Forum "Sztolnie" Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie budowy Riese Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 21:53, 28 Sie 2013 Powrót do góry

Witaj, Mr Sławorow.
Nie rozumiem Twojego tekstu. Nie chcę wstawiać żadnego obrazka. Mogę wstawić 800 stron A4 tekstu zawierającego wyłącznie reporty survivorów z obozów pracy na Śląsku i jw powiedziano. Czy mogę to tu wstawić jako tekst podzielony według obozów?
Stary
Zobacz profil autora
Slaworow
Administrator



Dołączył: 06 Wrz 2008
Posty: 3208 Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław - Oder Vorstadt

PostWysłany: Śro 22:05, 28 Sie 2013 Powrót do góry

Jeśli masz na myśli skopiowanie samego tekstu i wklejenie jako post na forum to oczywiście nie ma sprawy, możesz nawet osobne tematy pozakładać do każdego obozu, by był porządek.

W innym przypadku problem jest takiej natury, że poza zdjęciami to nie da się tu wstawiać innych załączników, jakbyś np. chciał wstawić plik do ściągnięcia Sad
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 22:19, 28 Sie 2013 Powrót do góry

Mr Sławorow,
To jest tylko tekst w wordzie i zacznę go wklejać od jutra ( bo dzisiaj jest już późno a tego jest dużo i muszę to robić porcjami) w tym temacie jako relacje survivorów.
Stary
Zobacz profil autora
Pawel.Rodziewicz




Dołączył: 18 Lip 2011
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nuernberg-Erlangen

PostWysłany: Czw 10:47, 29 Sie 2013 Powrót do góry

Panie Kazimierzu,

mysle, ze sporo osob czeka na te tlumaczenia. W swoim imieniu
dziekuje za trud pracy wlozony w przygotowanie tego jako calosc
i chec podzielenia sie tym ciekawym materialem archiwalnym!


Pawel


Ostatnio zmieniony przez Pawel.Rodziewicz dnia Czw 15:24, 19 Wrz 2013, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:36, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Relacja węgierska Tychy14-08-2011
Zebrał
Stary
Poświęcam pamieci tych, którzy tędy szli i tych którzy jeszcze za mną pójdą.

Poniżej dokonano podsumowania materiału pochodzącego z bazy degob.hu i zebranego w celu uwidocznienia szerszej perspektywy sposobu wykorzystania przymusowej siły roboczej na Śląsku w czasie wojny. Obejmuje ono w zasadzie tylko miejscowości na Śląsku. Relacje Żydów węgierskich z bazy danych degob.hu zamieszczone w tym tekście dotyczą pracy przymusowej w czasie 1944-45.W poniższym tekście operuje się nazwami obozów i numerami protokołów według bazy degob.hu.

1-Wolfsberg Włodarz Str 3
2-Wustegiersdorf Głuszyca str 28
3-Oberwustegiersdorf str 65
4-Schotterwerk str 69
5-Marzbachtal, lager Lerche- str 78
6 -Saufenwasser Osówka str 82
7-Wustewaltersdorf Walim str 88
8-Dornhau Kolce str 90 9-Tannhausen Jedlinka str 130
10-Erlenbusch Olszyniec str 131
11-Falkenberg , Eule , Eulenburg Sokolec str 153
12-Furstenstein Książ str 163
13-Hausdorf Jugowice str 179
-Schweidnitz -73=1
-Metzbach, -3407,=1
14-Waldenburg Wałbrzych str 179
15-Freiburg Świebodzice str 181
16-Reichenbach Dzierżoniów str 183
17-Langenbielau Bielawa str 234
18-Peterswaldau b.Reichenbach Pieszyce str 248
19-Brick Brzeg-Pępice str 257 20-Mittelsteine Ścinawka Śr str 259
21-Bad Kudowa str 260
22-Gellenau str 261
23-Landeshut Kamienna Góra str 262
24-Bolkenhain Bolków str 265
25-Liebau Lubawka str 266
26-Hirschberg Jelenia Góra str 267
27-Bunzlau Bolesławiec str 272
28-Kietlitztreben Trzebień str 283
29-Gebhardsdorf Giebułtów str 283
30-Christianstadt Krzystkowice str 285
31- Dyhernfurth , Brzeg Dolny str 291
32-Funfteichen Miłoczyce str 294
33-Grunberg Zielona Góra str 303
34-Guben Gubin str 310
35-Glogau Głogów str 321
36-Gorlitz Zgorzelec str 323
37-Schlesiensee b. Glogau Sława str 332
38- Neusaltz Nowa Sól str 346
39-Stettin, Politz Szczecin Police str 351
40-Gross Rosen Rogoźnica str 353
41-Breslau-Hundsfeld , Psie Pole i Leśnica str418
42-Markstadt str 431
43 -Kurzbach str 432
44-Trachenberg Żmigród str 433
45-Plischkow b. Breslau str 433
46-Sulow Sułów str 434
47-Birnbaumel Gruszeczka k. Sułowa str 434
48-Hochweiler Wierzchowice k. Milicza str 438
49 -Neustadt Prudnik str 443
50-Golleschau Goleszów str 448
51-Jawischowitz Jawiszowice str 455
52-Hindenburg Zabrze str 460
53-Laurahutte Siemianowice str 464
54-Eintrachtshutte Świetochłowice str 468
55-Kattowitz Katowice str 475
56-Furstengrube Wesoła str 477
57-Charlottengrube Rydułtowy str 481
58-Gleiwitz Gliwice str 483
59-Blechhammer Blachownia Śląska str 520
60-Heydebreck Kędzierzyn str 532
-Neuforwerk -2808,,=1
61-Prschkau O/S str 533
62-Janina Libiąż str 534
63-Lagischa Łagisza str 535
64-Sassnowitz Sosnowiec str 538
65-Jaworzno str 540
66-Bunawerke Oświęcim str 562
67-Monowitz Oświęcim str 580
68-Krakau-Plassow Kraków-Płaszów str 617
69. Uwagi końcowe str 659
70. Ohrdruff str 667
71. Krahvinkel str 682
72. Waldlager str 684
73. Ebensee str 693
74. Dora str 767

1-Obóz Wolfsberg Włodarz k Walimia
Dane znanych wyrobisk Włodarz : długość-3100m, powierzchnia 10710m2, kubatura 42000m3 ( poziom dolny-31362m3 i poziom górny-10625m3). Źródło-M. Aniszewski
3, 86, 91, 203, 229, 276, 282, 493, 585, 647,749, 755, 903, 981, 1002, 1217,1275, 1279 , 1301, 1378, 1394, 1503, 1760, 1933, 1964, 1993, 2135, 2153, 2191, 2269, 2303, 2330, 2701, 2733, 2758, 2901, 2968, 3310, 3335, 3479, 3486.
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób
A- ilość relacji survivorów
41
A1- Płeć
M- 45 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=24, -15-x, 16, (17-7x ), (18-4x), 19-4x, 20-7x,
21 do 30 lat= 9, -21-3x, 22-2x, 24, 25, 26, 30,
31 do 40 lat=2, -33, 38,
41 do 50 lat=7, -44, 45, 46-2x, 48-2x ,50,
Powyżej 50 lat=3, -51, 57-2x,
Tendencja jest widoczna : Przeżycie zależało od możliwości adaptacji, największe szanse przeżycia miały organizmy najelastyczniejsze młodych ludzi . Największy nacisk był skierowany na ludzi w pełni sił. Starsi przetrwali dzięki pozostawieniu na miejscu, bądź przez przypadek. Dzięki pozostawieniu na miejscu przeżyły 2 osoby ( na 3 ogółem ) w wieku powyżej 50-ciu lat ( 51, 57 ) , 4 osoby ( na 7 ogółem ) powyżej 40-ki ( 46, 48-2x, 50 ) , jeden 21 –latek i 4 osoby ( na 24 ogółem ) do 20 lat ( 18, 19, i 20-2x ). Chorzy pozostawieni na miejscu mieli większe szanse przeżycia niż „ zdrowi „ zabrani na ewakuację piesza.
C- zawód internowanych
Rzemiosło -22 : krawiec męski, krawiec-4x, stolarz-3x, szewc-3x, handlowiec, kupiec-3x, handlowiec drewnem albo stolarz-2x, szklarz, bednarz ? , cieśla, dekorator okien wystawowych, fryzjer,
Uczący się-11: uczeń-10x, student ,
Prac. umysłowi -6 : urzędnik-2x, dr prawa-2x, lekarz, talmudysta,
Pracujący na roli- 5: robotnik rolny-2x, rolnik-2x, furman,
Fabryka- 1: robotnik fabryczny,
Dużo młodzieży w populacji się uczyło, przeważnie na rzemieślnikow i wolne zawody. Praca u kogoś ( w fabryce ) i na roli była w mniejszości.
D- standing rodziny przed aresztowaniem
3- Pracowałem w Koszycach w fabryce játékáru. Ośmiu członków rodziny, prawie sam utrzymywałem z małego tygodniowego wynagrodzenia .
86- Mój ojciec miał sklep spożywczy w Koszycach. Miał dwa domy, trzeci właśnie rozpoczęto budować wtedy. Mieszkaliśmy w pięciu mieszkaniu z rodzicami i dwojgiem rodzeństwa, mój ojciec był uważany zdecydowanie za bogatego człowieka.
91- Było około 11,000 Żydów mieszkających w naszym mieście: głównie kupców i rzemieślników. W ogóle żyli w godnych warunków finansowych, ale były też bardzo ubogie rodziny. Osobiście miałem ładnie urządzone sklep i dwa domy.
276- W Beregszasz ok. sześć tysięcy Żydów mieszkało, którzy na ogół mają wielu przedsiębiorców, urzędników, rolników.W Szegénysor żyłem w zamożności , jako lekarz, funkcjonowałem w uporządkowanych relacjach , mieszkałem w domu z winoroślą
282-W Beregszasz żyło około sześciu tysięcy Żydów, pracowali oni na ogół jako pracownicy umysłowi, byli lekarzami, prawnikami. Ponadto, miasto miało czterech żydowskich farmaceutów. Handlowcy żyli na dość wysokim standardzie bytowania. Była również grupa bardzo ubogich około 400 rodzin , które otrzymywały w ramach pomocy pożywienie ze wspólnej kuchni, jadłodajnia stale pracowała i miała pod opieką te rodziny. Ja mieszkałem w komfortowych warunkach, chociaż po wejściu Węgrów już nie zostałem zatrudniony w komorze ( podatkowej?- przyp. mój ) jako Żyd.
493-W Bodzásújlakon mieszkało 20 rodzin żydowskich . Połowa z tych ludzi utrzymywała się z handlu. Niektórzy byli bardzo biedni, z grupy która walczy o byt. Kupcy mieli na ogół dobrze prosperujący sklep. Miałem trzy sklepy, i żyłem beztrosko.
585- Kövesliget to duża wieś, gdzie około 150 rodzin żydowskich mieszkało. Byli to w większości rolnicy i przedstawiciele klasy średniej. Mój ojciec był rolnikiem. Pracowaliśmy i dużo i ciężko, ale co musieliśmy to mogliśmy kupić.
647- W moim domu Kövesliget w Karpathenlandzie żyło około 300 Żydów, w większości byli to robotnicy i ubodzy ludzie.
749-W Beregkövesden 80 rodzin żydowskich mieszkało w dostatku którzy byli w większości przedsiębiorcami, przemysłowcami, rolnikami, ale również byłowielu ubogich rolników. Moi rodzice mieli 20 ( hektarów, mórg ? przyp. mój) ziemi, dom i sprzęt gospodarczy.
981-W Beregardón około 250-300 rodzin żydowskich mieszkało. Byli w większości rolnikami.
1217- Spośród 7 rodzin żydowskich Szenteske niemal wszyscy byli rolnikami , mój ojciec był szewcem, miał też dobrze prosperujący sklep.
1275- Byliśmy sześciorgiem rodzeństwa i rodzice. Ojciec już zmarł jedenaście lat temu, chodziliśmy do winnicy na prace dniówkową, robiliśmy prace w polu. ..my jesteśmy biedni ludzie.
1378- W moim miejscu urodzenia i zamieszkania, Hanák- wiosce niedaleko Munkácsa, żyło około pięćdziesięciu rodzin żydowskich, w większości biednych ludzi.
1760- W domu, miałem własne utrzymanie, pracowałem z moim ojcem, mieliśmy dostatni sklep handlu artykułami żelaznymi i utrzymaliśmy działalność nawet po wejściu Węgier.
1964- Mieliśmy w domu sklep z towarami mieszamymi
2135- W Jablonová kilka rodzin żydowskich mieszkało. Byli to wszyscy ludzie ubodzy, chłopi i robotnicy. Mój ojciec był rolnikiem .
2191- Gospodarowałem na 6-ciu hold (hektarach , morgach ? ) ziemi , z ojcem mieliśmy gospodarstwo rolne .
2330- W Nagyberezna pracowałem jako pomocnik krawca.
2701-W moim miejscu urodzenia i stałego pobytu Nagyrákót, gminie w Karpathenlandzie z liczbą ludności około 700 dusz, było 80 rodzin żydowskich rodzin; przeważnie ich status był dość marny.
2733- W Sztrabicson zamieszkiwało 60 rodzin żydowskich i najczęściej byli ludzmi biednymi pracującymi w przemyśle i rolnictwie.
2758- W Szolyva było 300-400 Żydów. Większość z klasy średniej. Mieliśmy sklep delikatesowy, mieliśmy zapewnione beztroskie życie .
2901-Mój ojciec był człowiekiem biednym, robotnikiem.

22 survivorów pozostawiło uwagi na temat sytuacji materialnej swoich rodzin, i populacji żydowskiej.
Siedem osób podało, że ich rodziny były bogate lub zamożne.
Siedem osób podało, że sytuacja materialna jego rodziny był skromna.
Sześć osób podało, ze miały sklepy, bądź utrzymywały się z handlu
Cztery osoby podały, że jego rodzina posiadała ziemie i żyła z uprawy roli.
Trzy osoby podały, że były też w populacji żydowskie rodziny, które walczyly o byt.
Dwie osoby podały, że mogły żyć bez trosk.
Jedna osoba podała podał, że żyła z rzemiosła, była pomocnikiem krawca.
Jedna osoba pracowała jako robotnik fabryczny.
Część survivorów wyraziła opinię na temat sytuacji materialnej populacji żydowskiej : w miastach „w ogóle żyli w godnych warunków finansowych”, „ na ogół mają wielu przedsiębiorców, urzędników, „ , „głównie kupców i rzemieślników „ , „pracowali oni na ogół jako pracownicy biurowi, lekarze, prawnicy ” , byli kamienicznikami. Na wsiach byli karczmarzami, rolnikami.
Były to społeczności, w większości żyjące osobno , obok większości społeczeństwa kraju. Posiadały i zachowywały na ogół swoje własne wzorce obyczajowe i pewną solidarność etniczną a także osobne standardy dla współplemieńców i osobne dla pozostałych „ gojów” , tj. dla osób nie będących Żydami.
D1- wyrażone poglądy
1275- Z chrześcijanami mieliśmy dobre stosunki.
1279- Zawsze żyli w pokoju z tubylczymi mieszkańcami, nie mieliśmy żadnych problemów ze sobą.
E- data przybycia do obozu
Kwiecień 44 : =3-połowa m-ca, 29, 31,
Maj 44 : = 17- 05-4x, kon. 05, 2 , 6, 14=10 dni-przekazany do Schottenwerk, 20-2x, 21-2x, 24, 25-2x, 27, 28,
Czerwiec-44: = 8- pocz.06-44-2x, 06-44, 2, 3, 6, , poł.06-44, 20,
Październik 44: = 2- pocz.10-44, koniec 10-44
Grudzień 44: = 1-12-44, pobyt 4 tygodnie,
Styczeń 45: = 1-5 , pobyt 1 tyg.,
Luty 45:= 1- koniec 02-2 dni ,
Nieokreślony:= 12- pobyt 14 m-cy-1 osoba,11 m-cy-3 osoby, pobyt 9 m-cy- 3 osoby, 8 m-cy-1 osoba, 3 m-ce- 2osoby, 4 tyg.- 1 osoba, nie podano-1x,
Żydzi węgierscy pojawili się w Wolfsbergu w połowie kwietnia 44 roku, maksimum przyjazdów przypada na maj i czerwiec 1944. Transfery internowanych pomiedzy obozami Riese trwały cały czas , to samo dotyczy chorych. Duża liczba internowanych nie potrafiła określić dat, swiadczy to o ich stanie . Poza Żydami węgierskimi było też tam 300 Żydów greckich, którzy nie przeżyli, oraz Polacy, którzy byli tam wcześniej. Internowany ( ) podał, ze kapo w tym obozie byli polscy Żydzi. Osobny obóz stanowiło 300 Włochów .
F- data ewakuacji z obozu
maj 44 = 2 : 24p, 31p, wszyscy przekazani do innych obozów Riese
lipiec 44 = 2: poł.07-44-p do Dörnau obóz II, 20p, wszyscy przekazani do innych obozów Riese
wrzesień 44 = 1: 09-44p-x, przekazany do innych obozów Riese
październik 44 = 2: 10 -44p, 20p, wszyscy przekazani do innych obozów Riese
listopad 44 = 4: pocz.11-44( nieletni, pierwsza ewakuacja), 13p, 25p-2x , wszyscy poza nieletnim przekazani do innych obozów Riese
grudzień 44 = 1: 1p, przekazany do innych obozów Riese
styczeń 45 = 6:, 01-45, pocz. 01-45, 6p -2x, 15, 25p z tego trzech przekazano do innych obozów Riese
luty 45 = 12: 02-45, 02-45u, 02-45p-2x, 8, 15-5x, 25, koniec 02-45 z tego dwóch przekazano do innych obozów Riese
marzec-45 = 1: 03-45 ,
nie określono = 14 : w tym 2 przekazanych do innych obozów.
Pierwsza ewakuacja Wolfsbergu do Ebensee odbyła się na początku listopada 1944, ( lub w końcu października 44), brał w nim udział nieletni 3479, przybyły tutaj wraz z 800-1000 ludzi z Falkenbergu. Wolfsberg ewakuowano razem z Falkenbergem, trasa wiodła przez stodołę w Schoenberg ( Schomberg-Chełmsko Śl- przyp. mój) ( gdzie w stodole pomieszczono 3000 ludzi, na drugi dzień rozlokowano więźniów w dwóch stodołach , zostali tam 10 dni . 9-tego dnia odłączono część internowanych, którzy poszli w niewiadomym kierunku. W następnych ewakuacjach tą trasą część internowanych poszła do Bergen-Belsen. Potwierdza to więzień 1993, który rozpoczął ewakuacje w składzie 4000 osób, po dwóch dniach doszli do stodoły, gdzie byli przez 3 dni. Potem wydzielono grupę 900 osób (m.in. i jego ), która pojechała do Bergen-Belsen. Więzień 2269 , ewakuowany do Bergen-Belsen podaje, ze szli 2 dni pieszo , potem załadowano 900 osób ( w tym jego ) na pociąg do Bergen-Belsen, którym jechali przez 5 dni, ale przeżyło ok. 50 sób. Podział internowanych w Schoenberg na 2 stodoły potwierdza 3486, który był ewakuowany 15-02-45. Z końcem lutego poszli do pociągu w Trautenau ( Trutnov ), jechali jeszcze kilka dni tym pociągiem i osiągnęli Ebensee. Taki scenariusz powtarzał się więcej razy. Następna ewakuacja odbyła się w styczniu 1945: na początku miesiąca i 15-tego. Więzień 276 podaje, że w styczniu 45 : „ 2800 naszych ludzi ewakuowano w głąb kraju „. W lutym 45 nastąpiło prawdopodobnie kilka ewakuacji, ponieważ survivorzy podali daty : 8-go, 15-tego, 25-go i pod koniec miesiąca. Jednemu z internowanych udała się ucieczka, dziesiątego dnia marszu, kiedy sądził, że już nie będzie zdolny do dalszego marszu i czeka go kula, zdołał wykorzystać ostatnią szansę i w nocy niepostrzeżenie usunąc się i ukryć. Przeczekał aż kolumna przejdzie i zawrócił. Zostal przyjęty w stodole na wsi i przespał tam 10 dni i doczekał tam wyzwolenia. Jeszcze jeden survivor rozpoczął ewakuację z końcem marca 1945. Internowany 3335 , ewakuowany 15-02-45 wraz z 3500 ludzi z Wolfsbergu do Ebensee podał, że szli pieszo dwa dni a potem spali w Brunau ( Braunau-Bromov przyp. mój ) i byli tam w stodole w dniach 18-26-02-45. Po 8 dniach załadowano ich do wagonów i pojechali do Ebensee, które osiągnęli 3-03-45. Więzień ( 91 ewakuowany 15-02-45 ) podaje, że Wolfsberg był ewakuowany wtedy razem z 1300 ludźmi z Falkenbergu, ( tzn.że ten obóz był dwukrotnie opróżniany ) i że po piewszym dniu osiągnęli Friedlant ( Mieroszów ) a stamtąd poszli do Schoenberg ( Schomberg -Chełmsko Śl) a na wagony do Ebensee załadowano ich w Trautenau ( Trutnov ). W stodole w Schoenberg też czekali 11 dni, rzekomo na wagony, ale pierwsza ewakuacja miała taki sam przebieg , wynika z tego , że był to przygotowany scenariusz a nie improwizacja. Więzień 1275 ewakuowany z końcem lutego 45 pisze, że wtedy szły razem obóz Wolfsberg i Eule, razem 5000 ludzi, doszli do Friedlandu, tam ulokowano ich w stodole , po czym szli jeszcze 3 dni w dużym śniegu , zanim ich załadowano na pociąg do Ebensee.
Więzien 981 ewakuowany do Ebensee 8 lutego podał, że szli pieszo przez 10 dni. W Schoenberg spali w otwartej stodole przez 10 dni. Potem szli 19 km do Trautenau i wsiedli do wagonów.
Więzień 749 , ewakuowany w styczniu 45 podaje, że po opuszczeniu stodoły i pogrzebaniu zmarłych szli jeszcze 6 dni i nocy zanim wsiedli do pociągu. Więzień 1933, ewakuowany w lutym 45 podaje, że szli pieszo 2 dni, po czym jechali pociągiem przez Pilzno, a Ebensee osiągnęli po 2 tygodniach.
Więzień 2303 ewakuowany z Wolfsbergu z końcem marca 45, podaje, że wraz z 4500 osobami budował tam bunkier; odeszli pieszo 30 km, szli do Ebensee 12 dni. Relacja tego więźnia potwierdza, że betonowanie podziemnej części Wolfsbergu było prowadzone aż do ostatniej chwili, a liczba zaangażowanych więźniów do końca lutego 45 wzrosła z 3200 do 4500 ludzi mimo ewakuacji.
Więzień 2135 ,ewakuowany 25-02-45 pdaje, że „ poszliśmy do Bergen-Belsen” nie podajac szczegółów.
Więzień 203 ewakuowany również 15-02-45 podaje inny scenariusz: po 4 tygodniowym marszu dotarliśmy do Ebensee.
Ostatecznie do Ebensee , figurującym na liście podobozow Gross-Rosen ewakuowano 23 spośród survivorów, 3 osoby do Bergen-Belsen, 19 osób przekazano do innych obozów Riese, w tym chorych. Reasumując, więźniowie przemieszczali się pieszo po trasie Wolfsberg, Broumov, Mieroszów, Chełmsko Śl- Trutnov. Stamtąd koleja przez Pilzno do Ebensee. Dlaczego nie byli ładowani na wagony w Olszyńcu lub Głuszycy, można tylko domniemywać, że np.: linie kolejowe były przeciążone, wobec masowych ewakuacji a więźniowie nie mieli priorytetu, 2-linia kolejowa na N. Rudę-Kłodzko była zbombardowana, lub zbyt wysunięta na wschód, 3- zamiarem Niemców było wyniszczenie więźniów.
G- zadania
Spośród 45 survivorów 7-miu nie określiło, jakie prace wykonywali na Wolfsbergu. Pozostali opisali swoje obowiązki w sposób następujący:
w tunelu- 9 osoby, wiercenie w tunelu- 3 osoby, drapanie betonu w tunelu-1 osoba, ładowanie kamieni w tunelu- 3 osoby,
budowa dróg-7 osób,
budowa kolejki wąskotorowej- 7osób,
budowa koleki normalnotorowej- 4 osoby,
noszenie szyn -5 osób,
noszenie cementu -5 osób, budowa bunkrów-2 osoby, przy betonowaniu- 1 osoba, budowa twierdzy- 1 osoba,
budowa baraków- 4 osoby, budowa obozu- 1 osoba,
prace ogólnobudowlane-4 osoby,
prace w warsztacie stolarskim-3 osoby,
robił wykopy pod wodociąg- 2 osoby, budował wodociągi- 1 osoba,
w lokomotywie- 2 osoby,
wyrąb lasu- 1 osoba,
kładł kable- 1 osoba,
nosił belki- 1 osoba,
cieśla przy budowie mostu- 1 osoba,
praca w kuchni SS- 1 osoba , praca w kuchni – 1 osoba,
praca w kuźni- 1 osoba,
palacz-1 osoba,
krawiec org. Todta- 1 osoba,
urzędnik aprowizacji, wypłaty dla personelu- 1 osoba.

Reasumując, najwięcej pracowało przy budowie kolei - 16-tu spośród survivorów, pod ziemia pracowało -14 – tu spośród survivorów . Przy budowie obozu pracowało -12 osób, przy pracach z betonowaniem włączając noszenie cementu pracowało - 9 survivorów, przy budowie dróg-7, przy wodociągach- 3 osoby, 11 osób wykonywało pozostałe prace. 7 osób nie określiło zadań. Jeden z internowanych ( 2733 ) transportujący cement w workach podał, że dziennie zespół 8-miu chłopców miał przenieść 1500 worków na dystans ok. 150 m. Dawało to 4 minuty na transport jednego worka. Od maja 44 do lutego 45 mogli przenieść maksymalnie 28x10x 1500=420 000 worków =21 000 ton cementu , to z grubsza byłoby 35 000 m3 betonu =100mx100mx3,5m. Jeżeli przyjmiemy 6 komplesów, to czyni to 2 520 000 worków
G-1 –droga do pracy
1760- 6 km, nosił tam worki z cementem,
2269- Miejsce pracy było odległe ok. 3 km od obozu.-budował drogi i pracował w tunelu.
H- najemca
Internowani na Wolfsbergu pracowali dla firm: Organizacja Todta, Huta, Butzer, Unio, Dübner.

I- wyżywienie
86- Nasze przepisy stanowiły że mamy dostać 1 / 3 z bochenka chleba, czarną kawy rano i zupę bez żadnej treści. Praca 12 h przy budowie dróg a potem przy drapaniu betonu w tunelu.
91-Jedzenie było przewidziane przez Organizację Todt, dano nam godną ilość chleba (70 dag), margarynę i salami jako dodatek. Ale także były zupy w południe i wieczorem i kawa też. Dostaliśmy również boczek, masło, a nawet papierosy. To stosunkowo godne życie trwało pięć do sześciu tygodni, a potem nastał czas głodu i nędzy
203- Wyżywienie było zadowalające: czarna kawa, gęsta zupa, 30 dag chleba i kilka dodatków (margaryna z dżemem) dwa razy w tygodniu. Praca 12 h przy budowie baraków.
229- Zaopatrzenie było bardzo złe, tak, że dzienie 2-3 osób padało w pracy. Praca 12 h przy budowie kolejki wąskotorowej.
282-po raz pierwszy nie mam wystarczającej ilości żywności ; a jest to czarna kawa rano, w południe zupa bardzo słaba, potem jeden litr zupy krem , oprócz tego codziennie mieliśmy dwa i pół do trzy dekagramów tzw dodatku na chleb, była to : kiełbasa, dżem , a najczęściej ser. Jesienią, żywność zmniejszyła się.. nosił cement do betoniarki
493- Zaopatrzenie na początku było wystarczające. Początkowo dziennie dostawaliśmy 60 dkg chleba, ale ta ilość stale ulegała zmniejszeniu, pożniej do 45 dkg, a na końcu było już tylko 10-15 dkg. Do chleba dostawaliśmy natomiast kiełbasę, margarynę, miód, lub żółty ser. Sera zwykle było 10-12 dkg, miodu 18 dkg. Obiad był słaby, bo dawali tylko pustą zupę bez zawartości. Natomiast na kolację w jedzeniu zawsze był mały kęs mięsa, trochę tłuszczu. Pracowaliśmy 12 godzin na dwie zmiany, dzienną i nocną. Praca przy budowie drogi
749- Zaopatrzenie: 1 / 3 chleba, 1 litr zupy na obiad, potem zupa bardziej zawiesista. Pracownik ogólno budowlany.
903- Zaopatrzenie było początkowo tolerowalne, ale później stale się pogorszało.
1002- Zaopatrzenie w żywność było zadowalające: mamy ćwierć bochenka chleba, dwie miski zupy i dwie porcje dodatku na chleb codziennie. Co druga niedziela była wolna, a wtedy mieliśmy czas do utrzymywania czystości.- cieśla pracujący przy budowie mostu.
1217- Zaopatrzenie było bardzo skape, a praca była ciężka: pracowaliśmy kilofami przy budowie dróg
1279- Jedzenie było dobre, ale oczywiście w niewystarczającej ilosci. Praca przy budowie dróg.
1394- Jedzenie było bardzo słabe i mało, otrzymywaliśmy codziennie zupę i czarną kawę i kawałek chleba . Praca przy budowie wodociągów.
1933- Nasze jedzenie było czasem mało, czasem jeszcze mniej. Na początku budowaliśmy drogi, potem zostałem przeniesiony do pracy przy tunelu.
1964-Oprócz 1/3 lub ¼ chleba dostaliśmy porządny dodatek na chleb, w każdą niedzielę dostawaliśmy torebke z 6 sztukami witaminizowanych cukierków, ufundowany przez Organizację Todt. Pracując w niedziele, otrzymywaliśmy dwie zupy, z tłustym boczkiem, to było dobre . Cztery razy w tygodniu,otrzymywaliśmy dwa lub trzy razy dodatek do chleba-Pracownik ogólnobudowlany.
1993- Z tytułu naszej naszej pracy otrzymywaliśmy dwa rzy dziennie chleba, rano kawę, w południe i wieczorem zupę i dobry obiad: groch z makaronem , który jest w wystarczających ilościach. Później zmienił się Schaarführer i nie chciał nam przydzielać chleba dwa razy dziennie. Następnie rozpoczął się głód. Praca w kuźni potem w stolarni.
2135-Rano na śniadanie dostawaliśmy czarną kawę , w ciągu dnia nic więcej . Wieczorem był główny posiłek dostawaliśmy 3 / 4 litra zupy i 40 gramów chleba. Byłem tak głodny przez cały dzień że po pracy zjadałem cały chleb na raz i do następnej nocy byłem głodny… dostałem się do kopalni, kolejką wąskotorową tam i z powrotem jeździłem, kamienie transportowałem.
2269- Rano, mamy jedną czwartą chleba i czarną kawę ; w południe dostawaliśmy ziemniaki i marchew, i znowu wieczorem były ziemniaki i był chleb. Budował drogi i praca w tunelu.
2701- Także zaopatrzenie w żywność, które otrzymywaliśmy w pracowni krawieckiej mieliśmy o jeden stopień lepsze niż oni, więc mój pobyt osiem miesięcy spędzonych w Wolfsbergu, oceniam stosunkowo dobrze. –Krawiec.
2733- W Wolfsbergu były stosunkowo dobre warunki, dostawaliśmy normalne posiłki, ale praca była ciężka. Nosił worki z cementem.
2758- Praca jest trudna, ale zaopatrzenie było do przyjęcia.-budował kolejke.
2901- Wyżywienie: gorzka kawa rano, wodnista zupa w południe, wieczorem również zupa i 30 dkg chleba z margaryną –budował kolejke.
3335- Do ciężkiej pracy doszło skąpe wyżywienie, które ledwie mogło być jeszcze uznane za takowe; dr prawa, pracował w tunelu 12 h.
3486- zaopatrzenie otrzymywane: 70 dkg chleba dziennie, w południe zupa, zupa wieczorem ponownie i 3,5 dkg masła lub 8 dkg salami, lub 12,5 dkg sera. Jedzenie nasze różniło się w bardzo niewielkim stopniu od wyżywienia pracowników niemieckich. – urzędnik.

9-ciu survivorów uznało wyżywienie za niewystarczające, 6-ciu za wystarczające, 4-ech tylko wyliczyło , co racja żywnościowa obejmowała i nie skomentowała tego, trzech stwierdziło, że wyżywienie ulegało z czasem stałemu pogorszeniu . Także racje były zróżnicowane w zależności od stanowiska pracy- urzędnik 3486 dostawał prawie to samo, co Niemcy, pracownik 229 budujący linię kolejową otrzymywał glodową niewystarczającą rację tak, że dziennie po 2-3 osoby padało w pracy z krańcowego wyczerpania.
J- zakwaterowanie
3- mieszkali po 20-tu w namiocie celtowym,
86- Umieszczono nas w namiotach z tektury, 3 m średnicy, 20 osób w każdej
749- Po 400 było w bloku, dwóch mężczyzn na pryczy.
1217-35 z nas zakwaterowało w małym namiocie, leżeliśmy na ziemi i było mnóstwo wszy.
1279- Spaliśmy w namiotach leżąc na podłodze, po 20 -tu w namiocie.
1394-. Mieszkaliśmy w namiotach, tzw celtach po 30 osób w namiocie.
2269-W trakcie pierwszych trzech miesięcy mieszkaliśmy w namiotach, a później wybudowaliśmy baraki i tam mieszkaliśmy. Po 50-ciu byliśmy w jednym pomieszczeniu i po dziesięciu leżało w jednej dużej pryczy. W baraku nie było szczególnie źle, bo mógł być ogrzewany w zimie, co było bardzo ważne, gdyż nie było ciepłej odzieży i rzeczywiście było bardzo zimno. Na początku mogliśmy przyzwoicie zadbać o czystość , ale przez ostatnie 3 tygodnie, byliśmy już jednak bardzo zawszeni, gdyż nie było bielizny a słoma nie została zmieniona i musieliśmy leżeć w brudzie
2758- Mieszkaliśmy w blokach, to było stosunkowo czyste miejsce. Budowal kolejkę.
2901- Po przyjeździe ulokowano nas w obozie celtowym, gdzie w małych celtach mieszkaliśmy po 20-tu w jednym. Na ziemi była słoma, dwa koce były na osobę .
3310- ulokowano nas w obozie celtowym bo obóz nie był jeszcze całkiem gotowy. W jednej celcie umieszczono 20 osób, - budował baraki.
3486- Tu zostaliśmy umieszczeni w namiotach ( celtach ),

K- traktowanie
L- opieka medyczna

M- śmiertelność w obozie
86- ( W Wolfsberg-przyp. mój ) 10-12 osób umierało co dzień.
1378- W czasie siedmiu miesięcy, kiedy pracowałem w Wolfsbergu , z powodu wypadków przy pracy zmarło około 400 do 500 więźniów.
1760-. Do dnia 1 grudnia byłem chory w zawszonym baraku, ( Na rewirze w Wolfsbergu –przyp. mój ) na 3500 osób było 20-30 zgonów dziennie, a średnia liczba chorych zawsze była 1000.
2135- Z dnia na dzień coraz więcej osób ginęło .
3335- W obozie Wolfsberg codziennie umierało co najmniej dwudziestu więźniów .
3486- W obozie,; stale było 800 chorych w szpitalu. W lekarstwa były one źle wyposażone, ale lekarze żydowscy byli bardzo dobrzy , a więc dziennie liczba zmarłych nie była większa niż 6-8 osób.
N- przekazanie do innego obozu
Wüstegiersdorf-6x, Wüsteglersdorf-Krankenhaus ,Dörnhau-4x, Tannhausen-2x, Eulenburg, Wüstewaltersdorf (Lagerkrankenhaus), Fürstenstein,
18 osób na 45 zostało przekazanych do innych obozów Riese w trakcie internowania.
O- liczebność obozu
2901- Pracowalismy ( na Wolfsbergu-przyp. mój ) z trzystoma Żydami greckimi z których praktycznie nikt nie został przy życiu.
3335- ( Wolfsberg-przyp. mój ) Był to bezsprzecznie obóz żydowskich więźniów , w liczbie 3500, bez wyjątku Żydów. Starsi blokowi i kapo byli też żydowskimi więźniami, ale byli to wyłącznie polscy Żydzi, którzy postępowali z nami bardzo surowo…
3486- W obozie ( Wolfsberg, przyp mój ) składającym się z około 3200 osób internowanych.. zarządzałem aprowizacją; nie tylko dla 3200 osób żydowskiego obozu, ale również dla 170 strażników , dla 1500 ludzi pracowników OT i dla 300 ludzi włoskiego obozu .
P- wyzwolenie i przeżywalność
749- W stodole ( Schoenerg – Chełmsku Śl) 150 osób zmarło z głodu, Z około 4000 ludzi, którzy wyszli z Wolfsbergu, 400 pozostało. ( dotarło do Ebensee )
755- ..Mieliśmy 4300 mężczyzn… Następnego ranka, naliczyliśmy nie mniej niż 96 zgonów, z których wszystkie zostały zaduszone w naszej stodole. Z 4300, którzy wyszli z Wolfsbergu, prawie 3000 ludzi dotarło do Ebensee, inne zmarły z głodu, zostali zaduszeni, zamarzli na śmierć lub zostali zastrzeleni przez SS.
981- Z 3000 osób 700 ludzi zamarzło na zewnątrz..
1275- W ścisku ( we Friedlandzie-Mieroszowie ) ponad 300 osób zostało zgniecione.
1301-Dziennie umierało 10-15 osób, leżeli w wagonie pomiędzy # # #
1378- Twierdzę bez przesady, że w trakcie marszu z Wolfsberg do Ebensee - bo to był nasz cel - w ciągu dwóch tygodni, że w wyniku tego zmarło 1500 osób.
1394- Było tam ( w Ebensee ) może 44 000 ludzi, z czego każdego dnia ginęło 450-500 osób
1933- Z 4000 ludzi do Pilzna dotarło 1500 ludzi , i następnie dostali trochę chleba. W Ebensee, mieliśmy kolejny dzień i noc siedzieć na zewnątrz, na śniegu i mrozie . W tym czasie wiele następnych osób zginęło.
1993- Marsz zaczęliśmy w około 4000 ludzi. Na trasie odpoczywaliśmy w pewnej stodole, ( Schoenberg ) gdzie wielu ludzi zmarło z głodu
2269- Zdarzyło się, że w wagonach więcej ludzi zmarło z głodu… …900 nas przybyło do Bergen-Belsen, ale nie więcej niż 50 przeżyło.
2303-18.000 więźniów było tam ( w Ebensee ) zamknięte pod nadzorem personelu SS i – gryzących psów, które zostały przeszkolone, aby na skinienie człowieka z SS skoczyć na więźnia i go pożreć
2701- z 6000 mężczyzn którzy rozpoczęli marsz, do Ebensee dotarło tylko 2000 ludzi, to jest jest co trzeci przyjechał!... W ciągu dziesięciu tygodni spędzonych w Ebensee aż do wyzwolenia , zmarło około 2000 więźniów, którzy przybyli żywi do Ebensee , około 1700 ludzi pod kulami SS.
2733- Oczywiście mogli nas bić, bo w Ebensee nic się nie działo bez bicia. Dziennie było 40-50 ofiar śmiertelnych . Pamiętam, że raz wywieziono 56 zabitych .
2758-Ponad 2000 Żydów zginęło tutaj. ( W Ebensee Żydzi nie stanowili większości więźniów – i ofiar- przyp.mój )
3335-, 50 więźniów było uduszonych . ( w stodole Schoenberg-przyp.-mój ),.. Więźniów było w tym czasie ( w Ebensee –przyp. mój ) 12.000, z czego 1000 stanowili Żydzi, poza tym chrześcijanie ,więźniowie Polacy i inni :Francuzi i Rosjanie
3486- W trakcie marszu ok. 100 osób zmarło z powodu osłabienia, a trzy osoby zostały zastrzelone. ( W Schomberg –Chełmsku Śl przyp mój )
Szacuje liczbę zmarłych tam ( w Schoenberg ) osób na około 200 . Stamtąd udaliśmy się w końca lutego do Trautenau. W ciągu 10-godzinnego marszu 20 osób zmarło. Tu załadowali nas na otwarte wagony dla bydła i wywieźli do Ebensse. Po drodze zmarło ok 300 osób… dzienną liczbę zgonów ( w Ebensee , przyp. mój ) szacuje się na 200.

Q- zapis dot obozu
3, M, , robotnik fabryczny ur 1926, lat 19,Birkenau, Auschwitz (15-20-05-44 ), Wolfsberg (20-05-44do15-02-45 ), Ebensee (3-03-45do5-04-45 ), Wels (5do12-04-45 ), Ebensee (12-04-45do7-06-45
Po 50-ciu załadowano do wagonu. Następnego dnia przybyliśmy na Wolfsberg. Było już zimno. Byliśmy daleko od stacji, 14 km . Żołnierze niemieccy pędzili nas, bijąc. Nie dostaliśmy nic do jedzenia. W małych namiotach, w grupach po 20-tu leżeliśmy w namiocie. Następnego dnia przeliczono nas , zapisano nasze imię i nazwisko i zawód, oraz w południe dostaliśmy trochę zupy a wieczorem bardziej gęstą zupę, 1 / # chleba i margaryny. Następnego dnia rozpoczęły się prace. Było bardzo zimno, padał deszcz. Nosiliśmy elementy baraków a żołnierze SS poganiali nas ze wszystkich stron. Grubymi nahajami bardzo nas bili , żebyśmy pamiętali.
86, M, lat 18, uczeń ur 1927, lat18,Auschwitz ( ), Wolfsberg ( 05-44do09-44 ), Wüstegiersdorf (02-45do04-45 )
Trzy dni później zaprowadzono nas do Wolfsberg. Umieszczono nas w namiotach z tektury, 3 m średnicy, 20 osób w każdej. Wykonywaliśmy bardzo ciężko pracę, najpierw w budownictwie drogowym, a następnie drapanie betonu w tunelu. Nasze przepisy stanowiły że mamy dostać 1 / 3 z bochenka chleba, czarną kawy rano i zupę bez żadnej treści. Byłem zagłodzony i bardzo słaby. Jeśli ktoś zorganizował sobie surowego ziemniaka, to otrzymał 25 uderzeń w podeszwy i zabrali mu ziemniaka. Jednym z ich ulubionych kar było po powrocie z pracy , kiedy byliśmy zmęczeni, kazać nam robić salta, lub skoki przez kwadrans. Nazywali to uprawiania sportu. Po 12 godzinach ciężkiej pracy trudno było przetrwać. 10-12 osób umierało co dzień. Na nodze rozwinął mi się guz i już wtedybyłem bardzo słaby, więc został przewieziony do szpitala. I spędziłem cztery miesiące w szpitalu a moja noga była operowana, ale nie mogłem odzyskać siły po tym. To się czasami, że lider w szpitalu nie dała pacjentów żywności na jeden dzień. I zostałem wypisany ze szpitala 15 stycznia 1945 i zabrali mnie do Wüstegiersdorf.
91,M, lat 30, kupiec, ur 1915,lat 30, Auschwitz ( 15do20-05-44 ), Wolfsberg (25-05-44do15-02-45 ), Ebensee ( 15-02-45d01-05-45 )
I zostałem przeniesiony na Górny Śląsk, do Wolfsbergu. Jechaliśmy tam dwa dni pod eskortą SS. Wolfsberg jest 200-300 kilometrów od Auschwitz. Pracowaliśmy przy drążeniu tunelu ( wiercenie ). Jedzenie było przewidziane przez Organizację Todt, dano nam godną ilość chleba (70 dag), margarynę i salami jako dodatek. Ale także były zupy w południe i wieczorem i kawa też. Dostaliśmy również boczek, masło, a nawet papierosy. To stosunkowo godne życie trwało pięć do sześciu tygodni, a potem nastał czas głodu i nędzy. Budowa została częściowo wstrzymana i Organizacji Todt wycofała się. Roboty kontynuowano a Wehrmacht miał nas zaopatrywać w jedzenie i tym było gorzej. W ogóle brygadzista gorzej też nas traktował. 15 lutego obóz został ewakuowany z powodu rosyjskiego podejścia. Około 3000 więźniów wyruszyło; 1300 żydowskich robotników z Falkenburg również dołączono do grupy. Wyruszyliśmy pieszo w czwartek w najbrzydszą pogodę: byliśmy głodni i niedostatecznie ubrani. W pierwszym dniu szliśmy 35 km do Friedland ( Mieroszów ). Było na porządku dziennym, że Unterscharfuhrer Hechs zabijał strzalem tych, którzy byli wyczerpani i zostawali wtyle. Za kolumną jechała ciężarówka i zabierala zwłoki. Ci zastrzeleni byli rzeczywiście szczęśliwi, ponieważ żywi byli torturowani i bici na śmierć pałkami gumowymi.
W wielu przypadkach SS tylko raniło ludzi i ładowało rannych razem ze zwłokami na ciężarówkę. Marsz do Friedland zajął nam 2 dni .Ustawiono nas w kolejkę , staliśmy pod gołym niebem i wielu zamarzło na śmierć. Dostaliśmy bochenek chleba o wadze jednego kilograma na dziewięć osób, ale nic poza tym, nawet wody. Stąd wyruszyliśmy do Schönberg, to był 20-30-kilometrowy marsz. Mieliśmy być załadowani na wagony w Trauttenau, ale ponieważ było zbyt mało wagonów, zostaliśmy w Schönberg przez 11 dni.
Przez trzy dni nic nie jedliśmy , nie mieliśmy nawet wody; wielu zmarło z głodu. Wreszcie po trzech dniach dostaliśmy po 0,25 litra zupy na głowę, ale możemy uzyskać dostęp do niej jedynie walcząć łokciami o dostęp do niej, ludzie bili się wzajemnie, i zmarło wielu z tych , którzy dostali głowach . Po 14 dniach wyruszyliśmy , oczywiście na piechotę. 18-kilometrowy marsz do Trauttenau pochłonął wiele ofiar, było dużo bicia i niewiele lekarstw i żywności. W Trauttenau po 60-70-80 ludzi załadowano do każdego towarowego wagonu. Strasznie głodowaliśmy w drodze: otrzymywaliśmy po 1 bochenku chleba o wadze jednego kilograma na 9-10 osób co drugi dzień . Z początkowej liczby 4300 osób tylko 2000 osiągnęło nasz cel. Do tego czasu zbliżyły się wojska USA . Cztery godziny przed ich przybyciem komendant obozu ustawił nas w kolejke i i kazał się ukryć ( w tunelu ), gdyż nieprzyjaciel się zbliża. Zamierzał wysadzić w powietrze cały obóz. Zostaliśmy poinformowani przez chrześcijańskich kapo na temat ich zamiarów i powiedzieliśmy, że jeżeli chcą nas zabić, to powinni nas zastrzelić, ale do tunelu nie pójdziemy. Słysząc to, dowódca anulował swój plan i zachęcał nas , aby czekać na amerykańskich żołnierzy. Po południu amerykańskie czołgi rzeczywiście przyjechały.
203,M, stolarz ur 1925, lat 20, Auschwitz (20-05-44 do22-05-45 ), Wolfsberg (25-05-44do15-02-45 ), Ebensee ( do5-05-45)
Po dwóch dniach dostaliśmy się nas do Wolfsbergu. Tutaj mieszkaliśmy w namiotach; traktowanie było bardzo fair. Pracowaliśmy przy budowie baraków przez 12 godzin dziennie: to było dość trudne. Pilnowali nas żołnierze Wermachtu i traktowali nas bardzo w sposób humanitarny. Wyżywienie było zadowalające: czarna kawa, gęsta zupa, 30 dag chleba i kilka dodatków (margaryna z dżemem) dwa razy w tygodniu. Podczas naszego tam pobytu ( dziewięć miesięcy ) wszystkie dni wydawały się jednakowe: czekamy na wielki moment wyzwolenia, ale było ono opóźnione. Mieliśmy wyruszyć pod koniec stycznia. Po marszu przez cztery tygodnie znaleźliśmy się w Ebensee.
229,M, handlowiec drewnem albo stolarz, ur 1901, lat 44, Auschwitz (17-05-44do24-05-44 ), Wolfsberg (kon. 05-44do 02-45 uciekł w czasie ewakuacji )
Tydzień później wybrano 24 z nas silniejszych ludzi, w tym mnie, i pojechaliśmy pociągiem do pracy na Wolfsberg. Tu budowaliśmy twierdzę, a następnie wąską linię kolejową prowadzącą pod górę. Praca była bardzo trudna a poza tym stale byliśmy bici pałkami . Zaopatrzenie było bardzo złe, tak, że dzienie 2-3 osób padało w pracy. W lutym był śnieg a kiedy Rosjanie zbliżyli się, 3600 osób rozpoczęło podróż na piechotę. Na drodze nas gonili i pokazali nam, że ci, którzy nie mogą iść, zostali rozstrzelani. Na drodze do jedzenia było raz dziennie troche zupy bez smaku. Zawsze spaliśmy pod gołym niebem, noce w lutym są zimne. Dziesiątego dnia, czułem, że nie mogę już dalej iść i muszę umrzeć, więc będę próbował jedyną opcję. Następnej okazji uciekłem na noc z grupy i zostałem z tyłu. Potem jak już przeszli, zacząłem iść z powrotem , ale wtedy byłem już bardzo chory. Przyjęto mnie w stodole rolnika, i spałem tam 10 dni, aż obudziłem się nieco. Potem wróciłem po dwóch tygodniach tułaczki i spotkałem wojsko rosyjskie.
276,M, lekarz ur. 1888, lat 57, Auschwitz ( 18do20-05-44 ), Wolfsberg ( 20-05-44do25-01-45 ), Dörnhau (25-01-45do13-05-45 )
Wywieźli mnie na Wolfsberg. W Wolfsbergu poszedłem do pracy, pracowałem przez tydzień, a następnie udałem się do lekarza obozu …….. Tu pracowali bardzo ciężko…. Z tego powodu na koniec stycznia 300 osób zmarło. Ludzie byli bardzo źle traktowani, zwłaszcza z firm Huta i Butzer , gdzie pracują po 12 godzin dziennie, i stoją na apelu na zewnątrz. …. W styczniu przestaliśmy pracować i zaprzestaliśmy zwykłej staranności. 2.800 osób z naszych ludzi zostały ewakuowane w głąb kraju, a 470 pacjentów, którzy byli niezdolni do dalszej pracy, w tym ja, pozostali. Później niektórych z tych około 219 osób wysłano do szpitala. Pacjentów z poważnym stanem wysyłano do Dörnhau.
282,M, ur 1897, lat 48, dr prawa, Auschwitz (15do18-05-44 ), Wolfsberg (21-05-44do6-01-45 ), Tannhausen ( 6-01-45do6-03-45 ), Schotterwerk (6-03-45do12-05-45 )
W Beregovo żyło około sześciu tysięcy Żydów, a byli oni na ogół pracownikami umysłowymi, lekarzami, prawnikami. Ponadto, miasto miało czterech żydowskich farmaceutów. Handlowcy żyli na dość wysokim standardzie bytowania. Była również grupa bardzo ubogich około 400 rodzin , które otrzymywały w ramach pomocy pożywienie ze wspólnej kuchni, jadłodajnia stale pracowała i miała pod opieką te rodziny. Ja mieszkałem w komfortowych warunkach, chociaż po wejściu Węgrów już nie zostałem zatrudniony w komorze ( podatkowej?- przyp. mój ) jako Żyd.
Po kąpieli dostaliśmy odzież w niebieskie i białe pasy i skierowano nas do baraku 170 gdzie mieszkaliśmy w 1200 osób.
Bielizny i odzieży zimowej, ciepłego ubrania, kurtki nie dostaliśmy. 24-11-1944-go zachorowałem bo w tej odzieży byłem a musiałem pracować na mrozie od -10 do -20 stopni. Potem dostałem zapalenia opłucnej, nerek, a tym samym i przyszedłem do szpitala, i od wyzwolenia byłem w szpitalu z powodu tyfusu, a także zapalenia płuc i zapalenia nerwów międzyżebrowych, którego dostałem w obozie. A pierwsze trzy dni nie były bardzo uciążliwe, bo choć fizycznie praca jest bardzo męcząca, to mogłem zachowywaćać rezerwę żywotności .Na szczęście, poszedłem do miejsca, gdzie pracuje 250 osób, a tylko dwie były nadzoru, tak że nie mogą właściwie monitorować pracy. Rrobimy kolejowe prace podstawowe. Wyrzucamy ziemię, usuwamy kamienie, odcinamy drzewa, napełniamy i usuwamy wagoniki kopalniane tak , żeby koniec torowiska doprowadzić do stacji. Po zakończeniu tych prac, dostaliśmy się do przedsiębiorstwa Huta, które organizowało pracę. Musiałem pracować 12 godzin dziennie, nie wolno nam było usiąść przy pracy, to było męczące, bo bunkry były budowane, i musiałem pracować przy betoniarkach ogromnych, materiałach drzewnych. Nosiłem z wagonu do betoniarki 50-kilogramowe worki cementu i rezultaty tej naszej męczącej ciężkiej pracy są w pełni wykorzystane. Praca w jesiennych deszczach, oraz złe warunki mieszkaniowe spowodowały , że wszyscy byli ogólnie wyczerpani. Także po raz pierwszy nie mam wystarczającej ilości żywności ; a jest to czarna kawa rano, w południe zupa bardzo słaba, potem jeden litr zupy krem , oprócz tego codziennie mieliśmy dwa i pół do trzy dekagramów tzw dodatku na chleb, była to : kiełbasa, dżem , a najczęściej ser. Jesienią, żywność zmniejszyła się, ponieważ praca była zbyt wyczerpująca, tak, że kiedy poszedłem szpitala , liczba pacjentów wszystkich szpitali w wzrosła do trzech tysięcy tysięcy więźniów. Raz, 306 osób zginęło w Auschwitz, a raz do Dörnhau 350 i później 470 osób. Poprzednio 306 osób poszło do Auschwitz, wszyscy wiedzieli o nich, że będą zagrożeni .
493,M, handlarz drewnem lub stolarz ur 1897, lat 48, Auschwitz ( 18do20-05-44 ), Wolfsberg ( 21-05-44do 02-45 ) Wüstegüsdorf ( 02-45do7-05-45 )
Nas przewieziono na Wolfsberg pociągiem towarowym. W każdym wagonie było 50 więźniów i dwaj strażnicy S.S. Na podróż wydano margarynę, kiełbasę i chleb. Podróż trwała tylko 12 godzin. Wolfsberg leży w środku lasu, koło Hausdorf. Był to obóz koncentracyjny i obóz pracy. Zanim przyjechali Żydzi z Grecji i z Koszyc, my zdążyliśmy już rozpocząć budowę obozu. Budowaliśmy małe bloki. Stan liczebny obozu był stale utrzymywany na poziomie 3000 ludzi. Byliśmy zajęci pracą przy wyrębie lasu, budowie drogi i budowie tuneli. Budowaliśmy 4 wzajemnie razem połączone podziemne osłonięte zakłady ( paliwowe ? przyp mój). Ja również kładłem kable w dół. Postawiliśmy dużo baraków z cegły i drewna . W obozie byli tylko mężczyźni- więźniowie w wieku 13-55 lat. Zaopatrzenie na początku było wystarczające. Początkowo dziennie dostawaliśmy 60 dkg chleba, ale ta ilość stale ulegała zmniejszeniu, pożniej do 45 dkg, a na końcu było już tylko 10-15 dkg. Do chleba dostawaliśmy natomiast kiełbasę, margarynę, miód, lub żółty ser. Sera zwykle było 10-12 dkg, miodu 18 dkg. Obiad był słaby, bo dawali tylko pustą zupę bez zawartości. Natomiast na kolecję w jedzeniu zawsze był mały kęs mięsa, trochę tłuszczu. Pracowaliśmy 12 godzin na dwie zmiany, dzienną i nocną. Praca pod ziemią trwała tylko 8 godzin i pracowali na trzy zmiany. Był szpital i węgierscy lekarze również. Kiedy w połowie lutego 45 ewakuowali obóz, ja dopiero dostałem się do szpitala, miałem operowaną stopę.Niestety nie było środków znieczulających i oparunkowych , zaopatrzenie było niewystarczające, 10 ludzi zmarło z powodu zapalenia w ranach,3 dni później wywieźli nas do Wustegiersdorf.
585,M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz ( 8 dni-06-44 ), Wolfsberg ( 3 m-ce ), Eulenberug ( 5 m-cy ), Flossenburg ( 1 m-c), Offenburg ( 1 m-c ), Donausching ( 1 ryg. )
Wywieziono mnie z transportem na Wolfsberg. Pracowaliśmy w lesie, praca była ciężka. Nosiłem szyny na wysoką górę i budowaliśmy kolejkę wąskotorową. Następnym etapem był Eulenburg .
647,M , furman ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 7do12-05-44 ), Ellerbusch (14-05-44do -pocz.10-44 ), Wolfsberg, (pocz.10-44do pocz. 01-45 ), Ebensee ( 10-01-45do pocz.05-45 )
Ja pracowałem w Erlenbusch do października, a potem zostałem przekazany z transportem pracy na Wolfsberg. W Wolfsbergu człowiek musiał pracować równie ciężko, ale tutaj zostałem dotkliwie pobity. Tutaj byłem bezpośrednim świadkiem celowego niszczenie więźniów: w ciągu dwu dni , kiedy tam pracowałem , większość ludzi z mojego transportu doświadczyło takiej brutalności strażników, że po tym czasie tylko czterech lub pięciu z nich pozostało przy życiu. Pracowałem tak przez dwa dni, po tym czasie zachorowałem i musiałem być zabrany do szpitala. Po krótkim czasie znowu byłem zdolny do pracy, ale wróciłem teraz do pracy w innej firmie w których traktowanie nie było już tak nieludzkie. Pracowałem tam przez trzy miesiące, aż front się zbliżył: musieliśmy iść dalej.
749,M, lat 18, uczeń ur. 1927, lat 18, Auschwitz ( 25do27-04-44 ), Wolfsberg ( 29-04-44do01-45 ) Ebensee ( 01-45do5-05-45)
Dwa dni potem załadowano nas na wagony po 50-ciu i zabrano na Wolfsberg. Tu pracowaliśmy na stanowiskach pracowników budowlanych, przy rozplanowywaniu , to była ciężka praca, po 12 godzin dziennie, wcześniej belki nosiliśmy na wzgórze. Niemieccy majstrowie bardzo bili. Zaopatrzenie: 1 / 3 chleba, 1 litr zupy na obiad, potem zupa bardziej zawiesista. Apel mieliśmy w drodze do pracy i przed wieczorem apel był również . Po 400 było w bloku, dwóch mężczyzn na pryczy.
Kiedy wojska rosyjskie podeszły, wynieśliśmy się do Ebensee. Zaczęliśmy iść pieszo i pół dnia udaliśmy się na piechotę, 4000 nas upakowano na noc w dużej stodole , w pierwszych dwóch dniach nie było żywności, na trzeci dzień dostaliśmy 1 / 4 chleba i 0,2 litra zupy. W stodole 150 osób zmarło z głodu, a częściowo z zimna i krańcowego wyczerpania, wykopaliśmy duży dół i tam wrzuciliśmy trupy. Sześć dni i sześć nocy szliśmy a następnie w największym zimnie otworzyliśmy wagony…. Z około 4000 ludzi, którzy wyszli z Wolfsbergu, 400 pozostało.

755,M, talmudysta ur 1924, lat 21, Auschwitz (21do24-04-44 ), Dörnau (25-04-44do23-05-44 ), Wustegiersdorf ( 24-05-44do6-06-44), Wolfsberg (kilka miesięcy ), Ebensee ( kilka tygodni )
W Wüstegiersdorf pracowałem tylko dwa tygodnie, a potem do przeszedłem do Wolfsbergu , gdzie byłem zatrudniony przy budowie pewnego tunelu. Mogę powiedzieć, że traktowanie było ogólnie niezłe, mieliśmy jedzenia tak dużo, że nie głodowaliśmy. Tutaj również nie było tolerowane molestowanie człowieka przez strażników ; jeżeli nie była wymagana dalsza praca. Już po kilka miesięcy mojej pracy w Wolfsberg, ucierpiałem wypadku: nieszczęśliwie zostałem uderzony w głowę i ciężko ranny przez kamień, który był o 25 kg za ciężki dla mnie . Zabrano mnie do szpitala i byłem operowany. Operacja zakończyła się pomyślnie i czułem się jak cudem wracam do życia, po tym, jak przez siedem tygodni byłem w szpitalu. W czasie mojej choroby zdałem sobie sprawę z faktu, o którym wiadomość pomimo nerwowości wkrótce rozeszła się szeroko, że front zbliżył się i prawdopodobne jest opuszczenie Wolfsbergu. Tak się rzeczywiście stało: Wolfsberg ewakuowano a więźniowie szpitala zdolni do marszu zostali wybrani i do transportu włączeni; ja też poszedłem z transportem, co dla mnie stało się dla mnie łańcuchem niewypowiedzianego cierpienia. Pierwszy nocleg miał miejsce w miejscowości Schoenberg…. Mieliśmy 4300 mężczyzn… Następnego ranka, naliczyliśmy nie mniej niż 96 zgonów, z których wszystkie zostały zaduszone w naszej stodole. W tym miejscu spędził dziesięć strasznych dni!... Z 4300, którzy wyszli z Wolfsbergu, prawie 3000 ludzi dotarło do Ebensee, inne zmarły z głodu, zostali zaduszeni, zamarzli na śmierć lub zostali zastrzeleni przez SS.
903,M, krawiec ur 1899, lat 46, Auschwitz (05-44 ), Wolfsberg ( 05-44do02-45 ), Dörnau ( 02-45do04-45 )
W wagonie zostałem zabrany na Wolfsberg. Jest to mała wioska na Śląsku, gdzie w dużym obozie koncentracyjnym prawie 3000 osób było internowane. Zaopatrzenie było początkowo tolerowalne, ale później stale się pogorszało. Było wielu chorych, w szczególności, były wspólne zapalenia płuc. Także, choć wiele osób nie padło, ale były niezdolne do pracy. Ja też dostałem zapalenia płuc i ponad 7 miesięcy spędziłem w szpitalu w Dörnau ale pozostałem chory.
981,M , bednarz ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 27do29-05-44 ), Wolfsberg ( 2-06-44do8-02-45 ), Ebensee ( 4-03-45do8-05-45 )
2-06-44 przybyłem do Wolfsbergu, to był obóz pracy. Najpierw pracowałem przy tunelu przez pierwszy miesiąc. Później kamienie nosiliśmy i wierciliśmy na oleju ( ?przyp. mój ) . Kuchnia SS była moim miejscem pracy przez 2 miesiące. Tutaj była stosunkowo dobra praca. 8 lutego poszliśmy pieszo do Ebensee. Szliśmy przez 10 dni. W Schoenberg 3000 ludzi spało w otwartej stodole przez 10 dni. Stąd pędzili nas 19 km do Trautenau . Tutaj, w końcu załadowano nas na wagony… Z 3000 osób 700 ludzi zamarzło na zewnątrz..
1002,M, student ur. 1926, lat 19, Auschwitz ( 15do18-05-44 ), Wolfsberg ( 05-44do10-44 ), Dernhau ( 10-44do7-05-45 )
W trzy dni później załadowano nas na wagony i wydano nam na drogę po dwie porcje chleba, dwie porcje margaryny i dwie porcje salami. Pięćdziesiąt z nas było w wagonie towarowym i wydano dla nas 50 litrów gorzkiej herbaty. Środek wagonu został zajęty przez strażników, w związku z tym pozostało dla nas tak mało miejsca, że ledwo można było przejść. Nie wolno nam było blokowac przejścia. Kiedy dotarliśmy na miejsce, była wielka burza. Niemieccy cywile patrzyli na nas, jakbyśmy byli bandytami. Potem musieliśmy iść 19 km. W końcu przybyliśmy do Wolfsbergu. Po jednym dniu odpoczynku pytali nas o zawody i zostaliśmy przypisani odpowiednio do przedsiębiorstw. Mój ojciec, brat, wujek i zostali przydzieleni do prac budowlanych, bo zgłaszali prace stolarskie. Niestety, mój ojciec zmarł po trzech tygodniach pracy. Mieliśmy bardzo dobrego starszego obozowego, który pozwolił mi i mojemu bratu wypełnić rytuał (siedzieć Suva) przez osiem dni. Później zostałem skierowany do kuchni na krótki okres, bo tam stale ludzie się zmieniali. Potem zostałem przydzielony do firmy Unio Pracowałem z tą firma jako cieśla na budowie mostu do października. Zaopatrzenie w żywność było zadowalające: mamy ćwierć bochenka chleba, dwie miski zupy i dwie porcje dodatku na chleb codziennie. Co druga niedziela była wolna, a wtedy mieliśmy czas do utrzymywania czystości. Nie wolno było być w łachmanach. Byli krawcy i szewcy wśród nas, którym można było dać do naprawy nasze rzeczy. Oberscharführer był szewcem w życiu prywatnym i nie pozwalał nam chodzic w złych butach . Jeśli przyłapał więźnia , że ma na sobie złe buty, to on pobił tą osobę. Byliśmy dezynfekowani raz na pięć lub sześć tygodni. Mieliśmy wystarczająco dużo mydła, proszki do prania, ręczniki, tak że nie byliśmy brudni. Stamtąd przeniesiono mnie gdy front się zbliżał. Poczułem się źle i zostałem zabrany do Dornhau.
1217 M, kupiec ur. 1925, lat 20, Auschwitz (15do21-05-44 ), Wolfsberg ( 27-05-44do 6-01-45 ), Tannhausen (10-01-45do11-02-45 ), Dörnau (15-02-45do8-05-45 )
Spędziliśmy tylko sześć dni w Auschwitz, potem zestawiono nas w transport i zabrano nas do Wolfsbergu. Podróż trwała półtorej dnia. Otrzymaliśmy dwie trzecie bochenka chleba i dodatek na chleb na drodze. 35 z nas zakwaterowało w małym namiocie, leżeliśmy na ziemi i było mnóstwo wszy. Zaopatrzenie było bardzo skape, a praca była ciężka: pracowaliśmy kilofami przy budowie dróg. Byliśmy bici kolbami w pracy i brygadziści także bili nas kijami grubości ramienia. Później otrzymaliśmy dobrego majstra i przydzielono mnie do pracy w lokomotywie. Pracowaliśmy tam przez osiem miesięcy, w dniu 12 grudnia zabrano mnie do szpitala na reumatyzm i zapalenie mięśni. Byłem w szpitalu aż do 6 stycznia potem zostałem przewieziony do innego szpitala w Tannhausen, gdzie byłem leczony…
1275,M, uczeń ur 1928, lat 17, Birkenau (7do9-05-44 ), Dirnfurt b. Breslau ( 9-05-44do -pocz.08-44 ), Fünfteichen (pocz.08-44do poł. 01-45 ), Wüstegiesdorf (dwa dni poł. 01-45 ), Eule ( poł.01-45do koniec 02-45 ), Wolfsberg ( 2 dni koniec 02-45 ), Ebensee ( 03-45 do wyzwolenia 3-05-45 )
Szliśmy pieszo jeden dzień i jedną noc na Wolfsberg. To był większy obóz. Wolfsberg i Eule, razem 5000 ludzi maszerowały dwa dni i nocy na piechotę, nocami zatrzymaliśmy się na 2-3 godziny na odpoczynek i dostawaliśmy dziewiątą część chleba. We Friedland wszystkich ulokowano w jednej stodole, jednego na drugim. W ścisku ponad 300 osób zostało zgniecione. Następnego dnia po południu poszliśmyliśmy dalej . Przez trzy następne dni szliśmy w dużym śniegu, dowódca komanda zastrzelił dużo tych , którzy nie byli w stanie iść dalej, dwa razy staliśmy na 10 minutowy odpoczynek, w pierwszym dniu pokonaliśmy dystans 39 km , szliśmy również w nocy…Po południu o trzeciej dotarliśmy do celu. Byliśmy bardzo słabi. Setkami udaliśmy się do dezynfekcji. Całą noc staliśmy na zewnątrz z przodu w śniegu przed krematorium aż doszliśmy do dezynfekcji na swoją kolej.
1279,M. szewc ur 1899, lat 46, Auschwitz ( 3 dni ), Wolfsberg ( 3 m-ce ), Wustegiersdorf ( 5 m-cy ), Hildesheim ( 4 tyg. ), Bergen-Belsen( do 15-4-45).
Po trzech dniach pobytu w Auschwitz zabrano mnie do Wolfsbergu . Tu budowalismy drogi, to była bardzo ciężka praca. Było 3.200 z nas w tym obozie. Jedzenie było dobre, ale oczywiście w niewystarczającej ilosci. Spaliśmy w namiotach leżąc na podłodze, po 20 -tu w namiocie. W sierpniu, wybrali 40 osób w tym mnie i przetransportowali nas o 6 km dalej do Wüstegiersdorf. Jednak dalej mieszkałem w obozie na Wolfsbergu, zmieniliśmy tylko nasze miejsce pracy.
1301,M, , uczniowie ur 1924, 1927 i 1928, lat 21, 18 i 17 Auschwitz ( 2 dni ), Wolfsberg ( 11 m-cy), Ebensee ( niewiele miesięcy )
Z transportem dostaliśmy się na Wolfsberg. Tam w lesie wybudowaliśmy baraki, nosiliśmy szyny. W namiotach celtowych spaliśmy zwykle do syta. SS nie było, więc nie bili, Wehrmacht nigdy nas nie bił. Tu 11 miesięcy żyliśmy . Kiedy Rosjanie podeszli bliżej do nas, byliśmy bez jedzenia. W pierwszą noc byliśmy w wielkiej stodole , było nas cztery tysiące, nie mieliśmy nic do jedzenia. Rano dostaliśmy po 10 dkg chleba i szliśmy przez cały dzień w śniegu… Wreszcie przyszliśmy na dworzec kolejowy, wydano jeden chleb i konserwę na pięciu . Umieszczono nas w otwartych bydlęcych wagonach po 70-80 ludzi w wagonie… Dziennie umierało 10-15 osób, leżeli w wagonie pomiędzy # # # Do Ebenseebe przybyliśmy po 8-miu dniach. Było tuaj 25.000 więźniów razem, w tym 4000 Żydów.
1378,M, robotnik rolny ur 1925, lat 20, Auschwitz (24do29-05-44 ), Wolfsberg ( 3-06-44do15-01-45 ), Ebensee ( 3-02-45do5-05-45 )
Transport składał się z 3000 ludzi i był przeznaczony dla Wolfsbergu. W Wolfsbergu, który leży 17 km od Wrocławia ,pracowałem przy budowie tunelu. W transporcie zupełnie nie było ani jednego wyuczonego górnika sztolniowego i nikt nie zadał sobie trudu, aby pokazać nam pracę lub zagrożenia w tej pracy. Więc nic dziwnego, że każdego dnia mają miejsce liczne wypadki przy pracy, tak nieproporcjonalna liczba zgonów wśród nas była tym większa, że opieka lekarska sprowadzała się do pierwszej pomocy i nie było odpowiedniego leczenia na rewirze . W czasie siedmiu miesięcy, kiedy pracowałem w Wolfsbergu , z powodu wypadków przy pracy zmarło około 400 do 500 więźniów. Kiedy front się zbliżył musieliśmy odejść, bo prace w konsekwencji zostały zatrzymane . W największym zimnie, słabo odziani i niedożywieni zostaliśmy zmuszeni do marszu. Ponieważ w małej części Niemiec, która była jeszcze wolna nie było dla nas pracy, zatem nie było dla nas sposobu wykorzystania, zdecydowano się nas zniszczyć. Po tym wskazano przynajmniej formalnie cel marszu . Szliśmy i szliśmy, polowano na nas i nie dostawaliśmy nic do jedzenia, aż w końcu zatrzymaliśmy się po upływie pięciu dni w stodole, w której przebywaliśmy. Ponieważ w stodole było przenikliwe zimno i nic nie dostaliśmy tutaj do jedzenia; bo chcieli nas zniszczyć głodem i zimnem. W rzeczy samej było wiele zgonów. Twierdzę bez przesady, że w trakcie marszu z Wolfsberg do Ebensee - bo to był nasz cel - w ciągu dwóch tygodni, że w wyniku tego zmarło 1500 osób.
1394, M, robotnik rolny ur. 1923, lat 22, Auschwitz (2 dni ), Wolfsberg G ( 14 m-cy ), Ebensee ( 2 m-ce )
Tutaj, byłem tylko dwa dni po czym przetransportowali mnie na Wolfsberg. Tutaj zostałem przydzielony do pracy w wodociągach . Mieszkaliśmy w namiotach, tzw celtach po 30 osób w namiocie. Jedzenie było bardzo słabe i mało, otrzymywaliśmy codziennie zupę i czarną kawę i kawałek chleba. Byliśmy bardzo źle traktowani, nawet pracownicy cywilni byli dla nas źli, bili nas często. Czas pracy wynosil 12 godzin dziennie, pracowaliśmy na dzienną i nocną zmianę. Raz na cztery tygodnie zostaliśmy zdezynfekowani. Po 14 miesiącach wywieziono nas do Ebensee. Mamy tu codziennie tylko zupę - często z łupin kartofli - i 10 dkg chleba. Przy tym musieliśmy wykonywac wyjątkowo ciężkie prace w tunelu, osiem godzin dziennie na trzy zmiany. Było tam może 44 000 ludzi, z czego każdego dnia ginęło 450-500 osób. Większość z nich zmarła z głodu, lub po prostu byli zabijani uderzeniem. Mieszkaliśmy w barakach. Spaliśmy po 4 osoby na jednej przyczy. Warunki, traktowanie, jedzenie, wszystko tu było dużo, znacznie gorsze niż w Wolfsbergu. Ebensee był prawdziwym obozem śmierci. W dniu 5 maja w końcu przyjechali Amerykanie, którzy nas wyzwolili.
1503,M, szewc ur 1894, lat 51, Ausch
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:40, 30 Sie 2013 Powrót do góry

2135,M, rolnik ur 1925, lat 20, Auschwitz (3do12-06-44 ), Wolfsberg ( 20-06-44do25-02-45 ), Bergen – Belsen (3-18-03-45, ), Bilutz (26-03—18-04-45 ), Barth (23-30-04-45 ), Rostock (31-04—8-05-45 )
Zostałem wybrany do transportu roboczego i dostałem się na Wolfsberg. Tutaj mieszkaliśmy po18-tu w bloku . Budowałem drogi pracowałem w kopalni. Praca była bardzo trudna i wymagająca. Później dostałem się do kopalni, kolejką wąskotorową tam i z powrotem jeździłem, kamienie transportowałem. Rano na śniadanie dostawaliśmy czarną kawę , w ciągu dnia nic więcej . Wieczorem był główny posiłek ,dostawaliśmy 3 / 4 litra zupy i 40 gramów chleba. Byłem tak głodny przez cały dzień że po pracy zjadałem cały chleb na raz i do następnej nocy byłem głodny. Ludzie nie mógi wytrzymać tempa pracy. W szczególności, nie mogłem wytrzymać gazów ( po wybuchu ładunku ?- przyp. mó j ). Jak skały były wiercone, stale byliśmy w gazie. Wszyscy ludzie, którzy tu pracowali zmarli. Potem dostawaliśmy jeden bochenek chleba na 8-miu. Z dnia na dzień coraz więcej osób ginęło . Poszliśmy do Bergen-Belsen, gdzie spędziliśmy dwa tygodnie. Nie ma pracy, ale także nie dostaliśmy jedzenia.
2153,3M, lat 20, , z których 2 osoby ( uczeń ur. 1929 i rzeźnik / sprzedawca mięsa ur 1898 ) Birkenau ( 1do3-06-44 ), Dörnau (pocz.06-44do pocz.02-45 ) , Bergen – Belsen ( 1-03-45do14-04-45 ) a 1 osoba (fryzjer ur 1925 ) Birkenau ( 5do9-05-44 ), Märzbachtal ( poł.05-44do poł.06-44 ), Wolfsberg ( poł.06-44do poł.07-44 ), Dörnau obóz II(poł.07-44do pocz.02-45 ) , Bergen – Belsen ( 1-03-45do14-04-45 )
W Wolfsbergu byłem z zakażeniem stopy, tam był duży szpital. Po wyzdrowieniu odesłano mnie do Dörnhau, gdzie byłem znowu zajęty w swoim zawodzie.
2191,M, lat 20, rolnik ur 1925, Auschwitz ( 18do24-04-44 ), Wolfsberg (31-04-44do 13-11-44 ), Wüstegiersdorf ( 18-11-44do 9-05-45 )
Byłem tu sześć dni, a następnie przeniesiono mnie z transportem pracy na Wolfsberg. Robiliśmy tu ztrasznie ciężkie prace. Drążyliśmy tunele za pomocą materiałów wybuchowych , i stale wdychaliśmy trujące gazy. Ponadto dostawaliśmy codziennie 15 gramów chleba i jeden raz zupę. Nie sądziłem że są tacy nieludzcy i zdolni w każdej chwili do takiego bestialstwa w stosunku do Żydów. Niemcy powiedzieli , że jesteśmy ostatnim rodzajem i dlatego musimy być zniszczeni. Ludzie pracowali, dopóki mogli; tak tyrałem w ciemnej kopalni , że nigdy nie widziałem odrobiny słońca. A zamiast przyzwoitego słowa , dostawaliśmy uderzenia batem i kopali nas . A kiedy człowiek pracował ze wszystkich sił dla Niemców gdy każdym mięśniem, dostawał biegunki, puchły mu nogi i cicho umierał. I mnie nogi opuchły, były wypełnione wodą, która następnie zmieniła się w ropę. Do Wüstegiersdorf dostałęm się z transportem chorych.
2269,M, lat 17, krawiec ur 1928, Auschwitz (5 dni ), Wolfsberg (9 m-cy ), Bergen – Belsen (9 tyg. )
Tylko 5 dni byłem w Auschwitz, potem zostałem wybrany do transportu i przeniosłem się do Wolfsbergu. Pracowaliśmy w tunelu od 6 rano do 6 po południu, lub robiliśmy drogi. Traktowanie było bardzo przykre, dużo nas bili, zwłaszcza, jeśli praca zatrzymała się tylko na chwilę. Praca była bardzo trudna i poganiali nas. Rano, mamy jedną czwartą chleba i czarną kawę ; w południe dostawaliśmy ziemniaki i marchew, i znowu wieczorem były ziemniaki i był chleb. Ja jestem chłopak u starszego blokowego mieszkałem , więc mam trochę więcej jeść żywności. W trakcie pierwszych trzech miesięcy mieszkaliśmy w namiotach, a później wybudowaliśmy baraki i tam mieszkaliśmy. Po 50-ciu byliśmy w jednym pomieszczeniu i po dziesięciu leżało w jednej dużej pryczy. W baraku nie było szczególnie źle, bo mógł być ogrzewany w zimie, co było bardzo ważne, gdyż nie było ciepłej odzieży i rzeczywiście było bardzo zimno. Na początku mogliśmy przyzwoicie zadbać o czystość , ale przez ostatnie 3 tygodnie, byliśmy już jednak bardzo zawszeni, gdyż nie było bielizny a słoma nie została zmieniona i musieliśmy leżeć w brudzie. Miejsce pracy było odległe ok. 3 km od obozu. Jeśli pracowaliśmy powoli w miejscu pracy, majster bił nas. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, wyruszyliśmy pieszo w drogę . Szliśmy przez dwa dni bez jedzenia i picia. Ci, którzy nie mogli chodzić, to do wagonu i trzeba było iść dalej. Dwa dni później załadowano nas do otwartych wagonów po 75 osób w wagonie - i pojechaliśmy kolejne 5 dni. W wagonie dostaliśmy bochenek chleba i konserwę na pięciu. Zdarzyło się, że w wagonach więcej ludzi zmarło z głodu. Byli usuwani na stacjach z wagonów. W ten sposób dotarliśmy do Bergen-Belsen…900 nas przybyło do Bergen-Belsen, ale nie więcej niż 50 przeżyło.
2303,M, lat 18, szewc ur 1927, Auschwitz ( 05-44 ), Wolfsberg (06-44do03-45 ), Ebensee (04-45do05-45 )
Wolfsberg był obozem barakowym dla 4500 ludzi, budowaliśmy bunkier. Nadzorcy nie mieli żadnych względów na to , jak ciężką pracę wykonujemy , ale molestowali nas i torturowali nas zarówno w pracy jak i przy każdej innej okazji. Wyżywienie które otrzymywaliśmy byłoby również dla bezczynnych osób zbyt małe, a tym bardziej dla nas, którzy pracowaliśmy w pocie czoła po dwanaście godzin dziennie. Z końcem marca opuściliśmy obóz. W pierwszym dniu każdy dostal ½ kg chleba, i przeszliśmy 30 km. Jednak droga trwała dwanaście dni i na jednorazowym jedzeniu nie można pokonywać takich odległości. Niestety, smutny rezultat był taki, że wielu ludzi pozostało na trasie, bo ich osłabiony organizm po prostu nie był w stanie kontynuować wysiłku. Ebensee był ogromnym obozem koncentracyjnym. Deportowano tu ludzi ze wszystkich narodów aby odpokutowali swoje lewicowe przekonania lub z powodów rasowych. Ale na początku przeliczono nas. Obóz został otoczony drutem elektrycznym jak w Auschwitz w związku z tym o ucieczce nie było co myśleć. 18.000 więźniów było tam zamknięte pod nadzorem personelu SS i – gryzących psów, które zostały przeszkolone, aby na skinienie człowieka z SS skoczyć na więźnia i go pożreć… Ale wytrzymałem , wyzdrowiałem i mogłem doświadczyć wyzwolenia w dniu 5 maja. ( Wcześniej o 3 dni niż Riese – przyp. mój)
2330,M, lat 20, krawiec ur 1925, Birkenau ( 19do23-05-44 ), Wolfsberg ( 24-05-44do20-10-44 ), Wüstegiersdorf (20-10-44d019-02-45 ), Bergen – Belsen ( 1-03-45 ), Hildesheim ( 1-03-45do1-04-45 ), Hannover (1-8-04-45 ), Bergen – Belsen (8-15-04-45 )
Na trzeci dzień załadowano nas na wagony i wywieziono do Wolfsbergu.Po przybyciu przydzielono mi stanowisko pracy . Byłem maszynistą lokomotywy. Wagoniki kopalniane miały hamulce, moja praca nie była trudna, byłem na tym stanowisku pracy do końca. 20-10-44 zostałem przeniesiony do Wüstegiersdorf.
2701,M, lat 38, krawiec męski ur 1907, Auschwitz ( ), Wolfsberg ( ), Ebensee ( ) dat pobytu nie podano,
Po zaledwie cztero dniowym pobycie w Auschwitz ja i mój brat dostaliśmy się do transportu pracy, który składałał się z 700 węgierskich Żydów, jadących do Wolfsbergu / koło Wrocławia do obozu pracy. Po naszym przyjeździe do Wolfsberg nie przewidziano mnie do pracy, bo cierpiałem /i cierpię jeszcze / na wrzód żołądka, dlatego zostałem natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie byłem leczony. Leczenie trwało sześć tygodni a jak trochę po tym czasie odzyskałem siły, zostałem przydzielony do pracowni krawieckiej, pracowalem dla organizacji Todt i pod ich nadzorem. To było dla mnie prawdziwe szczęście, po pierwsze dlatego, że mogłem pracować w swoim rzemiośle, tak że ja w mojej pracy nie miałem dużych trudności, podczas gdy inni więźniowie musieli pracować w tunelach, a oprócz tego, że praca była o wiele trudniejsza, nie byli do niej przyzwyczajeni, tak że każdego dnia w wyniku wypadków przy pracy traciło życie wielu ludzi. Co więcej, górnicy są w tunelu pod nadzorem SS, których ona traktuje w sposób najbardziej brutalny, a traktowanie , które mnie spotkało od ludzi Organizacji Todt, nie pozostawia nic do życzenia. Także zaopatrzenie w żywność, które otrzymywaliśmy w pracowni krawieckiej mieliśmy o jeden stopień lepsze niż oni,więc mój pobyt osiem miesięcy spędzonych w Wolfsbergu, oceniam stosunkowo dobrze. W połowie stycznia 1945 roku musieliśmy opuścić Wolfsberg ponieważ front przybliżył się w bezpośrednie sąsiedztwo terenu. A więc musieliśmy odejść i to pieszo. To nie był żaden marsz, ale bieg, wyścigi i polowania, tak , że człowiek nie był w stanie nawet na chwilę odsapnąć. SS-mani byli jak diabli za nami , a gdy tylko spostrzegli że ktoś zatrzymał się, zaraz wyciągali rewolwer i zastrzelili człowieka. Tak więc wielu więźniów zostało zabitych, w tym mój brat, który zatrzymał się z wyczerpania i został zastrzelony na moich oczach. Faktycznie do tej pory nie znałem SS naprawdę bo, jak już wspomniałem, w Wolfsbergu pracowałem pod nadzorem Organizacji Todt i Wehrmachtu ; już słyszałem wiele ich przemocy i brutalności, ale nigdy bym nie sądził, że jest możliwe to co teraz zobaczyłem. To już nie byli ludzie, to były dzikie zwierzęta: nie pozwolili mi nawet zamknąć oczu mojego brata. Po pościgu przyszliśmy i siedem dni byliśmy w rodzaju stodoły w szczerym polu, która miała dach, ale nie miała ścian. W tej stodole byliśmy zatrzymani, to była nasza kwatera. Znaleźliśmy się w bezprecedensowym stanie zdewastowania, który nie bardzo się poprawił w czasie, bo byliśmy głodni. Tylko co czwarty dzień dostawaliśmy po 0.2 litra zupy i 0,1 dkg chleba na osobę. W ciągu tych dwunastu dni które spędziliśmy w stodole, wielu poddało się z głodu, ale wielu z nich nie było w ogóle już w stanie głodować, z uwagi na wcześniej poniesione wysiłki. Stąd poszliśmy dalej w znacznie zmniejszonym składzie, niż przyszliśmy. Szliśmy jeszcze przez dwanaście dni, aż doszliśmy do stacji, której nazwy już nie pamiętam.Tam zostaliśmy załadowani na wagony i zaczęliśmy głodową podróż, która trwała około dwóch tygodni. Nasze „posiłki” w trakcie podróży, otrzymywaliśmy co czwartego dnia xxx część lub dziesięć xxx czy piętnaście # # #. Ale to było wszystko! W osłabionej kondycji, w której byliśmy, wielu nie mogło już wytrzymać , i wciągu osiemnastu dni podróży ponownie było wiele przypadków śmiertelnych. Wreszcie dotarliśmy w Ebensee, naszego celu. Dopiero wtedy zobaczyliśmy , jak obfite żniwo zebrała śmierć: z 6000 mężczyzn którzy rozpoczęli marsz, do Ebensee dotarło tylko 2000 ludzi, to jest jest co trzeci przyjechał! Reszty naszego zniszczenia dokonała praca, która została nam przydzielona: to była najcięższa, najbardziej niezdrowa praca, którą dostaliśmy do wykonania w tunelu,przy czym karmiono nas w następujący sposób: rano dostawaliśmy trochę gorzkiej herbaty wieczorem a pół litra zupy i dziesięć dekagramów chleba. Oczywiście, nie można było wykonać wymaganej pracy , na co SS tylko czekało ze śmiercionośną kulą, aplikowaną na miejscu. W ciągu dziesięciu tygodni spędzonych w Ebensee aż do wyzwolenia , zmarło około 2000 więźniów, którzy przybyli żywi do Ebensee , około 1700 ludzi pod kulami SS. W nocy z 4 Maja strażnicy z SS odeszli, a rankiem następnego dnia Amerykanie weszli do Ebensee i nas wyzwolili.
2733,2M, i, cieśla ur 1928 lat 17 i uczeń ur 1929, lat16, dat pobytu nie podano,
pracował na Wofsbergu (9 miesięcy) ewakuowany do Ebensee.
W Birkenau spędziłem tylko trzy dni. Następnie przydzielono mnie do transportu pracy i wywieziono do Wolfsbergu. W Wolfsbergu były stosunkowo dobre warunki, dostawaliśmy normalne posiłki, ale praca była ciężka. Całymi dniami dźwigaliśmy cement. 8-miu chłopców musiało przenieść1500 worków na dobę , w pracy bardzo popędzali. Spędziliśmy tu 9 miesięcy, następnie dostaliśmy się do Ebensee. W Ebensee capo wiele chłopców pobili na śmierć. Dopiero dwa dni po moim przyjeździe dostaliśmy jedzenie. Dopiero , gdy weszliśmy do bloku, zaczęliśmy dostawać posiłki : dziennie 1 litr zupy, 30 dkg chleba i 3-4 dkg kiełbasy. Bardzo ucierpieliśmy przez polskich starszych blokowych, którzy zabili więcej naszych towarzyszy. Spaliśmy na gołej podłodze przy otwartym oknie, która jest stale wilgotna, ponieważ zarzucona śniegiem. Rano poszliśmy do umywalni ale tylko o 16-tej po południu było wolno. Musieliśmy stać boso na śniegu. Po powrocie do bloku, dostaliśmy trochę zupy i chleb. Oczywiście mogli nas bić, bo w Ebensee nic się nie działo bez bicia. Dziennie było 40-50 ofiar śmiertelnych . Pamiętam, że raz wywieziono 56 zabitych . Amerykanie nas wyzwolili.
2758,M, pomocnik handlowca, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 dni 05-44), Eulenburg( 05-44 do 12-44), Wolfsberg ( 12-44 do xx), Ebensee ( do 5-45),
. W grudniu przyszliśmy na Wolfsberg gdzie również pracowaliśmy przy budowie kolei. Praca była ciężka, ale zaopatrzenie było do przyjęcia. Mieszkaliśmy w blokach, to było stosunkowo czyste miejsce. Ebensee był ostatnim przystankiem. Trudno opisać okropności które tam przeszliśmy. Pracowaliśmy 12 godzin dziennie w tunelu. Ładowaliśmy kamienie na wagoniki kopalniane. Podczas pracy byliśmy stale atakowani przez kapo SS, którzy bez powodu bili nas gumowymi pałkami. Racja żywieniowa: jedną trzecią chleba i zupa raz dziennie. Kawy nie było. Chleb był niemal niejadalny, twardy i zachował się jak glina, i tak już zostało. Zupy były gotowane z obierek ziemniaczanych . To naprawdę były posiłki, które mogły być spożywane tylko przez więźniów na skraju śmierci głodowej , tak jak my. Spaliśmy na pryczach po 4 osoby. Bardzo ucierpieliśmy od bicia przez starszych blokowych. Ponad 2000 Żydów zginęło tutaj. W końcu w maju Amerykanie nas wyswobodzili. Teraz chcę iść do Ziemi Świętej.

2901,M, lat 25, krawiec ur 1920, Auschwitz ( 2do4-05-44 ), Wolfsberg( 6-05-44 do 20-07-44 ), , Wüstegiersdorf (20-07-44 do 15-02-45), Hildesheim ( 1-25-03-45 ), Hannover (26-03-45 do 5-04-45 ), ,Bergen - Belsen Belsen (8-15-04-45)
Załadowano nas na wagony, po 50 osób w wagonie, wydano prowiant i wywieziono na Wolfsberg. Po przyjeździe ulokowano nas w obozie celtowym, gdzie w małych celtach mieszkaliśmy po 20-tu w jednym. Na ziemi była słoma, dwa koce były na osobę . Wyżywienie: gorzka kawa rano, wodnista zupa w południe, wieczorem również zupa i 30 dkg chleba z margaryną. Pracowaliśmy przy budowie kolejki przemysłowej , pracowaliśmy bardzo ciężko, bo szyny musiały zostać wniesione na 800 m wysokości górę, w dół musieliśmy biec. Pracowaliśmy przy tunelach , również cement nosiliśmy, wojskowe bunkry budowaliśmy. SS-mani nas popędzali i bili, w ciągu pierwszego tygodnia słabsi ludzie padali , jak muchy. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Polski aryjski kapo pobił na śmierć w wielu więźniów. Pracowalismy z trzystoma Żydami greckimi z których praktycznie nikt nie został przy życiu.20 -07-44 zgłosiłem siie na ochotnika jako ślusarz , więc przeniesiono mnie do Wüstegiersdorf.
2968,M, lat 26, stolarz ur 1919, Auschwitz ( 6 dni ), Wolfsberg(4 tygodni ), Fürstenstein( 5 miesięcy ), Flossenburg( 2tygodnie ), Kravinkli( 2 tygodnie ), Buchenwald ( 2 miesiące ).
6 dni potem pojechałem z transportem do Wolfsbergu. Pracowało tu 3500 deportowanych kończąc różne ciężkie prace. Traktowanie nie było złe, ale jedzenie niewystarczające. Po 4-ech tygodniach poszliśmy do Fürstenstein.
3310,M, lat 50, handlowiec ur 1895, Auschwitz ( 22do 26-05-44 ), Wolfsberg (28-5-44 do 31-05-44 ), Wüstegiersdorf(31-05-44 d 15-07-44 ) , Dörnhau ( 15-07-44 do 9-05-45 ).
W końcu dotarliśmy do lokalnej stacji na Śląsku, gdzie wysiedliśmy, a stamtąd do obozu Wolfsberg poszliśmy pieszo, bici po drodze przez SS. Większość Niemców pochodziła z Węgier i Rumunii, bo potem słyszałem, jak rozmawiali po węgiersku. Spadł deszcz po drodze i dotarliśmy na Wolfsberg, ulokowano nas w obozie celtowym bo obóz nie był jeszcze całkiem gotowy. W jednej celcie umieszczono 20 osób, następnego dnia gonili nas do wznoszenia baraków, starali się dokuczyć nam jak najwięcej i bawiło ich to. Byliśmy dla nich celem, ponieważ jeszcze niedawno temu przebywaliśmy w swoich domach i byliśmy w dobrej kondycji, więc odgrażali się. Następnego dnia przyszli ludzie z firm, którzy ustawili nas nowoprzybyłych i wybierali do pracy w zawodzie.
Ja zostałem wybrany jako stolarz razem z 35 osobami.
Tutaj można było znaleźć ludzi z Nagykanizs, nie tylko węgierskich Żydów, byli także Żydzi greccy. Po wybraniu do zawodu, wzięli nas do Wüstegiersdorf, gdzie było centrum.

3335,M, lat 33, dr prawa ur 1912, Auschwitz (20do23-05-44 ), Dyhernfurth ( 26-05-44 do 20-09-44 ) , Funfteichen (21-09-44 do 01-45 ),Wolfsberg (5-01-45 do 15-02-45 ) , Brunau (18-26-02-45 ) , Ebensee ( 3-03-45 do 5-05-45 ).
W styczniu 45, odszedłem z transportem pracy z Fünfteichen mianowicie na Wolfsberg. Był to bezsprzecznie obóz żydowskich więźniów , w liczbie 3500, bez wyjątku Żydów. Starsi blokowi i kapo byli też żydowskimi więźniami, ale byli to wyłącznie polscy Żydzi, którzy postępowali z nami bardzo surowo. Ludzie pracowali w tunelu i na dzienne i nocne zmiany, które były odmieniane co dwa tygodnie na przemian. Dzień pracy miał dwanaście godzin, które musiały zostać przepracowane . Do ciężkiej pracy doszło skąpe wyżywienie, które ledwie mogło być jeszcze uznane za takowe; jednak najgorsze było podłe traktowanie, które niewątpliwie opracowano dla naszej zagłady, na równi z pracą i wyżywieniem. Położenie było tak desperackie, że więźniowie gdzie tylko poszli , starali się przygotować swoje życie dobrowolnie na koniec tak, że samo się # # # wyszukiwanie zgromadzonych na co dzień… Jeżeli człowiek był chory, szedł do szpitala, ale nie miał z tego wiele, ponieważ nie było tam lekarstw w ogóle, a sprzęt medyczny był w bardzo ograniczonej ilości, tak, że operacje musiały być wykonywane scyzorykiem. W obozie Wolfsberg codziennie umierało co najmniej dwudziestu więźniów . Prawdopodobnie prędzej czy później całegy obóz zostałby zużyty w ten sposób, gdyby Rosjanie nie zbliżyli się do Wolfsbergu tak szybko, że już tylko w ostatniej godzinie, gdy już słychać było huk artylerii rosyjskiej ; poszliśmy dalej. Następnie maszerowaliśmy dwa dni, bez chleba czy wody do picia. Ale również wtedy # # # dekagramów chleba był na całe # # # dwa dni… Ostatecznie nocowaliśmy w Brunau,w Sudetach # # # km od starej czechosłowackiej granicy. Zaprowadzili nas do stajni, # # # dla 1000 lub najwyżej 1000 # # # wtłoczyli naszych ponad 3500 do środka…Jak to wyszło, okazało się następnego dnia rano, 50 więźniów było uduszonych . W tej okropnej stodole, która była bardziej jak kostnica niż kwatera, byliśmy osiem dni i przez cały ten czas otrzymaliśmy tylko około dziesięciu dkg końskiego mięsa, ale nie chleba .Po ośmiu dniach zostaliśmy załadowani na wagony i zabrani przez terytorium Czechosłowacji do Ebensee… W dniu 3 Marca, w końcu dotarliśmy do naszego miejsca przeznaczenia # # # do Ebensee. Więźniów było w tym czasie było 12.000, z czego 1000 stanowili Żydzi, poza tym chrześcijanie ,więźniowie Polacy i inni :Francuzi i Rosjanie.
3479,M, lat 15, uczeń ur 1930, Auschwitz ( 5do8-06-44 ), Falkenberg ( 10-06-44do koniec 10-44 ), Wolfsberg ( 1 tydzień ), Ebense ( ok. 4 m-ce )
Dalej wynieśliśmy się na piechotę na Wolfsberg . Zajęło to jeden dzień . Około 800 - 1000 ludzi przyszło do Wolfsbergu. Tutaj byliśmy jeden dzień, , a następnie połączyli nas do obozu Wolfsberg i dalej poszliśmy pieszo. Na drugi dzień przybył w nocy do Schoenberg, gdzie 3000 osób było w stodole. Oczywiście, wypoczynek był niemożliwy. Każdego dnia wiele osób umierało, głównie z powodu odmrożeń. Na drugi dzień rozdzielono nas i ulokowano w dwu stodołach. Byliśmy tu przez 10 dni. Dziewiątego dnia część więźniów poszło oddzielnie, nie wiem gdzie , a my poszliśmy dalej i jechaliśmy jeszcze tydzień. Wsiedliśmy do wagonów towarowych otwartych, śnieg padał, wiatr wiał. Około tygodnia jechaliśmy w wagonach. W końcu dotarliśmy do Ebensee.
3486,M, lat 45 ,urzędnik bankowy ur 1900, Auschwitz ( 5do 2-05-44 ), Wolfsberg ( 2-05-44 do 15-02-45 ), Ebense ( 1-03-45 do 6-05-45 )
Tu oddaliśmy wszystko co mieliśmy, ubrali nas w pasiak obozowy i otrzymaliśmy po 1 chlebie i 1 szklance margaryny i w 1500 osób pojechaliśmy na Wolfsberg, na który przybyliśmy z rana. Pierwszy dzień spędziliśmy na odpoczynku, do pracy poszliśmy następnego dnia rano. Miejsce pracy było oddalone o 4 km od obozu, gdzie gdzie budowaliśmy kolejkę wąskotorową. Tu zostaliśmy umieszczeni w namiotach ( celtach ), zaopatrzenie otrzymywane: 70 dkg chleba dziennie, w południe zupa, zupa wieczorem ponownie i 3,5 dkg masła lub 8 dkg salami, lub 12,5 dkg sera. Jedzenie nasze różniło się w bardzo niewielkim stopniu od wyżywienia pracowników niemieckich. Traktowanie było zwykle bardzo dobre, strażnikami byli starzy ludzie z Wehrmachtu, których później zastąpiło SS . Strażnicy Niemieccy na Węgrzech byli mocno krytykowani za sposób traktowania więźniow, podczas gdy mistrzowie najbardziej godne zachowanie objawiali wobec nas. Czas pracy wynosil 12 godzin, z 1 godziną przerwy. Po około 3 miesięcy pracy fizycznej w Organizacji Todt dostalem pozycję urzędnika z przyznanym mi zupełnie wyjątkowym traktowaniem. Szefowie bez wyjątku w najlepszy sposób traktowali mnie z jedzeniem, papierosy zostały. Później, gdy zaopatrzenie przejął szef ( obozu ? przyp mój ), zarządzałem aprowizacją; nie tylko dla 3200 osób żydowskiego obozu, ale również dla 170 strażników , dla 1500 ludzi pracowników OT i dla 300 ludzi włoskiego obozu . Ciekawe, że zarządzaniem Lagerführera powierzono mi też zarządzanie pensjami . Koledzy, którzy pracowali fizycznie, byli źle wyposażeni w odzież, bo zima przyszła bardzo wcześnie, i tak bardzo wielu ludzi zachorowało. W obozie, składającym się z około 3200 osób internowanych ; stale było 800 chorych w szpitalu. W lekarstwa były one źle wyposażone, ale lekarze żydowscy byli bardzo dobrzy , a więc dziennie liczba zmarłych nie była większa niż 6-8 osób. 15 lutego, kiedy Rosjanie zbliżyli się ;
szpital cofnięto z powrotem niezależnie od obozu , a obóz -3000 osób ewakuowano drogą pieszą i po dwóch dniach przybyliśmy do Schomberg , gdzie umieszczono nas w dwóch dużych stodołach . W trakcie marszu ok. 100 osób zmarło z powodu osłabienia, a trzy osoby zostały zastrzelone. W Schomberg wyżywienie mimo opieki łagodnego dowódcy SS była bardzo słabe.
Dostaliśmy trochę zupy i chleba ale do 24 godzin od chwili przybycia na miejsce nie dostaliśmy nic do jedzenia. Szacuje liczbę zmarłych tam osób na około 200 . Stamtąd udaliśmy się w końca lutego do Trautenau. W ciągu 10-godzinnego marszu 20 osób zmarło. Tu załadowali nas na otwarte wagony dla bydła i wywieźli do Ebensse. Po drodze zmarło ok 300 osób… dzienną liczbę zgonów ( w Ebensee , przyp. mój ) szacuje się na 200. Kilka dni później byliśmy w pracy; czas pracy był 12 godzin dziennie,
Plany na przyszłość, zamierzam zarejestrować się w pracy i pracować w węgierskim Kredyt Banku gdzie byłem poprzednio szefem ogólnego konta w Baja. Nic nie wiem o mojej rodzinie, moja żona, moja córka 15 lat i 7 lat mój syn, byli z getta Baja deportowani do Auschwitz w lipcu.

R-uwagi końcowe, wnioski
Przeżyło i pozostawiło zapis w bazie 46 osób z tego obozu, z tego 18 osób przekazano do innych podobozów. Migracja pomiędzy podobozami była znaczna. Dzienna śmiertelność 10-12 ludzi (relacja nr 86 ) . W obozie był duży szpital ( nr 2153 ). Spośród tych co przeżyli 12 było w szpitalu, ew. byli w jakiś sposób leczeni a więc wypadkowość była znaczna, a śmiertelność i wyżywienie wykalkulowane.
Najwcześniejsza zachowana data przybycia do obozu to 15-04-44, w kwietniu 44 przybyły 3 osoby, w maju 44-14 osób, w czerwcu 44-5 osób. Obóz Wolfsberg miał być ewakuowany łącznie z Falkenbergiem. Daty ewakuacji więźniowie podają na :styczeń 45, 15-styczeń 45, ,luty 45, 8 luty 45, 15-02-45, 25-02-45, marzec 45. Nr 2303 podaje koniec marca jako termin ewakuacji do Ebensee, nie mówi dołączeniu jakiejkolwiek grupy do nich, a liczbę więźniów na Wolfsbergu podał jako 4500. Należy przyjąć , ze poza główną grupą 15-02-45 ( Wolfsberg+ Falkenberg ) były również inne , a z końcem marca ostatnia. Zdjęcie lotnicze wykonane 20-02-45 pokazuje, że dachy baraków obozu Wolfsberg nie są białe, co świadczy o tym, że cały obóz jest znowu pełny ludzi i ciepły. Należy rozumieć, ze w obozie tym były koncentrowane inne grupy przed ewakuacją, i że ilość ludzi tam bytujących mogła być większa , niż początkowa, np. 4500 . Nawiasem mówiąc obóz Ebensee został wyzwolony o 3 dni wcześniej niż Riese , bo 5-05-45, jak podaje nr 2303. Większość tych , co przeżyli, wspomina wymiar pracy 12 godzin dziennie ( 7 osób ) , pewne prace były prowadzone na 3 zmiany , praca trwała 8 godzin ( 1 osoba ). Dystans potrzebny na dojście do pracy określano ( 2 osoby ) na 6 km, jeden z więźniów chodził do pracy z Wolfsbergu do Głuszycy. Ponieważ większość relacji nie wspomina o dojściu do pracy, domyślam się, że czas dojścia był niewielki. Prace przy budowie dróg wspomina 5 więźniów, prace przy budowie tuneli wspomina 9 więźniów, w tym 2 w związku z ich betonowaniem, jedna wspomina o noszeniu worków z cementem. Jedna osoba wspomina, że budował baraki, jedna osoba wspomina kładzenie kabla, jedna osoba wspomina wykonywanie wykopów pod wodociągi, dwie osoby wspominają kładzenie wodociągów, pojedyncze osoby wspominają pracę jako cieśla przy budowie mostu dla firmy UNIO, prace dla firmy Butzer, w kuchni, przy lokomotywie, robieniu chodaków, przy pile tarczowej, jako krawiec dla OT, prace ogólnobudowlane. Nikt nie pisze o podjęciu produkcji w gotowych tunelach, o ich odstrzeliwaniu lub maskowaniu, w tym o przesadzaniu drzew ( co na pewno miało miejsce ). Więźniowie rozróżniają nazwy obozu, ale nie funkcjonują żadne nazwy podziemnych kompleksów – przeciwnie do stanu obecnego. Dla nich są to fortyfikacje, tunele, sztolnie bez nazwy.
19 z tych co przeżyli , została ewakuowana do Ebensee.
18 zostało przekazane do innych obozów, a więc urazowość i migracja pomiędzy obozami była bardzo duża.
Jedna osoba pozostała na miejscu.
Pojedyncze osoby były ewakuowane do Bergen-Belsen, Bilutz, Barth, Rostock. ( 2 osoby ).
Z porównania widać, że planowa ewakuacja z Wolfsbergu miała za cel wyłącznie Ebensee, gdzie najbardziej znanym obiektem jest Zement Anlage 1 i 2, które miały pracować dla przemysłu paliw ( rafineria oleju ) i broni odwetowych ( rakiet ). Dlatego uważam że jest prawdopodobne, że w masywie Włodarza obie te rzeczy mogły być planowane. Poza tym relacje polskie o dużym zbiorniku, i inne relacje o kładzeniu rurociągu nieznanego przeznaczenia ( wodociągi były znane ) musi nasuwać wniosek o budowaniu podziemnej bazy paliwowej. Kubatura znanych obecnie wyrobisk Włodarza wynosi ( za Aniszewskim ) 42 000m3 w tym 31 362 m3 poziom dolny i 10 625 poziom górny. Powierzchnia znanych wyrobisk wynosi 10 710m2 a długość 3100m. 42 000mm3: 3200ludzi =13,125m3/więźnia nominalnego w czasie ok. 10 miesięcy ( od maja 44 do końca lutego 45). Miesięcznie daje to 1,3 m3 na więźnia, co musi nasuwać wniosek, że spora część wyrobisk nie jest obecnie znana.

2-Obóz Wustegiersdorf Głuszyca
86,311,420,469,493,509,675,755,757,780,843,883,934,1184,1218,1278,1279,1314,1405,1498,1598,1644,1651, 1693,1707,1711,1935,1964,2108,2191,2262,2330,2593,2803,2866,2901,2989,3035,3116,3117,3279,3286,3288,3310,3360,3361,3380, 3407,3452,3474,=50
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A- ilość relacji survivorów
50 relacji . 57 osób
A1- Płeć
M- 45 osób
K- 12 osób
B- wiek survivorów w roku 1945 do (xx włącznie )
Meżczyźni Kobiety
Do 20 lat=, 11 9
21 do 30 lat= , 13 1
31 do 40 lat=, 6 2
41 do 50 lat=, 13 -
Powyżej 50 lat=, 2 -

B- zawód internowanych
Mężczyźni Kobiety
Rzemiosło - 18 osób Krawcowa- 5 osób
Handlowcy- 9 osób Gospodyni domowa- 3 osoby
Uczący się- 4 osoby Studentka- 2 osoby
Mechanicy- 4 osoby Fryzjerka- 1 osoba
Nie podano- 1 osoba
Prac. umysłowi - 5 osób ( lekarz, inżynier, dziennikarz, drukarz, talmudysta )
Przedsiębiorcy- 2 osoby ( producent perfum i transport )
Pracujący na roli- 2 osoby
Fabryka- 1 osoba
C- standing rodziny przed aresztowaniem
509- Miałem 368 tysięcy pengo sztuk banknotów , ponieważ kiedy byłem ściągnął tramwaj, chciałem kupić obraz, a to dlatego, że przeprowadzone dużo pieniędzy ze mną. Niestety, Niemcy zabrali go również. Ale ukryłem drogi kamień w mojej protezie, i nie przyjrzeli się, i tak już został u mnie.
675- Miałem w Budapeszcie sklep spożywczy
1218- W Munkaczu żyliśmy w moim domu na bardzo dobrym poziomie ,mieliśmy sklep z drewnem i węglem
2593- Pracowałem w Szamosudvar jako lekarz.
3035- Gdy 25 kwietnia 1944, wieczorem dotarłem do domu z pracy, zastałem w mieszkaniu trzech detektywów, którzy przeszukiwali mieszkanie pod pretekstem poszukiwania złota. Kiedy wszedłem do jadalni, oni siedzieli przy stole i jak mnie zobaczyli, powiedzieli , że „nasz młody pan sam.” I zażądali 1,5 kg. złota. Kiedy powiedziałem im, że nie mam złota, wsadzili mnie do samochodu i zawieżli do …..Powiedziałem im, że nie jestem i nie ma takiej ilości złota, zaledwie kilka sztuk biżuterii,….
3117-Pracowałem jako reporter giełdowy w pismie „Węgry” w Budapeszcie

Pogląd dotyczący statusu społecznego wyraziło 6-ciu mężczyzn, wszyscy należeli do bogatszej części społeczeństwa.
D1- wyrażone poglądy
509- Byłem członkiem partii komunistycznej od 1912 roku… Robiliśmy sabotaż tyle razy, ile mogliśmy. Niszczyliśmy opony samochodów..
757- Na początku kwietnia , zostałem aresztowany jako lewicowiec i zabrany do Nagykanizsa
1314- Był starym kommunista , a ja już od dłuższego czasu byłem członkiem partii.
3117- Jako lewicowca, wywieziono mnie 19-04-444 z mojego mieszkania na ulicy Mosonyi i po upływie 30 dni internowania przyszedłem do Nagykanizsa.
3360- Wychowałem się w Berlinie, ale moi rodzice już od roku działali w ruchu w Budapeszcie… Tutaj będę kontynuować, chciałbym nabyć nieruchomości komercyjne i nie będę pracował ( 1945 ).
Ciekawe, że poza 5-cioma mężczyznami pozostającymi pod wpływem ruchu komunistycznego, nikt nie wyraził innych poglądów politycznych. Czy podkreślanie związku ze zwycięzcami się opłacało w 1945 , czy też to Żydzi ten ruch animowali, spodziewając się przyszłych korzyści?
E- data przybycia do obozu
Mężczyźni
Kwiecień 44 : = 6 osób= 17, 22, 25 i 30x3
Maj 44 : = 19 osób= 1x2, 2, 3x4, 4, 5x3, 6, 7x2, 8, połowa m-ca, 23, 26, 31
Czerwiec-44: = 4 osoby=1x2, 5, 8,
Lipiec 44 = 2 osoby=2, 20,
Sierpnień 44 = 1 osoba, 1
Wrzesień 44 = 1 osoba= bez podania dnia
Październik 44: =1 osoba=20,
Listopad 44 = 1 osoba-13 ( chory )
Grudzień 44: = 3 osoby=21, bez podania dniax2
Luty 45:= 1 osoba=bez podania dnia, pozostawiona
Maj 45:= 1 osoba=bez podania dnia, pozostawiona
Nie podano = 6 osób: 3,5,8x2,10 m-cy, bez podania
Kobiety
Lipiec 44 : = 4 osoby= 18, 22, 26x2
Sierpień 44 : = 3 osoby= 16, 19, 22
Październik 44 : = 1 osoba , bez podania dnia
Nie podano : = 4 osoby= 8,5 m-cax3, 9 m-cy
Pierwsze osoby spośród Żydów węgierskich przybyły w kwietniu 44, ostre maksimum napływu w maju 44 i latem, stany osobowe uzupełniano przez cały czas.
F- data ewakuacji z obozu
Mężczyźni
Czerwiec 44 : = 2 osoby =6p, 15p wszyscy przekazani do innych obozów Riese
Lipiec 44 : = 3 osoby= 9p, 15p, xp, wszyscy przekazani do innych obozów Riese
Sierpień 44 : = 1 osoba=15p, przekazany do innych obozów Riese
wrzesień 44 : = 2 osoby=28p do Krahvinkel, 30p- do Metzbach
październik 44 : = 1 osoba=połxp. przekazany do innych obozów Riese
grudzień 44 : = 2 osoby=2 via Qualisch , 22
styczeń 45 : = 4 osoby=5, 8, 16 via Qualisch , 24u
luty 45 : = 20 osób=6, 10, 14, 15x2 ( transport 20 000 ludzi ), 16x11( 3u ) via
Qualisch , 18 do Flossenburga , 19, 25, 26 do Ohrdruff
kwiecień-45 : = 2 osoby=2x bez podania dnia, via Qualisch
maj 45 : = 3 osoby pozostawiono na miejscu
nie określono : = 5 osób
Kobiety:
Kobiety pozostały na miejscu w Oberwustegiersdorf, nie były ewakuowane.
Pierwsza ewakuacja obozu Wustegiersdorf nastapiła 28-09-44 do Krahvinkel. Nastepna w grudniu 44 ( 2, 22), styczniu 45 ( 5, 8, 16, 24 ). Maksimum ewakuacji nastąpiło w lutym 45 ( 6, 10, 14, 15, 16, 18, 19, 25, 26 ). Koniec ewakuacji był w kwietniu 45 , bez podania dnia.
Więźniowie podali, że przed ewakuacją pieszą z Wustegiersdorf i z Ahlem więźniowie , każdy z osobna był indagowany do do zdolności do dalszego marszu.
G- zadania
Survivorzy wymieniają prace przy:
Wylesianiu = 5 osób
Pracach ziemnych , kopaniu rowów = 4 osoby
Budowie dróg = 4 osoby
W warsztatach naprawczych = 4 osoby

Budowie kolei = 4 osoby
Nosił żelazo i szyny = 3 osoby
Ładował szyny, podsuwał wagoniki = 1 osoba
Przy rozładunku wagonów = 1 osoba
Rozładunek żalaza z wagonów
i załadunek samochodów = 1 osoba
Kolejowe roboty budowlane = 1 osoba
Budowie dworca kolejowego (wykopy) = 1 osoba
Budowie fortyfikacji = 3 osoby
Budwie tuneli i w kamieniołomach = 3 osoby kobanya może oznaczać wcinki do tuneli
lub same tunele
Budowie wodociągów = 1 osoba
Budowa rewiru =1 osoba
Budowa jazu = 1 osoba
W kuźni = 1 osoba
W magazynie żywności = 1 osoba
W magazynie zaopatrzenia = 1 osoba
W kuchni = 1 osoba
Murarz = 1 osoba
Stolarz = 4 osoby
Cieśla = 1 osoba
Ślusarz = 2 osoby
Krawiec = 1 osoba
Drukarz na typografie = 1 osoba
Dochodził do pracy w Dornhau = 1 osoba
Wywożony samochodem do Dornhau = 1 osoba
Strażnik = 1 osoba
Kapo = 1 osoba
Osobisty służący/ faworyt
komendanta obozu = 1 osoba
Chory, nie pracował = 2 osoby
Po drodze w czasie ewakuacji = 1 osoba
Nie podano = 2 osoby
Kobiety: praca w fabryce amunicji = 12 osób

Największa grupa survivorów ( 12 ) pracowała przy budowie kolei , i transporcie z tym związanym . Przy budowie tuneli, fortyfikacji i kamieniołomach pracowało 5 osób. Przy wylesianiu pracowało 5 osób. Przy robotach ziemnych, budowie dróg i w warsztatach naprawczych pracowały po 4 osoby. W magazynach pracowały 2 osoby. Dwie osoby pracowały w Dornhau. Pojedyncze osoby wymieniają prace przy budowie wodociągów, rewiru, jazu, w kuźni, w kuchni, w pracowni krawieckiej, drukarni ( typograf ).Byli też chorzy , którzy nie pracowali ( 2 ) i osoby będące w obozie przejściowo w czasie ewakuacji. Świadczy to o tym, że funkcje obozu Wustigiersdorf polegały także na budowie infrastruktury dla całego projektu Riese , zabezpieczaniu ruchu ( naprawy ) ,logistyki i drążenie tuneli . Tutaj przydzielano więźniow do różnych komand, także do innych obozów Riese. Osobne komando stanowiły kobiety pracujące w fabryce amunicji. Nie były ewakuowane i nie było ofiar śmiertelnych wśród nich , stąd duży odsetek relacji ( 12 na 200 osób ).
G-1 –droga do pracy
934- Codziennie chodziłem 5-6 km do Dörnau na miejsce pracy, a potem firma przeniosła nas do Dörnau,
1498K- Obóz był odległy od fabryki o 6 km, i pobudka była rano i już o 4 tej wychodziliśmy do pracy ( fabryka amunicji-przyp. mój ).
2262K- Pobudka była o 2-giej rano, do pracy do fabryki wychodziłyśmy o 5 rano, pracę rozpoczynałyśmy o 6 rano i pracowałyśmy do do 18.30 do 19.
2803- W połowie sierpnia przenieśliśmy się do położonego 10 km odległego Lerche
3288-( budowa dworca kolejowego- przyp. mój )- Miejsce pracy jest 5 km. odległe od obozu, więc szliśmy 2 godziny dziennie tam i z powrotem.
3310- Pracowałem tak przez sześć tygodni, i rano byłem wywożony samochodem do pracy a wieczorem tak samo przywożony ( potem przeniesiony do Dornhau-przyp. mój ).
3361- Pobudka była o 4 rano, a następnie szliśmy do pracy na stacji kolejowej.
H- najemca
469, 1707, - Organizacja Todt,
509, kapo, a także : Jak tylko moja ręka się wygoiła, zostałem przydzielony do pracy w Narodowosocjalistycznym Korpusie Samochodowym (Nationalsozialistisches Kraftwagenkorps ) jako blacharz.
3035, 3360,-NSKK
Większość nie wymieniła nazw form zatrudniających.
I- wyżywienie
86-Przepisy były lepsze w tym sensie, że możemy iść do miasta i moglibyśmy zdobyć coś do jedzenia. I był strażnikiem i na to otrzymał podwójne racje. Ku mojej uciesze spotkałem jednego z moich wujów tam, którzy pracowali w kuchni i zawsze mi dał trochę jedzenia.
311- warsztat stolarski-tanowisko pracy było ciepłe i pracownicy dostawali stale podwójne posiłki w południe.
420-wyrąb lasu- Tylko raz dziennie, dostawaliśmy pół litra zupy i 20 dkg chleba.
469-nosił żelazo- Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie,i otrzymywaliśmy po 20 dkg chleba i porcję zupy bez zawartości raz dziennie. Był wielki głód, ludzie umierali z krańcowego wyczerpania.
675-murarz- Bezpośrednie koło obozu był wielki magazyn żywności, skąd ją brali i skad można ją było dostać. Ten stan zamożności wkrótce się skończył.
755- Tu nasza sytuacja była o wiele lepsza ( niż w Dornhau-przyp. mój ) , bo przede wszystkim było dużo lepsze zaopatrzenie
843-budowa fortyfikacji- no i oczywiście byliśmy bardzo głodni.
883- Pracowałem tam przez 5 miesięcy na stacji. Ładowałem szyny, podsuwałem wagoniki. Jedzenie było wystarczająco dobre,
934-Zaopatrzenie było bardzo złe na początku, ale później uległo poprawie.
1184- ( budowa tuneli, budowa kolei, budowa fortyfikacji, itp.)- również na wyżywienie i zakwaterowanie, nie możemy narzekać, choć biorąc pod uwagę ciężką pracę , żywność mogła by być bardziej obfita.
1218- Pracowałem przy budowie dróg w Dörnau, jedzenia było bardzo mało, aż do stycznia szło całkiem dobrze, ale potem wszystko szło coraz gorzej.
1278- Tu pracowałem jako cieśla, to było dobre dobre miejsce w porównaniu z późniejszym.
1279-. Tutaj ( w Wustigiersdorf- przyp. mój ) mieliśmy dobre życie, bo byliśmy zatrudnieni w charakterze pracowników w zawodzie. Ja produkowałem drewniaki. Nie brakowało nam niczego. My także mieliśmy wystarczająco dużo żywności bo produkowaliśmy również buty, w szczególności dla SS.
1314- Warsztaty ( ślusarskie-przyp. mój ) były dobrym miejscem. Brygadzistą był pewien wiedeński majster od którego zawsze miałem chleb i masło.
1707- ( nosił szyny 10 m-cy –przyp. mój )- Na co dzień dostawaliśmy po 4 kromki chleba, 1 cm. grube trochę masła i dwa razy cienką zupę.
1964-( pacjent-przyp. mój )- Jako wyżywienie mieliśmy 0,2 litra zupy, dwie kromki chleba i dodatek na chleb, na ogół też mało, a nie mogliśmy niczego „ zorganizować”.
2191- ( pacjent-przyp. mój )- Wyżywienie pacjenta było :15 dkg chleba dziennie , litr zupy i pół litra czarnej kawy.
2303-( warsztat krawiecki-przyp. mój )- Tutaj było normalne zaopatrzenie.
2593-( w kamieniołomach i przy wyrębie lasu-przyp. mój )- Jedzenie było bardzo słabe.
2803-( praca przy budowie kolei-przyp. mój)- Aprowizacja była tolerowalna na początku, później przez stopniowo znacznie się pogorszyła.
2866-( budowa drogi i wyąb lasu-przyp. mój )- żywność jednak pozostała minimalna.
2901-( warsztat ślusarski –przyp. mój )- Wyżywienie na Wolfsbergu również było słabsze.( niż w warsztacie w Wustigiersdorf przyp. mój ).
2989- ładował szyny, budował kolej, kopal rowy –przyp. mój )- jedzenie początkowo dostarczali Polacy, ale kiedy stwierdzono poważne nadużycie , nasi ludzie przejęli zaopatrzenie w żywność.
3035- Czarna kawa była na śniadanie, na obiad zupa, wieczorem zupa krem (dania z warzyw), 35 dkg chleba, 2 dkg masła lub margaryny, lub 3,5 dkg sztucznego miodu, lub 10 dkg kiełbasy, lub 12,5 dkg sera…. Jeden miesiąc pracowałem w komandzie 1 / b – przy rozładunku wagonów, a potem jeszcze w NSSK w komandzie naprawczym, gdzie również otrzymywali takie same obozowe jedzenie raz dziennie, więc dostawałem jeść dwa razy dziennie.
3116- ( praca na kolei i przy budowie jazu-przyp. mój )- ale jedzenie było całkiem przyzwoite.
3117- dostałem się do bardzo przyzwoitego obozu (Wüstegiersdorf ) , który był najlepszy spośród tych, w których byłem. Ja pracowałem w pewnym magazynie zaopatrzeniowym.
3286- później dostałem się do kuchni. To była bardzo dobra praca .
3360- Byłem ( csicskása ) komendanta obozu SS. A Komendant obozu miał ładne miejsce zamieszkania z dwoma sypialniami i biurem , gdzie mogłem swobodnie chodzić. Motorowerem nie podlegającym godzinie policyjnej mogłem jechać do apteki. Zaufanie mojego przełożonego było w dużej mierze nadużywane, aby pomóc moim towarzyszom. W pokoju widziałem 2 mln papierosów, z tego wziąłem 40.000 i rozdzieliłem pomiędzy moich towarzyszy ,dla pacjentów wziąłem alkohol, i co tylko u komendanta widziałem, brałem i dzieliłem się z chłopakami, lekarzom dawałem lekarstwa i robiłem to, aż dopewnego dnia, i nadal nie wiem, czy ich nie sprzedają.
3452- Żywność, traktowanie, zakwaterowanie (oddzielne prycze, 2 koce) było wystarczające. Początkowo byliśmy przypisani do kolejowych robót budowlanych następnie prowadziliśmy roboty ziemne,..

29 osób z 44 survivorów wyraziło opinie n/t wyżywienia w obozie. 15 stwierdziło, że było co najmniej tolerowalne, 14 osób skarżyło się na głód. Racje żywnościowe były zróżnicowane w zależności od stanowiska. Ludzie z warsztatów naprawczych, stolarskich, krawieckich magazynu z żywnością, kuchni,… itp. mieli lepiej niż ludzie wykonujący wyczerpujacą pracę fizyczną np. przy noszeniu szyn, budowie fortyfikacji, w kamieniołomach, przy wyrębie lasu, budowie dróg oraz niepracujący pacjenci.
Więźniowie poza tym wspominają, że na niektórych pozycjach byli w stanie „organizowć” sobie żywność . Jeżeli to oznaczało zabieranie ze wspólnego kotła, to znaczy ,że ci, którzy byli tej możliwości pozbawieni, musieli otrzymać mniej. Z czasem ogólna sytuacja się pogarszała . Ale system funkcjonował prawie do końca wojny, przy głodowych racjach.
Kobiety z fabryki amunicji
780K- tylko jedzenie było bardzo ograniczone.
1405K- Codziennie dostawałyśmy po 20 dkg chleba z margaryną, a jeśli się pracowało tygodniowo 66 godzin , to następnie trzy razy dziennie zupę, później zupa była dwukrotnie redukowana, aż zostało raz w tygodniu i dodatek chleba.
1498K- jedzenie było bardzo słabe , dostawałyśmy po 20 dkg chleba i zupę bez zawartości. Przy tak złym odżywianiu nie było zaskoczeniem, że głodowałyśmy i wszystkie byłyśmy osłabione.
1598K- Ten uszczerbek zdrowia nie był kompensowany przez fakt, że nie musiały cierpieć głodu.
1651K- Wieczorem po powrocie z pracy otrzymaliśmy ćwierć chleba , trochę margaryny i talerz zupy.
2108K- O nasze zaopatrzenie troszczyła się fabryka. Otrzymywałyśmy dwa razy dziennie zupę , 25 dkg chleba i dodatek na chleb. Jedzenie było gotowane w kuchni włoskiej.
2262K-Na początku dostawałyśmy wieczorem po 20 dkg chleba, a następnie zmniejszono rację do 15 dkg. W południe dostawałyśmy zupę z buraków lub rzepy, i wieczorem margarynę lub trochę dżemu.
3380K-Natomiast jedzenie było bardzo skąpe i człowiek nie mógł zyskać z niego nowej siły, ale musiał tracić te niewielkie stare siły, które jeszcze posiadał. To , że mimo tego żadna kobieta nie zginęła, zawdzięczamy faktowi, że obok nas był obóz mężczyzn i że więźniowie tego obozu teraz wspomagali nas żywnością w naszej biedzie.

Sposród 12 kobiet ( na 200 pracownic ), które zostawiły relację , 8 wyraziło swoją opinię co do wyżywienia, z tego 4 skarży się na głód. Żadna kobieta z tej fabryki nie zginęła w wyniku pobicia ani marszu śmierci. O chorych na gruźlicę i niewielu zgonach mówi więźniarka (1452 ) z Oberwustegiersdorf. Ucierpiały jednakże ze względu na szkodliwość substancji , z którymi miały styczność i oczywiście były wyczerpane z uwagi na skąpe odżywianie. Czy ta fabryka była usytuowana blisko obozu włoskiego? Fabryka w Ludwikowicach leży dalej niż 6 km od Głuszycy Górnej , stąd kobiety nie mogły chodzic do Ludwikowic do pracy. W ciągu godziny w drewniakach przejść można jakieś 3 km. Praca w wytwórni materiałów wybuchowych dla kopalni węgla Hochbergów w Łaziskach Górnych na Górnym Śląsku w czasie wojny rożniła się od przedwojennego trybu pracy tym, że fabryka dostała dodatkowe zadanie dostarczania dwóch typów granatow ręcznych w określonej ilości. Fabryka ta dostawała metalowe wypraski, drewniane trzonki, bakelitowe korki i drewniane skrzynki, oraz więźniów do wykonania tego dodatkowego zadania. W fabryce montowano granaty, ładowano materiałem wybuchowym, wkęcano bakelitowy korek na miejsce zapalnika , ładowano do drewnianych skrzyń, nanoszono znaki KT i oddawano żądany deputat wojsku. Przypuszczam, że w fabryce amunicji w Gluszycy praca musiała wyglądać podobnie.
J- zakwaterowanie
Kobiety mieszkały w barakach drewnianych , a więc nie w budynku tkalni, gdzie mieścił się główny obóz Wustegiersdorf, jako oddział w obozie męskim , ponieważ otrzymywały od nich żywność. Nie był to obóz wyłącznie kobiecy ponieważ niektóre więźniarki otrzymywały czasem trochę jedzenia od współwięźniów. Jedna z więźniarek ( 2108 ) wymienia, że byli to Francuzi, Belgowie i Polacy. Więźniarka ( 1452) podaj,e, że był to obóz Oberwustegiersdorf.
K- traktowanie
L- opieka medyczna

M- śmiertelność w obozie
N- przekazanie do innego obozu
Z obozu Wustegiersdorf przekazano w sumie 8 internowanych :4 survivorów do Dornhau, 1-go do Wolfsbergu, 1-go do Marzbachtal, 1-go do Lerche i jednego czasowo do Sauferwasser, skąd powrócił z powrotem do obozu. Trzech survivorow pozostawiono jako chorych niezdolnych do marszu. Jeden (3360 ) , który był w bardzo bliskich stosunkach z komendantem obozu, rzekomo uciekł 24-01-45do Glatz i potem w lutym 45 do Wiednia, podając się za Niemca uchodźcę. Skad inąd wiadomo, że dyrekcja Riese wycofała się do Wiednia. Więzień ten pytany potem przez Degob o dalsze plany - powiedział, że nie chce pracować, tylko kupić obiekty handlowe.
O- liczebność obozu
86- Mieszkało tam 800 osób w dużym budynku.
311- Pracowałem w fabryce ( w warsztaci stolarskim –przyp. mój ) , (było nas ) pięćdziesiąt.
509- To był wielki obóz: 1400 osób mieszkających w zdemontowanej fabryce. Tam zamieszkałem i zostałem capo.
1184-potem wybrano mnie do pracy i włączono do transportu pracy 1200 ludzi. Transport przybył do wsi Wüstegiersdorf na Dolnym Śląsku, gdzie były do wykonania różne , ale zawsze bardzo ciężkie prace, więc budowa tuneli, budowa kolei, budowa fortyfikacji, itp.
1278- W styczniu 1945 roku, gdy front się zbliżał, wyruszyliśmy na ewakuację pieszą, cały obóz, 800 ludzi.
1279- Mieszkaliśmy tutaj ( na Wolfsbergu, pracował w Wustigiersdorf ) do 16 lutego, kiedy zabrano nas około 500 osób i wyruszyliśmy.
1964- ewakuacja 16-02-45- Poza nami 500 mężczyznami było tam też 200 kobiet z Auschwitz które nie otrzymały prowiantu na drogę , i dowódca kolumny wygłosił przemówienie, w którym wyraził nadzieję, że nie damy naszym siostrom głodować.
2803- następnie w 1500 ludzi ponownie, załadowano nas na wagony … przybyliśmy do Wüstegiersdorf .Tu umieszczono nas w obozie założonym na terenie fabryki.
2901- Wüstegiersdorf. To było lepsze miejsce, w bloku spaliśmy po 300-tu, wszyscy spali w osobnych pryczach , można się było myć wodą.
2989- W obozie było 800 Żydów węgierskich i 700 polskich . Każdy miał pryczę i 3 koce,
3035-załadowano na wagony transport 1350 ludzi….wprowadzono nas do obozu, który był w dawnej tkalni . Obóz był w kamiennym budynku i składał się z pięciu bloków, po 450-480 osób w bloku, każdy dostał pryczę, prycze były 3-piętrowe, spało po trzech jeden nad drugim na materacach i mieliśmy po trzy koce..
3116- zostaliśmy zabrani - ok. 1500 ludzi było w transporcie –do Wüstegiersdorf. szczęśliwie dotarliśmy do całkiem przyzwoitego, czystego obozu. Praca była na kolei i przy budowie jazu, ponadto wielu ludzi pracowało przy wylesianiu, byli tacy, którzy pracowali w kamieniołomach .Ulokowano nas w pewnym magazynie, ok. 150-ciu ludzi jednym dachem
3117- Obóz był połozony w pięknym miejscu, i był dobrze podzielony na bloki. Liczba mieszkańców mieściła się w zakresie od 500-800 osób.
3286- Tu po kilku dniach pobytu 12000 ludzi wyruszyło pociągiem do Wüstegiersdorf , gdzie przybyliśmy 3-go maja 1944. Przez pierwsze 3 tygodnie kopaliśmy rowy, później dostałem się do kuchni. W dniu 16-02-45 , gdy rosyjski front się zbliżył, ewakuowano nas do Bergen Belsen. Ja należałem do obozu nr 5 i wyruszyliśmy w 850-ludzi na ewakuację.
3288- Liczbę pacjentów ( szpitala centralnego ) oszacowano na średnio ok. 700 osób.
3361- Umieszczono mnie w wielkim budynku , w którym mieszkamy. Później zbudowano umywalnię, codziennie się kąpaliśmy, tak, że ten obóz był wystarczająco dobry w porównaniu do innych obozów . Był Revier, gdzie umieszczano chorych, wybudowaliśmy dodatkowo Zentrallreviert, tam umieszczano pacjentów bardziej chorych.
3452- 2-05-44 po południu wywieziono mnie z transportem 2000 więźniów do Wüstegiersdorf…. Na zakwaterowanie nie mogę się skarżyć, oddzielne prycze , koce były, nawet w ogrzewanym pomieszczeniu, było także WC, możliwośc kąpieli, itp.. więc wskaźnik śmiertelności była bardzo korzystny . 14-02-45 ewakuowano nas drogą pieszą …. było nas z naszego obozu 1.000 osób, ale również były opróżniane okoliczne obozy, więc w sumie ok.. 2000 ludzi wyruszyło.
3474- Po dwu dniach wywieźli nas dalej transportem 6 000 osób do Wüstegiersdorf. W tym obozie było 500 osób,
P- wyzwolenie i przeżywalność
Q- zapis dot obozu
86,M, uczeń ur 1927,wiek 18 lat, Auschwitz, Wolfsberg ( 05-44do09-44 ), Wüstegiersdorf ( do 04-45 )
Zostałem wypisany ze szpitala 15 stycznia i zabrali mnie do Wüstegiersdorf. Mieszkało tam 800 osób w dużym budynku. Byłem bardzo zadowolony, bo obóz był czysty i mycie w gorącej wodzie był codziennym obowiązkem. Przepisy były lepsze w tym sensie, że możemy iść do miasta i moglibyśmy zdobyć coś do jedzenia. I był strażnikiem i na to otrzymał podwójne racje. Ku mojej uciesze spotkałem jednego z moich wujów tam, którzy pracowali w kuchni i zawsze mi dał trochę jedzenia. Gdy Rosjanie zbliżali się dwóch naszych kolegów uciekło. Byliśmy zapakowane i szliśmy 70 km w ciągu 2 dni w strasznym zimnie. Przyjechaliśmy w Qualisch w poniedziałek, ale dostaliśmy coś do jedzenia dopiero w piątek. My bardzo cierpieliśmy z głodu. Co chłopi rzucili, jak zgniłe ziemniaki ,rzepę, wybraliśmy to z kupy śmieci i zjadaliśmy. Wyglądałem już tak źle, że nawet nie lubiłem patrzeć na siebie. W końcu załadowali nas do otwartych wagonów towarowych, 60 osób w każdej. Jechaliśmy przez sześć dni, padał śnieg i strasznie cierpieliśmy od przenikliwego zimna. 6 osób zginęło w moim wagonie podczas tej podróży. Wiele osób oszalało. 800 osób zaczęło w Wüstegiesdorf i 500 z nas przybyło do Hildesheim. I zaledwie 400 były w stanie pracować.
311,M, stolarz ur 1924, wiek 21 lat, Birkenau ( 3 dni ), Dörnau (6 miesięcy). Wüstegiersdorf (3 miesiące ) Bergen – Belsen ( 1 dzień ), Hildesheim, Hannover, Bergen – Belsen ( 1 tydzień )
Stąd, zostałem przeniesiony jako stolarz do Wüstegiersdorf. Tam dostałem czyste ubrania (w poprzednim obozie był brud i wszy) i nową bieliznę. Pracowałem w fabryce , (było nas ) pięćdziesiąt. Kapo byli bardzo przyzwoici. Stanowisko pracy było ciepłe i pracownicy dostawali stale podwójne posiłki w południe. Do 15-02-45 byliśmy w tym obozie.
Stąd uciekliśmy do Bergen-Belsen. Na szczęście dla nas w tym obozie śmierci byliśmy tylko dwa dni i poszliśmy dalej. Teraz zaczęła się wędrówka . Ciągle chodziliśmy zatrzymaliśmy się w obozie kilka dni dalej. Tak chodziliśmy przez dwa tygodnie. Tymczasem na stacji kolejowej w Hildesheim około czterech tygodni zostaliśmy. Tutaj była dość dobra praca, ponieważ znaleźliśmy wagon z żywnością na stacji, i mogliśmy z niego jeść. Po kolejnym marszu znaleźliśmy się w Hanowerze. W strasznych warunkach pracowaliśmy, bez żadnych narzędzi tunele budowaliśmy##, nie dostawaliśmy jedzenia. Capo (Fischer nazwisko ze Szwabii) pobił dużo ludzi, tylko dlatego, że nie pracowali wystarczająco szybko. Po tygodniu liczba więźniów spadła o połowę. W czasie przemarszu zawsze ginie stała liczba więźniow, tak że z trzech tysięcy mężczyzn, które rozpoczęły ewakuację z obozu. w ciągu dwóch miesięcy pozostały przy życiu około i 500 ludzi, których wyzwolono w Bergen-Belsen.
420, M, pomocnik piekarza ur 1901, lat 44 , Auschwitz, Wüstegiersdorf. Dat nie podano Przydzielono mnie do transportu do pracy w Wüstegiersdorf / Schlesien i załadowano do pociągu . Tam była wielka tkalnia, ale tam nie pracowałem, ale ścinałem drzewa w lesie, a później budowałem drogę. To była bardzo ciężka praca , jak też straszne i okrutne było traktowanie. Stale bili po głowie ludzi kolbami karabinów. Tylko raz dziennie, dostawaliśmy pół litra zupy i 20 dkg chleba. Średnio dziennie 35-40 osób marło z głodu. Ludzie po prostu szli spać i zasypiali na zawsze. Potem już z osłabienia nie mogłem chodzić. Być może miałem szczęście, bo gdy zbliżyli się Rosjanie Niemcy ewakuowali obóz, SS odeszło , a słabych i chorych pozostawiono na miejscu. Leżałem dwa dni bez jedzenia i picia, nie mogłem już się poruszać , gdy przyszli Rosjanie i dostaliśmy jedzenie; powoli się wzmocniłem.
469,M, krawiec ur 1896, lat 49, Auschwitz, Vistagirsdorf (1-05-44 do 1945 ), Bergen-Belsen ( 15-04-45 data nie precyzyjna).
gdzie załadowano nas do wagonów po 80 w wagonie, a po dwuch dniach podróży dotarliśmy do obozu pracy do Wustigiersdorf. Ten obóz pracy mieścił się w fabryce żelaza, praca była bardzo trudna, ponieważ musieliśmy nosić ciężkie żelaza ( szyny ? przyp. mój ). Kierownik robót, Organizacji Todta o nazwisku Wagner, stale nas bił. Wszystkich bez powodu i bez przewy gonił do pracy. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie,i otrzymywaliśmy po 20 dkg chleba i porcję zupy bez zawartości raz dziennie. Był wielki głód, ludzie umierali z krańcowego wyczerpania. Choć rewir był dla pacjentów z obozu, ale nie było żadnych lekarstw. Codziennie było 70-80 zmarłych , zwłoki były zabierane do Grossrosen, do krematórium. 8 dni później poszliśmy pieszo dalej do Bergen-Belsen. Podróż była nie do opisania cierpieniem, 5 osób dostawało 1kg chleba na tydzień. Był wielki głód, jedliśmy trawy, szczaw, surowe ziemniaki. Każdy, kto opuścił szyk marszowy, został zastrzelony przez SS. Po drodze ludzie marli jak muchy z 1000 ludzi do celu dotarło zaledwie 400-osób, co tu jesteśmy.
493, M, handlarz drewnem , ur 1897, lat 48, Auschwitz (18 do 20-05-44 ), Wolfsberg ( 20-05-44 do 02-45 ), Wustegiersdorf ( 02-45 do 05-45 )
3 dni później wywieźli nas do Wustegiersdorf.
Tu było dobre, górskie powietrze. Tu już nie pracowałem . W kwietniu dostaliśmy tyfusu plamistego, każdy z nas. Niestety, połowa z nich zmarła. Osoby, które były szczepione łatwiej przechodzily chorobę. W końcu 7 maja przyszedł wyzwoliciel: Rosjanie.

509,M, blacharz i mechanik ur 1894, lat 51, Birkenau ( 05-44do30-06-44 ), Wüstegiersdorf ( 1-08-44do 8-01-45 ), Hildesheim ( 01-45 ), Ahlem (2-02-45do 7-04-45 )
Urodziłem się we Wiedniu i mieszkałem tam aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Byłem członkiem partii komunistycznej od 1912 roku. Wkrótce po powołaniu do wojska w 1914 roku dostałem się do rosyjskiej niewoli, wstąpiłem do Armii Czerwonej i zostałem kierowcą ambulansu podległemu pułkowemu chirurgowi. Po I wojnie wróciłem do Wiednia i dużo później przeniosłem się na Węgry, gdzie nikt o powyższych wypadkach nie wiedział.
Miałem miły warsztat w Budapeszcie i mieszkał w moim domu na przedmieściach. W dniu 20 marca 1944 r. została do domu z warsztatu tramwajem, gdy żołnierzy i policjantów wyciągnął mnie z tramwaju i zawieźli prosto do Kistarcsa. Nie leczenie było sprawiedliwe i możemy otrzymywać paczek z domu, co znacznie ułatwione naszej sytuacji. Możemy uzupełnić nasze jedzenie i co najważniejsze, mogę umieścić na czystą bieliznę i wysłać używaną domu. Mieszkałem tam przez ponad miesiąc oczekiwania i nadziei, że coś by się stało, na moją korzyść w Peszcie. Ale w dniu 28 kwietnia byliśmy porwane: 80 z nas umieszczono w każdym wagonie. Policjanci eskortowali nas do stacji kolejowej, a następnie Niemcy zabrali nas na. Zamknięci w wagonie za całą podróż, jechaliśmy przez trzy i pół dnia w strasznych okolicznościach. Przyjechaliśmy w Auschwitz wcześnie rano. Polscy jeńcy przyjeli nas na stacji. Jeden z nich szeptał mi do ucha: Nicht Krank melden ( nie zgłaszać choroby ). Dr Mengele rozpoczął wybór od razu, skierował mnie na lewą stronę. Powiedziałem płynnie po niemiecku, że jestem byłym zapaśnik wagi ciężkiej. Mengele spojrzał na mnie , byłem dwie głowy wyższy od niego i kazał mi zdjąć kurtkę. Spojrzał na moje mięśnie i posłał mnie na drugą stronę. Po wyborze wszyscy zostali wywiezieni do kąpieli i rozebrany całkowicie. Wszystko było nam odebrane. Miałem 368 tysięcy pengo sztuk banknotów , ponieważ kiedy byłem ściągnął tramwaj, chciałem kupić obraz, a to dlatego, że przeprowadzone dużo pieniędzy ze mną. Niestety, Niemcy zabrali go również. Ale ukryłem drogi kamień w mojej protezie, i nie przyjrzeli się, i tak już został u mnie. Nie podano ręczniki po gorący prysznic i musiałem tam stać nago przez wiele godzin, ponieważ nie mogli znaleźć ubrania na tyle duże dla mnie. Zabrali mi okulary dobrze, bo myśleli, że dublet ramę ze złota. Brakowało mi okulary bardzo. Potem jeden z moich kolegów więźniów zginęło i mam okulary, które nie zostały dokładnie prawo do moich oczach, ale przynajmniej mogłem zobaczyć lepiej niż bez nich. W Birkenau został przydzielony do I dobrze oczyszczone bloku, w którym siedem osób, spali na łóżko piętrowe, że składała się z trzech łóżek nad drugim. Na każdy pryczach było kucanie, bo na następny poziom był bardzo zbliżony. Nawet przyczajony nie mam wystarczająco dużo miejsca, więc kiedy przebywał w bloku zawsze miałem się położyć. Spędziliśmy cały dzień w kolejce po apelach. Trzeba było stanąć w kolejce na lunch i okazać na apel w godzinach wieczornych ponownie. Czasem musieliśmy przeprowadzić skały, ale nie robić regularnie, bo pracy było bezprzedmiotowe. Włożyliśmy ciężkie skały do taczki, zabrał je do jednego miejsca, opracowano je, a kiedy było wiele z nich tam, przeniósł je w inne miejsce. Jeśli ktoś nie wypełnia całkowicie taczki, został pobity. Nie dać powód do pobity tak, każdy miał udział w biciu. I choć nie został pobity. Może to kwestia czystego przypadku albo ponieważ mógłbym wyglądało zbyt silny, że czas, nie mogę powiedzieć. Kiedy pytali o wykwalifikowanych pracowników, zgłosiłem się na ochotnika i tak mnie zabrali do Wüstegiersdorf. To był wielki obóz: 1400 osób mieszkających w zdemontowanej fabryce. Tam zamieszkałem i zostałem capo. Byłem tam tylko przez pięć dni, kiedy pojawiło się Gestapo i zabrał mnie na przesłuchanie. Dowiedzieli się, że byłem członkiem ruchu komunistycznego, i chcieli wyłudzać ze mnie poufny wykaz osób, które pracowały w fabryce Manfréda Weiss. Oczywiście nie dostali ode mnie żadnej informacji. Mimo tego bili mnie i torturowali w okrutny sposób. Wpychali mi grzebień pod paznokieć i potem dwukrotnie odcinali ciało z kciuka szczypcami. Ostatecznie mnie wypuścili, kiedy się przekonali, że nic nie wiem, ale dostałem w kciuku zakażenia krwi i kolega więzień, lekarz z Amsterdamu operował mnie nożem do obierania kartofli a w braku materiałów opatrunkowych obandażował mi palec papierem toaletowym. Mój kciuk pozostał okaleczony na zawsze. Moja ręka była uszkodzona, więc nie mogłem pracować i chodziłem tylko po obozie. Pozwolono mi opuścić teren fabryki. Pewnego razu 18-letni chłopiec, który był tam razem z ojcem, pracując poza obozem poszedł do lasu aby sobie ulżyć i nie mógł znaleźć drogi powrotnej. Błądził cały dzień i do obozu trafił dopiero wieczorem. Został skazany na powieszenie. Cały obóz musiał to oglądać, i jeżeli ktoś nie patrzył w tę stronę, uderzano go w głowę gumową pałką. Komendant obozu zarządził, aby ojciec stał w pierwszym rzędzie aby wszystko widział, a kiedy syn zmarł, ojciec musiał go zdjąć ze stryczka, ciało zostało rzucone w błoto. Później zostało zabrane do Gross-Rosen do spopielenia. Pewnego razu jeden z więźniów chciał pogrzebać a co najmniej przykryć ciało młodej kobiety, ale komendant obozu powiedział mu : „gówno może leżeć bez okrycia innym gównem” Jak tylko moja ręka się wygoiła, zostałem przydzielony do pracy w Narodowosocjalistycznym Korpusie Samochodowym (Nationalsozialistisches Kraftwagenkorps ) jako blacharz. Miałem tam bardzo dobrze, ponieważ robiłem doskonałą robotę i zostało to było mile widziane. Oczywiście oni nie wiedzieli, że po wykonaniu tej doskonałej roboty wlałem litr kwas solnego do zbiornika, który skorodował w szybkim czasie i uległ zniszczeniu. Wkrótce zostałem brygadzistą z 8-ma ludźmi . Robiliśmy sabotaż tyle razy, ile mogliśmy. Niszczyliśmy opony samochodów. W czasie zmiany opon wkładaliśmy tam małe ostre odłamki skał lub piasku, aby powodowały ich przebijanie w czasie ruchu pojazdu. Wlewaliśmy pył miedzi do silników, i 8 łożysk się paliło w tym samym czasie. Kiedy znaleźli ten pył, wszyscy poświadczyli, że ten silnik przyszedł z Berlina w tym stanie. Kiedy Rosjanie się zbliżali, załadowano nas na otwarte wagony i podróżowaliśmy 16 dni w styczniu 45. W czasie podróży padał grad, dostaliśmy tylko 4x małą kromkę chleba i tylko raz ciepłą zupę. Wielu więźniów zmarło w czasie podróży. Ich ciała zostały wyrzucone z wagonów, wraz z ciałami osób, którzy dawali jeszcze oznaki życia, ponieważ SS ich już nie tolerowało w wagonach. Przybyliśmy do mniejszego obozu Hildesheim. Musieliśmy usuwać szyny uszkodzone nalotem, naprawić tory i odbudowywać budynek stacji kolejowej. Zostałem wyznaczony jako kapo nad 100 ludźmi i dali mi grubą pałkę. Jakkolwiek pałka była gruba ale pusta wewnątrz. Tym niemniej po dwu dniach zrezygnowałem z tej pozycji, to nie było dla mnie, nawet w tej formie. Musieliśmy wypełniać kratery po bombach w pobliżu torów kolejowych zwłokami ludzkimi wyrzucanymi z wagonow , ponieważ SS zdecydowała , że ziemia do wypełniania jest droższa niż zwłoki Żydów. Kiedy przyszli Amerykanie, 1200 prominentnych Niemców stamtąd musiało odkopywać te zwłoki i ci Żydzi są teraz tam pochowani na cmentarzu żydowskim. Oczywiście te wypadki nie były nigdzie zapisane. Odeszliśmy pod eskortą z Hildesheim do Ahlem, obozu, który jest położony 6 km od Hanoweru. Wszystkie obozy, w których poprzednio byłem , były wyjątkowo czyste, ten był dla mnie brudny i plugawy. Nie było tam wody, łaźni i toalety. Miliony wszy roiły się wszędzie. Funkcje kapo w obozie pełnili Niemcy, skazani za jedno, dwa morderstwa i rozbojów. Wydłużali oni swoje listy zbrodni mordując niezliczonych Żydów. Ciągle bili ludzi po głowach pałkami. W tym czasie ludzie osłabli już tak, że nie trzeba było uderzyć wiele razy, aby zabić.
Zaopatrzenie w żywność było ubogie i w niewielkiej ilości: 200 g chleba, pół litra czarnej wody rano i wieczorem, i zupa z rzepy i czasami 20 g kiełbasy czy margaryny. Tym niemniej praca była bardzo ciężka, pracowaliśmy od 6 wieczorem do 6 rano ,tylko na nocnej zmianie głęboko w kopalni, kopiąc tunele. Później winda wyciągowa załamała się po nalocie i nie mogła usuwać urobku na powierzchnię, w
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:43, 30 Sie 2013 Powrót do góry

757, M, pracownik ur 1911, lat 34,Auschwitz ( 15do19-04-44 ), Wustegiersdorf ( 25-04-44 do 10-02-45 ), Flossenburg ( 15 do 28-02-45 ), Krahvinkel (2 do 24-03-45), Ohrdruff ( 26-03-45 do 4-04-45), Buchenwald (7-11-04-45 ).
Na początku kwietnia , zostałem aresztowany jako lewicowiec i zabrany do Nagykanizsa…W wagonie było 60 osób. Po kąpieli była selekcja, dostaliśmy pasiaste berety na głowy,i więzienne pasiaki zamiast naszego ubrania ; kilka dni zajęło nam dostanie się do Wüstegiersdorf. Stamtąd udaliśmy się do pracy do Tannhausen
780,2K, (krawcowa bielizny ur 1928 lat 17 i gospodyni domowa ur 1926 lat 19 ), Auschwitz (3.5 m-ca ), Wüstegiersdorf ( 8.5 m-ca )
Potem dostałyśmy się do transportu, który wywiózł nas do Wüstegiersdorf gdzie dostałyśmy się do fabryki amunicji. Byłyśmy tu tylko 200 osób, praca tutaj była dobra, tylko jedzenie było bardzo ograniczone. Na początku pracowałyśmy po 12 godzin dziennie, a później tylko 8 godzin dziennie , w sobotę pracowałyśmy tylko do południa, w niedziele były całkowicie wolne od pracy. Rozmowy z pracownikami były zabronione. Byłyśmy oznakowane numerami z przodu i z tyłu, i kiedy nadzorczyni zobaczyła, że któraś z nas rozmawia ,zapisywała jej numer i więźniarka była wieczorem karana. Mieszkałyśmy w wystarczająco dobrych warunkach. Spałyśmy w oddzielnych łóżkach, miałyśmy po 2 koce i czystość była bardzo wielka. 9-05-45 weszli Rosjanie i nas uwolnili.
843,M, 2 relacje ; (pomocnik zegarmistrza ur 1923 lat 22 i mechanik samochodowy ur 1925,lat 20, Auschwitz ( pojedynczy tyg.), Wustegiersdorf (ok. 8 miesięcy ), Flossenburg (ok. 2 miesiące ) Regensburga ( ok. 1 miesiąc ).
Z Auschwitz dostaliśmy się do obozu pracy Wüstegiersdorf (na Śląsku środkowym) . Byliśmy zajeci budową fortyfikacji. Traktowanie było do przyjęcia, ale praca bardzo trudna, no i oczywiście byliśmy bardzo głodni. Appel był tutaj kilka razy dziennie. Mieszkaliśmy normalnie w budynku, spalismy w przyzwoitych pryczach na słomie, mieliśmy normalne koce. Mogliśmy się umyć, utrzymać czystość i wziąć ciepłą kąpiel. 15-02-45 przetransportowali nas w zamkniętych wagonach do Flossenburga. W wagonie przeznaczonym dla 40 osób zamknęli po 125 osób. Ludzie tratowali się na śmierć. Zamknęli nam drzwi i przez tydzień nie dostaliśmy wody. Powietrze było straszne, ponieważ do wnętrza prawie nie dostawało się powietrze. Dosłownie ludzie bili się na śmierć w celu uzyskania lepszego dostępu do okna. Byli ludzie, którzy oszaleli. …Średnio było 25-30 zmarłych w wagonie. … ( We Flossenburgu-przyp. mój ) -Podzielili nas na grupy od 1 do 4 , z punktu widzenia przydatności do pracy, a następnie wypisali ten numer czerwonym tuszem i pędzlem na naszych czołach. Dostałem się do drugiej grupy…..Z transportem dostałem się do do Regensburga. …Straszna praca czekała na nas, pracowaliśmy na kolei, robiliśmy porządki po bombardowaniu. Odkopywanie ofiar bombardowań należały do pracy . Zjadaliśmy to, co w trakcie pracy mogliśmy znaleźć. Strasznie głodowaliśmy. W dwa tygodnie z 400 ludzi zmarło 200 osób, w części z krańcowgo osłabienia, częściowo pobici na śmierć przez niemieckich Capo. W pewnym nalocie bombowym zostaliśmy ranni odłamkami, nasi strażnicy myśleli tylko o sobie, nie uzyskaliśmy od nich żadnej opieki. Amerykanie podeszli i musieliśmy uciekać. Wyruszyliśmy na piechotę, strasznie nas popędzali. Z 350 osób, które rozpoczęły marsz zostało150 . Dostawaliśmy mało do jedzenia, a tempo marszu było straszne, często musieliśmy uciekać. Nie mieliśmy butów, boso chodziliśmy w błocie. Wielu zastrzelono ponieważ nie mogli iść, ale wszyscy byliśmy tak słabi, że padaliśmy, jeśli ktoś nas tknął palcem . W pewnym momencie strażnicy ucieki , a my wiedzieliśmy, że jesteśmy wolni, przez 4 dni przebywaliśmy w lesie, aż Amerykanie przyszli i zostaliśmy uwolnieni.
883, M, handlowiec ur 1897 , lat 48,Auschwitz-Birkenau( kilka dni pocz. 05-44 ) Wustegiersdorf ( poł.-05-44-5 miesięcy ), Marzbachtal- obóz Lerche (4 miesiące ) ,Flossenburg (4 tygodnie), Litomierzyce ( 1 tydzień ) i Theresienstadt ( 05-45 do wyzwolenia ). Cztery dni po przybyciu do Auschwitz wywieziono nas samochodem na stacje i załadowano do wagonów. 50 osób podróżowało w wagonie. W wagonie przygotowano wodę zamiast herbaty. Wywieźli nas do Wüstegiersdorf, gdzie mieliśmy pracować. Pracowałem tam przez 5 miesięcy na stacji. Ładowałem szyny, podsuwałem wagoniki. Jedzenie było wystarczająco dobre, ale byli bici ci , który nie pracowali zgodnie z ich wymaganiami, lub którzy nie utrzymywali się czysto. Z Wüstegiersdorf przenieśli mnie do pobliskiego Marzbachtal .
934, M, mechanik ur 1905,lat 40, Auschwitz (30-04-44do3-05-44 ), Wustegiersdorf ( 5-05-44 do 07-44), Dornhau ( 10-07-44 do 8-05-45 )….
Zawodu nauczyli mnie dobrze, maszynami też handlowałem…. Trzy dni po tym, jak transport przybył z Węgier, włączono nas do transportu i pojechaliśmy do Wüstegiersdorf. Na podróż, która trwała jeden dzień, wydano prowiant i załadowano po 50 osób do wagonu. Ulokowano nas w fabryce włókienniczej przekazanej na potrzeby obozu, i mieszkaliśmy tutaj, całkiem przyzwoicie. Zaopatrzenie było bardzo złe na początku, ale później uległo poprawie. Codziennie chodziłem 5-6 km do Dörnau na miejsce pracy, a potem firma przeniosła nas do Dörnau,
1184, M , optyk ur 1925, lat 20,Auschwitz (2do5-05-44 ) , Wustegiersdorf ( 7-05-44 do 9-07-44), Dornhau, (11-07-44 do10-05-45).
Byłem w Auschwitz nie dłużej niż trzy dni, potem wybrano mnie do pracy i włączono do transportu pracy 1200 ludzi. Transport przybył do wsi Wüstegiersdorf na Dolnym Śląsku, gdzie były do wykonania różne , ale zawsze bardzo ciężkie prace, więc budowa tuneli, budowa kolei, budowa fortyfikacji, itp. Traktowanie było surowe, ale sprawiedliwe, również na wyżywienie i zakwaterowanie, nie możemy narzekać, choć biorąc pod uwagę ciężką pracę , żywność mogła by być bardziej obfita. Ale najbardziej satysfakcjonujące było to, że byliśmy w stanie odpowiednio się umyć i utrzymać czystość. Byłem w Wüstegiersdorf przez dwa miesiące, po tym czasie zostałem przekazany do innego obozu , do Dörnau.
1218, 2 M, Handlowiec drewnem ur 1898, lat 47, i uczeń ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 18do28-05-44 ), Wustegiersdorf (1-06-44 do 15-06-44 ), Dornhau, ( 17-06-44 do 8-05-44 ).
W Munkaczu żyliśmy w moim domu na bardzo dobrym poziomie ,mieliśmy sklep z drewnem i węglem. …inny syn poszedł przez Kraków do obozu młodzieżowego do Wüstegiersdorf, kilka dni później dostałem się do transportu, który wyruszył do Dörnau, jednakże przedtem poszliśmy do Wüstegiersdorf. Pracowałem przy budowie dróg w Dörnau, jedzenia było bardzo mało, aż do stycznia szło całkiem dobrze, ale potem wszystko szło coraz gorzej.
1278, M, agronom ur 1910 ,lat 35, Auschwitz ( 29-04-44do5-05-45 ), Wustegiersdorf ( 7-05-44 do 5-01-45) , Hildesheim ( 01-45 do 18-02-45 ), Hannover (20-02-45 do 20-03-45 ), Bergen-Belsen (20-03-45 do 13-04-45 ).
6 dni później dostałem się do transportu transporcie i do Wüstegiersdorf zostałem przywieziony pociągiem. Na drogę dali nam dobre jedzenie. Tu pracowałem jako cieśla, to było dobre dobre miejsce w porównaniu z późniejszym. W styczniu 1945 roku, gdy front się zbliżał, wyruszyliśmy na ewakuację pieszą, cały obóz, 800 ludzi. O jednym chlebie szliśmy 16 dni podczas mrozu w zimie . Na drogach wielu ludzi zmarło z zimna i głodu. I tak dotarliśmy do Hildesheim w stanie opłakanym. Tu sytuacja była znośna i nie traktowali nas źle. Ale tu nie mogliśmy być dłużej niż 4 tygodnie, bo w spalonym mieście wszystko było zniszczone bombardowaniem, więc wyruszyliśmy do Hannoveru. Tu dostaliśmy się do obozu. Tutaj to naprawdę był gorszy los. Praca była w nocy było to wiercenie tunelu. Praca była bardzo trudna, prawie nic nie było do jedzenia, nie było chleba. Dostawaliśmy dziennie 0,3 litra zupy. Oprócz tego SS biła nas bez powodu, i często wieszali. Kiedy już tutaj nie można było zostać , poszliśmy do Bergen Belsen.To miejsce przedstawiało przerażający obraz, o którym nie jestem w stanie mówić. Tutaj doczekałem wyzwolenia. British byli dla nas bardzo dobrzy , niestety, nawet po wyzwoleniu, wielu ludzi zginęło bo jedzenie było dobry teraz, a osłabiony organizm nie jest przyzwyczajony do trawienia takiego posiłku i wybuchł tyfusu , ale lekarze zaangażowali się dla nas i uratowali nasze, w tym moje życie.
1279, M, szewc ur 1889, lat 46, Auschwitz ( 3 dni ),Wolfsberg ( 3 miesiące ), Wustegiersdorf ( 5 miesięcy ) , Hildesheim (4 tygodnie ) i Bergen-Belsen ( do 15-4-45).
W sierpniu, wybrali 40 osób w tym mnie i przetransportowali nas o 6 km dalej do Wüstegiersdorf. Jednak dalej mieszkałem w obozie na Wolfsbergu, zmieniliśmy tylko nasze miejsce pracy. Tutaj mieliśmy dobre życie, bo byliśmy zatrudnieni w charakterze pracowników w zawodzie. Ja produkowałem drewniaki. Nie brakowało nam niczego. My także mieliśmy wystarczająco dużo żywności bo produkowaliśmy również buty, w szczególności dla SS. Mieszkaliśmy tutaj do 16 lutego, kiedy zabrano nas około 500 osób i wyruszyliśmy. Na drogę dostaliśmy kilogramową puszke i bochenek chleba do podziału na nas czterech. Przyjechaliśmy w Hildesheim, gdzie mieszkaliśmy przez cztery tygodnie. Podróż była bardzo trudna i długa. Trzeba było stamtąd uciekać, ponieważ całe miasto zostało zbombardowane w ciągu 18 minut. Również nasze miejsce pracy zostało zupełnie spalone, ale dzięki Bogu, że przeżyliśmy .Stamtąd ruszyliśmy do Bergen-Belsen na piechotę. …Kiedy dotarliśmy do Bergen przez trzy dni zrobiliśmy nic innego niż nosiliśmy trupy 3 km bez przerwy. Kiedy dotarliśmy było 13.600 zwłok, pełne stosy trupów. To było coś strasznego, nawet dla mnie jako osoby w dojrzałym wieku i doświadczenia jest straszne, aby pamiętać to, i to jeszcze bardziej straszne przez to przejść. ….. Z 500 osób przeżyło 100 .
1314, M, rzeźnik ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 17do20-04-44 ), Wustegiersdorf ( 22-04-44 do 25-02-45 ), Flossenburg ( 28-02-45 do 9-03-45 ). Kilka dni później dostałem się do transportu i wywieźli mnie do Wüstegiersdorf. Tu poszukiwali wykwalifikowanych pracowników zgłosiłem się na ochotnika jao ślusarz. Warsztaty były dobrym miejscem. Brygadzistą był pewien wiedeński majster od którego zawsze miałem chleb i masło. Był starym kommunista , a ja już od dłuższego czasu byłem członkiem partii. Przez cały czas nic złego się ze mną nie stało. Pilnie pracowałem i dobrze nauczyłem się rzemiosła ślusarskiego. Niestety, nie wszystkim było tam tak dobrze i moi koledzy ginęli jeden po drugim. Pod koniec lutego 45 załadowano nas na wagony. 120 osób zostało wytłoczone do wagonu. Ludzie bili się walcząc o miejsce , zabijali się wzajemnie. Wielu ludzi dostalo histerii. W moim wagonie było 40 zabitych . Flossenburg był obozem koncentracyjnym. Tu nikt nie pracował. Było wielkie zamieszanie, z 45 kolegami uciekliśmy i udaliśmy się do Francuzów.
1405, K, krawcowa ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 m-ce ), Wustegiersdorf ( 9 miesięcy )
Po trzech miesiącach 200 kobiet zostało wybranych i udałyśmy się do transportu. Tak dostałyśmy się do Wüstegiersdorf. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji. Praca była bardzo trudna i było wiele pracy ; pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, na zmiany dzienną i nocną. Niektórzy pracownicy zachowywali się zupełnie normalnie, ale byli też niegodziwcy; czasami udało się od cywilów zdobyć trochę pożywienia, choć były bardzo ścisłe kontrole. Codziennie dostawałyśmy po 20 dkg chleba z margaryną, a jeśli się pracowało tygodniowo 66 godzin , to następnie trzy razy dziennie zupę, później zupa była dwukrotnie redukowana, aż zostało raz w tygodniu i dodatek chleba. W pracy ardzo popędzali, to była praca na akord. Mieszkaliśmy w barakach w oddzielnym zakładzie, miałyśmy po dwa koce baraki były ogrzewane, byliśmy w stanie się prawidłowo umyć dobrze, więc nie mogę narzekać w tym względzie. 8-05-45 uwolnili nas Rosjanie.
1498, 2K, krawcowa ur 1928 lat 17 i gospodyni domowa ur 1926, lat 19. Auschwitz (22-04-44do22-07-44 ) Wustegiersdorf (26-07-44 do 9-05-45 )
3 miesiące byliśmy w Auschwitz, a następnie wywieźli nas do Wüstegiersdorf gdzie w fabryce amunicji pracowaliśmy a mianowicie produkowaliśmy granaty.Była to bardzo trudna praca dla mężczyzn, ale majster traktował nas w sposób humanitarny. Dzienny czas pracy był 12 godzin i jedzenie było bardzo słabe , dostawałyśmy po 20 dkg chleba i zupę bez zawartości. Przy tak złym odżywianiu nie było zaskoczeniem, że głodowałyśmy i wszystkie byłyśmy osłabione. Chore były leczone na revierze. Obóz był odległy od fabryki o 6 km, i pobudka była rano i już o 4 tej wychodziliśmy do pracy. W największe mrozy i zamiecie chodziliśmy w większości na bosaka, bo do drewniaków przywierał śnieg i nie byliśmy w stanie chodzić. Pod koniec kwietnia starszy obozu dowiedział się , że SS planuje nas skoncentrować w lesie i zabić. Starszemu obozowemu jeszcze udało się jakoś pozostać w obozie. Wkrótce pojawili się partyzanci, którzy pilnowali nas z bronią. Następnego dnia, 8 maja 45 przybyli nasi wyzwoliciele, wojska rosyjskie.
1598, K, studentka ur 1928, lat 17, Auschwitz (25-05-44do15-06-44 ) Wustegiersdorf ( 18-07-44do 9-05-45)
Spędziłam z moją siostrą trzy miesiące w Auschwitz, a po tym czasie zostałyśmy właczone do transportu pracy, który wyjechał na wieś Wüstegiersdorf na Górnym Śląsku. Pracowałyśmy tam w fabryce amunicji, gdzie praca była nie tylko bardzo trudna, ale także bardzo szkodliwa dla zdrowia. Jednak praca nie była wszędzie jednakowa, były także lżejsze prace, nie tak szkodliwe dla zdrowia, ale te, które wykonywaly ciężką pracę, prawie bez wyjątku dostały choroby płuc. Ten uszczerbek zdrowia nie był kompensowany przez fakt, że nie musiały cierpieć głodu i były stosownie w połowie drogi sensownie zakwaterowane. Nigdy nie musiałyśmy cierpieć na brutalność organów bezpieczeństwa. W dniu 9 Maja 1945 wieś Wüstegiersdorf została zajęta przez Rosjan, po wcześniejszej ewakuacji miejscowości. Zostałyśmy w obozie i zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan. Szłyśmy około trzy tygodnie zanim dotarłyśmy do Ołomuńca. Byliśmy tam trzy dni, aż znaleźliśmy możliwość podróży.
1644, M, krawiec ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 30-04-44do3-05-44 ), Erlenbusch (4-05-44 do 20-12-44), Dornhau ( 1 dzień ),Wustegiersdorf (2 dni 21-22-12-44) Czechy ( 8 dni ),,Flossenburg ( 1 dzień ), Offenburg ( 3 tygodnie ), Dutlingen, Immendingen, Donaueschingen ( 25-04-45).
…Doszliśmy do Wüstegiersdorf, tutaj nie dostaliśmy nic do jedzenia i następnego dnia poszliśmy dalej 8 dni i dotarliśmy do Czech. To była bardzo wyczerpująca podróż, zwykle wychodziliśmy o 4 –tej rano i szliśmy pieszo aż do północy. Kwaterowaliśmy niezmiennie w stajniach , gdzie spaliśmy na podłodze , 4000 ludzi. Dwa razy po drodze dostaliśmy po 3 ziemniaki . Po ośmiu dniach chodzenia załadowali nas na wagony po 150 osób w jednym. Na każdy wagon wydzielono po 150 bochenków chleba, powiedziano, że to na 5 dni. Wagony były zamknięte przez cały czas, nie otrzymaliśmy wody. W Pradze wagony zostały otwarte po raz pierwszy , było 20 zmarłych w moim wagonie . Stamtąd pojechaliśmy dalej bez jedzenia. Następnym przystankiem był Flossenburg ; tu kolejne 30 osób były martwe. Zginęły one częściowo z pragnienia a częściowo z głodu. … Wkrótce ponownie dostałem się do transportu, załadowano nas po 60 osób w wagonie, ale zajmowaliśmy tylko połowa wagonu , bo w drugiej połowie podróżowali z nami żołnierze SS. Dostaliśmy chleb na drogę, ale wody nie. Miejscem, do którego przyjechaliśmy był Offenburg. Natychmiast zostaliśmy rozdzieleni na stanowiskach pracy Ina zbombardowanej stacji kolejowej nosiliśmy szyny. Praca była trudna, jednak było wyżywienie nieco łatwiej. Dzienna racja wynosiła 1/3-bochenka chleba i 1 / 4 litra zupy . W transporcie było 1000 osob, kiedy z Flossenburga wyjeżdżaliśmy, a 300 osób zginęło tutaj…
1651, K, gospodyni domowa ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 17-05-44do15-08-44), Wustegiersdorf ( 16-08-44 do 8-05-45 )
Ja zostałam przydzielona do komanda żywieniowego i pracowałam tam przez 3 tygodnie. Potem dostaliśmy się do transportu i zabrali nas do Wüstegiersdorf. Jak tylko przyjechaliśmy, dali nam inny ubiór, poszłyśmy do umywalni, a następnie dali nam jedzenie, a do fabryki poszliśmy następnego dnia. Pracowaliśmy w fabryce amunicji , praca trwała 12 godzin dziennie. Wieczorem po powrocie z pracy otrzymaliśmy ćwierć chleba , trochę margaryny i talerz zupy. Trwało to przez cały czas. Kiedy zbliżyli się Rosjanie , nie chodziłyśmy już do pracy w fabryce. Dowiedzieliśmy się, że chcieli nas wykończyć , ale ten plan już się nie udał, bo w międzyczasie Rosjanie nas wyzwolili.
1693, 3M, pracownik handlowy ur 1924,lat 21, fryzjer ur 1923, lat 22, zegarmistrz ur 1923, lat 22 , Auschwitz ( 25do28-4-44 ) Wustegiersdorf ( 30-04-44 do 16-02-45), Bergen-Belsen (18do20-02-45 ), Hildesheim (23-02-45 do 15-03-45 ) i Ahlem (17-03-45 do 29-03-45).
W Auschwitz spędziliśmy tylko trzy dni, cały czas staliśmy na apelu. W Wüstegiersdorf mieliśmy bardzo źle. Kapo stale nas bili. Wielu więźniów zmarło w wyniku pobicia. Robiliśmy prace ziemne , budowaliśmy linie kolejowe i fortyfikacje. Budowa kolei była najtrudniejszą pracą. Przy tej pracy musieliśmy dźwigć ciężkie elementy z żelaza. Nikt nie mógł tu pracować dłużej niż sześć tygodni, wszystkich to całkowicie wyczerpywało. Byłem fryzjerem Lagerführera Alberta Lutzheimera (EM). …Z powodu ciężkiej pracy i okrutnego traktowania umarło około 25 więźniów. Obóz ewakuowano 15 lutego 1945. Ewakuacje rozpoczęliśmy na piechotę, stale uchodzac przed nalotami. Szliśmy przez tydzień i wszystko co dostaliśmy do jedzenia było pięć kawałków surowego ziemniaka. W Parschwitz załadowali nas w otwarte wagony po 80-ciu i jechaliśmy pięć dni, głodni i spragnieni. W naszym transporcie było 270 zmarłych , kiedy przyjechaliśmy. …Zaprowadzono nas do Ahlem, w pobliżu Hanoweru. Pracowaliśmy w kamieniołomie, zawsze na nocnej zmianie. Było 700 Żydów z Łodzi tutaj, ale do czasu , gdy tam dotarliśmy żyło ich tam tylko 300 . Byliśmy bardzo słabi, mój przyjaciel nie pojawił się na apelu pewnego ranka. Capo wszedł do baraku i uderzył go w głowę krzesłem o trzech nogach. Zmarł natychmiast. Pod koniec marca byliśmy prowadzeni ny dalej. Szliśmy przez dwa dni, 30 kilometrów na dobę bez jedzenia. Spędziliśmy jedną z nocy w stodole. Było tak wielu z nas wcisnął się, że małej przestrzeni, że rano zobaczyłem cztery osoby stratowane na śmierć. Prawdopodobnie były one bardzo słabe i nie były w stanie stać przez całą noc, pewnie upadły i nikt nie zauważył, co się stało w ciemności. Byliśmy również bici w drodze. Uciekliśmy na trzeci dzień. SS zauważył nas i otworzył ogień w nas, ale nikt z nas nie został trafiony. Ukrywaliśmy się przez trzy dni, aż spotkaliśmy się wojskiem amerykańskim.
1707, M, producent perfum ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 4 dni ), Wustegiersdorf (10 miesięcy, do 16-02-45), Bergen-Belsen ( 2 dni ), Hildesheim ( 5 tygodni ), Hannover ( 10 dni ), Bergen-Belsen ( 2 tygodnie ).
Na czwarty dzień ponownie nas załadowali na wagony i zabrali na Śląsk: do Wüstegiersdorf. Tu zakwaterowan nas w budynkach fabryki i zabraliśmy się do pracy.Pracowaliśmy dla Organizacji Todt . Musiałem nosić szyny, które po prostu były za ciężkie i dostałem przepukliny. Na co dzień dostawaliśmy po 4 kromki chleba, 1 cm. grube trochę masła i dwa razy cienką zupę. Traktowanie było nieludzkie. Za najmniejsze naruszenia dostawaliśmy 25 uderzeń rurą gumową wypełnioną piaskiem. Tutaj nie było żadnej osłony, spędziłem tutaj 10 strasznych miesięcy. W dniu 16-02-45 rozpoczęła się ewakuacja , na piechotę zabrali nas do granicy protektoratu: do Trautenau. Stąd jechaliśmy otwartymi wagonami w największym zimnie i śniegu przez sześć dni, na podróż dostaliśmy po 1 chlebie i 1/5 konserwy. W tych warunkach 25% naszych przeżyło. Martwi zostali w wagonach z nami.
W Bergen-Belsen ulokowali nas w bloku , gdzie nie było ani okien ani drzwi. Gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie leżeli martwi . Chory i martwy leżeli razem. Stąd, dwa dni później, 500 więźniów zostało przewiezione do Hildesheim.
W Hildesheim odgruzowywaliśmy ruiny spowodowane bombardowaniem. Do jedzenia dostawaliśmy tylko zupę i 20 dkg chleba. Brytyjczycy bombardowali miasto stale i gdy całkowicie je zniszczyli , poszliśmy pieszo do Hanoweru. 3-dni szlismy pieszo, cały czas na świeżym powietrzu, spaliśmy na łąkach , wielu zamarzło w nocy.
W Hanowerze raz byliśmy świadkami egzekucji dwóch mężczyzn: 40-50 uderzeniami kija SS pobił ich na śmierć . Tu pracowaliśmy przez 10 dni pod ziemią 40 metrów, gdzie pewien zakład został zbudowany, wierciliśmy skałę na na nocnej zmianie : od 6 wieczorem do szóstej rano, atmosfera okropna, a bez żywności. Jedzenie dostawaliśmy tylko za dnia: tylko 20 dkg chleba i raz dziennie zupa.
Gdy amerykańscy żołnierze zbliżyli się, pieszo odeszliśmy z powrotem do Bergenbelsen. Obóz ten przeznaczony już był do zniszczenia. 1200 osób pędzono do bloku, więc codziennie wielki tłum zadeptał kilku na śmierć. SS codziennie zabijali strzałem 40 i 50 ludzi bez żadnego powodu. 32.000 zwłok leżało ułożone w osobnym bloku. … My musieliśmy przenosić zwłoki dwa i pół kilometra i zakopywać w dole. Dwie osoby musiały wrzucać zwłoki do wykopu i 4000 zwłok miało być zagrzebana w jednym dole.
Od 10-04-45 przestaliśmy dostawać żywność, ludzie stali się bestiami i jedli ludzkie mięso. Strażnik zauważył Francuza, jak usuwał serce i wątrobę ze zwłok i zaczął jeść i zastrzelił go . Nawet woda jest zamknięta, wyschło nam gardło tak, że nie możemy połykać . Liczba ofiar rosła z dnia na dzień. Od głodowej śmierci dzieliły nas tylko godziny, gdy 15-04-45 wyzwolili nas amerykańscy żołnierze. Ludzie otrzymali dostawy żywności : mięso wieprzowe, chleb i konserwy, które jednakże wbrew woli dostawców były pzyczyną dalszych zgonów - gdyż skurczone jelita więźniów nie były w stanie w pełni strawić otrzymanego jedzenia . 99% naszych zapadło na dur brzuszny i zostali przeniesieni do Domu Oficera do Bergen gdzie wyzdrowieli.
1711, M, inżynier ur 1903, lat 42, Auschwitz ( 11do15-04-44 ), Wustegiersdorf ( 17-04-44 do 16-02-45), Bergen-Belsen (1-03-45 ), Hildesheim ( 2-23-03-45 ), Hannover ( 23-03-45 do 4-04-45 ) , Bergen-Belsen 7-15-04-45 ).
4 dni po (przybyciu do Auschwitz-przyp mój ) zostałem wybrany i dostałem się do transportu kolejowego. Wywieźli nas na Śląsk do obozu pracy Wüstegiersdorf , gdzie w okolicy wszędzie do 16-02-1945- wykonywaliśmy prace w zakresie robót drogowych i wodociągowych. 16-02-45 obóz ewakuowano, ponieważ Rosjanie byli już o 35 km stamtąd i odeszliśmy pieszo pokonując codziennie od 20 do 25 km odległości , przy czym trzykrotnie zawracaliśmy a następnie wyruszaliśmy ponownie. Więc chodziliśmy tam i z powrotem przez 6 dni, spaliśmy w nocy w otwartej stodole, żywności nie dostaliśmy. 6 dni później załadowano nas na węglarki, podróż trwała 4 dni i nocy. Wielu ludzi zamarzło w drodze.
01-03-45 przybyliśmy do Bergen-Belsen, a następnego dnia wywieźli nas dalej do Hildesheim. Tu odbudowywali zbombardowany dworzec kolejowy. Żywności, prawie nic nie dostaliśmy , jedliśmy to, co mogliśmy zorganizować. To było bardzo niebezpieczne, bo jeśli zauważyli to zastrzelili. Mój były kolega też tak zakończył życie. Praca była ciężka i popędzali kolbami karabinów . Nasza praca została tam zakończona po kolejnym bombardowaniu, które zniszczyło całkowicie to miasto, a my zostaliśmy przeniesieni.
Szliśmy dwa dni na piechotę i przybyliśmy do Hanoweru. Pracowaliśmy pod ziemią w fabryce gumy, dostawaliśmy bardzo mało jedzenia , poza tym byliśmy w łachmanach. Około 10 dni później opuściliśmy to miejsce i rozpoczęliśmy marsz.
Podróz narażała nas na większe niebezpieczeństwo. 1500 ludzi spędzano w stodole na noc, tratowano ludzi na śmierć, ponieważ SS pędziło więźniów jak bydło.
Po trzech dniach chodzenia doszliśmy do Bergen-Belsen. Tu panowały piekielne warunki: brud, wszy, brak wody, masy trupów, umierający z głodu, czy od pobicia, horror nie do opisania. Tu byliśmy 8 dni. 15-04-45 wyzwolili nas Amerykanie. W ostatnich kilku dniach wcześniej wskazano nam ciała 24.000 zmarłych, którzy nie byli jeszcze pogrzebani. Krańcowo wyczerpani ludzie musieli przenosić zwłoki na dystans (kilometrów) i pochować ich w wykopie po 4000.
1935, K, uczennica ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 05-44do10-44 ), Wustegiersdorf (10-44 do wyzwolenia 2-05-45)
W październiku mogłyśmy w końcu opuścić to piekło. Nie było dużo lepiej, ale przynajmniej nie mieliśmy ciągłym strachu przed selekcjami. Byłyśmy w Wüstegiersdorf, gdzie pracowałyśmy w fabryce broni. Byliśmy tylko 200 kobiet. Miałyśmy rejestrować postępy różnych prac. Więc mogłyśmy się umyć, lepiej ubrać i każdy mogła mieć własny talerz. Traktowanie było także tutaj bardzo złe. Strażniczki chodziły z pejczami na psy i kiedy przyszło im do głowy to z nich korzystały. Człowiek musiał pracować nadal, nawet jeśli prawie zemdlał. Wiele dziewcząt nabawiło się w pracy niewydolności serca lub płuc . 2-05-45 nasza niedola zakończyła się dzięki wkroczeniu Rosjan.
1964, 2M, kupiec ur 1888, lat 57 ,i szklarz ur 1923, lat 22,Birkenau ( 30-05-44do2-06-44 ), Wolfsberg ( od początku 06-44 do 26-11-44 ) , Zentral Krankenhaus,( 25-11-44 do końca 12-44 ) , Wustegiersdorf ( do 16-02-45) , Bergen-Belsen ( 2-4-03-45 ), Hildesheim ( 6-28-03-45 ) , Hannover Ahlem ( 30-03-45 do 6-04-45 ) i tam do oswobodzenia.
Przy pracy na pile tarczowej zraniłem się w rękę i zostałem skierowany do Centralnego Szpitala obozu koło Wüsstegiersdorf, tam byli kierowani chorzy , których stan rokował powrót do pracy. Cały czas tam marzliśmy i mieliśmy na opał na 24 godziny tylko 20 brykietów, które już były główną nagrodą. Szpital był przeznaczony tylko dla Żydów, spaliśmy w białych prześcieradłach! Leczenie/ obchodzenie się z nami przez lekarzy Żydów była bardzo dobre. Jako wyżywienie mieliśmy 0,2 litra zupy, dwie kromki chleba i dodatek na chleb, na ogół tez mało, a nie mogliśmy niczego „ zorganizować”. Jak tylko ranę wyleczyłem, zostałem odesłany, lenistwo nie było tolerowane. I przyszedłem do obozu Wüstegiersdorf do pracy, gdzie ponownie wykonywałem prace stolarskie. Do pracy, musieliśmy iść 6 km na piechotę, i pracowaliśmy siedem godzin, to było do zniesienia. Mogliśmy „organizować” i panowała czystość: możemy codziennie myć się w ciepłej wodzie. Otrzymaliśmy także dobrą zimową odzież. Słychać ogień artyleryjski podchodzących Rosjan, przyszedł rozkaz przygotowania się do wymarszu: następnego dnia rano miał stanąć w szyku z 3-4 kocami. Każdy otrzymał trzy czwarte chleba i 20 dkg miodu tak zaczęliśmy marsz. Poza nami 500 mężczyznami było tam też 200 kobiet z Auschwitz które nie otrzymały prowiantu na drogę , i dowódca kolumny wygłosił przemówienie, w którym wyraził nadzieję, że nie damy naszym siostrom głodować. Podzieliliśmy się z nimi tym, co mieliśmy. Chorych pozostawiono w obozie, skąd następnie mieli zostać zabrani do innego miejsca. Szliśmy przez dwa dni i następnie spędziliśmy noc w pewnej fabryce. Każdego dnia robiliśmy 25 km, drugiej nocy spaliśmy w stodole we wsi na granicy z Czechami. Zostaliśmy zawróceni z dalszej drogi, to się powtórzyło. Ponieważ żywność została już spożyta, zaczęliśmy głodować. Trzeciego dnia każdy otrzymał 5 ugotowanych ziemniaków, dopiero szóstego dnia nasze włóczęgi dostały 30 dkg chleba. W tej wiosce spędziliśmy cały tydzień. Wszyscy zaczęli się oburzać, każdy przyszedł. Potem przyszedł rozkaz wymarszu: w szybkim tempie, mieliśmy pokonać 10 km do najbliższej stacji. Potem każdy dostał bochenek chleba i 20 dkg konserwę mięsną. Podróżowaliśmy przez 4 dni po 65-ciu w otwartym wagonie, marzliśmy, padał na nas deszcz, były głodni i brudni, a potrzeby załatwialiśmy w wagonach, w Beutenburgu wyładowanu 15 zmarłych. - O północy dotarliśmy do Bergen-Belsen. …… -Po raz kolejny poszliśmy do transportu do pociągu do Hildesheim, gdzie byliśmy zakwaterowani w sali teatralnej. Następnego dnia poszliśmy do pracy: usuwaliśmy gruz, musi stawiać nowe tory i oczywiście przynieść szyny, to było bardzo trudne. Wypełnialiśmy leje po bombach. Stażnicy z Wehrmachtu pędzili nas gumowymi pałkami do pracy, bardzo nas gonili , ale było bardzo mało do jedzenia, często po nalocie przez 48 godzin w ogóle nie dostawaliśmy jedzenia. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie , stale były alarmy lotnicze. Ponieważ nie mieliśmy możliwości mycia się , dostaliśmy wszy. Do jedzenia było 20 dkg chleba i trochę dodatku i zupa. Ale możemy coś zorganizować : na stacji stały wagony z cukrem, słodyczami, burakami, serem białym i innym, konserwy mięsa i mleka. Tak sobie radziliśmy, jak mogliśmy. Dwaj chłopcy zostali przy tym złapani i rozstrzelani. Bombardowania kosztowaly nas 25 istnień ludzkich. Trzy razy był nalot, całe miasto płonęło, wszystko się spaliło, wszystkie nasze rzeczy, koce, „obóz cukrowy” itp. Dwa dni musieliśmy spać bez żywności i koców w plenerze nad brzegiem jeziora, pięć nocy w sumie. Grunt był wilgotny i marzliśmy wielu dostało zapalenie płuc. 28 Marca, udaliśmy się do Hanoweru. Szliśmy dwa dni , robiliśmy codziennie po 14 km, więcej nie mogliśmy. Dostaliśmy trochę chleba i kawy. Właśnie była Pascha, pierwszą noc spędziliśmy w stodole. W Hanowerze przyszliśmy do jeszcze gorszego obozu: niemieccy capo i majstrowie kierowali pracą więźniów wszystkich narodów. Na naszych oczach kapo po skardze swoich kolegów na chłopców , bił chłopca rękami, krzesłem i kopał nogami przez 25 min a potem wy pchnął na blok; następnego dnia rano chłopiec został znaleziony powieszony. To był ochrzczony Żyd, z drugiej strony, chrześcijanie zostali zabici. Nie było wody, nie urządzenia do mycia, ale jeszcze bardziej bili. W ciągu miesiąca ze 1000 Żydów pozostało zaledwie 250 . Tydzień, który tam spędziłem minął mi na 12 godzinnej pracy w kopalni na nocnej zmianie i to było bardzo ciężka praca. Jedna siódma bochenka chleba , nieco kawy ,z marmoladą, czasem margaryna i zupa z rzepy stanowiły nasze głodowe wyżywienie. Pracowaliśmy statniego dnia, gdy Amerykanie byli już bardzo blisko. Kiedy przyszedł rozkaz przygotowania się do wymarszu , ja zgłosiłęm się jako niezdolny do marszu. Gdy marsz więźniów odszedł, wśród pozostałych rozdano chleb ludności cywilnej, nam pozostały tylko okruchy o które ludzie się bili. O nas nikt się nie troszczył, włamaliśmy się do kuchni SS, tak byliśmy głodni. Strzelali w powietrze. Szpital przedstawiał straszny widok: wielu chorych leżało tam w strasznym brudzie. Pod wieczór przyszedł jeden cywil i ktoś z Czerwonego Krzyża i wyłamali bramę obozu zabitą gwoździami. Byliśmy wolni! Wielu zginęło z niedożywienia, gotowaliśmy sobie sami , aż Amerykanie przybyli.
2108, K, krawcowa ur 1914, lat 31,Auschwitz ( 16-05-44d020-06-44 ) Wustegiersdorf ( 22-07-44 do wyzwolenia 9-05-45)
Po dwóch dniach jazdy dotarliśmy do Wüstegiersdorf. To był obóz mieszany , byli Francuzi, Polacy, Belgowie, itp. Nas kobiet było 200 . Zanim wcześnie rano szliśmy do fabryki, mieliśmy przedtem apel. O nasze zaopatrzenie troszczyła się fabryka. Otrzymywałyśmy dwa razy dziennie zupę , 25 dkg chleba i dodatek na chleb. Jedzenie było gotowane w kuchni włoskiej. Były stosowane różne kary np. biegać przez godzinę. Za „ organizowanie „były stosowane ostrzejsze sankcje, takie jak obcięcie włosów. Przywódczyni komanda była bardzo przyzwoitą osobą, człowiek mógł się z nią dogadać . Gdy Rosjanie byli już bardzo blisko, wzięła białą flagę i uzbrojona w nią pojechała samochodem naprzeciw Rosjan. Następnego dnia wróciła z nimi, a my zostali uwolnieni bez walki.
2191, M, rolnik ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 18do24-04-44 ), Wolfsberg ( 31-04-44 do 13-11-44 )
gdzie pracował przy tunelach, w Wustegiersdorf do zakończenia wojny 9-05-45.
Do Wüstegiersdorf dostałęm się z transportem chorych. Byłem operowany kilkakrotnie,i aż do wyzwolenia leżałem w szpitalu. Wyżywienie pacjenta było :15 dkg chleba dziennie , litr zupy i pół litra czarnej kawy. Możliwe, że jest to dużo płynów dla pacjentów. Dla większości tych którzy cierpieli z powodu choroby,woda jest dobra. Teraz nie tylko nogi, ale i mój żołądek był pełen wody, i nie miałem siły stać lub mówić. Kiedy Rosjanie przyszli wszystko się skończyło. 11 litrów wody wycisnęli ze mnie.

2262, K, krawcowa ur 1908, lat 37, Auschwitz ( 3.5 m-ca), Wustegiersdorf ( 8,5 miesiąca do wyzwolenia 9-05-45)
Po 3 1 / 2 miesiącach wybrano silniejsze kobiety i zabrano nas do Wüstegiersdorf. Tu pracowałyśmy w fabryce amunicji . Pobudka była o 2-giej rano, do pracy do fabryki wychodziłyśmy o 5 rano, pracę rozpoczynałyśmy o 6 rano i pracowałyśmy do do 18.30 do 19. Na początku dostawałyśmy wieczorem po 20 dkg chleba, a następnie zmniejszono rację do 15 dkg. W południe dostawałyśmy zupę z buraków lub rzepy, i wieczorem margarynę lub trochę dżemu. Była tam pewna przyzwoita przywódczyni komanda, która powiedziala, to nie wygląd Żydów jej się nie podoba, ale to, że rozmawiamy w trakcie apelu lub w szyku marszowym. Potem powiedziała, że: „To miejsce nie jest żydowską szkołą”. Tak - powtarzam – to był bardzo porządny człowiek. Zakwaterowanie jest całkiem normalne w porównaniu z Auschwitz, spałyśmy w osobnych łózkach, w pokoju było nas po 24 osoby. Była możliwość utrzymania higieny. Jedzenia było bardzo mało i bardzo wiele głodowałyśmy. 9 maja 45 wyzwolili nas Rosjanie.
2330, M, krawiec ur 1925, lat 20,Birkenau ( 19do23-05-44 ), Wolfsberg ( 24-05-44 do 20-10-44 ), Wustegiersdorf (od 20-10-44 do 19-02-45), Bergen-Belsen ( 1-03-45 ), Hildesheim (1-03-45 do 1-04-45 ), Hannover ( 1-8-04-45 ), Bergen-Belsen ( 8-15-04-45 )…
20-10-44 zostałem przeniesiony do Wüstegiersdorf. Trzy dni później przyszedłem do warsztatu krawieckiego. Tutaj było normalne zaopatrzenie. Mieszkałym w czystym , schludnym bloku w lokalnej fabryce. Do końca lutego nie doszło do żadnych zmian w naszym życiu, wtedy otrzymaliśmy rozkaz wymarszu dalej. Po dwóch dniach chodzenia doszliśmy do wioski i mieszkaliśmy w stodole tydzień , na trzy dni dostaliśmy chleba i kilka gotowanych ziemniaków. Następnie załadowano nas na stacji, dostaliśmy chleb i konserwy na podróż. Jechaliśmy przez pięć dni, przybyliśmy do Belsen. W Belsen poddano nas został badaniom lekarskim, wybrano 500 młodych i silnych, i przewieziono dalej do Hildesheim. W mieście zakwaterowano nas wsali teatralnej. Mieliśmy odgruzowywać zbombardowane ruiny stacji kolejowej. W ciągu trzech tygodni miasto zostało całkowicie zniszczone, nasza kwatera otrzymała również bezpośrednie trafienie. Trzy razy przeżywaliśmy straszne bombardowania, mieliśmy 20 zabitych. Tydzień, spaliśmy pod gołym niebem. Ponieważ pracowaliśmy w ruinach, można było znaleźć coś do jedzenia i nawet choć nie wolno było, oczywiście, żywność była zabierana i tak tam trwaliśmy. Po czterech tygodniach sytuacja była nie do utrzymania i poszliśmy do Hannover Allen. Tu natychmiast odebrano nam nasze małe skarby i wszystkich rzeczy, które nagromadziły się w tym czasie czasie, tu i tam. Starszy blokowy był skazańcem. W tunelu pracowaliśmy , mieszaliśmy beton. Budowaliśmy podziemną fabryke. Tu nie pracowaliśmy długo, w sumie jeden tydzień. Do jedzenia była zupa z brukwii i 1 / 6 chleba na dzień i osobę. Głodowaliśmy , a następnie rozpoczęła się piesza ewakuacja. Po dwóch dniach doszliśmy do Belsen. Bergen był w nieładzie. Moi towarzysze ( 500 osób na początku ); 200 z nich pozostało przy życiu.
2593, M, lekarz ur 1900 ,lat 45, Auschwitz ( 8do29-06-44 ), Wustegiersdorf ( 2-07-44 do 6-02-45), Hildesheim ( 11-02-45 do 10-03-45 ), Hannover (14-03-45 do 22-03-45 ) i Bergen-Belsen (26-03-45 do 16-04-45 ).
Pracowałem w Szamosudvar jako lekarz. …gdy tylko pociąg przybył do Auschwitz. Wysiedliśmy z pociągu, niemiecki oficer, podzielił nas na dwie części. Po lewej stronie byli chorzy, starcy, matki z dziećmi poniżej 12 lat. Ci, którzy byli tu wcześniej, powiedzieli mi potem , że zostali otruci gazem , a następnie spaleni w piecach. My tego nie widzieliśmy, ale wciąż czuliśmy charakterystyczny zapach spalonego ciała i widzieliśmy, że kominy krematorium dymią w nocy i w dzień. Tutaj byliśmy 3 tygodnie, wszyscy zamknięci. Liderem był jeniec z polskiego lotnictwa . Jedzenie było bardzo słabe i biedne, największym problemem były natomiast stale pobicia kijami . Polacy i Cyganie torturowali nas tutaj tak, że w końcu byliśmy prawie szczęśliwi, gdy usłyszeliśmy, że możemy iść stąd. Z transportem pracy dostałem się do Wüstegiersdorf, na Śląsku. Tu zostały utworzone różne komanda . Pracowaliśmy w kamieniołomach ( kopalniach ), i przy wyrębie lasu. Kierownikiem był pewien oberscharführer SS - sierżant. Dla starych i chorych był bardzo brutalny. Salę chorych codziennie sprawdzał lekarz . … Te osoby, których choroba powodowała , że nie mogli wstać, byli codziennie bici, a większość ginęła. I ja jako lekarz, później dostałem się do revieru. Zebrano tu pacjentów z różnych obozów. Kierownikiem był tutaj sierżant SS . Ten czasami wyznaczał całej sali chorych karę i wszyscy, bez wyjątku, otrzymywali 25 kijów. Wystarczającym powodem do tego był fakt, że klamka się gdzieś złamała lub talerz zniszczono. Jedzenie było bardzo słabe. Był jeden naczelny lekarz SS, ale siedział na niewiarygodnej wysokości , na tronie ponad nami. Nigdy nie badał żadnego pacjenta, , ale zawsze ostrzegł przed zawszeniem, bo jeśli epidemia tyfusu rozwinie się w obozie, cały porządek się załamie. Poważnie obawialiśmy się wybuchu epidemii, ale nie mogliśmy zrobić nic przeciwko, bo nie dostaliśmy żadnego mydła, ani jeden sztuki bielizny. Ponadto zawsze tu było brudno, więc jesteśmy zawsze obwiniani. Na szczęście nie doszło do wybuchu epidemii tyfusu. Gdy przyszli Rosjanie, ewakuowali obóz. Powiedziano nam, będziemy musieli odejść pieszo , i każdego z osobna pytano, co do zdolności do drogi. Potem ruszyliśmy na piechotę, a następnie wsadzono nas do pociągu . Jechaliśmy cztery dni i cztery noce otwartymi wagonami. Wszystkie były pełne wody, deszcz padał na nas, nie mogliśmy spać ani przez minutę. Ludzie na wpół oszaleli, ci, który byli najspokojniejsi dostali również ataku histerii. Nie dostawaliśmy jedzenia, ale czasem trochę kartofli. Po drodze wielu ludzi padło z wyczerpania chodzeniem i podróżą. Nie znam losu tych, co zostali. Nie wiem, jaki był los tych pacjentów, którzy byli niezdolni do marszu , i którzy przybyli z Wüstegiersdorf do Dörnau. Przybyliśmy do Hildenheim, gdzie wykonywaliśmy prace na kolei. Kierowali nami ludzie z Vokssturmu dostaw jedzenia były stosunkowo dobre. Jedyny akt wrogości który tam miał miejsce : dowódca pociągu porucznik Wehrmachtu, ( Zugführer ) , zastrzelił chłopca, który miał skradzione puszki z żywnością. W przeciwnym razie kradzieże żywności tzw organizowanie , stały by się ogólną praktyką. …W Hildesheim mieszkaliśmy w sali koncertowej, mieliśmy słomę i poduszli wypełnione słomą. Jednak w połowie marca nasza kwatera została zbombardowana i zabrali nas dalej. Dostaliśmy się do Hanoweru. Przyszliśmy do obozu, w którym starszymi blokowymi byli niemieccy zawodowi przestępcy otoczeni pięknymi młodymi chłopcami, którzy byli prawie wszyscy homoseksualistami. W pełni wykolejeni i niemoralni, ci ludzie traktowali nas bardzo brutalnie. Była tam budowana podziemna fabryka, a my ładowaliśmy wagoniki kopalniane. Wszystko nam zostało odebrane, koce, noże, a te małe rzeczy, które były zebrane w poprzednim obozie. Po ośmiu dniach zabrano nas i wywieziono do Bergen-Belsen. Pieszo przyszliśmy tutaj.
2803,M, handlowiec ur 1907, lat 38,Auschwitz ( 1 dzień 1-05-44 ), Wustegiersdorf ( 4-05-44 do 15-08-44 ), Lerche ( 15-08-44 do 15-11-44 ), Marzbachtal ( 18-11-44 do 25-11-44 ), Flossenburg ( 4-12-44 do 14-01-45 ), Dresden ( 18-01-45 do 28-02-45), Litomierzyce (1-8-03-45 ), Theresienstadt ( 10-03-45 do 8-05-45 ).
następnie w 1500 ludzi ponownie, załadowano nas na wagony i po 3-dniowej jeździe przybyliśmy do Wüstegiersdorf .Tu umieszczono nas w obozie założonym na terenie fabryki. Pracowaliśmy przy budowie kolei od 6 rano do 6 po południu i było to bardzo trudne, ze względu na okrutne traktowanie przez SS którzy stale nas bili bez powodu. Aprowizacja była tolerowalna na początku, później przez stopniowo znacznie się pogorszyła. W połowie sierpnia przenieśliśmy się do położonego 10 km odległego Lerche gdzie został wybudowany obóz na wzgórzu powyżej , po zakończeniu tych prac pozostaliśmy tu a następnie przyszła grupa 2000 polskich jeńców. Tu pozostaliśmy z nimi przez ok. 3 miesięcy wykonaliśmy dużo pracy: pracowaliśmy przy budowie tunelu, na 12-godzinne zmiany w ciągu dnia i nocy . Praca była bardzo trudna i SS w trakcie bardzo popędzali do pracy. Po trzech miesiącach obóz ewakuowano i wszystkich mieszkańców przeniesiono do Märzbachthal. Po tygodniu, w związku z postępami Rosjan, nagle rozpoczęła się ewakuacja , zabrano nas wszystkich stąd . Najpierw szliśmy pieszo przez 3-4 dni, prowadzili nas na łeb na szyje, a następnie załadowano nas na wagony i jechaliśmy przez ok. 6 dni.Na drogę wszyscy dostali po bochenku chleba i nie dostaliśmy wody. W każdym wagonie było 100, z czego 20-40 zmarło w drodze, zmarli jechali z nami wewnątrz wagonu. Do Flossenburga strasznie głodowaliśmy i pragnienie zaspakajaliśmy , jedząc śnieg.
2866, M, przedsiębiorca działający w transporcie ur 1900, lat 45, Auschwitz-Birkenau ( 3-05-44 ), Wustegiersdorf ( 8-05-44 do 16-02-45) , ewakuowany ( via Trautenau ) do Hildesheim ( 26-02-45 do 12-03-45 ), Linden ( 5-04-45 ), Bergen-Belsen (15-04-45 ).
Tego samego dnia zostałem przeniesiony do obozu pracy do Wüstegiersdorf. Tu było więcej obozów. Przekazano nas do pracy dla organizacji Todt, do budowy dróg i wyrębu lasów, etc. Wykonywaliśmy ciężką pracę od 6 rano do 6 wieczorem. Bardzo cierpieliśmy w pierwszych 10 dniach w szczególności, z powodu braku miejsca, nie było kocy i nasza żywność ledwo dostaliśmy , później mieliśmy dość przyzwoite mieszkanie, żywność jednak pozostała minimalna.Traktowanie było straszne, byliśmy bici i zabijani, 3 współwięźniów powieszono, ponieważ podnieśli z ziemi żywność , która była tam rzucona ( tekst niejasny- przyp. mój ). Dziesięć miesięcy gorzko tam cierpieliśmy , 16 lutego 45 zaczęliśmy iść pieszo do Hildesheim, w letnich ubraniach i drewniakach . Po tygodniu marszu, w Trattenau załadowano nas na otwarte wagony i zabrali nas dalej ubranych w letnie ubrania, przez wiele dni bez jedzenia i wody. W ten sposób wiele osób zmarło. Zmarli pozostali wewnątrz wagonów, z nami aż do Hildesheim. W Hildesheim pracowaliśmy przy odgruzowywaniu i dalej głodowaliśmy. Dziennie otrzymywaliśmy posiłki : zupę, gorzką czarną kawę 1 / 10 bochenka chleba. Dwa tygodnie później zbombardowano nas i znów poszliśmy pieszo dalej bez jedzenia. Zabrali nas do Linden . Tu pracowaliśmy w kopalni pod ziemią stale na nocną zmianę: od godziny osiemnastej wieczorem do 6 rano,w dzień nie było odpoczynku, bo co pół godziny wypędzano na apel . Kapo w obozie byli Niemcy, a ich sadyzm nie znał granic. Bili każdego, bili bez żadnego powodu i pobili wielu współwięźniów na śmierć. Taki smutny los spotkał jednego z moich najlepszych przyjaciół z Budapesztu, Árpáda Fischera, kupca handlującego częściami samochodowymi , którego na oczach nas wszystkich pobił na śmierć pałką niemiecki kapo , jak psa. 5-04-45 rozpoczął się kolejny marsz pieszy, do Bergen-Belsen. W jednym bloku na 200 osób umieszczono 1200 ludzi, nie było miejsca. Codziennie nas bić kolbami, oczywiście, ludzi próbował uciec od razów i deptali się wzajemnie , także dziennie te pobicia powodowały śmierć 8-10 ludzi. Pobudka była o 3 rano, o 7-mej mieliśmy apel i po 7-mej zaczynaliśmy dzień pracy, który polegał na transporcie zwłok i trwało to aż do wieczora. W jednym ogromnym baraku były zebrane zwłoki. Było ich tam około 16.000, ciała zaczynały się rozpadać , przenosiliśmy je ok. 3 km dalej od baraku i chowaliśmy w dołach na terenie kopalni. Nasza woda nie wystarczała, aby umyć ręce po tym, jako pożywienie dostawaliśmy 0,25 litra wodnistej zupy z brukwii bez soli . Wynik tej metody wyniszczania ludzi nie był niższy od metody zabijania gazem i był następujący: z 760 ludzi z naszej grupy do wyzwolenia co najwyżej 100 więźniów pozostało przy życiu. 15 kwietnia 45 zostaliśmy wyzwoleni i chociaż przybyłe wojsko robiło wszystko, co było w ich mocy, aby uratować każde życie, ludzie byli śmiertelnie sterani i nawet po wyzwoleniu setki osób zginęło każdego dnia.
2901, M,krawiec ur 1920 , lat 25,Auschwitz ( 2do4-05-44 ), Wolfsberg ( 6-05-44 do 20-07-44 ), Wustegiersdorf od20-07-44 do 15-02-45, Hildesheim ( 1-25-03-45 ), Hannover (26-03-45 do 5-04-45 ), Bergen-Belsen 8-15-04-45)
20 -07-44 zgłosiłem się na ochotnika jako ślusarz , więc przeniesiono mnie do Wüstegiersdorf. To było lepsze miejsce, w bloku spaliśmy po 300-tu, wszyscy spali w osobnych pryczach , można się było myć wodą. Wyżywienie na Wolfsbergu również było słabsze. Pracowałem w warsztacie ślusarskim, ślusarz pracował tu 12 godzin, dziennie, tylko na dniówki. Był tam komendant obozu nazwiskiem Schwarz, który lubił bić gumową pałką. Tutaj byłem do 15 lutego, kiedy armia rosyjska podeszła do nas, zostaliśmy ewakuowani. Przez trzy dni szliśmy do Qualisch, tutach chcieliśmy się załadować na wagony ale nie było wagonów, umieszczono nas w stajni. 100 ludzi wprowadzono do bardzo zimnego miejsca, gdzie mogło się mieścić 30 osób. Nigdy nie było jedzenia. Dzień wcześniej dostaliśmy sześć surowych ziemniaków. Nie widzieliśmy chleba przez tydzień. Wielu ludzi nie było w stanie chodzići zostali zastrzeleni. Poszliśmy dalej do Trauttenau, załadowano nas na wagony ,po 80 osób w wagonie # # # oczywiście - ponieważ był luty - # # #. Padał śnieg i deszcz, jechaliśmy przez sześć dni , dostaliśmy chleb i po 10dkg konserwy . Dotarliśmy o północy do Bergenbelsen, i w miejscu,, w którym mogłoby się zmieścic 300 osób, zostało ulokowane 900 . Nie jedliśmy cały dzień, po kąpieli SS przejęli zdrowych i zabrali do Hildesheim. Tu pracowalismy porządkując ruiny zbombardowanej stacji kolejowej. Był tam oberschaarführer, który zastrzelił chłopaka, rumuńskiego Żyda, który tylko dlatego, że ten chciał „ zorganizować „ nieco konserw , żeby trochę jedzenia odzyskać z dużej partii żywności . Tu byliśmy do 25-03-45, słyszałem, że nie byli zadowoleni z naszej pracy i dlatego powiedzieli, że mamy przejść do obozu zagłady. Zabrali nas do obozu koncentracyjnego w Hanowerze, i 26 marca 45 przejęli nas niemieccy kapo, byli to niemieccy kryminaliści . Lágerälteste przyszedł do nas i zapytał, kto otrzymywał złe w Hildesheim. Zauważył on pewnego bardzo wysokiego mężczyznę, Fischera Arpada mieszkającego dawniej w Budapeszcie. Słyszeliśmy, że powiesił się w toalecie. Zbliżali się Anglicy i zabrali nas , 8 kwietnia 45 do Bergenbelsen. Warunki były straszne tutaj! Po pierwsze, bardzo bili, kiedy dotarliśmy do wnętrza obozu, widzieliśmy mnóstwo nagich ciał leżących na dziedzińcu. Przez cały czas, do 15 kwietnia 45 nie otrzymaliśmy ani kawałka chleba, naszym pożywieniem było 0,2 litra zupy z brukwii na dzień . W baraku na 300 osób leżało na podłodze 1200 więźniów, jak również osoby zmarłe. Pobudka była o 4 rano, o 7-mej byliśmy na apelu, potem bez jedzenia byliśmy kierowani do pracy, która polegała na grzebaniu zmarłych. Dwóch mężczyzn brało zwłoki w środku obozu i wynosili na zewnątrz obozu, byli bici kijami, bardzo wielu zginęło. O godzinie 8-mej wieczorem kończyliśmy wykonywanie tej strasznej pracy, potem szliśmy, żeby dostać trochę zupy, dostawaliśmy po 0,2 litra na osobę i dzień. Staraliśmy się „ organizować” marchew, ale strzelali do takiego człowieka. Mój przyjaciel zginął z powodu niewielkiej przekąski z obierek buraka. Tu pracowaliśmy do 15 kwietnia, 15 kwietnia o godzinie trzeciej w polu widzenia pojawili się brytyjscy żołnierze. Byliśmy bardzo zadowoleni bo pozostawiono nas na pewną śmierć na miejscu. Samochody angielskie nie mogły dostać się do obozu , bo w promieniu 2 km wszędzie było pełno trupów wokół. Nadjechała kuchnia, pozostawieni w obozie żołnierze z Węgier wystawili białą flagę, chociaż strzelali i wiele osób nawet zabili .
2989, M, handlowiec ur 1904, lat 41, Auschwiz ( 30-04do3-05-44 ), Wustegiersdorf ( 3-05-44 do 16-02-45), ewakuowany via Qualisch(20do28-02-45 ), Hannover( 8 dni 03-45 ) i Bergen-Belsen ( 7do15-04-45 ).
19-03-44 marca chciałem iść w sprawie biznesu do Csepel,….
Na trzeci dzień rano, dostaliśmy herbatę, chleb i margarynę i załadowano nas na wagony na stacji. Byliśmy 800-węgierskich Żydów i pozostałych polskich . 3 maja przywieźli nas na Górny Śląsk do Wustegiersdorf. W Wustegiersdorf w budynku tkalni był nasz obóz. Pierwsze tygodnie były bardzo nieszczęśliwe. Niczego dla nas nie było . Był tam Lagerführer, który był szczęśliwy, jeśli mógł więcej nas dręczyć . W nocy o 24-01 była kolacja a pobudka była o godzinie 4 rano , po 6-tej zaczynało się dopiero po dalsze życie, wychodziliśmy do miejsca pracy i wymagali pracy, kto mógł, uciekał od napastowania, ale tym, którzy byli słabsi i nie mogli nadążyć za silniejszymi i pracować w szybkim tempie, został tylko bat i cierpienia w życiu. Ja próbowałem wiele rodzajów prac , aby uniknąć napastowania. My budowaliśmy kolej, ładowaliśmy szyny . Później budowaliśmy revier, a następnie rów kopaliśmy, więc mogę pracować przy wielu pracach . Obóz był na terenie wsi, i nie był otoczony drutami pod napięciem- tam nas umieszczono. Do obozu należał duży dziedziniec, mogłem udać się do bramy, tam już byli ludzie z SS i Wehrmachtu. Pomiędzy strażnikami byli i lepsi, ale byli i tacy, którzy bili więźniów. W obozie było 800 Żydów węgierskich i 700 polskich . Każdy miał pryczę i 3 koce, jedzenie początkowo dostarczali Polacy, ale kiedy stwierdzono poważne nadużycie , nasi ludzie przejęli zaopatrzenie w żywność. Szefem wszystkich obozów był Littke Mayer, który jak wszyscy bił i kopał ludzi. Pewnego razu, miał on wypadek i złamał rękę, tak, że przez długi czas zastępował go SS Lagerführer o nazwisku Schwartz, z którym był problem, że gdy postawił nogę do obozu, zapasy żywności dostarczone więźniom zostały zredukowane do połowy, byliśmy zagłodzeni, pobici lub które powinne być poruszone ( tekst niejasny, przyp. mój ) przez Lagerälteste o nazwisku Messinger, który usilnie realizował instrukcje Lagerführera, które były ze szkodą dla Żydów . Jeżeli byliśmy przypisani do kilku stanowisk, to było tak dobrze, że udawało nam się potajemnie dostać trochę więcej żywności, która łagodzi nasz głód, ( tekst niejasny, przyp. mój ). 16-02-45,gdy front rosyjski bardzo się zbliżył, wydali nam żywności na 3 dni, i zabraliu nas do Qualisch (Chvaleč 3 km na S od Okrzeszyna, 11 km na NE od Trutnova ). Początkowo poszliśmy do wagonów, potem całą drogę tam szliśmy pieszo. Umieszczono nas w stodołach i nie dostawaliśmy jedzenia przez 8 dni . Wielu ludzi odmroziło ręce i nogi . Tu już zaczęliśmy być bardzo osłąbieni. Z Kalisch po 8 dniach pobytu, na początku marca ponownie poszliśmy pieszo bez jedzenia. Przez 6 dni szliśmy głodni i spragnieni , w drodze jedliśmy ślimaki i szczaw. Po 6 dniach przybyliśmy do Bergen-Belsen . W Bergen po 24 godzinach pobytu, udało mi się dostać do transportu500 pracowników i po 24 godzinach marszu 200 ludzi (300 zmarło w drodze) dotarliśmy do Hildesheim. Porządkowaliśmy ruiny dworca kolejowego po ataku bombowym, wśród stałych nalotów. To miejsce było dobre o tyle, że mogliśmy uzyskać nieco żywności ze zbombardowanego wagonu. Tu pracował przez 4 tygodnie, ale mogę powiedzieć, był to mój najlepszy do tej pory obóz. Po 4 tygodniach z powodu, że tutaj już nie mogli zatrudniać Żydów, poszliśmy do obozu usytuowanego zaledwie 3 km od Hannoveru. W Hannoverze byliśmy przez 8 następnych dni z rzędu. Straż pełnili więźniowie niemieccy, więc byliśmy traktowani jak najgorzej. 8 dni później musiał uciekać stąd z powodu zbliżenia się frontu i pieszo wróciliśmy do Bergen-Belsen. Noc spędziliśmy po prostu stojąc w otwartej stodole. W Bergen-Belsen doszla do nas informacja , że w ciągu 2 dni mogą tu być Anglicy i będziemy wyzwoleni. Trwało to 8 dni i zajęci byliśmy przez ten czas grzebaniem zwłok. Byliśmy w fatalnym stanie a wokół leżały stosy trupów leżących na plecach i jeden na drugim , byli to więźniowie zmarli z krańcowego wyczerpania. 1 / 2 litra zupy, w której pływało parę kawałków brukwii, to było nasze jedzenie. 15 kwietnia 45 wyzwolili nas Brytyjczycy. Do tego czasu na placu obozowym leżało 12 000 martwych. Przed wyzwoleniem dzień i noc, tysiące ludzi przychodziły do obozu w transportach , a większość z nich zginęła….
3035, M,mistrz odlewniczy ur 1911 , lat 34, Auschwitz ( 30-04do2-05-44 ), Wustegiersdorf (3-05-44 do 18-02-45), ewakuowany do Flossenburga (2-02-45 do 14-03-45 ), Leonbergu ( 16-30-03-45 ) koło Stuttgartu, Kaufering ( 2do29-04-45 ).
Gdy 25 kwietnia 1944, wieczorem dotarłem do domu z pracy, zastałem w mieszkaniu trzech detektywów, którzy przeszukiwali mieszkanie pod pretekstem poszukiwania złota. Kiedy wszedłem do jadalni, oni siedzieli przy stole i jak mnie zobaczyli, powiedzieli , że „nasz młody pan sam.” I zażądali 1,5 kg. złota. Kiedy powiedziałem im, że nie mam złota, wsadzili mnie do samochodu i zawieżli do …..Powiedziałem im, że nie jestem i nie ma takiej ilości złota, zaledwie kilka sztuk biżuterii,….
2-05-44 załadowano na wagony transport 1350 ludzi, po 50 osób w wagonie. Na drogę dostaliśmy po 60 dkg chleba, 20 dkg margaryny i 15 dkg kiełbasy i herbatę. Jechaliśmy całą noc i o 3 rano przybyliśmy do stacji Tannhausen / Dolny Śląsk / ,gdzie wysiedliśmy z wagonu. Skierowaliśmy się do miasta Wüstegiersdorf, gdzie zostaliśmy przyjęci prez SS. Tu na polu był apel i wszystkim przydzielono numery , które zostały powieszone na szyi na sznurku. Stamtąd wprowadzono nas do obozu, który był w dawnej tkalni i następnego dnia dostaliśmy jedzenie. Czarna kawa była na śniadanie, na obiad zupa, wieczorem zupa krem (dania z warzyw), 35 dkg chleba, 2 dkg masła lub margaryny, lub 3,5 dkg sztucznego miodu, lub 10 dkg kiełbasy, lub 12,5 dkg sera. Obóz był w kamiennym budynku i składał się z pięciu bloków, po 450-480 osób w bloku, każdy dostał pryczę, prycze były 3-piętrowe, spało po trzech jeden nad drugim na materacach i mieliśmy po trzy koce. Na czwarty dzień, 4 maja zostałem przydzielony do pracy. Jeden miesiąc pracowałem w komandzie 1 / b – przy rozładunku wagonów, a potem jeszcze w NSSK w komandzie naprawczym, gdzie również otrzymywali takie same obozowe jedzenie raz dziennie, więc dostawałem jeść dwa razy dziennie. Tu byłem do 18 lutego 1945 roku. Następnie ruszyliśmy pieszo do Trauttenau w Republiki Czeskiej. Tu załadowano na wagony transport 12.000 ludzi , po 120 osób było w wagonie, jechaliśmy 5 nocy i wysiedliśmy we wsi Flossenburg. W wagonie było 43 zmarłych , dlatego, że w podróży byliśmy zupełnie bez jedzenia i wody. Tu przez 2 dni nie dostaliśmy jedzenia a spędziliśmy tu 3 tygodnie. Z tego transportu w 3 tygodnie później pozostało tylko 1100 osób. Codziennie jedliśmy tylko zupę i 10 dkg chleba . Średnia dzienna śmiertelność w obozie była 180-200 osób. Nie było tu dla nas pracy, ale bili i zabijali człowieka a zwłoki spalali w spalarni. Stąd dostałem się do Leonbergu, 16 km od Stuttgartu, gdzie w zakładach Messerschmidta pracowałem przez 14 dni. Racja dzienna była tam 20 dkg chleba i zupa. Pracowałem w podziemnej fabryce po 12 godzin dziennie. Tu dostałem tyfusu plamistego i zabrali mnie ponownie. Potem jeszcze byłem w obozie Mühldorf. Ze wszystkich transportów zebrano przebadanych przez lekarzy, ze stwierdzeniem, że jesteśmy niezdolni do pracy. 1 dzień później załadowano nas na wagony i wyjechaliśmy w 3-dniową podróż do Dachau 3 / Kaufering / do obozu Schonung. W transporcie zginęło 170 ludzi. Byliśmy tutaj przez 3 tygodnie, 1180 osób i pozostało 1180. Dostawaliśmy tylko raz dziennie zupę i spleśniały chleb . Mieszkaliśmy w podziemnych bunkrach, 60 osób w koszarze, na gołej ziemi bez koców i słomy. Miliony wszy atakowały człowieka, nigdzie nie było lekarza.Traktowanie było bardzo przykre, bili ludzi. 3 tygodnie później dostaliśmy się do Dachau-4, byliśmy tu na 2 dni. Gdy Amerykanie się zbliżyli, zabrali mas z powrotem do Dachau-1 / Kaufering /, tu jeden dzień później załadowali nas na wagony i pojechaliśmy do Monachium do nowej stacji kolejowaj Schwabhausen . Po drodze Amerykanie ostrzelali lokomotywę, i wyzwolili nas 29 kwietnia. Ze 180 osób przeżyło = 110 –ciu , ja wśród 4 osób dostałem się do katolickiego szpitala klasztoru Św. Ottilie leżałem tu chory do 31 sierpnia 45.
3116,M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 28-04do2-05-44 ), w Wustegiersdorf dwukrotnie: ( 0d 3-05-44 d0 17-05-44 i od 3-06-44 do 16-02-45, w takcie tej pracy przekazany na Saufenwasser ( 18-05-44 do 2-06-44 ), potem ewakuowany via Parschnitz ( 18-02-45 do 12-03-45 ) do Hildesheim ( 10-03-45 do 12-03-45 ), Hannover-Ahlem ( ( 24-31-03-45 ), Bergen-Belsen (2-15-04-45 ).
Po 3 dniach …. Załadowano nas na wagony i zostaliśmy zabrani - ok. 1500 ludzi było w transporcie –na podróż do Wüstegiersdorf. Podróż trwała jeden dzień i szczęśliwie dotarliśmy do całkiem całkiem przyzwoitego, czystego obozu. Praca była na kolei i przy budowie jazu, ponadto wielu ludzi pracowało przy wylesianiu, byli tacy, którzy pracowali w kamieniołomach ( kopalni kamienia ). Pracowaliśmy pod nadzorem żołnierzy Wehrmachtu, którzy traktowali nas w sposób humanitarny, później zostali oni zastąpieni przez SS, co naszą sytuację pogorszyło. Wykonywaliśmy tu bardzo ciężkie prace fizyczne, pracując po 12 godzin dziennie, ale jedzenie było całkiem przyzwoite. Ulokowano nas w pewnym magazynie, ok. 150-ciu ludzi jednym dachem . Z tego obozu skierowano mnie do Sauferwasser, gdzie pracowałem przy wylesieniu i w kamieniołomach 12 godzin dziennie ( wcinki do tuneli ?-przyp mój ),na dwie zmiany . Tu traktowanie było najgorsze z możliwych ; żołnierze SS napastowali nas stale przy pracy. Pożywienie dostarczano z sąsiedniego obozu , kocioł był o 10-tej dla 250 osób – każdy człowiek otrzymywał ok. 0.5 litra zupy, ale smak zupy był zupełnie niejadalny .A W kamieniołomach musieliśmy wykonywać tak ciężką pracę fizyczną , że 90% ludzi zginęło tu w wyniku ciężkiej pracy; również przyczyniło się do tego słabe wyżywienie . Z 250 osób, tylko ja wróciłem tutaj. Wróciłem z powrotem tylko ze względu na to, że wybrano mnie jako wykwalifikowanego pracownika do Wüstegiersdorf.
.A w obozie Sauferwasser nie było wody, tak że w ogóle nie mogliśmy utrzymać czystości, więc wszyscy byliśmy zawszeni. Nie było lekarza, nie było lekarstw, wszyscy chorzy umierali bez pomocy. Pamiętam, jak jeden kolega pochodzący z Szeged / o nazwisku Löwy / połamał nogi przy pracy z wagonikami kopalnianymi, dostał zatrucie krwi, i zmarł bez interwencji medycznej . Wróciłem z powrotem do Wüstegiersdorf jako pracownik kwalifikowany, pracowałem jako mechanik samochodowy dla Luftwaffe, w pewnym momencie zachorowałem z powodu uderzenia , skierowano mnie do szpitala, gdzie byłem do połowy lutego. W tym czasie wojska rosyjskie były odległe tylko o 15 km. W rezultacie przeniesiono nas dalej , do transportu dołączono również ludzi z pobliskich obozów, transport ok. 1 tysiąca ludzi poszedł do Parschnitz. Szliśmy pieszo 2 dni. Straszne męczarnie przechodziliśmy w marszu , bo przez cały czas nie otrzymaliśmy żadnych innych środków spożywczych, poza trzema kawałkami surowego kartofla.
Regularnej pracy tam nie było, a po pracy głód był ogromny, zgłosiłem się na ochotnika do pracy wieczorem, do grzebania martwych. Każdego wieczora podawano nam , ile grobów wykopać. Na przykład, jeśli wykopaliśmy 7 grobów a następnego dnia było tylko 6 zmarłych, jednego brakowało; w tym przypadku wybrali najsłabszego z nas i zastrzelili go. W Parschnitz byliśmy 10 dni, potem załadowano nas do otwartych wagonów, wiele osób tam stłoczone. W każdym wagonie był specjalny strażnik SS. Przez tydzień byliśmy w podróży n, dostaliśmy bochenek chleba i konserwę mięsną. Większość ludzi zginęła z głodu, leżeli martwi i do transportu dołączono wagon wiozący zwłoki , aż dotarliśmy. Piątego dnia umarłych wyładowywano z pociągu i pogrzebano, / niestety, nie wiem na której stacji / Przyjechaliśmy do Bergen-Belsen, w południe i wieczorem zabrali nas do dezynfekcji.
Ok. 8 dni po podróży, dotarliśmy do Hildesheim, gdzie mieszkaliśmy w starym browarze i spaliśmy na słomie, bo nie było prycz. Pracowaliśmy przy odgruzowaniu i porządkowaniu ruin po bombardowaniu pod nadzorem Volksturmu, którzy traktowali nas bardzo okrutni e i ciągle nas wpracy popędzali i bili. Jeden współwięzień został zastrzelony, ponieważ złąpano go na przywłaszczeniu sobie rzepy z wagonu. Pewnego dnia , gdy byłem w obozie jako chory ; nastapił ciężki nalot bombowy na miasto , które zostało niemal całkowicie zniszczone. Potem, niestety, wiele osób spaliło się wewnątrz obozu, który został całkowicie zniszczony. Umieszczono nas na brzegu rzeki i prace przy porządkowaniu ruin były kontynuowane. Jeśli nie byli zadowoleni z naszej pracy, to do Ahlen koło Hanoveru przenieśli nas za karę. W Hannover-Ahlen, pracowaliśmy w kopalni, w której prace były wykonywane w nocy. Byliśmy pod nadzorem ukraińskiego SS, którzy traktowali nas nieludzko .Dwóch niemieckich blokowych pobiło na śmierć więźnia z Hildesheim / budapeszteńskiego handlowca Arpada Fischera / a następnie powiesili go. Dwie godziny przed wkroczeniem wojsk brytyjskich odeszliśmy pieszo ok. 100 km i przybyli do Bergen-Belsen. W drodze większość moich kolegów została pobita na śmierć przez SS i niemieckich capo bez żadnego powodu. Na sześć dni drogi każdy dostał bochenek chleba, głodowaliśmy, byliśmy krańcowo wyczerpani . W Bergen -Belsen stłoczono nas 1200 osób w bloku, który mógł pomieścić 200 . Nadzór pełnili węgierscy żołnierze, którzy bardzo wielu zastrzelili. Porucznik o nazwisku Újváry wydał rozkazy, że Żydzi muszą być zastrzeleni. Ci z węgierskich żołnierzy, którzy mieli tatuaż SS, nosili białą opaskę. Był jeden kamienny blok nr 11 – gdzie leżało co najmniej 30.000 zmarłych, których trzeba było pochować, ciągnęliśmy te zwłoki w dwójkę za ręce do masowych grobów wykopanych w odległości do 3 km od obozu, wrzucaliśmy je tam . Przynajmniej 4000 –ciu wykonywalo ta straszną pracę. Zwłokom brakowało dużej części ud, jak dowiedzieliśmy się to dlatego, że ze względu na straszliwy głód ; więźniowie jedli ludzkie mięso . Starsi blokowi mieli rozkaz od węgierskich żołnierzy aby bić na śmierć więźnia, jeśli po prostu wyszedł po wodę, byli na miejscu rozstrzeliwani. W bloku nie było miejsc do spania w żaden sposób jeśli ktoś tam próbował zrobić miejsce dla siebie przed blokiem, również bez słowa zastrzelili go . Chleba już w ogóle nie otrzymywaliśmy, tylko raz dziennie trochę zupy , ale często zdarzało się, że nie dali nam zupy. Na godziny przed wyzwoleniem dostaliśmy chleb zawierający arsen, co sprawiło, że wielu ludzi zachorowało , i także zmarło. Potem przenieśli nas transportem do opuszczonego bloku nr 29, podczas tego pojawiły się czołgi. Potem było bardzo dużo chorych na tyfus , żołnierze brytyjscy nie mieli odwagi, aby wejść do obozu, przyjechał tylko jeden samochód z głośnikiem , który ogłosił wyzwolenie.
3117, M,dziennikarz ur 1917 , lat 28, Auschwitz ( 31-05do3-06-44), Wustegiersdorf ( 5-06-44 do 2-12-44 ), ewakuowany via Kallies ( 1-12-44- 1 tydzień ), Parschnitz ( 1 tydzień ) do Hildesheim ( 3 tygodnie- styczeń 45 ) , Aachen (01-03-45 ), Bergen-Belsen ( 8-9-04-45 ).
Pracowałem jako reporter giełdowy w pismie „Węgry” w Budapeszcie . Jako lewicowca, wywieziono mnie 19-04-444 z mojego mieszkania na ulicy Mosonyi i po upływie 30 dni internowania przyszedłem do Nagykanizsa.. Tam ( w Auschwitz, przyp. mój ) przebywałem tylko przez 3 miesiące, a następnie z transportem roboczym liczącym 800 osób, zabrano do Wüstegiersdorf. Tu dostałem się do bardzo przyzwoitego obozu, który mieścił się w ogromnym murowanym budynku i był najlepszy spośród tych, w których byłem. Obóz był połozony w pięknym miejscu, i był dobrze podzielony na bloki. Liczba mieszkańców mieściła się w zakresie od 500-800 osób. Tutaj zostaliśmy przydzieleni do różnych miejsc pracy, jako wykwalifikowani pracownicy , którzy byli w warsztacie. Ja pracowałem w pewnym magazynie zaopatrzeniowym. Z Wüstefiersdorf, gdy front rosyjski zbliżył się , wynieśliśmy się do Kallies gdzie spędziliśmy tydzień w strasznych swarunkach , mieszkaliśmy w stodole, było zimno, żadnego ciepłego jedzenia przez cały czas nie otrzymaliśmy. Z Kallies poszliśmy do Parschnitz, a gdy jest front się zbytnio przybliżył , pieszo poszliśmy do Bergen-Belsen. Po trzech dnach z Belsen wywieziono nas do H
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:45, 30 Sie 2013 Powrót do góry

3361, M, rymarz ( obróbka skóry ) ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 30-05-44do2-06-44 ), Wustegiersdorf ( 6-05-44 do 16-01-45 ), ewakuowany via Kallisch (23-01-45 do 8-02-45 ) do Hildesheim (11-02-45 do 29-03-45 ), Ahlen k. Hannover ( 31-03-45 do 11-04-45 ) i Bergen-Belsen.
Dostałem pasiak, przycięto nam włosy ,wprowadzono na blok, skąd dostałem się do transportu pracy do Wüstegiersdorf. W Wüstegiersdorf , ludzi przydzielano do różnych zawodów. Umieszczono mnie w wielkim budynku , w którym mieszkamy. Później zbudowano umywalnię, codziennie się kąpaliśmy, tak, że ten obóz był wystarczająco dobry w porównaniu do innych obozów . Był Revier, gdzie umieszczano chorych, wybudowaliśmy dodatkowo Zentrallreviert, tam umieszczano pacjentów bardziej chorych. Pobudka była o 4 rano, a następnie szliśmy do pracy na stacji kolejowej. 1 / 2-godzinna przerwa na obiad , pracowaliśmy do 18.30 wieczorem. Rozładowywaliśmy żelazo z wagonów i ładowali na samochody ciężarowe. Podczas pracy duży żelazny pręt spadł mi na nogę, i złamałem palec u nogi. Z Wüstegiersdorfspacer pieszo odeszliśmy do Kalisch, szliśmy1 tydzień , mieliśmy złe jedzenie , podczas chodzenia bardzo cierpiałem z powodu złamanego palca. 1 tydzień po przybyciu do Kalisch poszliśmy dalej 1 dzień , zbliżyli się do Rosjanie, więc udaliśmy się z powrotem i ponownie do Kalisch. Byliśmy bardzo zawszeni, leżeliśmy na brudnej słomie na ziemi. Na początku lutego dostaliśmy się do Bergen-Belsen, podróż otwartymi wagonami w zimie trwała 5 dni, jedzenia prawie nie było , było 10-15 martwych . Mimo, że obóz leży 7-km drogi od stacji ; wielu z nich padło na drodze transportu .W Bergen-Belsen wybrano zdrowych , skierowano do transportu, pacjenci zostali, co się z nimi stało, nie wiem, my poszliśmy do Hildesheim. Zanim wyszliśmy z Bergen-Belsen ,w czasie naszego tu pobytu 2 dni- nie wprowadzono nas do kąpieli, ani nie zostaliśmy zdezynfekowani, z powodu usterki technicznej. W Hildesheim nie było obozu, my zostaliśmy umieszczeni w teatrze. Ludzie chodzili do pracy na stację kolejową, rozładowywaliśmy wagony. Jeden z kolegów z Novi Sad, 19-letni Tibor Deutsch, podniósł pudełko cukru i został na miejscu zastrzelony przez SS. Pewnego razu , kiedy pracowałem na stacji, nastąpił silny nalot, teatr, w którym mieszkaliśmy, został zbombardowany, nas pozostawiono bez zakwaterowania, przez 2 tygodnie koczowaliśmy nad rzeka, większość z nas nie miała koców, ponieważ zostały one w pokoju. Tymczasem wiele osób zmarło w ciągu dwóch tygodni. 2 tygodnie później dostaliśmy krytą lokalizację i kontynuowaliśmy pracę na stacji. Tam ponownie nas zbombardowano, Hildesheim zostało zrównane z ziemią, wszystko wokół nas się paliło i bardzo wielu zginęło. Przez 3 dni prowadzono prace ratownicze, po ich zakończeniu zabrali nas do obozu w Allen koło Hanoweru.W Allen umieszczono nas w obozie wpobliżu szczytu góry. Tam było zimno zimą i latem. Tu już nie spodziewaliśmy się, że SS nie będzie przeciążać ludzi. W obozie było koło 800-900 osób 400 osób deportowano z Węgier , pozostali Polacy . Straż pełnili polscy, ukraińscy i niemieccy więźniowie. Zaczęło się torturowanie nas. Wykonywaliśmy prace pod ziemią ,ładowaliśmy wagoniki kopalniane, nosiliśmy kamienie i nie było dnia, żeby nie pobili na śmierć 15-20 osób. Na początku kwietnia ustawiono nas w szyku i spytali, kto jest zdolny do marszu, bo do maruderów będą strzelali. Domyśliliśmy się, że mamy wracać do Bergen-Belsen po wywiezieniu, a już raz tam byliśmy,i wiedzieliśmy, że okropny obóz. Wyruszyło pieszo 130-tu , 250-ciu zostało na tam miejscu.1945 tam. 11-04-45 -Ahlen zostało wyzwolone przez Amerykanów.
3380, K, ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 20-05-44do17-08-44 ), Wustegiersdorf (19-08-44 do końca wojny 8-05-45 ).
Transport pracy, do którego zostałam włączona , składał się z 200 kobiet i dziewcząt i został skierowany do wsi Wüstegiersdorf, gdzie mieliśmy pracować w fabryce amunicji. Mimo, że praca była nietypowa dla mnie, to nie była dla mnie trudna, może dlatego, że się cieszyłam, że znowu mogę pracować. Natomiast jedzenie było bardzo skąpe i człowiek nie mógł zyskać z niego nowej siły, ale musiał tracić te niewielkie stare siły, które jeszcze posiadał. To , że mimo tego żadna kobieta nie zginęła, zawdzięczamy faktowi, że obok nas był obóz mężczyzn i że więźniowie tego obozu teraz wspomagali nas żywnością w naszej biedzie. Pocieszającym momenem była również czystość, jaka panowała w obozie, i że my w wystarczającym stopniu miałyśmy możliwość wymycia się, więc szkodniki i choroby zakaźne zostały nam oszczędzone . Po spędzeniu już kilku miesięcy w miejscowości Wüstegiersdorf ; pewnego dnia - to było 7. Maja 1945 – otrzymalyśmy od SS zapowiedź, że mamy być zlikwidowane w ciągu najbliższych nocy. Już przygotowałyśmy się na śmierć, bo wiedzieliśmy zbyt dobrze, że esesmani w takich sprawach nie zwykli żartować. To , że nie wykonali tego planu zawdzięczamy Rosjanom, którzy bardzo szybko podeszli do Wüstegiersdorf, tak że SS nie miała czasu na przeprowadzenie ich szatańskiego planu , ale na oślep uciekali i pozostawili nas w obozie. Następnego dnia rano - 8 maja – zostałyśmy wyzwolone przez Rosjan, którzy taż zadbali o możliwość transportu do domu..
3407,M, gospodarz ur 1924 , lat 21, Auschwitz ( 2 dni ) Wustegiersdorf (8-06do30-09-44 ) ,Metzbach ( 3-10-44do14-12-44) Furstenstein (17-12-44 do 5-2-45 ), Flossenburg(1 dzięń-02-45 ), Buchenwald ( 2 dni 02-45), Schwartzenfeld ( 1 dzień).
Mieszkałem z bratem w Budapeszcie. ….. Po dwóch dnach zabrali nas z Auschwitz do Wüstegiersdorf, gdzie następnego dnia stawiliśmy się do pracy. Dostałem się do warsztatu stolarskiego. Pracowałem tam 3 1 / 2 miesiąca. 30-go września dostałem się do Metzbach .
3452,M,drukarz ur 1901 ,lat 44, Auschwitz (30-04-44do2-05-44 ) , Wustegiersdorf ( 5-05-44 do 14-02-45 ) , ewakuowany do Bergen-Belsen ( 10 do 12-03-45 ), Hildesheim (13 do 30-03-45 ) i Ahlem 2 do 9-04-45 ).
W dniu 1 maja było święto pracy, 2-go po południu wywieziono mnie z transportem 2000 więźniów do Wüstegiersdorf. Po trzech dniach podrózy dostaliśmy się na miejsce. Żywność, traktowanie, zakwaterowanie (oddzielne prycze, 2 koce) było wystarczające. Początkowo byliśmy przypisani do kolejowych robót budowlanych następnie prowadziliśmy roboty ziemne, co było bardzo trudne. Pracowaliśmy z cywilnym niemieckim majstrem, który bił nas w okropny sposób, za każdy drobiazg, ale szczególnie silne z powodu oczekiwanego tempa pracy. Podczas dwu miesiący pracy zostałem fizycznie całkowicie zrujnowany, udało mi się dostać do typografu za pośrednictwem protekcji mojego kolegi mechanika samochodowego (tego zawodu można się nauczyć ), gdzie przez niemieckiego kierowcę byłem bardzo dobrze wyposażony w żywność i generalnie tu dobrze mnie traktowali , więc wkrótce przyszedłem do siebie. Na zakwaterowanie nie mogę się skarżyć, oddzielne prycze , koce były, nawet w ogrzewanym pomieszczeniu, było także WC, możliwośc kąpieli, itp.. więc wskaźnik śmiertelności była bardzo korzystny . 14-02-45 ewakuowano nas drogą pieszą z powodu Rosjan ; Drogę rozpoczęliśmy pieszo, żywność na 3 dni dostaliśmy, było nas z naszego obozu 1.000 osób,, ale również były opróżniane okoliczne obozy, więc w sumie ok.. 2000 ludzi wyruszyło. Na początku szliśmy na piechotę, # # # dni przez cały czas, spaliśmy w otwartych wiatach , z powodu zimy wielu zamarzło. Co 24 godziny, 5 gotowanych ziemniaków było do jedzenia. Osiem dni potem załadowali nas do otwartych wagonów-węglarek po 70-75 osób i pojechaliśmy, trzy dni byliśmy bez żadnego jedzenia. W ten sposób z około 1000 osób zmarło po drodze 300 . Dotarliśmy do Bergen-Belsen .Stamtąd półtora dnia później, ponownie zabrał nas transport do naprawy dworca kolejowego w Hildesheim. Przybyło nas tutaj 500 osób zakwaterowano nas w tzw. hali miejskiej, leżeliśmy na słomie na ziemi. Tutaj nie ma możliwości umycia się a jedzenie było wciąż bardzo słabe. Nadzorcy bili nas pałkami, popędzając do pracy. W wyniku pobicia miałem uszkodzony środkowy palec prawej ręki . Nasza kwatera w hali miejskiej została zbombardowana i dziesięć dni koczowaliśmy na świeżym powietrzu na początku marca, Wszyscy leżeliśmy bez koców i słomy na ziemi, byliśmy przemoczeni i zziębnięci. To jest chore tutaj, więc jest to nadal nie ma śladu zużycia. Słyszałem, nie byli zadowoleni z pracy Żydów, więc wzięli na do Ahlen gdzie pracowaliśmy w kamieniołomie na nocne zmiany po 12 godzin. Żywności było prawie nic: zupa, dwie kromki chleba, 1 dkg masła, lub 2 dkg kiełbasy. SS Z nadzorcami SS starć nie było, ale w przeciwieństwie do tego nie było polecane chorować, nie zostawiali przy życiu chorych na revierze . Potem nie miałem odwagi zgłosic się jako pacjent a czyłem się bardzo źle. Pacjentów nie leczono , ale bito na śmierć, lub dawali im zastrzyk z benzyny, co oznaczało pewną śmierć. Więcej niż trzy miesiące nie mogłem iść z transportem, wiele osób zmarło . 3-04-45 amerykańskie wojsko podeszło a SS uciekli. Otworzyli bramy obozu, niektórzy poszli do Hanoweru, w dniu 9 kwietnia Amerykanie nas wyzwolili.
3474,M, kucharz ur 1927, lat 18,Auschwitz ( 28do30-04-44 ), Wustegiersdorf ( 1-05-44 do 26-02-45 ), ewakuowany do Flossenburga ( 28-02-45 do 2-03-45 ), Ohrdruff ( 4-6-03-45 ), Buchenwaldu ( 1-4-04-45 ), Flossenburg ( 8-20-04-45 ), Dachau (24-27-04-45 ).
Po dwu dniach wywieźli nas dalej transportem 6 000 osób do Wüstegiersdorf. W tym obozie było 500 osób, ja zostałem przydzielonych do pracy w magazynie żywności, inni pracował w warsztacie naprawy pojazdów, pracowaliśmy po 8-godzin czasu pracy dziennie w ramach trzech zmian. Tu internowali byli traktowani bardzo humanitarnie; Lagerführer nie pozwalał bić ludzi „. Spędziłem w obozie dziewięć miesięcy, i z końcem lutego przenieśli nas do Flossenburga. Połowa transportu nie została tu przyjęta i przenieśli się do Hanoweru, a my po 2 dniach podróży dotarliśmy do Flossenburga. Obóz we Flossenburgu był wielki , w obozie byli więźniowie różnych narodowości, wielu jeńców wojennych. Natychmiast po przybyciu zostaliśmy zdezynfekowani, dostaliśmy pasiaki i dopiero drewniaki. Pracy tu nie było , umieścili nas w bloku kwarantanny , a dwa dni później wywieziono nas do Ordruf , wybrano pracowników przemysłu metalowego i żelaza . Pomieścili nas ogromnym podziemnym koszarze. Tu nie pracowaliśmy i po kilku dniach przyjechaliśmy wagonami do Buchenwaldu. Jechalismy po 80-90 osób w zamkniętych wagonach dla bydła , ale gdy drzwi były otwarte, sytuacja była zupełnie wystarczająca. W Buchenwaldzie, policja obozu po biła gumowymi pałkami ludzi. Znaleźliśmy się w fabryce stolarki, było nas tam ok. 2000 ludzi leżących na podłodze , podczas gdy jedzenie było dość słabe . Kilka dni później powróciliśmy do Flossenburga, i zostaliśmy zakwaterowani w fabryce samolotów. Stopniowo zbliżał się front, nasze wyżywienie było coraz słąbze i zostaliśmy wysłani do Dachau. Wysiedliśmy z pociągu w Zeisnél, ponieważ w wyniku nalotu samolotu uszkodzona została lokomotywa , jak również zniszczone wagony z żywnością. Nasz pociąg był oznakowany od góry wagonów w paski i prawdopodobnie w związku z tym nie było poważnych obrażeń i zabitych wśród naszych ludzi. Po przejściu pieszo 20 km , załadowali nas ponownie do wagonów na małej stacji. Podróżowaliśmy 2 tygodnie, byliśmy też 2-3 dni na stacjach ze względu na stałe naloty. Po przyjeździe do Dachau, zostaliśmy podzieleni na różne baraki, spalismy na gołych pryczach. Na wyżywienie nie mogę narzekać, a trzy dni później przybyli do nas wyzwoliciele, amerykańscy żołnierze. 27-04-45 rano strażnicy już opuścili obóz, a my zostaliśmy wyzwoleni.


Uwagi końcowe
66 osób spośród tych, co przeżyli , zostawiło w bazie danych spisaną relację, w tym 12 kobiet. Kobiety pozostały na miejscu w Oberwustegiersdorf. 3 mężczyzn ( chorych niezdolnych do marszu ) pozostawiono na miejscu. 7 mężczyzn przekazano do innych obozów w czasie od czerwca 44 do października 44. Pierwsza ewakuacja z obozu miała miejsce 28-09-44 do Krahvinkel.
8 więźniów zostało przekazanych do innych podobozów/ komand Riese, istniała duża migracja między podobozami .
15 osób nie zostało nigdzie ewakuowanych. 12 z nich stanowią kobiety ( 200 osobowe komando ) z fabryki broni, amunicji i granatów ręcznych, która pracowała do wyzwolenia .
18 osób zostało ewakuowanych do podziemnej fabryki samolotów pod Hannoverem w Ahlem
4osoby trafiły do Ohrdruff, Krahvinkel
Pojedyncze osoby trafiły do Bergen-Belsen,Flossenburg, Regensburg,Linden, Leonberg k Stuttgartu, praca dla Messerschmidta, Aachen ( wspomina holenderski obóz specjalny i Theresienstadt. Większość potencjału ludzkiego skupionego w Wustegiersdorf pracowało zatem przygotowując podziemne fabryki samolotów ( z polskich relacji wiadomo, że produkcja części płaskich- skrzydła - już się zaczęła). W Krahvinkel podobno miała być podziemna fabryka samolotów. W Ohrdruff jak wiadomo z literatury , Niemcy przeprowadzili próby z urządzeniem jądrowym. Czy w Głuszycy były realizowane jakieś prace z tym związane? Zbyt mało wiem , co się działo w Ohrdruff i Krahvinkel,( kwatera AH, kompleks OLGA) ale domniemywam, że jakieś prace o podobnej tematyce mogły tu być realizowane. Brak dowodów na dalsze rozwijanie tego wątku. Wiadomo tylko z literatury, że w Wustegiersdorf zginął jeden oficer w trakcie eksperymentów z jakimś nowym rodzajem broni ( lekarz stwierdził przerwanie akcji serca i rozerwanie płuc w wyniku działania fali uderzeniowej w trakcie wybuchu )
W podobozie Wustegiersdorf było więcej komand realizujących różne zadania. W tym budowa dróg, kolei, bunkrów, fortyfikacji, produkcja amunicji, w warsztatach samochodowych. Nikt z osób, które pozostawiły te relacje nie pracował przy produkcji części do samolotów. Nie mówi się o takiej produkcji na terenie zdemontowanej fabryki, w której mieszkali. A jednak trzeba przyjąć, że podziemia, które przygotowywali ( i w których już ruszyła produkcja takich części- patrz relacje polskie) miały służyć głównie takiemu celowi- do takiej fabryki zostali w większości ewakuowani.
Liczebność obozu była oceniana na 800 do 1400 mężczyzn i 200 kobiet z fabryki amunicji
Grupa kobiet, która została do wyzwolenia na miejscu podaje pracę przy produkcji amunicji – 8 osób, pracę w fabryce ( 1 ), pracę w fabryce broni (1 ), pracę w wytwórni ręcznych granatów.
Zawody deklarowane przez internowanych: kobiety: 5 krawcowych, 3 gospodynie domowe, 2 studentki , jedna fryzjerka i jedna 17-letnia nie podała zawodu. Wsród mężczyzn przeważali handlowcy- 9 relacji, uczniowie i studenci-4 relacje, krawcy-4, mechanicy samochodowi -4, rzeźnicy-2, zegarmistrzów – 2, przedsiębiorców-2, prac. umysłowi : lekarz, inżynier, dziennikarz, drukarz, agronom, talmudysta- 6, pozostali rzemieślnicy: stolarz, piekarz, optyk, szewc, fryzjer, szklarz, rymarz, kucharz, mistrz odlewniczy-9, poza tym 1 rolnik i jeden pracownik.
Pracę przy tunelach podaje 3 więźniów, prace ziemne, budowa linii kolejowych i fortyfikacji podaje 2 więźniów, 3 więźniów podaje pracę jako mechanik samochodowy i blacharz, pojedyncze osoby podają : praca dla OT, cieśla, wszelkie ciężkie roboty , odźwierny obozu, kapo, wyrób chodaków i butów dla SS, fryzjer komendanta,
Najwcześniej do obozu Wustegiersdorf przybyli ludzie w kwietniu 44- 17-go, 22-go i 30-go. Kobiety pracujące w fabryce amunicji ( 10 osób ) przybyły do obozu Wustegiersdorf nieco później, ( 18, 22, 26-07-44 i 16, 19,22-08-44 , xx-10-44 ) widocznie fabryka nie była wcześniej gotowa. Transfery pracowników były już wcześniej. Ewakuacja zaczęła się w styczniu 45 ( 5, 16 ) trwała w lutym 45 ( 6, 14, 15,16,19,25, 26 ) a ostatnia relacja mówi o ewakuacji 15-04-45.
3-Obóz Oberwustegiersdorf Głuszyca Górna
500, 577, 1452K, 1785,=4
Do tego trzeba dodać 12 relacji kobiet z fabryki amunicji, które są ujęte przy Wustegiersdorf.
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób
A ilość relacji survivorów
4 + 12K
A1- Płeć
M- 3osób
K- 1+12
B- wiek survivorów w roku 1945
Mężczyźni : 17, 75 roku Kobiety ( razem z
ujętymi w Wustegiersdorf )
Do 20 lat=, 4 osoby (17 lat i 3x18) 9
21 do 30 lat= , - 1+1
31 do 40 lat=, - 2
41 do 50 lat=, - -
Powyżej 50 lat=,- -

C- zawód internowanych
Rzemiosło –
Handel - 1- pracownica sklepu spożywczego
Uczący się- 1 osoba
Pracujący na roli-
Prac. umysłowi -
Fabryka- 3 osoby ( 2 elektryków i maszynista )
D- standing rodziny przed aresztowaniem
D1- wyrażone poglądy
E- data przybycia do obozu
Kwiecień 44 : = -
Maj 44 : 3osoby ( 22 i 28 x2, )
Sierpień 44: = 1K osoba, ( 22 )
Marzec 45:= 1 osoba, ( 2 -03-45, pobyt 2tygodnie )
Nieokreślony:= -
Zestawienie dla reszty kobiet z fabryki amunicji patrz Wustegiersdorf
F- data ewakuacji z obozu
wrzesień 44 = 1 osoba , bez podania dnia, ewakuowana do Vierzehnstein, Dachau , Hannover , Bergen-Belsen , Hildesheim , Hannover ,Bergen-Belsen
styczeń 45 = 2 osoby, 15-01-45- Flossenburg , Offenburg , Donaueschingen
marzec-45 = 1 osoba-15-03-45- Flossenburg , Offenburg , Donaueschingen
nie określono = -
G- zadania
500- pobyt w marcu 45- Tu byłem przez 2 tygodnie, pracy nie było dla nas
577- Wybudowaliśmy stację kolejową, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie.
1452K- Pracowałyśmy w fabryce amunicji.
1785- We wrześniu poszliśmy do Vierzehnstein. Pracowaliśmy w tunelu.
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I- wyżywienie
577- Wyżywienie była bardzo słabe:zupa z brukwii, 20 dkg była dzienna racja chleba, czasami mamy czarną kawę. Wielu ludzi zmarło w wyniku niedożywienia. Tak więc głodowaliśmy przez 8 miesięcy.
1452K- nasza dzienna racja żywności była 200 gramów chleba i zupa bez zawartości. Dlatego też wiele głodowało i bardzo wiele z nas zachorowało na gruźlicę,
1785- Planowane racje żywnościowe, i tak bardzo niewielkie, były kradzione przez blokowych.
J- zakwaterowanie
577- Mieszkaliśmy w namiotach, Mycie nie było możliwe, z uwagi na ten fakt dostaliśmy wszy.
1452K- W tym obozie umieszczono nas w drewnianych barakach.
K- traktowanie
500- W drodze Czesi rzucali nam chleb, ale esesmani nie mogli na to pozwolić.
577- Lagerführer Otto Weingarten, żołnierz SS dużo nas bił. Wiele od niego wycierpieliśmy.
1452K- Nasza praca była bardzo ciężka, ale kobiety z nadzoru SS, nadzorca naszej pracy nie traktowały nas surowo. ..W ostatnich dniach żołnierze niemieccy już przemówili do nas i jeden powiedział nam, że Führer nie żyje a stolica Niemiec padła ( kobieta z fabryki amunicji ).
1785- SS przyjął nas następującymi słowami: „No, znowu tu są te przeklęte Żydy”. ..Także nasz cywilny mistrz był szorstkim człowiekiem. Jeśli pracowaliśmy nieco wolniej, on..
Tam( w Hildesheim ) stały wagony z żywnością, mieliśmy okazję organizować dla nas wszystkich. Byliśmy teraz strzeżeni przez żołnierzy ( Volkssturm ) , którzy traktowali nas bardzo dobrze, i widzieli w nas dzieci a nie jeńców.
L- opieka medyczna
M- śmiertelność w obozie
1452K-Chory otrzymywał leczenie w ambulatorium, więc było stosunkowo niewiele zgonów( kobieta z fabryki amunicji ).
N- przekazanie do innego obozu
O- liczebność obozu
577- Kilka dni potem dostaliśmy się do transportu pracy do Oberwüstegiersdorf, . Wyruszyło 500 osób…
Należy przyjąć, że 200-osobowe komando kobiece, których 12 relacji jest zapisane w obozie Wustegiersdorf, w rzeczy samej kwaterowało w Oberwustegiersdorf.
Jeżeli przyjmiemy , że w Oberwustegiersdorf było 500 internowanych mężczyzn ( i 200 kobiet ), to śmiertelność wśród mężczyzn była nieporównywalnie większa. Mężczyźni ( 4 ) z tego obozu zostawili tylko 3 relacje.
P- wyzwolenie i przeżywalność
Q- zapis dot obozu
500, M, uczeń ur 1927, 18 lat, Auschwitz ( 23do26-05-44 ), Dornhau ( 28-05-44 do 28-02-45 ), Oberwustegiersdorf( 2 do15-03-45 ), Flossenburg (19do 20-03-45 ), Offenburg ( 23-03-45 do 15-04-45), Donaueschingen ( 16 do 20-04-45 ).
Przepracowałem tutaj 9 miesięcy , a następnie dostałem się do Oberwüstergürsdorf. Tu byłem przez 2 tygodnie, pracy nie było dla nas. Na początku dostawaliśmy kilogramowy chleb na czterech później, na 9-ciu a na końcu już nic. Kiedy wojska rosyjskie zbliżyły się; zaczęliśmy pieszą ewakuację, nikt nie wiedział dokąd. Na drogę otrzymaliśmy po 2 / 3 bochenka chleba i nic więcej przez 3 dni. Dziennie robiliśmy 25-30 km. 6 dni chodziliśmy strasznie cierpiąc. Tych, którzy nie mogli znieść dalszego marszu , wywożono wózkiem do lasu, gdzie rozstrzelano wielu z tych słabszych ludzi spośród nas. Po tygodniu załadowano nas na wagony. 140 osób było w zamkniętym wagonie, racje chleba wrzucili do środka, więc większość z nas ich nie dostała. Po czterech dniach cierpienia przyjechaliśmy do Flossenburga. W drodze Czesi rzucali nam chleb, ale esesmani nie mogli na to pozwolić. Tu nie dostaliśmy żadnej pracy, wcześnie rano o 4.30 wypędzono nas na plac apelowy w największe zimno i deszcz , potem załadowali nas we Flossenburgu , i znaleźliśmy się w Offenburg / limit # # # /. Tu umieszczono nas w koszarach Wehrmachtu i pracowaliśmy po 10-12 godzin dziennie. Po trzech tygodniach dostaliśmy się do Donaueschingen , gdzie spędziliśmy kilka dni, potem wywieziono nas do obozu dla internowanych. Stamtąd udaliśmy się do pracy położonejw odległości 25 km od Donaueschingen. Tu również pracowaliśmy przy kolei. Pewnej nocy koło 24-tej załadowali nas na wagony i wywieźli dalej. Pierwotnie ich plan był wrzucić nas do jeziora Bodensee, na szczęście, ich plan się nie powiódł, ponieważ przybyły wojska francuskie, które nas ratowały. SS zostawili nas w wagonach . Przy pomocy Francuzów mogliśmy się przenieść do Republiki Czeskiej

577,2M, elektrycy ur 1927 – 18 lat i 1928 , 17 lat, Auschwitz ( 3 dni ), Oberwustegiersdorf ( 28-05-45 do 15stycznia 45 ), ewakuowany do Flossenburga (15-01-45 do 02-02-45 ), Offenburga ( 2-02-45 do końca 02-45 ), Donaueschingen (koniec -02-45 do 30-03-45 )
Kilka dni potem dostaliśmy się do transportu pracy do Oberwüstegiersdorf, . Wyruszylo 500 osób, podróżowaliśmy wagonami, dostaliśmy na drogę 50 dkg chleba, 2 dkg masła i kiełbasę. Mieszkaliśmy w namiotach, Lagerführer Otto Weingarten, żołnierz SS dużo nas bił. Wiele od niego wycierpieliśmy. Wybudowaliśmy stację kolejową, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Była to praca, wymagająca wielkiego wysiłku. Mycie nie było możliwe, z uwagi naten fakt dostaliśmy wszy. Wyżywienie była bardzo słabe:zupa z brukwii, 20 dkg była dzienna racja chleba, czasami mamy czarną kawę. Wielu ludzi zmarło w wyniku niedożywienia. Tak więc głodowaliśmy przez 8 miesięcy.Ja czułem się na tyle dobrze na ciele i duszy, że mogłem pracować . W połowie stycznia 45 wyruszyliśmy pieszo do Flossenburga. W 10 tam przybyliśmy. Na 5 dni drogi dostaliśmy po 40 dkg chleba i trochę miodu. Była to pierwsza w ciagu kilku dni konsumpcja żywności, pozostałe cztery dni zrobiliśmy na głodnego. Mieliśmy śnieg na drogach, kto zostawał w tyle, dostawał strzał w tył głowy i marł w drodze. Załadowano nas do wagonów piątego dnia po 120 mężczyzn wagonie i zamknięto drzwi. W niewypowiedziany sposób cierpieliśmy w tych dniach, myśleliśmy, że nie przeżyjemy. Po otwarciu wagonów było w każdym co najmniej 30 zabitych. Rzucili na oślep, byliśmy szczęśliwi, że jest nas mniej, bo każdy z nas czuje się zagubiony, każdy chciał ocalić własne życie. We Flossenburgu spędziliśmy 5 tygodni. Tysiące ludzi było w koszarach, prycze na pięć osób, nie było pracy, ale sytuacja przerażająca. Capo bił słabych ludzi, a potem ktoś wybijał zmarłemu złote zęby. Dostaliśmy się do obozu karnego; dzienie w wyniku różnych tortur co najmniej 30-40 osób ginęło. Otrzymywaliśmy każdego dnia po 15 dkg chleba i zupę . Stamtąd dostaliśmy się do Offengurga, tu nie byliśmy długo i zabrali nas transportem do Donaueistlingen, gdzie nadal cierpieliśmy droge krzyżową. Ci, którzy nieszczęśliwcy, którzy nie mogli pracować ,byli zabijani zastrzykiem benzyny . Wielu żywych ludzi zostało wrzuconych do latryn, gdzie utonęli. My porządkowaliśmy ruiny,na chwiejnych nogach , bo siły zupełnie nas opuściły. Wiele osób zmarło na tyfus plamisty. Stąd popędzili nas dalej, najpierw pieszo potem w wagonach. To już był początek kwietnia 1945. Nasza lokomotywa została całkowicie zniszczona koło Immendingen w wyniku ataków lotniczych. Gonili nas do kontynuowania dalszej drogi, prawdopodobnie w celu wykończenia nas w ostatniej chwili. Plan ten nie powiódł się dlatego, że zostaliśmy wyzwoleni przez Francuzów w lesie kilka godzin po nalocie .
1452, K , prac. sklepu spożywczego ur 1917, 28 lat, Auschwitz ( 20-05-44do20-08-44 ) Oberwustegiersdorf ( 22-8-44 do 9-05-45 )
Trzy miesiące później silniejsze zostały wybrane do transportu. Nas około 200 zostało zakwalifikowane do transportu i załadowane na wagony. Rozdali po ćwierć bochenka chleba i ser na drogę. Po pół dnia dotarliśmy do Oberwüstegiersdorf. W tym obozie umieszczono nas w drewnianych barakach. Pracowałyśmy w fabryce amunicji. Nasza praca była bardzo ciężka, ale kobiety z nadzoru SS, nadzorca naszej pracy nie traktowały nas surowo. Dziennie pracowałyśmy po 13 godzin, nasza dzienna racja żywności była 200 gramów chleba i zupa bez zawartości. Dlatego też wiele głodowało i bardzo wiele z nas zachorowało na gruźlicę, głównie z powodu małej ilości pożywienia i ciężkiej pracy, do wykonania przez mężczyzn. Chory otrzymywał leczenie w ambulatorium, więc było stosunkowo niewiele zgonów. W ostatnich dniach żołnierze niemieccy już przemówili do nas i jeden powiedział nam, że Führer nie żyje a stolica Niemiec padła. Nie mogliśmy uwierzyć, że nam się udało. W ciągu kilku dni wojska rosyjskie pojawiły się w obozie w samochodach ciężarowych. Dopiero wtedy uwierzyłyśmy w to, co usłyszałam od SS-manów. Wkrótce po drodze poszłyśmy na piechotę, ponieważ wszystkie linie kolejowe zostały zbombardowane.
1785, M, maszynista ur 1927, lat 18, Auschwitz (19do21-05-44 ), Oberwustegiersdorf (22-05-44 do wrzesień 44), Vierzehnstein ( 19-09- 44 do 20-10-44, praca w tunelach ), Dachau (20-27-10-44), Hannover ( 29-10-44 do 7-11-44), Bergen-Belsen (10-12-11-44), Hildesheim ( 14-11-44 do 1-01-45 praca na stacji kolejowej ), Hannover ( 3-01-45 do 6-04-45 ),Bergen-Belsen ( 8-15-04-45).
My zostaliśmy natychmiast wybrani do transportu. My nasze ubrania zamieniliśmy na lepsze, ale znowu nas ukarali .Przeszliśmy 19 km pieszo i przybyliśmy do Oberwüstegiersdorf. SS przyjął nas następującymi słowami: „No, znowu tu są te przeklęte Żydy”. Lał deszcz i trzeba było stać całą noc w strugach deszczu. Także nasz cywilny mistrz był szorstkim człowiekiem. Jeśli pracowaliśmy nieco wolniej, on wyciąć grubym ( Tock ) dla nas ( tekst niejasny-przyp. mój ). Planowane racje żywnościowe, i tak bardzo niewielkie, były kradzione przez blokowych. We wrześniu poszliśmy do Vierzehnstein. Pracowaliśmy w tunelu. Zarówno wyżywienia, jak również traktowanie było ludzkie. W małym obozie w Hamburgu, znowu zostaliśmy powitani naszym ulubionym określeniem „przeklęty Żydów”. Tym razem byli to niemieccy kapo. Zesłąno nas tutaj, aby nas ukarać. Zaczęliśmy od razu następnego dnia pracę przy budowie tunelu. Również tutaj mieliśmy bardzo złego mistrza, który bił na śmierć, jeżeli nie pracowaliśmy wedle jego wymagań. Jeśli Deten głośne słowa do siebie # # #, to niech nas nie spać w nocy. Wydawanie jedzenia zostało zredukowane do jednego razu dziennie. Gdy przyjechaliśmy do Bergen-Belsen, mieliśmy na 800 mężczyzn 300 zmarłych . W czasie rozdziału jedzenia , były bójki i zostaliśmy pobici tak bardzo, że często musieliśmy rezygnować w do odniesieniu brzucha (chociaż byliśmy strasznie głodny) i wracaliśmy pokrwawieni potem poszliśmy do Hildesheim do Volkssturmu. Tu pracowaliśmy na stacji. Tam stały wagony z żywnością, mieliśmy okazję organizować dla nas wszystkich. Byliśmy teraz strzeżeni przez żołnierzy, którzy traktowali nas bardzo dobrze, i widzieli w nas dzieci a nie jeńców. Kiedy wróciliśmy do Bergen-Belsen, pożegnaliśmy się z tym, co jest dobre. Byliśmy 1200 ludzi w bloku, spaliśmy na ziemi. Do jedzenia dostawaliśmy po 0,2 litra zupy dziennie. Musieliśmy stać od trzeciej rano do dziewiątej na apelu a potem trzeba było przeciągnąć zwłoki Było ich już 15 000, a prawie codziennie dochodziło dalszych 300-400. Węgierscy żołnierze też zabili wielu ludzi. Jeśli ktoś widział u więźnia „zorganizowane „ buraki, to ten został rozstrzelany przez nich, jak również przez Niemców. Ukraiński SS był już całkowicie nieludzki. Gdy widzieli człowieka który miał trochę tuszy, zabijali go, i podobno jedli mięso, zanim Anglicy nas wyzwolili , Niemcy nam trochę chleba. Dostaliśmy bólów brzucha,, potem dowiedzieliśmy się, że chleb był zatruty. Ponadto mówiło się, że obóz jest podminowany, ale nie ustaliłem tego na pewno. Kiedysłyszeliśmy, że Anglicy nadchodzą byliśmy bez granic szczęsliwi i chcieliśmy iść z nimi. Węgierscy żołnierze nas ostrzelali .
Podsumowanie obozu Oberwustegiersdorf.
Na terenie obozu istniały komanda kobiece i męskie. Najwcześniejsze przyjazdy 22 i 28-05-44, kobieta do pracy w fabryce amunicji przybyła 22-08-44. Komando kobiece ( co najmniej 200 osób pracowało w fabryce amunicji i nie było ewakuowane, pracowało do samego końca. Nie były brutalnie traktowane, stąd względnie mała śmiertelność. Komanda męskie o liczebności około 500 osób przerwały prace przed nadejściem frontu i zostały ewakuowane. Charakter pracy komand męskich był różny: budowa dworca kolejowego, rozładunek wagonów , jak i praca w tunelach. Terminy ewakuacji bardzo różne , od września 44 do Vierzehnstein do pracy w tunelu, 15-01-45, do 15-03-45-ewakuacja do Offenburga i Donaueschingen via Flossenburg.
4-Obóz Schotterwerk Głuszyca Górna
282,336,350,386,1233,1503,1665,1760,2691,=9
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
9
A1- Płeć
M- 10 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945 : średnia 29,555 roku
Do 20 lat=, 2 osoby=2x17
21 do 30 lat= , 6 osób=3x21, 22, 2x24
31 do 40 lat=, 0
41 do 50 lat=, 1 osoba= 48
Powyżej 50 lat=, 1 osoba= 51

C- zawód internowanych
Rzemiosło – 6 osób= 2 szewców, krawiec, szklarz, czeladnik zegarmistrzowski i
dekorator wystaw.
Pracujący na roli- 2 osoby: rolnik i wyrobnik
Prac. umysłowi - 2 osoby: dr prawa i drukarz

D-standing rodziny przed aresztowaniem
1233- Było nas cztery osoby w rodzinie, mój ojciec był nauczycielem.
2691- Mieszkałem w Iloncán jak i 200 rodzin żydowskich . Byli rolnikami i kupców, prawie wszyscy biedni ludzie. Mój ojciec był krawcem, a ja uprawiałem mój własny kawałek ziemi…
D1- wyrażone poglądy
1233- Wśród Czechów Żydom dobrze się działo.
E- data przybycia do obozu
Kwiecień 44 : = 1 osoba= 14
Maj 44 : = 1 osoba=25
Czerwiec-44: = 1 osoba= dzień nie podany
Styczeń 45: = 1 osoba=6
Luty 45:= 1 osoba=15
Nie określono:= 4 osoby
Przybywali tam od kwietnia 44 i latem tego roku, potem bezpośrednio przed ewakuacja pozostawiono tam osoby nie zakwalifikowane do wymarszu. Przeżyła i zostawiła relację tylko jedna osoba, ewakuowana z tego obozu.
F- data ewakuacji z obozu
Wszyscy poza jedną osobą przeżyli, bo pozostawiono ich na miejscu. Tylko jedna osoba ( 386 ), która była tam tylko 2 tygodnie – dat nie podano-, kiedy front się zbliżył, została ewakuowana ( przez 5 dni szli pieszo, potem pociągiem ) do Flossenburga, Leonburga, Mettenheim (pracowała tam nosząc worki z cementem ) i została wyzwolona przez Amerykanow koło wsi Poing. Osoba ta przyszła z Dornhau, gdzie poprzednio pracowała przy budowie dróg.
G- zadania
282, 1760- chorzy
350-Tam nie mieliśmy żadnej pracy.
386- Tu pracowałem przez 2 tygodnie przy sprzątaniu śniegu.
1233-Podczas dwanaście godzin trwającej pracy na stacji kolejowej musieliśmy rozładowywać worki cementu z wagonów i przenosić je 15 m dalej , podobnie jak i cegły. Zbudowaliśmy 15-to kilometrowej długości linię kolejową wijącą się serpentynami i prowadzącą do fortyfikacji, znajdujących się w Górach Sowich. Planowaliśmy teren, nosiliśmy i kładliśmy podkłady kolejowe i 16 m długości szyny. Materiały do budowy torów kolejowych był rozładowywany z wagonów kolejki wąskotorowej i przenoszony dalej około 50 m.Wtedy Ukraińcy montowali je na miejscu , a następnie skręcali śrubami. Nosiliśmy w ośmiu ludzi belki drewniane 5-6m długości na budowany drewnianym wiadukt, z jednej strony, najpierw pod górę, potem w dół, w drewniakach . ….W wolne niedziele musieliśmy budować urządzenia sanitarne, do ich zakończenia, trzeba było się myć w strumieniu…. Jak praca się skończyła, przeniesiono nas do Märzbachtal. … W wyniku ewakuacji okolicznych obozów wielu chorych zgromadzono tutaj ( w Dornhau , przyp mój ) , a nas, lżej chor ych, wysłali z powrotem do obozu ( Schottenwerk ). Już nie pracowaliśmy , nie było dużo pracy. Tylko grupy ludzi po 60-80 mężczyzn pracowali przy demontażu maszyn, podkładów kolejowych i załadunku towarów do przewozu: Niemcy przygotowywali się do ucieczki. Z końcem grudniu zostaliśmy okrążeni przez Rosjan , słyszałem wystrzały i zobaczyłem nad płonącym Breslau świece Stalina.
1503- Stałej pracy tutaj nie dostałem, ponieważ byłem chory, i po obozach.

G-1 –droga do pracy
1233- Zbudowaliśmy 15-to kilometrowej długości linię kolejową…
H- najemca
1665- Pracowaliśmy w firmie Putzer & Holzmann – w spółce budownictwa drogowego –przez 14 tygodni.
I- wyżywienie
282- W obozie w Schotterwerk panował wielki głód, ponieważ racje żywnościowe były bardzo obniżone. Tylko wieczorem dostaliśmy zupę.
386- Ledwo dostawaliśmy kawałek chleba i pustej zupy na dzień, w wyniku czego głód był ogromny.
1233- Jedzenie było coraz gorsze i było na końcu zupełnie niejadalne.
1503-Tu kończyliśmy łatwą pracę a raz dziennie dostawaliśmy trochę zupy i chleba.
1665- Kuchni na miejscu nie było, żywność była przywożona z zewnątrz. Dostawaliśmy ćwiartek chleba, margarynę lub kiełbase i 1 litr zupy dwa razy w tygodniu i słodkie czarną kawę. O 4 rano rozdzielali kawę,..
1760- Dostawaliśmy dziennie 18 dkg chleba, wodnistą zupę, a my byliśmy bez ubrania. ( chory )
2691- Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba, co drugi dzień dostawaliśmy jedną trzecią bochenka . Pozostały chleb rozdzielano pod koniec tygodnia .. My chorzy otrzymywaliśmy tylko połowę racji zdrowych pacjentów, czyli 12 dkg chleba dziennie i zupę.
J- zakwaterowanie
282- W jednym pokoju było stłoczone 80-100 osób . Nie można się było umyć, i było tak dużo wszy i pcheł, że gdyby nie wyzwolenie, to pozostałe 500-600 osób też by nie przeżyło.
350- I przyszedłem do Schotterwerk, który był także dużym obozem barakowym.
1233- Jechaliśmy tam półtora dnia po 50 osób w wagonie, aż doszliśmy do jednego z wielu znajdujących się w okolicy obozów.
1665-Mieszkaliśmy w celtach. Było w obozie 31 Zelt, w każdej mieszkalo ok. 18-20 ludzi. Kiedy było ciepło, to sytuacja była dopuszczalna, ale później było zimno i deszcze, to było bardzo nieprzyjemne mieszkanie
386- Kiedy wyszliśmy ( na ewakuację ) , byliśmy pełni wszy, gdyż nie było możliwości umycia się, i używania szczotki .
2691- Wywieźli nas do Schotterwerk. Gby tam dotarliśmy jeszcze nie było baraków. Żydzi greccy rozpoczęli budowę obozu. My również pracowaliśmy przy ustawianiu namiotów. A było bardzo zimno i mieliśmy cienką odzież. Dostaliśmy po trzy koce na osobę.

K- traktowanie
282- Na dwa dni przed wyzwoleniem komendant obozu sierżant zastrzelił Żyda, ponieważ ten kłócił się o prawo do kawałka chleba, i nie chciał na polecenie komendanta przekazać chleba drugiemu , i został zastrzelony ( tekst niejasny, przyp. mój ).
386- Każdego dnia dostawaliśmy tu wiele bicia bez powodu.
1233- Wehrmacht, pod którego rozkazami pracowaliśmy, później ubrano jak SS, ale pozostał przyzwoity. Jeden z nich powiedział: „. Nie szata zdobi człowieka, ale serce” Byli dla nas dobrzy , starsi podrzucali zapalone papierosy . Nasz komendant obozu nazwiskiem Otto Sonnenschain był sprawiedliwy, ale bardzo surowy. Młodszym i pilnym pracownikom chętnie pomagał, ale lubił bić i często uderzał niewinnych ludzi.
1503- Pamiętam , że pewnego wieczora pomiędzy więźniami powstał spór o kawałek chleba. Przyszli żołnierze SS i zaczęli strzelać do nich bez słowa.
1665- To było bardzo złe miejsce . …Pracownicy firmy zachowywali się całkiem normalnie względem nas, w każdym razie jeden z 14-tu majstrów, do którego byłem przydzielony był bardzo porządnym człowiekiem .
1760- Komendant obozu pracy za pewną specjalną pracę osobiście rozdawał chleb uprawnionym, gdy polski chłopiec, nieświadomy tego wyciągnął rękę po chleb i został za to zastrzelony. Komendant obozu powiedział: „Tu masz chleb, ty psie!” i zastrzelił go. Komendant wiedział, że będzie musiał opuścić obóz tej nocy, bo Rosjanie stacjonowali o 5 km dalej.
2691- A praca nie była tak straszna, tylko bardzo ucierpieliśmy od okrucieństwa naszego Lageraltester ( starszego obozowego ). Stale nas bił drewnianym kijem. ..Kiedy rzuciłem się do przyznanych nam chleb przez Lagerführera i wziąłem kawałek, zostałem pobity kijem przez Lageraltestera tak, że nie mogłem wstać z ziemi. ….Na szczęście później dostaliśmy dobrego Lagerführera i nasz los stał się łatwiejszy, ponieważ nie byliśmy tak bici.
L- opieka medyczna
M- śmiertelność w obozie
282- Połowa z 1200 osób zmarło( tyfus ) …. gdyby nie wyzwolenie, to pozostałe 500-600 osób też by nie przeżyło.
1233- Wybuchła epidemia tyfusu, mój ojciec zmarł w dniu 4 Maja w osobnym baraku, w którym leżeli chorzy podejrzani o zarażenie tyfusem.
1503- wszyscy byliśmy zawszeni, i z tego powodu wybuchł tyfus plamisty który dziennie pochłaniał 20-25 ofiar.
1760-. ..przy życiu pozostało zaledwie 400 i 80% tych ludzi miało na tyfus plamisty….( po wyzwoleniu-przyp. mój ) Mimo dobrej diety na około 300 osób zmarło 210-25, oczywiście, z powodu tyfusu.
2691- Chorych przez cały dzień napastowały miliony wszy , trudno było iść do łóżka. Naturalną konsekwencją tego było to, że w obozie wszyscy dostali tyfusu plamistego. Wszyscy byliśmy osłabieni i było do 35 zgonów na dzień.
N- przekazanie do innego obozu
350-Pewnego razu zauważono mnie bez fartucha, i za karę, ponieważ przez kilka minut byłem bez mojej odzieży roboczej, zostałem umieszczony w następnym transporcie. I przyszedłem do Schotterwerk,
1233- Przekazany 15-10-44 do Marzbachtal i Saufenwasser, wrócił 17-02-45 i był do wyzwolenia .
1665- Przekazany do Marzbachtal, Sauferwasser , wyzwolenia doczekał w Dornhau.
2691-Przekazany do Dornhau do kontynuowania pracy pomędzy 10-44 do 04-45. Wyzwolenia doczekał w Schotterwerku.
O- liczebność obozu
282- Potem wybuchł tyfus plamisty, który spowodował zagładę połowy obozu . Połowa z 1200 osób zmarło.
1233- Składał się on ( obóz - przyp. mój) z 500 więźniów.
1760- Kiedy przyjechaliśmy tam w dniu 15 lutego, liczyliśmy 1600 ludzi.
Reasumując, początkowo obóz liczył 500 osób, po zakończeniu planowanego zakresu budowy infrastruktury internowanych przekazano do Marzbachtal i Dornhau gdzie kontynuowali pracę. W czasie ewakuacji skupiono tam do 1600 lżej chorych, z których uformowano 60-80 osobowe grupy demontujący maszyny i infrastrukturę.
P- wyzwolenie i przeżywalność
282-. Połowa z 1200 osób zmarło.. gdyby nie wyzwolenie, to pozostałe 500-600 osób też by nie przeżyło.
386-(ewakuowany-przyp. mój ).. Straszliwie cierpiąc przyjechaliśmy do Flossenburga. 60-70% mężczyzn zmarło w trakcie podróży.
1503-… wybuchł tyfus plamisty który dziennie pochłaniał 20-25 ofiar.
1760- …( tuż po wyzwoleniu-przyp. mój ) .. Mimo dobrej diety na około 300 osób zmarło 210-25, oczywiście, z powodu tyfusu.
2691- Wszyscy byliśmy osłabieni i było do 35 zgonów na dzień.
Q- zapis dot obozu
282M, ur 1897, lat 48, dr prawa, Auschwitz (15do18-05-44 ), Wolfsberg (21-05-44do6-01-45 ), Tannhausen ( 6-01-45do6-03-45 ), Schotterwerk (6-03-45do12-05-45 )
W Beregovo żyło około sześciu tysięcy Żydów, a byli oni na ogół pracownikami umysłowymi, lekarzami, prawnikami. Ponadto, miasto miało czterech żydowskich farmaceutów. Handlowcy żyli na dość wysokim standardzie bytowania. Była również grupa bardzo ubogich około 400 rodzin , które otrzymywały w ramach pomocy pożywienie ze wspólnej kuchni, jadłodajnia stale pracowała i miała pod opieką te rodziny. Ja mieszkałem w komfortowych warunkach, chociaż po wejściu Węgrów już nie zostałem zatrudniony w komorze ( podatkowej?- przyp. mój ) jako Żyd.
W obozie w Schotterwerk panował wielki głód, ponieważ racje żywnościowe były bardzo obniżone. Tylko wieczorem dostaliśmy zupę. Potem wybuchł tyfus plamisty, który spowodował zagładę połowy obozu . Połowa z 1200 osób zmarło. Organizacja była już tak zdegradowana, że ludzie po jedzeniu dostawali biegunki , i z braku lekarstw umierali. Na dwa dni przed wyzwoleniem komendant obozu sierżant zastrzelił Żyda, ponieważ ten kłócił się o prawo do kawałka chleba, i nie chciał na polecenie komendanta przekazać chleba drugiemu , i został zastrzelony ( tekst niejasny, przyp. mój ). To powiedziałem , aby scharakteryzować jak byliśmy głodni. Temu sierżantowi, nazwiskiem Bitke Mayer – kapitan, który później popełnił samobójstwo – wysłał prezent 100 papierosów, tak był z niego zadowolony. W jednym pokoju było stłoczone 80-100 osób . Nie można się było umyć, i było tak dużo wszy i pcheł, że gdyby nie wyzwolenie, to pozostałe 500-600 osób też by nie przeżyło. Uwolnili nas Rosjanie, a potem już było dobrze.
336,2M, drukarz ur 1921 , lat 24 i wyrobnik ur 1924, lat 21,Auschwitz , Dornhau , Saufenwasser, Schotterwerk, daty nie podane.
Zamiast o Schotterwerk, pisze o Dornhau, tam był do wyzwolenia – może przez pomyłke w tytule napisano Schotterwerk.
350, M, szewc ur 1928, lat 17, Auschwitz ,Dornhau,Saufenwasser, Dornhau, Schotterwerk, Dornhau, daty nie podane.
Pewnego razu zauważono mnie bez fartucha, i za karę, ponieważ przez kilka minut byłem bez mojej odzieży roboczej, zostałem umieszczony w następnym transporcie. I przyszedłem do Schotterwerk, który był także dużym obozem barakowym. Tam nie mieliśmy żadnej pracy. Ponieważ naszych zmarłych zawożono do Dornhau, zapytałem naszego Kapo, czy mógłby mi umożliwić, żebym pojechał z martwymi samochodem do Dornhau. Chciałem odwiedzić mojego chorego ojca. Kapo na początku nie pozwolił na to, ale później ustąpił.
386, M,szklarz ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 2-05-44 do ) , Dornhau, Schottenwerk, Flossenburg, Leonberg, Mettenheim -05-44 do 2-05-45. Daty nie podane.
Takie okoliczności spowodowały, że każdego dnia coraz więcej osób było na revierze. Po 8 dniach( czy miesiącach ? przyp. mój ) dostałem się do Schotterwerk. Tu pracowałem przez 2 tygodnie przy sprzątaniu śniegu. Każdego dnia dostawaliśmy tu wiele bicia bez powodu. Ledwo dostawaliśmy kawałek chleba i pustej zupy na dzień, w wyniku czego głód był ogromny. 2 tygodnie potem rozpoczęła się piesza ewakuacja , gdyż front się zbliżył. Na drogę dostaliśmy po pół kilograma chleba i trochę miodu. Kiedy wyszliśmy , byliśmy pełni wszy, gdyż nie było możliwości umycia się, i używania szczotki . Już w pierwszym dniu zjedliśmy cały chleb i głodowaliśmy bo przez 5 dni nie było już co jeść tylko dostaliśmy po , 2 kawałki gotowanego ziemniaka dla każdego. Po drodze wiele osłabionych osób rozstrzelali SS-mani .Po 6 dniach dotarliśmy na stację, gdzie załadowano nas na wagony. Każdy dostał bochenek chleba, który został wrzucony do wagonu późno w nocy. Jechaliśmy stojąc w zamkniętych wagonach po 120 osób , nie było miejsca do poruszania się, bardzo wielu zgniecione na śmierć. Wagon poszedł z nami, ale kiedy bombardowania, ponieważ nie możemy w dalszym ciągu jego dni były z nami w wagonie ( tekst niejasny-przyp. mój ) . Tymczasem zabrakło jedzenia , i wiele osób zginęły z powodu głodu. Straszliwie cierpiąc przyjechaliśmy do Flossenburga. 60-70% mężczyzn zmarło w trakcie podróży. W obozie było pełne niemieckich starszych obozowych , którzy wydali nam ¼ litra zupy, zamiast przydziałowego 1 litra, ale tylko wtedy, gdy porcję chleba daliśmy im. Za najmniejsza błahostke wymierzano nam 150 uderzeń laski tak, że osoba umierała na miejscu. Na bloku było 1000 osób, w małej pryczy spało po 4 osoby , nie mogłem się ruszyć. Dziennie wielu umierało, głównie z powodu krańcowego wyczerpania i skutkiem pobicia. Jeśli ktoś zachorował, nie dostawał jedzenia , my również byliśmy bliscy smierci. Umierających umieszczano w pomieszczeniu WC a potem zabierali do krematorium. 2 tygodnie później załadowali nas na wagony do Leonbergu . W podróży było mało żywności było dużo zmarłych z głodu. Po 4 dniach przyjechaliśmy. W Leonbergu nie było innego miejsca dla nas, jak zniszczone baraki , w którym padał deszcz i zawsze trzymali zmarłych. Codziennie dostawaliśmy po pół litra zupy i 20 dkg chleba. Raz niemiecki starszy obozowy bardzo pobił po głowie deską z pryczy i łyżką , i to nadal ma miejsce. Tu był wielki głód, każdy dzień ludzie marli jak muchy. Kiedy Amerykanie się zbliżyli , zawieziono nas transportem do Mettenheim. / koło Dachau / . Po przybyciu nas wzieli do dezynfekcji a chorych wywieziono w nieznanym nam kierunku. Nasi ludzie musieli wykonywac bardzo trudną pracę na zewnątrz, i wynosić ręcznie 50 kg worki cementu przez cały dzień, aż na pierwsze piętro i drugie. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, coś dostawaliśmy jeść w trakcie przerwy obiadowej, i pracę kończyliśmy w godzinach wieczornych . Jedzenie było bardzo słabe i wiele osób zginęło w pracy, pobitych i z krańcowego wyczerpania. Tymczasem leżałem przez 3 tygodnie na rewirze chory na tyfus plamisty z gorączką 41-stopni. Lekarstw nie było w ogóle. Potem zdrowi poszli do transportu do wsi Poing , z którego 1000 osób zostało zastrzelonych po drodze przez SS. Chorzy pozostawali w obozie, gdzie starsi obozowi ciągle grozili, że pójdziemy pieszo dalej w transpocie. Na szczęście dla nas , w dniu 2 maja przybyli amerykańscy żołnierze, którzy uwolnili nas ze strasznego położenia.
1233, M , czeladnik zegarmistrzowski ur 1928, lat 17, Birkenau ( 1 tyg. ), Schotterwerk ( 14-04-44 i 15-10-44 i po raz drugi pomiędzy 17-2-45 i 9-05-45 ). Przekazany do Marzbachtal (09-44 do15-10-44 ) po zakończeniu jego prac, za drugim razem doczekał wyzwolenia. Z Marzbachtal przekazany do Saufenwasser ( 15-10-44 do poł. 12-44), Dornhau ( poł. 12-44 do 17-02-45) i z powrotem do Schotterwerku ),
Było nas cztery osoby w rodzinie, mój ojciec był nauczycielem. Wśród Czechów Żydom dobrze się działo ……Poszliśmy z transportem do Schotterwerk. Jechaliśmy tam półtora dnia po 50 osób w wagonie, aż doszliśmy do jednego z wielu znajdujących się w okolicy obozów. Składał się on z 500 więźniów. Podczas dwanaście godzin trwającej pracy na stacji kolejowej musieliśmy rozładowywać worki cementu z wagonów i przenosić je 15 m dalej , podobnie jak i cegły. Zbudowaliśmy 15-to kilometrowej długości linię kolejową wijącą się serpentynami i prowadzącą do fortyfikacji, znajdujących się w Górach Sowich. Planowaliśmy teren, nosiliśmy i kładliśmy podkłady kolejowe i 16 m długości szyny. Materiały do budowy torów kolejowych był rozładowywany z wagonów kolejki wąskotorowej i przenoszony dalej około 50 m.Wtedy Ukraińcy montowali je na miejscu , a następnie skręcali śrubami. Nosiliśmy w ośmiu ludzi belki drewniane 5-6m długości na budowany drewnianym wiadukt, z jednej strony, najpierw pod górę, potem w dół, w drewniakach . Wehrmacht, pod którego rozkazami pracowaliśmy, później ubrano jak SS, ale pozostał przyzwoity. Jeden z nich powiedział: „. Nie szata zdobi człowieka, ale serce” Byli dla nas dobrzy , starsi podrzucali zapalone papierosy . Nasz komendant obozu nazwiskiem Otto Sonnenschain był sprawiedliwy, ale bardzo surowy. Młodszym i pilnym pracownikom chętnie pomagał, ale lubił bić i często uderzał niewinnych ludzi. W wolne niedziele musieliśmy budować urządzenia sanitarne, do ich zakończenia, trzeba było się myć w strumieniu. W obozie było wielu ludzi z Siedmiogrodu: Klaus Burger, Wielka Ward One, i tez z Ungvar Máramarossziget. Choroba nie była brana pod uwagę, gorączka rozpoczynała się od 39 stopni. Później była grupa chorych i słabych. Jak praca się skończyła, przeniesiono nas do Märzbachtal. Był to znacznie większy obóz, 1500 więźniów. Kładliśmy tam rurociąg,jakiemu miał służyć celowi, nie wiem. Pracowaliśmy dziennie po 12 godzin lub więcej, który przystanął na chwilę, dostawał od SS-manów kolbą karabinu . Potem przyszła zła pogoda, przyszła jesień, później zrobiło się zimno. Chociaż dostawaliśmy jako dzienną racje jedną trzecią bochenka chleba z dodatkiem na chleb, ale praca była bardzo trudna. Z powodu braku odpowiedniej dezynfekcji i możliwości umycia się dostaliśmy wszy. Przyszliśmy do Saufenwasser. Zaczęła się zima, padał deszcz i śnieg. Wszędzie panował brud. Praca: wycinka drzew , budowa bunkrów , opróżnianie wagonów z piasku, przesuwanie torowiska w bok za pomocą łomu ( „knypla” ). Czas pracy wynosił 12 godzin dziennie przy gorszym traktowaniu, byliśmy bici przez SS i ludzi z OT. A by tylko trochę ogrzać nasze baraki , musieliśmy przynosić korzenie i gałęzie z lasu. Z naszych koców wycięliśmy buty, nauszniki i rękawice, nie było uzupełnienia zimowych ubrań. W obozie było wielu Greków. Okradli nas, więc ukradliśmy od nich z powrotem, zwłaszcza koce, które częściowo „przetworzyliśmy „. Przez osiem tygodni nie mogliśmy się umyć w ogóle. Nie było strzyżenia włosów, byliśmy całkowicie zawszeni. Podczas kolacji moje wszy spadały z włosów do zupy, gdybym włożył rękę pod jego koszulę i podrapał się, chwytałem po 20 wszy na raz. Ciało miałem pokryte było dużymi, ropiejącymi zadrapaniami. Bardzo osłabłem i nie mogłem już dłużej pracować. Po tym, jak zgłosiłem się jako chory, zabrano mnie samochodem do dezynfekcji do innego obozu. Mój ojciec dostał czyraka z tyłu głowy, brakowało nam benzyny do wypłukania tej ropiejącej rany . Czyrak został dwukrotnie wycięty, co tylko powiększylo ranę, mój ojciec był także zawszony. Leczenia prawie nie było , gałganami wymyliśmy rany, najlepiej jak mogliśmy. W obozie gdzie przybyliśmy do dezynfekcji, trzymałem mu głowę pod linią wody i oczyściłem mu ranę. I wyleczyłem jego i siebie. W Saufenwasser , na 800 więźniów ogółęm, codziennie umierało 5 do 8 osób, nazywaliśmy go „obozem śmierci”. My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala. Mimo dwukrotnej kąpieli co tydzień i dezynfekcji byliśmy zawszeni. Rana na głowie mojego ojca wy goiła się tam całkowicie, przeciw biegunce dostałem tanine i opium, a od znajomego z kuchni otrzymałem trochę żywności. W wyniku ewakuacji okolicznych obozów wielu chorych zgromadzono tutaj, a nas, lżej chorych, wysłali z powrotem do obozu. Już nie pracowaliśmy , nie było dużo pracy. Tylko grupy ludzi po 60-80 mężczyzn pracowali przy demontażu maszyn, podkładów kolejowych i załadunku towarów do przewozu: Niemcy przygotowywali się do ucieczki. Z końcem grudniu zostaliśmy okrążeni przez Rosjan , słyszałem wystrzały i zobaczyłem nad płonącym Breslau świece Stalina. Jedzenie było coraz gorsze i było na końcu zupełnie niejadalne. Wybuchła epidemia tyfusu, mój ojciec zmarł w dniu 4 Maja w osobnym baraku, w którym leżeli chorzy podejrzani o zarażenie tyfusem. Ja też zachorowałem. Dostaliśmy wszyscy wysokiej gorączki, ale nie zorientowaliśmy się na początku co się stało z nami. Ci, którzy zostali zarażeni biegunka, nie wytrzymali dłużej niż trzy dni, wielu tak zginęło .
W dniu 7 maja 45 już widzieliśmy wielkie zamieszanie pomiędzy SS. Szef kuchni nakazał ubój dwóch świń, po ich zapakowaniu zabito dwie następne. Następnej nocy o drugiej rano SS uciekło , zorganizowaliśmy wśród nas straż obozową, aby być przygotowanym na wszystkie ewentualności. W dniu 9 maja 45 byliśmy wolni.
1503, M,szewc ur 1894 , lat 51,Auschwitz ( 5do12-05-44 ), Wolfsberg ( 14-24-05-44 ), Schotterwerk ( 25-05-44 do 8-05-45. )
W Wolfsbergu 10 dni byłem potem przybyłem do Schottenwerku. Szedłem pieszo, ale cała podróż trwała tylko pół dnia. Tu kończyliśmy łatwą pracę a raz dziennie dostawaliśmy trochę zupy i chleba. Stałej pracy tutaj nie dostałem, ponieważ byłem chory, i po obozach. Możliwości wymycia się nie było, wszyscy byliśmy zawszeni, i z tego powodu wybuchł tyfus plamisty który dziennie pochłaniał 20-25 ofiar. Pamiętam , że pewnego wieczora pomiędzy więźniami powstał spór o kawałek chleba. Przyszli żołnierze SS i zaczęli strzelać do nich bez słowa. Pewnego ranka obudziliśmy się 8 maja, i stwierdziliśmy, że żołnierze SS zostawili nas a po krótkim czasie dotarło do nas wojsko rosyjskie, nasz wyzwoliciel .
1665, M, krawiec ur 1924, lat 21,Auschwitz ( 2 dni ), Schottenwerk- 14 tygodni, Marzbachtal- 4 tygodnie, Saufenwasser10-44 do 01-45, Dornhau ( 01-45 do 8-05-45 ).
Dwa dni później zabrali nas do Schotterwerk. To było bardzo złe miejsce . Kuchni na miejscu nie było, żywność była przywożona z zewnątrz. Dostawaliśmy ćwiartek chleba, margarynę lub kiełbase i 1 litr zupy dwa razy w tygodniu i słodkie czarną kawę. O 4 rano rozdzielali kawę, od godziny szóstej rano musieliśmy być w pracy i pracowaliśmy do 18 wieczorem . Pracowaliśmy w firmie Putzer & Holzmann – w spółce budownictwa drogowego –przez 14 tygodni. Mieszkaliśmy w celtach. Było w obozie 31 Zelt, w każdej mieszkalo ok. 18-20 ludzi. Kiedy było ciepło, to sytuacja była dopuszczalna, ale później było zimno i deszcze, to było bardzo nieprzyjemne mieszkanie. Pracownicy firmy zachowywali się całkiem normalnie względem nas, w każdym razie jeden z 14-tu majstrów, do którego byłem przydzielony był bardzo porządnym człowiekiem . Po 14 tygodniach zabrano nas do Maerzbachtal.
1760, M, dekorator wystaw ur 1924, lat 21, Birkenau ( 3 dni poł. 04-44 ), Wolfsberg ( 15-04-44 do 1-12-44), Wustewaltersdorf ( Lager Krankenhaus -1-12-44 do 15-02-45 ) , Schotterwerk (15-2-45 do wyzwolenia ),
Następnie ewakuowano na do pobliskiego obozu pracy produkującego kruszywo ( Schotterwerk ), gdzie zostaliśmy przyjęci przez brud i oblazły nas miliony wszy . Dostawaliśmy dziennie 18 dkg chleba, wodnistą zupę, a my byliśmy bez ubrania. Wielka ciasnota powodowala pewien wzrost zgonów. Kiedy przyjechaliśmy tam w dniu 15 lutego, liczyliśmy 1600 ludzi. Z tego przy życiu pozostało zaledwie 400 i 80% tych ludzi miało na tyfus plamisty. Ludzie umierali z głodu, a aby dostać coś do jedzenia ,sprzedawano przez pośredników jego złote zęby ludziom z Organizacji Todt. Po tym zagrożono, że osoba przyłapana na sprzedaży złotych zębów będzie zastrzelona. Oczywiście nie odważyli się potem na sprzedaż złotych zębów. Martwym zęby wyjmowano z jamy ustnej . Na dzień przed wyzwoleniu byliśmy śmiertelnie chorzy i wiedzieliśmy że koniec się zbliża. Komendant obozu pracy za pewną specjalną pracę osobiście rozdawał chleb uprawnionym, gdy polski chłopiec, nieświadomy tego wyciągnął rękę po chleb i został za to zastrzelony. Komendant obozu powiedział: „Tu masz chleb, ty psie!” i zastrzelił go. Komendant wiedział, że będzie musiał opuścić obóz tej nocy, bo Rosjanie stacjonowali o 5 km dalej. W nocy straż obozu także odeszła i ósmej rano Rosjanie weszli. W chwili wyzwolenia byłem tak słaby, że straciłem przytomność, byłem chory na tyfus. Obudziłem się po ośmiu godzinach utraty przytomności, w lokalnej fabryce Kruppa w chwili gdzy pielęgniarka z niemieckiego Czerwonego Krzyża mnie odświeżała. Chorzy mieli dobra opiekę. Mimo dobrej diety na około 300 osób zmarło 210-25, oczywiście, z powodu tyfusu.
2691, M, rolnik ur 1921, lat 24, Auschwitz ( 7 dni -06-44 ), Schotterwerk ( 06-44 do 09-44 i 04-45 do 08-05-45, Dornhau ( 10-44 do 04-45 ) .
Mieszkałem w Iloncán jak i 200 rodzin żydowskich . Byli rolnikami i kupców, prawie wszyscy biedni ludzie. Mój ojciec był krawcem, a ja uprawiałem mój własny kawałek ziemi… Wywieźli nas do Schotterwerk. Gby tam dotarliśmy jeszcze nie było baraków. Żydzi greccy rozpoczęli budowę obozu. My również pracowaliśmy przy ustawianiu namiotów. A było bardzo zimno i mieliśmy cienką odzież. Dostaliśmy po trzy koce na osobę. A praca nie była tak straszna, tylko bardzo ucierpieliśmy od okrucieństwa naszego Lageraltester ( starszego obozowego ). Stale nas bił drewnianym kijem. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba, co drugi dzień dostawaliśmy jedną trzecią bochenka . Pozostały chleb rozdzielano pod koniec tygodnia. Kiedy rzuciłem się do przyznanych nam chleb przez Lagerführera i wziąłem kawałek, zostałem pobity kijem przez Lageraltestera tak, że nie mogłem wstać z ziemi. W Schotterwerk robiliśmy różne prace. Pracowaliśmy w lesie, budowaliśmy kolej , cement, nosiliśmy z wagonów do magazynu. Na szczęście później dostaliśmy dobrego Lagerführera i nasz los stał się łatwiejszy, ponieważ nie byliśmy tak bici. Dostałem się do Dörnhau. Trzeba było wykonywać tę samą pracę , co w Schotterwerku. Miałem złe buty i chodziłem boso na zimnie do pracy. Strasznie się przeziębiłem , ale doktor tylko tych kierował do szpitala, u których występowała gorączka powyżej 39 stopni. Nie chcę tu dodawać więcej. I w dalszym ciągu pracowałem, moje plecy bolały mnie nieustannie, co noc płakałem i błagał lekarza, aby zgłosił mnie do szpitala, ponieważ nie mogę teraz zrezygnować. Ostatecznie użalił się nade mną Vorarbeiter, który widział, że nie mogę już dalej pracować. Powiedział, żeby po prostu zostać w baraku. Z wielkimi trudnościami przyszedłem do szpitala. Tam nie musiałem już pracować. To była przyjemność. I byłem taki chudy, że nie byłem wysyłany do pracy. My chorzy otrzymywaliśmy tylko połowę racji zdrowych pacjentów, czyli 12 dkg chleba dziennie i zupę. W Dörnhau miałem już wiele wszy, widziałem, że inni tak robili , więc zgłosiłem się na ochotnika do transportu .Wrócilem do Schotterwerku. Tu było więcej wszy. Nie mogłem spać ani w nocy ani w dzień. Chorych przez cały dzień napastowały miliony wszy , trudno było iść do łóżka. Naturalną konsekwencją tego było to, że w obozie wszyscy dostali tyfusu plamistego. Wszyscy byliśmy osłabieni i było do 35 zgonów na dzień. Miałem jeszcze opuchnięte nogi i słabe fleki ( tekst niejasny przyp. mój ) w sercu . 8 maja 45 zakończyły się nasze cierpienia, ponieważ zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan.
Podsumowanie dla obozu Schotterwerk.
Zachowało się 9 relacji . Obóz początkowo liczył 500 internowanych, z końcem wojny skoncentrowano tam ok. 1600 ludzi, Rozładowywali cement i inne materiały budowlane, budowali kolejkę wąskotorową do kompleksów, (1233 wspomina, że Ukraińcy dokręcali szyny-). Budowali drewniany wiadukt ( urządzenie przeładunkowe nad torami ?- czy to ,lub takie, jakie stało nad torami w Ludwikowicach przy wlocie drogi do Sowiny po którym została tylko ziemna platforma koło torów?- przyp. mój). W okresie po ewakuacji zasadniczego obozu, demontowali szyny i maszyny do wywózki w głąb Rzeszy. W ewakuacji wzięła udział tylko jedna osoba z survivorów tego obozu, co potwierdza przypuszczenie, że większą szansę na przeżycie mieli chorzy , którzy zostali na miejscu, niż zdolni do marszu ewakuowani więźniowie.
5-Obóz Marzbachtal i Lerche na wschód od Głuszycy
883,1233,1665, 2153, 2803,=5
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
5
A1- Płeć
M- 5osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945 : średnia =34 lata
Do 20 lat=, 2 osoby =17, 20
21 do 30 lat= , 1osoba=21
31 do 40 lat=, 0
41 do 50 lat=, 2 osoby= 47, 48
Powyżej 50 lat=, 0
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 3 osoby: czeladnik zegarmistrzowski, krawiec, fryzjer
Handel- 2 osoby-handlowcy

D- standing rodziny przed aresztowaniem
D1- wyrażone poglądy
E- data przybycia do obozu
Maj 44 : (2153) połowa 05-44 do połowy 06-44 przekazany na Wolfsberg
Sierpień 44: = (2803 ) Lerche 15-08-4 do 15-11-44, Marzbachtal 8do25-11-44,
ewakuowany do Flossenburga , Dresden, Litomierzyc
Theresienstadt
Wrzesień 44: =( 1233) 09-44 , przekazany do Saufenwasser 15-10-44
Nieokreślony:= czas pobytu : 4 tygodnie, 4 miesiące,

F- data ewakuacji z obozu
październik 44 = (1233) 15-10-44 przekazany do Saufenwasser
listopad 44 = (2803 ) ewakuowany 25-11-44, do Flossenburga , Dresden, Litomierzyc
Theresienstadt
luty 45 = ( 883)Kon. lutego 45 ewakuowany do Flossenburga ,Litomierzyc ,Theresienstadtu
Reasumując, relacje poświadczaja dwie ewakuacje obozów Marzbachtal-Lerche: pierwszą 25-11-44 i drugą datowana na koniec lutego 45. Obie do Flossenburga, Litomierzyc, Theresienstadt.
G- zadania
883, Z Wüstegiersdorf przenieśli mnie do pobliskiego Marzbachtal . Tutaj na wzgórzu zbudowaliśmy nowy obóz. Lerche Lager.
1233- przeniesiono nas do Märzbachtal. … Kładliśmy tam rurociąg,jakiemu miał służyć celowi, nie wiem.
1665- zabrano nas do Maerzbachtal. … Pierwotnie pracowaliśmy dla kopalni, a następnie w fabryce nafty Beckera. ( firma Arthur Becker –Tiefbau AG Berlin – wykonywała budowę sztolni wg M. Aniszewskiwgo „ Podziemny świat Gór Sowich ”
2153- w Märzbachtal … znowu byłem fryzjerem, tym razem w SS, tam było dobrze. Musiałem obsłużyć 400 ludzi SS
2803- W połowie sierpnia przenieśliśmy się do położonego 10 km odległego Lerche gdzie został wybudowany obóz na wzgórzu powyżej , po zakończeniu tych prac pozostaliśmy tu a następnie przyszła grupa 2000 polskich jeńców. Tu pozostaliśmy z nimi przez ok. 3 miesięcy wykonaliśmy dużo pracy: pracowaliśmy przy budowie tunelu, na 12-godzinne zmiany w ciągu dnia i nocy .
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I- wyżywienie
1233- Chociaż dostawaliśmy jako dzienną racje jedną trzecią bochenka chleba z dodatkiem na chleb, ale praca była bardzo trudna.
1665- Codziennie dostawaliśmy ćwiartke chleba i wieczorem gęstą zupę, mieszkaliśmy dobrze. W południe zawsze była zupa z makaronem. …Wody nie było, byliśmy bardzo zawszeni.
J- zakwaterowanie
883- Tutaj na wzgórzu zbudowaliśmy nowy obóz. Lerche Lager.
1233- Z powodu braku odpowiedniej dezynfekcji i możliwości umycia się dostaliśmy wszy
K- traktowanie
883- Traktowanie było tutaj znośne.
1233- który przystanął na chwilę, dostawał od SS-manów kolbą karabinu .
1665- Tu znaleźliśmy bardzo przykrych majstrów: stałym biciem popędzali nas do pracy.
L- opieka medyczna
M- śmiertelność w obozie
Brak informacji.
N- przekazanie do innego obozu
1233, 1665, -przekazani do Saufenwasser a 2153 do Wolfsbergu,
O- liczebność obozu
1233- przeniesiono nas do Märzbachtal. Był to znacznie większy obóz, 1500 więźniów.
2803- przenieśliśmy się do położonego 10 km odległego Lerche gdzie został wybudowany obóz na wzgórzu powyżej , po zakończeniu tych prac pozostaliśmy tu a następnie przyszła grupa 2000 polskich jeńców. Tu pozostaliśmy z nimi przez ok. 3 miesięcy.

P- wyzwolenie i przeżywalność
Reasumując należy przyjąć, że przez obozy Marzbachtal-Lerche przewinęło się co najmniej 5000 osób ( nie licząc uzupełnienia stanu po zmarłych ), ponieważ były dwie ewakuacje . Jeżeli z tej liczby przeżyło i pozostawiło relacje tylko 5 osób, to jest to gorszy wynik niż na Wolfsbergu i należy poszukiwać powodu tego zjawiska.
Q- zapis dot obozu
883, M, handlowiec ur 1897 , lat 48,Auschwitz-Birkenau ( pocz. 05-44 kilka dni ) , Wustegiersdorf ( 5 mcy) Marzbachtal obóz Lerche( 4 mce ), ewakuowany w końcu lutego 45 do Flossenburga (pocz. 03-45-- 4 tygodnie ) , Litomierzyc ( 1 tydzień ) i Theresienstadtu (pocz. maja 45.)
Z Wüstegiersdorf przenieśli mnie do pobliskiego Marzbachtal . Tutaj na wzgórzu zbudowaliśmy nowy obóz. Lerche Lager. Traktowanie było tutaj znośne. Na początku marca 1945 przyszliśmy do Flossenburga . 14 dni szliśmy pieszo wśród największego głodu. Dziennie dostawaliśmy po 3 sztuki ziemniaków. Zaczęliśmy marsz do Flossenburga od dwóch tysięcy ludzi a ok. 300 zostało zniszczonych ( zastrzelonych ) w czasie marszu. Mnie również postrzelono w rękę. We Flossenburgu były bardzo złe rzec
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:47, 30 Sie 2013 Powrót do góry

1665, M ,krawiec ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 2 dni ) , Schottenberg ( 14 tyg ), Marzbachtal ( 4 tyg), Saufenwasser ( 10-44 do 01-45 ), Dornhau ( 01-08-05-1945)
Po 14 tygodniach zabrano nas do Maerzbachtal. Tutaj było nieco lepsze jedzenie, ale o wiele trudniejsza praca. Pierwotnie pracowaliśmy dla kopalni, a następnie fabryce nafty Beckera. ( firma Arthur Becker –Tiefbau AG Berlin – wykonywała budowę sztolni wg M. Aniszewskiwgo „ Podziemny świat GS” Tu znaleźliśmy bardzo przykrych majstrów: stałym biciem popędzali nas do pracy. Codziennie dostawaliśmy ćwiartke chleba i wieczorem gęstą zupę, mieszkaliśmy dobrze. W południe zawsze była zupa z makaronem. Praca - jak powiedziałem - była tu dużo trudniejsza niż w Schotterwerku. Wody nie było, byliśmy bardzo zawszeni. Czas pracy był 12 godzin dziennie: od 6 rano, do 6 po południu, później już tylko 5 godzin. W październiku przeniesiono nas do Saufenwasser. Był to także nowy obóz. 2153, M, fryzjer ur 1925, lat 20, Birkenau ( 5do9-05-44 ), Märzbachtal ( poł.05-44do poł. 06-44 ) , Wolfsberg (poł06-44do poł. 07-44 ), Dörnau obóz II ( poł. 07-44do pocz. 02-45 ), Bergen – Belsen ( 1-03-45do14-04-45 ).
w Märzbachtal gdzie przybylem z transportem, znowu byłem fryzjerem, tym razem w SS, tam było dobrze. Szło to tak daleko, że wymagali od Żydów podania ich adresów, aby mieć się do kogo zwrócić o pomoc po wojnie ( tekst niejasny-przyp. mój ). Musiałem obsłużyć 400 ludzi SS i pracowałem tak jak inni więźniowie po 12 godzin dziennie, ale dostawałem wojskowe posiłki i mógłem pomóc mojmu bratu i ojcu. W Wolfsbergu byłem z zakażeniem stopy, tam był duży szpital.
2803,M, handlowiec ur 1897, lat 47, Auschwitz ( 1 dzień, 1-05-44 ), Wustegiersdorf ( 4-05-44 do 15-08-44 ), Lerche ( 15-08-44 do 15-11-44 ), Marzbachtal ( 18-11-44 do 25-11-44 ), Flossenburg ( 4-12-44 do 14-01-45 ), Dresden ( 18-01-45 do 28-02-45), Litomierzyce (1-8-03-45 ), Theresienstadt ( 10-03-45 do 8-05-45 ).
W połowie sierpnia przenieśliśmy się do położonego 10 km odległego Lerche gdzie został wybudowany obóz na wzgórzu powyżej , po zakończeniu tych prac pozostaliśmy tu a następnie przyszła grupa 2000 polskich jeńców. Tu pozostaliśmy z nimi przez ok. 3 miesięcy wykonaliśmy dużo pracy: pracowaliśmy przy budowie tunelu, na 12-godzinne zmiany w ciągu dnia i nocy . Praca była bardzo trudna i SS w trakcie bardzo popędzali do pracy. Po trzech miesiącach obóz ewakuowano i wszystkich mieszkańców przeniesiono do Märzbachthal. Po tygodniu, w związku z postępami Rosjan, nagle rozpoczęła się ewakuacja , zabrano nas wszystkich stąd . Najpierw szliśmy pieszo przez 3-4 dni, prowadzili nas na łeb na szyje, a następnie załadowano nas na wagony i jechaliśmy przez ok. 6 dni.Na drogę wszyscy dostali po bochenku chleba i nie dostaliśmy wody. W każdym wagonie było 100, z czego 20-40 zmarło w drodze, zmarli jechali z nami wewnątrz wagonu. Do Flossenburga strasznie głodowaliśmy i pragnienie zaspakajaliśmy , jedząc śnieg. Dziennie ginęło 50-60 osób wszyscy dostali biegunki , także od skrajnego wyczerpania. Martwych wrzucano do toalety, ale wcześniej były wybijane złote zęby. Umieszczono nas w barakach, które były tak zatłoczone, że po pięć-sześć osób leżało na pryczy. Capo byli niemieckimi zbrodniarzami i korzystali z wszelkich metod , żeby nas bardziej umęczyć. Nie musieliśmy pracować, ale już o 4 rano wypędzali nas na dziedziniec, na którym mieliśmy stać po kostki w kostki w błocie przez cały dzień, tylko w wieczorem było dozwolone wrócić z powrotem do baraku, przez ten czas pobito każdego. W połowie stycznia zabrali nas do Drezna, gdzie umieszczono nas w wagonach . Przydzielono nam pracę porządkowania ruin , musieliśmy ciężkimi taczkami wywozić gruzy, podczas gdy byliśmy głodni i pobici. Sześć tygodni potem zaczęliśmy marsz do Leitmeritz. Droga trwała 3 lub 4 dni i kilka dostaliśmy po kilka ziemniaków jako wyżywienie. Bardzo cierpieliśmy z powodu głodu, byliśmy całkowicie wyczerpani, przy czym zmuszony do utrzymywania tempa marszu. Gorzki koniec spotykał ludzi, których coraz więcej zostawalo w tyle, i ginęli od SS zastrzeleni , lub w inny sposób. Około 2000 osób z naszej grupy 500 kolegów zostało zabitych w ten sposób. Niektórzy chcieli uciec i rzucili się do Wełtawy, ale nie zdołali uciec i zostali zastrzeleni przez SS. W Leitmeritz spędziliśmy tylko kilka dni, zabrano nas do Theresienstadt. Do wyzwolenia byliśmy zamknięci w forcie Hamburg do odbycia kwarantanny. Zginęło tutaj w ciągu 9-ciu tygodni ok. 1500 osób z powodu całkowitego zaniku odporności, flekk ( zapalenia płuc?-przyp mój ), biegunki i skrajnego wyczerpania . Każdego dnia zmarli leżeli w pokoju, na korytarzu, na każdym kroku. Wiele ich transportowały samochody. 8 maja 1945 wojska rosyjskie nas wyzwoliły i zapewniono nam opiekę szpitalną.
Podsumowanie dla obozów Marzbachtal i Lerche.
Zachowało się tylko 5 relacji mężczyzn, którzy byli w Marzbachtal i Lerche. Budowa obozu Lerche rozpoczęła się w sierpniu 44 roku( 2803) . Obozy opróżniano dwukrotnie: 25 listopada 44 i z końcem lutego 45. Szczupłość materiału nie pozwala na dopatrzenie się jakichś relacji związanych z gospodarką zasobami ludzkimi , jedynie względnie mała liczba relacji w stosunku do liczby internowanych świadczy o skutecznej eksterminacji internowanych.
Liczba więźniów w obozie Marzbachtal wynosiła 1500 osób ( relacja 1233 ), liczba więźniów obozu Lerche wynosiła ponad 2000+1500 ludzi (do 3500 ) ( relacja nr 2803 ). Fryzjer z Marzbachtalu (2153 ) obsługiwał 400 osobowy personel SS.
W obu tych podobozach była liczba więźniów porównywalna lub większa od Wolfsbergu, a w ich najbliższym otoczeniu znany jest tylko kompleks Soboń. Większość z nich stanowili Polacy i Żydzi węgierscy. W związku z ewakuacją w kierunku Litomierzyc można domniemywać plany uruchomieniu na Soboniu działalności elektronicznej, która nie wymaga wielkich gabarytów hal. Widoczne względnie małe rezultaty drążenia wyrobisk pozwalają przypuszczać, że istnieją tam jeszcze tunele do spenetrowania. W porównaniu z Wolfsbergiem, zachowała się bardzo mała ilość relacji, co może świadczyć o dużej śmiertelności. Na zdjęciu lotniczym z 20-02-45 , po głównej ewakuacji obozów, widać, że obóz Lerche na Soboniu jest zimny ( białe dachy ), obóz Marzbachtal jest słabo widoczny ale dachy wyglądają na ciemniejsze = ciepłe baraki , obecność ludzi. Podobnie zamieszkała wydaje się być północna połowa filii obozu Wustegiersdorf, położona przy trzech stawach w Głuszycy. Obóz jeńców radzieckich Kaltwasser wygląda na zimny i opróżniony, z wyjątkiem dwóch baraków po zachodniej stronie. Szczupłość liczby relacji nie pozwala na statystyczną analizę.
6-Obóz Saufenwasser Osówka
Dane znanych wyrobisk Osówki : długość-1750m, powierzchnia 6700m2, kubatura 30000m3. Źródło-M. Aniszewski
336,350,1233,1665,3089,3116,3312,=7
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
7
A1- Płeć
M- 8 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945 : średnia 19, 375 roku
Do 20 lat=, 5 osób=2x17, 2x18, 19
21 do 30 lat= , 3 osoby=2x21, 24
31 do 40 lat=, 0
41 do 50 lat=, 0
Powyżej 50 lat=, 0
Przeżyły wyłącznie osoby bardzo młode, o najelastyczniejszych organizmach .
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 5 osoby ( szewc, stolarz, krawiec i czeladnik zegarmistrzowski, drukarz )
Handel- 1 osoba
Uczący się- 1 osoba
Pracujący na roli- 1 osoba -wyrobnik
D- standing rodziny przed aresztowaniem
D1- wyrażone poglądy
E- data przybycia do obozu
Maj 44 : 1 osoba=18-05-44
Lipiec-44: = 1 osoba=1-07-44
Październik 44: = 2 osoby=15-10-44 i 10-44
Nieokreślony:= 4 osoby= 3x dat nie podano, 1x 3 miesiące

F- data ewakuacji z obozu
czerwiec 44 = 1 osoba=2-06-44
październik 44 = 1 osoba=1-10-44
grudzień 44 = 1 osoba=pocz. 12-44
styczeń 45 = 1 osoba=01-45
nie określono = 4 osoby
Połowa z internowanych nie była w stanie określić dat, to świadczy o ich stanie.
G- zadania
350- Pracowaliśmy tak samo jak w Dernhau …zraniłem się w nogę uderzeniem kilofa ….
1233-- Praca: wycinka drzew , budowa bunkrów , opróżnianie wagonów z piasku, przesuwanie torowiska w bok za pomocą łomu ( „knypla” ). Czas pracy wynosił 12 godzin dziennie
3116- pracowałem w kamieniołomie (kőbányá - prawdopodobnie wcinki do tuneli-przyp mój ) i przy wyrębie lasu, po 12 godzin dziennie, na dwie zmiany W kamieniołomie tak ciężka praca fizyczna była prowadzona, że 90% osób zmarło w wyniku ciężkiej pracy, jak również przyczyniło się do tego złe odżywianie. Tylko ja sam wróciłem tutaj z 250 osób. I to tylko ze względu na to, że wybierali wykwalifikowanych pracowników i wróciłem z Sauferwasser do Wüstegiersdorf. …..
Reasumująć, nie ma relacji internowanych pracujących przy drążeniu tuneli. Pozostali więźniowie byli eksploatowani nadmiernie nawet jak na warunki Riese.
G-1 –droga do pracy
H- najemca
1655- Tutaj również pracowaliśmy dla firmy Putzer & Holzmann.
I- wyżywienie
J- zakwaterowanie
336- Saufenwasser był położony w odległości 1,5 km od Dürnhau , obóz zbudowano w terenie górskim. Lageraltester był dobry, a poza tym capo nadzorcami byli tam Holendrzy , który również traktowali nas dobrze, więc miejsce było bardziej ludzkie. Jeśli widzieli , że ktoś jest słaby lub chory, to umieszczali go na revierze.
350- Mieszkaliśmy w namiotach ( celtach ). Baraki zostały już zbudowane, ale nie były jeszcze gotowe.
1233- Wszędzie panował brud…..A by tylko trochę ogrzać nasze baraki , musieliśmy przynosić korzenie i gałęzie z lasu. Z naszych koców wycięliśmy buty, nauszniki i rękawice, nie było uzupełnienia zimowych ubrań. W obozie było wielu Greków. Okradli nas, więc ukradliśmy od nich z powrotem, zwłaszcza koce, które częściowo „przetworzyliśmy „. Przez osiem tygodni nie mogliśmy się umyć w ogóle. Nie było strzyżenia włosów, byliśmy całkowicie zawszeni. Podczas kolacji moje wszy spadały z włosów do zupy, gdybym włożył rękę pod jego koszulę i podrapał się, chwytałem po 20 wszy na raz. Ciało miałem pokryte było dużymi, ropiejącymi zadrapaniami. Bardzo osłabłem i nie mogłem już dłużej pracować..
1665-Był to także nowy obóz. Nie było tutaj kuchni, więc czasami przez 3-4 dni nie dostawaliśmy jedzenia …..Nie mogliśmy dostać wody. Wiele razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie byliśmy w stanie uzyskać wody, więc nie udawało się umyć i ogolić i musieliśmy chodzić brudni z wielkimi brodami.
3089- Jeśli to możliwe, to było tu dużo gorzej, niż na poprzednim miejscu. W obozu w ogóle nie było wody. Mogliśmy iść po wodę tylko raz dziennie, to było bardzo daleko od obozu , szpitala tu nie było. Jedzenie sprowadzano do obozu z Dörnau-1, głód powoli zaczął stawać się nie do zniesienia, więcej obozów było obok siebie
3116- W obozie w Saufewasser nie było w ogóle wody, tak , że nie mogliśmy się umyć , a zatem wszyscy zostaliśmy zawszeni.
3312- Pewnego razu , gdy potrzebna była nowa grupa, zawieziono nas do Seifewasser. To był mały obóz, nie było kuchni na miejscu , ale dostawał jedzenie z Dörnhau , ale Lager był lepszy w inny sposób, dopóki pracowałem, a mój ojciec nie był chory,
K- traktowanie
L- opieka medyczna
336- Jeśli widzieli , że ktoś jest słaby lub chory, to umieszczali go na revierze. Gdy pewnego razu przyszedł lekarz SS i zobaczył, że jest tak wielu chorych na revierze, wybrani zostali słabsi i odesłani z powrotem do Dürnhau.
350- Tu mój ojciec zachorował, i został oszczędzony. Odmroził sobie nogi. Ponieważ chorych zabierali do Dornhau a ja nie chciałem zostawić mojego ojca samego, zraniłem się w nogę uderzeniem kilofa . Tak udało mi się pójść z nim do izby chorych do Dornhau.
1233- My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala.
1665- Tutaj, niestety, zachorowałem na nerki, a więc przyszedłem do szpitala. Zostałem przewieziony do szpitala do Dörnau.
3089- Tutaj po trzech miesiącach zachorowaliśmy i tak wszyscy trzej wróciliśmy do Dörnhau.
3312- i udało mi się dostać do chorych .
M- śmiertelność w obozie
1233- W Saufenwasser , na 800 więźniów ogółem, codziennie umierało 5 do 8 osób, nazywaliśmy go „obozem śmierci”.
3116- W kamieniołomie tak ciężka praca fizyczna była prowadzona, że 90% osób zmarło w wyniku ciężkiej pracy, jak również przyczyniło się do tego złe odżywianie. Tylko ja sam wróciłem tutaj z 250 osób.
N- przekazanie do innego obozu
Chorzy do Dornhau : 336=2 osoby, 350, 1233, 1665, 3089, 3312= 7 osób
Wybrany jako pracownik wykwalifikowany do Wustegiersdorf po zagładzie jego grupy 250 osób-3116,= 1 osoba.
Wygląda na to, że Saufenwasser mogli opuścić tylko zmarli, chorzy i nieliczne wyjątkowe wypadki.
O- liczebność obozu
1233- W Saufenwasser , na 800 więźniów ogółem…
3116- o 10 –tej przywozili kocioł dla 250 osób –
P- wyzwolenie i przeżywalność
Większość survivorów ( 6 osób ) Saufenwasser stanowia chorzy przekazani do Dornhau i pozostawieni tamże lub w Schotterwerku. Dwóch ewakuowano, jednego w połowie lutego klasycznym wariantm z Wustegiersdorf do Ahlem, drugiego, z początkiem kwietnia w 3 dni pociągiem do Ebensee.
Q- zapis dot obozu
336,2M, drukarz ur 1921, lat 24 i wyrobnik ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 3 dni ), Dornhau ( 2,5 m-cy ), Saufenwasser ( ), Schottenwerk ( ), tam do wyzwolenia. Daty nie podane
Byłem tam 2 1 / 2 miesiąca, następnie zabrali mnie dalej do Saufenwasser. Saufenwasser był położony w odległości 1,5 km od Dürnhau , obóz zbudowano w terenie górskim. Lageraltester był dobry, a poza tym capo nadzorcami byli tam Holendrzy , który również traktowali nas dobrze, więc miejsce było bardziej ludzkie. Jeśli widzieli , że ktoś jest słaby lub chory, to umieszczali go na revierze. Gdy pewnego razu przyszedł lekarz SS i zobaczył, że jest tak wielu chorych na revierze, wybrani zostali słabsi i odesłani z powrotem do Dürnhau. Tam po raz kolejny bardzo osłabliśmy z głodu i liczba umarłych z dnia na dzień rosła.
350, M, szewc ur 1928, lat 17, Auschwitz, Dernhau, Schotterwerk, Saufenwasser, Dornhau
Potem poszliśmy do Saufenwasser . Mieszkaliśmy w namiotach ( celtach ). Baraki zostały już zbudowane, ale nie były jeszcze gotowe. Pracowaliśmy tak samo jak w Dernhau. Tu mój ojciec zachorował, i został oszczędzony. Odmroził sobie nogi. Ponieważ chorych zabierali do Dornhau a ja nie chciałem zostawić mojego ojca samego, zraniłem się w nogę uderzeniem kilofa . Tak udało mi się pójść z nim do izby chorych do Dornhau.
1233, M, czeladnik zegarmistrzowski ur 1928 lat 17, Birkenau ( 1 tyg. ), Schottenwerk (14-04-44 do pocz. 09-44 ), Marzbachtal (09-44 do 15-10-44 ), Saufenwasser ( 15-10-44 do pocz. 12-44), Dornhau ( pocz. 12-44-17-02-45), Schottenwerk (17-02-45do wyzwolenia 9-05-45 )
Przyszliśmy do Saufenwasser. Zaczęła się zima, padał deszcz i śnieg. Wszędzie panował brud. Praca: wycinka drzew , budowa bunkrów , opróżnianie wagonów z piasku, przesuwanie torowiska w bok za pomocą łomu ( „knypla” ). Czas pracy wynosił 12 godzin dziennie przy gorszym traktowaniu, byliśmy bici przez SS i ludzi z OT. A by tylko trochę ogrzać nasze baraki , musieliśmy przynosić korzenie i gałęzie z lasu. Z naszych koców wycięliśmy buty, nauszniki i rękawice, nie było uzupełnienia zimowych ubrań. W obozie było wielu Greków. Okradli nas, więc ukradliśmy od nich z powrotem, zwłaszcza koce, które częściowo „przetworzyliśmy „. Przez osiem tygodni nie mogliśmy się umyć w ogóle. Nie było strzyżenia włosów, byliśmy całkowicie zawszeni. Podczas kolacji moje wszy spadały z włosów do zupy, gdybym włożył rękę pod jego koszulę i podrapał się, chwytałem po 20 wszy na raz. Ciało miałem pokryte było dużymi, ropiejącymi zadrapaniami. Bardzo osłabłem i nie mogłem już dłużej pracować. Po tym, jak zgłosiłem się jako chory, zabrano mnie samochodem do dezynfekcji do innego obozu. Mój ojciec dostał czyraka z tyłu głowy, brakowało nam benzyny do wypłukania tej ropiejącej rany . Czyrak został dwukrotnie wycięty, co tylko powiększylo ranę, mój ojciec był także zawszony. Leczenia prawie nie było , gałganami wymyliśmy rany, najlepiej jak mogliśmy. W obozie gdzie przybyliśmy do dezynfekcji, trzymałem mu głowę pod linią wody i oczyściłem mu ranę. I wyleczyłem jego i siebie. W Saufenwasser , na 800 więźniów ogółęm, codziennie umierało 5 do 8 osób, nazywaliśmy go „obozem śmierci”. My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala.
1665, M, ,krawiec ur 1924, lat 21,Auschwitz ( 2 dni ) , Schottenberg ( 14 tyg ), Marzbachtal ( 4 tyg), Saufenwasser ( 10-44 do 01-45 ), Dornhau ( 01-08-05-1945).
W październiku przeniesiono nas do Saufenwasser. Był to także nowy obóz. Nie było tutaj kuchni, więc czasami przez 3-4 dni nie dostawaliśmy jedzenia . Tutaj również pracowaliśmy dla firmy Putzer & Holzmann. Jedzenie było bardzo słabe. Nie mogliśmy dostać wody. Wiele razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie byliśmy w stanie uzyskać wody, więc nie udawało się umyć i ogolić i musieliśmy chodzić brudni z wielkimi brodami. Tutaj, niestety, zachorowałem na nerki, a więc przyszedłem do szpitala. Zostałem przewieziony do szpitala do Dörnau.
3089, M,handlowiec ur 1926, lat 19,Auschwitz (5 dni 05-44 ), Dornhau (3 miesiące), Saufenwasser ( 3 miesiące ) , Dornhau ( 6 miesięcy ). Był razem z ojcem , który zmarł i bratem, który zginął w ewakuacji.
. Po trzech miesiącach wszyscy trzej dostaliśmy się do transportu do Saufenwasser. Jeśli to możliwe, to było tu dużo gorzej, niż na poprzednim miejscu. W obozu w ogóle nie było wody. Mogliśmy iść po wodę tylko raz dziennie, to było bardzo daleko od obozu , szpitala tu nie było. Jedzenie sprowadzano do obozu z Dörnau-1, głód powoli zaczął stawać się nie do zniesienia, więcej obozów było obok siebie . Tutaj po trzech miesiącach zachorowaliśmy i tak wszyscy trzej wróciliśmy do Dörnhau.
3116, M, uczeń ur 1927,lat 18 , Auschwitz ( 28-04-44do2-05-44 ), Wustegiersdorf,( 3-5-44 do 17-5-44), Saufenwasser (18-5-44 i 2-6-44)Wustegiersdorf ( 3-6-44 do 16-2-45 ) i ewakuowany do Parschnitz (18-02-45 do 1-03-45 ), Hildesheim ( 10-12-03-45 ), Hanover-Ahlem ( 24-31-03-45 ) i Bergen-Belsen ( 2-15-04-45 ).
Stąd dostaliśmy się do Sauferwasser, gdzie pracowałem w kamieniołomie (kőbányá - prawdopodobnie wcinki do tuneli-przyp mój ) i przy wyrębie lasu, po 12 godzin dziennie, na dwie zmiany .Tu żołnierze SS traktowali nas najgorszy z możliwych sposobów; napastowali nas stale w czasie pracy. Wyżywienie dostarczano z sąsiedniego obozu, o 10 –tej przywozili kocioł dla 250 osób – każdy mężczyzna dostawał ok. pół litra zupy, ale w smaku była zupełnie niejadalna. W kamieniołomie tak ciężka praca fizyczna była prowadzona, że 90% osób zmarło w wyniku ciężkiej pracy, jak również przyczyniło się do tego złe odżywianie. Tylko ja sam wróciłem tutaj z 250 osób. I to tylko ze względu na to, że wybierali wykwalifikowanych pracowników i wróciłem z Sauferwasser do Wüstegiersdorf. W obozie w Saufewasser nie było w ogóle wody, tak , że nie mogliśmy się umyć , a zatem wszyscy zostaliśmy zawszeni.
3312, M, stolarz ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27-04-44do1-05-44 ), Dornhau (1-5 do 1-7-44 ) , Saufenwasser (1-7-44 i 1-10-44 ), Dornhau (1-10-44 do 31-3-45), Ebensee (3-4-45 do 8-5-45).
Pewnego razu , gdy potrzebna była nowa grupa, zawieziono nas do Seifewasser. To był mały obóz, nie było kuchni na miejscu , ale dostawał jedzenie z Dörnhau , ale Lager był lepszy w inny sposób, dopóki pracowałem, a mój ojciec nie był chory, a potem go zabrali do transportu, nie chciałem go zostawiać samego , i udało mi się dostać do chorych . Po dezynfekcji , razem ze 100 chorymi wróciłem do Dörnhau.
Podsumowanie obozu Saufenwasser.
Zachowało się tylko osiem relacji tych, co przeżyli. Połowa z nich nie była w stanie podać dat pobytu, co świadczy i ich stanie.
Liczebność obozu wg jednej relacji była 800 osób ( miał być mniejszy od obozu w Dornhau ), implikuje to wysoką śmiertelność w tym obozie. 3116 podaje liczebność swojego komanda na 250 ludzi i fakt, że 90% z nich zmarło. Nr 3116 też podkreśla wysoką śmiertelność. Jeden z więźniów określił dzienna śmiertelność na 5-8 osób. Chorzy byli zabierani na rewir do Dornhau ( relacja nr 350 ). Czas, jaki survivorzy podaja dla swojej pracy na Osówce był krótki, maksymalnie 3 miesiące. Kubatura znanych wyrobisk Osówki ( za Aniszewskim – wynosi 30 000 m3 , powierzchnia 6700 m2, długość wyrobisk 1750 mb. Daje to spójny obraz: 8 martwych dziennie w 100 dni ( ca 3 m-ce )jest równe 800=pełnej liczebności obozu.To znaczy, że średni czas życia liczono tam na ok. 3 m-ce. Kto w tym czasie nie zginął, był przenoszony na inne miejsce, na ogół jako chory. Kubatura , wydrążona w tym reżimie wyniosła 30 000 m3. Daje to 30 000/800=37,5m3 na więźnia ( nominalnego ) w czasie 3 miesięcy i 12,5 m3 na więźnia nominalnego miesięcznie. To mniej, niż podają zeznania tych więźniów, którzy drążyli tunele. Może to sugerować, że nie wszystkie wyrobiska są znane obecne, albo,że znaczna część więźniów wykonywała inne prace, niż drążenie tuneli. Wszyscy ci co przetrwali ten obóz, zostali przekazani do innych podobozów Riese: 5-ciu do Dornhau, 2 do Schottenwerku i 1 do Wustegiersdorf. Wszyscy prócz jednego wrócili jako chorzy, a jeden po całkowitej zagładzie jego grupy 250 osób został przeniesiony do Wustegiersdorf jako pracownik wykwalifikowany. Ostatecznie na miejscu do wyzwolenia doczekało 6 osób, dwóch ewakuowano, jeden z nich dotarł do Ebensee a drugi do Ahlem ( Stor 1 ). Spośród survivorów, nikt nie deklarował czasu pracy 8 godzin dziennie, co mogłoby świadczyć, że wykonywał prace górnicze pod ziemią, wobec tego należy przyjąć, że zginęli wszyscy, którzy pracowali pod ziemią. Survivorzy budowali drogi, wykonywali prace ziemne, budowali bunkry, w kamieniołomach ( prawdopodobnie wkopy czy wcinki do tuneli. Nie zachowałą się żadna relacja więźnia drążącego tunele na Osówce. Dwaj ewakuowani później pracowali w sztolniach. Trudno stąd wnosić o charakterze planowanej tam ( w Osówce ) produkcji. Sądząc po wielkości hal, musiałyby to być obiekty duże. Na zdjęciu lotniczym wykonanym 20-02-45 dachy obozu Saufenwasser i otoczenie obozu nie są zupełnie białe, co sugeruje kontynuowanie prac i obecność tam ludzi, nawet po terminie ogólnej ewakuacji obozów, w połowie lutego 45. Implikuje to wysoki priorytet tego, co miało tam być realizowane, bądź było realizowane. Cztery relacje podają , że w obozie nie było kuchni ( 10-44 do 01-45 ) i możliwości umycia się, ponadto następny zanotował brak wody. Więźniowie ścinali drzewa, budowali bunkry, rozładowywali wagony z piaskiem, przesuwali torowisko knyplami, początkowo mieszkali w tekturowych namiotach, ( celtach ), było tam wielu greckich Żydów. Jeden więzień wymienia firmy, dla których tam pracowali: Putzer und Holzmann. Najwcześniejsza data pobytu w tym obozie to 18-05-44, najpóźniejsza 01-45. Ci którzy tam drążyli tunele oraz ci, którzy byli tam później albo nie byli węgierskimi Żydami, albo nie przeżyli, bo brak relacji z póżniejszego czasu w tej bazie. Najpóźniej -( ale ewakuacja trwała tylko 3 dni )-, bo na początku kwietnia 45 został ewakuowany do Ebensee nr 3312, który na Osówce pracował od lipca do pierwszego października 44 i który jeszcze przez cały marzec 45 przepracował w warsztacie stolarskim w Dornhau.
7-Obóz Wustewaltersdorf Walim
Dane znanych wyrobisk Walim : długość-500m, powierzchnia 2500m2, kubatura 14000m3. Źródło-M. Aniszewski
1760
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
1
A1- Płeć
M- 1osoba
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=,
21 do 30 lat= ,
31 do 40 lat=,
41 do 50 lat=,
Powyżej 50 lat=,
C- zawód internowanych Rzemiosło –
Handel-
Uczący się-
Pracujący na roli-
Prac. umysłowi -
Fabryka-
D- standing rodziny przed aresztowaniem D1- wyrażone poglądy E- data przybycia do obozu Kwiecień 44 : = Maj 44 :
Czerwiec-44: =
Październik 44: =
Grudzień 44: =
Styczeń 45: =
Luty 45:=
Nieokreślony:=
F- data ewakuacji z obozu
maj 44 =
lipiec 44 =
wrzesień 44 =
październik 44 =
listopad 44 =
grudzień 44 =
styczeń 45 =
luty 45 =
marzec-45 =
nie określono =

G- zadania
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I- wyżywienie
J- zakwaterowanie
K- traktowanie
L- opieka medyczna

M- śmiertelność w obozie
N- przekazanie do innego obozu
O- liczebność obozu
P- wyzwolenie i przeżywalność
Q- zapis dot obozu ( dotyczy tylko szpitala obozowego)
1760,M, dekorator wnętrz ur 1924, lat 21, Birkenau ( 3 dni poł. 04-44 ), Wolfsberg ( poł. 04-44do 1-12-44 ), Wüstewaltersdorf (Lagerkrankenhaus) (1-12-44do15-02-45 0 , Schotterwerk ( 15-02-45 do wyzwolenia ).
relacja pacjenta ( tylko o szpitalu, nic o komandach roboczych )1-12-44 do 15-2-45,
Nie pracowałem tam długo, do odmrożonej nogi dołączyła obozowa choroby, zapalenie płuc i 15 listopada załamałem się ponownie, zabrali mnie samochodem do obozu. Myślałem że śmierć mnie czeka. Do dnia 1 Grudniu byłem chorych w zawszonym baraku, na 3500 osób było 20-30 zgonów dziennie, a średnia liczba chorych zawsze 1000. Jeżeli liczba ta wzrosła, nadwyżka ciężej chorych po selekcji była kierowana do do Auschwitz. Ciężko chorzy byli kierowani do szpitala do Dornhau. Chorzy rokujący pewne wyleczenie, jak np. ja, byli kierowani do Zentralrevier do Wüstewaltersdorf. Tam panowała wielka czystość, jedzenie było mierne z wyjątkiem dodatku na chleb, bez zarzutu była również opieka. Byłem tam od dnia 1 grudnia do 15 lutego. Większość pacjentów odzyskiwała zdrowie, liczba zgonów była niska. Następnie ewakuowano na do pobliskiego obozu pracy produkującego kruszywo ( Schotterwerk ), gdzie zostali przyjęci przez brud i oblazły nas miliony wszy . Dostawaliśmy dziennie 18 dkg chleba wodnistą zupę, a my byliśmy bez ubrania. Wielka ciasnota powodowala pewien wzrost zgonów. Kiedy przyjechaliśmy tam w dniu 15 lutego, liczyliśmy 1600. Z tego przy życiu pozostało zaledwie 400 i 80% tych ludzi miało na tyfus plamisty. Ludzie umierali z głodu, a aby dostać coś do jedzenia ,sprzedawano przez pośredników jego złote zęby ludziom z Organizacji Todt. Po tym zagrożono, że osoba przyłapana na sprzedaży złotych zębów będzie zastrzelona. Oczywiście nie odważyli się potem na sprzedż złotych zębów. Martwym zęby wyjmowano z jamy ustnej . Na dzień przed wyzwoleniu byliśmy śmiertelnie chorzy i wiedzieliśmy że koniec się zbliża. Komendant obozu pracy za pewną specjalną pracę osobiście rozdawał chleb uprawnionym, gdy polski chłopiec, nieświadomy tego wyciągnął rękę po chleb i został za to zastrzelony. Komendant obozu powiedział: „Tu masz chleb, ty psie!” i zastrzelił go. Komendant wiedział, że będzie musiał opuścić obóz tej nocy, bo Rosjanie stacjonowali o 5 km dalej. W nocy straż obozu także odeszła i ósmej rano Rosjanie weszli. W chwili wyzwolenia byłem tak słaby, że straciłem przytomność, byłem chory na tyfus. Obudziłem się po ośmiu godzinach utraty przytomności, w lokalnej fabryce Kruppa w chwili gdy pielęgniarka z niemieckiego Czerwonego Krzyża mnie odświeżała. Chorzy mieli dobra opiekę. Mimo dobrej diety na około 300 osób zmarło 210-25, oczywiście, z powodu tyfusu. Terapia była dobra. O Brnie i Bratysławie, przyszedłem tutaj. Siostra i rodzice są rzekomo w domu, młodsza siostra brakuje. Chcę do Palestyny.

8-Obóz Dornhau Kolce
187,276,311,336,350,377,386,480,500,649,753,755,903,934,941,990,1002,1029,1065,1141,
1184,1217,1218,1233,1271,1644,1665,1671,1745,1981,2016,2026,2153,2470,2498,2584,
2672,2691,2855,2930,3089,3300,3310,3312,=44

P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
43
A1- Płeć
M- 51 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=, 23 osoby=15x1, 16x6, 17x2, 18x3, 19x4, 20x7
21 do 30 lat= , 16 osób =21x6, 22x3, 23x1, 24x3, 26x1, 28x1, 29x1
31 do 40 lat=, 4 osoby= 32, 33, 38, 39
41 do 50 lat=, 7 osób=40, 44, 46, 47x2, 50x2, 57
Powyżej 50 lat=, 1 osoba= 57

C- zawód internowanych
Rzemiosło – 26 osób: krawcy-6, szewc-5, stolarz-4, mechanik-2, rzeźnik-2,drukarz,
ślusarz, szklarz, optyk, zegarmistrz, meblarz, fryzjer
Handel- 10 osób handlowcy
Uczący się- 6 osób: uczeń-5, student-1
Pracujący na roli- 5 osób: rolnik-3, wyrobnik-2
Prac. umysłowi - 4 osoby: lekarz, nauczyciel, talmudysta, radca rabinatu
Fabryka- 1 osoba pracowała w fabryce pił

D-standing rodziny przed aresztowaniem
187- W Ökörmező przed wyniszczeniem Żydów mieszkało dwieście rodzin żydowskich, wszystkie w dobrej sytuacji. Żyli w charakterze pracowników, kupców i innych przedsiębiorców. Zarabiałem na życie jako robotnik w fabryce pił, która została odebrana żydowskiemu właścicielowi przez pułkownika w chwili wyniszczania Żydów
480- W Lipeckiej Polanie mieszkało 55 rodzin żydowskich. Mój ojciec był biedny. W ogóle, wszyscy Żydzi byli biedni, a większość kopaczami byli ..
941- Mieszkałem w Ökörmezőn, zarabiałem na chleb jako wyrobnik……
990- Mieszkałem z rodzicami, mój ojciec był stolarzem, mieliśmy bardzo trudny sposób zarabiania na życie. …
1029- Fabryka ropa naftowa Munkacs była nasza. W 1941 roku, kiedy Węgrzy zajęli Munkacs, zostaliśmy pozbawieni własności przemysłowej i wyeliminowani z naszego zakładu na mocy prawa.
1218-W Munkaczu żyliśmy w moim domu na bardzo dobrym poziomie ,mieliśmy sklep z drewnem i węglem.
1271-Mieszkałem w Alsóverecke. W miejscowości mieszkało 6000 rodzin chrześcijańskich i 300 żydowskich, Relacje między dwoma stronami był złe, z władzami mniej . Większość żyła z produktów ziemi, każdy miał domek
1745- Mieszkałem w Munkaczu , pracowałem w szkole handlu i stenografii jako nauczyciel, i z tego wynagrodzenia żyłem tak długo, dopóki na podstawie prawa dla Żydów nie zostałem jej pozbawiony, potem byłem kierownikiem w chrześcijańskiej fabryce zbrojeniowej.
1981- Mój ojciec, który już trzy i pół roku jest na robotach , był kupcem.
2153-
1/ W Koszycach, gdzie mieszkałem jako fryzjer w środowisku mieszanym, nie miałem żadnych zatargów ani z prywatnymi ludźmi ( chrześcijanami ) ani z władzami . 2 / Gdy mój ojciec został usunięty z rzezi dokonanej przez Węgrów , żyliśmy na stopie nielegalnej .
2930- Moi rodzice mieli w mieście sklep z krótko ( tekst niejasny , przyp. mój ) i modniarstwem. Żyliśmy w doskonałym dobrobycie i nie mieliśmy żadnych problemów finansowych…
Na 11 relacji, trzy osoby potwierdzają, że ich rodzina była biedna. Tyle samo potwierdza bogactwo swojej rodziny.
D1- wyrażone poglądy
187-Ludność chrześcijańska zachowywała się źle . Gdy akcja została zakończona, ktoś powiedział : „Ani śladu nie pozostanie z Żydów.”…
753- Pewnego ranka wyjrzałem przez okno i zobaczyłem czerwoną flagę. Pozostali również niektórzy esesmani, którzy zachowywali się przyzwoicie w stosunku do więźniów, którzy ubrali cywilne ubrania i o ile wiem, nie stało im się nic złego.
1671- Na szczęście, po 10 tygodniach przyszedł kolejny Kommandeführer, przyzwoity człowiek, który natychmiast zakazał bicia i starał się również zapewnić więcej żywności dla nas.
1981- Mój krewny był starszym blokowym, więc miałem dobrze
3300-lat 16- Pewien niemiecki kapitan, który był porządnym człowiekiem, zwrócił się do capo, dlaczego ma z soba kij? Kiedy ten powiedział, zabronił mu bić swoich pracowników i powiedział, że nie chce go więcej widzieć z kijem. …Komendant obozu ( Lagerführer ) , który był bardzo przyzwoitym człowiekiem, pozostał z nami i przekazał nas Rosjanom.
E- data przybycia do obozu
Kwiecień 44 : = 2 osoby : początek m-ca i 25
Maj 44 : = 9 osób : 11-tego, połowa m-ca, 20x2, 22, 26, 28x2, 05-44
Czerwiec-44: = 6 osób : 1x3, 8, 13, 17-tego
Lipiec 44: = 8 osób : 11, 15x5, 17x2 osoby
Wrzesień 44: = 1 osoba : 09-44 bez podania dnia miesiąca
Październik 44 = 4 osoby : 5, 20, 10-44x2 bez podania dnia miesiąca
Grudzień 44 = 1 osoba : 15
Styczeń 45: = 4 osoby : 11, 23, 01-45x2 bez podania dnia miesiąca
Luty 45: = 4 osoby : 15, 20-jeden dzień, 02-45x2 bez podania dnia miesiąca
Marzec 45 = 1 osoba : 10
Nieokreślony: = 11 osób : 1 rok x3, 9 m-cy x2, ( 3+6m-cy), 6 m-cy, 4 m-ce x2, 3 tyg,
nie podano
Pierwsze osoby przybyły na początku kwietnia 44. maksimum przyjazdów było latem 44 do lipca, ale przez cały czas dosyłano więźniów dla uzupełnienia stałego stanu obozu. Potem przysyłano chorych do obozu Dornhau-2 , przekształconego w rewier. Po pierwszych ewakuacjach trafiły też do Dornhau osoby, które mogły pracować przy demontażu infrastruktury.
F- data ewakuacji z obozu
maj 44 = 4 osoby: 20x2, 23, 05-44 bez podania dnia, wszystkie przekazane do innych
obozów Riese.
czerwiec 44 = 1 osoba, 10-06-44, przekazana do innych obozów Riese.
luty 45 = 12 osób, ( pocz. 02-45x3 osoby, 8x3, 15x3, 02-45 bez podania dnia- osoby
ewakuowane = 10 ) i 2 osoby przekazane do innych obozów (17 i 28)
marzec-45 = 1 osoba, ewakuowana 31-03-45 do Ebensee
kwiecień 45 = 1 osoba, 04-45, przekazana do innych obozów Riese.
nie określono = 6 osób w tym trzy przekazane do innych obozów
Pozostawiono na miejscu = 26 osób
Więźniowie wymieniają terminy ewakuacji : luty 45, początek lutego 45, 8, 15 luty, 31 marzec, ewakuowanych było 10 survivorów. Na miejscu doczekało wyzwolenia- jako pozostawieni chorzy -26 osób. Czterech survivorów w tym trzech ewakuowanych 8-2-45 poszło do Krahvinkel,( tam budowali kolejkę ) trzech ewakuowanych 15-02-45 poszło do największego ówczesnego niemieckiego producenta benzyny lotniczej pod Szczecinem ( Police ) a potem na lotnisko do Barth, jeden trafił wprost do Barth. Trzech trafiło do Bergen Belsen, część transportowano via Flossenburg. Implikuje to związek tego , przy czym pracowali więźniowie z Dornhau z Luftwaffe i przemyśłem paliwowym. Bezwzględnie większe szanse na przeżycie mieli pozostawieni na miejscu chorzy.
G- zadania
187- Pracowałem w grupie noszących zmarłych .
216- Tu pracowaliśmy przy oczyszczaniu toalet i przenosiliśmy chorych , brudna praca w w nocy.
311- Ludzie zostali przydzieleni do komand. Nie było miejsc pracy dla stolarzy, więc dostałem się do kommando budującego drogi… Gdy zimą zrobiło się bardzo zimno …., włączono mnie do warsztatu stolarskiego..
350- Praca tutaj polegała na układaniu wodociągów dla dla firmy Metzinger
377- W Dörnhau pracowaliśmy w kamieniołomie….. Z kamieniołomu w krótkim czasie przeniesiono mnie do firmy Holzmann i Putzer, a stąd przeszedłem do firmy Metzinger.
386- Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie, i ledwie mieliśmy czas na sen
480- Pracowaliśmy w kopalni obcinaliśmy kamienie ( obrywka przyp. mój )
500- Pracowaliśmy po 10 godzin dziennie,
649-. Tutaj również kopaliśmy rowy ,kładliśmy asfalt i kładliśmy rury w dół do rowu.
753- W Dörnau musiałem kopać rowy/ wykopy .
755- Pracowaliśmy w kamieniołomie. Dzień pracy trwał dwanaście godzin, a praca była bardzo ciężka i niezdrowa.
934- Tu wykonywaliśmy roboty ziemne , to była bardzo trudna praca, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie
941- i poszedłem do pracy w kopalni. Pobudka była o 2.30 rano i pracowaliśmy 12 godzin do wieczora.
990- W Dörnau zbudowaliśmy droge pod nadzorem organizacji Todt, podczas całego mojego pobytu tutaj pracowałem jako murarz. Dzień roboczy był 12-godzinny , po pracy był apel, więc o 10 godzin szedłem spać…..
1002- Początkowo nosiłem drewno z lasu. Potem pracował w jednostce pracy, które ładowało szyny ( demontaż, przyp . mój ). I tak do 7 maja, kiedy zostałem wyzwolony przez Rosjan.
1029- budowaliśmy kanalizację ( odwodnienia –przyp. mój ) , przy wagonikach kopalnianych wykonywaliśmy ciężką i męczącą pracę,
1065- Naszym zadaniem było to, żeby zwłoki ofiar przeciągać w las, w którym byli chowani.
1141- Skierowano mnie do grupy montującej wodociągi. …. Pracowaliśmy po 10 godzin na dobę.
1184- Byłem zatrudniony przy budowie drogi, gdzie musiałem bardzo ciężko pracować.
1217- Potrzebowali 100 mężczyzn w Dörnhau; wybrali też m.in. mnie i zabrali nas tam. Pracowałem tam przez trzy miesiące, rozbieraliśmy tory kolejowe, demontowaliśmy szyny i używaliśmy kilofów. To była bardzo ciężka praca. Pracowaliśmy dla firmy Krause,…. Na dwa tygodnie przed wyzwoleniem ,obóz został zamknięty, nie wychodziliśmy nawet do pracy.
1218- Dziesięć tygodni pracowaliśmy przy budowie dróg, kilka dni pracowałem przy kanalizacji ,
1233- Już nie pracowaliśmy , nie było dużo pracy. Tylko grupy ludzi po 60-80 mężczyzn pracowali przy demontażu maszyn, podkładów kolejowych i załadunku towarów do przewozu: Niemcy przygotowywali się do ucieczki.
1271-. Byliśmy tam na miejscu pierwsi i zakwaterowanie znaleźliśmy w zdemontowanej tkani. Pracowaliśmy po 12 godzin na dobę, przy wyrównywaniu terenu i opróżnianiu wózków kopalnianych. 19 mężczyzn dziennie opróżniało 450 wóżków kopalnianych i wyrównywało urobek na zwale . Co 10 minut przyjeżdżał pociąg kolejki wąskotorowej z 25 –cioma wózkami kopalnianymi. Zostały one załadowane przez koparkę.
1665- zgłosiłem się na ochotnika do pracy: skierowano mnie do pracowni krawieckiej , i jakoś udało mi się zostać przy życiu
1981- Robiliśmy budowę dróg i roboty betonowe, a ja pracowałem przy tej pracy w lecie, a następnie zimą dostałem się do łatwiejszej pracy. Mój krewny był starszym blokowym, więc miałem dobrze
2153-… Z Birkenau doszliśmy do Dörnau , gdzie byliśmy zaangażowani do budowy mostów. …. Musieliśmy kopać doły i kamienie trzeba było odspajać, i przy ttej pracy wielu osobom spuchły nogi. Prace prowadzone były przez 12 godzin dziennie
2470- Budowaliśmy kolej , robiliśmy drogę, kopaliśmy schrony ( tekst niejasny –przyp. mój ). W nocy były naloty bombowe, kiedy Rosjanie zbliżali się , poszliśmy do Gross-Rosen. Był to punkt zbiórki , tu nie pracowaliśmy, stąd następnie dostaliśmy się do Bergen Belsen.
2498- Byłem zatrudniony przy budowie dróg i kolei i pracowałem w najtrudniejszych warunkach pracy. …Byłem zajęty przy tej pracy przez osiem miesięcy , potem przydzielili mnie do pralni.
2691- Trzeba było wykonywać tę samą pracę , co w Schotterwerku. (Pracować w lesie, budować kolej , nosić cement z wagonów do magazynu ).
2855-. Pracowaliśmy w kamieniołomie/kopalni, prowadziliśmy transport, później budowaliśmy drogi. Nasza praca była bardzo trudna, i jeszcze dodatkowo utrudniana. Na przykład, nie było dość, kiedy człowiek przeciągał jedn worek cementu, kazali nam transportować po dwa. Przy rozładunku wagonów, gdyby pewnego dnia, 3 razy więcej niż zwykle wagonów przyszło, mieliśmy to zrobić, nawet jeśli pracowaliśmy aż do świtu dnia następnego.
2930-. Około 10 marca przyjechaliśmy do Dörnhau….. Z 2200 ludzi, którzy wyszli z Oświęcimia ( 20-01-45 ) , do Dörnhau dotarło ledwo 320 więźniów. …Tu już nie pracowałem, byłem na revierze, długie marsze piesze całkowicie zniszczyły moje nogi.
3089- Tutaj były prowadzone bardzo trudne roboty ziemne.
3300- Tu pracowaliśmy w kamieniołomie i kamienie musieliśmy ładować do wózków kopalnianych .( wiek 16 lat ) Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z godzinną przerwą na obiad. ….Jeńcy rosyjscy pracowali w kopalni. Nie wolno było z nimi rozmawiać, gdy to zobaczyli bili nas. Kto miał papierosa, był w stanie uzyskać od Rosjan marchwi i obierki ziemniaków, ale inaczej nie mogliśmy dostać jedzenia. Mieli oni lepsze posiłki niż my. Często były naloty, ale nie było bombardowania. Jeżeli alarm lotniczy zastał nas w pracy, trzeba było pracować, ale jeśli był posiłek, trzeba było się ukryć. To dotyczyło nie tylko Żydów, ale także Rosjan. W styczniu już nie pracowaliśmy , bo wybuchł tyfus plamisty i zamknęli obóz. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia , każdy został na bloku.. …..Następnie w lutym zdrowych przenieśli do innego obozu, gdzie Rosjanie przyszli 8-go maja 45.
3310- Pobudka była o 4 .30 rano, o 6-tej wychodziliśmy na plac. Pracowaliśmy cały dzień wiercąc w tunelu
7 osób wspomina pracę przy budowie dróg a jedna kładła asfalt, 4 osoby pracowały w kamieniołomie i ładowały kamienie, 4 osoby wykonywały prace ziemne, 3 osoby prowadziły demontaż infrastruktury i maszyn w końcowej fazie projektu, 3 osoby budowały wodociągi, jedna układała rury, 3 osoby rozładowywały wagony, 2 osoby budowały kolej, 2 osoby pracowały w kopalni, jedna wierciła w tunelu, 2 osoby prowadziły transport, 2 osoby budowały kanalizację, 2 osoby pracowały przy przenoszeniu i chowaniu zwłok, pojedyncze osoby wspominaja budowę mostów, roboty betonowe, stolarnię, wykopy pod schron, murarkę, przy wylesianiu, niwelacje terenu, w pralni, pracowni krawieckiej , czyszczenie toalet, pozostali byli tam jako chorzy . Ludzie wspominają czas pracy 10 , 12 godzin dziennie. Nikt nie potwierdza czasu pracy 8 h dziennie, co potwierdzałoby pracę pod ziemią. Prace stricte górnicze miały być w zasadzie prowadzone przez Rosjan ( poza 3 relacjami , gdzie wspomniane są prace przy wierceniu w tunelu i przy obrywce kamieni)- tak 3300 . Komanda prowadziły w zasadzie prace powierzchniowe przy budowie i obsłudze infrastruktury w terenie, prace górnicze wspomina tylko część interowanych. Prace powierzchniowe komand Dornhau prawdopodobnie obejmowały kamieniołom , profilowanie zbocza pod drogę i torowisko kolejki , ujęcia oraz wcinki do tuneli. 1271 podał, że 19 mężczyzn dziennie opróżniało 450 wóżków kopalnianych i wyrównywało urobek na zwale . Gdyby to był urobek z drążonych chodników, można by było zakładać, że dziennie urabiano tam 450x 0,15m3 = 67,5 skały, co odpowiada dziennemu postępowi drążeniu chodnika 4m x2,5 m o 6,75metra długości . W innym miejscu podaje, że co 10 minut nadjeżdżał pociąg do rozładowania z 25 wagonikami, co odpowiada 6x24x25x0,15 =540 m3/ dobę i dziennemu postępowi drążenia chodnika4x2,5 = 54 mb. Ponieważ 1271 przybył tam na początku kwietnia w pierwszym transporcie do Dornhau, należy założyć, że prace górnicze przy drążeniu chodników związanych z Dornhau rozpoczęto wcześniej niż w kwietniu 44 a szybkość drążenia z uwagi na progresywny system drążenia ( znany z innych miejsc ) stopniowo musiała rosnąć. Poza tym zwałowaniu mogło podlegać np. tylko podziarno, a główna masę urobku pewnie przerabiano na kruszywo do użycia na budowie, co wielokrotnie może podwyższyć wielkość postępu drążenia. Jednakże w latach 50-tych widziałem sam na płaszczowinie szczytowej w miejscu gdzie lano beton kamionkowymi rurami głęboko w masyw góry, że kruszywo do tego celu zastosowane z otoczaków rzecznych o wąskim przedziale uziarnienia. Prawdopodpbnie chodziło w tym wypadku o uzyskanie lepszego rozpływania się zaprawy wewnątrz oszałowania.
G-1 –droga do pracy
2153- trzeba było iść do pracy i z powrotem z pracy 3-4 km od obozu na piechotę.
3300- Nie pracowaliśmy zawsze w tym samym miejscu, więc odległość miejsca pracy od obozu ulegała zmianie w zależności od miejsca , gdzie pracowaliśmy.
H- najemca
350- firma Metzinger.
377- W firmie Kroze / było to Kommando / pobicie. przeniesiono mnie do firmy Holzmann i Putzer, a stąd przeszedłem do firmy Metzinger.
990- pod nadzorem organizacji Todt
1217- Pracowaliśmy dla firmy Krause,
I- wyżywienie
187- Racja żywnościowa składała się się z pół litra wodnistej zupy i 10 dkg chleba, może trochę więcej, to była jedna dziesiąta bochenka chleba
276- Racja żywnościowa wynosiła na dobę 10 dkg chleba i ćwierć litra barszczu… okazało się, że kucharze kradną żywność .
311- każdy miał własne łóżko, oddzielny talerz i sztućce a jedzenie było całkiem zwyczajne.
377- … Obsługa obozu kradła żywność z i tak szczupłych racji… A obsługa obozu zachowywała się okropnie. Złote zęby były przyjmowane od nas za chleb i wodnistą zupę, która została nam ukradziona. …zachorowałem , i leżałym w śmierdzącym , brudnym bloku bez jedzenia , bo dostawali jedzenie tylko ci , który wychodzili do pracy
480- codziennie otrzymywaliśmy 18 dkg chleba i pół litra zupy z brukwii i rano czarną kawę.
500- dostawaliśmy coraz mniej chleba i zupę bez zawartości, był wielki głód.
649- dostawaliśmy tylko po 1 / 8 chleba dziennie i tylko jeden raz dziennie dostawaliśmy zupę.
755- jedzenie było całkowicie niewystarczające
934- Wyżywienie : słaba zupa, trochę chleba i niewiele dodatków na chleb.
941- Bywało, że dostawaliśmy jeden chleb na 8-miu, ale bywało, że jeden bochenek chleba był na 12 osób,
990- Na początku zaopatrzenie było zadowalające, ale później stopniowo było coraz gorzej.
1002- Pacjenci otrzymywali bardzo mało żywności. Jeżeli jednak pacjent wyszedł do pracy, dostał więcej żywności
1029- Dzienna racja żywności była na początku ćwierć bochenka chleba, potem 1/3 a na końcu 12 ludzi dostawało jeden bochenek, w południe dostawaliśmy 1 / 2 litra zupy.
1065- Stawka żywieniowa była 15 dkg chleba dziennie i zupa z rzepy. Nie było wody w ogóle
1141- Jedzenie było bardzo ograniczone, i wielu głodowało .
1271-. Racje żywnościow były nastepujące: dziennie dostawaliśmy jedną trzecią bochenka chleba , czasem pół bochenka, dodatek, margarynę, na obiad zupę bunkrową bez zawartości, wieczorem lepszą zupę.
1665- Robili to wiele razy, że chleb przeznaczony dla chorych, dawano zdrowym.
1671-Jedzenie było bardzo złej jakości, ale normy zostały spełnione. Każdy dzień był zupa z brukwii, 90 dkg chleba, czasem dali margarynę lub kiełbasę albo marmoladę. W lutym bardzo pogorszyła się sytuacja w zakresie zaopatrzenia i nie dostawaliśmy więcej niż 20 dkg chleba a dodatki zostały całkowicie wycofane
1745- wyżywienie było dość słabe .
1981- Dostawaliśmy jedną trzecią lub jedna czwartą bochenka chleba dziennie, albo jedną trzecią, lub pół bochenka chleba, na przemian raz w tygodniu. Nawet starszy obozu był Żydem, więc połowa więźniów mogła „organizować” .
2016- Raz dziennie dostawaliśmy trochę ciepłej wody jak pomyje i 10 dkg chleba.
2153- W Dörnau panował głód,
2470- Kiedy przyszedł nowy komendant S.S. , traktował nas właściwie, dostawaliśmy 1 / 3 chleba, ziemniaki i wiele ###, co z pewnością było wielkim wydarzeniem.
2498- chorzy byli traktowani jako mało przydatni do pracy i do jedzenia dostawali mniej a często nawet nic. Tak też się działo wielokrotnie że chory w szpitalu umierał nie od choroby, ale z głodu
2691- My chorzy otrzymywaliśmy tylko połowę racji zdrowych pacjentów, czyli 12 dkg chleba dziennie i zupę.
2855- Do stycznia otrzymywaliśmy niewiele, ale zawsze codziennie taką sama rację chleba i innego jedzenia , które było przypisane do miejsca pracy. Od początku stycznia, jednak zaczęło się to zmniejszać. Nie dostawaliśmy już chleba, tylko rano czarną kawę i na południe zupę.
2930- głód był większy. Osiem do dziesięciu osób otrzymywało jeden bochenek chleba, wiele osób zmarło skutkiem tego.
3089- Początkowo wyżywienia było jeszcze dostatecznie dużo , dzienie dostawaliśmy po 1 / 4 bochenka chleba i dwa razy dziennie zupę , a później już tylko raz dziennie po 1 / 2 litra wodnistej zupy , zupełnie bez tłuszczu i po 1 / 10 bochenka chleba.
3300- Rano dostawaliśmy trochę czarnej kawy i szliśmy do pracy. W pracy przynosili nam pół litra zupy bez zawatości a po powrocie do obozu dostawaliśmy chleb i gęstszą zupę. Po pracy kiedy wróciliśmy do obozu, każdy się mył, potem był apel i dostawaliśmy kolację .
3310- nie dostaliśmy wody do picia , byliśmy bici, dopiero wieczorem po powrocie z miejsca pracy dostawaliśmy na kolację trochę zupy , 1 / 4 chleba i trochę margaryny.

Reasumując, racja żywieniowa była przypisana do miejsca pracy i były różnice. Górnicy pracujący pod ziemią ( Rosjanie ) mieli wyższą rację niż Żydzi pracujący na powierzchni- tak 3300. Chorzy dostawali połowę racji pracujących, bywało, że ich racje oddawano pracującym. Z czasem ( od stycznia 45) racje uległy znacznemu zmniejszeniu . 1981 twierdzi, że połowa internowanych mogła „ organizować” co oznacza, że więźniowie bliżsi kapo i ich poplecznicy dostawali więcej kosztem innych. Znaczna większość survivorów głodowała. Ludzie umierali z głodu.
J- zakwaterowanie
187- W Dornhau był brud, wszy, ale nie było możliwości umycia się. To był oczywisty obóz zagłady. Chorzy byli umieszczani na trzech poziomach budynku, w zależności od rodzaju choroby. Oprócz brudu rządził głód…. Obóz miał być zaminowany, ale Rosjanie przyszli szybko i Niemców zmusili do ucieczki.
311- Po pierwsze, nowy obóz sprawił nam bardzo miła niespodziankę, bo w odróżnieniu od Birkenau każdy miał własne łóżko,… Obozu nie trzeba było budować.
1002- Był to trzypiętrowy budynek wyznaczony jako izba chorych. Budynek który był bardzo brudny i zawszony
1218- Mieszkaliśmy w zabudowaniach fabrycznych , spaliśmy w oddzielnych pryczach.
1233- My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala. Mimo dwukrotnej kąpieli co tydzień i dezynfekcji byliśmy zawszeni….W wyniku ewakuacji okolicznych obozów wielu chorych zgromadzono tutaj, a nas, lżej chorych, wysłali z powrotem do obozu. ….Wybuchła epidemia tyfusu, mój ojciec zmarł w dniu 4 Maja w osobnym baraku, w którym leżeli chorzy podejrzani o zarażenie tyfusem
1271- Byliśmy tam na miejscu pierwsi i zakwaterowanie znaleźliśmy w zdemontowanej tkani…. W grudniu dostaliśmy odzież zimową. Dla chorych, przychodzących z innych obozów został utworzony jeden dodatkowy blok chorych.
1665- Zostałem przewieziony do szpitala do Dörnau. Tu byli więźniowie wszelkiego rodzaju. Chorzy, ozdrowieńcy i byli jeszcze zdrowi
1745- Obóz ten został utworzony w fabryce dywanów i tam zostaliśmy umieszczeni , ale mieszkańcy byli wyłącznie Żydami, 1000 Żydów, i było tam żydowskie kierownictwo.
2016- Zakwaterowani byliśmy w tym samym kamiennym/ murowanym budynku, ale leżeliśmy w strasznym brudzie, czystości nie mogliśmy utrzymać , tak że wkrótce zostaliśmy zawszeni.
2153- Na brud w obozie nikt nie mógł się skarżyć , w obozie panowała czystość i surowość. Pod koniec naszego tam pobytu było tam zbyt wielu cierpiących na biegunkę, zostali tam skoncentrowani chorzy z okolicznych obozów, a my zdrowi zostaliśmy wysłani do Bergen-Belsen.
2855- Mieszkaliśmy budynkach zlikwidowanej fabryki, spaliśmy na słomianych siennikach…... Obóz był jeszcze w zarysie, nawet płot z drutu kolczastego nie był jeszcze wzniesiony Człowiek biegał, a gdy wszedł na miejsce gdzie był drut, natychmiast go zastrzelili.
3089- Przyjechaliśmy tu w 1000 osób do całkowicie nowego obozu…. Jedzenie sprowadzano do obozu ( do Sauferwassser ) z Dörnau-1.
3300- Tu był piętrowy blok, były prycze , każdy spał w osobnej . Na początku tylko zimną wodą można się było umyć, później zrobili normalna umywalnię, gdzie raz w tygodniu korzystaliśmy z ciepłej wody, w której się kąpaliśmy …Następnie w lutym zdrowych przenieśli do innego obozu, ….
3312- Zakwaterowali nas w dużym żydowskim obozie,
K- traktowanie
350-. Kto pracę wykonywał nie tak, jak prowadzący pracę majster sobie życzył, tego numer został zapisany. Wróciwszy do domu, taki człowiek, był brany na SS i był karany 25-50 uderzeniami . W zależności od nastroju. Ale przepisana liczba uderzeń musiała być wymierzona – żywemu lub martwemu, ponieważ ofiara często po pierwszych uderzeniach już nie żyła , ale im to nie przeszkadzało, że ofiara przyjmuje uderzenia bez reakcji…. Pewnego razu zauważono mnie bez fartucha, i za karę, ponieważ przez kilka minut byłem bez mojej odzieży roboczej, zostałem umieszczony w następnym transporcie.
377-cały czas byliśmy bici przez SS i cywilnym majstrów. W firmie Kroze / było to Kommando / cywilni majstrowie dziennie bili na śmierć ludzi. Za minimalne wykroczenie było śmiertelne uderzenie. Pracy nigdy nie nauczyli , ale kto po prostu nie mógł od razu dobrze pracować przy wóżkach kopalnianych , ten był bity na śmierć
386- Był w obozie pewien SS Unterschaarführer o nazwisku Wolf, który każdego wieczora po powrocie z pracy po 18-tej, kiedy przyszliśmy do obozu, wymierzał nam 10-25 uderzeń bez żadnego powodu
500- W obozie Lagerführer / o nazwisku Wolf / traktowali nas bardzo źle. Późnym wieczorem o godzinie 23 był w stanie ustawić ludzi przed barakami , i wymierzyć karę po 26 kijów , bez powodu.
753- W warunkach złego traktowania miałem cierpieć mojego bezpośredniego nadzorcę, którym był pewien polski Żyd, sprawujący nadzór komanda bardzo surowo.
755- Najbardziej jednak musieliśmy cierpieć przez okrucieństwo komendanta obozu, który zawsze wymyślił coś, aby mógł nakładać najcięższe kary
934- Był tam pewien dowódca SS , który karał za najmniejsze drobiazgi, 3-4 osób na dzień 25 uderzeniami.
941- SS przy pracy bardzo popędzali i bili.
990- Komendant obozu o nazwisku Wolf był sadystą, budził nas w nocy, sprawdzł, czy stopy są czyste, ciągle szukał, za każdą błahostkę karał, zastrzelił pewnego mężczyznę. W sierpniu następny komendant już był lepszy.
1029- Lagercapo i Lagerälteste byli bardzo źli, do bicia używali pejczy na psy i pokazywali Niemcom, , że są tak surowi, jak SS.
1141- Traktowanie było straszne. Lagerführer bił ludzi i bardzo wielu zastrzelił.
1184-. Źródłem wszelkiego zła był komendantem obozu, SS-Scharführer Wolf, który wydawał straży najbardziej okrutne rozkazy, nadmiernym jest podkreślanie, że SS-mani wydane instrukcje wykonywali całkowicie, a nawet z prawdziwym zapałem.
1217- Wieczorem w dniu 8 maja już po ogłoszeniu zawieszenia broni, jeszcze nas pobito.
1218-Dowódcą obozu nazwiskiem Wolf był prawdziwy sadysta, który nie mógł zasnąć dopóki nie pobił co najmniej 8-10 osób grubym kijem
1271- Raz doszło do powieszenia. Uciekinier został złapany i jako taki skazany na taką śmierć, blokowy pozostawił mu wykonanie kary na sobie. Następnego poranka znaleziono więźnia powieszonego w szopie . 32 letni Żyd z Karpackiej Ukrainy wbiegł w intencjach samobójczych pod samochód ale został tylko ranny w rękę i został zastrzelony przez Kommanderführera. Za karę musieliśmy stać, do odwołania, również w deszczu. Trzech braci Polaków powiesiło się w samobójczej intencji w toalecie, następnego rana znaleźli dwóch zabitych, Brytyjczyk próbował ucieczki po po nieudanej próbie samobójczej, został pojmany i uwięziony. Rano stwierdzono, że powiesił się w kostnicy. Ci trzej 20-30 latkowie byli z Łodzi i już przeszli przez wiele i nie mogli już więcej znieść. Ten trzeci powiedział mi po pierwszej nieudanej próbie samobójstwa w pierwszej, że już jest mu wszystko jedno.
1671- Tych, którzy byli wyczerpani, bito 10-25 razy kijami. Na szczęście, po 10 tygodniach przyszedł kolejny Kommandeführer, przyzwoity człowiek, który natychmiast zakazał bicia i starał się również zapewnić więcej żywności dla nas.
1745- Był tam również dowódca komanda unterschaarführer nazwiskiem Wolf, to był prawdziwy sadysta, bił pracowników.
1981- Mój krewny był starszym blokowym, więc miałem dobrze.
2016- Sposób traktowania był typowy, że jeśli np.został ogłoszony stan „ baczność „ po wejściu na blok Lagerführera, gdy ktoś z chorych prawidłowo nie siedział, to go pobił.
2470- Podczas pobytu w pierwszych dwóch miesiącach pewien SS-man o sadystycznym usposobieniu straszne źle nas traktował i zamęczał nas wszystkich na śmierć. Bez powodu wymierzał kary co najmniej 15 uderzeń, co sprawiało, że chorowaliśmy.
2498- Strażnicy SS zachowywali się jak dzikie zwierzęta kiedy zobaczyli u nas oznaki zmęczenia. Przez bicie, wymuszali od każdego ostateczny wysiłek , który byli w stanie z nas wycisnąć, aż w końcu upadaliśmy nieprzytomni.
2672- Po 4 dniach wywieziono nas do Dörnhau, gdzie spędziłem tylko 4 dni. Tym razem to był jednak straszny czas. Przez cały czas nie było momentu, żeby usiąść na chwilę, ale nie pozwalano nam spać, byliśmy ciągle torturowani, bici, kopani przez SS i polskich jeńców.
2691- Ostatecznie użalił się nade mną Vorarbeiter, który widział, że nie mogę już dalej pracować. Powiedział, żeby po prostu zostać w baraku. Z wielkimi trudnościami przyszedłem do szpitala
2855- Komendantem obozu (Lagerführer ) był SS Schafführer nazwiskiem Wolf, 38-letni potwór, którego nie można nazwać człowiekiem. Od pierwszego dnia, miał do ludzi obiekcje i powiedział, żebyśmy się spieszyli , co nie znaczy, że to wystarczy.
2930- Tutaj już nas tak bardzo nie bili , ale głód był większy.
3089- Na trzy dni przed uwolnieniem , Niemcy chcieli nas wykończyć, zostaliśmy o tym poinformowani przez ludność cywilną, że 5-go maja został wydany rozkaz , ale ich złowieszcze plany nie zostały przeprowadzone, ponieważ byli zajęci czym innym , ale na miejscu pozostali tylko nasi chorzy, a pozostałych ewakuowano z transportem.
3300- Pewien niemiecki kapitan, który był porządnym człowiekiem, zwrócił się do capo, dlaczego ma z soba kij? Kiedy ten powiedział, zabronił mu bić swoich pracowników i powiedział, że nie chce go więcej widzieć z kijem. …….Komendant obozu ( Lagerführer ) , który był bardzo przyzwoitym człowiekiem, pozostał z nami i przekazał nas Rosjanom.
3310- . Tu był pewien Oberschaarführer o nazwisku Wolff, pochodzący ze Śląska, który dręczył nas w różny sposób od momentu naszego przyjazdu tutaj. …..8 maja, kiedy w końcu dowiedzieliśmy się się o zawarciu pokoju, przejęli kierownictwo obozu, już z nami było tylko 5 niemieckich SS, którzy zawsze byli dla nas mili.
3312- Przyjęcie było bardzo straszne, kiedy przyjechaliśmy ludzie SS zaraz nas pobili, ale tylko mężczyzn, ale kapitan pomagał im strasznie brutalnie. Zakwaterowali nas w dużym żydowskim obozie, a następnie podzielili nas na grupy i następnego dnia wywieźli nas do pracy i rozpoczęliśmy pracę bici w trakcie pracy przez SS. SS-mani bili nas na co dzień, bez powodu, zwłaszcza krwiożerczy był SS-man o nazwisku Wolf , po jego dwudziestu pięciu uderzeniach większość nie żyła,a każdy mdlał. Więc było pełne dwa miesiące ciągłej naszej niewoli tutaj . Raz, kiedy mojego ojca chcieli ukarać, zgłosiłem się na ochotnika kiedy czytali jego numer do ukarania. Trzy razy zemdlałem podczas bicia, ale przetrwałem .
…… Później, kapo Wolf było przykro i przeniósł mnie na stolarnię, gdzie miałem lepszą robotę i Lageralteste mnie poparł, byłem tam do kwietnia 1945 , a następnie przyprowadzili mnie również do Ebensee.
L- opieka medyczna
187- W Dornhau był brud, wszy, ale nie było możliwości umycia się. To był oczywisty obóz zagłady.
276-470 pacjentów, którzy byli niezdolni do dalszej pracy, w tym ja, pozostali. Później niektórych z tych około 219 osób wysłano do szpitala. Pacjentów w poważnym stanie wysyłano do Dörnhau…..15-03-44 byłem wśród trzystu ludzi, którzy przeżywali tyfus plamisty, zaraza złamała nas w dwa tygodnie. Następnie około 2400 osób pozostało przy życiu, większość z nich miała tyfus plamisty. 306 osób, które były całkowicie niezdolne do pracy wywieziono do Oświęcimia. Zabrali im ubrania i wywieźli pociągiem ( Ale w marcu Auschwitz już był za linią frontu-przyp mój ). Wiedzieliśmy , że chcą nas zabić.…..
336- Kiedyś był lekarz SS i pytał, dlaczego jest tak wielu chorych na Revierze, i słabsi zostali wybrani z powrotem do Dörnhau. Tam sytuacja była bardzo zła i liczba umarłych z powodu wyczerpania i z głodu z dnia na dzień rosła. Zmarli byli przewożeni z Dörnhau do odległego o 40 km Grossrosen do krematorium. Ale pod koniec to już nie funkcjonowało,
350- Ponieważ naszych zmarłych zawożono do Dornhau, zapytałem naszego Kapo, czy mógłby mi umożliwić, żebym pojechał z martwymi samochodem do Dornhau.
903-Ja też dostałem zapalenia płuc i ponad 7 miesięcy spędziłem w szpitalu w Dörnau ale pozostałem chory. To był obóz umierających, …….. i zawsze chorzy więźniowie byli dostawiani z innych obozów tak, że stale mieli pacjentów. Panowały tam wszy, pchły, brud, głód, śmiertelność z powodu pobicia, ubóstwo w skrócie
934- Obóz Dörnau później przekształcono na szpital obozowy. Gdy Rosjanie byli tylko ok. 30 km stąd , zdrowi zostali ewakuowani, a „rekonwalescenci „ m.in. ja, pozostali tam na miejscu , wykonując wewnętrzne prace , które były realizowane. Pacjenci na ogół nie byli leczeni a ich racje żywnościowe został w połowie skradzione. Liczba pacjentów tego szpitala była w przybliżeniu na stałym poziomie 1000 pacjentów, kierowanych tutaj z okolicznych obozów.
941-. Centralny szpital został założony w obozie, dziennie umierało tam 100-150 osób. To było straszne miejsce, pacjentów leczono kolbami….15 -02-45 poszedłem do innego, odległego o 2 km obozu, w którym było 800 chorych . Cały obóz był zarażony tyfusem.
1002- Był to trzypiętrowy budynek wyznaczony jako izba chorych. Budynek który był bardzo brudny i zawszony. Pacjenci otrzymywali bardzo mało żywności. Jeżeli jednak pacjent wyszedł do pracy, dostał więcej żywności.
1065- Wszystkich chorych skoncentrowano w pobliżu obozu Dornhau i zmarli w Dörnau
1184-. Do szpitala nigdy nie puszczali więcej niż trzy lub cztery osoby , tak żeby na 1200 więźniów nie było zbyt wielu chorych.
Przy czym chory w szpitalu nie był w lepszej sytuacji niż na zewnątrz, bo nie było dostępnych praktycznie żadnych leków. Żydowscy lekarze i pielęgniarze, którzy zostali dopuszczeni do pracy w tym szpitalu, nic nie mgli zrobić, wręcz przeciwnie, musieli oni wykonywać bardzo ściśle procedury postępowania z pacjentami, jak gdyby polecenie od komendanta obozu. Gdyby doniesiono na lekarza lub pielęgniarza, że położył pacjenta do łóżka wbrew rozporządzeniom, był surowo karany….! Szpital wypełniał się coraz większą liczbą chorych każdego dnia, ponieważ, po pierwsze, front zbliżył się tak, że wielu rannych tu przywieziono , ale także z tego powodu, że w wyniku ciężkiej pracy i nieludzkiego traktowania ludzie nie mieli już żadnej odporności. Ale najbardziej dokuczliwy był okropny brud i plaga robactwa; Wszyscy byliśmy całkowicie zawszeni i tworzyliśmy idealne środowisko dla choroby, na którą nie trzeba było długo czekać, i tyfus pochłonął wiele ofiar. A ponadto, mimo,że byli poważnie chorzy, wszystkie rzeczy zostały im zabrane całkowicie i w zimie w zimna noc leżeli w swoich łóżkach. I bez przesady twierdzę, że osiemdziesiąt procent więźniów szpitala zmarło od choroby.
1218- Na początku października, zostałem położony na revier, ale nie otrzymywałm żadnego leczenia, nie było lekarstw, byli żydowscy lekarze, ale nie mogli mi pomóc. Było dużo wszy, leżeliśmy nadzy w łóżku, zabrano nam odzież, siedem miesięcy nie miałem na sobie majtek.
1233- My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala. Mimo dwukrotnej kąpieli co tydzień i dezynfekcji byliśmy zawszeni. Rana na głowie mojego ojca wy goiła się tam całkowicie, przeciw biegunce dostałem tanine i opium, a od znajomego z kuchni otrzymałem trochę żywności. W wyniku ewakuacji okolicznych obozów wielu chorych zgromadzono tutaj, a nas, lżej chorych, wysłali z powrotem do obozu.
1271- Dla chorych, przychodzących z innych obozów został utworzony jeden dodatkowy blok chorych. … pochodzący ze Słowacji Dr Somló zawsze powoływał się na jego ścisłe zasady określające, kiedy chory może być uznany za takiego.
1665- Zostałem przewieziony do szpitala do Dörnau. Tu byłi więźniowie wszelkiego rodzaju. Chorzy, ozdrowieńcy i byli jeszcze zdrowi .
1981- Pod koniec roku obóz przekształcono w centralny obóz chorych ( Zentralkrankenlager ) dla okolicznych obozów i już w lutym 45 poszliśmy z transportem kiedy Rosjanie podeszli bliżej.
2498- Potem nastał brud, całkowity brak nawet najbardziej prymitywnych środków sanitarnych i w konsekwencji choroby zakaźne. Szczególnie gwałtowne szalał tyfus. Z jego powodu oraz biegunki, były liczne ofiary….. I w końcu doszedłem do sytuacji ,że sam poszedłem do szpitala. W szpitalu było nieco lepiej, ponieważ tu nie bili . Ale to było jedyną korzyścią, ponieważ chorzy byli traktowani jako mało przydatni do pracy i do jedzenia dostawali mniej a często nawet nic. Tak też się działo wielokrotnie że chory w szpitalu umierał nie od choroby, ale z głodu. W szpitalu pozostałem prawie dwa miesiące .
269
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:51, 30 Sie 2013 Powrót do góry

187- Z przebywających tam 6.000 osób przeżyło 600, i jest wątpliwe, czy z tej ilości 600-set zdołano uratować 400 osób…. Cmentarz oddalony o ok. 1 km już dawno był przepełniony, więc ciała były po prostu wyrzucane jak zdechłe psy do dołów, jeden z głową naprzód, drugi odwrotnie. Tak więc, za jednym razem pochowano 150 ciał na raz. Gdy było razem 450 ciał, byli zasypywani wapnem chlorowanym…. W końcu pojawił się również tyfus ; było 20-30 przypadków.
276-15-03-44 byłem wśród trzystu ludzi, którzy przeżywali tyfus plamisty, zaraza złamała nas w dwa tygodnie. Następnie około 2400 osób pozostało przy życiu, większość z nich miała tyfus plamisty. 306 osób, które były całkowicie niezdolne do pracy wywieziono do Oświęcimia. Zabrali im ubrania i wywieźli pociągiem ( Ale w marcu Auschwitz już był za linią frontu-przyp mój ).
336- Ale pod koniec to już nie funkcjonowało, więc codziennie trzeba było pochować naszych 70-80 zmarłych.
350- Tu śmiertelność była bardzo wysoka. Z 4000 kudzi codziennie marło z głodu i tyfusu plamistego 70-80 osób
377- Dziennie było 30-40 zmarłych , częściowo głodu, częściowo ze względu na śmiertelne pobicie.
386- Na rewirze było około 1200 chorych, z czego umierało codziennie z krańcowego wyczerpania 20-30 osób .
480- Dziennie 150 osób marło z głodu
649- Ponadto wybuchła epidemia tyfusu plamistego, tak , że dziennie umierało po 50-60 osób.
753- Kiedy przyjechałem do Dörnau było tam 250 ludzi, z których ginęło dziennie 20-25 osób : z głodu, nieludzkiego traktowania albo od choroby. Jednakże straty były zawsze równoważone, bo prawie codziennie przybywały nowe transporty więźniów. W czasie, kiedy byłem w obozie / cztery lub cztery i pół miesiąca / zmarło 2500 ludzi , większość z nich ze skrajnego wyczerpania.
903- To był obóz umierających, w którym było 30-40 zmarłych dziennie
934- Liczba pacjentów tego szpitala była w przybliżeniu na stałym poziomie 1000 pacjentów, kierowanych tutaj z okolicznych obozów. …W lutym-marcu 1945 , dziennie było 20-25 zmarłych w wyniku głodu i wszy,
941- Centralny szpital został założony w obozie, dziennie umierało tam 100-150 osób…. Dla martwych wykopaliśmy dół. 15 -02-45 poszedłem do innego, odległego o 2 km obozu, w którym było 800 chorych . Cały obóz był zarażony tyfusem.
1029- Dziennie było 50-60 zmarłych .
1065- To był obóz zagłady. Zmarłych było po 40-50 dziennie, umarli z głodu.
1665- tak bardzo byliśmy głodni i zdegradowani że dziennie umierało 50-60 osób.
1671- Dziennie było 10-20 zmarłych , którzy zmarli na przewlekłą biegunkę.
2016- Było również faktem , że każdego dnia było 50-60 martwych z krańcowego wyczerpania
2498- Dzienną śmiertelność można określić na 20 do 25 zmarłych .
3089- Dziennie 40-50 współwięźniów umierało z głodu.
N- przekazanie do innego obozu
311- przeniesiony do Wustegiersdorf jako stolarz.
350- przeniesiony do Schotterwerk i Sauferwasser i wrócił
386, 2691, - przeniesiony do Schotterwerk
500- przeniesiony do Oberwustegiersdorf
755- przeniesiony do Wustegiersdorf
2672- przeniesiony do Erlenbusch
3089, 3312, - przeniesiony do Sauferwasser i wrócił
9-ciu internowanych przekazano do innych obozów, z czego dwóch wróciło. Więźniowie przychodzili do Dornhau jako uzupełnienie stanu, chorzy bądź w ostatnim okresie jako do ostatniego czynnego punktu zbiorczego słabych więźniów ( z Auschwitz i Płaszowa )
O- liczebność obozu
187- Z przebywających tam 6.000 osób …..
755- gdzie był obóz dla mężczyzn w którym było około 1000 więźniów.
1184- Do szpitala nigdy nie puszczali więcej niż trzy lub cztery osoby , tak żeby na 1200 więźniów nie było zbyt wielu chorych.
1745- Obóz ten został utworzony w fabryce dywanów i tam zostaliśmy umieszczeni , ale mieszkańcy byli wyłącznie Żydami, 1000 Żydów
1981- do Dörnhau, który był żydowskim obozem z ok. 1000 –cem żydowskich więźniów.
2855- Było tam 1000 robotników , wszyscy Żydzi.
3300- Stan obozu zmieniał się w zakresie 1500-1300 internowanych . Było nas około 1500 ludzi, którzy zostali oswobodzeni.
3310- liczba internowanych naszego obozu1700 ludzi - zawsze była uzupełniana o nowych więźniów…. W lutym, była jedna selekcja, wybrano i zabrano zdrowych, pozostawiono na miejscu ponad 1300 osób.
Były 2 obozy: Dornhau -1 w którym działała m/in kuchnia przygotowująca jedzenie dla Sauferwasser i Dornhau -2 == 3 kondygnacyjny budynek szpitala- umieralni.
P- wyzwolenie i przeżywalność
1141- Zaczęliśmy w Dornhau w dwa tysiące, pozostało przy życiu zaledwie 800.
1184-W kwietniu 1945 roku przybył do Dörnau z Auschwitz transport więźniów. Przy wymarszu z Auschwitz było ich 3000 , do Dörnau przybyło tylko 170 z nich. Ponieważ nikt z nich nie uciekł w trakcie marszu, niestety jest oczywiste, że inni zmarli na drodze. Ale z 170 ocalałych, wielu było tak wyczerpanych i osłabionych, że zmarli w ciągu kilku dni w Dörnau
1671- Gdy podeszli Rosjanie, i trzeba było opróżnić Dörnhau, przenieśli nas do Flossenburga. Część drogi odbyliśmy w wagonach , ale wielu zginęło w tej strasznej drodze. W drodze zmarło około 100 do 120 osób, częściowo z powodu głodu, a częściowo z zimna
2153- Kiedy byliśmy na terytorium Czech, ludność rzucała do pociągu jadącym chleba. Z 1000-ca ludzi z naszego zmarło w drodze 200-tu.
2584- Z około 8000 ludzi, którzy wyruszyli tylko 2000 przybyło na miejsce. ( z Płaszowa via Gross-Rosen do Dornhau –przyp. mój )
2930- Z 2200 ludzi, którzy wyszli z Oświęcimia ( 20-01- 45 przyp. mój ), do Dörnhau dotarło ledwo 320 więźniów.
Q- zapis dot obozu
187, M, pracownik fabryki produkującej piły ur 1917, lat 28, Auschwitz ( 11do15-05-44 ), Waldenburg ( 16-05-44-2 tyg. ), Erlenbusch ( do ok. 02-45 ), Dornhau ( 02-45do 8-05-45 )
W Ökörmező przed wyniszczeniem Żydów mieszkało dwieście rodzin żydowskich, wszystkie w dobrej sytuacji. Żyli w charakterze pracowników, kupców i innych przedsiębiorców. Zarabiałem na życie jako robotnik w fabryce pił, która została odebrana żydowskiemu właścicielowi przez pułkownika w chwili wyniszczania Żydów. …. Ludność chrześcijańska zachowywała się źle . Gdy akcja została zakończona, ktoś powiedział : „Ani śladu nie pozostanie z Żydów.”…
W Dornhau był brud, wszy, ale nie było możliwości umycia się. To był oczywisty obóz zagłady. Chorzy byli umieszczani na trzech poziomach budynku, w zależności od rodzaju choroby. Z przebywających tam 6.000 osób przeżyło 600, i jest wątpliwe, czy z tej ilości 600-set zdołano uratować 400 osób. Oprócz brudu rządził głód. Pracowałem w grupie noszących zmarłych . Cmentarz oddalony o ok. 1 km już dawno był przepełniony, więc ciała były po prostu wyrzucane jak zdechłe psy do dołów, jeden z głową naprzód, drugi odwrotnie. Tak więc, za jednym razem pochowano 150 ciał na raz. Gdy było razem 450 ciał, byli zasypywani wapnem chlorowanym. Ludzie umierali od biegunki, wszy i głodu. Racja żywnościowa składała się się z pół litra wodnistej zupy i 10 dkg chleba, może trochę więcej, to była jedna dziesiąta bochenka chleba. W końcu pojawił się również tyfus ; było 20-30 przypadków. Jak wspomniano już powyżej ; miałem wielkie bóle i ponieważ noga była spuchnięta operowano mi stopę tutaj. Obóz miał być zaminowany, ale Rosjanie przyszli szybko i Niemców zmusili do ucieczki. Rosyjski oficer wręczył mi z niemieckiego zarekwirowanego samochodu chleb i syrop, tak, że mogłem to wnieść chorym do obozu.
276, M, lekarz ur 1888, lat 57, Auschwitz ( 8do20-05-44), Wolfsberg ( 20-05-44 do 25-01-45), Dornhau ( 01-45 do 13-05-45)
W styczniu przestaliśmy pracować i zaprzestaliśmy zwykłej staranności. 2.800 osób z naszych ludzi zostały ewakuowane w głąb kraju, a 470 pacjentów, którzy byli niezdolni do dalszej pracy, w tym ja, pozostali. Później niektórych z tych około 219 osób wysłano do szpitala. Pacjentów w poważnym stanie wysyłano do Dörnhau.
Również ja byłem tutaj w tym szpitalu w marcu i pozostałem tam do wyzwolenia. W tym czasie około tysiąca ludzi tam zginęło od początku stycznia, większość z nich zmarła z głodu . Racja żywnościowa wynosiła na dobę 10 dkg chleba i ćwierć litra barszczu. Tu chirurg próbował coś zrobić w celu poprawy sytuacji, ponieważ okazało się, że kucharze kradną żywność .15-03-44 byłem wśród trzystu ludzi, którzy przeżywali tyfus plamisty, zaraza złamała nas w dwa tygodnie. Następnie około 2400 osób pozostało przy życiu, większość z nich miała tyfus plamisty. 306 osób, które były całkowicie niezdolne do pracy wywieziono do Oświęcimia. Zabrali im ubrania i wywieźli pociągiem ( Ale w marcu Auschwitz już był za linią frontu-przyp mój ). Wiedzieliśmy , że chcą nas zabić. Później z inną grupa chcieli mnie zabrać, to powiedziałem, że sytuacja polityczna nie jest odpowiednia , i uciekłem od wysyłki ( tekst niejasny-przyp. mój ). 8-go 05-1945. zostałem wyzwolony przez Rosjan, a ja wtedy spałem gorączce tyfusu do 27-0645.
282M, ur 1897, lat 48, dr prawa, Auschwitz (15do18-05-44 ), Wolfsberg (21-05-44do6-01-45 ), Tannhausen ( 6-01-45do6-03-45 ), Schotterwerk (6-03-45do12-05-45 )
W Beregovo żyło około sześciu tysięcy Żydów, a byli oni na ogół pracownikami umysłowymi, lekarzami, prawnikami. Ponadto, miasto miało czterech żydowskich farmaceutów. Handlowcy żyli na dość wysokim standardzie bytowania. Była również grupa bardzo ubogich około 400 rodzin , które otrzymywały w ramach pomocy pożywienie ze wspólnej kuchni, jadłodajnia stale pracowała i miała pod opieką te rodziny. Ja mieszkałem w komfortowych warunkach, chociaż po wejściu Węgrów już nie zostałem zatrudniony w komorze ( podatkowej?- przyp. mój ) jako Żyd.
( Na Wolfsbergu –przyp. mój ) Raz, 306 osób zginęło w Auschwitz, a raz przekazano do Dörnhau 350 i później 470 osób. Poprzednio 306 osób poszło do Auschwitz, wszyscy wiedzieli o nich, że będą zagrożeni .
311, M, stolarz ur 1924, lat 21,Auschwitz ( 3 dni ), Dornhau ( 6 miesięcy ( , Wustegiersdorf ( 3 m-ce ), ewakuowany do Bergen-Belsen ( 1 dzień ), Hildesheim, Hannover i Bergen-Belsen ( 1 tydzień ).
.Mnie jako wykwalifikowanego stolarza wywieziono. Na drogę dostaliśmy normalne jedzenie. Do Dörnau przybyliśmy po trzech dniach. Po pierwsze, nowy obóz sprawił nam bardzo miła niespodziankę, bo w odróżnieniu od Birkenau każdy miał własne łóżko, oddzielny talerz i sztućce a jedzenie było całkiem zwyczajne. Obozu nie trzeba było budować. Ludzie zostali przydzieleni do komand. Nie było miejsc pracy dla stolarzy, więc dostałem się do kommando budującego drogi. Tu byłem 6 miesięcy. Gdy zimą zrobiło się bardzo zimno i rozpocząłem pracę, włączono mnie do warsztatu stolarskiego. Stąd, zostałem przeniesiony jako stolarz do Wüstegiersdorf.
336, 2M,drukarz ur 1921, lat 24, i wyrobnik ur 1924 ,m lat 21, Auschwitz ( 3 dni ), Dornhau obóz II (od- po 20-05-44) , Seufenwasser, Schotterwerk , dat nie podano
Kiedyś był lekarz SS i pytał, dlaczego jest tak wielu chorych na Revierze, i słabsi zostali wybrani z powrotem do Dörnhau. Tam sytuacja była bardzo zła i liczba umarłych z powodu wyczerpania i z głodu z dnia na dzień rosła. Zmarli byli przewożeni z Dörnhau do odległego o 40 km Grossrosen do krematorium. Ale pod koniec to już nie funkcjonowało, więc codziennie trzeba było pochować naszych 70-80 zmarłych. Jeden raz zdarzyło się, że wśród zmarłych znaleziono żywą osobę, był wśród umarłych przez całą noc. Jeszcze oddychał , gdy musiałem go pochować. W kwietniu 1945 wyzwolili nas Rosjanie.
350, M, szewc ur 1928, lat 17, Auschwitz, Dornhau, Schotterwerk, Saufenwasser, Dornhau, dat nie podano.
Byliśmy tam przez cztery dni, i zostaliśmy załadowani na wagony z 9-tego bloku w piątek. Na drogę dali nam po pół bochenka chleba i trochę masła. Po całym dniu jazdy dotarliśmy do Dörnhau. Praca tutaj polegała na układaniu wodociągów dla dla firmy Metzinger. Kto pracę wykonywał nie tak, jak prowadzący pracę majster sobie życzył, tego numer został zapisany. Wróciwszy do domu, taki człowiek, był brany na SS i był karany 25-50 uderzeniami . W zależności od nastroju. Ale przepisana liczba uderzeń musiała być wymierzona – żywemu lub martwemu, ponieważ ofiara często po pierwszych uderzeniach już nie żyła , ale im to nie przeszkadzało, że ofiara przyjmuje uderzenia bez reakcji. Potem poszliśmy do Saufenwasser . Mieszkaliśmy w namiotach ( celtach ). Baraki zostały już zbudowane, ale nie były jeszcze gotowe. Pracowaliśmy tak samo jak w Dernhau. Tu mój ojciec zachorował, i został oszczędzony. Odmroził sobie nogi. Ponieważ chorych zabierali do Dornhau a ja nie chciałem zostawić mojego ojca samego, zraniłem się w nogę uderzeniem kilofa . Tak udało mi się pójść z nim do izby chorych do Dornhau. Tam w Dornhau zobaczyłem przypadkowo znajomego z Munkacsa ; spytał, czy nie mam chęci iśc do pracy przy produkcji obuwia. Zgodziłem się. Zostałem przebadany i uznany za nadającego się do pracy , mogłem chodzić. # Jednakże mój ojciec nie mógł, bo był za słaby. Pewnego razu zauważono mnie bez fartucha, i za karę, ponieważ przez kilka minut byłem bez mojej odzieży roboczej, zostałem umieszczony w następnym transporcie. I przyszedłem do Schotterwerk, który był także dużym obozem barakowym. Tam nie mieliśmy żadnej pracy. Ponieważ naszych zmarłych zawożono do Dornhau, zapytałem naszego Kapo, czy mógłby mi umożliwić, żebym pojechał z martwymi samochodem do Dornhau. Chciałem odwiedzić mojego chorego ojca. Kapo na początku nie pozwolił na to, ale później ustąpił. W Dornhau w komorze śmierci Dornhau gdzie rozładowałem naszych zmarłych, od razu zauważyłem mojego ojca. I zapytałem kiedy umarł i czy pochowano go. Poszedłem z powrotem do Saufenwasser i wkrótce wróciłem do Dornhau. Tam zwrócił się do starszego obozu, bo straciłem ojca tak tragicznie, czy mógłby spróbować chociaż mnie uratować. I faktycznie wkrótce przyszedłem do warsztatu. Tu śmiertelność była bardzo wysoka. Z 4000 kudzi codziennie marło z głodu i tyfusu plamistego 70-80 osób. 8-05-45 zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan.
377, 2M , rzeźnik ur 1926, lat 19, i pomocnik krawca ur 1925, lat 20, Birkenau ( 2 m-ce ) , Dornhau ( 1 rok, do wyzwolenia 8-05-45).
Dwa tygodnie później był transport pracy, zostałem do niego zakwalifikowany i tak dostałem się do Dörnhau. W Dörnhau pracowaliśmy w kamieniołomie . To była bardzo ciężka praca, cały czas byliśmy bici przez SS i cywilnym majstrów. W firmie Kroze / było to Kommando / cywilni majstrowie dziennie bili na śmierć ludzi. Za minimalne wykroczenie było śmiertelne uderzenie. Pracy nigdy nie nauczyli , ale kto po prostu nie mógł od razu dobrze pracować przy wóżkach kopalnianych , ten był bity na śmierć. Obsługa obozu kradła żywność z i tak szczupłych racji. Dziennie było 30-40 zmarłych , częściowo głodu, częściowo ze względu na śmiertelne pobicie. Z kamieniołomu w krótkim czasie przeniesiono mnie do firmy Holzmann i Putzer, a stąd przeszedłem do firmy Metzinger. Potem zachorowałem , i leżałym w śmierdzącym , brudnym bloku bez jedzenia , bo dostawali jedzenie tylko ci , który wychodzili do pracy . A obsługa obozu zachowywała się okropnie. Złote zęby były przyjmowane od nas za chleb i wodnistą zupę, która została nam ukradziona. Więzień dostawał 25 kijów za błahostki nie będące nawet wykroczeniem, na przykład. jeśli zgłosił się jako chory, albo przeszedł do lżejszego komanda , lub do wody pitnej, czy do WC poszedł . Zmarłych początkowo przewożono do krematorium w Gross-Rosen, później nie było to już możliwe, wtedy chowano 100 do 120 osób dziennie na miejscu. Stały stan obozu był był 1400 osób. Po zmarłych stale z Gross-Rosen przyjeżdżali . Od grudnia 44 do 8 maja 45 do wyzwolenia 1800 zmarło osób.
386, M, szklarz ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 05-44 ), Dornhau (od maja 44), Schotterwerk ( ), Flossenburg( ), Leonbergu ( ), Mettenheimu ( do2-05-45 ) daty nie podane .
W Auschwitz byłem tylko 4-5 dni potem jako wykwalifikowany pracownik zostałem i wywieziony pociągiem do Dörnhau. Tu pracowałem przy budowie dróg w obozie, gdzie stale nas bili. Był w obozie pewien SS Unterschaarführer o nazwisku Wolf, który każdego wieczora po powrocie z pracy po 18-tej, kiedy przyszliśmy do obozu, wymierzał nam 10-25 uderzeń bez żadnego powodu. Największy deszcz mu nie przeszkodził i patrzył w okno, śmiejąc się z naszych cierpień. Na rewirze było około 1200 chorych, z czego umierało codziennie z krańcowego wyczerpania 20-30 osób . Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie, i ledwie mieliśmy czas na sen, gdyż do późna w nocy musieliśmy stać na zewnątrz w trybie kary.Potem następowała kolacja a o czwartej rano musieliśmy już wstać. Takie okoliczności spowodowały, że każdego dnia coraz więcej osób było na revierze. Po 8 dniach( czy miesiącach ? przyp. mój ) dostałem się do Schotterwerk.
480, M,krawiec ur 1925, lat 20, Auschwitz (3-30-05-44), Breslau ( 2-06-do 5-07-44), Reichenbach (8-07-44 do 20-01-45), Dornhau ( 23-01-45 do wyzwolenia)
W Lipeckiej Polanie mieszkało 55 rodzin żydowskich. Mój ojciec był biedny. W ogóle, wszyscy Żydzi byli biedni, a większość kopaczami byli .. … Zostałem wybrany do pracy i przyszedłem do Wrocławia. Tu obóz zbudowaliśmy , a pięć tygodni potem udaliśmy się do Reichenbach. Tu byliśmy sześć miesięcy, także zbudowaliśmy obóz, a następnie zrobiliśmy kanał. Pracowaliśmy w największym zimnie i wiele osób zmarło od mrozu i od krańcowego wyczerpania. Nasi strażnicy stale nas bili bez powodu. Pracowaliśmy od 4.30 rano do 20 wieczorem, potem apel. Wyżywienie: 30 dkg chleba, zupa z brukwii i trochę margaryny. Stamtąd poszliśmy do obozu Dörnau . Pracowaliśmy w kopalni obcinaliśmy kamienie ( obrywka przyp. mój ) , a codziennie otrzymywaliśmy 18 dkg chleba i pół litra zupy z brukwii i rano czarną kawę. Dziennie 150 osób marło z głodu. Wyzwolili nas Rosjanie .
500, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 23-26-05-44 ) ,Dornhau (28-05-44 do 28-02-45 ) , Oberwustegiersdorf ( 2-15-03-45 ), ewakuowany do Flossenburga ( 19-20-03-45 ), Offenburga ( 23-03-45 do 15-04-45 ), Donaueschingen ( 16-20-04-45 ).
Byliśmy tam 3 dni później załadowali nas wagony i przybyliśmy do Dornau. W obozie Lagerführer / o nazwisku Wolf / traktowali nas bardzo źle. Późnym wieczorem o godzinie 23 był w stanie ustawić ludzi przed barakami , i wymierzyć karę po 26 kijów , bez powodu. Przydzielono nam pracę przy budowy dróg. To było bardzo trudne, majstrowie nas bili. Musieliśmy chodzić boso po ostrych kamieniach, Lagerführer zabrał nam drewniaki, bardzo cierpieliśmy , ponieważ była najostrzejsza zima. Pracowaliśmy po 10 godzin dziennie, dostawaliśmy coraz mniej chleba i zupę bez zawartości, był wielki głód. , Kto osłabł w pracy, został zastrzelony lub wywieziony transportem do Auschwitz. Zdarzały się przypadki, że ktoś zemdlał z kolegów przy pracy, bili go tak długo, aż odzyskał świadomość. Przepracowałem tutaj 9 miesięcy , a następnie dostałem się do Oberwüstergürsdorf.
649, M, krawiec ur 1921, lat 24, Auszchwitz ( 27-29-05-44 ) do Eule ( 29-05-44 do 09-44) przekazany do Dornhau ( 09-44 do 9-05-45 ), tam do końca wojny.
Do obozów w Dörnhau potrzeba było 100 osób , wybrali więźniów, mnie również włączono do transportu. Po godzinie jazdy samochodem, przybyłem do obozu pracy Dörnhau. Tu już racje żywnościowe były znacznie gorsze,, bo dostawaliśmy tylko po 1 / 8 chleba dziennie i tylko jeden raz dziennie dostawaliśmy zupę. Tutaj również kopaliśmy rowy ,kładliśmy asfalt i kładliśmy rury w dół do rowu. W wyniku ostrego niedożywienia, ludzie byli bardzo osłabieni i ginęli jeden po drugim jak muchy. Niestety, mój brat, z którym byłem dość długo razem , zmarł w 8-05-45. Ponadto wybuchła epidemia tyfusu plamistego, tak , że dziennie umierało po 50-60 osób. 9-05-45 przybyło wojsko rosyjskie, otarli bramy i byliśmy wolni. Oprócz tego rozkwaterowano (? Przp mój ) całą firmę, dostałem się do rodziny niemieckiej, byłem tam przez dwa dni i tu dostalem tyfus plamisty, następnie trafilem do szpitala w Wüstegiersdorf, gdzie leżałem przez miesiąc, stąd dostałem się do Blumenau, a po dwóch tygodniach tam pobytu wróciłem do domu przez Bratysławę.
753,M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 17-06-44 do 18-10-44 ) w Dornhau od 20-10-44 do 02-45.
W Auschwitz zostałem natychmiast przydzielony do komanda transportowego do pracy. Musiałem ciężko pracować, ale nie byłem tak głodny jak reszta. W warunkach złego traktowania miałem cierpieć mojego bezpośredniego nadzorcę, którym był pewien polski Żyd, sprawujący nadzór komanda bardzo surowo. Praca w komandzie transportowym trwała przez cztery miesiące, po czym zostałem z Auschwitz przewieziony do Dörnhau. W Dörnau musiałem kopać rowy/ wykopy . W obozie panowały warunki , które wskazywały, że Dörnau faktycznie był obozem zagłady. Kiedy przyjechałem do Dörnau było tam 250 ludzi, z których ginęło dziennie 20-25 osób : z głodu, nieludzkiego traktowania albo od choroby. Jednakże straty były zawsze równoważone, bo prawie codziennie przybywały nowe transporty więźniów. W czasie, kiedy byłem w obozie / cztery lub cztery i pół miesiąca / zmarło 2500 ludzi , większość z nich ze skrajnego wyczerpania. Po półtoramiesięcznej pracy tutaj , zrobił mi się ropień na stopie i musiałem być operowany , więc poszedłem do szpitala. Kiedy, w lutym 1945 roku front zaczął się przybliżać , zdrowe, tzn. zdolni do marszu zostali wybrani i stopniowo ewakuowani z obozu, dokąd i co się z nimi stało; nie wiem. Na miejscu pozostali chorzy, do których i ja należałem. Przybycie Rosjan było zupełną niespodzianką i odbyło się bez jednego wystrzału . Pewnego ranka wyjrzałem przez okno i zobaczyłem czerwoną flagę. Pozostali również niektórzy esesmani, którzy zachowywali się przyzwoicie w stosunku do więźniów, którzy ubrali cywilne ubrania i o ile wiem, nie stało im się nic złego. Pozostałem jeszcze trzy do czterech tygodni w obozie, bo byłem bardzo słaby, a kiedy odzyskałem trochę siły, i ludzie mi pomogli , rozpocząłem podróż do domu. 755,M, talmudysta ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 21do24-04-44 ), w Dornau ( 25-04-44 do 23-05-44 ) ,Wustegiersdorf ( 24-05-44 do 6-06-44 ), Wolfsbergu ( 1 mc ), ewakuowany do Ebensee ( 1 tydzień ) .
Byłem tylko trzy dni w Auschwitz, a następnie zostałem dołączony do transportu pracy, skierowanego do Dörnau, małej miejscowości w pobliżu Wrocławia, gdzie był obóz dla mężczyzn w którym było około 1000 więźniów. Pracowaliśmy w kamieniołomie. Dzień pracy trwał dwanaście godzin, a praca była bardzo ciężka i niezdrowa. Najbardziej jednak musieliśmy cierpieć przez okrucieństwo komendanta obozu, który zawsze wymyślił coś, aby mógł nakładać najcięższe kary. Fakt, że jedzenie było całkowicie niewystarczające, był sam przez się zrozumiały. Potem , kiedy spędziłem cztery tygodnie w Dörnau wybrano 40 mężczyzn z nas, w tym mnie i poszliśmy do Wüstegiersdorf.
903, M, krawiec ur 1899, lat 46,Auschwitz ( 05-44 ), Wolfsbergu ( 05-44 do 02-45 ) , w obozie Dornhau( 02-45 do 04-45 ).
Ja też dostałem zapalenia płuc i ponad 7 miesięcy spędziłem w szpitalu w Dörnau ale pozostałem chory. To był obóz umierających, w którym było 30-40 zmarłych dziennie i zawsze chorzy więźniowie byli dostawiani z innych obozów tak, że stale mieli pacjentów. Panowały tam wszy, pchły, brud, głód, śmiertelność z powodu pobicia, ubóstwo w skrócie.Tu zostałem wyzwolony w kwietniu przez Rosjan i zostałem przewieziony do szpitala do Wüstegiersdorf.
934,M, mechanik ur 1905 , lat 40, Auschwitz ( 30-04-44do3-05-44 ), Wustegiersdorf ( 5-05-44 d- 07-44 ), Dornhau (15-07-44 do 8-05-45)
Codziennie chodziłem 5-6 km do Dörnau na miejsce pracy, a potem firma przeniosła nas do Dörnhau, 150 osób. Tu wykonywaliśmy roboty ziemne , to była bardzo trudna praca, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Wyżywienie : słaba zupa, trochę chleba i niewiele dodatków na chleb. Był tam pewien dowódca SS , który karał za najmniejsze drobiazgi, 3-4 osób na dzień 25 uderzeniami. Apele mieliśmy rano, 2 godziny i 3 godziny wieczorem, czasami, kolację otrzymywaliśmy w obozie później o 11-tej wieczorem. Obóz Dörnau później przekształcono na szpital obozowy. Gdy Rosjanie byli tylko ok. 30 km stąd , zdrowi zostali ewakuowani, a „rekonwalescenci „ m.in. ja, pozostali tam na miejscu , wykonując wewnętrzne prace , które były realizowane. Pacjenci na ogół nie byli leczeni a ich racje żywnościowe został w połowie skradzione. Liczba pacjentów tego szpitala była w przybliżeniu na stałym poziomie 1000 pacjentów, kierowanych tutaj z okolicznych obozów. Wyżywienie pacjenta składało się z: 3 / 4 litra wodnistej zupy, 1 / 8 czerstwego chleba. W lutym-marcu 1945 , dziennie było 20-25 zmarłych w wyniku głodu i wszy, obóz został całkowicie opanowany przez wszy. Każdy, kto się do łóżka i wyszedł sam już nie na fel.*-05-45 zostalismy wyzwoleni przez Armię Czerwoną, ale nadal pozostałem w szpitalu.
941, M,wyrobnik ur. 1923, lat 22, Auschwitz ( 27do30-05-44 ), Dornhau ( 8-06-44 do wyzwolenia 8-05-45).
Mieszkałem w Ökörmezőn, zarabiałem na chleb jako wyrobnik……
W Auschwitz na stacji kolejowej była selekcja, zakwalifikowali mnie do transportu pracy i w trzy dni później dojechałem do Dornhau. Tam przyszedłem do bardzo złego obozu i i poszedłem do pracy w kopalni. Pobudka była o 2.30 rano i pracowaliśmy 12 godzin do wieczora. Pewnego razu szyna kolejowa spadła mi na nogę i dostałem się na revier na 6 tygodni. Miałem spuchnięte nogi , brzydkie nie zabliźnione rany na nich i strasznie mnie bolało , leczenie nie zostało zakończone, a ja musiałem już chodzić do pracy. Było bardzo zimno a chorzy pracowali na zewnątrz. SS przy pracy bardzo popędzali i bili. 15 stycznia 1945, gdy Rosjanie podeszli szli, Niemcy zabrali zdrowych i odeszli , a ja zostałem na miejscu z chorymi. Następnie rozpoczął się w obozie bardzo trudny czas. Bywało, że dostawaliśmy jeden chleb na 8-miu, ale bywło, że jeden bochenek chleba był na 12 osób, setki ludzi zaczęły padać martwe . Centralny szpital został założony w obozie, dziennie umierało tam 100-150 osób. To było straszne miejsce, pacjentów leczono kolbami. Starszy obozowy był człowiekiem z Bratysławy , teraz, kiedy przyszliśmy do Budapesztu, rozprawa została wszczęta, ponieważ był w areszcie z powodu nadużyć. Dla martwych wykopaliśmy dół. 15 -02-45 poszedłem do innego, odległego o 2 km obozu, w którym było 800 chorych . Cały obóz był zarażony tyfusem. 3 tygodnie potem wyzwolili nas Rosjanie 8 -05-45. O 14 po południu strażnicy opuścili obóz i powiedzieli nam, że jesteśmy wolni. Udaliśmy się do pierwszej stacji, 125 km. w Republice Czeskiej, stamtąd pojechałem pociągiem do Ołomuńca ale zachorowałem i leżałem w szpitalu przez 6 tygodni. Po wyzdrowieniu pojechaliśmy do Bratysławy tam spędziliśmy kilka dni, Czerwony Krzyż tamtejszy dał odzież i pieniądze, ale niestety, wszystkie moje rzeczy została ukradzione w drodze do Budapesztu. Teraz staramy się
uzyskać od „DEGOB” - odzież i pieniędze, a następnie zamierzam osiedlić sięwPradze.
990,M, handlowiec ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 20do23-05-44 ). Dornhau (26-05-44 do 08-05-45).
Mieszkałem z rodzicami, mój ojciec był stolarzem, mieliśmy bardzo trudny sposób zarabiania na życie. … Spędziliśmy trzy dni w Auschwitz, a następnie załadowali nas na wagony po 50-ciu w wagonie i wyruszyliśmy do Dörnhau. Przyjechaliśmy po dwóch dniach na miejsce. Oni na nas czekali , zostaliśmy przewiezieni do obozu. Na początku zaopatrzenie było zadowalające, ale później stopniowo było coraz gorzej. Komendant obozu o nazwisku Wolf był sadystą, budził nas w nocy, sprawdzł, czy stopy są czyste, ciągle szukał, za każdą błahostkę karał, zastrzelił pewnego mężczyznę. W sierpniu następny komendant już był lepszy. W Dörnau zbudowaliśmy droge pod nadzorem organizacji Todt, podczas całego mojego pobytu tutaj pracowałem jako murarz. Dzień roboczy był 12-godzinny , po prcy był apel, więc o 10 godzin szedłem spać. Kiedy do obozu w Dörnau zbliżały się coraz bardziej wojska rosyjskie, transporty zaczęły się jeden po drugim , ale ja pozostałem z chorymi.
8 maja Rosjanie nas wyzwolili , każdemu było wolno wracać, więc wróciłem do domu.
1002, M, student ur 1926, lat 19, Auschwitz (15-18-05-44) Wolsberg (05-44 do 10-44 ) Dornhau (10-44 do 7-05-45 ) tam do wyzwolenia.
Stamtąd przeniesiono mnie gdy front się zbliżał. Poczułem się źle i zostałem zabrany do Dornhau. Był to trzypiętrowy budynek wyznaczony jako izba chorych. Budynek który był bardzo brudny i zawszony. Pacjenci otrzymywali bardzo mało żywności. Jeżeli jednak pacjent wyszedł do pracy, dostał więcej żywności. Ja również po dwudniowym leżeniu w łóżku wyszedłem do pracy. Początkowo nosiłem drewno z lasu. Potem pracował w jednostce pracy, które ładowało szyny ( demontaż, przyp . mój ). I tak do 7 maja, kiedy zostałem wyzwolony przez Rosjan.
1029,M, handlowiec ur 1929, lat 16, Auschwitz (24do27-05-44 ), Dornhau (13-06-44 do 8-05-45).
Fabryka ropa naftowa Munkacs była nasza. W 1941 roku, kiedy Węgrzy zajęli Munkacs, zostaliśmy pozbawieni własności przemysłowej i wyeliminowani z naszego zakładu na mocy prawa.
….. 3 dni później wywieźli nas transportem pracy do Dörnhau. To było bardzo złe miejsce, budowaliśmy kanalizacj ( odwodnienia –przyp. mój ) , przy wagonikach kopalnianych wykonywaliśmy ciężką i męczącą pracę, przy której stale nas bito. Dziennie było 50-60 zmarłych . Lagercapo i Lagerälteste byli bardzo źli, do bicia używali pejczy na psy i pokazywali Niemcom, , że są tak surowi, jak SS. Zmarłym wyjmowano z ust złote zęby. Pewnego razu dostałem silnej biegunki, tydzień byłem chory, było bardzo zimno,i był brak odzieży ale musiałem chodzić do pracy. Dzienna racja żywności była na początku ćwierć bochenka chleba, potem 1/3 a na końcu 12 ludzi dostawało jeden bochenek, w południe dostawaliśmy 1 / 2 litra zupy. 8 maja 1945 o świcie powstało wielkie zamieszanie, strażników nie było , nie było kapo i starszych obozu i tego dnia weszli Rosjanie. Zadbaliśmy o wszystko, mogliśmy się umyć, żywność otrzymaliśmy, byliśmy szczęśliwi,że znowu jesteśmy wolnymi ludźmi. Mój ojciec, z którym byłem razem, osiem dni po wyzwoleniu, nagle zmarł.
1065,M, stolarz ur 1922, lat 23,Auschwitz,(10-11-05-44 ), Dyhernfurth (14-05-44 do 10-06-44 ), Reichenberg ( 12-06-44 do 10-01-45 ), W Dornhau od 11-01-45 do 4-05-45.
Był wielki głód i wielu ludzi zginęło z krańcowego wyczerpania. Chorych wywożono do Dachau ( czy nie Dornhau –przyp. mój ), jednakże tych z obozu na stacji, wrzucili do żelaznych wagonów, tak że w momencie załadowania do wagonów byli już w większości zmarli. Wagony były otwarte, dostali po 15 dkg. chleba, więc na pewno nie wyszli z życiem. Tu byłem już siedem miesięcy, a następnie wzięli nas do ciężarówek i zawieźli do Dörnau. To był obóz zagłady. Zmarłych było po 40-50 dziennie, umarli z głodu. Naszym zadaniem było to, żeby zwłoki ofiar przeciągać w las, w którym byli chowani. Stawka żywieniowa była 15 dkg chleba dziennie i zupa z rzepy. Nie było wody w ogóle, wszyscy mieli wszy, z tego wybuchł tyfus , który codziennie zabijał setki ludzi. Wszystkich chorych skoncentrowano w pobliżu obozu Dornhau i zmarli w Dörnau. 4 maja tego roku , nagle pojawiło się w obozie zwycięskie wojsko rosyjskie, które nas wyzwoliło. Zapewnili, że chorych umieszczono w szpitalu , i dano najlepsza żywność.
1141,3M, mechanik ur. 1824, lat 21, stolarz ur 1926, lat 19, i ślusarz ur 1916 , lat 29, Auschwitz ( 27-31-05-44 ) , Dornhau ( 1-06-44 do 8-02-45), Flossenburg (14-20-02-45 ) , Krahvinkel (22-02-45 do 18-03-45 ).
Na trzeci dzień skierowano nas do transportu i wywieziono do Dörnhau. Skierowano mnie do grupy montującej wodociągi. Traktowanie było straszne. Lagerführer bił ludzi i bardzo wielu zastrzelił. Pracowaliśmy po 10 godzin na dobę. Przed pracą był apel. Po pracy, nie było dnia, żeby 1-2 naszych kolegów nie otrzymało 25 batów. Jedzenie było bardzo ograniczone, i wielu głodowało . Wiele osób zginęło w starszym wieku, wielu pobito na śmierć lub zastrzelono. Na początku lutego rozpoczęły się ewakuacje i po przejściu pieszo drogi w ciągu dwóch dni, w Trautenau byli załadowywani na wagony. W wagonie jechało 125 osób. Jechaliśmy dwa dni, ani jeść, ani pić nie dostaliśmy. Było bardzo zimno w cienkim ubraniu. Gdy spadł śnieg, jedliśmy śnieg. W każdym wagon było 15-20 zmarłych. We Flossenburgu opuściliśmy wagony i otrzymaliśmy gorący czarną kawę i 15 gkg chleba. # # # dni zabrali nas dalej.W Krahvinkel zbudowaliśmy kolejkę. O godzinie trzeciej nad ranem była pobudka a następnie apel, a potem szliśmy do pracy a o 22 wieczorem wracaliśmy do baraku. Wyżywienie było słabe i nie wystarczające. SS-mani bili nas podczas pracy . Przeniesiono nas ponownie. Jechaliśmy przez 14 dni w otwartym wagonie. Było strasznie zimno i tylko dwa razy, dostaliśmy trochę chleba i 0,3 litra wody. Zaczęliśmy w Dornhau w dwa tysiące, pozostało przy życiu zaledwie 800. W czasie podróży stale byliśmy atakowani przez samoloty, aż w końcu dotarliśmy do Theresienstadt. Zostaliśmy uwolnieni przez Rosjan.
1184, M, optyk ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 2do5-05-44 ), Wustegiersdorf (7-05-44 do 9-07-44 ), Dornhau (11-07-44 do 10-05-45).
Byłem w Wüstegiersdorf przez dwa miesiące, po tym czasie zostałem przekazany do innego obozu , do Dörnau. W Dörnau już było bardzo źle. Źródłem wszelkiego zła był komendantem obozu, SS-Scharführer Wolf, który wydawał straży najbardziej okrutne rozkazy, nadmiernym jest podkreślanie, że SS-mani wydane instrukcje wykonywali całkowicie, a nawet z prawdziwym zapałem. Byłem zatrudniony przy budowie drogi, gdzie musiałem bardzo ciężko pracować. Często zdarzało się, że ten lub ów z wyczerpania nie był w stane dalej kontynuować wysiłku, ten nieszczęsny człowiek został zastrzelony albo bezpośrednio, albo tak długo go torturowali, aż sam oddawał ducha . Do szpitala nigdy nie puszczali więcej niż trzy lub cztery osoby , tak żeby na 1200 więźniów nie było zbyt wielu chorych.
Przy czym chory w szpitalu nie był w lepszej sytuacji niż na zewnątrz, bo nie było dostępnych praktycznie żadnych leków. Żydowscy lekarze i pielęgniarze, którzy zostali dopuszczeni do pracy w tym szpitalu, nic nie mgli zrobić, wręcz przeciwnie, musieli oni wykonywać bardzo ściśle procedury postępowania z pacjentami, jak gdyby polecenie od komendanta obozu. Gdyby doniesiono na lekarza lub pielęgniarza, że położył pacjenta do łóżka wbrew rozporządzeniom, był surowo karany. W ogóle, kary były bardzo częste, z powodu błahych drobiazgów byliśmy bici gumową pałką, a nierzadko pod takimi uderzeniami więźniowie padali martwi. Liczby zgonów piętrzyły się: dziennie umierało od trzydziestu do czterdziestu osób! Szpital wypełniał się coraz większą liczbą chorych każdego dnia, ponieważ, po pierwsze, front zbliżył się tak, że wielu rannych tu przywieziono , ale także z tego powodu, że w wyniku ciężkiej pracy i nieludzkiego traktowania ludzie nie mieli już żadnej odporności. Ale najbardziej dokuczliwy był okropny brud i plaga robactwa; Wszyscy byliśmy całkowicie zawszeni i tworzyliśmy idealne środowisko dla choroby, na którą nie trzeba było długo czekać, i tyfus pochłonął wiele ofiar. A ponadto, mimo,że byli poważnie chorzy, wszystkie rzeczy zostały im zabrane całkowicie i w zimie w zimna noc leżeli w swoich łóżkach. I bez przesady twierdzę, że osiemdziesiąt procent więźniów szpitala zmarło od choroby. W pierwszym okresie zwłoki były przewożone do Gross-Rosen, gdzie były spalane w krematorium, ale później, w styczniu, samochody nie mogły jeździć po oblodzonych drogach, a więc ciała nie były stąd zabierane. Więc wykopali masowe groby , do których wrzucano martwych , po czterdziestu czy pięćdziesięciu w grobie. Liczba zmarłych była tak wysoka, że powołano specjalne komando , stworzone do kopania grobów i grzebania zwłok . W kwietniu 1945 roku przybył do Dörnau z Auschwitz transport więźniów. Przy wymarszu z Auschwitz było ich 3000 , do Dörnau przybyło tylko 170 z nich. Ponieważ nikt z nich nie uciekł w trakcie marszu, niestety jest oczywiste, że inni zmarli na drodze. Ale z 170 ocalałych, wielu było tak wyczerpanych i osłabionych, że zmarli w ciągu kilku dni w Dörnau. Wieczorem dnia 9 maja więźniowie wykryli w ( Staube ) i zatrzymali pewnych strażników SS. Wśród nich był szef drużyny sanitarnej Herzog, który próbował w momencie jego zatrzymania podciąć sobie żyły na szyi ostrzem żyletki. Nie był jednak ciężko ranny, i przybył do szpitala. Tam w jakiś sposób wszedł w posiadanie rewolweru, którym próbował popełnić samobójstwo , ale i tym razem nie wyrządził sobie poważnej szkody. Jego dalsze losy nie są mi znane. Ten Herzog był jednym z najbardziej haniebnych łotrów wśród strażników, którzy mieli życie wielu ludzi na sumieniu. W dniu 10 maja przybyly wojska amerykańskie ( ? –przyp. mój ), które nas uwolniły.
1217,M, handlowiec, rolnik ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 15do21-05-44 ), Wolfsberg ( 27-05-44 do6-01-45), Tannhausen (10-01-45 do 1-02-45 ), Dornhau (15-02-45 do 8-05-45)
Potrzebowali 100 mężczyzn w Dörnhau; wybrali też m.in. mnie i zabrali nas tam. Pracowałem tam przez trzy miesiące, rozbieraliśmy tory kolejowe, demontowaliśmy szyny i używaliśmy kilofów. To była bardzo ciężka praca. Pracowaliśmy dla firmy Krause, z powodu osłabienia ludzi przynosiliśmy z powrotem do obozu 4-5 zmarłych dziennie. Mieliśmy bardzo złego majstra, często nas bił. Na dwa tygodnie przed wyzwoleniem ,obóz został zamknięty, nie wychodziliśmy nawet do pracy. Wieczorem w dniu 8 maja już po ogłoszeniu zawieszenia broni, jeszcze nas pobito. Następnie, o 08:15 Niemcy poddali się. SS-mani uciekli, ale my tam pozostaliśmy. Następnie udaliśmy się do miasta, a po południu ruszyliśmy w kierunku domu przez Czechy.
1218,2M, handlarz drewnem ur 1898, lat 47, i uczeń ur. 1929, lat 16, Auschwitz ( 18do28-05-44 ),Wustegiersdorf ( 1-15-06-44 ), Dornhau (17-06-44 do 8-05-45)
W Munkaczu żyliśmy w moim domu na bardzo dobrym poziomie ,mieliśmy sklep z drewnem i węglem. … inny syn poszedł przez Kraków do obozu młodzieżowego do Wüstegiersdorf, kilka dni później dostałem się do transportu, który wyruszył do Dörnau, jednakże przedtem poszliśmy do Wüstegiersdorf. Pracowałem przy budowie dróg w Dörnau, jedzenia było bardzo mało, aż do stycznia szło całkiem dobrze, ale potem wszystko szło coraz gorzej. Dowódcą obozu nazwiskiem Wolf był prawdziwy sadysta, który nie mógł zasnąć dopóki nie pobił co najmniej 8-10 osób grubym kijem. Apel był rano i wieczorem, w drodze do pracy i po powrocie. Mieszkaliśmy w zabudowaniach fabrycznych , spaliśmy w oddzielnych pryczach. Dziesięć tygodni pracowaliśmy przy budowie dróg, kilka dni pracowałem przy kanalizacji , to była bardzo ciężka praca. …Na początku października, zostałem położony na revier, ale nie otrzymywałm żadnego leczenia, nie było lekarstw, byli żydowscy lekarze, ale nie mogli mi pomóc. Było dużo wszy, leżeliśmy nadzy w łóżku, zabrano nam odzież, siedem miesięcy nie miałem na sobie majtek. Traktowanie w określonej pracy było bardzo złe, mistrzowie i strażnicy bili nas na wyścigi. Po niemieckiej kapitulacji 9 maja, widzieliśmy, że nie ma straży, więc obaj wyruszyli…
1233, M, czeladnik zegarmistrzostwa ur 1928, lat 17, Birkenau ( 1 tyg. ), Schottenwerku (14-04-44 do pocz. 09-44 ) , Marzbachtal ( 09-44 do 15-10-44), Seifenwasser ( 15-10-44 do połowy 12-44 ) , Dornhau ( poł. 12-44 do 17-02-45), przekazany do Schottenwerku, gdzie był od 17-02-45 do wyzwolenia 9-05-45.
My słabi i chorzy poszliśmy następnie do Dörnhau do centralnego szpitala. Mimo dwukrotnej kąpieli co tydzień i dezynfekcji byliśmy zawszeni. Rana na głowie mojego ojca wy goiła się tam całkowicie, przeciw biegunce dostałem tanine i opium, a od znajomego z kuchni otrzymałem trochę żywności. W wyniku ewakuacji okolicznych obozów wielu chorych zgromadzono tutaj, a nas, lżej chorych, wysłali z powrotem do obozu. Już nie pracowaliśmy , nie było dużo pracy. Tylko grupy ludzi po 60-80 mężczyzn pracowali przy demontażu maszyn, podkładów kolejowych i załadunku towarów do przewozu: Niemcy przygotowywali się do ucieczki. Z końcem grudniu zostaliśmy okrążeni przez Rosjan , słyszałem wystrzały i zobaczyłem nad płonącym Breslau świece Stalina. Jedzenie było coraz gorsze i było na końcu zupełnie niejadalne. Wybuchła epidemia tyfusu, mój ojciec zmarł w dniu 4 Maja w osobnym baraku, w którym leżeli chorzy podejrzani o zarażenie tyfusem. Ja też zachorowałem. Dostaliśmy wszyscy wysokiej gorączki, ale nie zorientowaliśmy się na początku co się stało z nami. Ci, którzy zostali zarażeni biegunka, nie wytrzymali dłużej niż trzy dni, wielu tak zginęło .
W dniu 7 maja 45 już widzieliśmy wielkie zamieszanie pomiędzy SS. Szef kuchni nakazał ubój dwóch świń, po ich zapakowaniu zabito dwie następne. Następnej nocy o drugiej rano SS uciekło , zorganizowaliśmy wśród nas straż obozową, aby być przygotowanym na wszystkie ewentualności. W dniu 9 maja 45 byliśmy wolni.
1271,M, kierownik handlowy ur 1901, lat 44, Birkenau ( 3 dni pocz. 04-44 ), Dornhau ( pocz. 04-44 do 15-02-45 ), Bergen-Belsen (połowa 02-45 do 14-04-45 )
Mieszkałem w Alsóverecke. W miejscowości mieszkało 6000 rodzin chrześcijańskich i 300 żydowskich, Relacje między dwoma stronami był złe, z władzami mniej . Większość żyłą z produktów ziemi, każdy miał domek…. Trzy dni później poszliśmy liśmy do tysięca osób na transport do Dörnau. Byliśmy tam na miejscu pierwsi i zakwaterowanie znaleźliśmy w zdemontowanej tkani. Pracowaliśmy po 12 godzin na dobę, przy wyrównywaniu terenu i opróżnianiu wózków kopalnianych. 19 mężczyzn dziennie opróżniało 450 wóżków kopalnianych i wyrównywało urobek na zwale . Co 10 minut przyjeżdżał pociąg olejki wąskotorowej z 25 –cioma wózkami kopalnianymi. Zostały one załadowane przez koparkę. Choroba była uznawana tylko od 40 stopni gorączki, mój brat został wyselekcjonowany i zginął z tego powodu. Innym razem zostały zabrane 13-14 letnie dzieci, rzekomo do pracy w fabryce. Racje żywnościow były nastepujące: dziennie dostawaliśmy jedną trzecią bochenka chleba , czasem pół bochenka, dodatek, margarynę, na obiad zupę bunkrową bez zawartości, wieczorem lepszą zupę. W obozie byli tylko Żydzi, ale z wszystkich krajów. W grudniu dostaliśmy odzież zimową. Dla chorych, przychodzących z innych obozów został utworzony jeden dodatkowy blok chorych. Od sierpnia , przynosili codziennie z pracy zmarłych , i pochodzący ze Słowacji Dr Somló zawsze powoływał się na jego ścisłe zasady określające, kiedy chory może być uznany za takiego. Mógł uratować mojego brata. Do grudnia nie mieliśmy bielizny, ta został przewidziana na przypadek ewakuacji. Jeżeli zrobiliśmy sobie takową z posiadanych koców, byliśmy karani: bielizna zostały akonfiskowana , a my dostaliśmy kije. Były także : sport, 25 uderzeń kija, apel co wieczór od 18 do 21, ludzie przy tym padali. A odbywało się to po pracy. Oczywiście, główny apel był rano od 4 –tej do 5,45. Raz doszło do powieszenia. Uciekinier został złapany i jako taki skazany na taką śmierć, blokowy pozostawił mu wykonanie karyna sobie. Następnego poranka znaleziono więźnia powieszonego w szopie . 32 letni Żyd z Karpackiej Ukrainy wbiegł w intencjach samobójczych pod samochód ale został tylko ranny w rękę i został zastrzelony przez Kommanderführera. Za karę musieliśmy stać, do odwołania, również w deszczu. Trzech braci Polaków powiesiło się w samobójczj intencji w toalecie, następnego rana znaleźli dwóch zabitych, Brytyjczyk próbował ucieczki po po nieudanej próbie samobójczej, został pojmany i uwięziony. Rano stwierdzono, że powiesił się w kostnicy. Ci trzej 20-30 latkowie byli z Łodzi i już przeszli przez wiele i nie mogli już więcej znieść. Ten trzeci powiedział mi po pierwszej nieudanej próbie samobójstwa w pierwszej, że już jest mu wszystko jedno. W połowie lutego, Rosjanie byli już o 25 km od obozu, usłyszeliśmy już blisko ogień artyleryjski. Ewakuacji obozu rozpoczęła się w dniu 15 Stycznia , my stanowiliśmy ostatni transport. W dwa dni szliśmy 40 km. Słabych i chorych pozostawiono w Krankenhaus ( szpitalu ). Na drogę dostaliśmy jedną czwartą bochenka chleba i miód. Pierwszą noc spędziliśmy w składzie cementu, drugą w stodole, zostaliśmy podzieleni w różnych miejscach. Spędziliśmy trzy dni w pewnej gminie, w nocy dostawaliśmy jedzenie. Wreszcie nasz gospodarz zlitował się nad nami i ugotował nam zupy. Tydzień tam byliśmy . Potem poszliśmy kolejne 12 km i wsiedliśmy do otwartych wagonów po 90osób w wagonie. Na początku jechaliśmy w kierunku Bawarii, a następnie musieliśmy zmienić kierunek jazdy z powodu bombardowań i przyjechaliśmy po czterech dniach do Bergen-Belsen. Na drogę każdy dostał 20 dkg chleba i piątą część konserwy mięsnej . Zaczęliśmy dobrze i każdy jakoś starał się wytrzymać w czasie drogi. Na stacjach trzeba było kopać groby dla zmarłych z innych wagonów. Po trzech dniach 150 osób zmarło z wycieńczenia. Tak się działo, bo słabi też się zgłaszali również do transportu ewakuacyjnego. W Bergen-Belsen spędziliśmy 6 dni w bloku 12-tym. Potem poszliśmy w transporcie 3000 osób do Szczecina. Stamtąd zostaliśmy częściowo zawróceni . Teraz zaczęło się w piekło. Przez siedem dni jechaliśmy , bez wody i jedzenia. Ponad połowa z nas zginęła. Kiedy kolejarz spytal SS mana , gdzie nas wiezie, ten wskazując ręką w górę powiedział: „w powietrze” . Leżeliśmy w wagonie pod umarłymi, którzy na nas padli. W Bergen-Belsen tylko niewielu było w stanie wstać. Na 8-kilometrowej drodze do obozu upadło i rozstrzelano wielu . Moi znajomi z obozu wszyscy zginęli z wyczerpania. Jeszcze 14 dni nadal pracowałem w komandzie zbierającym trawę do sienników. Jako pracujący dostawaliśmy , trochę więcej jedzenia, w południe dobry kapuśniak, bez chleba, wieczorem wracając z pracy, przy bramie dostawaliśmy litr dobrej zupy, i w bloku dostawalismy po ¼ litra regularnej zupy. Wody było tylko jeden dwa dni, potem była zamknięta na trzy dni. Dostaliśmy wszy . Na pryczy leżało nas rzech lub czterech , bez koców , spać nie mogliśmy, bo zbyt wielu było w bloku, 1200 osób, dlatego nie było zimno. W dniu 20 marca, dostałem biegunkę, potem poszedłem do szpitala z tyfusem. Leżałem chory do transportu do odwszenia ,i nadal nie jestem w porządku. Jeszcze dwa tygodnie leżałem w obozie, potem Anglicy zabrali mnie do do Bergen do koszar. Jeszcze 10-12 dni po wyzwoleniu leżałem zawszony, aż przyszedłem do dezynfekcji. Byłem zupełnie bezradny, nie mogłem wstać z łóżka, nie mogłem jeść żywność w puszkach , którą mi zaproponowano, ale później dostałem mleka. Później spotkałem się trzech braci, którzy dali mi ziemniaki, i przez to mi pomogli. Teraz jestem zupełnie sam. Czekam tu, czy ktoś z mojego domu przyjdzie . Jeśli nie, będę emigrował.
1644,M, krawiec ur 1927, lat 16, Auschwitz (30-04-44do3-05-44 ) Erlenbusch ( 4-05-44 do 20-12-44), Dornhau ( 1 dzień ), Csehorszag ( 8 dni ), Flossenburg ( 1 dzień ), Offenburg ( 3,5 tygodnia ) , Dultingen, Immendingen, Donaueschingen ( 25-04-45 )
Gdy wróg się zbliżał, zawieziono nas do Dörnhau. Na droge dostaliśmy jedną trzecią bochenka chleba i margarynę. Po jednym dniu chodzenia dotarliśmy do Dörnhau, dostaliśmy 1 / 3 chleba, a następnego dnia poszliśmy dalej. Przyszliśmy do Wüstegiersdorf, tutaj nic nie dostaliśmy do jedzenia, po raz kolejny wyszliśmy następnego dnia i szliśmy przez 8 dni, aż doszliśmy do Czech. To była bardzo wyczerpująca podróż, zwykle w godzinach porannych wychodziliśmy o 4 rano codziennie i szliśmy do północy. Kwaterowaliśmy niezmiennie w stajniach , gdzie spaliśmy na ziemi w 4000 ludzi. Dwa razy po drodze dostaliśmy jedzenie, po 3 kawałki ziemniaka. Po ośmiu dniach pieszego marszu załadowali nas na wagony po 150 ludzi w każdym wagonie. Na każdy wagon wydzielili po 150 chlebów i powiedzieli, że to na 5 dni .Wagony były zamknięte przez cały czas, i nawet odrobiny wody nie otrzymaliśmy. W Pradze wagony zostały otwarte po raz pierwszy i w moim wagonie było 20 osób zmarłych . Stamtąd pojechaliśmy dalej bez jedzenia. Najbliższą stacją był Flossenburg i tu było kolejne 30 osób martwych . Był to wynik częściowo niedoboru wody, część zginęła z głodu. Tu wysiedliśmy, wzięli nas do kąpieli, zabrali ubrania i dali inne. Następnie zostaliśmy wprowadzeni na bloki. Dostałem się do 22-go bloku, gdzie przy przyjęciu zostaliśmy szybko pobici. O czwartej rano była pobudka i staliśmy boso na śniegu przez cały dzień , dostaliśmy 1/6 chleba i zupę. Niektórych wybrany do transportu i wywieźli ich. Ja pozostałem na miejscu , i przenieśli mnie do 21-szego bloku. Nie musiałem tu tu pracować, ale było więcej stania na apelu. Kto miał coś wicęej niż kurtkę i spodnie, dostawał 25 kijów i zabierali mu te rzeczy. Wktrótce dostałem się do transportu i załadowano nas po 60 osób w wagonie, ale zajmowaliśmy tylko połowę wagonu, bo w drugiej podróżowali z nami żołnierze SS. Na drogę dostaliśmy chleb, ale wody nie . Miejsce, do którego przyjechaliśmy, to Offenburg. Natychmiast zostaliśmy przydzieleni do pracy na zbombardowanym dworcu kolejowym i koleji, tam nosiliśmy szyny. Praca była dość ciężka, jednak było łatwiej o jedzenie. Dzienna racja żywieniowa była 1/3-cia bochenka chleba i 1 / 4 litra zupy . W transporcie było 1000 osób, kiedy wyjeżdżaliśmy z Flossenburga, a 300 osób zginęło tutaj. Zwłoki były umieszczane na stosach na przemian z drewnem i w ten sposób potem spalane. Następnie przybyły tu nowe transporty, było wśród wielu zmarłych, i ułożyliśmy stosy na wysokość 1 m i spaliliśmy ciała. Był tu rewir, i zanim opuściliśmy miejsce, zabili chorych uderzeniem motyki (Kreizhacke ) następnie ciała zostały spalone. Przeniesiono nas stąd i doszliśmy do Donaueschingen. Tutaj również pracowaliśmy na zbombardowanej stacji. Stąd pojechaliśmy ponownie dalej , a na drodze były duże naloty . Nasze wagony zostały zbombardowane, dwóch SS zginęło, a wielu z naszych ludzi również zmarło. W czasie nalotu SS wyskoczyli z wagonu i ukrywali się w rowie. Nasi ludzie byli wśród tych, którzy ośmielili się zejść z wagonów i rozstrzelano ich za to. W końcu trafili lokomotywę, a więc nie mogliśmy iść dalej i Capo jest powolny aby wyjść z wagonów . Wtedy nasze Capon wydali polecenie, że wszyscy mają uciekać do lasu. Tutaj spędziliśmy dzień i noc bez jedzenia. Następnie ponownie zebrali nas razem i innym pociągiem pojechaliśmy do Immendingen. Po przybyciu SS uciekł z wagonów i zostaliśmy sami. Następnego dnia spotkaliśmy się z Francuzami i wraz z nimi byliśmy razem 2 dni. Potem znowu wrócili SS, zebrali nas i wprowadzili do lasu. Potem przyszedł Oberschaarführer, zapytał SS, gdzie nas prowadzą i powiedział „strzelać” ( trkst niejasny-przyp. mój ). Oberschaarführer wydał polecenie, aby przyprowadzić nas do miasta. W czasi , kiedy przybyliśmy do miasta, nadleciało 150 samolotów USA, a następnie esesmani uciekli, a my pozostaliśmy tam na miejscu. Jeszcze dwa dni były walki z SS. Potem przyszły francuskie czołgi, i nas wyzwolili.
1665,M,krawiec ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 2 dni ) Schotterwerk ( 14 tygodni ), Marzbachtal ( 4 tygodnie ), Seifenwasser (10-44 do 01-45), w Dornhau od 01-45 do wyzwolenia 8-05-45.
Zostałem przewieziony do szpitala do Dörnau. Tu byłi więźniowie wszelkiego rodzaju. Chorzy, ozdrowieńcy i byli jeszcze zdrowi . Robili to wiele razy, że chleb przeznaczony dla chorych, dawano zdrowym. Oczywiście, tak bardzo byliśmy głodni i zdegradowani że dziennie umierało 50-60 osób. Byłem też zmęczony głodowaniem i jak inni pacjenci , zgłosiłem się na ochotnika do pracy: skierowano mnie do pracowni krawieckiej , i jakoś udało mi się zostać przy życiu. 8 maja weszli Rosjanie i wyzwolili nas.
1671, M, meblarz ur 1925, lat 20, Auschwitz ( 3 dni ), Dornhau ( 9 miesięcy), Flossenburg ( 2-3 tygodnie ), Krahvinkel ( ca 3 tygodnie ), Buchenwald (5-6 dni ), Theresienstat ( 3 dni ).
Byłem tylko trzy dni w Auschwitz, kiedy włączono mnie do transportu i zabrano do Dörnhau. Przypisano mnie do pracy przy betonowaniu i musieliśmy wykonywać bardzo ciężką pracę. Pierwsze 10 tygodni były paskudne. Staliśmy na apelu po 5-6 godzin na dziennie i nie mieliśmy czasu na sen więcej niż 3-4 godziny na dobę. Tych, którzy byli wyczerpani, bito 10-25 razy kijami. Na szczęście, po 10 tygodniach przyszedł kolejny Kommandeführer, przyzwoity człowiek, który natychmiast zakazał bicia i starał się również zapewnić więcej żywności dla nas. W miesiącach zimowych mieliśmy więcej jedzenia, bo było dużo osób z biegunka, którzy nie mogli jeść i żywność była rozdzielana pośród zdrowych. Dziennie było 10-20 zmarłych , którzy zmarli na przewlekłą biegunkę. Początkowo pracowaliśmy po 12 godzin na dobę, później w zimie, już tylko od 7 rano do 16-17 po południu. Jedzenie było bardzo złej jakości, ale normy zostały spełnione. Każdy dzień był zupa z brukwii, 90 dkg chleba, czasem dali margarynę lub kiełbasę albo marmoladę. W lutym bardzo pogorszyła się sytuacja w zakresie zaopatrzenia i nie dostalwaiśmy więcej niż 20 dkg chleba a dodatki zostały całkowicie wycofane. Niestety, ani w obozie ani na miejscu pracy , nie było możliwe aby utrzymać czystość i z tego powodu bardzo cierpieliśmy i coraz bardziej opanowywały nas wszy. Gdy podeszli Rosjanie, i trzeba było opróżnić Dörnhau, przenieśli nas do Flossenburga. Część drogi odbyliśmy w wagonach , ale wielu zginęło w tej strasznej drodze. W drodze zmarło około 100 do 120 osób, częściowo z powodu głodu, a częściowo z zimna .We Flossenburgu nie pracowaliśmy, dostawaliśmy dziennie 35 dkg chleba i 0,3 do 0,4 litra zupy, ale jeszcze więcej bicia. Zakwaterowanie tutaj było straszne: 4-5 osób miało spać na jednej pryczy , nie można się było umyć, tak że jeszcze bardziej byliśmy zawszeni. Dwa tygodnie później przenieśli nas stąd do Krahwinkel. Tutaj przydzielono nas do prac przy budowie kolei, co nie było tak trudne, tyle ,że strasznie nas popędzali. Jeść prawie nic nie dostawaliśmy i straszliwie osłabliśmy . Rano dostawaliśmy po 10 dkg chleba i 0,4 litra zupy – która była czystą wodą - w południe około 2 dkg margaryny i 15 dkg chleba, wieczorem 0, 8 litra zupy która również była prawie bez zawartości. Wstawaliśmy dziennie o trzeciej rano i szliśmy do bramy, gdzie staliśmy zupełnie bez sensu do 5,30-6,00 godz rano. Następnie szliśmy do pracy a o 19-20 wieczorem, byliśmy z powrotem na miejscu . Mieszkaliśmy w bunkrach, setki ludzi w bunkrze, który był wystarczająco duży, aby mieć dużo miejsca i słomy, które zostały dodane do łóżka. Zakwaterowanie nie było tak złe. Gdy Brytyjczycy się zbliżyli , musieliśmy uciekać z tego miejsca i tak przyszliśmy do Buchenwaldu. Po drodze było bardzo dużo zastrzelonych, którzy z wyczerpania nie byli w stanie chodzić. W Buchenwaldzie byliśmy tylko 5-6 dni, ale byliśmy bardzo głodni , bo żywność nie została nam wydana. Tu zakwaterowano nas kilka tysięcy ludzi w warsztatach stolarskich, oczywiście, leżeliśmy jedni na drugich, bo nie było miejsca. Kilka dni później i stąd musieliśmy pójść dalej i tak dostałem się do Theresienstadt. Tutaj sytuacja była lepsza, Żydzi nas przejęli . Jednakże, droga była straszna, bo nie dostaliśmy jeść przez kilka dni, a jeśli szukając do jedzenia trawy, wyszedł ktoś z szyku, strzelali do nas. Wiele osób zmarło w drodze z głodu i wyczerpania. Tu zachorowałem i dostałem biegunki, poszedłem do szpitala. Lekarstw i leczenie nie było tak, że nawet na kilka godzin przed przybyciem Rosjan, wielu ludzi zginęło. 8 maja Rosjanie nas wyzwolili.
1745,M,nauczyciel szkoły handlowej ur. 1912, lat 33, Auschwitz ( 23do25-05-44 ), Dornhau ( 28-05-44 do 15-02-45), Bergen-Belsen ( 4-11-03-45 ), Messentin ( 13-03-45 do 15-04 45 ) i Barth ( 15-30-04-45 ).
Mieszkałem w Munkaczu , pracowałem w szkole handlu i stenografii jako nauczyciel, i z tego wynagrodzenia żyłem tak długo, dopóki na podstawie prawa dla Żydów nie zostałem jej pozbawiony, potem byłem kierownikiem w chrześcijańskiej fabryce zbrojeniowej. Pracowników młynów i takich fabryk i zakładów zbrojeniowych zwalniano z robót przymusowych, o czym wiedziałem. … Po dwóch dniach tutaj zostałem włączony do transportu pracy liczącego ok 1000 osób i wysiedliśmy na dworcu kolejowym Oberwüstegiersdorf , z której pieszo poszliśmy do 3 km dalej leżącego obozu Dörnhau. Obóz ten został utworzony w fabryce dywanów i tam zostaliśmy umieszczeni , ale mieszkańcy byli wyłącznie Żydami, 1000 Żydów, i było tam żydowskie kierownictwo. Prowadziliśmy roboty ziemne , wyżywienie było dość słabe . Był tam również dowódca komanda unterschaarführer nazwiskiem Wolf, to był prawdziwy sadysta, bił pracowników. Kiedy przychodziliśmy do obozu po pracy , musieliśmy stać do 22-23 w nocy na apelu, a o 3 rano budzili nas już do pracy , a potem znowu do 6 rano był apel. Każde błahe wykroczenie było karane 25 uderzeniami kija. 15-02-45 wybrano 183 zdrowych więźniów, w tym mnie, i zaczęliśmy pieszą ewakuację, skierowali nas do wsi o nazwie Qualisch , następnego dnia wyjszliśmy stąd ale po drodze zawrócili nas z powrotem nas do Qualisch, gdzie spędziliśmy osiem dni w stodole. Potem znów szliśmy pieszo 15 km i załadowali nas do otwartych wagonów po 60-ciu , był to czas zimowy . Potem znowu szliśmy pieszo, doszliśmy do Bergen-Belsen, gdzie w jednym bloku …… 11-03-45 załądowano nas do wagonów po 69 w wagonie i zabrano nas na dworzec kolejowy Messtentin odległy o 14 km od Stettin , ponownie wybrano zdrowych , innych również wysłano ale nie wiem dokąd. Dotarliśmy do obozu w Messtentin , gdzie byli sami Polacy, również językiem urzędowym był polski. Tu umieścili nas w mokrym, wilgotny bloku po 160 osób, odległego od miejsca pracy o 5-6 km , w Politz, koło Stettin, w zbombardowanej fabryce benzyny, gdzie benzyna była produkowana syntetycznie , pracowaliśmy przy porządkowaniu gruzów. Tutaj nas brygadziści strasznie bili , byli to głównie Polacy. Wyżywienie: O czwartej rano dostawaliśmy około 0,7 litra przegotowanej wody i 20 dkg. chleba, czasem dwa dkg margaryny , na obiad nic , na kolację 0,7 litra zupy. O utrzymaniu czystości nie było mowy, wody nie było przez cały tydzień , wody do picia nie można było uzyskać, tylko za cenę chleba. Raz w tygodniu, w sobotę po południu, dostawaliśmy pojemnik 4 litry wody, którą musiało się umyś 15-16 więźniów. W obozie chorowali głównie na tyfus, pójście na revier było uwzględniane, dopiero przy gorącze powyżej 39 stopni, gdy ktoś nie mógł pójść do pracy, upadł na podwórku, starszy obozu, który był polskim aryjczykiem i kapo oraz inni poplecznicy kopali ich, szczuli psy na nich , lali wodę na nich aż chorzy byli pokryci krwią. Zdarzyło się w Messentin w pewną niedzielę, która powinna być wolna , że lagerälteste zakomenderował, „ Juden wystąpić!”. Wtedy z wszystkich Żydzi utworzył komando specjalne i i wysłał ich do pracy z wybranymi brygadzistami, capo i strażnikami. Traktowanie w miejscu pracy było tak straszne i zostaliśmy pobici tak bardzo, że w całym kommando nie było jednego człowieka , który by nie był pobity do krwi, wszystko jedno, czy pracował czy nie- wszyscy byli strasznie pobici. Około godziny szesnastej przestali bić : kiedy później strażnicy rozmawiali z nami w sposób dość przyjazny , powiedzieli nam , że nie mogli nic zrobić , dostali takie polecenie, aby zabić tego dnia jak najwięcej Żydów. 85% zmarłych było tego jednego dnia. Po przyjeździe byliśmy zupełnie nadzy, potem dostaliśmy pasiaki i parę bielizny, była to pierwsza wymiana bielizny od pięciu tygodni, kiedy dostaliśmy ją w Dörnhau. Ta bielizna wisiała na nas w strzępach, niektórzy już nie mieli wcale bielizny,byliśmy pełni wszy.W Dörnhau otrzymaliśmy cywilne ubrania w listopadzi i grudniu 44, ale w Messentin zabrano nam to ponownie i znowu byliśmy tylko w łachmanach . Do dezynfekcji doprowadzili nas do łazienki, gdzie była po kilka litrów wody na 40-50-ciu do umycia, ubrania nam zabrano i tak musieliśmy biec z powrotem do bloku. Dwie godziny dostaliśmy nasze ubrania po dezynfekcji, tylko tak można się było pozbyć wszy. Rano w dwie minuty po pobudce każdy musiał być na podwórzu , inaczej starszy blokowy bił więźnia po głowie kawałkiem ciemnego gumowego kabla. Każdy, kto miał normalne buty , które dostał w poprzednim obozie, zdejmował je i jeżeli nie oddał ich z własnej woli, był przekonywany biciem i dostawał drewniaki ( pantofle na drewnianym spodzie ). Z Messentin zabrali nas do Barth gdzie zostaliśmy członkami tzw „ komando bokserskego Spitzlera „-Spiclerbochskommandó”, ze względu na ulubione zajęcie unterschaarführera, który bił pięścią więźniów w żołądek. W Commando nie udawało się przetrwać dłużej niż cztery tygodnie, dzień w dzień nosiliśmy zwłoki do obozu,gdzie już zostały przygotowane bezpośrednio w tym celu trumny. Byliśmy trasznie bici przez polskich brygadzistów, capo, praca była bardzo ciężka, odbudowywaliśmy port lotniczy po bombardowaniu. Gonili nas bez przerwy, stale byliśmy pobici. 24-04-45 po południu Żydzi bez obiadu zostali stamtąd zabrani , do godnego pożałowania obozu. Transporty były już przygotowane, które zostały im dostarczone, mówiono ,że co najmniej doszło do ugody pomiędzy Niemcami , Anglikami i Amerykanami co do wymiany Żydów za jeńców niemieckich. Jednak ewakuacja nie nastąpiła, ponieważ nie było wagonów: potem zabrali wszystkie nasze ubrania, drewniaki. 30-04-45 po południu usłyszeliśmy wielki wybuch w fabryce budowy samolotów, gdy Niemcy spalili tam znajdujące się samoloty biorąc pod uwagę fakt, że wojsko rosyjskie podeszlo bliżej. O godzinie dziewiątej rano rozpoczęliśmy marsz pieszo w kierunku Rostocku. Szliśmy całą noc bez odpoczynku, o godzinie 11 następnego dnia dotarliśmy o 10 km od Rostocku, gdzie po powrocie niemieckich samochodów zawróconych z Rostocku Niemcy ogłosili, że Rosjanie już są w Rostocku. Wtedy strażnicy zostawili nas na drodze i odeszli , ja zaś ze 41 stopni gorączki następnego dnia zawlokłem się do Rostocku. Byliśmy tu w klinice czterech kolegów z tyfusem i byłem tu do 07-09-45. W jedenastu wyruszyliśmy do domu i przez Berlin, Pragę, przybyliśmy do Budapesztu.
1981, M, uczeń ur 1929, lat 16, Birkenau (3 dni poł. 05-44 ), Dornhau (poł.05-44 do poł. 02-45), Bergen-Belsen ( pocz. 03-45- 6 dni ), Szczecin-Police ( pocz. 03-45 do połowy 04-45 ) , Barth ( poł. 04-45 do 1-05-45 ).
Mój ojciec, który już trzy i pół roku jest na robotach , był kupcem. Mam jednego brata. Z Birkenau, dostaliśmy się do transportu do Dörnhau, który był żydowskim obozem z ok. 1000 –cem żydowskich więźniów. Robiliśmy budowę dróg i roboty betonowe, a ja pracowałem przy tej pracy w lecie, a następnie zimą dostałem się do łatwiejszej pracy. Mój krewny był starszym blokowym, więc miałem dobrze. W obozie byli tylko węgierscy Żydzi. Dostawaliśmy jedną trzecią lub jedna czwartą bochenka chleba dziennie, albo jedną trzecią, lub pół bochenka chleba, na przemian raz w tygodniu. Nawet starszy obozu był Żydem, więc połowa więźniów mogła „organizować” . W pierwszych dwóch miesiącach mieliśmy gorszego komendanta obozu, który za najmniejszy drobiazg karał 25-cioma batami , a niektórych nawet doprowadził do śmierci. Pod koniec roku obóz przekształcono w centralny obóz chorych ( Zentralkrankenlager ) dla okolicznych obozów i już w lutym 45 poszliśmy z transportem kiedy Rosjanie podeszli bliżej. W ostatnim czasie przedtem byliśmy już bardzo zawszeni . Wielu wysłano do Birkenau. W marszu pieszym pokonaliśmy dystans 60 km w dwa dni , potem zatrzymaliśmy się przez i dwie noce odpoczywaliśmy, było bardzo zimno i wszy nas męczyły. Potem szliśmy 5 km dalej ale musieliśmy zawrócić z powodu wielu uchodźców niemieckich. Trzy razy wychodziliśmy ponownie i trzy razy zawracaliśmy. Tydzień spędziliśmy w stodole i musieliśmy się zadowolić dwoma bochenkami chleba na osobę. Ale było też ponadto codziennie pół litra ziemniaków ugotowane z mięsem. Chorych zabierano dalej na wózkach. Jeszcze 9 km szliśmy dalej i załadowano nas na wagony w Trautenau. Jechaliśmy cztery dni i cztery noce w otwartych wagonach po 60-70 osób ,dostaliśmy po bochenku chleba i po konserwie mięsnej na pięciu więźniów. Padał deszcz i śnieg. Wielu zachorowało i mieliśmy 30-40 zmarłych. W Bergen-Belsen, spędziliśmy tylko sześć dni, przyjechaliśmy i następnie wysyłano nas do Szczecina-Politz, gdzie znaleźliśmy 2.000 więźniów wszystkich narodów. 7 km od tamtejszego obozu znajdowała się największa niemiecka fabryka margaryny i zakłady przetwórstwa ropy naftowej, które zostały zniszczone przez trafienia bomb i musieliśmy usuwać ruiny. Byliśmy przy tym ostrzeliwani przez Rosjan, którzy byli po drugiej stronie Odry. Wyciągaliśmy kable z ziemi, przy tym uderzył mnie odłamek w plecy , rosyjskie pozycje były w pobliskim lesie, jakieś 50 m od nas. Każdego dnia był alarm lotniczy. Ogień frontowy był kierowany ponad naszym obozem i widać było tory pocisków. Starszy obozu, chrześcijanin Polak traktował Żydów źle. Powiesił własnego brata, który by
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 20:58, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Powiesił własnego brata, który był capo, bo ten rzucił się niego. Inni przeczekiwali jego rundy skakania do gardła i bicia pałką gumową, z SS, rekrutujących się z Polska, miał dobre układy. Otrzymywaliśmy jedną czwartą bochenka chleba, z czego połowa była spleśniała, i wieczorem i słoną, niejadalną zupę. Co tydzień byliśmy dezynfekowani, przy czym nasze dobre ubrania cywilne odebrano nam i wymieniono na podarte i poplamione. Nasze nowe francuskie buty, tak, wszystkich, zostały nam odebrane. My otrzymaliśmy drewniane chodaki a Polacy mieli dobre buty. My, Żydzi, zostaliśmy zabrani do transportu i pociągiem towarowym pojechaliśmy do odległego o 100 km Barht. W czasie dwóch tygodni naszego tam pobytu pracowaliśmy w komandzie na lotnisku, w tym tygodniu mieliśmy więcej pracy niż w całym poprzednim roku. Tu bardzo nas bili i wrzucali ludzi do wody: przy życiu pozostało 60 ze 140 osób . Przy noszeniu i rozrzucaniu ziemi można było oberwać pałkami i stylami od łopaty po głowach. SS rozwiązało się na trzy dni przed przybyciem Rosjan i dołączyli do nich chrześcijanie i 20 Żydów dobrowolnie ( tekst niejasny-przyp. mój ) . Ja już na tydzień przed przybyciem Rosjan byłem chory na tyfus i leżałem do pierwszego czerwca. Wróciłem do domu czeskim ransportem
2016, 2M, rolnik ur 1906, lat 39, i szewc ur 1907, lat 38, Auschwitz ( 5 dni ), Furstenstein (7,5 miesięcy ), Dornhau (4 miesiące) do zakończenia wojny.
Gdy bliżej podeszli Rosjanie, przenieśli nas dalej do Dörnhau. Tu pracowaliśmy przy oczyszczaniu toalet i przenosiliśmy chorych , brudna praca w w nocy. Robiliśmy to tylko cztery miesiące. Wyżywienie - jeśli to możliwe – było jeszcze gorsze niż w Fürsteinstein. Raz dziennie dostawaliśmy trochę ciepłej wody jak pomyje i 10 dkg chleba. Sposób traktowania był typowy, że jeśli np.został ogłoszony stan „ baczność „ po wejściu na blok Lagerführera, gdy ktoś z chorych prawidłowo nie siedział, to go pobił. W ogóle, byliśmy w strasznej sytuacji. Zakwaterowani byliśmy w tym samym kamiennym/ murowanym budynku, ale leżeliśmy w strasznym brudzie, czystości nie mogliśmy utrzymać , tak że wkrótce zostaliśmy zawszeni. Było również faktem , że każdego dnia było 50-60 martwych z krańcowego wyczerpania. W końcu, 9-05-45 weszli Rosjan i wyzwolili nas.
2026, M, uczeń, ur 1928, lat 17, Buna ( 8 m-cy ) , Dörnhau ( xxdo 8-05-45 )
….. Tylko chorzy pozostali w Buna, którzy po upływie 10 dni od tego momentu -prawie martwych - zostali uwolnieni. My zaczęliśmy się przemieszczać. W drodze jedzenie było bardzo nieregularnie, czasami dostaliśmy chleba, czasem nie. Zazwyczaj po przybyciu na miejsca dostawaliśmy zupę i nic więcej. Po drodze nas bili i kto nie mógł dalej iść, tego zastrzelili. Tak dotarliśmy do Gleiwitz. Tam nas załadowali i jechaliśmy pół dnia i całą noc. Potem ok 3000 osób wysiadło z pociągu i poszliśmy dalej pieszo. Dziennie szliśmy 30- 40 km, odpoczywaliśmy tylko dwa razy. W Langenbillau po raz pierwszy, nie pamiętam nazwy drugiego miasta . W tym drugim wprowadzili nas do piwnicy, gdzie prawie nie było powietrza, tak, że pozostało tam 80 ofiar. W końcu pozostało nas już tylko 400 osób, pozostali zginęli na drogach. Spośród tych, którzy przeżyli ; 100 chorych zostało wziętych do Dörnhau. Ja również byłem jednym z tych chorych. Tu dostawaliśmy dziennie po 1 / 8 bochenka chleba i 3 / 4 litra zupy. Tu wyswobodzili nas Rosjanie .
2153,3M, uczeń ur 1929, lat 16, fryzjer ur 1925, lat 20, rzeźnik i sklep mięsny ur 1898 , lat 47, daty pobytu: 1= Birkenau (5-9-05-44), Marzbachtal ( 15-05 do 15-06-44) , Wolfsberg ( 15-06 do 15-07-44 ), Dornhau drugi obóz II ( 15-07-44 do pocz. 02-45 ) , Bergen-Belsen ( 1-03 do 14-04-45 ) , 2 + 3 = Birkenau ( pocz. 06-44 do pocz. 02-45 ), Dornhau (pocz. 06-44 do pocz. 02.45 ) , Bergen-Belsen ( 1-03 do 14-04-45 )
1/ W Koszycach, gdzie mieszkałem jako fryzjer w środowisku mieszanym, nie miałem żadnych zatargów ani z prywatnymi ludźmi ( chrześcijanami ) ani z władzami . …W Birkenau, byłem tylko kilka dni, i w Märzbachtal gdzie przybylem z transportem, znowu byłem fryzjerem, tym razem w SS, tam było dobrze. Szło to tak daleko, że wymagali od Żydów podania ich adresów, aby mieć się do kogo zwrócić o pomoc po wojnie. Musiałem obsłużyć 400 ludzi SS i pracowałem tak jak inni więźniowie po 12 godzin dziennie, ale dostawałem wojskowe posiłki i mógłem pomóc mojmu bratu i ojcu. W Wolfsbergu byłem z zakażeniem stopy, tam był duży szpital. Po wyzdrowieniu odesłano mnie do Dörnhau, gdzie byłem znowu zajęty w swoim zawodzie. W Dörnau panował głód, wielu zmarło z wycieńczenia i na skutek złego traktowania. Kiedy poszliśmy stamtąd do transportu, musieliśmy zrobić 100 km na piechotę, w drodze, spotkaliśmy się z niemieckimi uciekinierami. W stodole, gdzie odpoczywaliśmy, zostaliśmy siedem dzień otoczeni przez SS i mieliśmy do jedzenia tylko po 7 ziemniaków. Kiedy stamtąd wyszliśmy, musieliśmy jeszcze iść kolejne 12 kilometrów pieszo, a następnie wsiedliśmy do pociągu, jechaliśmy dwa dni w otwartych wagonach po 70–ciu w wagonie. Było bardzo zimno, wiał wiatr i padał śnieg, a my byliśmy w cienkich ubraniach więziennych . Na 9-ciodniową podróż dostaliśmy chleb i raz dali kawę. Kiedy byliśmy na terytorium Czech, ludność rzucała do pociągu jadącym chleba. Z 1000-ca ludzi z naszego zmarło w drodze 200-tu. Kiedy przybyliśmy do Bergen-Belsen, jedzenie dostaliśmy na następny dzień do. Każdy został pobity, w bloku przewidzianym na 100 osób ulokowano 600-ludzi. Gdy zupa z kuchni była przynoszona na bloki, a następnie rozdzielana, ludzie się pchali po nią i kłócili, połowa zupy została przy tym rozlana. Od kiedy byłem fryzjerem więźniów, lekarzy i starszego blokowego, mogłem czasami dostać dodatkowy litr zupy, ale nigdy chleba. 10 dni byłem chory na tyfus, i ledwie to przeżyłem , bo choć mieszkałem wcześniej w innych obozach , nie byłem tak zniszczony . Wśród moich znajomych było inaczej, komu nie pomógł pakiet z Czerwonego Krzyża, ten umierał, tak było, na przykład wśród Norwegów.
2 / Gdy mój ojciec został usunięty z rzezi dokonanej przez Węgrów , żyliśmy na stopie nielegalnej . Kiedy poszedł do getta, bogaci zostali internowani oddzielnie, węgierscy żandarmi i gestapo zatrzymywało ludzi ludzi bez podawania powodu. … Z Birkenau doszliśmy do Dörnau , gdzie byliśmy zaangażowani do budowy mostów. Były komanda, w których z pracy do obozu każdego wieczoru przynoszono poważnie chorych , a nawet 14-20 zmarłych . Wszystko to było wynikiem ciężkiej pracy i nieludzkiego traktowania. Musieliśmy kopać doły i kamienie trzeba było odspajać, i przy tej pracy wielu osobom spuchły nogi. Prace prowadzone były przez 12 godzin dziennie i trzeba było iść do pracy i z powrotem z pracy 3-4 km od obozu na piechotę. Nasze posiłki składały się z 1/3 lub ¼ bochenka chleb, dwa razy dziennie zupa, ta we wieczór była dobra. Co drugą niedziela była dniem odpoczynku. Na brud w obozie nikt nie mógł się skarżyć , w obozie panowała czystość i surowość. Pod koniec naszego tam pobytu było tam zbyt wielu cierpiących na biegunkę, zostali tam skoncentrowani chorzy z okolicznych obozów, a my zdrowi zostaliśmy wysłani do Bergen-Belsen. W okresie letnim, w sumie odesłano transportem 250 osób niezdolnych do pracy ( z powrotem do Birkenau?-przyp. mój ).
3/ W Bergen-Belsen, musiałem nosić wielu zmarłych przez sześć tygodni, od rana do wieczora. W dole zostało umieszczone 5000 zwłok. Przez pięć tygodni nie otrzymałem chleba, tylko dziennie 0,2 litry zupy, przez co tak osłabłem, że nie mogłem już pracować i poruszałem się na czworakach, przy czym SS- man uderzył mnie kawałkiem drewna tuż pod moim okiem, tak, że bardzo opuchło , nawet teraz muszę nosić opaske i nie patrzę, oko jest nadal słabe. ….
2470, M, szewc ur 1923 , lat 22, Auschwitz ( 3 dni ) Dornhau( 9 miesięcy), Bergen-Belsen (2 miesiące) i Barth ( 4 tygodnie ).
Po trzech dniach załadowano nas na wagony po 54 osoby w wagonie i przywieziono do Dörnhau. Jechaliśmy dwa dni, na podróż dali nam po pół chleba i trochę margaryny. Kiedy dojechaliśmy, od razu dostaliśmy zupę z brukwii z ziemniakami i 1 / 4 bochenka chleba. Podczas pobytu w pierwszych dwóch miesiącach pewien SS-man o sadystycznym usposobieniu straszne źle nas traktował i zamęczał nas wszystkich na śmierć. Bez powodu wymierzał kary co najmniej 15 uderzeń, co sprawiało, że chorowaliśmy. Dostawaliśmy chleb cięty na ćwiartki. Kiedy przyszedł nowy komendant S.S. , traktował nas właściwie, dostawaliśmy 1 / 3 chleba, ziemniaki i wiele ###, co z pewnością było wielkim wydarzeniem. Budowaliśmy kolej , robiliśmy drogę, kopaliśmy schrony ( tekst niejasny –przyp. mój ). W nocy były naloty bombowe, kiedy Rosjanie zbliżali się , poszliśmy do Gross-Rosen. Był to punkt zbiórki , tu nie pracowaliśmy, stąd następnie dostaliśmy się do Bergen Belsen. Tu nie pracowaliśmy ale to było z większą szkodą dla nas. Dostawaliśmy po 1 / 8 bochenka chleba i 2 razy dziennie zupę. Było wielu chorych i mieliśmy więcej zmarłych. Bardzo często zdarzało się, że ludzie rzucali żywych na martwych na wozie, nawet, jeżeli byli w stanie się poruszać, po czy SS po prostu pozbawiali go ducha uderzeniem w głowę, tak, że ofiara nieruchomiała na zawsze. Było tu krematorium, nawet większe niż w Oświęcimiu. Rankiem, kiedy wychodziliśmy, byłó co najmniej 200 zmarłych. Widziałem na własne oczy, gdy wrzucali tam więźniów, którzy byli już bardzo słabi, bo tu było w zwyczaju, że kto nie był w stanie wstać, był kierowany do umarłych. Należy tutaj powiedzieć wyraźnie, że chorzy nie byli leczeni. - W drugim miesiącu miesiącu nas zdrowych włączono do transportu, który przyniósł nam wiele cierpienia i poszliśmy do Barth. Tam pracowaliśmy na pewnym lotnisku. Stale cierpieliśmy, ponieważ tutejsze SS nie ustępowało innym w niegodziwości. Codziennie, około trzy osoby zostały przez nich zabite uderzeniami łopaty, lub kolby. W sobotę rano wyszliśmy do pracy, SS rozpoczęło swoje bicie czemu towarzyszyły straszne przekleństwa/obelgi ; moim ulubionym było ich hasło, że „prawowity Żyd nie kocha pracy!” Każdemu takiemu wygłaszaniu dowcipów towarzyszyło straszne bicie . Kiedy sytuacja była nie do zniesienia, udaliśmy się na skargę, obiecali podjąć działąnia aby to już nie miało miejsca, ale była to tylko pusta obietnica, a bestialskie okrucieństwo i tortury były kontynuowane. W tym obozie byli nie tylko Żydzi , ale także więźniowie różnych narodowości posidających różne obywaltelstwo. Kiedy przybyliśmy tutaj, ci więźniowie już tu byli. – Po czterech tygodniach tam pobytu, pozbawiono nas całkowicie wszystkich ubrań i zapowiedziano, że powinniśmy mieć tak, ponieważ mamy być prowadzeni do krematorium. Mieliśmy trzy dni wolne od pracy, gdy transporty zaczęły być zestawianeane. Podczas przydzielania do transportu, zaopatrzyliśmy się w podarte ubrania więzienne, bo byliśmy już nadzy w obozie. Słyszałem, że chorych mieli wywieźć, ich los byłby z pewnością bardzo wątpliwy, postanowiłem nie opuścić mojego chorego wujka, początkowo wkadłem się pomiędzy chorych i położyłem się do łóżka, i tak są przykucnąłem do następnego dnia do 20 wieczorek , kiedy strażnicy opuścili obóz i zostaliśmy sami . Zdrowi przejęli straż , zaopatrzyliśmy się w bron i czekaliśmy na wyzwolenie przez żołnierzy. Dwa dni potem przybyli Amerykanów i nasze cierpienia się skończyły.
2498, M, radca rabinatu ur 1895, lat 50, Auschwitz (18do20-05-44 ), Dornhau od 22-05-44 do 10-05-45.
I byłem tylko przez dwa dni w Auschwitz, potem natychmiast włączono mnie do transportu pracy, który poszedł do Dörnhau. Dörnhau leży w odległości około osiemdziesięciu kilometrów od Breslau. Byłem zatrudniony przy budowie dróg i kolei i pracowałem w najtrudniejszych warunkach pracy. Strażnicy SS zachowywali się jak dzikie zwierzęta kiedy zobaczyli u nas oznaki zmęczenia. Przez bicie, wymuszali od każdego ostateczny wysiłek , który byli w stanie z nas wycisnąć, aż w końcu upadaliśmy nieprzytomni. Byłem zajęty przy tej pracy przez osiem miesięcy , potem przydzielili mnie do pralni. Tutaj było już nieco łatwiej, głównie dlatego, że nie byłem tu narażony na zimno, od którego ucierpieliśmy równie wiele. Jednak takie warunki na moim drugim stanowisku pracy były tylko na początku dość znośne, później było gorzej z dnia na dzień. W szczególności zaopatrzenie , które nigdy nie było bogate, zaczęło wykazywać braki, więc często musieliśmy głodować. Potem nastał brud, całkowity brak nawet najbardziej prymitywnych środków sanitarnych i w konsekwencji choroby zakaźne. Szczególnie gwałtowne szalał tyfus. Z jego powodu oraz biegunki, były liczne ofiary. Dzienną śmiertelność można określić na 20 do 25 zmarłych . Esesmani zachowywali się coraz bardziej dziko: bili każdego bez wyjątku, i często zdarzało się, że potężnymi ciosami pozbawiali życia. Na początku SSmani szukali jakiegoś powódu do bicia więźniów, później nie zadawali już sobie nawet trudu, aby znaleźć jakieś wytłumaczenie dla ich nieludzkiego zachowania. I w końcu doszedłem do sytuacji ,że sam poszedłem do szpitala. W szpitalu było nieco lepiej, ponieważ tu nie bili . Ale to było jedyną korzyścią, ponieważ chorzy byli traktowani jako mało przydatni do pracy i do jedzenia dostawali mniej a często nawet nic. Tak też się działo wielokrotnie że chory w szpitalu umierał nie od choroby, ale z głodu. W szpitalu pozostałem prawie dwa miesiące . Do tego 10. Maja 1945 pomyślnie zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan. To wyzwolenie przyszło jako kompletne zaskoczenie, ale tylko dla nas, więźniów, Niemcy mieli jeszcze tyle czasu, aby móc uciec. I pozostałem po wyzwoleniu przez około trzy tygodnie w Dörnhau bo nie nadawałem się do transportu. Po tym, jak nieco się wzmocniłem, byłem w stanie czeskim transportem wyruszyć do domu.
2584, M, szewc ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 3 dni ),Płaszowa ( 11 tygodni ), Gross-Rosen (4 dni ), Bolkenheim ( 6 miesięcy ), Dornhau spędził (3 tygodnie do 8-05-45).
. Z Płaszowa uszliśmy do Gross-Rosen. Tutaj sytuacja uległa pogorszeniu. Żywności było teraz o wiele mniej i było coraz gorzej. Dziennie otrzymywaliśmy jedną czwartą bochenka chleba z margaryną, tochę zupy i nic więcej. Stąd po 4 dniach dostaliśmy się do Bolkenheim. Tu pracowałem jako szewc w warsztacie szewskim po 12-13 godzin dziennie. Było bardzo mało żywności, dostawaliśmy tylko po jedna piąta bochenka chleba i 3 / 4 litra zupy dziennie. W przeciwieństwie jednak otrzymywaliśmy dużo bicia. Tu był bardzo zły starszy obozu (Lageraeltester ) i bardzo nieprzyjemni Capo , ale bili nie tylko ci, , ale i żołnierze. Majstrowie francuscy i rosyjscy jeńcy wojenni - traktowali nas bardzo dobrze , ale gorzej było w obozie. Widziałem na własne oczy , że kilka osób zostało zastrzelonych. Zwykle myć się i prać nie było można, więc wkrótce wszyscy dostaliśmy wszy. Kiedy zbliżyli się Rosjanie, musieliśmy odejść, szliśmy pieszo 3 tygodnie. Na drogę dostaliśmy bardzo mało żywności, , a kto nie był w stanie kontynuować marszu, był zabijany strzałem. Z około 8000 ludzi, którzy wyruszyli tylko 2000 przybyło na miejsce. W międzyczasie doszliśmy do Hirschberg, gdzie odpoczywaliśmy przez trzy dni. Stąd zdrowych zabrano dalej , ja byłem za słaby żeby iść i chcieli mnie wziąć do krematorium. Jednak uniknąłem tego, i na szczęście nie wzięli mnie. Stamtąd przenieśli nas do Dörnhau, gdzie 8 maja Rosjanie nas wyzwolili .
2672, M, handlarz drobiem ur 1924, lat 21,Auschwitz ( 27do31-05-44 ), Dornhau (5-10-06-44) przekazany do Erlenbusch (14-06-44 do 12-02-45 ), ewakuowany do Flossenburga ( 4-12-03-45 ), Offenburga ( 20-24-03-45 ) iż powrotem do Flossenburga (25-03-45 do 5-04-45 ).
Po 4 dniach wywieziono nas do Dörnhau, gdzie spędziłem tylko 4 dni. Tym razem to był jednak straszny czas. Przez cały czas nie było momentu, żeby usiąść na chwilę, ale nie pozwalano nam spać, byliśmy ciągle torturowani, bici, kopani przez SS i polskich jeńców. Stąd dostałem się z transportem do Erlenbusch. To był mały obóz, byliśmy łącznie 240 pracowników. Rozładowywaliśmy wagony, pracowaliśmy tylko w nocy. Komendant był strasznym człowiekiem. Kradł nasze racje żywnościowe, które były i tak małe, tak więc głodowaliśmy. Ale później dostaliśmy nowego dowódcę, który dał nam jedzenie i traktował w sposób humanitarny. Ewakuację rozpoczęliśmy na wiosnę. Inne obozy dołączyły i i w związku z tym szło razem ponad 5000 osób . Pochodem kierował straszny człowiek. Tylko bił ludzi, którzy pozostwali ww tyle. Dosłownie rozszarpywał swoje ofiary. Tak szliśmy pieszo przez 3 tygodnie, cały czas dostawaliśmy po pół chleba i do czterech razy gotowane ziemniaki. Przy życiu utrzymywała nas nadzieja. Przyjechaliśmy do Flossenburga. Tu nas traktowali bardzo źle. Stale byliśmy bici gumowymi pałkami , a nasi strażnicy dobrze się bawili naszym kosztem. Nie pracowaliśmy , nie mogliśmy pracować i stawaliśmy się coraz słabsi. W południe dostawaliśmy 0,3 litra zupy a rano otrzymaliśmy taką samą ilość czarnej kawy. Prawie codziennie musieliśmy wychodzić z baraków i musieliśmy stać na zewnątrz od rana do nocy w zimnie, deszczu . Stąd zabrali nas wagonami do Offenburga , gdzie byli już rosyjscy Żydzi i Polacy. Byliśmy tu tylko 4 dni. Następnie zabrali najsłabszych 170 osób, w tym mnie i zaczęliśmy iść pieszo. Ludzie jeden po drugim upadali i umierali. Droga była pełna trupów, nie tylko tych, którzy należeli do naszej grupy co, bo tędy codziennie szedł marsz śmierci i ofiary były z wszystkich obozów. Część drogi odbyliśmy w pociągu drogowego, a następnie poszliśmy pieszo i marsz skończyliśmy z powrotem we Flossenburgu, z którego niedawno wyszliśmy. Ze 170 ludzi wróciło 30 osób, inni zginęli. Tu było dużo chodzenia i to nie nosząc drewniaków. W Erlenbusch, gdzie naprawdę ciężko pracowaliśmy od rana do nocy, bez przerwy na odpoczynek i na bardzo ubogim wyżywieniu , mimo to utrzymywaliśmy się przy życiu , a tylko dwóch z nas zmarło. A teraz, podczas długiego marszu trzy czwarte osób zginęło. We Flossenburgu leżeliśmy przez 10 dni , byliśmy bardzo chorzy. Pewnej niedzieli słyszeliśmy wielki krzyk: wszyscy Żydzi wychodzić! Było to wezwanie do dalszego marszu. Rozpoczęło go 2500 osób . Poszliśmy do Neuburga, podróż trwała 2 tygodnie. Nie chcę mówić o szczegółach, przybyło tu 500 osób, ale nikt z nas nie mógł iść dalej. Wprowadzili nas do lasu, gdy upadliśmy na ziemię, nawet nie byliśmy w stanie się poruszać. Potem powiedzieli nam SS-mani, żeby wstać i przejść kilka kroków po chleb. Udało się. Powoli powlokłem się za innymi po lesie. Ale nie dostaliśmy chleba. To było kłamstwo, jak i inne obietnice. Niemcy uciekli i zostaliśmy sami . Stałem oparty o pień drzewa, nie mogłem już mówić, miałem 25 kg masy ciała. Moje ramię było strasznie spuchnięte, bo drogą obok szedł SS man i zawsze mnie bił kolbą w to samo, posiniaczone miejsce .Poczułem ręke na moim ramieniu i usłyszałem miły głos, ale nie rozumiałem, co mówi. I nagle uderzyło mnie myśl: to są Amerykanie. I rzeczywiście: amerykański lekarz dał mi pić herbaty i posiekał dla mnie chleba, żeby go można łatwiej zjeść. Zanieśli mnie w dół na noszach do miasta i wielu żołnierzy amerykańskich dało mi papierosa i dużo dobrego jedzenia. Ale nawet wtedy nie mogłem jeść, tak miałem skurczony żołądek ze strasznego głodu. Amerykański lekarz był bardzo dobry dla mnie. Na moim ramieniu wykonano operację, robili zastrzyki i otoczyli opieką. Powiedział, że chce abym pozostał przy życiu. A ja tak bardzo chciałem żyć. I dziękuję Bogu, że się udało. Teraz mam 60 kg, zamiast 25, które wtedy miałem ale nawet teraz jestem bardzo chudy. Teraz jestem w dobrym stanie, ale moje zęby są wyłamane, bo kiedy szliśmy , zjadłem znalezione po drodze kości martwych koni. Chcę wrócić do Pragi, a stamtąd jechać do Ameryki. Tu żaden sposób nie chcę zostać . Deportacji nie można zapomnieć, ani komu to zawdzięczamy.
2691,M, rolnik ur 1921, lat 24, Auschwitz ( 7 dni , 07-44 ), Schotterwerk (06-08-44 ), w Dornhau ( 10-44 do 04-45 ), przekazany do Schotterwerku ( 04-05-45 ).
. Dostałem się do Dörnhau. Trzeba było wykonywać tę samą pracę , co w Schotterwerku. Miałem złe buty i chodziłem boso na zimnie do pracy. Strasznie się przeziębiłem , ale doktor tylko tych kierował do szpitala, u których występowała gorączka powyżej 39 stopni. Nie chcę tu dodawać więcej. I w dalszym ciągu pracowałem, moje plecy bolały mnie nieustannie, co noc płakałem i błagał lekarza, aby zgłosił mnie do szpitala, ponieważ nie mogę teraz zrezygnować. Ostatecznie użalił się nade mną Vorarbeiter, który widział, że nie mogę już dalej pracować. Powiedział, żeby po prostu zostać w baraku. Z wielkimi trudnościami przyszedłem do szpitala. Tam nie musiałem już pracować. To była przyjemność. I byłem taki chudy, że nie byłem wysyłany do pracy. My chorzy otrzymywaliśmy tylko połowę racji zdrowych pacjentów, czyli 12 dkg chleba dziennie i zupę. W Dörnhau miałem już wiele wszy, widziałem, że inni tak robili , więc zgłosiłem się na ochotnika do transportu .Wrócilem do Schotterwerku. Tu było więcej wszy. Nie mogłem spać ani w nocy ani w dzień. Chorych przez cały dzień napastowały miliony wszy , trudno było iść do łóżka. Naturalną konsekwencją tego było to, że w obozie wszyscy dostali tyfusu plamistego. Wszyscy byliśmy osłabieni i było do 35 zgonów na dzień. Miałem jeszcze opuchnięte nogi i słabe fleki ( tekst niejasny przyp. mój ) w sercu . 8 maja 45 zakończyły się nasze cierpienia, ponieważ zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan.
2855,M, handlarz drewnem ur 1913, lat 32, Auschwitz ( 7do14-06-44 ),Dornhau ( 17-06-44 do końca 02-45).
Tydzień później pojechaliśmy do Dörnhau i byliśmy tam do wyzwolenia . Było tam 1000 robotników , wszyscy Żydzi. Mieszkaliśmy budynkach zlikwidowanej fabryki, spaliśmy na słomianych siennikach . Komendantem obozu (Lagerführer ) był SS Schafführer nazwiskiem Wolf, 38-letni potwór, którego nie można nazwać człowiekiem. Od pierwszego dnia, miał do ludzi obiekcje i powiedział, żebyśmy się spieszyli , co nie znaczy, że to wystarczy. Obóz był jeszcze w zarysie, nawet płot z drutu kolczastego nie był jeszcze wzniesiony . Człowiek biegał, a gdy wszedł na miejsce gdzie był drut, natychmiast go zastrzelili. Pracowaliśmy w kamieniołomie/kopalni, prowadziliśmy transport, później budowaliśmy drogi. Nasza praca była bardzo trudna, i jeszcze dodatkowo utrudniana. Na przykład, nie było dość, kiedy człowiek przeciągał jedn worek cementu, kazali nam transportować po dwa. Przy rozładunku wagonów, gdyby pewnego dnia, 3 razy więcej niż zwykle wagonów przyszło, mieliśmy to zrobić, nawet jeśli pracowaliśmy aż do świtu dnia następnego. Nie było jednego dnia, żebyśmy nie byli bici. Do stycznia otrzymywaliśmy niewiele, ale zawsze codziennie taką sama rację chleba i innego jedzenia , które było przypisane do miejsca pracy. Od początku stycznia, jednak zaczęło się to zmniejszać. Nie dostawaliśmy już chleba, tylko rano czarną kawę i na południe zupę. Ze stanu 1000 osób było już 950 chorych . Stan 1000 osób był utrzymywany. Jeśli ktoś zmarł, był pochowany i zastąpiony nowymi internowanymi. To grzebanie w ziemi nastało od pierwszego stycznia 1945, bo Niemcy palili zmarłych. Od dnia 1 stycznia do wyzwolenia 2800 ludzi pogrzebano. Jeden z moich braci zmarł we Flossenburgu w wyniku skrajnego wyczerpania. Ja też byłem chory. Zawsze do tej pory nosiłem buty ortopedyczne, ale te zostały mi zabrane i otrzymałem drewniaki, dostałem infekcji i 120 dużych stanów zapalnych na ciele. W tym stanie, dostałem tyfusu. W obozie dziennie umierało 50-60 osób . Cudem Boskim pozostałem przy życiu. Sposób traktowania w szpitalu był najgorszy, i prowadził do jak najszybszego zniszczenia wszystkich chorych. Nie otrzymywaliśmy żadnego jedzenia i nie było opieki lekarza. Było pewien Schafsführer, który był jedynym, który czasami przyszedł obejrzeć chorych . Ale oczywiśnie nie po to aby im przyjść z pomocą. Zawsze rozkazywał, że wszystkim chorym należy zabrać koc ( tekst niejasny, przyp. mój ) .Przy temperaturze 41-stopni gorączki, chorzy leżąc nieprzytomni oczywiście go nie rozumieli, co mówi. Potem wziął gumową pałkę i od razu pobił 15 osób na śmierć. Mnie tak pobili, że połamał mi ### i nawet teraz, kilka miesięcy po tym wypadku czuję te udezenia . Rosjanie nas uwolnili , dali nam żywność i środki dezynfekcyjne. Dostałem się do szpitala, do Wüstegiersdorfi i do Brno,
2930,M, handlowiec ur 1919, lat 26, Auschwitz (25-05-44 do 20-01-45 ) Dornhau (10-03-45 do 8-05-45 ).
Moi rodzice mieli w mieście sklep z krótko ( tekst niejasny , przyp. mój ) i modniarstwem. Żyliśmy w doskonałym dobrobycie i nie mieliśmy żadnych problemów finansowych…
Umieścili nas w w innym bloku, gdzie byliśmy w pokoju po 50-ciu, było czysto, każdy spał w osobnej pryczy. Choć nie byliśmy przypisani do żadnej pracy , bardzo nas bili, kiedy przydzielili nas do pracy, bili nas kapo. Wyżywienie: dostawaliśmy poranną kawę, na obiad była straszna zupa( 1 litr, często 2 litry ) , wieczorem ¼ bochenka chleba, trzy razy w tygodniu marmolada, kiełbasa dwa razy, po 10 dkg. Pracowałem w warsztacie kowalskim, w lecie, od 6,30 do 12,00 i od 13,00 do 19,00 ; w zimie od 8-12, i od 12,30 do 15,30. Szliśmy do pracy nawet w pochmurne dni, bardzo dobrze nas strzegli , że nie byliśmy w stanie uciec. Ja na miejscu pracy byłem traktowany dość przyzwoicie, ponieważ byłem pracownikiem wykwalifikowanym, ale byli w gospodarstwie rolnym „Landwirtschaft „ tacy bardzo nieprzyjemni SS-mani, którzy nie chcieli wydawać w południe całej zupy. Były tam kobiety więżniarki, którym następnie wydawano zupę, gdyby nie to, byliby ją wylali. Bardzo bili, każdego dnia co najmniej 20 osób szło do szpitala. B yliśmy tam do 20 stycznia , wieczorem po dwunastej w nocy przyszedł do nas blokkältester i kazał nas natychmiast obudzić. Zawiadomiono wszystkie baraki, 40 osób. Byliśmy w transporcie 2200 osób, poszliśmy do kąpieli. Potem Lagerführer wygłosił komunikat, że chce nas zabrać do innego obozu, że nie chcą pozostać nas w rękach rosyjskich. Zaczęliśmy na piechotę, mieliśmy iść tak długo, aż będzie można wsiąść do pociągu. Każdy dostał chleb, część konserwy mięsnej i po 14 dkg margaryny. Każdy, kto chciał, mógł wziąć również odzież, skład i tak był opróżniany. Wyszliśmy rano o szóstej godzinie , szliśmy w szybkim tempie przez cały dzień i noc, na drugi dzień, o godzinie 9 rano dotarliśmy do Gleiwitz. Tu były cztery obozy , my dotarliśmy do obozu nr 1. Wielu z nas, którzy nie byli w stanie wytrzymać tempa zostało zniszczone w drodze. Obóz ten również został wcześniej ewakuowany. Wielu więźniów przybyło do tego obozu tutaj i nie było miejsca. Były straszne bitki , i każdy starał się dostać do pokoju, aby znaleźć się miejsce na pryczy, nikt nie chciał spać pod gołym niebem w zimna noc przy skrzypiącym mrozie. Jednak wiele osób musiało zostac na zewnątrz i w godzinach porannych było trudno przejść, trupy leżały rozrzucone wszędzie na ziemi. W dzień mieliśmy czas wolny, zanim nas przeniesiono, wszyscy musieli się wycofać przed SS, starsi i słabsi zostali oddzieleni. Później mówiono mi , że zostali oni wszyscy zniszczeni. Stamtąd udaliśmy się do wagonów, ale potem dostaliśmy rozkaz i musieliśmy wrócić do obozu Gleiwitz-3. Tu po prostu kolejny dzień i noc przebytowalismy, i tylko nas załadowali na wagony. W wagonie było po 110-120 osób, był straszny tłok, staliśmy przyciśnięci plecami. Jechaliśmy razem z niemieckimi jeńcami, mogliśmy tylko stać koło siebie. Pociąg stał przez jeden dzień, , ale dopiero po północy wyruszył, jechaliśmy około dziesięciu minut, a następnie pojechaliśmy z powrotem. Trwało to przez cały dzień, myśleliśmy, że jesteśmy już daleko, a później okazało się, że poszliśmy do przodu zaledwie o 4 km . Następnego dnia w południe przybył pociąg pancerny, dowodzony przez wysokiej rangi oficera SS, który dał rozkaz, aby nas tam zatrzymać i żeby zbadać sytuacje pociągiem pancernym, bo Rosjanie byli zaledwie 2 km od niego. Gdy SS się przenioało, ponownie za kilka minut później otrzymaliśmy rozkaz, aby wysiąść, i możemy iść pieszo. Przyjechaliśmy kilka kroków od lasu. Sytuacja była rozpaczliwa, myślałem, że tu i teraz i nas zastrzelą. Rosyjscy partyzanci w lesie już zaczęli strzelać, a SS się odstrzeliwali. Widząc, że SS strzela , myśleliśmy, że to do nas strzelają , zaczęliśmy uciekać w las, SS celowali do nas, wiele osób zginęło spomiędzy więźniów, ale również wielu uciekło. Trwało to około godziny, w końcu strzały uspokoiły się, poszliśmy dalej. Spotkaliśmy duży oddział SS, którzy byli łobuzami. Przyszedł rozkaz aby w lesie wyłapać zbiegłych więźniów. Zaczęliśmy iść i zawsze robiliśmy po 30-40 km dziennie. Początkowo szliśmy tylko w nocy, kiedy dochodziliśmy do jakieś wsi lub miasta, SS odwiedzał burmistrza i prosił o jedzenie dla nas , w niektórych o nocleg. Co dwa dni dostawaliśmy po 10 dkg chleba i pół litra wody, i mówili, że najlepsza będzie ta następna zupa. Zakwaterowanie było zawsze w stodole, 2000-2500 ludzi wprowadziło do niej a rano, gdy się obudziłem, 50-60 było martwych. Z 2200 ludzi, którzy wyszli z Oświęcimia, do Dörnhau dotarło ledwo 320 więźniów. Tych , którzy nie mogli już iść , na miejscu zabijało strzałem SS. W ostatniej stodole nadal zostało 600 osób . Potem znowu przyszedł rozkaz, aby przejść do obozu Gross-Rosen. 20 km przed obozem Grossrosen schaarführer zadzwonił tam, żeby ich uprzedzić o transporcie 600 osób, ale przekazali mu, że, niestety, nie ma miejsca, a przed bramą stoi wojsko rosyjskie ,znajduje się tam dużo jeńców i nie mają pomieszczenia. Znowu ruszyliśmy z powrotem, szliśmy aby nas wywieźli do innego obozu. Po kontakcie telefonicznym okazało się, że tam sytuacja była podobna, nie było już miejsca dla nas. Ponieważ nie było obozu, który mógłby nas pryjąć, schaarführer polecił nam zawrócić. O 6 rano przybyliśmy do miasta, gdzie spaliśmy już poprzedniego dnia. Schaarführer złożył wniosek o nasze zakwaterowanie, ale wniosek został odrzucony dlatego, że było tam wielu Niemców uciekających przed Rosjanami, których musieli zakwaterować , nie mieli dla nas kwatery. To powtórzyło się jeszcze raz, gdy dotarliśmy do innego miasta, tam była taka sama sytuacja. Schaarführer wydał rokaz SS-emanom, że mogą używać broni tylko poza miastem , tylko w miejscu, gdzie nie mieszkają ludzie. Strzelanina spowodowała, że sformowaliśmy nasz szyk , i poszliśmy za małym wózkiem ( tekst niejasny przyp. mój ) , w którym został umieszczony dobytek należący do SS i niemieckich kapo . Wózek pchaliśmy na przemian, zawsze w tym celu ludzi wybierano. Niemieccy kapo od czasu do czasu usuwali człowieka z szeregu, i odsyłali do pchania wózka, a tym którzy to robili do tej pory polecali zostawić wózek , a następnie dwóch SS przychodziło i szybko z nimi zrobić ( tekst niejasny, przyp. mój ). To okrutne strzelanie trwało do następnego wieczoru, i na drugi dzień przyjechaliśmy znowu do obozu koncentracyjnego , również już ewakuowanego, zostało tu tylko ok. 500 osób tutaj. Przyszedł oficer Wehrmachtu i zapytał, dlaczego nas jest tak mało, potrzebują więcej ludzi. Mówił, że teraz będą dbać o nas, SS może zająć się blokiem. Dla nas oznaczało to rozpoczęcie nowego życia, dostaliśmy wystarczającą ilość pożywienia, zostaliśmy podzieleni na dwie części: 250 osób miało współpracować z innymi 30 km stąd, pozostałe 250 osób mieliśmy jechać ok. 100 km stąd i kopać rowy. Byliśmy bardzo zmęczeni, dostaliśmy trzy dni odpoczynku, a następnie poszliśmy do pracy. Następnie w ciągu trzech dni było bardzo dobre wyżywienie, dostaliśmy po 2 kg chleba i była zupa dwa razy dziennie. Kiedy to zostało zrobione i rozdzielono nas na dwie części ; tamtejszy niemiecki kapo, który był oskarżony o pobicie na śmierć swojej żony i matki i skazany na 24 lata więzienia, i który z wielką pasja pobił u nas wielu ludzi na śmierć, - powiedział , żeby o tym nie myśleć, bo tutaj decyduje rozkaz oficera Wehrmachtu a nie zdanie Żydów. ( tekst niejasny-przyp. mój ) Potem nie dawali chleba w ogóle, bo przed nami był front tylko o 8 km. Raz na dzień dostawaliśmy tylko jeden litr zupy. Było tu z nami około 60 niemieckich kapo, główny kapó dodał kwartę wody, drugą połowę dodali kapó, dlatego, że nie ma już chleba, ale żeby uzyskać zupę na wieczór. Jeśli jedzenie zostawało, i nikogo już nie było, raczej wylewali. Kopanie okopów było bardzo ciężką pracą, nie mogliśmy już pracowac , byliśmy bardzo głodni. Wokół nas byli kapo z dużymi kijami i bili nas , aż odeszliśmy. Kiedy padliśmy w godzinach wieczornych i weszliśmy do stodoły , gdzie mieszkaliśmy , główny kapó powiedział, że ponieważ dziś nie pracowaliśmy to nie dostaniemy jedzenia, nawet pół litra zupy nie wydał nam , ale po raz kolejny bardzo naganiał biednych ludzi . Rano, potem , gdy jeszcze więcej osób żyło ponadto , przed drogą do pracy musieli kopać ( tekst niejasny-przyp. mój ) . Około 10 marca przyjechaliśmy do Dörnhau. Tutaj już nas tak bardzo nie bili , ale głód był większy. Osiem do dziesięciu osób otrzymywało jeden bochenek chleba, wiele osób zmarło skutkiem tego. Tu już nie pracowałem, byłem na revierze, długie marsze piesze całkowicie zniszczyły moje nogi. Każdy, kto chciał pracować, otrzymywał 10 deka chleba i ewentualnie pół litra zupy więcej. Przez cały czas pobytu w szpitalu, panował wielki brud, byliśmy jeszcze w koszuli, w której wyjechaliśmy z Auschwitz, mieliśmy wielką liczbę wszy, nie czułem już użądleń. Ogłoszono rozejm, w dniu 8 maja 45 zostaliśmy oswobodzeni. W nocy słyszeliśmy wielkie krzyki , rano po przebudzeniu SS już nie było, w miejscowości byli już Rosjanie . Rano dostaliśmy dużo cukru, dodatkowo dostaliśmy normalne jedzenie. Całe bydło sprowadzali Rosjanie, były papierosy. Dla nas teraz zaczęło się nowe życie. Słaby żołądek nie wytrzymał wysokiej zawartości tłuszczu posiłków, chorzy, w tym ja, poszli ponownie do szpitala, gdzie wykryli tyfus , miałem również zapalenie płuc. Byłem tam do 30 lipca 1945, poterm wyruszyłem z czeskim transportem.
3089, M, handlowiec ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 5 dni-05-44 ), Dornhau (3 miesiące), Seifenwasser ( 3 miesiące ), powrócił do Dornhau ( 6 miesięcy ).
5 dni później dostaliśmy się do Dörnau. Przyjechaliśmy tu w 1000 osób do całkowicie nowego obozu. Tutaj były prowadzone bardzo trudne roboty ziemne. Początkowo wyżywienia było jeszcze dostatecznie dużo , dzienie dostawaliśmy po 1 / 4 bochenka chleba i dwa razy dziennie zupę , a później już tylko raz dziennie po 1 / 2 litra wodnistej zupy , zupełnie bez tłuszczu i po 1 / 10 bochenka chleba. Bardzo wiele osób z nas zginęło. Dziennie 40-50 współwięźniów umierało z głodu. Tylko na końcu wybuchł tyfus. Również bardzo źle nas traktowali i wiele osób umarło . Po trzech miesiącach wszyscy trzej dostaliśmy się do transportu do Saufenwasser. Jeśli to możliwe, to było tu dużo gorzej, niż na poprzednim miejscu. W obozu w ogóle nie było wody. Mogliśmy iść po wodę tylko raz dziennie, to było bardzo daleko od obozu , szpitala tu nie było. Jedzenie sprowadzano do obozu z Dörnau-1, głód powoli zaczął stawać się nie do zniesienia, więcej obozów było obok siebie . Tutaj po trzech miesiącach zachorowaliśmy i tak wszyscy trzej wróciliśmy do Dörnhau. Tam byliśmy w szpitalu i tam nas wyzwolili. Podczas wywózki w styczniu ; wzięli mojego brata i nie mam żadnej wiadomości od niego od tego czasu. Na trzy dni przed uwolnieniem , Niemcy chcieli nas wykończyć, zostaliśmy o tym poinformowani przez ludność cywilną, że 5-go maja został wydany rozkaz , ale ich złowieszcze plany nie zostały przeprowadzone, ponieważ byli zajęci czym innym , ale na miejscu pozostali tylko nasi chorzy, a pozostałych ewakuowano z transportem. 9 maja wyzwolili nas Rosjanie. Tydzień po wyzwoleniu, dostałem duru brzusznego , mój ojciec był wtedy zdrowy, leżałem ciężko chory przez trzy tygodnie, ale w dniu , kiedy wyzdrowiałem i po prostu chciałem wrócić do domu, mój ojciec był dostał tyfusu i zapalenie płuc i biedny umarł szybko i w końcu zostałem wtedy sam , gdy po tylu cierpieniach odzyskaliśmy nadzieję.
3300, M, uczeń szewski ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 2 dni ), Dornhau (1 rok).
Wybrali tysiąc ludzi do transportu i zabrali nas do Dornhau. Na drogę dali nam po 2 kawałki chleba, opakowanie margaryny, i kilka dekagramów kiełbasy. W podróży byliśmy trzy dni i przybyliśmy do Dornhau. Tu najpierw był apel, a następnie poszliśmy na blok i spaliśmy aż do rana. Tu był piętrowy blok, były prycze , każdy spał w osobnej . Na początku tylko zimną wodą można się było umyć, później zrobili normalna umywalnię, gdzie raz w tygodniu korzystaliśmy z ciepłej wody, w której się kąpaliśmy. Tu pracowaliśmy w kamieniołomie i kamienie musieliśmy ładować do wózków kopalnianych . Pracowaliśmy od 6 rano do 18 wieczorem, z godzinną przerwą na obiad. Często byliśmy bici przez żołnierzy , strażników i i niemieckich żandarmów, jeśli próbowaliśmy trochę odpocząć. Rano dostawaliśmy trochę czarnej kawy i szliśmy do pracy. W pracy przynosili nam pół litra zupy bez zawatości a po powrocie do obozu dostawaliśmy chleb i gęstszą zupę. Po pracy kiedy wróciliśmy do obozu, każdy się mył, potem był apel i dostawaliśmy kolację . Nie pracowaliśmy zawsze w tym samym miejscu, więc odległość miejsca pracy od obozu ulegała zmianie w zależności od miejsca , gdzie pracowaliśmy. Jeńcy rosyjscy pracowali w kopalni. Nie wolno było z nimi rozmawiać, gdy to zobaczyli bili nas. Kto miał papierosa, był w stanie uzyskać od Rosjan marchwi i obierki ziemniaków, ale inaczej nie mogliśmy dostać jedzenia. Mieli oni lepsze posiłki niż my. Pewien niemiecki kapitan, który był porządnym człowiekiem, zwrócił się do capo, dlaczego ma z soba kij? Kiedy ten powiedział, zabronił mu bić swoich pracowników i powiedział, że nie chce go więcej widzieć z kijem. Często były naloty, ale nie było bombardowania. Jeżeli alarm lotniczy zastał nas w pracy, trzeba było pracować, ale jeśli był posiłek, trzeba było się ukryć. To dotyczyło nie tylko Żydów, ale także Rosjan. W styczniu już nie pracowaliśmy , bo wybuchł tyfus plamisty i zamknęli obóz. Dostawaliśmy bardzo mało jedzenia , każdy został na bloku. Stan obozu zmieniał się w zakresie 1500-1300 internowanych . Z powodu biegunki i tyfusu wiele osób zmarło, leków nie było, nie udzielano pomocy medycznej. Następnie w lutym zdrowych przenieśli do innego obozu, gdzie Rosjanie przyszli 8-go maja 45. Było nas około 1500 ludzi, którzy zostali oswobodzeni. Komendant obozu ( Lagerführer ) , który był bardzo przyzwoitym człowiekiem, pozostał z nami i przekazał nas Rosjanom. A po wyzwoleniu, kto chciał, mógł iść, kto był chory, mógł tam zostać. Następnie wraz z moim bratem dostaliśmy się do szpitala w Wüstegiersdorf. Leżałem tam pięć tygodni, byłem bardzo słaby. Otrzymywaliśmy bardzo przyzwoite wyżywienie. Następnie wyruszyliśmy z powrotem rosyjskim transportem przez Pragę i Bratysławę.
Teraz chcę jechać do Pragi, aby coś kupić, potem chciałbym kontynuować naukę i zająć się krawiectwem.
3310, M, handlowiec ur 1895, lat 50, Auschwitz ( 22do26-05-44 ), Wolfsgerg( 28-1-05-44 ), Wustegiersdorf (31-05-44 do 15-07-44 ) , Dornhau ( 15-07-44 do 9-05-45.)
Pewnej niedzieli po sześciu tygodniach, nas 150 osób wywieziono do Dörnhau.
Tu rozpoczęła się nasza rzeczywista Droga Krzyżowa. Tu był pewien Oberschaarführer o nazwisku Wolff, pochodzący ze Śląska, który dręczył nas w różny sposób od momentu naszego przyjazdu tutaj. Kiedy zaczął padać deszcz i my schowaliśmy się pod okap, zaatakował ludzi i pobił ich za to, ze szukali schronienia przed deszczem. Ten zabieg następnie powtarzał się codziennie. Pobudka była o 4 .30 rano, o 6-tej wychodziliśmy na plac. Pracowaliśmy cały dzień wiercąc w tunelu, nie dostaliśmy wody do picia , byliśmy bici, dopiero wieczorem po powrocie z miejsca pracy dostawaliśmy na kolację trochę zupy , 1 / 4 chleba i trochę margaryny. Kiedy wracaliśmy do domu wieczorem po ciężkich trudach codziennej pracy, z góry drżeliśmy, bo wiedzieliśmy, że coś strasznego czeka na nas ponownie. Do pracy szliśmy bez jedzenia, po pracy, o godzinie 11 wieczorem otrzymywaliśmy obiad, wiele osób nie było w stanie jeść w takich okolicznościach, ludzie umierali szybko, więc liczba internowanych naszego obozu1700 ludzi - zawsze była uzupełniana o nowych więźniów.Oczywiście, chorzy byli traktowani bardzo źle, jeśli ktoś poszedł do lekarza ,nie było lekarstw. Cierpiałem na ciężką niestrawność, ale zostałem cudownie uzdrowiony. W zimie, jedzenie było następujące: 1 / 10 chleba i wodnista kartoflanka, głód był straszny, wiele osób zmarło. W lutym, była jedna selekcja, wybrano i zabrano zdrowych, pozostawiono na miejscu ponad 1300 osób. W miejsce obozu został założony szpital. Był tam z nami bardzo sumienny lekarz, nie było żadnych lekarstw, robił wszystko, co mógł. Było wielu ludzi wśród nas, którzy mieli straszne rany, i musieli być operowani, aby ratować życie; zabiegi wykonywano bez znieczulenia. 8 maja, kiedy w końcu dowiedzieliśmy się się o zawarciu pokoju, przejęli kierownictwo obozu, już z nami było tylko 5 niemieckich SS, którzy zawsze byli dla nas mili.
Jedliśmy, ale trudno było o zaopatrzenie w żywność, więc kiedy przyszedł pierwszy oficer rosyjski, nie jadłem nic przez cztery dni, a następnie rano przygotowano w dużym kotle kaszę mannę, ale zagłodzeni ludzie wylali kocioł i pożarli żywnośc z ziemi. Teraz mamy leki, tak że udało się uratować życie mojego kolegi, który wydawał się być skazany na śmierć.
3312, M, stolarz ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 27-04-44do1-05-44 ), Dornhau ( 11-05-44 do 1-07-44 i po raz drugi od 1-10-44 do 31-03-45 ) , Seifenwasser (1-07-44 do 1-10-44) , Ebensee( 3-04-45 do 8-05-45).
Po dwuch dniach podróży przybyliśmy do Dörnhau. Przyjęcie było bardzo straszne, kiedy przyjechaliśmy ludzie SS zaraz nas pobili, ale tylko mężczyzn, ale kapitan pomagał im strasznie brutalnie. Zakwaterowali nas w dużym żydowskim obozie, a następnie podzielili nas na grupy i następnego dnia wywieźli nas do pracy i rozpoczęliśmy pracę bici w trakcie pracy przez SS. SS-mani bili nas na co dzień, bez powodu, zwłaszcza krwiożerczy był SS-man o nazwisku Wolf , po jego dwudziestu pięciu uderzeniach większość nie żyła,a każdy mdlał. Więc było pełne dwa miesiące ciągłej naszej niewoli tutaj . Raz, kiedy mojego ojca chcieli ukarać, zgłosiłem się na ochotnika kiedy czytali jego numer do ukarania. Trzy razy zemdlałem podczas bicia, ale przetrwałem ( tekst niejasny przyp. mój ) . Pewnego razu , gdy potrzebna była nowa grupa, zawieziono nas do Seifewasser. To był mały obóz, nie było kuchni na miejscu , ale dostawał jedzenie z Dörnhau , ale Lager był lepszy w inny sposób, dopóki pracowałem, a mój ojciec nie był chory, a potem go zabrali do transportu, nie chciałem go zostawiać samego , i udało mi się dostać do chorych . Po dezynfekcji , razem ze 100 chorymi wróciłem do Dörnhau. Tu mój ojciec zmarł, pogrzebałem go w dole razem ze 180 martwymi , tak wyglądała ostatnia droga mojego najbliższego krewnego , mogłem mu wykopać grób, tego , co czułem, nie da się opowiedzieć, kiedy o tym myślę myślę, nie chciało mi się żyć dalej ( tekst niejasny, przyp. mój ) Później, kapo Wolf było przykro i przeniósł mnie na stolarnię, gdzie miałem lepszą robotę i Lageralteste mnie poparł, byłem tam do kwietnia , a następnie przyprowadzili mnie również do Ebensee. To było jak Lager Auschwitz, byliśmy tu otoczeni drutami pod napięciem i krematorium w nim działało . Byłem tutaj w bloku 29. Ale istniała różnica między Auschwitz i Ebensee, tu tylko martwi byli kremowani , a nie jak tam, także żywi. I tu pracowałem w kamieniołomach, jedzenie było bardzo złe, zupa z brukwii lub trawy, lub pokrzywy, litr dziennie i 1 / 8 czasem 1 / 10 bochenka chleba. Tu bardzo wiele osób zmarło .Bardzo oczekiwaliśmy na wyzwolenie , czekałem na wyzwolicieli, a gdy rzeczywiście przyszli Anglicy, nasza radość była niewypowiedziana .
Podsumowanie dla obozu Dornhau.
Survivorzy z tego obozu pozostawili 43 relacje 51 osób, wszyscy mężczyźni.
Były tam dwa obozy, z których jeden po wybuchu i opanowaniu epidemii tyfusu w styczniu 45 został przekształcony w obóz szpitalny ( Dornhau-2 ) gdzie byli gromadzeni chorzy niezdolni do pracy i ewakuacji z okolicznych obozów. Ten obóz nie był ewakuowany, chorych pozostawiono na miejscu. Z większego obozu Dornhau-1 , gdzie prawdopodobnie mieszkali jeńcy rosyjscy, dostarczano posiłki m.in. do obozu Sauferwasser. Rosjanie, którzy tam mieszkali, mieli racje żywnościowe większe , niż Żydzi i tym ostatnim nie wolno było z nimi rozmawiać. Nie ma w tej bazie żadnej relacji z tego obozu , którego internowani byli zajęci głównie drążeniem tuneli.
1-Z relacji więźniów wyłaniają się rozbieżne oceny liczebności obozu Dornhau. Nr 753 podaje liczbę 250 więźniów, nr 187 podaje 600 więźniów, liczbę 1000 więźniów podają nr 755, 198 i 2855; liczbę 1200 osób podaje nr 1184, nr 350 ocenia liczbę więźniów na 4000. Na „ mapie Cery „ widnieje 19 obiektów, z których na zdjęciu lotniczym wykonanym 20-02-45 część baraków położona po północnej stronie drogi prowadzącej do Osówki ma białe dachy, co sugeruje, że to te budynki są wychłodzone i puste po częściowej ewakuacji . Możliwe, że struktura obozu Dornhau była bardziej skomplikowana, lub była zmienna w czasie, dane nie pozwalają na dalsze uściślenie . Śmiertelność w obozie też jest oceniana różnie : nr 753 i nr 2498 określa ją na 20-25 osób zmarłych dziennie, nr 386 podaje dzienną liczbę zmarłych na 20-30 osób na rewirze na 1200 pacjentów, nr 1184 na 30-40 osób, nr 336 na 70-80 osób, nr 350 na 70-80 osób, nr 350 podaje je w 3-piętrowym budynku leżało 6000 chorych z których żywych pozostało ok. 600, z których może uratowano 400. A więc i w tym przypadku relacje więźniów są niespójne , prawdopodobnie sytuacja była bardziej złożona i dane nie pozwalają na dalsze uściślenie. Stąd zwłoki były wywożone do Gross Rosen do kremacji, dopóki samochód był w stanie pokonać zaśnieżone drogi. Wysoka śmiertelność tego obozu mogła też wynikać też z faktu, że na izbę chorych byli przywożeni chorzy z innych obozów.
2-Z tych co przeżyli i zostawili relacje, najwcześniej przybyły do Dornhau osoby w kwietniu 44 ( 5-04-44 ). Ale przyjeżdżali cały czas, ostatni 10-03-45- po ewakuacji obozu Auschwitz via Gliwice, Gross-Rosen z której przeżył co 10-ty . Nr 2584 spędził w Dornhau 3ostatnie tygodnie, do 8-05-45.
3-W obozie Dornhau migracja więźniów do i z innych podobozów Riese była największa ( 27 ) we wszystkich podobozach , większa od liczby pracowników stale tam pracujących (14)
4- Więźniowie wymieniają terminy ewakuacji : luty 45, początek lutego 45, 8, 15 luty, 31 marzec, ewakuowanych było 10 survivorów. Na miejscu doczekało wyzwolenia- jako pozostawieni chorzy -26 osób. Czterech survivorów w tym trzech ewakuowanych 8-2-45 poszło do Krahvinkel,( tam budowali kolejkę ) trzech ewakuowanych 15-02-45 poszło do największego ówczesnego niemieckiego producenta benzyny lotniczej pod Szczecinem ( Police ) a potem na lotnisko do Barth, jeden trafił wprost do Barth. Trzech trafiło do Bergen Belsen, część transportowano via Flossenburg. Implikuje to związek tego , przy czym pracowali więźniowie z Dornhau z Luftwaffe i przemyśłem paliwowym. Bezwzględnie większe szanse na przeżycie mieli pozostawieni na miejscu chorzy, niż zdrowsi, zdolni do marszu i ewakuowani.
5- siedem osób wspomina pracę przy budowie dróg a jedna kładła asfalt, 4 osoby pracowały w kamieniołomie i ładowały kamienie, 4 osoby wykonywały prace ziemne, 3 osoby prowadziły demontaż infrastruktury i maszyn w końcowej fazie projektu, 3 osoby budowały wodociągi, jedna układała rury, 3 osoby rozładowywały wagony, 2 osoby budowały kolej, 2 osoby pracowały w kopalni, jedna wierciła w tunelu, 2 osoby prowadziły transport, 2 osoby budowały kanalizację, 2 osoby pracowały przy przenoszeniu i chowaniu zwłok, pojedyncze osoby wspominaja budowę mostów, roboty betonowe, stolarnię, wykopy pod schron, murarkę, przy wylesianiu, niwelacje terenu, w pralni, pracowni krawieckiej , czyszczenie toalet, pozostali byli tam jako chorzy . Ludzie wspominają czas pracy 10 , 12 godzin dziennie. Nikt nie potwierdza czasu pracy 8 h dziennie, co potwierdzałoby pracę pod ziemią. Prace stricte górnicze miały być w zasadzie prowadzone przez Rosjan ( poza 3 relacjami , gdzie wspomniane są prace przy wierceniu w tunelu i przy obrywce kamieni)- tak 3300 . Komanda prowadziły w zasadzie prace powierzchniowe przy budowie i obsłudze infrastruktury w terenie, prace górnicze wspomina tylko część interowanych. Prace powierzchniowe komand Dornhau prawdopodobnie obejmowały kamieniołom , profilowanie zbocza pod drogę i torowisko kolejki , ujęcia oraz wcinki do tuneli. 1271 podał, że 19 mężczyzn dziennie opróżniało 450 wóżków kopalnianych i wyrównywało urobek na zwale . Gdyby to był urobek z drążonych chodników, można by było zakładać, że dziennie urabiano tam 450x 0,15m3 = 67,5 skały, co odpowiada dziennemu postępowi drążeniu chodnika 4m x2,5 m o 6,75metra długości . W innym miejscu podaje, że co 10 minut nadjeżdżał pociąg do rozładowania z 25 wagonikami, co odpowiada 6x24x25x0,15 =540 m3/ dobę i dziennemu postępowi drążenia chodnika4x2,5 = 54 mb. Ponieważ 1271 przybył tam na początku kwietnia w pierwszym transporcie do Dornhau, należy założyć, że prace górnicze przy drążeniu chodników związanych z Dornhau rozpoczęto wcześniej niż w kwietniu 44 a szybkość drążenia z uwagi na progresywny system drążenia ( znany z innych miejsc ) stopniowo musiała rosnąć. Poza tym zwałowaniu mogło podlegać np. tylko podziarno, a główna masę urobku pewnie przerabiano na kruszywo do użycia na budowie, co wielokrotnie może podwyższyć wielkość postępu drążenia. Jednakże w latach 50-tych widziałem sam na płaszczowinie szczytowej w miejscu gdzie lano beton kamionkowymi rurami głęboko w masyw góry, że kruszywo do tego celu zastosowane z otoczaków rzecznych o wąskim przedziale uziarnienia. Prawdopodpbnie chodziło w tym wypadku o uzyskanie lepszego rozpływania się zaprawy wewnątrz oszałowania.

6-Odległość miejsca pracy od obozu wspomina tylko jedna relacja : 3-4 km do i z pracy mieli ludzie obrabiający kamienie i wykonujący wyrobiska.
3300 wspomina, że : Nie pracowaliśmy zawsze w tym samym miejscu, więc odległość miejsca pracy od obozu ulegała zmianie w zależności od miejsca , gdzie pracowaliśmy.
9-Obóz Tannhausen Jedlinka
282,757,1217=3
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób
A ilość relacji survivorów
Q- zapis dot obozu Tannhausen
282M, ur 1897, lat 48, dr prawa, Auschwitz (15do18-05-44 ), Wolfsberg (21-05-44do6-01-45 ), Tannhausen ( 6-01-45do6-03-45 ), Schotterwerk (6-03-45do12-05-45 )
282
W Beregovo żyło około sześciu tysięcy Żydów, a byli oni na ogół pracownikami umysłowymi, lekarzami, prawnikami. Ponadto, miasto miało czterech żydowskich farmaceutów. Handlowcy żyli na dość wysokim standardzie bytowania. Była również grupa bardzo ubogich około 400 rodzin , które otrzymywały w ramach pomocy pożywienie ze wspólnej kuchni, jadłodajnia stale pracowała i miała pod opieką te rodziny. Ja mieszkałem w komfortowych warunkach, chociaż po wejściu Węgrów już nie zostałem zatrudniony w komorze ( podatkowej?- przyp. mój ) jako Żyd.
Nie zawiera informacji dotyczącej Tannhausen ( Przyp. mój )
757, M, robotnik ur 1911, lat 34,Auschwitz ( 15do19-04-44 ), Wustegiersdorf ( 25-04-44 do 10-02-45 ), Flossenburg ( 15 do 28-02-45 ), Krahvinkel (2 do 24-03-45), Ohrdruff ( 26-03-45 do 4-04-45), Buchenwald (7-11-04-45 ).
Na początku kwietnia 44 aresztowano mnie jako lewicowca i doprowadzili mnie do Nagykanizsa. Tam byliśmy tylko kilka dni, w pewien wtorek nas załadowali na wagony i poszedłem do Auschwitz. W wagonie stłoczyli 60 osób. Po selekcji poszedłem do łaźni, gdzie dostałem beret na głowę w paski, dostałem odzież więźniarska zamiast mojej, po kilku dniach wywieźli mnie do Wüstegiersdorf. Stamtąd chodziliśmy do pracy w Tanhausen. Byłem kucharzem przez dziesięć miesięcy, przez cały czas to było bardzo dobre miejsce. Racje były wystarczające, a nawet mogłem pomóc moim kolegom. W lutym dostałem się do Flossenburga. 150 osób stłoczono w jednym wagonie. Niewyobrażalne cierpieliśmy, staliśmy na jednej nodze, lub leżeliśmy na siebie, oglądaliśmy zgon wielu ludzi, wyrzucaliśmy zwłoki z wagonów , aby uzyskać więcej miejsca dla żyjących. Nikt nie dbał o innych, tu trwała walka na śmierć i życie. We Flossenburgu po kąpieli wypędzili nas na zimno biciem, ponad 75% mężczyzn zmarło. W baraku na dwóch miejscach musiało leżeć 10 ludzi, ale już w pierwszym dniu były ofiary zatłoczone na śmierć. Dzienne racje: 20 dkg chleba, zupa i 2 dkg kiełbasy. Po dwóch tygodniach dostałem się do Kravinkel. Spaliśmy w namiotach ( celtach ), w milionach wszy, pluskiew, które były w naszych pryczach, gdzie się kładliśmy po 10 0sób. byliśmy zawszeni, epidemia szalała w obozie, ludzie umierali jeden po drugim. Pracowałem w kopalni 12 godzin, na zmiany dzienną i nocna przemiennie. Kiedy wróciliśmy do obozu zmęczeni, nie zostawili nas spać, szliśmy do fabryki pod eskortą żołnierzy SS, którzy nas bili, jeżeli ktoś przypadkowo wyszedł z szyku, i szczuli psami, które rozdzierały do krwi ciała ich nieszczęsnych ofiar. Ciągle strzelali ale SS mani- węgierscy Niemcy ze Szwabii- nie pozostawali w tyle za Niemcami pod względem okrucieństwa. Przestrzelili mi ramię. Dostawaliśmy chleb i zupę. Wegetowaliśmy. Trzy tygodnie potem przewieźli mnie do Ordruff do szpitala. Tu próbowano leczyć ranę postrzałową, po 4 dniach wyruszyliśmy dalej do Buchenwaldu.W ostatnich chwilach Niemcy zabili 60.000 ludzi, zwłaszcza tych, którzy byli w sąsiednich obozach koło Buchenwaldu. 11-04-45 wyzwolili nas Amerykanie. Zadbali o nas, o jedzenie i próbowali uspokoić nas psychicznie .W rękę też byłem operowany dwa razy, ale niestety nie wszystko poszło dobrze. Tak to było zaniedbane , że wymaga to trochę czasu, aby wyleczyć to się całkowicie.
1217, M. handlowiec, rolnik ur 1925, lat 20, Auschwitz (15 do 21-05-44 ), Wolfsberg (27-05-44 do 6-01-45 ), Tannhausen (10-01-45 do 11-02-45 ), Dornhau ( 15-02-45 do 8-05-45 ) 1217-auto
Byłem w szpitalu aż do 6 stycznia, stąd przeszedłem do innego szpitala w Tannhausen, również tu byłem leczony, pracował tam jako lekarz znany lekarz z Nagykároly nazwiskiem Dr Deutsch, człowiek bardzo odważny, leczył mnie zastrzykami aż do całkowitego wyleczenia. Oni tam mieli lekarstwa . Ale było bardzo mało żywności w szpitalu. Gdy Rosjanie zbliżali się, wzięli nas 5 kilometrów opodal, do obozu Schotterwerk
10-Obóz Erlenbusch Olszyniec
73,187,647,929,1203,1225,1614,1644,1799,2137,2265,2351,2383- błąd w bazie, jest to powtórzenie relacji 2883,2469,2672,2795,2883,=17-1= 16
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
16
A1- Płeć
M- 16 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat=, 10 osób= 15, 16, 17x2, 18x3, 19, 20x2,
21 do 30 lat= , 4 osoby= 21x2, 22, 28
31 do 40 lat=, 1 osoba= 36
41 do 50 lat=, 1 osoba= 44
Powyżej 50 lat=, 0
Przeżyły tylko najelastyczniejsze organizmy.
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 4 osoby – szewc, krawiec, czeladnik ślusarski, fryzjer
Uczący się- 4 osoby - uczniowie
Pracujący na roli- 4 osoby – rolnik, chłop, robotnik rolny i furman
Handel- 1 osoba- handlarz drobiem
Prac. umysłowi - 1 osoba- urzędnik bankowy
Fabryka- 1 osoba- pracował w fabryce wytwarzającej piły.
Bez zawodu 1 osoba- nieletni lat 15
D-standing rodziny przed aresztowaniem
73- W Ökörmezőn mieszkało wiele zamożnych rodzin żydowskich. Moi rodzice byli kupcami handlującymi drewnem. Byli bogaci.
929- Mój ojciec był rolnikiem, mieliśmy bardzo ciężkie życie.
1225- Z wynagrodzenia urzędnika bankowego mogłem żyć dobrze. Ludności getta Beregszasz szacuje się na około 15.000.
1799- Mieliśmy dom na własnej ziemi ,było nas cztery osoby w rodzinie. Prawie połowę mieszkańców naszej miejscowości stanowili Żydzi, w liczbie 1250
2469- Ludność nas kochała. Mój ojciec miał 60% inwalidztwa, i nie chciał opuścić wsi.
2795- Mój ojciec był szewcem, nasz dom był mały, ziemię mieliśmy w Tibaván, gdzie ponadto mieszkało 18 rodzin żydowskich, głównie bogatszych kupców, i przemysłowców
2883-W Szobráncon mieszkało ok. 150 rodzin żydowskich , którzy byli w większości przedsiębiorcami , przemysłowcami i rolnikami. Mieszkalismy we własnym domu mojego ojca, który miał sklep spożywczy i mogliśmy z tego dochodu całkiem nieźle żyć
Reasumując, 7 osób określiło status swojej rodziny, 3 z nich określiły swój standing finansowy jako bardzo dobry, poza tym dwie osoby ( 2795 i 2883 ) wyraziła opinie o statusie większości populacji żydowskiej w ich otoczeniu : w większości byli to bogatsi kupcy i przemysłowcy, a w drugiej relacji większość to byli przedsiębiorcy, przemysłowcy i rolnicy. Jedna osoba ( syn rolnika -929 ) określił swoje warunki bytowania jako ciężkie.
E- data przybycia do obozu
Maj 44 : = 7 osób: 4, 10, 15x2, 20, 24, i 28 maja 44
Czerwiec-44: = 3 osoby: 10, 14 i czerwiec bez podania daty
Nieokreślony: = 6 osób –data nie podana, 9 m-cy, 8 m-cy, 7 m-cy, 4 m-cy, 4 tygodnie
F- data ewakuacji z obozu
Październik 44 = 1 osoba, przekazana na Wolfsberg
Grudzień 44 = 1 osoba, ( 20-12-44 ) ewakuowana via Wustegiersdorf do Flosenburga
Styczeń 45 = 1 osoba, ( 1-01-45 ) ewakuowana do Schlossenberg( 3 dni )
Luty 45 = 7 osób ( 12, 15x3, 18, dzień nie podany 02-45 ) w tym 6-ciu ewakuowanych do Flossenburga , jedna ( 02-45 ) przekazana o Dornhau
nie określono = 6 osób –data nie podana, 9 m-cy, 8 m-cy, 7 m-cy, 4 m-cy, 4 tygodnie w tym 4 osoby ewakuowane do Flossenburga
Pozostawiono na miejscu = 0; chorych i słabych przekazano do Dornhau i Schotterwerku. 1641 podaje ,że lżej chorych wysłano do Nordlager, ( ustalić , który to obóz –przyp. mój )
Nr 73 był przekazany do Hausdorf, nr 187 został przekazany w lutym 45 jako chory do Dornhau i przeżył. 647 został przekazany w październiku 44 na Wolfsberg i potem wraz z nimi ewakuowany. Latem roku 44 ( prawdopodobnie lipiec 44 ) – pierwsza osoba z obozu Erenbusch ( 2265 ) została wywieziona do Flossenburga , tam spędziła 9 miesiecy, pracując w magazynie cementu, w tunelu i przez ostatnie 3 m-ce, gdy był już słaby- w kuchni.
20-12-44 zanotowano pierwszą część ewakuacji via Dornhau i Wustegiersdorf. 1-01-45 następna osoba była ewakuowana do Schlossenberg. Zasadnicza ewakuacja nastąpiła w lutym 45 i podawane są daty 12-ty, 15-ty, 18-ty. Wszystkie do Flossenburga. Kiedy rozpoczęła się ewakuacja 15-02-45, obóz Erlenbusch liczył tylko 250 ludzi i taka liczba internowanych wzięła udział w ewakuacji do Flossenburga w tym dniu. Potwierdza to stopniową ewakuację obozu . Inna relacja ( 1799 ) z tej ewakuacji mówi : „W całej okolicy było 40 obozów, my szliśmy w 2500 ludzi” , co potwierdza, że ewakuowani z Erlenbusch byli dołączeni do innych obozów. Relacja 2469 potwierdza, ze w pewnym zakresie to więzień decydował, czy idzie na ewakuację, czy zostaje na miejscu : „Prawdą jest, że ostrzegali chorych ,żeby nie iść na pieszą ewakuację, ale oni bali się, że słabi pójdą do krematorium i szli z nami na piechotę, więc umarli”. Relacja 2672 dotycząca ewakuacji 12-02-45 mówi: „ byliśmy łącznie 240 pracowników. .. pracowaliśmy tylko w nocy. ..Ewakuację rozpoczęliśmy na wiosnę. Inne obozy dołączyły i w związku z tym szło razem ponad 5000 osób „. Może to świadczyć o tym, że12-tego i 15-tego lutego 45 mogły to być osobne ewakuacje , a wszystkie komanda obozu mogły nawet nie wiedzieć wzajemnie o swoim istnieniu . 2883, ewakuowany dnia 18-02-45 podaje, że z Erlenbusch wyszło 500 internowanych, podróż do Flossenburga przeżyło 200-220 osób, w Offenburgu zostało już tylko ok. 35 osób, a w Donaueschingen, zostało przy życiu tylko 14 Żydów ( z Erlenbusch ) , inni żywi, byli to Rosjanie i Polacy. To oznacza, że do obozu Erlenbusch musieli w tym czasie dochodzić „nowi” więźniowie z zewnątrz, przypuszczalnie z obozów położonych na wschodzie. Wstrząsającą jest relacja 15-latka, ( 73 ) który pracował potem we Flossenburgu w krematorium .
G- zadania
73- Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, którą zbudowaliśmy .
187- Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, potem budowaliśmy inne betonowe baseny, przy rozładunku kamieni, itp. Kamienie wyładowywalismy z wagonów do betonowego basenu i stamtąd były zabierane do miejsca budowy fortyfikacji. Po ustanowieniu magazynów cementu wykonywano podobną procedurę przeładowywania z cementem, było to prowadzone w małych lorach i cement był przewożony 4-5 km stąd, do miejsca , gdzie był używany do budowy. To było na pewnej górze.
647- Prace polegały na budowie budynku stacji. Praca trwała dwanaście godzin dzienie
929- Na początku pracowałem na budowie, potem w kuźni. …Praca trwała od 6 rano do 6 wieczór.
1203- Pobudka była rano, o wpół do piątej , o wpół do szóstej wychodziliśmy do pracy. Pracowałem na budowie. Na stację przychodziły wagony wypełnione węglem, piaskiem, cegłami, żelazem, wszystko przeładowywaliśmy na wagoniki kopalniane i przewozili do góry, gdzie była twierdza budowana. Kilka tygodni prowadziliśmy pracę w nocy , od 18 wieczorem do 6rano.
1225- Pracowaliśmy przy budowie dworca kolejowego , który został wybudowany , i przy elektrycznym okablowaniu , pracując po 12 godzin dziennie.
1614- Nasza praca była ciężka, ładowaliśmy wagoniki kopalniane, ładowaliśmy żelazo na wagony, a później wykonywaliśmy prace kamieniarskie… Pracowaliśmy 48 godzin przy projekcie budowy bunkra ( betonowanie? –przyp. mój ), potem mieliśmy 24 godziny odpoczynku . Jednakże w obozie nie pozwolili nam spać, ale musieliśmy wykonywac prace w obrębie obozu.
1644- Jak tylko przyjechaliśmy, zabrali nas do pracy. Zostaliśmy przydzieleni do budowy stacji kolejowej. Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie.
1799- gdzie budowaliśmy przez trzy miesiące dużą rampę przeładunkową. Po jej zakończeniu każdego dnia przyjeżdżało 160 wagonów z materiałami budowlanymi, które były wyładowywaane przez nas, byłem tam, kiedy koparki Schmierera wy - i załadowywały żwir. Budowa rampy przeładunkowej to była bardzo ciężka praca. .. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie.. Wolałem pracować na nocnej zmianie, bo nadzór nie był tak rygorystyczny. .. Bardzo wiely zemdlało w trakcie pracy i byli przynoszeni z pracy do obozu. Wzrosła także liczba wypadków śmiertelnych… Co druga niedziela była wolna , każdego dnia kolejne 15 mężczyzn odpoczywało , pracowaliśmy na dzienną i nocną zmianę.. Ci, co byli w komandach zewnętrznych mogli „ organizować”, za kradzież były kary odebranie jedzenia i baty.
2137- Praca była bardzo ciężka, zajmowaliśmy się pociągiem i konstrukcjami drewnianymi. Czas pracy wynosił 14-16 godzin ale również często pracował w nocy, na przykład, kiedy pociąg przyjechał trzeba było rozładować cement.
2265- a następnie zbudowaliśmy nowe bloki. Traktowanie było bardzo złe. Raz zostałem strasznie pobity, kiedy musialem wyjmować z nieczystości kamienie, ponieważ powiedziałem, że to powino być robione bez wchodzenia do tego. Lagerführer strasznie mnie pobił a na koniec musiałem brnąć po kolana w gnoju.
2351-Na budowie dworca kolejowego pracowałem nosiłem szyny na sobie, kiedy już nie mogłem, zostałem pobity. ... Potem zabrano mnie do szpitala. Tam wyzdrowiałem i wysłano mnie do innego obozu ( komanda? - przyp. mój ),
2469- Pracowaliśmy przy budowie kolei, gdy była gotowa, pracowaliśmy przy rozładunku. .. Lagerführer wprowadził wojskowy styl życia, wszędzie była wielka czystość. Kierownicy byli przyzwoici. Koleżeńska solidarność między nami była, to był czysty węgierski obóz. W okolicy było około 15.000 osób. Nasz Lager liczył 500 osób i był znany. Nasi byli najlepiej ubrani i wyposażone we wszystko co najlepsze. Lager był dobry dzięki naszemu kierownictwu.
2672-. Rozładowywaliśmy wagony, pracowaliśmy tylko w nocy.
2795- Zbudowaliśmy w lesie stację kolejową, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie.
2883-. Pracowaliśmy na dworcu kolejowym , w tunelu , przenosiliśmy szyny , było to bardzo ciężkie zadanie, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie.
Reasumując, 15 relacji wspomina pracę przy budowie :
stacji kolejowej-7 osób, betonowych basenów do przeładunku towarów masowych-1, rampy przeładunkowej-1, kolei-1, okablowania dworca-1, budowa nowych bloków-1, prace kamieniarskie-1, ogólnie na budowie-1, konstrukcji drewnianych – 1 osoba..
Prace przy rozładunku i transporcie materiałów wspomina 9 relacji : przeładunek węgla, piasku, cegły, żelaza R
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:04, 30 Sie 2013 Powrót do góry

Prace przy rozładunku i transporcie materiałów wspomina 9 relacji : przeładunek węgla, piasku, cegły, żelaza – 2, noszenie szyn-2, rozładunek-2, rozładunek kamieni-1, przeładunek żwiru-1, rozładunek cementu-1.
Dwie relacje wspominają pracę na kolei : praca na dworcu kolejowym-1 i zajmował się pociągami-1.
Jedna relacja mówi o pracy w tunelu, jeden usuwał kamienie z nieczystości,
Możemy powiedzieć, że zasadniczą funkcją obozu Erlenbusch było wybudowanie połączenia z siecią kolejową i zapewnienia dostaw materiałów budowlanych na teren budowy Riese w trakcie trwania projektu. Jedna relacja wspomina pracę trwającą 48 godzin, pewnie było to w czasie betonowania dużej struktury betonowej. Zasadniczo praca trwała 12 godzin dziennie, 2 relacje wspominaja pracę tylko na nocne zmiany. Jedna relacja wspomina czas pracy 14-16 godzin i pracę do zakończenia rozładunku cementu. Jedna osoba potwierdza istnienie komand zewnętrznych obozu. Interesująca jest także wiedza, do jakich robót zostali użyci później ewakuowani więźniowie. Z 12 relacji, w których opisano ewakuację do Flossenburga cztery wspominają pobyt w Offenburgu , gdzie dwie osoby poświadczają pracę przy naprawach torów kolejowych w rejonie zbombardowanej stacji kolejowej. Jedna osoba poświadcza, że z Flossenburga jechali do Dresden do fabryki wagonów, ale została ona już zbombardowana przed ich przybyciem. Dwie relacje poświadczają pobyt w Krahvinkel , z których jedna podaje budowę kolejki. Dwie osoby poświadczaja pobyt w Leonberg, gdzie jedna osoba pracowała w fabryce, a druga w fabryce samolotów Messerschmitta. Pierwsza z tych oób pracowała potem na lotnisku w Kanaka k. Landau. Jedna osoba podała, że we Flossenburgu pracowała w magazynie cementu i w tunelu, a w końcu, gdy była słaba , to w kuchni. Większość znalazła zatrudnienie przy pracach związanych z koleją i transportem , jak w Erlenbusch. Mniejszość zatrudniono przy pracy dla lotnictwa . Jeszcze mniej w tunelu.
G-1 –droga do pracy
187- Po ustanowieniu magazynów cementu wykonywano podobną procedurę przeładowywania z cementem, było to prowadzone w małych lorach i cement był przewożony 4-5 km stąd, do miejsca , gdzie był używany do budowy. To było na pewnej górze.
H- najemca
I- wyżywienie
73- Każdego dnia 12 osób dostawało 2 kg chleba i był 1 litr zupy na osobę . Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, którą zbudowaliśmy .
929- Wyżywienie: kawa, zupa, 1 / 4 bochenka chleba, dodatek na chleb.
1225- Jedzenia nie było dużo, jednak z głodu nie umieraliśmy ,i byliśmy w stanie przeżyć.
1614- Jedzenia było bardzo mało. Dostawaliśmy tylko po 10 dkg chleba dziennie i raz dziennie gorący posiłek w miejscu pracy.
1644- Jako dzienny przydział wyżywienie dostawaliśmy ćwiartkę chleba i talerz zupy. Jeśli ktoś nie poszedł do pracy, otrzymał połowę dziennego przydzialu chleba i zupę w tej samej ilości .
1799- Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, racje żywnościowe były nastepujące: 30 dkg chleba, margaryna i dodatki, na obiad cienka zupa, nieco lepsza zupa wieczorem. Ponieważ mieliśmy węgierskiego starszego obozu, nie było tu zbyt restrykcyjnie. Ci, co byli w komandach zewnętrzmych mogli „ organizować”, za kradzież były kary odebranie jedzenia i baty.
2137- Wyżywienie było słabe i mało . Głównie dostawaliśmy zupę z jarzyn- dörgemüsét.
2265-. Jedzenia nie dostawaliśmy innego, tylko gorzką czarną kawę i raz na dobę po 10 dkg chleba i zawiesistą zupę. Wieczorem dostawaliśmy cienka zupkę, ale to była czysta woda. Czasami mogłem wymienić chleb na tytoń, lub margarynę na chleb.
2351- Żywności dziennie dostawaliśmy : 40 dkg chleba, 2 dkg margaryny i był kapuśniak . Byłem bardzo głodny, bo tam nie było możliwości „ organizowania „.
2469- Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba.
2672- Komendant był strasznym człowiekiem. Kradł nasze racje żywnościowe, które były i tak małe, tak więc głodowaliśmy. Ale później dostaliśmy nowego dowódcę, który dał nam jedzenie i traktował w sposób humanitarny.
2795- Racja żywnościowa była 50 dkg chleba dziennie, rano kawa, rzupa z brukwii, wieczorem znów była zupa z brukwii, trzy razy w tygodniu „dörgemüse”- zupa- krem z suszonych jarzyn .
2883-. Racja żywnościowa była 40 dkg chleba i 2 dkg masła, na obiad i kolację dawali ludziom prawie niejadalny posiłek gotowany z tłuszczem na odsolonej wodzie i bez smaku.

Reasumując, racje żywnościowe były zróżnicowane, pewnie według stanowiska pracy. Ci którzy nie pracowali, otrzymywali zmniejszone racje. Komanda zewnętrzne mogły „ organizować „ żywność , ale nie wszystkie. Były skargi na komendanta obozu i został wymieniony. 2672 ( który się skarżył, że komendant ich okradał z żywności ) podaje: W Erlenbusch, gdzie naprawdę ciężko pracowaliśmy od rana do nocy, bez przerwy na odpoczynek i na bardzo ubogim wyżywieniu , mimo to utrzymywaliśmy się przy życiu , a tylko dwóch z nas zmarło. Z 16-tu survivorów , 13 osób ustosunkowało się do kwestii żywienia w obozie. Dwie osoby ( w tym 2672 ) twierdzą , że były głodne
J- zakwaterowanie
187- W Erlenbusch , gdzie zostaliśmy następnie przeniesieni , zostaliśmy silnie zawszeni, i nie było żadnych urządzeń sanitarnych do mycia, nie ma ciepłej wody, aż do niedawna 4-5 tygodni byliśmy w tej samej bieliźnie. .. Spaliśmy po trzech na pryczach z siennikami wypełnionymi drewnianymi wiórami.
647- warunki satysfakcjonujące. Mieliśmy również możliwość utrzymania na bieżąco w czystości.
929- Po przybyciu do Erlenbusch zamieszkaliśmy w namiotach celtowych , spaliśmy po 25 osób w jednym na słomie na ziemi.
1203- Co druga niedziela była dniem wolnym . Chodziliśmy w jednej koszuli aż do października. Mogliśmy się myć. Początkowo były wszy, ale później je zwalczono
1225- tam umieszczono nas w namiotach celtowych , a później mieszkaliśmy już tylko w barakach. W celtach leżeliśmy na ziemi, jednak już wszystkie barakowi miały oddzielne prycze i mieliśmy po trzy koce.
1644- Spaliśmy w bloku na pryczach, po 2 osoby na pryczy z kocem.
1799- My mieszkaliśmy w celtowych namiotach , ponieważ baraki były jeszcze w budowie. Co trzy miesiące byliśmy dezynfekowani , zmiany bielizny nie było .
2137-. Po przybyciu zamieszkaliśmy w celtach , na zimę , zostaliśmy zakwaterowani w barakach.
2265- Umieścili nas w tekturowych namiotach ( Pappendekel ), było bardzo zimno, tak strasznie marzliśmy , bo nie było koców. Zaczęliśmy od tego, a następnie zbudowaliśmy nowe bloki.
2469- Lagerführer wprowadził wojskowy styl życia, wszędzie była wielka czystość.
2795-umieścili nas w namiotach z grubego kartonu ( celtach ) . Leżeliśmy na ziemi na drewnianych wiórach, mieliśmy koce.
2883-. Po przyjeździe wszyscy dostali po trzy koce, poszliśmy do bloku, to były małe namioty celtowe. Tam spaliśmy na ziemi po 20-tu, na drewnianych wiórach.
Reasumując, 11 osób odniosło się w swoich relacjach do kwestii zakwaterowania w obozie.
Na początku umieszczono ich w tekturowych celtach , gdzie leżeli na ziemi na warstwie wiórów drewnianych po 20-25 osób, dostali po 3 koce. Na zimę przeniesiono ich do baraków, gdzie na pryczach z siennikami wypełnionymi wiórami drewnianymi spało po 2- 3 osoby , mieli koc. Co trzy miesiące byli dezynfekowani, zmiany bielizny nie było. Na początku nie było można się umyć i pojawiły się wszy, ale potem doprowadzono wodę, można się było umyś i wszy zlikwidowano. Jedna osoba podkreśla czystość wymagana w obozie, jedna osoba skrży się, że było jej zimno z braku kocy. Większość uważała warunki zakwaterowania za satysfakcjonujące w danych warunkach.
K- traktowanie
73- Tam również tak nie bili.
187- SS byli bardzo surowi, wielu zostało pobitych, ale później złagodzili reżim. Specjalne celował w tym kapitan SS i strażnik SS, którzy nas Żydów bili w pracy aż do krwi , często po tym, jak niemiecki majster wcześniej się poskarżył. SS zostali zastąpieni przez ludzi Organizacji Todt. … Kto w obozie kombinował, z tego formalnie zdzierano skórę, tak był bity. Za przywłaszczanie sobie łupin ziemniaków odbierali rację żywnościową.
647- i nie mogę się skarżyć sposób, w jaki nas traktowano. Było dośyć surowe , ale nie nieludzkie, a jedzenie było odpowiednie i warunki satysfakcjonujące.
929- Na początku dostałem dużo bicia.
1203-. Mistrz mnie bardzo bił, bo nie byłem wystarczająco silny. Lageraltester dr Varadi był Żydem i nie pozwalał Capo bić więźniów . Ja byłem najmłodszy.
1225- Nadzorcy bili nas często, żołnierze niemieccy czasami
1614- Mieszkało tu 550 Żydów w przyzwoitym obozie… Koledzy nazwiskiem Dezso Lebovics i Eugene Klein uciekli z obozu . Dlatego wymierzono straszną karę. Żeby zapobiec ucieczkom okuli nas w nadgarstkach i kostkach i połaczyli naciągniętym drutem całą grupę. Tak więc wszyscy razem byliśmy złączeni . Taka połączona grupa liczyła 15 osób .. Jeśli chcieliśmy iść za potrzebą, na chwilę pozwalali opuścić łańcuch, ale jeśli nie wracało się w kilka minut, szczuli psów które biegły z powrotem do nas, co było niefortunne, bo w kilka minut mogły przegryźć gardła więźniów. Każdej nocy było 8-9 takich ofiar. Idący z nami SS powiedział: Jest 9-ciu półmartwych , ale cierpią wszyscy w obozie . ….
1799-. Ponieważ mieliśmy węgierskiego starszego obozu, nie było tu zbyt restrykcyjnie. Ci, co byli w komandach zewnętrzmych mogli „ organizować”, za kradzież były kary : odebranie jedzenia i baty. Dwóch uciekinierów wrócilo z własnej woli, zostali bardzo pobici i oznakowani literą A na odzieniu. W zimie pocięliśmy nasze koce na kamizelki i buty. W obozie byli tylko Węgry. Co druga niedziela była wolna , każdego dnia kolejne 15 mężczyzn odpoczywało , pracowaliśmy na dzienną i nocną zmianę . Wolałem pracować na nocnej zmianie, bo nadzór nie był tak rygorystyczny.
2137- Okrutnie nas traktowano. A od stałego głodu i ciężkiej pracy wielu ludzi zginęło. Chorych wywieziono do innych obozów, nie wiemy, co się z nimi stało .
2265- Traktowanie było bardzo złe. Raz zostałem strasznie pobity, kiedy musialem wyjmować z nieczystości kamienie, ponieważ powiedziałem, że to powino być robione bez wchodzenia do tego. Lagerführer strasznie mnie pobił a na koniec musiałem brnąć po kolana w gnoju. Po 4 tygodniach wywieziono mnie do Flossenburga.
2351- Bardzo nas bili . Byli tacy, którzy zostali tak pobici , że przynosili ich na noszach.
2469- Lagerführer wprowadził wojskowy styl życia, wszędzie była wielka czystość. Kierownicy byli przyzwoici. Koleżeńska solidarność między nami była, to był czysty węgierski obóz. … Nasi byli najlepiej ubrani i wyposażeni we wszystko co najlepsze. Lager był dobry dzięki naszemu kierownictwu.
2672- Komendant był strasznym człowiekiem. Kradł nasze racje żywnościowe, które były i tak małe, tak więc głodowaliśmy. Ale później dostaliśmy nowego dowódcę, który dał nam jedzenie i traktował w sposób humanitarny.
2795- Na początku zostałem pobity przez nadzorcę w pracy , a następnie to znikło , ponieważ dowódca wojskowy nie pozwolił na to.
2883- Niemieccy majstrowie nas bili , bez żadnego powodu, czy ktoś pracował, czy nie.

Trzy relacje są zgodne, że pierwszy komendant obozu traktował więźniów gorzej niż drugi. Panują rozbieżne oceny co do porządków i traktowania w obozie, większość podkreśla bicie , mniejszość dostrzega cechy pozytywne systemu. Jedna z relacji twierdzi, że w obozie zginęły tylko dwie osoby, co wydaje się mało prawdopodobne. Jedna osoba ( 187) twierdzi, że w obozowym ambulatorium zmarło tylko 12 osób. Karane było „ organizowanie „ ,jedna osoba twierdzi, że komanda zewnętrzne mogły „organizować „ żywność, jedna osoba jest dumna z organizacji , panującej w obozie ( 2469 ). Dwaj ucieczkowicze , którzy powrócili z własnej woli do obozu, nie zostali zabici . Osoba, która miała zatarg z Lagerfuhrerem ( 2265 ) została tylko w miesięcznym trybie przekazana do Flossenburga, gdzie przeżyła . Reasumując, na tle innych obozów ten wydaje się wystawać in plus. Za tym świadczy także wyższy odsetek survivorów: 16 relacji na 600 internowanych.
L- opieka medyczna
73- Poszedłem do lekarza po biciu. Przyjęto mnie słowami , „najpierw chcesz uciekać a teraz przychodzisz po pomoc!” I trzy dni leżałem bez pomocy medycznej, ale tylko na brzuchu mogłem się położyć. Widząc, że zakażenie krwi stanowi zagrożenie, przekazali mnie do szpitala, gdzie po trzech tygodniach leczenia wyzdrowiałem i wróciłem do pracy.
187- Mieliśmy małe ambulatorium, gdzie pracował lekarz z Pesztu, za jego sprawą mogła tam się leczyć cała wieś. Zastępował on tam dr Fischera z Báscka, który był bardzo uporządkowany i pod jego nadzorem w sumie było tylko dwanaście przypadków śmierci, walczył do o każdego chorego, a nawet lżej chorym dawał okres odpoczynku aby wydobrzeli. Lagerfuhrer czynił mu ze swojej strony wiele trudności.
929- Do 15 lutego 1945 byłem tu z moim ojcem, ale potem został oddzielony od mnie i pozostał z chorymi i słabymi , a ja poszedłem z transportem pracy .
1614- A chorych po prostu zastrzelono. Lżej chorych wysłano do Nordlager , do Schotterwerk gdzie zamrożono tych biednych ludzi, bo mieli tylko jeden koc.
2137- Chorych wywieziono do innych obozów, nie wiemy, co się z nimi stało .
M- śmiertelność w obozie
187- Zastępował on tam dr Fischera z Báscka, który był bardzo uporządkowany i pod jego nadzorem w sumie było tylko dwanaście przypadków śmierci
1225- krematorium nie było ( w Erlenbusch-przyp. mój )
1614- A chorych po prostu zastrzelono.
1799- Wzrosła także liczba wypadków śmiertelnych.
2137- A od stałego głodu i ciężkiej pracy wielu ludzi zginęło.
2672- W Erlenbusch, gdzie naprawdę ciężko pracowaliśmy od rana do nocy, bez przerwy na odpoczynek i na bardzo ubogim wyżywieniu , mimo to utrzymywaliśmy się przy życiu , a tylko dwóch z nas zmarło.

Reasumując relacje specyfikujące zagadnienie ilościowo, sumaryczne straty ludzkie w obozie Erlenbusch mogły być względnie małe, rzędu kilkudziesięciu osób w sumie.
N- przekazanie z/do innego obozu
73- po czterech miesiącach przekazany do Hausdorf
187- Przyszedł (06-44 ) z Waldenburga. Przekazano go w lutym 45 do Dornhau, tam był do wyzwolenia.
647-Przekazany ( 10-44 ) na Wolfsberg.
1644, Ewakuowany z Erlenbusch 20-12-44 via Wustegiersdorf ( 21-22-12-44), Dornhau- 1 dzień, przez Czechy - 8 dni do Flossenburga- 1 dzień,
2672, Przyszedł do Erlenbusch z Dornhau14-06-44 , gdzie był 4 dni.

Pozostali przyszli wprost z Auschwitz i zostali ewakuowani do Flossenburga.
O- liczebność obozu
187- Stan obozu był był 600 ludzi .
929- To był mały Arbeislager było w sumie 600 więźniów
1225- Obóz pracy w Erlenbusch był bardzo małym obozem, mieszkało tam w sumie 550 osób,
1614- Mieszkało tu 550 Żydów w przyzwoitym obozie.
1799- W całej okolicy było 40 obozów, my szliśmy w 2500 ludzi ,( ewakuacja 15-02-45- przyp. mój ),
2137- Pracowało tu 600 węgierskich Żydów .
2469- W okolicy było około 15.000 osób. Nasz Lager liczył 500 osób i był znany. Nasi byli najlepiej ubrani i wyposażone we wszystko co najlepsze. Lager był dobry dzięki naszemu kierownictwu.
2672- To był mały obóz, byliśmy łącznie 240 pracowników. ( pracował wyłącznie w nocy-czy tyle liczyła nocna zmiana?-przyp mój )

Reasumując, był to 500-600 osobowy obóz, z czego prawie połowa pracowała na nocnej zmianie
P- wyzwolenie i przeżywalność
1203- Było tam razem ok. 5000 ludzi, rano było 50-60 martwych ( po nocy w stajni na ewakuacji pieszej –przyp. mój )
2883-( ewakuacja 18-02-45- przyp. mój ). Kiedy wyszliśmy z wagonów, z 500 mężczyzn przeżyło tylko ok. 200-220 ( we Flossenburgu –przyp. mój ). Z Erlenbusch wyszło na ewakuację 500 więźniów a tylko ok. 35 pozostało ( w Donaueschingen- przyp. mój ) . ( Przed wyzwoleniem – przyp. mój ) Żydów zostało tylko 14 , inni to Rosjanie i Polacy.
Reasumując, więżniowei obozu wyginęli po ewakuacji, pozostało kilkanaście osób, które pozostawiły relacje.
Q- zapis dot obozu
73,M, ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 4 dni ) Erlenbusch (4 miesiące ), Hausdorf ( 6 tygodni ), Schweidnitz (3 tygodnie ), Breslau-(3 miesiące ), Flossenburg (3-m-ce ), Wien (1mc ), Hamburg (1mc), Dresden ( 2 m-ce), Theresienstadt- do wyzwolenia.
W Ökörmezőn mieszkało wiele zamożnych rodzin żydowskich. Moi rodzice byli kupcami handlującymi drewnem. Byli bogaci. … Tak minęły cztery dni . Zawieźli nas pociągiem do Erlenbusch. W wagonie podróżowało 90 osób. Tam mieliśmy stosunkowo dobrze. Dostaliśmy jedzenie. Każdego dnia 12 osób dostawało 2 kg chleba i był 1 litr zupy na osobę . Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, którą zbudowaliśmy . Tam również tak nie bili. Tylko wtedy, gdy nowy Lagerführer przyszedł, zaopatrzenie się pogorszyło. Gdy Rosjanie podeszli , zabrali nas do Hausdorf. Tam porządkowaliśmy ruiny zbombardowanej stacji . I pracowałem z moim ojcem. Dziesięciu pracowników dostawały jeden bochenek chleba, dla nie pracujących jeden bochenek był na dwudziestu. Gdy Rosjanie przybliżyli się, zabrali nas jeszcze dalej. Tak dostaliśmy się do Schweidnitz. Tam pracowałem w fabryce, zawsze z moim ojcem. Wyżywienie było słabe. Trzy SS pilnowali nas, jeden był zły. Oddawał nasze jedzenie ludności cywilnej mówiąc , że „nicht brauchen Juden więc viel zu fressen- Żydzi nie potrzebują tyle jeść „.Kiedyś tata w Schweidnitz spróbował próby ucieczki z Amerykanami. Zostaliśmy złapani. Prosiłem, aby nas nie rozłączać, jestem młody, i chcę żyć. Powiedziałem, że jestem chłopakiem , i niewiele jem. Mój tata nawet powiedział, że przyszedł do mnie, bo nie chce, żebym był sam. W końcu dostałem 125 uderzeń kijem. Przez dwa tygodnie nie mogłem później siedzieć . Mój tata mnie tak nie bił, przepraszam, może dlatego, że miał 57 lat. Poszedłem do lekarza po biciu. Przyjęto mnie słowami , „najpierw chcesz uciekać a teraz przychodzisz po pomoc!” I trzy dni leżałem bez pomocy medycznej, ale tylko na brzuchu mogłem się położyć. Widząc, że zakażenie krwi stanowi zagrożenie, przekazali mnie do szpitala, gdzie po trzech tygodniach leczenia wyzdrowiałem i wróciłem do pracy. Wtedy mój tata był bardzo słaby. Z Amerykanami zabrali nas do Breslau. Nie było pracy z powodu ciągłych bombardowań, to nie było warte pracy. Rano, Rano o 4-tej była pobudka i apel dla policzenia stanu. Jeśli nie padało i nie było złej pogody, apel trwał godzinami, i mówiono, że powinien zostać przedłużony. Codziennie na osobę było pół litra zupy, 1 kg chleba na dwunastu – raz na tydzień do 10 dni - trochę kiełbasy. Ja tu trochę przyszedłem do siebie , bo nie było pracy. Kiedy Rosjanie byli coraz bliżej od nas, wyruszyliśmy w kierunku Flossenburga. Poszliśmy pieszo. Po drodze mój tata był bardzo słaby, ledwo mógł iść. Ci, którzy nie mogli już iść, byli ciągnięci za szyję i nogi, dopóki żyli. Potem tam zostawiali na drodze. Dlatego musieli nas odłączyc od towarzyszamy. Wlokłem tak trzy osoby. Mój tata nie pozwolił się przeciągnąć na drodze - krzyknąłem, prosiłem, żeby go tak nie traktowali. Chcieli go dobić strzałem. Prosiłem, żeby tego nie robili. I powiedzieli mi, że musi umrzeć, bo nie może iść dalej. I obiecałem go wziąć plecy. Jakoś ułaskawili go i poszliśmy dalej. Trzy kilometry przed Flossenburgiem powiedział: „Jestem chory Sulikám „ - w domu zawsze nazywali mnie Sulikám - Wziąłem go na plecy i poszedłem dalej, ale byłem w stanie go nieść tylko pół kilometra. I byłem już zbyt słaby, ponieważ jedzenie dawałem mojemu ojcu tak, aby lepiej sprostać marszowi. Niemcy powiedzieli , żebym się tak nie dręczył „ Du machst dich auch kaput – doprowadzisz do śmierci także siebie”. Ja tylko starałem się utrzymywać, ale nie mogłem. Zdjęto mi go pleców i zabrał ok.. 20 kroków. Zastrzelili go. Nawet powiedział: „Smai Jíszroél.” Zabili go strzałem w głowę. Pozwolili mi pozostać przy ciele ojca przez 5 minut. Płakałem i opłakiwałem, - a następnie poszedłem do Flossenburga. We Flossenburgu pracowałem w krematorium. Pracowało tam dwunastu młodych chłopców jak ja. Przywożono sześciu zmarłych i sześciu wkładaliśmy w ogień. Otwieraliśmy właz pieca wrzucaliśmy zwłoki. Podczas spalania zwłoki nieco puchły - jak w przypadku spalania papieru - członki były w ruchu, a następnie całe ciało obejmował ogień. To nie do oglądania. Przyzwyczaiłem się. W piecu mieściło się 36-ciał. Pewnego dnia spaliliśmy również 300 zwłok. Spaliłem jednego mojego przyjaciela z Ökörmezőn, Joela Landaua. Na obiedzie byliśmy jeszcze razem przy stole, twierdził , że jest słaby. Zachęcałem go do wytrwania , gdyż fronty nadchodza ito nie może trwać długo, aż nas uwolnią. Następnie udałem się do toalety, kiedy wróciłem, leżał martwy na podłodze. Wrzuciłem go w ogień, ale nie chciałem patrzeć na palenie. Palenie transportu trwalo dwie i pół godziny. Zapach był okropny. Co dwanaście dni piec odstawiano do czyszczenia z popiołu po spaleniu. W tym czasie piec był jeszcze strasznie gorący i pełny dymu. Tu musieliśmy oczyszczać piec z popiołów naszych braci, przyjaciół . Zwykle było dość jedzenia w krematiorium, ale nie mogłem jeść, byłem raczej słaby. Z Flossenburga dostałem się do Wiednia . Po drodze spotkaliśmy węgierskich żołnierzy Strzałokrzyżowców , którzy ubrani byli w uniformy SS. Zapytaliśmy ich o wodę . Nie dali nam. We Wiedniu umieszczono nas o 2 km od miasta w pasterskiej szopie. Pracowaliśmy w lesie. Codziennie dostawaliśmy bochenek chleba na dziesięciu - był to mały chleb żołnierski - i 1 litr zupy. Kilka tygodni później przybyliśmy do Hamburga, gdzie pracowaliśmy w lesie i mieliśmy takie same racje żywnościowe . Z Hamburga przyszliśmy do Dresden, gdzie pracowaliśmy przez osiem tygodni. Porządkowalismy ruiny stacji, wyżywienie było bardzo słabe. Podczas pracy zostaliśmy ofiarami ataków bombowych. Było 34 zabitych ,ja byłem ciężko ranny z 35-cioma innymi. Leżałem sześć tygodni, pojechałem do szpitala SS , gdzie dobre rzeczy były i dostawałem takie same racje , jak ranni przywiezieni z frontu przez SS. Stamtąd udaliśmy się na piechotę doTheresienstadt. Umieścili nas w getcie. Pracy nie było. Dostawaliśmy bochenek chleba na czterech i dwukrotnie zupę na dzień. Pewnego dnia do bramy przyszedł rosyjski kapitan. Cieszyłem się, były ogromne emocje. Powiedziałem mu, że tu są Żydzi, przyszedł do nas. Znam rosyjski ,i zacząłem krzyczeć, że jesteśmy głodni, żeby dali jedzenie. Dali mi jeść, otworzyli bramy, byliśmy wolni.
187, M, pracownik fabryki wytwarzającej pily ur. 1917, lat 28, Auschwitz ( 11do15-05-44 ),Wałbrzych G/Śl(16-05-44- 2 tygodnie) , Erlenbusch ( do 02-45), Dornhau (od lutego 45 do wyzwolenia 8-05-45).
W Erlenbusch , gdzie zostaliśmy następnie przeniesieni , zostaliśmy silnie zawszeni, i nie było żadnych urządzeń sanitarnych do mycia, nie ma ciepłej wody, aż do niedawna 4-5 tygodni byliśmy w tej samej bieliźnie. W zimie było bardzo zimno. Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, potem budowaliśmy inne betonowe baseny, przy rozładunku kamieni, itp. Kamienie wyładowywalismy z wagonów do betonowego basenu i stamtąd były zabierane do miejsca budowy fortyfikacji. Po ustanowieniu magazynów cementu wykonywano podobną procedurę przeładowywania z cementem, było to prowadzone w małych lorach i cement był przewożony 4-5 km stąd, do miejsca , gdzie był używany do budowy. To było na pewnej górze. Spaliśmy po trzech na pryczach z siennikami wypełnionymi drewnianymi wiórami. SS byli bardzo surowi, wielu zostało pobitych, ale później złagodzili reżim. Specjalne celował w tym kapitan SS i strażnik SS, którzy nas Żydów bili w pracy aż do krwi , często po tym, jak niemiecki majster wcześniej się poskarżył. SS zostali zastąpieni przez ludzi Organizacji Todt. Pewnego dnia po Jom Kippur była selekcja, wybranym zabrano ubrania, pozostawiając tylko kurtkę , spodnie i chodaki drewniane, poszli do łaźni , a następnie ich zabrano, mówiono,że do Auschwitz. Mieliśmy małe ambulatorium, gdzie pracował lekarz z Pesztu, za jego sprawą mogła tam się leczyć cała wieś. Zastępował on tam dr Fischera z Báscka, który był bardzo uporządkowany i pod jego nadzorem w sumie było tylko dwanaście przypadków śmierci, walczył do o każdego chorego, a nawet lżej chorym dawał okres odpoczynku aby wydobrzeli. Lagerfuhrer czynił mu ze swojej strony wiele trudności. Kto w obozie kombinował, z tego formalnie zdzierano skórę, tak był bity. Za przywłaszczanie sobie łupin ziemniaków odbierali rację żywnościową. Stan obozu był był 600 ludzi .
647,M, furman ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 7do12-05-44 ), Erlenbusch ( 10-05-44 do pocz. 10-44), Wolfsberg, ( pocz. 10-44 do pocz. 01-45 ), Ebensee ( 10-01-45 do pocz. 05-45 ).
W Erlenbush obóz początkowo mieścił się w namiotach . Następnie doprowadzono nas dopracy. Prace polegały na budowie budynku stacji. Praca trwała dwanaście godzin dzienie i nie mogę się skarżyć sposób, w jaki nas traktowano. Było dośyć surowe , ale nie nieludzkie, a jedzenie było odpowiednie i warunki satysfakcjonujące. Mieliśmy również możliwość utrzymania na bieżąco w czystości. Ja pracowałem w Erlenbusch do października, a potem zostałem przekazany z transportem pracy na Wolfsberg.
929, M, robotnik rolny ur 1925 , lat 20, Auschwitz ( 13-15-05-44), Erlenbusch (20-05-44 do 15-02-45), Flossenburg (15-02-45 do 15-03-45), Leonberg (18-30-03-45).
Mój ojciec był rolnikiem, mieliśmy bardzo ciężkie życie. ….. Zostaliśmy następnie poddani kwarantannie a po trzech dniach dostaliśmy się do transportu pracy . W wagonie było tylko 50 osób , w drodze jednak nas bardzo pobili . Po przybyciu do Erlenbusch zamieszkaliśmy w namiotach celtowych , spaliśmy po 25 osób w jednym na słomie na ziemi. Wyżywienie: kawa, zupa, 1 / 4 bochenka chleba, dodatek na chleb. Na początku pracowałem na budowie, potem w kuźni. Była to bardzo ciężka praca, natomiast jedzenie było nieco lepsze. Praca trwała od 6 rano do 6 wieczór. Na początku dostałem dużo bicia. To był mały Arbeislager było w sumie 600 więźniów, rano, w południe i wieczorem był apel. Do 15 lutego 1945 byłem tu z moim ojcem, ale potem został oddzielony od mnie i pozostał z chorymi i słabymi , a ja poszedłem z transportem pracy. Szliśmy sześci dni a na drogę dostaliśmy po bochenku chleba, po drodze na kwaterze dali nam po 6-7 kawałków ziemniaków. Na szósty dzień załadowali nas na pociąg, wtłoczeni po 110 –ciu w wagonie jechaliśmy pięć dni. Nie było powietrza, nie moglimy usiąść, a wielu zmarło w drodze. Przybyliśmy do Flossenburga, to był obóz rozdzielczy , byliśmy tam cały dzień. Wielu ludzi było tak osłabionych , że padali jeden po drugim . Tu również było krematorium. Poszliśmy z transport i po trzech dniach przyszliśmy do Leonberg (koło Stuttgartu). To było bardzo trudna podróż , byliśmy po 65 osób w wagonie, ale w drodze nie dostaliśmy jeść , byliśmy strasznie słabi. W obozie pracy Leonberg tydzień pracowaliśmy w fabryce, stąd dostaliśmy się do Kaufering(koło Monachium), tu tylko cztery dni robocze pracowaliśmy , a następnie zostaliśmy przeniesieni do Kanaká (koło Landau), tam tylko dwa tygodnie pracowaliśmy na lotnisku. Uciekłem po całym dniu podróży, i zostałem zatrzymany wraz z 11-toma Żydami w pewnej stodole przez żołnierzy SS, potem aresztowany przez niemiecką policję, przebywałem tam przez trzy dni, po czym niemiecka policja wydała mnie niemieckiemu chłopu , ale już w dniu 1 maja zostałem wyzwolony. W Amsdorf byłem chory przez trzy tygodnie, i jeszcze spędził kilka tygodni i wtedy wróciłem do domu transpotem przez Brno.
1203, M, uczeń ur 1929, lat 16, Auschwitz ( 5 dni ),Erlenbusch (7 miesięcy ), Flossenburg ( 4 tyg), Offenburg (2 dni ) Flossenburg (kilka dni ).
Getto Użgorod zostało deportowane do Auschwitz. … Po 5-ciu dniach wywieziono mnie do Erlenbusch. To był obóz pracy . Pobudka była rano, o wpół do piątej , o wpół do szóstej wychodziliśmy do pracy. Pracowałem na budowie. Na stację przychodziły wagony wypełnione węglem, piaskiem, cegłami, żelazem, wszystko przeładowywaliśmy na wagoniki kopalniane i przewozili do góry, gdzie była twierdza budowana. Często byłem na revierze bo ta praca była dla mnie ciężka. Mistrz mnie bardzo bił, bo nie byłem wystarczająco silny. Lageraltester dr Varadi był Żydem i nie pozwalał Capo bić więźniów . Ja byłem najmłodszy. Co druga niedziela była dniem wolnym . Chodziliśmy w jednej koszuli aż do października. Mogliśmy się myć. Początkowo były wszy, ale później je zwalczono. Kilka tygodni prowadziliśmy pracę w nocy , od 18 wieczorem do 6rano. 18-01-45 rozpoczęliśmy ewakuację do Flossenburga . Szliśmy pieszo przez cztery dni. W jeden dzień dostaliśmy po kilka ziemniaków, w inny dzień nic. W nocy upchnięto nas na miejsce, gdzie mucha nie mogłaby się ruszyć . Chciałem iść w nocy za potrzebą . I walczył dwie godziny, aż dotarłem do drzwi, ale już nie mogłem wrócić, stałem na zewnątrz przez całą noc. I ludzie musieli się w końcu pobrudzić, ponieważ nie mogli wyjść z pomieszczenia. Powietrze było straszne. Było tam razem ok. 5000 ludzi, rano było 50-60 martwych . Załadowano nas do pociągu następnego dnia , po. 120 osób upchnięto w wagonie. Każdy dostał bochenek chleba i pjechaliśmy 7-8 dni. Chleby jednak nie zostały rozdzielone, ale po prostu wrzucili je do wagonu, więc nie było dla każdego. Woda nie dali . Nisko lecące samoloty amerykańskie ostrzelały pociąg, ale kiedy wystawiliśmy pasiak, nie było więcej strzałów na nas. Wiele osób zginęło po drodze. W końcu byliśmy zadowoleni, bo wagon miał twardą podłogę, a na zwłokach można było siedzieć bardziej miękko. We Flossenburgu pobudka była o wpół do piątej rano, oznajmiana gwizdkiem. Nie mieliśmy czasu, aby wyciągnąć buty, bo bili nas po głowach, jeżeli nie byliśmy obecni w następnych kilku chwilach na apelu . Musieliśmy stać godzinami na otwartym powietrzu (był luty), ubrania, które mieliśmy i koszule były poszarpane. Jeżeli ktoś ubrał płaszcz lub sweter to bili. Zdejmowali koszulki aby zobaczyć, czy coś cieplejszego jest pod spodem. Nie mieliśmy butów, tylko szmaty. Chorych, którzy usilowali pozostać na bloku, tych blokowy bił. Blokowym był niemiecki skazaniec, morderca, o czym przypominał trójkat na jego ubraniu . Rano wydawali czarna kawę, o wpół do 10-tej gonili na posiłek i przynosili go chorym na blok. Co więcej, wiele razy w ciągu dnia byliśmy w kurtkach . Appel trwał 2-3 godziny każdego dnia, i musieliśmy stać na baczność. Kto się poruszył, był bity w głowę pałką gumową. Każdego dnia ginęło w ten sposób 8-10 zabitych.Na kolację dostawaliśmy 30 dkg chleba, i czarną kawę, ale ta była wyczerpany, gdy jeszcze połowa ludzi czekała. We Flossenburgu pracowaliśmy przez kilka dni. Praca była bardzo ciężka, ale jeżeli ktoś się poskarżył, że nie jest w stanie tego zrobić to został pobity przez Capo. Ci , co pracowali dostawali o 20 dkg więcej chleba dziennie. Po czterech dniach poszliśmy transportem do Offenburga. Tam byliśmy przez dwa dni . Kiedy na drugi dzień wychodzili rano do pracy, ja pozostałem na miejscu ze . 150 osobami. Zabrali nas do obozu na regenerację sił. Przez pierwsze trzy dni dostawaliśmy do jedzenia po 1 / 3 bochenka chleba (jest to 60 dkg), i margarynę. Wody nie dali. Po trzech dniach nie było już chleba. Następnie upchnęli nas w wagonie - pozostało tylko 120 osób ze 150 - i wyjechalismy. Jechaliśmy przez sześć dni, dostawaliśmy po 4-5 ziemniaków i około 1 / 2 litra wody dziennie. Wróciliśmy do Flossenburga, ale już tylko 50 osób było żywych w wagonie. Wszystkich pięćdziesięciu zabrano do szpitala . Red Cross zabrał nas z wagonu na samochód i wziął nas do do obozu. Tydzień byłem w szpitalu jak chry i prawie pół nagi i wyczerpany leżałem w zimną noc. Bardzo płakałem gdy wyprowadzano mnie do umywalni. Rano o 4-tej wywieziono wszystkich Żydów przebywających w obozie we Flossenburgu – byłoto -około 2000 ludzi - i załadowali nas na wagony. Dali nam po 1 / 6 bochenka chleba , wody nie dali. Nagle, amerykańskie samoloty pojawiły się nad głową i zaczęły strzelać. SS wybiegli z wagonów, poukrywali się w bunkrach i zostawili bagaż. Chłopcy rzucili się na pakunki i wyjęli papierosy i chleb. Gdy SS wrócili , widząc, że bagaż został splądrowany i zaczęli szukać winnych. Zastrzelili każdego , u kogo znaleźli papierosy, wydali nam 1/12 zamiast 1/6 chleba, połowę dali SS-manom i odebrano nam równiez przydział margaryny , mimo, że margaryny żeśmy im nie kradli. Podróż trwała siedem dni. Pewnego poranka był nalot. Postrzelili w brzuch pewnego Capo, który na mnie leżał i potem umarł, nigdy nie zdarzyło mi się, coś takiego . Zabitych było około 50-ciu tego dnia. Przyjechaliśmy do Schwarzenfeld i natychmiast poszliśmy dalej o 22 km do Neuburg – o trzech surowych ziemniakach. Dotarliśmy tam w nocy. Siedzieliśmy całą noc w lesie, było bardzo zimno. Byli tacy, którzy nie mogli jeść surowych kartofli i zapalili ogień,i próbowali je upiec, ale SS nie pozwolili im. Tych, którzy byli słabi, natychmiast zabijali strzałem. Następnego dnia zabrali tych, którzy mogli iść. Chcieli dac kartofle , ale tak wielki był ścisk i pośpiechu, że za karę nie dali nic. Zabrali nas do lasu, byliśmy tam cały dzień. Chorzy dostali kawałek chleba i ziemniaków na osobę. Potem umieścił nas w wagonach i wywieźli do innego lasu. Tam wybrano zdrowych . Zgłosił się na ochotnika do chorych, bo myślałem, że chorzy będą dostawali jeść. Okazało się jednak, że chcą chorych zastrzelić. Bardzo się bałem, zacząłem krzyczeć, że „Ich kann auch Laufen- ja mogę także biegać”, powiedzieli, żeby pokazać. Trudno mi było stanąć na nogi, ale zacząłem biegać zdumiewające. Pozwolili mi odejść. O zmierzchu przynieśli koszyk ziemniaków, oczywiście, każdy biegł, więc esesmani strzelali do nas. Należało iść według linii, jeśli linia została przekroczona, zawsze strzelali. Zabili 20-30 osób. Było nas około trzydziestu, których nie zabili . Później przyszedł straszny deszcz. Miałem już dwie kurtki , Zorganizowałem dla siebie nową kurtkę , bo moja była już stara, ale obie były tak mokre, że nawet koszula była pełna wody. Sformowaliśmy szyk, zaczął padać deszcz a my wyruszyliśmy . Ludzie zaczęli padać w trakcie marszu. Na każdych pięciu krokach leżał jednen martwy. Krzyczeli, że będą strzelać do leżących , ale nikt nie troszczył się o innych ( tekst niepewny-przyp. mój ). Czułem, że nie mogę iść dalej. Uciekłem .Powlokłem się do najbliższej wioski, domu. Były tam trzy pudła i torby. Myślałem, że oto one stworzone zostały przez Boga dla mnie. Spałem przykryty workami. Nie spałem jdnak długo, ponieważ było strasznie zimno. Poszedłem dalej. Przechodzilem z podwórka na ogród, zwierzęta się obudziły, psy szczekały. W końcu zobaczyłem otwartą szopę , podszedłem i usiadłem na słomie. Było bardzo ciemno. Nagle słyszę wewnątrz przeżuwanie krowy. Poszedłem tam i znalazłem mały stołek do dojenia , usiadłem na nim i zasnąłem. Rano znalazł mnie gospodarz. Był to przyzwoity chłop, nie zrobił mi krzywdy. Dałem mu cztery złote zęby, które kiedyś zorganizowałem. Dał mi kawałek chleba, przykryty słomą. Powiedziałem mu, żeby zabrał mnie na strych , a ja tam będę, aż przyjdą Amerykanie, pokazał mi gdzie jest gorąca kawa i chleb. Następnego dnia dał mi również koszulę. Amerykanie przyszli około godziny 10-tej. Dostałem żywność w puszkach, czekoladę, papierosy i nowy koc. Zabrali mnie po południu do szpitala, gdzie w dwa dni potem stwierdzili u mnie tyfus. Byłem chory przez trzy tygodnie i pod opieką Amerykanów. Przy ich pomocy przez Pilzno, Pragę , wróciłem do do Budapesztu .Niechcę tu zostać, chcę wyjechać do Palestyny.
1225, M, urzędnik bankowy ur 1909, lat 36, Auschwitz ( 10do14-05-44 ), Erlenbusch ( 15-05-44 do 02-45 ), Flossenburg (15-02-45 do 27-02-45), Leonbergu (28-02-45 do 15-03-45 ), Kaufering ( 16-03-45 do 27-04-45 ).
Z wynagrodzenia urzędnika bankowego mogłem żyć dobrze. Ludności getta Beregszasz szacuje się na około 15.000. … a tu przebywałem tylko przez trzy dni , potem mnie zabrali do transportu pracy, ja zgłosiłem się na ochotnika jako elektryk. Podróż do Erlenbusch trwała cały dzień , tam umieszczono nas w namiotach celtowych , a później mieszkaliśmy już tylko w barakach. W celtach leżeliśmy na ziemi, jednak już wszystkie barakowi miały oddzielne prycze i mieliśmy po trzy koce. Jedzenia nie było dużo, jednak z głodu nie umieraliśmy ,i byliśmy w stanie przeżyć. Pracowaliśmy przy budowie dworca kolejowego , który został wybudowany , i przy elektrycznym okablowaniu , pracując po 12 godzin dziennie. Nadzorcy bili nas często, żołnierze niemieccy czasami . Obóz pracy w Erlenbusch był bardzo małym obozem, mieszkało tam w sumie 550 osób, krematorium nie było. Gdy Rosjanie byli 60 km od Breslau, my szybko poszliśmy do transportu i udaliśmy się pieszo do granicy z protektoratem Czech. Szliśmy przez siedem dni, kto nie był w stanie chodzić, został zastrzelony. Tylko półtora chleba dostaliśmy na drogę przez cały tydzień, a następnie załadowano nas do pociągu, po 95 osób w wagonie. Jechaliśmy pięć dni, i mieliśmy trzech zmarłych w wagonie, byliśmy razem bardzo stłoczeni i nie dostaliśmy jedzenia. Po pięciu dniach dojechaliśmy do Flossenburga (Bawaria) . W tym obozie bardzo głodowaliśmy, bili nas i wielu zginęło. W bloku mieszkalo 800-osób, czterech z nas spała na jednej pryczy, w ciągu dnia głównie przebywaliśmy na zewnątrz, nie zostaliśmy dopuszczani do bloków bo byliśmy bici, a poza tym, kradli nawet nasze jedzenie, starszymi blokowymi byli skazani za morderstwa. Tu nie pracowaliśmy i wkrótce wszyscy poszliśmy z transportem. Zostaliśmy wybrani jako pracownicy do Leonbergu, tu dostaliśmy się do fabryki samolotów Messerschmitta , tu traktowanie również było bardzo złe, ale w dwa tygodnie później - bo amerykańscy żołnierze byli tylko o 20 km od nas - nawet stąd nas zabrali. Częściowo na piechotę, a częściowo pociągiem, zrobiliśmy sześć dni podróży, aż osiągnęliśmy Kaufering, w okolicy Monachium. Tu głód osiągnął punkt kulminacyjny, otrzymywaliśmy 10-20 dkg spleśniałego chleba na dzień , nie byliśmy w stanie go jeść, i strasznie byliśmy głodni, jedliśmy tylko liście kapusty gotowane we wrzątku z dodatkiem tłuszczu . Każdego dnia szliśmy 10 km do miejsca pracy, pracowaliśmy na stacji przy rozładunku wagonów. Byliśmy strasznie głodni, bici i popędzani, słabliśmy , a przy tym tak ciężko pracowaliśmy. Wiele razy spaliśmy pod gołym niebem, na zimnym deszczu, nie było gdzie spać w barakach , tak wielu ludzi umierało. Zdrowych zabrali do Dachau , słyszałem, że po drodze wielu z nich zostało zastrzelonych. Ja pozostał jako chory w Kaufering, nie było już czasu aby nas wywieźć, oswobodziły nas wojska amerykańskie 27 kwietnia 1945. Trzy dni później przyszedłem do Hal shausen Lazzaretto, potem jeszcze do Lazzaretto Landsberg, a następnie czeskim transportem doszliśmy do Pilzna w Czechach i do domu.
1614, M. fryzjer ur 1924, lat 21, Auschwitz ( 1do8-06-44 ), Erlenbusch (10-06-44 do 1-01-45 ) Schlossenberg( 3 dni ) .
Tylko jeden brat został ze mną, ale zmarł wkrótce po wyzwoleniu. To był mój brat , który jako maszynista lokomotywy tam pracował przez 9 miesięcy, i była ze mną, ale był oddzielone od mnie, bo bracia nie mogli zostać razem. W Auschwitz przydzielono mnie do transportu pracy i zabrali mnie do Erlenbusch. Mieszkało tu 550 Żydów w przyzwoitym obozie. Nasza praca była ciężka, ładowaliśmy wagoniki kopalniane, ładowaliśmy żelazo na wagony, a później wykonywaliśmy prace kamieniarskie. Koledzy nazwiskiem Dezso Lebovics i Eugene Klein uciekli z obozu . Dlatego wymierzono straszną karę. Żeby zapobiec ucieczkom okuli nas w nadgarstkach i kostkach i połaczyli naciągniętym drutem całą grupę. Tak więc wszyscy razem byliśmy złączeni . Taka połączona grupa liczyła 15 osób . Tu pracowaliśmy na wzgórzu wysokości 400m. Jeśli chcieliśmy iść za potrzebą, na chwilę pozwalali opuścić łańcuch, ale jeśli nie wracało się w kilka minut, szczuli psóy które biegł z powrotem do nas, co było niefortunne, bo w kilka minut mogły przegryźć gardła więźniów. Każdej nocy było 8-9 takich ofiar. Idący z nami SS powiedział: Jest 9-ciu półmartwych , ale cierpią wszyscy w obozie . Jedzenia było bardzo mało. Dostawaliśmy tylko po 10 dkg chleba dziennie i raz dziennie gorący posiłek w miejscu pracy. Pracowaliśmy 48 godzin przy projekcie budowy bunkra ( betonowanie? –przyp. mój ), potem mieliśmy 24 godziny odpoczynku . Jednakże w obozie nie pozwolili nam spać, ale musieliśmy wykonywac prace w obrębie obozu. A chorych po prostu zastrzelono. Lżej chorych wysłano do Nordlager , do Schotterwerk gdzie zamrożono tych biednych ludzi, bo mieli tylko jeden koc. Kiedy w styczniu 45 Rosjanie posunęli się naprzód, wyruszyliśmy wszyscy w podróż bez celu. Byliśmy tylko 5-10 km od Rosjan. Później w zamkniętych wagonach towarowych wysłano nas do Pragi, jest zupełnie bez jedzenia. Czesi dali do wagonu chleba i kiełbasy, byli grzeczni wobec nas. Nigdy nie zapomnę co dla nas zrobili.
1644, M, krawiec ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 30-04do3-05-44 ), Erlenbusch (4-05-44 do 20-12-44), Wustegiersdorf ( 21-22-12-44), Dornhau- 1 dzień, Csehorshag- 8 dni, Flossenburg- 1 dzień, Offenburg-3 tygodnie, Dutlingen, Immendingen, Donaueschingen-25-04-45.
Wkrótce dostałem się do transportu i wywieźli nas do Erlenbusch. Jak tylko przyjechaliśmy, zabrali nas do pracy. Zostaliśmy przydzieleni do budowy stacji kolejowej. Musieliśmy pracować po 12 godzin dziennie. Jako dzienny przydział wyżywienie dostawaliśmy ćwiartkę chleba i talerz zupy. Jeśli ktoś nie poszedł do pracy, otrzymał połowę dziennego przydzialu chleba i zupę w tej samej ilości . Spaliśmy w bloku na pryczach, po 2 osoby na pryczy z kocem. Gdy wróg się zbliżał, zawieziono nas do Dörnhau. Na podróż, dostaliśmy : trzecią część chleba i # dkg margaryny . Po jednym dniu chodzenia dotarliśmy do Dörnau, odebraliśmy 1 / 3 chleba , a następnego dnia poszliśmy dalej. Doszliśmy do Wüstegiersdorf, tutaj nie dostaliśmy nic do jedzenia i następnego dnia poszliśmy dalej 8 dni i dotarliśmy do Czech.
1799, M, czeladnik ślusarski ur 1923,lat 22, Birkenau (5 dni, pocz. 05-44 ), Erlenbusch (15-05-44 do 15-02-45 ), ewakuowany do Flossenburga (koniec 02-45 do 11-04-45), Pessing- wyzwolenie 23-04-45
Mieliśmy dom na własnej ziemi ,było nas cztery osoby w rodzinie. Prawie połowę mieszkańców naszej miejscowości stanowili Żydzi, w liczbie 1250 . …Stamtąd przyszliśmy do Erlenbusch, gdzie budowaliśmy przez trzy miesiące dużą rampę przeładunkową. Po jej zakończeniu każdego dnia przyjeżdżało 160 wagonów z materiałami budowlanymi, które były wyładowywaane przez nas, byłem tam, kiedy koparki Schmierera wy - i załadowywały żwir. Budowa rampy przeładunkowej to była bardzo ciężka praca. My mieszkaliśmy w celtowych namiotach , ponieważ baraki były jeszcze w budowie. Co trzy miesiące byliśmy dezynfekowani , zmiany bielizny nie było . Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, racje żywnościowe były nastepujące: 30 dkg chleba, margaryna i dodatki, lna obiad cienka zupa, nieco lepsza zupa wieczorem. Ponieważ mieliśmy węgierskiego starszego obozu, nie było tu zbyt restrykcyjnie. Ci, co byli w komandach zewnętrzmych mogli „ organizować”, za kradzież były kary odebranie jedzenia i baty. Dwóch uciekinierów wrócilo z własnej woli, zostali bardzo pobici i oznakowani literą A na odzieniu. W zimie pocięliśmy nasze koce na kamizelki i buty. W obozie byli tylko Węgry. Co druga niedziela była wolna , każdego dnia kolejne 15 mężczyzn odpoczywało , pracowaliśmy na dzienną i nocną zmianę . Wolałem pracować na nocnej zmianie, bo nadzór nie był tak rygorystyczny. W jednym przypadku Hauptsturmfuhrer wybrał 30 słabych i wysłał ich do Birkenau, byli to ludzie, którzy znaleźli się w tym stanie na skutek pobicia , przez kierowników i majstrów. Ja w związku z tym miałem szczęście z moim majstrem, pozostali byli bardzo pobici. Ale tak było tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy, potem przyszedł rozkaz, który położył temu kres. Bardzo wiely zemdlało w trakcie pracy i byli przynoszeni z pracy do obozu. Wzrosła także liczba wypadków śmiertelnych. Wreszcie usłyszeliśmy strzelanie : Rosjanie nadchodzili. Poszliśmy do transportu i szliśmy 250 km pieszo i tylko trzy razy zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Niezdolnych do marszu załadowano na wóz i rozstrzelano w lesie. Po drodze dostaliśmy po trzy czwarte bochenka chleba. Tydzień chodziliśmy, jeden dzień odpoczywaliśmy. Po drodze dostaliśmy trzy razy trzy ziemniaki, a raz zupę. W całej okolicy było 40 obozów, my szliśmy w 2500 ludzi , z czego 200 zostało zabitych w czasie marszu. W Trautenau weszliśmy do pociągu, w wagonach było od 90 do 136 osób , i jechaliśmy 8 dni. Każdy z nas miał cały bochenek chleba, przy okazji kradł jeden od drugiego. Pewnego dnia otrzymaliśmy ćwiartke chleba, dwa poprzedzające dni nic. Każdego dnia było 3-4 zgonów na wagon. Na końcu podróży jechał z nami cały wagon pełen martwych, które były tam wprowadzane zawsze na stacjach pośrednich. Były to przeważnie osoby starsze. Flossenburg był prawdziwym obozem koncentracyjnym ze stanem 25.000 więźniów. Jak przyjechaliśmy to było w zimie , a wszystkie nasze domowej roboty kamizelki , itp., zostały nam zabrane . Prawdą jest, że byliśmy gruntownie zawszeni, co było wynikiem naszej podróży,ale każdy powód był dobry, aby nam to zabrać. Staliśmy cały dzień na apelu i byliśmy bici , zwłaszcza ci wśród nas, którzy mieli złote zęby. Każdego dnia była ustalana określona liczba martwych, powiedzmy 20-tu. W dniu 11 kwietnia 45 wszyscy Żydzi zostali spisani razem i zgromadzeni w transport 2500 mężczyzn. Przejechaliśmy prawie 5 km, gdy Amerykanie otworzyli ogień zkarabinów maszynowych do pociągu, co spowodowało 30 ofiar śmiertelnych. To powtórzyło się następnego dnia i spowodowało nowe zgony. Potem był trzeci raz. Nie mogliśmy kontynuować, to było w Schwarzenfeld. Było wielu rannych. Dali tylko jedną ósma chleba na dzień , więc ukradliśmy chleb od SS. To spowodowało rozstrzeliwanie. Było nas 200 bardzo słabych więźniów i nie mogliśmy iść dalej, było nam już wszystko jedno. Samochód zabrał nas do lasu, gdzie przy rozdziale kartofli zastrzelili sześciu ludzi, bo się pchali. Byliśmy tam12 godzin, przez 3 godziny intensywnie padał deszcz . W końcu doszliśmy do siana w stodole, gdzie spędziliśmy dzień. Wielu zmarło tam z wyczerpania po ich przeziębieniu w deszczu. Samochodem pojechaliśmy dalej, następnej nocy znów byliśmy w stodoler. Rano usłyszeliśmy strzały, ktoś otworzył drzwi, -to byli Amerykanie. Potem leżałem przez trzy miesiące chory na dur brzuszny, wróciłem do domu przez Pragę i Pilzno. Z rodziny nikogo nie ma.
2137, M, szewc ur 1901, lat 44, Auschwitz ( 10do24-05-44 ), Erlenbusch (28-05-44 do 15-02-45), ewakuowany do Flossenburga ( 1-15-03-45 ), Krahvinkel (18-03-45 do 8-04-45 ) , Buchenwald (14-16-04-45 ), Flossenburg ( 18-19-04-45 ).
W Auschwitz byliśmy pierwszym transportem, którym więźniowie pojechali koleją w transporcie pracy doobozu pracy w Erlenbusch. Pracowało tu 600 węgierskich Żydów . Praca była bardzo ciężka, zajmowaliśmy się pociągiem i konstrukcjami drewnianymi. Czas pracy wynosił 14-16 godzin ale również często pracował w nocy, na przykład, kiedy pociąg przyjechał trzeba było rozładować cement. Po przybyciu zamieszkaliśmy w celtach , na zimę , zostaliśmy zakwaterowani w barakach. Wyżywienie było słabe i mało . Głównie dostawaliśmy zupę z jarzyn- dörgemüsét. Okrutnie nas traktowano. A od stałego głodu i ciężkiej pracy wielu ludzi zginęło. Chorych wywieziono do innych obozów, nie wiemy, co się z nimi stało . 15 lutego 1945 było nas tylko 250-ciu . W kierunku Flossenburga wyruszyliśmy pieszo. To wtedy rozpoczął się marsz śmierci. Wydano po jednym bochenku chleba. W niektórych miejscach dostaliśmy po kilka małych kawałków ziemniaka. W Trautenau wraz z kilkoma innymi transportami załadowano nas do pociągu po 95-120 osób w wagonie. Gdy przybyliśmy do Flossenburga , było wielu martwych. Wzięliśmy ich z wagonów. 30% po drodze zginęło.We Flossenburgu dostałem się na blok, gdzie był straszny blokowy, który każdego dnia kilka osób bił na śmierć biczami. Nie pracowaliśmy , tylko nas męczyli . Przez cały dzień trzeba było stać na zimnie , ludzie padali, byli bici po głowach, wiele osób wynieśli. Spaliśmy w pryczy po 50-ciu bez koców. Przy podziale żywności bito, nie mogłe przełknąć kęsa bez przemocy. Stąd ruszyliśmy w następna drogę śmierci do Krahwinkel obok. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, zbudowaliśmy kolejkę. Dostawaliśmy tylko wieczorem, niewielką porcję zupy. Traktowanie było nieludzkie, ludzie padali z głodu i krańcowego wyczerpania. Gdy Amerykanie podeszli poszliśmy do Buchenwaldu. Na drogę dostaliśmy po bochenku chleba. Jechaliśmy dzień i noc. Kto podczas drogi nie był w stanie iść, został rozstrzelany. Gdyby ktoś chciał ukraść jego buty, tego po prostu wykończyli. W Buchenwaldzie byliśmy 3 dni całkowicie bez jedzenia. Wyruszyliśmy dalej bez jedzenia . Było wielu martwych . Przyszliśmy do Flossenburga byliśmy tam 1 1 / 2 dnia. Załadowali nas na pociąg i zawieźli do Zeiss. Był silny nalot i wiele ofiar. W Schwarzenfeld przyszedł kolejny nalot bombowy . Podzielili nas na grupy po 200 ludzi, 2 dni byliśmy w węglarkach a następnie wybrali słabych, nie wiemy, co się z nimmi stało. My kontynuowaliśmy marsz przez całą dobę, dostaliśmy do jedzenia kilka kawałków ziemniaka . Spędziliśmy noc w lesie. Byliśmy już całkowicie wyczerpani, i sterani, w dniu 23 kwietnia 1945 w stodole we wsi Wetterfeld zostaliśmy oswobodzeni.
2265, M,uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 4 dni) , Erlenbusch ( 4 tygodnie ), Flossenburg ( 9 miesięcy ), Theresienstat (4 tygodnie ).
Byliśmy tylko cztery dni w Auschwitz, ale w tym czasie doznaliśmy wiele bicia. Stamtąd dostaliśmy się do Erlenbusch. Umieścili nas w tekturowych namiotach ( Pappendekel ), było bardzo zimno, tak strasznie marzliśmy , bo nie było koców. Zaczęliśmy od tego, a następnie zbudowaliśmy nowe bloki. Traktowanie było bardzo złe. Raz zostałem strasznie pobity, kiedy musialem wyjmować z nieczystości kamienie, ponieważ powiedziałem, że to powino być robione bez wchodzenia do tego. Lagerführer strasznie mnie pobił a na koniec musiałem brnąć po kolana w gnoju. Jedzenia nie dostawaliśmy innego, tylko gorzką czarną kawę i raz na dobę po 10 dkg chleba i zawiesistą zupę. Wieczorem dostawaliśmy cienka zupkę, ale to była czysta woda. Czasami mogłem wymienić chleb na tytoń, lub margarynę na chleb. To była bardzo trudna praca, tak i jedzenia nie było zbyt wiele. Stąd wywieźli mnie po 4 tygodniach do Flossenburga. Tam mieszkałem w takim samym namiocie z pappendeckla. Tu później pracowałem w magazynie cementu i w tunelu. Tak pracowałem przez okres sześciu miesięcy , przez ostatnie 3 miesiące, - że był już bardzo słaby - spędziłem w kuchni. Wstawaliśmy o 5 rano, apel trwał do 8-mej, często na zimnie, deszczu i wietrze. 10 minut byliśmy w miejscu i dostawaliśmy jedną szóstą chleba, kawałek margaryny, a czasami był dżem, w południe przywozili zupę, która była czasem całkiem niezła, ale czasami było pełno wody i bardzo niewiele. To była bardzo ciężka praca musieliśmy worki z cementem rozładowywać z wagonów i przenosić 200 metrów dalej. Przy tym bardzo nas bili, zwłaszcza polski capo o nazwisku Löwel bardzo nas bił. Bardzo nieprzyjemny był też SS Lagerführer o nazwisku Wodow, który - jeśli zatrzymaliśmy się na kilka minut – strasznie nas bił. Więc pracowaliśmy do 18-19 wieczorem, ale jeśli jeszcze nie skończyliśmy pracy, musieliśmy pracować dalej. W godzinach wieczornych, kiedy wróciliśmy a nasze łóżko nie było w porządku, lub znaleźli u kogoś obierki ziemniaczane lub papier, ten musiał wyciągniętą ręką stać przez 2-3 godziny. Ludność cywilna zachowywała się przyzwoicie. W wielu przypadkach, w miejscu pracy dali nam jedzenie i owoce. Kiedy zbliżył się Rosjanie, zebrali nas wszystkich i musieliśmy przejść pieszo z Flossenburga do Theresienstadt. W ciągu 2 tygodni pokonaliśmy pieszo około 500 km. Z 2000 osób tylko 650 osób tam dotarło. Ci, którzy nie byli w stanie chodzić, byli topieni , a ciało musieliśmy nieść do najbliższego cmentarza. Jedzenia po drodze nie dostaliśmy , byliśmy w strasznym stanie, byliśmy wyczerpani. Jeden raz wskoczyło do rzeki około trzydziestu aby uciec, ale być może tylko dwom udało się uciec, resztę SS-mani zastrzelili. Po przybyciu do Theresienstadt, ulokowali nas w ciemnej piwnicy bez powietrza do następnego ranka i potem zostaliśmy wypuszczeni. Stamtąd wywieziono nas do getta, gdzie Żydzi z Czech już byli . Tu już było przyzwoite wyżywienie, ludzie tam również dali nam jeść, ale i również dostaliśmy od nich pieniędzy, tak że mieliśmy nieco lepszy los. Nie musieliśmy pracować, wykonywaliśmy tylko te prace, które były robione w getcie. Oficjalnie jako wyżywienie był kapuśniak, ziemniaki, pół kilograma chleba, zwykle bardzo dobre posiłki, oprócz tego otrzymywaliśmy jedzenie od osób cywilnych ,mieliśmy również mnóstwo papierosów, w skrócie, już było dobrze. Nasza kwatera znajdowała się w budynkach, byliśmy w pomieszczeniu 32-osoby, mieliśmy koce, spaliśmy na podłodze. Stale byliśmy dezynfekowani. W dniu 1 maja chcieli nas zabrać dalej, ale zostało to opóźnione ok.. 8 dni. Tymczasem Rosjanie zbliżył się, a następnie ostatecznie 8 maja Rosjanie otwarli bramę getta i byliśmy wolni.
2351, M, uczeń ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 2 tyg.), Erlenbusch (8 miesięcy) , Flosenburg ( 4 tygodnie ), Offenburg ( 3 tygodnie), Donaueschingen ( 2 dni), Immmendingen( dni ).
Nasz sklep został w Oroszkabócon, byliśmy bogaci w wiosce. Pod koniec kwietnia, żandarmi pognali nas do getta w Użgorodzie,
… Dwa tygodnie później zostaliśmy przewiezieni do Erlenbusch. W Erlenbusch byłem długie miesiące. Na budowie dworca kolejowego pracowałem nosiłem szyny na sobie, kiedy już nie mogłem, zostałem pobity. Żywności dziennie dostawaliśmy : 40 dkg chleba, 2 dkg margaryny i był kapuśniak . Byłem bardzo głodny, bo tam nie było możliwości „ organizowania „. 2 tygodnie byłem nawet tam z moim bratem , dopóki nie otrzymał przydziału na lokomotywę. Potem zabrano mnie do szpitala. Tam wyzdrowiałem i wysłano mnie do innego obozu ( komanda? - przyp. mój ), od tej pory nie byliśmy razem. Bardzo nas bili . Byli tacy, którzy zostali tak pobici , że przynosili ich na noszach. W lutym dostałem się do Flossenburga, gdzie byłem cztery tygodnie. Nie było tam pracy, ale musieliśmy stać na apelu cały dzień w deszczu, boso w błocie. W jednej pryczy spaliśmy po czterech. Bardzo mało dawali jedzenia. Codziennie była zupa, dostawaliśmy po 30 dkg chleba .W Offenburgu pracowaliśmy na stacji, i mieszkaliśmy w zbombardowanym domu. W zbombardowanej stacji musieliśmy demontować zniszczone szyny , zbierać i złożyć je na wagonie. Było tam więcej dzieci i młodszych ode mnie, bo nie bylibyśmy w stanie wykonać tej ciężkiej pracy. Wielu ludzi zginęło. Musieliśmy to zrobić, bo kto nie był w stanie kontynuować pracy, był bity do śmierci. Stamtąd jeszcze poszliśmy do Donaueschingen , gdzie praca była jeszcze trudniejsza. Na szczęście jednak tylko dwa dni tam byliśmy, bo zbliżył się front rosyjski . P przyjechaliśmy do Immedingen. Tam brytyjska bomba uderzyła w lokomotywę i pociąg nie mógł iść dalej. Pognali nas do szkoły, wzięli nasze ubrania i zamknęli do piwnicy, najwyraźniej w celu zabicia nas. Jednakże, szkoła została zbombardowana, a potem wybuchł pożar i zostaliśmy zwolnieni. Wiele osób zginęło, w płomieniach . Następnego dnia wyzwoliły nas wojska francuskie. Dali jedzenie, ubrania, całe wyposażenie. Wracam do Użgorodu do domu, bo mój brat już czeka w domu,
2383, M, uczeń ur 1927 , lat 18, Auschwitz ( 16do22-05-44), Erlenbusch (24-05-44 do 18-02-45), Flossenburg 27-02-45 do 28-03-45), Offenburga ( 31-03-45 do 20-04-45 ), Donaueschingen ( 21-27-04-45). Ta relacja jest potówrzeniem relacji nr 2883.
W Szobráncon około 150 rodzin żydowskich mieszkało, którzy byli przede wszystkim handlowcami , rzemieślnikami , rolnikami. Mój ojciec miał sklep spożywczy/przyprawy/ zielarski , mieszkaliśmy w naszym domu, wiedzieliśmy, że ze sklepu możemy uzyskać dobry dochód….. Byliśmy tylko cztery dni w Auschwitz, a następnie wywieziono nas transportem pracy do Erlenbusch. Podróż trwała dwa dni, na drogę wydano po 70 dkg chleba i 5 dkg masła na osobę . Każdy przybywających tu dostawał trzy koce i poszliśmy do bloków, małych namiotów celtowych , na 20 osób. Tu leżeliśmy na ziemi, na drewnianych wiórach . Wyżywienie : 40 dkg chleba i 2 dkg masła na obiad i na kolacje dawali gotowany posiłek niemal niejadalny , zawierajacy tłuszcz , bez soli i bez smaku. Pracowaliśmy na stacji kolejowej, w tunelu, nosiliśmy szyny , to była bardzo ciężka praca, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Niemieccy majstrowie bardzo bili, bez żadnego powodu, zarówno kiedy pracowalismy, czy nie pracowaliśmy. W lutym, gdy zbliżył się front rosyjski, zabrali nas do Flossenburga. Szliśmy przez sześć dni, dwa razy w tym czasie dostaliśmy po kilka gotowanych ziemniaków. Stale na noc zatrzymywaliśmy się stodole lub stajni /oborze do snu, w strasznym tłoku. Potem załadowano nas do pociągu, po 130 znalazło się w jednym wagonie. Jechaliśmy w niewyobrażalnym ścisku, ludzie zabijali się o miejsce, wielu zginęło po drodze z wyczerpania i pragnienia. W naszym wagonie zginęło „tylko” dziesięć osób , w innych wagonach była jednak znacznie wyższą śmiertelność. Kiedy wyszliśmy z wagonów, z 500 mężczyzn przeżyło tylko ok. 200-220. Wprowadzili nas do obozu, po czterech spaliśmy na jednej pryczy, koców nie było. We Flossenburgu nie było pracy, byliśmy tam cały dzień, wielu z nas było boso. Trwało to przez cztery tygodnie! Pożywienie: 10 dkg chleba, 2 dkg kiełbasy, raz na dobę przez pół litra zupy. Po miesiącu poszliśmy z transportem pracy do Offenburga. Ja pracowałem tam przez trzy tygodnie na stacji kolejowej. Odbudowywaliśmy zbombardowane tory kolejowe , to była bardzo ciężka praca. Ci, którzy nie byli w stanie kontynuować pracy, byli bici aż do smierci. Tak bardzo wielu z nas zginęło. Z Erlenbusch wyszło na ewakuację 500 więźniów a tylko ok. 35 pozostałot. Front ponownie przesunął się do przodu, więc po raz kolejny zawieźli nas do Donaueschingen, gdzie byliśmy jeszcze tylko jeden tygodzień. Od tej pory zawsze byliśmy ruchu, 1-2 dni spędziliśmy w pewnym obozie, w stajni, lub gdzie mogli nas pomieścić, tak przeżyliśmy dwa tygodnie, czasami mogliśmy kawałek chleba. Wody nie było, wiele osób zmarło z pragnienia. Żydów zostało 14 , inni to Rosjanie i Polacy. W Imedingen otoczyło nas, wojsko francuskie i tu nas wyzwolili w dniu 21 kwietnia 1945. Przez pięć dni byliśmy jeszcze w pociągu, nie było miejsca gdzie moglibyśmy zamieszkać. Tu zachorowałem, dostałem się do szpitala i leżałem tam do 15 czerwca, a następnie z Schönberg wyruszyłem czeskim transportem przez Bratysławę do Budapesztu.
2469, M, chłop ur 1926,lat 19, Auchwitz ( 4 dni ) , Erlenbusch( 9 miesięcy ), Flossenburg ( 11 dni), Krahvinkel ( 8 dni ), Bergeb-Belsen ( 6 tygodni do 15-04-45).
….Ludność nas kochała. Mój ojciec miał 60% inwalidztwa, i nie chciał opuścić wsi. …. Niemiecki pułkownik mówił do nas i powiedział: „Jeśli węgierscy Żydzi będą uczciwi, będą mogli żyć w Niemczech „ …….. Stamtąd pojechaliśmy ociągiem po 60-w wagonie, na drogę dostaliśmy jedzenie. Po dziesięciu godzinach podróży dotarliśmy do Erlenbusch. Tu mieliśmy jeden dzień odpoczynku, a następnego dnia poszliśmy do pracy. Pracowaliśmy przy budowie kolei, gdy była gotowa, pracowaliśmy przy rozładunku. Dziennie dostawaliśmy ćwiartkę chleba. Lagerführer wprowadził wojskowy styl życia, wszędzie była wielka czystość. Kierownicy byli przyzwoici. Koleżeńska solidarność między nami była, to był czysty węgierski obóz. W okolicy było około 15.000 osób. Nasz Lager liczył 500 osób i był znany. Nasi byli najlepiej ubrani i wyposażone we wszystko co najlepsze. Lager był dobry dzięki naszemu kierownictwu. Gdy Rosjanie zbliżyli się, musieliśmy uciekać, szliśmy dziewięć dni a następnie załadowali nas do pociągu, kto nie mógł wytrzymać tempa marszu, był zabijany strzałem. Prawdą jest, że ostrzegali chorych ,żeby nie iść na pieszą ewakuację, ale oni bali się, że słabi pójdą do krematorium i szli z nami na piechotę, więc umarli. Pojechaliśmy dalej i przybyliśmy do Flossenburga. We Flossenburgu zabrali nam wszystkie rzeczy, to była bardzo zła sytuacja , dostaliśmy nowych żołnierzy i 11 dni później i zebrali nas i zabrali nas do Krahvinkel. Pojechaliśmy pociągiem po 60-ciu w wagonie, wydali jedzenie na drogę, jechaliśmy na 36 godzin i dotarliśmy do celu. Tutaj kto pracował, otrzymywał 30 dkg chleba, kto nie pracował , otrzymywał tylko 10 dkg chleba, oczywiście, wszyscy się zgłosili, ale pracy nie mieli dla wszystkich, poszli tylko silni. W sumie pracowaliśmy tu 3-4 dni, kiedy Rosjanie podeszli bliżej i musieliśmy dalej jechać pociągiem, do Bergen Belsen. Dotarliśmy tam po czterech dniach strasznej podróży. Na cztery dni otrzymaliśmy bochenek chleba, gdy się skończył ,dostaliśmy 1 / 2 kg chleba. Oczywiście, nikt nie miał chleba i było tak wielu chorych. W nocy dotarliśmy do Belsen. Przyjęcie było bardzo złe, nie było pracy, nie było chleba. Na sześć tygodni, raz dostaliśmy po 10 dkg chleba, dziennie dostawaliśmy po pół litra zupy z brukwii, często nie dostawaliśmy jedzenia przez trzy dni. Wody nie było, nie mogliśmy się umyć, dostaliśmy wszy. Tu zmarło wiele osób, to był Vernichtungslager. - Stąd też chcieli mnie dalej transportować, ale ja nie chciałem iść dalej, zostałem na bloku, przenosiłem zwłoki . Przy innej okazji, spał na podwórku i nie dałem się wywieźć, więc pozostałem tutaj. Trzy dni później , Niemców już tam nie było, tylko Węgrzy, którzy tam zostali jako policja na przyjście Brytyjczyków. Niestety, Węgrzy znowu nas rozczarowali , sądziliśmy, że teraz możemy dostać coś do jedzenia, ale się myliłem, bo strzelali do nas. Tak więc mogliśmy się ich pozbyć naprawdę dopiero w dniu 15 kwietnia 1945 , kiedy Brytyjczycy przybyli.
2672, M, handlarz drobiem ur 1924, lat 21,Auschwitz ( 27do31-05-44 ),Dornhau (5 do 10-06-44- 4 dni ) Erlenbusch ( 14-06-44 do 12-02-45 ) Flossenburg ( 4 do 18-03-45 ), Offenburg ( 20do24-03-45 ), Flossenburga ( 26-03 do 5-04-45 ).
…..Po 4 dniach wywieziono nas do Dörnhau, gdzie spędziłem tylko 4 dni. Tym razem to był jednak straszny czas. Przez cały czas nie było momentu, żeby usiąść na chwilę, ale nie pozwalano nam spać, byliśmy ciągle torturowani, bici, kopani przez SS i polskich jeńców. Stąd dostałem się z transportem do Erlenbusch. To był mały obóz, byliśmy łącznie 240 pracowników. Rozładowywaliśmy wagony, pracowaliśmy tylko w nocy. Komendant był strasznym człowiekiem. Kradł nasze racje żywnościowe, które były i tak małe, tak więc głodowaliśmy. Ale później dostaliśmy nowego dowódcę, który dał nam jedzenie i traktował w sposób humanitarny. Ewakuację rozpoczęliśmy na wiosnę. Inne obozy dołączyły i w związku z tym szło razem ponad 5000 osób . Pochodem kierował straszny człowiek. Tylko bił ludzi, którzy pozostwali ww tyle. Dosłownie rozszarpywał swoje ofiary. Tak szliśmy pieszo przez 3 tygodnie, cały czas dostawaliśmy po pół chleba i do czterech razy gotowane ziemniaki. Przy życiu utrzymywała nas nadzieja. Przyjechaliśmy do Flossenburga. Tu nas traktowali bardzo źle. Stale byliśmy bici gumowymi pałkami , a nasi strażnicy dobrze się bawili naszym kosztem. Nie pracowaliśmy , nie mogliśmy pracować i stawaliśmy się coraz słabsi. W południe dostawaliśmy 0,3 litra zupy a rano otrzymaliśmy taką samą ilość czarnej kawy. Prawie codziennie musieliśmy wychodzić z baraków i musieliśmy stać na zewnątrz od rana do nocy w zimnie, deszczu . Stąd zabrali nas wagonami do Offenburga , gdzie byli już rosyjscy Żydzi i Polacy. Byliśmy tu tylko 4 dni. Następnie zabrali najsłabszych 170 osób, w tym mnie i zaczęliśmy iść pieszo. Ludzie jeden po drugim upadali i umierali. Droga była pełna trupów, nie tylko tych, którzy należeli do naszej grupy co, bo tędy codziennie szedł marsz śmierci i ofiary były z wszystkich obozów. Część drogi odbyliśmy w pociągu drogowego, a następnie poszliśmy pieszo i marsz skończyliśmy z powrotem we Flossenburgu, z którego niedawno wyszliśmy. Ze 170 ludzi wróciło 30 osób, inni zginęli. Tu było dużo chodzenia i to nie nosząc drewniaków. W Erlenbusch, gdzie naprawdę ciężko pracowaliśmy od rana do nocy, bez przerwy na odpoczynek i na bardzo ubogim wyżywieniu , mimo to utrzymywaliśmy się przy życiu , a tylko dwóch z nas zmarło. A teraz, podczas długiego marszu trzy czwarte osób zginęło. We Flossenburgu leżeliśmy przez 10 dni , byliśmy bardzo chorzy. Pewnej niedzieli słyszeliśmy wielki krzyk: wszyscy Żydzi wychodzić! Było to wezwanie do dalszego marszu. Rozpoczęło go 2500 osób . Poszliśmy do Neuburga, podróż trwała 2 tygodnie. Nie chcę mówić o szczegółach, przybyło tu 500 osób, ale nikt z nas nie mógł iść dalej. Wprowadzili nas do lasu, gdy upadliśmy na ziemię, nawe
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:11, 30 Sie 2013 Powrót do góry

, gdy upadliśmy na ziemię, nawet nie byliśmy w stanie się poruszać. Potem powiedzieli nam SS-mani, żeby wstać i przejść kilka kroków po chleb. Udało się. Powoli powlokłem się za innymi po lesie. Ale nie dostaliśmy chleba. To było kłamstwo, jak i inne obietnice. Niemcy uciekli i zostaliśmy sami . Stałem oparty o pień drzewa, nie mogłem już mówić, miałem 25 kg masy ciała. Moje ramię było strasznie spuchnięte, bo drogą obok szedł SS man i zawsze mnie bił kolbą w to samo, posiniaczone miejsce .Poczułem ręke na moim ramieniu i usłyszałem miły głos, ale nie rozumiałem, co mówi. I nagle uderzyło mnie myśl: to są Amerykanie. I rzeczywiście: amerykański lekarz dał mi pić herbaty i posiekał dla mnie chleba, żeby go można łatwiej zjeść. Zanieśli mnie w dół na noszach do miasta i wielu żołnierzy amerykańskich dało mi papierosa i dużo dobrego jedzenia. Ale nawet wtedy nie mogłem jeść, tak miałem skurczony żołądek ze strasznego głodu. Amerykański lekarz był bardzo dobry dla mnie. Na moim ramieniu wykonano operację, robili zastrzyki i otoczyli opieką. Powiedział, że chce abym pozostał przy życiu. A ja tak bardzo chciałem żyć. I dziękuję Bogu, że się udało. Teraz mam 60 kg, zamiast 25, które wtedy miałem ale nawet teraz jestem bardzo chudy. Teraz jestem w dobrym stanie, ale moje zęby są wyłamane, bo kiedy szliśmy , zjadłem znalezione po drodze kości martwych koni. Chcę wrócić do Pragi, a stamtąd jechać do Ameryki. Tu żaden sposób nie chcę zostać . Deportacji, że nie można zapominać, ani komu to zawdzięczamy.
2795, M ,rolnik ur 1925, lat 20, Auschwitz ( ), Erlenbusch, Flossenburg, Dresden,Litomierzyce, Theresienstadt., dat nie podano .
Mój ojciec był szewcem, nasz dom był mały, ziemię mieliśmy w Tibaván, gdzie ponadto mieszkało 18 rodzin żydowskich, głównie bogatszych kupców, i przemysłowców…..Trzy dni tu byłem , a następnie wywieziono mnie transportem pracy do Erlenbusch. Jechaliśmy półtora dnia i przybywliśmy na miejsce, umieścili nas w namiotach z grubego kartonu ( celtach ) . Leżeliśmy na ziemi na drewnianych wiórach, mieliśmy koce. W Erlenbusch przejęła nas Organizacja Todt i tak było przez ponad dwa tygodnie, a następnie przez SS. Zbudowaliśmy w lesie stację kolejową, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Na początku zostałem pobity przez nadzorcę w pracy , a następnie to znikło , ponieważ dowódca wojskowy nie pozwolił na to. Racja żywnościowa była 50 dkg chleba dziennie, rano kawa, zupa z brukwii, wieczorem znów była zupa z brukwii, trzy razy w tygodniu „dörgemüse”- zupa- krem z suszonych jarzyn . Gdy wojska rosyjskie zbliżyły się zabrano nas dalej, szliśmy pieszo codziennie, pokonywaliśmy dystans ok. 30 km, dużo ludzi zastrzelili po drodze; tych , którzy nie byli w stanie dalej chodzić. Śnieg był wielki, w drewniakach trudno nam było iść, plus droga była bardzo zła, stroma i trudna, kto wypadł z szyku, tego zastrzelili. Na pierwsze cztery dni dostaliśmy chleba, a następnie przez trzy dni w sumie 5 kawałków ziemniaków. Następnie nas załadowali do pociągu, po 90-ciu w wagonie, jechaliśmy przez sześć dni, dali po bochenku chleba, to było całe nasze jedzenie. Kiedy dotarliśmy na miejsce, wwagonie było 15 zmarłych, których osłabiony organizm nie wytrzymał podróży. Gdy przybyliśmy do Flossenburga, umieszczono nas w 22-gim bloku, spaliśmy na pryczy po cztery osoby, byliśmy strasznie stłoczeni. Cały dzień tam byliśmy, nie pracowaliśmy, padał deszcz i śnieg, jednak nie było wolno wejść do bloku. Na trzeci wzięliśmy kąpiel, tu zabrali naszą odzież. Wiele osób zginęło od biegunka, duru brzusznego, z pozostałych zdrowych zrobiliśmy transport a następnie zabrali nas do Dresden , gdzie byliśmy przydzieleni do pracy w fabryce wagonów, jednak w czasie kiedy przybyliśmy, fabryka została już zbombardowana. Rosjanie także byli blisko stąd, znów szliśmy pieszo cztery dni, dotarliśmy do Leitmeritz, ale tutaj byliśmy tylko trzy dni, i szybko zostaliśmy przeniesieni ok. 3 km dalej do Theresienstadt. Przyjął nas komendant getta , i umieścił nas w forcie Hamburg. 8 maja, wojska rosyjskie wyzwoliły Theresienstadt. Ciężkich, tłustych Wszyscy nagle zachorowali od ciężkiej, tłustej żywności, dostałem tyfus, a potem leżałem przez cztery tygodnie. Po wyzdrowieniu poszedłem do Pragi i byłem tam dwa tygodnie, następnie czeskim transportem wyruszyłem przez Bratysławę do Budapesztu.
2883, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz (16do22-05-44 ), Erlenbusch ( 24-05-44 do 18-02-45), ewakuowany do Flossenburga (27-02-45 do 28-03-45 ), Offenburga ( 31-03-45 do 20-04-45 ), Donaueschingen ( 21-27-04-45 ). Relacja identyczna jak 2383.
W Szobráncon mieszkało ok. 150 rodzin żydowskich , którzy byli w większości przedsiębiorcami , przemysłowcami i rolnikami. Mieszkalismy we własnym domu mojego ojca, który miał sklep spożywczy i mogliśmy z tego dochodu całkiem nieźle żyć…. Byliśmy tylko cztery dni w Auschwitz, a następnie dostałem się do transportu pracy i wywieźli mnie do Erlenbusch. Podróż trwała dwa dni, na drogę dali po 70 dkg chleba i 5 dkg masła. Po przyjeździe wszyscy dostali po trzy koce, poszliśmy do bloku, to były małe namioty celtowe. Tam spaliśmy na ziemi po 20-tu, na drewnianych wiórach. Racja żywnościowa była 40 dkg chleba i 2 dkg masła, na obiad i kolację dawali ludziom prawie niejadalny posiłek gotowany z tłuszczem na odsolonej wodzie i bez smaku. Pracowaliśmy na dworcu kolejowym , w tunelu , przenosiliśmy szyny , było to bardzo ciężkie zadanie, pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. Niemieccy majstrowie nas bili , bez żadnego powodu, czy ktoś pracował, czy nie. W lutym 45 front rosyjski zbliżył się i wywieźli nas do Flossenburga. Szliśmy pieszo przez sześć dni, dwa razy w tym czasie dostaliśmy kilka gotowanych ziemniaków. Stale na noc zatrzymywaliśmy się w stodołach , stajniach w strasznym tłoku . Potem nas załadowali na pociąg po 130 osób w wagonie. W niewyobrażalnym ścisku siedział jeden na drugim, ludzie zabijali się walcząc o miejsce, wielu zginęło w drodze z wyczerpania i pragnienia. W naszym wagonie „tylko” kilkanaście osób zginęło, w pozostałych wagonach śmiertelność była jednak znacznie większa. Kiedy wyszliśmy z wagonów , z 500 osób pozostało tylko ok. 200-220. Wzięli nas do obozu, na jednej pryczy spaliśmy po cztery osoby, koców nie było. We Flossenburgu nie pracowaliśmy , byliśmy tam cały dzień, wielu ludzi było boso. Trwało to przez cztery tygodnie! Racja żywieniowa: 10 dkg chleba , 2 dkg kiełbasy , raz dziennie pół litra zupy. Po jednym miesiącu zabrali nas do Offenburga do obozu pracy. Pracowałem tam przez trzy tygodnie na stacji kolejowej. Odbudowywaliśmy zbombardowane tory kolejowe, to była bardzo ciężka praca. Kto nie był w stanie kontynuować pracy, był bity, aż do śmierci. Tak bardzo wielu z nas zginęło, Z Erlenbusch wyszło 500 więźniów tutaj już tylko ok. 35 zostało. Front ponownie zbliżył się do nas , więc po raz kolejny zabrali nas do Donaueschingen, gdzie byliśmy jeszcze tylko jeden tydzień. Od tej pory zawsze byliśmy w ruchu , 1-2 dni spędziliśmy w obozie lub w stodole, gdzie tylko ártünk, nieustannie przez dwa tygodnie, ale czasami dostawaliśmy ęs chleba. Woda nie dostawaliśmy , wiele osób zmarło z pragnienia. My tylko zostaliśmy 14 Żydów , inni byli to Rosjanie i Polacy. W Imedingen otoczyło nas wojsko francuskie i tu nas wyzwolili 21-04-45. Przez pięć dni byliśmy jeszcze w pociągu, bo nie było miejsca gdzie mogliby nas umieścić. Zachorowałem i trafiłem do szpitala , leżałem tam do 15 czerwca, a następnie wyruszyłem z Schönbergu czeskim transportem przez Bratysławę do Budapesztu.
Podsumowanie obozu Erlenbusch.
Relację z obozu pozostawiło 16 byłych więźniów. Liczebność obozu była 500-600 więźniów, wyłącznie Żydów węgierskich . Prawie połowa pracowała na nocnej zmianie. Migracja z i do tego obozu była niewielka, tylko jednego przekazano do Wolfsbergu i jednego do Hausdorfu. W bazie jest relacja jednego chorego pozostawionego w Dornhau. Pierwsi więźniowie przyszli w maju 1944, ewakuacja nastąpiła w styczniu i lutym 45.Tym niemniej na zdjęciu lotniczym wykonanym 20-2-45, dachy baraków tego obozu są ciemniejsze, niż ośnieżone dachy sąsiadujących budynków Olszyńca, czy puste baraki były wykorzystywane do pomieszczenia innych transportów więźniów? Latem roku 44 ( prawdopodobnie lipiec 44 ) – pierwsza osoba z obozu Erenbusch ( 2265 ) została wywieziona do Flossenburga , tam spędziła 9 miesiecy, pracując w magazynie cementu, w tunelu i przez ostatnie 3 m-ce, gdy był już słaby- w kuchni.
20-12-44 zanotowano pierwszą część ewakuacji via Dornhau i Wustegiersdorf. 1-01-45 następna osoba była ewakuowana do Schlossenberg. Zasadnicza ewakuacja nastąpiła w lutym 45 i podawane są daty 12-ty, 15-ty, 18-ty. Wszystkie do Flossenburga. Z 12 relacji, w których opisano ewakuację do Flossenburga cztery wspominają pobyt w Offenburgu , gdzie dwie osoby poświadczają pracę przy naprawach torów kolejowych w rejonie zbombardowanej stacji kolejowej. Jedna osoba poświadcza, że z Flossenburga jechali do Dresden do fabryki wagonów, ale została ona już zbombardowana przed ich przybyciem. Dwie relacje poświadczają pobyt w Krahvinkel , z których jedna podaje budowę kolejki. Dwie osoby poświadczaja pobyt w Leonberg, gdzie jedna osoba pracowała w fabryce, a druga w fabryce samolotów Messerschmitta. Pierwsza z tych oób pracowała potem na lotnisku w Kanaka k. Landau. Jedna osoba podała, że we Flossenburgu pracowała w magazynie cementu i w tunelu, a w końcu, gdy była słaba , to w kuchni. Większość znalazła zatrudnienie przy pracach związanych z koleją i transportem , jak w Erlenbusch. Mniejszość zatrudniono przy pracy dla lotnictwa . Jeszcze mniej w tunelu.
Możemy powiedzieć, że zasadniczą funkcją obozu Erlenbusch było wybudowanie połączenia z siecią kolejową i zapewnienia dostaw materiałów budowlanych na teren budowy Riese w trakcie trwania projektu. Jedna osoba potwierdza istnienie komand zewnętrznych obozu.
Zadania tego obozu są najjaśniej opisane: budowa stacji kolejowej, ramp i betonowych basenów przeładunkowych na żwir i cement, budowa linii kolejki, baraków, magazynów na worki z cementem i transport materiałów budowlanych na miejsca budowy obiektów Riese.
Praca byłą w reżimie 2 zmianowym, na 12 godzinne zmiany. 2 relacje wspominaja pracę tylko na nocne zmiany. Jedna relacja wspomina czas pracy 14-16 godzin i pracę do zakończenia rozładunku cementu. Jedna relacja wspomina pracę trwającą 48 godzin, pewnie było to w czasie betonowania dużej struktury betonowej. Ponieważ żaden z survivorów obozu nie podał, że był zajęty przy demontażu kolejek, zakładam, ze demontaż i ewakuacje segmentów torów robiły grupy, utworzone później , po ewakuacji zasadniczej obozu. Zakres dokonanego demontażu nie jest mi znany, w roku 1954 i 55 widziałem tory kolejki przed wyrobiskami Walimia i sztolnią Hellmuth/Henryk w Sowinie. Jaką część zdemontowali Rosjanie a potem Polacy po wojnie, nie jest mi wiadome.

11-Obozy Falkenberg, Eule, Eulenburg Sokolec
91, 585, 596, 649, 1275, 1698,2758, 3479, = 7 po odjęciu relacji spoza tych obozów.

P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób
A ilość relacji survivorów
8, w tym jedna spoza tych obozów
A1- Płeć
M- 7 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Eulenburg Eule Falkenberg
Do 20 lat=, 2 osoby=17, 19 1 osoba=17 2 osoby=15, 18
21 do 30 lat= , 0 1 osoba=24 1 osoba=22
31 do 40 lat=, 0 0 0
41 do 50 lat=, 0 0 0
Powyżej 50 lat=, 0 0 0

C-zawód internowanych
Eulenburg Eule Falkenberg

Rzemiosło – 0 1 – krawiec 0
Handel- 0 0 0
Uczący się- 1 – uczeń 1 – uczeń 2 - uczniowie
Pracujący na roli- 0 0 0
Prac. umysłowi - 1- urzędnik 0 0
Fabryka- 0 0 1 - tartak

D-standing rodziny przed aresztowaniem
585-Mieszkalismy w dużej wsi Kövesliget, gdzie mieszkało około 150 rodzin żydowskich. Byli to w większości rolnicy i należeli klasy średniej. Mój ojciec był rolnikiem. Dużo i ciężko pracowaliśmy i to dużo, ale z uzyskanych wyników , mogliśmy się utrzymać. Jedzenie mieliśmy swoje, tylko na zakup odzieży zawsze powodował kłopoty
D-data przybycia do obozu
Eulenburg Eule Falkenberg
Maj 44 : = 05-44 29-05-44
Czerwiec-44: = 3 osoby=6, 10, 11-ty 06-44
Wrzesień 44: = 15-09-44
Styczeń 45: = 15-01-45

F- data ewakuacji z obozu
Eulenburg Eule Falkenberg
sierpień 44 = 28-08-44 ( 3 )
wrzesień 4 4 = 09-44 p ( 2 ) 10-09-44 ( 4 )
grudzień 44 = 12-44 ( 1 ) koniec 12-44 ( 1 )
luty 45 = 15-02-45 ( 5 ) koniec 02-45 ( 1 ) 15-02-45 ( 1 )
( 1 ) – ewakuacja przeprowadzona razem z obozem Wolfsberg do Ebensee
( 2 ) – przekazany do obozu Dornhau jako uzupełnienie stanu
( 3 ) – ewakuacja do Ebensee
( 4 ) – ewakuacja z innym obozem liczącym 2000 ludzi odległym o 8 km.
( 5 ) – ewakuacja samodzielna , bez łączenia z innym obozem do Flossenburga, Offenburga i Donaueschingen.

Reasumując, z Eulenburga były co najmniej 2 ewakuacje, z których pierwszą przeprowadzono w grudniu 44 razem z obozem Wolfsberg, cel= Ebensee. Drugą i ostatnią ewakuację przeprowadzono samodzielnie 15-02-45 , cel= Flossenburg, Offenburg, Donaueschingen.
Obóz Eule ewakuowano raz z końcem lutego 45 w połaczeniu z Wolfsbergiem. Cel= Ebensee.
Obóz Falkenberg był ewakuowany 4 razy: pierwsza ewakuacja odbyła się 28-08-44 i była przeprowadzona samodzielnie do Ebensee , jej celem wydaje się być sprawdzenie procedury wyniszczania więźniów w trakcie transportu. Druga ewakuacja została przprowadzona wraz z innym obozem liczącym 2000 ludzi 10-09-44 , trzecia była realizowana z końcem 12-44 wspólnie z Wolfsbergiem. Ostatnia ewakuacja została zainicjowana 15-02-45 i również została zrealizowana wspólnie z obozem Wolfsberg. Ale mieszkańcy Weitengrund po raz ostatni widzieli więźniów i OT-manów 5-go maja 45, kiedy to nagle znikli. Mieszkańcy wiedzieli, ze 15-02-45 budowa została czasowo wstrzymana, kierownictwo budowy odeszło, plany Sokolca zostały spalone, więźniowie też odeszli do innego obozu, lub w kierunku Czech. Ale po ustabilizowaniu się sytuacji na froncie prace wznowiono i prowadzono aż do 8-maja 45.
G- zadania
Eulenburg
585- Wagoniki ładowaliśmy piaskiem, kamieniem i cementem i transportowaliśmy w górę i w dół . Często pracowaliśmy dzień i noc. ( ewakuowany 15-02-45 do Flossenburga, Offenburga, Donaueschingen – wydłużony czas pracy może świadczyć o transporcie cementu lub prowadzonym betonowaniu -przyp. mój )
2758- Budowaliśmy kolej. Na pewnej górze kopaliśmy ziemię, wyrównywaliśmy teren i do wagoników kopalnianych nosiliśmy ziemię i piasek. ( 12-44 przekazany na Wolfsberg, gdzie budował kolej i z nimi ewakuowany do Ebensee )
Eule
649- stawiliśmy się do pracy polegającej na kopaniu rowów, noszeniu piasku i kamienia i ładowania na samochody. Praca była dosyć ciężka , trzeba było pracować szybko, bo byliśmy bardzo popędzani. ( Przekazany 09-44 do Dornhau jako uzupełnienie , tam do wyzwolenia- przyp. mój )
1275- Musieliśmy przy drążeniu tunelu ładować łopatami ciężką, mokrą glinę na wagoniki kolejki. ( ewakuowany do Ebensee z końcem lutego 45 via Wolfsberg – przyp. mój )
Falkenberg
596- Budowaliśmy tunele. Pracowaliśmy po 8 godzin dziennie, a rano przed pracą był 2 godziny apel. ( ewakuowany 28-08-44 do Ebensee – szli pieszo 6 tygodni-z 3000 doszło 200 osób.-przyp. mój – wygląda na przygotowanie procedury wyniszczenia )
1698- I tu pracowaliśmy na budowie, nie było źle, ale w ostatnich dwóch miesiącach sytuacja się pogorszyła. W pracy rygor stał się jeszcze większy, a głód potęgował się z dnia na dzień. Każdy otrzymywał kromkę chleba, w wyniku czego większość osób całkowicie osłabła i starsi wiekiem zmarli . ( Ewakuowany 10-09-44 do Mauthausen i Ebensee. Z 3000 doszło tam 1200 osób- celowe wyniszczenie jeszcze przed pogorszeniem zaopatrzenia w innych obozach- przyp. mój )
3479- Do Falkenbergu przybyło 400 ludzi, tam wtedy był tylko jeden blok i celty. My budowaliśmy te baraki i całą resztę, która tam jest. Najpierw pracowałem przy budowie miejscowej kolejki i układaliśmy szyny . Później zostaliśmy podzieleni na grupy, pracujące dla różnych firm: do wyrębu lasu, pracy w kamieniołomach, wykonywanie dróg, itp. ( 12-44 via Wolfsberg ewakuowany do Ebensee )
G-1 –droga do pracy
H- najemca
I wyżywienie
Eule
649- Wyżywienie : 1 / 3 chleba, zupa dwa razy dziennie, miód, masło lub margaryna ( Eule ).
1275- Dostawaliśmy ¾ litra wodnistej zupy, ćwiartkę lub trzecią część chleba i trochę margaryny do tego. ( Eule )
Eulenburg
2758- Zaopatrzenie było dobre, dostawaliśmy na śniadanie kawę, 40 dkg chleba, 20 dkg miodu ( chyba 2 ale w bazie nie ma wersji skanowanej - przyp mój ) lub 3 dkg masła i 2 litry zupy ( Eulenburg )
Falkenberg
596-jedzenia było bardzo mało i złej jakości ( Falkenberg )
1698- nie było źle, ale w ostatnich dwóch miesiącach ( 08-i 09-44- przyp. mój ) sytuacja się pogorszyła. W pracy rygor stał się jeszcze większy, a głód potęgował się z dnia na dzień. Każdy otrzymywał kromkę chleba, w wyniku czego większość osób całkowicie osłabła i starsi wiekiem zmarli . ( Falkenberg )
3479- Jedzenie właściwie było wystarczające ,( 15-latek, Falkenberg )
J- zakwaterowanie
Eule
649- Spaliśmy po dwadzieścia pięć osób w jednym pokoju i każdy miał osobną pryczę i po 2 koce.
1275- Spaliśmy na gołych deskach pryczy, w sześciu na jednej i dostaliśmy wszy.
Eulenburg
Brak danych
Falkenberg
3479-, tam wtedy był tylko jeden blok i celty. My budowaliśmy te baraki i całą resztę, która tam jest.
K- traktowanie
Eule
649- Praca była dosyć ciężka , trzeba było pracować szybko, bo byliśmy bardzo popędzani. 1275- Byliśmy bici. Pod koniec było już mniej pracy i było mniej majstrów, więc staliśmy się leniwi, i dlatego obił nas komendant obozu.
Eulenburg
Brak danych
Falkenberg
596- Traktowanie nie było tu najgorsze
1698- nie było źle, ale w ostatnich dwóch miesiącach sytuacja się pogorszyła ( 08-09-44- przyp. mój ).
3479- Majstrowie zachowywali się bardzo przyzwoicie. Do końca grudnia byłem tu razem z moim ojcem. ( 15-latek, przyp. mój )
L- opieka medyczna
Eule
1275- Nie ma tu izby chorych, chorych wywożono w wagonach. Były częste selekcje, 35 –ciu słabych wywieziono.
Eulenburg
Brak danych
Falkenberg
1698- Chociaż był w obozie revier, ale nie było lekarstw dla wszystkich, więc nie można było leczyć.
M- śmiertelność w obozie
Eule
Brak danych
Eulenburg
Brak danych
Falkenberg
1698- W pracy rygor stał się jeszcze większy, a głód potęgował się z dnia na dzień. Każdy otrzymywał kromkę chleba, w wyniku czego większość osób całkowicie osłabła i starsi wiekiem zmarli .
N- przekazanie do innego obozu
649 , Eule ( 29-05-44 do 09-44) przekazany do Dornhau,( 09-44 do 9-05-45 )
1275, Dyhernfurth (9-05-44 do pocz. 08-44), Funfteichen ( pocz. 08-44 do poł. 01-45), Wustegiersdorf ( poł. 01-45, 2 dni ), Eule ( poł. 01-45 do koniec 02-45 ), Wolfsberg ( koniec 02-45, 2 dni ), Ebensee ( 03-45 do wyzwolenia 3-05-45 ).

585, Wolfsberg ( 3 m-ce tj około 15-06-44 do 15-09-44), Eulenburg (5 m-cy , tj 15-09-44 do 15-02-45 ),
2758, Eulenburg( 05-44 do 12-44), przekazany na Wolfsberg ( 12-44 do xx), Ebensee
3479, Falkenberg ( 10-06-44 do końca 12-44), Wolfsberg( 1 tydzień ) , Ebensee ( 4 miesiące )
Reasumując:
Jeden survivor z Eule został przekazany do Drnhau. Inny, który przyszedł z zewnątrz via Wustegiersdorf, został ewakuowany razem z obozem Wolfsberg do Ebensee.
Jeden survivor z Eulenburga przyszedł z Wolfsbergu, drugiego ewakuowano via Wolfsberg go Ebensee.
Jeden survivor z Falkenbegu był ewakuowany via Wolfsberg.
W sumie trzch survivorów z tych obozów było ewakuowanych do Ebensee via Wolfsberg. Musiał to być jeden z punktów zbiorczych w trakcie ewakuacji.
O- liczebność obozu
Eule
1275- W Eule byli tylko Żydzi , w liczbie 3000 .
Eulenburg
Brak danych
Falkenberg
91-1300 żydowskich robotników z Falkenberg również dołączono do grupy.
596- Z końcem sierpnia 44 trzy tysiące ludzi odeszło z Falkenbergu
1698- Z Falkenbergu poszliśmy pieszo do innego obozu, oddalonego o ok. 8 km. W obozie było ok.2000 jeńców, kontynuowaliśmy marsz razem 3000 ludzi w kierunku Mauthausen.
3479- poszliśmy pieszo na Wolfsberg. Jednego dnia szło na Wolfsberg 800-1000 ludzi.
P- wyzwolenie i przeżywalność
Przeżywalność w tych obozach była mniejsza, niż na Osówce, w obozie Falkenberg było 1300-3000 ludzi i są tylko 3 relacje survivorów. W obozie Eule na 3000 ludzi są tylko 2 relacje. W obozie Eulenburg była nieznana liczba więźniów wyrażająca się w tysiącach internowanych , a pozostawili tylko 2 relacje . Były z tego obozu dwie ewakuacje, więc obóz mógł liczyć około 2000 ludzi.
Q- zapis dot obozu Falkenberg, Eule, Eulenburg
91, M, kupiec ur 1915, lat 30, Auschwitz (15do20-05-44 ), Wolfsberg ( 25-05-44 do 15-02-45 ), Ebensee ( 15-02-45 do 1-05-45 ). Nie był na Falkenbergu, relacja potwierdza wspólna ewakuacje obozów.
15 lutego obóz został ewakuowany z powodu rosyjskiego podejścia. Około 3000 więźniów wyruszyło; 1300 żydowskich robotników z Falkenberg również dołączono do grupy. Wyruszyliśmy pieszo w czwartek w najbrzydszą pogodę: byliśmy głodni i niedostatecznie ubrani. W pierwszym dniu szliśmy 35 km do Friedlandu ( Mieroszów ). .via Friedland, Schonberg, Trautenau … dojechali pociągiem do Ebensee…tylko 2000 osiągnęło punkt docelowy z 4300….
585, M, uczeń ur. 1928, lat 17, Auschwitz (8 dni 06-44 ), Wolfsberg ( 3 m-ce tj około 15-06-44 do 15-09-44), Eulenburg (5 m-cy , tj 15-09-44 do 15-02-45 ), Flossenburg (1 m-c ), Offenburg (1 m-c ), Donausching (1 tyg. )
Mieszkalismy w dużej wsi Kövesliget, gdzie mieszkało około 150 rodzin żydowskich. Byli to w większości rolnicy i należeli klasy średniej. Mój ojciec był rolnikiem. Dużo i ciężko pracowaliśmy i to dużo, ale z uzyskanych wyników , mogliśmy się utrzymać. Jedzenie mieliśmy swoje, tylko na zakup odzieży zawsze powodował kłopoty. ……Następnym etapem był Eulenburg . Wagoniki ładowaliśmy piaskiem, kamieniem i cementem i transportowaliśmy w górę i w dół . Często pracowaliśmy dzień i noc. Potem odeszliśmy szliśmy dwa tygodnie, 100-110 km dziennie. Ci, którzy nie mogli kontynuować marszu zostali zastrzeleni. Na dwa dni dorgi dostaliśmy do jedzenia po trzy surowe kartofle.Następnie upakowali nas po 130 w wagonie, nie daliu żywności i wody. We wszystkich wagonach jedna trzecia ludzi zmarła . Przybyliśmy do Flossenburga. Tu jedzenie dostawaliśmy tylko raz dziennie. Od rana do nocy musieliśmy stać na zewnątrz na deszczu i śniegu. Niemcy stale nas bili. Dostaliśmy się do transportu do Offenburga. Tu było po 100 osób w wagonie. Jedzenia nie dali. Jechaliśmy noc i dzień, staliśmy w tunelu, z obawy o nalot powietrzny. Oczywiście, w tunelu nie było ani wody, ani powietrza ani jedzenia. W Offenburgu była bardzo trudna praca . Wszystko było zbombardowane, odbudowywaliśmy tory kolejowe i zbierali niewybuchy bomb. Tu byliśmy cztery tygodnie, w końcu pojechaliśmy do Donaueschingen. Przez dwa dni pracowaliśmy na stacji. O północy przyszedł rozkaz uprzedzajacy o nadchodzącym bombardowaniu, każdy powinien był w ciągu 5 minut pójść dalej, bo miasto ma być spalone przez bombowcóe. Wszystko zostało spalone. Poszlismy 12 km na pociąg i tam nas załadowali, jechaliśmy 15 kilometrów.O 9 –tej rano przyleciało 9 amerykańskich samolotów i zaczęły strzelać do wagonów. Myśleli, że jesteśmy żołnierzami.Trafili w lokomotywę. Było wielu zabitych. Doczołgaliśmy się na brzuchu do lasu, i pozostaliśmy tam cały dzień. Gdy francuskie czołgi zbliżyły się bardzo, SS-mani chcieli nas strzelać. Co setny uciekł i ukrywał się w lesie. 2 dni tam byliśmy, nocą szliśmy przez las. Padał deszcz i bardzo się baliśmy . Wróciliśmy do Donaueschingen , gdzie znaleźliśmy francuzów. Otrzymaliśmy wszystko od francuzów, co potrzebowaliśmy.
596, M, pracownik fabryki drewna ur. 1923,lat 22, Auschwitz ( 24-05-44do5-06-44 ), Falkenberg (6-06-44 do 28-08-44 ), Ebensee (12-10-44 do 5-05-45).
Kilka dni później, zostałem zakwalifikowany do transportu pracy i wywieziony pociągiem do Falkenbergu. Był to mały obóz, 80 km od Breslau. Tylko żydowscy mężczyźni tu pracowali. Budowaliśmy tunele. Pracowaliśmy po 8 godzin dziennie, a rano przed pracą był 2 godziny apel. Traktowanie nie było tu najgorsze , ale jedzenia było bardzo mało i złej jakości. Z końcem sierpnia 44 trzy tysiące ludzi odeszło z Falkenbergu . Szliśmy pieszo przez 6 tygodni i cztery dni jechaliśmy otwartymi wagonami . Jakie to spowodowało spustoszenie wśród nas po drodze wystarczy powiedzieć, że do obozu Ebensee przybyło tylko 200 osób . W Ebensee był wielki obóz. Było w nim 30 000 mężczyzn różnych narodowości. Był to obóz zagłady. Strasznie tu bili ludzi. Prowadzilismy tu rozmaite prace zewnętrzne, praca trwała 10 godzin, 2 godziny przed pracą był apel. Mieszkalismy w drewnianych barakach, spaliśmy po czterech na jednej pryczy Oczywiście, nie było miejsca dla 4 osób, więc nigdy nie mogłem odpocząć. Jedzenie było coraz mniej każdego dnia. Było na porządku dziennym, że SS-man kogoś pobił na śmierć. Każdego dnia, było wielu martwych. Najbardziej umierali starsi. Najtrudniejsze prace były przy budowie tunelu. , Kto tu pracował przez 3-4 tygodnie, ten nie był w stanie kontynuować pracy. 5-05-1945 zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów. Teraz, gdy się wzmocniłem, przyjechałem do domu, zadbam o moje sprawy w domu i chcę wyemigrować do Palestyny.
649 , M, krawiec ur 1921, lat 24, Auschwitz ( 27do29-05-44 ), Eule ( 29-05-44 do 09-44) Dornhau,( 09-44 do 9-05-45 ) tam do wyzwolenia.
Podczas okupacji niemieckiej w Koszycach mieszkało 14000 Żydów, którzy w dużej mierze żyli na dobrym poziomie jako przedsiębiorcy, rzemieślnicy itp. Zarabiałem na życie jako krawiec … Dwa dni później zostałem wybrany i włączony do transportu pracy , jechaliśmy po 50-ciu w wagonie, jazda trwała jeden dzień i była znośna. Po przybyciu do Eule dostaliśmy jedzenie, Na następny dzień stawiliśmy się do pracy polegającej na kopaniu rowów, noszeniu piasku i kamienia i ładowania na samochody. Praca była dosyć ciężka , trzeba było pracować szybko, bo byliśmy bardzo popędzani. Wyżywienie : 1 / 3 chleba, zupa dwa razy dziennie, miód, masło lub margaryna. Dwa razy dziennie mieliśmy apele. Spaliśmy po dwadzieścia pięć osób w jednym pokoju i każdy miał osobną pryczę i po 2 koce. Do obozów w Dörnhau potrzeba było 100 osób , wybrali więźniów, mnie również włączono do transportu. Po godzinie jazdy samochodem, przybyłem do obozu pracy Dörnhau.
1275, M , uczeń ur 1928, lat 17, Birkenau ( 7do9-05-44 ), Dyhernfurth (9-05-44 do pocz. 08-44), Funfteichen ( pocz. 08-44 do poł. 01-45), Wustegiersdorf ( poł. 01-45, 2 dni ), Eule ( poł. 01-45 do koniec 02-45 ), Wolfsberg ( koniec 02-45, 2 dni ), Ebensee ( 03-45 do wyzwolenia 3-05-45 ).
Kiedy Rosjanie podeszli bliżej ; przez cztery dni jechaliśmy pociągiem do Wüstegiersdorf. Pół chleba i kawałek kiełbasy otrzymane na drogę wkrótce zjedliśmy. Byliśmy głodni. Po przyjeździe otrzymaliśmy po dezynfekcji czyste ubrania, i wszyscy, tkaże i my wybrani 25 chorych – także ja byłem wśród nich z chorą stopą – udaliśmy się następnego dnia dalej. My dojechaliśmy po 5-6 godzinnej jeździe samochodem do Eule, inni poszli do innego obozu. W Eule byli tylko Żydzi , w liczbie 3000 . Musieliśmy przy drążeniu tunelu ładować łopatami ciężką, mokrą glinę na wagoniki kolejki. Byliśmy bici. Dostawaliśmy ¾ litra wodnistej zupy, ćwiartkę lub trzecią część chleba i trochę margaryny do tego. Spaliśmy na gołych deskach pryczy, w sześciu na jednej i dostaliśmy wszy. Pod koniec było już mniej pracy i było mniej majstrów, więc staliśmy się leniwi, i dlatego obił nas komendant obozu. Nie ma tu izby chorych, chorych wywożono w wagonach. Były częste selekcje, 35 –ciu słabych wywieziono. W końcu zwinięto cały obóz. Szliśmy pieszo jeden dzień i jedną noc na Wolfsberg. To był większy obóz. Wolfsberg i Eule, razem 5000 ludzi maszerowały dwa dni i nocy na piechotę, nocami zatrzymaliśmy się na 2-3 godziny na odpoczynek i dostawaliśmy dziewiątą część chleba. We Friedland wszystkich ulokowano w jednej stodole, jednego na drugim. W ścisku ponad 300 osób zostało zgniecione. Następnego dnia po południu poszliśmyliśmy dalej . Przez trzy następne dni szliśmy w dużym śniegu, dowódca komanda zastrzelił dużo tych , którzy nie byli w stanie iść dalej, dwa razy staliśmy na 10 minutowy odpoczynek, w pierwszym dniu pokonaliśmy dystans 39 km , szliśmy również w nocy. Musieliśmy pchać wózek SS, ale byliśmy używani także jako kucharze i członkowie „ Scheisskommando”, ponieważ mieliśmy jeszcze trochę sił w piersiach , gdyż zajmowaliśmy poprzednio uprzywilejowaną pozycję w obozie. Powyższe komando, jak sama nazwa wskazuje, czyściło toalety. Byli zatrudnieni w obozie i wiele mogli zorganizować. Po południu o trzeciej dotarliśmy do celu. Byliśmy bardzo słabi. Setkami udaliśmy się do dezynfekcji. Całą noc staliśmy na zewnątrz z przodu w śniegu przed krematorium aż w kolejce doszliśmy do dezynfekcji. Kiedy byliśmy gotowi; złamaliśmy się pod wpływem ciepłej wody i zabrali nas do szpitala. Wielu poszło tam z biegunką, bo jedli po drodze śnieg. Mieliśmy opuchnięte nogi, trzy dni tam byłem . Potem poszliśmy do pracy, do tunelu i do kamieniołomu. Było bardzo źle, dostawaliśmy wiele bicia. Była komenda : „Wszyscy Żydzi wystąpić przed udaniem się do pracy!” Byliśmy bici pałkami drewnianymi i gumowymi.. Wielu zginęło na miejscu, wielu miało opuchnięte nogi i zapalenie płuc. Moje komando liczyło 250 ludzi, w pracy było tylko 190, inni zginęli na placu lub na drodze. Pracowaliśmy 10 godzin dziennie na zmiany . Dostawaliśmy jedną szóstą bochenka złego chleba i jeden litr zupy . Ze złego chleba dostawaliśmy biegunkę, staraliśmy się ją zatrzymać używając węgla. Nastąpiło coś przeciwnego; 5-6 dniowe zaparcia okazały się często śmiertelne. W zimie marzliśmy w naszych cienkich ubraniach , których nie mieliśmy czym uzupełnić. Bloki nie były ogrzewane, a powietrze było bardzo źle. Miałem gorączke 39 stopni. Później pomogła mi krew, którą dostałem od Amerykanów z dużych butli. Mieliśmy wszy. Starszy blokowy, pochodzący z Niemiec kryminalista, oznaczony zielonym winklem ( oznaczenie przestępcy kryminalnego ) zabił 50 Żydów dziennie. Obcasem buta następował na ofiarę w okolicy serca, wykańczał wieczorem tych ludzi. Morderca był mały, ale silny. Każdy dzień przychodził komendant obozu i kapo revieru. Na revier wchodził lekarz SS z psem. Każdego , kto nie był w łóżku „na baczność”, pies gryzł w uszy i nos. Opieki nie było. Po 4-5 dniach później, każdy był tak ugryziony . Młodszych zostawiali w spokoju, nawet dawali im drugą porcję, a starsi „ zdechną i tak „ . Krematorium było usytuowane w odległości 5 km od revieru. Leżały tam stosy ciał, nawet je tam nosiłem , ponieważ na tym polegała moja służba na revierze. Od zwłok rozchodził się wielki fetor. Leżały one ułożone w krematorium warstwami aż po sufit. Jeszcze wieczorem starszy blokowy był zajęty wymierzaniem kijów - w nocy przybyły amerykańskie czołgi. Starszy blokowy wyłączył bezpieczniki na zasilaniu , więc cały obóz był w ciemności. Następnego dnia włamaliśmy się do piekarni, kto mógł, ciągnął na plac apelowy. Serbscy więźniowie zabili kolbami karabinów starszych blokowych . Starszy obozowy nr 1, który był starszym, dobrym człowiekiem, powiesił starszego obozowego nr 2. Od otrzymanej dobrej żywności byłem bardzo chory, i wielu umarło , lub oszaleli przez nagłą radość, chodzili tam i z powrotem, śpiewali, całowali jeden drugiego, i rozsypywali żywność. Pozostaliśmy tam jeszcze cztery tygodnie .Dostałem się do Czeskich Budziejovic i przyjechałem tu z transportem stamtąd. Wiem, że w domu jest tylko jedna siostra i brat. Chcę nauczyć się zawodu.
1698, M, uczeń ur 1927, lat 18, Auschwitz ( 2do8-06-44 ), Falkenberg (11-06-44 do 10-09-44 ), Mauthausen ( 16do 17-09-44), Ebensee ( 20-09-44 do 12-05-45 ).
6 dni później załadowano nas na wagony i wywieziono na Falkenberg. I tu pracowaliśmy na budowie, nie było źle, ale w ostatnich dwóch miesiącach sytuacja się pogorszyła. W pracy rygor stał się jeszcze większy, a głód potęgował się z dnia na dzień. Każdy otrzymywał kromkę chleba, w wyniku czego większość osób całkowicie osłabła i starsi wiekiem zmarli . Chociaż był w obozie revier, ale nie było lekarstw dla wszystkich, więc nie można było leczyć. Z Falkenbergu poszliśmy pieszo do innego obozu, oddalonego o ok. 8 km. W obozie było ok.2000 jeńców, kontynuowaliśmy marsz razem 3000 ludzi w kierunku Mauthausen. Już ledwie mogliśmy chodzić, wiele osób zostało po drodze. Żywności w ogóle nie rozdzielano, ludzie umierali z głodu jak muchy. W takich okolicznościach nie było zaskoczeniem, że w momencie , gdy doszliśmy do Mauthausen, z 3000 tylko 1500 przetrwało, na następny dzień po przybyciu do Mauthausen padło jeszcze 300 osób z nich, bo staliśmy tam przez cały dzień na wielkim deszcz i w zimnie, całkowicie osłabieni. W tym obozie tylko jeden dzień byliśmy tutaj, stąd wyruszyliśmy do Ebensee. Tu pracowaliśmy przy budowie tuneli pod nadzorem SS, którzy zawsze byli w stanie za każdy drobiazg wymierzyć nam po 25 kijów. Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, a jedzenie było w tak małej ilości, że myślałem, że wszyscy tam zginiemy w wyniku straszliwego głodu. Torturowani głodem jedliśmy śnieg. Zmarłych palono w krematorium, ale ostatni był już tyle zwłok, , że zostali pochowani w masowym grobie. Pracę tę musieli wykonać chorzy z revieru. Pod koniec kwietnia Lagerführer szczerze powiedział nam w oczy, że istnieje plan, że zostaniemy zabici ( tekst niejasny, przyp. mój ) . Wkrótce potem spotkaliśmy żołnierzy amerykańskich, którym zawdzięczamy nasze życie. Z ich pomocą przejechałem przez Republikę Czeską. Plany na przyszłość: chciałbym wyjechać do Palestyny, tak szybko jak to możliwe.
2758,M, pomocnik handlowca, ur 1926, lat 19, Auschwitz ( 3 dni 05-44), Eulenburg( 05-44 do 12-44), Wolfsberg ( 12-44 do xx), Ebensee ( do 5-45),
W Szolyva liczba Żydów wynosiła 300-400 osób. W większości należeli do klasy średniej. My mieliśmy sklep z delikatesami ,zapewnił nam beztroskie życie. Po wkroczeniu Niemców do wioski przyszli żandarmi i zabrali wszystkich Żydów do naszej świątyni w Szolyva. Mogliśmy z sobą zabrać 50kg odzieży i żywności dla nas. Noc spędziliśmy w świątyni. Następnego dnia poszliśmy na piechotę na dworzec, tam nas załadowali na pociąg i zabrali do Munkacza do getta w cegielni. W getcie mieliśmy straszne życie, głodowaliśmy i nie było miejsca, gdzie moglibyśmy się położyć. W maju deportowali nas do Auschwitz. Po przyjeździe rozdzielonych rodziny. Tylko 3 dni spędziłem tutaj. Potem umieścili nas po 50-ciu w wagonie i przetransportowali do Eulenburga. W wagonie było 25-ciu po jednej stronie i 25 po drugiej stronie. Musieliśmy siedzieć bez ruchu, nie wolno było przechodzić na drugą stronę wagonu. Kiedy poprosiliśmy o wodę, to bili. Każdego, kto wstał, bili pałkami gumowymi i kolbami karabinów. Eulenburg był obozem pracy , w którym w dzień po naszym przyjeździe już pracowaliśmy . Budowaliśmy kolej. Na pewnej górze ścinaliśmy ziemię, wyrównywaliśmy teren i do wagoników kopalnianych nosiliśmy ziemię i piasek. To bardzo ciężka praca. Zaopatrzenie było dobre, dostawaliśmy na śniadanie kawę, 40 dkg chleba, 20 dkg miodu lub 3 dkg masła i 2 litry zupy. W grudniu przyszliśmy na Wolfsberg gdzie również pracowaliśmy przy budowie kolei. Praca była ciężka, ale zaopatrzenie było do przyjęcia. Mieszkaliśmy w blokach, to było stosunkowo czyste miejsce. Ebensee był ostatnim przystankiem. Trudno opisać okropności które tam przeszliśmy. Pracowaliśmy 12 godzin dziennie w tunelu. Ładowaliśmy kamienie na wagoniki kopalniane. Podczas pracy byliśmy stale atakowani przez kapo SS, którzy bez powodu bili nas gumowymi pałkami. Racja żywieniowa: jedną trzecią chleba i zupa raz dziennie. Kawy nie było. Chleb był niemal niejadalny, twardy i zachował się jak glina, i tak już zostało. Zupy były gotowane z obierek ziemniaczanych . To naprawdę były posiłki, które mogły być spożywane tylko przez więźniów na skraju śmierci głodowej , tak jak my. Spaliśmy na pryczach po 4 osoby. Bardzo ucierpieliśmy od bicia przez starszych blokowych. Ponad 2000 Żydów zginęło tutaj. W końcu w maju Amerykanie nas wyswobodzili. Teraz chcę iść do Ziemi Świętej.

3479 ,M, uczeń ur 1930,lat 15, Auschwitz ( 5do8-06-44 ), Falkenberg ( 10-06-44 do końca 12-44), Wolfsberg( 1 tydzień ) , Ebensee ( 4 miesiące ) .
….4 dni po przybyciu do Auschwitz , po południu, załadowali nas do wagonów i otrzymaliśmy po 1/3 bochenka chleba, 5 dkg margaryny, około 5 dkg salami. W każdnym wagonie było 50 ludzi i 2 ludzi z SS, którzy nas pilnowali. Do Falkenbergu przybyło 400 ludzi, tam wtedy był tylko jeden blok i celty. My budowaliśmy te baraki i całą resztę, która tam jest. Najpierw pracowałem przy budowie miejscowej kolejki i układaliśmy szyny . Później zostaliśmy podzieleni na grupy, pracujące dla różnych firm: do wyrębu lasu, pracy w kamieniołomach, wykonywanie dróg, itp. Jedzenie właściwie było wystarczające ,traktowanie dopuszczalne. Ja pracowałem w kopalni. Górnicy pracowali 8 godzin dziennie, pozostali 12 godzin dziennie. Majstrowie zachowywali się bardzo przyzwoicie. Do końca grudnia byłem tu razem z moim ojcem. Wtedy już można było słyszeć wystrzały z armat i poważnie mogliśmy myśleć o bliskim wyzwoleniu, poszliśmy pieszo na Wolfsberg. Jednego dnia szło na Wolfsberg 800-1000 ludzi. W obozie Wolfsberg byliśmy 1 tydzień, po czym oba obozy połączyły się i razem pieszo poszliśmy dalej. Następną noc spędziliśmy w Schonberg, gdzie 3000 ludzi nocowało w pewnej stodole. Oczywiście, wypoczynek był niemożliwy. Każdego dnia wiele osób umierało, głównie z powodu odmrożeń. Na drugi dzień rozdzielono nas i ulokowano w dwu stodołach. Byliśmy tu przez 10 dni. Dziewiątego dnia część więźniów poszło oddzielnie, nie wiem gdzie , a my poszliśmy dalej i jechaliśmy jeszcze tydzień. Wsiedliśmy do wagonów towarowych otwartych, śnieg padał, wiatr wiał. Około tygodnia jechaliśmy w wagonach. W końcu dotarliśmy do Ebensee. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili było to, że zostaliśmy zdezynfekowani , zabrali wszystko, co mieliśmy , wydali tylko cienkie pasiaki,( spodnie i koszulkę ) i drewniane chodaki. Przez trzy tygodnie byliśmy na kwarantannie . Wielu zginęło w trakcie kwarantanny, dużo zadeptali na śmierć. Znaleźliśmy się w barakach, ale było tak wielu ludzi, że nie było gdzie usiąść, ani spać. Tu również zmarł mój ojciec w starszym wieku. Po trzech tygodniach przebywania w kwarantannie, podzielono nas na trzy części: Schwerarbeiter ( zdolny do ciężkiej pracy ) , Leichtarbeiter ( zdolny do lekkiej pracy ) i do grupy niezdolnych do pracy. Mój ojciec był już bardzo słaby i zostaliśmy skierowani do bloku nr 26, w którym był polski starszy blokowy, który bardzo nas bił. To był najgorszy blok. Ja również byłem bardzo słaby,ważyłem tylko 25 kilogramów i mogłem tylko wtedy dostac się do pracy, jeśli ktoś brakowało i potrzebowali wymiany. Wyżywienie było na początku wystarczające . Dostawaliśmy trochę gęstej zupy i ćwierć kilograma chleba z trocinami. Sytuacja pogarszała się się z dnia na dzień i w końcu nie otrzymywaliśmy nic więcej ponad pół litra wody z obierkami ziemniaczanymi , gdy szło dobrze. Stan obozu był 40 000 ludzi dziennie umierało 800-1000 osób. Na revierze i w szpitalu była bardzo zła sytuacjia. Nikt nie chciał iść do szpitala, bo jedzenie było jeszcze gorsze, chorzy dostawali połowę racji żywnościowej lub dwie trzecie dziennej racji. Każdego dnia czekaliśmy na wyzwolenie i było to bardzo trudne. Pewnego wieczoru, przyszła nowina, że pokazały się amerykańskie czołgi. To było 5-05-45. Natychmiast dostaliśmy papierosy, żywność, ciepłe rzeczy i szybko zacząło się poprawiać zaopatrzenie. Tej nocy dostałem zapalenia płuc , tak,że nie mogłem wstać rano i skierowano mnie do revieru. Do tej pory tam byłem. Około 3-4 tygodni temu wyruszyłem indywidualnie i 24 października 1945 przybyłem do Budapesztu.
Podsumowanie dla obozów Falkenberg, Eule, Eulenburg .
Kompleks Sokolec znane dane: długość całkowita wyrobisk-860m, powierzchnia-2450m3, kubatura-7100m3- Żródło : M. Aniszewski „Podziemny świat Gór Sowich „
Znana kubatura wyrobisk jest o wiele na niska w porównaniu z ustalonym stanem osobowym obozów.
Używam tych trzech nazw tak, jak je podali, więźniowie, nie sądzę by w nazwie obozu robili duże pomyłki, nazwy obozu znają wszyscy więźniowie. To oznacza, że na terenie Sokolca i Sowiny było więcej obozów, tak jak w Głuszycy czy Ludwikowicach. Relacje z Eulenburga koło Torgau oddzieliłem i pominąłem na podstawie kryterium wyzwolenia przez Amerykanów. W Górach Sowich ten fakt nie miał miejsca. Na mapie z 1917 Eule oznacza tylko teren w dolinie Sowiego Potoku w stronę Ludwikowic, Stadisch Eule jest oznaczone na mapie osobno. Eulenburg na mapie umiejscowiony jest w obszarze źródliskowym Sowiego Potoku w Sowiej Dolinie, najwyżej położonym przysiółku Sokolca.
Wszystkie te obozy zostały ewakuowane do Ebensee, wobec powyższego domniemywam, że planowano tam działalność przemysłu paliw bądź broni odwetowych. Poza kwaterą Hitlera -bunkry na powierzchni , koło Weitengrund.
Reasumując, z Eulenburga były co najmniej 2 ewakuacje, z których pierwszą przeprowadzono w grudniu 44 razem z obozem Wolfsberg, cel= Ebensee. Drugą i ostatnią ewakuację przeprowadzono samodzielnie 15-02-45 , cel= Flossenburg, Offenburg, Donaueschingen.
Obóz Eule ewakuowano raz z końcem lutego 45 w połaczeniu z Wolfsbergiem. Cel= Ebensee.
Obóz Falkenberg był ewakuowany 4 razy: pierwsza ewakuacja odbyła się 28-08-44 i była przeprowadzona samodzielnie do Ebensee , jej celem wydaje się być sprawdzenie procedury wyniszczania więźniów w trakcie transportu. Druga ewakuacja została przprowadzona wraz z innym obozem liczącym 2000 ludzi 10-09-44 , trzecia była realizowana z końcem 12-44 wspólnie z Wolfsbergiem. Ostatnia ewakuacja została zainicjowana 15-02-45 i również została zrealizowana wspólnie z obozem Wolfsberg. Ale mieszkańcy Weitengrund po raz ostatni widzieli więźniów i OT-manów 7 maja 45, kiedy to nagle znikli. Mieszkańcy wiedzieli, ze 15-02-45 budowa została czasowo wstrzymana, kierownictwo budowy odeszło, plany Sokolca zostały spalone, więźniowie też odeszli do innego obozu, lub w kierunku Czech. Ale po ustabilizowaniu się sytuacji na froncie prace wznowiono i prowadzono aż do maja 45.
Patrz relacja nr 596, transfer w końcu sierpnia 44, internowani szli pieszo 6 tygodni i jechali pociagiem 4 dni, z 3000 do Ebensee dotarło 200. Relacja nr 1698 opisuje ewakuację z 10 września 44 ,do Ebensee via Mauthausen – objęła obozy Falkenberg i inny obóz, odległy o 8 km, nie wskazany z nazwy , i była realizowana tak , aby wyniszczyć jak największą liczbę więźniów, z 3000 doszło 1500, a po dniu stania na zewnątrz w Ebensee liczba ta spadła o dalsze 300. Relacja nr 3479 opisuje ewakuacje z grudnia 44, przeprowadzoną łącznie z obozem Wolfsberg. Z w.wym relacji wynika, że marsze śmierci nie są zdarzeniem z ostatnich 2 miesięcy wojny i że tych więźniów zniszczono celowo, w czasie, kiedy zaopatrzenie w innych obozach jeszcze funkcjonowało . Można postawić pytanie czy to z powodów doktrynalnych tak postępowano, czy też ci więźniowie wiedzieli coś istotnego. Największa śmiertelność dotyczyła obozu Falkenberg i tych, którzy drążyli tunele. Czy zatem można łączyć ten fakt z relacjami mieszkańców Weitengrund, że nadziemne bunkry pomiedzy Gontową a Sierpnica miały stanowić kwaterę A. Hitlera? W związku kilkukrotnymi ewakuacjami, skład osobowy obozów-przecież ciągle czynnych- musiał być odnawiany i uzupełniany , ale brak danych na ten temat w bazie. Po ewakuacji na nowym miejscu pracy większość wykonywała taka samą, lub podobną pracę: 586 Eulenburgu pracował przy transporcie kolejką, w Offenburgu odbudowywał kolej po bombardowaniu i zbierał niewybuchy, w Donaueschingen pracował na stacji. 596i 1696 pracowali przy budowie tunelu w Falkenbergu i w Ebensee. 1275 w Eule ładował urobek przy drążeniu tunelu, w Ebensee pracował w tunelu i kamieniołomie.2758 w Eulenburgu budowal kolejke i ładował urobek a w Ebensee ładował urobek w tunelu. 3479-15-latek , który pracował przy budowie obozu na Falkenbergu, podał,że w Ebensee dzielili ludzi na 1- zdolnych do ciężkiej pracy, 2- zdolnych do lekkiej pracy i 3- niezdolnych do pracy. Wzmacnia to domniemanie, że wyrobiska Sokolca miały pomieścić fabryki przemysłu paliwowego i broni odwetowych.
Liczebność obozu Falkenberg określono na 1300 osób, Eule na 3000, Eulenburg nieustalona liczba. Drugi obóz o nazwie Eulenburg był w Niemczech , ( patrz relacja nr 16 – sześciu kobiet ) niedaleko Torgau, z tego miejsca jest więcej relacji, nie należy ich mieszać z Górami Sowimi. Szczupłość materiału ogranicza analizę statystyczną.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:16, 30 Sie 2013 Powrót do góry

12-Obóz Furstenstein Książ
17,111,262,1584,1616,1702,2016,2968,3032,3407,=10
P=przekazany do innego obozu
U=uciekł w czasie ewakuacji
X-ilość osób

A ilość relacji survivorów
10
A1- Płeć
M- 12 osób
K- 0
B- wiek survivorów w roku 1945
Do 20 lat = 2 soby=19, 20
21 do 30 lat = 7 osób=2x21, 2x22, 2x26, 1x30.
31 do 40 lat = 2 osoby=38, 39.
41 do 50 lat = 0
Powyżej 50 lat= 1 osoba=51 lat
C- zawód internowanych
Rzemiosło – 7 osób: 4-rech szewców, krawiec, stolarz i ślusarz
Handel- 0
Uczący się- 0
Pracujący na roli- 3 osoby : rolnik, robotnik rolny, gospodarz
Prac. umysłowi - 1 osoba- przesiebiorca
Fabryka- 1 osoba

D-standing rodziny przed aresztowaniem
1584- Zanim przyszli Niemcy , przez 8 miesięcy żyłem z moją rodziną w Szinérváralján gdzie byłem producentem cholewek butów
3032- W moim miejscu urodzenia i stałego pobytu Visnyeverecke; wsi w Karpathenlandzie z około 3000 mieszkańców było około 30 rodzin żydowskich, którzy tam już byli od wielu pokoleń i w większości włożyli swój wkład. Mimo że sytuacja Żydów po wejściu Węgier do Karpathenland uległa ogólnie znacznemu pogorszeniu, sytuacja w tej kwestii w Visnyeverecke pozostała bez zmian, ponieważ zarządzenia węgierskiego rządu w związku z prześladowaniami Żydów były głównie skierowane przeciwko inteligencji żydowskiej i handlowi żydowskiemu.
3407- Mieszkałem z bratem w Budapeszcie.
E- data przybycia do obozu
Maj 44 : = 5 osób=16, 24, i 3x25.
Czerwiec-44: = 4 osoby=8, 2x24, koniec m-ca.
Sierpień 44: = 1 osoba
Grudzień 44 = 1 osoba= 17.
Nieokreślony: = 1 osoba,


F- data ewakuacji z obozu
styczeń-45 = 2+4 osoby=2x9( przekazani do Dornhau ), 16, 2x25, 1x bez podania dnia
luty 45 = 6 osób= 1x początek m-ca, 2,5, 2x14, 15

Przekazanie do Dornhau dwóch osób ( relacja 2016 ) miało miejsce około 9-01-45 , tam byli do wyzwolenia. W Furstenstein pracowali przy rozładunku wagonów.
Ewakuacja 16-01-45 (relacja 1702 ) była do Flossenburga ( 22-1-45 do 5-02-45 ), Kravinkel (7-02 do 7-03-45 ), Buchenwald ( 14-20-03-45 ), Neuburg ( 20-03 do 26-04-45 )
Ewakuacja 25 stycznia ( relacja 262 dwóch osób ) była do Flossenburga ( 3 tygodnie- ), Leonburg (3 miesiące ) , Landsberg (2 miesiące ).
Ewakuacja w styczniu 45 bez podania dnia ( relacja 2968 ) dotyczy więźnia, który przyszedł z Wolfsbergu w sierpniu 44 , szli pieszo tydzień do Trautenau , potem jechali do Flossenburga ( 2 tygodnie ), Krahvinkel ( 2 tygodnie ), Buchenwald ( 2 miesiące ).
Ewakuacja na początku lutego 45 ( relacja 3032- nie podano zadnych szczegółów ) była do Flossenburga (poł 02-45 do10- 03-45 ), Regensburg ( 15-03-45do poc. 04-45).
Ewakuacja piątego lutego 45 ( relacja 3407- który przybył 12-12-44 z Metzbach i pracował w tunelu ) była do Flossenburga(1 dzięń-02-45 ), Buchenwald ( 2 dni 02-45), Schwartzenfeld ( 1 dzień). Więzień pamięta pieszy początek i karę wymierzoną za kradzież pszenicy.
Ewakuacja –nastego -2-45 ( relacja 1584 ) była do Flossenburga (20-02-45 do 8-04-45 ), Buchenwald ( 04-45 ), Mauthausen ( 04-45 do 5-05-45 ). Szli 3 dni pieszo, potem 3 dni stali w miejscu, potem wrócili do obozu a po 2-3 dniach ich załadowano na wagony i pojechali.
Ewakuacja 14-2-45 ( relacja 111 )odbyła się do Flossenburga, Krahvinkel, Stampfstred…Po 3 dniowej jeździe dotarli do Flossenburga. Na początku marca przybyli do Krahvinkel.
Ewakuacja 14-2-45 ( relacja 1616 ) odbyła się do Flossenburga( 21-02-45 do 7-03-45 ), Krahvinkel ( 7do17-03-45 ), Buchenwald ( 25do28-03-45 ). Więzień wspomina tylko jazdę pociągiem.
Ewakuacja 15 lutego ( relacja 17 ) odbyła się do Flossenburg, Weiring, Buchenwald, Neuburg, przy czym ludzi na początku podzielono na grupy po 50-ciu i szli pieszo 2 tygodnie, a jazda pociągiem 4 dni. We Flossenburgu byli 6 dni.
G- zadania
17- I tylko przez pewien czas pracował w komandzie budowlanym, a później jako krawiec w obozie, i tu już była lepsza robota, pracowałem dla Lagerführera
111- Praca była bardzo ciężka, dlatego słabi załamywali się szybko. Drążyliśmy tunel, który zawalał się wiele razy grzebiąc wielu ludzi. Byliśmy pokryci pyłem i brudem.
262- Tu częściowo kopaliśmy doły, częściowo robiliśmy prace betonowe .
1584- doFürstenstein , gdzie budowaliśmy tunele. …. Pracowałem jako mechanik rowerowy,… Ja zgłaszałem się do pracy niedzielę, bo wtedy będę mógł się wykąpać i zaopatrzyć w czyste ubranie . Na początku lutego fabrykę zamknięto i już nie pracowałem , co pogorszyło moja sytuację.
1616- Do pracy chodziliśmy do zamku, gdzie wykonywaliśmy prace budowlane . Tunel wyryliśmy pod ziemią. Majstrowie powiedzieli nam, że na zamku będzie Kwatera Główna. Praca była ciężka i trwała 12 godzin dziennie, …... Później sytuacja się poprawiła, bo nasz czas pracy został obniżony do 8 godzin. Byliśśmy zadowoleni, bo prace postępowały lepiej i podzielono nas na 3 zmiany . Co druga niedziela była zupełnie wolna. …… .Zdarzył się godny pożałowania wypadek tutaj, ponieważ tunel się zawalił i zginęli żydowski chłopak z Munkacza i niemiecki inżynier .
1702- Zaraz zostaliśmy zaangażowani do pracy i to do pracy w tunelu. Ta praca była dla nas bardzo ciężka, jednakże nadzorujący nas żołnierze Wehrmachtu , którzy nas nadzorowali; traktowali nas po ludzku , ale później, kiedy nadzór przejęło SS, zaczęliśmy być bici dzień w dzień bez powodu. Czas pracy był przewidziany na 8 godzin na zmianę dzienną i nocną.
2016- Furstenstein. Tu pracowałem przy pracach wodociągowych i w przejściu podziemnym ( tunelu ). Praca była bardzo ciężka a traktowanie było niebywale trudne do wytrzymania. …. Pracowaliśmy od 6 rano do 6-tej wieczorem, apel był przedtem, rozpoczynał się o wpół do piątej rano. ……. Na miejscu pracy mówili nam, że w grubej odzieży i rękawiczkach nie można pracować. Niekiedy przychodziło dobre 50-60 wagonów piasku i przy tym pracowaliśmy ….
2968- Ja pracowałem jako cieśla i jako wykwalifikowany pracownik..
3032- W Fürstenstein mój transport był wykorzystywany do prac transportowych przy konstrukcji tunelu,
3407- Prowadziliśmy odstrzał ( w wyrobisku-przyp. mój ) , robiliśmy ładowanie urobku na wagoniki kopalniane , została wykonana niezdrowa i ciężka praca, przy której wielu zginęło. Tylko zdrowi ludzie , przyzwyczajeni do pracy fizycznej mogli w tej pracy wytrzymać, byliśmy tu 30 osób, węgierskich Żydów, którzy tu pracowali, pozostali byli Polakami i Ukraińcami, z którymi dość dobrze współistnieliśmy.

Reasumując: 8 relacji wspomina prace w tunelach a jeden transport związany z budową tuneli, dwóch wspomina prace budowlane, a pojedyncze relacje wspominają prace jako cieśla, kładzenie wodociągu, jako krawiec, czy mechanik rowerowy.
G-1 –droga do pracy
1584- Obóz był położony w odległości 2 km od miejsca pracy. ( mechanik rowerowy )
H- najemca
I- wyżywienie
17- Na obiad wydawali bardzo słabą zupę , na kolacje była inna zupa. Oprócz tego nasza dzienna racja żywnościowa obejmowała 33 dkg chleba.
111- Wyżywienie obejmowało 0.5 kg chleba, czarną ( kawę-przyp. mój ) , margarynę, i trochę zawiesistej zupy od czasu do czasu.
262- Ani miejsca, ani jedzenie, ani traktowanie nie były złe, ale niestety po 8 miesiącach przenieśli nas dalej do Flossenburga, gdzie mieliśmy bardzo złe warunki.
1584- od wszystkich cywilnych Niemców dostawałem dużo jedzenia , więc trochę mogłem wspomóc jedzeniem innym kolegom , których znałem . Wielu moich biednych kolegów cierpiało głód ….. Mnie bardzo pomogli cywile. ( mechanik rowerowy )
1616- Wyżywienie było bardzo złe, bo kierownictwo kradło jedzenie. Żywność można było dostać tylko za złoto i papierosy . … W końcu dostawaliśmy boczek i papierosy jako premię
1702- Wyżywienie nie było złe, ale bardzo mało.
2016- Rano dostawaliśmy trochę gorzkiej kawy, na obiad niekiedy kartofle albo kapustę, później już tylko raz dziennie 1 ½ litra ciepłej wody zwanej zupą. Jedzenie ( w Dornhau – przyp. mój ) było gorsze niż w Furstenstein.
3032- Poza tym, że karmiono nas w sposób całkowicie niewystarczający….
J- zakwaterowanie
1616- Obóz leżał w lesie.
1702- Tutaj umieszczono nas w bardzo małych barakach drewnianych, 30-tu ludzi pod jednym dachem, tak, że ledwie się można było poruszać.
2016- Mieszkaliśmy w małym baraku mieszczącym 22-24 osoby, potem zrobiliśmy większe baraki , i 200-300 osób mieszkało w jednym baraku. Prycze były 3 piętrowe i bardzo szerokie, kładliśmy się tam po 15-tu. Ogrzewanie zimowe było zainstalowane dopiero co, odzieży zimowej nie było, potem marzliśmy… Kiedy pracowaliśmy w tym zamku ( Furstenstein ) , mieliśmy podobnie okropną sytuację, ale mogliśmy się choć umyć,
3407- W połowie grudnia zostałem przeniesiony do Fürstenstein, gdzie umieszczono nas w kamiennych barakach.
K- traktowanie
17- Lagerführer, oficer SS o nazwisku Richter , był bardzo zły. Własnoręcznie bił ludzi…. Jeśli ktoś nie mógł pracować i upadł, majster to raportował po powrocie do obozu, a następnie Lagerführer wymierzał bicie, kopanie, i więzień kontynuował dalej pracę…. Poza tym w miejscu pracy, cywilni majstrowie nas bili
111-Podczas budowy uciekło dwu ludzi, moich kolegów z namiotów z nowej lokalizacji ( tekst niejasny , może oznaczać nazwe miejscowości, z której pochodzili – przyp. mój ) i zostali złapani po 4 dniach. W obozie wzniesiono szubienicę i zostali powieszeni na oczach wszystkich. Po pracy musieliśmy wykopać groby i pogrzebać ich
262- ani traktowanie nie były złe,…
1584- Na początku było dobrze, po 3 dniach w Auschwitz, gdzie przez cały dzień bili , niemal uważałem zmianę za dobrą.
1702- nadzorujący nas żołnierze Wehrmachtu , którzy nas nadzorowali; traktowali nas po ludzku , ale później, kiedy nadzór przejęło SS, zaczęliśmy być bici dzień w dzień bez powodu.
2016- a traktowanie było niebywale trudne do wytrzymania. Ciągle nas bili. …. Popędzali nas tak, że ktokolwiek przystanął w pracy na sekundę, był w sposób najokrutniejszy bity.
2968- jako wykwalifikowany pracownik miałem lepiej, ale reszta bardzo cierpiała. Wykonywali trudne prace i tak bardzo ich bili, że bardzo wielu ludzi zmarło
3032- to tu było widać z całkowitą pewnością tzw cel pracy: Celem pracy była w rzeczywistości nie budowa tunelu, ale to, żeby jak najszybciej, wszystkich wykończyć…….byliśmy systematycznie bici bez powodu. I to jak bici! Tu musiał człowiek być w bardzo dobrej kondycji, by ujść z życiem od tych wybryków i ciosów od życia!.....Funkcja obozu zagłady uwidoczniała się najbardziej rażąco w złych warunkach pogodowych, mianowicie pogoda była taka, że nie mogliśmy pracować, a właśnie wtedy nie pozostawili nas w spokoju ani nie angażowali nas do prac w obozie i to by było dosyć. A my , wprost przeciwnie, musieliśmy wychodzić i stać przez cały dzień w ulewnym deszczu, na wietrze i przenikliwym zimnie - bez pracy.
Widoczna jest rozbieżność oceny : najgorzej byli traktowani ci, którzy wykonywali ciężka pracę fizyczną. Wykwalifikowani fachowcy mieli lepiej, niektórzy się urządzili. Wehrmacht traktował ich lepiej, niż SS. W represje angażował się lagerfuhrer, co implikuje, że to system tego żądał. Cywilni pracownicy zachowywali się różnie, wspominane są zarówno zachowania negatywne, jak i pomoc.
L- opieka medyczna
17- Zasadą było to, że Żydzi mieli być albo po prostu zdrowi i zdolni do pracy albo martwi, nie można było chorować. Określono stałą liczbę chorych w szpitalu i nie można było jej przekroczyć. Tak więc chorzy musieli dalej pracować .
3032-Wszystkich chorych zawsze odsyłano z obozu i nie wiem , co się z nimi dalej działo. Ja także byłem chory, ponadto miałem problemy ze słuchem, ale byłem ostrożny, i nie zgłaszałem się jako chory, bo wtedy bym został odesłany z obozu bez wątpliwości. I dlatego wszyscy mieliśmy największy strach, bo los tych nieszczęsnych był prawie pewny
M- śmiertelność w obozie
111- Wielu więźniów zmarło…. Drążyliśmy tunel, który zawalał się wiele razy grzebiąc wielu ludzi.
1616- Zdarzył się godny pożalowania wypadek tutaj, ponieważ tunel się zawalił i zginęli żydowski chłopak z Munkacza i niemiecki inżynier .
2016- Nie było dnia, żeby 40-50 ludzi nie padło martwe na miejscu pracy.
2968- bardzo wielu ludzi zmarło.
3032- Liczba nieszczęśników, którzy zginęli w ten sposób, wahała się dziennie od 5 do 10 osób
N- przekazanie do innego obozu
2016-dwie osoby przekazane ok. 9-01-45 do Dornhau ( tam 4 miesiące do wyzwolenia ) po przepracowaniu w Furstenstein 7,5 miesięcy od 24-06-44 .
2968-przyszedł z Wolfsbergu, po 4-tygodniowej pracy tamże.
3407-przyszedł z ,Wustegiersdorf (8-06do30-09-44 ) i Metzbach ( 3-10-44do14-12-44)- gdzie robili linie zasilania elektrycznego i mógł gotować sobie koszerne jedzenie.
O- liczebność obozu
111- Podczas budowy uciekło dwu ludzi, moich kolegów z …. i zostali złapani po 4 dniach…. z 2000 ludzi, którzy zaczęli ewakuację ( 15-02-45-przyp. mój ), …….siedemdziesięciu z nas zostało i żyje.
1616- Obóz leżał w lesie. Stanowiliśmy tam pierwszą część 350 internownych, - potem dalsze transporty przyszły stan więźniów był 1000 zatrudnionych .
2968- Gdy dojechaliśmy pociągiem do Flossenburg było ponad 1000 zmarłych - ( tzn, że w obozie było dużo więcej ludzi , których ewakuowano tym transportem-przyp. mój )
3407-ewakuacja 5-02-45- było nas 1000 ludzi…
Biorąc pod uwagę fakt, że było kilka ewakuacji, przypuszczalnie sześć, należy sądzić, że w okolicy Książa było więcej komand obozu Furstenstein a ich liczebność mogła wynosić kilka tysięcy ludzi. Ponieważ nie budowano skomplikowanej infrastruktury drogowo-kolejowej, jak w sąsiedztwie Wolfsbergu, Wustegiersdorf, Kaltwasser, Saufenwasser, Schindelberg, noleżałoby się spodziewać większej kubatury, niż jest obecnie znana. Jeden z więźniów określił odległość obozu od zamku na 2 km, co jest więcej, niż z zamku do obecnego parkingu.
P- wyzwolenie i przeżywalność
Dwóch survivorów przekazano do Dornhau i przeżyli na miejscu. Pozostali byli ewakuowani do Flossenburga i dalej.
17- śmiertelność w czasie jazdy pociągiem w zamkniętych wagonach do Flossenburga ocenia na 60-80 osób na 132 osoby w wagonie, tj 45-60 %. Dalej poszli do Weiring, Buchenwald, Neuburg , liczba malała, uciekli niektórzy więźniowie i strażnicy, zostali uwolnieni przez Amerykanów- 23-04-45.
111- śmiertelność w czasie jazdy pociągiem do Flossenburga ocenia na 30 osób na 120 osoby w wagonie, tj na 25%. Dalej poszli do Krahvinkel, gdzie robił to samo co w Furstenstein, drążył tunel . Po dwóch tygodniach z 2000 ludzi, którzy zaczęli ewakuację,… siedemdziesięciu z nas zostało i żyje. W Stampfstred wyzwolili ich Amerykanie
262- Z Flossenburga poszli do Leonburg (3 miesiące )- pracował w fabryce , Landsberg (2 miesiące )- tam od tyfusu zginęło 40 % i wyzwolili ich Amerykanie.
1584- śmiertelność w czasie jazdy pociągiem w do Flossenburga ocenia na 10-20 osób dziennie ( 8 dni jazdy ) na 125 osoby w wagonie, tj na minimum 64%. Poszedł dalej 15 km do obozu celtowego , gdzie pracował taj jak w Furstenstein w tunelu i w kamieniołomie .
Dalej poszli do Buchenwaldu, z 18 000 ludzi, którzy stamtąd wyszli do Mauthausen dotarło 600, a przeżyło 130 osób. Wyzwolili ich Amerykanie 5-05-45.
1616- z Flossenburga poszli do Krahvinkel, gdzie znowu pracował w tunelu.Transportowal wózki kopalniane w miejscu pracy , leżącym 4 km od obozu. Stamtąd poszli do Buchenwaldu. Stamtąd zabrali ich do stodoły aby ewakuować do Dachau. Tam wyzwolili ich Amerykanie, nie podał daty.
1702- z Flossenburga poszli do Kravinkel (7-02 do 7-03-45 ), gdzie znowu pracował w tunelu. Stamtąd poszli do Buchenwald ( 14-20-03-45 ), Flossenburga ( 1 noc ) , Neuburg ( 20-03 do 26-04-45 tam już byli Amerykanie.
2968 - śmiertelność w czasie jazdy pociągiem w zamknietych wagonach do Flossenburga ocenia na 12-14 osób dziennie , czas jazdy 5 dni na 130 osoby w wagonie, tj na 46 do 54%. Ponieważ we Flossenburgu było ponad 1000 zmarłych , początkowa liczba internowanych, która wyszła z Furstenstein tego dnia, była 1852 do 2174 , tj . około 2000 ludzi. Dalej poszli do Krahvinkel, ( tam był 2 tygodnie, w Furstenstein był cieślą, nie pisze co robił w Krahvinkel. Dalej poszli do Buchenwaldu, gdzie z 6000 ludzi , którzy wyszli z Flossenburga dotarło 200. Stamtąd zabrali ich najpierw pociągiem do Schwarzhofen , potem pieszo do Neuenburga, gdzie zabrali ich do lasu, w czasie noclegu zagrzebał się w słomie w stodole i w ten sposób oddzielił się od konwoju, reszta ludzi nie przeżyła, Amerykanie nadeszli na następny dzień.
3032- Z Flossenburga zabrano go do Regensburg ( 15-03-45do pocz. 04-45). Tam pracowali w ruinach zbombardowanej stacji kolejowej i uwalnianiu torów ( w Furstenstein pracował w transporcie przy budowie tunelu ), stamtąd wycofywali się pieszo uciekając przed Amerykanami, stan ekipy zmalał z 400 osób do 80, strażnicy pozostawili ich na drodze i doszli ich Amerykanie.
3407- z Flossenburga pojechali do Buchenwald ( 2 dni 02-45), Schwartzenfeld. Nie pracował w innym miejscu. W czasie pieszej ewakuacji doszli ich Amerykanie i strażnicy SS uciekli. Opisuje próbę ukrycia się wraz z trzema kolegami w trakcie pieszego marszu w szopie, koło której przechodzili. Znalazł ich strażnik SS, ale ponieważ ich znał, nie zastrzelił ich na miejscu, tylko zawrócił.
Q- zapis dot obozu Furstenstein
17, M, krawiec ur 1894, lat 51, Birkenau, Furstenstein ( 24-05-44 do 15-02-45 ), Flossenburg, Weiring, Buchenwald, Neuburg czasu przebywania nie podano . 15-05-44 , 3 dni jechał do Auschwitz.
Z Beregszasz mój transport wyruszyl 15-05-1944 roku. … …. 3 dni jechaliśmy do Birkenau, gdzie dotarliśmy o świcie. …Sześć dni potem ponownie załadowano nas do pociągu i wywieziono nas z powrotem do obozu pracy Fürstenstein. Tu dostałem się do komando budownictwa lądowego. Pracowalismy od 6 rano do pory obiadowej i potem do szóstej godziny wieczorem, robiliśmy bardzo ciężkie prace ziemne. Na obiad wydawali bardzo słabą zupę , na kolacje była inna zupa. Oprócz tego nasza dzienna racja żywnościowa obejmowała 33 dkg chleba. Pomimo , że dziennie robiliśmy ciężką pracę na zewnątrz , po powrocie do obozu musieliśmy tam wykonywać prace wewnętrzne. Lagerführer, oficer SS o nazwisku Richter , był bardzo zły. Własnoręcznie bił ludzi. Zasadą było to, że Żydzi mieli być albo po prostu zdrowi i zdolni do pracy albo martwi, nie można było chorować. Określono stałą liczbę chorych w szpitalu i nie można było jej przekroczyć. Tak więc chorzy musieli dalej pracować . Jeśli ktoś nie mógł pracować i upadł, majster to raportował po powrocie do obozu, a następnie Lagerführer wymierzał bicie, kopanie, i więzień kontynuował dalej pracę. Poza tym w miejscu pracy, cywilni majstrowie nas bili . I tylko przez pewien czas pracował w komandzie budowlanym, a później jako krawiec w obozie, i tu już była lepsza robota, pracowałem dla Lagerführera więc mnie on nie bił. Doszło w obozie do ucieczki, dwóch mężczyzn próbowało uciec, i zostali dla przykładu powieszeni. 15-02-1945 obóz został ewakuowany, rozpoczęliśmy pieszy marsz podzieleni na grupy po 50-ciu. Szliśmy pieszo przez 2 tygodnie do marca, a kto nie był w stanie kontynuować marszu, był zastrzelony na miejscu. W jeden dzień pokonywaliśmy dystans 20 km. Po 2 tygodniach załadowali nas do pociągu, po 132 osoby w wagonie i podróż trwała 4 dni i przybyliśmy do Flossenburga. To była okropna podróż . Dziennie umierało w wagonie 15-20 osób, ludzie oszaleli ze strachu, głodu i pragnienia, a wreszcie braku powietrza. We Flossenburgu byliśmy 6 kolejnych dni . Stąd także musieliśmy się ewakuować i zabrali nas dalej. W tym czasie uciekli niektórzy więźniowie, jak również strażnicy. Szliśmy przez tydzień, spaliśmy na zewnątrz, i nasza liczba malała. Trwało to aż do 23 kwietnia. Już nie było jedzenia, Ze śmietnika obierki ziemniaków braliśmy ,jedliśmy liście, trawę , dopóki nie spotkaliśmy się z amerykańskimi żołnierzami , którzy nas wyzwolili.
111,M, szewc ur 1926, lat 19, Auschwitz, Furstenstein ewakuowany 14-02-45-Flossenburg, Krahvinkel, Stampfstred…
Po 2 tygodnach w Auschwitz , wydano nam na droge chleb, margarynę i mały kawałek kiełbasy i wysłano do Furstenstein. Praca była bardzo ciężka, dlatego słabi załamywali się szybko. Drążyliśmy tunel, który zawalał się wiele razy grzebiąc wielu ludzi. Byliśmy pokryci pyłem i brudem. Wyżywienie obejmowało 0.5 kg chleba, czarną ( kawę-przyp. mój ) , margarynę, i trochę zawiesistej zupy od czasu do czasu. Podczas budowy uciekło dwu ludzi, moich kolegów z namiotów z nowej lokalizacji ( tekst niejasny , może oznaczać nazwe miejscowości, z której pochodzili – przyp. mój ) i zostali złapani po 4 dniach. W obozie wzniesiono szubienicę i zostali powieszeni na oczach wszystkich. Po pracy musieliśmy wykopać groby i pogrzebać ich. Wielu więźniów zmarło. 14 lutego 45 odeszliśmy z obozu, ponieważ zbliżali się Rosjanie. Maszerowaliśmy do Flossenburga, tych, którzy nie byli zdolni dotrzymać tempa marszu, zabijano strzałem. Nie dostaliśmy na drogę jedzenia. Biorąc wzgląd na moją steraną twarz niemiecki cywil dawał mi kromkę chleba, ale interweniował strażnik SS, mocno zwyzywał swojego rodaka od komunistów i zastrzelił go. Spaliśmy w stodołach i oborach. Wielu jadło ziarno pszenicy i inne ziarno , aby zaspokoić głód. Gdyby zostali na tym złapani, zostaliby zastrzeleni. Ponieważ byliśmy za słabi, żeby iść dalej, załadowano nas na wagony, po 120 osób w jednym. Licząc na wagon, było co najmniej 30 zmarłych. Podróżowaliśmy przez 3 dni bez jedzenia i picia. Z końcem marca przybyliśmy do Krahvinkel, zostaliśmy poddani dezynfekcji i dokonano selekcji. Mnie przydzielono ciężką pracę, znowu miałem drążyć tunel. Pracowaliśmy od 16-tej do północy. Zaopatrzenie w żywność było coraz słabsze, składało się z 0.2 kg chleba i zupy . Po dwóch tygodniach z 2000 ludzi, którzy zaczęli ewakuację, wielu zginęło od nalotów, większość zginęła od kuli SS a siedemdziesięciu z nas zostało i żyje. Amerykanie wyzwolili nas w Stampfsfred.
262,M, 2 relacje : ( przedsiębiorca ur 1924, lat 21 i ślusarz ur 1925, lat 20 . Auschwitz ( 10-05-44 do 24-05-44 ) , Furstenstein ( 8 miesięcy- 25-05-44 do 25-01-45 ), Flossenburg ( 3 tygodnie- ), Leonburg (3 miesiące ) , Landsberg (2 miesiące ). ( Daty obliczone z relacji –przyp. mój )
1944- 3-go kwietnia zabrali nas do getta, gdzie przebywaliśmy przez 4 tygodnie. … Około 8000 osób zostały zgromadzone w Munkaczu , a 20.000 osóbw Ungvárott. 6 maja 1944 załadowali nas wagon. …. Po ok. 3-4 dniach podróży przybyliśmy do Auschwitz. … W Auschwitz nie pracowaliśmy , ale po 2 tygodniech zadali pytanie, kto chce pójść do fachowej pracy. Ja się zgłosiłem , i dostałem się do Fürsteistein. Tu częściowo kopaliśmy doły, częściowo robiliśmy prace betonowe . Ani miejsca, ani jedzenie, ani traktowanie nie były złe, ale niestety po 8 miesiącach przenieśli nas dalej do Flossenburga, gdzie mieliśmy bardzo złe warunki. Umieszczono nas w strasznym miejscu. Nie było miejsca, spaliśmy po czterech na pryczy, jedzenia było bardzo słabe i mało, i byliśmy stale bici . 3 tygodnie tu byliśmy, i nie musieliśmy pracować. Stamtąd dostaliśmy się do fabryki do Leonburga. Na miejscu sytuacja nie była lepsza niż we Flossenburgu. Pracownicy źle nas traktowali , i stale byliśmy bici. Po o koło 3 miesięcznej pracy tutaj dostaliśmy się do Landsberg, gdzie była epidemia tyfusu. Oceniam, że na tyfus umarło ok. 40% chorych. Tu wyzwolili nas Amerykanie.
1584, M, szewc-cholewkarz ur 1919, lat 26, Auschwitz ( 3 dni 05-44 ), Furstenstein (8-6-44 do 2-2-45 ), Flossenburg (20-02-45 do 8-04-45 ), Buchenwald ( 04-45 ), Mauthausen ( 04-45 do 5-05-45 ).
Zanim przyszli Niemcy , przez 8 miesięcy żyłem z moją rodziną w Szinérváralján gdzie byłem producentem cholewek butów . W 1944 roku, po Wielkanocy, w kwietniu, żandarmeria wojskowa zabrała nas do getta w Satu Mare. …. Z Auschwitz wywieźli mnie do Fürstenstein , budowaliśmy tunele. Na początku było dobrze, po 3 dniach w Auschwitz, gdzie przez cały dzień bili , niemal uważałem zmianę za dobrą. Pracowałem jako mechanik rowerowy, od wszystkich cywilnych Niemców dostawałem dużo jedzenia , więc trochę mogłem wspomóc jedzeniem innym kolegom , których znałem . Wielu moich biednych kolegów cierpiało głód i nie było możliwości utrzymania czystości. Mnie bardzo pomogli cywile. Obóz był położony w odległości 2 km od miejsca pracy. Ja zgłaszałem się do pracy niedzielę, bo wtedy będę mógł się wykąpać i zaopatrzyć w czyste ubranie . Na początku lutego, fabrykę zamknięto i już nie pracowałem , co pogorszyło moja sytuację. 1 #-nastego lutego, gdy Rosjanie podeszli bliżej , zabrali nas na pieszy marsz. Szliśmy na 3 dni, potem staliśmy 3 dni w jednym miejscu, a następnie wróciliśmy z powrotem do Fürstenstein. 2-3 dni później, w nocy około wpół do drugiej zebrali nas i zabrali na dworzec kolejowy, tam załadowali na wagony, po 125 osób było wagonie. Byliśmy bezładnie ściśnięci, głodni i spragnieni, dostaliśmy jeden bochenek chleba na 9-ciu przewidziany na 3 dni podróży i 8 dni, jechaliśmy w największych mękach. Był taki wielki głód o kawałek chleba, że jeden był w stanie udusić drugiego o to. Byliśmy tak strasznym stanie, że nie jestem w stanie tego opisać, bo nie dostaliśmy wody przez kilka dni. Dziennie umierało około 10-20 ludzi, dniami byliśmy razem z nimi , byliśmy zadowoleni, bo zwłoki były miękkie a my jeszcze nie byliśmy zmarli. Do Flossenburga przybyliśmy 28 lutego 45. Zostałem skierowany do bloku 20-tego. Starszy blokowy był bardzo zły, deptali po nas. Staliśmy na podwórku przez cały dzień na apelu, padał śnieg, i było bardzo zimno i byłem zadowolony, jeśli mogliśmy stanąć trochę blżej do siebie i skulić się. Stałem godzinami w cienkim pasiaku , łysa głowa, bez czapki, teraz nawet strach o tym myśleć. Po dwóch tygodniach wywieźli nas z Flossenburga i zabrali do odległego o 15 km obozu celtowego, gdzie już byliśmy bardzo osłabieni. Sprowadzono nas do pracy przy budowie tuneli i w kamieniołomach, to było bardzo trudne i męczące zadanie. Było mało jedzenia, osiem osób otrzymywało 2 kilogramowy bochenek chleba , margarynę i 1 litr zupy, pracowaliśmy przy tym tym cały dzień. Jeśli ktoś zbyt spóźniał się w pracy, zatrzymywali go, raportowali na apelu, po tym szczuli na człowieka psa, który dosłownie rozrywał jego ciało i człowiek po prostu umierał. Następnie pracowaliśmy pod nadzorem SS i ukraińskich strażników , którzy byli dzicy, zwłaszcza SS. W kwietniu front zbliżył się do nas i poszliśmy pieszo do obozu w Buchenwaldzie. 4 dni byliśmy w drodze. Kilka dni tam byliśmy, nie było prawie nic do jedzenia, ale dostaliśmy dużo bicia. Po kilku dniach poszliśmy stacji kolejowej odległej o 10 km , tam nas załadowali na wagony i w nocy nas wywieziono. Ledwo wsiedliśmy do wagonu, pojawiły się amerykańskie samoloty, które ostrzelały pociąg, więc nas wyładowali z wagonów. Wydano jeden chleb na 15-tu i szliśmy dalej pieszo , Do 02 maja chodziliśmy o kromce chleba, nie jadłem nic przez kilka dni. Po drodze zobaczyłem fontannę, , wybiegłem z szyku aby się napić wody, ale SS-man mnie uderzyl kolbą karabinu tak, że złamał mi żebro. Tego dnia nie mogłem po tym mówić a ślady pobicia wciąż są widoczne. Tymczasem były obfite opady śniegu, kontynuowaliśmy naszą podróż w wysokim śniegu, kto nie był w stanie iść, został zastrzelony, a po kilkudniowym marszu zobaczyłem, że z 18.000 więźniów, którzy wyszli z Buchenwaldu tylko 600 osób doszło do Mauthausen, a teraz tylko zostało nas 130. 18.000 więźniów z Mauthausen były podzielone na grupy i przeniesione gdzie indziej , ale większą ich część zginęła w czasie marszu. Powlokłem się i z pomocą dwóch znajomych , …….przybyłem 2-05-45 do Mauthausen. W Mauthausen poddano nas dezynfekcji, i powiedziano, że w każdej chwili może przyjść rozkaz aby iść dalej. 5-05-1945 zostaliśmy wyzwoleni przez Amerykanów. Uwolnienie przyszło nagle , więźniowie wywiesili białą flagę, kiedy pierwszy raz zobaczyli amerykański czołg z daleka, czołg się zatrzymał. Starszy blokowy, który był bardzo zły, został pobity na śmierć, byli tam tacy polscy Capo, którzy od lat siedzieli w więzieniu i torturowali nas na śmierć . Amerykanie zaraz zorganizowali obóz dla chorych i słabych ,miałem transfuzję krwi i przez kilka tygodni leżałem w gorączce. Byłem pod opieką lekarzy , którzy starali się mi pomóc jak najlepiej. Kilka tygodni później na początku czerwca wsiadłem na statek , doszedłem do Bratysławy, potem dalszą drogę do domu odbyłem pociągiem.A wielkie cierpienia chciałbym zapomnieć w nowej ojczyznie : w Palestynie czy w Ameryce.
1616,M, szewc ur 1923, lat 22, Auschwitz ( 18do25-05-44), Furstenstein ( 25-5-44 do 14-2-45 ), Flossenburg( 21-02-45 do 7-03-45 ), Krahvinkel ( 7-17-03-45 ), Buchenwald ( 25-28-03-45 ).
Po okupacji niemieckiej wraz z rodzicami i 4 rodzeństwa zostaliśmy przeniesieni do getta. ….8 dni później zawieźli mnie do pracy do Fürstenstein . Obóz leżał w lesie. Stanowiliśmy tam pierwszą część 350 internownych, - potem dalsze transporty przyszły stan więźniów był 1000 zatrudnionych . Wyżywienie było bardzo złe, bo kierownictwo kradło jedzenie. Żywność można było dostać tylko za złoto i papierosy . Do pracy chodziliśmy do zamku, gdzie wykonywaliśmy prace budowlane . Tunel wyryliśmy pod ziemią. Majstrowie powiedzieli nam, że na zamku będzie Kwatera Główna. Praca była ciężka i trwała 12 godzin dziennie, ledwie coś zjedliśmy. Później sytuacja się poprawiła, bo nasz czas pracy został obniżony do 8 godzin. Byliśśmy zadowoleni, bo prace postępowały lepiej i podzielono nas na 3 zmiany . Co druga niedziela była zupełnie wolna. W końcu dostawaliśmy boczek i papierosy jako premię .Zdarzył się godny pożalowania wypadek tutaj, ponieważ tunel się zawalił i zginęli żydowski chłopak z Munkacza i niemiecki inżynier . W drugiej połowie lutego przetransportowali nas pociągiem do Flossenburga. Po przybyciu do obozu zostaliśmy poddani dezynfekcji. Otrzymywaliśmy jedzenie tylko dwa razy dziennie. Nie musieliśmy pracować, bo Flossenburg to był obóz rozdzielczy. Kilka dni później przyszliśmy do Krahwinkel. Ponownie budowaliśmy tunel. Transportowaliśmy wózki kopalniane w miejscu pracy , leżącym 4 km od obozu. Koleby się często wywracały i niestety wielu ludzi zostało zabitych i było wielu rannych. Pracowaliśmy od 16 po południu do godziny 8-mej rano. Rano dostawaliśmy tylko trochę zupy grysikowej , była to raczej pusta woda, podczas pracy wydawali dwukrotnie po 20 dkg chleba. Ten post trwał przez dwa tygodnie, nikt z nas nie mógł tego znieść. Kiedy brytyjskie wojsko podeszło do nas, odeszliśmy pieszo do obozu w Buchenwaldzie. Kto nie wytrzymał tempa, został zastrzelony. Droga czerniła się od martwych ciał. Po upływie 3 dni bez jedzenia więźniowie rzucili się na bróg z rzepą, wielu kolegów zapłaciło za to życiem. W Buchenwaldzie nie zostaliśmy zdezynfekowani, ulokowano nas tylko w jednym bloku. Wreszcie zaczęto rozdzial jedzenia, ale nie mogliśmy go wszyscy dostać, ponieważ wszyscy rzucili się do żywności, i wysypali / rozlali to na podłogę, i tak ludzie to jedli, a ludzie SS bili nas kolbami i łopatami. 3 dni później chcieli nas wziąć do Dachau. Umieścili,nas w stodole z myślą o kontynuowaniu marszu wieczorem, ale nie mogli osiągnąć swoich celów, ponieważ Amerykanie wyzwolili nas po południu. Chorych i słabych natychmiast przewieziono do szpitala.

1702,M, robotnik, ur 1915, lat 30, Auschwitz (10-13-05-44 ), Furstenstein ( 16-05-44 do 16-01-45 ), Flossenburg ( 22-1-45 do 5-02-45 ), Kravinkel (7-02 do 7-03-45 ), Buchenwald ( 14-20-03-45 ), Neuburg ( 20-03 do 26-04-45 )
Przybył do Auschwitz z transportem z getta w Munkaczu ( cegielnia ) i po 3 dniach został z transportem wysłany do Furstenstein. Tutaj umieszczono nas w bardzo małych barakach drewnianych, 30-tu ludzi pod jednym dachem, tak, że ledwie się można było poruszać. Zaraz zostaliśmy zaangażowani do pracy i to do pracy w tunelu. Ta praca była dla nas bardzo ciężka, jednakże nadzorujący nas żołnierze Wehrmachtu , którzy nas nadzorowali; traktowali nas po ludzku , ale później, kiedy nadzór przejęło SS, zaczęliśmy być bici dzień w dzień bez powodu. Czas pracy był przewidziany na 8 godzin na zmianę dzienną i nocną. Wyżywienie nie było złe, ale bardzo mało. W Furstenstein przepracowałem 8 miesięcy, po czym zostaliśmy przetransportowani do Flossenburga,. W zamkniętym wagonie stłoczono 130 ludzi ,że ledwie można było oddychać. Każdego wieczora było 30-40 zmarłych, co było skutkiem pragnienia. Na 2 dni dostaliśmy trochę chleba, i podczas trzech dni mamy nic do jedzenia . Z głodu i pragnienia cierpieliśmy bardzo. W końcu po 5-ciu dniach dotarliśmy na miejsce. To był obóz koncentracyjny a także mamy nie pracować w ogóle. Zamiast tego dziennie otrzymywaliśmy bicie od niemieckich starszych blokowych. Na początku o 7-mej rano mieliśmy apel i godzinami staliśmy w największym śniegu i na zimnie bez płaszczy, czapek i prawie wszyscy bez butów do południa. Następnie wydzielano jedzenie, które składało się z pustej zupy i kromki chleba. Po południu znowu apel trwający do późnego wieczora. Kiedy nie byliśmy w stanie ustać na apelu w tym strasznym zimnie, bili nas. W tych warunkach wegetowaliśmy przez 2 miesiące . Zupełnie zrozumiale, że wielu więźniow doznalo odmrożeń rąk czy stóp już na apelu. Kiedy ktoś zgłaszał się jako chory, nie dostawał jedzenia i był bity. Na porządku dziennym było, że człowiek mógł otrzymać 50 uderzeń bez powodu. Po dwóch tygodniach pojechaliśmy do Kravinkel, gdzie pracujemy w tunelu. Praca była jeszcze bardziej ciężka i personel SS postępował z nami nieludzko . Cierpieliśmy tu przez 4 długie tygodnie, po czym przetransportowano nas do Buchenwaldu. Po drodze stale byliśmy bici . Jeżeli ktoś poszedł po wodę wbrew zakazow, był zastrzelony na miejscu. Śmierć zbliżała się krok za krokiem. Po tygodniu, w strasznych męczarniach i cierpieniach, byliśmy całkowicie wyczerpani i głodni, bo przez cały czas przydzielano nam nie więcej jak 15 deka chleba na dzień. Kiedy przyszliśmy na miejsce, nic nie dostaliśmy do jedzenia tego samego dnia, na drugi dzień wydzielono nam po 20 deka chleba i trochę zupy. Po dwóch dniach załadowano nas na wagony znów bez jedzenia. Amerykańscy lotnicy silnie bombardowali te wagony nie wiedząc, że tam są więźniowie, niestety było wtedy wiele ofiar. Po 5-ciu dniach przybyliśmy znowu do Flossenburga, jednakże byliśmy tutaj nie dłużej niż jedna noc, potem przyjechaliśmy do Neuburga, będąc pod ciągłymi nalotami które spowodowały dużą ilość ofiar . Musieliśmy się przemieścić ok. 40 km od Neuburga pieszo, głud był przerażający, ludzie w ogóle nie dostali chleba i jedli trawę z głodu. Kiedy przyszliśmy do Neuburga, byli tam amerykańscy żołnierze, którzy nas uwolnili. Od nich otrzymaliśmy najlepsze wyżywienie i pielęgnację i po 4 tygodniach byli w stanie nas skierować dalej z czeskim transportem. Moje plany na przyszłość: emigracja do Palestyny, najszybciej jak to możliwe.
2016,M, 2 relacje : (szewc ur 1907, lat 38 i rolnik ur 1906, lat 39, Auschwitz ( 5 dni ), Furstenstein (7,5 miesięcy tj 24-06-44 do 9-01-45 daty ustalone z relacji- przyp. mój ), Dornhau ( 4 miesiące )
. …dostaliśy się do transportu i zabrali nas do Furstenstein. Tu pracowałem przy pracach wodociągowych i w przejściu podziemnym ( tunelu ). Praca była bardzo ciężka a traktowanie było niebywale trudne do wytrzymania. Ciągle nas bili. Nie było dnia, żeby 40-50 ludzi nie padło martwe na miejscu pracy. Popędzali nas tak, że ktokolwiek przystanął w pracy na sekundę, był w sposób najokrutniejszy bity. Pracowaliśmy od 6 rano do 6-tej wieczorem, apel był przedtem, rozpoczynał się o wpół do piątej rano. Rano dostawaliśmy trochę gorzkiej kawy, na obiad niekiedy kartofle albo kapustę, później już tylko raz dziennie 1 ½ litra ciepłej wody zwanej zupą. Mieszkaliśmy w małym baraku mieszczącym 22-24 osoby, potem zrobiliśmy większe baraki , i 200-300 osób mieszkało w jednym baraku. Prycze były 3 piętrowe i bardzo szerokie, kładliśmy się tam po 15-tu. Ogrzewanie zimowe było zainstalowane dopiero co, odzieży zimowej nie było, potem marzliśmy. Na miejscu pracy mówili nam, że w grubej odzieży i rękawiczkach nie można pracować. Niekiedy przychodziło dobre 50-60 wagonów piasku i przy tym pracowałiśmy o jednym kawałku jedzenia, bez kolacji. Kiedy zbliżył się rosyjski front, wywieziono nas do Dornhau. Tu pracowali przy WC i nocą wynosili brudne rzeczy. Pracowali tam 4 miesiące. Jedzenie było gorsze niż w Furstenstein. Raz dziennie dostawali cieplą wodę zwaną zupą i 10 dkg chleba. Traktowanie było takie, że żartowniś lagerfuhrer bił już na wejsciu do baraku, za brak regulaminowej postawy. Kiedy pracowaliśmy w tym zamku ( Furstenstein ) , mieliśmy podobnie okropną sytuację, ale mogliśmy się choć umyć, aby nie leżeć w takim strasznym brudzie, tu nawet tego nie bylo. Dlatego dziennie było około 50-60 zmarłych. Nareszcie wchodzący Rosjanie, 9-05-45 nas uwolnili…
2968, M, stolarz ur 1919, lat 26, Auschwitz ( 6 dni), Wolfsberg( 4 tygodnie 07-44 do 08-44), Furstenstein ( 5 miesięcy 08-44 do -01-45 daty na podstawie relacji –przyp. mój), Flossenburg ( 2 tygodnie ), Krahvinkel ( 2 tygodnie ), Buchenwald ( 2 miesiące ).
6 dni potem pojechałem z transportem do Wolfsbergu. Pracowało tu 3500 deportowanych kończąc różne ciężkie prace. Traktowanie nie było złe, ale jedzenie niewystarczające. Po 4-ech tygodniach poszliśmy do Fürstenstein. Ja pracowałem jako cieśla i jako wykwalifikowany pracownik miałem lepiej, ale reszta bardzo cierpiała. Wykonywali trudne prace i tak bardzo ich bili, że bardzo wielu ludzi zmarło. W styczniu, nagle rozkaz przyszedł , że mamy iść dalej. Szliśmy 150 km pieszo, dziennie dostawaliśmy po 20 dkg chleba i po 3 dkg margaryny. 1 tydzień szliśmy i ci, którzy szli do sąsiednich domów po drodze i próbowali dostać coś do jedzenia, zostali rozstrzelani lub powieszeni. W Trautenau załadowano nas do wagonów, po 130 osób w wagonie kolejowym. W tym strasznym tłoku nie mogliśmy nawet oddychać, a co wieczór od 12 do 14 osób umierało i nie wolno ich było usunąć, więc pozostali wśród nas na 3 dni , dopóki nie przyjechaliśmy. Tak podróżowaliśmy przez 5 dni i w tym czasie, wielu ludzi oszalało. Wody nie dostaliśmy ani razu. Gdy dojechaliśmy pociągiem do Flossenburg było ponad 1000 zmarłych .We Flossenburgu byliśmy 2 tygodnie, nie pracowaliśmy , ale było dużo bicia i osoby osłabione dostawały biegunkę, co powodowało masowe zgony. Chorzy nie mogli iść do szpitala. Poszliśmy do Krahvinkl ,również przez 2 tygodnie tam byliśmy. Wstawaliśmy o 3-ej rano i pracowaliśmy do 9 i 10. Potem znowu poszliśmy dalej, podróż trwała tydzień. Cały czas dostawaliśmy bochenek chleba, jeden po drugim więźniowie ginęli zastrzeleni przez SS. W końcu załadowali nas do wagonów i jechaliśmy 4 dni. Kiedy przyjechaliśmy, w nocy, tę noć spędziliśmy w zagrodzie dla bydła. Zaczęli rozdział chleba, oczywiście głodni ludzie się tłoczyli, znowu strzelali i wielu kolegów zabili. Szliśmy przez 4 dni i dotarliśmy do obozu w Buchenwaldzie. Z Flossenburga wyruszaliśmy w 6000 ludzi przed kilkoma tygodniami. Do Buchenwaldu przybyło 200 z nich. Myślę, że to przemawia wyraźniej, niż słowa. Przez 2 dni nie dostawaliśmy ani jedzenia ani chleba. Stale obiecywali, że dostaniemy dobry obiad i wszyscy przy drzwiach gotowi , czekaliśmy i czekaliśmy , kiedy będą wzwać do jedzenia. Byliśmy tam kilka tygodni , zmieszani z rosyjskimi jeńcami wojennymi. Ponownie przydzielono nas do transportu i jechaliśmy w wagonach przez 7 dni W tym czasie atakowały nas samoloty, 300 ludzi zginęło, a kto został ranny i stracił rękę lub nogę, został natychmiast zastrzelony. SS-manom nie było wolno jednak poprosiliśmy ich aby wywiesić białą flagę lub pasiak. W Schwarzhofen pociąg stał przez 4 dni była, bo lokomotywa się zepsuła. Nie dostaliśmy jeść przez ten cały czas. Jedlismy trawę, piliśmy wodę z bagna. Po # dniach w godzinach wieczornych, kto mógł jeszcze chodzić, wyruszyli na piechotę. Na drogę dostaliśmy po 3 surowe ziemniaki, i musieliśmy pokonać dystans 30 km, i zrobiliśmy to. Przybyliśmy do Neuenburga, gdzie zabrali nas do lasu, w lesie przez cały dzień lał na nas deszcz. Po południu cywile z miasta na wozie przywieźli nam ziemniaki. Wyglądało na to , że Niemcom też nas jest żal. Głodni ludzie rzucili się do ziemniaków,i z tego powodu jeszcze raz wielu zginęło zastrzelonych. Potem musieliśmy na klęczkach czekać w kolejce, aż bardzo powoli rozdzielili ziemniaki. Chleb też został przywieziony do nas, ale nie otrzymaliśmy go, bo eskorta SS go zjadła. Noc spędziliśmy w pewnej stodole. Rano, musieliśmy znowu wrócić do lasu, ale byli ludzie z gorączką, chorzy i był ulewny deszcz, i wiele osób nie chciało iść i ukryli się w słomie. Tych 20 gonili do lasu i tam zabili. Ja sam wkradłem się do słomy , ale tak zagrzebałem się w niej, że nie mogli mnie znaleźć. Następnego dnia przybyli Amerykanie. Wypędzili mieszkańców lasu żeby przynieśli Żydów. Ale żywych ludzi już tam nie znaleźli , tylko 204 zwłok. W przeddzień wyzwolenia zginęli ludzie, którzy tak bardzo walczyli o swoje życie, i tak niezmiernie cierpieli.

3032,M, robotnik polowy ur 1923, lat 22, Birkenau (pocz. do poł 06-44 ), Fürstenstein (koniec 06-44 do pocz. 02-45) , Flossenburg (poł 02-45 do10- 03-45 ), Regensburg ( 15-03-45do pocz. 04-45).
W moim miejscu urodzenia i stałego pobytu Visnyeverecke; wsi w Karpathenlandzie z około 3000 mieszkańców było około 30 rodzin żydowskich, którzy tam już byli od wielu pokoleń i w większości włożyli swój wkład. Mimo że sytuacja Żydów po wejściu Węgier do Karpathenland uległa ogólnie znacznemu pogorszeniu, sytuacja w tej kwestii w Visnyeverecke pozostała bez zmian, ponieważ zarządzenia węgierskiego rządu w związku z prześladowaniami Żydów były głównie skierowane przeciwko inteligencji żydowskiej i handlowi żydowskiemu. .. Czekałem w Birkenau tylko na kilka dni na zestawienie mojego transportu pracy, który zabrał mnie do Fürstenstein .W Fürstenstein mój transport był wykorzystywany do prac transportowych przy konstrukcji tunelu, ale to tu było widać z całkowitą pewnością tzw cel pracy: Celem pracy była w rzeczywistości nie budowa tunelu, ale to, żeby jak najszybciej, wszystkich wykończyć. Poza tym, że karmiono nas w sposób całkowicie niewystarczający i musieliśmy przy tym wykonywać najpoważniejsze prace, byliśmy systematycznie bici bez powodu. I to jak bici! Tu musiał człowiek być w bardzo dobrej kondycji, by ujść z życiem od tych wybryków i ciosów od życia! Liczba nieszczęśników, którzy zginęli w ten sposób, wahała się dziennie od 5 do 10 osób . Funkcja obozu zagłady uwidoczniała się najbardziej rażąco w złych warunkach pogodowych, mianowicie pogoda była taka, że nie mogliśmy pracować, a właśnie wtedy nie pozostawili nas w spokoju ani nie angażowali nas do prac w obozie i to by było dosyć. A my , wprost przeciwnie, musieliśmy wychodzić i stać przez cały dzień w ulewnym deszczu, na wietrze i przenikliwym zimnie - bez pracy. Naturalną konsekwencją były poważne przeziębienia, zapalenia płuc, itp. Wszystkich chorych zawsze odsyłano z obozu i nie wiem , co się z nimi dalej działo. Ja także byłem chory, ponadto miałem problemy ze słuchem, ale byłem ostrożny, i nie zgłaszałem się jako chory, bo wtedy bym został odesłana z obozu bez wątpliwości. I dlatego wszyscy mieliśmy największy strach, bo los tych nieszczęsnych był prawie pewny. I ze mną także byłojiż źle, ale podnosiłem się co dzień do pracy, i faktycznie udało mi się przetrwać , front podszedł tak blisko do nas , że obóz musiał zostać ewakuowany. Dostałem się do Flossenburga, o którym mówiono, że jest to coś w rodzaju obozu wypoczynkowego. W obozie rzeczywiście nie pracowaliśmy, ale wszystko inne było takie, że po tym nie można było sił odzyskać. Przede wszystkim byliśmy bardzo żle zakwaterowani, czterech ludzi spało na metrze bieżącym pryczy. Poza tym starszy blokowy był skończoną kanalią, bił nas, gdzie tylko mógł. Więc byłem bardzo szczęśliwy, kiedy po trzech tygodniach byłem w stanie uciec z tego obozu „rekreacji” i przyszedłem z transportem pracy do Regensburga. Tu mieliśmy odgruzowywać stację kolejową zniszczoną bombami i uwalniać tory kolejowe. Nadzór nad pracami sprawował Wehrmacht, którzy traktowali nas bardzo przyzwoicie, i nie wprowadzali rozróżnienia między nami a innymi pracownikami. Tutaj znowu byli kapo, którzy na utrudniali życie , tymi kapo byli wyłącznie więźniowie niemieccy, którzy bardzo surowo z nami postępowali i bili nas bardzo często, bez najmniejszego powodu ku temu. Kiedy podeszli amerykańscy żołnierze, wyszliśmy z Regensburga. Stale odchodziliśmy coraz dalej, aby uciec od Amerykanów, z niewielkim sukcesem, ponieważ Amerykanie stale deptali nam po piętach. Byliśmy przy tym popędzani przez strażników aby iść szybciej, kto nie mógł nadążyć, został zastrzelony. Szliśmy tak przez trzy tygodnie i było nas mniej z każdym dniem, aż ostatecznie liczba stopniała z 400 do 80 mężczyzn. Pewnego dnia nasi strażnicy pozostawili nas na otwartej drodze i zniknęli. Kiedy uświadomiliśmy sobie, że pozbyliśmy się naszych prześladowców, rozproszyliśmy się po okolicznych wioskach , aby szukać żywności. Po dwóch dniach wszystkie te miejscowości , a my z nimi – byliśmy wyzwoleni przez wojska amerykańskie.
3407,M, gospodarz ur 1924 , lat 21, Auschwitz ( 2 dni ) ,Wustegiersdorf (8-06do30-09-44 ),Metzbach ( 3-10-44do14-12-44) Furstenstein (17-12-44 do 5-2-45 ), Flossenburg(1 dzięń-02-45 ), Buchenwald ( 2 dni 02-45), Schwartzenfeld ( 1 dzień).
Mieszkałem z bratem w Budapeszcie. ….. Po dwóch dnach zabrali nas z Auschwitz do Wüstegiersdorf, gdzie następnego dnia stawiliśmy się do pracy. Dostałem się do warsztatu stolarskiego. Pracowałem tam 3 1 / 2 miesiąca. 30-go września dostałem się do Metzbach . Robiliśmy przewody elektryczne i zakładaliśmy słupy elektryczne , które były wykonywane zgodnie z wymogami brygadzistów – bardzo przyzwoitych niemieckich cywilów. Gotowałem tylko dla siebie tutaj , tak jak i w Wüstegiersdorf, bo tylko jadłem koszerne jedzenie. W połowie grudnia zostałem przeniesiony do Fürstenstein, gdzie umieszczono nas w kamiennych barakach. Prowadziliśmy odstrzał ( w wyrobisku-przyp. mój ) , robiliśmy ładowanie urobku na wagoniki kopalniane , została wykonana niezdrowa i ciężka praca, przy której wielu zginęło. Tylko zdrowi ludzie , przyzwyczajeni do pracy fizycznej mogli w tej pracy wytrzymać, byliśmy tu 30 osób, węgierskich Żydów, którzy tu pracowali, pozostali byli Polakami i Ukraińcami, z którymi dość dobrze współistnieliśmy. 15 stycznia te prace zostały zatrzymane, ponieważ zbliżył się front rosyjski, ochronne środki robiliśmy, nosiliśmy żelazo i drewniane drągi pod nadzorem SS obok . 5-02-45 wyruszyliśmy pieszo od Rosjan, nocowaliśmy w stajniach , w których spędzaliśmy noc na zewnątrz ( na otwartym powietrzu – przyp mój ). Raz po drodze doszło do kradzieży pszenicy, było nas 1000 ludzi , byliśmy wszyscy ustawieni w kolejce i chcieli nas wykończyć, Oberscharführer temu zapobiegł i wszystkim wymierzono po 25 kijów. Kontynuowalismy podróż i w 10 dni przybyliśmy do Flossenburga. We Flossenburgu spędziliśmy tylko jeden dzień, następnego dnia wszyscy Żydzi zostali ustawieni, i poszliśmy na piechotę kilka kilometrów do stacji kolejowej, gdzie nas załadowali na wagony i zabrali do Buchenwaldu, tu spędziliśmy 2 dni , przez te dwa dni dawali nam chleb ale gotowanego jedzenia nie widzieliśmy od kilku dni. Ludzie rozpaczliwie walczyli o życie, byliśmy już na wpół martwi. Dwa dni spędziliśmy w wypalonych warsztatach stolarskich, Z Buchenwaldu na trzeci dzień poszliśmy dalej w kierunku Weimaru. Duży dystans pokonaliśmy, szliśmy przez las, droga była pełna trupów. Kto zostawał z tyłu natychmiast był zabijany strzałem .Przyszliśmy do Schwartzenfeld, tam wprowadzili nas do lasu i chodziliśmy tam i z powrotem, był duży nalot , trzy dni byliśmy bez jedzenia, na czwarty dzień dostaliśmy po trzy surowe ziemniaki, i poszliśmy dalej, kto po drodze ukradł ziemniaków lub marchew , był na miejscu zabijany srzałem. Koło nas pilnowało nas 100 strażników SS. Ze Schwartzenfeld poszliśmy w kierunku Neuburg . Po drodze były ulewne deszcze, więc z braku odzieży byliśmy chorzy. Nie byłem w stanie dalej iść, miałem ciężką biegunkę, więc uzgodniliśmy w trzech kolegów, że nie pójdziemy już dalej, kiedy mijaliśmy pewną szopę, wśliznęliśmy się i ukryliśmy się tam. Następnego dnia strażnik SS, który pozostał za transportem szukał tych , którzy uciekli, znalazł nas i chciał nas zastrzelić na miejscu , ale biorąc pod uwagę fakt, że nas znał, nie zastrzelił nas wtedy. Wysłał nas do do noszenia zwłok. Zebralismy 86 zmarłych więźniów .W miejscowości Neuburg w jednym miejscu pochowano 256 więźniów. Dalej szedłem ze Stanisławem, spaliśmy w pewnej stodole, obudziliśmy się o świcie, aby iść dalej, widzimy, że SS porzuca broń i ucieka, a następnie pojawił się bezpośredni ostrzał amerykańskich karabinów maszynowych, uciekliśmy do lasu i ukryliśmy się ponownie , żeby przeszła pierwsza fala, ponieważ wiedzieliśmy, że za kilka godzin będziemy wolni. Po południu zobaczyliśmy amerykańskie czołgi. 22-04-1945 zostaliśmy oswobodzeni. Na drugi dzień po wyzwoleniu rano, dostałem się do szpitala. Miałem tyfus plamisty, dwustronne zapalenie opłucnej,i miałem 38 kg. wagi. Po 3 1 / 2 miesiącach wyszedłem ze szpitala i przez Amerykanów zainstalowany w niemieckim gospodarstwie, gdzie mieli mnie żywić. Myślę z wdzięcznością o Amerykanach , którzy uratowali mi życie, przez kilka pierwszych dni prawie co godzinę dostawałem zastrzyk, poświęcili mi sporo opieki.
Mam 2 ciotki w Nowym Jorku i jedną w Paryżu, spróbuję skontaktować się z nimi, i uciec do nich.
Podsumowanie obozu Furstenstein.
Zachowało się 10 relacji 12-tu osób. Biorąc pod uwagę fakt, że było kilka ewakuacji, przypuszczalnie sześć, należy sądzić, że w okolicy Książa było więcej komand obozu Furstenstein a ich liczebność mogła wynosić od 1000-2000 do kilku tysięcy ludzi. Przeżywalność ludzi z tego obozu była niska . Byli tam tylko mężczyźni, poza węgierskimi Żydami w relacjach-3407- wzmienia się Polaków i Ukraińców. Jeżeli tych drugich było tyle samo , ilu węgierskich Żydów ( 1000 ) to obóz mógł liczyć ok. 3000 ludzi.
Zasadniczo ludzie przybyli do obozu w maju i czerwcu 44, ale stan obozu, ze względu na śmiertelność był stale uzupełniany do grudnia 44. 2016- oceniał dzienną śmiertelność w obozie na 40-50 ludzi ,3032- na 5 do 10 osób.
Oznacza to miesięczny przypływ od 150-300 do 1200-1500 nowych więźniów. Większość zajęta była przy pracy w tunelach. 8 relacji wspomina prace w tunelach a jeden transport związany z budową tuneli, dwóch wspomina prace budowlane, a pojedyncze relacje wspominają prace jako cieśla, kładzenie wodociągu, jako krawiec, czy mechanik rowerowy. Odnotowano (111- i 1616 ) zawalenie się wyrobiska, w wyniku czego zginął chłopak z Munkacza i niemiecki inżynier. W obozie powieszono dwóch złapanych uciekinierów. W obozie był rewier, ale chorzy byli wywożeni poza obóz i więźniowie obawiali się zgłaszać, jako chorzy, z obawy o życie. Obóz został ewakuowany w styczniu i lutym 45, przyjąłem, że w styczniu były dwie ewakuacje ( 16-tego i 25-tego ) a w lutym cztery ( 2-giego, 5-tego, 14-tego i 15-tego ) . 9-01-45 przekazano do Dornhau dwóch survivorów. Celem wszystkich ewakuacji był Flossenburg.
Dwie osoby ( 111 i 2968- ewakuacje: styczeń 45 i 14-02-45 ) określiły liczebność ewakuacji na 2000 osób, jedna (3407-ewakuacja 5-02-45 ) na 1000 osób.
Jedna relacja ( 3299 ) podaje, że z pobliskiego Waldenburga jeszcze 1-05-45 ewakuowano drogą pieszą do Czech 4000 ludzi , więzień pozostał przy drodze koło Rybnicy pchnięty bagnetem, ale przeżył.
Zastanawiające są różnice w ocenie sytuacji przez różnych więźniów. Najgorzej mieli ci, którzy nie mieli nic, poza ciężką, fizyczną pracą. Niektórzy urządzili się przy lżejszej pracy: nr 17 został krawcem obozowym, nr 1584 naprawiał rowery i dostawał od Niemców dodatkowe jedzenie. Nr 262 porównując z innymi obozami żałował, że wyjeżdża .
Poza karami, były także nagrody w postaci słoniny i papierosów, ale prawdopodobnie nie były one w zasięgu możliwości przeciętnych, czy słabszych fizycznie robotników. 6 osób w swoich relacjach podkreśla głód, zimno, brutalne traktowanie i niedostateczne wyżywienie. 4 osoby widzą to inaczej:
Nr 262-ani położenie, ani wyżywienie, ani traktowanie nie były najgorsze.
Nr 1584 dostawał dodatkowe jedzenie i słowem nie wspomina o negatywach.
Nr 1616 wymienia nagrody i słowem nie wspomina o negatywach.
Nr 3407 mógł sobie samodzielnie gotować koszerne jedzenie.
Ewakuacje były prowadzone w warunkach zbliżonych do marszów śmierci. 1584 ocenia, że z 18 000 więźniów, których ewakuowano z Buchenwaldu , do Mauthausen dotarło 600, a przeżyło 130 osób. 2968 - z 6000 ludzi , którzy wyszli z Flossenburga ( via Krahvinkel ) dotarło do Buchenwaldu 200 osób W trakcie dalszej pieszej ewakuacji w czasie noclegu zagrzebał się w słomie w stodole i w ten sposób oddzielił się od konwoju, reszta ludzi nie przeżyła. 3407-Opisuje próbę ukrycia się wraz z trzema kolegami w trakcie pieszego marszu w szopie, koło której przechodzili. Znalazł ich strażnik SS, ale ponieważ ich znał, nie zastrzelił ich na miejscu, tylko zawrócił. W czasie dalszej pieszej ewakuacji doszli ich Amerykanie i strażnicy SS uciekli. 3032- podaje, że w trakcie wycofywania się, pieszo uciekając przed Amerykanami, stan ekipy zmalał z 400 osób do 80, strażnicy pozostawili ich na drodze i doszli ich Amerykanie. Wszystkich ewakuowanych survivorów z obozu Furstenstein wyzwolili Amerykanie.
Z Flossenburga więźniowie byli ekspediowani dalej. Sześciu internowanych ( 111, 1584, 1616, 1702, 2968, 3032 ) znalazło na nowym miejscu taką samą, lub podobną pracę: drążyli tunele w Krahvinkel i 15 km koło Buchenwaldu, jako cieśla i przy odbudowie torów w Regensburgu.
Jeden ( 262 ) pracował w fabryce w Leonbergu . Potwierdza to moim zdaniem tendencję Niemców do wykorzystania internowanych zgodnie z posiadanym doświadczeniem.
Opisy ewakuacji się różnią , terminy ewakuacji też się nie pokrywają, dlatego trzeba przyjąć, że było więcej grup ewakuacyjnych , być może 6. Pawdopodobnie w Furstenstein było więcej grup więźniów i liczba ich była większa , niż te 1000-2000 osób, których przedstawiciele pozostawili relacje. W takim wypadku oczekiwać należałoby wydrążenia większej kubatury podziemii niż jest to obecnie widoczne. Kubatura znanych obecnie wyrobisk ( za Aniszewskim ) sięga 14 200 m3, powierzchnia 4 100 m2 a długość wyrobisk 1070m. Jednakże z powodu braku pewności w ocenie stanu liczbowego obozu, liczenie wskaźnika wydrążonych m3 wyrobisk na jednego więźnia nominalnego i miesiąc nie jest miarodajne. Z drugiej strony obecnie znana kubatura jest większa, niż wymagana na schron dla ok. 300 osób mieszkańców kwatery w zamku ( kuchnia miała mieć zdolność do wydawania ok. 300 posiłków – przyp mój ), zatem podziemia musiały spełniać także inną funkcję, nie tylko jako schron . Jednak dane zawarte w tej bazie nie pozwalają na rozwinięcie tematu. Informacja nie zawiera danych o więźniach polskich i ukraińskich z Furstenstein.
Zobacz profil autora
stary




Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 144 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 21:22, 30 Sie 2013 Powrót do góry

13. Obóz Hausdorf Jugowice
73,M, ur 1930, lat 15, Auschwitz ( 4 dni ) Erlenbusch (4 miesiące ), Hausdorf ( 6 tygodni ), Schweidnitz (3 tygodnie ), Breslau-(3 miesiące ), Flossenburg (3-m-ce ), Wien (1mc ), Hamburg (1mc), Dresden ( 2 m-ce), Theresienstadt- do wyzwolenia.
73-auto
Tak minęły cztery dni . Zawieźli nas pociągiem do Erlenbusch. W wagonie podróżowało 90 osób. Tam mieliśmy stosunkowo dobrze. Dostaliśmy jedzenie. Każdego dnia 12 osób dostawało 2 kg chleba i był 1 litr zupy na osobę . Pracowaliśmy przy budowie stacji kolejowej, którą zbudowaliśmy . Tam również tak nie bili. Tylko wtedy, gdy nowy Lagerführer przyszedł, zaopatrzenie się pogorszyło. Gdy Rosjanie podeszli , zabrali nas do Hausdorf. Tam porządkowaliśmy ruiny zbombardowanej stacji . I pracowałem z moim ojcem. Dziesięciu pracowników dostawały jeden bochenek chleba, dla nie pracujących jeden bochenek był na dwudziestu. Gdy Rosjanie przybliżyli się, zabrali nas jeszcze dalej. Tak dostaliśmy się do Schweidnitz.
Nie ma relacji węgierskiej z drążenia sztolni czy budowy obozu w Hausdorf. Albo robił to kto inny, albo nie ma survivorów.
14. Obóz Waldenburg Wałbrzych
-187,3299,=2
187, M, pracownik fabryki produkującej piły ur 1917, lat 28, Auschwitz ( 11do15-05-44 ), Waldenburg OS( 18-05-44 – 2 tygodnie ), Erlenbusch ( do 02-45 ), Dornhau ( od 02-45 do 8-05-45 ).
W Ökörmező przed wyniszczeniem Żydów mieszkało dwieście rodzin żydowskich, wszystkie w dobrej sytuacji. Żyli w charakterze pracowników, kupców i innych przedsiębiorców. Zarabiałem na życie jako robotnik w fabryce pił, która została odebrana żydowskiemu właścicielowi przez pułkownika w chwili wyniszczania Żydów. …… Ludność chrześcijańska zachowywała się źle . Gdy akcja została zakończona, ktoś powiedział : „Ani śladu nie pozostanie z Żydów.” …… Na jednodniową podróż wydano nam po pół bochenka chleba i margarynę. Podróż nie trwała dłużej. W Waldenburgu było wiele pracy, robiliśmy budowy dróg, to była bardzo ciężka praca, niemiecki majster, nazywany tu szachtmajstrem nas bił. Zdarzyło się, że jeden z moich kolegów, wysypał mi na stopy pełna lorę, która mnie częściowo przysypała, a ja, kiedy zdolałem się z wielkim trudem uwolnić, musiałem nie tylko pracować dalej , ale zostałem pobity przez SS-mana. Stópa mnie bolała, było krwawienie, był obrzęk stóp a później wymagała operacji. Kciukiem, mogę ruszać jeszcze dzisiaj, on mnie boli, i muszę zwrócić się do lekarza. Jedzenie było słabe i niewystarczające.In Erlenbusch , gdzie zostaliśmy następnie przeniesieni , zostaliśmy silnie zawszeni, i nie było żadnych urządzeń sanitarnych do mycia, nie ma ciepłej wody, aż do niedawna 4-5 tygodni byliśmy w tej samej bieliźnie.
3299, M, stolarz ur 1928, lat 17, Auschwitz ( 3 dni ) Waldenburg ( pół roku , do 1-05-45).
Przybyłem do Auschwitz drugim transportem z Beregszasz .
…. W Auschwitz byłem z rodzicami i zostaliśmy ddzieleni. …. i w dwa dni później przetransportowali nas dalej Najpierw jechaliśmy w wagonach, potem musieliśmy iść pieszo 6-7 km. Podróż trwała około 3 dni, podczas podróży byliśmy normalnie żywieni. Tak przybyliśmy do Waldenburga . Tu najpierw pracowaliśmy przy betonowaniu , a następnie budowaliśmy baraki. Gdy były gotowe , poszedłem do obozowego komando. Tu obóz był wystarczająco dobry, mieliśmy tylko bardzo złego dowódcę komanda, który nas wszystkich bił. Wyżywienie było do przyjęcia. Czasem dostaliśmy ciasta, mleka, grochówki. Początkowo bochenek chleba był na trzech, potem aż na trzynastu. Najpierw mieszkaliśmy w namiotach, a później zbudowaliśmy wielkie baraki drewniane. W jednym takim baraku mieszkało 105 więźniów . Niestety pranie nie było możliwe, nie było wody, tak że wkrótce zostaliśmy zawszeni. Początkowo pracowaliśmy po 10 godzin na dobę, potem pracowaliśmy po 12 godziny na dobę. Pracę rozpoczynaliśmy o 6-tej rano i kończyliśmy o godzinie dziewiętnastej z półgodzinną przerwą na obiad. Obóz był odległy od miejsca pracy o dobrą godzinę marszu. W pracy byliśmy popędzani i bardzo wielu było bitych. Pracowali z nami trzej pracownicy cywilni , z których jeden szczególnie dużo nas bił, ale pozostali dwaj byli bardzo przyzwoici, a także przynosili czasami trochę jedzenia dla nas. Majster był bardzo przykry, atakował młodych ludzi , pobił, wybił zęby i skrępował ( tekst niejasny przyp. mój ) . To miało taki skutek, że protokoły zostały podniesione w tej sprawie,i dostarczone do Auschwitz, ale rezultat rozstrzygnięcia był taki, że musieliśmy unikać odesłania z obozu. N ieżydowscy robotnicy mieli dużo lepsze wyżywienie , niż my. Kiedy front się zbliżył, usłyszeliśmy strzały, i domyśliliśmy się, że Rosjanie są już blisko. Potem, pewnego dnia ewakuowali obóz. Dalej poszło 4000 osób. Rozdzielili magazyn z odzieżą, reszta pozostała na miejscu, nie wiem , co się z nimi stało. Ewakuacja nastąpiła nagle, nie spodziewaliśmy się jej. Rozpoczęliśmy marsz na piechotę, na drogę dostaliśmy po pół chleba,nic więcej. Dziennie musieliśmy pokonać dystans 25-30 km. Kto upadł, to zabierali go samochodem, ale gdzie, nie wiem. Towarzyszyło nam SS. Ja nie mogłem chodzić dobrze, więc dostałem pchnięcie bagnetem ale i tak nie mogłem iść, przewróciłem się do rowu i tak zostałem. Leżałem tak około dwóch godzin, znaleźli mnie Rosjanie, którzy mnie wyzwolili. Było to 1-05-45 koło Ribnitz. Potem Rosjanie wprowadzili mnie dopewnego domu i tu byłem do 5-06-45. Potem poszedłem do domu i kiedy dotarłem do granicy węgierskiej, znalazłem węgierski transport do Berdicseva. Tu dostaliśmy normalnego jedzenia i wróciliśmy do domu w 74 -ech. W Berdicsevie mogliśmy opuszczać obóz i wychodzić do miasta, , nie było żadnego ograniczenia. Chociaż zabierali nas Rosjanie czasami do czyszczenia
pomieszczeń, ale stałej pracy nie było. Oficerowie rosyjscy i uzbrojeni strażnicy obózu zachowywali się bardzo poprawnie w stosunku do nas. Byli tam jeńcy chrześcijańscy , z którymi stosunki nie były gładkie. Często się zdarzało, że gdy zobaczyli ubrania, które otrzymaliśmy , i złorzeczyli Żydom. Poprosiliśmy o gazety i dostaliśmy. Rozmawialiśmy dużo o emigracji i większość Żydów , którzy chcą wyjechać, nie otrzymała żadnej wiadomości z domu. Droga do domu trwała 9 dni, przez Lemberg, Kołomyję , społeczność żydowska Maramarossziget przywitała nas i dali nam trochę pieniędzy,i jedna czwartą bochenka chleba. 8-go września 45 na wieczór dotarliśmy tutaj, do Budapesztu.

Książka „ A narrow bridge to life „ Belah Gutman „podaje datę wyzwolenia Wałbrzycha na 8-05-45 a liczbę więźniów pozostawionych w obozie na 600 osób.

15. Obóz Freiburg - Świebodzice
1327, K , gospodyni domowa ur 1915, lat 30, Ravensbrück ( 9-12-44 do 18-01-45 ), Freiburg ( 22-01-45- 3 tygodnie do 12-02-45), Trautenau, Leipzig ( do końca -04-45 )
2-12-44 pod eskortą zostałam wyprowadzona na plac Klauzár. Również wcześniej miałam do czynienia ze Strzałokrzyżowcami, 26 października przeszłam ich przeszukiwanie mojego domu. Na placu Klauzál oddzielali kobiety poniżej jedenastu i powyżej czterdziestu lat, nas zabrali dalej na plac Teleki , tu oddzielali nas od mężczyzn. Widziałam , jak z naszej grupy wyskoczyło czternaście osób, ja tez chciałam, ale bardzo blisko mnie stał oficer SS. Słyszałam też, jak mówił, "mądrych było tych czternastu, że uciekli”. Nawet nie mogłam pojąć, co to oznacza. Z placu Teleki zabrali nas na stację Józsefváros gdzie nas załadowali do pociągu, ok. 2000 kobiet, po 80 w wagonie. Pociąg ruszył w kierunku Hegyeshalom. W Hegyeshalom został przejęty przez Niemców, stamtąd pojechaliśmy dalej. Dalej jechałyśmy pociągiem osobowym, było dużo miejsca ale strasznie marzliśmy.9-12-44 przybyliśmy do Ravensbrück. To był wielki obóz na ok. 17000 więźniów. Niestety dostałam się do celty. Łóżek nie było, trzeba było leżeć na kamiennej podłodze. Ale ten fakt przez pierwsze dwa dni nie był tak tragiczny, ponieważ nie odebrano nam jeszcze naszych rzeczy, więc mieliśmy ciepłe płaszcze i inne rzeczy zrobiliśmy sobie w terenie i także mieliśmy koce. Po dwóch dniach zabrali nas do łaźni i po lodowatej kąpieli dostałam cienka letnią odzież. Nic innego. Miałam nadzieję, że skierują nas do bloków, ale z powrotem poszliśmy do celty. Polscy więźniowie traktowali nas bardzo źle. Na przykład, nie można było pójść do toalety, łatwo sobie wyobrazić, co to znaczy. Mieliśmy w celcie tylko wiadra do celów WC i człowiek, który chciał załatwić swoje potrzeby musiał do niego stać w kolejce. To było straszne, wielu z nas oszalało. Prawie każdy miał biegunkę. W krótkim czasie byliśmy zupełnie zawszeni ponieważ możliwość mycia i utrzymania czystości była minimalna. Po dziesięciu dniach w celtach dokonano podziału, zainstalowano trzy segmentowe łóżka, trzech lub czterech z nas dostało jedno łóżko, które wydawały się rajem po dziesięciu dniach leżenia na gołej ziemi bez koców w letniej odzieży. Jedzenia było bardzo mało, tylko umierających z głodu było dużo. Każdego ranka staliśmy na apelu, od pobudki o trzeciej. Hasłem było: tylko umarli nie stoją na apelu, ale chorzy tak. Tak nawet bardzo chorych wypędzali na zimno, na minutę musieliśmy być razem. Cierpiałam więcej, bo byłam w ciąży. 18-01-1945 poszliśmy w transporcie sto pięćdziesiąt osób do Freiburga. Potem dostałyśmy w końcu płaszcze, ale mimo tego marzłyśmy w wagonie. Prowiant wydano na drogę. 22-01-45 przybyłyśmy do Feiburga, ale tylko 3 tygodnie byliśmy tutaj ( tj. do 12-02-45 ) z powodu zbliżających się Rosjan. Przed wyruszeniem poszłyśmy na piechotę do pewnego męskiego obozu. Stąd / Trautenau / następnie kontynuowaliśmy dalej pociągiem do Lipska. Tu mnie uwolniono , z końcem kwietnia 1945 , kiedy Brytyjskie wojsko tam wkroczyło . Od Anglików doznałam bardzo dobrej opieki , byłam tam do czerwca. W Leipzig urodziłam moje dziecko. Jestem syjonistką , mam zamiar wyjechać do Palestyny 2422, K, kapeluszniczka ur 1922, lat 23, Ravensbrück ( 8-11-44 do 10-01-45 ) , Freiburg ( 12-01-45 do 5-02-45 ), Zwodau ( 14-02-45 do ) , Volary - Wallern ( po 3 m-cach marszu )
Pod eskorta nazistów zabrali mnie z mojego domu. Do Hegyeshalom szliśmy pieszo. Tu zostaliśmy przejęci przez Niemców, weszliśmy do pociągu i pojechaliśmy wprost do Ravensbrück. Jak tylko przyjechaliśmy zabrali nam wszystko, nawet ubrania i buty, a dostaliśmy cienką, poszarpaną letnią odzież. Obóz był otoczony drutem elektrycznym pod napięciem . Ty lko kobiety tu były. Traktowali nas bardzo źle, ciągle nas bili. Jedzenie było złe i bardzo mało. Ładowałyśmy łopatami piasek. Tam kobiety stale umierały na biegunkę. Stąd przyszłyśmy do Freiburga. Pracowaliśmy w fabryce części samolotowych, mieszkałyśmy na terenie fabryki. Dzień pracy wynosił 12 godzin i praca nie była zbyt ciężka. Jedzenie było lepsze niż w Ravensbrück i główną zaletą było to, że tutaj nie bili. Na początku lutego obóz otoczyli ludzie z SS i bardzo pilnie nas ewakuowano. Nie mogliśmy czekać nawet na podział obiadu ale musiałam iść. Szliśmy przez cztery dni, a następnie załadowano nas na wagony. Do jednego wagonu wcisnęli 150 ludzi. Tu już byli mężczyźni. Zabijali się wzajemnie po drodze. Jechaliśmy pięć dni, niektórzy ludzie oszaleli. Nie można było usiąść. Z głodu, zmęczenia, osłabienia wielu zmarło. Zmarłych wyrzucano z wagonów. Przez całą drogę raz dostaliśmy kawałek chleba i ser. Dostałam się do Zwodau, kiedy już byłam chora na tyfus. Trzy tygodnie leżałam na podłodze, na słomie, przy zdrowych. Na obiad dostawałam rzepę i 10 dkg. chleba. Kiedy zbliżyli się Amerykanie i cały obóz musiał wyruszyć ; ja miałam 41-stopni gorączki i poszłam pieszo. Tych, którzy nie mogli iść, zabrali do lasu i zastrzelili. Ja wolałam raczej iść pieszo i szłam prawie jak w malignie. Po drodze nie dostawaliśmy jedzenia. Tylko to jedliśmy, co znaleźliśmy po drodze. Kiedyś znaleźliśmy jednego martwego konia a następnie była wielka uczta. Dwa razy strzelano do nas z broni maszynowej. Szliśmy pieszo przez trzy miesiące. Tymczasem wiele osób zginęło od karabinów maszynowych, głodu oraz osłabienia. Kiedy przybyliśmy w okolice miejscowości Volary /Wallern/ dyscyplina była już całkowicie rozluźniona. Rozproszone ukrywałyśmy się w lesie i gdy Niemcy odeszli, następnego dnia wyszłyśmy do Amerykanów.
3377, K, krawcowa ur. 1921, lat 24, Ravensbrück (15-12-44do 5-01-45), Freiburg (11do31-01-45), Zwodau (10-02-45do30-04-45), Volary (1do3-04-45)
2-12-44 wszystkich mieszkańców domu wywieziono na plac Klauzál, gdzie oddzielono mnie od matki i jeszcze w tym samym dniu wywieziono na dworzec Józsefváros, gdzie nas załadowano na wagony. Jechaliśmy stłoczeni po 80 osób w wagonie , jak śledzie. W Zurndorf przeniesiono nas do pociągu osobowego i po tygodniu podróży przyjechaliśmy do Ravensbrück. Tu ulokowano nas w wielkim namiocie, gdzie stłoczono 2000 osób. Po dwóch dniach nas zdezynfekowano i wydepilowano. Zabrali nam nasze ubrania i w zamian wydali cienkie letnie sukienki, w najbardziej surowych warunkach pogodowych zimą. Tylko nasze buty nam zostawili. W namiocie mogliśmy się położyć tylko na przemian, ze względu na szczupłość miejsca, poza tym stale byliśmy napastowani. Następnie przeniesiono nas na 3-piętrowe prycze, 4 osoby musiały zmieścić się na pryczy, na której było również mało miejsca. Przydzielono nas do ładowania piasku łopatą, przy tej okazji niemiecki kapo stale nas bił. Nasze wy żywienie: gorzka kawa, w południe dostawaliśmy po pół litra zupy z rzepy i 20 dkg chleba. O czwartej rano był apel, trwał do świtu, osoby starsze również musiały stać z nami przez wiele godzin. Apele były prowadzone z największą surowością, stałyśmy w cienkiej odzieży bez płaszczy, bardzo cierpiałyśmy. Bardzo wiele osób zginęło z powodu biegunki. Z Ravensbrück pojechaliśmy wagonami dalej do Freiburga. Po przybyciu natychmiast zostaliśmy zdezynfekowani i ulokowano nas w drewnianych barakach, gdzie mieszkałyśmy po 200 osób pod jednym dachem. Pracowałyśmy w pewnej fabryce amunicji, traktowani byliśmy dość po ludzku, jedzenie było dość przyzwoite, ale bardzo mało. Byliśmy tu ok. 3 tygodni, kiedy zbliżył się front i wyprowadzili nas stąd dalej na piechotę. Wyruszyliśmy w drogę praktycznie zupełnie bez jedzenia, bo wyjście nastąpiło bardzo szybko. Od mężczyzn dostałyśmy niektóre z nas parę kromek chleba. W Trautenau nas załadowali na wagony, po 120 osób na wagon. ale gdy usłyszeli głośne krzyki, zabrali 20 osób do innego wagonu. Mężczyzn jednak stłoczyli po 120 w wagonie, skąd słyszeliśmy ich straszne lamenty. O jedzeniu ponownie nie pomyśleli i jedliśmy, cośmy dostali w Trautenau od miejscowej ludności, tj. kawałek chleba. We Flossenburgu wyładowywali mężczyzn i przy tej okazji patrzeliśmy z przerażeniem , że z wagonów wypadają obszarpane porysowane zwłoki. Było tak, że nas również wyładowali z wagonów we Flossenburgu, aby nas ulokować w obozie, ale powiedziano nam, że nie ma już dla nas miejsca. Z Flossenburga wywieźli nas do Zwodau gdzie po przyjeździe wszystkim odebrali odzież i wydali nam tamtejsze pasiaki daróc i krótkie płaszcze. Na początku dostawaliśmy dość przyzwoite posiłki, które później stale się pogarszały. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach po 150 osób pod jednym dachem , ponownie obcięli nam włosy. Nie było dla nas pracy, cały dzień się kłóciłyśmy i krzyczałyśmy, bo nikt nie miał miejsca. Wszy i brud były wszędzie, z tego powodu wybuchł tyfus, od czego wiele osób dziennie ginęło. W ostatnim czasie prawie nie dostawaliśmy jedzenia i cierpieliśmy piekielne męki z głodu. Nie było lekarstw i nie można było pomóc chorym. Ja też zachorowałam na tyfus i zabrali mnie na rewier, gdzie otrzymałam tylko aspirynę, w celu stłumienia strasznego bólu. Na rewierze było pełno wszy. Przed nadejściem frontu zdrowych zabrali dalej, a my chorzy tam pozostaliśmy, ale po kilku dniach kilku z tych chorych również transportowali dalej, między innymi mnie, poszłam na wóz z gorączką 39 stopni i byłam boso, a przy jakiejś okazji kierownik transportu odebrał też koce. Często spędzaliśmy noce na wolnym powietrzu i w takich okolicznościach nie jest rzeczą dziwną, że większość chorych zmarła w trakcie podróży z głodu i zimna. Kiedy przybyliśmy do Volary, już słyszeliśmy ciężkie bombardowanie. Tego dnia leżałyśmy na łące i w miejscowości prosiliśmy o jedzenie dla siebie. Następnego dnia rano dotarliśmy do samochodu ciężarowego, który zabrał tych, którzy byli w stanie wstać. W aucie była także nadzorczyni, z tego co dowiedziałam się po wyzwoleniu, większość z nich zginęła w wyniku bombardowania. Bardzo wiele koleżanek było chorych z powodu urazów, które otrzymały. Ja i 80 koleżanek następnego dnia rano obudziliśmy się i byłyśmy niezdolne do marszu, w związku z tym pozostałyśmy na miejscu i strażnicy nas zostawili. Z wielkim trudem udało nam się zdobyć zakwaterowanie w pomieszczeniach fabrycznych i w dwa dni później przybyli nasi wyzwoliciele, amerykańska drużyna V3. Amerykanie natychmiast zatroszczyli się, że zostaliśmy skierowane do szpitala, ale w kilka tygodni później, kiedy się trochę wzmocniłam, indywidualnie wyruszyłam w drogę do domu , przez Czechy. Kilka tygodni byłam w Pilźnie, również tam otrzymałam bardzo staranna opiekę.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)