blachy na prasie ) ,lub wykonywały pracę na innych wydziałach fabryki. Miałyśmy w Peterswaldau stosunkowo dobrze, ponieważ wyżywienie było wystarczające, i mieszkałyśmy też w godziwych warunkach. Wszędzie panowały wymogi męczącej czystości i zatroszczono się o to, żebyśmy miały wystarczające możliwości oczyszczenia się. Po trzech miesiącach front podszedł tak blisko, że zakład musiał być przeniesiony.
Z następnego transportu dziewcząt z Auschwitz, który tu przyszedł, wybrano 300 dziewcząt , które przygotowano do Langenbielau. Ta wieś jest oddalona od Peterswaldau 15 km i zadysponowano tam podobny zakład , jak nasz. Miałyśmy tu więcej zmartwienia niż w Peterswaldau, nie tylko te 20, którym już szło lepiej, kiedy nie musiały tak ciężko pracować jak większość, ale też pozostałe. Wszyscy przypisywali te okoliczności temu, że fabryka w Langenbielau jeszcze nie pracuje i to są trudności rozruchowe, które należy przezwyciężyć.
Podsumowanie dla obozu Peterswaldau.
Zachowało się 5 relacji, od 7-miu kobiet, które pracowały : w fabryce amunicji ( 3 ), bomb (1 ), samolotów (1 ), tkalni ( 2 )-nazwa fabryki Hansefabrik. Produkcję części do samolotów przekazano do Langenbielau, fabryka amunicji nie była ewakuowana i więźniowie pozostali na miejscu. Tylko kobiety z tkalni trafiły do Czech, i do Gorlitz, gdzie kopały okopy. Ewakuacja tkalni nastąpiła 28-02-45.
Liczebność obozu Peterswaldau to 1000- 1200 kobiet.
Podsumowanie dla obozów Peterswaldau , Reichenbach i Langenbielau .
Sensowne wydaje się łączne podsumowanie Pieszyc, Dzierżoniowa i Bielawy , ponieważ internowane w drodze do pracy pokonywały dystans większy niż odległości pomiędzy tymi miejscowościami i trudno rozróżnić, czy internowane ze Sportschule chodziły do pracy do Pieszyc, Dzierżoniowa czy Bielawy. Z Peterswaldau zachowało się 5 relacji 7-miu kobiet, w wieku poniżej 30 lat. Z Langenbielau zachowało się 11 relacji 10 kobiet i 2 mężczyzn. Mężczyźni byli poniżej 20 lat, kobiety też poniżej 20 lat, plus jedna kobieta 40 letnia i jedna 43 letnia. Z Reichenbach zachowało się 45 relacji 8-miu mężczyzn i 59-ciu kobiet. Mężczyźni którzy przeżyli byli w wieku poniżej 30 lat, jeden miał 32 lata. Wszystkie kobiety były poniżej 30 lat. Pierwsza osoba przybyła do obozu Peterswaldau 26 maja 44. Pierwsze przyjazdy do obozu Reichenbach i Langenbielau zanotowano w czerwcu 44, maksimum w sierpniu i w lecie 44, pojedyncze osoby aż do grudnia 44. Ostatnia osoba przybyła do Sportschule w styczniu 45. Duża liczba kobiet określiła czas przebywania tylko w miesiącach. Pierwsze ewakuacje z Reichenbach nastąpiły w listopadzie 44, 2 kobiety ewakuowano do Parschnitz z fabryki samolotów (3357 )- bez podanego dnia. W styczniu 45 ewakuowano 5 kobiet :8-go do do Salzwedel, 10-tego do Pforta 15 do Parschnitz-Kratzau . Z obozu Langenbielau 1 osoba ( 3108) 19-01-45 ewakuowana została droga pieszą do Parschnitz z fabryki części samolotowych. Część kobiet trafiła stąd do Goerlitz, gdzie poszły do zakładu produkcji wojennej i kopały szańce.
W lutym 45 ewakuowano 17 kobiet : na początku miesiąca do Parschnitz-Kratzau , 10-tego do Bergen-Belsen , 16, 17-tego- do Pforta-Fallersleben-Salzwedel , 18-tego do Trautenau, Pforta-Fallersleben, Salzwedel , 19-tego do Pforta-Salzwedel , 20-tego do Pforta-Fallersleben-Salzwedel , 22-go do Trautenau-Pforta-Fallersleben-Salzwedel . Być może pomiędzy 16-22 lutego był tylko jeden transport, a więźniarki nie pamiętały dat dokładnie. Z obozu Langenbielau ewakuowano 14-02-45 2 osoby ( 3548 ) - fabrykę broni Lehmana pieszo do Parschnitz, tam kobiety kopały szańce. W obozie Peterswaldau 28-02-45 ewakuowano tkalnię Hansefabrik, (2 osoby).
W marcu 45 ewakuowano 3 kobiety= na początku miesiąca i 20-tego; poszły do do Porta-Fallersleben-Salzwedel. Z obozu Langenbielau 1-03-45 ewakuowano (1 osoba - 1857 ) małą fabrykę szwalnicza do Parschnitz drogą pieszą. 10-03-45 przeniesiono stamtąd do Reichenbach ( 3109 ) fabrykę tkalniczą, skąd 14-4-45 wywieziono ich pociągiem do Bergen-Belsen. Część więźniarek nie była w stanie określić dat.
Pozostawiono na miejscu w Reichenbach 15 kobiet. Mężczyźni z obozu Reichenbach :część chorych mężczyzn pozostało na miejscu do wyzwolenia, ,-zachowały się 3 relacje 4 survivorów, dwóch pracowało w kamieniołomach ( 1090 ), jeden ( 1255 ) na budowie i kopał okopy, a 481 miał tylko 15 lat i pozwolili mu zostać. Dwóch survirorów z Reichenbach wywieziono po 6-7 m-cach do obozu Dornhau ( 11-01-45 i 23-01-45 ), gdzie jeden pracował w kopalni kamienia i obcinał kamienie ( tekst niejasny –przyp mój ) a dwóch słabych ewakuowano do Dachau ( 11 i 3503 ). W obozie Langenbielau pozostawiono na miejscu 5 osób,: ( 924)-jako chory- pracował razem z 300 osobami w fabryce, (1887)-15-latek, pracujący w tkalni, prawdopodobnie w Peterswaldau, mieszkający w obozie Langenbielau razem z ponad 1000 kobiet i francuskimi jeńcami, ( 1998 ) pracownica fabryki amunicji w Langenbielau, mieszkająca w obozie gdzie było 1200 kobiet, (2236 ), pracującą w fabryce, która wspomina, że mieszkala w budynku podzielonym na pokoje po 30 kobiet i dobrze wspomina kierownika obozu, ( 3145) –pracownica fabryki samolotów, mieszkająca w Sportschule, pozostawiona jako chora,
Na miejscu pozostał personel fabryki amunicji , której więźniarki ( relacja 3 osób ) nie zostały ewakuowane.
W rejonie było kilka obozów, w większości przebywały tam kobiety ale byli też mężczyźni, wśród których była kilkudziesięcioprocentowa śmiertelność. Kobiety były jednak mniej brutalnie traktowane i dlatego ich śmiertelność była znacznie mniejsza. W Peterswaldau był obóz na 1000-1200 kobiet pracujących w fabryce amunicji. Ok. 30 kobiet pracowało w tkalni Hansefabrik i mieszkało na terenie fabryki. Ok. 800 kobiet pracowało w fabryce tłoczącej z blachy części do samolotów i na innych jej wydziałach . Takiej samej wielkości fabryka amunicji i części do samolotów została uruchomiona w Langenbielau. Koło fabryki samolotów w Langebielau , było w kamiennych budynkach ok. 300 Holenderek i 60 węgierskich Żydówek, większym obozem był ten poza miastem , w tzw. szkole sportowej ( Sportschule ), było tam ok. 1200 kobiet , byli również więźniowie ( 3645 ) ; tu byli ci, którzy pracowali w fabryce Telefunkena, Schiling, Hageneck ,Lehmann , byli również mężczyźni, którzy mieli łysy pasek na głowie. Pracownice mieszkały w nieogrzewanych pokojach po 40 osób, odległość do pracy ok. 2 godziny marszu. W Langebielau więźniarki pracowały w fabryce amunicji ( 1998 )- 1200 kobiet, w fabryce części do samolotów( 3145 )- 800 osób , w fabryce radiowej ( 1757 i 3273 ), w tkalni-1400 osób ( 1887, 3109 ) , przeniesionej poźniej do Reichenbach, małej szwalni ( 1857 ), w fabryce broni Lehmana ( 3545 ). W tej ostatniej pracowało też ok. 300 mężczyzn, reszta mężczyzn wykonywała pracę na zewnątrz. Byli też więźniowie francuscy, belgijscy , polscy i włoscy W Reichenbach internowani pracowali w w fabrykach Telefunkena, Philipsa, Hagenuck, Opel, Lehman, Schilling, Zill&Knebich. Większość relacji kobiet z Reichenbach to pracownice Telefunkena. 20 relacji pochodzi od kobiet, zatrudnionych w fabryce Telefunkena.Tym niemniej musiały wykonywać rożnorodne prace w różnych zespołach : produkcja lamp radiowych i elektrycznych, modułów łączności radiowej i układów elektrycznych samolotów W zasadzie Telefunken ewakuował wszystkie pracownice, wzięte z co najmniej dwóch miejsc. Tym niemniej ( 283 ) pozostała na miejscu do wyzwolenia. Głównym kierunkiem ewakuacji był podziemny kompleks w Pforta koło Hannoveru. Stanowił on zespół fabryk wojennych , gdzie kobiety produkowały lampy radiowe, dla 2824 praca była taka sama jak w Reichenbach, część musiała udawać, że pracuje , bo nie było surowca. Nie było wentylacji i częściowo zasilania. Pracownice produkujące układy elektryczne ( 2409 ) samolotów w fabryce Telefunkena zostały w styczniu 45 ewakuowane via Parschnitz. ( kopały tam okopy ) do Kratzau ( do fabryki amunicji ) . Telefunken ewakuował swoje zespoły 16-22 lutego 45 do Pforta . W fabryce Telefunkena było ciepło i pracownice były stłoczone, około 2,5 miesiąca przed ewakuacją zasadniczą obozu ewakuowano 1000 + 800 kobiet wobec braku surowcow do produkcji .
Fabryka radiowa Philipsa w Reichenbach zmniejszyła moc produkcyjną swojej fabryki i większość swoich pracownic ewakuowała, mniejsza częśc pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Z fabryki Hagenuck jest 6 relacji, jest to najbardziej chwalona przez więźniarki fabryka. Fabryka produkowała moduły radiowe ( tajne aparaty ), pewnie systemy sterowania , kontroli lotu lub komunikacji radiowej. Fabryka była ewakuowania 15-01-45 i 15-02-45 , główny kierunek Parszchnitz- Kratzau ale 1431 i 1728 pozostały na miejscu, ta druga kopała okopy. W Kratzau kobiety pracowaly w fabryce broni przy przeróbce plastycznej części metalowych na gorąco . 3166 potwierdza, że fabryka Hagenuck w Reichenbach została zbombardowana.
Z fabryki samolotów są trzy relacje. W listopadzie 44 ewakuowano część pracownic via Parschnitz do fabryki czołgów w Kratzau.
10-02-45 wywieziono osoby chore do Bergen-Belsen. 3357 na miejscu pozostawiono tylko osoby porządkujące ruiny. A 2270 , mieszkająca obok fabryki pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Z fabryki amunicji w Reichenbach są trzy relacje. Jedna pracownica została w sierpniu 44 przekazana do Breslau- Hundsfeld, druga zostala 30-03-45 ewakuowana do Porta Fallesleben Salzwedel, a trzecia pozostała na miejscu do wyzwolenia.
Dwie relacje pochodzą z fabryki broni, ( części do dział ) która została zbombardowana. Personel został ewakuowany ale 37 kobiet zostało na miejscu ( 1024- pięć osób ). 1100 ( 2 kobiety ) pozostały na miejscu, poprzednio wykonywały prace ziemne, przy wodociągach , bunkrze a potem w fabryce broni.
Pracownicy tkalni (3109 ), przeniesionej tu z Langenbielau , zostały przewiezione pociągiem do Bergen-Belsen, gdzie doczekała wyzwolenia
Mężczyźni wykonywali prace przygotowawcze, zgodnie z relacją pracowali: na wielkiej budowie, przy budowie obozu, budował obóz i wykonywał prace wykończeniowe, 2 osoby pracowały w kamieniołomie, następny przy budowie i kopał okopy, praca w firmie budowlanej Zil & Knebich przy budowie baraków.
Praca odbywała się na ogół na dwie 12-godzinne zmiany wymieniane co tydzień. Kobiety z fabryki amunicji w Peterswaldau pracowały po 14 godzin na dobę.

W fabryce amunicji kobiety pracowały na zmiany 12h/ d, mieszkały w nieopalanych barakach , odległych od fabryki 3-4 km wedlug jednej relacji , i 12 km według innej. Mogły mieszkać w różnych obozach, lub pracować w różnych fabrykach amunicji..
Pracownice fabryki wytwarzającej części zapasowe do armat pracowały 12 h/d na zmiany , w fabryce było zimno, obóz całkowicie nie ogrzewany. W grudniu 44 fabrykę zbombardowano, a pracowników przeniesiono do innych prac. Niemcy opuścili obóz bezpośrednio przed wkroczeniem Rosjan i zadeklarowali, że internowane są wolne.
Fabryka samolotow pracowała na 12-godzinne zmiany, była zimna , internowane mieszkały w kamiennych barakach , obóz był obok fabryki. Inna relacja podaje, że obóz był 8 km od fabryki ( mogły chodzić do dwóch różnych zakładów , bądź obozów). Relacja nr 3108 podaje, że analogiczne zakłady produkcji amunicji i samolotow były w Peterswaldau i w Langenbielau.
Fabryka Opla uszkodzona w czasie nalotu znajdowala się naprzeciw fabryki Hagenuck.
Obóz w Langenbielau liczył 1200 osób.
W obozie Peterswaldau kobiety z fabryki amunicji bomb ( 3 ) pozostały na miejscu douwolnienia przez Rosjan 8-05-45. Kobieta z fabryki samolotów trafiła do podobnych zakładów w Langenbielau, Tylko kobiety z tkalni ( 2 ) trafiły do Czech, i do Gorlitz, gdzie kopały okopy.
Liczebność obozu Peterswaldau to 1000- 1200 kobiet.
Fabryka amunicji pracowała do samego końca, potem SS się wycofało ,8-05-45 weszli Rosjanie.
Zdjęcie lotnicze Langenbielau i Peterswaldau wykonane 20-02-45 nie ujawnia jakichkolwiek skutków nalotu. Wszystkie duże obiekty ( domniemywam, że to były fabryki ) mają ciemniejsze dachy , dachy wszystkich pozostałych budynków są zupełnie białe. Domniemywam, że jest to potwierdzeniem działalności ludzi w fabrykach w tym czasie.
Niestety nie posiadam zdjęć lotniczych samego Reichenbach z tego okresu.
Żadna relacja nie z Reichenbach nie wspomina o pracy w fabryce podziemnej.
Większość potwierdza względnie dobre jedzenie na początku, które z czasem znacznie się pogorszyło, tak samo pogorszyło się traktowanie, generalnie był brak ubrań, zimowej bielizny, drewniaków do chodzenia, i było zimno. Jednak kobiety były mimo wszystko mniej brutalnie traktowani , niż mężczyźni. W marszach i transportach ewakuacyjnych warunki były zbliżone do marszów śmierci. Tylko niekiedy kobiety twierdziły, że SS do nich nie strzelało ( ale to byli węgierscy Niemcy, którzy z nimi rozmawiali po węgiersku).
Zastanawiające jest, że w okolicy Wielkiej Sowy produkowano większość części składowych i systemów do samolotów ( mechaniczne, elektryczne, sterowanie, radiowe, nawigacyjne ) włącznie z amunicją i paliwem, a nie znaleziono dotąd montowni końcowej gotowych samolotów i rampy startowej do nich, chociaż Wielka Sowa ma płaski szczyt. Taka montownia byłaby logicznym uzupełnieniem clustera fabryk w Górach Sowich. Czy była tu planowana i w jakim stopniu została wykonana- oto jest pytanie. Istnienie takiego clustera fabryk w tym rejonie mocno przypomina tzw „ redutę alpejską „ i charakteryzuje ostatnią fazę strategii obrony III Rzeszy.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:45, 30 Sie 2013 Powrót do góry

19. Obóz Brick Brzeg-Pępice
-924,1090,3503,=3
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób
A ilość relacji survivorów
A31- Płeć
M- 4 osoby
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=, 3 osoby= 19x2, 20
21 do 30 lat= , 1 osoba= 22
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 3 osoby= czeladnik stolarski, garbarz, szewc
Bez zawodu – 1 osoba
D-standing rodziny przed aresztowaniem
E- data przybycia do obozu
Lipiec 44: = 10-07-44
Nieokreślony: = 2 osoby

F- data ewakuacji z obozu
sierpień 44 = 20-08-44
nie określono = dwie osoby

G- zadania
924- I pracowałem jako stolarz
1090- W grupie pracowało 40 zatrudnionych, to była bardzo ciężka praca, ale jedzenie było lepsze, odpowiednio.
3503- Pracowaliśmy dla Luftwaffe i opiekowała się nami Wehrmacht. Praca była dość ciężka, pracowaliśmy na lotnisku, przygotowywaliśmy schrony dla maszyn pod ziemią….W okresie, gdy Niemcy uciekali z Leningradu, przyszło do nas kilka pociągów z cementem , i trzeba było dalej pracować , nawet po zakończeniu naszego wymiaru czasu pracy, aż do zakończenia rozładunku. Było nas kilku , którzy pracowali w sposób ciągły przez trzy dni po 24 godzin dziennie.
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I- wyżywienie
J- zakwaterowanie
K- traktowanie
L- opieka medyczna
M- śmiertelność w obozie
N- przekazanie do innego obozu
O- liczebność obozu
P- wyzwolenie i przeżywalność
Q- zapis dot obozu
924, M, czeladnik stolarski ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 5 tyg ), Brick koło Breslau ( 5 tyg ), Gross-Rosen ( 2 tyg ), SportSchule Langenbilau ( 9 m-cy )
Mieszkałem z rodzicami Munkaczu, mój ojciec był stolarzem. … Pewnego razu wybrał 300 osób - w tym mnie - i wywieźli nas do pracy. Pojechaliśmy w wagonach do Brzegu. Po przybyciu dostaliśmy się do małych baraków po 6 osób było w baraku. Każdy otrzymał specjalny materac, poduszki, koce, ręczniki, mydło, sztućce, kubki, a następnie przydzielony do pracy. I pracowałem jako stolarz. Nie gonili mnie w pracy i nie byłem bity. Starszym obozu ( Lageralteste) faktycznie był żydowski lekarz o nazwisku dr Stern z Pesztu . Trzy razy dziennie wydawali nam normalną zupę , dostawaliśmy po 1 / 2 kg chleba, margarynę i kiełbasę. Można było sobie dodać, gdyż ziemniaki były na podwórku i nikt nie mówił, kiedy poszedł po nie. 5 tygodni potem cały obóz przewieziono do Gross-Rosen.
1090, 2M, garbarz ur 1925, lat 20 i bez podanego zawodu ur 1926, lat 19,Auschwitz ( 22-05-44 do 5-07-44), Brug ( 10-07-44 do 20-08-44), Gross-Rosen (31-08-44 do 15-09-44), Reichenbach ( 17-09-44 do 8-05-45).
. Nie było lekarza, który był chory na chwilę, od razu jest podane do krematorium. I odetchnęliśmy swobodniej, ale gdy załadowali nas na pociąg do Brug. Tak moglibyśmy o wiele dłużej. Z akwaterowano nas w małych barakach. Mieliśmy sztućce i talerze, co po Auschwitz było wielkim osiągnięciem. Tutaj wszysko było lepsze. Wszędzie było czysto, nadzorcy nie byli już z SS,a Wehrmacht traktował nas dużo bardziej humanitarnie. Praca polegała na noszeniu szyn na budowie nowej linii kolejowej. W grupie pracowało 40 zatrudnionych, to była bardzo ciężka praca, ale jedzenie było lepsze, odpowiednio. Spaliśmy po dwóch na pryczy. Stąd po 6 tygodniach załadowali nas ponownie na wagony i skierowali do Grossenrosen. Tutaj znowu było tak samo źle, jak w Auschwitz. Tutaj również było krematorium, nawet dwa.
3503, M,szewc, ur 1923,lat 22, Birkenau ( 6 tygodni ), Brug/Breslau ( 3 tygodnie), Gross-Rosen ( 2 tygodnie), Reichenbach ( 6 miesięcy ), Dachau ( 2 miesiące ), Garmisch Partenkirchen( 1-05-45)
W Koszycach pracowałem jako szewc, gdy zostałem zabrany do obozu pracy. …. Po sześciu tygodniach w trzysta osób dostaliśmy się do transportu. Wywieźli nas pociągiem, jechaliśmy po pięćdziesięciu w wagonie, pojechaliśmy do Brugg ( Brzeg-Pępice ). Otrzymaliśmy jedzenie, dotarliśmy po dwóch dniach podróży na miejsce. Ze stacji kolejowej musieliśmy iść jeszcze osiem kilometrów do obozu, wielu ludzi zginęło na tej drodze, ponieważ w ciągu ostatnich sześciu tygodni bardzo nas wszystkich męczyli. Tu każdych sześciu więźniów mieszkało w oddzielnym pomieszczeniu, więc to było inne mieszkanie. Trzy razy dziennie dostawaliśmy zupy i trzy razy dziennie był dodatek. Pracowaliśmy dla Luftwaffe i opiekowała się nami Wehrmacht. Praca była dość ciężka, pracowaliśmy na lotnisku, przygotowywaliśmy schrony dla maszyn pod ziemią. Tu nigdy nie bili , tylko zachęcali do pracy. W okresie, gdy Niemcy uciekali z Leningradu, przyszło do nas kilka pociągów z cementem , i trzeba było dalej pracować , nawet po zakończeniu naszego wymiaru czasu pracy, aż do zakończenia rozładunku. Było nas kilku , którzy pracowali w sposób ciągły przez trzy dni po 24 godzin dziennie. Każdy, kto z wyczerpania nie był w stanie kontynuować wysiłku , był karany odebraniem jedzenia tego dnia. Stąd po trzech tygodniach przyszliśmy do Gross-Rosen.
Również tutaj pojechaliśmy pociągiem po pięćdziesięciu w wagonie, ale na podróż nie dali nam nic do jedzenia

20. Obóz Mittelsteine Ścinawka Średnia
661,1224=2
661, K, asystentka krawca , ur 1926, lat 17, Auschwitz (10-06-44 do 3-10-44 ), Mittelsteine ( 5-10-44 do 30-04-45 ), Mährisch, Weiswasser (30-04- do 6-05-45 )
W Pestszentlőrinc Żydzi byli w większości przemysłowcami i handlowcami, ale niektórzy z nich byli lekarzami , inżynierami jak również prawnikami. Mój ojciec był farmaceutą, iżyliśmy bez trosk. … 5-10-44 przyszliśmy z transportem pracy do Mittelstein. (150 km od Breslau). Pracowało tam 200 węgierskich Żydówek i 200 polskich kobiet. Produkowaliśmy elementy samolotu, stojąc przy maszynach i pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Kolacja i obiad był prawie wyłącznie woda. Na początku dostawałyśmy po 37 dkg chleba, ale to ciągle się pogarszało i końcu otrzymywałyśmy zaledwie 12-15 deka chleba i łącznie 1 litr zupy na dzień. Traktowanie było okrutne. Byłyśmy w ciągłym strachu przed karą, która polegała na pobiciu kijem , obcięciu włosów i pozbawieniu jedzenia. W czasie pobytu tam Niemki traktowały nas trochę lepiej. Na początku kwietnia, fabryka została zamknięta. Od tego czasu pracowaliśmy w obozie, ale tylko w jednej grupie i odpoczywałyśmy po kolei. Teraz nasze życie stało się stosunkowo łatwiejsze. Było dużo pracy, a jeśli byłyśmy głodne i to szłyśmy spać.Przed wkroczeniem Rosjan obóz ewakuowano. Ze 400 kobiet - 150 przeszło do Weiswasser na Morawach. Ja też byłam wśród nich. Pracowałyśmy w fabryce radiowej Telefunkena. Praca nie była trudna, bawiła nas. Te kobiety, które przez długi czas pracowały w fabryce, dostawały od francuskich mężczyzn żywność. Komanda w ogóle nie wychodziły z obozu, tak, że dostawałyśmy tylko o 11 wieczorem zupę bez zawartości bo dodatki nie były dostarczane. 2 dni przed wyzwoleniem obozu rozlokowano dużą ilość amunicji w sąsiednim budynku. Rosyjskich jeńców poinformowano, że się to szykuje przeciwko nam. Czech robotnik z fabryki, poinformował Francuzów i przyjazne osoby spośród iniemieckiego personelu straży , i nie dopuścili do realizacji planu .6-05-45 Kommandóführer i dyrektor fabryki przyszli do obozu i oznajmili, że obóz jest wolny. Każdy może iść tam, gdzie chce, tylkoprosili nie nękać niemieckich kobiet. Dwa dni później Weisswasser zostało zajęte przez Rosjan.
Czesi byli bardzo dobrzy dla więźniów, gościliśmy w grupie prywatnych domów, dostawaliśmy po pięć posiłków dziennie, tu przyrośliśmy na wadze i nawet dostaliśmy mnóstwo jedzenia na drogę.
1224,3K, 3 gospodynie domowe ur. 1916, 1922, 1925, lat 29, 23, 20. Auschwitz (27-05-44 do 6-10-44 ), Mittelsteine ( 10-10- 44 do 9-04-45 ), Altlomnitz ( 9-04-45 do 7-05-45 )
W Eszeny tym czasie mieszkało 16 rodzin żydowskich , kupców, rolników, najczęściej będących w dobrej sytuacji , oczywiście byli też biedni ludzie. Mieli po niewielkie domy, młócili maszyną, mieli po kilka hektarów ziemi, sklepy spożywcze domu i w ich domach znajdowali dobre oparcie dla rodzin…. Opróżniali obóz i szybko dostałyśmy się do transportu. Załadowano nas na wagony, na drogę wydano margarynę, chleb i kielbasę, nasza podróż trwała cztery dni. Przybyliśmy do Mittelsteine, do fabryki części do samolotow, gdzie pracowałyśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną. Traktowanie było dość twarde, ale wyżywienie było bardzo marne, zupa z rzepy i 18 dkg chleba. Mieszkaliśmy w pokoju po 44 osoby , ale w oddzielnych łóżkach. Później fabrykę zatrzymano, nie było materiału i po trzech tygodniach bezrobocia potem dostałyśmy się do Altlomnitz . Tu mieszkaliśmy w schronisku aż pewnego dnia przyszło polecenie, aby się pakować i wszyscy od razu poszli do Altheide jednak zanim wyszliśmy z lasu, Niemcy odeszli i uwolnili nas. Udaliśmy się do miasta następnego dnia rano , Rosjanie weszli tutaj 7-05-45. Następnie pozostałam w mieście przez dwa tygodnie, mieszkaliśmy w opuszczonych domach w Niemczech, Czechach potem przyszłam do Nachodu , potem pociągiem do Krakowa i rumuńskim transportem do domu.

21. Obóz Bad Kudowa Kudowa Zdrój
2025, K. gospodyni domowa ur.1928 , lat 17, Auschwitz ( 6 miesięcy ), Batkudowa ( 6 miesięcy )
….. Sześć miesięcy po przyjeździe do Auschwitz , zostałam wybrana w grupie silniejszych i tak pojechaliśmy do Bad Kudowa. Pracowałyśmy w fabryce amunicji. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na dzienne i nocne zmiany. Wyżywienie było bardzo dobre na początku, ale później strasznie się pogorszyło. Dostawałyśmy ćwiartkę chleba ,zupa była na obiad i kolację, w soboty był dodatek na chleb. Na szczęście zachowanie cywilnych pracowników w stosunku do nas było bardzo przyzwoite , nie tylko mogliśmy wymieniać żywność , ale także od francuskich i włoskich więźniów, którzy byli w stanie odbierać paczki z domu i Czerwonego Krzyża, dostałyśmy od nich jedzenie więcej razy . Warunki mieszkaniowe były wystarczająco dobre, 20 kobiet mieszkało w jednym pokoju, wszyscy spali w oddzielnych pryczach, a traktowanie było dość ludzkie. W ciągu ostatnich kilku dni Czesi nas uwolnili a potem już Niemcy zniknęli. I stało się tak, że zostałyśmy przeniesione do Czech, a dwa dni później – 8-05-45 - spotkaliśmy wojska rosyjskie które nas wyzwoliły. Teraz moim celem jest emigracja do Palestyny.

Gellenau k Bad Kudowa- ( Jeleniów k Kudowy Zdr.)
Dierig w 1924 wybudował tu przędzalnię na 1000 krosien, rozbudowaną w 1927 do 2000 krosien, która w 1943 roku została zajęta na potrzeby produkcji zbrojeniowej (wytwarzano tu części do samolotów i silniki ) przez Vereignite Deutsche Motoren Werke. Info z wikipedia.pl

22. Obóz Gellenau k. Bad Kudowa- Jeleniów k Kudowy Zdr.
Dierig w 1924 wybudował tu przędzalnię na 1000 krosien, rozbudowaną w 1927 do 2000 krosien, która w 1943 roku została zajęta na potrzeby produkcji zbrojeniowej (wytwarzano tu części do samolotów i silniki ) przez Vereignite Deutsche Motoren Werke. Info z wikipedia.pl
3595,K, funkcjonariuszka, urzędniczka, ur. 1924, lat 21, Ravensbrück ( ) 8-12-44 do 15-01-45, Venusberg-Gellenau ( 17-01-45 do 13-04-45 ), Mauthausen ( 29-04-45 do 5-05-45 )
W Újpest Żydzi jeszcze przed wkroczeniem Niemców już byli wystawieni na obelgi na ulicy i inne incydenty, ale po okupacji niemieckiej sytuacja stała się nie do zniesienia…..Przybyliśmy do obozu pracy Venusberg-Gelenau, około 500 osób, pracowaliśmy w fabryce samolotów. Po raz pierwszy byliśmy w sytuacji do stolerowania; mieliśmy co jeść. Po tym przez 8 tygodni stale pracowaliśmy w nocy, co wyczerpywało ludzi. Później doszło do nas 500 osób, którzy przybyli z Bergen-Belsen. Byli z Polski, Grecji, Słowacji, z Węgier może 10-ciu. Przyszli nowi Blockälteste ( starszy blokowy ) i Lagerälteste ( starszy obozu ), którzy całkowicie zmienili nasze życie. Do wszystkiego używali bata. Od tej pory dowódca wojskowy ( Oberscharführer ) nas bił i głodził. 12 kwietnia 1945 otrzymalismy polecenie dotyczące fabryk zbrojeniowych, że fabryka będzie zlokalizowana w piwnicy, a więźniowie mają iść z nimi. Następnego dnia rano w obozie zostało wydane polecenie zwinięcia obozu, tak że wszyscy będą gotowi do wymarszu. Policzono nas, i na komendę poszliśmy wraz z wojskiem. Załądowano nas na wagony w tej samej miejscowości, a następnie przez 16 dni przez Czechy i różne części Niemiec uciekali od Amerykanów. Dwa obozy nie chciały nas przyjąć, bo nie mieli miejsca, do innych nie mogliśmy dotrzeć, ponieważ drogi były już zamknięte. Potem już duża liczba kobiet zginęła od duru brzusznego. Na 980 dziewczyn ; 160 zmarło na dur brzuszny. Nawet w czasie jazdy wagonami około 200 z nas zmarło, były szalone warunki. Głodowałyśmy, dostałyśmy jedzenie trzy razy w ciągu 16 dni , i raz dzięki uprzejmości Czechów . Wreszcie dotarliśmy do Mauthausen. Wieczorem poszłyśmy do kąpieli, nasze ubrania zostały zabrane, ubrane tylko w mokre koszule i męska bieliznę po kąpieli wypędzili nas na burzę na zewnątrz i w tej burzy szłyśmy 10 minut, aż dotarliśmy do bloku kobiecego. Umieścili nas na pryczach po cztery osoby, prawie wszystkie następnego dnia rano miały tyfus. Przebywała tu w tym samym czasie Clara Zoltan, która zachęcała nas wszystkich do wytrwania, bo wkrótce już będzie dobrze. Zawsze miała nowe wiadomości od SS. Z tych wiadomości wynikało, że to już długo nie potrwa. 2-go maja 45 ku mojej radości dowiedziałam się od Polaków, że jest pokój i naprawdę widzieliśmy, że oficerowie SS rozbrajają się. Chociaż wiadomość o pokoju nie była prawdziwa, faktem było to, że o 2 dni drogi od nas byli Amerykanie. W dniu 5 maja 45 Amerykanie przybyli, natychmiast zostałyśmy poddane dezynfekcji i osoby chore zostaly oddzielone od zdrowych. W tym czasie Clare Zoltán ciągle negocjowała w amerykańskiej armii żebyśmy mogły jak najszybciej wrócic do domu i zabraliśmy się pierwszą okazją. Nas zabrali do Gusen. Koszary SS zostały przekształcone w szpital, byłam tu przez 3 miesiące do końca lipca z Amerykanami, potem Rosjanie przejęli obóz. Oni otworzyli bramy obozu i każdy mógł wracać do domu. W dniu 10 sierpnia dotarłam po 8 dniach jazdy wagonem Czerwonego Krzyża jako pielęgniarka. W Újpest teraz mieszkało od 1800 do 2000 Żydów, z czego część to byli deportowani robotnicy obozów przymusowej pracy, i po części ci, którzy ukrywali się w Budapeszcie. Liczba deportowanych była około 1200-1300. Z powrotem wracały osoby aż do wieku 18-28 lat. Najczęściej kontynuowali stare zawody.Mieszkańcy nie przyjęli ich z miłością.
Pracowaliśmy w ramach Wspólnego Komitetu, aby dostać trochę ciepła , miłości i wsparcia. Wiele osób było w bardzo osłabionym stanie. Większość była zdrowa i nadal wyglądała dobrze. Oczywiście, wszyscy są pozbawieni wszystkiego i wszystkich. Wielu ludzi chciało wyemigrować do Palestyny. Największa część młodzieży syjonistycznej przyjęła pomysł wyjazdu do Palestyny. Ja chcę jechać na wiosnę.

23. Obóz Landeshut Kamienna Góra
-182,210,211,212,=4
182, K, elektryk i mechanik Rumunka , ur. 1913, lat 32, Auschwitz, Janina ( 06-44 do 10-08-44 ), Birkenau ( 10-08-44 do 1-09-44 ), Monowitz (09-44 do 18-01-45 ), Landeshut ( 10-25-02-45 ), Grossrosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ), Landeshut ( 15-03-45 do 05-45 ),
W Ocna Şugatag populacja Żydów była 140 ludzi. Byli handlowcami, rzemieślnikami, krawcami, szewcami , którzy żyli w dobrej sytuacji finansowej. Żyliśmy bardzo beztrosko, bo mieliśmy młyn , sklep i poza naszym własnym domem posiadaliśmy też grunty. I właśnie, kiedy wróciłem z pracy na służbie w Rosji, gdy przyszli Niemcy. …… Pociąg przyjechał około 11-tej wieczorem do Birkenau. Z pociągu poprosili o wodę młodego człowieka z Polski, ale odpowiedział: "Po co wam woda, gdy będą was palić!" Wiele kobiet zaczęło szlochać, ja też. To były denerwujące minuty. Wszyscy rzucili swoje rzeczy, nikt nie miał odwagi. Wszyscy musieli przejść jeden po drugim przed długą linię koło Scharführera Mengele , który tylko skinieniem głowy wskazywał kierunek: w prawo, w lewo, ruch głową oznaczał życie lub śmierć. W wagonie słyszałam już straszny dźwięk płaczu kobiet i dzieci podczas gdy ich gonili biczami. Dowiedzieliśmy się, że było sześć krematoriów, ale nie miały one wystarczająco wiele miejsc aby zabić wszystkich ludzi, dlatego były wykopane doły, tam palono wielkie ognie , a potem wrzucali tam ludzi żywcem . Wtedy gasili światła i włączali syreny, tak , że łatwiej wprowadzali ofiary w błąd. Bardzo się bałyśmy i byłyśmy gotowe na śmierć. Rabin poszedł razem z żona i dziećmi i zmarł z wraz z rodziną . My po raz pierwszy dostałyśmy się do kąpieli. Tutaj dostalam moje pierwsze uderzenie od polskiego capo, bo odważyłam się poprosić o wodę. Obcięli nam włosy, i wydepilowali nas, wtedy pracowało tu 15 fryzjerów. Cała odzież została zabrana. Nagle zobaczyliśmy stos zostawionych ubrań zostały i w tym poznałam odzież mojej matki , siostry i ubrania dla dzieci. Ogarnęło mnie uczucie nie do opisania, wiedziałam wtedy co to znaczy, że widzę rzeczy moich najbliższych. Po kąpieli otrzymałyśmy odzież więzienną. Umieszczono nas w bloku, gdzie na drewnianych pryczach spało 8 osiem osób koło siebie. Cztery dni później zabrali nas do Auschwitz, a kilka dni potem samochodem zostalyśmy wysyłane do kopalni Janina. Tu w kopalni węgla pracowałyśmy łopatami, ładując po 15 kg węgla na łopacie. Głód i zimno wzmagał nasze cierpienia. 10-08-1944. zostalam zabrana do Birkenau jako elektryk . Pracowałam w krematorium. Właśnie odnawiano 6 najnowocześniejszych krematoriów, ja robiłam instalacje elektryczne. Potem jeszcze krematorium nie dzialało, pracowali w nim malarze, elektrycy, murarze i stolarze. Krematorium wyglądało w sposób następujący: ofiara wchodziła do przytulnego, czystego pokoju, na ścianach były wymalowane krajobrazy i inne obrazy. Stąd przechodzilo się do pokoju, do rozbierania się. Znaki informowaly korzystających aby dbać o czystość. Na ścianach wokół zostały umieszczone wieszaki a na nich numery. Na ścianie wisiał napis: "Wszyscy pamiętamy numer, na którym wieszaku wisi nasze ubranie bo szybko okaże się, że wychodzimy , bo wiele osób chce się wykąpać”. Dalej była łazienka na 600 osób. Prysznice były zlokalizowane w czterech seriach. Zamiast wody płynął z kranów gaz. Gdy był czas, należało najpierw zagazować ludzi, ale kiedy było dużo transportów, musieli spalić dużo zwłok i nie mieli czasu na proces gazowania, po prostu uchylali podłoge i jeszcze żyjący wpadali w ogień. Środek podłogi był umieszczony na niewidocznym żelaznym wałku. Struktura była obsługiwana za pomocą energii elektrycznej. Przełączniki były obsługiwane przez SS z małej niszy. Jeżeli przełącznik był wciśnięty, podłoga przechylała się i ofiara ześlizgiwała się w dół na niewidoczne prowadnice, które doprowadzały bezpośrednio do krematorium. Pracowało tam 200-osobowe Sonderkommandó , którego członkami byli głównie Polacy. Pewnego dnia dowiedzieli się się, że teraz chcą ich też zabić. Wtedy nic już nie miało znaczenia i postanowili się z Bronia w ręku zwrócić przeciwko SS. Nie wiem jaki sposób weszli w posiadanie broni, na zawsze pozostanie to dla mnie tajemnicą. Wzniecili pożar obok krematorium , trzech czterech SS-manów natychmiast zabili. Rozszarpywali ich na moich oczach. 40-tom udało się uciec, wpadłam do innego bloku, a reszta zginęła . W Birkenau, w Sonderkommando było dużo złota i srebra, nie miało wartości, nic i nikt nie miało. Posiłki były pierwszorzędne. Raz przydzielili do ptacy w tym komando syna rabina z Transylwanii. Nie chciał tu pracować, zbliżył się do przewodów energii elektrycznej i został zastrzelony przz SS. Monowitz był moim kolejnym obozem. Tu dostałem się do IG Farbenindustria i na terenie fabryki Buna pracowałam. Z 170 Commandos pracowałam jako elektryk wysokich napięć. Chodziliśmy w rejonie 15/10 km , codziennie sprawdzaliśmy transformatory oraz elektryzowaliśmy stanowiska obrony przeciwlotniczej . 18-01-1945 obóz został ewakuowany. Wywieziono 12 tysięcy osób , nie wiedzieliśmy gdzie iść. Ci, którzy nie mogli dalej iść , po prostu byli zabijani strzałem na miejscu i zostawali z boku drogi. W pierwszym mieście również robili to tym, którzy upadli, ale później zmusili nas do niesienia kogoś, kto nie może sam dalej iść i zabijali jedynie poza miastami. Droga wiodła przez Ratibor, Glatz, Waldenburg. W drodze niemiecki Capo, wydzielał nam po jednej ósmej bochenka chleba, zamiast po ćwiartce. Kiedy byliśmy tak słabi, że nie mogliśmy chodzić, raz zbuntowaliśmy się przeciwko SS. Strasznie nas wszystkich pobili kijem. Moja głowa jest nadal świadczy o utwór, Nawet teraz nie rosną mi włosy na głowie w miejscu uderzenia. Wciąż nie jest dostawaliśmy posiłków, ale żeby było coś do jedzenia, capo został okradziony z własnych papierosów i wymienił je za jedzenie. Po przybyciu do Landeshut uciekliśmy razem z dwoma kolegami. Słyszałam potem w Peszcie od kolegów, ze pzostali szli 43 dni piechotą po 30-40 kilometrów dziennie, aż z grupy 3000 ludzi pozostałoprzy życiu tylko 300 osób. Pierwsza rzeczą, którą zrobilam po ucieczce , było zatarcie na moim ramieniu numeru więźnia, nie myślałam, że blizna świadczy o numerze. Sześć dni później poszliśmy do Niemca i poprosiliśmy o jedzenie. Podczas gdy jedliśmy , poszli i poinformowali SS. Byliśmy chudzi , bladzi, więc zdali sobie sprawę, że jesteśmy więźniami obozu. Trzech SS zabrało nas do obozu w Landeshut. Kolegów starszy obozu pobił na śmierć natychmiast. W moich papierach było zapisane, że jestem elektrykiem. Pracowaliśmy do czwartej po południu potem wracaliśmy do domu i dostawaliśmy obiad i kolację. Teraz nadchodził najgorszy punkt programu w ciągu dnia: polecenie wyszukiwania wszy. Tutaj nie było rzeczywiście dezynfekcji. Byliśmy zmęczeni i nerwowo rozbici i jeszcze mieliśmy szukać wszy. Procedura była następująca: w godzinę po wydaniu rozkazu poszukiwania wszy , kontrolowali nas SS z lampą w ręku. Ile znaleźli wszy w koszuli i majtkach, tyle razów gumową pałka dostał delikwent. Pracowaliśmy tu przy okopach, bo Rosjanie przez trzy miesiące stali o 40 km stąd. Stąd dostaliśmy się do Grossrosen. Jest to również na Śląsku,…. km od Landeshut. Najbardziej cierpieliśmy od brudu.. Nie było łazienki, nie było możliwości normalnego snu. Po trzech spało w jednym łóżku cooczywiście sprzyjało upowszechnieniu wszy. Tu nadal wyszukiwaliśmy wszy . W tym czasie w obozie Landeshut elektrycy chcieli uciec i zostali zastrzeleni, ponieważ wróciłam do Landeshut. Tu starszy obozowy zawsze pił z SS i w taką noc hulanki często przychodził do naszej sypialni, wybierali po 5-6 osób i rozstrzeliwali ich z sadyzmu. Kiedyś mnie wybrali . Jak wszystkich pytali mnie, jaki jest mój zawód: Mówiłam, że jestem elektrykiem i mechanikiem , a jeśli jest coś lżejszego, mogę to zrobić. Przyniósł zapalniczke i stwierdził, że jeśli nie będzie naprawiona za godzinę, to będzie ze ną źle. Oczywiście zrobiłam to, i od tej pory nie miałam iść do pracy, ale również naprawiałam zapalniczki. Później skonstruowałam maszyny do dezynfekcji zasilaną energią elektryczną. To działało dobrze i dostałam duzo jedzenia. A tym razem sypali szańce wokół miasta, już zbliżyli się Rosjanie. Zauważyłam, że w Landashut byłam jedynym żydowskim więźniem i w Groserosen było nie więcej niż 10 procent liczby Żydów. Resztę stanowili skazani i więźniowie polityczni. A w Landeshut ostatnie spędzone tam dni były dla mnie najgorsze. Polski Capo postawił sobie za cel, aby mnie zabić w ciągu dwóch tygodni. Codziennie mnie bił, kiedy upadłam na ziemię kopnął mnie, zawsze w bok. Udało mu się złamać dwa żebra. Życie uratowały mi wyzwalające wojska rosyjskie. Moim celem w każdym wypadku jest wyjazd z Europy. Mam nadzieję, że uda mi się wyjechać do Palestyny.
210, M, rolnik ur w Cesane prov. Forli 1917 , lat 28, Frankfurt, Mühlberg, Maisen, Landeshut ( 1-01-45 do 9-05-45 ),
13-01-1938 wkroczyłem jako żołnierz do Rzymu. Po miesiącu pobytu w Rzymie pojechałem do Afryki, gdzie spędziłem dwa lata. Z Afryki wróciłem do Włoch do Tarentu, a następnie przetransportowano nas do Albanii, tam byłem również 2 lata z rzędu. Z Albanii przenieśli mnie na Rodos i tu byłem do 8-09- 1943-go, kiedy Włochy skapitulowały. Na Rodos walczyliśmy 3 dni przeciwko Niemcom. Oficerów włoskich Niemcy zabrali a wojsko się poddało. 11-09- 1943-go dostałem się w ręce niemieckie jako więzień. Do 2-02-1944 pracowałem u niemieckiego rolnika. Dziennie otrzymywałem około 300 gramów suchego chleba i talerz zupy. 2-02-1944-go przetransportowano mnie do Grecji, jednak tam tylko 2 dni spędziliśmy i wagony zostały przetransportowane do Francoforte gdzie przebywaliśmy 15 dni bez przydziału do pracy. Naszym następnym przystankiem był Mühlberg ;w tym miejscu byliśmy przez 2 miesiące ; także bez jakiejkolwiek działalności.W Mühlberg był obóz koncentracyjny dla więźniów. Z Mühlberg 6-05-1944 wywieźli nas do do Maisen, i tam w fabryce firmy Simens pracowałem. Pracowałem jako murarz, budowaliśmy obóz. Początkowo dostawaliśmy po 300 gramów chleba dziennie i talerz z zimną wodą, zupą z marchwi. Później dzienny przydział chleba zmniejszył się do150 gramów. Z Maisen 23-04-1945 przetransportowali nas dalej do Landehut , gdzie przyjechaliśmy 1-01-1945. Tu Niemcy zamknęli nas w obozie koncentracyjnym i codziennie dostwaliśmy po 150 gramów suchego chleba. 9-05-1945 zostalismy oswobodzodzeni przez Rosjan .Liczby ofiar śmiertelnych była 30 procent stanu , co było spowodowane głównie głodem.
211, M, zam. Giugliano di Roma, zawód nie podany, ur. 1921, lat 24, Mühlberg ( koło Elbe ), Maisen, Landeshut ( do 23-04-45), daty nie podane.
6-01-1941 poszedłem , jako żołnierz na Sycylię (Messina), gdzie spędziłem 5 miesięcy. Stąd przetransportowali nas do Grecji, gdzie dostałem się do niewoli niemieckiej. Przydzielono mnie do budowy torów kolejowych . Traktowanie było bardzo złe. Jedzenie było bardzo ograniczone, Na początku otrzymywaliśmy po około 300 gramów chleba dziennie, ale potem jeszcze mniej. Dzienna racja obejmowała także talerz wodnistej zupy. Kiedy nie pracowaliśmy , to wszystkich nas bili bez powodu. Umyć mogliśmy się tylko w zimnej wodzie. Mydła nie dali ani razu. Bieliznę miałem tylko tą, którą miałem z wojska, ale została mi zabrana, i miałem tylko jedną sztukę. Zabrali mi także zegarek, obrączkę, krótko mówiąc, wszystko, co miałem .Włosy za karę miałem strzyźone co 15 dni. Z miejsca pracy Salonikach ze zranieniem palca zostałem skierowany do szpitala , gdzie spędziłem miesiąc. Następnie zostałem załadowany do wagonu i zabrany do Mühlberg. Tu znowu poszedłem do szpitala, gdzie byłem bardzo źle traktowany. Pełne wyżywienie było około 250 gramów chleba na dobę, ponadto talerz wodnistej zupy. Gdy wyszedłem ze szpitala umieszczono mnie w obozie, gdzie spędziłem miesiąc bez pracy. Z obozu następnie zabrali mnie do Maisen, i tam w fabryce Simensa pracowałem przez około 5 miesięcy produkującej radiotelefony . Gdy fabryka stanęła i nie mieliśmy pracy (straty materialne dla fabryki), zostałem skierowany do innego działu fabryki , gdzie robilismy reflektory . 23-04-1945, zostałem oswobodzony przez Rosjan, którzy dostarczyli nam transport do Budapesztu.
212,M, ostatnie miejsce zamieszkania: Sanfelice, prov. Modena, piekarz ur. 1922, lat 23 . Mühlberg, Stalag, Maisen, Landehut ( 1 do 9-05-45 ),
15-01-1942-do wyjechałem do Włoch do Tarentu jako żołnierz, i spędziłem tam 14 miesięcy. Pod koniec lutego1943 przemieszczono nas do Caserta (prov.Napoli) i tam byłem jako żołnierz. Byliśmy tam 3 miesiące , a następnie udaliśmy się Grecji. Tu 3-09- 1943 dostałem się do niewoli niemieckiej i pracowałem pod ich nadzorem przez 2 miesiące. Nie miejsce pracy nie było określone, oni mówili, co mam robić. Na przykład, noszenie drewna. Wyżywienie wyglądało w następujący sposób: rano, w większości nie otrzymywaliśmy nic ,wieczorem talerz wodnistej zupy, około 200-250 gramów chleba, ale zdarzało się, że nie dostaliśmy chleba. Bytowaliśmy na gołej ziemi w miejscu chronionym. Nie zapewnili żadnych możliwości umycia się. Bardzo często miały miejsce że nas bili. Tymczasem zachorowałem i pojechał do szpitala z silną biegunką, która trwała11 dni. Następnie załadowali mnie na wagon i przewieźli do Niemiec do Mühlberg. Tu zostałem z chorymi w barakach. Wyżywienie było bardzo złe, wielu głodowało. Nie dostałem lekarstw i długo nie mogłem przyjść do siebie. Tymczasem byłem bardziej chory, ale nie było zwolnień lekarskich i zabrali mnie dalej do Maisen. Tam pracowałem w fabryce Simensa na wydziale radiowym przez 5 miesięcy. Wynagrodzenie za 2 tygodnie wynosiło 25-30 Reichsmarek odpowiednio. Z Maisen pod koniec kwietnia przynieśli nas dalej do Landeshut. Pod nadzorem poszliśmy 200 kilometrów pieszo i przejechaliśmy 200 km w wagonie. Na drogę wydali jedzenie : było to około 300 gramów chleba dziennie, a tu i ówdzie miskę gorącej zupy. Do Landeshut przybyłem w dniu 1 maja. Tu mieliśmy pracować, ale po całym dniu pracy przestaliśmy, a w dniu 9 maja Rosjanie tu doszli , a następnie wszedłem na wolność. Niemcy zniknęli poprzedniej nocy, więc nie było ich z nami rano. transzortban Z Landeshut Rosjanie zapewnili transport nas wszystkich do Budapesztu. Podróż trwała około 12 dni .Więźniami zostaliśmy 1 września 1943. Liczba zgonów w szpitalu wyniosła około 30 procent stanu .

24. Obóz Bolkenhain Bolków
-1946,2584,=2
1946,M ,asystent ślusarza, ur. 1925, lat 20, Auschwitz-Birkenau ( 8-07-44 do 15-01-45 ), Grossrosen ( 18do25-01-45 ), Bolkenhein ( 27do 31-01-45 ), Hirschberg ( 4do10-02-45 ), Reichenau (12do13-02-45 ), Buchenwald (20-02-45 do 11-04-45)
2-07-1944-z -Sertésvágóhídról, gdzie pracowałem jako robotnik obrony, żandarmi wojskowi zabrali Żydów w pierwszym rzędzie na Ludoviká. …. W Koszycach zostaliśmy przekazani SS i kontynuowaliśmy dalszą podróż do Auschwitz. Po przybyciu Mengele wybrał grupę około 30-40% całości w tym mnie i przekazano nas na drugą stronę. Skierowali nas do tzw obozu cygańskiego. W jednym bloku było 2000 ludzi, nie było miejsca, żeby stać na dwóch nogach, Cyganie nas bili. Półtora tygodnia potem poszedłem do transportu, przyszliśmy do Auschwitz, do obozu pracy numer 1. Pracowałem sześć miesięcy w fabryce materiałów wybuchowych. Dziennie po 12, czasem 14 do 16 godzin pracy na maszynach, to było bardzo trudne. Rano przed pracą, o 4.30 musieliśmy już stać na apelu i po pracy na nowo męczyli nas apelem, dobrze było, gdy nikogo nie brakowało. Byliśmy już bardzo osłabieni , z uwagi na wymaganą wydajność pracy i to , że nasza dzienna racja żywności wynosiła tylko ćwiartkę chleba i litr zupy. Kiedy podchodzili Rosjanie, wcześniej przenieśli obóz. 3 dni szliśmy pieszo, ktokolwiek trochę zostawał w tyle, był zabijany strzałem bez słowa, a następnie w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych załadowali nas na otwarte wagony i jechaliśmy dwa dni. Na całą droge dostaliśmy po dwa bochenki chleba i trzecią część kostki margaryny. Wielu ludzi zmarło z głodu, wielu zamarzło w drodze. Z naszej grupy 5600 osób do Grossrosen tylko 3300 osób przyjechało. W Grossrosen mieszkaliśmy jeden tydzień w niewykończonym baraku, jeszcze nie wybudowano okien baraków, było tak ciasno, że nie mogliśmy tu wytrzymać. Raz na trzy dni dostawaliśmy trochę zupy i nic więcej. Nas grupę 300 osób przenieśli do Bolkenhein; stąd w kilka dni później do Hirschberg , bo wojska rosyjskie zbliżyły się. Szliśmy wszędzie na piechotę, a eskorta SS strzelała i zabiła wielu osłabionych ludzi. Po sześciu dniach ruszyliśmy znowu, zabrali nas do Reichenau, tutaj ponownie następnego dnia załadowali nas w otwarty wagon / w lutym /, i tak podróż trwała siedem i pół dnia, w zimnie , o głodzie i bez picia, więc w czasie jazdy zginęła połowa grupy. 20-tego lutego przyjechaliśmy do Buchenwald, stan grupy był straszny. Tutaj dostaliśmy w końcu kufel zupy i mały bochenek chleba. Skierowano nas do bloku chorych , ponieważ już wszyscy byli niezdolni do pracy . Po sześciu z nas spało w piętrowych pryczach na jednym metrze szerokości pryczy , bez koców. Gdy front rosyjski zbliżała się coraz bardziej, to oprócz zdrowych, którzy byli w jakiś sposób w stanie stanąć na nogach, przeniesiono z nami także chorych . Byłem tam i 11-go 04-45 zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów . Ostatni raz dostaliśmy jedzenie na 5 dni przed wyzwoleniem, więc Amerykanie znaleźli nas w tak fatalnym stanie , że zabrali nas do szitala. Po 8 tygodniach opieki w szpitalu pojechałem do domu.
2584,M.szewc ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ), Plaschow ( 11 tygodni ), Grossrosen ( 4 dni ), Bolkenheim ( 6 miesięcy ), Dörnau ( ok. 3 tygodnie )
Kiedy dotarliśmy do Oświęcimia, oddzielono mnie od matki, której już nie widziałem. ….. Z Płaszowa uszliśmy do Gross-Rosen. Tutaj sytuacja uległa pogorszeniu. Żywności było teraz o wiele mniej i było coraz gorzej. Dziennie otrzymywaliśmy jedną czwartą bochenka chleba z margaryną, tochę zupy i nic więcej. Stąd po 4 dniach dostaliśmy się do Bolkenhein. Tu pracowałem jako szewc w warsztacie szewskim po 12-13 godzin dziennie. Było bardzo mało żywności, dostawaliśmy tylko po jedna piąta bochenka chleba i 3 / 4 litra zupy dziennie. W przeciwieństwie jednak otrzymywaliśmy dużo bicia. Tu był bardzo zły starszy obozu (Lageraelteste ) i bardzo nieprzyjemni Capo , ale bili nie tylko ci , ale i żołnierze. Majstrowie francuscy i rosyjscy jeńcy wojenni - traktowali nas bardzo dobrze , ale gorzej było w obozie. Widziałem na własne oczy , że kilka osób zostało zastrzelonych. Zwykle myć się i prać nie było można, więc wkrótce wszyscy dostaliśmy wszy. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, musieliśmy odejść, szliśmy pieszo 3 tygodnie. Na drogę dostaliśmy bardzo mało żywności, , a kto nie był w stanie kontynuować marszu, był zabijany strzałem. Z około 8000 ludzi, którzy wyruszyli tylko 2000 przybyło na miejsce. W międzyczasie doszliśmy do Hirschberg, gdzie odpoczywaliśmy przez trzy dni. Stąd zdrowych zabrano dalej , ja byłem za słaby żeby iść i chcieli mnie wziąć do krematorium. Jednak uniknąłem tego, i na szczęście nie wzięli mnie. Stamtąd przenieśli nas do Dörnhau, gdzie 8 maja Rosjanie nas wyzwolili

24. Obóz Liebau Lubawka
3589,K, gospodyni domowa ur. 1905, lat 40, Auschwitz ( 10-07-44do 16-08-44 ), Liebau ( 1-10-44 do 8-05-45 ).
Ludność żydowska Újpest liczyła około 17.000. osób. Większość z nich żyła z handlu. Po wkroczeniu Niemców poszli pracować do fabryk. Moja córka również poszła do fabryki żarówek, ale później wysłała wiadomości, ponieważ rozporządzenie wyszło, żeby zatrzymywać tylko starych żydowskich pracowników a nowo zatrudnionych przez miejscowych chrześcijan zwalniać . Nie żyliśmy w dobrych stosunkach z miejscowymi chrześcijanami, nie miałam tyle zaufania do nich, żebym miała odwagę sztukę odzieży bízni. ………2 .5 dni jechaliśmy do Libau.Byliśmy tu 500 osób i początkowo sytuacja była tolerowalna. Później nasz los był straszny, głodowaliśmy, dostałyśmy wszy, swędzenia. Nie dostałyśmy mydła, tylko pól kilograma detergentu na miesiąc. Tym musiałyśmy prać także odzież, którą otrzymałam w Auschwitz we wrześniu i od tego czasu chodziłam w niej dzień i noc. Odzież prałam w niedzielę, kiedy nie pracowałam. Później pracowaliśmy także w niedziele. Pracowałyśmy w fabryce łańcuchów. Robiłyśmy również gąsienice do czołgów. W tym samym miejscu też robiliśmy samoloty . Byliśmy 500 osób, pracowaliśmy w trzech grupach ,w trzeciej grupie stolarze robili trumny i łóżka polowe w fabryce zbrojeniowej. W dniu 8 maja zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan. Zachowywali się bardzo przyzwoicie. Pewien Żyd powitał wyższego rosyjskiego oficera piękną mową. Treść była taka, że Żydzi niestety zostali zdziesiątkowani, ale nigdy nie będzie w stanie ich zniszczyć. Rosjanie spełniali każde nasze pragnienie. Mieliśmy swobodę przemieszczania się, dostaliśmy żywność i odzież. Udaliśmy się do domu, każdy chciał wiedzieć, co się stało z krewnymi. Niestety, do tej pory nic nie wiem o moich dwóch córeczkach. A miejscowa ludność nie była zadowolona z powrotu Żydów. Mówili, że wiele osób spośród Żydów wraca i nie chcą się dostosować do miejscowych zwyczajów, i nie chcą pracować. Tylko spekululowali od jakiego czasu są tu Żydzi. Nie mówią o tym, jak nas obrabowali w ubiegłym roku i cieszyli się, że długi czas będą mogli żyć z kradzieży żydowskiego aktywów udało mi się odzyskac tylko meble, inni mówili, że przejeli i wywieźli to naziści i robili uwagi, że oni nienawidzą Żydów, bo chcemy odzyskać to, czego nie mieliśmy i odzyskaliśmy tylko jedną dziesiątą tego, co chcieliśmy odzyskać. Ludność wynosila nasze rzeczy natychmiast po naszej deportacji. Od dozorcy getta ukradli wszystko. Teraz wystąpilam o zgodę na otwarcie kiosku tytoniowego, ale pismo leży od czerwca. Moja matka miała również taki kiosk przy drodze do Bratysławy i chcę go przejąć, gdyż zmarła po wyzwoleniu . I pozostałam całkowicie sama.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:49, 30 Sie 2013 Powrót do góry

26. Obóz Hirschberg Jelenia Góra
93,165,190,416,1591,1946,2657,2720,2865,3320,=10
93,M, kupiec tekstylny, pomocnik stolarza, ur 1922, lat 23, Auschwitz, Hirschberg, Bunzlau, Dora, daty nie podane
W Koszycach byłem pomocnikiem kupca, wiele szukałem, w ( amennyiből ) mieszkałem.
… Byłem w Auschwitz przez pięć dni, następnie trzy dni w Hirschberg. W dniu 20 czerwca 1944 przyszedłem do Bunzlau i byłem tu do 14 lutego 1945.
165,M, doradca gospodarczy, stolarz, ur. 1924, lat 21, Auschwitz, Hirschberg, Bunzlau, Dora, Bergen – Belsen, daty nie podane
Moja matka mieszkała w Nagyidai… Potem zobaczyliśmy stację kolejową, potem dowiedziałem się, że transport w dalszą droge pojedziemy transportem. Na drogę wydano po pół chleba i po pięć dkg margaryny. Przez dwa dni jechaliśmy w wagonie, a następnie dotarliśmy do Hirschberg. Tam nie było apelu. Włosy obcięli na 4 centymetry. Rzeczywiście, to powtarzało się wszędzie, gdziekolwiek byliśmy. W Hirschberg nadali mi mój numer to: 49194-szy Pracy tu nie było, przebywałem tam przez trzy dni, stamtąd pojechaliśmy w wagonie na Śląsk do Bunzlau. Tam dostałem się do fabryki części do samolotów. Wykańczałem prace stolarskie.
190, M, ślusarz ur. 1920, Dubova ,Słowacja , lat 25, Auschwitz, Hirschberg, Flossenburg, Krahwinkl, Buchenwald -daty nie podane 9 od października 39 do 15-04-45 )
W 1939 roku, w październiku, wydano rozporządzenie, w którym zobowiązano wszystkich Żydów do noszenia żółtej gwiazdy na ubraniu. ……
Był tam ju z niezliczony tłum a każdego dnia przyjeżdżało kilka nowych transportów ze Słowacji . O 4 rano była pobudka, do 7 rano staliśmy bez ruchu na placu apelowym, nawet w największym deszczu. Podobnie było w zimie, w największych śniegu i wszyscy byli bez płaszczy, więc przy każdym odliczaniu na apelu brakowało z dnia na dzień po 100-150 ludzi, zazwyczaj zamarznietych. Przy pracy, którą zaczynaliśmy o 6 –tej rano musieliśmy bardzo ciężko pracować. Każdy z nas miał nosić po 20 cegieł (60 kg) na ramieniu, pod ścisłym nadzorem SS-manów. Następnie około 9 rano było 15 minut przerwy na śniadanie, które składało się z gorzkiej czarnej kawy. Następnie kontynuowaliśmy pracę z przerwą na obiad aż do do 8 wieczorem, kiedy była dystrybucja naszej racji chleba po 15 dkg. SS-mani przy pracy bili nas bez żadnego powodu gumowymi biczami. In Auschwitz byłem około pięć miesięcy, stąd przyjechałem do Hirschberg (Karkonosze ), znowu poszliśmy do bydlęcych wagonów, upakowani po 80-100 osób w wagonie, w którym ledwo mogliśmy ustać na nogach, i ledwo mogliśmy oddychać . Dali nam coś do jedzenia i picia. Jechaliśmy w otwartych wagonach, w największej burzy śnieżnej bez płaszczy i koców. Prawie wszyscy jedli śnieg , aby ugasić pragnienie. W podróży zmarło 30% mężczyzn już w wagonach. Zwłoki jechały z żywymi, aż przybyliśmy na miejsce. Około 6 dni jechaliśmy do Hirschberg. Nie było tam żadnych baraków, umieszczono nas w budynku szkoły dopóki baraki nie zostały zbudowane przez nas. W jednym pomieszczeniu umieszczono ok. 1000 osób w którym nie można było odwrócić się lub siedzieć. Już następnego dnia musieliśmy rozpocząć pracę i budowaliśmy baraki. W ciągu jednego tygodnia wybudowaliśmy cztery baraki, pod ścisłym nadzorem SS-manów, którzy traktowali nas bardzo surowo. Pracę mieliśmy rozpoczynać rano o 5 –tej i trwała ona do późnej nocy, bo musieliśmy budować baraki bardzo szybko. Jednak między nami byli także słabsi, którzy nie mogli pracować. Tych zabili w ten sposób, że doktor dał im zastrzyki, po których zmarli w ciągu 1-2 dni. I te ofiary były dzień w dzień. Dieta składała się z 0,2 litra czarnej kawy rano, zupy bez zawartości na obiad i 20 dkg chleba z margaryną wieczorem. Ta dieta była bardzo uboga dla ludzi, którzy zostali zmuszeni do pracy ponad 20 godzin na dobę. Bardzo cierpieliśmy wszyscy z głodu . W naszej niedoli zaczęliśmy już jeść trawę, ale nawet to nie było dozwolone, jeśli żołnierze SS zauważyli, to bili złapanego na tym więźnia .Gdy baraki zostały ukończone, dostaliśmy pracę w fabryce . Tam pracowało ok. 3.000 więźniów w fabryce włókien celulozowych ( Celwiskoza ) , która przetwarzała drewno na wełnę. Praca sama w sobie nie była ciężka, jednak byliśmy narażeni na działanie trujących chemikaliów używanych przy przetwórstwie (dwutlenku węgla, tlenu, sztuczny jedwab), tak, że praca na była tak niebezpieczna dla zdrowia, że ludzie dostawali choroby i umierali w kilka dni. Przez gaz, wszyscy byliśmy bardzo bladzi na twarzy, wielu z nas dostawało nawet żółtego koloru , a niektóre nawet byli oślepieni. Fabryka była strzeżona przez strażników SS, którzy patrzyli, czy nasz przełożony brygadzista traktuje nas wystarczająco surowo. Praca została podzielona na dwie zmiany, dzienną i nocną. Również tutaj codziennie były apele i dzień w dzień od 4:00 rano był apel i na 6-tą szliśmy do pracy. Terror w fabryce był tak wielki, że wystarczyło, ze ktoś przypadkowo stłukł talerz przy wydzielaniu jedzenia, żeby go pobić na śmierć. Zdarzało się też, że za najmniejsze drobiazgi odbierano jedzenie przez dwa kolejne dni . Gdy w czerwcu 44 przyszedł transport węgierskich Żydów, były tam energiczne, zdrowe osoby, które zostały wybrane w Auschwitz bezpośrednio do pracy. Pracowali w największym śniegu i na zimnie bez płaszczy, w drewniakach. W rezultacie z 2000 osób pozostało tylko 200-300, prawie wszystkie z odmrożeniami. Zwłoki były ładowane na ciężarówkę, a następnie zostały zabierane do krematorium. W Hirschberg spędziłem trzy lata, stąd przyjechałem do Flossenburgu (Saksonia).
416, M,uczeń, ur 1925, 20 lat, Auschwitz ( 05-44-3 dni ), Hirschberg ( 05-44 do 01-45 ), Buchenwald ( 02-45 ), Flossenberg ( pocz. 03-45-1 tydzień ), Dachau ( 03-45 do 04-45 )
Hack to mała wioska, w której żył 150 rodzin żydowskich . Byli w większości ubogimi rolnikami. Kiedy przyszli Niemcy i wydano rozporządzenie o pójściu do getta, wielu z nich ukrywało się w lesie. , Ale żandarmi przyszli, aresztowano nas i zabrał mnie do getta Técső. …. Po prostu na ochotnika zgłosiłem się do transportu pracy , bo bałem się, że dostanę się do pieca. Tak więc tylko 3 dni spędziłem w Auschwitz. W tym czasie tylko pomyje dostawaliśmy do jedzenia, dziesięć osób jadło z naczynia bez łyżki. Nie wiedziałem jak ten posiłek jeść. Skierowali nas do obozu pracy w Hirschberg. Zbudowaliśmy tam bunkier do ochrony przed atakami lotniczymi. Byli tam źli kapo, którzy nas stale bili. Niestety, wielu Żydów zostało pobitych na śmierć. Było tam 500 węgierskich Żydów w tym kilku małych chłopców. Żywności było mało i złej jakości. Tylko Polacy byli w stanie zdobyć pożywienie, bo jeszcze mieli złota i srebra. Kapo odpowiedzialny za kuchnię nazywał się Schwarzbach. W styczniu 45 wywieźli wszystkich do Buchenwaldu. Nie było pracy, ale nie było posiłków. Z innego powodu mieliśmy dosyć wolności tutaj. Francuscy, czescy więźniowie przy pomocy Rosjan zabili wielu kapo. Po prostu pobili ich na śmierć. Jeśli poskarżyliśmy się Rosjanom, że jeden zły Capo nas pobił, Rosjanie go pobili na śmierć. Po czterech tygodniach skierowali nas do Flossenberga .Tu w Buchenwaldzie też był wolny świat. Nie pracowaliśmy. Było dość żywności, ale nie dostawaliśmy chleba. Na drogę wydali tylko po dwa ziemniaki . Ostatnim miejscem pobytu było Dachau. Z 6000 ludzi tylko 2500 osób przybyło do Dachau. Resztę rozstrzelano w drodze. I byłem bardzo słaby, więc, na drugi dzień po uwolnieniu poszedłem do amerykańskiego szpitala. Wszystko czego chcę, to wydostać się jak najszybciej do Palestyny.
1591, M, stolarz ur 1901, lat 44, Auschwitz ( 20-27-05-44 ), Hirschberg ( 30-05-44 do 2-06-44 ), Bunslau ( 2-06-44 do 11-02-45 )
W Herincse mieszkało 170 rodzin żydowskich, głównie jako handlowcy byli w warstwie średniej , było też wielu ubogich pracujących. Po Wielkanocy pracownicy Żandarmerii Wojskowej chodzili od domu do domu i zabierali złoto, gotówkę, i wszystkie cenne rzeczy, czemu towarzyszyły pobicia. Zaraz po Wielkanocy, wywieźli nas do getta izai, gdzie upchano ok. 6500 rodzin. Kilka tygodni później w połowie maja rozpoczął się transport mieszkańców getta do innego miejsca, ale najpierw musieliśmy przejść oględziny ciała ( rewizja osobista ). …. Po sześciu dniach zostaliśmy przetransportowani i przewiezieni do Hirschberg. Nasza podróż trwała dwa dni, na drogę dostaliśmy chleb i trochę kiełbasy, jechaliśmy po 50-ciu w wagonie. W wagonie wszystkie zyczenia towarzyszącego nam SS musieliśmy wykonać, np.. miałem tańczyć, na co - co zrozumiałe- nie miałem ochoty , więc zostałem pobity. W Hirschberg spędziłem tylko trzy dni, pracownicy byli tu wybierani i przydzielili mnie do fabryki i zabrali samochodem do Bunclau……
1946, M, asystent ślusarza, ur. 1925, lat 20, Auschwitz-Birkenau ( 8-07-44 do 15-01-45 ) , Grossrosen ( 18do25-01-45 ), Bolkenhein ( 27do 31-01-45 ), Hirschberg ( 4do10-02-45 ), Reichenau (12do13-02-45 ), Buchenwald ( 20-02-5 do 11-04-45 )
… Nas grupę 300 osób przenieśli do Bolkenhein; stąd w kilka dni później do Hirschberg ,
bo wojska rosyjskie zbliżyły się. Szliśmy wszędzie na piechotę, a eskorta SS strzelała i zabiła wielu osłabionych ludzi. Po sześciu dniach ruszyliśmy znowu, zabrali nas do Reichenau, tutaj ponownie następnego dnia załadowali nas w otwarty wagon / w lutym /, i tak podróż trwała siedem i pół dnia, w zimnie , o głodzie i bez picia, więc w czasie jazdy zginęła połowa grupy. 20-tego lutego przyjechaliśmy do Buchenwald, stan grupy był straszny. Tutaj dostaliśmy w końcu kufel zupy i mały bochenek chleba. Skierowano nas do bloku chorych , ponieważ już wszyscy byli niezdolni do pracy . Po sześciu z nas spało w piętrowych pryczach na jednym metrze szerokości pryczy , bez koców. Gdy front rosyjski zbliżała się coraz bardziej, to oprócz zdrowych, którzy byli w jakiś sposób w stanie stanąć na nogach, przeniesiono z nami także chorych . Byłem tam i 11-go 04-45 zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów . Ostatni raz dostaliśmy jedzenie na 5 dni przed wyzwoleniem, więc Amerykanie znaleźli nas w tak fatalnym stanie , że zabrali nas do szitala. Po 8 tygodniach opieki w szpitalu pojechałem do domu.
2657, M,tapicer samochodowy, ur.1913, lat 32 , Birkenau ( 3do6-07-44), Auschwitz ( 6-07-44 do 18-01-45 ), Grossrosen ( 3-02-45), Bolkenhain ( 13-02-45 ), Hirschberg ( 10 dni ), Buchenwald ( 9 dni ), Krahwinkel ( 2 tygodnie ), Buchenwald ( 11-04-45 )
W maju 1944-go roku wróciłem do Budapesztu i ożeniłem się. … …. 13 lutego 45 ewakuowali obóz i zabrali nas do Hirschberg. Po drodze byliśmy bardzo głodni i ukradliśmy chleb z koszyka. Na kradzieży chleba starszy obozowy przylapał czeskiego więźnia i bardzo go pobił gumową pałką, a potem , kiedy przyjechaliśmy do Hirschberg , zamordował go. To zabójstwo miało miejsce w następujący sposób: ofiara była trzymana w zimnej wodzie, aż do całkowitego wyziębienia. Potem wsadził mu rurkę z wodą w usta, aż więzień do utopił. Podobne postąpił starszy obozu w stosunku do dwóch bardzo małych chłopców, ponieważ mieli wszy, mimo że sam wiedział najlepiej, że od sześciu miesięcy nie było wymiany na czystą bieliznę. Zn Hirschberg prowadzono nas przez góry Sudetów, ciągnęliśmy wóz, wśród śniegu po kolana , stale popędzani kijem . Na drogę wydano po bochenku chleba i jedna konserwe na pieciu. Taki wysiłek fizyczny, byłoby na kilka dni, my musieliśmy go wykonac w 3 dni. Noc spędziliśmy w Reichenau . …..
2720, M, student, ur. 1929, lat 16, Birkenau, Hirschberg, Buchenwald, daty nie podane
Około 60 rodzin żydowskich mieszkało w Czarnym Lesie….Dostałem się do transportu pracy do Hirschberg. Podróż trwała 5 dni. Umieszczono nas w wagonach towarowych . Tu traktowanie było nieco lepsze, ale dostawaliśmy bardzo mało jedzenia . Pracowaliśmy na placu drzewnym. Tu ustąpiło nasze napięcie nerwowe i nasze życie się uspokoiło. Nie musieliśmy drżeć w każdej chwili w obawie przed selekcja do gazu, i bać się śmierci. W styczniu 45 zostawilismy Hirschberg i szliśmy pieszo przez 2 tygodnie. Na jeden tydzień dostaliśmy jeden bochenek chleba, a ludzie padali jeden po drugim, jak worki. Ci byli natychmiast zabijani przez SS. Wiele osób zmarło. Już było nas dość mało , i choć wiedzieliśmy, że powoduje to śmierć , zatrzymaliśmy się, bo nikt nie mógł iść dalej. Wreszcie załadowano nas na wagony i po 5-dniowej podróży przybyliśmy do Buchenwaldu. To nie pracowaliśmy, dostawaliśmy bochenek chleba na sześciu i zupę. Ludzie z osłabienia ginęli jeden po drugim. 14-tego kwietnia uwolnili nas Amerykanie . Teraz kiedy wróciłem, odkryłem, że ani rodzice, ani siostra pięcioro rodzeństwa nie wrócili . Jak najszybciej chcę wyjechać do Palestyny.
2865, M, jubiler, żonaty, data urodzenia błędnie zapisana, Auschwitz ( 1do5-07-44 ), Hirschberg ( 07-44 do 24-02-45) , Buchenwald ( 8-03-45 do 4-04-45 )
Byłem w urzędzie pracy przy 6 tym magazynie środków spożywczych w Kolozsvár, kiedy dowiedziałem się, że moja żona została zabrana do getta i zgłosiłem się tam dobrowolnie. … …przyszliśmy do obozu cygańskiego, a następnie do 4-tego bloku obozu B. W piątym dniu poszukiwali pracowników do pracy w metalu. Chociaż moje zajęcie iwiedza fachowa nie była do tego odpowiednia, zostalem zakwalifikowany do fabryki amunicji. Po kolejnej kąpieli załadowano nas na wagony i wysłano do Hirschberg. Byliśmy pilnowani przez S.S. ze Szwabii , którzy najczęściej zachowywali się wobec nas negatywnie. To był przypadek, że miałem jeszcze scyzoryk, który teraz oddał mi bardzo dobrą usługę. Jeden z S.S. miał zrujnowany zegarek i mogłem go naprawić. Za to dał nam coś do jedzenia – było to bezcenne szczęście. W Hirschberg znajdowało się 1500 osób, wyłącznie Żydów, w większości polskich jeńców. W naszych włosach , które od Auschwitz nie miały wiele czasu aby odrosnąć , wygolili paski , zwane w dialekcie obozowym " drogą obozową ". Po trzech dniach odpoczynku, zaczęliśmy załadowywać przychodzące wagony. Te prace robiliśmy przez cztery tygodnie przy niewystarczającym wyżywieniu. Potem poszliśmy do prac budowlanych w firmie Askania Werke. Każdego dnia szliśmy do pracy jedną godzinę i z powrotem jedną godzinę. Praca była tak ciężka i jedzenia było tak mało, że z 500 osób 200 zmarło z głodu. Ja nadal mogłem sobie pomóc naprawiając zegarki. Po pierwsze, przez to przyszedłem do lżejszej pracy a oprócz tego mogłem dłużej siedzieć w cieple. Kiedy byłem później zatrudniony w fabryce , niestety musiałem uznać, że mistrzowie były konsekwentnie fanatycznymi nazistami. Szczególnie wdzięczny będę zawsze czeskim chłopakom, którzy mi czynnie pomagali w każdy dostęny sposób. W połowie lutego cała załoga obozu zostala ustawiona w szyk marszowy. Otrzymaliśmy na droge po pół kilo chleba i 850g konserwę. Ja mogłem podwoić moją racje chleba ze względu na okazje napraw zegarków. W pewnym obozie w Goblenz dostaliśmy każdy po jednym ( drugim komplecie ) bielizny,odpowiednio i sweter w ten sposób. W związku z tym 200 osób zostało zastrzelonych. Potem weszliśmy ponownie do otwartych wagonów. Byliśmy tam ściśnięci, po 80-90 ludzi w wagonie. Śnieg spadł na nas i my często byliśmy pokryci grubą jego warstwą. Cała podróż trwała sześć dni, a my nie dostaliśmy najmniejszej ilości jedzenia czy picia. Średnio w wagonie było 20-30 zmarłych , którzy zostali zabrani dopiero kiedy dotarliśmy do Buchenwalu. Wreszcie nas zdezynfekowanoi dali nam długo oczekiwane jedzenie. To tylko było 1 / 4 l zupy, po 3 ziemniaki i 18 dkg chleba, ale byliśmy szczęśliwi, że coś mogliśmy przegryźć i przez krótki czas nieco zapełnić żołądek. Następny posiłek otrzymaliśmy na następny dzień na obiad, była to jedna piąta bochenka chleba i dwa dkg margaryny . Mówię tyle o jedzeniu, jedzenie oznaczalo życie i to nas interesowało. Cztery tygodnie mieszkaliśmy w bloku 58-mym i nie nie mieliśmy pracy. W tym bloku ulokowano 1500 mężczyzn;spaliśmy na czteropiętrowych pryczach. Potem przydzielono nas do 19-tego bloku. Stamtąd udaliśmy się ponownie do prac fortyfikacyjnych. Rowy musieliśmy budować wokół obozu. Potem przez krótki czas pracowaliśmy w kamieniołomie. Po trzech tygodniach oddzielono Chrześcijan od Żydów. W międzyczasie miałem nieprzyjemne doświadczenia z psem SS / prawda w tym przypadku nie w ludzkiej postaci /, który napadł na mnie i ugryzł mnie w nogę. Blizna po ugryzieniu tego psa jest widoczna jeszcze obecnie. W pewnym dużym pomieszczeniu my, Żydzi, zostaliśmy podzieleni na dwa transporty. Razem szliśmy 10 kilometrów, potem nasze drogi się rozeszły. W drugim dniu rozdzielono ostatnią racje chleba , 1/5 bochenka i po 2 dkg margaryny. Od tej pory całe nasze jedzenie , które dostaliśmy podczas ciągłego marszu , to były trzy lub cztery ziemniaki co drugi dzień. Wszyscy ludzie byli” muzułmanami”, więc ginęli albo "naturalną" śmiercią lub zostali rozstrzelani, ponieważ nie mogli dalej iść. Po czterech tygodniach marszu, z 1600 mężczyzn , którzy opuścili Buchenwald pozostalo 70 –ciu żywych , którzy w stanie nie do poznania dotarli do Lagensburg. Zaprowadzili nas do stodoły u rolnika . Gotowano po kilka kartofli dla nas. Rolnik uważał że to za mało i chciał dać więcej, ale człowiek z SS nie pozwolił. Kiedy mieliśmy o ósmej wieczorem wstać i iść dalej, ukryłem się w słomie pomiędzy dwoma wiązkami słomy i tak udało mi się pozostać w tyle. Następnego dnia nastąpiło nasze wyzwolenie przez Amerykanów. Zgłosiliśmy się i natychmiast otrzymaliśmy żywność i odzież. Zdrowym komendantura znalazła locum, chorzy pojechali natychmiast samochodem do szpitala. Rozpoznaliśmy trzech S.S. –manów i natychmiast przekazaliśmy ich Amerykanom. Żołnierz wziął karabin i podał go mnie z komentarzem, abym tego psa załatwił na miejscu. Zawsze myślałem, że będę miał największą satysfakcję, jeżeli będę miał możliwość wykonania wyroku na jednym z tych tysiąckrotnych zabójców, a jak teraz dostałem taką możliwość- nie byłem w stanie tego zrobić. Oddałem broń i poszedłem sobie. Czy sami Amerykanie zastrzelili go- nie wiem, tyko zabrali go. Przyszedłem do obozu, a stamtąd do cywilnego szpitala wTraunstein. Określili moją wagę na czterdzieści kilogramow. Gdy miałem tyle siły, aby opuścić szpital, zabrał mnie burmistrz gminy. W ciągu jednego i pół miesiąca , który spędziłem z nim, próbowali dać mi wszystko to, co potrzebne. Wiedy poczułem się na tyle silny, żeby pójść poszukać mojej żony. Cudem najpierw poszedłem do obozu Feldafing. I tutaj znalazłem jej nazwisko na liście, że już poszła do domu. Potem poszedłem do Traunstein i stamtąd poszedłem prosto do domu. Obecnie dalsza przyszłość mnie w ogóle nie interesuje. Chcę po prostu być z moja żona w Kolozsvár . Niestety innych krewnych już nie mam.
3320, M,stolarz ur 1919, lat 36 ,Auschwitz ( 2do6-06-44 ), Hirschberg ( 9do14-06-44 ), Bunzlau ( 15-06-44 do 11-02-45 ), Dora ( 26-03-45 do 2-04-45 ), Bergen – Belsen (9-15-04-45 )
….. Zostaliśmy umieszczeni w obozie C ,w jednym bloku 1500 ludzi leżało na podłodze, bez koca i bez słomy. Tu tylko dwa dni spędziłem, a następnie w tzw bloku transportowym wybrali 500 osób jako pracowników wykwalifikowanych , w tym mnie i wywieźli do Hirschberg. Wyposażeni w wystarczającą ilość jedzenia, załadowali do każdego wagonu po 50 osób, jechaliśmy trzy dni. Po dojechaniu do bramy natychmiast wygolono nam 4 cm pasek włosów, a następnie umieszczono w 35-osobowych pokojach , po dwóch na jednej pryczy , koc był. Rano na śniadanie było 1 / 2 litra zupy , dziennie po 15-20 dkg chleba, w południe 1 / 2 l zupy, wieczorem jednak nie dostawaliśmy nic do jedzenia. To nadal nie pracowaliśmy , wkrótce wybrali 120 stolarzy i dwa dni później przenieśli nas do Bunzlau, który jest ok. 60 km od Hirschberg . ……..

27. Obóz Bunzlau Boleslawiec
93,95,165,209,454,1110,1591,1596,1647,1653,1664,1774,1884,2041,2373,2819,2933, 3320, 3533, Wisau, 3145,,3548,=21
93,M, kupiec tekstylny, pomocnik stolarza, ur 1922, lat 23, Auschwitz ( 5 dni ), Hirschberg ( 2 dni ), Bunzlau ( 20-06-44do 14-02-45), Dora ( 25-03-45 do 5-04-45 ), Bergen-Belsen ( 14-04-45 do 15-04-45 )
W Koszycach byłem pomocnikiem kupca , wiele handlowałem z wielu żyłem. Nie miałem żadnego majątku. Byłem w getcie w cegielni, po czterech tygodniach załadowali nas tutaj na wagony. W wagonie było ciepło prawie nie do zniesienia , 80 osób jechało w wagonie. Bardzo byliśmy spragnieni a wagony w podróży ani razu nie zostały otwarte. Po trzech dniach podróży dotarliśmy do Auschwitz. Przyjechaliśmy wieczorem. Wypędzili nas szybko z wagonów, powiedziano nam, że nasze rzeczy dostaniemy później. Na stacji w osobnej kolejce ustawili mężczyzn i osobno kobiety. Następnie wybrali dzieci, chorych i starców. Zdolnych do pracy zabrali do łaźni. Tu wszyscy rozebraliśmy się zupełnie do naga, depilowali nas, potem nas zdezynfekowali. Po kąpieli popędzili nas do pewnego baraku, gdzie stłoczono wiele osób razem tak, że mogliśmy po prostu usiąść na podłodze, ale nie mogliśmy spać. Przez dwa dni nie dali nam nic do jedzenia. Potem dostaliśmy czarna kawę , trochę chleba i zupę. Byłem w Auschwitz przez pięć dni, następnie trzy dni w Hirschberg. W dniu 20 czerwca 1944 przyszedłem do Bunzlau i byłem tu do 14 lutego 1945. To był najlepszy niemiecki obóz. Zostałem skierowany do warsztatu stolarskiego. Pracowaliśmy tylko 8 godzin dziennie, niedziela była dniem odpoczynku. Dbali o nas żołnierze Wehrmachtu a bicie było zabronione. Jeżeli jakiś kapo kogoś uderzył, był pozbawiany rangi. Jedzenie było wystarczające i z których byli zadowoleni, ci dostawali premię. W obozie była wielka czystość. Kąpiel była obowiązkowa. 14 lutego wybrali nas 400 osób i ruszyliśmy. W tym czasie dyscyplina była już na tyle luźna że kto chciał mógł pozostać. Ale baliśmy się, że Niemcy zabiją tych, którzy pozostaną i tak poszedłem z grupą. Szliśmy przez sześć tygodni, 25 marca dotarliśmy do Dora . W drodze strasznie głodowaliśmy. Chleba nie dostawaliśmy tylko czasem po 0.5 litra kawy. Zbieraliśmy, jeśli znaleźliśmy, surowe kartofle i rzepę, ale wielu zostało zastrzelonych przez Niemców, gdy to zauważyli, że ktoś coś złapał. Cały teren, przez który przechodziliśmy , był już opróżniony, tak że nie mogliśmy wiele znaleźć. Raz był rozdział chleba koło pewnej wsi. Potem okazało się, że od poprzedniego dnia brakuje 200 osób. SS weszli do wsi i znaleźli tam ludzi, ukrywających się w stodołach. Zostali rozstrzelani z karabinów maszynowych. Po drodze bardzo wiele osób zmarło. Kiedy przybyliśmy do Dora , byliśmy zupełnie zaniedbani i zawszeni. Tu mogliśmy się rozebrać, wykąpać i dostaliśmy nową odzież. To było bardzo miłe uczucie, ale rozdzierającego głodu nie złagodziło. W Dora produkowali w podziemnej fabryce V1. Zgłosiłem się do warsztatu ślusarskiego i tam pracowałem jako ślusarz. Tutaj każdy miał straszny los. Był wielki głód. Dziennie układano zmarłych na dwa samochody i wywożono. W dniu 5 kwietnia poprosili tych, którzy czują się chorzy i słabi , aby się zgłosili. Ci, którzy się zgłosili, zostali zastrzeleni na miejscu. Reszta został załadowana wagon, 150 osób stłoczono w wagonie. Ta podróż była najstraszniejsza z całej deportacji. W moim wagonie, gdy przyjechaliśmy do Bergen , ze 150-ciu ludzi pozostało tylko 90 . Podczas podróży byliśmy stale bombardowani. W czasie dziesięciu dni podróży dostaliśmy tylko dwa razy trochę chleba i konserwy. Po przyjeździe nie mogłem wyjść z wagonu. Po drodze widziałem węgierskich robotników z napisem "Jude". W Bergen dyscyplina była już bardzo luźna. SS transportowali nas w dużych grupach. Teraz nas było już znacznie więcej niż strażników. Z głodu przestaliśmy dbać o cokolwiek, włamaliśmy się do magazynów i zabraliśmy jedzenie. 15 kwietnia angielski czołg wjechał na dziedziniec a następnie samochód z głośnikiem i powiedział nam, że nas wyzwolili i polecał po prostu zachować spokój, a wkrótce dostaniemy paczki. Kiedy nabraliśmy trochę siły, poszliśmy do niemieckiej wsi do domów i mogliśmy zabrać tam sobie, co nam było potrzebne. Z dużym zaskoczeniem stwierdziliśmy , że niemieccy rolnicy byli zaopatrzeni w żywność na 10 lat. Każdy domek miał dużo zapraw, boczek, smalec, mąkę , cukier i wszelkiego rodzaju produkty z pola.
95, M, ur 1927, lat 18, zawód nie podany, Auschwitz, Bunzlau, Dora, Bergen-Balsen, daty nie podane
Na początku czerwca 1944 wywieziono nas z Ungvár po 75 osób w wagonie . Po 3 dniach podróży wieczorem dotarliśmy do Auschwitz. Wysiadania odbyła się szybko, a potem ustawili nas w pięć rzędów i rozdzielono mężczyzn od kobiet, potem zdolnych do pracy od niezdolnych do pracy. Stąd skierowali nas do kąpieli ze środkiem dezynfekującym. Polscy więźniowie i SS stale nas bili. W Auschwitz byłem 5 dni. W ciągu tych 5 dni nie otrzymałem wody, stale musieliśmy stać na apelu i bili nas, czy mieli powód, czy go nie mieli. Byliśmy w małym bloku 1500 osób i nie byliśmy w stanie ani usiąść ani leżeć, ani spać w nocy. Nadzorcami byli niemieccy Cyganie. Pięć dni później zostało wybranych 500 silnych osób i w wagonach wysłano nas do Bunzlau. Tu pracowałem przez okres 10 miesięcy. Okopy obronne kopaliśmy i szańce. Była to bardzo ciężka praca . Wyżywienie było bardzo złe. Dziennie dostawaliśmy po 40 dkg chleba 1 / 2 litra wodnistej zupy. Traktowanie było dobra, bo tylko Lagerführer był niemiecki, a capo byli żydowscy więźniowie .W pracy nadzorowali nas Capo i majster. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach z desek , spaliśmy w pojedynczych pryczach. Dziesięć miesięcy później, musieli ewakuować obóz z powodu zbliżania się Rosjan. Od 28 lutego do 15-go marca 45 szlismy pieszo bez jedzenia , wszystkich, którzy nie mogli tego wytrzymać, towarzysząca eskorta zabijała strzałem. Z 1080 osób, które wyruszyły, do Dora przyszło 900 więźniów. Tu zdezynfekowali nas na nowo. Bili nas już podczas dezynfekcji , ale przez kolejne 2 dni capo bili nas jeszcze więcej. W sumie dwa dni byłem w piekle. Stąd skierowali nas do Ellrich , skąd z powodu stałego bombardowania musieliśmy iść dalej i tak doszliśmy do Bergen-Belsen. W obozie tym miałem przyjemność być uwolnionym w ciągu kilka dni, bo może po tygodniu byłbym zupełnie zawszony, obóz był pełen trupów i nie było nic do jedzenia.
165,M, doradca gospodarczy, stolarz, ur. 1924, lat 21, Auschwitz, Hirschberg, Bunzlau, Dora, Bergen – Belsen, daty nie podane
….. W Hirschberg nadali mi mój numer to: 49194-szy Pracy tu nie było, przebywałem tam przez trzy dni, stamtąd pojechaliśmy w wagonie na Śląsk do Bunzlau. Tam dostałem się do fabryki części do samolotów. Wykańczałem prace stolarskie. Wydajność pracy mierzyli stoperem, który nie mógł wyrobić normy, był kierowany na plac transportowy budowy sztolni do pracy nad nią. Zwykle kończyło się się to śmiercią. Miałem niemieckiego majstra. Jeżeli wykonałem normę, nie robił mi krzywdy. Nasze dzienne racje żywnościowe były następujące: o 5 rano dostawaliśmy czarną kawę i 20 dkg chleba, o 9 rano 10 dkg chleba, 3/4 litra zupy w południe, także wieczorem zupa oraz 15 dkg chleba. Toalety były wystarczająco dobre. Nasza bielizna teraz się przydała. Nie byliśmy zawszeni. Po czterech miesiącach wyżywienie się pogorszyło, ale byliśmy zadowoleni, ponieważ wiedzieliśmy, że to z powodu zbliżających się Rosjan. Myśleliśmy, że jeśli nie będzie już chleba, to znaczy, że Rosjanie tu przyjdą. 10-02-1945 w południe, wezwano nas w miejsce pracy, i mogliśmy pobrać z magazynu odzieży ubrania. Kto był mądry, ubrał się ciepło. Trzysta osób pozostało (osoby starsze, chore, słabe), my reszta wyruszylismy 11-02-1945 roku o godzinie drugiej w nocy. Było tak, że tylko w części zaczynaliśmy , ale w międzyczasie Rosjanie podeszli , i uznali o 2-giej za konieczne popędzić nas wszystkich , bez liczenia. SS-wozy były zapakowane i ruszyliśmy pieszo. Pchając i ciągnąc toczyliśmy wszystkie 10 wózków. W drodze spotkaliśmy uchodźców niemieckich i dowiedzieliśmy się, że , że o godzinie ósmej rano Rosjanie byli już w środku miasta. Szlismy stale sześć tygodni, zawszeni, głodni i w szmatach. Wiele osób zmarło z głodu po drodze, wielu się ukryło, po prostu w pozostali tyle, za nami. …..
209, M, kowal, ur 1909, lat 36, Auschwitz, Bünslau, Dora, Ehrlich, Bergen – Belsen , daty nie podane
Rostok to była mała wioska, gdzie mieszkało tylko 14rodzin żydowskich . Pewnego dnia pojawiła się żandarmeria i kazała nam przygotować się , bo zostaniemy przeniesieni do getta Iza. Bogatsi Żydzi robili wszystko, aby temu zapobiec, ale nie znaleźli posłuchu w ratuszu. Ludność była i tak szczęśliwa z tych przepisów. Nie czuli dla nas żadnej litości. … Pod węgierską eskortą żandarmów dojechaliśmy do Koszyc, a następnie przejęło nas SS . Na stacji kolejowej w Auschwitz rozdzielili nas, dr Mengele przeprowadził selekcję , wzięliśmy kąpiel, dostaliśmy pasiaki, obcięli nam włosy, a następnego dnia wywieźli nas do Bünslau , leżącego około około 120 kilometrów od Breslau. Budowaliśmy umocnienia (Fort ) w fabryce samolotów. Pracowałem tam przez 8 miesięcy. Byliśmy w obozie 1150 więźniów. Traktowanie było dobre, także jedzenie. Dostawaliśmy dziennie 55 dkg chleba dziennie a w południe i wieczorem ciepły posiłek. Kiedy zbliżył się Rosjanie, wybrali 650-ciu i wyruszyliśmy pieszo. Było bardzo zimno, nie dostaliśmy jedzenia, ubrania były cienkie, był mróz i wiele głodowaliśmy . Musieliśmy ciągnąć wozy i dotarliśmy ,około 500 osób , po 6 tygodniach marszu , zmęczeni i wyczerpani do Dora (Nordhausen na), około 150 na trasie zmarło, niektórych z nich zastrzelono. Przez 2 dni byliśmy w Dora i zdezynfekowali nas , ponieważ mieliśmy dużo wszy i 2 po dniach udaliśmy się do 8 km dalej leżącego Ellrich. Tydzień po naszym tam przybyciu zbliżyli się Brytyjczycy , więc załadowano nas na wagony kolejowe, i pojechaliśmy w kierunku Bergen-Belsen. Ujechalismy zaledwie kilka kilometrów i musieliśmy kontynuować naszą podróż na piechotę. W drodze bardzo cierpieliśmy z głodu i pragnienia. Przy wysiadaniu mieliśmy dużo martwych. W każdym wagonie po 40-50-ciu. Po przybyciu do Bergen-Belsen, byliśmy stłoczeni w obozie, nie było koców, leżeliśmy na gołej podłodze, zawszeni . 15-04-1945 wyzwolili nas Anglicy. W pierwszym okresie po wyzwoleniu jedzenie było słabe, ale później zabrali nas do Celle, gdzie umieszczono nas w czystych , schludnych koszarach . Byliśmy tu przyzwoicie karmieni, chorzy zostali zabrani do szpitala. Po 3 tygodniach, kiedy wzmocniliśmy się, wyruszyłem do domu. Na razie jestem w"DEGOB" Szeretetotthoná i chcę jak najszybciej wyjechać do Palestyny, lub do Ameryki.
454, K, krawcowa, ur. 1928, lat 17, Auschwitz, Bunslau( koniec 10-44 do 12-44 ), Grunberg, Guben, Bergen – Belsen- daty nie podane
W Strajnán mieszkało 60-70 rodzin żydowskich. Byli najczęściej właścicielami sklepów , warsztatów lub posiadali ziemię. My mieliśmy kiosk . Po wkroczeniu Niemców w kwietniu 1944 nasz kiosk przejęła rodzina chrześcijańska…….Na początku września wróciłam do Auschwitz. Umieszczono mnie w obozie B.2. I tu byłam 7 tygodni. Nie pracowałam ale całymi dniami trwały apele, staliśmy nawet w deszczu czy na upale. Trwało to aż do 8-mej po południu i dopiero wtedy można było iść na blok. Z końcem października z Auschwitz pojechaliśmy do Bunslau, gdzie pracowałam w komandzie budowlanym, traktowanie nie było to złe, ale jedzenia mało. Byłyśmy tu 2 miesiące. W grudniu z Bunslau zabrali nas do Grünberg.
1110 M, krawiec, ur.1918, lat 27, Auschwitz (28-05-44 do 9-06-44 ), Bunzlau ( 10-06-44 do 10-01-45 ), Dora ( 10 do 20-03-45 ), Bergen-Belsen ( 28-03-45 do 15-04-45)
Wróciłem do domu po 2 latach pracy przymusowej na Ukrainie w marcu 1944 r. i w maju już wywieziono mnie do getta.W Ganya mieszkało około 150 rodzin żydowskich, którzy żyli głównie w ustabilizowanej sytuacji materialnej, jako kupcy i rzemieślnicy. W maju żandarmi przyszli do naszego domu i zabrali wszystkie nasze wartościowe rzeczy i pieniądze, a następnie wywieźli do getta. …12 dni byłem tutaj, następnie wybrali silniejszych. Byliśmy 1000 osób i wywieźli nas do Bunzlau. Podróż trwala jeden dzień. Przydzielono nas do pracy w fabryce samolotów, również pracowaliśmy przy rozładunku wagonów. Pracowaliśmy 16 godzin dziennie, od 4 rano, do 10 wieczorem z pół godzinną przerwy na obiad. Wyżywienie było wystarczająco dobre, tylko bardzo mało . Umieścili nas w barakach, po 160 osób w bloku. Po siedmiu miesiącach wyruszyliśmy pieszo dalej. Szliśmy pełne dwa miesiące,pokonaliśmy dystans 800-1000 km i musieliśmy ciągnąć wozy z rzeczami SS. W drodze rano była rozdzielana niewielka ilość zupy i rzepa. Wielu ludzi zmarło z głodu, i ci którzy pozostali poza wozami. Po trzech dniach SS zastrzeliło stu ludzi bo kilka osób próbowało ucieczki. Gdy przybyliśmy , 400 osób brakowalo, tak wielu zginęło po drodze. Gdy przybyliśmy do Dora przeżyliśmy dwa miesiące cierpień nie do opisania, gdzie pracowaliśmy w tunelu, pod ścisłym nadzorem SS, którzy strzelali do ludzi , czy mieli powód, czy nie. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, dostawaliśmy dziennie po 20 dkg chleba i porcję zupy bez zawartości. Dlatego nie było zaskoczeniem, że codziennie setki osób ginęło z powodu głodu i pragnienia. Ponieważ nie było dostępu do wody, więc nie mogliśmy się umyć i prać, wszyscy dostaliśmy wszy , tym więcej, bo spaliśmy w ubraniach, bo nie dostaliśmy koców i bardzo marzliśmy , więc pomagaliśmy sobie. W największym zimnie, musieliśmy pracować bez butów i kurtki, wiele osób zmarło z zimna. Ci, którzy nie mogli podjąć pracy, zostali rozstrzelani bez litości przez SS. Vagoníroztak ponownie w 10 dni Później ponownie załadowano nas do otwartych wagonów, po 130 osób na wagon, była ciężka zima i nie mieliśmy płaszczy i butów. Po 8 dniach dostaliśmy ćwierć bochenka chleba i trochę masła. W transporcie przy wyjeździe było 16.000 ludzi i do Bergen-Belsen dożyła połowa, większość w drodze zginęła. Żeby zmniejszyć nasze cierpienie, zrobiliśmy sobie trochę miejsca w wagonie, bo byśmy nie dożyli wyzwolenia. Po 8 dniach po ciężkich cierpieniach dotarliśmy do Bergen-Belsen. W czasie gdy tam przyjechaliśmy , byliśmy tak słabi , że ledwie mogliśmy stać na nogach . Szczęście, że nie musieliśmy pracować, jednak nic nie dostawaliśmy do jedzenia, czasem dali trochę obierk ziemniaczanych , zjadłem aby uśmierzyć głód. Przez cały dzień leżeliśmy z osłabienia, nie byliśmy w stanie wstać. Mimo to, codziennie od 6 rano musieliśmy stać na apelu , który trwał godzinami. Wielu upadło w czasie apelu , a następnie ich pobito. Setki trupów zalegało w obozie, ale gdy podeszli Amerykanie, zabrali zwłoki i pochowali. 15 kwietnia po południu nagle przybył amerykański samochód w obozie, który ogłosił wyzwolenie obozu. SS-y od razu zebrał Amerykanie natychmiast zatrzymali SS i zabrali ich do pracy. Tu jeszcze odpocząłem 2 pełne tygodnie,otrzymmalismy najlepszą opiekę, a następnie zabrali nas do Zellé gdzie bardziej wypoczęliśmy . Przy ich pomocy wróciłem przez Czechy. Plany :jak najszybciej chciałbym wyjechać do Palestyny
1591, M, stolarz ur 1901, lat 44, Auschwitz ( 20-27-05-44 ), Hirschberg ( 30-05-44 do 2-06-44 ), Bunzlau ( 2-06-44 do 11-02-45 )
…..W Hirschberg spędziłem tylko trzy dni, pracownicy byli tu wybierani i przydzielili mnie do fabryki i zabrali samochodem do Bunzlau. Byliśmy bardzo stłoczeni w drodze, po przybyciu pracowałem w fabryce drewna. Wyżywienie było bardzo słabe, chleb 40 dkg. SS-mani z psami byli dookoła, szczuli je na niezabezpieczonych i słabych ludzi. Główny kapo niemiecki tak raz uderzył więźnia, że w jednym przypadku kości więźnia zostały złamane. W dniu 11 lutego SS-manów nie było, przyszli Rosjanie. Wtedy pojawiły się niemieckie samoloty i bombardowały , odłamki bomby złamały mi rękę i zostałem ranny w obie nogi. Potem leżałem w legnickim szpitalu wojskowym przez trzy miesiące, potem dwa miesiące w szpitalu wojskowym we Lwowie. Stamtąd przybyłem do Pragi, Bratysławy i do domu.
1596, M,producent drewna, ur 1905, lat 40, Auschwitz ( 23 do 25-05-44 ), Bunzlau ( 27-05-44 do 20-01-45 ), Dora (20 do 27-03-45 ), Ellrich ( 28-03-45 do 4-04-45 ), Bergen-Belsen ( 8 do 15-04-45 )
W moim stałym miejscu zamieszkaniaTecso w Karpathenlandzie, miasta ze 12.000 mieszkańców było około 500 rodzin żydowskich, które żyły głównie z handlu co zapewniło im odpowiednie warunki materialne. Trwało to jednak tylko tak długo, dopóki Karpathenland należał do Czechosłowacji, bo wraz z wejściem Węgrów, sytuacja Żydów w Karpathenlandzie uległa szybko pogorszeniu. Przez wycofanie ich z handlu i wprowadzeniu prawa o zezwoleniach na prowadzenie działalności handlowej Żydzi zostali pozbawieni możliwości zarobkowania tak, że teraz mogli tylko wegetować i materialne podstawy ich egzystencji pozostawiono przypadkowi. …..Mój brat był ze mną, a po trzech dniach włączono nas do transportu pracy, który zaraz wyruszył do swojego miejsca przeznaczenia . To był Bunzlau, miasto na Śląsku, a do pracy poszliśmy tam w fabryce samolotów. Nie mogę powiedzieć, że traktowanie było nadmiernie surowe i niesprawiedliwe. Praca była ciężka, jednakże, jeżeli wypełniało się zadania i nie wykraczalo przeciw dyscyplinie pracy, nie miał się człowiek czego obawiać, i nigdy nie był narażony na żadne niedogodności. Dieta została zaprojektowana tak, że można było się nia cieszyć i człowiek nie stracił kondycji fizycznej. Ja już bym się zgodził pracować do wyzwolenia w takich warunkach w tej fabryce samolotów w Bunzlau, niestety wyszło inaczej. Przede wszystkim , gdy już tu pracowaliśmy tydzień, mój brat został zabrany i przeniesiony do Hirschberg, co się z nim stało i czy jeszcze żyje, nie mogę powiedzieć, bo od tego czasu nie mam informacji od niego. Potem z każdym miesiącem działania wojenne podchodzily coraz bliżej, a gdy front zbliżył się już do sześciu kilometrów od miasta, przyszedł rozkaz do ewakuacji. Tak zaczął się łańcuch niewypowiedzianego cierpienia , który miał trwać prawie cztery miesiące. Przede wszystkim odeszliśmy z Bunzlau, ale nie zostaliśmy skierowani do żadnego innego obozu. Oznacza to, że prawdopodobnie nie nieli żadnego planu alternatywnego, albo dlatego, że Rosjanie zbliżyli się bardzo szybko i ewakuowali wszystkie obozy i wszystkie miejsca zostały zupełnie zapełnione. Więc błąkaliśmy się po mroźnej zimie, na którą nie byliśmy odpowiednio zabezpieczeni, z jednego miejsca do drugiego, marzliśmy, głodowaliśmy i niemal załamywaliśmy się z wycieńczenia. Ta przypadkow wędrówka trwała pełne dwa miesiące , aż w końcu przyszliśmy do celu i zatrzymała się jeszcze. Przyjęli nas ostatecznie w obozie Dora. Jednak nie było zbyt tam wiele miejsca, ale nie musieliśmy pracować, i mogliśmy tam rzeczywiście odpocząć, chociaż jedynie tydzień, bo wtedy zaprowadzono nas do pracy, i to do Elrich. W Elrich, gdzie mieliśmy wykonywać roboty drogowe, celem tej pracy nie było nic innego niż systematyczne wyniszczenie Żydów . Tak więc z transportu Żydów z Birkenau, liczącego 1200 silnych więźniów, w sumie pozostało około 100 żywych osób . W większością byli to chrześcijanie, bo Żydzi, jak już mówiłem, były systematycznie niszczeni przez brutalne traktowanie i głód. Na szczęście, w krótkim okresie czasu i tu front się przybliżył, tak, że spędziłem w tym piekle tylko tydzień. W dniu 4 kwietnia zostaliśmy załadowani na wagony i skierowani do Hamburga. Byliśmy tam dwa dni, ale bez wysiadania z wagonów, a następnie pojechaliśmy do Bergen-Belsen , bez nożliwości opuszczania pociągu nawet na chwilę . W tym czasie nie dostaliśmy nic do jedzenia , więc wielu z nas było zagłodzonych. Także od kul naszej eskorty wielu więźniów padła ofiarą, i nasz stan liczebny , kiedy przybyliśmy do Bergen-Belsen, zmniejszył się o około trzydziestu procent. W dniu 15 Kwietnia, więc także po tygodniu, zostaliśmy wyzwoleni przez Brytyjczyków. Ci powolali straż obozową spośród rosyjskich jeńców wojennych, którzy byli w obozie. Rosjanie pozostawili nas na miejsca, gdzie mogliśmy uzyskać żywność. Było to konieczne, ponieważ byliśmy żywieni przez Anglików tylko oszczędnie. Po sześciu tygodniach Brytyjczycy zaprowadzili nas do nas do Celle, gdzie również przebywałem sześć tygodni, a po tym czasie, dostałem możliwość wysyłki do domu.
1647, M,handlowiec, ur. 1909, lat 36, Auschwitz ( maj 44, 4 dni ), Bunzlau ( maj-wrzesień 44 ), Kietlitztreben ( wrzesień 44 do marca 45 ), Blechhammer ( koniec marca 45 )
Rozpoczęliśmy w Othon getcie wraz z bratem żony i oboma naszymi żonami. Kiedy dotarliśmy do Oświęcimia, rozdzielili nas z żonami. Wzięliśmy kąpiel, obcięli nam włosy, wydali odzież więzienną . Następnie skierowali nas do bloku w obozie cygańskim. Tu byliśmy tylko kilka dni. W międzyczasie poprosił Lagerführer, żeby się wpisać do rejestru, kto chce iść do prac leśnych . Zgłosiliśmy się z bratem na ochotnika do tej pracy. Odebralismy numer, a następnie załadowali nas do wagonów. Do transportu kolejowego poszlo 1000 osób. Dotarliśmy do Bunzlau, gdzie nie było prac leśnych , tu pracowaliśmy w fabryce samolotów a część została przydzielona do budowy baraków. Traktowanie nie było złe , ale jedzenie było bardzo ograniczone. Pracowaliśmy tutaj przez trzy miesiące. Następnie , poszliśmy z transportem do Kietlitzstreben.Tu już był las i zostaliśmy poprzydzielani do pracy, część do wycinki drzew, a część do budowania bunkrów. Teraz wykonywaliśmy bardzo ciężką praca, a traktowani byliśmy bardzo źle. Ciągle byliśmy bici tylko dlatego, że byliśmy Żydami. Każdego dnia liczba zgonów była 10-12 osób. Większość z nich była ofiarami pobicia. Ponieważ front podchodził coraz bliżej, otrzymaliśmy rozkaz, aby opuścić to miejsce. Stąd szliśmy pieszo 4 dni i przybyliśmy do Blechhammer ( czy nie Neuhammer? – przyp. mój ). Mniej niż 3 dni spędziliśmy tutaj, kiedy przyszli Rosjanie i uwolnili nas. Jeszcze przed wkroczeniem Rosjan, SS-mani uciekli , ale przed ucieczką ok. 40-50 osób zostało zabitych wśród nas. Ponadto moim celem jest - jeśli chodzi o moją żonę - wyjechać do Palestyny
1653,K, uczennica ur. 1928, lat 16, Auschwitz ( 3 dni ), Krakow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 5 tyg.), Bunzlau( 2 tyg. ), Grunberg ( 5 m-cy ), Guben ( 5 dni ), Bergen-Belsen ( 3 m-ce )
Przyszłam do Auschwitz w końcu maja 44 . Zostałam oddzielona od matki, której już nie widziałam. Umieszczono nas w baraku, gdzie spałyśmy w pryczach po 14-cie. Przez 3 dni byłyśmy prawie bez jedzenia. …..Po trzech miesiącach zabrali nas z powrotem do Auschwitz. Tu znowu było strzyżenie włosów, a następnie rozpoczęłyśmy zwykle życie w Auschwitz. Dwa razy dziennie staliśmy godzinami na apelach, nie dostaliśmy nic więcej do jedzenia, poza dzienną racją 1 / 4 bochenka chleba, zupa, trochę margaryny i kiełbasy. Traktowanie było bardzo przykre, byłyśmy bite. Pięć tygodni później przyszliśmy do Bunzlau. Pracowałam przy wodociągach, mieszkałam w bloku młodzieżowym. Jedzenie było nieznacznie lepsze niż Auschwitz, dziennie dostawałyśmy po 1 / 5 bochenka chleba , zupę i dodatki. Mieszkałyśmy w drewnianych barakach, które były na ogół dobrze przygotowane. Pewnego dnia, zapytali , kto chce iść do pracy w grupach po 50 osób? Ja również dobrowolnie się zgłosiłam, więc dostałam się do Grunberg……
1664,M, kuśnierz, ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 8 dni ), Bunzlau ( 1 rok ), Derla ( 8-9 dni ), Bergen-Belsen ( 5 dni )
Przybyliśmy do Oświęcimia 20-05-44. Tu natychmiast oddzielili mnie od moich rodziców, których już nie widzialem. Było bardzo słabe wyżywienie, wiele głodowaliśmy, ale na szczęście nie byliśmy tu długo, po 8 dniach zabrali nas do pracy dalej do Bunzlau. To była bardzo ciężka praca, pracowałem na budowie. Jednak było tu bardzo przyzwoite wyżywienie i zakwaterowanie. Rano dostawaliśmy po 20 dkg chleba i zupę, w południe 1 litr zupy,wieczorem znowu po 20 dkg chleba, salami ipół litra zupy. Kto dobrze pracował, nawet otrzymywał premię specjalną : notatkę, która uprawniala do odbioru papierosów, a nawet żywności. Mieszkaliśmy w barakach, spalismy po dwóch na pryczach, ale wygodnie. Pracownicy również traktowali nas bardzo dobrze. Pracowali tam poza nami czescy cywile i więźniowie z Francji, od których również można było otrzymać jedzenie , zwłaszcza za tytoń. Czas pracy był od 6 –tej rana do 19.45 wieczorem, z 1 godzinna przerwą na obiad. Dwa razy na dobę był apel do sprawdzenia stanu osobowego. Bardzo dbali o czystość, kąpiel i mycie się było obowiązkowe, do mycia, co spowodowało, że przez cały rok tylko trzech ludzi zginęły. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, musieliśmy opuścić Bunzlau, uciekliśmy do Derla. Szlismy przez sześć tygodni, prawie bez jedzenia, tylko od czasu do czasu dostaliśmy trochę czarnego chleba. Trzeciego dnia podczas marszu pozostaliśmy w ukryciu, ponieważ było naszym zamiarem, pozostać w tyle iuciec. Niestety SS zauważył to, znaleźli nas, i wielu z nas zastrzelili . Marsz rozpoczęło 750 osób i 540 dotarło do Derla. Mieliśmy względne szczęście , że mielismy bardzo dobryego Lagerführer ( komendanta obozu ) , który starał się jak najlepiej zmniejszyć nasze cierpienie w drodze i traktował nas bardzo przyzwoicie. W Dorla pracowałem zaledwie 8-9 dni roboczych w warsztacie ślusarskim. Dostawalismy po ćwiartce bochenka chleba i ponad pół litra zupy dziennie, a dwa razy w tygodniu po całym bochenku i trochę margaryny, sera, lub kiełbasy. Wkrótce musieliśmy z Derla uciekać, i zabrali nas do Bergen-Belsen. Jechaliśmy przez sześć dni. Na podróż dostaliśmy konserwy i chleb. W Bergen-Belsen nie dostaliśmy do jedzenia, tylko leżeliśmy brudni na podłodze, bez koca i bez słomy. Była straszna epidemia tyfusu, tu codziennie dinęły setki ludzi. 15 kwietnia ostatecznie zostałem wyzwolony przez Amerykanów
1774,K, Auschwitz ( koniec 05-44, 3 dni ), Kraków ( 2 -06-44 do 16-08-44 ), Auschwitz ( 15-08-44 do 15-09-44 ), Bunzlau ( 20-09-44 do 2-12-44 ), Grunberg ( 11-12-44 do 09-03-45 ), Bergen-Belsen ( 14-03-45 do 15-04-45 )
W Bilka żyło około 300 rodzin żydowskich. Mieliśmy sklep handlu farbami, a gdy nastali w 194 roku Węgrzy, działalność nasza zostala zabroniona i od tej pory byliśmy w stanie handlować tylko nielegalnie.W 1943 mój ojciec stracił życie w tragicznym wypadku, przebywałam tu z mamą i siedmiorgiem rodzeństwa. O świcie 10 kwietnia przybyli do domów żydowskich żandarm i dali kilka minut na spakowanie się. Przewieziono nas do cegielni Ilosva, jedzenie przynosili nam chrześcijańscy znajomi. Byliśmy tam przez 1 tydzień, Następnie wywieziono nas do getta Beregszasz,które również znajdowało się w cegielni….. …. 20 września wywieziono nas do Bunzlau, było nas w transporcie 500 osób. Pracowaliśmy na powietrzu, kamienie nosiłyśmy lub nosiłyśmy ziemniaki z wagonów. Nadzorowało nas SS (mężczyźni i kobiety ) , pracowałyśmy dużo, cała nasza grupa była marmarosk, pracowaliśmy jak mężczyźni, i byli bardzo zadowoleni z nas, tak że tam nas nie bili. Bunzlau był ośrodkiem bardzo miłym, obóz był również w ładnym miejscem, mieszkałyśmy w czystym obozie, w małych pokojach po 50 osób w jednym pomieszczeniu. Raz poszłam do niemieckiego rolnika, 50 z nas tam pracowało, dostałyśmy tak dużo jedzenia od niego, tak, że starczyło na długi okres. SS były osoby starsze i traktowali nas dobrze. Tu pracowałam przez 4 miesiące do grudnia 44 ,w połowie miesiąca wywieźli 500 osób w grupach po 50 z Bunzlau do Grunberg, powiedzieli, że do bardziej regularnej pracy w gupach po 50-ciu. Poszłyśmy do fabryki amunicji, czyściłyśmy piłki……
1884, M, student, ur . 1924, lat 21, Auschwitz ( 29-05-44 do 4-06-44 ) , Bunzlau ( 6-06-44 do 10-02-45 ), Gorlitz (14-02-45 ), Dora ( marzec 45 ) , Bergen-Belsen ( 16-04-45 )
Byłem zatrudniony przez wielką firmę jako urzędnik, byłemw domu. …Już po pięciu dniach został zorganizowany transport pracy do którego ja również należałem .W Bunzlau było paza nami , przybyszami, 500 Żydów polskich. Mieszkaliśmy w sześciu barakach drewnianych w małym obozie, zatroszczono się o czystość . Zostaliśmy wtedy poprzydzielani do różnych prac. Były prace budowlane, praca w lesie, ja sam byłem w fabryce, która zajmowała się produkcją wyrobów z drewna. Byłem zatrudniony jako ślusarz. Początkowo chcieli nas uczyć nitowania , abyśmy później mogli produkować podzespoły samolotów, ale do tego nie doszło. Zarówno z wyżywienia , jak i traktowania byliśmy bardzo zadowoleni. Nasi nadzorcy byli z lotnictwa i Wehrmachtu. My w ogóle nie mieliśmy z nimi wiele do czynienia. Większość z nas zetknęła się z nimi, gdy kupowali od nas papierosy za chleb. Nasza sytuacja bardzo się nie zmieniła generalniw , tylko pod sam koniec nasza dieta się pogorszyło i jedzenia było mniej. 9-tego lutego Rosjanie byli już tylko 5 lub 6 km od Bunzlau. O trzeciej nad ranem otrzymaliśmy rozkaz wymarszu. Więc odeszliśmy a o 7-mej rano obóz był już w rękach rosyjskich. Ze stałą obietnicą, że nie wpadniemy do rosyjskiej niewoli, udaliśmy się w sześć tygodni trwający marsz pieszy po Niemczech. Żywności nie spełniała minimalnych wymogów, zarówno co do ilości, jak i jakości. Ponieważ nie chcieli nas przyjąć w Buchenwaldzie, musieliśmy iść do Dora, gdzie ostatecznie snas przyjęli. Transport został podzielony, ja pozostałem tam na miejscu jako ślusarz. I dostałem bardzo przygnębiającą pracę: w krematorium. Nosiłem węgiel. Palili tutaj ludzi z Ellrich, Sachsenhausen i Nordhausen, tylko mężczyzn. W ciągu dziesięciu dni Anglicy byli tak blisko, że ewakuację uznano za konieczność. Dali każdemu odchodzącemu więźniowi , 1 kilogramowy bochenek chleba i umieścili 100 mężczyzn w jednym wagonie. Otrzymaliśmy też po konserwie mięsnej, ale Ukraińcy od razu nam je odebrali. Więc jechaliśmy osiem dni i wreszcie przyszliśmy do Bergen-Belsen. Tu zamknęli nas w barakach, i naszym całkowitym pożywieniem było codziennie pół litra zupy. W ostatnim dniu chcieli dać nam zatruty chleb, ale Anglicy przyszli w samą porę. Zatrzymaliśmy się na miejscu na jakiś czas po wyzwoleniu Bergen, ponieważ niestety nie było łatwo o transport do domu. Teraz będę tylko czekać na pierwszą okazję, aby móc wyjechać do Palestyny
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:51, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2041, K, gospodyni domowa. ur. 1925, lat 20. Auschwitz ( 25-27-05-44 ), Płaszów ( 29-05-44 do 25-07-44 ), Kraków ( 28-07-44 do 29-08-44 ) , Auschwitz ( 1-09-44 do 6-10-44 ) , Bunzlau ( 8-10-44 do 15-12-44 ), Grunberg (17-12-44 do 15-02-45 ), Bergen-Belsen ( 1-03-45 do 15-04-45 )
Mój ojciec był szewcem , pracował i mieszkał we własnym domu, ja byłam na utrzymaniu i pod opieką swojego ojca. W Kovácsrét , małej miejscowości mieszkało tylko osiem rodzin żydowskich, przedsiębiorców, rolników, najczęściej ludzi biednych. … .. Wywieźli nas transportem do Bunzlau , podróż trwała dwa dni, na drogę wydali po trzy czwarte chleba i dodatki. Do Bunzlau przyszłyśmy i byłyśmy bardzo dobrze umieszczeni, osobne prycze, koc, 30 osób w jednym pokoju. Tu pracowałam przy wyrównywaniu terenu, po 10 godzin na dobę, traktowanie było zadowalające. Kiedy wojska rosyjskie podeszły, wywieźli nas do Grunberg, gdzie byliśmy siedem tygodni. …
2373, 4K, trzy szwaczki ur 1927, 1925,1921. lat 18, 20,24 i ilustrator mebli ur.1928 ,lat 17, Auschwitz ( 3-5-05-44 i 23-08 do 20-09-44 ) , Kraków ( 7-05-44 do 21-09-44 ) , Bunzlau ( 23-09-44 do 8-12-44 ), Grunberg (10-12-44 do 10-02-45 ), Guben (17do24-02-45 ), Bergen-Belsen ( 17-03-45 do 15-04-45 )
Na początku maja zostałyśmy deportowane do Auschwitz z getta Munkács-, gdzie zostałyśmy przeniesione na podstawie rozporządzenia węgierskiego rządu, z miejsca naszego urodzenia i stałego pobytu Ilosva. …. Musiałyśmy wytrzymać trzy i pół miesiąca w tym obozie, po czym zabrano nas z powrotem do Auschwitz. Do czasu kiedy zakwalifikowano nas do nowego transportu pracy, przeszły cztery tygodnie. Nowy transport poszedł do Bunzlau, gdzie miełyśmy pracować w komando budowlanym. Praca nie była ciężka i pogodziłyśmy się z naszym losem, gdy dostałyśmy więcej jedzenia i jeśli nie musiałyśmy tyle cierpieć z zimna. Jak byłyśmy głodne i zmarznięte to nie byłyśmy w stanie spełnić wymagań naszej pracy, lub tylko z wielkim trudem je spełnić . To było czyste szczęście, że komendant obozu, SS Oberschaarfuhrer, żałował nas i traktował nas po ludzku. Troszczył się także, żeby w obozie panowała czystość, żebyśmy miały i możliwości i środki do utrzymania czystości. Gdy ktoś zachorował lub był w inny sposób niezdolny do pracy, mógł się zgłosić jako chory bez żadnego zagrożenia i nie musiał wracać do pracy. Niestety wieść o cudzie powodowanym przez współczującego ludziom sierżanta SS rozprzestrzeniła się zbyt szybko, i po krótkim czasie, komendant obozu został zastąpiony, i w ciągu dwu i pół miesiąca w ogóle usunięty z obozu.
Ale doszliśmy do Grünberg, gdzie mieliśmy pracować w fabryce amunicji odległej o cztery km od obozu…..
2819, M, furman, ur. 1914, lat 31, Auschwitz ( 17-19-05-44 ) , Bunzlau ( 23-05-44 do 10-12-44 ), Bergen-Belsen ( 15-01-45 do 15-04-45)
Byłem na służbie w koszarach artylerii w Użgorod wraz z 70-cioma innymi dołączonymi do centrum uzupełnienia. …Tak przeszły 2 dni, a następnie zgłosiłem się na ochotnika do pracy jako cieśla. Do transportu zgłosiło się dobrowolnie 500 osób. Dwa dni później załadowali nas do wagonów i wywieźli do Bunzlau / Górny Śląsk / Kiedy przyjechaliśmy tutaj po raz pierwszy udaliśmy się do łaźni , gdzie nas poddali dezynfekcji, a następnie dostaliśmy się do bloku. Wszyscy spali na osobnych pryczach, 75 osób mieszkało w pokoju (Stubá). Tu już nie musieliśmy jeść ze wspólnej miski, każdy miał w oddzielnym naczyniu. Następnego dnia przydzielili nas do miejsc naszej pracy. Pracowaliśmy w fabryce mebli i robiliśmy kamuflaż samolotów . Pobudka była o 6 rano, po śniadaniu, o 7 rano zaczynaliśmy pracę w w fabryce i pracowaliśmy tam do 17-tej wieczór. To nie była trudna praca. Tu był bardzo dobry dowódca i byliśmy szczęśliwi , że tu pracowaliśmy. W godzinach porannych dostawaliśmy w obozie zupę i 20 dkg chleba, rano w fabryce 2 kromki chleba z margaryną i kawę, na obiad zawsze było mieso z sosem i na kolację chleb z margaryną lub twarożkiem lub dżemem i specjalna zupa. W obozie mieliśmy bardzo dobre traktowanie. Mogliśmy się wykąpać w ciepłej wodzie raz w tygodniu, w niedzielę nie pracowaliśmy , cały dzień mieliśmy na odpoczynek. Kto pracował dobrze, otrzymywał premię, co oznaczało, że osoba może kupić za 1-5 marek w zależności od zasług i mógł wykupic papierosy za te bony. Jeżeli ktoś otrzymał bon na 1 markę, to mógł za niego dostać 33 papierosy. Tak było tutaj do 10 grudnia 44. Następnie front się przybliżył , a my zostaliśmy zmuszeni do ucieczki. Chorzy, którzy tu pozostali na miejscu było w sumie ma 347 -miu. Były to osoby, które już wcześniej nie były bardzo zdrowe. My około 650-ciu wyruszyliśmy z Bunzlau na piechotę. 200 z nas zmarło w drodze. Częściowo zostali zastrzeleni po drodze, bo nie mogli chodzić, a częściowo zmarli z krańcowego wyczerpania, bo głodowaliśmy i nie wytrzymali marszu śmierci. Szliśmy przez kilka tygodni, aż dotarliśmy do Bergen-Belsen. Niestety, tu dostaliśmy bardzo mało do jedzenia i tak wszyscy próbowali coś zorganizować do jedzenia . Przylapani na czymś takim byli zabijani strzałem na miejscu. Kiedy przyjechaliśmy tutaj było wielu zmarłych w obozie . Większość ludzi zmarło z głodu. Trwało to aż do 15 kwietnia ,kiedy przyszli Brytyjczycy i nas uwolnili. Gdy Brytyjczycy przybyli do obozu, wszyscy niemieccy SS uciekli i służbę pełnili żołnierze węgierscy. Ponieważ wszyscy byliśmy bardzo osłabieni, pozostaliśmy tam aż trochę wydobrzeliśmy. Potem zacząłem szukać transportu. Poszedłem pierwszym czeskim transportem na Zakarpacie ,dostalem się do tego transportu. Pjechalismy do do Budapesztu przez Pragę. Kiedy wyjechałem z Bergen-Belsenb, były tam nawet tysiące węgierskich, rumuńskich i czeskich obywateli, którzy tam jeszcze zostali. Czesi tylko chorzy tam pozostali, ponieważ nie można było ich zabrać. Plany na przyszłość: lub jak najszybciej wydostać się do Palestyny.
2933,M, krawiec, ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 27-05-44 do 3-06-44 ) , Bunzlau ( 05-06-44 do 10-02-45 ),
W Tecso mieszkało około 500 rodzin żydowskich (2500 osób),dobrze prosperujących handlowców i przemysłowców. W szczególności zajmowali się sprzedawaniem jabłek r, tu uprawiali słynne jabłka Jonathan. Mój ojciec był krawcem, mieszkaliśmy w naszym domku. To zapewniało nam materialną podstawę życia . …. Następnie nas zdezynfekowali, obcięli nam włosy, dali więzienne pasiaki i przydzielili do baraku.W takim baraku było 1300 ludzi. Każdego dnia był apel, szukali ludzi określonych zawodów . Pewnego dnia szukali drwli i zgłosiłem się na ochotnika zawieźli mnie do Bunzlau. Po dwóch dniach podróży - z wystarczającą ilość pożywienia , z 30-toma ludźmi, którzy stanowili transport – dotarłem na miejsce. Miejsce było, jednak przez całą drogę nie wolno nam było stać. Po przybyciu na miejsce jednego z naszych towarzyszy bolały nogi, nie mógł wydostać się , SS go bezceremonialnie wyrzuclili z wagonu, złamał nogę , a potem zmarł. Tu również nas ostrzygli, nadali numery i przydzielili do pracy. Budowaliśmy baraki, czas pracy był dziennie po 12-13 godzin. W zimie prawie wszystkie zmiany brałem nocne i pracowałem od godziny 5 wieczór do 5rano. W miejscu pracy dyrygowali mistrzowie, musieliśmy pracować w takim tempie, aby wykonać określoną ilość rzeczy, kto zrobił większą produkcję, dostawał premię. Cały czas byłem wraz z ojcem i dziękuję Bogu, doszliśmy razem do domu. 9-tego lutego 45, w sobotę, kiedy pracowałem, w południe maszyny rosyjskie nas zbombardowały. Po bombardowaniu ogłoszono apel, rozdzielili słabych i zdrowych . Mój ojciec do końca był ze mną. W niedzielę pobudka była o 2 w nocy i wyruszyliśmy, chorzy pozostali na miejscu, nie wiemy, co się z nimi stało – my byliśmy na czele. Mieliśmy ciągnąć wozy, ale odmówiliśmy, byliśmy zdesperowani, naszym zdaniem :będzie to, co się stanie. Zrobiliśmy jeszcze 15 km, a następnie pozostaliśmy w tyle, nie chcieliśmy iść dalej, wycofaliśmy się do szopy, gdzie spaliśmy i tam pozostaliśmy. Pięć dni spędziliśmy w tej stodole, zebraliśmy trochę więcej żywności, pół chleba,trochę margaryny. Była to opuszczone wioska o 15 km od Bunzlau. Pięć dni później przyjechało tu wojsko rosyjskie, w ten sposób zostaliśmy uwolnieni w dniu 15 lutego. Następnie spotkaliśmy trzech kolegów z Bunzlau, którzy też byli w ukryciu, i w pięciu ruszyliśmy w dalszą drogę na piechotę, do Rawicza na granicy z Polską. Stamtąd Rosjanie przetransportowali nas koleja do Częstochowy , tam przejęli nas Czesi. Sześć tygodni czekaliśmy ba na czechosłowacki transport, w końcu wyruszyliśmy i przez Medzilaborce, Homonnnán przybyliśmy do Tecs, gdzie pozostawiłem ojca – sam przyjechałem do Budapesztu. Słyszałem, że w domu są już trzy siostry . plan: mam zamiar iść tak szybko, jak wszyscy do Palestyny.
3320, M,stolarz ur 1919, lat 36 ,Auschwitz ( 2do6-06-44 ), Hirschberg ( 9do14-06-44 ), Bunzlau ( 15-06-44 do 11-02-45 ), Dora ( 26-03-45 do 2-04-45 ), Bergen – Belsen (9-15-04-45 )
……. To nadal nie pracowaliśmy , wkrótce wybrali 120 stolarzy i dwa dni później przenieśli nas do Bunzlau, który jest ok. 60 km od Hirschberg . Po jednodniowej podróży, poszliśmy na bloki, każdy spał w oddzielnej pryczy. Wykąpaliśmy się, tutaj bardzo dbali o czystość, mieliśmy wiele okazji do mycia . Ilościowo i jakościowo wyżywienie było wystarczające , gotowany posiłek trzy razy dziennie, czarna kawa, chleb. Następnego dnia przydzielili nas do fabryki przerabiającej drewno gdzie pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, zawsze w dzień. Zostaliśmy ocenieni jako wykwalifikowani pracownicy i niemieccy majstrowie traktowali nas przyzwoicie. Mieszkaliśmy na terenie fabryki, zwykle nie można narzekać na traktowanie. Pierwszego czerwca w sobotę po południu, wywieźli nas do miasta, abyśmy wykopali zbiornik na wodę. Towarzyszyło nam 15 kapo, traktowali nas straszne rygorystycznie , jeśli zauważyli , że ktoś odpoczywa, natychmiast go brutalnie pobito. Nie miałem okazji obserwować zachowania się ludności miejscowej miasta, ponieważ podczas pracy nie mogliśmy się przyglądać, jednakże z tego, że zatrzymali się i spojrzeli na nas , można było wywnioskować, widzieliśmy, że podobała im się praca ( tekst niepewny, przyp. mój ). 11-tego lutego 45 przed zajęciem terenu przez Rosjan , zabrali nas do Dora .W 600-osób: Polaków i Rumunów, którym towarzyszylo SS- wyruszyliśmy pieszo ciągnąc 7 wózków z rzeczami SS i żywnością. Pierwsze dwa dni dostaliśmy po 20 dkg chleba i 5 dkg margaryny, a następnie ponownie po 14 dniach dostaliśmy bochenek chleba na sześciu , ale potem znowu był wielki post, zupa z makaronem i kawa, w drodze już nie było innego wyżywienia. Wody nie było, nie można było się myć w ogóle , wkrótce dostaliśmy wszy. Zawsze spaliśmy w stodołach na ziemi, bez słomy, bez koca. Aby szybciej dotrzeć do wsi w nocy, strasznie nas gonili , szliśmy bez zatrzymywania się. Wozy były strasznie ciężkie, ciągnący byli bici, to trwało sześć tygodni. Każdy, kto wyszedl z szyku po coś do zjedzenia na polu i wyszedł z drogi był zabijany strzałem. W wyniku stałego poganiania ciągnących wozy wielu zachorowało na płuca i opłucną, wielu ludzi zginęło przy tym tym, ale wiele osób dostało fleki i paratyfus. 600 osób wyruszylo a 210 osób przybyło do Dora. Tu znowu wykąpaliśmy się, zdezynfekowano nas i umieścili nas w kinie obozowym ok. 2000 ludzi spało tu na ziemi i słomie bez koców. Po przyjeździe dostaliśmy po 20-25 dkg chleba i raz dziennie zupę, to była normalna, codzienne racja. Osiem dni byliśmy całkowicie bez pracy, a następnie skerowali nas do Budowu V1. Dwa dni później jednak zostaliśmy ewakuowani, przypisali nas do transportu 3500 ludzi i wywieźli koleją do Bergenbelsen. Po przybyciu wielu nie mogło być umieszczone w blokach, również wielu ludzi umieszczono na poddaszu, z braku miejsca. Przez trzy dni byliśmy po raz kolejny bez pełnego wyżywienia, ryzykując nasze życie zdobyliśmy trochę marchwii aby złagodzić głód.
Trzy dni później dostaliśmy po bochenku chleba na dwunastu i po 0.2 litra zupy na głowę, więc śmiało możemy powiedzieć, że dziewięć dni głodowalismy. Każdego dnia setki osób ginęło z osłabienie i wygłodzenia. Wiedzieliśmy, że w chlebie są bkterie tyfusowe, ale z głodu nie przejmowaliśmy się tym. Mieszkaliśmy tak przez kilka dni a pewnego dnia wcześnie rano usłyszałem komunikat z głośnika w języku angielskim, wszystkie bloki powtarzały : jesteśmy wolni! Brytyjczycy poprosili o cierpliwość, obiecali, że w ciągu 24 godzin brytyjskie wojsko dostarczy żywność. Byliśmy tak osłabieni, że nie byliśmy w stanie wychodzić z bloku, leżeliśmy tylko bez ruchu. Kto był w trochę lepszym stanie, udał się do „ organizowania „. Osiem dni potem już otrzymywaliśmy normalne racje wojskowych dostaw. Szacuje się, że około 20.000 osób było martwych w obozie w chwili wyzwolenia lub zmarło tuż po nim. W trzy tygodnie po wyzwoleniu poszliśmy do Zelle ,gdzie mieszkaliśmy w prywatnym domu. I przez dwa miesiące w które tu spędziliśmy, otrzymywaliśmy racje żywnościowe z obozu, robiliśmy jednak (kintlakás ) , co jest dozwolone. Spędziliśmy tutaj bardzo dobry czas, a następnie powrócił do Bergenbelsen , po rozwiązaniu obozu w Zell. W Bergenbelsen spędziłem 2 miesiące , tu również miałem doskonałą opiekę. Stąd poszliśmy w 200 osób przez Hannover, Kassel, Norymbergę, Pilzno, Pragę. (Spędziliśmy dwa dni w Pradze, w biurze repatriacyjnym Stowarzyszenia Charitas i mieliśmy doskonałe wyżywienie i mieszkanie nawet dali dużo na drogę i przybyłem do Bratysławy i stamtąd do Budapesztu. Plany na przyszłość: chcę się w zawodzie uniezależnić.
3533, M, mechanik samochodowy , ur.1919, lat 26, Auschwitz ( 10-24-05-44 ) , Bunzlau ( 26-05-44 do 12-04-45 ),
…...2 dni i 2 noce jechaliśmy wtłoczeni do wagonów, przybyliśmy do Auschwitz o 15-tej po południu . Ponieważ był pogodny dzień, nie wypuścili nas z wagonów od razu. Dopiero wieczorem o godzinie 22, SS wyrzucili wszystkich z wagonów, musieliśmy się ustawić w 4-ech rzędach , a na nas świecił reflektor. Oddzielili mężczyzn od kobiet. Z samochodu ciężarowego, wyrzucili jak śmieci osoby starsze, chorych i dzieci, oddzielone od krewnych. Nas uznali za zdolnych do pracy i poszliśmy 2 godziny, aż dotarliśmy do dużego magazynu. Tam popędzano nas i powiedzieli , że mamy wydać wszystkie ubrania i przedmioty wartościowe, bo inaczej będą strzelać. Zostaliśmy tylko w butach. Stamtąd udaliśmy się do łąźni, okąpaliśmy się, dostaliśmy spodnie w paski i cienką pasiastą kurtkę. Ostrzygli nam ałosy i na środku głowy wygolili pasek o szerokości 4 cm.. Popędzili nas do obozu C na 15-ty blok, w który było 1300 osób stłoczonych jak śledziem. Nie mieliśmy w ogóle miejsca. Po kilku godzinach przyszedł żołnierz SS i wszystkich wyrzucił na zewnątrz wśród bicia. Staliśmy na apelu godzinami na ulewnym deszczu czakajac aż nas policzą. Potem znowu następuje selekcja , wybrali ok. 50 osób, w tym osoby starsze i słabe , nie wiem , co się stało z nimi. Następnego dnia po południu pojawił się w niemiecki oficer i zakomunikował , żeby się zgłosił każdy, kto chce pracować. Zgłosiliśmy się z ojcem na ochotnika i skierowali nas do Birkenau ok. 6 km od Auschwitz. Pracowałem tam wewnątrz krematorium, które było wyposażone w duży komin . pchałem również do pieca wagoniki kolejowe ze zwłokami lezącymi na nich ,. Kilka minut później wyciągałem te wagoniki. Raz miałem okazję iść do komory gazowej , która wyglądała jak łaźnia , były prysznice i były wyposażone w żelazne rury. Zamiast wody pod prysznicem wypływał gaz. Słyszałem od polskiego Żyda, który należał do "Sonderkommando" / palili w piecu do spopielania / że często się zdarzało, że do pieca byli wkładani zagazowani z jeszcze bijącym sercem. Często wykonywałem pracę pomocniczą polegajacą na myciu zagazowanych. Ciało tych nieszczęśników było pełne żółtych i fioletowych plam. Jeden z moich towarzyszy matkę spalił w piecu. Pracowaliśmy od 6 rano do 11, a następnie mieliśmy obiad, po popołudniu pracowaliśmy od 2-21 dopóki nie pracowałem cały czas. Na wyżywienie nie narzekałem, ale zawsze byliśmy w strasznym stanie umysłu , to co widzieliśmy powodowało, że trudno mi było przełknąć jakiś kęs. Szczęście, że trwało to tylko dwa tygodnie, cierpienia nie do opisania, potem powiedziałem funkcyjnemu obozowemu, że nie wytrzymuję nerwowo w tej strasznej pracy , a tym samym ponownie powróciłem do Auschwitz, skąd poszedłem dalej z transportem do Bunzlau, w zamyśle do prac leśnych. W Bunzlau poszedłem do fabryki , zwłaszcza w fabryce amunicji pracowałem z ojcem, który, niestety, trzy miesiące potem został oddzielony ode mnie, i przewieziony transportem do Hirschberg. We wrześniu otrzymałem od niego znak życia, ale dowiedziałem się, że w obozie wybuchł tyfus i zginęło części 3/4-ludzi, niestety w tym mój ojciec. W Bunzlau ojciec i ja mieszkaliśmy w drewnianych barakach, w obozie panowała wysoka czystość, a żołnierze Wermachtu traktowali nas przyzwoicie. Na początku pracowalem po 8 godzin dziennie w fabryce czołgów, ale później zostałem ukarany, ponieważ wziąłem sobie ziemniaka i zabrali mnie do kopania okopów. W końcu lutego zauważyłem w zakładzie pracy, że wielu uchodźców jest na drogach i ewakuują miasto. Zaczęły się u nas selekcje. Z Gross-Rosen przyszedł rozkaz, że w zakładzie ma pozostać zaledwie 350 ludzi, tylko słabych i chorych. Reszta była liczona i umieszczali ich w oddzielnych barakach, i około godziny drugiej nad ranem zabrali ich do transportu do Mauthausen, a inne części do Bergen -Belsen. Ja pozostałem w obozie, a następnego dnia, IV. 1 rozpoczął się rosyjski atak. Droga do Wrocławia Walki rozpoczęły się na drodze z Wrocławia , trwały 4 godziny, w obozie było względnie spokojnie, nic złego się nie stało, tylko spaliły się koszary SS i 2-gi blok. Po zakończeniu walk do obozu Przybylo wojsko rosyjskie. My natychmiast wyruszyliśmy , szliśmy całą noc, wszędzie wokół nas był ogień i na drodze leżeli martwi. Poszliśmy do Breslau ,stąd do Czech do szpitala, tam byłem pod najbardziej troskliwą opieką. W pełni zregenerowany przybyłem do Budapesztu.
Wizów
3145, K, gospodyni domowa ur. 1905, lat 40, Auschwitz ( 1 tyg. ) , Kraków ( 6 tyg. ), Auschwitz ( 7 tyg. ) Visau- Bunzlau ( 4 m-ce), Sportschule ( 2 m-ce ) , Langenbielau ( 2,5 m-ca )
…Stamtąd ponownie powróciłyśmy do Auschwitz. Nie prcowałyśmy , ale budziłyśmy się o świcie, i staliśmy godzinami na apelu. Po 6 tygodniach ponownie wybrano nas do transportu do , Wiesau-Bunzlau. W fabryce o nazwie Küppercz wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę, ale traktowanie było wystarczająco dobre. Jedzenia było bardzo mało. 4 miesiące potem poszłyśmy na Górny Śląsk, do szkoły sportowej ( Sportschule ). …
3548 K, 2 relacje : ( gospodyni domowa ur 1902, lat 43, i krawcowa ur 1922, lat 23, ), Auschwitz (9-06-44 do 19-06-44), Płaszów ( 20-06-44 do 14-08-44 ) , Auschwitz ( 15-08-44 do 30-09-44 ),Wisau ( 2-10-44 do 2-12-44), Langenbielau ( 4-12-44 do 14-02-45), Parschnitz ( 27-02-45 do 9-05-45)
… .. Po sześciu tygodniach, z końcem września zostałyśmy wywiezione do pracy. Jak podano wyżej wyruszyliśmy razem z kobietami z Aszód, ale były w innym wagonie, w moim wagonie jechała tylko Szebenyi Agnes, a innienie wiem, gdzie je wywieźli, a później słyszałam, że do obozu koło Lipska. W wagonie było 70-80 kobiet, dwa dni jechałyśmy do Wisau. Przybyło nas do obozu 400 kobiet z Węgier , to był bardzo mały obóz, tylko my tam byliśmy wtedy. Wszelkie prace zewnętrzne została tutaj wykonane, pracowałyśmy po 12 godzin dziennie . Stąd wkrótce dostałyśmy się do Langenbielau, gdzie otrzymałyśmy przydział do pracy w odległej o 7 km fabryce broni Lehmana….

28. Obóz Kietlitztreben koło Breslau Trzebień
1475, 1647=3
1475,M, zawód nie podany, ur.1924, lat 21, Auschwitz 26-05-44 do 30-05-45, Funfteichen ( 4-06-44 do 25-08-44) , Kietlitztreben ( 30-08-44 do 10-02-45)
Mieszkalem w Munkaczu . Uzgodniłem z dwudziestoma moimi znajomymi,ze zgłosimy się na ochotnika do pracy i wtedy unikniemy deportacji…. w dniu 24 maja załadowano nas na wagony i wywieziono do Auschwitz, przybyliśmy o północy, zabrali nas do kąpieli, ostrzygli, dali pasiaki, a następnie razem z ojcem i bratem wprowadzono nas do obozu, przy czym nas chwytali, popychali i bili. Następnego dnia pytali, czy znamy jakis zawód. Ponieważ znaliśmy, skierowali mnie do bloku 7-mego, ojca do 3-go bloku , a jak się dowiedziałem , moją matkę skierowali do 10-tego bloku. Po 4-rech dniach poszliśmy do Fünfteichen. Byli tam razem więźniowie z różnych narodowości, którzy traktowali nas bardzo dobrze. Poszlismy do pracy w fabryce, w której kierownictwo też było dla nas dobre. Racja żywnościowa była dziennie 50 dkg chleba i w południe 1 litr , a wieczorem 1 / 2 litra gęstej zupy. Po 2 1 / 2 miesiącach zachorowałem i dostałem się na rewier, leżałem tam przez 2 tygodnie, tam także dobrze mnie traktowano, jak w miejscu pracy. Więźniowie otrzymywali paczki z domu dzielili je między nas . N a początku czerwca pojechaliśmy z Fünftaichen do Kietlitz, koło Breszlau . Pracowaliśmy na budowie w spalonym lesie. Tu już bardzo źle nas traktowali i dosłownie zagłodzili. Dziennie umierało 40 do 50 osób. 6 osób dostawało 2 kg bochenek chleba, w południe dawali po 3 / 4 litra zupy, nie dostaliśmy nic więcej, bo jak dowiedzieliśmy się resztę naszych racji wstrzymalo nam kierownictwo. Mieliśmy również przyznane codziennie dodatki, ale nigdy ich nie dostaliśmy. Obóz był w lesie, nie mieliśmy toalety, wszystko było zamrożone, można było się umyć tylko śniegiem. Wielu ludzi chorowało na jelita, z przeziębienia i głód siały wielkie spustoszenie wśród ludzi. Nie mogliśmy się umyć, ale jeżeli komuś znaleźli wszy we włosach, ścinali mu pasek włosów, tak, został on przez cały tydzień naznaczony. W dniu 10 lutego 1945 Rosjanie nas wyzwolili . Po wyzwoleniu, udaliśmy się z kilkoma kolegami ok 10 km, tam dostaliśmy odzież i żywność, w pierwszej miejscowości się wykąpalismy się , i zaczęliśmy się ponownie czuć ludźmi . 10 marca utrzymaliśmy się wewsi, wielu naszych „ organizowało „ jedzenie, oprócz tego dostaliśmy od Rosjan i jak przyszedł pociąg, ruszyliśmy w kierunku Polski. Tymczasem zachorowałem i leżałem w szpitalu w Polsce przez 1 miesiąc. Po okresie rekonwalescencji poszedłem czeskim transportem do domu. Po kilku dniach pobytu w Budapeszcie poszedłem do Munkacsa , bo podróżowaliśmy z ojcem i bratem różnymi transportami i byliśmy rozdzieleni. Tam czekałem na rodzinę.
1647, M,handlowiec, ur. 1909, lat 36, Auschwitz ( maj 44, 4 dni ), Bunzlau ( maj-sierpień44 ), Kietlitztreben ( sierpień 44 do marzec 45 ), Blechhammer ( koniec marca 45 )
Rozpoczęliśmy w Othon getcie wraz z bratem żony i oboma naszymi żonami. Kiedy dotarliśmy do Oświęcimia, rozdzielili nas z żonami. Wzięliśmy kąpiel, obcięli nam włosy, wydali odzież więzienną . Następnie skierowali nas do bloku w obozie cygańskim. Tu byliśmy tylko kilka dni. W międzyczasie poprosił Lagerführer, żeby się wpisać do rejestru, kto chce iść do prac leśnych . Zgłosiliśmy się z bratem na ochotnika do tej pracy. Odebralismy numer, a następnie załadowali nas do wagonów. Do transportu kolejowego poszło 1000 osób. Dotarliśmy do Bunzlau, gdzie nie było prac leśnych , tu pracowaliśmy w fabryce samolotów a część została przydzielona do budowy baraków. Traktowanie nie było złe , ale jedzenie było bardzo ograniczone. Pracowaliśmy tutaj przez trzy miesiące. Następnie , poszliśmy z transportem do Kietlitzstreben.Tu już był las i zostaliśmy poprzydzielani do pracy, część do wycinki drzew, a część do budowania bunkrów. Teraz wykonywaliśmy bardzo ciężką praca, a traktowani byliśmy bardzo źle. Ciągle byliśmy bici tylko dlatego, że byliśmy Żydami. Każdego dnia liczba zgonów była 10-12 osób. Większość z nich była ofiarami pobicia. Ponieważ front podchodził coraz bliżej, otrzymaliśmy rozkaz, aby opuścić to miejsce. Stąd szliśmy pieszo 4 dni i przybyliśmy do Blechhammer ( czy nie Neuhammer? – przyp. mój ). Mniej niż 3 dni spędziliśmy tutaj, kiedy przyszli Rosjanie i uwolnili nas. Jeszcze przed wkroczeniem Rosjan, SS-mani uciekli , ale przed ucieczką ok. 40-50 osób zostało zabitych wśród nas. Ponadto moim celem jest - jeśli chodzi o moją żonę - wyjechać do Palestyny.

29. Obóz Gebhardsdorf Giebułtów k.Mirska
953, K, 2 relacje, krawcowe ur 1921 i 1925, lat 24 i 21, Auschwitz ( 15 do 23-06-44 i 15-08 do 15-09-44 ), Płaszów (23-06-44 do 12-08-44 ) , Gebhardtsdorf (16-08-44 do 17-02-45 ), St. Georgenthal ( 17-02-45 do 8-05-45 )
W dniu 12 Czerwca 1941 musieliśmy wraz z naszymi rodzinami udać się z miejsc naszego urodzenia i stałego pobytu-do getta Komárom. W tym getcie skoncentrowano 10.000 Żydów nie tylko z Komárom, ale również pochodzących z okolicznych wiosek. Już po trzech dniach nastapiła deportacja. Na podróż do Auschwitz, która miała trwać trzy dni, otrzymaliśmy po dwa kilogramy chleba, nic więcej, wody nie dali, co było czymś szczególnym w tym czasie - to był szczyt lata – podróż była nieprzerwanym łańcuchem cierpień. W Auschwitz byliśmy według zwykłych procedur ostrzyżeni, okąpani i tak oddzieleni od naszych rodzin. W Auschwitz pozostałyśmy tylko 8 dni i z transportem 2500 więźniare, wyłącznie węgierskich Żydówek, dotarłyśmy do Płaszowa, miejsca wygnania Żydów z Krakowa. Praca, którą musieliśmy zrobić, nie mogła być uznana za łatwą nawet dla mężczyzn . Bardzo cierpiałyśmy , bo nie tylko praca była bardzo trudna, ale jedzenie bardzo słabe i mało a traktowanie brutalne . Te tygodnie pracowaliśmy w Płaszowie potem poszłyśmy z powrotem do Auschwitz, a następnie czekałyśmy na przydział do nowego transportu pracy. Po miesiącu, ten przydział nastąpił i poszłyśmy z transportem 200 więźniarek do wsi Gebhardtdorf do pracy w fabryce części do samolotów. Jedzenie, zakwaterowanie i traktowanie było dopuszczalne, tylko pod koniec jedzenia było mniej, ze względu na napływ nowych więźniów. Po pięciu miesiącach poszły śmy dalej, najpierw do St.Georgental ( Czechy na S od Żytawy ) gdzie mieliśmy do budowy głównie szańce ale również pracowałyśmy w fabryce śrub. Nie była to zbyt ciężka praca, także na traktowanie nie mogłyśmy narzekać. W St Georgental zostałyśmy aż do wyzwolenia obozu przez Rosjan w dniu 5 Maja; nastąpiło to po opuszczeniu przez Niemców nas i obozu. Tydzień po wyzwoleniu, byliśmy w stanie wrócić do domu……
1990,K, uczennica ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ), Plaschow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 1 m-c ), Gebhardsdorf ( 8 m-cy ), Georgenthal ( 2 m-ce )
Poszłam do Auschwitz z rodzicami, tam była selekcja i od tego czasu nie widziałam rodziców. Nie musieliśmy pracować, ale jedzenia dostaliśmy tylko tyle, żeby nie umrzeć z głodu. Po trzech dniach zabrali nas do Plaschow. Tutaj już musieliśmy pracować, praca była bardzo ciężka. Musieliśmy budować ulice, nosiliśmy deski i kamienie . Pracę zaczynaliśmy o 8 rano i pracowaliśmy do 18 wieczorem. Pobudka była o 6 rano, ale jeszcze przed wyjściem był apel a następnie szliśmy do pracy. Z godzinna przerwą na obiad pracowaliśmy do godziny 18-tej. Dwa kilogramy chleba dostawał jeden człowiek i dodatki, poza tym było pół litra zupy i czasami kawa w godzinach wieczornych. Ci z nas, którzy pracowali w komandach zewnętrznych mogli dostać lepsze rzeczy, ponieważ mogli oni czasami zdobyć żywność , ale my nie mogliśmy. Mieszkaliśmy w barakach bardzo wygodnie, można było normalnie się umyć, ale nie było mydła. Traktowanie było bardzo złe, gdy szliśmy do pracy często nas bili, ale w miejscu pracy często biły nas kobiety SS. Po trzech miesiącach wróciliśmy do Auschwitz. Znowu zaczęła się bezczynność i niekończące się apele. Wyżywienie było bardzo złe i mało. Na cztery osoby dostawaliśmy jedno kilo chleba , ponadto 1 litr zupy na osobę i dodatki. W 1 miesiąc po tym, jak wróciłam, dostałam się znowu do transportu i poszliśmy do Gebhardsorf. Tutaj już sytuacja była lepsza, dostaliśmy odzież i bieliznę ale praca była bardzo ciężka. Pracowaliśmy w fabryce amunicji po 12 godzin dziennie. Wyżywienie była nieco lepsze niż w Auschwitz, czasami nawet było mięso i ziemniaki także , ale była duża racja chleba, dziennie dostawaliśmy po pół kilograma chleba .Pracownicy cywilni zachowywali się normalnie, czasem także dawali nam żywność, ale jedzenie było tak zadowalające, że nie było bardzo ciężko. W obozie panowała wysoka czystość, można było się myć, kąpać, a nawet położono duży nacisk aby być czystym, tak bardzo, że kto był brudny, był bity. Zakwaterowanie było bardzo przyzwoite. Spaliśmy w osobnych łóżkach, mogliśmy się ogrzewać tak, że nie było zimno. W fabryce pracowaliśmy również w ciepłym miejscu, choć, niestety, miejsce było nieco duszne. W sumie mieliśmy bardzo dobrze, mogę powiedzieć, wszystko było jak w domu, tylko mojej mamy bardzo mi brakowało. Kiedy Rosjanie byli już blisko, przeniesiono nas do Georgenthal. Szliśmy pieszo tydzień bez jedzenia. Tylko można było zdobyć trochę małej rzepy, kto miał dość odwagi, aby odważył się, że mogą go zastrzelić. Kto nie był w stanie dalej chodzić, zabierali go na wóz i brali go go dalej. W następny dzień po naszym przybyciu do Georgenthal poszliśmy do pracy. Wtedy obóz nie był jeszcze gotowy, dokończyliśmy obóz, a następnie poszliśmy do pracy do fabryki i porządkowania ruin. Tu czas pracy był 12 godzin. Robotnicy zachowywali się przyzwoicie, ale esesmani traktowali nas bardzo źle. Miejsce pracy było bardzo daleko i w południe nie dostawaliśmy nic innego niż pół litra zupy, która była bardzo wodnista i 1 / 8 chleba wieczorem , lub 4 ugotowane ziemniaki i trochę margaryny lub kiełbasy. Wyżywienie było tutaj bardzo złe i mało. Ostatnie dwa tygodnie, Kommandeführer chciał nas powystrzelać, bo nie było nic do jedzenia. Już doszło do tego , zabierali nas do pobliskiego lasu, ale właściciel fabryki nie pozwolił, mówiąc, że potrzebuje jeszcze ludzi, a on daje nam jedzenie. Rzeczywiście tak było, ale tylko przez kilka dni dawali zjeść, aż pewnego dnia Niemcy uciekli a trzy dni później przyszli Rosjanie i nas wyzwolili. Zamierzam emigrować do Palestyny.
(info wikipedia Pol):”W przedwojennym Giebułtowie istniały mechaniczne zakłady tkackie Firma Merfeld i Syn i Gustaw Winkler. W czasie wojny w zakładzie tym pracowały więźniarki z kobiecego podobozu [2]– filii Gross Rosen (Rogoźnica). Więźniarki, przeważnie Żydówki, robiły części do samolotów, a w fabryce mebli rączki do granatów i skrzynki na miny. W okresie powojennym była tu również fabryka zabawek z drewna, które cieszyły się powodzeniem w całej Polsce. Obecnie jest to budynek mieszkalny.Po 1945 roku zakłady upaństwowiono i utworzono Giebułtowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego. W 1995 r. zakłady zostały sprywatyzowane, upadły, obecnie należą do spólki Womarex [3], która produkuje także biopaliwa.”
30-Obóz Christianstadt Krzystkowice
294,1265,1462,1943,1962,1963,2231,2815,2867,=9
Q- zapis dot obozu Christianstadt.
294, K,ur 1927, lat 18, ,Auschwitz ( 5 m-cy ) , Schlesiensee ( 2 ½ m-ca ), Grunberg ( 3 dni ), Christianstadt ( 12 dni ) , Zvade ( 6 tygodni ) , Nuero leu ( 3 tygodnie ).
-relacja nie zawiera informacji dot. Christianstadt ( przyp. mój ).
1265, 2K, gospodyni domowa ur 1923, lat 22 i szwaczka ur 1927 ,lat 18 , Birkenau ( 5-05-44do pocz.06-44 ),Christianstadt ( 10-06-44 do poł.-01-45), Bergen-Belsen (2-03-45 do 13-04-45)
Mieliśmy w domu młyn, który został od nas przejety przez Węgrów, odtąd żyliśmy na nielegalnej stopie. Rodzina składała się z sześciu osób. Z chrześcijanami żyliśmy do końca dobrze,w miejscowości żyło 500 chrześcijańskich i 80 żydowskich rodzin. …. Chcę zauważyć, że większość Żydów była biedna, mieli trochę ziemi i zajmowali się malym handlem. Druga osoba dodaje: "Mój ojciec zmarł 10 lat temu. Wraz z matką, żyliśmy w piątkę. Matka i ja utrzymywałyśmy rodzinę z szycia. We wsi było 300 rodzin, 150 stanowili Żydzi, relacje między nimi nie były najlepsze. Lokalny notariusz ( sekretarz ) był dla nas bardzo zły, i chciał nas pozbawić kartek żywnościowych i przybył żandarm i chciał je zachowa dla siebie . Większość Żydów z miejscowości była pracownikami fabryki i pracownikami leśnymi i posiadali własną ziemię. Z 30 rodzin żydowskich deportowanych w 1941 roku zwróciło pięć osób. …. W Christianstadt, wykonywałam ciężką pracę dla mężczyzn , mieliśmy zamaskować zakładóy za pomocą piasku, dowożonego tutaj wagonikami. Pracowałyśmy po 12 godzin dziennie i często byłyśmy tutaj popędzane. Druga osob z relacji : pracowałam w niezdrowym powietrzu zawierającym gaz, i musiałam czyścić gotowe granaty. Niemiecki mistrz zmianowy powołał mnie na brygadzistkę, musiałam kontrolować. Mistrz był dobry, i twardo sprzeciwiał się nadzorczyni z ochrony. Nawet do szefa mogłyśmy zwrócić się do jak do ojca. Mimo że fabryka dała nam jedzenia do syta, ale musieliśmy utrzymać z tego cały obóz , a inne firmy tylko dawały pieniądze. W obozie byłyśmy ciągle 500-1000 osób, 250 Węgierek, 250 kobiet z Czech i reszta to były Polki. Często musieliśmy iść bez obiadu do pracy, ponieważ ktoś rozmawiał z kimś, czy też ktoś nie maszerował włąściwie lub został u kogoś znaleziony list. Miejsce pracy było odległe o 12 km od obozu, często jeździłyśmy pociągiem. Co drugą lub trzecią niedzielę komando miało wolne. Raz była selekcja niezdolnych do pracy , ale wyselekcjonowane żyły dalej, jak słyszałyśmy. Rosjanie byli coraz bliżej, i w styczniu poszłyśmy na transport. Na drogę wydzielili nam po pół bochenka chleba, szłyśmy pieszo pieć tygodni, , pokonałyśmy pieszo dystans 500 km, a potem przez 8 dni jechałyśmy pociągiem. Przez pierwsze dwa dni robiłyśmy po 25-30 km, potem tylko 10 . Było dużo rozstrzeliwania, mieliśmy do jedzenia tylko trochę chleba i po dwa kartofle dziennie, noce spędzałyśmy w stajniach . Zostałyśmy podzielone na setki, każda grupa z capo i gotowałyśmy jedzenie w tych grupach. Przy tym udało mi się , jako przydzielonej do gotowania , „organizować „ i pomagać także innym. Podeszliśmy do Drezna i z odległości 15 km zobaczyłyśmy bombardowania. Komendant obozu powiedzieć: "No, Ivan już tu jest". On nie dopuszczał, żeby ci, którzy mieli zniszczone , szli boso, zaprowadził ich do szkoły, gdzie dostałyśmy jeść buraki , ale zastrzelił dziewczyny, które nielegalnie zabrały sobie odkryte gdzieś mleko. Znał jidysz i umiał modlić się w języku hebrajskim. Pytałyśmy dobrych Polaków, jak długo możemy jeszcze iść. "Przyjdzie iść do Heesins." Usłyszałam w odpowiedzi. Casami dali nam też chleba. W wagonach, w których byłyśmy po do 50-60, niektóre zmarły z wyczerpania . Przyszłyśmy do Bergen-Belsen : brud, choroby i głód. Pierwsza osoba z relacji: chora na gorączkę wykonywałam ciężkie prace przy pochówkach. Druga osoba z relacji: jako starsza kucharka miałam 50 osób, dla których przygotowywałam jedzenie. Później, jako nocny strażnik dostawałam podwojoną rację żywnościową . Przez cztery tygodnie byłyśmy chore na tyfus. Po wyzwoleniu, spędziliśmy tam jeszcze dwa miesiące. O rodzinie nic nie wiem, chciałbym emigrować do Palestyny. Pierwsza osoba z relacji: Jeszcze w Niemczech w Bergen-Belsen znalazłam swoje dwie ciotki, które pojechaly wyzdrowieć do Szwecji.
1462, K, gospodyni domowa ur 1928, Auschwitz ( 18-05-44do25-07-44), Christianstadt ( 1-08-44-1-02-45), Bergen-Belsen (15-02-45 do 15-04-45).
W Pavlova żyło 25 rodzin żydowskich, bogatszych kupców, jak również wielu ubogich rolników. My byliśmy biedni ludzie , mój ojciec miał gospodarstwo, byliśmy siedmioro rodzeństwa. …. W końcu lipca wywieźli na transportem do Christianstadt, nasza podróż trwała trzy dni, na drogę wudali po trzy czwarte chleba, dwie racje kiełbasy i margarynę, jechałyśmy po 50 osób w wagonie. Po przyjeździe bardzo przywoicie nas ulokowali, wszyscy spali w osobnych łóżkach, wyżywienie : dziennie 1 / 4 bochenka chleba, 2x w tygodniu 1 / 5 bochenka chleba, 3 razy w tygodniu wieczorem zupa , zupa była zawsze w południe i kawa wieczorem. W lecie prowadziłyśmy wycinkę drzew w lesie, w zimie w fabryce amunicji napełniałyśmy granaty. To była bardzo niebezpieczna praca, od pyłu wielu nabawiło się gruźlicy , aby tego uniknąć dostawałyśmy mleko trzy razy w tygodniu. Na nic szczególnego w traktowaniu nie miałyśmy powodu do narzekań, ale potem poszłyśmy do transportu dnia 1 lutego i wyruszyłyśmy w sześciotygodniowy marsz pieszy. Ta droga była najgorszą częścią deportacji, i tylko to zjadłem co po drodze zorganizowałam: surowe marchewki i ziemniaki, a poza tym tylko raz w tygodniu dostałam 1 / 8 bochenka chleba i czasem trochę zupy. I zawsze spałam w szopach, wiele ludzi zmarło z powodu głodu, krańcowego wyczerpania a także mróz spowodował wiele zgonów, tak że grupa, licząca na początku 1000 osób, po przybyciu do Bergenbelsen liczyła tylko 600 osób. Tutaj spędziłyśmy sześć tygodni, nie pracowałyśmy, wielu ludi zachorowało na tyfus w wyniku strasznego zawszenia, również przyczynił się do tego straszliwey głód. 15 kwietnia zostałyśmy uwolnione przez Anglików, a następnie dostałyśmy się do Bergben. Tutaj spędziłyśmy około cztery tygodnie, a następnie sześć tygodni w Cellé i dwa tygodnie potem wyruszyłam z czeskim transportem i przybyłam do Budapesztu. plany: Palestyna
1943, K, krawcowa ur 1927, 28-05-44do15-07-44) , Christianstadt (16-07-44 do 20-02-45 ), Bergen-Belsen (2-03-45 do 15-04-45 ).
W Beregszilváson mieszkało 30 rodzin żydowskich, najczęściej bogatszych rolników. My mieliśmy ok. 40 hektarów ziemi, dom, gospodarstwo, i mieszkaliśmy zamożnie. ……. Staliśmy na apelu rano i wieczorem, czasami przez wiele godzin. O krematórium tylko słyszałam, i zawsze patrzyłam na stale dymiące kominy, z płomieniami wychodzącymi z nich, czułam zapach palących się kości. 15-07-1944 zabrali nas z transportem do Christianstad, gdzie jechałyśmy cztery dni. Na drogę wydali po pół bochenka chleba z dodatkiem. Jechaliśmy do sześćdziesięciu w wagonie, a po przybyciu umieścili nas w pokoju po dwadzieścia razem, w jednym łóżku spałyśmy po dwie . Wyżywienie - jeśli to możliwe – było jeszcze gorsze i mniej niż w Auschwitz, przy tym wykonywałyśmy ciężka pracę dla mężczyzn: pracowałyśmy przy budowie szańców, a także przenosiłyśmy tory kolejki Pracowaliśmy 11 godzin dziennie, jeśli praca nie szła dość szybko, nadzorcy nas bili. Tu pozostałyśmy do końca lutego 45, a następnie uciekłyśmy gdy podeszli Rosjanie i zawieziono nas do Bergenbelsen. W obozie było tyle wszy, że można je było miotłą wymiatać, szalała epidemia tyfusu, leżałam chora na tyfus w trzy tygodnie. Tu już nie pracowaliśmy , chleba nawet nie widzieliśmy do trzech tygodni, głodowaliśmy. Wreszcie 15-04-45 zostałyśmy uwolnieni przez Anglików,zostałam tu jeszcze jeden tydzień, a następnie pojechałam do Bergen, stąd czeskimi samochodami pojechałam z 20-tym transportem przez Plzen, Pragę, Bratysławę do Budapesztu.
1962,6K, pięć gospodyń domowych ur. 1926, 1923, 1926, 1925, 1921 i szwaczka ur 1924 , lat 19, 22,19, 20, 24, 21. ), Birkenau ( 13-04-44do 22-04-44 ), Christianstadt (25-05-44 do 14-01-45 ), Bergen-Belsen (poł-03-45 do 14-04-45 )…
Mój ojciec był drobnym rolnik w rodzinie było na 8-miu. Zyliśmy z plonów, które przynosiła nasza ziemia….Po 75 w wagonie, przyjechaliśmy do Birkenau, gdzie doszliśmy do dezynfekcji , ocięcia włosów i wymiany odzieży.Przyszłyśmy do obozu A do kopania szańców .Pracowałyśmy po 11 godzin dziennie i musiałyśmy przetrwać uderzenia sztubowej i blokowej . Bardzo często były selekcje i słabe szły do oddzielnego bloku. Po dwóch i pół dnia skierowali nas do Christianstadt, gdzie najpierw w lesie pracowałyśmy 12 godzin na dobę przy wagonikach kolejki: mieliśmy do przenoszenia tory kolejki wąskotorowej i pchać wagoniki. Potem wysłano nas do fabryki amunicji, gdzie mieliśmy po osiem godzin dziennie pracować. Dziennie dostawałyśmy ćwiartkę bochenka chleba i codziennie zupę. Pośród 1000 internowanymi kobietami obozu były Polki i Czeszki . Przed nadejściem Rosjanami ewakuowano nas i szłyśmy pieszo sześć tygodni do Bergen-Belsen. Brnęliśmy w śniegu boso i dostawałyśmy rano tylko dwa ziemniaki na cały dzień. Noce spędzałyśmy w stodołach. W zależności od tego jak udało nam się znaleźć kwaterę, szłyśmy codziennie 30-10 km.
Z 1000-ca kobiet, które wyruszyły w ten marsz, przeżyło około 600 , wiele uciekło. Do Bergen-Belsen przyszłyśmy słabe i znaleźliśmy tylko brud, ciasnotę ale mało do jezenia . Mężczyźni umierali masowo. Na początku lipca byłam chora, w tym trzy tygodnie ciężko na tyfus. Trzy tygodnie temu wyruszyłyśmy w drogę do domu.
O mojej rodzinie nic nie wiem. Może wyjadę do Palestyny.
1963, 6K, gospodyni domowa ur 1924,lat 21, uczennice ur 1929 i 1924, lat 16 i 21, właścicielka biznesu ur 1909, lat 36, i 2 rolniczki ur 1921 i 1917, lat 24 i 28, Birkenau ( 21-05-44do pocz. 07-44 ), Christianstadt (pocz.-07-44 do 14-01-45 ), Bergen-Belsen (poł-03-45 do 14-04-45 )…
Wszystkie żyłyśmy w naszych domach z plonów, jakie przynosiła nasza ziemia. Węgrzy jednak przejęli od nas większość pól, jak i bydło i pozostawili każdej rodziny tylko jedną krowę. Mnie / Szeren . Eisler / odebrali działalność gospodarczą w 1941, zadłużałam się. Chrześcijanie z naszych okolicznych wiosek do konca zachowywali się godnie, dali nam jedzenie w drdze do getta. W Kuzmina mieszkało 90 rodzin chrześcijańskich i 21 żydowskich , w Hrabová było 90 rodzin chrześcijańskich i tylko pięć żydowskich, Fedelovicach stosunek był równy. Władze nie były gorsze, nie było żadnych ograniczeń ruchu. ……
Przetransportowano nas do Christianstadt, gdzie byłyśmy zaangażowane w ciężką pracę ścinania drzew i ich noszenia. W zimie trzeba było nakopać kilofem ziemi i wrzucić do wagonika , trzy osoby miały nakopać codziennie dwanaście wagoników. Wyawali po 30 dkg chleba, zupę, i często ziemniaki. Dzień pracy trwał 12 godzin. / Lilli Gotteszmann i Helen Grünbaum dodają : / Pracowałyśmy tam w fabryce amunicji i wypełniałyśmy pociski. Od gazów dostałyśmy pęcherze na skórze stóp, a włosy i skóra zafarbowały nam na czerwono, i były przypadki omdlenia. Pracowałyśmy na ośmiogodzinne zmiany. Za „ organizowanie” jenej kobiecie , odcięli pasmo włosów i umieścili ją na placu apelowym w pręgierzu , i nawet wszyscy chorzy musieli wstać z łóżka i patrzeć. W obozie były Węgierki , Czeszki i Polki. Zanim przyszli Rosjanie, zabrali nas do transportu i szłyśmy przez pięć dni po 25-30 km. Chorzy zostali zabrani. Jedliśmy dwa ziemniaki na dobę, te także zostały skradzione. Miałyśmy specjalną żywność: za pół litra zupy ekstra szłyśmy nosić zmarłych , codziennie przez 12 godzin , przy tym musiałyśmy znosić wiele bicia. Zwłoki były ciągnięte na rzemieniu i wrzucane do dołu. Slabych ładowali na samochód, potem ich rozstrzelano. Zostałam przyłapana na „organizowaniu „ i musiałam za karę klęczeć z dwoma ciężkimi kamieniami w rękach przez trzy dni koło sterty buraków. Polski chłopak chciał mi dać coś do jedzenia, ale strażnik nie pozwolił. Uderzył mnie przy tym do krwi. W końcu musiałam jeść buraki, moje koleżanki obierały je, gdy strażnik nie patrzył. -Dziesięć tygodni leżałyśmy chore na tyfus. Przez trzy miesiące po wyzwoleniu jeszcze byłyśmy na miejscu, przez trzy tygodnie byłyśmy w drodze do domu. / Lenke Lebovics: / Mam tutaj trzech braci, o innych nic nie wiem. / Szeren. Eisler: / Dwaj bracia żyją, po innych nie ma śladu. Chcemy najpierw iść do domu.
2231, K, gospodyni domowa ur 1920, lat 25,Auschwitz (22-05-44do 20-08-44) , Kaufering ( 26-07-44 do 8-12-44 ) Bergen-Belsen (26-07-44 do 8-12-44 ), Christianstadt ( 10-31-01-45 ), Bergen-Belsen ( 03-45 do 15-04-45 ).
Byłam w Beregkomlóson z moim mężem w czasie świąt wielkanocnych…. Męża i mnie razem z małą córeczką załadowali na wagon i wywieźli do Auschwitz. Byliśmy tam o 5 –tej rano. Dziecko zostało zabrane ode mnie, a mnie skierowali do baraków, gdzie spedziłam cztery miesiące. Nie pracowaliśmy , ale nylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy mogli coś robić, bo wtedy przynajmniej nie musielibyśmy zawsze siedzieć w środku, w niepewności , wśród gorzkich bolesnych myśli. Po wybraniu do transportu pracy , przez 3 tygodnie mieliśmy zamknięte drzwi i nie mieliśmy swobody przemieszczania się , nie miałyśmy toalety. Pomieszczenie gdzie spałyśmy, które było także jedynym miejscem, gdzie mogłyśmy być, było wyposażone w WC z tyłu lub używałyśmy wiadra. Dostałam się do Kaufering . Tu było stosunkowo dobrze, było można się umyć. Pracowałyśmy na kolei i układałyśmy kable. Wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę, specjalnie nadającą się dla mężczyzn. Traktowanie było stosunkowo normalne. W grudniu 44 wywieźli nas do Bergenbelsen. Tu nie pracowałyśmy , ale jednak jedzenie było okropne i byłyśmy dziennie bite. SS i jeńcy polscy ( aryjczycy ) nas bili. W obozie były całe rodziny, gło1)nie ze Słowacji i Holandii. Pomagałam im , przy paleniu w kuchni, opiece nad dziećmi. Miło było wykonywać drobne prace domowe .Po 3 tygodniach pociągiem dostałam się do Christianstadt. Tu przyszłam do pracy w fabryce amunicji, ale nie było dostaw i nie było materiału do pracy. 3 tygodnie byliśmy tutaj potem zostałyśmy ewakuowane pieszo. Szłyśmy przez pięć tygodni, chodziłyśmy po Niemczech. Droga była bardzo trudna. Nie dostaliśmy do jedzenia, dziewczyny padały jedna po drugiej . Wiele zastrzelono. Przyszłyśmy do Leipzig, tam siedziałyśmy w pociągu i wróciłyśmy do Bergenbelsen. Tak chodziłysmt do nikąd przez prawie 2 miesiące. W Bergenbelsen dostawałyśmy dziennie po pół litra zupy i w sumie trzy razy bochenek chleba na 12 osób. tyfus Wszyscy zachorowali na tyfus, wiele osób zginęło. W kwietniu zostałyśmy wyzwolone. Mój mąż i ja spotkaliśmy się w Pradze , on również wrócił z obozu. Ostatecznie szczęśliwie przynajmniej my ocaleliśmy.
2815,K, gospodyni domowa ur 1923, lat 22, Auschwitz (21-05-44do 20-08-44 ), Kaufering ( 27-08-44 do 20-12-44 ) , Bergen-Belsen ( 25-12-44do 14-01-45 ), Christianstadt ( 17-01-45 do 1-02-45), Bergen-Belsen ( 8-03-45 do 15-04-45 ).
Kiedy zostaliśmy deportowani z getta Nagyszőlős , 3000 ludzi poszło prosto na dworzec. …. Stałyśmy godzinami , a następnie wprowadzono nas do trzeciego bloku w obozie C. Tu leżałyśmy blisko siebie na pryczach . Po części było to dobre, gdyż nie było koców i mogłyśmy się rozgrzać. Nie dostaliśmy jeść następnego dnia i płakałam cały dzień. Blokowa na pocieszenie wyjaśniła nam sytuację i powiedziała: "Rodzice się już nie zaopiekują dziewczynkami, ich już nie ma" i pokazała na płonący komin i powiedziała: "oni już poszli tam „ ……..Pewnej kazano nocy mi iść w koszuli i do transportu pracy. Wszyscy mieliśmy uczucie, że zabierają nas do spalenia, bo doprowadzali do krematorium w koszuli. Bogu dzięki byłyśmy w błedzie, ponieważ skierowali nas do kąpieli i po raz pierwszy od 3 miesiący dostałem czyste ubrania i każdy dostał parę drewnianych sabotów. Jednak w krótkim czasie chodaki mi się zniszczyły i przez całą zimę dopóki śnieg nie stopniał, chodziłam bez butów. Stamtąd poszłyśmy na stację, tam nas załadowali na wagony i pod dobrą strażą poszłyśmy do Kaufering. Przyszłyśmy do pewnego obozu znajdującego się w budowie, którą trzeba było skończyć. Uciekłam z tej pracy iaby nie musieć pracować w upalnym słońcu , bo zgłosiłam się na ochotnika do malowanie oznaczeń - które były niezbędne .- Tą pracę wykonywałam przez 2 tygodnie, a następnie zostałam wybrana na blokową, wydzielałam jedzenie dla 50-ciu osób i zazwyczaj były z tego zadowolone. Kiedy zbliżył się front, ponownie poszłyśmy do transportu i wywieźli nas do Bergen-Belsen. Tu skierowali nas do brudnego bloku i byłyśmy torturowane i bito nas bez powodu. Jak tylko dotarliśmy do obozu, przyszła nadzorczyni z niemieckiego SS i wypędziła wszystkie z bloku i kazała oddać wszystkie otrzymane w Kaufering kurtki, buty i inne rzeczy, a następnie rozliczone mogły wrócić do bloku. Dowiedzieliśmy się później, że rzeczy , które wzięła od nas kobieta z SS, dostały osoby, które musiały iść do transportu, i musieli się ubierać i dlatego otrzymali nasze rzeczy. Niektóre były tak pozbawione odzieży, że nie mogły wychodzić nawet do WC. Nie było żadnej poważnej pracy . Kiedy wyruszałyśmy z Kaufering,miałyśmy iść do Christianstadt oczywiście, ale z nieznanych powodów poszłyśmy do Bergen-Belsen. Tego dowiedziałam się w Kaufering i po 3 tygodniach wywieziono nas do Christianstadt. Skierowali nas do bardzo czystego obozu, mogłyśmy się myć w ciepłej wodzie, więc byłam bardzo szczęśliwa z tej zmiany. Ci, którzy dawno temu byli tu, pracowali w fabryce amunicji. Nas , około 200 nowoprzybyłych już nie zostało wprowadzonych do fabryki , bo stanęła z braku materiałów i tylko starych pracowników byli w stanie zatrudnić. Leżeliśmy na bloku cały dzień bo byłyśmy słabe , ponieważ otrzymywałyśmy tylko połowa tej racji żywnościowej, którą otrzymywali pracujący. Zawsze zgłaszałyśmy się do pracy, ponieważ bardzo cierpiałyśmy z głodu, ale niestety, sytuacja pozostawała bez zmian. Naszym całodziennym posiłkiem miało być niewielka ilość gorzkiej zupy, której - mimo, że byłyśmy bardzo głodne - nie mogłyśmy jeść. Chleb był barzo rzadko i dostawałyśmy go strasznie mało. Jeden bochenek był dzielony na 10 osób. Kiedy rozeszła się wieść, że Rosjanie nadchodzą, pewnego dnia wyruszyłyśmy w kierunku północno-zachodnim . Potem znów mieliśmy trochę nadziei i zebrałyśmy wszystkie siły i nadal nie rozumiem, jak w takim złym stanie byłyśmy w stanie chodzić, i nadal głodować. Po wyruszeniu z Christianstadt szłyśmy pieszo pięć tygodni, po czym wróciłyśmy z powrotem do Bergen-Belsen. To był najgorszy okres 5 tygodni w moim życiu. W wyniku stałego chodzenia drewniaki się zużyły, nasze stopy wystawały z butów, chodziłyśmy po lodzie i ziemi zimne i mokre. Przeszłyśmy pieszo przez góry Sudetów, a drogi były pokryte śniegiem, który przywierał do spodu drewniaka , było 20 cm. śniegu, co 4-ty krok trzeba było go strząsnąć, bo inaczej człowiek się przewracał i mogł złamać nogę. Każdemu, kto pozostawał na końcu , bo mu w śniegu zostały drewniaki, kobieta SS groziła mu ,że będą musieli ja zabić, jeśli nie przestanie pozostawać z tyłu, a więc musiała odejść szybciej niż ci z przodu. To straszne popędzanie nam wszystkim zniszczyło serce. Następnego dnia caly czas szłyśmy w deszczu, byłyśmy całe mokre. Gdy dotarlyśmy do wioski, kierownik transportu poszedł szukać zakwaterowania dla nas i stałyśmy głodne wiele godzin, aż dostłlyśmy zakwaterowanie w stodole. Następnego dnia rano każdy dostał po dwa kawałki ziemniaków i poszłyśmy z powrotem na drogę. Kiedy Transportführer zobaczył, że nerwowo i fizycznie jesteśmy całkowicie niezdolne do dalszej podróży, a dal nam jeden dzień odpoczynku i załadowali nas na wagony. Dalej jechałyśmy przez 5 dni i przez ten czas jeden raz rozdzielili chleb i ciepły posiłek. Kiedy dotarłyśmy do Bergen-Belsen, byłyśmy już obojętne na to , , że po raz kolejny dostałyśmy się do obozu zagłady. W drodze poza nielicznymi wyjątkami, wszyscy mieli ręce i nogi poodmrażane. Po drodze 20 kobiet zginęło, a wiele pozostało w tyle, ale nie wiem, co się z nimi stało , nigdy ich potem nie widziałam. Tutaj znowu było strasznie dużo głodujących. Możliwości umycia się nigdy nie było , nie dostaliśmy wody, byłyśmy całkowicie zawszone. Leżałyśmy na podłodze obok siebie tak ściśle, że nie mogłyśmy się ruszyć. Czasem miałyśmy skurcze w nogach, podczas odpoczynku na powietrzu. Noce były tak przerażające, ponieważ torturowały nas miliony wszy i nie mogłyśmy zasnąć . 15 kwietnia, gdy Brytyjczycy wyzwolili nas , jeszcze przez kilka dni byłyśmy w tym baląganie, brudzie, zawszone . Było dużo osób chorych na tyfus i przypadkow śmierci z tego powodu. Nie wiem dokładnie, jak wielu z nas zginęło, bo też byłam chora na tyfus. Pamiętam, że na bloku byłyśmy strasznie stłoczone, a po wyzwoleniu miałyśmy już dużo miejsca na bloku. Niestety, moja siostra zginęła w epidemii tyfusu w szpitalu, w którym leżałem. Gdy wyszłam ze szpitala, przyszłam jako zdrowa do obozu i zgłosiłam się na ochotnika do pracy i pracowałam w biurze. Pozostałe siostry także pracowały dla angielskiego kapitana w biurzej. Starałyśmy się opóźnić nasz powrót do domu , ponieważ wiedzieliśmy, że nie oczekuję nas krewni . Bylyśmy z innymi, z którymi byłyśmy w transporcie i przybyłyśmy wraz z nimi tygodnie wcześniej. Z tych 900 kobiet z którymi wyszłyśmy , tylko 150 wróciło do domu. Wiele brakujących udało się do Szwecji, ponieważ to było beznadziejne wracać do domu. Byli to głównie Polacy. Zebrali się w obozie razem i podobno wspólnie Przenosza się do Palestyny. Kiedy przybyłam do Budapesztu i razem z narzeczonym chcę iść do Nagyszőlős.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:52, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2867, K, gospodyni domowa ur 1927, lat 16, Auschwitz ( 21-05-44do12-07-44 ), Christianstadt ( 13-07-44 do 5+02+45 ), Bergen-Belsen ( 22+03-45 do 15-04-45.
W kwietniu 44 zabrali mnie z Tavaly do getta w Munkaczu. Nie mogliśmy zabrać z sobą nic więcej jak 25-kg bagażu. Mieliśmy na to czas pół godziny , i już rozpoczęła się grabież. ….. Załądowali nas na wagony na czwarty dzień i po całym dniu podróży przybylyśmy do Christienstadt .Tydzień później dostałyśmy się do fabryki amunicji, gdzie przydzielono nas do napełniania pocisków. Dziennie czas pracy był 8 godzin, miałyśmy godne warunków życia. Ze względu na zbliżenie się Rosjan ewakuowali nas wcześniej w dniu 3 lutego 1945. Czekał nas straszny czas : Szłyśmy przez sześć tygodni tam i sam, codziennie po 30-km, wszystko na świeżym powietrzu, lub w najlepszym przypadku spałyśmy w stodołach , a do jedzenia dostawałyśmy dziennie po trzy kawałki ziemniaków i dwa razy w tygodniu po 1 / 8 bochenka czerstwego chleba. Nieludzko cierpiałyśmy z powodu głodu i zimna, a także byłyśmy zgorszone postępowaniem naszych przywódców, że strzelali do zupełnie wyczerpanych ludzi, których liczba wzrastała z dnia na dzień, tylko za opuszczeniu szyku w sposób zupełnie bezmyślny, i tych, którzy przy mijaniu upraw buraków lub ziemniaka wydostali się z szyku, aby zabrać kawałek ziemniaka. Załadowali nas na wagony i jechaliśmy przez 5 dni w otwartych wagonach. Przez całą podróż dali tylko dwa razy po ćwiartce chleba i nic więcej. W wyniku głodu, krańcowego wyczerpania coraz więcej ludzi ginęło, zwłoki pozostały z nami w wagonie .Po przybyciu do Bergen, wprowadzono nas odo obozu. Ale blok, do którego nas skierowano roił się od wszy. Tu spędziłyśmy tylko 5 dni a następnie przeniesiono nas do innego bloku, gdzie stłoczono 1000 kobiet , tak że nie było miejsca. Tu chcieli nas wszystkich zniszczyć głodem i to się im w dużej mierze udało. Stopniowo zmniejszały się racje żywnościowe, początkowo dawali tylko trzy razy w tygodniu po 1 / 8 bochenka chleba, potem tylko raz w tygodniu po 1/10 bochenka, a przez ostatnie 3 tygodnie nie dali absolutnie nic. Ucierpiały strasznie krwawo od nastrojów SS. którzy byli szczęśliwi, że przyczynili się indywidualnie do wzrostu liczby zgonów. Kiedy zbliżył się moment wyzwolenia przez armię brytyjską, SS uciekli i jako strażnikow pozostawili w obozie godnych zaufania przyjaciół, węgierskiego żołnierzy, którzy okazali się doskonałymi następcami: do czasu przybycia brytyjskich żołnierzy, ci żołnierze węgierscy z kolei zaczęli strzelać do swoich ofiar, głównie do rodaków. 15 kwietnia 45 przybyło wojsko angielskie i nas uwolniło.Pozostałam zupełnie sama. Wszystko co chcę to wyjść do Palestiná .????????

Podsumowanie obozu Christianstadt.
Jeden z 3 największych producentow materiałów wybuchowych, w tym heksogenu, częściowo ewakuowany jeszcze przez Niemców, reszta została zdemontowana przez Rosjan w ciągu lata 45. Dokładniejsza relacja dostępna w pracy doktorskiej .
„Geheime Reichssache“ Christianstadt –
Das Ende einer Kleinstadt zwischen Oder und Neiße sowie der Sprengstoff-Fabrik „Ulme“.
Der Gemeinsamen Fakultät für Geistes- und Sozialwissenschaften der Universität Hannover zur Erlangung des Grades einer Doktorin der
Philosophie (Dr. phil.) genehmigte Dissertation
von Martina Löbner M. A.,
geboren am 1. Mai 1969 in Hannover.
Zachowało się 9 relacji, wyłącznie kobiet –Żydówek węgierskich, które pracowały przy maskowaniu ziemią fabryki amunicji i później przy napełnianiu pocisków. Ich włosy i skóra zabarwiły się na czerwono. Pracowały tam także Polki i Czeszki. Najwcześniejszy przyjazd do Christianstadt zanotowano 25-05-44, terminy ewakuacji pieszej podano : 11, 14, 15, 31-01-45 i 1, 5, 20-02-45, kierunek Bergen-Belsen. Być może szło więcej kolumn w różnych terminach. Nie ma żadnych relacji z czasu budowy fabryki materiałów wybuchowych i amunicji.
31- Obóz Dyhernfurth Brzeg Dolny
-1065,1275,1388,1593,3335,=5
Zakłady Anorgana ( podległe IG Farben , dr Ambros) były producentem gazów bojowych, głównie tabunu, ale i innych fosforoorganicznych. Zostały zajęte przez Rosjan w wyniku nagłego przesunięcia się frontu w tym rejonie i Nazis zorganizowali desant na fabrykę, z której wypompowali wyprodukowany tabun do Odry, wysadzili część urządzeń i przebili się z powrotem. Po wojnie Nadodrzańskie Zakłady Przemysłu Organicznego „Rokita „ Brzeg Dolny realizujący inny program produkcyjny, m. in. Produkcję środków ochrony roślin.
1065, M, stolarz ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 10do11-05-44), Dyhernfurt ( 14-05-44do10-06-44), Reichenberg ( 12-06-44do10-01-45), Dornhau ( 11-01-45 do 4-05-45).
Kiedy dotarliśmy , noc spaliśmy na ziemi, na następny dzień już nas posortowali, załadowali na wagony i pojechaliśmy do Dyhernfurtu. Jechaliśmy przez 3 dni, na drogę dostaliśmy 13 chlebów i trochę masła. 70-my W wagonie było nas 70-ciu, dla straży było puste miejsce w środku wagonu, więc trudno było się poruszać, myśleliśmy, że toniemy w wodzie. Byliśmy głodni i spragnieni, przeżywaliśmy tortury nie do opisania. Po przyjeździe natychmiast zabrali nas do pracy. Budowaliśmy bunkry ( sprawdzić, gdzie-przyp. mój ), mieliśmy nadzór SS, którzy byli dla nas bardzo źli, zawsze gonili nas do pracy, kto nie pracował wystarczająco szybko, był bity. Musieliśmy pracować od 5 rano do 18-tej wieczorem. Początkowo otrzymywaliśmy po 40 dkg chleba codziennie i zupę , ale później zmniejszyli rację dzienną do 15 Dkg. Bardzo często uciekali z obozu więźniowie, zwłaszcza Rosjanie i Polacy, ale przede wszystkim ich chwytali z powrotem , a następnie rozstrzeliwali. Byłem tu przez 4 tygodnie , a następnie jeszcze raz załadowano nas na wagony i pojechaliśmy do Reichenberg ( czy nie Reichenbach-przyp mój ).
1275, M ,uczeń, ur 1928, lat 17, Birkenau ( 7-9-05-44), Dyhernfurt ( 09-05-44 do pocz. 08-44), Funfteichen ( pocz. 08-44 do poł. 01-45), Wustegiersdorf ( poł. 01-45- 2 dni), Eule ( poł. 01-45 do koniec 02-45), Wolfsberg ( koniec 02-45 – 2 dni ), Ebensee ( do wyzwolenia 3-05-45).
Z Birkenau, po 3 dniach pojechaliśmy w 300 do Dyhernfurth W tym czasie w Dyhernfurth było 5000 jeńców wszystkich narodów, Czechów, Rosjan, chrześcijan, żydów. My pracowaliśmy w fabryce gazu , powietrze było takie złe, że co godzinę pracy było pięć minut przerwy. Było wiele przypadków choroby, wielu zmarło. Często zdarzało się, że wybuchał aparat ciśnieniowy, co kosztowało okoliczne bydło utratę wzroku. Pracowaliśmy przez dziewięć godzin dziennie. Z drugiej strony, mieliśmy dobre jedzenie: 80 dkg chleba, rano i wieczorem zupę, kawę i chleb na obiad. O 9 –tej dostawaliśmy 5 dkg kiełbasy ichleba posmarowana masłem. Co dwa tygodnie była wymiana bielizny ; do miejsca pracy chodziliśmy 1.5 km na piechotę. Jeżeli zostaliśmy zmoczeni przez deszcz, to mogliśmy się ogrzać w bloku. Pewien Rosjanin został powieszony za próbę ucieczki, niemiecki Zägeuner uciekł i przez niego musieliśmy stać dwie godziny na apelu dopóki bezskuteczne poszukiwania nie zostały przerwany. Były rozgrywki piłkarskie, a orkiestra grała przy wyruszaniu do pracy, w niedzielę były najlepsze piosenki, uczyliśmy się piosenek do pracy , teksty zostały przetłumaczony przez naszych tłumaczy. Chorzy bywali przenoszeni do Gross-Rosen i na ogół po dwóch tygodniach, po wyzdrowieniu wracali z powrotem. Potem my, Żydzi, zostaliśmy stamtąd usunięci. Przez dwie godziny jechaliśmy pociągiem do Fünfteichen gdzie pracowaliśmy w elektrowni, w fabrykach amunicji i dział.
1388, M, robotnik rolny ur. 1913, lat 32, Auschwitz ( 05-44 ), Dyhernfurth ( 06-44 do 09-44), Funfteichen (2-09-44 do 01-45)…
U nas w Szirma było tylko dziesięć ubogich żydowskich rodzin……Spędziliśmy cztery dni w Auschwitz, i zaraz zostaliśmy przygotowani do pracy w obozie Dyhernfurth. W tym obozie byliśmy 2500 mężczyzn. Mieszkaliśmy tam w kamiennych barakach. Wykonywaliśmy tam w dużej mierze murarską robotę, dwanaście godzin dziennie. Dostawalismy zupę, chleba 45 dkg, 2 dkg margaryny, na 12 godzin czasu pracy. Majstrowie bili nas bardzo dużo w pracy.Na 800 osób mieliśmy 300 ofiar śmiertelnych, którzy nie byli w stanie znieść głodu i ciężkiej pracy . We wrześniu przyszliśmy do Fünfteichen, znowu do murarki. Tu, zarówno jedzenie jak i traktowanie było poniżej wszelkiej krytyki. Potem zabrali zdrowych dalej, a ja z odmrożonymi stopami zostałem w szpitalu. Minęło tylko pięć dni i już byliśmy na zewnątrz zwolnieni. Ja tam jeszcze zostałem dalsze dziesięć dni jako chory i zostałem następnie przeniesiony do szpitala w Krakau W tym czasie ważyłem 35 kg. Oczywiście, że byłem zbyt słaby, aby móc iść, dopiero jak znowu trochę odzyskałem siły, wróciłem do domu.
1593, M, rolnik, ur . 1914, lat 31, Auschwitz ( 18do23-05-44), Dyhernfurth ( 25-05-44 do 23-10-44), Funfteichen ( 25-10-44 do5-04-45)….
W Nagyszőlős mieszkało ok. 6000 Żydów , najczęściej w dobrej sytuacji finansowej , w klasie średniej, kupców, rzemieślników i rolników. Mieliśmy grunty, nasze domy , i mogliśmy dobrze żyć z osiągniętego dochodu. .. Cztery dni potem szukali rzemieślników, i zgłosiłem jako szklarz na ochotnika i jako szklarza wywieźli mnie do Dyhernfurth. Jechaliśmy tutaj jeden i pół dnia, na drogę wydali dość újedzenia, przybywających umieszczono w sztubach ( pomieszczeniach ) po 26 osób razem, każdy miał osobne łóżko i dwa koce. Trzy miesięce później już pojawiły się tłumy i wtedy były o wiele bardziej ciasno. Wyżywienie: 35 dkg chleba, pół litra zupy rano, wieczór, 3 / 4 litra zupy. Pracowałem przy montażu wod-kan 12-14 godzin na dobę, praca było bardzo ciężka , bo dużo tam bili , zwłaszcza tych, którzy nie mogli pracować. SS biło za każdy drobiazg . Byli między nimi ludzie, którzy posługiwali się językiem węgierskim i rumuńskim . Po pięciu miesiącach ponownie dostałem się do transportu i zabrali mnie do Fünfteichen..
3335, M, dr prawa ur 1912, lat 33, Auschwitz (20do23-05-44 ), Dyhernfurth ( 26-05-44 do 20-09-44 ) , Funfteichen (21-09-44 do 01-45 ),Wolfsberg (5-01-45 do 15-02-45 ) , Brunau (18do26-02-45 ) , Ebensee ( 3-03-45 do 5-05-45 ).
Deportacja Żydów z Munkácsa, mojego miejsca urodzenia i stałego zamieszkania , odbyła się nie z getta, ale z cegielni, gdzie stopniowo skoncentrowano około 10.000 Żydów z tego miasta i okolicznych społeczności lokalnych. ….. Na pomoc przyszedł szczęśliwy traf: W trzecim dniu mojego pobytu w Auschwitz poszukiwano pracowników do obozu pracy, zgłosiłem się bez wahania jako cieśla i rzeczywiście zostałem włączony do transportu pracy składającego się z 500 ludzi i przybyłem z nim do Dyhernfurth. Ta miejscowość leży w pobliżu Breslau , a my byliśmy zajęci przy budowie. Teraz okazało bez znaczenia , że zgłosiłem się do transportu jako stolarz nie będąc nim, bo tu nikt nie zapytał, czy mam takie kwalifikacje , czy nie. To tylko było istotne, żeby człowiek mógł przynieść worek cementu o wadze 50 kg lub podobny ciężar z jednego miejsca do drugiego, ponieważ to była moja praca. Przy czym należało z ładunkiem jak najszybciej się przemieszczać, w przeciwnym wypadku człowiek był bity w pierwszym rzędzie przez SS-manów, którzy nie mieli poczucia humoru. Co przeoczyło SS, było zauważone przez kapo, którzy nie ustępowali SS-manom w brutalności, choć byli to też więźniowie, jednak chrześcijańscy Polacy. Praca, była dla nas taka ciężka nie z p owodu, że wymagala ona niezwykłej siły fizycznej, której nie mieliśmy, ale również dlatego, że jedzenie było bardzo złe i mało. To musiało spowodować w krótkim czasie pierwsze ofiay, po których wkrótce nastąpiło wiele innych. Z mojego kręgu znajomych zmarł w Dyhernfurth inżynier Sebok Benedek, pracownicy banków Artur Gottesmann, urzędnik József Fenyves, syn adwokata, wszyscy trzej z Munkácsa.
Prawie cztery miesiące byłem w Dyhernfurt, kiedy pewnego dnia, w dniu 20 września przyszedł rozkaz, że wszyscy żydowscy więźniowie mają być stąd zabrani. Więc poszliśmy również stąd i przyszliśmy, mianowicie do Fünfteichen.
Podsumowanie obozu Dyhernfurt.
W bazie degob.hu zachowało się tylko 5 relacji , mężczyzn, którzy tam pracowali krótko ( od 9, 14, 25, 26 maja ) i zostali wycofani na ogół do Funfteichen we wrześniu 44. Było tam 5000 ludzi wszystkich narodowości, Rosjan, Czechów, chrześcijan i żydów. Inny internowany podał, że w obozie mieszkało w kamiennych barakach 2500 więźniów.Mogło być więcej podobozów. Pracowali : przy budowie, budował bunkry, jako monter, oraz w fabryce gazów bojowych. Ci co pracowali przy wytwarzaniu somanu pracowali po 9 godzin , z przerwami, pozostali po 12, 13 godzin na dobę. Tylko ci, co pracowali przy produkcji trujących gazów mieli lepsze traktowanie i jedzenie , pozostali byli popędzani i bici, jak wszędzie. Informacje bazy nie pokrywają czasu ewakuacji obozów Dyhernfurt i likwidacji fabryki.
32. Obóz Funfteichen Miłoczyce
330,616,663,842,995,1219,1275,1388, 1475,1593, 2007,2209,2234,2275,3335,=15
330, M, uczeń, ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 6 dni ), Funfteichen ( 6 miesięcy ), Gross-Rosen ( 4 tygodnie ), Buchenwald ( ok. 3 tygodnie ), Bissingen ( 4 tygodnie), Alach ( 1 miesiąc), Stautach , Seeshaupt ( 2 miesiące w szpitalu)…
Po Wielkanocy 1944 w pierwszym dniu zabrali nas do getta Mátészalka. W Tiszabogdány, gdzie mieszkaliśmy, mieszkało około 70 rodzin żydowskich , ludzi handlu żyjących w dobrych warunkach . Mój ojciec był kupcem handlującym drewnem, żyliśmy na przyzwoitym poziomie finansowym, mieszkaliśmy w naszym domu, ale zostaliśmy pozbawieni wszystkiego i nie mamy nic. ….. Następnie zabrali nas do bloku, gdzie byliśmy 5 dni, w szóstym dniu wystąpili z apelem, aby się zgłaszać i rejestrować do prac technicznych. Zgłosiłem się na ochotnika, a następnie nabrali mnie dalej do Fünfteichen. Tu wykonywałem roboty ziemne. Około 500 osób było w grupie, która została tu przeniesiona z Auschwitz. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Praca była bardzo pilna i ciężka. Ulokowali nas w bardzo przyzwoitym miejscu. Spaliśmy w osobnych pryczach , dostaliśmy koce, itp. Na wyżywienie nie mieliśmy żadnych skarg: codziennie dostawaliśmy 30 dkg chleba, 2 dkg margaryny, lub trochę salami, na śniadanie zupa, wieczorem zupa z ziemniaków. Żołnierze SS traktowali nas bardzo brutalnie. Byliśmy bici, wielu pobili na śmierć, jednego człowieka zastrzelili. Ten sposób traktowania i bardzo ciężka praca tak nas osłabił, że wielu ludzi zmarło krańcowego wyczerpania. Należy zauważyć, że pracownicy fabryki i mistrzowie z nas zachowywali się bardzo przyzwoicie, często przynosili nam jedzenie. Obóz był pełen ludzi, ok. 6000 ludzi ale - jak powiedziałem - wielu ludzi zginęło. Stąd zabrali nas do Grossrosen. Tu ulokowali nas w piwnicy, gdzie spaliśmy na gołej ziemi, bez słomy, bezniczego , w czasie zimy. Nie musieliśmy pracować , ale wyżywienie było bardzo złe, wiele głodowaliśmy . Gdy przyszedł przydział żywności, ludzie chcieli się dostać do każdego posiłku za wszelką cenę , dopóki nie zostali pobici aż do śmierci. Zazwyczaj dużo nas tu bili. Po 4 tygodniach zabrali nas dalej do Buchenwaldu. Jechaliśmy otwartymi wagonami przez 6 dni w zimie, miałem 1 koc w podróży. Strasznie było zimno i głodowaliśmy . Na 6 dni nie dostaliśmy nic więcej tylko 3 / 4 bochenka chleba. Kropli wody nie wydali , więc z pragnienia i głodu jedliśmy śnieg. W Buchenwaldzie po przyjeździe zostaliśmy zdezynfekowani, a następnie zostaliśmy poddani kwarantannie. Tutaj był już zakaz bicia, więc przez 3 tygodnie było tu stosunkowo spokojne . Mieszkaliśmy w barakach , było bardzo zimno, spaliśmy na pryczach. Do jedzenia dostawaliśmy troche chleba i trochę zupy. Tu dostaliśmy nowe buty i nowe więźniarskie ubrania. Stąd zabrali nas do Bissingen, gdzie pracowałem jako ślusarz. Tutaj ulokowano nas dość przyzwoicie, mamy dobrą słomę, 2 koce, ale z kolei jedzenie było bardzo złe i strasznie mało. Dużo tutaj głodowaliśmy , przy tym traktowanie było bardzo złe, stale nas bili. Po 4 tygodniach, skierowali nas do Alach gdzie przez miesiąc byliśmy, ale w kwarantannie i nie pracowaliśmy. Wyżywienie było bardzo złe. Dziennie dostawaliśmy po 10 dkg chleba i trochę zupy. Tu również ulokowali nas w bardzo złym miejscu, musieliśmy spać na gołym betonie podłogi. Następnie już ewakuowano obóz, skierowali nas do wagonów, i pojechaliśmy w kierunku Stautach. Podróż trwała tydzień. Kierownik transportu był bardzo przyzwoitym człowiek, pokazał nam rozkaz, gdzie polecono mu doprowadzić nas do lasu i tam nas wykończyć. Ale nie udało mu się spełnić tego polecenie, ale tydzień tu i tam nas woził. Tak więc olśnił nas 30 kwietnia 45 , kiedy Amerykanie nas wyzwolili
616, M, złotnik, ur. 1903, lat 42, Auschwitz (10do13-05-44), Funfteichen ( 16-05-44 do 28-12-44), Gross-Rosen (4do15-01-45), Mauthausen ( 20-01-45 do 8-05-45). ..
W zeszłym roku ( 44 ), w miesiącu maju załadowali nas na wagony nas w cegielni w Munkaczu. …. Tutaj byliśmy tylko 3 dni, nie pracowaliśmy , ponownie nas załadowali i wywieźli do Fünfteichen. W komandzie zewnętrznym, gdzie chodziliśmy, musieliśmy mocno pchać żelazne wagoniki kopalniane, wybrać ziemię łopatami, za- i wyładować wagonik. Wstawaliśmy o wpól do piątej rano, zaczynaliśmy pracę o 7 rano, praca trwała do 19 wieczorem, pół godziny była przerwa na lunch. Zadaniem nadzoru SS było , aby nas bili . Głód był tak wielki, ponieważ do jedzenia codziennie dostawaliśmy 15dkg chleba i wieczorem po pracy pół litra zupy bez zawartości. W rezultacie, wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania. W Fünfteichen byłem do początku stycznia tego roku ( 45 ) a potem wyruszyliśmy stąd pieszo w drogę. Wszyscy szliśmy bez jedzenia przez sześć dni, a potem dostaliśmy trochę chleba. 40% osób zmarło z powodu głodu. Jeśli ktoś nie był w stanie kontynuować marszu , był zabijany strzałem. Noce spędzaliśmy na zewnątrz na świeżym powietrzu, w największy śniegu i na zimnie, bardzo wielu nie miało koców, dużo ludzi zamarzło na drodze. Po 6 dniach dotarliśmy straszliwie osłabieni do Gross-Rosen.Tu dostawaliśmy dziennie po 0.3 litra zupy i trochę chleba. Nie musieliśmy pracować ale przez cały dzień staliśmy w szyku do posiłku na apelu . I tu było wielu zmarłych z krańcowego wyczerpania. Utrzymanie czystości nie sbyło absolutnie możliwe, choć woda była , ale nie pozwolili nam. 10 dni byliśmy w obozie, potem zapytano nas , czy mamy jeszcze siłę , żeby przejść 3 km. Wszyscy byli bardzo słabi , i nie chcieliśmy chodzić więcej i dlatego staraliśmy się leżeć wśród umarłych, ale nie powiodło się. Po przejściu 3 km załadowali nas do wagonów, 90 osób podróżowało w otwartym , dziesięciotonowym wagonie, ledwie moglismy po prostu stać. Na podróż wydali po bochenku chleba i 1 kg konserwie mięsnej. Dziennie było 20-25 zabitych, dużą ich część stanowili zastrzeleni przez SS. Pewnego razu , zostałem poważnie pobity przez SS. W wagonie byliśmy niewyobrażalnie stłoczeni i dlatego nie mogłem usiąść. Do wagonu weszli żołnierza SS i zdecydowanie kazali mi usiąść, oczywiście, nie miałem miejsca. Głośno powiedziałem do mojego syna, który stał daleko ode mnie żeby mi pomógł. Słysząc podniesiony głos żołnierz wrócił i zapytał, kto to krzyczał. Powiedziano mu, że to ja. Ten przyszedł do mnie i uderzył mnie grubym kijem w głowę i rękę kilka razy, ślady pobicia mam jeszcze dotąd. W rezultacie pobicia straciłem przytomność. Wielu zginęło zduszonych w ścisku i za każdym razem, kiedy wagon się gwałtownie zatrzymywał , powodując wstrząs, zawsze padali martwi. Do Mauthausen przybyliśmy po 5 dniach podróży. Wzięliśmy kąpiel, przy pewnej okazji oddzielili mnie od syna, ale na szczęście później odnaleźliśmy siebie. Byłem chory i wkrótce dostał się na rewier, na którym chorych podzielono na dwie części. Zespół "A" był silniejszy , w grupie byli słabsi. Z tych, słaba grupa ledwie otrzymywała coś do jedzenia, codziennie 50-60 osób ginęło od nich. Miałem krwawe rany na ciele w wyniku bicia, więc poszedłem do szpitala. Kiedy Amerykanie się zbliżali , żołnierze SS pozostawili nas kilka dni wcześniej i wkrótce przybyli amerykańscy żołnierze, którzy nas uwolnili. Przyszłości nie mogę przewidzieć, ale nie jest wykluczone, że będę emigrować do Palestyny, jak to będzie możliwe.
663, M, handlowiec, ur. 1092,lat 43, Birkenau ( 15-06-44 do 25-07-44), Funfteichen ( 26-07-44 do 21-01-45 ), Gross-Rosen ( 10 dni ) , Nordhausen, Dora ( do 11-04-45)
…...15-06-44 przyjechałem do Birkenau. Dwa tygodnie byłem w obozie cygańskim, potem 4 tygodnie w przejściowym obozie A. Stąd w 100-osobowym transporcie zabrali mnie do Fünfteichen, do fabryki Kruppa. Tutaj transportowaliśmy duże 10-ciotonowe maszyny z jednego miejsca do drugiego. Zakwaterowanie i wyżywienie było do stolerowania. Traktowanie również było tutaj możliwe do przyjęcia. W kierownictwie byli głównie Polacy, i to powodowało, że lokalizacja była znośna. Tylko raz dostaliśmy wszyscy po pięć uderzeń gumową pałką , bo na czapkach nie mieliśmy wywalowanego na biało krzyża. 21-01-1945 obóz został całkowicie ewakuowany. Zabrali nas wszystkich do Grossrossen. Stan osobowy obozu wynosił 4500 ludzi, i dystans około 120-km trasy zrobiliśmy w ciągu 5 dni . Po drodze dostaliśmy dwa razy jedzenie i było po drodze conajmniej 500 ofiar. Tych, którzy nie wytrzymywali tempa i usiedli, na naszych oczach zostali zastrzeleni przez SS. W Grossrossen pozostaliśmy około 10 dni, tu nie było pracy. Jedzenia było strasznie mało , i bardzo złe. Dużo nas bili . Po 10 dniach popędzili nas do Nordhausen. Tutaj sytuacja była podobna, tylko pół litra zupy trochę chleba na ząb. Wiele razy wydawali po 3 ziemniaki zamiast chleba, z tego dostałem 2 ziemniaki zgniłe. I tak cierpiałem w Dora i Nordhausen. Gdy 11-04-1945 zostałem wyzwolony przez Amerykanów , ważyłem 45 kilogramów
842, M, praktykant blacharz ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( xx do 25-05-44), Funfteichen ( 27-05-44 do 15-01-45), Gross-Rosen ( 20-01-45 do 20-02-45), Mauthausen 25-02-45 do 4-04-45), Gunskirchen ( 18-04-45 do 4-5-45).
Zabrali nas z getta Mátészalka. ….. Następnego dnia poszukiwali wykwalifikowanych pracowników , zgłosiliśmy się z moim ojcem i kolejne 20 osób z naszej wioski, jechaliśmy dwa dni. Na drogę wydali po ½ bochenka chleba i po 10 dkg masła. Przybylismy i Fünfteichen, gdzie nas pobili i zabrali nasze dobre buty , a dali drewniaki. Pobudka była o czwartej rano, trzeba było robić porządek w łóżku, o pół do szóstej był apel. Następnie szliśmy na miejsce pracy odległe o 2 km. Robilismy betonowanie , co jest bardzo ciężką pracą. Niemieccy majstrowie byli bardzo okrutni, kto przerwał pracę na chwilę, był bity. Później otrzymali rozkaz , że nie należy bić. Później dostaliśmy nowego dowódcę obozu i miejsce stało się nieco lepsze . Jedzenia było bardzo mało, praca była bardzo ciężka tak, że wiele osób całkowicie osłabło. Mój tata również był na rewierze. 15 stycznia 45 musiałem odejść z obozu i szliśmy pieszo pięć dni z ciężkim sercem. Marsz pieszy rozpoczęło 5000 osób, pokonaliśmy dystans 120 km w ciągu pięciu dni, ale tylko 3500 żywych osób przybyło do Gross-Rosen. Pozostała część zginęła od SS-manów, a wielu od niebezpieczeństw i cierpień. W Gross-Rosen początkowo sytuacja była dość dobra. Później jednak coraz więcej osób przybywało . Wreszcie, kolejne 1500 osób w baraku nie miało prycz, mogli tylko siedzieć razem w kucki na podłodze z przodu . Nowe transporty nie pracowały , tylko stare i dostały więcej żywności. My dostawaliśmy tylko po 0.2 litra zupy rani i wieczorem. Każdego dnia umierało ok 80-100 osób, które były palone w krematorium. SS wszedł do baraku i bardzo wszystkich pobił. Kiedy Rosjanie zbliżyli się, zostaliśmy załadowani po 120 osób na otwarte wagony . W każdym wagonie było trzech SS, którzy zajmowali za dużo miejsca. Na drogę wydali trochę chleba i bardzo małe konserwy. Wagon był straszny. Mogliśmy tylko stać razem ściśnięci. Kto był zmęczony i usiadł, został zgnieciony i umarł. Niektórzy oszaleli i zaczęli się bić o więcej miejsca. Przez pięć dni jechaliśmy w takiej sytuacji. Nie dostałem nic do jedzenia ani wody. Kiedy padał deszcz, lub śnieg, wysuwaliśmy język się trochę i połykaliśmy trochę cieczy . Z wagonu codziennie usuwano 3-4 zmarłych. Pod wieczór przybyliśmy do Mauthausen, potem musieliśmy jeszcze iść pieszo 4 km do obozu. Kto nie mógł na tej drodze iść, został zastrzelony. Przyszliśmy do obozu, tam dali trochę zupy i poszliśmy setkami do dezynfekcji, a następnie wprowadzili nas do bloków. Później przyszedł rozkaz, aby zgromadzić wszystkich Żydów i przenieść do obozu w trzech częściach . Stąd zostaliśmy zabrani do obozu namiotowego. Tu już było wiele pracy. W namiocie na 200-250 osób było tysiąc osób. Nasza dzienna racja żywności : 10 dkg chleba i 0.3-0.4 litra zupy dziennie . Rano była gorzka czarna kawa z, jedzenie dostawaliśmy po południu o 15-tej, ponieważ kuchnia była bardzo daleko od obozu namiotowego , a zdarzało się także, że to w drodze wylali i nie dostaliśmy nic. Było tutaj 15.000 osób razem pracownikami pracy przymusowej. Dziennie po 150-200 ludzi ginęło z głodu. Jeżeli ktoś znalazł trochę obierek ziemniaczanych i zrobił mały ogień, sierżant SS, nazywany Tadek zabijał go strzałem. Pięć tysięcy pracowników pracy przymusowej wywieziono transportem od połowy kwietnia. Wreszcie, pozostali tylko więźniowie , a następnie nas również zabrali . Szliśmy pieszo przez trzy dni. Na drogę wydali po ćwiartce chleba i 10 dgk margaryny. W drodze SS stale strzelali, martwe ciała leżały na drodze. Obóz Günskirchen był w lesie. Stale pada deszcz i wszędzie było dużo błota . Nie mogliśmy się pomieścić w barakach , ja siedziałem na zewnątrz w błocie i deszczu. Tutaj już był straszny głód; siedmiu mężczyzn dostawało bochenek chleba i po 0.4 litra zupy. Jednak po zupę każdy musiał stać w kolejce, a kto był słaby, był wypychany z kolejki. Dziennie było 250-300 zmarłych . Wszyscy tutaj byli skazani na śmierć . –tego maja 45 przyszli Amerykanie. Esesmani uciekli. Otworzyliśmy magazyn i zdobyliśmy chleb, konserwy i ubrania.
995, M, ślusarz ur 1892, lat 53, Auschwitz ( 9-12-05-44), Funfteichen ( 12-05-44 do -1945),
W Bocicoiu Mare mieszkało około 120 rodzin żydowskich, z których wielu było przewoźnikami ( furmanami ), byli pracownikami fabryki i żyli w bardzo trudnych warunkach. Co do mnie, nie narzekam, mieszkałem z rodziną w moim domu wystarczająco dobrze. … Przez dwa dni nie dostaliśmy jedzenia, zapakowali nas do innego baraku, dwa dni później ponownie załadowali nas na wagony , na drogę wydali pajdę chleba i margarynę. W wagonie jechało po 50 osób i podróż trwała dwa dni. Po osiągnięciu Fünfteichenbe / koło Grossrosen / przydzielili po 180 osób do jednego bloku, a ja, jako ślusarz, dostałem pracę na tokarce w fabryce samolotów. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, tobyła bardzo ciężka praca, ale wyżywienie było bardzo słabe: rano zupa, 30 dkg chleba, wieczorem o 21-szej ponownie zupa . W październiku nas zwolnili i z Francuzami , Włochami ustawili do rozładunku wagonów. To było jeszcze trudniejsze zadanie, oprócz tego nadzorcy nas barzo bili. Każdego dnia 50-60 osób marło z głodu i zimna, rano i wieczorem mieliśmy apele. W Fünfteichen nie było krematorium, zmarłych przewożono do obozu Grossrosen do krematorium i tam ich spalano , także tutaj byli transportowani również słabi. W listopadzie dostałem się do szpitala z obrzękiem nógi, ale wracałem cztery razy ze szpitala do pracy i na powrót. Ostatni raz, gdy już Rosjanie podeszli , zostałem przeniesiony z jednego miejsca do drugiego. Ja już byłe wyrejestrowany wśród słabych do gazowania, ale nie mogliśmy pojechać do miasta, Rosjanie już tam byli, przenieśliśmy się jeszcze bardziej, ciągle do przodu, na piechotę. Kto nie był w stanie iść dalej był po prosu zabijany strzałem , tak zginęło wielu ludzi. Pewnego razu przyszliśmy do baraków w lesie ,potem przyszło wojsko rosyjskie, więc Niemcy pośpiesznie opuścili nas, to się stało 9 maja 45 . Każdy szedł, gdzie mógł, ja poszedłem do Częstochowy, stąd pociągiem do Krakowa, stamtąd przyjechałem do Budapesztu.
1219, M, czeladnik szewski ur 1939 , lat 6 – błąd, pewnie 16 lat.Auschwitz ( 18-23-05-44), Funfteichen ( 25-05-44 do 15-02-45), Gross-Rosen ( 20-02-45 do 10-03-45), Buchenwald ( 13-03-45 do 12-04-45). …
Mieszkałem z babcią i braćmi , mieliśmy dom, ziemię i żyliśmy dość dobrze . Trzy tygodnie po Wielkanocy Żyzi z wioski zostali zebrani w szkole, byliśmy tam przez dwa dni, stamtąd poszliśmy do Satu Mare do getta. ….. Skierowali nas do kąpieli, ostrzygli nas, zabrali nam ubrania i zamiast tego dostaliśmy pasiaki, tu jednak tylko pięć dni pozostaliśmy , zabrali nas do transportu do Fünfteichen (blisko Breslau). Jechaliśmy dwa, na drogę wydali po pół bochenka chleba i dodatek, w wagonie jechało 100 ludzi. Po przybyciu pracowaliśmy tu w fabryce dział, czas pracy był 14 godzin dziennie. Miejsce pracy było odległe o 3 km, ale rano przed wyjściem do pracy wcześniej był apel, również po pracy. Wyżywienie było dość dobre, ale bardzo mało. W jednym bloku mieszkało 200 osób, spaliśmy po dwóch na jednej pryczy, co cztery tygodnie dostawliśmy czyste ubrania. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy, a następnie dostałem się do Grossrosen. Szliśmy tam pieszo przez pięć dni, po drodze głodowaliśmy, tylko raz dostaliśmy po 1/5 bochenka chleba. Po przybyciu do Grossrosen zostaliśmy zamknięci w piwnicy bloku bez okien, bez drzwi, to była zima, staraliśmy się o słomę , ponieważ leżeliśmy na ziemi, w jednym bloku byliśmy 1000 osób. Wyżywienie: pół litra zupy dla trzech mężczyzn, o czwartej 1 / 4 bochenka chleba i wieczorem pół litra zupy z brukwii. Wiele osób, zginęły tu z głodu , brudu i wszy. Kiedy Rosjanie podeszli, zabrali nas do Buchenwaldu, zaladowali nas na wagony, otrzymaliśmy na drogę chleb na dwa dni w środę wieczorem a następnie po raz kolejny w poniedziałek rano. Po półtora dniowej podróży przyjechaliśmy i stanęliśmy na podwórzu czekając na kąpiel, w zimie i głodni. Po kąpieli zabrali od nas ubrania, nie wydali bielizny ani obuwia. Tu nie pracowaliśmy , jeszcze w ostatnim tygodniu chcieli wymordować wszystkich Żydów, byłem chory i poszedłem na rewier. Podczas apelu pewnego ranka usłyszeliśmy, że wszystkich Żydów wywożą, ale 12 kwietnia 45 przyszli Amerykanie . Zachorowałem na tyfus i nerki, przez osiem tygodni byłem w łóżku i wróciłem do domu Plany na przyszłość: Słyszałem, że moi bracia i siostry są w domu, będziemy iść z nimi do Palestyny.
1275, M, uczeń ur 1928, lat 17, Birkenau (7do9-05-44 ), Dyhernfurth b. Breslau ( 9-05-44do -pocz.08-44 ), Fünfteichen (pocz.08-44do poł. 01-45 ), Wüstegiesdorf (dwa dni poł. 01-45 ), Eule ( poł.01-45do koniec 02-45 ), Wolfsberg ( 2 dni koniec 02-45 ), Ebensee ( 03-45 do wyzwolenia 3-05-45 )
….. Potem my, Żydzi, zostaliśmy stamtąd usunięci. Przez dwie godziny jechaliśmy pociągiem do Fünfteichen gdzie pracowaliśmy w elektrowni, w fabrykach amunicji i dział. Dano mi do zrozumienia, żebym się zgłosił do prac stolarskich. Tam szło mi lepiej. Za otrzymane bony premiowe mogłem kupić w stołówce, papierosy dżem, kapustę i kompot. Pracowaliśmy na dwie zmiany po 11 godzin każda. Do dziennej racji chleba wynoszącej 50 dkg dziennie otrzymywaliśmy dodatek młodzieżowy 20 dkg a w soboty dobrą zupę z kapusty w stołówce, też jako dodatek młodzieżowy. Z fabryki otrzymywaliśmy na obiad pół litra zupy grysikowej. Ze względu na brak materiału, nie było wiele pracy. Od cywilnych mistrzów dostaliśmy na koce i ubrania, skarpety żywność i pieniędzy. Potrzebne ubrania załatwialiśmy w ten sposób, że zapisywaliśmy się do do izby chorych i otrzymywaliśmy odzież zastępującą zużyte ubrania. I tak robiliśmy często. Mieliśmy po trzy koce, które przeszły dezynfekcje, byliśmy także w stanie się je zdezynfekować. Więc poszły z nami. Za pieniądze kupowaliśmy w kantynie. Kiedy Rosjanie podeszli bliżej ; przez cztery dni jechaliśmy pociągiem do Wüstegiersdorf…..
1388, M, robotnik rolny ur. 1913, lat 32, Auschwitz ( 05-44), Dyhernfurt ( 06-09-44), Funfteichen ( 09-44 do 23-01-45).
U nas w Szirma było tylko dziesięć ubogich rodzin żydowskich . …..We wrześniu przyszliśmy do Fünfteichen, znowu do murarki. Tu, zarówno jedzenie jak i traktowanie było poniżej wszelkiej krytyki. Potem zabrali zdrowych dalej, a ja z odmrożonymi stopami zostałem w szpitalu. Minęło tylko pięć dni i już byliśmy na zewnątrz zwolnieni. Ja tam jeszcze zostałem dalsze dziesięć dni jako chory i zostałem następnie przeniesiony do szpitala w Krakau W tym czasie ważyłem 35 kg. Oczywiście, że byłem zbyt słaby, aby móc iść, dopiero jak znowu trochę odzyskałem siły, wróciłem do domu.
1475,M, zawód nie podany, ur.1924, lat 21, Auschwitz 26-05-44 do 30-05-45, Funfteichen ( 4-06-44 do 25-08-44) , Kietlitztreben ( 30-08-44 do 10-02-45)….
…. Następnego dnia pytali, czy znamy jakis zawód. Ponieważ znaliśmy, skierowali mnie do bloku 7-mego, ojca do 3-go bloku , a jak się dowiedziałem , moją matkę skierowali do 10-tego bloku. Po 4-rech dniach poszliśmy do Fünfteichen. Byli tam razem więźniowie z różnych narodowości, którzy traktowali nas bardzo dobrze. Poszlismy do pracy w fabryce, w której kierownictwo też było dla nas dobre. Racja żywnościowa była dziennie 50 dkg chleba i w południe 1 litr , a wieczorem 1 / 2 litra gęstej zupy. Po 2 1 / 2 miesiącach zachorowałem i dostałem się na rewier, leżałem tam przez 2 tygodnie, tam także dobrze mnie traktowano, jak w miejscu pracy. Więźniowie otrzymywali paczki z domu dzielili je między nas . N a początku czerwca pojechaliśmy z Fünfteichen do Kietlitz, koło Breszlau …..
1593, M, rolnik, ur . 1914, lat 31, Auschwitz ( 18do23-05-44), Dyhernfurth ( 25-05-44 do 23-10-44), Funfteichen ( 25-10-44 do5-04-45)….
…… Po pięciu miesiącach ponownie dostałem się do transportu i zabrali mnie do Fünfteichen. Tu ulokowali nas dość przyzwoicie, jednakże jedzenia było mniej niż w Dyhernfurth. Prowadziliśmy roboty murarskie, praca była jeszcze cięższa, pobudka była o czwartej, czas pracy był 14 godzin na dobę . Tu dużo bili. Spuchły mi nogi, dostałem zapalenia opłucnej i leżałem w szpitalu w Fünfteichen, nie było lekarstw, którymi łatwo mogli mnie wyleczyć. Tutaj zostałem uwolniony 24 kwietnia 45 przez Rosjan , którzy następnie poszli dalej na front rosyjski. Około 700 chorych pozostało w szpitalu , tam pozostałem przez trzy lub więcej dni, a następnie poszedłem do pobliskiej wsi po żywność i żeby odpocząć. W Kraszna ponownie dostałem się do szpitala, tam spędziłem cztery tygodnie i ostatecznie przeszedłem przez część Słowacji do Budapesztu. Plany na przyszłość: Na razie chciałbym wrócić do domu.
2007, M, rzeźnik , ur 1917, lat 28, Auschwitz ( 5 miesięcy ), Funfteichen ( 20-05-44 do 20-01-45), Gross-Rosen ( 2 tyg), Mauthausen ( 3 tygodnie ), Kinsburg ( 3 tygodnie).
….. 2 dni potem wybrali 500 osób , załadowali nas po 50-siąt osób w wagonie i wysłali do Fünfteichen. Gdy przybyliśmy przyznali nam pół dnia odpoczynku, a następnie wszyscy otrzymali numer. Następnego dnia już ustawili nas do pracy. Poszedłem do budowy fabryki. Przez pierwsze dwa miesiące szło mi bardzo dobrze, ale później mam inny plan, potem dostałem inny przydział do pracy, w której majster bardzo bił. Raz mnie pobił i złamał mi palec , wciąż mam ślady. Rano dostawaliśmy około. 40 dkgchleba i 0.3 litra zupy z obierek kartoflanych, w południe nie było nic, dopiero wieczorem dostawaliśmy 3 / 4 litra barszczu. Powinniśmy byli dostawać więcej wszystkiego, ale starszy blokowy o nazwisku Kaiser kradł. Mieszkalismy w drewnianych barakach, tłoczyliśmy się po dwóch na jednej pryczy, ponieważ baraki nie były ogrzewane było bardzo zimno. Pobudka była o 4 rano, apel mieliśmy o wpół do szóstej, pracę rozpoczynaliśmy o 7 rano i pracowaliśmy do 17-tej. Po przyjściu z miejsca pracy ponownie robili apel, który trwał 1 do 1.5 godziny. Robotnicy, szczególnie Czesi byli dla nas bardzo dobrzy i wielu nam pomagało . 2-10-44 chciałem uciec i zrobiłem sobie nożyczki do cięcia drutów ogrodzenia . W obozie przyszedł mi pomysł do ucieczki, według pogłosek partyzanci byli już teraz blisko , więc myślałem, że jeśli zagrożone jest moje życie, to raczej ucieknę. Rozmawiałem z trzema moimi kolegami , którzy także uciekli, - bo druty były przeciete - ale wróciłem do bagażu . W międzyczasie ich nie było , zostawili mnie, więc nie wiedziałem w którą stronę iść. Oni, jak słyszałem, poszli do Breslau , ale w pociągu ich złapali. Wszyscy trzej wrócili, dostali po 25 uderzeń i zapytali ich , kto zrobił nożyczki i przeciął druty. Wskazali na mnie. Dostałem więc 25 uderzeń, ale ponieważ byłem bardzo słaby, 4-10-44 zostałem przewieziony do szpitala. Z produ i z tyłu ubrania zostałem oznakowany na czerwono, co oznaczało, że uciekłem. W szpitalu byłem od 4-10-44 do 26-11-44. Potem dowiedzieliśmy się, że chorzy są wywożeni do Gross-Rosen do krematorium. Więc powiedziałem, że czuję się dobrze, mogę pracować, zostałem wysłany do pracy . Kilka dni później, kiedy nastroje uspokoiły się, znowu wróciłem do szpitala, ponieważ nie mogłem pracować. I tu byłem aż do 20-01-45. Potem przyszedł reviercapo, i tylko powiedział, że musimy iść, bo jeśli nadal zostaniemy na izbie chorych to będziemy zastrzeleni. Więc skierowali nas do Gross-Rosen, szliśmy pieszo około dwóch tygodni. Marsz rozpoczęło 5000 osób, ale tylko 3000 tam dotarło , inni w części umarli z głodu, w części zostali zastrzeleni- ci którzy nie byli w stanie iść dalej. W drodze nie dali nic do jedzenia. Przed wymarszem otrzymaliśmy po pół chleba, trochę margaryny, wędliny i paczkę tytoniu. W Gross-Rosen byliśmy około 2 tygodnie. Regularnej pracy tu nie robiliśmy , co dzień czekaliśmy na transport dalej. Stamtąd poszliśmy dalej do Mauthausen. W wagonie było po 120 osób, nawet nie było miejsca żeby stać. Kiedy wychodziliśmy, dali kawałek chleba i konserwy. Ukraińscy jeńcy byli z nami, którzy wielu z nas zastrzelili i wyrzucili z wagonów. Miałem szczęście, w pociągu był znajomy SS, któremu dałem część tytoniu, a ona nie pozwolił mnie skrzywdzić. Przybyliśmy do Mauthausen. Tu byliśmy ok. 3 tygodnie. Na początku byliśmy w wielkim obozie, a następnie przenieśli nas do obozu celtowego. Przez ten 3-tygodniowy okres nie pracowaliśmy, ale ledwie co dostaliśmy do jedzenia. Dziennie dostawaliśmy po 10 dkg chleba i trochę zupy , było brak wody do picia, umyć się nie było jak. Brak higieny spowodował, że wszyscy mieli wszy. Stamtąd poszliśmy dalej do Kinsburga. Tu był obóz w lesie, nie było wody, roiło się od wszy, toteż wkrótce wybuchł tyfus, od którego wiele osób zginęło. Jedzenia nie dawali, to prawda, że nie trzeba było pracować. W końcu, 4-05-45 przyszli Amerykanie i nas wyzwolili.
2209, 2K, krawcowe, ur 1924 i 1927,lat 21 i 18, Auschwitz ( 19-27-06-44), Stuthof ( 28-06-44 do 15-07-44), Brahnau-Bromberg (16-07-44 do 22-01-45), Funfteichen ( 24-01-45)….
19 marca 1944, kiedy Niemcy weszli, już wiedzieliśmy, jaki los nas czeka, ale co się potem stało, przeszło nasze wyobrażenie. Już 24-04-44 skierowali nas do getta. …. Sześć tygodni później, po kąpieli ponownie była selekcja . To straszne zadanie wykonywał dr Mengele z trzema innymi lekarzami . Która miała tylko mały pryszcz na ciele, była selekcjonowana. Cały wieczór spędziłyśmy w łazience, dzięki Bogu, nie znalazł nic na nas, i pozostałam z moją siostrą. Ustawili nas o świcie w kolejke , i wydali na drogę chleb z margaryną i salami przed wejściem na wagon. Po półtoradniowej podróży przybyliśmy do Stuthoff. Tu przyjęli nas SS czarnych mundurach . Trudno opisać nasze uczucia na ich widok, to było straszne. Myśleliśmy, że zaraz zabiorą nas do gazu. Ryknęli na nas, a następnie wzięli do kąpieli, wydali pasiaki. Skierowali nas na duży blok, miejsce było czyste. Stuthoff również był obozem dystrybucyjnym i tu ponownie zacząło się sortowanie. Moja siostra na selekcji została skierowana do słabych ja do silnych. Nie wiedzieliśmy, co się stanie, rozpacz była wielka, słyszałem, że nie będzie następnej selekcji , to szybko zmieniłam moje ubrania z ubraniem siostry, bo na moim ubraniu był numer do transportu, a moja siostra nie została do niego zakwalifikowana, tak,że znowu byłam z moją siostrą. Był to transport pracy . Dwa dni później wyruszyliśmy stąd, na drogę dostałyśmy trochę chleba z margaryną. W drodze byłyśmy głodne. Brahnau był normalnym obozem. Była również możliwość wykąpania się. Na początku nie akceptowaliśmy smaku potraw, ponieważ dodawali do jedzenia brom, ale w końcu przyzwyczaiłyśmy się, podobnie jak do wielu innych rzeczy. Fabryka była tylko na obszarach wiejskich, nie było ludności. W obozie było tysiąc osób, pracowaliśmy dzienną i nocną zmianę. My produkowałyśmy bomby, ale także kiedyś pracowałyśmy przy wagonikach kopalnianych ( obwałowania- przyp. mój ). W obozie dwukrotnie nas oceniano, podniosłam 13 kg. Początkowo traktowanie było normalne, gdy SS-mani mieli opiekę nad nami , ale po dwóch tygodniach SS zostali zastąpieni przez kobiety, które były bestiami w ludzkiej postaci. Biły nas bez powodu, były ponad miarę przykre. 22 stycznia nagle nas ewakuowano, ponieważ front był już bardzo blisko . Pewnego dnia, zdałam sobie sprawę, że zniknęli Niemcy, którzy tu byli, oczywiście, wszystkie pozostałyśmy bez jedzenia, podzieleni na grupy jeszcze ruszyliśmy w dalszą drogę, ale teraz już bez eskorty oprawców. W ten sposób udało nam się osiągnąć Fünfteichen. Pozostałyśmy tu tydzień, spotkaliśmy Polaków, byliśmy w bardzo dobrych stosunkach, nie pozwolili nam iść na niepewne, i tak Rosjanie nas wyzwolili. Po wielu perypetiach powróciliśmy do domu czaskim transportem, oczywiście, to już nie były takie smutne wspomnienia, nie mogę nawet myśleć o przyszłości . Potrzebuję trochę więcej czasu, bo nie wiemy, jaka jest sytuacja w domu.
2234, M, student ur. 1928, lat 17, Auschwitz (3-06-44do10-06-44 ), Fünfteichen (15-06-44do10-12-44 ), Grossrosen (14-12-44do 4-02-45 ), Buchenwald (15-02-45do18-02-45 ), Dora ( 20-02-45do2-04-45 )
W gettcie Irsava byliśmy 8 dni a następnie przekazano nas do pociągiem do Munkacsa. Byłem z moimi rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa. Spędziliśmy tutaj 6 tygodni. …… Po 6 dniach przydzielono mnie do transportu i poszliśmy do Fünfteichen. Był to bardzo wielki obóz. Stan osobowy był 6000 więźniów: Rosjan, Polaków, Francuzów i Żydów.Pracowaliśmy w fabryce broni Kruppa, robiliśmy wały do silników samolotów. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia, tylko chleb i zupę. Nasza praca była bardzo ciężka i niemieccy kapo nas bili. Osłabieni głodem ludzie, wybierali z ziemi surową marchew i zjadali śmieci i odpadki. Od tego dostawali czerwonkę, biegunkę i cicho umierali . Byłem tutaj 5 miesięcy, a następnie wyruszyliśmy stąd pieszo dalej. Podróż trwała kilka dni, a dwa razy przez cały czas dostaliśmy czwartą część bochenka chleba na osobę. Przyszliśmy do Grossrosen. To był straszny obóz. Wszy wisiały w ubraniach w grupach, ledwie coś dali jeść i ludzie ginęli w wielkiej liczbie. Jeśli ktoś tam nie przyszedł na przydział obiadu, ponieważ był tak chory i słaby, że nie mógł już stać na nogach, lub jeśli ktoś poprosił o zupę, to był pobity pałką na śmierć. Stamtąd też poszlismy. Umieścili nas w pociągu i jechaliśmy cztery dni . W 4-tym dniu w godzinach wieczornych pociąg zatrzymał się. Obok nas stał pociąg towarowy. Pomyślałem sobie, że to wszystko jedno, czy umrę, czy mnie zastrzelą podczas próby ucieczki. Przeskoczyłem do tego pociągu i ukryłem się tam. 2 dni jechałem do polskiej granicy. W Csensztohová teraz już byłem tak głodny, że nie mogłem tego znieść, wysiadłem i podszedłem do chłopa, zapytałem o jedzenie a potem spytałem gdzie są partyzanci. Poszedłem według jego wyjaśnień i w lesie spotkałem rosyjskich partyzantów , ubranych w cywilne ubranie. Przyłączyłem się do nich, dostałem białą opaskę z czerwoną gwiazdą i broń i zostałem partyzantem. Była to niesamowita radość! Jeżeli w walce z Niemcami miałem się wystawić się na niebezpieczeństo, to było ono równe dla obu stron, nie byłem zamknięty, bezradny i zdany na łaskę Niemców, których nienawidzę wszystkich ! W dzień spaliśmy w nocy poszliśmy do lasu. Wysadzaliśmy pociągi i zapobiegaliśmy jakiejkolwiek pracy przeciwnika. Pewnego wieczoru byliśmy na patrolu i nagle zobaczyłem nadchodzących Niemców. My dwaj byliśmy z przodu, rzuciliśmy broń i pobiegliśmy do przodu. Siedmiu z naszych towarzyszy, którzy byli w bunkrze, nie mogło już nic zrobić, i zostali zabici przez Niemców. Wzięto nas do niewoli i wywieziono do Buchenwaldu jako więźniów politycznych . Bili nas przez 2 dni i dlatego, że się przyznaliśmy, wywieźli nas do Dorá. Tu kierowano uciekinierów do ciemnej, podziemnej piwnicy. Dwa razy dziennie otwierali piwnicę. W pierwszym dniu dali nam po 1 litrze zupy i 1/8 bochenka chleba, a po drugie spuścili na nas psy. Gryzły nas 5-8 minut i szarpały, potem zostały komendą odwołane. Gdybyśmy zostali rozerwani na strzępy, byłoby to zbyt proste. Trwało to 2 tygodnie. Kiedy uważali że mam dosyć, zapytali mnie dlaczego byłem w nocy w lesie, czy nie byłem partyzantem? Zawsze mówiłem, że byłem tam przez przypadek, i uciekałem do Rosji. Nie uwierzyli i śledczy SS krzyczał na mnie i kazał podnieść ręce. Podniosłem, a on przestrzelił mi lewy nadgarstek. Choć bardzo mnie bolało, potwierdziłem zaznanie. Wtedy mnie zwolnili z piwnicy i poszedłem do aryjskiego obozu, byłem z Polakami. Przypisano mnie do lekkiej pracy, cały dzień cerowałem pończochy. Raz w tygodniu, stawiałem się w biurze, gdzie potwierzali , że nie uciekłem. Żywności było też o wiele więcej niż w żydowskim obozie. Po kilku tygodniach cały obóz został rozwiązany. Pojechalismy pociągiem, a następnie wysiedliśmy i musieliśmy iść pieszo trzy km do Bergenbelsen. Po drodze spotkaliśmy grupę, którzy przybyli stamtąd, w której było dużo Żydów z Budapesztu. Mówili , że Bergenbelsen jest obozem zagłady, szaleje tyfus, czerwonka, nie można dostać niczego do jedzenia, w obozie są stos zwłok i pokazywali, co się dzieje z ludźmi. Faktycznie wyglądali jak martwi, ich kości grzechotały a na ich twarzach była napisana śmierć. Uciekłem razem z pięcioma kolegami. Uciekliśmy do lasu i przez 3 dni ukrywaliśmy się tam. W czwartym dniu było dużye bombardowanie , i nie znalazłem moich znajomych. Biegnąc w dół drogi, wpadłem na amerykański czołg. Oficer, który siedział na nim, zapytał o drogę do Berlina. Pokazałem mu, i pojechaliśmy razem. Stamtąd skierowano mnie do Bergen, gdzie pracowałem w kuchni. Brytyjscyżołnierze gotowali bardzo dobrze. Po pierwsze, wyruszyłem do domu żeby zobaczyć czy wrócił ktoś z rodziny, a następnie powróciłem do Pragi, gdzie znajomy amerykański żołnierz chciał mnie zabrać ze sobą. Dla mnie wszystkim czego chcę, aby wyjechać do Ameryki.
2275, M, czeladnik ślusarski ur.1924, lat 21, Auschwitz ( 25-29-05-44) , Funfteichen ( 2-06-44 do 2-09-44), Gorlitz ( 7-09-44 do 7-05-45)….
…... W tym dniu wybrano z 2000 osób 1800 ludzi do transportu , a pozostałe 200 osób wywieziono do krematorium. …. Tymczasem dowiedzieliśmy się, że ci, których oddzielono od nas po przybyciu do obozu, na przykład. moja mama i mój brat, również poszli do krematorium. Wybrano w Auschwitz 1800 osób ze mną włącznie , załadowano nas do wagonów i zywieziono Fünfteichen. Natychmias po przyjeździe zaprowadzili nas na bloki, bloki , potem dali kawę i ustawili nas na apelu. W czasie apelu każdemu przypisano numer, a następnego dnia poszliśmy do pracy. Na moim stanowisku pracy nosiłem szyny kolejowe. Praca ta została wykonana w ciągu 3 miesiący. Strasznie osłabłem w tej ciężkiej pracy. Jak inni osłabiły się, Wszyscy inni , osłabieni tak jak ja, zostali zenrani w transport i wywieźli nas do Görlitz. Tu ulokowali nas w bardzo brudnych blokach. Tu spalismy na pryczach po dwie osoby na pryczy, każdy miał jeden koc. Czystości tu nie mogliśmy utrzymac, przez cały czas chodziliśmy w jednej koszuli, nie można było się umyć/wyprać. Mieliśmy dużo wszy w wyniku tego wybuchł tyfus i pacjentów zabrano do szpitala w Görlitz, niestety, żaden z nich nie wrócił. Tu pracowaliśmy w pewnej fabryce czołgów, gdzie pracowaliśmy ciężej niż w Fünfteichen. Dzienny czas pracy w fabryce był 12 godzin. Pobudka była o 4 rano, a następnie był apel i o wpół do siódmej rano rozpoczynaliśmy pracę. Droga do fabryki zajmowała jedną godzinę tam i 1 godzine z powrotem. Kiedy wracaliśmy znowu wieczorem , mieliśmy apel. W fabryce czołgów pracowałem do lutego, a następnie przydzielono mnie do prac przy szańcach . Byli z nami ukraińscy SS, i jeśli ktoś nie pracował przyzwoicie, to go na miejscu zabijali strzałem. Bardzo cierpeliśmy z zimna, wielu padło ofiarą tego. Rano, kiedy do pracy wychodziło 100- osób, wracalo z powrotem tylko 50-60 osób, reszta w części została zastrzelona, a częściowo zamarzła. Jedzenie było bardzo słabe. W godzinach porannych dostawaliśmy bochenek chleba na 12 osób i margarynę- pół kilograma na 28 osób. W południe dostawaliśmy 1 litr zupy z rzepy na osobę, to samo było wieczorem , ale tylko po 1 / 2 litra na osobę. 2 kwietnia, kiedy front podszedł bliżej, wyruszyliśmy pieszo z obozu i szliśmy 4 dni. Po drodze na każde około 10-15 km. przypadało po 10 osób zastrzelonych , które nie mogły dalej iść. Przez całą drogę nie dali nic do jedzenia. Tymczasem Rosjanie zostali wyparci z powrotem i znowu zawrócili nas do obozu w Görlitz. Kiedy wróciliśmy z powrotem do pracy , jeszcze pracowaliśmy przez 3 dni a potem przyszli Rosjanie, i uwolnili nas. Chcę się wydostać się jak najszybciej do Palestyny
3335, M, dr prawa ur 1912, lat 33, Auschwitz (20do23-05-44 ), Dyhernfurth ( 26-05-44 do 20-09-44 ) , Funfteichen (21-09-44 do 01-45 ),Wolfsberg (5-01-45 do 15-02-45 ) , Brunau (18-26-02-45 ) , Ebensee ( 3-03-45 do 5-05-45 ).
………Prawie cztery miesiące byłem w Dyhernfurt, kiedy pewnego dnia, w dniu 20 września przyszedł rozkaz, że wszyscy żydowscy więźniowie mają być stąd zabrani. Więc poszliśmy również stąd i przyszliśmy, mianowicie do Fünfteichen. Także to miejsce jest w okolicach Breslau, a nasze miejsce pracy było znowu na budowie, gdzie pracowałem jako stolarz.
Także tutaj musieliśmy bardzo # # # # # # pracować, tylko niezbędnych### Dyhernfurth ,ale jedzenie jest nie tylko # # #, ale także było trochę lepsze. Także # # # było traktowanie bardziej humanitarne, nawet jeśli także tutaj było dość surowe.
Tutaj jednak doszedł nowy czynnik: zimno, od którego wiele cierpieliśmy, bo nasze ubrania nadawały się tylko do okrycia naszej nagości ,ale ogrzać nas nie mogły. Na nasze nieszczęście , zima na Śląsku, była wtedy sroga. W styczniu 45, odszedłem z transportem pracy z Fünfteichen mianowicie na Wolfsberg. ………
Podsumowanie dla obozu Funfteichen.
Zachowało się 14 relacji mężczyzn i tylko 2 relacje kobiet, które tam zostały ewakuowane ( z Bydgoszczy ) już po zasadniczej ewakuacji obozu, 22-01-45. Liczebnośc obozu została określona na 6000 osób przez 2 internowanych, 5000 przez inne 2 osoby i jedna podała 4500 internowanych.
Odległość obozu od miejsca pracy została określona na 2-3 km. Długość czasu pracy 14 godz/d ( 2 osoby ), 12 godz/d ( 2 osoby ) 11 godz/d ( 1 młodociany). Charakter pracy : w Fabryce Kruppa, w fabryce Kruppa wałów do silników samolotowych, praca w fabryce armat, praca w elektrowni, fabryce dział i amunicji, w stolarni ( młodociany ), jako cieśla.
Najwcześniejsze przyjazdy do obozu były w maju 44 (12, 16, 25, 29), czerwcu (2, 4 ), lipcu ( 26), sierpniu, wrześniu, październiku, 44 a ostatnie przyjechały dwie panie z Bydgoszczy, które tam robiły bomby, 22-01-45, już po zasadniczej ewakuacji obozu. Obóz został ewakuowany drogą pieszą do Gross-Rosen. W połowie stycznia grupa więźniów ( z młodocianym ) pojechała pociągiem do Wustegiersdorf . Daty ewakuacji więźniowie ( 3 ) podają na styczeń 45 ( 15, 20, 21 ), 15-02-45 ( jeden więzień), pojedyncze osoby wyjeżdżały wcześniej do Kietlitztreben, Gorlitz, Ewakuacja piesza do Gross-Rosen trwała 5 dni. Więźniowie ocenili liczbę ofiar na 500, 1500 i 2000 .
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:54, 30 Sie 2013 Powrót do góry

33. Obóz Grunberg Zielona Góra
294,774,790,1260,1471,1511,1653,1774,2041,2373,3301,3394,=12
294, K,ur 1927, lat 18, ,Auschwitz ( 5 m-cy ) , Schlesiensee ( 2 ½ m-ca ), Grunberg ( 3 dni ), Christianstadt ( 12 dni ) , Zvade ( 6 tygodni ) , Nuero leu ( 3 tygodnie ).
… Około dwa miesiące później, nagle pewnej nocy obudzili nas. Zwołali apel , stałyśmy tam przez pół nocy, i o świcie wyruszylyśmy pieszo. Szłyśmy przez sześć dni, byliśmy bardzo popędzani. Tych, którzy nie mogli iść dalej , zabili strzałem. Z obozu wyruszylo 980 kobiet a 428 przybyło do Grunberg. Przebywałyśmy tu przez sześć tygodni. Potem już nigdzie nie było pracy, był chaos w całych Niemczech, i wszyscy uciekali pieszo, a nas prowadzili bez celu z jednego miejsca na inne. Ledwie znaleźliśmy się gdzieś, już byłyśmy wyprowadzani dalej. W okresie dziewięciu tygodni pokonałyśmy dystans około 840 kilometrów. Tymczasem nasz stan liczbowy znacznie stopniał, głodni i spragnieni ludzie nie przetrwali tego marszu, Niemcy zabijali coraz więcej tych pozostających z tyłu. W Neurolló wreszcie dogoniło nas wojsko, które nas wyzwoliło. Jeden dzień wcześniej pozostałyśmy z tyłu niezauważone i tak pozbyłyśmy się Niemców wcześniej niż pozostała część obozu
774, K, krawcowa ur 1925, lat 20, Auschwitz( 6 m-cy ), Grunberg ( 4 m-ce ), Bergen-Belsen ( 2 m-ce )
Z getta Sołotwyno wywieziono nas do Auschwitz. … Po 6 miesiącach silniejsze zostały wybrane do transportu pracy, ja poszłam z nimi do Grünberg. Otrzymałam przydział pracy do tkalni. Przez 8 dni uczyłam się tamtejszej pracy, a potem zachorowałam. Miałam cienką sukienkę, przeziębiłam się leżałam z gorączką 40 stopni. Jeden z żołnierzy SS powiedział mi, że to nie jest sanatorium, jeżeli będę nadal chora, to zabiorą mnie do krematorium. Wobec tego wstałam z gorączkę i wróciłam do pracy w fabryce. Posiłki były tu nawet słabsze niż w Auschwitz. Do południa nie dostawaliśmy nic jeść, w południe dawali trochę zupy na obiad, na kolacje po 10dkg chleba i po 2 dkg margaryny. Tylko w niedziele dostawałyśmy podwójny dodatek i raz w miesiącu dawali po 2 łyżki cukru. Czas pracy był po 12 godzin dziennie, ale kto nie przepracował dniówki dobrze, musiał dalej pracować . Często zdarzało się, że ci którzy nie pracowali dobrze musieli to nadrobić w nocy. Pracowałam przy dwóch niemieckich pracownikach . Jeden z nich był przyzwoitym człowiekiem , powiedział: "Dlaczego tak dużo pracujesz?", jednak z drugiej strony stale byłam zagrożona że powiedzą, że nie praowałam dobrze. – Zakwaterowanie było wystarczająco dobre, ale było bardzo zimno. Tylko w niedzielę, kiedy nie pracowaliśmy - mogliśmy wziąć kąpiel. Niestety, nie mogliśmy dostać niczego do jedzenia, jeżeli, to od bardziej wrażliwych pracowników, lub raczej od polskich dziewczyn, które już tu pracowały od 3-4 lat. Ale nie otrzymałyśmy od nich niczego poza małymi cebulami lub surowymi ziemniakami. Gdy Rosjanie podeszli, zabrali nas dalej do Bergen-Belsen. Szłyśmy pieszo przez 4 tygodnie i dostałyśmy tylko na drogę 1 i 1 / 4 bochenka chleba i 5 dkg margaryny. W drodze nie dostałyśmy nic do jedzenia, tylko czasami ludzie dali nam trochę gotowanych ziemniaków. Te, które nie były w stanie dalej iść, zabrali na wóz przez pierwsze 2-3 dni, a później zabrali je do lasu, ale co tam się stało, nie wiem. My wyruszyłyśmy z obozu w 1500 osób, a do Bergen-Belsen przyszło tylko 800
. Reszta zmarła w drodze, lub uciekła. Kiedy dotarliśmy do Bergen-Belsen, zaprowadzili nas do ciemnego bloku, gdzie sytuacja była straszna. Gdy spadł deszcz , było zimno, brud był straszny. Następnie zbudzili nas o 4 rano i powiedzieli nam, że zabieraja nas do krematorium. Na szczęście nie była to prawdą, ale poszliśmy do dezynfekcji. Tylko raz nas zdezynfekowali , ale tego nie używali , ponieważ był nieopisany brud, mieliśmy wszy, mieliśmy tyfus , który spowodował śmierć wielu ludzi. W naszym bloku byliśmy w 1000 osób, kiedy Brytyjczycy nas wyzwolili , zostało już tylko 520 kobiet, inni zginęli. Dziennie dostawałyśmy jedną szóstą bochenka chleba i 1 / 2 litra zupy z buraków cukrowych , czasami wieczorem była zupa. Leżałyśmy na gołej ziemi w błocie ,nie spałyśmy . Cały czas płakałyśmy. Pracowałam tam przez 2-3 tygodni przy pracy w polu , ale wtedy zachorowałam na tyfus. Traktowanie też było straszne . Ciągle nas bili . O trzeciej nad ranem była pobudka i musieliśmy wyjśc na plac, całe siedem godzin staliśmy na podwórku, nie pozwalali nam z powrotem wrócić do bloku. Trzy razy w tygodniu był apel do policzenia stanu osobowego, tam staliśmy po 3-4 godziny. Następnie 15-04-45 przyszli Anglicy i uwolnili nas. Z 1800 osób przeżyło 200.
790, K, sprzedawczyni, ur.1918, lat 27, Auschwitz (05 do 08-44 ), Schlesiensee ( 08-44 do 01-45 ), Guben ( 01-45 ), Grünberg ( 02-45 ), Bergen – Belsen ( 03 do 04-45 )
W naszej wsi było około sześćdziesiąt rodzin żydowskich, głównie trudniących się tkani em i będącymi ludźmi biznesu. W ostatnim czasie nie mogliśmy dalej prowadzić naszej działalności handlowej, ponieważ pozbawili Żydów licencji zawodowych. Nam również zostały odebrany nasz pensjonat, jak Węgrzy zajęli ten teren……Chrześcijanie nie tylko pomagali, ale byli wyraźnie zadowoleni , kiedy nas wyprowadzali. …..Wtedy poszliśmy z transportem do Schlesiensee. Był tam obóz z 1000 kobiet. O piątej rano miałyśmy apel a o szóstej zaczynałyśmy pracę. Sypaliśmy szańce i okopy. Kiedy padał deszcz, nie mogliśmy pracować , bo ziemia się przylepiala do łopat, ale musieliśmy cały dzień stać w odkrytym terenie. Kto szedł do pracy z kocem bywał przy bramie zatrzymany i dostawał dwadzieścia pięć uderzeń. Byłam cały czas bez butów i otrzymała drewniaki tylko, jak zachorowałam .W styczniu rozpoczęliśmy marsz. Przy wymarszu każdy dostał chleb. Na początku byliśmy jeszcze na wsiach , później nawet tego nie było . Dziennie pokonywalyśmy 35-40 km. Noce spędzałyśmy głównie w stodołach. Podczas tego marszu pieszego, trwającego pięć tygodni , większość moich koleżanek została zastrzelona. Tak doszliśmy do Guben. Tu byliśmy tylko osiem dni. Tu nie pracowaliśmy, ale dostawaliśmy tylko raz dziennie jeść. Potem byliśmy krótki czas w Grünberg. Pierwsze dwa dni nie nie dostaliśmy zupełnie nic do jedzenia, potem było po pięć ziemniaków na osobę dziennie. Wsiedliśmy do wagonów i przyjechaliśmy do Bergen-Belsen. Tu było straszne. Na początku dostaliśmy jeszcze 10-12 dkg chleba , ale przez kilka następnych tygodni jednak nie dali ani kęsa. Oprócz pół litra przegotowanej wody z rzepą bez tłuszczu i soli. Było wiele wszy, ale naprawdę nie mieliśmy możliwości utrzymania czystości . Była epidemia tyfusu i na 1000 osób ledwo 100 przeżyło. W dniu, w którym nas Anglicy na szczęście uwolnili, jeszcze rozprowadzili wśród nas zatruty chleb. Niektórzy ludzie dostali zatrucie żołądka.Anglicy byli nas bardzo dobrzy, dostaliśmy jedzenie i opiekę medyczną , i czuliśmy się wspaniale.
1260, 2K, gospodynie domowe, ur 1910 i 1026, lat 35 i 19, Birkenau ( poł.05-44do poł.10-44 ), Grunberg ( poł.10-44 do 1-02-45 ), Bergen-Belsen (pocz.02-45do15-04-45 )
Pierwsza osoba:Trzy lata temu zmarł mój ojciec, byliśmy znowu razem pięcioro rodzeństwa i matka. Mój mąż był w czasie , kiedy poszliśmy do getta, na Ukrainie, z zawodu był szewcem. Druga osoba: Mój ojciec był szewcem, byliśmy w domu sześcioro. Podczas okresu pobytu w obozie byłam raem z moją siostrą, która jest teraz na rekonwalescencji w Szwecji . W Birkenau byłyśmy w obozie C, w baraku siódmym, a później w 13-tym. Selekcje były bardzo często. Pierwsza osoba: Trzy razy byłam wybrana w selekcji ale zawsze udało mi się pozostać na miejscu. Poszliśmy do transportu i po trzydniowej podróży przybyłyśmy do Grünberg. Pracowaliśmy w fabryce amunicji, oparzyłam sobie ręce, obsługiwałam wiertarkę. Woda z mydłem, w której mieliśmy stale ręce , rozpuszczała nam skórę. W obozie było nas 650 , mężczyźni byli w wydzielonym obozie. Jedzenie było mało, ale było dobre. Do pracy chodziłyśmy 8 km w śniegu i bez butów. Po drodze do domu byłyśmy mocno popędzane, nadzorczynie biły też kijem dziewczyny, które się pchaly na czoło kolumny, bo chcialy być pierwsze w obozie przy rozdziale jedzenia. W obozie byli tylko Żydzi z Ukrainy Karpackiej. Miala być selekcja, ale wcześniej zostałyśmy usunięte przed nadejściem Rosjan. Trzy tygodnie szłyśmy pieszo. Nogi miałyśmy owinięte szmatami i cały dzień chodziłyśmy po śniegu a w nocy śnieg byłyśmy przemarznięte. Trudo opowiedzieć , jak bardzo cierpiałyśmy. Żydowscy mężczyzni musieli ciągnąć wóz , na którym siedzieli chorzy. Ci, którzy nie mogli, byli pchani, który musiał zrezygnować, również został pobity. Jeść dostawaliśmy barzo mało. Dziennie robiliśmy po 25-30 km, zatrzymując się dwa razy na 10-15 minut odpoczynku. Pierwsza osoba: Pracowałam w Bergen-Belsen w komandzie noszącym ciała. Druga osoba: Ja w komandzie zewnętrznym obozu. Pierwsza osoba: zwłoki układaliśmy jak drewno, roiło się od wszy. Nie było żadnej zmiany bielizny, tygodnie trwał brak wody do mycia i prania . W końcu zachorowałyśmy na tyfus, który okazał się dla mnie łagodniejszy niż dla moich koleżanek. Dwa tygodnie byliśmy chorzy. Następnie spędziłam jeszcze dwa miesiące w obozie zdrowych. Pierwsza osoba: Ode mnie nie ma nikogo z rodziny . Druga osoba: mam znak życia od siostry. Jeszcze nie wiem, co zrobimy
1471, K, gospodyni domowa ( żona przewoźnika ) ur 1909, lat 36, Auschwitz ( 15-05-44 do 20-12-44 ), Grunberg ( 25-12-44 do 8-03-45 ), Bergen-Belsen ( 2 do 15-04-45 )
…… Pod koniec grudnia dostałam się na transport do Grunberg, 200 km jechaliśmy pociągiem, na drogę dostaliśmy chleb i kiełbasę. Po przyjeździe pracowaliśmy w fabryce amunicji, czas pracy był 13 godzin na dobę, w pracy musieliśmy jeszcze stać, byłyśmy bardzo zmęczone, do tego przyczyniał się również fakt, że do pracy z obozu było 8 km i musiałam iść pieszo co dzień. Wyżywienie było podobne jak w Auschwizt. W pracy mistrzowie traktowali nas bardzo źle. Wkrótce musiałyśmy uciekać z obozu, szłyśmy pieszo przez pięć tygodni, boso, w śniegu , błocie , deszczu, zawsze spałyśmy w stodołach , rano był apel nawet tutaj. Po drodze dużo głodowałyśmy, dostawałyśmy tylko 3-4 kawałki gotowanych ziemniaków, oczywiście, byłyśmy bardzo słabe na tym wyżywieniu. Po pięciu tygodniach przyszlyśmy do Bergenbelsen, tylko że tu zachorowałam na tyfus i poszłam do wydzielonego bloku chorych. Straszne warunki były w barakach, leżałyśmy na ziemi, bez siennika i koca, a wyżywienie - jeśli to możliwe - nawet było gorsze , czarna kawa, ale było jej tylko bardzo mało, chleba nie widzieliśmy przez cztery tygodnie. Po wielu cierpieniach , 15 kwietnia brytyjscy żołnierze nas uwolnili , wkrótce po tym poszliśmy do Bergen, gdzie mieliśmy doskonałą opiekę medyczną, a następnie poszliśmy do Cellé , stamtąd wróciłyśmy do domu z czeskim transportem. Plany na przyszłość: najpilniejsza rzecz do zrobienia poczekać w domu na rodzinę.
1511, K,uczennica, ur 1928, lat 17, Birkenau (22-05-44 do koniec 11-44 ), Plischkau b. Breslau (koniec-11-44 do koniec 01-45 ), Grünberg ( połowa -02-45 do połowa -03-45) . Wyzwolenie druga połowa kwietnia 45.
Było nas siedmioro, pięć sióstr i rodzice. Mój ojciec miał sklep spożywczy. Chrześcijanom schodziliśmy z drogi. …. Poszliśmy do transportu 2000 osób do Plischkau gdzie znalazłyśmy się w opuszczonym obozie. Mieszkaliśmy tam w chatach krytych strzechą i budowaliśmy rowy przeciwczołgowe. Chociaż mieliśmy zimowe ubrania, ale marzłyśmy w pracy i w domu. Dziennie czas pracy był dziewięć i pół godziny, 2 godziny trwał apel , do pracy szliśmy 4 km na piechotę. Byliśmy tam pod nadzorem Wehrmachtu. Do jedzenia mieliśmy 30 dag chleba, margaryny i dodatek. Chore otrzymywały raz dziennie mleko, a zdrowi raz w tygodniu. W obozie były także Polaki i Słowaczki. Traktowanie do przyjęcia. Umyć się można było tylko w pierwszym okresie nielegalnie, potajemnie, później zatwierdzone przez wstawiennictwo lekarza. Rosjanie zbliżyli się i nagle poszliśmy do transportu. Na drogę dostałyśmy bochenek chleba i margaryne, co kto złapał, bo był wielki bałagan przy rozdziale. Ponadto, każda miała koc. W codziennym marszu pokonywałyśmy po 20-25 km i wiele osób się załamało ; były one prowadzone do lasu i tam rozstrzelane. Wehrmacht egzekwował rozkazy SS. Przez trzy tygodnie, dostałyśmy tylko dwa razy ziemniaki gotowane w naczyniu, każdy dostał trzy kawałki. Raz ludzie chcieli nam dać pół litra mleka, ale SS nas odpędzili, i dostalyśmy bicie , kiedy poprosiłyśmy o coś. Noce spędzałyśmy w stodołach , w ciągu dnia zatrzymywaliśmy się dwa razy na odpoczynek po dziesięć minut. Prowadziły nas kobiety z SS . Przyszłyśmy do Grünberg, dostałyśmy trochę chleba i pół litra zupy.Tam w dużym obozie w naszych czasach było tylko 1000 polskich kobiet. Tam nie pracowałyśmy, po prostu siedziałyśmy. Ponownie wyruszyliśmy z transportem, tym razem szłyśmy dwa dni w trakcie których pokonałyśmy 50 km. Nas osiem pozostało na miejscu za transportem; przz przypadkowo otwarte drzwi stodoły wydostałyśmy się w nocy na zewnątrz do lasu. Strażnicy Wehrmachtu byli tam bezpośrednio ukryci, chcieli , żebyśmy uciekły. Braliśmy również pod uwagę ich wypowiedzi. Strażnik powiedział, że przyjdą Rosjanie i nas wyzwolą. Od napotykanych niemieckich uchodźców dostałyśmy jedzenie, po tym byłyśmy na jednakowej stopie. Na pewnym poddaszu spędziliśmy prawie trzy tygodnie ; Niemcom o mało co udało by się aresztować nas. Od tego, który mieszkał w domu, potajemnie podbierałyśmy jedzenie, gdy był z dala od domu, i trzymałyśmy się w tym domu dość długo. On też przygotowywał się do ucieczki. Potem przyszli Rosjanie. Na samochodach i furmankach dotarliśmy do Polski. Przez Katowice i Krakau wróciliśmy. Ponieważ jestem sama, chcę wyjechać do Palestyny.
1653,K, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 3 dni ), Krakow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 5 tyg.), Bunzlau( 2 tyg. ), Grunberg ( 5 m-cy ), Guben ( 5 dni ), Bergen-Belsen ( 3 m-ce )
…… Pewnego dnia, zapytali , kto chce iść do pracy w grupach po 50 osób? Ja również dobrowolnie się zgłosiłam, więc dostałam się do Grunberg. Początkowo pracowałam przy kopaniu szańców, a następnie dostałam się do fabryki amunicji. Praca była bardzo ciężka. Pracowałam 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną. Wyżywienie było całkiem dobre, dziennie dostawałyśmy po 1/7 bochenka chleba i dwa razy była zupa z dodatkami. Traktowanie było bardzo surowe. Od pracy nie wolno było odejść, ktokolwiek odszedł z miejsca pracy , był albo bity albo karany. Mieszkałyśmy w kamiennych barakach , które można było ogrzewać , pranie było możliwe, jednak bardzo trudne. Raz w tygodniu, zwykle w niedzielę, kiedy pracowałyśmy tylko do południa stałyśmy na apelu. Miejsce pracy było oddalone o 4 km od miejsca naszego zakwaterowania tak, że tam i z powrotem każdego dnia trzeba było iść 8 km. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, odeszłyśmy stamtąd pieszo i szłyśmy przez 5 dni po 25-30-35 km. Jedzenia w drodze było coraz mniej, czasem dostawalyśmy tylko czarna kawę na cały dzień. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej ładowano na wózek , ale nie ucierpiały, ponieważ miałyśmy bardzo dobrego Oberschaarführera. Więc przyjechaliśmy do Guben, gdzie odpoczywałyśmy przez 5 dni. Po upływie pięciu dni odpoczynku wyruszylyśmy pieszo do Bergen-Belsen. Szłyśmy około 4-5 dni. W drodze raczej dostawałyśmy jedzenie. Otrzymałyśmy gotowane ziemniaki i koninę. Na tej drodze, wiele osób zmarło z powodu wyczerpania. Przybyliśmy do Bergen-Belsen, gdzie spaliśmy na podłodze, bo nie było miejsca dla nas, jeden leżał na drugim, był straszny brud,mieliśmy wszy, mycie nie było możliwe, szalała epidemia tyfusu ,zmarła duża liczby ludzi. W naszym pokoju było dziennie 20-30 dzień zmarłych. 15 kwietnia Amerykanie nas wyzwolili
1774,K, krawcowa ur.1925, lat 20, Auschwitz ( koniec 05-44, 3 dni ), Kraków ( 2 -06-44 do 16-08-44 ), Bunzlau ( 20-08-44 do 2-12-44 ), Grunberg ( 11-12-44 do 09-03-45 ), Bergen-Belsen ( 14-03-45 do 15-04-45 )
…… Tu pracowałam przez 4 miesiące do grudnia 44 ,w połowie miesiąca wywieźli 500 osób w grupach po 50 z Bunzlau do Grunberg, powiedzieli, że do bardziej regularnej pracy w gupach po 50-ciu. Poszłyśmy do fabryki amunicji, czyściłyśmy piłki. Rano o 3 –ciej była pobudka, a potem stawaliśmy w szyku i szłyśmy do pracy. Z obozu do fabryki szłyśmy 2 godziny, i o 5 –tej musieliśmy zaczynać pracę, tam dostawaliśmy rano czarna kawa na śniadanie, w południe, 3 / 4 litra zupy i wieczorem gęsty gulasz. A jedzenie było całkiem dobre, tylko 12 godzin ciężkiej pracy było męczące. W dwóch blokach mieszkalo 500 osób, w obozie było brudno, było nam ciężko dostać wodę i nie mogliśmy utrzymać czystości. Na początku marca 45 poszłyśmy pieszo z Grünberg doBergen-Belsen. Eskortowali nas SS-mani w podeszłym wieku, szliśmy w śniegu było zimno, SS uzyskali ubrania od ludności cywilnejj, ale butów po prostu nie mógli kupić, szłyśmy ze stopami owiniętymi w szmaty. Strażnicy uzyskali po drdze i ubili krowę dla nas. Szło pieszo 500 mężczyzn i 500 kobiet. w Starzy SS nie ranili nikogo, lecz ze słabości umarło 50 mężczyzn , kobiety lepiej zniosły pieszy marsz. Szliśmy pieszo 2 tygodnie, potem przybyliśmy do Bergen-Belsen. Skierowali nas do 206-tego bloku. Był to brudny, zawszony obóz. Dostałam tyfusu plamistego i biegunki, leżałam na ziemi, nie przeszkadzali mi. Zmarli byli wyrzucani na podwórze, na podwórzu było pełno trupów, czasami padał deszcz, a zwłoki leżały w błocie. Chleb nie było, byliśmy zagłodzeni, byliśmy w takim stanie, że mogliśmy umrzeć w każdej chwili. Byłam prawie bez świadomości, gdy w dniu 15 kwietnia 45 brytyjskie wojsko nas wyzwoliło. Po prostu przyszłam do ładnego, czystego pokoju w Bergen. Kilka tygodni później ze szpiala w Bergen przewieziono nas do Cellé. Byliśmy tam przez 2 miesiące. W Bergen dowiedziałam się, że z 1000 osób, który mieszkały w 206 bloku , przeżyło 200 z nich. 23 lipca zabrano nas na ciężarowe samochody i przez czesko-słowackie terytorium , Pilzno, Pragę dotarliśmy do domu. Spędziłam 3 tygodnie w Pradze, czułam się bardzo dobrze, dostałem z Czerwonego Krzyża wszystko, potem poszłam do Budapesztu, kilka dni dostałam kwaterę i spędziłam w DEGOB "Arena w czasie podróży do getta w Ottho , a następnie sprawdzę w Bilké, gdzie chcę spędzić kilka tygodni, czy ktoś przyjdzie do domu z jednym z braci,a potem chcę wyjechać do Palestyny.
2041, K, gospodyni domowa. ur. 1925, lat 20. Auschwitz ( 25do27-05-44 ), Płaszów ( 29-05-44 do 25-07-44 ), Kraków ( 28-07-44 do 29-08-44 ) , Auschwitz ( 1-09-44 do 6-10-44 ) , Bunzlau ( 8-10-44 do 15-12-44 ), Grünberg (17-12-44 do 15-02-45 ), Bergen-Belsen ( 1-03-45 do 15-04-45 )
…. Kiedy wojska rosyjskie podeszły, wywieźli nas do Grunberg, gdzie byliśmy siedem tygodni. Pracowałam przy wodociągach, a nawet w fabryce broni, po 12 godzin na dobę, to była bardzo ciężka praca. Ponownie zbliżył się front rosyjski, a następnie wywieźli nas do Bergen-Belsen. Szliśmy pieszo przez tydzień, na drogę wydali bochenek chleba i nic więcej. Zjadałyśmy , co mogłyśmy znaleźć po drodze: marchew, itp., kilka ziemniaków, zawsze spałyśmy w szopach. Przyjechaliśmy do strasznego miejsca. Nie mieliśmy pracy, ciągleyliśmy bici , jeśli „ organizowałyśmy „, tak bardzo byłyśmy głodne. Wkrótce po tym dostałam tyfus, jak również zapalenie płuc. 15 kwietnia zostałyśmy uwolnieni przez Anglików. Miesiąc później czeskim transportem wróciłyśmy do domu przez Pilzno , Pragę, Bratysławę. Plany na przyszłość : Palestyna.
2373, 4K, trzy szwaczki ur 1927, 1925,1921. lat 18, 20,24 i ilustrator mebli ur.1928 ,lat 17, Auschwitz ( 3do5-05-44 i 23-08 do 20-09-44 ) , Kraków ( 7-05-44 do 21-09-44 ) , Bunzlau ( 23-09-44 do 8-12-44 ), Grünberg (10-12-44 do 10-02-45 ), Guben (17do24-02-45 ), Bergen-Belsen ( 17-03-45 do 15-04-45 )
…..
Ale doszliśmy do Grünberg, gdzie mieliśmy pracować w fabryce amunicji odległej o cztery km od obozu. Znowu musiałyśmy cierpieć. Przede wszystkim , była to praca wyraźnie pracą dla mężczyzn i o wiele za ciężką dla nas, młodych dziewcząt. Ponadto, nie nosiłyśmy ubrania na ciele, ale szmaty, ledwie przykrywające naszą nagość. Szłyśmy dziennie cztery kilometry do naszej pracy, chodziłyśmy boso po śniegu, później nogi miałyśmy owinięte szmatami, które otrzymaliśmy w fabryce do mycia rąk. Wyżywienie otrzymywałyśmy z zakładu i jedzenie było dobre, ale bardzo niewiele: pół litra zupy i osiemnaście dkg chleba dziennie. Po krótkim czasie bardzo wiele z nas nie było w stanie kontynuować wysiłku, ponieważ całkowicie opuściły je siły. Prawie każdy z nas cierpiał od ciężkiego wychłodzenia, i prawie codziennie w różnych częściach ciała przy pracy doznawałyśmy oparzeń, które spowodował silny ból przez kilka tygodni. Dwa miesiące pracowałyśmy w Grünberg, w tym czasie front przesunął się do do przodu tak blisko, że trzeba było ewakuować obóz.
Poszlismy na piechotę do Guben, który osiągnęłyśmy po tygodniu. W Guben także pracowaliśmy w fabryce amunicji, gdzie przy bardzo ciężkiej pracy byłyśmy systematycznie głodzone. Mianowicie, dostawalyśmy tutaj jedzenie tylko co drugi dzień, i nawet wtedy to "edzenie " składało się z pięciu dkg chleba i bardzo niesmacznej zupy. Tak bardzo s cierpiałyśmy z głodu, że nawet Unterscharfuhrer nam współczuł , i poradził, żeby się włamać się do piwnicy i tam ukraść ziemniaki. Tego nie potrzebował nam mówić drugi raz, i tylko w ten sposób udało nam się zaspokoić w pewnym stopniu nasz głód. Nie byliśmy długo w Guben, bo już po tygodniu poszłyśmy do nowego celu: Bergen-Belsen.
Marsz trwał pełne trzy tygodnie, ponieważ nie wszędzie, gdzie chcieliśmy, mogliśmy przejść więc musieliśmy robić duże objazdy. Wreszcie dotarliśmy po wielkich trudach do Bergen-Belsen, gdzie znaleźliśmy się w strasznych warunkach. Głód, brud i choroby dziesiątkowały więźniów z przerażającą szybkością. Każdego dnia umierały setki ludzi, w krótkim okresie jednego miesiąca, kiedy tam byliśmy, zmarło aż 40 000 osób. Którzy nie ulegli epidemii, głodowi, zmarli od żywności , którą otrzymali . Dziewczyna z kuchni zdradziła nam, że do obozowego jedzenia dodano na polecenie kierownictwa obozu pewien proszek. Personel kuchni musiał opuścić kuchnię, a gdy wolno im było wrócić, jedzenie było już gotowe. Zabroniono im jeść tą żywność. Było jasne, że do żywności , którą wszyscy jedli , dodano wolno działającą truciznę, aby wszyscy zginęli powoli, ale na pewno. Wynik spowodował prawdziwą masową zagładę. Zwłoki leżały wszędzie wokół , i trzeba było dni, aby je zabrać, żyjący potykali się o nie na każdym kroku. Te okoliczności trwały aż do przybycia Brytyjczyków, którzy w dniu 15 kwietnia 45 wyzwolili Bergen-Belsen.
3301,K,uczennica ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 6 m-cy ), Grünberg ( 3 m-ce ), Bergen – Belsen ( 3 m-ce )
…… W tym czasie były tam selekcje 8 do 10 razy, a następnie wybrano mnie razem z ciotką i siostrzenicą . Później spotkałem ciotkę w Grünberg. Po upływie sześciu miesięcy wybrano 150 silnych kobiet i przewieziono do Grünberg. Tu pracowałyśmy w pewnej fabryce amunicji po 12 godzin dziennie. Traktowanie tutaj było o wiele bardziej przyzwoite, był lepszy Kommandoführer . Pracownicy cywilni byli bardzo mili i gdyby dawali nam jedzenie, zauważyłam , że osoby te były karane. Każdego dnia otrzymywałyśmy po dwa kilo chleba na sześć osób, po dwa dkg margaryny, dwa razy w tygodniu dostawałyśmy dodatek do chleba, masło i kiełbasa. Na obiad była miska z jedzeniem, wieczorem dostawałyśmy grysik, lub coś podobnego. Mieszkaliśmy w ogrzewanych barakach, spałyśmy w osobnych pryczach, zwykle mogłyśmy się porządnie umyć, tak, że całe zakwaterowanie było dobre i do zniesienia. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, wyruszyłyśmy stąd pieszo, szłyśmy przez cztery tygodnie. Na drodze nie dostawałyśmy nic do jedzenia, poza małą czarną kawą rano i wieczorem, trzy kawałki ziemniaków. Dziennie musiałyśmy iść po 30 km. Byliśmy eskortowane przez SS-manów, którzy nas okrutnie traktowali , kto nie był w stanie dalej iść , zabijali strzalem na miejscu. Kiedy przyjechaliśmy do Bergen Belsen, pierwsze wrażenie było, że dostałyśmy się do strasznego miejsca, bo na korytarzu było pełno trupów. Zabrali nas do dezynfekcji i przez całą noc i stałyśmy nagie na mrozie. Stąd, wprowadzili nas do pomieszczenia w którym wielu ludzi spało w jednej pryczy , aż pasuje. Rano staliśmy na 3-godzinnym apelu na 35 stopniowym zimnie i nie wolno się było ruszyć. Dwa razy dziennie dostawaliśmy jeść: w południe trochę zupy z rzepy i wieczorem trochę zupy. Chleba czasem przez kilka tygodni nie otrzymaliśmy nic. Epidemia tyfusu plamistego zabiła wielu ludzi wśród nas. Mój kuzyn też umarł. 15 kwietnia 45 wyzwolili nas Amerykanie.
3394, K,uczennica ur.1930, lat 15, Auschwitz ( 17-24-06-44 ), Kraków- Płaszów (27-06 do 10-08-44 ), Auschwitz ( 15-08-do 10-09-44 ), Grünberg ( 13-09-44 do 25-01-45 ), Guben ( 31-01-45 do 10-02-45 ), Bergen – Belsen ( 24-02-45 do 15-04-45 )
…Tydzień później ponownie była selekcja , przy tej okazji wybrano 1000 kobiet zdolnych do pracy i dalej przetransportowan nas do Krakau-Plasow. Zanim nas załadowali na wagony, stałyśmy tam cały dzień na deszczu bez odzieży w kolece do kapieli, dopóki nie przyszła na nas kolejka. Droga pociągiem trwała 4-5 godzin. Po przybyciu znalazłyśmy się w ogromnym obozie, ulokowanym na miejscu zlikwidowanego żydowskiego cmentarza, umieścili nas w drewnianych barakach po 55 osób w baraku. Wykonywałyśmy bardzo ciężką pracę fizyczną, kapo ( polscy aryjczycy ) traktowali nas w najokrutniejszy sposób, bili nas w przy pracy gumowymi pałkami. Nosiłyśmy kamienie i cegły, wybierałyśmy ziemię, pracowałyśmy od 6 rano do 19-tej wieczorem z półgodzinną przerwą na obiad. Pobudka była o 5 rano , potem był apel, który odbwał się z największą surowością , zawsze mogli pobić ludzi. Jako posiłek stale dostawaliśmy zupę grysikową, poza tym codziennie 20 dkg chleba i 2-3 dkg margaryny, lub dżemu. Kiedy front się zbliżył, zabrali nas dalej. Pojechałyśmy po 130 osób w zamkniętym wagonie, bez wody i żywności, myśleliśmy że zginiemy tam z braku powietrza. W dwa dni po podróży widzieliśmy horror, że po raz kolejny zawrócili nas do Auschwitz. Po raz kolejny była kąpiel, strzyżenie włosów, selekcja,y duża liczba towarzyszek poszła do komory gazowej. Przydzielono mnie do tzw "obozu czeskiego ", Wkrótce skierowano mnie do szpitala z żółtaczką. W szpitalu miałam normalną opiekę medyczną , część pielęgniarek była węgierskimi Żydówkami. Często spotykałyśmy się także z lekarzem obozowym, dr.Mengele , który jest znany z tego, że prowadził selekcje, rozejrzał się, także badał niektórych pacjentów, i wyszedł ze szpitala. 3 tygodnie później , kiedy wyzdrowiałam, dostałam się na 29-blok, w którym było 800 kobiet ,Spałyśmy w piętrowych pryczach po 12 osób. Regularnej pracy nie było, znowu stałyśmy godzinami rano na apelu , przy czym stale nas bili. Po posiłek również długo stałyśmy w kolejce i bardzo często zdarzało się, że nie wszyscy dostali. Po rozwiązaniu 29-tego bloku , przeniosłam się do 14 -tego, w którym starsi blokowi byli dla nas bardzo surowi. Po kilku dniach poszłam do 31-szego bloku, tu zebrano transport 300 osób, który w połowie września poszedł dalej do Grünberg, gdzie przybyłyśmy po trzydniowej podróży. To był mały obóz pracy, na jednym miejscu mieszkało nas 75 osób, spałyśmy na pryczach. Jedzenie było bardzo słabe i pracowałyśmy na dwie zmiany po 12 godzin dziennie, 4 godziny każdego dnia musiałyśmy iść piezo z/do miejsca pracy. Pracowałyśmy w fabryce amunicji, robiłyśmy pociski do karabinów maszynowych i byłyśmy traktowane przez niemieckich pracowników cywilnych w najgorszy sposób, za każdy drobiazg bili nas gumowymi pałkami. Pracowałyśmy w zimie ubrane w cienka letnią odzież i cienkie kurtki. Butów nie było, większość chodziła do pracy boso. Bardzo cierpieliśmy , bardzo wielu ludzi zginęło od odmrożeń. Z Grünbergb zabrali nas z końcem stycznia dalej.Rozpoczęliśmy pieszy marsz, 500 kobiet i 300 mężczyzn. W czasie największych mrozów w zamieci szliśmy bici w drodze przez nadzorczynie i przez 5 dni nie dostaliśmy nic więcej niż pół kilograma chleba. Chorzy zostali zabrani pociągiem. Po drodze jedliśmy śnieg z głodu i pragnienia. Po pięciu dniach pieszego marszu dotarliśmy w zupełnie obabionym stanie do Guben. Po przybyciu do obozu zamieszkaliśmy w drewnianych barakach, leżałyśmy na ziemi cały dzień. Jedzenia dostawałyśmy absolutne minimum, przez cały dzień nic więcej niż kromkę chleba i coś niejadalnego o smaku zupy. Tydzień później zabrali nas dalej, znowu poszliśmy pieszo do Bergen-Belsen. W Bergen-Belsen stłoczyli wielu ludzi w drewnianych barakach. Ludzie leżeli w bałaganie na ziemi. Na początku dali po 1/6-bochenka chleba i rzepę,w ubiegłym miesiącu chleba nie został rozdzielony, racja dzienna skurczyla się do pół litra zuby z brukwii dziennie. Rezultatem były straszne męki głodu, a wkrótce wybuchła epidemia tyfusu plamistego, które spowodowały wiele ofiar. Duża liczba ludzi zginęła z głodu i tyfusu. Wodę mieliśmy odciętą, mielismy mnóstwo wszy, cały obóz był brudny i zawszony. Z głodu i tyfusu dziennie umierały setki ludzi bez pomocy medycznej. !5-04-45 pojawili się angielscy żołnierze, nasi wyzwoliciele. Jeszcze po wyzwoleniu wiele osób zginęło, od biegunki, tyfusu plamistego i ponieważ całkowicie wyczerpane organizmy nie wytrzymały w szpitalu nagłej poprawy wyżywienia. Dostałam się do szpitala z czerwonką, tam otrzymałam staranną opiekę medyczną , prawie dwa miesiące byłam chora, leżałam do końca września.Dostawałam najlepsze jedzenie, czystą odzież i mieszkałam jak normalny człowiek. W grupie 50 ciu przybyłam do Budapesztu węgierskim transportem. W Bergen-Belsen pozostaje wciąż wiele osób więźniów różnych narodowości.
34. Obóz Guben Gubin
790,1097,1137,1273,1411,1523,1547,1653,2088,2213,2289,2299,2373,2583,3340,3394,3417,3453,= 18
790, K, sprzedawczyni, ur.1918, lat 27, Auschwitz (05 do 08-44 ), Schlesiensee ( 08-44 do 01-45 ), Guben ( 01-45 ), Grünberg ( 02-45 ), Bergen – Belsen ( 03 do 04-45 )
…. Dziennie pokonywalyśmy 35-40 km. Noce spędzałyśmy głównie w stodołach. Podczas tego marszu pieszego, trwającego pięć tygodni , większość moich koleżanek została zastrzelona. Tak doszliśmy do Guben. Tu byliśmy tylko osiem dni. Tu nie pracowaliśmy, ale dostawaliśmy tylko raz dziennie jeść. Potem byliśmy krótki czas w Grünberg. ….
1097, K, krawcowa bielizny ur.1915, lat 30, Auschwitz ( 18-05-44 do 28-07-44), Guben ( 1-08-44 do 02-45), Bergen-Belsen (15-02-45 do 15-04-45)
W Felsőbisztra mieszkało 200 rodzin żydowskich byli najczęściej bogatymi różnymi przewoźnikami, kupcami i rzemieślnikami , oczywiście, było też wielu ludzi biednych wśród nich. W 1941 roku, większość Żydów była wywożonado Polski, tylko 10 rodzin wróciło, ja między nimi. Jedenaście miesięcy wędrowaliśmy od wsi do wsi w Polsce, aż w końcu udało nam się wrócić, ale nie mgliśmy zostać w domu, zostaliśmy wydaleni, ojciec nie żył, pracowałm jako krawcowa w domu i z tego mógłabym żyć dobrze, a nawet krewnych mogłabym pomóc. Kiedy Ruś Karpacka przypadła ponownie Węgrom, mojemu ojcu odebrano możliwość zarobkowania . ….Dr Mengele często prowadził selekcje, wyglądał dość dziarsko wśród zespołu dokonującego selekcję , ale Greese powiedziała, że chód mam niedobry, więc dr. Mengele kazał mi mi iść w kierunku pryczy , a następnie jeszcze raz, i kiedy przechodziłam koło niego, dostałam silnego klapsa. Pod wieczór, po raz kolejny pojawił się doktor Mengele, każdy rzucił się tam, że może zdecydować się na pracę, obejrzał się i zobaczył mnie, machnął ręką i powiedział, aby przejść do transportu. W nocy o 24-tej byłyśmy boso, a otrzymałyśmy rozkaz, że mamy iść do pewnego bloku, ale w bloku było ciemno i myśleliśmy, że mamy iść wprost do krematorium, okropnie zaczęłyśmy krzyczeć. Rano nas zdezynfekowali i skierowali do bloku zbiorczego. Cały tydzień byliśmy w tym bloku, w ciągu tego jednego tygodnia nie widzieliśmy kropli wody, ale jedzenie było tutaj dość przyzwoite. Wkrótce wiedziałyśmy , że są potrzebne 100 kobiet w wieku 20-30 lat, ja rói)nież zgłosiłam się na ochotnika, a następnie wzięłam kąpiel, przyszedł dr. Mengele i ponownie zapytał, czy chcę pracować, oczywiście, chętnie się tego podjęłam , bo to oznaczało życie. Tak więc w końcu udało się dostać do transportu. Do Guben jechaliśmy trzy dni, na drogę dostaliśmy 25 dkg chleba, margarynę, pasztetowej kiełbasy. 80 kobiet było w wagonie, w podróży towarzyszyli nam żołnierze Wehrmachtu. Po przybyciu do Guben, przydzielono nas do do pracy w fabryce amunicji, czas pracy był po 12 godzin dziennie, praca była ciężka, miałyśmy lutować gorące części żelazne . Jedzenia w pracy było bardzo mało, spałyśmy po dwie na jednej pryczy , miałyśmy po dwa koce. Tu pracowaliśmy do połowy lutego, rano i wieczór, był tutaj apel. W lutym pewnego wieczora na apelu dowiedzieliśmy się, że zbliża się front rosyjski i mamy natychmiast wyruszać, na drogę dostałyśmy bochenek chleba i nic więcej. Szliśmy jedenaście dni, zawsze spałyśmy w stajniach . Bardzo byłyśmy głodne na drodze, byliśmy szczęśliwi, gdy znaleźliśmy na polu zapomnianą marchew, ale ofiar mrozu było w naszeg grupie dużo. Doszliśmy w koncu do Bergen-Belsen, zdezynfekowali nas i umieścili w bloku 1000 osób, nie było miejsca do spania, tylko dzień i noc siedziałyśmy na podłodze obok siebie. Wszystko było pełne wszy, dostałyśmy tyfus wiele osób miało tyfus. Gdyby Amerykanie w dniu 15 kwietnia nie dotarli na miejsce, cały obóz byłby spalony razem z ludźmi. Piętnaście dni nie widzieliśmy chleba, 1 / 4 l. zupy było naszym całodziennym pożywieniem. Byłam strasznie głodna, chyłkiem poszłam w strone kuchni, szukałam marchwi , ale widział to SS i tak pobili mnie gruba pałką, że zemdlałam. Po tym jak Amerykanie uwolnili nas w dniu 15 kwietnia , zostałam w Bergen-Belsen jeszcze trzy tygodnie, następnie dużo osóbzmarło, bo nagle osłabiony organizm otrzymał dobre pożywienie. Cztery tygodnie po tym byłam w Bergen, stąd dostałam się do Cellé , tutaj spędziłam sześć tygodni, a potem przyjechałam czeskim transportem do Bratysławy i do Budapesztu. Plany na przyszłość: Palestyna
1137, 4K, 3 gospodynie domowe ur. 1924, 1928, 1928, krawcowa ur .1925, lat 21, 17,17, 20. Auschwitz ( 23-05-44 do 25-08-44), Guben (31- 08-44 do 18-02-45), Bergen-Belsen (10-03-45 do 15-04-45)…
W Aknaszlatina (Sołotwyno ) mieszkało 2000 rodzin żydowskich dobrze prosperujących handlowców i przemysłowców/ rzemieślników, ale na pewno było też dużo ludzi biednych . Mieliśmy sklep z konfekcją w Rézmovitsé ponadto własny dom, Hannyé Knoll miała warsztat tapicerki i handel papierem ojciec Sarah Berkovits był metsző (? Przyp mój )….. To nie pracowaliśmy, wkrótce jednak po selekcji poszliśmy do transportu. Pociągiem pasażerskim pojechaliśmy do Guben gdzie Rézmovitsék pracowałą w kuchni a innye w fabryce amunicji. Po dwadzieścia zostałyśmy umieszczone w pokoju, ale wszyscy spali w osobnych łóżkach, wyżywienie było dość przyzwoite chleba było wystarczająco dużo , na traktowanie również n ie mogliśmy się skarżyć. Kiedy armia rosyjska była już tylko o 12 km, szybko sformowaliśmy transport i wyruszyliśmy dalej. Szliśmy pieszo dwa tygodnie, na drogę dostałyśmy po 1 kg chleba na osobę, co noc spałyśmy w innej stajni, tylko wieczorem dostawaliśmy czasem po kilka kawałków ziemniaków. Chorych zabrano na wóz i i wywieziono do rewiru. Po dwóch tygodniach pieszego marszu załadowali nas na wagony po 60 osób w wagonie, na drogę wydali po bochenku chleba i 12 dkg margaryny i po trzydniowej podróży dotarliśmy do Bergenbelsen. Tutaj było 1000 osób na bloku, nie było miejsca do spania dla nas, leżałyśmy na ziemi, nie było siennika czy słomy, miałyśmy tylko jeden koc. Wybuchła epidemia tyfusu, wielu ludi zachorowalo i zmarło, codziennie umierało około 30-40 osób. Przez trzy tygodnie nie było ani wody ani chleba , osłabiona wszami , głodna tak, że nie mogłam już tego wytrzymać, a musiałam stać wiele godzin na apelu, mając także 40 stopni gorączki. Jeśli w jakiś sposób starałyśmy się dostać do wody, żołnierze SS mówiący po węgiersku strzelali do nas. Pewnego razu dziewczyna poszeła do wody, którą niemiecki SS zostawił w umywalce. 15-04-45 uwolnili nas Anglicy i ogłosili, że każdy może iść domu w ciągu 8 godzin, a następnie dostaliśmy mleko, herbatniki i czekoladę, teraz nastał dla wszystkich dobry czas, nawet wielu się pochorowało od dobrego jedzenia. Trzy tygodnie później podszliśmy do Bergen, spędziłam tam 4 tygodnie, potem do Cellé, gdzie również byliśmy jakieś dwa dni, a potem dwróciliśmy do domów przez Pragę. Plany: Na razie jeszcze do domu
1273, K, uczennica, ur.1933, lat 12, Birkenau ( poł. 06-44 do poł. 08-44), Guben ( poł.08-44 do poł. 12-44), Bergen-Belsen (pocz. 01-45 do 14-04-45).
Mój ojciec był rzeźnikiem, byliśmy troje rodzeństwa. Z chrześcijanami byliśmy w dobrych stosunkach . Po Wielkanocy 1944 roku, ukrywaliśmy się przez długie tygodnie w lesie. Kiedy zostaliśmy odkryci , ojca bardzo pobili i zabrali nas do Sarvar, gdzie byliśmy internowani przez 3 tygodnie. 3 dni jechaliśmy do Birkenau po 64 osoby w wagonie. Ja pozostałam sama, przyszłam do obozu C, gdzie nie bili najmłodszych. Kiedy zostałam wyselekcjonowana, uciekłam, a później uciekałam przed selekcją zawsze do WC. Podałam swój wiek na 16 lat. Doktor się śmiał, ale wyprężałam się i byłam silna, więc poszłam na transport do Guben. Było tam 1000 kobiet, Rumunki i Czeszki. Byłyśmy zatrudnione w fabryce Lorenza. Dla mnie to było dobre, pracowałem, bawiłam się szpukami. Na zmianie nocnej mogliśmy spać, od mistrzów dostawaliśmy kanapkę z margaryną i salami, także w obozie dostałwałam podwójna rację żywności, tak, trzy miski zupy. Potem poszliśmy, przez trzy tygodnie szliśmy pieszo do Bergen-Belsen. Dostawalismy mało jedzenia , tylko kawałki ziemniaków, i „organizowałyśmy „ buraki na polach. Nocami odpoczywałyśmy i bardzo marzłyśmy. Kiedy przyszliśmy , byłam bardzo słaba, ale nie chora. W obozie bardzo głodowałam i dostałam wszy. Pięć tygodni mieszkałam tam wśród starszych Dawno temu słyszałam, że tata był w Buchenwaldzie. Teraz chciałabym najpierw iść do domu.
1411, 2K, pracownik fabryki i krawcowa ur obie 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 miesiące ), Guben ( 8 miesięcy ), Bergen-Belsen ( 3 miesiące)….
… Pewnego dnia wezwali nas na apel, stamtąd posłali 100 kobiet do kąpieli. Tam lekarz dokonał selekcji i nas 88-wybrał, a reszta poszła z powrotem do obozu. Zabrali nas do Guben. Przez dwa dni i 1 noc podróży nie dostałyśmy nic do jedzenia. Na szczęście towarzyszyli nam bardzo dzielni żołnierze Wehrmachtu, który nie tylko zachowali się bardzo przyzwoicie, ale za własne pieniądze zaprosili nas na mała czarna kawę, i to było do picia. Kiedy przyjechaliśmy do Guben, dostaliśmy koce, naczynia, i ulokowano nas przyzwoicie, tak, że każda spała w osobnej pryczy. Wkrótce po przyjeździe dowiedzieliśmy się, do jedzenia mamy trochę zupy ( borlevest ) , zielonej fasoli , ogórków, poza tym marchew codziennie , później był to rosół, zupa ziemniaczana , czasem boczek , dawali mięso, ale także ciasto na Boże Narodzenie. Pracowałiśmy w fabryce amunicji i kierownictwo fabryki było z nas bardzo zadowolone. Pracowalismy po 13 godzin na dobę tylko na nocne zmiany. Pracowaliśmy od 18 wieczorem do 7-mej rano. Pracownicy byli dość mili. Jeden majster w szczególności był miły, traktował nas jak swoje dzieci. Gdy przychodził, zawsze miał dla nas jakiś pakiecik. W przeciwieństwie doniego bardzo nieprzyjemna była dowódczyni komanda, która nas biła . Jeśli nie powitałyśmy jej, czekało nas bicie także rozłożone w czasie. Była pewna Unterschaarführerin, która też była bardzo przykra dla nas. Kiedyś z koca zrobiłam sobie ciepłe szorty, kiedy to zobaczyła jedna z nadzorczyń, co ja uszyłam, natychmiast dostałam dwa klapsy , a Unterschaarführerin wymierzyła mi 25 uderzeń. Kiedy musieliśmy Guben opuścić, zabrali nas do Bergen. 14 dni szliśmy pieszo , dostaliśmy 80 dkg chleba. Ludność cywilna była dla nas bardzo miła na drogach: gotowali nam trochę zupy i dawali ziemniaki gotowane. Spałyśmy w stodołach i chodziliśmy boso, ponieważ nie mieliśmy innych butów. Po drodze bardzo wielu uciekło.W Bergen wprowadzili nas do „ pokoju gazowego „ gdzie byłyśmy stłoczone, tak że mogliśmy stać tylko do siebie plecami, nie było powietrza, więc to była straszna sytuacja. Następnego dnia rano zabrali nas do dezynfekcji , ale jak wychodziliśmy, bili nas wszystkich w kolejce. Zabrali nam wszystko,zostałyśmy tylko w jednej cienkiej koszuli i cienkim ubraniu, a potem zaprowadzili nas do pewnego bloku, w których staliśmy w trzech rzędach, ale nie było gdzie usiąść, nie mówiąc już o leżeniu! Byliśmy tutaj przez 3 dni, a następnie zabrali nas na inny blok. Tutaj siedzieliśmy w pięciu rzędach , ale wszyscy byli bardzo zawszeni , tyfus szalał, więcwiele osób zachorowało i zmarło. Ja również dostałam tyfus i leżałam chora przez dwa miesiące. Jedzenie było okropne: zupa była zatruta, jedna piąta chleba, potem już tylko 1 / 8 lub 1 / 12 z chleba, a jeszcze później zupełnie nic. Na Wielkanoc dali po 1 / 12 bochenka chleba, który został zatruty, tak, że codziennie marło 50-60 kobiet. 11 kwietnia 45 uwolnili nas Anglicy i otrzymaliśmy zadanie, że musimy spalić pozostawione zwłoki.
1523, 2K,drukarka ur 1925, lat 20, i uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 18-05-44do 25-11-44), Pürsko ( 28-11 do 28-12-44 ), Grünberg (28-01-45 do 5-02-45 ) , Guben ( 12-02-45 do 3-03-45 ) , Grossrosen (7 do 10-03-45 ) , Bergen – Belsen ( 18-03-45 do 15-04-45 )
Nasz ojciec był producentem drewna, mieszkaliśmy we własnym naszym domu, byliśmy bardzo zamożni. ….. Z Auschwitz transportem dostaliśmy się do Pürsko, jechaliśmy dwa dni w 2000 ludzi w pociągu osobowym, na droge dostaliśmy racje chleba i dwie dawki margaryny . Po drodze przeżyliśmy atak bombowy, ale mieliśmy szczęście, nikt z nas nie zginął. Po przyjeździe do Pürsko umieszczono nas tam w stodole na odludziu, gdzie spędziliśmy cały miesiąc spędzony przydzielono nas do kopania 3.5 m rowów ( przeciwczołgowych ? przyp. mój ). Wyżywienie było dość przyzwoite. Pewnego wieczoru, po ataku bombowym, zabrali nas stąd, szłyśmy pieszo miesiąc, noce spędzaliśmy zawsze na wsiach i w stajni tłoczyło się 2000 ludzi, zamykali drzwi, tłoczyłyśmy się na siebie, więc prawie nie było miejsca, ale zdarzało się, , jeśli nie znaleziono odpowiedniej stajni, zimą noc spędzałyśmy na świeżym powietrzu, spaliśmy na śniegu. Wiele osób zamarzło tak, że zaledwie 1400 przyszło do Grünberg. Dostawałyśmy dziennie po 5-6 kawałków ziemniaka, było to wszystko na cały dzień, tylko dwa razy przez miesiąc w trakcie naszego marszu widzieliśmy chleb. W trakcie naszej podróży wiele razy doszło do tragedii, zapamiętałam kobietę z Munkacza ,nazwiskiem Halpudernét, której córka była z nami. Pewnego wieczoru, zostały wywiezione do lasu, biegła za nimi dziewczyna, gnana złym przeczuciem. Widzieliśmy z daleka, że na skraju lasu, gdzie stał piec do gotowania, tylko wykopali dół, nad nim położyli deski, a sierżant Wehrmachtu kazał kobiecie stanąć na desce i kiedy ta tam stanęła, więc sierżant strzelał do kobiety. Dziewczyna oglądała śmierci matki i zapytała go, czy teraz może ją zastrzelić, nie musiala go długo prosić i tak zginęły obie razem. W końcu przybyłyśmy do Grünberg gdzie byłyśmy tydzień. Wyżywienie było zadowalające, tu nie pracowałyśmy,byłyśmy gotowe do dalszego transportu, i wyruszyliśmy do Guben. Marsz pieszy trwał tydzień, w trakcie tej podróży również spaliśmy w stajniach . Teraz dostawałyśmy zaledwie 5-6 ziemniaków na dzień, ale na szczęście był czysty dość wysoki śnieg, więc jedliśmy śnieg, i miałyśmy wodę. Wiele osób próbowało uciekać po drodze, ale także, niestety, wiele zostało schwytanych i bezlitośnie zestrzelonych. W Guben byłyśmy przez dwa tygodnie . Tu byłyśmy już zupełnie osłabione, jeść dostawalyśmy tak mało, że słabości i głodu w ciągu dnia po prostu leżałyśmy na pryczach i nie mogłyśmy nawet chodzić. Tymczasem Rosjanie już się zbliżali, ich atak następował po ataku, i tak wkrótce zabrali nas do Grossrosen. Tutaj jednak spędziłyśmy tylko dwa dni, zdezynfekowano nas i wyruszyłyśmy dalej do Bergenbelsen. Z horroru panującego w obozie Bergenbelsen pamiętam, ze do malego pokoju upchali nas 134 osoby, siedzieliśmy na podłodze, położyć sięw ogóle nie było można. Początkowo wyżywienie było stosunkowo całkiem przyzwoite, potem na ok. 3 tygodnie przed wyzwoleniem, nie dostawaliśmy chleba w ogóle , ćwiartke chleba tylko wydali raz raz , ale także rzekomo ten chleb był zatruty. Wszyscy dostali tyfus. Również leżałyśmy w gorączce 40 stopni, ale nawet chorych zakwalifikowali do noszenia zwłok. To była straszna praca, ale wkrótce potem udało mi się dostać do skrobania w kuchni. Dwadzieścia pięć osób byłyśmy tutaj, kiedy dowiedzieliśmy się 15 kwietnia przez megafon, że brytyjscy żołnierze przybyli do Bergenbelsen, wszedł do kuchni oberschaarführer, z wściekłością uderzył w głowę dziewczynę śrubokrętem i potem tak oszołomioną wrzucił do beczki. Wśród nas była osoba o imieniu Rozsi, która w wyniku tego horroru oszalała. Ja schowałam się za beczką i przykryłam zwiędłym pęczkiem marchwi, moja siostra ukrywała się pod stołem, jak martwe leżały, więc tylko tak udało się uciec przed bestią. Po tym, jak Anglicy nas wyzwolili, usłyszałyśmy , że oberschaarführer następnego dnia został złapany , pozbawiony ubrania i tak rozerwany na strzępy. Po wyzwoleniu Bergben w dniu 15-04-45 mieszkałyśmy tu jeszcze trzy tygodnie, a następnie poszliśmy do Cellé. Tu wyżej wymieniona ML wróciła do kuchnia, została szefem kuchni, ale oczywiście na zasadzie ochotniczej, i nie była zmuszona do pracy. Następnie poszłyśmy z czeskim transportem , pociągiem w kierunku Pragi, dziewczyny podróżowałe same w pociągu, w następnym wagonie rozpoznałyśmy oberschaarführera z Pürskó , siedzącego w pasiaku obok byłych więźniów pochodzących z Polski. On oczywiście nie chciał nas rozpoznać, ale natychmiast przyprowadziłyśmy trzech żołnierzy czeskic z bagnetami, ich kapitan doprowadził oberschaarführera do odpowiedzialności . Ten najpierw zaprzeczył, że jest SS i podawał się za byłego więźnia, kapitan zażądał, aby mu pokazał wytatuowany numer , i ten naprawdę go miał ikapitan aresztował go . Z Pragi przez Bratysławę przyszłyśmy do Budapesztu .
1547, K, krawcowa ur 1926, lat 19( wiek chyba błędnie podamy-przyp mój , to musiało być dziecko ), Auschwitz ( 05do10-44), Guben ( 11-44 do 02-45), Bergen-Belsen ( 03-04-45).
S.S. przyjął nas w Mátészalka już biciem. …. Tydzień później była ponownie selekcja , moja najstarsza siostra znalazła się w transporcie , mnie zaliczono do słabych. Pobiegłam do siostry, ale to zauważyli i zostałam odesłana z powrotem.Potem przyszedł dr. Mengele i przypieczętował nasz los. Było nas 140 dzieci w wieku poniżej 18 lat i mieliśmy iść do komory gazowej. Zaprowadzili nas do komory gazowej ale przedtem musiałyśmy się rozebrać do naga i wrzucili nas do małej komory, która mogła mieć może 4 metry kwadratowe. Byłyśmy tam już 3 godziny i nie małyśmy już powietrza. Wiele było już martwych. Nie było żadnego wyjścia bo dr. Mengele własnoręcznie zblokował drzwi. Więc zaczęliśmy krzyczeć. Nadzorczyni nie mogła już znieść naszego krzyku i osmieliła się powiedzieć, że to może kosztować ich życie. Wyciągnęli nas szybko stamtąd, ubrali i odstawili do transportu. Gdy nas nie znaleźli w komorze a w transporcie, znowu dostałyśmy baty. Mengele powiedział nam wtedy : dlaczego tak niechętnie idziecie do gazu. I tak nie przeżyjecie a tak było by szybciej. Zrobił potem wielką selekcję i mogłam tym razem iść oficjalnie z transportem. Pojechałyśmy do Guben do obozu mieszczącego się w barakach i tam pracowałyśmy w fabryce amunicji. Fabrykant miał dla nas wielką sympatię, kiedy nas zobaczył w zimie bez butów w białych ubiorach, kupił nam buty, kazał sporządzić płaszcze i zatroszczył się o nasze wyżywienie. Pomagał nam kiedy mógł i był dla nas jak ojciec, nazywał się Hans Stark. Po trzech dobrych miesiącach, które były bardzo dobre, musiałyśmy znowu odejść aby znosić dalsze zniewagi. Maszerowaliśmy pieszo, dziennie 30-35 km, kto nie wytrzymywał tempa, był zabijany strzałem. Po 5 tygodniach doszliśmy do Juteborga. Już nie miałyśmy butów, SS nie pozwoliło nam iść dalej. Stąd już jechałyśmy dalej koleją do Bergen-Belsen. Z 600 dziewczyn, które wyszły z Guben, doszło do Bergen-Belsen 380. Tam znowu było okropnie. Miałam biegunkę i tyfus. Zostaliśmy upakowane tysiąc dziewczyn w bardzo małym pomieszczeniu. Z tego ledwie trzysta pozostało przy życiu. Przez pięć tygodni dostawałyśmy po 0.1 litra zupy dziennie, ale były dni, kiedy nie było nawet i tego. Dziewczyny umierały i nikt nie dbał, że powinniśmy się ich pozbyć. Leżałyśmy po cztery lub pięć dni obok zmarłych. My same byłyśmy ledwie żywe, chwytali nas za włosy i pociągali nas na apel. Nie mogłyśmy otworzyć okien naszego bloku, ponieważ był tam przenikliwy zapach zwłok, który unosił się z dziesiątków tysięcy trupów. Na dzień przed wejściem Anglikow chcieli nas otruć, ale na szczęście nie doszło do tego. W dniu 15 Kwietnia, dzień naszego wyzwolenia była wielka radość, że już dłużej nie będziemy musieli tego znosić. I szło nam bardzo dobrze, a za kilka tygodni chociaż nie byłyśmy jeszcze silne, ale byłyśmy zdrowe
1653,K, uczennica ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 3 dni ), Krakow ( 3 m-ce ), Auschwitz ( 5 tyg.), Bunzlau( 2 tyg. ), Grunberg ( 5 m-cy ), Guben ( 5 dni ), Bergen-Belsen ( 3 m-ce )
….Więc przyjechaliśmy do Guben, gdzie odpoczywałyśmy przez 5 dni. Po upływie pięciu dni odpoczynku wyruszylyśmy pieszo do Bergen-Belsen. Szłyśmy około 4-5 dni. W drodze raczej dostawałyśmy jedzenie. Otrzymałyśmy gotowane ziemniaki i koninę. Na tej drodze, wiele osób zmarło z powodu wyczerpania. Przybyliśmy do Bergen-Belsen, gdzie spaliśmy na podłodze, bo nie było miejsca dla nas, jeden leżał na drugim, był straszny brud,mieliśmy wszy, mycie nie było możliwe, szalała epidemia tyfusu ,zmarła duża liczby ludzi. W naszym pokoju było dziennie 20-30 dzień zmarłych. 15 kwietnia Amerykanie nas wyzwolili
2088, 4K, dwie krawcowe ur. 1920, 1925, lat 25 i 20, gospodyni domowa ur 1923, lat 22, uczennica ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 17-05-44 do 14-08-44),Plaschov ( 18-08-44 do 2-11-44 ), Auschwitz ( 5-11-44 do 10-12-44 ), Guben (15-12-44 do 15-03-45), Bergen-Belsen ( 1-15-04-45)…..
W Berzská Roztoka mieszkało kilka rodzin żydowskich. Byli rolnikami , biednymi ludzmi, którzy pracowali od rana do nocy, aby utrzymać rodziny w jakiś sposób z dnia na dzień.. Kiedy weszli Niemcy , na święto Wielkanocy żandarmi zebrali wszysctkich i w pół godziny później poszliśmy do getta do Munkacza. …….Tu nas oznakowali tatuażem. Stąd wywieźli nas do Guben. Tu pracowałyśmy w fabryce broni w całkiem przyzwoitych warunkach , podczas gdy w marcu zostaliśmy postawieni w stan ewakuacji. Szliśmy pieszo 2 tygodnie , dostaliśmy chleb, bez wody, aż do przybycia do Bergenbelsen. To był najgorszy obóz tych, które znałam. Każdego dnia setki osób ginęło, w tym osoby znajome, i znikąd nie było pomocy. Musieliśmy pochować zmarłych, a nawet moshattuk # # # ręce. Wszyscy mieli wszy i tyfus.Nem wiem co robić w przyszłości
2213, 2K, bez zawodu, ur 1921 . lat 24, Auschwitz ( koniec-05-44 do koniec-08-44), Lüberstädt (pocz-09-44 do koniec-03-45 ) ), Bergen – Belsen (koniec-03-45 do 15-04-45 ) ) i uczennica ur 1928 , lat 17, Auschwitz (koniec-05-44 do koniec-11-44 ), Guben ( pocz-12-44 do pocz-03-45 ), Bergen – Belsen ( pocz-03-45 do 15-04-45 )
Po wejściu w życie rozporządzenia o gettach na Węgrzech Szeren Lefkovics i Olga Schwarz zostaly przeniesione ze wspólnego miejsca urodzenia i stałego pobytu Szerednye, wsi w Karpathenlandzie do getcie w mieście Ungvár, Szeren Lefkovics z ojcem i dwiema siostrami, Olga Schwarz z ojcem . W getcie pozostali około sześciu tygodni, po czym wywieziono ich z rodzinami i innymi osobami przebywającymi w getcie Ungvar do Auschwitz. Natychmiast po ich przybyciu przeprowadzono selekcję osób nadających się do pracy, ale nadal przez jakiś czas pozostaly w Auschwitz, nie będąc zaklasyfikowane do transportu pracy. Szeren Lefkovics została na trzy , Olga Schwarz na sześc miesięcy w Auschwitz, bez jakiegokolwiek zajęcia, nie były one używane nawet do pracy w obozie , mimo że bardzo chciały, ponieważ cierpiały bardzo stojąc godzinami na apelu. Pod koniec sierpnia Szeren Lefkovics przyszła z transportem pracy do Lüberstadt, Olga Schwarz z końca listopada z takimże do Guben. W Lüberstadt Szeren Lefkovics musiała pracować w fabryce bomb. Praca była dość ciężka, ale więźniowie otrzymywali stosunkowo odpowiednie wyżywienie i zostali zakwaterowani prawidłowo. Jednak wiele w fabryce nie pracowały, ponieważ praca musiała być bardzo często zatrzymywana ze względu na brak materiału. Oznaczało to dla więźniów nie poprawę, ale pogorszenie ich sytuacji, ponieważ były one używane do kopania rowów, co nie tylko było cięższą pracą niż ta praca, którą wykonywały w fabryce, ale także otrzymywali niższe racje żywnościowe. Olga Schwarz była zatrudnionaw Guben w fabryce radiowej, gdzie było stosunkowo dobrze, bo praca nie była trudna, a ponadto ani co do jedzenia, ani co do miejsca zamieszkania lub traktowania nie było szczególnego powodu do narzekania. Zarówno Szeren Lefkovics , jak i Olga Schwarz w końcu przyszły , jedna po sześciu, druga po trzech miesiącach do Bergen-Belsen. To było dla nich na najbardziej straszne, pewnie dlatego, że Bergen-Belsen nie był obozem pracy. Tu brakowało prawie wszystkiego co jest potrzebne do życia, poza tym panował tyfus, który dziemmie pochłaniał masowe ofiary. Wszędzie wokół leżały stosy zwłok, nie można było zrobić kroku poza budynkami mieszkalnymi , aby nie natknąć się na zwłoki. Wkroczenie Brytyjczyków do Bergen-Belsen w dniu 15 kwietnia 1945 roku uwolniło więźniów obozu od ich nadludzkich tortur.
2289, 2K, dwie krawcowe, ur 1925 i 1927, lat 20, i 18, Auschwitz (20-05-44 do 20-08-44) Guben (21-08-44 do 10-02-45), Bergen-Belsen (25-02-45 do 15-04-45)…
……..W Auschwitz spędziłyśmy 3 miesiące, po selekcji zostałyśmy następnie przeniesione do obozu D, tu zabrali nas do transportu i pociągiem pasażerskim pojechaliśmy do Guben. W obozie umieszczono nas dość przyzwoicie w drewnianych barakach , 20 kobiet pod jednym dachem. Codziennie dostawaliśmy po 20 gkg chleba i do tego margarynę. Następnego dnia już poprzydzielano nas do pracy, a mianowicie ja pracowałam w fabryce amunicji przez 13 godzin dziennie na dwie zmiany. Były z nami dziewczęta w wieku 10-12 lat, które były w Auschwitz w bloku dziecięcym, one również pracowały w fabryce z nami. W pracy nadzorowali nas żołnierze Wehrmachtu, którzy traktowali nas w sposób humanitarny. Rygor był ogromny, pracowali z nami do aryjscy jeńcy z Włoch, Belgii i Holandii i nie wolno było zamienić z nimi ani słowa. Jeśli kogoś zapisali, , musiala iśc za karę do piwnicy w fabryce. Ok 6 miesięcy później, gdy zbliżyły się wojska rosyjskie, zabrali nas dalej na pieszy marsz. Na drogę wydali kilowy chleb na sześć osób i po kilka kawałków surowych ziemniaków. Prowadzili nas SS-mani i kobiety z SS, którzy nie traktowali nas źle, nie robiliśmy dziennie więcej niż 12 km. Jednakże bardziej cierpieliśmy z głodu, jednak w spotykanych wsiach żebraliśmy o surowe ziemniaki i rzepę. Dwa tygodnie później dotarliśmy do Bergen-Belsen. W obozie leżałyśmy na ziemi, nie było prycz, w drewnianym baraku znajdowało się około 700 kobiet pod jednym dachem. Nie musiałyśmy pracować, przez cały dzień leżałyśmy na ziemi głodne. 2-3 razy w tygodniu były apele na których o 6 rano staliśmy godzinami na zewnątrz przed barakami bez ruchu, celem obliczenia stanu osobowego. Codziennie dostawaliśmy 1 / 4 litra zupy z buraków i bochenek chleba na sześć osób , ale później, w ciągu 3 tygodni nie dostaliśmy nic do jedzenia . W ostatnich dniach , kiedy widzieli , że prawie wszystkie z nas są całkowicie osłabione i w dużej mierze wyniszczone z powodu głodu, rozprowadzili zatruty chleb, który spowodował, że wszyscy ludzie zachorowali. Każdego dnia ludzie umierali jak muchy z głodu, każdy miał obrzęk kończyn z powodu głodu. Zwłoki leżały setkami i ludzie po nich deptali, a następnie zostaly ładowane na wozy i zabrali jed do krematórium. Utrzymanie czystości nie było możliwe, każdy był pełen wszy, a w konsekwencji wybuchła epidemia tyfusu plamistego, który pochłonął również wiele ofiar. Ponadto wielu zabiła również biegunka... Rewier był, ale chorzy nie mogli tam uzyskać pomocy, bo nie było lekarstw i ci nieszczęśni ludzie leżeli tam na podłodze jak my w blokach. Jak później dowiedziałam się od Niemców wydobytych z obozu, gdyby nasi wyzwoliciele przyszli o dzień później, to nieuchronnie cały obóz poleciałby w powietrze . W połowie kwietnia rano wezwanie na apel zostało ogłoszone, ale już na niego nie poszliśmy. Zauważyliśmy, że SS-mani założyli białe opaski, a wkrótce potem przybyli nasi wyzwoliciele, British Army wyposażeni w czołgi i samochody ciężarowe. Oni natychmiast zaczęli czyścić obóz z wszy i brudu, dostaliśmy najlepsze jedzenie i zdezynfekowane czyste ubrania. Potem zaprowadzono nas do Bergen, gdzie już mieszkałyśmy w zwykłym domu, i odpoczęłyśmy kilka tygodni pod staranną opieką medyczną . Gdy się wzmocniłyśmy, ruszyłyśmy do domu z czeskim transportem. W Bergen-Belsen pozostali jeszcze Włosi (Aryjczycy), jak również Węgrzy i Polacy . Planów jeszcze nie możemy określić po pierwsze jedziemy do domu aby zobaczyć, kto z krewnych pozostał przy życiu z nami, a następnie podejmiemy odpowiednio decyzję w sprawie przyszłości.
2299,3 K, gospodyni domowa ur.1923, lat 22, dwie krawcowe ur 1925 i 1927, lat 20 i 18, Auschwitz (20-05-44 do 20-08-44) Guben (21-08-44 do 10-02-45), Bergen-Belsen (25-02-45 do 15-04-45). –jest to powtórzenie relacji 2289, do której dodano trzecią osobę- błąd w bazie danych.
2373, 4K, trzy szwaczki ur 1927, 1925,1921. lat 18, 20,24 i ilustrator mebli ur.1928 ,lat 17, Auschwitz ( 3-5-05-44 i 23-08 do 20-09-44 ) , Kraków ( 7-05-44 do 21-09-44 ) , Bunzlau ( 23-09-44 do 8-12-44 ), Grunberg (10-12-44 do 10-02-45 ), Guben (17do24-02-45 ), Bergen-Belsen ( 17-03-45 do 15-04-45 )
…Poszlismy na piechotę do Guben, który osiągnęłyśmy po tygodniu. W Guben także pracowaliśmy w fabryce amunicji, gdzie przy bardzo ciężkiej pracy byłyśmy systematycznie głodzone. Mianowicie, dostawałyśmy tutaj jedzenie tylko co drugi dzień, i nawet wtedy to "edzenie " składało się z pięciu dkg chleba i bardzo niesmacznej zupy. Tak bardzo s cierpiałyśmy z głodu, że nawet Unterscharfuhrer nam współczuł , i poradził, żeby się włamać do piwnicy i tam ukraść ziemniaki. Tego nie potrzebował nam mówić drugi raz, i tylko w ten sposób udało nam się zaspokoić w pewnym stopniu nasz głód. Nie byliśmy długo w Guben, bo już po tygodniu poszłyśmy do nowego celu: Bergen-Belsen.
Marsz trwał pełne trzy tygodnie, ponieważ nie wszędzie, gdzie chcieliśmy, mogliśmy przejść więc musieliśmy robić duże objazdy. Wreszcie dotarliśmy po wielkich trudach do Bergen-Belsen, gdzie znaleźliśmy się w strasznych warunkach. Głód, brud i choroby dziesiątkowały więźniów z przerażającą szybkością. Każdego dnia umierały setki ludzi, w krótkim okresie jednego miesiąca, kiedy tam byliśmy, zmarło aż 40 000 osób. Którzy nie ulegli epidemii, głodowi, zmarli od żywności , którą otrzymali . Dziewczyna z kuchni zdradziła nam, że do obozowego jedzenia dodano na polecenie kierownictwa obozu pewien proszek. Personel kuchni musiał opuścić kuchnię, a gdy wolno im było wrócić, jedzenie było już gotowe. Zabroniono im jeść tą żywność. Było jasne, że do żywności , którą wszyscy jedli , dodano wolno działającą truciznę, aby wszyscy zginęli powoli, ale na pewno. Wynik spowodował prawdziwą masową zagładę. Zwłoki leżały wszędzie wokół , i trzeba było dni, aby je zabrać, żyjący potykali się o nie na każdym kroku. Te okoliczności trwały aż do przybycia Brytyjczyków, którzy w dniu 15 kwietnia 45 wyzwolili Bergen-Belsen.
2583, K, gospodyni domowa ur.1924, lat 21, Auschwitz (5 tygodni), Guben ( 5 miesięcy ), Bergen-Belsen ( 2 miesiące )…
…… Po pięciu tygodniach wywieźli nas do Guben. Tu pracowaliśmy w pewnej fabryce amunicji od 6-tej rano do 19-tej wieczorem. Wyżywienie było już tu nieco lepsze. Tutaj dostawaliśmy ziemniaki, kapustę, 1 / 6 bochenka chleba. Musiałyśmy wykonywać różne prace, ale to były bardzo ciężkie prace. Ponadto dwa razy dziennie musiałyśmy stać na apelu. Po pięciu miesiącach Rosjanie się zbliżyli i rozpoczęłyśmy marsz piedzy z obozu. Przez 16-dni chodziłyśmy bez kawałka chleba, nie dostaliśmy nic do jedzenia. Butów nie miałyśmy , szłyśmy boso, za cenę straszliwych cierpień. Po 16 dniach przybyłyśmy do Bergen-Belsen. Przez trzy tygodnie nie widzieliśmy chleba i jedzenia. Nie było gdzie usiąść, nie mówiąc już o spaniu. To był straszny brud, byliśmy bardzo zawszeni, wybuchła epidemia tyfusu i wielu ludzi zmarło od tego. Z 1000-ca kobiet pozostało tylko 250 osób. Anglicy wyzwolili nas 5-05-45. Teraz jest następny plan emigracji do Palestyny.
3340, K, producent cholewek ,ur 1904, lat 41, Auschwitz 20-07-44 do 20-08-44), Guben ( 25-08-44 do 5-02-45), Bergen-Belsen ( 29-02-45-15-04-45)….
Jestem rozwiedziona kobieta, (cipőfelsőrész-készítő- producent części górnych do butów ) byłem w stanie utrzymać małego syna z zarobków normalnie……Selekcje były częste, przychodzily kobiety o małych rekach , ubiegające się o taki przydział pracy. Pewnego razu wybrali 88 kobiet, w tym mnie, wydali jedzenie na trzy dni i wyruszyłysmy. Podróż była całkiem wygodna, 25 sierpnia przybyłyśmy do Guben. Zakwaterowanie było tu bardzo korzystne, mieszkałyśmy po 20 kobiet w pokoju, każdy miał osobne łóżko, oraz dwa koce, siennik. Wszędzie panowała wielka czystość, można się było umyć. Ale wyżywienie było bardzo ubogie, prawie sześć tygodni żyłyśmy tylko na zupie, po śześć dostawałyśmy coś na odmianę w fabryce. Pracowałyśmy w warsztacie producenta części do samolotów , po 12 godzin dziennie na zmiany dzienną i nocną. Niemieccy majstrowie traktowali nas całkiem poprawnie, jednakże kobiety nadzorczynie już gorzej, kto nie mógł się dopasować ,bardzo cierpiał z powodu ich traktowania. Piątego lutego na porządku dziennym były naloty bombowe, przybył jeden transport ze Schlesiersee , a nas wywieziono do Bergenbelsen. Nasza grupa liczyła 1300 osób , ale wyruszyło też 1300 osób kolejnej grupy. Ruszyliśmy pieszo i szliśmy przez trzy tygodnie, każdego dnia pokonywaliśmy dystans 30-40 km, noce zazwyczaj spędzałyśmy w stodołach i stajniach, które wypełnialismy. Dostawalismy po 4-5 kawałków kartofli na dzień i trochę zupy z mąki co nie była wystarczające i „ organizowałyśmy „ z pola marchew, lub inne podobne jedzenie. Towarzyszące nam kobiety z SS popędzały kobiety, jeśli tylko na chwilę trochę się zatrzymały, od razu goniły je z kijem. W, końcu wsiadłyśmy do osobowych wagonów po 70 osób w wagonie. Jechaliśmy trzy dni, aż dotarliśmy do Bergenbelsen, ale z pociągu do obozu musiałyśmy przejść jeszcze około 7 km. Byłyśmy spragnione ,głodny, i zmarznięe, więc przybyłyśmy w fatalnym stanie. Najpierw umieszczono nas 1200 osób w baraku nr 203 i spędziliśmy tam osiem dni, potem przenieśli nas do baraku nr 220, gdzie również byli pracownicy. Leżeliśmy na ziemi, baraki były pełne wszy. Chleba przez dwa tygodnie nie ostaliśmy ,patem raz dali bochenek chleba na 12 osób i zupę z buraków, tak że śmiertelność była tutaj dosyć wysoka. Apele były strasznie męczące, prawie wszystkie byłyśmy chore. 25-tego kwietnia uwolnili nas Anglicy. Rozumiem, że w obozie znaleziono 25.000 więźniów. Później poszliśmy do starego obozu, zobaczyliśmy napis w tabeli, na podstawie którego dowiedzieliśmy się, że w obozie 25.000 ludzi. Po wyzwoleniu nadal wielu ludzi ginęło, dopiero później w lipcu w śmiertelność zaczęła spadać. 20 maja przenieśliśmy się do czystego obozu, byłam w obozie do samego dnia wyjazdu. W obozie była wielka czystość później dostaliśmy nowe ubrania, wyżywienie początkowo było obfite, ale później musiało zostać zastąpione, co zawsze było możliwe. Wyruszyłam z pierwszą grupą rumuńską , ok. 166 kobiet i przez Hannover, Kassel, Norymbergę , Pilzno, Pragę , Bratysławę przybyłam do domu. Plany na przyszłość: W dalszym ciągu chciałabym kontynuować pracę w zawodzie, wspierać ojca i jednego małego synka.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:55, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3394, K,uczennica ur.1930, lat 15, Auschwitz ( 17-24-06-44 ), Kraków- Płaszów (27-06 do 10-08-44 ), Auschwitz ( 15-08-do 10-09-44 ), Grünberg ( 13-09-44 do 25-01-45 ), Guben ( 31-01-45 do 10-02-45 ), Bergen – Belsen ( 24-02-45 do 15-04-45 )
Z Grünbergb zabrali nas z końcem stycznia dalej.Rozpoczęliśmy pieszy marsz, 500 kobiet i 300 mężczyzn. W czasie największych mrozów w zamieci szliśmy bici w drodze przez nadzorczynie i przez 5 dni nie dostaliśmy nic więcej niż pół kilograma chleba. Chorzy zostali zabrani pociągiem. Po drodze jedliśmy śnieg z głodu i pragnienia. Po pięciu dniach pieszego marszu dotarliśmy w zupełnie obabionym stanie do Guben. Po przybyciu do obozu zamieszkaliśmy w drewnianych barakach, leżałyśmy na ziemi cały dzień. Jedzenia dostawałyśmy absolutne minimum, przez cały dzień nic więcej niż kromkę chleba i coś niejadalnego o smaku zupy. Tydzień później zabrali nas dalej, znowu poszliśmy pieszo do Bergen-Belsen. W Bergen-Belsen stłoczyli wielu ludzi w drewnianych barakach. Ludzie leżeli w bałaganie na ziemi. Na początku dali po 1/6-bochenka chleba i rzepę,w ubiegłym miesiącu chleba nie został rozdzielony, racja dzienna skurczyla się do pół litra zuby z brukwii dziennie. Rezultatem były straszne męki głodu, a wkrótce wybuchła epidemia tyfusu plamistego, które spowodowały wiele ofiar. Duża liczba ludzi zginęła z głodu i tyfusu. Wodę mieliśmy odciętą, mielismy mnóstwo wszy, cały obóz był brudny i zawszony. Z głodu i tyfusu dziennie umierały setki ludzi bez pomocy medycznej. !5-04-45 pojawili się angielscy żołnierze, nasi wyzwoliciele. Jeszcze po wyzwoleniu wiele osób zginęło, od biegunki, tyfusu plamistego i ponieważ całkowicie wyczerpane organizmy nie wytrzymały w szpitalu nagłej poprawy wyżywienia. Dostałam się do szpitala z czerwonką, tam otrzymałam staranną opiekę medyczną , prawie dwa miesiące byłam chora, leżałam do końca września.Dostawałam najlepsze jedzenie, czystą odzież i mieszkałam jak normalny człowiek. W grupie 50 ciu przybyłam do Budapesztu węgierskim transportem. W Bergen-Belsen pozostaje wciąż wiele osób więźniów różnych narodowości.
3417,K. uczennica ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 28-06-44 do 17-08-44 ), Guben ( 20-08-44do 1-03-45 ), Bergen-Belsen (14-03-45 do 15-04-45 )
Mieszkałam w naszym domu w Kispest z rodzicami i jednym bratem. 19-06-44 zabrali nas do getta w Monor. Po tygodniu, czwartym transportem przyszliśmy do Auschwitz. Transport dotarł o świcie, wyszliśmy i natychmiast była selekcja . Moja matka przyszła na prawą stronę, mój ojciec i brat poszli za jakimś mężczyzną. Poprowadzili nas do kąpieli, ostrzyżono moje włosy, zabrali mi moje ubrania i dostałam inne, gorsze. Skierowano nas do obozu C, do trzeciego bloku roboczego.Chodziliśmy do pracy, nosiliśmy kamienie i cegły na sobie. Blok nie był na dachu wysmołowany i deszcz nas moczył. Dziennie staliśmy na apelu po 6-7 godzin . Nasza opiekunka, Słowaczka nazywana Marika , stale nas biła. Wiele cierpiałyśmy od głodu. Po 6-ciu tygodniach wybrano z bloku 76 dziewcząt i razem z moja matką dostałyśmy się do obozu Guben , odległego o 50 km od Frankfurtu. Jechałyśmy wagonami Pulmanna a kobiety z Czerwonego Krzyża dostarczyły jedzenie. W Guben poszłyśmy do pracy w fabryce samolotów, musiałyśmy dużo pracować, ale byłyśmy dobrze traktowane. Obok naszego obozu był obóz włoski, włoscy więźniowie próbowali nam pomóc, i jeśli nadzorcy nie patrzyli , przekazywali nam paczuszki z jedzeniem. Obóz był odległy od fabryki o około 3 km, Mieszkałyśmy w małych blokach początkowo po 20 osób w bloku, potem po 40osób na bloku. Tymczasem, stale dochodziły nowe transporty, więc liczba pracowników z 76 osób wzrosła do dwóch, trzech tysięcy. W marcu, kiedy front się zbliżył , ruszyłyśmy w pieszy marsz. Szliśmy 2 tygodnie, w deszczu i błocie i kto nie był w stanie dalej iść , został zastrzelony. Dostalismy chleb na drogę, oprócz tego po drodze na polach odnajdywałyśmy . zamrożoną marchew. 14 marca dotarłyśmy do Bergen-Belsen. Umieszczono nas w bloku nr 206. Poszłam do Sonderkomanda, aby dostać trochę więcej jedzenia. W Bergen-Belsen straszny głód panował, ludzie ze strasznego głodu wyglądali jak skóra i kości. Przez 2 tygodnie dawali chleba, ale potem tylko po 3 / 4 l. zupy na dobę. Matka przekazała racje zastępcze co nieco łągodziło wielki głód. 15-04-1945 weszło wojsko brytyjskie, które uwolniło ludzi ze strasznego położenia . 2 dni po wyzwoleniu otrzymywaliśmy jedzenie z magazynów , a następnie Anglicy mieli już kuchnię i gotowali dobre , tłuste potrawy, których nasz , już osłabiony organizm nie mógł strawić i to spowodowało wiele ofiar. Moja matka zmarła 2 tygodnie po wyzwoleniu. Umieścili nas w trecim bloku, gdzie już mieliśmy dobrze. Nic się nie działo w sprawie naszego transportu do domu i po tym jak zmarła moja matka, strasznie tęskniłam za domem i chciałam zobaczyć mojego ojca i brata. Wyruszyłyśmy w podróż w 9 osób, papierosy dałyśmy Niemcom i udało się dostać do domu. 16 dni podróżowałyśmy. Po przybyciu do domu znalazłam mojego ojca, mój brat nie był jeszcze w domu.
3453, K, tkaczka ur 1922, lat 23, Auschwitz (5 do 8-06-44 ),Krakau ( 8-06-44 do 18-08-44 ), Auschwitz ( 21-08-44 do 25-09-44), Guben ( 27-09-44 do 10-02-45), Bergen-Belsen ( 27-02-45 do 15-04-45)….
Mój ojciec był właścicielem młyna, mieszkałam z rodzicami i braćmi w bardzo dobrych warunkach . W Csenger mieszkało przed nadejściem Niemców 100 rodzin żydowskich, głównie kupców i rzemieślników, było również kilku bogatych właścicieli ziemskich. 17-0-44 zabrali ich do getta w Mátészalka. Sprasowano tu szacunkowo 10.000 ludności żydowskiej. Getto znajdowało się w wyznaczonych ulicach, była publiczna kuchnia, pościel, odzież, bieliznę, żywność, wszystko było wolno wnosić do getta. Rada Żydowska nie mogła temu przeciwdziałać. Generalnie ciągle słyszeliśmy, że przynosząc się do Niemiec do pracy, rodziny będą razem. …. Następnie umieścili nas w obozie B, który był obozem pracy , ale trzy dni później wywieźli nas do Krakau. Umieszczono nas 1000 kobiet, w drewnianych barakach, na pryczach, bez sienników , koc jednak miałyśmy. Jedzenie było znane z innych ubogich obozów. Naszą pracą było noszenie kamiei i napełnianie wagoników, czas pracy był 12 godzin dziennie. Polscy kapo i SS traktowali nas w sposób bardzo przykry. Zabrali nas z powrotem do Auschwitz, a następnie opróżnili cały obóz, załadowali nas na wagony po 130 osób w wagonie. Jechaliśmy trzy dni bez jedzenia, bez wody an drodze. 21 sierpnia po raz kolejny byliśmy w Auschwitz, również zostałyśmy umieszczone w obozie B. Tutaj wykonywaliśmy tylko sporadyczne prace, ja np. byłam nocnym stróżem . W tej pozycji miałem okazję zobaczyć w nocy, jak kominy krematorium wyrzucają ogień, a potem dowiedziałam się, co to znaczy, nie mogłam w to uwierzyć. Przy naborze do pracy następnie dowiedziałam się więcej, ja również odpadłam cztery razy i przez to widziałam, że najmniejszy pryszcz lub otarcia to wystarczający powód, aby odrzucić osobę przy selekcji. W sierpniu wybrano do pracy w fabryce 25 kobiet , w tym mnie , spośród 350 więźniarek. Wydali racje żywnościowe na dwa dni drogi i całkiem elegancko dojechaliśmy do Guben. Z zatruciem po zastrzyku skierowali mnie do szpitala i tu leżałam przez cały grudzień do 10 lutego. Wyżywienie było wystarczające, jednak kobiety z SS pobiły wiele więźniarek bez powodu. Moje koleżanki pracowały w fabryce radiowej , czas pracy był 12-godzin na dobę, potem pracowały już tylko 10 godzin, ale zawsze w nocy. W pracy więźniarki były traktowane cywilnej dość dobrze, cywilni niemieccy majstrowie byli dla nas dobrzy , czasem nawet chleba dostaliśmy od nich. Nadzorcami byli żołnierze Wehrmachtu,i nie mogliśmy się skarżyć. 10-02-45 Rosjanie się zbliżyli a my poszłyśmy do ucieczki. Zaczęliśmy marsz pieszy ok.. 10.000 ludzi, pobliskie obozy również dołączyly do nas. Szliśmy pieszo dwa tygodnie, zawsze w dzień, w nocy zakwaterowywano nas w gospodarstwach rolnych . Tylko potem mało jedzenia dostawaliśmy i ludność cywilna litowała się nad nami i rozprowadzali wśród nas gotowane ziemniaki. Przy wymarszu dali po 1 kg bochenku chleba i po drodze nie było innego jedzenia. Kto nie był w stanie dalej iść i upadł, był zabijany strzałem, ale ten sam los spotykał tych, którzy próbowali „ zorganizować” coś do jedzenia po drodze. Wielu ludzi tak zginęło po drodze. Kilka kilometrów przed Bergen-Belsen wysiedliśmy z wagonów. Tu dostaliśmy chleb i dodatek. W dniu 27 lutego przybyłyśmy do Bergen-Belsen, około 5000-6000 kobiet. Przez trzy dni byłyśmy w baraku , 500 osób siedziało na ziemi, strasznie zatłoczone w bardzo małym pomieszczeniu . Wyżywienie na początku było dość przyzwoite, po trzech dniach chorzy na tyfus poszli do obozu tyfusowego , gdzie w bardzo krótkim czasie zostaliśmy zawszeni. Dwa tygodnie później dostałam tyfusu i przeniesiono mnie do innego obozu. Tu dziennie co najmniej umierało 20-30 chorych na tyfus. Byłyśmy w strasznych warunkach, brud, wszędzie wszy . Tu dziennie dostawaliśmy tylko raz jedzenie, pięciu jadło po sobie z tej samej miski. Kiedy pojawili się Anglicy byłam w bardzo złym stanie. 15 kwietnia, po wyzwoleniu, zostałyśmy przeniesione do koszar SS w Bergen. Przechodziliśmy badania lekarskie, dostawaliśmy przyzwoite jedzenie , odzież i buty. Byłyśmy razem 92 osoby do dnia 17 października, a następnie poszłyśmy z transportem rumuńsko-węgierskim. Prze Pilzno, Pragę , Bratysławę przybyłyśmy do przez Budapesztu. Plany na przyszłość: Chciałbym kontynuować mój zawód. Moja siostra jest tam w Palestynie, później chciałbym tam pojechać.
Podsumowanie dla obozu Guben.
Zachowało się 18 zapisów relacji, wyłącznie kobiet, także dziewczynek, które dotarły tam po wstrząsających przeżyciach ( patrz relacja 1547). Najwiecej kobiet dotarło tam w sierpniu 44 roku (1, 15, 21, 25),pojedyncze osoby we wrześniu, listopadzie i grudniu, potem osoby z ewakuacji w styczniu 45. Obóz został ewakuowany w lutym 45 ( 5, 10,18, 24-tego ) , pojedyncze osoby były transferowane 15-12-44 ( dziecko , relacja nr 1273 ), lub 14-03-45. Celem wszystkich ewakuacji był obóz w Bergen-Belsen, który wyzwolono 15-04-45, czyli na 3 tygodnie wcześniej niż obozy Riese. Internowane wykonywały pracę w fabryce amunicji , (najwięcej , 8 relacji ), po jednej relacji z fabryki, fabryki radiowej, broni, przędzalni, kobiety ewakuowane , przebywające w Guben tylko kilka dni , nie pracowały . Koło obozu kobiecego liczącego 2000-3000 osób był obóz włoski , było tam wiecej obozów, jedna z ewaluacji liczyła 10 000 ludzi. Liczebność obozów /obozów Guben 3000…..10 000
34- Obóz Glogau Głogów
2820,=1
2820,2K, studentki z Munkacza ur. 1922 i 1924, lat 23 i 21, Auschwitz (23-05-44do17-09-44 ), Glogau ( 20-9-44 do 20-1-45 )
……. Pamiętam było to 17 października, kiedy wróciłam z rewiru z powrotem, gdzie byłam wraz z moją siostrą, Mengele był przy bramie z całą komisją selekcyjna i już nas złapał i zostałam bez pożegnania z moja chorą siostrą lub innymi , którzy byli na bloku i nie wiedzieli gdzie jestem. Natychmiast opuściliśmy obóz w 2000 kobiet. Poszłyśmy do dezynfekcji i już ubrane wsiadłyśmy do pociągu osobowego. Dwa dni jechaliśmy w kierunku na Glogau. Z Glogau poszliśmy pieszo do Schlesiensee. Tu w odległym gospodarstwie przyjął nas w Lagerführer, SS mężczyzna i kobieta SS. Nocą staliśmy na dziedzińcu na apelu, i SS z 2000 kobiet wybierali na rózne stanowiska. Stanowiska otrzymali ci, którzy okazali przyjazną twarz w stosunku do SS. Pod wieczórdostalismy kawałek chleba w stajni, gdzie usiedliśmy na gołej słomie i to był koniec był miłych iluzji ,które jak pasażerki sobie wyobraziłyśmy. Wierzyliśmy, że pracując w fabryce będziemy mogli spać pod jednym dachem i jeśli będziemy ciężko pracować, to będą po ludzku nas traktować. Jak leżałyśmy na słomie, choć zostałyśmy odarte ze złudzeń, nie mogłyśmy płakać, bo widziałyśmy , że w Auschwitz również jest znacznie gorzej niż ta nędza, która teraz czekała tu na nas. Spałyśmy zmęczone i która później weszła w ciemności do stodoły , usiala przechodzić przez leżących . Było bardzo mało miejsca i bardzo dokładnie leżeliśmy obok siebie. Następnego dnia wcześnie, gdy jeszcze gwiazdy były na niebie, gdy w pięciu rzędach stałyśmy , dostałyśmy na ramiona: szpadle , łopaty i kilofy. Jak zaczęło świtać, udaliśmy się do pola, tuż przy miejscu. Wychodziłyśmyn setkami, z każdą setka niemiecki strażnik. Na miejscu pracy czekałyśmy na majstra, każda setka wykopuje swoja część. W ten sposób rozpoczęła się ciężka praca. Początkowo grożono zwrotem do Auschwitz, potem zapisywano numer, a po powrocie do obozu delikwent dostawał 25 uderzeń od kobiet nadzorujących. Pierwsze kilka dni nie wydawało się ciężkie, bo czasem słońce jeszcze świeciło. Rzeczywista pora deszczowa przyszła w w listopadzie – to było nie do zniesienia - ponieważ w ciągu dnia kopałyśmy w pracy a w nocy leżąc na naszym miejscu w stodole -również zaczął kapać deszcz. Tak więc były mokre dni, i od ciepłoty naszego ciała wysychało ubranie. Pewnego dnia rano było bardzo zimno, a do czasu gdy doszliśmy do podwórza w pięciu rzędach zaczął padać śnieg, a my stałyśmy na apelu, zaskoczeni białym śniegiem na ziemi, byliśmy pewni, że teraz już przestaniemy pracować na zewnątrz. W gorliwej nadziei, że już nam zaplanowali , że będziemy chodzić do fabryki, na polecenie wyjścia poszłyśmy przez bramę obozu do zwykłego miejsca pracy. Patrzyliśmy w głąb wykopu, mieliśmy tam iść , gdy drewniaki tonęły w mokrej glinie. Kiedy ośnieżone uchwyty były w naszych rękach zupełnie cicho, ze łzami w oczach spojrzeliśmy na siebie. usta od płaczu Niektórzy mielina ustach ciche błaganie i płacz, inni klęli i przeklinali , była wspólna determinacja, i w ciągu kilku minut rzuciłyśmy narzędzia. Byłyśmy pewne, że w śniegu nie możemy pracować. Nie uważam, że to był strajk. Wachmeister próbował ostrzec nas, żebyśmy tego nie robiły, ale widział, że to na próżno , co wyszło z tej pracy - to był wielki Niemiec- i poszedł do obozu poinformować, że nie pracujemy. W ciągu kilku minut pojawił się Lagermeister i szmer powstał wśród SS-manów, czy zabrałyśmy się do pracy, czy nie. W międzyczasie śnieg zniknął, miałyśmy ułatwioną sprawę w czasie i mogłyśmy pracować, ale sądziłyśmy, że strajki będą bardziej skuteczne, jeśli nie przyczynimy się w żaden sposób. Mistrz przyszedł na miejsce , wszyscy byli w dóole w miejscu pracy, ale nie używali narzędzi. Uderzył najsłabsze kobiety i wrzucił je w błoto. Bardzo gniewnie powiedział: "Jeżeli nie chcesz pracować , nie dostaniesz nic jeść" i odszedł. Wachmeister wyjaśnił nam, żeby nie sabotować pracy, bo to tylko drażni Lagermajstra , a roboty ziemne muszą być zakończone, bo to pilne. Potem było bardzo zimno, w następne śnieżne dni ręce drętwiały z zimna, wszyscy mieli zmrożone ręce i nogi i nikt nie był zaskoczony, że w śniegu można kopać szańce. 23 grudnia SS ze względu na niekorzystne wiadomości polityczne SS zdecydowali, aby dać sobie trochę satysfakcji i kiedy przyszłyśmy do domu z pracy i miałyśmy wszystkie mokre ubrania, wszystkich bolało całe ciało, a wiatr przenikał nasze ciała przez cały dzień stojąc na wzgórzu i w pracy i byłyśmy zadowolone ze zgniłej słomy w stodole, ale wydawało się, że to było zbyt dobre dla nas; kierownictwo zmobilizowało cały obóz i zarządziło kontrolę koców. Stroje były bardzo niekompletne, więc każdy bez wyjątku, miał dorobione coś do ubrania z koca. I za to wymierzali bicie. Każdy blok stał osobno w pięciu rzędach . Ja byłam 35-ta, stało nas tam siedemdziesiąt w oczekiwaniu na nasz los. Zapowiedzianych zostało po 25 uderzeń. Nie mogłam się doczekać na swój los, bo wiało bardzo mocno i każde przeciąganie sprawy coraz bardziej ludzi osłabiało, inni byli zadowoleni z jakiegokolwiek opóźnienia. Wszystkie zostały skierowane na bloki i zdziwiło mnie, że przybyłych reaktywowano. Jedna mała dziewczynka nawet trochę się myliła , ale następnego dnia przyszła do zdrowia. Pracy nie mogliśmy dalej prowadzić, ok. trzy dni nie byliśmy w stanie siedzieć ani stać. W tym czasie ziemia zamarzła na 60 cm i tak nie mogliśmy przesunąć wybrać ziemi, bo jakby była ze szkła. Do pomocy wzięli rosyjskich i ukraińskich mężczyzn, ale nie chcieli tej pracy, ponieważ ta praca im się nie podobała. Oni wcześniej pracowali w fabrykach. Tymczasem Organizacja Todt wpadła na świetny pomysł i zaczęli rozsadzać ziemię dynamitem. Praca ta też dobrze nie wypadła, front rosyjski szybko zbliżał się do nas i to, co dowiedzieliśmy się pracowników, a nikt nie wiedział, co jest ważniejsze do zrobienia. W obozie była bardzo napięta sytuacja, na rewierze od lekarki doszły nas plotki, że przechodzimy do innego obozu, bo Rosjanie są bardzo blisko. Kiedy 19 stycznia wieczorem wróciłyśmy z pracy, usłyszeliśmy od chorych, że już zostały zarejestrowane te osoby, które nie są w stanie chodzić, zorientowałyśmy się, że coś nieoczekiwanego się stanie, po wspaniałej kolacji można było usłyszeć ze wszystkich bloków histeryczne okrzyki, i trudno było osiągnąć pewien porządek. Następnie Lagermeister wystąpił przed nami i powiedział, że niestety musimy opuścić obóz, chorzy pójdą jako pierwsi. Nie otrzymał jeszcze rozkazu wymarszu, ale oczekiwał, że wymarsz może nastąpić o północy lub rano następnego dnia. W żaden sposób nie mogłyśmy się uspokoić. Stanęłyśmy kolumną w pięciu rzędach w zimnej nocy i czekałyśmy na wymarsz. Wszyscy drżeli , nie wiedząc, co nas czeka, wiedzieliśmy, że już jesteśmy blisko wyzwolenia, ale wszystkie bardzo bałyśmy się zmian. Ruszyłyśmy o północy, każdy otrzymał pieczywo, bo byliśmy bardzo głodni i tak musiałyśmy spać w marszu. Zawsze jadłyśmy chleb. Tak szłyśmy tydzień. W międzyczasie, nie dostaliśmy nic do jedzenia tylko raz, zimną kawę po 0.1 litra i po sześć kawałków gotowanych ziemniaków. To był bardzo smutny marsz, chory początkowo byli ciągnięci na dwóch wozach, potem nasze zadanie zostało ułatwione, ponieważ zostali oni zastrzeleni, a poza tym wszyscy , którzy w drodze osłabli i nie mógli nadążyć za nami. Wszyscy próbowali po drodze nabrać śniegu z pobocza na obozową miskę, aby go potem zjadać łyżką. Ułyszałam siódmego dnia, gdy jeden ze strażników wyjaśniał przyjacielowi, że ten pieszy marsz jest bezcelowy i lepiej byłoby pozostać, bo będziemy musieli iść do Berlina a którzy się tam dostaną , zostaną zniszczeni. Wtedy zdecydowałam się na ucieczkę. Omówiliśmy sprawę w naszej piątce z kolumny z moim kuzynem i znajomą dziewczyną i tej samej nocy uciekliśmy. Otwarliśmy w nocy drzwi stodoły i w troje wspięliśmy się na płot i szczęsliwie dostaliśmy się na drogę , zgodnie z planem podaliśmy się za węgierskich uchodźców , udało się i tak dotarliśmy do niemieckiej wsi Tiemansdorf. Tam mieszkałyśmy przez dwa tygodnie u Niemców. W tym czasie miejscowość ewakuowano, wszyscy byli zobowiązani do opuszczenia miejscowości. Zostaliśmy na miejscu w przekonaniu, że niemieccy żołnierze wycofają się, i w nocy ostatni człowiek opuścił wieś. Pytali nas, czy idziemy z nimi, bo jako uchodźcy węgierscy byliśmy zwolennikami Hitlera i naszym obowiązkiem była obrona reżimu. Bardzo płakałyśmy i prosiłyśmy, że już idziemy pieszo dwa miesiące i nie jesteśmy w stanie iść dalej, nawet jeśli to ma oznaczać naszą śmierć. Zapewniali nas, że rosyjscy żołnierze nas zastrzelą, ale my się nie bałyśmy. Leżąc w łóżku słyszeliśmy jak ostatnie wojsko odchodzi , wieś przez dwa dni była w strefie niczyjej, a potem usłyszałyśmy pierwszego rosyjskiego żołnierza, którzy otaczali miejscowość, i tak zostałyśmy wyzwolone.
35- Obóz Gorlitz Zgorzelec
72,133,153,188,936,1004,1882,1884,2023,2275,2336,2476,2924,3108,3271,=15
72,K, kosmetyczka ur1916, lat 29, Birkenau ( 10-05-44 do ) , Görlitz ( ) , Rennersdorf ( do 20-05-45 )
W mieście w którym mieszkałam, żyło ok. 5000 Żydów w uregulowanych warunkach życia jako handlowcy i rzemieślnicy. 6-04-44 weszło w życie rozporządzenie wydane przez lokalne żandarmerie o oznaczeniu żółtymi gwiazdami Żydów. Wkrótce potem przeprowadzono nas do getta. Stało się tak wcześnie rano, jeden z żandarmów pojawił się w naszym domu, mogliśmy zabrać 50 kg i paczkę żywnościową na 15 dni , natychmiast doprowadzeno nas do getta….. Selekcje były co tydzień. Ja sam już byłam przydzielona do słabych , ale udało mi się uciec stamtąd w ostatniej chwili. Z Birkenau przyjechałam do Görlitz. Jechaliśmy pociągiem, około 60 osób w wagonie. Pracowalismy tu w fabryce samolotów, gdzie czas pracy był od godziny 6 rano do 18-tej wieczorem. Praca była bardzo ciężka i bardzo cierpiałyśmy z zimna i głodu. Nie było ogrzewania , a tam wszyscy byliśmy bez płaszczy , kurtki wydali dopiero w grudniu. Dostałyśmy drewniaki w których utykałyśmy w śniegu, bo się do nich przyklejał, i tak nie mogliśmy dalej kontynuować marszu, musieliśmy zdejmować drewniaki i dalej iść boso po śniegu do fabryki. Jedzenie było bardzo skape, więc było wiele osób, które zginęły ze skrajnego wyczerpania, szczególnie wśród mężczyzn były wielkie straty. Wg mojej wiedzy umierało miesięcznie 600-1000 ludzi. Gdy zbliżyły się wojska rosyjskie, zabrali nas do Rennersdorf, szliśmy po 30 km dziennie, został wprowadzony. Przez całą drogę byłyśmy zupełnie bez jedzenia, i jeśli ktoś ze słabości nie mógł kontynuować marszu ,niemieccy żołnierze SS zabijali ich strzalem w naszych oczach, najbardziej mężczyzn. Po 3 dniach strasznego marszu przybyliśmy do Rennersdorf całkowicie wyczerpani. Tu umieścili nas w pewnej stodole , byliśy tu przez 10 dni. Nie musieliśmy pracować, ale nie było to możliwe ze względu na naszą bardzo słabą kondycję. W tym czasie wojska rosyjskie wydawały się przesuwać w innym kierunku, po raz kolejny odbito Görlitz. Znowu szliśmy jakieś 2 dni dopóki nie wróciłyśmy na miejsce. Tu już zakończyłyśmy pracę w fabryce i zamiast tego kopałyśmy system rowów 3 m głębokości i szerokości 3 m , pod nadzorem żołnierzy SS. W pracy był wielki rygor, a jedzenie też było normalne. Tam pozostaliśmy przez ok. 4 tygodnie, ale kiedy rosyjskie wojska otworzyły ogień na miasto; znowu z oddziałami SS wyruszyłyśmy pieszo ponownie, ale byłyśmy już osłabione na tyle, że nie byliśmy w stanie iść dalej. Wśród ciężkich walk, wojska rosyjskie wyzwoliły nas 10-05-45, niestety oblężenie przyniosło wiele ofiar spośród nas. Wkrótce potem ciężarówkami przewieziono nas do do Czech w kierunku domu.
133,K, gospodyni domowa ur 1923,lat 22, Auschwitz (05do10-44 ),Gorlitz (10-44do8-05-45 )
W Satu Mare mieszkało około 60.000 rodzin, którzy byli Żydami. Zajmowali się handlem, rzemiosłem , ale byli wśród nich lekarze i prawnicy. Byli bardzo bogacii bardzo biedni ludzie, ale ci byli raczej w okolicy. Mieszkałam z moją ciotką, , bo moi rodzice już nie żyli i byłam całkowicie bez środków do życia.W 1940 zaczęły obowiązywać przepisy antyżydowskie. Zabrano im przedsiębiorstwa, warsztaty i majątki. ….. Znowu była selekcja i musieliśmy stać nago, a następnie skierowano nas do łaźni, a potem doprowadzono do obozu B.2 . To było w czerwcu, i tu było nieco lepiej. Tutaj nas oznaczyli tatuażem. Naszą pracą było noszenie cegieł. Pierwszego dnia dostaliśmy podwójne dodatki ale później były racje jak w poprzednich obozach . Czasami można było ukraść jakiś kartofel. Pewnego dnia przyszło do obozu dużo ludzi z Polski, tym dłuższy był apel. Po 4 tygodniach zakwalifikowano nas do transportu do fabryki amunicji do Görlitz. Mieszkaliśmy w obozie otoczonym drutami i z nikim nie wolno było rozmawiać. Tu byli Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Rosjanie, a jeśli zobaczyli którąś, że rozmawia z innymi, obcinali jej włosy. To samo groziło za kradzież kartofli. Starszy obozu miał czeskie nazwisko, było wielu zabitych mężczyzn z jego powodu. Jeśli ktoś ukradł marchew , dostawał 25 uderzeń , po czym był prawie zabity. Ze 1500 mężczyzn, przeżyło 150-ciu. Bardzo umierali , bo mieli wszy. W obozie "B" jeden z więźniów chciał rozmawiać z innymi i zauważyli to , a następnie go zastrzelili. W obozie „C” była dziewczyna nazwiskiem Treiber Ella z matką . Przy okazji selekcji zostały rozdzielone. A ona raz podeszła do ogrodzenia z drutu, aby powiedzieć kilka słów do matki. Wtedy strażnik zobaczył ją i obserwator zastrzelił matką przed jej oczami. To samo przydarzyło się dwom braciom . W Görlitz byliśmy do wyzwolenia i pracowaliśmy w fabryce samolotów i fabryce amunicji. Pracowaliśmy na 12-godzinne zmiany, dzienną i nocną, przemieniane co tydzień. Praca w fabryce była niebezpieczna , było dużo eksplozji i było wielu zabitych .W czasie rosyjskich nalotów bombowych nie pozwalali nam schodzić do schronu. Inne narodowości mogły się schronić, tylko my, Żydzi, nie mogliśmy zejść i musieliśmy pracować. Każdego dnia była selekcja do Auschwitz. Jedzenie było takie, że było pełne trawy i chwastów, nawet w zębach mieliśmy porysowane, a jeśli nie mogłyśmy jeść , dałyśmy czeskim Żydom, byli szczęśliwi , że dostali to do jedzenia, ponieważ nie mieli nawet tego. Pomiędzy nami były przewody elektryczne pod napięciem, ale my im pomagaliśmy. Każdego dnia wlekli zwłoki do komory trupów. Codziennie ginęło 40-60 osób . Wybranych wywozili, nie wiemy gdzie. Z czeskiego obózu dla młodych kobiet i mężczyzn wywozili ich do pracy. Osoby starsze i dzieci, w nocy nago wrzucali do samochodu. Dzieci płakały , krzyczały , ale nikt nie był w stanie pomóc i zabierali ich do krematorium. Myśmy je widzieli wyrażnie a potem przeniesiono nas do tego obozu. Niestety byliśmy bardzo zawszeni. Kiedy nadeszło wyzwolenie, komendant obozu wygłosił przemowienie, w którym zadeklarował, że jesteśmy wolni i możemy zerwać numery z odzieży i każdy może iść , gdzie chce, ale dopiero wtedy. 8 maja 45 wyzwolili na Rosjanie, traktowali nas bardzo dobrze i dostaliśmy jeść. Chcę wyjechać do Palesztiny, czuję, że tam jest moje miejsce.
153,3K, dwie krawcowe ur. 1924 i 1925, lat 21 i 20, oraz uczennica ur 1030, lat 15. Auschwitz (25-05-45 do 15-10-45), Gorlitz ( 15-10-44 do 9-05-45)…
W Hust mieszkało ok. 9000 rodzin żydowskich. Na ogół byli kupcami i rzemieślnikami, a ich sytuacja finansowa nie była jednolita, byli bogaci, ale byli też bardzo ubodzy . Mój ojciec był kupcem drewna, żyliśmy na dobrym poziomie, mieszkaliśmy własny dom, ziemię i lasy. W 1939 rozpoczęło się wydawanie antyżydowskiego prawa, w związku z czym odmówiono Żydom pozwolenia na handel i pozbawiono lasów , itp. majątków. ….Z Auschwitz Görliczbe przyszedł, nie zostałyśmy rozdzielone i przydzielono nas do fabryki, w której mieliśmy pracować . Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany nocna i dzienną przemieniane co tydzień. W niedzielę, nie było uroczystości, zawsze tylko pracowaliśmy . Starszym obozowym był tam mężczyzna: człowiek z którego powodu zginęło wielu ludzi, bardzo ich bił. W fabryce byliśmy bici prez majstrów, głodzeni , nie było nic do jedzenia. Jedliśmy obierki kartoflane , a nawet gorzej. Jedliśmy surowe buraki , dynie, oraz rzepę z wielkiego głodu. Byliśmy tam do końca stycznia, kiedy zostałyśmy zabrane doo Rennesdorf. Jeden ojciec szedł z synem, ale ojciec nie mógł dalej iść, i został zastrzelony a jego syna postrzelili w nogę. Kiedy dotarliśmy było ok. 150 osób już zostało zastrzelonych. Do Rennesdorf Kiedy przyjechaliśmy do Rennesdorf , chorzy, którzy nie byli w stanie chodzić i jechali na wozach, zostali przez żołnierzy zabrani i zastrzeleni. Na trzy tygodnie zostaliśmy ulokowani w stodole. Nie można było prać, nie udało się nawet umyć, nie było toalety. Wszyscy byliśmy zawszeni. Mężczyzni prawie byli zniszczeni przez wszy. Pracowałyśmy w fabryce Wumag. Praca była bardzo ciężka , jedzenie było bardzo skąpe. Ponownie wróciłyśmy do Görlitz wrócił i wznowiłyśmy pracę. Kiedy amerykańskie samoloty przyleciały i bombardowały nas, nie wolno nam nawet było iść do schronu. Wszyscy pobiegli z fabryki do schronu , tylko my, Żydzi musieliśmy pozostać w fabryce. Wieczorem dostaliśmy 15 dkg chleba i bez buraków. Niemcy powiedzieli , że oni też tak jedzą, bo wojna trwa już od 6 lat i przez to zbiednieli . Później zmienili starszego obozu na innego , ale też nie był lepszy. Selekcje były codziennie lub co drugi dzień. Czasami nawet w nocy przychodzili . Których zabrali, już nie wracali. 9 maja 1945 wyzwolili nas Rosjanie. To są nasze własne przeżycia .
188, M, uczeń ur.1931, lat 14, Birkenau (4 dni), Płaszów (2 miesiące), Gross-Rosen(5 dni), Gorlitz (do wyzwolenia 6-05-45).
Było nas sześć osób : rodzice, siostra, dwóch braci i ja. Moją siostrę odnalazłem po powrocie w domu , po rodzicach i braciach nie ma śladu. W domu mieliśmy sklep spożywczy. Biznes był dobry. W miejscowości na 1500-1600 ludności było około 1000 Żydów, reszta Rusinów. W 1940 wielu Żydów zostało deportowanych, żaden nie wrócił. ….. W Birkenau mężczyzni zostali oddzieleni od kobiet , ja zostałem razem z ojcem i bratem. Poszliśmy do 27-go bloku, gdzie przez dwa dni nie otrzymalismy chleba. Potem poszliśmy do transportu, na drogę wydali chleb, kiełbasę i margarynę. Po 50-ciu w wagonie jechaliśmy pół dnia do Krakau. Płaszów był wielkim obozem, gdzie byli internowani Niemcy, Polacy,Żydzi i Rosjanie.
Polacy, którzy już byli lata w obozie, mieli z wcześniejszych czasów pieniądze, żeby sobie kupić chleba, Za marmoladę, także za papierosy, dawali nam słodką kawę, surową kapustę lub kalarepę, które kradliśmy z samochodów dostawczych. Od naszych strażników, ( straż powierzono polskim i rumuńskim żołnierzom) dostawaliśmy czasem coś do jedzenia. Ci żołnierze byli dla nas dobrzy. Musieliśmy budować baraki, nosić kamienie i cegły, co było bardzo ciężką pracą. Niemiecki kierownik budowy, niemieccy cywile i policja obozowa bardzo nas bili. Jedzenie było wystarczające, ale jednostronne. Praca była w leżącym po sąsiedzku obozie SS. Wszyscy do wieku 15 lat uczyli się murarki, na piersiach nosiliśmy literę M. Po dwumiesięcznym pobycie pojechaliśmy z transportem, 75 ludzi w wagonie, 3 dni do Gross-Rosen. Tam operowano mi czyrak, który utworzył się w okolicy stawu biodrowego, nie mogłem siedzieć po cięciu, ale było dobrze. Gross-Rosen był bardzo dużym obozem, byli tam niemieccy i polscy lekarze. Dalej pojechałem z transportem do Gorlitz, było bardzo źle, 50 ludzi w wagonie, 80 dkg chleba i 2 porcje margaryny na 2 dni. Po przybyciu na miejsce znaleźliśmy pusty obóz, nas było 250-ciu, później doszło 400 Polaków i Węgrów z Funfteichen. Dopóki było nas 250, dostawaliśmy to samo jedzenie co SS. Dziennie bochenek chleba na 3 ludzi, 3 razy litr zupy, kawa tak słodka jak w domu, dwie łyżki do zupy marmolady,półkilowa kostka margaryny na czterech. Jak przyszło tych 400 osób, skończyło się dobre życie. Tam były w sąsiedztwie dwa obozy. Jak potem przyszło dalszych 500 ludzi z Auschwitz, wyżywienie jeszcze się pogorszyło. Kiedy Rosjanie się zbliżyli, zostaliśmy skierowani do położonego 25 km Rennensdorf, kiedy Rosjanie się potem wycofali, wróciliśmy do Gorlitz inną drogą. Kto nie był zdolny do marszu, był dobijany strzałem, wielu tak zginęło. W Rennendorf mieliśmy tylko jeden kocioł i gotowanie żywności szło z tego powodu bardzo wolno, pierwsze osoby dostawały jeść o 10-tej, a ostatni dostawali jedzenie o północy. Po powrocie do Gorlitz starsi obozowy i blokowi zorganizowali kartofle, żeby poprawić nasz stan. Magazyn obozowy był prawie pusty. Lagerfuhrer był bardzo zły, jego następca był tylko trzy tygodnie i Rosjanie znowu podeszli. Wygłosił do nas przemowę: „Kto chce iść ze mną do Amerykanów, niech się zgłosi. Kto chce być pod Rosjanami, może zostać tutaj, w takim wypadku niczego nie mogę gwarantować”. Nikt się nie zgłosił. Jak to mówił, stał przy swoim stole. Rozkaz był śmieszny. SS odeszło jeszcze tego samego dnia. Tydzień przed Świętem Wielkanocy mój ojciec i brat zostali zabrani na rewir. Ojciec zmarł przed świętem, w wieku 55 lat z powodu wrzodu żołądka, brat miał ciało pokryte wrzodami prawdopodobnie z powodu awitaminozy, zmarł po święcie, obaj są tam pochowani. Z wkroczeniem Rosjan poszliśmy mieszkać do miasta, KB był także w mieście. U tych 150-ciu, którzy pozostali w obozie rozwinął się tyfus, już pod Niemcami byliśmy zawszeni. Przy prybyciu do Gorlitz dostaliśmy koszule i byliśmy w tym czasie 8 miesięcy 5razy dezynfekowani….od rosyjskiego komendanta otrzymaliśmy dokumenty na podróż do domu. Szliśmy 25 km częściowo pieszo, częściowo na dachu wagonu, częściowo w wagonie. Chciałbym jeszcze zauważyc, że Rosjanie się bardzo dobrze zaopiekowali chorymi w obozie i wszystkimi innymi, mieli dla nich jajka , cukier itp.Przez 3 tygodnie mogliśmy swobodnie plądrować i mieliśmy używanie. Postaraliśmy się o odzież, zegarek dla każdego i żywność na podróż. Wziąłem sobie parę okazałych butów, wartą 6000 pengo,niestety ukradziono mi je i mam teraz tylko jedną parę pantofli. Prze Pragę, Bratysławę Galanta wróciłem do domu. O mojej mamie nie wiem, niestety, zupełnie nic. które Leżę teraz krzyżem na zapalenie opłucnej, co prawdopodobnie prawdopodobnie było spowodowane wiatrem i pogodą , na które byłem narażony w czasie podróż na dachach wagonów, gdzie padło bardzo często i było bardzo zimno . Nie mam gorączki, ale odciągaja mi wodę z płuc.
936, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27do31-05-44 ), Płaszów (31-05-44 do 10-08-44), Gross-Rosen (14do21-08-44), Gorlitz/ Zittau (10-09-44 do 8-05-45).
W Kalocsa mieszkało tylko 20 rodzin żydowskich najczęściej średniozamożnych rolników. Mieszkałem na moich rodziców, mój ojciec był blacharzem, mieliśmy dom, ziemię i żyliśmy całkiem dobrze. W kwietniu 1944 zebrali Żydów i zabrali ich do szkoły, skąd szybko dposzli do getta w Szeklencé . ….. Trzy dni później wywieziono nas do pracy do Plaschow. Wszystkich 16 letnich chłopców przydzielili jako uczniów murarskich. Tu była bardzo ciężka praca, młodzi chłopcy musieli pracować jeszcze bardziej, pracowaliśmy od 7-mej rano do 21-wszej wieczorem, budowaliśmy obóz. Wyżywienie: 1 / 4 chleba, zupa i czarna kawa. W baraku byliśmy 500 osób, pięciu z nas leżało na szerokiej pryczy. Przy pracy bardzo nas bili SS, Lagerführer miał dwa ogromne psy, jeśli coś nie było zrobione na tyle dobrze, tylko szczuł te dwie bestie na nas. Dwie osoby oszalały , słyszałem, że je otruto. Nie było krematorium, zwłoki polewali benzyną i spalali. Rano i wieczorem był apel . Gdy Armia Czerwona zbliżyła się, poszliśmy stąd do Grossrosen, podróż trwała cztery dni, dali 1 / 4 chleba, mamy trochę twarogu na drogę, jednak nie dostaliśmy wody , 75 –ciu było w wagonie. Grossrosen był tylko obozem rozdzielczym , spędziliśmy tam tylko tydzień, codziennym zajęciem było tylko stanie na apelu. W tydzień później przydzielili nas do transportu i w ten sposób dostałem się do Görlitz (koło Zittau). Tu najpierw pracowałem w fabryce amunicji , czas pracy był 12-godzin na dzień, potem, gdy front się zbliżał, kopaliśmy system rowów. Było wiele nalotów, maszyny leciały bardzo nisko, wiele osób zginęło z powodu bombardowania. Z innmi transportami było nas ok. 1200 osób, ale przeżyło tylko ok. 600, wyżywienie było bardzo ubogie i mało, wielu ludzi zmarło z głodu i od pobicia. Gdy zbliżyło się rosyjskie wojsko musieliśmy pospiesznie uciekać, chodziliśmy przez trzy tygodnie, po drodze bardzo głodowaliśmy i bardzo wielu ludzi zmarło z głodu ale wielu zabito strzałem, tych , którzy nie byli w stanie dalej iść i pozostawali w tyle. Były dni, kiedy nic nie jedliśmy , a czasami dostawaliśmy tylko po kilka kawałków ziemniaków. Ponaszej podróży powrotnej do Görlitz, przebywaliśmy tu do 8-go maja - dnia wyzwolenia. Wyruszyliśmy pieszo z dworca kolejowego, a następnie pociągiem i pieszo w razie jego braku. Przez Pragę, Bratysławę dojechałem do domu. Plany na przyszłość : chcę podróżować do Gyor, tam jest mój brat, moi rodzice jeszcze nie wrócili . Chcę doskonale mówić po hebrajsku ,a potem chciałbym wyjechać do Palestyny.
1004, K, gospodyni domowa ur.1924, lat 21, Auschwitz (26-05-44 do 25-09-44), Gorlitz ( 26-09-44 do 6-05-45).
….. Na bloku spalo 14osób na pryczy, miałyśmy po dwa koce. Selekcje były często, prowadził je dr Mengele i Drechslerka. Wszyscy bardzo się bali , gdy się pojawił , bo nigdy nie było wiadomo , kto będzie wybrany do krematorium. Dzień i noc ciągle płakałam, bo nie wiedziałam co się stało z moimi rodzicami. Na początku powiedziano mi, że w najbliższą niedzielę się spotkamy i następnie będziemy mogły rozmawiać ze sobą, ale niestety tak się nie stało. Później dowiedzieliśmy się, że osoby, które zostały rozdzielone i skierowane na lewą stronę, wszystkie zostały zabrane do krematorium. Mówili również, że tylko bardzo starych ludzi wywieziono do krematorium, ale nie odpowiada to rzeczywistości, którzy poszli w lewo, poszli do krematorium. Stamtąd dostałam się do transportu i przewieziono nas do Görlitz. Tutaj była wielka przyjemność : wszyscy dostali łyżki, talerze, kubki, po 2 koce, osobne prycze i teraz poczuliśmy się jak ludzie. Zostałam przydzielona do pracy w godzinach popołudniowych. Zostałam przydzielona do fabryki części do samolotów” vumak „ i robilyśmy te części. Dwie grupy pracowały po 12 godzin dziennie. Początkowo dostawałyśmy jeden chleb na 4-5 osób, a później już na 10 osób. Poza chlebem dziennie dostawałyśmy jeszcze po dwa talerze zupy. Majstrowie z fabryki byli dla mas mili. Ta praca nie była zbyt trudna i pracowałyśmy , jak chcieliśmy. Potajemnie, w fabryce mogłyśmy się umyć i wyprać, ale również w obozie. Nie było wśród nas chorych . Kara była bardzo rzadk stosowana. Jeśli ktoś nie chciał pracować, to najpierw otrzymywał 16 uderzeń , a następnie obcinali jej włosy. Ale to jest, jak powiedziałam rzadko stosowane . Kiedy już front się zbliżył, zabrali nas pieszo do Oberennersdorf, na drodze były do jedzenia gotowane ziemniaki, raz dali boczek a następnie przez 2 dni nie było nic do jedzenia , ale dodatkowo otrzymaliśmy później. W międzyczasie, front się uspokoił i wróciłyśmy do pracy w starym biurze. Następnie wykonałyśmy rowy przeciwczołgowe. Traktowanie było takie samo jak przed, po prostu mniej jedliśmy i bardzo czekaliśmy na wyzwolenie. Pewnej niedzieli , przyszła do fabryki pewna nadzorczyni, zatrzymaliśmy pracę i wróciłyśmy do obozu. Kiedy wróciłyśmy na blok Lagerführer powiedział : dzieci , teraz nadszedł czas, na który czekaliście tak długo , teraz jesteście wolni . Zapytał nas, kto chce iść do niewoli angielskiej , bo Rosjanie są bardzo dzicy, są jak zwierzęta. Nie poszliśmy z nim, ale prawie wszystkie uciekły z obozu. Ja z 12-toma innymi przeniosłam się do prywatnego miejsca i 2 dni później , we wtorek rano, Rosjanie nas wyzwolili .
1882, M, pracownik polowy ur. 1887, lat 58, Kraków (05-08-44), Gross-Rosen (08-44), Gorlitz (08-12-44), Zittau (12-44 do 05-45).
W kwietniu poszliśmy do getta Mátészalka, gdzie od węgierskiej żandarmerii dużo wycierpieliśmy. … W Auschwitz pozostałem z moim synem także po selekcji. Po czterech dniach przetransportowano nas dalej. Poszliśmy do Krakau. Tu czeka nas wielki obóz, gdzie pracowało ponad 20.000 kobiet i mężczyzn. Byliśmy zajęci budowie nowych baraków. Zarówno jedzenie jak i traktowanie było ludzkie.W sierpniu zabrali nas na zachód, do Gross-Rosen. Tu nasza sytuacja była bardzo dużo gorsza. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia i byliśmy traktowani w najbardziej bestialski i sposób na szczęście trwało to tylko cztery dni. Wysyłali nas transportem do Görlitz. Na początku było trochę lepiej, ale wkrótce nasza sytuacja pogorszyła się znacznie. Ja wykonywałem prace w obozie. Moi koledzy pracowali w pobliskich fabrykach. SS nas biło , kiedy tylko mogło, tego byłoby za dużo dla zwierzęcia, nie tylko dla człowieka. Ludzie marli jak muchy, głód i traktowanie ich wykańczało. Na początku ludzie jeszcze się dziwili, później było dla wszystkich oczywiste, widok człowieka umierającego. W grudniu zostaliśmy zabrani na auta i przewiezieni do Zittau, tam już nie pracowaliśmy, ale też nasze wyżywienie było odpowiednio zmniejszone. Myślę, że nie przesadzę, kiedy powiem, że tutaj 60 % internowanych zginęło z głodu i bicia. Kiedy weszli Rosjanie, byłem już w szpitalu.
1884, M,student ur. 1924, lat 21, Auschwitz (29-05-44 do 4-06-44), Bunzlau (5-06-44 do 10-02-45), Gorlitz (14-02-45), Dora (03-45), Bergen-Belsen (15-04-45)…
( nie zawiera informacji n/t obozu Görlitz- przyp. mój )
2023, M,rolnik ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 3 dni ), Krakau (3 miesiące), Gross-Rosen(4 dni ), Gorlitz (ok. 8 miesięcy ).
W Auschwitz (Birkenau), byliśmy tylko 3 dni. Wybrali nas, młodych i silnych i oddzielili od starych ludzi. Nas dalej zabrali do KrakauTu pracowałem na budowie po 12 godzin dziennie. Nasza sytuacja była znacznie lepsza niż w Birkenau. W godzinach porannych dostawaliśmy zupę , ćwierć bochenka chleba, trochę margaryny, kiełbasę, w południe dawali zupę i ponownie wieczorem zupa . Był tam starszy obozu o czeskim nazwisku, który ciągle szczuł na nas psy i często nas bił. Mieszkaliśmy w barakach, było nas 120 osób w pokoju , spaliśmy po dwóch na pryczy. Po trzech miesiącach poszliśmy do Grossrosen, gdzie byliśmy tylko 4 dni. Tu tylko nas porozdzielali, nas skierowali do Görlitz. Pracowałem w pewnej fabryce pocisków, również po 12 godziny na dobę. Racje żywnościowe były takie same jak w Krakowie. Prawdą jest, że czasami braliśmy od ludności cywilnej troche ziemniaków, ale to było bardzo niebezpieczne, ponieważ kiedyś złapali jednego kolegę na tym i przy tej okazji go zastrzelili. Bardzo zwracali uwagę na fakt, żebyśmy nie mieli kontaktu z pracownikami. Kiedyś raz zostałem przyłapany przy takich "zakupach ", ale na szczęście obyło się tylko na solidnym pobiciu. Mieszkaliśmy w baraku po 250 osób, baraki były nieogrzewane, więc w zimie było bardzo zimno . Do pracy, chociaż była bardzo ciężka chodziliśmy z ochotą, bo pracowaliśmy w ciepłym miejscu i chociaż w pracy nie było nam zimno. 8-05-45 wyzwolili nas Rosjanie.
2275, M, czeladnik ślusarski ur.1924, lat 21, Auschwitz ( 25do29-05-44) , Funfteichen ( 2-06-44 do 2-09-44), Gorlitz ( 7-09-44 do 7-05-45)….
……… Wszyscy inni , osłabieni tak jak ja, zostali zenrani w transport i wywieźli nas do Görlitz. Tu ulokowali nas w bardzo brudnych blokach. Tu spalismy na pryczach po dwie osoby na pryczy, każdy miał jeden koc. Czystości tu nie mogliśmy utrzymac, przez cały czas chodziliśmy w jednej koszuli, nie można było się umyć/wyprać. Mieliśmy dużo wszy w wyniku tego wybuchł tyfus i pacjentów zabrano do szpitala w Görlitz, niestety, żaden z nich nie wrócił. Tu pracowaliśmy w pewnej fabryce czołgów, gdzie pracowaliśmy ciężej niż w Fünfteichen. Dzienny czas pracy w fabryce był 12 godzin. Pobudka była o 4 rano, a następnie był apel i o wpół do siódmej rano rozpoczynaliśmy pracę. Droga do fabryki zajmowała jedną godzinę tam i 1 godzine z powrotem. Kiedy wracaliśmy znowu wieczorem , mieliśmy apel. W fabryce czołgów pracowałem do lutego, a następnie przydzielono mnie do prac przy szańcach . Byli z nami ukraińscy SS, i jeśli ktoś nie pracował przyzwoicie, to go na miejscu zabijali strzałem. Bardzo cierpeliśmy z zimna, wielu padło ofiarą tego. Rano, kiedy do pracy wychodziło 100- osób, wracalo z powrotem tylko 50-60 osób, reszta w części została zastrzelona, a częściowo zamarzła. Jedzenie było bardzo słabe. W godzinach porannych dostawaliśmy bochenek chleba na 12 osób i margarynę- pół kilograma na 28 osób. W południe dostawaliśmy 1 litr zupy z rzepy na osobę, to samo było wieczorem , ale tylko po 1 / 2 litra na osobę. 2 kwietnia, kiedy front podszedł bliżej, wyruszyliśmy pieszo z obozu i szliśmy 4 dni. Po drodze na każde około 10-15 km. przypadało po 10 osób zastrzelonych , które nie mogły dalej iść. Przez całą drogę nie dali nic do jedzenia. Tymczasem Rosjanie zostali wyparci z powrotem i znowu zawrócili nas do obozu w Görlitz. Kiedy wróciliśmy z powrotem do pracy , jeszcze pracowaliśmy przez 3 dni a potem przyszli Rosjanie, i uwolnili nas. Chcę się wydostać się jak najszybciej do Palestyny.
2336, 2K, gospodyni domowa ur 1917, lat 28 i rzemieślnik zdobienia wyrobów skórzanych ur 1928, lat 17, Auschwitz (10-07-44 do 2-08-44), Peterswaldau (5-08-44 do 28-02-45), Passlitz ( 8-03-45 do 2-04-45), Gorlitz ( 8-04-45 do 8-05-45).
… 2 kwietnia zostałyśmy przez innego niemieckiego oficera wyselekcjonowane i otwartymi wagonami przewiezione do Görlitz. W Görlitz złapali nas do pracy przy szańcach. Chodziłyśmy 16 km codziennie do pracy i raczej była to ciężka praca fizyczna, nadzorcy czasem strzelali. Lager był czysty. Żywności jednak było strasznie mało. Początkowo bochenek chleba był na 6 osób, później bochenek chleba był na 10-ciu. Na obiad dostawałyśmy 1 litr zupy, która zawsze była przygotowywana z rzepy lub buraków i była bez soli i tłuszczu. My dużo głodowałyśmy , i nie wiedziałyśmy, kiedy będzie koniec naszych cierpień. W dniu 6 maja, kierownictwo uciekło z obozu. Wcześniej chcieli nas ewakuować dalej, ale my nie poszłyśmy. Wszystkie byłyśmy bez jedzenia, ponieważ zabrali wszystko. Musieliśmy błagać o żywność . 8 maja Rosjanie przyszli i wyzwolili nas . Ta relacja jest z własnego doświadczenia .
2476, 2K, robotnica fabryczna ur1925, lat 20, uczennica gimnazjum ur.1929,lat 16, Auschwitz, Gorlitz (18-09-44 do 6-05-45). Muhldorf
( nie zawiera informacji n/t obozu Görlitz- przyp. mój )
2924, K, gospodyni domowa ur. 1916, lat 29, Auschwitz ( 06do 09-44), Gorlitz (09-44do 05-45).
…..Obóz w Gorlitz składał się z drewnianych baraków i zamieszkiwało go 1200 mężczyzn i 300 kobiet. Pracowałyśmy tu w fabryce amunicji i w porównaniu z Auschwitz nasz obóz był o wiele lepszy. Tu dieta też była skuteczna, ale w Auschwitz przeżyłyśmy taki poziom zezwierzęcenia, ze tuataj, szczególnie na początku , byłyśmy zadowolone. W styczniu 45 poszłyśmy pieszo do Rennersdorfu. Tu mieszkałyśmy dwa tygodnie w stajni, jedzenie było raz na dzień.Na przykład jeden chleb na 8 osób. Wiele kobiet zachorowało i niestety wiele zostało zastrzelonych. Jak się front odsunął, znowu wróciliśmy. Znowu pracowaliśmy w Gorlitz bez przerwy. Główny majster fabryki był do gruntu zły, patrzyl tylko jak nam jeszcze utrudnić życie. Zabronił nam się myć. 7-05-45 ten sam obermajster rozdał nam po chlebie , co już było dla nas podejrzane, po czym powiedział : a od teraz jesteście wolne i z tymi słowami opuścił nas. Więc świętowałyśmy nasze wyzwolenie przez Rosjan. Nie da się wyrazić słowami tego, co czułam. Tego wyzwolenia, uczucia szczęścia i nadziei. Teraz nie mogę określić żadnych planów na przyszłość, nadal nie wiem który z moich bliskich żyje.
3108, K, urzędniczka ur 1920, lat 25, Auschwitz (18do22-05-44), Peterswaldau, (26-05-44 do 23-08-44 ) Langenbielau (24-08-44 do 19-01-45), Parschnitz ( 26-01-45 do 2-03-45), Gorlitz ( 4-03-45 do 7-05-45)
…. Kto tylko miał wszystkie członki całe , został zakwalifikowany do transportu, którego liczba wzrosła do 300 osób, i transport został przygotowany. Przyjechałam z tym transportem do Görlitz, gdzie miałam pracować w zakładzie produkcji wojennej. Również tutaj w pierwszej kolejności została dokonana selekcja , ponieważ do pracy w zakładzie produkcji wojennej poszli tylko ci, którzy już pracowali w podobnym zakładzie. Reszta była wykorzystywana do kopania szańców ( rowów przeciwczołgowych, okopów, itp.). Nie były tu dobrze, ale Parschnitz wydawał się nam teraz w porównaniu do Görlitz jak prawdziwy dom wypoczynkowy. Mimo, że musieliśmy tam głodować , ale nie byłyśmy tak strasznie brudne i nie byłyśmy bite. Tak musiałyśmy wytrzymać jeszcze dwa miesiące , bo w dniu 7 maja 45 zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan.
3271, M, rolnik,ur.1899, lat 46, Auschwitz (25-05-44 do 2-06-44), Gross-Rosen (5-19-06-44), Krakau (22-06-44 do 25-09-44), Gorlitz (29-09-44 do 8-05-45)…
W moim miejscu urodzenia , Felsőapsa, dużej wsi z około 7000 do 8000 mieszkańców w Karpathenlandzie, mieszkało 120 rodzin żydowskich z liczbą dusz około 600 Żydów. W Felsőapsa zajmowli się głównie rolnictwem lub pracowali jako rzemieślnicy i żyli na ogół w ubogich warunkach. Bogatych Żydów było w Felsőapsa może dwóch lub trzech. Takie same warunki panowały w moim stałym miejscu zamieszkania Nagybocskó , z tą tylko różnicą, że tu Żydzi znajdowali zatrudnienie w wielkiej fabryce Klotild. W dniach 20 lub 25 kwietnia 1944 r., gdy byłem z żoną i pięciorgiem dzieci; przeniesiono nas do Mátészalka, gdzie wszyscy Żydzi byli koncentrowani wokół miasta. Po kilku tygodniach deportowano nas do Auschwitz. Zaraz po przyjeździe w selekcji straciłem żonę i czworo dzieci, pozostałem tylko jednego syna w wieku 20 lat. Co się stało z innymi, nie wiem, bo zaginęli , i niestety, zachodzi obawa, że już nie żyją. My tylko kilka dni przebywaliśmy w Auschwitz, więc zażyliśmy sobie wyrobić właściwy pogląd na temat warunków tu panujących . Transport pracy, do którego zostaliśmy z synem włączeni, przybył do Gross-Rosen, gdzie nosiliśmy deski i wykonywaliśmy podobne prace. Do jedzenia dostawalsmu prawie nic, raz na trzy dni kawałek chleba. Częściej i mocniej byliśmy bici z niespotykaną dotąd brutalnością ; wymłócono młodych i starych . Jednakże dostaliśmy wreszcie długo oczekiwany chleb, który był spleśniały i ledwo nadawał się do spożycia przez ludzi. Toteż powitaliśmy z radością fakt włączenia nas po dwóch tygodniach do transportu pracy, który wyjechał z Gross-Rosen, ponieważ myśleliśmy, że gdzie indziej może być tylko lepiej. Niestety wyszło na to, że się łudziliśmy - co po raz kolejny udowodniło prawdziwość przysłowia : " Na lepsze zmienia się rzadko" Doszliśmy mianowicie do Krakau lub jego Podmieścia Płaszów, gdzie skoncentrowano nie tylko krakowskich Żydów, ale także działał także jako obóz pracy, czy raczej lepiej, jako obóz zagłady. Nas następnie zatrudniono przy pracach budowlanych, gdzie , choć praca była ciężka, ale nie było tak źle, ale mieliśmy też robić coś innego, co zresztą nie było trudne, ale budziło w nas wielka odrazę i obrzydzenie. W Płaszowie w dzień i w nocy palono zwłoki , były to ciała nieszczęśników, które codziennie przywożono codziennie z miasta, w którym byli skazani na śmierć a następnie postawieni pod murem i zastrzelen. Byli to nie tylko Żydzi. ale także chrześcijanie , w większości Polakcy. Naszym zadaniem było zbudowanie stosów do spalania, na które musieliśmy położyć ciała. Każdy dzień samochody przywoziły nowe ofiary z miasta, jednym razem piętnaście, innym razem dwadzieścia ciał, ale były też transporty z 30 lub 35 zwłokami . Zapach spalonego ciała było czuć w całym obozie, tak że miałem kłopoty z żołądkiem i nawet w warunkach niedoboru żywności ledwie mogłem coś przełknąć. Żywność była ogólnie bardzo deficytowa, zwłaszcza chleb. W tym względzie, jak w każdej innej relacji, pracownicy mieli jednak lepiej, a mianowicie były w obozie różne pok warsztatowe : szewc, krawiec, drukarnia, itp. i rzemieślnicy spośród więźniów byli używani do pracy w tych pokojach i musieli pracować tylko tam. Dlatego mieli lepiej i mieli szerszy dostęp do żywności. Dla chorych był rewier, ale stwierdzili że tylko w skrajnych przypadkach można się do niego dostać. Trzeba było mieć co najmniej 39 stopni gorączki, w przeciwnym wypadku nie więzień nie był uważany za chorego. Spędziliśmy trzy miesiące w Płaszowie, po czym; najwyraźniej w związku z wydarzeniami na froncie, zostaliśmy wywiezieni dalej. Przyszliśmy z synem do Görlitz, gdzie mieliśmy ciężko pracować w fabryce amunicji. Tu pracowali nie tylko więźniowie, ale również jeńcy wojenni, internowane osoby cywilne i oczywiście pracownicy zawodowi , nawet mieszkańcy miasta musiała się dołączyć :kobiety, chłopcy i dziewcząta po dwanaście i trzynaście lat. Do pracy byli wprzęgnięci wszyscy ,ale była duża różnica pomiędzy pracownikami a pracownikami, a mianowicie: bici byli tylko żydowscy więźniowie, podczas gdy inni musieli tylko pracować. Nadzwyczajnie zachowywali się więźniowie w stosunku do siebie , gdy mogli wejść w kontakt z sobą, jeńcy wojenni, szczególnie Francuzi zawsze, jeśli w jakiś sposób mogli dawali nam coś do jedzenia. Dostawalismy to - niestety zbyt rzadko - ale również było to bardzo potrzebne, ponieważ wyżywienie było minimalne: czas pracy był dwanaście godzin dziennie z tylko półgodzinną przerwą na obiad, w którym mieliśmy do czynienia z bardzo ciężką pracą fizyczna, otrzymywaliśmy 20 dkg chleba i cienką zupę. Były to "racje żywnościowe " na cały dzień! Oczywiście byliśmy głodni i coraz bardziej opadaliśmy z sił, ale jeszcze bardziej niż z głodu musieliśmy cierpieć z powodu brudu. Wody tam nie było, a kiedy raz wziąłem trochę ciepłej wody z maszyny aby się umyć, otrzymałem uderzenie drewnianą deską w głową tak , że prawie zemdlałem. Przy tym mycie było dozwolone dla wszystkich, w tym jeńców wojennych, tylko nie dla Żydów! Oczywiście, obóz obfitował w brud a my niemal byliśmy zjadani przez robactwo. Po kilku miesiącach front podszedł bliżej i musieliśmy odstawić pracę i fabrykę i zbudować system rowów . W tym celu musieliśmy codziennie iść czternaście kilometrów tam - i tyle samo z powrotem, ale w tempie, które przypominało bardziej bieg niż chodzenie do pracy. Ci, którzy nie mogli chodzić dość szybko, zostali po prostu zastrzeleni. Taki sam los spotykał więźnia, który według tego lub owego esesmana nie pracował wystarczająco szybko. Tak też się działo - i niestety dość często – że na 150 więźniów wyprowadzonych do pracy, dziesięciu, dwudziestu czy nawet trzydziestu brakowało przy powrocie do obozu. Te prace trwały około dwóch tygodni, przy końcu Rosjanie byli już w najbliższym sąsiedztwie. Bandyci z SS torturowali nas w sposób najbardziej nieludzki, nawet wtedy, gdy wojska rosyjskie były już w odległości zaledwie dwóch kilometrów od miasta, niemal w zasięgu wzroku. Cierpieliśmy w tym czasie nie tylko fizycznie, ale także psychicznie, pragnęliśmy aby przyspieszyć nasze wyzwolenie, bo wszystkie oznaki wskazywały, że , że SS nas nie wypuści , ale będzie nas prowadzić z nimi. Jaki los czekałby nas, to było łatwe do odgadnięcia: przy pierwszej okazji zabili by nas wszystkich. W rzeczywistości podjęto już wszystkie przygotowania do wyjazdu, ale w wyniku szybkiego rozwoju wypadków Rosjanie położyli kres planom SS. Kiedy po raz pierwszy ujrzeli rosyjskie czołgi , uciekli na łe na szyje i nie troszczyli się o nas, a my - choć w bardzo słabej kondycji- ledwo uszliśmy z życiem. Zachorowałem na zapalenie płuc i został zabrany przez Rosjan z transportem chorych do Gliwic. Mój syn pozostał w Görlitz i nie mam wiadomości od niego od tego czasu.
Podsumowanie obozu Gorlitz.
Zachowało się 15 relacji, 6 kobiet i 7 mężczyzn. Obóz składał się z drewnianych baraków, w których przebywało 1200 mężczyzn i 300 kobiet. ( 188,M) podkreśla, że zastali po przyjeździe pusty obóz, w którym było tylko ich 250-ciu, pewnie pierwsze grupy zostały wywiezione dalej. Przebywali tam też Francuzi, jeńcy wojenni. Praca była w fabryce i przy kopaniu okopów i rowów przeciwczołgowych. ( 3108K) podkreśla, że do pracy w fabryce były kwalifikowane tylko osoby, które już pracowały w podobnym zakładzie, ona pracowała w zakładzie wytwarzającym części samolotowe tłoczone z blachy. (3271M) informuje, że roboty ziemne były robione krótko przed nadejściem Rosjan, przez 14 dni, kilkanaście km na przedpolu. Przy tych robotach pracowały zarówno kobiety, jak i mężczyźni.Fabryka była dość duża, ludzie byli zajeci przy pracy w : fabryce, w fabryce produkcji wojennej, w fabryce „vumak”, w fabryce granatów, fabryce amunicji, samolotów, broni przeciwpancernej. W fabryce pracowałi także pracownicy zawodowi i okoliczna ludność cywilna właczając dzieci powyżej 12-13 lat. W pewnym czasie obóz został przejściowo ewakuowany 25 km na zachód do Rennersdorf, po dwóch tygodniach, gdy front się ustabilizował, nastąpił powrót i kontynuowanie produkcji. Internowani podkreślają wymuszanie szybkiego tempa pracy przy głodowym wyżywieniu, brud i robactwo. Więźniowie mieli różny status, Francuzi dzielili się swoją żywnością jak mogli. Najwcześniejsze przyjazdy do gotowego obozu były we wrześniu 44 roku ( 6,7,18,26,29), potem w październiku, ( 10,15), byli internowani przejezdni, którzy przebywali tam po kilka dni w drodze do innego obozu. 8-12-1944 roku trafiła tu kobieta ewakuowana z Peterswaldau via Czechy, 4-03-1945 trafiła tu kobieta z Langenbielau ewakuowana przez Czechy. Kobiety pracowały poprzednio przy produkcji części samolotowych. Wyzwolenie nastąpiło 6-05-45, i więźniowie pozostali na miejscu. Ewakuację mężczyzn uniemożliwio nagłe natarcie czołgów rosyjskich , kobietom dyrektor rozdał chleb ( tuż przed swoim odejściem z Gorlitz bezpośrednio przed wejściem Rosjan) i zadeklarował, że są wolne
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:56, 30 Sie 2013 Powrót do góry

37. Obóz Schlesiensee b. Glogau Sława
294,735,772,790, 1008,1038,1068,1149,1153,1539,1558,1646,1859,2157,2332,2517,2654,
3137,3315,3516,3544,=21
294, K,ur 1927, lat 18, ,Auschwitz ( 5 m-cy ) , Schlesiensee ( 2 ½ m-ca ), Grunberg ( 3 dni ), Christianstadt ( 12 dni ) , Zvade ( 6 tygodni ) , Nuero leu ( 3 tygodnie ).
17-05-1944- drugim transportem wywieziono mnie z Técső….Po pięciu miesiącach wsadzili nas po 50 osób do wagonów osobowych i po dwudniowej podrózy przybyliśmy do Schlesiensee. Charakter obozu- obóz pracy. Pracowałyśmy przy kopaniu szańców, co przy zmarzniętym gruncie , niskiej temperaturze i narzuconym czasie pracy było bardzo trudne. Jednak nie było miłosierdzia, musiałyśmy pracować a którzy nie mogli wykonać narzuconej ilości pracy , po przybyciu do obozu byli bici lub karani w inny sposób. Jedzenia dostawałyśmy bardzo mało, „organizować „ nie mogłyśmy, zatem najbardziej surową karą było odebranie jedzenia. Obozem kierowało SS, w tym dwie kobiety i trzech mężczyzn. Kobiety zazwyczaj zachowywały się grzecznie i pomagały nam od czasu do czasu jednak mężczyźni bardzo złymi ludzmi, i stale byłyśmy pobite bez powodu przez nich i na pewno osłabione, wiele osób było śmiertelnie zmęczone stałym biciem. Około dwa miesiące później, nagle pewnej nocy obudzili nas. Zwołali apel , stałyśmy tam przez pół nocy, i o świcie wyruszylyśmy pieszo. Szłyśmy przez sześć dni, byliśmy bardzo popędzani. Tych, którzy nie mogli iść dalej , zabili strzałem. Z obozu wyruszylo 980 kobiet a 428 przybyło do Grunberg…..
735, K, gospodyni domowa ur.1908,lat 37, Auschwitz ( 7-08-44 do 2-10-44 ), Schlesiensee ( 2-10-44 do 4-01-45).
Wiosna 1944 zabrali mojego męża na gestapo w Svábhegy . Każdy kamień został uruchomiony w celu jego ratowania, ale najbardziej prominentne osoby spośród adwokatów żydowskich i chrześcijańskich nie odważyły się podjąć ratunku. W końcu trafił do Svábhegy i natychmiast przewieziony do Sárvár. Następnego wyruszyłam stąd transportem do Niemiec. 4-08-44 dostałam się do Auschwitz… Przydzielono mnie do magazynu, i pracowałam tutaj. Tydzień później rozpoznałam mojego męża, który mieszkał w obozie cygańskim. Miałam możliwość dostania czegoś do jedzenia więc wysłałam do mojego męża także . W krótce wysłano mnie z Auschwitz i od tego czasu nie mam wiadomości o mężu. Zabrali mnie do obozu w Schlesiensee . W obozie stało zaledwie kilka baraków. Traktowali nas bardzo źle, dawali niewiele jedzenia dużo nas bili. Kopaliśmy okopy i rowy przeciwczołgowe. Dwa miesiące później wyruszyłyśmy stąd. Szliśmy pieszo tydzień. Potem już byłyśmy bardzo słabe, straże nie były takie strasznie ścisłe i setki ludzi zostały z tyłu. Złapali mnie ale tydzień później znowu uciekłam. Wtedy już byłam sama. Mieszkałam u Niemców jako chrześcijanka, uciekinierka z Węgier i pozostałam tam do wkroczeniem Rosjan.
772, K, gospodyni domowa ur.1918, lat 27, Auschwitz ( 6 miesięcy ) , Schlesiensee ( 3 miesiące ), Schwadau, Wallern.
…. Po pół roku włączyli mnie do transportu i wywieźli do Schlesiensee. Było nas w transporcie ok 1000 osób, i bardzo cierpieliśmy. Musiałyśmy kopać rowy4 m , i straszne tam marzliśmy. Było tak zimno, w ciągu około 3 miesięcy 150 ludzi zamarzło w miejscu pracy. Oczywiście, wielu ludzi zachorowało , ale nie bardzo troszczyli się o chorych. Tylko wtedy nie trzeba było iść do pracy , jeśli ktoś miał bardzo wysoką gorączkę. Spaliśmy w stodole na słomie, ale umyć się lub skorzystać z toalety nie mogłyśmy. Miejsce pracy było odległy od kwatery o 2.5 km. Rozpoczynalismy prace o 6 rano i po 17-ej wieczorem przychodziliśmy z powrotem. Czarna kawa na śniadanie mieliśmy, na obiad kartoflanka, wieczorem kawa, chleb i trochę margaryny. W niedzielę była zupa. - Ostatnio, z powodu braku mycia , zaczęliśmy dostawać wszy. Na szczęście w styczniu 45 było więcej śniegu tu, a potem zaczęłyśmy pieszy marsz. Byli tacy, którzy nie byli w stanie iść i jechali na wozach . Później jednak zastrzelili je wszystkie. Ja wiedziałam , że mojej siostrze, która była chora w obozie, nie pozwolili wsiąść na wóz. Po drodze, moja siostra poszła do domu aby poprosić o jedzenie. Kiedy to zobaczyli , pobili ją, że prawie ogłuchła Nie dostaliśmy jeść całą drogę. Raz dali mały bochenek chleba na sześć osób, który był całym posiłkiem. Jeśli ktoś odważył się podnieść z ziemi małą kapustę lub coś podobnego, został zastrzelony. Maszerowałyśmy przez 6 tygodni, w lutym boso po śniegu, bo jak wielu z nas nie miałam butów. Żołnierzy SS robili straszne rzeczy. Pewnego dnia bez powodu po prostu zastrzelili 50 dziewcząt. Pewnego dnia wybrali spośród nas, która nie miała ubrania, była już bardzo słaba i umieścili ich w otwartym wagonie i zabrali dalej . Stamtąd już miałyśmy pociąg, ale otwarte wagony były dla wszystkich, w wagonie zmarło po 4-5 osób. Następnie przyjechaliśmy do innego obozu , dotarliśmy do Schwadau. Tutaj już byłyśmy bardzo zawszone. Czesi czekają na nas, natychmiast poszłyśmy do kąpieli i strzyżenia włosów. Wody nie było, piłyśmy brudną wodę, co spowodowało, że każdego dnia było kilka osób martwych i każdy miał biegunkę. Jedna z moich sióstr też tu zmarła. Tych, którzy byli słabi, albo po prostu nie mogli chodzić, byli rozstrzeliwani. Na początku były tu dość dobre posiłki, ale później wyżywienie bardzo się pogorszyło i strasznie osłabliśmy. Tu byłyśmy ok. 6 tygodni . Kiedy zbliżył się tu Rosjanie, tak jak byłyśmy ubrane w sukienki, wywieźli nas stąd na wozach i samochodach w Sudety. Choć mówili, że może jechać wozem ale go zastrzelili i nie dbali o niego , ponieważ mój brat był już bardzo chory. Niestety moja siostra umarła z głodu. Potem mnie bardzo popędzali w pieszym transporcie. Powiedziałem, że nie mogę chodzić, więc powiedzieli, że mogę tylko do najbliższego lasu! Jedna dziewczyna została tam w lesie zastrzelona. Także doświadczyliśmy nalotu. Koń został ranny, a następnie rozcięliśmy brzuchi jadłyśmy surowe mięso i pili jego krew, bo byliśmy głodni. Wielu z nas zginęło. Marsz rozpoczęło 1500 osób , przeżyło 300 osób . W ten sposób dotarliśmy do Wallern. Tu autem wywieźli chorych. Tymczasem znów przeżyliśmy atak powietrzny. Następnie jedna Aufseherin została zabita i było trzech rannych. Widząc to, wszystkie zeskoczyła z samochodu, i tylko 17 pozostało w samochodzie. Te zostały zabite. Ja uciekłam do stodoły. Następnego dnia pewien żołnierz SS powiedział, że jest niemieckie ostrzeżenie , że Amerykanie są bardzo bliskio, nie idź nigdzie. Wreszcie 5-05-45 wyzwolili nas Amerykanie.
790, K, sprzedawczyni, ur.1918, lat 27, Auschwitz (05 do 08-44 ), Schlesiensee ( 08-44 do 01-45 ), Guben ( 01-45 ), Grünberg ( 02-45 ), Bergen – Belsen ( 03 do 04-45 )
…. Wtedy poszliśmy z transportem do Schlesiensee. Był tam obóz z 1000 kobiet. O piątej rano miałyśmy apel a o szóstej zaczynałyśmy pracę. Sypaliśmy szańce i okopy. Kiedy padał deszcz, nie mogliśmy pracować , bo ziemia się przylepiala do łopat, ale musieliśmy cały dzień stać w odkrytym terenie. Kto szedł do pracy z kocem bywał przy bramie zatrzymany i dostawał dwadzieścia pięć uderzeń. Byłam cały czas bez butów i otrzymała drewniaki tylko, jak zachorowałam .W styczniu rozpoczęliśmy marsz. Przy wymarszu każdy dostał chleb. Na początku byliśmy jeszcze na wsiach , później nawet tego nie było . Dziennie pokonywalyśmy 35-40 km. Noce spędzałyśmy głównie w stodołach. Podczas tego marszu pieszego, trwającego pięć tygodni , większość moich koleżanek została zastrzelona. Tak doszliśmy do Guben. …
1008, K, krawcowa ur. 1922, lat 22, Auschwitz ( 05do10-44), Schlesiensee (10-44 do 01-45),
…. W październiku zakwalifikowali mnie do transportu , potem wywieźli do Schlesiensee. Tutaj już musiałyśmy wykonywać poważne prace, kopałyśmy rowy ochronne. Przy pracy bardzo popędzali i musiałyśmy dziennie pracować po 12 godzin. Jedzenia było bardzo mało : dostawałyśmy po 20 dkg chleba, raz na dobę była zupa i raz w tygodniu trochę margaryny. Traktowanie było bardzo złe : dużo nas bito, czy był powód czy nie. Zakwaterowali nas w stodole na słomie, ale było tu czysto. Miejsce pracy było odległe od kwatery o ok. 3 km. Po około 3 miesięącach obozu został ewakuowany z powodu zbliżenia się Rosjan. W drogę ruszyłyśmy pieszo, dziennie szłyśmy 25-30 km. W drodze nie miałyśmy żadnej żywności, więc musieliśmy się bardzo trudno starać aby dostać coś do jedzenia. Przede wszystkim byłyśmy pod eskortą żołnierzy Wehrmachtu, którzy byli dla nas bardzo mili i przymykali oko jeżeli ktoś z przodu poszedł do domów i poprosił o trochę jedzenia, ale później zostały oni zastąpieni przez żołnierzy SS, którzy traktowali nas okrutnie. Kto nie mógł dalej iść i zostawał w tyle z osłabienia, był zabijany strzałem. W ten sposób wiele osób zginęło. Zaczęliśmy marsz w 1500 osób, pozostało wśród żywych jedynie 151 osób. Tak więc, szłyśmy przez kilka miesięcy do początku maja, kiedy w końcu koło miejscowości Prahatice Rosjanie nas wyzwolili.
1038, K, gospodyni domowa ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 05-11-44) , Schlesiensee ( 11-44 do 01-45).
Zabrano nas do getta z Huszt. Mój narzeczony miał chrześcijańskie dokumenty wydane w Budapeszcie i przyszedł do getta, by mnie ratować. Przyszedł na dwa dni przed planowanym terminem odjazdu transportu. Udało mi się nawet uciec z getta, ale przy pociągu rozpoznał mnie Leventebursch. Nic jednak nie powiedział, weszliśmy spokojnie i w Királyháza przekazał mnie żandarmerii. Tam zostałam pobita i próbowali na mnie wymusić wyznanie ale odmawiałam. Ale kiedy przyprowadzili Leventeburscha i powiedział mi w twarz, że mnie zna , musiałam złożyć zeznanie. Przekazałam wszystkie rzeczy wartościowe policji, więc już w Nagyszöllős gdzie mnie przekazali nie przytrafiło się wiele wiecej. Tacy ludzie, którzy chcieli uciec z getta, byli w rzeczywistości torturowani bardzo paskudnie….Po przybyciu do Schlesiensee mieszkałyśmy w stajniach, i w trakcie zimy wiele moich koleżanek doznało odmrożeń. Dostawałyśmy zupę, 20 dkg chleba i 3 dkg margaryny. Ja zostałam przydzielona do służby w pokoju przy Niemcach i miałam lepsze wyżywienie. Kiedy w styczniu 45 Rosjanie podeszli bliżej, zaczęłyśmy uciekać. Dostałyśmy 1 kg chleba i o tym wyżywieniu doszłyśmy 120 km do Grunberg. Zawiedli nas tam do obozu i tam spędziłam pierwszą noc w cieple. Wieczorem dostałyśmy po 3 kartofle i to było pierwsze jedzenie od wymarszu. Natępnego ranka poszłyśmy dalej, kto nie mógł isć, był zabijany strzałem , nawet 14 letnią, zupełne dziecko. Ja jeszcze w Schlesiensee dostałam reumatyzmu i czułam, że już nie mogę dalej iść. Następnej nocy wykopałam sobie dół i ukryłam się pod słomą. Kiedy transport odszedł,zawiązałyśmy nasze tobołki i zeszłyśmy przez otwór w stropie na dół. Brama była zamknięa od zewnątrz. Poszłyśmy do pewnego gospodarza, który nas spytał , czy jesteśmy Żydówkami, zaprzeczyłyśmy. Po długiej namowie pozwolił nam przenocować przez dwa dni, dał nam dobre jedzenie, ale na trzeci dzień nie chciał nas więcej trzymać. Przyszłyśmy do Christianstadt i poszłyśmy wprost do niemieckiej policji. Tam powiedzieliśmy, ze jesteśmy rosyjskimi uciekinierami i szukamy pracy. Poszliśmy do obozu i przez 3 dni przygotowywaliśmy pracę dla pewnej pani, która była kierowniczką gospodarczą na stacji kolejowej . Już za dwa dni weszli Rosjanie i uciekłyśmy z Niemcami. Doszłyśmy do Pfaffendorf koło Koburga, gdziew końcu wyzwolili nas Amerykanie.
1068, K, gospodyni domowa ur 190x , lat 4x, Auschwitz ( 24-05-44 do 10-10-44), Schlesiensee ( 13-10-44 do 12-01-45), Bergen-Belsen ( 12-02-45 do 25-04-45),
….. Cierpiałam tutaj przez pięć miesięcy, po selekcji zostałyśmy następnie rozdzielone przez dr. Mengele lekarza obozowego z moją małą 16-letnia córeczką, niestety, nic nie mogłam zrobić. Jechaliśmy wagonami 3 dni, aż przybyliśmy do Schlesiensee gdzie rowy kopaliśmy, gdzie również pracowaliśmy pod ścisłym nadzorem SS, którzy mogli uznać, że nie wykonaliśmy żadanej pracy i w takim wypadku winny był pobity i tego dnia nie dostaliśmy nic do jedzenia. Zakwaterowano nas w stajni 400 ludzi pod jednym dachem, na słomie, bardzo cierpiałyśmy z powodu zimna. Całodzienne wyżywienie : 25 dkg chleba i zupa bez zawartości. 3 miesiące byłem w tym obozie, stamtąd poszliśmy pieszo do Bergen-Belsen. Na drogę nie dostałyśmy nic do jedzenia, żebrałyśmy o marchew na wsiach , wielu ludzi zginęło w drodze z powodu głodu. Kto na drodze pozostawał trochę w tyle, bywał zastrzelony bez miłosierdzia prze SS. Po dwóch tygodniach niewypowiedzianego cierpienia odpoczęłyśmy w niemieckiej wsi, tam dostalyśmy zupę, potem szłyśmy dalej. Chorzy jechali na wozie do pierwszego lasu, tam ich zastrzelili i trzeba ich było pochować. Po czterech tygodniach byłyśmy całkowicie wyczerpane, dotarłyśmy osłabione do Bergen-Belsen. Tu mieszkałyśmy w barakach, 80 osób pod jednym dachem, leżałyśmy na ziemi, był brud i pełno wszy. Raz dziennie dostaliśmy trochę marchwii i chleba i nic więcej , więc każdego dnia ginęły tysiące ludzi w wyniku tyfusu plamistego i całkowitego wyczerpania. Blokowi stale nas bili bez powodu, nie było wody w ogóle, myliśmy się w kałuży. Zmarłych grzebano w lesie, stale bloki były w stanie kwarantanny ( zamkniete ) nawet do toalety mogłyśmy iśc wyłącznie pod nadzorem w grupach po 10 osób. Pod koniec kwietnia tego roku, pojawiły się nagle w obozie wojska amerykańskiw, które uratowały nam życie. Opiekowali się nami, zdezynfekowali, dostaliśmy czyste ubranie i dobre jedzenie. Potem zaprowadzono nas do Bergen a następnie do Zellé , gdzie odpoczywałyśmy przez tydzień , aż silniejsze mogłyśmy wyruszyć do domu, i czeskim transportem przybyłam do Budapesztu.
1149, K, uczennica ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 27-05-44 do 27-10-44), Schlesiensee (30-10-44 do 22-01-45), Theresienstadt ( 2-03-45 do 6-05-45).
…… Po 5-ciu miesiącach pociągiem osobowym poszliśmy dalej do Schlesiensee. Przez 3 i pół miesiąca kopaliśmy tam rowy, praca była bardzo ciężka i to jeszcze przy pracy stale nas bili, podczas gdy my byliśmy głodni jak jak psy. Pracowaliśmy dziennie po 10-12 godzin, dostawaliśmy po 20dkg chleba i pół litra zupy bez zawartości. Mimo, że miałyśmy kurtki, ale ubrania były cienkie, byłyśmy bez pończoch i zamiast butów miałyśmy drewniaki. Zakwaterowano nas w stodołach, leżałyśmy na słomie na ziemi. Wody nie miałyśmy, w związku z tym mieliśmy do mycia twarzy czarna kawę. Byłyśmy w ogóle bez bielizny , i my, gdziekolwiek przyszłyśmy, zawsze byłyśmy czarne jak ziemia. Chociaż był rewier, ale lekarstw nie było , dlatego wszyscy chorzy umierali bez pomocy . Ze Schlesiensee skierowali nas do Terézienstadt. Szłyśmy pieszo2 miesiące . W drodze strasznie cierpiałyśmy . W największą zimę chodziłyśmy tygodniami w drewniakach, bez pończoch, w cienkim letnim odzieniu . Jeśli ktoś nie był w stanie iść w drewniakach po śniegu i pozostawał w tyle, był bez litości zabijany strzałem . Naliczyliśmy 400 zmarłych po drodze , wszystkie były zastrzelone przez SS, bo najczęściej osłabły po drodze. Noce spędzałyśmy najczęściej na zewnątrz na polu, bardzo rzadko wprowadzano nas do stajni na noc. Do jedzenia dziennie dostawałyśmy po 3 kawałki kartofla, chleba nie widziałyśmy wcale. Po drodze zostałam, bo nie byłam w stanie iść dalej. Poszłam spać i spędziłam noc w lesie. To był luty, zima była sroga . Byłam w strasznej nędzy , nawet wilki wyły. Kiedy się obudziłem zobaczyłem, że transport już poszedł dalej. Nie mogłem powstrzymać osłabienia w nogach, kiedy spotkałam niemieckich pracowników, którzy pomogli mi dostać się do najbliższej wioski. Pojechałem tam dostałam coś do jedzenia i poszłam dalej . Zostałam aresztowana podczas marszu przez SS. Zabrali mnie do Karlowych Warów, gdzie zamknęli mnie w celi. Wcześniej pytali mnie, mieli podejrzenia , dlaczego jestem sama. Podejrzewali, że jestem szpiegiem, a wkrótce wywieźli pociągiem osobowym do Terézienstadt. W Terézienstadt nie musiałam pracować ,ale bardzo cierpieliśmy z głodu. Bochenek chleba, 0,7 kg był przeznaczony na siedem osób, dostaliśmy w pierwszym dniu. Na drugi dzień nie było nic. Byłam zamknięta razem z 63 więźniarkami w tzw „celi śmierci” , stałe na bito i głodzono. Każdy blok był pełen więźniów politycznych, zajmowali się nami z największą dokładnością, na spacer nie wychodziliśmy , nawet toaleta była również w bloku. Współwięźniarki dostawały biegunkę i tyfus, nie były one oddzielone, ale byliśmy razem z nimi w bloku, leżąc na ziemi. Pewnego dnia, może 5 maja dowiedzieliśmy się, że wojska rosyjskie się zbliża i przed wyzwoleniem 15000 więźniów politycznych będzie wyprowadzone, doły zostały również przygotowane. Zostało to zaplanowane do realizacji na 20-tą wieczorem a o 19-w tym samym dniu wojska rosyjskie przyjechały, więc dosłownie w ostatniej chwili, uratował nas od zagłady. W Terézienstadt przebywałam jeszcze kilka tygodni po tym, bo byłam całkowicie osłabiona. Wojsko rosyjskie dało nam najlepe jedzenie i czystą odzież. Przyjechaliśmy z ich pomocą tutaj przez Czechy, matka z czwórką rodzeństwa pozostała niestety w Auschwitz, skierowano ich do komory gazowej , pozostałam sama z ojcem, czekamy na możliwość emigracji do Palestyny jak najszybciej.
1153, 3K, uczennica ur.1927 , gospodyni domowa ur. 1927, krawcowa ur. 1920, lat 18, 18,25. Auschwitz ( 10-05-44 do 10-11-44), Schlesiensee ( 13-11-44 do 14-02-45), Bergen-Belsen ( 23-03-45 do 17-4-45 ).
…. Sześć miesięcy byłyśmy w Auschwitz, a następnie była selekcja , oddzielili słabych, zdolnych do pracy posłali pociągiem osobowym do Schlesiensee . Na drogę wydali czystą odzież i przydział chleba . W obozie umieszczono nas w stajni, wielu ludzi tam stłoczono, trudno się było poruszać. Pobudka była o godzinie piątej rano, potem był apel, potem szliśmy do pracy która zaczynala się o 7 –mej rano. Kopalismy rowy, głębokie na 3,5 metra. To było bardzo ciężka praca, ponieważ grunt był zamrożony, a jednocześnie stale byłyśmy napastowane przez żołnierzy SS. Jedzenie było bardzo ubogie, więc bardzo cierpiałyśmy z głodu. Barki nie były ogrzewane, bardzo cierpiałyśmy z zimna. Ponieważ bardzo cierpiałyśmy z zimna, nie mogłyśmy sobie pomóc w inny sposób, jak tylko uszyć z koców ocieplacze. Kiedy o tym dowiedział się Oberschaarführer , po powrocie z pracy mielismy apel i przy tej okazji kontrolę ubiorów i te, u której znaleźli elementy odzieży zrobione z pociętego koca, dostały po 25 uderzeń kijem . Ludzie z powodu zimna i głodu całkowicie osłabli , ale na rewier mógł się tylko dostać chory z bardzo wysoką temperaturą. Spędziliśmy 3 miesiące w tym obozie, a następnie pieszo odeszłyśmy . Na droge wydali bochenek chleba na osobę, która zajęła 5 tygodni, również dostaliśmy po kilka gotowanych ziemniaków. Marsz był nie do opisania cierpieniem , ponieważ było bardzo zimno, szliśmy boso na śniegu i lodzie, bo nie mieliśmy butów, które nie mogły nadążyć za transportem były zabijane strzałem przez SS. Było nas 950 przy wymarszu a kiedy przybyłyśmy - zaledwie 600 ludzi, którzy przetrwali. Po 5 tygodniach strasznego cierpienia, załadowali nas na wagony i jechaliśmy 3 dni. Byłyśmy w zamkniętym wagonie po 70-osób. Chorzy przyjechaliśmy, tu nie pracowaliśmy , stałyśmy na apelu i tylko mogłyśmy siedzieć, byłyśmy coraz słabsze. Wielu ludzi zginęło ze skrajnego wyczerpania, dziennie było 40-50 zmarłych , którzy byli też ofiarami głodu. Ponieważ nie było wody, wszystkie miałyśmy wszy a wkrótce wybuchła epidemia tyfusu, która pochłonęła setki ofiar. W połowie kwietnia, pojawili się nagle pewnego ranka brytyjscy żołnierze w obozie, którzy nas uratowali .Stąd resztę zabrali do Bergen na odpoczynek, dostaliśmy najlepsze jedzenie i dalszy odpoczynek był w Zellé. Kiedy się wzmocniłyśmy, z czeskim transportem wyruszyłyśmy w kierunku domu. plany na przyszłość: chcemy wyjechać do Palestyny.
1539, K, krawcowa ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 20-05-44 do 15-09-44 ), Schlesiensee ( 12-44 do 30-03-45), Bergen-Belsen ( 30-03-45 do 04-45).
W Munkaczu mialam sklep tekstylny i halę rybną i miałam dużo swoich dochodów , które wystarczały na życie w obfitości. … We wrześniu były selekcje i dostałam się do transportu , który poszedł do Schlesiersee.
1558, K, gospodyni domowa ur.1924, lat 21. Auschwitz ( 26-05-44 do 1-10-44), Schlesiensee ( 10-10-44 do 15-12-44), Bergen-Belsen ( 22-01-45 do 15-04-45).
…... Na początku października dostałam się dot ransportu i przybyliśmy w dniu 10-10-44 do Schlesiensee. Tu przygotowywałyśmy okopach i strasznie byłyśmy głodzone. W połowie grudnia 44 ruszyłysmy stąd dalej . Szłyśmy więcej niż 5 tygodni dzień i noc, i doszliśmy do Bergen-Belsen. Na droge nie otrzymaliśmy żywności i jadłyśmy tylko trawę i ślimaki przez cały czas. Dziennie było 3-4 godzin odpoczynku. Jeśli ktoś zboczył nieco z drogi lub lekko został z tyłu, to był zabijany strzałem. Wyruszałyśmy w 2000 osób ze Schlesensee , z których pozostało około 100 osób po wyzwoleniu. W Bergen-Belsen już nie możemy pracować, przybyłyśmy tutaj zupełnie osłabione. Tu byliśmy dwa i pół miesiąca i nie robiliśmy nic innego niż bicie wszy, i głodowanie , ponieważ jedzenia było bardzo mało , a i to było niejadalne. 15 kwietnia uwolniło nas tutaj wojsko amerykańskie.
1646, 2K, krawcowa ur. 1923, lat 22, urzędnik ur.1922.lat 23. Auschwitz ( 22-05-44 do 18-10-44 ), Schlesiensee ( 21-10-44 do 18-02-45), Bergen-Belsen (15-02-45 do 28-02-45), Unterluss ( 28-02-45 do 10-04-45), Hecklingen ( 11-04-45 do 18-04-45 ).
…… Pewnego dnia dostałyśmy się do transportu i zabrali nas do Schlesiensee. Tu natychmiast przydzielono nas do ciężkiej pracy. Tu musiałyśmy kopać czterometrowe rowy przeciwczołgowe. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Wyżywienie było dość przyzwoite, ale z mieszkaniem było gorzej, bo leżałyśmy na słomie w zawszonej stodole. Tu dzięki Bogu, nie miussiałyśmy stać na apelach, tylko rano przed pójściem do pracy liczono nas i wieczorem, gdy byliśmy z powrotem. Obiad dowozili wozem na miejsce pracy. Obiad rozdzielała starościna i niemieccy strażnicy. Każdy otrzymywał jeden litr zupy. Traktowanie było tutaj odpowiednie . Ubrania i buty dostaliśmy , i byliśmy ubrani odpowiednio. Więc pracowałyśmy tam do 18 stycznia 1945. Ponieważ bardzo blisko przysunął się front rosyjski, musiałyśmy stąd uciekać . Szliśmy pieszo około pięciu tygodni 850 km. W tym czasie otrzymaliśmy łącznie 1 kg chleba na osobę, a gdy nas bardzo dręczył głód, mogliśmy „ organizować „ tu i tam, coś do jedzenia. Zaczynaliśmy marsz w 2000 osób w Schlesiensee a do Bergen-Belsen doszło 780 osób . Reszta zmarła z głodu w drodze , lub nie była w stanie dalej iść , więc ją zastrzelili. Po poróży najpierw zaprowadzili nas do dezynfekcji i zabrali nam wszystkie rzeczy. Stamtąd poszliśmy do obozu, gdzie byliśmy w blokach bez prycz, więc musiałyśmy spać na gołej ziemi. Ja spałam na korytarzu, bo ci , którzy już tam byli , mieli dużo wszy i bałam się leżeć pomiędzy nimi. Tu było wielu chorych na tyfus, a tym samym liczba zmarłych . Dziennie w jenym bloku umierało 100-120 osób. Martwych wrzucano na stos trupów przed każdym blokiem, i powoli były stamtąd usuwane wózkami. Tu przez cały czas nie musieliśmy pracować. Po krótkim pobycie tu zabrali nas do Unterlüss. Tu od razu nas przydzielili do prac leśnych. Ledwie poszłam do pracy, po 2 dniach , dostalam tyfus i poszłam na rewier. Nie mogę powiedzieć nic na ten temat , bo leżałam z bardzo wysoką gorączką, i nie mam pojęcia co mi się stało. Stamtąd po raz kolejny musiałam uciekać z obozu, bo front się zbliżył i zabrali nas z powrotem do Bergen-Belsen. Ja razem z chorymi zostałam wywieziona do lasu, tam wysiadłyśmy z ciężarówki i strażnik powiedział mi, że on teraz wyjeżdża i wróci do nas po godzinie. Jednak tak się nie stało i pozostałam tam w grupie 24 –rech ciężko chorych osób , w lekkich ubraniach w lesie. Tutaj znaleźliśmy niemieckiego żołnierza, który po zmroku wieczorem zabrał nas do najbliższej wioski i tam umieścili nas w gospodarstwie . Tu spędziłyśmy w ukryciu tydzień na słomie. To oni doradzali nam i dawali codziennie gotowane ziemniaki z mlekiem . Wreszcie 18 kwietnia pojawili się aAnglicy, a potem ostatecznie nas uwolnili. Miejsce to nazywano Hechlingen.
1859, 3K, dwie gospodynie domowe ur.1926, 1912, lat 19, 33, i krawcowa, ur.1910. lat 35. Auschwitz ( 25-05-44 do 14-11-44), Schlesiensee (21-11-44do19-12-45)
W Perecsénen mieszkało około 45-50 rodzin żydowskich. W marcu 1944 , po przybyciu Niemców były stałe najazdy na żydowskie domy. Dotychczasowa możliwość pracy została Żydom odebrana, próbowali więc zapewnić środki utrzymania pracując nielegalnie … Żandarmi byli jeszcze gorsi niż Niemcy. ….. Byłyśmy tam przez 6 miesięcy. Weinberg Rosi ( krawcowa ) ciągle czekała na to, że miała zastąpić blokową , a to oznaczało specjalny dodatek żywności, które dzieliłam wspólnie z moimi siostrami. W połowie listopada zostaliśmy przewiezieni do Oberschlesiensee, kopaliśmy rowy przeciwczołgowe 5 m szerokości i 3,80 m głębokości. Było bardzo zimno, chodziłyśmy do pracy w drewniakach, stopy owijaliśmy szmatami, tak było zimno. Wyżywienie było słabe. Początkowo otrzymywaliśmy po 20 dkg chleba dziennie, potem tylko 10 dkg chleba, w południe 3 / 4 litra zupy i wieczorem czarna kawa. Pod koniec grudnia 44 ruszyłyśmy w pieszy marsz w kierunku Zwodo, byliśmy tam kilka dni, a stąd zabrali nas pieszo do Eda w Republice Czeskiej, przez 4 miesiące chodziłyśmy pieszo w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych, w głębokim śniegu i błocie. Jedzenie dostaliśmy tylko trzy razy trzy razy zmarznięte ziemniaki i 3-krotnie chleb . Jedliśmy to, co znaleźliśmy na drodze, lub wyżebraliśmy po drodze. Wiosną jedliśmy także trawę. Cierpienie nie miało granic. Wiele zamarzło i padło z głodu na drodze , ale te, które nie były w stanie dalej iść, zostały zastrzelone. Z 2000 osób pozostało 150 osób . Chodziłyśmy tak do kwietnia, kiedy Amerykanie nas uwolnili pod koniec kwietnia. W Republice Czeskiej tylko nas zakwaterowali. Natychmiast po wyzwoleniu dostaliśmy 40 sztuk puszek od Amerykanów, i musiałyśmy chodzić 4 km do domu Czerwonego Krzyża po żywność. Później, Czerwony Krzyż umieścił nas w sanatorium. Po dwóch miesiącach, na początku lipca, wróciłam czeskim transportem do domu.
2157, 3K, szwaczka, ur. 1928, lat 17, urzędniczka, ur 1922,lat 23, artystka ur. 1924, lat 21,Birkenau ( 1-06-44 do 10-10-44 ), Schlesiensee b. Glogau 10-10-44 do 22-01-45 ), Bergen-Belsen ( 1-03-45 do 14-04-45),
Byliśmy w domu pięć osób . Jako urzędnik mogłam zachować moje stanowisko do ostatniej chwili , do okresu getta. W getcie zostały mi zabrane wszystkie pozostałe przedmioty, więc ruszyłam w droge nie posiadając nic więcej niż jedzenie na dwa dni i sukienkę. Całe miasto było bardzo nienawidzące Żydów. Byłam zatrudniona przez policję w biurze jako maszynistka. Przy sporządzaniu listy nazwisk w odchodzącym transporcie , pracowaliśmy do godziny pierwszej w nocy.
……
Kiedy dostaliśmy się do Schlesiensee koło Glogau, nie znalazłyśmy prawdziwego obozu, ale byliśmy w stodole, gdzie zostaliśmy zakwaterowani. Mieliśmy dwunastogodzinny czas pracy na dobę i wykopywałyśmy rów głęboki na 3 metry. Musieliśmy przy tym znosić uderzenia komendantem obozu, majstrowie zachowywali się w znośny sposób. Nie było wody. W bardzo niskich temperaturach, które wynosiły średnio - 20 stopni, chodziłyśmy w naszych cienkich więziennych ubraniach i pomogłyśmy sobie tak, że zrobiliśmy z koców płaszcze, za co zostaliśmy pobici. Nasze buty były złe. Chorzy zostali bez leków, odmrożenia były bardzo często.
Gdy Rosjanie posunęli się naprzód, poszliśmy do transportu. Przez pięć długich tygodni szłyśmy pieszo, i mieliśmy niewiele odpoczynku , cały dzień byłyśmy na nogach. W sumie pokonałyśmy 300 km. Niezdolni do marszu zostali po prostu zastrzeleni w lesie , ale też było wiele ofiar, które padły na drodze z głodu i zimna . SS-mani załadowali wóz z wszelkiego rodzaju rzeczami , a my musieliśmy go ciągnąć. Zdarzało się, że nie mieliśmy nic do jedzenia przez trzy dni. Następnie zostaliśmy zakwaterowani w stajni, i dali nam kleik z kilkoma ziemniakami. Przez pięć tygodni nie dostałyśmy chleba w ogóle. Trzeba było pochować zmarłych w drodze. Wiele pozostało na drodze, kiedy mogli, też zawrócili , wielu uciekło, tak że z 1000 –ca osób, które wyruszyły na początku, tylko 200 zostało. Rosjanie byli bardzo blisko, słychać było ogień artyleryjski. W strasznym stanie dotarliśmy do Bergen-Belsen. W małym pokoju upakowano nas 140 osób, tak że nie mogłyśmy nawet siedzieć. Nie było rzadnej dezynfekcji, która była nam tak bardzo potrzebna, ale dostałyśmy wszy. Woda była zawsze zamykana na trzy dni, ponownie na jeden dzień otwierana, zamykana i tak dalej. Chleba nie było nigdy, raz dziennie dostawaliśmy barszcz. Moja młodsza siostra dostała tyfusu i zmarł z niego. Od wpół do trzeciej rano do dziesiątej w nocy musiałam pracować w kuchni przy obieraniu. Nie brali pod uwagę , że jestem chora. Trzy tygodnie byłam wtedy chora na tyfus. Anglicy zabrali mnie do szpitala, gdzie spędziłam kolejne cztery tygodnie. Z czeskim transportem wróciłem do domu. Ponieważ nie ma moich rodziców i siostry, chciałabym wyjechać do moich krewnych w Ameryce.
2332, K, funkcjonariuszka ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 15-05-44 do 26-08-44 ), Schlesiensee (29-08-44 do 12-02-45), Bergen-Belsen ( 28-02-45 do 15-04-45).
Mój ojciec był przewodniczącym urzędu w Felsőapsa, gdy Niemcy wprowadzili do getta Mátészalka rodziców i pięcioro rodzeństwa. Tu w Mátészalka mieliśmy jeszcze gorzej niż później było w Auschwitz. …. Pewnego razu po przydzieleniu do transportu, wy kąpałyśmy się, zostałyśmy zdezynfekowane, a mieszkaliśmy w okropnym lęku , że nie mogą nas zabrac do krematorium, a nastąpnie po 50 kobiet w wagonie wyruszyłyśmy. Na drogę dostałyśmy chleb, margarynę i kiełbasę. Po dwóch dniach podróży dotarliśmy do Schlesiersee. Block tutaj był bardzo zły , spaliśmy na podłodze i musiałyśmy iść do pracy natychmiast po przybyciu na miejsce . Praca była strasznie ciężka dla kobiet. Kopałyśmy szańce . Nasz czas pracy był od szóstej rano do 16-tej po południu. Wyżywienie było wystarczające. Tak życie toczyło się dalej aż do lutego, kiedy Rosjanie byli bardzo blisko, zostałyśmy spakowane i wyruszyłyśmy . Szłyśmy pieszo dwa tygodnie, wielu z nas uciekło, ale kiedy zdali sobie z tego sprawę, zaostrzyli nadzór. Tych, którzy nie byli w stanie dalej iść, zabili strzałem. Tysiące wyruszyły i doszło 700 osób do Belsen-Bergen. Byłam razem z moja siostrą. W Bergen-Belsen ludzie zostali całkowicie zniszczeni. Tutaj nie dostawaliśmy nic więcej niż wodę i marchew gotowaną w wodzie. Każdy dostał biegunkę. Horroru, który tam był, nie można sobie wyobrazić, kto tego nie przeżył, nawet z perspektywy czasu, trudno mi to sobie wyobrazić. Wielu ludzi ginęło każdego dnia. Tutaj zmarła też trzy dni po wyzwoleniu moja siostra. Możliwe, że przemawia przeze mnie smutek, bo jestem zupełnie sama na świcie. Anglicy wyzwolili nas 15-04-45. Nie wiem co robić, chcę poczekać jakis czas, może znajdę kogoś z krewnych i razem znajdziemy sposób na życie.
2517, K, uczennica ur.1927, lat 18, Auschwitz ( 27-05-44 do 10-10-44), Schlesiensee ( 11-10-44 do 22-01-45), Helmbrechts ( 15-03-45 do 13-04-45), Prachatjice ( 5do6-05-45).
…… Duże selekcje rozpoczęły się jesienią. Każdego dnia tysiące ludzi szło do gazu . Selekcjonowani musieli rozebrać się do naga i z podniesionymi ramionami był kierowany do lekarza. Lekarz, nazwiskiem dr. Mengele dokonywał selekcji i kierował słabych starych i chorych do gazu. Ale były też takie selekcje, gdzie wybierano zdrowych zdrowyc i przydzielano ich do pracy. Zostałam wybrana w takiej selekcji i ze zdrowymi w ulewnym deszczu z obozu "0" wywiezione mnie do obozu FKL, stąd do łaźni, gdzie po raz kolejny ostaliśmy inne ubranie i buty. Następnie wydano każdemu prowiant na 3 dni i wsiedliśmy do pociągu. Oberaufseherin Drechsler postarała się aby do wagonu wsiadło po 50 osób i żeby rodzeństwo nie było umieszczone obok siebie. Następnego dnia przybyłyśmy do Schlesiensee gdzie zostałyśmy przekazane Wermachtowi. Przyjechało nas tutaj 2000 osób i zostałyśmy umieszczone w dwóch obozach obok siebie, mieszczących się na farmie. Tutaj wszyscy dostawali specjalne danie, a co innego - prawo to zostało przyznane. Kommendantem był 50-letni mężczyzna Robert Jeschke (narodowości niemieckiej) i nigdy nas nie obraził. Ja i moja siostra byłyśmy jego ulubienicami. ( tekst niepewny –przyp. mój ) Pozostali kopali system rowów. Pracowali w największym zimnie od wczesnego rana do zmroku. Kiedy już bardzo zbliżył się front, 22 stycznia o 10 wieczorem przyszedł rozkaz, że musimy iść dalej. Zostaliśmy podzieleni na setki i z wielkim trudem posuwalismy się do przodu, chorzy jechali częściowo na taczkach , a częściowo szli wspierani przez nas. Niestety, już w ciągu pierwszych kilku godzin 30 osób były martwe. Tak szliśmy pieszo w śniegu i na mrozie kilka tygodni. Początkowo było jedzenie, ale później już nie mogliśmy dostać, ponieważ uchodźcy byli wszędzie. Noce spędzaliśmy w wiatach, ale nie mogliśmy odpocząć, ponieważ tak wiele osób było zakwaterowanych w jednej szopie, więc nie wszyscy mieli miejsce. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej; rozstrzeliwali w najbliższym lesie. Ich liczba każdego dnia była 10-15 osób. Zaczęliśmy marsz w 1500 osób i pozostalo 620. Wiele z nich zmarło w ciągu pierwszych kilku dni. Tutaj już byliśmy pod nadzorem SS. Dostawalismy bardzo mało jedzenia, bo SS przywłaszczyli sobie część przyznanej nam żywności. Zostałyśmy umieszczone w nowym obozie. W jednym baraku było nas 350. leżałyśmy na ziemi na mokrej słomie. Kobiety z SS biły nas każdego dnia gumowymi batami bez żadnego powodu. Nie miałyśmy pracy, ale nie mogły śmy nic robić , bo teraz byłyśmy jak szkielety. 13 kwietnia w piątek również stąd musieliśmy iść dalej , bo już bardzo zbliżył się front. Kommendant był sadystą, którego cieszyły nasze cierpienia. Kiedy wyszliśmy, przypisali też do nas tych , którzy byli już wcześniej w obozie (Ukraińców) i razem z nimi było 1500 osób. Szliśmy pieszo, po drodze wiele głodowaliśmy , surowe obierki ziemniaków jadłyśmy przez kilka dni i ludzie padali z głodu jak muchy. Kiedy dotarliśmy do miasta Domarslitz (Czechy), ludność cywilna dowiedziawszy się, kim jesteśmy, co tylko mogli dać nam do jedzenia, to wyrzucali przez okna - nie dbając o zagrożenie ze strony SS. Tak więc szliśmy całe dnie, aż dotarliśmy do miejscowości Prachatjicé. Tu już tylko 149 osób przyszło z 1500 osób. Brakująca część ludzi zostala zastrzelona, niektóre zmarły z głodu, a niektóre uciekły. Bo tu już tak blisko był front, że nie mogli nas dalej prowadzić , w nocy wywozili nas do gęstego lasu w Sudetach na granicy Czech, i byliśmy wszyscy przygotowani na śmierć. Jednak bardzo nas zdziwiło , gdy po dwóch strzałach zostaliśmy sami, bo SS uciekli. Jednak o tym dowiedzieliśmy się rano , po bezsennej nocy , spędzonej na zewnątrz w deszczu. Rano wszyscy poszliśmy w innym kierunku, w pobliże wioski Hajek w Republice Czeskiej. Ja z dziesiątką poszłam do wsi, w której ludność czeska nas przyjęła , widząc , że jesteśmy umierający. W trzecim dniu naszego pobytu tutaj przybyli Amerykanie w ten sposób zostaliśmy całkowicie wyzwoleni.. Moje plany na przyszłość : jak najszybciej wydostać się do Palestyny.
2654, 2K, bez podanego zawodu ur. 192x, lat 2x, i szwaczka ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 25-05-44 do 25-11-44), Schlesiensee ( 28-11-44 do 22-01-45), Bergen-Belsen (23-02-45 do 15-04-45). ..
….. Mówiono nam często, że niszczyć chorych, dlatego przedtem ich wybierają , ale nas zakwalifikowali do transportu pracy. Było w nim 2000 dziewcząt i kobiet, i zostałyśmy zabrane z Auschwitz do pociągu , ale nie wychodziłyśmy z niego przez cały czas, ponieważ skład był używany najwyraźniej najwyraźniej również do innych celów. W końcu wysiedliśmy z wagonów i prowadzono nas pieszo aż osiągnęliśmy Schlesiensee / koło Breslau / . Tam mieliśmy bardzo źle. Mieliśmy kopać rowy, które były głębokie na trzy i pół metra i pędzono nas do tego w skrajnym pośpiechu. Ponieważ nie byłyśmy takiej fizycznej postury, żebyśmy były przygotowane do takiej pracy, a karmione byłyśmy również źle, tak, że nasze siły zmniejszały się z dnia na dzień, byliśmy przy tym tęgo bici, bo SS-mani naszych uwarunkowań nie jest brali pod uwagę, ale oskarżali nas o lenistwo, które musi zostać ukarane. Do tego dochodziło nasze nędzne zakwaterowanie, gdzie mieszkaliśmy. Naszą kwaterą była stodoła, które nie zapewniała najmniejszej ochrony przed zimnem, więc marzłyśmy okropnie. W stodole wprawdzie stał piec, ale mogłyśmy się ogrzać, bo nie mieliśmy materiału opałowego. Ale nawet gdybyśmy go miały, i tak było by to ogrzewanie bezcelowe, ponieważ stodoła była otwarta. Najzimniejszy czas spędziliśmy w Schlesiensee i wszyscy musieli nieustannie kopać przez wszystkie te miesiące. Wreszcie, w dniu 22 stycznia 1945 roku, rozpoczęliśmy dalszy marsz. Ale nie tylko nam trzeba było uciec ze Schleseinsee, ale również nasi chorzy , których było 85. Większość z nich była w stanie trudnym do transportu; niestety wszyscy wielką trudnością mogli się poruszać i nie powinni być przewożeni w żadnych okolicznościach. To nie pomogło – musieli iść razem z nami. Oczywiście szybko okazało się, że te nieszczęsne osoby tylko opóźniają marsz, ale SS chciała sobie pomóc : jak przyszliśmy w pobliże lasu, chorych zabrano do tego lasu i tam ich bez ceregieli zastrzelili. Potem jeszcze było w czasie marszu wielu, którzy nie byli w stanie iść dalej. Pozostawanie przy takich lub pomoc było ściśle zakazane, a kto czynił tylko nieśmiałe próby w tym celu, bywał pobity tak bezlitośnie, że strach go było słyszeć i oglądać. Oczywiście niezdolni do marszu szli razem z nami jakiś krótki czas, ale także z nimi rozprawa była krótka: było to w pobliżu rzeki, więc po prostu wrzucili ich do wody, gdzie utonęli szybko, gdyż żaden z nich nie miał dość siły utrzymać się na powierzchni płynąc , lub po prostu kolumna przechodziła obok nich w drewniakach , a niezdolnych do marszu odprowadzano opodal i tam ich rozstrzeliwano. Ale my, którzy pozostaliśmy musieliśmy kontynuować marsz i ciągle iść dalej , nękani przez głód i pragnienie, bo jedzenia już wcale nie było , i tak szliśmy nie mniej niż cztery i pół tygodnia, podczas którego wielu z nas nie tylko od kul SS-manów , ale także padło ofiarą głodu. Dostaliśmy podczas całego cztery i pół tygodnia trwającego marszu nic więcej i nic innego niż sześć kilogramów chleba na głowę! Wreszcie dotarliśmy do Bergen-Belsen. Tam nie musieliśmy pracować, ale mieliśmy tylko jedno zadanie: umrzeć. O to, żeby to nastąpiło jak najszybciej, zatroszczyło się kierownictwo obozu w następujący sposób. Nie było czegoś takiego jak jedzenie, jednak był straszny brud i najpoważniejsze choroby, dla których leczenia nie podjęto nawet próby. Śmiertelność masowa osiągnęła prawie fantastyczne wymiary: w naszym bloku, która był zamieszkany przez 750 kobiet i dziewcząt, codziennie było od pięćdziesiąt do siedemdziesięciu zgonów! Trwało to do dnia 15-04-45, kiedy wreszcie Bergen-Belsen zostało wyzwolone przez Brytyjczyków.
3137,K, krawcowa, ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 10-05-44 do 10-11-44), Schlesiensee ( 12-11-44 do 5-01-45).
…… Około 6 miesięcy później zabrali nas wagonami dalej do Schlesiensee. Na drogę dostaliśmy chleb i margarynę. Po dwóch dniach przybyliśmy na miejsce. Zostaliśmy zakwaterowani w stodole, było nas 500 osób pod jednym dachem, gdzie byłyśmy stłoczone jak śledzie warunki były niemożliwe. Jeśli ktoś wstał i w kilka minut później wrócił, nie miał gdzie usiąść. Kiedy były zamiecie, byłyśmy pokryte śniegiem, jakbyśmy były na otwartym powietrzu. Pobudka była o czwartej rano, potem natychmiast stawałyśmy w szyku do apelu i o godzinie szóstej wyruszaliśmy do pracy. Kopałyśmy rowy, miałyśmy najgorsze traktowanie. Jeśli ktoś był chory, ale nie miał gorączki, nie był traktowany jak chory i musiał pracować. Kto miał gorączkę, też miał do wykonania pracę nocną. Pracowaliśmy od 7-mej rano do 18 wieczorem. Wyżywienie dostawaliśmy minimalne, racja wynosiła 20 dkg chleba i 3 / 4 litra zupy. Wielu ludzi zmarło z głodu i tyfusu plamistego. Utrzymanie higieny było prawie niemożliwe, raz po dziesięciu dniach dali nam pół dnia na higienę osobistą a potem na wypranie ubrania, a następnie był na przez całą noc czekaliśmy do wyschnięcia ubrania na piecu . Ze względu na podejście frontu zabrali nas w nocy dalej na piechotę. Na drogę wydali chleb i 2.5 tygodnia maszerowaliśmy na piechotę, wśród niewypowiedzianego cierpienia. Dręczył nas głód i jedliśmy śnieg, kiedy ludność cywilna chciała nam dać nam trochę wody, esesmani nie zezwolili i pobili nas. Po drodze stale nas popędzali i noce spędzałyśmy na zewnątrz, na wolnym powietrzu. Jeśli zdarzało się, że weszłyśmy pod dach s, zawsze było to w czasie deszczu , tak, że nie pomagało to w naszej sytuacji. Podczas marszu tak spuchły mi nogi, że nie byłam w stanie wstać i pozostałam z tyłu, poszłam do wioski, gdzie udało im się ukryć. Następnego ranka, stan osobowy się różnił , i SS szukało uciekinierów, ale na szczęście nie znaleźli. Ukrywałam się przez 3 tygodnie w pewnym gospodarstwie i strasznie cierpiałam z głodu, jadłam owies i śnieg. Po trzech tygodniach przyszło wojsko rosyjskie, gospodarz uciekł , a ja zostałam wyzwolona. Na drodze widziałam polskich i rosyjskich jeńców, dołączyłam do nich, szłam z nimi aż do Krüsen, tu złapało ich wojsko rosyjskie, i razem z więźniami rosyjskimi pracowałam na farmie. 5 miesięcy dostawaliśmy najlepsze wyżywienie i normalne zakwaterowanie , gdy przyszedł do komendy rozkaz o repatriacji jeńców, mnie też uwzględnili. Podróżowałam z rosyjskim transportem, który udawał się do Rosji. W Łodzi spotkałam się z rumuńskimi Żydami , z nimi doszłam do Kattowitz, gdzie spędziłam 4 tygodnie, a następnie przez Czechy mogłam dotrzeć do Budapesztu.
3315, 2M, bez podanego zawodu, ur. 1913,lat 32, ur.1921,lat 24, Auschwitz ( 17-05-44 do 19-11-44 ), Schlesiensee ( 22-11-44 do 13-01-45), Bergen-Belsen (17-02-45 do 15-04-45 )
W Nagybocskó, dużej gminie w Karpathenlandzie w pobliżu miasta Máramarossziget żyło dość wielu Żydów , których liczby dusz jednak zupełnie nie jesteśmy w stanie określić. Żydzi z Nagybocskó zajmowali się głównie handlem i szło im bardzo dobrze, ale tylko tak długo, jak Karpathenland należał do Czechosłowacji. Bardziej krytyczna była sytuacja Żydów z Nagybocskó, kiedy Karpathenland ponownie stał się częścią Węgier. Natychmiast zabrano handel z rąk Żydów z a jeśli chcieli zarobić na utrzymanie , musieli działać w całkowitej tajemnicy, co oczywiście było związane z dużymi emocjami i ryzykiem. …… Tak też doszliśmy do transportu pracy, który poszedł do Schlesiensee . W Schlesiensee musieliśmy kopać rowy przeciwpancerne, co samo w sobie nie jest ciężką pracą , gdyby SS tak brutalnie nas nie traktowali. Mimo , że pracowaliśmy z całych sił, byliśmy z stale przez SS uderzeniami napędzani do pracy, musieliśmy pracować stale przez cały dzień, nie pozwalali nam nawet odetchnąć. Do tego dochodził fakt, że wyżywienie było bardzo ubogie, mieszkaliśmy w nędznej szopie i możliwości umycia się i pralnia posiadaliśmy w ogóle. Po siedmiu lub ośmiu tygodniach front był już tak blisko, że musieli nas odprowadzić dalej. Możliwości jazdy już nie było i tak zrobiliśmy setki kilometrów pieszo. Gonili nas stale dalej i dalej, przez pięć tygodni, podczas których nie dostaliśmy prawie nic do jedzenia. Wielu z nas zmarło z głodu, ale także wielu od kul SS, którzy bez litości strzelali do każdego, kto z wyczerpania nie był w stanie iść dalej. Tak więc przeszliśmy osiemset kilometrów , nękani głodem i pragnieniem , i stale gonieni przez bandytów z SS , którzy grozili naszemu życiu, bardziej znacząco niż chodzenie, aż wreszcie przybyliśmy do Bergen-Belsen . W Bergen-Belsen realizowano prawdziwą masową zagładę : dziennie , jedynie z naszego bloku wynosiliśmy trzydziestu do trzydziestu pięciu zmarłych. Były to prawie wszystkich ofiary głodu i zimna. My też, zachorowaliśmy na tyfus w Bergen-Belsen - dwa miesiące – leżeliśmy chorzy. W końcu 15-04-45 uwolnili nas w Bergen-Belsen Brytyjczycy i pojechaliśmy do domu. Jednostki Choroba i wiele cierpień przez które musieliśmy przejść w czasie deportacji, do tej pory jeszcze nie zaleczyły się , byliśmy dwa miesiące w Bergen-Belsen, ale prawdopodobnie będziemy musieli cierpieć przez całe życie.
3516,M, gospodarz domu, ur. 1925, lat 20, Auschwitz ( 10-06-44 do 10-10-44 ) , Oberschlesiensee ( 12-10-44 do 21-01-45 )
Na początku lipca 1944 roku skierowali mnie razem z moją matką do getta Ujpest, gdzie jeszcze przedtem żyliśmy. … Byliśmy 4 miesiące w Auschwitz, na początku października zakwalifikowano nas do transportu pracy. Teraz skierowali moją matkę i po 2 dniach podróży w grupie 2000 ludzi przyjechałem do Oberschlesiensee. To było gospodarstwo rolne i mieszkałem w stodole, wszystkie możliwości utrzymania higieny zostały wykluczone, ponieważ woda do mycia była tylko raz w miesiącu. Racja żywnościowa na dobę była taka sama jak w Auschwitz. Tu przydzielili nas do kopania szańców. Praca była bardzo ciężka , ponieważ musieliśmy wykopać rowy głębokie na 3,5 m i musieliśmy pracować bez względu na to , czy padał deszcz, czy nie, od 6 rano do 17 po południu, ubrani w cienką odzież, więc gdy zakończyliśmy pracę, drętwieliśmy z zimna. Każdy dzień byli martwi , pomimo faktu, że tylko młodzi ludzie tutaj byli. Chroniliśmy się przed zimnem wypychając ubranie słomą, bo inaczej byłoby się całkowicie zamrożonym. Ale gdy to zobaczyli SS, dostaliśmy za to bicie , aby nasze ciała były pokryte ranami, ślady niektórych z nich nadal można zobaczyć na mnie. Tutaj byłem do 21 stycznia, kiedy Rosjanie podeszli, zabrali nas stąd . Z grupy 2000 ludzi już było w naszej grupie tylko 1500 osób, pozostali tu zmarli. Następnie prowadzili nas tu i tam na piechotę, którzy nie mogli znieść sposób, zostali zastrzeleni, zgłaszający się chorzy byli ładowani na wóz, ale co się potem z nimi stało, nie wiem . Pewnego dnia nie byłem w stanie już iść dalej, bo spuchły mi nogi. Ukryliśmy się ze znajoma dziewczyna w sianie i pozostaliśmy tutaj, a transport odszedł. Ukrywaliśmy się przez tydzień, bo nie śmieliśmy wyjść z kryjówki, jedliśmy surowe ziemniaki. Pewnego dnia niemiecki cywil czyścił oborę , a następnie znaleźli nas. Zabrali nas do burmistrza, który nas uwięził . Dwa dni przetrzymywali nas w areszcie , trzeciego dnia przekazano nas cywilnej eskorcie, która zabrała nas z wioski do wioski. W jednej wiosce udało się uciec z niej. Tu już zapisano nas u burmistrza jako chrześcijańskich uchodźców . To dało nam kartę i umieścili nas w prywatnym domu na noc. Rankiem mieliśmy iść dalej. Tak więc wędrowaliśmy tydzień, co drugą noc musieliśmy iść do innej wsi, ponieważ nie był dozwolony dłuższy pobyt w jednym miejscu. Pewnego dnia przyszliśmy do większej miejscowości Tetschau, gdzie pod patronatem pielęgniarki Czerwonego Krzyża uzyskaliśmy dokumenty i przydział na stanowisko pracy w księdze roboczej , i tam pracowaliśmy, w przedszkolu, mieszkaliśmy tu aż do 17 kwietnia i nie zdawali sobie sprawy , że jesteśmy Żydami. Tego dnia pojawili się tam Rosjanie , którzy nas wyzwolili. 2 dni później wyruszyliśmy w podróż do domu . Po dwóch tygodniach pieszego marszu przybyliśmy do Sagan . Tu był rosyjski obóz koncentracyjny, było dużo ludzi, nie musieliśmy pracować, i przybraliśmy na wadze i dali nam ubrania. Stąd w dniu 3 sierpnia legalnym transportem wyruszyliśmy do naszego domu. Przez Polskę na Ukrainę . W Berdicsek umieścili nas w obozie, ale po 3 tygodniach w końcu poszliśmy do domu. Matkę po przybyciu znalazłem w domu, ale mój ojciec i brat zmarli. Nie mam żadnych planów na przyszłość.
3544,K, gospodyni domowa, ur.19##, lat ##Auschwitz ( 7-07-44 do 9-10-44), Schesiensee ( 9-10-44 do 20-01-45 )
…….Rekrutowali mnie w dniu 9 października. Dali ubrania i zamknięto nas w wagonach . Zawieźli nas do Schlesiersee. Kiedy przejeżdżaliśmy przez Auschwitz, wywarło na nas głębokie wrażenie, widzieliśmy,że jest blok dla dzieci, małe rodzinne domki , piękne okna z pelargoniami i wyglądało tak jak imperium śmierci, cisza była wszędzie, nie widzieliśmy żywej duszy w pobliżu. Po półtora dziennej dość gładkiej podróży, przyjechałyśmy 10 października do Schlesiersee. Było po prostu sensacją , że każdy dostał miskę i łyżkę. Myśleliśmy, że będziemy mieć jedno wielkie wspólne naczynie. Szybko się bardzo rozczarowaliśmy. Wprowadzili nas do stodoły, słoma brudna, trzeba było jść do spania bez kocy w zimną noc. Następnego dnia wcześnie rano wśród wrzaskow i popędzania poprowadzono nas do pracy. Oczywiście, najpierw był apel dla policzenia stanu osobowego. Jeśli dobrze pamiętam z Auschwitz wyruszyło nas 2000 osób, ale 1000 kobiet udało się gdzie indziej, więc tylko w przybliżeniu 1000 przybyło do Schlesiersee. Z tych wybrano 80 do 100 kobiet do różnych rodzajów pracy, a resztę podzielono na 10 setek , w każdej setce było ok. 80-90 osób. W każdej setce wybrali jedną starościnę , i do każdej przypisano po jednym strażniku i majstra spośród Niemców. Tak jak mówiłam, od razu musiałam rozpocząć pracę następnego dnia. Nawet wymarsz do pracy był straszny. Musiałam wziąć łopatę, szpadel i kilof. Mieliśmy kopać rowy przeciwczołgowe. Kiedy zakończyliśmy pracę w jednym miejscu; rozpoczynaliśmy jeszcze w innym miejscu. Tutaj nie miało znaczenia, że jest niedziela, opad deszczu lub śniegu, wychodziliśmy do pracy w ciemności, i wracaliśmy w ciemności. Przez cztery miesiące ciągłej pracy, mieliśmy tylko dwa dni odpoczynku, w święta Bożego Narodzenia. Praca ta była straszna także ze względu na głód. Po przyjściu z pracy do domu, dostawaliśmy 20 dkg chleba, nic więcej, tylko raz dostaliśmy po 30 dkg chleba w święta Bożego Narodzenia, oraz 1 dkg margaryny. Ponadto dostawaliśmy 3 / 4 litra kartoflanki. Po otrzymaniu tej kolacji Lucullusa, musiałam dotykać słomy, skropionej deszczem i błotem pośniegowym, która i powoli zaczęła gnić pod spodem. Przez cztery miesiące, gdy byliśmy tutaj, słoma nie była zmieniana. Przez cztery miesiące nie widzieliśmy wody, miałyśmy wszy, swędzenie i niestety wiele osób dostalo tyfus, a wiele zmarło. Potem każdego dnia byli martwi, którzy zmarzli w pracy i nie miały dość siły, by natrzeć się i podtrzymać życie nieszczęśnika. Każdy, kto chciał uniknąć pracy, był za karę wysłany do czyszczenia latryny. Musiał wynosić wiadro, często oblali go oodchodami i cuchnącą cieczą , co mu zaarzało w ubraniu i przeklinał nas. Oczywiście z takimi rękami miał odejść i tak iść spać . Przydział drewniaków to osobny rozdział. Rozprowadzaili wśród nas 44 pary drewniaków , my miałyśmy gołe nogi, ponieważ nie było pończoch. Ubrania, były w obozie , ale nie zostały przyznane, ale te, przydzielone do tamtejszej pracy je dostaly. Kiedy dotarliśmy do tego obozu, nie było tu więźniów, ale jak długo on istniał, nie byliśmy w stanie powiedzieć , bo w obozie nigdy nie zostawili nas ani na chwilę swobodnie. Śpiąć leżałyśmy na wznak, ale ścieśniałyśmy się, bo było strasznie zimno, a im bliżej siebie kładłyśmy się, tym cieplej było , a było mało ciepła. I było tak zimno, że wypychałyśmy ubrania słomą. Oczywiście,to również było przestępstwo podlegające karze. Jeśli to zauważyli , nieuchronnie Oberschaarführer nam wymierzał nam dwadzieścia pięć uderzeń. W środowisku takie było również zachowanie"przełożonych” . Np. starsza obozou była bardzo przykra dla nas. Wiele razy poruszałyśmy kwestię, dlaczego traktują nas źle? Dowiedziałyśmy się, że jej syn został stracony w Theresienstadt, a więc wykonuje wszystkie zlecone obowiązki przykre dla nas . Zwykle dochodziłyśmy do wniosku, że to gorycz dyktuje je wszystkie jej działania , jak zaczęli trzy lata temu tą udrękę , po prostu teraz wiedziałyśmy. Ale było wielu ludzi, którym „ pozycja" uderzyła do głowy i jeżeli teraz mieli nad nami władzę i jeśli było to dobre dla nich, gotowi byli tysiące ludzi wysłać na śmierć. Wiele razy widzieliśmy, że w gospodarstwie rolnym - w którym mieszkaliśmy - właściciel siedział w dobrze ogrzewanym, ciepłym pokoju wewnątrz z blokową, śmiejąc się, dobrze ubrany, gdy my byliśmy tam na mrozie. Oczywiście nie można tutaj generalizować. W naszej setce majster był bardzo życzliwym, przyzwoitym człowiekiem. Za każdym razem kiedy jechał do miasta przynosił nam leki ,wykorzystywane w tízóraiját, bez pytania mamy to ( tekst niejasny, przyp. mój ). Jest mało prawdopodobne, że był nazistą, strasznie bał się SS i Wehrmachtu. Jeśli nie widzieli nas nie napędzał nas do pracy. Jak mówię, był porządnym człowiekiem, był wyjątkowy . W wyniku brudu i wszy wkrótce nastapila epidemia tyfusu. Potem przyszedł lekarz wojskowy, pobrali od wszystkich próbke krwi i odizolowali chorych od wszystkich. Zarażonych tyfusem było około 20, 17 osób zmarło i 3 pozostały przy życiu. Może w obozie były jeszcze poważniejsze wypadki, ale nic więcej nie doszlo ze swiata zewnętrznego. Przypadkowo wpadła nam w ręce w grudniu gazeta. Dowiedziałyśmy się o walkach na Węgrzech, ale nie było innych informacji. Nie spodziewałyśmy się końca wojny, nie wiedzieliśmy, jesteśmy na pierwszej linii, tylko modliłyśmy się, żeby jakoś skończyła się zima, bo na wiosnę i latem v można by było łatwiej prowadzić pracę. Pewnego dnia to było 19 stycznia , po przyjściu do pracy otrzymałyśmy polecenie, że zabieramy narzędzia. Nie do opisania emocje zapanowały w obozie. Wtedy pierwszy raz usłyszałam od blokowej, że sprawa już teraz nie będzie trwała długo . Następnego dnia, 20 stycznia byłyśmy w rozpaczy, ponieważ po raz kolejny - jak gdyby nigdy nic – miałyśmy iść do pracy. Już myślałam że nigdy więcej nie pójdziemy do pracy. W końcu 20 stycznia w nocy rzeczywiście ruszyłyśmy w marsz. Szłyśmy całą noc. Wtedy już wiedzieliśmy, że Rosjanie nadchodzą, ale ani przez chwilę myślał, żeby tam się ukryć, ponieważ był to, że najbardziej tragiczny temat. Na 1000 osób było 130 chorych , z czego 100 było całkowicie bezradnych . Chorzy byli wiezieni na taczkach i tak ciągnięci w śniegu. Zatrzymaliśmy się w pierwszym lesie. Chorzy zostali tu sprowadzeni, pozostały puste taczki. Chorych wiecej nie leczono. To była pierwsza noc. Oberschaarführer, komendant i kobiety SS były wraz z nami. Krzyczał na nas, kopnął tych, który nie mogli iść dalej i dokonał inspekcji wozu dla chorych. Ci także zostali zabrani do lasu. Poszedł z nimi lekarz, pielęgniark i jeden SS. Jaka była rola lekarza nie wiem, mogę się tylko domyślać, pielęgniark miala zdjąć ubrania ofiar. My poszliśmy jeszcze dalej w kolumnie na pięć rzędów . Na jedną piątke powinny być dwa chleby , ale dostali tylko niektórzy. Tak jedliśmy śnieg. Po drodze było możliwe pozostać za transportem, , bo nie było ścisłej kontroli, ale ważne było, aby nikt nie widział. W dniu 26 stycznia uciekła nasza ósemka. Ja uciekałam trzy razy, ale udało się dopiero za czwartym. Zostałam w obozie w Grünberg . Tu była polska Żydówka, która już tam pracowała jako pielęgniarka przez 3 lata. Mieszkaliśmy w tym obozie, ponieważ tego dnia zostal on opróżniony. Tu pierwszy raz miałyśmy dostęp do wody. Były prycze do leżenia. To był wielki obóz, widziałyśmy puder, bawełnę, szampony. Byłam bardzo słaba, nie mogłam iść dalej, poprosiłam pielęgniarkę , żeby rzuciła na mnie materac, bo bałam się, że jeśli ktoś będzie kontrolował, to może mnie znaleźć. Potem już przyszło wiecej pielęgniarek i nagle przyszła do obozu jedna nadzorczyni. Prosiłam o coś do jedzenia, powiedziałam , że nie mogę iść dalej, dała nam trochę dzemu , mówiąc, że to wszystko, że musi dzielić ekonomicznie. Następnego dnia pojawił się Lagerführer o nazwisku Wolf . Ten przyszedł i chciał nas zabrać pracy. Ale byliśmy tak słabe, że byłyśmy zdolnedo pracy. Więc ugotowali dla nas przyzwoity obiad, dostałyśmy rosół, który był szczególnie potrzebny, dali nam mięso, dostawalyśmy teraz stale gotowane jedzenie . Traktowali nas bardzo dobrze. Tu pozostałyśmy do 13 lutego. Nie robiłyśmy nic. Prosiłam o lekarza jako chora, ale nie dostaliśmy. Jedna z nas miała złamaną nogę, pewna SS-kobieta zabrała ją do szpitala, gdzie założyli jej doskonały gips. Była jedyną osoba , która była leczona, takich wyczerpanych jak my było pełno i nikogo oni nie obchodzili. 13 lutego Wolf przyszedł i powiedział, że Rosjanie nadchodzą, że musimy iść dalej. Pootwierał wszystkie bramy obozu i wyszedł. Gdy to się stało, wszyscy poszli . Ja bylam w grupie 18 kobiet, które zostały. Wszystko było wysłane tego samego dnia, były tylko małe kawałki ziemniaków dla nas. W nocy Wolf wrócił, z latarka elektryczna w lewej dłoni, z rewolwerem w prawej ręce. Nas osiem kobiet straszniestrasznie się bałyśmy. Myślałyśmy , że w ostatniej godzinie nas pobije. Ale tak się nie stało . Pociągnął na nas kołdrę i nic więcej nie zrobił. Następnego dnia przyszli Rosjanie. Nagle usłyszeliśmy skrzypienie drzwi, a następnie włamali się żołnierze, którzy byli rosyjscy. Bylyśmy niewypowiedzianie szczęślie, objął nas i pocałował. Żołnierzy włamali się do wszystkich magazynów i dali nam wszystko, co tam znaleźli. Czyste ubranie, fajne rzeczy i wciąż coraz więcej wkraczało Rosjan. Tego samego dnia przyszedł rosyjski oficer pochodzenia żydowskiego, który powiedział, że nie może tam zostać na noc, bo musi iść dalej i wprowadził nas do prywatnego szpitala dr. Bruchsa, gdzie nie tylko był inny lekarza i jego żona. Ten nas obandażował i zostawił nas. Dwa dni później, dr. Bruchs został zabrany przez Rosjan i zastrzelony, bo był nazistą. Zostaliśmy sami w klinice. Potem znowu przyszedł żołnierz rosyjski, który powiedział, że nie możemy tam zostać, ale dał nam mieszkanie i jedzenie. Stamtąd zabrali nas na noszach do leczenia w rosyjskim szpitalu frontowym. Poszliśmy do szpitala i stąd zabrali nas do komendantury, a następnie od 22 kwietnia do Zagau ( Żagań?-przyp mój ) gdzie byłyśmy do 3-ciego sierpnia w ładnym obozowym mieszkaniu. Dostałyśmy mnóstwo wszystkiego, żywność, mieszkanie, ubranie, itp.. 3 sierpnia ruszyłyśmy do domu. Rosjanie nam tego nie zabronili. Ruszyliśmy. W Gomel było 6 tygodni oczekiwania na szerokotorowe wagony. Sześć tygodni później ruszylyśmy i dotarłyśmy do Berdicsev. Tu w obozie byłyśmy przez 3 tygodnie. Z licencją można było wejść na rynek, ale również można było działać bez zezwolenia, bo nie były rygorystycznie przestrzegane. Z naszego mieszkania dali nam niemieckie rzeczy na sprzeaż. W dniu 3 października, wyruszyliśmy, 250 Żydów z chrześcijanami w taki sam sposób wróciło do domu.

Podsumowanie dla obozu Schlesiensee koło Głogowa
Zachowało się 27 zapisów relacji osób, które przeżyły , są to wyłącznie kobiety.
Liczebność obozu była 2000 osób, głównie kobiety, komendantem obozu był mężczyzn znany z nazwiska oraz majstrzy i dozór SS. Odsetek survivorów jest mały.
Celem pracy tego obozu było wykonanie na przedpolu Głogowa przeszkód terenowych ( rowów przeciwczołgowych ) i szańców / okopów dla obrońców.
Najwcześniej przyjechały 2 osoby-07-44, 10 osób w październiku, potem w listopadzie i grudniu 44. Jedna osoba została odesłana 15-12-45, ewakuacja obozu nastąpiła styczniu ( 13 osób-5,5,12,13,22-go ) i w lutym ( 9 osób -12,14,18,9-go), jedna osoba podaje 30-03-44 ale to nie jest prawdopodobne. Szło kilka grup w różnych kierunkach. 18 osób podaje Bergen-Belsen jako cel ewakuacji, 3 osoby podają ewakuację przez Sudetenland i Prachatjice, 2 osoby uciekły w kierunku Grunbergu na zachód, jedna osoba podaje Theresienstadt. Ewakuacja piesza musiała być przynajmniej w dwóch grupach. Były udane ucieczki z kolumny ewakuacyjnej. Bergen-Belsen wyzwolono 15-04-45, szybciej niż Riese.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:58, 30 Sie 2013 Powrót do góry

38. Neusaltz Nowa Sól
620,997,1414,1607,2145,2300,2410,3092=8
620,K, krawcowa ur. 1922, Auschwitz ( 20-05-44 do 18-09-44), Neusalz ( 20-09-44 do 20-01-45 ), Bergen-Belsen (27-01-45 do 1-05-45 )
Zabrali mnie do Auschwitz z getta w Munkaczu. Pracy tu wcale nie była, cały dzień stałyśmy na apelu w szyku i stale nas bili. Po 4 dniach zostały wybrane silniejsze i zabrali je wagonami do Neusalz. Podróż trwała 1 dzień. Najpierw nas wymłócili . Praca była bardzo ciężka i kierownikiem robót, była nadzorczyni, Niemka z SS, która nas ciągle goniła przy pacy i bili nas kijami. Pracowaliśmy po 11 godzin dziennie, a chleb był wydany na tydzień wcześniej po półtora kilograma. Jeśli w drodze do pracy rozmawiałyśmy, to byłyśmy karane w ten sposób, że pp pracy stalyśmy po 4 godziny po apelu. Później przydzielono nas do pracy w fabryce . Pracowałyśmy w fabrycr lnu po 11 godzin dziennie, stale stojąc. Nadzorcy z SS stale nas bili bez powodu. Cierpiałyśmy bardzo z głodu, bo wcześniej wydany chleb zjadałyśmy w ciągu 1-2 dni i przez resztę tygodnia nie było kawałka chleba. W czasie największej zimy pracowaliśmy bez płaszcza i w drewniakach .Po czterech miesiącach wybrali 900 osób i pieszo poszliśmy dalej do Bergen-Belsen. Na podróż nie dano nic do jedzenia, głodzili nas przez 3 dni, tak jadłyśmy z głodu trawę i ślimaki. Niektórzy z nas , którzy weszli na gospodarstwa rolne, prosząc o jedzenie, zostali rozstrzelani przez SS. Ten sam los spotkał tych, którzy pozostawali w marszu na drogach, z powodu słabości, ponieważ nie mogli w dalszym ciągu iść pieszo. Z powodu takich tragicznych okoliczności, zaledwie 200 osób przybyło do Bergen-Belsen z tych 900 osób, które wyruszyly. W tym obozie był straszny kurz i brud. Każdy był pełen wszy, ponieważ odcięto nam wodę i możliwość mycia się była zupełnie niedostępna. Stąd też zaraziliśmy się tyfusem, który pochłaniał setki ofiar dziennie. Zwłoki walały się wszędzie , nikt oto nie dbał aby posprzątać. Niektóre z bloków były wolne , podczas gdy duża część leżała na gołej ziemi na świeżym powietrzu przez cały dzień, często na deszczu i śniegu. Naszym zadaniem było przykrycie samochodu ciężarowego gałęziami sosny, żeby Amerykanie czy Rosjanie nie zorientowali się, że niemieckie samochody wojskowe są tu używane. Jeśli ktoś poruszył się w trakcie codziennego apelu, Niemki nas biły. Apel zaczynał się o 3 rano i trwał godzinami. Każdego dnia otrzymywaliśmy do jedzenia ćwierć litra zupy z rzepy , chleba nie dawali nic. Ludzie byli tak słabi, że ledwo mogli stać na nogach i wielu ludzi dziennie marło z powodu głodu. Mimo że dla chorych był rewier, ale nie było żadnych lekarstw, a w konsekwencji chorzy umierali bez pomocy. Byłam chora na tyfus, więc nie wiem na pewno, kiedy i w jakich okolicznościach zostałyśmy wyzwolone przez wojsko amerykańskie. Po wysokiej gorączce obudziłam się , zobaczyłem i byłam szczęśliwa, że Niemców już w okolicy nie ma , ale jesteśmy uwolnione. Doświadczyłam starannej opieki angielskich lekarzy nad nami i we wszystko jesteśmy bardziej wyposażeni , więc byłyśmy leczone . Przyjechałam czaskim transportm. Jeśli chodzi o plany na przyszłość, jak najszybciej chciałabym wyjechać do Palestyny.
997, 5K, trzy krawcowe ur. 1922 , lat 23, 23, 23, dwie gospodynie domowe ur 1917, lat 28, i 1920, lat 25, Auschwitz ( 12-05-44 do 10-07-44), Neusalz ( 11-07-44 do 3-01-45 ), Schlossenberg (27-03-45 do 4-04-45 ), Bergen-Belsen (11-04-45 do 16-04-45 )
…… Kilka dni później przyszedł rozkaz, aby wybrać ludzi do pracy. Dokonali selekcji z 5000 osób . 1000 osób skierowano do transportu, nie zakwalifikowano 3000 ludzi. Nas nie wybrali i tam zostaliśmy stojąc na apelu, dostałyśmy obiad, a następnie poszłyśmy do bloku i byłyśmy bardzo smutne, bo myśleliśmy, że lepiej było dostać się do transportu. Krótko potem otrzymali inny rozkaz, żeby włączyć do transportu osoby nie zakwalifikowane. Poszłyśmy na wizyty lekarskie, do kąpieli, dostałyśmy ubiór i buty. W godzinach wieczornych spaliśmy w bloku i o trzeciej rano poszłyśmy na dworzec, a tam nas załadowali na wagony i wywieźli do Neusalz. Tutaj dostaliśmy dobry obiad, i skierowali nas do normalnego obozu. Po jednym dniu odpoczynku poszłyśmy do pracy w fabryce nici. W fabryce nici pracowałyśmy po 11 godzin na dobę. Praca była dość trudna. Ponieważ w fabryce była ciepła woda, jena z rugą kolejno w tajemnicy się myła. Jeśli ten fakt wyszedł na jaw, byłyśmy karane obcięciem włosów, lub w najbliższą niedzielę musiała stać za ogrodzeniem przez 2 godziny. Zakazane były rozmowy ze sobą w fabryce. Niedziela była dniem wolnym, o 12 w południe dostawałyśmy obiad, a następnie była "cisza poobiednia", co oznaczało, że nic nie ma do roboty, po prostu trzeba odpocząć, aby mieć większe możliwości do pracy następnego dnia. Każdy spał na osobnej pryczy. Rodzeństwo nie spało obok siebie. Potem owiedziano nam , że już dosyć odpoczynku. Tutaj nacisk był niezmiennie wysoki. Stąd następnie skierowano nas do Schlossenbergu. Szłyśmy 5 tygodni po 30 km na dobę bez jedzenia. Noce pędzałyśmy w stajniach ., Kiedy dotarliśmy do Schlossenberg, otrzymywaliśmy tam przyzwoite jedzenie. Pracować tu nie musieliśmy. Tydzień po przyjeździe przyszedł rozkaz, że musimy iść dalej. Tu nas załadowali na wagony i po ośmiu dniach podrózy dotarliśmy do Bergen. Na drogę nie dostałyśmy nic do jedzenia, nawet nie dali wody. W Bergen również nie pracowaliśmy . Spałyśmy na ziemi i na cały dzień dostawaliśmy po 1 / 2 litra zupy z brukwii. Chleba nie dawali przez 3 tygodnie. W dniu 16 kwietnia wyzwolili nas Anglicy.
1414,K,studentka ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 16-04-44do 18-08-44 ), Neusalz ( 18-08-44do25-02-45 ), Flossenburg ( 1 tydzień ), Bergen-Belsen ( 2-04-45do15-04-45 )
….. Rozmawiałam z chrześcijańskimi mężczyznami z Polsk i powiedziano nam, że w Auschwitz działa siedem krematorióww i wszystkich tych, którzy zostali oddzieleni od nas, zostali zabrani do gazu , a my wcale nie myślimy o tych sprawach, ze względu na to, że do naszego jedzenia dodaja bromu śpimy cały dzień i zapomniałyśmy o wszystkim . I nawet nie wiem, gdzie jest moja matka. Tak żyliśmy przez 3 miesiące. Nie musiałyśmy pracować, ale tym bardziej byłyśmy torturowane. Pewnego dnia rozpoczęli wybierać silniejsze dziewczęta, które poszłyby do pracy. Uznanych za słabe kierowano do gazu. To wiedzieli i powiedzieli mi mężczyźni z Polski, mimo, że było to surowo zabronione z nimi rozmawiać. Dostałam się do transportu, poszłam na wizytę lekarską i nie znalazłam się w grupie wystarczająco silnych , ale zaliczono mnie do słabych,z której jednak udało mi się uciec. Poszłam do innego obozu, ponownie zgłosilam się do selekcji. Udało mi się dostać do małej grupy i poszłam z transportem do Neusalz / koło Breslau /. Pracowałam w fabryce nici. Tutaj były lepsze porządki, pracowaliśmy, dostwaliśmy jeść i mogliśmy się umyć. Tutaj także były surowe kary. Na przykład, jeśli ktoś nie pracował przyzwoicie, jeśli nie był wystarczająco czysty, lub rozdzierał nici ( tekst niejasny-przyp. mój ), w takim przypadku strzygli jej włosy, albo przez całą noc w zimie musiała stać na zewnątrz. I pracowałam tam przez 6 miesięcy. Pod koniec lutego kiedy przeciwnik się zbliżył i musiałyśmy stąd uciekać . Przyszedł rokaz, a następnie ruszyliśmy w marsz pieszy. Szłyśmy po 25-30 km dziennie,a do jedzenia było nie więcej niż 2 sztuk gotowanych ziemniaków na dzień i czasami jeszcze trochę chleba. Trwało to przez 6 tygodni. Głodowałyśmy bardzo w podróży i strasznie byłyśmy zawszone. Noce spędzałyśmy w strasznych warunkach zakwaterowania. Zwykle spałyśmy w otwartych stajniach w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych. Wielu z nas zamarzło i umarło . Tak dotarliśmy do Flossenburg. Tu przyszłyśmy do pewnego obozu koncentracyjnego, zdezynfekowali nas i odpoczywaliśmy tutaj tydzień. Potem nas załadowali na wagony i jechaliśmy 8 dni pociągiem . Dostaliśmy chleb na trzy dni i 5 dni nie mieliśmy nic do jedzenia, nawet wody. Byliśmy po 70 osób w wagonie i wyszło z niego 35-40 osób żywych . Z martwymi jechaliśmy razem aż przybyłyśmy do Bergen-Belsen. Tak, jak byliśmy zawszeni , umieszczono wjednym bloku1000 osób .Blok był taki zatłoczony,że nie było dla nas miejsca do siedzenia. Otrzymywałyśmy codziennie 1 / 2 litra zupy z marchwii i jeden raz przydzielili na tydzień 1 kg chleba dla 12 osób. Każdego ranka staliśmy 3-4 godziny na apelu . Wiele nas bili i za byle co stosowali najwyższe normy kar dla nas. Na przykład: Byliśmy bardzo głodne i kradłyśmy marchew żeby nieco złagodzić głód. Których przylapali na takiej kradzieży, przymocowali jej do pleców worek marchwi, marchew wsunęli w obie dłonie, i jedną w usta usta i miała klęczeć z podniesionymi rękami zgodnie z nałożoną karą. Byli tacy , który musieli więc być ukarani z dnia na dzień, a nawet być dobrze bici. Bito ich w połączeniu z prywatnymi pomysłami capo . Codziennie umierała duża liczba osób. Zwoki nie były usuwane, ale tysiące zmarłych leżało na podwórku obozu. Tak było wtedy, kiedy wybuchła epidemia tyfusu ludzie padali nawet w większej liczbie. Kiedy zrobil się hałas, że idą Anglicy, część SS uciekła ; reszta, której nie udało się uciec , nałożyła białe opaski na znak , że się poddają. Na godziny wcześniej przed zajęciem Belsen przez Brytyjczyków , garnizon przejęło węgierskie wojsko. Ponieważ byliśmy już strasznie głodni , zaczęliśmy ogrodu dziesiątkować marchew. Wtedy węgierski dowódca wydał rozkaz do armii węgierskiej, że jeżeli jednen z nas zbliży się do marchewki, mają go zastrzelić. Tak też się stało, że została zastrzelona dziewczyna na 27 godzin przed wyzwoleniem przez węgierskich żołnierzy. Anglicy weszli schwytali setki Węgrów w tym węgierskich żołnierzy . Na tydzień przed przybyciem Brytyjczyków, Niemcy nie spalili zmarłych i użyli więźniow do kopania masowych grobów i pochowali zmarłych . Ponieważ nie było wystarczająco dużo czasu, brytyjski zwycięzca musiał pochować jeszcze tysiące martwych ciał . Praca ta została następnie wykonana przez SS przy brytyjskiej pomocy. Anglicy traktowali niemieckie kobiety właśnie tak, jak my byliśmy traktowani przez SS w Auschwitz. Dla mnie nadszedł dzień, gdy brytyjska armia nas wyzwoliła .
1607, 2K, gospodynie domowe ur 1926 i 1927, lat 19 i 18, Auschwitz (3 m-ce, czerwiec 44 do sierpień 44 ), Neusalz ( 2-09-44 do 1-02-45 ) , Schlossenburg ( 14 do 28-03-45 ), Bergen – Belsen ( 4 do 15-04-45 )
Mieliśmy handel drewnem w Tiszafélegyházán. Należelismy do lepiej sytuowanych osób . Nawet w 1941 roku, kiedy mojego ojca pozbawili licencji, ale w międzyczasie zdolał ją odzyskać…….Na początku września zabrali mnie z transportem pracy do Neusalz. Chodzilismy do pracy do fabryki nici Groschwitz. Pobudka była o 4 rano , 1 / 2 godziny szłyśmy do fabryki , w południe o 13,30 była przerwy obiadowa trwająca godzinę, i wtedy dostawaliśmy jeden litr gęstej zupy i o 19-tej -po powrocie do obozu dostawaliśmy 3 / 4 litra zupy. Na tydzień wydawali po 2 bochenki chleba i często dawali mięso na obiad . Było tam 140 dziewcząt z Węgier , reszta była z Polski. Pracowaliśmy tam do początku lutego 1945 . 2 lutego 1945 kiedy front się bardzo zbliżył, wzięli nas do marszu pieszego z Neusalz do Schlossenburga. Szliśmy 6 tygodni bez przerwy , poszłyśmy do niemieckich domów prosić mieszkańców o coś do jedzenia, ale SS nas zbili , bo to nie było dozwolone, ale tolerował bicie, ale głód był większy , i niektóre zyskały czasami nieco żywności. We Schlossenburgu byliśmy w pewnym męskim obozie przez jeden tydzień. Nie chodziłyśmy do pracy, odpoczywałyśmy po męczącym marszu i po tygodniu wagonami zostałyśmy przewiezione do Bergen-Belsen. Tam nie widzieliśmy chleb całymi dniami , tylko w południe dawali trochę zupy z brukwii. Wody nie było , dużo głodowałyśmy i byliśmy spragnieni . Obozy były brudne i zawszone, wszy roiły się nad nami. Padłyśmy chore na tyfus plamisty. Nie mogłem spać, nie było słomy, leżałam na gołej ziemi. Tak wiele martwych ciał leżało na ziemi, że przez nich przechodziliśmy . 15 kwietnia 1945 wyzwolili nas Brytyjczycy. Brytyjczycy otwarli magazyny i rozdali żywność. Wielu zagłodzonym chorym ludziom zaszkodził nadmiar jedzenia i było wciąż jeszcze wiele ofiar. Brytyjczycy po wyzwoleniu zabrali mnie do szpitala w Bergen-, gdzie leżałam chora na tyfus, wychudzona na kość , w złym stanie , ale przy prawidłowym odżywianiu i regularnych posiłkach w kilka tygodni później doszłam do siebie. Na początku czerwca zabrali nas na czechosłowackie ciężarówki i wyruszylyśmyn stąd. Drogę do domu wiodła przez Pragę. W Pradze byłam kilka tygodni, gdzie Czerwony Krzyż dał nam ubranie , pieniędzy i żywności, czuliśmy się tam dobrze, Czesi byli dobrzy i mili. Kilka dni zostaliśmy w Budapeszcie, gdzie byliśmy kilka dni w domu "DEGOB" -, a następnie poszłyśmy do naszych od dawna opuszczonych domach w Tiszafélegyházára.
2145, K, gospodyni domowa ur 1925 ,lat 20, Auschwitz (05-44 do 08-44 ), Neusalz ( 08-44 do 03-45 ) , Bergen – Belsen ( 03-45 do 04-45 )
W kwietniu przyszła kolej na nasza wieś aby zabrać Żydów do getta. …….Po trzech miesiącach poszłyśmy z transportem . Doszłyśmy do Neusalz. Mieszkałyśmy w obozie i pracowałyśmy w fabryce nici. Było nas 2000 kobiet. Jedzenie było bardzo minimalne, bardzo wiele głodowałyśmy. Kiedy szłyśmy do fabryki lub wracałyśmy stamtąd, zawsze towarzyszyły nam psy, w celu zapobieżenia ucieczkom. Ale myślę także, nawet gdyby nie było tych wytresowanych zwierząt, ucieczka i tak byłaby niemożliwa. Gdybyśmy nie pracowały dobrze, nadzorczynie pobiły by nas natychmiast bez litości. W marcu przetransportowali nas do Bergen-Belsen. Jeśli Neusalz był straszny - był Bergen-Belsen był o wiele bardziej strasznym miejscem. Nie mieliśmy kocy, leżeliśmy na brudnej ziemi i w błocie. Na obiad dostawałyśmy dziennie po 0.2 litra zupy z rzepy, ale o to musiałyśmy walczyć, jeśli ktoś nie był bardzo sprawny, nie miał na to szans. Ponieważ nie było wody, nie można było się umyć. Tak więc duże ilości wszy mogły się namnażać, roznosząc tyfus. To wtedy było główną przyczyną tak wielu zgonów. Ponieważ bloki były pełne martwych, często wolałam być na zewnątrz. Ten straszny czas trwał trzy tygodnie. W dniu 15 kwietnia rozebrali przewody i pojawil się pierwszy Anglik. Następnego dnia dostarczyli oni nam wszelkiego rodzaju dobre rzeczy. Ale niestety z powodu takiej bogatej diety ludzi zmarło, bo ich osłabiony żołądek i jelita zupełnie nie były w stanie trawić takiej żywności. Poza tym byłam chora i musiałam leżeć w szpitalu jeszcze trzy tygodnie po wyzwoleniu. Teraz dostałam się do Pragi czeskim transportem , a stamtąd do Budapesztu na własną rękę. O ile w Pradze szło mi dobrze, o tyle w Budapeszcie nie dostałam pomocy, o której mnie informowano i pozostałam całkowicie bez grosza i samotna.
2300, K, krawcowa ur 1925 ,lat 20, Auschwitz (05-44 do 08-44 ), Neusalz ( 08-44 do 02-45 ) , Bergen – Belsen ( 02-45 do 04-45 )
W mojej rodzinnej miejscowości było tylko niewielu Żydów. Mieliśmy młyn, z którego mogliśmy żyć bardzo godziwie. Ale już wtedy , gdy Ukraina Zakarpacka przypadła Węgrom, wystąpiło wiele niedogodności , których nie było , kiedy należeliśmy do Czech. Wielkie nieszczęście przyniosła na okupacjaWęgier przez Niemców. Bardzo szybko musieliśmy spakować nasze najważniejsze rzeczy i zostaliśmy zamknięci w cegielni w Munkácsu. ……. W ciągu trzech miesięcy zostałam wyselekcjonowana trzy razy, za każdym razem robił to Mengele osobiście. Wiedzieliśmy już wtedy o komorze gazowej i krematorium i byłyśmy przerażone, gdy się ukazał. W sierpniu w Auschwitz rozeszła się pogłoska, że które nie dostaną się do tego transportu i pozostaną na miejscu, pójdą do gazu. Potem bardzo się starałam i udało mi się dostać przydział. W Neusalz były kobiety i mężczyzni więźniowie, ale wyraźnie oddzielone. Pracowaliśmy w fabryce nici, praca nie była tak bardzo trudna. A ponieważ mieliśmy tutaj co jeść , nasza sytuacja mogła być określana jako lepiej niż dobra, pomimo bicia ze strony nadzorczyń. Z końcem lutego musieliśmy odejść, i wtedy zaczął się dla nas naprawdę zły czas. Najpierw szlyśmy pieszo sześć tygodni , a następnie jechałyśmy tydzień pociągiem. W tym czasie dwa razy dostalyśmy chleb. W czasie naszej ewakuacji pieszej mogłyśmy w spotkanych wioskach wyprosić jakieś jedzenie. W wielu przypadkach były nasze prośby uwzględniane . Jeśli nam nic nie dali , muszę przyznać otwarcie - że kradliśmy . Gdybyśmy tego nie robiły, niechybnie umarłybyśmy z głodu. W końcu osiągnęliśmy nasz cel , Bergen-Belsen. To był obóz zagłady. Podczas siedmiu tygodni mojego pobytu tutaj , spędziłam dwa dni w pracy. Spałyśmy na siennikach ze słomy. Nie robiłyśmy nic , tylko staliśmy na apelu i powoli mdlałyśmy. Codziennie było setki zgonów . Główną przyczyną zgonów był niesamowity głód i wszy, które rozprzestrzeniały tyfus. Niestety, nawet po przejęciu obozu przez Brytyjczyków 15 kwietnia 45, wielu ludzi było chorych. Więźniowie mieli organizmy całkowicie wyczerpane, jelita nie pracowały prawidłowo, i gdy teraz nagle pojawiło się tłuste jedzenie , ich żołądki nie były w stanie tego strawić. Żeby ponownie stać się wolnym człowiekiem, musiałam już teraz pomyśleć, jak spełnić marzenia. Ponadto, byłam chora, ale to był lżejszy przypadek i w ciągu siedmiu tygodni wyzdrowiałam . Mam nadzieję, że uda mi się wyjechać do Ameryki, ponieważ tam ludzie mają zupełnie inne poglądy jak tutaj.
2410, K, krawcowa ur 1927 ,lat 18, Auschwitz (4 tyg. ), Neusalz ( 8 m-cy ) , Bergen – Belsen ( 4 tyg )
….. W maju dostałam się do transportu i oddzielili mnie od matki. Na drogę wydali prowiant . Eskortowane byłyśmy przez żołnierzy, który traktowali nas odpowiednio. Do Neusalz przyjechałyśmy o 12 w południe, zostałyśmy bardzo dobrze przyjęte. Pracowało tu 150 dziewczyn z Węgier i 350 dziewczyn z Polski. Mówili, że Węgrzy umieją pracować bardzo dobrze. Lager był przyzwoity. Spałyśmy w osobnych pryczach , pokoje były czyste. Wyżywienie było dobre. Nie miałyśmy jakiejś bardzo poważnej pracy. Tu pracowaliśmy razem z francuskimi i włoskimi jeńcami wojennymi , którzy mogli wychodzić do miasta i od nich otrzymywaliśmy wiadomości. Zanim stąd poszłyśmy dalej, dostałyśmy sweter i kurtkę, bo bardzo marzłyśmy w starych ubiorach więziennych w paski. Kiedy Rosjanie byli już bardzo blisko, w styczniu wyruszyłyśmy stąd pieszo, szłyśmy codziennie od 20 do 25 km , noce spędzałyśmy w ciemnych stodołach, tak szłyśmy przez 6 tygodni, często w śniegu. Prowadzili nas żołnierze Wehrmachtu , łącznie było nas 850 internowanych. Wiele odmroziło nogi w strasznym zimnie , i nie mogły iść dalej, byłyśmy strasznie wygłodzony. Eskortya była dla nas bardzo zła. Bili nas i męczyli i tak aż przybyliśmy do Belsen.Tutaj przebywałyśmy przez miesiąc. Po strasznej drodze nie otrzymaliśmy oczekiwanego pokoju, ale w tym miejscu było jeszcze gorzej. Bardzo wiele osób spośród nas zmarło , dziennie było co najmniej po 10 do 15 zmarłych . Strasznie cierpiałyśmy z głodu , byłyśmy słabe, wszędzie tutaj był niewyobrażalny brud, wysokie stosy trupów były wszędzie, więc się nie dziwię, że tyfus pochłonął tyle ofiar. Nie wiem w jaki sposób mogłam doczekać wyzwolenia, które nastąpiło 15-04-45, gdy wojska brytyjskie przyszły do nas i zobaczyły z przerażeniem w jakiej sytuacji jesteśmy. Natychmiast wyposażono nas we wszystko, niestety zbyt dobrze, ponieważ osłabione organizmy nie były w stanie trawić bogatego pożywienia, więc Brytyjczycy widząc wielkie straty ludzkie, teraz bardziej ostrożnie wydzielali jedzenie. Teraz dostawaliśmy jeść tylko stopniowo i w ten sposób niektórym z nas udało się uciec przed śmiercią. Teraz wrócilam zapytać o rodzinę. Niestety, nikt jeszcze nie wrócil. Będę czekać na innych , może jeszcze nie zdążyli przyjechać.????????
3092, K, krawcowa bielizny ur 1925 ,lat 20, Auschwitz (21-05-44 do 20-07-44 ), Neusalz ( 24-07-44 do 24-09-44 ) , Bergen – Belsen ( 24-11-44 do 15-04-45 )
…… Następnie pojechaliśmy osobowym pociągiem i normalnie dojechałyśmy do Neusalz. Tu pracowałyśmy w fabryce. Produkowaliśmy nici. Obóz był przyzwoity, prycze były znacznie lepsze, jak w Auschwitz, ale tu też było bardzo mało jedzenia. W pracy nie wolno było rozmawiać ze sobą, ja pracowałam na wielkiej maszynie. Jeśli ktoś popełnił najmniejszye wykroczenie przeciwko dyscyplinie, był surowo karany. Jeśli na ulicy rozmawiałyśmy ze sobą na drodze, za karę obcinali włosy. Gdy Rosjanie się zbliżyli, odeszłyśmy stąd pieszo. Szłyśmy przez osiem tygodni, przy okazji wiele osób zginęło. Po drodze ledwo dostałyśmy jakąś łyżkę zupy, w czasie marszu nie można nawet się było umyć, to było straszne, kiedy o tym myślę, jestem strasznie podekscytowana, po ośmiu tygodniach tych , którzy przeżyli wprowadzili do wagonów. Byliśmy tak stłoczone, że nie było powietrza na drodze, tak jechałyśmy 4 dni, nie miałyśmy absolutnie nic do jedzenia , wielu ludzi oszalało na tej drodze w wagonie ciągle mówiły o jedzeniu , krzyczały , mialy zwidy, a następnie padały martwe. To samo w sobie było wielkim cierpieniem , ale los zrządził , że musieliśmy przeżyć bombardowanie po drodze, zanim pociąg w końcu dotarł do Bergen Belsen. Mieliśmy nadzieję, że tu wreszcie będzie koniec naszych cierpień, ale się rozczarowałyśmy , spaliśmy na kamiennej podłodze, nie było nic pod nami w mrozy w okresie zimowym, ale to nie było wszystko. Po pobudce o drugiej w nocy musiałyśmy stać na apelu do 10 godzin, kiedy przyszła nadzorczyni aby nas policzyć. Później wybuchły różne choroby zakaźne, i fakt, że przeżyłam , jest boskim cudem. Strasznie wiele osób zginęło w nim okropnie, wyzwolona zostala jedna czwarta. Wszyscy krzyczeliśmy w udręce o jedzenie,umieraliśmy z głodu, tak długo cierpiałyśmy niewymownie z głodu, nie przeszkadzało im, że nie dostawaliśmy jeść, że byliśmy chorzy, chcieli zabić jak najwięcej ludzi, udało im się osiągnąć swój cel, inne ich cele nie mogą się zrealizować. Pewnego dnia w kwietniu, zobaczyłyśmy białe opaski na rękach niemieckich kobiet, ( strażniczek ) które nie uciekły , bo nie miały tyle czasu jak inni. Teraz one też chciały pokoju, po zrealizowaniu przez nich szatańskiego zadania, teraz już chodziło o ich życie i było ono bardzo kosztowne dla tych przestępców, którzy myśleli, że mogą bezkarnie decydować o ludzkich losach , teraz zaiste bardziej drżały o własne życie. Pewnego dnia zobaczyliśmy, że brytyjskie samochody wjeżdżają i teraz po długim cierpieniu jesteśmy wolne, ale nie na długo cieszyłyśmy się wolnością, ponieważ mój osłabiony organizm nie był teraz w stanie przyswajać zwykle pożywienie, ale dzięki starannej opiece, udało mi się dojść do siebie , choć wiele z nas zmarło nawet jeszcze po wyzwoleniu . plany: chcę wyjechać do Palestyny, bo nie chcę, żeby moje dzieci musialy przechodzić przez takie cierpienia jak ja.Kiedy będę cierpieć w Palestynie, będę wiedzieć dlaczego. Na razie nie mogę iść do pracy, bo moja prawa ręka jest taka odmrożona, że nic nią nie mogę złapać, ale mam nadzieję, że wkrótce będzie znowu dobrze.

38. Stettin, Politz Szczecin Police
1745,1981=2
1745,M,nauczyciel szkoły handlowej ur. 1912, lat 33,Auschwitz ( 23do25-05-44 ), Dornhau ( 28-05-44 do 15-02-45), Bergen-Belsen ( 4-11-03-45 ), Messentin ( 13-03-45 do 15-04 45 ) i Barth ( 15-30-04-45 ).
…….11-03-45 załądowano nas do wagonów po 69 w wagonie i zabrano nas na dworzec kolejowy Messtentin odległy o 14 km od Stettin , ponownie wybrano zdrowych , innych również wysłano ale nie wiem dokąd. Dotarliśmy do obozu w Messtentin , gdzie byli sami Polacy, również językiem urzędowym był polski. Tu umieścili nas w mokrym, wilgotny bloku po 160 osób, odległego od miejsca pracy o 5-6 km , w Politz, koło Stettin, w zbombardowanej fabryce benzyny, gdzie benzyna była produkowana syntetycznie , pracowaliśmy przy porządkowaniu gruzów. Tutaj nas brygadziści strasznie bili , byli to głównie Polacy. Wyżywienie: O czwartej rano dostawaliśmy około 0,7 litra przegotowanej wody i 20 dkg. chleba, czasem dwa dkg margaryny , na obiad nic , na kolację 0,7 litra zupy. O utrzymaniu czystości nie było mowy, wody nie było przez cały tydzień , wody do picia nie można było uzyskać, tylko za cenę chleba. Raz w tygodniu, w sobotę po południu, dostawaliśmy pojemnik 4 litry wody, którą musiało się umyś 15-16 więźniów. W obozie chorowali głównie na tyfus, pójście na revier było uwzględniane, dopiero przy gorącze powyżej 39 stopni, gdy ktoś nie mógł pójść do pracy, upadł na podwórku, starszy obozu, który był polskim aryjczykiem i kapo oraz inni poplecznicy kopali ich, szczuli psy na nich , lali wodę na nich aż chorzy byli pokryci krwią. Zdarzyło się w Messentin w pewną niedzielę, która powinna być wolna , że lagerälteste zakomenderował, " Juden wystąpić!". Wtedy z wszystkich Żydzi utworzył komando specjalne i i wysłał ich do pracy z wybranymi brygadzistami, capo i strażnikami. Traktowanie w miejscu pracy było tak straszne i zostaliśmy pobici tak bardzo, że w całym kommando nie było jednego człowieka , który by nie był pobity do krwi, wszystko jedno, czy pracował czy nie- wszyscy byli strasznie pobici. Około godziny szesnastej przestali bić : kiedy później strażnicy rozmawiali z nami w sposób dość przyjazny , powiedzieli nam , że nie mogli nic zrobić , dostali takie polecenie, aby zabić tego dnia jak najwięcej Żydów. 85% zmarłych było tego jednego dnia. Po przyjeździe byliśmy zupełnie nadzy, potem dostaliśmy pasiaki i parę bielizny, była to pierwsza wymiana bielizny od pięciu tygodni, kiedy dostaliśmy ją w Dörnhau. Ta bielizna wisiała na nas w strzępach, niektórzy już nie mieli wcale bielizny,byliśmy pełni wszy.W Dörnhau otrzymaliśmy cywilne ubrania w listopadzi i grudniu 44, ale w Messentin zabrano nam to ponownie i znowu byliśmy tylko w Łachmanach . Do dezynfekcji doprowadzili nas do łazienki, gdzie była po kilka litrów wody na 40-50-ciu do umycia, ubrania nam zabrano i tak musieliśmy biec z powrotem do bloku. Dwie godziny dostaliśmy nasze ubrania po dezynfekcji, tylko tak można się było pozbyć wszy. Rano w dwie minuty po pobudce każdy musiał być na podwórzu , inaczej starszy blokowy bił więźnia po głowie kawałkiem ciemnego gumowego kabla. Każdy, kto miał normalne buty , które dostał w poprzednim obozie, zdejmował je i jeżeli nie oddał ich z własnej woli, był przekonywany biciem i dostawał drewniaki ( pantofle na drewnianym spodzie ). Z Messentin zabrali nas do Bartha gdzie zostaliśmy członkami tzw „ komando boksersiego Spitzlera „-Spiclerbochskommandó", ze względu na ulubione zajęcie unterschaarführera, który że bił pięścią więźniów w żołądek…..
1981, M, uczeń ur 1929, lat 16. Birkenau (3 dni poł. 05-44 ), Dornhau (poł.05-44 do poł. 02-45), Bergen-Belsen ( pocz. 03-45- 6 dni ), Szczecin-Police ( pocz. 03-45 do połowy 04-45 ) , Barth ( poł. 04-45 do 1-05-45 ).
…… W Bergen-Belsen, spędziliśmy tylko sześć dni, przyjechaliśmy i następnie wysyłano nas do Szczecina-Politz, gdzie znaleźliśmy 2.000 więźniów wszystkich narodów. 7 km od tamtejszego obozu znajdowała się największa niemiecka fabryka margaryny i zakłady przetwórstwa ropy naftowej, które zostały zniszczone przez trafienia bomb i musieliśmy usuwać ruiny. Byliśmy przy tym ostrzeliwani przez Rosjan, którzy byli po drugiej stronie Odry. Wyciągaliśmy kable z ziemi, przy tym uderzył mnie odłamek w plecy , rosyjskie pozycje były w pobliskim lesie, jakieś 50 m od nas. Każdego dnia był alarm lotniczy. Ogień frontowy był kierowany ponad naszym obozem i widać było tory pocisków. Starszy obozu, chrześcijanin Polak traktował Żydów źle. Powiesił własnego brata, który był capo, bo ten rzucił się niego. Inni przeczekiwali jego rundy skakania do gardła i bicia pałką gumową, z SS, rekrutujących się z Polska, miał dobre układy. Otrzymywaliśmy jedną czwartą bochenka chleba, z czego połowa była spleśniała, i wieczorem i słoną, niejadalną zupę. Co tydzień byliśmy dezynfekowani, przy czym nasze dobre ubrania cywilne odebrano nam i wymieniono na podarte i poplamione. Nasze nowe francuskie buty, tak, wszystkich, zostały nam odebrane. My otrzymaliśmy drewniane chodaki a Polacy mieli dobre buty. My, Żydzi, zostaliśmy zabrani do transportu i pociągiem towarowym pojechaliśmy do odległego o 100 km Barth. W czasie dwóch tygodni naszego tam pobytu pracowaliśmy w komandzie na lotnisku, w tym tygodniu mieliśmy więcej pracy niż w całym poprzednim roku. Tu bardzo nas bili i wrzucali ludzi do wody: przy życiu pozostało 60 ze 140 osób . Przy noszeniu i rozrzucaniu ziemi można było oberwać pałkami i stylami od łopaty po głowach. SS rozwiązało się na trzy dni przed przybyciem Rosjan i dołączyli do nich chrześcijanie i 20 Żydów dobrowolnie ( tekst niejasny-przyp. mój ) . Ja już na tydzień przed przybyciem Rosjan byłem chory na tyfus i leżałem do pierwszego czerwca. Wróciłem do domu czeskim ransportem . Najpierw chcę iść do domu, ponieważ nie wiem nic o rodzinie.

39. Obóz Gross Rosen Rogoźnica
11,84,90,104,182,188,297,306,330,374,457,481,524,600,610,616,656,663,669,842,844,924,
936,1003,1066,1067,1095,1096,1106,1134,1219,1220,1234,1255,1259,1261,1330,1349,1390,
1399,1400,1441,1444,1466,1518,1519,1523,1538,1572,1608,1656,1666,1706,1748,1757,
1759,1781,1782,1856,1882,1888,1948,1958,2007,2023,2067,2071,2076,2114,2152,2181,
2195,2202,2212,2234,2278,2284,2329,2344,2366,2460,2584,2587,2605,2657,2925,2945,
3105,3125,3183,3271,3273,3285,3314,3334,3338,3399,3429,3503,3587,=100
11,M, były kupiec ur 1913, lat 32, Birkenau ( 4-5 tyg ), Brick ( 3 miesiące ) , Gross-Rosen ( 14 dni ) , Reichenbach (6-7 miesięcy), Dachau ( 2 miesiące ) , Killen, daty nie podane, 4-05-44 do 1-05-45
…… Tutaj byłem ok. 3 miesiące, potem z powrotem załadowali nas na wagomy i pojechaliśmy do Grossrosen. To był olbrzymi obóz koncentracyjny, nie wiem ile osób tam mogło być, ale to były dziesiątki tysięcy. Pracy tu nie było, tylko nieprzerwanie dzień w dzień staliśmy na apelu. Jedzenie było bardzo dobre, ale bardzo mało, więc tu również cierpieliśmy wielki głód. W tym obozie byłem 14 dni, potem przyszedłem do Reichenbach. …….
84,2K,modystka,ur.1920, lat 25 i krawcowa ur. 1918, lat 27, Auschwitz( połowa-05-44, 2 dni ) , Krakkó (koniec-05-44do koniec 07-44 ), Auschwitz ( 1 m-c ) , Neustadt ( 08-44 do 20-01-45 ) , Grossrosen (01-45, 3 tyg. ) , Mathausen ( 3 dni ) , Bergen – Belsen (poł-04-45 )
….. Przyszliśmy do Grossrosen po dziewięciu dniach pieszego marszu. Dziennie szliśmy 20-30 km, ale jedzenia było tak mało ( dali na drogę trochę chleba i margaryny), że po drodze jadłyśmy śnieg dla złagodzenia tego głodu. Spaliśmy po stodołach, w otwartych budynkach, gdy mogliśmy usiąść na śniegu, byłyśmy bardzo szczęśliwe. W Grossrosen spędziłam trzy tygodnie. To jest duży obóz, w szczególności wiele mężczyzn tam było. Byli również bardzo głodowaliśmy , dostawałyśmy 1 / 4 bochenka chleba, trochę wodnistej gotowanej rzepy , i leżałyśmy w cztery na pryczy. Stanie na apelu było dzienną pracą . Jeśli ktoś rozmawiał podczas apelu , kazali mu klęczeć na śniegu,z rękami w określonej pozycji, czasami godzinami tak był zostawiany.
90,M,kucharz ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 10do20-04-44 ), Warszawa (20-04-44do20-07-44), Dachau (20-07do10-08-44 ), Buchenwald (10do12-08-44 ), Lublin ( 12do17-08-44 ), Grossrosen (17-08-44do10-09-44 ), Mühldorf (10-09-44do20-04-45 )
W Nagyszollos mieszkało ok. 4000 Żydów. Ci pracowali głównie w zawodach rzemieślniczych lub handlowych, byli lekarzami, byli jacyś prawnikami, i czasem inżynierami. Nie byli bogaci, ale każdy miał zwykle doświadczenie w pracy. Ja mieszkałem z matką i siostrą i nasza sytuacja finansowa była skromna. W marcu 1939 rozpoczęły się pierwsze zarządzenia anty-żydowskie. Mojej matce natychmiast odebrano kiosk. Reszcie odebrano sklepy i od tej pory stan utrzymania znacznie się pogorszył. Kristofori János był tym urzędnikiem, który wydał te przepisy, Koflonovits György prześladował Żydów, w tym mnie. Wyrzucił mnie z pracy i zmusił mojego szefa aby mnie nie zatrudniał. Żydzi nie mogli bronić się przed tym, bo nie było do kogo się zwrócić.23-04-44- to była niedziela- ogłosili, że Żydzi nie mogą wychodzić na ulicę. Ten stan trwał przez tydzień , w tym czasie stale rewidowali domy w poszukiwaniu pieniędzy i rzeczy wartościowych. Następnie poszliśmy do getta, mogliśmy zabrać tylko trochę bielizny i jedno ubranie. Zamknięcie w obozie przeprowadzili żandarmi i ich poplecznicy, zostaliśmy ponownie wezwani do wydania biżuterii i pieniędzy, bo nie będziemy już tego potrzebować, gdyż zostaniemy deportowani. Wciąż nie mogę zapomnieć , że lokalna ludność chrześcijańska patrzyła ze śmiechem jak nas prześladują. Getto zostało zamknięte od zewnątrz, w mieszkaniach było po 10 rodzin, był straszny ścisk. Rada Żydowska, niestety, nie przejmowała się niczym. Kiedyś uciekłem z getta, bo moja mama chciała zdobyć trochę jedzenia, ale potem zostałem aresztowany przez żandarmów i bardzo mnie pobili . sześć dni później wyruszyliśmy. Do tej pory już wielu zmarło i popełniło samobójstwo. Nie dostaliśmy nic do jedzenia i popędzili nas jak zwierzęta i umęczonych wrzucili do wagonów. W wagonie jechało 80 osób, ja zostałem starszym wagonu i odpowiadałem życiem za wszystkich ludzi. Z wagonu być może można byłoby uciec, ale moja mama nie chciała odejść. Jechaliśmy przez 10 dni i trzy razy w tym czasie dostaliśmy wody. Do Koszyc eskortowali nas Węgrzy, tam przejęli nas Niemcy. Zapowiedzieli nam, żebyśmy mieli nadzieję w tym , że wiemy, dokąd zmierzamy i ostrzegli nas, że od sposobu w jaki będziemy pracować , będzie zależeć ilość jedzenia i również otrzymywane wynagrodzenie. Mnie osobno również ostrzegli. Trochę wierzyłem w to co mówili, bo nie spodziewałem się tego , co się stało potem. Po przyjeździe do Auschwitz, Polacy usunęli dzieci i osoby starsze z wagonów i ledwie mogłem się powstrzymać od wielkiego płaczu i z lamentami żegnałem się z matką i siostrą i mimo że zostało powiedziane wcześniej, że rodziny pójdą razem , zostaliśmy rozdzieleni. Nie widziałem matki od tego czasu. Następnie wkrótce rozpoczęła się selekcja, gdzie oddzielono chorych i zdolnych do pracy. Poszliśmy do łaźni, tam pozbawili nas włosów, zdezynfekowali , ubrali w pasiaki więzienne . Zabrali nas mokrych do pewnego bloku, cienko ubranych, i tu spaliśmy na deskach i jak deszcz spadł mimo największego zmęczenia nie mogłem zasnąć. Przez trzy dni byliśmy tutaj w tym bloku. Jak tu przybyliśmy; od rana do wieczora staliśmy na apelu. Przez 4 dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Ludzie dostawali zawrotów głowy z głodu. Wodę tak piliśmy , jak zwierzęta. Na 5-ty dzień dostaliśmy raz zupę i 20 dkg. chleba. Byliśmy tutaj przez 3 tygodnie, stale nas bili. Stale były jakieś selekcje. Przyjeżdżał dr. Mengele w taksówce i rozpoczynał selekcję. Kto mu się nie spodobał, wybierał i zawracał , kogo chciał. Przy pewnej selekcji zdarzyło się, że stojący obok żołnierz SS zamiast kolegi stojącego koło mnie, złapał mnie za ramię i odprowadził. Ale udało mi się uciec przez okno. Zważywszy, że selekcja była dokonywana nago, z wielkim trudem dostałem ubranie i uciekłem do innego bloku. Dostałem się do 9-tego bloku, gdzie cały blok był opróżniany, bo w obozie było dużo ludzi i w obozie musieli pomieścić 900 osób. Była blokada bloku, każdy poszedł do bloku, przyjechały tu trzy ciężarówki. Samochody podjeżdżały kolejno i zawracały i zaczęli ładować na samochody ludzi niezależnie od tego czy byli chorzy, młodzi czy słabe lub silni. Ja też byłem w tej liczbie i tylko tak mogłem się wyswobodzić, że powiedziałem że przyszedłem, aby pomóc rozładować. Następnie usiadłem koło kierowcy i pojechaliśmy do krematorium. Przybywszy do komory gazowej samochody zwalały ludzi, kto mógł wstać , wstał sam, kto nie mógł, został tam wrzucony. Każdy człowiek był rozbierany, ale ja jako początkujący nawet wtedy nie mogłem sobie wyobrazić okropności, które tam były. Ludzie szli a my musieliśmy patrzeć, że moi przyjaciele, znajomi i krewni są zabierani, rozbierani, dawaliśmy im do ręki mydło i ręcznik i 2000 osób pędzono do komór gazowych. Oni niczego nie podejrzewając poszli , a my zamykaliśmy wszystkie okna z zewnątrz, a następnie czekali na prysznic wody –a operator gazu wpuszczał gaz. Był płacz i krzyk, bo gaz ich torturował. Matki musiały widzieć jak giną ich dzieci. Najpotężniejszego człowieka gaz zabijał do 6 minut. Po 6-ciu minutach otwieraliśmy drzwi i czekał na nas stos trupów. A potem my rzucaliśmy zwłoki na wagoniki , jakby łopatą węgiel i zabieraliśmy ich do pieców. Tutaj byli spalani. Pracowałem w tym komandzie przez 3 dni, ale to było na granicy szaleństwa, to była straszna praca i nie mogłem tego znieść. Powiedział, komendantowi komanda że chcę iść z tego miejsca i posłał mnie do drugiego krematorium, bo było ich 5 sztuk. Tu moja praca była łatwiejsza. Musiałem ludzi popędzać , bić, gnać trzeba to było zrobić. Zdarzyło się na przykład, że przyszedł pewien transport węgierski i trzeba go było w całości spalić, nikt z nich nie miał wyboru. Nikt, nikt nie mógł uciec, ani młody, ani stary. Tutaj mieliśmy bardziej nowoczesny sprzęt. Tzn. po zapędzeniu 2000 osób do dużego pomieszczenia- oczywiście byli rozebrani, dostali mydło i ręcznik - i z pryszniców rozpoczął płynąć gaz. Gdy gaz ich zabił, wbudowany przenośnik automatycznie podnosił zwłoki na piętro i sam zaczął rzucać zwłoki do pieca. Tu był w podłodze pewien przenośnik, który pracował dla dwóch maszyn. Gdy jedni byli wyrzucani do pieca, przychodził następny transport i zaczynał się następny cykl od początku. Niczego nie podejrzewający ludzie myśleli, że ci przed nimi wyszli drugimi drzwiami. A cykl postępował tak jak poprzedni. Pracowałem tu przez 6 dni. Tutaj jeden z moich znajomych posłał mnie do szpitala, ale kto tam przebywał dłużej niż 24 godziny tego zabierali do krematorium. Mieszkaliśmy oddzielnie i udało mi się po długim trudzie przenieść do innego obozu. Dostałem się do 19-tego bloku, gdzie nas było 1200 ludzi przez 5-6 dni. Do jedzenia był kawałek chleba i zupa raz dziennie. Stąd transportem dostaliśmy się do Warszawy. Tu najpierw dostaliśmy numer więźnia a potem wprowadzili nas do bloków. W pierwszych dniach w Warszawie porządkowaliśmy ruiny getta, rozbieraliśmy pozostałe ściany, oczyszczaliśmy cegły i co tam uzyskaliśmy, wysyłaliśmy do Berlina. Tu byłem z pewnych chłopakiem z Nagyszöllős. Ponieważ poszukiwali fryzjera a ja wiedziałem jak się to robi wybrali mnie fryzjerem. Jego też goliłem. To już była bardzo dobra pozycja i wyżywienie lepsze. Czasami dostałem dżem lub margarynę. Tak więc mogłem pomóc innym chłopcom z domu. Trwało to 3 miesiące. Potem przyszedł straszny odwrót. Pędzili pieszo 5 000 ludzi 130 km, dziennie szliśmy po 30 km w ulewnym deszczu. Na całą drogę dostaliśmy 1/3 chleba. Każdy musiał iść niosąc 3 koce, spędzaliśmy noce pod gołym niebem, staliśmy pod mokrymi kocami w deszczu. 130 km od Warszawy załadowali nas na wagony. Ponownie rozpoczął się niemiecki system : bicie, głodzenie i poganianie. Potem przyszło wielkie ciepło. Nie dali nam wody przez 4 dni, w piątym dniu doszliśmy do rzeki i kiedy ludzie zobaczyli wodę, rzucili się do niej jak szaleni i pili brudną wodę z wodorostami. Nie chcieli wyjść z wody, a potem SS zaczęli wypędzać z wody, oczywiście, przy tym strzelali. Między innymi, został zastrzelony mój kolega , który stał obok mnie i gdy SS zobaczył czerwony pasek jego krwi w wodzie, a on wciąż żył , podszedł przydeptał go aż ten utonął. My już byliśmy w takim stanie, ze rzeczy tego rodzaju już nie robiły na nas wrażenia. Kiedy potem dotarliśmy do wagonów byliśmy tak osłabieni, że na przykład jeden chłopak zmarł na ziemi na kolanach z pragnienia. Płakał i błagał o wodę, ale nie mogliśmy na to poradzić. Człowiek oderwał złote zęby z ust i dał SS, ale nie uzyskał dla niego współczucia. Kapo pomagali zabijać ludzi, to byli zabójcy. Zabijali bronią i bili ludzi. Po sześciodniowej jeździe bez jedzenia i bez wody, dotarliśmy do Dachau. Kiedy wysiedliśmy z wagonu na 60 osób 14 ludzi już nie żyło. Wysiadając musieliśmy tam zostawić koce. Ludzie już nie mieli siły iść, i na noszach wprowadzali nas do obozu, i zaczęli jak przy każdym przyjęciu od dezynfekcji. Tu już ostaliśmy rano i wieczorem czarną kawę i mały bochenek chleba. Byliśmy 14 dni w Dachau, a następnie zostaliśmy wysłani z transportem do Buchenwaldu , ale tu nie chcieli nas przyjąć. Tu byliśmy dwa dni i poszliśmy dalej. Tak dostaliśmy się do Lublina. Sytuacja tutaj była podobna do innych. Przydział do pracy : mieliśmy iść do pracy do kamieniołomu koło Lublina . Tu praca była strasznie ciężka i naprawdę ludzie ginęli codziennie. SS stwierdzili , że jest nas wielu. Lagerführer wydał rozkaz dla kapo i dowódcom grup roboczych, że "w każdym komandzie, które wraca do domu ma być dziennie po 10 do 20 martwych". Tak więc czy chciał, czy nie chciał, musiał bić na śmierć, tak aby przyszedłszy na apel mógł wyliczyć komendantowi obozu, że ma martwe ciała, wedle rozkazu. Jednakże nadal było nas wiele osób i zostaliśmy wysłani dalej i potem dostaliśmy się do Gross-Rosen. Był to ogromny obóz na wysokiej górze, - musieliśmy iść po schodach i tam byliśmy do dwóch tygodni. Pracy mieliśmy już wystarczająco dużo a jeśli mieliśmy iść na śniadanie, to było strasznie wysoko. Wolałem już nie jeść , niż tam iść. W tym przypadku mieli w pracy kapo, który podczas gdy 6 osób zebrało się aby iść na obiad, pobił również na śmierć 20 osób, bo ludzie nie mogli już chodzić. Taki kapo bił człowieka w taki sposób, że człowiek padał ,a następnie bił go na ziemi, dopóki więzień nie umarł tam przed jego stopami. Po dwóch tygodniach skierowali nas do Mühldorf. Budowaliśmy tu tzw. hauptbausstelle ( budowa o wysokim priorytecie ).
To absorbowało wiele osób i ok.. 5000 do 6000 tysięcy osób pracowało tu w tej pracy. Moją pracą było układanie worków z cementem. Musieliśmy nosić 5- kilogramowe worki z cementem do wysokiej betoniarki. Każdego dnia ludzie byli doprowadzani do ruiny. Czas pracy był 12 godzin. Następnie dostałem się do kuchni. Starsi obozu to byli niemieccy ciężcy przestępcy skazani za zabójstwa na 10-15 lat. Potem stali się naszymi panami i bogami. Ponadto jak już powiedziałem wcześniej, ja zostałem szefem kuchni. Pewnego razu na apelu poszukiwali kucharza i ja się zgłosiłem. Tam mnie przydzielono i to było stosunkowo dobre miejsce. Już dobrze wiedziałem jak koledzy głodują i nie potrafiłem im pomóc. Tu byłem dopóki nie dostałem tyfusu plamistego. Następnie zamknięto mnie w obozie kwarantanny i byłem tam aż do 25 kwietnia. W czasie największego kryzysu leżałem z gorączką 40-41.6 stopni , kiedy przyszło dwóch znajomych kolegów , nie chcieli odejść do transportu razem z obozem, a jeśli pozostaną przy życiu, to pomogą się wydostać. Chłopcy usunęli mnie z łózka i przemycili mnie. Przeszedłem z taką gorączka 6 dni, aż udało się dostać do Amerykanów . Tam nas zebrali, mnie zabrali do szpitala. Tu wyleczyli mnie z tyfusu plamistego. I tu już byłe tak długo aż się zregenerowałem. Tu już dostawaliśmy paczki Czerwonego Krzyża , ubrania, wszystko dostaliśmy. Nie mogę odnaleźć matki, nie chcę żyć w tym domu bez niej, chciałbym wyjechać do Palestyny jak najszybciej.
104,K,modystka,ur.1920, lat 25 i krawcowa ur. 1918, lat 27, Auschwitz( 20-05-44 do 20-12-44 ) , Breslau ( 20-12-44 do 5-01-45 ), Grossrosen (10-01-45 do 24-01-45 ) , Mathausen ( 25-01-45 do 12-02-45 ) , Bergen – Belsen (15-02-45 do 15-04-45 )
W Nagyszöllös Żydzi w ogóle zajmowali się handlem, przemysłem, byli wśród nich lekarze i prawnikicy.Mieszkaliśmy w dobrych warunkach, jednakże każdy pracował przyzwoicie.
W 1942 roku rozpoczęły się działania antyżydowskie . Odebrali warsztaty, sklepy, nawet domy…. Grossrosen przyniósł nam wiele trudności. Byliśmy tam 2 tygodnie, nie musieliśmy pracować, ale raczej nie było co jeść. Po 2 tygodniach wyruszyliśmy ponownie i poszliśmy do Mauthausen. Załadowali nas tutaj i 2 dni i 2 noce jechaliśmy w najgorszych z możliwych okolicznościach…..
182, K, elektryk i mechanik Rumunka , ur. 1913, lat 32, Auschwitz, Janina ( 06-44 do 10-08-44 ), Birkenau ( 10-08-44 do 1-09-44 ), Monowitz (09-44 do 18-01-45 ), Landeshut ( 10-25-02-45 ), Grossrosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ), Landeshut ( 15-03-45 do 05-45 ),
W Ocna Şugatag populacja Żydów była 140 ludzi. Byli handlowcami, rzemieślnikami, krawcami, szewcami , którzy żyli w dobrej sytuacji finansowej. Żyliśmy bardzo beztrosko, bo mieliśmy młyn , sklep i poza naszym własnym domem posiadaliśmy też grunty. I właśnie, kiedy wróciłem z pracy na służbie w Rosji, gdy przyszli Niemcy….. Pracowaliśmy tu przy okopach, bo Rosjanie przez trzy miesiące stali o 40 km stąd. Stąd dostaliśmy się do Grossrosen. Jest to również na Śląsku,…. km od Landeshut. Najbardziej cierpieliśmy od brudu.. Nie było łazienki, nie było możliwości normalnego snu. Po trzech spało w jednym łóżku cooczywiście sprzyjało upowszechnieniu wszy. Tu nadal wyszukiwaliśmy wszy . …… Zauważyłam, że w Landeshut byłam jedynym żydowskim więźniem i w Groserosen było nie więcej niż 10 procent liczby Żydów. Resztę stanowili skazani i więźniowie polityczni…….
188, M, uczeń ur.1931, lat 14, Birkenau (4 dni), Płaszów (2 miesiące), Gross-Rosen(5 dni), Gorlitz (do wyzwolenia 6-05-45).
…… Po dwumiesięcznym pobycie pojechaliśmy z transportem, 75 ludzi w wagonie, 3 dni do Gross-Rosen. Tam operowano mi czyrak, który utworzył się w okolicy stawu biodrowego, nie mogłem siedzieć po cięciu, ale było dobrze. Gross-Rosen był bardzo dużym obozem, byli tam niemieccy i polscy lekarze. Dalej pojechałem z transportem do Gorlitz, było bardzo źle, 50 ludzi w wagonie, 80 dkg chleba i 2 porcje margaryny na 2 dni
297,M, rolnik ur.1923, lat 22,Auschwitz ( 26-05-44 do 19-01-45 ) , Gross-Rosen ( 3 dni ) , Dachau (3 tyg. ) , Muhldorf ( 1do8-05-45 )
…… 18-01-1945, gdy musieliśmy opróżnić Auschwitz, my także zaczęliśmy z komandem ewakuowację .Czterdzieści kilometrów przeszliśmy w jedną noc, kto nie mógł wytrzymać tempa, został zastrzelony. Następnego dnia dotarliśmy do Grossrosen . Spędziliśmy tu trzy dni. W tym czasie ledwie coś dostaliśmy do jedzenia i stale nas bili. W baraku stłoczyli tysiąc pięćset ludzi. Wszystko co dostaliśmy do zjedzenia przez cały dzień to było w nocy o godzinie 24, a my schwytaliśmy trochę kawy i kawałek chleba . Stąd po trzech dniach ruszyliśmy dalej. Spędziliśmy sześć dni w wagonach, aż dotarliśmy do Dachau.
306,K. kosmetyczka,ur.1926,lat 25, Auschwitz ( 5-06-44 do- ) , Hundsfeldt ( ) , Gross-Rosen ( ) , Mauthausen ( ), Bergen-Belsen ( ) , Unterluss ( ) , Bergen-Belsen ( ) , Zelle ( -do 6-05-45 ).
….. W Hundsfeld byłam około czterech tygodni. Następnie pieszo odeszłyśmy stamtąd dalej do Grossrosen. Szłyśmy pieszo 150 km, w okrutnym zimnie, głodne i spragnione wnajwiększych zamieciach .Ludzie marli jak muchy na skutek głodu i zimna. Jednym z więźniarek nie zauważyła linii, którą zaznaczyla niemiecka nadzorczyni , bo to była noc, i ta odmówila jej wydania wody, rozpoczęła bijatykę , a kobieta została zastrzelona przez kobietę z SS. Kiedy dotarliśmy do obozu była noc i do następnego dnia rano stanłyśmy na zimnie i mrozie całkowicie osłabione po czterech dniach marszu a jedzenie dostałyśmy dopiero wieczorem. Podczas marszu śmierci zginęła czwarta część koleżanek.W obozie również często miały miejsce selekcje, prowadzil je dr. Mengele. Wybrane osoby były kierowane do krematorium .W Grossrosen byłam tylko kilka dni, potem załadowano nas po sto na otwarte wagony dla bydła ….,
330, M, uczeń, ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 6 dni ), Funfteichen ( 6 miesięcy ), Gross-Rosen ( 4 tygodnie ), Buchenwald ( ok. 3 tygodnie ), Bissingen ( 4 tygodnie), Alach ( 1 miesiąc), Stautach , Seeshaupt ( 2 miesiące w szpitalu)…
…. Stąd zabrali nas do Grossrosen. Tu ulokowali nas w piwnicy, gdzie spaliśmy na gołej ziemi, bez słomy, bezniczego , w czasie zimy. Nie musieliśmy pracować , ale wyżywienie było bardzo złe, wiele głodowaliśmy . Gdy przyszedł przydział żywności, ludzie chcieli się dostać do każdego posiłku za wszelką cenę , dopóki nie zostali pobici aż do śmierci. Zazwyczaj dużo nas tu bili. Po 4 tygodniach zabrali nas dalej do Buchenwaldu. ……
374,K, gospodyni domowa ur.1926, lat19, Birkenau ( 4,5 m-ca ), Hochweiler ( 3 m-ce), Grosrosen ( 10 dni ), Bergen-Belsen ( 4 m-ce ),
….Szłyśmy pieszo przez dwa tygodnie bez przerwy . Po drodze ledwie co dali jeść, byliśmy bardzo głodni. Jeśli poszliśmy do domów prosić o jedzenie , strażnicy SS bili nas na śmierć . Z 1000- ca osób przybyły do Grossrosena 634 osoby, inni zmali lub zostali zastrzeleni. W Grossrosen spędziła 10 dni. Po przybyciu zdezynfekowali nas i dostaliśmy inne ubrania. Nie pracowaliśmy, przez cały dzień staliśmy na apelu. Jedzenia było mało i traktowani byliśmy barszo żle. Bez żadnego powodu stale bili nas gumowymi pałkami. Stamtąd do obozu Bergen-Belsen śmierci. Po drodze przeszliśmy ciężkie bombardowania i zabrakło wagonów pociągu dla nas…..
457, 3K, uczennica ur. 1926 lat 19,, kapelusznik ur. 1921lat 24 i urzędnik ur 1917 lat 26, Auschwitz, Hundsfeld, Gross-Rosen, Bergen-Belsen, Mauthausen, daty nie podane.
….. W styczniu w końcu wyruszyłyśmy pieszo do Gross-Rosen. Na drogę nie dostaliśmy prowiantu, jedliśmy śnieg podczas marszu. Traktowali nas bardzo źle po drodze, wiedzieli, że koniec jest blisko, więc chcieli się zemścić na nas wszystkich . Kto nie mógł nadążyć, został zastrzelony. Wiele osób zmarło w drodze. Nie mogę zapomnieć tego obrazu. Po trzech dniach przybyliśmy na miejsce. Tu nie pracowaliśmy, czas płynął bardzo powoli i okropności były na porządku dziennym. Jedzenie było gotowane bez soli, nie można go było jeść. Dostawaliśmy tylko zupę i chleb. Byłyśmy w bardzo złym stanie. Po trzech tygodniach pognali nas stąd dalej. Wcześniej spalili wszystkie swoje pisma, aby nie wpadły w ręce Rosjan. Jechałyśmy otwartymi wagonami, bardzo padał śnieg, strasznie marzłyśmy przez cały czas. Po 130 kobiet było stłoczonych w wagonie, po czterech dniach jazdy , 30% zmarło i zwariowało. Jeść dostaliśmy dwa razy…..
481, M, student, ur 1930, lat 15, Auschwitz (1 do 15-05-44 ) ,Płaszów ( 17-05-44 do 19-08-44), Gross-Rosen ( 21-08-44 do 21-09-44 ), Reichenbach ( 24-09-44 do 3-05-45)….
……. Stąd zabrali nas do Niemiec, do Grossrosen. Podróż trwała tydzień. Połowa ludzi zginęła w wagonach, ani kropli wody nie dostaliśmy przez cały czas, ani jedzenia i nie było czym oddychać. Kiedy w końcu wyszliśmy z wagonów, nie mogliśmy utrzymać się na nogach, mieliśmy zawroty głowy od świeżego powietrza. Wprowadzono nas do obozu, ale nie wolno było się położyć ani usiąść. Przez całą noc musieliśmy stać na podwórku. Była to kara za to, że w plecaku niektórych ludzi znaleziono modlitewnik. Nie pracowaliśmy , ale cały czas byliśmy bici. Po czterech tygodniach pojechaliśmy do Reichenbach…..
524,M, uczeń technikum, ur.1927, lat 18, Auschwitz (koniec-05-44, 2-3 dni ), Gross-Rosen ( 05-44 do 01-45 ), Mauthausen ( 01-45 do 27-05-45 )
W Hustyaházá w 1944 roku żyło ok. 320 rodzin żydowskich , zajmujących się handlem , przemysłem. Moi rodzice mieli sklep tekstylny, ale Węgrzy, wycofali zezwolenia na handel. …... W Birkenau spędziłem tylko 2-3 dni, a następnie zabrali nas do Grossrosen. Załadowali po 50-ciu na wagon, na drogę dali nam trochę chleba. Podróż trwała niecałe dwa dni, po przybyciu zdezynfekowali nas i umieścili w blokach po 250-ciu. Racja żywnościowa: 1 / 4 chleba, margaryna, salami i zupa w południe. Najpierw skierowali nas do prac budowlanych , do noszenia cegły,pracowaliśmy przy powiększaniu obozu pracy. Była to ciężka praca, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, nawet po pracy musieliśmy stanąć przed blokiem, i tak aż do zmroku. Pod koniec stycznia ponownie dostaliśmy się do transportu , z Grossrosen zostaliśmy wywiezieni do Mauthausen węglarkami , na drogę dali tylko trochę chleba margarynę, to samo dali na kolejny dzień trzeci. Podróż trwała 4-5 dni, po przybyciu ponownie nas zdezynfekowali. Najpierw była kwarantanna, potem kierowali transporty do obozu pracy , ale mam do szpitala z biegunką. Po sześciu chorych leżało na jednej pryczy, czasami chleb był , czasem nie, jeśli nie było chleba, wymiennie dawali po pół litra zupy. Stamtąd poszedłem do kwarantanny, byłem tam jeden i pół miesiąca udało mi się uniknąć śmierci ,znaleziono u mnie zapalenie płuc więc wróciłem do szpitala i tu byłem aż do wyzwolenia, w dniu 5 maja, gdy Amerykanie weszli, przeniesiono mnie do szpitala namiotowego. Kiedy mogłem stanąć na nogi, wyruszyłem do domu , ale brakowało transportu. Przez Wiedeń i Bratysławę doszedłem do domu.
600, M, praca na służbie, ur.1910, lat 35, Auschwitz (16- 08-44 do 18-01-45 ) , Gross-Rosen ( 20 do 24-01-45 ), Dachau ( 24-01-45 do 15-02-45 ) , Muhldorf ( 15-02-45 do 26-04-45 )
W lipcu 1942-go dołączyłem do obozu pracy i dostałem się do Siedmiogrodu, gdzie budowano fortyfikacje. To była okropnie ciężka pracy, jedzenia mało , ale zamiast tego nas bili. Było bardzo zimno, wielu miało odmrożenia musieli amputowaną nogę. Tej pierwszej zimy było 16 martwych , tylko do 26 grudnia. Następnie nas odprowadzili , ale ponownie w styczniu zmobilizowali nas do Érsekújvár, skąd setkami z Sarospatak wywożono do Polski. To był wielki powrót i nie wiedzieli ,czy nas im wolno im nas przyjąć, następnie po wielkim odwlekaniu i po interwencji przydzielili nas do grupy 108/37i skierowali do Brześcia -Litewskiego. Pracowałem u piekarza, i przez cały czas, a to była najlepsza rzecz , którą miałem do zrobienia. I tu byłem do początku sierpnia 1944-tego. Gdy miasto zostało ewakuowane, oddziały zabierali nas wszędzie, ale zawsze twierdzili , że chcą pozbyć się Żydów. W Cieszynie zostałem przekazany Niemcom, którzy zamknęli nas na dwa tygodnie w małych celach , a tylko raz dziennie dawali trochę zupy. Następnie umieścili nas w wagonie i 16 sierpnia przybyliśmy do Auschwitz. W Auschwitz nosiliśmy kamienie, budowaliśmy drogi, ale przez większość czasu, staliśmy na apelu. Selekcje były bardzo ekscytujące, bo nigdy było wiadomo ,według jakiego kryterium kwalifikowano ofiary do komór gazowych. Czasami dr. Mengele posyłał tam ludzi zdrowych, a czasami tacy chorzy i słabi, których uznaliśmy za pewne, że przy następnej selekcji odpadną, uchodzili z życiem. Zdarzało się, że ktoś skazany na śmierć, jakoś wywinął się z kolejki. Znaleźliśmy jednak coś dziwnego w fatalnej możliwości, że tacy, którzy byli w dobrej kondycji, na pewno przy następnej selekcji mogli odpaść ponownie. Dlatego wszyscy próbowaliśmy , jeśli było można, dostać się do transportu pracy z Auschwitz. W końcu listopada byłem w krematorium, pracowaliśmy dzień i noc. Było już tak wiele martwych, że krematorium nie mogło nadążyć ze spalaniem , a następnie wywożono ciała do lasu, wykopano dół , tam wrzucali zwłoki, polewali naftą i je spalali. Przy tych rzeczach pracowało Sonderkommando, którzy również po trzech miesiącach byli paleni. W końcu października doszło do buntu Sonderkommando, kiedy zbuntowali się ci , który mieli być spaleni, podobno kilku osobom udało się uciec, ale nie wiem na pewno. Reszta została rozstrzelana. Z tego powodu powiesili cztery żydowskiej dziewczyny z kanada komando , które dostarczyły dla powstańców transport materiałów wybuchowych. Powiesili je na apelu, i każdy musiał to oglądać. Jeśli zauważyli , że mężczyzna i kobieta rozmawiają ze sobą, wszystkie obaj musieli godzinami klęczeć . Później dostałem się do kuchni. Tutaj można było osiągnąć trochę więcej jedzenia, ale to było bardzo niebezpieczne, bo jeśli kogoś przyłapali na najmniejszej kradzieży, znaleźli kawałki ziemniaków u ludzi, to potem bili prawie na śmierć całą kuchnię. Kiedyś wzięli mięso z rzeźni, oczywiście, nie więźniowie , ale żołnierze , więźniowie nawet nie byli w tym momencie wszyscy tam obecni , ale cały personel kuchni został pobity gumowymi pałkami. Był także w Auschwitz zespół muzyczny, którego członkami byli muzycy więźniowie. Grali muzykę przy wymarszu do pracy rano i wieczorem, kiedy wracaliśmy do domu, Bycie muzykiem miało dobre strony , podobnie jak wszystkie inne funkcje, które nie podlegały selekcjom. W grudniu zdemontowali krematorium siebie, i powoli zaczęli ewakuować obóz. 18-01-45 wyruszyliśmy na ewakuację. Szliśmy pieszo dwa dni, pod silnym nadzorem. Kto nie wytrzymał tempa, został zastrzelony. W Gross-Rosen byliśmy dwa dni. Cały czas staliśmy na apelu, jedzenia nie dostaliśmy. Ten obóz był obozem karnym. Następnie nas załadowali na pociąg, po 120 osób było w wagonie. Na drogę wydali po jednej trzeciej bochenka chleba i po 2 dkg margaryny. Jechaliśmy na tym wyżywieniu przez 5 dni. Kiedy dotarliśmy do Dachau, w naszym wagonie 17 osób nie żyło. Był taki wagon, w którym było 30 martwych . W Dachau trzy i pół tygodnia byliśmy w kwarantannie, a następnie przekazano nas dalej do Mühldorf. Ten obóz pracy był inny. Tutaj wybudowano podziemne fabryki. To była bardzo ciężka praca. Pracowałem przy mieszaniu cementu, który musiałem dodawać do mieszalnika, i miałem szybko wbiegać z ciężkim workiem cementu wąskim przejściem wysoko ponad mieszalnik. Potem każdy był już bardzo słaby, a ja stracił równowagę, spadł i złamałem kość. Na dwa tysiące osób 1100 więźniów to byli chorzy., W przeciwieństwie do ciężkiej pracy, jedzenie było bardzo słabe, pół litra zupy w południe i 4-5 kawałków ziemniaka, rano25 dkg chleba, 26-tego kwietnia 45 ponownie umieścić nas w wagonach . Jazda była już potem bardzo utrudniona, ponieważ były stałe naloty i uszkodzenia toru. Blisko Monachium powiedzieli, że każdy może iść gdziekolwiek chce, więc zaczęliśmy się rozchodzić do ucieczki. Zmienili jednak zdanie i SS i zaczęło do nas strzelać. Tym razem zastrzelili 200 osób. Jechaliśmy dalsze cztery dni, a następnie 1-05-1945 zostaliśmy uwolnieni w wagonach.
610, M, mechanik samochodowy, ur.1923, lat 22, Auschwitz ( ) 22-05-44 do pocz 01-45) , Gross-Rosen ( pocz. do poł. -01-45 ), Halbstadt (poł.-01-45 do poł. 03-45 ) ,Sonderhausen ( poł. Do 26-03-45 )
Kiedy na Węgrzech wyszło rozporządzenie o gettach , Żydzi ze społeczności wsi w Karpatenlandzie zostali doprowadzeni do gett w najbliższych miastach . Tak stało się z kilkoma rodzinami żydowskimi w moim rodzinnym mieście Olena , które przywieziono do getta Ungvar. Organami egzekwowania prawa byli węgierscy żandarmi, którzy badali tylko, czy mamy pieniądzei kosztowności i jeśli je dostali, Żydzi nie byli molestowani dalej.
……. Ja przyszedłem mianowicie do Gross Rosen, który był bezsprzecznie obozem zagłady. Ludzie nie mieli tam pracować , ale głodować i umierać. Do kremacji wielu martwych ciał, które z każdego bloku co dzień, były dostarczane, było także krematorium. W każdym bloku było każdego dnia co najmniej dziesięciu zmarłych . Jednak zdolni do pracy nie byli dostarczani dla zniszczenia, ale wysłani do pracy, i to do Halbstadt, gdzie znaleźli pracę w tunelu. Ja też zostałem przywieziony do Halbstadt, ale byłem tak wyczerpany, że już wkrótce przyszedłem do szpitala. Gdy bombardowania amerykańskich bombowców stawały się coraz intensywniejsze , ewakuowano Halbstadt i przyszedłem do Sonderhausen, w którym po kilku dniach, 26 Marca, wyzwolili nas Amerykanie. Ponieważ nie byłem zdolny do transportu, pozostałem dwa miesiące w tym mieście, dopóki nie odzyskałem sił na tyle, że mogłem wyruszyć podróż do domu
616, M, złotnik, ur. 1903, lat 42, Auschwitz (10do13-05-44), Funfteichen ( 16-05-44 do 28-12-44), Gross-Rosen (4do15-01-45), Mauthausen ( 20-01-45 do 8-05-45). ..
…. W Fünfteichen byłem do początku stycznia tego roku ( 45 ) a potem wyruszyliśmy stąd pieszo w drogę. Wszyscy szliśmy bez jedzenia przez sześć dni, a potem dostaliśmy trochę chleba. 40% osób zmarło z powodu głodu. Jeśli ktoś nie był w stanie kontynuować marszu , był zabijany strzałem. Noce spędzaliśmy na zewnątrz na świeżym powietrzu, w największy śniegu i na zimnie, bardzo wielu nie miało koców, dużo ludzi zamarzło na drodze. Po 6 dniach dotarliśmy straszliwie osłabieni do Gross-Rosen.Tu dostawaliśmy dziennie po 0.3 litra zupy i trochę chleba. Nie musieliśmy pracować ale przez cały dzień staliśmy w szyku do posiłku na apelu . I tu było wielu zmarłych z krańcowego wyczerpania. Utrzymanie czystości nie sbyło absolutnie możliwe, choć woda była , ale nie pozwolili nam. 10 dni byliśmy w obozie, potem zapytano nas , czy mamy jeszcze siłę , żeby przejść 3 km. Wszyscy byli bardzo słabi , i nie chcieliśmy chodzić więcej i dlatego staraliśmy się leżeć wśród umarłych, ale nie powiodło się. Po przejściu 3 km załadowali nas do wagonów, 90 osób podróżowało w otwartym , dziesięciotonowym wagonie, ledwie moglismy po prostu stać. Na podróż wydali po bochenku chleba i 1 kg konserwie mięsnej……
656,M, krawiec, ur1928, lat 17 Auschwitz-Birkenau ( 25-05-44 do -01-45 ), Gross-Rosen ( 2 dni, 01-45 ), Dachau (01-45 do koniec-02-45 )
Mój ojciec był sprzedawcą bydła w Nagykapos. W 1941 został usunęty z branży, a następnie udaliśmy się do niego z powrotem, ale nie powiodło się. ……… W grudniu 40 chłopców zostało wybranych i wywiezionych do Auschwitz, byliśmy tam przez 6 tygodni, a następnie ewakuowali obóz pieszo i zabrali mnie do Gross-Rosen , byliśmy tam 2 dni, następnie kontynuowano do Dachau …..
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:59, 30 Sie 2013 Powrót do góry

663, M, handlowiec, ur. 1092,lat 43, Birkenau ( 15-06-44 do 25-07-44), Funfteichen ( 26-07-44 do 21-01-45 ), Gross-Rosen ( 10 dni ) , Nordhausen, Dora ( do 11-04-45)
….. Zabrali nas wszystkich do Grossrossen. Stan osobowy obozu wynosił 4500 ludzi, i dystans około 120-km trasy zrobiliśmy w ciągu 5 dni . Po drodze dostaliśmy dwa razy jedzenie i było po drodze conajmniej 500 ofiar. Tych, którzy nie wytrzymywali tempa i usiedli, na naszych oczach zostali zastrzeleni przez SS. W Grossrossen pozostaliśmy około 10 dni, tu nie było pracy. Jedzenia było strasznie mało , i bardzo złe. Dużo nas bili . Po 10 dniach popędzili nas do Nordhausen. ….
669,M, cholewkarz, ur. 1895, lat 50, Auschwitz ( -05-44 do 12-12-44 ), Gross-Rosen ( 14-12-44 do 5-01-45 ), Buchenwald ( 6-01-45 do 14-04-45 )
Wywieziono mnie z getta Huszt do Auschwitz. …. . Jesienią dostałem przydział do transportu i dostałem się do Gross-Rosen. Był to ogromny obóz, 45.000 osób różnych narodowości było tutaj. Pracowałem ze starymi więźniami, pomagałem przy mieszaniu cementu, co było strasznie ciężką pracą . Mieszarka miała wysoką podłogę musieli po wąskich deskach przenosić ciężkie worki z cementem. Na deskach musieli się spieszyć i bardzo często zdarzało się, że ten czy ów nieszczęśliwy człowiek spadał z desek z workiem rozbijając się na śmierć. Nasz transport tam nie pracował, ale to była straszne miejsce. Tak wielu ludzi zostało stłoczonych w jednym baraku, że ani siedzieć, ani stać nie było miejsca, mogliśmy jedynie kucać. Jedzenia dawali mało, tylko nas bili. W bloku było dziennie od 20 do 30 zmarłych osób. Stąd pojechałem pociągiem do obozu w Buchenwaldzie, obóz był wielki, ok. 50.000 osób. Traktowanie było złe, i w dalszym ciągu byłem już strasznie słaby. Woda była , ale Tylkowo mycia, nie wolno było jej pić, bo już wielu zachorowało na dur brzuszny i woda była zanieczyszczona. Wielu ludzi zginęło tutaj. Zmarli leżeli na drodze przed blokami. Kiedy zaczęła się ewakuacja obozu, czułem, że nie mogę iść z nimi i zostałem, leżąc na podwórzu wśród umarłych. Leżałem tak 36 godzin, aż opróżnili cały obóz, po czym wstałem z trudem. Wtedy byłem naprawdę bardziej martwy niż żywy, bo nie mogłem się ruszyć. Okres 36 godzin spędziłem w półśnie i stanie nieświadomości, więc wiele nie pamiętam. 14 kwietnia przyszli Amerykanie i z przerażeniem patrzyli na zmarłych i jeszcze bardziej byli przestraszeni, kiedy zobaczyli żywego człowieka.
842, M, praktykant blacharz ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( xx do 25-05-44), Funfteichen ( 27-05-44 do 15-01-45), Gross-Rosen ( 20-01-45 do 20-02-45), Mauthausen 25-02-45 do 4-04-45), Gunskirchen ( 18-04-45 do 4-5-45).
... 15 stycznia 45 musiałem odejść z obozu i szliśmy pieszo pięć dni z ciężkim sercem. Marsz pieszy rozpoczęło 5000 osób, pokonaliśmy dystans 120 km w ciągu pięciu dni, ale tylko 3500 żywych osób przybyło do Gross-Rosen. Pozostała część zginęła od SS-manów, a wielu od niebezpieczeństw i cierpień. W Gross-Rosen początkowo sytuacja była dość dobra. Później jednak coraz więcej osób przybywało . Wreszcie, kolejne 1500 osób w baraku nie miało prycz, mogli tylko siedzieć razem w kucki na podłodze z przodu . Nowe transporty nie pracowały , tylko stare i dostały więcej żywności. My dostawaliśmy tylko po 0.2 litra zupy rano i wieczorem. Każdego dnia umierało ok 80-100 osób, które były palone w krematorium. SS wszedł do baraku i bardzo wszystkich pobił. Kiedy Rosjanie zbliżyli się, zostaliśmy załadowani po 120 osób na otwarte wagony …
844, M, Mechanik ur 1925, lat 20, Auschwitz ( pocz.-06-44do18-01-45) , Gross-Rosen ( 26-01-45 do koniec-02-45 ), Flossenburg ( 03-45 ),Regensburg (04-45 )
Wkrótce po wkroczeniu do Niemców na Węgry, zaczęli koncentrować Żydów w gettcie w Uglya ; uciekłem z domu i ukrywałem się w lasach wokół Uglya. Ukrywałem się dość długo , ale w końcu chłop ze Szwabii o nazwisku Kürsch János znalazł mnie i zdradził. Potem przyszli po mnie żandarmi i zabrali mnie do obozu zbiorczego Nyíregyháza, gdzie byłem 2 i pół tygodnia. Potem załadowali mnie na pociąg i wywieźli do Auschwitz. W Auschwitz byłem aż do opróżniania tego obozu 18-01-45. Pracowałem w swoim zawodzie, jako mechanik. Mieszkaliśmy w bloku. Wszyscy mieli normalne łóżko. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Rano musieliśmy stać godzinę w szyku ( apel –przyp. mój ) przew wypuszczeniem nas do pracy. W pracy pewien niemiecki kapo bardzo nas bił, był oznakowany na odzieży trójkątem jako skazany rozbójnik. Na obiad dostawaliśmy 1 litr niejadalnej zupy, tzw Dörrgemüset ( z suszonych jarzyn-przyp. mój ). Pracowaliśmy do wieczora 18.45 , potem szliśmy do obozu i był apel. Po apelu dostawaliśmy obiad, herbatę i chleb. Z apelu często chodziliśmy na "ćwiczenia sportowe." Jeśli praca nie była wykonana dobrze, dostawaliśmy potem bicie. Ze względu na to, że Rosjanie się zbliżyli, mieliśmy opróżnić obóz i poszliśmy na piechotę do Grossrosen. Szliśmy pieszo dwie noce i jeden dzień. Pokonaliśmy dystans 110 km, kto nie był w stanie nadążyć, był zabijany strzałem. Potem umieścili nas w otwartych wagonach, po 70 do 80 ludzi. Było strasznie zimno i padał deszcz. Jedzenia nie dali przez 3 dni. Wielu zginęło w wagonach od mrozu i głodu. W wagonie było bardzo mało miejsca, bo SS-mani zatrzymali pół wagonu dla siebie. Kiedy wysiedliśmy z wagonów, poszliśmy do kąpieli. Zabrali nasze ubrania i dali miejscowe ubiory, było bardzo zimno. Byliśmy tam cztery tygodnie. Na śniadanie była zupa, trzy osoby na 1 litr zupy, po południu o 14-tej wydawali, obiad wydawali . Chleb wydawali o 21 wieczorem, było 0,3 kg chleba , bez dodatku. Apel był trzy razy dziennie. W nocy, gdy pobieraliśmy jedzenie, musieliśmy wiele godzin stać w ciemnościach na zimnie. Na bloku 1200 osób leżało na ziemi na słomie bez koców. Każdego dnia było 30-40 zgonów. Ludzie umierali z głodu i bicia. Nie można było się myć. Myliśmy się prawie wszyscy na świeżym powietrzu zimą, ale również było to możliwe tylko raz na dwa tygodnie . Oczywiście, wszyscy mieli wszy. Kiedy zbliżył się front, musieliśmy obóz opróżnić i szliśmy pieszo trzy dni. Nie było co jeść, bo każdy zjadł od razu prowiant wydany na drogę. Po trzech dniach załadowali nas na otwarte wagony, którymi również jechaliśmy trzy dni. Zawieźli nas do Flossenburga. Poszliśmy do kąpieli, znów zabrano nam ubrania i wydano nam inne letnie ubrania . Potem wszyscy już byli tak słabi, że już tylko umierali. W kąpieli było 300. Mistrzowie pobili nas w kąpieli. Rano poszliśmy do kwarantanny. Tam dostaliśmy trochę kawy i po południu dali obiad. Bil nas, gdy staliśmy w kolejce po jedzenie i bili nas wieczorem na apelu. Bili nas kiedy wyszliśmy i stanęliśmy w drzwiach. Tam byliśmy 10 dni .W obozie, gdzie nas skierowano, staliśmy rano od 5-tej do 9-tej, potem dawali kawę. Trwało to dwa tygodnie, potem była selekcja do transportu i pojechaliśmy do Regensburga. W Regensburgu pracowaliśmy na kolei przez cztery tygodnie. Przez pierwsze dwa tygodnie dostawaliśmy po pół litra wody bez soli i oczywiście bez tłuszczu i 20 dkg chleba do tego. Pracowaliśmy po 12 godzin, do pracy trzeba było chodzić 6 km. Było nas 400 osób, 40 osób zmarło w ciągu dwóch tygodni, g. # # # # # 60 i ciężkie w jedno. Ludzie szli rano do pracy z gorączką 39 stopni i wieczorem przynosili ich do kwatery jako umarłych. Dopuszczeni do pozostania w domu byli tylko ci, o których było wiadomo na pewno, że tego dnia umrą. Apel był dwa razy dziennie. Spaliśmy na podłodze, bez koszuli. Na umycie się i pranie nie było żadnych szans. Mieliśmy wszy. Dwa tygodnie później byliśmy już tacy słabi, że Czerwony Krzyż dał nam kolejne 20 dkg chleba. Dwa tygodnie tam pracowaliśmy. Front był coraz bliżej i ruszyliśmy na piechotę. Dziesięć dni szliśmy. Dostawaliśmy codziennie 15 dkg chleba, a jeśli nie było chleba, to po 4 gotowane ziemniaki. To był codzienny pokarm, i tak byliśmy bardzo słabi, droga była straszna, straszliwy głód całkowicie nas osłabił. Już nie mogłem chodzić, kiedy dotarliśmy do Lebano, gdzie Amerykanie nas wyzwolili . Amerykanie dali mnóstwo jedzenia dla wszystkich . Potem każdy miał dur brzuszny, ale leczyli nas amerykańscy lekarze
924, M, czeladnik stolarski ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 5 tyg ), Brick koło Breslau ( 5 tyg ), Gross-Rosen ( 2 tyg ), SportSchule Langenbilau ( 9 m-cy )
Mieszkałem z rodzicami Munkaczu, mój ojciec był stolarzem. …… 5 tygodni potem cały obóz przewieziono do Gross-Rosen. Wagonami pojechaliśmy. Kiedy przyjechaliśmy; zostaliśmy przejęci przez SS i zostali przewiezieni do bloku, w którym starszym blokowym był polski chrześcijan. Bardzo nas bił . A jedzenie było raz lepsze, raz gorsze, ale nadal nie wystarczające. Leżeliśmy na ziemi na słomie. Nie pracowaliśmy, nie robiliśmy nic przez cały dzień, bicia, raporty, apele wypełniały nam dzień. Mycie się było wymagane. Nie byliśmy zawszeni. Stamtąd poszliśmy do Sportschule Langenbilau….
936, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27do31-05-44 ), Płaszów (31-05-44 do 10-08-44), Gross-Rosen (14do21-08-44), Gorlitz/ Zittau (10-09-44 do 8-05-45).
…….Gdy Armia Czerwona zbliżyła się, poszliśmy stąd do Grossrosen, podróż trwała cztery dni, dali 1 / 4 chleba, mamy trochę twarogu na drogę, jednak nie dostaliśmy wody , 75 –ciu było w wagonie. Grossrosen był tylko obozem rozdzielczym , spędziliśmy tam tylko tydzień, codziennym zajęciem było tylko stanie na apelu. W tydzień później przydzielili nas do transportu i w ten sposób dostałem się do Görlitz (koło Zittau…
1003,K, gospodyni domowa ur.1915, lat 30,Auschwitz ( 26-05-44 do 26-11-44 ), Birnbaumel (26-11-44 do 20-02-45 ), Gross-Rosen ( 25-02-45 do 15-03-45 ),Bergen-Belsen (21-03-45 do 22-05-45 ),Bergen ( 23do30-05-45 ) , Zelle ( 30-05-45 do 7-07-45 )
…... Stąd poszliśmy do Grossrosen. Szłyśmy przez 13 dni, na drogę wcale nie wydali prowiantu. Szłyśmy po kolana w śniegu, noce spędzałyśmy w stajniach , w których leżały razem konie i krowy. Kto nie był w stanie dalej iść, tego od razu zastrzelili. Po przyjeździe tutaj rano musieliśmy stanąć na apelu. Rano obudził nas Blokkführer i nie było miedzy nami takiego, którego by nie pobił. Tak to trwało to przez 3 tygodnie w ten sposób. Stąd przetransportowano nas do Bergen-Belsen, jechaliśmy otwartymi węglarkami , nie dostaliśmy nic do jedzenia. …..
1066,K,uczennica, ur.1930,lat15,Auschwitz( 10-06-44 do 11-07-44 ) , Krakau-Plaszov( 13-07-44 do 10-01-45 ), Neustadt ( 16-01-45 do 10-04-45 ) , Gross-Rosen ( 18do25-04-45 ) ,Mauthausen ( 27-04-45do2-05-45 ) ,Bergen-Belsen (4do8-05-45 )
……. W Neustadt byłam 3 miesiące, potem poszliśmy dalej pieszo, w ciągu ośmiu dni do Gross-Rosen.Na drogę wydano prowiant, chorych załadowano na wozy, które trzeba było ciągnąć. Kiedy dotarłam do Bergen-Belsen, tam tych chorych nie spotkaliśmy. Po 8 dniach marszu dotarliśmy na miejsce . Nie pracowalismy, Już o 5 rano był apel, trwający godzinami, również dystrybucja jedzenia dla nas trwała godzinami. W obozie było bardzo wielu chorych z różnych transportów, większość z nich miała odmrożone stopy i było wśród nich wielu krańcowo wyczerpanych. Jedzenie było o niemal niejadalnym smaku i było wydawane w nocy. Cierpieliśmy tam bardzo z głodu. Z Gross-Rosen wywieźli nas do Mauthausen. Nie było tu pracy, ale starsi blokowi dużo nas bili, były nimi Niemki. Do jedzenia dawali w większości starą zupę z rzepy, i dawali bardzo mało chleba. Pacjenci byli wprowadzone na rewier, ale tam brakowało leków i prawie wszystkie zginęły. Stamtąd pojechaliśmy pociągiem pasażerskim do Bergen-Belsen. W obozie leżałyśmy na ziemi przez kilka dni, ponieważ nie było dla nas żadnego innego miejsca. Nie dostawaliśmy prawie nic do jedzenia, i dlatego wiele osób zmarło z krańcowego wyczerpania. Nie było wody, cierpieliśmy piekielne męki z pragnienia, brudu i wszy. Z powodu wielu wszy, wkrótce wybuchła epidemia tyfusu plamistego, który również pochłonął wiele ofiar. Sztubowa wcześnie rano wypędzała z bloków, nawet wtedy, gdy był ulewny deszcz i tak całymi dniami leżałyśmy na zimnej ziemi i błocie pod gołym niebem. Z chorymi postępowali w ten sam sposób, nie było wyjątków. W ciągu ostatnich kilku dni, na początku maja - już słyszeliśmy silne bombardowania i ostrzeliwanie miasta. SS zdjęli dystynkcje i założyli białą opaskę. Następnego dnia przybyli amerykańscy żołnierze, którzy natychmiast dostarczyli najlepsze wyżywienie, chorzy zostali usunięci do szpitala i otrzymali staranną opiekę kilka tygodni w Bergen, a potem nawet w Zellé. Kiedy się wzmocniłyśmy, rozpoczęłyśmy swoją podróż do domu i przybyłam z czeskim transportem tutaj. Kiedy transport będzie możliwy, bardzo chciałabym emigrować do Palestyny
1067,K. gospodyni domowa ur.1925, lat 20, Auschwitz ( 21-05-44 do 10-01-45 ) , Hundsfeld ( 11-01-45do1-02-45 ) , Gross – Rosen ( 3do4-02-45 ), Mauthausen ( 9do10-02-45 ), Bergen – Belsen (12-02-45do 24-04-45 )
… Byłam tu 3 tygodnie, następnie zabrali nas pieszo do Gross-Rosen. Pieszo szliśmy 2 dni, na drogę nie wydano nic do jedzenia, ludzie umierali z głodu po drodze jak muchy. SS stale strzelało do ludzi, którzy opuścili szyk , wszystkich bez litości zastrzelili. W Gross-Rosen spędziłam 2 dni. Gdy przyszliśmy zdezynfekowali nas natychmiast, wydali chleb na drogę i załadowali na wagony. Jechaliśmy w otwartych wagonach bydlęcych, po 60-70 osób w wagonie. Ponieważ jechaliśmy w najbardziej ostrych warunkach zimowych, bez płaszczy, owinięte w koc, więc piekielnie marzliśmy z zimna. Jechaliśmy przez 5 dni, cierpienia nie do opisania, a tam były ciężkie bombardowania. Po przyjeździe do Mauthausen zostałyśmy natychmiast dezynfekowane i już następnego dnia udaliśmy się dalej, osobowym pociągiem do Bergen-Belsen. W obozie był wszędzie straszny brud. Pracowałam w komando noszącym drewno w niskiej temperaturze zimy, ubrana w cienką odzież , bez płaszcza a większość nie miała butów. Musieliśmy nosić ciężkie drewno do krematorium. Jeśli ktoś nie był w stanie kontynuować pracy, to nadzorcy z SS szczuli na niego duże tresowane psy. Chleba już nie dawali w ogóle, całym pożywieniem była odrobina trochę przestarzałej zupy z rzepy, w wyniku głodu dziennie ginęło na bloku od 15 do 20 osób. Nie można było się myć, bo nie było wody, a wszyscy się byli zawszeni i mieli swędzenie. Magazyn odzieży był pełen dobrych ubrania j, ale nam nie dali , i wszystkie chodziłyśmy obszarpane. Pewnego dnia pod koniec kwietnia, usłyszeliśmy ciężkie bombardowania miasta i następnego dnia dotarły do obozu zwycięskie wojska amerykańskie, które nas wyzwoliło. Dali nam najlepsze jedzenie, czyste ubrania , chorzy zostali przewiezieni do szpitala, a my wypoczywaliśmy w Bergen, a kilka tygodni później w Zellé , dopóki nie wzmocniliśmy się i czeskim transportem przybyliśmy tutaj.
1095,2K,krawcowe ur.1923,lat 22 i 1922, lat 23, Auschwitz ( 20-05-44do20-10-44 ), Birnbäumel ( 22-10-44do20-02-45 ), Grossrosen ( 5do13-03-45 ), Bergen – Belsen ( 15-03-45do15-04-45 )
Ojciec był szewcem, bardzo ciężko zarabiał na życie. ….. Na początku marca poszłyśmy do Grossenrosen, szłyśmy pieszo 14 dni, dostawaliśmy tylko mielone ziemniaki i marchew , jednak chleba nie dostaliśmy w ogóle. Kto nie mógł dalej iść, tego zabili strzałem. 17-letnia dziewczyna nie mogła dalej iść, matka płakała z rozpaczy, i chciała zostać zastrzelona, a następnie wniosek ten został spełniony. Przyszliśmy do Grossenrosen, spędziłyśmy tam tylko 8 dni, rzeczywiście wojska rosyjskie zbliżał się szybko, załadowali nas na wagony , Wehrmacht uciekł, nas tam zostawił w zamkniętych wagonach. Następnie wysiadłyśmy z wagonów i ukryłyśmy się, szukaliśmy czegoś do zjedzenia. Także zostaliśmy złapani w nalocie bombowym, wiele osób zginęło po drodze w wyniku tego. Kiedy przybyliśmy do Bergen-Belsen, wszyscy byli chorzy, dużo głodowaliśmy dziennego wydawali bochenek chleba najpierw na 8 osób , a później na 10 osób, dziennie umierało co najmniej 20 do 30 osób z głodu powodującego całkowite wyczerpanie. My również byłyśmy chore i leżałyśmy przez 6 tygodni. W dniu 15 kwietnia wyzwolili nas Brytyjczycy. Pozostałyśmy tu trzy tygodnie, a następnie pojechałyśmy czeskim transportem do Pilzna, a następnie udaliśmy się do Pragi, stąd przez Bratysławę, a stamtąd do domu. Plany na przyszłość: na razie jedziemy do domu, a następnie do Palestyny
1096,2M,uczeń krawca ur.1929, lat 16, mistrz piekarski ur. 1897, lat 48, Auschwitz ( 18do22-05-44 ), Monowitz ( 22-05-44do18-01-45 ), Gleiwitz ( 20do25-01-45 ), Dora (10do13-02-45 ), Elrich ( 14-02-45do8-04-45 ), Bergen – Belsen (8do15-04-45 )
W Aknaszlatiná ( Solotvino ) mieszkalo ok. 1.800 Żydów, którzy byli w większości bogatymi rzemieślnikami/przemysłowcami , kupcami , ale wielu z nich było biednymi woźnicami i robotnikami rolnymi . W.wym. H. B. był bardzo dobrym piekarzem i miał dom. …… Po 4 dniach poszedłem z transportem do Monowitz, byliśmy w bloku nr 240, tylko jeden człowiek spał na pryczy, wyżywienie było również całkiem przyzwoite. Traktowanie dopuszczalne. Pracowaliśmy w fabryce oleju, dzienny czas pracy wynosił 10 godzin. Gdy Rosjanie podeszli ; musieliśmy uciekać do Gleiwitz, szliśmy pieszo przez dwa dni ( w relacji błędnie podano: tygodnie, przyp. mój ) , na drogę nie wydano prowiantu. Kto nie mógł iść pieszo, tego zastrzelili. Tutaj tylko byliśmy cztery dni, wypoczywaliśmy, ale tylko przy wyjeździe dostaliśmy po ćwiartce bochenka chleba i kiełbasę. Potem załadowali nas na pociąg, po 130 osób w otwartym wagonie. Było bardzo zimno , w drodze wielu zamarzło , ale również zmarło z głodu i pragnienia, tak że z 14.000 osób dojechało 6444 żywych , również zostali zastrzeleni ci , którzy wysunęli głowy z wagonów, lub po prostu wstali. Praktycznie jedynym pokarmem był śnieg, który osiadał na pustych puszkach po konserwie przywiązanych sznurówką i wywieszonych za okno. Ta podróż trwała 12 dni, aż dotarliśmy do Dora, ale pobyt trwał tylko 3 dni. Tu odebrali nam wszystkie rzeczy, wydali zniszczone ubrania i poszliśmy do Ellrich. Tu spędziliśmy trzy miesiące w obozie zagłady Ellrich , warunki były straszne, dostawaliśmy tylko 1 litr zupy z mielonych ziemniaków spaliśmy po trzy osoby na pryczy, koców nie mieliśmy . Pracowaliśmy w kopalni, wykonywaliśmy tutaj bardzo ciężką pracę, dziennie przynosiliśmy po 5-6 zmarłych każdego wieczora do obozu, załamywali się, nie byli w stanie pracować dalej , wyczerpani, przemarznięci chodzący w podartej, niepełnej odzieży. 22-letni chłopcy też tu umierali. dziennie ginęło tu 300-400 więźniów. W obozie było krematorium, ale dodatkowo był dół, gdzie co tydzień palono 500 do 600 zwłok. Krematorium działało bez przerwy cały dzień. Słyszeliśmy, że ciała były również spożywane przez ludzi szalonych z głodu, ale tych również spalono. Widziałem również spalanie trupów: warstwa zwłok, warstwa drewna. Gdy podeszli Brytyjczycy musieliśmy stąd uciekać, tak dostaliśmy się do Bergen-Belsen. Tu byliśmy w sumie osiem tygodni, głód był tu jeszcze większy, organizowaliśmy marchew i obierki ziemniaki, ale osoby złapane na tym węgierscy żołnierzy zastrzelili. Nie było tu w ogóle jedzenia, i już tu nie pracowaliśmy. W dniu 15 kwietnia brytyjska armia nas wyzwoliła, a następnie przeniesiono nas do Celle, tu spędziliśmy ponad sześć tygodni, a następnie wyruszyliśmy z czeskim transportem do Pragi i Bratysławy . plany: Jesteśmy nadal całkowicie zaskoczeni, w każdym razie jedziemy do domu, aby zobaczyć czy ktoś wrócił.
1106,K, gospodyni domowa,ur.1924, lat 21, Auschwitz (10-04-44do24-05-44 ), Breslau (27-05-44do20-12-44 ), Grossrosen ( 15do23-01-45 ), Mauthausen (30-01-45do3-02-45 ), Bergen – Belsen (15-02-34do5-03-45 ) , Neustadt ( 7-03-45do7-04-45 ) , Domazslic ( 17do19-04-45 )
….. Byłam w Breslau 7 miesięcy, a następnie wyruszyłyśmy stąd pieszo, pokonałyśmy dystans 400 km. Jedzenia nie rozdzielano wszystkim, dlatego na 1000 osób pozostała tylko połowa w momencie , gdy dotarliśmy na miejsce. Inni zmarli w wyniku głodu. Chorzy jechali na wozach , które musieliśmy ciągnąć. Kto choć trochę został z tyłu, bo nie był w stanie nadążyć z wyczerpania za kolumna, to był bez litości zabijany strzałem przez SS. W największej zimie wyruszyłyśmy w cienkiej odzieży, bez płaszczy i pończoch, większość nie miała butów. Marzliśmy bardzo z zimna. Noce spędzaliśmy na zewnątrz na świeżym powietrzu, dlatego wielu ludzi zamarzło po drodze. Byli tacy, którzy siedzieli na podłodze, i tak zamarzli. Jeśli któraś wyszła z kolumny marszowej o pięciu rzędach, biły ją gumowymi pałkami kobiety SS. Wielu chodziło w drewniakach, które, jeśli utknęła w śniegu i nie mogła w nich iść, musiała je zdjąć i dalej iść boso, po lodzie i śniegu, bo jeżeli pozostała z tego powodu za kolumna to ją zastrzelili. Po 4 tygodniach ( to trasa najwyżej na kilka dni, sprawdzić-przyp. mój ) ) nie do opisania cierpieniach , całkowicie wyczerpani trafiłyśmy do Gross- Rosen. Przyszłyśmy tam na południe i dostałyśmy tam pół litra ciepłej zupy, ale ani kawałka chleba, dopiero wieczorem dali po małym kawałku. Był to obóz koncentracyjny, nie musiałyśmy tam pracować, ale odstawili nas na tydzień dla odpoczynku a następnie ponownie załadowali nas na wagony. W małych otwartych wagonach było nas po 130 osób, nie mogłyśmy się ruszyć, myślałyśmy że toniemy. Jechaliśmy w dużej burzy śnieżnej w otwartym wagonie , ubrany w cienką odzież, większość bez butów, przeżywaliśmy niewypowiedziane tortury. Ta straszna podróż trwała 8 dni, w tym czasie pociąg był silnie ostrzeliwany ,ale na szczęście bez szwanku dotarłyśmy na miejsce. Po przyjeździe do Mauthausen, nie musiałyśmy pracować przez 3 dni. W jednym bloku upchano 1000 osób, bez jedzenia i bez wody nie jest wynikiem pragnienia myśleliśmy, oszalejemy. Nie było możliwości umycia się, większość była zawszona i dostała swędzenia. W rezultacie, wkrótce wybuchł tyfus plamisty, chorych kierowano na rewier, ale w większości zginęły z powodu braku leków. Setki osób ginęło co dzień, w przeważającej części z całkowitego wyczerpania , bo jeśli było kilka osób, które wyzdrowiały po tyfusie , to osłabiony organizm nie był odporny . Zmarłych palono w krematorium. Stąd zabrali nas dalej pociągiem osobowym. Na drogę wydano kawałek spleśniałego chleba i ser. Podróż trwała 12 dni, podczas której niektórym z nas udało się zdobyć kilka surowych ziemniaków i obierki ziemniaczane, podczas gdy inne z głodu jadły trawę i ślimaki. Byłyśmy strasznie brudne a wszy roiły się na nas. Po 12 dniach niewypowiedzianego cierpienia przyjechałyśmy do Bergen-Belsen. Przyjechałyśmy pod wieczór dopiero w południe następnego dnia dali jeść ; jedynie 12 dkg. chleba. Pracy nie było ale stale nas bili. Apele były wcześnie rano i trwały godzinami, nadal po południu aż do późnego wieczora. Nie mogliśmy się tutaj dostać do wody, więc nie mogłyśmy myśleć o praniu. Tutaj również było bardzo dużo chorych na tyfus i skrajnie wyczerpanych, codziennie ludzie padali, jak muchy. Dla chorych nie było lekarstw i pozostawieni bez pomocy, zginęli. Tymczasem wybrano zdrowych w tym mnie i poszliśmy do Neustadt, skierowano nas tam do pracy. Pracowaliśmy tam w fabryce Siemensa, to była bardzo ciężka praca, ponieważ musiałam podnieść 80 kg kabli . W pracy byłyśmy pod kontrolą nadzorczyni z SS, która traktowała nas bardzo surowo. Wyżywienie było bardzo skąpe, dostawałyśmy zupę bez zawartości . Dzienna racja chleba wynosiła 25 dkg, co było później zmniejszone do 10 dkg. Po 4 tygodniach ponownie ruszyłyśmy dalej pieszo. Ponownie szłyśmy 400 km , na drogę wydali po kilogramie chleba i trochę sera . Zawsze w dzień wypoczywaliśmy , najczęściej szliśmy w nocy. Po drodze pozostałam za transportem i SS postrzelił mnie w nogę i mnie zranił. Marsz mogłam kontynuować dalej i przybyliśmy do czeskiej wsi Domazslice. Następnego dnia doszli tam amerykańscy żołnierze, którzy nas wyzwolili. W tej wsi odpoczywaliśmy jakiś czas, Czesi zapewnili najlepsze wyżywienie jak również odzież. Kiedy się wzmocniłyśmy, wyruszyłyśmy stąd czeskim transportem i do tej pory przejechałam przez Czechy. Plany na przyszłość: chcę emigrować do Palestyny jak najszybciej
1134,4K,gospodynie domowe ur,1914, 1915, 1918, 1922, lat 31, 30, 27, 23, Auschwitz ( 23-05-44do2-10-44 ), Grossrosen ( 10do30-10-44 ), Hochweiler ( 2-11-44do20-01-45 ), Bergen – Belsen ( 15-02-45do15-04-45 )
W Nagypáli 40 mieszkało rodzin żydowskich , byli głównie zajęci w rolnictwie, handlu, mieli do czynienia z przemysłem, na ogół byli ludźmi w dobrym statusie materialnym. Wyżej wymienione miały własny dom, warsztat szewski, rodzina posiadała również ziemię i należała do dobrze sytuowanych. …. We wrześniu już selekcje były po dwa razy dziennie, zaraz po selekcji zostałyśmy skierowane do transportu i przewieziono nas do Grossrosen. Szłyśmy pieszo na bosaka tydzień, maszerując dniem i nocą, nigdy nie odpoczywałyśmy. Przybyłyśmy, byłyśmy tam trzy tygodnie, tam nie pracowałyśmy, następnie dostałyśmy się do Hochweiler. ….
1219, M, czeladnik szewski ur 1939 , lat 6 – błąd, pewnie 16 lat.Auschwitz ( 18-23-05-44), Funfteichen ( 25-05-44 do 15-02-45), Gross-Rosen ( 20-02-45 do 10-03-45), Buchenwald ( 13-03-45 do 12-04-45). …
……. Tu pracowaliśmy przez osiem miesięcy, a następnie dostałem się do Grossrosen. Szliśmy tam pieszo przez pięć dni, po drodze głodowaliśmy, tylko raz dostaliśmy po 1/5 bochenka chleba. Po przybyciu do Grossrosen zostaliśmy zamknięci w piwnicy bloku bez okien, bez drzwi, to była zima, staraliśmy się o słomę , ponieważ leżeliśmy na ziemi, w jednym bloku byliśmy 1000 osób. Wyżywienie: pół litra zupy dla trzech mężczyzn, o czwartej 1 / 4 bochenka chleba i wieczorem pół litra zupy z brukwii. Wiele osób, zginęły tu z głodu , brudu i wszy. Kiedy Rosjanie podeszli, zabrali nas do Buchenwaldu, …….
1220,K,gospodyni domowa ur. 1910, lat 35, Auschwitz ( 20-05-44do 20-10-44 ), Hochweiler ( 10-11-44 do 01-45 ), Grossrosen ( 10do19-01-45 ), Bergen – Belsen ( 22-01-45 do 15-04-45 )
…… Po trzech miesiącach znowu poszliśmy do transportu , bo wojska rosyjskie zbliżały się i poszliśmy pieszo , pokonaliśmy dystans 120 km , zawsze spaliśmy w stodołach. Dziewięć dni nie dostałyśmy jedzenia, tylko raz dostałyśmy czwartą część chleba i trochę marchwi. W Grossrosen byliśmy tylko dziewięć dni, i tam nie musiałyśmy pracować, a wkrótce wywieźli nas do Bergenbelsen. …..
1234,2M,robotnicy, ur.1924, 1926, lat 21, 19, Birkenau ( 4 dni ), Auschwitz ( 8,5 m-ca ), Grossrosen ( 3 tyg. ), Flossenburg ( 8 dni ) , Pocking ( 7 tyg. )
Było nas dziewięć osób w rodzinie. Ja i moje rodzeństwo i pracowaliśmy jako robotnicy dniówkowi, od dochodu z naszych winnic, spłacaliśmy nasze zadłużenenie bankowe. Spośród 1000 mieszkańców wsi 350-ciu było Żydami , teraz, po powrocie z deportacji, jest nas 23 . W 1941 roku bardzo wielu wywieziono z pobliskiego Beregszász; znaszych tylko ja jeden wróciłem. Jedenaście pozwoleń na handel, które znajdowały się w rękach żydowskich , zostały wycofane, wszyscy Żydzi stali sę robotnikami. ……. Po 76-ciu w jednym wagonie jechaliśmy dwa dni i dwie noce do Birkenau, mieliśmy jeden zgon. Zgodziłem się tam jako robotnik rolny, wytatuowano mnie i przyszedłem do Auschwitz. Tam wykonywałem ciężką pracę w komandzie ( gazów kanalizacyjnych, ścieków i napełniania gazem ) otrzymywania nawozu sztucznego z systemu kanalizacji .
Pewnego razu była selekcja. Także ja musiałem przebiec koło oficer raportującego, a ja utykałem na jedną nogę. I nie mogłem przejść przez niego niezauważony. Za pomocą mojej laski do podpierania się przy chodzeniu odciągnął mnie z powrotem za szyję i odstawił mnie w bok. Widział, jak ja stamtąd się wymknąłem , zawołał na mnie, ale mnie puścił , a ja potem pobiegłem nie odpowiadając. Wyżywienie i zakwaterowanie były do zaakceptowania. W jednym z bombardowań zostały ciężko trafione i uszkodzone warsztaty Schustera i Schneidera, ofiar było : stu więźniów i trzydzieści SS.
Kiedy podeszli Rosjanie , poszliśmy na transport. Pieszo szliśmy do Loslo, a następnie pojechaliśmy pociągiem do Gross Rosen. To był smutny marsz. Dziewczyny poszły przodem , ale je dogoniliśmy. Marsz trwał od siódmej do godziny trzeciej, bez odpoczynku, potem się położyliśmy i powiedzieliśmy, że nie możemy już kontynuować dalej. Maszerowaliśmy dziesięć godzin bez przerwy, a następnie trzy godziny odpoczywaliśmy w śniegu, wielu z nas nie mogło wstać z pozycji siedzącej, zamarzli, inni zostali zastrzeleni. Rano, odeszło z Auschwitz 7000 osób, z których pozostał ledwie który przy życiu. Przyszliśmy do Gross Rosen, byliśmy stłoczeni po 1300 osób w baraku, jeden siedział na kolanach drugiego, przez trzy tygodnie. Do rozdziału jedzenia dochodziliśmy pomiędzy trzecia a czwartą w nocy, byliśmy do tego wypędzane na zimno, wielu zginęło z głodu i zimna. W drodze było wiele zgonów, krematorium nie mogło sobie poradzić z pracą.
Pewnego ranka obóz został zamknięty , było to pomiędzy 25 i 30 Lutego, a my natychmiast poszliśmy na transport. 3000 chorych pozostało w tyle. Kiedy spojrzeliśmy wstecz, zobaczyliśmy obóz w płomieniach. Było nas 30.000 ludzi. Wyszliśmy o siódmej rano i szliśmy pieszo do trzeciej po południu następnego dnia .
Półtorej godziny załadowywano nas do pociągu po sześćdziesięciu w wagonie , jechaliśmy cztery dni do Flossenburga. Wyżywienie na całą drogę: 1 kg chleba i puszka konserwy. Nie mieliśmy wody na drodze, nawet śniegu nie udało nam się dostać i byliśmy zawszeni. Dotarliśmy z dwoma wagonami zwłok. We Flossenburgu bardzo nas bili. Na dwóch zsuniętych pryczach leżeliśmy nowoprzybyli po siedem osób na pryczę bez koców. Pracować tu nie musieliśmy, dostawaliśmy po 30 dkg chleba i litr zupy na dobę.
Transport 400 mężczyzn poszedł do Pocking. Tam było bardzo źle. Byliśmy zatrudnieni przy budowie lotniska, mieliśmy szalonego dowódcę obozu. Często nie było już chleba cały tydzień. Brak było soli w zupie, na wyraźne polecenie dostawaliśmy obierki ziemniaczane od SS - umyte –i ugotowane. Kto był chory i nie mógł iść do pracy, po prostu nie dostawał jedzenia. Z nas 200 osób umarło 40-tu w ciągu siedmiu tygodni . To dało nam więcej miejsca. Wszyscy byli pełni wszy. Nie mieliśmy koców, bo kapo wymieniali je z cywilami.
W chwili wyzwolenia wybuchł w obozie tyfus, wszyscy byli chorzy. Ponad połowa, w tym mój brat zmarła. Przeżyło może 60-70 osób . Uwolnienie poszło gładko. SS pożegnali się z nami , napominali nas nawet, aby mieć baczenie na pozostawiony chleb. Otrzymaliśmy węgierskie straże. Byłem bardzo słaba, ważyłem 38 kg, teraz mam 56 kilogramów wagi. W ciągu czterech tygodni przybrałem 14 kilogramów. Samochodami pojechaliśmy do Budowitz ( Budziejowice-przyp. mój ) , stamtąd pojechałem pociągiem do Pragi. Z rodziny nie znalazłem nikogo. Chcę jechać do Palestyny.
Ja Martin Mandel, cztery tygodnie po wyzwoleniu leżałem chory na tyfus, jeszcze teraz jestem słaby.
1255, M,uczeń, ur 1926, lat19, Birkenau (23do2705-44 ), Płaszów (koniec 05-44 do poł-08-44), Gross-Rosen ( 15-08-44 do 1-09-44), Reichenbach ( 1-09-44 do 8-05-45, do wyzwolenia).
……W połowie sierpnia Węgrzy zostali przesłani do Gross-Rosen, tam jechaliśmy 3 dni bez jedzenia po 80-90 w wagonie. W Gross-Rosen nie pracowaliśmy, jedzenie dostawaliśmy dobre, ale mało. Spaliśmy na podłodze na słomie bez przykrycia. Przymuszani biciem, musieliśmy się uczyć śpiewać niemieckie piosenki, niemiecki kapo nam wykładał: : „ oto przychodzimy, nowe śpiewaki”. Potem pojechaliśmy do Reichenbach, gdzie trafiliśmy do nowego obozu, było ich tam kilka. ……
1259,2K, gospodyni domowa ur. 1926, lat17 i krawcowa ur. 1927, lat 16, Birkenau (27-05-44do pocz.-07-44 ) , Krakkau – Plasow ( pocz.-07-44do pocz.-10-44 ), Neustadt ( pocz.-10-44 do pocz. 01-45), Grossrosen ( pocz.-01-45do poł.-01-45 ) , Bergen – Belsen ( poł.-01-45 do 14-04-45 )
…. Rosjanie się zbliżali i zaczęliśmy marsz, szłyśmy pieszo dwa tygodnie , dziennie pokonywałyśmy dystans 20-25 km. Chorzy jechali wozem, odpoczywaliśmy w nocy w oborach i stajniach. W Gross-Rosen spaliśmy na ziemi, całymi dniami staliśmy na apelu, niewiele dostawaliśmy do jedzenia i było bardzo zimno. Znowu trzy dni szłyśmy pieszo, ale bez jedzenia, i było rozstrzeliwanie…..
1261,K, uczennica ur.1930, lat 15, Birkenau( 23-05-44 do koniec-08-44 ), Birnbäumel ( koniec-08-44 do pocz. 01-45 ), Grossrosen ( koniec-01-45-8dni ), Bergen – Belsen (pocz.-02-45 do 14-04-45 )
…. Przed Rosjanami odeszliśmy z transportem, 12 dni szłyśmy na piechotę. Po drodze jedliśmy tylko mąkę i buraki cukrowe, nie było chleba. Stale uchodziliśmy przed Rosjanami, nigdy nie zdarzyło się, żeby udało nam się zjeść coś ciepłego. Niezdolne do dalszego marszu pozostawały po prostu na drodze, był tylko jeden wypadek zastrzelenia. Noce spędzaliśmy w ten sposób, że połowa spala w stodole, a druga połowa była w marszu. Dwukrotnie w ciągu dnia zatrzymywaliśmy się na pół godziny na odpoczynek. Bardzo osłabione dotarłyśmy do Gross Rosen, gdzie spałyśmy po dwie na małych łóżkach. Potem jechaliśmy 4 dni, po 70 osób w wagonie do Bergen-Belsen. Tam żyliśmy otrzymując po pół litra zupy, bez chleba , mieliśmy wszy ale nie dostaliśmy tyfusu aż do wyzwolenia. Po tym odzyskiwałam siły w Bergen, a następnie wróciłam do domu przez Pilzno i Pragę. Tu odnalazłam mojego brata ; chcemy emigrować do Palestyny.
1330,K , handlowiec ur. 1921, lat 24, Auschwitz -Birkenau ( 9-07-44do-poł.10-44 ), Breslau-Hundsfeld ( poł.10-44do23-01-45 ), Grossrosen ( 2 tyg. ), Mauthausen ( 2 tyg. ok.poł. 03-45 ) , Bergen-Belsen (do15-04-45 )
…. Wyruszyłyśmy pieszo 23-01-45 w podróż 60-km. Szłyśmy pieszo pięć dni bez jedzenia przy 15-20 stopniach mrozu wśród strasznych śnieżyc. Podczas podróży dostałyśmy raz łyżkę dżemu i po 1/8 chleba. Wyruszyłyśmy w 1500 osób, po drodze
zostało 180 do 200 osób. Kto nie mógł kontynuować marszu i upadł, po prostu przekraczaliśmy go. Te biedne stworzenia nie były zastrzelone, szkoda byłoby amunicji, zamarzły w kilka godzin i tak. Rzucali na nie po parę łopat śniegu. Do Gross-Rosen w końcu przyszłyśmy , byliśmy tutaj dwa tygodnie. Wtedy już zaczęli opróżniać miejscowy obóz. W otwartych wagonach pojechaliśmy dalej w przenikliwym zimnie. Nie wiem, ile dni przejechaliśmy w ten sposób, aż dotarliśmy do Mauthausen….
1349,M.ślusarz ur. 1926, lat19, Birkenau-Auschwitz ( 4 tyg. ), Gleiwitz ( 8 m-cy ), Gross-Rosen ( 1 dzień ), Buchenwald ( 02-45 do 11-04-45 )
……. Gdy Rosjanie się zbliżali i rozpoczęli ofensywę w Krakowie , my wyruszyliśmy z Gleiwitz. Szliśmy pieszo do Grossrosen przez trzy tygodnie. Wyruszyło nas 1650 osób a zaledwie 300 przybyło i nie wiem , co się stało z innymi. Wielu zastrzelili po drodze tych, którzy wyszli z szyku marszowego. Dostawali strzał w głowę i zostawali pokryci śniegiem. W drodze nie dostawaliśmy więcej niż trzy ziemniaki dziennie. Wodę trudno było dostać , ale nie wolno było podnosić śniegu na drodze do mycia. Pewnego razu ósmego dnia marszu przyszliśmy do opuszczonego zamku gdzie mieliśmy nocować, 18-letni współwięzień wyszedł na taras, bo chciał się przemyć i w tym momencie, dostał od dołu śmiertelny strzał . Po wielu zmiennych kolejach losu i cierpieniach po całym marszu dotarliśmy do Gross-Rosen, miejsca dystrybucji, a stamtąd skierowali nas do Buchenwaldu. Byliśmy tam wtedy zupełnie słabi. Byłem już w takim stanie, że moi towarzysze myśleli, że nie doczekam następnego ranka, ale jeszcze pociągnąłem jakiś czas. Tylko słabo pamiętam moment wyzwolenia obozu w Buchenwaldzie 11-04-45. Na tydzień przed wyzwoleniem stan obozu był 81000 osób, a prawie jedna czwartą wyzwolono. W ostatnich dniach dawaliśmy sygnały S.O.S. samolotom, które pojawiły się nad głową i chleb został wrzucony do nas, a gdy został on odebrany, więźniowie znaleźli napis:" Idziemy ". Wyzwolenie było niezapomniane. Dzięki starannej opiece przybrałem na wadze z 39-ciu kg do obecnych 68 kg mojej wagi.
1390,K. siodlarka (? ) , ur.1924, lat 21, Auschwitz ( 5 m-cy ), Hochweiler ( 4 m-ce ), Grossrosen ( 2 tyg. ), Bergen – Belsen ( 4 m-ce )
……… Po następnych dwóch dniach trafiłyśmy do Gross-Rosen. Tu znowu były polski (Ob#aenner nadzorca?-przyp mój ), który nas źle traktował i bardzo bił. Tu umieścili bardzo wielka liczbę mężczyzn, więc dostawaliśmy jedzenie tylko o północy. Tu był zawsze w południe apel godz. Dzienne racje były następujące: 1 / 4 bochenka chleba, trochę dodatku i w nocy zupa . Ale nie miałyśmy żadnej radości z jedzenia, bo podczas posiłku ustawicznie nas karcili i bili. Tutaj spędziliśmy tylko 2 tygodnie, I przez ten czas jedynie słuchałyśmy "pogłosek". Potem nas zachęcali do dalszego marszu . Ale byłyśmy tak słabe i tak wygłodniałe , że nadawałyśmy się tylko do transportu kolejowego. W otwartym wagonie jechałyśmy po75 kobiet . Bardzo cierpiałyśmy z mrozu i głodu. Bardzo wiele kobiet zmarło z głodu po drodze. Przez trzy dni nie dostaliśmy chleba, na trzeci dzień w końcu wydali po pół bochenka chleba z kawą i po 5 dkg margaryny. Po dwóch tygodniach w drodze, dotarliśmy do Bergen-Belsen , gdzie znów nas obrabowali i przy bardzo niskich temperaturach musiałyśmy stać na apelu od 6-tej do 8-mej . Sytuacja tutaj była po prostu nie do opisania. Leżałyśmy na ziemi bez koca, w brudzie i gnoju, wszyscy byliśmy zawszeni, w obozie panował jeden wielki tyfus plamisty, od którego wielu poległo. W naszej sali było nas 170 i pozostało tylko 33 osoby. We wszystkich barakach i pokojach były takie same warunki i przez jedenaście dni widzieliśmy ani chleba i tylko raz w ciągu 2-3 dni dostawałyśmy zupę. Nie musieliśmy pracować, ale dużo głodowałyśmy. Również tutaj byli Polacy, którzy często nas bili . Jeśli człowiek widział, że inny ma cokolwiek do zjedzenia, to go pobił na śmierć. Wreszcie w dniu 15 kwietnia przyszli Anglicy i uwolnili nas.
1399, K, uczennica, ur 1928,lat 17, Auschwitz ( 5 m-cy ), Breslau (3 m-ce ), Gross-Rosen (2 tyg. ), Mauthausen (5 dni ), Bergen-Belsen (3 m-ce )
… Stamtąd wyruszyliśmy w styczniu, w największe mrozy. Nie dostałyśmy nic do jedzenia ani do picia. Musiałyśmy iść pieszo, który nie był w stanie dalej iść, tego zastrzelili. Szliśmy bez przerwy, tak dotarliśmy do Grossrosen. Tu dostaliśmy nowe ubrania, jedzenie, ale jedzenie było bardziej nieregularne, a przede wszystkim mało, dostałyśmy po jednej piątej chleba, a zupę jedni dostali a inni nie. Pracować nie musiałyśmy, a po dwóch tygodniach zabrali nas dalej. Z Grossrosen poszliśmy otwartymi wagonami do Mauthausen. W jednym wagonie jechało 80 osób. Jechaliśmy 5 dni i dostaliśmy na drogę po 3 / 4 bochenka chleba i po 2 porcje margaryny. W Mauthausen byliśmy tylko 5 dni ; tam dostałyśmy więcej do jedzenia. Tam umieszczono nas w blokach, zabrali nam wszystkie rzeczy i ubrania, zdezynfekowali nas i stąd jechałyśmy pociągiem osobowym przez następne 10 dni . W Mauthausen dali nam na drogę bochenek chleba, 3 porcje salami i 2 porcje margaryny. W drodze dali nam po racji chleba i 1 porcję margaryny, a po upływie 5 dni nie dostałyśmy ani wody ani chleba. Wielu ludzi zmarło po drodze z głodu . Jechaliśmy przez 10 dni, aż dotarliśmy do Bergen-Belsen. Tu przydzielono nas do grup roboczych; zadanie polegało głównie na tym, że nosiliśmy rzeczy tam i z powrotem. Na początku dostawałyśmy dziennie po jednej siódmej bochenka chleba, później nie dostaliśmy już chleba , tylko po pół litra zupy z rzepy. Spałyśmy na gołej ziemi, w brudzie i błocie. Byliśmy potwornie zawszeni, wybuchła epidemia tyfusu, strasznie dużo ludzi ginęło dziennie . 14-04-45 wyzwolili nas Amerykanie.
1400,K. krawcowa bielizny ur. 1922, lat 23, Auschwitz ( 4m-ce ), Hochweiler ( 3 m-ce ),Breslau (2 tyg ), Gross-Rosen ( 4 tyg ), Bergen – Belsen (3 m-ce )
….. Poszłyśmy do Grossrosen. To był obóz dla mężczyzn. Tu nie pracowałyśmy. Większości ludzi miała odmrożone stopy. Codziennie dostawałyśmy ćwiartkę chleba i zupę z rzepy, wieczorem zupę grysikową , a czasem trochę margaryny. Mieszkałyśmy w blokach, spałyśmy w przyzwoitych pryczach po dwie. Traktowanie było tutaj bardzo ludzkie i przyzwoite. Kiedy musieliśmy opróżnić Gross-Rosen; wywieźli nas do Bergen-Belsen. To był straszny obóz zagłady. Tu był straszne brud, dużo wszy , była epidemia tyfusu, wielu zmarło. Leżałyśmy w brudzie na gołej ziemi. Blokowa była Polka, która traktowała nas niegrzecznie i była dla nas zła. W taki czy inny sposób nas szantażowała: chciała złoty pierścionek za szklankę wody. Np.. wydawała 0,25 l kawy, ale nie podzieliła całej , ale tylko chleb chleba, w tym samym czasie tylko dostawaliśmy kawę, a sprzedawała chleb. Wielu zachorowało i była epidemia ; mimo tego nie było lekarza. Codziennie dostawaliśmy jedną szósta chleba, dwa razy w tygodniu był dodatek, około 2 dkg margaryny, na obiad zupa z rzepy, wieczorem mieliśmy dostać zupę grysikową, ale cała zawartość została skradziona, tak, że ledwie co dla nas zostało. Zatruli 70000 bochenków chleba i 70000 kawałków zatrutej kiełbasy i chcieli dać to nam. Jeden z lekarzy SS, jednak powiedział to jednej dziewczynie, więc nie jedliśmy nic przez 2 tygodnie i nie piliśmy wody, ponieważ była zatruta. Również wielu zmarło z głodu. Gdyby Anglicy spóźnili się o 1-2 dni, wszyscy byśmy nieuchronnie zginęli. Ale na szczęście 15-go kwietnia nas wyzwolili.
1441,K, krawcowa ur. 1922, lat 23, Auschwitz-Birkenau( 20-06-44 do 28-10-44 ), Hochweiler( 29-10-44 do 01-45 ), Grossrosen ( 5 dni ), Bergen - Belsen( do 15-04-45 ),
….. W styczniu nieoczekiwanie nastąpiła ewakuacja. I wszystkie musiałyśmy stamtąd odejść. Szłyśmy bez jedzenia. Szłyśmy pieszo 14 dni. W ciągu tych 14 dni dostaliśmy tylko raz zupę i raz chleb. Przy wymarszu dostałyśmy na osobę po surowej rzepie. Na 14 dni! Po dniach marszu dotarliśmy w końcu do Gross-Rosen. Tam zatrzymałyśmy się na 5-6 dni. W tym czasie dawali nam jeść całkiem przyzwoicie. Chleb, zupa dwa razy dziennie. Tylko apele były straszne. Nawet gorzej niż w Auschwitz. Gross Rosen musieli także ewakuować, załadowali na wagony kilka tysięcy ludzi po 55 w wagonie. Byliśmy źle ubrane, w wagonach było dotkliwe zimno . Na pewnej stacji przeżyliśmy silne bombardowanie było wielu rannych wśród nas. Podczas bombardowania esesmani uciekli. Pełzając mozolnie szukaliśmy w dnie wagonu, kiełkowała w nas nadzieja, że być może uda się uciec. Oczywiście, nie było można . Byliśmy oznakowani czerwoną linią na plecach jako więźniowie , nie znaliśmy też drogi. To było po prostu miło sobie wyobrazić, aby być znowu wolnym . SS-mani i kobiety powróciły jak bombardowanie się skończyło. Następnie przybylyśmy do Bergen-Belsen W Bergen-Belsen były straszne warunki. Brud, wszy. Bardzo mało żywności. Rano nic , cienka zupa na obiad, wieczorem trochę chleba. Dwa tygodnie przed przybyciem Brytyjczyków, dostawaliśmy jeść dość nieregularne. Codziennie było bardzo wiele zgonów. W bloku, gdzie mieszkałam ze 155 osób pozostało przy życiu 45 osób, majster zmarł na tyfus. Niestety straciłam także moją siostrę. Ja też byłam chora, nie było lekarza, nie było lekarstw. Pracowałam w komando noszącym zwłoki wynosiliśmy zwłoki. W jednym pokoju, i na podwórzu byli układani zmarli, stamtąd potem zabierali je na samochód. 15-04-1945 wyzwoliło nas Angielskie wojsko. Straciłam rodziców i siostrę, zostałam zupełnie sama. Moim pragnieniem jest do emigracja do Palestyny.
1444,3K, gospodynie domowe ur. 1917, 1922, 1924, lat 28, 23, 21, Auschwitz-Birkenau (poł.-06-44 do 20-08-44 ) , Hochweiler(21-08-44 do kon.-11-44 ), Grossrosen( 11 dni ), Bergen - Belsen( do 15-04-45 )
1466.2K. zawodu nie podano, ur 1925 i1924, lat 20,21, Auschwitz( ), Breslau( ), Grossrosen, Mauthausen, Bergen – Belsen , daty nie podane
Moja siostra i ja mieszkałyśmy w Rákospalota, przy rodzicach z braćmi. … W największym zimnie, bez butów i ciepłej odzieży szłyśmy dzień i noc do Gross-Rosen. Tutaj spędziliśmy tylko dwa tygodnie, potem przewieźli nas w otwartych wagonach do Mauthausen. Tam mieszkaliśmy przez trzy dni, i pojechaliśmy dalej do Belsen-Bergen. Po drodze wielu zmarło z głodu i z zimna. W Bergen-Belsen bardzo cierpiałyśmy . Wielki głód, brak możliwości umycia się, choroby. Pracowaliśmy w lesie. W ostatnich dniach, kiedy Amerykanie byli bardzo blisko, żołnierze SS, nasi strażnicy, gdzieś zniknęli. To uczucie nadchodzącej wolności, które mieliśmy w ciągu ostatnich dni, można tylko czuć, ale nie opisać. 15 kwietnia przyszli Amerykanie . Co mam teraz zrobić? jeszcze nie wiem. Cieszę się, że żyję i znowu jestem w domu z moją siostrę .
1518,K, Krawcowa ur. 1926,lat 19, Auschwitz (22-05-44 do 20-11-44), Hundsfeld (22-11-44 do 5-01-45), Gross-Rosen (8 do 22-01-45), Mauthausen ( 24-01-45 do 15-02-45) , Bergen-Belsen (14-03-45 do 15-04-45 )
….. Przez trzy dni szłyśmy w największym zimnie, w śniegu, marzliśmy dzień i noc, spaliśmy w stajniach, na drogę nie było nic i zjadaliśmy, co mogliśmy znaleźć w drodze. W Grossrosenben byliśmy dwa tygodnie, tylko tymczasowo, stamtąd poszliśmy dalej do Mauthausen, ……
1519,K,krawcowa ur. 1928 ,lat17, Auschwitz(28-05-44 do 20-11-44 ), Hamburg( 23-11-44 do 30-12-44 ), Trachenberg( 2-01-45 do 5-02-45 ), Gross-Rosen( 8-02-45 do 2-03-45 ), Bergen-Belsen ( 5-03-45 do 15-04-45 ) .
Mój ojciec miał największą piekarnię w Munkaczu, mieliśmy dwa domy, mieliśmy bardzo dobrze. Po Wielkanocy dostaliśmy się do getta o wyznaczonych ulicach. …….. Z Trachenberg dostaliśmy się do Grossrosen, tu jednakże nie pracowaliśmy, tylko wtedy poszliśmy do pracy, kiedy mieliśmy rozbierać krematoria na części. Na dziedzińcu obozu była sterta zwłok, tych już nie byli w stanie spalić, obozu był teraz rzeczywiście pusty. Kiedy zbliżyli się Rosjanie , pojechaliśmy stąd do Bergenbelsen. Był to jeden z najgorszych obozów, nie było jedzenia, wybuchła epidemia tyfusu, leżałem ze zmarłymi, raz chcieli mnie wywieźć razem ze zwłokami , bo wyglądałem jak trup, na szczęście mój kolega współwięzień powiedział, że jeszcze żyję, więc potem poszedłem na rewier. Leżałem tutaj aż do wyzwolenia przez Brytyjczyków, które miało miejsce w dniu 15 kwietnia, potem Brytyjczycy zabrali mnie do Bergen, potem do Cellé , gdzie spędziłem kilka dni i stąd wyruszyłem w drogę do domu z czeskim transportem. Plany na przyszłość : Chciałbym teraz wrócić do domu i później jak najszybciej to będzie możliwe, jechać do Palestyny.
1523, 2K,drukarka ur 1925, lat 20, i uczennica ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 18-05-44do 25-11-44), Pürsko ( 28-11 do 28-12-44 ), Grünberg (28-01-45 do 5-02-45 ) , Guben ( 12-02-45 do 3-03-45 ) , Grossrosen (7 do 10-03-45 ) , Bergen – Belsen ( 18-03-45 do 15-04-45 )
Nasz ojciec był producentem drewna, mieszkaliśmy we własnym naszym domu, byliśmy bardzo zamożni. Po spędzeniu czterech tygodni w getcie w Munkaczu, wyruszyliśmy drugim transportem. Było nas w bydlęcym wagonie 82 osoby. W drodze zmarł stary mężczyzna, ale nikt nie próbował uciec z naszego bydlęcego wagonu. Dali nam wodę przed wyjazdem ale uzupełnili ją dopiero w Koszycach, gdy przejęli nas Niemcy. Mówiono nam, że zabierają nas do pracy, ale my już widzieliśmy, co nas czeka. Ja, w.wym. M.L. wyjrzałam przez okno na Słowacji i natychmiast strzelili, na szczęście chybili. Pieniądze, które jeszcze mieliśmy, podarliśmy i wyrzuciliśmy przez okno. Ponieważ nasz wagon był tuz koło niemieckiej eskorty, mieli nas stale na widoku. Zabrali od nas mężczyzn do sąsiedniego wagonu i tam ich pobili. Pomiędzy tymi pobitymi byli Sam Guttmann, Guttmann John Alexander Guttmann, etc. którzy zapytali eskortujących nas Niemców , co radzą nam zrobić po przybyciu na miejsce: czy zgłosić się jako chorzy, czy nie? Niemcy powiedzieli im, żeby się zarejestrowali jako chorzy i ono tak zrobili a później słyszeliśmy, że wszyscy ci ludzie zostali zabrani do zagazowania. Dotarliśmy do Auschwitz po dwudniowej podróży, około 24-tej w nocy. W dniu przyjazdu widzieliśmy kominy z płomieniami i słychać było krzyki. To było straszne uczucie, myślałam, że zabiorą nas wprost na spalenie. Miałam z sobą trochę morfiny na wszelki wypadek i zabrałam ją z sobą na drogę. Kiedy byliśmy w łaźni, lekarz, który był więźniem, widział to i pomógł mi. W łaźni ostrzygli nam włosy i wydali nam inną odzież. Zamknęli nas w innym obozie, to był obóz cygański. Było nas w bloku 1500 osób, nie miałyśmy miejsca do spania i spałyśmy na betonowej podłodze. Koce dostałyśmy dopiero na następny dzień, jeden koc był na trzy osoby. Spędziliśmy tu trzy tygodnie. Przez pierwsze trzy dni po przybyciu nie dostaliśmy jeść w ogóle. Później dostawaliśmy kawę, rację chleba i część pakietu margaryny, na obiad dawali garnek zupy zrobionej z trawy z piaskiem z dodatkiem bromku. Garnek zupy był na 12 osób, co oznaczało 0.2 litra zupy na osobę. Pobudka była o trzeciej rano, o świcie. Jeśli któraś z nas nie była gotowa na placu apelowym dostatecznie szybko, nadzorczyni ja biła. Często stałyśmy tam długimi godzinami, aż dokładnie nas policzyli. Wiele razy za karę zmuszano nas do klęczenia. Po trzech tygodniach przeszliśmy do obozu C, gdzie w bloku było nas 1200 osób i na pryczy spało 12 osób. Pracowałyśmy w komando zewnętrznym obok krematorium i cięłyśmy i rąbałyśmy drewno i transportowałyśmy je do pieca. Pewnego razu usłyszałyśmy, ze przybył transport z Łodzi, byli ustawieni po pięćdziesiąt osób, kobiety i dzieci, co więcej, mieli ze sobą bagaże. Siedmioletni letni chłopiec zapytał mnie, gdzie ich zabierają, powiedziałam, że do kąpieli, biedny mały chłopiec odpowiedział zrezygnowany, że wie bardzo dobrze, co odbywa się w kąpieli. Potem skierowano ich do tak zwanej łaźni, która była w piwnicy. Pewnego razu, kiedy nie byliśmy wystawieni tak bardzo na oczy Niemców, zajrzałam tam i zauważyłam, że pomieszczenie było wyposażone w wiele wieszaków na ubrania z numerami. Także widziałam prysznice, z których wypuszczano gaz. Słyszałam od ludzi, którzy tam pracowali, że ludziom, którzy tam wchodzili dawano ręcznik i kawałek mydła, często słyszałyśmy krzyki i płacze przez kilka minut, które powoli zanikały a potem ucichły zupełnie. Słyszałyśmy także, że pewni ludzie, których serca były bardzo silne nie umierali natychmiast, ale ciągle jeszcze oddychali, kiedy ich wrzucano do pieca. Tę ostatnia informację słyszałam od naszego wujka, który pracował w krematorium. To on powiedział nam również, że spalił naszych rodziców, ale po sześciu miesiącach jego samego spalili, jak się to tutaj zwykle działo. Niemcy nie potrzebowali świadków. Raz dostałyśmy list od naszego wujka, który pisał, ze pewnej nocy właściciel łaźni Moshe Weinberger, który również został przydzielony do krematorium, a był bardzo religijny i niechętny do wykonywania tam pracy, powiedział, żeby go raczej zastrzelili i nie zmuszali do tego rodzaju pracy. Wbrew jego prośbie nie tylko go nie zastrzelili, ale go wrzucili żywego do pieca i nawet słyszeli jego głos ze środka. J, wyżej wymieniona M.L. , byłam wybierana trzydzieści razy, to się zdarzyło kiedy było po dziesięć selekcji dziennie, przy jednej selekcji moja siostra Sari została zabrana ze słabymi do bloku nr 7, gdzie ich trzymano. Była blokada bloku, ale ja o północy ukradłam opaskę na ramię od blokowej ; nałożyłam sobie i tak wyszłam. Przekradłam się do strażniczki i obiecałam jej mój złoty zegarek, który zdołałam przy sobie zatrzymać. Zagroziła mi, ale tak długo ją prosiłam, aż dała się przekupić, weszła do bloku i wyprowadziła moja siostrę.
Biedna dziewczyna rzuciła mi się na szyję i zemdlała z podniecenia, dwie godziny nie mogłam jej ocucić. Z Auschwitz transportem dostaliśmy się do Pürsko, jechaliśmy dwa dni w 2000 ludzi w pociągu osobowym, na drogę dostaliśmy rację chleba i dwie racje margaryny . Po drodze przeżyliśmy atak bombowy, ale mieliśmy szczęście, nikt z nas nie zginął. Po przyjeździe do Pürsko umieszczono nas tam w stodole na odludziu, gdzie spędziliśmy cały miesiąc spędzony przydzielono nas do kopania 3.5 m rowów. Wyżywienie było dość przyzwoite. Pewnego wieczoru, po ataku bombowym, zabrali nas stąd, szłyśmy pieszo miesiąc, noce spędzaliśmy zawsze na wsiach i w stajni tłoczyło się 2000 ludzi, zamykali drzwi, tłoczyłyśmy się na siebie, więc prawie nie było miejsca, ale zdarzało się, , jeśli nie znaleziono odpowiedniej stajni, zimą noc spędzałyśmy na świeżym powietrzu, spaliśmy na śniegu. Wiele osób zamarzło tak, że zaledwie 1400 przyszło do Grünberg. Dostawałyśmy dziennie po 5-6 kawałków ziemniaka, było to wszystko na cały dzień, tylko dwa razy przez miesiąc w trakcie naszego marszu widzieliśmy chleb. W trakcie naszej podróży wiele razy doszło do tragedii, zapamiętałam kobietę z Munkacza ,nazwiskiem Halpudernét, której córka była z nami. Pewnego wieczoru, zostały wywiezione do lasu, biegła za nimi dziewczyna, gnana złym przeczuciem. Widzieliśmy z daleka, że na skraju lasu, gdzie stał piec do gotowania, tylko wykopali dół, nad nim położyli deski, a sierżant Wehrmachtu kazał kobiecie stanąć na desce i kiedy ta tam stanęła, więc sierżant strzelał do kobiety. Dziewczyna oglądała śmierć matki i zapytała go, czy teraz może ją zastrzelić, nie musiała go długo prosić i tak zginęły obie razem. W końcu przybyłyśmy do Grünberg gdzie byłyśmy tydzień. Wyżywienie było zadowalające, tu nie pracowałyśmy, byłyśmy gotowe do dalszego transportu, i wyruszyliśmy do Guben. Marsz pieszy trwał tydzień, w trakcie tej podróży również spaliśmy w stajniach . Teraz dostawałyśmy zaledwie 5-6 ziemniaków na dzień, ale na szczęście był czysty dość wysoki śnieg, więc jedliśmy śnieg, i miałyśmy wodę. Wiele osób próbowało uciekać po drodze, ale także, niestety, wiele zostało schwytanych i bezlitośnie zastrzelonych. W Guben byłyśmy przez dwa tygodnie . Tu byłyśmy już zupełnie osłabione, jeść dostawałyśmy tak mało, że słabości i głodu w ciągu dnia po prostu leżałyśmy na pryczach i nie mogłyśmy nawet chodzić. Tymczasem Rosjanie już się zbliżali, ich atak następował po ataku, i tak wkrótce zabrali nas do Grossrosen. Tutaj jednak spędziłyśmy tylko dwa dni, zdezynfekowano nas i wyruszyłyśmy dalej do Bergenbelsen. Z horroru panującego w obozie Bergenbelsen pamiętam, ze do malego pokoju upchali nas 134 osoby, siedzieliśmy na podłodze, położyć sięw ogóle nie było można. Początkowo wyżywienie było stosunkowo całkiem przyzwoite, potem na ok. 3 tygodnie przed wyzwoleniem, nie dostawaliśmy chleba w ogóle , ćwiartke chleba tylko wydali raz , ale także rzekomo ten chleb był zatruty. Wszyscy dostali tyfus. Również leżałyśmy w gorączce 40 stopni, ale nawet chorych zakwalifikowali do noszenia zwłok. To była straszna praca, ale wkrótce potem udało mi się dostać do skrobania w kuchni. Dwadzieścia pięć osób byłyśmy tutaj, kiedy dowiedzieliśmy się 15 kwietnia przez megafon, że brytyjscy żołnierze przybyli do Bergenbelsen, wszedł do kuchni oberschaarführer, z wściekłością uderzył w głowę dziewczynę śrubokrętem i potem tak oszołomioną wrzucił do beczki. Wśród nas była osoba o imieniu Rozsi, która w wyniku tego horroru oszalała. Ja schowałam się za beczką i przykryłam zwiędłym pęczkiem marchwi, moja siostra ukrywała się pod stołem, jak martwe leżały, więc tylko tak udało się uciec przed bestią. Po tym, jak Anglicy nas wyzwolili, usłyszałyśmy , że oberschaarführer następnego dnia został złapany , pozbawiony ubrania i tak rozerwany na strzępy. Po wyzwoleniu Bergben w dniu 15-04-45 mieszkałyśmy tu jeszcze trzy tygodnie, a następnie poszliśmy do Cellé. Tu wyżej wymieniona ML wróciła do kuchnia, została szefem kuchni, ale oczywiście na zasadzie ochotniczej, i nie była zmuszona do pracy. Następnie poszłyśmy z czeskim transportem , pociągiem w kierunku Pragi, dziewczyny podróżowały same w pociągu, w następnym wagonie rozpoznałyśmy oberschaarführera z Pürskó , siedzącego w pasiaku obok byłych więźniów pochodzących z Polski. On oczywiście nie chciał nas rozpoznać, ale natychmiast przyprowadziłyśmy trzech żołnierzy czeskich z bagnetami, ich kapitan doprowadził oberschaarführera do odpowiedzialności . Ten najpierw zaprzeczył, że jest SS i podawał się za byłego więźnia, kapitan zażądał, aby mu pokazał wytatuowany numer , i ten naprawdę go miał i kapitan aresztował go . Z Pragi przez Bratysławę przyszłyśmy do Budapesztu .
1538,M, ślusarz ur. 1924, lat 21, Auschwitz ( 5-05-44 do 5-06-44 ) , Gleiwitz ( 5-06-44 do 20-01-45 ), Gross-Rosen ( 20-01-45 do 2-02-45 ), Buchenwald ( 28-02-45 do 2-06-45 ( 14-04-45) )
W Bártházi mieszkalo tylko 8 rodzin żydowskich ,robotników, rolników, ludzi żyjących biednie z dziennych zarobków…… W obozie Grossrosen byliśmy przez dwa dni , było tam strasznie dużo błota, wiecznie wyciągaliśmy nogi z błota, kto był w stanie wyciągać nogi , miał szczęście, pozostał przy życiu. Staliśmy tu cały dzień na apelu, całym naszym jedzeniem była zupa raz dziennie. Następnie ponownie poszliśmy dalej do Buchenwalu, załadowali nas na pociąg, po 70-ciu w wagonie, ale sześć dni jechaliśmy w 90-ciu. W Grossrosen nawet trzy czwarte chleba dali nam na drogę, więc go zjadłem na miejscu, a więc dzień podróży rozpoczął się bez jedzenia. Jeśli pociąg zatrzymał się na drodze i jakoś udało się wyjść z pociągu, szukaliśmy czegoś do jedzenia, buraków w ziemi, ale jeśli zauważyli to , to strzelali do nas. Nie mogłem nawet próbować lądować na ziemi na nogach , ponieważ miałem na nich odmrożenia. Po przybyciu do Buchenwaldu przez prawie cały dzień staliśmy i czekaliśmy w kolejce do kąpieli i dezynfekcji . Następnie zostaliśmy wprowadzeni do otwartego baraku, to nie skończyło się w tym samym dniu i następnego dnia rano rozpoczęło się ponownie. Po kąpieli dostaliśmy po litrze zupy, nie mogłem nawet zjeść, następnie uciekłem od jedzenia. W otwartym baraku padał śniegi deszcz, nie mogliśmy iść do łóżka, były strugi wody na deskach , było mokro, nie mogłem spać, ludzie płakali, wszędzie lament i wyrzuty, to było straszne. W Buchenwaldzie nie pracowaliśmy , ale nawet nie byliśmy w stanie iść do pracy. Szybko skierowali nas do drewnianych baraków, ale w nich było pełno wszy, były trzypiętrowe prycze, 1,60 m długości, trzy piętra w sumie 45 osób musiało się zmieścić leżąc, byliśmy stłoczeni tak , że nie mogliśmy się ruszyć w nocy, deska tak mi się wciskała w ciało, że mam znak do tej pory. Jedzenia było tak mało, że ludzie zabijali się nawzajem w czasie rozdziału obiadu. W dniu 14 kwietnia wyzwolili nas Amerykanie, ja już leżałem na bloku kwarantanny. Tutaj było dużo umierających. Amerykanie umieścili mnie następnie w szpitalu i leżałem tam do połowy czerwca. Przez Pragę i Bratysławę przyszedłem do Budapesztu. Plany na przyszłość: Na razie idę do domu do Bártházá a później chcę wyjechać do Palestyny
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)